Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 22 lip 2013, 05:50 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Rekonstrukcja pamięci

Co najmniej 5 tysięcy osób przyjechało do Radymna, żeby obejrzeć rekonstrukcję jednego z epizodów rzezi wołyńskiej.

Tutaj oddajemy hołd pomordowanym. Oddaje hołd nie prezydent, nie rząd, ale Naród – mówił Andrzej Zapałowski, były europoseł, przed rekonstrukcją jednego z epizodów rzezi wołyńskiej w Radymnie na Podkarpaciu.

Rekonstrukcja zbrodni wołyńskiej „Wołyń 1943 nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” zgromadziła na obrzeżach Radymna co najmniej 5 tysięcy osób.

– Chcemy uczcić setki tysięcy ludzi, którzy zginęli na Wołyniu – zaznaczył na wstępie burmistrz miasta Wiesław Pirożek. Zaapelował do zebranych, żeby przeżyli to spotkanie „w zadumie, z powagą”.

– Nie jest to piknik. Nie jest to zabawa. Ono ma nas nauczyć na przyszłość, żeby nigdy to się nie powtórzyło, to wymaga pamięci – podkreślił.

Mamy odwagę mówić

– Czy my, Polacy, nie możemy upominać się o swoich, wymordowanych w tym straszliwym ludobójstwie? Mamy prawo oraz mamy odwagę o tym opowiedzieć i powiedzieć, że to była tragedia obu narodów, także narodów: ormiańskiego, czeskiego, żydowskiego, które zamieszkiwały Wołyń – tłumaczył pomysłodawca rekonstrukcji Mirosław Majkowski, prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.”.

Duszpasterz Ormian ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski przypomniał słowa swojego ojca, który stracił krewnych podczas ludobójstwa, że Kresowianie zostali zabici dwukrotnie: nie tylko fizycznie, ale także przez przemilczenie ich tragedii.

Skrytykował działania polityków w parlamencie związane z uchwałą w 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej, w której chciano uniknąć określenia „ludobójstwo”.

– Ta rekonstrukcja nie jest przeciwko nikomu skierowana. Ona jest wołaniem o pamięć, a także o opamiętanie się polityków, żeby po prostu przestali kłamać, żeby powiedzieli prawdę, a na tej prawdzie zbudujemy prawdziwe relacje polsko-ukraińskie – zakończył ks. Isakowicz-Zaleski.

Pomnik UPA w Hruszowicach

Na takie elementy zakłamania wskazał Zapałowski.

– Niedaleko, w Hruszowicach, jest pomnik UPA, który od 20 lat stoi nielegalnie. I władze polskie nic z tym nie robią. Pytam, gdzie my żyjemy? – mówił, podkreślając, że to są społeczne obchody rzezi, bo przedstawiciele władzy nie chcieli w nich uczestniczyć ani objąć ich patronatem, jak choćby prezydent Bronisław Komorowski.

Rekonstrukcja rozpoczęła się od zobrazowania sielskiego życia w jednej z ponad stu polskich wiosek, które zostały zgładzone przez ukraińskich nacjonalistów: biegające przy chałupach dzieci, gospodarze wracający z pracy w polu, kobiety wykonujące swoje prace. Ale na tym spokojnym życiu już pojawiły się rysy, co obrazowała rozmowa między polskim gospodarzem a jego znajomym Ukraińcem, który był przekonany, że nie mają się czego obawiać, bo są jak rodzina.

Jednak dalsze sceny widowiska pokazały, że tak nie jest. Wioska została otoczona przez członków UPA i ukraińskich chłopów. Uczestnicy rekonstrukcji odegrali dramatyczne sceny: wywlekania bezbronnych ofiar z domów, podpalania domostw, zabijania kosami czy sierpami: kobiet i dzieci, i strzelania do uciekających. Na zakończenie inscenizacji podpalono miniatury chałup.

Oprawą inscenizacji były pieśni o tematyce religijnej, w tym pasyjne, a narrator przedstawiał okoliczności zbrodni na Wołyniu.

Przed rekonstrukcją można było usłyszeć muzykę znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego oraz krakowskiego rapera Tadeusza Polkowskiego, znanego jako Tadek Firma Solo, który wydał album z utworami dotyczącymi m.in. rtm. Witolda Pileckiego, żołnierzy wyklętych czy generała Augusta Fieldorfa „Nila”.

Rekonstrukcja głęboko poruszyła zebranych. – Najbardziej świadomość, że to, co rozgrywa się przed moimi oczami, wydarzyło się naprawdę – powiedziała nam jedna z uczestniczek. – Inscenizacja połączona z bardzo sugestywną muzyką Krzesimira Dębskiego spowodowała, że na całym ciele miałam „gęsią skórkę”. Cieszę się, że znaleźli się odważni ludzie, którzy pokazali tamte wydarzenia – dodaje.

Wiele osób miało łzy w oczach.

Nieugięte władze Radymna

Jeszcze przed zdarzeniem pomysłodawców i włodarzy miasta spotkała fala krytyki, m.in. w „Gazecie Wyborczej”. O odwołanie rekonstrukcji zaapelował do władz Radymna i Podkarpacia w imieniu Związku Ukraińców w Polsce jego prezes Piotr Tyma.

Mirosław Majkowski dziękował, że tyle osób jednak przyszło, a władze miasta nie uległy presji. – Dziękuję za obronę nas w mediach – mówił Majkowski.

Po widowisku mocno wzruszony podziękował grupom rekonstrukcyjnym, osobom, które odegrały role mieszkańców polskiej wsi, i zgromadzonym. – Dziękuję zebranej publiczności, dziękuję uczestnikom rekonstrukcji. To były ciężkie role – przyznał.

Inscenizację zorganizowały: Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.”, burmistrz Radymna, miasto Stalowa Wola oraz Miejski Ośrodek Kultury w Radymnie.

Zenon Baranowski, Radymno

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 01 sie 2013, 14:58 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Najważniejsze powstanie

Powstanie Warszawskie jest według Polaków najważniejszym zrywem narodowym - tak wynika z badań przeprowadzonych w lipcu przez sondażownię Homo Homini na zlecenie „Rzeczypospolitej”.
Sądzi tak 34 procent ankietowanych. Najwięcej spośród nich (42 proc.) jest w wieku pomiędzy 25 a 34 lata, na drugim miejscu są osoby w wieku przedemerytalnym: pomiędzy 55. a 64. rokiem życia (37 proc.)
„- Powstanie Warszawskie było największym w dziejach świata buntem o wolność. Jego znaczenie najdobitniej określają sami Niemcy, którzy twierdzą, że można je porównać jedynie z walką pod Stalingradem. To była bohaterska, niezwykła walka całego miasta” - tak skomentował te wyniki na łamach „Rz” 91-letni podporucznik Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, a także więzień sowieckich łagrów i więzień Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, specjalista od zarządzania, wykładowca uniwersytecki w różnych częściach świata, obecnie pracownik naukowy Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, profesor Witold Kieżun, który wraz z synem Witoldem był współinicjatorem stworzenia angielskojęzycznej witryny internetowej www.warsawuprising.com.

Po co powstała ta strona?

„- Wielkim dramatem i nieporozumieniem jest to, że Powstanie Warszawskie nie jest znane za granicą. Wielokrotnie, gdy w różnych krajach prowadziłem spotkania na jego temat, moi słuchacze byli przekonani, że będę mówił o powstaniu w getcie warszawskim” - powiedział prof. Kieżun gazecie zapewniając, że ma ogromny szacunek dla bohaterskiego zrywu Żydów, jest jednak przekonany, że nie można porównać 300-osobowej walki o godną śmierć, którą prowadzili powstańcy w getcie, z regularną wojną z Niemcami w Warszawie w 1944 roku.
Także dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej Andrzej Zawistowski jest całkowicie przekonany, że to właśnie Powstanie Warszawskie miało największy wpływ na to, w jakiej Polsce dziś żyjemy.
„- To nasz największy niepodległościowy zryw. To nie był przecież tylko lokalny bunt przeciwko okupantowi, który wybuchł w określonym miejscu geograficznym, ale wielka bitwa o wolną Polskę. Porażka tego zrywu zadecydowała m.in. o tym, jak wyglądała powojenna Polska. Dziś słychać głosy, że od początku było wiadomo, że powstanie nie ma sensu. To nieprawda” - podkreślił Zawistowski w rozmowie z „Rz”.
W przytoczonym badaniu Powstanie Warszawskie wyprzedziło aż o 20 punktów procentowych inne ważne wydarzenie z naszej historii: Powstanie Listopadowe.

„Natomiast za najmniej istotne Polacy uznali inny bunt przeciwko niemieckiemu najeźdźcy, który miał miejsce w Warszawie rok przed zrywem z sierpnia 1944 r., czyli - powstanie w getcie warszawskim, które wybuchło w 1943 r. Tylko 4,6 proc. badanych ten bohaterski opór przeprowadzony przez bojowników żydowskich uznało za najistotniejszy. Co ciekawe, wśród najmłodszych Polaków w przedziale wiekowym od 18 do 24 lat takich odpowiedzi uzyskano zdecydowanie więcej, bo 7 proc.” - czytamy w „Rzeczypospolitej”.

http://bukojer.salon24.pl/524376,najwaz ... -powstanie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 11 sie 2014, 07:55 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Warmińskie Pompeje

AKU, PAP

Archeolodzy odkryli pozostałości pierwszej średniowiecznej lokacji obecnego Barczewa. Naukowcy odszukane grodzisko nazwali „Warmińskimi Pompejami”, bo i ta osada pozostała właściwie niezmieniona po kataklizmie, którym był najazd litewskich wojsk księcia Kiejstuta. Archeolodzy, przygotowując się do poszukiwań osady, zastosowali nowoczesne metody. Ustalali lokalizację przy pomocy m.in. zdjęć lotniczych, na których widać zmiany w ukształtowaniu warstw ziemi. – Odnaleźliśmy pozostałości po dwóch budynkach tuż za bramą wjazdową, a w centralnej części wykop, gdzie znajdował się główny budynek w tej osadzie, czyli ratusz, kościół albo założenie obronne, czyli zamek – powiedział kierujący pracami dr Arkadiusz Koperkiewicz. – Odnaleźliśmy sporo zabytków, np. ceramikę – tak zwaną siwą, toczoną na kole, inną od tej, którą wytwarzali lokalni Prusowie – dodał dr Koperkiewicz.

http://www.naszdziennik.pl/wp/90701,war ... mpeje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 15 sie 2014, 11:21 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Transatalantyk "MS Piłsudski" czyli polski "Titanic".

leoparda - 14 Sierpień, 2014 - 18:19

Jutro mamy ważną rocznicę, która wiąże się z nierozerwalnie z Marszałkiem. Przy tej okazji może warto przypomnieć, że pierwszy polski nowy transatlantyk nosił nazwę PIŁSUDSKI. Mimo, że przez 123 lata byliśmy pod zaborami, to niebawem po odzyskaniu niepodległości (i dostępu do morza) zbudowaliśmy nowoczesne miasto czyli Gdynię. W porcie gdyńskim stacjonowały pasażerskie statki transatlantyckie. Jednym z nich był MS Piłsudski — duma narodowa Polski. Wszyscy znamy dzieje jednego z wielkich transatlantyków tamtych czasów czyli Titanica. My też mieliśmy statek, którego określa się mianem polskiego "Titanica" ze względu na jego tragiczną historię. Statku mało znanego po wojnie, noszącego zakazaną nazwę: Piłsudski. Była to siostrzana jednostka bardzo znanego statku jakim był "Batory".
W 1932 roku powstała koncepcja zbudowania dwóch nowych statków. Statki miała wybudować stocznia Monfalcone w Trieście (Włochy). Miały mieć one wystrój typowo polski. W tym celu powołano komisję złożoną z wybitnych plastyków i architektów, którzy zaprojektowali wnętrza. Byli w niej profesorowie Pruszkowski, Niemojewski, Jastrzębowski oraz inżynier Brukalski. Prace nadzorował inżynier Zonkada. Współpracowali z komisją profesor Borowski, Kubicki, Wajwód, Manteuffel.

Liniowce tego typu miały posiadać dwie klasy:
1.turystyczną (kabiny 1 i 2 osobowe),
2.klasę III (kabiny 2 - 4 osobowe).

Polski armator należał do Konfederacji Atlantyckiej, która ustanawiała ceny za przejazd w zależności od kategorii statku. Na nowych statkach ceny biletów były zawsze wyższe niż na starych. Nasze liniowce miały dwie klasy, a komfortem i funkcjonalnością przewyższały wiele statków tej kategorii. Starano narzucić armatorowi porzucenie takiego podziału na klasy. Po wielu negocjacjach podwyższono ceny biletów w klasie turystycznej o 17%. A Konfederacja Atlantycka musiała wprowadzić nową kategorię statków z trzecią klasą turystyczną.

Stępkę pod pierwszy statek, który nazywał się MS Piłsudski położono 1 marca1934 roku. W czasie jego budowy w Trieście przebywała grupa polskich oficerów z przyszłym kapitanem Mamertem Stankiewiczem, która miała obserwować prace na statku.
Na budującym się „Piłsudskim” od razu zaniepokoiły nas ― niedostateczna grubość arkuszy poszycia, słabość wiązań, podtrzymujących główny pokład, spiętrzenie nad wodą pokładów przy stosunkowo małym zanurzeniu oraz wysokie zawieszenie ciężkich łodzi ratunkowych. Widok tego wszystkiego zachwiał naszą wiarę w stateczność „Piłsudskiego”. (Cytat z książki K.O.Borchardta — Znaczy kapitan).
Wodowanie statku MS Piłsudski odbyło się 19 grudnia 1934 roku. Matką chrzestną statku była Wanda Pełczyńska, kurierka I brygady legionów, posłanka na sejm Rzeczpospolitej Polskiej, działaczka społeczna, odznaczona krzyżem Virtiti Militari, trzykrotnie Krzyżem Walecznych i Krzyżem Niepodległości z Mieczami.

12 maja 1935 roku zmarł marszałek Józef Piłsudski. Na statku jego imienia, jeszcze w niewykończonym salonie odbyło się nabożeństwo za zmarłego. Osobne nabożeństwo odprawiono w Trieście z udziałem najwyższych władz.
I przypomniało mi się wtenczas powiedzenie jednego z moich kolegów przyjaciół, który był starym żeglarzem, że niedobrze jest gdy nadaje się statkowi nowemu imię człowieka żyjącego. Wedle przesądów starych żeglarzy każdy statek ma swoją duszę, więc jakże mogą istnieć dwie istoty takie samo noszące imię? Jedna z nich musi zginąć. (Cytat z książki M. Stankiewicza — Z floty carskiej do polskiej)
22 sierpnia 1935 roku podpisano protokół prób morskich oraz przejęcia statku. Kapitanem statku został Mamert Stankiewicz. Następnego dnia podniesiono polską banderę na statku, jej uroczyste poświęcenie miało odbyć się w Gdyni. Statek wraz z przybyłymi pasażerami rusza w rejs wycieczkowy dookoła Europy z metą w Gdyni, gdzie przybył 11 września. Mieszkańcy Gdyni zgotowali statkowi huczne przyjęcie.
MS Piłsudski był statkiem o długości 160,4 m, szerokości 21,6 m, zanurzeniu 7, 54 m, pojemności 14294 RT. Miał jedenaście wodoszczelnych grodzi, siedem pokładów, z czego trzy zajmowały całą długość statku. Konstrukcja była nitowana. Posiadał system ochrony przeciw pożarowej. Na statku znajdowały się cztery ładownie, garaż dla osiemnastu samochodów. Było na nim czternaście szalup ratunkowych (drewnianych) oraz dwie łodzie motorowe. Napęd jednostki stanowiły dwa silniki wysokoprężne Sulzera typu 9SD72 o łącznej mocy 12500 KM. Energię elektryczną dostarczały cztery zespoły prądotwórcze po 210 KW. Statek zabierał 796 pasażerów i 350 osób załogi. Na dziobie dumnie prezentowały się srebrne insygnia marszałkowskie i stylizowana odznaka I. brygady.
Z pomieszczeń na statku można wymienić między innymi: salon z parkietem tanecznym, palarnie, werandę widokową, reprezentacyjny hol z portretem marszałka Piłsudskiego, dużą klatkę schodową z windą, salkę zabaw dla dzieci, jadalnię, basen z salą gimnastyczną. Wyposażenie statku nie odbiegało od tych na wielkich transatlantykach.

Pierwsza podróż MS Piłsudski zaczęła się 15 września 1935 roku. 24 września statek przypłynął do Nowego Jorku, gdzie spotkał się z tryumfalnym przyjęciem. Samoloty z flagą z napisem: Welcome Motor ship Piłsudski krążyły nad statkiem, z samolotów rzucano kwiaty, wszystkie napotkane statki i stateczki pozdrawiały go rykiem syren, wszędzie witały tłumy ludzi.
Powrotny rejs nie był już tak udany. Statek natrafił na wielodniowy sztorm i ujawniły się jego konstrukcyjne wady do zarywania w fale dziobem i brania ton wody na pokład. Po tym rejsie przeprowadzono modernizację statku i statek odbywał rejsy do 1939 roku. 11 sierpnia wyruszył w swój ostatni rejs do Ameryki. 1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa, statek znajdował się w drodze z Nowego Jorku. Zawinął do Newcastle w Anglii 3 września. Przez półtora miesiąca stał na redzie. Następnie w stoczni zmieniono go w transportowiec do przewozu wojska. Miał zabierać 2000 żołnierzy. Wieczorem 25 listopada 1939 roku statek ruszył w rejs do Nowej Zelandii. Droga miała być czysta według zapewnień angielskiej admiralicji. Nad ranem 26 listopada 1939 roku na statku rozległy się dwa wybuchy.
Przez sen czuję silne uderzenie w burtę. Gdy zastanawiam się, co mogło je spowodować, silny wybuch wstrząsa statkiem. Sypie się szkło lamp, wali się na podłogę umywalka. Siadam w koi ― trzeba wstawać! W tej chwili czuję drugie uderzenie w burtę. Wydaje mi się, że to pocisk przebił poszycie. Za chwilę następuje wybuch znacznie silniejszy od pierwszego. (Cytat z książki K.O.Borchardta — Znaczy kapitan).
Statek zaczyna tonąć. Trwa się akcja ratunkowa. Ludzie wybiegają na pokład często w samej bieliźnie. Spuszczane są szalupy, statek przechyla się. Kapitan Stankiewicz zostaje do końca na statku. Ratuje dwóch chłopców okrętowych przed śmiercią. Statek nie tonie od razu, po przechyle prostuje się. O wschodzie idzie pod wodę. Zginął czwarty mechanik T. Piotrowski. Starszego oficera Borchardta odratowano. Kapitana Stankiewicza uratowano, ale nadmierne wychłodzenie organizmu i brak leków nasercowych spowodowały jego śmierć na angielskim okręcie, który uratował rozbitków.

Co było przyczyną zatonięcia statku? Oficjalna wersja mówi o podwodnej minie. Inna wersja mówi o uderzeniu w statek dwóch torped z niemieckiego U-bota. Przeciwnicy tej wersji twierdzą, że żaden z U-bootów nie wysłał komunikatu o zatopieniu statku. A jednak w tym rejonie pływał U-boot, który został następnie zatopiony. Być może nie mógł przekazać swojego komunikatu.
Wrak MS Piłsudski leży niedaleko miasta Hull, na głębokości trzydziestu metrów. W latach pięćdziesiątych. rozważano podniesienie statku, ale ten projekt upadł. Według mnie zaważyły względy polityczne. Statek nazywał się MS Piłsudski, a nazwiska Marszałka w tamtych czasach nie wolno było wymawiać publicznie.
Czasami o tym statku mówi się, że to polski Titanic. Dlaczego? Był wtedy naszym największym statkiem, był narodową dumą Polski. Zatonął tragicznie i jak na statek młodo, bo miał tylko 4 lata i 3 miesiące. Przyczyny jego zatonięcia do dzisiaj nie są znane. MS Piłsudski jest legendą.
Obraz statku jest autorstwa nieżyjącego już malarza, pana Adama Werki. Ilustrator większości książek, w których pojawiają się statki i okręty. Jego obrazy są zawsze pełne ekspresji. Na jego obrazach statki mają duszę. Więcej ilustracji na stronie pana Marka Fornala (marynisty) [link] Wywiad z panem Adamem Werką na stronie [link]

Galeria zdjęć MS Piłsudski w serwisie Pinterest. Chyba zebrałam większość zdjęć dotyczących statku.

http://www.pinterest.com/leopcia/ms-piłsudski/

Ten tekst jako część już się ukazał. Obecnie jest prezentowany na moim blogu. Wiem, że powinien to być nowy tekst, chciałam tak go napisać, ale powielałam to, co już było wcześniej. Dlatego postanowiłam go umieścić w takiej postaci jaka już się ukazała. Marszałek Piłsudski jest dla mnie wielką postacią. A ponieważ przez wiele lat nie wolno było mowić o tym statku, myślę, że warto przypominać jego dzieje. Czci się pamięć Marszałka, ja czynię to jak umiem, czyli pisząc o statku noszącym jego imię.

http://niepoprawni.pl/blog/7840/transat ... ki-titanic


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 08 wrz 2014, 09:06 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Szlak Orła Białego

AKU, PAP

W Puszczy Augustowskiej powstanie 80-kilometrowy Szlak Orła Białego, który ma pokazać walory przyrodnicze i historyczne miejsc związanych z odwagą Polaków i patriotyzmem walczących o Polskę żołnierzy i partyzantów.

Wytyczeniem szlaku zajmuje się Nadleśnictwo Augustów z pomocą historyków i pasjonatów historii. Szlak pieszo-rowerowy będzie miał ok. 80 km długości, ale będą także krótsze pętle, ok. 10 kilometrów. Wytyczenie szlaku ma kosztować 700 tys. zł, z czego większość to środki unijne. – W Puszczy Augustowskiej jest wiele miejsc związanych z walką o niepodległość, z naszą historią. Na szlaku będzie oznakowanych kilkanaście najbardziej ciekawych obiektów – powiedział Roman Rogoziński z Nadleśnictwa Augustów. Według historyków, w puszczy jest ok. 200 pomników, małych cmentarzy, grobów poległych żołnierzy. Są też schrony i okopy. Wszystkie te miej- sca w większości dotyczą pierwszej i drugiej wojny światowej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/96039,szl ... alego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 12 wrz 2014, 07:27 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Na szczęście mamy historię i mamy gdzie i na co się oglądać i mamy od czego uczyć się rozumienia teraźniejszości.

Na polskiej Górze Zwycięstwa

Dr Tomasz M. Korczyński

Autobus linii 38A wprost z Grinzingu wjeżdża powoli pod górę. Jedni pasażerowie, syci wrażeń wiedeńskich, wyrwali się z ramion stolicy Habsburgów, by rzucić nudzie na żer kolejne impresje, inni, w tym ja, chcą dotknąć wielkiej historii Europy.

Podróż krętą serpentyną ponad zboczami lasu jest wyjątkowo przyjemna. Łagodne i płynne zakręty nad wierzchołkami wysokich drzew umilają jazdę. W połowie drogi na Kahlenberg (po polsku: Łysa Góra) znaczna część podróżnych wysiada na dłuższym postoju. Zmylił ich widok tarasowy i zajazd. Za chwilę autobus ponownie jest wypełniony po brzegi zdezorientowanymi ludźmi różnych narodowości. Skorzystałem z okazji, aby usiąść przy oknie. Autobus rusza. Po czternastu minutach docieramy na wysokie wzgórze pamiętające wielkość Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Dziś wszystko wygląda tu zwyczajnie. A może tylko złudą jest, że powinno być niezwyczajnie? Pewnie codzienna zwyczajność była udziałem świadków tego szczególnego miejsca pod koniec XVII wieku, czyli kamedułów z okolicznego klasztoru. Możliwe, ale na pewno nie tego konkretnego dnia, 12 września 1683 roku.

Wdzięczna pamięć
U wejścia do białego kościoła pw. św. Józefa, w którym od kwietnia 1906 roku posługuje polskie Zgromadzenie Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa, czyli księża zmartwychwstańcy, wiszą dwie tablice. Nie są one wyeksponowane, nie krzyczą o polskiej wiktorii, ponieważ o przełomowej bitwie dla naszej chrześcijańskiej cywilizacji, która złamała potęgę imperium osmańskiego i zatrzymała groźny postęp islamu, wie cały świat.

Na pierwszej tablicy, z profilem Jana III Sobieskiego i dwoma orłami, napis, jaki widnieje w języku niemieckim i polskim (brak angielskiego wyklucza zapoznanie się większości turystów z ważnymi faktami historycznymi), jest krótki i treściwy: „Janowi III Sobieskiemu, Królowi Polski, naczelnemu dowódcy wojsk sprzymierzonych, w trzechsetlecie Odsieczy Wiedeńskiej w obronie chrześcijaństwa – wdzięczni rodacy ze Zgromadzeniem Księży Zmartwychwstańców. 1683 12 IX 1983”.

Druga tablica przypomina o obecności na tym wzgórzu naszego rodaka, św. Jana Pawła II, który we wrześniu 1983 roku, a więc w trzechsetną rocznicę odsieczy wiedeńskiej, celebrował Eucharystię w kościele pw. św. Józefa. Jan Paweł Wielki podkreślił wówczas mało znany fakt, że Jan III Sobieski w drodze do Wiednia nawiedzał sanktuaria maryjne. „Jakże znamienną jest rzeczą – mówił wzruszony Papież do Polaków i dziesięciu tysięcy młodych Austriaków – że król na swojej drodze do Wiednia zatrzymał się na Jasnej Górze, gdzie odbył spowiedź i uczestniczył we Mszach Świętych. Klęczał w Krakowie w kościele ojców karmelitów przed wizerunkiem ’Pani Krakowa’, a wymarsz z tego miasta ustalił na dzień Wniebowzięcia. Modlił się przed cudownym obrazem w Piekarach Śląskich”.

Próbuję sobie wyobrazić decydujące zderzenie dwóch potęg sprzed 331 lat, które zdecydowało o dalszych losach naszego kontynentu. Zgiełk turystów rozprasza. Pozostaje stanąć na tarasie widokowym i podziwiać panoramę stolicy kultury tonącej we mgle oraz zachwycać się winnicami na stokach wzgórz i migotaniem szerokiego nurtu Dunaju. Widok zapiera dech w piersiach. Welon utkany z porannych mgieł, który lekko opada na ramiona sosen, niesie po okolicy wieść o zwycięstwie króla Jana. Tętent koni husarii i pęd dziesiątków tysięcy jazdy polskiej spadającej ze wzgórza na wroga musiał porazić Turków i sparaliżować strachem obóz wezyra Kara Mustafy.

Zapominam o turystach. Oczami wyobraźni widzę rycerzy polskich, którzy ratują cywilizację chrześcijańską przed zniszczeniem, ratują honor Europy i przepędzają islamskiego najeźdźcę. Cień na te wydarzenia rzuca refleksja, że odsiecz wiedeńska uratowała nieprzychylną Polsce habsburską Austrię, która w niespełna sto lat później „odwdzięczyła się” Polsce, biorąc aktywny udział w jej dwóch rozbiorach.

Wyrywa mnie rozmowa Polaków. Tak, tu jest mała Polska, z polskimi zakonnikami, małym muzeum bitwy pod Wiedniem, polskimi turystami, polskimi sprzedawcami pamiątek. Polskie małżeństwo robi sobie zdjęcia. Dzieci są szczęśliwe, szczebiocą beztrosko w naszym ojczystym języku. Korzystam z okazji, aby mieć pamiątkę z Kahlenbergu, z okazałą okolicą w tle, lepszą niż „tradycyjne” selfie. W kadr zaplątali się muzułmanie. Nie szkodzi. Ma to swój urok. Widok muzułmańskich rodzin, które łatwo rozpoznać po tradycyjnych strojach kobiet, jest w tym miejscu szczególny. Stoimy obok siebie w pokoju, bez konieczności toczenia bitew religijnych. Jak długo ten pokój będzie jednak trwać? Czy w ogóle możemy mówić o pokoju, skoro w świecie islamu tak często, za często, dochodzi do brutalnych prześladowań chrześcijan? A Europa? Czy jeszcze możemy mówić o jej chrześcijańskiej tożsamości, której władcy nie tylko nie bronią, ale jeszcze odcinają się od korzeni, z których wyrosła?

Ksiądz Jerzy na Kahlenbergu
12 września 1683 roku o godz. 4.00 nad ranem król Polski uczestniczył we Mszy św. celebrowanej przez legata papieskiego o. Marco d’Aviano. Eucharystia dopełniła się na ruinach kościoła i klasztoru spalonych przez Turków dwa miesiące wcześniej. Przed decydującą bitwą Jan III Sobieski zawierzył losy Europy i Polski Bogu, przebieg zwycięskiej odsieczy oddał opiece Najświętszej Maryi Panny. Według zapisów kronikarskich, gdy kopano ziemię pod namiot dla Jana III, znaleziono obrazek Matki Bożej, co pobożny władca uznał za pomyślny znak. Czy domyślał się, że z Jej pomocą będziemy nadal zwyciężać w przełomowych dla naszej Ojczyzny wydarzeniach? Król nie wstydził się swojej wiary, wiedział, komu należy się cześć i komu należy zawierzać życie, komu dziękować. Gdzie się podział ten etos, gdzie są te wyznaczniki i wartości u naszych rządzących?

Trzeba pamiętać, że Kahlenberg stał się dla Narodu Polskiego także później ważnym ośrodkiem religijno-patriotycznym, szczególne w okresie zaborów. W 1893 roku utworzono tutaj Polsko-Austriackie Kahlenberskie Stowarzyszenie Religijne. Polacy mieszkający w Wiedniu na początku XX wieku odnowili kaplicę Aniołów Stróżów, zwaną kaplicą Sobieskiego, a Zakon Paulinów podarował kościołowi kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, którą możemy podziwiać nad głównym ołtarzem. W 1930 roku w zakrystii pokamedulskiej oraz znajdującej się obok niej kaplicy poświęconej bł. Innocentemu XI i Janowi III Sobieskiemu urządzono muzeum dotyczące tematyki odsieczy wiedeńskiej.

7 września br. na Kahlenbergu odbyło się też bardzo ważne wydarzenie. Do kościoła pw. św. Józefa dotarły relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki przywiezione przez kustosza sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu i proboszcza parafii pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie. Ksiądz doktor Marcin Brzeziński podkreślił, że w miejscu, gdzie walczyli polscy rycerze, broniąc chrześcijańskich wartości, nie może zabraknąć bohatera najnowszej historii Polski i męczennika ks. Jerzego, który oddał swoje życie w obronie tych samych wartości.

Kustosz sanktuarium narodowego na Kahlenbergu ks. rektor Roman Krekora CR na emigracji w Austrii przebywa od 22 lat. – Kahlenberg to kawałek naszej polskiej ziemi, to tutaj polscy wygnańcy z całego świata mogli zawsze przyjechać i czuć się jak w domu, w pełnej wolności. Do dzisiaj tak jest. Poza tym to miejsce jest odwiedzane przez ludzi z całej Europy i z całego świata, a nasz kościół, jak nakazuje gościnność, ma zawsze dla wszystkich otwarte podwoje – mówi ksiądz rektor. Kahlenberg był symbolem niepodległości. – W czasie, gdy Polska nie istniała na mapach świata, to tutaj widniały białe orły w koronie. Ojcowie paulini przekazali wtedy kopię ikony Matki Bożej Częstochowskiej, bo – jak stwierdzili – skoro już mamy tu swój dom, to musi być tam jeszcze Matka, która zawsze będzie na nas czekała – przypomina ks. Roman Krekora. To tutaj w 1983 roku, a więc tuż po stanie wojennym, przybył św. Jan Paweł II i modlił się u stóp Matki Bożej Częstochowskiej, to tu przyjeżdżali oficerowie Armii Krajowej, tu gromadzili się działacze „Solidarności” z obozów przejściowych, aby modlić się przed dalszą emigracją do USA i Kanady. Wszystkich witały białe orły w koronach, herby polskie i Matka Boża Częstochowska. Słowem, Kahlenberg to polska perła na obcej ziemi, oaza polskości w czasach niewoli.

W drodze powrotnej pasażerowie milczą. Jakaś zaduma ogarnia podróżnych, choć może to wynik zwyczajnego zmęczenia kolejną atrakcją turystyczną na długiej drodze ciekawostek wiedeńskich albo potężnego dotlenienia spacerem po okolicznym lesie. Ja zabieram ze sobą tętent wielkości naszej husarii i wciąż niespełniony sen o potędze Rzeczypospolitej Polskiej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/96929,na- ... estwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 27 paź 2014, 10:35 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
U szczytu wielkości

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa

„Piekło przeżyliśmy” – powtarzali żołnierze z obrony przeciwlotniczej i robotnicy z warsztatów na lotnisku Okęcie, zszokowani pierwszym nalotem niemieckich bombowców 1 września 1939 roku.

W kolejne dni mieszkańców stolicy przeważnie budziły alarmy przeciwlotnicze, powtarzane potem o różnych porach. Mianowany dowódcą obrony miasta gen. Walerian Czuma, były komendant główny Korpusu Ochrony Pogranicza, nakazał bronić Warszawy przed wtargnięciem nieprzyjaciela od zachodu oraz zorganizować bezpośrednią obronę mostów po obu stronach Wisły. Warszawiaków wezwano do kopania rowów przeciwlotniczych na skwerach.

„Ratusz pracuje bez przerwy”
Prezydent Stefan Starzyński od razu zrozumiał, że musi działać samodzielnie, bez oglądania się na zwierzchników z ministerstwa, bo tam, jak zauważył, wszyscy „potracili głowy, a zamieszanie większe niż na Ratuszu”. Odtąd jego sekretariat pracował przez całą dobę. On sam urzędował w mundurze majora rezerwy, w którym postanowił pozostać, gdy został przez pomyłkę zmobilizowany, choć temu obowiązkowi nie podlegał z racji pełnionej funkcji.

Jeden ze współpracowników prezydenta, Aleksander Ivánka, wspominał: „Ratusz pracuje bez przerwy. Poczynając od 4 nocuję już na Ratuszu, śpiąc na jakiejś reprezentacyjnej, a mało wygodnej kanapce koło sal prezydialnych. Na wieszaku wisi kurtka woźnego, takowa służy mi za kołdrę. Ilość spraw załatwianych mnoży się, stwarzając mus psychiczny trwania bez przerwy przy swej pracy, zaczyna wytwarzać się wewnętrzny nastrój, że pracy tej nie można, nie wolno przerwać”.

Kiedy na wieść o groźbie okrążenia Warszawy minister propagandy, były wojewoda śląski Michał Grażyński, zapowiedział natychmiastową ewakuację miasta, Starzyński zdecydowanie się temu sprzeciwił i postanowił z Zarządem Miejskim nie opuszczać stolicy: „Wbrew dyspozycjom rządu zdecydowałem się pozostać w mieście. Nie jestem prezydentem miasta z wyboru ludności, ale mam obowiązek działać w jej interesie i pozostać w jej służbie. Nie mogę pozostawić ludności bez organizacji i organu kierowniczego. Przeciwstawiłem się woli ministra” – stwierdził.

Starzyński, mianowany cywilnym komisarzem obrony Warszawy, „stał się uosobieniem jedynej władzy polskiej i do niego zmierzały pielgrzymki szukających rady, wskazówek, poleceń. Społeczeństwo skupiło się wokół niego, dając mu pewność prawidłowości drogi, na którą wszedł decyzją własną, samowolną niemal. Teraz ma on zaufanie powszechne bez zastrzeżeń” – wspominał wiceprezydent Julian Kulski.

Na wezwanie prezydenta, 7 września, do gmachu przy ulicy Zielnej 25 wrócili pracownicy Polskiego Radia i zaczęli nadawać program. Spiker Zbigniew Świętochowski wspominał: „Dziwni ludzie zebrali się w Radiu. Na twarzach ich nie widać znużenia ani lęku, nie potrzebują snu ani pożywienia, zresztą tego ostatniego nie ma. Ziemia się trzęsie od wybuchów, tynk wali się na głowę, szyby stały się legendą. Pociski rwą mury gmachu, a my przy swojej pracy. Redakcja, którą kieruje Jacek Wołowski, jak za dawnych czasów opracowuje dzienniki radiowe i komunikaty specjalne, wydział muzyczny organizuje koncerty, a inny dział audycje specjalne i nawet literackie. W wielkim studiu ksiądz odprawia nabożeństwa, które nadajemy dla ludności, bo Niemcy bombardują kościoły. Radio stało się składową częścią Dowództwa Obrony Warszawy, jej głośno bijącym sercem”.

Codziennie wieczorem warszawiacy z niecierpliwością czekali na przemówienie prezydenta Starzyńskiego, który przychodził na Zielną w swoim mundurze z rozpiętym zawsze kołnierzem. Mówił charakterystycznym zachrypniętym głosem, z wielkim spokojem i serdecznie, traktował mieszkańców poważnie, co budziło ich zaufanie i sprawiało, że go słuchali i wykonywali to, o co prosił.

Po wystąpieniu prezydent zostawał czasem na chwilę w studiu i rozmawiał z pracownikami. Od czasu do czasu jadał z nimi obiady, „tj. zupę z koniny i paru kartofli. Zabite na ulicach konie były natychmiast, pod gradem pocisków, preparowane przez zgłodniałą ludność” – wspominał Zbigniew Świętochowski, który zapamiętał też, jak Starzyński „raz uskarżał się, że go sklepikarze i właściciele domów oskarżają o to, że niepotrzebnie podtrzymuje obronę Warszawy, zamiast miasto poddać. Mówią – wszystko stracimy. – A po co im ten sklep czy dom, gdy Niemcy zdobędą Warszawę? Nawet nie będą mieli tej satysfakcji, że na rzecz największego ideału złożyli jakąś ofiarę”.

„Zwyciężyć musimy”
W przemówieniu 9 września prezydent stwierdzał: „Przeżyliśmy noc wojenną. Barbarzyńskimi nalotami Niemcy usiłują zniszczyć i spalić stolicę, wyniszczyć ludność cywilną. Walka może potrwać dłużej. […] Musimy przyzwyczaić się do ataków, przyzwyczaić do huku armatniego. Warszawa liczy milion trzysta tysięcy ludności. Choć zginąć może wielu w walce, Warszawa pozostanie wielkim miastem. Musimy pracować. Miasto musi mieć normalny wygląd. Wszyscy powinni stanąć do usuwania śladów zniszczenia. Do sprzątania szkła i brudu z ulicy. Jest to święty nasz obowiązek […]. Ludność powinna wyruszyć ze szczotkami i łopatami, by usunąć gruz […]. Musimy przywrócić normalne życie miastu. Musimy stanąć do swych warsztatów. W każdym Polaku tkwi święte poczucie obowiązku. Tylko wytrwaniem, pracą i spokojem ducha zwyciężymy. Zwyciężyć musimy”.

Następnego dnia chwalił mieszkańców i dziękował im, że na jego apele i wezwania ludność stawia się tłumnie i że m.in. otwarto niektóre sklepy. Gdy 12 września ogłosił przez radio, że potrzeba mu 600 ludzi młodych, ideowych, zdrowych, silnych, pragnących bić się za Warszawę, już po 20 minutach na wyznaczonym miejscu zbiórki, przed pałacem Mostowskich, stawiły się tłumy ochotników. Zamiast 600 przyszło ponad 6000.

Podobnie było, gdy prezydent wezwał stu gotowych natychmiast na śmierć przy formowaniu tzw. grup czołowych dla obrony przedpola Warszawy. Natychmiast wstał od mikrofonu jeden ze spikerów, Zdzisław Kunstman, i wpisał się jako pierwszy na listę prezydenta oblężonej Warszawy.

Starzyński 17 września zwrócił się z zapytaniem do rządów Wielkiej Brytanii i Francji, kiedy odciążą Warszawę i kiedy udzielą jej pomocy. Zwracał też uwagę na barbarzyństwo, z jakim Niemcy postępują wobec bezbronnej ludności cywilnej. „Tego rodzaju metody nie mają precedensu w historii, znajdą określenie i karę. Tego rodzaju walka musi się odbić na losach narodu niemieckiego i jego przyszłości. Do czego potrzebne jest zniszczenie pamiątek takich, jak Zamek, Belweder, Sejm, kościoły z katedrą św. Jana na czele?”.

„A dokąd uciekną warszawiacy”
Ostatnie przemówienie prezydent wygłosił w sobotnie południe 23 września. Wkrótce po nim zbombardowana elektrownia przestała dostarczać prąd i radiostacja zamilkła. Te ostatnie słowa płynące z eteru stały się swoistym testamentem Stefana Starzyńskiego: „Chciałem, aby Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielką będzie. Ja i moi współpracownicy kreśliliśmy plany, robiliśmy szkice wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa jest wielka. Prędzej to nastąpiło, niż przypuszczano. Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś widzę wielką Warszawę. Gdy teraz do was mówię, widzę ją przez okna w całej wielkości i chwale, otoczoną kłębami dymu, rozczerwienioną płomieniami ognia, wspaniałą, niezniszczalną, wielką, walczącą Warszawę. I choć tam, gdzie miały być parki, dziś są barykady gęsto trupami pokryte, choć płoną nasze biblioteki, choć palą się szpitale, nie za lat pięćdziesiątych, nie za sto, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy”.

Po kapitulacji prezydent kategorycznie odmówił, gdy gen. Juliusz Rómmel zaproponował mu ucieczkę samolotem. „A dokąd uciekną warszawiacy?” – zapytał i dodał, że nie może zostawić mieszkańców. Jan Lechoń pisał o nim: „Pomyśl tylko, że są zwykli ludzie/ Jak On, co zawsze wszystko chcą wypełnić dobrze…”. Starzyński został aresztowany przez Niemców w gmachu Ratusza 27 października 1939 roku i – jak niedawno ustalił Instytut Pamięci Narodowej – do 22 lub 23 grudnia był więziony na Pawiaku, skąd wywieziono go w nieznanym kierunku i rozstrzelano.

http://www.naszdziennik.pl/wp/105625,u- ... kosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 01 mar 2017, 15:13 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Nauczyciele patriotyzmu i miłości do Ojczyzny

Żołnierze Wyklęci uczą nas, co to znaczy patriotyzm i miłość do Ojczyzny – powiedziała na Powązkach Wojskowych premier Beata Szydło. Szefowa rządu składała kwiaty i znicze przy Panteonie Żołnierzy Podziemia Niepodległościowego, a także na grobach mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko” i Józefa Bandzo ps. „Jastrząb”.

– Dzisiaj obchodzimy wyjątkowe święto – Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, tych, którzy w najtrudniejszym momencie wiedzieli, jak się zachować, tych, którzy dzisiaj również uczą nas, co to znaczy patriotyzm, co to znaczy miłość do Ojczyzny, co to znaczy poświęcenie dla innych – podkreśliła premier w rozmowie z dziennikarzami.

Zaznaczyła, że Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych jest świętem, które „na dobre zagościło już w polskiej rzeczywistości”.

W jej ocenie, to święto nie tylko przypomina „o tych wyjątkowych bohaterach, o ludziach, którzy poświęcili to, co mieli najdroższe, swoje życie, dla Ojczyzny, dla wolności, dla tego, byśmy dzisiaj mogli mówić, że jesteśmy wolnymi Polakami, ale to jest również święto, które w tej chwili ma ogromne znaczenie w kształtowaniu postaw młodych ludzi”.

Jak zaznaczyła premier, jest to święto oddolne, które „zrodziło się z inicjatywy ludzi, którzy nie pozwolili zapomnieć”. Podkreśliła, że władze komunistyczne próbowały zniszczyć pamięć o Żołnierzach Wyklętych.

– Dzisiaj kształtowanie postaw patriotycznych młodych ludzi jest w dużym stopniu oparte na budowaniu pamięci o Żołnierzach Niezłomnych – dodała szefowa rządu.

Premier dziękowała tym, którzy przyczynili się do tego, że 1 marca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W tym kontekście wymieniła prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

– To jest również jego święto. Bo on był tym, który powiedział, że ta pamięć nie może zginąć, musi być pamięcią, która staje się świętem państwowym – powiedziała.

– Żołnierze Wyklęci uczą nas tych dwóch prostych zdań: bądź dobrym Polakiem i kochaj Polskę. Ten testament, który nam zostawili, ciągle jest aktualny – podkreśliła premier.

Szefowa rządu uczciła pamięć Żołnierzy Wyklętych, składając wieniec przy Panteonie Żołnierzy Podziemia Niepodległościowego. Wcześniej rozmawiała na Powązkach z żyjącymi Żołnierzami Wyklętymi. Razem z nimi złożyła też kwiaty na grobie mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, dowódcy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, a także na mogile zmarłego niedawno Józefa Bandzo „Jastrzębia”, jednego z ostatnich żołnierzy 3. i 5. Wileńskiej Brygady AK, z którym Beata Szydło zdążyła się jeszcze spotkać w ubiegłym roku w Kancelarii Premiera.

Przypadający 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowił w 2011 r. parlament „w hołdzie Żołnierzom Wyklętym – bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zyzny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Spojrzenie za siebie.... w naszą przeszłość.
PostNapisane: 02 maja 2018, 19:28 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Hołd Ruski na muralu

W Gostyninie koło Płocka można oglądać pierwszy w Polsce mural poświęcony hołdowi, jaki królowi Polski Zygmuntowi III Wazie złożył car Rosji Wasyl Szujski i jego dwaj bracia: Iwan i Dymitr.

Obrazek

Mural, który został oficjalnie odsłonięty z udziałem władz miasta, harcerzy i uczniów miejscowych szkół, zdobi jedną ze ścian Miejskiego Centrum Kultury przy ul. 1 Grudnia 1939 roku. Przedstawia scenę Hołdu Ruskiego, zwanego też Hołdem Szujskich. Jego autorem jest dr Rafał Roskowiński, a mural powstał z inicjatywy burmistrza Gostynina Pawła Kalinowskiego i posła Macieja Małeckiego (PiS) i został dofinansowany przez Fundację Tauron.

Mural nawiązuje do wydarzeń z 1611 roku i wojny polsko-rosyjskiej. 4 lipca 1610 roku hetman Stanisław Żółkiewski doszczętnie rozbił wojska rosyjskie w bitwie pod Kłuszynem, którymi dowodził brat cara, kniaź Dymitr. Żółkiewski wkroczył do Moskwy, gdzie pojmał do niewoli cara Wasyla IV Szujskiego i jego rodzinę. Bojarzy zaś obwołali carem syna króla Zygmunta III, Władysława.

29 października 1611 roku Stanisław Żółkiewski triumfalnie wjechał do Warszawy z carem i jego braćmi, którzy na zamku stanęli przed obliczem króla Polski. Tam Szujscy złożyli hołd Zygmuntowi III Wazie i królewiczowi Władysławowi. Król siedział na tronie, a car Wasyl IV dotknął ziemi prawą ręką i ją ucałował, natomiast Dymitr i Iwan bili czołami o ziemię. Było to uznanie nad sobą władzy polskiego króla i potwierdzenie uznania Władysława IV za cara Rusi.

Zdetronizowany car zamieszkał najpierw w Warszawie, a potem w Gostyninie, gdzie zmarł we wrześniu 1612 roku. Krótko po nim zmarł brat Dymitr i żona brata – Katarzyna. Prawdopodobnie zostali otruci przez samych Rosjan.

KL

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/196 ... uralu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /