Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 21 lip 2009, 23:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Coraz częściej słyszy się, że Polacy mają szarawą i nieciekawą przeszłość, nie to co inne "wiodące" nacje.

Ale to tylko takie nie życzliwe Polsce i Polakom gadanie. Nieciekawą przeszłość to mają przed wszystkim te nacje, które najwięcej nas oczerniają. Im się wstydzić, a nam .... spokojnie i z dumą przystoi obejrzeć się za siebie. W naszej nacji przez stulecia istnienia kształtowały się godność, honor, uczciwość i sprawiedliwość. A u tych co nas wytykają palcami, formowały się zaborczość, bandytyzm, fałsz, zamordyzm, przebiegłość i podstępność, i ....


"Fałszywy Pieniądz Wypiera Prawdziwy z Obiegu"

Iwo Cyprian Pogonowski
WWW.pogonowski.com

Prawo ekonomiczne "Fałszywy Pieniądz Wypiera Prawdziwy z Obiegu" Kopernik ustalił w czasie jego patriotycznej walki w obronie waluty polskiej fałszowanej przez Niemców, przy pomocy Żydów. Kopernik wielokrotnie dał dowody patriotyzmu polskiego i dumy z faktu, że Królestwo Polskie w jego czasach było krajem największych swobód obywatelskich i tolerancji w Europie.

W 1523 roku Erasmus z Rotterdamu był pod wrażeniem osiągnięć polskich i napisał: "Gratuluję temu państwu... które w nauce, wymiarze sprawiedliwości, moralności i religii oraz we wszystkim co oddziela nas od barbaryzmu, jest w takim rozkwicie, że może współzawodniczyć z najbardziej przodującymi i chwalebnymi państwami."

Zdziwiłem się, kiedy niedawno stały czytelnik Gazety Wyborczej powiedział mi, że "Polacy ukradli Kopernika Niemcom." Wypowiedź ta miała chyba wyrażać pogląd liberalny i jakby na wyższym poziomie niż poglądy nacjonalistów, które to poglądy nie są modne wśród inteligentów "galicyjskich." Dowodem na to twierdzenie miał być fakt, że jakoby Kopernik nie pozostawił po sobie ani jednego słowa napisanego w języku polskim.

Wiemy, że nazwisko Kopernik wywodziło się z wsi Koperniki na Śląsku a sam Mikołaj Kopernik był nie tylko polskim naukowcem, ale również działaczem politycznym jak też dygnitarzem, zarządcą Warmii. Korespondencja Kopernika z rządem w Krakowie wyjaśniała oszustwa monetarne dokonywane przez Niemców, zwłaszcza Hohenzollernów, była w archiwach w Szwecji, wywieziona w czasie "potopu." Pod koniec dziewiętnastego wieku została ona skradziona prawdopodobnie przez Prusaków, którzy chcieli udowodnić światu, że Kopernik był Niemcem.

Liczna łacińska korespondencja Kopernika dotycząca jego teorii heliocentrycznej, twierdzącej, że ziemia obraca się, co dzień na swojej osi, czyli raz dziennie i że planety krążą w orbitach wokół słońca znana jest od 1510 roku w jego tekście "Comentariolus" i była opublikowana w 1543 roku pod tytułem "De Rvolutionibus Orbium Coelestium." Żadnego ważnego dokumentu Kopernik nie pozostawił w języku niemieckim, choć na pewno ten język też znał.

Natomiast twierdzenie, że języka polskiego Kopernik nie znał nie ma sensu w obliczu jego czteroletnich studiów w Krakowie i długich lat administracji Warmii, zamieszkałej przez Mazurów, nie mówiąc o przeprowadzaniu przez niego w sejmie przez ponad rok reformy monetarnej, w której wprowadził on słowo "złoty" jako jednostki monetarnej w Polsce w 1526 roku, w Prusach w 1528 roku. (Litwa przyjęła "złotego" dopiero po Unii Litewskiej w 1569 roku.)

Kopernik pisał po Łacinie, co było normalne w jego czasach. Z koniecznością porozumiewania się Kopernika po polsku wiążą się jego słowa napisane po łacinie: "Fałszywy Pieniądz Wypiera Prawdziwy z Obiegu." Napisał on te słowa w traktacie dotyczącym reformy monetarnej w Polsce potrzebnej z powodu fałszowania polskiej waluty przez Niemców z pomocą Żydów, na przestrzeni długiego okresu czasu. Latami fałszowane przez Niemców i puszczane w obieg przez Żydów fałszywe monety, destabilizowały i okradały gospodarkę Polski, szczególnie destabilizowały handel rzeczny Wisłą do Gdańska i dalej drogą morską.

Wrażenie "Fałszywy Pieniądz Wypiera Prawdziwy z Obiegu" było obserwacją skutków fałszowania pieniędzy polskich przez Niemców, w analitycznej pracy Kopernika mającej na celu reformę i stabilizację polskiej waluty, atakowanej za pomocą puszczania w obieg fałszywych polskich monet, bitych przez Niemców, na przestrzeni wielu lat.

W historii długoletnich stosunków Polski z Niemcami, Hohenzollernowie berlińscy i pruscy odgrywali wielokrotnie, przez długie okresy czasu, rolę pasożytów. Jest to bardzo dobrze udokumentowane. W swoich czasach Mikołaj Kopernik zwalczał to pasożytnictwo, za pomocą pionierskiej pracy nad reformą monetarną, którą zaczął prowadzić wcześniej nim urodził się bankier angielski Thomas Gresham (1519-1579), którego nazwisko Anglicy wiążą z prawem ekonomicznym ustalonym przez Kopernika. Gresham nigdy tego prawa nie formułował i był dzieckiem, kiedy w 1526 roku Kopernik opublikował swoją książkę pod tytułem "Monetae cudende ratio," w której to prawo jest opisane po raz pierwszy w literaturze światowej.

Przywłaszczanie sobie przez Anglików prawa ekonomicznego sformułowanego przez Kopernika jako "Prawo Gresham'a," przypomina ostatnie czasy, kiedy Anglicy twierdzili w literaturze swojej, że to oni, a nie Polacy rozwiązali niemiecki system szyfrów "Enigma."

Polska w dniu 25 lipca, 1939, dała za darmo Anglii i Francji, w ramach wspólnej obrony przeciwko niemieckiej agresji, rozwiązanie niemieckiego systemu szyfrów i elektro-magnetycznego aparatu, wraz z szczegółowym opisem technicznym, perforowanymi kartami oraz rozwiązaniami na coraz bardziej skomplikowane możliwości stosowania systemu "Enigma."

Dzięki polskiemu rozwiązaniu brytyjski projekt "Ultra" rozszyfrowywał niemieckie tajne rozkazy w czasie całej wojny 1939-1945. Rozwiązanie systemu "Enigmy" było jednym z najważniejszych wkładów Polski w zwycięstwo nad Niemcami w Drugiej Wojnie Światowej. W 1999 roku czołowy ekspert amerykański w łamaniu szyfrów, David A. Hatch. z Ośrodka Historii Szyfrów, National Security Agency, w Fort George G. Meade w stanie Maryland, napisał: "Rozwiązanie Enigmy przez Polskę było jednym z kamieni węgielnych zwycięstwa Aliantów nad Niemcami."

Wiadomo, że Kopernik był dowódcą obrony Olsztyna przeciwko Niemcom w latach 1519-1521. Wówczas Kopernik zapisał się w historii medycyny, ponieważ po raz pierwszy zastosował studium epidemiologiczne, dzięki któremu pokonał epidemię w oblężonym mieście.

Kopernik przeniósł z Włoch na północ Europy czołówkę rozwoju myśli filozoficznej za pomocą swoich podstawowych odkryć. Rewolucja kopernikańska położyła kres przekonaniu, że ziemia jest stojącym w miejscu środkiem "płaskiego wszechświata" i jest ciałem niebieskim pędzącym z wysoką szybkością nie wyobrażalną w skali ludzkiej.

Kopernik korzystał z wyjątkowo zaawansowanej na arenie europejskiej wolności słowa w Polsce jego czasów. Na przykład, Martin Luter zwalczał teorię heliocentryczną Kopernika i kazał spalić kukłę przedstawiającą ojca nowoczesnej astronomii pod napisem "głupi Polak-astronom." Nawet samo uformowanie przez Kopernika prawa ekonomicznego "Fałszywy Pieniądz Wypiera Prawdziwy z Obiegu" miało miejsce w czasie obrony waluty polskiej przez Kopernika przeciwko fałszerstwu dokonywanemu przez Niemców.[/quote]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 29 wrz 2009, 08:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
OJCZYŹNIE

SKRADZIONA TOŻSAMOŚĆ

Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli.
Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swoich synów ma być przekazywane w spadku dziejowym z pokolenia na pokolenie.
Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę Państwa.
Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i swoim imieniem.
-ARTYKUŁ 1
z prawomocnej
USTAWY KONSTYTUCYJNEJ RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
z dnia 23 kwietnia 1935r


Inne ciekawe tematy:

POLECANE LINKI

Inne tematy historii zakazanej :
POLSKA

ŻOŁNIERZE WYKLĘCI

HONOR.PL

EUROPA

KTO SFINANSOWAŁ I ZROBIŁ KOMUNIZM

FINASOWE ŹRÓDŁA NAZIZMU

Polska publicystyka niezależna:

REPUBLIKAN

POLSKA MOJA OJCZYZNA I ŚWIAT

ZAOLZIE (Śląsk Cieszyński)


Uzupełniające wiedzę o bieżącym stanie Polski :
TELEWIZJA KŁAMIE
-dowody i mechanizmy manipulacji

POLONICA NET


SPIS TREŚCI

CZ I. ,, BIAŁE PLAMY” NAJNOWSZYCH DZIEJÓW POLSKI.

Wstęp

A. ODRODZENIE PAŃSTWA POLSKIEGO

1. Sprawa polska na tle sytuacji międzynarodowej na początku XX w.

2. Polskie inicjatywy na rzecz odzyskania własnej państwowości do 1918r.

3.Wojna wyzwoleńcza i odzyskanie własnej państwowości 1918-21r .
- Ogłoszenie niepodległości Polski
- Walki wyzwoleńcze w zaborze austriackim
- Sprawa Śląska Cieszyńskiego (Zaolzia)
-Zrzucenie jarzma niemieckiej niewoli
4. Wojna z Rosją Sowiecką 1919-1920r.

B. NIEPODLEGŁOŚĆ

5.Rozwój ustroju państwowego Rzeczypospolitej Polskiej

6 Dwie ,,lewice” w Polsce

7.Polityka zagraniczna Rzeczypospolitej Polskiej.

8. Polska w przededniu wojny o zachowanie niepodległości

C. II WOJNA ŚWIATOWA- NAJAZD, IV ROZBIÓR POLSKI- kontra LEGALNE WŁADZE R.P. i FORMACJE W.P.

9. Działania wojenne Polski i Niemiec 1-17 IX 1939r.

10. Napaść ZSRS na Polskę- IV rozbiór Polski.

11. Polska pod sowiecką okupacją 1939-1941r.

12. Władze Rzeczypospolitej Polskiej na obczyźnie 1939 -1945.

13. Polskie Siły Zbrojne poza krajem.
- I Korpus Polski
- Polskie Siły Powietrzne i Polska Marynarka Wojenna
-II Korpus Polski

14. Polskie Państwo Podziemne 1939-45r.

15.Polskie siły zbrojne w okupowanym kraju: Armia Krajowa.

D. POWSTANIE LIPCOWE
- Samotna walka zdradzonej Polski 1944-1963r.

16.Zmowy w Moskwie, Teheranie i Jałcie-piąty rozbiór Polski.

17. Operacja,, Burza’’.

18. „E cui facit, qui prodest!’’ - Powstanie w Warszawie i unicestwienie stolicy Polski.

19. Wcielenie Polski Wschodniej do Związku Sowieckiego.

20. Aparat utrwalania sowieckiej okupacji w Polsce Zachodniej.

- Polskojęzyczne formacje Armii Czerwonej: ,,Ludowe Wojsko Polskie’’

- Polskojęzyczne formacje NKWD: PPR,AL.,MBP,.KBW ,MO

- Ludobójstwo pod przykrywką ,,prawa’’– aparat sądowo -prokuratorski PRL

21 . Naród w samoobronie -wojna partyzancka z sowieckim okupantem 1944-1963r.

E. POD SOWIECKĄ OKUPACJĄ 1944-1992r

22. Eksterminacja ludności polskiej na obszarach zagrabionych przez ZSRS do 1991r.

23. Rodowód polityczny PRL: sukcesor paktu Ribbentrop- Mołotow.

24. Krypto- rasizm jako istota systemu politycznego PRL.

25. Eksterminacje polskiej lewicy w PRL.

-Likwidacja Polskiej Partii Socjalistycznej przez sowiecki aparat PRL

-Pucz wojskowy na robotniczym ruchu związkowym 13XII 1981r.

26. Rasizm religijny
- Zwalczanie polskiego Kościoła i religii chrześcijańskiej przez bolszewicki reżim PRL.

27. Polityka wywłaszczenia polskiej wsi przez system PRL/ ,,III R.P.’’

28. Rasizm ekonomiczny- ,,POLITYKA GOSPODARCZA’’ sowieckiej kasty rządzącej PRL-em

F .,,Władzy raz wziętej nie oddamy nigdy’’ –Ciąg dalszy PRL pod szyldem ,,III RP’’

29. Geneza tzw. ,,transformacji ustrojowej” 1989r.

30. Władze Rzeczypospolitej Polskiej 1945- 1992r.

31. Kanty ,,okrągłego stołu”

32. L. Wałęsa, A Kwaśniewski :Prezydenci …R.P. czy PRL?

33.Wykastrowana ze swej istoty demokracja systemem politycznym ,,III RP’’.

34. Mafijno –lichwiarski ustrój gospodarczy ,,III RP”.

35. Sądowo-prokuratorski parawan bolszewickiej ośmiornicy.

36. ,,Władzy raz wziętej nie oddamy nigdy’’ -,,III RP’’ państwem policyjnym! .

37.Unia Europejska zagrożeniem podstaw materialnych egzystencji Polaków.

38.Rzesza europejska zagrożeniem dla dalszego bytu Polski.
Cz.II ZŁODZIEJE POLSKIEJ TOŻSAMOŚCI

39.Metodyka ograbiania Polaków z narodowej tożsamości 1939-2007

40.Raz jeszcze o rodowodzie sprawców kradzieży

41. ,, ICH’’ droga do Europy zawsze wiodła po ,,trupie Polski’’
Cz.III PODSUMOWANIE :JEŻELI NIE DO UNII TO….

42. System władzy w Polsce w świetle prawomocnej Konstytucji R.P. z 1935r i ciągłości reguł prawa międzynarodowego.

43. ,,Bez ostatniego rozdziału…’’
Cz. V. ZAŁĄCZNIKI Z TREŚCI KLUCZOWYCH DOKUMENTÓW HISTORII NAJNOWSZEJ
Program P.P.S. F.R.
Istota demokracji na podstawie wyjątków z ,,Objaśnień programu PPS”.
Wyjątki z kodeksu karnego Niepodległej Polski z 1932r.
Wyjątki ordynacji wyborczej do Sejmu z 1935r

Treść układu Ribbentrop- Mołotow z przebiegiem linii rozdziału stref wpływów.

Prawdziwy przebieg tzw. ,,linii Curzona”

układ polsko-brytyjski o wzajemnej pomocy z 25 sierpnia 1939

treść Karty Atlantyckiej

,,Umowa repatriacyjna” z 2 VII 1945- wyjątki .
,,Ustawa o ochronie danych osobowych’’-wyjątki.

BIBLIOGRAFIA
- Bibliografia wg tytułów dozwolonych do wydawania na obszarze kraju.
-Bibliografia wg. tytułów ustawowo bądź nieoficjalnie zakazanych do wydawania i kolportażu w kraju


A wszystko tu:

http://skradziona_tozsamosc_edycjaii.republika.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 31 paź 2009, 21:08 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 29 wrz 2009, 19:16
Posty: 88
W Skandynawi uwaza sie Polakow za jednych z najwiekszych zlodzieji zaraz po Litwinach.Ciekawe dlaczego?Wyjasnienie jest bardzo proste...Otoz wiekszosc Romow czyli Cyganow jak ich sie potocznie nazywa mieszkajacych w Skandynawi to obywatele polscy posiadajacy polskie paszporty.Z tego biora sie opinie o nas.Poniewaz nikt oficjalnie nie wymieni Romow ze wzgledo na polityczna poprawnosc,a "wiec huzia na Jozia",czyli Polakow."Polskie" placowki dyplomatyczne nie robia NIC aby sprawe wyjasnic.To jest wlasnie krecia robota patriotow z PO.
Durny elektorat PO o tych sprawach nic nie wie lub sie tym nie interesuje.O tym nalezy mowic i pisac.
Baltow a wiec miedzy innymi Lotyszow i Litwinow uwaza sie za rezerwowych wikingow,wiec o nich "cicho sza".Tymczasem okazuje sie ze Litwini prowadza rozbojnicki proceder obarczajac przy tym nas Polakow.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 03 paź 2010, 20:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Od Lędzan do Lachów, od Dulebów do Wołyńców. Pograniczny tygiel przed tysiącem lat.

Tysiąc lat temu, gdy Polska nie byłą jeszcze Polską, a Ruś nie była jeszcze Rusią... Zaraz, zaraz, zapytacie, jak to Polska nie była Polską za Mieszka I, a Ruś nie byłą Rusią za Światosława??? Cóż, Polska wtedy jeszcze nawet nie nazywała się Polską, tylko państwem gnieźnieńskim, a Ruś, choć nazywała się już Rusią, nijak nie przypominała znanej nam Rusi. I Kijów, i Gniezno, zanim stały się ośrodkami dwóch najważniejszych państw północnosłowiańskich, musiały jeszcze podporządkować sobie różne plemiona Słowian i stworzyć nowe tożsamości- polską i ruską właśnie.

Szczególnie zagmatwana sytuacja panowała, jak zwykle, w krainach rubieżnych - szczególnie, że musiało sporo wody upłynąć w Bugu, zanim książęta gnieźnieńscy i kijowscy po ciężkich walkach ustalili przebieg linii demarkacyjnych... O czyje ziemie walczyli jednak nad Bugiem Piastowie i Rurykowicze? Jeśli poczyta się odnośne publikacje polskie, odpowiedź jest właściwie jedna: na całym późniejszym polsko-ruskim pograniczu mieszkali Lędzanie (lub, mniej poprawnie, Lędzianie). Jeśli sięgnie się po publikację sowiecką bądź ukraińską, dowiemy się znów, że w pasie górzystym pogranicza (Podkarpacie, Ruś Halicka) mieszkali Północni Chorwaci, a w pasie nizinnym (Chełmszczyzna, Wołyń)- Wołynianie, czyli Dulebowie, oraz Bużanie. Czyżby więc - Boże uchowaj - polscy i ukraińscy badacze nadal "na sucho" toczyli bój o tożsamości i granice? A może poniosła historyków ułańska fantazja, i nawymyślali plemion ponad potrzebę? Cóż, nie da się ukryć, że pograniczne ziemie polsko-ruskie biją wszelkie rekordy w kategorii liczby fikcyjnych i "naciąganych" nazw ludów. Zarazem jednak kilka plemion jest poświadczonych w tym regionie, w kronikach i innych źródłach z IX-XII w., i to czasem w kilku różnych (Bużanie, Lędzanie). Spośród nich tylko Chorwaci prawdopodobnie mieszkali nie nad Dniestrem, lecz daleko na wschodzie za Dnieprem. Co jednak począć z Wołynianami, Dulebami, Bużanami i Lędzanami? Czyżby były to różne nazwy tych samych ludów, np. używane przez "tutejszych" i sąsiadów? Może ludy następowały po sobie? Albo nazwy zmieniały się z czasem? Albo, co też możliwe, niektóre nazwy oznaczały większe całości, złożone z mniejszych plemion? Proponowano już wiele rozwiązań tej łamigłówki - włącznie z przedłożonym przez autora tego tekstu.

Pewnie jeszcze niejeden historyk zaostrzy swe pióro, by znów stoczyć "papierową" bitwę o pogranicze; warto jednak wskazać na kilka faktów tyleż ciekawych, co bezdyskusyjnych. Po pierwsze, jak poświadczają znaleziska cmentarzysk z Przemyśla i Halicza, w początku X w. (ok. 900 r.) pod Karpatami rządzili przez jakiś czas przodkowie dzisiejszych Węgrów. Przed madziarskimi koczownikami drżała wtedy cała Europa - jak i przed nie mniej groźnymi Pieczyngami, i to chyba w obawie przed nimi okupowali Węgrzy podkarpackie ziemie. Kolejne ciekawe zjawisko to nagła "eksplozja" wiadomości o Lędzanach około połowy X w. (ok. 950). Nie tylko napisał o nich najpotężniejszy władca ówczesnego chrześcijaństwa- cesarz bizantyjski Konstantyn VII Porfirogeneta, nie tylko Lędzanie stali się znani żydowskim kupcom z Włoch (co poświadcza wzmianka w tzw. Księdze Josippon), ale nawet ich nazwa przeszła z czasem jako określenie Polaków do wielu ludów wschodu i południa. Innymi słowy, dla Rusów kijowskich czy Węgrów nazwa "Lędzanie" stała się synonimem określenia "znaczny lud na zachód/północ od nas". W tym czasie Lędzanie byli sprzymierzeńcami Rusi, i przez Kijów spławiali łódki "jednodrewki" do samego Carogrodu, (Konstantynopola). Pod nazwą Lędzan kryje się więc zapewne w połowie X w. jakaś większa organizacja, obejmująca ludy słowiańskie znad górnego Bugu, Styru, Dniestru i Sanu. Losy tej "konfederacji" były jednak przesądzone, gdy w ostatniej ćwierci X w. naprzeciw nich stanęły dwie potęgi- Piastów i Rurykowiczów. Jak poświadczają dogłębne studia profesora Parczewskiego, w toku trwających do 1031 r. walk władcy z Gniezna i Kijowa rozdarli sporne ziemie, bezceremonialnie przecinając nowymi granicami jednolite dotąd skupiska osadnicze, a stare ośrodki zastąpili nowymi. W XI w., w ramach Rusi Kijowskiej, zdobyte ziemie legły u podstaw nowych jednostek terytorialnych. Nizinna część kraju w dorzeczach Bugu i Styru dała początek ziemi wołyńskiej. W wyżynnej i górskiej części kraju, w oparciu o ziemie przemyską, dźwinogrodzką i trembowelską wykształciła się Ruś Halicka- ostatecznie skonsolidowana w toku XII w. Ze starych nazw ludów i krain pozostały w użyciu dwie- zgrubiała nazwa Lędzan - Lachowie, na określenie Polaków, oraz nazwa Wołynia na określenie ruskiej prowincji, stworzonej w nizinnej części pogranicza. Tak oto granica wykształcona w XI w. wskutek zbrojnych walk o pogranicze stała się podstawą kształtowania polskiej i ruskiej narodowości w regionie oraz granicą polskiej i ruskiej państwowości - co nie wykluczało wzajemnych dość częstych kontaktów, szczególnie od XIV w., gdy obie strony granicy znalazły się pod jednym berłem - królów polskich.

Krzysztof Fokt

Piśmiennictwo wprowadzające w problematykę:

V. D. Baran, Davni Slov'jani, Kyiv 1998

K. Fokt, Zagadka plemion znad Bugu, Sanu, Dniestru i Styru, Przegląd Historyczny 45:2004, s. 441-456;

G. Labuda, Studia nad początkami państwa polskiego, t. II, Poznań 1988;

M. Parczewski, Początki kształtowania się polsko-ruskiej rubieży etnicznej w Karpatach, Kraków 1991;

O. P. Toločko, P. P. Toločko, Kyivska Rus', Kyiv 1998.

http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... -do-lachow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 02 lut 2011, 10:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Starynkiewicz - twórca nowoczesnej Warszawy (1)

W 1875 roku prezydentem Warszawy został rosyjski generał Sokrates Starynkiewicz, który okazał się najwybitniejszym zarządcą stolicy w XIX w.
Po stłumieniu powstania styczniowego, władze rosyjskie dążyły do pozbawienia Warszawy statusu stolicy i zrównania jej z innymi rosyjskimi miastami gubernialnymi. Na mocy ustawy „O urządzaniu zakładu gospodarczego miasta i o porządku oddania go pod zawiadywanie ministerstwa spraw wewnętrznych” z 13 października 1870 roku ograniczono kompetencje prezydenta i magistratu Warszawy. Największym ograniczeniem uprawnień prezydenta było pozbawienie go bezpośredniego wpływu na budżet miasta. Bez odwoływania się do władz centralnych, prezydent (przy budżecie wynoszącym około 2 mln rubli) mógł wydać zaledwie 5 tysięcy rubli, a po uzyskaniu akceptacji gubernatora kwota ta mogła zostać zwiększona o 10 tysięcy rubli. W efekcie tych zmian rola prezydenta został sprowadzona do funkcji administracyjnych, bez prawa decyzji w sprawach finansowych, inwestycyjnych.

Sokrates Starynkiewicz, który objął stanowisko prezydenta Warszawy, po ustąpieniu generała Witkowskiego, urodził się 20 grudnia 1820 roku w Taganrogu w rodzinie szlacheckiej. Jego ojciec, Jan był dyrektorem miejscowego gimnazjum. Po ukończeniu w 1834 roku Instytutu Szlacheckiego w Moskwie, Sokrates wstąpił do Wyższej Szkoły Artylerii, którą ukończył w 1841 roku, uzyskując stopień podporucznika. W trakcie służby wojskowej uczestniczył w wojnie krymskiej, w czasie której awansował do stopnia pułkownika. W 1863 roku zostaje generałem i szefem sztabu wojskowego okręgu odesskiego, zostając prawą ręką gen. Pawła Kotzebue. W kilka miesięcy później w dziwnych okolicznościach składa dymisję i przechodzi do pracy w administracji cywilnej. W 1869 zostaje mianowany gubernatorem chersońskim, na którym to stanowisku pozostaje do 1871, kiedy to składa dymisję. Następnie zostaje zarządcą posiadłości księcia Anatola Demidowa.

W 1874 roku gubernatorem warszawskim został jego dawny zwierzchnik gen. Paweł Kotzebue. Po rezygnacji gen. Kaliksta Witkowskiego ze stanowiska prezydenta Warszawy, zaproponował swojemu byłemu podwładnemu objęcie tego urzędu, co ostatecznie następuje 1 grudnia 1875 roku. W momencie objęcia stanowiska, Starynkiewicz był doświadczonym administratorem, człowiekiem o sprawdzonej uczciwości, „spoza układu ze stosunkami miejscowymi”, „o czystych rękach, o wysokiej ludzkiej prawości”.

Aby zdać sobie sprawę z ogromem zadań przed którymi stanął, należy wspomnieć, iż oprócz ograniczenia władzy prezydenckiej, ingerencji władz centralnych w inwestycje miejskie, dużą przeszkodą w unowocześnieniu infrastruktury miejskiej był fatalny stan finansów miasta. Spowodowany był on pozbawieniem Warszawy w 1867 roku dochodów z podatku propinacyjnego i konsumpcyjnego oraz ograniczeniem pomocy skarbu państwa na utrzymanie policji i żandarmerii.

Jedną z najważniejszych potrzeb miasta była budowa nowoczesnego systemu wodociągów i kanalizacji. Ostatecznie w 1878 roku wybrano ofertę angielskiego inżyniera Williama Lindey’a , który wcześniej zaprojektował podobne systemy kanalizacji i wodociągów w Hamburgu i Frankfurcie nad Menem. Koszt całej inwestycji wynosił 8 mln rubli, z czego 4,5 mln miało przypaść na Warszawę lewobrzeżną, a 3,5 mln na Pragę. Plan inwestycji wraz z kosztorysem wysłano do Petersburga celem zatwierdzenia przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Niechęć kół rządowych do nowych inwestycji w Warszawie sprawiła, iż sprawa zatwierdzenia projektu ciągnęła się przez dwa lata. Dopiero 17 maja 1880 roku Komitet Techniczno-Budowlany MSW zatwierdził projekt i przesłał do ostatecznej decyzji carowi Aleksandrowi II. Zanim to nastąpiło, car zginął w zamachu i w efekcie w kwietniu 1881 roku jego następca Aleksander III podpisał zgodę na rozpoczęcie budowy.

W kwietniu 1881 roku powołano Społeczny Komitet Kanalizacyjny z prezydentem Starynkiewiczem na czele, który miał kierować budową. Znaleźli się w m.in.: Ludwik hr. Krasiński, dr Ludwik Natanson, senator Gudowski, architekt J. Heurich, Henryk Rejman, Jan Bloch, Tadeusz Chrzanowski, Jan Bergson, Edward Lilpop, Leonard Marconi. Jednocześnie z jego powołaniem powstał Wydział Mierniczy, który miał przeprowadzić pomiary miasta.

Po ustanowieniu Komitetu prezydent Starynkiewicz przesłał projekt do warszawskich gazet, celem dyskusji nad nim. Był to niecodzienny, jak na ówczesne warunki, pomysł. Aleksander Świętochowski uważał, iż Starynkiewicz był człowiekiem, który mimo posiadania prawa decyzji „odwołuje się ciągle do słuszności i nie chce użyć władzy, dopóki nie pozyska przeciwników swoimi racjami”. W warunkach Warszawy, pozbawionej samorządu lokalnego, jedynym forum dyskusyjnym były lokalne dzienniki. Na ich łamach przez cały czas inwestycji toczyła się dyskusja nad projektem i jego realizacją. Głos zabierali w niej zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy projektu Lindley’a. Aktywnym uczestnikiem tej debaty był także prezydent, który spokojnie odpowiadał na zarzuty oponentów, podważających celowość tak wielkiej inwestycji. Prezydent tłumaczył, iż obecny stan sprawia, że „podwórza domów i przyległe im ulice zanieczyszczone są śmieciami i ściekami, wywózka nieczystości kosztuje drogo i przytem uskutecznia się w sposób odrażający i zdrowiu szkodliwy; ścieki zatruwające powietrze płyną przez podwórza i ulice; wyziewy kanałowe szczególnie w lecie zarażają powietrze; w czasie wysokiego stanu wody na Wiśle, dolną część miasta zatapiają płynne i cuchnące ścieki z górnej części miasta (…) wody zaskórne nie mając odpływu zatapiają piwnice i powodują wilgoć w domach (…) z fosy okopowej szpecącej miasto, wydzielają się cuchnące wyziewy zarażające całą okolicę; studnie dostarczają wody niezdrowej, przesyconej nieczystościami”.
Starynkiewicz podkreślał również, iż dzięki tej inwestycji miasto uzyska dochód w wysokości 150 tysięcy rubli rocznie.

Ze względu na wielkie koszty inwestycji, podzielono ją na cztery etapu. Na pierwszy etap miały wystarczyć środki z kasy miejskiej w wysokości 800 tysięcy rubli. Pozostałe pieniądze uzyskano z pożyczek zaciągniętych w zagranicznym konsorcjum.
Prace postępowały bardzo szybko, i tak w 1883 roku nowa siec wodociągowa liczyła 1660 m, w rok później 3332, w 1885 – 14.557 m, a w 1886 – 18.147 m. W podobnym tempie budowano sieć kanalizacyjną.

W momencie zakończenia pierwszego etapu budowy doszło do konfliktu między właścicielami kamienic a magistratem. Jego przyczyna leżała w wysokich zdaniem właścicieli kamienic, cenach wody dostarczanej przez nową sieć wodociągową, a także przymusowym podłączaniem kamienic do sieci wodociągowej na koszt kamieniczników. Prezydent uważał, iż podniesienie ceny wody niezbędne było z uwagi na dużo wyższe koszty dostarczania wody oraz dalszą rozbudowę wodociągów. Ponadto „stara” woda była złej jakości, źle filtrowana oraz zarażona bakteriami z wód podskórnych. Fala krytyki jednak nie zmniejszyła się, a w 1889 roku na czele przeciwników prezydenta stanął jeden z najbogatszych mieszkańców Warszawy – Jan Gotlib Bloch, który pozyskał poparcie warszawskich inżynierów: Diehla i Cieszkowskiego. Powołana Komisja domagała się zmiany projektu kanalizacji, jako nie spełniającego podstawowych warunków higieny – wszystkie ekskrementy miały bowiem spływać do Wisły, zatruwając ją i jednocześnie pozbawiając rolnictwo naturalnego nawozu. Komisja wywalczyła zniesienie przez MSW obowiązku podłączenia kamienic do nowych wodociągów. W tej sytuacji magistrat zamknął stary wodociąg, zmuszając w ten sposób właścicieli kamienic do korzystania z nowej sieci.

Powoli jednak większość Warszawiaków zaczęła postrzegać pozytywne strony zmian i grono oponentów prezydenta wyraźnie zmniejszyło się. Tym bardziej, że prace posuwały się szybko i w trakcie drugiego etapu wybudowano drugą grupę filtrów, ukończono wieżę ciśnień, a w 1889 roku długość sieci wodociągowej przekroczyła 90 km, a kanalizacyjnej 40 km. Równocześnie miasto uzyskiwało coraz większe zyski z jej eksploatacji. Wystarczy wspomnieć, iż dochody z wodociągów i kanalizacji (ponad 500 tysięcy rubli) stanowiły w 1890 roku ponad 50% wszystkich dochodów miasta z zakładów komunalnych.
W 1892 roku blisko połowa (46%) wszystkich budynków było podłączonych do sieci wodociągowej, natomiast skanalizowanych zaledwie 13%. Inwestycja była kontynuowana także po ustąpieniu Starynkiewicza, i na początku XX w. 85% budynków miało bieżącą wodę, a ponad połowa była skanalizowana. Pomimo zaprojektowania sieci wodno-kanalizacyjnej dla miasta półmilionowego, w momencie przekroczenia tego pułapu, wodociągi nadal dostarczały wodę w wystarczającej ilości. Jakość dostarczanej wody była na bardzo wysokim poziomie i aż do 1931 roku nie wymagała ona chlorowania.

Wielką korzyścią zbudowania nowoczesnego systemu wodociągów i kanalizacji była poprawa zdrowotności mieszkańców. Zachorowania na choroby przewodu pokarmowego, jak dur brzuszny zmalały w latach 1886-1887 o ponad połowę, z 71 zachorowań na 100.000 mieszkańców do 30.
Poprawił się także wygląd miasta – zniknęły rynsztoki, woda w czasach roztopów przestała zalewać ulice znajdując ujście w kanałach, nie przeszkadzał już fetor wydzielający się z otwartych kanałów i rynsztoków.
Dodatkową zyskiem dla miasta było stworzenie dokładnej mapy Warszawy oraz przeprowadzenie pierwszego wiarygodnego spisu mieszkańców (w 1882 r.) Doszło także do zwiększenia zatrudnienia w budownictwie i przemyśle maszynowym.


Cdn.

http://chris1991.salon24.pl/274253,star ... warszawy-1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 02 lut 2011, 10:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Starynkiewicz - twórca nowoczesnej Warszawy (2)

Inną nierozwiązaną przed poprzedników Starynkiewicza sprawą był problem komunikacji miejskiej.
W 1878 roku prezydent, mimo skoncentrowania swoich wysiłków na budowie nowej sieci wodociągowo-kanalizacyjnej, zainicjował opracowanie projektu wprowadzenia nowych linii tramwajowych w mieście. Dokument wysłano do Petersburga w celu zatwierdzenia go przez tamtejsze MSW, co nastąpiło dość szybko. W tej sytuacji magistrat ogłosił przetarg na budowę 7 linii tramwajowych, rozjazdów, stajni na 200 koni oraz remiz dla wagonów. W wyniku przeprowadzonej licytacji koncesje otrzymało Towarzystwo Belgijskie, prowadzące podobne inwestycje w Neapolu, Mediolanie, Trieście i Lwowie. Umowa została podpisana w listopadzie 1880 roku i przewidywała wybudowanie powyższej infrastruktury w ciągu 3 lat, a następnie eksploatację tych 7 linii tramwajowych przez 35 lat. Po tym okresie całość infrastruktury przechodziła bez wykupu na własność miasta. Magistrat uzyskał także prawo wykupu przedsiębiorstwa po 15 latach za sumę odpowiadającą trzem średnim dochodom w ciągu ostatnich 5 lat (co faktycznie zostało przeprowadzone w końcu lat 90. XIX w.) . Przez cały czas użytkowania linii miasto miało partycypować w zyskach Towarzystwa w wysokości 5 %, a ponadto Towarzystwo miało płacić normalne podatki do kasy miejskiej.
Towarzystwo Belgijskie zgodnie z warunkami kontrakty, uruchomiło do 1883 siedem linii tramwajowych i liczba pasażerów w pierwszym roku eksploatacji sięgnęła 30 tysięcy dziennie.

Kolejną konieczną inwestycją z dziedziny komunikacji była budowa nowego dworca kolejowego na skrzyżowaniu ulicy Marszałkowskiej i alej Jerozolimskich. Stary dworzec kolei Warszawsko-Wiedeńskiej był za mały aby zaspokoić rosnące potrzeby miasta. Podstawową wadą dworców warszawskich był fakt, iż były to stacje kończące bieg pociągów, bez możliwości przedłużenia linii kolejowej. Z inicjatywy Starynkiewicza, Towarzystwo Dróg Żelaznych Rosyjskich ogłosiło w 1890 roku „konkurs europejski na wykonanie projektu dworca pasażerskiego dla wyjeżdżających ze stacji drogi żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w Warszawie”. Sprzeciw rosyjskich władz rosyjskich planujących wybudowanie linii średnicowej sprawił, iż wybrany projekt nie został zatwierdzony, a Warszawa nowy dworzec otrzymała dopiero w okresie niepodległości.

Ważnym zagadnieniem związanym z rozwojem komunikacji, była poprawa nawierzchni chodników i jezdni. 1/3 ulic w Warszawie była niebrukowana, a tylko 10% ulic miało dobrą nawierzchnię. Przy okazji prac nad siecią wodociągowo-kanalizacyjną, starano się zmienić bruki na lepsze, jednocześnie wprowadzono płyty chodnikowe wykonane z betonu. Zastąpiły one kostki z piaskowca, granitu lub drewna. Z powodu braku środków finansowych wybrukowano zaledwie kilkanaście nowych ulic.

Za prezydentury Starynkiewicza podjęto także próbę regulacji ulic, które były za ciasne dla komunikacji omnibusów i tramwajów. Pierwszym krokiem było stworzenie planu przestrzennego miasta, na podstawie którego dokonano w latach 90. poszerzenia kilku ulic oraz wytyczenia kilku nowych. Do tej pory rozwój miasta następował w sposób nieuporządkowany, bez żadnego planu, likwidując przy okazji wiele terenów zielonych. Brak wolnych terenów spowodowany był otoczeniem miasta przez obiekty wojskowe, w obrębie których nie wolno było wznosić trwałych budowli (dotyczyło to terenów do 5 km na zewnątrz umocnień). Od północy była to , wzniesiona po upadku powstania listopadowego, Cytadela. W latach 1878-1890 Rosjanie zbudowali kilkadziesiąt fortów ciągnących się od Koła, Szczęśliwic, Rakowca, aż do ulicy Dolnej. Dopiero zmiana doktryny wojskowej, doprowadziła do zniesienia w 1911 roku tego zakazu budowy w okolicy umocnień.

Kolejnym problemem, które czekało na rozwiązanie od dłuższego czasu była kwestia nowego kontraktu z gazowym Towarzystwem Dessaudzkim. Dotychczasowa umowa była bardzo niekorzystna dla miasta, które traciło tysiące rubli rocznie a przy tym nie miało zapewnionego dobrego oświetlenia, tak, iż „tonęło w egipskich ciemnościach”. Zużycie gazu do oświetlenia rosło w Warszawie bardzo szybko (w latach 1864-1884 – 9 krotnie), zapewniając Towarzystwu krociowe zyski. Prezydent pragnął zapewnić miastu udział w zyskach Towarzystwa, a w razie oporu ogłosić przetarg na budowę konkurencyjnego zakładu. Dotychczasowy kontrakt stawiał jednak Towarzystwo w uprzywilejowanej sytuacji, a dyrektor gazowni p. Rein otwarcie powiedział Starynkiewiczowi nie zamierzał „zawrzeć nowego kontraktu na oświetlenie Warszawy przy warunkach bezpłatnego oddania po ubiegu pewnej ilości lat zakładu gazowego na własność miasta”. Wobec próby wykupienia zakładu, Towarzystwo przedstawiło absurdalną wycenę, zgodnie z którą gotowe było sprzedać miastu zakład gazowy za kwotę 6 mln rubli, podczas gdy niezależne wyceny opiewały na 2 mln rubli.
W tej sytuacji Starynkiewicz rozpisał przetarg na budowę nowego zakładu gazowego, który wygrał projekt inżyniera Hagenera. W obliczu niebezpieczeństwa utraty zysków Towarzystwo Dessaudzkie rozpętało wielką kampanię prasową oskarżającą prezydenta o zapędy dyktatorskie, podjęło także interwencję w petersburskim MSW. Akcja ta odniosła sukces, gdyż gubernator nakazał magistratowi zawarcie następnej umowy z Towarzystwem, co nastąpiło ostatecznie w 1883 roku. Na jej mocy doszło do obniżenia ceny gazu, a miasto miało partycypować w zyskach Towarzystwa (niespełna 2%), w zamian za to miało zostać zwolnione od płaty rogatkowej i patentowej.

Dużym problemem dla miasta była także nieuregulowana Wisła. Powodowało to liczne powodzie i zalewanie dolnej części miasta – Powiśla. Liczne mielizny, łachy i małe wyspy ograniczały swobodny przepływ wody, utrudniały transport rzeczny i doprowadzały do osadzania się na brzegach licznych zanieczyszczeń. Konieczna była regulacja rzeki w obrębie miasta polegająca na wyprostowaniu jej biegu, likwidacji zakola oraz budowie bulwaru, który osłoniłby miasto przed fala powodziową. Powódź 1883/84 roku doprowadziła do przesunięcia głównego koryta rzeki, co utrudniło prowadzenie budowę nowych wodociągów. W obliczu zagrożenia tej inwestycji, Starynkiewicz zażądał od rosyjskiego MSW oraz Ministerstwa Komunikacji szybkiego uregulowania rzeki. Jego interwencja odniosła skutek – Ministerstwo Komunikacji zgodziło się wyasygnować 0,8 mln rubli na regulację Wisły na odcinku 11 wiorst od mostu Aleksandryjskiego (Kierbedzia) w stronę Wilanowa. Resztę potrzebnej kwoty – około 0,5 mln rubli miało pochodzić z kasy miasta. Prace powyższe rozpoczęto w 1885 roku i trwały one do 1889 roku. Kolejny projekt, obejmujący budowę bulwarów oraz zagospodarowanie Powiśla, nie zyskał akceptacji władz centralnych, które myśląc o budowie trzeciego mostu, nie chciały się zgodzić na zwężenie koryta rzeki.

Nie mogąc poprawić sytuacji Powiśla, Starynkiewicz podjął starania w celu zadrzewienia tej części miasta, aby zlikwidować tereny podmokłe. Była to część kompleksowego planu prezydenta zwiększenia terenów zielonych w mieście. Ogółem za rządów Starynkiewicza posadzono w mieście ponad 16 tysięcy drzew przy ulicach i 12 tysięcy w parkach, odrestaurowano 13 parków i założono park Ujazdowski.

Dzięki energicznym krokom Starynkiewicza Warszawa przeżywała dynamiczny rozwój i zaczęła stopniowo zmniejszać dystans w stosunku do innych miast europejskich. Nawet jego oponent Aleksander Świętochowski napisał, że „Warszawa miała szczęście w tych czasach, gdyż prezydentem miasta mianowano człowieka wyjątkowo uczciwego, a przy tym dobrego administratora – generała Starynkiewicza, który mając bezpośredni wpływ w Petersburgu umiał na czas paraliżować zakusy różnego rodzaju aferzystów, chcących łapać ryby w mętnej wodzie”. Gdy po śmierci głównego kasjera w kasie miejskiej stwierdzono brak 16 tysięcy rubli, prezydent z własnej kieszeni pokrył to manko.
Pomimo tych sukcesów, a może właśnie z ich powodu, 7 września 1892 roku prezydent ustąpił ze stanowiska. W oficjalnym oświadczeniu podano jako powód rezygnacji, zły stan jego zdrowia, jednak mając na uwadze, iż potem na emeryturze nadal aktywnie działał na rzecz miasta, należy przypuszczać, iż faktyczny powód ustąpienia był inny. Decydującą rolę odegrała niechęć władz petersburskich, którym nie podobał się jego liberalny stosunek do Polaków. Zamiast wspierać plany zrównania statusu Warszawy z miastami powiatowymi, doprowadził do jej znacznego unowocześnienia i rozbudowy. Redaktor Aleksiejew na łamach „Warszawskich Nowosti” napisał, iż był on „osobnikiem wynarodowionym, kosmopolitą, mającym przytępione poczucie narodowe”.
Po ustąpieniu ze stanowiska, Starynkiewicz pozostał w Warszawie. Ówczesną praktyką było natomiast, iż b. urzędnicy rosyjscy szybko wyjeżdżali do Rosji.

Będąc już na emeryturze, Starynkiewicz zaangażował się w prace związane z elektryfikacją linii tramwajowych. Realizacji tego przedsięwzięcia już nie doczekał, gdyż kontrakt na zastąpienie tramwajów konnych przez elektryczne został podpisany w 1905 roku. Był także zwolennikiem budowy elektrowni i oświetlenia elektrycznego Warszawy, dzięki czemu oprócz uzyskania tańszego źródła energii, miasto pozbywało się Towarzystwa Dessaudzkiego.

Prezydent Sokrates Starynkiewicz zmarł 23 sierpnia 1902 roku. W jego pogrzebie uczestniczyło całe miasto. Trumnę ze zwłokami zmarłego przeniesiono z sobory na Długiej na cmentarz prawosławny na Woli. „Przed trumną szli członkowie cechów, (…) członkowie zarządu gminy starozakonnych, (…) dalej przedstawiciele kupców. Za tymi delegacjami oficerowie artylerii nieśli na poduszkach ordery zmarłego. (…) Przy karawanie po obu stronach szli urzędnicy magistratu z generałem Bibikowem na czele (…). W pierwszym rzędzie za karawanem oprócz rodziny postępowali generał –gubernator warszawski, generał Czertkow,(…) i inni dostojnicy wojskowi i cywilni. (…) Orszak pogrzebowy zamykały dwa szwadrony lejbgwardii pułku ułanów, rota piechoty i bateria artylerii”. Na trasie pochodu ustawiły się liczne tłumy warszawiaków pragnących oddać ostatni hołd prezydentowi miasta.

Wybrana literatura:

A. Słoniowa – Sokrates Starynkiewicz
A. Słoniowa – Początki nowoczesnej infrastruktury Warszawy
K. Beylin – Dni powszechne Warszawy w latach 1880-1900
A. Świętochowski – Wspomnienia
S. Kieniewicz- Warszawa 1795-1914
W. Pruss – Rozwój przemysłu warszawskiego w latach 1864-1914

http://chris1991.salon24.pl/274847,star ... warszawy-2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 31 sty 2012, 17:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Zagadka

Kilka lat temu byłem w pewnym mieście w Rosji kilkaset kilometrów na mocno północny wschód od Moskwy, w kierunku na Archangielsk. W starej części tego miasta przyłączyłem się do wycieczki Rosjan, którą oprowadzał przewodnik. Nad rzeką był "Leniwy Plac", a na nim stał obelisk upamiętniający 800-lecie tego miasta - jak objaśniał przewodnik. Obelisk zbudowano w 1957 roku.

Obrazek

Na cokole obelisku - przyglądam się i widzę różne płaskorzeźby w brązie przedstawiające sceny z historii miasta.

Obrazek

Na jednej z płaskorzeźb dostrzegam rycerzy z szablami w ręce, a jeden z nich dzierży tarczę, a na tarczy widzę naszego orła. Naprzeciw oddziału rycerzy stoją "mużyki" w "rubachach" na wierzchu spodni i w rękach trzymają topory i rohatynę walcząc z Polakami.

- Co przedstawia ta płaskorzeźba, zadaję pytanie przewodnikowi. Przewodnik odparł tak (nie zauważył, że nie jestem Rosjaninem):


"W historii Rosji tylko Napoleon dotarł do Moskwy. Nikt nie wtargnął dalej w głąb Rosji poza jedynym wyjątkiem. Na początku XVII wieku „polskije zachwatcziki” byli pod naszym miastem. Zagon polskich rycerzy dotarł aż tu, daleko w głąb naszej „matuszki – Rossii”, ale nie udało się im zdobyć naszego miasta. „Russkije mużyki” toporami „zaszczitili nasz gorod ot polskich panow."

Zdarzenie to mocno utkwiło mi w pamięci. Nie przypuszczałem, że nasi przodkowie byli z orężem w dłoniach tak daleko za Moskwą. Dlatego też postanowiłem opowiedzieć tę historię. W szkole tego nie uczą i zapewne nigdy uczyć nie będą. Ba, mogę się założyć, że nauczyciele historii o tym pomniku na swój sposób upamiętniającym wypad oddziału polskich rycerzy tak daleko na północny wschód od Moskwy wcale nie wiedzą!

Pytanie zagadki

1. Jak nazywa się miasto najdalej wysunięte na północ Rosji, do którego dotarli polscy rycerze w latach 1605 - 1613 i w jakiej odległości od Moskwy leży to miasto?

Te dawne zdarzenia mają ogromny wpływ na politykę Rosji wobec Polski i nawet na ustanowienie święta państwowego w Rosji, a my Polacy tylko z łezką w oku możemy o tych czasach poczytać. Niedługo nie będziemy mieli szans nawet poczytać!
- A dlaczego?
- Z powodu "pięknej" tej naszej polityki historycznej, która nie istnieje pod rządami PO! Trudno zrozumieć dlaczego nie wzorujemy się w tej dziedzinie na mądrzejszych: na Rosji i Niemczech?

http://zbigwie.salon24.pl/385061,podwojna-zagadka



chodzi na pewno o Lisowczyków :) czyli proptoplastów specnazu ;) którzy pod płk Stanisławem Czaplińskim (już po śmierci Adama Lisowskiego, twórcy oddziałów) siali postrach i śmierć, a zapędzili się jak głosi legenda aż nad Ocean Lodowaty, a precyzyjniej to dotarli nad Morze Białe, do Archangielska. Zdobyli (ale to już bardziej na południu oczywiście) Astrachań, Kazań i Riazań. Jedna z fot to Kazań - tam gdzie Kreml, choć w Archangielsku był/jest (nie byłem) też kreml :) gdzie jest ten złamany obelisk - nie mam pojęcia. Natomiast Astrachań jest to daleko od Moskwy: 1133 km i pociąg jedzie 22 godziny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 03 lut 2012, 19:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Rozwiązanie zagadki:

Miasto w głębi Rosji, do którego dotarli polscy wojacy w latach 1605-1613 to Wołogda. Jak sprostowała Matan - komentatorka z Rosji – mieszkańcy Wołogdy nie obronili miasta. Rosyjski przewodnik w Wołogdzie wprowadził w błąd wielu Rosjan i mnie. Polacy wspólnie z Litwinami zdobyli miasto, pobili mieszkańców i splądrowali Wołogdę. O tych czasach najlepiej przeczytać TUTAJ: http://historia.org.pl/index.php?option ... Itemid=586 – jak podał Dry.
Polscy wojacy byli zapewne i na miejscu gdzie dziś stoi obelisk przypominający ich wizytę – na Leniwym Placu w Wołogdzie. Wówczas znajdowała się tam drewniana cerkiew „Zmartwychwstania Chrystusa”. Na jej miejscu w roku 1762 była zbudowana cerkiew z kamienia.

http://zbigwie.salon24.pl/386760,o-podwojnej-zagadce


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 26 maja 2012, 16:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Przybyli ułani do noblisty

W sierpniu 1914 roku niewielki patrol kawalerii pod dowództwem Władysława Beliny-Prażmowskiego złożył niespodziewaną wizytę Henrykowi Sienkiewiczowi.

Zanim 6 sierpnia z krakowskich Oleandrów wyruszyła w stronę granicy Królestwa Polskiego Pierwsza Kompania Kadrowa, parę dni wcześniej na tyłach wojsk rosyjskich znalazł się oddział, który przeszedł do historii jako patrol Beliny. W jego skład na początku wchodziło siedmiu ułanów z paramilitarnych organizacji strzeleckich w wieku od 18 do 26 lat. Mieli być oczami wkraczającej na ziemie polskie pod zaborem rosyjskim „kadrówki” oraz informować miejscową ludność o sytuacji i nawoływać do zaciągnięcia się w szeregi odtwarzanego Wojska Polskiego. W nocy z 2 na 3 sierpnia 1914 roku na osobisty rozkaz komendanta Piłsudskiego patrol Beliny miał udać się z Krakowa w stronę granicy rosyjskiej, przekroczyć ją i zbadać, jakimi siłami dysponują Rosjanie. Pierwsze w tej wojnie zadanie okazało się niezwykle trudne, gdyż ułani wyruszyli w cywilnych ubraniach. Gdyby ich złapano, natychmiast zostaliby rozstrzelani za szpiegostwo. Kazimierz Sosnkowski, ówczesny Szef Sztabu Strzelca, takimi słowami pożegnał grupkę śmiałków: „Choć będziecie wisieć, to pięknie spełnicie swój obowiązek żołnierski i historia o was nie zapomni”.

ZWIAD NA FURMANKACH

Ułański patrol nie miał koni i zamierzał je dopiero zdobyć na wrogu. Przemieszczał się dwiema furmankami. Po powrocie do Krakowa dowódca zwiadu Władysław Belina- -Prażmowski zameldował Piłsudskiemu, że w przygranicznych okolicach nie ma rosyjskiego wojska, a straż graniczna i carscy celnicy uciekli. Gdy 6 sierpnia 1 Kompania Kadrowa wyruszyła w stronę ziem zaboru rosyjskiego, w jej straży przedniej znowu działał patrol Beliny. 18 sierpnia 1914 roku ułański zwiad, już zahartowany w służbie i po pierwszym chrzcie bojowym, patrolował najbliższe okolice Kielc. Traf chciał, że znalazł się w oddalonej o 17 kilometrów od tego miasta wsi Oblęgorek, gdzie mieszkał wielki pisarz Henryk Sienkiewicz. Młodzi ułani chcieli koniecznie poznać jednego z najsłynniejszych Polaków. Namówili więc dowódcę patrolu, by zajechać do pobliskiego dworku. Byli bardzo przejęci, o czym świadczy relacja jednego z nich: „A jeśli tam jest on, Sienkiewicz? Przecież my musimy mu się zameldować, my, pierwsi polscy ułani. Toć trzeba nam zasalutować przed twórcą «Ogniem i mieczem», «Potopu», «Pana Wołodyjowskiego». Czyż nie on nas wychowywał? Czyż nie on nas przygotowywał do żołnierki, do służby pod rozkazami Komendanta?”. Emocje sięgnęły zenitu, gdy przed dworkiem w Oblęgorku do równo ustawionych polskich żołnierzy wyszedł Sienkiewicz z małżonką. Gospodarzy bardzo uradował ich widok. Dowódca patrolu najpierw zasalutował, a potem przedstawił swoich podkomendnych i wyjaśnił, skąd się tu wzięli. Rozmowom nie było końca. Pani Sienkiewiczowa chciała nawet podarować ułanom swoją klacz, lecz ci odmówili. Woleli nie przedłużać pobytu w Oblęgorku, by nie ściągnąć na rodzinę pisarza represji ze strony władz carskich i wojska rosyjskiego, które coraz częściej pojawiało się wtedy w tych okolicach. Ułani nie byli zresztą jedynymi polskimi żołnierzami, którzy odwiedzili Henryka Sienkiewicza. W czasie gdy Józef Piłsudski stacjonował ze s swoimi strzelcami w pobliskich Kielcach, jego żołnierze samowolnie wykradali się nocami w odwiedziny do pisarza, by móc zobaczyć człowieka, który swoimi dziełami dawał natchnienie do walki o niepodległość Polski. Sienkiewicz był pełen entuzjazmu dla działań strzelców, ale gdy w pewnym momencie wysłannik Piłsudskiego poprosił o oficjalne poparcie, pisarz odmówił. Autor trylogii był zwolennikiem ruchu narodowego Romana Dmowskiego, który reprezentował odmienny program niepodległościowy niż Piłsudski. Endecja miała na sztandarach wypisaną antyniemieckość, tymczasem Strzelcy, a potem Legiony, działali pod auspicjami Austro-Węgier i Niemiec. Nie zmieniło to faktu, że pisarz do ostatnich dni swojego życia interesował się Piłsudskim i jego wojskiem, dając temu wyraz w wysyłanych ze Szwajcarii listach do rodziny i znajomych. Ten silny emocjonalny związek zapoczątkowali bez wątpienia ,,beliniacy”.

SIEDMIU WSPANIAŁYCH

Z biegiem czasu działania patrolu Beliny przeszły do legendy. Józef Piłsudski w swych pamiętnikach pisał: „Belina dokonywał po prostu cudów. Biedni ułani na siodłach zdatnych do spacerów, niewytrenowani do dłuższych marszów, zajeżdżali konie, siedzenia zbijali na kotlety, uzbrojeni w długie, niezdatne do konnej służby karabiny, które do krwi rozdzierały im plecy, a jednak patrolowali wytrwale, robiąc niekiedy po 60−80 kilometrów dziennie w różnych kierunkach”. Tych siedmiu oddanych sprawie kawalerzystów dało początek przyszłemu 1 Pułkowi Ułanów Legionów Polskich. Formacja ta, licząca 140 ochotników z zaboru austriackiego, przez cały okres swojej wojennej działalności była dowodzona przez Władysława Belinę-Prażmowskiego. Zasłynęła ofiarnością i walecznością w bitwach pod Szczytnikami, Konarami i Kostiuchnówką. Pułk spełniał zadania kawalerii dywizyjnej przy 1 Brygadzie Legionów Polskich. Jej żołnierze już w odrodzonej Rzeczypospolitej stanowili trzon i fundament polskiej kawalerii. Ciekawe są dalsze losy ułanów z patrolu Beliny. Trzech z nich (Ludwik Kmicic-Skrzyński, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Janusz Głuchowski) zostało generałami Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej, Zygmunt Karwacki poległ w bitwie pod Kostiuchnówką w 1916 roku, Antoni Jabłoński zmarł w 1920 roku w wyniku ran poniesionych w wojnie polsko-bolszewickiej, a Stefan Kulesza zakończył życie na emigracji po II wojnie światowej w stopniu pułkownika. Wszyscy związani byli z odradzającym się Wojskiem Polskim, a ich ułańskie wyczyny sprawiły, że stali się legendą za życia.

Jakub Nawrocki

http://polska-zbrojna.pl/index.php?opti ... Itemid=191


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 02 cze 2012, 07:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Władysław IV vel Władysław Zygmuntowicz

Pamięć dobrego czynu trwa przez wieki i rodzi owoce wdzięczności. Potwierdza tę regułę inicjatywa 25 historyków i przedstawicieli organizacji społecznych z obwodu mohylewskiego Białorusi. Wystąpili oni do władz swojego kraju, aby te zezwoliły im w miasteczku Kryczów wznieść pomnik polskiemu królowi Władysławowi IV Wazie. Ma być to dowód wdzięczności złożony temu monarsze za uratowanie miasta od upadku. A było to prawie 380 lat temu, kiedy to Władysław IV okresowo zwolnił Kryczów z podatków, aby mógł się on szybko odbudować. Bowiem w owym roku 1633 mieszkańcy Kryczowa bohatersko obronili swój gród przed wojskami rosyjskimi, jednak wskutek ciężkich walk został on mocno zniszczony. Czy dziś obecne władze Białorusi docenią inicjatywę budowy pomnika wdzięczności polskiemu monarsze? Nie ma co ukrywać - z tym może być ciężko. Chociaż są argumenty, które prezydenta Białorusi mogą do tego pomysłu przekonać. Chodzi tu o fakty historyczne. Królewicz Władysław IV został obwołany przez bojarów carem Rosji. Wprawdzie do koronacji nie doszło, ale sprawa była tak bliska realizacji, iż w Moskwie zdążono nawet wybić monety z imieniem nowego cara - Władysława Zygmuntowicza. Skoro więc trudno na Białorusi postawić pomnik Władysławowi IV, to może władze tego kraju zgodziłyby się wznieść go na chwałę Władysława Zygmuntowicza?

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 02&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 09 sty 2013, 08:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Jeszcze Polska nie umarła…

Piotr Szubarczyk

Przed 216 laty Jan Henryk Dąbrowski podpisał z rządem Lombardii umowę o utworzeniu na jej terenie Legionów Polskich. Polacy walczyli u boku Napoleona nawet po jego klęsce – pod Lipskiem i pod Waterloo. W Legionach służyło w sumie 35 tysięcy żołnierzy tułaczy, którzy pragnęli wrócić „z ziemi włoskiej” do wolnego kraju. Około 20 tysięcy poległo na tym szlaku.

Towarzyszyła im pieśń Józefa Wybickiego „Mazurek Dąbrowskiego”, od roku 1927 hymn narodowy RP. Jej pierwsza wersja była szczególnie dramatyczna: „Jeszcze Polska nie umarła”…

Dewizą legionistów było zawołanie „Ludzie wolni są braćmi!”. Panował duch demokracji i braterstwa nawiązujący do haseł rewolucji francuskiej, ale bez gilotyny i bez ateizmu… Legionowa demokracja polegała na zniesieniu kar cielesnych, nieuzależnianiu awansów od statusu społecznego. Uczono pisania, czytania i historii Polski.

Jednak szczytnym ideałom przeczyła rzeczywistość. Napoleon wykorzystywał Polaków nie do wyzwalania ciemiężonych, lecz do podporządkowania tych, którzy walczyli o swą wolność jak Polacy. O rozterkach moralnych z tym związanych pisał później przejmująco Stefan Żeromski. W kwietniu 1797 r. pod Rimini i Weroną legioniści poskramiali zbuntowanych Włochów. Zajęli Rzym, tłumili antyfrancuskie powstanie chłopskie na południu. Dopiero od 1799 r. brali udział w walkach z wojskami austriackimi, potem z pruskimi, angielskimi, rosyjskimi.

Legendę Legionów współtworzył Adam Mickiewicz. W „Dziadach cz. III” pokazał polskiego kaprala, który jako jedyny ocalał z pogromu francuskiego patrolu, gdyż zasłużył na szacunek Hiszpanów. Był „jedynym obrońcą” czci Maryi… Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” pisał o pamiętnym roku 1812, gdy polski legionista szedł z Napoleonem na Rosję, śniąc sen o Niepodległej. Na jego spełnienie trzeba było czekać jeszcze ponad wiek.

http://www.naszdziennik.pl/wp/20386,jes ... marla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 20 kwi 2013, 21:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Od jakiegoś czasu, patrząc wstecz mamy ujrzeć zupełnie inny, różniący się od faktycznego, obraz przeszłych wydarzeń. Chodzi o II wojnę światową i jej przerażające zbrodnie. Wbrew faktom mamy ujrzeć cierpiący naród niemiecki przymuszany siłą do nazizmu i ziejący nienawiścią do Żydów barbarzyński naród polski współodpowiedzialny za niewyobrażalną tragedię wojny.
A kto będzie uważał inaczej to....pociągnięty zostanie za konsekwencje.


Niem­cy chcą za­kła­mać hi­sto­rię

Niem­cy chcą, aby hi­sto­ria II woj­ny świa­to­wej zo­sta­ła na no­wo na­pi­sa­na. Cho­dzi przede wszyst­kim o to, aby za­wie­ra­ła dwie naj­now­sze nie­miec­kie praw­dy: że Niem­cy by­ły rów­nież ofia­rą II woj­ny świa­to­wej i że Po­la­cy win­ni są ży­dow­skiej za­gła­dy. To wer­sja, któ­ra ma obo­wią­zy­wać w kie­ro­wa­nej przez Niem­ców zjed­no­czo­nej Eu­ro­pie. Czy Do­nald Tusk, któ­ry już daw­no uznał nie­miec­ką he­ge­mo­nię, przyj­mie bez sprze­ci­wu tak­że nie­miec­ką wer­sję II woj­ny świa­to­wej?

Kil­ka ty­go­dni te­mu (od 17 do 20 mar­ca br.) nie­miec­ka te­le­wi­zja pu­blicz­na ZDF wy­emi­to­wa­ła trzy­czę­ścio­wy film Na­sze mat­ki, na­si oj­co­wie (niem. „Unse­re Mütter, unse­re Väter” w re­ży­se­rii Phi­lip­pa Ka­del­ba­cha. Film po­ka­zu­je II woj­nę świa­to­wą ocza­mi pię­cior­ga mło­dych Niem­ców z Ber­li­na. Je­den z nich jest nie­miec­kim Ży­dem, a je­go wo­jen­ne lo­sy rzu­ca­ją go do Pol­ski, gdzie tra­fia do jed­ne­go z par­ty­zanc­kich od­dzia­łów Ar­mii Kra­jo­wej. Jed­nak szyb­ko oka­zu­je się, że jest Ży­dem i z po­wo­du sil­ne­go an­ty­se­mi­ty­zmu ja­ki pa­nu­je wśród pol­skich par­ty­zan­tów mu­si go opu­ścić. Te­go ty­pu pol­skich wąt­ków jest w nie­miec­kim fil­mie wie­le. Ale je­den z nich za­słu­gu­je na szcze­gól­ną uwa­gę. To sce­na w któ­rej od­dział AK, do któ­re­go tra­fia ów nie­miec­ki Żyd, za­trzy­mu­je po­ciąg trans­por­tu­ją­cy wła­śnie Ży­dów do jed­ne­go z miejsc ich póź­niej­szej za­gła­dy. Żoł­nie­rze pol­skie­go od­dzia­łu wi­dząc, kto jest trans­por­to­wa­ny, po­zo­sta­wia­ją wa­go­ny za­mknię­te. Moż­na od­nieść wra­że­nie, że an­ty­se­mi­tyzm pol­skich par­ty­zan­tów z AK na­ka­zu­je im za­ak­cep­to­wa­nie ży­dow­skiej za­gła­dy. Ale po obej­rze­niu nie­miec­kie­go fil­mu moż­na od­nieść jesz­cze jed­no wra­że­nie. Otóż oka­zu­je się, że Niem­cy wca­le nie by­li źli i sa­mi by­li ofia­ra­mi tej okrut­nej woj­ny. Tak na­praw­dę to już w 1943 r. nie chcie­li wal­czyć, bo prze­cież woj­na by­ła już prze­gra­na. Nie moż­na ich też uznać za spraw­ców za­gła­dy Ży­dów. Ci, je­śli już w fil­mie po­ja­wia­li się, by­li „od­na­ro­do­wie­ni”. Obok „od­na­ro­do­wio­nych” spraw­ców ży­dow­skiej za­gła­dy za­wsze by­li bli­sko Po­la­cy. Wg twór­ców fil­mu to oni by­li nie­zna­ny­mi do tej po­ry ci­chy­mi udzia­łow­ca­mi zbrod­ni na Ży­dach. Emi­sja se­ria­lu by­ła po­prze­dzo­na sze­ro­ką kam­pa­nią re­kla­mu­ją­cą film, a po­zy­tyw­ne je­go re­cen­zje zna­la­zły się w wie­lu nie­miec­kich ga­ze­tach. To, że ta­ki film po­wstał w Niem­czech i zo­stał wy­emi­to­wa­ny w te­le­wi­zji pu­blicz­nej, nie jest wca­le przy­pad­kiem. To część nie­miec­kiej po­li­ty­ki hi­sto­rycz­nej, któ­ra jest pro­wa­dzo­na od wie­lu lat.

Nie­miec­ka po­li­ty­ka hi­sto­rycz­na

Od kil­ku lat Niem­cy re­ali­zu­ją pro­jekt bu­do­wy „Cen­trum prze­ciw­ko Wy­pę­dze­niom”, któ­re ma do­ku­men­to­wać nie­miec­kie „wy­pę­dze­nia” po II woj­nie świa­to­wej. Jej ini­cja­to­rem jest Eri­ka Ste­in­bach – prze­wod­ni­czą­ca nie­miec­kie­go Związ­ku Wy­pę­dzo­nych, po­pie­ra­na przez sa­mą kanc­lerz An­ge­lę Mer­kel. Bu­do­wę cen­trum po­pie­ra wie­le oso­bi­sto­ści nie­miec­kie­go ży­cia po­li­tycz­ne­go, wśród któ­rych jest rów­nież pre­zy­dent Jo­achim Gauck. Nie­miec­kie „Cen­trum prze­ciw­ko Wy­pę­dze­niom” ma przede wszyst­kim po­ka­zać, że Niem­cy, któ­rzy zo­sta­li po woj­nie wy­sie­dle­ni z Pol­ski, Cze­cho­sło­wa­cji, Wę­gier, Ru­mu­nii, po­win­ni zo­stać wresz­cie uzna­ni za ofia­ry II woj­ny świa­to­wej. Ale w Niem­czech jest rów­nież re­ali­zo­wa­ny dru­gi du­ży pro­jekt zwią­za­ny z nie­miec­ką po­li­ty­ką hi­sto­rycz­ną. Moż­na go okre­ślić ty­tu­łem: „Pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”. Cho­dzi o to, aby w od­nie­sie­niu do nie­miec­kich obo­zów za­gła­dy, ja­kie funk­cjo­no­wa­ły w oku­po­wa­nej przez Niem­ców Pol­sce, uży­wa­no ter­mi­nu „pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”. Ta­kim ter­mi­nem po­słu­gu­ją się na­gmin­nie nie­miec­kie me­dia i nie­miec­cy pu­bli­cy­ści. Ale po­słu­gu­ją się nim tak­że nie­miec­cy po­li­ty­cy. Ter­min „pol­skich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych” wpro­wa­dzo­ny zo­stał na­wet do nie­miec­kich pro­gra­mów na­ucza­nia hi­sto­rii i nie­miec­kich pod­ręcz­ni­ków. To po­wo­du­je, że wie­lu mło­dych Niem­ców jest dzi­siaj prze­ko­na­nych, że ży­dow­ska za­gła­da do­ko­na­ła się wła­śnie w „pol­skich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych”. A więc to nie Niem­cy są jej win­ni, a Po­la­cy. Krót­ko mó­wiąc, w obec­nej nie­miec­kiej po­li­ty­ce hi­sto­rycz­nej cho­dzi przede wszyst­kim o to, aby osta­tecz­nie ugrun­to­wać prze­ko­na­nie Niem­ców, że nie tyl­ko nie by­li oni spraw­ca­mi za­gła­dy Ży­dów, ale sa­mi by­li ofia­ra­mi II woj­ny świa­to­wej.

Niem­cy od­bu­do­wu­ją po­czu­cie na­ro­do­wej war­to­ści

Za­sad­ni­czym ce­lem nie­miec­kiej po­li­ty­ki hi­sto­rycz­nej jest od­bu­do­wa, a ra­czej za­sad­ni­cza prze­bu­do­wa nie­miec­kiej świa­do­mo­ści. Cho­dzi o zmia­nę świa­do­mo­ści współ­cze­snych Niem­ców, któ­ra zda­niem ze­gar­mi­strzów nie­miec­kiej po­li­ty­ki hi­sto­rycz­nej zo­sta­ła zde­for­mo­wa­na po woj­nie przez na­rzu­co­ne im przez alian­tów po­czu­cie wi­ny. Za­ło­żo­no, że Niem­cy mu­szą prze­rzu­cić swo­ją wi­nę za II woj­nę świa­to­wą na in­ne na­ro­dy. Pol­ska do te­go na­da­je się naj­le­piej. Do­pie­ro gdy to osta­tecz­nie na­stą­pi, Niem­cy prze­sta­ną my­śleć ka­te­go­ria­mi wi­ny i bę­dą mo­gli na no­wo po­czuć praw­dzi­wą nie­miec­ką du­szę. Po­li­ty­ka hi­sto­rycz­na, ja­ką pro­wa­dzi się w Niem­czech w ostat­nich la­tach, ma wła­śnie te­mu słu­żyć. Zresz­tą jej do­tych­cza­so­we wy­ni­ki są za­do­wa­la­ją­ce. We­dług son­da­żu, ja­ki w ubie­głym ro­ku opu­bli­ko­wał ma­ga­zyn „Stern”, aż 65 proc. Niem­ców jest już prze­ko­na­nych, że ich kraj nie po­no­si szcze­gól­nej od­po­wie­dzial­no­ści wo­bec in­nych państw z po­wo­du II woj­ny świa­to­wej. Ale pro­ces ten nie uległ jesz­cze za­koń­cze­niu. Ukie­run­ko­wa­na tyl­ko na ten cel nie­miec­ka po­li­ty­ka hi­sto­rycz­na jest na­dal kon­ty­nu­owa­na. Ostat­ni nie­miec­ki film na te­mat II woj­ny świa­to­wej jest jej ty­po­wym prze­ja­wem.

No­wa świa­do­mość po­trzeb­na nie­miec­kiej he­ge­mo­nii

No­wa świa­do­mość Niem­ców jest po­trzeb­na, aby mo­gli być oni praw­dzi­wym po­li­tycz­nym he­ge­mo­nem współ­cze­snej Eu­ro­py. Ale Niem­cy nie tyl­ko chcą prze­wo­dzić Eu­ro­pie i dyk­to­wać jej po­li­tycz­ne i go­spo­dar­cze wa­run­ki. Chcą rów­nież od­gry­wać znacz­nie więk­szą ro­lę w po­li­ty­ce świa­to­wej. Są prze­ko­na­ni, że ich 80-mi­lio­no­wy kraj ze swo­im po­ten­cja­łem go­spo­dar­czym, prze­my­sło­wym, na­uko­wym, mo­że być w przy­szło­ści ta­ką sa­mą po­tę­gą, jak Sta­ny Zjed­no­czo­ne, Chi­ny czy Ro­sja. I dla­te­go są prze­ko­na­ni, że aby to w przy­szło­ści osią­gnąć, mu­si zmie­nić się świa­do­mość sa­mych Niem­ców. Mu­szą prze­stać czuć się spraw­ca­mi ca­łe­go zła II woj­ny świa­to­wej i uświa­do­mić so­bie, że w cza­sie jej trwa­nia by­li je­dy­nie na­ro­dem, któ­ry do­znał krzywd. Ale aby tak by­ło, część swo­ich zbrod­ni mu­szą przy­pi­sać Po­la­kom i ich an­ty­se­mi­ty­zmo­wi.

http://www.warszawskagazeta.pl/polityka ... ma-histori


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 28 cze 2013, 05:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Skrucha, przebaczenie i zadośćuczynienie

Z JE ks. abp. Mieczysławem Mokrzyckim, rzymskokatolickim metropolitą lwowskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Przedstawiciele Kościołów rzymskokatolickiego i greckokatolickiego z Polski i Ukrainy podpiszą dziś w Warszawie wspólną deklarację dotyczącą zbrodni wołyńskiej. Czy może ona przynieść jakiś przełom w ukazaniu całej prawdy o tych wydarzeniach sprzed 70 lat?
– Przygotowania do ogłoszenia takiej deklaracji trwały ponad rok. Miała to być najpierw wspólna deklaracja ogłoszona na Ukrainie przez Synod Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej i rzymskokatolicki Episkopat. Jednak nie doszliśmy do porozumienia w sprawie wspólnego listu. Strona greckokatolicka nie przyjęła naszych propozycji, naszych uwag. Nie podejmując dialogu, ostatecznie sama zdecydowała o wydaniu swojej, jednostronnej deklaracji, która ukazała się w marcu bieżącego roku. Teraz cieszę się, że wspólna komisja Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce oraz Kościołów łacińskiego i greckokatolickiego na Ukrainie doszła do pewnego porozumienia. Ustalonym tekstem także Kościół rzymskokatolicki jest wystarczająco usatysfakcjonowany, ponieważ nasze uwagi w tym liście zostały uwzględnione. Jest to ważne, bo chcę podkreślić, że ofiarami zbrodni wołyńskiej byli wierni diecezji łuckiej i archidiecezji lwowskiej, które obecnie wchodzą w skład Konferencji Rzymskokatolickiego Episkopatu Ukrainy. Stąd nasz obowiązek, prawo do upominania się o bestialsko zamordowanych, o godny ich pochówek, a także do domagania się sprawiedliwego osądzenia tych wydarzeń i ich upamiętnienia. Ludobójstwo na Wołyniu swoje apogeum miało w Krwawą Niedzielę 11 lipca 1943 roku. Wtedy doszło do napaści zbrojnych oddziałów ukraińskich nacjonalistów na dziesiątki osad i polskich wsi. Ci okrutnie mordowani ludzie, wśród nich niewinne kobiety, dzieci i starcy, to nasi wierni. Nie mogą zostać zapomniani, a prawda o ich tragicznym losie wypaczana.

Czy obecna deklaracja pomoże w ukazywaniu prawdy o tych bolesnych wydarzeniach sprzed 70 lat? Mam nadzieję, że stopniowo będzie się do tego przyczyniała. Proces pojednania pomiędzy Kościołami rzymskokatolickim i greckokatolickim, pomiędzy Polakami i Ukraińcami, może się dokonać jedynie na gruncie prawdy, nazwania tej zbrodni po imieniu.

Czy deklaracja będzie przełomowym krokiem, jeśli chodzi o nazwanie zbrodni wołyńskiej ludobójstwem?
– Szczerze ufam, że tak. Oczekiwałbym jakiegoś zdecydowanego odcięcia się od ówczesnej morderczej ideologii, od jej metod i praktyk. Powinny przy tej okazji pojawić się słowa przeproszenia, może wyrażenie gotowości jakiegoś zadośćuczynienia. Choć nie będzie określenia „Krwawa Niedziela”, to jednak jest mowa o czystkach etnicznych. Myślę, że zrobiono krok do przodu. Wreszcie została nazwana ta zbrodnia. To wydarzenie podpisania wspólnej deklaracji winno podkreślać też, że ani przemoc, ani czystki etniczne, gwałty, mordy nigdy nie mogą być metodą rozwiązywania jakichkolwiek konfliktów między sąsiadującymi ludami czy narodami. Nie mogą być też nigdy usprawiedliwiane sytuacją polityczną, ekonomiczną czy religijną. Chcę wszystkich zachęcić do refleksji nad tą tragedią, która odebrała życie wielu niewinnym ludziom.

Ksiądz Arcybiskup często zwraca uwagę, że prawda o rzezi wołyńskiej woła o jednoznaczne potępienie skrajnego nacjonalizmu…
– Chcielibyśmy, żeby przy okazji podpisania deklaracji został potępiony ten skrajny nacjonalizm, który był ideologią w XX wieku i spowodował miliony ofiar. Jeżeli jest deptane prawo Boże „nie zabijaj”, to nie usprawiedliwia tego żadna ideologia czy konflikty międzynarodowe. Niestety, niebezpieczne jest to, że na Ukrainie właśnie skrajny nacjonalizm nie został jeszcze wykorzeniony. Tak samo zbrodnia wołyńska nie została – nie tylko przez państwo, ale także przez Kościół greckokatolicki – totalnie potępiona. Bywa wręcz przeciwnie. Na zachodniej Ukrainie, najbardziej naznaczonej cierpieniem, nacjonalistyczni liderzy wynoszeni są do rangi bohaterów. Niestety, także przez Kościół greckokatolicki, który często ukazuje ich jako wzór patriotów i chrześcijan. Trudno to zrozumieć. Przecież powinno się uwrażliwić wiernych na to, do czego doprowadził ten skrajny nacjonalizm ukraiński.

A jaka jest wiedza na temat ludobójstwa na Wołyniu wśród zwykłych ludzi na Ukrainie?
– Na Ukrainie o zbrodni wołyńskiej mówi się bardzo mało. Pomija się ten temat w książkach historycznych, a jeżeli już są jakieś przekazy, to najczęściej nie ukazują one prawdy. Często mówi się o konflikcie polsko-ukraińskim, o wzajemnych krzywdach wyrządzonych przez Polaków i Ukraińców sobie nawzajem. Mówi się np. o „wysiedleniu Polaków”, że bandy UPA „zachęcały” Polaków do opuszczenia miejscowości. Polacy rzekomo chętnie to robili i UPA ochraniała tych przesiedleńców w drodze. Ciekawe przed kim? Niestety, takie tutaj mamy „notatki historyczne”, takie treści są przekazywane w publikacjach. Niczego się nie nazywa po imieniu. Mówi się o wywózkach, przesiedleniu mieszkańców, a nie mówi o zbrodni, czystkach etnicznych, ludobójstwie na Wołyniu.

Potrzeba zatem ogromnej pracy edukacyjnej, aby prawda o Wołyniu dotarła do świadomości Ukraińców.
– Myślę, że wielką rolę w tej dziedzinie musi odegrać Kościół greckokatolicki, który powinien przestrzegać swoich wiernych przed takim skrajnym nacjonalizmem. Powinien pokazywać, do czego on doprowadził na Wołyniu. To tak, jak Pismo Święte przestrzega nas przed wszelkimi grzechami przeciw drugiemu człowiekowi, przed zabraniem mu prawa do życia. Potępiamy przecież Kaina, skutki jego grzechu i to, czym się kierował, gdy mordował brata. Jako chrześcijanie tak musimy piętnować również zbrodnię wołyńską i to, co do niej doprowadziło.

Chcielibyśmy bardzo, aby w tych miejscowościach na Ukrainie, gdzie zostali pomordowani ludzie, umieścić krzyże, dokonać pochówku ofiar w poświęconej ziemi, zawiesić tablice. Wszystko po to, aby pamięć o pomordowanych niewinnych ludziach nie zaginęła, aby była też dla współczesnych ciągłym ostrzeżeniem, przypomnieniem. Niestety, do tej pory – można powiedzieć – nie było takiej możliwości. Niektóre miejsca udało się upamiętnić, ale wielu innych jeszcze nie.

Do chwały ołtarzy zostało wyniesionych już wielu męczenników nazizmu, komunizmu, trwają kolejne procesy beatyfikacyjne… Czy męczennicy wołyńscy pozostaną w zapomnieniu?
– Na swym ostatnim posiedzeniu plenarnym w kwietniu br. nasza Konferencja Episkopatu już wyraziła zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego o. Ludwika Wrodarczyka ze Zgromadzenia Księży Oblatów, bestialsko zamordowanego przez UPA w 1943 roku. Sprawę innych formalnych procesów beatyfikacyjnych ofiar rzezi wołyńskiej będziemy starali się podjąć w najbliższych latach. To już jest w planie. Teraz bardzo ważne jest zbieranie wszelkich informacji, świadectw, materiałów związanych z męczeństwem konkretnych duchownych i wiernych. Ci ludzie często ginęli w kościołach, w czasie Mszy św., podczas modlitwy. Okrucieństwo oprawców było ogromne.

Ci męczennicy to wyjątkowi orędownicy u Boga. Oni mogą pomóc w stanięciu w prawdzie i w wejściu na drogę pojednania…
– Ufamy, że z czasem dojdzie do zabliźnienia tej rany, jaka od 70 lat krwawi na Wołyniu. Stanie się to wówczas, gdy winowajcy uznają się za winnych zbrodni, jeśli okażą skruchę, jeżeli poproszą o przebaczenie. To są warunki, jakie stawia sprawiedliwość. Ufam, że ten proces już się rozpoczął, i myślę, że kiedyś osiągnie swój cel. Teraz razem z całym rzymskokatolickim Episkopatem Ukrainy prosimy w specjalnym liście skierowanym do wiernych o modlitwę za tych, którzy byli ofiarami nienawiści, bestialstwa, żądzy władzy. Chcemy polecić również Panu Bogu tych, którzy byli zbrodniarzami, wypraszając dla nich miłosierdzie Boga. Oby Bóg przemienił serca także tych, którzy trwają w tej nienawiści, w fałszu, aby uznali tragedię wołyńską za zło, zbrodnię, ludobójstwo, grzech przeciw ludzkości. Tylko na tej drodze doświadczą pokoju, który będzie promieniował w ich życiu codziennym, w życiu w kraju.

Dziękuję za rozmowę.
Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ienie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 04 lip 2013, 07:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
400 lat temu car Wasyl Szujski korzył się i bił głową przed królem Zygmuntem III
Polacy na Kremlu


Prof. Mirosław Nagielski historyk wojskowości Uniwersytet Warszawski

--------------------------------------------------------------------------------

Sala Senatorska Zamku Królewskiego w Warszawie. 29 października 1611 r. hetman Stanisław Żółkiewski odbywa triumfalny wjazd do stolicy i przyprowadza przed oblicze króla Zygmunta III więźniów moskiewskich na czele z carem Wasylem Szujskim, jego braćmi - Dymitrem i Iwanem, oraz patriarchą Filaretem. "Car z bracią, pokłon uczyniwszy głową przed Jego Królewską Mością, szłyk [czapkę] w ręku trzymając i przed majestatem JKM stojąc, wszystkim uczynili żałosny widok szczęścia odmiennego na świecie".

Moskwa pogrąża się w Wielkiej Smucie

Wojny Stefana Batorego z Moskwą w latach 1579-1581 powstrzymały "zbieranie ziem ruskich pod berłem cara moskiewskiego". Pokój w Jamie Zapolskim w 1581 r. po raz pierwszy zakończył się istotnym sukcesem strony polsko-litewskiej. Rzeczpospolita odzyskiwała nie tylko ziemię połocką z Połockiem, ale także zajęte przez Iwana IV Groźnego Inflanty. Dalsze plany odzyskania utraconych prowincji Wielkiego Księstwa Litewskiego przez Jagiellonów zostały zaniechane wobec przedwczesnej śmierci Stefana Batorego.
Śmierć Iwana Groźnego, a następnie jego synów - Fiodora i małoletniego Dymitra w Ugliczu (1591 r.) otworzyła drogę do tronu carskiego Borysowi Godunowowi, który od 1598 r. umacniał swą władzę w walce z opozycją bojarów. Niechętni władzy nowego cara rozpuszczali wieści o cudownie ocalałym carewiczu Dymitrze, który pojawił się w Rzeczypospolitej na dworze kniazia Adama Wiśniowieckiego. W rzeczywistości był to Grigorij Otriepiew, mnich z Moskwy, który w 1602 r. zbiegł do Ostroga - posiadłości księcia Konstantego Ostrogskiego. Wkupiwszy się w łaski wojewody sandomierskiego Jerzego Mniszcha i innych polsko-ruskich magnatów, za cichym przyzwoleniem Zygmunta III ruszył Dymitr ku granicom moskiewskim na czele zaciągniętych oddziałów, Kozaków zaporoskich i dońskich, oraz masowo przyłączającej się doń ludności. Nagła śmierć 13 kwietnia 1605 r. Borysa Godunowa ułatwiła mu pochód pod Moskwę po koronę carską. Wkrótce zebrana pod Kromami armia carska poddała się Dymitrowi, a on sam wkroczył do Moskwy jako nowy car.
Rządy Dymitra były krótkie wobec rosnącej opozycji do jego władzy i niechęci do otaczających go Polaków. Pretekstem do buntu były uroczystości weselne cara z Maryną Mniszchówną, córką wojewody sandomierskiego. Przywódcą spisku był Wasyl Szujski i jego bracia - Dymitr i Iwan. 17 maja 1606 r. w wyniku zamachu został zgładzony car Dymitr i wielu otaczających go Polaków. Nowym carem został Wasyl Szujski, którego Wasyl Kluczewski określił jako "człowieka niegłupiego - ale bardziej chytrego niż mądrego, który do niemożliwości załgał się i pogrążył w intrygach".
Na obszarze tak Rzeczypospolitej, jak i Państwa Moskiewskiego pojawi się potem wielu samozwańców podających się za cudem uratowanych Dymitrów. Jeden z nich w lipcu 1607 r. w Starodubie Siewierskim uzyskał poparcie miejscowej ludności, a także wielu wpływowych osób z Korony, m.in. kniaziów Adama Wiśniowieckiego i Romana Rożyńskiego. Przy pomocy oddziałów zaciągniętych na pograniczu i uwolnionych ze służby żołnierzy po zakończeniu rokoszu sandomierskiego ruszył Łże-Dymitr w stronę Moskwy.

Wiktoria pod Kłuszynem

W Rzeczypospolitej po zamordowaniu I Dymitra część szlachty domagała się interwencji zbrojnej wobec Moskwy; dominowały jednak nastroje pacyfistyczne. Wielu przeciwników interwencji podkreślało, że Zygmunt III nie może rozpoczynać wojny bez zgody Sejmu walnego oraz odciągać oddziałów z teatru inflanckiego wobec toczącej się wojny ze Szwecją Karola IX. Za wszystkim stał aspekt finansowy - szlachta po prostu niechętnie odniosła się do nowych podatków, które były nieodzowne do prowadzenia wojny na Wschodzie. Decyzję polskiego monarchy przyspieszył traktat Moskwy ze Szwecją zawarty w Wyborgu 28 lutego 1609 r. i skierowany swoim ostrzem w Rzeczpospolitą. Za cenę utraty Karelii Szujski zyskiwał posiłki szwedzkie wobec spodziewanej interwencji Zygmunta III. Faktycznie działania wojenne zaczęły się we wrześniu 1609 r., a 21 tego miesiąca siły królewskie przekroczyły granicę moskiewską, kierując się na Smoleńsk utracony przez Litwinów w 1514 roku. Oblężenie twierdzy, które miało być jedynie epizodem w kampanii moskiewskiej Zygmunta III, trwało niemal dwa lata i przyniosło duże straty obu stronom konfliktu.
Tymczasem Szujscy wzmocnieni posiłkami szwedzkimi przygotowali odsiecz dla Smoleńska. Pod Możajskiem skoncentrowano niemal 30 tysięcy żołnierzy moskiewskich i kilka tysięcy najemników dowodzonych przez Pontusa de la Gardiego. Koncentrację osłaniała szpica przednia, która pod komendą Grigorija Wołujewa zajęła Carowe Zajmiszcze, blokując marsz sił polskich od strony Smoleńska. Na czele armii moskiewskiej stał Dymitr Szujski, który nie miał większego doświadczenia wojskowego. Oblegający twierdzę smoleńską zdecydowali się wysłać przeciwko siłom moskiewskim korpus, który zdecydował się objąć w dowództwo hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski. Potoccy bowiem nie wykazywali chęci objęcia dowództwa nad liczącym zaledwie 3 tysiące oddziałem, bojąc się kompromitacji. W trakcie marszu Żółkiewski połączył się z oddziałami będącymi dotąd w służbie Samozwańca pod komendą płk. Aleksandra Zborowskiego. Dla tego ostatniego była to decyzja trudna, gdyż poddawał się pod komendę człowieka, który przyczynił się do pojmania jego ojca - Samuela, którego następnie z rozkazu Batorego ścięto na Wawelu. Jednak pod Carowym Zajmiszczem, gdzie dotarły siły Żółkiewskiego 25 czerwca 1610 r., pułki żołnierzy spod Tuszyna dołączyły do hetmana, istotnie wzmacniając jego siły do ponad 6,5 tysiąca ludzi.
Hetman, wiedząc o nadciągających siłach Szujskiego, podjął wówczas śmiałą, acz jedyną możliwą decyzję: pozostawił pod Carowym Zajmiszczem część piechoty i nocą z 3 na 4 lipca ruszył pod Kłuszyn, gdzie obozowały siły przeciwnika. 4 lipca doszło do batalii, która zakończyła się wielkim sukcesem Żółkiewskiego.

Bojarzy wybierają królewicza Władysława

Na wieść o pogromie armii Dymitra Szujskiego doszło 27 lipca w Moskwie do obalenia władzy jego brata, Wasyla, a władzę przejęło siedmiu bojarów wyznaczonych przez Dumę - tymczasowo administrowali oni Państwem Moskiewskim, a ich wyłonione kolegium zwano siemibojarszczyzną.
Wkrótce zwycięskie oddziały Żółkiewskiego ruszyły ku Moskwie i 3 sierpnia rozłożyły się na przedpolach stolicy na tzw. Choroszewskich Ługach i Chodyńskim Polu. Wobec zagrożenia Moskwy także ze strony oddziałów Samozwańca bojarzy zdecydowali się na rozmowy z hetmanem, w tym także o kandydaturze syna Zygmunta III - królewicza Władysława, na tron carski. Rozmowy były trudne, gdyż wielu, na czele z patriarchą Hermogenesem, nie chciało słyszeć, aby tron carski objął "łacinnik" WładysławZygmuntowicz Waza. Wreszcie 27 sierpnia podpisano układ, na mocy którego stany moskiewskie obrały na cara królewicza, stawiając dwa warunki podstawowe: aby królewicz przeszedł na prawosławie oraz aby strona polska zwróciła Moskwie wszystkie zamki i ziemie wzięte w wyniku rozpoczętych działań wojennych w 1609 roku. Hetman, licząc, że pod Smoleńskiem, gdzie znajdował się król, będzie można dokonać korekty tych postanowień, zgodził się na warunki bojarów. Strona moskiewska natomiast brała na siebie zwrot kosztów wojny poniesionych przez Rzeczpospolitą.
Wizja, jaka ukazywała się realnie po zwycięstwie kłuszyńskim, była związana z ideą unii obu państw, którą podjął jeszcze w 1600 r. kanclerz litewski Lew Sapieha w trakcie swych negocjacji w Moskwie. Kłóciła się jednak z koncepcją Zygmunta III i jego otoczenia, które zakładało, że skutkiem wojny z Moskwą, osłabioną w wyniku zamętu wewnętrznego na skutek dymitriad, będzie odzyskanie Smoleńska i całej Siewierszczyzny. Dopiero po odzyskaniu utraconych prowincji na rzecz Moskwy z początku XVI wieku można mówić o sprawie sukcesji tronu carskiego.

Żółkiewski zajmuje Moskwę

W początkach września 1610 r. zgodnie z obietnicą daną bojarom Żółkiewski na czele swych sił ruszył ku obozowi szalbierza i w wyniku rozmów z dowódcą jego oddziałów, Janem Piotrem Sapiehą, uzyskał zgodę jego podkomendnych, by porzucili służbę u Dymitra i odstąpili od Moskwy. Tenże wraz z Maryną, która po wydostaniu się z niewoli ponownie znalazła się u boku nowego pretendenta do tronu carskiego, zbiegł do Kaługi, nie czekając, aż schwytają go ludzie hetmana.
Ucieczka Samozwańca ułatwiła działania siemibojarszczyźnie, która wykorzystała zlikwidowanie zagrożenia dla stolicy ze strony wojsk szalbierza dla jednoznacznego wsparcia kandydatury królewicza Władysława do tronu moskiewskiego. Problemem był jednak pobyt wojsk samego Żółkiewskiego pod murami stolicy, gdyż hetman zobowiązał się, iż nie wprowadzi w jej mury żołnierzy bez zgody bojarów. Wojsko miało bowiem wycofać się w okolice Możajska i tam czekać na rezultaty rokowań poselstwa moskiewskiego z Zygmuntem III pod obleganym przez armię polsko-litewską Smoleńskiem.
Jesienne słoty, konieczność kontroli nad strategicznymi miejscami w mieście oraz poparcie części bojarów na czele z Fiodorem Mścisławskim zadecydowały, że Żółkiewski podjął decyzję wprowadzenia oddziałów w obręb miasta, zajmując centralne dzielnice Moskwy. I tak Kitajgrod zajął pułk Aleksandra Zborowskiego, w Białymgrodzie rozlokowali się żołnierze z pułku Marcina Kazanowskiego i Ludwika Weihera. Obsadzono także klasztor Nowodziewiczy, a pułki hetmana i Aleksandra Gosiewskiego stanęły na Kremlu. Jak pisał sam hetman, wprowadzone w obręb miasta różnymi bramami "kupami w osobnych dworach stanęło wojsko, iżby na wszelki przypadek jedni drugim mogli być pomocni".
Dalszy rozwój wypadków zależał od uzgodnień pomiędzy oficjalnym poselstwem bojarów, na czele którego stanęli kniaź Wasyl Golicyn oraz metropolita rostowski i jarosławski Filaret Romanow, którzy udali się na rozmowy z Zygmuntem III pod Smoleńsk. Jednocześnie zgodnie z zawartym z hetmanem układem bojarzy wysyłali listy do miast i grodów, które dotąd uznawały władzę Szujskiego, aby złożyły przysięgę wierności nowo wybranemu carowi Władysławowi. Sam hetman dla zdania sprawy ze swoich czynności w stolicy moskiewskiej zdecydował się opuścić Moskwę, powierzając stolicę komendantowi Gosiewskiemu. Wyprowadzając żołnierzy własnego pułku i Mikołaja Strusia, obsadził nimi Możajsk, Borysów i Wereję dla komunikacji z pozostawioną na Kremlu polską załogą. W sumie w stolicy zostały pułki liczące około 6 tysięcy ludzi.
Brak postępu w rokowaniach pod Smoleńskiem, gdzie bojarzy nie godzili się na złożenie przysięgi królowi Zygmuntowi III, oraz zbrojne wystąpienia ludności Moskwy wobec polskiej załogi zwiastowały bunty na prowincji wobec układu z 27 sierpnia 1610 r. względem wyboru królewicza Władysława na cara. Pierwszy sygnał do zbrojnego powstania na prowincji dał wojewoda riazański Prokop Lapunow, który w styczniu 1611 r. wypowiedział posłuszeństwo polskiemu królewiczowi. Za nim poszli inni. Oddziały Lapunowa i kozackie Iwana Zarudzkiego rozpoczęły marsz w kierunku Moskwy dla jej oswobodzenia. 29 marca 1611 r. doszło do rozruchów w stolicy w związku z pacyfikacją miasta zarządzoną przez Gosiewskiego. Podpalanie zabudowań w Białymgrodzie przy silnym wietrze doprowadziło do spalenia północnych rejonów Moskwy. Od tego momentu garnizon znajdował się w swoistej izolacji, gdyż już nocą z 29 na 30 marca nie mógł przedrzeć się na Kreml będący pod stolicą pułk Strusia z powodu przybycia oddziałów pospolitego ruszenia moskiewskiego. Na skutek zatrzymania dostaw żywności załoga miała coraz większe trudności z wyżywieniem.

Triumf Rzeczypospolitej

Tymczasem po niemal dwóch latach dopełniał się los Smoleńska oblężonego od schyłku września 1609 roku. W wyniku szturmu 13 czerwca 1611 r. zdobyto twierdzę smoleńską, co było jednym z głównych celów wojny. Drugi natomiast - osadzenie na tronie królewicza Władysława - wobec oporu społeczeństwa rosyjskiego oddalał się coraz bardziej. Odjazd króla do Rzeczypospolitej w początkach lipca 1611 r. i przekazanie komendy nad wojskiem do dalszych zmagań z Moskwą hetmanowi Janowi Karolowi Chodkiewiczowi wiązały się z koniecznością zwołania Sejmu i zdobycia dalszych funduszy na opłacenie "borgowego" żołnierza.
Sukces zajęcia Smoleńska, jaki był udziałem monarchy, widoczny był w trakcie jego uroczystego wjazdu do Warszawy 16 września 1611 roku. Podobny miał miejsce 29 października z udziałem hetmana Stanisława Żółkiewskiego i prowadzonych przed oblicze polskiego monarchy więźniów moskiewskich na czele z Szujskimi i patriarchą Filaretem. W Sali Senatorskiej Zamku Królewskiego stanęli przed obliczem Zygmunta III: "car z bracią, pokłon uczyniwszy głową przed Jego Królewską Mością, szłyk [czapkę] w ręku trzymając i przed majestatem JKM stojąc, wszystkim uczynili żałosny widok szczęścia odmiennego na świecie".
Na Sejmie tym wcielono zajęte prowincje (Smoleńszczyznę, Siewierszczyznę i Czernihowszczyznę) do Rzeczypospolitej, a do urządzenia nowych ziem wyznaczono komisarzy sejmowych. Atmosferę triumfu psuły jednak żądania finansowe armii, którą chwalono za męstwo i rycerskie czyny, lecz pozostawiano bez pieniędzy, oraz pogarszająca się sytuacja oblężonej załogi polskiej w murach Kremla. Nie powiodły się także rokowania z posłami moskiewskimi, gdyż Zygmunt III myślał raczej o ścisłej unii realnej Rzeczypospolitej z Moskwą pod swoim berłem niż o wysłaniu królewicza Władysława do stolicy moskiewskiej. Wobec braku zgody bojarów strona polska sugerowała, że Zygmunt III obejmie rządy w Moskwie na czas określony, aby następnie przekazać je synowi. Obawa o życie królewicza, któremu należało przydzielić silną ochronę w postaci korpusu wojska, była podzielana także przez otoczenie polskiego monarchy.

Wymordowanie polskiej załogi

Tymczasem położenie garnizonu polskiego w Moskwie pogarszało się z dnia na dzień. Nie pomogły posiłki wprowadzone przez Chodkiewicza w październiku 1611 r., gdyż hetman przybył do stolicy bez pieniędzy. Nieopłacone pułki w styczniu 1612 r. pod laską Józefa Cieklińskiego zawiązały konfederację, grożąc, że jeśli nie otrzymają zaległego żołdu, w czerwcu ruszą ku granicom Rzeczypospolitej. Gorzej, że zamknięci w murach Kremla swą służbę ograniczyli do połowy marca. Chodkiewiczowi udało się utrzymać ich w służbie aż do czerwca, gdy pod mury Moskwy przybyły oddziały posiłkowe pod dowództwem Mikołaja Strusia, starosty chmielnickiego. Ten wyraził zgodę na zluzowanie części oddziałów znajdujących się w stolicy, ale postawił warunek objęcia naczelnej komendy w Moskwie. Zrażony doń dotychczasowy komendant garnizonu opuścił stolicę wraz z podkomendnymi, zabierając zastawione za niewypłacony im żołd skarby z Kremla. Moskwę objęli we władanie żołnierze z pułku Strusia oraz część ludzi z oddziałów J.P. Sapiehy pod komendą Józefa Budziłły, autora diariusza wojny moskiewskiej.
W obliczu narastania wrzenia na prowincji wobec dalszej obecności polskiego garnizonu w Moskwie Zygmunt III po odbyciu pielgrzymki do Częstochowy w marcu 1612 r. skierował do senatorów prośbę o przedstawienie zdania względem dalszego prowadzenia wojny z Moskwą i osadzenia na stolcu carskim królewicza Władysława. I choć większość senatorów zalecała królowi kontynuowanie działań wojennych, wszyscy zwracali uwagę na trudności finansowe, a większość była przeciwna wysłaniu Władysława. Sam Zygmunt III nie spieszył się z wyprawą, gdyż nie miał pieniędzy nawet na opłacenie oddziałów będących w służbie. Odsiecz dla głodującej załogi Kremla powierzono hetmanowi Chodkiewiczowi, który nie zdołał przebić się przez oddziały drugiego pospolitego ruszenia - w walkach 1-3 września 1612 r. stracił tabory i został zmuszony do wycofania się spod Moskwy.
Wobec tragicznej sytuacji załogi Struś zdecydował się na kapitulację, której warunki ustalono ostatecznie 6 listopada. Następnego dnia załoga miała złożyć broń i wymaszerować z Kremla. Strona moskiewska, zaprzysięgając na krucyfiks, obiecała pozostawić żołnierzy przy życiu. 7 listopada otworzono bramy Kremla, a żołnierzy wyprowadzono i podzielono.
Towarzystwo z pułku Strusia przypadło Kozakom Aleksieja N. Trubeckiego, którzy nie zamierzali honorować warunków kapitulacji i większość żołnierzy wymordowali. Sam dowódca garnizonu, Mikołaj Struś, był zbyt cennym jeńcem, aby podzielić ich los i dostał się do niewoli, z której wyszedł dopiero po zawarciu traktatu w Deulinie w czerwcu 1619 roku. Więcej szczęścia mieli żołnierze z pułku Budziłły, którzy dostali się pod "opiekę" księcia Dymitra Pożarskiego. I ci jednak musieli wiele lat przesiedzieć w niewoli moskiewskiej.
Okres smuty dobiegał końca. 3 marca 1613 r. sobór ziemski wybrał na cara moskiewskiego przedstawiciela Romanowów - Michała - syna pozostającego w polskiej niewoli patriarchy Filareta.
Kapitulacja polskiego garnizonu na Kremlu wiąże się z jednym z najważniejszych świąt państwowych carskiej Rosji przypadającego na 4 listopada. Poświęcono je Matce Bożej Kazańskiej. W Jej opiekę oddali się dwaj przywódcy drugiego pospolitego ruszenia - książę Pożarski i Kuźma Minin, którzy doprowadzili do wyzwolenia stolicy. Podkreślano także, że była to rocznica wyzwolenia Moskwy spod polskiej okupacji, choć do kapitulacji garnizonu Strusia doszło dopiero 7 listopada. Tego dnia przypadały z kolei uroczyste obchody rocznicy październikowej w czasach ZSRS (25 października według starego stylu). Wracając do dawnych tradycji, Duma Państwowa w grudniu 2004 r. ustanowiła dzień 4 listopada Dniem Jedności Narodowej, symbolizujący solidarne wystąpienie wszystkich stanów Rosji wobec obcej interwencji. Wielu jednak Rosjan nie potrafi umieścić tego święta w kontekście historycznym, wiążąc je nadal z przeszłą epoką.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my17.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 17 lip 2013, 09:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Bunt Napierskiego

Był awanturnikiem wielkiego kalibru i niespokojnym duchem. Podczas wojny trzydziestoletniej w Niemczech walczył przeciw katolikom jako najemnik. Potem spiskował wespół z wrogami Rzeczypospolitej. Podawał się za potomka polskiego króla, zaś w PRL komunistyczni propagandyści uczynili zeń ikonę walki o sprawiedliwość społeczną.

Jego życie pełne było kłamstw i fałszywych legend, właściwych dla ludzi żyjących w świecie mroku. Nie mamy pewności nawet co do jego prawdziwego imienia i nazwiska. Przyjęło się wspominać go jako Aleksandra Kostkę-Napierskiego, jednak ów jegomość podpisywał się i przedstawiał rozmaicie, jako: Aleksander Leon ze Sztemberku, Aleksander Leo (Lew) ze Sztemberku Kostka, Aleksander Leon Napierski, Wojciech Stanisław Bzowski...

Urodził się około 1620 roku. Jako młodzieniec powąchał prochu na polach bitew wojny trzydziestoletniej pustoszącej Niemcy. Rzeczpospolita oficjalnie nie wzięła udziału w tych zmaganiach, choć polski monarcha wysłał tamtejszym katolikom w sukurs chorągwie lisowczyków. Po obu stronach walczyli natomiast sarmaccy wolontariusze i kondotierzy. Znalazł się tam również Kostka-Napierski, jako oficer w służbie Szwedów, będących wtedy główną siłą uderzeniową rewolucji protestanckiej. Podobno pod koniec wojny Kostka-Napierski pozostawał w kontaktach korespondencyjnych z feldmarszałkiem Gustawem Karolem Wranglem, naczelnym dowódcą armii szwedzkiej w Niemczech, co świadczyłoby o jego nietuzinkowej pozycji.

Dywersja

Rok 1648 przyniósł koniec krwawej hekatomby w Niemczech, natomiast państwo polskie rozdarła wówczas straszliwa rebelia Bohdana Chmielnickiego, która zapoczątkowała powolne konanie Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Zawarta w następnym roku ugoda zborowska tylko na krótko wstrzymała rozlew krwi. Obie strony gromadziły siły do ostatecznej rozgrywki. Rychło sejm w Warszawie uchwalił nowe podatki, które miały pozwolić na wystawienie 50-tysięcznej armii.

Z kolei Chmielnicki prowadził ożywioną działalność dyplomatyczną, nawiązując kontakt m.in. z protestanckim władcą Siedmiogrodu Jerzym II Rakoczym. Emisariusze hetmana zaporoskiego próbowali werbować najemników na Śląsku. Inni wysłannicy przedostali się do Polski centralnej, usiłując zainicjować tam rozruchy.

Prawdopodobnie jednym z takich tajnych agentów był Kostka-Napierski. Pojawił się on na Podhalu na wiosnę 1651 r. Podawał się za pułkownika wojsk koronnych werbującego ochotników pod sztandary jego królewskiej mości. Posługiwał się sfałszowanymi dokumentami upoważniającymi go do prowadzenia zaciągu. Pozyskał jako współpracownika niejakiego Marcina Radockiego z Pcimia – niedoszłego księdza, następnie kościelnego („klechy”) i długoletniego nauczyciela pcimskiej szkoły parafialnej, który jak się wydaje zwrócił się w stronę arianizmu.

Radocki łączył żarliwość sekciarza z radykalnymi ideami społecznymi, jakby antycypując XX-wieczną teologię wyzwolenia. „Pułkownika” Napierskiego powitał jako wysłannika Niebios, który na drodze rewolucji zaprowadzi sprawiedliwość i pokój na ziemi... Radocki był człowiekiem biegłym w piśmie; prawdopodobnie to on spreparował dokumenty, jakimi posługiwał się Kostka.

Werbunek do „powstańczego” oddziału szedł opornie, więc Kostka zasilał swe szeregi zwykłymi opryszkami. Jednymi z pierwszych byli dwaj zbóje rusińscy, Wasyl Czepiec i Jędrzej Sawka, których egzekucja miała właśnie odbyć się w Nowym Targu. „Pułkownik” Kostka wyjednał ich uwolnienie w zamian za wcielenie do jego chorągwi, po oficjalnie złożonej przysiędze wiernej służby Rzeczypospolitej. Skazańcom zdjęto łańcuchy, a na pożegnanie kat, jak nakazywał obyczaj, pokazał obu świeżo upieczonym obrońcom Ojczyzny swój nagi miecz, a następnie podetknął im pod nosy misę z rozgrzaną siarką ze słowami: Pamiętaj, jak to pachnie!
Wypada żałować, że tą szczególna wonią nie zainteresował się wtedy sam „pułkownik” Napierski...

Wystąpienie

Kostka wszedł w przymierze ze Stanisławem z Łętowni (Łętowskim), zwanym „Marszałkiem”, sołtysem z Czarnego Dunajca, jak go przedstawia dziejopis: „pierwszą powagą wśród wszystkich zbójców, hersztem wszystkich buntów w górach” (istotnie, granica między antyszlacheckim buntem a zwykłym zbójectwem bywała dość płynna). Wkrótce miał już pod rozkazami parę tuzinów zabijaków, wprawdzie „ludzi hultajskich, przywykłych tylko do rozboju”, którzy wszakże, jak mniemał, byli zdolni do zainicjowania rebelii.

Tymczasem wypadki nabrały gwałtownego tempa. 6 maja 1651 r. król Jan Kazimierz, na wieść o nadciągającej wielkiej armii Chmielnickiego posiłkowanej przez ordę tatarską, ruszył z wojskiem na ziemie ukrainne na spotkanie wrogowi. Zrozumiałe zaniepokojenie monarchy wywołało przechwycenie listu Chmielnickiego do księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego, w którym hetman kozacki namawiał swego alianta do najazdu na ogołoconą z wojska południową granicę Korony. Król zlecił niełatwe zadanie obrony tych ziem biskupowi krakowskiemu Piotrowi Gembickiemu. Nie upłynęło wiele czasu, a ów hierarcha zmuszony został do wykazania się kunsztem militarnym.

14 czerwca 1651 r. oddział Kostki-Napierskiego i Stanisława Łętowskiego zajął zamek w Czorsztynie, opuszczony przez załogę (która wymaszerowała na wojnę z Chmielnickim). Twierdza, umiejscowiona na rozwidleniu szlaków handlowych, pozwalała kontrolować ważną strategicznie drogę na Węgry. W przypadku wkroczenia wojsk Rakoczego mogła zapewnić im osłonę i otworzyć przejście w głąb kraju.

Kostka rozpoczął rozpowszechnianie odezw do chłopów, wzywając do wystąpień przeciw „panom”. Oprócz szermowania hasłami wolnościowymi (obietnica zniesienia wszelkich ciężarów, poddaństwa, anulowania długów, podziału ziem i lasów szlacheckich) nie zapomniał o bardziej przyziemnych motywacjach, namawiając do rabowania dworów. Jako mistrz dezinformacji, przedstawiał się jako obrońca... króla jegomości, rzekomo zagrożonego zdradzieckim rokoszem szlachty. Nie przeszkadzało mu to zapowiadać swym zwolennikom rychłego nadejścia posiłków od Chmielnickiego.

Kontratak

Już po czterech dniach starosta dobczycki Michał Jordan próbował odbić zamek. Jednak siły jakimi rozporządzał – 60 pieszych pikinierów i 25 dragonów – okazały się niewystarczające do wykurzenia rebeliantów ukrytych za solidnymi murami. Po gęstej palbie z broni ręcznej oddział pana starosty ustąpił.

Zdaje się, że czorsztyński „Lew” był lepszym rymopisem niż strategiem. Następne dni spędził beztrosko w zamku, jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. 22 czerwca pod twierdzę podeszły znaczne siły przysłane przez biskupa Gembickiego – blisko tysiąc żołnierzy pod pułkownikiem Wilhelmem Jarockim, z kilkoma armatami.

Tym razem zaczęło się regularne oblężenie. Już w pierwszym dniu siły biskupie zdobyły tzw. dolny zamek z jedyną studnią. Wprawdzie zamek górny, wciąż pozostający w rękach rebeliantów, zaopatrzony był w dużą cysternę, jednak „Lew Czorsztyna” zapomniał napełnić ją wodą...

Obleganym rychło zrzedły miny. Już 24 czerwca rozbroili swych hersztów, a następnie przesłali propozycję kapitulacji, w zamian za amnestię i wydanie swych przywódców. Pułkownik Jarocki przystał na ten warunek. Po otrzymaniu takiego zapewnienia, „powstańcy” niezwłocznie otwarli bramę, wydając w ręce żołnierzy związanych powrozami Kostkę-Napierskiego i Stanisława Łętowskiego.

Pułkownik Jarocki dotrzymał słowa. Szeregowych buntowników puścił wolno, sam zaś powrócił do Krakowa, prowadząc dwóch zatrzymanych wodzów rebelii. Wkrótce dołączył do nich aresztowany Marcin Radocki z Pcimia, wojujący arianin.

Siarka i pal

Kostka i jego wspólnicy stanęli przed krakowskim sądem grodzkim. Przedstawiono dowody w postaci znalezionych przy rebeliantach dokumentów (w tym uniwersału Bohdana Chmielnickiego) oraz zeznań świadków. Kostka, zgodnie z ówczesną procedurą śledczą został wzięty na męki (wyrywano mu ręce i nogi ze stawów, przypalano boki pochodniami, wreszcie polewano pierś roztopioną siarką). Nie zdradził wspólników, choć usiłował bronić się do końca. Oświadczył, że jest... synem z nieprawego łoża zmarłego przed trzema laty króla Władysława IV (przyrodniego brata panującego aktualnie Jana Kazimierza). Przyznał, że jego zamiarem było wywołanie powszechnej rewolty i zaatakowanie Krakowa i innych miast, złupienie i spalenie kościołów, klasztorów i dworów szlacheckich, że liczył na pomoc ze strony Chmielnickiego i Rakoczego.

W piątek 18 lipca 1651 r. na wzgórzu Krzemionki wykonano wyrok sądu. Stanisław „Marszałek” Łętowski i Marcin Radoski zostali ścięci. Zwłoki „Marszałka” poćwiartowano, zaś głowę Radockiego przybito do szubienicy.

Kostkę-Napierskiego wbito na pal. Nieszczęsny buntownik poszedł na śmierć odważnie, z krucyfiksem w ręku. Partactwo krakowskiego kata Szymka sprawiło, że przywódcę rewolty dopiero za dziesiątym razem przykładnie nadziano na sosnowe ostrze.
Imć Wespazjan Kochowski skomentował rzecz z iście czarnym humorem:

Nie wiem, co to za nowy kucharz się pojawił,
Miasto pieczeni, Kostkę nam na rożen wprawił.

Beresteczko

Bunt Kostki-Napierskiego na polskim zapleczu, również działania innych agentów m.in. w Wielkopolsce, wiele nie pomogły Chmielnickiemu. Jego siedmiogrodzki sprzymierzeniec, książę Jerzy II Rakoczy również nie odważył się na akcję militarną przeciw Rzeczypospolitej.
W dniach od 28 do 30 czerwca 1651 r., kiedy Kostka-Napierski i jego wspólnicy znajdowali się już pod kluczem, pod Beresteczkiem na Wołyniu rozegrała się wielka bitwa.

Siedemdziesięciotysięczna armia polska króla Jana Kazimierza odniosła tam świetne zwycięstwo, gromiąc znacznie liczniejsze (110-130 tysięcy) siły kozacko-tatarskie Bohdana Chmielnickiego i chana Islama Gireja.

O dziwo, sroga kaźń Kostki-Napierskiego wywołała pewne niezadowolenie wśród szlacheckiej braci. Litowano się nad jego strasznym losem, popełnione zbrodnie tłumacząc (nieco naiwnie) rzekomą „lekkomyślnością” wynikającą ponoć z młodego wieku... Dały się słyszeć głosy, że zamiast Kostki należało „egzekwować” głównego winowajcę, to jest Bohdana Chmielnickiego.

Idol komunistów

Po wielu latach Kostka stanie się bohaterem utworów Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Władysława Orkana i Jana Kasprowicza. W okresie PRL władze komunistyczne usiłowały wypromować kult postaci Napierskiego, kreując go na przywódcę wielkiego powstania chłopskiego. Jego imieniem nazwano wiele ulic, zaś rzekome przewagi „chłopskiego rewolucjonisty” opiewał film fabularny „Podhale w ogniu” (1956).

Trudno dociec intencji czerwonych propagandystów, dlaczego ich wybór padł właśnie na tę postać. Przecież w Rzeczypospolitej szlacheckiej nie brakło autentycznych buntów chłopskich o znacznie szerszym zasięgu. Tymczasem Kostka był obcym agentem; zdołał zaś zwerbować wedle różnych źródeł zaledwie od 27 do 55 ludzi, w znacznej mierze pospolitych opryszków zwabionych obietnicą łupów; jego wystąpienie skończyło się niesławnie już po 11 dniach, z których ledwie 4 spędził w boju.

Inna rzecz, że działania Kostki do pewnego stopnia przypominają modus operandi Gwardii Ludowej PPR w czasie II wojny światowej, zarówno jeśli chodzi o tzw. „zagospodarowanie elementu bandziorskiego”, jak i agenturalność dowódców. Być może z tych właśnie względów Kostka jawił się komunistom jako wzór cnót i zalet...

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/bunt-napierskiego,16285,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /