Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 242 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 24 sty 2016, 11:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... nderowcow/

Prof. zw. dr hab. Czesław Partacz – Efekt Lucyfera, czyli rzecz o wyjątkowo okrutnym mordowaniu Polaków przez banderowców.
KLUB INTELIGENCJI POLSKIEJ 20 SIERPNIA 2015

Obrazek

Motto do wystąpienia na Konferencji: „Nikt nie wejdzie do Nowego Porządku Świata, kto nie złoży przysięgi oddawania czci Lucyferowi. Nikt zatem nie wejdzie do Nowej Ery, jeśli nie przejdzie Lucyferycznej inicjacji.”
David Spangler, Dyrektor Inicjatywy Planetarnej Organizacji Narodów Zjednoczonych
Po 72 latach od zakończenia II wojny światowej, temat popełnionych w jej czasie zbrodni ludobójstwa i „wypędzenia” rodzimej, autochtonicznej ludności polskiej na Kresach Wschodnich i Zachodnich, cały czas „drzemie” w polityce i świadomości dużej części Polaków i wielu państw Europy. Jest to wynik mizerii politycznej elit III RP oraz celowej polityki historycznej dwóch europejskich państw, znów wkraczających na starą drogę imperializmu: Niemiec i Rosji oraz coraz bardziej gloryfikującej działania OUN-UPA Ukrainy. Elity rządzące Polską do tej pory nie zechciały wypracować polityki historycznej, ponieważ losy kresowian złożyli na ołtarzu polityki giedroyciowsko-antyrosyjskiej. Musimy pamiętać, że pamięć o faktach uległa po latach pewnemu wykrzywieniu i przekłamaniu. Dlatego przypominanie istoty tej prawdy o genocidum atrox jest powinnością najwyższej wagi narodowej i państwowej oraz wypełnieniem powinności zachowania pamięci wobec pokoleń które już odeszły z tego świata. Relatywizowanie przeszłości może bowiem sprowadzić młode pokolenia na manowce, a nawet do strasznego nieszczęścia ze strony agresywnego, neonazistowskiego neobanderyzmu, mającego w swoim programie roszczenia terytorialne wobec państw sąsiadujących z Ukrainą, w tym i Polski. Moralno – prawną ocenę sprawy przynależności do Polski Ziem Odzyskanych, które niby dostaliśmy za utracone Kresy Wschodnie na rzecz Związku Sowieckiego dobrze scharakteryzował niemiecki pisarz, były żołnierz Waffen-SS Günter Grass. Powiedział on : „Rozpoczęliśmy wojnę, prowadziliśmy ją w sposób zbrodniczy i przegraliśmy ją. Ceną za to jest utrata prowincji oraz ból ludzi, którzy stracili swoją ojczyznę”. Cóż możemy powiedzieć na to my – Polacy, o naszych Kresach Wschodnich? My nie rozpoczęliśmy wojny, nie prowadziliśmy jej w sposób zbrodniczy, oficjalnie wygraliśmy ją. W uznaniu zasług i męstwa na frontach Wschodu, Zachodu i Północy Europy zapłaciliśmy „utratą prowincji wschodnich, ludobójstwem Polaków dokonanego przez OUN-UPA oraz specjalne służby Związku Sowieckiego i III Rzeszy Niemieckiej jak i bólem ludzi, którzy stracili swoją małą ojczyznę”.[1]
Obecnie, mimo braku klimatu politycznego w Polsce, jesteśmy świadkami powolnego ale nieuchronnego wyjaśniania przemilczanych przez lata zbrodni banderowskich, a nowo powstające w Polsce prace naukowe, czy nawet film fabularny Wojciecha Smarzewskiego pod roboczym tytułem „Nienawiść” mimo braku wsparcia finansowego państwa, przywracają społeczeństwu celowo zagubioną prawdę o przeszłości. Musimy jednak cały czas pamiętać, że pojednanie oparte na niepamięci i ukraińskiej gloryfikacji integralnego nacjonalizmu, prowadzi do recydywy. Stało się to szczególnie widoczne za rządów Petra Poroszenki, kiedy to m.in. zabójstwa dziennikarzy, demaskatorów zbrodni nacjonalistów stały się w państwie ukraińskim prawie normą. Zafałszowana historia jest matką opartej na glinianych nogach polityki. Powoli tak się staje w relacjach Polski z Ukrainą, mimo niewiele znaczących gestów, takich jak na przykład nadanie tytułu honorowego doktora honoris causa prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu przez władze Uniwersytetu im. Iwana Franko we Lwowie.
Mimo wielu publikacji naukowych i publicystycznych, cały czas aktualne są wieloaspektowe pytania: dlaczego ukraińscy nacjonaliści i czerń wiejska mordowali Polaków i dlaczego były to mordy tak wyjątkowo okrutne, wręcz niespotykane w kulturze europejskiej. Dlaczego mordowano księży katolickich, leśników czy zwykłych chłopów. Dlaczego wśród ofiar ludobójstwa szalejącego na ziemiach kresowych województw było aż tak wielu księży katolickich, których zabijano w sposób szczególnie okrutny i wyrafinowany [2].Do dzisiaj znamy odpowiedź tylko na niektóre pytania, ponieważ brak było współpracy ze stroną ukraińsko-halicką. Polacy małopolscy nie mieli nadziei na jakąkolwiek pomoc i zrozumienie ze strony duchowego przewodnika Ukraińców halickich, metropolity i arcybiskupa greckokatolickiego Andrija Szeptyćkiego.W jednym z dokumentów proweniencji kościelnej tych tragicznych czasów, dotyczących metropolity unickiego czytamy: „Do arcybiskupa Szepytć kiego nie ma co pisać, bo stoi na stanowisku, że tego nie robią Ukraińcy, tylko bolszewickie bandy. Jest to oczywiście chowanie głowy w piasek, żeby nie widzieć prawdy”[3].Wielu przedstawicieli kleru greckokatolickiego nie tylko nie powstrzymywało morderców, ale wręcz zachęcało do przestępstw[4]. W dokumentach tego czasu i relacjach światków są na to rozliczne dowody, jak wezwania: „Braty za orużja i ty byty Lachiw, a Boh wam hriwdu wydpustyt”[5], czy śpiewany w czasie procesji Bożego Ciała roku 1943 refren do pieśni i modłów: „rezaj Lachiw, rezaj”. Relacje naocznych świadków mówią o trudnym do wyobrażenia i zrozumienia błogosławieniu przez księży greckokatolickich narzędzi zbrodni, czyli noży, siekier czy wideł. Czyżby to był fanatyzm narodowo-wyznaniowy. Czy współcześni Ukraińcy o tym wiedzą. Na pewno nie. W tych okrutnych miesiącach II wojny światowej tryumfował nie etos humanizmu chrześcijańskiego, ale raczej etos ukraińskiego didka, czyli pospolitego diabła i wspomnienia legendarnych rzezi kozacko-hajdamackich z przed wieków. Pewną rolę odgrywała pamięć o hulaniu z Lachamipodczas wojny 1918-1919 o Lwów i Galicję Wschodnią. Zbrodnie żołnierzy Ukraińskiej Armii Halickiej (UHA) nie zostały w pełni ukarane. A bezkarność rodzi następne, jeszcze potworniejsze zbrodnie. Dlatego zapewne dochodziło w latach II wojny światowej do bezpośredniego udziału kapłanów greckokatolickich (często byłych oficerów UHA), ich dzieci i najbliższych krewnych w mordach[6]. Były to przypadki na tyle częste, że po wojnie organizacje podziemne próbowały przeprowadzić ankietę wśród ocalałych z rzezi kresowian na ten temat[7].Jak podaje Aleksander Korman, niektórzy historycy ukraińscy nazywają księży unickich cementem lub spoiwem bohaterskiej UPA.[8]Jeżeli przeanalizujemy tylko jedną z wielu monografii Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu pt: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946 autorstwa Szczepana Siekierki, Henryka Komańskiego i Eugeniusza Rózanskiego, to możemy na konkretnych przykładach zobaczyć skrajny stosunek niektórych parochów greckokatolickich diecezji stanisławowskiej do Polaków, ich stosunku do podstawowych kanonów wiary i miłości do Boga i Człowieka, czyli sensu chrześcijaństwa. W monografii tej świadkowie opisują aż 14 księży greckokatolickich i dwóch alumnów z ziem województwa stanisławowskiego. Trzech z nich święciło noże, służące do mordowania Polaków[9]. Byli to: ks. Bodak z Doliny, ks. Wołodymyr Sterniuk (mamy nadzieję, że to ktoś inny o tym samym imieniu i nazwisku, niż przyszły biskup greckokatolicki), ks. Zakrzewski z Kut (późniejszy działacz z Kanady i pracownik Radia Swoboda)[10]. Aż trzech księży z tej grupy podczas kazań wzywało do wyplenienia polskiego kąkolu z ukraińskiej pszenicy, czyli, po prostu nawoływało do mordowania bliźnich. Inni skrajni nacjonaliści, jednocześnie księża czy alumni w tej diecezji to: Stepan Kisiełewśkyj z Dobrowłan, pow. Kałusz, proboszcz z Dołhej Wojniłowskiej, pow. Kałusz, ks. Potoćkyj z Zalipia, pow. Rohatyn, ks. Wasyl Dubanowycz ze Stratyna, pow.Rohatyn, ks. Podłysyćkyj z Podmichala, pow. Kałusz, Wołodymyr Kalnyj ze Swaryszowa, pow. Dolina, ks. Sołonynka z Żupania, pow. Stryj, paroch z Trójcy pow. Śniatyń, paroch z Niżniowa pow. Tłumacz i księża z Rozdołu pow. Żydaczów.[11] Byli to księża greckokatoliccy z diecezji stanisławowskiej, kierowanej przecież przez obecnie błogosławionego biskupa Hryhorija Chomyszyna. Wśród hierarchów unickich był to jedyny renesansowy, zachodnioeuropejski humanista, przepojony nie nacjonalizmem ukraińsko-halickim, ale głęboko przemyślaną wiarą katolicką. Z perspektywy minionych siedemdziesięciu dwóch lat widzimy, że tylko on jeden spośród biskupów greckokatolickich,po chrześcijańsku, prawidłowo odczytywał znaki czasu. Ukraiński integralny nacjonalizm halicki, czyli po prostu Nazizm oraz Komunizm uważał za powrót do pogaństwa z elementami satanizmu. Uważał też, że przyjęcie chrztu przez Ruś z Bizancjum a nie z Rzymu, było wielkim nieszczęściem dla Słowian Wschodnich, bo doprowadziło to do sytuacji, że podstawowe zasady wiary nie stały się zasadami postępowania wiernych w życiu codziennym.[12]Obrządek przeważył nad sensem i prawidłami ,czyli prawami wiary chrześcijańskiej. Ale byli też tacy księża uniccy jak paroch z Podlisek, pow. Zborów. On widząc mordy UPA, na kazaniu w cerkwi powiedział o UPA: „to żadne wojsko, to plugawa banda, która nie zbuduje żadnej Ukrainy”.[13] Za słowa prawdy został zamordowany przez „bohaterów” z UPA.
Wszyscy trzej okupanci ziem polskich: komunistyczni Sowieci, socjalistyczno-szowinistyczni hitlerowcy niemieccy i integralni nacjonaliści ukraińscy, starali się, niestety skutecznie, wymordować jak największą liczbę inteligencji polskiej. Do tej polskiej warstwy przywódczej należeli też księża. Banderowcy i czerń wiejska na Kresach południowo-wschodnich zamordowali, często w barbarzyński sposób 148 księży katolickich, 15 zakonników, 4 kleryków, 29 zakonnic, czyli 196 duchownych i zakonnic narodowości polskiej oraz 26 księży greckokatolickich, czyli często swoich rodaków[14] o innych poglądach. Jak napisał w 2009 roku biskup ordynariusz diecezji łuckiej na Wołyniu: Nie chcemy rozdrapywać ran ,które i tak krwawią, nie chcemy też powstania nowych, ale jednocześnie zapominać też nie można. To jest niedopuszczalne, to jest nie do pomyślenia. Chcemy się modlić za tych ,którzy zginęli. Będę zawsze to powtarzał: chcemy dokończyć sprawowanie tych mszy świętych, które niegdyś zostały przerwane i pozostają niedokończone. Ginęli ludzie w kościołach i ginęli księża przy ołtarzach. Czy mamy prawo o tym zapomnieć? Mówiąc słowami psalmu: Czy mogę zapomnieć o tobie Jeruzalem? Gdybym zapomniał o tobie, to niech uschnie moja prawica i język przyschnie mi do podniebienia.[15]Słowa te pochodzą z broszury, będącej cząstką wystawy noszącej znamienny tytuł: Niedokończone msze wołyńskie. Martyrologia duchowieństwa wołyńskiego, ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej. Wystawa ta zorganizowana przez Centrum Ucrainicum KUL ,IPN w Lublinie i Katolickie Stowarzyszenie” Civitas Christiana” wędrowała po polskich miastach w latach 2010 -2011. Ukazywała ona min., że podczas sprawowania mszy świętej w Zabłoćcach, pow. Włodzimierz Wołyński, został zamordowany 11 lipca 1943 roku wraz ze 76 parafianami ks. Józef Aleksandrowicz, podobnie ks. Jan Kotwicki w Chrynowie, powiat Włodzimierz Wołyński ze 150 parafianami. Również ks. Konstanty Turzański z Wyszogródka, pow. Krzemieniec został zamordowany podczas odprawiania mszy świętej wraz ze 150 wiernymi w lipcu 1943 roku. Szczególnie okrutną śmierć zgotowali banderowcy księdzu neounickiemu Serafinowi Jarosiewiczowi z Żabcza pow. Łuck. Został on spalony wraz z 4 wiernymi w cerkwi greckokatolickiej, za odmowę przejścia na prawosławie. Taką śmierć przez spalenie wraz ze 150-200 wiernymi neounitami, za odmowę powrotu na prawosławie spotkał siostrę Marię Ossakowską i siostrę Jadwigę Gano w Lubieszowie, diecezji pińskiej, miejscu nauki szkolnej Tadeusza Kościuszki. Natomiast ks. Karol Baran ze Stężarzyc, pow. Włodzimierz został 12 lipca 1943 roku uprowadzony przez banderowców do lasu, związany pomiędzy deskami i przerżnięty piłą. W ostatnim czasie trwa proces beatyfikacyjny męczennika, ks. Ludwika Wrodarczyka, lekarza, zielarza, niezwykle pomagającego ludziom. Został on nocą z 6/7 grudnia 1943 roku porwany z kościoła w Okopach, pow. Sarny i przewieziony do ukraińskiej wsi Karpiłówka. Po brutalnym biciu (krew męczennika była widoczna na ścianach po wielu latach i nie można było jej zamalować), męczennik został wywleczony na dwór. Tam Ukrainki trzymały go za ręce i nogi a banderowiec rozciął ciało i wyrwał drgające serce. Oto serce Lacha, krzyczałbohaterski banderowiec.! Tego typu okrutnych zbrodni, popełnionych na polskich kapłanach, inteligencji, chłopach oraz inaczej myślących i czujących Ukraińcach, czyli po prostu chrześcijanach było wiele, bardzo wiele.
Tak więc przez strach, przerażenie i wręcz niedowierzanie spowodowane tymi nieludzkimi zbrodniami nasuwają się pytania. Kto i jak, dlaczego, z jakiego powodu mógł dopuścić się tak potwornych zbrodni z piekła rodem? Człowiek, prawosławny, grekokatolik, chrześcijanin ? Na pewno żaden z nich. Na to pytanie zapewne nie byłoby w stanie odpowiedzieć nawet konsylium złożone z lekarzy psychiatrów. Odpowiedź może znać tylko didko, czyli ukraiński diabeł! Aby móc dokonywać tak strasznych, okrutnych zbrodni, człowiek niezależnie od narodowości i religii musiał przezwyciężyć wewnętrzny opór sumienia przed zabijaniem, o ile to sumienie miał. Musimy pamiętać, że przed II wojną światową Ukraińcy wołyńscy byli bardzo skomunizowani, czyli już częściowo co najmniej zateizowani. Jeżeli do tego dodamy satanistyczną ideologię ukraińskiego integralnego nacjonalizmu, przywiezioną z ziem byłej austriackiej Galicji, czyli polskiej Małopolski Wschodniej, to powoli zaczynamy dochodzić do setna sprawy. Tę negatywną przemianę charakteru człowieka psycholodzy nazywają efektem Lucyfera.[16]Zastanówmy się więc nad fundamentalnym pytaniem: „Co sprawia, że niektórzy ludzie czynią zło?”. Lecz zamiast odwoływać się do zakorzenionego w religii dualizmu dobra i zła, czy dobroczynnego lub sprowadzającego na złą drogę wychowania, przyjrzymy się rzeczywistym ludziom wykonującym codzienne czynności, realizujących swoje zadania, próbującym przetrwać w burzliwym tyglu wojennego ludzkiego losu. Postarajmy się zrozumieć przemianę ich charakterów, towarzyszące zetknięciu z potężnymi silami ideologicznymi, często podawanymi przez lokalne autorytety, księży czy nauczycieli. Rozpocznijmy więc od definicji zła. Jeżeli : zło polega na zamierzonym zachowaniu się w sposób, który rani, wykorzystuje, poniża, dehumanizuje lub niszczy niewinne jednostki – lub używaniu swojej władzy i siły systemowej, by nakłaniać lub dać przyzwolenie innym do działania w ten sposób w naszym imieniu. W skrócie, jest to „czynić niedobrze, wiedząc co dobre”.[17]
Jakie więc mechanizmy wpływają na ludzkie zachowania? Co wpływa na ludzkie myśli i działania? Co sprawia, że część z nas wiedzie moralne i prawe życie, podczas gdy inni staczają się ku niemoralności , występkom i zbrodniom? Czy to, co myślimy o naturze człowieka, opiera się na założeniu, że wewnętrzne determinanty kierują nas na dobrą lub złą ścieżkę? Czy nie jest tak, że zbyt mało uwagi poświęcamy zewnętrznym czynnikom determinującym nasze myśli, uczucia i działania? Do jakiego stopnia jesteśmy wytworami sytuacji, chwili, zbiorowości? I czy istnieje taki czyn, popełniony kiedyś przez kogoś, do którego z absolutną pewnością nigdy nie bylibyśmy zdolni? Jeżeli przywódcy ruchu polityczno-terrorystycznego jakim była OUN, chce zniszczyć wrogi naród, wykorzystuje ekspertów od propagandy (politwychowanyk – czyli oficer polityczny UPA ) do stworzenia programów nienawiści. Czegóż takiego potrzebują obywatele jednego społeczeństwa, by tak bardzo znienawidzić obywateli drugiego, by chcieć ich dręczyć czy nawet zabić? Potrzebna jest do tego „wyobraźnia nienawiści”, psychologiczna konstrukcja, która za pomocą propagandy zostaje zagnieżdżona głęboko w umysłach ludzi, przemieniając tych innych”, czużyńców” we „wroga”. Taki obraz stanowi dla bojówkarza silny motyw działania, ładując jego karabin, ostrząc nóż czy siekierę amunicją nienawiści i strachu. Obraz odrażającego wroga, będącego zagrożeniem dla pozycji jednostek oraz walki narodowowyzwoleńczej. Wytworzona została specyficzna psychoza, która powodowała że matki i ojcowie wysyłali synów do mordowania ludzi innej narodowości lub przekonań. Do tego potrzebna była organizacja. Na przełomie stycznia i lutego 1929 r. w Wiedniu działacze ukraińskich organizacji – Ukrajinśkiej Wojskowej Orhanizacji, SUNM i Prowidu Ukraińskich Nacjonalistów (PUN) powołali Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), wzorując się na średniowiecznych zakonach religijno-rycerskich. Na czele tej organizacji stanął wywodzący się z UWO płk ukraińskich Strzelców Siczowych Jewhen Konowałeć. Miał on pełną władzę wodzowską jako prowidnyk [przewodniczący, wódz]. Organizacja ta działająca w podziemiu była zorganizowana hierarchicznie według stopnia wtajemniczenia. Po sześciomiesięcznym stażu i przejściu wielu prób, przy akceptacji 2/3 głosów mógł kandydat zostać członkiem OUN. Funkcyjni musieli mieć ukończone dwadzieścia pięć lat. Członkowie dzielili się na trzy kategorie:
pionier, osiem – piętnaście lat;
junak, piętnaście – dwadzieścia jeden lat;
członek, po ukończeniu dwudziestu jeden lat[18].
Aby zostać członkiem po przejściu szeregu prób, należało złożyć przysięgę na pistolet, powtarzając rotę przysięgi skierowanej do prowidnyka – wodza. Po śmierci Konowałcia rota ta brzmiała następująco:
„Wodzu nasz …, odczuwając między nami Twego wielkiego i nieśmiertelnego Ducha …, przysięgamy na świętą dla nas na pamięć o Tobie …, my wszyscy byliśmy i będziemy wierni …, pozostawionemu i wyznaczonemu przez Ciebie, Twojemu Następcy, Twojemu Pułkownikowi a naszemu Wodzowi Andrijowi Melnykowi …, przysięgamy – z Twoim Świętym Imieniem i pod przewodem Twojego Następcy podnieść pochyloną „czerwoną kalinę”. Wyzwolić naszą Świętą Ojczyznę Ukrainę aby ona na wieki zasiadła w kole wolnych narodów … Wodzu nasz. My gotowi! … Wieczna pamięć o Tobie i sława, nieśmiertelny nasz Wodzu! Sława Ukrainie”[19].
Na czele organu wykonawczego – Prowidu Ukraińskich Nacjonalistów (PUN) stanął
płk Jewhen Konowałeć, a po jego śmierci z rąk agenta sowieckiego, jego szwagier płk Andrij Melnyk. Po rozłamie z lutego 1940 r. funkcję tę objął również Stepan Bandera tworząc OUN-(b). Poszczególnymi działami OUN kierowało ośmiu referentów a finansami główny kontroler. Pozdrowienie organizacyjne zostało przyjęte od faszystów włoskich i nazistów niemieckich – wyciągnięta prawa ręka na prawo w skos i słowa: Sława Ukrainie. Przestało ono teoretycznie obowiązywać dopiero po uchwale III Konferencji OUN(b) z lutego 1943 r.[20]
Program gospodarczy przyszłego państwa oparty miał być o zasadę antyliberalizmu. Ustrój gospodarczy miał być zaprzeczeniem kapitalizmu i komunizmu sowieckiego. Miał opierać się na współpracy pracodawców i pracowników, jak we włoskim faszyzmie. Gospodarka miała opierać się na systemie planowania i podlegać kontroli państwa[21].
Przyszłe państwo miało być jednonarodowe, bez obcych czyli bez mniejszości narodowych. Mieli oni być usunięci, czyli wymordowani. Dlatego też OUN propagowała nienawiść do narodów sąsiedzkich. Antyrosyjskość, antypolonizm i antysemityzm były głównymi wyznacznikami programu tej organizacji. W 1940 r. ukraińskie czasopisma nacjonalistyczne z Nowego Jorku „The Trident” – Tryzub, tak pisało o ukraińskim nacjonalizmie:
„Ten nacjonalizm, który wskutek cierpień i agonii narodu ukraińskiego pod obcym rządem na przestrzeni całych pokoleń wyrósł do rozmiarów pochłaniających wszystko inne, o ile się go nie zaspokoi”[22].
Powyższe siły motoryczne integralnego ukraińskiego nacjonalizmu, czyli nazizm ukraiński stoją w rażącej sprzeczności, wręcz w poprzek ogólnoludzkiej etyki, moralności, humanizmu i zasad wszystkich religii (oprócz satanizmu). OUN była członkiem międzynarodówki faszystowskiej[23]. Co jest jeszcze bardziej przygnębiające, wielu księży kościoła greckokatolickiego było członkami i sympatykami OUN, czyli tegoż nazizmu. To oni wbrew wszelkim prawom ludzkim i boskim święcili noże i siekiery służące do mordowania Polaków. Wiele o tych faktach mówi literatura przedmiotu. Naziści ukraińscy odrzucili Boga, rozum ludzki, geopolitykę i starali się iść do przodu, w kierunku budowy autorytarnego państwa partii jednoplemiennego (po wymordowaniu mniejszości narodowych)[24]. To państwo miało powstać w wyniku rewolucji narodowej. Nie udało się nazistom ukraińskim przeprowadzić rewolucji w 1939 r., ani w 1941 r. Dlatego też na III konferencji OUN(b) z 17-21 lutego 1943 r. postanowiono rozpocząć rewolucję [25].
Miała ona polegać na usunięciu (usuwaty – przenieść do niebytu, zamordować – Cz. P.)obcych, cużyńców, zajmańców (zajmujących, okupujących ziemie ukraińskie według OUN). Ale aby dokonać masowych zbrodni ludobójstwa należało wychować odpowiednie kadry. Do tego służyły odpowiednie instrukcje i m.in. sławny dekalog czyli 10 przykazań ukraińskiego nacjonalisty. Jak widzimy ukraińscy naziści nie bali się niczego, nawet Boga. Wstęp do dekalogu napisał Dmytro Doncow, przykazania zaś syn księdza greckokatolickiego Stepan Łenkawśkyj. Oto tekst tego nieludzkiego dokumentu, wielokrotnie fałszowanego przez autorów związanych z ukraińskim nazizmem:
„Ja jestem Duch odwiecznego żywiołu, który zachował Cię od tatarskiego potopu i postawił na krawędzi dwóch światów, abyś tworzył nowe życie:
Zdobędziesz Ukraińskie Państwo albo zginiesz za nie.
Nie pozwolisz nikomu splamić chwały ani honoru Twojego Narodu.
Pamiętaj o Wielkich Dniach naszych walk.
Bądź dumny z tego, że jesteś spadkobiercą walki o chwałę Włodzimierzowego Trójzębu.
Pomścisz śmierć Wielkich Rycerzy.
O sprawie nie mów z kim można, ale z kim trzeba.
Nie zawahasz się wykonać najniebezpieczniejszej zbrodni, jeśli będzie wymagać tego dobro sprawy.
Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wrogów Twojego Narodu.
Ani prośby, ani groźby, ani tortury, ani śmierć nie zmuszą Ciebie do zdrady tajemnicy.
Będziesz dążyć do poszerzania siły, bogactwa i przestrzeni ukraińskiego państwa, nawet w drodze zniewolenia cudzoziemców”[26].
Oprócz Dekalogu członkowie OUN, Służby Bezpeky OUN, czyli policji politycznej gorszej od gestapo czy NKWD oraz bojówkarze UPA codziennie przerabiali, czytali i powtarzali na pamięć 12 Cech Charakteru (nacjonalisty ukraińskiego – C.P.) i 44 Prawa Życia (nacjonalistycznego). Czytano również Ideę i Czyn Dmytro Myrona „Orłyka”, jednego z organizatorów największych zbrodni OUN, popełnionych na Polakach i Ukraińcach kijowskich. Jego zbrodnie były „niestrawialne” nawet dla okupantów niemieckich. Jako komendanta Ukraińskiej Policji Pomocniczej w Kijowie w służbie niemieckiej zastrzelili go hitlerowcy 25 lipca 1942 r.
Jeżeli szkolenia ideologiczne ciągle szerzące nienawiść do obcych było prowadzone wśród członków UWO a później OUN i UPA, to staje się jasne, dlaczego i jak możliwa stała niespotykana w Europie aż tak potworna zbrodnia ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich II RP. Wieloletnie szkolenie i wychowanie młodych Ukraińców w duchu nienawiści wydało zatrute owoce.
Wychowanie i szkolenie dokonuje się za pomocą słów i obrazów. Nacjonaliści ukraińscy uważali swój chłopski naród za ludzi powolnych, konserwatywnych, pobożnych, miękkich, moralnych, gościnnych i społeczne pasywnych. Aby zbudować państwo chcieli go przekształcić w drapieżniki według zwierzęcej ideologii ukraińskiego integralnego nacjonalizmu. Ukraińcy z ludności potulnej i moralnej mieli stać się narodem drapieżników poprzez jedzenie na współ surowego mięsa i częściową asymilację obcych (według nich bardziej drapieżnych niż Ukraińcy)[27]. Teza ta opierała się na założeniu, iż między narodami toczy się ciągła walka o byt i miejsce w hierarchii regionu, kontynentu czy rasy lub nacji[28]. Zakładano, że są narody mniej i bardziej wartościowe, a własny naród według wizji szowinistów stoi lub stać powinien na szczycie tej drabiny. Można tu nieco zmodyfikować stare porzekadło: kamienie i kije mogą połamać człowiekowi kości, ale wyzwiska nierzadko mogą człowieka zabić. Proces rozpoczyna się od stworzenia stereotypowego, jednocześnie fałszywego obrazu innego człowieka czy narodu, jego zdehumanizowania i postrzegania jako bezwartościowego, ale zarazem wszechpotężnego obcego, istoty demonicznej, abstrakcyjnego cużyńca, jako fundamentalnego zagrożenia dla czczonych ukraińskich wartości i przekonań. W obliczu rozpętanego publicznie strachu oraz zbliżającego się zagrożenia ze strony wroga, rozsądni ludzie postępują irracjonalnie. Dramatyczne obrazy Polaków, prześladujących i wyzyskujących biednych Ukraińców podawane do prymitywnego mózgu analfabety, wyposażają go w potężne emocje strachu i nienawiści. Ideologia ukraińskiego integralnego nacjonalizmu, czyli wielkie otumanienie galicyjskich i wołyńskich Ukraińców, doprowadziła do ich stopniowej dehumanizacji. Ta dehumanizacja spowodowała, że dla nich Polacy, Żydzi i Rosjanie, czyliczużyńcy nie do końca byli ludźmi. Propaganda OUN zrobiła z nich przedmioty, którymi trzeba gardzić i ich nienawidzić. Kiedy tych czużyńców propaganda banderowska i zachęty kleru do wyplenienia kąkolu z ukraińskiej pszenicy przerobiła na zwykłe chwasty i robactwo, wieśniacy ukraińscy mogli ze spokojnym sumieniem już ich mordować.[29] Popatrzmy więc jak wygląda ta przerażająca statystka zbrodni na duchowych przywódcach Polaków kresowych! Silnym motywem zbrodni była też zwykła grabież ,czyli pożądanie łupów jak za czasów hajdamackich. Dlatego zaraz za zabójcami podążały kobiety i wyrostki ciągnąc wozy, które były wypełniane dobrami zrabowanymi pomordowanym. Istniało tez swoiste „wspólnictwo zbrodni”- czyli włączenie członków rodzin mordujących przez zawłaszczenie zagrabionego dobytku, nawet odzieży. Jak potępiać syna, brata, jeżeli osiągnęło się samemu zyski z jego mordów?
Tabela nr 1. Liczba duchownych katolickich zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939 do 1947 w poszczególnych wojewódz
Duchowni rzymsko-katoliccy Księża Zakonnicy Klerycy Siostry zakonne Duchowni grecko-katoliccy Ogółem
Lubelskie 14 1 1 1 17 (14+3) + 1?
Lwowskie 36 2 1 4 6 43 (22+21) + 1?
Poleskie 6 3 - 2 2 11 (8+3)+2
Stanisławowskie 29 1 1 13 7 44 (31+13)+7
Tarnopolskie 44 4 1 9 8+1? 58 (52+6) +9+ 1?
Wołyńskie 19 4 - - 3+1? 23 (17+6) + 4 ?
Razem 148 15 4 29 26+2? 196 (144+52) +24?
W nawiasie pierwsza liczba: zamordowani przez nacjonalistów ukraińskich w druga liczba – zamordowani przez nacjonalistów ukraińskich wspólnie z Niemcami lub bolszewikami.
Źródło: L. S. Jankiewicz, Lista duchownych katolickich i prawosławnych zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich lub przy ich współudziale, [w:] Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach południowo-wschodnich, pod red. W. Listowskiego, t. 4, Kędzierzyn-Koźle 2012, s. 140.
Dobrą ilustracją krwawych miesięcy w Małopolsce Wschodniej mogą być sprawozdania delegata RGO na Dystrykt Galicja, Leopolda Tesznara[30]. Można w nich przeczytać, że „Mordy ukraińskie dokonywane na ludności polskiej przybrały w pewnych okolicach to samo nasilenie, jakie panowało w swoim czasie w Wołyniu…[31] i że „… w powiecie kamioneckim, złoczowskim, lwowskim, brzeżańskim, czortkowskim, stanisławowskim zostały zmiecione z powierzchni ziemi całe wsie i osiedla polskie „[…] można już liczyć ofiary na tym terenie na kilka dziesiątków tysięcy” [32].
Znaczący spadek liczby ofiar polskich z rąk OUN- UPA nastąpił w Małopolsce Wschodniej dopiero w roku 1945. Nie dotyczyło to jednak dwóch rejonów, w których liczba mordów w tym roku dramatycznie wzrosła. Były to wschodnie powiaty województwa tarnopolskiego, powiaty: zaleszczycki: min.583ofiary, borszczowski-304, buczacki-637, tarnopolski-239, kopyczyniecki-215, oraz zachodnie powiaty województwa lwowskiego: dobromilski-421, przemyski-390, jarosławski-326, lubaczowski-315, leski-286.Jak widzimy więc, udokumentowane ofiary w 1945 roku w Małopolsce Wschodniej wyniosły w woj.tarnopolskim-2939, lwowskim-2624, stanisławowskim-304. Daje to liczbę 5870 zamordowanych Polaków w 611 miejscowościach.
Na południowych i wschodnich ziemiach obecnej Rzeczpospolitej napady na Polaków trwały do roku 1947, a ich przebieg był równie okrutny jak na Wołyniu. Cel wytyczony przez nazistowską Organizację Ukraińskich Nacjonalistów był taki sam, jak na ziemiach Zachodniego Wołynia: wyniszczenie i wypędzenie mieszkających tam Polaków. Taki był interes ukraińskiego nacjonalizmu, ale i komunistycznego Związku Sowieckiego-depolonizacja Kresów Wschodnich II RP.
W połowie roku 1944 położenie polskiej ludności kresowej pogorszył. jeszcze fakt poboru mężczyzn do Armii Czerwonej i armii Berlinga przez Sowietów, wkraczających ponownie na te tereny. Od tej pory ofiarami mordów OUN- UPA stawały się przede wszystkim kobiety, dzieci i starcy. W latach 1944-45 polskie kresowe wsie ginęły w milczeniu i przerażeniu.
Nacjonaliści ukraińscy niszczyli nie tylko ludzi, ale też dobra kultury polskiej, dotrzymując kroku okupantom, a nierzadko nawet ich inspirując. Proceder ten rozpoczęli już w roku 1939. Ofiarą ich terrorystycznych akcji padły setki polskich kościołów, kaplic, dworów i innych obiektów, które rabowano, palono, burzono lub dewastowano. Banderowcy nie oszczędzali nawet cmentarzy i kaplic grobowych. Czasami napady były wspólna akcją ukraińsko-niemiecką. Przykładem współdziałania nacjonalistów z formacjami niemieckimi może być napad i zniszczenie wspaniałego i bogatego sanktuarium dominikańskiego w Podkamieniu. Był to klasztor zasobny i porównywalny jedynie z częstochowską Jasną Górą. Po wymordowaniu we wnętrzach klasztoru kilkuset Polaków miejscowych oraz licznej grupy uciekinierów z Wołynia, którzy schronili się w tym świętym miejscu, lokalni banderowcy współpracujący z 4.pułkiem policyjnym SS Galizien, przez kilka dni ograbiali zniszczony klasztor – jeden z najzasobniejszych w precjoza i skarby sztuki na całych Kresach. Według ocalałych z pogromu kapłanów wartość zrabowanych skarbów klasztornych była niewyobrażalna[33].
Równie bolesne było totalne zniszczenie dorobku wsi polskiej. Spalono – nierzadko z mieszkańcami i inwentarzem – dziesiątki tysięcy gospodarstw, obiektów publicznych – takich jak szkoły, urzędy – niszczonych według specjalnych instrukcji po wymordowaniu lub wypędzeniu polskich mieszkańców. Wycinano i palono ogrody, sady, plantacje, nawet pojedyncze drzewa przy domach, by nie pozostał żaden, choć najmniejszy ślad po dawnych polskich mieszkańcach. Rozkradano mienie ruchome, zwierzęta hodowlane, narzędzia rolnicze, sprzęty. Pozostała na tych ziemiach do dzisiaj pustynia.
Społeczność kresowa była bardzo rozgoryczona obojętnością mieszkańców Polski centralnej, a przede wszystkim władz Polskiego Państwa Podziemnego. Dowódca AK we Lwowie, gen Kazimierz Sawicki wielokrotnie domagał się w Warszawie skonkretyzowania polityki wobec Kresów i konkretnej pomocy. W kwietniu 1943 roku, kiedy zakomunikował we Lwowie swoim współpracownikom tezy rządowe w sprawie ukraińskiej, zupełnie oderwane od realiów, profesor Franciszek Bujak powiedział z goryczą: „Warszawa nas nie rozumie. Nie mają tam dla nas serca. Wiedziałem, że coś złego się święci, odnośnie spraw Małopolski Wschodniej”.[34] Dotyczy to także braku reakcji AK na ukrywanie się w GG Ukraińców winnych zbrodni, legitymujących się skradzionymi polskimi kenkartami.
Straszliwe mordy dokonane przez nacjonalistów ukraińskich nie zostały do końca wyjaśnione ani potępione przez państwo ukraińskie. Ludność Ukrainy nie ma elementarnej wiedzy na ten temat, po to, aby wczorajsi mordercy mogli dzisiaj być bohaterami i sprawować rząd dusz w tym państwie. Taka sytuacja już doprowadziła do recydywy w Ukrainie pomajdanowej.

prof. dr hab. Czesław Partacz
Politechnika Koszalińska

Bibliografia
[1] L. Kulińska, Cz. Partacz, Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-1945.Ludobójstwo niepotępione. Bellona, Warszawa 2015,s.184.
[2] Biblioteka im. Ossolińskich we Wrocławiu, sygn. 16721/II, t. 2, Odpisy listów do metropolity Adama Sapiehy zachowane w zbiorach RGO w Krakowie, dotyczące strat poniesionych w archidiecezji lwowskiej na skutek napadów Ukraińców na ludność polską obrządku rzymsko-katolickiego, s. 259-263.
[3] Ibidem.
[4] Patrz: opracowania pt. Sprawa Unii i Problem ukraiński a polska racja stanu, w „Tekach Zielińskiego”, Archiwum PAN-PAU Kraków.
[5] Publiczna wypowiedź parocha Rentza w Wołczyszczowicach, parafia Sądowa Wisznia..
[6] Dokument pt. Wieś Rozważ pow. Złoczów (rok 1944), [w:] L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich…, t. 2, s. 741 zawiera przykład księdza greckokatolickiego z Rzeczycy, gmina Tortoszyn.
[7] Szerzej na ten temat: L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich…, t. 1, s. 100–104.
[8] A.Korman, Stosunek UPA … s.92.
[9] Dobrą ilustracją może być fragment Sprawozdania z powiatu horochowskiego [w:] L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich…, t. 2, s. 700: „…Rozsiane posterunki milicji ukraińskiej po wszystkich wsiach zużyły ten okres na szkolenie wojskowe młodzieży i odpowiednią propagandę. Zbiórki, sypanie mogił, święcenie narzędzi zbrodni w cerkwiach i na mogiłach, (popi zawsze brali czynny udział), procesje, zaklęcia, przysięgi itp. był to wstęp do zbrodniczej akcji. Niesamowicie wyglądało święcenie noży przed rzezią, podobne do tańca wojennego Indian. W nocy przy blasku pochodni, obchodzili w koło mogiłę i wkłuwali w nią noże, ślubując, w podobny sposób kłuć Polaków...”.
[10] Sz. Siekierka, H. Komański, E. Różański, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946, Wrocław 2008, SUOZUN.
[11] Sz. Siekierka s.31,48,52,54,195,209,218,295,410,414,430,609,674,719,783.
[12] W. Osadczy, Święta Ruś. Rozwój i oddziaływanie idei prawosławia w Galicji, UMCS Lublin 2007, s.131.
[13] H. Komański, Sz. Siekierka, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946, Nortom Wrocław 2004, s. 481.
[14] W okresie międzywojennym około 10% grekokatolików w Małopolsce Wschodniej było narodowości polskiej, a nie miało swoich, polskich kapłanów, w wyniku szowinistycznej działalności kleru i hierarchii unickiej.
[15] W. Osadczy, Władyka Markijan. Wywiad rzeka z księdzem biskupem Marcjanem Trofimiakiem, ordynariuszem diecezji łuckiej na Ukrainie, Lublin-Łuck 2009, s.152.
[16] J. Wyspiański, Ukraińscy ludobójcy-przyczynek psychologiczny (W:) Spotkania Świrzan, nr 107, s. 31.
[17] P. Zimbardo, Efekt Lucyfera. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2003, s.
[18] R. Wysocki, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów w Polsce w latach 1929-1939, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2003, s. 95.
[19] AAN w Warszawie, Kształtowanie się ukraińskiej myśli politycznej. Wódz, Delegatura Rządu RP na Kraj, MSW Departament Spraw Wewnętrznych, sygn. 2002/II/70, s. 9-13.
[20] G. Motyka, Ukraińska partyzantka 1942-1960, Warszawa 2006, s. 115-117.
[21] R. Wysocki, op. cit., s. 193.
[22] „The Trydent”, nr 8 z października 1940 r.
[23] Sprawozdanie z posiedzenia „Zjazdu zagranicznych narodowych socjalistów” w Stuttgarcie z 6 czerwca 1937 r. z udziałem przedstawicieli OUN. W. Poliszczuk,Nacjonalizm ukraiński w dokumentach, cz. 1. Integralny nacjonalizm ukraiński jako odmiana faszyzmu, t. III, Toronto 2002, s, 73-75.
[24] Szerzej na ten temat: Cz. Partacz, Założenia ideologiczne budowy nacjonalistycznego państwa ukraińskiego według OUN, (w:) Akcja „Wisła”: przyczyny, przebieg, konsekwencje, Przemyśl 2007, s. 9-31.
[25] Uchwała III konferencji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Niepodległościowców Państwowców (OUN-SD) z 17-21 II 1943 r. (w:) W. Poliszczuk,Nacjonalizm ukraiński w dokumentach, op. cit., s. 240-249.
[26] K. Łada, Treść i znaczenie „Dekalogu” nacjonalistycznego OUN, (w:) Materiały i studia z dziejów stosunków polsko-ukraińskich, pod red. B. Grotta, Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, Kraków 2008, s. 65-80.
[27] K. Łada, Ukraina dla Ukraińców, (w:) Cz. Partacz, K. Łada, Polska wobec ukraińskich dążeń niepodległościowych w czasie II wojny światowej, CEE, Toruń 2004, s. 89.
[28] Nacja według nacjonalizmu ukraińskiego była rozumiana jako gatunek w przyrodzie, naród jednorodny, bez obcych domieszek etnicznych. Nacja taka musiała więc być w stanie ciągłej walki z innymi nacjami o byt i przestrzeń.
[29] D. Krzemionka, Sytuacje, które powodują zło. Charaktery, nr 7 (138 ) z 2008, s.38 i n.
[30] AAN, sygn. 75, Sprawozdanie Delegata R.G.O. na Dystrykt Galicja za miesiąc luty i marzec 1944 z 19 marca 1944, s. 27-29, czy pismo Delegata RGO we Lwowie do RGO w Krakowie z 30 kwietnia 1944 B. Ossol. 16721/2, s. 201-204.
[31] Ibidem.
[32] Ibidem.
[33]Sprawcy zrabowali precjoza i dzieła sztuki warte około 1,5 mln dolarów USA. Informacje na temat przebiegu napadu znaleźć można w licznych zachowanych źródłach, m.in. L. Kulińska, A. Roliński (opr.), op. cit., s. 346–348, 396–398; ks. J. Wołczański,Eksterminacja narodu polskiego i kościoła rzymskokatolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce Wschodnie w latach 1939–1945. Materiały źródłowe, część I, Kraków 2005, s. 76–82, część II, Kraków 2006, s. 682–685.
[34] Cz.P,K.Łada,op.cit.,s.152.
Pełny tekst wystąpienia prof. dr hab. Czesława Partacza na Konferencji pt. „KRESY – wczoraj, dzisiaj, jutro” w dniu 10 lipca 2015 r. w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Konferencja została zorganizowana przez: Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich, Muzeum Niepodległości i Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, pod Patronatem Honorowym: Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika i Prezesa Krajowej Rady Spółdzielczej Naczelnego Organu Samorządu Spółdzielczego Alfreda Domagalskiego, przy współudziale programowym i organizacyjnym członków Stowarzyszenia „Klub Inteligencji Polskiej”. Prezentujemy pierwszą grupę referatów z zakresu historycznego – „wczoraj”. Kolejne 2 grupy referatów w zakresie, co wynika z historii dla sytuacji obecnej Polski i na przyszłość, czyli – „dzisiaj” i „jutro”- opublikujemy w ciągu 2-3 tygodni. Nagrania filmowe wystąpień na Konferencji, w części różniące się od tekstów, opublikujemy za 2-4 miesięcy. Całość materiałów w wydaniu książkowym opracowywana przez Muzeum Niepodległości będzie wydana do końca roku.

Redakcja KIP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 09 cze 2016, 07:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mysl-polska.pl/911

Polskę i Ukrainę dzielą banderowcy, zawzięci wrogowie zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Ci starannie dobrani sadystyczni mordercy wszelkiego pochodzenia są także mistrzami zakłamania i robią siebie na ukraińskich nacjonalistów, co jest absurdem o kosmicznych rozmiarach.

Kopia artykułu:

Zakłamana propozycja pojednania



Perspektywa ustanowienia przez polski Sejm 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Męczeństwa i Ludobójstwa Kresowian po raz kolejny poważnie zaniepokoiła ukraińskich epigonów OUN-UPA oraz ich polskich admiratorów.

Najpierw Andrij Parubij – wielce zasłużony dla odrodzenia ideologii banderowskiej na Ukrainie przewodniczący Werchownej Rady – oraz prezes ukraińskiego IPN i negacjonista wołyński Wołodymyr Wiatrowycz wywierali naciski na delegację polskich parlamentarzystów w Kijowie, by Sejm ustanowił Dniem Pamięci ofiar zbrodni OUN-UPA 17 września zamiast 11 lipca, a najlepiej całkowicie zaniechał upamiętniania tych ofiar. Następnie Jan Piekło – świeżo mianowany ambasador Polski na Ukrainie, znany zresztą ze swojego skrajnie proukraińskiego stanowiska – stwierdził, że „tematami historycznymi powinni zajmować się historycy, bo jest tam wiele niejasności”. A zatem po raz kolejny opowiedział się zdecydowanie za usunięciem kwestii ludobójstwa OUN-UPA na Polakach z obszaru spraw kluczowych w stosunkach polsko-ukraińskich.
Za priorytety, które chciałby realizować jako ambasador Piekło uznał: uruchomienie „linii kredytowej” w wysokości 1 mld i 100 mln euro, które obiecał Ukrainie prezydent A. Duda, działanie na rzecz przedłużenia sankcji UE wobec Rosji, wspieranie utworzenia brygady litewsko-polsko-ukraińskiej (LITPOLUKRBRIG), liberalizację reżimu wizowego dla Ukraińców, wspieranie ukraińskiej emigracji zarobkowej do Polski oraz wspieranie tworzenia „bloku państw od Morza Bałtyckiego do Czarnego” (tzw. idea Międzymorza).
Mało kto wie, że Jan Piekło zanim został prominentną postacią lobby ukraińskiego w Polsce, jako dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI, był w latach 1991-1997 tzw. korespondentem-freelancerem w Jugosławii – zaangażowanym w tworzenie negatywnego wobec Serbów obrazu trwającego tam wówczas konfliktu. Następnie wspierał dialog żydowsko-chrześcijański jako redaktor poświęconego tej tematyce dziennika „Forum” oraz uczył młodych Polaków tolerancji dla mniejszości narodowych jako koordynator polsko-amerykańskiego projektu „Mosty tolerancji”.
Z jego dawniejszych i obecnych wypowiedzi wynika, że jako ambasador Polski w Kijowie zamierza wspierać ukraińską rację stanu i reprezentować interesy tych sił międzynarodowych, które stoją za przewrotem politycznym na Ukrainie z 2014 roku. Trudno o lepszy dowód na to, że współczesna Polska jest w polityce międzynarodowej przedmiotem, a nie podmiotem oraz, że to co określa się mianem „polskiej polityki wschodniej”, „idei Międzymorza” lub „polityki jagiellońskiej” jest w istocie funkcją polityki amerykańskiej i niemieckiej.
Fakty te zapewne legły u podłoża kolejnego posunięcia ukraińskiego wymierzonego w próby upamiętnienia na szczeblu politycznym w Polsce ludobójczych zbrodni OUN-UPA. Oto bowiem na początku czerwca został upubliczniony „Otwarty apel do przywódców Państwa Polskiego oraz duchownych i kulturalnych działaczy społeczeństwa polskiego”. Pod dokumentem tym podpisali się Leonid Krawczuk – w latach 1988-1990 II sekretarz KC Komunistycznej Partii Ukrainy, a w latach 1991-1994 prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko – prezydent Ukrainy w latach 2005-2010, który najbardziej przed Majdanem zasłynął z krzewienia kultu OUN-UPA na Ukrainie (m.in. pośmiertne nadanie tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi, uznanie ukraińskiego „Mein Kampf”, czyli książki „Nacjonalizm” Dmytro Doncowa, za podręcznik akademicki), Danyło Łubkiwskij – bliski współpracownik Juszczenki, od 2014 roku wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy, a także znani z sympatii do nacjonalizmu ukraińskiego hierarchowie: Filaret – zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego oraz Światosław Szewczuk – najwyższy arcybiskup Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego. Ponadto wśród sygnatariuszy znaleźli się naukowcy i intelektualiści o orientacji nacjonalistycznej, związani m.in. z Narodowym Uniwersytetem „Akademia Kijowsko-Mohylańska” i ukraińskim IPN (głównymi ośrodkami intelektualnymi renesansu banderowskiego): Wiaczesław Briuchoweckij, Iwan Dziuba, Ihor Juchnowskij, Wołodymyr Panczenko, Dmytro Pawłyczko, Myrosław Popowycz, Wadim Skuratiwskij i Iwan Wasiunyk.
Autorzy „Otwartego apelu” przyjęli konwencję historycznego listu biskupów polskich do niemieckich, gdzie padły słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Polscy biskupi pisali to jednak w 1965 roku z pozycji narodu polskiego jako ofiary zbrodni niemieckich. W „Otwartym apelu” mamy natomiast odwróconą perspektywę. To kat pisze do ofiary i przebacza, ale komu i co?
Czytamy bowiem oto: „W historii stosunków wzajemnych Ukraińców i Polaków jest wiele zarówno kart jednoczących nas jak braci, jak i krwawych. Wśród nich epizodem szczególnie bolesnym i dla Ukrainy, i dla Polski pozostaje tragedia Wołynia i polsko-ukraińskiego konfliktu lat drugiej wojny światowej, w wyniku którego zginęły tysiące niewinnych braci i sióstr”. Autorzy tych słów używają propagandowych – przyjmowanych przez neobanderowców – a sprzecznych z prawdą historyczną określeń „tragedia Wołynia” i „polsko-ukraiński konflikt”. Jedyne właściwe w tym miejscu sformułowanie – ludobójstwo – nie pada. Nie ma nawet eufemizmu „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”, popularnego w kręgach polskich wybielaczy OUN-UPA. Nazywanie tego, co stało się za przyczyną OUN i UPA oraz galicyjskiej dywizji Waffen-SS „konfliktem polsko-ukraińskim” jest straszliwą i cyniczną perfidią. To tak jakby Holokaust nazwać „konfliktem niemiecko-żydowskim”.
„Prosimy o wybaczenie za popełnione zbrodnie i krzywdy – to nasz główny motyw. Prosimy o wybaczenie i tak samo przebaczamy zbrodnie i krzywdy uczynione nam” – piszą sygnatariusze „Otwartego apelu”. Te krzywdy, które łaskawie wybaczają Polakom, to polska samoobrona w Przebrażu i operacja „Wisła”. Że położenie tego na jednej szali z ludobójstwem wołyńsko-małopolskim jest zachwianiem wszelkich zdroworozsądkowych proporcji – nie widzą. Dlatego nie widzą, ponieważ reprezentują neobanderowską wizję historii, którą najpełniej wyrazili w zacytowanym powyżej fragmencie.
Sygnatariusze dokumentu w interpretacji historii posuwają się wręcz do stylu fantasy. Piszą bowiem: „Największym złem w naszych stosunkach była nierówność, wynikająca z braku państwa ukraińskiego. Katastrofa ukraińskiej państwowości prowadziła do ruiny państwowość polską”. O co tutaj chodzi, doprawdy trudno zgadnąć.
Szybko jednak przechodzą do konkretów i pouczają: „Polska myśl winna w pełnej mierze uznać samodzielność bytu ukraińskiej tradycji narodowej jako sprawiedliwą i godną szacunku walkę o własną państwowość i niepodległość”. Ta godna szacunku i sprawiedliwa tradycja narodowej walki o państwowość ukraińską to oczywiście tradycja OUN i UPA. To tę tradycję powinni uznać Polacy. W czasie, gdy pan Juszczenko i inni pisali te słowa w miasteczku Młynów w obwodzie rówieńskim odsłonięto kolejny na Wołyniu pomnik Stepana Bandery. Kosztował 200 000 hrywien [na zdjęciu, za kresy.pl].
Pomniki Bandery na Wołyniu i w Galicji Wschodniej stawia się już nie w miastach – gdzie od dawna stoją – ale we wsiach. To jest dla sygnatariuszy „apelu” normalne, tak jak i ustawodawstwo z 9 kwietnia 2015 roku wprowadzające państwowy kult OUN-UPA. I to ich zdaniem powinna zaakceptować strona polska.
Zanim ujawnili najważniejszą intencję, sygnatariusze „apelu” nie omieszkali postraszyć Polaków Rosją w stylu preferowanym także przez swoich polskich adherentów, np. z „Gazety Polskiej”. Piszą:
„Współczesna wojna Rosji przeciwko Ukrainie jeszcze bardziej zbliżyła nasze narody. Walcząc przeciwko Ukrainie, Moskwa prowadzi również ofensywę przeciwko Polsce i całemu wolnemu światu”.
W tym fragmencie mamy trzy nieprawdy: że Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, że prowadzi ofensywę przeciwko Polsce i przeciwko całemu światu.
Cały swój „apel” jego sygnatariusze napisali dla następującego fragmentu, poprzedzonego ostrzeżeniem przed „mową nienawiści i wrogości” oraz wykorzystywaniem „wspólnego bólu do politycznych rozrachunków”: „Wzywamy naszych sojuszników, polskie władze państwowe i parlamentarzystów, aby nie przyjmowali jakichkolwiek niewyważonych deklaracji politycznych, które nie ukoją bólu i jedynie przysporzą korzyści naszym wspólnym wrogom”. Jest to wezwanie do tego, by polski Sejm nie ustanawiał 11 lipca jako Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa i Ludobójstwa Kresowian. Po to i tylko po to pan Juszczenko, który tym samym po wielu latach wyszedł z politycznego niebytu, oraz jego wspólnicy napisali „Otwarty apel”.
Wezwanie to nosi znamiona szantażu, co wynika z następnego akapitu: „W przeddzień uroczystości rocznicowych, które w lipcu odbędą się w obu państwach, wzywamy do powrotu do tradycji wspólnych apeli parlamentarnych, które nas nie dzieliły, lecz łączyły w pokucie i wybaczeniu. Kierując się duchem braterstwa wzywamy razem do ustanowienia wspólnego Dnia Pamięci Ofiar Naszej Przeszłości i Wiary w Niepowtórzenie się Zła”. Nie mam wątpliwości, że ten Dzień Pamięci ofiar „konfliktu polsko-ukraińskiego” będzie przede wszystkim dniem pamięci ofiar operacji „Wisła”. Czczenie na Ukrainie ofiar zbrodni OUN-UPA byłoby bowiem sprzeczne z ustawodawstwem z 9 kwietnia 2015 roku, które przewiduje sankcje karne za okazywanie „lekceważącego stosunku” wobec OUN i UPA, czyli przypominanie zbrodniczego i faszystowskiego charakteru tych organizacji. Nie mówiąc już o tym, że pod zdobiącymi wołyńską i galicyjską ziemię pomnikami Bandery i Szuchewycza nie ma na to po prostu miejsca.
Dokument sygnowany przez byłych prezydentów Krawczuka i Juszczenkę, kościelnych hierarchów i nacjonalistycznych intelektualistów stanowi zakłamaną propozycję pojednania. Nie tyle pojednania, co anty-pojednania. Dowodzi on, że elity polityczne i intelektualne najpierw „pomarańczowej”, a teraz pomajdanowej Ukrainy nie były i nie są zdolne do jakiejkolwiek refleksji krytycznej nad historią tzw. integralnego nacjonalizmu ukraińskiego. Nie są zdolne do ekspiacji za jego zbrodnie i nie chcą tego. Tworzą fałszywy, urągający faktom historycznym, mit OUN-UPA i dywizji Waffen-SS „Galizien” jako rzekomych formacji narodowowyzwoleńczych. Na tym kłamstwie chcą budować teraźniejszość i przyszłość swojego narodu oraz kształtować jego świadomość.
Niezdolność pomajdanowej Ukrainy do rozliczenia się z przeszłością ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego skonstatował niedawno Jan Piekło. Wcześniej zrobił to m.in. Kazimierz Wóycicki. Obaj uznali, że Polska powinna przejść nad tym do porządku dziennego i nie tylko nie domagać się od Ukrainy takich rozliczeń, ale nawet zaakceptować ukraiński punkt widzenia w kwestii OUN i UPA. Oczywiście w imię wyższej racji powstrzymywania mitycznego już „zagrożenia” ze strony Rosji.
Gdyby Polska była krajem normalnym, tzn. posiadającym identyfikujące się z narodem i jego historią elity polityczne, które prowadziłyby suwerenną politykę, to „Otwarty apel” Krawczuka, Juszczenki et consortes zostałby potraktowany jako przejaw folkloru intelektualnego i politycznego. Jednakże w związku z tym, że Polska krajem normalnym nie jest, kuriozalny manifest popleczników nacjonalizmu ukraińskiego zostanie potraktowany nad Wisłą poważnie i najprawdopodobniej pociągnie za sobą negatywne skutki dla właściwego upamiętnienia ofiar zbrodni OUN-UPA oraz środowisk upominających się o pamięć i prawdę historyczną. Niektórzy nawet tym apelem bardzo się przejmą, traktując go jako kamień węgielny idei Międzymorza, a krytyków stygmatyzując jako „rosyjską agenturę”.

Bohdan Piętka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 14 cze 2016, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawapolityka.pl/2016/06/powstan ... ad-vashem/

Jedyna droga do jedności Polski i Ukrainy to wspólna walka Polaków i Ukraińców z banderowcami.

Kopia artykułu:

Powstanie polski Yad Vashem?
Autor: Paweł Kubala Data: Czerwiec 13, 2016 0 Comments

Poseł Wojciech Bakun z Kukiz’15 zapowiedział złożenie w Sejmie projektu ustawy tworzącej placówkę, która m.in. odznaczałaby osoby, które uchroniły Polaków w czasie ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego (podobnie, jak osoby ratujące Żydów w czasie II wojny światowej, odznacza Instytut Yad Vashem). Inicjatywa opiera się na pomyśle Piotra Szelągowskiego z Bezprzesady.com sprzed kilku lat.

Placówka z jednej strony odznaczałaby osoby ratujące Polaków (w tym przede wszystkim Ukraińców, dzięki którym wielu naszych rodaków ocalało z Rzezi Wołyńskiej), a z drugiej przypominała o ludobójstwie dokonywanym na ludności polskiej w czasie II wojny światowej. Na podobnej zasadzie działa obecnie w Izraelu Yad Vashem.
– Chcielibyśmy powołać instytut lub inną formę nagrodzenia, upamiętnienia osób, Ukraińców, którzy poświęcili życie swoje, często też swoich rodzin tylko w duchu dobrosąsiedztwa i ratowania swoich sąsiadów – powiedział poseł portalowi Prawy.pl. – Chcemy pokazać to, że ustawa o 11 lipca, chociaż błędnie jest przedstawiana jako ustawa w jakiś sposób konfrontująca nas z Ukraińcami, nie jest nią i nie ma w niej nic o potępieniu organizacji, ale o upamiętnieniu. Tą ustawą chcemy pokazać, że byli Ukraińcy, którzy potrafili się temu [banderyzmowi – przyp. red.] przeciwstawić – dodał.
Projekt ma zostać złożony w Sejmie w lipcu, a jego treść ma zostać poddana szerokim konsultacjom społecznym.

Źródło: prawy.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 07 lip 2016, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/07/0 ... na-prawde/

Z perspektywy czasu widać wyraźnie, dlaczego wspierano banderyzm na Ukrainie. Tłumaczono to chęcią utrzymania dobrych stosunków, ale tak naprawdę pracowano nad tym, by stosunki Polski z Ukrainą były możliwie najgorsze. To się udało i dziś Ukrainę i Polskę dzieli przepaść uniemożliwiając odtworzenie potężnej Rzeczypospolitej, przepaść będąca ciosem w projekt Międzymorza. Dzięki temu żydomasoneria będzie mogła wytępić narody Europy Środkowej i stworzyć upragnioną Eurazję. Jednocześnie robiono wszystko, by utrzymać jak najgorsze stosunki z Białorusią. Z tych samych powodów, by nie dopuścić do powstania Międzymorza.

Kopia artykułu:

Wołyński test na prawdę
Posted by Marucha w dniu 2016-07-05 (wtorek)

PiS obiecało, że świat usłyszy o ludobójstwie na Kresach Wschodnich – mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Rzeczpospolita: PSL złożyło w Sejmie projekt uchwały ws. ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci o Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II RP.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, historyk Kościoła, działacz kresowy: Oprócz PSL swoje projekty złożyły jeszcze kluby Kukiz’15 i PiS. Wszystkie sprowadzają się do tego, że potępione jest ludobójstwo, jest oddana cześć ofiarom, a także sprawiedliwym Ukraińcom, którzy ratowali Polaków, oraz 11 lipca zostanie ustanowiony jako Narodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez banderowców ukraińskich. Żałuję tylko, że kluby nie doszły do porozumienia i nie powstał jeden projekt.
Projekt którego ugrupowania powinien zostać przyjęty przez Sejm?
Najbliższy prawdzie jest projekt Kukiz’15. Niemniej jednak w środowiskach kresowych są różne opinie. Natomiast wszystkie środowiska wspólnie 7 lipca o godzinie 13 organizują demonstrację przed Sejmem, by domagać się, żeby to nie była uchwała, tylko ustawa.
Na razie jednak nie ma nawet uchwały. Dlaczego?
Pewne sprawy zostały bardzo zaognione, do czego przyczynili się marszałkowie polskiego parlamentu. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński spotkał się w Truskawcu z szefem parlamentu ukraińskiego Andrijem Parubijem oraz synem dowódcy UPA Jurijem Szuchewyczem i tam ustalono, że przed szczytem NATO ustawa nie będzie głosowana. Oburzenie wywołał fakt, że marszałek Kuchciński z synem banderowca ustala kalendarz polskiego Sejmu.
Jaki jest efekt tego spotkania?
Uchwała PiS miała być głosowana ponad tydzień temu i do tego nie doszło. Z kolei marszałek Senatu Stanisław Karczewski w wywiadzie dla TV Republika powiedział, że trzeba obniżyć poprzeczkę, bo jest trudna sytuacja relacji z Ukrainą. Stanowiska obu marszałków są w poprzek większości PiS, który jest jednak zdania, że należy przestać już dyskutować, czy to się Ukrainie podoba czy nie, tylko powiedzieć prawdę, ustanowić święto i iść dalej. Gdyby zwyciężyła koncepcja Kuchcińskiego i Karczewskiego, byłby to krok do tyłu.
To głos ludzi, którzy są u władzy i muszą dbać o poprawne stosunki z Ukrainą.
Od 27 lat III Rzeczpospolita nie potrafi powiedzieć prawdy, bo boi się, że Ukraina się na nas obrazi. Z jednej strony mówi się prawdę o Auschwitz i nie przejmujemy się reakcją Niemców, a w sprawie Wołynia mamy problem z Ukraińcami. Niestety, w tej sprawie zarówno PO, jak i PiS odwołują się do tej samej zasady: przemilczenia dla celów politycznych prawdy historycznej.
Rodziny pomordowanych są oburzone tym handlem. Jeśli my nie będziemy walczyć o prawdę, to ani Chińczycy, ani Amerykanie nie zrobią tego za nas. Trzeba podjąć pewne radykalne kroki, żeby przeciąć wrzód i oczyścić sytuację.
A co jeśli po raz kolejny się nie uda?
To będą protesty. To ogromny test dla Jarosława Kaczyńskiego. Lider PiS wraz z Andrzejem Dudą w kampanii obiecywali, że świat usłyszy prawdę o ludobójstwie na Wołyniu. Znam wypowiedzi Kaczyńskiego i Dudy, zwłaszcza między pierwszą a drugą turą wyborów, kiedy wyraźnie do tej sprawy nawiązywano. Jeśli się nie uda, to będzie kompromitacja Kaczyńskiego. Przyznam, że głosowałem na Andrzeja Dudę w drugiej turze – w pierwszej oddałem głos na Pawła Kukiza. Duda zapewniał bowiem, że prawdę o ludobójstwie powie.
Mówi?
Był w Kijowie 15 grudnia i ani jednym słowem nie zająknął się na ten temat. Są przygotowywane różne wydarzenia rocznicowe w sprawie Wołynia, w Warszawie i innych miejscach, i prezydent nie przyjął patronatu. Obaj panowie zaczynają się wycofywać. Ale to jest już ich problem. Problem ich wiarygodności.
Prezydent i szef partii rządzącej chcą być politykami odpowiedzialnymi i nie chcą zadrażniać relacji z Ukrainą.
Odpowiedzialny to nie znaczy zakłamany. Odpowiedzialny polityk to taki, który nie boi się prawdy, nie ulega naciskom obcego państwa. Poprzednia ekipa z PZPR ulegała naciskom z Moskwy, a obecna ulega naciskom Kijowa. To tylko zamiana dyspozytora. Polska daje tyle pomocy Ukrainie, pieniędzy, pomocy humanitarnej i wojskowej, że ma prawo stawiać warunki, a nie odwrotnie. Obdarowany stawia darczyńcy warunki. To chora polityka. Społeczeństwo to widzi. Prezydent i prezes PiS głoszą prawdę historyczną w sposób wybiórczy. Wciąż wierzę, że zmienią zdanie.
Nie przed szczytem NATO.
To skandal, żeby polski Sejm podporządkowywał się decyzji Kijowa. 11 lipca zobaczymy, jak się zachowa pan prezes, pani premier, członkowie PiS i prezydent.
A jak ksiądz ocenia projekt PiS?
Jest bardzo ugodowy i łagodny, ale do przyjęcia. Widać, że chodzi o powiedzenie prawdy, ale też o niezadrażnienie relacji z Ukrainą. Podobają mi się tam dwa akapity. Pierwszy, mówiący o sprawiedliwych Ukraińcach, bo to mordował nie naród ukraiński, ale wrzód na jego ciele w postaci OUN-UPA. Byli Ukraińcy, którzy ratowali Polaków, którzy też w III RP nie zostali odznaczeni, co jest bardzo niesprawiedliwe. Drugi – oddaje się cześć tym ludziom, którzy przez 70 lat bronią prawdy o ludobójstwie. W komunizmie zamiatano to pod dywan, a w III RP działacze kresowi są atakowani za bronienie prawdy. Ci ludzie są wyzywani przez niektóre osoby związane z PiS i „Gazetą Polską” oraz „Gazetą Wyborczą” od ruskich agentów i trolli Putina. Takie obrażanie rodzin ofiar jest wielką krzywdą. W PRL w podobny sposób niszczono za prawdę rodziny katyńskie.
Czy 11 lipca powinien być Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu?
Tak, to wspomnienie krwawej niedzieli na Wołyniu. W niedzielę 11 lipca 1943 roku zaatakowano Polaków modlących się w kościołach, aby zabić ich jak najwięcej. Prawda jest taka, że ludobójstwo zaczęło się już w 1939 roku i trwało do roku 1947 roku do akcji „Wisła”.
Istnieje konflikt między Kresowianami a Jarosławem Kaczyńskim, który próbuje przerzucić datę na 17 września i pod zbrodniami Sowietów i Niemców ukryć ludobójstwo ukraińskie. To zły krok. Powinny być dwa niezależne narodowe dni pamięci: 11 lipca – Narodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez banderowców, i 17 września, gdy oddaje się pamięć ofiarom, które zginęły z rąk Sowietów. Jarosław Kaczyński, będąc spolegliwym politykiem wobec Ukrainy…
…ktoś inny powie – wytrawnym politykiem dbającym o dobre relacje z sąsiadami.
Nie, to nie jest uprawianie wytrawnej polityki. Jarosław Kaczyński jest ostatnim politykiem ukształtowanym przez Giedroycia. Kiedy Kaczyński odejdzie, to większość w PiS pójdzie inną drogą.
Dla prezesa PiS polityka historyczna jest bardzo ważna.
Prezes Kaczyński nigdy nie przyszedł na żadną uroczystość poświęconą ofiarom ludobójstwa na Kresach. Podobnie jak jego brat Lech Kaczyński. W 2009 r. przyszedł do kościoła św. Anny w Warszawie, ale tylko na mszę za Polaków, którzy zginęli z rąk SS-Galizien, czyli Ukraińców na żołdzie niemieckim. Tam, gdzie byli mordowani przez UPA, nie przyszedł. Regularnie uchyla się od udziału w tych upamiętnieniach.
Moim zdaniem jest on spolegliwy wobec partnera politycznego ze Wschodu. Ukraińcy wykorzystują jego słabość do Ukrainy, gdzie ma kuzynów. Poza tym koncepcja Międzymorza powoduje, że nie chce on niczym urazić Ukrainy i Litwy. Mógł przejść do historii jako ten, który przełamie zmowę milczenia. Obawiam się jednak, że do historii przejdzie nie Jarosław Kaczyński, ale reżyser filmu „Wołyń” Wojciech Smarzowski, który dla prawdy historycznej zrobi więcej niż wszyscy politycy PO i PiS.
Z całym szacunkiem, ale dlaczego ksiądz się uczepił Jarosława Kaczyńskiego, co prawda lidera partii rządzącej, ale przecież szeregowego posła.
Czy ja mam tłumaczyć sytuację polityczną w Polsce? Krajem rządzi Jarosław Kaczyński. Pan prezydent, pani premier, marszałkowie Sejmu i Senatu nie decydują o relacjach z Ukrainą. Nikt w PiS nie postawi się prezesowi. Nawet prezydent. W sprawie pamięci wołyńskiej wielką szkodę wyrządzili prezydent Komorowski i premier Tusk. PiS szedł do wyborów, głosząc, że jest lepszy od PO, a jest taki sam. Niech udowodni, że jest lepszy. Teraz jest najlepszy czas.
PiS mówi jednym głosem w sprawie Wołynia?
Niestety, w PiS są tacy ludzie jak pani Małgorzata Gosiewska, która trzyma z ukraińskimi nacjonalistami. Doradcą prezydenta Dudy jest Przemysław Grajewski vel Żurawski, który zawsze był przeciw uchwale potępiającej ludobójczą zbrodnię UPA. Podobnie nowy ambasador w Kijowie Jan Piekło. Ale też wielu polityków PiS chce powiedzenia prawdy. W PiS są podziały i wielu polityków ma dosyć kłaniania się czapą do ziemi Ukraińcom. Wszystko w rękach Jarosława Kaczyńskiego.

Rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

http://www.rp.pl/Polityka/307049873-Ks- ... .html#ap-5


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 12 lip 2016, 08:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Pojednanie bez prawdy – to obłuda, pusty gest

Z Ewą Siemaszko, badaczem zbrodni nacjonalistów ukraińskich dokonanych na ludności polskiej Wołynia w czasie II wojny światowej, autorką scenariusza wystawy „Wołyń 1943. Wołają z grobów, których nie ma”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Mijają 73 lata od zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Do dziś niewygodna prawda historyczna o tej zbrodni nie została należycie wyjaśniona i upamiętniona. Wierzy Pani, że taki dzień w końcu nadejdzie?
– Tak, ufam, że doczekamy takiego dnia, kiedy prawda o ludobójstwie zostanie nazwana po imieniu i sprawiedliwie oceniona. Nie potrafię jednak powiedzieć, kiedy to nastąpi. Dla sprostowania dodam może, że nie chodzi tu o sprostowanie, bo co do tego, że zbrodnia miała miejsce, nie ma wątpliwości. Badania są na tyle zaawansowane i baza jest tak mocna, że wiemy, co się wydarzyło 73 lata temu, kto był sprawcą, a kto ofiarą i jaki charakter miała ta zbrodnia. Problemem natomiast jest właściwe traktowanie tej zbrodni przez państwo polskie i państwo ukraińskie. I tu jest problem, a mianowicie, kiedy nasza Ojczyzna – Polska uzna tę zbrodnię za godną wprowadzenia do ogólnej świadomości historycznej oraz kiedy Polska ustanowi 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Ustanowienie takiego dnia, kiedy w szczególny sposób będziemy o tej zbrodni pamiętać i czcić ofiary, jest niezbędne i oczekiwane; myślę, że nie tylko przez środowiska kresowe. Przyznam, że patrząc na bieżące wydarzenia na scenie politycznej, mam spore wątpliwości, kiedy to nastąpi.

Jak ocenia Pani działania obecnego rządu w kwestii nazwania zbrodni wołyńskiej po imieniu, zgodnie z prawdą?
– Uważam, że obecna władza w Polsce nie ma może wątpliwości co do tego, że wydarzenia sprzed 73 lat były ludobójstwem, bo wielu najwyższych rangą polityków Prawa i Sprawiedliwości – myślę tu przede wszystkim o prezesie Jarosławie Kaczyńskim – wyraźnie stwierdza, że rzeź wołyńska była zbrodnią ludobójstwa i że na dobrą sprawę nie ma tu nad czym dyskutować. Natomiast są wątpliwości co do tego, czy zbrodnia ta ma być upamiętniana i kiedy rocznica tej zbrodni ma być obchodzona. I tu jest problem. Niestety, w łonie tego ugrupowania znajduje się wiele ważnych osobistości, które – mówiąc wprost – nie chcą, aby 11 lipca był Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA.

A powinien być?
– Oczywiście, że tak. 11 lipca to jedyna data, która powinna być rozważana jako dzień pamięci ofiar rzezi wołyńskiej. To właśnie tego dnia w Krwawą Niedzielę nastąpiło apogeum tej okrutnej zbrodni ludobójstwa. Żadnego innego dnia ani wcześniej, ani później na tak ogromną skalę nie atakowano Polaków. Warto przypomnieć, że 11 lipca 1943 r. o świcie sotnie OUN-UPA, działając z zaskoczenia, zaatakowały 99 polskich wsi i osad, głównie na terenie trzech powiatów: kowelskiego, horochowskiego i włodzimierskiego. Nie był to przypadek, a celowe działanie. Wybrano niedzielę, aby w świątyniach podczas nabożeństw zaskoczyć jak największą liczbę Polaków. Dlatego dzień 11 lipca – można powiedzieć – na trwałe wpisał się w świadomości jako symbol tego ludobójstwa. Przecież od lat 90. w tym właśnie dniu – wyłącznie społecznie – organizowaliśmy uroczystości i żadne władze na tych obchodach się wówczas nie pojawiały. Dopiero od 2003 r., od spotkania ówczesnych prezydentów Polski Kwaśniewskiego i Ukrainy Kuczmy w przedwojennym Porycku, czyli pierwszej wsi, którą UPA skąpała we krwi i ogniu, w kolejnych rocznicach uczestniczyły już władze państwowe. Ale co tu dużo mówić – też w ograniczonym zakresie.

Jak rodziny kresowe przyjmują propozycję, aby Dniem Męczeństwa Kresowian ustanowić 17 września, a więc rocznicę najazdu Związku Sowieckiego na Polskę?
– Pomysł, aby wszystkie zbrodnie na ludności kresowej były upamiętniane 17 września, jest absurdalny, a w języku dyplomatycznym nie jest pomysłem trafnym. Wszyscy kresowianie uważamy, że owszem 17 września to dobra data dla uczczenia zbrodni popełnionych na Polakach przez Sowietów. W naszych rodzinach obchodzimy obie te tragiczne rocznice, ale stoimy na stanowisku, że te dwie daty należy rozdzielić i obchodzić osobno. Jesteśmy to winni ofiarom obu tych zbrodni.

Min. Szczerski z Kancelarii Prezydenta RP stwierdził, że ważne jest, żeby polsko-ukraińskie relacje widzieć w całości. Czy polskie władze, nie podejmując stosownych kroków – mówiąc wprost – aby wymóc na ukraińskich władzach, powinny oczekiwać refleksji ze strony Ukrainy? O czym świadczy spychanie tych spraw na bok?
– Zgadzam się z panem, że mamy do czynienia ze spychaniem na bocznicę tych ważnych spraw. Polska ma prawo i obowiązek moralny wobec wszystkich swoich obywateli, a szczególnie wobec tych, którzy zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami, za polskość, aby wymóc na swoich partnerach ukraińskich właściwe traktowanie tych zbrodni. Przecież Polska udziela Ukrainie ogromnej wielowymiarowej pomocy na różnych płaszczyznach, jesteśmy rzecznikami ukraińskich spraw na forum międzynarodowym. To nie kto inny jak Polska była pierwszym państwem, które uznało niepodległość Ukrainy. Prawda jest taka, że to Polska wyciąga przyjazną dłoń do Ukrainy, a nie odwrotnie. I to Ukrainie powinno bardziej zależeć na dobrych stosunkach z Polską aniżeli Polsce z Ukrainą. Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, co powoduje, że już w tym aspekcie nasz status przewyższa status Ukrainy. Jeśli zatem Ukraina chce, aby Polska nadal była rzecznikiem jej spraw w Europie i świecie, to powinna w stosunku do nas zachowywać się stosownie.

Chyba jednak trudno oczekiwać, że Ukraina uprzedzi Polskę i sama sobie nałoży na siebie uznanie prawdy historycznej, skoro nie do końca zależy na tym polskim władzom?
– Polskim władzom powinno zależeć, żeby sprawa ludobójstwa była na Ukrainie potępiona. Natomiast czy nie zależy na tym naszym władzom, tego tak naprawdę do końca nie wiemy. Wśród obecnie sprawujących władzę – jak już wspomniałam wcześniej – mamy różne podejście do tych kwestii. Tam w zasadzie nie ma jednorodnego stanowiska, czego świadectwem jest ustawa Senatu RP upamiętniająca ofiary rzezi wołyńskiej, przyjęta przez Senat w miniony czwartek – uchwała przyzwoicie sformułowana, która oddaje hołd obywatelom II RP bestialsko pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów. I nawet drobne potknięcia nie umniejszają jej wagi. Szkoda tylko, że jej przyjęciu zdecydowanie sprzeciwiali się przedstawiciele opozycji, przede wszystkim Platformy. Drugim świadectwem na to, że w PiS są siły, które chcą prawdy i stoją na stanowisku, aby zbrodnia wołyńska była traktowana właściwie, jest odpowiedź ponad dwustu parlamentarzystów na apel, który na początku czerwca ogłosiło 12 tzw. ukraińskich autorytetów, ukraińskich polityków, duchownych i intelektualistów, w tym dwóch prezydentów. Mimo tych dwóch stanowisk jest wewnątrz tej partii blokada, żeby tę sprawę raz na zawsze zakończyć.

Co Pani chce przez to powiedzieć?
– Odsunięcie w czasie ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA –tak naprawdę nie wiadomo na jaki termin, bo informacje, jakie do nas docierają z Sejmu, są ze sobą sprzeczne –może świadczyć, że w ramach tego ugrupowania są politycy, którzy narzucają taki, a nie inny styl działania.

Czy da się zbudować zdrowe relacje z Ukrainą bez prawdy o przeszłości?
– Jeśli dobre relacje z Ukrainą mają się stać rzeczywistością i rozwijać się, to muszą być oparte na prawdzie. Prawda dotycząca tej zbrodni, która dotknęła mieszkańców Kresów południowo-wschodniej II Rzeczypospolitej, musi wybrzmieć z całą stanowczością. To jedyny fundament, na którym można budować przyszłość. My mamy wolę żyć w dobrych relacjach z Ukrainą, co potwierdzamy czynami, wspierając ich prawo do wolności wobec agresji ze strony Rosji oraz stając się rzecznikiem ukraińskich spraw w Unii Europejskiej i NATO. Tyle że z drugiej strony nie widać dobrej woli, a to powinno dać wiele do myślenia naszym władzom.

Tak czy inaczej zdrowych relacji bez prawdy nie da się ułożyć w sposób prawidłowy, ale istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Mianowicie nawet jeśli Ukraina przyzna się do dokonania zbrodni ludobójstwa, w co tak naprawdę wątpię, to nie wydaje mi się, żeby to zmieniło stosunek do UPA. Innymi słowy – możemy mieć do czynienia ze schizofrenicznym traktowaniem tej sprawy, czyli z jednej strony będzie uznanie, że zbrodnia owszem była i że dokonała tego UPA, ale z drugiej będziemy mieli do czynienia z gloryfikacją tej zbrodniczej formacji. Ilustracją tego może być fakt, że w zeszłym tygodniu imieniem Stepana Bandery nazwano jedną z głównych ulic Kijowa, a gloryfikacja UPA na Ukrainie jest na porządku dziennym. Jednocześnie Poroszenko klęka przed pomnikiem na warszawskim Żoliborzu upamiętniającym rzeź wołyńską.

Jak ocenia Pani ten gest prezydenta Poroszenki?
– To nic innego jak obłuda zademonstrowana z pobudek czysto politycznych. Ten gest Poroszenki nie ma nic wspólnego ze szczerym i autentycznym współczuciem dla ofiar. Szkoda tylko, że nie dostrzegają tego polskie władze. Czas najwyższy, żeby poprawność polityczna ustąpiła miejsca polskiej racji stanu.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -gest.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 05 sie 2016, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
MSZ „zdumione” ukraińską uchwałą

Nazwa projektu uchwały o „ludobójstwie Ukraińców” przez Polskę, zarejestrowanego w Radzie Najwyższej Ukrainy, budzi nasze zdumienie – powiedział szef Biura Rzecznika Prasowego MSZ Rafał Sobczak. Zaznaczył zarazem, że projekt to „incydentalne wydarzenie i inicjatywa jednego posła”.

Pełna nazwa dokumentu brzmi: „Projekt uchwały o upamiętnieniu ofiar ludobójstwa, dokonanego przez państwo polskie na Ukraińcach w latach 1919-1951”. Tekst projektu uchwały ukazał się w czwartek na facebookowym profilu niezrzeszonego deputowanego do ukraińskiej Rady Najwyższej Ołeha Musija, który wcześniej zarejestrował go w parlamencie.

– Odnotowaliśmy zarejestrowanie w Radzie Najwyższej Ukrainy w dniu 3 sierpnia projektu uchwały, której nazwa budzi nasze zdumienie – ocenił w komentarzu dla PAP Sobczak. – Tekst projektu uchwały nie został jednak opublikowany na stronie ukraińskiego parlamentu, w związku z tym jest za wcześnie, aby odnosić się do treści zawartych w tym projekcie – dodał.

Zaznaczył też, że – według informacji MSZ – projekt jest „incydentalnym wydarzeniem i inicjatywą jednego posła”.

– Niezmiennie uznajemy, że drogę do zrozumienia i budowania dobrej atmosfery naszych stosunków bilateralnych winien torować otwarty i oparty na prawdzie historycznej dialog – podkreślił dyrektor biura rzecznika.

Zarejestrowany w ukraińskim parlamencie projekt uchwały mówi m.in. o „polonizacji, kolonizacji, pacyfikacji i fizycznym wyniszczaniu Ukraińców”, a także o „okrutnych masowych zabójstwach ukraińskich cywilów zamieszkujących Galicję Wschodnią, Wołyń i Zakerzonie” (ziemie leżące na zachód od tzw. linii Curzona), które to zjawiska autor uznaje za „treść realnej, antyukraińskiej” polityki państwowej Polski.

W dokumencie zaznaczono, że „Ukraińcy walczyli o wolność na swojej własnej ziemi, Polacy zaś walczyli o cudzą własność”. Podkreślono w nim także, że nieznana jest dokładna liczba ofiar tych wydarzeń, jednak „pamięć o nich wymaga hołdu również w czasach współczesnych”.

Zgodnie z tekstem proponowanej uchwały Rada Najwyższa Ukrainy ustanowiłaby ponadto „Dzień pamięci Ukraińców – ofiar ludobójstwa dokonanego przez Państwo Polskie w latach 1919-1951”, który ma być obchodzony 24 marca.

W końcowej części dokumentu podkreśla się, że historia nie powinna mieć wpływu na współpracę między Ukrainą a Polską w czasach współczesnych. „Rada Najwyższa wyraża Polsce wdzięczność za wspieranie Ukrainy w jej walce z agresją zewnętrzną. Wolna Ukraina i wolna Polska to dziś realność. Jesteśmy wolni i jesteśmy razem!” – napisano.

Projekt uchwały został przekazany do rozpatrzenia m.in. szefom komisji: kultury, praw człowieka i mniejszości narodowych, integracji europejskiej i budżetowej w Radzie Najwyższej Ukrainy. Jeśli jej tekst zostanie przez te komisje zaakceptowany, do głosowania nad nim dojdzie nie wcześniej niż we wrześniu.

22 lipca polski Sejm przyjął uchwałę, która głosi, że ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów nie zostały należycie upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane, zgodnie z prawdą historyczną, ludobójstwem. Wyrażono w niej zarazem szacunek Ukraińcom, którzy ratowali Polaków.

Na mocy uchwały Sejm ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. W uchwale oddano hołd „wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej bestialsko pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów”.

Uchwała spotkała się z negatywnym odbiorem na Ukrainie. Prezydent Petro Poroszenko wyraził wówczas opinię, że dokument będzie wykorzystywany do spekulacji politycznych. Poroszenko uznał także, że stosunkach między Ukrainą a Polską należy powrócić do głoszonego przez Papieża Jana Pawła II przykazania „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”.

Borys Tarasiuk, b. szef MSZ Ukrainy, a obecnie poseł, oświadczył wtedy, że w związku z przyjęciem uchwały rezygnuje z funkcji szefa międzyparlamentarnej grupy ds. współpracy z Polską. Oceniał jednocześnie, że uchwała oznacza, iż polskie władze „podkładają ładunek wybuchowy” w stosunkach między Kijowem a Warszawą i oświadczył, że jest to przejaw terytorialnych roszczeń Polski wobec Ukrainy.

Stanowisko w sprawie sejmowej uchwały zajęła wówczas także ukraińska dyplomacja. Wiceminister spraw zagranicznych Wołodymyr Prystajko oświadczył, że jest na nią jeszcze za wcześnie, a historia konfliktu polsko-ukraińskiego z lat drugiej wojny światowej wymaga dogłębnych badań. – Oczekuję, że nasi deputowani zareagują na decyzję polskich kolegów – mówił wiceminister.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... hwala.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 05 sie 2016, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Wspieranie banderyzmu na Ukrainie doprowadziło do takiej właśnie sytuacji. Ukrainą rządzą śmiertelni wrogowie Polski i Polaków, a także śmiertelni wrogowie ludu ukraińskiego. Banderyzm wspierano, by na zawsze odłupać Ukrainę od Polski, gdyż lud ukraiński to tak naprawdę potomkowie polskich chłopów którzy osiedlali się tam od XVI wieku. Połączenie Polski i Ukrainy w jedno ciało to akt naturalny, który banderyzm skutecznie uniemożliwia, stanowiąc ostateczną tamę dla idei Międzymorza. Będą teraz banderyzować naszych braci, wmawiając im, jakich to krzywd doznali od Polaków i nasączą dusze tego ludu nienawiścią do Polski, tworząc przepaść między ludami pobratymczymi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 08 sie 2016, 06:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Ukraiński historyk: Kto próbuje wybielić lub sfałszować prawdę o mordach OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Szanowni Państwo

Polecam szczególnie prace Wiktora Poliszczuka, który całe swe życie poświęcił obnażeniu kłamstw i przeinaczeń jakie narosły wokół najnowszej historii Ukrainy oraz nacjonalizmu ukraińskiego.
W swych naukowych publikacjach, jako Ukrainiec, wielokrotnie zwracał uwagę na bezmyślne powtarzanie przez polskich historyków zakłamanej narracji ukraińskich nacjonalistów i współczesnych historyków ukraińskich, którzy wszelkimi sposobami próbują wybielić lub sfałszować prawdę o mordach OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Wiktor Poliszczuk zawsze zbrodnie OUN UPA nazywał ludobójstwem, twierdził także, iż decyzja o przeprowadzeniu Akcji "Wisła" była słuszna pokazując analogiczne działania innych państw takich jak USA i Kanada w czasie II Wojny Światowej.
Dorobek naukowy Wiktora Poliszczuka jest w Polsce albo nieznany albo krytykowany bądź ignorowany (szczególnie przez środowiska związane z Michnikiem i Gazetą Wyborczą) z powodów politycznych, nakazujących przemilczanie zbrodni OUN i UPA.

Na szczególną uwagę zasługuje ostatnie, uzupełnione przez Autora, wydanie
książki "Gorzka prawda: cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa"
http://ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_I__P ... ZTA_2.html

Pozostałe dzieła Wiktora Policzuka (link nalezy zcalic o ile ulegl rozerwaniu przez program pocztowy):
http://ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_Za.h ... szukaj.y=7

Wiktor Poliszczuk pochodził z mieszanej rodziny polsko-ukraińskiej, sam określał się jako "prawosławny Ukrainiec". Posiadał obywatelstwo polskie i kanadyjskie.
Ojciec Bartłomiej, matka Aniela (Nina) z Witkowskich. Po agresji ZSRR na Polskę, jego ojciec - do 1934 wójt gminy Dubno został aresztowany przez NKWD, a w kwietniu 1940 rozstrzelany bez sądu. 13 kwietnia 1940 Wiktor wraz z matką i siostrami został wywieziony do Kazachstanu, gdzie przebywał do listopada 1944. Potem rodzina przesiedliła się do obwodu dniepropetrowskiego USRR. W 1946 Poliszczukowie przybyli do Polski.

Po ukończeniu w 1950 Liceum Pedagogicznego w Legnicy pracował jako nauczyciel języka rosyjskiego w Gimnazjum Kamieniarskim w Jaworze. Po ukończeniu studiów na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego i uzyskaniu tytułu magistra otrzymał nakaz pracy w prokuraturze powiatowej w Jaworze, gdzie doszedł do rangi podprokuratora. Następnie pracował jako radca prawny i adwokat; z Polski wraz z rodziną wyemigrował do Kanady w 1981 roku.

Na emigracji rozpoczął pracę jako korektor techniczny w wydawanym w Toronto tygodniku diaspory ukraińskiej (pol. Nowa Droga), związanym z
emigracyjnym OUN-M. Jak stwierdził, wówczas zainteresował się i rozpoczął badania nad nacjonalizmem ukraińskim, którego ofiarą padła siostra jego matki (zamordowana za publiczne używanie języka polskiego). Tak opisał motywy podjęcia badań nad zagadnieniem nacjonalizmu ukraińskiego:

"W Kanadzie już po pierwszych miesiącach mego pobytu zetknąłem się z wręcz zoologicznym nacjonalizmem ukraińskim, z nienawiścią do wszystkiego, co polskie i co rosyjskie. Ja, wychowany w duchu patriotyzmu ukraińskiego, ukształtowany na klasyce polskiej, ukraińskiej, rosyjskiej, zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej, nie mogłem się pogodzić z takim spojrzeniem na świat i na ludzi, dlatego też, jak i w związku ze świadomością tego, czego dopuścili się banderowcy na Wołyniu wobec ludności polskiej, podjąłem decyzję o poszukiwaniu materiałów stanowiących bazę moich badań nad nacjonalizmem ukraińskim. Temat ten pochłonął mnie całkowicie, pracowałem nad nim bezustannie."

W latach 90. XX wieku rozpoczął własnym nakładem publikacje w tym zakresie. Autor ponad dwustu opracowań, książek naukowych i publicystycznych, artykułów naukowych, polemik, recenzji, publikacji prasowych w języku angielskim, ukraińskim i polskim opublikowanych w periodykach w Kanadzie i USA, w tym 5 obszernych tomów wyboru dokumentów pod wspólnym tytułem Integralny nacjonalizm ukraiński jako odmiana faszyzmu.

Pracę doktorską (Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego według Dmytra Doncowa) obronił w 1994 na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego, promotorem był prof. Bernard Janusz Albin. Pracę habilitacyjną (Dowody zbrodni OUN i UPA) w roku 2002 na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Jego ostatnią pracą było tłumaczenie na język polski książki Dmytro Doncowa Nacjonalizm.

W 1998 odznaczony przez Kongres Polonii Kanadyjskiej Złotą Odznaką Zasługi za działalność na rzecz Polonii.

Serdecznie zapraszam do zapoznania się z dorobkiem Wiktora Poliszczuka.
Marcin Dybowski 509 459 439

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 11 sie 2016, 06:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Ukraiński odwet

Państwo ukraińskie dąży do rozszerzenia kultu OUN-UPA na całe społeczeństwo.

Reakcja Ukrainy po uchwałach Sejmu i Senatu oddających hołd ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach Wołynia i Małopolski Wschodniej była natychmiastowa – ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca zapowiedział, że ukraiński parlament podejmie uchwałę o treści odwrotnej do polskiej o ludobójstwie Ukraińców przez Polaków. Nie były to czcze pogróżki.

W ubiegłym tygodniu został złożony i przekazany do odpowiednich ukraińskich komisji parlamentarnych projekt uchwały „o upamiętnieniu ofiar ludobójstwa, dokonanego przez państwo polskie na Ukraińcach w latach 1919-1951”! Autorem wprawdzie jest niezrzeszony deputowany Ołeh Musij, ale nietrudno domyślić się, że projekt wyraża stanowisko wszystkich politycznych ugrupowań ukraińskiego parlamentu, bowiem wcześniej jednomyślnie wywierały one naciski na polski parlament w trakcie procedowania naszej sejmowej uchwały, by odstąpił od jej uchwalenia.

Świadczy to o pełnej akceptacji zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego OUN-UPA przez elity państwa ukraińskiego. Bardziej zróżnicowane poglądy mają na Ukrainie zwykli ludzie, ale państwo ukraińskie dąży obecnie do rozszerzenia kultu OUN-UPA na całe społeczeństwo, fałszywie tłumacząc polskim politykom i mediom, że w tym kulcie nie ma antypolskiego ducha. Przeczy temu właśnie projekt uchwały o rzekomym ludobójstwie dokonanym przez państwo polskie na Ukraińcach.

Antypolskie oskarżenia
Antypolskość tej uchwały polega na oskarżeniach Polski o niepopełnione zbrodnie. Jej treść świadczy o ignorancji historycznej i prawnej i stanowi akt propagandowy w stylu bolszewickim, a dyskusji nad uchwałą nawet nie uda się przeprowadzić, bowiem wykazanie jej niedorzeczności wymagałoby obszernego opracowania naukowego. Takimi właśnie „manifestami” tworzy się opinię społeczną, a zatem ukraińskie społeczeństwo będzie indoktrynowane antypolskim duchem odnoszącym się do państwa polskiego, a nie jakiejś grupy czy organizacji polskiej. Uchwała ukraińskiego parlamentu będzie więc przeciwieństwem polskiej uchwały, w której sprawcą zbrodni na Polakach nie jest państwo (w tym czasie nie było niepodległej Ukrainy), lecz zbrodnicze organizacje ukraińskie.

Warto zdać sobie sprawę z tego, że oskarżenia zawarte w projekcie, jak „zabójstwa [Ukraińców] z przyczyn narodowościowych i religijnych”, „historia ukraińskich ziem pod władzą II RP i narodu polskiego była historią niesprawiedliwości i represji – historią ludobójstwa ukraińskiego narodu, systematycznie i konsekwentnie popełnianego przez państwo polskie”, „zorganizowane i masowe wyniszczania Ukraińców na terytorium państwa polskiego w latach 1919-1951”, nie pojawiły się nagle teraz jako odpowiedź na uchwały polskiego parlamentu upamiętniające ludobójstwo Polaków. Twierdzenia te krążyły już dawno wśród niektórych historyków, dziennikarzy, nauczycieli, w rodzinach związanych z nacjonalistycznym podziemiem – głównie na zachodniej Ukrainie, gdzie tradycje OUN-UPA ujawniły się po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 r., ale były przez polskie państwo i polską inteligencję lekceważone i bagatelizowane. Nienawiść do „polskich panów” zaszczepiona przez rewolucję bolszewicką, odnosząca się do wszystkich Polaków, niezależnie od stanu majątkowego, choć jest przestarzałą warstwą świadomości społecznej, ale na jej pozostałościach można jeszcze teraz budować wizję Polski niszczącej Ukraińców.

Gloryfikowanie zbrodniarzy
Przez dwadzieścia kilka lat Ukraińcy nie potrafili rozliczyć uczciwie swej historii, ale też nie zamierzali, bo od początku ukraińskiej niepodległości była forsowana zafałszowana heroiczna historia OUN-UPA, stopniowo „rehabilitowano” OUN i UPA, a jednocześnie różne ukraińskie kręgi emigracyjne i pochodzące z Ukrainy wpływały na polskie elity, polityków i media, by maksymalnie ograniczyć negatywny wizerunek nacjonalizmu ukraińskiego.

Posługiwano się argumentem antyukraińskości wobec krytyki czy oskarżeń OUN-UPA, jak gdyby te organizacje reprezentowały całą Ukrainę i wszystkich Ukraińców. Powoływano się na ideę Jerzego Giedroycia istnienia i współpracy niepodległych państw postsowieckich, jak gdyby współpraca ta miała oznaczać rezygnację z prawdy historycznej, wykreślenia z pamięci ofiar ludobójstwa. Toteż latami ukraińska dyplomacja próbowała z różnym skutkiem, niestety nieraz dość skutecznie, blokować polskie upamiętnienia ofiar zbrodni OUN-UPA i pomniejszać ich wymowę po to, by móc na całej Ukrainie upowszechnić gloryfikację zbrodniczych formacji. Dopiero gdy proces ten na Ukrainie jest mocno zaawansowany, po 27 latach III Rzeczypospolitej, a 73 lata od apogeum zbrodni wołyńskiej, polski parlament zdecydował się na stosowną i zgodną z prawdą uchwałę czczącą pamięć ofiar ludobójstwa ukraińskiego.

To o całe 27 lat za późno lub o 26 lat, gdy zamiast wtedy oddać hołd Polakom zamordowanym przez nacjonalistów ukraińskich, polski Senat podjął uchwałę potępiającą wysiedlenie Ukraińców w ramach operacji „Wisła”, której celem było zlikwidowanie powiązań pomiędzy UPA a ludnością ukraińską, bez których UPA nie byłaby w stanie egzystować. Ta uchwała jest obecnie m.in. wygodnym podłożem dla sformułowań projektu ukraińskiej uchwały Ołeha Musija w sprawie ludobójstwa Ukraińców przez Polaków.

Dotychczasowa reakcja polskich polityków na projekt uchwały w sprawie „ludobójstwa Ukraińców dokonanego przez Polaków” jest mizerna – padły słowa zdumienia i postulaty „rozmawiania z Ukraińcami”. Rozmowy te trwają już lata. Dziesiątki konferencji naukowych, trwające 10 lat seminaria polskich i ukraińskich historyków pod hasłem „Polska – Ukraina. Trudne pytania”, setki debat polityków, dziennikarzy itp. – nie zmieniły postawy państwa ukraińskiego wobec działalności OUN i UPA, wręcz utwierdziły w heroizacji zbrodniarzy, która jest podskórną pożywką dla antypolskiej atmosfery i różnego rodzaju roszczeń Ukraińców wobec Polski.

Ewa Siemaszko

http://www.naszdziennik.pl/mysl/164017, ... odwet.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 17 sie 2016, 20:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
W polskie święto przy ukraińskim pomniku

Najnowszy wpis dr. Jerzego Bukowskiego na blogAID.

Bardzo dobrze się stało, że w dniu Święta Wojska Polskiego minister obrony narodowej Antoni Macierewicz złożył wieńce przy pomniku upamiętniającym na cmentarzu Prawosławnym na warszawskiej Woli żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej walczących ramię w ramię z podwładnymi Józefa Piłsudskiego w latach 1918-1920 z Sowietami oraz na grobie spoczywającego tam jednego z jej dowódców – generała Marka Bezruczki.

Był on absolwentem Imperatorskiej Mikołajewskiej Akademii Wojskowej w Petersburgu, w czasie I wojny światowej walczył z Niemcami jako szef sztabu dywizji piechoty. 8 lutego 1920 roku objął dowództwo liczącej ponad 2 tysiące żołnierzy 6. Siczowej Dywizji Strzelców, która w kwietniu 1920 roku została podporządkowana 3. Armii Wojska Polskiego. 7 maja 1920 roku wkroczył na jej czele razem z polskimi oddziałami do Kijowa.

Potem, podczas walk odwrotowych, dywizja Bezruczki wspólnie z 31. Pułkiem Strzelców Kaniowskich z powodzeniem broniła Zamościa przed Armią Konną Budionnego, pozwalając na przegrupowanie i na wytchnienie polskim oddziałom, by potem wspólnie pobić wroga w ostatniej wielkiej bitwie kawaleryjskiej w historii –pod Komarowem 31 sierpnia.

Po wojnie pozostał w Polsce (przez kilka lat jako internowany razem z żołnierzami ukraińskimi, którzy znaleźli się na terytorium naszego kraju), był ministrem spraw wojskowych w rządzie na uchodźstwie, przewodniczył Ukraińskiemu Wojskowemu Towarzystwu Historycznemu, redagował miesięcznik wojskowo-historyczny „Za kraj”, opublikował książkę pt. „Ukraińscy strzelcy siczowi pracujący dla Ojczyzny”, znalazł zatrudnienie w wojskowej instytucji kartograficznej.

Nie uwierzył w możliwość odzyskania niepodległości przez Ukrainę w oparciu o III Rzeszę pod przywództwem Adolfa Hitlera, którą uważał za spore zagrożenie dla wszystkich narodów słowiańskich. Umarł 10 lutego 1944 roku w Warszawie.

Dzisiaj, kiedy staramy się budować przyjazne stosunki z Ukrainą bez unikania trudnych tematów z okresu II wojny światowej oraz po niej, odwoływanie się do wspólnoty broni w walkach z bolszewikami w latach 1918-1920 jest bardzo ważne i cenne.

Dr Jerzy Bukowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mniku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 31 sie 2016, 10:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka ... mpaign=rss

Banderowscy zwyrodnialcy kpią sobie i szydzą bezczelnie ze swoich ofiar. To główny wróg Polaków i Ukraińców i bez usunięcia tego wroga Polska i Ukraina nie zdołają się połączyć. Tymczasem władze w Polsce wzmacniają wciąż wroga Polski i Ukrainy, z premedytacją szykując na przyszłość Polakom nową krwawą łaźnię na wzór wołyńskiej.

Kopia artykułu:

Ukraińscy intelektualiści i politycy: Polacy dokonali ludobójstwa na odwiecznie ukraińskich ziemiach
Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Wtorek, 30 sierpnia 2016 o godz. 19:07:28

Ukraińscy intelektualiści i politycy zwrócili się do Najwyższej Rady o ustawienie dnia pamięci ofiar polskich zbrodni przeciwko Ukraińcom. Jest to odpowiedź na uchwałę polskiego Sejmu w sprawie ludobójstwa na Wołyniu.

Ukraińscy politycy i intelektualiści, wśród nich pierwszy prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk chcą by ukraiński parlament odpowiedział na uchwałę wołyńska polskiego Sejmu, ustanawiając dzień pamięci ofiar polskich zbrodni na Ukraińcach. Domagają się oni uznania polskich działań na „ukraińskich terytoriach etnicznych” przed, w czasie i po drugiej wojnie światowej za zbrodnicze. Ofiarom mają być poświęcone aż trzy daty.

23 września ma być dniem pamięci polskich represji wobec autochtonicznej ludności Galicji, 25 grudnia jako dzień pamięci ludobójczego wyniszczenia przez polskie podziemie autochtonicznej ukraińskiej ludności na odwiecznie ukraińskich (sic!) ziemiach. Zdaniem strony ukraińskiej to właśnie wtedy polskie formacje zbrojne rozpoczęły masowe zabijanie Ukraińców. Ostatnią datą jest 25 kwietnia, który ma upamiętniać ofiary przymusowej deportacji dokonanej przez państwo polskie czyli „Akcję Wisła”.

Czytaj także:

Ukraińscy parlamentarzyści potępiają uchwały Sejmu i Senatu w sprawie Wołynia

Źródło w PiS: USA naciskały na Polskę ws. uchwały o ludobójstwie wołyńskim

Ukraiński minister: uchwała wołyńska to cios w plecy od naszych sojuszników

Ukraińska naukowiec: uchwała wołyńska to nerwowy krok dawnego kolonizatora wobec utraconej kolonii

Onet/KRESY.PL


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 09 wrz 2016, 06:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Parlament Ukrainy potępia decyzje polskiego Senatu i Sejmu

Parlament Ukrainy potępił lipcowe decyzje Senatu i Sejmu RP w sprawie zbrodni wołyńskiej, uznając, że określenie jej mianem ludobójstwa jest „upolitycznianiem historii” i przekreśla osiągnięcia wieloletniego dialogu historycznego na ten temat.

Wbrew oczekiwaniom ukraińscy deputowani nie zajęli się projektami rezolucji, w których, w odpowiedzi adresowanej do polskich senatorów i posłów, proponowano m.in. upamiętnienie „ofiar ludobójstwa dokonanego przez państwo polskie na Ukraińcach w latach 1919-1951”.

W głosowaniu rezolucję poparło 247 spośród 335 zarejestrowanych na sali posiedzeń deputowanych w liczącym 450-osób parlamencie. Parlament w Kijowie oświadczył m.in., że z „żalem, rozczarowaniem i głębokim zaniepokojeniem” przyjął decyzje Senatu i Sejmu w sprawie wydarzeń na Wołyniu.

„Parlament Ukrainy uważa, że ustanowiony przez Sejm RP Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP […] jest przejawem upolitycznienia tragicznych stronic ukraińsko-polskiej historii” – czytamy w uchwale.

Zdaniem Rady Najwyższej Ukrainy debata nad uchwałą w sprawie zbrodni wołyńskiej toczyła się w Polsce w warunkach „histerii antyukraińskiej”, akcji niszczenia ukraińskich pomników na terytorium Polski, na tle ataków na uczestników uroczystości religijnych i zakazów przeprowadzania ukraińskich imprez kulturalnych, którym towarzyszyła „szowinistyczna retoryka”.

Ukraińscy deputowani napisali, że uchwała Sejmu została przyjęta w czasie, gdy na wschodzie ich kraju trwa wojna z Federacją Rosyjską. Oświadczyli także, że decyzja Sejmu podważa dyplomatyczny dorobek dwóch krajów na rzecz porozumienia, wzajemnego przebaczenia i upamiętnienia niewinnych ofiar konfliktu, wśród których są Ukraińcy i Polacy.

„Rada Najwyższa Ukrainy potępia jednostronne działania Senatu i Sejmu RP, wymierzone w pozytywne rezultaty współpracy, osiągnięte w trakcie trwającego przez ostatnie dziesięciolecia ukraińsko-polskiego konstruktywnego dialogu” – głosi rezolucja.

Deputowani ocenili, że takie działania godzą w konsolidację społeczeństw dwóch państw, narażają je na konflikty i sprzyjają radykalizacji nastrojów po obu stronach granicy.

„Rada Najwyższa Ukrainy oświadcza, że jedyną drogą do pojednania między ukraińskim i polskim narodem jest wspólne poznawanie faktów i uwarunkowań historycznych, ustalenie personalnej odpowiedzialności za zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne oraz chrześcijańskie przebaczenie” – głosi uchwała ukraińskiego parlamentu.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/166135 ... sejmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 13 wrz 2016, 07:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Wiadomo, kto zabijał

Z dr. Łukaszem Adamskim, historykiem, wicedyrektorem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, rozmawia Piotr Falkowski

Ukraińska Rada Najwyższa wzywa w uchwale dotyczącej zbrodni wołyńskiej do dalszych badań historycznych i dialogu fachowców. Co jest przeszkodą w tym dialogu?
– Ten dialog jest prowadzony od dawna. Przez ponad 10 lat specjaliści z obu stron spotykali się na konferencjach poświęconych II wojnie światowej, a rezultaty ich prac były wydawane w serii „Polska – Ukraina: trudne pytania”. Potem na kilka lat ten dialog faktycznie zamarł, natomiast w zeszłym roku został wznowiony pod auspicjami IPN i Ukraińskiego IPN. Na październik jest planowana kolejna sesja poświęcona wydarzeniom na Wołyniu. Jednak polscy i ukraińscy historycy bardzo różnią się w ocenie tego, na jakim etapie jesteśmy. W Polsce jest zgoda co do tego, że po ponad 20 latach intensywnych badań nie może być żadnych wątpliwości, że była to zorganizowana akcja przeprowadzona przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej. Po drugie, jest konsensus, że było to ludobójstwo, bo zbrodnia ta spełnia kryteria konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 roku. Wreszcie po trzecie, w Polsce powszechnie przyznaje się, że doszło do mordów na niewinnej ludności ukraińskiej, ale nie można postawić znaku równości pomiędzy tymi stosunkowo nielicznymi, spontanicznymi akcjami pomsty, najczęściej przeprowadzanymi wbrew rozkazom przez ludzi, którym UPA wcześniej zamordowała najbliższych, a zorganizowanym mordem mającym na celu wybicie części polskiej ludności tych ziem i skłonienie do ucieczki pozostałych.

Ukraińscy historycy tego nie uznają?
– Większość ukraińskich badaczy jeszcze do niedawna twierdziła, że właściwie nie wiadomo, kto zabijał. Że może to chłopi albo jakieś oddziały niekontrolowane przez nikogo. I że w ogóle jest jeszcze tyle rzeczy, które trzeba zbadać, że należy powstrzymać się przed stosowaniem takich określeń jak ludobójstwo, wywołujących emocje społeczne.

Dlaczego te emocje są tak silne?
– W społeczeństwie ukraińskim rola i znajomość historii są znacznie mniejsze niż w polskim. Ale dla osób, które się interesują historią, Polska odgrywa w niej rolę bardzo istotną, i to przeważnie negatywną: Polska to państwo i naród, który opanował ukraińskie ziemie i przez kilkaset lat sprzeciwiał się prawu Ukraińców do samostanowienia. Uważają, że Polacy byli „okupantami”, a nawet „katami”. Ukraińskie elity, nawet profesjonalni historycy, są pod presją tych dominujących stereotypów i fałszów.

Niektórzy ukraińscy historycy twierdzą, że w latach 40. XX wieku miała miejsce wojna polsko-ukraińska.
– To jest teza m.in. Wołodymyra Wiatrowicza, prezesa UIPN. Taki pogląd jest bardzo problematyczny. Na wojnie są z reguły państwa czy narody, które ze sobą walczą, i są ofiary po obu stronach. Wojna między narodami to jest więc coś znacznie szerszego niż rzeź bezbronnej ludności, jaka w rzeczywistości miała miejsce. Żadnej takiej wojny tak naprawdę nie było, gdyż nie było wtedy państwa ukraińskiego, a ukraińskie siły polityczne były podzielone w swoim stosunku do Polski, mordy na Polakach przeprowadzał najbardziej radykalny odłam nacjonalistów, czyli banderowcy.

Ukraińscy politycy nazywają lipcową uchwałę polskiego parlamentu „upokorzeniem Ukrainy”, twierdzą, że w Polsce panuje „antyukraińska histeria”.
– Tak nie można mówić. Polska uchwała wskazuje na prawdziwy przebieg wydarzeń i używa właściwej kwalifikacji prawnej, wyraża też podziękowanie Ukraińcom, którzy pomagali Polakom. To nie treść tej uchwały jest problemem, ale stan ukraińskiej świadomości historycznej. Chociaż od lat zajmuję się relacjami polsko-ukraińskimi, z konsternacją przyjąłem ukraińską reakcję na polską uchwałę. Nie zdawałem sobie sprawy, że może ona być aż tak emocjonalna. Wzywano do ustanowienia „dni pamięci o polskiej okupacji”. Mówiono, że polski Sejm to spadkobiercy „faszysty Dmowskiego”, którzy chcą Ukrainie odebrać Lwów itd. Czyniły to osoby, które uważane są za wybitnych ukraińskich intelektualistów.

Strona ukraińska podnosi, że Rosja wykorzystuje kwestie historyczne przeciwko i Ukrainie, i Polsce. Czy da się łączyć poparcie Polski dla Ukrainy w jej obecnej trudnej sytuacji z asertywnym domaganiem się prawdy o Wołyniu?
– Oczywiście. To wynika ze standardów prawnych i wartości, które wyznajemy. Polska polityka wobec Ukrainy nie może sprowadzać się do wymuszenia potępienia rzezi wołyńskiej i rezygnacji z kultu UPA. Racja stanu skłania Polskę do wspierania reform i modernizacji naszego sąsiada oraz pomagania mu, gdy został zaatakowany. Z drugiej strony są w Polsce środowiska, dla których sprawa wołyńska i negatywna ocena ukraińskiego spojrzenia na tę kwestię determinuje całą ocenę polityki wobec Ukrainy. Polscy politycy uwzględniają zdanie także tej części elektoratu, co od wielu lat osłabia determinację we wspieraniu Ukrainy. Nie jest łatwo przekonywać polskich wyborców, że mają popierać kraj, w którym hołubieni są ludzie postrzegani jako mordercy. Ta okoliczność powinna skłaniać ukraińskie elity do refleksji.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... bijal.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 13 wrz 2016, 10:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spolecze ... mpaign=rss

Polskę i Ukrainę dzielą żydzi oraz banderowcy siejący nienawiść między Polakami a Ukraińcami.

Kopia artykułu:

Warszawa: Ukrainka oskarża Polaków o rasizm
Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Niedziela, 11 wrzesnia 2016 o godz. 21:09:53

Obrazek

Ukraińska studentka Uniwersytetu Warszawskiego założyła na Facebooku grupę, na której chce walczyć z rasizmem w Polsce. Skłoniła ją do tego historia, którą przeżyła w autobusie miejskim. Kierowca zawinił jej tym, że mówił po polsku.

Ukraińska studentka mieszkająca w Warszawie postanowiła walczyć z rasizmem w Polsce. W tym celu założyła na portalu Facebook grupę, w której chce dzielić się historiami o imigrantach rzekomo dyskryminowanych przez Polaków. Opisała też swoją historię, w której wyraża oburzenie, że kierowca mówił do niej w języku polskim.

„Rasizm jest jedną z najważniejszych kwestii społecznych we współczesnym świecie. Dotknął on milionów ludzi na całym świecie, szczególnie tych, którzy przybywają do innego kraju w poszukiwaniu lepszego życia. Imigranci stykają się z nim w codziennym życiu, tak jak ja będąc imigrantką tu w Polsce. Założyłam grupę, z nadzieją, że będziemy dzielić się naszymi historiami, o tym jak wy, wasi przyjaciele, rodzina są dyskryminowani przez Polaków. Przerwijmy ciszę Razem możemy zakończyć dyskryminację i być równi.” – czytamy na założonej przez kobietę grupie (tłum. Warszawa w Pigułce)

Poniżej opis sytuacji "rasistowskiej" w autobusie komunikacji miejskiej.

„Dziś spotkała mnie taka sytuacja. Weszłam do autobusu rozmawiając przez telefon komórkowy po ukraińsku. Zatrzymałam się nieopodal kierowcy, więc kierowca słyszał, że mówię po ukraińsku. Powiedział do mnie po polsku: „Idź rozmawiać przez telefon z tyłu!”. Ponieważ nie czuję się komfortowo mówiąc po polsku odrzekłam: „Nie mówię po polsku!” kierowca ciągle mówił po polsku (chociaż wiedział, że nie rozumiem) mówiąc, że nie mam prawa rozmawiać przez telefon w autobusie. Cóż… NONSENS! Potem dwóch Polaków zaczęlo mnie atakować mówiąc, że muszę opuścić autobus i moje argumenty i twierdzenia o podstawowych prawach pasażera i „Proszę mi pokazać, gdzie jest napisane w autobusie lub prawie, że nie mam prawa rozmawiać przez telefon, kiedy jestem w autobusie jako pasażer” nie pomogły.

P.S. Zdjęcie kierowcy i numer autobusu” (tłum. Warszawa w Pigułce)

Tekst oryginalny:

„Today, I have faced such a situation. I entered the bus, while talking on my cell phone in Ukrainian. I stopped not far from the driver’s seat, so the driver likely heard that I was speaking Ukrainian. He started to tell me in Polish „Go talk on the phone to the back!” Since I don’t feel comfortable speacking Polish, I said „I don’t speak Polish!” The driver kept talking in Polish (even though he knew I don’t understand) saying that I don’t have a right to speak on the phone on the bus. Well.. NONSENSE! Then two Poles started to attack me saying that I have to leave the bus, and my arguments and statements about basic passenger’s rights and „Show me please, where is it written in the bus or law that I don’t have a right to speak on the phone while being in the bus as a passanger” did not actually help.

Don’t think that this would happen to me, if I wouldn’t be a foreigner here…

P.S. Photo of the driver and the number of the bus”

kresy.pl/ warszawa w pigułce


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 11 paź 2016, 08:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
„Wołyń” – film, który nie spodoba się Ukraińcom

Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk

Obrazek

Od piątku, 7 października, w kinach można oglądać film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Oczekiwał Pan na pozycję w polskiej kinematografii odnoszącą się do tych tragicznych wydarzeń?
– Tak, a szczególnie właśnie na film ukazujący ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach Kresów Wschodnich RP nie tylko – co pragnę podkreślić – polskiego pochodzenia. Cieszę się, że ma on bardzo dobre recenzje i już przyciąga do kin rzesze widzów.

Na tym etapie dziejowym film ten rzeczywiście jest potrzebny? Można usłyszeć głosy, że nie pomoże on w poprawie relacji polsko-ukraińskich, które w opinii rządu są priorytetem naszej polityki zagranicznej.
– Czym innym jest polityka zagraniczna, a czym innym prawda historyczna. Z tego, co słyszałem (nie oglądałem jeszcze „Wołynia”), Wojciech Smarzowski bardzo obiektywnie przedstawił przebieg tragicznych wydarzeń na Wołyniu, starając się uwzględnić racje wszystkich stron. Nie powinno to nikogo urażać, chociaż rozumiem, że na Ukrainie ten film może się nie spodobać z oczywistych powodów. Nie sądzę jednak, aby ów film utrudnił budowanie dobrych stosunków między naszymi państwami, które są skazane na sąsiedztwo i muszą odważnie oraz wspólnie patrzeć w przyszłość, ale bez zakłamywania historii. Z konfliktów między nami najbardziej raduje się bowiem inne państwo.

Portal Kresy.pl poinformował, że młodzi Ukraińcy, komentując w sieci film „Wołyń”, odnosili się do ludobójstwa UPA na Polakach z wielką dumą. Co więcej, wielu z nich mówiło o naszym Narodzie w wulgarny sposób. Postępujący banderyzm – o czym wielokrotnie alarmowały środowiska narodowe i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – nie jest więc mitem?
– Niestety, nacjonalizm i szowinizm są wciąż obecne w wielu krajach. Nie wolno ich natomiast mylić z patriotyzmem, który – jak pięknie powiedział Jan Paweł II – jest dumą z własnego narodu, ale nie może być skierowany przeciw innym. Mam nadzieję, że antypolskie nastroje na Ukrainie stanowią margines i nie mieszczą się w głównym nurcie polityki Kijowa wobec Warszawy. Budowanie tożsamości narodowej na banderyzmie jest w dalszej perspektywie drogą donikąd, o czym od dawna znakomicie mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Ruch Kukiz’15 co chwila postuluje wprowadzenie całkowitego zakazu propagowania banderyzmu. Z kolei Pan Janusz Korwin-Mikke domaga się, aby granice Unii Europejskiej były zamknięte przed gloryfikatorami OUN-UPA. W Pana ocenie przyszła już pora, aby oba postulaty potraktować poważnie?
– Nie bardzo sobie wyobrażam praktyczną realizację tych postulatów. Z błędną ideologią nie należy walczyć metodami administracyjnymi, lecz na tej samej płaszczyźnie, czyli udowodniając jej szkodliwość. Odmawianie komuś polskiej wizy to ostateczność, podoba mi się natomiast wprowadzenie do polskiego kodeksu karnego zapisu o takim samym potraktowaniu kłamstwa wołyńskiego (zaprzeczania temu, że część Ukraińców ludobójczo mordowała obywateli II RP) jak oświęcimskiego czy katyńskiego. Powinno być ono bezwzględnie ścigane i karane na całym świecie.

Jak według Pana powinien przebiegać proces pojednania polsko-ukraińskiego?
– Musi być oparty na prawdzie i temu służą spotkania historyków z obu krajów. Czy uda się osiągnąć porozumienie, skoro ponad wszelką wątpliwość to Ukraińcy niosą na siebie większy ciężar win z przeszłości i oczekujemy od nich szczerego przyznania się do nich? Jest to trudne, ale możliwe.

Którym ważnym wydarzeniem z historii Polski powinni zainteresować się filmowcy?
– Jest nam potrzebny dobry serial o Legionach Piłsudskiego, a także filmy o powstaniach śląskich i wielkopolskim, aby pokazać młodym Polakom, jak wspaniale ich przodkowie walczyli o odzyskanie niepodległości. Od dawna głoszę też potrzebę nakręcenia atrakcyjnych filmów o Dywizjonie 303 oraz o Żołnierzach Niezłomnych i cieszy mnie, że to już się dzieje. Marzy mi się także dobry film lub serial o majorze Józefie Kurasiu „Ogniu” uczciwie prezentujący tę nadal dla wielu kontrowersyjną postać. Oparta na faktach interesująca fabuła przyciągnie do kin i przed telewizory milionową widownię, o czym najlepiej świadczy wielkie powodzenie znakomitego filmu Władysława Pasikowskiego o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim pt. „Jack Strong” oraz – można to uznać za pewnik już dzisiaj – ogromny sukces „Wołynia”.

Już wkrótce swoją premierę będzie mieć film „Zerwany kłos” przygotowany przez studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, który opowiada o życiu i męczeńskiej śmierci bł. Karoliny Kózkówny. Jak ocenia Pan takie inicjatywy?
– Każdy dobrze zrealizowany film przedstawiający interesującą postać historyczną lub ważne wydarzenie z naszej historii (zwłaszcza najnowszej) może liczyć na życzliwe przyjęcie. Mam nadzieję, że „Zerwany kłos” będzie można zaliczyć do kategorii udanych filmów, bo często młodzi ludzie mają nowatorskie spojrzenie i świetnie wyczuwają potrzeby widzów – swoich rówieśników.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... incom.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 242 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /