Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 108 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 14 wrz 2010, 18:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/36717

III Rzeczpospolita określana słusznie mianem PRL-bis zaczęła się od objęcia rządów przez ludzi z grona stalinowskich Żydów, którzy w Magdalence zawarli sojusz z polskimi komunistami, kończąc tym samym podział, do jakiego doszło w 1968 roku. Ponieważ oficjalnie stalinowscy Żydzi przedstawiani byli jako doradcy Solidarności i nieustraszenie bojownicy o wolność, większość Polaków uwierzyła, że komunizm upadł i do rządów dopuszczeni zostali prawdziwi reprezentanci Narodu Polskiego.

Obrazek
Żydzi stalinowscy oblewają powrót do koryta razem z polskimi komunistami, z którymi zawarli "deal". Bolesne skutki tego układu Polska ponosi do dziś, a konsekwencją jest prowadzące do nieuchronnego upadku galopujące zadłużenie kraju.



Oto skład pierwszego rządu Tadeusza Mazowieckiego:

Tadeusz Mazowiecki, premier z ramienia "Solidarności"

Leszek Balcerowicz; wiceprezes rady ministrów, minister finansów, "Solidarność" dawniej PZPR

Generał Czesław Kiszczak; wiceprezes Rady Ministrów, minister spraw wewnętrznych , odpowiedzialny za weryfikacje pracowników UB i SB z których minimum 70 % przeszło do nowopowstałego Urzędu Ochrony Państwa

Generał Czesław Kiszczak to współtwórca Stanu Wojennego, Członek Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.Minister spraw wewnętrznych
w rządzie MFR.
Odpowiedzialny za niszczenie akt UB, SB.

Generał Florian Siwicki; minister obrony narodowej
Generał Siwicki był ministrem obrony narodowej w rządach generała Wojciecha Jaruzelskiego, Zbigniewa Messnera, MFR. Członek Biura Politycznego KC PZPR, Członek Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, współtwórca Stanu Wojennego.

Marcin Święcicki; minister współpracy gospodarczej z zagranicą
Marcin Święcicki, był sekretarzem KC PZPR
prywatnie zięć Eugeniusza Szyra, członka KPP, PPR, członka Biura Politycznego PZPR, wicepremiera, który wraz z Julią Bristygierową proponowali J. Stalinowi, przeniesienie Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego ad Patres Franciszek Adam Wielądek, minister transportu, żeglugi i łączności, PZPR

Jacek Kuroń; minister pracy i polityki socjalnej "Solidarność"
Czesław Janicki; wiceprezes Rady Ministrów, minister rolnictwa, gospodarki żywnościowej i leśnictwa z ZSL. Koalicjant PZPR.
Jan Janowski, wiceprezes Rady Ministrów, minister - kierownik Urzędu Postępu Naukowo-Technicznego i Wdrożeń, Stronnictwo Demokratyczne
Jacek Ambroziak; minister, szef Urzędu Rady Ministrów , "Solidarność"
Artur Balazs; minister bez teki ds. socjalnych i cywilizacyjnych wsi, "Solidarność"
Aleksander Bentkowski; minister sprawiedliwości z ZSL . Koalicjant PZPR
Izabella Cywińska; minister kultury i sztuki "Solidarność"
Aleksander Hall; minister bez teki ds. współpracy z organizacjami politycznymi i stowarzyszeniami, "Solidarność"
Bronisław Kamiński; minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych , z ZSL , koalicjant PZPR
Andrzej Kosiniak-Kamysz; minister zdrowia i opieki społecznej z ZSL, koalicjant PZPR
Marek Kucharski; minister bez teki ds. organizacji resortu łączności SD
Aleksander Mackiewicz; minister rynku wewnętrznego, "Solidarność"
Jerzy Osiatyński; minister, kierownik Centralnego Urzędu Planowania, "Solidarność"
Aleksander Paszyński; minister gospodarki przestrzennej i budownictwa "Solidarność"
Henryk Samsonowicz; minister edukacji narodowej "Solidarność"
Profesor Krzysztof Skubiszewski; minister spraw zagranicznych, bezpartyjny.
Tadeusz Syryjczyk; minister przemysłu "Solidarność"
Witold Trzeciakowski; minister-członek Rady Ministrów, "Solidarność"
Małgorzata Niezabitowska, rzecznik rządu, "Solidarność"

Prezydentem był towarzysz Wojciech Jaruzelski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 24 lut 2011, 11:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Ruderę się burzy, a nie remontuje, czyli rzecz o Polsce po 89r.

III RP w swoich założeniach, o czym świadczy chociażby jej nazwa, miała być kontynuacją II RP, czyli niepodległego, suwerennego państwa polskiego, którego kres przyniosły tragiczne wydarzenia roku 1939r. III RP miała być krajem demokratycznym, państwem prawa, gdzie wolności i swobody obywatelskie nie będą przez nikogo tłamszone. III RP miała być krajem, który nie czerpie swojego dziedzictwa z komunistycznej przeszłości. Wreszcie, Polska po 89r. miała być w końcu „naszym” (czyli społeczeństwa) państwem, nie „ichnim” (czyli sowieckiej władzy i jej popleczników w Polsce).

Mówimy tu głównie o emocjonalnych czynnikach związanych z transformacją”, tzn. o patriotycznych uczuciach, o pragnieniu zadośćuczynienia ofiarom ich krzywd, o ukaraniu zbrodniarzy, o walce o prawdę, sprawiedliwość i prawo. W momencie jednak, kiedy wszystko albo zrelatywizowano albo kompletnie wywrócono do góry nogami, te argumenty straciły już mocno na wartości. Wiadomo – trzeba było wybaczyć oprawcom, ażeby uniknąć przelewu krwi, trzeba było zapomnieć o swoich krzywdach, bo ci, którzy krzywdzili de facto cierpieli jeszcze bardziej. Wyprawiano isnte cuda i czary-mary, aby naród uwierzył, że te minione 50 lat nie było jednak tak straszne jak mu się pierwotnie wydawało, że nie wypada też wypominać innym różnego rodzaju występków, gdyż każdy był w jakiś sposób „umoczony”w tym systemie i z całą pewnością nikt nie był niewinną owieczką. Udało się również wmówić społeczeństwu, że lustracja jest niepotrzebna, że ci ludzie, choć wcześniej byli znienawidzonymi przez wszystkich komunistami, stali się teraz socjaldemokratami, i tak naprawdę są obecnie jedynymi fachowcami od prawa/gospodarki/służby zdrowia/kultury/oświaty etc.

Mam 24 lata, więc siłą rzeczy nie żyłam w PRL-u. Kiedy nastała wolna Polska miałam dwa lata i byłam kompletnie nieświadoma wszystkiego, co się wokół mnie działo, nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie, jako osoby patrzącej na tę historię nieco z boku, to wszystko co opisałam powyżej było jednym wielkim absurdem.

Polska w roku 1989r. była, mówiąc obrazowo, ruderą. Nasze państwo najzwyczajniej w świecie zbankrutowało, a przyczynili się do tego ludzie z PZPR i ich „eksperci”. Przed przełomem byliśmy nic nie znaczącym państewkiem należącym do socjalistycznego obozu, gdzie za sznureczki pociągał ZSRR. Siły porządkowe, wojsko, wywiad? Większość z tych ludzi to byli zwykli bandyci (z tego co wiem, w wojsku było jeszcze najwięcej porządnych ludzi). Polska nauka była w światowym ogonie, nie dokonano żadnych poważnych odkryć, bo profesorowie byli zbyt zajęci studiowaniem Marksa i Lenina. Sądy zajmowały się głównie skazywaniem ludzi należących do obozu reakcyjnego.

Całe państwo było niczym zgniłe jabłko, na dodatek toczone od środka przez ogromnego robaka.
I właśnie całą tę zgniliznę, razem z tym ohydnym robalem, przejęliśmy w całości w 89r. Do dzisiaj podejmuje się desperackie próby zamaskowania tego faktu lub też zmarginalizowania go, cóż to jednak zmieni?

Czy jeśli to zgniłe jabłko okleimy czymś, co będzie przypominało skórkę świeżo zerwanego owocu, to stanie się ono przez to bardziej zjadliwe? Czy to, że uda nam się ukryć znajdujące się w środku robactwo sprawi, że ono zniknie? Nie, wszystko będzie gniło coraz bardziej, a paskudztwo będzie się coraz bardziej rozmnażać, aż w końcu całą tę misternie utkaną intrygę szlag trafi.

W tytule nazwałam Polskę ruderą. Drodzy Państwo, czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach będzie remontował budynek, który jest w tak opłakanym stanie, że lada chwila grozi zawaleniem? Nie, trzeba go zburzyć i zbudować nowy. Tak nakazuje logika, prawa fizyki i gospodarność. Rozwalimy, postawimy nowy i voila! Na dłuższy czas będzie spokój. Można oczywiście tylko pomalować ściany, a stropy wesprzeć kijem od miotły, ale co to da? I tak prędzej czy później wszystko zwali się nam na głowy.

Ostatnio widziałam badanie opinii publicznej, przeprowadzone po tym, jak IPN ujawnił, iż Jaruzelski pracował dla Informacji Wojskowej. Po intensywnej kampanii medialnej większość osób uznała, iż Instytut walczący o prawdę historyczną wyrządził ludziom więcej szkód niż ci, których oskarża. W utrzymaniu tej opinii utwierdza ich były prezydent Lech Wałęsa, który bez ogródek stwierdza, że Anna Walentynowicz szkodziła mu bardziej niż SB. No cóż, szkoda, że sam się wygadał, że Służba Bezpieczeństwa wcale mu nie robiła krzywdy. Do legendy przeszły zresztą opowieści o tym, jak chciano „złamać” internowanego Wałęsę drogimi alkoholami...

Zapytam więc teraz te osoby:

- czy powierzylibyście swoje pieniądze osobie, która dopiero co została skazana za kradzież?

- czy zainwestowalibyście swoje pieniądze firmie, która miała na swoim koncie spektakularne malwersacje i niejedno bankuctwo?

- czy powierzylibyście swoje bezpieczeństwo osobie, która znęcała się nad innymi, torturowała ich, inwigilowała, zmuszała do kapowania jednych na drugich?

- czy zatrudnilibyście do opieki nad swoim dzieckiem pedofila, bo „odpokutował” swoje?

- czy chcielibyście, żeby wasze dzieci uczył ktoś, kto kiedyś wywalał ludzi ze szkół za to, że mówili rzeczy nie pasujące do jego światopoglądu?

- czy chcielibyście, żeby wasze dzieci uczył ktoś, kto wcześniej bronił morderców i szkalował ich ofiary?

- czy chcielibyście, żeby informacje, które do was dochodzą były tworzone przez ludzi, którzy w przeszłości mówili, że AK była gorsza od Niemców, a stan wojenny miał na celu zapobieżenie wojnie domowej i przelewowi krwi z rąk bandytów z Solidarności?

- czy chcielibyście, żeby wasze interesy za granicą załatwiali ludzie, którzy całe życie chodzili na czyimś pasku? Którzy całe życie byli sowieckimi marionetkami, tzn. marionetkami okupanta?

- czy uwierzylibyście w wiarygodność osoby, która całe życie spędziła broniąc ideałów komunistycznych, po to by na sam koniec objawić się jako zwolennik demokracji?

I wreszcie, czy kupilibyście za kilkaset tysięcy złotych samochód, który zewnątrz wygląda jak BMW, ale w rzeczywistości nie różni się niczym od trabanta? Oprócz tego, że ładniej wygląda i ma podrobiony znaczek? Nie kupilibyście?

A przecież codziennie kupujecie to, że III RP ze wszystkimi ludźmi i mechanizmami wziętymi prosto z PRL jest państwem wolnym i na wskroś demokratycznym...

CDN.

http://postepowy.salon24.pl/281219,rude ... nt_4018375


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 07 cze 2011, 22:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/49127

Artykuł opowiada nam o twórcach III RP - jacy twórcy, takie państwo.

Kopia artykułu:

Stalinowskie korzenie KOR-u, SLD i Unii Wolności / dr Leszek Skonka /
avatar użytkownika Michał St. de ZieleśkiewiczMichał St. de Z..., wt., 07/06/2011 - 10:57

Czołowi działacze PRL, dawni aktywni członkowie władz PZPR, wielu organizatorów pierwszej „Solidarności”, inicjatorzy, twórcy i uczestnicy „okrągłego stołu” unikają, jak diabeł święconej wody ujawniania życiorysów oraz bliższych informacji o swojej roli, zarówno w PRL, jak i III RP. Obawiają się bowiem, że gdyby społeczeństwo dowiedziało się prawdy o ich przeszłości inaczej by się mogło zachować w czasie wyborów do parlamentu i do innych obywatelskich reprezentacji.
Toteż dobrze się stało, że grupa opozycyjnych działaczy i publicystów , blogerów, próbuje przypomnieć prawdę o ludziach, którzy, jak kameleony zmieniali swoje barwy polityczne, ideologiczne, a nawet nazwiska. Oczywiście taka działalność demaskatorska wymaga od ich inicjatorów, charakteru, zasad moralnych, rzetelności, odpowiedzialności, uczciwości, cywilnej odwagi. Ale nie wystarczy tylko przypominać i wypomnieć, że ktoś w przeszłości należał do obozu rządzącego, był faworytem władz PRL, partii. Trzeba również wskazać, z jakich korzystał przywilejów on i jego najbliżsi. Dlaczego np. Bronisław Geremek w okresie najgłębszego stalinizmu w Polsce wyjeżdża na studia do Paryża, kto go tam wysłał, za jakie zasługi, jakie pełnił tam funkcje i zajmował stanowiska? Podobnie Karol Modzelewski i inni beneficjanci ówczesnych władz.
Nie można pominąć życiorysów takich postaci, jak Stanisław Ciosek. On sam przemilcza np. swoje rodzinne koligacje, zajmowane stanowisko pierwszego sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze, milczy o nadużyciach i przekrętach finansowych, przejmowaniu majątku "Solidarności".,. Nie powinno się przemilczać ani tuszować roli i dywersyjnej działalność Karola Modzelewskiego w „Solidarności”, szkód, jakie wyrządził tej organizacji i Polsce. Społeczeństwo wciąż nie zna przeszłości wielu wpływowych do niedawna ludzi, którzy odpowiadają za to , co się w Polsce stało: za miliony bezrobotnych, rozkradziony majątek narodowy, za zubożenie Narodu, za krzywdy, za miliony głodnych dzieci, za nędze byłych pracowników PGR-ów, za bezrobocie, za choroby, kalectwa i przedwczesną śmierć setek tysięcy obywateli, za pozbawienie setek tysięcy starszych ludzi, emerytów, rencistów wielodzietnych rodzin, mieszkań, za skazanie młodych pokoleń Polaków na poszukiwanie chleba za granicą… Młodsze pokolenie nie zawsze wie i rozumie, kto mu zgotował taki los. Nie wie nic lub bardzo niewiele, że sprawcami ich nieszczęsnego losu są członkowie partii wywodzący się z Unii Demokratycznej, przekształconej w Unię Wolności, w Platformę Obywatelską , w Partię Demokratyczną, że znaczna cześć dzisiejszych elit politycznych, gospodarczych, kulturalnych pochodzi z rodzin dawnych stalinowskich władców Polski. Warto, więc uświadomić Polakom zasięg i skalę tego zjawiska. Dlatego pozwoliłem sobie wykorzystać do tego celu gotowe, rzetelnie opracowane, znowu aktualne materiały sprzed kilku lat Pawła Sergiejczuka i Jerzego Roberta Nowaka. Jest bardzo smutne, że mimo istnienia od kilku lat tych demaskatorskich dowodów osoby skompromitowane wciąż egzystują w życiu publicznym: Leszek Balcerowicz, Barbara Labuda, Władysław Frasyniuk, Lech Wałęsa, Andrzej Olechowski, Hanna Gronkiewicz Walc, Jan Krzysztof Bielecki, Paweł Piskorski, Jan Lityński, prawdziwe nazwisko Perl ,do niedawna Bronisław Geremek, Lewartow.

Obrazek
Sami swoi:
Stoją: Irena Grudzińska, Jan Lityński, Adam Michnik. Siedzą z przodu: Jan Tomasz Gross w objęciach Aleksandra Smolara. Z tyłu: Jan Kofman, Barbara Skowrońska. Warszawa, 1967 r.
Rodzice odrzuceni od koryta w 1968, dzieci powróciły do koryta w 1989. Taki był podstawowy sens okrągłego stołu - powrót stalinowskich Żydów do władzy nad Polską. I to jest tragedia dzisiejszej Polski - rządy sprawowane przez środowiska tych ludzi.


Stalinowskie korzenie KOR-u, SLD i Unii Wolności
PAWEŁ SIERGIEJCZUK dowodzi, że wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne, a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelską.
Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym “Życia Warszawy”, a w latach 1951-1967 – zastępca redaktora naczelnego “Trybuny Ludu”. .(…) 1996 r.).
„Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego “Siarkopol”, matka – prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, “Życie” z 26-27 października 1996 r.). W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfield ( dziś minister Spraw Zagranicznych , przyp. L.Skonka), który w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: Moi rodzice po to, by nie być obcymi wymyślili, że będą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała wierzyć, ze ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skory, religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami (“Najwyższy Czas!” Z 12 marca 1994 r.).
Od UB do UW
Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się potomkowie “zasłużonych” komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w Unii Wolności (dziś PO, przyp. L.S), gdzie prym wiodą działacze, którzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta – Bronisław Geremek i Jacek Kuroń.
W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, / Perl / którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojną; ojciec zmarł w 1947 roku. (…) Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu spośród wybranych, “Magazyn Gazety Wyborczej” z 5 listopada 1993 r.).
Inni prominentni członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza Szyra. (sam Święcicki był także w fazie końcowej sekretarzem KC PZPR, / M.Z / Członkiem zaś, czołowy udecki ekonomista Waldemar Kuczyński , przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956. Zatrudniona przez Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.
Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginął w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za Artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.
“Sami swoi” w Ministerstwie Spraw Zagranicznych
Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, Adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji (…). Syn , Stefan, szkaluje Polskę i Polaków. Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił nazwisko Izaak Medres.
Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym “Folks-Sztyme”, organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR. Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961 sprawował kontrole nad” sojuszniczym” Stronnictwem Demokratycznym.
Korzenie Ruchu Stu
Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy. Poseł z ramienia Akcji Wyborczej “Solidarność”, prezes liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych. Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka “zwijał” Październik. Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym, zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).
Towarzystwo z “Wyborczej”
Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest przecież Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat ubeckiego “sędziego”, Stefana Michnika. Redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej” wspierała, jego zastępczyni Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera. Drugim zastępcą Michnika był do niedawna dziś prowadzący “Rozmowy Dnia” w programie Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow – zgodnie z dominującą regułą – musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J. Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990).
Czołowym publicysta “GW” jest Konstanty Gebert, podpisujący swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika “Midrasz”. Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.
Dziennikarze czerwoni od pokoleń
Redaktorem naczelnym zlikwidowanego “Sztandaru Młodych” był Michał Komar, który był jednocześnie prezesem Unii Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy walczących w Hiszpanii “dąbrowszczaków”, a następnie PRL-owskiego generała, i Marii Komar, która działalność komunistyczną rozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman.
Wydawca i szef tygodnika “Nie”, Jerzy Urban, również może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda zaczynał karierę polityczna i dziennikarską w przedwojennej PPS, jednak zaraz po wojnie włączył się w działalność PKWN, był również członkiem kierowanej przez Bieruta Krajowej Rady Narodowej. Wieloletni kolega Urbana z “Polityki”, były ambasador Polski w Chile, Daniel Passent, był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę, generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewodę olsztyńskiego. Daniel Pasent dziś guru ITI-TVN, założonego przez UB i finansowane przez FOZZ
Z kolei dziennikarzem “Tygodnika Solidarność” był Antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców, członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963. Szefem polskiego oddziału agencji Reutera był Michal Broniatowski, którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW.
W kulturze – jak za Bieruta
Również w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych rządców Polski. Bardzo modnym wśród studenckiej inteligencji kwartalnikiem “Zeszyty Literackie” kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracującej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR.
Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika”Kuźnica”, który z partii wystąpił w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego.
Mieszkający w Australii (ale publikujący w”Gazecie Wyborczej”) poeta i pieśniarz, niegdyś “bard opozycji”, Jacek Kaczmarski, zmarły w 2004 roku, tak mówił o swojej rodzinie: Mój dziadek był przed wojna zaangażowanym komunistą, po wojnie zaś komunistycznym dygnitarzem. (…) Wierzył w dziejowa misję partii itd. Po wojnie znalazł się wiec w kręgach władzy, był ambasadorem w Kambodży, pełnił jakieś dyplomatyczne funkcje w Szwajcarii, potem pracował w ministerstwie oświaty. Z partii wystąpił w 1981 roku. Jego żona, czyli moja babcia (…) pochodziła z rodziny żydowskiej, co jak przypuszczam, nie pozostało bez wpływu na zesłanie mojego dziadka do ministerstwa oświaty po 1968 roku (wywiad pt. Chce konfrontacji tygodnik Solidarność” z 4 maja 1990 r.).
Filmowe imperium
Wśród najgłośniejszych reżyserów filmowych znajdziemy dzisiaj Janusza Zaorskiego, byłego prezesa Radiokomitetu i przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, którego ojciec w pierwszym okresie PRL-u był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Finansów, a następnie wiceministrem kultury i sztuki odpowiedzialnym za film. Bratem Janusza Zaorskiego jest znany aktor, Andrzej Zaorski.
Inne znane rodzeństwo filmowe to Agnieszka Holland i Magdalena Łazarkiewicz, dwie reżyserki, których ojcem był Henryk Holland, przedwojenny komunista, w czasie wojny ochotnik w Armii Czerwonej, później redaktor naczelny “Walki Młodych” i dziennikarz “Trybuny Ludu”. W tej ostatniej gazecie, organie KC PZPR, w okresie stalinowskim pracowała również matka Marcela Łozińskiego, reżysera znanego z proudeckich sympatii. Inny reżyser, Andrzej Titkow, jest synem Walentego, byłego I sekretarza KW PZPR w Warszawie.
Genealogie profesorów
Podobne rodowody posiada wielu znanych ludzi nauki. Profesor historii średniowiecznej, a zarazem były senator OKP i działacz Unii Pracy, Karol Modzelewski, pochodzi z rodziny przedwojennych komunistów, zaś jego ojczymem był czołowy stalinowiec, minister spraw zagranicznych w latach 1947-1951, Zygmunt Modzelewski. Inny historyk, profesor Instytutu Historii PAN, Jerzy W. Borejsza, jest synem zmarłego w roku 1952 komunistycznego dyktatora w dziedzinie kultury, Jerzego Borejszy, który przed wojną nazywał się Beniamin Goldberg. Profesorem politologii odznaczanym najwy ższymi odznaczeniami panstwowymi Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, a zarazem redaktorem naczelnym Wydawnictwa Naukowego PWN, jest Jan Kofman, syn Jozefa, sekretarza i członka Prezydium CRZZ do roku 1968…
Profesor Michał Bristyger, syn Luny morderczyni polskich bohaterów. Szkaluje Polskę
Profesor Aleksandra Jasińska-Kania, córka M. Fornalskiej I B. Bieruta, dziś szkalująca Polske i Polaków.
Syn Bieruta, Jan Chyliński pełnił w latach 70. misję ambasadora Polski w Bonn
Paweł Siergiejczyk na zakończenie cytowanych przykładów kończy stwierdzeniem, że chciał „pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodzą się z elit, które kilkadziesiąt lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rządziły Polska „. I stawia retoryczne pytanie: „Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z “czerwonej arystokracji”
Przetoczyłem to opracowani by pokazać kto nadal ma ogromne wpływy na państwo. Obecnie ci skompromitowani ludzie są honorowani najwyższymi odznaczeniami państwowymi. Bronisław Komorowski zapowiada , że Orderem Orła Białego odznaczy m.in. Adama Michnika Jana Krzysztofa Bieleckiego. Przypomnijmy, że takimi wysokimi honorami już wyróżniono w przeszłości m.in. Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 21 cze 2011, 15:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
III RZECZPOSPOLITA CZY „TRZECIA FAZA”?

NA POCZĄTKU BYŁA ZBRODNIA...

Teza, iż porwanie i zabójstwo księdza Jerzego było zdarzeniem zaplanowanym jako początek drogi do „okrągłego stołu”, może wydawać się karkołomna, jeśli w ocenie działań partii komunistycznej nie uwzględni się, że były one pozbawione autonomii i poddane nakazom sowieckiego okupanta. Wszelkie wydarzenia, będące efektem działań partii i służb komunistycznych, jeśli ich zasięg obejmował całe życie publiczne i polityczne PRL musiały uwzględniać interes Związku Sowieckiego i stanowiły część globalnej strategii. Bez zrozumienia mechanizmów tej zależności nie sposób dokonać prawidłowej oceny rzeczywistości lat 80.
„Nasza jedyna obecnie strategia”, - mówił Lenin już w lipcu 1921 roku -, „to stać się silniejszym, a co za tym idzie, mądrzejszym, bardziej racjonalnym, bardziej oportunistycznym. Im bardziej będziemy oportunistyczni, tym szybciej zgromadzą się masy dookoła nas. Gdy zwyciężymy nad masami przez naszą racjonalną postawę, użyjemy wtedy ofensywnej taktyki, w najściślejszym znaczeniu tego słowa”.
Anatolij Golicyn, w rozdziale zatytułowanym „Nowa metodologia” przedstawia dwie metody analizowania zdarzeń w świecie komunizmu:
„Wedle konwencjonalnych poglądów, opartych na przestarzałej metodologii, każde z wydarzeń wskazujących na zmiany w reżimie komunistycznym było objawem spontanicznego wzrostu tendencji odśrodkowych wewnątrz międzynarodowego komunizmu. „Nowa metodologia” prowadzi do całkowicie odmiennego wniosku stwierdzającego, że wszystkie one tworzą część serii zazębiających się strategicznych operacji dezinformacyjnych, zaplanowanych na potrzeby wdrażania długoterminowej polityki Bloku i jej strategii. Istotą „nowej metodologii”, która odróżnia ją od starej, jest wzięcie pod uwagę nowej doktryny i uwzględnienie roli Dezinformacji.
Konwencjonalna metodologia często próbuje analizować i interpretować wydarzenia w świecie komunistycznym w oderwaniu, w systemie „rok po roku”; inicjatywy komunistów są traktowane jako spontaniczne działania na rzecz osiągnięcia celów krótkoterminowych.”
Przypomnienie tego cytatu było konieczne, by spojrzeć na zabójstwo księdza Jerzego poprzez pryzmat planowanej przez władców Kremla „odnowy”, dostrzec w nim element dalekosiężnej strategii partii komunistycznej, w której dla Polski przewidziano miejsce pola doświadczalnego. Tę fazę strategii Golicyn charakteryzuje następująco:
„Dysponując wieloma partiami u władzy, ściśle powiązanymi ze sobą, które zawsze potrafią wykorzystywać okazje dla poszerzania swojej bazy i wykształcenia doświadczonych kadr, stratedzy komunistyczni są wyposażeni obecnie, przy realizowaniu swojej linii politycznej, w takie techniki i strategie gotowe do puszczenia w ruch, jakie byłyby w ogóle poza wyobraźnią Marksa, niedostępne do praktycznego użycia przez Lenina i nie do pomyślenia przez Stalina. Wśród takich, nierozpoznawalnych dawniej strategii, są: wprowadzenie fałszywej liberalizacji we Wschodniej Europie, a prawdopodobnie i w samym Związku Sowieckim, oraz wykorzystywanie fałszywej niezależności przez reżimy w Rumunii, Czechosłowacji i Polsce”.
Z tego punku widzenia należy odrzucić pogląd, jakoby morderstwo kapłana było efektem wewnątrzpartyjnych rozgrywek lub jakiejkolwiek samowoli. Istota funkcjonowania systemu komunistycznego, opartego na totalnym podporządkowaniu wszystkich struktur państwa wyklucza taką możliwość. Oportunizm – zgodnie z leninowską dyrektywą, był sposobem działania jednostek i całych państw.
Po skutecznym przeprowadzeniu polskiej „fazy drugiej”, czyli stanu wojennego, którego celem miało być wprowadzenie ruchu „Solidarności” pod ścisłą kontrolę i przygotowanie politycznej konsolidacji, należało spodziewać się podjęcia działań zmierzających do „fazy trzeciej”. Od roku 1982, w sukcesji po Breżniewie na moskiewskim tronie zasiada wieloletni szef KGB Jurij Anropow. W opinii niektórych historyków to on właśnie rozpoczął proces tzw. liberalizacji i odwilży w ZSRR.
Po raz kolejny analiza Golicyna, sporządzona w początkach lat 80. wyda się profetyczna. Na stronie 511 swojej książki autor napisał:
„Mianowanie byłego szefa KGB, który był odpowiedzialny za przygotowanie fałszywej strategii liberalizacji w ZSRR, informuje, że był to czynnik decydujący przy wyborze Andropowa, a także wskazuje na rychłe nadejście takiej „liberalizacji” w bliskiej przyszłości. [...] Mianowanie Andropowa, uwolnienie przywódcy „Solidarności” oraz zaproszenie przez polski rząd Papieża do odwiedzenia Polski, wszystko to wskazuje, że stratedzy komunistyczni prawdopodobnie planują ponowne pojawienie się „Solidarności” na scenie politycznej, oraz utworzenie na wpół demokratycznego rządu w Polsce (pomyślanego jako koalicja partii komunistycznej, związków zawodowych i Kościoła), następnie, poczynając od około roku 1984 pojawią się reformy polityczne i gospodarcze w ZSRR.”
Krótki epizod rocznych rządów Konstantina Czernienki można uznać za potwierdzenie skuteczności strategii dezinformacji. Po „betonowym” starcu, rządy światowe z ulgą odebrały dojście do władzy „reformatora” Gorbaczowa, szybko zapominając, że był protegowanym kagebisty Andropowa.
Przy zachowaniu proponowanej powyżej optyki, w procesach zachodzących w Polsce można bez trudu dostrzec odbicie kremlowskiej strategii. Istnieją dowody, wskazujące, że zabójstwo księdza Jerzego było zewnętrznie inspirowane i wpisane w taktykę działań sowieckich. We wrześniu 1984 r. w centralnej prasie sowieckiej wydrukowano materiał o organizacji antykomunistycznej w kościele św. Stanisława Kostki. W praktyce bloku komunistycznego, publikacja „Izwiestii” była publicznym ponagleniem polskich towarzyszy, by jak najszybciej rozwiązali problem niewygodnego kapłana. Tezy zawarte w artykule zostały dokładnie powtórzone w "Pro memoria" skierowanym do Episkopatu Polski przez Urząd do spraw Wyznań. W części I cytowałem fragmenty tych publikacji i przedstawiłem kalendarium roku 1984 – ową zbrodniczą chronologię, prowadzącą do mordu na księdzu Jerzym.
W kontekście planowanej „fazy trzeciej”, na uwagę zasługuje również przemówienie Jaruzelskiego wygłoszone 3 czerwca 1984 roku, na zakończenie XVI Plenum KC PZPR, w którym pada zapowiedź przejęcia kontroli nad „ludźmi pracy”:
„Jak pamiętamy, miliony ludzi domagały się tak niedawno demokratyzacji, decentralizacji, samorządności. Poszliśmy daleko w tym kierunku. I spójrzcie - co się okazuje? Wykorzystanie stworzonych możliwości jest wysoce niepełne. Zwiększoną odpowiedzialność niezbyt chętnie bierze się na własne barki. Od okrzyku do okrzyku, od skrajności do skrajności — to jakże częsta u nas choroba. Dlatego zdarza się, że przegrywamy. Raz z autokratyzmem, drugi raz z żywiołem; raz — z konserwatywnym bezwładem, drugi — z nieokiełznaną demagogią. Jaki z tego wniosek? Nasza partia jest siłą w państwie kierowniczą i w społeczeństwie przewodnią.[...]
Główne partyjne zadanie — to być ideowym przewodnikiem i organizatorem, wyrazicielem i wykonawcą robotniczej woli we wszystkich, wielkich i małych sprawach, siłą żywotnie ludziom pracy potrzebną. Walczyć z tym, co słusznie oburza — z niesprawiedliwością, z naruszaniem robotniczej godności, ze społecznym złem. Słowem — być wśród ludzi.[...] Mówiliśmy otwarcie o wielu ważnych dla Polski sprawach [...]. Bierzemy przeszkodę po przeszkodzie. Intensywnie pracujemy nad planem na przyszłe pięciolecie. Nad założeniami rozwojowymi do 1995 r. Wiążemy je ściśle z braterską współpracą ze Związkiem Radzieckim, z innymi państwami socjalistycznymi. Jutro jest, musi być naszą szansą. Aby się spełniła, partia musi być z robotnikami, robotnicy z partią”.
Zwiastunem „nowego otwarcia” mogło być bezterminowe odroczenie procesu czterech działaczy KOR – (Michnika, Kuronia, Romaszewskiego,Wujca )oraz lipcowa powszechna amnestia. Dotarcie do robotników, do społeczeństwa wymagało przetarcia szlaków wiodących do przywódców opozycji, by z ich grona wyselekcjonować grupę gotową do podjęcia rozmów.
Można pytać: po co partii komunistycznej potrzebne było zabójstwo Kapelana „Solidarności”? Jakie cele spodziewano się osiągnąć? Czy śmierć księdza Jerzego była, jak chcą niektórzy, „wypadkiem przy pracy”, próbą zastraszenia społeczeństwa, aktem bezmyślnego okrucieństwa, uderzeniem w Kościół? Czy – jak twierdzą inni – prowokacją wymierzoną w „Solidarność”, grą wewnątrz partii komunistycznej, efektem „wojny służb”?
Nim spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, zacytuję fragment skazanej na zapomnienie książki Wojciecha Sumlińskiego – „Kto naprawdę Go zabił?, w której autor, w sposób spójny i rzetelny przedstawia prawdę o śmierci księdza Jerzego. Opisując realia roku 1984, Wojciech Sumliński trafnie kreśli obraz polskiego Kościoła i tak charakteryzuje stosunek komunistów do tego „problemu”:
„W tym okresie prymas Józef Glemp oficjalnie stał na stanowisku, że najlepszym rozwiązaniem w relacjach z władzami PRL jest unikanie napięć, siłą rzeczy był więc zwolennikiem prowadzenia polityki kompromisu w kontaktach z władzami (aby zrozumieć tę postawę, należy pamiętać, iż będąc odpowiedzialnym na cały Kościół w Polsce, prymas nie mógł nie uwzględniać doświadczeń najczarniejszych dni okresu stalinowskiego i zakończonego właśnie stanu wojennego). Znaczna część duchowieństwa, działając zapewne z cichym przyzwoleniem księdza prymasa, otwarcie przeciwstawiała się reżimowi Jaruzelskiego i Kiszczaka – w efekcie Kościół stał się jedyną znaczącą działającą jawnie instytucją, która potrafiła dać odpór reżimowym władzom.
Kościół był postrzegany przez kierownictwo MSW jako wróg numer jeden – zinstytucjonalizowany, mający oparcie w społeczeństwie, ideologicznie wrogi przeciwnik ustroju PRL. Innymi słowy – grupa Jaruzelskiego i Kiszczaka postrzegała Kościół jako zagrożenie. Postawę tę odzwierciedlają między innymi fragmenty wypowiedzi na forum Biura Politycznego KC PZPR (jesień 1984):
„W dalszym ciągu Kościół toleruje podważanie ustroju socjalistycznego. Mimo oficjalnych zakazów praktycznie pozwala części kleru i działaczy opozycyjnych na wykorzystanie obiektów sakralnych do dyskredytowania socjalistycznego państwa i jego władz. Toleruje wywoływanie napięć na tle umieszczania krzyży w szkołach i obiektach użyteczności publicznej. Nie przeciwstawia się przejawom nietolerancji ze strony niektórych księży wobec ludzi wierzących, osłania działaczy antysocjalistycznych”.
Ma rację autor, gdy twierdzi, że Kościół był wrogiem numer jeden, a partia komunistyczna dostrzegała w nim największe zagrożenie. Trzy lata po wprowadzeniu stanu wojennego, rozlicznych represjach, wytężonej „pracy” bandytów z Grupy „D” Departamentu IV MSW, wewnątrzkościelnych działaniach tajnych współpracowników i rzeszy agentury – Kościół nadal stanowił niezdobyty bastion, był suwerenną i autonomiczną strukturą wewnątrz sowieckiego dominium. Przede wszystkim, był w posiadaniu wartości, o której partia komunistyczna w Polsce mogła tylko marzyć – sprawował rząd dusz na podstawie autentycznego, nieprzymuszonego zaufania, jakim obdarzało Kościół polskie społeczeństwo.
Dla sowieckich strategów było oczywiste, że chcąc przeprowadzić w Polsce eksperyment „historycznego kompromisu” muszą brać pod uwagę zachowanie i postawę hierarchów Kościoła Katolickiego. Ten czynnik wydawał się na tyle istotny, że od reakcji Kościoła mogło zależeć powodzenie lub klęska planowanej „odnowy”. W ramach tego założenia, pod nadzorem sekretarzy KC PZPR Świrgonia i Czyrka powstał projekt zatytułowany „Założenia polityki wyznaniowej państwa”, dający ideologiczne podwaliny zaostrzenia kursu w stosunku do Kościoła. O protokole posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR z 25 września 1984 roku, na którym dyskutowano ten projekt, wspomina w swojej książce Wojciech Sumliński. Można zastanawiać się, na ile ów dokument, ( o którym Kościół musiał przecież wiedzieć) zawierał realne dyrektywy, na ile zaś stanowił jeden z elementów strategii dezinformacji, mając za cel wymuszenie ugodowej postawy hierarchii kościelnej.
Już w trakcie „fazy drugiej”, po wprowadzeniu stanu wojennego wykorzystanego również jako test zachowań społecznych, komuniści mieli okazję przekonać się, że pragmatyczna postawa prymasa Polski może stanowić dla nich ważny atut w planowaniu kolejnych kroków. Czym innym jednak była polityka kompromisu, forsowana przez większość Episkopatu, wynikająca z wielowiekowej mądrości Kościoła od akceptacji porozumienia z władzą komunistyczną i odegrania roli jednego ze wsporników tej ugody. By osiągnąć tak dalece korzystną konwersję postawy hierarchii kościelnej, nie ryzykując jednocześnie efektu radykalizacji, musiano zastosować środek adekwatny do zamierzonego celu.
Porwanie i zabójstwo księdza Jerzego stanowiło decyzję perfekcyjnie zaplanowaną i niezwykle trafną – z punktu widzenia sowieckiej strategii. Zapewne nigdy nie dowiemy się, kto był autorem tego iście szatańskiego planu. Gdy z perspektywy naszej dzisiejszej wiedzy, spojrzeć na sytuację roku 1984, nie sposób wskazać żadnego alternatywnego zdarzenia, które w podobny sposób mogło wywrzeć wpływ na sprawy polskie. Można wyróżnić trzy przyczyny, dla których ten mord stanowił zbrodniczo idealny środek do celu.
W osobie księdza Jerzego spotykają się dwa, elementarne czynniki, decydujące wówczas o kształcie polskiej rzeczywistości: „Solidarność” i Kościół Katolicki. Jego kapłaństwo i patriotyzm, siła wiary i wierność ideałom „Solidarności” wręcz pretendują kapłana do roli, jaką przeznaczyli Mu oprawcy. Jednocześnie, „Solidarność” i Kościół - to dwa największe zagrożenia, z którymi partia komunistyczna nie jest w stanie sobie poradzić, a które musi podporządkować swoim planom, jeśli chce zagwarantować swoje przetrwanie.
Uderzenie w księdza Jerzego to cios w te dwa porządki – znienawidzone lecz potrzebne, by móc nadal sprawować władzę i zachować jej dotychczasowe zdobycze. Było to uderzenie nie tylko symbolicznie godzące we wszystko, co dla Polaków stanowiło największą wartość lecz obliczone na wywołanie określonej reakcji przywódców Kościoła i opozycji. W roku 1984 nie było w Polsce innej osoby, która łączyłaby w swojej działalności te dwie, najważniejsze dla społeczeństwa wartości.
Ksiądz Popiełuszko był dla Kościoła polskiego błogosławieństwem. Nie wolno jednak ukrywać, że Jego działalność stanowiła problem dla hierarchów, że była wykorzystywana przez władze komunistyczne jako argument przeciwko Kościołowi, dając asumpt do stosowania rozlicznych szykan i ograniczeń. Z zachowanych dokumentów wiemy, że wśród wielu hierarchów i dygnitarzy kościelnych postawa Kapelana Solidarności spotykała się z krytyką i niechęcią. Również Prymas Polski nie był wolny od takich odczuć. Być może nadejdzie kiedyś czas, gdy poznamy rolę, jaką w tym procesie odegrała agentura ulokowana w Kościele i w otoczeniu księdza Jerzego – współodpowiedzialna za Jego męczeństwo i śmierć.
Wojciech Sumliński pisze w swojej książce: „SB miało wśród kościelnych hierarchów wyrobić księdzu Popiełuszce opinię karierowicza. Funkcjonariusze realizowali to zadanie z właściwą dla SB perfidią i cynizmem”.
Wolno w tej sytuacji powiedzieć, że zniknięcie księdza Jerzego mogło zostać przez niektórych ludzi Kościoła odebrane jako „rozwiązanie problemu”, jako przywrócenie właściwych proporcji pomiędzy posługą kapłańską, a zaangażowaniem w kwestie polityczne, mogło przysporzyć im argumentów za prowadzeniem zachowawczej, ograniczonej działalności duszpasterskiej. Działalność żoliborskiego kapłana, nie tylko dla władz komunistycznych była przeszkodą w procesie tzw. normalizacji stosunków państwo – Kościół.
Wreszcie – zabójstwo Kapelana Solidarności było oczywistym ostrzeżeniem, aktem zastraszenia i wymuszenia posłuszeństwa. Precyzja uderzenia w postać bliską Kościołowi i „Solidarności” miała jednoznacznie wskazać, że władza nie cofnie się przed żadnymi środkami, by wyegzekwować posłuszeństwo. Zabójstwo było czytelnym sygnałem dla Kościoła, że nie może dłużej liczyć na pobłażliwość partii komunistycznej i musi brać pod uwagę, że władza zastosuje metody z lat stalinowskich. Choć reakcje społeczne (powołanie Komitetów Obywatelskich Przeciw Przemocy, działalność księży Suchowolca i Niedzielaka) zaprzeczały intencjom władz, nie można wykluczać, że wielu kapłanów i działaczy opozycyjnych poczuło się poważnie zagrożonych.
Cele, jakie władze komunistyczne osiągnęły poprzez zabójstwo księdza Jerzego i sposób przeprowadzenia operacji, nakazują twierdzić, że mieliśmy do czynienia ze szczegółowo zaplanowaną, przeprowadzoną z żelazną konsekwencją wielowątkową kombinacją operacyjną, stanowiącą preludium „fazy trzeciej”.
Myślę, że wszystkie elementy tej kombinacji zostały zrealizowane z premedytacją. Od początku zakładano, że ksiądz zostanie zamordowany w okrutny sposób, tak, by widok poddawanego torturom kapłana wstrząsnął kościelnymi świadkami oględzin zwłok. Od początku zakładano, że ujawnieni i osądzeni zostaną funkcjonariusze odpowiedzialni za porwanie, co miało wskazać na determinację działań bezpieki, ale również pozwoliło zamknąć sprawę i uchronić od odpowiedzialności prawdziwych morderców i mocodawców zbrodni. Od początku zakładano, że w kolosalnej, rozpisanej na setki głosów i wiele lat operacji dezinformacyjnej wezmą udział wyselekcjonowani działacze opozycji i ludzie Kościoła.
Ten aspekt sprawy wydaje się najważniejszy, w kontekście przygotowań do „historycznego kompromisu”, bowiem władze komunistyczne dzieląc się prawdą o morderstwie uczyniły z grupy opozycjonistów i kościelnych dygnitarzy, uczestniczących w kampanii dezinformacji faktycznych wspólników w zbrodni i zakładników swoich planów. Wiemy, że powstały wówczas układ i zmowa milczenia obowiązuje do dnia dzisiejszego, co pozwala nazwać zabójstwo księdza Jerzego mordem założycielskim III RP.
W kolejnej części przedstawię reakcje niektórych środowisk, które zdają się potwierdzać, że współbrzmienie głosów części opozycji i władz komunistycznych nie było przypadkowe i stanowiło integralną część kombinacji związanej z zabójstwem księdza Jerzego. Przywołam obecnie słowa Lecha Wałęsy z wywiadu, udzielonego „Tygodnikowi Mazowsze” 13 grudnia 1984r. Od zamordowania Kapelana „Solidarności” upłynęły niecałe dwa miesiące, gdy przewodniczący Związku mówił:
„Od początku, od Sierpnia wiedziałem, że ruch będzie etapowy, że wielkich rzeczy w pierwszym etapie osiągnąć nie będzie można. [...] Ruch „S” jest w moim odczuciu silniejszy, głębszy niż kiedykolwiek. [...] Polska jest szachownicą, na której my gramy w szachy, a partner w warcaby. Oni mówią o zwycięstwach, my też mówimy, że to jednak my zwyciężamy. A tu nikt nie może zwyciężyć, tu trzeba się umówić do jednej gry. Niezależnie od tego, jakie mamy poglądy, pracować musimy w jednym kierunku. A ten kierunek to jest nasz kraj, to jest Ojczyzna, którą trzeba robić. [...]”


****


Powyższy tekst pochodzi z rozdziału drugiego mojej książki „III Rzeczpospolita czy „Trzecia Faza” wydanej przez Wydawnictwo „ANTYK”. Próbuję w niej przedstawić scenariusz, który doprowadził do obrad „okrągłego stołu” i wyborów 1989 roku oraz dał początek budowie państwa nazwanego III RP. Jest to wizja dalece odbiegająca od oficjalnych przekazów, niepoprawna politycznie i naszpikowana „teoriami spiskowymi”, z których najbardziej obrazoburcza wydaje się teza o metamorfozie komunizmu i jego dalszym trwaniu.

http://bezdekretu.blogspot.com/2011/06/ ... za_21.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 21 paź 2011, 08:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Aleksander Ścios

ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP

Gdy zastanawiałem się, jakim tekstem przywołać pamięć o zdarzeniach sprzed 27 lat, doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie sięgnąć po artykuły prasy podziemnej i dokumenty z tamtego okresu. Stanowią one nie tylko najpełniejsze świadectwo tragicznych wydarzeń jesieni 1984 roku, ale jak żadne inne dowodzą, że III RP znajduje swój początek w zabójstwie księdza Jerzego. To w pierwszych miesiącach po śmierci błogosławionego powstały podwaliny układu, z którego narodziła się idea tworu opartego na sojuszu kata i ofiary. Zrealizowano ją niespełna pięć lat później aranżując farsę „okrągłego stołu”. Porozumienie z Kiszczakiem i Jaruzelskim zawarte przez grupę samozwańczych reprezentantów narodu znajduje swój początek w zdarzeniach roku 1984. Ujawnione wówczas postawy działaczy opozycji i niektórych ludzi Kościoła wyznaczyły zakres kolaboracji z władzą komunistyczną i pozwoliły pospolitym bandytom oblec się w szaty „mężów stanu” i „ludzi honoru”. Ta gigantyczna, historyczna mistyfikacja legła u podstaw poglądu, jakoby III RP powstała na gruzach komunizmu, podczas gdy w rzeczywistości – to komunizm, w zmodyfikowanej przepoczwarzonej postaci - obrócił w ruinę nasze dążenia do niepodległości.
Dokonany w roku 1989 akt legalizacji PRL-u dotyczył również gwarancji bezkarności zbrodniarzy sowieckiego reżimu. Wiedza o prawdziwych okolicznościach śmierci księdza Jerzego miała na zawsze stać się depozytem integrującym twórców III RP. Ta zbrodnia, jak wiele innych komunistycznych morderstw, została objęta zmową milczenia i do chwili obecnej nie może zostać wyjaśniona.


Jako pierwszy chciałbym przypomnieć tekst z nr 37-38 podziemnego „Miesięcznika Politycznego Niepodległość” ze stycznia 1985 roku, zatytułowany „Mit jedności”. Mówi on m.in. o „dwóch nurtach” środowisk opozycyjnych i pozwala rozpoznać istniejące wówczas podziały. Po raz pierwszy znajdujemy wyraźnie zarysowany konflikt, między grupą czołowych „doradców” i „niezależnych intelektualistów”, a związkowcami „Solidarności”. Warto dostrzec, że podziały te przetrwały do dnia dzisiejszego.


„Wobec zamachu na księdza Jerzego Popiełuszkę zarysowały się w naszym związku dwie linie. Jedna linia […] jest równoznaczna ze zdaniem się na metody Kościoła […] Druga linia zakłada, że na rozpętanie przemocy trzeba odpowiedzieć nie przemocą – to nie, w żadnym razie, ale działaniem na tyle stanowczym, by władza, niezależnie od tego, na jakie frakcje podzielona, czuła respekt przed społeczeństwem. […] reakcja środowisk niezależnych – najpierw na porwanie, potem na morderstwo księdza Popiełuszki zakwestionowała funkcjonujący jeszcze w opinii mit o jedności polskich środowisk opozycyjnych, ujawniając istnienie głębokiego rozłamu.
Podziały te były widoczne i przed „sprawą” księdza Popiełuszki, ale nie tak wyraźnie. Oto, bowiem po jednej stronie znaleźli się prawie wszyscy „przywódcy” i „doradcy” „Solidarności” działający jawnie, wspierani przez część prasy, po drugiej zaś znaczna część publicystów prasy podziemnej, w tym biuletyny TKZ i porozumień międzyzakładowych, nieliczni działacze jawni i (choć nie do końca konsekwentnie) przywódcy i działacze podziemni. […] Według pierwszej linii (zgodnie zresztą z całą jego dotychczasową polityką) wypowiadał się Lech Wałęsa. Wzywał do nieulegania prowokacjom, do spokoju i opanowania.[…] W Warszawie i w Gdańsku wrzało. W niedzielę 28 października 12 tysięcy ludzi zgromadzonych wokół kościoła św.Brygidy w Gdańsku rwało się pod Pomnik – opisuje akcję Wałęsy biuletyn nowotarskiej „Solidarności” „JANOSIK” w nr.70 z listopada 1984r. „Wokół miasta i w samym Gdańsku czekały zgrupowane silne oddziały ZOMO – ktoś planował zbierać żniwo tej zbrodni. Jednak Lech Wałęsa kilkoma zaledwie zdaniami opanowuje sytuację. Mówi do ludzi: „Powinniśmy być ostrożni i uważni, ponieważ ktoś usiłuje wciągnąć nas do walki o władzę.[…] Jesteśmy mocni pozostając w swoich fabrykach i modlitwie.” To wystarczyło. Ludzie skandowali jeszcze „Solidarność – Solidarność”, ale Lechu mógł już spokojnie zmieszać się z tłumem i iść do domu – do marszu pod Pomnik nie doszło. Jeśli inspiratorzy tego morderstwa liczyli na wywołanie rozruchów, to przegrali całkowicie”.
„Ktosiów” z wypowiedzi Wałęsy i z tekstu „Janosika” rozszyfrowują inni. Janusz Onyszkiewicz, przedstawiony przez zachodnich korespondentów jako rzecznik opozycji politycznej [sic] zapewnia, że generał szczerze dąży do wykrycia i ukarania morderców.”Chcemy wierzyć, że to nie Pan, Panie Generale nakazał zamordować Popiełuszkę” – pisze w swym […] liście go generała profesor Edward Lipiński.
Chęć ta jest wśród czołowych „doradców” i „niezależnych intelektualistów” tak przemożna, że gorliwie biorą się za oczyszczanie z podejrzeń generalskiego reżimu, doradzając mu zarazem jaką drogą mógłby odzyskać wiarygodność. Jacek Kuroń na przykład zajął 107 nr.”Tygodnika Mazowsze” [z dn.22.11.1984r.] na „niezbite” dowody udowadniania niewinności Jaruzelskiego [ w artykule „Zbrodnia i polityka”], ba docenia determinację generała w dążeniu do wyjaśnienia tej zbrodni. Andrzej Szczypiorski – czołowy „intelektualista niezależny” - uważający zresztą, że „rząd rzetelnie pragnie normalizacji i być może nawet porozumienia” - w swoim artykule „Nasz tragiczny spokój” pisze [ podajemy za Głosem Ameryki] – „Zdumiewającym jest naprawdę, jak niewiele potrzeba, aby Polacy okazywali władzy państwowej, jeżeli nie sympatię to w każdym razie wspaniałomyślność i nawet obdarzali odrobiną zaufania. W dniach żałoby po śmierci ks. Popiełuszki wystarczyłoby, gdyby rząd okazał normalne, ludzkie oblicze. Gdyby wystąpił z wąskich ram biurokratycznego protokołu, gdyby przyłączył się do żałoby narodu. Polacy z nadzieją oczekują takiego gestu. Każdy ma prawo zapytać: Czy Panom Generałom było tak daleko na ten pogrzeb, na który ściągnęły z całego kraju setki tysięcy ludzi? Czy rządowi zabrakło pieniędzy na wysłanie depeszy kondolencyjnej do rodziców zamordowanego kapłana i jego kościelnych zwierzchników?.” [!?!?!?]
Działania Jaruzelskiego i Kiszczaka, wystąpienie Urbana, deklaracje Komitetu Centralnego PZPR szczególnie usatysfakcjonowały publicystę krakowskiej „Trzynastki” Mirosława Dzielskiego, autora artykułu „Po śmierci księdza”, dostrzegającego w posunięciach generała-sekretarza-premiera i jego ludzi znamiona stopniowego cywilizowania się [pod wpływem Kościoła, a zwłaszcza Papieża] i uczenia się współżycia ze społeczeństwem.” […]
Wypowiedzi takich autorytetów jak Wałęsa, Onyszkiewicz czy Kuroń natychmiast powielane przez zachodnich korespondentów i wolne rozgłośnie oraz przedrukowywane przez solidarnościowe biuletyny podziemne spowodowały wrażenie niemal pełnej jednomyślności polskiej opozycji.
Dlatego „Tygodnik Solidarność” w artykule „W walce o władzę” zamieszczonym w 105 nr. tego pisma z 8.11.1984r.miał pełne prawo napisać: „W oficjalnych wypowiedziach i „przeciekach” sugeruje się, że prowokacja miała być wymierzona w rządy Jaruzelskiego i że frakcja „twardogłowych” chciała przejąć władzę […] Oficjalna wersja została natychmiast przyjęta przez Kościół. Zaakceptowała ją zachodnia opinia publiczna i politycy[…] W swych działaniach - choć nie zawsze w słownych deklaracjach przyjęły ją też niezależne ośrodki opiniotwórcze w kraju, począwszy od Lecha Wałęsy i różnych struktur „S”, a skończywszy na nieformalnych grupach środowiskowych. Ta niezwykła zgodność opinii – a zwłaszcza jej zgodność z wersją , na której zależało Jaruzelskiemu – jest może najbardziej znaczącą cechą obecnej sytuacji politycznej w PRL.
Jednakże, w miarę upływu czasu i ukazywania się kolejnych pism podziemnych okazało się, że „reprezentanci społeczeństwa” i „rzecznicy opozycji” pospieszyli się nieco. Bo prasa podziemna zaczęła pisać co innego – przebili się po prostu zwolennicy drugiej linii.”


Drugi z tekstów to wspomniany powyżej artykuł Jacka Kuronia opublikowany w nr.107 „Tygodnika Mazowsze” z 22 listopada 1984 roku, zatytułowany „Zbrodnia i polityka”. Ponieważ jest dość obszerny, ograniczę się do jego omówienia i kilku cytatów. To tekst niezwykle ważny, którego tezy do dziś wyznaczają podstawę fałszywej antynomii „dobrych” i „złych” komunistów oraz ahistoryczny podział na frakcje „liberałów” i „twardogłowych”. Zdjęcie odpowiedzialności z Jaruzelskiego za mord na księdzu Jerzym posłużyło usprawiedliwieniu postaw przedstawicieli „demokratycznej opozycji” i pozwoliło podjąć współpracę z reżimem.


Już na wstępie Kuroń „analizuje” motywy sprawców porwania księdza, by dojść do konkluzji, że za zbrodnią nie mógł stać Jaruzelski. Pisząc o generale, autor dowodził: „ Jedno jest pewne - głupcem nie jest. Można mu stawiać różne zarzuty, ale pewną sprawność rządzenia w tych trudnych warunkach zachowuje. A skoro nie jest głupcem, musiałoby się przyjąć, że jest niebezpiecznym szaleńcem. Z tym, że takie założenie zwalnia całkowicie od myślenia. Wszystko zaczyna się odbywać w sytuacji nieobliczalnej, nic w ogóle nie jesteśmy w stanie przewidzieć, bo szaleniec pojutrze może abdykować, albo przyłączyć Polskę do Australii. Takich założeń w myśleniu politycznym przyjmować nie można. Nic nie wskazuje na to, że stał za tym sam Jaruzelski. Nie on, a więc kto?”
Postawiwszy to pytanie Kuroń dochodzi do wniosku, że za zabójstwem musiał stać aparat policyjny, „ale podporządkowany jakimś ośrodkom politycznym”.
„Znaczy to – pisze dalej - że mamy do czynienia przynajmniej z dwiema grupami, z których jedna jest lojalna wobec Jaruzelskiego, a druga prowadzi wobec niego swoją własną politykę. [...] Po co grupa konkurencyjna czy też policja miałaby to robić? Nie sądzę żeby chodziło tu o usunięcie Jaruzelskiego. [...] Raczej chodziło o to, by zmusić Jaruzelskiego do prowadzenia określonej polityki. Jakiej? To dość oczywiste – oczywiście niesłychanie represyjnej. Policji jest potrzebna represyjna polityka, bo zwiększa jej znaczenie. Tym samym wyjaśnia się pierwszy wariant, to znaczy ten, że zrobił to sam aparat policyjny.”
Tytuł kolejnego rozdziału artykułu nie pozostawia wątpliwości, kogo Kuroń upatruje jako „ofiarę” prowokacji. Brzmi on: „Generał Jaruzelski kontra aparat policyjny”. Autor twierdzi:
„Jaruzelski jest teraz w niesłychanie trudnej sytuacji. Ma dwa wyjścia: albo cofnąć się i próbować dogadać ze swoimi przeciwnikami w aparacie władzy – co jest właściwie niemożliwe i na co jest już za późno, albo próbować się porozumieć ze społeczeństwem, co dla niego, autora 13 grudnia jest niesłychanie trudne, wręcz niewykonalne.”
Dalej Kuroń pyta – „Czekać czy działać?” i odpowiada: „W obliczu tej sytuacji środowiska opiniotwórcze, rozliczne elity społeczeństwa polskiego podzieliły się. Da się wyodrębnić dwa stanowiska taktyczne. Pierwsze: skoro Jaruzelski to załatwia, nie trzeba mu przeszkadzać – im większe będzie miał trudności ze społeczeństwem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie mógł zrobić to, co zaczął, tym większe, że powie nie. I druga propozycja: skoro Jaruzelski musi się teraz liczyć ze społeczeństwem jak nigdy po 13 grudnia i w tym sensie jakby częściowo cofnął 13 grudnia – trzeba na niego naciskać, żeby dał jak najwięcej. A więc gen. Jaruzelski rozpoczął walkę ze swoim aparatem. Żeby mógł ją skończyć i umocnić się, musi mieć spokój społeczny. Jeśli damy mu ten spokój nie żądając nic w zamian, to oczywiście nie będzie musiał nam nic dać. Dlatego trzeba naciskać na władzę, ale w taki sposób, aby nie stało się dla niej konieczne zastosowanie terroru.”


Tezę o „prowokacji politycznej” skierowanej przeciwko Jaruzelskiemu (podaną natychmiast przez komunistyczne media) podzielał również Lech Wałęsa. 23 października 1984 roku w kościele św.Brygidy w Gdańsku Wałęsa mówił:
„Ktoś zrobił nam wszystkim wielkie świństwo. Na pewno planował sobie reakcję góry i społeczeństwa, w którym z wami wszystkimi jestem. My nie chcieliśmy przejmować władzy. I dlatego nie będziemy się mieszać do rozgrywek o władzę. Nas powinno interesować to, jak w to wszystko chciano nas wmanipulować. Inspiratorzy tej prowokacji, porywając księdza Popiełuszkę, chcieli zobaczyć jak się zachowamy, czy się przestraszymy. Na pewno chcieli byśmy bez opamiętania ruszyli, jak to mięso armatnie. Idźmy tym tokiem myślenia i nie dajmy się wmanipulować. [...] Musimy pamiętać, by nasze poczynania nie dawały nikomu foteli ani nie powodowały gabinetowych przesunięć. Dlatego ktoś postawił na rewolucję, licząc że my pójdziemy jak stado baranów i zrobimy mu (inspiratorowi) rewolucję...[...] Dlatego my pójdziemy drogą ewolucji – bezpiecznej, pokojowej ewolucji. My się nie pchamy do władzy i władzy urządzać nie będziemy.[...] Musimy znaleźć bezpieczne, chrześcijańskie rozwiązanie, które nie będą nas nic kosztowały. Nie dajmy się wciągnąć w czyjeś manipulacje”.


W niemal identyczny sposób przedstawiała sprawę zabójstwa propaganda komunistyczna. W tzw. stanowisku Rady Krajowej PRON z 29 października 1984 roku można przeczytać:
„Porwanie księdza Popiełuszki jest oczywistą próbą wbicia noża w niezabliźnioną do końca ranę.[...] Cios zadany zwolennikowi określonej postawy politycznej miał stworzyć wrażenie, że zamiast proponowanego dialogu, władze dążą do brutalnej likwidacji swoich przeciwników. Mimo oczywistości, że temu właśnie miał służyć zamach, rzeczą smutną jest fakt, że są ludzie, którzy nie czekając na ostateczny wynik śledztwa, z góry przesądzili sprawę i zgodnie z celami prowokacji wzywają do wystąpień, do aktów nienawiści, do działań szkodzących krajowi, ukrywając swe intencje pozornym przyłączaniem się do modlitwy Kościoła i jego troski o porwanego”.


Ostatni dokument to zaprezentowana przez Sławomira Cenckiewicza notatka z rozmowy agenta Departamentu I SB MSW, występującego w meldunkach i szyfrogramach jako "źródło nr 13963" z abp. Bronisławem Dąbrowskim - ówczesnym sekretarzem episkopatu Polski. Dotyczy ona spotkania z arcybiskupem w dniu 12 grudnia 1984 roku i przedstawia opinie hierarchów Kościoła w sprawie zabójstwa księdza Jerzego:


"Zdaniem abp. Dąbrowskiego odpowiedzialność za tę zbrodnię należy przypisać elementom politycznym wrogim wobec gen. Jaruzelskiego, a zatem chodzi niewątpliwie w tym przypadku o prowokację, posiadającą dotąd pewne cechy utajone. Kpt. Piotrowskiego – Dąbrowski określił jako "starego znajomego", gdyż zarówno on, jak i Glemp spotykali go kilka razy, podczas kiedy pełnił on służbę jako funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu i Departamentu ds. Kościelnych i Narodowościowych MSW w czasie wizyty papieża w Polsce oraz przy okazji spotkań z Wałęsą. W jego ocenie Piotrowski jest typem bardzo ambitnym, który uważał, że należy mu się stopień pułkownika. Trzej sprawcy przestępstwa działali pod Toruniem w łatwych warunkach, ponieważ strefa ta jest dobrze kontrolowana. Mogli więc liczyć na poparcie organizacyjne czynników radykalnych w aparacie SB i tajnej jaczejki OAS (Organizacja Anty-Solidarność), jak również na poparcie "bazy sowieckiej". Jako wykonawcy działali oni niewątpliwie na rozkaz przeciwników gen. Jaruzelskiego uplasowanych w MSW tzn. ludzi zaufanych Mirosława Milewskiego".

Źródła:

http://www.niepodleglosc.org/Polish/Arc ... -37_38.pdf
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl ... 3684107001
http://www.rp.pl/galeria/9157,2,269026.html

http://bezdekretu.blogspot.com/2011/10/ ... ii-rp.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 22 paź 2011, 16:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Na temat mordu ks. Jerzego Popiełuszki i celów jakim to bestialstwo miało służyć możemy również poczytać tu:

viewtopic.php?f=5&t=1004&p=41117#p41117


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 12 gru 2011, 19:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Aby tekst był bardziej zrozumiały podam linki z naszego forum do wcześniejszych tekstów autora:

60. towarzysza Tomasza viewtopic.php?f=5&t=749&p=42807#p42807

Najlepszy uczeń Lenina i Stalina: viewtopic.php?f=5&t=853&p=42796#p42796


Geneza III RP

Almaryk w komentarzu do mojego quizu o funkcjach sprawowanych przez Bolesława Bieruta, zadał fundamentalne pytanie jakiej Rzeczypospolitej prezydentem był Bierut?

W Manifeście Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z lipca 1944 roku, uznając Krajową Radę Narodową za jedyne legalne źródło władzy w Polsce, podkreślono, iż „Emigracyjny „rząd" w Londynie i jego delegatura w Kraju jest władzą samozwańczą, władzą nielegalną. Opiera się na bezprawnej faszystowskiej konstytucji z kwietnia 1935 roku. „Rząd" ten hamował walkę z okupantem hitlerowskim, swą awanturniczą polityką pchał Polskę ku nowej katastrofie. (…) Dlatego Krajowa Rada Narodowa, tymczasowy parlament narodu polskiego, powołała Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego jako legalną tymczasową władzę wykonawczą dla kierowania walką wyzwoleńczą narodu, zdobycia niepodległości i odbudowy państwowości polskiej.”
Równocześnie wskazano, iż „Krajowa Rada Narodowa i Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego działają na podstawie konstytucji z 17 marca 1921 roku, jedynie obowiązującej konstytucji legalnej, uchwalonej prawnie. Podstawowe założenia konstytucji z 17 marca 1921 r. obowiązywać będą aż do zwołania wybranego w głosowaniu powszechnym, bezpośrednim, równym, tajnym i stosunkowym Sejmu Ustawodawczego, który uchwali, jako wyraziciel woli narodu, nową konstytucję.”

W ten sposób komuniści i ich sojusznicy tworząc nową rzeczywistość w okupowanej przez wojska sowieckie Polsce zerwali związek z II RP.
Po sfałszowanych wyborach do Sejmu Ustawodawczego, zdominowany przez komunistów parlament uchwalił 19 lutego 1947 roku małą konstytucję, która na wstępie stwierdzała, iż „ Do czasu wejścia w życie nowej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej Sejm Ustawodawczy, jako organ władzy zwierzchniej Narodu Polskiego i w oparciu o podstawowe założenia Konstytucji z dnia 17 marca 1921 r., zasady Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 22 lipca 1944, zasady ustawodawstwa o radach narodowych oraz reformy społeczne i ustrojowe, potwierdzone przez Naród w głosowaniu ludowym z dnia 30 czerwca 1946 r. - postanawia co następuje o ustroju i zakresie działania najwyższych organów Rzeczypospolitej Polskiej.”

Równocześnie uznano, iż „ Najwyższymi organami Rzeczypospolitej Polskiej są: w zakresie ustawodawstwa - Sejm Ustawodawczy, w zakresie władzy wykonawczej - Prezydent Rzeczypospolitej, Rada Państwa i Rząd Rzeczypospolitej, w zakresie wymiaru sprawiedliwości - niezawisłe sądy.”

Dopiero na mocy konstytucji z 22 lipca 1952 roku zmieniono nazwę państwa, określając, iż „Polska Rzeczpospolita Ludowa jest republiką ludu pracującego”

Z jaką więc Rzeczypospolitą mieliśmy do czynienia w latach 1944-1952, ewentualnie 1947-1952? Zapewne nie z II RP, którą uważano za państwo faszystowskie. Z Rzeczypospolitą bez numeru?

Powstała w 1918 roku Rzeczypospolita też nie określała się jako II RP, a w konstytucji marcowej z 1921 stwierdzono, iż „Państwo Polskie jest Rzecząpospolitą”. Jednocześnie w publicystyce nazywano ją II RP.
W latach 1947-1952 roku w publicystyce nie przypisywano istniejącej Rzeczypospolitej żadnego numeru, ale w rzeczywistości była to… III RP.
29 grudnia 1989 roku dokonano nowelizacji konstytucji lipcowej, na mocy której zmieniono nazwę państwa z PRL na „Rzeczypospolitą Polską”. Równocześnie w publicystyce i opracowaniach naukowych nazywając ją III RP. Tym samym nawiązano de facto do Rzeczypospolitej istniejącej w latach 1947-1952, której ojcami założycielami byli Bolesław Bierut, Jakub Berman, Hilary Minc oraz przede wszystkim Józef Stalin.
To tylko potwierdza, iż w 1989 roku nie doszło do żadnego przełomu ustrojowego, a jedynie powrócono do tradycji z czasów tow. Tomasza.
Swoista sztafeta tradycji – Bierut-Jaruzelski-Wałęsa-Kwaśniewski-Komorowski. Każdy z nich to człowiek III RP.

http://chris1991.salon24.pl/372406,geneza-iii-rp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 09 sty 2012, 21:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Prezydenci III RP

Na zakończenie cyklu rankingów – powrót do współczesności. Ranking prezydentów III RP.
W latach 1947-1952 oraz od 1990 roku Polska miała następujących prezydentów:

Bolesława Bieruta
Wojciecha Jaruzelskiego
Lecha Wałęsę
Aleksandra Kwaśniewskiego
Lecha Kaczyńskiego
oraz Bronisława Komorowskiego.

Dokonując oceny ich dokonań uwzględniłem jedynie okres piastowania najwyższego urzędu Rzeczypospolitej.

Wybór najgorszego – Bieruta, oraz najlepszego – Kaczyńskiego jest raczej oczywisty. Bierut to zbrodniarz, odpowiedzialny za tzw. polski stalinizm, typowy sowiecki namiestnik nad Wisłą.

W przypadku Lecha Kaczyńskiego doceniam jego osiągnięcia w polityce zagranicznej (poza przedwczesnym podpisaniem traktatu lizbońskiego), polityce historycznej. Jego wielką zasługą w polityce wewnętrznej była determinacja w doprowadzeniu do likwidacji WSI, dużym minusem nieszczęśliwa nowelizacji tzw. ustawy lustracyjnej (uchwalonej wcześniej dzięki lojalnej współpracy (ostatniej takiej) posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz PO).

Umieszczenie na innych miejscach pozostałych kandydatów nie jest już takie oczywiste. Niektórzy (Jaruzelski) piastowali ten urząd bardzo krótko, inni nadal go sprawują (Komorowski).

Tym niemniej mój ranking wygląda następująco, począwszy od najlepszego prezydenta po najgorszego:

Lecha Kaczyński
Aleksander Kwaśniewski
Wojciech Jaruzelski
Bronisław Komorowski
Lech Wałęsa
Bolesław Bierut

W przypadku Kwaśniewskiego stosunkowo wysoko oceniam jego posunięcia w polityce zagranicznej (wsparcie „pomarańczowej” rewolucji, opowiedzenie się za sojuszem z USA), nie widząc sukcesów w polityce wewnętrznej, poza petryfikacją systemu z Magdalenki.

Jaruzelski jako prezydent zachowywał się dosyć biernie, niewątpliwie pilnując przestrzegania ustaleń z Magdalenki oraz zabezpieczając sobie bezkarność po opuszczeniu Belwederu.

Komorowski zasłynął z olbrzymiej liczby gaf, obrony swych przyjaciół z WSI, ale jednocześnie jest w dużej mierze zakładnikiem Tuska.

Natomiast Wałęsa przez niemal cały czas pełnienia urzędu prezydenta wspierał „lewą” nogę, chronił komunistyczny system w wojsku i służbach specjalnych, tolerował działalność specjalistów od „odkręcania śrub” , wysuwał paranoiczne koncepcje NATO-bis, RWPG-bis, nie mówiąc już o zniszczeniu dokumentów dotyczących jego ciemnych kart w życiorysie.

http://chris1991.salon24.pl/378218,prezydenci-iii-rp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 09 sty 2012, 23:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Tym niemniej mój ranking wygląda następująco, począwszy od najlepszego prezydenta po najgorszego:

Lecha Kaczyński
Aleksander Kwaśniewski
Wojciech Jaruzelski
Bronisław Komorowski
Lech Wałęsa
Bolesław Bierut

Przy czym odległość między Kaczyńskim a Kwaśniewskim 100x większa, niż między Kwaśniewskim a Bierutem.

Aerolit napisał(a):
W przypadku Kwaśniewskiego stosunkowo wysoko oceniam jego posunięcia w polityce zagranicznej (wsparcie „pomarańczowej” rewolucji, opowiedzenie się za sojuszem z USA), nie widząc sukcesów w polityce wewnętrznej, poza petryfikacją systemu z Magdalenki.

Autor zapomniał o Katyniu, gdzie Kwaśniewski oddał hołd pomordowanym polskim oficerom w sposób bardzo niekonwencjonalny. No i Jedwabne, gdzie jako prezydent Polski oficjalnie uwiarygadniał bezczelne kłamstwa Grossa, opluwając rządzone przez siebie państwo. No a Komorowski, to przede wszystkim hołd oddany okrutnym najeźdźcom bolszewickim z 1920.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 20 sty 2012, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Uroki III RP

Pani Ewa Jethon, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, 12 stycznia 2012 r., podczas toczącej się rozprawy w sprawie stanu wojennego, skazała Adama Słomkę, byłego działacza opozycji antykomunistycznej, więźnia stanu wojennego, lidera KPN-Obóz Patriotyczny, na 14 dni więzienia. Słomka, wraz z kilkoma innymi osobami, na sali rozpraw głośno domagał się sprawiedliwości - ukarania zbrodniarzy komunistycznych odpowiedzialnych za wprowadzenie stanu wojennego stosownie do ich winy. Słomka wygłaszał też zarzuty pod adresem wymiaru sprawiedliwości III RP. Przewodnicząca składu sędziowskiego uznała, że narusza to powagę sądu, i wymierzyła wspomnianą karę porządkową.
Cała sprawa: realna kara więzienia dla działacza antykomunistycznej opozycji, ofiary stanu wojennego, i orzeczenie, półtorej godziny później, symbolicznej sankcji dla komunisty, współtwórcy nocy generałów - w ciągu kolejnych dni obrosła komentarzami.

Jak za kradzież roweru
Czesław Kiszczak został skazany na dwa lata w zawieszeniu na pięć. Eugenia Kemparowa - sprawa przedawniona, umorzenie. Stanisław Kania - uniewinniony. Wojciech Jaruzelski został wyłączony z procesu z powodu choroby. Różnie komentowano wyrok sądu, ale chyba najtrafniej zrobiła to osoba w słowach, które posłużyły za powyższy śródtytuł tekstu.
Tymczasem orzeczenie sądu okręgowego mówi nie o drobnych złodziejaszkach, ale członkach "tajnej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym", która wprowadziła stan wojenny nie z powodu "wyższej konieczności", czyli obawy przed interwencją wojsk Układu Warszawskiego (sąd stwierdził, że takiego zagrożenia nie było), ale w celu likwidacji "Solidarności", zachowania ówczesnego ustroju i swojej pozycji we władzach. Czyli mowa jest, choć w innych słowach, o bandzie, której hersztem był Wojciech Jaruzelski - capo di tutti capi. Wprowadził on stan wojenny we własnym oraz aparatu partyjno-milicyjno-wojskowego interesie, niszcząc w ten sposób konkurencję - odradzający się po 36 latach komunistycznej niewoli kraj.
Przypomnijmy: okres pierwszej "Solidarności" to czas niezwykle twórczy w dziejach naszego Narodu, w którym powstawały nowe elity - polityczne, kulturalne, intelektualne. Tak wypadło, że w większości związane z polską tradycją i Kościołem katolickim. Tworzono nowe koncepcje ratowania Polski z zapaści cywilizacyjnej i ekonomicznej, do jakiej doprowadziły swoimi rządami kolejne ekipy komunistów, wyżebrawszy wcześniej od Moskwy jarłyk, pozwalający panoszyć się w podbitym, w latach 1944-1948, kraju.
Mając do wyboru: interes Polski i pomyślność zamieszkującego ją społeczeństwa - z jednej strony; z drugiej - spełnienie ambicji własnych i oplatających go sitw nomenklaturowych różnych szczebli, Jaruzelski nie zawahał się zamknąć w lodówce na osiem lat i tak już zrujnowaną Polskę, aby tylko dogodzić współplemieńcom. Rządzący interesy wąskich grup antyrozwojowych (jak określił je prof. Andrzej Zybertowicz) przedłożyli nad interes społeczny; najpierw zasłaniając się anarchią, jaką wprowadziła w życie społeczne "Solidarność", później "wyższą koniecznością" - groźbą interwencji sowieckiej. Tę cechę po swoich poprzednikach: mataczyć, manipulować, siać strach i nienawiść do przeciwnika, jak też powoływać na "siły wyższe" i ich opinie o Polsce - aby tylko postawić na swoim, odziedziczyli decydenci III RP.

Siermiężny matrix znad Wisły
Gdyby Polska była państwem funkcjonującym w realu, a jej kod wartości nie został przejęty, wraz z innymi dobrodziejstwami inwentarza, jak służby specjalne, ich współpracownicy (tajni), sitwy, układy, hierarchie et cetera, po poprzedniczce - Peerelu, wówczas kara musiałaby być stosowna do przestępstwa. A cała sprawa byłaby - jak to mówią prokuratorzy - rozwojowa: badano by, kto jeszcze skorzystał na przestępczej działalności tej bezwzględnej w osiąganiu swoich celów grupy przestępczej o charakterze zbrojnym.
Wyrok byłby przestrogą: kto wybiera między społeczeństwem a sitwami, ten godzien jest realnej, a nie symbolicznej kary. Kto utożsamia polską rację stanu z takimi czy innymi grupami interesu, ten idzie za kraty, niezależnie od tego, czy jest "staruszkiem", którego ulubionym sportem było niegdyś "kryterium uliczne", czy mężczyzną po pięćdziesiątce, ganiającym dziś za piłką na sztucznej trawie orlików.
Jednak dzisiejsza Polska to matrix, to świat á rebours. W świecie, w którym, jak to już gdzieś zauważono, najbardziej bezczelny konformizm przedstawiany jest jako brawurowa kontestacja; bunt przebiegający zgodnie z wytycznymi lejącymi się z ekranów "tefauenów" i "polsatów", jako walka o własną autentyczność z opresyjnym światem; oberpolicmajster mianowany jest człowiekiem honoru, a sowiecki generał, dławiący raz po raz polskie nadzieje, po raz ostatni w grudniu 1981 r., polskim patriotą; starzy towarzysze, w partii niemalże od urodzenia, kreują się na doświadczoną opozycję, a dawni opozycjoniści kreowani są na nieczujących ducha przemian frustratów - wszystko jest na opak.

Polska obłudą stoi
Nie będzie przestróg dla decydentów większego i mniejszego płazu. Będzie klangor: chcą karać staruszków! Kiedy "staruszkowie" byli jeszcze w sile wieku, wtedy był rozkaz, żeby się od nich "odpieprzyć". Domagających się sprawiedliwości i zerwania z totalitarną przeszłością nazywano wówczas "ludźmi chorymi z nienawiści". Szydzącym z "zoologicznych antykomunistów" udostępniano łamy najbardziej poczytnych gazet i tygodników. Nie było słów potępienia dla tych, którzy chcieli rozliczyć zbrodnie i niegodziwości 40 lat komunizmu.
Te same pięknoduchy nie miały i nie mają zahamowań w drwieniu z ludzi starszych, których jedyną "winą" jest wiek, stargane nerwy, powodujące czasem wypowiedzi ostre, gorzkie, choć w istocie swej prawdziwe. Tych staruszków, tylko spod krzyża, "ludzie rozumni i na poziomie" nie cierpią. I to wystarczy, by pozbywszy się wszelkich hamulców, obrażać ich, nazywając: ciemnogrodem, motłochem, moherami. Jak też nie mieć nic przeciw interwencji osiłków w celu rozpędzenia nielegalnego zgromadzenia babć i dziadków modlących się na Krakowskim Przedmieściu. Ci starcy są ludźmi drugiej kategorii. Są obciachem. Podobnie jak ludzie stający w obronie ich racji.
Natomiast staruszkowie, którzy w czasach swej "chmurnej i durnej" młodości mordowali patriotów, donosili na "wroga klasowego", łamali ludziom kości, charaktery i życie, dla których - jak np. dla Stanisława Kani, pielgrzymujący do Polski Jan Paweł II był "kłopotem z importu", są cool i trendy. Kiedyś mogli robić, co chcieli, dziś mogą mówić, co chcą - jak wspomniany Kania: durnie! - do ludzi domagających się sprawiedliwości. Tym spod krzyża należy odebrać dowód i godność. I niech sobie zawodzą. W kruchcie.
Tych, którzy z krzyżem walczyli, należy zrozumieć, wziąć pod uwagę uwarunkowania historyczne, w jakich działali, i dojść do wniosku, iż to, że kiedyś zachowywali się jak ostatnie kanalie, było, biorąc pod uwagę realia, przejawem rozsądku. Bo w innym wypadku na ich miejscu pojawiliby się inni, mniej rozsądni (mityczni "twardogłowi"), a wtedy - żegnaj, Okrągły Stole, żegnaj, historyczny kompromisie elit z dwu stron barykady, żegnaj, zielona wyspo III RP.
Ten sam obóz (salon obłudników), który przez tyle lat ubliżał ludziom chcącym rozliczeń z rzeczywistymi zbrodniami i zbrodniarzami Peerelu, nazywając ich frustratami, wariatami, oszołomami i czym tam jeszcze, dziś gorliwie i bez żenady domaga się rozliczeń z IV RP i rządem Jarosława Kaczyńskiego - bezwzględnie i do gołej ziemi. W międzyczasie po cichu, na własną rękę rozliczając ludzi, którzy w latach panowania "państwa policyjnego" wychylili się z sympatiami do braci Kaczyńskich i ich ekipy. Rozliczanie postpeerelowskiego bałaganu to dowód na "prymitywizm moralny", "faszyzm", "bolszewizm". Natomiast odwet za dwa lata rządów koalicji PiS - LPR - Samoobrona (2005-2007), za dwa lata strachu przed możliwością utraty otrzymanych prawem kaduka godności, tytułów, pieniędzy - to przejaw "europejskiej normalności", która charakteryzować winna wszystkich "młodych, wykształconych, z wielkich miast".
Taka dziś jest Polska wepchnięta w ciasną klatkę zwaną III RP - państwo zbudowane na miarę tych, którzy urodzili się i rośli pod szafą rodzącego konformizm strachu. Bo w Polsce mającej być kwintesencją naszych marzeń po 1989 r. oprócz sitw starych i nowych zyskały najbardziej jamniki, które wydobyto spod szafy i dano im reglamentowany dla swoich prestiż i władzę. Ludzie posłuszni, dobrze wiedząc, skąd wieje wiatr, orientują się, że czasami trzeba ofiarować Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Żeby uratować świat kłamstwa, trzeba czasami powiedzieć trochę prawdy.

Między Jałtą a Magdalenką. Cui prodest?
W państwie norm i procedur, a nie chwilowych koniunktur i decydenckiego widzimisię uzasadnienie wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie niosłoby daleko idące konsekwencje, doprowadzając do głębokich zaburzeń systemu skonstruowanego na bazie Okrągłego Stołu. Bo czy gang, który pod osłoną nocy przejął kontrolę nad krajem, zmienił się w sposób istotny od czasów Magdalenki? Na to pytanie - przecząco - odpowiadał niedawno Jan Rulewski, człowiek, który po 1989 r. zaliczył chyba wszystkie możliwe partie ludzi rozsądnych (a więc: nie oszołom, nie wariat, nie frustrat. A tym bardziej nie pisior, oenerowiec, faszysta): "Jaruzelski do 1988 roku nie zrobił nic, byśmy mieli jakąś autonomię, choćby kulturową. Nie było polskiej "głasnosti"". Bohater słynnych wydarzeń bydgoskich z marca 1981 r. nie oszczędza też swoich kolegów, mówiąc, że przy Okrągłym Stole wielu z nich "przełożyło zasadę lojalności [wobec niedawnych oprawców] ponad zasadę wartości".
Stąd pojawia się oczywiste pytanie: czy ustalenia okrągłostołowe - zawarte z przedstawicielami peerelowskiej Cosa Nostra przez tych, którzy uznali, że pacta [z komunistami, a nie z tymi, których zdawać się mogło reprezentują] sunt servanda - mają nadal obowiązywać, a beneficjenci tych ustaleń czerpać zyski z osiągniętego wtedy status quo? Umowy z gangsterami ludzi przedkładających pragmatyzm nad wartości zazwyczaj nie są zawierane w interesie społecznym, nie kierują się na zyski wspólnoty. A o tym, cui bono cały ten cyrk, który obserwowaliśmy w telewizji od lutego do kwietnia 1989 r., było już wspominane.
Dziś wykreowany przy Okrągłym Stole system jest traktowany przez ludzi establishmentu tak, jak porządek pojałtański przez ich bezpośrednich poprzedników: jego naruszenie uważają za zło absolutne i niechybny znak końca świata. Tym, których oskarżano o świętokradczą próbę podniesienia ręki na ustalone w Jałcie pryncypia, kończynę tę - w mniej lub bardziej dosłownym sensie - obcinano. Dziś wycina się tych, którzy ośmielają się mieć własne zdanie, mówiące, że żadne ustalenia, nawet zawarte między ludźmi rozumnymi a ludźmi honoru, nie są wieczne, a gruntowne zrewidowanie porządku budowanego na fundamencie tych umów nie oznacza końca świata, choć bez wątpienia oznacza kres "dobrego fartu" różnych lawirantów (zwanych realistami), powiatowych mędrków (autorytetów), faryzeuszy zaprawionych w sztuce obłudy, doskonałych fachowców w dziedzinie płynięcia w głównym nurcie rynsztoku.
Dekonstruując porządek pojałtański, nie otwarto puszki Pandory, lecz stworzono nowe szanse dla Europy. Czy wykorzystane, to już inna sprawa. Zburzenie pookrągłostołowego ładu stworzy szansę, by w kraju podobno niepodległym - w którym wszelkie sugestie na temat kondominium zagłuszane są wściekłym jazgotem - prawda nie będzie reglamentowana, przejęty przez gangsterów kraj, oddany później w pacht oligarchom, stanie się znów własnością społeczeństwa, w interesie którego, a nie różnorakich lobby, rządzić będą patrioci świadomi tego, że jeżeli coś złego stanie się Polsce, nie społeczeństwa, ale właśnie oni - decydenci - odczują to pierwsi, na własnej skórze.

Test na powagę państwa polskiego
Ale żeby tak się stało, ze słów Wysokiego Sądu należy wyciągnąć konsekwencje, jak najdalej idące, zwłaszcza względem tych, którzy byli spiritus movens zgniłego kompromisu i na tak użyźnionej glebie wyrośli, oplatając swymi wpływami kraj. Czy do tego dojdzie? Czy też będzie jak zawsze: wszystko przykryje huk strzałów myśliwych, urządzających kolejne polowanie z nagonką na frustratów i nienawistników domagających się odwetu "na staruszkach" za swe prywatne niepowodzenia w III RP, pałających zawiścią wobec tych, którzy poradzili sobie w nowych realiach, wykorzystali te zawrotne możliwości oferowane im przez państwo prawa? A kiedy już opadnie huk salw, znów zapadnie cisza i ponownie zakróluje zapomnienie i bożek świętego spokoju. Czy tak będzie i tym razem?

Dr Robert Kościelny historyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 26 sty 2012, 08:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
W głębokim PRL

Upadek rządu Donalda Tuska jest tylko kwestią czasu. Problem w tym, że gdy nastąpi dopiero z końcem kadencji, tym większy będzie upadek państwa. Tak destrukcyjna, obca polskim interesom stała się ta władza. Dziś wciąż rządzą, bo mają w tym własny interes - twierdzi były premier Jan Olszewski, ale nie miejmy złudzeń, gdy państwo będzie upadało, wyniosą się z niego albo - dodam od siebie - zaprowadzą metody rządów Łukaszenki.
Likwidację, zanikanie, dewastację państwa prof. Jadwiga Staniszkis nazywa socjologicznie "odpaństwawianiem". To polityka regionalizacji, która wpisuje się w plany federacyjne UE. Jak zwał, tak zwał. Faktem jest, że nie ma dziś żadnej dziedziny życia gospodarczego, politycznego, społecznego i kulturalnego, która nie świadczyłaby o zbliżającym się upadku III RP, tej transformacyjnej efemerydy powstałej w miejsce PRL.
Mówi się, że władza demoralizuje i dodaje się zwykle, że władza absolutna demoralizuje absolutnie. Demoralizacja III RP powstała w wyniku kłamstwa. Najpierw na rasistowskim wręcz dzieleniu społeczeństwa na bardziej i mniej wartościowe, na hodowaniu demonicznego wręcz strachu przed opozycją, a po 10 kwietnia 2010 roku na kłamstwie smoleńskim i strachu przed skutkami ujawnienia prawdy o katastrofie. Jesteśmy wszyscy prawie pewni, co tam się wydarzyło. Wciąż jednak poszukujemy dowodów na całą prawdę. Lumpenelity III RP też się domyślają, a może nawet wiedzą, co się stało w Smoleńsku, ale robią wszystko, by prawda nie ujrzała światła dziennego. Zakładnikom kłamstwa smoleńskiego wydaje się, że brak prawdy daje dziś najlepszą legitymizację władzy - wobec UE, Rosji i biednych zastraszonych obywateli.
Minęło zaledwie dwa i pół miesiąca od rozpoczęcia przez Tuska ponownych rządów. Z szumnie obiecywanych przez Platformę 300 mld zł z UE śmieją się nawet autorzy tej kłamliwej wyborczej reklamy. W zamian rząd chce ogołocić rezerwy walutowe NBP; 6 mld euro ma iść na pożyczkę dla MFW w celu ratowania strefy euro. Szybkim zrujnowaniem państwa i naszych domowych budżetów grozi pakiet klimatyczno-energetyczny. Rząd nie widzi potrzeby jego renegocjacji, jak w PRL za czasów RWPG. Płacimy już bardzo dużo za gaz i ropę, co najbardziej odbija się na cenach wszystkich towarów i usług. Mamy strajki kierowców tirów, blokady stacji benzynowych i zapowiedź ściągnięcia w tym roku 1,2 mld zł z tytułu mandatów. Kwotę tę wpisano do budżetu. Donald Tusk, który naśmiewał się z Jarosława Kaczyńskiego ("Tylko ktoś, kto nie ma prawa jazdy, może stawiać nowe fotoradary"), właśnie zadecydował o zainstalowaniu 300 nowych tego typu urządzeń.
Nadal nie znamy rzeczywistego zadłużenia Polski. Ustawa refundacyjna podniosła ceny leków i ograniczyła do nich dostęp. Wywołała protesty lekarzy i aptekarzy, które będą kontynuowane. Decyzja o podwyżce wieku emerytalnego już zmobilizowała 700 tysięcy protestujących. Ze strajku nie rezygnują strażacy, Straż Graniczna i służba więzienna, trzy grupy służb mundurowych pominięte przy obietnicy podwyżki pensji dla policji i wojska. Są plany likwidacji szkół, których nie mogą utrzymać samorządy. Internauci zagrożeni ograniczeniem swobody działania internetu, wskutek podpisania przez rząd Tuska porozumień ACTA, także nie zrezygnują z protestów. W Warszawie 2 tysiące młodych ludzi krzyczało "Precz z cenzurą!". Właśnie się przekonali, jak rok temu spółdzielcze SKOK-i czy pół roku temu mieszkańcy "jądrowych" Gąsek, że władza nie musi niczego uzgadniać i z nikim niczego konsultować. Usłyszeli nawet od szefa BBN, że ataki na rządowe strony internetowe mogą być powodem wprowadzenia stanu wyjątkowego.
Najbardziej jednak niepokoi zagrożenie demokracji i wolności słowa w Polsce. Ponad 20-letnia symbioza jednej partii politycznej z zaprzyjaźnionymi głównymi mediami, restrykcje KRRiT w stosunku do Telewizji Trwam i największa w Europie liczba podsłuchów telefonicznych. Witajcie w głębokim PRL!

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 26&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 09 lut 2012, 18:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
P. Zyzak: Korzenie III RP

Paweł Zyzak, autor książek "Lech Wałęsa, idea i historia", oraz "Gorszy niż faszysta" opowiadając o reakcjach na jego pierwszą książkę, przechodzi płynnie do opowieści o korzeniach III RP.


"Moim zdaniem te korzenie nie tkwią na przełomie lat 80 i 90, ale w okresie pierwszej "Solidarności", "Solidarności", która nie można powiedzieć, że odniosła sukces..."

Paweł Zyzak: Korzenie III RP



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 11 lut 2012, 09:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Wyciszanie rzeczywistości

Z prof. dr. hab. Piotrem Glińskim, socjologiem, rozmawia Bogusław Rąpała

Ciąg wydarzeń, jaki nieprzerwanie następuje po 10 kwietnia 2010 r., pokazuje niemoc, a niejednokrotnie złą wolę instytucji państwowych. Jak ocenia Pan - w tym kontekście - stan państwa polskiego pod rządami PO - PSL i prawie dwa lata po katastrofie smoleńskiej?
- To nie jest tylko kwestia niesprawności instytucji państwa, ale także czegoś, co można określić mianem wielkiej medialnej kampanii propagandowej, która zaczęła się tuż po katastrofie smoleńskiej i ma ewidentny kontekst polityczny. Jestem współredaktorem jedynej w zasadzie socjologiczno-politologicznej książki na temat społecznych skutków katastrofy ("Katastrofa smoleńska. Reakcje społeczne, polityczne i medialne", Wydawnictwo IFiS PAN i Polskie Towarzystwo Socjologiczne, Warszawa 2011), w której zawarte zostały wyniki badań przeprowadzonych bezpośrednio po 10 kwietnia 2010 roku. Wiemy z nich m.in. to, że tuż po katastrofie praktycznie ponad 90 proc. społeczeństwa polskiego stanowiło pewnego typu wspólnotę polityczną, co w naszej sytuacji jest czymś wyjątkowym. Polacy przeżywali tę tragedię szalenie głęboko, również ci, których bohaterem politycznym na pewno nie był śp. Lech Kaczyński. Działo się tak również dlatego, że nawet media na co dzień wręcz wrogie prezydentowi były tak zaskoczone tragedią, iż na kilka dni przestały uprawiać swoją propagandę.

Dlaczego właściwie już kilka dni po katastrofie ta jedność została zburzona?
- Widocznie komuś to nie odpowiadało. Drażniła jedność i patriotyczna wspólnota. O tej wielkiej medialnej kampanii nienawiści, której pretekstem stał się Wawel, zadecydowała czyjaś zła wola, nienawiść, a może po prostu interes polityczny kogoś, kto nie jest w stanie znieść tego, że Polacy się jednoczą, stanowią realną wspólnotę polityczną "ponad podziałami"... Bo ja nie widzę innego powodu dla wszczynania tych awantur, które nastąpiły jeszcze przed pogrzebami. Kto jest tym kimś? Wystarczy spojrzeć do prasy z tamtego okresu albo przeczytać niektóre analizy z naszego tomu, na przykład te o procesie "antymitologizacji" zmarłego prezydenta czy o rozmywaniu pojęcia patriotyzmu przez "Gazetę Wyborczą"... Było to swoiste "zagospodarowywanie żałoby" czy "zarządzanie żalem", jak za jednym z tytułów "Wyborczej" nazwał to zjawisko młody socjolog Jakub Zieliński. Ruszyła machina propagandowa, której elementem była i jest interpretacja przyczyn katastrofy. Według niej, to pijani prezydent Kaczyński i gen. Andrzej Błasik wręcz usiedli za sterami samolotu i rozbili go na naszych oczach. Tak jakby było oczywiste, że Kaczyński nic innego nie robił, tylko wraz z generałami "po pijaku" latał samolotami. Taka była intencja tego przekazu! Odwoływano się też do epizodu z podróży prezydenta do Gruzji, kłamliwie i fałszywie wmawiając ludziom, że na pokładzie samolotu odbywały się wtedy targi co do miejsca lądowania, podczas gdy decyzja została podjęta wcześniej - przed startem. Zakładano, że - tak jak to często bywa w propagandzie - kłamstwo wielokrotnie powtarzane stanie się prawdą. Otóż ono nie staje się prawdą, ale jest potworną, agresywną bronią polityczną tych, którzy nie mają racjonalnych argumentów.

Dlaczego tak łatwo i szybko jako Naród pozwoliliśmy się podzielić? Część Polaków dała sobie wmówić, że podejmowanie tematu katastrofy to "obciach" i że ta sprawa ich nie dotyczy.
- Jest prawdą, że każdy normalny człowiek ma naturalne mechanizmy obronne przed długotrwałym stresem czy długotrwałą ekspozycją na negatywne czy traumatyczne przeżycia. I w tym sensie ludzie bronią się przed zbyt długim przeżywaniem żałoby. Stąd zresztą w kulturze istnieją najróżniejsze mechanizmy radzenia sobie z żałobą - ma trwać tyle i tyle, wyglądać w taki, a nie inny sposób, a potem koniec - mamy żyć normalnie. Trudno jest żyć ciągle w traumie żałobnej. To jest psychologicznie i kulturowo zrozumiałe. Tak to wygląda na poziomie jednostek. To naturalne zjawisko wykorzystują ci, którzy dążą do zniwelowania znaczenia katastrofy. Twierdzi się, że propaganda medialna jest silniejsza w tworzeniu tzw. agendy - czyli określaniu, o których tematach można mówić, a o których nie, niż w wartościowaniu czy kształtowaniu opinii, wskazywaniu, co jest właściwe, a co nie. Najbardziej skuteczne jest po prostu wyciszanie pewnych tematów. Wówczas nie istnieją one po prostu w świadomości społecznej. To właśnie stało się - w dużej mierze - ze Smoleńskiem. Okazuje się, że nie jest w dobrym tonie wspominanie katastrofy, przypominam - katastrofy, którą sam premier Tusk nazwał wydarzeniem bez precedensu w historii Polski. Bo było to wydarzenie praktycznie nieporównywalne z czymkolwiek innym. A mimo to zastosowano jedną ze starych i sprawdzonych metod propagandowych, czyli wyciszanie niewygodnych fragmentów rzeczywistości. I faktycznie na przeciętnego człowieka to często działa, bo on chce sobie normalnie żyć. Ale to elity są odpowiedzialne za ten stan rzeczy, to one tworzą pewne pole wartości i wskazują społeczeństwu, co jest ważne, a co nie, w każdym razie prowadzą debatę na ten temat. I wtedy społeczeństwo może w niej uczestniczyć. Ale jeżeli w debacie nie ma jakiegoś tematu, to społeczeństwo nie będzie brało w niej udziału. Ci medialno-propagandowi manipulatorzy wiedzą, jakie techniki stosować i co może być akceptowane w społeczeństwie, co się przekłada na to, że najpierw wygrywa się w sondażach, a potem wygrywa wybory.

Ale nawet ta sprawna kampania propagandowa nie jest już w stanie zatuszować wszystkich kłamstw, zaniedbań i manipulacji ze strony tych instytucji, które przecież miały reprezentować Polaków w poszukiwaniu prawdy na temat przyczyn katastrofy.
- To, że w Polsce instytucje publiczne źle działają, to rzecz oczywista dla każdego, kto je obserwuje lub bada. Instytucje i ludzie nimi kierujący są odpowiedzialni za to, że śledztwo wygląda tak, a nie inaczej, że wiele faktów dopiero teraz wychodzi na jaw, a o innych pewnie nie dowiemy się nigdy i winni nie zostaną ukarani. Tak jak w kwestii rozliczenia PRL i wielu innych sprawach. Można się domyślać, dlaczego tak się dzieje. Ale to nie jest tylko kwestia stanu państwa, lecz również walki propagandowo-politycznej, która w Polsce odbywa się na naszych oczach, w której używa się kłamliwych argumentów. Uczestniczy w niej potężny podmiot, czyli co najmniej kilka wielkich, medialnych instytucji, które bez żenady opowiadają Polakom różne absurdalne bajki. A znaczna część społeczeństwa to na swój sposób akceptuje. Ci sami ludzie, którzy tuż po katastrofie byli tak zjednoczeni, nagle po kilku tygodniach doszli do wniosku, że nie ma nad czym rozpaczać, skoro Lech Kaczyński zabił się sam, zabijając na dodatek innych. I taki był cel tej propagandy. Cel "kłamstwa smoleńskiego".

Pojawia się jednak pęknięcie w tym jednolitym do tej pory przekazie. Spowodowały go m.in. wyniki badań krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. To otworzy oczy tym Polakom, którzy do tej pory bezkrytycznie podchodzili do wersji o pijanym generale?
- Fakty mają to do siebie, że kiedy stają się niewygodne, wpływają na zmianę postaw czy nawet linię polityczną. Ale dzieje się to na ogół w kooperacji z interesami. Jeżeli interesy się zmieniają, pękają jakieś koalicje, to wtedy zaczyna się niuansowanie interpretacji i faktów, które odbijają się na sferze PR-owskiej czy propagandowej, sferze "urabiania" społeczeństwa. Pamiętajmy, że postkomuniści w Polsce ponieśli największą porażkę z własnych rąk, ponieważ nie mogli się dogadać Kwaśniewski z Millerem, a później ich sojusznicy - Michnik z Rywinem. Najprawdopodobniej teraz konflikty mają miejsce na linii Tusk - Schetyna. Swoją grę prowadzi Pawlak i inni "ukryci sojusznicy" Partii Instytucjonalnej - Palikot i Miller, a dodatkowo też prezydent Komorowski. I może to jest jakaś odpowiedź na pytanie, dlaczego jedne media zaczynają poważnie podchodzić do tych faktów, które wychodzą teraz na jaw, a inne nie. Ale w jakiś zdecydowany przełom nie bardzo wierzę: interesy tej wielkiej Koalicji Postkomunistycznej - bo tak ją w gruncie rzeczy należy interpretować - wciąż ją bardzo mocno spajają.
Sedno problemu tkwi jednak w tym, że polska opinia publiczna funkcjonuje bardzo słabo. Gdyby przeciętny Amerykanin lub Niemiec naprawdę wiedział, jak w Polsce postąpiono z katastrofą smoleńską w sensie operacji medialno-propagandowej i politycznej, to chyba nie mógłby w to uwierzyć. Zupełną lekkomyślnością było bowiem oddanie śledztwa Rosji - podmiotowi zupełnie niewiarygodnemu, który jest po linii prostej politycznym dziedzicem imperium sowieckiego i zawsze, a przynajmniej w ciągu ostatnich dwustu lat, miał interesy sprzeczne z interesami Polski. Premier Tusk twierdzi, że i tak Rosjanie nie zgodziliby się na inne rozwiązanie. Trudno, niechby się nie zgodzili. Ale my protestowalibyśmy. Wówczas wiarygodność jakichkolwiek stwierdzeń strony rosyjskiej byłaby - przynajmniej z naszego punktu widzenia - nie do przyjęcia. Bo ona jest nie do przyjęcia. To kraj - przy moim całym szacunku dla umęczonego rosyjskiego społeczeństwa - który nie rozliczył się ze swoją historią, ze zbrodniami wobec własnych obywateli i sąsiadów, także wobec Polski. W ciągu ostatnich stu lat świat i Polskę spotkały dwa wielkie totalitaryzmy - faszyzm i komunizm. Naród, który stworzył nazizm, jakoś tam się z niego rozliczył; w Niemczech nastąpiła pewna przemiana. Natomiast nasz drugi sąsiad do dziś nie rozliczył się z komunistycznych zbrodni i takiemu partnerowi nie można ufać, bo to jest naiwność. A naiwność w polityce bywa zbrodnią i zdradą.

Co jest nie tak z naszą opinią publiczną?
- W Polsce nie funkcjonuje wiele instytucji, które w zasadzie decydują o jakości demokracji. Już prawie dwieście lat temu Alexis de Tocqueville opisał, co może ratować demokrację przed staczaniem się w tyranię. I to jest m.in. niezależna opinia publiczna, która współpracuje z niezależną prasą obywatelską, oraz różnego typu oddolne instytucje obywatelskie, m.in. kontrolujące władzę. Te wszystkie elementy w Polsce są bardzo słabe w porównaniu z siłą podmiotów politycznych i biznesowych, które decydują o kierunkach naszej polityki i racji stanu. Przy czym trzeba pamiętać, że podmioty te rządzą na podstawie mandatu demokratycznego, ale jest to demokracja biedna i niedojrzała - w gruncie rzeczy postkomunistyczna.

A więc ta słabość naszego społeczeństwa to po prostu wynik lat komunistycznej niewoli?
- Mówiąc skrótowo - tak. To skutek zmęczenia społeczeństwa, wycięcia elit, odcięcia społeczeństwa od standardów moralnych i kulturowych, od tego, co wydaje się niezbędne dla suwerennej i mądrej wspólnoty politycznej. Dlatego jesteśmy tak strasznie zagubionym społeczeństwem. Ale jest to także wina obecnych elit. W jakimś sensie zmarnowaliśmy dwadzieścia lat wolności. Zwłaszcza w sferze budowy demokracji partycypacyjnej i edukacji oraz wychowania młodego pokolenia. Może nie wszyscy chcieli, żebyśmy byli wolni i zdolni do rozwiązywania swoich kwestii społecznych, ale nawet ci, którzy chcieli, zrobili bardzo dużo nierozsądnych rzeczy. Patrząc z tej perspektywy, można powiedzieć, że nasze elity opozycyjne z lat 70. w jakimś sensie zdradziły polskie społeczeństwo.

Te elity przy każdej okazji podkreślają, że jesteśmy krajem demokratycznym i możemy służyć innym za przykład. Pan natomiast nazywa nasz ustrój biednym i niedojrzałym. Dlaczego?
- Niedawno byłem na konferencji poświęconej zjawisku lobbingu, zorganizowanej przez środowisko socjologiczne absolutnie neutralne politycznie. Tylu krytycznych i druzgocących uwag wobec funkcjonowania polskiej demokracji, a więc także instytucji państwa polskiego, dawno nie słyszałem. Nasza wiedza socjologiczna z ostatnich dwudziestu kilku lat wskazuje ewidentnie, że w Polsce instytucje państwowe działają szalenie niewydolnie, a często są dysfunkcjonalne. Dobrym przykładem na to jest właśnie instytucja lobbingu. Lobbing jest szalenie istotny w demokracji, bo z jednej strony często ją wypacza, a z drugiej jest konieczny, bo zapewnia transmisję interesów społecznych na poziom polityczny. I to powinno być transparentne. Ale to nie funkcjonuje, chociaż w 2005 r. uchwalono stosowną ustawę. A to tylko jeden z wielu dowodów na niesprawność naszego państwa. Już nawet nie wspomnę o takich sztandarowych przykładach, jak sądownictwo, prokuratura, służba zdrowia czy edukacja (znowu wzrost przemocy szkolnej, skandal z sześciolatkami, brak żłobków i przedszkoli - zwłaszcza na wsi, itd., itp.). Nie działa administracja centralna, o czym świadczy chociażby komedia z refundacją leków czy sprawa ACTA. Trudno to nawet poważnie analizować, jeżeli przez wiele miesięcy przygotowuje się jakąś ustawę, a potem z dnia na dzień się ją zmienia w zależności od tego, co się bardziej opłaca medialnie, kto na kogo naciska lub kto kogo chce wyciąć, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś po prostu nie wystawił Bartosza Arłukowicza do wiatru. To jest raczej kabaret, a nie uprawianie polityki. Jeden z młodych politologów nazwał to "tuskową demokracją ad hoc"; ja nazywam to czasem "demokracją piłkarską" (z uwagi na hierarchię ważności spraw tego rządu). I tak funkcjonują instytucje centralne, które notabene w ciągu ostatnich lat zatrudniły tysiące nowych urzędników. Coraz więcej ludzi pracuje w tej urzędniczej machinie i - jak słusznie wskazują niektórzy publicyści i analitycy - jest to jedna z odpowiedzi na pytanie o dość trwały sukces polityczny PO. Bo jeżeli zatrudnia się tysiące ludzi opłacanych z pieniędzy Unii Europejskiej i z długu publicznego, nakręca się dzięki temu koniunkturę i tworzy przychylną strukturę interesów (materialnych!), to jakoś można się utrzymać przy władzy. Do tego dochodzą błędy opozycji, ale to już inna historia.

Ustawa refundacyjna to jedno z tych posunięć rządu, które bezpośrednio uderza w przeciętnych obywateli. Im ciężko już będzie wmówić, że wszystko jest OK i jesteśmy zieloną wyspą. "By żyło się lepiej" brzmi dziś raczej jak ponury żart...
- To dotyczy szerokich kręgów społecznych. Ludzi, którzy potrzebują lekarstwa, jest w Polsce bardzo wielu. Dla Platformy największym wrogiem jest sama Platforma - wewnętrzne konflikty i arogancja. Każda władza ma skłonność do arogancji, którą przykrywa swoje zaniechania i niekompetencję. Donald Tusk jest niesamowicie sprawnym graczem politycznym i medialnym i dlatego utrzymuje się tak długo na szczytach władzy. Ale jeżeli próbuje się robić kilka ryzykownych rzeczy naraz (sztuczki medialne, rozgrywanie ludzi w PO i okolicach, tzw. polityka europejska, piłka i narty), to musi się kiedyś za to zapłacić - najprawdopodobniej spektakularną katastrofą. Teraz obserwujemy jej pierwsze objawy. Premier nie jest w stanie dopilnować pewnych rzeczy, które obiektywnie mogą go pozbawić władzy. Po pierwsze, ludzie z jego obozu będą mu robili najróżniejsze kawały, a po drugie - koncentrując się na innych sprawach, odpuszcza kwestie merytoryczne, które prędzej czy później do ludzi trafią. Nie wszystko można zasłonić medialnie.

Podpisanie umowy ACTA to strzał w kolano dla tego rządu?
- Tak myślę. Donald Tusk nie tylko zagroził interesom swojej grupy wyborców, ale także ich oszukał. Osoby zajmujące się kwestiami legislacji od strony obywatelskiej, które raczej są zwolennikami rządzącej opcji politycznej, już kilka miesięcy temu spotykały się z premierem Tuskiem i ministrem administracji i cyfryzacji Michałem Bonim, uprzedzając o konsekwencjach podpisania ACTA. Odpowiedź była następująca: polski rząd do niczego się nie zobowiąże. Okazało się, że zostali oszukani. Premier Tusk i minister Boni byli więc w dialogu ze środowiskami internetowymi, mało tego - Boni ma wśród swoich doradców ludzi z tego środowiska. Nie zrobili tego nieświadomie. Widocznie coś odpuścili, popełnili jakiś błąd. Inaczej trudno to wytłumaczyć.

Bardziej świadczy to o chaosie w rządzie czy może ignorancji interesu społecznego?
- O jednym i drugim, ale przede wszystkim o merytorycznej niesprawności. Błędem, który zemści się na Donaldzie Tusku, jest olbrzymia słabość myśli strategicznej tego rządu. To wszystko jest puste w środku. Rząd produkuje co pewien czas pewne dokumenty, które na ogół nie są konsultowane. Wykorzystuje się je propagandowo, a następnie znikają, tak jak sporządzony kilka miesięcy temu krytyczny raport o młodzieży autorstwa znanej socjolog młodzieży. Ten wartościowy raport był potrzebny w pewnym momencie do celów propagandowych, tak jak poprzednie niby-strategiczne projekty, ale nic z niego nie wynika dla działań rządu i dla rozmowy ze społeczeństwem. A społeczeństwu trzeba powiedzieć, że miliony młodych ludzi jest zagrożonych bezrobociem, że tragiczna sytuacja panuje w szkołach, gdzie jest coraz więcej przemocy, i na uczelniach, w których poziom nauczania jest coraz niższy, i że to wszystko będzie skutkowało poważnymi problemami społecznymi. Mądry rząd w takiej sytuacji rozmawiałby ze społeczeństwem, mówiłby o zagrożeniach oraz przedstawiałby projekty naprawcze. Te projekty powinny być negocjowane i konsultowane z obywatelami, którzy są tym zainteresowani i tworzą różnego typu oddolne organizacje pozarządowe, z partnerami politycznymi, w tym również z opozycją. Rządzący powinni zawiązywać koalicje w sprawach ważnych dla wszystkich, a nie robić tego, co zrobili np. z sześciolatkami. To kolejny merytoryczny skandal. Tak się zajęli propagandą, że zapomnieli o prowadzeniu polityki, a ona polega na rozwiązywaniu ludzkich spraw. Zamiast tego buduje się stadiony, bo one są elementem propagandy, i walczy o władzę z opozycją i wewnątrz swojej partii.

W czym upatruje Pan większą szansę na zmianę - w partiach politycznych czy w oddolnych ruchach społecznych?
- I w tym, i w tym. Uważam, że społeczeństwo powinno być aktywne "od dołu". Bo co innego nam pozostaje? Musimy mówić o tym, co dla nas ważne, organizować się i nie godzić na kłamstwo, w którym niestety w znaczniej mierze żyjemy. Mówi się teraz o tzw. drugim obiegu, który ma kilka przyczółków np. w postaci stowarzyszeń czy prasy innej niż mainstreamowa. To bardzo istotne i wartościowe zjawisko, charakterystyczne dla społeczeństwa obywatelskiego o cechach opozycyjnych. Normalnie w demokracji panują relacje partnerskie między sprawną władzą a aktywnymi obywatelami. W Polsce od pewnego czasu tworzy się społeczeństwo opozycyjne, które musi mieć własne instytucje, ponieważ nie jest dopuszczane do instytucji państwowych i publicznych. Partia instytucjonalna, która w demokratycznych wyborach zdobyła 20 proc. głosów wszystkich uprawnionych do głosowania Polaków, a więc w rzeczywistości dysponuje niewielkim poparciem społecznym, ma całkowity monopol i nie dopuszcza reszty społeczeństwa do współrządzenia. Jest to wbrew zasadom demokracji, która jest - oczywiście - rządami większości, ale z uwzględnieniem praw mniejszości i mechanizmami uczestnictwa obywatelskiego. I to nie tylko i nie przede wszystkim przecież praw mniejszości obyczajowych... Trzeba więc budować niezależne instytucje i stowarzyszenia. Część z nich jest związana z partiami politycznymi, ale to nie jest nic złego. Zmiany muszą następować "dwutorowo" oddolnie i odgórnie.

Dziękuję za rozmowę.
--------------------------------------------------------------------------------

Prof. dr hab. Piotr Gliński jest pracownikiem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, kierownikiem Zakładu Socjologii Struktur Społecznych Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku, w latach 2005-2011 był przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Socjologicznego.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my17.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 12 lut 2012, 12:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Elity polityczne, wspomagane przez lwią część działających w kraju mediów, żerują na polskim interesie narodowym. Ofiarą wyrafinowanych
gier może też paść IPN, groźny dla beneficjentów przemian, którymi są funkcjonariusze dawnego systemu.



Gra w „Polskę łajdacką”

Schemat jest trywialny i powtarzany do znudzenia. Zaczyna się tak: jakiś postpeerelowski naukowiec – w rodzaju Feliksa Tycha czy Włodzimierza Jastrzębskiego – doznaje iluminacji i dokonuje kopernikańskiego przewrotu. Czasem w swojej, a niekiedy w zupełnie innej dziedzinie, czego dobitnym przykładem jest casus socjologa Jana Tomasza Grossa występującego w roli historyka. Im większa metodologiczna nonszalancja, im bardziej karkołomna teza – tym oczywiście lepiej. Wiadomo, bulwarowe media żyją sensacją. Ale może dziwić, że pretendującej do roli poważnego dziennika Rzeczpospolitej nie krępuje fakt równoprawnego traktowania politycznych harcowników, w rodzaju Grossa, na równi z rzetelnymi znawcami problematyki, takimi jak prof. Tomasz Strzembosz, dr Marek Jan Chodakiewicz czy dr Marek Wierzbicki?

Przyprawić Polakom gębę!
Jaką? Oczywiście gębę nikczemników, morderców, zbrodniarzy wojennych. Ciekawe, co powiedziałby na to wielki rewizjonista polskości Gombrowicz. Czy byłby uszczęśliwiony, że sprawy, dla których konstruował swe quasi-intelektualne uzasadnienia, zaszły tak daleko? Z drugiej strony, czy w skłonnym do przewrotności, pazernym na paradoks (i pieniądze, oczywiście) świecie współczesnym można sobie wyobrazić lepszy cel gołosłownych oskarżeń niż państwo, które w rozpoczętej przez Niemcy wojnie poniosło najdotkliwsze straty, tracąc co piątego obywatela i piątą część swego terytorium?

Polska, po wojnie decyzją aliantów terytorialnie przesunięta na zachód i z całym cynizmem przekazana w strefę wpływów sowieckich, nie tylko nie otrzymała
od agresorów żadnych – należnych przecież i wymagalnych – reparacji wojennych,
ale została zmuszona przez Sowiety do rezygnacji z tzw. planu Marshalla. Pozbawiło to nasz kraj możliwości skorzystania z części poważnych środków finansowych, przeznaczonych przez USA na odbudowę zniszczonej Europy.

Handelek cierpieniem
Historyk Andrzej Nowak, naczelny dwumiesięcznika Arcana, jest zdania,
że przyjęcie zaoferowanej w ostatnich latach przez zjednoczone państwo niemieckie finansowej rekompensaty dla niektórych kategorii ofiar wojny, w dodatku mocno przerzedzonych już przez upływ czasu, było błędem naszych elit politycznych. Mniejsza już o wysokość kwot, które przypadły w udziale pokrzywdzonym Polakom. Te sumy
– choć niepokaźne, nadto nie pozostające w żadnej proporcji wobec rozmiarów krzywd i cierpień – dla dawnych ofiar wojny, utrzymujących się z nader skromnych środków, mogły mimo wszystko stanowić istotny zastrzyk finansowy.

Rzecz w czym innym. Zadośćuczynienie, nawet czysto symboliczne, jak przysłowiowa złotówka, jest honorowe, gdy się je wywalczy. Tym razem było inaczej. Niemcy sami zaproponowali coś w rodzaju „odprawy dla ofiar”, a potem zawzięcie targowali się z przedstawicielami pokrzywdzonych o wysokość sum odszkodowawczych oraz metody ich podziału według kategorii narodowościowych.

Pozostaje też istotna kwestia moralnego alibi. Czy wystarczy 10 miliardów marek, aby je sobie zapewnić przed światem? Natrętne demonstrowanie „ran” narodu niemieckiego (zbombardowane Drezno, zatopienie Wilhelma Gustlofa, a zwłaszcza tzw. wypędzeni) może dowodzić, że Niemcy w taką możliwość wierzą. Oni się już „opłacili”, teraz oczekują wzajemności i rewanżu. Oczywiście, nie od Rosji za mordowanych cywili czy gwałcone przez krasnoarmiejców kobiety – na co zwrócił uwagę nawet profesor Leszek Kołakowski – lecz od niewielkich Czech i osłabionej gospodarczo Polski.
W niemieckim dyskursie politycznym coraz częściej pojawiają się Sudety, Śląsk, Pomorze, Prusy Wschodnie. Czy można to uznać za wstępny etap transakcji
„pieniądze za ziemię”?

Marketing polityczny
Próby kierunkowania dążeń elit politycznych to nic nowego. Propaganda zawsze poprzedzała planowane działania dyplomatyczne lub militarne. Dziś ten rodzaj wywierania presji na inne państwa nazywa się lobbingiem lub marketingiem politycznym. I choć robi się to z coraz większą ostentacją – pozyskując do współpracy przez uzależnione finansowo media, fundacje oraz instytuty różnych naukowców, ekspertów, publicystów czy literatów – to istota rzeczy pozostała bez zmian. Bogatszy naciska na biedniejszego, silniejszy na słabszego, nigdy odwrotnie.

Lobbować przeciwko interesowi własnego państwa można w kraju lub poza jego granicami. Polski głos uzasadniający obce racje brzmi wiarygodniej i jakże szlachetnie! Niemałe zasługi dla Niemiec położyli np. dziennikarz Polityki Adam Krzemiński oraz były ambasador RP w Berlinie Janusz Reiter. Natomiast pisarz Andrzej Stasiuk próbuje zastąpić w tej mierze swego imiennika Szczypiorskiego. Ostatnio jednak przybył im poważny konkurent!

Prof. Włodzimierz Jastrzębski, dyrektor Instytutu Historii Akademii Bydgoskiej, który całą swą karierę naukową w PRL zawdzięcza gromieniu bońskich rewanżystów, jeszcze w późnych latach 80. nie miał wątpliwości, że przyczyną „krwawej niedzieli
w Bydgoszczy” była prowokacja niemieckich dywersantów. Wystarczy zajrzeć do jego pracy „Dywersja czy masakra?” (1988). Dopiero w III RP, gdy zaczęły się wyjazdy na stypendia do Niemiec, bydgoski naukowiec dostrzegł możliwość innej... interpretacji tamtych tragicznych zdarzeń. A Gazeta Wyborcza tylko to nagłośniła. Oni są
w tym dobrzy!

Im bardziej groteskowo brzmią dziś lamenty prof. Jastrzębskiego nad śmiercią około trzystu bydgoskich zwolenników niemczyzny we wrześniu 1939 czy jego pretensje do polskiej administracji miasta, że nie potrafiła w porę zapobiec panice – tym lepszy efekt propagandowy osiągnie „patriotyczne” wystąpienie Leszka Millera
w sprawie tzw. centrum wypędzonych. Czy o to szło wydawcom Gazety Wyborczej, gdy przed miesiącem eksponowali prowokacyjny wywiad z kimś, kogo trudno nazwać poważnym uczonym?

Funkcjonariusze PRL-u łączą się?
Jedwabne. Akcja Wisła. Bydgoszcz. Teraz pozostaje nam tylko czekać na kolejnych naukowców, którzy zdemaskują nasze zbrodnie na Białorusinach, Litwinach, Romach, na Narodzie Śląskim, a może nawet na Jaćwingach, zadręczonych kiedyś
przez psychopatycznych Lechitów. Nieskrywana pasja, z jaką prowadzi się przyśpieszoną rewizję naszych dziejów, pozwoli wnet zaliczyć Polskę do kategorii państw łajdackich. Prezydent Kwaśniewski z właściwą sobie swobodą przeprosi cały świat. A ofiarą gier przeciwko polskiej racji stanu padnie Instytut Pamięci Narodowej.

I trudno się będzie temu dziwić. IPN, który miał badać zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu, jest dziś postrzegany jako instytucja, która za publiczne pieniądze bada krzywdy wyrządzane przez Polaków innym nacjom. Taka ocena krzywdzi Instytut, ale jest dość powszechna. Dlaczego tak się dzieje?

Niewątpliwie sprzyjają temu niezręczne, podchwytywane przez media wypowiedzi kierownictwa IPN. Uznanie przez prof. Leona Kieresa w USA wobec środowisk żydowskich polskiej odpowiedzialności za mord w Jedwabnem na długo przed podjętą później ekshumacją, pozostaje swoistym wzorcem pochopności.
Ale i niedawna reakcja wiceprezesa Janusza Krupskiego na „rewelacje” bydgoskiego naukowca nie dowodzi nadmiernej zręczności medialnej. Jednak, według dr. Andrzeja Nowaka, przyczyny względnej niepopularności IPN tkwią gdzie indziej.

– Media szukają sensacji, dlatego takie właśnie wątki nagłaśniają, podczas gdy trudno przecenić znaczenie prac Instytutu, zwłaszcza prowadzonych w różnych oddziałach terenowych, jak choćby w Krakowie – uważa redaktor naczelny Arcanów.
I przypomina, że zeszłoroczną szarżę senatora Jarzembowskiego, który postulował likwidację pionu śledczego IPN, poprzedził cykl stosownych publikacji w...
Gazecie Wyborczej.

SLD z Agorą przeciwko Instytutowi? Czy to nie nazbyt spiskowa hipoteza? Założyciel WZZ i wybitny działacz opozycji Krzysztof Wyszkowski uważa, że wspólny interes protagonistów „okrągłego stołu” czyni ją wysoce prawdopodobną.

– Newralgicznym punktem struktury IPN jest pion archiwalny, zdominowany przez ludzi starego systemu, którzy utrudniają dotarcie do groźnych, z ich punktu widzenia, dokumentów – podkreśla znany publicysta. – Dlatego tak ważny jest
dostęp do tzw. teczek. Zgromadzona w nich wiedza ma ogromne znaczenie poznawcze, wychowawcze oraz motywacyjne. Bez niej będziemy nadal tkwić
w peerelowskim grzęzawisku!

(wrzesień 2003, non printum)

http://waldemar-zyszkiewicz.pl/index.ph ... &Itemid=57


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: III Rzeczpospolita
PostNapisane: 21 lut 2012, 17:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2012/02/20 ... rowskiego/

III RP oparto na ludziach typu luftowego, czyli tak dalekich od polskości, jak to tylko możliwe u istoty człekokształtnej.

Kopia artykułu:

Luft Komorowskiego
Posted by Marucha w dniu 2012-02-20 (poniedziałek)

Sprzężenie na linii Luft – Komorowski — kilka faktów

Krzysztof Stanisław Luft

Obrazek

Od 1990 do 1998 pracował jako dziennikarz i prezenter Telewizji Polskiej, prowadził m.in. poranny program Kawa czy herbata?. Od 26 marca 1999 do 19 października 2001 pełnił funkcję rzecznika prasowego rządu Jerzego Buzka. Później zajął się prowadzeniem własnej działalności gospodarczej (m.in. w zakresie organizacji szkoleń z dziedziny public relations).
Należał do Platformy Obywatelskiej.
Bez powodzenia kandydował z jej list w wyborach parlamentarnych w 2007, uzyskując 4221 głosów. 1 lipca 2008 został dyrektorem Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Tego samego dnia przestał być członkiem PO. 7 lipca 2010 został powołany na członka KRRiT z rekomendacji Bronisława Komorowskiego, tymczasowo wykonującego obowiązki Prezydenta RP.

A tymczasem jego brat – Bogumił Luft…

Obrazek

Ukończył studia z dziedziny filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1981–1989 pracował w miesięczniku „Więź”, zaś od 1990 do 1992 był kierownikiem działu zagranicznego pisma „Spotkania”, a także współpracownikiem TVP.
W latach 1993–1999 wykonywał misję ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego w Rumunii. Po powrocie do kraju pracował w charakterze stałego korespondenta „Rzeczpospolitej” w Rumunii.
A jego poprzednikiem na Ambasadzie w Rumunii był…. Zygmunt Komorowski, ojciec Bronka
W 2010 otrzymał nominację na ambasadora RP w Mołdawii od Bronisława Komorowskiego, tymczasowo wykonującego obowiązki prezydenta RP.

http://czerwonykiel.blogspot.com/2012/0 ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 108 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /