Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 05 paź 2010, 07:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Bolszewicka wykładnia nazizmu w "Rzeczpospolitej"

"Rzeczpospolita" [i] opublikowała w sieci wierutną bzdurę o "ekstermistycznej prawicowości" nazizmu oraz neonazimu w materiale zatytułowanym "Internetowa ofensywa neonazistów" [ii].

Nazizm jako "prawicowy ekstremizm"
Autorka tego postępowego, propagandowego gniota wyjątkowo zgodnego z bolszewicko-stalinowską wykładnią nazizmu — Małgorzata Zdziechowska napisała w nim m.in., iż: "niemiecki Facebook usunął już kilkadziesiąt stron propagujących nazizm, to walka z propagandą prawicowych ekstremistów w Internecie przypomina walkę z wiatrakami." Zabawne jest, gdy Zdziechowska pisze w tej propagandówce, że: "Jedną z metod jest zapraszanie na imprezy muzyczne, podczas których manipuluje się faktami historycznymi." Bo przecież, to ona sama manipuluje wnioskami z rzetelnych badań naukowych i doświadczeń świadków znających te oba totalitarne i identycznie bandyckie systemy…
Tak więc, w świetle dostępnych w Polsce już od paru lat opracowań naukowych — trudno o napisanie większej bzdury niż potraktowanie nazizmu jako "prawicowego ekstremizmu" — mimo ewidentnych socjalistycznych korzeni.

Hitler był marksistą: "Nauczyłem się bardzo wiele od marksizmu"
"Hitler nigdy nie był marksistą, w sensie w jakim był nim Mussolini; lecz mimo to mógł powiedzieć w zaufaniu w roku 1934, że wiele się od Marksa nauczył. (…) Hitler nigdy publicznie nie nazywał siebie marksistą. Lecz omal tego nie zrobił prywatnie, już po przejęciu władzy w styczniu 1933 roku. Wczesna jego biografia, napisana przez Konrada Heidena (wydana 1936–1937), mówi o jego podziwie dla ‘wspaniałych’ pamiętników Trockiego: dziwna reakcja, kogoś, kto przeszedł do historii jako zapamiętały wróg wszystkiego co komunistyczne. Ale prawdą jest, że oficjalny komunizm był nie do przyjęcia dla Hitlera nie z tego powodu, że był zbyt radykalny, lecz dlatego, że był zbyt ograniczony. ‘Nauczyłem się bardzo wiele od marksizmu’, stwierdził wobec Hermanna Rauschninga niedługo po przejęciu władzy, czego nie waham się przyznać (...) Różnica (...) polega na tym, że ja rzeczywiście wprowadziłem w życie to wszystko, o czym ci kramarze i gryzipiórki nieśmiało napomykali. Cały narodowy socjalizm na tym się opiera." [iii]
"Cytat ten pochodzi z książki ‘Hitler Speaks" (1939), autorstwa Hermanna Rauschninga, bismarckowskiego konserwatysty, który uciekł w 1936 roku z Niemiec, ponieważ, będąc wciąż nazistą, doszedł do przekonania, że ruch hitlerowski jest w utajony sposób jeszcze bardziej radykalny od bolszewizmu. Książka ta prezentuje przerażający obraz narodowego socjalizmu jako nieteoretycznego marksizmu, w którym działanie zastępuje subtelności abstrakcyjnej spekulacji. Świat należy do tych, którzy coś robią."[iii]

Goebbels: "Rosja jest sojusznikiem danym nam przez naturę przeciw szatańskim zakusom i zepsuciu Zachodu"
"Stalin - jak to zauważył Hitler w towarzyskiej rozmowie, przy stole w lipcu 1942 r., w szczytowym momencie wojny z Rosją - to ein geniler Kerl, ni mniej, ni więcej, tylko geniusz w swym rodzaju, ponieważ rozumie, że liczą się naprawdę czyny, a nie teorie."[iii]
"Także Goebbels mógł sobie w latach dwudziestych pozwolić na otwarcie prosowiecką postawę. ‘Dobry nazista - pisał w swej wydanej w roku 1926 ‘Drugiej rewolucji’ - spogląda ku Rosji, ponieważ Rosja jest krajem, który z największym prawdopodobieństwem podejmie wspólnie z nami drogę do socjalizmu; bo Rosja jest sojusznikiem danym nam przez naturę przeciw szatańskim zakusom i zepsuciu Zachodu’, a zniesławianie młodego państwa sowieckiego określił jako dzieło ‘chóru burżuazyjnych kłamców i ignorantów’ - dodając, że żaden car nigdy tak dobrze nie rozumiał ludu rosyjskiego, jak Lenin, który dał chłopom ziemię i wolność." [iv]

Hitler: nazistów z bolszewikami łączy "prawdziwa mentalność rewolucyjna"
"Narodowo-Socjalistyczną Niemiecką Partię Robotniczą od początku odróżniał zdecydowanie plebejski charakter; skrajnie lewicowy był program poprzedzającej NSDAP, założonej 1920 przez ślusarza Antona Drexlera (1902-42), Niemieckiej Partii Robotniczej (DAP), domagającej się m.in. ustawowego ograniczenia maksymalnych zarobków, upaństwowienia banków, państwowej opieki społecznej, bezpłatnego szkolnictwa wszystkich szczebli, regulowania cen niektórych produktów; zwalczając marksizm, traktowany jako najgroźniejsza (i ‘zażydzona’) konkurencja wewnątrz ruchu robotniczego, A. Hitler podkreślał, że więcej (a przede wszystkim ‘prawdziwa mentalność rewolucyjna’) łączy niż dzieli nazistów z bolszewizmem, czego wyrazem był także jego osobisty rozkaz, aby byłych komunistów natychmiast przyjmowano do NSDAP. [v]
[D]o lewicowych korzeni narodowego socjalizmu nawiązują także powojenne ugrupowania neonazistowskie, począwszy od Socjalistycznej Partii Rzeszy." [vi]

Nazizm i komunizm były w praktyce identyczne
Heinz Neumann, jeden z liderów Komunistycznej Partii Niemiec (KPD) w przemówieniu na nazistowskim wiecu oznajmił swoim braciom w socjaliźmie: "Młodzi socjaliści! Odważni narodowi bojownicy — komuniści nie chcą angażować się w braterską walkę z narodowymi socjalistami." [vii] W 1937 roku, w okresie stalinowskich czystek Heinz Neumann został w Moskwie aresztowany i później stracony.
Żona Neumanna — Margarete Buber-Neumann (1901 - 1989) [viii] — także była jedna z czołowych działaczek Komunistycznej Partii Niemiec w okresie Republiki Weimarskiej. Zesłana do sowieckiego obozu pracy na Syberii — po podpisaniu układu Ribbentow-Mołotow — jako komunistka, została przekazana Niemcom. Umieszczona w hitlerowskim obozy koncentracyjnym Ravensbrück, odrzuciła komunizm — co zapewniło jej stosunkowo łagodniejsze warunki pozwalające na przetrwanie pięciu lat w tym obozie. Po pewnym okresie pobytu w obozie, Buber-Neumann została sekretarką obozowej nadzorczyni SS-Oberaufseherin Johanny Langefeld. [ix
W 1976 Buber-Neumann roku opublikowała książkę "Die erloschene Flamme: Schicksale meiner Zeit" ("Wygasły płomień: Przeznaczenia mojego czasu"), w której stwierdziła, że nazizm i komunizm były w praktyce identyczne

Socjalistyczny nazizm (hitleryzm) jako "ekstremalna prawica"
To przecież bolszewicka propaganda wymyśliła określenie "extreme right" (ekstremalna prawica) po to, aby zgodnie z komunistycznymi propagandowymi wymogami opisywać zjawisko narodowego socjalizmu. A jednocześnie lewacka "Kronika polityczna" określa jako ekstremalną prawicę w USA — Partię Republikańską [x]. Tymczasem, komuniści i lewacy w Stanach reprezentowani m.in. przez wydawany od 1865 roku, lecz obecnie już upadający tygodnik "The Nation" idą nawet znacznie dalej — i określają przeciwników komunistycznego prezydenta Obamy jako "The Far-Right Fringe," [xi] czyli skrajna, ekstremalna prawica.

Nazizm i neonazizm — tak samo jak i komunizm — są typowymi ideologiami socjalistycznymi
Tymczasem i nazizm i neonazizm — tak samo jak i komunizm — są typowymi ideologiami socjalistycznymi działającymi zgodnie ze znanym stwierdzeniem Karola Marksa o tym, że:"Nie mamy współczucia dla nikogo, ani nikogo nie prosimy o współczucie. Kiedy nadejdzie nasza kolej, nie będziemy przepraszali za terror." [xii] Lewacy nie chcą pamiętać także i tego, że zarówno Marks jak i Engels oraz wielu z ich socjalistycznych następców — popierali bolszewickie ludobójstwo i deklarowali to dlatego, ponieważ byli socjalistami.

Bolszewickie masowe mordy wzorem dla Hitlera
"W drugim rozdziale ‘Mein Kampf’ Hitler atakował "żydowską doktrynę marksizmu’ za odrzucanie tezy, że ‘narodowość i rasa mają zasadnicze znaczenie’. Gdyby rozumowanie Hitlera na tym się zatrzymało, łatwo byłoby przyjąć, że podzielał on proste przekonanie większości dzisiejszych socjalistów o tym, że marksizm nie jest doktryną rasową. Ale Hitler poszedł dalej. W środku swojej książki, w rozdziale 11, zatytułowanym ‘Naród i rasa’, atakuje Rosję bolszewicką z tego interesującego powodu, że bolszewiccy Żydzi, którzy (jak mniemał) rządzili raczkującym państwem sowieckim, rozpoczęli swój własny program eksterminacji rasowej, ‘wielką i ostateczną rewolucję’. W Rosji Żyd odsłonił wreszcie swoją prawdziwą naturę: ‘W przeciągu paru lat usiłował eksterminować wszystkich tych, którzy reprezentowali inteligencję narodową. I w ten sposób, pozbawiając ludy ich naturalnych przywódców intelektualnych, szykuje im los niewolników pod trwałymi rządami despotyzmu’.[xiii]
Stanowi to zupełnie dokładny opis tego, co naziści czynili później, po roku 1939 w Polsce — systematycznie wywożąc do obozów śmierci i mordując przywódców politycznych oraz życia intelektualnego, m.in. księży czy profesorów.

Orwellowscy "cryptos"
W okresie międzywojennym, a więc w latach 1918–1939, powszechne było świadome ukrywanie przed opinią publiczną na Zachodzie — przez orwellowskich"cryptos" [xiv], czyli kryptokomunistów oraz różnego rodzaju fellow travellers, czyli służących komunistom "pożytecznych idiotów" — prawdy o dokonywanych przez leninowskich bolszewików masowych mordach i zbrodniach. Ukrywali oni także prawdę o rzeczywistej sytuacji oraz nędzy wśród społeczeństwa jaka istniała w tym marksistowsko-bolszewickim"państwie proletariatu". To powszechne zakłamanie prezentowane przez "cryptos" oraz różnych "pożytecznych idiotów" — powodowało m.in. takie publiczne filosowieckie deklaracje — jakie w okresie międzywojennym dość często były składane przez "postępowych" liberałów: "Jestem komunistą, bo jestem liberałem" [xv].
I oba te totalitarne systemy od momentu przejęcia władzy stosowały barbarzyński terror.
Lenin żądał, by marksiści kontynuowali terror stwierdzając: Nie możemy się spodziewać, iż dokądkolwiek dotrzemy jeżeli nie zastosujemy terroru [xvi]




--------------------------------------------------------------------------------

[i] Informację o tym kłamliwym materiale, z prośbą o wyrzucenie tej bolszewickiej propagandówki z internetu wysłalem do Piotra Kropińskiego, Dyrektora Serwisów Internetowych "Rzeczpospolitej" — niestety bez jakiegokolwiek rezultatu... Widząc, że to bolszewickie fałszerstwo historii dalej jest na stronach internetowych "Rzeczpospolitej" — wysłałem kolejny e-mail, tym razem do redaktora naczelnego Pawła Lisickiego oraz kilku zastępców redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej": Tomasza Sobieckiego, Marka Magierowskiego oraz Pawła Jabłońsiego — i znów bez jakiegokolwiek rezultatu... Jest to bardzo dziwna polityka redakcyjna, bo naczelny "Rzeczpospolitej" mówi na stronach internetowych tej gazety, że: "Jeśli chodzi o kwestie obyczajowe i dotyczące tradycji, to ‘Rz’ będzie gazetą konserwatywną." ("Rzeczpospolita", “O nas”, http://www.rp.pl/temat/84807.html.)

Tymczasem, ten dziwny rzepowy "konserwatyzm" — pozwala redakcji publikowanie na łamach "Rzeczpospolitej" bolszewickich propagandowych materiałów o "prawicowości" nazizmu, czy tekstów politruka Waldemara Kuczyńskiego wręcz ziejącego nienawiścią do polskiego patriotyzmu i specjalizującego się w agresywnym obrzucaniu błotem przeciwników politycznych UW i PO.

[ii] Małgorzata Zdziechowska, "Internetowa ofensywa neonazistów", http://www.rp.pl/artykul/535264-Interne ... istow.html

[iii] Cytat za: George Watson, "Czy Hitler był marksistą?", http://www.eioba.pl/a108362/george_wats ... y_marksist

[iv] Cytat za: George Watson, "Czy Hitler był marksistą?"

[v] Cytat za: "Socjalizm", http://metapedia.konserwatyzm.pl/wiki/S ... m_narodowy

[vi] Cytat za: "Socjalizm", http://metapedia.konserwatyzm.pl/wiki/S ... m_narodowy

[vii] Zob.: Abraham Ascher and Guenter Lewy, “National Bolshevism in Weimar Germany: Alliance of Political Extremes Against Democracy,” Social Research, Winter 1956, p. 478.

[viii] Margarete Buber-Neumann, http://en.wikipedia.org/wiki/Margarete_Buber-Neumann

[ix] Ciekawostką jest, że SS-Oberaufseherin Johanna Langefeld została zdymisjonowana jako nadzorczymi za nadmierną sympatię do polskich więźniów, a w 1946 roku uciekła z więzienia w PRL.

[x] Jan Smoleński, "Jak prawica niszczy amerykańską demokrację", http://www.krytykapolityczna.pl/Przegla ... id-67.html

[xi] Zob. "The Nation", http://www.thenation.com/slideshow/slid ... ght-fringe

[xii] "Suppression of the Neue Rheinische Zeitung", Neue Rheinische Zeitung, May 19, 1849.

[xiii] Cytat za: George Watson, "Czy Hitler był marksistą?"

[xiv] O cryptos pisałem w notce "Cryptos twierdzili: ‘Jestem komunistą, bo jestem liberałem’",http://www.thoughts.com/index.php?_action=blog_view&id=469861&type=1

[xv] Stephan Spender, "Forward from Liberalism", Wictor Gollancz, London 1937, s. 202.

[xvi] V. I. Lenin, "Collected Works", Vol. 26, Page 501, during the meeting of Presidium of the Petrograd Soviet with delegates from food supply organizations, January 14 (27), 1918; http://www.marxists.org/archive/lenin/w ... /14.htm#1n

http://salski.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 05 paź 2010, 13:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Nie ulega już wątpliwości, że Rzeczpospolita to GW-bis. Przez pewien okres udawała niby patriotyzm, by tym skuteczniej sączyć jad. GW też w początkach niby była patriotyczna, symbol Solidarności i antykomunizmu, dzięki czemu do wielu mózgów wsączyła mnóstwo antypolskiego jadu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 07 paź 2010, 09:29 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Jest jednak wielu autorów,ktorzy na takie miano nie zasługują.

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 04 maja 2012, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Nowe mutacje czerwonej pandemii

Niemal całe współczesne społeczeństwo zachodnie akceptuje wszystkie marksistowskie negacje odnoszące się do myśli kontemplacyjnej, religii i metafizyki. Dopełniając powyższą myśl zmarłego w 1989 roku katolickiego filozofa Augusta del Noce, włoski pisarz i dziennikarz Marcello Veneziani stwierdził iż społeczeństwa zachodnie realizują samą istotę marksizmu, którą stanowią radykalny ateizm i materializm, internacjonalizm i uniwersalne wykorzenienie, prymat pragmatyzmu i śmierć filozofii, dominacja produkcji i globalne manipulowanie naturą (…) oraz równość wyrażająca się w homogenizacji.

Lewicy udało się wprowadzić w czyn ideę włoskiego komunisty Antonia Gramsciego i wygrać walkę o kulturę, co w tym przypadku oznacza skupienie sił przede wszystkim na propagandowej walce o oświatę, media i intelektualistów. Za pomocą kultury stworzono nową rzeczywistość ideową, kreując pojęcie tego, co dobre, i tego, co złe. Doskonałym przykładem takiego działania jest ojczyzna Gramsciego, gdzie choć komuniści przez pół wieku znajdowali się w opozycji, to jednak udało im się stworzyć podstawowe pojęcia polityczne, skutkiem czego prawie cała włoska scena polityczna myśli o społeczeństwie, polityce społecznej, kulturze, oświacie, a nawet demografii w kategoriach lewicowych i takiegoż języka używa. Dzięki koncepcji władzy kulturowej, lewicowe idee zalewają cały świat swoimi postulatami: egalitaryzmem, regulacją i kontrolą wszystkiego, indoktrynacją (szczególnie dzieci i młodzieży), wysokimi i progresywnymi podatkami oraz liberalizacją moralności.

Walka o świadomość
Dzisiejsza lewica tym się różni od dawnych ideologów komunizmu, że zmieniła nieco podejście do hasła: Byt określa świadomość. Lewica uwierzyła w wagę i siłę sprawczą ludzkiej świadomości i na niej skoncentrowała swe ataki. To dlatego między innymi bombarduje ludzki umysł takimi propagandowymi wytrychami, jak: (pożądana) tolerancja i przeciwstawna jej (absolutnie zła) nienawiść. Znalazła sobie również nowy proletariat, o którego prawa i wyzwolenie walczy. „Proletariat” ów stanowią dziś: kobiety, dzieci, niepełnosprawni, mniejszości narodowe i seksualne, a nawet zwierzęta. Idzie to w parze z ośmieszaniem i dezawuowaniem patriotyzmu, religijności i wartości duchowych. Lewica używa dość szczególnego oręża, jakim jest „polityczna poprawność”, pozornie określająca zjawisko zastępowania określeń uznawanych za negatywne bardziej neutralnymi, w istocie jednak będąca rodzajem egalitarnej cenzury. Języka politycznej poprawności używa się do promocji tolerancji, by tak naprawdę – jak twierdzi socjolog prof. Anna Pawełczyńska – zaprzeczać istniejącym od zawsze faktycznym różnicom: płci, wieku, doświadczeń, zdrowia, poziomu zdolności, temperamentu, a także różnicom wynikającym z przynależności do różnych narodów, ras, kultur, religii, których to różnic nie zniwelują żadne ideologie. Owa skrajnie egalitarna ideologia atakuje przede wszystkim niezależną osobowość i więzi społeczne, co otwiera szerokie pole manipulacji i eksperymentom społecznym.

Alterglobaliści i Światowe Forum Społeczne
Doskonałego obrazu współczesnej lewicy wszelkich odmian dostarcza alterglobalistyczne Światowe Forum Społeczne, którego naczelne hasła brzmią: Świat dla ludzi, nie dla zysku! Przeciw neoliberalizmowi, wojnie i rasizmowi! Z nurtem tym kojarzone są takie postaci jak Noam Chomsky, Naomi Klein, Jose Bove czy alternatywny muzyk Manu Chao. Światowe Forum Społeczne zbierało się m.in. w Londynie, Porto Allegre i Bombaju. W debatach brały udział organizacje społeczne, anarchiści, ekolodzy, członkowie partii komunistycznych, przeciwnicy wojny, rasizmu, wszechwładzy korporacji, feministki, zwolennicy „planowania rodziny”. Można było tam też spotkać polskich członków Amnesty International, Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Stowarzyszenia ProFemina, Kampanii przeciw Homofobii, Stowarzyszenia „Lambda”, skrajnie lewicowej Pracowniczej Demokracji, antyfaszystowskiego Stowarzyszenia Nigdy Więcej, Grupy Antynazistowskiej, Czerwonego Kolektywu oraz Nowej Lewicy i Demokratycznej Partii Lewicy. Głos zabierali m.in. znani na radykalnie lewicowej scenie Piotr Ikonowicz (NL) i Wanda Nowicka (FnRKiPR).

Jedno z haseł tych środowisk głosi: Gospodarka społeczna oparta na solidarności. Alterglobaliści poszukują niekomunistycznych i niekapitalistycznych możliwości stworzenia struktur społecznych, politycznych, ekonomicznych i komunikacyjnych. Co to jednak dokładnie oznacza, nie wiadomo – pewny natomiast jest sprzeciw ideologów tego ruchu wobec prywatyzacji sektorów usług państwowych (jak służba zdrowia czy szkolnictwo) i promowania własności prywatnej. Ponadto alterglobaliści popierają idee „wyzwolenia kobiet” (poprzez przyznanie im swobodnego prawa do aborcji), wyrażają troskę wobec perspektywy „przeludnienia świata” (który to problem należy według nich rozwiązać poprzez antykoncepcję i aborcję) oraz pełną tolerancję wobec wszelkich mniejszości. Mimo iż oficjalnie Światowe Forum Społeczne odcina się od komunizmu, w praktyce aprobuje istotne elementy jego ideologii.

Alterglobaliści podejmują też tematy ekologii, zadłużenia Trzeciego Świata oraz likwidacji nierówności społecznych. Reklamują swój program jako wizję Europy i świata bez nędzy i bezrobocia oraz przeciw prawom wolnej konkurencji, logiki zysku i zniewolenia długami. Co ciekawe, wśród tych obrońców „zwykłego człowieka” przed wszechwładzą państwa i kapitału znajdują się organizacje jawnie popierające komunistyczne reżimy – jak np. Towarzystwo Norwesko-Kubańskie – a to daje do myślenia w kwestii prawdziwych zamiarów tych swoistych przeciwników nędzy i wyzysku.

Lewicowi ekolodzy
Ważną rolę w środowiskach lewicowych odgrywają ugrupowania ekologiczne. „Zieloni” kładą nacisk na walkę z faszyzmem (cokolwiek ma to oznaczać), nacjonalizmem i ksenofobią a także na sprzeciw wobec hodowli organizmów genetycznie modyfikowanych, walkę o prawa dla mniejszości narodowych i seksualnych, prawa zwierząt, zrównoważony rozwój ekonomiczny, społeczną gospodarkę (cokolwiek oznacza), pacyfizm, rozwój opiekuńczych funkcji państwa i oczywiście ochronę środowiska. Ich hasłem jest też demokracja oddolna, w której człowiek ma mieć najwięcej do powiedzenia w kwestiach bezpośrednio go dotyczących. Można więc rzec, że ugrupowania lewicowych ekologów (bo warto nadmienić, że istnieją także ugrupowania ekologiczne z sympatią odnoszące się do idei prawicowych) dysponują ogromnym wachlarzem postępowych idei.

Skrajna lewica a islam
Inne ciekawe zjawisko stanowi sojusz czy wręcz przenikanie niektórych kręgów komunistycznych i skrajnie lewicowych w szeregi islamistów. Wspomnieć tutaj należy choćby działacza francuskiej partii komunistycznej Rogera Garaudy, który tłumaczył swe przejście na islam tym, że jest on religią dynamiczną, pewną siebie, pragnącą zmieniać świat i wyczuloną na niesprawiedliwość społeczną. Francuski geopolityk Alexandre Del Valle pisze, iż pewna część hiszpańskiej radykalnej lewicy, rozczarowana nabieraniem przez proletariat cech burżuazyjnych, porzuciła marksizm na rzecz islamu.

Nieżyjąca już Oriana Fallaci, krytykująca islam z pozycji liberalnych, docieka w swej książce Siła rozumu, dlaczego islam stał się atrakcyjny dla niektórych komunistów. Odpowiedź artykułuje w trzech punktach. Po pierwsze, zarówno lewica, jak i islam z sympatią patrzą na Trzeci Świat; po drugie, lewica oraz islam są antyamerykańskie; po trzecie zaś, wielu członków skrajnej lewicy (komuniści, anarchiści czy alterglobaliści) popiera świat arabski w walce przeciw proamerykańskiemu i prozachodniemu Izraelowi.

Promocja homoseksualizmu
Jednym z głównych celów współczesnej lewicy jest promocja homoseksualizmu, i to zarówno poprzez kampanie uświadamiające w stylu znanych w Polsce akcji Niech nas zobaczą czy Marszów Tolerancji i Parad Równości, jak i legalizację homozwiązków i adopcje dzieci przez jednopłciowe pary. Nie ulega wątpliwości, że legalizacja związków homoseksualnych jest aktem rewolucyjnym, wymierzonym w tradycyjne społeczeństwo i tradycyjne wartości. Przykład krajów, które zalegalizowały te związki (np. Danii czy Norwegii) jest znamienny. Otóż okazuje się, że po legalizacji homozwiązków bardzo niewiele jest par, które decydują się na „ślub”. Wszystko zostaje „po staremu”, ale oczywiście jakiś wyłom w prawodawstwie został już uczyniony, a efekty przyniesie przyszłość.

Sposób myślenia radykalnej lewicy w odniesieniu do obrony homoseksualizmu świetnie odzwierciedlają poglądy znanego brytyjskiego popmuzyka, lewackiego aktywisty i działacza „gejowskiego” Jimmy’ego Sommerville’a, który w wywiadzie dla niemieckiego magazynu internetowego „Eurogay” powiedział, że w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat młodzi, wchodzący w życie homoseksualiści w dalszym ciągu spotykają się z otwartą wrogością i brakiem zrozumienia, dlatego jedyną nadzieją dla homoseksualistów są broniące ich przepisy prawa. Innymi słowy, Sommerville i jego ideowi pobratymcy (u nas w podobnym tonie wypowiadał się aktywista Stowarzyszenia Lambda Krystian Legierski) proponuje sankcje karne dla przeciwników związków jednopłciowych. Jeżeli środowiska te kiedyś sięgną po pełnię władzy politycznej, jaki będzie ich następny krok?

„Wyzwolenie” kobiety
Zniszczenie tradycyjnego, „patriarchalnego” i „seksistowskiego” społeczeństwa oraz „wyzwolenie kobiet” to naczelne zadania innej skrajnie lewicowej mutacji, mianowicie –ruchów feministycznych, których „emancypacyjne” hasła mają na celu zniszczenie naturalnego porządku uświęconego tradycją i religią. W Polsce daje się to zauważyć chociażby na przykładzie jaskrawo antykatolickich wypowiedzi byłej pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, Magdaleny Środy. Podobne poglądy głoszą feministki zrzeszone w Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Stowarzyszeniu ProFemina, Demokratycznej Unii Kobiet, Zielonych 2004, Stowarzyszeniu Lambda i wielu innych. Domagają się one m.in. równej płacy, praw dla odmienności seksualnych, złagodzenia procedur rozwodowych i wolnej aborcji jako niezbywalnego prawa kobiety do własnego brzucha.

W tym miejscu warto zacytować Lenina: Aby rewolucja zatriumfowała, potrzebujemy kobiety. Żeby ją mieć, musimy spowodować, by opuściła ognisko domowe; musimy zniszczyć w niej egoistyczne i instynktowne uczucie miłości matczynej. Kobieta, która kocha swoje dzieci, jest tylko samicą. Tak więc, w ramach prawa do niebycia samicą dzisiejsze feministki domagają się prawa do wolnej miłości, a następnie, w celu zniwelowania naturalnych skutków tej wolnej miłości – do swobodnie dostępnej aborcji.

Slavoj Żiżek
Jednym z guru światowej lewicy jest słoweński intelektualista, socjolog i psychoanalityk Slavoj Żiżek. Postać ta kojarzy się z neomarksizmem, pochwałą rewolucji i radykalną krytyką globalnego kapitalizmu. Problem polega na tym, że istnieje niewiele osób (nawet wśród zwolenników Żiżka), które potrafiłyby zdefiniować jego rzeczywiste poglądy. Żiżek bowiem potrafi szokować swych lewicowych fanów oryginalnymi krytycznymi wypowiedziami w kwestii nadmiernego zaangażowania lewicy w obronę mniejszości seksualnych. Słoweński intelektualista stanął, na przykład, w obronie konserwatywnego południa Stanów Zjednoczonych, zasłynął także wypowiedzią w obronie judeochrześcijańskiej nadbudowy ideologicznej kapitalizmu, jako tej, która chroni przed banalizowaniem zła i daje motywację do etycznego i politycznego zaangażowania.

Ameryka Łacińska poligonem lewicy
Wielu zwolenników rewolucji patrzy z nadzieją na Amerykę Łacińską, gdzie od ponad dekady obserwujemy lewicowe przebudzenie, połączone z przejmowaniem władzy przez tę opcję w kolejnych krajach. Marsz ten rozpoczął w roku 1998 Hugo Chavez, zwyciężając w wyborach prezydenckich w Wenezueli. Za nim poszła lawina – lewica przejęła władzę w Brazylii, Argentynie, Boliwii, Urugwaju, Ekwadorze, Chile i Paragwaju. Przywódców tych państw łączą mniej lub bardziej socjalistyczne poglądy, uznanie naczelnej roli państwa w redystrybucji dochodu narodowego, odwoływanie się do nizin społecznych i antyimperializm (czytaj: antyamerykanizm).

Najbardziej aktywny w tym gronie jest Hugo Chavez. Z aprobatą wypowiada się o nim Slavoj Żiżek, a jeden z liderów brytyjskiej Nowej Lewicy, wydawca „New Left Review”, Tariq Ali nie bez satysfakcji pisze o przywódcy Wenezueli: Wyraża on to, co odczuwa wielu: trzeba rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym, ale nie można tego uczynić środkami militarnymi, tylko poprzez stworzenie wizji nowego społeczeństwa.

Warto też wspomnieć w tym miejscu o charyzmatycznym podkomendancie Marcosie (subcomandante insurgente Marcos), jednym z przywódców powstania zapatystów w meksykańskim stanie Chiapas w roku 1994. Dla alterglobalistycznej lewicy subcomandante Marcos stanowi symbol walki z imperialistycznym kapitalizmem.

„Prawdziwi” rewolucjoniści
Na lewicowej scenie politycznej istnieją także środowiska z rezerwą (czy wręcz z dużą niechęcią) traktujące rozdyskutowane intelektualne „fora” i przyznających się do lewicowych idei „jajogłowych”, zarzucając im zarażenie mieszczańskimi ideologiami, konformizm, zdradę rewolucji i interesów klas uciskanych. W Polsce grupy te bądź to fascynują się Trockim czy Che Guevarą (jak „Lewica bez cenzury”), bądź odwołują się wprost do stalinizmu (jak Polska Partia Klasy Robotniczej), maoizmu (Front Wyzwolenia Polski) czy nawet polpotyzmu (Ludowy Front Wyzwolenia–Grupy Antypaństwowe). Na świecie w nurcie owym działają m.in. belgijskie Walczące Komórki Komunistyczne, Nowe Czerwone Brygady, Globalna Intifada czy francuska Action Directe. Wszystkie te środowiska w mniejszym lub większym stopniu kładą nacisk na istotną rolę przemocy w walce z imperializmem.

Bogusław Bajor

http://www.pch24.pl/nowe-mutacje-czerwo ... 185,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 05 maja 2012, 12:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Czy liberalizm jest ideologią totalitarną?

Liberalizm – totalitaryzmem? Czy otwarte społeczeństwo liberalne jest - przy głębszym wejrzeniu - społeczeństwem zamkniętym? Czy tolerancyjne państwo liberalne jest w istocie państwem totalitarnej dyktatury?

Tylko poznanie prawdy o liberalizmie może nas wyzwolić od liberalizmu.


Doktryna liberalna za prawdziwe i pewne przyjmuje dwa fałszywe założenia. Z nich zaś niby z dwóch zatrutych “źródeł” wypływa “powódź” liberalnego wyzwolenia, zalewająca świat. Po pierwsze zakłada, że pewne jest tylko to, że nic nie jest pewne, zatem pewne jest tylko zwątpienie. Po drugie liberalizm zakłada, że jedyną prawdą jest to, że nie ma żadnej prawdy. Wobec tego nic nie wiemy na pewno i nic o rzeczach nie dowiemy się nigdy na pewno. Dlatego świata, jakim jest, poznać nie można. Jedynym światem, jaki poznajemy, jest ludzki umysł.

Z tych przesłanek płynie wniosek, że jedyną prawdą jest to, że nie ma żadnej pewnej prawdy. Pewna jest tylko jedna zasada: “Myślę, więc jestem”. Liberalne „ja”, które myśli, staje się niczym Bóg, źródłem wszelkiej pewności i prawdy. Liberalizm jest naprawdę ślepy, dlatego jest fałszywy.Liberał szuka jednak pewności, nie prawdy. A pewność utożsamia z prawdą. Od prawdy rozumowego poznania domaga się pewności utraconej wiary. Tu tkwi zasadniczy błąd liberalizmu. Z fałszu wynika wszystko i cokolwiek. Dlatego liberałowie z niedorzecznych założeń z żelazną logiką wysuwają głupie wnioski.

Z fałszywych prawd liberalizmu wypływa utopia liberalnego wyzwolenia. Rozum, który wedle liberałów nie może w sposób pewny poznawać rzeczywistości, sam staje się jedyną pewną rzeczywistością. Rzeczywistością jasnych i wyraźnych, lecz dowolnych idei. Rozum staje się czystą wolnością. Twórczość rozumu jest niczym nieograniczona, najmniej prawdą. Prawdy, bowiem wedle liberałów nie ma. Skoro świata poznać nie możemy, to naprawdę nie możemy wiedzieć, czy Pan Bóg istnieje, czy Bóg jest. Żyjemy, więc tak, jakby Boga nie było. Każda religia jest dobra, jednocześnie wszystkie razem są złe. Najlepszą zaś jest kult oświeconego rozumu, który ogłaszając się Bogiem, staje się bożkiem.Dla wiernych, wiara jest prawdą i pewnością. Dlatego twierdzą dla liberałów jest fanatyzmu i fundamentalizmu. Ekumenizm zaś, swoiście rozumiany, jest szkołą względności wszystkiego. Dlatego liberał czci ekumenizm, a gardzi wiarą.

Człowiek jest dla liberałów - dowiódł to jasno Kartezjusz - tylko rzeczą, nie osoba. Rzeczą rozciągłą i zarazem myślącą, takim „rzeczo-ludziem“. Liberałowie tak jak ludzi rozumieją, tak ich też traktują. Prawa człowieka może mieć tylko człowiek, osoba, nie rzecz. Dlatego liberalne demokracje konsekwentnie uchwalają nieludzkie prawa dla ludzi: aborcję, eutanazję i ludzkie prawa dla zwierząt.

Jeżeli człowiek jest tylko rzeczą, to używanie człowieka jako rzeczy jest słuszne i właściwe. Używanie rzeczy jest niczym nieograniczone, jest tylko wolą tego, kto „człowieka - rzecz“ dzierży w ręku: a więc państwa, które może stanowić niemoralne prawo i przedsiębiorstwa, które wymagają od pracowników niewolniczej pracy, współcześnie nazywanej dyspozycyjnością. Dla liberała tylko „ja” istnieje na pewno, dlatego naprawdę liczy się tylko moje dobro. Tylko bowiem “ja” się liczę i mój egoistyczny, ale przecież jedynie realny interes. Egoizm staje się jedyną możliwą postawą społeczną. Władza zaś jest tylko okazją do obfitych żniw prywaty.

Człowiek jest dla liberałów wcieleniem wolności. Poznanie, bowiem nie jest skrępowane prawdą, stąd liberalna wolność jest niczym nieograniczona. “Nic co ludzkie nie jest nam obce” - powiadają liberałowie. A my natomiast możemy odpowiedzieć: “obce jest wam Panowie to, co godne człowieka”. Według was: “Moralność jest dla słabych, silni mogą być bezkarni. Oni bowiem stoją ponad dobrem i złem. Silni bowiem, sami decydują o tym co dobre i złe".

Nie ma jednej prawdy związanej z rzeczą - tak przyjmują liberałowie - dlatego każdy może przyjąć, co mu się żywnie podoba. Stąd koncepcja wielu różnych, lecz równoważnych prawd. Stąd liberalizm jest wrogiem nauki, a uniwersytety zamienia na stragany poronionych idei. Poznanie zamienia się na dumanie, a humanistykę w niedorzeczną, ale za to oryginalną twórczość. Nie ma prawdy. Każdy słusznie może mówić, co mu przyjdzie do głowy. Nie ma więc różnicy między uczniem, a nauczycielem. Nauczyciele uczą uczniów, ale również uczniowie mogą uczyć nauczycieli. Nie ma prawdy. Każdy dureń ma prawo do tworzenia swojej prawdy. Dziwnym jednak trafem wszystkie tzw. “prawdy” są do siebie łudząco podobne i wykazują zadziwiającą zbieżność: z jedyną słuszną linią aktualnie jedynie słusznej sprawy reklamowanej w radiu i telewizji.

Liberał nie zna prawdy i znać nie może. Szuka bowiem pewności, a nie prawdy. Dlatego nie zna prawdy o prawdzie. Musi propagować tę swoją prawdę o braku prawdy. Prawda, a właściwie to co społeczeństwo za prawdę uznaje, jest dla liberałów kwestią propagandowej proklamacji, nie trudu poznania. Dlatego liberalne media nie są środkiem społecznej komunikacji, lecz masowej manipulacji. Dobro i zło nie jest obiektywne, bo nie wynika z prawdy. Dobro i zło jest kwestią subiektywnego odczucia lub społecznej umowy. Między dobrem a złem nie ma żadnej rzeczywistej różnicy.

Dlatego państwo liberalne nie wychowuje słowem prawdy i prawym przykładem, lecz tresuje reklamowym obrazem i hałasem ogłuszającej muzyki. Liberalne prawo nie jest związane realną prawdą, ani rzeczywistym dobrem społeczności, jest takie jakie rząd chce, aby było, dlatego że dziś takiego prawa z jakiejś racji potrzebuje. Różnica między zbrodnią a zasługą jest sprawą umowną, kwestią językowej definicji albo parlamentarnego głosowania. Toteż propaganda zła w liberalnym państwie tolerancji jest nie tylko niezabroniona, ale nawet dozwolona, jest niekaralna i nigdy karalna być nie może. Na jakiej bowiem obiektywnej podstawie? Obiektywnej definicji pornografii do niedawna nie można było ustalić, bo wszystko jest sprawą społecznej umowy. Liberalizm uderza jednak nie tylko w prawdę rzeczy samych, ale więzi tworzące się wspólnoty między nimi. W relacji mąż i żona, małżeństwo, połączyła ich miłość, sakrament Kościoła i prawo państwa. Liberałowie nominaliści jednak powiedzą: „Nie, to naprawdę nie mąż i żona, tylko mężczyzna i kobieta. A wszystko co istnieje między nimi, to ci się tylko wydaje. To jest tylko konwencja języka, gra słów, kwestia umowy.” Nie natura, lecz konwencja jest wedle liberałów źródłem ludzkich więzi społecznych, rodziny, małżeństwa, państwa. Człowiek jest autorem umowy społecznej, jest, więc swym własnym twórcą. Twórcą swojej natury – przynajmniej w swym wymiarze społecznym. Wolę swoją może, zatem kształtować dowolnie. Dlatego państwo liberalne może legalizować związek pederastów zrównując go w prawach i w społecznym poszanowaniu z małżeństwem mężczyzny i kobiety, z rodziną. Społeczne poszanowanie zaś jest publiczną zachętą, prawo staje się konwencją. Większość parlamentarna może uchwalić wszystko.

Pójdźmy dalej. Oto samochód, to zaś jest złodziej. Złodziej kradnie samochód. Mamy, więc sprawcę – osobę i czyn, dzieło i działacza. Podstawą odpowiedzialności karnej jest relacja, więź działacza z działaniem. Kto tak jak liberałowie neguje realność wszelkiej relacji, winien przeczyć realności pewnych relacji. Więź złodzieja z kradzieżą jest relacją. Bądźmy przyzwoici i tolerancyjni. Czy za relacje można wsadzać kogoś na całe lata do więzienia? Oto źródło liberalizacji prawa karnego, czyli wyzwolenia przestępców od kary. Odpowiedzialność człowieka za swoje czyny staje się w liberalizmie kwestią umowy. Stąd konsekwentny liberalizm podkopuje fundamenty wszelkiego ładu. Na szczęście dziś nie ma konsekwentnych liberałów. Konsekwentnie głoszą oni pochwałę niekonsekwencji. I tu tkwią ideologiczne źródła grubej kreski dla grubych zbrodniarzy. Już dziś proklamuje się otwarcie wyzwolenie człowieka przez zerwanie wszelkich relacji, podkopywanie wszelkich więzi społecznych. Działanie wyzwolone będzie od więzi przedmiotu działania z naturą. Zerwać, więc trzeba więzi płciowości z rodzeniem, małżeństwa z odmiennością płci, rodziców z wychowaniem dzieci, państwa z dobrem wszystkich obywateli. Ostatnim krzykiem liberalnej ideologii jest globalizm – czyli próba praktycznego, politycznego i gospodarczego zakwestionowania praw gospodarczych, narodowych i państwowych. Z fałszu można logicznie wywieść wszystko i cokolwiek. Aż strach pomyśleć, kto i co padnie jutro ofiarą liberalnego wyzwolenia.

Istotą doktryny liberalnej jest nominalizm gnozologiczny i agnostycyzm ontologiczny. Tak to ujmują w języku filozofowie. Stanowiska te są żywym absurdem, bowiem same w sobie są sprzeczne. Nominalizm i agnostycyzm to trudne do wymówienia i zrozumienia terminy filozoficzne, lecz posiadają one doniosłe następstwa życiowe i wyraźny sens praktyczny. Przeniesione, bowiem w głowach wczorajszych studentów a dzisiejszych polityków, z ław uniwersyteckich do ław poselskich stają się w swoich praktycznych konsekwencjach łatwe do pojęcia. Mierzwa idei przekuwa się w kuźni parlamentów na krwiste mięso historii, a słaba myśl ludzka odziana w moc państwa przyobleka kształt prawa, nabiera tężyzny i krzepi imperium. Idee pokazują niszczącą moc, a nie akademicki sens. I tak oto średniowieczny spór uniwersytecki o uniwersalia staje się współczesną wojną globalną o prawa człowieka. O prawo człowieka do godnego życia w rozumnie rządzonym społeczeństwie.

Totalitaryzm i dyktatura polegają na nieludzkiej moralności ludzi sprawujących władzę państwową, a przez ich niemoralność na nieludzkiej moralności prawa i nieludzkiej pragmatyce instytucji państwowych. Liberalizm zaś jest głęboko niemoralny, ·wyzwala w człowieku bestię przez poniewieranie wszelkich więzów ludzkich. Z ludzi czynu, czyli polityków, czyni potwornych egoistów. Ze współżycia społecznego wojnę wszystkich ze wszystkimi. Tylko zły wygrywa, przetrwają tylko najgorsi, zdolni do wszystkiego. Taki jest sens liberalnego wolnego rynku uświęcającego wszelkie – zwłaszcza niegodziwe – środki współzawodnictwa, wyścigu szczurów, zwanego w nowomowie konkurencją.

Liberalizm tak jak nazizm i komunizm, totalnie atakuje podstawowe dobra każdej społeczności: pokój i troskę o dobro całości. Wyzwalając ludzką wolność od prawdy wyzwala w ludziach najgorsze instynkty. Liberalizm używa przemocy ekonomicznej, nie fizycznej. Ale dla ofiar to jedno i to samo. Nie ma, bowiem żadnej istotnej różnicy między śmiercią głodową dziecka żydowskiego, zamkniętego przemocą w getcie a śmiercią z głodu dziecka afrykańskiego czy brazylijskiego leżącego na progu obfitującego we wszystko hipermarketu zachodniego świata. Liberalistyczna ideologia atakuje jednak coś więcej niż ludzkie więzi wspólnotowe. Niszczy, eksterminuje samą godność ludzką czyniąc z polityków tyranów szukających tylko swoich własnych korzyści, a z wolnych od rozumu obywateli państw liberalnych czyni rozwydrzone zdemoralizowane zwierzęta.

Liberalizm jest ucieczką od istotnego dobra ludzkiej osoby, poznania prawdy i umiłowania dobra. A rozum bez prawdy jest niewolnikiem nieprawdy, fałszu i kłamstwa. Wolność zaś staje się niewolą. Człowiek zyskując liberalną zwierzęcą swobodę traci ludzką osobową suwerenność. Ideologia liberalna jest holokaustem prawdy, dobra i piękna. Dlatego niczym hordy wandali rujnuje całą cywilizację zachodu, i to nie przy pniu czy konarze, ale przy korzeniach. Dlatego liberalizm, tak jak nazizm i komunizm jest doktryną totalitarną.

Radio Maryja, Rozmowy Niedokończone, Rozmowy niedokończone z dnia 18.01.2001 r.

http://mariuszwegrzyn.salon24.pl/402111 ... otalitarna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 12 cze 2012, 17:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Sierp i młot to gorzej niż swastyka

Czekałem na to i doczekałem się, co więcej trafnie wytypowałem zwycięzcę w tym moim prywatnym konkursie. Cierpliwość czasami bywa wynagrodzona. Dość długo trwało, zanim ktoś wreszcie podjął się łagodzenia wizerunku sierpa i młota z jedynie słusznych pozycji antyfaszystowskich. Oczywiście, że w takich razach można zawsze liczyć na Gazetę Wyborczą, która nigdy nie zmarnuje okazji, żeby być głośno, gdy porównuje się oba ludobójcze totalitaryzmy. Tym razem fangę faszyzmowi zasunął redaktor Rafał Zasuń, nomen omen.

Pierwsze uderzenie Zasunia poszło w stronę ilościową, czyli powtórzył odwieczny przekręt o mniejszej ilości ofiar sierpa i młota niż swastyki. To jest bezczelne o tyle, że w samych komunistycznych Chinach pod kilkudziesięcioletnim panowaniem Mao Tse Tunga było prawdopodobnie więcej ofiar ludobójczego eksperymentu lewicy, niż Hitler przy swoich najlepszych chęciach mógł wyrżnąć, wystrzelać, zagazować i zagłodzić. Niestety w Chinach nie mieli takich skrupulatnych rachmistrzów, jakimi dysponowali Niemcy, a może mieli, ale nie byli w stanie policzyć. A jeśli do chińskiego rachunku dodamy dziesiątki milionów ofiar w Związku Sowieckim pod psychopatycznym przywództwem Lenina i Stalina, to faszyzm może się schować.

Oczywiście w argumentacji Zasunia nie zabrakło żelaznego argumentu „jakościowego”, używanego przez wszystkich delikwentów dotkniętych słynnym heglowskim ukąszeniem: Komunizm jest rzekomo „lepszy” jako ideologia, gdyż w dziełach sowieckich obwiesi nie ma takiej nienawiści do ludzi, jak w dziełach niemieckich obwiesi. W domyśle – owszem, komuniści mordowali, ale w imię świetlanej przyszłości. Ja bym był ciekawy, co by powiedziały na takie rozróżnienie ofiary... powiedzmy, głodu na Ukrainie w latach trzydziestych, gdzie w wyniku zaplanowanego przez komunistów ludobójstwa zmarło w strasznych męczarniach kilka milionów ludzi. Co oni by zrobili takiemu Zasuniowi, gdyby w jakiś metafizyczny sposób mógł stanąć przed nimi i pocieszyć ich, że nie było w tym nic osobistego, a już na pewno ich kaci nie żywili do nich nienawiści?

Jednak Zasuń nie poprzestał na starych łgarstwach na temat nieszkodliwości sierpa i mlota w relacji do swastyki, lecz zaprezentował świeży towar. Przynajmniej ja pierwszy raz z takim numerem mam do czynienia. Oto okazuje się, że według redaktora Gazety Wyborczej symbolika sierpa i młota jest niegroźna i należy do historii, gdyż komunizm jako ideologia jest martwy. Nikt dziś nie rozstrzeliwuje burżujów, twierdzi redaktor, więc symbole komunizmu już nie budzą emocji. Natomiast faszyzm ma być nadal groźny, ponieważ według obrońcy sierpa i młota z Czerskiej, bandyci spod znaku swastyki wciąż biją ludzi o innych poglądach, również w Polsce.

Oczywiście, aż język świerzbi, żeby się zapytać, spod jakiego znaku byli niemieccy bandyci, którzy napadli na uczestników polskiego Marszu Niepodległości 11 Listopada ubiegłego roku. Jednak to jest pytanie dotyczące mimo wszystko epizodu i byłoby przyczynkarstwem, jak mówili starzy komuniści. O wiele ważniejsze jest szalbierstwo generalne redaktora, że dzisiaj komunizm jest martwy a faszyzm wciąż żywy. Bo z punktu widzenia chronologicznego w kontekście masowego ludobójstwa, to faszyzm skończył się w 1945 roku. Natomiast jeśli chodzi o komunizm chiński, to tam mordowano masowo ludzi w imię ideałów sierpa i młota jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Rewolucja kulturalna (swoją drogą – cóż za eufemizm dla ludobójstwa!) trwała do 1976 roku i skończyła się dopiero ze śmiercią naczelnego kata. A towarzysze kambodżańscy, zresztą pilni uczniowie towarzyszy francuskich, w tym także niezwykle wrażliwego społecznie towarzysza Jean Paul Sartre`a, wymordowali dwa miliony współobywateli w imię szczęścia ludzkości. A trudzili się tą partyjną robotą aż do końca lat siedemdziesiątych.

Jeśli więc porównać masową ludobójczą aktywność faszystów i komunistów w kontekście czasowym, to wychodzi całkiem odwrotnie, niż to sobie wymarzył redaktor Zasuń – to komunizm jest wciąż żywy. To sierpa i młota raczej należy unikać, bo konotacje ludobójcze ma bardziej świeże. Swastyka w tym sensie jest natomiast raczej starej daty i chociaż epizodycznie pokazuje pazur w swojej drugiej kolebce, czyli w Niemczech, to zęby jej wypadły.

To właśnie faszyzm przypomina dzisiaj bezzębnego i bezsilnego starucha, a nie komunizm. Bo w ojczyźnie sierpa i młota komunistycznego ustroju nie może odżałować obecny przywódca. Żaden gestapowiec nie stoi dzisiaj na czele państwa. Natomiast kagiebista rządzi dzisiaj mocarstwem atomowym.

http://wyborcza.pl/1,86116,11910253,Sie ... styka.html

http://seaman.salon24.pl/425585,sierp-i ... z-swastyka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 27 sie 2012, 06:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Cokoły nie dla biesów

Z prof. Władimirem Ławrowem, pracownikiem Instytutu Historii Rosji Rosyjskiej Akademii Nauk, rozmawia Piotr Falkowski

Kim był tak naprawdę Lenin, twórca państwa sowieckiego?
- Lenin był człowiekiem, który otwarcie twierdził, że żadnej moralności, ani chrześcijańskiej, ani innej religijnej, ani ogólnoludzkiej, w ogóle nie ma. Dla Lenina moralne było to, co służy sprawie budowy socjalizmu. Tworząc obozy koncentracyjne, do których wysyłał swoich oponentów politycznych, uważał, że to moralne. Dążył do obalenia Mikołaja II, jego syna, córek, żony. Inspirował zabójstwo niewinnych dzieci, które nie tylko rozstrzelano, ale torturowano, żywcem cięto bagnetami. Dla Lenina to także było moralne, bo służyło sprawie budowy socjalizmu. A więc był to człowiek zupełnie bez moralności czy też z taką moralnością, jaką mają mordercy. Już Fiodor Dostojewski opisał charakter idących po władzę socjalistów w "Biesach". Zrozumiał, na czym to polega. Przewidział, że w Rosji zwycięży rewolucja socjalistyczna, że będą przy tym miliony ofiar. A skąd on to wiedział? Nie był ani historykiem, ani ekonomistą, ani politykiem. Dostojewski znał rosyjską duszę! Wiedział, że pewnych pokus prosty lud nie wytrzyma. "Grabić zagrabione" - tym Lenin zwiódł wielu ludzi. Ale nie wszystkich. Nie można zapominać, że w naszych pierwszych naprawdę demokratycznych wyborach [25 listopada 1917 r.] partia Lenina, gdy już była u władzy i na szczycie popularności, zdobyła zaledwie 24 proc. głosów. To dużo, ale nie większość. Dlatego on ten nasz pierwszy parlament po prostu rozpędził. Inaczej musiałby oddać władzę tym, którzy wygrali. I tak rozpoczęła się polityka tzw. czerwonego terroru, utworzono obozy koncentracyjne itd. Mając za sobą tylko 24 proc. głosów, nie da się rządzić w kraju demokratycznym. Kto chce w takiej sytuacji pozostać u władzy, musi więzić, zabijać, represjonować... Lenin to robił.


Na Zachodzie, szczególnie dla środowisk lewicowych, Lenin to idealista, który chciał dobrze, a wyszło mu źle.
- To przekonanie nie odpowiada prawdzie historycznej. Wszystkie okropności rozpoczęły się za Lenina. Wystarczy przypomnieć, że w strasznej pierwszej wojnie światowej poległo około miliona Rosjan. W wojnie domowej, którą rozpętał, zginęło już 12-14 milionów. Głód w rezultacie tej wojny pochłonął kolejnych 3-5 milionów. Wszystko zaczęło się za Lenina. Między Leninem a Stalinem jest rzeczywiście różnica. To prawda, że Lenin był człowiekiem idei, ale zbrodni. Dla niej gotów był poświęcić nie tylko Rosję, lecz także zająć Polskę, Niemcy... Stalin był kontynuatorem linii Lenina i ponosi ogromną odpowiedzialność za zbrodnie okresu swoich rządów, ale to już inny typ człowieka. To karierowicz typu wschodniego. Zupełnie bez zasad. Człowiek, który zagarnia władzę. A więc Lenin to niebezpieczny człowiek idei - tacy są ludzie, którzy dla swojego szalonego planu gotowi są poświęcić wszystko i wszystkich. Kiedy żona Gorkiego mówiła Leninowi, że czekiści torturują przesłuchiwanych (bo myślała, że on o tym nie wie), odpowiedział: "Las rąbią, wióry lecą". A Stalin pracował już tylko na siebie. Idee w każdej chwili gotów był zmienić. Na początku nie był bolszewikiem tylko mienszewikiem, długo szukał, gdzie, w jakim otoczeniu łatwiej się wybić. W końcu przystał do Lenina. Oni obaj ponoszą odpowiedzialność za to, co się stało w Związku Sowieckim.


Wielu rosyjskich myślicieli, na przykład pisarz Władimir Wołkow, uważa, że głównym przeciwnikiem rewolucji leninowskiej, a może i jedynym prawdziwym, było chrześcijaństwo.
- W życiu człowieka nie może być tak, że zwycięża zawsze i wszystkich. A Lenin i Stalin zwyciężali wszystkich. Tak mogło się stać tylko wtedy, kiedy otrzymywali pomoc ze strony diabła. To wiele wyjaśnia i odpowiada na pytanie, jakie siły za nimi stały. Oczywiście są znane fakty, jak atak na patriarchę Tichona. Lenin otwarcie zwalczał religię. Powtarzał, że "wszelka pobożność to nekrofilia". Zalecał w oficjalnych rozporządzeniach, by jak najwięcej duchownych rozstrzeliwać. To były zbrodnicze rozkazy, można je uważać za przestępstwa przeciwko ludzkości, które - jak wiadomo - nie przedawniają się. I taki drań leży na placu Czerwonym. Myślę, że dopóki oni dwaj leżą na placu Czerwonym, w sercu Rosji, żadnego duchowego odrodzenia Rosji nie będzie. Będziemy wciąż tkwić w fatalnej przeszłości z Leninem, Stalinem, Dzierżyńskim i innymi. Wie pan, że Dzierżyński wraca teraz na pomniki? Ostatnio na dziedzińcu moskiewskiego urzędu spraw wewnętrznych na ulicy Pietrowka ustawiono jego zupełnie nowe popiersie. Z Łubianki usunięto już dawno, a na Pietrowce postawiono. Oto nasze nowe osiągnięcie. A i na Łubiance zburzono pomnik tylko na placu. Wewnątrz budynku Federalnej Służby Bezpieczeństwa pełno jest rzeźb i obrazów przedstawiających Dzierżyńskiego. To znaczy, że nie nastąpiło żadne odcięcie od zbrodniczej przeszłości. Jesteśmy przez to państwem, które nie może iść do przodu, bo grzęźnie w przeszłości. Państwem, które błądzi po omacku w ślepej uliczce.


Państwo ma jakiś pomysł na te sprzeczności w ocenie historii?
- Państwo oficjalnie nie ma żadnej ideologii. W naszej konstytucji z grudnia 1993 r. jest artykuł mówiący, że nie powinno być żadnej ideologii. Autorem tego zapisu jest prawnik Siergiej Szachraj. Jemu chodziło o ideologię komunistyczną. Ale zapisał, że nie ma być żadnej. A czy naród rosyjski może żyć bez idei? Bez światopoglądu? Gdy nie będzie ideologii narodu, to musi powstać antyideologia, a za nią antyświatopogląd. I obecnie znajdujemy się w momencie, gdy podejmuje się próbę połączenia rzeczy nie do połączenia, to jest z jednej strony np. kanonizacja Mikołaja II i jego rodziny, a z drugiej fakt, że stacja metra i pięć ulic nosi imię osławionego carobójcy Wojkowa. Jak to można jednocześnie zmieścić w świadomości narodu? Czyż bohaterami narodowymi mogą być w równym stopniu Sołżenicyn i Dzierżyński? Przez to młode pokolenie rośnie całkowicie zdezorientowane. Traci rozeznanie, gdzie jest dobro, a gdzie zło. To strasznie niebezpieczne.


Ale Federacja Rosyjska ma przecież politykę historyczną, wychwala historyczne zwycięstwa Rosji i ZSRS.
- Była w Rosji komisja do spraw walki z fałszowaniem przeszłości. W praktyce krytykowała zagranicznych historyków, szczególnie gruzińskich i z państw bałtyckich. A największe fałszowanie naszej historii dokonuje się rękami rosyjskimi. Myślę głównie o Filippowie i Daniłowie, uczonych, z których podręczników uczą się młodzi ludzie w szkołach. Postawili oni za cel wybielenie Stalina. Odbywa się to w duchu tzw. teorii modernizacji, która jest obecnie bardzo modna i powszechnie przyjmowana. Zgodnie z nią Stalin przeprowadził w państwie konieczną modernizację. Uznaje się, że były represje. Uznaje się, że to źle. Ale podkreśla się, że były to rzeczy drugorzędne, a najistotniejsza była modernizacja. Za pomocą takiego subtelnego manewru dokonuje się usprawiedliwienia koszmaru, przez jaki przeszła Rosja. We współczesnym świecie już nie da się mówić: "Niech żyje Stalin", więc chytrze unika się oceny jego zbrodni, a uwagę kieruje na fabryki, drogi, wygraną wojnę itd. Zgodnie z teorią modernizacji ma być redagowana przygotowywana właśnie nowa wielotomowa "Historia Rosji". Trudno się temu dziwić. Kto naucza w Rosji historii? W większości są to ludzie, którzy jeszcze nie tak dawno należeli do partii komunistycznej. Czego my od nich chcemy? Oni reagują oczywiście na zmiany w świecie, ale tkwią wciąż w sowieckiej linii myślenia. Nie ma w Rosji ani jednej instytucji czy urzędu, w których w sposób zorganizowany odbywałoby się obiektywne badanie i nauczanie historii XX wieku. Historia obiektywna okazuje się niepotrzebna ani władzy, ani Cerkwi, ani biznesowi. Jeżeli coś się dokonuje, to tylko ogromnym wysiłkiem pojedynczych historyków.


Odnoszę wrażenie, że oficjalny przekaz jest taki: Rosję otaczają wrogowie, przed którymi trzeba się zbroić, nikomu nie wolno ufać.
- Największym niebezpieczeństwem dla Rosji jest sama Rosja. Natomiast to, że nie dokonaliśmy historycznego wyboru zerwania z sowiecką przeszłością, stanowi prawdziwe zagrożenie.


Sądzi Pan, że alternatywą dla rządów Putina jest powrót do komunizmu? Ludzie chyba zdążyli już zasmakować zachodniego, konsumpcyjnego stylu życia.
- Kiedy zwykły człowiek przechodzi obok pomnika Lenina, idzie ulicami Rewolucji, Marksa, albo Sowiecką (w Rostowie nad Donem jest nawet zaułek OGPU - następczyni Czeka i poprzedniczki KGB), to sądzi, że to wszystko to dobre rzeczy. To jest bezpłatna reklama partii komunistycznej. Na Ukrainie niemal wszystkie takie symbole zlikwidowano i tam na komunistów głosuje trzy razy mniej ludzi. Bolszewicy nie byli głupi z tymi nazwami. Oni zmienili nazwy 95 proc. ulic w Moskwie. Zaznaczyli, że przestrzeń publiczna jest ich i ma służyć ich ideologii. A teraz ta ideologia jest chroniona i wciąż ulice i pomniki wychowują nowych bolszewików.


"W czas burzy świeciło nam słońce wolności,/ i wielki Lenin wskazywał nam drogę,/ wychował nas Stalin na wierność ludowi,/ do pracy i wyzwań nas natchnął" - te słowa można przeczytać w głównym wejściu do stacji metra Kurska.
- Te słowa to jedna ze zwrotek stalinowskiego hymnu ZSRS. Ten napis na stacji metra Kurska ma swoją historię. Pochodzi z lat 40. Usunięto go w czasach Chruszczowa.


Ale ja go widziałem teraz i wygląda na to, że budynek był niedawno remontowany.
- A owszem. Zupełnie niedawno, już za prezydentury Miedwiediewa, postanowiono przywrócić ten napis wychwalający Lenina i Stalina. Co więcej, postanowiono także odbudować pomnik Stalina, który stał w owym westybulu stacji metra Kurska w czasach samego Stalina. O to była prawdziwa bitwa. Ludzie, którzy mają jeszcze sumienie i którym drogi jest los Rosji, występowali przeciw. Byłem także wśród tych, którzy protestowali przeciwko postawieniu pomnika Stalina mającemu się odbyć pod pozorem restauracji zabytku. Byłby to niebezpieczny precedens - znak. Oto w stolicy odbudowuje się pomnik Stalina. Nie gdzieś tam, na prowincji. W czasach prezydentury Putina i Miedwiediewa postawiono ponad dziesięć pomników Stalina, ponad trzydziestu ulicom nadano imię Stalina. Ale to wszystko w małych, dalekich miastach. Nie w stolicy. Skończyło się tak, że na fali licznych wystąpień inteligencji przeciw temu pomysłowi prezydent Miedwiediew także opowiedział się na swoim blogu przeciw. Okazało się, że stanowisko prezydenta wystarczyło tylko do tego, żeby nie postawiono pomnika. A napis i tak umieszczono. Jest to hańba przed całym światem. W stolicy Rosji wychwala się Lenina i Stalina. Tego jeszcze nie było. To nie tylko hańba, ale i niebezpieczeństwo, jeżeli ten proces destalinizacji będzie postępował. Pytał pan o te słowa z hymnu. Od hymnu się zaczęło. W XXI wiek weszliśmy, przywracając stary, sowiecki hymn.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/swiat/8297,c ... iesow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 04 paź 2013, 22:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/09/03 ... alalnosci/

Nie tylko komunizm, ale i nazizm stworzyli żydzi, którzy mają wybitny talent do tworzenia ludobójczych ideologii. Dziś twórcy nazizmu i komunizmu nazywają nazistami Polaków, jedyny naród na świecie, który niezachwianie i z wielkim poświęceniem walczył z obiema tymi obłędnymi ideologiami. Twórcy tych ideologii chodzą dziś w glorii, a Polacy oblewani są morzem kalumni i nawet swego Święta Niepodległości nie mogą spokojnie obchodzić. A ludobójcy, określiwszy siebie mianem liberałów, planują jeszcze straszliwsze zbrodnie na ludzkości, przy których wyczyny nazistów i komunistów zbledną. Tymczasem promują mordowanie dzieci nienarodzonych, eutanazję i dewiacje seksualne.

Kopia artykułu:

Skąd Hitler brał fundusze w początkach działalności?
Posted by Marucha w dniu 2013-09-03 (wtorek)

Partyjna gazeta „Volkische Beobachter” (VB) należała do tajnego stowarzyszenia „Thule”, po czym stała się własnością Hitlera w grudniu 1920 roku.
Jak wiadomo w tym okresie Hitler nie miał praktycznie żadnych własnych dochodów. Jednak zdołał on uzyskać pomoc finansową, gdyż jak podaje Dietrich Bronder w 1921 roku Hitler dzięki pieniądzom pożyczonym między innymi od Żydów , odkupił od „mistrza zakonnego” Sebottendorfa „Volkische Beobachter” za 100 000 marek w gotówce, z których 30 000 wniósł jego żydowski przyjaciel Moses Pinkeles alias Trebitsch-Lincoln .
Wśród owych pożyczkodawców był również producent fortepianów – Bechstein , którego żona Helena, pomogła Hitlerowi nawiązać rozległe znajomości wśród „śmietanki towarzyskiej” Berlina. Dzięki temu Hitler poznał między innymi berlińskiego producenta kawy – Franka , u którego uzyskał kredyt w wysokości 60 000 franków szwajcarskich, przy czym zabezpieczenie pożyczki stanowiły liczne cenne przedmioty (biżuteria) otrzymane od Heleny Bechstein.
Jedną z postaci, zaangażowanych w finansowanie nazizmu, był naturalizowany w Anglii w 1915 roku i nobilitowany w 1920, Holender Henry Deterding, podstawiony przez „Royal Dutch Shell”. Jak zapewnia amerykański autor Glyn Roberts w 1922 roku Deterding przekazał Hitlerowi, poprzez swego agenta George Bella co najmniej cztery miliony guldenów holenderskich. Między rokiem 1929 i 1933 Deterding wpłacił Hitlerowi kolejne 50 milionów marek , a w 1937 roku 10 milionów guldenów.
W przekazywaniu tych środków finansowych pośredniczył londyński bank „Samuel & Samuel” /Aj Waj!/.
Człowiekiem , który faktycznie stał za sir Henry Deterdingiem był założyciel firmy „Shell”, Marcus Samuel – Żyd , który zbierał muszle w Azji Wschodniej i spieniężał w Londynie. Stąd znak i nazwa jego firmy „Shell”. Na naftowej fali z okresu I wojny światowej z Samuela zrobił się lord Bearstedt. W 1928 roku Sowieci wywłaszczyli z Baku „Shella” bez odszkodowania. W Trzeciej Rzeszy zabroniono sowieckim spółkom naftowym eksportować ropę do Niemiec. W lukę na rynku weszła firma „Shell”
Według P.Vilemaresta dużą role odgrywała żydowska rodzina Openheimow.
Przed 1914 istniało w Niemczech 1221 banków prywatnych.
W 1933 r.– 1709 banków .
Pięć lat późnie,1938r. – tylko 491, z powodu przeniesienia się za granicę lub konfiskaty banków żydowskich.
Gdy w roku 1948, na bazie tajnego planu monetarnego dostarczonego przez Schachta z więzienia władzom amerykańskim, rodziła się Republika Federalna – istniało w Niemczech 300 banków prywatnych.
W 1984 zostało ich tylko 79.
Jeden bank żydowski przetrwał ten wiek, wliczając w to okres nazizmu, i przyjął ponownie swe imię w 1948 – bank Oppenheimów, którego właściciele byli ogłoszeni „honorowymi aryjczykami”, podczas gdy sami schowali się za plecami ich wspólnika Roberta Pferdmengesa.
Ten ostatni, tak jak Otto Abetz, Abs i inni naziści należał faktycznie do niemieckiego odgałęzienia Synarchii. Tak samo jak wielu z von Oppenheimów. Hermann J. Abs, który wszedł w 1929 do „Delbruck, Schinkler Co.” przeszedł w 1937 do „Deutsche Bank”.
Najstarszy z Oppenheimów miał od 1940 do 1944 dwa biura w Reichsbank (Banku Rzeszy). Był on od 1934 doradcą Ernsta Kaltenbrunnera, osobistości numer trzy w hierarchii SS, w tym samym czasie zresztą co Schacht i Funk (dyrektor Reichsbank).
Miał on prawo podpisu wszystkich ewentualnie podejmowanych sum z tajemniczego konta nr 31.611 niejakiego Maxa Heiligera … który nigdy nie istniał (!)
Fakt ten figuruje w archiwach procesu w Norymberdze. W rzeczywistości to specjalne konto służyło od 1937 roku dla deponowania pieniędzy w gotówce i biżuterii skonfiskowanych Żydom.
Bank Oppenheim/Pferdmenges wzbogacił się między innymi w maju 1936 dzięki konfiskacie grupy L. Halevy’ego z Kolonii – 500 milionów ówczesnych marek za „odszkodowanie” dla tegoż w wysokości miliona 100 tysięcy marek…
Dzieci Oppenheimów przez małżeństwa „wyroiły się” w różnych krajach latynoamerykańskich, między innymi w Argentynie, gdzie jeszcze w 1979 obecny „numer jeden” rodu Oppenheimów byt konsulem honorowym Republiki Federalnej Niemiec.
Dwóch dziennikarzy próbujących wyjaśnić te sprawy dla dobra historii współczesnej przypłaciło życiem swoje poszukiwania. Zginął również autor książki opublikowanej w 1979 r. w wydawnictwie „Belfond”, w której Oppenheimowie kryli się pod nazwiskiem Frankenheim. Publikacja ta została całkowicie zignorowana przez prasę – z pewnością pod czyimś naciskiem lub w wyniku autocenzury. (…)
Oppenheimowie są również od lat dwudziestych członkami Synarchii europejskiej , zdecydowanej organizować Nowy Porządek Światowy we współpracy z ZSRR .”

MatkaPolka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 08 paź 2013, 18:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Moje trzy grosze o pedałach i pedofilach

Iza Brodacka

Przerażający wysyp oskarżeń księży o pedofilię pokazuje jak niepewnie czuje się partia rządząca i jak bardzo potrzebuje obecnie zasłony dymnej z sensacji .

Oskarżony o pedofilię ksiądz Wojciech Gil powinien za podanie w mediach jego nazwiska, adresu i zdjęcia żądać wielomilionowego odszkodowania. Szczególnie, że oskarżenie jest najprawdopodobniej fałszywe, nie ma oficjalnego wniosku z Dominikany o ściganie księdza i trudno inaczej nazwać tę akcję niż linczem medialnym. Podobno ksiądz naraził się lokalnej mafii narkotykowej. Albo nie wykazał należytej ostrożności.

Nauczyciele akademiccy od dłuższego czasu egzaminują studentów przy drzwiach szeroko otwartych na korytarz. Nie chcą ryzykować oskarżenia o molestowanie przez studenta niezadowolonego z wyniku egzaminu. Wielu mężczyzn z tych samych przyczyn nie wsiada z nieznajomą kobietą do windy.

Fałszywe oskarżenia okazały się zmorą współczesnego świata. Wbrew pozorom lincz medialny jest teraz o wiele łatwiejszy niż w czasach gdy nie było tak wielu procesów o naruszenie dóbr osobistych.

Chętni bez trudu znajdą młodego człowieka, który za stosownym wynagrodzeniem opowie wszystko co u niego zamówimy. Bywa, że jest to młody człowiek, który handlował dotąd ciałem i nie ma żadnych oporów przed przehandlowaniem również swego wizerunku.

Przyjmijmy jednak, że faktycznie w miejscowości X ksiądz Y próbuje zaczepiać ministrantów i chórzystki. Mówię o zaczepianiu a nie o gwałcie bo ten jest przestępstwem kryminalnym niezależnie od jego okoliczności i osoby gwałciciela. Trudno mi uwierzyć, że osoba zaczepiana nie potrafi sobie poradzić. A przede wszystkim dlaczego, jeżeli postępowanie księdza ją razi, pojawia się ponownie w zakrystii pod nieobecność innych parafian, odwiedza księdza w domu, wyjeżdża z nim na wycieczki. Dlaczego przypomina sobie o swojej traumie dopiero po kilkudziesięciu latach i z lubością opowiada o niej przed kamerami?

Od dłuższego czasu w autobusie, tramwaju czy pociągu muszę pilnować wyłącznie torebki i jest to jeden z uroków mego wieku, ale w czasach dzieciństwa i młodości bez trudu radziłam sobie z niewczesnymi amantami. I nigdy nie przeżywałam w związku z tym żadnej traumy- co najwyżej zniecierpliwienie. Nie wyobrażam sobie również, żeby jakakolwiek siła zmusiła mnie do kontaktu z niestosownie zachowującym się księdzem, trenerem czy nauczycielem.

Kiedyś na wyścigach pewien starszawy dżokej zbyt gorliwie wsadzał mnie w boksie na konia.

„ Co robisz?”- zapytałam zniecierpliwiona.

„ Sorry, ręka mi się omskła” – odparł.

„Uważaj, bo jak mi się ręka omsknie, będziesz szukał protezy w gnoju” – wrzasnęłam na całą stajnię.

„ Skąd wiesz, że mam protezę?”- tylko to go zabolało.

Chłopcy stajenni długo rechotali, a jeden z nich podarował mi w nagrodę za asertywność czekoladkę. Odtąd nigdy nie miałam z tym dżokejem kłopotów.

Natomiast pewna Marzenka załatwiła sobie z tym samym dżokejem (w znany od początku świata sposób) wyjazd na międzynarodowy meeting. Niewiele skorzystała – spadła z konia już na forkentrze i najadła się tylko wstydu. Ale nie opowiadała potem o traumie jaką przeżyła i nie oskarżała faceta o molestowanie. Zachowała się- moim zdaniem- honorowo.

Pani która – jak twierdzi- opłacała angaż w partii Samoobrona tą właśnie walutą, swoje perypetie rozrodcze i zdrowotne upubliczniła i uczyniła przedmiotem licznych rozpraw sądowych. Kuriozalnym było, że nie mogła sobie w sądzie przypomnieć kto z licznych członków zatrudniającej ją w sekretariacie partii, jest ojcem jej dziecka. Po drugiej pomyłce w tej drażliwej kwestii sad powinien jej pozew oddalić i ukarać ją za fałszywe zeznania. Zupełnie przy tym zapomniano o starożytnej zasadzie Volenti non fit iniuria.

Podobnie można oceniać historię ofiar słynnego dyrygenta Wojciecha Kroloppa. Jak wykazało dziennikarskie śledztwo wyczyny Kroloppa były publiczną tajemnicą, a rodzice poszkodowanych chłopców na ogół doskonale wiedzieli co się dzieje z ich dziećmi i traktowali to jako cenę kariery. Jeżeli dzieci przeżywały dramat - to przede wszystkim z winy ich rodziców.

Prawdziwy dramat był natomiast udziałem dzieci kierowanych przez sądy rodzinne na przymusowe leczenie do Andrzeja Samsona. Te dzieci – na ogół niepełnosprawne- nie potrafiły się bronić i nie umiały powiedzieć opiekunom o swoich przeżyciach.

Ciekawe jest, że tak zwane środowisko równie gorąco broniło Samsona jak teraz potępia księży, którym nic jeszcze nie udowodniono. Nikomu nie przyszło również wówczas do głowy, że ofiary Samsona mają otrzymać odszkodowania od „Polskiego stowarzyszenia psychologów i terapeutów” , albo jeszcze lepiej od „Stowarzyszenia psychologów sądowych” choć to sądy kierowały dzieci na przymusową terapię. Natomiast za udowodnione lub nie przewinienia księży ma finansowo odpowiadać Kościół jako instytucja.

Nie twierdzę, że nie istnieją zjawiska takie jak lobbing, molestowanie seksualne, przemoc w rodzinie. Nie bronię ich sprawców ani nie lekceważę przeżyć ofiar. Tyle, że prawdziwe ofiary na ogół nie znajdują w naszym kraju wsparcia.

Wielokrotnie opisywałam sprawę dziewczyny, która musiała uciekać przed prześladującym ją gangsterem za granicę gdyż żadna z powołanych do tego instytucji, do których się zwracała nie udzieliła jej pomocy, choć wszyscy w jej miasteczku wiedzieli, że gangster zmuszał ją do współżycia od 14 roku życia. Więcej - sąd pierwszej instancji przyznał wielokrotnemu mordercy i gwałcicielowi prawa rodzicielskie do ich, będących owocem gwałtu, dzieci.

Sprawa rozstrzygnęła się przypadkiem. Następna ofiara, wielokrotnie gwałcona przez gangstera (nawet przy jej mężu) zaatakowała go tasakiem. Po rannego przyleciał helikopter sanitarny, ale nie udało się go uratować. ( Przypomnijmy tu sobie ilu dzieciom odmówiono ostatnio pomocy w izbie przyjęć szpitali.) Dziewczyna siedzi teraz w więzieniu oskarżona o morderstwo. Nikt się nad jej dramatem jakoś nie pochyla.

Zamiast tego media serwują nam medialne lincze księży, które służą rozbrajaniu i ogłupianiu społeczeństwa.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=53


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 04 mar 2014, 21:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Stulecie piekła

Rozpatrywanie fenomenu pierwszej wojny światowej jako zjawiska wyłącznie ziemskiego niechybnie prowadzi na manowce. Wielka Wojna bowiem całkowicie wykracza nie tylko poza sferę wojskowości i polityki, ale wręcz poza sferę doczesności. Należy ją postrzegać jako apokaliptyczny znak: początek szatańskiego stulecia, które Bóg niezbadanym wyrokiem dopuścił, by – jak zawsze – wyprowadzić z tego większe dobro. Ale to dopiero przed nami…

Dwudziesty wiek, którego świt wyznaczyły sierpniowe salwy (by się posłużyć tytułem znanej książki Barbary Tuchman), został specjalnie wybrany przez szatana, jako czas szczególnie sprzyjający realizacji jego jedynego celu – unicestwienia Kościoła Bożego. Wiemy, że tak się stało z relacji Ojca Świętego Leona XIII, który 13 października 1884 roku doświadczył niezwykłego przeżycia mistycznego: podczas dziękczynienia po Mszy Świętej usłyszał nieziemski dialog pełnego furii gardłowego charkotu z głosem tchnącym łagodnością i spokojem – dane mu było usłyszeć rozmowę szatana z Chrystusem.

– Mogę zniszczyć Twój Kościół! – pieklił się diabeł, na co Pan odrzekł spokojnie:
– Potrafisz? Zatem próbuj.
– Ale do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy! – domagał się szatan.
Jezus zapytał więc:
– Ile czasu i władzy potrzebujesz?
– Od siedemdziesięciu pięciu do stu lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą.
– Będziesz miał czas i władzę – zgodził się Jezus. – Które stulecie wybierasz?
– To nadchodzące! – krzyknął niecierpliwie szatan.
Jezus i tym razem wyraził zgodę:
– Próbuj więc, jak potrafisz.

Księciu ciemności nie trzeba było dwa razy powtarzać – dany mu wiek rozpoczął tak, jakby chciał po milionkroć ucieleśnić wizję Dürera, w której szeregiem pędzą przez świat Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć, i Otchłań im towarzyszy: osiem milionów zabitych na wszystkich frontach wojny, jakiej dotychczas świat nie tylko nie znał, ale też w najdzikszych nawet snach nie był w stanie sobie wyobrazić; sto milionów ofiar pandemii szalejącej u jej końca; siedemset pięćdziesiąt tysięcy Niemców zagłodzonych na śmierć w wyniku brytyjskiej blokady morskiej Rzeszy (a cóż to jest wobec zmarłej z głodu jednej czwartej populacji północnej Persji i jednej trzeciej populacji Libanu, cóż to jest wobec permanentnego przez kilka kolejnych dekad głodu w Sowiecji?); półtora miliona ormiańskich ofiar pierwszego w dziejach genocydu…

Dwudzieste stulecie – wiek szatana
– zaczęło się wojną, która wedle zwodniczej retoryki jego sług miała położyć kres wszystkim wojnom, tymczasem w momencie jej rzekomego zakończenia na całym świecie – jak policzył Charles L. Mee – żarzyło się bądź szalało z całą mocą czternaście wojen, wielkich i małych, domowych bądź rewolucyjnych.

Bo też w istocie pierwsza wojna światowa wcale się nie zakończyła, a po dwóch dekadach wcale nie wybuchła wojna druga. W sierpniu 1914 roku rozpętała się trzydziestoletnia Wielka Wojna Domowa Zachodu – jak ją (tropem napoleońskiej refleksji, iż każda wojna europejska to wojna domowa) nazywa Patrick J. Buchanan.

Wielka Wojna Domowa Zachodu przebiegła w dwóch rundach z trzynastoletnim (od finalnego rozgromienia ostatnich obrońców starego świata w rosyjskiej Jakucji i zakończenia wojny grecko tureckiej w roku 1923 do remilitaryzacji Nadrenii, rewolucji w Hiszpanii i wybuchu wojny japońsko chińskiej) niepewnym okresem zawieszenia broni, niezbędnego do wylizania ran, przegrupowania sił, a nade wszystko – do dorośnięcia kolejnego pokolenia, które ponownie skoczy sobie do gardeł.

Diabeł mistrzowsko to wszystko zaaranżował, a do realizacji swego planu wybrał niezwykle sprawne narzędzia: Churchilla, który wskutek zawartych uprzednio (bez zgody, a nawet wiedzy korony i parlamentu) tajnych umów z Francją wciągnął imperium brytyjskie w lokalny europejski konflikt, czyniąc zeń wojnę światową (Wszystko zmierza ku katastrofie. Jestem podekscytowany, zmobilizowany i szczęśliwy – pisał do żony 28 lipca 1914, odetchnąwszy z ulgą, że świata jednak nie czeka – jak się tego obawiał jeszcze trzy dni wcześniej – cholerny pokój); Lenina, który w ciągu kilkunastu miesięcy unicestwił cywilizacyjną pracę dwóch stuleci, cofając imperium rosyjskie, bliskie już włączenia we wspólnotę Zachodu, do czasów barbarii Iwana Groźnego; Wilsona, który doktryną samostanowienia narodów dostarczył paliwa pod kocioł drugiej fazy światowych zmagań (Zwrot o samostanowieniu jest po prostu naładowany dynamitem. Wzbudzi nadzieje, które się nigdy nie ziszczą – zanotował ówczesny amerykański sekretarz stanu Robert Lansing, by natychmiast dodać: Jaka szkoda, że w ogóle został wypowiedziany! Jakie sprowadzi nieszczęścia!).

Pierwsza runda Wielkiej Wojny Domowej Zachodu to mord założycielski Nowego Wspaniałego Świata – ten wszak mógł wzrosnąć wyłącznie na ruinach świata starego. Dlatego przyczyn i początku wszystkich problemów, kryzysów, skandali i zbrodni, jakie trapić będą świat przez następne sto lat, szukać należy nie gdzie indziej, jak w bezprecedensowym konflikcie, w którym – konstatuje ze smutkiem Patrick J. Buchanan – chrześcijańskie narody Europy rzuciły się na siebie z tak bestialskim zapamiętaniem, że sprowadziły kres wielowiekowych rządów Zachodu i przyspieszyły śmierć swojej cywilizacji.

Analizując powody, dla których świat lat czterdziestych ubiegłego stulecia pogrążył się w odmętach zimnej wojny, amerykański dyplomata i sowietolog George F. Kennan zauważy, iż wszystkie wątki śledztwa prowadzą do pierwszej wojny światowej. Pierwsza runda Wielkiej Wojny Domowej Zachodu rozpętała bowiem namiętności, animozje, resentymenty oraz instynkty niestłumione i nieokiełznane do dnia dzisiejszego. To one kazały światu stoczyć w latach 1939–1945 rundę drugą, w wyniku, której – by ponownie użyć spostrzeżenia Charlesa L. Mee – rozżarzyło się bądź rozszalało z całą mocą kilkaset wojen, wielkich i małych, domowych bądź rewolucyjnych.

Wielka Wojna Domowa Zachodu, przebierając bandytów w marszałkowskie mundury, wpuszczając oprychów z półświatka na salony, promując bezimienny tłum, demoralizując kobietę, rozbijając rodzinę, zabijając ducha rycerskiego i miłosierdzie gminy, przeniosła płomień gniewu i nienawiści z bitewnych pól w głąb ludzkiej duszy. W wojnie domowej granica jest niewidoczna i biegnie przez ludzkie serca (…) wróg jest uwewnętrzniony i walczy się niemal przeciwko samemu sobie – przypomina Antoine de Saint Exupéry.

Wielka Wojna Domowa Zachodu ponosi odpowiedzialność za przeniesienie masowej śmierci z pól bitewnych do codzienności pozornie pokojowej. Czyż wszak nie jej wynik stanowi z górą sto milionów ofiar totalitaryzmów i setki milionów dzieci zamordowanych w łonach ich własnych matek? Czyż to nie jej wynik – spadek wartości ludzkiego życia do zera? A czy przypadkiem nie wynik tejże wojny stanowi drastyczne ograniczenie ludzkiej wolności, w którą zbrodniczo a bezkarnie ingerować może ponury urzędas? Czyż nie wynika z niej omamienie dusz ludzkich złudą ich własnej wszechmocy? Czyż wreszcie prostym wynikiem Wielkiej Wojny Domowej Zachodu nie jest usilna próba wypędzenia ze świata Boga, by szatan mógł swobodnie igrać ludzką marionetką w najohydniejszych zabawach, od marksizmu po gender, z perwersyjną rozkoszą obserwując przemianę istoty stworzonej na wzór i podobieństwo Ojca Niebieskiego w odrażające zwierzę?

Cała późniejsza historia świata znalazła swój początek na polach Flandrii, pod Tannenbergiem i Gallipoli, nad Marną i Sommą – wojna rozpoczęta 28 lipca 1914 roku trwa nieprzerwanie do dziś…

Uzbrojony w czas i władzę ojciec kłamstwa spuścił na serca synów i córek XX wieku zasłonę ciemności, by popchnąwszy ich ku bratobójczej wojnie domowej, wymierzyć naszej cywilizacji cios, który pchnął współczesny świat na drogę do samozniszczenia – jak niezwykle trafnie zawyrokował Jacques Barzun.

Tylko bowiem ultraniepoprawny hurraoptymista zaoponuje stwierdzeniu, że dzisiejszy świat pędzi po równi pochyłej ku samozagładzie (a w lokomotywie tego szalonego pociągu bez hamulców wciąż siedzi Zachód, niepomny jednak, że od dawna już nie kieruje składem, gdyż pod kotłem świata od lat pali Azjata).

Dlaczego nam to uczyniłeś, Panie?
Nie, to nie Ty nam to wszystko uczyniłeś – to my sami ponosimy całą winę.

Szatan nie bez przyczyny domagał się od Jezusa XX stulecia (a nie na przykład XVII), sławetna Belle Epoque nie była bowiem, jak to się niekiedy wydaje, z dzisiejszej perspektywy świata do cna zbrukanego, czasem niepokalanym. Ten – zgodnie z definicją Marka Twaina – wiek pozłacany to przecież czas pełzającego grzechu. Czas pełnymi garściami ofiarowany przez występek jego kochance – hipokryzji, sugestywnie odmalowany przez Herberta G. Wellsa w Wehikule czasu, na którego kartach beztroscy, wydrążeni Eloje wirują w chocholim tańcu, gdy tuż pod ziemią kipi niepowstrzymany szał krwiożerczych Morloków. Zgroza, zgroza! – woła conradowski Kurtz.

Grzech niczym długo więziona we wnętrzu wulkanu lawa pragnął wreszcie wytrysnąć na powierzchnię. Jezus, zgadzając się na żądania szatana, wcale nie spuścił na nas niezawinionej plagi, przeciwnie – dał człowiekowi to, czego człowiek od dawna pożądał. Bóg jest bezsilny wobec wolnej woli człowieka, którą sam mu podarował, by ten czynił z niej użytek wedle własnego upodobania.

Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5, 20). Natychmiast po bezprzykładnej erupcji szatańskiego amoku z ratunkiem dla znękanego świata pospieszyła Matka Zbawiciela, głosząc przez usta pastuszków z Fatimy niezawodny program ocalenia.

Zbliża się koniec diabelskiego wieku – upewnia nas o tym nie tyle arytmetyka, co nasilająca się w ostatnim czasie dosłownie z dnia na dzień furia złego ducha, który świadom, iż jego czas nieuchronnie się kończy, pragnie jeszcze zgubić jak najwięcej dusz. Już nie musi się liczyć z żadnymi pozorami – jawnie pokazuje swą ohydną mordę, a jego niewolnicy po korzonki włosów unurzani w plugastwie rwą się do ostatecznej, jak sądzą, rozprawy z Kościołem, który pomimo butnego wyzwania rzuconego przez nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego przed stuleciem w twarz Jezusowi – wciąż trwa. Niewykluczone więc, że w ostatnim, desperackim wysiłku książę ciemności pchnie swe plugawe zastępy przeciwko niemu, rozpętując – być może w formie jakiej się nawet nie spodziewamy – trzecią rundę Wielkiej Wojny. Sromotnie ją jednak przegra, bo jego stuletnie pięć minut minęło. Świat stoi u progu ostatecznego triumfu Niepokalanego Serca Maryi.

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/stulecie-piekla,20272,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 22 kwi 2015, 17:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Barruel: Masoneria, „filozofowie”, rewolucja anty-francuska pod au­spicjami Żydów


Z książki Gwiazda i Krzyż, Michael Jones, rozdz. IV, WOLNOMULARSTWO str. 263 i nn., wyd. WEKTORY, Wrocław


10 sierpnia 1792 roku, w obawie przed narastającą falą prze­mocy wobec duchowieństwa, ksiądz Augustyn Barruel zamknął "Jo­urnal ecclesiastique", na którego łamach najpierw atakował niektó­rych filozofów, następnie zaś rewolucjonistów. Później zniknął bez śladu. Barruel, który zawsze doskonale orientował się w aktual­nych nastrojach panujących wśród rewolucjonistów wyczuł, że szy­kują się jeszcze gorsze prześladowania, ukrył się zatem, później zaś wyruszył do Normandii, skąd miał nadzieję dostać się do Anglii i tam poszukać schronienia.

Barruel, którego rodzina w XIII w. wyemigrowała ze Szkocji do Francji i niegdyś nosiła nazwisko Barwell, urodził się w 1741 r. w Vil­leneuve-de-Berg, w pobliżu Vihiers, w podgórskim departamencie Ardeche. W roku 1756, w wieku piętnastu lat wstąpił do zakonu jezuitów. Osiem lat później, 2 marca 1764 r. Ludwik XV wygnał jezuitów z królestwa Francji. Siedemnaście lat później, 21 lipca 1773 papież Klemens XIV wydał bullę Dominus ac Redemptor, na mocy której Towarzystwo Jezusowe uległo całkowitemu rozwiązaniu.

I tak, Barruel z dnia na dzień stał się członkiem nieistniejącego zakonu, wyruszył zatem do Polski, na zaproszenie spowiednika kró­lowej Marii Leszczyńskiej, ojca Ignacego Biegańskiego, który poma­gał znaleźć pracę jezuitom z zachodu. W drodze do Polski Barruel zatrzymał się w Pradze i tam prowincjał jezuitów w Czechach, char­ge de sa vertu et des talents, przekonał go, aby już nigdzie dalej nie jechał. Ostatecznie otrzymał posadę nauczyciela dzieci pewnej fran­cuskiej rodziny szlacheckiej, co pozwoliło mu wrócić do kraju, gdzie jako redaktor "Journal ecc1esiastique" przez wiele lat toczył batalię wymierzoną przeciwko niektórym filozofom i katolickim konformi­stom. Zanim został zmuszony do zamknięcia gazety, Barruel był już autorem książki na temat Rewolucji; ukazała się w roku 1789, pt. Discours sur les vrais causes de la Revolution. Rok później, publiku­jąc Lettres sur le divorce, przeciwstawił się stanowisku jakobinów w kwestii rozwodów.

Barrue1 uważał, że rewolucja jest karą, jaką Bóg wymierzył Fran­cji za to, że była miejscem narodzin ideologii niszczącej chrześcijań­skie społeczeństwo. Jedną z przyczyn wybuchu rewolucji był także spisek; miał nadzieję, że kiedy dotrze do Anglii i odzyska swobodę pisania, uda mu się tę tezę udokumentować. Oba wyjaśnienia wza­jemnie się dopełniały. Antychrześcijańską ideologię, która spotkała się z tak wielką dezaprobatą Boga, wprowadzali w życie ludzie, dla których rewolucja, od samego początku, gdy tylko jej koncepcja zro­dziła się w umysłach filozofów, była przede wszystkim atakiem wy­mierzonym. w Kościół katolicki. Si vous voulez une Revolution - po­wiedział Mirabeau na dwa miesiące przed szturmem na Bastylię - il faut commencer par decatholisier de France.

Trzy lata po Wybuchu Rewolucji, poplecznicy Mirabeau posta­nowili w dosłowny i przerażający sposób dokonać dekatolicyzacji Francji. 2 września 1792 r. dokonała się dalsza eskalacja ataku na Kościół katolicki; jego obiektem stało się teraz duchowieństwo. W ciągu kolejnych czterech dni zamordowano 300 księży, a opactwo Saint Firmin przekształcono w więzienie, w którym motłoch mógł dawać upust swojej nienawiści do kleru. Nawet zagorzała zwolenniczka Rewolucji madame Roland l nie mogła zaprzeczyć okrucieństwom, jakich dopuszczał się tłum: Kobiety były brutalnie gwałcone a po­tem rozdzierane na kawałki; wycinali im jelita i owijali sobie wokół głowy niczym turbany; pożerali krwawiące ludzkie mięso. Niektó­rych wprowadzano na statki, które następnie zatapiano w Loarze. Zanim owe prześladowania dobiegły końca, 20 000 księży ucie­kło przed nimi za granicę; 10 000 z nich zamieszkało w Anglii.
26 września 1792 r. Barruel avec les centaines de pretres Fran­cois qui avaient trouve rejUge dans un Pays hospitalier przybył do Londynu i zatrzymał się w domu chez un ancien jesuite, comme lui, wielebnego Williama Stricklanda, który mieszkał na Edgware Road nr 25. Barruel nie był wyjątkiem, należał do ośmio-, a może nawet dziesięciotysięcznej społeczności katolickich duchownych, którzy poszukali schronienia w protestanckiej Anglii.
Pomiędzy wrześniem 1792 r. a 1 sierpnia 1793 r. Edmund Burke wyasygnował 32 000 funtów szterlingów na pomoc dla francuskie­go duchowieństwa. Jego wysiłki wspierał król Jerzy III, który swoją rezydencję w Winchester przekształcił w dom dla 600 księży. Arcy­biskup Canterbury otworzył bramy swojej rezydencji dla biskupów, którym udało się umknąć przed terrorem. Barruel był głęboko wdzięcz­ny Le clerge anglican, LED milords, les commerçants, les citoyens de tous les ordres on,t deja envoye les secours necessaires pour recevoir, loger, nourrir, vetir ces colonies de malheureu.x (str. 81). Papież również był wdzięczny za nieoczekiwaną pomoc ze strony jednego ze swych odwiecznych i najbardziej nieubłaganych wrogów. W liście z 7 wrze­śnia 1792 r. papież Pius VI podziękował królowi Jerzemu III za wspa­niałomyślną gościnność. William Pitt, premier rządu Jego Królew­skiej Mości tak oto wspominał uchodźców: Chyba nikt nie zapomni pobożności, nieskazitelnego prowadzenia się i niezmiennej, pełnej cier­pienia wytrwałości tych ludzi, którzy nagle znaleźli się pośród obcych, różniących się od nich religią, językiem, sposobem zachowania i oby­czajami. Wiedli niezmiennie pobożne i przyzwoite życie, czym zyskali sobie szacunek i życzliwość wszystkich.

Burke był zdeklarowanym wrogiem Rewolucji. Jego dzieło pt. Reflections w znacznej mierze przyczyniło się do tego, że szeroka opinia publiczna była jej niechętna. Nie było to łatwe zadanie w kra­ju, gdzie masoneria miała silną pozycję w klasach rządzących, a wielu jej członków uważało, że rewolucja we Francji jest długo oczekiwa­nym spełnieniem ideałów Chwalebnej Rewolucji na kontynencie. Radykałowie, tacy jak dr Price, mówili o tym bez ogródek. Mary Wollstonecraft swoją karierę pierwszej feministki zawdzięcza bez­pardonowemu atakowi na Burke'a. Kiedy jednak wyszedł na jaw jej romans z Williamem Godwinem, który w skandalizujących pamięt­nikach szczegółowo opisał ich związek oraz styl życia całej rodziny Godwinów, zestawienie tych faktów z treścią Reflections Burke'a spowodowało, że opinia publiczna rychło zwróciła się przeciw Re­wolucji, a Anglia stała się jej nieprzejednanym wrogiem. Burke nie tylko wspierał finansowo francuskich księży, ale wspierał również Barruela w pisaniu jego dzieła. Niestety, nie było mu dane doczekać jego ukończenia. Zmarł w maju 1797 r., dwa miesiące po ukazaniu się pierwszego tomu.

1 maja 1797 roku Burke napisał do Barruela list, w którym gratulował mu ukazania się pierwszego tomu Memoires pour seruir a l'Historie du Jacobinisme: Niełatwo mi wyrazić, jak bardzo jestem zbudowany i zachwycony pierwszym tomem twojej Historii Jakobi­nizmu. Cała cudowna opowieść, z iście prawniczą systematycznoś­cią i dokładnością, poparta jest dokumentami i dowodami. Ja sam znałem osobiście pięciu z wymienianych przez ciebie konspiratorów i na podstawie własnej i pewnej wiedzy powiedzieć mogę, że już w roku 1773 zajmowali się knuciem spisku, tak dobrze przez ciebie opisanego, a czynili to w sposób i wedle zasad, które jakże prawdzi­wie przedstawiłeś. Jako świadek mogę to potwierdzić.

Pierwszy tom Historii jakobinizmu Barruela - jedyny, jaki było dane przeczytać Burke'owi, zajmuje się filozofią, tom II opowiada o wolnomularstwie. Właśnie w nim Barruel formułuje tezę, że sekta jakobinów - rdzeń Francuskiej Rewolucji, była w istocie organizacją masońską. To wolnomularze założyli klub jakobinów, ale w toku wydarzeń, które opisaliśmy, kiedy jakobini przejęli ster rewolucyj­nych rządów, zwrócili się przeciwko masonom. Burke poparł oskar­żenia, które Barruel wysuwał wobec filozofów. Nie przeczytał jużjednak kolejnych części opowiadających o masonerii i Iluminatach; ukazały się one dopiero po jego śmierci.

Barruel jednak, zanim jeszcze ukończył książkę, wycofał się, a co najmniej poważnie złagodził, początkowo wysuwane twierdze­nia. W tomach trzecim i czwartym, które traktują o Iluminatach, pojawia się niespójność, której już do końca nie udało mu się usu­nąć. 12 października 1786 roku bawarska policja opublikowała dane na temat spisku Iluminatów, którego celem było obalenie "tronu i ołtarza". Jego przywódcą był Adam Weishaupt, profesor uniwersy­tetu w Ingolstadt. Barruel otrzymał kopię akt sprawy, kiedy zaczął pisać o jakobinizmie. Zdaniem Stanleya Jakiego, wprowadzając ów motyw do Memoire, autor nadwątlił swą najważniejszą tezę.

Taki sam stosunek do Historii jakobinizmu Barruela miał Jo­seph de Maistre, ojciec kontrrewolucji na kontynencie. Uważał, że miejscami jest znakomita, ale jako całość ułomna. Kiedy omawia kwestie związane z masonami, Barruelowi często zdarza się mylić jakąś rzecz z jej zafałszowaniem. De Maistre i Barruel byli wolno­mularzami i choćby tylko dlatego doskonale zdawali sobie sprawę z tego, o czym zresztą wiedzieli wszyscy: ruch Iluminatów wywodził się z Niemiec. Czyniąc go centralnym motywem swej opowieści o Re­wolucji Francuskiej, Barruel stawia wszystko na głowie. Zdaniem de Maistre'a, ruch Iluminatów nie był przyczyną, lecz skutkiem.

Barruel, czyniąc z niemieckich Iluminatów "przygważdżający dowód", "odpuszcza" tym samym masonerii. Co więcej, odciąga naszą uwagę od Anglii, którą powszechnie postrzegano wówczas za histo­ryczną i geograficzną ojczyznę loży, z której wolnomularstwo roz­przestrzeniło się na całą Europę. Nawet jeśli pominąć zagadkowe bractwo różokrzyżowców z lat dwudziestych XVII w., masoneria szkocka już w połowie wieku miała na kontynencie swoich agentów, a niewykluczone, że także i loże. Wolnomularskie loże kontrolowane przez wigów powstały w latach trzydziestych XVIII w., a ich liczba błyskawicznie rosła aż do wybuchu Rewolucji. Całkowite pominięcie ich działalności i zrzucenie całej odpowiedzialności na organizację zawiązaną w roku 1776, która przez kilka pierwszych lat swego ist­nienia - do czasu wstąpienia do niej pruskiego barona von Knigge ­była co najwyżej niezbyt licznym masońskim kolegium, wydaje się nadużyciem. Barruel twierdzi, że Iluminaci przejęli istniejące loże, ale jego wytłumaczenie nie jest przekonujące, jeśli wziąć pod uwagę, jak dużą liczbę lóż musieliby przejąć i ile czasu mieli na osiągnięcie swych celów. Jeżeli odpowiedzialność za Rewolucję Francuską spada na Iluminatów, oznacza to, że Weishaupt i von Knigge podporządko­wali sobie wszystkie loże i, co więcej, uczynili to w ciągu sześciu lat od konwencji w Wilhelmsbaden, która odbyła się w roku 1781.
Barruel konsekwentnie stara się zwolnić angielskie loże z ja­kiejkolwiek odpowiedzialności za wybuch Francuskiej Rewolucji. O angielskim wolnomularstwie wyraża się w samych superlatywach: L'Angleterre surtout est pleine de ces hommeshonnetes, exceUents citoyens, hommes de tout etat. de toutes conditions qui stront hon­neur d'etre Macons et qui ne se distinguerent des autres que par les liens qui sembent reserver ceus de la benfaisiance et de la charite fratemelle (str. 81). W pewnym momencie jednak czytelnik odnosi wrażenie, że Barruel popada w oczywistą przesadę: Ce n'est pas la crainte d'oItenser la nation chez quij'ai trouve un asile qui me sugge­re plus specialiment cette exception. Argumentacja, którą przytacza w obronie angielskiej masonerii zasługuje na obszerny cytat: Zwłasz­cza w Anglii mnóstwo jest owych prawych ludzi, którzy będąc wspaniałymi obywatelami o rozmaitej pozycji społecznej, dumni są z tego, że są masonami; łączące ich więzi wyróżniają ich spośród innych, a jeszcze bardziej zdają się zbliżać ich ku sobie miłość bliź­niego i braterskie uczucia. Stwierdzenia tego nie dyktuje mi lęk przed
obrazą narodu, pośród którego znalazłem schronienie. Przeciwnie, wdzięczność ucisza wszelki próżny lęk i gdyby tutejsze loże masoń­skie były podobne do tych, o których zamierzam pisać, ujrzelibyście mnie krzyczącego na ulicach Londynu, że Anglia przepadła, że nie uniknie Francuskiej Rewolucji. Co więcej, gdyby kiedykolwiek praw­dopodobne być mogło, że tutejsi masoni zostali wprowadzeni w ostat­nie tajemnice Sekty, powiedziałbym, że rychły jest koniec chrześci­jaństwa, a także wszelkiej władzy w Anglii. Jeśli angielscy masoni za swoje przyjęliby metody, plany i spiski Okultystycznej Loży, już dawno temu liczebność ich lóż była wystarczająca, by owe zamie­rzenia ziścić.
Argument ten wydaje się być wystarczający, aby angielskiej masonerii jako takiej nie łączyć z tym, co mam do powiedzenia na temat Sekty. W historii wolnomularstwa istnieje jednak wiele przy­kładów, które owe wykluczenie czynią koniecznym. Przekonujący wydaje mi się choćby ten, że w czasie gdy niemieccy lluminaci, ta najobrzydliwsza z jakobińskich zgrai, dążyła do umocnienia swojej pozycji w masonerii, loże angielskie okazały jej całkowitą pogardę. W listach Philo do Spartacusa czytamy o angielskich adeptach przy­bywających z Londynu do Niemiec, od stóp do głów obwieszonych szarfami i emblematami swych stopni, którzy okazywali jednak cał­kowitą obojętność wobec wszelkich planów i działań wymierzonych przeciwko koronie i Kościołowi. Kiedy opiszę historię lluminatów, czytelnik szybko doceni, jak ogromnie korzystne świadectwo wysta­wi ona angielskim lożom.
Analiza niemieckich lóż tamtego okresu autorstwa Katza kreśli
jednak całkowicie odmienną wizję. Niemieccy wolnomularze chcieli usunąć Żydów ze swoich lóż, jednakże wszelkim ich wysiłkom kon­sekwentnie przeciwstawiała się Wielka Loża Londynu, którą darzyli ogromną estymą. Oczywiście, wśród masonów byli zapewne ludzie prawi, gotowi wystąpić z masonerii, gdyby uznali, że została skażo­na rewolucyjnymi ideami, które wśród braci szerzyli lluminaci. Oni jednak nie zajmowali w lożach żadnych wyższych stanowisk, bo te, według świadectwa Barruela, były udziałem ludzi, którzy nienawi­dzili Chrystusa i Jego Kościoła równie zajadle, jak ci, których spoty­kało się w jakobińskich klubach.
Zdaniem Barruela, angielskie loże nie ponosiły jakiejkolwiek winy za żaden complot revolutionaire. Niespójność w jego wywodzie pojawia się z chwilą, kiedy zaczyna zajmować się bawarskimi Ilumi­natami, wszak w tomie I winą za wybuch Rewolucji zdążył już ob­ciążyć loże kontrolowane przez księcia Orleanu: Cette conspiration n'aurait existe que dans les nombreuses Loges de l'Orient de Paris, regies par Philippe Phiłippe'Orleans, elles n'en seraient pas moins une des grandem causes de la Revolutionfrancaise (str. 90). Czyżby historia Iluminatów skoncentrowała na sobie całą uwagę Barruela? Bawarskie dossier było znakomicie i bogato udokumentowane. A mo­że wykorzystał je, aby z racji swoich z nimi powiązań, nie musieć zajmować się rzeczywistymi "czarnymi charakterami"? Nawet jeżeli uwzględnić, że masoneria była hierarchiczną organizacja ezoteryczną, która z rozmysłem ukrywała sekrety wyższego wtajemniczenia i nie dopuszczała do nich braci niższego stopnia, uważnemu czytelniko­wi trudno się pozbyć odczucia, że Barruel owija pewne sprawy w ba­wełnę i celowo ukazuje angielską masonerię w fałszywie pozytyw­nym świetle, ma bowiem dług wdzięczności wobec Anglików, a zwłaszcza wigów, takich jak Burke, który udzielił mu schronienia, a kiedy Barruel pisał swoje dzieło, wspierał go finansowo.
W zamyśle autora wątek bawarskich Iluminatów ma być wy­tłumaczeniem demoralizacji lóż; jest on częścią świadomie podej­mowanej próby wybielenia Anglików: n est certain que le systeme de Weishaupt n'est pas un produit de la Franc-Maconnerie orginellment traditionelle telle que l'organisaient, eIJ. 1723, a Londres, les constitu­tions d'Anderson qui prescriviaient au Macon de n'etre, ni un athee stupide, ni un libertin sans religion. Nawet jeżeli zapomnimy na chwilę o wspomnianej już wcześniej dwuznaczności tekstu Andersona, Barruel w swojej książce sam dostarcza nam przykładów zepsucia na najwyższych szczeblach wolnomularstwa. Ojciec Riquet, zwykle przychylnie odnoszący się do tego, co pisze Barruel, tym razem nie wydaje się przekonany jego rozumowaniem: Mais ił n'est pas moins certain que Weishaupt a insuffe dans la Franc-Maconneri l'esprit duo Jacobinism libertaire et anticlerical, que denonce Barruel.

Riquet, starając się wyjaśnić i uporządkować tę kwestię, jeszcze bardziej ją gmatwa, utożsamia bowiem ze sobą loże wigowskie i jako­bickie, a ponadto propagandę Andersona uważa za prawdziwą histo­rię loży. Jacob, która widzi w Barruelu jedynie paranoika, nie wychwy­tuje najważniejszej kwestii, którą porusza, ale zarazem także i przemilcza jego książka. Koncentrując się na tym, że Barruel uznaje, że w odnie­sieniu do wolnomularstwa znajduje zastosowanie teoria spisku, nie dostrzega, iż odpowiedzialnością za Rewolucję Francuską obciąża on niewłaściwych spiskowców. Ustawicznie przypisując Barruelowi "pa­ranoję", Jacob ani przez chwilę nie zastanawia się, co nim kierowało.

.Z jednej strony odrzuca tezę Barrue1a o podziale w łonie maso­nerii, stwierdzając: Nie znam żadnych źródeł, które sugerowałyby, że masoneria francuska w swych podstawowych ideałach i działal­ności była postrzegana jako znacząco odmienna od holenderskiej, brytyjskiej czy amerykańskiej. (...j Kiedy młody Jean Paul Marat w roku 1774 odwiedził lożę w Amsterdamie, uznał, że zarówno sam ceremoniał, jak i dyskursy tam prowadzone nie są mu obce. To oczy­wiście prowadzi do konkluzji, że za rewolucję odpowiedzialna jest Anglia i masoneria, co z kolei pozwala przejść do porządku dzienne­go nad "uciskiem i występkami" ancien regime'u i w rezultacie sta­wia ją w jednym szeregu z "paranoiczną", spiskową szkołą Barru­ela. Jacob nie chce, aby kojarzono ją z tematami, które [Barruel] podjął jako pierwszy - jak choćby prześladowanie niewinnych, któ­rego w większym stopniu niż monarchia, wojsko czy policja, dopusz­czały się siły rewolucjne - i które po dziś dzień przewijają się w his­toriografii Francuskiej Rewolucji.
Ostatecznie jednak, Jacob akceptuje barruelowskie rozróżnie­nie na masonerię angielską i kontynentalną, ale jedynie po to, aby wykorzystać je przeciwko niemu. Twierdzi mianowicie, że osiemna­stowieczna Anglia dostarcza niewielu dowodów na to, że masonerię postrzegano jako zagrożenie dla instytucji państwa lub Kościoła. Mówi też, że w niektórych miejscach na kontynencie, masonerię uważano za siłę dążącą do obalenia monarchii, hierarchii społecznej, Kościoła katolickiego i w ogóle wszelkich form zorganizowanej religii, ale nie wyjaśnia zachodzącej tu sprzeczności, czyli faktu, że te same idee, które stanowiły podporę status quo w Anglii, były wywrotowe we Francji. Wolnomularstwo w Anglii nie miało takiego charakteru, przewrót dokonał się tam bowiem już wcześniej.
We Francji jednak filozofowie aktywnie zaangażowali się w oba­lanie powszechnie wyznawanych zasad moralności. Helvetius na­uczał, że namiętność jest rzeczą dobrą, a powściąganie ich prowa­dzi do psucia państwa. Kobietom mówił, że skromność to tylko wymysł wyrafinowanej zmysłowości: moralność nie może w żaden sposób ograniczać miłości, to właśnie bowiem namiętność tworzy geniusza i czyni człowieka cnotliwym. Dzieciom miał do zakomuni­kowania, że przykazanie nakazujące czcić ojca i matkę, jest raczej dziełem wychowania, aniżeli natury. Parom małżeńskim głosił, że prawo, które skazuje ich na wspólne życie, staje się barbarzyństwem i okrucieństwem z chwilą, kiedy przestają się kochać. Zanegowanie moralności rozciągnął także na osobę Ludwika XV, który sam po­zbawiony moralności, rychło otoczony został gronem nie wyznają­cych żadnej wiary ministrów, którym rzadko udawało się go oszu­kać; jego miłość do religii wymuszała praktyka. Barruel powiada, że podważanie moralności było efektem zalewu złych książek. Nie mówi już jednak, skąd się one brały; być może dlatego, że nie znał roli, jaką w propagowaniu we Francji wywrotowych angielskich idei ode­grali Rousset de Missy i holenderscy hugenoci. Barrue1 wspomina o wigowskich radykałach, ale nie łączy wigowskiej polityki ze spis­kiem, którego uczestnikami byli Collins, Bolingbroke, Bayle i inni mistrzowie Voltaire'a, a także sam Sofista, głosząc swoje bluźniercze doktryny wymierzone przeciwko chrześcijańskiemu Bogu. Barruel uważa, że Voltaire swoje idee zapożyczył z Anglii, tam jednak nie miały one charakteru wywrotowego. To nie miejsce po temu, aby wykazywać, jak wielką ilość błędów zawierały owe twierdzenia: naj­ważniejsze, że przejął zasady, z którymi zetknął się w Anglii, nie zważając przy tym, że często bywa tak, iż to, co dla jednego narodu jest drogą ku Wolności, inny prowadzić może do okropności Anarchii i w konsekwencji do Despotyzmu. Prostsze wyjaśnienie jest takie, że wigowie wykorzystywali lożę do propagowania rewolucji we Francji, ale nie we własnej ojczyźnie. Anglicy wcześniej zabili swego króla i zdetronizowali jego następcę. Zamierzali prawdopodobnie osadzić na tronie francuskim pro-wigowskiego, pro angielskiego i pro-prote­stanckiego monarchę, tak samo, jak w Anglii intronizowali Wilhel­ma Orańskiego. Obalenie moralności w sposób naturalny doprowa­dziło do supremacji namiętności, a kiedy te wymknęły się spod kontroli, doszło do rewolucji: Natura francuskiej rewolucji podobna jest do naszych własnych namiętności i występków: powszechnie wiadomo, że konsekwencjami folgowania im są rozmaite nieszczę­ścia; można ich dobrowolnie uniknąć, ale kiedy stawia się im nie­śmiały opór: nasze namiętności i występki biorą szybko górę,. a czło­wiek rychło im ulega.
Teoria spiskowa, którą kreśli Barruel, wyraźnie ukazuje, że nawet w jego własnej argumentacji Iluminaci byli mało istotnym czynnikiem, nie zaś główną przyczyną rewolucji; tezę taką postawił dopiero w ostatnim tomie Historii jakobinizmu: Aby udowodnić praw­dziwy spisek przeciw chrześcijaństwu, musimy nie tylko wykazać dążenie do jego zniszczenia, ale dowieść także istnienia tajnego związ­ku i podobieństwa środków, którymi posłużono się dla zaatakowa­nia, zdeprecjonowania i unicestwienia go. Kiedy zatem jako przywód­ców antychrześcijańskiego spisku wymieniam Voltaire'a i Frederica, Diderota i d'Alemberta, nie zamierzam li tylko pokazać, że każdy z nich pisał bluźnierstwa przeciwko chrześcijaństwu, lecz udowod­nić, że za cel postawili sobie zniszczenie religii Chrystusa, wspólnie do niego dążyli i aby go zrealizować, imali się wszelkich politycz­nych środków i wszelkich niegodziwości; że byli przywódcami i dy­rygentami swoich, zwiedzionych przez nich, drugorzędnych agen­tów, a swoje plany i przedsięwzięcia realizowali z żarliwością i konsekwencją, jaka cechuje największych konspiratorów.

Jacob wylicza rozmaite sprzeczności rozumowania Barruela, ale w dalszym ciągu nie potrafi zająć jednoznacznego stanowiska. Masoneria brytyjska przeciwstawiała się absolutyzmowi monarchii, hegemonii uniwersytetów i ich oficjalnemu nauczaniu oraz społecz­nym oraz prawnym przywilejom duchowieństwa i arystokracji. Ja­cob stwierdza, że Barruel ponosi winę za powstanie rozległej i od początku paranoicznej literatury, która odpowiedzialność za rewolu­cję usiłowała przypisywać masońskim lożom, ale jednocześnie przy­znaje także, że niewątpliwie loże wolnomularskie i prominentni ma­soni odegrali pewną rolę polityczną w rewolucji, naiwnością jednak byłoby wyobrażać sobie, że spiskowali, by do niej doprowadzić. His­toria, po prostu nie toczy się w taki sposób. Jednak (...) naiwnością byłoby sądzić, że loże masońskie (...) nie miały żadnych politycz­nych interesów ani ideologii.

Uporządkujmy zatem: rewolucja wybuchła po części sponta­nicznie, po części zaś była rezultatem spisku i systematycznego podważania systemu wartości moralnych przez filozofów, którzy czy­nili to w imię Oświecenia. Wyraźnie widać, że jedno prowadzi do drugiego. Obalenie systemu wartości moralnych spowodowało, że w przypadku Francuzów niekontrolowane folgowanie namiętnościom przekształciło się w rewolucję. Idee, głoszone między innymi przez Tolanda i Collinsa, a nadal uważane w Anglii za wywrotowe, wigo­wie przeznaczyli do implementacji za granicą.

Memoires Barruela jest książką, której wartość jako całości jest mniejsza od sumy składających się na nią części. Barruel ujawnia nieznane źródła, które odsłaniają rzeczywiste intencje filozofów i ich powiązania z masonami. Dokonując szczegółowej analizy jego rytu­ałów, przybliża nam również język, jakim posługiwali się wolnomu­larze; przed nim nikt tego nie uczynił. Barruelowska analiza kwestii Iluminatów wywarła też niemały wpływ na przyszłe pokolenia, choć prawdopodobnie nie taki, jaki sobie zamierzył. Stała się ona inspi­racją dla kulturowych rewolucjonistów, od Shelleya po Freuda, któ­ry z dzieła Barrue1a uczył się, jak kontrolować ludzkie zachowania, i wykorzystał to jako podstawę swojej teorii psychoanalizy. Jego bratanek, Edward Bernays był prekursorem reklamy i public rela­tions. Treść tomów poświęconych Iluminatom, mimo że bezsprzecz­nie zgodna z prawdą, miała negatywny wpływ na całość dzieła, któ­rego celem było wszak wyjaśnienie przyczyn Rewolucji Francuskiej. Inni autorzy również to dostrzegli. Niewykluczone, że wiedział o tym także sam Barruel. Już sam dziwny tytuł: Memoirs pour servir..., który mógłby wszak brzmieć po prostu "Historia jakobinizmu", może sugerować milczące przyznanie się, że nie był w stanie samodzielnie owej historii napisać. Chciał jedynie pozbierać najrozmaitsze źró­dła, aby umożliwić komuś innemu ujęcie ich w całość w taki spo­sób, który jemu samemu był niedostępny.

Barruel rozpoczyna swą książkę od omówienia sytuacji we Fran­cji; Niemcami początkowo się nie zajmuje. Wysuwa tezę, że idea przewrotu powstała w umyśle Voltaire'a w czasie jego pobytu w An­glii. Tak więc już na samym początku Barruel wskazuje oskarży­cielsko na Anglię, nie zaś na Niemcy. Pobyt w Londynie spowodo­wał, że Voltaire zaczął rozsławiać angielskie prawdy. Propagował zatem bezbożność Hume'a, później uznał nawet, że ma prawo napi­sać, iż w Londynie odtrącono Chrystusa. Spisek w celu unicestwie­nia chrześcijaństwa miał początek w roku 1728, kiedy Voltaire wró­cił z Londynu do Francji i oświadczył: Niech prawdziwi filozofowie, jak wolnomularze, połączą się w bractwo, niechaj gromadzą się i wza­jemnie wspierają i niechaj będą wierni stowarzyszeniu. Barruel pi­sze, że najwierniejsi uczniowie [Voltaire'a] informują nas, że "kiedy był w Anglii", postanowił "poświęcić życie sprawie "unicestwienia chrześcijaństwa", nawet gdyby oznaczało to, że przez wiele lat bę­dzie "samotnie przemyśliwał nad swoją nienawiścią do Chrystusa".

Opis masońskich rytuałów rzuca światło na teologiczne pod­stawy Rewolucji Francuskiej. Napaść filozofów na ancien regime rozpoczęła się od obalania systemu wartości moralnych, ale jej cel miał zawsze wymiar teologiczny. Atak wolnomularzy, wymierzony w Chrystusa, miał swoje źródło w literaturze talmudycznej, która utorowała sobie drogę do Kabały. Siła książki Barruela bierze się stąd, że połączył ze sobą relacje z wcześniej nieznanych źródeł i od­niósł je do trzech ważnych obszarów, czyli pism filozofów, wolno­mularzy i Iluminatów. To, że nie dostarczył nam przekonującego wytłumaczenia, w jaki sposób owe obszary się łączą, nie powinno przysłaniać nam faktu, iż nikt przed nim nie opublikował niczego, co choćby po części odpowiadało materiałom udostępnionym nam przez Barruela. Nikt też nie doszukał się w talmudycznym juda­izmie teologicznych korzeni rewolucji, bo żaden badacz równie wni­kliwie jak on nie studiował masońskich tekstów. Barruel dostarcza świadectwa, że atak wymierzony w Chrystusa miał swój początek w loży, gdzie przedstawiano go jako konieczny wstęp do podejmo­wanej przez masonów próby ponownego odkrycia prawdziwego imie­nia Jehowy: W pierwszym stopniu [wtajemniczenia] mówi mu się tyl­ko, że nauka masońska wywodzi się od Salomona i Hirama, a wskrze­szona została przez templariuszy. W drugim stopniu dowiaduje się, że wywodzi się ona od samego Adama, a jej depozytariuszami są Noe, Nemrod, Salomon, Hugo de Paganis, założyciel zakonu templariuszy, oraz ostatni Wielki Mistrz, Jacques de Molay; wszyscy oni byli ulu­bieńcami Jehowy i uznaje się ich za Masońskich Mędrców. W trzecim stopniu wreszcie ujawnia mu się, że owe słynne słowo, utracone wraz ze śmiercią Hirama, jest prawdziwym imieniem Jehowy. Mówi mu się, że w czasach, kiedy chrześcijanie budowali świątynię w Jerozolimie, odkryli je templariusze (...) Forma i połączenie owych trzech kamieni zwróciła uwagę templariuszy; i jakież było ich zdumienie, kiedy ujrze­li, że na ostatnim z nich wyryte zostało imię Jehowy.

Wolnomularze są arcykapłanami Jehowy. Masoneria jest za­tem jedną z form judaizowania. Jej celem jest odzyskanie Utracone­go Imienia Jehowy. Głosi ona powrót do judaizmu, widząc w nim sposób na odtworzenie nieba na ziemi, co przecież jest celem wszyst­kich rewolucjonistów. Adept, który wspina się coraz wyżej i wyżej, na kolejne stopnie masońskiego wtajemniczenia, dowiaduje się przede wszystkim, kto jest odpowiedzialny za zabójstwo Adonira­maI i czego się po nim w tej sprawie oczekuje. Rzeczywistym za­bójcą Adonirama jest Chrystus. Barruel stwierdza, że w ich oczach Chrystus jest niszczycielem jedności z Bogiem, jest wielkim wrogiem Jehowy i aby zasiać w umysłach nowych adeptów nienawiść Sekty, ustanowili wielką tajemnicę nowego stopnia, którą nazwali Różokrzy­żem. Ową wielką rzeczą, która została utracona, jest słowo Jehowa.

Mistrz pyta Starszego Strażnika, o godzinę. Jest to pierwsza godzina dnia, czas, kiedy świątynna zasłona rozdarła się, a ziemię ogarnęła ciemność i przerażenie, kiedy światło ściemniało, kiedy narzędzia kamieniarskie zostały zniszczone, kiedy płonąca gwiaz­da zniknęła, kiedy pękł sześcienny kamień, kiedy zostało utracone słowo (...) Tym samym dowiaduje się, że dzień, w którym utracono słowo Jehowy, jest dokładnie tym samym, w którym Syn Boży, umie­rając na krzyżu dla zbawienia ludzkości, dopełnił wielkiej tajemnicy naszej Religii, niwecząc przejaw każdej innej, czy to judaistycznej, czy to naturalnej, czy sofistycznej. Im bardziej mason jest przywią­zany do słowa, czyli do swej rzekomej naturalnej Religii, tym bar­dziej zatwardziała jest jego nienawiść ku twórcy Objawionej Religii.
Im głębiej wnika adept w sekrety masonerii, tym bardziej tal­mudyczne stają się ujawniane mu tajemnice. Różokrzyżowca, na przykład, uczy się, że inskrypcja INRI przybita do krzyża, nie znaczy Jesus Nazarensis Rex Iudeorum, ale "Żyd z Nazaretu Doprowadzony do Judei", które to odczytanie natychmiast odziera Chrystusa z jego boskości, a tym samym umacnia talmudyczne oszczerstwo, że Chrys­tus był zwykłym kryminalistą i za swoje zbrodnie zasłużył, aby zo­stać straconym: Gdy tylko kandydat dowiedzie, że pojmuje masoń­skie znaczenie owej inskrypcji INRI, Mistrz wykrzykuje: Umiłowani bracia, słowo ponownie zostało odnalezione, a wszyscy obecni przy­klaskują owemu świetlanemu odkryciu, iż Ten, którego śmierć była dopełnieniem i wielką tajemnicą Chrześcijańskiej Religii, był tylko zwykłym Żydem ukrzyżowanym za swoje zbrodnie.
Aby dostąpić wyższego stopnia wtajemniczenia, adept musi wyrazić zgodę, że będzie zabójcą zabójcy Adonirama. To, rzecz jas­na, oznacza gotowość zabicia zarówno Chrystusa, jak i jego ziemskich przedstawicieli. Rewolucyjne cele masonerii stają się oczywiste z chwilą, kiedy adept dowiaduje się, że musi być gotów zamordować króla. Masoneria Mistyczna jest tożsama z Rewolucją. Wolnomularze widzieli w Rewolucji święty ogień, którego zadaniem jest oczyszcze­nie ziemi, a łatwowierni adepci mieli wesprzeć Rewolucję z zapałem, entuzjazmem właściwym dla sprawy świętej. Zanim adept uzyskał stopień Rycerza Kadosz, wszelka niejednoznaczność znika. Wolno­mularz jest zabójcą zabójcy Adonirama, a to oznacza, że jego powin­nością jest pozbawienie życia króla, którego, podobnie jak papieża, uważa się za jednego z ziemskich przedstawicieli Chrystusa.
Staje się oczywiste, że namawianie do królobójstwa ma inne znaczenie we Francji, niż w Anglii, wszak angielskie loże wypełniły już swój masoński obowiązek; ich monarcha został zamordowany, a prawowity dziedzic tronu wygnany. We Francji do niczego podob­nego jeszcze nie doszło. Adept dowiaduje się, że musi zabić króla Francji, jest on bowiem sukcesorem Filipa Pięknego - człowieka, który doprowadził do śmierci Jakuba de Molay. Podczas pasowania na Rycerza Kadosz kandydat po raz kolejny wciela się w zabójcę. Tym razem jednak nie chodzi o pomszczenie założyciela masonerii Hirama, lecz de Molaya, Wielkiego Mistrza templariuszy!, tym zaś, który ma paść z ręki zabójcy, jest Filip Piękny, król Francji, pod rządami którego zniszczono zakon Rycerzy Świątyni... Kiedy adept wyłania się z wnętrza jaskini, krzyczy "Nekom" (zabiłem go)... Zasło­na rozdziera się. Adept dowiaduje się, że dotychczas poznał jedynie część prawdy; że Równość i Wolność, które były istotą pierwszego wtajemniczenia, kiedy wstępował do masonerii, polegają na zrozu­mieniu, iż na ziemi nie ma żadnego władcy, a królowie i papieże są takimi samymi ludźmi, jak wszyscy inni, i bez zgody ludu nie mają prawa zasiadać na tronie ani służyć przy ołtarzu.
Celem wolnomularstwa jest uwolnienie świata od owej podwój­nej zarazy poprzez zniszczenie każdego ołtarza, jaki wzniesiony zo­stał za sprawą łatwowierności i przesądu, oraz każdego tronu, na którym zasiadają despoci tyranizujący swoich niewolników. I tym razem jednak wydaje się, że powyższa zasada w większym stopniu niż do Anglii znajduje zastosowanie w odniesieniu do Francji. Po dopuszczeniu do ostatnich wtajemniczeń ogłasza się, że bracia ci dostąpili wyzwolenia: słowem, którego tak długo poszukiwali jest Deizm; to kult Jehowy, taki, jakim znali go filozofowie natury. Praw­dziwy mason staje się Arcykapłanem Jehowy; poznanie owej wiel­kiej tajemnicy wyprowadza go z mroków, w których żyją profani.

Zasadnicza idea całej działalności masonów podszyta jest żydowską pretensją i urazą. Adept Różokrzyża, który dostępuje dru­giego stopnia wtajemniczenia, dowiaduje się, że Chrystus zniszczył kult Jehowy i właśnie na nim, jego ziemskich przedstawicielach oraz na samej Ewangelii adept musi wywrzeć zemstę za braci, którzy są teraz Arcykapłanami Jehowy. Osoba przyjmowana do Rycerzy Ka­dosz dowiaduje się, że zabójcą Adonirama jest Król, którego trzeba zabić, mszcząc się za Wielkiego Mistrza de Molaya i zakon masoń­ski, będący spadkobiercą templariuszy. Religią, którą należy znisz­czyć, aby odzyskać słowo, czyli prawdziwą doktrynę, jest religia Chrystusa oparta na objawieniu. Doktryna ta głosi Równość i Wol­ność, które zapanują dzięki całkowitemu obaleniu Ołtarza i Tronu.

Adeptowi ujawnia się sekret po sekrecie i w ten sposób wpro­wadza się go w nową, zjudaizowaną religię masonerii, a następnie, odsłaniając przed nim kolejne tajemnice, zapoznaje się go z całością jakobińskiego kodeksu Rewolucji. Wolnomularstwo jest podstawo­wym ogniwem łączącym odwieczną żydowską nienawiść do Chrys­tusa z rewolucją (łączy w sobie elementy misteriów eleuzyjskich, do których odwoływał się Julian Apostata, i które w czasach domi­nacji albigensów na obszarach południa Francji zostały umieszczo­ne w księdze Zohar. Wolnomularstwo opiera się na kabalistyce. Magia masonerii i ta uprawiana przez Johna Dee wywodzą się z te­go samego źródła, czyli Kabały. Wolnomularz, podobnie jak Julian Apostata i John Dee, dąży do nawiązania kontaktu z diabłami i ich objawienia się, które poczytuje za szczególną łaskę; kiedy je przy­wołuje, nazywa dżinami i od nich uzależnia wszelkie powodzenie swych czarów (...) Owe dobre i złe dżiny okażą masonowi kabaliście swoją przychylność i, proporcjonalnie do zaufania, jakie pokłada w ich mocy, ukażą się przed nim i w magicznej tabeli objawią mu więcej, niż rozum ludzki pojąć zdoła (...) Adept nie lęka się też towarzystwa złych dżinów - co było udziałem np. Juliana Apostaty, kiedy wprowadzono go w tajniki eleuzyjskich misteriów - tylko bowiem od owych dżinów, czyli diabłów nauczyć się może sekretów nauk okultystycznych, dzięki którym zyska proroczy stan ducha. Dowie się, że Mojżesz, Prorocy i trzej królowie mieli tych samych nauczycieli i uprawiali tę samą sztu­kę, co kabalistyczna masoneria, Nostradamus, a także on sam.

Magia ta jest jednak stricte żydowska. Kiedy adept dostępuje wyższego wtajemniczenia, mówi się mu: Odtąd darzysz chrześcijan tym samym uczuciem, co żydzi. Jak oni, trwasz przy Jehowie, a prze­klinasz Chrystusa oraz jego misterium (str. 339).

Książka Barruela dała początek historii żydomasonerii we Fran­cji. Leon Poncins przedstawił dwie teorie wyjaśniające związki po­między Żydami a masonerią. Wedle pierwszej z nich, wyłącznymi twórcami masonerii są Żydzi, którzy utworzyli ją w celu zdeprawo­wania narodów przynależących do cywilizacji chrześcijańskiej, żeby pod tą przykrywką propagować powszechną rewolucję, rezultatem której ma być panowanie Izraela. Jest ona jedynie środkiem i narzę­dziem do osiągnięcia owego celu i jako takie znajduje się w rękach Żydów. Na poparcie tej tezy przytoczyć możemy cytat z artykułu dr. Isaaca M. Wise'a, opublikowanego 3 sierpnia 1866 r. w czasopiśmie "The Israelite of America": Masoneriajest instytucją żydowską, której dzieje, stopnie, urzędy, hasła są żydowskie od początku do końca.

Druga teoria głosi, że loża początkowo była dobrą instytucją, ale uległa demoralizacji z chwilą wstąpienia do niej Żydów. Zgodnie z nią, Żydzi mieli wstąpić do loży w latach poprzedzających wybuch Francuskiej Rewolucji i sami założyli własne tajne stowarzyszenia. Weishauptowi i portugalskiemu Żydowi Martinezowi de Pasqualis, to właśnie Żydzi pomagali organizować we Francji liczne koła Ilumi­natów, co więcej, zjednali sobie wielu adeptów, którym jako dogmat wpojono postulat przywrócenia Żydom ich dawnego statusu. Loże martynistyczne zabarwione były swoistym mistycyzmem, podczas gdy inne obediencje masońskie były raczej racjonalistyczne, co po­zwala nam stwierdzić, że tajne związki odzwierciedliły dwa aspekty żydowskiej mentalności: praktyczny racjonalizm i panteizm, ten panteizm, który mimo że jest metafizycznym odzwierciedleniem wiary w jednego Boga, bywa, że przeradza się w kabalistyczną teurgię.

Można łatwo wykazać, że pomiędzy owymi dwiema tendencjami ist­niał związek zgody, a także i to, iż mimo wszelkich istniejących po­między nimi różnic, Cazotte'a1, Cagliostro, Martineza, Saint Marti­na, hrabiego Saint Germain2, Eckarthausena, encyklopedystów i jakobinów łączyło jedno - wszyscy oni dążyli do osłabienia chrześ­cijaństwa. Po raz kolejny może to posłużyć za dowód, że Żydzi po­trafią być doskonałymi agentami tajnych stowarzyszeń, doktrynal­ne zasady owych związków zgadzają się bowiem z ich własnymi, nie świadczy to jednak o tym, że sami byli ich twórcami.

Powyższe wyjaśnienia pomijają fakt, że każdy mason stawał się narzędziem żydowskiej zemsty. Dokonywało się to z chwilą do­puszczenia do wyższych stopni wtajemniczenia, kiedy akceptował talmudyczne wytłumaczenie śmierci Chrystusa na krzyżu i roli, jaką odegrał w pomniejszaniu imienia Jehowy. Być może to właśnie miał na myśli Beniamin Disraeli, który w swej powieści pt. Tancred napi­sał, że Żydzi są za rewolucją, o której tak niewiele jeszcze wiadomo w Anglii, a która w tej chwili szykuje się w Niemczech i będzie w isto­cie drugą i większą Reformacją, dokonującą się całkowicie pod au­spicjami Żydów.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=47


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 01 maja 2015, 14:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
1 Maja – spadek po Hitlerze i Stalinie

Geneza 1 Maja jako święta robotniczego sięga drugiej połowy XIX w., a ściślej 1889 r.

Wówczas to, po śmierci Karola Marksa (1883), twórcy I Międzynarodówki Socjalistycznej, a jeszcze za życia Fryderyka Engelsa, na kongresie założycielskim II Międzynarodówki w Paryżu postanowiono na wniosek Raymonda Lavigne’a uczcić rocznicę zamieszek na placu Haymarket w Chicago. W roku następnym kolejny kongres II Międzynarodówki ogłosił 1 Maja corocznym międzynarodowym świętem.

Warto przypomnieć, że chicagowskie zamieszki z 1886 r., które dały asumpt do ustanowienia święta, zostały zorganizowane przez socjalistę Alberta Parsonsa (byłego żołnierza Konfederacji w czasie wojny secesyjnej) oraz anarchistów Augusta Spiesa i Samuela Fieldena (pastora metodystów). Bilans ofiar śmiertelnych wyglądał następująco: 7 zabitych policjantów i 4 zabitych demonstrantów. O tych pierwszych, w kierunku których demonstranci rzucili bombę, w rezolucjach Międzynarodówki i późniejszych podręcznikach szkolnych raczej nie pisano.

Od 1890 r. w wielu krajach Europy i świata, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii i Francji, zaczęto organizować pierwszomajowe demonstracje i strajki, które często prowadziły do zamieszek i starć tak z policją, jak i z antysocjalistycznie nastawionymi kontrmanifestantami. Paradoksalnie, mimo że data 1 Maja łączy się z wydarzeniami, które miały miejsce w Chicago, w samych Stanach Zjednoczonych 1 Maja obchodzony był i jest jedynie przez najradykalniejszą, marginalną lewicę, podczas gdy oficjalny Dzień Pracy świętowany jest zawsze w pierwszy poniedziałek września.

W Polsce obchody 1 Maja zapoczątkowane zostały w 1891 r. Przygotowały je organizacje marksistowskie: II Proletariat oraz Związek Robotników Polskich. Doszło wówczas w Łodzi i Żyrardowie do starć z rosyjskim wojskiem, a następnie do szeregu represji ze strony carskich władz. Demonstracje i starcia nasiliły się szczególnie w czasie rewolucji 1905-1907 oraz w latach I wojny światowej, głównie w zaborze rosyjskim. Należy podkreślić, że miały one charakter zdecydowanie lewicowy i szerokie rzesze Polaków, w tym chrześcijański ruch robotniczy, nie udzielały tym inicjatywom poparcia. Co więcej, dochodziło do starć między marksistowskimi demonstracjami, zwołanymi przez Socjaldemokrację Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), organizację żydowskich robotników – Bund oraz anarchistów, a członkami i zwolennikami Narodowego Związku Robotniczego i Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości 1 Maja pozostał świętem radykalnej lewicy, m.in. Komunistycznej Partii Polski i jej przybudówek związkowych, a także, niekiedy, części Polskiej Partii Socjalistycznej. Nigdy przed wojną nie był świętem państwowym.

Dopiero dwie okupacje – niemiecka i sowiecka – zmieniły ten stan rzeczy. Nakaz obchodzenia 1 Maja na ziemiach polskich wydali Niemcy i Sowieci. W Generalnej Guberni już w 1940 r. Hans Frank wprowadził święto 1 Maja jako święto robotnicze – dzień wolny od pracy (czerwone tło flagi ze swastyką zobowiązywało!). Pod okupacją sowiecką identyczną decyzję podjęły „władze” Białoruskiej i Ukraińskiej Socjalistycznych Republik Radzieckich, w skład których wchodziły wówczas, na przykład, odpowiednio, Łomża i Białystok z jednej, a Lwów, Stanisławów i część Przemyśla z drugiej strony. Za nieprzestrzeganie nakazu świętowania 1 Maja zsyłano Polaków do obozów koncentracyjnych i do łagrów.

Po 22 lipca 1944 r., czyli tzw. wyzwoleniu, a w rzeczywistości nowym zniewoleniu Polski przez ludzi Stalina, nakaz przymusowego świętowania 1 Maja został utrzymany, niezależnie od tego, czy wprowadził go w danej części Polski Stalin czy Hitler. Wkrótce potem komuniści znieśli święto państwowe 3 Maja. W 1946 r. w obronie tego święta przelali krew studenci krakowscy, protestujący przed siedzibą PPR.

Po 1989 r. 1 Maja pozostał oficjalnym świętem, na mocy, obowiązującej nadal, ustawy Sejmu PRL z 26 kwietnia 1950 r. Co ciekawe, w orędziu wygłoszonym 2 maja 2008 r. przez ówczesnego premiera Donalda Tuska usłyszeliśmy, że „W wolnej Polsce, w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, święta pierwszego i trzeciego maja nie mogą być obchodzone przeciw komukolwiek. Są wspólne, należą do wszystkich Polaków”.

Prof. zw. dr hab. Ryszard Bender

http://www.naszdziennik.pl/mysl/136195, ... linie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 01 lip 2015, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
„Będziecie w nienawiści…”

Obrazek
Ernst Röhm i Adolf Hitler


Jednymi z pierwszych ofiar niemieckiego nazizmu byli działacze katoliccy zamordowani podczas Nocy Długich Noży.

Na początku lat 30. Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza (NSDAP) Adolfa Hitlera parła niepowstrzymanie do władzy.

Wśród liderów narodowych socjalistów były osoby o rozmaitych zapatrywaniach na sprawy religii, choć niemal bez wyjątku odnoszące się z nienawiścią do Kościoła katolickiego. Główny ideolog partii Alfred Rosenberg postulował stworzenie Kościoła Ludowego (Volkskirche), opartego na wartościach wyrosłych „z krwi, rasy i ziemi germańskiej”. Domagał się oczyszczenia Pisma Świętego z „naleciałości żydowskich”, głosił aryjskie pochodzenie Jezusa Chrystusa, twierdził że „krew nordycka” zastąpi stare sakramenty. W 1934 roku praca Rosenberga Mit XX wieku została umieszczona przez Watykan na Indeksie ksiąg zakazanych.

Jeszcze dalej poszedł Reichsführer SS Heinrich Himmler, który uważał się za inkarnację króla Henryka I Ptasznika, utrzymywał kontakty z okultystami i marzył o wskrzeszeniu dawnych wierzeń germańskich.
Sam Adolf Hitler, choć urodzony w rodzinie katolickiej, jak sam twierdził, w wieku 13-15 lat nie wierzył „już w nic”. Dość wcześnie zetknął się z ariozofią - modnym wówczas nurtem teozofii odwołującym się do mitologii germańskiej. Choć o wyrosłych z niej stowarzyszeniach okultystycznych wyrażał się z lekceważeniem, zarazem uznał za własne przynajmniej niektóre jej tezy, takie jak ubóstwienie rasy nordyckiej oraz potrzebę wskrzeszenia dawnej świetności Germanów zniszczonej rzekomo przez „religię słabych”, tj. chrześcijaństwo. Już w młodości Hitler głosił konieczność uwolnienia Niemiec od „kościelnego jarzma”. Jako przywódca polityczny nader chętnie pozował na mesjasza realizującego misję zleconą mu ponoć przez Opatrzność.

Kulturkampf
Biskupi katoliccy Niemiec piętnowali niezgodne z chrześcijaństwem punkty programu narodowych socjalistów, głoszony przez nich prymat rasy nad religią, ich chęć zastępowania chrześcijaństwa „nową koncepcją świata”.

Hierarchowie już w 1930 roku zabronili wiernym wstępowania do NSDAP. Niemieccy katolicy głosowali przede wszystkim na partię Centrum oraz na Bawarską Partię Ludową.

Tym niemniej naziści rośli w siłę. Swoje sukcesy wyborcze zawdzięczali masowemu poparciu ze strony ludności protestanckiej. To wśród protestantów powstał niesławny ruch Niemieckich Chrześcijan (Deutsche Christen), który posiadał jedynie „aryjskich pastorów” i odmawiał chrztów osobom „niepełnowartościowym” (owa kategoria obejmowała zarówno osoby narodowości nieniemieckiej, jak i niepełnosprawnych).

Kiedy w 1933 roku narodowi socjaliści objęli wreszcie rządy w Niemczech, dla Kościoła katolickiego nastały ciężkie dni. Sytuacji wcale nie polepszyło podpisanie konkordatu ze Stolicą Apostolską. Władcy III Rzeszy nie myśleli przestrzegać zawartych porozumień. Systematycznie eliminowano katolików z życia społecznego, likwidowano katolicką prasę, organizacje wychowawcze, partie i stowarzyszenia. Związane z reżimem gazety prowadziły oszczerczą kampanię przeciw klerowi, oskarżając go brak patriotyzmu, dewiacje seksualne, przestępstwa finansowe. Szturmowcy z oddziałów SA śpiewali na paradach:
Wieszajcie Żydów!
Księży stawiajcie pod ścianą!

Patriota

Wśród przeciwników NSDAP wyróżniał się dr Erich Klausener, szefujący berlińskiej Akcji Katolickiej.
Hitlerowcy sprawnie szermowali hurrapatriotami hasłami i postulatem obrony państwa przed wewnętrznymi wrogami, jednak Klausener nijak nie pasował do stereotypu „zdrajcy niemieckiej ojczyzny”. Jego patriotyzm był niepodważalny. W czasach cesarstwa, zaraz po ukończeniu studiów, zgłosił się na ochotnika do wojska celem odbycia rocznej służby zasadniczej. Potem sumiennie pracował w administracji państwowej. Natychmiast po wybuchu Wielkiej Wojny pożegnał dopiero co poślubioną małżonkę i wyruszył na front. Przez trzy lata służył w mundurze w Belgii, Francji i na froncie wschodnim.

Po wojnie sprawdził się m.in. jako landrat (starosta) Reclinghausen, największego okręgu Westfalii, w skrajnie trudnych pierwszych latach Republiki Weimarskiej. Zawsze stał na gruncie poszanowania prawa. Wystąpił wówczas zarówno przeciw prawicowym puczystom Wolfganga Kappa, jak i komunistycznym rebeliantom z Zagłębia Ruhry. Zaangażowany był również w bierny opór przeciw siłom alianckim okupującym Ruhrę, co przypłacił dwumiesięcznym uwięzieniem, a następnie wygnaniem.

Na celowniku
Erich Klausener był zawsze wyczulony na problemy społeczne. W 1924 r. objął funkcję kierownika wydziału pomocy młodzieży i bezrobotnym w pruskim Ministerstwie Opieki Społecznej w Berlinie. Dwa lata później otrzymał stanowisko kierownika wydziału policji w pruskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W 1928 r. stanął też na czele berlińskiej Akcji Katolickiej. W swej działalności przeciwstawiał się zarówno próbom łamania konstytucji Prus przez władze centralne Niemiec, jak i wzbierającej na sile agitacji antykościelnej. Jedno i drugie rychło naraziło go na konflikt z NSDAP.

Po objęciu władzy przez hitlerowców Erich Klausener został przeniesiony do Ministerstwa Transportu Rzeszy. Wciąż nie ustawał w aktywności społecznej i politycznej. Nieugięcie bronił praw Kościoła, krytykował represje wobec opozycji, popierał działalność chrześcijańskich związków pracowniczych (uznanych przez nazistów za „wywrotowe”). Swym zaangażowaniem ściągnął na siebie gniew rządzących.

Okazja do rozprawienia się z niepokornym działaczem katolickim nadarzyła się podczas słynnej Nocy Długich Noży (Nacht der langen Messer). Zasadniczym celem działań podjętych wówczas przez Hitlera była fizyczna eksterminacja kierownictwa konkurencyjnego, lewicowego skrzydła NSDAP, szczególnie dowództwa oddziałów szturmowych Sturmabteilung (SA). Ta krwawa operacja stała się okazją do wyrównania wielu rachunków również z przedstawicielami innych środowisk.

Czystka
W nocy z 29 na 30 czerwca 1934 roku grupa funkcjonariuszy SS i Gestapo, dowodzona przez SS-Hauptsturmführera (kapitana SS) Kurta Gildischa, wkroczyła do gmachu Ministerstwa Transportu w Berlinie.
Mundurowi udali się zaraz do gabinetu kierownika wydziału transportu wodnego, Ericha Klausenera. Poinformowali go, że jest aresztowany za prowadzenie działalności wywrotowej. Klausener przyjął spokojnie wizytę nieproszonych gości. Jak przystało na urzędnika starej daty, najpierw pedantycznie uporządkował dokumenty rozłożone na biurku. Potem ubrał się i skierował ku wyjściu. Kiedy mijał kapitana Gildischa, ten niespodziewanie wydobył z kieszeni niewielki pistolet Mauser i wypalił do Klausenera. Pocisk kalibru 7,65 mm przebił prawą skroń ofiary. Klausener runął martwy na podłogę. Zabójca pochylił się na nim, wsunął pistolet w prawą dłoń denata. Niebawem oficjalne komunikaty obwieściły o samobójstwie szefa berlińskiej Akcji Katolickiej…

Ogółem, według urzędowych danych podczas Nocy Długich Noży zgładzono 74 osoby, a kolejne trzy miały ponoć popełnić samobójstwo podczas próby aresztowania. Obecnie przyjmuje się, że zamordowano wówczas około 90 osób, choć nie wyklucza się, że liczba zabitych mogła sięgnąć nawet 200. Wśród ofiar największą liczebnie grupę stanowili liderzy SA i lewicowego skrzydła NSDAP z Ernstem Röhmem i Gregorem Strasserem na czele. Niejako przy okazji zgładzono szereg konserwatywnych polityków, takich jak Gustaw Ritter von Kahr (odpowiedzialny za stłumienie puczu monachijskiego w 1923 roku), Edward Julius Jung (przedstawiciel nurtu rewolucji konserwatywnej, ongiś wsławiony radykalnymi akcjami przeciw profrancuskim separatystom w Palatynacie), generał Kurt von Schleicher (ostatni kanclerz Republiki Weimarskiej) czy generał Ferdinand von Bredow (były szef wywiadu wojskowego i wiceminister Reichswehry).

Noc bez brzasku

W raportach Gestapo odnotowano ogromne wzburzenie wśród niemieckich katolików wywołane śmiercią Ericha Klausenera, szczególnie widoczne w Saarze.

Nikt nie uwierzył w rzekome samobójstwo lidera Akcji Katolickiej. Z czasem wyszło na jaw, że zlecenie dokonania mordu pochodziło od samego Hermanna Göringa (podówczas premiera rządu Prus) oraz od znanego ze swych antykatolickich obsesji Reinharda Heydricha (twórcy służby bezpieczeństwa SD, w owym czasie również szefa berlińskiego Gestapo). Bezpośredni zabójca, Kurt Gildisch, został nagrodzony awansem na SS-Sturmbannführera (majora SS), choć obiecującą karierę zrujnował rychło notorycznym pijaństwem.

Spośród działaczy katolickich podczas Nocy Długich Noży zamordowani zostali, poza Erichem Klausenerem, również: Adalbert Probst (przewodniczący młodzieżowego ruchu Deutsche Jugendkraft, uznawanego za konkurencyjny wobec Hitlerjugend), Kuno Kamphausen (aktywista partii Centrum) oraz Fritz Gerlich (dziennikarz, więziony przez narodowych socjalistów od 15 miesięcy). Byli to pierwsi katoliccy męczennicy pod rządami narodowych socjalistów. W przyszłości miało ich zginąć jeszcze wielu.

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/bedziecie-w-nienawisci,36647,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 14 mar 2016, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Przywrócić człowieka

Tylko wtedy możemy mówić o ekonomii, kiedy mamy do dyspozycji człowieka – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz podczas konferencji liderów narodowych należących do grupy Europa Narodów i Wolności.

19 lutego 2016 roku odbyła się w Wieliczce konferencja grupy politycznej „Europa Narodów i Wolności”. Jednym z prelegentów był ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz, który podczas swojego wykładu zwracał szczególną uwagę na podmiotowość człowieka.

– Z pozycji filozofii współczesnej i nowożytnej ostatnich pięciu wieków nie ma człowieka. Natomiast bez bytowości człowieka nie ma narodów. Najważniejsze nurty ideologiczne skasowały nam człowieka. Zredukowano nam człowieka do przedmiotu, którym można się posługiwać w sposób absolutnie dowolny, który można instrumentalizować dowoli. […] Dlatego też odnowa gospodarki i odnowa Europy musi się rozpocząć od człowieka jako podmiotu – powiedział ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz podczas wykładu.

Podkreślił również fundamenty ekonomii. – Ekonomia, która zapomni o dobru materialnym i duchowym człowieka, naszych europejskich narodów, jest antyekonomią – powiedział.

Cały wykład ks. prof. dr. hab. Tadeusza Guza dostępny jest TUTAJ: https://www.youtube.com/watch?v=1UjdsYos88k

Natalia Garbaty

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wieka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ideologiczne patologie ludzkości
PostNapisane: 04 maja 2019, 18:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Manifest z Ventotene. Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela

Zmieniają się ministrowie, rządy, a nawet systemy polityczne, tymczasem nad Wisłą cały czas świętuje się 1 maja. Oczywiście – formalnie dziś okazja jest inna. Ale czy unijny federalizm – ideologia stojąca za współczesnymi obchodami – aż tak różni się od sowieckiego komunizmu, w imię którego zmuszano pokolenia Polaków do celebrowania pierwszego dnia maja? Lektura Manifestu z Ventotene ukazuje nam doktrynalne źródła Unii Europejskiej, a wnioski płynące z analizy mogą budzić niepokój.

Świętujemy 15 lat członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Zastanówmy się jednak kto świętuje. Politycy czy naród? Establishment czy ogół społeczeństwa? Ludzie czerpiący z członkostwa w UE pełnymi garściami czy wszyscy bez wyjątku?

Bez wątpienia część społeczeństwa na członkostwie Polski w UE zarobiła. Nie brakuje jednak także i takich, którym udział we wspólnocie zaszkodził. Nie możemy więc powiedzieć, że każdy Polak bez wyjątku kocha Unię Europejską, dlatego też radosne świętowanie 1 maja jako rocznicy wejścia Polski do UE dotyczy tylko części społeczeństwa. Dziś jednak na szczęście nikt nie zmusza nas do wychodzenia na ulice z niebiesko-żółtymi sztandarami.

Mimo dobrowolności celebrowania członkostwa Polski w UE czasami można odnieść wrażenie, że obchodzenie 1 maja teraz, w roku 2019, niezbyt różni od świętowania tej daty 40 czy 60 lat temu, bowiem zarówno za wydarzeniami dzisiejszymi jak i tymi sprzed lat stoi pewna idea. Wtedy „nieśmiertelna idea socjalizmu” (Władysław Gomółka, 1 maja 1963), dziś idea integracji europejskiej. Wtedy na straży socjalizmu stało jedno, ale tworzone formalnie przez kilkanaście państw członkowskich państwo – Związek Sowiecki, a „blok” budowały także ściśle podporządkowane Moskwie kraje o podobnym ustroju, zaś jednym z elementów oficjalnej ideologii państwa komunistycznego był internacjonalizm. A jak jest dziś? By znaleźć odpowiedź na to pytanie warto poznać Manifest z Ventotene.

Czy rzeczywiście dokument stworzył ideologiczne fundamenty europejskiego federalizmu i głębokiej integracji europejskiej? A może mamy do czynienia z kolejną teorią spiskową, zaś pomysły Spinellego i Rossiego powinny interesować wyłącznie historyków myśli politycznej?

W ostatnich latach brukselskie elity „odkryły karty”, a wspomnienie dokumentu trafiło do głównego nurtu debaty oraz niektórych unijnych dokumentów. Ciężko więc mówić o teorii spiskowej, szczególnie, że jeden z autorów dzieła został upamiętniony w Parlamencie Europejskim.

Cieszyć może fakt, że wiedza o dziele włoskich lewicowców staje się coraz powszechniejsza. Warto jednak, by oprócz aspektu publicystycznego istniał w debacie publicznej także wymiar naukowy. W odpowiedzi na tę potrzebę powstała analiza. Niedawno ujrzała ona światło dzienne. „Manifest został przetłumaczony i skomentowany przez Ośrodek Analiz Cegielskiego z udziałem Ordo Iuris oraz innych specjalistów z zakresu myśli politycznej i prawnej, w tym prof. Jacka Bartyzela. Raport powstał i został zaprezentowany w Brukseli z inicjatywy posła Dobromira Sośnierza” – czytamy na stronie Instytutu Ordo Iuris, gdzie można poznać cały dokument. Zapytaliśmy niektóre osoby odpowiedzialne za powstanie analizy o historię Manifestu z Ventotene, jego wpływ na kształt współczesnej Unii Europejskiej oraz poglądy twórców dokumentu.

– Manifest z Ventotene jest niezbyt szczegółowy. Myślę, że celowo. Chodziło o pewien kamuflaż i przyciągnięcie właściwie wszystkich środowisk zwanych w nomenklaturze autorów „postępowymi”. Nie ma tam rzeczy, które mogłyby odstraszać tych, którzy nie chcieliby się godzić na realny komunizm. Natomiast generalna tendencja, myśl przewodnia, jest bardzo wyraźna: źródłem wszelkiego zła – zdaniem autorów – jest państwo narodowe i suwerenność państw zbudowanych na jednym, dominującym narodzie. Ma ono zostać zastąpione przez jednolite państwo sfederowane, które będzie posiadało pełnię władzy politycznej, militarnej, ekonomicznej i które będzie arbitralnie decydować o tym, jaki zakres autonomii wewnętrznej będą posiadały państwa narodowe. Program budowy europejskiego superpaństwa podawany jest jako panaceum na wszelkie bolączki, na wojny i konflikty – tłumaczy w rozmowie z PCh24 historyk myśli politycznej profesor Jacek Bartyzel.

Podobne refleksje na temat dokumentu prezentuje redaktor naukowy analizy Manifestu z Ventotene dr Tymoteusz Zych (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego / Ordo Iuris). – Spinelli jest twórcą idei federalizmu europejskiego i (razem z Rossim, drugim współautorem tego Manifestu) najważniejszym przedstawicielem tej idei. W Manifeście z Ventotene została zarysowana wizja Europy federalnej – i to bez względu na przeszkody. Źródło właściwie wszelkiego zła społecznego (militaryzmu, totalitaryzmu) upatruje się tam w państwach narodowych. W związku z tym państwa mają zostać zredukowane do roli pewnych składników federacji i co najwyżej zachować autonomię – mówi.

Prof. Bartyzel zauważa natomiast, że dokument włoskich lewicowców nie był szeroko propagowany. – Przeciwnie, można odnieść wrażenie, że był raczej ukrywany. To jest różnica między Manifestem z Ventotene, a Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela z czasów Rewolucji Francuskiej czy Manifestem Komunistycznym Marksa i Engelsa. Zresztą ten manifest został napisany zanim powstały jakiekolwiek struktury – w pierwszej połowie lat 40., zaś opublikowany został w 1944 roku i właściwie przeszedł wówczas bez echa – mówi nam naukowiec.

– Zważywszy na rolę, jaką Spinelli odgrywał później w tworzeniu struktur europejskich jako europarlamentarzysta oraz wnioskodawca traktatu, który wtedy nie został przyjęty, ale został przyjęty parę lat później i znany jest jako traktat z Mastricht, można powiedzieć, że Manifest z Ventotene był wcielany po cichu, bez rozgłaszania tekstu wyjściowego. Spinelli był postacią szerzej nieznaną, szarą eminencją, która działa przede wszystkim przez lobbing w ramach tak zwanego Klubu Krokodyla, który działał w Strasburgu, czyli tam gdzie Parlament Europejski – dodaje historyk zwracając uwagę na biografie ideowe autorów dokumentu. Altiero Spinelli miał komunistyczną przeszłość, zaś Ernesto Rossi wywodził się ze środowiska radykalnie socjalistycznego i antyklerykalnego.

Na rolę Spinellego w tworzeniu „zjednoczonej Europy” uwagę zwraca także dr Tymoteusz Zych. – Od czasu, kiedy Spinelli przygotował projekt Traktatu o Unii Europejskiej, przyjęty w 1984 roku przez Parlament Europejski, którego Spinelli był zresztą prominentnym członkiem, widzimy, że krok po kroku kolejne elementy tego programu są wdrażane. To jednolita waluta czy zastrzeżenie dla Unii wyłącznych kompetencji do tworzenia prawa w określonych dziedzinach. Powstała także koncepcja, że UE może być stroną umów międzynarodowych tak jak państwa (co stanowi atrybut suwerenności, wszak organizacje międzynarodowe są tworzone przez umowy międzynarodowe pomiędzy państwami). Oczywiście ten projekt nie został jeszcze w pełni zrealizowany. Jeszcze nie zrealizowano założeń dotyczących wspólnej europejskiej obronności, czyli sił zbrojnych, ale już w tej chwili są poszerzane kompetencje unijnej straży granicznej. Komisja Europejska zaproponowała niedawno, żeby straż graniczna mogła interweniować z prawem użycia siły na terenie państw członkowskich nawet bez ich zgody. Widzimy więc, że idea Spinellego, idea Europy federalnej, Europy bez narodowych tożsamości, w których upatruje się zło, jest coraz bliższa realizacji – mówi nam redaktor naukowy analizy zauważając przy tym, że ów dokument jest obecny w świadomości współczesnych liderów UE.

– Kiedy nastąpił Brexit przywódcy największych krajów Unii Europejskiej: Włoch, Francji i Niemiec, spotkali się właśnie na Ventotene, a na grobie komunisty Spinellego złożyli kwiaty. Angela Merkel powiedziała: tutaj przypominamy sobie skąd wzięła się Unia Europejska. Takich przypadków upamiętnienia można oczywiście znaleźć więcej. Na przykład głównemu budynkowi Parlamentu Europejskiego nadano imię Spinellego i postawiono przy wejściu jego kartonową podobiznę. To upamiętnienie jest nieprzypadkowe – dodaje dr Zych.

Przemyślenia dotyczące upamiętniania Spinellego przez eurokratów ma polski deputowany Dobromir Sośnierz, na którego zlecenie powstała analiza Manifestu z Ventotene. Jak mówi w rozmowie z PCh24, był zaskoczony faktem prezentowania w eksponowanych miejscach osoby o takich poglądach jak ów skrajny lewicowiec. Na upamiętnianiu, honorowaniu i eksponowaniu się jednak nie kończy. Jak zauważa dr Zych, w Parlamencie Europejskim funkcjonuje grupa deputowanych odwołujących się do twórcy Manifestu z Ventotene.

– Warto też pamiętać, że Grupa Spinellego, która chce wspólnego sądownictwa czy dwuizbowego Parlamentu Europejskiego, zrzesza 110 posłów i jest niezwykle wpływowa. Odwołuje się bezpośrednio do Spinellego. W tej grupie są także posłowie z Polski – mówi. – W opublikowanej przez Komisję Europejską ze wstępem autorstwa Jeana-Claude’a Junckera w roku 2017 „Białej Księdze” dotyczącej przyszłości UE pojawia się wprost odniesienie do Manifestu z Ventotene. To jest jedyna podstawa ideowa, która jest w tej „Księdze” przywoływana – i to w dwóch miejscach: na samym początku i na końcu – dodaje redaktor naukowy analizy, która powstała na zlecenie Dobromira Sośnierza (Wolność). Europoseł w rozmowie z PCh24 wyjaśnia, że opracowanie powstało w celu uporządkowania wiedzy na temat Manifestu z Ventotene.

– W związku z Manifestem zaczyna robić się głośno, ale doniesienia nie zawsze są rzetelne. Informacje próbuje się też dyskredytować jako formę teorii spiskowej. Żeby sprawdzić jak jest naprawdę poprosiłem o doktrynalną analizę. Przeprowadził ją Instytut Ordo Iuris. Analiza zawiera własne tłumaczenie bezpośrednio z włoskiego, aby miało to wymiar nie tylko publicystyczny, ale też naukowy i żeby można było się do tego odwoływać jako do pewnego źródła wiedzy, żeby to była wiedza gruntowna, którą można się posługiwać w dalszych publikacjach. A moim zdaniem temat jest istotny, gdyż pokazuje prawdziwe inspiracje Unii Europejskiej – mówi nam europoseł. Jak tłumaczy, treść Manifestu z Ventotene poznał dopiero jako deputowany.

– Byłem zaskoczony tym, że tak wiele rzeczy jest zrealizowanych dokładnie według recept tam zapisanych, na przykład umiarkowana szczerość, z jaką odnoszą się do nas unijni przywódcy. Jest strategią zapisaną w Manifeście z Ventotene to, że nie zawsze wszystko jest mówione od razu, wolę ludu dopiero trzeba ukształtować, nie należy się za bardzo otwierać, a taki projekt trzeba wprowadzić odgórnie, nie przejmując się wolą ludu, którą należy cierpliwie kształtować poprzez indoktrynację. I dokładnie tak się dzieje – zauważa polski europoseł.

– Nie od razu kierownictwo Unii Europejskiej chwaliło się tym, że zmierza do budowy jednego państwa, z jedną walutą, armią i rządem. Twierdzili, że będzie to Europa równych narodów, które mogą się swobodnie przyłączyć zachowując swoją suwerenność, a Unia nie będzie ingerować w wiele spraw. W praktyce karty stopniowo się odsłania, a od paru lat o Manifeście z Ventotene mówi się wprost w oficjalnych dokumentach Unii, np. w „Białej Księdze” – dokumencie, który wyznacza „właściwy kurs”. Angela Merkel powiedziała w zeszłym roku, że państwa powinny powoli zapominać o swojej suwerenności, pogodzić się z jej utratą. Wszystko jest realizowane według tego schematu, ale mówi się o tym dopiero wtedy, kiedy właściwie wszystko jest postanowione, kiedy opinia publiczna się do tego przyzwyczaja – tłumaczy Dobromir Sośnierz.

Widzimy wyraźnie, że z treści Manifestu z Ventotene – dokumentu istotnego dla liderów Unii Europejskiej – wynika chęć stworzenia jednolitego europejskiego państwa, zaś przywódcy wspólnoty coraz śmielej mówią o kierunku, w jakim chcą ją prowadzić. Patrząc na internacjonalistyczne idee w ramach UE coraz łatwiej dostrzec podobieństwa między brukselską, a sowiecką lewicą. Czy do podobieństw wkrótce dołączy obowiązkowe świętowanie 1 maja?

Michał Wałach

https://www.pch24.pl/manifest-z-ventote ... 897,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /