Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 30 sty 2018, 09:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Musimy zadbać o prawdę historyczną

Obrazek

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Profesorze, o co tak naprawdę toczy się spór wokół nowelizacji ustawy o IPN? Czy jest to tylko kwestia braku zrozumienia przez Izrael istoty ustawy, a więc złej interpretacji zawartych tam przepisów?
– Ze strony izraelskiej jest to w dużej mierze przejaw niezrozumienia, antypolskich uprzedzeń i wewnętrznej gry politycznej w państwie Izrael. Źródłem całego kryzysu jest reakcja Yaira Lapida, członka izraelskiego parlamentu i lidera ugrupowania politycznego „Jest Przyszłość”, polityka znanego z kontrowersyjnych wypowiedzi, aspirującego do funkcji premiera Izraela, który rozpoczął w tym kraju dyskusję nad nowelizacją ustawy o IPN. Jest to efekt artykułu w izraelskim dzienniku o charakterze lewicowym, który ustawę o IPN zinterpretował w sposób fałszywy, sugerując, że służy ona nakładaniu kar za stwierdzenia świadczące o współdziałaniu Polaków w holokauście. Oczywiście nie jest to prawda, bo w ustawie o IPN są bezpieczniki. To znaczy, że kary mają być za fałszowanie historycznych faktów i prawdy. Natomiast nie ma mowy o odpowiedzialności karnej w przypadku prowadzenia rzetelnych badań naukowych. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że IPN nie zamierza nikogo karać za prowadzenie rzetelnej pracy naukowej ani za mówienie prawdy. Penalizacja ma dotyczyć wysuwania tez o charakterze nie naukowym, ale służącym szerzeniu stereotypów oskarżających Naród czy państwo polskie o współudział w holokauście. Nie można bowiem pozwolić na formułowanie tez o winie całego Narodu. Natomiast ta cała gra służyła Yairowi Lapidowi oraz dziennikowi, który zamieścił fałszywe tezy wobec Polski, żeby rozbudzić emocje przed kampanią poprzedzającą wybory w Izraelu.

Wygląda na to, że jest to spór wewnętrzny w Izraelu…
– Tym bardziej dziwi fakt, że premier Beniamin Netanjahu zamiast wejść w spór z Yairem Lapidem i dowieść, że formułowane przez niego stwierdzenia są nieprawdziwe, wolał uniknąć tego starcia, a zdanie krytyki skierował w stosunku do polskiego rządu. W związku z tym pojawił się kryzys o charakterze dyplomatycznym, a jednocześnie problem wizerunkowy dla Polski. Wynika to z tego, że kiedy mamy do czynienia z obchodami 73. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau i upamiętnieniem ofiar holokaustu, to o tej kwestii rozpisują się światowe media, które oprócz prawdy historycznej posługiwały się również stereotypowymi, nieprawdziwymi informacjami. Stąd istnieje pilna potrzeba przeprowadzenia bardzo szeroko zakrojonej kampanii, która służyłaby temu, aby ten powstały kryzys zażegnać.

Dlaczego Beniamin Netanjahu pozwolił sobie, aby na użytek wewnętrznej polityki wywołać spór międzynarodowy?
– To stanowisko – jak się wydaje – wywołało też zdziwienie polskiego rządu. Jednak wygląda na to, że groźba przedterminowych wyborów w Izraelu jest na tyle duża, że premier Beniamin Netanjahu nie chciał ryzykować, aby uderzyła w niego fala emocji, która widocznie już się pojawiła po artykule izraelskiego dziennika. Widać, że mamy tu do czynienia z niezrozumieniem ustawy o IPN i przedstawieniem jej przez izraelski dziennik jako próby zaciemnienia historii, co z kolei spowodowało silne reakcje emocjonalne. Oczywiście są one nieuzasadnione, niezgodne z prawdą, ale Netanjahu widocznie bał się zderzyć z tą falą emocji i wolał skrytykować polski rząd. Tak czy inaczej jest to podyktowane kalkulacją kampanijną.

Jak przy tych rozbieżnych ocenach zażegnać kryzys dyplomatyczny na linii Polska – Izrael?
– Upraszczając, należy użyć kija i marchewki. Kij, czyli ustawę o IPN, już mamy i nie powinniśmy się z niej wycofywać, natomiast powinniśmy odpowiednio przedstawić problem i swoje racje przed opinią światową. Jesteśmy w dość trudnym położeniu, bo to, co powie Izrael – niestety, ale będzie wyżej ocenione, a racja przyznana nie nam, a Żydom, choćby obiektywnie prawda była po naszej stronie. To wynika ze stereotypów, jakoby to tylko Żydzi byli ofiarą II wojny światowej, co oczywiście jest nieprawdą. Taką narrację przedstawia nie tylko premier Netanjahu, ale także różne prestiżowe ośrodki jak chociażby Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem, który wydał opinię o podobnej treści. W tej sytuacji można pouczać, można wymachiwać maczugą, ale można też zastosować zabiegi dyplomatyczne. Pytanie, co jest lepsze, co korzystniejsze. Najbardziej skuteczną taktyką, narracją służącą hamowaniu antypolskich stereotypów jest stworzenie tzw. jednej drużyny pomiędzy Polakami a Żydami.

To możliwe?
– Jak wynika z badań naukowych, jest to nie tylko możliwe, ale stosunkowo proste i – co ważne – może być skuteczne. Narracja powinna pójść – skądinąd zgodnie z prawdą – w kierunku, że wspólnie z Żydami jesteśmy ofiarami II wojny światowej. Poruszając problem cierpienia, musimy – tak jak w Stanach Zjednoczonych – obchody rocznicy holokaustu uznać za jedno z ważniejszych wydarzeń. W sobotę, obserwując doniesienia medialne, zauważyłem, że najważniejsi światowi politycy, wydając oświadczenia, przypominali o tym dniu. Dlatego powinniśmy podnieść rangę tych obchodów i na tym budować pozytywną kampanię. Oczywiście ta kampania musi być zrobiona w nowoczesny sposób w mediach papierowych, w telewizji, ale także w internecie, w mediach społecznościowych itd. W tę kampanię powinni zostać zaangażowani świadkowie – osoby, które przeżyły holokaust, autorytety różnych dziedzin, także polscy politycy mówiący, że nieprawdą jest używanie terminu „polskie obozy koncentracyjne”. Nie może to być jednak kampania partyzancka, ale profesjonalna, dobrze przemyślana i przygotowana. Powinna też uwzględniać stereotypy obowiązujące w różnych krajach i zadawać im kłam.

Jak powinny wyglądać takie reakcje?
– W razie, gdy ktoś użyje określenia „polskie obozy śmierci”, powinien zostać wyedukowany, powinien otrzymać pogłębioną informację historyczną. Natomiast jeśli prawda zawarta w wiarygodnych źródłach i danych nie zmieni jego nastawienia, to wówczas tym kijem może być ustawa o IPN i wynikające z niej restrykcje, czyli próby karania za szerzenie kłamstwa. Prowadząc tę pozytywną kampanię, nie możemy się stawiać w pozycji moralnych zwycięzców, tzn. nie możemy wychodzić li tylko z założenia, że mamy rację i wszyscy muszą tej racji przyklasnąć. Nie tędy jednak droga. Nie możemy atakować, bo postawimy się w pozycji przegranej, ale najpierw musimy do swoich racji przekonać innych. To z kolei wymaga bardzo zręcznej dyplomacji, czyli zarówno asertywności, a jednocześnie dużej wrażliwości i zrozumienia tych wszystkich zjawisk.

W jakim miejscu dzisiaj jesteśmy my, Polacy, skoro po 73 latach od zakończenia wojny musimy tłumaczyć światu i co ciekawe także Żydom, kto był katem, a kto ofiarą?
– To jest efekt zaniedbań. Wszędzie na świecie są instytucje jak w Stanach Zjednoczonych czy w Niemczech, które dbają zarówno o prawdę historyczną, jak i o wizerunek danego kraju. Działania tam prowadzone są bardzo profesjonalne. Dlatego nie bez powodu nie mówi się o niemieckim nazizmie, ale tylko o nazizmie. Nie bez powodu mówiło się o wypędzonych i na tej samej szali stawiało się cierpienie wypędzonych i zbrodnie wobec sześciu milionów ofiar polskich obywateli. Miało to na celu zmienić wizerunek, żeby Polaków – mimo że mają rację – stawiać w trudniejszej, kłopotliwej pozycji. Dlatego jeśli ktoś użyje określenia „polskie obozy śmierci”, to do sądu nie może występować o sprawiedliwość osoba czy osoby prywatne, bo to będzie nieskuteczne, ale to państwo powinno karać za kłamstwa. Skuteczna może być także pozytywna kampania, w której na nowo moglibyśmy przedstawiać prawdę i fakty w oparciu o dane i ludzi, którzy są symbolami pomocy Polaków udzielanej Żydom np. przez rodzinę Józefa i Wiktorii Ulmów. Tych świadków, bohaterów, których historie są gotowymi materiałami na scenariusze filmów, które mogłyby pójść w świat, jest bardzo dużo. I to jest także sposób, aby mówić światu prawdę o Polakach, których bohaterstwo pomogło wielu Żydom przetrwać niemiecką gehennę. Jednak takie działania nie mogą być przypadkowe, amatorskie, nie mogą być płytkie, ale to musi być długofalowa, wieloletnia akcja, która będzie odkłamywać stereotypy i fałszerstwa. Jednocześnie cały czas trzeba prowadzić mądry dialog z Izraelem i – jak słyszymy – decyzją premiera Morawieckiego ma powstać zespół, grupa robocza, która będzie kontynuować dialog historyczny. To bardzo dobra decyzja.

Czy taka kampania historyczna nie powinna być skierowana także do Izraela, skoro tych, którzy wywołali II wojnę światową i spowodowali holokaust, nazywa się jedynie nazistami? Sformułowanie „naziści” bez „niemieccy” słyszymy nawet w Auschwitz z ust ambasador Izraela Anny Azari.
– Izrael jest państwem kluczowym jako miejsce takiej kampanii. Ale mamy też wielu przyjaciół Polski, którzy mogą być naszymi ambasadorami w świecie. W Polsce zmieniają się postawy są ludzie, którzy darzyli sympatią Żydów, a dzisiaj ten trend wydaje się zmieniać. Jednak nie oznacza to, że jesteśmy krajem ksenofobicznym czy antysemickim. Natomiast wyrażanie takich niechętnych postaw szkodzi naszemu wizerunkowi, stąd musimy przekonywać, że Polacy nie tylko w polityce są jednym z najbardziej przyjaznych dla Izraela państw w Unii Europejskiej. Musimy światu uzmysłowić, że Polacy nie byli nazistami, ale podobnie jak Żydzi staliśmy się ofiarami niemieckiego nazizmu i ofiarami II wojny światowej. I ta prawda musi wybrzmieć i być przekonująca. Najlepiej przekonują fakty, a fakty są takie, że jako Polska byliśmy i jesteśmy życzliwi narodowi żydowskiemu. Musimy w świecie stworzyć miejsca, gdzie o tej prawdzie będzie się można dowiedzieć. Taka narracja i sukcesywna, konsekwentna polityka może przynieść pozytywne efekty i wymierne korzyści dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... yczna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 05 lut 2018, 08:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Szmalcownictwo żydów, wstydliwa karta historii

Piszę te słowa z wielkim bólem. Znam opowieści ofiar Holokaustu, wiem jak bestialscy i cyniczni w stosunku do żydów byli niemieccy naziści. Wiem i dlatego nie mogę pozwolić aby takie potworności przypisywać Polakom. Nie zrobiłaby tego żadna osoba która TO przeżyła, co innego dzieci żydów uratowanych przez Polaków. Na podstawie sporadycznego ale jednak kontaktu z żydami mogę wyciągnąć jeden wniosek. Różnice w postrzeganiu Holokaustu przez Polaków i żydów wynikają nie tylko z różnic kulturowych, wyznawanej wiary i zasad moralnych, mentalności ale też stosunku do katów. Żydzi mają z tym wielki problem, to jest wielka zadra, wielki głęboko skrywany wstyd że można było zrobić więcej. Piszą o tym nieliczni Sprawiedliwi tacy jak H.Arendt czy E.Ringelblum w swoich zapiskach z Getta. Ten głęboko skrywany kompleks na punkcie Polaków znalazł ujście w furii z jaką Salomon Morel, czy Jacob Berman, Bruss, Fejgin, Brystygier, Goldberg katowali po wojnie AK-owców. To zamroczenie kompleksami zostało cynicznie wykorzystane przez sowieckich oprawców z NKWD. Żydzi znający język polski, inteligentni, rozeznani w polskich realiach byli dla Stalina idealnym narzędziem opresji. W 1948 roku Gomułka tuż przed odsunięciem od władzy napisał do Stalina list w którym stwierdzał że nadreprezentacja żydów w aparacie bezpieczeństwa państwa jest główną przyczyną braku zaufania społeczeństwa do władzy. Nie usprawiedliwiam marca 1968 ale to była walka o usunięcie stalinowskich miazmatów które kilkanaście lat po śmierci Stalina były silniejsze w PRL niż ZSRR. Niestety, na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej oberwało wtedy bardzo wiele niewinnych osób.

Gdy zaczęły powstawać Getta żydzi uznali je za szansę na zachowanie odrębności kulturowej, przetrwanie w wojennej zawierusze. Wielu upatrywało w tym spełnienie niemieckich obietnic o autonomii, żydom odprowadzanym na rampę do końca wmawiano że jadą na Wschód do miejsca osiedlenia. Na początku wielu w to wierzyło bądź chciało wierzyć. W miarę zmniejszania się populacji gett i nakładania co raz to nowych ludzkich kontyngentów Judenraty co raz rozpaczliwiej poszukiwały chętnych do "przesiedleń". Od pewnego momentu żydowska służba porządkowa uzbrojona w pałki zaczęła organizować łapanki w getcie. Za odpowiednią ilość pieniędzy można było kupić szansę przeżycia do następnej "szpery". Syn wydawał matkę, mąż żonę i dzieci. Znany jest przypadek w getcie otwockim gdy policjanci żydowscy w czasie ostatniej deportacji odprowadzili do pociągu swoje rodziny. Niemcy cynicznie obiecywali przetrwanie, znajdź innych a twoja rodzina będzie bezpieczna. Do czasu.

Innym przypadkiem byli zawodowi łapacze żydów. W Berlinie prym wiodła Stella Kubler, w Polsce sytuacja była bardziej skomplikowana z powodu aktywnej pomocy Polaków a przede wszystkim istnienia żydowskiego oraz silnego polskiego ruchu oporu. Stosowano zatem niestandardowe metody jak rozpuszczanie wieści przez zaufanych członków gminy o możliwości kupienia paszportu i bezpiecznego opuszczenia okupowanej Polski. W prowokacji urządzonej przez Niemców w Hotelu Polskim wzięli udział funkcjonariusze osławionej "trzynastki". To oni, żydowscy agenci Gestapo wywabili z bezpiecznych kryjówek po aryjskiej stronie prawie dwa tysiące żydów których zamordowano. Nie trzeba dodawać co działo się z Polakami którzy przechowywali złapanych nieszczęśników i na wskutek prowokacji trzynastki zostali ujawnieni. Gdyby nie akcja polskiego podziemia i Żydowskiego Związku Wojskowego ofiar mogłoby być znacznie więcej.Trzynastka Gancwajcha była bardzo dobrze zakonspirowana gdyż prowadziła rozpracowywanie żydowskiego i polskiego podziemia pod legendą walki z lichwą i spekulacją. Elita kolaboracyjnej organizacji Żagiew miała prawo do przebywania po aryjskiej stronie bez żadnych ograniczeń, posiadała służbową broń a jej rolą było osadzanie agentury po aryjskiej stronie, denuncjowanie żydów i Polaków ukrywających żydów, infiltracja polskiego podziemia. Wielu gestapowskich agentów w tym na pewno Abraham Gancwajch miało zaplecze w postaci współpracy z NKWD i prowadziło rozpoznanie polskiego podziemia nie tylko dla Niemców. Polski ruch oporu dopiero w połowie 1941 roku zdał sobie sprawę ze skali infiltracji podziemia przez nazistów i tylko dzięki naturalnej symbiozie z ŻZW udało się zlikwidować dużą część agentów Żagwi udających uciekinierów z getta i szukających kontaktów po aryjskiej stronie. Z Żagwią na terenie getta walczył też ŻOB. W 1942 roku odtworzona Żagiew znowu działała za murami getta. Sam Gancwajch zniknął w 1943 roku. Nie znaleziono jego ciała, nie potwierdzono jego śmierci. Szef trzynastki prawdopodobnie wykorzystał kanał przerzutowy NKWD legalnie wydostając się z Getta i Generalnej Guberni dzięki znajomościom w niemieckich władzach Dystryktu Warszawskiego.

Ilu Polaków zostało zadenuncjowanych przez agentów Żagwi ? Tego nie sposób określić ale są to na pewno setki polskich rodzin ukrywających żydów nie licząc strat zadanych polskim organizacjom podziemnym. Liczbę ofiar samej tylko trzynastki w 1941 roku ocenia się na ponad 3000 żydów. Blond trucizna czyli osławiona Stella Kubler ma na swoim koncie kilka tysięcy złapanych berlińskich żydów.

Czy oni musieli kolaborować ?! Nie mnie to oceniać. Fakty są jednak takie że polski ruch oporu zabijał żydów - agentów Gestapo. Parafrazując motto Sprawiedliwych, Kto zabił jednego agenta Trzynastki uratował setki żydowskich istnień. Odnoszę wrażenie że wstydzimy się o tym mówić obawiając się posądzenia o antysemityzm.

Opublikowano: 05.02.2018 05:12.

https://www.salon24.pl/u/wpaka/841917,s ... a-historii


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 26 lut 2018, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Przejść do ofensywy

Mamy argumenty historyczne, tylko trzeba narzucić swoją narrację.

W obliczu wojny o prawdę historyczną, wytoczonej Polsce przez Izrael i środowiska żydowskie w USA, państwo polskie musi przejść do ofensywy, by odbudować nasz dobry wizerunek.

– Polacy nie potrafią się wybronić, a przecież mamy argumenty, tylko trzeba narzucać swoją narrację – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Bogdan Musiał, polski historyk mieszkający w Niemczech, członek Rady Muzeum II Wojny Światowej.

W tym celu konieczne jest przełamanie dominującej dziś w świecie narracji zachodniej, w której w ogóle nie istnieją polskie ofiary III Rzeszy Niemieckiej, a Niemcy jako beznarodowi „naziści” zostali wyparci z pamięci o II wojnie światowej.

Polska ofensywa powinna być wielokierunkowa. – Trzeba rozpocząć rzetelne badania nad okupacją niemiecką i publikować wyniki badań w języku angielskim – wskazuje prof. Musiał. Konieczny jest system grantów dla historyków na konkretne projekty. Na pierwszy ogień muszą pójść tematy, które nie zostały do tej pory rzetelnie przebadane.

– Na przykład nie ma do dziś książki o Polsce pod okupacją niemiecką i sowiecką 1939-1945, bo nie ma historyka, który by był w stanie to ogarnąć. Takie kompendium bardzo jest potrzebne choćby dla nauczyciela, żeby nie musiał czytać dwóch tysięcy książek – podkreśla prof. Bogdan Musiał. – Znajdźmy historyka, który napisze książkę „Europa pod okupacją niemiecką”, i wtedy świetnie można porównywać sytuację w różnych krajach – dodaje.

Jak najszybciej powinna też powstać książka o KL Auschwitz, który został założony przez państwo niemieckie dla Polaków i przez pierwsze dwa lata był miejscem eksterminacji polskich warstw przywódczych.

Małgorzata Rutkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/194 ... nsywy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 06 lut 2019, 17:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Wszystko zostało wyreżyserowane. Ks. Isakowicz-Zaleski o Okrągłym Stole

Dzięki Okrągłemu Stołowi komuniści zachowali na długie lata swój stan posiadania i, co będę cały czas powtarzał, uniknęli jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Wielu z nich przeszło swoistą „transformację” z kacyków partyjnych w biznesmenów bądź w „autorytety moralne” i to oni do dzisiaj pouczają nas, co mamy robić i jak mamy myśleć – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Jak zapamiętał Ksiądz „wiosnę Solidarności”, jak nazywany jest dzisiaj okres kilku miesięcy poprzedzających zwołanie obrad Okrągłego Stołu?

Na przełomie 1988 i 1989 roku, kiedy następowały zmiany w Polsce wiązano z tym ogromne nadzieje. W kwietniu i maju 1988 roku jako kapelan uczestniczyłem w strajku w Nowej Hucie, który został rozbity przez ZOMO. Takich protestów było jednak wiele. To dzięki nim „Solidarność” odżyła.

Podczas „wiosny Solidarności” wyraźnie widać było, że władza ustępuje i schodzi do defensywy. Właśnie dlatego oczekiwania Polaków, zarówno świeckich jak i duchownych, były przeogromne. Wprawdzie prawie nikt nie wierzył, że komuniści całkowicie ustąpią, ponieważ w polskiej pamięci nadal mocno pulsowały wspomnienia związane z tragedią stanu wojennego, ale wierzono, że uda się wyrwać z „czerwonych łap” choć trochę wolności. Chodzi przede wszystkim o przywrócenie do legalnej działalności NSZZ „Solidarność”.

Pojawiły się jednak poważne wątpliwości. Już na samym początku obrad Okrągłego Stołu zaczęły docierać informacje, że „nasi”, czyli osoby związane z „Solidarnością”, które biorą udział w rozmowach w Magdalence, są podzieleni w sprawie przyszłości Polski.

Jakie podziały ma Ksiądz na myśli?

Chodzi o coraz bardziej pogłębiające się rozbicie na dwa obozy. Pierwszy, to tzw. lewica laicka, czyli grupa opozycjonistów o poglądach lewicowo-liberalnych. Drugi to opozycjoniści, którzy odwoływali się do wartości chrześcijańskich, w tym do katolickiej nauki społecznej. Rozłam ten trwał od co najmniej roku 1986 i nawet Okrągły Stół nie był w stanie go powstrzymać.

Jeśli zaś chodzi o sam Okrągły Stół, to uważam, że był to majstersztyk ze strony ówczesnej władzy, w szczególności ekipy towarzysza Czesława Kiszczaka. To on jako szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych miał wtedy decydujący głos i świetnie orientował się, który z działaczy „Solidarności” jest Tajnym Współpracownikiem i jakie ma słabości.

To właśnie towarzysz Kiszczak ukuł w czasie obrad Okrągłego Stołu pojęcie „Konstruktywnej opozycji”.

Co to oznaczało?

„Konstruktywną opozycję” stanowić mieli działacze „Solidarności” gotowi do rozmów z komunistami. Dano im więc etykietkę ludzi „dobrych”, „inteligentnych”, „gotowych do ratowania Polski”. Ich przeciwieństwem byli opozycjoniści nazywani „oszołomami”, „warchołami” czy też „ludźmi karmiącymi się nienawiścią”, którzy w rzeczywistości prezentowali postawy jednoznacznie sprzeciwiające się jakiemukolwiek „układaniu się” z komunistami.

Niestety wielu Polaków ten stworzony przez szefa komunistycznej bezpieki podział nadal uważa za prawdziwy i jedyny.

Powiedział Ksiądz, że liczono na ustępstwa władzy i tychże ustępstw dotyczył Okrągły Stół. Dlaczego opozycja walczyła o „ustępstwa”, a nie o „pełną pulę”, czyli zmianę władzy i wyzwolenie Polski z rąk komunistów oraz pełne odzyskanie wolności i suwerenności?

Trzeba pamiętać, że 30 lat temu mało kto przewidywał, że Związek Radziecki rozpadnie się. Uważano to raczej za futurologię i coś nieprawdopodobnego. Mało tego! Propaganda wmawiała społeczeństwu, że ZSRR, Układ Warszawski, RWPG mają się świetnie i w razie potrzeby nie zawahają się interweniować w Polsce. Właśnie dlatego uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie „poluzowanie” władzy komunistycznej poprzez dopuszczenie do współrządzenia „Solidarności”.

Powiem więcej: prawie nikt, może z wyjątkiem przedstawicieli „Solidarności Walczącej” czy Konfederacji Polski Niepodległej, nie wierzył, że Polska jest w stanie oderwać się raz na zawsze od ZSRR. Właśnie dlatego liczono, że dojdzie do kompromisu, w związku z czym gra toczyła się o to, jakie ustępstwa uda się wywalczyć.

Kiedy ogłoszono, że jednym z ustaleń Okrągłego Stołu będzie powstanie Sejmu Kontraktowego, to powszechnie uważano, że jest to najlepsze rozwiązanie w myśl zasady „lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu”. Dzisiaj, z perspektywy 30 lat widzimy, że wszystko zostało wyreżyserowane, a my wiedzieliśmy o Okrągłym Stole tylko tyle, ile mieliśmy wiedzieć.

Czy towarzysz Czesław Kiszczak brał udział w wyborze przedstawicieli opozycji w obradach Okrągłego Stołu?

Oczywiście, że tak. To na jego żądanie wśród „konstruktywnej opozycji” znalazło się kilku ważnych Tajnych Współpracowników SB. Dzięki tej zagrywce Kiszczak uzyskał absolutną bezkarność dla komunistów, co w mojej ocenie jest jego największym życiowym sukcesem. Ani on, ani Jaruzelski, ani Gierek, który zmarł przecież 12 lat po Okrągłym Stole, ani Kania, ani Kociołek, ani Urban, ani nikt inny nie zostali nigdy w III RP pociągnięci do odpowiedzialności za swoje zbrodnie.

Kto w czasie Okrągłego Stołu reprezentował Kościół katolicki?

Polski Episkopat oddelegował na obrady Okrągłego Stołu jako obserwatorów bp. Tadeusza Gocłowskiego – późniejszego arcybiskupa gdańskiego i ks. Alojzego Orszulika, który wtedy był kierownikiem Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski, a później został mianowany biskupem łowickim. Swojego obserwatora w osobie bp. Janusza Narzyńskiego miał również Kościół ewangelicko-augsburski.

Kościół uważał, że trzeba rozmawiać. Nie można tego uważać za żadne kunktatorstwo, wręcz przeciwnie! Polscy hierarchowie wierzyli, że każdą szansę na zmianę należy wykorzystać i dlatego podjęto wówczas próby takiej zmiany. Właśnie dlatego najbardziej istotne nie było to, z jakimi postulatami Kościół zasiadł do Okrągłego Stołu, tylko to, że polscy hierarchowie popierali i wspierali najważniejsze postulaty opozycji, czyli przywrócenie „Solidarności”, przeprowadzenie wyborów i rozbicie komunistów.

Przypominam również, że Kościół poparł również kandydaturę Tadeusza Mazowieckiego na pierwszego, niekomunistycznego premiera Polski. To, że później, mówiąc najdelikatniej, nie okazał się on politykiem naszych marzeń, to już co innego.

Postawa Tadeusza Mazowieckiego to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Dzisiaj możemy chyba powiedzieć, że Okrągły Stół zmienił wszystko, dzięki czemu wszystko pozostało po staremu…

Zgadzam się z Panem, a najlepszym dowodem na to jest wybór towarzysza Jaruzelskiego na pierwszego prezydenta III RP oraz zapewnienie komunistycznym dygnitarzom „miękkiego lądowania”.

Dzięki Okrągłemu Stołowi komuniści zachowali na długie lata swój stan posiadania i, co będę cały czas powtarzał, uniknęli jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Wielu z nich przeszło swoistą „transformację” z kacyków partyjnych w biznesmenów bądź w „autorytety moralne” i to oni do dzisiaj pouczają nas, co mamy robić i jak mamy myśleć. W związku z tym wszystkim muszę z bólem przyznać, że Okrągły Stół był pomieszaniem plusów z minusami.

Jak na Okrągły Stół patrzono z Watykanu? Jak do tej inicjatywy podchodził św. Jan Paweł II?

Papież aprobował Okrągły Stół w tym sensie, że nie chciał on, aby w jego ojczyźnie doszło do rozlewu krwi, do czego kilkukrotnie nawiązywał także ówczesny prymas Józef Glemp. Obaj pamiętali bowiem tragedię Powstania Warszawskiego i hektolitry krwi, jakie rozlały się w Polsce po 1945 roku, kiedy instalowano w naszym kraju komunizm. Właśnie dlatego – aby nie polało się więcej polskiej krwi – obaj z nadzieją patrzyli na Okrągły Stół.

Pamiętajmy jednak, że ani Jan Paweł II, ani Józef Glemp nie ingerowali w ustalenia Okrągłego Stołu. Patrzyli na to wszystko z zupełnie innego pułapu. Z kolei wielu księży biskupów było krytycznych wobec fraternizacji, do jakiej wtedy doszło pomiędzy ekipami Wałęsy i Kiszczaka.

Dlaczego Kościół przez ostatnich 30 lat nie podjął sprawy lustracji?

Odpowiedź jest prosta: ponieważ wielu duchownych miało i nadal ma dużo na sumieniu. Kiedy w 2005 roku otrzymałem swoje akta i podjąłem pracę nad książką „Księża wobec bezpieki” to jedną z osób, z którą rozmawiałem był nieżyjący już abp. Tadeusz Gocłowski, który miał bardzo „chwiejne podejście” do lustracji. Z własnej inicjatywy postanowił on ze mną porozmawiać. Zaprosił mnie do Gdańska i w obecności śp. Irmy Dąbrowskiej-Antkowiak, działaczki środowiska ziemiańskiego, powiedział, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że w 1990 roku Kościół mógł uzyskać wszystkie akta Tajnych Współpracowników.

Sprawa trafiła pod głosowanie – czy podjąć się lustracji czy nie. Jak wiemy zdecydowano się tego nie podejmować, co argumentowano w sposób po prostu śmieszny. Po pierwsze uważano, że „nie ma co do tego wracać, bo akta i tak w większości zostały zniszczone”, co było i jest perfidną nieprawdą. Po drugie argumentowano, że ludzie nie interesują się historią i nie ma co wracać do tego, co było. Co ciekawe – zdecydowały wtedy głosy kilku biskupów, którzy mieli uzasadnione powody, żeby nie dopuścić do lustracji.

Ten grzech zaniechania miał swoje konsekwencje 15 lat później, kiedy zaczęto ujawniać pierwsze teczki, co rozpoczęło trwający do dzisiaj kryzys w polskim Kościele. Polska i Kościół Katolicki w Polsce potrzebują lustracji. Należy ujawnić wszystkie akta i haki, i przerwać tę spiralę szantażowania i oskarżania. Musimy nazwać zło złem, a dobro dobrem, czyli po prostu żyć w Prawdzie.

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2019-02-06)

http://www.bibula.com/?p=106572


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 09 lut 2019, 19:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Grzegorz Kucharczyk: Okrągły Stół – narodziny systemu władzy

Legendarne dzieje początków III Rzeczypospolitej mówią o tym, jak to „Polacy z różnych stron sporu politycznego potrafili porozumieć się przy Okrągłym Stole”. Tak wykuwał się „kompromis Okrągłego Stołu”, który legł u podstaw „procesu demokratycznego w Polsce” (A. Michnik) a „polski Okrągły Stół stał się inspiracją dla wielu zwaśnionych grup na świecie” (A. Kwaśniewski). Autorzy tych klechd i baśni, jak przystało na gatunek literacki, który reprezentują, piszą o „cudzie Okrągłego Stołu” (A. Michnik), rzewnie wspominając czasy, gdy jako „wierni giermkowie Okrągłego Stołu” w charakterze asystentów takich herosów jak „Bronisław Lwie Serce” (dla niewtajemniczonych: Bronisław Geremek) wykuwali wspólnie „kompromis”. Wyrażają zarazem przekonanie, że „bez [Okrągłego ] Stołu komunizm skończyłby się w Polsce później i gorzej” (P. Pacewicz).

Tyle świat dziejów bajecznych. Przejdźmy jednak do realnej historii początków „polskiej transformacji”, której spektakularnym (choć nie jedynym) przejawem były rozpoczęte 6 lutego 1989 roku przy świetle kamer rządowej telewizji rozmowy przy dużym okrągłym stole ustawionym w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie. Zasiadła przy nim część opozycji solidarnościowej reprezentowana przez Lecha Wałęsę i skupieni wokół niego „doradcy” wywodzący się z grona dawnych partyjnych rewizjonistów (komuniści rozczarowani komunizmem) ze stroną rządową reprezentowaną przez szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka.

W ostatnich latach nasza wiedza o okolicznościach towarzyszących początkowi rozmów znacznie się poszerzyła. Udostępniona przez wdowę po szefie komunistycznej bezpieki teczka pracy TW „Bolka” pozwala przypuszczać, że za okrągłym stołem zasiadł oficer prowadzący (realnie patrząc) ze swoim osobowym źródłem informacji, które regularnie wygrywało w totolotka. Już sam ten fakt pewnej służbowej podległości istniejącej między dwoma głównymi kontrahentami negocjacji rzuca całkiem nowe światło na genealogię „okrągłowostołowego cudu” i pracujących nad jego sprokurowaniem rozmaitych „giermków”.

Z kolei ujawnione parę lat temu dokumenty informujące o poufnych kontaktach między Jackiem Kuroniem, funkcjonującym w propagandzie PRL na użytek maluczkich jako „ekstrema, z którą nigdy nie zasiądziemy do rozmów”, a funkcjonariuszami komunistycznej bezpieki (słynnym Lesiakiem właścicielem niemniej znanej szafy) bezpośrednio przed Okrągłym Stołem, są dodatkowym dowodem wielkiej inscenizacji, która rozpoczęła się 6 lutego 1989 roku.

Inscenizowany był sprzeciw władz PRL wobec „ekstremistów w rodzaju Kuronia i Michnika”, inscenizowana była sytuacja zasiadania przy stole dwóch skonfliktowanych stron (w rzeczywistości bardzo dobrze i całkiem intymnie znały się od lat), inscenizowane było wreszcie miejsce. Jak wiadomo wszystkie najważniejsze ustalenia zapadały w czasie „konsultacji” w Magdalence, a może jeszcze w innych miejscach, których do tej pory jeszcze nie znamy.

Autorzy podań o „cudzie Okrągłego Stołu” piszą o tym wydarzeniu w kategoriach zdarzenia sprawczego, którego uczestnicy tak sami z siebie, kierując się nagle wzbudzoną w sobie intencją miłości nieprzyjaciół, zainicjowali proces „demokratyzacji” nie tylko w Polsce, ale we wszystkich krajach Układu Warszawskiego. W rzeczywistości po raz kolejny gen. Jaruzelski wystąpił na początku 1989 roku jako podwykonawca zarządzeń dochodzących z centrali czerwonego imperium. W grudniu 1981 roku odebrał zlecenie siłowego rozprawienia się z „Solidarnością” i je posłusznie wykonał. Na przełomie 1988 i 1989 roku mądrość etapu była już inna. Teraz głoszący pierestrojkę i głasnost tow. Gorbaczow wymagał przyspieszenia nad Wisła „normalizacji” i „demokratyzacji”. I tym razem zadanie to zostało posłusznie wykonane.

W samej Moskwie – o czym warto pamiętać – myśl o „reformowaniu” i „demokratyzowaniu” socjalizmu od czasów Ł. Berii zawsze rodziła się w kręgach sowieckiego aparatu bezpieczeństwa. Pierwszą pierestrojkę stłumiło w zarodku obalenie Berii w 1953 roku. Jego wizję „demokratyzacji” ustroju sowieckiego podjął po latach Jurij Andropow. W 1956 roku nadzorujący akcję tłumienia powstania węgierskiego, a w latach osiemdziesiątych główny promotor w sowieckim aparacie władzy „reformy” realnego socjalizmu – najpierw jako szef KGB, a potem jako epizodyczny następca Breżniewa na stanowisku szefa sowieckiej partii, a tym samym całego ZSRS. Człowiekiem Andropowa był Gorbaczow, który pokonywał kolejne szczeble w hierarchii partyjnej dzięki protekcji szefa KGB. Jeśli więc gdzieś szukać realnych, a nie bajecznych korzeni Okrągłego Stołu, to właśnie tam – w gronie wysokich oficerów sowieckiej bezpieki i ich politycznych protegowanych w centrum politycznym imperium.

„Reformatorzy” z KGB postępowali zgodnie z regułami anglosaskiej maksymy o czynieniu cnoty z konieczności (make a virtue out of necessity). W latach osiemdziesiątych nie było dla nich tajemnicą – a w końcu należeli w Sowietach do grupy ludzi najlepiej poinformowanych –że imperium grozi implozja. Trzeba było więc jakiejś nowej wersji NEP-u (dopuszczenie przez Lenina w latach dwudziestych drobnych elementów normalnej wymiany gospodarczej), by skutecznie uciec do przodu. Na użytek pożytecznych idiotów na Zachodzie wszystko zaś należało sprzedać jako nagłe nawrócenie się na „ideały zachodniego świata demokracji i prawa człowieka”.

Nieprzypadkowo także nad Wisłą ludzie bezpieki należeli do tych, którzy wewnątrz peerelowskiego aparatu władzy przygotowywali grunt pod tak pojętą „transformację”. O Kiszczaku była już mowa. Warto w tym kontekście wspomnieć również gen. Władysława Pożogę, pierwszego zastępcę Kiszczaka w MSW i szefa wywiadu oraz kontrwywiadu MSW, a jednocześnie jednego z trzech (obok S. Cioska i J. Urbana) autorów raportów wysyłanych w połowie lat osiemdziesiątych do Jaruzelskiego. Wskazywano w nich na pilną konieczność odejścia od gospodarczych nonsensów tzw. realnego socjalizmu, co oznaczać będzie pewne „koszty społeczne”. Te zaś – jak przekonywano – można tylko ponieść mając ochronę w postaci dopuszczenia do władzy części „odpowiedzialnej” (tj. znajdującej się w zasobach archiwalnych MSW albo ideowo i środowiskowo pokrewnej) opozycji. Tak – w sensie analitycznym i koncepcyjnym – rodził się system władzy Polski doby „transformacji”. Wszystko, co było potem, było inscenizacją, sprzedawaną następnie jako „cud” i „wielki kompromis”.

Istota porozumień podpisanych przy Okrągłym Stole polegała na transferze realnej władzy politycznej z Biura Politycznego KC PZPR do reaktywowanego w tym celu Urzędu Prezydenta (A. Dudek). W domyśle urząd ten był zastrzeżony dla W. Jaruzelskiego jako gwaranta bezkolizyjnej „tranformacji”. Drugie i jeszcze ważniejsze zabezpieczenie interesów peerelowskiego aparatu władzy polegało na procesie – dziejącym się już wcześniej – tzw. uwłaszczenia nomenklatury. Okrągły Stół niejako milcząco zatwierdził ten proces tworzenia „politycznego kapitalizmu” w Polsce po 1989 roku, który stanowi sam rdzeń nowego systemu władzy.

Dopuszczono doń wybranych, bo „kapitalizm polityczny” był (i jest) tylko dla nielicznych. Tylko nieliczni zostali na przykład dopuszczeni do rynku medialnego („Gazeta Wyborcza” to jedna z konsekwencji Okrągłego Stołu), czy do naprawdę lukratywnych sektorów gospodarczych (m. in. handel paliwami, sektor bankowy), gdzie niepodzielnie rządzili (czas przeszły?) ludzie z wojskowej i cywilnej bezpieki. Tylko nieliczni mieli – w pierwotnym zamyśle – tworzyć polską scenę polityczną epoki „transformacji”. Któż dzisiaj pamięta o pomysłach snutych na łamach GW stworzenia pod koniec 1989 roku na bazie komitetów obywatelskich jednej, solidarnościowej monopartii na czele z reprezentantami „kompromisu” i ich „giermkami”.

W tym sensie Okrągły Stół nie tylko był próbą nałożenia na polską rzeczywistość polityczną kłamliwego matriksu „zgody wszystkich odpowiedzialnych sił w Polsce”, gdy w tym samym czasie trwała w najlepsze kradzież majątku narodowego (kapitalizm polityczny). Był i ciągle pozostaje instrumentem nakładania na Polaków niewidzialnej bariery rozwojowej (szklanego sufitu), bo rozwój – gospodarczy, intelektualny, kulturowy – ma być tylko dla nielicznych i zawsze tych samych. Im szybciej pozbędziemy się tej logiki, której symbolem jest Okrągły Stół, tym lepiej dla nas wszystkich.

Grzegorz Kucharczyk

https://www.pch24.pl/grzegorz-kucharczy ... 949,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 05 cze 2019, 11:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Kto za nimi stał

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rozmowę z Panem Profesorem o wyborach 4 czerwca chciałbym rozpocząć od pytania, czym był Okrągły Stół, bo bez odpowiedzi na to pytanie trudno zrozumieć kontekst tamtych wyborów?
– Można bardzo różnie patrzeć na obrady Okrągłego Stołu. Wtedy ocenialiśmy to wydarzenie jako coś dającego nadzieję. Oto po latach walki komuniści zostali zmuszeni do tego, żeby usiąść, rozmawiać i zawrzeć jakiś kompromis. W związku z tym z jednej strony ta inicjatywa wydawała się być sukcesem, ale ci, którzy dokładnie analizowali sytuację, byli dosyć sceptyczni. Pamiętam jak na Krakowskim Przedmieściu siedzieliśmy z Antonim Macierewiczem i on był bardzo sceptyczny wobec ludzi wchodzących na rozmowy, a ja może mniej, za to z większymi nadziejami, ale też z pewnym niepokojem. Tak czy inaczej obaj oczekiwaliśmy, że podczas obrad Okrągłego Stołu coś zostanie tam podjęte. Tylko entuzjazm, który potem nastąpił i propagandowo był eksponowany; zresztą do dzisiaj w niektórych środowiskach jest ekscytacja tym wydarzeniem, tyle że nie znajduje to uzasadnienia. To miał być pierwszy element naszego – solidarnościowego czy opozycyjnego zwycięstwa z tymi, których chcieliśmy pokonać, natomiast tam doszło do umowy, która obowiązuje do dzisiaj. Wprawdzie po Okrągłym Stole przestaliśmy śpiewać „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”, co zwłaszcza w ustach młodych ludzi, którzy zbierali się 1 marca, wspominając bohaterów powstania antykomunistycznego – Żołnierzy Niezłomnych, bo to głównie oni tak śpiewali, brzmiało bardzo mocno, ale tak naprawdę ciągle jesteśmy powiązani pępowiną z PRL. I w sensie prawnym nie kontynuujemy I i II Rzeczypospolitej, tylko ciągle jesteśmy PRL bis. Oczywiście jest to konstatacja, która przeraża, bo ta umowa, a z dzisiejszego punktu widzenia bardziej zmowa, wciąż obowiązuje.

W tym momencie przypominają się słowa Władysława Frasyniuka, który na jednym z portali społecznościowych napisał, że myśmy ich (komunistów) po-ko-na-li!, na co Włodzimierz Czarzasty z SLD odpisał, że to nie prawda „Wyście się z nami, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 roku do-ga-da-li…”
– I to jest prawda. Ten wpis w pełni oddaje jakie były fakty, zwłaszcza że dzisiaj wiemy, iż Moskwa zdjęła parasol ochronny znad polskich komunistycznych władz, mówiąc ratujcie swoje „cztery litery”. Taki trend był w całym obozie komunistycznym, wszędzie bowiem dokonywały się mniejsze lub większe procesy zmian i elity komunistyczne gorączkowo szukały dla siebie miejsca w przyszłej, nowej rzeczywistości. W Polsce – można powiedzieć, że obie strony znakomicie się dogadały. Jeżeli Kuroń, wiedząc, że ma założony podsłuch w żyrandolu, mówił do tego żyrandola, że ten opozycjonista jest porządny, a tamten nie, bo powiedzmy ma jakieś konotacje niepodległościowe i ciągle będzie myślał, aby tę niepodległość forsować, to nie wiem jak to traktować. Czy to był donos, czy tylko przygotowanie tej zmowy, bo na dobrą sprawę większość uczestników obrad Okrągłego Stołu to byli ludzie tej samej formacji, tylko wcześniej wykiwani, tak jak to miało miejsce w przypadku dzieci stalinistów, którzy po 1956 roku musieli szukać dla siebie miejsca i to oni wymyślili „socjalizm z ludzką twarzą”, ale dla tych, którzy pozostali przy władzy stali się grupą raczej podejrzaną, ale jednocześnie grupą, z którą można rozmawiać o wspólnej przyszłości. Stąd też przy Okrągłym Stole spotkali się ludzie PPR o przynależności do PZPR z tymi, którzy kiedyś też byli w PPR czy PZPR nazywani dysydentami, ale de facto byli to wszystko ludzie, którzy mieli wspólny rodowód. I ten fakt w dużym stopniu zadecydował, że nie tylko potrafili się dogadać, ale zawarty przez nich interes jest do dziś przestrzegany solidnie przez obie strony.

Dlaczego przy Okrągłym Stole nie było opozycji niepodległościowej, ale tylko tzw. opozycja demokratyczna?
– Dobrze sformułował to Jerzy Wiatr junior jako minister edukacji, mówiąc, że były dwie drogi do niepodległości w rozumieniu komunistycznym, czyli droga przez PPR i PZPR, a więc tzw. liberałów partyjnych, którzy poszli na współpracę, i druga droga – opozycja demokratyczna, czyli dawni koledzy z partii. I tam nie było miejsca na opozycję niepodległościową, która przecież istniała i która dzisiaj jest odkrywana, na którą można i trzeba patrzeć z szacunkiem.

Efektem tego były wybory 4 czerwca 1989 roku tylko częściowo wolne. Dlaczego częściowo wolne…?
– Łaskawie dano opozycji jedynie 30 proc. miejsc w Sejmie. Tym samym partia chciała stworzyć w tej izbie kącik opozycyjny, tyle tylko że przeliczyli się jeśli chodzi o Senat, który w 99 procentach został przechwycony przez opozycję. Mimo wszystko ten jeden procent zawsze bardzo mnie niepokoi, bo pokazywał, że można pieniędzmi kupić sobie miejsce w życiu politycznym. Zresztą ten dawny prognostyk obowiązuje także dzisiaj, pokazując, że tak naprawdę to pieniądze decydują o tym, kto wchodzi do politycznej gry, a kto wypada.

Jaką rolę w wyborach 4 czerwca 1989 roku odegrała Służba Bezpieczeństwa?
– Stwierdzenie, że współorganizowała wybory niektórym czerwonym kandydatom jest jak najbardziej uzasadnione. Zresztą wtedy funkcjonariusze SB byli zajęci usadowieniem się w przyszłości, ale struktury reżimowego państwa wciąż jeszcze działały, co więcej myślę, że działają do dziś i są dobrze zorganizowani. Oczywiście czas upływa i biologia robi swoje, ale ich działania można prześledzić już po rozwiązaniu tych struktur, jak też obecnie w polskim życiu politycznym. Więc tym bardziej wtedy – w 1989 roku mieli oni swój plan i swoje macki, szukali też ludzi, którzy będą „wiarygodni”. I dzisiaj dowiadujemy się, jak wielu tzw. wiarygodnych, uważanych za szlachetnych, prominentnych ludzi było na ich smyczy, jak wiele osób było z nimi związanych. Wystarczy tylko prześledzić, kto w tamtym czasie był zwolennikiem, a kto przeciwnikiem lustracji. Lustracja dla tych ludzi uwikłanych w służby specjalne jest elementem szalenie niebezpiecznym, stąd każdy, kto się boi lustracji, może być – z dużą pewnością – postrzegany jako człowiek uwikłany. Trzeba też powiedzieć, że te uwikłania sięgały bardzo wysoko, to nie tylko „Bolek”, ale także otoczenie. A przecież od prześledzenia życiorysów i ich zbadania należało zacząć budowę własnej państwowości, tyle że tego nie uczyniono. Widać, dlaczego.

Można zatem powiedzieć, że SB niejako zabezpieczała kontrakt polityczny zawarty między stroną solidarnościową a komunistami przy Okrągłym Stole?
– Oczywiście. Wiele mówi się o tzw. solidarnościowym rządzie Mazowieckiego, tyle że szef resortu spraw wewnętrznych, a więc wszystkich służb – Czesław Kiszczak, został awansowany i był nie tylko ministrem, ale także wicepremierem. Dyrektor Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych gen. Zenon Płatek, aresztowany w procesie o zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki, bardzo się bał w więzieniu do tego stopnia, że sprawdzano podawane mu jedzenie, czy nie jest zatrute. Obawiał się, że Kiszczak go otruje, żeby zamilkł i żeby tym samym przerwać linię odpowiedzialności. Ponadto proszę sobie przypomnieć, ile mieliśmy niewyjaśnionych wypadków osób, które próbowały recenzować lata przeszłości, którzy próbowali zmienić doktrynę gospodarczą forsowaną przez Balcerowicza. Weźmy chociażby szefa NIK Waleriana Pańko, za którego kadencji powstał raport na temat gigantycznej kradzieży pieniędzy z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, który zginął w niewyjaśnionym do dziś wypadku samochodowym w październiku 1991 roku, w przeddzień ujawnienia afery FOZZ. Wcześniej zaś, bo przy Okrągłym Stole, mamy niewyjaśnione zbrodnie zabójstw kapłanów, które mają pokazać, że są pewne ośrodki wciąż aktywne, i ostrzegają przed nadmiernym zaangażowaniem się w robienie porządku z komunistyczną przeszłością. To pokazuje jaki to był czas, jacy ludzie szli po władzę i kto za nimi stał.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/209 ... -stal.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /