Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 07 sty 2013, 19:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
POlska głuPOta czy świadoma POlityka?

Każda partyzantka działająca w sposób, jaki znamy z lat drugiej wojny światowej i tuż po jej zakończeniu, kojarzona najczęściej z „chłopcami z lasu” nie mogłaby istnieć nawet tygodnia czy miesiąca gdyby nie oparcie w miejscowej ludności najczęściej z wiosek, która to ludność dostarczała żywności, melin w okresach zimowych czy pomagała organizować skrzynki kontaktowe w domostwach zaufanych gospodarzy.

Niemiecki okupant doskonale rozumiał tę zależność i dlatego głównym sposobem walki z oddziałami leśnymi były pacyfikacje wiosek. Czasami poprzestawano na paleniu zabudowań wraz z inwentarzem, lecz znacznie częściej mordowano wszystkich zamieszkujących wioskę mężczyzn, mężczyzn i dzieci płci męskiej lub wymordowywano całą ludność wraz z kobietami starcami dziećmi i niemowlętami.

Nawet historycy mają dzisiaj spory kłopot z ustaleniem skali pacyfikacji dokonanej na dawnych polskich kresach wschodnich. Przez tamte tereny przecież dwukrotnie przetoczył się front, doszło do ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez Ukraińców oraz pacyfikacji dokonywały tam nie tylko oddziały niemieckie, ale i partyzantka rosyjska oraz żydowska.

Wiemy natomiast dość dokładnie, że na terenach obejmujących dzisiejsze granice Polski niemiecki okupant spacyfikował 817 miejscowości. Jedną z największych akcji pacyfikacyjnych była ta wymierzona w wioski położone w zachodniej części Lasów Janowskich i stanowiące bazę dla operujących tam oddziałów NSZ.

Wtedy to w wielkiej akcji przeprowadzonej przez Wehrmacht, SS, policję niemiecką i ukraińskich kolaborantów spalono doszczętnie i wymordowano ludność wsi: Borów, Szczecyn, Wólka Szczecka, Łążek Zaklikowski, Łążek Chwałowski, Karasiówka. Warto dodać, że jednym ze sposobów mordowania było spędzanie ludzi do stodół i wrzucanie tam granatów bądź oblewanie benzyną i podpalanie.

Jestem gotów założyć się o duże pieniądze, że żaden z uczniów polskiego gimnazjum czy liceum nie będzie w stanie wymienić ani jednej nazwy z tych 817 miejscowości, a bez zająknięcia wyrecytuje słowo „Jedwabne”.

Jeżeli dodamy do tego informację, że we wspólnym, niemiecko-francuskim podręczniku historii młodzież obu państw uczy się na pamięć jednej jedynej nazwy wioski spacyfikowanej przez Wehrmacht w okupowanej Francji to mamy obraz klęski polskiej polityki historycznej.

Trzeba dodać, że klęski spowodowanej nie poprzez głupotę i brak wyobraźni „polskich elit”, ale sprowadzonej na Polskę z wyrachowaniem i premedytacją.

Cały ten wstęp dedykuję wszystkim tym, którzy ulegli argumentacji posła Platformy Obywatelskiej, Mirona Sycza, syna striłca w kureniu UPA „Mensyky”. On to bowiem jest inicjatorem sejmowej uchwały, która ma potępić przeprowadzoną przez komunistyczne władze Polski akcję „Wisła”.

Akcja „Wisła” polegała na pozbawieniu oddziałów UPA naturalnej bazy w postaci mieszkańców ukraińskich wiosek, ale nie poprzez palenie i wymordowanie całej ludności tylko przymusowe przesiedlenie jej i wywiezienie na tak zwane „ziemie odzyskane”.

Jeżeli porównamy działania Niemców i Ukraińców w stosunku do polskich wsi i ich mieszkańców to mimo niewątpliwej krzywdy wyrządzonej ludności ukraińskiej, akcja „Wisła” jawi się na tym tle, jako niezwykle ludzka i humanitarna.

Potępianie wysiedleńczej akcji „Wisła” i przepraszanie, kiedy nie uczynili tego ani Niemcy ani Ukraińcy mający na sumieniu tysiące wymordowanych polskich matek, ojców, córek, synów, dziadków i babć zakrawa na skandal i piramidalną głupotę polskich parlamentarzystów popierających inicjatywę posła PO będącego synem skazanego w 1947 roku bandyty z Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Gdyby ktoś ćwierć wieku temu powiedział mi, że za 25 lat Polacy będą obarczani współodpowiedzialnością za holokaust, wypędzenia Niemców po drugiej wojnie światowej, a syn banderowca, jako polski poseł będzie nawoływał do przepraszania Ukraińców za wyrządzone im przez Polaków krzywdy to uważałbym, że ten ktoś jest kompletnie pijany lub delikatnie mówiąc zwariował.

Przypuszczam, że nie trzeba jeszcze nawet dziesięciu lat panowania okrągłostołowych elit by z największej ofiary drugiej wojny światowej Polacy stali się znaną w każdym zakątku świata nacją katów i zwyrodnialców.

W tej bitwie o historyczną prawdę władze III RP są przeciwko nam Polakom, dlatego musimy się sami temu przeciwstawić.

Jak już mogliśmy się przekonać, kłamliwa akcja „Jedwabne” i jej ciąg dalszy pod tytułem „Pokłosie” ma na celu nie tylko przedstawienie Polaków, jako morderczą dzicz, ale i pokazać, że jedynymi motywami działania tej „zbrodniczej polskiej tłuszczy” jest wyrosły na gruncie katolicyzmu „zwierzęcy antysemityzm” oraz zwykła żądza przewłaszczania sobie cudzego majątku.

Dlatego za niestrudzonym profesorem Jerzym Robertem Nowakiem czy mecenasem Grzegorzem Wąsowskim z Fundacji „Pamiętamy” przypominajmy świadectwa złożone przez samych Żydów.

Ustanówmy też na wzór medalu „Sprawiedliwi wśród Narodów świata” własną polską nagrodę dla tych Żydów, którzy ocalili Polaków przed śmiercią lub wywózką podczas sowieckiej okupacji.

Jako, że za taki bohaterski czyn nie groziła natychmiastowa kara śmierci, jak w przypadku Polaków ukrywających Żydów na terenach okupowanych przez Niemców to myślę, że kandydatów-bohaterów do nagrody będą całe tysiące. Czekamy na pierwsze zgłoszenia.

Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawskiego Emanuela Ringelbluma1

Żydówka z Lwowa:

„Jeśli chodzi o Żydów, to ci odgrywali się na Polakach w sposób częstokroć bardzo ohydny; wyrażenie „To już nie są wasze czasy” bywało nie tylko zbyt często używane, ale przeważnie nadużywane. Pewnego razu sama byłam świadkiem, jak w przepełnionym wagonie kolejowym stojący Żyd zwrócił uwagę do siedzącego Polaka z pretensją, że nie ustępuje mu miejsca. Gdy Polak odpowiedział, iż nie widzi powodu, dla którego miałby to czynić, został obrzucony całą lawina inwektyw i obelg, wśród których jak refren powtarzało się „Co pan myślisz, że to są dawne czasy?”. Takie i podobne incydenty spotykało się na każdym kroku i sprawiły one, iż żądza zemsty zapiekła się Polakom w sercach, zwłaszcza, że nie mogli się zrewanżować nawet słowami, albowiem choćby za „niewinne” „ty parszywy Żydzie” groziło pięć lat więzienia za szerzenie nienawiści narodowościowej.”

Żydówka z Grodna:

„Gdy bolszewicy wkroczyli na polskie tereny, odnieśli się oni z dużą nieufnością do ludności polskiej, zaś z pełnym zaufaniem do Żydów. Bardziej wpływowych Polaków oraz takich, którzy przed wojną zajmowali ważniejsze stanowiska, bolszewicy wywieźli w głąb Rosji, zaś wszelkie urzędy obsadzali przeważnie Żydami i im powierzali wszędzie funkcje kierownicze. Z tych względów ludność polska ustosunkowała się na ogół bardzo wrogo. Wytworzyła się nienawiść jeszcze silniejsza, niż była przed wojną. Polacy jednakowoż nie mogli dać owej nienawiści żadnego ujścia, toteż pielęgnowali ją tylko i dławili w sobie. Należy zaznaczyć, że w dużym stopniu nienawiść tę wywołali Żydzi sami, bowiem z chwilą wkroczenia wojsk rosyjskich odnieśli się oni do Polaków lekceważąco i często ich poniżali. Przybycie bolszewików przyjęli Żydzi z wielką radością. Odtąd czuli się dumni i bezpieczni, uważali się niemal za panów sytuacji, zaś Polaków traktowali z góry i arogancko, dawali im często odczuć ich niemoc i naigrywali się z niej.”

Żyd z Wilna:

„Wśród tłumu dotarłem do Wielkiej, tam obok ratusza witano Krasną Armię w całej okazałości i z całą okazałością. Szczypałem się od czasu do czasu, by się przekonać czy jestem przytomny. Ciągle podejrzewałem, że to koszmarny sen. Tyle krzyków radosnych, wiwatów na cześć Stalina, Woroszyłowi, Mołotowa, Krasnej Armii nie słyszałem nigdy i nigdzie. Jakkolwiek nie znałem dokładnie członków poszczególnych organizacji lewicowych polskich (powinno być: komunistycznych - przyp. GW) - to stwierdzam, że i takich nie poznałem. Przypuszczam raczej, że byli. Natomiast cały spontaniczny entuzjazm wywoływali Żydzi. Nie było chyba organizacji żydowskiej, która by nie miała swych powitalnych przedstawicieli. Bund na ten dzień chyba ściągnął z najdalszych okolic Żydów, by tylko pokazać, że jest tego olbrzymia masa. Krzykom i wiwatom nie było końca. Żydóweczki były bezkonkurencyjne. Ich pomysły, kto ma żyć, wprowadzały w podziw. Ich slogany, już nie Polakowi, ale przeciętnie uczciwemu człowiekowi, wywracały kiszki.”

Mniej znany raport Jana Karskiego z lutego 1940 roku:

„…Gorzej już jest np., gdy denuncjują oni (Żydzi) Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. Niestety, trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki wskazujące na lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski.(...) W zasadzie jednak i w masie Żydzi stworzyli tu sytuację, w której Polacy uznają ich za oddanych bolszewikom i – śmiało można powiedzieć – czekają na moment, w którym będą mogli po prostu zemścić się na Żydach. W zasadzie wszyscy Polacy są rozżaleni i rozczarowani w stosunku do Żydów – olbrzymia większość (przede wszystkim oczywiście młodzież) dosłownie czeka na sposobność krwawej zapłaty.”



„Nie obchodzą nas partie lub te, czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”


Jakże aktualny i dziś fragment ulotki 6. Wileńskiej Brygady AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”, Podlasie, 1946r.

Źródła:

http://wpolityce.pl/artykuly/43319-krot ... polczesnym

(1) 1. Od października 1939 Emanuel Ringelblum gromadził materiały i dokumenty na temat sytuacji Żydów w okupowanej Polsce (często opierając się przy tym na własnych notatkach i kontaktach). Wiosną 1940 zdołał pozyskać do współpracy grupę kilkudziesięciu żydowskich pisarzy, nauczycieli, naukowców i działaczy społecznych. W ten sposób narodziło się podziemne Archiwum Getta Warszawskiego („Archiwum Ringelbluma”). Ze względów konspiracyjnych przyjęło ono nazwę „Oneg Szabat” (pol. „Radość szabasu”), którą wybrano ze względu na fakt, iż zebrania pracowników odbywały się najczęściej w soboty ( za Wikipedia)

http://kokos.salon24.pl/477377,polska-g ... a-polityka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 12 sty 2013, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Zamek Lubelski

Piotr Szubarczyk

To było jedno z najbardziej mrocznych miejsc kaźni polskich patriotów. Męczono tu powstańców styczniowych, żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, żołnierzy wyklętych. Tylko oprawcy się zmieniali. Raz byli to Rosjanie cara, potem Niemcy Hitlera, następnie NKWD-UB Stalina i jego namiestnika Bieruta. 13 stycznia 1954 r. władze Polski sowieckiej uznały, że można już zamknąć więzienie na Zamku w Lublinie, władza bowiem się „utrwaliła”.

Podczas wojny była to katownia gestapo dla Polaków i więzienie, przez które przeszło 40 tysięcy ludzi. Wielu z nich Niemcy zamordowali. Szczególnie ohydna była ta ostatnia zbrodnia. 22 lipca 1944 r. kuzyni Hitlera zamordowali 300 więźniów. Rozkaz do tej i podobnych zbrodni w innych więzieniach wydał dowódca SS i policji na terenie GG Wilhelm Koppe. Po wojnie żył spokojnie na terenie Niemiec zachodnich jako dyrektor… fabryki czekolady!

Potem Zamek stał się katownią i więzieniem NKWD-UB dla Polaków sprzeciwiających się podporządkowaniu Polski Sowietom. Kuzyni Stalina mieli nie gorsze osiągnięcia niż kuzyni Hitlera. Przez ich łapy przeszło 35 tysięcy więźniów politycznych. Wielu zostało zamęczonych w „śledztwie” lub zamordowanych na podstawie „wyroków”. Enkawudziści i ubowcy, konwojujący więźniów przez miasto, mówili przechodniom, że prowadzą „faszystów”, „folksdojczów”. Oni głośno krzyczeli, że są Polakami. Za to byli potem bici.

Największą grupę więźniów stanowili oficerowie i żołnierze AK, BCh, NSZ, DSZ, ROAK, WiN. NKWD-UB traktowało ich tak samo – lub nawet gorzej – niż przetrzymywanych ludobójców z UPA czy strażników obozu na Majdanku. Na przełomie lat 40. i 50. na Zamku cierpiała młodzież polska z organizacji antykomunistycznych.

Pamiętajmy o tym miejscu kaźni Polaków. Hańba oprawcom – zarówno carskim, jak brunatnym i czerwonym.

http://www.naszdziennik.pl/wp/20738,zamek-lubelski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 18 lut 2013, 09:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Pod PRĄD

Izabela Brodacka

Tak nazywał się cykl wywiadów (filmów - zwykle nie puszczanych w TV md] przeprowadzonych przez Jerzego Zalewskiego z różnymi osobami, które upodobały sobie - jak ja podobno - tę nużącą dyscyplinę sportu.

Wczoraj (16 II md) , w klubie Hybrydy w Warszawie odbyło się spotkanie dawnych rozmówców Zalewskiego. Każdy miał powiedzieć jak widzi swoje losy i swoje osiągnięcia na tle losów kraju. Wypowiadali się Gwiazdowie (unisono), Macierewicz, Wildstein, Gontarczyk, wnuk Anny Walentynowicz i wiele innych znanych osób. Potem przyszła kolej na osoby nieznane.

W kwestii losów mojej rodziny niewiele miałam do powiedzenia. Dzieci są samodzielne, ja korzystam z uroków życia staruszka i tyle.

Natomiast losy kraju- powiedziałam- bardzo mnie niepokoją . Czuję się trochę tak jakbym stała na dywaniku, który mi ktoś wyciąga spod nóg. Drogę, którą wybrali nasi rządzący, mogę nazwać w języku taternickim drogą bez wycofu.

Mam tu na myśli rozwiązania i zobowiązania prawne, szczególnie te o charakterze międzynarodowym, przyjęte bez referendum, czyli bez zgody nas wszystkich. Poczynając od Lizbony, przez pakt fiskalny, patent europejski, a kończąc na dopuszczeniu swobodnego obrotu ziemią, który za chwilę nas czeka. Ziemia jest obecnie wykupywana nawet bez tych regulacji. Protestują przeciwko temu rolnicy. Czy naprawdę chcemy zostać narodem bez ziemi? Wątpię czy nasz naród potrafiłby żyć i przetrwać w diasporze.

Nawet najprostsza głupia decyzja, jak sprzedaż kolejki na Kasprowy Wierch, jest nie do odwrócenia. Kto zmusi prywatnego nabywcę - wszystko jedno czy będzie to Słowak czy Szwajcar – do ewentualnego odsprzedania kolejki i jej wysokogórskiego otoczenia. Rząd polski zachowuje się jak typowy utracjusz, który zastawia za grosze rodzinne skarby w lombardzie, zapewniając rodzinę, że je kiedyś odkupi.

Oczywiście spotkanie nie obyło się bez zgrzytów. Dopuszczony do głosu pan Świtoń długo i mętnie dywagował, po czym zebrał się w sobie i wypalił- „nie oszukujmy się, wszystkiemu złemu w Polsce winni są Żydzi”. Bronisław Wildstein, zamiast zająć się konkretami i ewentualnie polemizować, wyszedł z sali. Marek Nowakowski szybko odciął się od Świtonia i potępił antysemityzm. Zrobiło się niemiło.

Osobiście najbardziej zainteresowała mnie niezwykle szczera wypowiedź Andrzeja Górskiego, słynnego drukarza RKW Mazowsze. Jego rodzony brat Janusz Górski okazał się TW zarejestrowanym pod pseudonimem „Kaktus”, a potem „Manekin”. Janusz został przetransportowany do Francji w celu współpracy z Chojeckim. Andrzej powiedział coś niezwykle dla mnie ciekawego. „Dlaczego taki obszczymur jak mój brat był -jak się okazało- przed wyjazdem żegnany na specjalnym przyjęciu przez generałów? Przecież my byliśmy zwykłe robole”.

Siedząca obok mnie miłą panią bardzo zgorszyła ta szczerość . Dla mnie natomiast była ożywczym strumieniem prawdy.

Wolałabym żeby Wildstein, zamiast się obrażać, opowiedział coś o tych sprawach. Jak pamiętam ( byłam wtedy we Francji) procesował się z Chojeckim przed francuskim sądem pracy i w ogóle nieźle się w tym środowisku kotłowało.

W ścieku kłamstwa , nawet płynąc pod prąd, można się tylko paskudztwa nałykać.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 22 kwi 2013, 06:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Śmierć uczonego

Piotr Szubarczyk

Przed 60 laty, 22 kwietnia 1953 roku, zmarł na zawał serca wybitny polski uczony prof. Jan Czochralski (ur. 23 X 1885) – światowej sławy chemik, metaloznawca, wynalazca stosowanej do dziś metody otrzymywania monokryształów krzemu (metoda „CZ”). Ojciec współczesnej elektroniki, w świecie techniki najczęściej wymieniany Polak. Pracował jako naukowiec w Berlinie, Frankfurcie nad Menem i w Warszawie, ale nie ograniczał się tylko do prac badawczych i dydaktyki. Był zamożnym człowiekiem, a zarazem typem państwowca. Przekazał pieniądze na odbudowę dworku Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli i na wykopaliska w Biskupinie. Udzielał pomocy ubogim artystom. Jego warszawski dom przy Nabielaka gościł pisarzy i poetów.

Ponieważ miał żonę Niemkę, w czasie okupacji pozwolono mu otworzyć Zakład Badań Materiałów. Po wojnie komuniści uznali go za kolaboranta. Wiadomo, że zakład powstał za zgodą polskich władz podziemnych, by dać etaty polskim naukowcom i zdobywać informacje o niemieckich pracach zbrojeniowych. Profesor Czochralski składał raporty Oddziałowi II Komendy Głównej AK. Jeden z nich odnaleziono w Archiwum Akt Nowych w Warszawie (2011). Trudno się było bronić przed komunistami, wszak Armia Krajowa była dla nich „pomocnikiem Hitlera”!

Ostatnie lata życia spędził profesor w rodzinnej Kcyni, każdego dnia licząc się z aresztowaniem przez NKWD-UB – jako akowiec i „kolaborant”. Niewiele wiemy o okolicznościach jego śmierci, do której doszło zaraz po wyjściu z domu profesora bandytów z UB. Co mu proponowali? Donoszenie na świat nauki? Czym grozili? Postawieniem przed sądem za „kolaborację”? Serce profesora wytrzymało wojnę, UB nie. Cześć pamięci wielkiego uczonego i bohatera Polskiego Państwa Podziemnego!

http://www.naszdziennik.pl/wp/30480,smi ... onego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 15 cze 2013, 06:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
„Wyzwoleni” i obrabowani

Piotr Szubarczyk

Prawdziwą zmorą dla Polaków w latach 1944-1946 były gwałty i rabunki dokonywane przez oddziały sowieckie – najpierw podczas „wyzwalania”, potem podczas powrotu na wschód. Bolszewikom przydawało się wszystko: rowery, zegarki, klamki do drzwi, kury, krowy i konie, pędzone po kilkaset kilometrów, aż padły. Zdaniem prof. Bogdana Musiała, sowiecka gospodarka w pierwszej dekadzie po wojnie opierała się na zagrabionym podczas „wyzwalania” majątku – głównie niemieckim, ale także polskim.

W pomorskim Starogardzie któregoś dnia w całym mieście zgasło światło. To Sowieci rozpoczęli grabież XIX-wiecznego młyna na Wierzycy. Przerażeni aparatczycy PPR, obserwując reakcję mieszkańców miasta, interweniowali aż w Warszawie! Miasto przed wojną było polskie, więc nie chodziło o „zdobycze wojenne” na Niemcach. Zresztą, dla sowieciarzy cała Polska też była „trofiejna”.

W walce z rabusiami – zarówno regularnymi oddziałami, jak i bandami maruderów –duży udział mieli żołnierze konspiracji antykomunistycznej. Partyzanci mjr. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka” często uczestniczyli w akcjach przeciwko czerwonoarmistom. W maju 1946 r. pospieszyli na pomoc mieszkańcom Zwolenia, rabowanym z prywatnego mienia przez sołdatów. Ruszyli za pospiesznie wycofującymi się sowieciarzami, którzy obładowani zrabowanym dobrem nie potrafili się bronić, więc porzuciwszy mienie i broń, uciekli do lasu, gdzie mieli obóz.

Do jednej z najkrwawszych bitew z sowieckimi rabusiami doszło 15 czerwca 1946 r., także pod Zwoleniem. Partyzanci „Zagończyka” maszerowali właśnie na Kozienice, by odbić tam więźniów politycznych NKWD-UB. Doszło do starcia z silnym oddziałem regularnych wojsk sowieckich, zajmującym się rabunkami. W walce z polskimi partyzantami poległo 60 czerwonoarmistów.

http://www.naszdziennik.pl/wp/35776,wyz ... owani.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 16 lip 2013, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Sądowy depozyt

Dokumenty znalezione w Korzenistem to wyroki podziemnych sądów.

Archiwalia wyorane podczas prac polowych na terenie miejscowości Korzeniste (woj. podlaskie) po trwających pół roku zabiegach konserwatorskich wróciły do białostockiego oddziału IPN. Z wyników wstępnych badań przeprowadzonych przez historyków wynika, że są to niezwykle cenne materiały podziemnego wymiaru sprawiedliwości z łomżyńskiego obwodu Armii Krajowej, sporządzone w latach 1942-1944.

Ratowaniem dokumentów zajmowała się Anna Włodarczyk-Sętorek, konserwator pracowni konserwacji Wydziału Zarządzania Zasobem Archiwalnym IPN Warszawa. Dzięki jej żmudnej pracy, która trwała wiele miesięcy, większość tekstu można przeczytać. Dokumenty podczas konserwacji zabezpieczono na 257 kartach.

– Są to przede wszystkim akty oskarżenia sporządzone przez podziemny wymiar sprawiedliwości obwodu AK Łomża. Znajduje się wśród nich także przynajmniej jeden wyrok Wojskowego Sądu Specjalnego Okręgu AK Białystok wraz z uzasadnieniem. Protokoły spisano ręcznie, częściowo w zeszytach szkolnych, mniej jest zapisanych na maszynie – mówi „Naszemu Dziennikowi” Paweł Niziołek, historyk białostockiego oddziału IPN, który badał dokumenty.

Oprócz aktów oskarżeń są również spisy prowadzonych spraw, z podziałem na typy przestępstw. Wydzielono m.in. sprawy prowadzone przeciwko „konfidentom NKWD”, „konfidentom gestapo”, „Polakom policjantom” i luźnej kategorii wrogom polskiej sprawy, opisanej jako „przestępcy – kanalie”.

Autorów aktów oskarżenia nie udało się dotychczas ustalić – tworzyło je zapewne wiele osób. Pod jednym z wyroków widnieje podpis majora Władysława Olszewskiego ps. „Groblicz”, przewodniczącego Wojskowego Sądu Specjalnego Okręgu AK Białystok.

Wśród dokumentów znajduje się również ewidencja oskarżonych oraz najprawdopodobniej osób aresztowanych przez Niemców – wiele imion i nazwisk.

Historykom udało się ustalić, że dokumenty były sporządzane począwszy od roku 1942. Ostatni przygotowano w maju 1944 roku.

– Całość dokumentacji sądowniczej zamknięto w metalowej skrzynce amunicyjnej i zakopano w bezpiecznym miejscu w Korzenistem, zapewne w związku ze zbliżającym się frontem, tak aby nie wpadły w ręce cofających się Niemców czy wkraczających Sowietów. Łomża została zajęta przez Armię Czerwoną 13 września 1944 roku – tłumaczy Niziołek.

Tego typu dokumentacja to rzadkość. Z jednej strony cieszyła się ona zrozumiałym zainteresowaniem NKWD i UB, które dążyły do jej przejęcia. Z drugiej strony żołnierze konspiracji za wszelką cenę starali się je zabezpieczyć przed ujawnieniem. Dlatego dokumenty z Korzenistego są bardzo cennym znaleziskiem. Włączono jej już do katalogu archiwum Oddziału IPN w Białymstoku, gdzie pierwotnie trafiły. Niebawem zostaną udostępnione do wglądu użytkownikom w formie kopii.

Oddzielnie zabezpieczono metalowy pojemnik. To skrzynka po amunicji do niemieckiego karabinu maszynowego MG 34 lub MG 42. Oprócz dokumentów znaleziono w niej części lornetki wojskowej, m.in. dwa okulary i fragmenty tkaniny.

Dokumenty zostały wyorane przez rolnika na kolonii wsi Korzeniste, w miejscu, gdzie w czasie II wojny światowej i w latach powojennych stały zabudowania gospodarstwa należącego do żołnierza podziemia niepodległościowego Stanisława Kulikowskiego ps. „Kruk”. Pod nimi znajdowały się schrony konspiracyjne zbudowane przez żołnierzy AK.

Od maja 1945 roku działała tu, przeniesiona z Kolna, baza Biura Informacji i Propagandy Obwodu AK Łomża, gdzie drukowano aż trzy tytuły prasy podziemnej, m.in. pismo „Głos spod Ziemi”, ukazującej się w łącznym nakładzie 1,5 tys. egzemplarzy. W schronie był duży skład broni, który przed namierzeniem przez UB został ewakuowany. Nie jest jednak pewne, czy odnaleziony depozyt dokumentów ukrytych zapewne latem 1944 roku można w prosty sposób łączyć z późniejszą działalnością w tym samym miejscu innych struktur podziemia.

Adam Białous, Białystok

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... pozyt.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 20 gru 2013, 18:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Bliżej prawdy o III RP

Według zeszłorocznych badań ponad 60 proc. Polaków nie wierzy mediom. Opublikowana właśnie książka „Resortowe dzieci”, odpowiada na pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy. Nie ufaliśmy mediom zarządzanym przez komunistów, dlaczego mielibyśmy więc ufać mediom tworzonym przez ich dzieci?

Mimo iż konserwatywnie usposobiona publiczność od dawna zdaje sobie sprawę, kto rządzi największymi polskimi mediami, nadając tym samym ton debacie publicznej i nierzadko bezpośrednio wpływając chociażby na wynik wyborów, lektura książki pt.: „Resortowe dzieci. Media” poraża. O ile bowiem większość z nas doskonale wiedziała, że sympatii do Kościoła, szeroko pojmowanej prawdy i tradycji nie jest w mediach wiele, o tyle tłumaczyliśmy to sobie na różne sposoby. Wyjaśnialiśmy, że dziennikarze z Warszawy mają liberalne poglądy, bo taka jest stolica. Uznawaliśmy, że wielu z nich uzależnionych jest od etatów ponieważ spłacają kredyty, dlatego plotą trzy po trzy nie chcąc narazić się rządowi. Dodawaliśmy wreszcie, że największe stacje telewizyjne funkcjonują także dzięki reklamom, których mogłoby nie być, gdyby zaczęły krytykować nie tego, kogo trzeba.

Tezy te nadal pozostają prawdziwe. Jednak Dorocie Kani, Jerzemu Targalskiemu i Maciejowi Maroszowi udało się dotrzeć głębiej w świat recepcji ideowych wielkich ludzi wielkich mediów. Ludzi stojących na szczycie dziennikarskiej hierarchii w lewicowej Polsce. Niejednokrotnie zastanawialiśmy się, czy głosząc wyjątkowo niemądre hasła i zaciekle broniąc antybohaterów poprzedniego ustroju warszawscy dziennikarze są zwyczajnie głupi, naiwni, czy rzeczywiście mają popularne, „tolerancyjne” poglądy. Podejrzewam, że wielu spośród nas nie przyszło do głowy rozwiązanie najprostsze – owe tuzy dziennikarstwa nienawiść do katolicyzmu, Polski, tradycji i wolności po prostu wyniosły z domu.

Tę prostą prawdę udowodnili autorzy „Resortowych dzieci”. Do powszechnej wiedzy należą informacje o rodzinie Adama Michnika. Przywykliśmy już do pisania Michnik-Szechter. Jednak wciąż piorunujące wrażenie robi zestawienie historii rodzinnej szefa „Gazety Wyborczej” z historiami rodzin jego współpracowników, wśród których niejeden również wychował się w domu związanym ściśle z komunistyczną nomenklaturą i aparatem represji totalitarnego państwa. Autorzy omawianej książki opisali rodziny m.in. Heleny Łuczywo (ojciec z KPP, ps. Bolek, kierownik urzędu cenzury, pracownik KC PZPR), Wandy Rapaczyńskiej (ojciec przedwojenny komunista), Konstantego Geberta znanego też jako Dawid Warszawski (ojciec agent wywiadu ZSRS, ambasador PRL w Tunezji, matka instruktorka propagandy w ZSRS, współorganizatorka rzeszowskiego UB), Anny Bikont (ojciec pracownik peerelowskiego MSZ, matka dziennikarka „Trybuny Ludu”), Edwarda Krzemienia (ojciec walczący w jednostkach podległych NKWD), Ernesta Skalskiego (ojciec z KPP i krakowskiej MO, matka szefowa wydziału śledczego milicji) czy Michała Komara (ojciec z KPP, szkolony w NKWD, szef cywilnego wywiadu). To przez lata czołowi publicyści dziennika z ulicy Czerskiej. Dodajmy tylko dla porządku, że wydawca „GW” wytoczył nie tak dawno proces Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi za użycie wobec dziennikarzy tego pisma sformułowania „duchowi spadkobiercy KPP”. Proces wygrała Agora…

Kania, Targalski i Marosz nie poprzestali na tych nazwiskach. Zlustrowali również rodziców i teściów innych dziennikarzy „Wyborczej”. Przyjrzeli się autorom tygodnika „Polityka” piszącym tam już od kilkudziesięciu lat. Rozdział poświęcony temu pismu to lektura wstrząsająca – jak wiele „resortowych dzieci”, ale i pracowników resortów, może zmieścić się pod jednym dachem! Co do „Polityki” jednak złudzenia Polaków są jeszcze mniejsze niż do „GW” – wszak tygodnik był organem prasowym wydawanym już w PRL, co mówi samo za siebie. Gorzej, że do dziś z anten radiowych i programów telewizyjnych wciąż pouczają nas – również w sprawach lustracji – tacy jegomoście jak Daniel Passent (sam wg autorów „Resortowych dzieci” rejestrowany przez SB, ojciec i wujek w KPP), Jerzy Baczyński (kontakt operacyjny „Bogusław”) czy Janina Paradowska (członek PZPR, mąż TW „Weteran”). Najciekawsza w omawianej książce pozostanie jednak historia wzajemnej denuncjacji publicystów „Polityki”, która nie przeszkodziła im później stanąć w jednym szeregu walki z lustracją…

Kania, Targalski i Marosz przypomnieli również sprawę właściciela TVN Mariusza Waltera, którego – jako doskonałego propagandzistę – zachwalał sam Jerzy Urban, Alicji Resich-Modlińskiej (ojciec peerelowski sędzia Sądu Najwyższego i TW służb wojskowych), Tomasza Sianeckiego (ojciec pracownik Wydziału IV SB – komórki ds. duchowieństwa) a także… Jerzego Owsiaka (ojciec pułkownik MO, matka również z MO, dziadkowie w PZPR).

Arcyciekawie opisano także historię przekształceń w III Programie Polskiego Radia. Oddelegowany do zmontowania nowej ekipy został Andrzej Turski (członek PZPR do samego końca, tworzący m.in. dla Tygodnika Kultury Radzieckiej). Przyjął do pracy „nowy narybek” – m.in. Monikę Olejnik (ojciec pułkownik SB), Beatę Michniewicz (teściowie funkcjonariusze bezpieki), Grzegorza Miecugowa (ojciec TW SB) i Marka Niedźwieckiego (według cytowanych dokumentów kontakt operacyjny wywiadu PRL).

Postacie opisane w najnowszej publikacji wydawnictwa Fronda można wymieniać jeszcze bardzo długo. Pozycja liczy sobie ponad czterysta stron, a informacje w niej zawarte to głównie tego typu historie. Nie zabrakło jednak również opowieści o skandalicznym dzieleniu prasowego tortu przez Komisję Likwidacyjną RSW Prasa-Książka-Ruch oraz poprzedzonego wojną służb przyznania koncesji telewizyjnej Polsatowi, należącemu do Zygmunta Solorza (TW Zegarek).

Wielu Polaków od lat odczuwało podskórny, instynktowny wstręt, oglądając niejeden program telewizyjny lub słuchając dominujących stacji radiowych. Wielu z nas nie potrafiło odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak jest. Książka „Resortowe dzieci. Media” bardzo wiele wyjaśnia. Choć czytając tę pozycję można czasem odnieść wrażenie, że walka z Jarosławem Kaczyńskim i obrzydliwe słowa po katastrofie smoleńskiej bardziej oburzają jej autorów niż ustawicznie prowadzona walka z Kościołem. Mimo tego publikacja Frondy jest lekturą absolutnie obowiązkową. Już wywołała wielki ferment w opisywanym środowisku. Autorzy wyjaśniają, że ich dzieło liczy „zaledwie” czterysta stron, ponieważ wciąż czekają na wiele materiałów z IPN. Jeszcze przed premierą „Resortowych dzieci” zapowiedziano wydanie wersji rozszerzonej.

Praca wykonana przez Kanię, Targalskiego i Marosza niewątpliwie przybliży wielu Polaków do poznania prawdy o Polsce w której przyszło nam żyć, o projekcie zwanym III RP. Tym bardziej, że autorzy zapowiedzieli, że tom o ludziach mediów będzie zaledwie pierwszą z czterech części cyklu – dziennikarze zamierzają zająć się również środowiskiem biznesowym, politykami oraz ludźmi nauki. Czekamy.

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/blizej-prawdy-o-iii-rp,19934,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 19 maja 2014, 17:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Przegrana bitwa pod Monte Cassino

Żołnierze generała Andersa walczyli jak lwy. Ale w maju 1944 roku przelewanie krwi polskich żołnierzy nie miało już żadnego sensu. Polska przegrała II wojnę światową, nasi sojusznicy nas zdradzili – mówi PCh24.pl Piotr Zychowicz, historyk i publicysta.

Podziwia Pan Polaków walczących pod Monte Cassino?

Oczywiście, że tak. Nasi żołnierze wykazali się podczas tej batalii olbrzymim heroizmem i hartem ducha. Walczyli jak lwy i zasługują na nasze najwyższe uznanie i podziw. Jednak sama decyzja o szturmowaniu Monte Cassino podjęta przez generała Władysława Andersa była błędem.

Bitwa rozegrała się w maju 1944 roku, a więc po tym, gdy Polska została sprzedana Sowietom w Teheranie, o czym Polacy doskonale wiedzieli. A także po lutowej mowie Churchilla w Izbie Gmin, w której brytyjski premier otwarcie powiedział, że nowa wschodnia granica Polski ustanowiona zostanie na Linii Curzona. W maju 1944 roku było więc jasne, że Polska przegrała II wojnę światową, a nasi sojusznicy nas zdradzili. Przelewanie krwi polskich żołnierzy nie miało już żadnego sensu.

Według konstytucji Rzeczypospolitej zadaniem armii jest walka o niepodległość Polski. Bitwa pod Monte Cassino nie mogła w żaden sposób wpłynąć na sprawę niepodległości, bo wówczas była ona już przesądzona. Anders starając się usprawiedliwić swoją decyzję mówił, że rozkaz wydał, aby zwycięstwo Polaków nagłośniło sprawę polską na świecie. Jeżeli tak było w rzeczywistości, to bitwę pod Monte Cassino przegraliśmy. O naszym zwycięstwie anglosaskie gazety pisały bowiem przez jeden – dwa dni, a potem wróciły do tematów dla nich ciekawszych. Choćby wysławiania heroizmu Armii Czerwonej i peanów na cześć „Wujka Joe”. Nasze olbrzymie straty pod Monte Cassino – 924 zabitych – nie przyniosły więc, i przynieść nie mogły, sprawie polskiej pożytku.

Jest Pan gen. Andersem, przychodzi do Pana brytyjski dowódca 8. Armii Oliver Leese i składa propozycję walki o Monte Cassino. Co mu Pan odpowiada?

Trudno postawić się w roli generała Andersa. Uważam jednak, że powinien on tę propozycję grzecznie, acz stanowczo odrzucić. Biorąc pod uwagę dotychczasowy przebieg bitwy, wiadomo było bowiem, że jest to zadanie ciężkie, które Korpus wykrwawi. Takiego zdania był Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski, który miał olbrzymie pretensje do Andersa, że zdecydował się na szturmowanie góry. Powiedział mu: „biały pióropusz się panu śni”. Uważał, że Anders chciał opromienić swoje nazwisko wielkim zwycięstwem.

„Powiedziałem mu – wspominał Sosnkowski – że uważam jego samowolny postępek za naruszenie dyscypliny wojskowej, przy tym bardzo niebezpieczne i wysoce szkodliwe na wygnaniu. Powiedziałem mu dalej, że dysponowanie krwią polską w ciężkiej walce politycznej o przyszłość i prawa naszego narodu należy do władz zwierzchnich Rzeczypospolitej. Że pomijanie tych władz na rzecz obcych ośrodków dyspozycji ułatwia tym ostatnim wygrywanie ambicji jednostek dla swoich własnych celów, które przecież mogą pozostawać w sprzeczności z naszymi celami narodowymi, jak tego dowiodła konferencja w Teheranie”. Naczelny Wódz miał w tym sporze rację.

Czyli nie przemawiają do Pana słowa gen. Andersa, który tak zachęcał swoich żołnierzy do walki: „Żołnierze – za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna.”?

Jeden z passusów tego rozkazu jest co najmniej nielogiczny. Gdyby polscy żołnierze mieli bowiem strzelać do każdego kto zawarł sojusz z bolszewikami i oddawał im polskie terytorium, to powinni w pierwszej kolejności zaatakować nie Niemców, ale swoich brytyjskich towarzyszy broni.

Mówiąc jednak poważnie – to jest to oczywiście fragment tekstu skierowanego do wojska idącego do boju i ta retoryka jest zrozumiała. Odwoływanie się do chęci zemsty na wrogu i uczuć patriotycznych w takich sytuacjach to norma. Problem jednak w tym, że większość żołnierzy Andersa pochodziła z Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej, które – gdy rozpoczynała się bitwa pod Monte Cassino – były akurat zalewane przez Sowietów, a Niemcy z nich się wycofywali. Większość żołnierzy Andersa i ich rodzin była wcześniej prześladowana przez Sowietów. Jeżeli więc mieli powód żeby się na kimś mścić, to w pierwszym rzędzie na bolszewikach. Jeżeli ktoś zagrażał ich ojczyźnie - to właśnie bolszewicy. Na Monte Cassino strzelali zaś do żołnierzy jedynej armii, która tych bolszewików próbowała zniszczyć. I walczyli ramię w ramię z żołnierzami kraju, który ich Ojczyznę w ręce bolszewików oddawał.

Tak jak mówiłem, walka Polaków u boku Anglosasów po konferencji w Teheranie była pomyłką. Wiernym można być tylko wobec wiernych.

Jak Pan ocenia generała Andersa? W książce „Obłęd’44” zarzuca mu Pan nie tylko brak rozsądku, ale także i to, że decyzję o ataku na Monte Cassino podjął bez konsultacji z dowództwem.

Może Pana zaskoczę, ale jestem wielkim admiratorem generała Andersa. Był to świetny dowódca i dobry Polak. A przy tym znakomity, niezwykle bojowy kawalerzysta, co dla mnie – jako osoby wywodzącej się z rodziny o ułańskich tradycjach – ma spore znaczenie. Warto również wspomnieć, że Anders – w przeciwieństwie do części innych polskich oficerów wysokiego stopnia – mężnie zniósł sowieckie śledztwo po tym, gdy dostał się w łapska czerwonych w 1939 roku. Niewątpliwie na jego korzyść przemawia również to, że robił wszystko, by zablokować wysłanie swojej armii na front wschodni żeby biła się tam z Niemcami u boku Armii Czerwonej.

Anders znany jest również z niezwykle trzeźwej oceny Powstania Warszawskiego, które uznał za szaleństwo z góry skazane na niepowodzenie. Jedna zła decyzja popełniona pod Monte Cassino nie przekreśla więc faktu, że była to wybitna postać. W zestawieniu z innymi generałami tej epoki – na przykład takimi „wielkimi strategami” jak Sikorski czy Bór-Komorowski – wyrasta wręcz na męża stanu.

Zapytam trochę brutalnie, pomijając aspekty polityczne, jakie znaczenie dla toczących się we Włoszech walk miało zdobycie przez Polaków Monte Cassino? Czy pomogło ono aliantom np. w marszu na Rzym?

Niestety, również z militarnego punktu widzenia nasz szturm na Monte Cassino miał znaczenie znikome. Decydujące okazało się uderzenie Francuzów, którzy po prostu obeszli górę bokiem. Jedynym polskim zyskiem z tej bitwy jest więc piękna legenda. Czy była warta blisko 1000 ofiar? Moim zdaniem nie.

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/przegrana-bitwa-pod ... 956,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 21 paź 2018, 20:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Odkryto najstarsze ludzkie szczątki na ziemiach polskich

Obrazek

Ile mają lat i do kogo należały? Są ponad dwukrotnie starsze niż dotychczasowe najstarsze znalezisko!

Jak dotąd najstarszymi ludzkimi szczątkami znalezionymi na terenie dzisiejszej Polski były odnalezione w jaskini Stajnia na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej trzy zęby trzonowe. Ich wiek oceniano na mniej więcej 42-52 tys. lat.

Obecne znalezisko odkryte przez badaczy Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego jest znacznie starsze. Według prof. Pawła Valde-Nowaka ma ok 115 tys. lat. To paliczki - kości z dłoni neandertalskiego dziecka w wieku ok 5-7 lat. Co ciekawe z przeprowadzonych niezależnie przez naukowców w Krakowie i Waszyngtonie badań wynika, że kości zostały przetrawione przez system trawienny dużego ptaka. To pierwsze tego typu znalezisko z czasów epoki lodowcowej.

Najprawdopodobniej dziecko zostało zaatakowane przez ptaka i częściowo skonsumowane. Inna wersja wydarzeń zakłada, że drapieżny ptak zjadł szczątki martwego już dziecka.

Do odkrycia doszło w Jaskini Ciemnej już kilka lat temu, jednak dopiero teraz, po wnikliwych analizach w czasie prac laboratoryjnych dostrzeżono, że należą do człowieka.

https://www.gosc.pl/doc/5093154.Odkryto ... h-polskich


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /