Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 276 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 15, 16, 17, 18, 19  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 01 kwi 2017, 19:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/05/2 ... -nazistow/

Systematyczne wybielanie Niemców oraz degermanizacja nazistów
Posted by Marucha w dniu 2016-05-29 (niedziela)

Recenzja książki W.W. Coole’a i M.F. Potter’a pt. Thus Spake Germany, napisana przez Jana Peczkisa.

Obecnie w większości materiałów, dotyczących Holokaustu, traktuje się nazistów w taki sposób, jakby byli to przybysze z innej planety, którzy wylądowali nagle w Niemczech w 1930 roku i zniknęli w 1945.
W przeciwieństwie do tego, opisywana książka pokazuje głębokie korzenie nazizmu tkwiące w wiekach niemieckiego myślenia. Powołując się na poglądy wielu wybitnych Niemców, autor wykazuje wyraźnie, że idee bliskie koncepcji „nazizmu” (takie jak niemiecka supremacja, imperializm, rasizm, ludobójstwo, pęd do ekspansji, antysemityzm itp.) były w istocie głoszone przez setki cenionych niemieckich myślicieli na długo przed Hitlerem.
Ta praca ma nie tylko znaczenie historyczne. Wiele idei związanych z niemiecką hegemonią zawartych jest w koncepcji Unii Europejskiej z tą różnicą, że teraz nie mają one militarnego charakteru.
Według niektórych skrajnych poglądów, UE może być traktowana jako Czwarta Rzesza. Więcej szczegółów na ten temat można przeczytać w mojej recenzji książki John’a Laughland’a pt. Skażone Źródła Unii Europejskiej.
http://www.amazon.com/Tainted-Source-Un ... 0316882968


Germańskie korzenie nazizmu

Dla Coole’a i Pottera oczywisty jest fakt, że naziści i Niemcy nie mogą być w żaden sposób rozdzieleni. Hitler nie stworzył tej niemieckiej idei sam, bo to byłoby niemożliwe dla jednego człowieka, aby w ciągu kilku krótkich lat ukształtować duszę narodu z niczego.
Koncepcje, zasady i plany, tkwiące u podstawy narodowego socjalizmu, to tylko nowy i szerszy wyraz niemieckiej duszy … Ciągle mamy do czynienia z tym samym motywem przewodnim jakim jest Pangermanizm.
Rewolucja hitlerowska jest niczym więcej niż urzeczywistnieniem odziedziczonych pojęć, które znajdują swój wyraz w różnych formach w pracach Fichtego, Hegla, Dietrich’a von Bulow’a, Arndt’a, Jahn’a, Friedrich’a List’a, Friedrich’a Ratzel’a, Karl’a Lamprecht’a, Bismarck’a, Treitschke’go, Langbeln’a, Konstantin’a Franz’a, Ludwig’a Woltmann’a, Josef’a Ludwig’a Reimer’a, Albrecht’a Wirth’a, Friedrich’a Langego, Albert’a Ballin’a, Hugo von Stinnes’a, Kardorff’a, Thyssen’a i setki innych.
W przemówieniach i pismach tych ludzi zawartych jest wiele koncepcji, które stały się częścią narodowego socjalizmu, jak teoria ras, żądza hegemonii światowej, teza o “narodzie panów” (Herrenvolk), zwalczanie wpływów anglosaskich, pragnienie, aby utworzyć własną niemiecką religię, etyka bezwzględności i okrucieństwa, prawo wyższej rasy niemieckiej do „przestrzeni życiowej” (Lebensraum), zasada eksterminacji rodzimych populacji na podbitych terytoriach oraz ich niemieckiej kolonizacji.


Przewidziano przyjście Hitlera

Poniższe stwierdzenie autorów może zmrozić krew w żyłach. Znany pangermanista Ernst Moritz Arndt napisał w 1802 roku w swojej pracy pt. Germanien und Europa, że Niemcy, rozdzielone między Prusy a Austrię, powinny być uformowane w jedną całość, a to można będzie osiągnąć, jeśli pojawi się Wybawiciel, który będzie równocześnie „wielkim tyranem i geniuszem wojskowym, który będzie w stanie podbić i zniszczyć inne narody” (erobernd und verderbend).
Hitler miał być tym germańskim Mesjaszem: sen Arndt praktycznie spełnił się 140 lat później.


Prenazistowski germański rasizm I ludobójstwo

Ciekawe, że w dzisiejszych czasach istnieje tendencja do traktowania nazistowskiej nienawiści do Żydów jako czegoś wyjątkowego. Tymczasem, w pre-nazistowskich niemieckich teoriach rasowych często traktowano Słowian i Żydów razem jako obiekty pogardy:
W 1903 Ludwig Woltmann powiedział, że ”Istnieją podstawy, aby z antropologicznego punktu widzenia twierdzić, że cała europejska cywilizacja, nawet na ziemiach słowiańskich i łacińskich, jest wytworem niemieckiej rasy.” (Str. 144).
W 1907 roku kapitan Eberhard Meinhold skomentował: „Dopiero kiedy świadomość rasowa ożywi się w nas, będziemy mogli wyeliminować naszą narodową niekompletność i brak godności, a następnie energicznie przezwyciężyć kwestie rasowe i mieszanie ras oraz takie problemy jak ultramontanizm, socjalizm, Żydów, Polaków, Negrów. (Str. 145).
W 1912 roku Wilhelm Schwaner ostrzegł: „Jeśli Niemcy nie zaczną szybko chronić swojej krwi przed łacińskim, żydowskim i słowiańskich importem krwi i ducha, wtedy Europa stanie się rasowym i kulturowym tłumem.” (Str. 145).
Autorzy następnie cytują oświadczenie Joseph’a Ludwig’a Reimer’a z 1905 roku: „Byłoby zdecydowanie najprostszą rzeczą, aby na terytorium Rzeszy ekspansji Niemców towarzyszyło wyginięcie nie-Niemców.”


Przedefiniowanie pojęcia Boga według rasistowsko-nazistowskich kryteriów

W części książki dotyczącej religii, autorzy uznają za oczywiste, że naziści próbowali dokooptować chrześcijaństwo zgodnie z ich ideologią. Twierdzi się czasami, że naziści nie byli ateistami, ponieważ często odwoływali się do Boga. Jednak oczywiste jest, że dla nich nie oznaczał on tradycyjnie pojmowaną transcendentną Najwyższą Istotę!
Na przykład, Baldur von Schirach w przemówieniu w kwietniu 1939 roku powiedział: „Służymy Bogu, będąc wiernymi naszemu Fuhrerowi i wypełniając swój obowiązek wobec Ojczyzny. Jesteśmy młodzieżą wierzącą w Boga, ponieważ służymy boskiej ręce którą są Niemcy. ” (Str. 18).
W innym przypadku, Martin Hieronimi, pisząc w Volk im Werden (wrzesień 1935) stwierdził: “Czlonkowie Frontu nie chcą, aby nazywać ich chrześcijanami. Odnosi się to szczególnie do młodzieży niemieckiej zrzeszonej w German Faith Front. Nasza wiedza o Bogu opiera się na krwi i rasie i jest jedyną formą, która naprawdę nadaje się do narodu niemieckiego.”
Przy innych okazjach naziści bardziej wyraźnie wyrażali swoją wrogość wobec chrześcijaństwa. Na przykład w artykule jaki ukazał się w piśmie Nordland (marzec 1939) stwierdzono, że wiara musi służyć niemieckim ludziom. Ponadto, „Nie ma potrzeby, aby uznać jakiekolwiek podstawy religijne, oparte na wierze w życie ostateczne.” (str. 14).
W 1938 roku Alfred Rosenberg powiedział, że zarówno kościoły katolickie jak i ewangelickie, jakie istnieją w obecnej formie, muszą zniknąć z życia narodu niemieckiego. (Str. 18).
W maju 1936 roku odnotowano szereg zniszczeń przydrożnych krzyży i figur na niemieckiej prowincji dokonanych przez neopogan. Wystąpiły również różne profanacje obiektów religijnych.


Niemieckie cele w ewentualnej zjednoczonej Europie

Agresywne aspekty niemieckiego podporządkowania Europy w czasie pierwszej i II wojny światowej uświadomiły wielu fakt, że zasada niemieckiego panowania nie musi być realizowana z użyciem siły militarnej. Już w 1914 roku Erich Marks zauważył, że „Nowa Europa Środkowa pod niemieckim kierownictwem pojawia się przed nami, jako obraz i jako możliwość. Nie zdominowana przez Niemcy, ale za niemiecką tarczą, chroniona przez Niemcy, z Niemcami, narodowym państwem niemieckim, które pozostanie takie, jak jego rdzeń i ostoja … ” (Str. 126).
Również w 1914 roku Maksymilian Harden skomentował to następująco: „Niemcy mają prawo do przedłużenia swojego obszaru suwerenności według swoich wymagań i siły do wyegzekwowania tego prawa wobec wszelkiej opozycji.” (Str. 127).
W 1915 roku Fritz Bruggemann napisał: „W niedalekiej przyszłości naszym celem będzie federacyjne zjednoczenie Europy za pośrednictwem wolnych związków gospodarczych pod niemieckim kierownictwem, tak jak to było w Średniowieczu. Cel ten nie powinien być uznany za zbyt wysoki dla narodu niemieckiego, który poniósł tak ogromne ofiary w obecnej wojnie. ”
W 1916 roku Karl Kumpmann był zdania, że „Niemcy, bardziej niż jakikolwiek inny kraj, są predestynowani, aby być nosicielem idei federacji (Central European Federation). Powinno to być obowiązkiem wszystkich narodów, które są zainteresowane w rozwoju wolnego świata, aby przyłączyły się do nas. ” (Str. 134).
Autorzy przedstawiają mapę (str. 339) Przestrzeni Gospodarczej Mitteleuropa. Obejmuje ona Niemcy i Austrię, Holandię, południową Skandynawię, kraje bałtyckie, Polskę, zachodnią część ZSRR i południowo-wschodniej Europy. Szkic współczesnej Unii Europejskiej!


Drang nach Osten

Cofnijmy się jeszcze raz w czasie. Autorzy piszą o Niemcach z legend Nibelungów, Niemcach Wschodnich w czasach średniowiecznych, którzy wypchnęli słowiańskie narody na wschód od Łaby oraz ogniem i mieczem stworzyli prowincję Brandenburgii z ziemi, którą zamienili w ogromny cmentarz, następnie o Krzyżakach, Niemcach w Rzymie, Fryderyku Wielkim, Bismarcku, Wilhelmie II i Stesemannie, ktorzy są prawdziwymi przodkami Trzeciej Rzeszy. Niech to mówi samo za siebie!

https://www.poloniainstitute.net/news/s ... the-nazis/

Z angielskiego tłumaczył Jan Saski
Nad. Jan Saski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 05 kwi 2017, 16:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/4-kwietnia-1940-sw ... o-rozkazu/

4 kwietnia 1940 swój początek miała zapomniana niemiecka zbrodnia, nazwana ,,radomskim Katyniem”. Poruszająca historia polskiego pułkownika, który zginął, bo nie podpisał kluczowego rozkazu
Opublikowane 2017/04/04



4 kwietnia 1940 roku na Firleju pod Radomiem stracono 141 mężczyzn, aresztowanych w ramach pacyfikacji wsi w powiecie koneckim i opoczyńskim, które wspierały oddział majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Firlej był miejscem egzekucji w latach 1940-1945.

4 kwietnia 1940 roku Niemcy rozstrzelali chłopów ze wsi Gałki, Gielniów i Mechlin za udzielanie pomocy oddziałom majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Zamordowanych zasypano piachem. W maju 1940 roku rozstrzelano ok. 3500 osób – cywilów, żołnierzy, nauczycieli, czyli inteligencję, partyzantów, rolników, którzy odmawiali przekazywania kontyngentów. Transporty liczyły od kilku do kilkuset osób, choć zdarzyły się transporty z pojedynczymi ludźmi.

Niemcy rozstrzelali tam, według różnych szacunków, od 6 do 15 tys. osób. Ostatnia egzekucja odbyła się 14 stycznia 1945 r. – dwa dni przez wkroczeniem do Radomia Armii Czerwonej. Miejsce to nazywane było „radomskim Katyniem”.

Przed II wojną światową znajdował się tu poligon wojskowy, który został przekształcony przez niemieckich okupantów w miejsce straceń – w pobliskim lesie wykonywane były wyroki śmierci na ludności polskiej i żydowskiej przez SS, Gestapo i żandarmów niemieckich.

Obrazek

Jedną z ofiar był prawdopodobnie płk Stanisław Kalabiński, pułkownik piechoty Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari. W niemieckim obozie był torturowany. Próbowano zmusić go do przyznania się, że wydał rozkaz rozstrzeliwania niemieckiej ludności cywilnej na Górnym Śląsku. Pomimo tortur odmówił podpisania stosownego oświadczenia.



W miejscu kaźni powstał cmentarz wojskowy (w centralnym jego punkcie postawiony został pomnik ku czci poległych Mauzoleum na Firleju). W latach 70. powierzchnię cmentarza powiększono i zaczęto chować na nim osoby cywilne (cmentarz stał się cmentarzem komunalnym). W następnych latach teren był wielokrotnie powiększany (zajmuje w chwili obecnej ponad połowę całej powierzchni dzielnicy i jest jednym z największych w kraju). Cmentarz komunalny na Firleju jest największą nekropolią w Radomiu.

źródło: IPN / Wikipedia / Nasz Dziennik

Fot. egzekucja w trakcie okupacji niemieckiej / IPN


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 21 kwi 2017, 19:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/33187-sluga-bozy-ks-franciszek-harazim/

Sługa Boży ks. Franciszek Harazim
Paweł Brojek Opublikowano 27 czerwca 2016

Obrazek
Franciszek Harazim


II wojna światowa pozbawiła życia lub rozproszyła po świecie około 300 polskich salezjanów. Jednym z nich był ks. Franciszek Harazim, nauczyciel i wychowawca kleryków, zamordowany drugiego dnia po uwięzieniu w KL Auschwitz.
Franciszek Harazim urodził się 22 sierpnia 1885 r. w Osinach na Śląsku. Od 1901 r. uczęszczał do gimnazjum salezjańskiego w Oświęcimiu, a po jego ukończeniu wstąpił do nowicjatu w Daszawie. Śluby wieczyste złożył w 1910 r.
Przez jeden rok pracował w redakcji „Wiadomości Salezjańskich” w Turynie. W latach 1911-1915 odbył studia teologiczne w Foglizzo Canavese, po ich ukończeniu otrzymał święcenia kapłańskie w Ivrei.

Od młodości pisał wiersze i sztuki sceniczne. Władał doskonale językiem włoskim i niemieckim. Podczas studiów opanował literaturę polską i niemiecką, których przez długi czas wykładał. Był też autorem podręczników.
Po powrocie do Polski został nauczycielem w zakładzie salezjan w Oświęcimiu. Był też radcą Studentatu Filozoficznego na „Łosiówce” w Krakowie, a od 1920 r. jego dyrektorem. W latach 1922–1927 pełnił funkcję dyrektora gimnazjum w Aleksandrowie Kujawskim.
Po powrocie do Krakowa podjął obowiązki nauczyciela i wychowawcy kleryków. Po przeniesieniu siedziby studentatu do Marszałek podążył tam ze swoimi uczniami, by na przełomie roku akademickiego 1938/39 znów znaleźć się Krakowie, gdzie pełnił funkcje profesora i radcy Instytutu Teologicznego.
Po wybuchu II wojny światowej aresztowany przez gestapo, był przez pewien czas więziony w więzieniu Montelupich w Krakowie. 26 czerwca 1941 r. przewieziono go do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.
Został zamordowany drugiego dnia pobytu w obozie, gdy podczas pracy na żwirowisku kapo zrzucili belkę na szyję jemu i innemu salezjaninowi Kazimierzowi Wojciechowskiemu, a następnie stanęli na niej. Tego dnia Niemcy zamordowali jeszcze dwóch salezjan – ks. Jana Świerca i ks. Ignacego Dobiasza.
Wszyscy czterej są kandydatami na ołtarze w procesie beatyfikacyjnym drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej.

Paweł Brojek

Źródło: debniki.sdb.org.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 22 kwi 2017, 11:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/aleszumm/cza ... ch-uczelni

CZAS APOKALIPSY - KTO ZAMORDOWAŁ PROFESORÓW LWOWSKICH WYŻSZYCH UCZELNI?
Aleszumm - 30 Czerwca, 2016 - 11:09

Obrazek

W poniedziałek 4 lipca 2016 roku będziemy obchodzić 75 rocznicę kaźni profesorów lwowskich na zboczu Kadeckiej Góry, obok ul. Wuleckiej, tzw. Wzgórz Wuleckich we Lwowie.
Zbrodnia została popełniona 4 lipca 1941 roku, w której zginęło 45 profesorów lwowskich wyższych uczelni z profesorem Kazimierzem Bartlem - 5-cio krotnym premierem rządu II RP. Zbrodni dokonał ukraińsko - niemiecki batalion "Nachtigall" (Słowiki)
W miejscu zbrodni gdzie istniał krzyż brzozowy postawiono skromny krzyż metalowy na niewielkim betonowym cokole, aby w terminie późniejszym, zamiast należytego upamiętnienia męczeństwa pomordowanych naukowców właściwym pomnikiem, wykonać tablice z wyrytymi nazwiskami pomordowanych profesorów, nie rozumiem dlaczego akuratnie w języku ukraińskim, współwykonawców mordu.
Każdego roku odbywa się w tym miejscu krótkie nabożeństwo, po którym jako część oficjalną stanowią przemówienia. Nie ma wspomnień rodzin pomordowanych, nie istnieją groby straconych profesorów, jako, że w październiku 1943 roku nastąpiło spalenie zwłok.
W 1943 roku na rozkaz Heinricha Himmlera utworzono specjalne brygady, których zadaniem było niszczenie śladów masowych morderstw oraz ostateczne likwidowanie obozów żydowskich.
Do dzisiaj, nawet pracami historycznymi chroni się ukraińsko - niemiecki batalion "Nachtigall" wykonawców tego zbiorowego mordu dokonanego na 45 profesorach lwowskich wyższych uczelni.
8 października 1943 roku jedna z takich grup (tzw. Sonderkommando 1005, które tworzyli Żydzi z obozu Janowskiego, zwanego przez nich "Uniwersytetem zbirów", odkopała grób rozstrzelanych w 1941 roku lwowskich profesorów.
9 października w święto Jom Kipur (Sądny Dzień) w obozie znajdującym się w lesie Krzywczyńskim podpalono kolejny stos ponad dwóch tysięcy następnych pomordowanych, po czym popiół rozsiano po lesie i okolicznych polach.
Więźniowie "Brygady Śmierci" chcąc rozpoznać zwłoki, szukali dokumentów. Odnaleźli m. in. przedmioty należące do profesorów Włodzimierza Stożka i Tadeusza Ostrowskiego.
Dane te podał Leon Weliczker, jedyny któremu udało się zbiec z „Brygady Śmierci” w spisywanym przez siebie pamiętniku.
Relacjonował on dalej:
„Ziemia była sucha, więc trupy nie były rozłożone, ubrania mało zbutwiałe. Z ubrań było widać, że to ludzie z lepszej sfery. U jednego wystawał złoty kieszonkowy zegarek z ładnym łańcuszkiem, u innych wypadły złote pióra.
Zwłoki wywieziono do lasu Krzywczyńskiego, dorzucając je do ogromnego stosu z innych masowych grobów".
Istnieje domniemanie, że w lesie Krzywczyńskim, spalono zwłoki mojego ojca św.p.doc. med. Maurycego Mariana Szumańskiego asystenta prof. Adama Sołowija na Uniwersytecie Jana Kazimierza .
Mój Ojciec został aresztowany przez Gestapo 4 listopada 1941 roku w swoim (naszym) mieszkaniu przy ul. Jagiellońskiej 4 we Lwowie i osadzony w więzieniu przy ul. Łąckiego wraz z innymi lwowskimi intelektualistami.
Być może został rozstrzelany w akcji "Nachtigall" w drugiej egzekucji na dziedzińcu Zakładu Abrahamowiczów, a zwłoki z tej egzekucji wywieziono ciężarówką za miasto, gdzie spalono je w pobliskim lesie, jak dwa tysiące innych ofiar.
W ten sposób Niemcy, nauczeni odkryciem stalinowskich dołów śmierci w Katyniu, usiłowali zatrzeć ślady własnych zbrodni. Podpalony stos, zawierający około dwa tysiące zwłok, pochłonął ciała lwowskich uczonych i ich towarzyszy. Popiół przesiany ze spalonych zwłok i zmielone resztki kości rozrzucono na pobliskich polach.
Specjalistą w tuszowaniu tych zbrodni batalionu "Nachtigall" jest historyk niemiecki Dieter Schenk, który w swojej pracy „Noc morderców”, usiłuje udowodnić niewinność batalionu „Nachtigall”, równocześnie podając:
„Jako Niemiec wstydzę się nie tylko za zabijanie niewinnych ludzi, ale także za sądownictwo powojennych Niemiec, które uczyniło wszystko, aby mordercy nie ponieśli kary”.
Jednak w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” red. Aleksandrze Solarewicz „Nieukarani zbrodniarze” („RP” 03. 12. 2011 r.) Dieter Schenk przyznaje iż zbrodni na Wzgórzach Wuleckich dokonali Ukraińcy z Niemcami:

"RZECZPOSPOLITA"- KTO ZIDENTYFIKOWAŁ NAJWAŻNIEJSZYCH SPRAWCÓW MORDU?

Dieter Schenk potwierdza: "Pani Karolina Lanckorońska, została aresztowana przez dwóch oficerów SS. Jednym z nich był Hans Krüger. Powiedział do niej:
„Ci profesorowie to było moje dzieło. Rozstrzelałem ich w jakiś dzień tygodnia o czwartej”.
Jedynym, który przeżył „noc morderców“, był profesor Franciszek Groër. Po wojnie w zeznaniach podał nazwiska sprawców należących do SS, którzy uprowadzili go z mieszkania. Byli to: Hacker, Köllner, Keller. Według ustaleń Centrum im. Szymona Wiesenthala, egzekucją dowodził SS-Unterführer, Walter Kutschmann. Komando składało się z pięciu folksdojczów – członków SS oraz dwóch ukraińskich policjantów. Dwie osoby strzelające SS to – jak miał ustalić Wiesenthal z pewnością byli bracia Johann i Wilhelm Maurer.
Egzekucji profesorów lwowskich wyższych uczelni na Wzgórzach Wuleckich dokonali żołnierze ukraińsko-niemieckiego batalionu "Nachtigall" pod dowództwem faszysty i nacjonalisty ukraińskiego Romana Szuchewycza ("Tarasa Czuprynki").
Roman Szuchewicz „wsławił się" m.in. strzałem w tył głowy w 1926 roku przy ulicy Zielonej we Lwowie wykonując swój wyrok śmierci na osobie kuratora ziemi lwowskiej Stanisława Sobińskiego.
Stanisław Sobiński (ur. 12 czerwca 1872 w Złoczowie, zamordowany 19 października 1926 roku we Lwowie) – polski pedagog, społecznik, kurator okręgu szkolnego lwowskiego.
„Taras Czuprynka" sprawował wówczas urząd referenta bojowego OUN-UPA. Był jednym z organizatorów zamachów na posła Tadeusza Hołówkę zamordowanego w Truskawcu w 1930 roku, Bronisława Pierackiego - Ministra Spraw Wewnętrznych, oraz szeregu policjantów.
Zabójstwo Bronisława Pierackiego, polityka sanacji, ministra spraw wewnętrznych w rządzie Leona Kozłowskiego miało miejsce 15 czerwca 1934 roku przed budynkiem Klubu Towarzyskiego przy ulicy Foksal w Warszawie. Minister Bronisław Pieracki został postrzelony przez członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Hryhorija Maciejkę. Przewieziono go do szpitala, ale zmarł tego samego dnia.
Poseł Tadeusz Hołówka zginął w Truskawcu zamordowany przez nacjonalistów ukraińskich (mordercy Dmytro Danyłyszyn i Wasyl Biłas) z OUN. Decyzję o zamachu podjęła trójka - Iwan Gabrusewycz - Roman Szuchewycz - Zenon Kossak.
Na elewacji bocznej polskiej szkoły im. św. Marii Magdaleny (Szkoła nr 10) we Lwowie istnieje żeliwna płaskorzeźba - relief, poświęcona mordercy OUN-UPA Romanowi Szuchewyczowi „Tarasowi Czuprynce”, ("W hołdzie Romanowi Szuchwyczowi"), którą uważam za prowokację uwłaczającą polskiej racji stanu. Dyrektor szkoły nie protestował, jak również władze Rzeczypospolitej do dnia dzisiejszego( lipiec 2016 roku).
Armia niemiecka wkroczyła do Lwowa 30 czerwca 1941 roku wypierając z niego pierwszych sowieckich okupantów.
Niemcy witani byli gorąco przez część Ukraińców i Żydów.
Już następnego dnia do miasta weszło Einsatzkommando pod dowództwem SS- Brigadenfurhera dr Eberharda Schongartha, człowieka osławionego akcją aresztowania profesorów krakowskich (Sonderaction Krakau), w dniu 6 listopada 1939 roku.
Równocześnie z oddziałami niemieckimi do miasta wkroczył ukraińsko - niemiecki batalion SS "Nachtigall" pod dowództwem Theodora Oberländera.
Grupa Schongartha rozpoczęła swoją działalność już następnego dnia po wkroczeniu do Lwowa, ściśle według zaleceń Hitlera:
"Polacy będą mieli tylko jednego Pana - Niemców. Dwaj panowie obok siebie nie mogą, i nie powinni istnieć. Dlatego wszystkich przedstawicieli polskiej inteligencji należy zgładzić".
Generalny gubernator Hans Frank w przemówieniu do SS i policji w dniu 30 maja 1940 roku powiedział:
" Nie da się opisać ile mieliśmy zawracania głowy z krakowskimi profesorami. Gdybyśmy sprawę tę (Sonderaktion Krakau) załatwili na miejscu miałaby ona całkiem inny przebieg.
Proszę więc panów usilnie, by nie kierować już nikogo do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz podjąć likwidację na miejscu, względnie wyznaczyć karę zgodnie z przepisami. Każdy inny sposób stanowi obciążenie dla III Rzeszy i dodatkowe utrudnienie dla nas. Posługujemy się tutaj (Sonderaktion Lemberg) całkiem innymi metodami, które będziemy stosować nadal".
Pierwszym aresztowanym wśród inteligencji polskiej w dniu 2 lipca 1941 roku we Lwowie był pięciokrotny premier II Rzeczpospolitej Polskiej prof. Kazimierz Bartel.
Niemcy posiadali imienne listy osób przeznaczonych do likwidacji, sporządzone przez ukraińskich studentów-nacjonalistów z Uniwersytetu im. Jana Kazimierza, dokonywane z książek telefonicznych na zlecenie ukraińsko - niemieckich morderców z batalionu Nachtigall.
Aresztowani po rewizji, tzn. grabieży pieniędzy i wartościowych przedmiotów przewożeni byli do Bursy im. Abrahamowiczów na szczycie Wzgórz Wuleckich.
Tam po krótkim przesłuchaniu wprowadzani byli grupami na pobliskie wzgórze Wuleckie i rozstrzeliwani przez ukraińsko - niemiecki batalion "Nachtigall".
Zbocza wzgórza stanowią górną część Góry Kadeckiej, powyżej ulicy Wuleckiej.
Istnieją opisy świadków mordu obserwujących egzekucję z okien pobliskich zabudowań.
Wstrząsająca jest relacja prof. Franciszka Groëra wybitnego lwowskiego pediatry, który ocalał, dzięki temu, iż żona profesora była Angielką.
Franciszek Józef Stefan Groër (ur. 19 kwietnia 1887 w Bielsku, zm. 16 lutego 1965 w Warszawie) - polski lekarz pediatra, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Oto fragmenty owej relacji:

"…brutalnie popychając wtłoczono nas do budynku i ustawiono w korytarzu twarzą do ściany. Jeżeli ktoś się poruszył, uderzali go kolbą lub pięścią w głowę.
Była może 12.30 w nocy, a stałem tak nieruchomo do godziny 2 00. Mniej więcej co 10 minut z piwnicy budynku dobiegał krzyk i odgłosy wystrzałów.
Wezwano mnie jako dziesiątego, może dwunastego z rzędu. Jednym z zabitych w Bursie był młody inżynier Adam Ruff, zabrany wraz z matką i ojcem z mieszkania profesora Ostrowskiego.
Gdy w trakcie przesłuchania doznał ataku epileptycznego, rozwścieczony oficer niemiecki bez wahania zastrzelił go. Krwawiące zwłoki wynieśli później czterej profesorowie, prowadzeni na własną egzekucję, a matce Ruffa i profesorowej Ostrowskiej kazano zmyć krew z posadzki Bursy…"

Około 3 rano 4 lipca 1941 roku, w płaskiej wnęce na stoku wzgórza żołnierze batalionu "Nachtigall" wykopali prostokątny dół. Miał on kilkanaście metrów kwadratowych i był przedzielony w poprzek nie przekopanym wałem.
Skazanych przyprowadzano z Bursy im. Abrahamowiczów i ustawiono na płaskiej części zbocza, prawdopodobnie tam, gdzie obecnie znajduje się krzyż i tablice z nazwiskami pomordowanych.
Po obu stronach grupy stali żołnierze ukraińscy i niemieccy oficerowie z rewolwerami w ręku. Skazanych sprowadzano kilkanaście metrów niżej do miejsca egzekucji. Pluton egzekucyjny składał się z 4 - 6 umundurowanych Ukraińców. Skazanych czwórkami ustawiano na wale.
Po salwie plutonu wszyscy, przodem lub tyłem wpadali do dołu. Wśród rozstrzelanych 4 lipca były 4 kobiety i ksiądz. Ostatnią rozstrzelaną była kobieta w długiej czarnej sukni. Schodziła sama, słaniając się.
Gdy przyprowadzono ją nad jamę pełną trupów, zachwiała się, ale oficer przytrzymał ją, żołnierz strzelił i wpadła do jamy.
Po egzekucji żołnierze zdjęli płaszcze, zakasali rękawy i łopatami zasypywali grób. Następnie ubito ziemię. Robiono to ostrożnie, aby się nie zabrudzić, bo ziemia była silnie zbryzgana krwią.
Niektórzy skazani mogli zostać zasypani żywcem, gdyż po salwie nie dobijano rannych. Zamordowano wtedy 40 osób, a dzień później dalsze dwie. Najstarszy (prof. Adam Sołowij) miał w chwili rozstrzelania 82 lata. Dopiero 26 lipca 1941 roku zgładzono prof. Politechniki Lwowskiej Kazimierza Bartla - pięciokrotnego premiera Rządu II Rzeczypospolitej Polskiej.
Aresztowany najwcześniej, bo 2 lipca, przebywał w więzieniu na Łąckiego do 26 lipca, gdzie usiłowano zrobić z niego konfidenta Gestapo. Profesor Kazimierz Bartel oddał życie z honorem.
Na Wzgórzach Wuleckich ukraińsko - niemieccy zbrodniarze zamordowali 45 polskich uczonych.
Batalion "Nachtigall" wchodził w skład Legionu Ukraińskiego, utworzonego przez Niemców z ukraińskich nacjonalistów.
Żołnierze batalionu "Nachtigall" rekrutowali się w pierwszym rzędzie z Ukraińców, którzy dostali się do niemieckiej niewoli jako żołnierze armii polskiej. Theodor Oberländer był po części odpowiedzialny za szkolenie wojskowe oddziału , a także pełnił funkcję oficera łącznikowego tej nowo utworzonej jednostki z pułkiem "Brandenburg", w którego skład wchodził batalion "Nachtigall".
Jednostka specjalna "Nachtigall" skladała się z 300 Ukraińców i 100 Niemców. Każda z trzech kompanii składała się z jednego niemieckiego i dwóch ukraińskich plutonów.
Batalion ubrany był w mundury niemieckie, stąd dociekania, iż byli to wyłącznie niemieccy żołnierze.
Nie podlega żadnym wątpliwościom, że członkowie batalionu "Nachtigall" brali udział w masowych mordach we Lwowie, w tym w mordzie profesorów lwowskich wyższych uczelni na stoku Góry Kadeckiej - Wzgórzach Wuleckich we Lwowie w dniu 4 i 26 lipca (prof. Kazimierz Bartel) 1941 roku.
Wbrew niedbale prowadzonym postępowaniom prokuratorskim jest oczywiste, że ukraińscy członkowie batalionu "Nachtigall" ubrani w mundury niemieckiego Wehrmachtu, tworzyli szpaler w więzieniu "Brygidki" przy ul. Kazimierzowskiej we Lwowie i bili przebiegających środkiem Żydów kolbami karabinów i innymi przedmiotami. Szpaler tworzyli oni również pod więzieniem NKWD.
Świadek Goldberg relacjonował: "Niemal wszystkich Żydów z pierwszej grupy, którzy musieli przebiec środkiem zakłuto bagnetami".
W okresie poprzedzającym wojnę ze Związkiem Sowieckim batalion "Nachtigall" był specjalnie szkolony do zadań sabotażu i dywersji w Neuhammer.
Szkolenia te nadzorował osobiście profesor niemieckiego uniwersytetu im. Karola IV w Pradze, dziekan wydziału nauk politycznych, porucznik Abwehry - Theodor Oberländer.
Po zajęciu Lwowa przez Niemców nastąpił szczególnie okrutny pogrom ludności, zwłaszcza żydowskiej. Na terenie Lwowa działały niezależnie od siebie - dwie grupy: jednostki Abwehry, wspomagane przez nacjonalistów ukraińskich z batalionu "Nachtigall", formacje Sicherheistdienstu, wspomagane przez milicję ukraińską i oddziały Wehrmachtu.
Milicja ukraińska występująca po cywilnemu, jedynie z żółto - niebieskimi opaskami na ramionach stanowiła organ terroru samozwańczego rządu Stećki, powołanego do życia dekretem wodza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Stepana Bandery.
Po wybuchu wojny niemiecko - sowieckiej Lwów został zajęty przez Niemców jak wspomniałem 30 czerwca 1941 roku, lecz już na 7 godzin przed zajęciem miasta przez dywizję strzelców alpejskich wkroczyła do miasta niemiecko-ukraińska grupa Abwehry, pozostająca pod osobistym dowództwem Theodora Oberländera.
W skład grupy oprócz oddziałów wojska i policji niemieckiej wchodził również batalion ukraiński "Nachtigall" pod dowództwem Romana Szuchewicza - "Czuprynki" i por. Herznera z oficerami będącymi w ścisłym kontakcie ze Stepanem Banderą, Iwanem Hryniochem i Jurijem Łopatynśkim, a także grupą cywilów z kierownictwa radykalnego skrzydła OUN: Jarosławem Stećko, Iwanem Radłykiem, Stepanem Pawłykiem, Stepanem Łemkowśkym, Dmytro Jaciwem.
Nastały straszne, tragiczne dni i noce dla miasta. Ślepa nienawiść, okrucieństwo, bestialstwo zaczęły prześcigać się w masowych zbrodniach na bezbronnej, niewinnej ludności Lwowa - wspomina tamte dni prof. Jacek Wilczur świadek tamtych wydarzeń.
Morderstwa pojedyncze i grupowe rozpoczęły się nazajutrz po zajęciu Lwowa przez hitlerowców. Razem z Niemcami wkroczyli do Lwowa Ukraińcy w mundurach niemieckich.
Była to grupa wyjątkowo wrogo odnosząca się do w stosunku do ludności polskiej i żydowskiej. Ich to właśnie nazywano "Ptasznikami"(Słowiki). Nazwa ta pochodziła od symboli ptaków wymalowanych na jej wozach i motocyklach.
Powszechnie wiadomo było, iż grupy nacjonalistów ukraińskich, ukraińska milicja i Niemcy dokonują aresztowań z uprzednio przygotowanych list.
Aresztowano w pierwszych dniach inteligencję - profesorów, artystów, nauczycieli szkół powszechnych, młodych księży.
Aresztowanych wożono do gmachu Gestapo przy ulicy Pełczyńskiej, do Brygidek, do więzienia przy ul. Łąckiego, lub więzienia na Zamarstynowie. Osoby aresztowane już wieczorem 30 czerwca i w następne dni wywożono do kilku miejsc i rozstrzeliwano. Aresztowanych bito przed egzekucją.
Miejscami straceń były Winniki pod Lwowem, Wzgórze Kortumówki, Żydowski Cmentarz, ul. Zamarstynowska. Egzekucje masowe (pogromy Polakow i Żydów) trwały do 2 lipca.
Później nadal trwały egzekucje poszczególnych osób i grup. Mówiono, iż „Ptasznicy" mordowali czterema sposobami: rozstrzeliwali, zabijali młotem, bagnetem, bądź bili, aż do zabicia.
Od ludzi którzy byli świadkami aresztowań zamieszkałymi przy ul. Arciszewskiego, Kurkowej, Teatyńskiej, Legionów i Kazimierzowskiej wiadomo było, iż "Ptasznicy" w czasie aresztowań nosili mundury Wehrmachtu kończy swą opowieść prof. Jacek Wilczur.

A tymczasem ?

Nieopodal kościoła św. Elżbiety we Lwowie stoi pomnik ludobójcy i polakożercy Stepana Bandery, ul. Leona Sapiehy we Lwowie nosi nazwę Stepana Bandery, a b. prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko wyniesiony do prezydentury przez TW "Bolka" Lecha Wałęsę - Lejbę Kohne i Aleksandra Kwaśniewskiego - Izaaka Stolzmana TW "Alek" weteranom OUN - UPA przyznał prawa kombatanckie, przywożąc wcześniej garść ukraińskiej ? (- czytaj lwowskiej) ziemi która urodziła Jacka Kuronia na jego grób, równocześnie określając Kuronia jako wielkiego Polaka i wielkiego Ukraińca!

Aleksander Szumański "Głos Polski" w Toronto

Aleszumm - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 27 maja 2017, 17:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/08/14/rzez-woli/

Rzeź Woli
Posted by Marucha w dniu 2016-08-14 (niedziela)

Po wybuchu Powstania Warszawskiego Hitler wydał rozkaz zabijania każdego mieszkańca Warszawy.
Siłami niemieckimi tłumiącymi Powstanie w Warszawie dowodził gen. Bach-Zalewski, a szczególnym okrucieństwem odznaczyły się oddziały dowodzone przez SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha.
To właśnie jego żołnierze z zimną krwią wymordowali ponad 50 tys. mieszkańców warszawskiej dzielnicy Wola. Rzeź Woli trwała od 5 sierpnia i była największym ludobójstwem cywilnej ludności miejskiej w okupowanej Europie.
Pomimo skali okrucieństwa i zbrodni żaden ze sprawców rzezi nie został po wojnie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych Erich von dem Bach-Zelewski został aresztowany przez Amerykanów. Podczas procesu norymberskiego złożył szereg zeznań obciążających nazistowskich przywódców, dzięki czemu nasi dzisiejsi sojusznicy z NATO – Amerykanie odmówili jego ekstradycji do Polski.
W 1962 roku von dem Bach ponownie stanął przed sądem, tym razem pod zarzutem zamordowania kilku niemieckich komunistów. Wymierzono mu wówczas karę dożywotniego więzienia. Zmarł w szpitalu więziennym Monachium w marcu 1972 roku. Nigdy nie został osądzony za zbrodnie popełnione podczas tłumienia powstania warszawskiego.
Heinz Reinefarth nie został wydany Polsce, gdyż nie wyraziły na to zgody okupacyjne władze amerykańskie. Nasi sojusznicy z NATO, obrońcy demokracji i praw człowieka na całym świecie – Amerykanie – ochronili Reinefartha i nie wzruszał ich specjalnie los 50 tysięcy mieszkańców Woli zamordowanych przez oddziały działające pod jego dowództwem.
W latach 1951–1967 Reinefarth był burmistrzem miasta Westerland na wyspie Sylt; od 1958 roku zasiadał w landtagu Szlezwik-Holsztyna.
Dopiero w 1961 roku wszczęto przeciw niemu śledztwo w związku ze zbrodniami popełnionymi w Warszawie. Rozpoczęte w 1963 roku sądowe postępowanie przygotowawcze zostało jednak po czterech latach umorzone przez sąd RFN ze względu na rzekomy „brak wystarczających dowodów winy”. Reinefarth otrzymał dodatkowo odszkodowanie w wysokości 100 tys. marek.
W 1967 roku Reinefarth zakończył karierę polityczną i rozpoczął pracę jako adwokat, pobierając jednocześnie generalską rentę. Zmarł w maju 1979 roku – nieukarany za zbrodnie popełnione w Warszawie.
W związku ze śledztwem toczącym się przeciw Reinefarthowi niemiecka prokuratura przesłuchała w latach 1962–1964 blisko tysiąc niemieckich oficerów i żołnierzy walczących na Woli w sierpniu 1944 roku. Mimo iż wielu z nich można było zarzucić co najmniej współudział w dokonywanych wówczas zbrodniach, żaden nie został postawiony przed sądem.
W dodatku wielu członków grupy policyjnej Reinefartha zajęło po wojnie odpowiedzialne stanowiska w aparacie państwowym RFN. Szef sztabu Reinefartha – podpułkownik Kurt Fischer – pracował jako nadkomisarz policji w Erbach w Hesji. Günther Bock, dowódca pododdziału policji w grupie Reinefartha, pełnił funkcję szefa policji w Szlezwiku-Holsztynie. Fritz Werner, dowódca kompanii, pracował po wojnie jako sędzia i wykładowca akademicki. Objął nawet stanowisko prezesa Federalnego Sądu Administracyjnego.
Tak wobec zbrodniarzy zachowywali się nasi sojusznicy. A co w tym czasie robił ten wstrętny Stalin i ci okropni ruscy? Oj ci nie mieli respektu dla esesmanów, ani nazistów. Z ośmiu milionów jeńców niemieckich wziętych do niewoli sowieckiej przeżyło jedynie 2 mln – jak ocenia niemiecki pisarz Gunther Grass.
Ten wstrętny Stalin zabrał też Niemcom wschodnie ziemie – w tym zlikwidował Prusy – odwieczny polski problem – i ponad 100 tys. km. kwadratowych przekazał Polsce. Dostaliśmy od tego potwora Stalina – Gdańsk, Szczecin, Wrocław i całą masę zagospodarowanych, przemysłowych ośrodków Śląska – jak np. Gliwice.
[Odebrał też Polsce ziemie kresowe. – admin]
Okropny był ten Stalin bo jeszcze wypędził niemiecką ludność z tych terenów z czym nie może się do dziś pogodzić Erika Steinabch – deputowana do niemieckiego Bundestagu.
Nie wiemy czy Erika Steinbach wie coś na temat rzezi ludności Woli i jakie ma zdanie na ten temat?

Janusz Sanocki
Autor jest posłem na Sejm RP

Z: prawica.net

http://www.mysl-polska.pl/976


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 05 lip 2017, 15:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/07/0 ... fenomenem/

Hitleryzm nie był fenomenem
Posted by Marucha w dniu 2017-07-04 (wtorek)

Obrazek
K. Piechowski, Niemcy i my, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2008


Książka Kazimierza Piechowskiego My i Niemcy i my w największej części poświęcona jest Trzeciej Rzeszy, jej celom i bezwzględnym metodom ich realizacji. Wbrew coraz powszechniejszemu poglądowi autor stwierdza, że ani ustrój wybrany przez Niemców w latach trzydziestych, ani dokonane przez nich zbrodnie nie stanowią żadnego paradoksu.
Druga wojna światowa nie była pierwszą, lecz kolejną próbą gigantycznego podboju. Nie była też dziełem grupki polityków, lecz urzeczywistnieniem pragnień milionów.
Dojście do władzy Hitlera i wprowadzenie w życie planu unicestwienia całych narodów coraz częściej interpretuje się jako coś w rodzaju „uwiedzenia” niemieckiego społeczeństwa przez wąską elitę cynicznych manipulatorów.
Dla tej arcywygodnej dla Niemców tezy, zarazem rozgrzeszającej i otwierającej nowe perspektywy polityczne, skutecznie wykreowane zostało pojęcie naziści. Jego upowszechnienie i zakorzenienie w świadomości Europejczyków czy Amerykanów jest już tak wielkie, że niektórzy obcokrajowcy, zwiedzający Muzeum Powstania Warszawskiego, dopytują się, a nawet protestują: Dlaczego o autorach zbrodni mówi się Niemcy? Przecież to byli naziści!
Podobne głosy wzbudziła propozycja, by do nazwy Były Hitlerowski Obóz Zagłady Auschwitz dodać słowo Niemiecki. Modyfikacja taka wzbudziła zaciekły opór w Parlamencie Europejskim, zza Odry napłynęła fala oburzenia przeciw takiemu „piętnowaniu”.
Rozumieć więc należy, że rozpowszechnione określenie polskie obozy koncentracyjne było i jest ze wszech miar w porządku. Przekonanie, że kilkadziesiąt milionów zabitych to dzieło jedynie nielicznych, których dojście do władzy było wyjątkiem potwierdzającym regułę, jest więc już widać mocno ugruntowane.
Według Piechowskiego, hitleryzm nie był ani przypadkiem, ani dziełem niewielkiej części narodu niemieckiego. Za wojną i eksploatacją krajów okupowanych opowiadała się większość obywateli Trzeciej Rzeszy. Także skala dokonanych zbrodni wyklucza ich zinterpretowanie jako dzieło wąskiej grupy.
Gigantyczna machina eksterminacji obsługiwana była przez rzesze zabijających z ochotą i przekonaniem. Tysiące spalonych wiosek, masowych egzekucji, bombardowanych i ostrzeliwanych obiektów cywilnych nie mogły być dziełem żadnej wąskiej grupy. Były stosowaną powszechnie, zaakceptowaną przez służących w Wehrmachcie normą.
Piechowski zadaje kłam frazesom wypełniającym niemieckie podręczniki, wedle których obywatele Niemiec nie wiedzieli o dokonywanych zbrodniach. Większość niemieckich rodzin w latach 1939-44 otrzymywała od swoich bliskich, służących w wojsku, paczki wypełnione wartościowymi przedmiotami, zrabowanymi na terytoriach okupowanych. W milionach gospodarstw rolnych i wszelkiego rodzaju zakładach pracy eksploatowano niewolniczą siłę roboczą.
Do powszechnej świadomości mogły nie przedrzeć się np. informacje o medycznych eksperymentach na ludziach czy innych wyjątkowo zwyrodniałych praktykach obozów zagłady. Nie są jednak godne wiary żadne ględzenia w rodzaju „myśmy nie wiedzieli o masowych zbrodniach”.
Jeśli Niemcy o nich nie wiedzieli, to tylko i wyłącznie z tej przyczyny, że wiedzieć nie chcieli. Nie obchodziło ich to, co się stało z poprzednimi właścicielami ich nowych mebli, dzieł sztuki, biżuterii, futer czy domów, do których wprowadzali się w Poznaniu, Gdyni i setkach innych miejsc.
Autor książki wymienia m.in. nazwy firm, ubiegających się o intratne zamówienia na komory gazowe, krematoria i inne narzędzia mordu. Z pseudomedycznych eksperymentów na wielką skalę, korzystały fabryki farmaceutyczne, do dziś kwitnące w RFN.
Ważnym wątkiem, zawartym w My i Niemcy, jest Generalplan Ost. Ten zapominany dzisiaj program, przygotowywany m.in. na Uniwersytecie Berlińskim głównie z myślą o nas, przewidywał niemal całkowitą likwidację narodu polskiego. Wdrożony częściowo miał po zwycięstwie nad Sowietami przynieść eksterminację wszystkich wykształconych Polaków. Pozostali mieli być rozproszeni po obozach pracy na Syberii. W Europie Środkowej pozostać nas miało kilkaset tysięcy, przeznaczonych wyłącznie do usługiwania „rasie panów”.
Książce Piechowskiego być może dałoby się zarzucić pewną ilość nadmiernych uogólnień i uproszczeń. Miewaliśmy przecież w Niemcach także sprzymierzeńców i przyjaciół. Z zasadniczymi myślami tego dzieła trzeba się jednak zgodzić: mamy dziś za Odrą do czynienia nie tylko z relatywizowaniem, ale i z fałszowaniem historii. Nie na poziomie incydentów, lecz w głównym nurcie publicystycznych wypowiedzi i w podręcznikach szkolnych.
Nie byłoby większym problemem, gdyby rzecz szła jedynie o „zdjęcie odium” z niemieckiej przeszłości. Jej zakłamywanie służy jednak konkretnym celom. Polska zrzeka się dziś na rzecz struktur „europejskich” kolejnych atrybutów swej suwerenności. Własność wielu jej obywateli jest dziś kwestionowana, a rozstrzygać o niej mają „ponadnarodowe” sądy. Wiemy już, że przynajmniej w dużej części składają się one z historycznych ignorantów [raczej złodziei i kanalii – admin]. Zwycięstwo wersji przeszłości wylansowanej przez potomków oprawców może mieć fatalne skutki.

05 kwiecień 2010 21:08

Napisane przez Artur Adamski

http://www.opcjanaprawo.pl/index.php/re ... yzm-nie-był-fenomenem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 06 lip 2017, 16:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/36418-zbrodnie-wehrmach ... torzeniec/

Zbrodnie Wehrmachtu. Pacyfikacja wsi Torzeniec
Paweł Brojek Opublikowano 1 września 2016

Obrazek

W pierwszych dniach września 1939 r. doszło do zbrodni niemieckiej na polskich mieszkańcach wielkopolskiej wsi Torzeniec. Po zajęciu miejscowości oddziały Wehrmachtu ostrzelały się przez pomyłkę, za co odpowiedzialnością obarczono Polaków.
1 września 1939 r. około godz. 19 do Torzeńca wkroczyli żołnierze Wehrmachtu – 41. pułku piechoty wchodzącego w skład 10 Dywizji Piechoty. W międzyczasie przez wieś nieustannie przechodziły kolumny niemieckiego wojska, panował względny spokój.
Około godz. 23 we wsi wybuchła gwałtowna strzelanina, w wyniku której zginęło trzech niemieckich żołnierzy, a czterech odniosło rany. Niemcy byli przekonani, że padli ofiarą ataku polskich partyzantów wspieranych przez miejscową ludność.

Oficjalna niemiecka wersja wydarzeń opisana w dzienniku wojennym 41. pułku piechoty, zawiera wiele sprzeczności. Z jednej strony raportowano o udziale „całej wsi” w napaści na niemieckich żołnierzy, jednocześnie w innym miejscu stwierdzano, że w ciemności „nie można było odróżnić naszych żołnierzy od nieprzyjaciela”.
Jeszcze tej samej nocy Niemcy rozpoczęli pacyfikację wsi. Zabudowania podpalano i obrzucano granatami, a do uciekających w panice ludzi strzelano. W ten sposób zginęło ośmioro mieszkańców Torzeńca. Kolejnych osiem osób (kobiety i dzieci) spłonęło żywcem w podpalonej stodole.
2 września dowódca 41. pułku piechoty płk Friedrich Gollwitzer wydał rozkaz o przeprowadzeniu we wsi akcji odwetowej. Wszystkim mieszkańcom spędzonym nieopodal gospodarstwa znajdującego się w centrum wsi oznajmiono, że wojenny sąd doraźny skazał na karę śmierci co drugiego mężczyznę.
Osiemnastu wskazanych w ten sposób Polaków rozstrzelano następnie na podwórzu jednego z gospodarstw. Po egzekucji Niemcy polecili pogrzebać zwłoki w masowym grobie. Pozostałych mieszkańców przetrzymywano pod strażą na pobliskiej łące do godzin popołudniowych, po czym puszczono wolno.
Tego samego dnia Niemcy zamordowali też trzech polskich jeńców wojennych, prawdopodobnie żołnierzy należący do jednostek Obrony Narodowej. W sumie w ciągu dwóch dni zginęło 37 Polaków – mężczyzn, kobiety i dzieci.
Kilka tygodni później ofiary pacyfikacji zostały ekshumowane i pogrzebane na cmentarzu w Wyszanowie. Po wojnie na miejscu kaźni w Torzeńcu wzniesiono pomnik z tablicą pamiątkową ku ich czci.
W toku toczącego się po wojnie wobec płk. Gollwitzera śledztwa niemiecka prokuratura uznała, że wyrok śmierci wydany na 18 mieszkańców Torzeńca stanowił rażące naruszenie prawa międzynarodowego, gdyż wydano go z pominięciem wszystkich procedur formalnoprawnych, m.in. nie zapewniając oskarżonym obrońców.
Jednocześnie przyjęto, iż represje były usprawiedliwioną odpowiedzią na atak polskich partyzantów i Gollwitzerowi nie można udowodnić morderstwa. Ponadto uznano, że „nie ma potrzeby przeprowadzania kolejnych dochodzeń, zwłaszcza na miejscu przestępstwa, gdyż nie wniosłyby one do sprawy nic nowego”. W efekcie prowadzone przeciw Gollwitzerowi postępowanie zostało umorzone.

Źródła: Jochen Böhler: Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce. Kraków: Wydawnictwo Znak, 2009
Szymon Datner: 55 dni Wehrmachtu w Polsce. Zbrodnie dokonane na polskiej ludności cywilnej w okresie 1.IX – 25.X. 1939 r. Warszawa: Wydawnictwo MON, 1967
fot. Józef Fajkowski: Wieś w ogniu. Eksterminacja wsi polskiej w okresie okupacji hitlerowskiej. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1972


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 24 lip 2017, 20:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/37524-akcja-saybusch-dz ... iecczyzny/

Akcja Saybusch. Dziś rocznica rozpoczęcia wysiedleń Polaków z Żywiecczyzny
Paweł Brojek Opublikowano 22 września 2016

Obrazek

76 lat temu niemiecki okupant przy użyciu policji i wojska rozpoczął wywózkę polskiej ludności z Żywiecczyzny na tereny Generalnego Gubernatorstwa. Jej miejsce zajęli niemieccy osadnicy. Akcja nosiła kryptonim „Saybusch Aktion”, czyli „Akcja Żywiec”.
Wysiedlenia z Żywiecczyzny wiązały się z niemieckimi planami germanizacji terenów wcielonych do III Rzeszy po aneksji na Polskę w 1939 r. W ramach tzw. polityki umacniania niemczyzny starano się na terenach zamieszkałych przez ludność polską osiedlać kolonistów niemieckich. Podstawą prawną wysiedleń był „dekret o umacnianiu niemczyzny”, wydany przez Adolfa Hitlera 7 października 1939 r., który zapoczątkował wielką akcję wysiedleńczo-kolonizacyjną pod nazwą Heim ins Reich (powrót do Rzeszy).

Inicjatorem akcji Saybusch, nazwanej tak od niemieckiego określenia Żywca, był Gruppenführer SS Erich von dem Bach-Zelewski, przyszły pogromca powstania warszawskiego, który przekonał do przymusowych wysiedleń Heinricha Himmlera, komisarza Rzeszy ds. umacniania niemieckości.
Nowymi mieszkańcami Żywiecczyzny mieli zostać Niemcy ze Wschodu: Wołynia i Galicji, Białostocczyzny i krajów bałtyckich. Latem 1940 r. niemiecka administracja przeprowadziła inwentaryzację terenów wysiedleń, wybierając najlepsze gospodarstwa i sporządzając plany komasacji gruntów.
Aktion Saybusch rozpoczęła się wczesnym rankiem 22 września 1940 r. Scenariusz w każdej wsi wyglądał podobnie – policja otaczała wybraną miejscowość, a do poszczególnych domów wchodzili policjanci, nakazując mieszkańcom ich opuszczenie w ciągu 20 minut. Mieszkańcom odbierano pieniądze, inwentarz i wartościowe przedmioty, pozwalając zabrać tylko odzież i jedzenie.
Do wypędzenia Polaków i eskortowania transportów skierowano 83. batalion policji ze Śląska. Wysiedlonych odprowadzano do tzw. punktów zbornych w Żywcu, Rajczy lub Suchej, gdzie odbierano im pozostałe wartościowe przedmioty i poddawano selekcji pod względem rasowym. Z punktów zbornych prowadzono wysiedlonych grupami po 40 osób piechotą na stacje kolejowe.
Cały transport obejmował zwykle około 1000 osób. Pociągi kierowano do Łodzi, skąd wysiedleńców rozwożono po terenie Generalnego Gubernatorstwa – w okolice Biłgoraju, Wadowic, Radzymina, na Lubelszczyznę i Kielecczyznę. Po przybyciu w nowe, nieznane miejsce, byli pozostawiani bez jakiejkolwiek pomocy.
Tymczasem do opuszczonych wsi wchodziły specjalne ekipy porządkowe, które na szczytach pustych domów zawieszały flagi ze swastyką, a wewnątrz portrety z Hitlerem, co oznaczało, że dom jest gotowy na przyjęcie osadnika. Drewniane budynki były myte i dezynfekowane. Ze względu na komasację gruntów część domów rozebrano. Polskie gospodarstwa były zwykle niewielkie, z tego powodu często dwa lub trzy łączono w jedno.
Aktion Saybusch została zakończona na przełomie 1940 i 1941 r., ale wysiedlenia z terenu Żywiecczyzny trwały nadal. Od 1941 r. Polaków przesiedlano w obręb ziem wcielonych do Rzeszy. Dalszym transportom na teren Generalnego Gubernatorstwa przeciwstawiał się gubernator Hans Frank, uzasadniając to przeludnieniem i kłopotami z aprowizacją.
Do końca okupacji wysiedlono ok. 50 tys. mieszkańców Żywiecczyzny i jej okolic, blisko jedną trzecią tamtejszej ludności. W ich miejsce osiedlono 10 tys. osadników z Galicji Wschodniej i Bukowiny, którzy na przełomie 1944/1945 r. opuścili te tereny, uciekając przed nadciągającą Armią Czerwoną. Wysiedleni Polacy mogli powrócić do swoich, często zniszczonych, gospodarstw dopiero po zakończeniu wojny.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 31 lip 2017, 17:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/55068-rzez-woli-tylko-j ... e-pamieta/

Rzeź Woli. Tylko jednego dnia Niemcy wymordowali prawie 50.000 cywili w Warszawie. Dziś właściwie się o tych ofiarach nie pamięta
Jan Bodakowski Opublikowano 31 lipca 2017

Obrazek

Historia Polski to dzieje martyrologii narodu polskiego. W czasie II wojny światowej miliony Polaków zostało wymordowanych głównie przez Niemców i Rosjan. Dziesiątki i setki tysięcy wymordowali Ukraińcy, Litwini, Żydzi. Dziś właściwie się o nich nie pamięta.

Bardzo dobrze, że żywa jest pamięć o pomordowanych na Wołyniu. Jednak wstyd, że gdy odbywają się ogólnopolskie marsze pamięci ofiar ludobójstwa dokonywanego przez parę miesięcy na Wołyniu, to pamięć o wymordowanych jednego dnia na Woli nie jest tak honorowana.

Książka Piotra Gursztyna „Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona” stara się przełamać zmowę milczenia wobec zbrodni dokonanej przez Niemców i podległe Niemcom oddziały innych nacji.
Szacuje się, że tylko 5 sierpnia Niemcy zamordowali 45.500 polskich cywilów, 6 sierpnia 10.000, 7 sierpnia 3.800. W sumie Niemcy wymordowali 65.000 Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci. Polacy byli rozstrzeliwani, albo wysadzani granatami – gdy Polacy byli zgromadzeni w piwnicach służących za schrony, Niemcy wrzucali do pomieszczenia granat, i wysadzali cywilów. Po pacyfikacji dziesiątki tysięcy zwłok pomordowanych Niemcy spali na gigantycznych stosach – po wyjściu Niemców z Warszawy zabezpieczono 12 ton popiołów pomordowanych i spalonych Polaków.
Rzeź Woli dokonana została na podstawie ustnego polecenia Adolfa Hitlera, który w odwecie za Powstanie Warszawskie nakazał wymordowanie wszystkich Polaków i zniszczenie całego miasta. Podobnie brzmiały rozkazy i innych dowódców niemieckich (przezornie Niemcy nie wydawali rozkazów ludobójstwa na papierze). Ludobójstwo dokonane na Woli nie było jakimś ekscesem tylko zaplanowanym i metodycznym działaniem, którego celem była eksterminacja narodu polskiego.
Była to największa masakra ludności cywilnej dokonana jednorazowo w jednym miejscu w czasie II wojny światowej. Według relacji Niemcy znajdowali przyjemność w mordowaniu Polaków. Cześć Polek została zgwałcona i zamordowana. Jedną z perwersyjnych przyjemności Niemców było delektowanie się cierpieniem rodzin ofiar, najpierw brutalnie mordowano dziecko by matka widziała cierpienia umierającego masakrowanego dziecka, a potem matkę – dzieci żywcem wrzucano do płonących domów. Mordowano matki na oczach dzieci, by po tym jak dzieci widziały śmierć matki je zabić.
Zbrodni na Woli dokonali głównie Niemcy, niemieccy żołnierze, niemieccy policjanci i niemieccy żandarmi sprowadzeni z terenów ziem zachodnich – zbyt starzy Niemcy by wysłano ich na front. Wspierali ich odziały Niemców i innych nacji z SS (w tym pułk specjalny SS „Dirlewanger”, Brygada Szturmowa SS RONA – Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej złożonej z Rosjan i Białorusinów, oraz dwa bataliony azerbejdżańskie złożone z jeńców z Armii Czerwonej).
Niemcy na Woli zabili prawie 70.000 Polskich cywilów, zniszczyli 81% budynków. Prócz mordowania, niszczenia mienia, Niemcy dokonywali rabunków, zrabowane rzeczy przesyłali swoim rodzinom w Niemczech. Ludobójstwo na Woli dokonane było nie na biorących udział w Powstaniu Warszawskim, a na cywilach nie biorących udział w walkach. Nie na terenie objętym walkami ale na terenie który cały czas był pod kontrolą Niemców. Ofiary były całkowicie zaskoczone nagłym ludobójstwem dokonanym przez Niemców.
W czasie Powstania Warszawskiego Niemcy zabili około 18.000 do 23.000 (licząc 5.000 zaginionych) powstańców biorących udział w walkach. 25.000 powstańców zostało rannych. Maksymalne szacunki zamordowanych przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego cywilów mówią o 200.000 (by uświadomić skalę ludobójstwa na Woli – minimalnie szacunki Polaków pomordowanych w czasie rzezi wołyńskiej mówią o 60.000, maksymalne są dużo większe).
Żaden ze sprawców ludobójstwa nie został po wojnie ukarany. Mityczna denazyfikacja w Niemczech dotknęła tylko niewielu spośród rzeszy niemieckich zbrodniarzy. Wielu z nich po wojnie zrobiło kariery. Po wojnie władze komunistyczne ziem polskich nie wykazywały zbytniego zainteresowania ściganiem niemieckich zbrodniarzy i pamięcią o pomordowanych Polakach. Dziś spadkobiercy niemieckich nazistów śmią pouczać Polaków na temat demokracji i starają się przypisywać odpowiedzialność za holocaust na Polaków.

Jan Bodakowski

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 22 wrz 2017, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/58009-niemcy-placili-25 ... narodowca/

Czy nazizm jest brunatny (Niemcy), czy czerwony zwany komunizmem (żydzi), promuje szowinizm (nienawiść do innych narodów) i tym samym z wściekłością tępi swoje przeciwieństwo, czyli nacjonalizm (miłość do własnego narodu). Tak było za okupacji i tak jest dzisiaj.

Kopia artykułu:

Niemcy płacili 25 tys. marek za ujęcie księdza-narodowca
Paweł Brojek Opublikowano 22 września 2017

Obrazek
Julian Mirochna


Dziś mija 75. rocznica śmierci franciszkanina Juliana Mirochny, twórcy konspiracji narodowej w Kaliszu. Przesłuchiwany i torturowany przez gestapo nie został złamany, nikogo nie wydał.
Stefan Mirochna przyszedł na świat 31 sierpnia 1903 r. w Bochni w rodzinie piekarza. Uczęszczał do bocheńskiego gimnazjum, a po jego ukończeniu w 1918 r. wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych we Lwowie.
W październiku 1918 r. rozpoczął nowicjat w Łagiewnikach koło Łodzi, tam przyjął imię zakonne Julian. Rok później złożył pierwsze śluby zakonne. W latach 1920-1925 odbył studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym oo. franciszkanów w Krakowie.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich w czerwcu 1926 r. rozpoczął pracę duszpasterską. Pierwszą placówką ks. Mirochny był klasztor Matki Bożej Niepokalanej w Horyńcu Zdroju, w którym pracował do 1930 r. Następnie został przeniesiony do klasztoru nowicjackiego w Łagiewnikach, gdzie pełnił obowiązki prefekta szkoły parafialnej.
Po dwu latach pobytu tam został skierowany do klasztoru w Gnieźnie, gdzie pełnił funkcję wikariusza parafii i równocześnie dyrektora i dyrygenta chóru maryjnego. Był znanym i cenionym kaznodzieją i rekolekcjonistą, niektóre jego kazania ukazywały się drukiem w prasie franciszkańskiej.
W 1935 r. powrócił do klasztoru w Łagiewnikach jako wikariusz parafii łagiewnickiej. W 1936 r. został wybrany na gwardiana klasztoru w Kaliszu, równocześnie pełnił tam obowiązki dyrektora III Zakonu św. Franciszka.
Z chwilą wybuchu II wojny światowej włączył się do działalności konspiracyjnej. W styczniu 1940 r. został kapelanem Organizacji Jedności Narodowej, która, przy zachowaniu swej odrębności, weszła w skład Narodowej Organizacji Bojowej założonej przez przedwojennych działaczy Stronnictwa Narodowego. OJN wydawała pisma „Jedność Narodowa” i „Armia Narodowa”, za których druk na terenie klasztoru odpowiadał ks. Mirochna.
W grudniu 1940 r. NOB została zdekonspirowana. Rozpoczęły się aresztowania jej członków, sam klasztor został zamknięty przez Niemców. W lutym 1941 r. ks. Mirochna jako pełnomocnik SN do rekonstrukcji konspiracji poznańskiej podjął próbę odbudowy organizacji. Miesiąc później nowe struktury zostały rozbite, a za pomoc w ujęciu kapłana gestapo wyznaczyło nagrodę w wysokości 25 tys. marek.
Dzięki fałszywym dokumentom udało mu się zbiec i ukryć w Warszawie, jednak nie na długo. W listopadzie 1941 r. ks. Mirochna został aresztowany. Początkowo umieszczono go w wiezieniu w Warszawie, a następnie przewieziono do poznańskiej cytadeli, gdzie w Forcie VII był wielokrotnie przesłuchiwany i torturowany.
Niemcom nie udało się złamać franciszkanina, który nikogo nie wydał. Został stracony przez powieszenie 22 września 1942 r.

Źródło: franciszkanie-warszawa.pl, fot. archiwum.kalisz.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 16 paź 2017, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/59520-zemsta-za-dywersj ... -warszawy/

Zemsta za dywersję. Pierwsza publiczna egzekucja mieszkańców Warszawy
Paweł Brojek Opublikowano 16 października 2017

Obrazek

16 października 1942 Niemcy dokonali pierwszej publicznej egzekucji na terenie Warszawy. Tego dnia w pięciu miejscach na peryferiach miasta powieszono 50 więźniów Pawiaka. Egzekucja była odwetem za akcję dywersyjną przeprowadzoną przez polskie podziemie zbrojne.
W nocy z 7 na 8 października 1942 r. partyzanci AK przeprowadzili akcję dywersyjną o kryptonimie „Wieniec”, podczas której wysadzili tory kolejowe w różnych punktach wokół Warszawy, blokując na wiele godzin ruch niemieckich pociągów. Jednocześnie podjęto działania maskujące, które miały przekonać Niemców, że akcję przeprowadzili Sowieci.
Działania te okazały się nieskuteczne, a akcja podziemia stała się pretekstem do wzmożenia terroru wobec mieszkańców stolicy. Chcąc wywrzeć odpowiedni efekt psychologiczny, Niemcy postanowili przeprowadzić pierwszą w historii okupowanej Warszawy publiczną egzekucję.

Wieczorem 15 października na Pawiaku rozpoczęły się przygotowania. Więźniów zebrano w jednej z cel, a następnie tym, których nazwiska zostały wyczytane, kazano wyjść bez rzeczy osobistych na korytarz. Następnego dnia o świcie załadowano wszystkich wytypowanych na samochody ciężarowe i wywieziono na miejsce kaźni.
Szubienice zostały rozstawione w pięciu punktach na peryferiach Warszawy. Stojącym na skrzyniach transportowych skazańcom założono pętle na szyje, po czym samochody ruszały. Powieszonych zostało 50 osób, po 10 na każdej szubienicy.
W mieście rozplakatowano obwieszczenie informujące, że w odwecie za wysadzenie torów kolejowych w pobliżu miasta zostało powieszonych „50 komunistów”. Pod wieczór ciała skazańców zostały zabrane z szubienic i pogrzebane.
Po wojnie udało się ustalić nazwiska 48 ofiar. Jesienią 1948 r. ciała 50 więźniów Pawiaka zostały ekshumowane, a następnie pochowane w osobnej kwaterze na cmentarzu wojskowym w Warszawie. W pięciu miejscach egzekucji znajdują się dziś pomniki i pamiątkowe tablice.

Źródło: Władysław Bartoszewski: Warszawski pierścień śmierci 1939–1944. Warszawa: Interpress, 1970

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 17 paź 2017, 09:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://kierunki.info.pl/2017/01/kamil- ... dogoszczu/

Kamil Królik Antończak: Masakra w więzieniu na Radogoszczu
17 STYCZNIA 2017 O 15:22 / KOMENTARZY (2)



Radogoszcz, obecnie osiedle w północnej części Łodzi. Przed wojną zaś wieś pomiędzy Zgierzem a Łodzią. To właśnie w tym miejscu siedemdziesiąt dwa lata temu, w nocy z 17 na 18 stycznia doszło do największej niemieckiej zbrodni wojennej, dokonanej na obszarze Polski pomiędzy Bugiem a Odrą w okresie działań frontowych. W listopadzie 1939 roku na bazie obozu przejściowego utworzonego dla realizacji przez łódzkie Gestapo dużej akcji represyjnej, tzw. Intelligenzaktion Litzmannstadt, skierowanej przeciwko miejscowej inteligencji, w wyniku której śmierć poniosło ponad 500 osób w pobliskich lasach lućmierskich, hitlerowcy utworzyli Rozszerzone więzienie policyjne i obóz pracy wychowawczej. Przez pierwsze sześć miesięcy w dwóch znajdujących się obok siebie fabrykach przed ostatecznym przekazaniem przez łódzkie gestapo Prezydium Policji w Łodzi na tzw. „Rozszerzone więzienie policyjne” funkcjonowały jednocześnie obóz przesiedleńczy i obóz przejściowy (w dyspozycji łódzkiego gestapo).
Radogoszcz był więzieniem przeznaczonym w zasadzie tylko dla mężczyzn, ale okazjonalnie, w nielicznych przypadkach i krótko, przetrzymywano tu także kobiety. Zdecydowaną większość więźniów stanowili Polacy, podobnie jak kobiety okazjonalnie więzieni byli także żydzi, najwięcej do czasu zamknięcia pod koniec kwietnia 1940r. granic łódzkiego getta. Byli tu również więzieni Rosjanie – jeńcy wojenni, zbiegli z różnych miejsc pobytu w okolicach Łodzi. Więźniowie rosyjskiego pochodzenia byli ściśle odizolowani od innych więźniów. Około 150 z nich zginęło podczas styczniowej masakry. Zostali pochowani w dwóch zbiorowych mogiłach jej ofiar na pobliskim cmentarzu św. Rocha.
Do więzienia na Radogoszczu przeważnie trafiali ludzie za ogólnie pojęte „przestępstwa przeciwko III Rzeszy” z Łodzi oraz powiatów brzezińskiego, łaskiego, łódzkiego i wieluńskiego. Na Radogoszczu więziono m.in. uciekinierów z przymusowych robót, handlujących żywnością, za przekroczenie granicy pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem i Krajem Warty. Przywożono tu także zatrzymanych w łapankach ulicznych. Osadzano też krótko nielicznych więźniów politycznych przed dalszym wysłaniem ich do obozów koncentracyjnych głownie do Gross-Rosen i Mauthausen-Gusen. Z Radogoskiego więzienia wywożono ludzi na masowe egzekucje w rejonie Łodzi. Stąd zabrano grupę więźniów, których zamordowano w największej na terenie Kraju Warty publicznej egzekucji, dokonanej w Zgierzu 20 marca 1942 roku okupanci rozstrzelali wówczas 100 Polaków, w zemście za zabicie przez żołnierza AK Józefa Mierzyńskiego dwóch funkcjonariuszy Gestapo. Więźniami radogoskiego więzienia byli m.in. Aleksy Rżewski, pierwszy prezydent miasta czy też Władysław Dzierżyński – rodzony brat Feliksa Dzierżyńskiego. Pod koniec 1944 roku Łódź zamieszkiwało ok. 490 tys. mieszkańców, z czego ok. 340 tys. z nich było Polakami. Niemców było prawie 140 tys., a liczba Żydów – po likwidacji łódzkiego getta – nie sięgała nawet tysiąca. W mieście stacjonowały niemieckie siły garnizonowe, ale wskutek zbliżającego się frontu podjęto decyzję o ewakuacji. Niemcy od dawna planowali likwidację tego więzienia. I chociaż nie zostały odnalezione dokumenty związane z tą kwestią, to niewykluczone, że za przykład brano rozkaz z 20 lipca 1944 r. Wyższego Dowódcy SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie – Wilhelma Koppe w którym to stwierdził, iż więźniowie nie mogą być wyzwoleni, nakazywał ewakuację na zachód, a gdyby to było niemożliwe wymordowanie ich na miejscu a następnie maksymalne zniszczenie budynków więziennych lub obozowych.
Sowieckie bomby spadły na miasto już 17 stycznia. W związku z tym niemieccy okupanci w pośpiechu zaczęli nie tylko niszczyć dokumentację dokonywanych zbrodni, ale też brutalnie rozprawiać się z tymi, których nie zdążyli zamordować. I to z wielką brutalnością – jak w przypadku osadzonych na Radogoszczu.
W nocy z 17 na 18 stycznia rozpoczęła się masakra więźniów od wymordowania pacjentów więziennej izby chorych, po czym przyszła kolej na tzw. więźniów funkcyjnych, a następnie rozstrzelania więźniów w sali nr 1 budynku głównego. Kiedy oprawcy napotkali na opór więźniów następnych sal, podpalili je około 3 nad ranem. Ci, którzy nie zginęli w płomieniach, próbowali rozpaczliwie ratować się skokiem z okien. Wielu z nich padło wtedy ofiarami niemieckich strażników, bez skrupułów strzelających do więźniów. Ogółem życie straciło ok. 1,5 tys. osób. W zdecydowanej większości Polaków, ale także Niemców oraz jeńców sowieckich (głównie byłych jeńców obozu w Monicach niedaleko Sieradza). Z życiem uszło zaledwie ok. 30 więźniów. Masakry dokonała załoga więzienia pod dowództwem komendanta więzienia – Waltera Pelzhausena, wsparta bliżej nieustalonym zbrojnym oddziałem. Załoga obozu mogła liczyć nawet 80 osób, osądu po wojnie doczekało się zaledwie kilkunastu oprawców. Zaraz po mordzie Niemcy uciekli z Łodzi, wśród nich także komendant obozu Pelzhausen. Wpadł on w ręce aliantów dopiero w czerwcu 1945 roku we Frankfurcie nad Menem.
Pierwsze procesy wachmanów i członków kierownictwa obozu odbyły się w drugiej połowie 1945 roku. Główny odpowiedzialny na zbrodnię – Pelzhausen – został sprowadzony do Łodzi w kwietniu 1947 roku; stanął przed łódzkim Sądem Okręgowym. 12 września tego roku usłyszał wyrok śmierci. Egzekucję przez powieszenie wykonano 1 marca 1948 roku. Jednocześnie, nieomal natychmiast po zakończeniu okupacji niemieckiej w Łodzi (19 stycznia 1945 r.), spontanicznie zostało postanowione w kręgu ówczesnych tymczasowych władz oraz mieszkańców miasta, że teren byłego więzienia i ruiny spalonego więzienia radogoskiego staną się Miejscem Pamięci Narodowej. Dziś na terenie byłego więzienia mieści się zespół memoriałowy składający się z mauzoleum i muzeum oddział Martyrologii i Walki „Radogoszcz” samorządowego Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 20 paź 2017, 11:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/10/1 ... tyrologii/

Fort Krzesławice – zapomniane miejsce polskiej martyrologii
Posted by Marucha w dniu 2017-10-17 (wtorek)

Obrazek
Fort 49-Krzesławice, obecnie Młodzieżowy Dom Kultury. Fot. Wikipedia.


9 września w ramach Dni Pamięci Ofiar Gestapo, zorganizowanych po raz jedenasty przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, zwiedziłem Fort 49-Krzesławice – miejsce kaźni więźniów gestapo.
Od jesieni 1939 do jesieni 1941 roku rozstrzelano tam 440 Polaków, przywiezionych głównie z więzienia policyjnego przy ulicy Montelupich w Krakowie.
Opiekunem tego miejsca pamięci jest Młodzieżowy Dom Kultury Fort 49-Krzesławice. Jego dyrektor – Franciszek Dziadoń – położył ogromne zasługi dla renowacji Fortu 49 oraz odnalezienia i upamiętnienia wszystkich miejsc egzekucji. Warszawa miała Palmiry, Łódź lasy lućmierskie, niewielkie Wadowice zagajnik Księża Barć, a Kraków Fort Krzesławice. Miejsca egzekucji ofiar gestapo można znaleźć w wielu miejscowościach Polski. Niektóre z nich są powszechnie znane, inne mniej, a inne niemal całkiem zapomniane.
Fort Krzesławice przez pewien czas należał do tych ostatnich. Groziło mu nawet całkowite wymazanie z mapy miejsc pamięci narodowej. Jaka jest jego historia?
Krzesławice, to dawna podkrakowska wieś nad rzeką Dłubnią, oddalona około 9 km na północny wschód od centrum Krakowa. Obecnie jest częścią Krakowa, wchodząc w skład Dzielnicy XVII-Wzgórza Krzesławickie. Historia Krzesławic sięga XII wieku. Wśród właścicieli wsi na przestrzeni wieków byli m.in. klasztor Bożogrobców w Miechowie, Akademia Krakowska, Hugo Kołłątaj i Jan Matejko.
W latach 80-tych XIX wieku na północnym, granicznym wzgórzu wsi – Łysej Górze – Austriacy wznieśli Fort 49-Krzesławice. Był to jeden z elementów ufortyfikowania Krakowa trzema pierścieniami umocnień. Tzw. Twierdza Kraków stanowiła wówczas największy zespół obronny na ziemiach polskich i jeden z największych w Europie. Cały fort miał 19 obiektów, z których do dzisiaj zachowało się 16.
Służbę wojskową w Forcie Krzesławice przed 1914 rokiem odbywał m.in. Wincenty Witos. Fort 49 razem z sąsiednimi Fortami Dłubnia i Grębałów odegrał ważną rolę podczas pierwszej fazy tzw. bitwy o Kraków (16-25 listopada 1914 roku), kiedy wojska austro-węgierskie przy wsparciu części artylerii Twierdzy Kraków zatrzymały ofensywę wojsk rosyjskich na północ od miasta.
W 1918 roku obiekty Twierdzy Kraków przejęło Wojsko Polskie, zmieniając jej nazwę na Obóz Warowny Kraków. W Forcie Krzesławice początkowo ulokowano magazyn amunicji, a następnie stację nasłuchu kontrwywiadu wojskowego, zbierającą m.in. materiały służące rozwiązaniu tajemnicy „Enigmy”. Była to jedna z siedmiu ówczesnych polskich stacji nasłuchowych, z których trzy były skierowane przeciw Niemcom.
Tragiczna historia Fortu 49-Krzesławice rozpoczęła się po zajęciu Krakowa przez wojska niemieckie 6 września 1939 roku. Już 13 września okupant przejął poaustriackie więzienie przy ulicy Montelupich 7, a niedługo potem więzienie przy ulicy Senackiej 3, mieszczące się w zabudowaniach dawnego klasztoru i kościoła św. Michała. Wkrótce więzienia te zapełniły się aresztowanymi Polakami – osobami uznanymi przez gestapo za należące do „warstwy przywódczej” i członkami pierwszych organizacji konspiracyjnych.
Więźniów kierowano na śledztwo do siedziby gestapo w Domu Śląskim przy ulicy Pomorskiej 2. Po jego zakończeniu ofiary wywożono do obozów koncentracyjnych, a skazanych w parodii procesu przez policyjny sąd doraźny na egzekucję.
W pierwszym roku okupacji, kiedy nie było jeszcze KL Auschwitz, miejscem deportacji więźniów politycznych z Krakowa były obozy koncentracyjne w tzw. „starej Rzeszy”. Natomiast na miejsce egzekucji ofiar sądu doraźnego gestapo wybrało Fort Krzesławice.
O wyborze zadecydowała przede wszystkim lokalizacja – z dala od osiedli miejskich – oraz specyfika tego miejsca. Grube mury i zabudowania forteczne pozwalały zamaskować egzekucję. We wrześniu 1939 roku wywieziono z fortu pozostałą po Wojsku Polskim amunicję, a 11 października skierowano tam pierwsze ofiary do rozstrzelania. Przywożono je krytymi samochodami ciężarowymi z więzienia przy ulicy Montelupich i z więzienia św. Michała. W dzień poprzedzający egzekucję kierowano też do fortu grupę około 25 więźniów, którzy musieli wykopać masowy grób dla ofiar. Następnie zawożono ich z powrotem do więzienia.
Egzekucje w Forcie Krzesławice odbywały się od 11 października 1939 do 7 listopada 1941 roku. W sumie przeprowadzono 12 egzekucji: trzy w 1939 roku, siedem w 1940 roku i dwie w 1941 roku. Rozstrzeliwań dokonywała policja ochronna (Schutzpolizei). Rodziny zamordowanych fałszywie informowano, że ich bliskich jakoby wywieziono na roboty do Rzeszy.
Jedną z pierwszych ofiar rozstrzelanych w forcie był Henryk Schabenbeck (1886-1939) – wybitny polski fotografik i operator filmowy, działacz Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” i Polskiego Związku Narciarskiego, od 1934 roku radny i wiceburmistrz Zakopanego. Z pochodzenia Austriak, z wyboru Polak. Za ten wybór i działalność społeczną zapłacił śmiercią z rąk gestapo. Jego syn Stefan także został aresztowany i osadzony w KL Auschwitz, a następnie w KL Sachsenhausen, gdzie zginął podczas nalotu alianckiego 15 marca 1945 roku.
Ważnym świadkiem tego, co działo się w Forcie Krzesławice stał się skoczek narciarski i olimpijczyk Stanisław Marusarz (1913-1993). Znajdował się on w grupie 25 więźniów, którym 28 czerwca 1940 roku żandarmi niemieccy polecili wykopać masowy grób na terenie fortu. Następnego dnia nad tym wykopem odbyła się egzekucja 35 osób (34 Polaków i jednego Żyda), aresztowanych 23 czerwca 1940 roku podczas tzw. „czarnej niedzieli” w Myślenicach.
Marusarz podczas kopania grobu dla tych ofiar widział ślady krwi na murze podziurawionym kulami. Ponieważ otrzymał już wyrok śmierci policyjnego sądu doraźnego, nie miał wątpliwości, że zginie podczas następnej egzekucji, która odbyła się 2 lipca. Tego dnia wraz z kilkoma innymi więźniami podjął próbę ucieczki. Tylko jemu i Aleksandrowi Bugajskiemu udało się pokonać czterometrowy mur więzienia przy ulicy Montelupich i zasieki z drutu kolczastego. Pozostali zginęli od kul strażników.
Jedną z ofiar egzekucji z 2 lipca był Mieczysław Filk. W dniu poprzedzającym egzekucję zdążył nielegalnie wysłać z więzienia gryps do rodziny. Napisał w nim m.in.:
„W tych dniach będę rozstrzelany, jakkolwiek wyroku jeszcze nie dostałem, lecz znajduję się w podobnej sytuacji, co czterdziestu pięciu [w rzeczywistości 35 – przyp. BP] przede mną rozstrzelanych 29 czerwca.

Obrazek
Fort 49-Krzesławice – ściana śmierci pod kaponierą wschodnią. Fot. Zbigniew Zaczkowski.


Razem nas rozstrzelają około stu pięćdziesięciu. W większej części niewinnych. Zachowuję do ostatka pogodę ducha i nie załamuję się na razie. Prawdopodobnie mogiła moja będzie, jak czterdziestu pięciu poprzednich w forcie Krzesławice koło Mogiły. Do ostatnich chwil jeszcze łudziłem się nadzieją, lecz prawdopodobnie na próżno. Jest godzina 3-cia po południu – dwudziestu pięciu z nas pojechało groby kopać. Dziwicie się, że tak się o tym rozpisuję z lekkim sercem, ale naprawdę zbytnio nie przejmuję się tym. Wiem, że na tamtym świecie będzie mi naprawdę lepiej. Modlę się teraz często o lekką śmierć i szczęście wieczne. Jakkolwiek by Was zapewniali o nas, że żyjemy, nie wierzcie tym mordercom. Giniemy razem ze wszystkich stanów od robotnika i rolnika do profesorów i pułkowników, tak młodzi jak i starzy za rzeczy poważne i błahostki. Przykro mi po części żegnać się z tym światem i z Wami, lecz przecież kiedyś się spotkamy. Będzie to dla Was bolesny cios, lecz widocznie tak miałem przeznaczone – zginąć za Ojczyznę”[1].
Kolejna egzekucja miała miejsce 4 lipca 1940 roku. Jej ofiarą był min. 19-letni Jerzy Krokay, który w ostatnim grypsie z więzienia napisał: „Zawsze byłem ryzykantem i nim zostanę, kulki się nie obawiam, bo zginąć za Ojczyznę jest honorem każdego Polaka”[2].
Jerzy Krokay został rozstrzelany wraz ze swoim 50-letnim ojcem, majorem dypl. Walerym Alojzy Krokayem (1889-1940). Obu aresztowano w ramach Akcji AB. Walery Alojzy Krokay był bratem kpt. Walerego Mariana Krokaya (1914-1982) – cichociemnego i oficera 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.
Do innych znanych ofiar rozstrzelanych w Forcie Krzesławice należeli: ppłk Piotr Sosialuk – były dowódca 73. pułku piechoty w Katowicach, nauczyciele Kazimierz Dutkiewicz, Irena Dzius, Jan Głębicki, Marian Głębicki, Wincenty Frączek, Marian Lubaczowski, Karol Święch, Józef Wawrzeczko, urzędnicy Józef Janta i Franciszek Ujczak, prawnicy – dr Emil Bicz, Antoni Burtan i Bolesław Karwaciński.
Łącznie w egzekucjach z 29 czerwca oraz 2 i 4 lipca 1940 roku rozstrzelano około 150 osób – ofiar „czarnej niedzieli” w Myślenicach, a także Akcji AB.
Jesienią 1941 roku gestapo zaprzestało egzekucji w Forcie Krzesławice. Od ponad roku funkcjonował już KL Auschwitz. Tam gestapo kierowało teraz swoje ofiary. Deportacja do obozu była równoznaczna z wyrokiem śmierci. Czasem ta śmierć następowała bardzo szybko, jak w wypadku 167 mieszkańców Krakowa, których 16 kwietnia 1942 roku aresztowano w Kawiarni Plastyków i podczas nocnej obławy w mieście. Byli to inteligenci, m.in. artyści i oficerowie. 24 i 25 kwietnia przywieziono ich do KL Auschwitz, a 27 maja rozstrzelano pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11 w obozie macierzystym. Ogółem w latach 1940-1944 deportowano do KL Auschwitz z więzienia policyjnego przy ulicy Montelupich w Krakowie około 17 tys. Polaków.
Po wojnie Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich (później Hitlerowskich) w Polsce przystąpiła do zbadania terenu Fortu 49-Krzesławice. W okresie od 15 października do 6 grudnia 1945 roku przekopano cały teren ziemny fortu i odkryto 29 grobów, z których wydobyto 440 zwłok, w tym 18 kobiecych. Ustalono, że rozstrzeliwania miały miejsce na placu fortecznym, na dziedzińcu koszarowym, w fosach i przy kaponierach.
Zastosowany sposób badania uniemożliwił pominięcie jakiejkolwiek mogiły. W związku z tym, że zwłoki uległy znacznemu rozkładowi, tylko w 24 przypadkach rodziny z całą pewnością zidentyfikowały bliskich, a w 80 przypadkach identyfikacja stała się możliwa na podstawie znalezionych przy zwłokach dokumentów i przedmiotów, okazanych rodzinom w latach 1946-1947. Łącznie zidentyfikowano 104 osoby, a zwłoki 336 osób pozostały bezimienne. Wszystkie ofiary pochowano w zbiorowej mogile obok fortu.
W latach 60. XX wieku GKBZHwP prowadziła drugie śledztwo w sprawie Fortu Krzesławice, które miało na celu znalezienie bezpośrednich sprawców zbrodni. Niestety nie przyniosło ono rezultatów. Główną odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w Forcie Krzesławice ponoszą komendanci SD i Policji Bezpieczeństwa w dystrykcie krakowskim. W latach 1939-1941 byli nimi: Bruno Müller, Walter Huppenkothen, Ludwig Hahn (późniejszy szef SD i Policji Bezpieczeństwa w dystrykcie warszawskim) i Max Grosskopf.
Spośród nich zostali skazani Bruno Müller i Ludwig Hahn. Müller stanął w 1947 roku przed Brytyjskim Trybunałem Wojskowym w Hamburgu, który wymierzył mu 20 lat więzienia za zbrodnie popełnione pod koniec wojny. Jednakże już w 1953 roku mógł cieszyć się wolnością. Hahn został skazany w RFN w 1975 roku na dożywocie, ale tylko za deportacje Żydów do ośrodka zagłady w Treblince. Zwolniono go z więzienia po ośmiu latach. Za zbrodnie w Forcie Krzesławice nikogo zatem nie ukarano.
27 maja 1956 roku gen. Franciszek Księżarczyk w imieniu Rady Naczelnej ZBoWiD dokonał uroczystego odsłonięcia tablicy pamiątkowej na zbiorowej mogile ofiar. Znalazły się na niej błędne daty (1943-1945) dokonywanych w Forcie Krzesławice egzekucji. Natomiast 6 lipca 1957 roku pomnik ku czci rozstrzelanych w forcie Polaków odsłonił premier Józef Cyrankiewicz. W uroczystości tej wzięło udział około 20 tys. osób, w tym delegacje z NRD i Czechosłowacji.

Obrazek
Fort 49-Krzesławice-pomnik ofiar gestapo. Fot. Wikipedia.


Wkrótce jednak doszło do skandalicznej dewastacji i profanacji miejsca pamięci. W latach 60. XX wieku na południe od masowego grobu i pomnika rozpoczęto budowę bloków mieszkalnych. Wokół fortu zaczęły powstawać żywiołowo zakładane przez mieszkańców ogródki warzywne. Władze dzielnicy Nowa Huta przyzwoliły na to, żeby miejsce uświęcone męczeństwem Polaków zamienić na teren rekreacyjno-działkowy.
W drugiej połowie lat 70. XX wieku wysadzono w powietrzę kaponierę zachodnią fortu oraz dwa schrony, a dwie pozostałe kaponiery zasypano. Duży fragment północno-wschodniej fosy zamieniono na wysypisko odpadów, które przywożono samochodami ciężarowymi. Likwidacja trzech kaponier fortu była tym bardziej skandaliczna, że zlikwidowano miejsca z autentycznymi ścianami śmierci, gdzie Niemcy rozstrzelali 363 Polaków z ogólnej liczby 440.
Kres dewastacji miejsca pamięci położyło przeniesienie w 1994 roku do Fortu Krzesławice Młodzieżowego Domu Kultury. Miejsce pamięci uzyskało gospodarza i opiekuna. Przez kilkanaście lat prowadzono prace remontowo-konserwatorskie, przywracające dawny wygląd fortu. Do dzisiaj udało się m.in. odsłonić – zasypaną wcześniej gruzem i odpadami – kaponierę wschodnią z jedyną zachowaną ścianą śmierci, na której znajdują się oryginalne ślady wystrzelonych pocisków. Ślady te świadczą o tym, że więźniów rozstrzeliwano z broni maszynowej.
Na ścianie śmierci przy kaponierze wschodniej odsłonięto 17 listopada 2014 roku tablicę pamięci, która stała się trzecim – bez wątpienia najważniejszym – miejscem upamiętnienia 440 patriotów polskich zamordowanych w Forcie Krzesławice.
——
Oświęcim, 6 października 2017 r.
[1] Cyt. za: „Czarna niedziela-fakty”, „Gazeta Myślenicka”, wydanie 24, 1 lipca 2010, http://www.gazeta.myslenice.pl, dostęp 13.09.2017.
[2] Cyt. za: „Prawda i pamięć”, Kraków 2017.

http://prawica.net/8671


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 29 paź 2017, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/60213-zapomniana-traged ... wet-do-ss/

Zapomniana tragedia Polaków. Niemcy przymusowo wcieli do Wehrmachtu 450.000 Polaków. Naszych rodaków przymusowo wcielano nawet do SS
Jan Bodakowski Opublikowano 28 października 2017

Historia Polski to pasmo cierpień naszych przodków. Część z nich pamiętamy, niektóre jednak pozostają zapomniane, tak jak i dramat Polaków wcielanych przymusowo do armii niemieckiej podczas II wojny światowej.
Przymusowo w szeregi niemieckich sił zbrojnych w czasie II wojny światowej wcielono 450.000 Polaków (200.000 z Pomorza, 200.000 z Górnego Ślaska). Polacy wcielani byli na terenach wcielonych do Rzeszy na podstawie policyjnego spisu ludności. Alternatywą dla przymusowo wcielanych, którzy odmawiali walki w szeregach niemieckiej armii, była kara śmierci.

Polskie Państwo Podziemne uznawało, że w celu biologicznego przetrwania narodu polskiego na ziemiach wcielonych do Niemiec Polacy mają wstępować do niemieckiej armii. O patriotyzmie wcielonych Polaków do armii niemieckiej świadczy to, że 90.000 z nich z alianckich obozów jenieckich dla Niemców zdecydowało się wstąpić w szeregi Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie, choć wiązało się to dla nich, w razie zostania jeńcem niemieckim z natychmiastową śmiercią, i odwetem na rodzinach znajdujących się pod niemiecka władza.
Po zajęciu Polski w 1939 Niemcy uznali automatycznie za Niemców obywateli II RP na terenach wcielonych do Niemiec, w tym Polaków, Ślązaków i Kaszubów, z Pomorza oraz Górnego Śląska. Obywatele II RP przymusowo byli wpisywani na Volkslistę i przymusowo otrzymywali niemieckie obywatelstwo. Za odmowę przyjęcia Niemyckiego obywatelstwa karano śmiercią, lub natychmiastowym wyrzuceniem z domu i deportacją do Generalnego Gubernatorstwa, czy okupowanych przez Niemców ziem Polskich nie wcielonych do Rzeszy. W Generalnym Gubernatorstwie by zostać Niemcem trzeba było samemu zgłosić się na Volkslistę.
Podobnie Polskie Państwo Podziemne apelowało do Polaków na terenach włączanych do Rzeszy do podpisywania Volkslisty. Celem było przetrwanie żywiołu polskiego na terenach Polskich, które zostały wcielone do Niemiec. To by na zagarniętych ziemiach polskich pozostawali Polacy.
Narodowi socjaliści wprowadzili w Niemczech przymusowy pobór do wojska w 1935 roku. Po 1939 obowiązek służby wojskowej dotyczył wszystkich przymusowo wpisanych na Volkslistę. Polacy z Ślaska i Pomorza wcieleni do armii niemieckiej nie kryli swojej polskości i rozmawiali po polsku. Wśród wcielonych byli żołnierze Wojska Polskiego walczący z Niemcami we wrześniu 1939. Ci którzy odmawiali wstąpienia do armii niemieckiej karani byli śmiercią lub wraz z rodzinami wysyłani byli za karę do niemieckich obozów koncentracyjnych. Zdarzało się też, że służba w niemieckiej armii nie chroniła rodzin Polaków przed niemieckimi represjami.
Od 1944 roku Polacy wpisani przymusowo n Volkslisty byli przymusowo wcielani nawet do Waffen SS. Dowództwo SS zakazało wszelkiej dyskryminacji wcielonych do SS Polaków.
Z Afrika Korps do Polskich Sił Zbrojnych trafiło 2.000 Polaków z brytyjskich obozów jenieckich dla Niemców. Polaków chętnych do walki w armii polskiej było by więcej niestety Amerykanie nie wypuszczali jeńców z swoich obozów, które umiejscowili w USA, i w których warunki bytowe były bardzo ciężkie. Polskie władze wojskowe nadawały Polakom, którzy przyszli z obozów jenieckich, nowe tożsamości by w razie złapania przez Niemców nie byli karani śmiercią za zdradę niemieckiej armii.
Niemieccy dowodzący bardzo cenili sobie karność i odwagę Polaków służących w niemieckiej armii. Zdaniem dowództwa niemieckiego Polacy byli lepszymi żołnierzami niż Alzatczycy (czyli Niemcy z terenów Francji przyłączonych do Niemiec). Od 1942 roku dowództwo Wehrmachtu zabroniło dyskryminacji Polaków w niemieckiej armii.
Więcej o tajemnicach historii Niemiec można dowiedzieć się z wydanej przez Rebis książki Pawła Zychowicza „Niemcy”.

Jan Bodakowski

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy mordercami narodów
PostNapisane: 21 lis 2017, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.wyszperane.info/2017/11/19/n ... -szokowac/

Tak wygląda niemieckie rozliczenie z nazizmem, że na Polaków, swoją główną ofiarę, leją kubły nienawiści, a w nasze święto narodowe mają czelność zwać Polaków nazistami.

Kopia artykułu:

Niemcy wciąż mają krew na rękach! Naród odpowiedzialny za II wojnę światową, nie przestaje szokować
piątek, 17 listopad 2017 Aldona Zaorska

W wyjątkowo żałosnym niemieckim filmie „Upadek” (2004 r., reż. Oliver Hirschbiegel) jest żenująca scena, kiedy to lekarz SS i Wehrmachtu prof. Ernst-Günther Schenck (reżyser pomija fakt, że wymyślił on plantację ziół leczniczych w obozie koncentracyjnym w Dachau) schodzi do piwnic w oblężonym przez Rosjan Berlinie i zatykając nos, ogląda wstrząsające obrazy
– bezradnych starych ludzi pozbawionych opieki, płaczące dzieci, którym zrozpaczone matki nie są w stanie podać choćby kubka wody, rannych błagających o morfinę, operowanych bez znieczulenia, którym zwykłą piłą odcinane są ręce i nogi.
Wymowa tej sceny jest oczywista – ma ona wzbudzić współczucie dla biednych, niewinnych niemieckich cywilów. Iście niemiecka tępa propaganda. Rzecz jasna, to ci sami cywile, którzy wybrali Hitlera i cieszyli się z bombardowania Wielunia i Warszawy, absolutnie nie przejmując się losem ich mieszkańców. W końcu wtedy chodziło o Polaków – „podludzi”. To oczywiście tylko film, ale dobrze oddaje kreowane z pasją kłamstwo i niemiecką obłudę, widoczną zresztą nie tylko w kinie. Oto Niemcy – naród, który wywołał dwie wojny światowe, jest odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi, dziś kreuje się na ofiary drugiej wojny światowej i stroi w szatki humanitaryzmu, zarzucając innym nacjom bezduszność i… szerzenie nienawiści. Wszystko z powodu odmowy przyjmowania „imigrantów”. W gruncie rzeczy, formułując te oskarżenia i próbując narzucić innym realizację własnych planów, Niemcy robią to, co zawsze. Po dwóch wojnach i ludobójstwie, przeprowadzonych, by zwiększyć sobie „przestrzeń życiową”, znaleźli nowy sposób na zniszczenie tkanki Europy – państw narodowych. To sprowadzenie setek tysięcy imigrantów. Znaleźli nawet przywódcę, który ten chory plan realizuje. Mowa oczywiście o Angeli Merkel – kanclerz z szemraną i niejasną przeszłością.


Caryca czy pacynka?

Dziś mało kto pamięta, ale jeszcze w 2010 r. Angela Merkel była przeciwniczką przyjmowania imigrantów z Afryki w Europie. Jeszcze w połowie lipca 2015 r. mówiła, że niektórzy „uchodźcy” przebywający wówczas w Niemczech, będą musieli wyjechać. Zdanie zmieniła dwa tygodnie później – 31 sierpnia 2015 r. zapowiedziała: Wir schaffen das, czyli Damy radę. Lewicowe media natychmiast uznały te słowa za zaproszenie dla uchodźców i zapewnienie, że nie tylko Niemcy, ale i cała Unia Europejska dadzą im schronienie. Słowem – uznały Angelę za szefową całego kontynentu.
Jedną samowolną decyzją Angela Merkel otworzyła nie tylko granice Niemiec, ale i suwerennych państw, w imieniu których nie miała prawa się wypowiadać. Szybko okazało się, że Niemcy jednak nie dadzą rady, więc nieproszonych gości Angela postanowiła upchnąć w innych krajach, wykorzystując do tego unijne instytucje opanowane przez tępych lewaków, gotowych przyjąć nawet wszystkie piekielne legiony, byle tylko zniszczyć tożsamość narodową i chrześcijaństwo w Europie. Z punktu widzenia osobników pokroju wiecznie pijanego Junckera czy niedouczonego Schulza, Angela trafiła się im jak ślepej kurze ziarno. Niewykluczone zresztą, że po prostu realizowała instrukcje z centrali tajnego rządu światowego, jakiejś Grupy Bilderberg czy innego zgromadzenia tego rodzaju.
I może nawet cały plan by się udał, gdyby nie Węgry i Polska. Mechanizm relokacji „imigrantów” upadł z hukiem, a Angela została z gospodarką, która nie wytrzymuje ciężaru utrzymania roszczeniowo nastawionych „gości”, wzrostem zagrożenia terrorystycznego i przestępczości pospolitej oraz coraz bardziej zniecierpliwionym tym wszystkim społeczeństwem, co pokazały wyniki ostatnich wyborów za Odrą. Coraz trudniej jej także przekonać Europę, że miała rację. W efekcie dziś Angela stoi pod ścianą. I broni się jak może. Europie wciąż ma wiele do powiedzenia. Poza jednym. Odpowiedzią na zasadnicze pytanie: kto dał jej prawo wypowiadać się w imieniu mieszkańców całego kontynentu? Nawet jeśli tępe lewactwo obwołało ją cesarzową, to nie znaczy, że nią została. Zmagając się z falą „imigrantów”, Niemcy płacą dziś za swą politykę kolonialną i ludobójstwo, którego dopuszczali się w Afryce, zanim jeszcze zaczęli to samo robić w Europie. To nie ulega wątpliwości. Ale oczekiwanie, że dziś Polska, Węgry czy Czechy będą płaciły ich rachunki, to przejaw takiej samej buty, jaka kazała im 78 lat temu zdobywać przestrzeń życiową kosztem spalenia połowy Europy i wymordowania milionów jej mieszkańców. Nawiasem mówiąc, ten mord był realizowany w niemieckim obozie w Dachau – tym samym, w którym opisany wyżej „szlachetny” prof. Schneck zakładał plantacje swoich ziółek dla chorowitych Niemców. Angela dziś zdaje się realizować podobny plan – rozwalić Europę od środka, wprowadzić tysiące ludzi obcych jej kulturowo, groźnych dla jej bezpieczeństwa, niszczących tożsamość narodową i chrześcijańską cywilizację, by za parę lat, kiedy już wszędzie zapanuje chaos i bezprawie, niczym w sylwestrową noc w Kolonii, ogłosić, że tylko Niemcy zdołają go opanować. I zupełnie ją nie obchodzi, że poza tępym, sponsorowanym przez Georga Sorosa lewactwem, ten plan już nikogo nie interesuje. I nikt w Europie nie chce w nim uczestniczyć. Angeli to nie zraża.


Wara od Polski!

Zaledwie kilka dni temu kanclerz Merkel oznajmiła, że nadal opowiada się za „uczciwym” podziałem uchodźców i stwierdziła, że obecny stan rzeczy (w którym gros „imigrantów” siedzi w Niemczech), jest stanem „absolutnie niezadowalającym”. Jak dla kogo, droga pani Merkel. Dla Polski stan, w którym każdy polityk ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje, jest całkowicie zadowalający. Uczciwie jest samemu karmić swoich gości, a nie upychać ich sąsiadom. Jeśli Niemcy zaprosili sobie terrorystów i gwałcicieli, to niech sobie z nimi radzą. Unia Europejska nie jest od załatwiania niemieckich interesów i – póki Polska oraz Węgry mogą jeszcze postawić veto chorym pomysłom – nie będzie. Jeśli chce Pani bawić się w „fürera” Europy – bardzo proszę, ale na własnym podwórku. Od ziemi polskiej – wara! Sami będziemy decydować, kogo, kiedy i na jak długo zaprosimy do naszego domu. Nikt, a już najmniej Niemcy, nie będzie nam dyktował, co mamy robić. Mówienie o uczciwości przez przywódcę narodu złodziei jest po prostu chore. Może nam szanowna pani kanclerz łaskawie powie, kiedy Niemcy oddadzą tysiące dzieł sztuki zrabowanych w naszym kraju? To byłoby uczciwe, nie sądzi Pani? Oddać to, co się ukradło. Co więcej, droga pani kanclerz – my mamy zobowiązania wobec naszych rodaków, wywiezionych tysiące kilometrów od domu, bo Niemcom i ich sojusznikom – Rosjanom zachciało się zniszczyć Polskę. Polacy trafili na Syberię, do Kazachstanu i w inne nieludzkie miejsca z winy tyleż Sowietów, co Niemców. Dopóki do ojczyzny nie wróci więc ostatni potomek wywiezionych Polaków, dopóki nie zapewnimy powrotu albo bezpieczeństwa wszystkim rodakom z Kresów, z Angelą Merkel możemy rozmawiać co najwyżej o terminie wypłaty reparacji wojennych, a nie o przyjmowaniu i utrzymywaniu terrorystów i gwałcicieli, których chce nam podrzucić.


Dosyć Mitteleuropy

Nie zrobi też na nas wrażenia cotygodniowe przesłanie Angeli Merkel do niemieckich obywateli (to chyba chętnie praktykowany w Berlinie zwyczaj). Może im pisać i codzienne instrukcje – proszę bardzo, ale przerzucanie tego, co ma do powiedzenia Niemcom, na mieszkańców innych państw Unii jest tyleż bezczelne, co głupie. Pomijając fakt, że po raz trzeci w sprawie „imigrantów” zmieniła zdanie, proponując tym razem wzmocnienie Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, co de facto oznacza uszczelnienie zewnętrznych granic Unii (czyli ograniczenie przyjmowania „imigrantów”), oczekiwanie, że ktokolwiek będzie ponosił cenę za jej błędy, jest idiotyczne. No, chyba że pani kanclerz będzie miała czelność wyjaśnić rodzicom młodych ludzi zamordowanych w zamachach terrorystycznych, ojcom zgwałconych dziewczynek i mężom podobnie potraktowanych kobiet, że „uczciwie” będzie, jeśli ze swoich podatków będą utrzymywać morderców i gwałcicieli jako swoich bezpośrednich sąsiadów, bo ona pomyliła się w rachubach i bawiąc się w fürera, rządzącego zgodnie ze swoją wizją całą Europą, znowu zaczęła ją po prostu niszczyć. Nawet ciekawie byłoby pewnie posłuchać takich tłumaczeń. Zanim to nastąpi, jednego nie da się ukryć. Angela jest naga. I jest to widok jeszcze gorszy niż na zdjęciu wykonanym za młodu, na którym paraduje „w stroju Ewy”. Jest przegrana. Nie ma racji i to widać. Dlatego nikogo (może poza dziennikarzami niemieckich gazet wychodzących w Polsce) nie powinno obchodzić jej zdanie. Nie jest nikim ważniejszym niż dowolnie wybrany przywódca dowolnego kraju Unii. Pora, by to do niej dotarło. Pora, by skorzystała wreszcie z okazji i siedziała cicho.

Tekst wzięty z https://warszawskagazeta.pl/polityka/it ... e-szokowac


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 276 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 15, 16, 17, 18, 19  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /