Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 242 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 13, 14, 15, 16, 17
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 12 lip 2018, 10:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Głos prawdy musi wybrzmieć bardziej stanowczo

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy słowa prezydenta Andrzeja Dudy wypowiedziane na cmentarzu w miejscowości Ołyka podczas niedzielnych uroczystości na Wołyniu spełniają oczekiwania Polaków?
– Moim zdaniem, słowa prezydenta Dudy były wyważone i odnosiły się do wszystkich tych kwestii, które w związku ze zbrodnią ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej leżą na sercu każdemu Polakowi. Oczywiście, można się odnosić do niuansów, ale w tym oświadczeniu było wszystko, co stoi w sprzeczności do tego, co jest narracją ukraińską, mianowicie, że mamy do czynienia z wojną polsko-ukraińską i porównywaniem Sahrynia do wydarzeń na Wołyniu. I to wszystko wybrzmiało bardzo pewnie, w sposób jednoznaczny, niepozostawiający wątpliwości, kto tu był katem, a kto ofiarą. Prezydent Duda pojawił się w tych miejscach, gdzie dokonano zbrodni ludobójstwa na Polakach: oddał hołd ofiarom na miejscu nieistniejącej już dzisiaj wsi Pokuta na Wołyniu, złożył też wieniec i modlił się na cmentarzu w Ołyce, gdzie spoczywają Polacy – ofiary ukraińskich zbrodni. Był to zatem jasny, jednoznaczny sygnał w tym zakresie. Państwo polskie powinno zawsze mówić w tym względzie tak jednoznacznym głosem.

Podczas gdy prezydent Duda oddawał cześć ofiarom ludobójstwa na Wołyniu, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko był na uroczystościach w Sahryniu na Lubelszczyźnie, wiele mówiąc o pojednaniu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że była to prowokacja…
– Prowokacja – oczywiście. Mieliśmy bowiem do czynienia z próbą zrównania ludobójstwa dokonanego na Polakach z obroną ludności polskiej przed bestialstwem OUN-UPA, w wyniku czego w akcjach polskiej samoobrony ginęli także Ukraińcy. Prowokacja, manipulacja ze strony ukraińskiej dotyczy przede wszystkim różnicy dat, bo Sahryń to 10 marca 1944 roku, a teraz mamy lipiec i zgodnie z chronologią wydarzeń czcimy pamięć ofiar krwawej niedzieli 11 lipca 1943 roku, ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej na Wołyniu. Jak zatem można czcić Sahryń w momencie symbolicznej daty zbrodni ludobójstwa wołyńskiego? Poza tym wojewoda lubelski Przemysław Czarnek złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu o popełnienie przestępstwa przez prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Polsce Grzegorza Kuprianowicza w związku z jego wypowiedzią w Sahryniu, gdzie określił wydarzenia z marca 1944 roku jako „zbrodnia przeciwko ludzkości”. W ocenie wojewody lubelskiego, próba zrównywania wydarzeń z Sahrynia ze zbrodnią ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej to działania znieważające Naród Polski. Jeśli chodzi o Sahryń, gdzie zginęli również cywile, była to akcja uprzedzająca oddziałów Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, związana z zaplanowaną przez UPA akcją przeciwko polskiej ludności. Jak wspomniałem, podczas akcji AK-BCh zginęły także osoby cywilne, nad czym można i trzeba ubolewać, ale ma się to nijak do Wołynia. Data uczczenia Sahrynia tu i teraz jest nieadekwatna, a wypowiedzi Grzegorza Kuprianowicza są skandaliczne.

I prowokacyjne…
– Oczywiście, że są to działania prowokacyjne. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, zamiast pojawić się wraz z prezydentem Andrzejem Dudą w miejscach związanych z datą ludobójstwa wołyńskiego, pojawia się w Sahryniu. Mamy zatem próbę relatywizowania historii i głoszenia tez, które formułuje ukraiński IPN, że oto mieliśmy do czynienia z wojną polsko-ukraińską, co w konsekwencji doprowadziło do krwawych wydarzeń po jednej i drugiej stronie. Tymczasem jest to nieprawda, to jest kłamstwo, bo w wydarzeniach na Wołyniu mieliśmy do czynienia z zaplanowaną akcją ludobójczą oraz ewentualnie z akcjami odwetowymi po polskiej stronie. W związku z tym stawianie równości między tymi czynami jest zakłamywaniem faktów historycznych. Te czyny różni kwalifikacja moralna i nie można ich w żaden sposób ze sobą zestawiać. Tak wyglądają fakty, które też pokazują, z jaką rzeczywistością po stronie ukraińskiej musimy się zmagać.

Jak reagować na taką kłamliwą ukraińską narrację?
– Za każdym razem mówić prawdę o tym, co się wydarzyło. W mojej ocenie, nie należy też używać środków nacisku spoza nauki. Środowisko ukraińskie, niestety, funkcjonuje w przestrzeni, gdzie nie szanuje się zasad dyskursu naukowego, a więc pewnej metodologii w poszukiwaniach faktów itd., gdzie jeśli się ustala fakty, to szanuje się prawdę, ale tego nie ma. To powoduje, że po dwudziestu kilku latach cały ten dialog ze stroną ukraińską jest bezskuteczny, a to, co mówimy o uroczystościach z udziałem prezydenta Poroszenki w Sahryniu, i to w dodatku nie w rocznicę wydarzeń, które – jak już mówiłem – miały miejsce w marcu 1944 roku, to było nic innego jak próba negacji ukraińskiej odpowiedzialności za Wołyń. Co więcej, pokazanie, że to Polacy byli mordercami. To pokazuje cynizm najwyższych lotów. W odpowiedzi powinny być użyte środki nacisku, bo – w moim przekonaniu – tej sprawy historycznie nie można zostawić, jeśli chcemy układać wzajemne stosunki z Ukrainą.

Mamy niejako dwa bieguny, dwa przemówienia: prezydenta Dudy, który chciałby, aby każdy z zamordowanych Polaków został upamiętniony, aby rodziny mogły się pomodlić na grobach swych bliskich, oraz głos prezydenta Poroszenki, który zaznaczył, że wkrótce mogą się rozpocząć polsko-ukraińskie poszukiwania ofiar. Skoro jest życzenie prezydenta Polski i wola prezydenta Ukrainy, to dlaczego sprawa ta jest przeciągana?
– Dlatego że wola czy deklaracje ukraińskie nigdy się nie materializowały. Ze słów wypowiadanych przez stronę ukraińską często nic nie wynika. I tak, niestety, wygląda cały ten dialog. Jeśli mówimy o zakazie ekshumacji na Wołyniu, to trzeba dodać, że jest to rzecz niespotykana i absolutnie skandaliczna w całym cywilizowanym świecie, i nie ma słów, żeby to skomentować. W jakim świecie żyjemy, kiedy nie można godnie pochować zmarłych, ofiar zbrodni? To przekracza standardy znane w cywilizowanym świecie.

Czy, zważywszy na postawę strony ukraińskiej, taki dialog, oparty na przesłankach naukowych, badawczych, jest możliwy?
– Ten dialog wciąż trwa. Toczy się już długo, ale właściwie nic z niego nie wynika. I trudno, żeby było inaczej, skoro strona ukraińska nie respektuje podstawowych zasad dialogu – przede wszystkim zaś brakuje poszanowania prawdy i poszanowania ludzi. W tym względzie stoimy w miejscu, jesteśmy w martwym punkcie, ale tak będzie do czasu, kiedy na Ukrainie historia czy w ogóle nauka będzie elementem polityki. Nic zatem dziwnego, że dialog Warszawy z Kijowem wygląda podobnie jak dialog z Moskwą.

Czy jeśli nie dzisiaj, to w przyszłości możliwa będzie do wypracowania wspólna wersja polsko-ukraińskiej historii sprzed 75 lat?
– To jest pytanie do strony ukraińskiej, bo od strony polskiej na przestrzeni lat było tak wiele gestów dobrej woli, może czasem nadmiernych, kiedy niektóre sprawy przemilczano, a niektóre nawet zaniedbano. Jeśli strona ukraińska, zamiast pójść w kierunku prawdy, podejmuje działania zakłamujące historię i fakty, to w takiej sytuacji trudno mieć nadzieję na to, że stanie w świetle prawdy. Coraz większe kręgi naukowe i polityczne po stronie polskiej dostrzegły, że nie ma z naszej strony innej drogi jak konsekwentne mówienie i stanowcze domaganie się od Ukraińców prawdy. W tej chwili wszystkie narzędzia, żeby tę sprawę rozwiązać, są po stronie ukraińskiej. Błędem Polski byłoby to, gdybyśmy sprawę prawdy o ludobójstwie wołyńskim zamiatali pod dywan. Tego pod dywan zamiatać już się nie da, a wszystkie działania z przeszłości, które nie szły w kierunku pełnej prawdy o tym, co się wydarzyło na Wołyniu – zamiast rozwiązać czy dać szansę na rozwiązanie polsko-ukraińskich konfliktów – ostatecznie pokazują bezowocność takiej taktyki.

Może najwyższa pora zapomnieć o tzw. strategicznym partnerstwie i zacząć wymagać od Ukrainy?
– Są oczywiście sfery, w których z Ukrainą możemy współpracować, ale nigdy ta współpraca nie może odbywać się kosztem zakłamania w perspektywie historycznej. Nie da się budować relacji, także relacji międzypaństwowych, na kłamstwie. Dlatego cały czas musimy się domagać prawdy, cały czas naciskać, używając do tego różnych środków. Kwestie historyczne, kwestie tożsamościowe nie są tu drugorzędne. Jeśli mówimy o pojednaniu czy o dobrych relacjach z Ukrainą, to musimy mieć świadomość, że budując to wszystko na fałszywych przesłankach, bez fundamentu prawdy, trudno będzie oczekiwać, że z fałszywej historii wyniknie dobra polityka.

W końcu to my jesteśmy rzecznikiem Ukrainy na Zachodzie, a nie odwrotnie…
– We współczesnym świecie mamy do czynienia z tak dalece posuniętym zakłamaniem historycznym, i to w relacjach między różnymi państwami. Wiemy chociażby, jak wygląda kwestia naszych relacji z Rosją, jaka jest relacja ze środowiskami żydowskimi, dlatego musimy w sposób rozważny i mądry to wszystko porządkować, a przede wszystkim bardzo mocno i zdecydowanie mówić głosem prawdy. W innym wypadku nikt za nas tego nie wypowie. Widzimy też, jakie są później konsekwencje politycznego zakłamania.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... owczo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co łączy, a co dzieli Polskę i Ukrainę?
PostNapisane: 14 lip 2018, 14:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Ukraińcy muszą uznać Rzeczpospolitą jako część swojej tradycji

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mija 75 lat od zbrodni wołyńskiej, co z polskiej strony zostało uczynione, aby prawda historyczna dotarła także do społeczeństwa ukraińskiego?
– To przykre, ale zrobiliśmy bardzo niewiele, aby Ukraińcy – także młode pokolenie – cokolwiek wiedzieli o swoich zbrodniach dokonanych przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów na Polakach – mieszkańcach Wołynia i Małopolski Wschodniej.

Co stało na przeszkodzie i dlaczego nie zrobiliśmy tego, co było i jest naszym obowiązkiem?
– W okresie powojennym mieliśmy kilka okresów, które nie służyły pokazywaniu tych jakże bolesnych faktów. Najpierw był okres komunizmu i PRL-u, który nie pozwolił na pokazanie prawdy o zbrodniach, bo to przecież podważałoby przewodnią rolę, przewodnią siłę w całym ówczesnym obozie komunistycznym. Dlatego też wszystkie zbrodnie wschodnie były zamiatane pod dywan, był wręcz zapis cenzorski, stąd nie wolno było mówić ani o Katyniu, ani o zbrodni wołyńskiej. Natomiast, kiedy zaczyna się III RP, niemal natychmiast zaczyna się kolejny okres – ojkofobia, czyli obowiązek mówienia o sprawach polskich tylko w krzywym zwierciadle, z naciskiem, że to my, Polacy, byliśmy sprawcami, i że to my jesteśmy odpowiedzialni za wszystkie złe rzeczy. I taki stan zakłamania trwał bardzo długo, a do tego dochodziła jeszcze polityka Jerzego Giedroycia, który poświęcał prawdę historyczną na rzecz dobrych relacji z Ukrainą. To była polityka tak samo nieskuteczna jak polityka Henryka Józewskiego, z tym że Józewskiemu zabrakło czasu, gdy Ukraińców i inne mniejszości chciał uczynić obywatelami Rzeczypospolitej. Trzeba też pamiętać – na całe szczęście – o nieudanych zamachach we Lwowie na Józefa Piłsudskiego – 25 września 1921 roku, czy na drugiego prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej, Stanisława Wojciechowskiego – 5 września 1924 r.

W wolnej Polsce, po 1989 roku, też niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o politykę historyczną dotyczącą zbrodni wołyńskiej?
– Niestety, ale takie są fakty. W wolnej Polsce były targi w Parlamencie i próby rozmycia właściwej treści uchwały nazywającej zbrodnię wołyńską ludobójstwem. Ostatecznie po licznych protestach środowisk kresowych Sejm RP – na mocy uchwały z lipca 2016 r. – ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Trzeba też powiedzieć, że również media nie potrafiły stanąć na wysokości zadania, i w poszukiwaniu informacji o sprawach polsko-ukraińskich, dziennikarze zwracali się do Związku Ukraińców w Polsce. Efekt był taki, że jeszcze do trzech lat wstecz, w niektórych mediach dziennikarze serwowali nam antypolskie, a głównie ukraińskie – żeby nie powiedzieć banderowskie – relacje. Przez te wszystkie lata taki fałszywy przekaz dotyczący prawdy historycznej – niestety – został zakonotowany w świadomości także części Polaków, którzy nie mają korzeni na wschodzie. I ten przekaz, że można na Lachach wymusić wszystko, w przekonaniu Ukraińców funkcjonuje do dzisiaj. Jeśli obserwujemy przebieg uroczystości 75. rocznicy zbrodni wołyńskiej na najwyższym szczeblu, to odbywa się on właśnie w tym charakterze. Mamy więc próbę wymuszenia na Lachach tego, czego Ukraińcy sobie życzą, czyli dalszego zapominania o zbrodni i niepowracania do wydarzeń sprzed 75 lat. Taka polityka miała również konsekwencje później, bo pod koniec lat 40. na Lubelszczyźnie.

Jak odczytać słowa prezydenta Petra Poroszenki wypowiedziane w niedzielę w Sahryniu, gdzie podkreślił, że liczy na dialog historyków polskich i ukraińskich. Czy taki dialog jest możliwy, zważywszy na postawę strony ukraińskiej?
– Ten dialog cały czas się toczył, ale co z tego, skoro historycy ukraińscy jednego dnia podpisują porozumienie, że to wszystko, co wydarzyło się na Wołyniu, to było ludobójstwo, po czym następnego dnia wycofują się ze swoich stanowisk. Jak w tej sytuacji traktować – już nie powiem polityków, ale – ukraińskich historyków, których zawsze powinno cechować dążenie i pokazywanie prawdy.

Czego obawiają się Ukraińcy, próbując zamknąć usta Polsce w sprawie ludobójstwa na Wołyniu?
– Przyznam się panu, że jeśli chodzi o stronę ukraińską, to mam bardzo złe odczucia, mianowicie objawia się tam coś, co można nazwać narodowym charakterem. Na określenie tego charakteru trzeba byłoby użyć epitetów, i to bardzo dawnych, jeszcze z okresu I RP. Proszę wybaczyć, ale nie chciałbym się do tego odwoływać. Fakt faktem, ten czarny charakter drzemiący w Ukraińcach, niestety, wychodzi na jaw także dzisiaj. Jeżeli ktoś przez pokolenia głosi, że tylko terror, tylko krew, i to morze wylanej – niewinnej – krwi starców, kobiet i dzieci jest ciągle racją stanu, i w tym duchu są wychowywane kolejne pokolenia aż po dziś dzień, to taka postawa wymaga ostrej reakcji. W przeciwnym wypadku może się to źle skończyć. Powiem to wprost, i z góry przepraszam za mocne określenie, ale potencjalny zbrodniarz musi dostać po mordzie, żeby choć na chwilę się uspokoił i schował nóż do kieszeni, ale jeśli nie spotka się z ostrą, zdecydowaną reakcją, to będzie rezunem.

Może powinniśmy zacząć wymagać od Ukrainy i wymusić na nich określone zachowania, w końcu to my jesteśmy rzecznikiem Kijowa na Zachodzie, w zamian za co dotykają nas upokorzenia i lekceważenie?
– Wszystkim naszym wschodnim sąsiadom powtarzam jedną prawdę – mianowicie, że jeżeli oni chcą być narodem historycznym, jak każdy naród mieć tradycję, to muszą uznać Rzeczpospolitą jako część swojej tradycji, bo oni tam faktycznie byli, żyli. My o tym pamiętamy i chcemy, żeby Rzeczpospolita była tą częścią wspólną, która nas łączy z Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami. Ale to musi być taniec dwojga czy trojga, musi być wzajemność, bez której nie można budować przyszłości. Musi być dobra wola z tamtej strony, póki co – niestety – tej dobrej woli, tej chęci wśród haliczan nie widać.

Jak w kontekście wzajemnych relacji polsko-ukraińskich odebrał Pan Profesor przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy na Wołyniu?
– Nie ma paralelności pomiędzy zbrodniami ludobójstwa ukraińskiego i nieśmiałymi próbami odwetu polskiego albo akcji ostrzegawczych przed dalszymi mordami, bo tak trzeba by to powiedzieć. Nie może być żadnej analogii pomiędzy wydarzeniami, jakie miały miejsce ze strony polskiej i ze strony ukraińskiej. I tutaj prezydent Petro Poroszenko szalenie się myli, jeśli nadal będzie próbował zestawiać porównania między zbrodnią ludobójstwa dokonanego na Polakach przez Ukraińców na Wołyniu z akcjami odwetowymi po polskiej stronie. Tego nie można, tego nie da się w żaden sposób porównać, zresztą Ukraińcy wyolbrzymiają swoje straty. Dzisiaj ci po stronie ukraińskiej, którzy ratowali Polaków, boją się przyznać do tego, że ratowali swoich polskich sąsiadów, bo obawiają się odwetu swoich współplemieńców. To nie jest normalna sytuacja, która pokazuje, że na Ukrainie wciąż trwają próby budowania państwowości bez korzeni, bez zasad, opartej na kłamstwie. Te obawy sprawiedliwych Ukraińców przed odwetem od swoich pokazują, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.

Co, Pana zdaniem, jest w tej chwili największym wyzwaniem, jeśli chodzi o nasze relacje z Ukrainą?
– Przede wszystkim musimy dokumentować i jednocześnie żądać, by strona ukraińska udostępniła nam archiwa – i to jest pierwsza kwestia. Problem w tym, że Ukraińcy nie chcą tego robić. Druga kwestia dotyczy poszukiwań miejsc, gdzie spoczywają szczątki Polaków zamordowanych przez OUN-UPA, ekshumacji i godnych pochówek tych ofiar. Mam na myśli – oczywiście – wspólne ekshumacje. I to, czyli otwarcie ukraińskich archiwów oraz dalsze badania archeologiczno-ekshumacyjne, a właściwie poszukiwania dołów śmierci z naszymi rodakami, jest warunkiem sine qua non, bez którego nie może być mowy o współpracy z Ukrainą opartej na wzajemności.

Prezydent Poroszenko mówi, że nie ma z tym problemu i zaznaczył, że wkrótce mogą się rozpocząć polsko-ukraińskie poszukiwania ofiar…
– Ukraina może nie mieć z tym problemu, tyle tylko, że są to słowa, za którymi nie idą czyny. Dzisiaj gładkie słowa polityków, dyplomatów – tak naprawdę – nic nie znaczą, jeżeli przeczy temu rzeczywistość, która skrzeczy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... dycji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 242 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 13, 14, 15, 16, 17

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /