Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 19 sty 2015, 13:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/10/23/gr ... encyklika/

Grzegorz Kucharczyk: Zakazana encyklika
23/10/2014

Obrazek
Pius-XII
POLONIA CHRISTIANA


W tych dniach mija siedemdziesiąta piąta rocznica ogłoszenia encykliki papieża Piusa XII „Summi pontificatus”. Dokument został promulgowany 20 października 1939 roku, w chwili, gdy od ponad miesiąca trwała druga wojna światowa. Encyklika została ogłoszona już po ukazaniu światu, a zwłaszcza naszemu krajowi, straszliwej mocy sojuszu dwóch totalitarnych mocarstw: Niemiec hitlerowskich oraz Związku Sowieckiego.
Cała grozę sytuacji jasno dostrzegał Pius XII, pisząc o prawdziwej godzinie ciemności, w której duch przemocy i niezgody wylewa na ludzkość z czary pełnej krwi, niezliczone klęski i niewypowiedziane cierpienia. Papież nie miał złudzeń co do tego, że wojna, którą rozpętali narodowi socjaliści i komuniści, spotęguje tylko to, co już wcześniej stało się rzeczywistością w odniesieniu do Kościoła – czas udręk i rzadko notowanych w historii jego cierpień i prześladowań.
Pius XII dostrzegał w tym morzu cierpień szczególną udrękę Polski – narodu tak Nam drogiego; Polski, która przez swą niezłomną wierność dla Kościoła i przez wielkie zasługi, jakie zdobyła, broniąc chrześcijańskiej kultury i cywilizacji – o czym historia nigdy nie zapomni – ma prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia całej ludzkości. Papież wyrażał jednocześnie swoją ufność w nadejście dnia, w którym Polska jak tego domagają się zasady sprawiedliwości i prawdziwie trwałego pokoju, wyłoni się wreszcie zmartwychwstała z owego jak gdyby potopu, który się na nią zwalił.
Jaka jest jednak przyczyna zła, tej szalejącej burzy wznieconej przez demony niezgody? Najgłębszej przyczyny – uczy Pius XII w „Summi pontificatus” – należy szukać w odejściu zbyt wielu ludzi od nauki Chrystusa, której strażniczką i nauczycielem jest Stolica Piotrowa, to zaś wiodło do kolejnego zła, jakim było zaprzeczenie i odrzucenie jednakowej i wspólnej wszystkim normy prawości obyczajów, zarówno w prywatnym życiu poszczególnych ludzi, jak i w stosunkach państwowych i międzypaństwowych.
Pius XII przypomina w trym kontekście destrukcyjną dla cywilizacji chrześcijańskiej dziewiętnastowieczną epokę narzucanej odgórnie laicyzacji (czasy kolejnych europejskich Kulturkampfów) – Prąd laicyzacji życia doszedł wreszcie aż do tego, że od ożywczego i dobroczynnego wpływu Boga i Kościoła odwiódł pojedynczego obywatela, rodzinę i państwo, i to nawet w krajach, które przez wiele wieków szczyciły się chrześcijańską kulturą i obyczajami.
Laicyzacja sfery publicznej, a zwłaszcza edukacji była, jak czytamy w „Summi pontificatus”, uderzyła w same podstawy chrześcijańskiej (katolickiej) wizji społeczeństwa i kultury, ponieważ była zbrodnią obrazy Majestatu Króla królujących i Pana panujących.
Pius XII – podobnie jak jego poprzednik na Stolicy Piotrowej, Pius XI – dostrzegał wyraźny związek między forsowanymi odgórnie procesami laicyzacyjnymi a radykalnym zmniejszeniem się wolności człowieka i całych narodów: Chełpili się postępem pod każdym względem, a oto popadli w stan zacofania; myśleli, że wejdą na wyższy poziom, a oto niestety, pozbawiono ich posiadanego stopnia godności; byli pewni, że czasy, jakie stworzą, przyniosą im dojrzałość i udoskonalenie człowieczeństwa, a oto popadli w nędzę niewolnictwa, jakie panowało u starożytnych.
Dwudziestowieczną formą niewolnictwa milionów ludzi jest totalitaryzm. To jeden z dwóch podstawowych błędów, jak uczył Pius XII w „Summi pontificatus”, trapiących współczesną cywilizację czyli nierozumne usiłowanie zabrania wszelkiej zależności władzy państwowej od Istoty Odwiecznej.
Historia potępień przez papieży statolatrycznych ciągot rozmaitych protagonistów „postępu” i „naukowości” („naukowy socjalizm”, „naukowy rasizm”, etc.) jest oczywiście dłuższa niż tylko nauczanie Piusa XII. Teza o tym, że jedynie władza państwowa jest źródłem wszelkiego prawa, została już potępiona w 1864 roku na kartach „Sylabusa” bł. Piusa IX. Już wtedy papież dostrzegł, że liberałowie, którzy w różnych krajach zaciekle walczą o „wartości republikańskie” (jak w III Republice Francuskiej) czy o „wyższą kulturę”, najchętniej uczynią to za pomocą żelaznej ręki państwa.
Z totalitaryzmami walczył również Pius XI. Dość wspomnieć jego dwie wielkie encykliki z 1937 roku przeciw narodowemu socjalizmowi („Mit brennender Sorge” ) oraz przeciw komunizmowi („Divini Redemptoris”). Ten sam papież zdecydowanie odrzucił statolatryczne zapędy włoskiego faszyzmu (encyklika „Non abbiamo bisogno” z 1931 roku).
Kontynuatorem tej tradycji był Pius XII, gdy przypominał w „Summi pontificatus”, że ktokolwiek uważa państwo za cel ostateczny, któremu wszystko trzeba podporządkować i ku któremu wszystko ma zmierzać, ten szkodzi rzeczywistemu i trwałemu dobru narodów. Dzieje się to wtedy, gdy państwo zostanie obdarzone władzą absolutną i nieograniczoną z woli całego narodu lub grupy obywateli albo ją sobie przywłaszcza samo, sprawując ja bez kontroli i odpowiedzialności przed kimkolwiek.
Tak skonstruowane państwo jest kontynuatorem dzieła swoich poprzedników w odwodzeniu rzesz ludzi od Boga, popełnia kolejne, jeszcze bardziej obrzydliwe „zbrodnie Majestatu Króla królów”. Uderza zwłaszcza mocno w instytucję rodziny, która jest – jak przypominał Pius XII – z samej natury rzeczy czymś pierwotnym w stosunku do państwa. Nieprzekraczalną granicą dla każdej władzy państwowej była dusza człowieka: Państwo może domagać się mienia i krwi lecz nigdy duszy odkupionej przez Boga.
Totalitaryzm i wpisany w nią wodzowski charakter władzy oddziaływuje destrukcyjnie także na sferę stosunków międzynarodowych, albowiem w państwie o władzy absolutnej stałość umów, regulujących współżycie między narodami, staje się zależna od woli czy samowoli rządzącego, co tym samym wyklucza możliwość powszechnej zgody, porozumienia i współpracy. […] Oderwanie prawa narodów od prawa Bożego po to, by je oprzeć wyłącznie na woli kierowników państwa, jest tylko pozbawieniem go wartości wyższych, dających tytuł do szacunku i trwałości i równocześnie rzuceniem go na pastwę namiętnej pogoni za interesem osobistym lub zborowym, w którym dominuje wywyższenie praw własnych a deptanie cudzych.
Jednak jako pierwszy i najpoważniejszy błąd będący dziedzictwem laicyzmu Pius XII wymieniał na początku drugiej wojny światowej zapomnienie o istnieniu więzów wzajemnej solidarności i miłości między ludźmi, na które, jako na konieczność, wskazuje wspólne pochodzenie wszystkich i równość duchowej natury, jednakowej u wszystkich, niezależnie od przynależności narodowej.
„Summi pontificatus” przypomina w tym kontekście naukę o pochodzeniu wszystkich ludzi od małżeństwa pierwszego mężczyzny z pierwszą niewiastą i płynący z tego fakt istnienia jedności ludzkiej rodziny oraz prawdę, którą Kościół głosił od początku, że odkupieńczą Ofiarę na drzewie Krzyża Chrystus złożył zza wszystkich ludzi.
Tutaj także Pius XII był kontynuatorem nauczania swojego bezpośredniego poprzednika, Piusa XI, który niejednokrotnie w swoich dokumentach i publicznych wypowiedziach wyrażał sprzeciw Kościoła wobec wszelkich form rasizmu, w tym wobec biologicznie motywowanego antysemityzmu.
Warto jednak przypominać zacytowane przed chwilą słowa „Summi ponticatus” bowiem co rusz pojawiają się opinie, jakoby akurat w tej sprawie Pius XII w znaczący sposób różnił się od Piusa XI. Przytacza się zazwyczaj w tym kontekście sprawę niepublikowanej, a zleconej do opracowania przez poprzednika na tronie Piotrowym encykliki przeciw rasizmowi. Śmierć Piusa XI zapobiegła jej publikacji, a za wstrzymaniem prac nad nią odpowiedzialna była – jak głoszą niektórzy wszechwiedzący autorzy – Kuria rzymska, a przede wszystkim kardynał sekretarz stanu Eugenio Pacelli, który w marcu 1939 roku wstąpił na Stolicę Piotrową jako Pius XII.
Encyklika „Summi pontificatus” i słowa jej autora przypominające o istnieniu „jedności ludzkiej rodziny” wyraźnie falsyfikują tego typu tezy.
Podobnie jak swój poprzednik, również Pius XII zdecydowanie odrzucając szowinizm i rasizm, przypominał tradycyjne nauczanie o „ładzie miłości” (ordo caritatis), czyli o konieczności kierowania się w miłowaniu rozumną kolejnością, według której bardziej mamy miłować tych i więcej świadczyć dobrodziejstw tym, którzy są z nami związani ściślejszymi więzami.
Odrzucenie idolatrii wobec własnego narodu (rasy) nie oznacza jednak pogrążenia się w jakimś kosmopolityzmie czy swoistym „patriotyzmie ludzkości”. Także w tym względzie encyklika Piusa XII odwoływała się do tak charakterystycznego dla Magisterium umiaru i zdrowego rozsądku: Kościół z radością wita i z matczyną życzliwością śledzi wszelkie pomysły i metody mądrego rozwoju sił i aspiracji, mających swój początek w tajemniczych głębiach charakteru narodowego, byle tylko nie stały w sprzeczności z powinnościami, wypływającymi z faktu wspólnego pochodzenia i takiego samego przeznaczenia wszystkich ludzi.
Potępienie totalitaryzmu i wodzowskiej zasady sprawowania władzy, akcentowanie równości „ludzkiej rodziny”, w której nie ma „nadludzi” czy klasy wybranych, wreszcie wyrażone przez Piusa XII przekonanie, że nowy ład powojenny – jeśli ma być trwały i sprawiedliwy – musi być oparty nie na panowaniu Tysiącletniej Rzeszy czy wszechświatowej rewolucji komunistycznej, a raczej na niewzruszonych i trwałych podstawach zasad prawa naturalnego oraz prawa objawionego, dopominanie się papieża o prawa zniewolonej Polski – wszystko to sprawiało, że zarówno w oczach narodowosocjalistycznych Niemiec, jak i komunistycznego Związku Sowieckiego encyklika „Summi pontificatus” była jasnym zaprzeczeniem polityki wspólnie realizowanej przez te dwa totalitaryzmy.
To, że papieski dokument został objęty w Sowietach całkowitym zakazem rozpowszechniania – specjalnie nie dziwi. Jednak podobna decyzja władz niemieckich o zakazie drukowania i odczytywania encykliki „Summi pontificatus” (drugi taki przypadek po encyklice „Mit brennender Sorge”) w III Rzeszy wiele mówi o nastawieniu reżimu hitlerowskiego wobec Kościoła i jego widzialnej Głowy. I pomyśleć, że są jeszcze dziś tacy, którzy nazywają Piusa XII „papieżem Hitlera”.

Prof. Grzegorz Kucharczyk
Zródło: http://www.pch24.pl/zakazana-encyklika,31619,i.html , 23 października 2014
Autor jest kierownikiem Pracowni Historii Niemiec i Stosunków Polsko-Niemieckich Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, autorem m.in. książek: „Czerwone karty Kościoła”, „Pierwszy holocaust XX wieku”, „Kielnią i cyrklem. Laicyzacja Francji w latach 1870-1914″.

POLISH CLUB ONLINE, 2014.10.21


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 23 lut 2015, 13:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nowastrategia.org.pl/kosciol-prl/

KOŚCIÓŁ W PRL-U


Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński podczas obchodów tysiąclecia chrztu Polski w Poznaniu / Źródło: NAC, sygn. 19-2-16


Wraz z powolnym upadkiem „Wielkich Niemiec” Adolfa Hitlera w 1944 roku zaczęła się rodzić nowa Polska. Niestety nad naszą ojczyzną wisiało również przerażające widmo komunizmu, który wchodził na nasze ziemie razem z Armia Czerwoną. Oczywistym był fakt że, Stalin pragnie zagarnąć Polskę we własna strefę wpływów. Nasi „sojusznicy” na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, praktycznie bez oporu odstąpili mu ta jakże wartościową dla niego zdobycz. Stało się jasne to jak będzie wyglądać powojenna Polska. Jedyna opozycją polityczną w kraju stała się partia PSL na której czele stanął były premier rządu na uchodźstwie Stanisław Mikołajczyk. Prawdziwi Polacy łudzili się jeszcze że może powstać Polska demokratyczna, tak więc Stronnictwo Ludowe zgromadziło wszystkich przeciwnych stalinizmowi w swych szeregach, niestety w roku 1947 po sfałszowanych wyborach i ucieczce przed aresztowaniem przywódcy PSL-u, nadzieja że możemy w krótkim czasie odzyskać to co utraciliśmy wraz z kapitulacją Warszawy we wrześniu 1939 rok prysła. Mimo wszystko walkę skazaną na porażkę prowadzili nadal żołnierze wcześniejszego AK. Było to bez wątpienia konieczne, ale nie mogło zwrócić Polsce wolności.
Jedyną legalną opozycją dla partii rządzącej stał się kościół katolicki, miał on ogromny wpływ na obywateli, gdyż po wojnie wiarę katolicką deklarowało ponad 90% Polaków. Nie mogło to oczywiście pozostać bez odzewu władzy ludowej, która sprzeciwiała się wszystkim ruchom religijnym przedstawiającym przeciwne poglądy. Oczywiste było to że „wojna” wybuchnie, wiadome było to już gdy PKWN w Lublinie opublikował swój manifest, jednak nikt nie wiedział w jakiej postaci będzie objawiać się agresja władz i kiedy nabierze swego nasilenia.

Obrazek
Kardynał August Hlond (1881-1948) / Źródło: Wikimedia


Początkowo komuniści stwarzali pozory otwartości, polegała ona na przyzwoleniu na naukę religii w szkołach, reaktywowanie KUL-u, odnowienie struktur Caritas-u i innych organizacji charytatywnych, zezwolono również na powrót księży do szpitali, czy też więzień. Władze nie bez utrudnień, ale pozwoliły również na powrót do kraju prymasa Augusta Hlonda, który posiadał pełnomocnictwa z rąk papieskich na odnowienie struktur i kościoła w Polsce. Mimo tej łagodnej polityki w tym okresie spory występowały, dotyczyły np. ustanowienia nowej administracji na ziemiach zachodnich, ale również wprowadzenia dekretu o obowiązkowych ślubach cywilnych.
Wraz z początkiem roku 1945, powoli zaczął uwidaczniać się konflikt, początkowo przejawiał się on tym „trzymaniem z dala”. Trochę ponad pół roku później 12 września 1945 TRJN zerwał konkordat zawarty ze stolicą apostolską z roku 1925. Do 1947 trwały działania prowadzące to podzielenia Kościoła. Gdy komuniści ugruntowali swoją władze po „wygranych” wyborach jesienią 1947 roku rozpętały się ostre ataki skierowane w Episkopat trwające do 1956 roku.
Walka z Kościołem była prowadzona falami, raz były to jawne, a raz tajne działania. Wszystko to było spowodowane faktem, że władza przywiązywała dużą wagę do propagandy, tak więc troszczyła się o to co myślą obywatele, co nie zmieniało faktu, że nie mogą mieć żadnego wpływu na władzę, nawet w konstytucji z 1947 roku mieściło się zdanie „równość wszystkich obywateli bez różnicy ras, wyznania i narodowości oraz wolności organizacji politycznych, zawodowych, pracy i sumienia”. Mimo to były tworzone pierwsze szkoły Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, które był utrzymywane w duchu ateistycznym, niedługo potem zaczęto finansować je ze środków Ministerstwa Oświaty. Zaczęto tworzyć Związki Młodzieży Polskiej, które zaczęły funkcjonować w pobliżu placówek oświaty. ZMP miał charakter organizacji młodzieżówek partyjnych, był utrzymywany w głębokim duchu socjalistycznym, oraz izolacji od wiary w Boga, oraz wpajaniu wartości komunistycznych. Krótko mówiąc moskiewscy wasale rozpoczęli dbanie o „własną” przyszłość. Propaganda komunistów, zaczęła przedstawiać kościół jako przeciwnika reform, co też miało hamować powrót gospodarki na dobre tory.


Kardynał Stefan Wyszyński (1901-1981) / Źródło: Wikimedia


Na rok następny tj. 1948 przypadła śmierć dotychczasowego prymasa. Jego następcą został biskup lubelski Stefan Wyszyński. Razem z tym zbiegł się fakt nasilenia się inwigilacji struktur kościoła na każdym możliwym szczeblu za sprawą V Departamentu MBP który miał za zadanie bezpośrednią walkę z kościołem, bez większych ograniczeń rządzących. Rok 1949 przyniósł kolejne znaczące działania władz skierowane przeciwko wszystkim strukturom kościelnym. Miało to miejsce za sprawą powołanego we wrześniu tego roku ruchu „księży patriotów”. Byli to duchowi popierający system komunistyczny. Motywacje wśród nich były różne. Część była zastraszanych groźbami skierowanymi w ich rodziny, czy też ujawnieniem kompromitujących ich faktów z życia. Inni natomiast robili to ze względu na konflikty z przełożonymi, ale byli też tacy którzy w ideologii Lenina i Stalina odnajdywali patriotyzm, co dla mnie jest tak abstrakcyjne, że nie potrafię tego pojąć. Spowodowało to konflikty w sferach kościoła, a o to chodziło komunistom, oprócz tego wierni nabierali wątpliwości, no i oczywiście spowodowało naszpikowanie siatką wywiadowczą ogromnej części struktur kościelnych.
Przeciwwagą dla kościoła było również stowarzyszenie „PAX”, była to grupa kapłanów którzy tytułowali się jako ”księża postępowi”. Na początku była to grupa duchownych zgromadzona wokół tygodnika „Dziś i Jutro”, a w 1947 roku przekształciła się ona właśnie w owe stowarzyszenie. Początkowo „księża patrioci” i organizacja „PAX” współpracowali ze sobą, potem jednak ci drudzy odegrali większą rolę na arenie politycznej, głównie dlatego że ich lider tj. Bolesław Piasecki, poprzez swoje znajomości zaangażował w działanie tej komórki wiele znamienitych nazwisk np. Tadeusza Mazowieckiego który od zawsze był zagorzałym katolikiem. Poprzez takie postacie ciężko było jednoznacznie ocenić rolę „PAX-u” w ówczesnym czasie. Dziś jest jednak jasne że byli oni całkowicie podporządkowani władzy przez którą byli finansowani, działali też jednoznacznie ku szkodzie Kościoła. Jednak nie wszyscy członkowie tej organizacji byli nasyceni do szpiku kości zbrodniczą i odrażającą ideologią komunistyczną, tak więc ciężko ocenić całość tej komórki, natomiast bez ogródek i wątpliwości możemy ocenić naczelnego „wodza” tejże organizacji i jej doktrynę.
Następnie przyszedł czas na „Caritas”, ta organizacja katolicka nierozerwalnie związana z Kościołem tworzyła konkurencję dla władz, które chciały być symbolem opiekuńczości i dobrych „ojców” narodu oraz „wybawców” z niedostatku, zła i biedy. Organizacja wtedy posiadała dużo placówek typu jadalnie, przedszkola, noclegownie itp. Mimo iż wcześniej władze dokładały nawet swego wkładu finansowego w działalność „Caritas”, jednak organizacja popadła w konflikt finansowy z państwem, co było zwiastunem jej końca, zostały przeprowadzone masowe kontrole na tle finansowym. Doprowadziło to do medialnej nagonki na tą instytucję, co doprowadziło ostatecznie oddania organizacji w ręce PAX-u i „księży patriotów”.
W 1950 roku pod wpływem licznych nacisków na prymasa Wyszyńskiego podpisano „porozumienie” między Kościołem, a władzą, które było jednak najzwyczajniejszym blefem ekipy rządzącej. Ustalenia w nim zawarte przyznawały poszanowanie władzy dla szkół katolickich i nauki religii w szkołach, w zamian Kościół miał potępić „bandytyzm” tzn. heroiczną walkę polskich żołnierzy podziemia z rządzącymi krajem władzami okupacyjnymi, bo ówczesne rządy były takie z pewnością. Porozumienie z 14 kwietnia roku 1950, już dwa miesiące później zostało złamane, kolejną mocną ofensywą w stronę Kościoła.
Lata 1950-1956 stały się ciężką próbą dla władz kościelnych. Komuniści starali się skłócić episkopat ze Stolicą Apostolską, tak więc ich działania stały się zakrojone na większą skalę. Zażądały powołania stałych ordynariuszy na ziemiach ”odzyskanych”, co mijało się z kompetencjami prymasa. Stefan Wyszyński zgodnie ze swoją moralnością podjął jedyną zdrową decyzję, efektem tego stały się internowania polskich duchownych i wymuszony wybór ordynariuszy bez wiedzy prymasa. Do września 1952 r. religia w polskich szkołach była już praktycznie nieobecna. Władze przestały dbać też o pozory i krótko po tym aresztowały głównego rektora KUL-u pod fałszywymi zarzutami.


Bolesław Piasecki, założyciel Stowarzyszenia PAX, przemawiający podczas zjazdu duchownych w latach 50. / Źródło: http://wydarzenia.o.pl


Rok 1954 były kolejnym druzgocącym ciosem w Kościół – zlikwidowano liczne wydziały teologiczne, a w zamian powstały takie podległe stowarzyszeniu „PAX”. Służby specjalne UB sfingowały zarzuty w celu ośmieszania księży, pojawiały się aresztowania i szantaże, które powodowały wykruszanie się chętnych do seminariów duchownych, a każdy z nowych studentów dostając się na uczelnie „otrzymywał” swoją teczkę. Na początku roku 1953 komuniści wydali rozporządzenie o przydzielaniu przez nich posad w strukturach kościelnych. Oczywiście kościół nie mógł zostać biernym wobec tak mocnych posunięć rywala, swoją dezaprobatę wyraził w liście do władz z tegoż roku tzw. „Non possumus” od słów kończących które w dosłownie znaczą „nie wyrażamy zgody”. Zostały również przedstawione plany walki przeciwko tym, którzy zdecydują się na współpracę z władzą. Wkrótce potem internowany został również prymas Stefan Wyszyński. Załamało to ducha walki i spowodowało szereg ustępstw na rzecz zdradzieckiej i antypolskiej władzy. Widząc kryzys wszechwładni partyjniacy zwiększali coraz bardziej swoje naciski.
Rok 1956, początek rządów Władysława Gomułki przyniósł Kościołowi katolickiemu szansę na zmiany. Zwolniony z internowania prymas Polski wyraził nadzieję na zmianę polityki państwa wobec całego społeczeństwa katolickiego. Jednak zmiana ta znów okazała się zabiegiem propagandowym i ponownie „liberalizacja” polityki wyznaniowej była tylko blefem i nie miała nic wspólnego z realną sytuacją. Pod koniec roku 1957 powołano do życia Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli, jak nie trudno się domyśleć była to organizacja propagująca poglądy przeciwne do tych głoszonych przez Kościół katolicki. Zostało również utworzone Towarzystwo Szkoły Świeckiej, dążące do całkowitego usunięcia nauki religii ze szkół. Oznaką, która dała dobitnie znać o końcu normalizacji stosunków kościoła i państwa, a wręcz jeszcze większego oddalenia, był list w sprawie polityki antykościelnej z lipca 1958 roku. Wkrótce przystąpiono również do konfiskaty dóbr kościelnych, takich jak wydawnictwa. Rozpętał się otwarty konflikt. Na większa skalę ruszyła tzw. „Akcja dekrucyfikacji”, polegająca na usuwaniu krzyży ze szkół, odbiło się to strasznym echem w społeczeństwie i w wielu szkołach krzyże wróciły do sal.
W niedalekiej przyszłości bo 1959 roku wybuchły zamieszki w Kraśniku Fabrycznym, zorganizowane przez mieszkańców domagających się budowy świątyni. Protesty te jednak brutalnie stłumiono, a samo zajście miało również częściowy wpływ na usuniecie religii ze szkół w 1961 roku. Było to tym bardziej zaskakujące, iż nawet za czasów stalinowskich władze nie odważyły się na tak brutalny krok. W latach 1962-63 zostały zlikwidowane wszystkie niższe seminaria duchowne. Akcja jednak stała się porażką, gdyż zmobilizowała wiernych do otwartej walki w obronie Kościoła.
Utworzono też specjalny Departament IV MSW, co odbiło się szerokim echem w społeczeństwie i doprowadziło do kolejnej porażki propagandowej władzy i zacieśnienia wspólnoty chrześcijańskiej. Instytucja ta istniała aż do 1989 roku. W okresie początków działalności tzw. „Pion IV” zrzeszał blisko 2500 tajnych współpracowników.
Kolejnym pojedynkiem ideologicznym na ogromną skalę stały się obchody Milenium Chrztu Polski, do którego Kościół rozpoczął przygotowania już w 1957 roku, odpowiedź rządzących pojawiła się w lutym roku następnego. Oczywiście dla Kościoła obchody te miały charakter czysto religijny. Biskupi polscy podjęli wiele działań mających na celu jak największy rozgłos kościelnych obchodów tego święta również poza granicami ojczyzny. Komuniści podjęli wszelkie działania, aby zagłuszyć obchody kościelne np. poprzez organizacje uroczystości zagłuszających i to dosłownie, np. poprzez wystrzały armat na część 21. rocznicy forsowania przez komunistyczną 2. Armię Wojska Polskiego Nysy Łużyckiej oraz 45. rocznicy III powstania śląskiego. „Ubeckie” władze zablokowały również przyjazd papieża Pawła VI na uroczystości milenijne i zleciły „aresztowanie” kopii Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, co jednak nie dało żadnego skutku i obnażyło słabość reżimu wobec twardo ugruntowanych w społeczeństwie wartości moralnych i patriotycznych.
Od roku 1970 konflikt uległy jakby drobnemu złagodzeniu, było to podyktowane kolejną zmianą władzy w postaci Edwarda Gierka na stanowisku I sekretarza KC PZPR. W styczniu 1974 roku kardynał Stefan Wyszyński wygłosił ważne kazanie przeciw nieograniczonej władzy, co poruszyło społeczeństwem. Przeciwdziałanie ze strony rządzących miało polegać na próbie skłócenia Episkopatu Polski z Watykanem, jednak nie powiodło się. Prymas Polski tym wystąpieniem wybudował sobie fundamenty pod jawne wypowiadanie swojego stanowiska w przyszłości. Władzy nie miały już nic do tego, gdyż wywołać to mogło powszechny bunt społeczeństwa.
Dzień 16 października 1978 roku stał się dla wielu Polaków powodem do dumy, wybór Karola Wojtyły na papieża, podbudował autorytet Kościoła i zmusił komunistów do defensywy. Już rok później nowy papież przybył z pielgrzymką do Polski, wypowiedział wtedy słynne słowa „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Dla wielu był to impuls to ponowienia skutecznej walki z tak znienawidzonym systemem „okupacyjnym”. Kościół i papież znacznie przyczynili się do rozwoju ruchu wyzwoleńczego „Solidarność” za sprawą, którego dekadę później upadł komunizm w Europie Środkowej i Wschodniej.


Papież Jan Paweł II przemawia podczas uroczystości na lotnisku Balice kończące I pielgrzymkę do Polski. Na pierwszym planie widoczni również od lewej: prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński, przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński / Źródło: NAC, sygn. 53-1-12-21


Widać było, że system komunistyczny zmierza ku upadkowi. Kościół uzyskiwał coraz większe znaczenie. Podkreśleniem tych wydarzeń stała się męczeńska śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, który został bestialsko skatowany przez funkcjonariuszy IV Departamentu MSW. Był to wyraźny sygnał bezsilności władz komunistycznych. Męczeńska ofiara księdza wzburzyła społeczeństwo, według mnie też bezpośrednio wpłynęła na szybszy upadek systemu totalitarnego. Tak więc rok 1984 stał się przełomem, ksiądz Jerzy swoim bytem i męczeńską śmiercią wymierzył mocny cios władzy. W roku 1981 zmarł prymas Wyszyński, miejsce jego na tym stanowisku wypełnił biskup Józef Glemb. W kolejnych latach dochodziło do licznych mordów księży, co pokazywało w jak beznadziejnej sytuacji znajdują się rządzący, ich porażka stawała się sprawą oczywistą, jedynym pytaniem które można było wtedy zadać było : „Kiedy to nastąpi?”.
Musimy pamiętać jak wiele ofiar pochłonęła wolność, która równoznaczna jest z wygraną Kościoła z władzami PRL. Sprawcy wielu mordów księży oraz pobić na tle walki z Kościołem do tej pory nie zostali ukarani, co jest ośmieszeniem ludzi obecnie rządzących, jednak ofiary te nie były daremne, „pisanie” historii ma jeden znaczący minus, do wszystkiego trzeba podążać małymi krokami i oddać wiele by móc do czegoś dojść.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 30 mar 2015, 07:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Okruchy wspomnień

Oprac. Agnieszka Bugała

Nie byłoby dobrze, gdybyśmy żywili w sercach złudną nadzieję, że przyjdą kiedykolwiek takie czasy, w których kapłaństwo będzie czymś atrakcyjnym, oczekiwanym i skutecznie reklamowanym jako droga do pewnej kariery dla młodych ludzi. Kapłani z prawdziwego zdarzenia (z powołania) nie mieli, nie mają, nie będą mieli i wręcz nie mogą mieć życia usłanego różami.
Kard. Henryk Gulbinowicz w słowie wstępnym do książki pt. „Metropolitalne Wyższe Seminarium Duchowne we Wrocławiu”

Przychodzę pod gmach Seminarium - jeszcze obryzgany wojną. Na placu, gdzie w tej chwili stoi posąg Chrystusa Króla, był wtedy olbrzymi lej po bombie. Płot, który obecnie stoi przed murem, został podmuchem rzucony na ścianę budynku. Wchodzę do gmachu - brzydko, pobielone wapnem ściany, a właściwie cegły czerwone, bo Niemcy z tego gmachu, który był od początku kolegium dla studentów teologii, zrobili szpital, zatem budynek wymagał dezynfekcji. Potem pojechałem na parę tygodni do domu, a kiedy wróciłem przyjechałem już do Seminarium, na pl. Katedralny. Tam zdołano już przygotować parter od strony placu i ogrodu, ale tylko parter, bo pierwsze, drugie i trzecie piętro było jeszcze zrujnowane. Tam pracowali jeszcze robotnicy i raz po raz z różnych rzeczy okradali księdza rektora. No, bo też mieszkał on jak w dziupli i nie można się było zamknąć; raz mu zginęły pieniądze, to znów buty - taki był los.
Mieszkaliśmy - trzeba powiedzieć - komfortowo, bo ta wyremontowana cześć była wykonana bardzo ładnie.

Bp Józef Pazdur w rozmowie z ks. Aleksandrem Radeckim

Zakłada Wrocław seminarium swoje w czasach niezwykłych, w czasach, kiedy się cisną na usta słowa psalmisty: „qui seminat in lacrimis...” Trudności się piętrzą i jeszcze piętrzyć będą ze wszystkich stron! Odpowiedzialność, jaka ciąży na pierwszych od wieków hierarchach polskich na ziemiach zachodnich, odpowiedzialność wobec Boga, Kościoła, Narodu i historii jest rzeczywiście straszliwie wielką. Sami o własnych siłach nie damy sobie rady. Dlatego zwracamy się o pomoc do Tego, który kiedyś powiedział: „Nolite tomere, pusillus grex” - i powiedział dalej: „Oto Ja jestem z wami”.
Kard. Bolesław Kominek w kazaniu na poświęcenie Seminarium Duchownego we Wrocławiu

W latach 1947-69 seminarium wrocławskie prowadzone było przez trzech rektorów: ks. Józefa Marcinkowskiego, ks. Aleksandra Zienkiewicza i ks. bp. Pawła Latuska. Od pierwszych dni powojennej historii WSD we Wrocławiu realizowana była formacja duchowa i intelektualna alumnów. Do swoistych cech i specjalnych doświadczeń wrocławskiego seminarium w jego początkach, które miały swój wpływ na formację kapłańska, należała praca fizyczna. Praca fizyczna alumnów przy odgruzowywaniu samego budynku seminaryjnego, okolic katedry, całego Ostrowa Tumskiego i oczyszczanie okolicznych ulic z pozostałości wojennych.
Ks. Marian Biskup, rektor

Uczyli się tu studenci teologii zarówno przed I wojną światową, jak i przed II, ta zaś pozostawiła na tych murach swoje niszczycielskie ślady. (...) Po remoncie i odbudowie tych niszczycielskich śladów w 1947 r. schroniło się w tych murach Metropolitarne Seminarium Duchowne. W jego obrębie tworzono stopniowo warunki, fundamenty, gromadzono bibliotekę, podnoszono warsztat naukowy, ale przygotowywano i profesorów, by tę uczelnię uznać za podstawę Wydziału Teologicznego. On to z czasem, szczególnie w obronie przed tymi, którzy chcieli zrywać napisy, szyldy, otrzymał przydomek „papieski”. (...) W roku 1950 przyszedł czas eksterminacji. W Czechosłowacji dekret komunistyczny nie tylko zniszczył Seminarium - on jak walec przejechał po całej generacji kleryckiej i profesorskiej. Czy i u nas nie mogło być podobnie? Mogło się stać, gdyby nie jedno. Z tego domu wychodził niespełna przed 40 laty orszak Episkopatu z Księdzem Kardynałem Prymasem Wyszyńskim na czele. On to przed Seminarium, na pl. Katedralnym, wypełnionym tysięcznymi tłumami wiernych, z niemałą ekspresją ducha odpowiadał tym, którzy chcieli, jako dobra poniemieckie, konfiskować te mury. „To nie dobra poniemieckie, wołał Kardynał, to dusza polska, to królewski szczep Piastowy.” Pisał się wówczas rok 1965, wkrótce potem przyszła konfrontacja roku milenijnego, która przechyliła zwycięstwo.
Ks. prof. Jan Krucina

http://www.niedziela.pl/artykul/44582/n ... -wspomnien


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 30 kwi 2015, 17:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/910-120-la ... tolickiego

120 lat temu ukazał się pierwszy numer „Przewodnika Katolickiego”
Paweł Brojek sobota, 17, styczeń 2015 09:38

Obrazek

„Przewodnik Katolicki” to najstarszy, polski tygodnik społeczno-religijny, powstały z inicjatywy arcybiskupa poznańsko-gnieźnieńskiego Floriana Stablewskiego. Od samego momentu powstania wydawany jest przez Drukarnię i Księgarnię św. Wojciecha, najstarszą katolicką oficynę w Polsce.


Pierwszy numer „Przewodnika” ukazał się 17 stycznia 1895 r. Zgodnie z założeniami, miał on przede wszystkim budzić i utwierdzać wiarę w Boga, informować o życiu Kościoła, a także podtrzymywać polskie tradycje pod zaborami, kształtować świadomość społeczną, edukować i bawić. Już w pierwszych numerach pojawiały się porady zdrowotne, prawne, na temat wychowania dzieci oraz cykle podróżnicze. Ciekawostką były obecne już w XIX w. reklamy i ogłoszenia.

Pierwszym naczelnym „Przewodnika” był proboszcz poznańskiej parafii św. Jana Jerozolimskiego, ks. Wawrzyniec Kotecki. Na jego plebanii mieściła się pierwsza redakcja tygodnika. Od numeru 40. formalnie kierowanie pismem objął ks. Józef Kłos. Równocześnie nową siedzibą redakcji stało się jego mieszkanie. Kilka miesięcy później ks. Kłos przeniósł redakcję na Dominikany, przejmując z rąk metropolity oficjalną nominację na szefa „Przewodnika”.

Od października 1897 aż do 1926 r. redagowany był także bezpłatny dodatek adresowany do dzieci pt. „Opiekun dziatek”, dzięki któremu w wielu domach czytelników „Przewodnika”, zwłaszcza na prowincji, dzieci uczyły się czytać oraz pisać po polsku. Zaangażowanie się czasopisma w otwartą walkę o prawa języka polskiego skutkowało procesami sądowymi wytaczanymi przez władze pruskie ks. Kłosowi.

W czasie II wojny światowej miała miejsce przerwa w wydawaniu tygodnika. Również w latach 1945-56 komuniści walczący z Kościołem nie wyrażali zgody na wydawanie pism katolickich, w tym także Przewodnika.

Obecnie „Przewodnik Katolicki” koncentruje się na sprawach dotyczących wiary, a także życia Kościoła lokalnego i powszechnego. Zamieszczane są w nim felietony i komentarze oraz artykuły o tematyce społecznej, młodzieżowej i kulturalnej. Całość wzbogacają między innymi porady psychologa i radcy prawnego. W każdym numerze znajduje się dodatek diecezjalny. W styczniu 2007 r. został utworzony Przewodnik Młodych - czterostronicowy dział redagowany dla młodzieży i przy jej udziale.

Dystrybucja tygodnika odbywa się poprzez parafie, dostępny jest też w kioskach i salonach prasowych w całym kraju. Jest najpopularniejszym tygodnikiem opinii w Wielkopolsce i województwie kujawsko-pomorskim.

Paweł Brojek
Źródło: przewodnik-katolicki.pl

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 28 sie 2015, 12:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/na-1050--rocznice-c ... 787,i.html

Na 1050. rocznicę chrztu Polski episkopat zawierzy Polskę Królowi Królów
Data publikacji: 2015-08-27 08:00
Data aktualizacji: 2015-08-27 08:33:00

Obrazek

W listopadzie przyszłego roku w Krakowie-Łagiewnikach nastąpi oddanie Polski Chrystusowi, Królowi Wszechświata – donosi „Nasz Dziennik”. Na 3 maja zaplanowano zawierzenie Matce Bożej naszej Ojczyzny.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, w ramach obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski biskupi na Jasnej Górze dokonają Aktu oddania Polski Matce Bożej. Uroczystość z udziałem władz państwa, biskupów, duchowieństwa oraz wiernych zaplanowano na 3 maja 2016 r.

Uroczystym obchodom rocznicy Polski towarzyszyć będą również akty oddania NMP Królowej Polski wszystkich diecezji. Wydarzenie to będzie miało miejsce w poszczególnych katedrach diecezjalnych 23 listopada 2015 r.

W listopadzie 2016 r. w Krakowie-Łagiewnikach nastąpi oddanie Polski Chrystusowi, Królowi Wszechświata. Wydarzenia te zostały wpisane do Programu Duszpasterskiego Kościoła w Polsce na lata 2013-2017.

Źródło: "Nasz Dziennik"

luk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 07 wrz 2015, 12:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.niedziela.pl/artykul/120180/nd/Radecznica-–-Polska-Padwa-lubelska

Radecznica – Polska Padwa, lubelska Częstochowa
2015-08-25 12:26

Obrazek
Fot. Małgorzata Godzisz
Bazylika mniejsza św. Antoniego w Radecznicy


Jest na mapie mała wioska, co urokiem swym zachwyca. Są tam lasy, łąki, stawy i klasztorna jest ulica. Przy niej kościół oraz klasztor i kapliczek mnóstwo całe – wszystko po to, by św. Antoniemu oddać chwałę. Wioska ta to Radecznica. Wśród miejsc świętych jest królową. Zwą ją czasem polską Padwą lub lubelską Częstochową. Tu Ojcowie Bernardyni pełnią rolę gospodarza, a Antoni z lilią w dłoni błogosławi im z ołtarza. Tak zaczyna się opowieść dla najmłodszych o św. Antonim z Radecznicy autorstwa Ewy Stadtmüller.
Radecznica jest niewielką miejscowością położoną na terenie obecnego województwa lubelskiego w diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Usytuowana jest na granicy Roztocza Zachodniego i tzw. Padołu Zamojskiego, na terenie Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego, na Szlaku Ordynacji Zamojskiej. Miejscowość, która liczy dziś około tysiąca mieszkańców, stała się przed ponad trzema wiekami znanym ośrodkiem religijnym i słynnym miejscem pielgrzymkowym. Obecnie przybywa tutaj ponad 250 tys. pielgrzymów rocznie. Ciekawi tego miejsca są też obywatele spoza granic Polski, m.in. z Kanady, Filipin, USA czy Australii. Liczba ich będzie rosła, a to dlatego, że z początkiem września sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy otrzyma tytuł bazyliki mniejszej. Uroczystościom będzie przewodniczył nuncjusz apostolski abp Celestino Migliore.

Pierwsza bazylika w diecezji
Koło historii zatoczyło krąg. I tak w dniach 4-5 lipca br. w sanktuarium św. Antoniego zaplanowane były obchody 65. rocznicy likwidacji klasztoru i gimnazjum Ojców Bernardynów w Radecznicy oraz II Inspektoratu Zamojskiego Armii Krajowej. Jak przypomniał ten czas o. Symforian Rygiel OFM, pierwszego dnia od rana w gminie i w klasztorze trwały przygotowania do tych uroczystości, a w sanktuarium – adoracja Najświętszego Sakramentu z racji pierwszej soboty miesiąca. – Nigdy nie zapomnę tego dnia. Na korytarzu klasztornym spotkał mnie o. Karol i prosił, abym jak tylko zobaczę kustosza o. Oskara, przekazał mu wiadomość, żeby jak najszybciej zadzwonił do bp. Mariana Rojka. Nie czekałem jednak na spotkanie, tylko wziąłem do ręki telefon i wiedząc, że przed chwilą wyjechał spod klasztoru, więc telefonu nie odbierze – napisałem SMS – szczerze – przeczuwając, o co może chodzić. Wróciłem do swojej zakonnej celi, aby zająć się korespondencją.
Po chwili usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i szybki bieg korytarzem. Jak się później dowiedziałem, był to o. Zenon. Wtem rozległ się dźwięk wszystkich dzwonów z wieży kościoła. Łzy szczęścia i wielka euforia – św. Antoni wyprosił dla swojego domu papieski tytuł – bazyliki, o który tak żarliwie się modliliśmy przez jego wstawiennictwo. Jesteśmy pewni, że ta data to nie przypadek. Kiedyś chciano zniszczyć i wymazać to miejsce i św. Antoniego obecnego tutaj na zawsze. W rocznicę tego smutnego wydarzenia: aresztowania wszystkich ojców, profesorów Kolegium Serafickiego i zajęcia budynku klasztornego Ojciec Święty Franciszek podpisał tak zaszczytną nominację dla sanktuarium.

Jedyne takie miejsce
Historia objawień rozpoczęła się 8 maja 1664 r. To właśnie wtedy w malowniczej scenerii Roztocza, pośród pięknych krajobrazów po raz pierwszy w historii Polski objawił się św. Antoni. Ukazał się on na Łysej Górze, u stóp której leży Radecznica. Świętego ujrzał ubogi jej mieszkaniec Szymon, trudniący sie tkactwem. Historyczne źródła i tradycyjne przekazy zgodnie podtrzymują, że Szymon Tkacz (tak później nazwany) otrzymał łaskę rozmowy ze świętym. W kilku objawieniach św. Antoni wyrażał życzenie, aby na Łysej Górze powstała świątynia. Święty zapewniał, że gromadzący się tutaj jego czciciele otrzymają od Boga liczne łaski: „Jam jest św. Antoni, mam to z woli Najwyższego Pana, abym tobie opowiedział, iż na tym miejscu Chwała Boga Najwyższego odprawiać się będzie. Przeze mnie chorzy, ślepi, chromi i z różnymi dolegliwościami, utrapieni znajdować i otrzymywać będą pociechy swoje. Chorzy zdrowie, ślepi wzrok, chromi chód, zgoła wszyscy uciekający się na to miejsce, bez łaski nie odejdą”. Początkowo na miejscu objawień stanął krzyż, który do dziś znajduje się w bocznym ołtarzu w sanktuarium pod chórem. Przy nim początkowo gromadzili się wierni. Przy nim też dochodziło do niezwykłych wydarzeń, którym przypisywano znamiona cudów. Za sprawą bp. Mikołaja Świrskiego na górze objawień wzniesiono drewnianą kaplicę i mały klasztor. Dzięki pracy Ojców Bernardynów sława św. Antoniego z radecznickiego sanktuarium stale rosła, a góra objawień stała się miejscem coraz liczniejszych pielgrzymek. Wzrost kultu i liczby pątniczych grup świadczyły o żywotności rodzącego się sanktuarium, w którym wierni szczodrze byli obdarowywani licznymi łaskami. Delegaci biskupa – członkowie kolegiaty zamojskiej – w 1679 r. przeprowadzili w Radecznicy przesłuchania kilkudziesięciu osób. Uwieńczeniem ich pracy był protokół zawierający złożone pod przysięgą świadectwa o doznanych łaskach. Fakt ten przyczynił się do potwierdzenia autentyczności objawień św. Antoniego oraz nakłonił do jeszcze większej aprobaty dla rozwijającego się w Radecznicy kultu świętego ze strony władz kościelnych i państwowych.

W każdej On potrzebie...
Św. Antoni – najbardziej rozpoznawany wśród świętych. Przez wielu uważany za najskuteczniejszego. Patron tego, co warto w życiu odnaleźć. O wysłuchanych prośbach i otrzymanych cudach zaświadczyli w ostatnim czasie: mała Ula, Konrad, Ewelina, Kamil. Do skrzyneczek trafia mnóstwo kartek z intencjami próśb i podziękowań od osób, które proszą o codzienne cuda wiary i miłości.
„Jeśli cudów szukasz, idź do Antoniego,
Wszelkich łask dowody odbierzesz od Niego.
W każdej On potrzebie pomoże, pocieszy i w każdym nieszczęściu na ratunek spieszy”.

Małgorzata Godzisz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 18 maja 2016, 09:03 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7562
Lokalizacja: Podlasie
W najnowszym numerze Warszawskiej Gazety (z dnia 13-19 maja 2016 r.) można przeczytać tekst pt. "Nuncjusz spod bandery masonerii". Chodzi oczywiście o Celestino Migliore, który nałożył zakazy n aks. Jacka Międlara.

Zacytuję fragment z tego tekstu :

Nuncjusz pod banderą Rotary International

Nuncjusz przyjechał do Polski w 2010 roku po 8 latach pracy jako przedstawiciel Stolicy Apostolskiej przy centrali ONZ w Stanach Zjednoczonych. W tym czasie dał się poznać jako wysoce lojalny i zaprzyjaźniony z paramasońską, finansowaną przez żydowskie lobby organizację Rotary International w Nowym Jorku. Chętnie uczestniczył w spotkaniach z nimi, udzielał wypowiedzi, brał udział w przyjęciach, o czym informują liczne zagraniczne rotariańskie serwisy internetowe. Podejrzewamy, że część informacji zostało usuniętych, tak jak zdjęto z portalu informację o "zaszczycie" otrzymania tytułu "honorowego członka Rotary International w Buenos Aires" przez kard. Bergoglio w 1999 roku. Informacja została usunięta krótko po wyborze na Stolicę Piotrową.

Czy powinno kogoś dziwić, że Migliore nałożył zakazy na ks. Międlara ... ?

Przypomnijmy, iż ks. Międlar w kazaniu w Białymstoku w oparciu o Biblię mówił o "żydowskim motłochu", wspomniał o "masońskich i paramasońskich mackach w Kościele Piotrowym". To rozwścieczyło rotarian oraz ich patrona Celestino Migliore. W następstwie tego Migliore wykopał ks. Międlara.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 03 paź 2016, 10:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2016/10/02/wielo ... chodniego/

Wielofunkcyjność i mobilność Madonn szafkowych z terenu Pomorza Wschodniego
PATRYCJA WAŚKOWIAK | 2 PAŹDZIERNIKA 2016 17:44

Kultura religijna późnego średniowiecza, w której silnie rozwinął się wątek oddziaływania na zmysły wiernego, wytworzyła na ten użytek wiele dzieł sztuki z założenia nakłaniających do podnoszenia, oglądania, dotykania, otwierania czy zamykania. Rozwijano i zwijano tapiserie, wertowano książki zdobione miniaturami, figury rzeźbiarskie miewały ruchome kończyny, otwierano i zamykano dyptyki oraz tryptyki. Są to przedmioty, których zadaniem – poza pogłębianiem uczuć religijnych – było wchodzenie w grę z wiernym, zmuszanie go do manipulowania, przemieszczania się dookoła nich i oglądania z różnych stron. Każde dzieło sztuki bowiem jest przede wszystkim przedmiotem, który ma z góry określoną funkcję i podporządkowaną jej strukturę.

Obrazek
Dieric Bouts, dyptyk ze scenami Mater Dolorosa i Ecce Homo, ok. 1450 rok


Ruch i mobilność późnośredniowiecznych dzieł sztuki
Dzieła służące manipulowaniu używane były zarówno do prywatnej dewocji, jak i podczas mszy świętej. Intymnemu pogłębianiu wiary służyły m.in. licznie powstające wówczas dyptyki. Ozdabiane były na awersach i rewersach scenami, które niejednokrotnie tworzyły złożone programy ikonograficzne. Przetarcia na krawędziach zachowanych egzemplarzy świadczą o użytkowaniu ich w sposób podobny do książek (przechowywane na półkach i trzymane w dłoniach) lub obrazów (wieszane na ścianach). Koncepcja tych dzieł podporządkowana była ich przeznaczeniu – manipulowaniu. Wyraża się to w ich zazwyczaj niewielkiej, poręcznej formie oraz perspektywie ukazanych wewnątrz scen. Jak zauważa Antonii Ziemba: „dyptyki ustawiane w charakterze domowych ołtarzyków na stole czy innym meblu nie mogły być rozłożone całkiem, do pełnej płaszczyzny, bo przecież by się przewracały”1. Artyści uwzględniali ten problem, tworząc przedstawienia wewnątrz tak, aby odnosiły się do siebie pod odpowiednim, ostrym kątem rozstawu tablic. Poza osobistymi przedmiotami, ruch i manipulowanie obiektami okazało się przydatne podczas litrurgii. Późnośredniowieczna msza, ulegająca coraz większej teatralizacji, także wykorzystywała zaangażowanie zmysłów widza i zwrócenie jego uwagi poprzez zaskoczenie i pobudzenie jego uczuć religijnych. W trakcie liturgii Wielkiego Tygodnia używano rzeźb Chrystusa z ruchomymi członkami. Figury te można było dowolnie pozować w zależności od potrzeby danej sceny Pasji, dzięki czemu zyskiwały na wielofunkcyjności, o czym świadczy używanie ich także poza wielkotygodniowymi obchodami jako np. figurę ukrzyżowanego Chrystusa przytwierdzaną do krzyża2 .
Jak zauważa Ziemba: „obiekty sztuki XV wieku często podają siebie same za rzeczy”3 . Artyści podkreślali to dzięki naśladowaniu materiałów odmiennych niż te, których użyli – przedstawienia malarskie imitowały np. kamień, a monstrancje czy relikwiarze naśladowały elementy architektoniczne. Efekt ten uzyskiwano także poprzez zastosowanie rozmaitych mechanizmów, które zwracają uwagę na dzieła jako wytwory techniczne, o budowie prowokującej do manipulowania ich formą. Dzięki temu przedmioty zaznaczają swoją własną fizyczność, podkreślony zostaje ich materialny byt, który w pierwszym rzędzie zwraca uwagę na siebie, skłaniając do zabawy. Jak zauważa dalej Ziemba, działanie takie miało na celu oderwanie reprezentacji dzieł od uobecnienia świętości4 – problemu, z którym teologia chrześcijańska borykała się od najdawniejszych czasów. Dzięki zabiegom akcentującym wymiar techniczny dzieła, późnośredniowieczny artysta podkreślał, iż to nie ono, jako materialna forma ukazująca sacrum jest obiektem kultu, a niematerialna postać, którą ów dzieło uobecnia. Nie są to zatem przedmioty, które wcielają w siebie boskość, a obiekty pośrednie, które mogą doprowadzić do boskości poprzez modlitwę.
Dzieła doby późnego średniowiecza oddziaływały zatem na wiele zmysłów. Były ruchome, mobilne lub narzucały ruch widzowi, operowały mechanizmami, których zadaniem było wprawienie w zadziwienie wiernego i skupienie na nich uwagi. Był to niewątpliwie czas rozkwitu animowanych rzeźb. Za zapowiedź tego typu praktyk uznać można powstające od końca XIII w. Madonny szafkowe. Z początku wytwarzane na terenie Francji (pierwsza znana rzeźba tego rodzaju pochodzi z Bounon) rozprzestrzeniły się na całym Starym Kontynencie, a ich szczególny rozkwit przypada na XIV i XV w., kiedy wzmaga się kult maryjny.


Mechanizm, ikonografia, inspiracje

Madonna szafkowa to rodzaj figury Madonny z Dzieciątkiem, w której wykorzystano mechanizm pozwalający na manipulowane jej formą. Front rzeźby podzielony jest na dwie części zamontowane na zawiasach w taki sposób, że można nimi poruszać jak drzwiczkami. Z zachowanych obiektów znane są dwa warianty zastosowania takiego mechanizmu. Pierwszy z nich to Madonna, której całe ciało, od szyi aż po stopy, podzielone jest na dwie połowy. Drugim, zdecydowanie rzadszym wariantem, jest figura, w której drzwiczki zajmują jedynie obszar klatki piersiowej. Po otwarciu rzeźby, we wnętrzu ukazywał się widzowi jeden z trzech wariantów ikonograficznych, którego występowanie charakterystyczne było dla danych obszarów geograficznych. Zachowane do dziś egzemplarze wykonane są zazwyczaj z drewna, rzadziej z kości słoniowej.


Madonna szafkowa z Grudziądza, ok. 1390 rok


W literaturze przedmiotu przyjęto podział Madonn szafkowych na trzy zasadnicze typy tematyczne ze względu na przedstawienie zawarte we wnętrzu rzeźby. Dwa z nich to Madonny, które po rozpostarciu skrzydeł ukazują ciąg scen narracyjnych – życie Marii związane z tajemnicą Wcielenia Syna Bożego (np. figura z Salamanki wykonana około połowy XIII w.) lub sceny pasyjne połączone z udziałem Marii w dziele zbawienia (np. rzeźba z Bounbon datowana na około 1180 r.). Przedstawienia te ujęte są w wydzielonych kwaterach zakomponowanych zarówno w centralnej części, jak i na skrzydłach. Trzeci z typów, który jest spotykany najczęściej, to Madonna, we wnętrzu której przedstawiona jest Trójca Święta pod postacią Tronu Łaski otoczona – w zależności od danego z czterech podtypów – dodatkowymi przedstawieniami na wewnętrznych stronach skrzydeł. Pierwszy z podtypów charakteryzuje się ukazaniem sceny zwiastowania. Na lewym panelu bocznym przedstawiony był – najczęściej malarsko – Archanioł Gabriel, na prawym natomiast Maria. Podtyp ten spotykany jest najczęściej we Francji oraz na terenie Świętego Cesarstwa Rzymskiego i należy do najstarszych wariantów Madonn szafiastych. Drugim podtypem z umieszczoną centralnie sceną Tronu Łaski jest rzeźba, na której skrzydłach przedstawione są anioły adorujące scenę główną. Typ ten występował głównie w środkowej Europie, szczególnie na terenie dzisiejszej Austrii. Trzeci z podtypów to kombinacja umieszczonego pośrodku przedstawienia Tronu Łaski ze scenami Pasji lub życia Chrystusa po wewnętrznych stronach skrzydeł. Czwartym i jednocześnie najważniejszym dla niniejszego tekstu podtypem, który występował na terenie Państwa Zakonu Krzyżackiego, jest Madonna szafkowa, we wnętrzu której, na skrzydłach, ujęte są postaci adorujących Trójcę Świętą donatorów. Przedstawieni malarsko zazwyczaj w kilku rzędach wierni uciekają się pod opiekę Marii, co w każdym z przypadków jest wyraźnie zaznaczone dłońmi Matki Bożej umieszczonymi ponad postaciami, które podtrzymują ponad nimi płaszcz opiekuńczy. Tym samym w rzeźbach z grupy Pomorza Wschodniego występuje dodatkowy wątek ikonograficzny, jakim jest przedstawienie Mater Misericordiae.


Madonna Szafkowa z Grudziądza


Grupa Madonn związanych z zakonem krzyżackim to zaledwie sześć zachowanych rzeźb, datowanych na lata ok. 1390–1450. Są to figury z Grudziądza, Klonówki, Lubiszewa Tczewskiego, Elbląga, Sejn oraz Madonna przechowywana obecnie w Muse de Cluny. Ze względu na ich program ikonograficzny przyjęło się, iż prawdopodobnie związane były z działalnością fundacyjną zakonu, a być może z wystrojem kaplic zamkowych5 . Wskazywać ma na to wyeksponowanie w każdym z przypadków pośród wiernych rycerza zakonu Najświętszej Marii Panny, klęczącego zawsze w pierwszym szeregu. Postępowanie takie znajduje analogie także w innych dziełach zakonu krzyżackiego, doskonale wpisując się w reprezentowane przez jego członków poczucie elitarności6 . Jak Wskazuje Gudrun Radler, rzeźby tego podtypu pochodzą z etapu ostatniego wielkiego rozkwitu Madonn szafkowych, na co zapewne miała wpływ mistyka św. Bernarda z Clarvaux oraz popularny ok. 1400 r. kult maryjny w Niemczech7 . Natomiast Janusz Kębłowski jako główną inspirację wskazuje myśl teologiczną, wg której „Maria jest Domem Bożym, świątynią, która mieści w sobie Trójcę Świętą, a równocześnie opiekunką wiernych, których osłania swym płaszczem [gdyż] były to szczególnie wysokim kultem otaczane przymioty”8 . Do Państwa Krzyżackiego motyw ten przybył prawdopodobnie za pośrednictwem brygidek – bractwa założonego przez św. Brygidę Szwedzką. Pojawiła się także teza, jakoby na wytworzenie tego podtypu Madonn miała wpływ mistyka Doroty z Mątwów. Jednakże – jak wskazuje Karol Górski – bardziej prawdopodobne jest, iż to wizje błogosławionej inspirowane były formą Madonn niż odwrotnie. Stwierdzenie to motywuje analizą opublikowanych wizji, dochodząc do wniosku, że „mistyczka mogła gdzieś widzieć takie wyobrażenie, natomiast nie ma podstaw do przypuszczeń, że jej słowa właśnie dały asumpt do tworzenia »Madonn szafkowych«. […] Madonna w jej wizjach występuje albo wraz z Chrystusem w otoczeniu aniołów i świętych albo z Dzieciątkiem”9 .
Typ Madonn szafkowych z przedstawieniem Tronu Łaski ze względu na ikonografię oraz kompozycję budził szereg zastrzeżeń teologów już od czasów średniowiecznych. Doprowadziło to ostatecznie do usuwania wyobrażeń z wnętrz figur w trakcie reformacji. Działo się tak, ponieważ wg ówczesnych uczonych – w tym np. zwolennika intelektualnej mistyki10 Jana Gersona – układ ten sugerował, że cała Trójca Święta powstała z Marii. Wątpliwości te spowodowane były jednak nie tylko umieszczeniem wewnątrz Madonny przedstawienia Tronu Łaski, ale także samą ruchomą strukturą rzeźby, która naruszała nienaruszone przecież według doktryny Kościoła ciało najświętszej kobiety chrześcijaństwa. W związku z narastającymi wahaniami wokół tego tematu ostatecznie papież Benedykt XIV w 1745 r. zakazał wykonywania figur tego typu. Jednakże wbrew wątpliwościom, jakie głosili teolodzy, strukturę rzeźb uznać można za odbicie rozumowania pisarzy chrześcijańskich doby średniowiecza. Objawiało się ono w dość licznych tekstach, w których Maria wspominana była jako „nosicielka„ Trójcy Świętej. O takiej roli Matki Zbawiciela mówią między innymi teksty przypisywane Adamowi od św. Wiktora, w których bezpośrednio nazywa Marię twierdzą Trójcy Świętej. Podobnego porównania użył także św. Ildefons z Toledo, który w VII w. napisał o Marii jako o szlachetnej sali mieszczącej Trójcę. Teksty tego typu rozpowszechniły się i przeniknęły do późniejszej poezji niemieckiej, która wspominała np. o pochodzeniu Trójcy Świętej z serca Marii, ale także do twórczości angielskiej, w której również pojawiają się określenia Marii jako ”nosicielki” Trójcy Świętej. Wariant Madonny szafiastej, wewnątrz której umieszczone jest przedstawienie Tronu Łaski, nie jest więc motywem bez zakotwiczenia w ówczesnych prądach myślowych. Pochodzi on zapewne z licznych tekstów literackich i teologicznych, nie funkcjonując tym samym w oderwaniu od średniowiecznej filozofii, jak sugerują to niektórzy badacze, a wręcz przeciwnie – konstytuując się na jej tle.
Ta niezwykle oryginalna struktura i wątki ikonograficzne nastręczają wielu problemów interpretacyjnych. Współcześnie wątpliwości wzbudza nawet ogólnie przyjęta nazwa tego osobliwego typu rzeźb. Jedna z hiszpańskich mediewistek z Universidad Complutense Madrid, Irene González Hernando, wskazuje, że określenia stosowane w różnych szkołach (przetransformowane z francuskiego vierge ouvrante na języki romańskie – hiszpański, portugalski czy galicyjski) są nieprecyzyjne. Istnieją bowiem także inne warianty rzeźb maryjnych, które posiadają skrzydła drzwi – jako przykład badaczka podaje relikwiarze i tabernakula – które nie są jednocześnie Madonną szafkową. Hernando dochodzi w ten sposób do wniosku, że termin ten może powodować nieporozumienia11 . Krytykuje ona także określenie Madonn szafkowych jako tryptyków, które – jak zauważa – mogą błędnie sugerować związek tych rzeźb z tryptykiem-ołtarzem12 . Tymczasem nazwanie w ten sposób Madonny szafiastej odnosi się według niej wyłącznie do „trójdzielnej” konstrukcji rzeźby13 .
W związku z dość licznymi tekstami źródłowymi, które mogły stanowić inspirację dla rzeźb, współcześni badacze podjęli się interpretacji symboliki ikonograficznej podtypu Madonn szafiastych powstałego na Pomorzu Wschodnim. Walter Fries doszedł w ten sposób do wniosku, że jest to przedstawienie świątyni Trójcy Przenajświętszej, które wykształcone zostało w oparciu o niemieckie i łacińskie hymny kościelne14 . Roman Ciecholewski wiązał to przedstawienie z teologią Jana z Kwidzyna, który zwracał szczególną uwagę na wątek potrójnych narodzin Chrystusa – odwieczne narodziny z Boga Ojca, wcielenie Marii oraz narodzenie poprzez łaskę w sercach ludzkich. Gudrun Radler podkreśla natomiast konotacje dewocyjne rzeźb i zwraca uwagę na umieszczone wewnątrz skrzydeł przedstawienia rycerzy krzyżackich, których interpretuje jako fundatorów figur. Powstała także wysunięta przez Janusza Nowińskiego teza, jakoby Madonny szafkowe pełniły niegdyś funkcję tabernakulów, na co wskazywać ma obecność Trójcy Świętej. Niezależnie od tego, która z interpretacji ikonograficznej jest prawidłowa, należy zwrócić uwagę na to, iż powstają one w oparciu o analizę współgrania ze sobą motywów zawartych wewnątrz i na zewnątrz rzeźb. Ich odkrywanie natomiast dokonuje się poprzez manipulowanie formą figur, które przyciągają uwagę widza swoistym elementem zaskoczenia, jakim jest ich nietypowy mechanizm wprawiany w ruch zawsze poprzez bezpośrednie obcowanie człowieka z dziełem.

Obrazek
Madonna szafkowa z Lubiszewa Tczewskiego, ok. 1430 rok



Madonny szafkowe z terenu Pomorza Wschodniego jako obiekt wielofunkcyjny

Aby przeanalizować możliwe funkcje, sposób użytkowania oraz interakcję z wiernym Madonn szafkowych, warto porównać je do innych podobnych do nich pod względem formy dzieł, które operują tym samym sposobem intrygowania widza – skrywaniem czegoś wewnątrz. Pod uwagę należy wziąć także skalę figur, która może świadczyć o ich nieco odmiennym przeznaczeniu. Jak stwierdza w swojej książce Wojciech Marcinkowski, przedstawienia dewocyjne – za które, jak postaram się w dalszej części tekstu udowodnić, można uważać Madonny – funkcjonowały zarówno na ołtarzach, jak i poza nimi15 . Znamienne w przypadku Madonn szafkowych z grupy pomorskiej jest to, iż większe z egzemplarzy (jak Madonna z Elbląga lub Sejn) wykorzystane były jako nastawy ołtarzowe, co potwierdzają zarówno źródła pisane, jak i ikonograficzne. W związku z tym należy nie zgodzić się z tezą Irene González Hernando, która wyklucza taką rolę dla Madonn, ale stwierdzić, że ich trójdzielna struktura mogła być podyktowana między innymi względami użytkowymi – w tym wypadku wykorzystaniem ich jako retabulów. Pozostałe z figur (jak Madonna z Lubiszewa Tczewskiego czy Klonówki) nie osiągnęły tak dużych rozmiarów, co może wskazywać na wykorzystanie ich jako obiektów do bardziej intymnej religijnej kontemplacji. Takie stwierdzenia zdają się potwierdzać zachowane niewielkich rozmiarów egzemplarze na Półwyspie Pirenejskim, z których część odnaleziona została w celach klasztornych. Mniejsze z obiektów zaliczane do grupy pomorskiej mogły zatem funkcjonować w obrębie prywatnych ołtarzyków czy mniejszych kaplic, gdzie duża skala nie była wymagana do czytelnego odbioru dzieła, bądź – jak wskazuje np. Adam Bławat16 – jako obiekty mobilne, zabierane w podróż, podczas której służyły jako tzw. ołtarz polowy. Ostatnie stwierdzenie zostało podane w wątpliwość, ze względu na jednak nieco za duże rozmiary i wykonanie rzeźb ze zbyt cennych materiałów, aby można je potraktować jako przedmioty zabierane w często niebezpieczne wyprawy17 . Przeciwnicy tezy o funkcjonowaniu Madonn jako ołtarzy polowych argumentują to brakiem jakichkolwiek wzmianek w źródłach o ołtarzach przenośnych w formie Matki Bożej. Posiłkując się między innymi tym, Gudrun Radler stwierdza, iż figury te miały najprawdopodobniej funkcję kultowo-liturgiczną, co miało wynikać z kwitnącego kultu maryjnego i samej ruchomej struktury rzeźby, której otwierane drzwi mogły funkcjonować na podobnej zasadzie, co otwierane skrzydła gotyckich ołtarzy. Poprzez zawarcie w jednej rzeźbie różnych tematów ikonograficznych o rozmaitym znaczeniu symbolicznym – choć zawsze poruszającym najważniejsze kwestie w chrześcijaństwie – możliwe było wykorzystywanie tych rzeźb przy okazji różnych świąt.
Jedną z grup obiektów, które wykazują analogię do Madonn szafkowych pod względem formy oraz zastosowanego mechanizmu są relikwiarze, zwłaszcza te o antropomorficznych kształtach. Tak samo jak Madonny szafkowe zawierają wewnątrz pewnego rodzaju tajemnicę. Podobieństwo to motywować można nie tylko podobną formą rzeźb, ale także ich statusem. Wizerunki Marii służyły często jako quasi-relikwie, ze względu na niedobór tych prawdziwych.
W literaturze przedmiotu pojawiają się także spostrzeżenia porównujące Madonny szafkowe do tabernakulów. Jak wskazują badacze, zarówno forma figur, jak i ich program ikonograficzny mogą świadczyć o tym, że niegdyś w ich wnętrzach przechowywany był Najświętszy Sakrament. Janusz Nowiński w swojej książce Ars Eucharistica stwierdza, że Madonny z grupy pomorskiej konstruowane były w ten sposób, że pod przedstawieniem Tronu Łaski znajdowała się „półokrągła bądź poligonalna płaska płyta lub postument o różnym – przeważnie wielobocznym – kształcie, przysłonięte maswerkowym ażurem”18 . Wysuwając dalej tezę, iż było to miejsce przechowywania Hostii, motywuje formę tego elementu symboliką łączącą Matkę Bożą z Arką Przymierza i Tabernaculum Dei. Według Nowińskiego wspomniana cylindryczna forma wewnątrz Madonn może być utożsamiana z naczyniem z manną deponowanym w Arce, które „w średniowiecznej ikonografii traktowane było jako przedstawienie Eucharystii, a także symbol dziewictwa Marii”19 , co prowadzi do sformułowania, iż Maria ukazana jest w tym typie Madonn szafiastych jako templum Dei. To stwierdzenie badacza można potwierdzić znajdującym się we wnętrzu rzeźby przedstawieniem Tronu Łaski. Arka Przymierza wraz z płytą przebłagalni była rozumiana w Starym Testamencie jako podnóżek Bożego Tronu, czego wyraz można znaleźć np. w Pierwszej Księdze Kronik – „Powstawszy więc, król Dawid rzekł stojąc: Posłuchajcie mnie, bracia moi i ludu mój! Moim pragnieniem było zbudować dom odpoczynku dla Arki Przymierza Pańskiego jak podnóżek stóp Boga naszego i poczyniłem przygotowania do budowy”20 . Motyw ten został wykorzystany w średniowiecznej ikonografii, w której skrzynia Arki umieszczana jest pod stopami Boga Ojca. Postrzeganiu Madonn szafkowych jako tabernakulów zdecydowanie sprzeciwia się Gudrun Radler. Badaczka uważa, iż interpretacja ta powstała dopiero po Soborze Trydenckimi nie ma nic wspólnego z pierwotnym przeznaczeniem figur21 . Jednakże jej teza oparta jest wyłącznie na analizie formy rzeźby, która uniemożliwia według niej ewentualną ekspozycję Najświętszego Sakramentu.
Oczywiście, podobieństwa te nie wykluczają także wielu różnic między Madonnami szafiastymi a relikwiarzami lub tabernakulami. Jedną z bardziej znaczących jest odmienny stosunek między statusem wnętrza i zewnętrza w przytoczonych przykładach. W relikwiarzach i tabernakulach bowiem ich warstwa zewnętrzna, choć bogato zdobiona drogocennymi materiałami, zawsze będzie mniej znacząca od wnętrza tychże przedmiotów. W przypadku Madonn szafkowych natomiast status zarówno rzeźby zamkniętej, jak i otwartej jest sobie równy.
Choć współcześnie Madonny szafiaste eksponowane są w muzeach w formie otwartej, to uwagę należy poświęcić także rzeźbie zamkniętej. Wówczas prezentuje się ona jako majestatyczna postać tronującej Madonny z Dzieciątkiem w typie Sedes Sapientiae. Przedstawienia tego typu charakteryzowały się zazwyczaj hieratyzmem i sztywnością formy, jednak w grupie Madonn pomorskich dostrzec można wpływy stylu międzynarodowego, którego najznamienitszym owocem były piękne Madonny. Ze względu na zastosowany drzwiczkowy mechanizm figury te nie mogły operować tak popularną wówczas dynamiczną, esowatą formą, jednakże pewne znamiona nawiązywanej między Matką Bożą a Synem intymnej relacji są widoczne w każdym z przypadków. Za przykład niech posłuży tutaj Madonna z Elbląga, na której twarzy maluje się wyraźny uśmiech. Ponadto poprzez gest trzymania matki za palec przez Dzieciątko podkreślona zostaje ich więź. Dzięki temu stwierdzić można, iż Madonny szafiaste mogły spełniać także – a być może przede wszystkim – rolę rzeźb dewocyjnych. Jak zauważa Wojciech Marcinkowski, a za nim Monika Jakubek-Raczkowska, przedstawienie dewocyjne nie jest definiowane formą, skalą czy nawet treścią, a dostępnością dzieła. W związku z tym każde z Madonn z grupy pomorskiej – zarówno ta przechowywana w mniejszej kapliczce, jak i ta stojąca na ołtarzu – mogła stać się obiektem spontanicznej empatii wiernego. Teza ta wydaje się tym bardziej prawdopodobna, gdyż to właśnie na przełomie XIV i XV w. na terenie Pomorza Wschodniego nastąpiła reforma religijna angażująca wiernych w aktywne wewnętrzne przeżywanie wiary22 . Kontakt między widzem a dziełem stał się bardziej niż dotychczas bezpośredni, objawiał się naciskiem na interakcję, dzięki której „wizerunek zdawał się […] wchodzić w tę samą strefę przestrzenną, w której znajdował się widz”23 .
Po prześledzeniu wszelkich podobieństw do innych rodzajów dzieł oraz zapoznaniu się z problemem zastosowanego w rzeźbach mechanizmu zauważyć należy, że niezależnie od zastosowanego we wnętrzu motywu ikonograficznego czy rozmiaru dotarcie do niego zawsze dokonywało się za pomocą bezpośredniego działania człowieka. Bez względu na to, czy dana figura Madonny wykorzystywana była jako rzeźba dewocyjna, tabernakulum, czy też osobliwa nastawa ołtarzowa, należy podkreślić, że w każdym z przypadków kluczową rolę pełni ich mechanizm, który angażuje widza. Aby w pełni zrozumieć ich program ikonograficzny, wierny zmuszony jest do poruszania się dookoła rzeźb, dotykania ich i manipulowania. Dopiero to działanie pozwoli mu połączyć zawarte w obrębie rzeźby motywy w spójny program, który zawsze w połowie będzie widoczny, w połowie zaś utajony.
Wszelkie analogie skłaniają do stwierdzenia, iż rzeźby te były swoistymi mobilnymi obiektami wielofunkcyjnymi. Ich forma bowiem była uniwersalna, nie narzucała jednego zastosowania, a wręcz przeciwnie – umożliwiała wykorzystanie rzeźb w różny sposób i w różnych miejscach. Choć mogły być używane jako wariant retabulów – zarówno stałych, jak i mobilnych, niezwykły rodzaj tabernakulum, czy w końcu wolnostojąca figura służąca osobistej kontemplacji, to wszystkie te funkcje scalone nich niezwykle oryginalnym i rozbudowanym programem ikonograficznym, który nie jest przypadkowy. Przeciwnie, zastosowane warianty ikonograficzne uzupełniają się wzajemnie, motywując jednocześnie wszelkie możliwe zastosowania Madonn szafiastych z Pomorza Wschodniego. Jednakże przez tak dużą różnorodność możliwych zastosowań zarówno Madonn grupy pomorskiej, jak i wszystkich innych typów oraz brak źródeł pisanych czy ikonograficznych niemożliwe staje się pewne rozpoznanie ich funkcji. Najbardziej prawdopodobną tezą zatem jest stwierdzenie, iż uniwersalna forma rzeźb, podyktowana zapewne w pewnym stopniu względami praktycznymi, umożliwiała wykorzystanie ich w różnym miejscu i w różny sposób.

Bibliografia:
A. Bławat A., Pomorskie Madonny szafkowe i ich rola w liturgii obozowej zakonu krzyżackiego na przełomie XIV i XV wieku, [w:] W. Świętosławski (red.), Nie tylko broń. Niemilitarne wyposażenie wojowników w starożytności i średniowieczu, Łódź 2008, s. 121–129.
Ch. Baumer, Die Schreinmadonna in geographischer und chronologischer Ordnung, „Marian Library Studies”, 1977, nr 9, s. 237–272.
K. Górski, Prądy religijne XV wieku a sztuka, [w:] P. Skubiszewski (red.), Sztuka i ideologia XV wieku. Materiały sympozjum Komitetu Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk, s. 123–134.
I. G. Hernando, Las Virgenes abrideras durande la baja edad meda y su proyeccion posterior, R. G. Mahiques, V. F. Senens (red.), Imagaen y cultura, Walencja 2008, s. 817–831.
M. Jakubek–Raczkowska, Madonna szafkowa z kościoła parafialnego w Klonówce, hasło kat. [w:] J. Trupinda (red.), Imagines Potestatis. Insygnia i znaki władzy w Królestwie Polskim i Zakonie Niemieckim, Malbork 2007, s. 447–478.
M. Jakubek–Raczkowska, Tu ergo felecte genua tua. Sztuka a praktyka religijna świeckich w diecezjach pruskich państwa zakonu krzyżackiego do połowy XV wieku, Pelplin 2014.
M. R. Katz, Behind closed doors. Distributed bodies, hidden interiors, and corporeal erasure in Vierge ouvrante sculpture, „Antropology and Aesthetics”, 2009, nr 55/56, s. 194–221.
M. R. Katz, Marian Motion: Opening the Body of the ‚Vierge Ouvrante’, [w:] N. Zchomelidse, G. Freni (red.), Meaning on Motion. The Semantics of Movement in Medieval Art, Princeton 2011, s. 63–91.
J. Kębłowski, Polska sztuka gotycka, Warszawa 1983.
K. Kopania, Animated Sculptures of the Crucified Christ in the Religious Culture of the Latin Middle Ages, Warszawa 2010.
W. Marcinkowski, Przedstawienia dewocyjne jako kategoria sztuki gotyckiej, Kraków 1994.
J. Nowiński, Turris eburnea, Tabernavulum aureum, Templum dei, Arca foederis: średniowieczne figury maryjne przechowujace Eucharystię, „Seminare. Poszukiwania naukowe”, 1996, nr 12, s. 283–290.
J. Nowiński, Ars Eucharistica, Warszawa 2000.
G. Radler, Die Schreinmadonna „Vierge Ouvrante” von den bernhardinischen Anfangen bis zur Frauenmystik im Deutschordensland, Frankfurt nad Menem 1990.
A. Soćko, Imagines Medii Aevi: wystawa z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski, Poznań 2016.
S. Swieżawski, Potrójne rozstaje myśli XV wieku, [w:] P. Skubiszewski (red.), Sztuka i ideologia XV wieku. Materiały sympozjum Komitetu Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk, s. 79–88.
A. Ziemba, Wspólnota rzeczy. Sztuka niderlandzka i północnoeuropejska 1380–1520, Warszawa 2015.

Redakcja merytoryczna: Zuzanna Świrzyńska

Korekta: Klaudia Orłowska

1. A. Ziemba, Sztuka Burgundii i Niderlandów 1380–1500, Warszawa 2007, s. 438. [↩]
2. K. Kopania, Animated Sculptures of the Crucified Christ in the Religoius Culture of the Latin Middle Ages, Warszawa 2010, s. 164. [↩]
3. A. Ziemba, op. cit., s. 44. [↩]
4. Ibidem, s. 57. [↩]
5. M. Jakubek-Raczkowska, Madonna szafkowa z kościoła parafialnego w Klonówce, hasło kat. [w:] J. Trupinda (red.), Imagines Potestatis. Insygnia i znaki władzy w Królestwie Polskim i Zakonie Niemieckim, Malbork 2007, s. 478. [↩]
6. Ibidem. [↩]
7. G. Radler, Die Schreinmadonna „Vierge ouvrante”: von den bernhardinischen Anfängen bis zu Frauernmystik im Deutschordensland, Frankfurt nad Menem 1990, s. 31. [↩]
8. J. Kębłowski, Polska sztuka gotycka, Warszawa 1983, s. 143. [↩]
9. K. Górski, Prądy religijne XV wieku a sztuka, [w:] P. Skubiszewski (red.), Sztuka i ideologia XV wieku, Warszawa 1978, s. 127. [↩]
10. S. Swieżawski, Potrójne rozstaje myśli XV wieku, [w:] P. Skubiszewski (red.), Sztuka i ideologia XV wieku, Warszawa 1978, s. 81. [↩]
11. I. G. Hernando, Las Vírgenes abrideras durande la baja edad media y su proyeccion posterior, R. G. Mahíques, V. F. Senens (red.), Imgaen y cultura, Walencja 2008, s. 56. [↩]
12. Ibidem. [↩]
13. Ibidem. [↩]
14. W. Fries, Die Schreinmadonna, Norymberga 1929, s. 251. [↩]
15. Zob. W. Marcinkowski, Przedstawienia dewocyjne jako kategoria sztuki gotyckiej, Warszawa 1994. [↩]
16. A. Bławat, Pomorskie Madonny szafkowe i ich rola w liturgii obozowej zakonu krzyżackiego na przełomie XIV i XV wieku, [w:] Acta Archeologica Lodziensis, nr 54, s. 121–130. [↩]
17. G. Radler, op. cit., s. 39. [↩]
18. J. Nowiński, Ars Eucharistica, s. 128. [↩]
19. Ibidem, s. 129. [↩]
20. 1 Krn 28, 2. [↩]
21. G. Radler, op. cit. s. 40. [↩]
22. M. Jakubek-Raczkowska, Tu ergo flecte genua tua, Pelplin 2014, s. 379. [↩]
23. Ibidem, s. 380. [↩]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Polska
PostNapisane: 09 maja 2019, 13:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Dzisiaj też profanuje się i niszczy miejsca katolickiego kultu religijnego, pomiata katolikami, szczególnie w mediach i w polityce, i to za sprawą miejscowej tłuszczy zdziczałych człowiekokształtnych. Ale obserwując te "wydarzenia" skrupulatniej, możemy się dopatrzeć zewnętrznej, pozapolskiej inspiracji dla tych działań. Skoro nie można nas było podbić siłą (kiedyś czasy krzyżackie, obecnie nazizm, sowietyzm) to podjęto się próby osłabienia polskiej duszy i ją właśnie zaatakowano, podobnie jak to ma miejsce dziś w III RP. Z zachodu, ze wschodu płyną pieniądze do różnych użytecznych (takich jak np. PO). Tymi metodami zawsze się posługiwano, a niemiecka reformacja miała być źródłem zawirowań w jednorodnym Kościele i sposobem podzielenia go na frakcje dla łatwiejszego wprowadzania nowych doktryn wojennych nakazujących niszczyć (a tym samym podbijać) innowierców.
Dzisiaj niszczy się oprócz wiary i religii, ducha patriotycznego, kulturę, tożsamość i czyni wyjałowione narody bezbronnymi.
W XVI też chodziło o zdemotywowanie Polaków do obrony swojej Ojczyzny i o łatwiejszy Jej podbój, co wreszcie udało się naszym kolonizatorom w XVIII wieku.
Tak było zawsze i zawsze wśród nas Polaków znajdą się tacy niedouczeni, których oczarują zagraniczne dyrdymały ideologiczne lub tacy, co za judaszowe srebrniki gotowi będą szkodzić Polsce i Polakom.


Polska XVI wieku – czas „tolerancji religijnej” czy represji wobec katolików?

Nasza historia mitami stoi. Warto się przyjrzeć mitowi „złotego wieku” i panującej w nim „tolerancji religijnej”. Faktycznie to czas prześladowań katolików, co może być szokiem dla czytających, podobnie jak opinia współczesnych katolików o fałszywym ojcu literatury polskiej Mikołaju Reju, o którym rodacy, pamiętając mu profanację kościołów, wypędzanie księży i prześladowanie zakonników pisali, że był „szatanem rozwiązanym, smokiem z Okszy, Sardanapalem Nagłowskim”.

Nie bez kozery wspominamy o Reju jako wręcz modelowym prekursorze zaszczepiania herezji w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim. Nie przez władzę królewską wprowadzono u nas nowe wyznania, jak w Europie, ale oddolnie. O ile luteranizm rozszerzył się jak błyskawica wśród niemieckojęzycznych mieszczan (zajmowanie kościołów, klasztorów i antykatolickie, nietolerancyjne miejskie ustawodawstwo było normą), to kalwinizm zyskał bazę w szlacheckich poddanych.

W formalnie katolickim państwie prześladowań Kościoła dokonywali szlacheccy właściciele miast, wypędzając kler, profanując ołtarze oraz zasiedlając swoje dobra innowiercami z zagranicy (słynne powiedzenie kardynała Hozjusza: „Polska przytuliskiem heretyków”). Proszę sobie wyobrazić przerażenie katolickiej ludności wiejskiej i miejskiej, z dnia na dzień pozbawianej miejsc kultu i sakramentów! Stworzona już na początku XIII siatka parafii została porwana. Przypomnijmy, że w średniowiecznej Polsce parafie obejmowały kilka lub kilkanaście wsi. Były one powiązane z własnością ziemską: właściciel, zazwyczaj świecki, utrzymywał patronat nad kościołami, co dawało mu prawo przedstawiania kandydata na plebanię (od XII w. proboszcza określano terminem „pleban”, z łac. plebanus). „Wiek tolerancji” wręcz prosi się o historyczne opracowanie tych prześladowań.

Tak szerzyło się zepsucie
Wspomniany Mikołaj Rej pod koniec życia był właścicielem 17 wsi, w sześciu posiadał swoje części. Aż strach pomyśleć, ile bezeceństw się tam dopuścił, by zakładać heretyckie zbory. Nie bez powodu podajemy tu liczbę, gdyż wystarczy krótka kwerenda internetowa, by odsłonił się ponury obraz prześladowań. W odróżnieniu od Europy, w Polsce kalwińska predestynacja (dobrobyt i zbawienie) miała ograniczać się do tej grupy stanowej.

Mało znaną postacią był z kolei Szymon Zacjusz, właściwie Szymon Żak, który miał opinię niszczyciela kościołów katolickich na Litwie.

Historia wielu miast, miasteczek i wsi w XVI wieku ma podobny przebieg.

Najpierw wieś Bobina (należąca wcześniej do Reja), którą właściciel, Kacper Smolik, w 1565 roku spalił i sprofanował kościół a parafia przez 48 lat była w rękach innowierców.

Bełżyce – W 1558 r. ówczesny właściciel miasta, Andrzej Bzicki przekazał kościół w ręce kalwinów. Wydał również nakaz uczęszczania przez mieszczan na nabożeństwa do przekształconego ze świątyni katolickiej zboru. Za opór mieszkańcowi Bełżyc groziła kara pieniężna (5 groszy) lub więzienia.

Kiszkowo – Od 1558 roku za sprawą właścicielki Węgrowa Anny z Radziwiłłów Kiszkowej nastąpił napływ osadników protestanckich. Miasto stało się ważnym ośrodkiem reformacji. Kościół parafialny został przekazany zborowi kalwińskiemu. W mieście ufundowano drukarnię i szkołę ewangelicką. W 1565 roku Węgrów stał się kolebką ruchu braci polskich.

Dubiecko – W 1551 roku przeniósł się Stanisław Mateusz Stadnicki z Niedźwiedzia do Dubiecka i zaczął popularyzować reformację w Przemyskiem. Jako właściciel Dubiecka skasował dobra katolików, a kościół zamienił na zbór kalwiński. Pierwszym kaznodzieją został mianowany przez Stadnickiego Albert z Iłży, apostata. W Dubiecku znaleźli schronienie i protekcję dwaj reformatorzy, Jerzy Tobołka i Andrzej z Dynowa, obaj wyklęci przez Kościół rzymskokatolicki. Przebywał tam także Wojciech z Iłży.

Pińczów – Za sprawą Mikołaja Oleśnickiego miasto stało się ośrodkiem reformacji. Oleśnicki udzielił w nim schronienia m.in. Franciszkowi Stankarowi – profesorowi Akademii Krakowskiej, uwięzionemu przez biskupa krakowskiego na zamku w Lipowcu i wyzwolonemu przez grupę szlachty. W latach 1550-1551 z miasta wypędzono paulinów, a kościół zmieniono w zbór kalwiński. W budynkach poklasztornych powstało słynne na całą Europę gimnazjum pińczowskie nazywane później sarmackimi Atenami. W szkole nauczał m.in. Francuz Piotr Statorius-Stojeński (jedna z czołowych postaci herezji kalwińskiej, skierowanej do Polski przez samego jej założyciela).

Węgrów – Od 1558 roku za sprawą właścicielki, Anny z Radziwiłłów Kiszkowej, nastąpił napływ osadników protestanckich. Miasto stało się ważnym ośrodkiem reformacji. Kościół parafialny został przekazany zborowi kalwińskiego.

Pałecznica – wieś. W okresie rozwoju reformacji na ziemiach polskich podkomorzy łęczycki Stanisław Lasocki w 1551 r. zmienił kościół w zbór kalwiński. W 1584 r. kościół przekształcony na zbór ariański braci polskich stał się jednym z najważniejszych ośrodków tego ruchu w Polsce. Został on zwrócony katolikom 33 lata później, w okresie kontrreformacji.

Grodzisk Wielkopolski – miasto w latach 1563-1593 było ośrodkiem reformacji: kościół parafialny oddano protestantom, działała tu słynna szkoła, w której wykładał znany heretyk Erazm Gliczner Skrzetuski.

Kiedy w 1557 r. Mikołaj Radziwiłł „Czarny” przeszedł na kalwinizm (później arianizm), zaczął energicznie zwalczać katolicyzm i prawosławie w swoich litewskich oraz małopolskich posiadłościach: od 1560 odebrał katolikom kościoły m.in. w Nieświeżu, Klecku, Ołyce, Subotnikach, Mordach i Szydłowcu i przekazał je pastorom kalwińskim (wykonawcą był wspomniany wyżej, potęgowany „Czarnego” Szymon Zacjusz).

Lista jest długa. Przykładowo w roku 1569 istniało na terenie Małopolski już 260 zbiorów kalwińskich i 52 ariańskich. Na Litwie 191 zborów kalwińskich. W Wielkopolsce – 37 zborów polskojęzycznych oraz 120-140 niemieckojęzycznych. Liczbę zborów ariańskich na Rusi w latach 1618-1620 ocenia się na 26. Część z nich powstała na fundamencie przejętych świątyń katolickich.

Znamienne są daty zajmowania katolickich kościołów. To pierwsze 10 lat panowania Zygmunta II Augusta, który w odróżnieniu od ojca nie posiadał „zmysłu katolickiego”. Może innowiercy wyczuli jego obojętność, albo ustne przyzwolenie. Apogeum tych nastrojów przypadło na rok 1555, kiedy na sejmie zaproponowano zwołanie soboru narodowego, co zaakceptował król oraz biskupi katoliccy. Zygmunt August wysłał do papieża poselstwo z wręcz rewolucyjnymi postulatami.

Wpływowa mniejszość
Można powiedzieć, że przed całkowitym popadnięciem narodu w herezję uratował nas cud. Jan Kalwin moderował sytuację w Królestwie Polskim, wśród swoich wyznawców zachęcając do aktywności w zakładaniu „zborów Bożych” (do dziś zachowało się jego 80 listów). Jego następca Teodor Beza (zachowała się korespondencja w sprawie elekcji Henryka Walezego) był również w stałym kontakcie z gminą kalwińską na terenie Polski. Beza, co ciekawe, był głównym przedstawicielem ruchu „monarchomachów” (tyranobójców), czyli piewców przyzwolenia na zamordowanie władcy przez „przedstawiciela ludu”. Polityczny ruch polityczny „egzekucji praw”, cieszący się pełnym poparciem heretyków, miał w programie uniezależnienie od Rzymu i powstanie kościoła narodowego. Sytuacja stawała się niebezpieczna.

Różnowiercy stanowili mniejszość szlachty, ale stanowili w pewnym okresie 2/5 izby poselskiej (było to możliwe dzięki dyscyplinie konfesyjnej oraz aktywności publicznej), a według obliczeń prof. Janusza Tazbira („Szlachta i teologowie”), w roku 1572 r. senatorów katolickich było 58 (oraz 13 biskupów), a odpowiednio zwolenników protestantyzmu i prawosławia – 59 senatorów. Zresztą przez cały wiek XVI wielu biskupów sprzyjało herezji (tkwili w Kościele chyba z powodu otrzymywanych dochodów) jak np. biskup kujawski, chełmiński i kamieniecki Jan Drohojowski czy Jakub Uchański arcybiskup gnieźnieński, w sercach będąc heretykami. Sytuacja była na tyle poważna, że ze względu na groźby biskup Luigi Lippomano, pierwszy nuncjusz apostolski w Polsce, w 1558 r. był zmuszony powrócić do Rzymu. Wielu odstępców od wiary było eks-księżami jak np. Jan Łaski, Marcin Krowicki, czy Andrzej Frycz Modrzewski (miał niższe święcenia kapłańskie).

Na szczęście ruch kalwinistyczny podzielił się a nowe polskie rody katolickie zrównoważyły wpływy protestanckie. Król ostatecznie nie zmienił wyznania (pomogły modlitwy jego siostry, Anny Jagiellonki?).

Po sprowadzeniu jezuitów przez króla Stefana Batorego został zahamowany zwycięski pochód herezji, zaczęły się powroty do Kościoła. Nastąpiła zmiana pokoleniowa, dzieci szlacheckie ukończyły jezuickie kolegia (pierwsza szkoła w Braniewie otwarta w 1562 r.). Ustawy Soboru Trydenckiego zostały przyjęte przez ogólnokrajowy synod w 1577 r., choć w rzeczywistości dopiero synod prowincjonalny AD 1589 zaczął wprowadzać je w życie. Panowanie ortodoksyjnego katolika, króla Zygmunta III Wazy (nominacje na urzędy Rzeczpospolitej i rozdawnictwo dzierżaw katolikom) ostatecznie przeważyło szalę. W dodatku rebelia Chmielnickiego na Ukrainie zniszczyła tamtejsze zbory. Najazdy: moskiewski, szwedzki i siedmiogrodzki dopełniły reszty.

Może modlitwy prześladowanych chłopów katolików zanoszone do Królowej Nieba dały potrzebną łaskę wiary dla Polski. Tego na tej ziemi już się nie dowiemy.

Piotr Błaszkowski

http://www.bibula.com/?p=107792


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /