Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 20 wrz 2017, 11:07 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7496
Lokalizacja: Podlasie
Żydzi a komunizm (I)
(Niektóre przemilczane fakty – małe kompendium)

Obrazek

W najbliższym czasie ukaże się w „Warszawskiej Gazecie” moja bardzo krytyczna recenzja zafałszowań i dysproporcji w książce Piotra Zychowicza „Żydzi”. Tu pragnąłbym skupić się głównie na sprawach zafałszowań i wybielań w tej książce na temat roli wielkiej części zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Rosji i krajów tzw. demokracji ludowej. Wyliczone tu fakty dotyczą sprostowania kłamstw zamieszczonych w publikowanych w książce Zychowicza jego rozmowach z dwoma bardzo znanymi żydowskimi naukowcami: Antony Polonskym i Yehudą Bauerem. Fałsze te zostały podane w książce Zychowicza bez sprostowania i jakiegokolwiek krytycznego komentarza, być może z powodu zaskakującej ignorancji autora. Zniekształcenia te sprowokowały mnie do przedstawienia tu na mym blogu swoistego kompendium na temat udziału zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Polski i innych krajów Europy. Zapewniam czytelników mego blogu: w tym dwudziestokilkustronnicowym tekście znajdziecie Państwo z dziesięć razy więcej informacji, na dodatek udokumentowanych, o stosunku dużej części Żydów do komunizmu niż w 463-stronnicowej książce P. Zychowicza: „Żydzi”. Aby tym mocniej uwypuklić wiarygodność przytaczanych przeze mnie szokujących informacji o rozmiarach udziału zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Polski i innych krajów świata podkreślam, że przeważająca część podawanych niżej faktów została opisana przez autorów żydowskich, względnie filosemitów takich jak Czesław Miłosz.

Rola zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Polski

Znany ze skrajnego filosemityzmu i równocześnie bardzo mocnych fobii wobec Polski i Polaków, Czesław Miłosz stwierdził w wywiadzie dla żydowskiego czasopisma „Tikkun” w USA (nr 2 z 1987 r.) na temat roli żydowskich komunistów: „Oni zajęli wszystkie czołowe pozycje w Polsce, również w bardzo okrutnej policji bezpieczeństwa (podkr- J.R.N), ponieważ byli po prostu bardziej godni zaufania niż miejscowa ludność”. (They occupied all the top positisons in Poland and also in the very cruel security police, because they were more reliable, simply, than the local population) W tym stwierdzeniu Miłosz nieco przesadził, bo były jednak i nieżydowskie postacie na szczycie zarówno partii komunistycznej jak i bezpieki (choćby B. Bierut i S. Radkiewicz). Generalnie biorąc jednak Miłosz trafnie ocenił wyjątkową, dominującą rolę komunistów żydowskich w stalinizacji Polski.

– Związany z Jerzym Giedroyciem i paryską „Kulturą” Instytut Literacki w Paryżu był jak najdalszy od ąntyżydowskości. Tym wymowniejszą w tej sytuacji była nader szokująca informacja zawarta w wydanej przez ten Instytut w 1967 r. książce Georga Fleminga (ewidentny pseudonim) „Polska mało znana”: „W okresie stalinowskim na przeszło sto dzienników, tygodników i miesięczników, wychodzących w samej tylko Warszawie było tylko dwóch nie Żydów”. (Podkr.- J.R.N.)

B. żydowski korespondent wojenny J. Sack o zbrodniach S. Morela na Polakach

Warto przypomnieć, co pisał o zbrodniach ubeków żydowskiego pochodzenia na Śląsku znakomity dziennikarz żydowskiego pochodzenia z USA John Sack w dawno wyczerpanej i świadomie przemilczanej książce „Oko za oko”. Przez siedem lat Sack badał zbrodnie Salomona Morela i pomagających mu w tych zbrodniach żydowskich ubeków i ubeczek w obozie w Świętochłowicach,. Wymordowali tam w niecały rok – w 1945 r. ponad 1600 niewinnych Polaków i Niemców. Jak pisał John Sack: „W miejscach takich jak Gliwice Polacy stawali przy więziennych ścianach, a ludzie z Wydziału Wykonawczego przywiązywali ich do wielkich żelaznych pierścieni, mówili: „Gotów1 Cel! Pal! „zabijali ich i ostrzegali polskich strażników: „Trzymajcie język za zębami!” Strażnicy jako Polacy nie byli tym zachwyceni, ale Jakubowie, Jozefowie i Pinkowie z wyższych szczebli Urzędu pozostali wierni Stalinowi, ponieważ uważali się za Żydów, nie zaś za polskich patriotów. Oto, dlaczego Dobra Wróżka Stalin (…) zatrudnił wszystkich Żydów i umieścił ich w Urzędzie Bezpieczeńs6twa Publicznego, swojej instytucji w polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. (Podkr.- J.R.N) (Cyt. za: J. Sack: „Oko za oko”, Gliwice 1995, ss.228-229)

Wcześniej w tej samej, znakomicie napisanej i bardzo znaczącej intelektualnie książce „Oko za oko” John Sack pisał (s.96): „ Dlaczego więc Stalin był stronniczy wobec Żydów (…) Z jego rozkazu pewien Żyd, którego ojciec zginął w Treblince, miał zostać szefem Urzędu Bezpieczeństwa, a szefami wszystkich jego departamentów mieli także zostać Żydzi, aczkolwiek od tego momentu ich nazwiska nie miały być żydowskie, tylko takie jak „generał Romkowski”, albo „pułkownik Różański”. Z czasem ci ludzie wyznaczyli wszystkich dowódców bezpieczeństwa w Polsce”.

Sack powoływał się na informacje Pinka Mąki, byłego sekretarza Urzędu Bezpieczeństwa publicznego na terenie Śląska, że w podległym mu regionie liczba żydowskich oficerów bezpieczeństwa wynosiła od 150 do 225. Według Sacka, od 70 do 75 procent oficerów bezpieczeństwa na tym terenie było Żydami. (Por. J. Sack: op.cit.,s.174)

Jakub Berman i inni żydowscy szefowie bezpieki

P. Zychowicz cytuje w swej książce (s.115) bez odpowiedniego krytycznego komentarza wypowiedź żydowskiego naukowca – prof. Anthony Polonskego, pomniejszającą rolę Żydów w kierowaniu komunistyczna bezpieka w Polsce. Polonsky stwierdził (tamże,s.115): „Andrzej Paczkowski zbadał ten problem i okazało się, że Żydzi zajmowali 29 procent stanowisk kadry kierowniczej UB. To spory odsetek, ale większość funkcjonariuszy komunistycznej policji politycznej była Polakami”. Polonsky tłumaczył tez ukształtowany w Polsce „stereotyp Żyda ubeka” tylko tym: „Bo na wysokich szczeblach zasiadali tacy ludzie jak Berman czy Fejgin, którzy byli bardzo widoczni”. A jaka była prawda? Zgodnie z tym, co powiedział Polonszky „większość funkcjonariuszy komunistycznej policji politycznej była Polakami”, tylko, że byli usadowieni na niskich szczeblach bezpieki i nie mieli dosłownie nic do powiedzenia, gdyż w bezpiece całkowicie dominowali wysocy funkcjonariusze żydowskiego pochodzenia. Całą komunistyczną bezpieką dyrygował Jakub Berman, przez cały okres stalinowski pełniący najważniejszą funkcję członka Biura Politycznego KC PZPR, odpowiedzialnego za bezpiekę To Berman (mający równocześnie ogromny wpływ w sferze życia ideologicznego i kultury) nadzorował nieubłaganą walkę z wieloma sferami polskiego dziedzictwa narodowego. Robił to zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą, że „wszelki flirt z polskim uczuciem narodowym” doprowadzi do „wypuszczenia złych duchów Polski”, z antysemityzmem włącznie. (Por. książkę filozofa A. Walickiego: „Zniewolony umysł po latach”, Warszawa 1993,s.329). To Berman już w 1944 roku jako pierwszy zaczął oskarżać AK o rzekomą współpracę z gestapo i nazywał akowców bandytami. Znany był ze szczególnej bezwzględności i okrucieństwa wobec więźniów politycznych. Zapamiętano powiedzenie Bermana w odniesieniu do ułaskawionych więźniów, którzy później rzekomo ginęli śmiercią „samobójczą”: „Towarzysz Bierut was ułaskawił, ale ja was nie ułaskawię”. (Cyt. za: Pamięć ofiar, „Tygodnik Solidarność” z 14 marca 2003 r.) P. Zychowicz całkowicie, a niechlubnie milczy o niebywałych rozmiarach walki z polskim patriotyzmem ,którą prowadzili obok Bermana także inni czołowi żydowscy komuniści. Dość przypomnieć powiedzenie osławionego dyrektora X Departamentu stalinowskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Polsce Anatola Fejgina: „Trzeba zabić polską dumę, rozstrzelać patriotyzm”.

Komunistyczna bezpieka była całkowicie zdominowana przez Żydów, poza jednym wyjątkiem – ministrem bezpieczeństwa Stanisławem Radkiewiczem. Tyle, że był on faktycznie ubezwłasnowolnionym. Nici wszystkich spraw w bezpiece znajdowały się wyłącznie w rękach żydowskich podwładnych Radkiewicza. Wiedzieli oni bowiem, podobnie jak na górze J. Berman o bardzo kompromitującej tajemnicy Radkiewicza, która ułatwiała całkowite trzymanie go w ręku. Chodziło o to, że Radkiewicz po aresztowaniu przed wojną jako sekretarz KZMP podpisał na policji tzw. lojalkę. (Wg. notatek R. Romkowskiego (właśc. Nasieka (Natana) Grinszpan-Kikiela – w książce S. Marata i J. Snopkiewicza; „Ludzie bezpieki”, Warszawa 1990,s.141). W mojej książce „Nowe kłamstwa Grossa” (Warszawa 2006, ss. 171-172) całą stronę wypełnia przytoczony przez mnie wykaz szefów polskiej bezpieki żydowskiego pochodzenia. Przypomnijmy tu, że sowiecki ambasador w Warszawie Wiktor Lebiediew, który „nieźle znał Polskę” (w ocenie historyka prof. A. Paczkowskiego) w raporcie wysłanym do Moskwy 10 lipca 1949 r. zwrócił uwagę, że „w MBP (Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego- J.R.N.), poczynając od wiceministrów, poprzez dyrektorów departamentów, nie ma ani jednego Polaka. Wszyscy są Żydami”. (Podkr.- J.R.N.). (Cyt. za: A. Paczkowski: Żydzi w UB: próba weryfikacji stereotypu, w: „Komunizm, ideologia, system, ludzie”, red. T. Szarota, Warszawa 2001, s. 2020.

Długa lista świadectw o żydowskich zbrodniach w UB

Wybielaczom roli Żydów w UB i w stalinizacji Polski warto przypomnieć również jakże uczciwe świadectwo Polaka żydowskiego pochodzenia Andrzeja Wróblewskiego (do roku 1940 noszącego rodowe nazwisko Fejgin). Andrzej Wróblewski, wybitny krytyk teatralny, ojciec redaktora „Polityki” Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego i dziadek obecnego naczelnego redaktora ‘Wprost” Tomasza Wróblewskiego, stanowczo protestował przeciwko relatywizowaniu spraw żydowskiej odpowiedzialności za UB. Jednoznacznie akcentował: „Proporcjonalnie więcej było Żydów wśród katów niż wśród ofiar. I chociaż nie wszyscy Żydzi byli równie gorliwi, to jednak powszechnym odbiorze postrzegana była ich aktywność. Przeważnie przedwojenni komuniści, często ze stażem więziennym, byli zaślepieni wiarą, że rzeczywiście biorą udział w walce o nowy wspaniały świat. Nie zdawali sobie sprawy, że swoim postępowaniem wywołują zjawisko antysemityzmu”. (Por. A. Wróblewski: „Być Żydem”, Warszawa 1993,s.181). W innym miejscu swej książki Wróblewski ubolewał, że w 1968 roku „pod płaszczykiem dotkniętej godności wyjeżdżali z kraju Żydzi, którzy służyli w UB, byli sędziami czy prokuratorami z rękami umaczanymi po łokcie w krwi”. (Podkr.- J.R.N.).

Najwybitniejszy chyba polski twórca pochodzenia żydowskiego w okresie po 1945 r., zawsze niezależny i „niepoprawny politycznie” Leopold Tyrmand tak pisał w 1972 r. w niegodnie przemilczanej dotąd w Polsce „Cywilizacji komunizmu”: „Amerykańskie uniwersytety przygarniają dziś Żydów, którzy przez ponad 25 lat swych służb w policjach politycznych Europy Wschodniej ciężko prześladowali ludzi – w tym także innych Żydów – walczących o prawo do niezawisłości i sumienia,. Dziś Żydzi ci chronią się za swe niegdyś tak łatwo zapomniane żydostwo (Podkr.- J,R.N.) (…) ludzie ci nie mają moralnego prawa do obrony przede wszystkim jako niestrudzeni architekci tej rzeczywistości, w której po 25 latach dojść mogło do tak karykaturalnych zwyrodnień myśli i pojęć, jako inżynierowie tej struktury, w której monstrualne kłamstwo tak łatwo jest uczynić prawem życia. Trudno jest zapomnieć ich fanatyczną wiarę w zło, jaką głosili w komunistycznych gazetach, książkach, artykułach, filmach”.

Żydowska badaczka sytuacji Żydów we współczesnej Polsce Irena Irwin Zarecka pisała w wydanej w 1989 r. książce o sytuacji w Polsce w pierwszych klatach po wojnie m.in.:„Nowy reżim był przynajmniej początkowo reżimem obcym, z minimalnym tylko poparciem wewnątrz polskiego społeczeństwa. Był to reżim okrutny, szczególnie w swej fazie stalinowskiej, choć nie tak okrutny jak jego sowiecki autor. A Żydzi znaleźli się w szeregach jego najokrutniejszych sił (podkr.- J.R.N.), przy o wielu więcej Żydach wspierających go w bardziej pasywny sposób”. (Według: I. I Zarecka: „The Jew in Contemporary Poland”, New Brunswick 1989, s.58). Słynny znawca historii Polski prof. Norman Davies napisał w 1986 r. wręcz o „tysiącach polskich Żydów, którzy utracili twarz poprzez związanie się z okrutnym powojennym reżimem stalinowskim” (Por. tekst N. Daviesa w „”The New York Review of Books” z 20 listopada 1985).

Przypomnijmy tu też, co pisała przed laty znana publicystka żydowskiego pochodzenia Alina Grabowska, po 1989 r. „wsławiona” jako tropicielka rzekomego polskiego „antysemityzmu”. Otóż jeszcze w 1969 roku napisała ona w paryskiej „Kulturze”: „W pierwszych latach powojennych (a nawet później) znakomitą, niestety, większość pracowników UB stanowili Żydzi”. (Por. A. Grabowska: Raj utracony – raj odzyskany, paryska „Kultura” 1969,nr 12, s.127)

Można by długo wyliczać podobne oceny roli Żydów w UB i polskim życiu publicznym. Oto na przykład świadectwo najwybitniejszej polskiej pisarki po 1945 roku Marii Dąbrowskiej, zapisane w jej słynnym dziennikach pod data 17 czerwca 1947 roku: „UB, sadownictwo są całkowicie w ręku Żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden Żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków”. (Por. M. Dąbrowska: „Dzienniki powojenne 1945-1965”, Warszawa 1996,t.1,s.146)

Rola Żydów polskich w szkoleniu kadr dla sowieckiego podboju

Występujący w książce Zychowicza żydowski historyk Yehuda Bauer stara się maksymalnie pomniejszyć rolę żydowskich komunistów w Polsce po 1918 r. stwierdza, że przecież „ w 1922 roku istniała polska partia komunistyczna, która poparła bolszewicką inwazję”. (Por. P. Zychowicz: op.cit.,s.446). Bauer zaciera w ten sposób niebywale wielką rolę, jaką Żydzi odgrywali w polskiej partii komunistycznej w Drugiej Rzeczypospolitej i ich znaczenie w szkoleniu kadr dla przyszłego sowieckiego podboju Polski. Oddajmy więc w tej sprawie głos prawdziwie wybitnemu żydowskiemu ekspertowi w sprawie roli Żydów komunizmie – Yuri Slezkinowi. Ten naukowiec żydowski, przybyły do Stanów Zjednoczonych w 1982 r. z Rosji Sowieckiej napisał podstawowe wręcz dzieło o udziale Żydów w komunizmie „Wiek Żydów” (Warszawa 2006 ), niestety w Polsce już od dawna niedostępne, bo wykupione. O dziwo, książkę tę chwalił nawet J.T.Gross, choć odpowiednio przekręcił przy cytowaniu. Otóż Slezkine stwierdza jednoznacznie (op.cit.,s.106 ), że: „W Polsce „etniczni” Żydzi stanowili większość w pierwszym kierownictwie partii komunistycznej (7 z około 10). (Podkr.- J,.R.N.). W latach trzydziestych stanowili 22- 26 procent wszystkich członków partii, 51 procent członków młodzieżówki komunistycznej (1930), około 65 procent ogółu komunistów warszawskich (1937), 75 procent aktywistów Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom i większość członków Komitetu Centralnego KPP”. Faktycznie ze środowiska żydowskiego wywodził się trzon kierownictwa komunistycznej Partii Polski, w tym sam jej przywódca Adolf Warszawski (Warski).

Niewielu Żydów przeprosiło za żydowskie zbrodnie na Polakach

Tylko niewielu Żydów lub Polaków żydowskiego pochodzenia przeprosiło za zbrodnie popełnione przez Żydów w UB na Polakach. Tym bardziej warto przypomnieć dziś już zupełnie zapomnianą wypowiedź Stanisława Krajewskiego, żydowskiego współprzewodniczącego Rady Chrześcijan i Żydówz 1994 r. Krajewski zdobył się wówczas na publiczne przyznanie: „Czuję się zawstydzony z powodu przestępstw popełnionych przez żydowskich komunistów”. (Por. „Gazeta Wyborcza” z 10 lipca 1998 r.). P{przypomnijmy tu również wystąpienie w 2001 r. odważnego Polaka żydowskiego pochodzenia Anatola Lawiny, niegdyś więzionego za udział w anty-PRL-owskiej opozycji, a po 1989 r. zdecydowanego tropiciela afer gospodarczych III RP. W nawiązującym do sprawy zbrodni S. Morela tekście publikowanym na łamach „Rzeczpospolitej” z 5 czerwca 2001 r. Lawina zdecydowanie wystąpił przeciwko tym, którzy próbują zanegować konieczność przeproszenia przez Żydów za popełnione przez ich ziomków zbrodnie na Polakach. Pisał m.in.: ‘Jestem gotów przeprosić za tych Żydów, którzy jak Lila Potok, Szlomo Morel, Pinka Mąka, przeżyli obozy hitlerowskie i przyznając sobie prawo odwetu, sami stali się okrutnymi oprawcami, wręcz zbrodniarzami, będąc, komendantami w obozach przez siebie zorganizowanych, w Gliwicach, w Świętochłowicach i innych miejscowościach na Śląsku „. (Por. „Rzeczpospolita” z 5 czerwca 2001). Przypomnijmy tez, co mówił w wywiadzie w 2001 r. architekt i działacz polityczny żydowskiego pochodzenia Czesław Bielecki, wówczas przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. W wywiadzie udzielonym „Najwyższemu Czasowi” Bielecki powiedział m.in.: „Są sprawy, za które też Żydzi musza przepraszać. Nie może być tak, że jeżeli prokurator Helena Wolińska zabiła sądowo naszego bohatera, gen. Emila Fieldorfa, to społeczność żydowska nie jest za to odpowiedzialna’. (Por. „Najwyższy Czas” z 7lipca 2001 ). Ciekawe, że Zychowicz, który tak skwapliwie poświęcił szereg stron swojej książki sprawom polskich szmalcowników (Por. P. Zychowicz: „Żydzi” ,op. cit. ss. 319-328) nie znalazł miejsca na choćby kilka zdań na wspomnienie sprawy S. Morela i pomagających mu żydowskich ubeków, którzy zamordowali ponad 1600 niewinnych Polaków i Niemców. Oczywiście Zychowicz kontynuuje tu starą taktykę „poprawności politycznej”, która każe tak rzadko wspominać o sprawie zbrodni Morela et consortes. Ciekawe, czy nowe PiS-owskie władze zdecydują się na rozpoczęcie gruntownego śledztwa w sprawie zbrodni, Morela, tak jak zrobiono w sprawie zbrodni w Jedwabnem?

Na koniec przypomnę tu jakże niesłusznie zapomniany i niestety, nigdy nie wysłuchany jakże mądry „List Żydów z Izraela do Żydów w Polsce” z listopada 1946 r. Podpisany przez 120 Żydów izraelskich list znajdujący się w Arch. Deleg. Win, Dział II A. zawierał m.in. oceny: (…) Nie możemy jednak oprzeć się stwierdzeniu, że rządzące dziś w Polsce komunistyczne sfery żydowskie nie nauczyły się niczego (…) Nie nauczyły się wielkiej i praktycznej prawdy, że do szczęścia i niepodległości własnego narodu nie można zdążać przez nieszczęście i niewolę drugiego narodu (Podkr.- J.R.N.). Żydzi rządzący w Polsce, a należący do partii komunistycznej, myślą o sobie, a nie o ludności żydowskiej w Polsce i dlatego powiązali się z tymi obcymi czynnikami, którym zależy na tym, aby Polska pozostała krajem małym, słabym i bezwolnym narzędziem w ich ręku. Niech nad tym postępowaniem komunistycznej żydowskiej góry w Polsce zastanowią się prawdziwi żydowscy patrioci (…) Może przyjść zawierucha i zamieszanie w Europie i Żydzi będą tak przyparci do muru, że nie znajdą innego wyjścia, jak szukać schronienia w Polsce i u Polaków. Wtedy może być za późno”. (Podkr.- J.R.N.) (Cyt. za „Myśl Polska” z 17 czerwca 2001 r.)

Autor: Jerzy Robert Nowak

Za: http://alexjones.pl/aj/aj-polska/aj-pub ... komunizm-i

Data publikacji: 5.06.2016

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zydzi ... -i-2016-06

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 20 wrz 2017, 11:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Coltrane napisał(a):
Obrazek

Obrazek świetnie oddający istotę nie tylko komunizmu, czy jak kto woli bolszewizmu, ale istotę wszystkich innych "...izmów".
Jednak jest to dzieło niekompletne, gdyż brakuje piątej postaci tuż za czwartą.
Brakuje na tym obrazku samego Belzebuba, jako istoty nadrzędnej nad całym tym plugastwem, które pogania.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 16 lis 2017, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zydzi ... ni-2017-02

Żydzi w okresie szwedzkiego „potopu” – zdrajcy, szpiedzy i wierni poddani
OPUBLIKOWANO LUTY 7, 2017PRZEZ A303W HISTORIA

4 października 1656 roku, Żydzi, ramię w ramię ze szwedzkim okupantem, bronili Łęczycy przed wojskiem koronnym. Ten akt nielojalności spotkał się ze srogim odwetem Polaków.

Obrazek

W artykule „Kolaboracja Żydów ze Szwedami w Krakowie” opisałem zdradę Żydów krakowskich, którzy w latach szwedzkiego „potopu” współpracowali z najeźdźcą. W innych miastach Rzeczypospolitej sytuacja wyglądała różnorodnie. W niektórych, podobnie jak w Krakowie, licząc na zyski, Żydzi byli inicjatorami, bądź pomocnikami grabieży swych chrześcijańskich sąsiadów i ich kościołów. Czasem wiernie stawali po stronie króla polskiego i ramię w ramię z chrześcijanami, bronili się przed szwedzkim zagrożeniem. Niestety były również przypadki, gdy Żydzi z bronią w ręku stawali przy boku Szwedów przeciw żołnierzom polskim.


Sandomierz i Przemyśl

Kolaboracja Żydów z najeźdźcą nie ograniczała się tylko do Krakowa. Podobnie działo się w innych miastach, które zdobyli Szwedzi. Na przykład w Sandomierzu. Ale gdy losy wojny odwróciły się, wkrótce i tam dotarło zwycięskie wojsko polskie. Pod koniec marca 1656 roku:
„Wojsko zaś koronne pod Pokrzywnicą Wisłę przebywało jak najprędzej mogło, zwłascza przodem pod komendą Witowskiego, kasztelana sendomirskiego pułk jegoż i z drugimi dwoma, to jest sapieżyńskim nowo przyszłym i Jędrzeja Potockiego, oboźnego koronnego, nocą szkutami przeprawiwszy się, świtem [30 marca] pod Sendomirz przyszli. A mało co warty w bramach zastawszy, na Szwedów po kwaterach w mieście rozłożonych uderzyli i wielką w nich uczyniwszy trwogę, jednych żywcem w gospodach brali, drugich uchodzących do zamku, gdzie duże praesidium [garnizon], dojeżdżali. Uszło ich przecie z miasta do zamku niemało, bo im prętki sukurs zamkowe dało praesidium [garnizon], atoli ich z kilkadziesiąt po gospodach legło. Ostatek z podufałymi swymi kompanami, Żydami sendomirskimi (którzy im we wszystkich okazyjach do rabowania dworów i kościołów nie tylko pomocnikami, ale i motorami byli) do zamku wpędzono. Mieszczanom pokój i bezpieczeństwo dano, żydowskie jednak odbieżałe domy i z tymi, kto tam był w nich został, strachu się od wojska nabrali.”[1]
Warto przy tej okazji zauważyć, że historyk żydowskiego pochodzenia Majer Bałaban, który w swoim dziele stara się wybielać Żydów, błędnie podaje, iż Żydzi sandomierscy z bronią w ręku bronili Rzeczypospolitej, za co spotkała ich czarna niewdzięczność:
„Wojska szwedzkie po kilkudniowej bitwie pod Warszawą ruszyły w górę Wisły ku Sandomierzowi. Tutaj zatrzymała ich garstka wojska polskiego, wśród której miał się znajdować oddział żydowski[2]. Srogo odpokutowali Żydzi sandomierscy swój patrjotyzm[3] […]”[4]
Otóż ani nie działo się to po bitwie warszawskiej, ani też nie chodziło o Żydów sandomierskich, ani nie było ich 400. Fragment Pufendorfa, do którego odsyła Bałaban, mówi o nieudanej próbie opanowania Przemyśla przez wojsko szwedzkie. Doszło do niej kilka miesięcy przed bitwą warszawską, bo w dniach 8 – 13 marca 1656 roku[5]. Załogę miasta stanowiło 400 polskich żołnierzy i kilka kompanii sformowanych z Żydów.
Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że nie o sandomierskich, lecz o przemyskich Żydów tu chodzi. Więc oskarżanie Polaków o karanie Żydów sandomierskich za patriotyzm jest całkowicie chybione.


Donosiciele i szpiedzy

Mimo iż w swojej masie przemyscy Żydzi stanęli ramię w ramię z Polakami do obrony swoich domów, to jednak znalazł się wśród nich zdrajca, który wskazał Szwedom dogodny dostęp do miasta. Obrońcy mieli jednak sporo szczęścia, bo nie dość gruby lód załamał się pod atakującymi:
„Die octava Martii [8 marca] podstąpili Szwedzi pod Przemyśl, tam rzuciwszy szturm, nazajutrz 9. martii o trzeciej w noc (sic ferebatur) nawiódł Żyd od Zasania Szwedów, lecz za obroną Patrony wielkiej miasta tego, Panny Przenajświętszej na Sanie załamali się i potonęli, była zdobycz nie mała.”[6]
Niestety żydowskie donosicielstwo, a nawet szpiegostwo na rzecz Szwedów nie były incydentalne. Skala tego zjawiska była tak duża, że zmusiła króla Jana Kazimierza do reakcji. Przy czym starał się on, by jego działania nie uderzały we wszystkich Żydów, lecz tylko w tych, którzy na to zasłużyli. Dowodzi tego uniwersał, który ogłoszono w Łańcucie 26 stycznia 1656 roku. W nim to monarcha informuje i nakazuje:
„Aczkolwiek wydany jest z kancelaryi naszej uniwersał, aby Żydzi pod ten czas z rezydencyi i miejsc swych nie wyjeżdżali, a to dla uchronienia się od szpiegów i żeby do nieprzyjaciela nie były wiadomości donoszone, aby jednak pod tym pretekstem i niewinnych Żydów, którzy dla prywatnych swoich potrzeb od miejsca do miejsca przejeżdżać się muszą, nie trudniono i nie prześladowano, deklarujemy tym to uniwersałem naszym, iż który Żyd za attestacyą [potwierdzeniem] urzędu miejskiego bądź też i grodzkiego, albo jeżeliby we wsi był, za attestacyą szlachcica bądź urzędnika tego miejsca, tak jadąc jak i wracając się, ma być wolno przepuszczony, ani na zdrowiu ni substancyi [majątku] nie ciążony […]”[7]


Łęczyca

Bywało, że Żydzi z orężem w dłoni, u boku Szwedów występowali przeciw Polakom. Na dobre im to nie wychodziło. 4 października 1656 roku pod Łęczycą stanęła armia, którą dowodził sam król Jan Kazimierz Waza. Chcąc zdobyć to miast:
„[…] nie bawiąc [zwlekając] ochotnikowi i piechotom [polskim] do szturmu pójść kazano, którzy najpierwej w klasztor panieński murom przyległy, (w którym Żydzi, mniszki wypędziwszy zawarli byli i do miasta przystępu bronili) wpadłszy, tak Żydów jako i kogokolwiek z orężem zastali wycięli, a potym miasto opanowali i one spalili, piechotę szwedzką z komunikiem [kawalerią] i komendantem do zamku zapędziwszy […]”[8]
Inna relacja zawiera bardziej drastyczne szczegóły tego wydarzenia:
„Wielki pożar przeszkadzał przez pewien czas naszym, którzy przepełnieni wielką wściekłością na wrogów, rzucali się w płomienie i wycinali w pień wszystko, co napotkali. Szczególnie Żydom nie dawali pardonu, ponieważ ci dotrzymywali placu wrogom [efektywnie wspomagali Szwedów] podczas obrony [Łęczycy]. Zabijano pośród zamętu ich kobiety i dzieci, a ponadto w ogniu spłonęła wielka ich liczba. Pewien szlachcic z królewskiego dworu, nazwiskiem Woulf, polecił zebrać wszystkie żydowskie dzieci, spośród których większość była na pół spalona, i z pobożna myślą, że przyczyni się do ich zbawienia, kazał je ochrzcić.”[9]
Zdaniem Jakuba Łosia, który tam wówczas był:
„Żydów wyścinano na osiem tysięcy.”[10]
Mimo iż do Łęczycy ściągnęło wówczas wielu okolicznych Żydów, co z pewnością powiększyło ich dotychczasową liczbę w mieście, to i tak wielkość ta wydaje się być mocno przesadzona. Jak by nie było, ilość zabitych musiała robić wrażenie.

dr Radosław Sikora

Przypisy:
1 Mikołaj Jemiołowski, Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648 – 1679). Opr. Jan Dzięgielewski. Warszawa 2000. s. 183 – 184.
2 „Puffendorf: De rebus a Carolo Gustavo gestis. Norymberga, 1696, str. 138. Według jego relacji miało być 400 żydowskich żołnierzy, broniących przejścia przez Wisłę pod Sandomierzem.” (przyp. Majer Bałaban)
3 „Kandel Dawid: Rzeź Żydów sandomierskich w r. 1655. KHŻP, II, str. 111 – 117.” (przyp. Majer Bałaban)
4 Majer Bałaban, Historja Żydów w Krakowie i na Kazimierzu 1304 – 1868. t. II. 1656 – 1868. Kraków 1936. s. 5 – 6.
5 Andrzej Borcz, Działania wojenne na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej w latach „potopu” 1655 – 1657. Przemyśl 1999. s. 58 – 63.
6 Mojżesz Schorr, Żydzi w Przemyślu do końca XVIII. wieku. Lwów 1903. s. 32. Dalsze informacje o tym wydarzeniu: Borcz, Działania, s. 60.
7 Schorr, Żydzi, s. 161.
8 Jemiołowski, Pamiętnik, s. 221 – 222.
9 Dzieje Żydów w Polsce XI – XVIII wiek. Wybór tekstów źródłowych. Opr. Paweł Fijałkowski. Warszawa 1993. s. 94.
10 Jakub Łoś, Pamiętnik towarzysza chorągwi pancernej. Opr. Romuald Śreniawa-Szypiowski. Warszawa 2000. s. 72.

Źródło: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... i-poddani#


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 18 lut 2018, 20:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Prostak łatwiej zrozumie prostaka ... i tyle.

Prof. Norman Finkelstein: Niechęć wielu Żydów do Polaków to instynkt

Obrazek
Norman Finkelstein
foto: EAST NEWS


Mirosław Skowron w rozmowie z Prof. Normanem Finkelstein na temat głośnego ostatnio konfliktu polsko - izraelskiego i "polskich obozów śmierci".

"Super Express": - Jaki jest wizerunek Polaków w oczach Żydów w USA i na świecie?
Prof. Norman Finkelstein: - Nie ulega wątpliwości, że kiepski.
- Jak kiepski?
- Nie tylko w Stanach, ale też w Izraelu u wielu Żydów pojawia się taka niechęć, a niekiedy nawet nienawiść wobec Polski czy Polaków. Choć Polska nie jest wyjątkiem. Jest też nienawiść wobec Niemców. Tyle że te nienawiści znacząco się różnią.
- W jakim sensie?
- Nienawiść wobec Niemców jest "nienawiścią wobec równych sobie". Niemcy uchodzą w oczach dużej części Żydów za przedstawicieli kultury, która intelektualnie im imponuje. Wielu Żydów, którzy wyjechali z Niemiec przed Holokaustem, miało do Niemiec sentyment.
- Polska nie imponuje.
- No nie. W przypadku Polski jest to niechęć wynikająca z wyraźnego poczucia wyższości. Polaków uważają za głupszych, niekulturalnych.
- Słyszał pan zapewne o napięciu między Polakami a Żydami w związku z nowelizacją ustawy o IPN, która ma pozwolić na ściganie za kłamstwa na temat "polskich obozów śmierci". Ta niechęć wzrośnie?
- Słyszałem i muszę powiedzieć, że nie podoba mi się ani to prawo, ani żydowska reakcja na nie.
- Dlaczego?
- Z kłamstwem, o prawdę, powinno się walczyć argumentami, a nie wygrażaniem komuś karą. To zawsze niesie odwrotny skutek. Z praktycznego punktu widzenia, jeżeli chce się kogoś przekonać, że wygaduje bzdury, to raczej się go nie straszy karą. To prawo nie będzie działać, a moim zdaniem nawet zaszkodzi.
- W jaki sposób?
- Wielu ludzi zada sobie pytanie: dlaczego, skoro to jest ewidentna nieprawda, Polacy poświęcają temu tyle uwagi i tak z tym walczą? Im usilniej zakazujesz o czymś myśleć lub mówić, tym mocniej zasiewasz to coś w ludzkich głowach. To naturalna reakcja. Ilu ludzi pomyśli, że może coś tam jest na rzeczy, jakaś część prawdy, skoro wzięła się za to machina państwowa?
- To prawo miało być wzorowane na przepisach Izraela zakazujących kłamstwa oświęcimskiego i działalności negacjonistów. Ten izraelski przepis też nie działa?
- Żeby pan wiedział, ile w wyniku tego prawa powstało najbardziej wariackich teorii spiskowych! Ilu ludzi zyskało popularność, choć nie powinni. Bardzo często jest tak, że prawo stworzone w dobrej wierze, ale niezbyt dobre, przynosi odwrotny skutek. Choć osobiście nie wierzę, żeby politycy w Izraelu naprawdę przejmowali się ustawą o IPN. Mają to w nosie.
- Reakcja tamtejszych polityków była bardzo gwałtowna. Nawet zaskakująco. Włączając premiera Netanjahu.
- To jest teatr. Czuli, że powinni tak zareagować. Z furią, bo to się opłaca. Izraelscy politycy to jedna z najbardziej pragmatycznych grup na świecie. Ich naprawdę nie obchodzi, czy ktoś jest negacjonistą, czy popularyzatorem prawdy o Holokauście. Przecież politycy z Izraela spotykają się bez oporu z różnej maści antysemitami!
- To co ich obchodzi?
- Odpowiednio pojmowany przez nich interes państwa Izrael. Użyteczność. Czy ktoś jest, czy nie jest użyteczny dla Izraela. Jeżeli coś jest bzdurą, ale jest użyteczne w danym momencie, to nie zawahają się tego głosić!
- Na przykład?
- Kilka lat temu Benjamin Netanjahu stwierdził, że to nie Hitler wpadł na pomysł "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej", ale że zaproponował to mufti Jerozolimy. Netanjahu wiedział, że to bzdura. Historycy, politycy i dziennikarze wiedzieli, że to bzdura. Ale w obecnej sytuacji jakże bardziej użyteczne było obarczenie winą za Holokaust nie Niemców, ale Palestyńczyków!
- To, co obserwowaliśmy przy okazji ustawy o IPN, to była chwilowa użyteczna burza w naszych stosunkach?
- Oczywiście. Niech pan zwróci uwagę, że minęło kilka dni i w samych izraelskich mediach pojawiło się wiele artykułów i wypowiedzi tamtejszych polityków, które opisywały polsko-żydowską historię dość realnie. Bez tej histerycznej przesady.
- To prawda.
- Temat przestał być użyteczny, użyteczne stało się wyciszanie. To, co jest dla mnie żenujące, to fakt, że kiedy w Izraelu burza już ucichła, w wielu polskich mediach nadal trwała histeria! Zdumiewające. Jest jednak jakiś taki typ polskiego intelektualisty, który za wszelką cenę usiłuje przedstawić swój kraj jako gorszy niż jest w istocie. Spotkałem takie typy w swoim życiu, jeden podawał się nawet za Żyda, choć nim nie był. Może żeby mi się przypodobać. I jeszcze jedna rzecz. Przy wszystkich moich zastrzeżeniach do nowego polskiego prawa Izrael to akurat państwo, które nie powinno mieć moralnego prawa do protestowania przeciwko krępowaniu wolności słowa i głoszenia poglądów!
- Dlaczego?
- Przecież to Izrael jest mistrzem świata w cenzurze i ograniczaniu dyskusji na tematy, które są dla tamtejszego rządu niewygodne. Ludzie wspierający Izrael potrafią w USA grozić cofnięciem dotacji na uniwersytet, jeżeli nie zrezygnuje on z tego czy innego fakultetu.
- W Polsce pojawiły się opinie, że awantura w sprawie ustawy o IPN to tylko wstęp do tego, co wydarzy się przy ustawie reprywatyzacyjnej. Ma ona przyznawać prawo do odszkodowań tylko potomkom właścicieli z polskim obywatelstwem.
- Nie sądzę, żeby to było istotne.
- Hm, pan nie opisuje organizacji takich jak Światowy Kongres Żydów lub Amerykański Kongres Żydów jako instytucji, które by taką sprawę odpuściły.
- Ich stanowisko nie będzie miało znaczenia w przypadku polskiej ustawy.
- Dlaczego?
- Ostatnim czasem, kiedy żądanie przez nich takiego okupu było realne, to była kadencja Billa Clintona. Pozostawał on w bliskim kontakcie z Edgarem Bronfmanem, ówczesnym liderem Światowego Kongresu Żydów, który miał duży wpływ na politykę USA. Był znaczącym sponsorem kampanii. A dziś? Ani Trump, ani nikt z jego otoczenia nie da tym organizacjom odpowiedniego wsparcia politycznego, na jakie mogli liczyć za Clintona. A bez tego niewiele mogą.
- Mówi pan ostro o tych potencjalnych odszkodowaniach jako wymuszaniu okupu...
- Nie umiem mówić o tym bez emocji. Znałem wielu Żydów, którzy przeżyli Holokaust i umierali w biedzie, nigdy nie otrzymawszy od tych organizacji żadnego wsparcia. W tym samym czasie ludzie z tych organizacji mieli miliony i wyciągali rękę po więcej, twierdząc, że występują w imieniu ofiar. Cóż to ma wspólnego ze sprawiedliwością?! Moja rodzina przeżyła Holokaust, a przed wojną miała nieruchomości w Polsce. W życiu by mi nie przyszło do głowy, by się o nie upomnieć. Po takich zniszczeniach, tragediach, zmianie granic i nieobecności mojej rodziny przez ponad 70 lat?
- Wiem, że rozmawiał pan z matką o Polakach...
- Tak. I rzeczywiście ona też czuła tę niechęć do Polaków. Jak wielu Żydów w Stanach. Choć mówiła po polsku do końca życia.
- Zmieniła kiedyś to złe zdanie na nieco lepsze?
- Niekoniecznie. Choć pod koniec życia miała przyjaciółkę Polkę, która u niej pracowała. I na łożu śmierci kazała nam się nią zająć.
- Myśli pan, że ten niechętny stosunek do Polaków może się kiedyś zmienić pomimo istniejących stereotypów?
- Jestem raczej pesymistą... Wiąże się to z tym, o czym wspominałem na początku - innym rodzajem niechęci. Niechęć do Polaków jest wśród Żydów instynktowna. To taki odruch kulturowy. Niechęć do Niemców jest nabyta w wyniku Holokaustu, olbrzymiej zbrodni. To była niechęć bardziej "rozumowa" i logiczna, wcześniej był podziw. Stąd jej zmiana jest znacznie łatwiejsza. Ale cóż, nie powinniśmy tracić nadziei, prawda?

http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/niec ... 40657.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 19 mar 2018, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Wspólnie przeciw Niemcom

Żołnierze pochodzenia żydowskiego w oddziale NSZ mjr. Leonarda Zub Zdanowicza ps. „Ząb”.

Do oddziałów leśnych polskiego podziemia niepodległościowego wstępowali najczęściej ochotnicy lub osoby, które szukały w nich ocalenia i ucieczki przed represjami okupanta. „Ludzie spaleni”, czyli członkowie niepodległościowej konspiracji, którzy zostali zdekonspirowani przez okupanta i byli poszukiwani, chronili się przed ścigającymi ich policyjnymi formacjami okupanta w oddziałach leśnych. Także uciekinierzy z obozów koncentracyjnych, transportów więźniów, osoby przymusowo wcielone do wojskowych formacji po ucieczce z uwięzienia lub przymusowej służby często znajdowali schronienie w oddziałach leśnych polskiego podziemia niepodległościowego. Niektórzy z nich z czasem składali wojskową przysięgę i stawali się żołnierzami podziemnego Wojska Polskiego.

Historia ”Dzika”
Jednym z takich żołnierzy był Aleksander (Eliasz) Szandcer ps. „Dzik”. Był to młody, około 17-letni chłopak. Pochodził z Warszawy. Był niezasymilowanym Żydem wyznania mojżeszowego, posługiwał się łamaną polszczyzną mieszaną z językiem jidysz. Uciekł Niemcom z transportu Żydów z warszawskiego getta do niemieckiego obozu zagłady. Prawdopodobnie był wieziony do Sobiboru lub Bełżca. Pod koniec sierpnia 1943 roku natknął się na niego w lesie na terenie północnej Lubelszczyzny konny zwiad z oddziału cc mjr. Leonarda Zub-Zdanowicza ps. „Ząb”. Chłopak był wycieńczony. Kiedy doszedł do siebie, stanął przed obliczem „Zęba” i standardowo był przepytywany. Gdy dowiedział się, że życie ocalili mu żołnierze z oddziału NSZ – zemdlał.

Aleksander Szandcer został w oddziale NSZ „Zęba”. Poza oddziałem miał niewielkie szanse na przeżycie. Do spotkania z oddziałem błąkał się sam po lesie głodny i dla bezpieczeństwa unikał kontaktu z ludźmi. Nadano mu pseudonim „Dzik”. Z czasem zyskał zaufanie współtowarzyszy. Złożył wojskową przysięgę i stał się żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych. Często brał udział w akcjach zbrojnych. Wspominający go towarzysze broni uważali „Dzika” za dobrego i „ostrzelanego” żołnierza. Rozpoczął kurs podchorążych w Szkole Podchorążych NSZ.

Szandcer nie był jedynym żołnierzem pochodzenia żydowskiego w oddziałach podporządkowanych „Zębowi”. Profesor Marek Chodakiewicz w publikacji „NSZ. ’Ząb’ przeciw dwu wrogom” wymienia oprócz „Dzika” pięciu żołnierzy NSZ żydowskiego pochodzenia i wspomina o kilku sanitariuszkach żydowskiego pochodzenia. Oprócz wspominanych Żydów (pchor. Władysław Hajutin „Władek”, strz. Jankiel Kleinmann „Jasio”, kpr. pchor. N.N. „Zawisza”, st. strz. N.N. „Wujek”, strz. N.N. „Zawadzki”), żołnierzami w oddziałach „Zęba” byli Gruzini, Ślązacy, Rosjanie, Włosi, Francuzi i Belg Joseph Vendrix. Wszyscy wymienieni poza oddziałem mieli małe szanse przeżycia ze względu na brak dokumentów, pozwalających na swobodne poruszanie się pod niemiecką okupacją. Każda kontrola niemieckiej żandarmerii skończyłaby się uwięzieniem, a następnie zsyłką do obozu lub śmiercią. Oddział NSZ dał tym ludziom bezpieczne schronienie przed niemieckim okupantem.

Wziął ogień na siebie
Jedna z bitew z udziałem „Dzika” została szczegółowo opisana przez prof. Marka Chodakiewicza i we wspomnieniach Bolesława Chmielowca ps. „Komar” – żołnierza AK, służącego razem z „Dzikiem” w oddziale NSZ pod komendą „Zęba”. 23 listopada 1943 roku „Ząb” otrzymał wiadomość, że Niemcy przewożą więźniów niedaleko miejsca postoju jego oddziału. Bez zwlekania postanowił zaatakować i odbić więźniów. Atak nastąpił na drodze pod Kamienną Górą (aktualnie gmina Gościeradów), wokół której Niemcy wycięli las na kilkaset metrów, żeby utrudnić polskiemu podziemiu przeprowadzanie ataków z zaskoczenia na niemieckie konwoje. Konwój był bardzo rozciągnięty. Oddziały „Zęba” zdołały uderzyć na przód i środek konwoju. Tył nie został zaatakowany. Po początkowym zaskoczeniu okazało się, że Niemcy mają znaczną przewagę liczebną. Oddział „Zęba” został przygwożdżony do ziemi ogniem karabinów maszynowych. Niemcy zmusili partyzantów do powolnego wycofywania się czołganiem z wolnej przestrzeni do lasu. Niemieccy żołnierze i kozacy w służbie niemieckiej z tyłu konwoju zaczęli okrążać z flanki oddział NSZ, próbując odciąć drogę odwrotu. Groziło to całkowitym zniszczeniem wycofującego się oddziału. W tym momencie „Dzik” poderwał się pierwszy i na stojąco rozpoczął ostrzał Niemców. Za jego przykładem poderwali się inni żołnierze NSZ, odskakując do lasu. To pozwoliło na szybsze wyrwanie się z okrążenia. Jedynym rannym był „Dzik”, który ściągnął ogień karabinów maszynowych na siebie, osłonił oddział NSZ i dostał postrzał serią w brzuch. Towarzysze broni donieśli go do lasu, gdzie od razu zajął się nim lekarz.

Oddział „Zęba” po akcji musiał odskoczyć. Natomiast co do ostatnich chwil życia „Dzika” jest kilka sprzecznych relacji. Najbardziej prawdopodobna podaje, że zmarł pod opieką lekarza w obozie leśnym NSZ „Zęba” następnego dnia po walce. Druga wersja podaje, że przemieszczający się oddział „Zęba” pozostawił go pod opieką mieszkańców Szczecyna (koło Borowa). Borów i okoliczne wsie współpracowały z NSZ i były określane przez kombatantów NSZ jako „stolica NSZ na Lubelszczyźnie”. Opiekujący się nim lekarz nie zdołał go uratować i „Dzik” zmarł następnego dnia. Mało prawdopodobna jest wersja, że „Dzik” zmarł dopiero po kilku dniach lub dwóch tygodniach.

Nie znamy miejsca pochówku Aleksandra (Eliasza) Szandcera ps. „Dzik”. Jest na ten temat kilka hipotez. Mógł zostać pochowany anonimowo na cmentarzu w Borowie („stolica NSZ na Lubelszczyźnie”), cmentarzu w pobliskim Salominie lub w bezimiennej leśnej mogile. Miejsce pochówku było tajne z dwóch powodów: był żołnierzem NSZ i był Żydem. Za pomoc osobom z każdej z tych dwóch kategorii groziła ze strony Niemców śmierć. Po wojnie komuniści również stosowali represje wobec współpracowników NSZ. Z tego powodu do lat 90. nie dożyli świadkowie i nie zachowała się pamięć o miejscu jego pochówku.

Po bitwie z Niemcami pod Kamienną Górą starszy strzelec „Dzik”, żołnierz NSZ, został przedstawiony do Krzyża Walecznych. Swoim zachowaniem w czasie bitwy uratował oddział NSZ i swych towarzyszy broni. Był jednym z żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego z formacji Narodowe Siły Zbrojne, bohaterów walk o niepodległość Polski.

Karol Wołek

https://naszdziennik.pl/mysl/195503,wsp ... emcom.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 20 mar 2018, 13:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Polacy a Żydzi ? Przez dziesięciolecia, przez kontynenty...

[Umieszczam, zgodnie z propozycją: Wy przestańcie o nas kłamać, to my przestaniemy mówić o was prawdę. MD]

Aleksander graf Pruszyński

Jadąc do Montrealu jesienią 1972 r. i wiedząc o nagonce Żydów na Polaków w USA i Kanadzie, odwiedziłem Żydowski Instytut Historyczny - ŻIH - by dowiedzieć się coś na temat ratowania Żydów przez Polaków.

Rozmawiałem z 10 minut z dyrektorem tej instytucji, który wspomniał, że w jakichś biuletynach Instytutu była o tym mowa ale był tak nieuprzejmy, że mało nie strzeliłem go w pysk.

Teraz wiem ile mi nie powiedział, np. o wydanej w 1966 r. książce Bartoszewskiego i Lewinówny - „Ten jest z Ojczyzny Mojej” czy książce śp. Szymona Datnera, „Las sprawiedliwych” wydanej w 1968 r.

W 1973 r. na Uniwersytecie McGill w Montrealu moi żydowscy studenci mówili mi, że Oświęcim był polskim obozem a straż, która miała broń była polska, a to im opowiadali rodzice, którzy byli w tym obozie.

Jesienią 1974 r. była sesja na temat Holocaustu na tym Uniwersytecie. Pokazano tam polski film „Kanał” a potem francuski jezuita udowadniał, że faszyzm nie miał żadnego związku z katolicyzmem. Po wystąpieniu zaczęto go atakować, między innymi że Papież Pius XII nic nie robił dla Żydów [to też celowo rozpowszechniane KŁAMSTWO MD]a Jezuita co było w czasie wojny w Europie nie wiedział.
Wreszcie wstałem i powiedziałem, że polscy księża wydawali Żydom fałszywe metryki, dzięki którym ci mogli otrzymywać aryjskie dowody osobiste a w klasztorach ratowano Żydów i dzieci żydowskich.
Po tym Żyd, który przedtem atakował jezuitę krzyknął, że połowa polskich Żydów została wymordowana przez polskich faszystów.
Chciałem dać mu ripostę ale przewodniczący nie dał mi słowa więc siadłem. Zacząłem się modlić do św. Tadeusza Judy patrona spraw beznadziejnych bo sprawa była beznadziejna. Na sali było z 300 Żydów i z 50 Kanadyjczyków więc jak tu obalić kłamstwa Żyda. Św. Tadeusz, już mnie nie po raz pierwszy oświecił i gdy przewodniczący dał mi sam na koniec głos wstałem i powiedziałem:

na tej sali trudno ustalić kto mówi prawdę, czy pan co powiedział, że połowę polskich Żydów wymordowali Polacy czy ja, który twierdzę, że Polacy i polski Kościół Katolicki zrobili moc dla ratowania Żydów. Jest oczywiste, że jeśli ten Pan mówił prawdę to ja kłamie jeśli ja mówię prawdę to on kłamie. Więc proszę Pana Boga by ten co kłamie nie dożył jutrzejszego ranka.
Sądząc po reakcji sali wygrałem pojedynek z tym Żydem, który potem podszedł do mnie. Dowiedziałem się, że uciekł z Polski do Sowietów w 1940 r. i twierdził, że go źle zrozumiałem a byłem wtedy dużo młodszy i słuch miałem niezły.
W 1978 r. premier Izraela Begin w wywiadzie w Holenderskiej TV powiedział, że nigdy nie pojedzie do Polski bo ona jest zbroczona żydowską krwią. Tam nawet 100 Polaków i ani jeden polski ksiądz czy zakonnica nie ratowali Żydów a jak stwierdziłem później na 1 stycznia 1978 r. już 172 Polaków, jeden ksiądz i jedna zakonnica mieli medale Muzeum Martyrologi Żydowskiej - Yad Vashem za ratowanie Żydów.
Oburzony tym wystąpieniem. które śp. Giedroyć nagłośnił w Kulturze, śp. Pan Jerzy Skrodzki z Montrealu napisał ostry list do Begina opisując przypadek rodziny żydowskiej w Warszawie, którą sam ratował z pomocą aż 23 Polaków. List rozesłał do 27 polskich pism na emigracji a tylko dwa go zamieściły zaś Yad Vashem wystosował list do Żyda, który wnioskował o odznaczenie jego medalem by wycofał wniosek bo Skrodzki jest… antysemitą.
W 1978 r. pokazywano w TV na świecie serial Holocaust gdzie ludzie ubrani w Polskie przedwojenne mundury rozstrzeliwują Żydów i podobnie jest ubrany komendant pociągu wiozącego Żydów do Oświęcimia. Widziałem ten film w Edmontonie i ja, a nie Kongres Polonii Kanadyjskiej, przeciw temu paszkwilowi protestowałem.
W Toronto słyszałem z ust mego czytelnika, że jego szef Żyd mówił, że Solidarność jest antyżydowska a na spotkaniu w mej obecności Żyd krzyczał, że na sesji przed Stanem Wojennym Krajowej Komisji Solidarności w Radomiu obradowano nad wyrzuceniem Żydów z Polski. Udało mnie się obalić te kłamstwa ale ile było podobnych, na które nikt nie zareagował ?
Podłą role pełnił Żyd, pisarz amerykański Leon Uris w którego książce pt. „Miła 18” odkryłem 49 antypolskich kłamstw. Np. twierdzi, że Armia Krajowa sprzedawała Żydom broń 5 kalibrów ale w spisie broni odebranej żydowskim bojowcom są same karabiny Mauzery i tylko jeden inny sowiecki Mossin.
Innym łgarzem jest Jan Tomasz Gross, którego najbardziej znana książka pt. „Sąsiedzi” jest oparta na zeznaniach ludzi, którzy w Jedwabnym w lipcu 1941 r. nie byli. Ten „historyk”, został oskarżony o kłamstwa przez J. R. Nowaka w książkach pt. „Kłamstwa i przemilczania Grossa” oraz „Nowe kłamstwa Grossa” i nie miał odwagi pozwać go do sądu o zniesławienie.
W Australii wydał książkę pt. „I rest ma case” absolwent UW, były UB-ek Marek Verstanding, który pisze, że Rząd Polski na Obczyźnie wydał podległym sobie organizacjom rozkaz dokończenie dzieła Niemców i wymordowania resztek Żydów.
Bronił dobrego imienia Polaków z trudem śp pułk Iranek-Osmęcki, który wydał po angielsku i po polsku książkę pt. „Who saves one life”. Podaje, że Rząd RP na Uchodźtwie aż 44 razy informował rządy antyniemieckiej koalicji o prześladowaniu Żydów przez Niemców i twierdzi, że z milion Polaków tak czy inaczej ratowało Żydów.
Sp. pan W. Zajączkowski wydał w Washingtonie po angielsku książkę „Martyrs of Charity" gdzie wymienia 632 miejscowości w Polsce gdzie Niemcy za ratowani Żydów prześladowali Polaków. Obie te książki nigdy nie była promowana przez „polski” MSZ.
Żydzi nie uczą w Izraelu w szkołach o pomocy władz RP II dla Żydów, o szkoleniu żydowskich bojowników w Rembertowie i Andrychowie oraz dostarczaniu im uzbrojenia.
Moc propolskich książek jakie wyszły w Izraelu nie zostały po 1990r. w Polsce wydane jak: „Nie od razu Kraków zapomnimy” Henryka Ritmana-Arbina czy „I pozostała tylko legenda”.
Wszystkie armie świata mają co najmniej dwa ordery za waleczność np. Polska ma Krzyż Walecznych i Virtuti Militari więc Yad Vashem powinno mieć dla Polaków medal złoty a dla innych srebrny.
Ponadto w Yad Vashem dla otrzymania medalu musi złożyć wniosek tylko Żyd i nie pokazują akt osób, którym odmówiono medalu.
Ten instytut jest też „wybiórczy”. Obrzezany śp. pan Wiesław Bieniek złożył na piśmie podanie by za jego uratowania dostała medal moja śp. ciotka Halina Choyecka-Lipkowska. W odpowiedzi jakaś „dama” powiedziała przez telefon, że on nie był prześladowany !!!. Dwa lata potem jego córka złożyła w jego imieniu znów podanie. Podobnie odrzucono je…ustnie. Poskarżyła się na tą decyzje Szewachowi Weisowi, który nakazał jej jeszcze raz składać podanie. Więc ile razy trzeba się prosić o „łaskę” Yad Vashem.
Osobiście dowiedziałem się o 14 przypadkach ratowania Żydów przez znajomych. Nikt z nich medalu nie dostał a Jan hr. Zamoyski, był nawet torturowany przez Żyda ubeka, którego uratował.
W - ŻIH - jest spis uratowanych Żydów. Sporo znanych mi Żydów, w tym mąż mej ciotki Kruszewskiej-Rotwany nie został zarejestrowany. Nie ma tam 3 osób z rodziny żydowskiego wydawcy Mortkiewicza, uratowanych przez śp. wdowa i córka Stefana Żeromskiego, które medalu nie mają.
Rekordzistą w ratowaniu Żydów było małżeństwo Żabińskich,. Uratowali na terenie warszawskiego ZOO do 300 Żydów ale w książce podającej życiorysy tych co mają medale Yad Vashem piszą, że uratowali kilkunastu, a film dokumentalny o nich zakazano jego pokazywania we Francji.
W ŻIH i w Polin-Muzeum Historii Żydów Polskich nie jest pokazany projekt pomnika wdzięczności Polakom jaki jesienią 1942 stworzyła w Warszawskim Getcie była studentka architektury PW śp. Regina Rotmand. Miał być po wojnie postawiony. Istnienie projektu ujawniono dopiero w 1981 r. w tygodniku „Stolica”, bo przedtem blokowała to cenzura komunistyczna.
W ŻIH odbywają się seminaria na temat antysemityzmu ale nie ma seminariów na temat ratowania Żydów.
Pracujący w tej instytucji prof. Żbikowski w polskiej TV zaniżył w lutym 2018 r. 4 krotnie ilość Żydów uratowanych w Polsce i powiedział, że lepiej przeżywali Żydzi w obozach koncentracyjnych niż u Polaków.
Moja matka Maria z Meysztowiczów Pruszyńska opisała 50 przypadków ratowania Żydów i okazało się, że tylko 6 z nich swych dobroczyńcom załatwiło medale Yad Vashem.
Istniejący w Warszewie Klub Dzieci Holocaustu wydal w latach 2002-2016 w pięciu tomach historie uratowania członków. Zadałem sobie fatygę sprawdzić ilu z nich wnioskowało o nadanie medalu choćby jednej osobie a często byli oni ratowani przez kilka osób jak np. rodzina pierwszej żony mego szwagra, która była ratowana przez osiem rodzin polskich. Ostatecznie na 151 członków klubu tylko 11 czyli 6% pofatygowało się załatwić swym dobrodziejom medale.
Jeżeli jest to właściwą próbką losową dającą obraz jak Żydzi dziękowali Polakom to można przyjąć, że Polacy powinni mieć nie 6 300 medali a ponad 100 000 czyli 5 razy więcej niż wszystkie inne narody … razem.
Znana szkoła rabinacka z Mira w II RP, dojechała z ZSRR do Japonii w lutym 1941r. Nie doczekała się tam wizy do USA nim wybuchła woja USA z Japonii i byli tam internowani. Dzięki staraniom Rządu RP na uchodźstwie wydostała się ztamtąd w ramach wymiany dyplomatów stron wojujących i dotarła do Durbanie w Afryce Południowej a po 1948 r. do Tel-Aviva gdzie działa. W historii tej szkoły w internecie nie jest podane jakim „cudem” z Polski trafili do Izraela.
Z armią gen Andersa do Palestyny przybyło 1500 dzieci żydowskich, które przekazano Żydowskiej Agencji ale w Muzeum Holocaustu w Washingtonie nie podają jak z Polski trafiły do Palestyny.
O ŻIH-u, który ma najwięcej materiałów na temat przechowania Żydów w Polsce. O tym instytucie i Muzeum Polin można powiedzieć, że są jednookie. Publikują tylko wszystko co można powiedzieć złego o Polakach a nic co dobre.
Ostatecznie było ze strony Żydów tyle antypolskich ataków, że Kongres Polonii Kanadyjskiej i Kongres Polonii Amerykańskiej stworzyły specjalną sekcje do obrony dobrego imienia Polaków.
Prezydent Duda dziękował Polonii USA za obronę dobrego imienia Polski, ale co robiły instytucje Polskie jak MSZ ? Mniej niż mało. Zabiegały tylko o „dobre stosunki” z Żydami a nie broniły Polski.
Dla przykładu wydałem własnym sumptem dwie książki o ratowaniu Żydów wydane w PRL-u, które przeszły przez ówczesną cenzurę. Pierwsza to „Kryptonim Żegota” panów Arczyńskiego i Balcerka. druga to „Las sprawiedliwych” śp. Szymona Datnera. Odmówiono ich sprzedaży w kioskach z książkami w ŻIN oraz w Polinie.
Wiele razy „polskiemu” MSZ proponowałem by je rozprowadzał. Na me listy nie odpowiadali podobnie zrobił konsul RP w New Yorku.
Lata tolerowano ukazujące się do 150 razy w roku w światowych mediach słowa Polish Concentration Camps aż wreszcie po konsultacjach w ambasadą Izraela, tak po konsultacjach z Żydami , uchwalono karanie za szkalowanie Polski.
Polscy wielcy uważali, że jeśli można karać za negowanie Holocaustu to możemy karać za szkalowanie Polski ale zapomniano przysłowie staropolskie: - co wolno wojewodzie to nie tobie … smrodzie.
W Polsce pod 1990 roku ukazała się moc książek na tematy żydowskie np. nawet dwie książki pt: - Koszerny seks” Ale nie ukazało się kilka książek autorstwa Żydów, które ukazały się lata temu w Izraelu i mówiły ciepło o życiu Żydów w II RP .
Podobnie od 35 lat nie ukazały się książki o Żegocie. Kilka razy bezskutecznie namawiałem wydawnictwa Czytelnik i PIW by znów wydali książki na temat Żegoty jakie wydali w latach 1981-1982
Gdy Lech Wałęsa był w Parlamencie Izraela ubliżano Polakom, podobnie szkalowano Polaków na uroczystej sesji Knesetu w 10 rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Izraelem gdzie byli minister Bartoszewski i Sikorski, którzy na to nie zareagowali
W 1990 r. była operacjia - Most - przez Okęcie do Izraela przeleciało do miliona Żydów z ZSRR jak za to Polsce podziękowano ...
Od 2014 wszyscy Żydzi, którzy żyli w Polsce w latach 1939- 1956 dostają 100 euro miesięcznie co jest niezgodne z Konstytucją bo wyróżnia jednych a nie drugich obywateli
Żydzi z Izraela, których przodkowie byli obywatelami RP dostają bez egzaminu z „polskości” polskie paszporty a krewni obywateli polskich na terenie Białorusi i Ukrainy mogą ubiegać się tylko o Kartę Polaka ale po zdaniu egzaminu ze znajomości polskiego.

Podsumowując moje wystąpienie twierdzę:
że absolutna większość Żydów jeśli nie szkalowali Polaków to skrzętnie ukrywali to co myśmy dla nich podczas wojny zrobili.
Polacy i polskie instytucje po II wojny światowej, a szczególnie po 1990 r. w III RP nie reagowali należycie na szkalowaniu naszego narodu przez Żydów i teraz mamy „pasztet”.

Aleksander graf Pruszyński Warszawa 19. 03. 2018

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 06 kwi 2018, 19:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Konflikt polsko-żydowski i kilka lektur poza konfliktem

Ciężka choroba umysłowa, której objawami jest m.in. przypisywanie Polakom – ofiarom II wojny światowej - winy za zbrodnie IIIRzeszy czy twierdzenie, że Polacy oraz Państwo Polskie uczestniczyło „systemowo” w Zagładzie Żydów, niestety nie cofa się. Wprost przeciwnie – rozwija się, ma się dobrze i atakuje coraz to nowe obszary. Jej ostatnim skutkiem są zarzuty antysemityzmu oraz negacji Holocaustu pod adresem Premiera Morawieckiego oraz list kilkudziesięciu organizacji i stowarzyszeń żydowskich w Polsce, w którym domagają się one, żeby władze RP zaczęły zwalczać antysemityzm, szerzący się po nowelizacji ustawy.

Przyznam otwarcie, że ja już mam tego najzwyczajniej w świecie i po ludzku dosyć. Okres II wojny światowej był dla mnie zawsze ze względu na historię i ofiary mojej rodziny czymś poważnym, tragicznym i wyjątkowym, nie znam też w Polsce nikogo, kto negowałby Holocaust (znam ludzi, którzy nie lubią Żydów ale nawet i oni nie negują Holocaustu – przecież to jakiś idiotyzm). I po prostu nie chce mi się więcej patrzeć na to, jak ktoś robi z tragedii tani cyrk czy odstawia swój Dance macabre na prochach Ofiar oskarżając je do tego nikczemnie o „systemowe uczestnictwo w Zagładzie” albo sugerując, że jedne ofiary są więcej warte od innych. Powiem więcej i konkretniej – to wszystko jest dla mnie obraźliwe. Do tej pory nie spotkałam się z czymś podobnym na taką skalę i na tak wysokim politycznym poziomie (pojedyncze, niemądre i podłe głosy traktowałam zawsze jako głosy pojedyncze) – no cóż, teraz zrozumiałam, że i to jest możliwe. Tak samo jak i to, że można następnie obwiniać o wszystko tych, którzy bronią się przed oszczerstwami i kłamstwami. Personalnie winą za zniszczenie dotychczasowego dorobku w relacjach polsko-izraelskich obarcza się ostatnio Premiera Morawieckiego – o czym cała prasa zachodnia huczy dziś jak na zawołanie. Rewelacja, po prostu.

No ale dosyć lamentów – one nic nie wniosą do sprawy a dalsze brnięcie w tą aberrację duszy i umysłu nie ma sensu. Kiedyś, w nieco lepszych czasach, planowałam na spokojnie poruszyć tematy polsko-żydowskie i polecić Państwu kilka świetnych a nie tak bardzo znanych książek. Zrobię to dziś – nie wiem oczywiście, czy jeszcze ktoś będzie miał ochotę zagłębiać się w temat ale może ktoś jednak skorzysta i przeczyta. Mam do polecenia trzy świetne pozycje – może lepiej jednak poczytać niż tracić nerwy z powodu zdarzeń wokół i patrzeć, jak kolejne maski opadają.

Bronisław Szatyn: Na aryjskich papierach.

Wspomnienia krakowskiego adwokata, któremu udało się wyprowadzić z getta swą najbliższą rodzinę i przeżyć całą okupację po aryjskiej stronie. Historia prawdziwa, pełna grozy i niesamowitych sytuacji. Tych, którzy nie lubią książek typu wojenno-martyrologicznego, mogę zapewnić, że to zupełnie nie ten gatunek, książkę czyta się niemal jak kryminał. Tyle, że ten kryminał napisało życie i dlatego opowieść jest wstrząsająca. Książkę przeczytałam dawno temu, chyba jeszcze jak byłam na studiach albo zaraz po. Była w księgozbiorze moich rodziców, potem gdzieś zniknęła, chyba wypożyczona. I – co ciekawe – później szukałam jej w katalogach, księgarniach, próbowałam jakoś zdobyć, szukałam w Internecie. I przez długi czas nie mogłam znaleźć, potem w końcu przestałam szukać. Po przerwie zajrzałam do Internetu – i miła niespodzianka, książka jest i jest tu i ówdzie dostępna. W gruncie rzeczy nie jest bardzo znana – wielka szkoda.

Henryk Schönker: Dotknięcie Anioła.

Książka dużo bardziej znana od wspomnień Bronisława Szatyna, napisana na podstawie wspomnień ojca Henryka, Leona Schönkera, który był ostatnim przewodniczącym Gminy Żydowskiej w Oświęcimiu. Okupacyjna historia żydowskiej rodziny, która cudem przeżywa koszmarne momenty – likwidację getta, kontrole, deportacje. Dodatkową wartością tych wspomnień jest ogromna wiedza autora o życiu społeczności żydowskiej przed wojną i w czasie okupacji oraz duża wiedza polityczna. Tak więc, oprócz opisów scen okupacyjnych, znanych i z wielu innych wspomnień, w książce znajdujemy sprawozdania z rozmów i negocjacji przedstawicieli Gmin Żydowskich z okupantem oraz sporą porcję wiedzy niedostępnej wtedy dla ogółu ludności. Cała historia zamknięta jest w swego rodzaju metafizycznej ramie. Na początku opowieści powszechnie szanowany cadyk mówi do Przewodniczącego Gminy żegnającego go na dworcu kolejowym wraz z wieloma innymi, że „Pan i pana rodzina przeżyjecie” (cadyk miał oficjalne zezwolenie na wyjazd). Do końca opowieści zdanie to zyskuje dosłownie i konkretnie tragiczny wymiar – faktycznie z osób zgromadzonych na dworcu przeżywa wszystko wyłącznie narrator i jego rodzina. Zamknięcie tej ramy to spotkanie po likwidacji getta i ucieczce rodziny człowieka – Polaka - w lesie, który nakazuje rodzinie poczekać, oddala się i po pewnym czasie przynosi świeżą odzież i rzeczy potrzebne na dalszą podróż i instruuje rodznię, jak ma się dalej poruszać. Dotknięcie Anioła. Naprawdę warto przeczytać.

Uzupełniając jeszcze dodam, że autorów obydwu książek łączy to, że w IIRP obydwoje byli szanowanymi obywatelami, brali czynny udział w polskim życiu społecznym i traktowali Rzeczpospolitą jak swoją ojczyznę. Ich narracja jest prawdziwa, rzeczowa i przepełniona inteligencją i szerokimi horyzontami – tak więc całkowicie różni się od lamentów i oskarżeń wciskanych przez jakieś nierozgarnięte, zdemenciałe i odpychające płaczki prywatne czy zawodowych prowokatorów - czym ostatnio jesteśmy bez przerwy epatowani i od czego już chyba wszystkim robi się niedobrze.

Bożena Szaynok: Z historią i Moskwą w tle. Polska a Izrael 1944 – 1968.

Trzecia pozycja to coś zupełnie innego – to praca naukowa w prawdziwym znaczeniu tego słowa a więc znacznie różniąca się od wypocin Grossa czy jemupodobnych. Chyba najszersze i najrzetelniejsze przedstawienie stosunków polsko-izraelskich. Nie jest to oczywiście lektura łatwa, jak to z pozycjami typowo naukowymi bywa ale warto się z nią zapoznać, gdyż naprawdę świetnie uzupełnia wiedzę – czy to o okresie stalinowskim, czy to o marcu ’68 roku. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego o tej książce jest tak cicho i właściwie nikt o niej nie mówi, nikt jej nie cytuje i właściwie spośród szerszej publiczności nikt nie wie, że taka książka i taka badaczka istnieją - no może poza salami wykładowymi czy konferencyjnymi uczelni. Czyżby dlatego, że ta rzetelna i solidna praca nie może się specjalnie przydać do pałowania Polski i Polaków w odróżnieniu od wszelkich pseudonaukowych wypocin, od których aż się roi i o których ciągle ktoś wrzeszczy? Przeczytajcie Państwo i oceńcie sami. A przetrzepując Internet znalazłam coś optymistycznego – otóż Profesor Bożena Szaynok została w roku 2016 odznaczona przez Prezydenta Dudę Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski. Cieszy, jak ktoś piszący dobre i wartościowe rzeczy z dala od zidiociałego jazgotu zostaje dostrzeżony i doceniony.

Tak więc – owocnej lektury, o ile Państwo macie jeszcze ochotę na zajmowanie się tematem. Bo za drzwiami biblioteki końca tej paranoi, niestety, nie widać.

https://www.salon24.pl/u/leonarda/84617 ... lka-lektur


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /