Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 24 sie 2011, 12:05 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
W rocznicę paktu. Dwaj panowie ministrowie

Ponieważ mamy właśnie rocznicę podpisania tego paktu, chciałem przypomnieć tekst, który opublikowałem w początkach mojego blogowania. Tekst ten nosi tytuł "Dwaj panowie ministrowie" i jest częścią książki "Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie" dostępnej na stronie www.coryllus.pl Zapraszam.

Niższy z nich, wzorem wielu bolszewików zmienił nazwisko na takie, które kojarzyło się z robotniczym trudem. Wyższy nie zmieniał nazwiska, dokleił do niego jedynie słówko „von”, zamieniając się w ten sposób z przeciętnego handlarza win w prawie hrabiego. Obydwaj marzyli o wielkiej polityce. Niższy wolno piął się po stopniach kariery, wyższy wystartował w świat polityki niczym pocisk V2. Niższy dożył 96 lat, wyższego powieszono w 1946.

Człowiek ten naprawdę nazywał się Skriabin, tak jak słynny rosyjski kompozytor. W czasie gdy kierował radziecką polityką zagraniczną, rozpowszechniano plotki, że urodził się w rodzinie szlacheckiej. Nieprawda. Wiaczesław Skriabin przyszedł na świat 9 marca 1890 w osadzie Kukarka w guberni wiackiej, był trzecim synem zamożnego mieszczanina z miasta Nolińsk, Michała Skriabina. Zamożny ojciec zapewnił wszystkim swoim synom wykształcenie i zadbał o ich przyszłość. Wiaczesław ukończył szkołę realną w Kazaniu. Tam również zapisał się do samokształceniowej szkółki rewolucjonistów, takiego kółka zainteresowań dla radykalnie nastawionej młodzieży, gdzie wspólnie z innymi dziećmi z bogatych domów studiował pisma Karola Marksa. Na tych popołudniowych kursach młody Wiaczesław poznał syna bogatego kazańskiego kupca Wiktora Tichomirnowa, który za pieniądze swojego taty zgodził się wydawać pierwszą bolszewicką gazetę zatytułowaną „Prawda” . Za pieniądze kupca Tichomirnowa bolszewicy wydawali także inne pisma, w 1918 roku ukazała się skromna broszurka o udziale robotników w budownictwie przemysłowym. Jej autorem był nie kto inny, tylko nasz bohater właśnie. Nie podpisał jednak tekstu swoim rodowym nazwiskiem. Zmienił je tak, by słychać w nim było dźwięk wykuwanej stali. Nazwisko autora broszurki brzmiało: Wiaczesław Mołotow.

Joachim Ribbentrop najbardziej na świecie nienawidził, kiedy ktoś podważał jego kompetencje. Jego strach o to, że mógłby zostać niedoceniony lub co gorsza zdegradowany był horrendalny. Hitler wykorzystywał to bezwzględnie. Uwielbiał zadawać Ribbentropowi trudne pytania i stawiać przed nim zadania nie do wykonania. Kiedyś, kiedy Ribbentrop był w Londynie, jako łącznik do Berlina jeździł ambasador Hewel. Kiedy rozmawiał z Ribbentropem przez telefon, Hitler stał obok, kazał sobie powtarzać, co mówi minister spraw zagranicznych Rzeszy i dawał Hewlowi wskazówki, co ma mówić. Zakrywał potem twarz dłonią i chichotał. – Wyobrażam sobie jak on tam się skręca – żartował potem. Tak to poczynał sobie wódz Rzeszy ze swym ministrem w roku 1938. Wcześniej jednak było zupełnie inaczej.
Urodzony 30 kwietnia 1893 w Wesel Joachim Ribbentrop jawił się początkowo Adolfowi Hitlerowi – synowi austriackiego celnika – jako nie byle kto. Wykształcony w Metz i Grenoble, znający kilka języków Ribbentrop to był ktoś, prawdziwy światowiec. Prowadził interesy w Kanadzie; był synem oficera i sam dosłużył się na wojnie stopnia porucznika, pod koniec wojny był attache wojskowym w Stambule. Miał głowę do interesów - w pierwszych latach po wojnie sprzedawał alkohole we Francji i Anglii. Miał ambicje.
Ribbentrop mógł rzeczywiście ująć swoim czarem byłego kaprala Hitlera. Wydaje się, że sztuka ta udała się Joachimowi Ribbentropowi tylko dwa razy – w przypadku Hitlera właśnie ( na krótko) i kobiety, którą poślubił w 1920 – Annelise Henkel – córki niemieckiego „króla szampana”. Prawie wszyscy hitlerowscy diadochowie uważali jednak Ribbentropa za nadętego bęcwała o rozrośniętych ponad miarę apetytach. Nie przeszkadzało im to korzystać z jego koneksji, usług i poparcia. Ribbentrop przydał się Hitlerowi w pierwszych najtrudniejszych latach i potem, kiedy w 1932 negocjowano z Franzem von Pappenem objęcie władzy w Niemczech. „Pomógł w negocjacjach” – tak mówią biografie. Co zrobił Ribbentrop w rzeczywistości? Miał willę w luksusowej berlińskiej dzielnicy Dalhem – udostępniał ją na spotkania Hitlera z Pappenem. Do NSDAP wstąpił 1 maja 1932. Miał już wtedy „von” przed nazwiskiem, dokupił je sobie w 1925.


W porównaniu z prawdziwymi, zawodowymi rewolucjonistami z otoczenia Lenina i Stalina Wiaczesław Skriabin alias Mołotow prezentował się marnie. Nie sposób wyobrazić go sobie z rewolwerem w ręku albo rzucającego bombę, albo rabującego bank – tym właśnie zajęciom zawodowi rewolucjoniści oddawali się z największym zapałem. Z zapałem tak wielkim, że wszyscy przez to pojechali na Sybir. W ciężkich latach, tuż przed rewolucją, nie było przez to komu wydawać bolszewickiej gazety „Prawda”; musiał to robić właśnie ktoś taki jak Wiaczesław Skriabin alias Mołotow. Nawet w pierwszych latach rewolucji był jeszcze postacią znaczącą: pilny, obowiązkowy, dobrze zorganizowany, wyciszony, skupiony i do tego miał prawie skończone studia techniczne. W gromadzie gangsterów, jakimi bez wątpienia byli zawodowi rewolucjoniści, wyróżniał się bardzo i był uważany za potrzebnego. Aż do chwili, gdy przywódcy zawodowych rewolucjonistów zaczęli wracać z Syberii. Wtedy zaczęła się walka o prawdziwą władzę w otoczeniu Lenina i Wiaczesław Skriabin alias Mołotow nie miał w tej walce szans. Wiedział o tym i usunął się na drugi plan. W czasie budowania krainy szczęśliwości i dobrobytu, jaką miała stać się Rosja Radziecka Wiaczesław nie odznaczył się szczególnie, wysyłano go to na Powołże, to na Ukrainę, by tam organizował prace partii. Niestety, Wiaczesław skonfliktował się szybko ze wszystkimi lokalnymi działaczami i powrócił do Moskwy. Tu czekało na niego przeznaczenie. Właśnie okazało się, że do niedawna jedna z czołowych postaci ruchu bolszewickiego, Lew Trocki, wykazuje jakieś heretyckie, niegodne bolszewika objawy, zarazą tą dotknięte zostało także całe jego otoczenie. Lenin nie wahał się – wymienił skład Komitetu Centralnego Partii. I kogo powołał do nowego składu? No kogo? Właśnie! Powołał tam niezawodnego Wiaczesława Skriabina alias Mołotowa. Na czele nowego sekretariatu KC stanął zaś były gruziński gangster i niedoszły diakon Józef Dżugaszwili alias Stalin. On właśnie był przeznaczeniem Wiaczesława.

Mnóstwo ważnych postaci przewinęło się przez luksusową willę państwa Ribbentrop w dzielnicy Dalhem. Kiedy służba otwierała drzwi i anonsowała kolejnych gości, pani Ribbentrop de domo Henkel raz bladła, raz czerwieniała na twarzy. Papa dobrze zrobił wydając ją za Joachima, co do tego nie mogło być wątpliwości. Joachim został wkrótce po zapisaniu się do partii posłem w Reichstagu, potem ambasadorem w Londynie, aż wreszcie ministrem spraw zagranicznych Rzeszy. Był przy wszystkich najważniejszych wydarzeniach – anektował Austrię, dzielił Czechosłowację, podpisywał z Włochami „pakt stalowy”, dzielił kulę ziemską pomiędzy Rzeszę, Italię i Nippon. Gdzież on nie bywał i czego nie robił ten Joachim. Po 20 latach małżeństwa na wspomnienie tego wszystkiego pani Ribbentrop mogło się zakręcić w głowie. Biedna Annelise nigdy by nie przypuszczała, że jej mąż przejdzie do historii nie z powodu któregoś z tych wielkich dokonań, ale z powodu jakiejś Polski i jakiejś tajnej klauzuli. Dziwne są koleje losu.
Niewiele brakowało, a w sierpniu 1939 do Moskwy poleciałby Goering. Ale nie poleciał. Mister spraw zagranicznych Rzeszy Niemieckiej zrobił wszystko, by wypełnić tę misję. Wiedział, że mu się uda i udało się. 23 sierpnia 1939 podpisano radziecko – niemiecki pakt o nieagresji. Stronę niemiecką reprezentował Ribbentrop. Było tak pięknie. Tylko Goebbels i Goring, nie wiadomo dlaczego, zaczęli nagle bać się wojny. Obydwu za dobrze się żyło, bali się, że wojna z Polską oznacza dla nich koniec sielanki. Zwłaszcza dla Goringa. Ribbentrop był zdenerwowany. Jemu nigdy nie było dość – nowy podbój, nowe zaszczyty, nowe misje, blask sławy padający na niego. Jakże mu było daleko do takiego Goebbelsa, ojca sześciorga dzieci, czy Goringa, zniewieściałego dewianta o miękkich dłoniach. Joachim von Ribbentrop potrzebował czynów, rzecz jasna - wielkich czynów.
Kiedy pod koniec września, po podziale Polski, ustalał wraz ze Stalinem przebieg granicy, przekonał swojego rozmówcę, by oddał mu do prywatnego użytku kawał lasu i dzikich łąk w okolicach Lubaczowa (dziś tuż przy granicy z Ukrainą, południowo wschodnia cześć województwa Lubelskiego). Zamierzał utworzyć tam swój prywatny rewir myśliwski. I co się stało?! Kiedy wrócił do Berlina i powiedział o tym Hitlerowi, ta świnia Goring zawołał, że teren może należeć tylko do niego, bo to on jest Wielkim Łowczym Rzeszy! I co? Hitler oddał Goeringowi ten las!

Gwiazda Wiaczesława Mołotowa rozbłysła przy Stalinie pełnym światłem. Czuł się doceniony i było tak w rzeczywistości, budował radziecki przemysł rękami niewolników, skazywał na zesłanie poetów i uczonych. Stalin patrzył na niego przychylnie. Był jedynym w otoczeniu wodza człowiekiem niższym od Soso o kilka centymetrów; wiedział, że jeśli będzie ostrożny i lojalny, nic złego mu się nie stanie i nie pomylił się. Był co prawda jeden moment krytyczny w czasie likwidacji bandy Zinowiewa i Kamieniewa, ale Wiaczesław poradził sobie. „Poradzenie sobie” w tym wypadku oznaczało przeżycie. Mógł dalej działać, pozbawiać ukraińskich chłopów zboża, tak by umierali z głodu i zjadali się nawzajem, wysyłać kułaków i w ogóle wszystkich kogo popadło, za koło polarne. Aż w końcu przyszedł ten dzień. Towarzysz Stalin mianował Wiaczesława Mołotowa ludowym komisarzem spraw zagranicznych.
Kiedy wiadomo było, że dojdzie do zbliżenia z Niemcami i do Moskwy przyjedzie Ribbentrop, okazało się, że w państwie robotników i chłopów nie ma niemieckich flag. Flagi musiały być, no bo jakże to… przyjeżdża towarzysz Ribbentrop, a na lotnisku flag nie ma, to jest towarzysze nie do pomyślenia! Co by na to powiedział towarzysz Stalin!
Kinematografia radziecka kręciła wtedy film za filmem o niegodziwościach hitlerowców, ich podłym charakterze, zbrodniczych instynktach i takich tam głupstwach. W magazynach Mosfilmu pełno było hitlerowskich chorągiewek. Towarzysze filmowcy oczywiście nie zawiedli i flagi pożyczyli.
Któż by wtedy, 20 sierpnia 1939 roku, przypuszczał, że dwa lata później 22 czerwca o godzinie 12.00 Wiaczesław Mołotow wygłosi pamiętne słowa: Sprawa nasza jest słuszna. Wróg zostanie rozbity. Zwycięstwo będzie nasze. Któż mógł to przypuszczać…

Na procesie w Norymberdze Ribbentrop siedział w pierwszej ławce razem z Goringiem i Hessem i Keitlem. Kiedy zaproponowano mu, by wziął udział w mszy i pomodlił się wspólnie z amerykańskim duchownym, powiedział, że religia to nie jest biznes, który go interesuje. Skazano go na śmieć przez powieszenie za zbrodnie przeciwko ludzkości. Po ogłoszeniu wyroku 1 października 1946 roku powiedział: "Śmierć...nie zdążę napisać swoich pamiętników" A 16 października, pod szubienicą dodał jeszcze: "Niech Bóg ma w opiece Niemcy i niech zmiłuje się nad moją duszą. Moim ostatnim życzeniem jest, żeby mój kraj mógł się zjednoczyć i żeby Wschód i Zachód porozumiały się w sprawie światowego pokoju". Do pastora zaś zwrócił się ze słowami: "Spotkamy się tam, w górze".

Wiaczesław Mołotow był po śmierci Stalina stopniowo odsuwany od stanowisk i wpływów, w końcu wyrzucono go z partii. W latach 60 mieszkał wraz z żoną Poliną Żemczużyną na ul. Granowskiego w Moskwie. Jego żona została przez Stalina zesłana do łagru, przeciwko czemu Mołotow nie zaprotestował na zebraniu kierownictwa partii. Zwolniono ją dopiero po śmierci wielkiego przywódcy narodów. Wielbiła Stalina do końca życia. Umarła w 1967 roku. Mołotow przeżył swą małżonkę o 20 lat. Zmarł w początkach roku 1987. Miał 96 lat. Był przedostatnim żyjącym członkiem ze ścisłego kierownictwa dwóch zbrodniczych organizacji, które wywołały II wojnę światową. Dłużej od niego żył tylko pierwszy zastępca Hitlera, Rudolf Hess, ale to już zupełnie inna historia.

http://coryllus.salon24.pl/335672,w-roc ... inistrowie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 25 lis 2011, 16:18 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
DUCH RZECZYPOSPOLITEJ

Człowiek wyzuty z pamięci dnia wczorajszego jest człowiekiem o zaburzonej tożsamości. Obce mu są punkty odniesienia, wedle których powinien się w życiu orientować. Taki człowiek samego siebie skazuje na niezrozumienie, co dzieje się dookoła niego, i dlaczego dzieje się właśnie to.

Gargantuiczne zadłużenie finansów publicznych. Miliony obywateli szukających pracy poza krajem. Kolejne setki tysięcy na walizkach. Mierna pozycja w światowych statystykach. Zerowa skuteczność państwa w realiach politycznych współczesności. Rząd czapkujący sąsiadom zamiast twardego realizowania precyzyjnie określonej racji stanu. Nieformalna władza, funkcjonująca poza konstytucyjnymi organami państwa. Zakryty przed opinią publiczną mechanizm podejmowania najważniejszych decyzji, poddany presji kapitałowych grup mafijnych, skrzętnie wykorzystujących wiedzę o agenturalnych zasobach PRL-u. Moralne autorytety wykupione przez finansowane z zagranicy fundacje, głoszące prawdy objawione równie rzetelne, jak wróżby Cyganki w parku. Rekordowy ponoć stopień infiltracji przez służby specjalne państw obcych. Na domiar wszystkiego złego media mainstreamowe walcujące opinię publiczną na użytek szemranych interesów mocarzy gospodarczych o niejasnej proweniencji, i pod obłędną wizję paneuropejskiej szczęśliwości. Oto – w koniecznym rzecz jasna skrócie – opis rzeczywistości, w jakiej znajduje się dzisiejsza Rzeczpospolita.
Jerzy Odrowąż Pieniążek, komentując postawy Polaków z 1918 roku, zapisał:

Na młodym organizmie państwowym od samego jego początku zagnieżdżał się typ ludzi bez czci i wiary, którzy tylko we własnym lub swej kliki interesie, pseudointeresie, pracowali, a właściwie rabowali, co się dało. I źle było z tym, kto się ośmielił naruszyć ów porządek, starał się o naprawę, gdyż w jednej chwili zgraja szakali rzucała się na niego”.

Te słowa nic nie straciły ze swej aktualności.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 09 gru 2011, 18:27 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
"Sensacja" w programie Pospieszalskiego

Dzisiejszy program Janka Pospieszalskiego zaowocował „sensacją”. Był nią wyszperany w aktach Stasi szyfrogram ambasadora NRD w Warszawie świadczący o zdradzie Bronisława Geremka.

Bronisław Wildstein stwierdził, że nasza demokracja-cytuję z pamięci- „jest ułomna gdyż wolność słowa polega w niej na tym, że prawda dysponuje tysiącem egzemplarzy, a kłamstwo milionami. „

Jest świetna okazja aby tę „sensację” przypomnieć.

Próbowałem ją rozpowszechnić w lutym 2009 roku na salonie24, lecz tekst powędrował momentalnie do piwnicy i został zaszczycony zerem komentarzy i odnotował 8 odsłon.

Spróbuję zatem po niemal trzech latach jeszcze raz.

***

Zakładanie, że życiorys z dłuższym lub krótszym epizodem działalności w organizacji niepodległościowej walczącej z komunistycznym reżimem czy niemieckim okupantem ma być po wsze czasy świadectwem kryształowej uczciwości i zamykać usta krytykom jest zabiegiem fałszywym i głupim.

Sędzia stalinowski Mieczysław Widaj był dzielnym żołnierzem kampanii wrześniowej i odważnym akowcem, co nie przeszkodziło mu później w PRL skazać na śmierć 106 towarzyszy broni.

Podobną przeszłość miał sędzia Hryckowian prowadzący ustawiony proces przeciwko rotmistrzowi Pileckiemu.

W zasadzie i w III RP fakt opozycyjnej przeszłości chroni jedynie wybrańców, którzy zasiedli do okrągłego stołu i wszystkich tych, którzy tą decyzje wynoszą pod niebiosa.

Mam jednak odruch wymiotny, jeżeli autorytety podtyka mi pod nos pewna gazeta i stacja telewizyjna, w których za ekspertów i autorytety robią donosiciele i komunistyczni dygnitarze zapraszani tam nieustannie do komentowania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Właściciel jednego z najpiękniejszych opozycyjnych życiorysów Antoni Macierewicz na przykład jest dziś osobą wyszydzaną, wyśmiewaną, dyskredytowaną i wręcz znienawidzoną.

Jego brawurowa ucieczka z internowania czy fakt, że to on założył KOR i wymyślił jego nazwę nie są opinii publicznej powszechnie znane.

Te same osoby z Kuroniem na czele, które pozbyły się Macierewicza z KOR-u w podobny sposób opanowały „Solidarność” spychając Walentynowicz i Gwiazdę na margines.

Dlatego jeżeli jedynym argumentem uprawniającym do obejmowania wysokich stanowisk w państwie miałaby być piękna opozycyjna przeszłość przekładająca się automatycznie na kryształową uczciwość to zamiast Czumy i Niesiołowskiego w mediach, sejmie i rządzie brylować powinni bracia Kowalczykowie, którym coś jednak udało się w powietrze wysadzić.

Jerzy Kowalczyk skazany został na karę śmierci zamienioną po protestach na 25 lat. 25 lat otrzymał również jego brat Ryszard. Więzienie opuścili po kilkunastu latach jeden w 1983 drugi w 1985 roku.

Dziś jeden z braci Ryszard, jako emerytowany adiunkt w Zakładzie Fizyki Instytutu Matematyki, Fizyki i Chemii Politechniki Opolskiej żyje w zapomnieniu. Jego brat Jerzy mieszka samotnie w barakowozie na torfowisku w pobliżu miejscowości Rząśnik.

Ten przytoczony przeze mnie przykład świadczy dobitnie o mentalności Michników, Kuroniów, Geremków, Frasyniuków, Czumów i Niesiołowskich prężących bohaterskie piersi i używających swojej przeszłości, jako tarczy chroniącej przed wszelkimi zarzutami i krytyką.

Jeżeli opozycją mienili się mentalni totalitaryści, to nie dziwi haniebne zachowanie się Geremka i Michnika wtedy, kiedy przepadli z kretesem w pierwszych demokratycznych wyborach w obozie komunistycznym.

Tak, tak. To już wtedy 10 milionowa rzesza rodaków zorganizowanych pod szyldem związku zawodowego „Solidarność” wypięła się demokratycznie na tak zwanych doradców.

I to wtedy towarzystwo z Geremkiem i Michnikiem zaniepokojone marginalizacją, a przecież przedstawiające się na zachodzie, jako ci jedyni liczący się i niezłomni, postanowiło przyłożyć rękę do likwidacji Solidarności.

Z akt STASI

SZYFROGRAM AMBASADORA NRD W WARSZAWIE DO KIEROWNICTWA NRD Z 2 GRUDNIA 1981 ROKU

Tow. Ciosek, minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi, oświadczył w rozmowie z 1 grudnia [1981 roku]:

„ Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy "Solidarnością" w obecnej formie a socjalizmem realnym już niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Aparat "Solidarności" musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji „Solidarność” mogłaby na nowo powstać, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i bez ambicji sięgnięcia po władzę. Być może - kontynuował Geremek - tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w innej sytuacji politycznej kontynuować pewne procesy demokratyzacyjne.”

Prawdziwie groźni dla reżimu opozycjoniści zostali w liczbie około miliona wyekspediowani za granicę z biletem w jedną stronę lub zlikwidowali ich nieznani do dziś sprawcy.

W ten sposób wyczyszczono teren, aby już bez demokratycznych pierduł jakiś władz i członków Solidarności, Michnik, Kuroń, Geremek i reszta mogli świecić niezmąconym blaskiem.

A o tym kto ma piękną przeszłość i jest kryształowo uczciwy decydują dzisiaj ludzie mianowani przez wyżej wymienionych na niekwestionowane autorytety.

http://kokos.salon24.pl/371560,sensacja ... szalskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 21 gru 2011, 09:12 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Wojna światów

W 1942 roku, w szczytowym momencie Bitwy o Atlantyk, Churchill wyznał, że gotów jest sprzymierzyć się z diabłem, żeby pokonać Hitlera. Zimna wojna to konsekwencja tego wyboru. Belzebuba zastąpił Lucyfer... i ledwo rozwiały się dymy wojny "gorącej" - zaczęła się "zimna".
"Urodziłem się w roku 1943 roku, gdy na świecie toczyła się gigantyczna wojna o to, czy nad obozami koncentracyjnymi powiewać będą czerwone flagi ze swastyką, czy czerwone flagi z sierpem i młotem". Tak zaczyna swoją sławną autobiografię Włodzimierz Bukowski.
Konstrukcja systemu sowieckiego była oparta na ideologii światowego zwycięstwa komunizmu. 30 grudnia 1922 roku, przemawiając na I Zjeździe Rad, na którym proklamowano ZSRS, Stalin oznajmił, że nowe państwo to jedynie "pierwowzór przyszłej Światowej Republiki Sowietów". Aż do dzisiaj większość byłych sowietologów upiera się przy tezie, iż Stalin postawił na budowę komunizmu w jednym kraju, wbrew ekspansjonistycznej polityce Trockiego. Jednak książki i filmy wyprodukowane w ZSRS przed wojną pokazują, że ani na chwilę idea Wielkiej Wojny Wyzwoleńczej, niesionej przez Armię Czerwoną ciemiężonym przez kapitalistów ludom Europy, nie została odłożona na bok. W finale kultowego filmu "Wielki obywatel" z 1939 roku (apoteoza Kirowa) mówca na pogrzebie bohatera wykrzykuje: "Dziś szczęściem sowieckim mogą cieszyć się obywatele naszych czternastu republik - ale wkrótce będzie ich czterdzieści!". Film ten miał obowiązek obejrzeć każdy uczeń i student, nie mówiąc o członkach partii i "związków zawodowych". Dziesiątki fabryk produkowały przede wszystkim lekkie czołgi, mogące się szybko poruszać po szosach Europy, w lotnictwie z kolei pierwszeństwo miały bombowce.
Traktowana w ZSRS niemal mistycznie przysięga Stalina nad trumną Lenina zawierała obietnicę, że zgodnie z nakazem Wodza bolszewicy będą "umacniać i rozszerzać Związek Rad". Stalin nie wierzył, że Związek Sowiecki może przetrwać bez zwycięskiej wojny z resztą świata. 14 lutego 1938 roku oświadczył: "Ostateczne zwycięstwo socjalizmu w sensie pełnej gwarancji braku powrotu do stosunków burżuazyjnych możliwe jest jedynie w skali światowej". Jeszcze wyraźniej sformułował to 15 marca 1937 roku szef Zarządu Politycznego Armii Czerwonej, komisarz Jan Gamarnik: "Armia Czerwona uzna swoją bolszewicką misję za wypełnioną, kiedy na koniec zawładniemy całym globem ziemskim".

Plan ataku na Europę
Można mieć 99 proc. pewności, że najpóźniej od 1930 roku Stalin planował atak na Europę w pierwszej połowie lat 40., zaś zwycięstwa Hitlera przyśpieszyły jego datę na wczesne lato 1941 roku. 5 maja 1941 r. Stalin oświadczył na promocji absolwentów Akademii Sztabu Generalnego: "Wszystko zmierza ku wojnie i przeciwnikiem będą Niemcy. Naszym obowiązkiem jest bronić kraju poprzez działania zaczepne". Tego dnia wydał dyrektywę osiągnięcia stanu gotowości do działań ofensywnych. Następnego dnia mianował się premierem - najwyraźniej chciał być jedynym ojcem zwycięstwa. Cytaty z jego przemówień do oficerów Armii Czerwonej oraz przesunięcie olbrzymiej ilości wojsk o czysto ofensywnym uzbrojeniu na zachodnią granicę to najczęstsze z argumentów na poparcie tej tezy. Tezy prawdopodobnej, trzeba przyznać, także z politycznego punktu widzenia. Uwolnienie Europy od Hitlera byłoby przecież najlepszą legitymacją jej okupacji sowieckiej, i to nie tylko dla tzw. postępowej opinii publicznej. Agresja na Finlandię była przeprowadzona w ramach "planu obronnego".
Nie trzeba być pisarzem political fiction, by przyjąć, iż Chamberlain, do końca próbujący uniknąć wojny z Niemcami i odmawiający pomocy generałom niemieckim pragnącym skończyć z nazizmem, liczył się właśnie z nagłym atakiem sowieckim. Choć Wiktor Suworow udowadnia w swoich świetnie udokumentowanych książkach, że Zachód nie miał w 1939 roku żadnych szans przeciw potędze sowieckiej, to jednak należy pamiętać, że ówczesna młodzież europejska nie była bynajmniej bez reszty lewicowa. Dwa lata później na krucjatę antybolszewicką wyruszyły tysiące ochotników z Norwegii, Hiszpanii, Belgii i krajów bałtyckich. Gdyby więc Hitler okazał cierpliwość, to jego armia stawiłaby czoło agresji Stalina, i to jemu przyszedłby z pomocą rząd Chamberlaina oraz Francji, Hiszpanii i krajów skandynawskich; a nie należy też lekceważyć dobrze przygotowanego polskiego planu obrony przed Sowietami.
A przecież USA zapewne także przyszłyby z pomocą - zwłaszcza zbrojne w bombę jądrową. Być może w 1945 roku to Hitler, Chamberlain i Roosevelt dzieliliby w Jałcie postsowiecki świat...
Czyż po zwycięstwie obozu antysowieckiego nie odbyłby się jakiś Międzynarodowy Proces Kijowski czy Charkowski, w wyniku którego zawiśliby Mołotow, Żdanow, Chruszczow, Susłow, Żukow i jeszcze paru największych ludobójców i ich generałów? Józef Mackiewicz porównał w 1961 roku porwanie i proces Eichmanna z traktowaniem Chruszczowa, współodpowiedzialnego za holokaust chłopów ukraińskich w czasie kolektywizacji oraz zsyłki Polaków na Sybir, którego "kładzie się spać w po-królewskim łożu we Francji, a jego samopoczucie jest tak wysoko cenione, że tych emigrantów, których nie zdołał wymordować, deportuje się na Korsykę, aby czasem wrogą demonstracją nie zepsuli mu apetytu".
A przecież natura sowietyzmu i tego, w jakie bestie zamienia on swoich niewolników, dała się poznać gdy tylko oddziały czerwonoarmistów znalazły się w Europie Środkowej. W Polsce, w Jugosławii i na Węgrzech dość dobrze znane są zbrodnie "wyzwoleńczej" Armii Sowieckiej. Ciekawe jednak, jak powszechna, i to na całym świecie, jest zmowa milczenia na temat bestialstw, jakich dopuszczali się sołdaci sowieccy w Niemczech i Austrii. Lewicowe tabu wciąż istnieje, prawie sześćdziesiąt lat po tej wojnie.
Pamiętniki "niezniszczalnego" członka Biura Politycznego KPZR Anastasija Mikojana zawierają opis sceny, która wydarzyła się 15 maja 1945 roku w sali posiedzeń na Kremlu. Stalin miał wówczas oświadczyć, że liczba dywizji sowieckich nad Łabą tak dalece przewyższa siły zachodnie, że w ciągu trzech tygodni czołgi Żukowa dojdą do Lizbony. Należy więc natychmiast przystąpić do natarcia na nieprzygotowaną i zniszczoną Europę. Odpowiedzieć mu miała głucha cisza. Nawet zbirom z jego przybocznej gwardii jedna, zakończona po tak wielkim wysiłku, wojna na razie zupełnie wystarczała. Stalin machnął ręką, skwitowawszy swoim zwyczajem ich "tchórzostwo" rynsztokowym zwrotem.
Jeśli taka scena rzeczywiście się wydarzyła, ukazuje ona wierność dawnego rewolucjonisty "Koby" wobec hasła, pod jakim zaczynał niemal pół wieku wcześniej swoją polityczną działalność i w które towarzysze z Biura obowiązani byli oficjalnie nadal wierzyć - hasła światowej rewolucji.
Podobnie jak w wypadku klęski Wielkiego Skoku Mao, tak i członkowie Biura Politycznego KPZR nie dowierzali sobie na tyle, by zawiązać spisek. Jeśli wierzyć najnowszej generacji rosyjskich historyków, zawiązali go dopiero w obliczu własnej śmierci, gdy w 1952 roku procesy lekarzy miały przygotować aresztowania ich rzekomych protektorów w najwyższych kręgach. W Chinach zabrakło Berii, który rzekomo spowodował lub przyśpieszył śmierć Wodza, a jego odpowiednik, czyli Deng Xiaoping, został przezornie wcześniej odsunięty przez Przewodniczącego. Ale nie decydując się na natychmiastową inwazję Europy Zachodniej, Stalin stanął niebawem wobec faktu, że USA mają bombę atomową. Wyjaśnia to, przynajmniej w 80 proc., jego powściągliwość wobec Zachodu przez trzy powojenne lata.

Spory o początek zimnej wojny
Zimna wojna ma pewien rys, bardzo kłopotliwy dla historyka dziejów najnowszych: nie ustalono bowiem w sposób powszechnie obowiązujący jej okresu. Są tacy, którzy datują ją od 17 marca 1945 roku, kiedy ambasador USA w Moskwie Averell Harriman potwierdził w depeszy do prezydenta Roosevelta pogląd Churchilla, iż "przywódcy sowieccy zaczęli uważać, że mogą zmusić nas do przyjęcia ich stanowiska w każdej sprawie". Rezultatem była wymiana oschłych, a potem gniewnych depesz między Rooseveltem a Stalinem, którą 12 kwietnia przerwała nagła śmierć prezydenta.
Zdaniem innych, należy jej początek datować na lipiec 1947 roku, gdy w Polsce rozgromiono już opozycję, zaś we wpływowym kwartalniku amerykańskim "Foreign Affairs" ukazał się obszerny artykuł George´a F. Kennana, zawierający doktrynę "powstrzymywania komunizmu", która stała się stałą wytyczną dla polityki USA. Była to poszerzona wersja jego sławnej "depeszy", którą wysłał z Moskwy w poprzednim roku. Radykalna reorientacja polityki Waszyngtonu była wynikiem całego łańcucha doświadczeń, które obudziły w USA poczucie zagrożenia.
Pierwszym takim katalizatorem był stosunek Sowietów do Powstania Warszawskiego i alarmujące depesze wysyłane z Moskwy przez George´a F. Kennana, ówczesnego radcy ambasady USA. Później było podstępne aresztowanie Szesnastu, a na końcu sfałszowane wybory i pogwałcenie układu jałtańskiego.
Zanim jeszcze architektem polityki powstrzymywania stał się po powrocie do Waszyngtonu George F. Kennan, jego długa depesza z Moskwy wysłana w lutym 1946 roku, oparta w znacznej mierze na polskich doświadczeniach, stała się punktem zwrotnym. Tak widzi początek zimnej wojny Jan Nowak-Jeziorański.
Ciekawe jednak, że podobne refleksje znajdujemy u przedstawiciela skrajnej lewicy amerykańskiej Johna Gaddisa, dla którego sam przymiotnik "zimnowojenny" oznacza "podżegający do wojny" lub "reakcyjny". Powołując się na wspomnienia George´a F. Kennana oraz artykuł Williama Larsha "Averell Harriman and the Polish Question 1943-1944", pisze: "Stalin dostał w końcu taki polski rząd, jakiego chciał, lecz zapłacił za to wysoką cenę. Brutalność i cynizm, którymi się wykazał, najzupełniej wystarczyły, by wyczerpać kapitał dobrej woli zgromadzony na Zachodzie dzięki wysiłkowi wojennemu Związku Radzieckiego, zasiać w Londynie i Waszyngtonie wątpliwości co do perspektyw przyszłej współpracy oraz napełnić głębokim lękiem resztę Europy". Opinia ta nie zgadza się ani z innymi tezami historyka z Ohio, ani - niestety - z rzeczywistością, jednak znamienne, że lektura świadectw i dokumentów skłoniła go do sformułowania takiego sądu.

Stalin bazował na naiwnych
Bardziej prawdopodobne jest, że Stalin, szanujący tylko silnych, zorientował się, jak naiwnego ma przeciwnika.
Sam przyznał pod koniec wojny, że około 2/3 przemysłu sowieckiego zbudowano przed wojną i podczas niej dzięki finansowej i technicznej pomocy amerykańskiej. Przypomnijmy też, że stosunki między Kremlem a ekipą Roosevelta były ciepłe niemal od początku. Roosevelt nie protestował przeciw sowieckiej inwazji na Polskę, zaś po agresji na Finlandię w grudniu 1939 roku ogłosił "moralne embargo" wobec ZSRS. Sukcesywne zajmowanie krajów bałtyckich i Besarabii latem 1940 roku wzbudziło w Departamencie Stanu jedynie "niepokój".
Serdecznym przyjacielem osobistego doradcy i przyjaciela prezydenta Harry´ego Hopkinsa był Icchak Achmerow, as wywiadu NKWD. Oleg Gordijewski, major KGB, który przeszedł na Zachód, twierdzi, że sam Hopkins zgodził się na "pracę dla pokoju" (tak służby sowieckie określały swoją działalność za granicą). Pod koniec lat czterdziestych zaczęło wychodzić na jaw, że to na polecenie Hopkinsa już od 1942 roku przesyłano Moskwie wszystkie materiały potrzebne do produkcji bomby atomowej, w tym połowę amerykańskich zapasów oczyszczonego uranu! W ten sposób Stalin mógł wpływać na decyzje Roosevelta, doszło wtedy zapewne do historii brzmiącej dziś tak nieprawdopodobnie, że amerykańscy historycy omawiają ją niechętnie, a nawet powstrzymują się od komentarzy. Otóż szef służb specjalnych William Donovan miał mniejsze złudzenia co do Sowietów i w listopadzie 1944 roku kupił od Finów przechwyconą przez nich księgę kodów NKWD. Oburzony tym sekretarz stanu Edward Stettinius złożył u prezydenta protest przeciw podstępnym działaniom, wymierzonym w najlepszego sojusznika USA! Roosevelt zmusił Donovana do oddania księgi Rosjanom (którzy wiedzieli, że wszedł w jej posiadanie), i to z przeprosinami... Donovan nie był rzecz jasna aż tak służbisty, by nie zrobić kopii.
Od Algera Hissa natomiast musiał się dowiedzieć, że Roosevelt zimą 1945 roku nie tylko nie podjął oferty Williama Donovana przekształcenia Biura Służb Strategicznych, czyli wywiadu, w rozbudowaną organizację wywiadowczą, ale nawet spowodował przeciek prasowy, by ją skompromitować! 9 lutego trzy najważniejsze dzienniki Wschodniego Wybrzeża gwałtownie zaatakowały Donovana za chęć stworzenia "amerykańskiego Gestapo", szpiegującego "dobrych sąsiadów na całym świecie".
Organizacja Narodów Zjednoczonych, w co trudno dziś uwierzyć, była dla wielu zachodnich intelektualistów i politologów zaczątkiem jeśli nie rządu, to przynajmniej pokoju światowego; w końcu przecież sam Roosevelt tak ją sobie wyobrażał.

Piotr Skórzyński
--------------------------------------------------------------------------------

Tekst jest fragmentem książki Piotra Skórzyńskiego "Wojna światów. Intelektualna historia zimnej wojny", Biblioteka "Glaukopisu", t. 1, Warszawa 2011.

--------------------------------------------------------------------------------

Piotr Skórzyński (1952-2008) był publicystą, poetą, krytykiem i eseistą, działaczem "Solidarności" Regionu Mazowsze, nadawcą radia "Solidarność". W stanie wojennym został internowany w więzieniu w Białołęce. Publikował m.in. w "Tygodniku "Solidarność"", "Ładzie", "Arcanach". Jest autorem m.in. książek: "Jeśli będziesz ptakiem" (1988) - powieści wydanej w podziemiu, "Na obraz i podobieństwo. Paradygmat materializmu" (2002), "Pejzaże pamięci" (2004).

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 03 mar 2012, 19:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
W WALCE O HISTORYCZNĄ PAMIĘĆ

Po raz kolejny obchodziliśmy w Polsce Dzień Żołnierzy Wyklętych. Oddanie sprawiedliwości tym, którzy oddawali swoje życie w walce z sowieckim i komunistycznym zniewoleniem, jest kluczowym zadaniem współczesnego pokolenia. Dzień ten powinien nam jasno uświadomić, że bohaterami są ci, którzy sprzeciwiali się sowieckiemu totalitaryzmowi, zdrajcami zaś ci, którzy się Sowietom wysługiwali. Powolne odkłamywanie przeszłości żołnierzy wyklętych powinno być również wyzwaniem dla społeczeństwa, jeśli idzie o odkłamanie innych tzw. "białych plam" z najnowszej historii. Tutaj dochodzimy do ważnego pojęcia "polityki historycznej".

Pojęcie polityki historycznej stało się jednym z najbardziej modnych w ostatnich latach. Jej rozumienie jest zdecydowanie uzależnione od koncepcji filozoficznej oraz od uwarunkowań cywilizacyjnych. W rozumieniu klasycznym (łacińskim) polityka historyczna powinna polegać przede wszystkim na promowaniu prawdy o przeszłości, w szczególności przeszłości własnego narodu. Tak więc w kontekście międzynarodowym nie chodzi o propagowanie kłamstw wybielających naszą przeszłość, ale o prawdę, która zawsze ma moc oczyszczającą i prowadzi do kreowania wspólnoty narodowej. Współczesna ideologia postmodernistyczna promująca tzw. ahistoryzm prostą drogą skutkuje rozbiciem życia narodowego, przerwaniem kulturowej ciągłości pokoleń.

Musimy zwrócić również uwagę na fakt, że ważny jest sposób prowadzenia tejże polityki. W literaturze przedmiotu mówi się o tzw. "piramidzie komunikacyjnej", na szczycie której są badania naukowe, dalej edukacja szkolna, media itp. Zatem kiedy będziemy analizować konkretne przejawy polityki historycznej we współczesnym świecie, trzeba brać pod uwagę wszystkie jej poziomy.

Polska polityka historyczna na początku dwudziestego pierwszego wieku największe sukcesy odnosiła dzięki pracy Instytutu Pamięci Narodowej. Ogromne zasługi w tym zakresie miał śp. prof. Janusz Kurtyka. To za jego kadencji dokonał się przede wszystkim proces rozliczania z komunizmem na poziomie prawdy historycznej. Liczba publikacji książkowych, różnorakich wystaw oraz konferencji była olbrzymia i pozwoliła Polakom przejrzeć swoją PRL-owską historię na sposób prawdziwościowy. Rozpoczęto wiele dochodzeń prokuratorskich, mających rozliczyć zbrodniarzy komunistycznych. Wszystko to odbijało się też na zagranicznej polityce historycznej IPN. Książka Jana Tomasza Grossa "Strach" nie odegrała już takiej roli propagandowej, jak jego wcześniejsza książka "Sąsiedzi", gdyż IPN poprzez publikację ubeckich dokumentów dotyczących pogromu kieleckiego, a także poprzez wydanie książki Marka Chodakiewicza "Po zagładzie", skutecznie odparł atak zewnętrzny. Wielką rolę odegrały anglojęzyczne publikacje o zbrodniach nazistowskich i komunistycznych na Polakach. Wreszcie niezwykle ważne były wystawy międzynarodowe, jak np. wystawa o wypędzeniach Polaków przez Niemców w czasie II wojny światowej - dodajmy wystawa zorganizowana w Parlamencie Europejskim.

IPN umożliwił oczyszczenie polskiej przestrzeni publicznej z komunistycznego ciężaru. To on, prowadząc różnorakie badania, pozwolił na skuteczną obronę dobrego imienia Polaków w świecie. Smutne jest tylko to, że ostatnie działania władz w dużym stopniu idą w kierunku roztrwonienia tego ważnego dorobku. Zbyt wiele jest rzeczy z przeszłości komunistycznej, które chce się przesłonić mgłą milczenia. Dlatego coraz mniej lekcji historii w szkołach i coraz więcej mitów uznanych za obowiązującą, reżimową prawdę. Bolesne było ustawowe uderzenie w IPN po śmierci profesora Kurtyki, równie bolesne jest kreowanie w społeczeństwie polskim potężnej amnezji, która ma niewyobrażalnie destrukcyjne konsekwencje w kulturze. Szczególnie dużo mitologii dotyczy czasów najnowszych, związanych z działaniami władz wobec "Solidarności". Wszystko to czeka na pokazanie pełnej prawdy, która w pełni umożliwi uzdrowienie polskiego życia publicznego.


Prof. dr hab. Mieczysław Ryba

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=29736


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 03 mar 2012, 21:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Zainspirowany jednym z komentarzy, jaki gdzieś przeczytałem, powiem, że:
żołnierze wyklęci walczyli z żołnierzami przeklętymi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 18 kwi 2012, 20:56 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Na krawędzi...zdrady

Wiecie, że lubię grzebać w starociach. Szczególnie wydanych za komuny. Pomiędzy wierszami da się wyczytać różne rzeczy, których autor nie planował lub nie planowało wydawnictwo Problem z tego typu pozycjami polega jednak na umiejętności filtrowania, jak w przypadku każdej rasowej dezinformacji. Często niestety trzeba weryfikować określone fakty a nawet jeśli sprawdzimy i uznamy za prawdę, inne niekoniecznie są prawdziwe a my i tak łykniemy bo...wcześniej się sprawdziło. Niemniej warto grzebać, tym bardziej, że książki kosztują zwykle przysłowiowe grosze. Przypadkowo natrafiłem na pozycję Życie na krawędzi. Wspomnienia żołnierzy antyhitlerowskiego wywiadu, Warszawa 1980 (dlatego kupiłem). Opracował zbiór wspomnień W. Kozaczuk, zatem myślę, nie powinno być źle, oprócz rzecz jasna, obowiązkowej dawki propagandy. Wspomnień jest 21 i najsłabsze są oczywiście "klasowo słuszne" GL itp.- jak szybko policzyłem jest ich 15. Nie ma to nic wspólnego z realiami. Ale można się dowiedzieć, komu służyli, co robili, piszą dość otwarcie, szczególnie R. Nazarewicz, W. Sobczyński czy A. Jastrzębski. Po stronie niepodległościowej mamy np. K. Leskiego o wypadzie do Niemiec. Fragment A. Jastrzębskiego ukazuje rozpracowanie Miecza i Pługa oraz stawanie się Rittera reichsdeutschem- chyba już wszyscy wiedzą, że właśnie Ritter był pierwowzorem H. Klossa.

Dlaczego akurat jego wspomnienia? Oceńcie sami ten fragment (pogrubienia moje-Unicorn), s. 86:

"Pozostało teraz jedynie zatrzeć pośpiesznie ślady mojej przedwojennej karalności za działalność komunistyczną. Nieocenioną pomoc okazał mi w tym major Wojska Polskiego — Zygmunt Horyszowski, którego poznałem wcześniej jako oficera zawodowego KOP, w mieszkaniu mojej siostry, Wandy Ruśkiewiczowej. Horyszowski podjął się załatwiania tej niebagatelnej sprawy; za jego pośrednictwem nawiązałem znajomość z pracownikiem archiwum Ministerstwa Sprawiedliwości przy ulicy Leszno (dziś Karola Świerczewskiego), Włodzimierzem Dzendzelem, członkiem Armii Krajowej. Uzyskałem z jego rąk moją kartotekę, usuniętą z rejestru skazanych. Z życzliwej i bezinteresownej pomocy tego człowieka korzystali również inni towarzysze, między nimi Stanisław Kiryluk."

http://unicorn.ricoroco.com/nucleo/?itemid=851


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 02 cze 2012, 16:08 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
4 czerwca 2012 - 20 lat od puczu agentury

Wiem z autopsji, że dzień 4 czerwca 1992 roku to nie jest data, która większości młodym Polkom i Polakom by cokolwiek mówiła.

Jeżeli już to ów nocny zamach stanu dokonany przez komunistycznych kapusiów kojarzy się im raczej ze zwycięstwem mądrości nad głupotą, rozsądku nad nieodpowiedzialnością czy miłości nad nienawiścią, gdyż taki oto przekaz płynął przez całe lata z tak zwanych „wiodących mediów”.

Dokładnie trzy lata od kontraktowych wyborów, 4 czerwca 1992 roku stłumiono w zarodku szansę wybicia się Polski na niepodległość, która to niepodległość do dziś jest śmiertelnym wrogiem i zagrożeniem dla grupy rządzącej Polską oraz całego establishmentu III RP.

Niemal do rangi symbolu urasta fakt, że dzisiaj na czele rządu stoją dwaj panowie, premier i wicepremier, którzy w ową czerwcową noc odegrali jedne z kluczowych ról w obalaniu legalnego rządu Jana Olszewskiego, uniemożliwiając tym samym rozpoczęcie procesu uwalniania Polski od wszechwładzy komunistycznych donosicieli i obcej agentury.

To właśnie wówczas dowiedzieliśmy się, że niszczone akta PRL-owskich służb specjalnych zostały wcześniej utrwalone na mikrofilmach, z których to, co najmniej dwie kopie przekazane zostały zupełnie z premedytacją za granicę i łatwo domyślić się w czyje ręce.

Cóż to oznaczało i jakie konsekwencje tej akcji ponosimy do dziś, dwadzieścia lat od tego smutnego przełomowego i historycznego momentu naszej historii?

Oto przekazano w obce łapy aktywa służb, czyli wykazy agentury, które na lata umożliwiają naszym wrogom sterowanie sceną polityczną i procesami gospodarczymi w Polsce.

To, że „bohaterowie” filmu „Nocna zmiana”, Tusk i Pawlak, zajmują dzisiaj takie, a nie inne stanowiska w państwie to dla naiwnych wyrok, jaki zapadł w wyniku demokratycznych procedur, a dla takich jak ja oszołomów, prosta konsekwencja triumfu agentury z dnia 4 czerwca 1992 roku.

Popatrzmy na dzisiejszą pozycję „Bolka” Wałęsy czy Stefana Niesiołowskiego, których nie jest w stanie skompromitować dosłownie nic, podobnie jak „Alka” Kwaśniewskiego, którego to pijackie ekscesy w każdym poważnym państwie już dawno wyrzuciłyby na polityczny i historyczny śmietnik.

Przyjrzyjmy się hołdom oddawanym dzisiaj premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu, który był tylko zwykłym figurantem, za którego plecami Kiszczak i jego banda realizowali kremlowskie plany, nabijając się pewnie w duchu z dyspozycyjnego tchórza, który już w stalinowskich czasach był wykorzystywany do haniebnych nagonek na biskupa Kaczmarka.

Oni dalej trwają, a całe to dwudziestolecie, jakie minęło od czerwcowego zamachu stanu, a także dzień dzisiejszy, w największym skrócie podsumowują dwa cytaty z tamtego momentu naszej historii, kiedy to wystraszony przedstawiciel zamachowców i reprezentant kłamliwej propagandy mówili:

Lech Wałęsa: „Natychmiast trzeba zablokować tych ludzi, żeby mi nie przyszli do biura!”

Tomasz Lis: „Panie prezydencie niech nas pan ratuje

Ta symbioza zdrajców w niezmienionej postaci trwa do dziś.

Rządzona przez agenturę III RP, przypomina wygrzewającego się na słońcu aligatora, po którego śmierdzącym cielsku i pod osłoną jego wyszczerzonych zębów, krząta się cała zgraja różnej maści pasożytów, obżerająca się złuszczonym naskórkiem i insektami, napychając sobie brzuchy, a przy okazji przynosząc ulgę i czyniąc przyjemność gadowi, ich pryncypałowi, dobroczyńcy i ochroniarzowi jednocześnie.

Przekazanie za granicę owych zmikrofilmowanych akt było bezprecedensową zbrodnią na państwie polskim i jednocześnie komunistycznym bandytom zagwarantowało bezkarność, a kapusiom i agentom dumne obnoszenie się z przekazywanymi im cyklicznie aż do dziś, zewnętrznymi znamionami władzy.

Przypomnijmy sobie trwającą przez całe lata walkę z lustracją i zastanówmy się, dlaczego Niemcy, którzy przepędzili na cztery wiatry NRD-owskich kapusiów z takich instytucji jak sądownictwo, nauka, edukacja, kultura czy media, akurat w Polsce wspierali życzliwie anty-lustracyjne lobby i ze zrozumieniem komentowali oraz komplementowali wszystkich tych, którzy zapobiegali ujawnieniu agentury, czyli, jak wówczas mawiano, postawili tamę „haniebnemu polowaniu na czarownice”?

No cóż, prawdziwa lustracja i dekomunizacja w Polsce oznaczałyby bezużyteczność prezentów, jakimi była tajna wiedza wyekspediowana z Polski przez agentów i zdrajców.

Warto zadać sobie dzisiaj pytanie, jaka byłaby Polska gdyby owa „nocna zmiana” zakończyła się klęską zamachowców i w Polsce doszło do przeprowadzenia dekomunizacji i lustracji?

Wiem, że wchodzimy teraz w uprawianie tak zwanej historii alternatywnej, ale warto czasami popuścić wodze fantazji i pewne rzeczy przewidzieć z dość dużym prawdopodobieństwem.

Po pierwsze dekomunizacja i lustracja uniemożliwiłyby dwie kadencje prezydenckie Aleksandra Kwaśniewskiego.

W żadnym wypadku nie mogłoby dojść do tego, aby pierwsze koncesje telewizyjne otrzymali, były PRL-owski propagandzista Mariusz Walter i posługujący się kilkoma nazwiskami i paszportami Zygmunt Solorz, zarejestrowany jak TW „Zeg”, „Zegarek”.

Dziennikarska młodzież nie byłaby wychowywana pod okiem i urokiem takich „mistrzów” zawodu, których symbolem jest Lesław Maleszka, TW „Ketman”.

Nigdy nie doszłoby do takich kuriozalnych sytuacji, że w wyjaśnianie przyczyn największej powojennej narodowej tragedii musieliby się angażować mieszkający za granicą, polscy naukowcy- patrioci, a na polskich uniwersytetach i wyższych uczelniach technicznych aż roiło się od zwykłych tchórzy i oportunistów nieczujących nie tylko misji naukowej i badawczej, ale i zwykłej przyzwoitości oraz poczucia patriotycznego obowiązku czy choćby śladowej cywilnej odwagi.

Niemożliwą byłaby sytuacja, w której ktoś nawet dysponujący wiedzą i odwagą, pomagał w wyjawieniu prawdy anonimowo, ukrywając swoją tożsamość w rzekomo wolnym i demokratycznym kraju z autonomicznymi uniwersytetami i uczelniami.

A tak zastanawiając się dłużej wydaje się niemal pewnym, że w tym innym, zlustrowanym i zdekomunizowanym państwie z działającym prawidłowo wywiadem i kontrwywiadem nigdy nie mogłoby dojść do tak potwornej zbrodni, z jaką mięliśmy do czynienia 10 kwietnia 2010 roku.

Tylko tych kilka nasuwających się, pierwszych z brzegu przykładów pokazuje nam, jak inna byłaby dzisiejsza Polska gdyby przeprowadzono te dwa niezbędne procesy, bez których nie można mówić o Polsce wolnej, demokratycznej i suwerennej.

Z dzisiejszej perspektywy wygląda to tak jakby udający troskliwość i miłość rodzice pozbawieni zupełnie instynktu macierzyńskiego, z premedytacją swoje dziecko, które przyszło na świat, pozbawili najbardziej podstawowych szczepień, narażając je celowo na szereg groźnych zakaźnych chorób, twierdząc jednocześnie, że każde ukłucie igły jest groźniejsze niż przechodzenie tężca, błonicy czy ospy.

Gdybyśmy się 20 lat temu zbuntowali i wyszli na ulice nie godząc się na przewrót dokonywany w celu obrony agentury, nasza rzeczywistość AD 2012 byłaby wolna od Millerów, Tusków, Pawlaków, Urbanów, Dukaczewskich, Czempińskich, Walterów, Solorzy, Michników, Lisów i dziennikarskich div typu Olejnik czy Pochanke, czy takich biznesmenów jak Kulczyk i Krauze.

Media, znajdujące się w zupełnie innych rękach nie wprowadziłyby aż tak ordynarnej i chamskiej dyktatury tandety lejącej się z ekranów i ogłupiającej Polaków.

Jest jeszcze coś bardziej groźnego, a nawet potwornego w naszej dzisiejszej rzeczywistości.

Zwróćmy uwagę, że dokładnie ci sami zamachowcy z 4 czerwca 1992 roku oraz dokładnie ci sami z imienia i nazwiska wspierający ich medialni manipulatorzy oraz „autorytety”, uczestniczą dzisiaj, po 20 latach, ręka w rękę w „kłamstwie smoleńskim”.

Jakiż to dziwny zbieg okoliczności, że właśnie 4 czerwca 1992 wykorzystano po raz pierwszy słowa renegata i zdrajcy, Jaruzelskiego, usprawiedliwiające wprowadzenie stanu wojennego, które to całkiem niedawno powtórzył znowu publicznie Donald Tusk grożąc, że jest gotów do radykalnych kroków dla:

zapewnienia poczucia bezpieczeństwa wszystkim Polakom

Ktoś powie, że to czysty przypadek, albo kolejna spiskowa teoria dziejów, a ja na to odpowiem słowami nieodżałowanego, śp. księdza Bronisława Bozowskiego:

"Nie ma przypadków, są tylko znaki"

Mnie owe „znaki” zupełnie wystarczają do wyciągnięcia logicznych wniosków i nie potrzebuję do tego wertowania starty teczek czy analizy kilometrów akt IPN.

Powiem więcej.

Ja nawet bez tych wyprowadzonych z Polski mikrofilmów widzę ich wszystkich bardzo ostro i wyraźnie, niemal jak na dłoni lub widelcu.

Polacy nie bądźcie ślepcami przez kolejne 20 lat.

http://kokos.salon24.pl/422921,4-czerwc ... u-agentury


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 06 cze 2012, 07:44 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Kto ujarzmia Europę?

Nawet największym mistrzom europejskiej demokracji zdarza się naruszać zasady "poprawności politycznej". Były szef niemieckiej dyplomacji Joschka Fischer na łamach dziennika "Sueddeutsche Zeitung" podzielił się swymi przemyśleniami na temat największych zbrodniarzy naszego kontynentu.
- W XX wieku Niemcy dwukrotnie, wywołując wojny i popełniając zbrodnie i ludobójstwo, zniszczyły europejski porządek, aby ujarzmić kontynent. Niemcy wyciągnęły z tego właściwe wnioski i tylko dlatego - dzięki wiarygodnemu nawróceniu i integracji wielkiego kraju w centrum kontynentu z Zachodem i UE - zgodzono się na niemiecką jedność. Byłoby tragedią, a jednocześnie ironią losu, gdyby teraz, na początku XXI stulecia, ponownie zjednoczone Niemcy tym razem w sposób pokojowy i z najlepszymi zamiarami zniszczyły europejski porządek po raz trzeci - ostrzegł przed swymi rodakami Fischer.
Wielu polskich intelektualistów tekst ten musiał wprawić w zakłopotanie. Czyżby sprawcy wojennych zbrodni nie należeli do "narodu nazistowskiego"? Byliby po prostu Niemcami?

Piotr Tomczyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 06&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 26 cze 2012, 13:34 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
ŻYDZI A ROZBIÓR POLSKI

Rozbiór Polski rozpoczął się właściwie w roku 1697 z chwilą wstąpienia na tron Sasów. "Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa" - oto hasło przygotowujące rozbiór, hasło demoralizowania narodu, którego plon po swych przyjacielach Sasach zbierał Fryderyk, król pruski. Historia tych smutnych czasów wiąże się z prawdziwym najazdem żydostwa na Polskę, które opanowało całkowicie życie gospodarcze kraju. Już wtedy Żydzi wchodzili w spiski z naszymi wrogami szykującymi rozbiór. O ostatnim polskim królu Stanisławie Poniatowskim Żyd Miesis podaje ciekawą wzmiankę: "W jego żyłach płynęła też krew żydowska".
W czasie rozbiorów i po rozbiorach, kiedy naród próbował przeciwstawić się najeźdźcom, Żydzi zdradzają Polaków i gorliwie wysługują się naszym ciemiężcom. Historia nam podaje następujące fakty. Po powstaniu w 1831 roku:
"Car Mikołaj hojną łaską swoją wszystkich Żydów obsypywał, szczególnie w Królestwie, którzy mu się nie mało na szkodę powstańców przysłużyli".
"Po upadku powstania miejsce szlachty i inteligencji polskiej, która częściowo wyginęła, częściowo została zesłana na Sybir, lub wyjechała z kraju na tułaczkę, zajęli Żydzi ochrzczeni, którzy dla awansu przyjmowali religie chrześcijańską; chrzciły się również Żydówki i wychodziły za mąż za ochrzczonych Żydów dla podtrzymania ducha i rasy. Wielkie majątki szlacheckie zajmowali Żydzi chrzczeni, którzy dorabiali się wielkich fortun. W policji politycznej zatrudniani byli przeważnie Żydzi chrzczeni i nie chrzczeni też...".
Rola Żydów w powstaniu 1863 jest podobna do roli ich z 1831 roku. Żydzi służą Moskalom, denuncjują powstańców. Niekiedy ta zdradziecka robota przybiera i osobliwe formy. Jedni zdradzają powstanie a drudzy stają na czele akcji powstańczej. Fakt ten tłumaczy się tym, iż powstanie, które było rozpaczliwą i bohaterską walką narodu przeciw najeźdźcy, odpowiadało zamiarom żydostwa pragnącego zguby Polaków, bowiem w powstaniu ginął najlepszy element polski o co właśnie Żydom i ich sprzymierzeńcom chodziło.
Stąd też, gdy Żyd Artur Goldman (skądinąd skarbnik powstańczy) zdradza bohaterskiego wodza powstania 1863 roku Romualda Traugutta to jednocześnie na czele akcji powstańczej stają Żydzi ochrzczeni: Karol Majewski i Józef Piotrowski.
Najokrutniejsi prześladowcy Polaków w okresie niewoli, to albo Żydzi - talmudyści, albo Żydzi mieszańcy. Przecież sam kanclerz Bismarck, bardziej okrutny w tępieniu Polaków od Murawiewa-Wieszatiela, był też mieszańcem żydowskim (zresztą, duża część Prusaków też - TK).
ŻYDZI A WALKA O NIEPODLEGŁOśĆ POLSKI W czasie walki o niepodległość narodu polskiego Żydzi występowali, gdzie tylko mogli aby tej niepodległości przeszkadzać, zwłaszcza niepodległości całkowitej, niezależnej od "obcych agentur", niepodległości, która miała na celu nie małą, cherlawą, ale Wielką Polskę.
Wiemy jaką rolę odegrał przy tworzeniu granic Polski, zwłaszcza w okresie Traktatu Wersalskiego, wielki syn jej, Roman Dmowski. Żydzi użyli wówczas wszelkich swoich wpływów aby nie dopuścić Romana Dmowskiego na przedstawiciela Polski, gdyż uważali to za policzek dla siebie.
Gdy jednak pomimo to Dmowski zwyciężył, Żydzi mając wpływ na Wilsona (prez. USA) i Lloyda George`a (przedstawiciela Anglii), utrudniali za wszelką cenę Dmowskiemu przeprowadzenie sprawy granic zachodnich i sprawy Gdańska, tak, jak tego domagała się racja stanu Wielkiej Polski. Żydzi nam wówczas narzucili hańbiący traktat o mniejszościach, a gdy sejm polski w 1919 r. uchwalił odpoczynek niedzielny, poseł żydowski Grünbaum odważył się rzucić Sejmowi i Polsce bezczelną groźbę: "W tej chwili straciliście panowie Wilno, Mińsk i Galicje Polską".
Dzięki bohaterstwu żołnierza polskiego zapowiedź bezczelnego Żyda ziściła się tylko częściowo, ale to wystarczy aby naświetlić stosunek Żydów do Polski w chwili walki o jej granice.

http://www.upadeknarodu.cba.pl/falsz-histor.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 14 sie 2012, 06:37 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Czy "Zdzisławski" to Ścibor-Rylski?

W archiwum IPN zachowała się teczka tajnego współpracownika o pseudonimie "Zdzisławski", którym miał być gen. Zbigniew Ścibor-Rylski, prezes Związku Powstańców Warszawskich. Środowisko Armii Krajowej jest zaskoczone takimi informacjami.

Informacja o teczce personalnej TW "Zdzisławski" pojawiła się w wydanej w zeszłym roku książce Marka Lachowicza pt. "Wspomnienia cichociemnego", do której wstęp i opracowanie naukowe przygotował historyk rzeszowskiego oddziału IPN Krzysztof A. Tochman.

Lachowicz był żołnierzem 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, podobnie jak Zbigniew Ścibor-Rylski. I to właśnie w przypisie zawierającym biogram obecnego prezesa ZPW znajduje się informacja, że został on "w 1947 r. zarejestrowany przez Wydział I WUBP Poznań jako TW "Zdzisławski". Wykorzystywany do 1964 r., kiedy to wyprowadził się z Poznania do Warszawy. Równocześnie, przynajmniej od 1956 r., współpracował z Departamentem I oraz Departamentem II MSW. Wg zachowanych dokumentów, inwigilował swoją żonę (...), jak również rozpracowywał Międzynarodowe Targi Poznańskie i środowiska polonijne w USA".

- Badałem teczkę personalną tajnego współpracownika, która znajduje się w archiwum IPN w Warszawie. Wynika z niej, że pan gen. Zbigniew Ścibor-Rylski został zarejestrowany jako tajny współpracownik. W tej teczce nie znalazłem zobowiązania do współpracy, jak również informacji o pobieraniu pieniędzy, ale jest tam szereg, łącznie kilkadziesiąt innych dokumentów, z których wynika, do jakich zadań był wykorzystywany, są to m.in. informacje pracowników bezpieki dotyczące jego rodziny - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Krzysztof A. Tochman.

- Fakt rejestracji został odnotowany także w ewidencji operacyjnej UB-SB. Są to zapisy ewidencyjne z okresu jego pobytu w Poznaniu, które urywają się w latach 60. - stwierdza historyk, zaznaczając, że meldunki są sporządzane przez pracowników bezpieki w oparciu o domniemane wypowiedzi Ścibora-Rylskiego.

- Żołnierze AK i WiN byli dla władz komunistycznych podstawową kategorią wrogów, stąd też podejmowanie wszelkich możliwych działań destrukcyjnych w walce z tym środowiskiem były w użyciu, dotyczyły zarówno represji fizycznych, jak i działań operacyjnych, mających na celu jego rozłożenie moralne - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dr Tomasz Łabuszewski, naczelnik biura edukacji publicznej warszawskiego oddziału IPN.

Po drugiej amnestii w 1947 r. bezpieka typowała potencjalne źródła informacji tak, aby "dobić i rozłożyć to środowisko od wewnątrz". Wielu żołnierzy podpisało wówczas zobowiązania o współpracy.

- Ta skala była bardzo duża. Mimo że oficjalnie zakazano werbowania ludzi ujawniających się, to jednak istniały tajne okólniki wydane przez MBP, informujące, że spośród - szczególnie dowódców - należy typować osoby do przyszłego werbunku, i na bieżąco takie działania podejmowano - wskazuje Łabuszewski.

Historyk zaznacza jednak, że każdy taki przypadek należy rozpatrywać oddzielnie. - Czy pan gen. Ścibor-Rylski współpracował, czy nie, to on powinien odpowiedzieć na to pytanie - podkreśla z kolei Tochman.

Niestety, nie udało nam się uzyskać opinii gen. Ścibora-Rylskiego. Związek Powstańców Warszawskich odmawia w tej sprawie komentarza.

- Przyznaję, że nasze środowisko takie informacje nieco bulwersują, różne przypadki się zdarzają, ale na razie, póki nie ma bliższych danych, traktuję to jako swego rodzaju pomówienie - stwierdza w rozmowie z nami Tadeusz Filipkowski, rzecznik prasowy Światowego Związku Żołnierzy AK.

- Istnieje pytanie, na ile informacje o jakichś uwikłaniach we współpracę są oparte na faktach, a na ile nie. Trudno jest mi to ocenić, widziałem tylko wzmianki na portalu, zobaczymy, czy to jest fakt, czy insynuacja - dodaje Filipkowski.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ylski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 21 sie 2012, 09:40 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
W kręgu spraw rozbrojeniowych (1)

Liga Narodów której głównym zadaniem było utrzymanie pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego, wspierała inicjatywy rozbrojeniowe pojawiające się na jej forum.
W ciągu 1924 roku Rada Ligi Narodów była terenem ostrego starcia Francji i Anglii co do kontroli rozbrojenia b. państw centralnych, która z chwilą zakończenia działalności Międzysojuszniczych Komisji Kontrolnych miała być wykonywana przez LN.

Ostatecznie Liga przekazała sprawę do opracowania Stałej Komisji Doradczej do spraw wojskowych, morskich i lotniczych. Sprawa udziału Polski w Komisji stała się przedmiotem zaciętej walki Paryża i Londynu, który opowiadał się za dopuszczeniem do udziału w pracach Komisji jedynie państw reprezentowanych w Radzie Ligi. Ostatecznie zaakceptowano propozycję francuską, zapewniającą Polsce udział w Komisji w okresie opracowywania planów kontroli w stosunku do Niemiec.

24 stycznia 1925 roku gen. Kazimierz Sosnkowski – wieloletni minister spraw wojskowych , został stałym delegatem rządu RP w Lidze Narodów do spraw obronności państwa.

Dyskutowane na forum Ligi Narodów kwestie rozbrojenia międzynarodowego miały istotny związek z bezpieczeństwem Polski, położonej pomiędzy wrogo do niej nastawionymi Niemcami i Związkiem Sowieckim. Jednym z fundamentów polityki polskiej w kwestii bezpieczeństwa było uznanie, iż powyższe położenie zmusza Warszawę do „stania z bronią u nogi”, tzn. starań o zbudowanie i utrzymanie odpowiedniego potencjału wojskowego. Przyjęty jednogłośnie 2 października 1924 roku przez Zgromadzenie Ligi Narodów Protokół Genewski uznawał priorytet bezpieczeństwa nad rozbrojenie. Jakkolwiek postulował redukcję i ograniczenie zbrojeń, jednak gwarancją bezpieczeństwa miało być zobowiązanie sygnatariuszy do niesienie pomocy ekonomicznej, wojskowej i innej państwu napadniętemu przez agresora.

25 lutego 1925 roku gen. Sosnkowski przedstawił, opracowany przez siebie obszerny memoriał określający polski, wojskowy punkt widzenia na temat bezpieczeństwa, arbitrażu, rozbrojenia światowego i roli Polski. Dokument ten stanowił pierwsze tak obszerne i gruntowne opracowanie prezentujące stanowisko Polski w sprawie rozbrojenia, dla którego punktem wyjścia było ustalenie minimalnych rozmiarów sił zbrojnych niezbędnych każdemu państwu.

W części pierwszej Generał przedstawił swoje uwagi na temat Protokołu Genewskiego, w drugiej natomiast określił zasady na jakich powinien opierać się plan rozbrojenia, by zaspokajał wszystkie interesy II RP. Oceniając Protokół Genewski zauważył, iż połączył on po raz pierwszy w nierozerwalną całość problemy bezpieczeństwa, arbitrażu i rozbrojenia, przy jednoczesnym, co stanowiło jego niezaprzeczalną zaletę, uznaniu priorytetu bezpieczeństwa nad rozbrojeniem. Jego zdaniem „równomierna i równoczesna redukcja zbrojeń przeprowadzona szczerze i lojalnie może wywrzeć pewien wpływ dodatni na sytuację ekonomiczną świata, nigdy jednak nie zdoła mu zapewnić równowagi fizycznej”, dlatego polska dyplomacja powinna prowadzić konsekwentną politykę w kierunku rozbudowy sankcji militarnych i ekonomicznych wobec agresora.

Wyrażał jednak obawę, czy członkom Rady Ligi starczy woli, by wystąpić solidarnie w obronie zaatakowanego „czy do walki z sumieniem świata nie stanie wówczas ciężar gatunkowy faktów dokonanych, egoizm ludzkiej natury (…) niechęć do czynienia znacznych może wojennych wysiłków (…) czy w podobnej sytuacji nie byłaby czyniona różnica pomiędzy np. Belgią a polską, krajem dziś obcym, przypuszczam, rasie anglosaskiej”.

Równocześnie przewidując upadek rozwiązań zawartych w Protokole Genewskim, we wspomnianej drugiej części memoriału przedstawił ogólne wytyczne w sprawie rozbrojenia opracowane z punktu widzenia interesów obronnych Polski.

Za niezbędny krok na drodze do zaprowadzenia pokoju w Europie, uznał właściwie przeprowadzoną redukcję sił zbrojnych. W tym celu „należało ustalić minimum siły zbrojnej, potrzebnej do obrony państwa”. Ta minimalna siła zbrojna, jego zdaniem, miała składać się z oddziałów przeznaczonych na użytek wewnętrzny; do działań na zewnątrz wedle zleceń Ligi Narodów, wykonywania zobowiązań sojuszniczych oraz obrony kraju do czasu nadejścia pomocy zewnętrznej. Proponował przeprowadzenie redukcji opartej na dwóch zasadach – wstrzymania dalszych zbrojeń oraz dokonania redukcji na podstawie „potencjału niebezpieczeństwa”, które definiował jako stosunek „agresywności” danego państwa do sumy „agresywności” zespołów państw sąsiadujących.
Zastępowanie żołnierzy funkcjonariuszami cywilnymi uznawał za stwarzanie możliwości obchodzenia klauzul ograniczających stany liczebne armii,

Równocześnie z redukcją sił lądowych miała zostać przeprowadzona redukcja sił lotniczych i morskich. Rozpatrując kwestię rozbrojenia na morzu Generał przeciwstawił się koncepcji „neutralizacji Bałtyku”, uważając, iż uniemożliwiłaby ona otrzymywanie przez Polskę pomocy od sojuszników, a jednocześnie nie dawałaby gwarancji, że państwa posiadające flotę na innych morzach nie wprowadziłyby jej po wybuchu wojny na zneutralizowany Bałtyk.

Opowiadał się też za indywidualnym potraktowaniem budżetów wojskowych poszczególnych państw, uznając, że nie można wypracować wspólnej dla wszystkich państw formuły pozwalającej ocenić współzależność miedzy wielkością sił zbrojnych a wydatkami wojskowymi danego państwa.

W kwestii stref zdemilitaryzowanych również nie widział możliwości stosowania do wszystkich państw jednego schematu. Tę sprawę wykorzystał dla podkreślenia szczególnie trudnego położenia geopolitycznego Polski i wynikającej stąd konieczności przykładania szczególnej troski do bezpieczeństwa kraju. Niekorzystne położenie geograficzne, finansowe i polityczne II RP nakazywało – jego zdaniem – wysuwanie żądań w celu przyznania jej specjalnych gwarancji bezpieczeństwa. Wobec uznania upośledzenia Polski w zakresie obrony, stwierdził, iż „musi być (Polsce – Godziemba) dana możliwość wyrównania tych częściowych braków i uzyskania normalnej zdolności odpornej”.

Cała konstrukcja wywodów Sosnkowskiego oparta była na uznaniu specjalnie skomplikowanego położenia geopolitycznego Polski. Posłużyło mu to do wysunięcia tezy by przy ostatecznym określaniu zasad rozbrojenia światowego nie kierowano się schematami, lecz by próbowano uwzględnić indywidualne położenie poszczególnych krajów. Zgodnie z tą zasadą II RP miała uzyskać wyjątkowy status wynikając ze szczególnie niekorzystnego dla obrony, położenia geopolitycznego.

Generał sprecyzował jedynie stanowisko strony polskiej, nie próbując ustosunkować się w jaki stopniu możliwe było przeforsowanie jego koncepcji na arenie międzynarodowej. Niemniej zasadnicza wartość jego memoriału polegała na przedstawieniu najważniejszych zasad, którymi winna się kierować polska dyplomacja w trakcie rokowań rozbrojeniowych.

Wedle raportów polskiej delegacji przy Lidze Narodów, memoriał Generała spotkał się z pozytywną oceną na forum Ligi.

Wkrótce też Sosnkowski uzyskał możliwość praktycznego wypróbowania trafności jego koncepcji w trakcie konferencji w sprawie kontroli międzynarodowego handlu bronią, amunicją i materiałami wojennym.

Cdn.

http://chris1991.salon24.pl/437281,w-kr ... eniowych-1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 21 sie 2012, 09:42 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
W kręgu spraw rozbrojeniowych (2)

4 maja 1925 rozpoczęła się w Genewie Konferencja na rzecz Kontroli Międzynarodowego Handlu Bronią, Amunicją i Wyposażeniem Wojskowym.
W skład delegacji polskiej biorącej w niej udział oprócz jej przewodniczącego – gen. Sosnkowskiego, wchodzili także: minister –rezydent przy Lidze Narodów Kajetan Morawski, radca T. Gwiazdowski, płk. S. Kunstler, mjr A. Stebłowski i dr Tytus Komarnicki.

W instrukcji Ministerstwo Spraw Zagranicznych polecało mu zaakcentować pokojowe stanowisko Polski i gotowość do współpracy z innymi narodami w dziele zaprowadzenia pokoju. Wobec nieobecności delegacji sowieckiej Polska miała zażądać dla siebie uznania jej specjalnego położenia.

W pierwszym swym przemówieniu na konferencji Sosnkowski charakteryzując podstawowe założenia stanowiska Polski w sprawie kontroli międzynarodowego handlu bronią stwierdził: „Sprawa międzynarodowego handlu bronią stanowi tylko jeden rozdział całokształtu zagadnienia powszechnego rozbrojenia i międzynarodowego bezpieczeństwa. Nie powinna więc być oddzielona od całego zagadnienia, gdyż wówczas powstałby poważny wyłom całej koncepcji pokoju”.

W obliczu nieobecności delegacji sowieckiej podkreślił, iż „w razie przyjęcia obecnej konwencji świat byłby podzielony na dwie części. Część znajdująca się poza konferencją i nie poddająca się zasadom solidarności międzynarodowej, korzystałaby ze wszystkich przywilejów jawności statystycznego importu i eksportu broni bez jakichkolwiek zobowiązań dotyczących jej w tej dziedzinie”.

Poparł też stanowisko delegata japońskiego, opowiadającego się za tym „aby konwencja nie wkraczała nadmiernie w detale i aby uwzględniła specjalne położenie poszczególnych krajów".

Zgodnie z informacjami Polskiej Agencji Telegraficznej przemówienie Generała wywołało „żywe zainteresowanie i było gorąco oklaskiwane”. W efekcie został wybrany przewodniczącym najważniejszej komisji konferencji – komisji wojskowej, morskiej i lotniczej. Równocześnie wszedł do prezydium konferencji. To zaś ułatwiło mu przeprowadzenie najważniejszego postulatu – przyznania Polsce specjalnych praw jako państwu sąsiadującemu z ZSRS, nie biorącym udziału w konferencji.

Konferencja starała się wypracować porozumienie w sprawie kontroli handlu bronią. W obliczu braku efektywnego układu o bezpieczeństwie zbiorowym, próba ograniczenia tegoż handlu przez mocarstwa produkujące broń zagrażała interesom państw mniejszych, w tym m.in. Polski, importujących broń.

10 maja delegacja polska złożyła wniosek, aby do postanowienia o jawności wszelkich transakcji dotyczących handlu bronią dodać zastrzeżenie, że zobowiązania te nie będą stosowane do krajów, mających wspólną granicę z krajami nie uczestniczącymi w konferencji, do czasu przyłączenia się tychże do konwencji. Zręcznym posunięciem Generała było wyrażenie zgody na umieszczenie tego zastrzeżenia w końcowym rozdziale konwencji między postanowieniami ogólnymi. Sosnkowski przedstawił to jako ustępstwo delegacji polskiej uczynione z myślą o nie hamowaniu prac konwencji. Krok ten spotkał się z przyczyną dla Polski reakcją pozostałych uczestników konferencji.

W raporcie dla gen. Sikorskiego - ówczesnego ministra spraw wojskowych, napisał: „wybrałem (…) metodę, która, wymagając odegrania roli szczególnie czynnej na konferencji, była celowa i mogła jedynie ochronić Polskę od niebezpiecznych skutków wejścia w życie konwencji”.

Jako przewodniczący komisji wojskowej podjął się mediacji w sporze francusko-angielskim dotyczącym podejścia do sprawy marynarki wojennej. Paryż nie mogąc przeforsować własnego stanowiska zapewnił o akceptacji polskich żądań w sprawie sowieckiej „w zamian za poparcie przez Polskę stanowiska francuskiego co do włączenia okrętów wojennych w zakres obiektów podlegających kontroli”. Duże zdolności negocjacyjne Generała sprawiły, iż także delegacja angielska poprała ostatecznie polskie żądania, co zadecydowało o wprowadzeniu do tekstu konwencji formuły zawieszającej artykuły o jawności obrotu bronią w stosunku do krajów graniczących z Sowietami.

Sosnkowskiemu udało się także doprowadzić do wykreślenia z tekstu konwencji wszystkich postanowień wprowadzających kontrolę tranzytu. Do tej sprawy Generał przywiązywał duże znaczenia mając w pamięci przykre doświadczenia z okresu wojny polsko-bolszewickiej.

Chęć zamanifestowania pokojowego stosunku II RP do problemów świata, sprawiła, iż Generał wysunął, równolegle do inicjatywy amerykańskiej w sprawie wojny chemicznej, propozycję zakazu używania broni biologicznej. Swój wniosek uzasadniał tym, iż „materiały mogące być użyte do wojny bakteriologicznej są bronią niegodną nowoczesnej cywilizacji”.
Jednocześnie wskazywał, iż „w zakresie produkcji broń bakteriologiczna ma szereg przewag nad bronią chemiczną. Może być wyrabiana łatwiej, taniej i przy zachowaniu całkowitej tajemnicy. Poza tym, broń bakteriologiczna ze swej natury może rozprzestrzeniać się bez ciągłego regulowania czynnika czasu i przestrzeni przez tych, którzy jej używają. Wystarczy zastosować tę broń na bardzo małą skalę, by skutki stawały się coraz bardziej straszne i rozległe. Inaczej bowiem niż gaz trujący, którego działanie zazwyczaj trwa krótko i jest ograniczone co do przestrzeni, zarazki chorobotwórcze, raz wypuszczone w tajemnicy w jakimkolwiek miejscu, łatwo mogą spowodować epidemię atakujące wielkie ilości ludzi, zwierząt, a nawet roślin”.

Ostatecznie, połączone oba wnioski, jako protokół w sprawie zakazu używania broni chemicznej i bakteriologicznej został podpisany 7 czerwca 1925 roku przez 30 państw.

Rezultaty konferencji stanowiły osobisty sukces Generała, który potwierdził jego zdolności dyplomatyczne i pozwolił mu uzyskać znaczącą pozycję w środowisku Ligi Narodów. Jednocześnie jako mądry i sprawny negocjator nie tylko przyczynił się do zwiększenia bezpieczeństwa Polski, ale także zbudował pozytywny wizerunek Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej.

Sikorski zaniepokojony uległym stanowiskiem MSZ w sprawie umowy arbitrażowej polsko-niemieckiej, zaproponował premierowi Grabskiemu mianowanie Sosnkowskiego członkiem delegacji polskiej na konferencję lokarneńską. Sosnkowski bowiem, już w swoim omawianym memoriale, rozważając możliwość nie objęcia Polski paktem gwarancyjnym francusko-angielskim słusznie uznał, iż oznacza to koniec „wielkiej partii politycznej, której osią jest zagadnienie stosunku do Niemiec i Traktatu Wersalskiego. Nie o rozbrojeniu może być wówczas mowa. Świat stanie przed widem nowej katastrofy, a Polska wobec najbardziej tragicznego dylematu, jaki może zgotować los i historia”.

Upadek rządu Grabskiego przekreślił te lokarneńskie plany wykorzystania Generała.


Wybrana literatura:

P. Stawecki – Polityka wojskowa Polskie 1921-1926
H. Korczyk – Przyjęcie Niemiec i Polski do Rady Ligi Narodów w 1926 r.
K. Sosnkowski – Materiały historyczne
Generał Kazimierz Sosnkowski – Materiały z Sympozjum Towarzystwa Miłośników Historii i Instytutu PAN 13 listopada 1992 r.
Kazimierz Sosnkowski żołnierz, humanista, mąż stanu w 120. rocznicę urodzin

http://chris1991.salon24.pl/437733,w-kr ... eniowych-2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 10 wrz 2012, 13:44 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Vaticanum II wobec komunizmu

11 października bieżącego roku mija pół wieku od otwarcia przez bł. Jana XXIII obrad Vaticanum II – soboru określającego siebie mianem duszpasterskiego, który jednakowoż mając okazję zdecydowanie zareagować na największe duszpasterskie zagrożenie swego czasu, jakim był bez wątpienia komunizm, zbył je milczeniem.

Miliony katolików za żelazną kurtyną pozostawały pod jarzmem sowieckiej okupacji, całe narody doświadczały programowej dechrystianizacji, ateizacji i prześladowań religijnych. Kościół w Związku Sowieckim, Polsce, Czechosłowacji, na Węgrzech, w Jugosławii, Rumunii oraz w innych rozsianych po całym świecie komunistycznych obozach został zepchnięty na zupełny margines życia społecznego z resztkami ledwie tolerowanego, i to w szczątkowej formie, sprawowania kultu.

W naszym kraju, i nie tylko u nas, zrabowana na masową skalę własność prywatna, pogwałcone piąte, siódme i dziesiąte przykazanie domagały się zdecydowanego głosu pasterzy. Stalinowskie prawo aborcyjne zbierało milionowe krwawe żniwo. W katowniach komunistycznej bezpieki dogorywały resztki antykomunistycznego zbrojnego oporu, a jednocześnie nie ustawały prześladowania i szykany duchowieństwa wiernego papiestwu i nauczaniu Kościoła. W tym samym czasie Zachód uśmiechał się radośnie do czerwonego demona, szukając w nim budowniczego pokoju. W takiej to rzeczywistości rozpoczynał swe obrady Sobór Watykański II, do dziś przez światową lewicę postrzegany jako sobór dialogu i otwarcia Kościoła na świat.

Dzisiaj, po pięćdziesięciu latach od tamtego „październikowego przełomu”, warto przypomnieć niektóre rzadko dotychczas akcentowane aspekty Vaticanum II. Traktujemy to jako wynikający z troski o prawdziwe dobro Kościoła nasz głos w dyskusji, do której notabene zachęca też Ojciec Święty Benedykt XVI. Zabieramy go, nie roszcząc sobie zresztą prawa do ocen doktrynalnych – te zostawiamy kompetentnym teologom, podejmującym głęboki namysł nad tekstami soborowymi i ich wykładnią – ale z racji praw i obowiązków od wieków przynależnych katolikom świeckim, które zresztą potwierdził i uznał także Sobór Watykański II.

Artykuł jest zapowiedzią 28. numeru dwumiesięcznika "Polonia Christiana". Magazyn będzie dostępny od wtorku 11 września w kioskach, dobrych salonach prasowych oraz na stronach ksiegarnia.piotrskarga.pl i epch.poloniachristiana.pl.

http://www.pch24.pl/vaticanum-ii-wobec- ... z263w1JZsi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bliżej prawdy
PostNapisane: 02 sty 2013, 09:01 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Prawda na marginesie

Było z nimi tak jak z tysiącami zaginionych polskich jeńców w Związku Sowieckim, o których Stalin mówił premierowi, generałowi Władysławowi Sikorskiemu i towarzyszącemu mu generałowi Władysławowi Andersowi, że uciekli do Mandżurii. Bohaterscy żołnierze Armii Krajowej walczyli przeciwko utworzonej przez Rosjan władzy w Polsce po II wojnie światowej. Rodziny pytały, gdzie są. A polscy mordercy odpowiadali, że odsiadują ciężkie wyroki.

Prawda była taka, że wrzucono ich do masowych grobów. W 2012 roku, 23 lata po odzyskaniu niepodległości, znaleziono jeszcze jedną ich grupę. Zostali rzuceni pod murem cmentarza do dołów, które dziś nazywane są powązkowską Łączką. Zbezczeszczono nie tylko ich ciała, ale i pamięć. IPN wraz z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym są bliscy ustalenia tożsamości szczątków mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” oraz jego żołnierzy. Działali oni na Lubelszczyźnie.

Czy władze III RP nie wiedziały, że tam są? Że milczące groby rozsiane są po całej Polsce? Czy może nie chcieli ich szukać ci roszczący sobie pretensje do tytułu twórców wolnej Polski? Przecież technologia pozwalała na odkrycie tych grobów już wiele dekad temu. Ale w ostatnich dwóch dziesięcioleciach zabrakło woli podobnie jak między 1944 a 1989 rokiem. Nie tylko bohaterowie „spod” powązkowskiej Łączki ulegli niewoli zapomnienia w III RP.

Po 1989 roku odrzucono tych z „Solidarności”, którzy nawoływali do ostatecznej dekomunizacji, oraz więźniów politycznych. Gdyby nie prezydent Lech Kaczyński i jego idea utworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego, propaganda antypowstańcza szalałaby ze zdwojoną siłą. Bohaterowie naszej niepodległości z 1944 roku oskarżani byliby o zniszczenie stolicy, o samobójczą misję, o wykorzystywanie dzieci do walki. Tak jakby Niemcy i Rosjanie byli niewinni. Najbardziej jednak wstyd powinno być tym Polakom, którzy roszczą sobie pretensje do tytułu twórców wolnej Polski. Polski bez pamięci.

Wszyscy, których Polską marzeń był kraj rządzony przez ludzi przywracających cześć ofiarom komunizmu, zostali przez zasadę grubej kreski zepchnięci na margines. Tak jakby były dwie grube kreski. Jedna ta, którą Tadeusz Mazowiecki oddzielił III RP od przeszłości. Drugą kreską on, „wyznawcy gazety” i postkomuniści wykreślili z życia społecznego i politycznego ofiary komunizmu i walczących o ich pamięć. O ile pierwsza kreska powoli przechodzi i nabiera z każdym rokiem coraz bardziej pejoratywnego znaczenia i coraz większa część społeczeństwa rozumie jej błąd, o tyle ta druga wciąż spycha miliony Polaków patriotów na margines. Tych, co czerpią słowa prawdy z Telewizji Trwam. Jedynej telewizji w Polsce, której misją nie jest zarabianie pieniędzy, ale danie Polakom czystej i uczciwej treści. Ma ona zostać ostatecznie zepchnięta na margines. Fałszywie używane sformułowanie pluralizmu medialnego w Polsce nie odnosi się do katolickiego głosu w naszych domach.

Co by było, gdyby nie gruba kreska? Wielu to rozważa. Błędy są jednak nienaprawialne. Nie powtórzy się już taki czas i szansa jak walący się komunizm na przełomie lat 80. i 90. Nie cofnie się uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury. Ale nigdy nie jest za późno na odnowę państwa w duchu patriotyzmu. Nigdy nie jest za późno na upamiętnienie bohaterów. Dlatego w Izbie Pamięci Pułkownika Kuklińskiego nieprzerwanie trwa honorowa warta pamięci bohaterów. A trwa ona dzięki setkom przychodzących ludzi. Tak było w ostatnich dniach. To jeden z wielu wspaniałych dowodów na to, że jest dla kogo odnawiać Polskę.

Filip Frąckowiak

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... nesie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /