Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 11 sie 2011, 11:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31346
W obliczu antykatolickiej furii rewolucji meksykańskiej Kościół nie miał innego wyjścia, jak złożyć krwawą ofiarę

Zanim wybuchła cristiada

Podczas Światowych Dni Młodzieży, 17 sierpnia, odbędzie się w Madrycie również światowa prapremiera filmu Deana Wrighta "Cristiada". Ta najdroższa w historii kina meksykańskiego produkcja, z gwiazdorską obsadą, opowiada o powstaniu meksykańskich katolików w latach 1926-1929 przeciwko tyranii masońsko-liberalno-socjalistycznej, nazywanym cristiadą, guerra cristera albo powstaniem cristeros, czyli "chrystusowców".

Miejmy nadzieję, że film ten dotrze również do Polski, przyczyniając się do rozproszenia powszechnej ignorancji w przedmiocie tego, co naprawdę działo się w tym katolickim do szpiku kości kraju w ubiegłym stuleciu. W tym miejscu natomiast pragniemy przedstawić okoliczności i powody, które sprawiły, iż Kościół meksykański nie miał już innego wyjścia, jak złożyć ten "ogólny sakrament ofiary krwawej" - by użyć pięknego sformułowania francuskiego historyka cristiady Jeana Meyera.

"Najgorsza rzecz po prostytucji"
Do 1910 roku Meksykiem rządził od czterech dziesięcioleci gen. Porfirio Díaz Mori (1830-1915). Był on wprawdzie, tak samo jak jego poprzednicy, masonem i liberałem, ale mającym na tyle rozsądku, żeby nie ranić katolickiej tożsamości narodu. Za jego rządów przeto formalnie wciąż obowiązywały antykatolickie tzw. prawa Reformy z lat 1857-1861, ale nie były one wykonywane, toteż Kościół cieszył się wolnością de facto. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy 5 października 1910 roku wybuchło powstanie radykalnych (jakobińskich) liberałów, które przeszło do historii pod nazwą rewolucji meksykańskiej. Od 1913 roku przeszła ona w stan wojny domowej, toczonej przez kilka frakcji rewolucjonistów, którym przewodzili generałowie: Venustiano Carranza (1859-1920), Emiliano Zapata (1879-1919) i Doroteo Arango, zwany Pancho Villa (1878-1923).
W każdym zdobytym przez rewolucjonistów mieście mordowano, torturowano, poniżano bądź deportowano księży, profanowano naczynia liturgiczne, plądrowano kościoły oraz urządzano w nich orgie i tańce; palono też biblioteki, a także konfesjonały, jako... meble wykorzystywane do konspirowania przeciwko rewolucji. Po opanowaniu stanów północnych gen. Carranza nakazał wydalenie jezuitów; wypędzani byli też biskupi, zakazywano odprawiania Mszy Świętych, bicia w dzwony i spowiadania. Co najważniejsze, nastąpiła instytucjonalizacja antykatolickiego terroru. 14 lipca 1914 roku rewolucyjny gubernator stanu Nuevo León - gen. Antonio I. Villarreal (1879-1944) wydał edykt karzący "zepsuty i reakcyjny kler" oraz nakazujący zniesienie "konfesjonału i zakrystii", które są "tak niebezpieczne, jak dom publiczny". Edykt postanawiał przeto: ograniczenie liczby świątyń w Monterrey (stolica stanu) do pięciu, a godzin ich otwarcia do siedmiu na dobę; usunięcie z kościołów konfesjonałów, zakaz spowiadania oraz przebywania wiernych w zakrystiach; zakaz używania dzwonów, wyjąwszy (obligatoryjnie!) uczczenie zwycięstw rewolucjonistów; wygnanie wszystkich księży obcokrajowców oraz jezuitów bez względu na narodowość, a także tych, którzy nie udowodnili swojej abstynencji politycznej; zamknięcie wszystkich szkół katolickich, które nie przyjmą narzuconych podręczników i nauczycieli ze "szkół normalnych". W ślad za nim poszły inne zrewolucjonizowane stany. Na przykład gubernator stanu Meksyk gen. Arnulfo R. Gómez (1890-1927) wydał dekret zakazujący wygłaszania kazań, udzielania chrztów i spowiedzi, płacenia dziesięcin, odprawiania Mszy Świętych za zmarłych i... całowania kapłanów w rękę. Należy dodać, że bardzo aktywna w wypieraniu katolicyzmu była także rola północnoamerykańskich protestantów, m.in. doradcy prezydenta Woodrowa Wilsona, Johna Linda, który jednemu z księży, interweniującemu w sprawie znieważenia zakonnic z Veracruz, odpowiedział: "Najgorszą rzeczą po prostytucji jest w Meksyku Kościół katolicki. Obie muszą zniknąć".
Kiedy w maju 1915 roku tymczasowy prezydent de facto gen. Carranza umocnił swoją władzę po pokonaniu najgroźniejszych rywali w obozie rewolucji: Villi i Zapaty, rozpoczął się kolejny okres gwałtownych prześladowań Kościoła. Wszyscy biskupi zostali aresztowani albo wygnani z kraju, zamordowano ponad 160, a uwięziono około 100 księży, liczbę kapłanów w poszczególnych stanach ograniczono od jednego do trzech na 5-10 tysięcy mieszkańców, w zależności od uznania danego gubernatora. Zamknięto wszystkie klasztory i szkoły katolickie, skonfiskowano dobra kościelne, nałożono ogromne kontrybucje.

Konstytucyjna delegalizacja Kościoła
We wrześniu 1916 roku Carranza wydał dekret naznaczający wybory do Kongresu Konstytucyjnego. Zebrał się on 1 grudnia 1916 roku w Querétaro, a znaleźli się w nim wyłącznie rewolucjoniści, różniący się tylko stopniem wrogości do religii (o składzie deputowanych przesądzał art. 4 dekretu konwokacyjnego, który pozbawiał biernego prawa wyborczego osoby służące w instytucjach rządów i frakcji "wrogich sprawie konstytucjonalistycznej"). Projekt konstytucji przedstawiony przez Carranzę uchodził w tej materii za umiarkowany, bo zakładał "tylko" rygorystyczny rozdział Kościoła od państwa oraz egzekwowanie praw Reformy. Znacznie dalej chcieli iść jakobini, którymi była większość deputowanych oraz gubernatorów stanowych: dla nich prawa Reformy były już niewystarczające, ponieważ ich celem było zniszczenie Kościoła.
Najbardziej burzliwa była dyskusja nad art. 3, dotyczącym edukacji. Projekt Carranzy zakładał wolność nauczania, z zastrzeżeniem laickości w szkołach publicznych oraz z zakazem uczestniczenia korporacji religijnych i osób duchownych w procesie nauczania. Projekt Komisji Konstytucyjnej natomiast rozszerzał wymóg laickości na szkoły prywatne (poddając je też nadzorowi państwa) i ustanawiał zakaz zakładania jakichkolwiek szkół przez osoby duchowne i korporacje religijne. Członkowie Komisji: gen. Francisco J. Mśgica (1884-1954) - jej przewodniczący, socjalista Enrique Recio (1882-1927) i Enrique Colunga (1876-1946), uzasadniali to tym, że "tłumaczenie abstrakcyjnych idei" (tworzących dogmat religijny) deformuje "ducha" (espíritu) dziecka, podobnie jak złe ćwiczenia gimnastyczne deformują fizycznie. Nie wystarczy zatem ograniczać nauczania religijnego, lecz trzeba przed nim chronić dzieci, a nawet odebrać rodzicom prawo do przekazywania im wierzeń religijnych. Mśgica twierdził, że nauczanie religijne degeneruje i moralnie, i fizycznie, a kler jest najbardziej perwersyjnym wrogiem ojczyzny, który wpaja dzieciom idee absurdalne oraz sprzeczne z tym, czego nauczał "pierwszy demokrata Jezus Chrystus". Mówca utrzymywał, że istnieją powody, dla których Meksykanie mają prawo "nawet eksterminować tę hydrę, zwaną klerem", i nie powinni spocząć, "dopóki nie doprowadzimy do zniknięcia niewielkiej liczby wampirów, którą mamy w Meksyku, dopóki nie zdołamy ich zgładzić". Deputowany Román Rosas y Reyes (1890- -1966) ujmował ten postulat bardziej poetycko: "Na zawsze musi zniknąć ta bezwstydna tyrania, która przez tyle wieków upodlała rasę meksykańską; na zawsze musi zniknąć ten degradujący wpływ, który przez tyle wieków cierpień i łez wywierali na masy bezwiedne ci okropni inkwizytorzy ludzkiego sumienia, ci wieczni wyzyskiwacze tajemnic domowych, te plugawe i oszukańcze nietoperze, które schylały wszystkie czoła, te ohydne ośmiornice, które pochłaniały nie tylko bogactwo, nie tylko wiarę, nie tylko uczucie; ale również działanie, impuls, światło, także prawdę". Wtórował mu deputowany (zresztą poeta) Alfonso Cravioto (1883-1955), popisując się dewizą w stylu Diderota: "Jeśli braknie sznurów do wieszania tyranów, moje ręce zaplotą wątpia zakonnika". Recio wnioskował też o wprowadzenie konstytucyjnego zakazu spowiedzi, tym samym zaś wyzwolenia ludu meksykańskiego "ze szponów przebiegłego zakonnika, czyniącego się panem sumień po to, by rozwijać swą nikczemną pracę prostytucji". Przeciwstawił się temu jednak (skutecznie) deputowany Fernando Lizardi (1883-1956), który wprawdzie zgodził się z twierdzeniem o niemoralności spowiedzi, ale zauważył, że są różne inne czyny niemoralne.
Konstytucja została uchwalona 5 lutego 1917 roku. Nakazywała ona (w art. 3) nauczanie laickie w szkołach wszelkiego typu oraz zakazywała zakładania i kierowania szkołami podstawowymi jakimkolwiek zakonom religijnym lub kapłanom jakiejkolwiek religii. Wycofano się jedynie z zakazu nauczania dla wyznawców jakiejkolwiek religii. Nauka podstawowa stawała się przy tym obowiązkowa, a prywatne szkoły podstawowe zostały poddane kontroli państwa. W art. 5 zakazywano składania ślubów zakonnych (jako uwłaczających wolności jednostki!), a w konsekwencji wprowadzono zapis, iż prawo nie pozwala na tworzenie zakonów monastycznych. Artykuł 24 deklarował wprawdzie wolność wyznawania wierzeń i uprawiania praktyk religijnych, ale zakazywał wszelkich aktów kultu poza świątyniami, a i te poddawał czujności (vigilancia) władz. Artykuł 27 pozbawiał Kościół wszelkiej własności nieruchomej, łącznie ze świątyniami, seminariami, pałacami biskupów, kolegiami, klasztorami i jakimikolwiek innymi budynkami oprócz pomieszczeń instytucji dobroczynnych: stawały się one własnością państwa i mogły być jedynie udostępniane - pod nadzorem urzędników - na potrzeby "ministrów kultu" i wiernych.
Najbardziej i najszerzej restrykcyjny był art. 130 konstytucji. Proklamując zasadę bezwzględnej wyższości państwa nad Kościołem, wycofano się zatem z istniejącego w konstytucji z 1857 roku zapisu o ich wzajemnej niezależności. W konsekwencji pozbawiono osobowości prawnej wszelkie "ugrupowania religijne nazywane (denominadas) kościołami", traktując "ministrów kultu" jako indywidualne osoby wykonujące swój zawód i w tym zakresie poddane bezpośrednio prawom, które ich dotyczą. Legislaturom stanowym przyznano kompetencję reglamentacji liczby duchownych uprawnionych do wykonywania zawodu. Zabroniono sprawowania kultu na obszarze państwa meksykańskiego osobom niebędącym Meksykanami z urodzenia. Kapłanom zabroniono zbiorowego uczestnictwa w jakichkolwiek zgromadzeniach, tak publicznych, jak i prywatnych, uprawiania propagandy religijnej, a nawet krytykowania "praw fundamentalnych kraju", jego władz, a w szczególności rządu. Pozbawiono ich również biernego i czynnego prawa wyborczego, a także prawa testamentowego spadkobrania. Ten sam artykuł nakazywał, aby w każdej świątyni była osoba świecka odpowiedzialna przed władzami cywilnymi za wykonywanie praw dotyczących dyscypliny religijnej i przedmiotów kultu. Wydawnictwom periodycznym o charakterze konfesyjnym zakazano komentowania krajowych wydarzeń politycznych oraz informowania o aktach władz państwowych, w szczególności tych, które dotyczą bezpośrednio funkcjonowania instytucji publicznych. Zakazano też tworzenia ugrupowań politycznych oraz stowarzyszeń, których sama nazwa lub jakakolwiek pośrednia wskazówka (título... o indicación cualquiera) mogłaby odnosić się do jakiegokolwiek wyznania religijnego. Z formalnoprawnego punktu widzenia Kościół katolicki przestawał zatem, w świetle nowej konstytucji, istnieć, a księża nie mogli być odtąd traktowani jako członkowie kleru czy Kościoła jako korporacji duchowo-materialnej, lecz jedynie jako osoby prywatne, świadczące określone "usługi" wyznawcom danej religii.

Kij i marchewka
Promulgowanie nowej konstytucji zostało uroczyście oprotestowane przez przebywających na wygnaniu prałatów meksykańskich (5 arcybiskupów, 7 biskupów i 2 wikariuszy), wspartych przez Papieża Benedykta XV, we wspólnym liście pasterskim z 24 lutego 1917 roku. W kraju dochodziło do demonstracji i protestów katolików świeckich. W stanie Jalisco od 1 sierpnia 1918 roku po raz pierwszy wypróbowano metodę żałobnego zawieszenia kultu oraz akcję bojkotu transportu publicznego i gazet. Tak jaskrawe prześladowania religijne odbiły się też na międzynarodowej pozycji Meksyku, czego przejawem było wykluczenie go z udziału w konferencji pokojowej w Wersalu. Prezydent (już konstytucyjny) Carranza starał się więc hamować jakobinów. W styczniu 1919 roku przyjął pronotariusza apostolskiego, a pod koniec roku zezwolił na powrót do kraju biskupów i księży oraz zapowiedział przywrócenie swobód religijnych. W październiku 1919 roku zezwolono na uroczystą procesję dla upamiętnienia koronacji obrazu Matki Bożej z Gwadelupy.
Niezadowolony z tego obrotu rzeczy dotychczasowy stronnik Carranzy gen. çlvaro Obregón (1880-1928) zawiązał przeciwko prezydentowi spisek. Jego głównym partnerem politycznym stał się wówczas człowiek, który w nadchodzących latach okryje najbardziej ponurym cieniem ziemię meksykańską - potomek Żydów sefardyjskich, przybyłych do Meksyku w XVIII wieku, gen. Plutarco Elías Calles (1877-1945), założyciel i przywódca socjalistycznej Meksykańskiej Partii Pracujących, jakobin i gorliwy mason 33. stopnia wtajemniczenia, który sam określał się jako "osobisty wróg Boga" i el anticristo. Carranza został obalony oraz zastrzelony wraz z synem podczas próby ucieczki do Veracruz. Prezydentem został najpierw Adolfo de la Huerta, a następnie (od 1 grudnia 1920 roku) Obregón, ale i oni nie stosowali drakońskich przepisów konstytucji zbyt ściśle. Obejmując urząd, Obregón zapowiedział nawet zwrócenie Kościołowi wszystkich świątyń skonfiskowanych pomiędzy 1914 a 1919 rokiem (czego dotrzymał), a 25 października 1924 roku wydał dekret wyrażający zgodę na pobyt w kraju stałego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej. Wielką demonstracją duchowej i społecznej potęgi meksykańskiego katolicyzmu stał się Narodowy Kongres Eucharystyczny w stolicy kraju, rozpoczęty 5 października 1924 roku.
Odwrotną stroną medalu była wzmożona aktywność terrorystyczna inspirowanych przez władze stanowe bojówek masońskich, Antyklerykalnej Federacji Meksykańskiej oraz Regionalnej Konfederacji Robotników Meksykańskich (CROM), na której czele stał fanatyczny Luis N. Morones (1890-1964). Szczyt tej aktywności przypadł na rok 1921, kiedy to nastąpiła seria zamachów bombowych, kolejno na: pałac arcybiskupa Meksyku (6 lutego), katedrę w Morelii (13 maja), rezydencję arcybiskupa Guadalajary (4 czerwca) i wreszcie na największą świętość katolików meksykańskich - sanktuarium w bazylice Virgen de Guadalupe (14 listopada). 1 maja 1922 roku socjalistyczni związkowcy zaatakowali siedzibę Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Meksykańskiej (ACJM), bronioną przez katolików z okrzykiem: "Viva Cristo Rey!", zabijając sześciu obrońców.

"Chwyciliśmy Kościół za gardło..."
Najgorsze dla katolików czasy nadeszły, gdy prezydentem kraju został 1 grudnia 1924 roku Calles, zdecydowany zniszczyć religię katolicką. Zaczął od próby odgórnego stworzenia synkretycznej "religii narodowej", częściowo na bazie wierzeń azteckich, inspirując schizmę w Kościele meksykańskim pod nazwą Katolicki Apostolski Kościół Meksykański (Iglesia Católica Apostólica Mexicana - ICAM), demonstrujący swój nacjonalizm, przejawiający się m.in. wprowadzeniem liturgii w języku hiszpańskim. Samozwańczym "patriarchą" tego "kościoła" ogłosił się ks. José Joaquín Pérez Budar (1851-1931), nie pierwszy już raz popadający w konflikt z dogmatyką katolicką i dyscypliną kościelną. 21 lutego 1925 roku ks. Pérez (przy wsparciu bojówek CROM) zajął siłą parafię Nuestra Se-ora de la Soledad w stolicy i sześć innych świątyń w kraju. Został oczywiście natychmiast ekskomunikowany jako heretyk i schizmatyk przez arcybiskupa Meksyku. Schizma objęła jednak zaledwie trzynastu "księży-patriotów", z których siedmiu powróciło później do Kościoła (również ks. Pérez umarł pojednany z Kościołem).
Wobec tak mizernego rezultatu próby "nacjonalizacji" Kościoła Calles rozpoczął ścisłe egzekwowanie zapisów konstytucji, poczynając od zamykania szkół katolickich i ekspulsji wszystkich księży zagranicznych. Kościół i katolicy świeccy próbowali zrazu unikać konfrontacji, stosując metodę pokojowego dochodzenia swoich praw poprzez petycje. W odpowiedzi na prześladowania i schizmę 9 marca 1925 roku, z błogosławieństwem Episkopatu, na bazie ACJM i innych stowarzyszeń laikatu oraz partii Zjednoczenie Ludowe (Unión Popular - UP), utworzona została Krajowa Liga Obrony Wolności Religijnej (Liga Nacional para la Defensa de la Libertad Religiosa - LNDLR). Cel Ligi określono jako odzyskanie (conquistar) wolności religijnej i innych wynikających z niej wolności społecznych i ekonomicznych, ujętych w cztery punkty: 1) pełna wolność (libertad plena) nauczania; 2) prawo powszechne (derecho comśn) dla katolików; 3) prawo powszechne dla Kościoła; 4) prawo powszechne dla robotników katolickich. Na czele LNDLR stanęli najwybitniejsi katoliccy intelektualiści tej epoki: jako jej przewodniczący Rafael Ceniceros y Villarreal (1855-1933) i Miguel Palomar y Vizcarra (1880-1968) jako wiceprzewodniczący. Pomimo pokojowych zamiarów i taktyki LNDLR została przez rząd uznana za nielegalną i rychło doczekała się też pierwszego męczennika (el primer mártir) w osobie 66-letniego kupca José Garcii Farfana, zastrzelonego 26 czerwca 1925 roku w Puebli.
Arcybiskup, prymas Meksyku José Mora y del Río (1854-1928) oświadczył w imieniu Episkopatu, że Kościół i katolicy nie uznają artykułów 3, 5, 27 i 130 konstytucji i będą je zwalczać, ponieważ ich przyjęcie byłoby "zdradą naszej wiary i naszej religii". 21 kwietnia 1926 roku biskupi wydali wspólny list pasterski, w którym napisali: "Duch i litera nowej konstytucji, zachowanie się rządu, solidarność z nim wykazywana przez loże masońskie, oficjalne poparcie udzielane mu przez protestantów i schizmatyków, wszystko to pokazuje, że ostatecznym celem przyjętym przez rząd jest całkowite unicestwienie katolicyzmu (...). Kościół może istnieć bez datków wiernych, bez własności, bez zakonników, nawet świątyń, ale w żadnym wypadku nie może przetrwać bez wolności, bez niezawisłości (...). Moment, aby powiedzieć non possumus, właśnie nadszedł".
Odpowiedzią Callesa było wezwanie stanów do natychmiastowego wdrożenia przepisów wykonawczych do art. 130, rozpoczęcie wykonywania art. 3 w postaci Tymczasowych Przepisów dla Szkół Prywatnych Dystryktu i Terytoriów Federalnych, oznaczających zamknięcie w ciągu 60 dni prywatnych szkół podstawowych, jeśli nie poddadzą się przepisom prawa laickiego. Nie kto inny, jak sam Calles, podał (w przemówieniu przed Kongresem 1 września 1926 roku) statystyki represji związane z wdrażaniem dekretów wykonawczych do konstytucji: zamknięcie 42 świątyń i 7 klasztorów, wydalenie 185 księży obcokrajowców, zamknięcie 7 ośrodków "propagujących religię", które posiadały kaplice, gdzie sprawowano kult bez zezwolenia. Dwaj biskupi - ordynariusz Tacámbaro - Leopoldo Lara y Torres (1874-1939) oraz Huejutli - José de Jesśs Manríquez y Zárate (1884-1951) - zostali oskarżeni o podżeganie do buntu i postawieni przed sądem. Wydalony został delegat apostolski. 21 czerwca 1926 roku ogłoszony został drakoński dekret zatytułowany "Ustawa reformująca Kodeks Karny" (Ley Reformando el Código Penal). Dekret zawierał 33 artykuły, w tym następujące: "We wszystkich szkołach publicznych i prywatnych nauczanie religijne jest zakazane" (art. 3); "Wszelkie zakłady zakonów religijnych są zniesione" (art. 6); "Wszelka krytyka praw i władz przez duchownych, nawet na zebraniach prywatnych, jest zakazana pod surowymi karami" (art. 10); "Nauki ukończone w seminariach nie mają żadnego znaczenia wobec Państwa" (art. 12); "Wszystkie czynności religijne odbywać się mogą tylko we wnętrzu kościołów, które będą pod nadzorem Państwa" (art. 17); "Na zewnątrz kościołów zabrania się nosić stroju duchownego" (art. 18); "Wszystkie kościoły, budynki zakonne, tak przytułki, jak klasztory, ogłasza się za własność Państwa" (art. 21). Na księży nałożono obowiązek zarejestrowania się przed władzami cywilnymi, aby mogli wykonywać swój "zawód" (art. 19); ci, którzy tego by nie uczynili, byli zagrożeni aresztem. Karą grzywny zagrożone zostało też publiczne używanie jakichkolwiek oznak religijnych (krucyfiksów, obrazów, rzeźb, a nawet medalików) oraz językowych odniesień do Boga, łącznie z najbardziej powszechnym w języku hiszpańskim pożegnaniem: "Adios" (Z Bogiem). Przepisy te miały wejść w życie od 31 lipca 1926 roku. Jak się wyraził sekretarz rządu gen. Sixto Adalberto Tejeda (1883-1960): "Chwyciliśmy Kościół za gardło i zrobimy wszystko, aby go udusić".

Bojkot
11 lipca 1926 roku biskupi postanowili (za zgodą Papieża) zawiesić kult publiczny w całym kraju od 1 sierpnia do odwołania. Kościoły miały być otwarte dla wiernych na prywatne modlitwy i powierzone opiece świeckich. Kapłani mieli odprawiać jedynie Msze prywatne, a sakramentów udzielać tylko w razie wyraźnej konieczności. 14 lipca Episkopat zaakceptował również plan bojkotu ekonomicznego rządu, który opracował działacz LNDLR oraz założyciel Unión Popular - a już niedługo potem męczennik cristiady (beatyfikowany w 2005 roku przez Papieża Benedykta XVI) - Anacleto González Flores (1888-1927). Bojkot miał objąć cztery sektory: rozrywkę, szkolnictwo, handel i transport. Oznaczało to rezygnację katolików z uczęszczania do kin, teatrów, kawiarń i restauracji, wypowiedzenie przez nauczycieli pracy w szkołach publicznych, zaniechanie kupowania gazet oraz papierosów z państwowych fabryk, wycofywanie oszczędności z upaństwowionych banków, zaniechanie korzystania ze środków transportu publicznego, ograniczenie do minimum używania energii elektrycznej. W reakcji na to 25 lipca 1926 roku przywódcy Ligi zostali aresztowani; mimo to bojkot rozpoczął się zgodnie z planem 31 lipca. Początkowo akcja przybrała masowe rozmiary, grożące nawet bankructwem sektora publicznego, jednak w październiku załamała się, głównie z winy zamożniejszych katolików.
Episkopat meksykański podjął jeszcze jedną próbę porozumienia się z rządem. 21 sierpnia 1926 roku z Callesem spotkali się: metropolita Michoacán ks. abp Leopoldo Ruiz y Flores (1865-1941) i ordynariusz Tabasco ks. bp Pascual Díaz y Barreto (1875-1936). Spotkanie jednak nie tylko nie przyniosło pozytywnego skutku, lecz Calles bez osłonek dał biskupom do zrozumienia, że jego celem jest sprowokowanie katolików do buntu zbrojnego po to, aby móc go zgnieść. W odpowiedzi na prośbę o przynajmniej odłożenie wykonania dekretu reformującego kodeks karny powiedział: "Pokażę panom, iż kwestia nie istnieje, gdyż jedyny [problem], który moglibyście stworzyć, to rozpocząć bunt przeciwko rządowi, a wówczas rząd będzie doskonale przygotowany, żeby was zwyciężyć. Powiedziałem już, iż macie panowie tylko dwie drogi: podporządkować się prawu, a jeśli nie jest ono zgodne z waszymi zasadami, to rozpocząć walkę zbrojną i próbować obalić rząd, aby ustanowić nowy, który podyktuje prawa zgodne z panów sposobem myślenia; w drugim jednak przypadku, powtarzam, jesteśmy doskonale przygotowani, aby zwyciężyć".
Ksiądz arcybiskup Mora i ks. bp Díaz złożyli w imieniu Episkopatu projekt reformy art. 3, 5, 24, 27 i 130 konstytucji do Kongresu, ale było oczywiste, że w izbie, w której zasiadali wyłącznie rewolucjoniści, w większości należący do Sojuszu Partii Socjalistycznych, miało to jedynie sens demonstracji. Zresztą petycja została odrzucona z powodów formalnych, albowiem Komisja ds. Petycji podała do publicznej wiadomości, że biskupi, którzy ogłosili, iż nie podporządkują się prawu, w myśl art. 37 konstytucji utracili status obywateli, tym samym zaś zdolność prawną do zgłaszania petycji. Żadnego skutku nie odniosło również uzyskanie przez LNDLR dwóch milionów podpisów meksykańskich obywateli pod petycją o przeprowadzenie referendum w sprawie reformy konstytucji. Wszystkie środki pokojowe zostały więc wyczerpane i pozostał tylko - usprawiedliwiony w tej sytuacji - opór czynny przeciwko tyranii.

Prof. Jacek Bartyzel

--------------------------------------------------------------------------------
Autor jest kierownikiem Katedry Hermeneutyki Polityki na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 19 paź 2013, 16:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/35641

Meksykańscy palikociarze
Dział: Opinie » autor: Natalia Dueholm » data: sob, 14-09-2013

Prezydent Plutarco Elías Calles, znany polskim czytelnikom głównie dzięki filmowi „Cristiada”, jest chyba jednym z jednym z najbardziej rozpoznawalnych wojujących antyklerykałów Meksyku. Zanim został prezydentem, swoje pomysły wcielał w życie jako gubernator stanu Sonora. Jemu podobnych było wielu.
W pierwszej połowie XX w. pozycja lokalnej władzy gubernatorów w Meksyku była silna. Jako przedstawiciele rewolucji nierzadko działali w trakcie powstań i buntów, posługiwali się przemocą, korupcją, nepotyzmem, a nawet zamawiali polityczne zabójstwa. Dla wielu stanowisko gubernatora było laboratorium do uprawiania polityki, którą mogli później wcielać na szczeblu krajowym jako prezydenci. Wśród nich byli prawnicy, edukowani w Stanach Zjednoczonych lub Europie, jak również uciekinierzy ze szkół bez żadnego formalnego wykształcenia.
Wielu z nich było ateistami i masonami, o poglądach komunistycznych i socjalistycznych, wcielającymi najbardziej radykalne i bezsensowne pomysły, doprowadzające podległe im stany do kompletnej ruiny. Nieodłącznym elementem rewolucyjnych reform była przede wszystkim walka przeciwko Kościołowi katolickiemu. Lewica określa tych ludzi mianem reformatorów, demokratów lub liberałów. Nic w tym bardziej błędnego.

„Oświecony mason” Calles
Zanim Plutarco Elías Calles (1877-1945) stał się prezydentem Meksyku i założył Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną, która pod różnymi nazwami rządziła krajem przez 71 lat, był generałem i od 1915 r. gubernatorem północno-zachodniego stanu Sonora. A co bardzo istotne był również masonem. Urodził się w biednej rodzinie. Jego matka umarła, gdy miał 3 lata. Porzucony przez ojca, został wychowany przez brata matki, który zaszczepił w nim ateizm i nienawiść do Kościoła katolickiego. W młodości imał się różnych zajęć, był m.in. nauczycielem i pracował w hotelu, jednak od zawsze marzył o nieograniczonej władzy.
Kiedy został gubernatorem, domagał się władzy radykalnej, zaś swoim przeciwnikom powiedział, że nie ma co od niego oczekiwać miłosierdzia. Jego oficjalnym zamiarem było wcielenie socjalistycznego programu prezydenta Carranzy. Wprowadził najbardziej restrykcyjną wersję prawa antyalkoholowego w całym Meksyku, zakazując produkcji, importu i dystrybucji alkoholu, choć sam lubił sobie popijać (jego ojciec zapił się na śmierć).
Dla umocnienia prawa, nakazał również przeprowadzić publiczną egzekucję pijaka w Cananea. Zakazał również hazardu i zalegalizował rozwody. Toczył wojnę nie tylko z tymi, którzy pili alkohol, ale również z ludnością z plemienia Yaqui. Odebrał im obywatelstwo i własności ziemskie, gdyż posiadali oni najbardziej żyzną ziemię w Sonorze. Docelowo chciał ich eksterminować, podobnie do księży, których chciał wyeliminować. W marcu 1916 r. wyrzucił ich wszystkich ze stanu Sonora, gdyż uważał ich za „szpiegów” i „zły element” mieszający się do polityki.
Po kilku latach lekko złagodził swoją politykę wobec Kościoła, pozwalając w 1919 r. na funkcjonowanie jednemu księdzu na 10 tys. ludzi (czyli 26 w całym stanie), którzy czasowo mogli udzielać chrztów i innych sakramentów. Kiedy został prezydentem, powrócił do swojej walki, pozbawiając księży praw i wolności, a Kościoła majątku, wcielając w życie podobną politykę jak w stosunku do ludności Yaqui.
W 1926 r. doszło do wybuchu katolickiego powstania Cristeros, w którym siły rządowe masakrowały katolików i księży, znanego z filmu „Cristiada”. Nie był to jedyny zbrojny sprzeciw katolickiej ludności. Ludzie buntowali się przeciwko zamykaniu kościołów i usuwaniu księży w różnych stanach Meksyku. Natężenie i formy antyklerykalizmu były różne, w zależności od władających lokalnie gubernatorów.

Duch Benito Juáreza- masoneria oczekuje...
Benito Juárez Maza, gubernator południowego stanu Oaxaca, nie należał do najbardziej rewolucyjnych, jednak związana z jego życiem historia, dobrze pokazuje ducha czerwonej meksykańskiej rewolucji. Był on bowiem synem Benito Juáreza, prezydenta Meksyku, uważanego za patrona „meksykańskiego liberalizmu”, który uosabiał wściekły antyklerykalizm XIX w., realizowany później przez Callesa i jemu podobnych w wieku XX. W ramach walki z katolicyzmem Juárez senior skonfiskował kościelny majątek i pozmieniał wszystkie religijne nazwy ulic. Zarówno ojciec, jak i syn należeli do masonerii (loża „Toltecas”). Jak czytamy w „State Governors in the Mexican Revolution, 1910-52” (2009), było to dość typowe.
Na początku XX w, „liberałowie” Meksyku (wielu z nich masoni) organizowali się „w odpowiedzi na rosnącą siłę Kościoła katolickiego”. Jedna z liberalnych organizacji - Liberalny Klub im. Ponciano Arriage, licząc na zaangażowanie Juáreza juniora w zwalczenie Kościoła, napisała do niego, że „nosi najznakomitsze imię, imię najznakomitszego geniusza Ameryki, który pokazał klerowi, gdzie jego miejsce”. Tym razem masonom nie udało się namówić swojego człowieka na agresywną politykę antykościelną. Kandydatów do niej jednak nie brakowało.

Kult świeckiej religii i feminizmu Alvarado
Jednym z najbardziej radykalnych był Salvador Alvarado z południowego Jukatanu, ateista, który pozamykał kościoły, wyrzucił księży i skonfiskował relikwie. Budynki kościelne kazał wykorzystywać do przechowywania materiałów konstrukcyjnych, oddał w użytkowanie zespołom muzycznym, przerobił na muzea. Jak tłumaczył, chciał walczyć z „religijnym fanatyzmem”, a sam za to wprowadził fanatyzm świeckiej edukacji. Zastąpił kult świętych, kultem patriotów i postaci historycznych.
Wydarzenia historyczne i nowoczesne festiwale wprowadził w miejsce świąt religijnych. W szkołach organizował wykłady na temat: dlaczego religia jest zła. Podobnie do Callesa chciał walczyć z alkoholem, którego sprzedaż dla kobiet była zakazana. Każda kobieta musiała również przejść reedukację (szczególnie ludności Majów). W 1916 r. zorganizował ściśle kontrolowany pierwszy w kraju kongres feministyczny, z opłaconym dojazdem i zakwaterowaniem dla ponad 600 kobiet (zwolnionych na czas wydarzenia z pracy), w którym kobiety z ludności etnicznej nie mogły brać udziału.
W jego organizację była zaangażowana (sama nie przybyła) kontrowersyjna feministka Hermila Galindo, z „obsesją na punkcie nowoczesności i edukacji”. Jej poglądy, odczytane na kongresie, wzbudziły zarówno aplauz, jak i sprzeciw przybyłych tam kobiet. W 1916 r. domagała się ona praw seksualnych dla kobiet, edukacji seksualnej w szkołach i legalizacji rozwodów. Kobiety podobne do niej na kongresie dyskutowały o zakazie nauczania religii dla osób w wieku poniżej 18 lat. Po spokojnych protestach i bardziej gwałtownych buntach ludności stanu Jukatan (zwłaszcza kobiet, np. Magdaleny Mediny w Valladolid), Alvarado pozwolił na otwarcie kilku kościołów i powrót niektórych księży. Ostatecznie zginął od kuli.

„Defanatyzacja szkół” i bojówki Tejedy
Służący dwie kadencje jako gubernator wschodniego Veracruz Adalberto Tejeda zyskał miano szczególnie agresywnego i chamskiego, niekompetentnego agitatora. Był również określany nawet mianem kanibala wprowadzającego bolszewicki komunizm. Zacięty wróg Kościoła katolickiego, chciał przeprowadzić „defanatyzację szkół”. Popierał Rewolucyjną Ligę Antyklerykalną. Tajeda miał pod sobą nie tylko wojsko, ale również prywatny oddział do ochrony i zbierania informacji. Podczas i po powstaniu Cristeros wprowadził antykatolickie regulacje. W 1931 r. ograniczył liczbę księży do 1 na 100 tys. mieszkańców, co dało liczbę 13 na cały stan.
Nie ugiął się nawet po sugestii prezydenta Ortiza Rubio, który mu sugerował złagodzenie prawa. Według Tejedy bowiem „każdego roku Kościół sprzeniewierzał miliony pesos od ludzi na frywolne projekty”. Księża urodzeni poza Meksykiem nie mogli praktykować w stanie Veracruz.. W 1931 r. w katedrze w Jalapa w tajemniczych okolicznościach wybuchła bomba. Zwolennicy Tejedy bezcześcili kościoły, co w połączeniu z prowadzoną polityką powodowało coraz bardziej gwałtowne reakcje katolików. Podczas jednego z takich konfliktów po podpaleniu kościoła w Tlapacoan w 1931 r. w trakcie zamieszek zginęło 15 ludzi, a 30 zostało rannych.

Tępienie katolickich organizacji w Jalisco
Podobnym do Tejedy był gubernator José Guadalupe Zuno, uznany za jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w środkowo-zachodnim stanie Jalisco, znany z ignorowania prawa, ekstremalnej korupcji i antyklerykalizmu (odziedziczonym po dziadku). W młodości został wyrzucony z liceum, później został artystą. Jako gubernator nie uznawał w ogóle katolickich organizacji, stowarzyszeń i związków zawodowych, za to współpracował z komunistami i feministkami. Zakazał funkcjonowania Rycerzom Kolumba.
Chciał tworzyć organizacje na wzór kościelnych, które miały pomagać kobietom. Pozamykał szkoły prywatne, seminaria (oficjalnie za „brak higieny”) i zakony, a w nich urządzał stołówki i szkoły publiczne. Ograniczył liczbę księży. Na lata 1925-26 przypadł okres najsilniejszych represji w stanie Jalisco, a co za tym idzie konfliktów z władzą. Ostatecznie zrezygnował ze stanowiska.
Canabal i jego syn Lenin
Podobny los spotkał w końcu i Tomása Garrido Canabala z południowo-wschodniego stanu Tabasco, jednego z najbardziej znanych ateistów, „socjalistycznego tyrana”, który również był gubernatorem przez dwie kadencje (1923-35). Canabal nazwał jednego ze swoich synów imieniem Lenin. Z wykształcenia prawnik, lubował sie w sprawowaniu władzy twardą ręką, posługiwał się przemocą i zapalczywie tępił Kościół. Wszystkim księżom zakazał praktykowania w rządzonym przez siebie stanie.
Swoim ludziom nakazał niszczyć kościoły, krzyże cmentarne, a nawet zabijać katolickich aktywistów. Założone przez niego bojówki tropiły wszelkie religijne przedmioty w domach ludzi. W San Carlos podpaliły wypełniony wiernymi kościół. Ostatecznie Canabal musiał zrezygnować z władzy i wyjechać do Portoryko.
Przegląd powyżej prezentowanych postaci nie wyczerpuje niestety listy meksykańskich antyklerykałów. Warto wspomnieć, że ich pomysły mają również odbicie w Polsce. Przoduje w nich Ruch Palikota, któremu nie podoba się ani krzyż, ani kaplica w sejmie, jak również dotowanie charytatywnej działalności Kościoła. Palikociarze domagali się zerwania konkordatu, wprowadzenia wymogu badań i posiadania książeczki zdrowia dla księży rozdających Komunię św. (nękanie ich z powodów pseudo-higienicznych), zakazu noszenia sutann w miejscach publicznych i rugowania księży ze szkół.
Wanda Nowicka na jednym ze swoich wyborczych filmów wyraziła niechęć do księży sprawujących posługi wśród chorych w publicznych szpitalach. Liczne bezczeszczenia kościołów w Polsce, drażnienie uczestników procesji w Boże Ciało, atak na Czarną Madonnę, jak również napady na księży zapewne nieprzypadkowo zbiegają się w czasie z obecnością Ruchu Palikota w „wielkiej polityce”. Ludzie, dla których nowoczesność plasuje się podobnie do ich meksykańskich odpowiedników w XVIII w. rewolucyjnej Francji, stracą w końcu swoje stanowiska i przejdą do historii mniejszych lub większych antyklerykalnych zamordystów.
---

Źródło: „State Governors in the Mexican Revolution, 1910-52. Portraits of Conflict, Courage, and Corruption, Jürgen Buchenau, William H. Beezley, Rowman & Littlefield Publishers, Inc, 2009.
artykuł ukazał się na www.pch24.pl

Autor: Natalia Dueholm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 05 lut 2015, 08:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31346
Kościół ma nie tylko zewnętrznych wrogów. Bywa, i to nie rzadko, że instytucja ta jest rozsadzana od środka. Tak było zawsze i tak pozostanie, gdyż ludzka ułomność niekiedy zwycięża nad ludzką mądrością i godnością.

Papież, który chciał wiernym narzucić herezję. Co zrobił Kościół?

Papież Jan XXII (1316-1334) próbował narzuć Kościołowi błędny pogląd o zbawieniu nauczając, że dusze sprawiedliwych oczekując na zmartwychwstanie ciał i Sąd Ostateczny nie cieszą się uszczęśliwiającą wizją Boga. Przeciwko papieżowi głoszącemu heterodoksyjne nauczanie wystąpili kardynałowie, biskupi i teolodzy – przypomina prof. Roberto de Mattei – skutecznie broniąc depozytu wiary.

Obrazek

Kardynał Jacques Duèse został wybrany papieżem 7 sierpnia 1316 r. – po ponad dwuletnim wakacie na Stolicy Piotrowej – i przyjął imię Jana XXII. Niestety w historii Kościoła zapisał się jako papież, który podważył dogmat wiary o wizji uszczęśliwiającej w niebie. Jan XXII, w trakcie trzech kazań wygłoszonych w katedrze awiniońskiej między 1 listopada 1331 roku a 5 stycznia 1332, zaczął nauczać, że dusze sprawiedliwych nie cieszą się wiecznym szczęściem widzeniem Boga. Dusze te miały według drugiego papieża okresu awiniońskiego oczekiwać sądu ostatecznego. Dopiero po nim miały osiągać szczęście ostateczne. Była to teza uważana wówczas za sprzeczną z depozytem wiary. Żywo sprzeciwiał się jej m.in. św. Tomasz z Akwinu (1225-1274).

Jak zauważa prof. Roberto de Mattei, „możliwość natychmiastowej kontemplacji Pana Boga, zastrzeżona dla tych dusz, które odeszły z ciała całkowicie oczyszczone ze wszelkich niedoskonałości i w stanie pełnej łaski”, jest określona „już w Piśmie Świętym i potwierdzona w ciągu wieków istnienia Kościoła przez jego Tradycję jako niezmienny dogmat katolicki”.

Katechizm Kościoła katolickiego przyjęty w roku 1992 stawia sprawę jasno: Każdy człowiek w swojej nieśmiertelnej duszy otrzymuje zaraz po śmierci wieczną zapłatę na sądzie szczegółowym, który polega na odniesieniu jego życia do Chrystusa i albo dokonuje się przez oczyszczenie, albo otwiera bezpośrednio wejście do szczęścia nieba, albo stanowi bezpośrednio potępienie na wieki (1022). Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem oraz są doskonale oczyszczeni, żyją na zawsze z Chrystusem. Są na zawsze podobni do Boga, ponieważ widzą Go "takim, jakim jest" (1 J 3, 2), twarzą w twarz (1023). To doskonałe życie z Trójcą Świętą, ta komunia życia i miłości z Nią, z Dziewicą Maryją, aniołami i wszystkimi świętymi, jest nazywane "niebem". Niebo jest celem ostatecznym i spełnieniem najgłębszych dążeń człowieka, stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia (1024).

Katolicy zareagowali na nauczanie Jana XXII „publicznym wzmożeniem”. Gdy papież zaczął podawać do wierzenia błędny pogląd, został otwarcie skrytykowany przez wielu hierarchów i teologów. Wśród nich był m.in. biskup Guillaume Durand z Saint-Pourçain, który wprost zarzucił papieżowi odświeżenie „herezji katarskiej”, dominikanin Thomas Waleys, który za sprzeciw wobec słów papieża został zamknięty w więzieniu; franciszkanin Mikołaj z Liry oraz kardynał Jacques Fournier (późniejszy papież Benedykt XII). Gdy Jan XXII – przypomina prof. de Mattei – próbował narzucić błędną doktrynę Wydziałowi Teologicznemu w Paryżu, francuski król Filip VI (zgodnie z relacja ówczesnego rektora Sorbony) zagroził mu nawet spaleniem na stosie.

Dzięki naleganiom m.in. kard. Bertrando del Poggetto (1280-1352) przed śmiercią Jan XXII stwierdził, że heterodoksyjny pogląd wygłaszał jedynie jako teolog, a nie jako ziemska głowa Kościoła Świętego. Twierdził, że w tej sprawie nie angażował Magisterium. Następca Jana XXII, Benedykt XII, jednoznacznie rozwiązał problem. W konstytucji Benedictus Deus orzekł, że „według powszechnego rozporządzenia Bożego dusze wszystkich świętych... i innych wiernych zmarłych po przyjęciu chrztu świętego, jeśli w chwili śmierci nie miały nic do odpokutowania... albo jeśliby wówczas miały w sobie coś do oczyszczenia, lecz doznały oczyszczenia po śmierci... jeszcze przed odzyskaniem swoich ciał i przed Sądem Ostatecznym, od chwili Wniebowstąpienia Zbawiciela, naszego Pana Jezusa Chrystusa, były, są i będą w niebie, w Królestwie i w raju niebieskim z Chrystusem, dołączone do wspólnoty aniołów i świętych. Po męce i śmierci Pana Jezusa Chrystusa oglądały i oglądają Istotę Bożą widzeniem intuicyjnym, a także twarzą w twarz, bez pośrednictwa żadnego stworzenia”. Po tym orzeczeniu Magisterium Kościoła pogląd prezentowany poprzednio przez Jana XXII uznany został za heretycki – przypomina Roberto de Mattei.

Św. Robert Bellarmin (1542-1621) pisał w „De Romano Pontifice”, że Jan XXII prezentował heretycką nauką z intencją podania jej wiernym do wierzenia jako prawdy nieomylnej. Zmarł jednak nim udało mu się osiągnąć ten cel. Błogosławiony kard. Afredo Schuster (1880-1954) z kolei pisał o „poważnej odpowiedzialności Jana XXII przed sądem historii, ponieważ zgotował całemu Kościołowi upokarzający spektakl podczas którego książęta, duchowni i uczeni musieli naprowadzać Papieża na prostą drogę katolickiej tradycji teologicznej, stawiając go przy tym w trudnej sytuacji, w której miałby zaprzeczyć własnym twierdzeniom”.

Heterodoksyjny pogląd przedstawiony przez Jana XXII należał do nauczania zwyczajnego. Gdyby ówcześni teologowie mieli odnieść do niego instrukcję Kongregacji Doktryny Wiary pt. „Donum veritatis” z 1990 roku, musieliby je uznać za autentyczne, wymagające zgody woli i intelektu. „Obrońcy katolickiej ortodoksji w miejsce otwartego oporu wobec heretyckiej doktryny musieliby uznać to żywe Magisterium i Benedykt XII nie musiałby sprzeciwiać się doktrynie jego poprzednika deklarując jako dogmat wiary, że dusze sprawiedliwych po śmierci cieszą się Istotą Boga poprzez wizję intuicyjną i poznanie bezpośrednie. Dzięki Bogu, dobrzy teologowie i prałaci tamtej epoki, poruszeni przez zmysł wiary, publicznie odmówili zgody z twierdzeniami podawanymi przez najwyższy autorytet. Dzięki temu zachowano, przekazano i zdefiniowano ważną prawdę naszej wiary” – zauważa prof. Roberto de Mattei.

Źródło: „Corrispondenza Romana”
malk, mat

http://www.pch24.pl/papiez--ktory-chcia ... 772,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 11 mar 2015, 16:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/eJJGHFBpoFt

Jaki widać, Kościół ma także wrogów wewnątrz, i to na stanowiskach biskupów.

Kopia artykułu:

Biskup wzywa do radykalnej zmiany w podejściu do rozwodników!
m.rekinek czwartek, 21:50

Biskup (!): Kościół ideologizuje nierozerwalność małżeństwa

Katolicki biskup Jean-Paul Vesco z Francji uznał, że Kościół święty absolutyzuje i ideologizuje nierozerwalność małżeństwa. Pasterz wzywa do radykalnej zmiany w podejściu do rozwodników.

Bp Vesco zdecydowanie krytykuje obecną praktykę Kościoła, twierdząc, że w sposób niepotrzebny zadaje się krzywdę osobom w nowych związkach. Nie patrzy się przy tym w ogóle na konkretną sytuację. Według biskupa przy okazji poważną szkodę odnosi także wizerunek Kościoła, mowa wręcz o „antyświadectwie”.

Były prowincjał dominikanów przyznaje, że dochowywanie małżeńskiej wierności po rozpadzie małżeństwa jest wspaniałym znakiem nierozerwalności miłości. Do tego trzeba jednak mieć zdaniem biskupa powołanie. Gdy narzuca się ludziom taką drogę z zewnątrz, popełnia się błąd.

Warto na marginesie zauważyć, że bardzo mocno przypomina to wypowiedź kart. Waltera Kaspera, który powiedział swego czasu, że od zwykłych katolików nie można wymagać heroizmu. A heroizmem byłoby w jego ocenie życie w nowym związku w czystości.

Wracając jednak do bp. Vesco, to należy podkreślić, że zwrócił się on jeszcze przeciwko używaniu terminu „cudzołóstwo” w odniesieniu do rozwodników w nowych związkach. Uznał że to po prostu rzecz „straszna” i całkowicie „nie do przyjęcia”, a „prawdziwa doktryna” nie może być sprzeczna z „prawdą osób”.

Biskup twierdzi też, że poglądy, które głosi, są całkowicie zgodne z dogmatem o nierozerwalności małżeństwa. Z takim postawieniem sprawy nie zgodziliby się konserwatywni hierarchowie; przykładem JE kard. Raymond Leo Burke, który nieustannie podkreśla, że propozycje poluzowania dyscypliny sakramentów wobec rozwodników w nowych związkach w oczywisty sposób godzą w nierozerwalność małżeństwa. Jego zdaniem nie może być mowy o zmianie dyscypliny bez zmiany doktryny, a jak zmienić doktrynę, zachowując nierozerwalność małżeństwa?

pac/radio watykańskie/fronda.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 31 mar 2015, 07:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31346
Wrogowie Kościoła są również naszymi wrogami. Wrogami ludzi, wrogami społeczeństw, wrogami narodów, wrogami ludzkości. Zanim się zaczniemy im przysłuchiwać, zadajmy sobie pytanie w jakim celu fałszywie troszczą się o nas, skoro z taką łatwoscia potrafią nas krzywdzić.
A krzywdzą nas poprzez degenerację i destrukcję genderowską, poprzez lichwiarską medycynę i lecznictwo, poprzez korporacyjną nie zdrową, szkodliwą żywność, poprzez pętle prawną, którą nam zakładają na szyję i wciąż pociągają, poprzez zagrożenie wojenne i poprzez realizację ambicji wojennych, poprzez niszczenie gospodarki, kultury, wiary i Kościoła, poprzez fałszowanie pamięci historycznej, poprzez medialny prymitywizm i poprzez medialny fałsz, poprzez patologiczną edukację, ... resztę każdy sam może sobie dopowiedzieć...

A jednak troszczą się o nas, aby przypadkiem Kościół nas nie skrzywdził. Ohyda!


Ks. bp Dec na celowniku

Podziwiam troskę, z jaką pani redaktor „Gazety Wyborczej – Wrocław” otacza Kościół, oraz jej rady dawane hierarchom dla powstrzymania odpływu wiernych.

„Ludzie odchodzą z Kościoła” – teza, która raz po raz obiega główne stacje telewizyjne czy tytuły prasowe, okraszana komentarzami socjologów, teologów, publicystów, w umysłach wielu funkcjonuje już niczym dogmat (nomen omen) wiary. Większość komentatorów stara się ambitnie wskazać na przyczyny takiego stanu rzeczy, często przywołując problemy wewnątrz wspólnoty Kościoła.

Już Papież Paweł VI zauważał, że jedna z głównych trudności w głoszeniu Ewangelii leży po stronie samych wierzących. Nazwał ją „problemem domowym”, wskazując przede wszystkim na brak gorliwości, radości i nadziei u wielu głosicieli Dobrej Nowiny. W innych miejscach mówił również ten, ogłoszony niedawno błogosławionym, Papież o braku jedności wśród samych chrześcijan. I tylko szkoda, że nie dane mu było doczekać tekstu Katarzyny Wiśniewskiej, który dziś pojawił się w „Gazecie Wyborczej – Wrocław” pt. „Polska krajem prawa Bożego?”.

Dziennikarka przytacza kilka fragmentów homilii, wygłoszonej przez biskupa świdnickiego Ignacego Deca - jak możemy się domyślać – nie po to, by popularyzować nauczanie hierarchy. Myliłby się jednak ktoś, kto stwierdziłby, iż celem redaktor Wiśniewskiej jest uderzenie w ks. bp. Ignacego. Wręcz przeciwnie – można odnieść wrażenie, że tekst popełniła ona w trosce o Kościół. Świadczyć o tym może zdanie, iż „jeżeli Kościół nie złagodzi języka (bo raczej in vitro nagle nie zaakceptuje), będzie musiał się liczyć z odpływem katolików z Kościoła: rodziców dzieci z in vitro, ich samych, ich bliskich i przyjaciół” oraz dodane w innym miejscu stwierdzenie, że potępianie tej metody nie jest ewangeliczne ani roztropne.

Diagnoza jest prosta: jeśli Kościele nie chcesz, by odchodzili od Ciebie wierni, przestań nazywać grzech grzechem. Rozumując tym tokiem – w ramach troski o lekarzy dokonujących aborcji, środowisk aborcję promujących, ich przyjaciół, rodzin, zwolenników, oraz osób, które na ten zabieg się zdecydowały, Kościół powinien przestać określania jej mianem „zabicia dziecka w łonie matki”, a w konsekwencji „grzechem ciężkim”. W przeciwnym wypadku – ci wszyscy ludzie odejdą z Kościoła.

Zgadzam się z panią Wiśniewską, że obrażanie kogokolwiek jest naganne i niezgodne z nauczaniem Jezusa. Żądanie jednak od Kościoła, by w ramach troski o frekwencję na nabożeństwach przestał nazywać zło – złem, a dobro – dobrem, jest o tyle niebezpieczne, że wprawdzie osoby popełniające grzech pozostaną formalnie w Kościele, ale czy będzie to jeszcze Kościół Jezusa Chrystusa? A co, gdy będą chcieli przystąpić do spowiedzi i nawrócić się? Gdzie mieliby wracać?

Może nie mam doświadczenia dziennikarskiego tak wielkiego jak pani redaktor Wiśniewska, jednak – przyznam – wolę być w Kościele, który mówi mi prawdę i wiernie naucza tego, co pozostawił Mu Chrystus, niż w takim, który zatajałby tę prawdę przede mną tylko po to, bym nie oddał legitymacji członkowskiej. Na pewno nie mam doświadczenia dziennikarskiego tak wielkiego jak pani redaktor Wiśniewska, ale byłem świadkiem wielu nawróceń osób, które dzięki temu, że Kościół nie posłuchał proroków jej podobnych, w pewnym momencie swojego życia wiedzieli, gdzie mogą doświadczyć miłosierdzia. I wie pani co? Mieli gdzie wracać.

ks. dr Rafał Kowalski

Autor jest dyrektorem Wydziału Komunikacji Społecznej Wrocławskiej Kurii Metropolitalnej oraz rzecznikiem prasowym Archidiecezji Wrocławskiej.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wniku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 14 sie 2016, 10:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/12/0 ... ludniowej/

Redukcje jezuickie w Ameryce Południowej
Posted by Marucha w dniu 2015-12-09 (środa)

Żaden zakon nie spotykał się w dziejach chrześcijaństwa z taką niechęcią, a nawet nienawiścią, co Towarzystwo Jezusowe, czyli jezuici.
Ich ojcem założycielem był św. Ignacy Loyola (1491-1556) – Bask, rycerz, mistyk, asceta, a nade wszystko pielgrzym, który zaszczepił swym uczniom niezwykłą gorliwość apostolską połączoną ze sprytem i przemyślnością w dążeniu do osiągania celu. W 1540 roku papież Paweł III bullą Regimini Militantis Ecclesiae zatwierdził powstanie nowego zakonu. Jezuici, którzy w chwili śmierci Loyoli liczyli tysiąc zakonników, odegrali wiodącą rolę w potrydenckiej kontrofensywie Kościoła, zwanej niekiedy katolicką reformacją.
Misjonarze jezuiccy docierali do Japonii, Indii, Etiopii, Ameryki Łacińskiej, zakładali szkoły powszechne i średnie w krajach katolickich, jak Hiszpania, Polska czy Włochy, nawracali na katolicyzm rejony zdominowane przez protestantyzm, zdobywali wpływy na dworach królewskich oraz wśród prostych ludzi. Dewiza zakonu brzmiała: Ad maiorem Dei gloriam (Dla większej chwały Bożej).
W wieku oświecenia, w przeddzień wybuchu rewolucji francuskiej, coraz silniejsze wpływy zaczęli zdobywać ludzie i środowiska, dla których zakon bezgranicznie oddany Bogu i Kościołowi, stanowił poważną przeszkodę. Władcy świeccy, pragnący ograniczyć znaczenie Kościoła, znaleźli sprzymierzeńca wśród ludzi programowo wrogich Kościołowi.
Splot wielu okoliczności sprawił, że jezuici coraz częściej stawali się personae non gratae: w 1759 roku zostali wygnani z Portugalii, w 1767 z Hiszpanii, a w 1773 roku papież Klemens XIV został zmuszony do wydania brewe o kasacie zakonu. W szczątkowej postaci jezuici przetrwali jedynie w Rosji.
Dopiero w 1814 roku Pius VII podjął decyzję o restytucji zakonu. Na jego apel odpowiedziało 700 eksjezuitów, głównie z Rosji. Odrodzone Towarzystwo nadal wchodziło w konflikty z liberalnymi katolikami i często ponosiło konsekwencje swej działalności w postaci ponownego wygnania z Portugalii i Hiszpanii, a także z Meksyku, Niemiec czy Austrii.

Obrazek

Bez wątpienia największym i budzącym największy podziw dziełem jezuitów były zakładane w Ameryce Łacińskiej osady indiańskie, zwane reducciones (redukcje).
Najsławniejsze i największe były redukcje paragwajskie, zwane Republiką Jezuicką, a przez samych jezuitów określane mianem „Boskiego tworu”. Jednakże podobną działalność zakonnicy Towarzystwa Jezusowego prowadzili na rozległym obszarze rozciągającym się od dzisiejszego Ekwadoru, poprzez Boliwię, Paragwaj, Brazylię, aż do Argentyny i Urugwaju.
Pierwsze redukcje powstały w 1609 roku (San Ignacio Guazu), najznaczniejsze z nich wybudowano wzdłuż rzeki Parana (dzisiejsza Argentyna i Paragwaj). W szczytowym okresie rozkwitu, na początku XVIII wieku, w co najmniej kilkudziesięciu redukcjach mieszkało – według rozmaitych szacunków – od 100 do 300 tysięcy Indian.
Osady cieszyły się praktyczną niezależnością, podlegając jedynie królowi hiszpańskiemu. To, czym były, wyjaśnia, dlaczego do dziś niewiele o nich wiemy. Jako wyjątkowy w dziejach eksperyment ustrojowy naruszyły zbyt wiele ustalonych norm i nie mogły zyskać akceptacji ani obrońców starego porządku, ani rozmaitych rewolucjonistów.
Przykład reducciones dowodzi, że zakonnicy Towarzystwa Jezusowego, przekraczający utarte szlaki w dążeniu do „większej chwały Bożej”, zwyczajnie nie pasowali do ówczesnego świata. Trwający przez blisko 160 lat eksperyment, zakończył się z chwilą likwidacji osad przez Portugalczyków oraz wygnania jezuitów na mocy decyzji króla hiszpańskiego z 1767 roku.
Redukcje powstawały z dala od głównych szlaków historii, geograficznie znajdowały się na peryferiach świata, a ich mieszkańcami byli skromni zakonnicy oraz ich podopieczni, „dzicy” Indianie. Nie znalazł się żaden wybitny dziejopis, który opisałby je i przybliżył światu. Dopiero w XX wieku, dzięki filmowi Rolanda Joffe „Misja” (1986) z Robertem De Niro jako odtwórcą roli głównej, przeciętny mieszkaniec Europy mógł dowiedzieć się o jezuickich osadach istniejących niegdyś w selwie, czyli dżungli amerykańskiej. Zastosowany w nich ustrój niekiedy błędnie określa się mianem komunizmu, ze względu na wspólny podział wytworzonych dóbr oraz praktyczną równość ekonomiczną.
Redukcje miały jednak z komunizmem tyle wspólnego, co klasztory katolickie. Jednak w społecznym odczuciu to, co łączyło redukcje z programem głoszonym przez komunistów, mogło mieć decydujące znaczenie. Przeciwnicy komunizmu woleli więc skazać redukcje na zapomnienie. Sami komuniści również nie powoływali się na dziedzictwo jezuickie. Wszak zakonnicy Towarzystwa Jezusowego stworzyli w Paragwaju prawdziwe państwo Boże, a więc coś, co stało w całkowitej sprzeczności z komunistycznym ideałem państwa bez Boga.
Na czym polegała niezwykłość redukcji? Otóż Indianie, uwolnieni z poddaństwa narzuconego przez hiszpańskich kolonizatorów, zorganizowali życie wspólnotowe, harmonijnie łączące aspekty ekonomiczne, kulturalne i religijne. Pod wieloma względami jezuici wyprzedzili o setki lat epokę, w której działali. W Republice Jezuickiej całkowicie zlikwidowano analfabetyzm, wprowadzono system opieki społecznej, uszanowano miejscowe tradycje i język guarani, ograniczono czas pracy do 6 godzin (dla porównania w Europie przekraczał on 12 godzin).
Wprost niewiarygodne, że w peryferyjnych lasach tropikalnych zorganizowano wysokowydajne rolnictwo, zaspokajające lepiej niż w dzisiejszych czasach potrzeby mieszkańców. Rozwinęło się przetwórstwo drewna, a wytwarzane zeń wyroby: meble, łodzie, instrumenty muzyczne cieszyły się sławą na całym kontynencie. Na rzece Parana wodowano statki większe, niż te, do których budowania były zdolne ówczesne stocznie… brytyjskie!
Dzięki sprzyjającej polityce kulturalnej, Indianie Guarani rozwijali umiejętności grania na instrumentach, komponowania, śpiewu. Rozwinęły się takie dziedziny jak tkactwo, snycerstwo, garncarstwo, ludwisarstwo, przemysł cukrowniczy, cegielnie, piekarnie, szwalnie, a nawet warsztaty zegarmistrzowskie, jubilerskie i drukarnie, w których wydawano książki w języku guarani.


San Ignacio Mini


O poziomie ówczesnej cywilizacji świadczą zachowane do dziś liczne ruiny redukcji z pozostałościami solidnie zbudowanych i bogato zdobionych budynków. Najważniejsze z nich, jak San Ignacio Mini (Argentyna) i Jesus de Tavarangue (Paragwaj) zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Większość z nich znajduje się wzdłuż granicy paragwajsko-argentyńskiej, w Brazylii oraz w Boliwii. Przetrwały dzięki temu, że wznoszono je na uboczu. Miały chronić mieszkańców przed zepsutym światem cywilizacji „białego człowieka”. I chroniły.
Redukcje niejednokrotnie odpierały ataki „paulistów”, kolonizatorów z Sao Paulo, organizujących polowania na niewolników. Dopiero w latach 50. XVIII wieku większość redukcji uległa przemocy ze strony wojsk portugalskich, które zlikwidowały ich niezależność.
Zdrada, czyli wygnanie jezuitów decyzją króla hiszpańskiego, ostatecznie przypieczętowała upadek Republiki Jezuickiej, choć niektóre redukcje przetrwały nawet do lat 20. XIX wieku.
Eksperyment jezuicki w Ameryce Południowej został brutalnie i nieodwracalnie zniszczony. Ale nie wszystko uległo zatracie. Historycy podkreślają, że dzięki jezuitom Indianie Guarani nie tylko zdołali przetrwać, ale ich język w Paragwaju zachował status drugiego oficjalnego języka. Gdy w 1984 roku do dawnej redukcji jezuickiej w San Ignacio de Moxos (dystrykt Beni w Boliwii), po 217 latach nieobecności powrócili zakonnicy z Towarzystwa Jezusowego, okazało się, że po dawnych czasach świetności pozostała nie tylko jedyna zachowana w tych okolicach świątynia, ale również wiele śladów w pamięci zbiorowej, w postaci – na przykład – obchodzonego przez Indian od 300 lat festynu ku czci św. Ignacego.

Wojciech Turek, Dzieła Boże, 2006, s. 162.

http://www.gdynia.piusx.org.pl/index.ph ... poudniowej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 09 sty 2017, 17:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/02/2 ... narda-gui/

Czarna legenda Bernarda Gui
Posted by Marucha w dniu 2016-02-29 (poniedziałek)

Obrazek
Kadr z filmu „Imię Róży”


W związku ze śmiercią Umberto Eco [taka wersja Dana Browna dla „intelektualistów” – admin]

Obraz epoki średniowiecza jaki wyłania się z kart powieści Imię Róży oraz filmu nakręconego na jej podstawie, nie ma zbyt wiele wspólnego z historyczną rzeczywistością.
Największą ofiarą fantazji Umberto Eco jest historyczna postać dominikańskiego zakonnika – Bernarda Gui, który w XIV wieku był inkwizytorem francuskiej Tuluzy.
Rozjuszony, wściekły tłum goni pędzący wśród tumanów kurzu powóz. W pewnym momencie pojazd zbacza z obranej drogi i zawisa nad przepaścią. Osoba będąca w środku rozpaczliwie woła o pomoc, wszak siła dwóch czy trzech mężczyzn wystarczyłaby, by oddalić niebezpieczeństwo stoczenia się w przepaść i ocalić życie jadącego w nim człowieka. Jednak motłoch rzuca się w stronę powozu i spycha go w przepaść. Ze staczającej się z impetem kabiny wypada zakonnik ubrany w dominikański habit, na dnie przepaści nadziewa się na długie, wystające kolce, które na wylot przebijają jego ciało i brudzą krwią lśniącą biel habitu. Tak reżyser filmu „Imię Róży”, przedstawił ostatnie chwile jednego z najsłynniejszych inkwizytorów w dziejach.
Inna scena, diametralnie różniąca się od tej opisanej powyżej: wieczór, 30 grudnia 1331 roku, przeor klasztoru dominikanów w Limoges udaje się do kościoła na modlitwę. W jej trakcie widzi nagle bardzo jasne światło, które wychodziło z miejsca, gdzie klęczał, wzniosło się ku głównemu ołtarzowi i nagle znikło. W tym samym czasie, na zamku w Lauroux pogodnie umiera Bernard Gui. Szybko uznano, że światło widziane przez przeora było niczym innym jak odchodzącą do Boga duszą tego zakonnika, wielce zasłużonego współbrata i byłego przełożonego klasztoru w Limoges.
Jaka jest różnica między tymi dwiema scenami? Otóż pierwsza z nich zrodziła się w chorej wyobraźni autora scenariusza do filmu Imię Róży (doskonale wpisując się w powszechnie propagowaną przez nieprzychylne Kościołowi media czarną legendę inkwizycji), a druga scena to opis potwierdzonego źródło zdarzenia historycznego. Różnica aż nadto jaskrawa.
Bernard Gui stał się jednym z tych ludzi średniowiecza, których antykatolicka propaganda najczęściej kreuje na czarne charaktery. Zarówno książka Umberto Eco Imię Róży jak i film pod tym samym tytułem w reżyserii Jeana Jacquesa Annaud’a są tego dobrym przykładem.
Kim zatem naprawdę był Bernard Gui? Oto kilka faktów biograficznych na temat jego osoby.
Urodził się około roku 1261 w Królestwie Francji, w małej miejscowości o nazwie Royere, położonej na południe od La Roche-l’Abeille na terenie diecezji Limoges. Nie zachowały się niestety żadne informacje o tym kim byli jego rodzice. Wiadomo jednak, że jego wuj zwany Bertrandem Auterii, był księdzem katolickim żywiącym ogromny respekt zwłaszcza dla zakonu franciszkanów. Za pewną sumę pieniędzy uzyskaną od wuja Bernard miał możliwość nabycia książek. Miał on najwidoczniej nieco inne od wujowskich zapatrywania monastyczne, wybrał bowiem nie franciszkanów, a dominikanów czyli Zakon Kaznodziejski (łac. Ordo Praedicatorum, w skrócie OP). Wstąpił do ich klasztoru w Limoges, a w 1280 roku złożył wieczysty śluby zakonne na ręce cieszącego się szacunkiem i sławą wybitnego uczonego Szczepana de Salanhac OP.
Władze zakonne szybko uznały go za zdolnego do kontynuowania nauki: filozofii w Bordeaux oraz teologii w Limoges, gdzie dysponowano bardzo bogatym księgozbiorem. Gui wysłano również na dodatkowe studia do klasztoru w Montpellier. Ośrodek ten był czymś w rodzaju elitarnej szkoły dla przyszłych kadr kierowniczych Zakonu Kaznodziejskiego na południu Francji. W 1305 roku został przeorem macierzystego klasztoru w Limoges. Cieszył się on zaufaniem ówczesnego Papieża, Jana XXII, który powierzał mu ważne misje dyplomatyczne w Toskanii, a potem Flandrii.
Z tytułu sprawowania ważnego urzędu generalnego prokuratora zakonu dominikanów uczestniczył w procesie kanonizacyjnym św. Tomasza z Akwinu, napisał jego biografię i wydał wykaz jego dzieł. Według wszelkiego prawdopodobieństwa był też osobiście obecny w czasie uroczystej kanonizacji Akwinaty, której dokonał Jan XXII w lipcu 1323 roku.
Został mianowany biskupem Lodeve, gdzie sumiennie pełnił swe obowiązki. Był też uznanymi dziejopisem, napisał dzieje zakonu dominikanów, historię powszechną Flores chronicorum, a także dzieło hagiograficzne Speculum sanctorale, będące kontynuacją słynnej Złotej Legendy Jakuba de Voragine.
A jakim był inkwizytorem? Z pewnością łagodnym. Urząd ten pełnił w latach 1308-1323. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać wielbicielom słynnej powieści Eco, nigdy nie interesowało go gnębienie podsądnych, dręczenie ich czy pochopne skazywanie bez oglądania się na dowody. Zabrzmi to może banalnie, ale interesowało go przede wszystkim dojście do prawdy.
Napisał jeden z najlepszych w średniowieczu podręczników dla inkwizytorów pt. Practica officii inquisitionis haereticae pravitatis (Sprawowanie urzędu badania heretyckiej nieprawości). Charakteryzuje się on zdumiewająco rzetelnym podejściem Autora do poruszanych kwestii. Jeśli chodzi o wyroki, które wydał Gui to niech przemówią liczby: otóż jednym z najczęściej ferowanych przez niego wyroków było… łagodzenie kar odbywanych już przez heretyków: na przykład zamiana więzienia na noszenie krzyży (wydał 139 takich wyroków) czy zamiana noszenia krzyży na pielgrzymkę (135). W 308 przypadkach zasądził wyrok więzienia, zaś w 136 noszenie krzyży.
Skazywał też na inne kary, zadecydował np. o rekoncyliacji miasta Cordes, potępieniu zbiegłych heretyków, ekshumacji zwłok nieżyjących już heretyków, wyburzeniu domów w których gromadzili się innowiercy, wydawał nakazy udziału w krucjacie czy nakazy odbycia pielgrzymki.
Według badań Jamesa Givena, ramieniu świeckiemu wydał on, a było to równoznaczne z wyrokiem śmierci, 41 heretyków (przy czym aż 31 z nich było recydywistami), co stanowi zaledwie około 4 % wszystkich wyroków jakie ogłosił. Jak na kogoś cieszącego się w popkulturze ponurą sławą bezlitosnego psychopaty wysyłającego hurtem na stos całe rzesze niewinnych ludzi, jest to dziwnie mały odsetek.
Czytając te dane warto uprzytomnić sobie, że obowiązujące wówczas prawo świeckie było dużo bardziej surowe i bezwzględne w wymierzaniu kary śmierci i innych niezwykle dotkliwych kar. Co więcej, warto też wspomnieć jakiego rodzaju poglądy głosili oraz jakich czynów dopuszczali się katarzy, bo to z nimi Bernard jak inkwizytor Tuluzy miał do czynienia przede wszystkim. Zalecali i praktykowali zabijanie nienarodzonych dzieci (tzw. aborcję) i skazywali ludzi uznanych przez siebie za grzeszników na rytualną „oczyszczającą” śmierć głodową przez zamurowanie w bunkrze. Akt małżeński i prokreacja były ich zdaniem jedną z najgorszych zbrodni, a świat materialny był dziełem szatana itd. To ich sądził Bernard Gui.
Dominikanin jakiego znamy z kart powieści Imię Róży i Bernard Gui znany ze źródeł historycznych to dwie różne osoby. Ten pierwszy, to wykreowany przez Eco na potrzeby zbudowania literackiego suspensu krwawy oprawca, dążący za wszelką cenę do skazania podsądnych bez oglądania się na sprawiedliwość.
Prawdziwy Bernard Gui był bowiem człowiekiem wielkiego umysłu, który w swoim zakonie cieszył się wielkim poważaniem i zmarł w opinii świętości. Co więcej, przypisywano nawet mu kilka cudownych uzdrowień dokonanych za jego życia i po śmierci. Poza imieniem i sprawowaną funkcją, nie ma on nic wspólnego z rzeczywistą postacią historyczną. Jednakże czarna legenda tego zakonnika jest żywa po dziś dzień, powielana często bezkrytycznie także w niektórych polskich liceach, gdzie Imię Róży omawiane jest jako lektura dodatkowa.

Radosław Malicki

http://www.pch24.pl/czarna-legenda-bern ... z41Y8IwNRQ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 18 sty 2017, 18:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/76744

Grzech żydów i heretyków przeciwko Duchowi Świętemu – Ks. Jakub Wujek
intix, śr., 18/01/2017 - 10:57

BIBLIA
ŁACIŃSKO - POLSKA
CZYLI
PISMO ŚWIĘTE
STAREGO I NOWEGO TESTAMENTU
PODŁUG TEKSTU ŁACIŃSKIEGO WULGATY I PRZEKŁADU POLSKIEGO
X. JAKUBA WUJKA SI
–––––––––
Grzech żydów i heretyków przeciwko Duchowi Świętemu (*)

––––––––––––––––––––––
SANCTUM JESU CHRISTI EVANGELIUM
SECUNDUM MATTHAEUM
CAPUT XII
31. Ideo dico vobis: Omne peccatum et blasphemia remittetur hominibus; Spiritus autem blasphemia non remittetur. (Marc. 3, 28. Luc. 12, 10).
32. Et quicumque dixerit verbum contra Filium hominis, remittetur ei; qui autem dixerit contra Spiritum Sanctum, non remittetur ei, neque in hoc saeculo, neque in futuro.
–––––––––––
ŚWIĘTA JEZUSA CHRYSTUSA EWANGELIA
WEDŁUG MATEUSZA
ROZDZIAŁ 12
31. Dlatego powiadam wam: Wszelki grzech i bluźnierstwo będzie odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo Ducha nie będzie odpuszczone.
32. I ktokolwiek by rzekł słowo przeciwko Synowi człowieczemu, będzie mu odpuszczone, ale kto by mówił przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone, ani w tym wieku, ani w przyszłym.
Wykład X. Jakuba Wujka
31. Ale bluźnierstwo Ducha. Nie rozumiej, żeby który był tak ciężki grzech na świecie, którego by Bóg odpuścić nie chciał, albo za któryby człowiek na tym świecie nie mógł pokutować, jak niektórzy heretycy i po dziś dzień mniemają; ale iż niektóre cięższe grzechy (jako mianowicie to bluźnierstwo żydowskie przeciw jasnym sprawom Ducha Świętego, a także heretyków, którzy chcąc i wiedząc upornie się uznanej prawdzie sprzeciwiają, i sprawom Ducha Świętego w Kościele Bożym) bardzo trudno bywają odpuszczone; a iż takim Bóg sprawiedliwie wszystką łaskę odejmuje, aby nie pokutowali. Wszakże jednak między wszystkiemi grzechy przeciw Duchowi Świętemu (których sześć mianują) jeden tylko jest, który zgoła nie bywa odpuszczony: to jest, zejście z tego świata nie w jedności a posłuszeństwie Kościoła powszechnego, i bez pokuty. Jako jasno Augustyn św. świadczy tymi słowy: Kto niewierząc żeby w Kościele były grzechy odpuszczane, gardzi tak wielką hojnością daru Bożego, a w tym zatwardzeniu serca schodzi z tego świata, ten zostaje winien onego nieodpuszczonego grzechu przeciw Duchowi Świętemu. I tenci grzech Jan św. w liście swoim zowie grzechem aż do śmierci; i za tym który w nim umiera, modlić się nie każe. Dz. Ap. 7, 51. Rzym. 2, 5. Enchir. c. 28. 1 Jan. 5, 16.
32. Słowo przeciw Synowi człowieczemu. Żydzi grzeszyli słowem przeciw Synowi człowieczemu, kiedy ganili to, co On czynił według człowieczeństwa: zowiąc Go obżartym i pijanicą i przyjacielem grzeszników; że obcował z grzesznymi, i naruszał szabat; i rzeczy tym podobne. Mt. 11, 19. A ten grzech łacniej mógł być odpuszczony, iż Go sądzili jako innego którego człowieka. Ale grzeszyli i bluźnili przeciw Duchowi Świętemu (którego tu zowie palcem Bożym, który cuda czynił) kiedy z uporu i ze złości jasne sprawy Boże w wyrzucaniu czartów, przypisywali samemu czartowi. A ten grzech nie bywa odpuszczony: iż bardzo z trudna może być odpuszczony, jako widzimy w tym pokaraniu potomków żydowskich, aż do dnia dzisiejszego.
–––––––––––
Biblia Łacińsko-Polska, czyli Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Podług tekstu łacińskiego Wulgaty i przekładu polskiego X. Jakóba Wujka T. J. z komentarzem Menochiusza T. J. przełożonym na język polski. Wydanie X. S. Kozłowskiego Arcybiskupa i Metropolity Mohylowskiego. We czterech tomach in 8-vo maj. (fracta pagina). Wydanie trzecie. Tom IV. Obejmujący Księgi Nowego Testamentu, jako to: Cztery Ewangelie, Dzieje Apostolskie, czternaście listów św. Pawła, list św. Jakóba, dwa listy św. Piotra, trzy listy św. Jana, list św. Judy i Objawienie św. Jana. Wilno 1898, ss. 51; 53-54.
(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).
-------------------------------------------------------------------------------------
Pozwolenie Władzy Duchownej:
Servatis conditionibus in impressione Sacrorum Bibliorum servandis, licentiam per praesentes dedimus S-am Scripturam utriusque Testamenti cum Commentariis Menochii S. J., editionis Excellentissimi, Illustrissimi ac Reverendissimi Simonis Kozłowski, Archiepiscopi Mohiloviensis, imprimendi, impressamque absque ullis mendis, diligenti prius revisione et collatione facta, evulgandi.
No. 632.
Datum Vilnae die 29 mensis Aprilis 1895 anno.
† Antonius Franciscus Eppus mpr.
Franciscus Wołodźko.
In spiritualibus Secretarius.
-------------------------------------------------------------------------------------
Przypisy:
(*) Tytuł od red. Ultra montes.
http://www.ultramontes.pl/grzech_zydow_i_heretykow.htm

intix - blog


1. Św. Maksymilian Maria Kolbe:
intix, śr., 18/01/2017 - 11:21

Św. Maksymilian Maria Kolbe:


„Biedni” Żydzi
(Jest to tekst wydany pierwotnie w „Rycerzu Niepokalanej nr 5/1926, który został zamieszczony w wydanej przez Wydawnictwo św. Tomasz z Akwinu i zredagowanej przez Stanisława Krajskiego książce – św. Maksymilian Maria Kolbe, pt. „Pisma wybrane”. Książka ta posiada imprimatur w diecezji, której ordynariuszem jest Prymas. Ten fakt, jak również sam fakt, że mamy do czynienia z tekstem osoby kanonizowanej, a więc świętego świadczy, iż w tekście tym nie zostało nic złego, z punktu widzenia katolickiego, powiedziane, że nie ma w nim tego, co nazywa się ostatnio w Kościele „grzechem antysemityzmu”)

Bóg zawsze jest — w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W czasie powołał do bytu z niczego istoty duchowe, obdarzone rozumem i wolną wolą. Jako takie, dobrowolnie miały sobie wyznaczyć przyszłość — odbyć próbę wierności. Część, choć stworzenia. nicość sama z siebie, sobie przypisuje to. czym jest i chce się stać równą Bogu własnymi siłami. Grzeszy pychą. W tejże chwili spotyka ją zasłużona kara — odrzucenie. Wiernych zaś. pokornie wyznających prawdę, że od Boga mają to, czy m są i co mogą i przez Niego tylko, jako źródło bytu. mogą coraz bardziej Go poznawać, kochać posiadać i tak coraz bardziej (o ile się tak wyrazić można) się ubóstwiać. Bóg uszczęśliwił w sobie, w niebie.

I stworzył Bóg też istotę cielesną, i jej dal duszę obdarzoną rozumem i wolną wolą. I tej dal czas próby. Duch pyszny, z dopuszczenia Bożego, zazdroszcząc szczęścia tej istocie, podsuwa jej. By „stała się jako Bóg” własnymi siłami. Człowiek daje się zwieść żądza pychy rodzi nieposłuszeństwo. Rozum jednak ludzki, to już nie jasność poznawcza ducha, więc i wina mniejsza. Pan Bóg zatem nie wymierza kary wiecznej, ale skazuje na cierpienia i śmierć.

Któż jednak zdoła zadośćuczynić Bożej sprawiedliwości? Wielkość obrazy mierzy się godnością obrażonego, którym jest nieskończony Bóg. Żadna więc istota skończona, ani wszystkie razem nie są w stanie dać zadośćuczynienia nieskończonego. Bóg. i tylko nieskończony Bóg może nieskończenie zadośćuczynić.

I dzieje się rzecz niepojęta. Bóg zniża się do stworzenia, staje się człowiekiem, by go odkupić i nauczyć pokory, cichości, posłuszeństwa, prawdy. By go zaś ludzie rozpoznać mogli, wybiera człowieka, Abrahama, którego ród szczególną opieką otacza, by nie zatracił wiary w prawdziwego Boga wzbudza w nim proroków, którzy podali czas Jego przyjścia, miejsce i szczegóły z życia, śmierci i zmartwychwstania.

Przyszedł w ubogiej stajence, zamieszkał w ubogim domku, przez lat 30 był posłusznym w pokorze, uczył, jak żyć. Miłościwie przygarniał pokutujących grzeszników, gromił obłudnych faryzeuszów, a wreszcie zawisł na drzewie Krzyża spełniając proroctwa.

Człowiek odkupiony.

Chrystus Pan zmartwychwstaje, zakłada Swój Kościół na opoce — Piotrze i obiecuje, że bramy piekielne nie przemogą go.

Część narodu żydowskiego uznała w Nim Mesjasza, inni, a zwłaszcza pyszni faryzeusze, nie chcieli Go uznać, prześladowali Jego wyznawców i potworzyli mnóstwo przepisów nakazujących Żydom prześladowanie chrześcijan. Przepisy te połączone z opowiadaniami poprzednich rabinów zebrał w r. 80 po Chrystusie rabbi Johanan ben Sakai, a ostatecznie wykończył około 200 r. rabbi Jehuda Hannasi i tak powstała Afiszna. Późniejsi rabini znowu wiele dodali do Afiszny. tak że około r. 500 rabbi Achai ben Huna mógł już z tych dodatków sklecić osobną księgę tzw. Gemeira. Miszna i Gemam tworzą razem Talmud. W Talmudzie nazywają owi rabini chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od Turków, mężobójcami, rozpustnikami nieczystymi, gnojem, zwierzętami w ludzkiej postaci, gorszymi od zwierząt, synami diabła itd. Księży nazywają „kamarim” tj. wróżbiarzami. i „galachim” tj. z ogoloną głową, a szczególnie zaś nie cierpią dusz Bogu poświęconych w klasztorze.

Kościół zowią zamiast „Bejs lenia”, tj. dom modlitwy, „bejs tifla” tj. dom głupstwa, paskudztwa.

Obrazki, medaliki, różańce itd. zowią „elyłym”. co znaczy „bałwany”.

Niedziele i święta przezywają w Talmudzie ,.jom ejd” tj. dniami zatracenia.

Uczą też, że Żydowi wolno oszukać, okraść chrześcijanina, bo „wszystkie majętności gojów są jako pustynia, kto je pierwszy zajmie, ten jest ich panem”.

Tak więc księgę zawierającą 12 grubych tomów i dyszącą nienawiścią ku Chrystusowi Panu i chrześcijanom wtłacza się w głowy, że to księga święta, ważniejsza od Pisma św., tak że nawet sam Pan Bóg uczy się Talmudu i radzi się uczonych w Talmudzie rabinów.

Nic więc dziwnego. ze ani przeciętny Żyd, ani rabin nic ma zazwyczaj pojęcia o religii Chrystusowej, karmiony jedynie nienawiścią ku swemu Odkupicielowi, zakopany w sprawach doczesnych, goniący za złotem i władzą, nic przypuszcza nawet, ile pokoju i szczęścia daje jeszcze na tej ziemi wierna, gorliwa i wspaniałomyślna miłość Ukrzyżowanego, jak ona przewyższa wszystkie „szczęścia” zmysłowe czy umysłowe, które daje nędzny świat.

Nie dawno temu spotkałem się w pociągu z młodym, może 18-letnim Żydem. Potoczyła się rozmowa o szczęściu. Wyznał szczerze. że pieniądze i bogactwa szczęścia nie dają. ani też nie można go znaleźć w przyjemnościach zmysłowych. Gdy tak żądny poznania prawdziwego źródła szczęścia coraz dalej rozmawiał, nagle dał się słyszeć z drugiego przedziału głos starszego Żyda z upomnieniem, by się tak daleko nie zapuszczał. Rozpalony takim przeszkadzaniem w dojściu do prawdy, zwrócił się do owego Żyda z żądaniem: ..To wy mnie powiedzcie, jak się rzecz ma”. A gdy ten nie miał na to odpowiedzi, nie mógł się powstrzymać od kilku ostrzejszych słów wymówki. — Są więc i między Żydami tacy. którzy szukają prawdy, tak między pospolitym tłumem, jak i między rabinami. Często się też zdarza, że szczere poszukiwania, poparta gorącymi modlitwami, przy życiu czystym doprowadzają do poznania prawdy — do nawrócenia.

Głośne było na cały świat nawrócenie zapalczywego Żyda Ratisbonne'a po otrzymaniu Cudownego Medalika, a zakon który on potem założył, wielu z jego współziomków obmył wodą Chrztu świętego.

Nic zapomnę też nigdy prośby nawróconego Żyda, głośnego muzyka we Włoszech północnych, a potem zakonnika, franciszkanina o. Emilio Norsy. W Rzymie go poznałem. Bardzo kochał Niepokalaną. W ostatniej chorobie trzymał zawsze obrazek Niepokalanej na stoliku i często go całował. Gdy mu mówiono, że teraz w chwilach samotnych będzie mu przychodziło natchnienie muzyczne do pisania utworów, wskazał na obraz Matki Bożej wiszący przed nim na ścianie, mówiąc: „Stąd mi przyjdzie natchnienie’. Otóż ten gorący czciciel Niepokalanej, Żyd, kapłan zakonu 00. Franciszkanów prosił mnie, bym się łączył z jego intencjami przy odprawianiu Mszy św. (czując chwilowe polepszenie myślał, że zdoła jeszcze 3 dni Mszę św. odprawiać). Intencje były następujące: l/ Za Ojca św.. 2/ o pokój światowy i 3/ o nawrócenie Żydów.

Czyniąc zadość życzeniu śp. o. Norsy proszę też i Was. Szanowni Czytelnicy, o modlitwę do Niepokalanej „o nawrócenie Żydów” tego „najnieszczęśliwszego z narodów”, jak zwykł był mawiać o. Norsa, bo zakopanego w rzeczach ziemskich i przemijających. A więc:

1. Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważnie, a gorąco co dzień odmawia nasz akt strzelisty: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami. którzy się do Ciebie uciekamy... i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nic uciekają..., a zwłaszcza za masonami”..., bo masoni to nic innego jak tylko zorganizowana klika fanatycznych Żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia Kościoła Katolickiego, któremu nam Bóg — Człowiek zapewnił, że bramy piekielne nie zwyciężą go. Biedni. szaleni uderzają głową o skalę.

2. Gdy kto z nas napotyka Żyda. niechaj westchnie o jego nawrócenie do Niepokalanej, chociażby tylko myślą, np. „Jezus. Maryja”, a gdy się zdarzy napotkać rabina, który ma większą odpowiedzialność, bo za siebie i za tych. których prowadzi, rachunek przed Bogiem zdać musi, wypada więcej modlitwy ofiarować chociażby „Zdrowaś Maryjo”.

3. Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnice narodowości, umarł Pan Jezus |i że każdy, a więc i każdy Żyd. jest niewdzięcznym, ale jednak dzieckiem naszej Matki wspólnej w niebie. Modlitwą (a zwłaszcza odmawianiem różańca św.), umartwieniem (wzroku, słuchu, smaku, woli), dobrym przykładem, a jeżeli roztropność na to pozwala, to i zbawiennymi rozmowami, a przede wszystkim roztropnym szerzeniem Medalika Cudownego, nawet wśród zbłąkanych synów Izraela, starajmy się doprowadzić ich do poznania prawdy i osiągnięcia prawdziwego pokoju i szczęścia przez oddanie się bezgranicznie naszej wspólnej Pani i Królowej, a przez nią Przenajświętszemu, miłością dla każdej duszy pałającemu, Sercu Boga Zbawcy.

4. Niechaj każdy (każda) dla okazania miłości ku Niepokalanej postara się, o ile tylko bystrość umysłu, spryt, silą woli i gorliwość pozwoli, aby „Rycerz Niepokalanej” (...) dotarł wszędzie, chociażby nawet do niekatolików, Żydów, o ile jest nadzieja, że z niego korzystać będą.

Niech każdy (każda) nie opuści ani jednego ze swoich krewnych, przyjaciół znajomych i teraźniejszych, i dawniejszych, i w kraju, i za granicą. Niech wszystkich zachęci albo listownie westchnąwszy przedtem o błogosławieństwo do Niepokalanej, bo od Niej zależy cały owoc usiłowań, by Jej „Rycerza” sobie zaprenumerowali albo przynajmniej prześle ich adresy, byśmy im numerem okazowym służyć mogli.

Nasz cel jest jasny:

Niepokalana, Królowa nieba, musi być i to jak najprędzej uznaną za Królową wszystkich ludzi i każdej duszy z osobna w Polsce i poza jej granicami na obydwu półkulach. Od tego śmiemy twierdzić, zależy pokój i szczęście poszczególnych osób, rodzin, narodów, ludzkości.

Od dziś więc, bez wytchnienia, wszyscy, całą swą ufność położywszy nie w złocie, ani w pysznej zarozumiałości, jak biedni masoni, ale, i to jedynie, w Niepokalanej, wszechmocnej potęgą Boskiego Syna, ofiarujmy czynem (modlitwą, umartwianiem i pracą) samych siebie „bez żadnego zastrzeżenia” Niepokalanej, by stać się narzędziem w Jej ręku do szerzenia w duszach wszystkich Jej królowania. Dołóżmy wszelkich sił, by Ona przez swego „Rycerza” i swój medalik zdobyła świat.

Jak słodko będzie nam w ostatniej godzinie..., gdy wspomnimy na pracę... cierpienie... upokorzenia... poniesione dla Niej i że ich było wiele —jak najwięcej...


http://ojczyzna.pl/Arch-Teksty/Sw-Maksy ... _Zydzi.htm
3-majmy się! - Tym Pozdrowieniem pragnę zjednoczyć, opasać całą Polską Ziemię...


2. No nic nie mam więcej...
Krzysztofjaw, śr., 18/01/2017 - 14:12
Dziękuję za tekst i serdecznie pozdrawiam
krzysztofjaw


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 15 kwi 2017, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/indeks-ksiag-zakaza ... 101,i.html

„Indeks Ksiąg Zakazanych” – relikt średniowiecza i religijny zabobon czy dalekowzroczność Kościoła?
Data publikacji: 2016-06-23 09:00
Data aktualizacji: 2016-06-23 12:09:00

Obrazek
By Alan Levine from Strawberry, United States (Burn Ed Burn Uploaded by mangostar) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons


W dobie rozkwitu wolności słowa, praw człowieka i obywatela oraz wolnej wymiany myśli „Indeks Ksiąg Zakazanych” z pozoru wydaje się być obiektem wprost z skansenu ciemnogrodu. Z powodzeniem pełni on nawet rolę dyżurnego nahaja służącego przeciwnikom Kościoła do okładania katolików. Czy jednak wierzący mają się czego wstydzić?

Już samo wspomnienie o „Indeksie” u człowieka „nowoczesnego” i „racjonalnego” powoduje uśmiech politowania lub kąśliwe uwagi. Dzieje się tak dlatego, że współczesny człowiek nie uświadamia sobie roli idei w kształtowaniu sposobu myślenia i postępowania. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że idee infekują tak samo jak wirusy, a czasami są nawet groźniejsze.

Powołaniu „Indeksu” przyświecała przede wszystkim troska o zbawienie dusz. Wiedziano, że łatwiej jest zapobiegać niż leczyć. To właśnie chęć zachowania niewinności wierzących, czyli nie poznania grzechu, popchnęła Kościół do osądzania wydawanych ksiąg pod kątem zgodności z zasadami wiary.

Historia zna wiele przykładów książek, które niosły fałszywe idee. Mimo, że już dawno została udowodniona ich szkodliwość, w dalszym ciągu infekują podatne umysły. Nadal nie wszyscy zadają sobie sprawę, że jak napisał Richard Weaver, „idee mają konsekwencje”. Przykładów nie trzeba daleko szukać, wystarczy tylko wspomnieć o „Manifeście komunistycznym” Karola Marksa.

Pierwszy „Indeks Ksiąg Zakazanych” („Index Librorum Prohibitorum” inaczej „Index Expurgatorius”) ukazał się w 1559 roku, w okresie walki z protestancką rewolucją. Został wydany na polecenie papieża Pawła IV. Obowiązywał on pod karą ekskomuniki wszystkich, poczynając na kardynałach i cesarzach, a na zwykłych wiernych skończywszy. W sumie, od XVI do XX wieku ukazało się jego 16 edycji.

Został on zniesiony na fali zmian posoborowych 14 czerwca 1966 roku przez Świętą Kongregację Nauki Wiary. Ostatnie jego wydanie zostało opublikowane osiemnaście lat wcześniej. Tym samym jedna z najbardziej znienawidzonych przez przeciwników Kościoła instytucja została zniesiona. Nie oznacza to jednak, że Kościół już nie ostrzega chrześcijan przed zgubnym wpływem idei przeciwnych wierze.

„Święta Kongregacja Nauki Wiary informuje, że Indeks zachowuje swoje znaczenie moralne, ponieważ poucza sumienia chrześcijan, by zgodnie z samym prawem naturalnym strzegli się tych pism, które mogłyby narazić na niebezpieczeństwo ich wiarę i dobre obyczaje” – czytamy w „Informacji w sprawie Indeksu” wydanej przez kard. Ottavianiego, prefekta Świętej Kongregacji Nauki Wiary.

„Jeśli pojawiłyby się jakieś nauki i poglądy opublikowane w jakikolwiek sposób, które sprzeciwiałyby się wierze i zasadom moralnym, a ich autorzy wezwani do poprawienia błędów, nie chcieliby tego uczynić, Stolica Apostolska skorzysta ze swego prawa i obowiązku publicznego napiętnowania takich pism, w celu działania z należytą stanowczością dla dobra dusz” – napisał dalej w dokumencie kard. Ottaviani.

Jak zauważył David Mills, Kościół nie broni wiernych przed prawdą tylko przed błędami. Największe zagrożenie pochodzi od ludzi, którzy źle interpretują zasady Kościoła.

Źródło: catholicherald.co.uk

MR


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 06 maja 2017, 22:40 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7560
Lokalizacja: Podlasie
Sacco di Roma – litościwa kara

Obrazek

Kościół doświadcza okresu doktrynalnej i moralnej dezorientacji. W Niemczech wybuchła schizma, chociaż papież – jak się wydaje – nie jest świadomy wagi tego dramatu. Grupa kardynałów i biskupów głosi potrzebę pogodzenia się z heretykami. Tak jak to bywało w najmroczniejszych chwilach naszej historii, wydarzenia następują po sobie z niepomierną szybkością.

W niedzielę 5 maja 1527 roku armia zstępująca z Lombardii sięgnęła Janikulum. Cesarz Karol V rozwścieczony na papieża Klemensa VII ze względu na jego polityczny sojusz z królem Francji, Franciszkiem, wysłał swoją armię przeciwko stolicy chrześcijaństwa. Tego dnia słońce po raz ostatni zaszło nad oślepiającym pięknem renesansowego Rzymu. Około 20 tysięcy żołnierzy: Włochów, Hiszpanów i Niemców – wśród których byli wyznający luteranizm najemni landsknechci – przygotowywało się do przeprowadzenia ataku na Wieczne Miasto. Ich dowódca zezwolił im na jego splądrowanie. Przez całą noc brzmiał ostrzegawczy dzwon Campidoglio, wzywając Rzymian do chwycenia za broń. Było już jednak za późno na zaimprowizowanie skutecznej obrony. O świcie 6 maja, przy sprzyjającej gęstej mgle, landsknechci przypuścili atak na mury między kościołami Świętego Onufrego a Świętego Ducha.

Gwardia Szwajcarska ustawiła się wokół Obelisku Watykańskiego, z mocnym postanowieniem zachowania wierności – aż do śmierci. Ostatni gwardziści oddali swoje życie w ofierze na ołtarzu głównym w Bazylice św. Piotra. Ich opór umożliwił ucieczkę papieżowi, któremu towarzyszyło kilku kardynałów. Korzystając z Passetto di Borgo, przejścia łączącego Watykan z Zamkiem Świętego Anioła, Klemensowi VII udało się dotrzeć do fortecy, będącej jedynym bastionem, którego wróg nie zdołał opanować. Z wysokości tarasu zamku papież obserwował potworną rzeź, która rozpoczęła się od masakry osób tłoczących się u bram zamku i chcących tam znaleźć schronienie. Wcześniej zmasakrowano już chorych ze Szpitala Santo Spirito in Sassia.

Niepowstrzymywane przez nikogo grabieże i mordy trwały osiem dni, zaś późniejsza okupacja miasta - przez dziewięć miesięcy. Jak czytamy w relacji z 10 maja 1527 roku, prezentowanej przez Ludwiga von Pastora, „Piekło jest niczym w porównaniu z obecnym wyglądem Rzymu. Głównymi ofiarami wściekłości landsknechtów padli zakonnicy. Siedziby kardynałów zostały splądrowane, kościoły sprofanowane, księża i mnisi pozabijani, bądź uczyniono z nich niewolników. Zakonnice były gwałcone i sprzedawane na rynkach. Można było oglądać obsceniczne parodie ceremonii religijnych, mszalne kielichy wykorzystywano w libacjach odbywanych w pośród bluźnierstw. Najświętszy Sakrament był smażony na patelni i dawany do pożarcia zwierzętom, niszczono groby świętych, a czaszki Apostołów – w tym św. Andrzeja – wykorzystywano do grania w piłkę na ulicach. Osła przebrano w szaty liturgiczne i poprowadzono do ołtarza. Księży, którzy odmawiali wydania Komunii, na miejscu rozsiekano”.

Należący do rodziny Medyceuszy Klemens VII nie posłuchał wezwania do radykalnej reformy Kościoła, wydanego przez swojego poprzednika, Hadriana VI. Marcin Luter rozpowszechniał swoje herezje od 10 lat, ale Państwo Papieskie było dalej pogrążone w relatywizmie i hedonizmie. Jak uważa historyk Gregorovius, nie wszyscy ówcześni Rzymianie byli zepsuci. Ludźmi zdemoralizowanymi nie byli z pewnością Giulio Vallati, Gianbattista Savelli i Pierpaolo Tebaldi, którzy wywiesili flagę z hasłem „Pro Fide et Patria”, ostatnią heroiczną walkę staczając na Moście Sykstyńskim. Podobnie studenci Collegio Capranica, którzy pośpieszyli do Santo Spirito, zginęli broniąc papieża. To właśnie owej masakrze instytut ten zawdzięcza nazwę „Almo”. Klemens VII przeżył i rządził Kościołem do 1534 roku, przeciwstawiając się schizmie anglikańskiej. Bycie świadkiem złupienia Rzymu i związana z tym bezsilność były dla niego o wiele cięższe od śmierci.

17 października cesarskie wojsko opuściło zrujnowane miasto. Świadek z Hiszpanii pozostawił nam przerażające świadectwo dotyczące stanu miasta w miesiąc od splądrowania. „W Rzymie, stolicy chrześcijaństwa, nie dzwoni ani jeden dzwon, kościoły nie są otwarte, nie sprawuje się Mszy. Nie ma niedziel ani świąt. Sklepy bogatych kupców są wykorzystywane jako stajnie, najznamienitsze pałace są zdewastowane. Wiele domów jest spalonych, w innych wybito okna i wyniesiono drzwi. Na ulicach leżą sterty łajna. Odór zwłok jest straszny: ludzi i zwierzęta czeka ten sam pochówek, w kościołach widziałem ciała obgryzane przez psy. Nie wiem, czy mógłbym porównać to do czegoś innego, niż zniszczenia Jerozolimy. Teraz rozpoznaję sprawiedliwość Boga, który nie zapomina – nawet jeśli się spóźnia. W Rzymie grzechy sodomii, symonii, idolatrii i oszustwa popełniano całkiem otwarcie, dlatego nie możemy uwierzyć, że wszystko to stało się dziełem przypadku, a nie dla Bożej sprawiedliwości”.

Niewykluczone, że papież Klemens VII zlecił Michałowi Aniołowi namalowanie Sądu Ostatecznego w Kaplicy Sykstyńskiej po to, by uwiecznić dramat, jaki stał się w tych latach udziałem Kościoła. Wszyscy rozumieli, że było to karą zesłaną przez Niebo. Nie brakowało uprzednich ostrzeżeń: błyskawica uderzyła w Watykan i pojawił się pustelnik Brandano da Petroio, czczony przez tłumy jako „szaleniec Chrystusowy”. W Wielki Czwartek 1527 roku, kiedy Klemens VII błogosławił tłumom, ten wykrzyczał: „Sodomski sukinsynie! Za twoje grzechy zniszczony zostanie Rzym! Wyznaj grzechy i się nawróć, bo za 14 dni gniew Boży spadnie na ciebie i na Miasto!”.

Rok wcześniej – pod koniec sierpnia – chrześcijańska armia została pokonana przez Turków na polach pod Mohaczem. Król Węgier Ludwik II Jagiellończyk zginął w Bitwie, a Sulejman Wspaniały okupował Budę. Islamska fala nacierająca na Europę wydawała się nie do powstrzymania.

Jednakże godzina kary była, jak zawsze, także i godziną miłosierdzia. Ludzie Kościoła zrozumieli jak głupio podążali za pokusami przyjemności i władzy. Po splądrowaniu Rzymu życie uległo głębokiej zmianie. Szukający przyjemności Rzym doby renesansu przekształcił się w surowy i pokutujący Rzym doby kontrreformacji.

Pośród tych, którzy przetrwali sacco di Roma, był Gian Matteo Giberti – biskup Werony rezydujący wówczas w Rzymie. Uwięziony przysiągł, że jeśli odzyska wolność, nigdy nie opuści swojej siedziby biskupiej. Słowa dotrzymał i powrócił do Werony, gdzie w całości poświęcił się reformowaniu swojej diecezji, aż do śmierci w roku 1543. Jego przykład zainspirował świętego Karola Boromeusza, który stał się z kolei kontrreformacyjnym wzorem biskupa.

W Rzymie byli wówczas także Giovanni Carafa i święty Kajetan z Thieny. W 1524 roku założyli oni zgromadzenie teatynów, instytut ośmieszany ze względu na jego nieprzejednane stanowisko doktrynalne i zrzeczenie się wszystkiego na rzecz Bożej Opatrzności, aż po wyczekiwanie na jałmużnę nigdy o nią nie prosząc. Obydwaj współzałożyciele zakonu byli więzieni i torturowani przez landsknechtów. Śmierci uniknęli w sposób cudowny. Kiedy Carafa został kardynałem i przewodniczącym pierwszego Trybunału Świętej Roty i Powszechnej Inkwizycji, chciał mieć u swojego boku świętego – o. Michele Ghislieriego, dominikanina. Tych dwóch mężów, Carafa i Ghislieri, przyjmując imiona Pawła IV i Piusa V stali się papieżami katolickiej kontrreformacji par excellence.

Sobór Trydencki (1545-1563) i zwycięstwo nad Turkami pod Lepanto (1571) pokazało, że nawet w najciemniejszych godzinach historii, odrodzenie jest – z Bożą pomocą – możliwe. Ale początkiem tego odrodzenia była oczyszczająca kara w postaci splądrowania Rzymu.

Roberto de Mattei

Tłum. mat.

http://www.pch24.pl/sacco-di-roma---lit ... 874,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 09 kwi 2019, 15:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31346
Kościół jest zbyt zalękniony

Kościół nie jest własnością pseudoreformatorów. Nie mogą więc zmieniać Kościoła, bo on do nich nie należy – powiedział ks. kard. Robert Sarah w wywiadzie dla francuskiej agencji I.Media. Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów odpowiada w nim m.in. na krytykę, z jaką spotkał się jego ostatni wywiad książkowy. Niektórzy z jego czytelników twierdzą, że przedstawiony w nim obraz Kościoła jest zbyt pesymistyczny.

Ksiądz kard. Sarah przypomina, że już ks. kard. Joseph Ratzinger tuż przed wyborem na Stolicę Piotrową twierdził, że Kościół przeżywa najpoważniejszy kryzys w swej historii. Dziś sytuacja jest jeszcze gorsza. Pod adresem niektórych kardynałów, biskupów i kapłanów padają oskarżenia, o których nie słyszało się w przeszłości. Niektórzy z nich trafili nawet do więzienia. Na to nakłada się kryzys cywilizacji chrześcijańskiej.

Odpowiadając na pytania francuskiej agencji, ks. kard. Sarah odnosi się konkretnie do sytuacji we Francji, która wyrzekła się swych chrześcijańskich korzeni, ustanawia prawa sprzeczne z prawem Bożym i naturą. Kardynał wskazuje też na niezrozumiałe paradoksy. – Wszyscy dążą do zniesienia kary śmierci, a zabijanie nienarodzonych jest legalne, walczy się z okaleczaniem genitaliów, a legalizuje się okaleczanie ludzi, którzy chcą zmienić płeć. Są to diaboliczne sprzeczności – dodaje purpurat.

Tragiczne jego zdaniem są też podziały wewnątrz Kościoła, sytuacja, w której każdy myśli, jak mu się podoba. Podkreśla on, że w aktualnej sytuacji katolicy muszą brać przykład z apostołów, kiedy spotkała ich burza na jeziorze. Z jednej strony tak jak oni musimy utrzymać kurs, trwać w niezmiennym nauczaniu Kościoła, a zarazem wołać do Jezusa o ratunek. Wierność doktrynie i gorliwa modlitwa to sposób na wyjście z aktualnej burzy.

Ksiądz kard. Sarah przyznaje, że dzisiejsza sytuacja w dużej mierze wynika z kryzysu tożsamości samych biskupów. – Któż ochroni owce, jeśli pasterzy ogarnia lęk i uciekają przed wilkami? – pyta szef watykańskiej dykasterii. Jego zdaniem, to właśnie lęk jest podstawową słabością współczesnego Kościoła. Niektórzy biskupi boją się krytyki, bo są skoncentrowani na sobie, stali się bardzo ostrożni, unikają jasnych sformułowań, aby nie musieli się zmierzyć z opozycją czy męczeństwem. – Trzeba tymczasem na nowo odnaleźć Boga, na Nim się skoncentrować, zawierzyć Jego łasce. Bo kiedy jesteśmy z Nim, niczego się nie lękamy – zapewnia ks. kard. Sarah.

Jako syn afrykańskich animistów i wieloletni sekretarz Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, podkreślił zdecydowanie, że głoszenie Ewangelii wyznawcom innych religii nie jest prozelityzmem, lecz wypełnieniem nakazu, który Kościół otrzymał od Jezusa. – Prozelityzm to zmuszanie do przyjęcia chrześcijańskiej wiary. I jak podkreślił, z taką postawą nie spotkał się jeszcze u żadnego misjonarza. Musimy ewangelizować wszystkich, głosząc im Jezusa Chrystusa, bo jest to jedyna droga zbawienia – podkreślił ks. kard. Sarah.

RP, KAI

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-n ... niony.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i Jego wrogowie
PostNapisane: 12 kwi 2019, 20:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31346
Prof. Roberto de Mattei: próby zniszczenia Kościoła podejmowane są wewnątrz

Prof. Robert de Mattei w wywiadzie udzielonym portalowi onepterfive.com podsumował sześcioletni pontyfikat papieża Franciszka. Historyk krytycznie wypowiedział się na temat prowadzonej polityki „najbardziej politycznego papieża” względem innych wyznań.

„Deklaracja z Abu Zabi z 4 lutego 2019 r. podpisana przez papieża Franciszka i wielkiego imama uniwersytetu Al-Azhar potwierdza, że pluralizm i różnorodność religii, koloru, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej Woli Boga, poprzez którą stworzył On ludzkie istoty. To stwierdzenie przeczy nauczaniu Kościoła, który mówi, że jedyną prawdziwą religią jest religia katolicka. W rzeczywistości tylko dzięki wierze w Jezusa Chrystusa i w Jego imieniu ludzie mogą osiągnąć zbawienie wieczne (por. Dz 4, 12). 1 marca, podczas wizyty ad limina biskupów Kazachstanu w Rzymie, bp Athanasius Schneider zwrócił uwagę Franciszkowi na zakłopotanie, jakie ta deklaracja z Abu Zabi wywołuje. Papież odpowiedział mu, że różnorodność religii jest tylko przyzwalającą wolą Boga. Ta odpowiedź jest zwodnicza, ponieważ zdaje się przyznawać, że wielość religii jest złem dozwolonym przez Boga, ale nie przez niego pożądanym. Jednak ma się to odwrotnie do różnorodności płci i ras, które są pozytywnie pożądane przez Boga. Gdy biskup Schneider wyraził swój sprzeciw, papież Franciszek przyznał, że zdanie może być błędnie zrozumiane. Jednak nigdy nie skorygował ani nie sprostował swojej wypowiedzi i w rzeczywistości Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego, na prośbę Ojca Świętego, nakazała wszystkim biskupom, aby zadbali o powszechne rozpowszechnienie deklaracji z Abu Zabi, by „mogła stać się przedmiotem badań i refleksji we wszystkich szkołach, uniwersytetach i instytutach edukacji oraz formacji” – zauważył włoski uczony.

Profesor dodał, że „rozpowszechniana w ten sposób interpretacja głosi, iż wielość religii jest dobrą rzeczą, a nie złem, które jest jedynie tolerowane przez Boga”. – Wydaje mi się, że te świadome sprzeczności są mikrokosmosem całego pontyfikatu papieża Bergoglio – zaznaczył.

Ostatnie sześć lat pontyfikatu Franciszka historyk podsumował dosadnie i jednoznacznie negatywnie, jako „lata hipokryzji i kłamstw”. „Jorge Mario Bergoglio został wybrany, ponieważ wyglądał na biskupa, który był pokorny i głęboko duchowy (w ten sposób Andrea Tornielli pozdrawiał go w La Stampie), jako ten, który zreformuje i oczyści Kościół. Papież sam nie usunął najbardziej skorumpowanych prałatów ani z Kurii Rzymskiej, ani z poszczególnych diecezji. Zrobił to tylko wtedy, gdy, jak w przypadku McCarricka, został zmuszony przez opinię publiczną. W rzeczywistości, Franciszek okazał się papieżem politycznym, najbardziej politycznym papieżem ostatniego stulecia. Jego przekonania polityczne odnoszą się do lewicowego peronizmu, który zasadniczo nienawidzi wszelkich form nierówności i sprzeciwia się kulturze zachodniej oraz społeczeństwu. Przeniesiony do sfery kościelnej, peronizm łączy się z teologią wyzwolenia i prowadzi do wysiłku narzucenia synodalnej demokratyzacji Kościoła, co pozbawia go istotnej natury” – ocenia historyk Kościoła.

Również negatywnie włoski uczony, wiceszef Włoskiej Narodowej Rady Badań Naukowych wypowiedział się o szczycie i regulacjach przyjętych w celu przeciwdziałania nadużyciom seksualnym. W opinii profesora, „pomijają one prawdziwy problem, jakim są relacje między trybunałami Kościoła a sądami cywilnymi, lub szerzej relacje między Kościołem a światem”. – Kościół ma prawo i obowiązek badać, osądzać oskarżonych o zbrodnie, które naruszają nie tylko prawo cywilne, ale także kościelne ustanowione przez prawo kanoniczne. W tym przypadku konieczne jest wszczęcie regularnego procesu karnego w sądzie kościelnym, który szanuje podstawowe prawa oskarżonego i nie jest uwarunkowany wynikami jakiegokolwiek procesu cywilnego – uważa profesor.

Wyjaśnił on, że w przypadku kardynała Pella, Watykan powiedział, że otworzy proces kanoniczny, ale najpierw musi „czekać na wynik procesu odwoławczego [cywilnego]”. – W przypadku kardynała Barbarina z Francji, skazanego na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu i oczekującego na proces apelacyjny, podobnie nie ogłoszono żadnego procesu kanonicznego. Kiedy kardynał Luis Francisco Ladaria, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, został wezwany do złożenia zeznań w sprawie Barbarina przez sędziów w Lyonie, Watykan powołał się na immunitet dyplomatyczny, ale nie zrobił tego w przypadku kardynała Pella. Ta polityka różnych standardów dla różnych ludzi jest częścią klimatu dwuznaczności i dwulicowości, w którym żyjemy – podkreśla.

Historyk odniósł się do nowych norm dla życia monastycznego. Mówi, że wydaje się, iż „istnieje plan zniszczenia życia kontemplacyjnego”, zwłaszcza zakonów żeńskich. – Konstytucja o życiu kontemplacyjnym kobiet „Vultum Dei Quaerere” z 29 czerwca 2016 r. oraz Instrukcja „Cor Orans” z 1 kwietnia 2018 r. tłumią każdą formę autonomii prawnej i tworzą federacje, nowe organizmy biurokratyczne jako „struktury komunii”. Obowiązek bycia częścią tych struktur oznacza, że ​​klasztory tracą de facto swoją autonomię, która zostaje rozpuszczona w anonimowej masie klasztorów, zmierzającej ku rozwiązaniu tradycyjnego życia monastycznego. Modernistyczna „normalizacja” kilku zakonów, które wciąż opierają się rewolucji, byłaby nieuniknioną konsekwencją. Jednakże prawne zniesienie życia kontemplacyjnego, do którego zmierzamy, nie oznacza końca ducha kontemplacyjnego. Staje się on coraz silniejszy w odpowiedzi na sekularyzację Kościoła. Znam klasztory, którym udało się zapewnić niezależność prawną od Kongregacji Życia Religijnego i utrzymać życie zakonne, wspierając Kościół w tym kryzysie modlitwą wstawienniczą. Jestem przekonany, że tak jak kiedyś powiedziano, modlitwa klasztorów rządzi światem – mówił.

Profesor zwraca również uwagę, że próby zniszczenia Kościoła podejmowane są wewnątrz jego struktury, ponieważ otwarta walka nigdy nie jest produktywna, gdyż jak pisał Tertulian, krew męczenników jest nasieniem chrześcijan. I dlatego przez co najmniej dwa stulecia siły antychrześcijańskie opracowały plan podboju Kościoła od wewnątrz.

Uczony przypomina, że w latach 60. służby Związku Radzieckiego i innych krajów komunistycznych z Europy Wschodniej wprowadziły wielu swoich ludzi do seminariów i uniwersytetów katolickich. Niektórzy z nich wspięli się w hierarchii i zostali biskupami, a nawet kardynałami. Są to przykłady osób świadomie złośliwych, niszczących Kościół od wewnątrz. – Jednak taki umyślny współudział i działalność nie są konieczne, aby przyczynić się do samozniszczenia Kościoła. Można również stać się nieświadomymi narzędziami kogoś, kto manipuluje z zewnątrz. W tym przypadku manipulatorzy wybrali najbardziej odpowiednich ludzi. Ludzi, którzy wykazali słabość doktrynalną i moralną, wpłynęli na nich, uwarunkowali ich, a czasami nawet ich szantażowali. Ludzie Kościoła nie są ani nieomylni ani nieskazitelni, a Zły nieustannie stawia przed nimi pokusy – przypomina de Mattei.

– Wyborem Jorge Mario Bergoglio kierowało lobby duchownych – dodaje – za którym można dostrzec obecność innych lobby lub silnych mocarstw. Mam wrażenie, że moce kościelne i mocarstwa poza Kościołem, które działały na rzecz wyboru papieża Bergoglio, nie są zadowolone z rezultatów jego pontyfikatu. Z ich punktu widzenia było wiele słów, ale niewiele praktycznych wyników. Ci, którzy sponsorują papieża Franciszka, są gotowi porzucić go, jeśli radykalna zmiana nie nastąpi. Wygląda na to, że otrzyma ostatnią szansę na zrewolucjonizowanie Kościoła podczas Synodu Amazońskiego w październiku. Wydaje mi się, że wysłali już sygnały wskazujące na to – tłumaczy.

Co miał na myśli? De Mattei przywołuje reakcję mediów głównego nurtu po szczycie w sprawie pedofilii, który okazał się „oczywistą porażką”. – Duże publikacje prasy międzynarodowej, od „Corriere della Sera” po „El País”, nie kryły rozczarowania. Wydaje mi się, że ogłoszenie przez Konferencję Episkopatu Niemiec, jej przewodniczącego kardynała Marksa, że ​​zwołają oni lokalny synod, który podejmie wiążące decyzje dotyczące moralności seksualnej, celibatu kapłańskiego i zmniejszenia władzy duchownej, powinno być zrozumiane jako ultimatum. Po raz pierwszy niemieccy biskupi wyrazili się z taką jasnością. Wydaje się, że mówią, że jeśli papież nie przekroczy Rubikonu, sami go przekroczą. W obu przypadkach znaleźlibyśmy się w obliczu deklarowanej schizmy – uważa profesor.

Dodaje on, że „deklarowana schizma, chociaż sama w sobie jest zła, może być skierowana przez Boską Opatrzność ku dobru. Dobrem, które może powstać, będzie przebudzenie tak wielu ludzi śpiących i zrozumienie, że kryzys nie rozpoczął się od pontyfikatu papieża Franciszka, ale rozwija się długo i ma głębokie korzenie doktrynalne”. – Musimy mieć odwagę, aby ponownie zbadać, co wydarzyło się w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat w świetle ewangelicznej maksymy, że drzewo ocenia się po jego owocach (Mt 7, 16–20). Jedność Kościoła jest dobrem, które należy zachować, ale nie jest dobrem absolutnym. Nie można jednoczyć tego, co sprzeczne, kochać jednocześnie prawdę i kłamstwo, dobro i zło – wskazuje.

De Mattei przypomina, że niezależnie od okoliczności, Kościół nie boi się swoich wrogów i zawsze wygrywa, jeśli chrześcijanie walczą. – Papież Franciszek powiedział 4 lutego w Abu Zabi, że istnieje potrzeba „zdemilitaryzowania serca człowieka”. Wierzę, wręcz przeciwnie, że istnieje potrzeba zmilitaryzowania serc i przekształcenia ich w Acies Ordinata, jak ten, który stanął w modlitewnym proteście na Piazza San Silvestro w Rzymie 19 lutego i potwierdził istnienie katolickiego ruchu oporu przeciwko samozniszczeniu Kościoła. Jest wiele innych głosów oporu, które się pojawiły i są słyszalne. Uważam, że musimy przezwyciężyć wiele nieporozumień, które często dzielą siły dobrych ludzi. Zamiast tego, musimy dążyć do jedności intencji i działania między tymi siłami, zachowując nasze uzasadnione różne tożsamości. Nasi przeciwnicy są zjednoczeni w nienawiści do dobra, dlatego powinniśmy być zjednoczeni w naszej miłości do dobra i do prawdy. Ale musimy kochać dobro doskonałe, dobro, które jest całe i bezkompromisowe, ponieważ Ten, który wspiera nas Swoją miłością i mocą, jest nieskończenie doskonały. Powinniśmy pokładać całą naszą nadzieję w Nim i tylko w Nim. Dlatego właśnie cnota nadziei jest tą, którą powinniśmy kultywować najbardziej, ponieważ czyni nas silnymi i wytrwałymi w walce, którą prowadzimy – konkluduje.

Źródło: onepterfive.com

AS

http://www.bibula.com/?p=107476


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /