Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 161 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 17 kwi 2014, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=597376

Niespełnione marzenie papieża
Anja39 2014-04-16 10:01:52

To był chyba jeden z najcięższych krzyży, jakie przez cały pontyfikat dźwigał Jan Paweł II.

Przywrócenie jedności w podzielonym chrześcijaństwie było największym marzeniem papieża Polaka. Ekumenizm postawił wśród priorytetów swego pontyfikatu. Dlatego w jedną z pierwszych zagranicznych podróży – w listopadzie 1979 r. – wybrał się do stolicy wschodniego chrześcijaństwa, dawnego Konstantynopola. Patrząc w oczy patriarsze Dymitriosowi, mówił o „pełnym, braterskim pojednaniu” i pytał: „Czy mamy jeszcze prawo być podzieleni?”. Znał odpowiedź na to pytanie, dlatego tak bardzo pragnął, by pojednany Kościół oddychał dwoma płucami: Wschodu i Zachodu. I często o tym mówił.
Kiedy 20 lat później (w 1999 r.) opuszczał Rumunię, gdzie większość mieszkańców stanowią wyznawcy prawosławia, powiedział, że zabiera ze sobą marzenie o trzecim tysiącleciu jako czasie odbudowy jedności między podzielonymi chrześcijanami. Na początku Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan w Jubileuszowym Roku 2000 z tym marzeniem klęczał w drzwiach rzymskiej bazyliki św. Pawła za Murami w towarzystwie anglikańskiego arcybiskupa Canterbury i przedstawiciela Cerkwi prawosławnej, otoczony delegatami wielu różnych Kościołów i Wspólnot chrześcijańskich z całego świata. Jakimś wielkim paradoksem jest, że ten papież, który tak bardzo marzył o jedności Kościoła, wiele lat wcześniej nie zdołał zapobiec najgłośniejszej schizmie końca XX wieku.
Rozłam Lefebvre’a
Odłączenie się od Kościoła bractwa Piusa X po ekskomunikowaniu jego założyciela abp. Marcela Lefebvre’a dla Jana Pawła II musiało być wielkim dramatem.
Po raz pierwszy spotkali się wiele lat wcześniej, podczas Soboru Watykańskiego II. Biskup z Krakowa obserwował, jak francuski arcybiskup Dakaru w soborowych kuluarach bronił łaciny, noszenia sutanny i liturgii św. Piusa V. Potem śledził wydarzenia, które doprowadziły do suspendowania założyciela Bractwa Piusa X przez papieża Pawła VI. A zaraz po swoim wyborze na papieża przyjął niepokornego arcybiskupa na audiencji. Niestety to spotkanie nie doprowadziło do pojednania ani nawet zbliżenia abp. Lefebvre’a z Kościołem. Nieugięty trwał w oporze. Kolejnymi decyzjami zmierzał prostą drogą do zerwania więzi z Kościołem katolickim.
Dla Jana Pawła II to była bardzo trudna decyzja – 30 czerwca 1988 r., kiedy abp Lefebvre bez zgody Rzymu wyświęcił czterech biskupów, papież musiał nałożyć ekskomunikę na brata w biskupstwie. A przecież tak wiele razy wyciągał do niego rękę, wiele lat negocjował z nim osobiście i za pośrednictwem kierującego Kongregacją Nauki Wiary kard. Josepha Ratzingera, długo miał nadzieję, że zawróci z drogi prowadzącej do schizmy. Stało się inaczej. Abp Lefebvre zmarł nie pojednawszy się z Kościołem w 1991 r. Próby przywrócenia jego zwolenników do Kościoła katolickiego podjęte przez Benedykta XVI okazały się nieskuteczne.
Aleksy mówi „nie”
Pontyfikat Jana Pawła II obfitował w ważne ekumeniczne gesty, słowa, spotkania. Wiele z nich przyczyniło się nieco do zbliżenia chrześcijan Wschodu i Zachodu, jak wspomniana już podróż do Rumunii, na zakończenie której ćwierćmilionowy tłum katolików i prawosławnych spontanicznie zaczął skandować: „unitate”, czyli jedność. Rok później, w Grecji, w czasie spotkania z niezadowolonymi z papieskiej wizyty w ich kraju prawosławnymi biskupami papież modlił się o przebaczenie grzechów, jakich katolicy w przeszłości dopuścili się wobec prawosławnych. Przybyli na spotkanie hierarchowie zaczęli bić papieżowi brawo. Tego nikt się nie spodziewał. Podobnych sytuacji było więcej i na Ukrainie, gdzie papieskiej wizycie bardzo sprzeciwiał się Patriarchat Moskiewski, i w prawosławnej Bułgarii…
Ale nie wszystko się udawało. Kiedy się okazało, że przeszkodą w katolicko-prawosławnym dialogu może być prymat papieża, Jan Paweł II był gotów podjąć między wyznaniową dyskusję o roli biskupa Rzymu i formach sprawowania papieskiego prymatu. Napisał o tym w poświęconej ekumenizmowi encyklice „Ut unum sint”. Nikt jednak na tę propozycję nie odpowiedział.
Wielkim niespełnionym pragnieniem papieża Polaka była podróż do Rosji i spotkanie ze stojącym wówczas na czele rosyjskiej Cerkwi patriarchą Moskwy i Wszechrusi Aleksym. Jan Paweł II nie raz wyciągał do niego rękę, wysyłał przyjazne sygnały, dyplomatycznymi kanałami zabiegał o spotkanie. Aleksy zawsze znajdował kolejne preteksty, uniemożliwiające spotkanie z biskupem Rzymu. Musiały boleć papieża zarzuty o prozelityzm, nieuszanowanie kanonicznych terenów Cerkwi, kiedy kibicował odradzaniu się Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie czy ustanawiał w Rosji katolicką administrację kościelną. Nawet, kiedy na placu św. Piotra wokół trumny Jana Pawła II licznie zgromadzili się przedstawiciele wielu Kościołów chrześcijańskich i innych religii, Aleksego wśród nich nie było…
Chociaż Jan Paweł II wiele zrobił dla pojednania chrześcijan różnych wyznań, umierał świadomy, że jego marzenie o zjednoczonym Kościele Jezusa Chrystusa pozostało niespełnione.

Wiesłąwa Dąbrowska-Macura


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 23 kwi 2014, 07:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Znak dla narodów

Któż wie, jak potoczyłaby się historia, jak wyglądałby współczesny świat, gdyby nie wydarzenie z 16 października 1978 roku. Ogłoszenie przez kardynała kamerlinga nowego Następcy św. Piotra zabrzmiało jak armatnia salwa. Karol Wojtyła – ten stał się Skałą! Jan Paweł II – Papież z Polski… Nie sposób ogarnąć wymiaru tego pontyfikatu.

Żadna statystyka, żadna książka, a tym bardziej żaden artykuł prasowy nawet w części nie obejmie fenomenu Papieża z Polski, a już na pewno nie pozwoli nam poznać pełnej prawdy o wszystkich łaskach, jakich udzielił nam Bóg podczas Jego pontyfikatu. Zatrzymajmy się więc tylko na kilku obrazach tego przedziwnego wydarzenia, które raczej nie trafi się już żadnemu pokoleniu…

„Nie lękajcie się!” – tak 22 października 1978 roku zawołał do ludzkości Papież z Polski. I zaraz dodał: „Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie lękajcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie!”.

Niespełna pół roku później Jan Paweł II ogłosił swoją pierwszą encyklikę, która – jak słusznie zauważono – stała się programem Jego pontyfikatu. Wskazał w niej na Odkupiciela człowieka stojącego w centrum historii świata i pragnącego spotkania z każdym człowiekiem. I tak jak „człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa”, tak i pontyfikatu Papieża z Polski nie sposób zrozumieć bez owego streszczenia Jego osobistej wiary w Zbawiciela świata zawartej w encyklice „Redemptor hominis”. Zwłaszcza że jej echo brzmiało we wszystkich kolejnych trzynastu encyklikach Jana Pawła II.

Pielgrzym

Jeśli w encyklice „Redemptor hominis” Jan Paweł II podkreślił, że „wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka”, to trudno się dziwić, że przypadający na przełom wieków i tysiącleci Jego pontyfikat przyniósł bezprecedensową liczbę podróży apostolskich. Papież z Polski odbył 104 zagraniczne podróże apostolskie, odwiedzając wszystkie kontynenty i większość państw współczesnego świata. Nie można również zapomnieć o 146 pielgrzymkach na terenie Włoch i odwiedzinach 310 z 334 rzymskich parafii.

Jan Paweł II podróżował niestrudzenie, odważnie głosząc to, co nierzadko możnym tego świata wydawało się zbyt trudne do przyjęcia. Pragnął dotrzeć nie tylko tam, gdzie żyli wyznawcy Chrystusa, by umocnić ich w wierze. Starał się dotrzeć również tam, gdzie ich nie było. Wykorzystywał każdą okazję, by ukazać światu oblicze Chrystusa i Jego Kościoła. I jeśli mówić o apostolskich „sukcesach” Jana Pawła II, których byliśmy świadkami pod każdą szerokością geograficzną, to jego główne źródło tkwiło w tym, że Papież z Polski był zawsze sobą – żywym świadkiem tego, co głosi. Był człowiekiem, dla którego rzeczywistość pozaziemska i ziemska stanowiły jedną całość. Był mistykiem i dlatego stał się też przekonującym świadkiem Jezusa Chrystusa. I dlatego – jak zauważył kiedyś Mario Agnes – „pomógł historii odnaleźć swoje centrum, którym jest Chrystus, i powrócić na prostą drogę, która jest drogą każdego człowieka, świadomego swojej wielkiej godności syna Bożego”.

Polityk

Czy Jan Paweł II był politykiem? Wielu tak twierdzi. Nie ulega wątpliwości, że ten pontyfikat wpłynął w ogromnej mierze na przemiany społeczne, gospodarcze i polityczne współczesnego świata. Można powiedzieć więcej: chyba nie ma drugiego człowieka, który wywarłby równie wielki i pozytywny wpływ również na bieg wydarzeń politycznych przełomu XX i XXI wieku, jak Papież z Polski. Warto jednak zwrócić uwagę, że oddziaływanie Papieża Polaka na politykę było tym większe, im bardziej było niepolityczne.

Nikt nigdy nie mówił i nie pisał o człowieku tak wiele jak Jan Paweł II. Nikt nigdy nie zdefiniował i nie opisał godności człowieka w tak niezwykły sposób jak Jan Paweł II. Nikt tak bezkompromisowo nie bronił godności człowieka jak Jan Paweł II. Nie można jednak zapominać, że wszystko to odbywało się nie na płaszczyźnie politycznej, lecz moralnej. A jeśli jednym z najistotniejszych wymiarów pontyfikatu była troska o sprawiedliwość społeczną, to wypływała ona nie z wyrachowania czy konkretnej potrzeby politycznej, ale z głębi serca. Jeśli Jan Paweł II stawał w obronie ubogich i pokrzywdzonych, to dlatego, że ich najbardziej kochał. W ten właśnie sposób Papież z Polski – jak zauważył Mario Agnes – „podważył kryteria, metody, programy i systemy na pozór nienaruszalne i wieczyste i tak przez wielu traktowane” i „zmusił historię do przyspieszenia kroku, do zejścia z krętych dróg, do porzucenia ślepych zaułków”.

Obrońca życia

Jeśli mówimy o Janie Pawle II jako orędowniku pokoju, to nie wolno zapominać, że źródłem Jego zaangażowania na tej płaszczyźnie było przekonanie o niezbywalnej godności i świętości ludzkiego życia. Obrona świętości ludzkiego życia – od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci – stanowiła jeden z najważniejszych nurtów papieskiego nauczania. Obrona życia, godności kobiet, małżeństwa i rodziny to jedne z najczęściej poruszanych przez Papieża z Polski tematów. Już jednemu z pierwszych cykli katechez po wyborze na Stolicę Piotrową poświęcił powołaniu człowieka, mężczyzny i niewiasty. W 1981 roku ogłosił adhortację apostolską „Familiaris consortio” o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym. Z okazji Roku Maryjnego w 1988 roku ogłosił List apostolski „Mulieris dignitatem” o godności i powołaniu kobiety. Obrona życia stała się wreszcie tematem ogłoszonej w 1995 roku encykliki „Evangelium vitae”.

Właśnie zdecydowana obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, z powodu której Ojciec Święty był często tak gwałtownie atakowany nie tylko przez kręgi liberalne, ale i niektórych katolików, czyniła go najbardziej wiarygodnym obrońcą pokoju. Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty mówiła: „Jeżeli możemy zaakceptować to, że matka zabija swoje dziecko, to jak możemy mówić innym ludziom, by nie zabijali drugiego człowieka?”. Jan Paweł II był jednym z niewielu, u których takiego rozdźwięku nie było.

Na przestrzeni blisko 27 lat pontyfikatu Jana Pawła II nie było na świecie człowieka, który dla sprawy pokoju uczyniłby więcej niż Papież z Polski. Nie było na świecie konfliktu czy wojny, wobec którego nie słychać byłoby jego głosu wzywającego do zaprzestania walk, do podjęcia dialogu, do porozumienia i poszanowania praw człowieka. Prawdziwa kwintesencja papieskiego nauczania na temat pokoju znalazła swój wyraz w corocznych Orędziach na Światowy Dzień Pokoju, podpisywanych zazwyczaj w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Orędownik zawierzenia

Nie było to dziełem przypadku. Niezwykłe nabożeństwo do Matki Bożej odzwierciedlało motto Jego biskupiego posługiwania: Totus Tuus – Cały Twój, oznaczające całkowite zawierzenie Najświętszej Maryi Pannie. Wyniesiona z domu rodzinnego i własnej Ojczyzny tradycyjna pobożność maryjna była tym szczególnym impulsem, który pozwolił Papieżowi z Polski ukazywać Matkę Chrystusa jako wzór wiary. Obok ogłoszonej w 1987 roku encykliki „Redemptoris Mater” poświęcił Jej postaci ogromną ilość innych dokumentów, przemówień i homilii.

Jeżeli mówimy o zawierzeniu, nie sposób nie odnieść się w tym miejscu do tajemnicy Bożego Miłosierdzia. Nieprzypadkowo poświęcił jej swoją drugą encyklikę „Dives in misericordia”, ogłoszoną w 1980 roku. Tajemnicę Bożego Miłosierdzia, która przenikała cały Jego pontyfikat, pozostawił światu niejako w darze, ustanawiając jego powszechny kult w przekonaniu – jak mówił w krakowskich Łagiewnikach – że „nie ma dla człowieka innego źródła nadziei jak Miłosierdzie Boga”.

Przyjaciel młodych

Trudno określić liczbę możnych tego świata, z którymi spotkał się Jan Paweł II podczas swoich podróży apostolskich. Wiadomo, że w ciągu całego pontyfikatu Jan Paweł II przyjął na audiencjach prywatnych ponad 1600 polityków, wśród których byli królowie, prezydenci i premierzy poszczególnych państw. Podczas 1166 audiencji generalnych spotkał się z blisko 18 milionami pielgrzymów z całego świata. Ale nie wolno zapominać tych ogromnych rzesz ludzkich, które spotykał na szlakach swego pielgrzymowania. Nie wolno zapominać o tych, którzy byli mu najbliżsi: ubodzy, samotni, opuszczeni czy chorzy. Trzeba pamiętać o młodzieży, w której widział „nadzieję świata” i „nadzieję Kościoła”. To dla młodych ustanowił w 1985 roku Światowe Dni Młodzieży. Od tego momentu obchodzone są co roku w każdej diecezji. Oprócz spotkań lokalnych co dwa lata organizowane były międzynarodowe spotkania, w których zawsze osobiście uczestniczył. Niemal podczas każdej podróży apostolskiej spotykał się z młodzieżą, którą nauczał człowieczeństwa i fascynował realizmem, ukazując oblicze chrześcijaństwa, w którym najważniejsza jest miłość…

Apostoł cierpienia

W pontyfikacie Jana Pawła II czymś wyjątkowym było świadectwo cierpienia. Niemal przy każdej okazji spotykał się z rzeszami chorych i cierpiących, zepchniętych na margines życia społecznego. Choć był jednym z najbardziej „zapracowanych” ludzi na świecie, zatrzymywał się niemal przy każdym wózku inwalidzkim… Wreszcie sposób, w jaki przeżywał swoje cierpienie, dla świata, który nie może pogodzić się z jego faktem, był niezwykle wymowny. Choroby Jana Pawła II stały się sprawą publiczną.

W 1997 roku w Zakopanem zwrócił uwagę, że „cierpienie przeżywane z Chrystusem jest najcenniejszym darem i najskuteczniejszą pomocą w apostolstwie”. Nigdy w historii tak wielka liczba osób nie śledziła cierpień jednego człowieka. Odchodząc z tego świata, potrafił go zjednoczyć jak nikt wcześniej, w żadnym innym wydarzeniu…

Krzewiciel świętości

W ciągu swego pontyfikatu podczas 147 obrzędów beatyfikacji Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 1338 Sług Bożych, wśród których było 1031 męczenników i 307 wyznawców (nie licząc 4 dekretów „potwierdzenia kultu”). Z kolei podczas 51 obrzędów kanonizacji ogłosił Kościołowi 482 świętych, w tym 402 męczenników i 80 wyznawców (nie licząc „potwierdzenia kultu” św. Meinarda). Podczas 37 obrzędów, które odbyły się w Watykanie, Ojciec Święty kanonizował 352 osoby (291 męczenników i 61 wyznawców). W trakcie podróży apostolskich na terenie Włoch dokonał tylko jednego aktu kanonizacji w stosunku do wyznawcy. Podczas zagranicznych podróży apostolskich odbyło się 12 obrzędów kanonizacji, podczas których Ojciec Święty ogłosił 123 nowych świętych.

Jeśli chodzi o beatyfikacje, w wielu wypadkach były one zbiorowe, tzn. podczas jednej uroczystości Ojciec Święty beatyfikował niekiedy całe grupy osób. Największa w dziejach Kościoła katolickiego beatyfikacja odbyła się 11 marca 2001 roku na placu św. Piotra w Rzymie, gdy Jan Paweł II wyniósł na ołtarze 233 duchownych i świeckich zamordowanych z nienawiści do wiary w czasie wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936-1939.

Ktoś może zapytać: po co tylu świętych? Nie ulega wątpliwości, że poprzez te beatyfikacje i kanonizacje Papież z Polski zmienił nasze pojęcie o świętości. Przez lata panowało przekonanie, że świętość zarezerwowana była tylko dla „wybrańców”, a święci – postrzegani jako nieosiągalne wzorce – to sprawa dawnych wieków. Tymczasem Jan Paweł II pokazał, że święci to również ludzie naszych czasów, często nam znani, przeżywający te same co my problemy i bolączki dnia codziennego. To wskazówka, że do świętości powołany jest każdy z nas. I już za kilka dni On sam jako nowy święty będzie nam błogosławił z Nieba na naszą drogę do świętości, mówiąc: teraz wasza kolej, nie lękajcie się, podążajcie tą drogą, jakiej was uczyłem…

Sebastian Karczewski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/75340,z ... rodow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 24 kwi 2014, 05:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Witold, co ty tu robisz?

Z prof. Witoldem Kieżunem, ekonomistą, wybitnym teoretykiem zarządzania, rozmawia Beata Falkowska
Panie Profesorze, kiedy po raz pierwszy spotkał Pan bł. Jana Pawła II?
– Gdy wyszedłem z więzienia, trzy lata studiowałem w Krakowie, miałem kontakty z redakcją „Tygodnika Powszechnego”, który miał wówczas zupełnie inną linię niż obecnie. Poznałem dobrze redaktora Jerzego Turowicza. W 1949 roku, gdy byłem w Zakopanem, zaprosił mnie on do tzw. Księżówki, czyli domu wypoczynkowego dla księży w Kuźnicach. Wczesnym rankiem przyszliśmy razem na śniadanie, a przy jednym ze stolików w stołówce siedział jakiś ksiądz. Przywitał się serdecznie, a redaktor Turowicz przedstawił mi ks. Karola Wojtyłę, który studiował w Rzymie, a wówczas był wikariuszem w kościele św. Floriana w Krakowie. Zaczęliśmy rozmowę, potem okazało się, że mamy wielu wspólnych znajomych, m.in. moja krewna działała w Teatrze Rapsodycznym, z którym związany był młody Karol Wojtyła. Z tym zresztą wiąże się zabawna historia. Mężem tej mojej powinowatej był Marian Niżyński, znany krakowski poeta. 1 września 1939 roku napisał piękny wiersz opublikowany w krakowskim „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Zacząłem deklamować:

Krwi i konwalii Tworzący nie zmylił

Dwa im imiona, jeden dając zew

Trza by poeta nad nimi się schylił

Biało-czerwony z nich wywodząc zew

Gdy skończyłem, ks. Karol Wojtyła spytał: „A jak dalej?”. Ja już niestety reszty nie pamiętałem. A wtedy On wyrecytował cały ten wiersz. Serdecznie pogratulowałem Mu wspaniałej pamięci, a On spuentował: „Byłem aktorem”. Potem bardzo zainteresował się moimi przeżyciami wojennymi i powojennymi, opowiadałem Mu o obozie, pobycie w krakowskich więzieniach. Skończyło się na tym, że pojechaliśmy razem na Kasprowy Wierch, tam znowu usiedliśmy w restauracji i do wieczora rozmawialiśmy. To było bardzo ciekawe doświadczenie. To był mój okres szkolny, bardzo wówczas się interesowałem filozofią, teologią. W czasie młodości stale szukamy prawdy, dyskutujemy rozmaite koncepcje, a ks. Wojtyła był wybitnym umysłem. Na tym jednak skończyła się nasza znajomość. Na wiosnę 1949 roku zrobiłem magisterium, dostałem pracę w banku i zostałem przeniesiony do Warszawy.

Ale spotkał się Pan Profesor ponownie ze świętym wkrótce Papieżem, i to w wyjątkowych okolicznościach.
– Jest rok 1990, ja jestem kierownikiem projektu Organizacji Narodów Zjednoczonych w Burundi. Kilka lat wcześniej nawiązałem bliski kontakt z nuncjuszem apostolskim w tym państwie i namawiałem go, by zaprosić Papieża do Burundi. Została zorganizowana taka wizyta Ojca Świętego w środkowej Afryce. Nuncjusz apostolski w Burundi poprosił mnie wówczas, bym wystąpił jako korespondent Radia Watykańskiego. Przeszedłem specjalne czterodniowe szkolenie dla korespondentów RW, zostałem zaakceptowany. Później stwierdzono również, że skoro mówię po polsku, powinienem być blisko Papieża w kluczowych momentach tej wizyty, m.in. podczas powitania na lotnisku. Bardzo mnie to ucieszyło. Przygotowaliśmy piękną ceremonię. Papieża witała m.in. córka Polki i Burundyjczyka, którzy poznali się na studiach w Pradze i zamieszkali później w Burundi. Ta śliczna Murzyneczka, ubrana w strój krakowski, podeszła do Papieża i nienaganną polszczyzną powiedziała: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Ojciec Święty zaskoczony stwierdził: „Jak ty pięknie mówisz po polsku”. A ona na to: „Bo ja jestem Polka”. Wtedy ja też powiedziałem moje „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Papież popatrzył na mnie, zdziwił się i raptem mówi: „Witold, co ty tu robisz?”. Po tylu latach pamiętał mnie. Może ja byłem łatwy do zapamiętania ze względu na mój bardzo wysoki wzrost.

Były okazje do spotkań, rozmów z Papieżem w trakcie tej wizyty?
– Miałem wówczas stały kontakt z Ojcem Świętym, ponieważ nasze biuro mieściło się na parterze w budynku nuncjatury, a Ojciec Święty mieszkał na pierwszym piętrze, przechodził zatem zawsze przez nasze biuro, przystawał i był czas na rozmowę. Nawet ktoś nam zrobił zdjęcie, gdy tak rozmawiamy. Byłem wtedy bardzo zaniepokojony sytuacją w Polsce. Od zagranicznych biznesmenów słyszałem opinie, że Polska to eldorado, gdzie można kupować fabryki, przedsiębiorstwa za jedną czwartą ceny. Dziwili się, że ja siedzę w Afryce, zamiast nad Wisłą robić interesy. Mówiłem Papieżowi o swoich obawach, że Polska jest wykupywana. Papież bardzo się zaniepokoił. Zapamiętałem Jego stwierdzenie, że z jednej strony dobrze, że Polska przechodzi na system kapitalistyczny, ale otwiera to furtkę do priorytetu „mieć” nad „być”. Na tę konkluzję Ojciec Święty położył bardzo mocny akcent w naszych rozmowach.

Wielokrotnie wyrażał Pan swój szacunek dla głosu Jana Pawła II w obszarze ekonomii i nauk społecznych.
– Tę kwestię proporcji „mieć” i „być” Papież poruszał w swoich dwóch encyklikach. Moim zdaniem, to jest obecnie kluczowy problem światowy. Aż nie chce się wierzyć w dane zaprezentowane na konferencji w Davos, że pięć najbogatszych rodzin na świecie posiada majątek równy majątkowi połowy biedniejszej części ludzkości. Jan PawełII był bardzo ostrożny, jeśli chodzi o ocenę wartości wolnego rynku, m.in. dlatego, że bał się priorytetu „mieć” nad „być”. Podstawową Jego troską była dysproporcja bogactwa i walka o to, by biedne narody miały sprawiedliwy udział w światowym bogactwie. Coraz większa kompromitacja „wolnego” rynku jedynie dowodzi, jak właściwe były Jego wnioski.

Jaka refleksja towarzyszy Panu przed kanonizacją Papieża, księdza Karola, towarzysza zakopiańskich rozmów?
– Jestem prawie w tym samym wieku co Papież. Wspominam to spotkanie w górach i do głowy by mi wówczas nie przyszło, że ks. Wojtyła zostanie Papieżem, a co dopiero świętym. Tam był dla mnie po prostu świetnym, serdecznym kumplem. Największą satysfakcję z tego, że go znałem, odczuwałem w 1979 roku na placu Piłsudskiego, gdy Ojciec Święty wypowiedział te znamienne słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. To jest nie do zapomnienia, to była ekstaza, że wreszcie ktoś to powiedział!

Dziękuję za rozmowę.
Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/75448,w ... obisz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 24 kwi 2014, 06:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Obrońca człowieka

Ks. bp Ignacy Dec, ordynariusz świdnicki

Mówią mądrzy ludzie, że Pan Bóg daje odpowiednich ludzi na trudne czasy. Bóg dał Kościołowi wielkich Papieży dla naszej współczesności. Dwóch z nich: Jan XXIII i Jan Paweł II, otrzyma 27 kwietnia br. „pieczęć Kościoła” potwierdzającą ich świętość. Pierwszemu zawdzięczamy zwołanie Soboru Watykańskiego II, drugiemu wprowadzanie reform soborowych w życie Kościoła i świata.

Dziedzictwo zostawione nam przez Jana Pawła II ma podwójny wymiar. Jest to przede wszystkim papieskie nauczanie oraz świątobliwy, bardzo ludzki i chrześcijański Jego styl życia, a więc dziedzictwo myśli (niezwykłego intelektu nastawionego na prawdę) i dziedzictwo serca (heroicznej woli będącej na usługach dobra).

Prawo do Chrystusa

Jan Paweł II jako pasterz Kościoła powszechnego był przede wszystkim nauczycielem i świadkiem wiary. Głosił prawdę o Bogu i o człowieku. Tę prawdę czerpał przede wszystkim z Bożego Objawienia, zwłaszcza z osoby Jezusa Chrystusa. Był zawsze przekonany, że ta prawda nie ma równej sobie, że niesie ona człowiekowi wyzwolenie, radość i szczęście. Stąd też już na początku swego pontyfikatu wołał do wszystkich: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. W wezwaniu tym nie chodziło tylko o obecność Chrystusa w każdym ludzkim sercu – przez wiarę i miłość, ale Papież wskazywał na potrzebę obecności Chrystusa w przestrzeni życia publicznego: w kulturze, życiu społecznym, politycznym, gospodarczym, międzynarodowym.

Ojciec Święty był wnikliwym obserwatorem, dysponował ogromnym doświadczeniem historycznym. Wiedział dobrze, jakie są konsekwencje odrzucenia przez człowieka Pana Boga, Jego przykazań; wiedział, do czego prowadzi fałszowanie obrazu człowieka, odchodzenie od prawdy i od innych wartości moralnych i religijnych w życiu osobistym i społecznym. 8 czerwca 1997 r. w kolegiacie św. Anny w Krakowie Jan Paweł II powiedział: „Warunkiem zdrowego rozwoju nauki, na który chciałem zwrócić uwagę, jest integralna koncepcja osoby ludzkiej. Wielki spór o człowieka u nas, w Polsce, wcale się nie zakończył wraz z upadkiem ideologii marksistowskiej. Spór o człowieka trwa w dalszym ciągu, a pod pewnym względem nawet się nasilił. Formy degradacji osoby ludzkiej oraz wartości życia ludzkiego stały się bardzo subtelne, a tym samym niebezpieczne”.

W swoim nauczaniu Jan Paweł II tak często podkreślał, że człowiek jest najwyższym stworzeniem Bożym tu, na ziemi. Nie można go ubóstwiać, jak czyni to liberalizm i indywidualizm, ale nie można go też mylić ze zwierzęciem, jak uczynił to marksizm. Człowiek zachowuje szczególną godność, gdyż posiada w sobie zdolność do intelektualnego poznania i do duchowego, wolnego miłowania. Jest na ziemi jedyną istotą, która może sama determinować się do działania. Stąd można powiedzieć, iż intelektualne poznanie, miłość i wolność są miarą naturalnej godności człowieka i stanowią w jakimś stopniu rację do owego zdumienia nad samym sobą, o którym Jan Paweł II napisał w pierwszej swojej encyklice „Redemptor hominis”, ukazując wizję integralnej godności ludzkiej: „Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym… Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się chrześcijaństwem”.

Nowy totalitaryzm

Jan Paweł II zdawał sobie sprawę z niekorzystnych dla Kościoła procesów społecznych zachodzących dziś w Europie i świecie, zwłaszcza z procesu laicyzacji życia, narastania postawy konsumpcyjnej. Był zwolennikiem jednoczenia się Europy. Jednakże u podstaw procesu integracji widział wartości duchowe. Tak często wzywał Europę do odkrywania swoich chrześcijańskich korzeni i do pozostawania wiernym tym wartościom, z których wyrosła kultura europejska. Wzywał do budowania ładu społecznego i politycznego w oparciu o Boże Prawo. Wielokrotnie przestrzegał, że demokracja bez wartości prowadzi zawsze do mniej lub bardziej zakamuflowanego totalitaryzmu. Przypominając tak często prawdę o godności człowieka, o jego prawach i obowiązkach, Papież w nauczaniu społecznym wskazywał na właściwe rozumienie wolności, tolerancji, solidarności, sprawiedliwości i miłości społecznej. Bardzo dużo uwagi poświęcił sprawie ochrony ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ojciec Święty zdawał sobie sprawę z niepopularności nauki Kościoła w tej dziedzinie, ale szedł w tym względzie wyraźnie pod prąd, przypominając przy każdej okazji wartość ludzkiego życia i potrzebę jego ochrony. Często podkreślał, że wszelka działalność ludzka, nie tylko osobista, ale społeczna i publiczna, winna być wyznaczana przez zdrowe zasady etyczne. Stąd też tak często przypominał, iż wymogi etyczne winny być zachowywane w nauce, kulturze, polityce i gospodarce, po prostu wszędzie, gdzie żyje i działa człowiek. Jest to warunek ładu społecznego, pomyślności jednostek, państw i narodów.

