Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie
http://polskie-forum.pl/

Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=5&t=119
Strona 16 z 17

Autor:  Coltrane [ 11 lip 2017, 08:07 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Aerolit napisał(a):
Kim trzeba być, aby zabić takie maleńkie dziecko?
Ale to nie wszystko.
Kim trzeba być aby to dziecko mordować powoli, bestialsko, na oczach najbliższych i odczuwać przyjemność i satysfakcję?


Zbrodnie OUN-UPA


Banderowcy to psychopaci, jak islamiści (nawet gorsi niż islamiści).

Oby nigdy na Ukrainie nie odrodziła się ta z piekła rodem ideologia banderowska.

Autor:  Asindziej [ 11 lip 2017, 09:00 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Coltrane napisał(a):
Oby nigdy na Ukrainie nie odrodziła się ta z piekła rodem ideologia banderowska.


Już się odrodziła, i to głównie dzięki tym, co rządzili Polską po 1989 i starannie hodowali tą potworność, by rozkwitła. No i stało się. Teraz banderowcy, mając władzę, wychowują młodzież ukraińską w swoim duchu, sącząc do dusz nienawiść do Polski, do Polaków i zamiłowanie do sadyzmu. Gdy tak chowane dzieci ukraińskie dorosną, między Ukrainą a Polską będzie rozprawa na śmierć i życie. Albo oni nas wytępią, albo my ich. Innej opcji już nie będzie, jeśli w ciągu najbliższych 10, góra 15 lat nie odrzucimy banderowców od władzy na Ukrainie i nie odwrócimy biegnących tam procesów.

Autor:  Coltrane [ 11 lip 2017, 10:18 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Asindziej napisał(a):
Albo oni nas wytępią, albo my ich. Innej opcji już nie będzie, jeśli w ciągu najbliższych 10, góra 15 lat nie odrzucimy banderowców od władzy na Ukrainie i nie odwrócimy biegnących tam procesów.


Żyd Soros nie dopuści do tego. aby banderyzm na Ukrainie upadł. Będzie dawał miliony, aby ten banderyzm rósł w siłę ...

Autor:  Aerolit [ 15 lip 2017, 05:29 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

To moja siostra

Obrazek

Mieczysław Chrzanowski w dwuletniej dziewczynce z pierwszej strony „Naszego Dziennika” rozpoznał swoją siostrę.

Obrazek

Reprodukcja czarno-białej fotografii Czesławy Chrzanowskiej z miejscowości Kuty, zamordowanej w łóżeczku przez ludobójców z OUN-UPA w kwietniu 1944 r., zapowiadała na pierwszej stronie wtorkowego „Naszego Dziennika” dodatek historyczny IPN poświęcony rzezi wołyńskiej.

To na tym zdjęciu pan Mieczysław rozpoznał siostrę. Krakowianin często czyta „Nasz Dziennik”.

– Ale tego dnia, gdy ukazał się numer ze zdjęciem mojej siostry, pierwsza zobaczyła go moja sąsiadka. Znała historię mojej rodziny, wiedziała, skąd pochodzę. Zadzwoniła do mnie z informacją o publikacji – relacjonuje Mieczysław Chrzanowski.

– Gdy kupiłem „Nasz Dziennik” i zobaczyłem zdjęcie, od razu poznałem siostrę. Zadzwoniłem do redakcji z pytaniem, skąd to zdjęcie pochodzi. W odpowiedzi usłyszałem, że było ono prezentowane przed kilku laty na wystawie IPN – mówi mężczyzna. – Jestem wdzięczny i bardzo wzruszony – podkreśla wielokrotnie.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ostra.html

Autor:  Aerolit [ 20 lip 2017, 06:52 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Dokumentujmy, żeby pozostał ślad

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Władze Ukrainy nadal blokują poszukiwania i ekshumacje ofiar ludobójstwa na Wołyniu i żołnierzy z września 1939 r., którzy zginęli z rąk NKWD; uzależniając zmianę stanowiska od odbudowy nielegalnego pomnika w Hruszowicach. Nie zmieniły decyzji nawet po postawieniu w tym miejscu krzyża poświęconego sprawiedliwym Ukraińcom...
– To nic innego jak próba złamania Polski i Polaków poprzez narzucenie nam ukraińskiej polityki historycznej związanej z promocją nacjonalizmu ukraińskiego, która w okresie II Rzeczypospolitej miała formę terrorystyczną, a w okresie II wojny światowej i po jej zakończeniu „zaowocowała” ludobójstwem na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. To żądanie i stawianie Polsce warunków łamie wszelkie racjonalne normy, i to zarówno od strony faktów historycznych, jak również chrześcijańskiej moralności. W imię politycznej poprawności mamy zrównać katów z ofiarami na ołtarzu polityki. Na to absolutnie nie może być zgody.

Doły, gdzie spoczywają Polacy, którzy zginęli w obronie Lwowa, są nielegalnie rozkopywane i grabione przez tzw. czarnych archeologów. Chodzi o to, żeby utrudnić identyfikacje ofiar?
– To tylko pokazuje, kogo mamy za partnera po drugiej stronie stołu rozmów. Takich rzeczy nie robili nawet Niemcy ani Rosjanie na swoim terenie. To jest zwyczajne barbarzyństwo i brak poszanowania dla zmarłych, co powinno być normą we wszystkich cywilizowanych państwach i narodach. Tymczasem nacjonaliści ukraińscy rządzący na zachodniej Ukrainie prowadzą politykę zamazywania obecności Polski przez siedem wieków na tym terenie, stosując przy tym metody, które były obce nawet wielu ludom pierwotnym.

Przedstawiciele polskiej dyplomacji mówią o potrzebie dialogu ze stroną ukraińską, ale czy jest możliwy rzeczowy dialog z negacjonistami wołyńskimi, jak Światosław Szeremeta czy Wołodymyr Wiatrowycz?
– Dialog – owszem – można prowadzić z osobami racjonalnie myślącymi, ale nie z ludźmi zaczadzonymi ideologią banderowską. Z takimi ludźmi jak Światosław Szeremeta czy Wołodymyr Wiatrowycz nie ma szans na prowadzenie dialogu, ale oczywiście podejmować próby rozmów jak najbardziej należy. Cała ta sytuacja powinna nam – przede wszystkim zaś polskim władzom – uzmysłowić, jakiego partnera będziemy mieli za naszą wschodnią granicą, jeżeli nacjonaliści w pełni przejmą tam władzę. Niestety dotychczasowa polska polityka tylko im to ułatwia.

Co w tej sytuacji może zrobić państwo polskie, aby spełnić obowiązek wobec ofiar – swoich obywateli?
– Dokumentujmy wszystko i opisujmy to w mediach, żeby pozostał ślad. Zamordowani nasi rodacy czekali na godny pochówek kilkadziesiąt lat i kolejne polskie rządy nie były w stanie czy też nie chciały – w imię poprawności politycznej – wydobyć ich z tych dołów niepamięci, więc nie ma co na siłę, a tym bardziej na kolanach, prosić barbarzyńców o zgodę na ekshumacje i upamiętnienia. Zresztą nasi rodacy, którzy honor mieli nie tylko na ustach, ale też zapisany głęboko w sercach, zapewne by tego nie chcieli. Jedno jest pewne: polskie władze muszą przestać wspierać państwo ukraińskie do momentu zmiany polityki wobec Polski.

Polska jest coraz bardziej zalewana imigrantami z Ukrainy. Z czym mamy do czynienia?
– To żadne dobrodziejstwo, ale wprost przeciwnie: poważny problem, który z czasem będzie odczuwalny coraz bardziej. Tymczasem w Polsce pojawiają się nieodpowiedzialne pomysły dostosowywania się do przybyszów ze Wschodu m.in. poprzez rozbudowę szkolnictwa dla emigrantów zarobkowych z Ukrainy. To jest kardynalny błąd. Takie standardy dotyczą tylko mniejszości narodowych będących obywatelami Polski. Jeżeli imigranci ekonomiczni przyjeżdżają do Polski i jeśli polskie szkoły, z polskim językiem nauczania mają stać dla nich otworem, to przybysze ci powinni funkcjonować w ramach ogólnych standardów naszej kultury i naszych zasad. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Ukraińcy za swoje pieniądze organizowali sobie własne szkoły.

Czy Ukraińcy – jak twierdzi wicepremier Jarosław Gowin – są w stanie się zasymilować z polskim społeczeństwem?
– Asymilacja to proces złożony i rozłożony w czasie, przy sprzyjających warunkach, na co najmniej trzy pokolenia. Obawiam się jednak, iż Ukraińcy przyjeżdżający do Polski będą poddawani działaniom różnych organizacji promujących w Polsce bandytyzm, a z czasem nawet mogą wspierać pewne separatyzmy, i to nie tylko we wschodniej części Polski. Mogą być naturalnym zapleczem np. dla Ruchu Autonomii Śląska. I to rodzi dodatkowe niebezpieczeństwo.

Tylko we Wrocławiu przebywa od 80 do 100 tysięcy Ukraińców, a prezydent tego miasta zachęca kolejnych. Powołał nawet pełnomocnika ds. Ukraińców, twierdząc, że są oni kulturowo bliscy Polakom…
– To jest „chichot historii”! Proszę zwrócić uwagę, że duża część mieszkańców Wrocławia to potomkowie uciekinierów z okolic Lwowa, których przepędzono z ziem, na których mieszkali od wieków. Wśród wielu rodzin kresowych wciąż żywa jest trauma po ludobójstwie dokonywanym przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. I teraz przybywają tam Ukraińcy z miast i wsi, które zagarnęli po wypędzonych Polakach, co więcej, przybywają do Polski ci, którzy nie byli w stanie zbudować na Ukrainie swojego dobrobytu. Tak czy inaczej dopóki Ukraińcy przybywający do Polski pracują i zachowują się lojalnie, to jest porządku, ale jeżeli zaczną promować swoje banderowskie symbole, co nie jest wykluczone, to możemy mieć do czynienia ze wzrostem antagonizmów polsko-ukraińskich.

Podczas gdy my otwieramy drzwi na oścież Ukraińcom, za naszą wschodnią granicą coraz częstsze są przypadki ataków nie tylko na polskie placówki dyplomatyczne, ale koktajlami Mołotowa obrzucone zostały m.in. klasztor żeński w Brzuchowicach k. Lwowa czy synagoga we Lwowie. Kto inspiruje takie działania i w jakim kierunku to zmierza?
– Te działania mają wielowątkową głębię. Po pierwsze, brakuje skutecznych działań polskich służb specjalnych, które powinny identyfikować osoby biorące udział w takich ekscesach. Osoby demonstrujące nieprzychylność wobec Polski i Polaków nie powinny mieć prawa do pracy w naszym kraju. I to powinno być publicznie ogłoszone przez polskie władze. Po drugie, trzeba brać pod uwagę, że tego typu akty w pewnych sytuacjach mogą być inspirowane przez obce służby specjalne, i to nie tylko jednego państwa.

Jakie w tej sytuacji są szanse Ukrainy na członkostwo w UE ?
– Ukraina jest na skraju upadku gospodarczego i ekonomicznego, jest w fazie trwającej fragmentaryzacji państwa. To kraj, gdzie w pewnych regionach organizacje przestępcze już wyręczają państwo w monopolu na stosowanie siły. W takim stanie nikt nie weźmie na utrzymanie czterdziestu milionów ludzi, a do tego sprowadzałoby się wstąpienie Ukrainy w szeregi Unii. Praktycznie UE przez kilkanaście lat musiałaby poświęcać cały budżet spójności na wyrównanie standardów dwukrotnie większego od Polski kraju, oczywiście przy założeniu wyeliminowania powszechnej tam korupcji.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -slad.html

Autor:  Aerolit [ 15 wrz 2017, 07:34 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Bez skruchy nie może być przebaczenia

Obrazek

Środowiska kresowe domagają się stanowczych działań w celu umożliwienia ekshumacji i godnego pochówku wszystkich ofiar ukraińskiego ludobójstwa oraz stanowczej reakcji na masowe zakłamywanie historii i gloryfikację zbrodniarzy wojennych przez władze Ukrainy. W tej sprawie wystosowali list do prezydenta Andrzeja Dudy, premier Beaty Szydło oraz prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.

Ponad 50 organizacji kresowych i osób prywatnych z całej Polski zwróciło się do najwyższych władz w Polsce z wnioskiem o pomoc w umożliwieniu godnego pochówku ofiar ukraińskiego ludobójstwa oraz pomoc prawną w uzyskaniu zadośćuczynienia od rządu Ukrainy za straty materialne i niematerialne poniesione podczas zorganizowanego przez OUN-UPA ludobójstwa ludności polskiej. Nawiązując do słów prezydenta Dudy wypowiedzianych w Wieluniu podczas obchodów 78. rocznicy agresji Niemiec na Polskę, środowiska kresowe przypominają trzy wymienione przez Andrzeja Dudę niezbędne fundamenty właściwej polityki historycznej: dbanie o pamięć zbudowaną na prawdzie, zadośćuczynienie za popełnione zbrodnie i przebaczenie.

„Cieszy fakt, że po prawie 30 latach znaleźli się w końcu politycy, którzy mają tyle odwagi, by podnieść tę kwestię w odniesieniu do Niemiec” – czytamy w piśmie.

Jednak, jak zauważają, tej konsekwencji i stanowczości brakuje obecnym polskim władzom w odniesieniu do Ukrainy, co jest wyrazem słabości.

„Jest to polityka »na kolanach«, choć w obietnicach wyborczych słyszeliśmy o »wstawaniu z kolan«. Z wielką przykrością musimy stwierdzić, że nasz Rząd w stosunkach dwustronnych z partnerem ukraińskim łamie wszelkie zasady postulowane przez Pana Prezydenta” – zauważają Kresowiacy.

Przypominają słowa prezydenta Dudy z Wielunia „...trzeba wiedzieć i pamiętać, kto był ofiarą, a kto mordercą [...]. I nie wolno dopuścić do tego, by ta elementarna prawda była zamazywana przez czas, poprzez machinacje różnego rodzaju historyków, czy też, jak kto woli, pseudohistoryków...”. „Jak w kontekście tych słów odczytać brak oficjalnego i stanowczego protestu polskiego rządu wobec budowania na Ukrainie setek pomników i upamiętnień Stepana Bandery, Romana Szuchewycza i innych ludobójców narodu polskiego?! Jak mamy rozumieć brak polskiego sprzeciwu wobec uznania przez Ukrainę za bohaterów banderowskich rezunów z UPA wyrzynających polskie wsie na Kresach Wschodnich?! Co znaczy pokorne milczenie polskiego rządu wobec totalnego fałszowania historii przez szefa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza, słusznie nazywanego w naszym środowisku »ukraińskim Goebbelsem«?!” – pytają autorzy listu.

Jednocześnie zwracają uwagę na niestosowność sytuacji wysyłania olbrzymich środków finansowych na Ukrainę z kieszeni polskiego podatnika przy jednoczesnym wrogim postępowaniu władz tego państwa.

„Jak mamy postrzegać stałą, olbrzymią daninę finansową dla Ukrainy z kieszeni polskiego podatnika, w sytuacji, gdy państwo to kolejny raz zakazuje nam ekshumacji i godnego pochówku dziesiątek tysięcy Polaków zamordowanych przez Ukraińców i do chwili obecnej spoczywających w dołach, jamach, na śmietniskach, bez grobu i znaku krzyża?” – pytają środowiska kresowe.

Jednocześnie apelują, aby rządzący Polską analogicznie jak wobec Niemiec zachowywali się w stosunku do Ukrainy.

– Zaapelowaliśmy również do polskich władz o przeprowadzenie oszacowania należnego Polsce zadośćuczynienia ze strony Ukrainy za wyrządzone straty materialne i niematerialne podczas zorganizowanego przez OUN-UPA ludobójstwa. Domagamy się także bezpłatnej pomocy prawnej dla krewnych ofiar banderowców podczas występowania z roszczeniami odszkodowawczymi wobec państwa ukraińskiego – stwierdza w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr n. med. Zbigniew Kopociński ze 105 Kresowego Szpitala Wojskowego w Żarach, prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów – Oddział Żary. Jako argument autorzy listu przypominają, że ukraińscy nacjonaliści wymordowali ok. dwustu tysięcy Polaków, grabiąc ich majątek, zrównując z ziemią wiele polskich miejscowości. W tej sytuacji przypominają, że budowanie sztucznej przyjaźni polsko-ukraińskiej na fundamencie kłamstwa wołyńskiego będzie równie skuteczne jak przyjaźń polsko-sowiecka na fundamencie kłamstwa katyńskiego.

„Stopień okrucieństwa ukraińskich rezunów przekroczył wszystko, co zdarzyło się podczas ostatniej wojny (rozpruwanie ciężarnych kobiet, nadziewanie niemowlaków na sztachety od płotu, zbiorowe gwałty, ćwiartowanie przy użyciu siekier, kos, wideł i młotów). Do wybaczenia potrzebne jest wyznanie win, skrucha, postanowienie poprawy i zadośćuczynienie” – akcentują środowiska kresowe, wskazując, że zamiast słowa „przepraszam” obecne władze Ukrainy gloryfikują zbrodniarzy z OUN-UPA, a swoją państwowość budują na kłamstwie. W ocenie autorów listu, Ukraińcy zakłamują też prawdę o masowych mordach dokonanych na Polakach, ale też na Żydach, Rosjanach, Ormianach, Węgrach, Czechach, Słowakach, Cyganach i sprawiedliwych Ukraińcach, co więcej, w haniebny sposób uniemożliwiają godny pochówek ofiar. Tym samym demoralizują młodych Ukraińców, wskazując im jako bohaterów – morderców.

„Domagamy się od Rządu RP, zgodnie z postulatami Prezydenta, przeprowadzenia wszelkich niezbędnych analiz do oszacowania strat materialnych i niematerialnych, by dokonać rzetelnej oceny wysokości zadośćuczynienia, jakie winna zapłacić Ukraina. Jednocześnie domagamy się stanowczych działań naszego Rządu w celu umożliwienia godnego pochówku naszych krewnych, którzy już ponad 70 lat spoczywają jak dzikie, padłe zwierzęta. To najgorsza hańba polskiego Państwa, by godzić się na takie traktowanie swoich obywateli!!!” – czytamy w liście środowisk kresowych, które przestrzegają, że pobłażliwość dla ludobójców Narodu Polskiego to prosta droga do powtórzenia tragicznej historii, szczególnie w kontekście napływu do Polski olbrzymiej ilości imigrantów ekonomicznych z Ukrainy, wychowywanych w kulcie zbrodniarzy wojennych i morderców Polaków.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zenia.html

Autor:  Asindziej [ 20 paź 2017, 07:03 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

https://parezja.pl/sroda-bredzi-ukraink ... na-wladzy/

Polskę i Ukrainę dzielą oczywiści banderowcy. Oraz Żydzi. A jak to czynią, demonstruje nam właśnie Środa. Nie darmo zwą Żydów mistrzami w szczuciu na siebie narodów.

Kopia artykułu:

Środa bredzi: Ukrainki czują nienawistny wzrok w autobusie. To wszystko wina władzy
Przez Redakcja - 19 października 2017

Czołowa polska feministka Magdalena Środa postanowiła wypowiedzieć się na temat akcji #metoo i molestowania kobiet. Rozmawiała w tej sprawie z niejakim Kuźniarem.

„Ciszę się niesłychanie z akcji #metoo. Ona oczywiście żadnych rozwiązań nie przyniesie, ale podwyższy poziom świadomości i podejrzewam, że to uzdrowi relacje. Kwestia molestowania seksualnego nie jest kwestią prywatnych relacji między mężczyzną a kobietą. To relacja władzy” — powiedziała Środa.

„Teraz mamy taką tendencję w naszym kraju, że rodzina jest świętością, więc problem przemocy nie istnieje. Rząd otwarcie mówi, że niech się zabijają w rodzinach, byle by ich nie rozwiązywać. Byleby nie było rozwodów, bo rodzina jest świętą. Dokładnie taki stosunek do przemocy ma rząd, co widać dokładnie po wypowiedzi pana prezydenta, żeby nie stosować konwencji o przemocy w rodzinie. Myślę, że do tego bardzo dołożyły się seksistowskie wypowiedzi Donalda Trumpa przed wyborami w Stanach Zjednoczonych” – stwierdziła.

„Mam doktorantki Ukrainki, które są świetnymi dziewczynami. Doskonale mówią po polsku. Jak przyjechały tutaj, były zachwycone, bo uniwersytet dał im wszechstronną pomoc i dobrze się tu czują. Ale mówią, że od roku, jak rozmawiają w autobusie po ukraińsku, to czują na sobie nienawistne i niechętne spojrzenia” – zaznaczyła i dodała: „Myślę, że jest taka atmosfera ksenofobii, która rzeczywiście, nie dość, że jest tolerowana przez tę władzę, to jeszcze myślę, że jest inspirowana. Jest wiele przypadków ataków na cudzoziemców i sądy zachowują się z dużym dystansem, a władza tego nie dostrzega. Minister Błaszczak właściwie nie widzi problemów”.

„To jest oczywiście prymitywny nacjonalizm. Z drugiej strony mamy niechęć wobec obcych, w kraju tak niesłychanie homogenicznym, co jest zgoła kuriozalne. Przeciętny Polak nie widział w życiu uchodźcy, nie spotkał się z gejem, nie miał do czynienia z kimś, kto jest innego wyznania, ale już nienawidzi” – podkreśliła.

Autor:  Aerolit [ 27 paź 2017, 06:17 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Skandaliczne porównanie

Obrazek

Stanowisko IPN w związku z ostatnimi wypowiedziami byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki

Instytut Pamięci Narodowej odbiera ostatnią wypowiedź byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, w której dokonuje on nieuprawnionych porównań pomiędzy Armią Krajową a Ukraińską Powstańczą Armią, jako niestosowną, a przede wszystkim niezgodną z prawdą historyczną.

Stawianie znaku równości między Armią Krajową a Ukraińską Powstańczą Armią uznać należy za skandaliczne. AK była częścią Polskich Sił Zbrojnych, podległych legalnemu i uznawanemu przez przytłaczającą większość Polaków rządowi na uchodźstwie. Stanowiła część sił Aliantów walczących z III Rzeszą. Natomiast UPA była zbrojnym ramieniem głoszącej politycznie skrajne hasła Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której program kształtował się pod wpływem ideologii nazistowskiej. Formacje te ponoszą odpowiedzialność za ludobójstwo ponad 100 tysięcy Polaków na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej, w przeważającej większości bezbronnych cywilów: starców, kobiet i dzieci.

Cele polityczne, działalność konspiracyjna, obszar aktywności i stosowane metody stawiają obie formacje w bardzo odległych od siebie miejscach i spotykają się z diametralnie odmienną oceną historyków.

Także doszukiwanie się analogii pomiędzy działalnością Józefa Piłsudskiego a czynami Stefana Bandery jest całkowicie nieuprawnione, przede wszystkim dlatego, że aktywność niepodległościowa Józefa Piłsudskiego z czasów jego kierowania PPS – Frakcją Rewolucyjną nie zaowocowała śmiercią tysięcy niewinnych istnień ludzkich.

Mimo piętrzących się trudności IPN od wielu lat prowadzi współpracę z partnerami ukraińskimi, podejmując również starania na rzecz dialogu historyków z obu krajów, uznając jednakże, że jest on możliwy tylko na drodze wzajemnego poszanowania i dążenia do prawdy.

Tytuł pochodzi od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nanie.html

Autor:  Aerolit [ 31 paź 2017, 14:39 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Będę upominał się o krzyże

Z dr. Jarosławem Szarkiem, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk

Obrazek

IPN stanowczo zareagował na wywiad byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, w którym polityk zrównuje UPA z Armią Krajową. To kolejne oburzające kłamstwa Ukraińców.
– Stosunki polsko-ukraińskie to kwestie polityczne i jako takie pozostawiam je politykom. Z kolei Instytut Pamięci Narodowej musiał stanąć w obronie dobrego imienia Armii Krajowej i Marszałka Józefa Piłsudskiego. Bez względu na to, kto te słowa wypowiedział. Zareagowalibyśmy również wtedy, gdyby takiego zwrotu użył były lub urzędujący prezydent jakiegokolwiek innego państwa. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. A podkreślę to raz jeszcze: porównywanie UPA do Armii Krajowej jest całkowicie ahistoryczne, nieuprawnione i kłamliwe. Niestety, Ukraina w ten sposób chce realizować swoją politykę historyczną. Nie tak dawno Ukraińcy odsłonili pomnik na Przełęczy Wereckiej, na którym widnieje napis: „Bohaterom Ukrainy Karpackiej rozstrzelanym przez polskich i węgierskich okupantów w marcu 1939 roku”. Czczone wydarzenie nigdy nie miało miejsca! To nie ma potwierdzenia w faktach! To jest budowanie fałszywego obrazu. Instytut Pamięci Narodowej będzie w tych sprawach stanowczo reagował.

Wydaje się, że były prezydent Ukrainy powinien wiedzieć, jakie jest stanowisko Polski wobec działalności UPA i jak wielkim szacunkiem darzymy ofiarę Armii Krajowej. Jego słowa to celowa prowokacja?
– Ta wypowiedź zbiegła się z wizytą w Kijowie wicepremiera prof. Piotra Glińskiego, który tymi sprawami się zajmuje. I gdy on udaje się na Ukrainę, aby szukać porozumienia w relacjach polsko-ukraińskich, to były prezydent naszych wschodnich sąsiadów, kawaler Orderu Orła Białego, wypowiada takie słowa.

A co dalej z polskimi pracami ekshumacyjnymi na Ukrainie?
– Na dzień dzisiejszy wyczerpaliśmy wszystkie możliwości, które mogłyby nam umożliwić prowadzenie poszukiwań naszych przodków w tym kraju. W tej materii ukraińska polityka jest stanowcza i zdecydowana. Z kolei nasza współpraca na polu archiwalnym i naukowym przebiega bez zarzutu. Ukraińcy w pełni z nami współpracują.

Jest więc szansa na przełamanie impasu?
– Wielokrotnie tłumaczyliśmy Ukraińcom, że możemy rozpocząć swoje prace od tych kwestii, które nie budzą wątpliwości. Poszukiwanie naszych żołnierzy, którzy polegli z rąk niemieckich lub sowieckich we wrześniu 1939 r., to jest coś kontrowersyjnego? Albo badania nad naszymi Legionistami poległymi na Wołyniu – czy mogą być punktem spornym? Ukraina jest niestety nieugięta, także w tej kwestii. Mogę jeszcze zrozumieć ich niechęć do podejmowania sprawy ludobójstwa wołyńskiego, ale mimo mojego zrozumienia, nie zrezygnuję z tego, żeby na miejscu kaźni naszych rodaków i na grobach, w których spoczywają ich szczątki, stanął krzyż z informacją, kto tu jest pochowany. Jako prezes IPN będę się o to upominał.

W Gliwicach mówił Pan o potrzebie stworzenia programu, który pomoże w zachowaniu dziedzictwa kresowego. Dlaczego ten element naszej historii uznał Pan za wyjątkowo istotny?
– Nie możemy zapomnieć o Kresach. Na tamtych ziemiach przez wiele wieków istniała Rzeczpospolita. Powstawały tam wybitne dzieła literackie, artystyczne czy architektoniczne. To jest część naszej tożsamości. Oderwanie jej oznacza okaleczenie polskości. I choć te ziemie nie znajdują się w granicach współczesnej Polski, to ich dziedzictwo powinno być częścią naszej pamięci. Musimy zrobić wszystko, aby było ono trwałe. Czas mija. Dlatego Instytut Pamięci Narodowej przygotuje wiele propozycji skierowanych do młodego pokolenia. Na szczęście już teraz młodzi prowadzą wiele wspaniałych inicjatyw, które skupiają się na ratowaniu i porządkowaniu materialnego dziedzictwa.

Ale ciągle historia Kresów to domena jedynie pasjonatów historii.
– Niestety, zbyt mało mówi się o tej tematyce w szkole. Staramy się nadrabiać te braki w programach nauczania i cyklicznie organizujemy różne przedsięwzięcia. Są to np. konkursy czy wyjazdy na Kresy. Te drugie są najlepszą lekcją historii. Jest jeszcze jednak kwestia: połowa współczesnej Polski są to tzw. ziemie odzyskane. Tam głównie przybyła ludność z Kresów. Te ziemie mają pewien problem z tożsamością, mieszkańcy województwa lubuskiego mają „inną” pamięć niż ci z województwa podkarpackiego czy małopolskiego. Myślę, że przywrócenie pamięci w tamte społeczności, budowanie na ich tożsamości będzie wzmocnieniem ich związków z Rzeczpospolitą.

Co jest powodem problemów z tożsamością?
– Problemem jest to, że te osoby swoje korzenie zapuściły dopiero 70 lat temu. Co innego jest, gdy mieszka się na danej ziemi przez wieki, gdy chodzi się na cmentarze, na których spoczywają całe rodziny, a groby mają po sto, dwieście czy trzysta lat. Byłem kiedyś w małej miejscowości pod Kołobrzegiem. Tam na nowym osiedlu nazwy ulic nawiązywały do Kresów. Była ulica Nowogródzka czy Wileńska. To jest wspaniały przykład do naśladowania, bo część tej społeczności właśnie stamtąd przybyła. To nawiązuje więź z ziemią ich przodków.

W programie o Kresach znajdzie się miejsce dla unitów?
– Chciałbym, żeby ten program pokazał wielokulturowe dziedzictwo I i II Rzeczypospolitej. A był to czas zmagań o polskość. Program ten powinien być ogólnopaństwowy i powinien odwoływać się do wszystkich aspektów naszej historii. Nie da się tego zrobić bez powołania ciała, które by zbadało historię powiat po powiecie. Pozostałe tam zabytki, kościoły, cmentarze trzeba udokumentować. Stwórzmy mapę tych miejsc. Oczywiście prowadzimy już takie badania, ale one obejmują mniejszą skalę i są rozproszone. Dużą pracę od połowy lat 90. wykonały w tej materii zespoły historyków Uniwersytetu Jagiellońskiego pod kierunkiem Andrzeja Betleja i Wojciecha Drelicharza. Niekiedy osoby prywatne więcej w tej kwestii zrobiły niż instytucje państwowe – wystarczy wspomnieć choćby Czesława Blicharskiego, niestrudzonego strażnika pamięci Tarnopola.

Ostatnio Uniwersytet Szczeciński wydał monografię Cmentarza Janowskiego we Lwowie. Ten cmentarz jest ogromny i znany, ale są miejsca małe, zapomniane, które stanowią dla nas ogromną wartość kulturową i historyczną. Gdy zwiedzamy Kresy, to trafiamy na mogiły naszych przodków. To są tysiące polskich grobów, Polaków wyznania katolickiego, protestanckiego czy prawosławnego oraz unickiego. Te groby są pozostawione same sobie i niszczeją. Być może dojdzie do takiej sytuacji, że za kilkanaście lat tych miejsc już nie będzie. Zresztą tak już się stało w wielu miejscach. W ciągu ostatnich 25 lat wiele takich miejsc zniknęło, a obciąża nas to, że nie udało się ich udokumentować. Skoro nie zawsze możemy fizycznie ochronić je przed zniszczeniem, to chociaż opiszmy je i udokumentujmy obrazem. Bo przecież są to miejsca spoczynku Polaków, bez względu na wyznawaną religię.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rzyze.html

Autor:  Aerolit [ 11 lis 2017, 10:08 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Posłowie nie mają odwagi stanąć w prawdzie

Z Ewą Siemaszko, historykiem, badaczem zbrodni wołyńskiej, rozmawia Rafał Stefaniuk

Obrazek

Po raz kolejna nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej zakazująca propagowania banderyzmu w Polsce trafiła do sejmowej „zamrażarki”.
– To wyjątkowo smutne wydarzenie, nie tylko dla środowisk kresowych, ale dla ogółu Polaków. Bo to pokazuje, że posłowie polskiego Sejmu nie mają odwagi stanąć w prawdzie. Już nie tylko Kresowiacy są świadomi zbrodniczej działalności ukraińskich nacjonalistów, ale też szerokie kręgi polskiego społeczeństwa uznają, że propagowanie symboli i ideologii zbrodniarzy jest rzeczą nie do przyjęcia. Kwestia ta jest nader istotna, bo w ostatnim czasie przyjechało do nas co najmniej 1,5 mln Ukraińców do pracy. Część z nich to osoby, które fascynują się OUN-UPA. Nasze władze powinny patrzeć dalekosiężnie. Duża grupa odwołująca się do UPA może stanowić dla nas poważny problem i może też wywoływać konflikty. Dlatego musimy wysłać jasny sygnał, że nie będzie pobłażliwości w stosunku do gloryfikacji ukraińskich nacjonalistów.

Ale i w Polsce słychać głosy przeciwne tej ustawie.
– Żyje u nas spora grupa tzw. polskich Ukraińców. Są to osoby, które urodziły się w Polsce po II wojnie światowej i pochodzą z rodzin przesiedlonych ze wschodniej i południowej Polski na tzw. ziemie odzyskane w ramach akcji „Wisła”. Niestety wśród nich jest wiele osób, które są zwolennikami ideologii ukraińskich nacjonalistów i, o zgrozo, pielęgnują pamięć o UPA. Z pewnością dla tej grupy osób projekt nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej może być nie do przyjęcia. Ta grupa, choć nie jest wielka, jest jednak bardzo głośna.

Podobno powodem wstrzymania prac jest planowana wizyta Andrzeja Dudy na Ukrainie. Warto zrobić kolejną pauzę dla dobra wzajemnych relacji?
– Jeżeli to prawda, to jest to chowanie głowy w piasek. Problem pozostanie i będzie nabrzmiewał. Kolejne odkładanie w czasie prac nad nowelizacją to pokazywanie słabości strony polskiej. Ukraina już i tak daje do zrozumienia, że presją chce zmusić nas do odstąpienia od upamiętniania ofiar ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, więc nasze elity państwowe nie powinny naszego sąsiada w tym utwierdzać.

Jak więc z Ukrainą powinniśmy rozmawiać?
– Kiedy siadamy do stołu z krajami Wschodu, to nasze stanowisko musi być twarde, stanowcze. Każda uległość zostanie natychmiast wychwycona i wykorzystana. Uległość oznacza słabość. A słabych się nie szanuje.

Prezes IPN Ukrainy Wołodymyr Wiatrowycz nazwał grupy samoobrony poległe w obronie naszych rodaków przed banderowcami „czekistami”. Wobec tych częstych prowokacji jest możliwe budowanie dobrych relacji z Ukrainą?
– Mówiąc wyjątkowo łagodnie: Wołodymyra Wiatrowycza znowu poniosła fantazja. Ta wypowiedź dyskwalifikuje go jako naukowca, jest propagandystą. Kłamstwa Wiatrowycza dawno przekroczyły granicę tolerancji. Przy tej kadrze ukraińskiego IPN, mającej w dodatku poparcie polityczne aktualnej władzy, nie widzę szans na jakąkolwiek rzeczową rozmowę o trudnych momentach naszej wspólnej historii.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wdzie.html

Autor:  Aerolit [ 06 lut 2018, 17:10 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Warunki dyktuje Ukraina

Z prof. zw. dr. hab. Czesławem Partaczem z Wydziału Humanistycznego Politechniki Koszalińskiej, badaczem stosunków polsko-ukraińskich, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Nowela ustawy o IPN budzi niezadowolenie w Izraelu, ale też – o czym się mniej mówi – na Ukrainie. Co się nie spodobało naszym sąsiadom?
– Ustawa sankcjonuje podważanie prawdy o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, ale też umożliwia prawne ściganie za propagowanie banderyzmu. I to nie podoba się Ukraińcom, których niestety przyzwyczailiśmy do ustępstw z naszej strony. Wiele państw prowadzi – do czego ma prawo – własną politykę historyczną. Na zachodniej Ukrainie, gdzie działał ukraiński integralny nacjonalizm, który de facto był zwykłym nazizmem, Ukraińcy zamordowali w sposób nieprawdopodobnie okrutny co najmniej 134 tysiące Polaków. I kiedy powstało niepodległe państwo ukraińskie w 1991 roku, Ukraińcy zaczęli stosować narrację przyniesioną z diaspory ukraińskiej z Zachodu, od nacjonalistów, którzy uciekli na Zachód, że to jest nieprawda. Ponieważ kolejne polskie władze po 1989 roku, czy to Unia Demokratyczna, czy później Unia Wolności, wychodziły z doktryny Giedroycia, mianowicie, że Polska w okresie wojennym była gnębicielem mniejszości narodowych, więc jako państwo nie reagowała na stopniowy wzrost nacjonalizmu na terenie Ukrainy. W latach 90. ten trend można było zatrzymać, ale liberalni politycy nie chcieli tego zrobić. Skutek jest taki, że po 2000 roku, a szczególnie teraz, po dojściu nacjonalistów do władzy, okrzyknięto nacjonalizm integralny i banderyzm jako oficjalną wykładnię najnowszej historii Ukrainy. Odbywa się to niestety z wielką szkodą dla Polaków. W tej chwili doszło do sytuacji, że w województwach wołyńskim, tarnopolskim, stanisławowskim i lwowskim mamy tylko 5 procent upamiętnień. Na inne Ukraińcy nie chcą się zgodzić. Na symbolicznych cmentarzach są krzyże, gdzie jest napisane, że zginęli tragicznie, ale nawet nie napisano, kto zginął. Doszło do tego, że nawet nie wolno podawać tam polskich nazwisk. Ukraińcy żyją w totalnie zakłamanej historii, co więcej, tej zakłamanej historii uczy ich państwo.

Polskie władze tego nie dostrzegają?
– I to jest bardzo dziwne niestety. Co więcej, na terenie naszego kraju Ukraińcy mają pełną swobodę, a Związek Ukraińców w Polsce jest dofinansowany z budżetu państwa polskiego. Pozwala się im również na upamiętnienia nawet tam, gdzie nie został pochowany żaden Ukrainiec. Stawiane są wielkie pomniki ku czci OUN-UPA, tak jak to było chociażby w Hruszowicach k. Przemyśla. Można zatem powiedzieć, że wszędzie tam, gdzie są pochowani Ukraińcy, np. zamordowani w ramach akcji odwetowych, wszędzie tam są ich upamiętnienia. Procentowy stosunek upamiętnień polskich ofiar ukraińskich zbrodni w tym kraju do upamiętnień ukraińskich w Polsce ma się jak 5 proc. do 95 proc. Nacjonalizm na Ukrainie rośnie i tylko w obwodach lwowskim oraz tarnopolskim czarno-czerwona flaga banderowska jest już oficjalnie wywieszana podczas różnych świąt przez władze państwowe. Nie należy więc się dziwić, że nowelizacja ustawy o IPN, która początkowo była pomyślana jako ustawa penalizująca banderyzm, a więc umożliwiająca karanie ukraińskich kłamstw o Stepanie Banderze i jego zbrojnych oddziałach, budzi kontrowersje na Ukrainie.

Czy to oznacza, że do tej pory w relacjach polsko-ukraińskich warunki dyktowała strona ukraińska?
– Dokładnie tak. Czasem wyglądało to nawet tak, jakby Polska była kolonią Ukrainy. W dyplomacji stosuje się zasadę wzajemności relacji, wzajemnego szacunku, tymczasem do tej pory było tak, że dla przykładu Polska oddaje Związkowi Ukraińców w Polsce Narodny Dom w Przemyślu, oddaje budynek muzeum – dawną kurię greckokatolicką, a także świątynie, a więc ciągle im coś dajemy, dofinansowujemy remonty z budżetu państwa, tymczasem na Ukrainie od 1991 roku zwrócono Polakom tylko nieliczne kościoły, nie oddano żadnych budynków użyteczności publicznej, które były własnością polskiej społeczności, nie oddano nam ani jednego z tysięcy dzieł sztuki, które niszczeją przechowywane w piwnicach czy na strychach muzeów lwowskich lub w innych miejscach. A więc relacje są bardzo nierównomierne.

Co powinniśmy zrobić, aby pokazać Ukraińcom, że dłużej Polska nie będzie tolerować promowania banderyzmu i zakłamywania historii?
– Cały czas problem polega na tym, że prawda, o której my wiemy, o której mówimy w Polsce, że ona nie dociera do świata. Wskazywaliśmy to nie jeden raz. Przecież jest wiele bardzo dobrych opracowań poświęconych tematom zarówno polsko-żydowskim, jak i polsko-ukraińskim i należy je po prostu przetłumaczyć na język angielski i puścić w świat. My siebie już przekonywać nie musimy. Ogrom zaniedbań po 20 latach rządów liberałów jest porażający. W zasadzie oni nic nie robili i została po nich pustynia. Jest bardzo dużo do zrobienia, włącznie z polityką historyczną, tymczasem sprawami polsko-ukraińskimi zajmuje się tylko kilkanaście osób, z czego – jak już powiedziałem – większość są to albo Ukraińcy, albo przedstawiciele innych mniejszości narodowych, którzy piszą nie do końca prawdę. I to jest problem. Również bardzo niewielu Polaków zajmuje się relacjami polsko-żydowskimi, bo przez długie lata to też – niestety – był temat tabu. I teraz to wszystko trzeba odkręcić. Pracy jest niemiłosiernie dużo. Należy pisać książki, tłumaczyć je i wydawać w wydawnictwach na zachodzie, żeby prawda dotarła do opinii publicznej, do naukowców, dziennikarzy. Póki co niestety tego się nie robi.

Z czego wynikały te „zaniedbania”?
– Byliśmy kształtowani przez pedagogikę wstydu. Mieliśmy brać na sumienie wszystko, co było niewygodne dla innych.

Na czym powinna się opierać polityka historyczna wobec Ukrainy?
– Na prawdzie. Państwo polskie powinno wreszcie powiedzieć, co chce zrobić. Tymczasem brakuje odważnych, żeby jasno, otwarcie to wyartykułować. Brakuje tego, który wskaże drogę, jasno wskaże kierunek. Co prawda na tle całego szumu medialnego zaczną się – mam nadzieję – krystalizować pewne ośrodki, coś dobrego się z tego wykluje i rozsądna polityka zostanie w końcu nakreślona i będzie realizowana. Państwo musi sobie niejako na nowo wyznaczyć cele, jakie chce osiągnąć, i wybrać środki do realizacji tych zamierzeń. Dotyczy to zarówno zakresu historii, polityki, jak i wielu innych dziedzin. Żeby osiągać cele, trzeba dokonać korekt także personalnych w MSZ, bo przecież nie jest żadną tajemnicą, że na odcinku wschodnim wciąż pracują ludzie, którzy nawet nie znają cyrylicy, nie mówiąc już o innych sprawach. Jak widać, do zrobienia w Polsce jest bardzo dużo.

Czy strategiczne partnerstwo, którym przez wiele lat byliśmy karmieni, to tylko mit?
– To mit i propaganda, która funkcjonowała przez lata. Co więcej, to kolejne polskie władze posługiwały się tą retoryką, ale po stronie ukraińskiej nic takiego nie miało miejsca. Przez wiele lat prenumerowałem Roczniki Służby Zagranicznej Ukrainy, przeglądałem je uważnie i nigdzie nie znalazłem ani słowa o Polsce jako partnerze strategicznym. My, Polacy, wśród polityków i działaczy samorządowych na Ukrainie jesteśmy pośmiewiskiem, bo dajemy, niczego nie oczekując czy raczej niczego nie wymagając w zamian. To Polska jest rzecznikiem interesów Ukrainy na Zachodzie i to my w związku z tym mamy prawo stawiać żądania od Ukraińców, nie odwrotnie. Potrzebujemy odpowiednich polityków, strategów, którzy nakreślaliby na przyszłość właściwą drogę polsko-ukraińskich relacji. Nie umiemy ani się bronić, ani atakować, jak zajdzie taka potrzeba, bo zawsze górę bierze poprawność polityczna. I to jest najbardziej smutne.

Ukraińcy jakoś nie dostrzegają problemu w tym, że fałszują historię...
– Jest taki ukraiński działacz społeczny we Lwowie Rostysław Nowożeniec – pisarz i polityk znany z promowania wprost fantastycznych teorii na temat znaczenia Ukrainy i Ukraińców w historii ludzkości, który opublikował przewodnik „Ukraińskie miejsca w Polsce”. Jest tam mowa o tym, że Kraków to staroukraińskie miasto, a Mikołaj Rej czy król Jan III Sobieski to oczywiście nie Polacy, a Ukraińcy. Jak widać, Ukraińcy są dumni ze swojej – wydumanej, zakłamanej, niemającej nic wspólnego z prawdą historii. Co więcej, chwalą się tymi łgarstwami, natomiast my siedzimy pokornie i udajemy, że nas nie ma. Tak to niestety wygląda. Jako państwo jesteśmy wciąż w defensywie, obserwuję to zjawisko, którego początki sięgają XIX wieku. To jest niestety nasza negatywna cecha narodowa, która przejawia się w braku siły do walki o swoje narodowe interesy. Ciągle nas ktoś przytłacza, brakuje nam poczucia dumy narodowej. Koniecznie musimy to zmienić.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... raina.html

Autor:  Aerolit [ 19 lut 2018, 11:45 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Pracujmy dalej nad porozumieniem

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, posłem do europarlamentu z Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rozmowy polsko-ukraińskie zakończyły się fiaskiem. Spodziewał się Pan takiego efektu?
– Szkoda, że nie ma decyzji ze strony ukraińskiej w sprawie zniesienia zakazu polskich ekshumacji na terytorium tego kraju. Widać, że spotkanie wicepremierów nie okazało się efektywnym kanałem. Rezultat jest taki, że nie ma zbliżenia poglądów.

Jaki zatem kanał jest właściwy? Podczas grudniowej wizyty prezydenta Dudy na Ukrainie i jego rozmów z prezydentem Poroszenką ustalono, że uregulowaniem patowej sytuacji zajmie się polsko-ukraińska komisja ds. historycznych pod przewodnictwem wicepremierów Rozenki i Glińskiego?
– Z całą pewnością potrzebna jest wola i to z obu stron. Mam nadzieję, że po jakimś czasie rozmowy polsko-ukraińskie przyniosą efekt. Póki co, porozumienia nie ma. Upamiętnienia ofiar zbrodni wołyńskiej są oczekiwane nie tylko przez środowiska kresowe, ale przez wszystkich Polaków. Jako Naród jesteśmy to winni naszym rodakom. Chodzi też oczywiście o legalne upamiętnienia ukraińskie w Polsce wtedy, gdy mają one uzasadnienie.

Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski powiedział, że brak porozumienia oznacza poważny regres zaufania. Ale czy w ogóle można mieć zaufanie do strony, która notorycznie robi Polsce na złość?
– Fakty są takie, że rozmowy na razie nie dały efektów, ale jestem przekonany, że wraz z upływem czasu strona ukraińska zmieni swoje stanowisko. Myślę, że oba państwa nie mają innego wyjścia, jak się porozumieć. Jasne jest, że to nie Polska jest wrogiem Ukrainy i to nie Ukraina jest wrogiem Polski. Natomiast są wrogowie zarówno Polski, jak i Ukrainy, którzy zacierają ręce, kiedy tylko relacje polsko-ukraińskie ulegają zaognieniu.

Ze stwierdzeniem, że Polska nie jest wrogiem Ukrainy – przynajmniej tej nacjonalistycznej, to chyba można dyskutować…
– Mam tu na myśli państwo ukraińskie jako całość, państwo, które z pewnością nie jest wrogo nastawione wobec Polski i Polaków. Oczywiście w każdym środowisku czy narodzie można znaleźć skrajności, co nie zmienia faktu, że państwo ukraińskie jako całość nie jest wrogiem państwa polskiego i odwrotnie. Ukraińcy są przy tym pozytywnie nastawieni do Polski i Polaków. Nie należy zatem eskalować napięć i złych nastrojów, bo o to bardzo łatwo. Wówczas mało znaczące pierwotnie gesty czy słowa urastają do rangi złych mitów. Współczesna Ukraina nie jest nacjonalistyczna. Jest natomiast państwem, które znajduje się między Polską, a więc Unią Europejską, i Rosją. I to Ukraina bierze na siebie ciężar rosyjskiej agresji, jest państwem frontowym, buforowym, co zresztą przyznają sami Ukraińcy. Ten konflikt nie toczy się na granicy Polski, jest przesunięty daleko na Wschód. I to jest – jak sądzę – podstawowa kwestia. Polska jest cały czas zainteresowana utrzymaniem istnienia państwa ukraińskiego, jest też zainteresowana tym, żeby Ukraina stawała się coraz bardziej państwem demokratycznym, bo wtedy będzie państwem bardziej stabilnym. Można zatem powiedzieć, że w interesie Polski jest silna, niezależna, demokratyczna Ukraina.

Ale to chyba nie powinno osłabiać naszej czujności, nie powinniśmy też przymykać oczu na to, co złe po ukraińskiej stronie…
– Oczywiście nie oznacza to, że po stronie ukraińskiej nie dostrzegamy rzeczy, które należy zmienić. Unia Europejska postuluje m.in. zreformowanie wymiaru sprawiedliwości czy wprowadzenie różnych mechanizmów antykorupcyjnych. Pamiętajmy przy tym cały czas, że w Doniecku i Ługańsku stoją przebrane za separatystów wojska rosyjskie, które walczą z wojskami ukraińskimi. Można zatem z dużym prawdopodobieństwem uznać, że to, iż między Polską a Rosją jest jeszcze Ukraina, powoduje, że te walki nie toczą się na pograniczu Polski.

No tak, ale to chyba Ukrainie powinno zależeć na dobrych relacjach z Polską, która jest rzecznikiem jej spraw w Unii Europejskiej i w ogóle na Zachodzie?
– Oczywiście, pamiętamy wydarzenia chociażby z 2015 roku, kiedy w dniu wizyty ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego w parlamencie Ukrainy parlamentarzyści tego kraju uchwalili ustawę gloryfikującą OUN-UPA. Spróbujemy jednak spojrzeć na nasze relacje w sposób realistyczny. Do stołu powinni usiąść eksperci i w oparciu o fakty próbować uzgodnić stanowiska. Dopiero wówczas dojdziemy do celu, w sposób rozważny, spokojny. Nie mam przy tym zamiaru usprawiedliwiać niektórych działań drugiej strony, która swoją tożsamość próbowała budować po części na błędnych fundamentach. Na pewno dobrze byłoby, gdyby rozmowy wicepremierów Piotra Glińskiego i Pawła Rozenki poszły w kierunku wytyczonym przez prezydentów Andrzeja Dudę i Petra Poroszenkę, ale tak się niestety nie stało. Życie toczy się jednak dalej, więc pracujmy nad porozumieniem. Myślę, że każdy gest, każdy przejaw dobrej woli będzie ważny i potrzebny na drodze dialogu do porozumienia.

Czy w świetle bieżących wydarzeń strategiczne partnerstwo z Ukrainą to pragnienie i mit czy realne oczekiwanie?
– Pytanie, jak rozumieć owe strategiczne partnerstwo między naszymi państwami. Istnienie niepodległej Ukrainy jest w interesie Polski i co do tego nie powinno być żadnych wątpliwości, zresztą podobnie jak istnienie niepodległej Białorusi. Z naszego punktu widzenia lepiej, żeby te państwa były niepodległe, niż były zachodnimi guberniami Rosji, bo to sprawia, że konflikt, jaki się tli we wschodniej Ukrainie, nie ma miejsca u granic Polski. Jako Polska jesteśmy zainteresowani stabilizowaniem Ukrainy – jakakolwiek by ona nie była, oczywiście pod jednym warunkiem, że nie będzie ona wroga wobec nas. Ale taka nie jest i nigdy od proklamowania swojej niepodległości w 1991 roku nie była. Ukraińcy, generalnie rzecz biorąc, są pozytywnie nastawieni do Polaków i państwa polskiego. I nie możemy tego zepsuć. Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną oraz zapędy Władimira Putina, istnienie Ukrainy jako mocnego, stabilnego państwa buforowego jest w interesie Polski i całego zachodniego świata. Z naszego punktu widzenia – mam na myśli świat Zachodu – nie możemy pozwolić na oddanie Ukrainy w ręce Rosji, bo wtedy zaszkodzilibyśmy samym sobie. Tak czy inaczej nie dam się namówić na totalne potępianie Ukraińców, bo to tylko nakręca rosyjską propagandę i daje przewagę Moskwie w wojnie hybrydowej, jaka cały czas się toczy. Już teraz widać radość internetowych kremlowskich trolli.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/194 ... eniem.html

Autor:  Aerolit [ 27 mar 2018, 08:37 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Dowody ludobójstwa

Na jesieni trafią do Polski ukraińskie dokumenty dotyczące Operacji Polskiej, ludobójstwa na Polakach zrealizowanego przez NKWD.

Obrazek

To efekt podpisania umowy między Instytutem Pamięci Narodowej a trzema obwodowymi archiwami z terenu Ukrainy. – Mam nadzieję, że już jesienią pierwsze kopie dokumentów trafią do zasobów IPN – powiedziała Marzena Kruk, dyrektor Archiwum IPN.

– Pracownicy IPN w kwietniu i maju pojadą na Ukrainę i rozpoczną digitalizację tych zbiorów – zaznaczyła.

Kruk podkreśla, że nawiązanie współpracy z archiwami obwodowymi stanowi etap we współpracy archiwalnej z jednostkami ukraińskimi. – Po raz pierwszy na taką skalę trafią do nas całe teczki ofiar represji, represji skierowanych przeciwko Polakom. W pierwszej kolejności będziemy się skupiać na latach 1937-38, czyli dotyczących ofiar Operacji Polskiej, ale naszym celem jest zebranie i zgromadzenie w archiwum IPN kopii dokumentów obrazujących represje na Polakach z całego okresu komunistycznego. Bardzo by nam zależało na zebraniu wszystkich możliwych dokumentów – mówi dyrektor archiwum Instytutu.

– Pracujemy nad wskazaniem, które dokumenty w pierwszej kolejności nas interesują. W tej chwili nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, ile dokładnie będzie tych dokumentów, ilu osób te dokumenty będą dotyczyć. Z tych liczb, które tutaj padły, jasno widzimy, że to będą dziesiątki tysięcy dokumentów dotyczące dziesiątek tysięcy osób – podkreśla Kruk, odpowiadając na pytanie „Naszego Dziennika”.

Zenon Baranowski

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/195 ... jstwa.html

Autor:  Aerolit [ 25 maja 2018, 07:45 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Świat się tak poplątał że trudno się w nim normalnemu człowiekowi godnie odnaleźć.
Taki świat nie ma nic do zaoferowania ludziom oprócz kłamstw, plotek (głównie o celebrytach) i straszenia. Nie wspomnę o truciu ludzi farmaceutykami, korporacyjnym pożywieniem, wodą pitną, rozpylaniem toksyn i czym się da.
Uciec z tego świata, tak do końca się nie da, ale aby uchronić się przed skarłowaceniem duchowym, trzeba nieustannie rozwijać swoją świadomość, czerpiąc natchnienie z Najwyższego Atraktora.
Ukraina próbuje określić swoją państwowość na dorobku kulturowym i historycznym opartym na bestialskich wyczynach swoich czczonych przodków. Ohyda!


Ukraina wykorzystuje nasze ustępstwa do kolejnych roszczeń

Z Mirosławem Majkowskim, prezesem Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na cmentarzu komunalnym w Hruszowicach k. Przemyśla, w miejscu, gdzie stał nielegalny pomnik upamiętniający bojowników OUN-UPA, ruszyły dziś prace archeologiczne...
– Sprawa nie była taka prosta, bo trzeba było rozbić ciężką, grubą na blisko metr żelbetonową płytę fundamentową, na której był posadowiony nielegalny pomnik w kształcie łuku chwały. Jest to o tyle utrudnione, że wspomniana płyta znajduje się pomiędzy grobami, co wykluczało użycie cięższego sprzętu. Miejmy nadzieję, że po zdemontowaniu płyty, kiedy gruz zostanie uprzątnięty, rozpoczną się prace archeologiczno-ekshumacyjne.

Ukraińcy twierdzą, że w tym miejscu znajdują się szczątki ludzkie…
– Szczątki ludzkie mogą się znajdować w każdej części tej, zresztą bardzo starej nekropolii. Prawdopodobnie również ten nielegalny pomnik zbudowano na starych, zaniedbanych grobach. Tak czy inaczej nie ma żadnych przesłanek, które pozwoliłyby przypuszczać, że w miejscu tym spoczywają szczątki UP-owców.

Prace nadzoruje prof. Krzysztof Szwagrzyk, ale na miejscu są także przedstawiciele strony ukraińskiej, na czele ze Światosławem Szeremetą – sekretarzem ukraińskiej komisji do spraw upamiętnień ofiar wojny i represji. Jak obecność Szeremety jest odbierana przez środowiska patriotyczne?
– Już rano Światosław Szeremeta próbował urządzić wiceprezesowi Instytutu Pamięci Narodowej prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi awanturę. Podobnie niestosownie – delikatnie rzecz ujmując – zachowywał się wobec Janusza Słabickiego, wójta gminy Stubno, gospodarza miejsca. Profesor Szwagrzyk starał się tonować atmosferę i spokojnie tłumaczyć racje, natomiast inne osoby słownie przywołały Szeremetę do porządku. Wśród pytań zadawanych przez Szeremetę prof. Szwagrzykowi było pytanie o stosunek wiceprezesa IPN do komunizmu. Kiedy profesor odpowiedział, że ten stosunek jest negatywny, wówczas Szeremeta usiłował przekonywać, że w tym miejscu – na cmentarzu w Hruszowicach – spoczywają członkowie OUN-UPA, którzy walczyli z komunistami. Jednak zapomniał przy tym, co zresztą zostało mu wytknięte przez świadków tej rozmowy, że także polskie oddziały podziemia niepodległościowego walczyły z UPA. Oddziały, które reprezentowały legalny Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie walczyły w tym wypadku z terrorystami. Na tym zakończył się ten incydent. Warto też podkreślić, że dzisiejsze prace i teren zabezpieczała policja.

Jak wytłumaczyć to zachowanie – w końcu, jak by nie było, przedstawiciela państwa ukraińskiego, który do Hruszowic został oddelegowany przez władze w Kijowie?
– Po pierwsze, polski rząd uczynił gest, cofając na dzisiaj Szeremecie zakaz wjazdu na terytorium Polski. Po drugie, Światosław Szeremeta, nie zważając na to, przyjechał do naszego kraju bez żadnej pokory, co więcej, wszczynał awanturę i zamiast prowadzić rozmowy, zaczął narzucać swoją politykę przedstawicielom państwa polskiego. Nie sądzę też, żeby te ekshumacje były do końca na rękę ukraińskim władzom, które chciały kwestię pomnika w Hruszowicach i konflikt wokół niego wykorzystywać w polityce wewnętrznej, przed wyborami na Ukrainie. Tymczasem badania archeologiczno-ekshumacyjne w Hruszowicach niejako rozbijają ich dotychczasową politykę. Tak naprawdę pomnik był postawiony w hołdzie de facto mordercom, a z drugiej strony trzeba przypomnieć, że sam Szeremeta zablokował na Ukrainie poszukiwania i ekshumacje polskich ofiar ukraińskich zbrodni. Z jednej strony mamy zatem kwestię upamiętnienia zbrodniarzy, ludobójców, a z drugiej strony sprawę upamiętnienia zbrodni, i to jest zasadnicza różnica. Niestety, strona ukraińska zachowuje bezczelność we wzajemnych relacjach z Polską. Musimy mieć też świadomość, że wszelkie ustępstwa z naszej strony będą wykorzystywane przez stronę ukraińską do wysuwania kolejnych roszczeń wobec naszego państwa. Znam Światosława Szeremetę i wiem, że skorzysta z każdej okazji, żeby tylko uderzyć w Polskę.

Skoro dotknął Pan tego tematu, to proszę powiedzieć, czy i jak kwestia Hruszowic może wpłynąć na poszukiwania na Ukrainie miejsc, gdzie grzebano polskie ofiary OUN-UPA?
– Strona polska podejmuje w stosunku do Ukrainy działania jednostronnie przyjazne, natomiast z drugiej strony nie ma wzajemności. Wciąż bowiem brakuje jasnych deklaracji, że działania z polskiej strony przełożą się na odblokowanie prac ekshumacyjnych na Ukrainie.

Ukraińcy chcą odbudować pomnik w Hruszowicach?
– Cały czas wysuwają takie żądania. W tym momencie pomnik ten nabiera charakteru rewizjonistycznego. Nie chodzi tu przecież o upamiętnienie, czyli o groby dla poległych, niezależnie od tego, kim byli, natomiast Ukraińcom chodzi o pomniki chwały banderowców, którzy reprezentowali ideę budowy państwa ukraińskiego właśnie na tych polskich ziemiach. Ten tupet strony ukraińskiej, usiłującej wymusić na Polsce przytaknięcie dla ich zaborczych intencji, czyli potwierdzenie, że, owszem, są to ziemie ukraińskie, tylko póki co administrowane przez Polskę. To rzecz nieprawdopodobna, ale fakty są takie, że cała działalność strony ukraińskiej w rezultacie sprowadza się właśnie do tego zakresu.

Jaka jest historia nielegalnego pomnika ku czci banderowców w Hruszowicach – monumentu, który został rozebrany w ubiegłym roku?
– W 1993 roku w ramach Związku Ukraińców – Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego zrzeszającego byłych banderowców, który działał przy Związku Ukraińców w Polsce, została podjęta decyzja w sprawie upamiętnienia, które rok później zostało wybudowane na cmentarzu komunalnym w Hruszowicach k. Przemyśla. Pomnik ten został wybudowany nielegalnie, bez zezwolenia władz centralnych i władz lokalnych. Ta, jak wspomniałem, nielegalna forma upamiętnienia została wzniesiona bez konsultacji zarówno z wojewódzkim konserwatorem zabytków, jak i Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Co więcej, ten olbrzymich rozmiarów monument w kształcie łuku tryumfalnego został opatrzony – zresztą sprzecznym z prawdą historyczną – napisem: „Chwała bohaterom UPA, bojownikom o wolną Ukrainę”. Mimo protestów wielu środowisk kresowych i patriotycznych, pomimo iż stanowisko MSW co do rozbiórki pomnika było jasne od dawna, to decyzji o rozbiórce niestety nie podjęto. Sprawa ciągnęła się przez 20 lat i w tym czasie nikt nie przeciął tego wrzodu, pomimo iż w 1995 r. Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Rzeszowie stwierdził, że obiekt powinien zostać rozebrany. Wobec powyższego wójt gminy Stubno, zgodnie z obowiązującym prawem, podjął decyzję o rozbiórce monumentu, co też stało się w kwietniu ubiegłego roku. Rozbiórka, której dokonali przedstawiciele Społecznego Komitetu Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce, odbyła się w majestacie prawa, po uprzednim spełnieniu wymaganych procedur.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/197 ... zczen.html

Autor:  Aerolit [ 11 lip 2018, 07:36 ]
Tytuł:  Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Nie wyciągają wniosków z historii

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak odebrał Pan ostrzeżenia neobanderowskiej partii Swoboda wobec polskich władz, aby podczas niedzielnych uroczystości „powstrzymały się od nieprzemyślanych, prowokacyjnych wypowiedzi, działań czy gestów na wołyńskiej ziemi – ojczyźnie UPA”?
– To są smutne słowa, które jednocześnie świadczą o tym, że Ukraińcy nie wyciągają żadnych wniosków z historii i złych decyzji swoich przodków: dziadków, ojców. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że to, co się stało na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej 75 lat temu, to były złe decyzje Ukraińców. To były bardzo niedobre decyzje, które spowodowały zadrę na lata. Co więcej, ta wciąż niezabliźniona rana ciągle się sączy. Ona nie tyle krwawi, ile wręcz się psuje. To także dowód, że po stronie ukraińskiej nie widać oznak refleksji, elementów samouzdrowienia. Mało tego, mamy raczej do czynienia ze zjawiskiem rozdrapywania tej rany, co powoduje jej gnicie, a to już jest bardzo niebezpieczne.

Czy to tylko prowokacja, czy przestroga, aby zamknąć usta prawdzie historycznej o zbrodni wołyńskiej?
– Im dłużej obserwuję sytuację na Ukrainie i działania tzw. patriotów facebookowych, tym bardziej jestem skłonny sugerować, aby ci ludzie zabrali się do roboty i zgłosili się na front – tam, gdzie trwa prawdziwa wojna – i walczyli z realnym wrogiem o wolność swojego kraju. Przecież to Rosjanie okupują tereny wschodniej Ukrainy i niszczą ten kraj, a nie Polska. Widać, że ktoś nie potrafi na trzeźwo przeanalizować, gdzie jest rzeczywisty wróg, a gdzie wyimaginowany. Wygląda na to, że na Ukrainie mamy do czynienia z tworzeniem sobie wirtualnego wroga na Zachodzie, a jednocześnie z zamykaniem oczu na prawdziwe niebezpieczeństwo i realnego wroga – Rosję, która dzisiaj dzieli i zawłaszcza sobie to państwo. To zatrważające, że Ukraińcy nie chcą zdać sobie sprawy, że z każdym kolejnym dniem tracą własne państwo na rzecz Rosji.

Jaki los może czekać państwo, którego mit założycielski jest budowany na kłamstwie i wrogości wobec innego kraju, w tym wypadku Polski?
– Jak można budować państwo, kiedy jego część – metr po metrze, kilometr po kilometrze – jest rozgrabiana przez obce mocarstwo? W tej sytuacji Ukraińcy nic nie budują. Co więcej, w swoim zacietrzewieniu tracą szansę na niepodległe państwo. Proszę zwrócić uwagę, że Krymu już nie ma i tylko Polska zachowuje się solidarnie, uznając Krym za część państwa ukraińskiego. Dzieje się to w sytuacji, kiedy wiele państw Unii Europejskiej ma to w nosie. Ukraińcy nie doceniają, że największego sojusznika w Europie mają w Polsce, a nie w państwach starej Unii. Tego Ukraińcy nie rozumieją, nie doceniają, nie szanują i nie chcą przyjąć do wiadomości, że w końcu na własne życzenie stracą swojego największego sojusznika i zostaną sami, a wtedy Rosja zrobi z ich państwem, co tylko będzie chciała.

Jak w kontekście wydarzeń sprzed 75 lat i tego, co dzisiaj ma miejsce w relacjach polsko-ukraińskich, ocenia Pan oświadczenie prezydenta Andrzeja Dudy, który wcześniej na cmentarzu w miejscowości Ołyka pod Łuckiem oddał hołd Polakom – ofiarom ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców z OUN-UPA?
– To było poprawne i dyplomatyczne wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy, który mówił o dramatyzmie, wielkiej tragedii dziesiątków tysięcy Polaków. Musimy też sobie uświadomić, że to nie były ofiary żołnierzy, którzy zginęli na froncie, którzy mieli się prawo bronić. Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z ofiarami ludzi skrytobójczo zamordowanych, którzy nie mieli nawet możliwości się bronić. Ci nasi rodacy ginęli w nieludzki sposób, ale nie chcę tu wchodzić w szczegóły, bo to jest zadanie dla historyków. Prezydent Duda w swoim oświadczeniu określił to i tak w sposób bardzo delikatny, mówiąc o smutnej dacie dla tych, którzy stracili najbliższych, i że to nie była wojna, ale czystka etniczna. Myślę, że każdy, kto miał już bądź będzie miał okazję zobaczyć film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, uświadomi sobie ogrom tragedii i faktyczną skalę tego, co się tam wydarzyło 75 lat temu. Dla wielu młodych pokoleń – niestety – wciąż jest to abstrakcja, ale tym bardziej trzeba o tym mówić.

Czy w przemówieniu prezydenta nie powinno być mniej dyplomacji, a więcej stanowczości? Czy nie było to zbyt delikatne przemówienie?
– Nam to przemówienie polskiego prezydenta rzeczywiście może się wydawać dyplomatyczne i zbyt delikatne. Natomiast dla strony ukraińskiej już sam fakt, że prezydent Polski przyjechał oddać hołd ofiarom zbrodni, jest nietaktem czy wręcz – jak to nazywają – próbą burzenia ładu. Co by nie powiedzieć, interpretacja z każdej strony zawsze będzie inna.

Czego obawiają się Ukraińcy, próbując zamknąć usta Polsce w sprawie ludobójstwa na Wołyniu?
– Prawdy! Ukraińcy obawiają się prawdy, która jest i zawsze będzie dla nich smutna i obciążająca. Muszą się jednak z tym zmierzyć. Najgorsze dla człowieka jest, jeśli musi stanąć przed lustrem i powiedzieć prawdę o sobie samym – prawdę niewygodną, bolesną. Po stronie ukraińskiej został zbudowany pewien mit uczciwego Ukraińca, banderowca walczącego z polskim okupantem, tyle tylko, że ten bohater de facto okazał się tchórzem. Trudno bowiem nazwać bohaterem kogoś, kto zabija bezbronnych cywilów, w tym kobiety, dzieci i starców, a nie walczy jak mężczyzna z bronią w ręku na froncie, z równym sobie przeciwnikiem. I to jest zasadnicza różnica. Z wrogiem się walczy, ale wróg, który walczy na froncie z bronią w ręku, mając naprzeciwko siebie przeciwnika, to jest ktoś godny szacunku. Natomiast w tym wypadku nie mówimy nawet o wojsku, ale o bandach. To nie byli żołnierze, ale bandyci, zwyrodnialcy, bo tak wojsko nie postępuje. Wojsko, żołnierze mają pewne zasady i nie strzelają do cywilów, do dzieci, kobiet, do bezbronnych. Tak jak banderowcy zachowują się tylko bandyci, zbrodniarze, zwyrodnialcy, ludzie wyzbyci jakichkolwiek zasad. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie da się zbudować mitu, że byli to bohaterowie, ale tchórze, którzy stali się mitem założycielskim i bohaterami Ukrainy. Taka budowla się rozsypie prędzej czy później.

Jak zrozumieć fakt, że gdy prezydent Polski oddawał hołd ofiarom ukraińskich zbrodni na Wołyniu, prezydent Ukrainy, dla odmiany gościł w Sahryniu na Lubelszczyźnie, gdzie złożył hołd Ukraińcom, którzy zginęli z rąk Polaków w 1944 roku?
– To, co wydarzyło się w Sahryniu, to były działania odwetowe oddziałów Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, w wyniku których rozbito uzbrojoną bazę UPA. W wyniku ataku, który miał uprzedzić spodziewaną akcję ze strony UPA, zginęli ukraińscy mieszkańcy wsi. W tej sytuacji stawianie znaku równości pomiędzy ludobójstwem dokonanym przez OUN-UPA a akcją polskich oddziałów partyzanckich przeciwko uzbrojonej bazie to zwykła manipulacja. Oddziały samoobrony zareagowały na działania banderowców. To był odwet za ludobójstwo na Wołyniu. Ludność cywilna, widząc, że nikt nie reaguje, że Niemcy, pod okupacją których znajdowała się wówczas Polska, w ogóle nie podjęli tego tematu. Zresztą było im na rękę tak jak działania na Wołyniu, które też odbywały się przy milczącej zgodzie niemieckiego okupanta. Żeby była jasność: z całą pewnością to, co się wydarzyło w Sahryniu, też nie było rzeczą chwalebną, ale był to akt rozpaczy, obrony przed oprawcami. Najwyraźniej nie było innego wyjścia. Człowiek w akcie desperacji jest gotów nawet do rzeczy tak okrutnych. I tak jak powiedziałem – nie jest to powód do chwały, ale to pokazuje, jak bardzo dramatyczna musiała być cała ta sytuacja.

Wizyta Poroszenki nie jest próbą przeciwstawienia zbrodni ludobójstwa na Polakach, mieszkańcach Wołynia, temu, co się stało w Sahryniu, w ramach – jak Pan zauważył – akcji odwetowej?
– Dla człowieka trzeźwo myślącego, kierującego się faktami, a nie ideologią, zestawienie tych dwóch rzeczy jest nonsensem i próbą zakłamywania historii. Prezydent Poroszenko najwidoczniej pomylił związki przyczynowo-skutkowe i – trzeba przyznać – bardzo sprytnie wybiegł do przodu. Dlatego od polskich mediów oczekuję, aby mówiły o chronologii wydarzeń i o związkach przyczynowo-skutkowych. Przypomnę tylko, że końcówka filmu „Wołyń” zawiera właśnie ten fragment odwetowy na ludności cywilnej, co pokazuje, że my nie uciekamy od smutnej historii, ale był to akt desperacji i po latach ustępstw powiedzenie w końcu: „Dość poddawania się zbrodniczej działalności UPA, musimy się bronić”. Nie jest zatem tak, że milczeliśmy, mówiąc, że nic się nie stało, bo stało się: wiele nieszczęść, ale nasza reakcja była niewspółmierna do ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

W jakim kierunku zmierzają polsko-ukraińskie relacje bez rozliczenia zbrodni wołyńskiej?
– Relacje międzypaństwowe należy budować na prawdzie. Kłamstwo wyklucza już – nie powiem – przyjaźń, ale jakąkolwiek współpracę międzypaństwową. Tymczasem Ukraina robi wszystko, żeby utracić swojego najwierniejszego sojusznika i przyjaciela oraz rzecznika swoich spraw w Europie. Niestety, Ukraińcy swoimi działaniami i wrogością robią wszystko, żeby zburzyć to, co dotychczas zostało zbudowane. Przypomnę tylko, że Polska była pierwszym państwem, które uznało niepodległą Ukrainę. Polska była też krajem, który cały czas wspierał działania prodemokratyczne Kijowa. Wspieraliśmy Ukrainę także finansowo, otwierając się na ten kraj. Tymczasem nasi sąsiedzi wcale nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków. Osobiście coraz bardziej staję się zwolennikiem zasady, że polityka zagraniczna to są przede wszystkim interesy, a tam, gdzie interesy, sentymenty należy odłożyć na bok. Dlatego zacznijmy mówić o interesach z Ukraińcami, sentymenty zostawmy na boku. Dzisiaj w ramach relacji z Ukrainą jako polski polityk, poseł na Sejm RP oczekuję konkretnych interesów. Musimy też sobie odpowiedzieć na pytanie, czy w relacjach z Ukrainą mamy interes, czy może Kijów staje się dla nas coraz większym balastem.

Reset relacji w rozumieniu prezydenta Donalda Trumpa?
– Dokładnie. Może więc przyszedł najwyższy czas na politykę w stylu prezydenta Trumpa, czyli koniec sponsorowania – w tym wypadku – Ukrainy, a czas najwyższy na twarde zasady rynkowe, biznesowe, czyli to, co to jest w interesie polskiego podatnika. Donald Trump pokazuje, w jaki sposób i o czym w pierwszej kolejności powinien myśleć prezydent państwa. Jedni nazywają to patriotyzmem, inni nacjonalizmem, a jeszcze inni duchem europejskim. Tak czy inaczej na tym polega prawdziwy współczesny patriotyzm.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... torii.html

Strona 16 z 17 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/