Etyka pracy

W dziedzinie problematyki społecznej wiele uwagi poświęcił ludzkiej pracy. W refleksji nad pracą uwydatnił dwie główne tezy, a mianowicie, że osoba jest źródłem wartości i godności pracy oraz że praca jest czynnikiem samotworzenia się, doskonalenia się człowieka. Praca jako działanie ludzkie (aktywność ludzka) wypływa z podmiotu, który jest osobą; jest więc aktem, czynem człowieka jako osoby i stąd wypływa cała jej wartość i godność. Prezentując takie ujęcie, Jan Paweł II sprzeciwiał się wyraźnie tym wszystkim kierunkom w etyce społecznej, które całą wartość etyczną upatrywały jedynie w elemencie przedmiotowym, a nie podmiotowym. Wartościowanie i kwalifikowanie pracy tylko ze względu na jej rodzaj, jej wymiar przedmiotowy doprowadziło w dziejach do rozwarstwienia ludzi. W encyklice „Laborem exercens” napisał: „Praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy (…). Ostatecznie bowiem celem pracy: jakiejkolwiek pracy spełnianej przez człowieka – choćby była to praca najbardziej służebna, monotonna, w skali potocznego wartościowania wręcz upośledzająca – pozostaje zawsze sam człowiek” („Laborem exercens”, p. 6). Przypomnienie tych naczelnych zasad wskazujących na osobę jako źródło wartości i godności pracy ludzkiej stało się dla Jana Pawła II jakby bazą do odrzucenia tych kierunków społecznych, które traktowały pracę jako pewnego rodzaju „towar” sprzedawany przez robotnika pracodawcy. Owe kierunki myślenia materialistycznego i ekonomicznego sprowadzały niekiedy człowieka do narzędzia produkcji, traktując go na równi z całym zespołem materialnych środków produkcji. Stanowisko takie – zdaniem Papieża – uwłacza godności człowieka, który w każdej sytuacji winien być traktowany nie tylko jako właściwy sprawca i twórca, ale także jako właściwy cel całego procesu produkcji (LE, p. 7). Warto dodać, że na kanwie tych etycznych ustaleń Papież odrzucił także stanowiska, które głosiły tezę o pierwszeństwie kapitału przed pracą i rzeczy przed osobą (LE, cz. III). Zgodnie z nauczaniem Ojca Świętego, lansowanie tych poglądów przyczyniło się do pogłębienia niesprawiedliwości społecznej, a w konsekwencji do urzeczowienia i poniżenia człowieka. W celu uzdrowienia ustrojów społeczno-ekonomicznych należy podkreślać, uwydatniać i stosować zasadę o prymacie pracy nad kapitałem i osoby wobec rzeczy.

Wskazania dla polityków

Broniąc godności człowieka, rodziny i narodu, Jan Paweł II uczył nas także zdrowego patriotyzmu, który nie miał nic wspólnego z nacjonalizmem. Uczył nas prawdziwej miłości do Ojczyzny. Na początku drugiej pielgrzymki do Ojczyzny, 16 czerwca 1983 r., mówił na lotnisku Okęcie w Warszawie: „Pierwszym słowem wypowiedzianym w milczeniu i na klęczkach był pocałunek tej ziemi, ojczystej ziemi… Pocałunek złożony na ziemi polskiej ma jednak dla mnie sens szczególny. Jest to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną. Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. Jest matką, która wiele przecierpiała i wciąż na nowo cierpi. Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej”.

Papież zostawił też ważne przesłanie naszym politykom, parlamentarzystom i rządowi. Najpełniej wyraził je w przemówieniu w polskim parlamencie 11 czerwca 1999 roku. Mówił o potrzebie stanowienia słusznego, sprawiedliwego prawa. Przypomniał, by partie polityczne wyrzekały się własnego interesu, by służyły dobru wspólnemu. Papież podkreślał, że kultura, nauka, polityka, gospodarka winny być w służbie dobru wspólnemu całego Narodu.

Dziś, gdy patrzymy na życie publiczne w naszym kraju, gdy śledzimy dyskusje w Sejmie i Senacie, obserwujemy głosowania, partyjną dyscyplinę, nagminne zakrywanie prawdy, nasuwa się nam życzenie, by politycy, dziennikarze, a także ludzie nauki i kultury powracali do zostawionych im wskazań Jana Pawła II. Byłaby to najlepsza forma oddania hołdu największemu z rodu Polaków z okazji Jego kanonizacji.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75444,obr ... wieka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 24 kwi 2014, 06:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Był głosem milionów

Dr Tomasz M. Korczyński

Pontyfikat Jana Pawła Wielkiego trwał 27 lat – ileż fundamentalnych dla ludzkości zmian i wydarzeń nastąpiło w tym czasie. Dzięki łasce Bożej mogliśmy na żywo oglądać wycinek tej wielkiej podróży Kościoła świętego przez dzieje świata. Jan Paweł II był sam wędrowcem aż po krańce ziemi. Odbył 104 zagraniczne pielgrzymki, podczas których odwiedził 130 krajów. Państwem obok Włoch najczęściej odwiedzanym była Polska, do Ojczyzny przybywał ośmiokrotnie.

Czas historyczny, w którym Jan Paweł II obejmował swój urząd, nazywany jest okresem zimnej wojny (the cold war), trwającej właściwie do 1989 roku i w sposób spektakularny zakończonej obaleniem komunizmu i rozpadem Związku Sowieckiego, m.in. dzięki sile ducha i modlitwy Jana Pawła II, zabiegom prezydenta Ronalda Reagana i całkowitej kompromitacji systemu zła jako ideologii śmierci, czyli socjalizmu i komunizmu, także w Polsce. Nie byłoby tych wielkich, nieprzewidzianych przemian w Europie, zwłaszcza bezkrwawego rozpadu Związku Sowieckiego, gdyby nie wypełnienie przez Jana Pawła II prośby Matki Bożej przekazanej podczas objawień w Fatimie, która jako warunek pokoju wymieniła zawierzenie Jej Niepokalanemu Sercu Rosji i świata. Ojciec Święty dokonał tego aktu w łączności ze wszystkimi biskupami 25 marca 1984 r. w Rzymie. Niebo przyjęło poświęcenie i od tej pory pozostało „czekać na cud”, jak powiedziała Siostra Łucja.

Kiedy w 2005 roku Papież umierał, świat zmagał się z nowymi wyzwaniami, jakimi były ideologia globalizmu, agresywne nurty liberalizmu oraz światowy terroryzm traktowane w nauczaniu papieskim jako niebezpieczeństwa zagrażające patriotyzmowi, tożsamości narodowej (globalizm), życiu w prawdzie i wolności (liberalizm) oraz pokojowi (terroryzm).

Pod koniec lat 70. najważniejszym wyzwaniem był system totalitarny rozprzestrzeniany przez Związek Sowiecki. Karol Wojtyła był zdecydowanym przeciwnikiem ideologii mark-sistowskiej i występował przeciw niej nie tyle ze względów politycznych czy filozoficznych, ile humanistycznych. Jako Jan Paweł II podkreślał potem, na przykład w encyklice „Fides et ratio”, że Kościół nie kreuje własnej filozofii, nie optuje też za żadnym konkretnym kierunkiem filozoficznym, w końcu nie zabrania wyznawać czy też uprawiać myśli filozoficznej. Jednakże istnieją pewne ideologiczne tradycje i opcje światopoglądowe, które w sposób zdecydowany są fałszywe, podlegające krytyce i odrzuceniu przez Kościół, bo zaprzeczają chrześcijańskiej antropologii, która w swej zasadzie przyjmuje zawsze za pierwszoplanową osobistą godność człowieka nadaną mu przez Boga w momencie jego stworzenia. U podstaw socjalistycznej koncepcji komunizmu tkwi zasadniczy błąd antropologiczny, traktujący osobę ludzką jako cząstkę całości wyrażanej w kolektywie, totalnie i ślepo podporządkowanej zespołowi w dziele na rzecz jałowych i utopijnych obietnic przyszłości, której odbiera się prawo do własności prywatnej, czemu oczywiście sprzeciwia się stanowisko Kościoła z jego całościowym wyobrażeniem człowieka w wymiarze osobistym i społecznym, wzmacnianym dodatkowo papieskim „argumentem personalistycznym”.

Z drugiej strony nie można zapominać, że wsłuchany w głos milionów biednych, ubogich i pozbawionych środków do życia rodzin, pochodzących z regionów nędzy krajów Trzeciego Świata, Papież był także adwersarzem bezlitosnego kapitalizmu jako systemu wypaczającego i wyniszczającego osobę ludzką, o czym pisał w encyklikach „Laborem exercens”, „Sollicitudo rei socialis” czy „Centesimus annus”.

Cynizm zła

Sowieci szybko zrozumieli niebezpieczeństwo dla systemu, jakie stanowił ten wielki Polak. Morderczy totalitaryzm, nie pierwszy i nie ostatni raz, zareagował w swoim barbarzyńskim i prymitywnym stylu. „Zechce Wasza Świątobliwość przyjąć życzenia z okazji wyboru. Życzymy owocnej działalności w interesie odprężenia międzynarodowego, przyjaźni i pokoju między narodami” – takimi słowami zwrócił się do Następcy św. Piotra I sekretarz Komitetu Centralnego KPZS Leonid Breżniew w liście wystosowanym na wiadomość o wyborze kardynała Karola Wojtyły na Papieża. To, że władze reżimu wiedziały, co oznacza wybór tej właśnie osoby na Stolicę Piotrową, jest niewątpliwie faktem, szczególnie w konfrontacji z przeprowadzonym zamachem na jego życie przez tureckiego terrorystę Mehmeta Alego Agcę na placu św. Piotra 13 maja 1981 roku. Jak napisał Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp w liście pasterskim z 1998 roku: „Źli ludzie zaplanowali krótki pontyfikat, a Opatrzność Boża naznaczyła najdłuższy w tym wieku”.

Żaden z Papieży przed Janem Pawłem II nie akcentował i nie wskazywał tak mocno na zbrodnie komunizmu, czego dowodem jest zalecenie stworzenia martyrologium ofiar tego zbrodniczego systemu.

W 50. rocznicę bitwy pod Monte Cassino w 1994 roku Papież napisał, że nie możemy zapominać o tragedii setek tysięcy polskich rodzin, patriotów, przedstawicieli inteligencji zamordowanych lub wywiezionych na Wschód. Golgota Wschodu jest dla Kościoła istotna, Kościoła zaciekle prześladowanego przez komunistów. Komunistyczne barbarzyństwo wycisnęło piętno na drogiej ziemi polskiej, brutalnie zraniło Kościół, ale go nie przemogło. „Trzeba więc gromadzić wszelkie dowody, zeznania świadków, korespondencję – wskazujące na męczeństwo ludzi, którzy znaleźli się pod okupacją sowiecką. Czasu zostało niewiele. Coraz więcej ludzi odchodzi, zabierając ze sobą okrutną prawdę. A przecież ci, którzy zostają, nie mogą bez tego dziedzictwa budować przyszłości, nie mówiąc o wyegzekwowaniu zadośćuczynienia i przebaczeniu”.

Szaleństwo marksizmu i leninizmu zainfekowało także chrześcijaństwo w Ameryce Łacińskiej, czego straszliwą konsekwencją na polu teologii, a co gorsza – w działalności tak zwanych księży z karabinem, było odejście od prawd ewangelicznych na rzecz zniekształcenia przesłania Chrystusa w postaci tak zwanej teologii wyzwolenia. Jan Paweł II był tym Papieżem, który ostatecznie położył kres tej niebezpiecznej herezji, korzystając ze swego polskiego doświadczenia okresu komunizmu w PRL. Pamiętam niezwykły film nakręcony na lotnisku w Nikaragui, gdy Jan Paweł II publicznie karci teologa i polityka ks. Ernesto Cardenala. Nie znaczy to, że Papież ignorował problem biedy i nędzy na tym kontynencie. Wielokrotnie podkreślał, że proces zwany globalizacją oprócz pozytywnych stron niesie ze sobą również poważne niebezpieczeństwa w postaci „kontrastów między gospodarkami krajów wysoko rozwiniętych i krajów uzależnionych”. Pragnął zatem, aby globalizacja „nie postępowała kosztem najsłabszych i najbardziej potrzebujących, poszerzając jeszcze bardziej przepaść między ludźmi ubogimi i bogatymi, między narodami ubogimi a narodami bogatymi”.

Papież pokoju

Błogosławiony Jan Paweł II, jak Jego wielcy poprzednicy: Benedykt XV, Pius XII, Jan XXIII czy Paweł VI, konsekwentnie, z młodzieńczym zapałem angażował się na rzecz pokoju od wojny w Libanie, przez konflikt argentyńsko-chilijski, izraelsko-palestyński, serbsko-muzułmański, po dwukrotną wojnę w Iraku. Najkrwawszym konfliktem militarnym w Europie od zakończenia II wojny światowej była wojna w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995, w której zginęło nawet 200 tys. ludzi. Jan Paweł II dwa lata po podpisaniu układu w Dayton udał się do Sarajewa. Podczas spotkania na stadionie Kosevo, w którym uczestniczyło 50 tys. wiernych, Papież nawoływał do przebaczenia i pokoju. Nie zapomniał też poruszyć odpowiedzialności całej Europy za zło, do którego doszło, i co najważniejsze – napominał, że tragedia Sarajewa nie może się powtórzyć w nadchodzącym tysiącleciu. W katedrze Najświętszego Serca Jezusowego podczas spotkania z osobami konsekrowanymi powtarzał kilkakrotnie: „Nigdy więcej wojny!”.

Te same słowa padały także w przypadku dwóch wojen w Zatoce Perskiej. Prorok XXI wieku przewidział, czym się zakończą imperialistyczne zakusy Stanów Zjednoczonych w marcu 2003 roku, które okłamując opinię publiczną i dążąc do wojny o ropę naftową, wciągnęły w swój plan także Polskę za prezydentury postkomunistów. Dziś w Iraku nie ma już właściwie kolebki chrześcijaństwa. Z ponadmilionowej populacji w wyniku krwawej wojny religijnej, która wybuchła po obaleniu dyktatora Husajna i trwa do dziś między sunnitami a szyitami, z Babilonii zniknęło 800 tys. chrześcijan, a ci, którzy zostali, i tak chcą uciekać, bo terror nadal się szerzy.

W okresie posługi Jana Pawła II światowy terroryzm, zwłaszcza proweniencji islamskiej, który rozpętuje krwawe konflikty, zaczął wykorzystywać hasła religijne w swej destrukcyjnej działalności. W XXXV Orędziu na Światowy Dzień Pokoju Papież potępił jednoznacznie międzynarodowy terroryzm i tragedię z 11 września 2001 roku. Upośledzenie społeczne, niesprawiedliwość, bieda nie mogą być usprawiedliwieniem dla morderczych aktów zabijania cywilów. „Nie zabija się w imię Boga!” – powiedział Jan Paweł II.

Kiedy Pentagon wykrył związki muzułmańskich pilotów samolotów uderzających w nowojorskie wieże z Al-Kaidą i talibami, rząd George’a W. Busha zdecydował się na dokonanie inwazji na Afganistan. Pojawiały się głosy, że wojna z talibami w Afganistanie wykazywała wiele cech tak zwanej sprawiedliwej wojny. Należały do nich ataki na cywilów w USA feralnego 11 września 2001 r., będące przecież przekroczeniem granic suwerennego państwa. Poza tym dyplomacja amerykańska i organizacje światowe próbowały metodami pokojowymi wymóc na rządzie afgańskim wydanie mułły Mohammada Omara i Osamy bin Ladena, w końcu rezolucja ONZ wydała zgodę na inwazję Stanów Zjednoczonych. Tymczasem Papież nawet w tak problematycznym przypadku wybrał strategię przebaczenia i współpracy w dialogu międzyreligijnym. Nie powiedział nigdy „tak” tej wojnie ani dwóm wojnom w Iraku.

Mówił za to, że przywódcy chrześcijańscy, żydowscy i muzułmańscy „powinni podjąć inicjatywę publicznego potępienia terroryzmu, odmawiając osobom, które w nim uczestniczą, jakiejkolwiek formy usprawiedliwienia religijnego czy moralnego”. Między innymi dlatego Papież organizował spotkania modlitewne w Asyżu, bo wiedział, że modlitwa otwiera serce na działanie Bożego Ducha, tworzy grunt dla wysiłków na rzecz pokoju.

Bliżej „Kościołów siostrzanych”

Innym ważnym, choć mniej spektakularnym wydarzeniem historycznym, było zbliżenie się Kościoła łacińskiego i Patriarchatu Konstantynopola. Już podczas pierwszego uroczystego błogosławieństwa Urbi et Orbi Jan Paweł II wskazał na przyszły kurs swego pontyfikatu, zapowiadając kontynuację trudu poprzedników na drodze dialogu ku jedności chrześcijan. Chociaż na przestrzeni wieków od czasów wielkiej schizmy między Kościołem Wschodu i Zachodu przez ponad 900 lat podejmowano wiele starań na rzecz jedności chrześcijaństwa, żeby wspomnieć tylko unię lyońską, unię florencką, unię brzeską czy unię użhorodzką, to w XX wieku nastąpiło znaczne ocieplenie klimatu w relacjach katolicko-prawosławnych zapoczątkowane przez Jana XXIII oraz Pawła VI. Dzięki zabiegom swoich poprzedników Papież Jan Paweł II i patriarcha Dimitrios I mogli ustanowić Katolicko-Prawosławną Komisję, odpowiedzialną za dialog teologiczny, a oba Kościoły uznały się za tzw. Kościoły siostrzane.

Stosunkowo mało znany pozostaje fakt zaangażowania się Jana Pawła II w zbliżenie i pełną komunię z prawosławnym Kościołem koptyjskim i syryjskim. Od Soboru Chalcedońskiego w 451 r. Koptowie nie uznawali uchwalonego wówczas dogmatu o dwóch naturach Syna Bożego, człowieczej i Boskiej, akceptując wyłącznie Boską. Spór przybierał na sile przez całe wieki, szerząc niechęć i nienawiść. Dopiero pontyfikat Jana Pawła II przyczynił się do zakończenia rzeczowej dyskusji teologicznej, obustronnych komisji Kościołów chrześcijańskich. W 1988 roku nastąpiło przełomowe wydarzenie – po ponad 1500 latach izolacji Kościół koptyjski uznał we wspólnej deklaracji chrystologicznej Boską oraz ludzką naturę Jezusa Chrystusa.

Zbliżenie, do którego doszło za czasów pontyfikatu Papieża Polaka, dotyczyło także Kościołów syryjskiego, etiopskiego oraz chaldejskiego (asyryjskiego). Otworzyło to niewątpliwie drogę do całkowitej komunii z Rzymem. Do dziś pomimo trudnej sytuacji 10 milionów egipskich chrześcijan patriarchowie koptyjskiego Kościoła prawosławnego, tytułowani papieżami i następcami św. Marka Ewangelisty, działającego na tym obszarze, utrzymują dobre kontakty z lokalnymi biskupami katolickimi i Stolicą Apostolską.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75447,byl ... ionow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 kwi 2014, 09:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/polska/9549-sejm-r ... a-pawla-ii

Sejm RP uczcił Jana Pawła II
Opublikowano: czwartek, 24, kwiecień 2014 14:35

Dzisiaj Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę upamiętniającą błogosławionego Jana Pawła II. "W przeddzień kanonizacji Ojca Świętego Jana Pawła II, głowy Kościoła powszechnego i wielkiego Polaka, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża mu wdzięczność i szacunek" - czytamy w uchwale, którą poparło 380 posłów, przy 34 głosach sprzeciwu i 2 wstrzymujących się.

W uchwale przypomniano, że po śmierci Jana Pawła II odbyło się uroczyste zgromadzenie posłów i senatorów, na którym oddano hołd wielkiemu Polakowi, „człowiekowi pokoju i nadziei” oraz „najważniejszemu z Ojców niepodległości Polski”. Wedle słów uchwały, określenia te nie straciły swojej aktualności.

Sejm RP wyraził także "nadzieję, że kanonizacja Ojca Świętego Jana Pawła II będzie dla wszystkich Polaków okazją do radosnego i solidarnego świętowania, a także zachętą do głębszego poznania Jego intelektualnej i duchowej spuścizny oraz do podejmowania i kontynuowania Jego dzieła".

Odrzucona została poprawka do uchwały zgłoszona przez klub parlamentarny SLD, która zmieniła by jej treść. Wcześniej sejmowa Komisja Kultury zaopiniowała pozytywnie przyjętą dziś uchwałę.


Źródło: sejm.gov.pl
MWł


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 kwi 2014, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/38099

Pocałunek miłości. Egzorcyzm Jana Pawła II
Dział: Opinie » autor: Miesięcznik Egzorcysta » data: śr, 23-04-2014

Ksiądz Marian Rajchel, egzorcysta z diecezji przemyskiej, opowiadał, że podczas jednego z egzorcyzmów demon wrzasnął: Ten Wasz PAPIEŻ!!! On tym pocałunkiem więcej nam szkody czyni niż WY WASZYMI egzorcyzmami! Jeden taki pocałunek gorszy niż 1500 egzorcyzmów. Dla nas to był tylko piękny gest – mówił ks. Marian. – Nie… to była miłość do tej ziemi i zły duch to dobrze odczytał.
Chodziło o pocałunek, który Jan Paweł II składał na ziemi za każdym razem, gdy przybywał do jakiegoś kraju. Tego pocałunku nauczył się od św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars, który czynił to samo, przekraczając granicę parafii, do której został posłany. Innym razem, jak mówił egzorcysta, Zły nie wytrzymał: Najgorszy był dzień jego urodzenia… powtórnego, dla nieba. Na jego wezwanie ja pierzchnąć muszę.

Francesca z Umbrii
Bywało i tak, że Jan Paweł II sam sprawował egzorcyzmy. Jedna z takich sytuacji wydarzyła się w Watykanie w pierwszych latach pontyfikatu. Biskup Ottorino Pietro Alberti ze Spoleto wziął pod ramię kobietę i wspólnie z jej proboszczem, księdzem Baldino, wprowadził ją do pokoju. Francesca, 22-letnia mieszkanka Umbrii, stawiała opór.
To był wyjątkowo trudny przypadek. Ani Alberti, ani nikt inny w jego diecezji nie mógł sobie dać z tym rady. Już kiedyś w Spoleto miała miejsce podobna sytuacja. W 1951 roku miejscowy egzorcysta, ksiądz Corrado Balducci, nie potrafił wypędzić złego ducha z pewnej starszej kobiety. Zawiózł ją do ówczesnego papieża Piusa XII, który uwolnił nieszczęśliwą. Czy papież z Polski pomoże Francesce?
Jan Paweł II wszedł do pokoju. Kobieta natychmiast rzuciła się na ziemię i zaczęła wrzeszczeć. Tarzała się po podłodze i krzyczała, krzyczała tak głośno, że słychać to było w pobliskich pomieszczeniach. Papież otworzył rytuał egzorcyzmów i zaczął się modlić. Minuta, dwie, trzy. Wrzask nie ustawał. Francesca przewracała się z boku na bok, kręciła się, wydawało się, że za chwilę oczy wyskoczą jej z orbit.
– Jutro odprawię za ciebie Mszę – powiedział Jan Paweł II. Kobieta znieruchomiała. Usiadła na podłodze i spojrzała na Ojca Świętego. Miała zupełnie inny wzrok niż przed chwilą. Jej oczy patrzyły rozumnie, była w nich jakaś pogoda i spokój. Wstała.
– Co się stało? – zapytała.
– Francesca, wróciłaś, odzyskaliśmy cię! – proboszcz Baldino był zachwycony. – Modlitwy Ojca Świętego uwolniły cię od demona. Jan Paweł II przyglądał się jej uważnie. – Pierwszy raz widzę coś podobnego, to prawdziwa scena biblijna – powiedział. Uścisnął Francescę, pobłogosławił ją i wyszedł.

Zły duch to nie symbol
Jezus wielokrotnie uwalniał ludzi od złych duchów. Miał nad nimi władzę, którą one rozpoznawały i poddawały się jej. Tak było w tamtych, odległych czasach. Ale teraz, w XXI wieku? Nawet wśród ludzi Kościoła nierzadki był pogląd, że ewangeliczne opisy egzorcyzmów to pełne wschodniej przesady symboliczne opowieści. Niechętnie tłumaczono zło działaniem niewidzialnych mocy. Przyjaciel Jana Pawła II, francuski pisarz André Frossard, podjął nawet polemikę z tymi poglądami, publikując książkę „36 dowodów na istnienie diabła”.
Papież nie potrzebował tych dowodów. Wystarczyło zobaczyć Auschwitz, posłuchać opowieści więźniów obozów koncentracyjnych, pomyśleć o Katyniu. Diabolos, ten który przeciwstawia sobie ludzi, rozbija jedność, posługuje się kłamstwem, wprowadza zamęt w ludzkie dusze – tego dnia był tak blisko niego. Ale uciekł. Wystarczyło jedno zdanie: Jutro odprawię za ciebie Mszę.

Paweł Zuchniewicz
Artykuł ukazał się w numerze 20 (kwiecień 2014) Miesięcznika Egzorcysta.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 kwi 2014, 11:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Cuda Jana Pawła II

Małgorzata Pabis

Dzięki szczególnemu wstawiennictwu bł. Jana Pawła II u Pana Boga ludzie z całego świata wymodlili wiele łask i cudów.

O łaskach wyproszonych za wstawiennictwem polskiego Papieża całymi godzinami może mówić Aleksandra Zapotoczny z Biura Postulacji ds. Beatyfikacji i Kanonizacji Jana Pawła II. Wybrała ona i opracowała świadectwa ludzi doznających łask za pośrednictwem Jana Pawła II, jakie złożyły się na „Wielką ilustrowaną księgę cudów św. Jana Pawła II”.

Pani Aleksandra opowiada, że do biura postulatora trafiła korespondencja kierowana do Ojca Świętego przez wiernych z całego świata: były to tradycyjne listy, e-maile, ale też kartki zostawiane na grobie Papieża w Grotach Watykańskich. Niektóre z tych listów były zaadresowane „Jan Paweł II. Watykan” albo „Jan Paweł II. Niebo”. – I o dziwo, trafiały one do Biura Postulacji – wyjaśnia Aleksandra Zapotoczny.

Autorka książki ze wzruszeniem opowiada, o czym ludzie pisali i piszą listy do polskiego Papieża. – Jola i Piotr przyjechali do Rzymu z problemem – od dziesięciu lat bezskutecznie starali się o dziecko. Spotkali się z Janem Pawłem II, a On powiedział: „Wszystko będzie dobrze”, i niedługo po powrocie do Polski okazało się, że Jola jest w stanie błogosławionym. Eleonora – Włoszka i Helena – Francuzka – w dniu śmierci Jana Pawła II były na placu św. Piotra. Oddaliły się od Kościoła. Na placu św. Piotra w chwili śmierci Papieża zapłakały i powróciły na łono Kościoła. Zrozumiały, że nie stały po właściwej stronie. Także Dino, niepełnosprawny mężczyzna, nawrócił się po śmierci Papieża. Jacomo oraz Daniel – dwaj chłopcy, który byli w śpiączce, zostali uzdrowieni i powrócili do życia, a stało się to w dniu urodzin Papieża –mówi Zapotoczny, dodając, że „tony” listów, jakie przychodzą do Watykanu, pisane są jakby do żywego człowieka. – Niektóre listy to jakby cząstka spowiedzi, inne były poplamione łzami. W listach ludzie wspominali swoje spotkania z Janem Pawłem II, wymieniali intencje modlitewne i opisywali łaski, które otrzymali za Jego wstawiennictwem. Ludzie pisali, otwierając swoje serce. To właśnie z tych listów zostały wybrane cuda do beatyfikacji i kanonizacji Jana PawłaII – wyjaśnia autorka książki.

Siostra Marie Simon-Pierre ze Zgromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego została uzdrowiona z choroby Parkinsona. –Po modlitwie za wstawiennictwem Jana PawłaII moja choroba znikła – wyznała zakonnica.

Problemy ze zdrowiem s. Marie Simon-Pierre rozpoczęły się w 2001 roku. Wówczas to postawiono straszną diagnozę – zakonnica cierpiała na chorobę Parkinsona. Po trzech latach nastąpiło zaostrzenie objawów. Siostra Marie wiedziała, że Jan Paweł II także cierpi z powodu tej nieuleczalnej choroby. Patrząc na Niego, widziała niejako siebie – tyle że za jakiś czas. Była młodą, czterdziestoletnią kobietą.

2 kwietnia 2005 roku cała wspólnota wraz z s. Marie chciała zobaczyć w telewizji transmisję z czuwania, jakie odbywało się na placu św. Piotra. Wtedy zakonnice dowiedziały się, że Ojciec Święty odszedł do Domu Ojca. – Świat mi się wówczas zawalił. Straciłam przyjaciela, który dodawał mi sił, aby iść naprzód – mówiła s. Marie. Już w dniu śmierci Papieża niektóre siostry zaczęły modlić przez Jego wstawiennictwo o uzdrowienie chorej siostry. Ale od dnia śmierci Jana Pawła II objawy choroby u s. Marie nasiliły się do tego stopnia, że nie była ona w stanie nawet pisać, nie mogła kierować samochodem i coraz słabiej widziała.

2 czerwca poprosiła o zwolnienie jej z obowiązków. Przełożona odpowiedziała siostrze Marie, by wytrwała do powrotu z Lourdes, dokąd miała się udać w sierpniu. „Jan PawełII nie powiedział jeszcze ostatniego słowa” –dodała i wręczyła podwładnej wieczne pióro, polecając jej napisać trzy słowa: „Jan PawełII”. Z trudem udawało się odczytać to, co z wysiłkiem napisała s. Marie.

Po wieczornej modlitwie, w godzinę śmierci Jana Pawła II zakonnica napisała na kartce litery, które były czytelne! Wkrótce potem ustąpiły ból i drżenie kończyn, mogła też normalnie zasnąć. Zbudziła się około czwartej nad ranem. – Wstałam i poczułam, że nie jestem taka sama. Coś się we mnie zmieniło. Mogłam normalnie się poruszać – opowiada zakonnica, która od razu poszła do kaplicy, gdzie przez dłuższy czas trwała na modlitwie. Przed Najświętszym Sakramentem odmawiała tajemnice światła Różańca, ustanowione przez Jana Pawła II. – Czułam, jakbym urodziła się po raz drugi. Wyzdrowiałam. To dzieło Boga za wstawiennictwem Jana PawłaII – opisuje siostra.

W ciągu dnia napisała list i pokazała go przełożonej, mówiąc, że została uzdrowiona za wstawiennictwem Jana Pawła II.

7 czerwca s. Marie Simon-Pierre poszła na umówioną wcześniej konsultację ze swoim neurologiem. Kiedy lekarz zobaczył, że pacjentka swobodnie się porusza, zapytał ją, czy wzięła podwójną dawkę lekarstwa. Odpowiedziała, że przestała brać leki i wyjaśniła, co się stało.

Kiedy trwała beatyfikacja Jana Pawła II – 1maja 2011 roku – w sposób cudowny, natychmiastowy i trwały została uzdrowiona Floribeth Moria Diaz, mieszkanka Kostaryki, matka czworga dzieci, która cierpiała z powodu nieoperowalnego tętniaka mózgu.

W dniu beatyfikacji kobieta nie mogła pójść na miejscowy stadion, by wspólnie uczestniczyć w uroczystościach transmitowanych przez łącza telewizyjne. Podczas uroczystości beatyfikacyjnej Floribeth modliła się za wstawiennictwem Jana Pawła II o łaskę uzdrowienia, prosiła też Boga o szybką kanonizację Papieża Polaka. „Kiedy się obudziłam następnego dnia nad ranem, usłyszałam głos: ’Wstań, nie bój się, wstań’. Odpowiedziałam: ’Tak, Panie’, i poszłam do kuchni. Kiedy mąż mnie zapytał, co robię, odpowiedziałam mu, że czuję się dobrze” – wspomina szczęśliwa kobieta.

Po 1 maja Floribeth odczuła ogromną poprawę zdrowia. – Tego dnia, kiedy wstałam, poczułam w sobie nowego ducha, pokój w sobie. Nie czułam się już wyczerpana. Czułam, że jestem silna – wyznaje. Przeprowadzone wielokrotnie badania potwierdziły, że tętniak, który zagrażał zdrowiu i życiu kobiety, znikł.

Ksiądz prałat Jan Kabziński, prezes zarządu Centrum „Nie lękajcie się!”, opowiada, że w powstającym w Krakowie Domu Jana PawłaII już bardzo dużo wiernych wymodliło cuda.

– Najczęściej ludzie proszą o uzdrowienie z różnych chorób. Dużo jest też próśb o macierzyństwo, związanych z poczęciem dziecka i może taki właśnie charakter będzie miało nasze sanktuarium. Są także prośby dotyczące alkoholizmu. Wiele intencji dotyczy spraw bardzo osobistych, bo ludzie piszą: „w trudnej sprawie”, „w intencji Tobie znanej”, „w intencji Bogu wiadomej” – mówi kapłan i dodaje, że oprócz próśb są też podziękowania. – Wielu ludzi jest wdzięcznych za uzdrowienie. Trzeba pamiętać, że cud dla każdego jest czymś innym – jeden został wyleczony z raka, a drugi uporał się ze swoim nałogiem. Najważniejsze jest to, że ludzie ufają we wstawiennictwo bł. Jana Pawła II. W każdą niedzielę o godz. 12.30 odprawiamy Mszę św. w intencji pielgrzymów, ich próśb i podziękowań – przy ołtarzu stawiany jest wówczas wielki kosz z tysiącami karteczek zebranych przez cały tydzień – dodaje.

Kiedy Marianka miała pięć miesięcy i żyła w łonie swojej mamy, okazało się, że ma wadę serca. Dziś dziewczynka jest już po operacji, ma prawie półtora roku i świetnie się rozwija. Choć na jej poczęcie rodzice czekali kilka lat, teraz jej mama nosi już kolejne maleństwo. Wszystko to zasługa Jana Pawła II.

Julkę lekarze skazali na śmierć, zanim się urodziła. Usilnie namawiali jej mamę na aborcję – od czwartego miesiąca dziewczynka rozwijała się w łonie mamy, gdzie nie było wód płodowych. Dziś maleńka dziewczynka ma już ponad rok i cieszy swoją obecnością otoczenie.

Pani Joanna – mama Marysi – podpisała już dokumenty, które mówiły o tym, co ma się stać z ciałem zmarłego w szóstym miesiącu maleństwa. Dziewczynka miała nie mieć nerek, tymczasem urodziła się cała i zdrowa, choć wcześniejsze badania mówiły zupełnie co innego. Jej mama cały czas modliła się za wstawiennictwem Papieża Polaka.

Ponad 400 osób zgłosiło udział w Pielgrzymce Dziękczynnej za pontyfikat i kanonizację bł.Jana Pawła II „9664 km za 9664 dni pontyfikatu bł. Jana Pawła”. Wśród nich są harcerze, klerycy, kapłani, a także ci, którzy zawdzięczają Papieżowi jakieś szczególne łaski.

Pan Jacek Hołub, przewodnik turystyczny, ratownik GOPR, wędruje dla Jana Pawła II, gdyż wymodlił zdrowie, kiedy wydawało się, że z jego życiem jest już bardzo krucho. Wynik tomografii komputerowej nie pozostawiał złudzeń – rak trzustki. – Otrzymałem od Pana Boga za wstawiennictwem Jana Pawła II drugie życie, muszę więc za to dziękować – mówi mężczyzna.

Kilka lat temu na białaczkę zachorował Tadeusz Bachleda-Curuś z Krakowa. – To była najostrzejsza postać białaczki – rozpoczyna opowieść Adam Bachleda-Curuś, brat pana Tadeusza. – Robiliśmy, co było po ludzku możliwe, aby brat odzyskał zdrowie. Niestety, nasze zabiegi nie przynosiły efektów. Szukaliśmy dawcy, bo tylko przeszczep mógł uratować brata. Ja nie mogłem nim być, bo nie było stuprocentowej zgodności, a w przypadku chorego taka musiała być – dodaje.

W pewnym momencie choroba była już tak daleko posunięta, że lekarze dawali choremu tylko trzy miesiące życie. Wówczas Adam Bachleda-Curuś dał swojemu choremu bratu relikwie pierwszego stopnia Jana PawłaII – pukiel włosów, jaki kiedyś ściął Papieżowi śp. ks. Mirosław Drozdek. – I wówczas wszystko się zmieniło. Brat wyzdrowiał i zdrowy jest do dziś, choć minęły już trzy lata. Dla nas jest to widoczny cud Jana Pawła II, za który jesteśmy Mu ogromnie wdzięczni – wyznaje Adam Bachleda-Curuś.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75555,cud ... la-ii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 kwi 2014, 11:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Jan Paweł II ożywił nasze serca

Anna Bałaban

Z s. Marie Thomas Fabre, matką generalną Zgromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego, rozmawia Anna Bałaban

Zaledwie dwa dni dzieli nas od kanonizacji bł. Jana Pawła II i Jana XXIII. W jaki sposób Zgromadzenie Sióstr Macierzyństwa Katolickiego przygotowuje się do tego wydarzenia?
– Do obu tych kanonizacji przygotowujemy się poprzez modlitwę włączającą nas w tajemnicę świętych obcowania, poprzez modlitwę przeżywaną w Kościele w oczekiwaniu na uroczyste obchody Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Kościół daje nam dwóch nowych świętych, których kochamy i którzy byli pasterzami – każdy zgodnie z właściwymi sobie charyzmatami. To z pewnością nie jest przypadek, że obaj zostaną włączeni do grona świętych w tym samym dniu.

Siostry osobiście będą uczestniczyć w tej celebracji?
– Tak, 27 kwietnia na placu św. Piotra będzie kilka sióstr z naszego zgromadzenia. Dołączymy do pielgrzymek organizowanych przez dwie spośród diecezji, w których działa nasza wspólnota: w Aix-en-Provence i Arles, czyli tam, gdzie zdarzył się cud uzdrowienia s. Marie Simon-Pierre, i w Cambrai. Będę w Rzymie razem z s. Marie Simon-Pierre i dwiema innymi małymi siostrami z naszej wspólnoty w Paryżu. Te, które nie będą mogły udać się do Rzymu, będą przeżywać „pielgrzymkę” całą głębią swojego serca dzięki transmisjom telewizyjnym. Nasze kaplice będą otwarte na przyjęcie młodych i rodzin pragnących duchowo łączyć się z zebranymi na placu św. Piotra.

Czy życie Waszej wspólnoty zmieniło się w jakiś sposób po tym, jak cierpiąca na chorobę Parkinsona s. Marie Simon-Pierre doznała cudownego uzdrowienia za wstawiennictwem Jana Pawła II?
– Siostra Marie Simon-Pierre pozostała tą, którą była, tzn. jedną z sióstr zgromadzenia nakierowanego na otaczanie troską małżeństw i rodzin. Życie naszej wspólnoty jest naznaczone wspomnianą łaską uzdrowienia, która przeniknęła całą naszą rodzinę zakonną i wyraża się w dziękczynieniu. Niemożliwe do wytłumaczenia uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre przyjęłyśmy z pokorą, zadziwieniem i wdzięcznością za cud, który otworzył drogę do beatyfikacji Jana Pawła II. Owa pokora pozostaje w centrum życia naszego zgromadzenia. Wymiar duchowy tego zdarzenia poszerzył nasze serca. Błogosławiony Jan Paweł II towarzyszy nam na co dzień w naszej misji i wciąż nam powtarza: „Nie bójcie się głosić Ewangelii życia, służyć jej i ją celebrować”.

Niebawem minie 9 lat od pamiętnej nocy, kiedy to s. Marie Simon-Pierre poczuła, że wróciły jej utracone siły. Jak dzisiaj czuje się siostra?
– Cieszy się doskonałym zdrowiem i jak dawniej promieniuje radością i prostotą. Po beatyfikacji aż do września 2013 r. kontynuowała swoją posługę jako pielęgniarka przy matkach i noworodkach. 2 października ub.r. podjęła obowiązki na katolickim oddziale położniczym „L’...toile” w Puyricard (Aix-en-Provence). Powierzyłam jej podwójne stanowisko: została przełożoną wspólnoty i przewodniczącą rady administracyjnej kliniki.

W 2006 r. opuściła Puyricard, by powrócić tam w chwili, kiedy Papież Franciszek ogłosił datę kanonizacji bł. Jana Pawła II i Jana XXIII. To również miejsce, gdzie doznała cudu uzdrowienia w nocy z 2 na 3 czerwca 2005 roku. Nie sposób nie dostrzec w tym znaku dobroci bł. Jana Pawła II.

Dzięki temu wydarzeniu Wasze zgromadzenie z całą pewnością stało się bardziej znane. Czy fakt ten pociągnął za sobą jakieś zmiany?
– Od chwili beatyfikacji nieustannie napływają do nas prośby o modlitwę. Przychodzą one z całego świata – głównie od chorych dotkniętych chorobą Parkinsona, od cierpiących na nowotwory oraz od małżeństw pragnących doświadczyć łaski rodzicielstwa. Nie ma wątpliwości, że za sprawą tego cudu nasza wspólnota stała się lepiej znana. Naszym pragnieniem jest odpowiadać na ludzkie potrzeby ze wspaniałomyślnością.

Błogosławiony Jan Paweł II w ożywczy sposób poszerzył nasze serca i dzięki Niemu głęboko odnowiłyśmy naszą konsekrację.

A jeśli chodzi o nowe powołania? Jest ich więcej czy na razie jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić?
– Do Boga samego należy odpowiedź, czy Ten, który jest naszym Ojcem, wzbudzi w swojej dobroci nowe powołania do naszej wspólnoty. Niezmiennym pozostaje nasze pragnienie przyjmowania młodych dziewcząt, które odnajdą swe szczęście w służbie życiu i rodzinie. Potrzeba nam powołań o solidnych podstawach, by odpowiedzieć na potrzeby naszych społeczeństw. To po to, aby s. Marie Simon-Pierre mogła w dalszym ciągu pełnić swoją posługę, spełniać misję powierzoną jej przez Kościół, nasze wspólnoty we Francji i Senegalu jednym sercem modliły się w jej intencji za przyczyną bł. Jana Pawła II. Wszyscy widzimy, że życie i rodzina są dziś szczególnie zagrożone.

Pragnienie, oczekiwanie, przyjęcie i wydanie na świat dziecka są najistotniejszymi momentami w życiu małżeństwa. Trzeba budzić w ludziach świadomość wielkości człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga.

Czy w Waszej codziennej posłudze czujecie obecność bł. Jana Pawła II?
– Nasz założyciel o. ...mile Guerry zakorzenił nas w pewnej duchowości Kościoła. Nasza dewiza: „Ku Ojcu, w Chrystusie, poprzez Ducha św., z Maryją, Miłością, Radością i Pokojem”, jest odzwierciedleniem tego ideału świętości otrzymanego na chrzcie św.: dziecięcego życia w Synu.

Rodzicom, którzy przyjęli swoje dziecko w jednym z naszych katolickich szpitali, pragniemy ukazać czułość Boga, który jest Ojcem. A to dzieje się poprzez zawodową posługę i świadectwo ofiarowanego życia. Ich ludzkie ojcostwo i macierzyństwo mają swoje korzenie w Ojcostwie Boga. Błogosławiony Jan Paweł II był ucieleśnieniem tego obrazu Bożego Ojcostwa. Ten, który jest dla nas bardziej niż kiedykolwiek „Papieżem rodziny”, odsłonił nam Ojcostwo i dobroć Boga i pokazał nam drogę świętości, którą jest przyjęcie Chrystusa do centrum naszego codziennego życia i kroczenie z Nim wspólną drogą.

Papież Polak jest Wam bliski nie tylko ze względu na cud uzdrowienia?
– Błogosławiony Jan Paweł II skierował swoje spojrzenie na naszą rodzinę zakonną. To jasna zachęta do tego, by kontynuować walkę na rzecz obrony życia. W naszych społeczeństwach, które zatraciły poczucie Boga i które nie wiedzą już, kim jest człowiek, opieramy się na Jego nauczaniu dającym solidne podstawy antropologiczne. Jan Paweł II zawsze był nam bliski; znaczący wpływ wywarła na nas Jego pierwsza encyklika „Redemptor hominis”. Naszą posługę przenikają treści zawarte w encyklice „Evangelium vitae” skierowane do wierzących i do wszystkich ludzi dobrej woli. Niewytłumaczalne w perspektywie medycznej uzdrowienie uznane za cud przez Papieża Benedykta XVI było kamyczkiem, który posunął do przodu proces beatyfikacyjny. W naszym życiu zawsze będzie obecny ten ważny etap. Łaska miłosierdzia, której stałyśmy się świadkami, sprawia, że nieprzerwanie jesteśmy blisko Tego, który jest potężnym orędownikiem w sercu naszego Ojca.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75554,jan ... serca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 kwi 2014, 14:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Wybrany przez Boga

Sebastian Karczewski

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego (J 1, 6-8). Kiedyś właśnie tymi słowami Prologu czwartej Ewangelii opisywał osobę i posłannictwo Jana Pawła II ks. kard. Joachim Meisner, arcybiskup Kolonii. Aby zrozumieć sens tych słów, spróbujmy najpierw cofnąć się do pamiętnego październikowego konklawe 1978 roku…

Jak wspominał ks. kard. Louis-Jean Guyot, będący jednym z jego uczestników, zgromadzeni na konklawe kardynałowie na początku przeżywali pewnego rodzaju niepokój, czy po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie Jana Pawła I uda się „dokonać wyboru, który nie zawiedzie”. Tymczasem pod datą 16 października 1978 roku w swoich zapiskach arcybiskup Tuluzy zanotował: „O godzinie 16.30 wznowienie pracy, ale już pełne nadziei. A potem bez niczyjego nacisku zabłysło światło. Wybór narzuca się sam w sposób, którego nie można było przewidzieć…”. Tuż po godzinie 18.00 dokonało się – jak to ktoś powiedział – najbardziej tajemnicze wydarzenie końca XX wieku. Wybór kardynałów padł na człowieka z dalekiego kraju…

„Spoglądam na siedzącego po przeciwnej stronie kaplicy kardynała Wojtyłę. Wydaje się być przybity ogromem ciężaru, jaki na niego dopiero co spadł. Głowa jeszcze mocniej wciśnięta w ramiona już bardzo pochylone. Nie potrafi ukryć wzruszenia” – zauważył ks. kard. Guyot. „Jakaż to pełna napięcia chwila, kiedy w głębokim milczeniu czeka się od wybranego odpowiedzi na przewidziane rytuałem pytanie zadane uroczyście w imieniu Świętego Kolegium przez kardynała Villota: ’Czy przyjmujesz dokonany przed chwilą kanonicznie wybór twojej osoby na Najwyższego Kapłana?’ Arcybiskup Krakowa powoli, głosem przerywanym, trochę niespokojnym oddechem, ale jasno – przedstawia powody, które staną się natchnieniem dla jego decyzji. Mimo obaw, które go ogarniają i z których się zwierzy za kilka chwil wobec tłumu, powody te są z istoty swej nadprzyrodzone: umiłowanie Chrystusa, zaufanie Najświętszej Dziewicy, która jest jego Matką, wreszcie przywiązanie do Kościoła i chęć okazania mu posłuszeństwa, bo przecież domaga się on od wybranego; żeby pokornie poddał się woli Bożej. Dlatego i tylko dlatego wypowiada słowo, które wiąże go na zawsze: ’Accepto’ – przyjmuję…”.

Dalej francuski kardynał pisze: „To naprawdę jakaś Siła z wysokości pokrzyżowała nasze rachuby i skierowała nas na nieoczekiwaną drogę. (…) Pewne jest tylko to, że pod koniec pierwszego dnia głosowań niewielu z nas myślało bez cienia wątpliwości, że wybrany zostanie kardynał z Krakowa”.

„Nie brak było w Kaplicy Sykstyńskiej ludzi wielkich, uczonych, pochodzących z książęcych rodów, znanych i sławnych” – zanotował ks. kard. Stefan Wyszyński. „Ale Bóg wybiera według własnych zasad: Myśli moje nie są myślami waszymi. Wtedy, gdy zda się, że sytuacja jest bez wyjścia, nie do rozwiązania, wówczas wkracza Bóg, aby ludzie zrozumieli, że przede wszystkim On tu działa, a nie kardynałowie. Jakkolwiek są do tego uprawnieni, powołani, ustanowieni według wszelkich norm prawa kościelnego, Bóg przez głosy ludzi wypełnia tylko swój własny tajemniczy, cichy program” – napisał Prymas Tysiąclecia.

Filary świętości



Ksiądz kardynał Louis-Jean Guyot wskazał trzy i tylko trzy powody, dla których ks. kard. Karol Wojtyła przyjął wybór na Stolicę Piotrową: umiłowanie Chrystusa, zaufanie Najświętszej Dziewicy, która jest jego Matką, wreszcie przywiązanie do Kościoła i chęć okazania mu posłuszeństwa. Warto również zwrócić uwagę, że powody te arcybiskup Tuluzy nazwał „z istoty swej nadprzyrodzonymi”. Na tych trzech flarach opierała się jego świętość, co do której Lud Boży nie miał wątpliwości, wołając już na jego pogrzebie: „Santo subito!”.

Pięć lat po odejściu Jana Pawła II do Domu Ojca, Benedykt XVI mówił: „Kierowała Nim miłość do Chrystusa, któremu poświęcił życie, miłość przeobfita i bezwarunkowa. I właśnie dlatego, że coraz bardziej zbliżał się do Boga w miłości, mógł stać się towarzyszem drogi dzisiejszego człowieka, rozsiewając w świecie woń Bożej Miłości. Kto zaznał radości poznania Go i obcowania z Nim, mógł osobiście przekonać się, jak żywa była w Nim pewność, że ’w krainie żyjących będzie oglądał dobroć Pana’. (…) Ta pewność towarzyszyła Mu w ciągu życia, a w sposób szczególny objawiła się w ostatnim okresie jego pielgrzymowania na tej ziemi: stopniowa utrata sił fizycznych nie naruszyła bowiem nigdy Jego mocnej jak skała wiary, Jego świetlanej nadziei i Jego żar-liwej miłości. Spalał się dla Chrystusa, dla Kościoła, dla całego świata: swoje cierpienia przeżywał do końca z miłości i z miłością”.

Nie sposób wątpić w bezgraniczne zaufanie Papieża z Polski Najświętszej Maryi Pannie, skoro jako swoje biskupie zawołanie przyjął prostą, a zarazem najbardziej wymowną formułę zawierzenia Matce Chrystusa: Totus Tuus – Cały Twój. Zawierzenie ono wynikało z „umiłowania Chrystusa”, na co sam zwrócił uwagę w wydanej w 1994 roku książce „Przekroczyć próg nadziei”, pisząc: „Dzięki św. Ludwikowi Grignon de Montfort zrozumiałem, że prawdziwe nabożeństwa do Matki Bożej jest właśnie chrystocentryczne, co więcej, jest najgłębiej zakorzenione w Trynitarnej tajemnicy Boga, związane z misterium Wcielenia i Odkupienia”. Kilka lat wcześniej André Frossard zauważył, że „jego nabożeństwo do Maryi nie ma w sobie nic ckliwego: przypomina nabożeństwo Maksymiliana Kolbe, i jest to siła, która pozwoliła mu przyjąć próbę zamachu jak łaskę”. Może nie było dziełem przypadku, że Jan Paweł II został wybrany na Papieża w 61. rocznicę założenia Rycerstwa Niepokalanej przez ojca Maksymiliana Kolbego, a nawet – jak mówią niektórzy – o tej samej godzinie, kiedy to w rzymskim Collegium Seraficum 16 października 1917 roku odbywało się pierwsze zebranie Milicji Niepokalanej?

Jeśli chodzi o przywiązanie do Kościoła i posłuszeństwo Kościołowi, zważywszy choćby na słowa zapisane tuż po wyborze Papieża Polaka przez ks. kard. Stefana Wyszyńskiego: „Poszedł więc tam, gdzie być może nie chciał pójść”, nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II zanurzony był bez reszty w Tajemnicy Kościoła, która – jak sam pisał – „ma wymiar niewidzialny” i „jest większa niż sama tylko struktura widzialna Kościoła i jego organizacja. Struktury i organizacje służą Tajemnicy. Kościół jako Ciało mistyczne Chrystusa przenika nas wszystkich i wszystkich ochrania”.

Owoce posługi



Gdy zdarzył się cud wyboru Papieża z Polski, jego rodacy przypomnieli sobie, że sto trzydzieści lat wcześniej Juliusz Słowacki napisał wiersz zaczynający się od słów: „Pośród niesnasków – Pan Bóg uderza”. „Jego bohaterem był Papież Słowiański wybrany na tron biskupa Rzymu. Trudno powiedzieć, czy ktokolwiek ze współczesnych autorowi uznał, że jest to coś więcej niż tylko wytwór fantazji poety. Po pewnym czasie utwór został niemal zupełnie zapomniany” – pisze Waldemar Smaszcz. „Musiało minąć jeszcze dwadzieścia lat, by ta poruszająca wizja poetycka powróciła, a w zasadzie dopiero teraz naprawdę zaistniała w świadomości zbiorowej. (…) Wizja papiestwa nakreślona w tych strofach jest doprawdy porywająca. Papież Słowiański, posłany przez Boga w trudnym momencie dla Kościoła, został ukazany jako zdolny do czynów na miarę tego posłannictwa” – dodaje historyk literatury.

Dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że słowiański Papież, wybrany na Stolicę Piotrową w stosunkowo młodym wieku, faktycznie dokonywał czynów niezwykłych. Dziesięć lat po jego wyborze, kreśląc „Portret Jana Pawła II”, André Frossard pisał: „Niezwykle czujny wobec woli Bożej, troszczący się wręcz skrupulatnie o sprawiedliwość, przeciwnik niezgody, ustępujący przed każdą prawdą, bez skargi znosi niesprawiedliwości, a cnota nadziei, którą praktykuje przez posłuszeństwo cnocie wiary, koryguje w nim negatywne wnioski, do jakich mogłaby go doprowadzić absolutna przenikliwość. Dla chorych i tych, którzy cierpią, ma nieskończony szacunek, słabość nadaje im wręcz w jego oczach ogromną potęgę duchową, i uważa, że oni pomagają mu dźwigać brzemię, jakie niesie na ramionach, a które zmiażdżyłoby każdego człowieka”.

W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. w 5. rocznicę śmierci Papieża z Polski, kreśląc profil jego posłannictwa, Benedykt XVI posłużył się porównaniem do zawartego w Księdze Izajasza opisu Sługi Bożego, „który jest wybrany przez Boga i w którym On ma zawsze upodobanie”. „Pan powołał Go do swojej służby, a powierzając Mu zadania związane z coraz większą odpowiedzialnością, wspierał Go również swoją łaską i swoją pomocą. Podczas swojego długiego pontyfikatu niestrudzenie i stanowczo głosił prawo, nie ulegając słabości i nie wahając się, zwłaszcza gdy spotykał się z oporami, wrogością i odrzuceniem. Wiedział, że Pan trzyma Go za rękę, i to pozwalało Mu pełnić bardzo owocną posługę, za którą jeszcze raz gorąco dziękujemy”.

Świadek dziecięcej wiary



Jan Paweł II był człowiekiem, dla którego rzeczywistość pozaziemska i ziemska stanowiły jedną całość. Każdy dzień przeżywał na rozmowie z Bogiem. Na kolanach powierzał Bogu każde wyzwanie, jakie stawiało przed nim życie. Modlitwa była dla niego – jak stwierdził ks. kard. Stefan Wyszyński – „żywiołem czerpanym na kolanach pełną dłonią z dziecięcej wiary”. To wyjątkowe spostrzeżenie Prymasa Tysiąclecia. „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” – mówił Pan Jezus do swoich uczniów. W tym miejscu znów oddajmy głos André Frossardowi, który w „Portrecie Jana Pawła II” pisał: „(…) Nie tak łatwo go rozszyfrować. (…) Najpierw ma się przed sobą papieża, jak wielkiego białego ptaka ze złożonymi skrzydłami; jeśli cisza dalej sprzyja wglądowi, za papieżem dostrzega się kapłana z jego nieodwołalnym znamieniem; za kapłanem – człowieka, a jego głęboka skromność zaprowadzi nas wprost do dziecka, którym był, z którym nigdy się nie rozstał i wydaje się wciąż jeszcze trzymać je sam za rękę; z tyłu za dzieckiem jest już tylko światło Boże, którego on nie widzi, a które nas oświeca…”.

Może nie było dziełem przypadku, że odchodzenie Jana Pawła II z tego świata dokonywało się w okresie wielkanocnym – w świetle Zmartwychwstania Chrystusa. Z życia do Życia przeszedł w pierwszą sobotę miesiąca – dzień maryjny i liturgiczne Święto Bożego Miłosierdzia. Zaraz po tym, jak ciało Papieża z Polski przeniesione zostało do bazyliki watykańskiej, rozpoczęła się do niej gigantyczna pielgrzymka narodów – ludzi ze wszystkich stron świata. „Wyglądało to jak uścisk tkliwości i wdzięczności wobec człowieka, który chodził niestrudzenie drogami świata jako pielgrzym Ewangelii” – zauważył ks. kard. Angelo Comastri. Wkrótce okazało się, że ta pielgrzymka wcale nie zakończyła się wraz z tym, jak trumnę złożono w grobie w Grotach Watykańskich. Ksiądz kardynał Comastri zanotował: „Gdy wśród powszechnej zadumy postępowała naprzód milcząca i pobożna pielgrzymka przed skromnym i rozświetlonym grobowcem Jana Pawła II, codziennie składano na nim, jak płatki kwiatów, liczne karteczki. Na nich to osoby ze wszystkich stron świata otwierały serce i powierzały Papieżowi swoje troski i nadzieje”. Ta historia się nie skończyła. Ludzie wciąż proszą Go o wstawiennictwo. Dlaczego? Bo są pewni, że „nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie Domu Ojca, patrzy na nas i nam błogosławi”. Przecież nie cały umarł. To, co w nim niezniszczalne, trwa.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75557,wyb ... -boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 kwi 2014, 14:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Swoje życie zawdzięczam Papieżowi

Izabela Kozłowska

Dnia 3 czerwca 1997 r. w czasie pielgrzymki do Polski Jan Paweł II przejeżdżał obok jednego z poznańskich szpitali. Znajdowało się w nim wiele ciężko chorych dzieci. Ojciec Święty pobłogosławił szpital. Następnego dnia stan małych pacjentów znacznie się polepszył…

Katarzyna Potarzycka, teraz siedemnastoletnia dziewczyna, była jednym z nich. Liczącej zaledwie 2 dni dziewczynce lekarze dawali tylko 3 procent szans na przeżycie…

W niedzielę będziemy przeżywali wielkie wydarzenie w dziejach Kościoła i świata. Przez dwadzieścia siedem lat swojego pontyfikatu Ojciec Święty Jan Paweł II uczył nas miłości do najsłabszych. Wskazywał, że mamy obowiązek pochylać się nad chorymi i cierpiącymi. Walczył, by godność osoby ludzkiej była szanowana w każdym poczętym dziecku. Jan Paweł II pozostawił nam odpowiedzialne zadanie, jakim jest obrona nienarodzonych dzieci. W encyklice „Evangelium vitae” napisał: „Obrona i promocja życia ludzkiego jest przejawem uczestnictwa w misji królewskiej Chrystusa i dlatego powinna mieć charakter posługi miłości, która wyraża się przez świadectwo osobiste, różne formy wolontariatu, działalności społecznej i zaangażowania politycznego”.

W Polsce stale wzrasta armia obrońców życia, którzy realizując papieskie zadanie, głoszą światu cywilizację życia i miłości. Z całą pewnością należy do nich Katarzyna Potarzycka, autorka bloga „Młodzi Chrystusowi” i inicjatorka akcji Szturm Modlitewny STOP ABORCJI.

Historia życia Katarzyny nabiera szczególnego znaczenia w kontekście niedzielnej kanonizacji Jana Pawła II. – Przyszłam na świat w 30. tygodniu ciąży. Ważyłam zaledwie 1240 gramów. Z ludzkiego punktu widzenia nie miałam szans na przeżycie, a już na pewno nie na pełnię zdrowia. To, że jestem osobą sprawną umysłowo i fizycznie, jest ogromnym cudem, jest realizacją Bożego planu. Moi rodzice w czasie licznych Eucharystii zawierzali mnie i moje życie Panu Bogu. Przez całą ciążę moja mama musiała leżeć, żeby mnie nie stracić, i było to z jej strony ogromne poświęcenie. Kiedy już przyszłam na świat żywa – co było zaskoczeniem – lekarze dawali mi zaledwie 3 procent szans na przeżycie. Kilka razy byłam reanimowana, a podczas przetaczania krwi dostałam wstrząsu. Kiedy miałam zaledwie dwa dni, lekarze wykryli u mnie sepsę i zapalenie płuc – opowiada Katarzyna Potarzycka. Ta wiadomość była wstrząsająca dla jej rodziców. Katarzyna wierzy, że ogromny wpływ na to, że żyje, miał sam Jan Paweł II. – 3 czerwca 1997 roku, czyli zaledwie dzień po moich narodzinach, w drodze z lotniska na Mszę św. Papież Jan Paweł II przejeżdżał obok Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu. Mijając szpital, w którym leżałam, papieski samochód zwolnił, a Ojciec Święty błogosławił dzieci, rodziców i personel medyczny. Moja mama była przy mnie i przyjęła to błogosławieństwo. Następnego dnia lekarze i pielęgniarki mówili, że poprawił się stan zdrowia wszystkich ciężko chorych dzieci. W grupie tych dzieci byłam także i ja. Od tamtego czasu minęło prawie 17 lat, lecz przeżycia te są dla mnie i mojej rodziny wciąż żywe i bardzo wzruszające –podkreśla nasza rozmówczyni, która sama aktywnie działa na rzecz obrony każdego poczętego życia.

– Chciałabym, żeby moja historia dodawała siły wszystkim rodzicom, których dzieci walczą o życie w szpitalach, a także pokazywała potęgę modlitwy i cudów dokonywanych za wstawiennictwem bardzo ważnego dla mnie człowieka, Jana Pawła II – mówi Katarzyna.

– Jestem Mu niezmiernie wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobił. Bóg obdarzył mnie ogromną wrażliwością na krzywdę drugiego człowieka. Dał mi też możliwość wychwalania Go śpiewem w poznańskim chórze Gospel Joy – wierzę w to, że Bóg to zaplanował. Słowo „gospel” znaczy Ewangelia i wykonywanie takiej właśnie muzyki przyczynia się do wielu zmian w sercach ludzi, zarówno słuchających, jak i samych chórzystów. Dlatego wychwalanie Boga w tym chórze jest dla mnie bardzo ważne i wywołuje we mnie wiele emocji. Cieszę się, że swoim talentem mogę służyć Bogu i ludziom – podkreśla Katarzyna. – Wielu osobom może wydawać to się dziwne, ale dla mnie Pan Bóg jest najlepszym Przyjacielem. Wiem, że każdego dnia On mi towarzyszy, wspiera mnie w moich decyzjach, a czasem – jak na Ojca przystało – przywołuje mnie do porządku. Co więcej, w swoim codziennym życiu dostrzegam Jego działanie, to jest niesamowite – wyznaje Katarzyna i dodaje: – Pan Bóg uczynił wiele zmian w moim życiu.

Młoda obrończyni życia zaznacza, że w codziennej modlitwie dziękuje Panu Bogu za to, że dał jej szansę na życie. – Swoim zachowaniem chcę dawać świadectwo wiary. Chcę krzyczeć do ludzi, że Bóg jest, że zmienia serca ludzi, że jest ponad całe otaczające nas zło i że za Jego przyczyną dzieją się cuda. Dziękuję Bogu także za moich rodziców, bo oni ten Boży plan realizują, opiekując się mną i otaczając modlitwą. Moi rodzice nigdy nie brali pod uwagę aborcji, mimo że życie mojej mamy było zagrożone, a ja – zakładając, że przeżyłabym – miałam być upośledzona –wskazuje nasza rozmówczyni.

Jako rodacy Jana Pawła II – niestrudzonego i gorliwego obrońcy każdego poczętego życia – musimy realizować to zadanie pozostawione przez Niego i otaczać ochroną tych najsłabszych, którzy sami bronić się nie mogą.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75556,swo ... ezowi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 26 kwi 2014, 07:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Szukałem was…

Młodzi ludzie nie pozostają obojętni wobec nauczania Jana Pawła II oraz Jana XXIII. Trwają w oczekiwaniu na kanonizację tych dwóch Papieży.

Życie i pontyfikat Papieża Polaka jest inspiracją dla młodzieży, której poświęcał dużo czasu, zwłaszcza na początku swojej kapłańskiej posługi. Bowiem Karol Wojtyła jako młody wikariusz był asystentem kół Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Niegowici i Krakowie.

Jan Paweł II był blisko młodych ludzi. Lubił spędzać z nimi czas zarówno na modlitwie, jak i podczas wypoczynku. Doskonale wiedział, czym żyją, znał ich radości i problemy. Ważne jest również to, że zauważał i doceniał ich rolę w Kościele. Jednocześnie był wymagającym nauczycielem, co odzwierciedlają chociażby jego słowa: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

– Postać bł. Jana Pawła II jest szczególnie bliska młodym ludziom. Wychowywaliśmy się w duchu Papieża Polaka i nadal jest on obecny w naszym życiu dzięki przesłaniu, jakie zostawił nam w swoim nauczaniu, a które my teraz próbujemy wcielać w naszą codzienność – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Maciej Kozak, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Lubelskiej.

Jan Paweł II zauważał potęgę radości z żywej wiary, jaką mogą wnieść młodzi ludzie do Kościoła. – W nauczaniu kierowanym do młodzieży bardzo często podkreślał, by dobrze wykorzystać czas młodości, który jest swoistym fundamentem dorosłego życia – dodaje Maciej Kozak.

Chcąc uczestniczyć w niezwykłym wydarzeniu kanonizacji dwóch Papieży, prawie 170 członków KSM z archidiecezji lubelskiej wyjechało do Rzymu. Ich wyjazd poprzedziło przygotowanie duchowe i materialne. Aby umożliwić wyjazd tym, którym względy finansowe przeszkadzały w zrealizowaniu tego pragnienia, zorganizowano specjalne zbiórki pieniędzy. Jedną pod nazwą „Dycha do Rzymu”, a drugą - „Klucze do Rzymu”.

Ciekawym pomysłem na przygotowania do kanonizacji dwóch Papieży była akcja prowadzona przez członków KSM w kilkudziesięciu szkołach gimnazjalnych i średnich na terenie Lubelszczyzny. Młodzi ludzie prowadzili lekcje katechezy, w których przybliżali uczniom sylwetki i nauczanie Jana Pawła II i Jana XXIII.

– Tych, którym z różnych przyczyn nie udało się wyjechać do Rzymu, zapraszam na wspólne oglądanie transmisji z kanonizacji, które będzie mieć miejsce obok naszego biura przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Z kolei wieczorem zachęcam do wstąpienia do kościoła Św. Ducha w Lublinie, gdzie odbędzie się nabożeństwo dziękczynne za kanonizację Jana Pawła II i Jana XXIII – powiedział Maciej Kozak.

15 kwietnia 1995 r. w Watykanie Jan Paweł II skierował takie słowa do członków KSM: „Nie wstydźcie się waszych ideałów — wręcz przeciwnie, głoście je i brońcie ich! Liczy na was Chrystus, liczy na was Pani Jasnogórska, liczy na was Kościół. Liczy na was i potrzebuje was Polska! Właśnie jako KSM”. Wobec takiego apelu nie można przejść obojętnie, dlatego młodzi ludzie niestrudzenie pracują dla Boga, Kościoła i Ojczyzny.

Magdalena Pachorek

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... m-was.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 26 kwi 2014, 08:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Święty z „dalekiego kraju"

Słowa Jana Pawła II, najwybitniejszego naszego Rodaka i jednego z największych Papieży w dziejach Kościoła — gdziekolwiek mówił i do kogokolwiek — nie zawierały niczego nowego, czego nie byłoby w Ewangelii. Dlaczego więc wokół Jego osoby gromadziły się milionowe rzesze wiernych i tych, którzy poszukują? Co sprawiało, że proste słowa wypowiadane przez Papieża z „dalekiego kraju” nabierały niejako nowego wymiaru i przyciągały coraz to nowych słuchaczy? Przyczyną tego była bliskość i głęboka zażyłość Papieża z Chrystusem. Był on dosłownie świadkiem prawdy — prawdy o Odkupicielu i Prawdy osobowej. Był dosłownie Świętym.

Dla nas, Polaków, pouczające jest, jak wiele Jan Paweł II mówił o nierozerwalnym związku Narodu i Kościoła w Polsce. Jak bardzo nawiązywał do historii Polski. I wyprowadzał z niej wnioski na dziś i jutro. W sytuacji Polski obrona tożsamości Narodu i jego kultury jest również pierwszoplanowym zadaniem i wyzwaniem. Bez obrony polskości, identyfikacji narodowej tradycji, nie tylko nie obronimy naszej wiary i Polski, ale również nie obronimy Europy i jej dziedzictwa kulturowego. Od Polski zależy też w jakiejś mierze, na jakiej podstawie jest budowana przyszłość naszego kontynentu: czy na trwałych fundamentach chrześcijańskich, czy „w kontekście społecznym przesyconym koncepcjami demokracji inspirowanej ideologią liberalną” (Jan Paweł II, homilia na zakończenie Kongresu Eucharystycznego, Wrocław, 1.06.1997) i związanej z nią cywilizacji konsumpcji przynoszącej współczesnemu człowiekowi najgorsze elementy materializmu praktycznego i dechrystianizację.

Błogosławiony – a od jutrzejszej Niedzieli Miłosierdzia Bożego – Święty Jan Paweł II nieustannie podkreślał, że „Europa potrzebuje Chrystusa i Ewangelii, ponieważ to właśnie w nich znajdują się korzenie wszystkich jej ludów” (Jan Paweł II, przemówienie do uczestników kolokwium „Wspólne chrześcijańskie korzenie narodów europejskich”, 6.11.1981). Przy innej okazji wyraźnie stwierdził: „Świat potrzebuje Europy, która uświadomiwszy sobie na nowo swe chrześcijańskie podwaliny i swą tożsamość, będzie równocześnie gotowa ukształtować na ich mocy własną teraźniejszość i przyszłość” (Jan Paweł II, przemówienie do uczestników kolokwium na temat: „Kryzys Zachodu a duchowa misja Europy, 12.11.1981).

Przy okazji tej kanonizacji trzeba podkreślić niezwykłe cechy osobowości Świętego, w tym poczucie humoru i skłonność do żartów. Jako członek Rady Programowej Radia Maryja w latach 90. pamiętam nasze spotkania w Rzymie, co było okazją do poinformowania Ojca Świętego o sprawach Radia i pracach Rady Programowej. Jan Paweł II, jak wiadomo, bardzo interesował się Radiem i był bardzo życzliwy temu dziełu ewangelizacyjnemu. Podczas jednej z audiencji, która miała miejsce 1 grudnia 1996 roku, o. prof. Krąpiec przyniósł w darze Ojcu Świętemu świeżo wydane w ramach prac Katedry Metafizyki KUL unikatowe w polskiej literaturze filozoficznej trójjęzyczne (grecko-łacińsko-polskie) wydanie ”Metafizyki″ Arystotelesa. Wręczając je kulowskiemu koledze profesorowi i filozofowi powiedział: „Ojcze Święty, przynieśliśmy Tobie tłumaczenie Arystotelesa, które przyczyni się do lepszego poznania nurtu realistycznego w Polsce″. Ojciec Święty wziął w ręce opasły tom i ważąc w rękach jego niemały ciężar, uśmiechał się i z przekorą zapytał: ”Ale kto to przeczyta?″. I wskazując na księdza Stanisława Dziwisza dodał: „chyba on″, i przekazał dzisiejszemu kardynałowi i metropolicie krakowskiemu monumentalny tom Arystotelesa.

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... kraju.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 27 kwi 2014, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/o-tym--jak-ojciec-s ... 544,i.html

O tym, jak Ojciec Święty nakrzyczał na Polaków
Data publikacji: 2014-04-25 14:00
Data aktualizacji: 2014-04-27 09:19:00

Obrazek
fot. Wojciech Plewinski / FORUM


Strategia kreowania obrazu Jana Pawła II w mediach „głównego nurtu” opiera się na sprzedawaniu lukrowanego („kremówki”) i laurkowego („papież kochał dzieci”) obrazu polskiego Papieża. Czasami tylko rozmaite agentury wpływu, realizujące plany destrukcji katolicyzmu nad Wisłą (choćby wynurzenia A. Dugina, kremlowskiego ideologa), sięgają do starych chwytów esbeckich, mających kompromitować osobę Karola Wojtyły. O istotnych, zwłaszcza dla nas, Jego rodaków, wątkach w nauczaniu Jana Pawła II ani słowa. Jeżeli już, to rytualnie przypomina się słowa wypowiedziane przez Następcę św. Piotra w 1979 roku na warszawskim Placu Zwycięstwa, przyzywające Ducha Świętego „na tą ziemię”.

Cenzura przez zagłodzenie działa. A przecież Ojciec Święty Jan Paweł II wypowiedział tak wiele ważnych, ciągle aktualnych słów o Polsce – jej historii, wyzwaniach chwili obecnej oraz nadziejach i zagrożeniach związanych z dobijaniem się narodu o wolność polityczną i kulturową. Te słowa charakteryzują się, co warto podkreślać, niezwykłą konsekwencją.

Gdy Ojciec Święty przybył w 1983 roku do Polski z drugą pielgrzymką, w kraju trwał jeszcze stan wojenny. Wtedy na Jasnej Górze papież mówił do nas, że „podstawowa prawda o wolności narodu” brzmi: „naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha – naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza”.

Czternaście lat później, w zupełnie innej rzeczywistości politycznej (choć akurat w Polsce w czerwcu 1997 roku rządziła jeszcze postkomunistyczna koalicja SLD - PSL) Jan Paweł II odwiedzając swoją Ojczyznę przypominał, że „ład wolności buduje się w trudzie”, a „prawdziwa wolność zawsze kosztuje”. Przestrzegał wprost i dosłownie przed budowaniem nad Wisłą „demokracji inspirowanej ideologią liberalną”. Papież głośno protestował wówczas przeciw „usiłowaniom wmawiania człowiekowi i całym społeczeństwom, iż Bóg jest przeszkodą na drodze do pełnej wolności, że wolności nie rozumie, że się jej lęka”.

Dwa lata później, przemawiając z wysokości swojego tronu ustawionego w Sejmie RP do parlamentarzystów, cytował napomnienia i przestrogi księdza Piotra Skargi, akcentował również już wcześniej formułowaną przez siebie diagnozę, że „demokracja bez wartości, wcześniej czy później przerodzi się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

Zamilczana pielgrzymka

Między pielgrzymkami papieskimi odbytymi w czasie PRL-u a tymi z końca lat dziewięćdziesiątych ostatniego wieku, jest jedna, systematycznie zamilczana w mediach, które od lat „ukremówkowują” Jana Pawła II. Chodzi o pierwszą pielgrzymkę papieża w III RP, która trwała w dniach od 1 do 9 czerwca 1991 roku. Dwa miesiące po niej runął Związek Sowiecki (sierpniowy „pucz Janajewa”), a w październiku 1991 roku odbyły się w Polsce pierwsze w pełni wolne wybory parlamentarne, które zakończyły wstępną fazę budowy podstaw politycznych III RP.

W tym przełomowym momencie przyjechał do Polski Jan Paweł II. Ku zaskoczeniu rodzimej „katolewicy” i tzw. lewicy laickiej papież nie przybył do Ojczyzny, by celebrować „dojrzałość Polaków okazaną przy okrągłym stole” i namaszczać swym autorytetem „ewolucyjną drogę dochodzenia do wolności”, egzorcyzmując jednocześnie „podpalaczy polskiego domu”, rodem z „polskiego piekła”, domagających się co rusz dekomunizacji i lustracji („porachunków i podłej zemsty”).

Nic z tych rzeczy. Następca św. Piotra przyjechał do Polski, by uczyć Polaków, że fundament swojej wolności mają osadzić na Dekalogu. Wprost piętnował więc ideologię jednej, słusznej gazety oraz jej „kościelnego suplementu” w postaci „Tygodnika Powszechnego”, która jako najważniejsze „zagrożenia” stające przed Polską po 1989 roku wskazywała zakusy polskiego Kościoła na „neutralność światopoglądową państwa” oraz perspektywę „powrotu demonów polskiej kato-endecji”. Zdecydowanie odrzucał również propagowaną przez te same środowiska ideologię „powrotu Polski do Europy” rozumianą jako podporządkowanie się Polski programowi agresywnego laicyzmu i hedonizmu.

Papież "nie zrozumiał wolności"

Nic dziwnego, że po pielgrzymce z 1991 roku na łamach „Gazety Wyborczej” nie szczędzono Janowi Pawłowi II gorzkich słów. Kreowano go nie tylko na człowieka, który „nie zrozumiał polskiej wolności”, ale jest dla niej poważnym zagrożeniem. Dawid Warszawski komentując papieskie nauczanie w Polsce w 1991 roku stwierdzał: „Europa chrześcijańska, Polska chrześcijańska, tak jak je definiuje Papież, możliwe są jedynie na gruzach Europy i Polski demokratycznej […]. To nie naród polski, lecz Kościół katolicki zdaje się marnować na naszych oczach historyczną szansę, szansę obecności w demokracji jako autorytet, doradca i pocieszyciel” (GW, 13 czerwiec 1991).

Jeszcze dalej w swoich przestrogach poszedł S. Mazurek, według którego „w antytotalitarnym i głęboko etycznym nauczaniu Jana Pawła II doszukać się można idei występujących w dwudziestowiecznych ideologiach totalitarnych oraz herezjach i doktrynach pretotalitarnych, znanych z historii średniowiecznej i nowożytnej Europy, np. u szesnastowiecznych anabaptystów czy w Kole Towiańskiego” (GW, 18 czerwiec 1991).

„Gazeta Wyborcza” jako tropicielka herezji i to w papieskim nauczaniu – trzeba przyznać smaczne. Również Adama Michnika długo prześladowała trauma słów wypowiedzianych przez Jana Pawła II w Polsce w 1991 roku, gdy Ojciec Święty przypominał o konieczności istnienia związku między wolnością a prawdą. Redaktor „Giewu” pisał w 1992 roku w tym kontekście: „przekształcenie polityki w obraz walki prawdy z nieprawdą grozi inwazją różnych fundamentalizmów i destrukcją ładu demokratycznego” (GW, 7 – 8 listopad 1992).

Nauczanie Jana Pawła II w Polsce u progu III RP było zaprzeczeniem promowanej przez warszawsko-krakowską laicką lewicę „pedagogiki strachu i podejrzliwości” wobec narodu jako takiego, w szczególności zaś narodu polskiego.

"Tylko prawda czyni wolność"

W Lubaczowie 2 czerwca 1991 roku Jan Paweł II podkreślał, że Bóg „chce swoją świętością ogarnąć nie tylko poszczególnego człowieka w jego wymiarze prywatnym, ale również rodziny całe i inne ludzkie wspólnoty, również całe narody i społeczeństwa”. Polski Papież był tutaj kontynuatorem wielkiego nauczania Prymasa Tysiąclecia, dla którego drogą Kościoła w Polsce był naród – „rodzina rodzin”.

Warto też przypomnieć słowa Jana Pawła II wypowiedziane do Wojska Polskiego w Koszalinie 1 czerwca 1991 roku o tym, że „Polacy byli zawsze narodem rycerskim. Nie szukali wojny, nie prowadzili na ogół wojen zaborczych, ale umieli bohatersko walczyć w obronie zagrożonej wolności i niepodległości”. Zestawmy je z wtłaczaną obecnie z każdej strony „pedagogiką wstydu” z Polski i polskości, „polskiego antysemityzmu”, etc. To z tego powodu w GW skarcono Jana Pawła II za „mesjanizm”. Wystarczyło tylko przypomnienie przez papieża chlubnych kart polskiej historii.

Jan Paweł II przypominał i jednoznacznie oceniał także niedawną przeszłość, historię narzuconego Polsce komunizmu. Jak mówił w Lubaczowie – przypominając także swoje losy jako obywatela PRL-u – „doświadczyliśmy tego wielkiego katolickiego getta. Getta na miarę narodu”. Jak uczył Ojciec Święty racje nie były równo rozłożone „po obu stronach”, a PRL nie był „najlepszą Polską, jaka mogła wówczas istnieć”. W Białymstoku 5 czerwca 1991 roku Jan Paweł II przypominał o pilnej konieczności przezwyciężania „następstw ustroju, który okazał się ekonomicznie niewydolny, a etycznie szkodliwy”.

Dzień później w Olsztynie Ojciec Święty wypowiedział jedno z kluczowych zdań całej pielgrzymki: „Zachłystujemy się tą wolnością, której przedtem nam odmawiano […], ale równocześnie zapominamy o tym wymiarze podstawowym, że nie ma prawdziwej wolności bez prawdy. Tylko prawda czyni wolność”. Do tej kwestii powrócił Jan Paweł II przemawiając 8 czerwca 1991 roku na Zamku Królewskim w Warszawie do władz RP, mówiąc, że „wolność nie gruntuje się inaczej, jak tylko przez prawdę”.

Warto w tym kontekście przypomnieć papieskie nauczanie z 1991 roku o pojęciu – jakże nośnym na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce – „neutralności światopoglądowej państwa”. W swojej lubaczowskiej homilii (2 czerwca 1991) Jan Paweł II rozróżniał między dbałością państwa o „wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli” a „postulatem, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości”. Ten ostatni był – jak uczył Jan Paweł II w Lubaczowie – „postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością”. Raczej miał na celu ponowne wtłoczenie polskich katolików do wielkiego getta, jak w czasach PRL-u.

Podczas Mszy Świętej odprawianej 9 czerwca 1991 roku w Warszawie na zakończenie całej pielgrzymki Ojciec Święty nauczał, że prawdziwe problemy są dopiero przed państwem i narodem. Nie istnieje jakiś polski odpowiednik „końca historii”. Wręcz odwrotnie. „Suwerenna podmiotowość jest nie tylko osiągnięciem, ale także nowym wyzwaniem” – jak uczył papież 9 czerwca 1991. I dalej: „Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trzeba ją stale zdobywać”.

Wolność się zdobywa, do wolności trzeba wychowywać w świetle Prawdy. Któż dzisiaj powtarza wołanie (jeśli nie krzyk) Jana Pawła II z Kielc 4 czerwca 1991: „Tak, trzeba wychowania do wolności, trzeba dojrzałej wolności […] nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia”.

Jedyną gwarancją dla wolności, także tej budowanej po 1989 roku w Polsce, jest Prawda. Stąd oparcie całego papieskiego nauczania w 1991 roku o skałę Dekalogu. To Słowa Boga wyryte na kamiennych tablicach, a następnie potwierdzone i wypełnione przez Syna Bożego są jedynym zabezpieczeniem rozwoju i wolności Polski. Bynajmniej nie hasło „wejścia do Europy”.

"Wyborcza" się oburzyła

We Włocławku 7 czerwca 1991 roku Jan Paweł II wołał: „Przede wszystkim my wcale nie musimy do niej [Europy] wchodzić, bo my w niej jesteśmy […]. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy. Tworzyliśmy ją z większym trudem aniżeli ci, którym się przypisuje, albo którzy sobie przypisują patent na europejskość wyłącznie!”. Jednocześnie Papież przypominał, że to nie takie czy inne traktaty wspólnotowe były spoiwem kultury europejskiej – „tworzyli ją męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach, tworzył ją ksiądz Jerzy [Popiełuszko], On jest patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia”.

Homilia we Włocławku szczególnie rozsierdziła recenzentów z GW. Zwłaszcza zaś słowa Jana Pawła II o tym, że „Europa potrzebuje odkupienia” (i konsekwentnie „świat potrzebuje Europy odkupionej”). Nie podobała się papieska diagnoza duchowego stanu Europy, która u progu dwudziestego pierwszego wieku stoi na rozdrożu, stoi – jak mówił we Włocławku Biskup Rzymu – przed wyborem „dwóch dróg”: „wolności, do której Chrystus nas wyzwolił, czy też wolności od Chrystusa”.

Jan Paweł II mówił przy tym wyraźnie, że wygrywa ta druga opcja. W swojej homilii na zakończenie pielgrzymki w Warszawie 9 czerwca 1991 roku Ojciec Święty stwierdzał: Żyjemy tak, jakby Bóg nie istniał – i to jest też część ducha europejskiego, część europejskiej, nowożytnej tradycji”. Słowa te korespondowały z wygłoszonym (a raczej wykrzyczanym) dwa dni wcześniej we Włocławku wezwaniem do walki z „cywilizacją pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę europejskości” i dramatycznym pytaniem postawionym przez papieża: „Czy jest to cywilizacja, czy raczej antycywilizacja? Kultura – czy anty-kultura?”.

Jak pisał jeden z komentatorów GW, „Papież przyjechał i nie pochylił się nad polską biedą, rozczarowaniem, rozpaczą. Nakrzyczał, a ludzie zgnębieni boją się krzyku i zamykają się w sobie. Przedstawił Kościół groźny: Kościół miecza, grzechu i piekła, a nie miłości, miłosierdzia i zrozumienia”. (J. Wartenstein- Żuławski, GW, 19 czerwiec 1991).

Dawid Warszawski udowadniał zaś, że przypominanie przez Jana Pawła II rycerskich wątków z polskiej historii godzi w… pojednanie polsko – ukraińskie. Bowiem, jak uczył rzeczony redaktor GW, „nie można także, wywodząc polską tożsamość z chrześcijaństwa, powielać narodowych mitów […] i zarazem oczekiwać, na przykład, pojednania z Ukraińcami” (GW 13 czerwca 1991).

Sądząc po histerycznych reakcjach z 1991 roku i ciągłym przemilczaniu tego papieskiego nauczania w naszych czasach, święty Papież trafił w samo sedno.


Grzegorz Kucharczyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 27 kwi 2014, 15:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... apiez.html

ŚWIĘTY KAROL WOJTYŁA - JAN PAWEŁ II PAPIEŻ

Dar i Tajemnica
W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich
(Tekst zgodny z kopią z 1996r. Wydawnictwa Św. Stanisława BM Archidiecezji Krakowskiej)

Obrazek

KAPŁAN!
Moje święcenia kapłańskie miały miejsce w dniu, w którym zwykle tego sakramentu się nie udziela: 1 listopada obchodzimy bowiem Uroczystość Wszystkich Świętych i cała liturgia Kościoła jest nastawiona na przeżycie tajemnicy Świętych Obcowania i przygotowanie do Dnia Zadusznego. Jednakże Książę Metropolita wybrał ten dzień ze względu na to, że miałem wkrótce wyjechać do Rzymu na dalsze studia. Przyjmowałem święcenia sam, w prywatnej kaplicy Biskupów Krakowskich. Moi koledzy mieli otrzymać święcenia dopiero następnego roku w Niedzielę Palmową.
Cały miesiąc październik był dla mnie miesiącem święceń subdiakonatu i diakonatu oraz trzech serii rekolekcji, jakie je poprzedzały. Na przód odprawiłem sześciodniowe rekolekcje przed subdiakonatem, z kolei po kilku dniach przerwy, trzy dni rekolekcji przed diakonatem, a zaraz potem sześć dni rekolekcji przed prezbiteratem. Te ostatnie rekolekcje odprawiałem sam w kaplicy seminaryjnej. Następnie, w dniu Wszystkich Świętych stawiłem się rankiem w rezydencji Arcybiskupów Krakowskich przy ul. Franciszkańskiej 3, aby otrzymać święcenia kapłańskie. W tej ceremonii uczestniczyła niewielka grupa moich krewnych i przyjaciół.

WSPOMNIENIE O BRACIE W POWOŁANIU KAPŁAŃSKIM
Miejscem moich święceń, jak już powiedziałem, była prywatna kaplica Arcybiskupów Krakowskich. Pamiętam, że w czasie okupacji często przychodziłem do tej kaplicy, aby w godzinach porannych służyć jako kleryk do Mszy św. Księciu Metropolicie. Pamiętam także, iż przez pewien czas przychodził ze mną inny konspiracyjny kleryk - Jerzy Zachuta. Pewnego dnia nie przyszedł. Kiedy po Mszy św. zaszedłem do jego mieszkania na Ludwinowie (sąsiedztwo Dębnik), dowiedziałem się, że w nocy został zabrany przez Gestapo. Wkrótce potem jego nazwisko znalazło sie na liście Polaków przeznaczonych do rozstrzelania. Przyjmując świecenia kapłańskie w tej samej kaplicy, nie mogłem nie pamiętać tego mojego brata w powołaniu kapłańskim, którego Chrystus w inny sposób połączył z misterium swojej śmierci i swojego zmartwychwstania.

VENI, CREATOR SPIRITUS!
Tak więc w tej kaplicy, w czasie śpiewu Veni, Creator Spiritus oraz Litanii do Wszystkich Świętych, leżąc krzyżem oczekiwałem na moment włożenia rąk. Jest to chwila szczególnie przejmująca. Później wielokrotnie sprawowałem ten obrzęd jako Biskup, a także jako Papież. Jest coś dogłębnie przejmującego w tej prostracji ordynandów: symbol głębokiego uniżenia wobec majestatu Boga samego, a równocześnie ich całkowitej otwartości, ażeby Duch Święty mógł zstąpić, bo przecież to On sam jest sprawcą konsekracji. Veni, Creator Spiritus, mentes tuorum visita, imple superna gratia quae Tu creasti pectora. Tak jak we Mszy św. jest On sprawcą przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, tak i w Sakramencie Kapłaństwa On jest sprawcą konsekracji kapłańskiej czy biskupiej. Biskup udzielający święceń jest ludzkim szafarzem Bożej tajemnicy. Włożenie rąk biskupich jest kontynuacją gestu, jaki stosowano w Kościele pierwotnym na oznaczenie daru Ducha Świętego, którego się udziela dla określonej misji (por. Dz 6,6;8,17; 13, 3). Tego gestu włożenia rąk użył św. Paweł w odniesieniu do swego ucznia Tymoteusza (por. 2 Tm 1, 6; 1 Tm 4,14) i pozostał on w Kościele (por. 1 Tm 5, 22) jako skuteczny znak czynnej obecności Ducha Świętego w sakramencie święceń.

POSADZKA KAPLICY
Mający otrzymać święcenia pada na twarz, całym ciałem, czołem dotyka posadzki świątyni, a w tej postawie zawiera się wyznanie jakiejś całkowitej gotowości do podjęcia służby, jaka zostaje mu powierzona. Ceremonia ta pozostawiła głęboki ślad w moim życiu kapłańskim. Kiedyś po latach - w Bazylice Św. Piotra, na początku Soboru - mając przed oczyma ten moment święceń kapłańskich, napisałem utwór poetycki, którego fragment warto tutaj przytoczyć: To Ty, Piotrze. Chcesz być tutaj Posadzką, by po Tobie przechodzili... by szli tam, gdzie prowadzisz ich stopy... Chcesz być Tym, który służy stopom - jak skała raciczkom owiec: Skała jest także posadzką gigantycznej świątyni. Pastwiskiem jest Krzyż. (Kościół: Pasterze i źródła. Bazylika Sw. Piotra, jesienią 1962:11 X-8 XII, Posadzka)

Pisząc te słowa myślałem zarówno o Piotrze, jak i o całej rzeczywistości kapłaństwa służebnego, starając się uwydatnić głębie znaczenia owej liturgicznej prostracji. W tej postawie leżenia krzyżem przed otrzymaniem świeceń wyraża sie najgłębszy sens duchowości kapłańskiej: tak jak Piotr, przyjąć we własnym życiu krzyż Chrystusa i uczynić się „posadzką" dla braci.


MSZA ŚWIĘTA PRYMICYJNA
W związku z tym, że święcenia kapłańskie otrzymałem w Uroczystość Wszystkich Świętych, wypadło mi odprawić Mszę św. prymicyjną w Dzień Zaduszny, 2 listopada 1946 roku. W tym dniu każdy kapłan może odprawić trzy Msze św. i dlatego też te moje Prymicje miały charakter „troisty". Odprawiłem te trzy Msze św. w krypcie św. Leonarda, która stanowi część wcześniejszej tzw.Hermanowskiej Katedry biskupiej w Krakowie na Wawelu. Obecnie krypta św. Leonarda należy do całości grobów królewskich. Wybierając tę kryptę na miejsce pierwszych Mszy Św., chciałem dać wyraz szczególnej więzi duchowej z wszystkimi, którzy w tej Katedrze spoczywają. Katedra Wawelska jest niezwykłym fenomenem. Jest bowiem, tak jak żadna inna świątynia w Polsce, nasycona treścią historyczną, a zarazem teologiczną. Spoczywają w niej królowie polscy, poczynając od Władysława Łokietka. W tej świątyni byli oni koronowani i tu składano pźniej ich doczesne szczątki. Ten, kto nawiedza Katedrę Wawelską, musi stanąć twarzą w twarz wobec historii Narodu.

Odprawiając prymicyjną Mszę św. w krypcie św. Leonarda pragnąłem uwydatnić moją żywą więź duchową z historią Narodu, która na Wzgórzu Wawelskim znalazła swą szczególną kondensację. Ale nie tylko to. Jest w tym fakcie także głęboki moment teologiczny. Święcenia kapłańskie, jak wspomniałem, przyjąłem w Uroczystość Wszystkich Świętych, kiedy Kościł daje wyraz liturgiczny prawdzie o Świętych Obcowaniu - Communio Sanctorum. Święci to ci, którzy przez wiarę mają udział w tajemnicy paschalnej Chrystusa i oczekują ostatecznego zmartwychwstania.

Ci ludzie, których sarkofagi znajdują się w Katedrze Wawelskiej, także czekają tam na zmartwychwstanie. Cała Katedra zdaje sie powtarzać słowa Symbolu apostolskiego: „Wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny". A ludzie, którzy w niej spoczywają, są wielkimi „Królami-Duchami", którzy prowadzą Naród poprzez stulecia. Są to nie tylko koronowani władcy i ich małżonki, czy też biskupi i kardynałowie, są to także wieszczowie, wielcy mistrzowie słowa, którzy tak ogromne znaczenie posiadali dla mojej chrześcijańskiej i patriotycznej formacji. W tych wawelskich Prymicjach uczestniczyło niewiele osób. Pamiętam, że była obecna moja chrzestna matka, starsza siostra mojej rodzonej Matki, Maria Wiadrowska. Pamiętam też, że do Mszy św. służył mi Mieczysław Maliński. Był on znakiem łączności ze środowiskiem Jana Tyranowskiego, który wtedy już był ciężko chory. Jako kapłan, a później jako biskup zawsze nawiedzałem kryptę św. Leonarda z wielkim wzruszeniem. Bardzo bym pragnął tam odprawić Mszę św. na Pięćdziesięciolecie moich święceń kapłańskich!

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 161 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /