Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 186 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Działo się to na Kresach
PostNapisane: 13 maja 2017, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37529
http://wolyn.org/index.php/component/co ... -1952.html

Kalendarz Pamięci Ludobójstwa na Kresach – LIPIEC 1939 - 1952
Stanisław Żurek 06 lipiec 2016

Na przełomie czerwca i lipca
- 1941 roku:
We wsi Hnidawa pow. Zborów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, byli to: Piotr Olender oraz jego syn, także Piotr (http://www.olejow.pl/readarticle.php?article_id=251).
We wsi Kluwińce pow. Kopyczyńce „W nocy z 20 na 21.VIII.1943. Kluwińce pow. Kopyczyńce. Około 23,30 Ukraińcy zamordowali trzech Polaków zaś jednego ranili. /.../ W związku z tym morderstwem aresztowano miejscowego księdza gr.-kat. Proskurnickiego i jego syna Stefana, którzy są moralnymi sprawcami zbrodni. Stefan Proskurnicki b. komendant milicji ukr. posądzony jest również o zamordowanie 6 Polaków wracających z więzienia w Berdyczowie w r. 1941 w czasie wkraczania Niemców na nasz teren ” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
W miejscowości Sokal – Zabuże woj. lwowskie aresztowany przez ukraińską policję Polak, kolejarz, zaginął bez wieści.

- 1945 roku:
We wsi Terka pow. Lesko (Bieszczady) upowcy zamordowali 3 Polaków.

1 lipca

- 1941 roku:
We wsi Zazule – Kozaki pow. Złoczów Ukraińcy zamordowali Jana Stojanowskiego.
We wsi Swóz pow. Łuck grupa marszowa (pochidna) OUN zastrzeliła 2 Polaków

- 1943 roku:
We wsi Bukowina pow. Biłgoraj policjanci i esesmani ukraińscy zamordowali co najmniej 11 Polaków.
W kol. Retowo pow. Łuck Ukrainiec zamordował Polaka, męża swojej siostry.
We wsi Wyszatyńce pow. Przemyśl policjanci ukraińscy zamordowali Polaka, oficera WP, który uciekł z oflagu.
W kol. Zawodnia pow. Równe Ukraińcy zamordowali 40-letnią Polkę Petronelę Rzewucką.

- 1944 roku:
We wsi Ostrowczyk pow. Trembola: „01.07.1944 r. został zamordowany Podgórski Dominik”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego, 2004; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015; za: http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl ... a_tom_7.pd).

W nocy z 1 na 2 lipca

- 1944 roku
W miasteczku Konkolniki (Kąkolniki) pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 2 Polki.

2 lipca
- 1940 roku:
W mieście Leżajsk pow. Łańcut został aresztowany przez Niemców na podstawie donosów nacjonalistów ukraińskich proboszcz ks. Czesław Broda, który zmarł w obozie w Dachau 12.12.1940 r.

- 1941 roku:
W kolonii Olganówka Stara pow. Łuck grupa marszowa OUN zastrzeliła 1 Polaka.

- 1943 roku:
W kol. Borszczówka pow. Równe upowcy zamordowali co najmniej 6 Polaków.
We wsi Długi Kąt pow. Biłgoraj esesmani ukraińscy razem z Niemcami zamordowali 7 Polaków, w tym rodziców z 2-letnim dzieckiem oraz wysiedlili pozostałych do obozu w Zwierzyńcu.
W kol. Kopytów pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Maziarnia pow. Kamionka Strumiłowa: „02.07.1943 r. zamordowano 5 osób z rodziny Karst.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.). ).
We wsi Ujeźdźce pow. Dubno upowcy zamordowali 9-letnią dziewczynkę polską Krysię Szczotarską.
We wsi Wyszatyńce pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

- 1944 roku:
W miasteczku Chyrów pow. Dobromil upowcy w czasie wesela granatami zabili 23 Polaków (Motyka..., s. 390; Ukraińska...).
We wsi Gaje Wyżne pow. Drohobycz zamordowali 2 Polaków.
We wsi Majdan Stary pow. Biłgoraj esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” razem z Niemcami zamordowali 65 Polaków.
W leśnictwie Malawa Nadleśnictwo Bircza pow. Dobromil został uprowadzony do lasu i zamordowany przez UPA w okolicach Żohatyna leśniczy Stefan Malczewski lat 34 (Edward Orłowski; w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents ... w+2013.pdf ).
We wsi Potoczyszcze (Potoczyska) woj. stanisławowskie upowcy zamordowali 2 Polaków, małżeństwo (Wiktor Poliszczuk: Nie tylko na Wołyniu; w: „Nowa Myśl Polska” z 23 marca 2003 r.).
We wsi Zuchorzyce pow. Lwów sąsiedzi Ukraińcy wrzucili żywcem do płonącego domu Polaka – inwalidę chodzącego o dwóch laskach.

- 1947 roku:
We wsi Cetula pow. Jarosław został zamordowany przez Ukraińców Jan Górczak

W nocy z 2 na 3 lipca

- 1941 roku:
We Lwowie gestapo razem z ukraińskim oddziałem „Nachtigall” dokonało aresztowań 23 polskich naukowców, głownie profesorów lwowskich uczelni, których listę proskrypcyjną przygotowali wcześniej nacjonaliści ukraińscy (głownie ukraińscy studenci) przebywający w Krakowie.
3 lipca

- 1943 roku:
W kol. Górna pow. Kostopol o godz. 10 kolonia została otoczona przez Ukraińców i wyrżnięta za pomocą siekier, wideł i noży, część ofiar spłonęła w zabudowaniach. Polacy byli wyłapywani, torturowani i zabijani przez cały dzień, noc i dzień następny..15-letniej Wandzie Korda obcięli uszy, język, wydłubali oczy i pokłuli całe ciało. Zabudowania obrabowali i spalili. Zginęło wg W. i E. Siemaszko (s. 253) 81 Polaków, wg A. L. Sowy (s. 207 – 208) 180 Polaków; Józef Turowski w książce Pożoga na s. 127 pisze: „w czerwcu w Górnej Kolonii w jednej ze stodół znaleziono zwłoki 76 osób”.
We wsi Hłuboczek pow. Równe Ukraińcy zamordowali 7 Polaków. Zginęła m.in. 40-letnia Polka Tyszkiewicz, której obcięli piersi i rozpłatali brzuch, oraz jej córka lat 13 i syn lat 16. Wszystkie domy polskie w Hłuboczku i w okolicy zostały obrabowane i spalone, a także kościół. Łuna pożarów była tak silna, że nocą było jasno jak w dzień, co umożliwiało upowcom jeżdżącym na koniach wykrycie i wymordowanie ukrywających się w łanach zbóż wielu Polaków.
We wsi Korytnica pow. Horochów zamordowali w gajówce 22-letniego Polaka uprowadzonego z Mołyszowa, natomiast nie jest znany los Polaków ze wsi Korytnica, skąd zdołała uciec tylko jedna rodzina. Inni: „W Korytnicy, leśniczówce, położonej w pow. włodzimierskim, zatrudniony był Stanisław Rodziewicz. 3 lipca, napadnięto na niego, obrabowano i uprowadzono z domu w Skurczu, (pow. Łuck), wszelki ślad po nim zaginął”. (Stanisław Dłuski: “Fragment wielkiej zbrodni”; w: „Las Polski”, nr 10 z 1991 roku).
We wsi Majdan Nowy pow. Biłgoraj esesmani ukraińscy z SS „Hałyczyna” oraz Niemcy dokonali pacyfikacji wsi mordując 68 Polaków (26 mężczyzn, 28 kobiet i 15 dzieci) oraz spalili 76 gospodarstw; mężczyzn powiązali powrozami za szyje i rozstrzelali esesmani ukraińscy, kobietom i dzieciom kazali uklęknąć i rozstrzelali seriami z karabinów maszynowych; następnie Ukraińcy zdemolowali i sprofanowali miejscowy kościół.
W kol. Rakowa Góra pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 11 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę z 4 dzieci w wieku 3 – 17 lat oraz małżeństwo.
W kol. Wólka Porska pow. Kowel zamordowali 21 Polaków.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali co najmniej 60 Polaków. „W dniu 3 lipca 1943 r. około godz. 12 w południe uzbrojona w karabiny i noże banda ukraińskich nacjonalistów, podająca się za partyzantów radzieckich, okrążyła ze wszystkich stron wieś Zielony Dąb ([też:] Góra Wereszczyńskich) i pod przymusem doprowadziła wszystkich schwytanych Polaków na teren naszego podwórka. Na podwórzu gospodarstwa Wacława Wereszczyńskiego (naszego ojca) [we] wsi Zielony Dąb, gmina Zdołbunów, woj. Równe, w stodole dokonano wymordowania wszystkich zgromadzonych, za wyjątkiem mego brata Ambrożego, który sprytem wyślizgnął się z tego przeklętego kręgu. Ofiary napadu siłą wciągano do stodoły, zadając im okrutne męczarnie, zadając nożami w klatkę piersiową rany kłute, uśmiercając w ten sposób dorosłych. W pierwszej kolejności mężczyzn, na czele ojca Wacława Wereszczyńskiego, co jeszcze widział Ambroży, a następnie kobiety. W końcowej fazie dzieci wpędzono [do środka] i żywcem spalono w zamkniętej stodole. Pomordowanych w stodole osobiście chowałem wraz ze stryjem Stanisławem Wereszczyńskim i ciocią Antoniną Jasińską oraz stryjem Marcelem Wereszczyńskim, obecnie już nieżyjącymi. Zwłoki, opalone ogniem, dorosłych osób – ręcznie przenosili do dołu wyżej wymienieni mężczyźni, a ja z wyżej wymienioną ciocią – zwłoki bardzo zwęglonych dzieci. Zwłoki najmłodszych dzieci były tak doszczętnie spalone, że leżały tylko bardziej wysycone solami wapnia fragmenty szkieletów, które przy dotyku rozsypywały się na popiół. Zbieraliśmy je do wiadra (zachowane fragmenty tych szkieletów) i przenosiliśmy je do wspólnego grobu. Przyczyną masywnego spalenia była gruba warstwa słomy przy drewnianej ścianie, którą usiłowali pokonać przy próbie ucieczki.” (Jan Wereszczyński, w: Siemaszko..., s. 1144 – 1146).

- 1944 roku:
We wsi Biłka Szlachecka pow. Lwów policjanci ukraińscy zamordowali 5 Polaków, w tym 3 kobiety.
We wsi Czarnuszowice pow. Lwów policjanci ukraińscy zamordowali 4 Polaków.
We wsi Hermanów pow. Lwów Ukraińcy zamordowali na drodze 1 Polkę.

4 lipca

- 1941 roku:
We wsi Olsza pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 6 Polaków.
We wsi Kowalówka pow. Buczacz zamordowali 2 Polaków: nauczyciela oraz byłego podoficera KOP.
We Lwowie gestapowcy razem z banderowskim batalionem „Nachtigall” rozstrzelali 23 aresztowanych w nocy polskich profesorów oraz 20 członków ich rodzin (Siekierka..., s. 536 – 538; lwowskie). Prokurator przy Krajowym Sądzie w Hamburgu stwierdził: „Według wypowiedzi jednego świadka, oddział rozstrzeliwujący składał się z jednego SS – Führera i 5-6 policjantów pomocniczych, którzy jako Ukraińcy byli tłumaczami, ubrani w niemieckie mundury” (jw., s. 572). Odpowiedzialnym za mord profesorów lwowskich uczelni był hauptsturmführer SS Hans Krüger z Sonderkomando Schöngart. Jego zastępca Kutschmann 9 lipca 1942 roku w więzieniu we Lwowie aresztowanej hr. Karolinie Lanckorońskiej na jej pytanie: „Skąd mieliście spisy skazanych? – odpowiedział: „Naturalnie od marnych (hergelaufen) studentów ukraińskich” (Lanckorońska:..., s. 184).

- 1943 roku (niedziela):
We wsi Bodiaczów pow. Horochów Ukraińcy wymordowali wszystkich mieszkających w tej ukraińskiej wsi Polaków, ponad 20 osób (4 rodziny).
We wsi Czołnica Nowa pow. Łuck zamordowali 24 Polaków (kilka rodzin).
W miasteczku Kołki pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę polską: „Na przełomie maja, czerwca i lipca 1943 r., w czasie gdy bandy ukraińskich nacjonalistów zaatakowały wszystkie wsie i osiedla sąsiadujące z Przebrażem [gm. Trościaniec, pow. Łuck], w miasteczku Kołki, gdzie wówczas zamieszkiwałem razem z rodziną, zostaliśmy wówczas napadnięci w domu. W wyniku tego napadu śmierć ponieśli: 1. Ojciec Andrzej, lat ok. 55; 2. Matka Anastazja, lat ok. 50; 3. siostra Bolesława, lat ok. 15; 4. brat Ryszard, lat ok. 9. Dokładnej daty urodzenia ww. podać nie mogę, gdyż nie znam, a dokumentów na tę okoliczność nie posiadam. Mnie udało się zbiec, a raczej wyrwać się z rąk bandyty, który mnie zaatakował, gdyż wszcząłem z nim szamotaninę. W czasie, gdy doskoczyli do mnie, przystawiwszy mi karabin w piersi, odruchowo najprawdopodobniej z przerażenia, gdyż ze strachu wrzeszczałem okropnie, chwyciłem tego Ukraińca za lufę karabinu, starając się odchylić od siebie, w wypadku gdyby strzelił nie strzelił we mnie. Matka moja była wolna, gdyż Ukraińcy zaatakowali nas mężczyzn, tj. mniej i Ojca. Matka moja widząc, że się bronię, pospieszyła mi z pomocą. Dopadła Ukraińca z tyłu i chwyciła go za ramiona. Ten moment wykorzystałem i zbiegłem przez drzwi wiodące do przybudowanego do mieszkania chlewa, o którym Ukraińcy nie wiedzieli. Za mną wybiegła tym samym wyjściem moja siostra Bolesława, ale pobiegła w innym kierunku. Pamiętam, że było to w niedzielę wieczorem około godziny 21. Na dworze panował zmrok. Ponieważ napadu dokonano niespodziewanie, [a] ja przygotowywałem się do snu, znajdowałem się wyłącznie w koszuli i kalesonach, i boso. Gdy wyskoczyłem z domu i uciekając w wielkim przerażeniu i strachu - przesadzając kilkurzędowe ogrodzenie z drutu kolczastego, którym ogrodzone były przy domu ogródki, tak koszulę, jak i kalesony ze siebie zdarłem. Okropnie się pokaleczyłem i zostałem nagi. Gdy znajdowałem się od domu około 100-150 m usłyszałem głos Matki, która musiała wybiec za nami. Wołała "Matko Boska, gdzie moje dzieci". W tym czasie padły dwa strzały. Lament Matki ucichł. W tym czasie podpalono nasze mieszkanie. Ja dobiegłem do rzeki Styr, gdzie przebiegałem całą noc. O świcie, okrążając miasteczko, polami, zbożami przedostawałem się w kierunku Balarki z myślą, że spotkam tam swoją siostrę. Przechodząc przez Hołodnicę (polska wieś) stwierdziłem, że domy są puste. Nie spotkałem żadnej żywej duszy. Opuszczając Hołodnicę, usłyszałem, że w kierunku, w którym podążałem, czyli w kierunku Balarki, rozgorzała jakaś bitwa. Strzelali z broni maszynowej i pojedynczej, z działek lub moździerzy. Ponieważ nie mogłem zlokalizować miejsca walki, omijając główne szlaki, szedłem dalej. Gdy następnego dnia znalazłem się we wsi Marianówka, stwierdziłem że domy są powypalane. Gdy wszedłem do jakiegoś sadu, by zerwać kilka niedojrzałych jabłuszek i posilić się nimi, gdyż byłem bardzo osłabiony, obok zgliszcz domu zauważyłem kilka zwęglonych ciał ludzkich. Mieli poopalane ręce i nogi. Wiem, że byli to mieszkańcy tego domu - Polacy, gdyż była to wyłącznie wieś polska. Ogarnięty panicznym strachem nie skorzystałem z planowanego posiłku - zbiegłem byle dalej i do przodu. Wówczas skojarzyłem, że strzelanina, którą słyszałem uprzednio musiała się rozgrywać w Marianówce i innych wsiach, przez które przechodziłem. Następnego dnia, idąc na przełaj lasami, łąkami i polami dotarłem do wsi, jeżeli nie mylę się, Dermanki. Tam też stwierdziłem zgliszcza i wypaleniska. W zasięgu wzroku naliczyłem chyba dwa ocalałe domki. Analizując sytuację, jaką spostrzegłem, doszedłem do wniosku, że ta sama sytuacja panuje we wszystkich naszych wsiach. Gdy zbliżyłem się do jednego z ocalałych domków i usiadłem sobie na płocie z żerdzi, aby ogrzać się w promieniu słońca, spostrzegłem, że kilka sztuk bydła wyszło z lasu i weszło w owies. Aby wypędzić bydło z tzw. szkody, z lasu wybiegła mała dziewczynka, lecz zauważywszy mnie podobnego do diabła, zbiegła. Za jakiś czas z lasu wyszedł mężczyzna, który też usiłował wypędzić te krowy. Gdy zbliżył się bliżej - rozpoznałem ob. Trybulskiego. Ten rozpoznał mnie również, zaprowadził mnie do lasu, gdzie koczowali mieszkańcy tej wsi. Tam mnie przyodziano i nakarmiono.” (List Longina Kubryna, byłego mieszkańca miasteczka Kołki do Józefa Ostrowskiego, datowany 12 kwietnia 1985 r. W: Archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu-Instytutu Pamięci Narodowej: nr 638 księgi nabytków, sygn. AGK27WDAK, V/8).
W kol. Palcze pow. Łuck zamordowali 3 Polaków: 2 kobiety i 68-letniego mężczyznę spalili wraz z domem.
We wsi Siekierzyce pow. Łuck Ukraińcy zamordowali kilka rodzin polskich.
W Kolonii Zaturce gmina Kisielin pow. Horochów został zamordowany w swojej kancelarii w czasie napadu uzbrojonych Ukraińców na leśniczówkę nadleśniczy Andrzej Kubryn ur. 1888, jego żonę Anastazję zamordowano w ogrodzie, dzieci (Bolesława, Ryszard) zamordowano w czasie próby ucieczki. (Edward Orłowski..., jw.).

4 lipca 1943 roku o godz. 23, 07 w Gibraltarze zginął Naczelny Wódz i Premier RP generał Władysław Sikorski, premier Rządu Polskiego w Londynie. Wiadomość ta obiegła świat i niewątpliwie przyśpieszyła i zintensyfikowała działania OUN-UPA zmierzające do całkowitej likwidacji ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. „Według dokumentów oficjalnych była godzina 23.07. Na tej godzinie zatrzymały się zegarki na rękach ofiar. Według ustaleń ministra Tadeusza Romera /.../ katastrofa nastąpiła o 23.24. Lecz najciekawsze informacje zapisał w swym dzienniku por. Jan Benedykt Różycki, który ustalając godzinę zdarzenia na 23.30, zanotował: „Już pisząc i kładąc się do snu w niedzielę późno w noc, usłyszałem z lotniska strzały i huk motorów”- pisze Dariusz Baliszewski w artykule „Katastrofa” (Newsweek z 23.06.2002).

4 lipca 1943 roku w Przemyślu greckokatolicki biskup Jozafat Kocyłowski w towarzystwie ks. Wasyla Hrynyka wziął udział w nabożeństwie dla ochotników do ukraińskiej dywizji SS Galizien, które odbyło się na miejskim stadionie sportowym przy obecnej ulicy Sanockiej.

- 1944 roku:
We wsi Bukowina pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy zamordowali 4 Polaków, w tym kobietę.
We wsi Czercze pow. Jarosław upowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Czerwona Woda pow. Jarosław zamordowali 1 Polaka.
We wsi w mieście Siedlce woj. lubelskie ukraińscy esesmani z SS „Galizien – Hałyczyna” zastrzelili 37 Polaków i wielu poranili (Konieczny..., s. 221).

- 1946 roku:
We wsi Grochowce pow. Przemyśl banderowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Prusie pow. Lubaczów zamordowali 1 Polaka.

W nocy z 4 na 5 lipca

- 1943 roku
W kol. Adamów I i II pow. Łuck Ukraińcy spalili 25 zagród polskich i wymordowali wszystkie rodziny polskie.
W kol. Balarka pow. Łuck spalili 17 zagród polskich i zamordowali 3 starszych Polaków, w tym 2 kobiety, którzy nie chcieli opuścić swoich domów podczas wcześniejszej ewakuacji mieszkańców do Rafałówki.
W kol. Dobra pow. Łuck zamordowali co najmniej 6 Polaków w starszym wieku, którzy nie opuścili swoich gospodarstw.
W kol. Nowa Ziemia pow. Łuck upowcy spalili wszystkie polskie gospodarstwa i wymordowali Polaków, imiennie znane są tylko 3 ofiary.
W kol. Osiecznik pow. Kowel :”W nocy z 4 na 5 lipca 1943 r. upowcy zamordowali Sikorskiego” (Siemaszko..., s. 386). Inni: upowcy zamordowali Polaka o nazwisku Sikorski (Teofil Nadratowski; w: Leon Karłowicz, Leon Popek: Śladami ludobójstwa na Wołyniu. Okrutna przestroga, cz. II. Lublin 1998). Na Gibraltarze w zamachu tajnych służb sowiecko-brytyjskich ginie Naczelny Wódz i premier Rządu Polskiego w Londynie – symbol niezłomności Narodu Polskiego. Na Wołyniu z rąk rizunów Ukraińskiej Powstańczej Armii, być może o tej samej godzinie, zamordowany zostaje polski gospodarz na swojej ojcowiźnie, noszący takie same nazwisko – symbol ofiary Polaków na Kresach.
W kol. Tworymierz pow. Łuck upowcy idący zlikwidować kolonię Przebraże obrabowali i spalili polskie zagrody oraz wymordowali około 30 Polaków, w tym całe rodziny.
W kol. Wincentówka pow. Łuck upowcy idący na Prebraże obrabowali i spalili polskie zagrody oraz wymordowali Polaków, imiennie znane jest tylko jedno małżeństwo.
We wsi Wólka Kotowska pow. Łuck bojówki UPA z sąsiednich wsi Kotów i Moszczenica zamordowały 37 osób, a 11 zginęło w podjętej przez Polaków obronie. Inny świadek datuje napad na dzień 11 lipca 1943 r., niedziela, godz. 4oo rano. (Ze wspomnień Zofi Bamberskiej z domu Sewruk; tekst przysłał Marian Maksymiuk; w: http://wolyn.ovh.org/opisy/wolka_kotowska-07.html).
W kol. Zagajczyk pow. Łuck upowcy zamordowali co najmniej 2 Polaków.
W kol. Żaszcze pow. Łuck oddziały UPA idące na Przebraze zamordowały nie ustaloną ilość Polaków. Polskie domy zostały obrabowane i spalone.
- 1944 roku
W mieście Kałusz woj. stanisławowskie na przedmieściu w kol. Wysoczanka upowcy zamordowali 5 Polaków.

4 i 5 lipca

- 1943 roku:
W miejscowości Aleksandrów pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy razem z Niemcami podczas pacyfikacji, łącznie z dniem 25 czerwca, zamordowali 253 Polaków oraz wysiedlili 5155 Polaków; 9 lipca zasiedlili około 300 rodzin ukraińskich, które ograbiły dobytek i wyjechały stąd 1 listopada 1943 roku.

5 lipca

- 1942 roku
We wsi Tuligłowy pow. Jarosław Ukraińcy zastrzelili 75-letniego Polaka.

- 1943 roku:
W kol. Chmielówka pow. Łuck upowcy siekierami i widłami zamordowali 2 Polki: matkę z 15-letnią córką o nazwisku Masztalerz (Siemaszko..., s. 647).
W kol. Chołopiny pow. Łuck zamordowali 19-letniego Polaka.
We wsi Dermanka pow. Łuck atak UPA i chłopów ukraińskich nastąpił o świcie, Polacy byli mordowani za pomocą wideł, pił, noży, kołków, siekier. Znanych jest imiennie 61 ofiar, prawie wyłącznie kobiety i dzieci.
W kol. Hermanówka pow. Łuck upowcy zamordowali 6 Polaków: 4-osobową rodzinę z 2 dzieci oraz małżeństwo.
W kol. Jaromelskie Budki pow. Łuck wymordowali większość mieszkańców tej polskiej kolonii.
W kol. Józefin pow. Łuck zamordowali co najmniej 6 Polaków, których przybili rozkrzyżowanych do drewnianej kuźni i ją podpalili (w tym 23-letnią nieuleczalnie chorą Elżbietę Ostrowską uprowadzoną z kol. Dobra), oraz kilku Polaków w ich domach (Siemaszko..., s. 649, 1194).
We wsi Latacz pow. Zaleszczyki: „05.07.1943 r. został zamordowany strażnik Polak NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Łyczki pow. Łuck zamordowali 7 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę oraz Ukrainkę, żonę Polaka.
W kol. Majdan Jezierski pow. Łuck obrabowali i spalili gospodarstwa oraz wymordowali wszystkich mieszkańców tej polskiej kolonii.
W kol. Marianówka pow. Łuck upowcy z sąsiedniego Horodyszcza obrabowali i spalili zagrody polskie oraz zamordowali 28 Polaków, z czego 14 pobili i zakłuli, 2 zakatowali pałkami, 28-letniego Dominika Cybulskiego przebili żelazną sztabą, 11 zmaltretowali i spalili w zabudowaniach.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 27-letnią Polkę.
W kol. Przebraże pow. Łuck od ostrzału i w walce z UPA zginęło 10 Polaków. 6 lipca patrole z Przebraża naliczyły w okolicy co najmniej 550 zwłok pomordowanych Polaków. Ofiar było znacznie więcej, patrole nie miały czasu na poszukiwanie zwłok, ani miejsc, gdzie mogły być zakopane. Wiele ciał zostało spopielonych w spalonych zagrodach.. Natomiast relacje zbierane w 50 - 60 lat potem były szczątkowe, wielu świadków już nie żyło, do wielu świadków nie dotarto. Z wielu wsi, kolonii i futorów nie ocalał żaden świadek.
W kol. Siedliszcze pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 4 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę, a następnie Ukraińcy z Harajmówki wyłapali i utopili w bagnie następnych 9 Polaków.
W kol. Żabecznik pow. Łuck zamordowali 4 Polaków, którzy wrócili do swoich domów po żywność.

- 1944 roku:
We wsi Oleszyce Stare pow. Lubaczów upowcy powiesili 75-letniego Polaka, który wrócił na swoje gospodarstwo.
We wsi Suchodół pow. Kopyczyńce zamordowali 22-letnią Polkę.

- 1945 roku:
W miasteczku Krasiczyn pow. Przemyśl w zasadzce upowcy z sotni „Burłaki” zabili 9 Polaków, milicjantów.
We wsi Tarnawce pow. Przemyśl w walce z UPA poległo 9 Polaków.
We wsi Terka pow. Lesko upowcy zamordowali 9 Polaków: 2 zastrzelili, 2 powiesili, 5 uprowadzili bez śladu.

- 1947 roku:
We wsi Średnia pow. Przemyśl upowcy zamordowali Polaka, plutonowego WP, podczas jego odwiedzin u rodziny; miał wydłubane oczy.

W nocy z 5 na 6 lipca

- 1941 roku:
We wsi Leżanówka pow. Skałat bojówkarze OUN wymordowali 5-osobową rodzinę polską, 2 rodziny żydowskie oraz 1 rodzinę ukraińską.

6 lipca
- 1941 roku:
W mieście Łuck policja ukraińska aresztowała Polaka, który zaginął bez wieści.
We wsi Taurów pow. Brzeżany Ukraińcy uprowadzili do lasu i po torturach zamordowali 10 Polaków.

- 1943 roku:
We wsi Brykuła Nowa pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 1 Polaka
W kol. Cegielnia pow. Łuck upowcy podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znana jest zamordowana jedna kobieta

- 1944 roku
We wsi Czarnołoźce pow. Tłumacz Ukraińcy zamordowali 1 Polaka

- 1946 roku:
We wsi Terka pow. Lesko upowcy zamordowali 4 Polaków

- 1947 roku:
We wsi Łukowa pow. Biłgoraj upowcy zamordowali 1 Polaka: miał wydłubane oczy, rozpruty brzuch i oderżniętą głowę.

W nocy z 6 na 7 lipca

- 1941 roku:
We wsi Leżanówka pow. Skałat: „W nocy 6/7.07 1941 r. zam. rodzinę Ryż – 4 osoby”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Połowce pow. Czortków terroryści OUN zamordowali w okrutny sposób 15 Polaków. „Wrzucili granat ręczny do wnętrza domu rodziny Grodeckich. W wyniku eksplozji Grodecki ojciec został ciężko ranny, a syn Teofil stracił rękę. W rodzinie Stanisława Kwaśnicy zamordowali jego żonę Stanisławę wraz z małym dzieckiem. Stanisław Kwaśnica uratował się uciekając przez okno. Zginęli wówczas 85-letni mężczyzna, cztery kobiety i roczne dziecko. Oprócz 15 zamordowanych ukraińscy terroryści zranili 14 mieszkańców wsi, w tym 4 osoby odniosły ciężkie rany -- jednej z ofiar odrąbano prawą rękę. Sprawcami zbrodni byli miejscowi terroryści OUN, mieszkańcy wsi Połowce. Okupacyjne władze niemieckie nie ukarały winnych. Ounowcy szantażowali grożąc, że jeżeli ktoś z Polaków ujawni sprawców, stanie się z nim "to samo, co z innymi".(Aleksander Korman: „Zbrodnia OUN-UPA w Połowcach”; w: „Semper Fidelis”, lipiec-sierpień 1990 r.). Inni: zamordowani zostali: Czapor Michał l. 60 i jego żona l. 55, Czapor Antoni l. 40 z żoną l. 40 i synem Michałem l. 15, Grodecki Marian l. 64 (ranny, zmarł potem w szpitalu), Kwaśnica Stefania l. 20 i jej 10-miesięczne dziecko, Szwedziński N. l. 27 i jego żona l. 25. (Kubów..., jw.).

7 lipca

- 1941 roku:
We wsi Łosiacz pow. Borszczów policja ukraińska dokonała licznych aresztowań Polaków i torturowała ich, wiadomo o zamordowaniu co najmniej 1 Polaka.
We wsi Potok Złoty pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 3 Polaków (jednego na terenie wsi, dwóch uprowadzonych zaginęło bez wieści).
We wsi Skorodyńce pow. Czortków zamordowali 8 Polaków. “Do Stefana doskoczyło z dziesięciu banderowców i pociągnęło za sobą Stefana, a Bojczuk, jak się później okazało – zabił Stefana. Wcześniej zabrano go do stodoły Dobrusznoho i tam torturowano. Odcięto mu koniec nosa, górną wargę, uszy i przyrodzenie. Tego zbrodniczego czynu dokonali byli koledzy szkolni Stefana, z którymi żył w zgodzie, razem bawili się i uczyli. Miał szansę na ucieczkę, ale z niej nie skorzystał, bo czuł się niewinny i nie spodziewał się, że to mogą uczynić jego koledzy. Zabitego Stefana zaniesiono na drabinie i wrzucono do Seretu. Po dwu tygodniach ciało wypłynęło, akurat na wprost naszego pola. /.../ Antoni Suchorolski, ten który zabrał Stefana Sitko z domu, prawdopodobnie przedostał się do Kanady i tam mieszka. Nasz sąsiad Hryńko Harbuz, który był również banderowcem, tez przedostał się do Kanady. Inny banderowiec z Kosowa o nazwisku Jakiw, również banderowiec, uciekł do USA” (Antonina Sitko; w: Komański..., s. 706). “Wszystkich pomordowali i wrzucili do rzeki Seret. Po 4 dniach na powierzchnie wypłynął Jan Kurasiewicz, którego zwłoki rodzina pochowała na brzegu. Po tygodniu wypłynął Stefan. Miał obcięte uszy, nos, język, genitalia i wydłubane oczy. Tego dnia, wraz ze Stefanem, zostali zamordowani w podobny sposób: Tomasz Chmieluk, Jan Karasiewicz, Franciszek Sitko, Franciszek Grabowiecki” (Wiktoria Jadrzyn; w: Komański..., s. 697). Inni: zamordowani zostali: Solecki Wincenty s. Jana (zakatowany w piwnicy kooperatywy), Sitko Stefan s. Wojciecha l. 36 (zakatowany w stodole Ukraińca Dobrusznoho), Sołtys Bazyli s. Michala (ścięto mu w lesie głowę) oraz 5 Polaków zamordowanych nad rzeką i wrzuconych do Seretu: Chmieluk Tomasz s.Grzegorza, Sitko Franciszek s. Macieja, Grabowiecki Franciszek, Kurasiewicz Jan l. 48 (w 1939 roku był sołtysem), Kurasiewicz Kazimierz s. Wincentego. (Kubów..., jw.).

W mieście Przemyśl: „28 czerwca 1941 roku wojska niemieckie zajęły strefę okupacyjną sowiecką położoną po prawej stronie Sanu. 7 lipca 1941 roku na przemyskim rynku zorganizowano manifestację z udziałem ludności ukraińskiej z okazji zajęcia całego miasta przez wojska niemieckie. Na trybunie obok przedstawicieli Komitetu Ukraińskiego i wojska niemieckiego znajdowali się duchowni grekokatoliccy wraz z biskupem Jozafatem Kocyłowskim. Nieco wcześniej Kyr Jozafat wydał bankiet na cześć oficerów niemieckich, zaś 7 lipca 1941 w swoim liście pasterskim pisał między innymi: "Sława wielkiemu fuhrerowi Adolfowi Hitlerowi, wyzwolicielowi i najlepszemu przyjacielowi ukraińskiego narodu" (Piotr Jaroszczak: http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/prz_glow.html).

- 1943 roku:
W kol. Perełysianka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali Polaka, który wrócił do domu po żywność.

7 lipca we wsi Huta Stara pow. Kostopol porwany został przez partyzantów sowieckich ze zgrupowania płk Dmitrija Miedwiediewa i zamordowany dowódca oddziału AK por. Leon Osiecki „Razem z nim został zastrzelony por. rez. Leon Sielecki – zawiadowca stacji kolejowej (wąskotorówki) w Moczulance, który udał się z Osieckim, jako tłumacz oraz Bagiński, który ich odwoził. W podobny sposób zginął również Bronisław Chodorowski, były właściciel kamieniołomu w Moczulance. Zaistniała sytuacja dla Polaków w tym rejonie zarysowała się wówczas katastrofalnie” (Czesław Piotrowski: Przez Wołyń i Polesie na Podlasie). Uchwały podjęte 22 czerwca 1943 roku w Moskwie przez KC Komunistycznej Partii Ukrainy nakazywały, aby „wszystkimi sposobami zwalczać oddziały i grupy nacjonalistyczne”, w tym kierowane przez „polskie burżuazyjne ośrodki”, gdyż tereny te zostały uznane za sowieckie. Sowieckie oddziały specjalne zastrzelą potem jeszcze „Drzazgę”, „Oliwę”, porwą „Bombę”, następnie zaś w więzieniach i łagrach znajdzie się wielu dowódców i partyzantów AK.

- 1944 roku:
We wsi Oleszyce Stare pow. Lubaczów upowcy zamordowali 4 Polaków

- 1945 roku:
We wsi Pawłokoma pow. Brzozów Ukraińcy z SKW zamordowali Polkę wracającą z przymusowych robót.
We wsi pod Przemyślem „ukraińscy partyzanci” zamordowali Polkę Karolinę Kaszycką powracającą z przymusowych robót z Niemiec i zagrabili jej skromne mienie.
We wsi Szczawne pow. Sanok banderowcy zamordowali 3 Polaków, w tym naczelnika stacji kolejowej i milicjanta.

- 1946 roku:
We wsi Dubiecko pow. Przemyśl upowcy obrabowali sklepy, spalili budynek sądu i gminy oraz zamordowali 3 Polaków.
We wsi Mchawa pow. Lesko zamordowali 4 Polaków.

W nocy z 7 na 8 lipca

- 1943 roku
W kol. Rakowa Góra pow. Łuck upowcy zamordowali 11-osobową rodzinę polską.

8 lipca

- 1940 roku:
W Zamościu w Rotundzie Zamojskiej zostali rozstrzelani dwaj redemptoryści z Zamościa: o. Wincenty Wójtowicz i o. Jan Jabubowski, którzy fałszywie oskarżeni zostali przez nacjonalistów ukraińskich z Horyszowa Polskiego (bp. Edmund Icewicz: „Nasi kapłani”; w : „Znak”, nr 303, wrzesień 1979).

- 1941 roku:
We wsi Łaskowce pow. Trembowla bojówkarze OUN udając policję ukraińską uprowadzili 18 osób i po torturach zamordowali – wśród nich było 8 Polaków.

- 1943 roku:
Wkol. Jachimówka pow. Horochów złapanego Polaka upowcy przecięli piłą na pół, jego żonę przywiązali sznurami do wozu i ciągnęli, a następnie spalili w stodole. Polacy od maja systematycznie ograbiani byli z żywności i innego dobytku, w końcu uciekli. Tych, którzy wracali ukradkiem po żywność Ukraińcy wyłapywali i mordowali.
W majątku Poryck Stary pow. Włodzimierz Wołyński w nocy upowcy uprowadzili w bieliźnie zarządcę majątku i ślad po nim zaginął

- 1944 roku:
W mieście Bolechów pow. Dolina banderowcy zabili Polaka, pracownika kolejki wąskotorowej.
We wsi Drohomirczany pow. Stanisławów zamordowali 2 Polaków.
We wsi Gołębowiec pow. Hrubieszów w lesie Ukraińcy zamordowali 54-letniego Polaka.
We wsi Krasne pow. Jarosław policjanci ukraińscy z Tarnogrodu zastrzelili 3 Polaków.
We wsi Łany pow. Stanisławów banderowcy zamordowali 28-letnią Polkę, która powróciła do swojego domu.
We wsi Moniatycze pow. Hrubieszów miejscowi policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka.

- 1948 roku:
We wsi Tokarnia woj. rzeszowskie 7-osobowa grupa UPA podpaliła 2 szyby kopalni ropy naftowej i obrabowała strażnika zabierając mu buty i zegarek.

9 lipca

- 1943 roku:
We wsi Budzyń koło Kraśnika 9 lipca 1943 roku do obozu przejściowego trafił Aleksander Zakościelny. Zeznał jako świadek: „Co pewien czas przez naszą salę przechodzili esesmani ukraińscy w czarnych mundurach i gestapo, przepędzali po kilka osób skutych kajdankami i wyprowadzali na zewnątrz budynku, gdzie były zarośla. Za grupami skutych pod konwojem esesmanów pędzono grupy mężczyzn z łopatami” („Jesteśmy świadkami”, s. 304).
W kol. Gregorówka koło Iwańczyc pow. Łuck od 8 maja do 9 lipca Polacy nocują w polu. Rodziny rozdzielają się, aby w przypadku schwytania przez Ukraińców, nie zginęła cała rodzina. Każdy rodzic ma przy sobie część dzieci. Po śmierci jednego dziecka, w dniu 9 lipca ruszył do Łucka kondukt pogrzebowy z wszystkimi mieszkańcami kolonii. Zmyliło to Ukraińców, którzy sądzili, że po pogrzebie Polacy wrócą na kolonię.
W kol. Hutwin pow. Kostopol Ukraińcy spalili 52 budynki należące do Polaków oraz zamordowali kilku starszych Polaków, którzy nie opuścili swoich gospodarstw.
W majątku Koniuchy pow. Horochów upowcy i miejscowi Ukraińcy wymordowali przed kościołem około 50 Polaków.
We wsi Koniuchy pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W majątku Rykowicze pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 7-osobową rodzinę polską zarządcy majątku.

- 1945 roku:
We wsi Hadyńkowce pow. Kopyczyńce zamordowano Polaka z “Istriebitielnych Batalionów”, (Kubów..., jw.).

- 1946 roku:
We wsi Terka pow. Lesko (Bieszczady) banderowcy zamordowali 1 Polaka.

- 1948 roku:
We wsi Sieniakowa koło Czortkowa Starego pow. Czortków: „09.07.1948 r. został zam. Tomasz Giedyma l. 20 (Na Rubieży nr 107 str. 54)” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).

W nocy z 9 na 10 lipca

- 1943 roku:
We wsi Stadarnia pow. Krzemieniec: ks. Tadeusz Chrobak zapisuje: ”W Stadarni pod Kołodnem zamęczono siekierami 9/10.VII.1943:
1.Sienkiewicza Wawrzyńca (dwóch synów uciekło)
2.Sienkiewicza Wawrzyńca żonę
3.Sienkiewiczówna Maria (24 lata)
4.N.(20 lat)
5.N.(16 lat)
6.Kazia (14 lat)
7.Atwinowskiego N.(żona i córka uciekły)” (Iwona Kopańska – Konon, w: www. ludobojstwo.pl oraz e-mail do autora). W. i E. Siemaszko nie wymieniają w swojej książce tej wsi.
„Podczas przeglądania ksiąg metrykalnych parafii Zbaraż natknęłam się na zapisy zabitej rodziny Sieniakiewicz z Kołodna. Występuje ona na Państwa stronie http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/ w dwóch miejscach, dane są jednak niepełne i zmienione:
- na liście ofiar woj. tarnopolskiego, jako rodzina z Nowego Rogowca, inna jest data mordu i wiek zabitych
- w miejscu zgłoszenia czytelników (wg relacji ojca Tadeusza Chrobaka), jako rodzina Sienkiewicz ze Stadarni pod Kołodnem.
Nie podane są imiona żony i dzieci.
Według zapisu w Księdze Zgonów zabici 09.07.1943 w Kołodnie - Siedlisko (ocissus):
1. Wawrzyniec Sieniakiewicz, syn Józefa, lat 57
2. Michalina Sieniakiewicz, z domu Oleszczuk, córka Maksyma i Marii Stankiewicz, lat 55
3. Maria Sieniakiewicz, córka Wawrzyńca i Michaliny Oleszczuk, lat 24
4. Franciszka Sieniakiewicz, córka Wawrzyńca i Michaliny Oleszczuk, lat 22
5. Eugenia Sieniakiewicz, córka Wawrzyńca i Michaliny Oleszczuk, lat 18
6. Katarzyna Sieniakiewicz, córka Wawrzyńca i Michaliny Oleszczuk, lat 16
Wpisów dokonał ks. Krzysztof Polak, pogrzeb odbył się 12.07.1943.
Możliwe, że rodzina zmarła w szpitalu w Zbarażu i stąd zapisy zgonów umieszczone w zbaraskich księgach. Proszę o dodanie tych informacji do już istniejących” (Anna Weryszko, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; 03.01.2013).

10 lipca

- 1943 roku:
We wsi Błozew Górna pow. Dobromil banderowcy zamordowali 14 Polaków z 3 rodzin. Ofiary miały po kilka – kilkanaście ran kłutych. 4-letnia Krystyna Grabowska miała złamaną szczękę i rozpruty brzuszek (Siekierka..., s. 149; lwowskie).
W miejscowościach: Dominipol, Jesionówka, Mikołajówka, Swojczów, Swojczówka, Turża (wszystkie w gminie Werba, pow. Włodzimierz Wołyński), Budy Ossowskie, Kowalówka – Marszałkówka, Kowalówka, Ossa (wszystkie w gminie Turzysk, pow. Kowel), Leżachów (gmina Kupiczów, pow. Kowel), Czosnówka lub Szczęsnówka, Kisielówka (gmina Kisielin, pow. Horochów) i w wielu innych, na wiosnę 1943 roku Ukraińcom ze sztabu UPA we wsi Wołczak udało się namówić około 90 młodych Polaków w wieku 15 – 20 lat do polskiej partyzantki, która rzekomo miała razem z partyzantką ukraińską walczyć z Niemcami na podstawie zawartego porozumienia polsko-ukraińskiego. Polacy broń na noc musieli zdawać do magazynu pilnowanego tylko przez upowców. “Od wiosny 1943 r. partyzanci ukraińscy kwaterowali także w szkole w Dominopolu oraz w prywatnych mieszkaniach wielu Polaków w naszej wsi. Ludzie miejscowi mówili, że te duże wojska ukraińskie przyjechały gdzieś od strony Lwowa. Pamiętam, że mówiono o 2 tysiącach wojaków, a może nawet więcej. Polskie rodziny karmiły ich, prały rzeczy i kwaterowały, były przy tym solennie zapewniane, że między nami będzie pokój i sojusz przeciw Niemcom. Opowiadano mi także, że już w lecie 1942 r. Ukraińcy ogłosili publicznie wezwanie, skierowane przede wszystkim do młodych, silnych Polaków zamieszkałych w naszej okolicy, aby chętnie wstępować do polsko-ukraińskiej partyzantki. Przyjeżdżali nawet osobiście furmankami do polskich domów i zabierali wybranych mężczyzn mówiąc: Będziemy razem wojować, nie pójdziemy tak jak Żydzi do dołu!”. /.../ A jednak doszło do najgorszego, zginęli nie tylko prawie wszyscy żołnierze ze wspomnianego oddziału, ich liczba miała dochodzić do 120. Wymordowana została także w bestialski sposób prawie cała moja wieś, w tym moi najbliżsi" (Kazimierz i Antonina Sidorowicz; w: www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl, relacje spisał Sławomir T. Roch). „Coraz częściej wzywano polskich gospodarzy, młodych, silnych, najczęściej po wojsku jako potrzebne im PODWODY. Niestety jak już ktoś do nich pojechał to już prawie nigdy do domu nie wrócił. Ludzie w naszej kolonii po cichu komentowali to jednoznacznie: „Ukraińcy skrytobójczo mordują naszych mężów i synów w lesie, dlatego wciąż nie wracają do swoich domów!”. W ten sposób zaginął bez wieści mój kuzyn Stanisław Hypś lat około 32 z naszej koloni Piński Most oraz wielu innych, przede wszystkim z Dominopola (Antoni Sienkiewicz, w: www. ludobojstwo.pl). „Mój brat Adam Turowski i jeszcze trzech innych gospodarzy z Dominopola, pewnego razu też pojechali wezwani przez Ukraińców, którzy po nich przyjechali do naszej wsi. Opowiadał mi o tym osobiście Marcel Mikulski. Od tej pory ślad po nich i koniach zaginął” (Kazimierz i Antonina Sidorowicz..., jw.). „Ukraińcy coraz częściej pojawiali się w polskich wsiach i koloniach i prowadzili ożywioną akcję propagandową. Namawiali młodych mężczyzn i chłopaków polskich, aby wstępowali do powstającego właśnie oddziału polskiej partyzantki w Dominipolu, który będzie walczył wspólnie z UPA przeciwko Niemcom. Znałem wielu chłopaków, którzy do tego wojska zgłosili się pod wpływem tej propagandy na ochotnika, służyli tam dla przykładu: Eugeniusz Buczko lat około 20. Pozostali chłopcy byli z wielu różnych miejscowości, w tym: Jesionówki. Ich kwaterą był budynek naszej dawnej szkoły podstawowej pod lasem, tam mieli swój wojskowy posterunek. Oddział młodych chłopaków, który stacjonował w szkole został przez Ukraińców wyprowadzony w las na jedną z polan, a tam był już ustawiony wcześniej strzelec ukraiński z karabinem maszynowym. Z tej jatki uratował się tylko jeden chłopak, który w chwili likwidacji oddziału mając przepustkę przebywał w swoim domu” (Antoni Sienkiewicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). „Na kilka godzin przed krwawą niedzielą 11 lipca 1943 r., nocą kilku uzbrojonych Ukraińców przyjechało furmanką do polskiej wsi Ludmiłopol. Zajeżdżali do polskich rodzin i powoływali silnych, młodych mężczyzn do polsko-ukraińskiej partyzantki, która formowała się w Dominopolu. Zabrali w ten sposób ze sobą kilku Polaków i pojechali w stronę Dominopola. Do celu jednak nie dotarli. Jeszcze tej samej nocy, Ukraińcy dojeżdżając do pierwszych domów wsi Zarudle, tuż obok gospodarstwa Polaka Żukowskiego, nagle niespodziewanie się zatrzymali i kazali zsiąść Polakom z furmanki. Gdy Polacy znaleźli się na łące, Ukraińcy zdradziecko otworzyli do nich ogień i wszystkich wystrzelali. Zginęli wtedy: Feliksiak Józef lat ok. 30, Szymański Henryk lat ok. 30. Puzio Franciszek lat ok. 30, a pozostałych nazwisk nie pamiętam. Jest mi także wiadome, że z domu zabierał polskich mężczyzn Ukrainiec Ostapczuk Pieter, także pochodzący z Ludmiłpola i on także ich potem rozstrzelał. Mordercy albo wcale nie kryli się ze swoją zbrodnią, albo zostali czymś spłoszeni, bo nie zdążyli ukryć ciał pomordowanych, którzy zostali znalezieni nad ranem przy drodze, w miejscu ich rozstrzelania. Ofiary obrabowane zostały także częściowo z rzeczy, które miały na sobie. W miejsce mordu przychodziły potem żony ofiar i ich rodziny i dokonywali rozpoznania swoich chłopców. Wśród tych osób, była też żona Józefa Feliksiaka Antonina, która mi to wszystko później osobiście opowiedziała” (Kazimierz Sidorowicz, jw.).
We wsi Kustycze pow. Kowel upowcy zamordowali pełnomocnika Delegata Rządu RP na Wołyń por. Zygmunta Rumla („Krzysztof Poręba”) oraz przedstawiciela AK por. Krzysztofa Markiewicza i ich woźnicę Witolda Dobrowolskiego, którzy toczyli rozmowy z dowództwem UPA we wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński. Polskich parlamentariuszy banderowcy rozerwali końmi i ciała ich poćwiartowali na kawałki. “9 lipca 1943 roku wieczorem, w punkcie kontaktowym w Budach Ossowskich por. Zygmunt Rumel, ppor. Krzysztof Makiewicz, plutonowy podchorąży Wacław Kopczyński – mieszkaniec Bud Ossowskich, oraz Antoni Kazimierski – mieszkaniec kolonii Brodyszcze, ustalili, że w następnym dniu to jest 10 lipca, wymienieni oficerowie: Rumel i Markiewicz na polecenie delegata rządu w Londynie, Kazimierza Banacha „Linowskiego”, pojadą jako delegacja na pertraktacje z przedstawicielami strony ukraińskiej. Założony cel delegacji polskiej był otwarty i jednoznaczny – zaprzestanie i ustosunkowanie się do wykonywanych mordów i eksterminacji ludności polskiej przez OUN-UPA. Jak też rozważenie tematu uzgodnień i woli strony polskiej i ukraińskiej we wspólnej walce przeciw Niemcom hitlerowskim. Delegaci: Zygmunt Rumel i Krzysztof Markiewicz pojadą w pełnym umundurowaniu oficerów polskich na zaplanowane rozmowy do Kustycz. Powozić końmi będzie Witold Dobrowolski, mieszkaniec Kowalówki, sąsiadujący z Antonim Kazimierskim, u którego wymienieni oficerowie zatrzymają się na noc. W noc tę, z 9 na 10 lipca, oficerów będą ubezpieczać Antoni i Henryk Kata z bronią krótką. Zgodnie z tymi ustaleniami, ja z bratem Antkiem mieliśmy, toteż ubezpieczaliśmy oficerów – delegatów całą noc do 7 rano, do chwili wyjazdu z Witoldem Dobrowolskim. W tym dniu rano w sprawach organizacyjnych pojechał mój brat Władysław z Wacławem Kopczyńskim, ps. „Sokól”, do Włodzimierza Wołyńskiego i do Uściługa nad Bugiem. W Uściługu już w godzinach popołudniowych do punktu kontaktowego dotarła wiadomość, że dwaj oficerowie polscy i furman zostali bestialsko zamordowani w Kustyczach przez OUN-UPA. Byli to por. Rumel, ppor. Markiewicz i powożący końmi Witold Dobrowolski. Wiadomość o zabiciu naszej delegacji przez OUN-UPA w Kustyczach była szokująca, to było coś jak z okresu Dżyngis-Chana. Przestaliśmy mieć nawet nikłą nadzieję, że będziemy mogli połączyć się z Ukraińcami w jakąś wspólną walkę przeciw jednemu wrogowi, jakim był wówczas faszyzm, a jeśli już nie, to przynajmniej tolerować się, a nie wyniszczać, na co ręce zacierali zarówno faszyści, jak i komuniści.” (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ). Razem z Zygmuntem Rumlem pojechał Krzysztof Markiewicz, ponieważ znał osobiście z czasów szkolnych komendanta Służby Bezpieczeństwa UPA, którym w tym rejonie był Szabatura. Szabatura po wojnie, występując pod przybranym nazwiskiem, był szefem Urzędu Bezpieczeństwa w Szprotawie na Dolnym Śląsku. Zapewne był też agentem NKWD.
W kol. Ozerce pow. Łuck w zasadzce na Polaków jadących po żywność ginie 12 osób. Ranni byli dobijani przez sąsiadów Ukraińców z Iwańczyc Starych, którzy następnie zrabowali 10 wozów i 8 par koni należących do ofiar.
W kol. Temne Stepańskie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 1 Polaka
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński: „Dwie polskie rodziny z Wołczaka – Mikulskich i Buczków wymordowano dzień wcześniej, czyli 10 lipca. Ocalał tylko nieobecny tego dnia Franio Mikulski, mój serdeczny kolega i przyjaciel z ławy szkolnej w Swojczowie”. (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry"..., jw.).
Pomiędzy wsiami Wyrka i Police pow. Kostopol został złapany w zasadzce Antoni Kobylański, kiedy jechał wraz z córką Genowefą, Feliksą Kobylańską, Andrzejem Sochą i Józefem Zakrzewskim z Rafałówki i w bestialski sposób zamordowany (porżnięty żywcem na kawałki) przez Ukraińców. (http://wolyn.ovh.org/opisy/brzezina-09.html).

- 1944 roku:
W lesie koło miasteczka Baligród pow. Lesko upowcy powiesili 10 Polaków.
We wsi Mańków pow. Horochów Ukrainiec zabił swoją 25-letnią żonę, Polkę; los ich dziecka jest nieznany.
We wsi Średnia Wieś pow. Lesko upowcy uprowadzili do lasu koło Baligrodu 12 Polaków, z których 11 zarąbali siekierami a 1 zdołał im uciec.

W nocy z 10 na 11 lipca

- 1943 roku:
We wsi Białostok pow. Łuck Ukraińcy zamordowali około 50 Polaków. „Białostok - wieś ukraińska, oddalona o osiem kilometrów na południe od Torczyna, w tym trzy kilometry od kolonii Jamki, i ~25 km od Łucka. /../ Administracja niemiecka rozpoczynała organizować w Białostoku duże gospodarstwo „Liegenschaft”, z trzech gospodarstw (Dulskiego, Bujalskiego i Krutia), obok siebie położonych. A więc, poproszono (w przypadku odmowy wydadzą nakaz) nas na zmianę miejsca pobytu z Białostoku na Jamki. /.../ Polacy, przyszli pracownicy nowo powstającego gospodarstwa w Białostoku, po rozładowaniu swego sprzętu domowego, pomagali nam w transporcie naszego dobytku na Jamki. /.../ Polacy, którzy zamieszkali w naszym domu w Białostoku w 1943 r. zostali zamordowani i spaleni. Z ~ 50 osób uratowało się tylko dwoje dzieci: sześcioletni chłopiec i dziewczynka. Chłopiec wymknął się i schował w agreście. Następnego dnia, pracownicy gospodarstwa, zaopiekowali się dziećmi i odwieźli ich do Torczyna. Szczątki spalonych ciał wrzucono do piwnicy i tam nadal spoczywają. Obecnie w miejscu opisanej tragedii, pozostała studnia, a obok stoją skromne budynki, w których mieszkają Ukraińcy i udają, że nic nie wiedzą o tej tragedii.. Podświadomie jestem przekonany, że zorganizowane gospodarstwo „Liegenschaft” zmusiło nas do wysiłku, przy zmianie miejsca zamieszkania, ale ochroniło moją rodzinę przed tragedią i dlatego odczuwam niepokój przemilczenia tragicznej śmierci ~50 osób”. (Ryszard Bujalski, lipiec 2009, w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/bi ... alski.html). "Pani Irena (Piliszewska – przyp. S.Ż) opowiedziała o losie rodziny swego ojca. Ich dopadli noc wcześniej. Najmłodszy brat ojca, Ryszard, miał wtedy 16 lat. Był łącznikiem w polskich oddziałach samoobrony. Dużo czasu spędzał w lasach, często w nocy. Gdy nie było go dłużej w domu, jego ojciec kładł mu jedzenie pod krzakiem w pobliżu wsi. W nocy z 10 na 11 lipca: - Nagle stryj usłyszał przeraźliwy krzyk od strony wsi. Pobiegł tam, podszedł pod dom. W oknie stanął jego ojciec, zobaczył go. Już miał wyskoczyć przez to okno. Lecz w tym momencie dobiegł do niego z tyłu Ukrainiec, z całej siły wbił mu w plecy kosę. Na oczach stryja ciało jego ojca spadło na ziemię przed domem. Z innego pokoju dobiegł przeraźliwy krzyk jego siostry Stasi. Miała 25 lat. Błagała o życie. Nagle krzyk umilkł. Później stryj trafił na mieszkankę wioski. Opowiedziała, że Stasia była dosłownie pocięta na kawałki. Jej głowę i głowy innych Polaków ponabijali na żerdzie i wystawili przy drodze biegnącej przez wieś. W sumie dwadzieścia dwie głowy”. (Damian Szymczak: „Czy żołnierze chodzą z tasakami”; w: „Gazeta Polska” z 23 lipca 2008). "W najbliższą niedzielę, gdy wierni opuszczali kościół w Torczynie, na placu przykościelnym stał wóz z dwoma skrzyniami – trumnami i dwóch mężczyzn. Jeden z nich powiedział: przywieźliśmy ludzi z majątku w Białostoku, którzy zostali zamordowani i spaleni. Domyślam się, że ofiary zostały pochowane na cmentarzu w Torczynie, który został po 1945 r. całkowicie zniszczony. Założono w tym miejscu park spacerowy z pomnikiem „Sława bohaterom 1941 - 1945”. A w 2006 r. postawiono na byłym cmentarzu kaplicę i tablice z nazwiskami mieszkańców parafii. Ocalał: Ryszard Piliszewski, syn Andrzeja ur. W 1927 r. - naoczny świadek torturowania siostry Stanisławy i ojca Andrzeja. „Mój ojciec Ryszard ocalał tylko dlatego ze nie było go wtedy w domu” - Grażyna Piliszewska -Niebylecka. Zamordowani: Andrzej Piliszewski, Albin Piliszewski lat 21, Mieczysław Piliszewski lat 31, Antoni Piliszewski lat 33, Stanisława Piliszewska lat 25.” (Ryszard Bujalski, jw.).
We wsi Bubnów pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 9 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę.
We wsi Dominipol pow. Włodzimierz Wołyński uprowadzili do lasu około 50 młodych Polaków, których wcześniej zwerbowali rzekomo do wspólnej walki z Niemcami, i tam ich wymordowali. „Już w mieście we Włodzimeirzu Wołyńskim brat Leonard opowiadał przy mnie losy tych dwóch, których spotkaliśmy na Teresinie, mówił tak: „Ukraińcy około 50 chłopaków wywieźli pod las i kazali im wykopać duży dół, a potem kazali im się rozbierać. Następnie wzięli spośród nich pierwszą grupę, ustawili w szeregu i z broni rozstrzelali, gdy tych pierwszych już zabili, przyprowadzili drugą grupę, tak samo ustawili w szereg i w tej drugiej grupie, było właśnie tych dwóch, oni udali że nie żyją, że też są zastrzeleni, choć nawet nie zostali trafieni. Po nich Ukraińcy roztrzelali jeszcze jedną taką grupę młodych Polaków, a ich trupy przykryły, tych którzy wciąż żyli. Gdy się trochę uspokoiło, zdołali wyjść spod tej kupy trupów i uciekli.”. Całkiem możliwe że jest to właśnie koniec polskiego oddziału partyzanckiego, kwaterującego we wsi Dominopol, dowodzonego przez podoficera, nauczyciela ze Swojczowa Stanisława Dąbrowskiego. Odział zorganizowany kilka miesięcy wcześniej za zgodą banderowców w nocy z 10 na 11 lipca, zanim doszło do rzezi mieszkańców Dominopola, został podstępnie wyprowadzony pod las i wszyscy młodzi ludzie zostali zastrzeleni. Koronnym świadkiem zagłady Dominopola, dużej i starej wsi polskiej jest Bronisław Nieczyporowski ps. „Krępy”, żołnierz 27 Wołyńskiej DP AK, a wcześniej partyzant wymordowanego oddziału Stanisława Dąbrowskiego z Dominopla. Z rzezi kolegów młody, krępy Bronisław zdołał, wyratować się dosłownie cudem. Jego osobista relacja o tych wydarzeniach, została uwieczniona we wspomnieniach państwa Czesława i Heleny Życzko z d. Furtak z kolonii Kisielówka w pow. Horochów na Wołyniu. Praca ta jest zarazem pięknym źródłem o życiu mieszkańców parafii Narodzenia NMP w Swojczowie oraz znakomitym dokumentem o ludobójstwie banderowców, dokonanym na ludności polskiej w koloniach Kisielówka, Czesnówka i w całej okolicy. Wspomnienia te (41 stron), dostępne są na wielu stronach w tym na stronie naszych braci Czechów: http://www.scvp.eu/downloads/%C5%BBYCZK ... HELENA.pdf , Dod. autor opr. S. T. Roch”.
We wsi Rewuszki pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Zawidów pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi Ukraińcy zamordowali 3 Polaków z rodziny nauczyciela: jego 29-letnią żonę z 3-letnim synem oraz 36-letnią siostrę żony. Nauczyciel ukryty pod podłogą ocalał. Polacy sądzili, że Ukraińcy nie będą mordować kobiet i dzieci. Wcześniej z tymi Ukraińcami nauczyciel był w dobrych kontaktach.

11 lipca

- 1941 roku:
Koło wsi Kozówka pow. Brzeżany Ukraińcy zamordowali 1 Polaka. „Urodziłem się 20 października 1927 roku w Kuropatnikach powiat Brzeżany, w rodzinie chłopskiej. W pierwszą niedzielę lipca 1941 roku byłem naocznym świadkiem morderstw na ludności żydowskiej w miejscowości Brzeżany. Morderstw tych dokonywali zebrani z całego powiatu Ukraińcy. Od 16-tego roku życia nosili oni na rękawach opaski z napisem "Wojsko Ukraińskie". W całym mieście byli również hitlerowcy. /../ Po masakrze Żydów w miejscowości Brzeżany, mój kuzyn został również zamordowany przez Ukraińców. Fakt ten miał miejsce po około 7 dniach od zajścia w Brzeżanach. Mój kuzyn Józef Adamów były żołnierz Marynarki Wojennej w stopniu bosman mat. Udał się on rowerem z Kuropatnik do miejscowości Kozowa. Został schwytany i zamordowany przez oddanie strzału z bliskiej odległości w skroń. Następnie został rozebrany do bielizny a zwłoki jego zakopano na polu ziemniaków niedaleko miejscowości Kozówka. Rodzina odnalazła ciało i zabrała je do domu w Kuropatnikach. Na drugi dzień odbył się pogrzeb. W ceremonii pogrzebowej brała udział dość duża grupa mieszkańców Kuropatnik.” (Marcin Horbacz: Wspomnienia Kresowian - Osiecki Stanisław. 03 czerwca 2011. W: http://kresy.info.pl/menu-serwisu/wspom ... i-stanisaw ).
We Lwowie policja ukraińska aresztowało około 100 młodych Polaków, głownie studentów Uniwersytetu Jana Kazimierza – wszyscy zaginęli bez wieści.

- 1943 roku, tzw “Krwawa Niedziela” (prawosławne święto Piotra i Pawła): “Oddziały UPA wchodzące w skład Północno-Zachodniego OW „Turiw”, przy aktywnym wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej zorganizowanej w tzw. Samooboronne Kuszczewyje Widdiły, 11 lipca 1943 r. o świcie otoczyły i zaatakowały uśpione wsie i osady polskie jednocześnie w trzech powiatach: kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Doszło do nieludzkich rzezi i zniszczenia; ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni – płonęły polskie wsie. Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach. Na przykład, akcję w pow. Włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich (na zachód od Porycka), w rejonie Marysin, Dolinka, Lachów oraz w rejonie Zdżary, Litowieeż, Grzybowica. Na cztery dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków./.../ W rozmowach uspokajali Polaków, aby się niczego nie obawiali, gdyż nikt im nie zrobi krzywdy, zaś opuszczenie wsi świadczyć będzie o tym, że są wrogami Ukraińców. Rzeź rozpoczęła się około godz. 3-ciej rano 11 lipca 1943 r. od polskiej wsi Gurów obejmując swoim zasięgiem Gurów Wielki, Gurów Mały, Wygrankę, Zdżary, Zabłoćce, Sądową, Nowiny, Zagaje, Poryck, Oleń, Orzeszyn, Romanówkę, Lachów, Gucin i inne /podkr. – S. Ż./. O rozmiarach zbrodni dokonanych w powiecie włodzimierskim świadczą następujące dane: we wsi Gurów na 480 Polaków ocalało tylko 70 osób, w Porycku wymordowano prawie całą ludność polską – ponad 200 osób, w kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków, we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem, w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu. Zabójstwa dokonywano z wielkim okrucieństwem. Wsie i osady polskie ograbiono i spalono. /.../ Po dokonanej masakrze do wsi na furmankach wjeżdżały grypy rabunkowe, złożone głównie z kobiet, i zabierały wszystko, co pozostało po zamordowanych Polakach, od odzieży do elementów budowlanych. Po kilku dniach, gdy wszystko się uspokoiło i niektórzy ocaleli Polacy wracali do wsi, oddziały UPA ponownie atakowały wieś, mordowały Polaków i paliły budynki.” (Władysław Filar: Wołyń w latach 1939 – 1944, w książce Przed Akcją „Wisła” był Wołyń, Warszawa 1997).
W kol. Antonówka Sileńska pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 4 Polki, w tym matkę z córką.
W majątku Biskupicze Górne pow. Włodzimierz Wołyński 15-osobowa banda „ukraińskich partyzantów” pod dowództwem Stepana Stolaruka ogłosiła, że będzie dokonany spis ludności i zostaną wydane nowe dokumenty. Zamieszkałe w majątku rodziny – oddzielnie mężczyźni, oddzielnie kobiety z dziećmi – były kolejno przyprowadzane do jednego z domów i tam mordowane siekierami. Dom został następnie podpalony. Tak zamordowali 70 Polaków, po majątku obecnie nie ma śladu (Siemaszko..., s. 857).
W kol. i wsi Biskupicze Górne pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy spędzili Polaków do budynku szkolnego, gdzie ich wymordowali przy pomocy siekier, noży i innych narzędzi – co najmniej 20 osób, potem budynek szkolny z zabitymi i rannymi spalili.
We wsi i w majątku Biskupicze Szlacheckie pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka mieszkających tutaj rodzin polskich oraz kilku pracowników majątku, liczby ofiar nie ustalono.
W kolonii Boża Wola pow. Włodzimierz Wołyński "banderowcy żywcem wrzucili do studni Antoniego Stelmacha i dwunastu innych młodych chłopców, którzy ponieśli śmierć przez utonięcie bądź od kamieni wrzuconych do studni" (informacja Feliksa Budzisza różni się od podanej przez W. i E. Siemaszko na s. 914, którzy stwiedzają, że w 1943 roku sąsiad Ukrainiec zabił żonę Antoniego Stelmacha z trojgiem dzieci oraz została zamordowana przez Ukraińców Maria Fornal z dwojgiem dzieci).
W kol. Brzezina gmina Chotiaczów pow. Włodzimierz Wołyński 11 i 12 lipca 1943 roku Ukraińcy wymordowali Polaków, liczby ofiar nie ustalono.
W kol. Brzezina gmina Grzybowica pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali Polaków w tej polskiej kolonii, tylko kilku osobom udało się uciec do Sokala, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi i kolonii Bubnów pow. Włodzimierz Wołyński nie jest znana liczba ofiar, wiadomo, że we wsi zamordowany został kowal.
We wsi Bużanka pow. Włod0zimierz Wołyński upowcy zamordowali 14 Polaków (trzy rodziny).
We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znana jest tylko 3-osobowa rodzina. „Kilka dni po pogromie ok. 15 lipca, do miasta przywieźli całą rodzinę z Chobułtowej. Ciała tych 7 osób widziałem osobiście, były wręcz nieludzko zmasakrowane, złożone na placu niedaleko stacji kolejowej wciąż przyciągały kolejnych ciekawskich. Moją uwagę od razu przykuły straszne cierpienia, jakie zadano tym ludziom: mieli poodcinane nosy, wydłubane oczy, a oczodoły zapchane sianem i słomą. Kobiety miały poodcinane piersi i porąbane nogi. Wywarło to na mnie niezatarte wrażenie, czułem wielki, piekący ból, przez kilka dni miałem nawet kłopoty z jedzeniem.” (Wspomnienia Romana Szymanek z wsi Kohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944; spisał Sławomir Tomasz Roch; w:
http://wolyn.org/wolyn-wola-o-prawde/15 ... -1944.html).
W osadzie Chrynów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali w kościele i wokół kościoła podczas ucieczki około 150 Polaków; w tym zastrzelili księdza Jana Kotwickiego. Wspomina pan Zygmunt Abramowski: „Dnia 11 lipca 1943 r. służyłem do mszy świętej o godz. 9.00. Ksiądz Jan Kotwicki zaniepokojony również wytworzoną sytuacją, bez kazania odprawił szybko mszę świętą i powrócił na plebanię. Ludność wyszła z kaplicy i niebawem zaczęła powracać strwożona, że posterunki banderowców nie pozwalają jej powrócić do domów, zawracając z powrotem do kaplicy. Dodatkowo zaczęła jeszcze przybywać następna ludność na sumę na godz. 11.00. /.../ Ksiądz rozpoczął sumę. Ja z moim kolegą Jankiem Żebrowskim, stanęliśmy za drzwiami kaplicy, które otwierały się do wewnątrz. W kaplicy, razem z ludnością zawróconą z poprzedniej mszy świętej, było około 200 osób, przeważnie kobiet i dzieci. Po podniesieniu zauważyłem, stojąc obok drzwi, podejrzany ruch. Zobaczyłem, że kilku banderowców ustawiło ręczny karabin maszynowy typu Diechtiarewa i poczęli strzelać do ludzi seriami i z pojedynczych karabinów; rzucono również dwa granaty, które jednak nie wybuchły. Schowałem się z kolegą za grube drzwi kapliczne. W świątyni zaś zaczął się popłoch i wrzask rannych. Ludzie zaczęli uciekać drzwiami bocznymi obok zakrystii i chóru. Kaplica jednak była otoczona szczelnie i bez przerwy rozlegały się strzały. W świątyni, bez przerwy ostrzeliwanej z rkm-u i broni pojedynczej, trwał krzyk, jęki i rozdzierający uszy wrzask dzieci. Ksiądz od ołtarza, w szatach liturgicznych, wraz z innymi kobietami uciekał przez zakrystię, ale na zewnątrz wszyscy zostali zabici. Ojciec mój, który był organistą, uciekał z ludźmi przez drzwi przy chórze. Banderowski bandyta podbiegł i czterokrotnie strzelał do ojca, na szczęście był to niewypał i ojciec zdołał uciec. Po jakimś czasie w kaplicy pozostali już tylko zabici i ranni. Banderowcy, widocznie czymś spłoszeni, wycofali się do lasu w pobliżu kaplicy.” ( Leon Karłowicz, Leon Popek: Śladami ludobójstwa na Wołyniu, Lublin 1998, str. 314-315).
W osadzie Czerniaków pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali ludność polską, ilość ofiar nie została ustalona
W kol. Dolinka pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Dominopol pow. Włodzimierz Wołyński nocą uzbrojona bojówka UPA z Wołczaka wraz z okolicznymi chłopami ukraińskimi dokonała rzezi ludności. Do każdego polskiego domu wpadali Ukraińcy z siekierami, nożami, bagnetami. Po wymordowaniu zastanych w mieszkaniu, przeszukiwali zabudowania gospodarcze. Uciekających zdradzały ślady widoczne po strąconej rosie na trawie. Wymordowali całą wieś, ponad 220 Polaków. Domy polskie zajęli Ukraińcy (Siemaszko..., s. 950). Historyk Sławomir Tomasz Roch spisał relacje świadków: „Marcel Mikulski: Ukraińcy zaczęli się gwałtownie dobijać do domu, krzyczeli przy tym: „Otwieraj bo i tak nie uciekniesz. Jak nie otworzysz porąbiemy drzwi!” Ponieważ nikt nie otwierał, włamali się do domu i bagnetami pokłuli dzieci Mikulskich. Zginęły wtedy: dwie dziewczynki lat około 12 i 10 oraz chłopiec lat około 8. Dzieci były pokłute w swoich łóżkach, widać stąd, że przerażone tą sytuacją, nawet nie próbowały uciekać tylko pochowały się głębiej w pościel. /.../ . Marcel widział także, jak Ukraińcy zakopywali ciała ich sąsiadów Traczyńskich, też brutalnie pomordowanych wcześniej. Z ukrycia rozpoznał ciała Weroniki lat ok. 35 i Aleksandra lat ok. 40 Traczyńskich oraz dwie ich dorosłe córki: Eugenię lat ok. 16 oraz druga Felicja lat ok. 14./.../ Bronisław Kraszewski ukrył się w pobliskich zaroślach i obserwował uważnie wieś. Wtedy zobaczył, jak w gospodarstwie Ewy i Antoniego Turowskich, Ukraińcy wyprowadzają z domu do sadu rodziców: Ewę i Antoniego oraz ich troje dzieci. Następnie na jego oczach zaczęli ich po kolei mordować. Na początku zamordowali dzieci, a potem rodziców. Tak pobitych zostawili w sadzie. /.../ Stanisław Uleryk, syn Władysława mówił: „Moja mama i moje rodzeństwo: siostry i brat wyszli z domu i udali się razem na naszą łąkę, aby wspólnie grabić suche siano. Nasza łąka była jeszcze bliżej Dominopola, tylko około 400 m, właśnie w tym czasie złapali ich Ukraińcy i zamordowali, a ja po tym mordzie uciekłem tu do miasta.”
Z mojej rodziny zginęli wtedy:
- Moi kochani rodzice Maria lat ok. 65 i Aleksander lat ok. 70 Turowscy, oraz moje rodzone siostry: Ewa lat ok. 40 i jej mąż Antoni Turowski lat ok. 42, ich dzieci: Ryszard lat ok. 13, Roman lat ok. 10 i Romualda lat ok. 4.
- Druga moja rodzona siostra Anna lat ok. 33 i jej mąż Franciszek Iwanicki lat ok. 35 oraz ich dzieci: Zbysław lat ok. 12 i Roman lat ok. 11.
- Trzecia moja rodzona siostra Stanisława lat ok. 35 oraz jej mąż Stanisław Iwanicki lat ok. 30 i jedna dziewczynka ok. 1,5 roczku, imienia nie pamiętam.
- Czwarta moja rodzona siostra Eugenia lat ok. 18, była jeszcze panną.
- Pierwszy rodzony brat Władysław Turowski lat ok. 30 i jego żona Weronika lat ok. 25 i ich dzieci: Alina lat ok. 3 oraz drugie dziecko - niemowlę około 1 roczku, wydaje mi się, że to był chłopczyk.
- Drugi rodzony brat Adam Turowski lat ok. 25 i jego żona Władysława lat ok. 20 oraz ich jedno dziecko - niemowlę 1 roczek, chłopczyk.
- Trzeci rodzony brat Edward lat ok. 16, był jeszcze kawalerem.
Razem z Władkiem i Weroniką mieszkała moja ciotka Katarzyna Majewska lat ok. 60. Wszyscy wyżej wymienieni, którzy należą do mojej najbliższej rodziny zostali prawdopodobnie bestialsko zamordowani wraz z innymi mieszkańcami Dominopola .Z całym prawdopodobieństwem ich szczątki do dziś spoczywają w obrębie naszego podwórka. Pragnę w tym miejscu wyrazić gorące pragnienie przeprowadzenia, jeśli to tylko możliwe, ekshumacji doczesnych szczątków byłych mieszkańców Dominopola i uroczystego przeniesienia ich na pobliski cmentarz. Byłabym bardzo szczęśliwa gdyby na grobach stanął symboliczny krzyż i mogło być odprawione nabożeństwo za zmarłych.
W Dominopolu zginęli także z mojej rodziny:
- Pierwszy mój stryj Adolf Turowski lat ok. 70 i jego żona Maria z domu Czyżewska lat ok. 65 oraz ich dzieci: syn Mikołaj lat ok. 40 i jego żona Dominika lat ok. 35 oraz ich troje malutkich dzieci, chłopcy i dziewczyny, imion niestety nie pamiętam. Mikołaj był gajowym w lesie Świnarzyńskim i mieszkał na skraju lasu.
- Córka Adolfa i Marii Adela Krawiec lat ok. 35 i jej mąż chyba Stanisław lat ok. 38 oraz ich dzieci: córka Bronisława lat ok. 25, druga córka Maria lat ok. 20 oraz syn lat ok. 13.
- Drugi mój stryj Julian Turowski lat ok. 60 i jego żona Maria lat ok. 55 oraz ich dzieci: córka Władysława lat ok. 30 i jej mąż Leon lat ok. 32, nie pamiętam ich nazwiska oraz ich dzieci: syn Antoni lat ok. 7.
- Trzeci mój stryj Stanisław Turowski lat ok. 45 i jego żona lat ok. 35 oraz ich troje dzieci. Najstarszy syn pojechał do Niemiec na roboty, chyba to było w 1942 r.
- Moja cioteczna siostra Antonina Karagin lat ok. 23 i jej dwoje dzieci, imion nie pamiętam. Mąż Antoniny chyba Bolesław Karagin lat ok. 25, został przez Niemców zabrany na roboty jesienią 1942 r. Po wojnie wrócił jeszcze do Włodzimierza Wołyńskiego, ale co się z nim stało potem już nie wiem. W styczniu 2003 r. do moich rąk trafiła książka Władysława i Ewy Siemaszków. Pragnę uzupełnić listę prawdopodobnych ofiar o tych, których jeszcze sobie przypominam.
1. Bernacki lat ok. 60 i jego żona lat ok. 55 i ich dzieci: chłopiec lat ok. 15 oraz żona syna Bernackiej po pierwszym mężu, Kazimierza Buczek lat ok. 25, żona pochodziła z Budek Osowskich. Rodzina Bernackich sąsiadowała przez miedzę z rodziną Szulakiewiczów. /.../
15. Pruchacki Władysław lat ok. 30 i jego żona Anna lat ok. 27 i ich troje małych dzieci: syn lat ok. 5 i dwie dziewczynki lat ok. 2 i 4. Pragnę potwierdzić, że w naszej wsi była rodzina o nazwisku Pruchacki, a nie Pluchacki, takich sobie nie przypominam. Władek był Czechem z Kupiczowa.
16. Rakowska Pelagia, wdowa lat ok. 64 i jej dzieci: córka Bożena Bielicka, wyjechała z mężem do Polski jeszcze przed wojną. Druga córka Maria wyszła za mąż do Turzyska i jej też nie było w wiosce w czasie pogromu. Trzecia córka Ewa lat ok. 22, wyszła za mąż za Stefana, nauczyciela w Dominopolu lat ok. 30, wydaje mi się, że dzieci jeszcze nie mieli. Ewa i Stefan zostali zamordowani w czasie rzezi.
17. Uleryk Władysław lat ok. 75 i jego żona lat ok. 70 i ich dzieci: dwóch synów: Stanisław lat ok. 30 i drugi lat ok. 25 oraz dwie córki, jeszcze panny lat ok. 19 i 17.
18. Uleryk lat ok. 65 i jego żona lat ok. 50 i ich dzieci: syn Stanisław Uleryk lat ok. 26 i jego żona Stanisława lat ok. 20 oraz ich jedno dziecko, chyba dziewczynka 1,5 roczku. Córka starych rodziców Uleryków Wiktoria lat 34 i jej mąż Andrys lat ok. 35 oraz ich małe dzieci, dziś już nie pamiętam ile i jak miały na imię.
19. Wasilewski lat ok. 55 i jego żona lat ok. 45 oraz ich dzieci: trzech synów oraz dwie córki. Pierwszy syn Feliks lat ok. 33 i jego żona Stanisława lat ok. 30, oni nie mieli dzieci. Drugi syn Antoni lat ok. 22, był jeszcze kawalerem. Trzeci syn Stanisław lat ok. 17, także kawaler. Pierwsza córka Ewa lat ok. 35 i jej mąż lat ok. 38. Ewa i jej mąż mieszkali w Budkach Osowskich, gm. Werba. Druga córka Wasilewskich, miała na imię Stanisława lat ok. 24 i jej mąż Jan Szulkiewicz.
20. Zawadzki lat ok. 50 i jego żona lat ok. 43 i ich dzieci: syn Jan lat ok. 25 i córka lat ok. 25, ona wyszła za mąż do Turzyska. Jeszcze były małe dzieci, ale imion nie pamiętam. Zawadzki przyjechał do Dominopola jeszcze przed wojną z Radomia i tu się chyba ożenił z jedną z naszych dziewczyn. Jan Zawadzki, kawaler został zastrzelony w poniedziałkowy ranek na drodze, gdy rowerem wracał z zabawy do wsi.
21. Zdończak Paweł lat ok. 50 i jego żona lat ok. 40 oraz ich dzieci: dwie córki Bogusława lat ok. 19 i Urszula lat ok. 15. To były panny. Tej niedzieli w dzień napadu, Bogusława miała wziąć ślub z Hipolitem Potockim. Zdończak przyjechał z Fajsławic w Chełmskiem.
22. W Dominopolu mieszkała też jedna rodzina cygańska: mąż lat ok. 25 i jego żona lat ok. 25 i ich dzieci, ale nie pamiętam jak mieli na imię i rodzice i dzieci. Wiem tylko, że Cygan był kowalem w naszej wsi. Oni też zostali zamordowani” (Antonina Sidorowicz i Kazimierz Sidorowicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir T. Roch. S.T. Roch spisał bardzo cenne relacje kilkudziesięciu świadków zbrodni popełnionych przez Ukraińców na Polakch na Wołyniu, znakomicie uzupełniając opracowanie W. i E. Siemaszko; nie wiadomo, czy uwzględnił je IPN w Lublinie prowadzący śledztwo w sprawie ludobójstwa w woj. wołyńskim).
W kol. Franopol pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali Polaków, znane jest 9 ofiar.
We wsi Gruszów pow. Włodzimierz Wołyński wiadomo o zamordowaniu 8 Polaków.
We wsi Grzybowica pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi upowcy wymordowali mieszkające tutaj rodziny polskie, imiennie znane są tylko 34 ofiary.
W kol. Gucin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy otoczoną w nocy kolonię napadli o świcie i dokonali rzezi 146 Polaków, w tym 40 osób spalili żywcem w kuźni oraz około 15 rodzin w stodole. Ukraiński nauczyciel Peter Muzyka ukrył 18-letnią Polkę i nie chciał jej wydać, więc oprawcy zastrzelili go. Polaków wyłapywali i zabijali po całej kolonii i w jej okolicach. Wymordowali także kilka polskich rodzin przypędzonych tutaj z sąsiedniej wsi Myszów. Zwłoki zakopane zostały w 3 zbiorowych mogiłach, na których obecnie znajdują się pola kołchozowe. Jak wszędzie, tak i tutaj miały miejsce sadystyczne tortury i gwałty. Już po rzezi złapali ukrywające się 3 dzieci Jana Krzysztonia i utopili w studni. „Pada deszcz. Ojciec Józefa Ostrowskiego, nastoletniego chłopaka, nie obawia się partyzantów z UPA. Owszem jest Polakiem, jednak urodził się na Wołyniu i mieszka tu całe swoje życie. Nawet jego syn Józef nie umie poprawnie mówić po polsku. Ranek, banda Ukraińców napada na polską wieś Gucin. Wpadają do domu sąsiadów. Cała rodzina jeszcze śpi. Rodzice zostają zakłuci jeszcze w łóżku. Córka posiekana nożami. Wnętrzności wypływają na wierzch. Najmłodszy syn umiera przybity do podłogi drewnianym kołkiem w brzuch. Józefa budzi krzyk. Ojciec każe mu uciekać do pobliskiego lasu. Sam pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i szykuje się do ucieczki. Matka i młodsza siostra płaczą. Sąsiedzi z gospodarstwa obok kryją się w stodole. Mają dwójkę synów. Ze starszym Józef chodzi do szkoły. Młodszy ma zaledwie rok. Banderowcy przeszukują ich dom. Wybiegają na podwórko. Muszą znaleźć każdego Polaka bez wyjątku. Dziecko zaczyna płakać. Matka próbuje je uciszyć. Za późno. Partyzanci zamykają stodołę i podkładają ogień. Józef jest już za domem. Czeka na rodzinę. Banderowcy przychodzą i po nich. Wyciągają jego ojca, matkę i siostrę z domu. Na ich podwórze przybiegają Ukraińscy sąsiedzi. Wstawiają się za jego ojcem. Józef ukrywa się w ogrodzie. Jego rodzina zostaje spalona żywcem. Sąsiadów przywiązują do drzew i obcinają kończyny” (Jan Lurbecki; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).
W kol. Gurów (Górów) pow. Włodzimierz Wołyński polska kolonia otoczona została około północy przez bojówki UPA oraz chłopów ukraińskich ze wsi: Iwanicze, Bielicze, Myszków, Zabłoćce i Żdżary Duże. Około godz. 2.30 każdy polski dom zaatakowany został przez 1-2 uzbrojonych w broń palną upowców oraz kilku chłopów ukraińskich uzbrojonych w różne narzędzia. Domownicy byli torturowani, rąbani siekierami, kłuci widłami itp. Ciężko ranni, bestialsko okaleczeni, konali przez 2 – 3 dni, niektórzy lżej ranni zdołali uciec do powiatu sokalskiego w woj. Lwowskim. „Grzelak Adam - mój dziadek urodził się już chyba na Wołyniu, a jego ojciec przywędrował tu w latach 1870-1880 z powiatu tureckiego (nie znam miejscowości) w Wielkopolsce. Osiedlili sie w Gurowie, w gminie Grzybowica w powiecie włodzimierskim, parafia Zabłoćce. Dziadek Adam ożenił się z Franciszką Piątek. Rodzice babci też pochodzili z Wielkopolski, z okolic Kalisza, ale urodziła się na Wołyniu w miejscowości Dolinka w gminie Poryck. Jej rodzicami byli Franciszek Piątek i Katarzyna Grabowska. Mieli czworo dzieci. Niestety, oboje zginęli 11 lipca 1943 roku, zamordowani przez bandy UPA”. ( Marian Grzelak, 14.10.04; w: http://forum.gazeta.pl/forum/w,76,12039 ... a.html?v=2 ). W. i E. Siemaszko podają liczbę około 200 zamordowanych Polaków oraz 2 Żydów. Natomiast w Naszym Dzienniku (nr 4 z 5-6 stycznia 2002 r.) w rozmowie Wojciecha Wybranowskiego z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, naczelnikiem Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, znajduje się informacja: „Według ustaleń prokuratorów prowadzących śledztwo, z 480 mieszkańców Gurowa ocalało tylko 70 osób. – We wszystkich relacjach świadków tamtych wydarzeń znamienne jest okrucieństwo, z jakim działali sprawcy. Mordowano wszystkich: kobiety, dzieci, starców, osoby chore i niedołężne – opowiada prokurator Andrzej Witkowski”. Okazuje się, że ówczesne Raporty Komendy AK Lwów, podające liczbę 410 ofiar, były dokładne. (Archiwum Akt Nowych, sygn. 203/XV/42, k. 78 – 85).
W osadzie Holendernia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską, rzeź pozostałych Polaków miała miejsce na drugi dzień.
W powiecie Horochów zamordowali 3 Polaków: w jednym z majątków Ledóchowskich starsze małżeństwo polskie oraz w jednym z nadleśnictw został porąbany na części przez upowców gajowy Hołdowaniecki, urzędnik nadleśnictwa (Edward Orłowski, w: jw.).
W kol. Iwanicze Nowe i wsi Iwanicze Stare pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym 9-osobową rodzinę oraz wokół stacji kolejowej Iwanicze zginęli prawie wszyscy Polacy.
We wsi i majątku Janiewicze pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane jest tylko 9 ofiar, w tym spalili żywcem siostry-bliźniaczki.
W majątku Janin pow. Horochów o świcie Ukraińcy uzbrojeni w broń palną, siekiery, topory, bagnety, widły, drągi itp. wymordowali wszystkich Polaków, tj. około 50 osób oraz zrabowali ich dobytek.
W kol. Jerzyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 51 Polaków, m.in. do studni wrzucili 5-osobową rodzinę z dziećmi lat 6, 8 i 12.
W kol. Karczunek pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali Polaków mieszkających w co najmniej 4 gospodarstwach, liczby ofiar nie ustalono. „Nazywam się Barbara Hypś.. Jan Garbaty ur. 1899 lub 1900r. wymieniany w książce E.W. Siemaszko "Ludobójstwo..." był drugim mężem mojej babci Weroniki Bajek zd. Seliga. /.../ Według mojej cioci J. Garbaty został zamordowany przez Ukrainca o nazwisku Staruch, który był sąsiadem. Babcia mówiła, że został uderzony w głowę siekierą, natomiast ciocia twierdzi, że zastrzelony (strzał w głowę). Datę znalazłam na stronie internetowej 11.07 1943 r., ciocia pamięta, że był to ciepły dzień i w chwili morderstwa dzieci spały. Nie pamięta czy był to ranek, czy wieczór. Dziadek spożywał z babcią posiłek. /.../ Według relacji babci i cioci Niemcy pozwolili Polakom przez most przejść na drugą stronę Bugu dali na to godzinę. Ze sobą nie mogli zabrać nic cennego. Wozy były przeszukiwane przez Ukrainców natomiast Niemcy się tylko przyglądali. Bacia zamieszkała w domu żony wójka Karola, Zofii Stawickiej wioska Hosynne. Niestety Ukraincy zamordowali ojca cioci Stawickiego oraz jej siostrę z małym dzieckiem. /.../ Moja babcia miała siostrę Władysławę, braci Bolesława i Antoniego rodzicami ich byli Gabryjel Seliga i Franciszka zd. Długosz. Antoni według mojej cioci został zamordowany przez swoją żonę, która była Ukrainką.” ( Barbara Basia; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ).
W miasteczku Kisielin pow. Horochów „ukraińscy powstańcy” zaatakowali Polaków w kościele, po zakończeniu mszy świętej. Spędzili do nawy głównej część Polaków, rozebrali do naga i rozstrzelali z karabinu maszynowego, rannych dobijali różnymi narzędziami, najczęściej zakłuwali bagnetami. Zginęło co najmniej 90 Polaków w kościele i wokół niego. Jedna grupa przez kilka godzin skutecznie broniła się m. in. rzucając w napastników cegłami. Broniącym się mężczyznom pomagały kobiety, szykując cegły i udzielając pomocy rannym. Kiedy zaczęły w banderowców trafiać ciężkie przedmioty, zobaczyli małą skuteczność swoich działań. Zaczęli więc wrzucać na piętro granaty, podpalili wnętrze kościoła, parter plebani, stodołę i oborę. Mieszkańcy łapali odbezpieczone granaty i odrzucali je, spadały więc one pod nogi napastników. Chociaż ogień sięgał już okien piętra, gdzie znajdowali się ludzie, w gaszeniu pomogła opatrzność - zaczął padać deszcz. Po 11 godzinach walki, tym ksiądz proboszcz Witold Kowalski, lat 44; oraz ojciec kompozytora Krzesimira Dębskiego - siły UPA wycofały się. Po północy, gdy zaległa cisza, zrzucono na ziemię siennik i na linie spuścili się kolejno wszyscy żyjący obrońcy, w tym ranni. W obronie poległo 4 Polaków i 6 zostało rannych, w Włodzimierz, któremu wybuchający granat urwał nogę.
We wsi Kłopoczyn pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali w jednym domu 15 Polaków, w tym uciekinierów z Porycka.
We wsi Kohylno na osiedlach Zastawie, Barbarówka i Tartak pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali kilka rodzin polskich, wiadomo o co najmniej 13 ofiarach. „Około tygodnia po pogromie Michał i Bolesław Roch oraz Tadeusz albo Roman Roch poszli nocą w trzech na Zastawie, aby zobaczyć co się stało z naszą rodziną. Pamiętam, że wdowa Amelia była namawiana przez Michała Rocha do ucieczki, jednak mimo że jej dwaj synowie Tadeusz i Roman chcieli ona zdecydowała się zostać w domu. 11 lipca 1943 r. w nocy z soboty na niedzielę, na ich dom był napad podczas którego zamordowano wdowę Amelię lat ok. 60 oraz jej najmłodszą córeczkę Zosię lat ok. 14. Tej nocy Tadeusz Roch spał w swojej stodole, między słomą a ścianą, a jego rodzony brat Roman w ogrodzie w kapuście, niedaleko łąki. Romek Roch opowiadał mi osobiście, że nad ranem już robiła się „szarówka” posłyszał jakieś głosy, a w chwilę później jakieś głośne, przeraźliwe wręcz krzyki, dochodzące od domu Grzegorza Rocha. Jednak nie zdecydował się tam pobiec, gdyż na podstawie tego co słyszał, poznał, że są to krzyki mordowanych ludzi. Szybko ukrył się w pobliskich szuwarach i przesiedział tam cały dzień. Romek opowiadał mi także, że Tadek też obudził się w stodole, gdy Ukraińcy zaczęli dobijać się do drzwi domu Grzegorza. Widział przez szpary w ścianie stodoły, jak Ukraińcy wpuszczeni do domu, po chwili całą rodzinę wyprowadzili na podwórko. Przodem szły dzieci Grzegorza i jego żony. W tym momencie było jeszcze cicho i spokojnie, wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie spodziewali się najgorszego. Na pewno mieli nadzieję, że to zwykłe najście, które zakończy się przesłuchaniem lub co najwyżej pobiciem i groźbami, tym razem było jednak inaczej. Gdy dzieci były już na dworze, Ukraińcy nagle uderzyli je siekierami w głowę, natychmiast zginęli wtedy: syn lat ok. 16 oraz dwie córki, starsza lat ok. 25 i młodsza lat ok. 20. Gdy matka zorientowała się, że dzieci zostały zaatakowane, dopiero wtedy zaczęła histerycznie krzyczeć i właśnie te krzyki słyszał Roman w ogrodzie. Możliwe, że któreś z dzieci też zdążyło krzyknąć przed samą śmiercią. Po zarąbaniu dzieci wyprowadzili Grzegorza i jego żonę, pierwsza porąbana została żona lat ok. 60. Wtedy bandyci zaczęli się zastanawiać jaką śmierć zadać gospodarzowi i wtedy Tadek usłyszał wyraźnie takie słowa jednego z Ukraińców do pozostałych: „Oo, uciekł nam do miasta i przyszedł z powrotem. Trza mu dać lekkie skonanie!” Zaraz potem Tadek zobaczył, jak za chwilę powiesili go na jabłonce, tuż obok ich domu rodzinnego. Tak skonał Grzegorz lat ok. 60. Tadeusz widział też, jak zginęła jego matka, opowiadał wszystkim, że ta sama grupa Ukraińców po wymordowaniu rodziny Grzegorza przeszła pod drzwi jego domu i zaczęła się dobijać do środka. W końcu udało im się wejść do środka i po chwili słyszał niewyraźnie jak matka prosiła kilku oprawców o darowanie jej życia. Potem wszystko ucichło, po chwili zobaczył jednak, że mężczyźni opuszczają dom i odchodzą. Tadek wspominał także, że rozpoznał jednego z napastników, ale dzisiaj już nie pamiętam, o kim mówił. Wiem zaś na pewno, że to był Ukrainiec z Kohylna. /.../ Michał, Bolek i jeszcze Romek albo Tadek Roch z Zastawia poszli na Barbarówkę, a potem wstąpili do Tartaku, gdzie też w ten sam dzień pogromu pomordowanych zostało wielu Polaków. W jednym z domów spotkali żywego Polaka, który opowiadał im nazwiska pomordowanych i wydarzenia jakie miały tu nie dawno miejsce. Gdy wrócili, opowiadali nam wszystkim, że tam na Tartaku Ukraińcy pomordowali dużo ludzi. Napad miał miejsce w tę samą niedzielę, co cały pogrom w okolicy. Z tartaku poszli jeszcze na Teresin, do którego nie było daleko. Michał Roch opowiadał mi także, że był po pogromie w Kohylnie, gdzie spotkał Ukraińca, który był sąsiadem Drabików. Czy to była ta sama wyprawa, czy inna, już nie pamiętam. Właśnie ten Ukrainiec opowiedział Michałowi jak została zamordowana cała ich rodzina. 11 lipca 1943 r., w niedzielny ranek przyszli do Drabików banderowcy i weszli do domu. Po chwili zaczęli mordować tych, którzy byli w domu. W chałupie zabili matkę i dwie córki, tymczasem dwaj synowie spali w stodole. Gdy Ukraińcy wykryli ich kryjówkę, jednego chłopca zabili na miejscu, a Józek rzucił się do ucieczki przez pola. Nie zdołał jednak uciec i gdy go dopadli to go też zabili.” (Wspomnienia Romana Szymanka ze wsi Kohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944. Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r W: http://wolyn.org/wolyn-wola-o-prawde/15 ... -1944.html ).
W kol. Kowalówka pow. Kowel Ukraińcy zamordowali conajmniej 6 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę z 16-letnią córką oraz 19-letniego chłopca. Inni: „W naszej kolonii Kowalówka została zamordowana rodzina Piotrowskich – pięć osób, Mirosław Karaniewicz i cała wieś Dominopol, odległa od nas o około 4 kilometry”. (Henryk Kata: "Wojenne Wichry"..., jw.).
We wsi Koziatyn pow. Horochów zamordowali 19 Polaków, w tym całe rodziny. „W miejscowości Koziatyn pow. Horochów, gmina Podberezie mieszkali moi dziadkowie Bronisław oraz Jadwiga z d. Gołębiowska Komarniccy. Mieli oni 4 córki Irenę, Marylę, Janinę oraz Mirosłwę. W tej samej miejscowości mieszkali brat Bronisława Władysław Komarnicki oraz jego żona Stanisława i ich 4 letni syn Edzio. W mordach zginęli moi dziadkowie Bronisław i Jadwiga, oraz Stasia i jej syn Edzio. Moja mama Irena wraz z Janiną i Mirosławą w tym czasie były w Warszawie z obawy na ryzyko wywózki (wg relacji mojej mamy). Jedna z córek Maryla była w czasie mordów w Koziatynie i udało jej się uciec - schowała się w zbożu a nad ranem przeczołgała się do domu zobaczyła martwego ojca i uciekła (przynajmniej dwie rodziny ukraińskie pomogły jej w ucieczce).Posiadam dwa listy z tamtego okresu - jeden od Stasi (z dopiskiem małego Edzia) opisujące strach i ciągłe nocne "wizyty gości" po których np. brakowało szyb w części okien. W sąsiedniej miejscowości - w Laszkach mieszkała siostra dziadka Wanda, żona stryja Władysława Czerkawskiego - niestety nie posiadam informacji na temat ich losów” (Robert Kubiak, 25.05.08, Łódź; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko..., s. 179 – 180 podają, że 11 lipca 1943 roku upowcy zamordowali 16 Polaków.
Koło wsi Koziatyn pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 5 Polaków; matkę z 2 dzieci i matkę z 8-letnim synem.
W kol. Kropiwszczyzna pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 20 Polaków.
We wsi Krymno pow. Kowel upowcy zamordowali zgromadzonych w kaplicy na nabożeństwie około 40 Polaków.
We wsi Krzeszów pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka polskich rodzin.
We wsi i majątku Lachów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 21 Polaków, w tym 5 rodzin.
We wsi Liniów pow. Horochów zamordowali około 70 Polaków. Genowefa Modrzejewska z d. Sobczyńska, wówczas 5-letnia, wspomina, jak matka, idąc na śmierć, kazała jej się schronić wraz z siostrą w psiej budzie. „W budzie Kruczka było ciasno i ciemno, strasznie. Nie pamiętam, jak długo byłyśmy w budzie. Pewnie ze strachu zasnęłam. Emilka też. Te chowania nauczyły nas być cicho, bo to nakazywała chwila. [...] Z budy zabrały nas Ukrainki. Za przechowanie polskich dzieci w tamtym czasie groziła śmierć. Ale one się nie bały wcale. Przekazały nas do innego domu. Do babci Julii i dziadka Pawła Sobczyńskich we wsi Kołbań”. (Siemaszko..., s. 190–191) .
We wsi Litowież pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali Polaka, męża Ukrainki.
W miasteczku Łokacze pow. Horochów : „W niedzielę 11 lipca, najpierw rzucili się na bezbronne kościoły w Łokaczach, Kisielinie, Porycku. Tam wymordowali w Kisielinie 500 osób, a w Porycku 180 osób, a w Łokaczach jakoś się bronili z pałacu i niedużo padło osób” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html). „Strup Józef, żona Stanisława z d. Wójcik, dzieci: Ryszard, Zbigniew 1939. Trzeci syn wraz z dziadkiem (Red.; chyba wraz z... ojcem?) zginęli w płomieniach w kościele. Stanisława z ocalałymi 2 synami uciekła do Krasnegostawu” (http://www.wolyn.ovh.org/opisy/lokacze-02.html). W. i E. Siemaszko nie wymieniają napadu na kościół w Łokaczach (s. 142 – 143).
W majątku Marysin pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilkanaście rodzin polskich, fornali w majątku.
We wsi Męczyce pow. Włodzimierz Wołyński nie ustalono liczby ofiar.
We wsi i majątku Mikulicze pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilkanaście rodzin polskich, znanych jest 25 ofiar. „Przyjechał tam na ponad 80 furmankach oddział UPA (około 600 ludzi)… Kolejno mordowali ludzi w poszczególnych domach, bądź wyprowadzali całe rodziny do lasu i tam je zabijali. W ten sposób wymordowana została cała osada" (Feliks Budzisz).
We wsi Milatyn pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali wszystkich Polaków, kilka rodzin, liczba ofiar nie została ustalona.
We wsi (majątku i gajówce?) Miryn pow. Kowel banderowcy zamordowali co najmniej 16 Polaków. „Bolesław Baraniecki z Miryna obok Mielnicy położonej na południowy wschód od Kowla: 10 lipca 1943 r.: Część rodziny była już w Mielnicy. Mój ojciec spał, razem z braćmi i innymi dziećmi rodziny, w stodole. Niektóre deski w ścianach obszernej stodoły były od strony gruntów ornych wybite. O świcie do majątku weszli banderowcy. Na podwórzu, przed wejściem do domu, ustawili armatę przeciwpancerną i zaczęli nawoływać do wyjścia z domu. Nie czekali długo. Wkrótce po pojawieniu się pierwszych mężczyzn na podwórzu zaczęli mordować. Pozostali członkowie rodziny ratowali życie, biegnąc w stronę lasu. Bandyci spod znaku UPA zastrzelili stryja Henryka Dobrowolskiego i wujka Ksawerego Dziadka. Tata nie uciekał. Stał przerażony za rogiem stodoły i modlił się o życie bliskich. Widział, jak wujek Tomasz Pietrzak, unikając banderowskich kul, przeskoczył wóz drabiniasty. Jednak on też nie zdołał uciec. To, co tata zobaczył w chwilę później, zapamiętał na całe życie. Mój dziadek upadł twarzą do ziemi, a spomiędzy palców zaciśniętych pięści wystawała zielona trawa. Po chwili przestał się ruszać. Dopiero wtedy ojciec pobiegł do lasu, gdzie odnalazł braci i innych ocalałych członków rodziny. Tam spędzili noc. Następnego dnia wszyscy ocaleni przybyli do Mielnicy. Wujek Dobrowolski opowiadał mi, że jeszcze wieczorem ktoś z rodziny pobiegł do pobliskiej gajówki, aby ostrzec mieszkających tam Polaków. Była tam rodzina z dziesięciorgiem dzieci. Znaleziono dwanaście głów na podwórzu. Banderowcy zastrzelili również Mykołę, ukraińskiego sąsiada, który próbował ostrzec moją rodzinę. Tego jednego dnia, 11 lipca 1943 roku, na całym Wołyniu w wyniku ludobójczych mordów zginęło kilkanaście tysięcy Polaków. W sąsiedztwie Miryna, w Podryżach, zamordowano 97 Polaków, w Wielicku 47, w kolonii Piaseczno 94” ( Z art. „Wspomnienie o Wołyniu”. Opublikowanym 12 lipiec 2013 r. w „Gońcu” wydawanym w Kanadzie, w: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... oyniu.html ; podał Bogusław Szarwiło, 06 lipca 2015 ). W. i E. Siemaszko na s. 398 – 399 datują napad „pomiędzy 15 sierpnia a końcem września 1943 r.” oraz mord 10 Polaków.
W kol. Musin pow. Horochów obrabowali i spalili 9 polskich gospodarstw oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W majątku i wsi Niskienicze pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsiach Nowe i Stare Gaje (pow. Kowel?): „Najgorzej wspomina wydarzenia na Wołyniu w 1943 r. To wówczas doszło tam do okrutnej rzezi Polaków. - Pamiętam Kazika Kaczora, mieszkałam u nich. Miał 21 lat, zakochał się w Ukraince. Dopadli go. Zachciało ci się Ukrainki, to masz! - krzyczeli. I tłukli bagnetami. A potem przywiązali za nogi do furmanki i ciągnęli dwa kilometry, głową po ziemi. Przywieźli i rzucili pod bramę domu. Zemdlałam, jak go zobaczyłam. Przed oczami ma też widok okrutnej masakry we wsiach Stare Gaje i Nowe Gaje. To było 11 lipca, w niedzielę. Ukraińcy ogłosili, żeby po mszy ludzie zostali, bo odbędą się zebrania na ugodę z Polakami. Dość już kłótni, wystarczy Niemiec za wroga. Miała być zabawa. Zagrała orkiestra i zaczęła się rzeź. Banderowcy z UPA otoczyli budynek. - Jednemu z mężczyzn udało się uciec. Zawiadomił partyzantów. Pojechaliśmy tam następnego dnia, żeby pochować tych nieszczęśników - opowiada drżącym głosem. - Widok był straszny. Rozrzucone szczątki ciał, dzieci powbijane na sztachety, kobiety z porozcinanymi brzuchami. Zginęły wtedy 63 osoby. Spotkanie Wojna odcisnęła tragiczne piętno na całej rodzinie pani Barbary. Ojciec i siostra Janka zginęli prawdopodobnie w 1943 roku podczas rzezi wołyńskiej.” (Wspomnienia Barbary Waszkiewicz: „Rozrzucone szczątki ciał, kobiety z porozcinanymi brzuchami. Wołyń - rzeź Polaków w 1943 roku. Tego nie da się zapomnieć”.spisała Alicja Zielińska. 20 września 2009; w: http://www.poranny.pl/magazyn/art/52466 ... ,id,t.html ). W. i E. Siemaszko na s. 383 – 386 wymieniają kolonię Gaj pow. Kowel składającą się z dwóch części – Nowego i Starego Gaju, orza dokumentują rzeż około 600 Polaków, dokonaną 30 sierpnia 1943 roku
W kol. Nowiny pow. Włodzimierz Wołyński napad nastąpił o 8.oo rano. Na furmankach wjechali upowcy, wśród których byli Ukraińcy z Nowin i różnymi narzędziami gospodarskimi wymordowali ponad 80 Polaków, na około 90-ciu mieszkających tutaj oraz obrabowali gospodarstwa.
W kol. Nowojanka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali nie ustaloną ilość Polaków, imiennie znane jest tylko 12 ofiar.
W majątku Olin pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W osadzie Orlęta pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali około 50 Polaków.
W kol. Orzeszyn pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 306 Polaków, majątek zrabowali. Kolonia została otoczona, a Polacy spędzeni do jej środka pod krzyż. Śpiewali „Serdeczna Matko”, byli świadomi swojego losu. Spod krzyża, pod las „ukraińscy partyzanci” najpierw zaprowadzili jedną grupę mieszkańców i wymordowali. W tym czasie druga grupa czekała pod krzyżem i modliła się. Następnie wymordowali drugą grupę. Do każdej grupy najpierw strzelali, a następnie dobijali rannych. Znajdują się tam do dzisiaj 3 zbiorowe mogiły. Janinę Rosadę, ranną, pomimo jej próśb o dobicie, zakopali żywcem. Domy obrabowali, wyrwali nawet drzwi i okna, niektóre rozebrali i przenieśli do wsi ukraińskich, pozostałe później spalili (Siemaszko..., s. 892 – 895). „Wtedy dopędzono na skraj lasu pierwszą grupę kobiet i dzieci. Ustawiono ich na linii lasu, przed którym były gotowe doły/okopy. Dano sygnał - rozpoczęło się mordowanie. Poszły w ruch siekiery, łomy i noże. Przy próbie ucieczki - padały strzały. Pozostała część czekała na swoją kolej w środku wsi, pod krzyżem. Oni wszyscy słyszeli straszne krzyki, lament, jakby walił się w gruzy cały świat. Akcja była bardzo dobrze zorganizowana. Mieszkańcy całej wsi podzieleni byli na trzy grupy, na którymi było łatwiej zapanować. Moi rodzice byli w grupie, oczekującej pod krzyżem. Pilnujący ich Ukraińcy uzbrojeni byli w broń maszynową. Ludzie prosili - puśćcie nas, nigdy tu nie wrócimy. Banderowcy drwili - stamtąd dokąd pójdziecie, już nie powrócicie! Mordy przeniosły się ze skraju lasu na pole. Opowiadano mi, że mężczyźni wyrywali banderowcom łomy i siekiery i bronili siebie i dzieci. Wtedy Ukraińcy zaczęli strzelać. Kiedy wymordowali już pierwszą a następnie drugą grupę mieszkańców, zaczęli ściągać zwłoki do dołów. Do tych celów posłużyli się powrósłami wykonanymi z wyrwanego zboża. Zaplątywali je na nogach wymordowanych, żeby łatwiej było dociągnąć je do dołów. Zdarzały się osoby ciężko ranne. Ukraińcy nie dobijali ich, tylko stwierdzali, że i tak zdechną. Malutkie dzieci wrzucali banderowcy żywcem do dołów. Niejednokrotnie starsze dzieci uciekały im w zboże i do lasu. One później błąkały się i powracały do obrabowanych domów, wyłapywali ich upowcy i mordowali. /../ Tę rzeź przeżyła jedna kobieta. Pochodziła z Orzeszyny, mieszkała w Horochowie. Wraz z mężem i córką przyjechała do rodziny w Orzeszynie na okres żniw. Zazwyczaj lato spędzała u matki. Tak było i teraz. Jej córka poszła na mszę do kaplicy. Ją z mężem, brata, dzieci - całą dużą rodzinę, popędzono do lasu. W czasie mordów najpierw upadł na nią mąż a później inni. Wiedziała, że wszystkich wymordowani, ale myśl, że córka jeszcze żyje, dodawała jej sił. Musi iść i ją ratować. Leżała cała we krwi i wszystko słyszała, znała ukraiński. Jej mąż był stolarzem, pracował w niedalekich Pieczychwostach, wsi ukraińskiej, w stolarni dworskiej. Znała wielu Ukraińców, także tych, którzy nieśli zagładę. Leżała na ziemi, na niej zwłoki. Upowcy ściągnęli już wiele ciał do rowów. Dotarli do niej. Najpierw obejrzeli jej buty, były przechodzone, zostawili. Zaczęli ciągnąć ją do dołu. Otworzyła oczy i... poznała młodych Ukraińców pochodzących z Pieczychwostów. Odezwała się po ukraińsku - " Ja żywa". Podleciał jeden z nich z łomem. - Ja ciebie zaraz zabiję! A ona wtedy - Ty mnie zabijesz? A ja jestem kuma wasza! Ty powinowaty! Na takie słowa młodzi Ukraińcy najpierw wrośli w ziemię, a potem ją podnieśli i dopytywali – co robiła w Orzeszynie. Odpowiedziała, że z Horochowa przyjechała po żywność. Wszystkich wyganiali i nikt jej nie chciał słuchać. Młodzi nakazali jej, aby poszła do Orzeszyny umyć się i przebrać, bo cała była we krwi. Uratowana kobieta z Horchowa widziała jak zabijali dorosłych i dzieci. Jeśli mężczyzna miał na nogach oficerki, a Ukraińcy nie mogli ich zdjąć, to obcinali nogi i zabierali z butami. /../ Kiedy ją puścili, skręciła w zboże. Tam odnalazła córkę i bratową. Wspólnie poszły na Józefkę. Ona pierwsza opowiedziała o tym, co wydarzyło się w Orzeszynie, tym, którzy przeżyli i schronili się w Sokalu”. (Zofia Szwal, wysłuchała Teresa Madej; 2008-08-07; w: http://www.zamosconline.pl/text.php?id=2426&rodz=kul).
W kol. Oseredek Nowy pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy uprowadzili z domu 2 Polaków: dziadka z wnukiem, po których ślad zaginął.
We wsi Ozierany (Jezierzany) pow. Kowel upowcy ujęli uciekających z innych wsi 2 Polaków, wywieźli do wsi Suszybaba, gdzie jednego zamordowali.
We wsi i majątku Pawłówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 10 Polaków, w tym 2 mężczyzn, reszta ofiar to kobiety i dzieci.
W kol. Pelagin pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali wszystkich Polaków, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Piatykory pow. Horochów zamordowali 3 Polaków: dziadków z 4-letnim wnukiem, ich ciała wrzucili do studni.
W kol. Piński Most pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 rodzin, ocalała jedna rodzina mieszkająca pod lasem, którą „ukraińscy powstańcy” wyrżnęli następnego dnia. Zginęło tutaj 36 Polaków. Uratowała się tylko jedna kobieta, która trzy dni bez jedzenia siedziała w krzakach, po czym przez całą noc szła do Włodzimierza Wołyńskiego polami, natrafiając na zwłoki pomordowanych.
W miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali około 220 Polaków. Pomimo, iż ksiądz odwołał sumę z godz. 11-tej, Polacy na nią przyszli. Zostali otoczeni w kościele i wymordowani, zginął też ksiądz proboszcz Bolesław Szawlowski. Ukraińcy chodzili po kościele i strzelali do zgromadzonych ludzi, głownie starców, kobiet i dzieci, dobijali rannych. Kościół obrabowali, wypili wino mszalne, śmieli się. W dole śmierci koło dzwonnicy zakopano ponad 100 ofiar. Po dokonaniu rzezi w kościele upowcy polowali na Polaków w całym miasteczku i w okolicach przez dwa dni. Czas jakby cofnął się do epoki najazdów tatarskich. Wykonawca masakry, Ukrainiec Nikołaj Kwiatkowśkyj zeznał, że w kościele zabito 300 osób. W mordach uczestniczyły kobiety i młodzież ukraińska (Siemaszko..., s. 896 – 899). „W kościele w Porycku, to jedna pani zdążyła w synem 7-letnim schować się za ołtarz św. Antoniego i była świadkiem całego męczeństwa tych ludzi. Banderowcy weszli do kościoła podczas sumy, zabili księdza sztyletami, a ludzi granatami rozrywali, a kto jęczał ranny, to dobijali sztyletami i kolbami karabinów. Ach, jak ludzie jęczeli i dusili się z tego dymu. Pani Żmucka opowiadała, bo to ciocia mojej bratowej, że ona z tego dymu nie mogła wytrzymać, ale przyszło jej do głowy, żeby siusiać do chusteczki od nosa i przykładać dziecku do buzi i sobie, i tak mogli oddychać, bo inaczej byliby podusili się z tego dymu od granatów. To był świadek naoczny, że tak ludzie 3 dni konali, a krew z kościoła lała się po schodach. Pani Żmucka z parafii Poryck w nocy wyszła po cichutku i ogrodami, polami do lasu. W lesie przebyła dzień, a w nocy dostała się do majątku Koniuchy, gdzie byli Niemcy i ci przywieźli ją do Horochowa i ta pani miała co opowiadać swoim dzieciom i wnukom. /.../ Słuchały dzieci, słuchała młodzież i słuchali goście, co na Pomorzu żyją i o tym nie słyszeli. My to opowiadaliśmy przy każdej okazji, ale kto tego nie przeżył, to nie wierzy.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html)
We wsi i majątku Poryck Stary pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, co najmniej kilka rodzin; imiennie znane jest 5 ofiar: matka z 2 dzieci oraz małżeństwo.
Koło miasteczka Poryck pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4 Polaków: 3-osobową rodzinę oraz męża Ukrainki.
We wsi i majątku Przesławice pow. Włodzimierz Wołyński upowcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilkanaście rodzin polskich.
W kol. Romanówka pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilkanaście rodzin polskich; imiennie znane jest 18 ofiar, w tym rodziny: 7-osobowa, 5-osobowa i dwie 3-osobowe zamordowane siekierami we własnych domach.
W kolonii Rogowicze pow. Horochów zamordowali Agnieszkę Lipowską, jej córkę Jadwigę, Aleksandra Lipowskiego (syna także Aleksandra), jego żonę Mariannę i ich 2- letnią córkę. „Do lipca 1943 r, mieszkałem z rodziną w kolonii Rogowicze, gmina Chorów, pow. Horochów. Ojciec mój Aleksander oprócz gospodarstwa rolnego posiadał młyn, siostra Jadwiga, lat 25, panna, była nauczycielką w szkole powszechnej, starszy brat Aleksander, lat 35 był sekretarzem gminy, ja zaś miałem kuźnię. Z Ukraińcami żyliśmy w zgodzie i mimo iż docierały do nas informacje o mordowaniu rodzin polskich przez banderowców uwierzyliśmy zapewnieniom naszych ukraińskich sąsiadów, że nic nam nie grozi, mamy mocną pozycję, przecież oni też korzystają z naszego młyna i kuźni, a brat Aleksander był przez nich ceniony za udzielanie porad agronomicznych. A jednak przyszli. Była to niedziela 11 lipca 1943 r. Wróciłem do domu z rodzicami Aleksandrem i Agnieszką z d. Bernat oraz siostrą Jadwigą po nabożeństwie z kościoła w Łokaczach. Przyszedł do nas brat Aleksander z żoną Marianną lat 28 i dwuletnią córeczką. Naradzaliśmy się, czy mamy pozostać w swoich domach, czy też jak inne polskie rodziny opuścić dom i przenieść się do Łokacz, gdzie został utworzony oddział samoobrony i czulibyśmy się bezpieczniejsi. Ojciec wyszedł w pole do krów, a matka smażyła jajecznicę na boczku. Widocznie przywiódł ich zapach jedzenia. Weszło ich trzech, nieznanych mi z widzenia, uzbrojonych w karabiny. Zapytali czy cała rodzina jest w domu, zażądali od nas dokumentów, zabrali z portfelami mówiąc, że nam już one nie będą potrzebne. Byliśmy odświętnie ubrani, więc polecili, abyśmy się rozebrali do bielizny. Krzyczeli: Polskie mordy to już koniec z wami, musicie zginąć, nie ma tu dla was miejsca. Matka prosiła ich, aby pozwolili nam pomodlić się przed śmiercią. Zagonili nas z kuchni do pokoju, a kiedy siostra Jadwiga nie uklękła jak inni i na ich krzyki odpowiedziała: my zginiemy, ale i wy zginiecie, nie zbudujecie Ukrainy na krwi niewinnej i bezbronnej ludności polskiej, a okryjecie siebie i naród ukraiński wieczną hańbą, jesteśmy solą tej ziemi, zamiast mordować uczcie się od nas jak żyć godnie i dostatnio – została uderzona przez bandytę lufą karabinu, zachwiała się i upadła na szafę. W tym zamieszaniu matka powiedziała do mnie, abym uciekał. Klęczałem najbliżej okna. Zerwałem się z klęczek i skoczyłem w okno wybijając łokciem szybę. Kiedy byłem za oknem widziałem jak do mnie strzela inny bandyta stojący na obstawie. Zaciął mu się karabin. Wbiegłem za stodołę, gdzie stał banderowiec z rkm a z drugiej strony dwóch z karabinami. Słyszałem strzały, ale na szczęście nie trafili we mnie. Biegłem w stronę Łokacz polami kryjąc się za dziesiątkami żyta. Na pastwisku pasły się konie. Schwyciłem jednego i na oklep pojechałem dalej. Z ukraińskiej wsi Markowicze wyjechała furmanka z 4-5 mężczyznami którzy strzelali w moim kierunku. Konno dojechałem do rzeki, po czym pozostawiłem konia i wpław przeprawiłem się przez rzekę. Tak dotarłem do Łokacz gdzie poinformowałem znajomych Polaków o napadzie. Zgłosiliśmy o tym Niemcom. Następnego dnia Niemcy za obiecane im krowę, jałówkę i świnię zgodzili się wysłać z Łokacz do mojego domu patrol policji niemieckiej, który będzie mnie i grupę moich znajomych ochraniał przy pochówku wymordowanej mojej rodziny. W pokoju podłoga była we krwi. Nie mogliśmy odnaleźć zwłok. Sąsiad-Ukrainiec powiedział, że ciała pomordowanych leżą w gnojowniku zamaskowane gnojem i słomą. Wszystkie ofiary miały rany postrzałowe z tyłu głowy i w plecach. Odnalazłem swojego ojca w polu, był zszokowany, stracił na bardzo długi czas mowę. Widział z oddali z pola jak banderowcy otaczają nasz dom, słyszał strzały, widział jak uciekam. Zabraliśmy ciała pomordowanych moich bliskich oraz odzież, którą przezornie zakopaliśmy wcześniej w skrzyni na polu i opuściłem na zawsze swoje gniazdo rodzinne”. (Eugeniusz Lipkowski: Musicie zginąć, nie ma tu dla was miejsca; w: http://www.martyrologiawsipolskich.pl/m ... owicz.html ). W. i E Siemaszko, na s. 144 podają, że w kolonii w lipcu 1943 roku zamordowany został sołtys Ukrainiec za pomoc Polakom oraz 4-osobowa rodzina Łebkowskich, których ciała zakopano w gnoju, zapewne więc chodzi o 5-osobową rodzinę Lipkowskich.
We wsi i majątku Rykowicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilka rodzin polskich, liczba ofiar nie została ustalona.
We wsi Samowola pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilkanaście rodzin polskich oraz nie znaną liczbę Polaków, uciekinierów ze wsi sąsiednich (mogiła ich znajdowała się na cmentarzu prawosławnym).
W kol. Sądowa pow. Włodzimierz Wołyński napad nastąpił po godz. 12-tej, po zerwaniu mostów na rzece Ług, aby Polakom odciąć drogę ucieczki do Włodzimierza. Upowcy uzbrojeni byli w bron maszynową, chłopi ukraińscy ze wsi Janiewicze w siekiery, łopaty, orczyki, kosy, widły. Szli od domu do domu torturując, gwałcąc, okaleczając i zabijając. Tropienie i ściganie uciekających trwało także przez cały następny dzień, oprawcy mieli czas na bestialskie znęcanie się nad ofiarami. Zginęło od 160 (Siemaszko), do 580 Polaków (Raport Komendy AK Lwów).
We wsi Sielec pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zarąbali siekierami na plebani 1 Polkę, gospodynię księdza.
W osadzie Sienkiewicze pow. Horochów: “11 lub 12 lipca 1943 r. żyjący w osadzie Polacy zostali doszczętnie wymordowani. Liczba ofiar nie ustalona” (Siemaszko..., s. 192).
W kol. Stasin pow. Włodzimierz Wołyński napad nastąpił o świcie. Wśród napastników, pomimo zamaskowania, rozpoznano tutejszych Ukraińców uzbrojonych m. in. w siekiery i kosy nastawione na sztorc. Na każdym polskim domu wisiała tabliczka z wykazem wszystkich domowników. Polaków, którzy musieli wziąć ze sobą dowody osobiste, wypędzili na zbiórkę. Do jednej stodoły wpędzili mężczyzn, do drugiej kobiety z dziećmi. Zgromadzonym ogłosili, że Ukraińcy czekali dwadzieścia lat na tę chwilę, żeby wyrżnąć Polaków do dziesiątego pokolenia. Następnie wymordowali co najmniej 105 osób, wśród ofiar było np. niemowlę rozerwane na połowy i położone na stole. Zagrody zostały ograbione, a 14 lipca spalono całą kolonie, wyrąbano nawet sady. Dwa groby masowe do dzisiaj nie zostały oznakowane. Kolonia nosi obecnie nazwę Kałusów i jest nadal siedzibą ounowsko-upowskich szowinistów.
W majątku Suchodoły pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali ponad 80 Polaków, w tym dzieci zabijano kolbami karabinów, bo „na szczenięta szkoda kul”.
We wsi Suchodoły pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali kilka rodzn polskich, natomiast Ukraińcy ze wsi Dziegciów zamordowali 3 Polaków, w tym 62-letniego kowala.
We wsi Szczeniutyn Duży pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali mieszkające tutaj 2 rodziny polskie, zrabowali ich mienie a zagrody spalili.
We wsi Szczeniutyn Mały pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilkanaście rodzin polskich.
W kol. Szczytnia pow. Równe porąbali na kawałki 48-letniego Ignacego Wójtowicza.
We wsi i kol. Topieliszcze pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane jest 14 ofiar.
We wsi Turopin (Turobin) pow. Włodzimierz Wołyński: „We wsi Turobin o mieszanej ludności polsko-ukraińskiej mieszkała moja kuzynka Antosia Uleryk z rodziną. Tylko ona przeżyła napad, w czasie którego wszyscy Polacy zostali wymordowani. Według jej relacji w niedzielę o świcie do mieszkania weszli Ukraińcy, część z nich w niemieckich mundurach i z karabinami, pozostali ubrani po cywilnemu uzbrojeni byli w siekiery, widły, noże i młotki. W czasie poszukiwania „broni" wymordowali wszystkich domowników - 8 osób. Antosia ciężko ranna zemdlała, a kiedy odzyskała przytomność zobaczyła jak rezuni dobijali rannych. Ją też dobijano parokrotnie bagnetem. Nie trafili jednak w serce lecz w rękę i cudem przeżyła. Półprzytomna z bólu i przerażenia usłyszała wołanie ojca, który ciężko ranny wymieniał kolejno domowników i błagał o ratunek. Kiedy upewniła się, że oprawcy wyszli, posadziła ojca pod ścianą, pozostawiła mieszkanie pełne trupów i krwi i wyszła aby zobaczyć co się dzieje u sąsiadów. Ujrzała zakrwawioną dziewczynę wracająca do mieszkania, aby ratować płaczące dziecko - siostrę. Antosia uczyniła to samo, ale gdy wróciła do domu ojciec już nie żył. Wtedy pożegnała swoich najbliższych i szybko ukryła się w ogrodzie, bo usłyszała tętent koni. To patrol ukraiński sprawdzał obejścia i dobijał jeszcze żyjących. Zabili dziewczynę z dzieckiem, do niej leżącej w konopiach i prawie martwej ze strachu dojechali po śladach. Wiele razy naprowadzali na nią konie, wreszcie jeden z jeźdźców stwierdził „tu padochła" i kiedy odjechali. Antosia postanowiła udać się do ciotki. W drodze natknęła się na kolejny uzbrojony patrol. Tym razem byli to dwaj znajomi Ukraińcy. Uklękła przed nimi i prosiła o darowanie życia. Tylko nie przyznawaj się do tego. Im zawdzięcza życie, gdyż pouczyli ją jak ma się dostać do szpitala we Włodzimierzu i poradzili poczekać do wieczora. Kiedy opuszczała na zawsze rodzinną wieś, żegnał ją makabryczny koncert – psy wyły, ryczały głodne nie wydojone krowy, rżały konie, ale harmonia grała, a pijani ukraińscy oprawcy śpiewali i bawili się. Do szpitala dotarła rano i po podleczeniu ran przybyła do Bielina do Samoobrony. Zamieszkała u Bolesława Kobulskieg, brata mojej babci. Tam poznałam jej smutną historię.” („Ze wspomnień Zofii Ziółkowskiej”; w: http://www.najigoche.kaszuby.pl/artykul ... lkowskiej/ ) ; W. i E. Siemaszko na s. 944 podają nazwę wsi „Turopin” i nie wymieniają powyższych zbrodni.
W kol. Turówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 49 Polaków, w tym 22 wrzucili do studni.
W kol. Witoldów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków: matkę z 19-letnią córką, rodziców z 12-letnią córką oraz 12-letniego chłopca.
W kolonii Witoldówka pow. Włodzimierz Wołyński "nacjonaliści ukraińscy wymordowali kilkadziesiąt osób narodowości polskiej" (Feliks Budzisz; informacji tej nie potwierdzają Siemaszkowie na s, 903 – 904).
We wsi Wolica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 14 Polaków: trzy rodziny: 6-osobową i dwie 4-osobowe.
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali mieszkające tutaj 3 rodziny polskie (3 małżeństwa mające po 1 dziecku, w tym 17-letnią córkę), 9 Polaków. Ocalał jeden syn, który w czasie rzezi był w sąsiedniej wsi i został ostrzeżony.
We wsi Wólka Kotowska pow. Łuck bojówki UPA z sąsiednich wsi Kotów i Moszczenica mordują 37 osób, a 11 zginęło w podjętej przez Polaków obronie.„O epizodach z napadu na Wólkę Kotowską, Zofia dowiedziała się od swojej ciotki, która przeżyła napad i widziała te wydarzenia ukryta w zaroślach. W książce W.E. Siemaszków " Ludobójstwo ..."; w tomie I, w opisie z napadu na Wólkę Kotowską podana jest data 4/5 lipca. Pani Zofia podaje datę 11 lipca 1943 , niedziela o godz. 4.00. Mieszkańcy mimo ostrzeżeń dali się zaskoczyć. Zabudowania były podpalane snopkami zboża, które stało już w kopkach wokół gospodarstw. Irena Kownacka miała 19 lat. Uciekała przed upowcem. Dogonił ją i przyparł do brzozy, zadając ciosy chyba tępym nożem. Broniła się i zasłaniała rękoma. Otrzymała 35 ran, wypłynęła opłucna. Została zoperowana w niemieckim szpitalu wojskowym w Ołyce. Przeżyła. Jej brat, Stanisław Kownacki pilnował w nocy gospodarstwa. Miał karabin, ale bez naboi. Po napadzie zeskoczył ze strychu i zaczął uciekać. Dogonił go w zbożu banderowiec na koniu, przewrócił tratując koniem i dobił siekierą. W Wólce Kotowskiej w czasie napadu tylko z rodzin Kownackich i Bernackich, zginęło 17 osób. Pochowani zostali we wspólnej mogile na podwórzu spalonego gospodarstwa obok zagrody Kownackich. Felczerowi Wilkowi żywcem wydłubano oczy. Krzyki mordowanych, odgłosy rzezi były dobrze słyszane, a łuny pożarów widoczne w Adamowie. Uciekli na dworzec do Ołyki.” (Ze wspomnień Zofi Bamberskiej z domu Sewruk; tekst przysłał Marian Maksymiuk; w: http://wolyn.ovh.org/opisy/wolka_kotowska-07.html).
We wsi Wydranka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali co najmniej 51 Polaków.
W kol. Wygranka pow. Włodzimierz Wołyński około godz. 3-ciej nad ranem usłyszano odległe strzały i zauważono uciekających z Gurowa Polaków. Zaraz też nastąpił atak, wśród napastników rozpoznano znajomych Ukraińców z Wygrani i Gurowa, z którymi dotychczas „sąsiadowano” w zgodzie. Polaków torturowano, kobiety gwałcono, zabijano za pomocą siekier, wideł, noży itp. Po rzezi, po południu nastąpiła grabież dobytku. Zamordowano co najmniej 157 Polaków. Na drugi dzień przyjechali Niemcy z Sokala na inspekcję. W pierwszych domach natknęli się m. in. na dwuletnie dziecko nasadzone na widły i wstawione w okno, drugie miało wsadzoną w brzuch łopatę, którą podparto drzwi. Zrezygnowali z oględzin reszty zagród, porobili zdjęcia i odjechali. Trzy dni po napadzie Ukraińcy spalili kolonię, zwłoki spłonęły w zabudowaniach. Ciała pomordowanych poza domami rozniosły po polach zgłodniałe psy (Siemaszko..., s. 836 – 837).
W kol. Zabara pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: 70-letnią kobietę i 87-letniego mężczyznę.
We wsi Zabłoćce pow. Włodzimierz Wołyński „ukraińscy powstańcy” ze zgrupowania UPA Martyniuka pod dowództwem Iwana Kici oraz miejscowi chłopi ukraińscy wtargnęli do kościoła podczas mszy. Mordując 74-letniego księdza proboszcza Józefa Aleksandrowicza, byłego więźnia bolszewików, drwili: „Niech ciebie polski Bóg ratuje”. Na oczach wiernych skręcili mu kark oraz zamordowali co najmniej 78 Polaków. Chłopcu (Henryk Serwetowski) rozerwali usta, bo przed śmiercią krzyczał: ”Niech żyje Polska”. Barokowy kościół p.w. Św. Trójcy z lat 1760- 1773 zniszczyli, plebanię spalili. Po rzezi do cerkwi i stodół duchownego prawosławnego Ukraińcy zwozili zrabowane polskie mienie (Siemaszko...., s. 638).
We wsi i majątku Zamlicze pow. Horochów po rzezi w majątku Janin napadu dokonali ci sami oprawcy. Polakom kazali kłaść się twarzami do podłogi i mordowali ich za pomocą różnych narzędzi. Trupy i poranionych wrzucali do dołów z obornikiem. Żartowali z wyglądu masakrowanych kobiet. Następnie dokonali rzezi Polaków w majątku. Zabitych i rannych ściągnęli do dworskiej obory i spalili. Zginęło 118 osób.
W kol. Zaszkiewicze Nowe pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich.
We wsi Zaszkiewicze Stare pow. Włodzimierz Wołyński zarąbali siekierami 5 Polaków, dziewczynę oraz 4-osobową rodzinę (92-letnią babcię, jej 50-letniego syna, 16-letniego wnuka i 4-letnią wnuczkę) i zakopali za stodołą; los drugiej mieszkającej tutaj rodziny polskiej nie jest znany.
W kol. Zygmuntówka gmina Mikulicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali ponad 50 Polaków, m.in. odcinając głowy.
W kol. Zygmuntówka gmina Poryck pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali mieszkające tutaj 2 rodziny polskie oraz Polkę, której mąż był Czechem.
W kol. Żdżary Duże pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz miejscowi chłopi ukraińscy zamordowali 51 Polaków, a wg innych świadków 17 rodzin polskich.
We wsi Żdżary Duże pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i miejscowi chłopi ukraińscy wymordowali mieszkających tutaj Polaków, 10 rodzin, liczby ofiar nie ustalono; pozostawiony sparaliżowany brat nauczyciela zmarł po dwóch tygodniach z głodu.

- 1944 roku:
We wsi Tarnawka koło Żahotyna policjanci ukraińscy zastrzelili na plebani proboszcza ks. Jana Mazura

W nocy z 11 na 12 lipca
- 1943 roku:
W kol. Bakonówka pow. Horochów Ukraińcy zamordowali kilka rodzin polskich, zdołała uciec tylko jedna matka z dzieckiem. W jednej ze stodół spłonęło 21 Polaków, łączna ilość ofiar nie jest znana.
We wsi Dominopol pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz okoliczni chłopi ukraińscy wymordowali co najmniej 220 Polaków; do uciekających strzelali, złapanych torturowali i zabijali za pomocą różnych narzędzi (Siemaszko..., ss. 914 – 916).
We wsi Mogilno (Mohylno) pow. Włodzimierz Wołyński: „banderowcy z UPA przyszli i zabrali z domu mojego Tatusia Franciszka Mroziuka, to samo spotkało Stanisława Juszczaka i gajowego o nazwisku Tronow. Wszyscy trzej zostali uprowadzeni do lasu i tam zamordowani” (Jadwiga Kozioł z d. Mroziuk, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).
We wsi Pustomyty pow. Horochów: „Jeden z Ukraińców złapał Wandę (Piliszczewską, lat 8 – przy. S.Ż), ta jednak po krótkiej szamotaninie zdołała się wyrwać. Wyskoczyła na dwór, nie pobiegła jednak, jak mama i siostra prosto, lecz skręciła w bok. Przy studni stojącej przed jedną z chałup zobaczyła Ukraińca rozdzierającego dziecko. - Małą dziewczynkę, leżała na ziemi. Przydepnął jej jedną nogę i z całej siły szarpał za drugą, właśnie po to, by dziecko rozedrzeć. Potem wrzucił ją do studni. Widząc to Wanda zaczęła biec tak szybko, że przegoniła nas i pierwsza wpadła do zabudowania Karawańskich. /.../ Kowalczykowa miała troje dzieci, dziewiętnastoletnią Stasię, siedemnastoletniego Tadzia oraz dwuletnią Basię. Gdy przyszli do ich domu, kazali im klękać. W stronę ołtarzyka. W jej domu był ołtarzyk, do kościoła ze wsi było daleko, znajdował się w Horochowie, jakieś dziesięć kilometrów. Dlatego mieszkańcy Pustomyt często chodzili modlić się właśnie do Kowalczykowej. Klęczała w środku, syn i córka po jej bokach, mała Basia stała w łóżeczku. Jeden z bandytów strzelił. Syn i córka Kowalczykowej upadli od razu, jej kula przestrzeliła dłonie. Też upadła, udała, że nie żyje. Basia zapłakała. Ukrainiec podszedł do niej, dziecko wyciągnęło ręce do srebrnego ostrza, tamten pchnął, zatopił je w jej piersi. Potem na środek chałupy pokładli drewniane meble, wypchane słomą sienniki, drewno, podpalili to i wybiegli na dwór. Wtedy Kowalczykowa złapała miskę, która stała w rogu chałupy. W misce była woda, wystarczająco dużo, by ugasić płomienie. Lecz zobaczył ją z dworu jeden z Ukraińców, wrócił do chałupy i zaczął tłuc kolbą karabinu po głowie tak długo, aż przestała się ruszać. Uznał, że nie żyje, wtedy wyszedł. Tym razem już domu nie próbowali podpalać. Kowalczykowa odzyskała przytomność. Zeszła na dół do piwniczki. Owinęła przedziurawione ręce szmatami, usiadła na taborecie. A z góry, przez szczeliny w podłodze, kapała na nią krew. Krew jej martwych dzieci, oblepiała ją od głowy do stóp. W końcu nie była w stanie tego znieść, wyszła po dwóch godzinach. Zawinęła ciała w prześcieradła, wykopała pod oknem dół i powkładała tam swoje martwe dzieci. Wcześniej straciła męża. Był leśniczym, na początku roku poszedł do lasu, nie wrócił, wszelki słuch po nim zaginął. Została sama. /.../ Ukraińscy bandyci dopadli Tomasza Hołowańskiego, miał macochę Ukrainkę. Ją zabili w chałupie, martwe ciało posadzili przy piecu. Jego obwiązali pierzyną, podźgali kosą, rzucili na słomiany gnojownik i podpalili. Zdołał się z niego w tej pierzynie skulać, lecz był potwornie poparzony. /.../ Dowieźli go do szpitala, tam zmarł po kilku dniach.” (Damian Szymczak: „Czy żołnierze chodzą z tasakami”; w: „Gazeta Polska” z 23 lipca 2008). W. i E. Siemaszko, na s. 191 – 192 podają odnośnie kolonii Pustomyty: „10 czerwca 1943 r. upowcy uprowadzili z domu i zamordowali Władysława Filipiaka, s. Andrzeja i Agnieszki z d. Pierożek, lat 46; 12 lipca 1943 r. zagrody polskie były w kolonii palone, a Polacy zostali doszczętnie wymordowani, tj. około 50 osób” - oraz na s. 192 podają odnośnie wsi Pustomyty: „W lipcu 1943 r., najprawdopodobniej 12 lipca, upowcy zamordowali wszystkich mieszkających we wsi Polaków, tj. co najmniej 40 osób. Nazwisk nie zdołano ustalić”.
We wsi Zahorów Nowy pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 46 Polaków (inni: co najmniej 52 Polaków), prawie wszystkich mieszkających tutaj. Dwoje dzieci: 11-letniego Edwarda Ślusarskiego oraz jego siostrę Manię w wieku przedszkolnym „ukraińscy partyzanci” żywcem zakopali w ziemi (Siemaszko..., s. 145). We wsi Zahorów Nowy lub Zahorów Stary: „Jakiś Ukrainiec, który pilnował, dwie rodziny Polaków dał znać do Horochowa, a to było 25 km od Horochowa i pojechali. Oni biedni, Baranowski Julek z rodziną, dwa tygodnie siedzieli w łodzi w trzcinach na jeziorze koło swego młyna i nikt nie wiedział, tylko ten ich młynarz przynosił chleb i mleko. W Horochowie mieli rodzinę, czterech braci. Jak pojechali do nich do Zahorowa i brat Baranowskiego, Tadzik, wołał ich dłuższą chwilę: Julek, Julek, wyjeżdżajcie łodzią, my po was przyjechaliśmy, ja Tadziu; przyjechaliśmy po was autem pancernym, wychodźcie. Chwile potrwało, zanim zrozumieli i po głosie poznali Tadzia i dopiero wyjechali z tej trzciny. Było osiem osób, trzy rodziny w takim strachu siedzieli w trzcinie, dwoje dzieci, a pani Baranowska spodziewała się dziecka drugiego, no i na tej łodzi zamarło w niej to dziecko. Prawie, że ona nie poszła za nim, bo przez dwa tygodnie nie odczuwała żadnych ruchów dziecka i jak tylko dowieźli ja do Horochowa, to od razu do szpitala i wywoływanie porodu.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html)

- 1952 roku:
We wsi Jamelna pow. Grodek Jagielloński Ukraińcy spalili żywcem w domu mieszkającego samotnie Polaka o nazwisku Adamów.

W dniach 11 i 12 lipca
- 1943 roku:
W kolonii Piński Most pow. Włodzimierz Wołyński: „ zamordowani zostali przez Ukraińców:
1. Sienkiewicz Hipolit lat ok. 35 oraz jego rodzeni bracia: Kazimierz lat ok. 25 i Antoni lat ok. 20.
2. Zymon Stanisława lat ok. 20 i Konstancja lat ok. 21. Tam było 3 rodziny Zymonów, ale już nie pamiętam imion.
3. Hypś Stanisław lat ok. 40 i jego rodzony brat Eugeniusz lat ok. 25.
4. Żukowski Stanisław albo Antoni lat ok. 35 i jego żona Antonina lat ok. 35.
5. Dobrowolski, tam było 3 rodziny Dobrowolskich, pamiętam że to były liczne rodziny, ale już nie pamiętam imion tych ludzi, ani ich wieku.” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: jw.). „Moi rodzice i moja siostra zostali zamordowani na swoim podwórku zaraz po zakończeniu żniw. W naszej koloni zginęli chyba w sierpniu 1943 r także: Okapiec Maciej lat ok. 65 i jego żona lat ok. 60 i ich syn Jan lat ok. 13 oraz dziadek Zymon lat ok. 83 i jego synowie: Adolf lat ok. 40, Stanisław lat 35 i chyba Jan lat ok. 32. Ostateczna rozprawa z mieszkańcami naszej koloni została poprzedzona w lipcu 1943 r., innym aktem terroru, który jeszcze bardziej sparaliżował miejscową społeczność Polaków. Ukraińcy jednego dnia zabrali z drogi 5 polskich mężczyzn, w tym Antoniego Bydychaja, Eugeniusza Hypśa, Adolfa Burlińskiego, Władysława Wawrynowicza oraz Antoniego Hasiaka. Następnie osądzili ich wszystkich w Gnojnie, a potem dwóch uzbrojonych wartowników ukraińskich zawiozło 5 silnych, młodych Polaków do Lasu Świnarzyńskiego i od tej pory wszelki słuch po nich zaginął. Furmanka na której ich wieziono, należała do Ukraińca, który też powoził, on to właśnie mówił później do swoich sąsiadów tak: „Jakie durne chłopy, dali się pobić tylko dwóm rezunom!” (Antoni Sienkiewicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko na s. 930 opisując Piński Most nie wymieniają niektórych z powyższych ofiar.
W kol. Sądowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy ze wsi Janiewicze w drugim dniu rzezi wyłapywali ukrytych Polaków, torturowali ich i zabijali.

11 lub 12 lipca
- 1943 roku:
W osadzie Łysa Góra pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali 10 rodzin polskich, imiennie znana jest zamordowana 1 rodzina.
W kol. Markostaw pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 11 rodzin polskich, spośród 13 rodzin mieszkających w tej kolonii, co najmniej 44 Polaków.
We wsi Michałówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali uciekającą ze wsi 3-osobową rodzinę polską.
W osadzie Sienkiewicze pow. Horochów wymordowali wszystkich mieszkających tutaj Polaków, których liczba nie została ustalona.
W kol. Strzelecka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali w sposób okrutny około 60 Polaków.
We wsi Suchodoły pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka rodzin polskich, liczba ofiar nie została ustalona.
W kol. Wandówka pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali prawie wszystkich Polaków w tej polskiej koloni, z kilkudziesięciu rodzin ocalały dwie, liczba ofiar nie została ustalona.

12 lipca

- 1941 roku:
We Lwowie gestapowcy z nacjonalistami ukraińskimi rozstrzelali 2 polskich profesorów.
W miejscowości Młynów pow. Dubno policja ukraińska fałszywie wskazała Niemcom jako komunistów 35 Polaków i 11 Żydów, którzy zostali rozstrzelani.
We wsi Słobódka Górna pow. Buczacz bojówkarze OUN zamordowali 7 Polaków, w tym nauczyciela z rodziną.

- 1943 roku:
We wsi Biskupicze Małe pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, kilka rodzin.
We wsi i majątku Biskupicze Szlacheckie pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali Polaków: kilka rodzin oraz pracowników majątku, liczba ofiar nie została ustalona.
We wsi Czarnokońce Małe pow. Kopyczyńce: „12.VII.1943. Czarnokońce Małe pow. Kopyczyńce. Ukraińcy: Kulczycki Piotr, Bardecki Piotr, Tudorów Fedor, zamordowali Polaka Jana Dąbrowskiego lat 20. Trupa znaleziono. Sprawców aresztowano” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają w tej wsi żadnego morderstwa.
We wsi Czestny Krest pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali przebijając widłami i rąbiąc siekierami 18 dzieci polskich w wieku 3 – 12 lat wyłapanych w zbożu podczas pogromu kol. Maria Wola i przywiezionych tutaj furmankami.
We wsi Dziegciów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków: matkę z małym dzieckiem, które uciekły ze wsi Smołowa podczas dokonywanej tam rzezi.
W kol. Fundum pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich oraz obrabowali i spalili ich domy.
W kol. Grabowiec pow. Łuck zabili „trzy rodziny Tarnaskich i dwie rodziny Romaniewiczów” (Zbigniew Starzyński „Senior”: Anastazy Ryszard Garcyński „Nadzieja” ; w: „Biuletyn informacyjny 27 DWAK” nr 4/2000). W. i E. Siemaszko podają, że w lipcu chłopi ukraińscy zamordowali tutaj 9 Polaków, w tym rodzinę 7-osobową z 5-giem dzieci.
W kol. Granatów pow. Horochów Ukraińcy zamordowali kilkanaście rodzin polskich (okołó 50 osób), imiennie znane jest tylko 7 ofiar.
W osadzie Holendernia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zgromadzili rodziny polskie w stodole, zaryglowali drzwi, oblali benzyną i podpalili; żywcem spalili około 50 Polaków.
W kol. Horochówka pow. Horochów na krotko przed napadem, Ukraińcy powiesili wszystkie psy w polskich zagrodach. Rankiem 12 lipca do wsi wkroczyli uzbrojeni w siekiery, widły i broń palną. Mężczyzn i chłopców zgromadzili w jednej zagrodzie i wymordowali. Następnie kobiety i dzieci wprowadzili do jednego domu, gdzie na podłodze już rozłożona była słoma, dom zamknęli i podpalili. Złapali uciekającą Anielę Golisz, związali drutem kolczastym i wrzucili do ognia. Nad zgliszczami latały białe gołębie, a Ukraińcy mówili, że są to dusze Polaków. Imiennie znanych jest 38 ofiar. Zboże zrabowane przez miejscowych Ukraińców zjadła w 1943 r. plaga myszy. W 1944 roku plony spustoszył front wojenny. W 1945 r. Horochówkę zniszczyła trąba powietrzna. Z rzezi ocalała tylko 1 Polka z 2 córkami, ekspatriowana w 1945 r. tuż przed trąbą powietrzną.
W kol. Jachimówka pow. Horochów zamordowali 4 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę.
W kol. Janów pow. Horochów zamordowali 2 Polaków.
W kol. Jasionówka pow. Horochów zamordowali 14 Polaków; dwie osoby żywcem wrzucili do studni, dwie osoby powiesili na drucie kolczastym, 5 osób zatłukli drągami. Następnego dnia podczas rabowania gospodarstw polskich wyłapali jeszcze i zamordowali kilka osób.
We wsi Korytnica pow. Horochów zamordowali Polaka uprowadzonego z innej wsi oraz kilka miejscowych rodzin polskich, liczba ofiar nie została ustalona.
W kol. Krzemieniec pow. Horochów zamordowali 10 – 12 rodzin polskich, co najmniej 40 Polaków.
W osadzie Listopadówka pow. Horochów zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, było tutaj 20 gospodarstw polskich, imiennie znane jest tylko 5 ofiar.
We wsi Majdan pow. Zdołbunów zamordowali 20 Polaków, kilka rodzin.
We wsi Majdańska Huta pow. Zdołbunów Polacy mieli zagwarantowane bezpieczeństwo na mocy pisemnej umowy ze sztabem UPA stacjonującym w Antonowcach pow. Krzemieniec, pod warunkiem, że nie wyjadą do miasta i będą dawać świadczenia na rzecz UPA. Przez kilka miesięcy wieś świadczyła daninę: jaja, sery, mleko, zboże, świnie, konie, furmanki, deski na budowę schronów itp. 12 lipca o świcie upowcy spędzili większość mieszkańców do stodoły i spalili żywcem. Pozostali byli mordowani w różnych miejscach, zginęło co najmniej 184 Polaków. Ze wsi uratowało się 11 Polaków, gdyż przebywali poza domem.
W kol. Maria Wola pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz okoliczni chłopi ukraińscy dokonali rzezi 229 Polaków. 30 osób żywych wrzucili do studni i przywalili kamieniami, 13 powiązanych mężczyzn spalili żywcem w stodole, uciekających wyłapywali jeżdżąc na koniach, torturowali, okaleczali i zabijali. Głównymi narzędziami mordu były siekiery, noże, widły, drągi itp. Gwałty, pisk torturowanych dzieci, krzyk matek i ojców okaleczanych i zabijanych niósł się daleko od wsi. Wyłapane w zbożu 18-cioro dzieci w wieku 3 – 12 lat, w tym synów Reginy Futyma: 5-letniego Zbigniewa i 3-letniego Ryszarda, „ukraińscy partyzanci” załadowali na wóz drabiniasty i wywieźli do ukraińskiej wsi Czestny Krest, gdzie pomordowali ich przebijając widłami i rąbiąc siekierami. Zagrody ograbili i spalili, często z ciałami ofiar (Siemaszko..., s. 860 – 863).
W kol. Oktawin pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy z sąsiednich wiosek zamordowali 7 Polaków, którzy nie wyjechali z kolonii.
W kol. Piłsudczyzna pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 6 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę.
W kol. Piński Most pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ostatnią mieszkającą tutaj 6-osobową rodzinę polską: 1 mężczyzna, 3 kobiety (żona i 2 jego siostry) oraz 2 dzieci lat 2 i 5.
W kol. Poluchno pow. Horochów zamordowali około 40 Polaków, całe rodziny.
We wsi Poluchno pow. Horochów zamordowali co najmniej 49 Polaków. W jednej rodzinie zarąbali siekierą 6 dzieci w wieku poniżej 15 lat; spalili żywcem w stodole 15 osób.
W miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński w następnym dniu po rzezi 11 lipca upowcy dokonali ponownego napadu mordując co najmniej 100 Polaków.
W kol. Pustomyty pow. Horochów zamordowali około 50 Polaków. „Przypomniałam sobie, że w tych dniach napadu i morderstwa na Postomyckiej Kolonii k/Horochowa zabili leśniczego, żonę, córkę i małą dwuletnią córeczkę, a obok leśniczówki mieszkali tacy fajni Polacy nazwiska Hołdowańscy. Mieli wiele dzieci, a jednego mieli syna, takiego sportowca atletę, silnie zbudowanego. Podstępem go podeszli. Ukrainiec wszedł do nich do domu i mówi, że pan leśniczy go woła, żeby zaraz przyszedł, a on widzi, że to Ukrainiec, który u leśniczego pracuje. Uwierzył i pobiegł, a tam było pełno bandytów. Złapali go w taka pułapkę i zamordowali. Odrąbali ręce, wydłubali mu oczy, oderżnęli język, uszy i tak go strasznie umęczyli. Ale trzeba trafu, że żona leśniczego odżyła, bo była uderzona siekierą w plecy i upadła twarzą do ziemi, a po jakimś czasie ocuciła się i zobaczyła, że wszyscy nieżywi, a tylko Hołdowański skomlił, bo język miał odcięty i żył jeszcze jego tułów. Ona wyszła z domu, zobaczyła córkę zabitą w klombach kwiatów, polamentowała głośno i szła przez wieś Postomyte w kierunku Horochowa i wołała: dobijcie mnie, zabijcie mnie, nie mam po co żyć. I tak szła przez wieś, prosiła o śmierć, ale nikogo nie spotkała i tak wyszła na drogę traktową, doszła już prawie pod Horochów. Na przedmieściu spotkał ją mój mąż jadąc z Janiny, uciekając też sam przed bandytami. Zszedł z wozu i wsadził ją na wóz ciężko ranną, zawiózł ją na plebanię, opowiedziała swoje przeżycia i zawieźli ją do szpitala i wyleczyła się i z nami razem mieszkała przeszło 7 miesięcy. A jak ona opowiedziała, że tam tak ciężko jęczał jeszcze żywy Tomek Hołdowański, że tak, a tak porąbany to pojechali Polacy uzbrojeni w biały dzień i nie mieli żadnej potyczki. Przywieźli ich zabitych do Horochowa, aby pochować na cmentarzu, a tego pana Hołdowańskiego przywieźli, zrobili Niemcy zdjęcia, że taki tułów jeszcze żyje, wsadzili w samochód i do Lwowa odwieźli to w szpitalu pofotografowali na różne strony i żył jeszcze dwa dni w szpitalu. Zmarł, to było 15 lipca 1943 roku.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html). Patrz też: „W nocy z 11 na 12 lipca 1943 roku”.
We wsi Pustomyty pow. Horochów zamordowali około 40 Polaków. ”Zwracam się do państwa z pytaniem czy jest możliwość zamieszczenia informacji o mordzie dokonanym na rodzinie mojego dziadka - Kazimierza Sichowskiego pochodzącego z miejscowości Pustomyty w woj. wołyńskim” (Agnieszka Wolszczak, kaysjopeja@gazeta.pl; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; świadek nie podaje, czy mord miał miejsce na kolonii czy we wsi.).
W majątku Radowicze pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 rodziny polskie, w tym 5-miesięcznego chłopca i 3 dzieci (inni: kilka rodzin polskich).
We wsi Rudnia pow. Horochów zamordowali 141 Polaków. „Antoni Sienkiewicz opowiedział mi także, jak Ukraińscy nacjonaliści napadli wcześniej na polską wioskę Rudnia koło Kisielina i mordowali tam Polaków. To było tak: gdy wpadli do domu Leokadii Dobrowolskiej, która mieszkała tam u swego męża, jej udało się ujść z życiem. Tymczasem jej męża i całą rodzinę Dobrowolskich okrutnie zamordowano. W tym napadzie, który miał miejsce około 3 dni przed napadem na Dominopol, zginęła większość mieszkańców polskiej wsi Rudnia. Było to więc albo 08 albo 09 lipca 1943 r.” (Kazimierz i Antonina Sidorowicz, w: jw.). W i E Siemaszko na s. 166 – 168 datują napad na wieś Rudnia na 12 lipca, a wśród pomordowanych 141 Polaków podają także Leokadię Dobrowolską. Już od kwietnia UPA rekwirowała tutaj żywność, miski, łyżki, ręczniki, itp. Część ofiar zabijano na miejscu stosując bestialskie tortury i gwałty, część spędzono pod kapliczkę i tam wyrżnięto za pomocą siekier, kos, noży, wideł itp. Wieś obrabowana i spalona przestała istnieć.
W kol. Smołowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali co najmniej 65 Polaków. W kuźni spalili żywcem około 40 osób, w tym kobiety i dzieci; przy gliniankach znaleziono 18-miesięcznego Leszka Bardygę, który ssał pierś zamordowanej matki (bliźniacza siostra Leszka, Alicja, także została zamordowana). Wargockiej będącej w ostatnim miesiącu ciąży rozpruli brzuch, aby „pomóc urodzić Lacha”; starcowi o nazwisku Prymas sąsiedzi Ukraińcy ścięli głowę kosą (Siemaszko..., s. 823). Z tej wsi zdołała uciec do wsi Dziegciów matka z dzieckiem – i tam została zamordowana. W Smołowej na początku lipca Ukrainiec, który miał odwieźć Polkę z synem lat 3 i jej siostrą lat 5 do Włodzimierza, zastrzelił ich tuż za wsią. „Miałam wtedy trzynasty rok. Moi rodzice mieszkali tam od pokoleń. My się bawiliśmy, to było wieczorem. I tak patrzę – pali się ktoś. I patrzyliśmy przez okno, wyszliśmy na dwór, a tu już blisko ogień, pali się wieś. Ale to była rzadka wieś, tak się ogień nie powinien [sam] przerzucać. Tato mówi: „Idziemy z mamą ratować dobytek (maszyna, młynek) do stodoły”. I poszli do stodoły, a my, dzieci, zostaliśmy w domu. Tato chciał z mamą uciekać, ale mama się nie zgodziła. Powiedziała, że woli zginąć, niż zostawić dzieci same. Jak wyszli na podwórze, to tamci już byli. Tato ich znał. Zaczął ich prosić: „Darujcie życie, przecież my razem narabiali, gościli się, co ja wam zawinił?”. Nazwisk ich nie pamiętam. Oni powiedzieli, że „Dosyć wam, Lachom, coście się na naszej zemli nażyli, krwi naszej napili!”. I my przyszli do mieszkania, poklękaliśmy przy stole, mama wzięła krzyżyk do ręki, a na drugiej ręce trzymała dziewięciomiesięcznego synka Edzia. Tato zaczął prosić: „Nie żałujcie na nas kul, wystrzelajcie nas, tylko nie mordujcie!”. I oni puścili serię, to mama upadła, ten krzyżyk tak trzymając w ręce, i poleciała na to dziecko – to nie wiem, czy było zabite, czy zaduszone. Wtedy zginęła mama, dwie młodsze siostry, sześcioletnia Halina i czteroletnia Krysia, i ten chłopaczek. Ta sześcioletnia skoczyła na łóżko i przykryła się, a on ją zaczął czymś bić. Ja w tym czasie z tego strachu zemdlałam. Ile leżałam, to nie wiem. Jak się ocknęłam, to pić mi się strasznie chciało, to pamiętam, że tę krew z podłogi ssałam. Oni nanieśli słomy i podpalili mieszkanie, okna już były powybijane. Podłoga zaczęła się tlić i zapadła się, ogień przygasł. Jak ja się przebudziłam, to pozalewałam ten ogień – woda była w domu. Podeszłam do mamy. Mama była martwa, a tato mówi, żebym uciekała, bo on nie da rady, bo jest ciężko ranny. Ja przez okno uciekłam do sadu, pod taki krzak jaśminu. Tu się wszędzie pali wieś, ogień wszędzie, psy wyją. A starsza o dwa lata siostra Gienia była gdzieś na sadzie, jak ją zaatakowali. Ona w tym czasie, jak przyszli, wyrzucała jakieś ubrania, zapasy z komory i tu ją musieli dopaść. Ja już po napadzie schowałam się [potem] w zbożu. W nocy nad ranem przebudziłam się, bo zrobiło się zimno. Ja miałam przestrzeloną lewą rękę, kula przeszła na wylot i lewy bok mnie bolał. Usłyszałam jęki, a to mój tato wyszedł z domu, miał wydarte mięśnie ramienia. Chciało mu się bardzo pić. Nabrałam wody, dałam ojcu. Jak wracałam, spotkałam siostrę leżącą w sadzie. Prosiła, żeby jej dać coś pod głowę i coś do przykrycia. Przyniosłam jej poduszkę i jakiś koc. Jak przyszłam w dzień koło południa, to już nie żyła. Widać jej było wnętrzności i głowa była pobita. W tym czasie ta, co miała sześć lat, jeszcze żyła, ale głowa była cała sina. Ta czteroletnia już nie żyła. W dzień [13 lipca] siedzieliśmy [z ojcem] w zbożu, ale była burza, na noc przyszliśmy do domu, spaliśmy w kuchni, a w pokoju leżeli pobici. Następny dzień [14 lipca] również spędziliśmy w zbożu, a na wieczór przyszedł szesnastoletni sąsiad Rutkowski, bo oni wszyscy wcześniej uciekli do Włodzimierza. On wrócił na swoje gospodarstwo, bo mieli zakopany kufer z odzieżą, ale już kufra nie było. Razem połapaliśmy konie, pomogłam mu zaprząc. Wsadziliśmy tatę na wóz i zaczęliśmy uciekać do Włodzimierza. To jest 12 km i przez ukraińskie wsie. Jak jechaliśmy przez las, to strzelali za nami, ale udało się przejechać. Tam [za lasem] już byli Niemcy, i Polacy czegoś szukali, jakiejś żywności. Niemcy nas zatrzymali, ale zobaczyli, jak jesteśmy pobici, to nas puścili. Na nas już czekali ciocia z mężem pochodzenia ukraińskiego, którzy mieszkali koło Włodzimierza na Białozowszczyźnie. Tatę wzięli do szpitala, gdzie leczył się przez sześć miesięcy. Za jakieś dwa miesiące pojechaliśmy [z wujkiem] z Niemcami, żeby zobaczyć to pogorzelisko. Okazało się, że bandyci drugi raz przyjechali, zaraz po naszym wyjeździe i drugi raz wszystko podpalili. Jak byśmy jeszcze trochę zostali, to z pewnością by nas też zabili. Siostra w sadzie leżała tam, gdzie umarła. Ktoś ją tylko lekko przykrył ziemią i darnią. Jak przyjechaliśmy, to pozbieraliśmy z pogorzeliska domu głowy, trochę kości i położyliśmy koło siostry. Wujek zbił taki krzyż z brzozy i tam postawił.” (Relacja Leokadii Janeczko z Wargackich, spisana przez Ewę Kędrę-Załogę w 2009 r.; za: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... ujcie.html ; wyszukał i wstawił B. Szarwiło).
We wsi Stężarzyce pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi bojówkarze UPA „Krwawego Potapa” uprowadzili do lasu 61-letniego ks. Karola Barana, gdzie przerżnęli go pilą w drewnianym korycie, a miejscowi Ukraińcy zamordowali 7 Polaków, w tym nauczyciela, wiążąc niektórym ręce drutem kolczastym i torturując. Do końca lipca zamordowali jeszcze 22 osoby, które przyjechały do swoich zagród po żywność.
We wsi Szelwów pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 17 Polaków, wśród ofiar był działacz Stronnictwa Ludowego Kazimierz Kolek „Socha”.
We wsi Trościaniec pow. Łuck w walce z UPA zginął 20-letni Polak z samoobrony w Przebrażu.
We wsi Tuliczów pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 5 rodzin polskich.
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy uprowadzili z domu lekarza, kpt. WP Jana Romanowskiego; dobrowolnie pojechała z nim żona z paromiesięcznym dzieckiem; wszyscy zostali zamordowani między wsią Turia a wsią Rewuszki. Zabili także Polkę z synem, gdy usiłowali uciec z Turii.
We wsi Twerdynie pow. Horochów na początku lipca: „Ukraińcy ustawili duży dębowy krzyż na usypanym wcześniej kopcu. Na uroczystości poświęcenia kopca i krzyża ku czci „odniesionego i przyszłego zwycięstwa”, odprawionej przez czterech duchownych prawosławnych, w której licznie uczestniczyli upowcy, młodzież ze swym nauczycielem i okoliczna ludność ukraińska, została poświęcona broń palna, siekiery i widły itp. narzędzia, a jeden z popów agitował do wytępienia „Lachów” i komunistów” (Siemaszko..., s. 170). Bron i narzędzia posłużyły do rzezi Polaków już 12 lipca. Okaleczano, torturowano i gwałcono nawet 15-letnie dziewczęta. Zginęło co najmniej 70 Polaków.
W osadzie Ułanówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z sąsiednich wsi zamordowali ponad 30 Polaków, których ciała spalili w stodole; 80-letniej Nowakowskiej odrąbali głowę. „Po chwili zobaczyła znajomego Ukraińca, jeszcze z Izowa nad Bugiem, obecnie również zamieszkałego w Ułanówce Kulisza. Szedł drogą przez naszą kolonię i prowadził ze sobą Polaków: starego Kobylarza, jego żonę oraz ich wnuczka Bolesława lat ok. 7. /.../ Gdy tylko zeszli z głównego traktu na drogę prowadzącą do ich domu, Kulisz zdradziecko rzucił się na starego Kobylarza i począł gwałtownie wykręcać, a nawet łamać mu ręce. Potem zaczął też łamać mu nogi, gdy Kobylarz usiłował się wyrwać oprawcom, drugi Ukrainiec o nazwisku Taszak, sąsiad Kobylarza, uderzył go mocno siekierą w głowę rozcinając ją niemal na pół. Jedna połowa głowy wraz z mózgiem, padła od razu na drogę, z drugą konający Kobylarz lat ok. 75, zdołał jeszcze przebiec 14 rzędów kartofli zanim upadł na ziemię. /…/ Na dwie godziny przed napadem na naszą kolonię, oprawcy ukraińscy wymordowali prawie całą polską rodzinę o nazwisku Adwent, która mieszkała kawałek od nas, właściwie już pod samym lasem. Bandyci napadli na ich dom w samo południe, kiedy wszyscy razem jedli właśnie obiad. Niespodziewanie i gwałtownie wdarli się do domu i obstawili całą rodzinę przy stole, następnie brali po kolei od stołu i stawiali pojedynczo pod ścianą, zabijając strzałami. Najpierw wystrzelali w ten sposób 7 sióstr, a potem ich rodziców. Po rzezi, wychodząc z domu podpalili dom i zabudowania gospodarcze. Gryzący dym płonącego domu, ocucił jedną z postrzelonych sióstr, choć była strzelana pierwsza z wszystkich, cudem przeżyła te masakrę pod ciałami pozostałych, którzy strzelani padali potem na nią. Będąc ciężko ranna, resztkami sił, wygramoliła się i uciekła do lasu, który znajdował się zaraz koło ich domu.” (Marian Sikorski, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch).
We wsi Werchnów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Michałkiewicza i jego 2 córki do lat 8, które nadziali na bagnet i śmiali się, że to „polski samolot” (Siemaszko..., s. 824).
We wsi Wojnin pow. Horochów Ukraińcy zarąbali siekierami 12 Polaków: 2 rodziny z dziećmi, małżeństwo, 24-letnią matkę z malutkim dzieckiem oraz 18-letnią dziewczynę.
We wsi Woszczutyn pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 Polki: matkę z córką i 35-letnią kobietę, oraz małżeństwo polsko-ukraińskie.
We wsi Wólka Sadowska pow. Horochów Ukraińcy z sąsiednich wsi zamordowali 80 Polaków. Bestialska rzeź miała miejsce w domach, w ogrodach, na podwórzach i pobliskich polach. Zwłoki były przeważnie bez odzieży, nieprawdopodobnie okaleczone i zmasakrowane, ze śladami gwałtów, tortur, cięcia nożami i kosami, kłucia bagnetami i widłami, rąbania siekierami. Trupy znajdowano w zbożu jeszcze podczas żniw, rozkładające się, nie do rozpoznania. W obejściach pełno było zwęglonych szczątków ludzi, koni, bydła, świń. M.in. „partyzanci ukraińscy’ zamordowali 5-osobową rodzinę Lachiewiczów z 3 dzieci: 10-letnim Waldemarem, 9-letnią Danutą i 5-letnią Zofią - „dziewczynki miały połamane ręce, powykręcane nogi i inne ślady znęcania się”. 40-letniego cieślę Mieczysława Romanowskiego oraz jego 43-letnią siostrę Marię pocięli kosą, a 43-letnią bratową Mieczysława Emilię zakłuli bagnetem. 5-osobową rodzinę Ludwika Tuńskiego z dziećmi lat 13, 9 i 3 spalili żywcem. (Siemaszko..., s. 173).
We wsi Wyrka pow. Kostopol zamordowali 2 Polaków.
We wsi Zagaje pow. Horochów o godz. 13-tej na parokonnych furmankach wjechało około 100 upowców z okolicznych wsi uzbrojonych w szpadle, siekiery, widły, kosy, noże, sznury oraz część w broń palną. Jeden z dowódców UPA, Iwan Żuk z Wygranki, był ze swoim 14-letnim synem. Podczas rzezi większość ofiar torturowano, okaleczano, masowo gwałcono kobiety. Dzieci były przywiązywane za rączki do drzew i rozrywane, wrzucane żywcem do studni itp. Zakopywano rannych, jeszcze żywych. Ustalono 260 ofiar. Wieś została obrabowana i spalona, włącznie z kaplicą. „Po dwóch miesiącach mój ojciec ze swoim bratem i szwagrem oraz jeszcze paru mężczyzn, pojechali do Horochowa, a stamtąd do Zagaj. To co zapamiętałam, jak opowiadał ojciec, to było straszne – wioska częściowo była spalona, studnie wszystkie zapełnione dziećmi, moje dwie siostry były wrzucone do studni u sąsiadów, ojciec poznał je po sukienkach. /.../ Po 51 latach stanęłam ponownie na mojej rodzinnej ziemi. Uciekałam jako 8-letnie dziecko, a wróciłam 59-letnią kobietą, zmęczoną życiem, strasznymi przeżyciami i nieszczęściami. Z mojej wsi Zagaje nic nie pozostało, po jednej stronie drogi rosły buraki, a po drugiej – skoszona trawa. Była to wioska z pięknymi sadami, 50 gospodarstw zniknęło. Na ten widok dostałam szoku, szłam tą drogą, zapalałam znicze co kilka metrów po jednej i po drugiej stronie, krzyczałam z rozpaczy i bólu, dlaczego to się stało? i za co takie okrucieństwo? co winne te dzieci, kobiety, starcy? /.../ Ukraino, oskarżam cię o ludobójstwo, nigdy nie będziesz szczęśliwym narodem, z tą hańbą będziesz żyć na wieki” (Stanisława Mogielnicka z d. Ziemiańska; w: Siemaszko..., s. 1125). We wsi znajdował się kaplica z 1910 roku należąca do parafii Drużkopol. Została ona zaatakowana przez upowców podczas nabożeństwa a następnie spalona. Liczba Polaków zamordowanych w kaplicy nie została ustalona (za: www.wikipedia.org/w/index.php?title=Wik ... d=24260048 ). Mordu w kaplicy nie odnotowali W. i E. Siemaszko.
We wsi Zahorów Stary pow. Horochów Ukraińcy zamordowali ponad 70 Polaków, kilkanaście rodzin.
We wsi Zajęczyce pow. Horochów wyrąbali siekierami kilka rodzin polskich, około 25 osób.
W kol. Złoczowiecka pow. Dubno zamordowali po torturach 15 Polaków. Ukraińcy z sąsiedniej wsi Złoczówka podpalili polskie zagrody. Uciekających Polaków chwytali i torturowali, ucinając różne części ciała, pozbawiając oczu, a potem okaleczonych wrzucali do płonących domów, m.in. 5-osobową rodzinę Klimowiczów z 2 synami i córką. Krzykom mordowanych towarzyszyło bicie w bębny, dźwięki piszczałek i skrzypiec, na których grali przyglądający się ukraińscy chłopi.
We wsi Złoczówka pow. Dubno zamordowali 38 Polaków (w tym całe rodziny), który po ucieczce po rzezi w maju, wrócili po żywność oraz 1 Ukraińca.
We wsi Żurawiec pow. Horochów upowcy od maja rekwirują żywność. 12 lipca 8 Polaków wywieźli do lasu, rozebrali do naga i wymordowali, w tym dwoje małych dzieci. W następnych dniach dokonują kolejnych morderstw.

- 1944 roku:
We wsi Borownica pow. Dobromil dwaj banderowcy weszli na plebanię i zastrzelili ks. Józefa Kopcia.

- 1945 roku:
W miasteczku Bircza pow. Przemyśl upowcy zamordowali 1 Polaka.

- 1946 roku:
We wsi Załuż pow. Sanok uprowadzili 20-letniego Polaka, milicjanta, który zaginął bez wieści.

Przed 13 lipcem

- 1943 roku:
Na drodze między wsiami Maślanka i Użyniec pow. Dubno upowcy zamordowali 2 Polki: matkę z córką.

W nocy z 12 na 13 lipca

- 1943 roku:
We wsi Dominopol pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wyłapali kilkudziesięciu uciekających z tej wsi i wsi okolicznych Polaków przywożąc ich z lewego brzegu rzeki Turia i tutaj wymordowali. „Noc z 12 na 13 lipca ja i mój brat Kazimierz spędziliśmy w zbożu, w wysokim życie, które w tym roku wyjątkowo pięknie obrodziło. W środku nocy, znowu posłyszeliśmy jadących w stronę Dominopola, tym razem na własne oczy zobaczyłem ludzi wiezionych w stronę wybitej wsi. Tym razem to była bardzo znana i lubiana w naszych stronach grupa polskich muzykantów, którzy w większości wywodzili się z jednej rodziny polskiej, o nazwisku Struś. Ukraińcy gdzieś ich dorwali, wsadzili na furmankę i kazali sobie grać po drodze do Lasu Świnarzyńskiego. Od tej chwili wszelki słuch po nich zaginął, jestem prawie pewien, że zostali skrytobójczo i okrutnie zamordowani, może nawet jeszcze tej samej nocy (Antoni Sienkiewicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).
W kol. Zofiówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 7 Polaków, którzy nie wyjechali stąd wcześniej. w tym ojca z 16-letnią córką a jego teściów spalili w stodole.

13 lipca

- 1943 roku:
W kol. Czestny Krest pow. Włodzimierz Wołyński upowcy siekierami i innymi narzędziami zamordowali co najmniej 16 Polaków.
W kol. Dmitrówka pow. Horochów zamordowali co najmniej 6 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę z córkami lat 18 i 20. Losy pozostałych Polaków nie są znane, kolonia została spalona.
W kolonii Fundum pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich
W osadzie Fundum pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali osadników polskich, których Sowieci nie deportowali na Sybir, znana jest imiennie tylko 3-osobowa rodzina zamordowana i spalona.
W kol. Horochówka pow. Horochów w drugim dniu napadów Ukraińcy zamordowali około 20 Polaków, głownie starców i dzieci.
W kol. Jasionówka pow. Horochów w drugim dniu napadów zamordowali kilku Polaków.
W kol. Józefin pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 20 Polaków, którzy nie uciekli wcześniej, od 2-miesięcznej dziewczynki po starców.
We wsi Koniuchy pow. Horochów został podstępnie wywołany z domu i zamordowany przez banderowców gajowy Paweł Wagner ur. 1905 r. Pracował w lasach Tadeusza hr. Czackiego. Przed pogromem UPA schronił się u rodziny we wsi lub w majątku Białopol pow. Horochów. Pochowany w Koniuchach. (Edward Orłowski..., jw.).
W kol. Ludwikówka pow. Dubno Ukraińcy nie mogąc zniszczyć tej polskiej kolonii donieśli Niemcom, że są tu Żydzi i partyzanci sowieccy, w wyniku czego nastąpiła pacyfikacja kolonii z udziałem Niemców (SS i własowcy) i policji ukraińskiej, w której zginęło 172 Polaków, w tym 75 chłopców i mężczyzn spalonych żywcem. „Proszę o zgłoszenie do listy ofiar egzekucji w kolonii Ludwikówka 13.07.1943 brata mojej mamy - Feliksa Kucharskiego, mieszkańca miejscowości Młynów, powiat Dubno. W chwili śmierci miał on 26 lat. W dniu pacyfikacji przyjechał do Ludwikówki wozem konnym, wysłany tam w celu przewiezienia robotników z Młynowa do Ludwikówki na polecenie niemieckiego gospodarza, u którego był zmuszony pracować. Na miejscu trwało już spędzanie ofiar, Mimo iż wujek posiadał dokumenty stwierdzające tożsamość, nie pozwolono mu odjechać, uznając za prawdę słowa nieznanego nam z nazwiska Ukraińca, który utrzymywał, iż Feliks jest inną osobą, i wskazał przypadkowego człowieka. Wujek zamordowany został 13 lipca 1943 r. wraz z innymi ofiarami i spalony w stodole. Do Młynowa zamiast Feliksa Kucharskiego powrócił wozem inny człowiek. Ktoś z Ludwikówki przypadkowo przeżył. Rodzina Feliksa - ojciec, matka i siostra rozpoznali konie oraz wóz. Podnieśli alarm, że zamiast Feliksa wrócił ktoś inny. Niemiec - gospodarz również poświadczył, że osoba, która wróciła z Ludwikówki, nie jest Feliksem Kucharskim. Ojciec zamordowanego Feliksa, a mój dziadek Stanisław Kucharski, udał się do Ludwikówki, aby odszukać syna wśród ofiar. Znalazł jego nadpalone zwłoki wśród innych na zgliszczach stodoły. Rozpoznał go po ocalałym fragmencie chusteczki do nosa z inicjałami FK, którą Feliks miał w kieszeni, w chwili śmierci leżał na boku. Wujek pochowany został wraz z ludźmi, z którymi zginął we wspólnej mogile. Feliks Kucharski służbę wojskową odbył w Pułku Ułanów Wołyńskich (niestety, nie znam numeru pułku). W relacji rodziny zapamiętany został, jako człowiek szlachetny i dobry. Był miłośnikiem i znawcą koni. Osierocił córeczkę Irenę Kucharską, która niedługo potem zmarła na zapalenie płuc. Żona jego Anastazja, z pochodzenia Ukrainka, po śmierci męża przestała utrzymywać kontakt z naszą rodziną. Feliks Kucharski był synem Stanisława Kucharskiego oraz Marianny Kucharskiej z domu Sierpina, mieszkającymi przed repatriacją w Młynowie. Żyjącymi krewnymi zmarłego w linii prostej jesteśmy: ja oraz siostra Elżbieta, córki młodszej siostry Feliksa - Stanisławy Michałek z domu Kucharskiej”. (Mirosława Socha; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo ... icy_2.html ).
We wsi Łudzin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 11 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę oraz 4-osobową rodzinę polsko-ukraińską.
We wsi i kol. Malin pow. Dubno policjanci ukraińscy z oddziałem esesmanów dokonali pacyfikacji wsi za pobyt sowieckich partyzantów gen. Sidora Kowpaka; żywcem spalili 378 Czechów i 26 Polaków oraz rozstrzelali 132 Ukraińców.
We wsi Moniatycze pow. Hrubieszów miejscowi policjanci ukraińscy zamordowali 22-letniego Polaka, uciekiniera z Wołynia.
We wsi Nowy Oseredek pow. Włodzimierz Wołyński: „Stanisław Burliński lat ok. 26, brał udział w Kampanii Wrześniowej 1939 r. i jako żołnierz polski dostał się do niemieckiej niewoli. Po pewnym czasie jakiś niemiecki Bawor zabrał go do siebie na gospodarstwo, aby pracował niewolniczo dla III Rzeszy. Ponieważ dobrze się sprawował Niemiec wystawił przepustkę, aby mógł na krótki czas wyjechać na Wołyń, na taki urlop do swojego domu. Tak więc od pewnego czasu przebywał już w swoim rodzinnym domu. I właśnie tego samego dnia 13 lipca, kiedy my przyjechaliśmy do naszego brata, po niego przyszli do domu Ukraińcy i zabrali go przemocą ze sobą do lasu. Od tej pory jak zwykle wszelki słuch już po nim zaginął, kolejna bardzo prawdopodobna ofiara banderowskich zbrodniarzy (Antoni Sienkiewicz, w: jw.). W. i E. Siemaszko na s. 929 piszą, że w marcu 1943 roku „został uprowadzony i zamordowany w lesie Stanisław Barliński (Borliński?), lat 32”.
W majątku Radowicze pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec zamordował 70-letniego Polaka, a jego zwłoki zakopane zostały w parku.
We wsi Radowicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską: matkę z 5 dzieci od 6-miesięcznego do lat 19.
We wsi Rzeczki pow. Równe “ukraińscy powstańcy” zamordowali 4-letniego polskiego chłopca Zygmunta Mendaluka, którego dwóch braci 3-letniego Franciszka i 5-letniego Bronisława zamordowali już 30 czerwca 1943 roku.
We wsi Sielec pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z okolicznych wsi zamordowali od 16 do 40 Polaków, m.in. Ukrainiec zamordował Polkę-akuszerkę, która odbierała go przy porodzie. Ofiarom zabrali dokumenty, którymi po wojnie posługiwali się w Polsce; zniszczyli też barokowy kościół z 1668 roku. Podczas napadu rodzinę Styczyńskich uratował Ukrainiec Juchno, a w tym czasie jego syn mordował w tejże wsi Polaków (Siemaszko..., s. 866 – 867). Kto jest bohaterem obecnej „samostijnej” Ukrainy – stary Ukrainiec Juchno ratujący rodzinę polską, czy jego syn, młody Juchno mordujący bezbronną ludność polską, w tym kobiety i dzieci?
W kol. Trystok pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 30 Polaków, w tym 14-osobową rodzinę, 7-osobową, dwie 4-osobowe i kobietę.
Koło osady wojskowej Wola Wilsona (Kniażyna) pow. Krzemieniec: „13.VII.43. Pod Wilsonową Wolą (=Kniażyniem) padł postrzelony ks. kanonik Murawiec prob. w Wisznowcu, w drodze do Netreby?” (Andrzej Biernat 23.11.2009 na podstawie zeszytów o. Tadeusza Chrobaka; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko, na s. 438 – 439 opisując Wolę Wilsona nie wymieniają tego mordu.
We wsi Wyszatyce pow. Przemyśl policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polaków, którzy uciekli z transportu do Oświęcimia.
We wsi Zaturze pow. Horochów następuje mord 5 rodzin polskich mieszkających na obrzeżach wsi, 33 Polaków. Od 11 lipca ściągają tutaj niedobitki z rzezi okolicznych wsi, furmankami, pieszo, często ludzie są półnadzy. Zaczyna brakować żywności i wody. 15 i 28 lipca upowcy zamordowali tutaj dwie 22-letnie polskie dziewczyny

- 1944 roku:
W mieście Dolina woj. stanisławowskie banderowcy zamordowali 40 Polaków, w tym w dzielnicy Odenica 4-osobową rodzinę; uprowadzili ojca z synem (Leśkiewiczów) do lasu, tam obcięli im genitalia i języki (Siekierka..., s. 20; stanisławowskie).
We wsi Lipowiec pow. Dolina uprowadzili 1 Polaka, który zaginął.

- 1947 roku:
We wsi Horyniec pow. Lubaczów Ukraińcy zmordowali 1 Polaka.

W nocy z 13 na 14 lipca

- 1944 roku:
We wsi Husaków pow. Mościska na plebanię napadła banda UPA, która splądrowała budynek, a następnie związała i uprowadziła proboszcza ks. Marcelego Zmorę. „Z relacji naocznych świadków wynika, że banderowcy skrępowanego kapłana, ubranego jedynie w nocną koszulę, wrzucili na furmankę, na której znajdował się zagrabiony z plebanii dobytek i odjechali. Przez kolejne dni przetrzymywali go w Miżyńcu, w jednym z domów zajmowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Zarzucali mu prowadzenie działalności szpiegowskiej oraz przenoszenie amunicji dla polskich partyzantów. Chcąc wymusić zeznania katowali swoją ofiarę, a także przymuszali do wypisywania po polsku fałszywych metryk. Kapłan nie dał się złamać” (ks. Witold Jedynak; w: http://www.niedziela.pl/artykul/102432/ ... l-wiernych). Został zamordowany 19 lipca, nie jest znane miejsce pochowania ciała.
We wsi Sokołówka pow. Złoczów banderowcy zamordowali 10 młodych Polaków (Kubów..., jw.).

14 lipca

- 1943 roku:
W futorze Babie pow. Krzemieniec ukraińscy “powstańcy” zamordowali pod lasem 6-osobową rodzinę polsko-ukraińską, w tym córki lat: 13, 16, 18 i 23.
We wsi Błażenik pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 30 Polaków.
W kol. Horochówka pow. Horochów w trzecim dniu obław i polowań na polską ludność zamordowali co najmniej 15 Polaków.
We wsi Kołodno (Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko) pow. Krzemieniec około godz. 14 do wsi wjechało 300 ukraińskich “powstańców” na 50 furmankach i dokonało rzezi co najmniej 516 Polaków. Przez parę godzin dom po domu torturowali, gwałcili i rąbali ofiary siekierami „od niemowlęcia po starca” w tym „konflikcie polsko-ukraińskim”. Ciała wrzucali do studni bądź grzebali na miejscu zbrodni. Kowalowi ścięli głowę kosą, jego żonie (lat 31) ucięli język i piersi, ich córkę 5-letnią rozdarli na pół. Jedna grupa Polaków, w której była Janina Sadowska, szła do Zbaraża nocą na czworakach. Ukraińcy świętowali rzeź, śpiewali, sypali pamiątkowy kopiec. Do rzezi zachęcał pop prawosławny, a jego syn dowodził jedną z band UPA. Ukraińcy zniszczyli pałac i kościół sprzed 1789 roku. Wśród napastników rozpoznano braci Michała i Antoniego Adamczuków, mieszkających po wojnie w Polsce. Mieszkała tutaj także łączniczka UPA Katarzyna Adamczuk (Siemaszko..., s. 437).
We wsi Ławrów pow. Łuck zamordowali bagnetami 9 Polaków, a ciała wrzucili do studni, w tym 7-osobową rodzinę z 5 dzieci w wieku od 5-miesięcznego do lat 12.
W kol. Niedźwiedzie Jamy pow. Horochów zamordowali 2 Polaków: matkę z dzieckiem.
We wsi Rzeszniówka pow. Krzemieniec wymordowali ludność polską, kilkanaście rodzin.
We wsi Wiktorówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich, wiadomo o 2 rodzinach 5-osobowych (2 mężczyzn, 2 kobiety, 6 dzieci).
We wsi Zarudzie pow. Krzemieniec zamordowali kilka rodzin polskich, co najmniej 25 Polaków.
We wsi Zaturce pow. Horochów zamordowali 1 Polaka.

14 lipca 1943 roku premierem RP został Stanisław Mikołajczyk.

- 1944 roku:
W leśniczówce Kuźmina pow. Dobromil został zamordowany z synem w lesie przez UPA gajowy Jan Januszczak (Edward Orłowski, w: jw.).
We wsi Łany pow. Bóbrka banderowcy zamordowali 10 Polaków.
We wsi Rudka pow. Jarosław policjanci ukraińscy zamordowali 3 młodych Polaków, partyzantów AK
We wsi Stefkowa pow. Lesko banderowcy zamordowali 3 Polaków.

W nocy z 14 na 15 lipca

- 1944 roku:
We wsi Sokołówka pow. Złoczów banderowcy wspólnie z policjantami ukraińskimi zamordowali co najmniej 21 Polaków, w tym 10 młodych chłopców.

- 1946 roku:
We wsi Wołkowyja pow. Lesko (Bieszczady) ukraińscy powstańcy zamordowali 32 Polaków a 4 uprowadzonych zaginęło bez wieści. „Wybrane osoby wiązano i żywcem wrzucano w ogień, niektórym „humanitarnie” podcinano wpierw żyły” (G. Motyka..., s. 376; Tak było w Bieszczadach). „Około godz. 24oo oddziały UPA zaatakowały Wołkowyję. W wiosce stacjonował korpus Wojsk Ochrony Pogranicza oraz znajdował się Posterunek MO. Ponadto przebywało tu wielu mieszkańców sąsiednich wiosek, wcześniej zaatakowanych przez nacjonalistów ukraińskich. Dwie grupy uderzyły na obiekty zajmowane przez wojsko i milicję, zaś trzecia zaczęła palić domy i zabijać mieszkańców narodowości polskiej. Od kul zginęli Franciszek P., Franciszek W., Stanisław F., Józef S., Jan P., Józef M., Michał F., Aleksandra Sz., Franciszek Sz., oficer Wojska Polskiego o nazwisku I. i jeden żołnierz. Ze szczególnym okrucieństwem sprawcy pozbawili życia: Stefanię P. – poprzez zakłucie bagnetem, Aleksandra W. – wykrojone nożem serce, ściągnięta z nadgarstków skóra, Antoniego P. – przebicie twarzy bagnetem, Franciszka J.– cios w skroń i poderżnięcie nożem gardła. Trzech nieustalonych z imienia i nazwiska żołnierzy zostało ciężko rannych. Nacjonaliści ukraińscy usiłowali dokonać zabójstwa Ludwika W. i mężczyzny o nazwisku K., ale na skutek zacięcia broni udało im się zbiec. W czasie trwającej do godz. 15oo walki, sprawcy spalili ok. 80 budynków mieszkalnych i gospodarczych wraz z dobytkiem należących do ludności polskiej. Śledztwo umorzono 27 sierpnia 2007 r. wobec niewykrycia sprawców czynu „ (IPN Rzeszów, sygn. akt S 69/07/Zi).

15 lipca

- 1941 roku:
W miasteczku Kostopol (Wołyń) grupy marszowe (pochidne) OUN Stepana Bandery wymordowały około 150 osób, Polaków i Żydów – w tym było 50 Polaków. Obecnie znajduje się tam tablica upamiętniająca tylko rozstrzelanie Żydów.
We wsi Zazule – Kozaki pow. Złoczów Ukraińcy zamordowali Karola Stojanowskiego i Władysława Stojanowskiego. Bogusław Mykietów, powołując się na księgę metrykalną LMZ – Liber Mortuorum Zazule – Księga zmarłych Zazule – od lutego 1930 roku do września 1944 roku podaje: „Wszystkich wpisów w księdze dokonał Michał Krall, proboszcz parafii Zazule Kozaki. /.../ Od 1 do 15 lipca 1941 roku według zapisów księgi zabito (occisus)- 3 Stojanowskich – Jana 1 lipca 1941, Karola i Władysława 15 lipca 1941 roku (Bolesław Mykietów: e-mail do autora opracowania z 9 czerwca 2009 r.). „Karol Stojanowski – ur. w 1913 roku w Kozakach koło Złoczowa, przed wojną zawodowy wojskowy, zamordowany 15.07.1941 w okolicach Złoczowa /.../ przez kolegów z wioski, Ukraińców. Koledzy Ukraińcy przyszli po niego, wywołali z domu. Byli to: Mycko i Diduszok z bandy Krawczuka z Zazul. Ciało znaleziono 2 tygodnie później w okopach koło Złoczowa. Karol miał połamane, wykręcone i związane z tyłu ręce i wydłubane oczy. Pogrzeb odbył się dopiero 29 lipca 1941 roku, jak znaleziono ciało” (Bolesław Mykietów: e-mail do autora opracowania z 19 listopada 2009 r.). „...jeden z oprawców Karola przyjechał do Polski po wojnie i osiedlił się. I chyba stał się kimś ważnym, może w UB albo w PPR (Bolesław Mykietów: e-mail do autora opracowania z 14 czerwca 2009 r.). „Co do Cymbaja i Czarnodolskiego – to niedawno usłyszałem od żyjącego mieszkańca dawnych Kozaków, że byli oni w UPA i dostali rozkaz zabicia księdza i Romańskiego (chyba Kazimierza, dziedzica ze wsi Łuki, który mieszkał u księdza na Kozakach). I nie wykonali rozkazu i za to zostali na pokaz zamordowani (Bolesław Mykietów: e-mail do autora opracowania z dnia 9 czerwca 2009 r.). H. Komański, Sz. Siekierka..., na s. 514 – 515 (tarnopolskie) podają: „Na początku lipca 1940 r., we wsi Kozaki został zamordowany: Stojanowski Karol. Również w 1940 r., w sąsiedniej wiosce Monastyrku, został zamordowany: Stojanowski Władysław. 22 kwietnia 1941r. zostali zamordowani: Cymbaj..., lat 13; Czarnodolski Władysław, lat 13”.

- 1942 roku:
W nadleśnictwie Oleszyce pow. Lubaczów zamordowany został przez nacjonalistów ukraińskich Dobrowolski Lesław praktykant leśny.
We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów aresztowany został przez Niemców na podstawie list proskrypcyjnych sporządzonych przez Ukraińców i zamordowany z grupą osób Puchalski (Podzialski) Kazimierz gajowy (Orłowski..., jw.).

- 1943 roku:
We wsi Aleksandrówka pow. Kowel: „Konstanty Jeżyński, 17-letni chłopak, mieszka z rodziną we wsi Aleksandrówka. Do szkoły chodzi razem z kolegami Ukraińcami. Pewnego razu Konstanty stoi z kolegami w cerkwi. Słucha przemówienia popa. „Bracia chrystijany Ukraińcy, waszym obowiązkiem jest rżnąć Polaków, a będzie niepodległa Ukraina. I na tę rzeź was błogosławię”, słyszy. Biegnie do domu. Opowiada o wszystkim rodzicom i sąsiadom. We wsi nastaje poruszenie. 15 lipca 1943 roku członkowie UPA wyżynają całe wsie polskie w okolicach Łucka. „Bratu mojemu zawiązali drut kolczasty wokół szyi, przywiązali do siodła końskiego i tak powlekli do pobliskiego lasu”, opowiada. Sąsiadka Konstantego zostaje zamordowana przez swojego męża Ukraińca, a wraz z nią ich dzieci. Tylko dlatego, że była Polką” (www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl).W 1943 r. (miałam wówczas dziesięć lat) nasza wieś Aleksandrówka na Wołyniu boleśnie doświadczyła kilku napadów rezunów ukraińskich wywodzących się z naszych i sąsiednich wiosek. Najtragiczniejszy z nich miał miejsce 15 lipca około godziny 9 wieczorem./…/ Pamiętam dokładnie, jak moi rodzice podeszli do nas, do czwórki dzieci, mówiąc, że banda jest bardzo blisko i musimy uciekać z wioski. Zrozpaczeni, w pośpiechu pożegnali się z nami. Ojciec do przygotowanych przez mamę węzełków włożył nam na drogę /zamiast pieniędzy, którym w domu ograbionym przez wojnę nie było/ po butelce bimbru mówiąc, że gdy będziemy głodne, to ktoś da nam za niego kromkę chleba, lub talerz gorącej strawy. Rozbiegliśmy się w różne strony. Gdy dobiegłam do pszenicznego zagonu, padł strzał i poczułam straszny ból w nodze. Karabinowa kula przeszła przez stopę. Porażona postrzałem upadłam i zaczęłam się czołgać przez zboże do najbliższej wysokiej miedzy, pod którą wygrzebałam jamę i w niej przeleżałam do świtu. Do poranka słychać było odgłosy strzelaniny i przerażające krzyki męczonych i mordowanych ludzi. Noga coraz gorzej bolała. Byłam bliska omdlenia. Wtedy przypomniałam sobie o wódce w węzełku. Z koszuli, nasączonej alkoholem, zrobiłam sobie opatrunek. Ziemię, która leżała obok wygrzebanej jamy rozsypałam garściami po zbożu, aby nikt nie mógł domyśleć się, że pod miedzą ktoś jest. Mijały dzień po dniu, wyczerpał się skromny zapas żywności i głód oraz pragnienie zaczęły mi coraz bardziej dokuczać. Za napój służył mi bimber, a jedzeniem były ziarna wyłuskane z kłosów zbóż. Po tygodniu, w niedziele czy poniedziałek - nie pamiętam dokładnie - usłyszałam we wsi jakieś odgłosy. Po chwili rozpoznałam głos Ukrainki - Ulany Sidor, naszej sąsiadki, z którą rodzice moi dobrze żyli, a ja nawet nazywałam "ciocią". Głodna i obolała odważyłam się pójść do niej, ale nie mogłam stanąć na zranioną nogę, która mocno spuchła i bardzo mnie bolała. Z trudem doczołgałam się na pobliskie podwórze, na którym była owa "ciocia" i ze łzami w oczach zaczęłam ją prosić o kawałek chleba. Ona groźnie popatrzyła na mnie i z nienawiścią w oczach na cały głos wyrzuciła z siebie: "Ty, polska mordo, jeszcze żyjesz?!” Następnie chwyciła za stojącą przy ścianie motykę. Ze strachu nie czułam bólu okaleczonej nogi, tylko poderwałam się i zaczęłam uciekać. Mściwa Ukrainka, goniąc za mną, zgubiła mój ślad. Chyba myślała, że uciekłam na drogę, a ja, klucząc między zabudowaniami, powróciłam do swojej kryjówki w zbożu pod miedzą. Noga bardzo opuchła i tak bolała, że nie mogłam się ruszyć. Pod opuchlizną w ogóle nie było widać stopy. Żywiłam się tylko ziarnami zboża i - stale się modląc tak, jak nauczyła mnie mama - coraz częściej myślałam o śmierci. Najprawdopodobniej po jedenastu dniach Ukraińcy postanowili zrobić porządek po tym napadzie, gdyż dookoła unosił się niesamowity fetor rozkładających się ciał. Szli więc od podwórza do podwórza, dróżkami i po zbożach, a gdy znaleźli jakiegoś nieboszczyka, to go zakopywali na miejscu. Prześladowcy byli coraz bliżej mnie, a ja przerażona nie wiedziałam co mam robić i w tym momencie usłyszałam nad sobą głos jednego z Ukraińców, z którym moi rodzice też zawsze żyli w sąsiedzkiej zgodzie. Nazywał się on Harasym Łukajczuk. Szedł wolno i dyskretnie mówił do mnie: "Nie ruszaj się stąd, może cię nie zauważą. Wieczorem przyjdę po ciebie. Twój brat jest już u mnie." Poszedł dalej, a ja miałam szczęście, bo nikt więcej nie zbliżał się do mojej kryjówki. Wieczorem Łukajczuk, tak jak obiecał, przyszedł do mnie. Wsadził mnie w worek, zarzucił na plecy i zaniósł do swojego domu. W izbie obejrzał postrzeloną nogę. Była bardzo opuchnięta i cała czerwona. Po namyśle orzekł, że nie można zwlekać, tylko trzeba jechać do szpitala, do Kowla. Ukrainiec Łukajczuk obwiązał mi twarz chustką i włożył mnie do tzw. maniaka, z którego karmi się konie w czasie postoju. Następnie przysypał mnie obrokiem i położył na wóz. Natomiast mego ukrywanego brata Stanisława, który był ranny w brodę w czasie ucieczki przed rezunami, posadził obok siebie i ruszyliśmy w drogę. Gdy dojechaliśmy do Lasu Świniarzyńskiego, wyskoczyli z zarośli bandyci i zaczęli wypytywać woźnicę, gdzie i po co jedzie. Nasz wybawca, Harasym Łukajczuk wytłumaczył im, że wiezie bardzo chorego syna do lekarza i wskazał na mojego brata. Rezuni dali mu wiarę i pozwolili nam odjechać. Tak dotarliśmy szczęśliwie do Kowla, gdzie przyjęto nas do zatłoczonego szpitala, a mnie zrobiono operację. Brat wyzdrowiał wcześniej i wypisano go z leczenia, ja zostałam dłużej. Po około 20 dniach przyszła do mnie w odwiedziny mama, o której od dawna nic nie wiedziałam. Niestety, mama nie mogła być przy mnie dłużej, bo zostawiła ojca i rodzeństwo ukryte w lesie, w pobliżu naszego domu. Pewnego dnia lekarz oznajmił, że z nogi nic nie będzie, bo się nie goi i trzeba będzie ją uciąć. Strasznie się rozpłakałam, ale cóż mogłam zrobić. Tego samego dnia przyszedł do szpitala mój wybawca - Łukajczuk. Wiadomość, którą mi przekazał, całkiem mnie dobiła. Moi rodzice oraz brat i siostra zostali w sposób bestialski zamordowani. Rodzice świadomi faktu, że ze wszystkimi Ukraińcami zawsze żyli w wyjątkowej zgodzie i z nikim nie mieli żadnych zatargów, opuścili las i wrócili do wioski. Jeszcze tego samego dnia (29 sierpnia 1943 – S. Ż.) miejscowi rezuni otoczyli nasz dom, włamali się do środka i najpierw bagnetami zakłuli moją 11-letnią siostrę Irenę. Później zaczęli znęcać się nad mamą. Ojciec wyrwał się z łap oprawców i stanął w jej obronie. Wówczas jeden z Ukraińców zastrzelił go. Następnie długo pastwili się nad 13-letnim bratem Henrykiem, zanim wyzionął ducha. Wszystkich pochowano na kukurzysku po spalonej stodole”. (Leokadia Skowrońska; relację spisał i opracował Paweł Wira - "Biuletyn" Nr 5). W. i E. Siemaszko, na s. 338, datują napad na noc z 15 na 16 lipca 1943 roku oraz podają, że zginęło wówczas kilkunaście polskich rodzin.
W kol. Apolonia pow. Łuck upowcy zabili 5-osobową rodzinę polską.
We wsi Bodiaki pow. Krzemieniec zamordowali około 30 Polaków.
We wsi Czajczyńce pow. Krzemieniec zamordowali 60 Polaków, większość zwłok spalili z domami.
W kol. Dąbrowa koło Woronczyna pow. Horochów zamordowali kilka polskich rodzin.
W osadzie Ferma pow. Horochów zamordowali 9 polskich rodzin.
W kol. Janina pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane są 2 rodziny liczące 8 osób.
W osadzie (kolonii) Kielecka pow. Horochów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali 53 Polaków. Po gwałtach i torturach, ofiary zabijali widłami, siekierami, bagnetami. Stefanowi Urbańczykowi wbili w usta pręt i dobili kolbą karabinu. Kowala Czesława Deca, który usiłował nie dopuścić do zgwałcenia córki, zakłuli w kuźni rozpalonymi prętami i bagnetami, jego żonę i dwie córki także zamordowali. Rodzinę Pożogów z synami lat 12 i 14 zarąbali siekierami (Siemaszko..., s. 159).
We wsi Kowbań pow. Horochów upowcy zamordowali ponad 70 Polaków. Na początku lipca Polacy chcieli uciekać, ale Ukraińcy uspokajali ich „was nichto ne trone”. 15 lipca o godz. 16 otoczyli wieś. Polacy pobiegli pod figurę - krzyż modlić się. Tam zostali ostrzelani, rannych dobijano kolbami karabinów i siekierami. Wśród ofiar był dr Będkowski, który przez 20 lat bezpłatnie leczył okoliczną ludność ukraińską.
W kol. Kurhan pow. Łuck podczas napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę osób, była to kolonia polska. Rodzinę Soroczyńskich ukrył Ukrainiec Hryć Kuczeruk i przeprowadził do wsi Berezołupy. Jego syn Bartosz i córka Nina brali w tym czasie udział w mordowaniu ludności polskiej w osadzie Kielecka (Siemaszko..., s. 633).
We wsi Maniów pow. Krzemieniec zamordowali 60 Polaków.
We wsi Markowicze pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską z 4 dzieci.
We wsi Smyków pow. Dubno zamordowali 3-osobową rodzinę polską z 10-letnim synem.
W mieście Stary Skałat woj. tarnopolskie: ”15.VII.1943. Stary Skałat. Banda ukr. napadła na szkołę polską skąd uprowadziła w pole nauczyciela Kapuścińskiego, który zaginął bez śladu” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k.170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tego morderstwa.
W kol. Wielick pow. Kowel Ukraińcy zamordowali około 15 Polaków oraz rodzinę żydowską, którą ukrywali Polacy.
We wsi Woronczyn pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich, imienne znanych jest tylko 13 ofiar. „Nadszedł dzień 15 lipca 1943. Był to dzień bardzo piękny. Słoneczko przygrzewało dość mocno. Mama (Marianna Zdzymira) piekła chleb, Tata (Wincenty Zdzymira) poszedł do szewca po buty. Sąsiad Ukrainiec przyszedł pożyczyć konia. Uwiązał go przy swoim płocie. Nic nim nie robił. Pożyczył go po to, abyśmy nie mogli wyjechać ze wsi. Ja z dziadkiem poszłam do gospodarstwa stryjka (Władysława Zdzymiry), aby wydoić krowy. Tego dnia rano stryjek z rodziną wyjechał. To właśnie podczas dojenia usłyszeliśmy pierwsze strzały. Było to około godziny 13-14-tej. Dziadek zawołał: „Uciekajmy, bo nas zabiją!”. Uciekliśmy w zboże, ale i tak byliśmy zbyt blisko wsi i domu. Dziadek się obawiał, że jak podpalą dom, „to nas upieką”. Poszliśmy zatem dalej w żyto sąsiada, który nazywał się Mańko. Kiedy my, przestraszeni siedzieliśmy w życie, we wsi rozpętało się piekło. Żadne słowa nie opowiedzą i nie oddadzą grozy tamtych godzin. Strzelanina była straszna. Towarzyszyło jej ryczenie krów, beczenie owiec, psy przejmująco wyły, kury, kaczki robiły przeraźliwy hałas. Jednak przez ten jazgot przebijały się najwyraźniej strzały. Kiedy padał kolejny żegnaliśmy z dziadkiem Kogoś, kogo dopadła kula. Mógł to być Każdy kogo znaliśmy. We wsi została przecież moja mama i rodzeństwo. Bałam się okropnie. Siedzieliśmy skuleni, aż tu nagle słychać rozmowę. Powolutku podniosłam głowę. Zobaczyłam białego konia, na którym siedział Ukrainiec. Przez pierś miał przewieszony karabin. Prowadził przywiązaną do siodła kobietę (podkr. – S.Ż.). Była to nasza sąsiadka Krzeszczykowa” (Stanisława Jędrzejczak; w: Biuletyn Informacyjny 27 Dywizji Wołyńskiej AK, nr 1 z 2000 r.). Nie mniej tragiczne są dalsze przeżycia autorki, mającej wówczas 15 lat. Losu uprowadzonej „w jasyr” polskiej kobiety można domyśleć się, był gorszy od losu branek tatarskich, a działo się to w połowie XX wieku.
We wsi Zaborol pow. Łuck upowcy zaatakowali konwój uciekających Polaków z Antonówki Szepelskiej do Łucka: 15 wozów z 64 osobami, głównie kobietami i dziećmi. Zamordowali 54 osoby, w walce zginęło 2 członków samoobrony z Antonówki przybyłej na pomoc a 10 zostało rannych. M.in. małego chłopca Bolesława Czerniaka przybili do ziemi drewnianym kołkiem przez brzuch, Kazimierzowi Urbańskiemu wydłubali oko i wlekli za koniem zawiązawszy na szyi drut kolczasty. Ciała innych pocięte były nożami, zmasakrowane, z wyłupanymi oczami, powiązane drutem kolczastym. Na terenie wsi zamordowali 14-letniego chłopca i 16-letnią dziewczynę. „Bratu mojemu ryzuny wydłubali jedno oko i kazali uciekać, następnie na koniec ryzun dogonił koniem, zawiązał drut kolczasty wokół szyi, przywiązał do siodła końskiego i tak powlókł do pobliskiego lasu” (Siemaszko..., s. 567, 1183).
We wsi Zaturce pow. Horochów zamordowali 22-letnią Polkę.
W kol. Żurawiec pow. Horochów zamordowali 29 Polaków, w tym 20 osób spalili żywcem w stodole, całe rodziny.
We wsi Żurawiec pow. Horochów zamordowali 2 Polaków.

- 1944 roku:
We wsi Dąbrowa pow. Lubaczów upowcy zamordowali 2 Polaków
We wsi Nowa Grobla pow. Jarosław zamordowali 4 Polaków
We wsi Polanka pow. Jarosław uprowadzili 4 Polaków, których zamordowali w lesie koło wsi Kozaki, w tym gajowego Józefa Serafina i jego dwóch synów.

- 1945 roku:
We wsi Zapałów pow. Jarosław upowcy zamordowali 6 Polaków. Inni: zamordowani zostali: Józef Serafin i Walenty Skrzypek.

- 1946 roku:
We wsi Wołkowyja pow. Lesko (Bieszczady) upowcy zamordowali Polkę, Rozalię Pacławską, lat 21. We wsi Zapałów pow. Jarosław zamordowani zostali 2 Polacy: Jan Dudek i Piotr Małek.

W nocy z 15 na 16 lipca

- 1943 roku:
W kol. Aleksandrówka pow. Kowel ukraińscy “partyzanci”, w tym miejscowi, dokonali rzezi kilkunastu rodzin polskich, co najmniej 80 osób. „Napastnicy uzbrojeni w broń palną, kosy z ostrzem na sztorc, widły, siekiery itp. narzędzia, wracali z napadu na Woronczyn pow. Horochów. Część ofiar była spędzona w jedno miejsce pod figurę, gdzie najpierw musiały wykopać sobie dół. Mordowano strzelając z broni palnej, rąbiąc siekierami i innymi narzędziami. Szczególnie pastwiono się nad dziećmi – najmniejsze utopiono w studniach, pozostałe wrzucono do lochu po ziemniakach i zasypano ziemią, część zabito kolbami karabinów. Pozostałe ofiary były mordowane w tych miejscach, w których zostały dopadnięte podczas ucieczki. /.../ Z mogiły w ogrodzie Dzięsławów na drogę spłynęła struga krwi. /.../ Upowcy rozbili w kawałki przydrożną figurę Matki Bożej (Siemaszko..., s. 338 – 339).
W majątku Pułhany pow. Horochów zamordowali około 15 Polaków. Po grabieży majątek spalili.
We wsi Pułhany pow. Horochów upowcy oraz miejscowi i okoliczni Ukraińcy zamordowali co najmniej 97 Polaków za pomocą różnych narzędzi, po torturach. W następnych dniach zamordowali jeszcze kilku Polaków, którym podczas rzezi udało się ukryć. Wcześniej Ukraińcy zabronili Polakom opuszczać wieś. Od początku lipca mają miejsce pojedyncze mordy, m.in. uprowadzona została i zamęczona 26-letnia dziewczyna. „Wartę” nad Polakami pełnili miejscowi młodzi Ukraińcy. 15 lipca do wsi weszły dwie upowskie bandy i na wystrzał dowódcy zaczęła się rzeź. Bestialskie gwałty i tortury trwały całą noc i cały następny dzień. „Ukraiński partyzant” zabił Stanisława Kolana i sześcioro jego wnucząt, dzieci Aleksandra, które najpierw zabijał nożem, a potem rozbijał główki siekierą. Z kolei Władysława Kolmana z żoną Heleną i pięciorgiem ich dzieci zamordowali sąsiedzi – Ukraińcy. „Zamordowanych i żyjących jeszcze ciężko rannych, którzy nie mogli uciec, grzebali na miejscu zbrodni miejscowi młodzi Ukraińcy” (Siemaszko..., s. 133).

- 1946 roku:
We wsi Bukowiec pow. Lesko upowcy zamordowali 1 Polaka.

W pierwszej połowie lipca

- 1943 roku:
We wsi i kolonii Antonówka pow. Horochów upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków; we wsi mieszkało kilka rodzin polskich, natomiast w kolonii w większości rodziny polskie.
We wsi i majątku Fusów pow. Horochów podczas napadu wymordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Holatyn Dolny pow. Horochów podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, w tej ukraińskiej wsi mieszkało kilka lub kilkanaście rodzin polskich.
We wsi Jankiewicze pow. Kostopol podczas napadu zamordowali nieznaną liczbę Polaków.
W kol. Janówka (Iwanówka) pow. Horochów podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. Wiadomo, że spalili żywcem trójkę dzieci Antoniego Szczepańskiego. Mieszkało tutaj kilkanaście rodzin polskich; ich domy zostały spalone.
W kol. Jasnobór pow. Kostopol wymordowali prawie wszystkie polskie rodziny, ilości ofiar nie ustalono.
W kol. Kołmaczówka pow. Horochów zamordowali bestialsko 35 Polaków. Ofiary miały poucinane nosy, języki, uszy, pozdzieraną skórę, rozprute brzuchy. Niemowlę z rozdeptaną główką, rączkami i nóżkami wyrwanymi i rozczapierzonymi, miało przypięty napis: „polski orzeł”. (Siemaszko..., s. 123).
We wsi Laszki pow. Horochów: „W pierwszej połowie lipca 1943 r. upowcy mordowali Polaków mieszkających we wsi i Polaków mieszkających i pracujących w majątku, których liczba jest nieznana. Prawdopodobnie zginęli wówczas m.in.: Władysław Czerkawski (Czerkaski ?) z żoną Wandą, z d. Komarnicka.” (Siemaszko..., s. 180).
We wsi Lipa pow. Horochów upowcy podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kolonii Lipszczyzna pow. Horochów zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kolonii Mytnica pow. Dubno podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Mytnica pow. Dubno podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, znane jest tylko 9 ofiar, w tym rodzice z 2 córkami oraz ojciec z 3 dzieci.
We wsi Ostrów pow. Dubno podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Pieczychwosty pow. Horochów zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Szpikołosy pow. Horochów zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Tesłuhów pow. Dubno podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

W połowie lipca

- 1943 roku:
W kol. Buda Hruszewska pow. Równe upowcy zamordowali 17 Polaków: 12 mężczyzn wpędzili do stodoły, powiązali im ręce i nogi drutem kolczastym i żywcem spalili, matkę z córką zamordowali na progu domu, jej dwie córki lat 16 i w zaawansowanej ciąży wrzucili do studni (Siemaszko..., s. 697).
W kol. Dębowa Góra pow. Sarny Ukraińcy zamordowali 65-letniego Polaka.
We wsi Kołodeże pow. Łuck zgromadzili kilka polskich rodzin przy studni w pobliżu drogi i dosłownie wyrżnęli je kosami i sierpami. Uratowała się Bogacka, która zdążyła uskoczyć w sad i na wpół oszalała w ciągu dnia i nocy przybiegła do Łucka (Siemaszko..., s. 542).
W kol. Mirosławka pow. Łuck podczas nocnego napadu upowcy zamordowali co najmniej 34 Polaków, uratowało się tylko 16 ciężko rannych osób, nie wiadomo ile spłonęło w zagrodach.

Tuż przed 16 lipca

- 1943 roku:
W lasach koło wsi Mydzk pow. Kostopol upowcy bestialsko zamordowali 5-osobową rodzinę polską leśniczego z 3 dzieci w wieku przedszkolnym.

Pomiędzy 11 a 16 lipca

- 1942 roku:
W koloniach: Karczunek, Romanówka i Wygranka (pow. Włodzimierz Wołyński) policjanci ukraińscy zastrzelili 20 Polaków, którzy przyjechali ze Lwowa kupować żywność.
We wsi Samowola pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy zastrzelili 12 Polaków (w tym 6 kolejarzy) ze Lwowa, którzy przyjechali kupować żywność, z ofiar zdarli odzież, obrabowali a ciała zakopali w lesie niedaleko leśniczówki.

16 lipca

- 1941 roku:
We wsi Zawadówka pow. Podhajce zostali zamordowani przez Ukraińców: Cyran Bronisław l. 32, Listwan Józef l. 33, Marynowski Jan l. 50, Turkiewicz Adolf l. 32 (Kubów..., jw.).

- 1942 roku
W miasteczku Derażne pow. Kostopol policjanci ukraińscy zastrzelili kilkunastu Polaków.

- 1943 roku:
W kol. Adamówka koło Ośmigowicz pow. Kowel liczącej 66 gospodarstw polskich i 3 ukraińskie, napad nastąpił w godzinach porannych. Polacy mordowani byli w mieszkaniach, w obejściach, na podwórzach i tam, gdzie dopadnięto uciekających. Wśród morderców byli miejscowi Ukraińcy oraz z sąsiednich Ośmigowicz. Większość ofiar zginęła od siekier, kos, bagnetów, noży, wideł itp. 13 osób półżywych, pokłutych bagnetami, spalono w zagrodzie Korpackich, w tym Józefę Szostak w ciąży. Imiennie znane są 64 ofiary. Polska kolonia z XVIII wieku ograbiona i spalona przestała istnieć. Zamordowani zostali m.in.: Stanisław Badio i jego żona Anna (ich ciała w dużym stopniu spalone leżały w stodole obok siebie, wg przekazu rodzinnego Stanisław miał być przerzynany piłą po brzuchu) oraz ich córka Maria. Bolesław Jędruszczak, jego żona Helena i ich dzieci: Zygmunt i Bolesława-Danuta. Mieczysław Jędruszczak, jego matka Franciszka i siostra Maria Kliszczak. Kazimiera Maria Kamida i jej dzieci: Teresa i Henryk. Józef Kamida, jego matka Maria i żona Honorata (kobiety zostały spalone żywcem 11 lipca 1943 roku w kościele w Kisielinie). Ich syn Roman Kamida po tragedii zaciągnął się do AK i poległ 24 grudnia 1943 roku w Radomlu. Świadkowie twierdzili, że postrzelony przez UPA, konając napisał jeszcze własną krwią na śniegu: "Mamo jak dobrze umierać za Cie" (nie dokończył). (http://wolyn.ovh.org/opisy/adamowka_kupiczow-04.html).
We wsi Boroczyce pow. Horochów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy wymordowali mieszkających tutaj Polaków, imiennie znanych jest tylko 9 ofiar spośród kilkudziesięciu.
W kol. Borsuki pow. Kostopol upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Brykula Nowa pow. Trembowla: „16.VII.1943. Waniewicz, kierownik folwarku w Brykuli Nowej, przed wojną dziedzic Brykuli – zamordowany. Jabłońska Irena, lat 17, uczennica, buchalterka folw. w Brykuli Nowej, zamordowana w straszliwy sposób razem z Waniewiczem. Kowalewski, absolwent gim. – zamordowany.” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90; Komański .... na s. 393 omyłkowo mord datują na kwiecień 1944).
W kol. Czerwona pow. Horochów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali kilkanaście polskich rodzin, prawdopodobnie nikt nie ocalał.
W kol. Hały pow. Sarny upowcy oraz okoliczni chłopi ukraińscy zamordowali około 60 Polaków i spalili ponad 74 gospodarstw polskich. Atak nastąpił o godz. 23-ciej, kolonia została otoczona szczelnym pierścieniem: w pierwszej linii szła bojówka UPA uzbrojona w broń palną, w drugiej linii maszerowali chłopi ukraińscy uzbrojeni w siekiery, widły, noże i inne narzędzia, za nimi szły kobiety, wyrostki i dzieci ukraińskie rabując polskie mienie i ładując na furmanki oraz pędząc bydło do swoich wsi, po podpaleniu polskich zagród.
W kol. Kamionka Nowa pow. Kostopol upowcy spalili polską kolonie i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, kilka lub kilkanaście rodzin.
We wsi Korzyść pow. Równe zamordowali 2 Polki: 26-letnią Paulinę Galińską i 38-letnią Marię Galińską.
We wsi Kupowalce pow. Horochów Polakom tej starej polskiej wsi, z rodowodami szlacheckimi, Ukraińcy gwarantowali bezpieczeństwo w zamian za dostarczanie żywności dla UPA. Atak nastąpił w południe, równolegle z napadem na sąsiednie wsie Szeroka i Lulówka. Pod każdy polski dom podjechała furmanka z „ukraińskimi powstańcami” i następowała rzeź „od niemowlęcia po starca” za pomocą siekier, noży, bagnetów i innych narzędzi mordu własnej produkcji. Miały miejsce potworne gwałty na dziewczętach i kobietach, okaleczanie i bestialskie tortury. Rzeź trwała cały dzień, a następnego dnia przeszła „druga fala” wyłapując ukrywających się i dobijając rannych. Całe rodziny były wiązane drutem kolczastym i palone żywcem, bądź wrzucane do studni. Siekierami odrąbywano głowy nawet kobietom, które następnie oprawcy obnosili chwaląc się swoim „heroizmem” w tym „konflikcie polsko-ukraińskim”. Prawie wszystkie kobiety po gwałtach miały obcinane piersi, wyłupywane oczy, rozpruwane brzuchy. Tak „ukraińscy powstańcy” wyrżnęli ponad 150 Polaków. Ograbiona i spalona wieś stała się jednym wielkim cmentarzem, po którym obecnie nie ma ani śladu (Siemaszko..., s. 129 – 130). Edmund Żukowski zeznaje: „Po pewnej chwili zajechało pod dom kilka furmanek, wpadli na podwórze, wyciągnęli z domu panią Rabczyńską i przyciągnęli do pnia, który stał na podwórku. Trzech trzymało za ręce i nogi, a czwarty za włosy. Położyli na pniu i toporem obcięli głowę, którą potem trzymali do góry, pokazując. W ukryciu przesiedzieliśmy do nocy. Był to straszny widok, cały widnokrąg w ogniu, ryk bydła, wycie psów, krzyki, sądny dzień. /.../ Tam też znalazłem babcię Żukowską. Miała porżniętą pierś nożem i poderżniętą szyję, którą zawinęła chustką i przez dwa dni jeszcze żyła, po przewiezieniu do Horochowa zmarła. /.../ Na podwórzu był wujek Łazowski, ciotka Pelagia, synowa z 4-letnią córeczką oraz syn Henryk. Ukraińcy otoczyli zabudowania. Synowi Henrykowi udało się uciec. Pozostałych z rodziny powiązano drutami, zamknięto w stodole i podpalono. Spłonęli żywcem” (Siemaszko..., s. 1127). „Samoobrona pojechała na wypad, kierunek Kupowalce, aby zobaczyć, co, gdzie i jak wyglądają ci pomordowani, bo Ukraińcy wybrani donosili, że leżą i nikt nie pochował ich. Pojechali, a było trzy tygodnie po napadzie, tym morderczym. Zeszli z wozów i szli pieszo, i o dziwo kopica siana poruszyła się. Przerażeni patrzą, a w tej kopie siana siedziała kobieta, 55 lat, pani Szuryńska, która siekierą miała przerąbany obojczyk prawy. Upadła i Ukrainiec myślał, że zabita, a ona ocuciła się i doszła do kopicy siana i tam się żywiła. Tarła kłosy ze zboża: żyta, pszenicy i tak żyła trzy tygodnie. Przywieźli ja do Horochowa, opatrzyli w szpitalu, ale rana była tak wielka, że zaraz ja odwieźli do Lwowa do szpitala.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html).
W kol. Lulówka Węgierszczyzna pow. Horochów upowcy oraz sąsiedzi Ukraińcy za pomocą różnych narzędzi i stosując tortury zamordowali ponad 100 Polaków, znanych jest 87 nazwisk ofiar.
We wsi Łowiszcze pow. Kowel wymordowali mieszkających tutaj Polaków, ponad 20 osób.
W osadzie wojskowej Nowe Gniezno pow. Horochów Ukraińcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znana jest tylko zamordowana 1 kobieta.
W kol. Michałówka pow. Kowel upowcy oraz chłopi ukraińscy za pomocą siekier, wideł, łopat, motyk i innych narzędzi zamordowali 58 Polaków. „Szwagier uciekał, to go zastrzelili, syn jego miał 18 lat, rozłożył ręce i prosił „ludzie kochani ja Wam nic nie zrobiłem, jestem niewinny”, to zarzucili mu powróz na szyję, a z tyłu kłuli widłami aż padł. Teście moi zginęli śmiercią męczeńską. Teścia zabili kosą, a teściowej poderżnęli sierpem szyję. Siostrze męża z dwiema córkami i z dwoma chłopakami sąsiada jakoś udało się uciec, jeden dostał siekiera w głowę, stracił przytomność i leżał między trupami dwa dni, znaleźli go jak przyszli zasypywać zwłoki. Polacy ratowali się jak mogli, ratowali tylko życie, nie było czasu myśleć o jakimkolwiek majątku, wielu i to się nie udało, ginęli jak muchy.
Kwiatkowski Andrzej, uciekł do Kowla. Jego syn Franek mimo, że miał 16 lat wstąpił do Armii Krajowej, natomiast żona Andrzeja i drugi syn zginęli z rąk Ukraińców - 2 osoby. Kurz, jego żona i sześcioro dzieci, zabici - 8 osób. Mroczkowska i jej syn zabici - 2 osoby. Jacek Teodór, jego żona i dwoje dzieci zabici, 3 dzieci uciekło do Kowla - 4 osoby. Kwiatkowski Jan i jego syn Józef zabici - 2 osoby. Skałuba Anastazja i Jan zabici - 2 osoby. Kwiatkowska Ewa z dwiema córkami 10 i 13 lat oraz od sąsiada chłopcy 9 i 11 lat, uciekli, 6 km gonili ich Ukraińcy strzelając za nimi. Udało im się dobiec do lasu. Żyła jeszcze parę lat, gdyż rozchorowała się psychicznie. Kwiatkowski Piotr z żoną, córka Helena 16 lat, syn Mieczysław 20 lat i mały Stasio zginęli - 5 osób. Januszewska Eugenia i jej dwoje małych dzieci 5 lat a 2-gie jeszcze pierś ssało w bestialski sposób zabici, szpadlem im głowy odrąbali, maleństwo zostawili żywe, jeszcze dwa dni leżało przy niej i ssało pierś. Za dwa dni jak zakopywali zwłoki, rzucili żywe do dołu razem z martwą matką i zakopali - 3 osoby.” (Janina Skałuba: „Wspomnienia z wydarzeń w 1943 roku w kolonii Michałowka pow. Kowel”, „Niedrzwica Duża, dn. 02.03.2003 r.” – w zbiorach autora).
W kol. Perespa pow. Kostopol upowcy oraz okoliczni Ukraińcy zamordowali około 50 Polaków.
We wsi Podhajczyki pow. Trembowla: „16.VII.1943. Stefanicki – absolwent gimnazjalny – zamordowany” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90). Inni: We wsi Podhajczyki Justynowe pow. Trembowla: „16.07.1943 r. został zam. Stefanicki, absolwent gimnazjum” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.). W mieście powiatowym Trembowla „16.07.1943 r. został zamordowany Stefanicki, absolwent gimnazjum”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw.).
W kol. Popiełówka pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym jednego przerżnęli piłą, oraz 2 synów drugiego Polaka, męża Ukrainki.
W kol. Przebraże pow. Łuck w zasadzce UPA zginął 18-letni polski chłopiec z samoobrony a 2 zostało rannych.
W kol. Siedlisko pow. Kostopol upowcy i okoliczni Ukraińcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, kilka lub kilkanaście rodzin, znane jest 18 ofiar, oraz spalili całą polską kolonię liczącą 52 zagrody. „Wieś pomiędzy Hutą Stepańską, a Wyrką, liczyła około 70 gospodarstw. Napadnięta w nocy z 16 na 17 VII 1943 r. przestała istnieć całkowicie. Po wojnie została zaorana, sady wycięte, drogi stare zlikwidowane, dęby wycięte, rzeczka Czapelka wyprostowana, a bagna zmeliorowane. Ostał się jedynie staw który był przy domu Minkiewiczów i ” Biały Krzyż” na końcu wsi. Mikołaj Fedorowicz Zchorujko, pierwszy po wojnie sielgołowa Huty Stepańskiej. On to odnajdywane w latach pięćdziesiątych, po zaroślach i krzakach, szkielety Polaków kazał zbierać i po kryjomu zanosić na cmentarz do Wyrki. Opowiadał mi to osobiście, na moje pytanie: a co mieliście robić? Odpowiedział: „zakopać głębiej niż pługi orają”. Czy było dużo tych kości? odpowiedział „oj, było”, więcej nie pytałem. Mikołaj dożywa swoich sędziwych lat w Hucie Stepańskiej.” (Szlakiem Wołyńskich Krzyży, wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem; w: http://isakowicz.pl/krzyze-w-siedlisku- ... a-wolyniu/ ).
We wsi Sieniawka pow. Kowel wymordowali mieszkających tutaj Polaków, ponad 20 osób.
We wsi Swinarzyn pow. Kowel 16 VII 1943 Zamordowany gajowy Rutkowski z córką Stanisławą i innymi osobami przez Ukraińców sprowadzonych po małżeńskiej sprzeczce sprowokowanej przez żonę Ukrainkę. Wśród ofiar był nadleśniczy Stefan Lipiński lat 51, 16 VII 1943 przedwojenny podłowczy wojewódzki, w czasie wojny członek ZWZ-AK.. Zmasakrowany syn Zbigniew, przeżył, był leczony w szpitalu w Kowlu. (Edward Orłowski..., jw.). Ponadto Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków wyłapanych w okolicy, gdy próbowali uciec do Kowla. Pod koniec lipca dokonują rzezi kilku polskich rodzin. M.in. Polce przybitej gwoździami do drzwi kuchennych obcięli piersi i wypruli z łona wnętrzności. Jej małego synka przybili do stołu za język. Inna cała rodzina została poćwiartowana. Tak zginęło tutaj co najmniej 36 Polaków, ich zagrody zostały obrabowane i spalone.
W kol. Szeroka pow. Horochów od wiosny uprowadzani są pojedynczo Polacy, po których ślad ginie. Polscy gospodarze muszą żywić sotnię upowską kwaterującą w lesie. Sąsiedzi Ukraińcy pilnują, aby Polacy nie uciekli ze wsi, uspokajają. 16 lipca każą im zgromadzić się na polanie leśnej, aby „uchronić” ich przed pacyfikacją niemiecką. Polacy odśpiewali „Pod Twoją obronę” i zostali przez „ukraińskich partyzantów” wymordowani. Obok mordowana była druga grupa Polaków przyprowadzona z Boroszyc. Przez następne dni trwa polowanie na ukrywających się Polaków, schwytanych torturowali i zabijali. Wiadomo o co najmniej 52 ofiarach. Tutaj 18 lipca Ukrainiec Stachu Sołynynka zabił łopatą uratowane z napadu 16 lipca dwoje dzieci Jana Cwinarowicza: 15-letnią Marię i 10-letniego Czesława, którego waląc łopatą 5 razy w głowę rzekł „twerdy lach” (Siemaszko..., s. 135).
W kol. Użanie pow. Sarny upowcy i okoliczni chłopi ukraińscy zamordowali co najmniej 40 Polaków i spalili 35 polskich zagród.
We wsi Wieniawka pow. Trembowla: „16.07.1943 r. zostali zamordowani: 1. Gołońska Irena l. 16; 2. Waniewicz Zygmunt l. 54”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W kol. Wiktorówka pow. Kowel upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali około 100 Polaków, prawie wszystkich mieszkających tutaj.
We wsi Wyrka pow. Kostopol upowcy oraz okoliczni chłopi ukraińscy zamordowali około 50 Polaków. Podczas ucieczki została śmiertelnie trafiona kulą Franciszka Dziekańska, lat 50, niosąca swoją 6-letnią córkę Jadwigę. Ta sama kula równocześnie trafiła w nogę dziecko. Przez 10 dni Jadzia przetrwała przy zabitej matce, żywiąc się kłosami zbóż i pijąc wodę z kałuży. Odnalazł ją Ukrainiec ze wsi Werbcze, który przyjechał kosić zboże z pozostawionych polskich pól i zabrał do siebie. W lipcu rada wsi Werbcze uchwaliła, by Jadzię zabić. Od wykonania wyroku uchroniła ją rodzina owego Ukraińca oraz miejscowy nauczyciel, również Ukrainiec, który wziął ją na wychowanie. W 1944 roku dziecko trafiło do Kazimierza Karpińskiego, nauczyciela w Wyrce i później zostało oddane ojcu, który powrócił z niewoli niemieckiej (Siemaszko..., s. 303, 305).„Kościół został podpalony 17 VII 1943 r. Kiedy następnego dnia o świcie, cześć ludności uciekała z Huty Stepańskiej, zobaczyła dach blaszany po kościele, który wyglądał jak koszmarny, dymiący namiot. Poszukujący swoich bliskich wchodzili pod tą blachę, w pogorzelisko, sprawdzając czy czasem Ich tam nie ma.” (http://isakowicz.pl/wyrka-na-wolyniu-mi ... -kosciele/ ).
We wsiach Hały, Perespa, Soszniki, Tur i Użanie pow. Kostopol w tym dniu oraz w nocy z 16 na 17 lipca zamordowali ponad 300 Polaków.
We wsi Załawie pow. Trembowla: „16.07.1943 r. został zam. Słonecki i.n. l. 35”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
We wsi Zuhów pow. Trembowla banderowcy z sąsiedniej wsi zamordowali 1 Polaka (był to Ludwik Stefanicki).

- 1944 roku:
We wsi Antoniówka pow. Żydaczów upowcy zamordowali 30-letnią Polkę w ciąży, która wracała z kościoła: torturowali ją przez cały dzień, obcięli palce u rąk i nóg, piersi, język, zdzierali skórę z ciała, jej krzyk słychać było w promieniu kilku kilometrów (Siekierka..., s. 771; stanisławowskie).
We wsi Stojanów pow. Radziechów banderowcy zamordowali ks. proboszcza Franciszka Szarzewicza.
We wsi Świcz pow. Przemyślany Ukraińcy spalili żywcem 2 Polaków: małżeństwo.

- 1946 roku:
Na drodze Stężnica – Wołkowyja pow. Lesko UPA zamordowała Antoniego P. „W dniu 16 lipca 1946r. na trasie miejscowości Stężnica – Wołkowyja zaginął Antoni P., który szedł do Wołkowyi odwiedzić rodzinę. Ponieważ tereny te były opanowane przez oddziały nacjonalistów ukraińskich przypuszczano, że poniósł śmierć z ich rąk. Śledztwo w tej sprawie zakończono 27 sierpnia 2007r. wydaniem postanowienia o jego umorzeniu „ (IPN Rzeszów, sygn. akt S 69/07/Zi).

Kilka dni po 11 lipca

- 1943 roku:
W kol. Marynków pow. Horochów upowcy zamordowali 7 Polaków, dwie rodziny.

W nocy z 16 na 17 lipca

- 1943 roku:
W futorze Berezówka pow. Sarny upowcy spalili futor i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Borek pow. Kostopol zapamiętano 6 ofiar mordu, kolonia została spalona. Ojciec z 7-letnim synem ukrywali się do późnej jesieni w lesie żywiąc się najpierw jagodami, potem ziemniakami podbieranymi z pól. Wyczerpany fizycznie i psychicznie chciał zabić syna i siebie, lecz uległ woli życia syna. W ciężkim stanie odnalazł ich Ukrainiec i przechował. W tę noc banderowcy i czerń podpalili wsie na obszarze prostokąta ok. 15 na 7 kilometrów,.zaczynają od Hał na północy do Omelanki na południu.
W futorze Długie Pole pow. Sarny spalonym tej nocy przez upowców nie wiadomo o ofiarach.
W kol. Grabina pow. Łuck nie jest znana liczba ofiar napadu na kolonię, która została tej nocy spalona.
W okolicach uroczyska Hołe Bołoto, pomiędzy Mielnicą Małą a Stepaniem pow. Kostopol upowcy zastrzelili 20-letniego Polaka, który jechał prosić Niemców o obronę przed atakującą Mielnicę bandą UPA.
W futorze Hrada pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 4 Polaków: babkę z córką i 1-rocznym wnukiem oraz 4-letniego chłopca.
We wsi Huta Stepańska pow. Kostopol podczas ataku upowców zginęło podczas obrony bądź zostało zamordowanych około 100 Polaków. Atak na Hutę Stepańską rozpoczął się 16 lipca o godz. 23-ciej. Bierze w nim udział około 2 tysięcy upowców uzbrojonych w broń palną oraz około 4 tysięcy chłopów ukraińskich uzbrojonych w siekiery, widły, kosy itp. Płoną polskie zagrody we wszystkich okolicznych miejscowościach a Polacy są mordowani, część uciekinierów dociera w samej bieliźnie. Pomimo olbrzymiej przewagi Ukraińców udaje się Polakom powstrzymać panikę kobiet i dzieci i podjąć obronę. „W szkole i w schronach zgromadzono wszystkie dzieci z matkami, chorych i starców. Reszta ludności brała udział w obronie. W wyznaczonych rejonach stały przygotowane zaprzężone w konie furmanki do ewentualnej ewakuacji. Z rejonu uzdrowiska Słone Błota strzelano do Huty z granatników. Upadające pociski wzniecały pożary, zabijały ludność, rozbijały furmanki i konie. Mama moja z bratem i siostrą była w szkole, ja z drewnianym „karabinem” i nasadzonym na nim bagnetem byłem w bunkrze. Słychać było straszliwe krzyki ludzi, pomieszane z wybuchami granatów i kanonadą strzałów. Pierwsze wrażenie było straszne. Napór Ukraińców od stron północnej i wschodniej był tak silny, że rozkazano nam kilkakrotnie w ciągu tego napadu wybiegać z bunkra i krzycząc „hurra!” biec do walki na bagnety. To zatrzymywało Ukraińców. Na polu przed naszymi bunkrami leżała duża ilość zabitych bandytów i Polaków.” (Włodzimierz Drohomirecki: „Oczami dziecka”; w książce „Świadkowie mówią”). Czesław Piotrowski szacował, że w wyniku pierwszego uderzenia UPA zginęło około 300 osób, głównie z Perespy, Wyrki, Hał, Soszników, Tura i Użania, oraz około 50 osób w Omelance.
W kol. Kamionka Stara pow. Kostopol zamordowali ponad 20 Polaków z 5 rodzi, w tym 99-letnią staruszkę Maszkowską oraz 60-letnią wdowę Magdalenę Kołodyńską, którą „ukraińscy powstańcy” udusili pętem do pętania koni.
W kol. Lady pow. Kostopol zamordowali kilku starców, którzy nie chcieli opuścić swoich zagród podczas ucieczki do Huty Stepańskiej.
W kol. Mielnica Duża pow. Kostopol schronili się także Polacy z Mielnicy Małej, podczas napadu większości udało się uciec, wiadomo o spaleniu żywcem wraz z domem obłożnie chorego 1 Polaka
W kol. Mielnica Mała pow. Kostopol zamordowali 11 Polaków, w tym rodzinę Zarembów, która w związku z porodem trzeciego dziecka nie mogła uciekać, lecz skryła się w zbożu, gdzie odbył się poród. Tam została wykryta przez „ukraińskich partyzantów” i zamordowana: Genowefa Zaremba, lat ponad 20, jej dwie córeczki w wielu przedszkolnym i nowonarodzony synek oraz jej matka.
W kol. Mielniki pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali kilkunastu uciekających Polaków.
W kol. Mielnikowo pow. Kostopol ludność polska schroniła się w okolicznych lasach i bagnach wraz z Polakami z innych wsi i tam dotrwali aż do końca września 1943 r.
W futorze Mutwica pow. Kostopol zamordowali 11 Polaków, w tym 2 rodziny i 2 małżeństwa.
We wsi Omelanka pow. Kostopol zamordowali co najmniej 55 Polaków, ale polowanie na ukrywających się w lesie trwa jeszcze we wrześniu.
W kol. Ostrówki pow. Kostopol podczas napadu ludność polska uciekła do Huty Stepańskiej, brak jest informacji o ofiarach. Zagrody polskie zostały obrabowane i spalone – tak jak we wszystkich wsiach i koloniach położonych wokół Huty Stepańskiej. „Posiadam w swoich zbiorach relację, jak jeden z Zahorujków w czasie zaczystki Ostrówek ocalił schowanych w dole po lnie, sąsiadów. Stanął nad dołem z karabinem i wołał: „nikogo tu nie ma”, zaczystka (obława) poszła dalej. Inny z Zahorujków, Sierioża ożenił się za Jadzię Mokrzycką z Wyrki i razem z Nią został zabity, nie wyparł się żony. Był wysoki, bardzo silny, odważny, służył w szucmanszafcie, Polacy wspominają go jako dobrego człowieka. Sprawy te w długim wywiadzie, detalicznie, wyjaśnił mi wspominany przy ” Białym Krzyżu” Mikołaj Zahorujk, jeden z członków tej rodziny. Ostrówki przestały istnieć w nocy z 16 na 17 VII 1943 r.” (Szlakiem Wołyńskich Krzyży, wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem; w: http://isakowicz.pl/krzyze-w-siedlisku- ... a-wolyniu/ ).
W futorze Osy Bród pow. Sarny Ukraińcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków i spalili futor.
W kol. Ożgów pow. Kostopol podczas napadu ludność polska kryła się w schronach lub uciekała do lasu i na bagna. Wiadomo o kilkunastu ofiarach, ale następnie Polacy wyłapywani byli i mordowani w ciągłych obławach („Wysoka Góra” i „Grząskie Bagno”). Łącznie zginęło ponad 60 Polaków.
W kol. Polany oraz w kol. Półbieda pow. Kostopol upowcy spalili zagrody polskie, ludność polska uciekła wcześniej, brak jest informacji o ofiarach.
W kol. Romaszkowo pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 70-letnią Polkę.
W kol. Soszniki pow. Sarny upowcy zamordowali około 50 Polaków.
W kol. Szymanisko pow. Sarny zamordowali około 50 Polaków i spalili 12 zagród.
W kol. Tchory pow. Kostopol podczas napadu ludność polska podjęła ucieczkę do lasu, gdzie była mordowana podczas obław, wiadomo o 9 ofiarach.
W kol. Temne Rządowe oraz w kol. Temne Stepańskie pow. Kostopol podczas ataku ludność polska podjęła ucieczkę osłaniana przez samoobronę, brak jest informacji o ofiarach.
W kol. Tur pow. sarny upowcy zamordowali około 50 Polaków.
W kol. Wyrobki pow. Sarny zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znane są 2 ofiary oraz spalili 42 zagrody polskie.
W futorze Zakuście pow. Kostopol spalili futor i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, w tym 1 kobietę wbijając jej nóż w pierś.
W kol. Ziwka Stara pow. Kostopol zamordowali 16 Polaków.

- 1944 roku:
We wsi Krasne pow. Skałat banderowcy obrabowali i spalili około 100 budynków oraz zamordowali 52 Polaków a 22 poranili; księdzu proboszczowi schronienie dał miejscowy ksiądz greckokatolicki ratując mu życie.

- 1945 roku:
We wsi Wojutycze pow. Sambor banderowcy zamordowali 2 rodziny polskie liczące 10 osób, o nazwisku Kok (2 mężczyzn, 2 kobiety (lat 30 i 50), dwie córki lat 2 i 4 z jednej rodziny oraz 3 córki w wieku od 17 do 22 lat i syn lat 24 z drugiej rodziny). „Przed śmiercią kobiety i dziewczęta zostały zbiorowo zgwałcone. Wszyscy byli torturowani, ciała ofiar były zmasakrowane. /.../ Następnej nocy z 17 na 18 lipca 1945 roku, banda ukraińska UPA dokonała ponownego napadu na polskie domy i kto nie zdążył uciec, został zamordowany. Zginęło 7 mieszkańców wsi (Siekierka..., s. 912 – 913; lwowskie).

17 lipca

- 1943 roku:
W kol. Antonówka koło Bielina pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zakłuli bagnetami chorego 24-letniego Polaka.
We wsi Brykuła Stara pow. Trembowla: „17.VII.1943. Brykuła Stara pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali troje pracowników Liegemschawtaverwaltung, zarządcę, sekretarkę i pomocnika gosp., Polaków” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej zbrodni.
We wsi Huta Stepańska pow. Kostopol cały dzień trwała obrona Polaków przed atakami upowców. ”W przerwach między atakami zbierano znalezionych pomordowanych Polaków i układano pokotem najpierw w domu ludowym a potem pochowano na nowo wyświęconym cmentarzu./.../ Pogrzebano tylko około 120 osób. Pozostałych zamordowanych nie odnaleziono i nie pochowano. /.../ Generalny atak na Hutę trwał i nasilał się to z jednej to z drugiej strony. Wydawało się, że obrona stawała się beznadziejna, i że tym razem dojdzie do straszliwej ogólnej rzezi. Wtedy to na zewnątrz szkoły dał się słyszeć potężny ze wszystkich gardeł okrzyk „hura” i powtarzający się wielokrotnie niósł się aż na krańce wsi. To zdesperowani mieszkańcy z okrzykiem „hura” ruszyli w stronę napastników. Nawet kobiety będące bliżej wyjścia, a zwłaszcza wszyscy ci, którzy nie pomieścili się w szkole, nagle wyskoczyli z ukrycia z kijami, ręcznymi narzędziami rolniczymi”. (Julian Libner: Wspomnienia z Huty Stepańskiej; w: „Biuletyn Informacyjny 27 DWAK nr 3 i 4 z 1998 r.). „W okresie śmiertelnego zagrożenia w całej okolicy Polacy stawiali krzyże, miały za wstawiennictwem Bożym uchronić ludność od nieszczęść. Krzyże te od napisu na belkach poprzecznych nazywano Jezu Ratuj Nas. Wokół Huty Stepańskiej postawiono ich trzy, pozostał tylko jeden w pobliżu uzdrowiska Słone Błoto. Ten krzyż to naoczny świadek zagłady Huty Stepańskiej. Atakujący banderowcy od strony Rudni szli prosto krzyż, wbijając klin pomiędzy Hutę Stepańską, a Omelankę. Pod ogniem obrońców atak załamał się pod samym krzyżem, dalej nie zaszli, co umożliwiło ludność Omelanki przedostać się do Huty Stepańskiej. Na zajętym terenie złapali jednak żonę byłego komendanta samoobrony Hieronima Konwerskiego, Stanisławę i dwie córki Janinę 18 l. i Wandę 16 l. Trzecia córka Leokadia 11 l. była nieco dalej i wszystko obserwowała, mimo nocy było jasno, łuny pożarów rozświetlały teren. Najpierw pastwili sie nad matką, kiedy sądzili że Ją zamęczyli, zajęli się siostrą Janiną, przed samą śmiercią obcięli Jej piersi. Kiedy przyszła kolej na Wandę, ta prosiła jedynie żeby jej piersi nie obcinali, a zastrzelili. Wołała po imieniu do oprawców, padł strzał, może jeden z kolegów szkolnych się zlitował. Stanisława z córką Leokadią po wojnie zamieszkały w Lublinie i do dziś Ich potomkowie tam żyją. Opowiadali mi starzy kołchoźnicy jak namawiano Ich do usunięcia krzyża, nikt się jednak nie odważył. Komuniści i ateiści, nie byli pewni swoich przekonań, umierając prosili świaszczennika ( popa ) żeby ich trumnę w sekrecie pokropił. A potem nikt sie losem krzyża nie interesował, był Polski więc niewygodny, ale i Boski, to jak Go ruszyć”. (Wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem; w: .http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich ... epanskiej/ ).
W kol. Podsielecze pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 3 Polaków; starszemu małżeństwu odrąbali głowy oraz kobietę.
W kol. Rulikówka pow. Sokal banderowcy zamordowali 21 Polaków.
W kol. Sadowa pow. Włodzimierz Wołyński upowiec bestialsko zamordował 20-letniego Polaka z samoobrony w Iwaniczach.
We wsi Suraż pow. Krzemieniec upowcy zamordowali 5 Polaków, w tym spalili żywcem z domem matkę z 3 dzieci.
W gajówce Wilcze Brody pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 56-letniego Polaka uprowadzonego z kol. Wydranka.
W futorze Wychody pow. Kostopl spalili 5 zagród polskich, brak jest informacji o ofiarach.
We wsi Wyrka pow. Kostopol grupa Polaków, którzy poprzedniego dnia uciekli do Huty Stepańskiej, przyszła do swoich gospodarstw po żywność i została zaatakowana przez Ukraińców. Kilkunastu Polaków zostało zamordowanych; kilku uciekło. Zanim grupę tę zaatakowali upowcy: „/.../ zobaczono rozmiary bestialstwa. We wsi leżeli ludzie z odrąbanymi rękami, wyłupionymi oczami, które penetrowały mrówki, przybici do ziemi (także dzieci) kołkami przez brzuch. Jeszcze żywi, błagali, żeby ich dobić, zanim nadejdą Ukraińcy i będą dalej się znęcać. Tę prośbę spełnił jeden z członków samoobrony, strzelając” (Siemaszko..., s. 305). Łącznie we wsi zginęło co najmniej 161 Polaków.

- 1944 roku:
We wsi Skolin pow. Jaworów upowcy zamordowali 2 Polaków
We wsi Świdnica pow. Lubaczów zamordowali na polu 1 Polaka

- 1945 roku:
We wsi Duszatyń pow. Sanok (Bieszczady) upowcy zmordowali Polaka, gajowego.
We wsi Łukowe pow. Lesko (Bieszczady) zamordowali 2 Polaków: matkę z synem.

- 1946 roku:
W miejscowości Bircza pow. Przemyśl na cmentarzu komunalnym ma grób żołnierz WP Kulian Antoni ur. 1926, który zginął w obronie ludności polskiej 17 VII 1946. (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zab ... iary1.html ).

W nocy z 17 na 18 lipca

- 1943 roku:
W majątku Koniuchy pow. Horochów w walce z upowcami zginęło 2 Polaków z samoobrony

- 1945 roku:
We wsi Lipa koło Birczy pow. Przemyśl upowcy spalili 3 domy polskie i zamordowali 1 Polaka.
We wsi Wojutycze pow. Sambor podczas kolejnego napadu zamordowali 7 Polaków.

W dniach 16 – 18 lipca

- 1943 roku:
Wieś Czechów pow. Kostopol była jedną z wyjątkowych miejscowości na Wołyniu, gdzie Polacy zostali ostrzeżeni przez sąsiada Ukraińca o mającym nastąpić napadzie i zdążyli uciec albo ukryć się. Dlatego w napadzie UPA 17 lipca nikt nie zginął, zostały tylko ograbione i spalone domy polskie.
We wsi Huta Stepańska pow. Horochów podczas walk i ewakuacji upowcy i okoliczni chłopi ukraińscy zamordowali łącznie około 600 Polaków.
We wsiach Ilnik Duży i Mały pow. Kostopol, w futorach: Konotopy, Laski, Łosiowe Kubło oraz w kol. Wyszka pow. Kostopol upowcy dokonują mordów ludności polskiej, ilość ofiar nie jest znana.
W futorze Konotopy pow. Kostopol spalili 6 polskich gospodarstw i zamordowali 72-letnią Polkę.
W kol. Mielnica Duża pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
W kol. Ożgowo pow. Kostopol zamordowali 9 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę z 4 dzieci.
W kol. Siedlisko pow. Kostopol zamordowali 18 Polaków.
W kolonii Tchory pow. Kostopol w dniach 16 – 18 lipca 1943 roku podczas oblężenia przez UPA Huty Stepańskiej ludność polska uciekła do lasu, gdzie ginęła podczas obław. Malczewska (imię nieznane), żona kowala oraz ich córka Zosia ur. 1937 zostały zamordowane podczas ucieczki. Bronisława Sulikowska ur 1920 (córka Ludwika i Walentyny) i Janina Sulikowska (z domu Kopij z Nierucznego, druga żona Franciszka) uciekły do lasu, ukrywali się w szałasie. Tam też zostały zamordowane. Sulikowski Aleksander i żona Maria Grochowska, mieli dwoje dzieci w wieku 3 i 5 lat, które uciekając w panice pozostawili w lesie, ich los jest nieznany. „Grochowscy ukrywali się w lesie, kiedy banderowcy przeszukiwali las, uciekli w popłochu. W ich szałasie pozostało 9 miesięczne dziecko, po powrocie znaleźli Je pokłute bagnetami. Miało 9 ran, dziecko przeżyło jeszcze trzy dni, zostało zagrzebane w lesie” (http://wolyn.freehost.pl/ogloszenia/tchory.pdf ). Także wówczas pod Tchorami upowcy zamordowali 9-osobową rodzinę Kobylańskich z kolonii Podsielecze: Hipolita lat 75, jego syna Cezarego lat 40 z żoną Malwiną lat 36 i ich dziećmi Katarzyną lat 12, Stefanią lat 10, Marcelim lat 8, Romanem lat 6, Mieczysławem lat 4 i jednorocznym Stanisławem. Łączna ilość ofiar nie jest znana.

18 lipca

- 1941 roku:
We wsi Poruczyn pow. Brzeżany został zamordowany przez Ukraińców Polak, Glomba Józef l. 48 (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).

- 1942 roku:
We wsi Wólka Chrypska pow. Luboml policjanci ukraińscy zastrzelili młodego Polaka.

- 1943 roku:
We wsi Bolizuby pow. Krzemieniec: „We wsi Boliizuby koło Kołodna zabito 18.VII.1943:
1. Franciszkę Kalencha (wdowa), 50 lat
2. Maria Kalencha (córka Franciszki), żona Ładyszczuka Aleksandra (Ukraińca)
3. Henryka, syna Marii, 2 lata
4. N. syna Marii (2 miesiące)” (Opracował: Andrzej Biernat, 23.11.2009, na podstawie zeszytów o. Tadeusza Chrobaka wybrała Iwona Kopańska – Konon; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko, na s. 439 podają, że z tej wsi nie mają żadnych informacji na temat losu mieszkających tam Polaków.
W Kolonii Hały pow. Sarny został zamordowany z rodziną przez bandę UPA „leśnik” Stefan Szarabara (Edward Orłowski..., jw.).
W kol. Helenów pow. Horochów Ukraińcy zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane jest tylko 7 nazwisk ofiar. W 3 dni po rzezi znaleziono m. in. matkę z rozprutym brzuchem i jej 10-letniego syna podźganego nożami przez jego ukraińskich rówieśników, kolegów szkolnych.
We wsi Huta Stepańska pow. Kostopol w trzecim dniu obrony przed atakami UPA zginęło około 50 Polaków, zapada decyzja o ewakuacji ludności, nocą wyruszył konwój długości 3 km. Kolumna ewakuacyjna, która opuściła Hutę Stepańską 18 lipca o godz. 15-tej, liczyła około 3 tysięcy osób i zdołała dotrzeć do miejscowości, gdzie istniała polska samoobrona. Rozbita i zmasakrowana została pierwsza grupa uciekinierów, która samowolnie opuściła Hutę w godzinach porannych tego dnia. Władysław Kobylański „Jerzyk” w książce „W szponach trzech wrogów” ocenia, że podczas ataku na Hutę Stepańską zginęło od 1800 do 2 tysięcy Polaków. Władysław i Ewa Siemaszko podają liczbę „ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich: ~ 155 + ? Polaków, 11 Żydów” oraz liczbę „poległych w walce: ? Polaków, 6 Ukraińców”. Ogólne straty polskie w czasie ataku na Hutę oceniają na około 600 osób zamordowanych bądź zabitych w walce. „W godzinach przedpołudniowych, korzystając z przerwy w napadach, zebrano ludność na placu przed szkołą. Ksiądz Drzepecki i dwóch młodych księży odprawili Mszę Świętą, rozdali wszystkie posiadane komunikanty wiernym oraz udzielili wszystkim w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia zupełnego odpustu i błogosławieństwa Bożego. /.../ Na furmankach mogły znajdować się tylko i wyłącznie małe dzieci oraz chorzy, ranni i starzy. Reszta ludności musiała iść na piechotę. O godz. 15-tej, tj. o godzinie miłosierdzia Bożego ruszyły pierwsze furmanki./.../ Kolumna ciągnęła się na kilka kilometrów. Wszyscy modliliśmy się o szczęśliwe wydostanie się z tego piekła. Po opuszczeniu Huty spotkała nas olbrzymia burza, deszcz lał strumieniami,, niebo błyskało piorunami, Bóg wysłuchał naszych modlitw. Mówili ludzie – jest to cud. Bóg zaciera ślady wozów i pieszych, umęczonych wygnańców z własnego domu i własnej ziemi”. (Włodzimierz Drohomirecki: „Oczami dziecka”; w książce „Świadkowie mówią”).
We wsi Połupanówka pow. Skalat: „18.VII.1943. Połupanówka pow. Skalat. Zamordowany został przez Ukraińców nauczyciel Morzol Stanisław, b. komendant Z.S. i działacz społeczny” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
We wsi Suszybaba pow. Kowel upowcy zamordowali 7 ujętych partyzantów AK „Jastrzębia”.
W kol. Szeroka pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków; Ukrainiec Stachu Solonynka zamordował łopatą uratowane z rzezi 16 lipca polskie rodzeństwo: 10-letniego chłopca i 15-letnią dziewczynkę, ponadto zastrzelili 1 mężczyznę.
We wsi Torskie pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 11 Polaków, w tym 10-osobową rodzinę Franciszka Markiewicza.
W osadzie Ułanówka pow. Włodzimierz Wołyński zarąbali siekierą 56-letniego Polaka.
We wsi Werbcze Duże pow. Kostopol upowcy wyłapali uciekających Polaków z Huty Stepańskiej i zrobili nad nimi „sąd”, po czym bestialsko wszystkich wymordowali, łącznie 60 Polaków.
We wsi Wyrka pow. Kostopol zaatakowali kolumnę uciekinierów z Huty Stepańskiej i wymordowali ponad 100 Polaków. „Doszliśmy do Wyrki, pali się młyn. Znajomy mówi do Mamy, [że] to jest zły znak, że to będzie jeszcze masakra. Podeszliśmy jeszcze paręset metrów, strzał z przodu, tak że cała kolumna zatrzymała się. A byliśmy na drodze, z jednej strony krzaki, łąka, z drugiej było zboże, żyto. Jak zaczęli strzelać, krzyczeć „ryzat Lachów”, niesamowity zrobił się krzyk i jęk rannych. Ta cała banda szła na Hutę, ale jak posłyszeli, że idą Polacy, to zrobili zasiadkę, z tyłu zaczęli strzelać, żeby szybciej mieć w swoich rękach tych bezbronnych ludzi. To my z Mamą weszliśmy do tego żyta, był mały kawałek. Pokładliśmy się w bruździe i leżymy. Wokół nas słychać ukraińską mowę, było słychać „rubaj, derżyj Lachów”. Jakie było szczęście, że oni nie weszli do tego żyta. To my tak doleżeliśmy do nocy, ta banda poszła do Huty, było słychać jęki rannych, ludzi i zwi[e]rząt.” (Edward Szprigiel: Bóg nas uratował. W: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... atowa.html ).
W kol. Zabara pow. Horochów zamordowali 25 Polaków (całe rodziny) i doszczętnie obrabowali ich gospodarstwa; z domu Gniotów zabrali nawet garnek z gotującą się na rosół kurą. Sołtys wsi, Ukrainiec, ze swoim synem urządzili polowanie na dzieci pasące krowy na pastwisku, które po złapaniu były zabijane; z kolei inny „partyzant ukraiński” zabił niemowlę kopnięciem w główkę. (Siemaszko..., s. 174).

- 1945 roku:
We wsi Zawadka pow. Lesko upowcy zmordowali 2 Polaków.

- 1946 roku:
We wsi Zawadka pow. Lesko zamordowani zostali przez UPA: Konopelski Zdzisław rolnik, Konopelski Władysław (członek PPS), Konopelski Tadeusz (http://www.rodaknet.com/rp_wycislak_28.htm).

18 lub 19 lipca

- 1943 roku:
W kol. Podsielecze pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: dziadka z 13-letnim wnukiem.
We wsi Zwiniacze pow. Horochów miejscowi Ukraińcy mordują uciekinierki ocalałe z pogromu Kowbani, które nocami szły do Horochowa: matkę z córkami lat 17, 22 i 25 (która już w Kowbanii została ranna). Nie uciekły więc daleko.

19 lipca

- 1943 roku:
W kol. Dąbrowa pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 7 Polaków.
We wsi Dębina pow. Trembowla: „19.07.1943 r. został zamordowany Muszyński i.n. – gospodarz”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Huta Stepańska pow. Kostopol po ewakuacji i zamordowaniu około 600 Polaków upowcy spalili wieś, natomiast duchowni prawosławni odprawili przed kościołem dziękczynne nabożeństwo za zwycięstwo nad Polakami, a następnie Ukraińcy spalili drewniany kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego. W Sprawozdaniu „Pierwszej grupy UPA z akcji na Hutę Stepańską” Ukraińcy podają: „Dnia 16. VII o godz. 22-giej oddziały wyruszyły do natarcia na wieś Huta. Oddział pierwszy w kierunku na Borki, drugi na Kurort, trzeci od południowej części. Akcję przeprowadzono likwidując kol. Borek, Lady i część Kurortu i oddziały podeszły pod umocnione stanowiska. Zaalarmowany wróg silnym ogniem maszynowym powstrzymuje natarcie, bój trwa do południa. Na miejsce walki przyciągnięto armatkę i przystąpiono do kolejnego natarcia. Straty wrogów w tym dniu – ponad 150 zabitych. Własnych strat nie było. Następnego dnia 18. VII o godz. 1-szej oddział pierwszy wzmocniony częścią oddziału „Woronoho” ponawia natarcie. Jednej z grup udało się wedrzeć do środka umocnionych pozycji i podpalić budynki. Własne straty 6 zabitych i 3 rannych. Bój trwał do wieczora, a rankiem 19. VII zdobyto umocnienia. /.../ 18. VII druga grupa likwiduje resztę kolonii. W czasie akcji uchwycono wrogi tabor, który uciekał z Huty (150 fur z mieniem). Straty wroga w tym dniu – ponad 800 zabitych./.../ W wyniku przeprowadzonych działań pierwsza grupa w dniach 17, 18 i 19 lipca zlikwidowała następujące wsie i kolonie: Huta Stepańska, kol. Borek, Omelanka, Lady oraz chutory Kamionek, Romaszkowo, Podsielecze, Polany, Hołyń, Temne. Druga grupa zlikwidowała wsie i kolonie: Wyrkę, Siedlisko, Sośniki, Ostrówki, Perespę, Wyrobki, Hały, Szymonisko, Użane, Ziwkę, Berezynę, Tur, Osiewicze, Iwanicze, Długie Pole, Berezówkę. Straty wroga ponad 500 zabitych oraz nieokreślona liczba rannych. Odebrano zrabowane ludności ukraińskiej mienie domowe, bydło, konie i wozy. Zadanie wykonano całkowicie. Rozbijając polskie uzbrojone bandy usunięto zagrożenie, jakie ciążyło nad miejscową ludnością. Jednocześnie oczyszczono teren z okupacyjnej władzy.” Z ukraińskiego sprawozdania wynika, że suma ponad 150 zabitych Polaków w pierwszym dniu ataku i ponad 800 w dniu drugim daje łącznie liczbę... ponad 500 zabitych i nieokreśloną liczbę rannych. Ukraińcy w walce atakując umocnione pozycje stracili... 6 zabitych i 3 rannych. Kłamstwo o „odbieraniu zrabowanego ludności ukraińskiej mienia” pozostawić trzeba bez komentarza.
We wsi Łoszniów pow. Trembowla: „19.VII.1943. Leszczyński Edward, absol. gim. – zamordowany w Łoszniowie i podrzucony pod kościół” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90).
We wsi Suszczyn pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 22-letniego Polaka. Inni: „19.07.1943 r. został zam. Jankowski Jan – rolnik” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw.).

„19 lipca 1943 r. komendant Okręgu wydał rozkaz podporządkowania Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, podlegającego okręgowemu delegatowi Rządu, dowództwu wojskowemu. W ten sposób kierownictwo Okręgu Wołyńskiego AK, wspólnie z Okręgową Delegaturą Rządu, podjęło radykalne środki w obronie zagrożonej ludności polskiej. Oznaczało to scentralizowanie obrony wojskowej i cywilnej w rękach komendanta Okręgu. Następnego dnia tj. 20 lipca 1943 r. powzięta została decyzja utworzenia oddziałów partyzanckich” (Władysław Filar: Wołyń w latach 1939 – 1944, w: Przed Akcją „Wisła” był Wołyń). Rozkaz komendanta Okręgu AK spóźniony był o co najmniej cztery miesiące. Z wielu wsi polskich na Wołyniu pozostały już tylko popioły i cmentarzyska, z często nie pochowanymi zwłokami

- 1944 roku:
We wsi Korzenica pow. Jarosław upowcy uprowadzili i zamordowali 9 Polaków, w tym lat 14.
We wsi Uhnów pow. Rawa Ruska zamordowali 1 Polaka.

- 1945 roku:
We wsi Stubieńko pow. Przemyśl zamordowali 3 Polaków, braci, podczas zbioru żyta na polu.
- 1946 roku:
W miejscowości Bircza pow. Przemyśl ma grób Linczowski Jan ur. 1924, który zginął z rąk UPA 19 VII 1946 ( http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zab ... iary1.html ).
We wsi Cisowa pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali 1 Polaka
We wsi Pobiedno pow. Sanok upowcy z sotni „Chrina” obrabowali i spalili 51 domów polskich oraz zamordowali 3 Polaków, 1 ciężko poranili a 6 zostało poparzonych.

W nocy z 19 na 20 lipca

- 1944 roku:
We wsi Wielkie Oczy pow. Lubaczów upowcy podczas nocnego napadu zamordowali 13 Polaków w wieku od 6-miesięcznej dziewczynki do 78 lat (w tym: matka z 9-letnią córką i 7-letnim synem, matka z 2 córkami: 6-miesięczną i 7-letnią oraz 3 inne kobiety), natomiast w obronie poległ 1 partyzant AK (inni podają, że zginęło 18 Polaków).
We wsi Żmijowiska pow. Lubaczów zamordowali 7 Polaków, w tym kobietę, oraz 1 Ukraińca (Motyka..., s. 171; Tak było... ).

20 lipca

- 1941 roku:
W miasteczku Jazłowiec pow. Buczacz: „20.07.1941 r. został zam. Rens Marian rolnik z Browarów”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Kuropatniki pow. Brzeżany: „Mieszkaliśmy blisko plebanii, w tej części Kuropatnik, którą nazywano Szołomków. /…/ 20 lipca 1941 r. mój stryjek Józef Adamów udał się do Kozowy. Został zaproszony przez panią profesor Zofię Szulc, na obiad. Przyjaźnił się z rodziną państwa Szulców i często u nich bywał. Stryjek przed złożeniem wizyty udał się jeszcze do kościoła. Stamtąd wywabili go Ukraińcy pobili, związali drutem kolczastym i zabrali poza wieś na pole, gdzie dalej katowali stryja. Odchodząc strzelili konającemu w skroń. W nocy wrócili. Wozem zawieźli ciało 3 km dalej i zakopali na polu w ziemniakach. Następnego dnia rodzina odnalazła miejsce mordu i po śladach dotarła wieczorem do miejsca, w którym ukryto zamordowanego. Mimo że pole było świeżo redlone, prawdopodobnie dla zatarcia śladów, odnaleźli zwłoki, gdyż w upalny dzień w miejscu gdzie Ukraińcy zakopali stryja ziemniaki poschły. Mój ojciec razem z swoim bratem i matką odkopali stryjka i zabrali wozem do Kuropatnik. Następnego dnia odbył się pogrzeb”.(Marcin Horbacz, w: http://www.kresowianiezkuropatnik.repub ... ikach.html)

- 1943 roku:
Między wsią Chobułtowa a Mikulicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy napadli na uciekinierów ze wsi Mańków pow. Horochów i wszystkich wymordowali, 14 Polaków: 2 mężczyzn, 12 kobiet i dzieci, w tym dwie 16-letnie dziewczyny.
We wsi Połupanówka pow. Skałat uprowadzili 1 Polaka, nauczyciela, który zaginął bez śladu.
We wsi Zaturzyn pow. Podhajce zamordowali 1 Polkę.

- 1944 roku:
W mieście Lwów policjanci ukraińscy zamordowali 1 Polaka (był to Franciszek Biłek) i zrabowali jego dokumenty; W latach 60-tych do rodziny ofiary dotarła wiadomość, że w Warszawie mieszka człowiek, który ma takie same dane osobowe. Nie dokonano jednak w tej sprawie dochodzenia (Siekierka..., s. 541; lwowskie).
We wsi Łoszniów pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 16 Polaków. Inni: „zostało zam. 16 osób NN, w tym rodzina organisty”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
Na drodze ze wsi Łukowiec do wsi Bukaczowce pow. Rohatyn: „Górska Stefania z Bukaczowiec (Piaski) ok. 35 lat oraz Kowalówna Janka z Karolówki 20 lat i Lisówna Jadwiga ok. 20 lat – 20 lipca 1944; zatrzymane na drodze z Łukowca do Bukaczowiec i zamordowane” (Krystyna Tokarska: „Lista zamordowanych”, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).
We wsi Pietnice pow. Dobromil: „Zwracam się do Państwa z uprzejmą prośbą o wpisanie na listę Polaków zamordowanych w Galicji przez bandy UPA mego dziadka Stanisława Reitera. Stanisław Reiter, sołtys, Obrońca Lwowa, 20.07.1944 r. Pietnice - Dobromil – Przemyśl" Niektóre dane z życiorysu dziadka. Stanisław Reiter, syn Stefana, ur. 11.04.1896. w miejscowości Pietnice, gmina Dobromil, powiat Przemyśl. 19 marca we Lwowie za obronę Lwowa i Kresów Wschodnich w r. 1918-1919 został odznaczony przez Dowódcę Armii Wschód gen. Rozwadowskiego odznaką honorową "Orlęta" nr 41240. Przez dwie kadencje był sołtysem w miejscowości Pietnice, gdzie wybudował Dom Ludowy. W 1938 został odznaczony Krzyżem Brązowym za działalność na polu społecznym. Był również założycielem i Prezesem Związku Strzeleckiego w tej miejscowości oraz Prezesem Ochotniczej Straży Pożarnej. 20.07.44 r. został uprowadzony i zamordowany przez policję ukraińską. Miejsce pochówku nie jest znane, gdzieś w lesie koło Dobromila”. (Ryszard Reiter http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ).
We wsi Świdnica pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Żmijowiska pow. Lubaczów zamordowali 4 Polaków (2 kobiety, dziecko i mężczyznę).

- 1945 roku:
W miejscowości Bircza pow, Przemyśl na cmentarzu ma grób Bartosiewicz Zdzisław ur. 1926, który zginął z rąk UPA 20 VII 1945. (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zab ... iary1.html).
We wsi Janów Lwowski pow. Gródek Jagielloński upowcy zamordowali 20-letniego Polaka: był duszony paskiem, miał wyrwany język, rozbitą głowę i liczne rany kłute.

- 1946 roku:
W mieście Przemyśl woj. rzeszowskie na przedmieściu Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.

- 1947 roku:
We wsi Futory pow. Lubaczów upowcy zamordowali 25-letniego Polaka, podporucznika WP.

W nocy 20 na 21 lipca

- 1943 roku:
W kol. Podsielecze pow. Kostopol Ukraińcy w kolejnej obławie na ukrywających się w lasach i na bagnach zamordowali 11 Polaków, w tym porąbali i pokłuli: Grzegorza Sulikowskiego, lat 48, jego żonę Anastazję, lat 45 i ich dzieci: 16-letnią Józefę, 14-letniego Józefa, 12-letniego Marcelego, 7-letnią Malwinę, 3-letnią Janinę i niemowlę Danutę; ponadto 28-letniego Antoniego Rudnickiego cięli piłą po kawałku od stóp do głowy, jego 25-letniej żonie w ciąży rozpruli brzuch oraz zamordowali ich 3-letniego syna Czesława (Siemaszko..., s. 315).
We wsi Sieniawa pow. Brzeżany: „W nocy z 20 na 21.VII.1943. Sieniawa pow. Brzeżany. Przed obejście gospodarza Nenycza zajechała furmanka i dwóch osobników konno. Wyprowadzili Nenycza i jego żonę z mieszkania, kazali im siadać na furę i odjechali w nieznanym kierunku. Sprawcy mówili po ukr. byli to prawdopodobnie Ukraińcy z sąsiedniej wsi” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i tej zbrodni.
W kol. Stepanie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 1 Polaka, rymarza.

- 1945 roku:
We wsi Zawadka pow. Lesko Ukraińcy zamordowali 4-osobową rodzinę polską.

- 1946 roku:
We wsi Żohatyn pow. Przemyśl upowcy uprowadzili i zamordowali w lesie 3 Polaków, w tym kobietę i 19-letniego chłopca.

18 lub 21 lipca

- 1943 roku:
We wsi Ożgowo pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 3 starszych Polaków.

21 lipca

- 1941 roku:
We wsi Komarno pow. Rudki zamordowany został przez Ukraińców brat zakonny, bernardyn z klasztoru lwowskiego, br. Jan Franciszek Ksawery Galka.
W mieście Krzemieniec na podstawie listy ułożonej przez nacjonalistów ukraińskich Niemcy aresztowali polską inteligencję. Między 28 a 30 lipca pobitych Polaków wyprowadzili pijani oprawcy pod Górę Krzyżową i rozstrzelali – około 30 Polaków: nauczycieli, lekarzy, adwokatów, kupców, studentów.
We wsi Wola Wielka pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.

- 1943 roku:
W kol. Nowiny pow. Włodzimierz Wołyński w walce z UPA zginął 1 Polak z samoobrony.
We wsi Kosmacz pow. Kołomyja banderowcy zamordowali 5 Polaków, w tym inż. Alojzego Żmigrodzkiego z 5-letnią córką Krystyną.
We wsi Witkowce pow. Krzemieniec: „Dnia 21.VII (środa) 1943. Zabili bandyci w Witkowcach następujących starców Polaków, nie mogących uciekać: 1. Liskiewiczowa Anna: 71 lat 2. Liśkiewicza Adama:48 lat (ułomny kaleka). 3. Szynkaruk Marcin (80 lat). 4. Ciura Marcelina (85 lat). 5. Murza Franciszek (80 lat). 6. ? (Andrzej Biernat, 23.11.2009, na podstawie zeszytów o. Tadeusza Chrobaka. Fragmenty wybrała Iwona Kopańska – Konon; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko na s. 438 podają odnośnie wsi Witkowce: „W Wielkim Tygodniu (19 – 23 kwietnia) 1943 r., w nocy, upowcy zabrali z domów trzech mężczyzn o nie zapamiętanych nazwiskach: woźnicę hr. Grocholskiego z Kołodna; działacza harcerskiego; i „przykładnego” katolika. Za wsią przywiązali ich za nogi do wozu konnego i wlekli za wozem aż na cmentarz w Kołodnie, tj. około 4 km”. Nie odnotowują mordu ww. osób.

- 1944 roku:
We wsi Młyny pow. Jarosław upowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Zadwórze pow. Przemyślany „Około 21.07.1944 r. jedna grupa rozbitej SS zam. kolejarza NN, Polaka”.(prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Żmijowiska pow. Lubaczów zamordowali 5 Polaków: dwa małżeństwa i mężczyznę.

W dniach od 20 do 22 lipca

- 1944 roku:
W miejscowości Lutowiska pow. Lesko zamordowali kilka rodzin polskich, około 30 osób.

22 lipca

- 1943 roku:
We wsi Bitków woj. stanisławowskie banderowcy zamordowali oficera rezerwy WP.
We wsi Boryczówka pow. Trembowla: „22.07.1943 r. został zamordowany Muszyński i.n., l. 27, syn Karola”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
W kol. Dmitrówka pow. Łuck zamordowali 43 Polaków; ciała ofiar znajdowano pokawałkowane w różnych miejscach; 20-letni Józef Figa miał zdzierane pasy skóry (Siemaszko..., s. 639). Podczas tego napadu został zastrzelony przez bojówkę UPA robotnik leśny Karl Figa lat 55, natomiast jego żonę Jadwigę lat 50 i córkę Anielę lat 25 zakłuli bagnetami. (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Hleszczawa (Kleszczawa) pow. Trembowla: „22.07.1943 r. zostali zam. na polu: Dżumaga i.n. – gospodarz; Sokół i.n. –gospodarz”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W kol. Lipska pow. Horochów wymordowali ludność cywilną w tej polskiej kolonii, liczba ofiar nie została ustalona; m.in. Ukraińcy torturowali 2 Polaków, swoich szkolnych kolegów, a potem spalili ich żywcem. Kolonia ograbiona i spalona przestała istnieć.

- 1944 roku:
We wsi Żmijowiska pow. Jaworów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: matkę z synem i drugą kobietę (Siekierka..., s. 355, lwowskie).

- 1945 roku:
We wsi Srogów pow. Sanok Ukraińcy uprowadzili 1 Polkę, której zwłoki odnaleziono w lesie 23 marca 1946 roku.

- 1946 roku:
We wsi Tarnawka pow. Przemyśl banderowcy na drodze zamordowali 2 Polaków: małżeństwo.

23 lipca

- 1943 roku:
We wsi Hleszczawa (Kleszczawa) pow. Trembowla: „23.07.1943 r. został zam. Michał Sokół l. 40”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W przysiółku Hubinek należącym do gminy Lubycza Królewska pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
W kol. Kamionka pow. Kostopol gdy przyszli upowcy upił ich jeden z mieszkających tutaj Ukraińców i Polacy ostrzeżeni zdążyli uciec. Za tę pomoc zamordowali oni 8-miu swoich rodaków, Ukraińców, w tym 2 dzieci.
We Lwowie policjanci ukraińscy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Ławrów pow. Łuck Ukraińcy z Zaborola zamordowali 1 Polkę.
We wsi Ochnówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 11 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę z 18-letnią córką której rozpruli brzuch, siekierami zarąbali 4-osobową rodzinę kowala z 2 synami, utopili w studni 68-letniego mężczyznę, zamordowali 7-miesięczne dziecko polsko-żydowskie (Żyda i Polki).
W przysiółku Posiecz wsi Łomna pow. Turka został zamordowany przez banderowców leśniczy Jan Tuczyński.
We wsi Zimno pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 42-letniego Polaka.

- 1944 roku:
We wsi Chłaniów pow. Krasnystaw żołdacy z Ukraińskiego Legionu Samoobrony razem z Niemcami spalili 35 gospodarstw polskich oraz zamordowali 45 Polaków; wśród morderców były także ukraińskie kobiety, ofiarami głównie kobiety i dzieci.
We wsi Władysławin pow. Krasnystaw żołdacy z Ukraińskiego Legionu Samoobrony razem z Niemcami zamordowali 23 Polaków (Konieczny..., s. 224).
We wsi Zapałów pow. Jarosław upowcy zamordowali 2 Polaków: małżeństwo Anna i Jan Nowak.
We wsi Żupanie pow. Stryj obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali głównie za pomocą siekier 49 Polaków, w tym całe rodziny.

- 1945 roku:
We wsi Kamienne pow. Sanok Ukraińcy zamordowali 1 Polaka i spalili jego dom.

W nocy z 23 na 24 lipca:

- 1943 roku:
We wsi Lipica Dolna pow. Rohatyn: „W nocy z 23 na 24.VII.1943. Lipica Dolna pow. Rohatyn. Ukraińscy bandyci napadli na b. posterunkowego nazwiskiem Gil. W wyniku czego został on uprowadzony” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
We wsi Bitkowce pow. Rohatyn: „W nocy z 23 na 24.VII.1943. Bitkowce koło Rohatynia. Uprowadzony został przez Ukraińców młynarz, zaś kasjer młyna został w czasie ucieczki zastrzelony. Obydwaj narodowości polskiej” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). Siekierka i inni...., nie wymieniają tej miejscowości i tej zbrodni.

Między 22 a 24 lipca

- 1944 roku:
W leśniczówce Wisłok Wielki nadleśnictwo Komańcza pow. Sanok został zamordowany wraz ze służącą przez UPA leśniczy Adam Chrzanowski, ur. 1910 r. (Edward Orłowski..., jw.).

24 lipca

- 1943 roku:
We wsi Kosmacz pow. Kołomyja Ukraińcy zamordowali 8-osobową rodzinę polską Klisowskich.
W majątku Lityń pow. Kowel miejscowi Ukraińcy zamordowali młode polskie małżeństwo.
We wsi Michałków pow. Kołomyja banderowcy zamordowali Polaka, rolnika.
We wsi Piatydnie pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 48-letniego Polaka.
We wsi Pistyń pow. Kosów Huculski obrabowali plebanię, uprowadzili ks. Józefa Grzesiowskiego i udusili go sznurem na łące pod lasem koło wsi Szeszory.
W kol. Podryże pow. Kowel zamordowali 1 Polaka.
We wsi Szeszony pow. Kosów Huculski uprowadzili i zamordowali dr Stanisława Kaliniewicza, ordynatora szpitala w Kołomyi; „Doktor został przebity bagnetem, w głowie miał trzy kule, jedną nogę złamaną, drugą bosą, plecy spalone do kości” (Jastrzębski..., s. 183, stanisławowskie; „Na Rubieży” nr 33-34/1999).

- 1944 roku:
Koło miejscowości Moderówka i Iwonicz woj. rzeszowskie w lesie Grabińskim ukraińscy esesmani z SS „Galizien – Hałyczyna” zamordowali 72 Polaków więźniów więzienia w Jaśle (IPN Rzeszów, S 92/12/Zn).
We wsi Oleszyce Stare pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Olszany pow. Przemyśl zamordowali 3 Polaków.
W mieście Rudki woj. lwowskie policjanci ukraińscy zastrzelili 19-letniego Polaka (był to Franciszek Bilek) i zrabowali jego dokumenty (patrz: 20 lipca).
We wsi Wyżniany pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali 1 Polaka (Wyspiański J., s. 219).

- 1945 roku:
We wsi Brzozowiec pow. Sanok Ukraińcy zamordowali 5 Polaków, w tym kobietę i żołnierza WP.
We wsi Budomierz gm. Lisie Jamy pow. Lubaczów został zamordowany przez UPA gajowy Rudolf Kulmatycki, lat 40. (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Małkowice pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali 20-letnią Polkę.

- 1946 roku:
W miejscowości Bircza pow. Przemyśl na cmentarzu komunalnym ma grób 12 żołnierzy WP: Adamski Władysław ur. 1923, Jarzecki Henryk ur. 1923, Jegier Marian ur. 1923, Mika Jan ur. 1922 Mizgier Jerzy ur. 1924, Piętka Józef ur. 1924, Purwin Józef ur. 1924, Rynkiewicz Józef ur. 1923, Wardak Jan ur. 1925, Wojciechowski Stanisław ur 1923, Wojciuszkiewicz Józef ur. 1924, Ziała Cezary ur. 1924, którzy zginęli w obronie ludności polskiej 24 VII 1946 (.http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zab ... iary1.html ).
We wsi Budomierz pow. Lubaczów upowcy zamordowali 2 Polaków: gajowego i milicjanta.

W nocy z 24 na 25 lipca

- 1944 roku:
We wsi Białe pow. Przemyślany banderowcy zamordowali 8 Polaków.
We wsi Dunajów pow. Przemyślany zamordowali 2 Polaków.

25 lipca

- 1943 roku:
We wsi Gnojno pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską: 37-letnią matkę i jej 6 dzieci.
W kol. Jeziorany Czeskie pow. Łuck około 10-osobowa grupa upowców uzbrojona w karabiny, siekiery, noże i piłę do cięcia drzewa zamordowała 14 Polaków, w tym dwie rodziny, które uciekły z Jezioran Szlacheckich, chociaż tam wcześniej opłaciły złotem Ukraińcom swe bezpieczeństwo i otrzymały obietnice, że nic nikomu się nie stanie. Wszystkie osoby torturowali 4 -5 godzin zadając liczne obrażenia. Kobietom poobcinali piersi i zmasakrowali twarze, wszystkich dźgali bagnetami. Zaczynali od najmłodszych członków rodziny kończąc na najstarszych. Podczas mordowania „powstańcy ukraińscy” mówili, że ofiary „muszą długo umierać, bo są dobrymi ludźmi”. Zginęli: 48-letni Stanisław Biernacki, jego około 45-letnia żona Maria, ich dzieci: 24-letni Franciszek, 22-letnia Stefania, 20-letnia Halina, 18-letnia Bronisława i 5-letnia Jadwiga; druga rodzina: 41-letni Józef Biernacki, jego 39-letnia żona Marta, ich córki: 16-letnia Stanisława i druga, 14-letnia; a także nauczycielka tych dzieci Pecowa oraz przebywający u Józefa Biernackiego: 45-letnia Ewelina Budkiewicz - siostra Marty Biernackiej- i 45-letni Sinicki – siostrzeniec Józefa Biernackiego (Siemaszko..., s. 597).
We wsi Ławrów pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

- 1944 roku:
We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym 16-letniego.

- 1945 roku:
We wsi Hadyńkowce pow. Kopyczyńce upowcy uprowadzili 2 polskie rodziny liczące 10 osób, zwłoki ich odnaleziono w studni.
We wsi Polańczyk pow. Lesko (Bieszczady) zamordowali 3 Polaków.

- 1946 roku:
We wsi Przysłup pow. Lesko banderowcy zamordowali 1 Polaka, sołtysa.

26 lipca

- 1941 roku:
We Lwowie gestapowcy rozstrzelali aresztowanego 2 lipca przez ukraińskich żołdaków z batalionu „Nachtigall” prof. Kazimierza Bartela, trzykrotnego premiera RP. „Przed rozstrzelaniem aresztowani przechodzili upokorzenia i męczarnie, w szczególności ze strony Ukraińców, np. profesora K. Bartla, w więzieniu przy ul. Łąckiego, zmuszono do czyszczenia butów Ukraińcowi z policji pomocniczej, szydząc, „by polski profesor czyścił buty parobkowi ukraińskiemu od koni”. (Siekierka..., s. 538, lwowskie).

- 1943 roku:
We wsi Gaje pow. Lwów (Bogdanówka ?) został zamordowany przez bojówkę OUN w czasie podróży z Zadwórza do Lwowa leśniczy Kuczyński Henryk lat 40.
We wsi Jabłonów pow. Kołomyja banderowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Posiecz pow. Stanisławów uprowadzili i zamordowali 1 Polaka, był to leśniczy Tyczyński ; los pozostałych Polaków (około 50 osób) nie został ustalony.
W kol. Pzebraże pow. Łuck w potyczce z upowcami zginął 1 Polak.
We wsi Radochówka pow. Równe Ukraińcy zamordowali 21-letniego Polaka.

We wsi Bukowina pow. Biłgoraj 26 lipca 1943 roku miał miejsce pierwszy odwet Polaków wobec Ukraińców: Oddział AK-NOW „Ojca Jana” spalił 31 gospodarstw, które wcześniej należały do Polaków i zastrzelił 10 Ukraińców

- 1944 roku:
We wsi Buszkowice pow. Przemyśl miejscowi Ukraińcy zamordowali 1 Polaka a jego ciało wrzucili do rzeki San.
We wsi Posiecz koło Łysieca pow. Stanisławów został uprowadzony i zamordowany przez bojówkarzy SB-OUN leśniczy o nazwisku Tyczyński.
We wsi Siemianówka pow. Lwów esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 29 Polaków, w tym 15 Polaków w publicznej egzekucji; natomiast w walce z bojówką UPA poległo 4 Polaków; tj. łącznie zginęło 33 Polaków.

- 1945 roku:
We wsi Bóbrka pow. Lesko upowcy zamordowali 2 Polaków.

- 1946 roku:
We wsi Malawa koło Birczy pow. Przemyśl uprowadzili Polaka, sołtysa, który zaginął bez wieści
We wsi Wysocko pow. Jarosław upowcy zamordowali 5 żołnierzy WP

- 1947 roku:
We wsi Jawornik Ruski pow. Dobromil w walce z sotnią „Burłaki” rannych zostało 18 żołnierzy z 28 pp. 9DP, a 33 dostało się do niewoli i zostało zamordowanych.
We wsi Nowa Grobla pow. Jarosław upowcy zamordowali 21-letniego Polaka, milicjanta.

W nocy z 26 na 27 lipca

- 1943 roku:
We wsi Gaje pow. Lwów banderowcy zamordowali w młynie 3 Polaków, w tym kobietę. Inni: we wsi Gaje Smoleńskie pow. Brody pow. Brody zostało zamordowanych we młynie przez Ukraińców 3 Polaków: Franciszka Oliwianka l. 32, Alojzy Suchacki l. 28 i Józef Szulik l. 61. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).

27 lipca

- 1941 roku:
We Lwowie zamordowany został przez Ukraińców zakonnik z oo. Bernardynów br. Ksawery Gałek

- 1943 roku:
W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck podczas napadu UPA zginęło 3 Polaków, w tym 18-letni.
We wsi Gnojno pow. Włodzimierz ukraińscy policjanci zamordowali Feliksę Dolecką uciekającą ze wsi Swojczów do Włodzimierza Wołyńskiego. „Antonina i Kazimierz wspominają także: "Na rok przed swoją śmiercią przyszedł do nas Bolesław Roch i jak zwykle wspominaliśmy też tragiczne wydarzenia na Wołyniu. W pewnym momencie wspomniałem moją i mojej żony serdeczną koleżankę Felicję Dolecką. Zwierzyłem się Bolkowi, że nie wiem do dziś, co się z nią właściwie stało, słuch po niej zaginął. Wtedy Bolek zaskoczony zapytał mnie znacząco: "To ty nie wiesz, została brutalnie zamordowana przez Ukraińców w Gnojnie!" I zaczął nam opowiadać, jak to się stało: "Z posterunku policji ukraińskiej w Gnojnie przyjechało do domu Felicji w Swojczowie, dwóch znanych jej ukraińskich policjantów. Powiedzieli do Felicji tak: "Zbieraj się odwieziem cię do Włodzimierza Wołyńskiego, bo tutaj Ukraińcy cię zabiją!" Ona już w tym czasie wiedziała o tragedii jaka wydarzyła się niedawno w polskim Dominopolu. Zaufała Ukraińcom, zebrała pospiesznie swoje rzeczy do walizek, wsiadła z nimi na furmankę i odjechali. Zamiast jednak do Włodzimierza Wołyńskiego pojechali w trójkę na posterunek policji ukraińskiej w Gnojnie. Tam ją gwałcili, a w końcu zaciosali kołka i wbili jej ten pal w błonę poślizgową. Tak wbili ją na pal, zupełnie jak za okrutnych czasów ich bohatera narodowego Bohdana Chmielnickiego." Z tego co nam dalej mówił zorientowałem się, że Bolkowi powiedział o tym Stanisław Czop. Staszek, który już umarł, był Polakiem z Niedzielisk. Ożenił się jeszcze przed wojną z Ukrainką z Siedlisk koło Zamościa i przystał ściśle do Ukraińców. W lecie 1943 r. był komendantem policji ukraińskiej właśnie w Gnojnie, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Na własne oczy widział jak zamordowano Felicję Dolecką ze Swojczowa. Po wojnie zamieszkał ponownie w Siedliskach i właśnie tam opowiedział swoje świadectwo Bolkowi Roch.” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: jw.).
W przysiółku Hubinek należącym do wsi Lubycza Królewska pow. Rawa Ruska (Tomaszów Lubelski) upowcy zamordowali 5 Polaków, w tym 4 kobiety.
We wsi Komnatka pow. Krzemieniec zamordowali 4 Polaków: 4-letniego chłopca oraz matkę z 2 córkami.
We wsi Rosochacz pow. Turka zamordowali 4 Polaków: gajowego Michała Sztogryna, jego żonę Franciszkę, ich 3-miesięczne dziecko Kazimierza oraz siostrę gajowego Marię Gron.

- 1944 roku:
We wsi Bihale pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Krasne pow. Jaworów zamordowali 3 Polaków.
We wsi Lubycza Kameralna w przysiółku Hubinek pow. Rawa Ruska w kolejnym napadzie Ukraińcy zamordowali 7 Polaków: 2 mężczyzn, 2 kobiety i 3 dzieci.
We wsi Sielnica pow. Przemyśl miejscowi Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

- 1946 roku:
We wsi Bachów pow. Przemyśl upowcy zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety, jedną 20-letnią.

28 lipca

- 1942 roku:
W kol. Buda pow. Równe Ukraińcy zamordowali 17-letniego Polaka.

- 1943 roku:
We wsi Kołodeżno pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską z 24-letnią córką.
We wsi Łoszniów pow. Trembowla zamordowali 1 Polaka.
W mieście powiatowym Skałat został zamordowany przez bojówkę OUN-UPA leśniczy Zdzisław Popowski (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Zaturce pow. Horochów zamordowali 22-letnią Polkę.

- 1944 roku:
We wsi Kamionka pow. Miechów żandarmeria niemiecka oraz oddział Ukraińców z Dywizji SS „Galizien” – „Hałyczyna” dokonały pacyfikacji mordując 7 Polaków i paląc 15 zabudowań gospodarczych.
We wsi Kańczuga pow. Przeworsk zamordowany został na drodze w pobliżu miejscowości przez bojówkarzy z UPA gajowy Paweł Pelc (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Lipa pow. Przemyśl upowcy zamordowali 1 Polaka oraz powiesili Ukrainkę, żonę Polaka, który uciekł do Birczy.
We wsi Myczkowce pow. Lesko zamordowali 4 Polaków.
W miasteczku Opatowiec pow. Miechów podczas pacyfikacji niemiecko-ukraińskiej zamordowanych zostało 31 mieszkańców oraz w walce poległo 4 żołnierzy AK: „28 lipca 1944 r. w Opatowcu doszło do walki pomiędzy oddziałami Armii Krajowej i własowcami po której nastąpiła hitlerowska pacyfikacja wsi. Zamordowanych zostało 31 osób, w tym dzieci. Ogółem hitlerowcy spalili około 30 zabudowań, 10 osób zostało spalonych żywcem” (http://pl.wikipedia.org/wiki/Opatowiec ); „Niemcy w odwecie zorganizowali silami batalionu faszystów ukraińskich pacyfikację Opatowca w dniu 29 lipca, mordując mieszkańców, gwałcąc kobiety i paląc budynki. Na pomoc mordowanej ludności Opatowca przybyły oddziały podobwodu koszyckiego /…/ zmuszając ukraińsko-niemieckich SS-manów do wycofania się za Wisłę” (Bolesław Nieczuja-Ostrowski: „Kazimiersko - proszowicka rzeczpospolita partyzancka (3)”: w: http://www.24ikp.pl/serwis/wiecej/rpp19 ... rp/art.php)
We wsi Przysieka pow. Miechów żandarmeria niemiecka oraz oddział Ukraińców z Dywizji SS „Galizien” – „Hałyczyna” dokonały pacyfikacji mordując 7 Polaków i paląc 22 zabudowania gospodarcze.

- 1945 roku:
We wsi Lipa pow. Przemyśl upowcy zamordowali 1 Polaka oraz powiesili Ukrainkę, żonę Polaka, który uciekł do Birczy.
29 lipca

- 1943 roku:
We wsi Iwanówka pow. Trembowla: 29.VII.1943. Iwanówka pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali Polaka, b. elewa orkiestry KOP w Kopyczyńcach” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tego zabójstwa.
We wsi Łoszniów pow. Trembowla: „29.VII.1943. Łoszniów pow. Trembowla. Miejscowi Ukraińcy: Góral Józef, Kobel Wasyl, Wasylków Paweł, Pasieka Władysław, Bejchor Władysław zamordowali Polaka akademika Edwarda Leszczyńskiego” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tego zabójstwa.
We wsi Pistyń pow. Kosów Huculski Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską.
W kol. Polesie pow. Równe zamordowali 52-letniego Polaka.

- 1944 roku:
We wsi Dąbrowa pow. Tomaszów Lubelski upowcy zamordowali 29 Polaków, mężczyzn.
We wsi Leszczowate pow. Lesko „UPA napadła na dwór gdzie torturowano, zamordowano i zbezczeszczono zwłoki miejscowego ziemianina i właściciela Jana Garschinga lat 35 i jego żony Ireny lat 22”. (http://www.rodaknet.com/rp_wycislak_28.htm ).
We wsi Ujście Jezuickie pow. Miechów w pacyfikacji niemiecko-ukraińskiej zamordowanych zostało kilku mieszkańców: „Po drugiej stronie Wisły zaatakowały n-pla oddziały placówki "Wacława" pod d-twem Józefa Niejadlika, zadając mu duże straty i nękając ogniem na przeprawie przez całą noc. O świcie Ukraińcy pod d-twem oficera niemieckiego natarli na partyzantów i paląc wieś Ujście Jezuickie oraz mordując kilku jej mieszkańców, wycofali się z pola walki. Straty własne wynosiły 34 zamordowanych mężczyzn, kobiet i dzieci, w tym czterech żołnierzy AK, mieszkańców Opatowca i Ujścia Jezuickiego”. (Bolesław Nieczuja-Ostrowski: „Kazimiersko - proszowicka rzeczpospolita partyzancka (3)”: w: http://www.24ikp.pl/serwis/wiecej/rpp19 ... rp/art.php).

- 1945 roku:
We wsi Hadyńkowce pow. Kopyczyńce upowcy zamordowali Polaka z “Istriebitielnych Batalionów” (Kubów..., jw.).
W mieście Jarosław na cmentarzu komunalnym ma grób 6 żołnierzy WP, którzy zginęli z rąk UPA 29 VII 1945: Ciechoń Zbigniew ur. 1923, Nakwas Mikołaj ur. 1913, Sierkowski Władysław ur. 1921, Skwarkowski Władysław ur. 1921, Szurawski Feliks ur. 1922, Woszczyło Stanisław ur. 1915. http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zab ... iary1.html

W nocy z 29 na 30 lipca

- 1946 roku:
We wsi Szklarki pow. Gorlice Ukraińcy obrabowali gospodarstwa polskie oraz zamordowali 1 Polaka.

Od lutego do 30 lipca

- 1943 roku:
W kol. Janówka pow. Sarny upowcy zamordowali 12 Polaków z rodziny Bieleckich.

30 lipca 1941 roku w Londynie podpisany został układ między rządem RP a rządem ZSRR, tzw. układ Sikorski – Majski, unieważniający zmiany terytorialne dokonane w ramach paktu Ribentropp – Mołotow – jak określono „utraciły one moc obowiązującą”.

30 lipca

- 1943 roku:
W kol. Antonówka pow. Sarny upowcy oraz chłopi ukraińscy spalili 98 zagród polskich i zamordowali co najmniej 28 Polaków. Około godz. 23-ciej następuje atak UPA na kolonie: Perespa, Sunia, Antonówka, Terebunia, Załawiszcze, Parośle II, Wydymer, osadę Piłsudy oraz inne miejscowości położone na północ od torów kolejowych. Polacy uciekają w kierunku stacji kolejowej licząc na ochronę oddziału niemieckiego. Po drodze natknęli się na zasadzkę upowców, którzy wyszli tyralierą z lasu spod stacji. Zabijali siekierami, pikami, bagnetami, widłami. W kol. Perespa zginęło co najmniej 20 Polaków, prawdopodobnie tyle samo w kol. Sunia oraz co najmniej 28 osób w Antonówce, głownie kobiet i dzieci. Wśród ofiar, których liczba przekroczyła 100 osób, byli uciekinierzy m.in. z Huty Stepańskiej. Po lasach i bagnach trwa przez kilka dni polowanie na ukrywające się rodziny, grupki, bądź pojedynczych Polaków oraz bestialskie mordowanie schwytanych
We wsi Bielin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 2 Polaków lat 18 i 20.
We wsi Boremel pow. Dubno zamordowali 2 Polki.
W majątku Dąbrowa, w koloniach: Porada, Rafałówka, Sernikowa Niwa, Setkówka, Kruszewo, Krasna Góra, Janówka, Grabina, Giedrojciówka, Purbejówka oraz w futorze Struga – wszystkie w pow. Sarny, upowcy i chłopi ukraińscy dokonują rzezi ludności polskiej. Liczba ofiar nie jest znana. Ci, co zdołali uciec, w następne dni są wyłapywani, torturowani i zabijani, większość zwłok nie została pogrzebana.
W kol. Kopaczówka pow. Sarny zamordowana została rodzina polska, która przyszła pracować na polu: Adam Wolak, jego żona i 20-letnia córka Genowefa. Ukraińcy ojca zarąbali siekierą, matce i córce w czasie tortur zdzierali skórę i solili rany.
W kol. Giedrojciówka pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa, wiadomo o zamordowaniu 1 Polaka.
W kol. Grabina pow. Sarny zamordowali kilkunastu Polaków, imiennie znane są tylko 2 ofiary.
We wsi Hołyczówka pow. Równe zamordowali 4-osobową rodzinę polską: matkę z 3 dzieci lat 3, 6 i 12.
We wsi Hwozdów pow. Równe zamordowali 2 Polki, reszta Polaków zdołała uciec do miasteczka Korzec.
We wsi Jasieniów Górny pow. Kosów Huculski zamordowali Polaka, pracownika poczty.
W kol. Krasna Górka pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa, wiadomo o zamordowaniu 1 Polaka.
W kol. Kruszewo pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa, wiadomo o zamordowaniu 2 Polaków.
We wsi Mołotków pow. Krzemieniec zamordowali 17 Polaków.
W kol. Poroda pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Przerwa pow. Sarny Polacy bronili się przez dwa dni podczas napadu upowców, zamordowanych zostało 2 Polaków.
W kol. Purbejówka pow. Sarny upowcy spalili polskie gospodarstwa i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znana jest tylko 1 ofiara.
W kol. Sernikowa Niwa pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znana jest tylko 1 ofiara.
W kol. Setkówka pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znane są tylko 2 ofiary.
W futorze Struga pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znana jest tylko 1 ofiara.
We wsi Szumbor pow. Krzemieniec Ukraińcy zniszczyli całkowicie kościół pw. Najświętszego Serca Jezusa z 1905 roku, wycięli stare lipy i zniszczyli grobowce.
W miasteczku Włodzimierzec pow. Sarny upowcy zastrzelili 43-letnią Polkę.
We wsi Żabie pow. Kosów Huculski zamordowali 3 Polaków, w tym ojca z dzieckiem.

- 1944 roku:
We wsi Bereska pow. Lesko banderowcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Leszczowate pow. Lesko zamordowali 20 Polaków. „Torturowani, zamordowani i zbezczeszczone zwłoki: Kuźmiński Feliks, Kuźmińska Katarzyna, Kuźmińska Maria, Kuźmińska Anna, Kuźmiński Stanisław, Zdziebko Maria, Zdziebko Teres, Zdziebko Kazimierz (lat 9), Zdziebko Zygmunt (lat 5), Zdziebko Józef (lat 2), Zdziebko Stanisław (lat 2), Stefanow Antoni, Stefanow Józefa, Stefanow Julia, Stefanow Zofia, Johan Jan, Czelny Stanisław, Pysulak Teodor. W mordzie uczestniczyli mieszkańcy Leszczowatego, Wańkowej, Jureczkowej - jako policjanci ukraińscy pod dowództwem Worony /wg protokołu spisanego przez proboszcza ks Adama Czepka, źr. MMJ, KsWP, s 308 NR 1998,nr 29 s 23/” (http://www.rodaknet.com/rp_wycislak_28.htm).
We wsi Ropienka pow. Lesko „UPA zamordowała 13 Polaków i Ukrainkę oraz 7 mieszkańców Berlikowa, którzy tam przebywali.” (http://www.rodaknet.com/rp_wycislak_28.htm ). Wśród zamordowanych uciekinierów ze wsi Brelików były 4 kobiety, z których jedna miała 17 lat.
We wsi Wańkowa pow. Lesko zamordowali 8 Polaków.

- 1945 roku:
We wsi Bereska pow. Lesko (Bieszczady) upowcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Bezmiechowa Górna pow. Lesko zamordowali 4 Polaków.
We wsi Glinne pow. Lesko zamordowali 2 Polaków.
We wsi Lipa pow. Przemyśl zamordowali 8 Polaków, a pozostałych wypędzili zabraniając powrotu.
We wsi Orelec pow. Lesko zamordowali 2 Polaków.
We wsi Ruska Wieś pow. Przemyśl zamordowali 1 Polaka.

Po 30 lipca

- 1943 roku:
We wsi Tutowicze pow. Sarny Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, którzy wybrali się do swoich gospodarstw.

W nocy z 30 na 31 lipca

- 1943 roku:
W osadzie Antonówka pow. Sarny upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali 28 Polaków, głownie kobiety i dzieci, uciekinierów z sąsiednich wsi napadniętych przez upowców i chłopów ukraińskich.
W gminie Antonówka pow. Sarny (osada Antonówka, kol. Kopaczówka, kol. Kruszewo, kol. Parośla II, kol. Perespa, osada Piłsudy, futor Struga, kol. Sernikowa Niwa, kol. Sunia, kol. Terebunia, kol. Rosochy, kol. Wydymer, kol. Załawiszcze) upowcy oraz okoliczni chłopi ukraińscy uzbrojeni w siekiery, widły, piki i inne narzędzia wymordowali ponad 100 Polaków.
W kol. Parośla II pow. Sarny zamordowali co najmniej 2 Polaków.
W kol. Perespa pow. Sarny zamordowali około 20 Polaków; 1,5-roczne dziecko leżało obok martwej matki; zabrano kobietę z widłami wbitymi w brzuch.
W osadzie Piłsudy pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa, wiadomo o zamordowaniu 1 Polaka.
W kol. Sunia pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa i zamordowali co najmniej 7 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę.
W kol. Terebunia pow. Sarny spalili polskie gospodarstwa i zamordowali co najmniej 3 Polaków.
W kol. Wydymer pow. Sarny Polacy podjęli obronę, poległo 10 ukraińskich napastników, liczba polskich ofiar jest nieznana.
W kol. Zatawiszcze pow. Sarny upowcy i chłopi ukraińscy spalili polskie gospodarstwa i zamordowali co najmniej 2 Polaków.

30 lub 31 lipca

- 1943 roku:
W okolicach Antonówki pow. Sarny upowcy zamordowali 4 Polaków uciekających z Huty Stepańskiej: 6-letniego chłopca, dwie dziewczyny 20-letnie i jedną 19-letnią, ciężko poranili 1-rocznego syna 20-letniej zamordowanej Polki oraz siostrę drugiej 20-letniej Polki (Siemaszko..., s. 812).

31 lipca

- 1943 roku:
We wsi Jaromel pow. Łuck podczas ataku upowców zginęło 3 Polaków ochraniających żniwiarzy.
W kol. Przebraże pow. Łuck nastąpił atak około 3500 Ukraińców, w tym 2,5 tys. uzbrojonych w broń palną oraz około 1 tysiąca uzbrojonych w dzidy, siekiery, drągi, noże itp.; atak został odparty.

- 1944 roku:
We wsi Janowice pow. Proszowice oraz w mieście Proszowice woj. kieleckie ukraińskie oddziały kolaboracyjne (prawdopodobnie Ukraiński Legion Samoobrony) dokonały pacyfikacji, liczba ofiar nie jest znana: „31 lipca maszerując na koncentrację Samodzielnego Batalionu Partyzanckiego "Skała" oddziały "Grom" i "Skok", pod d-twem por. "Wierzby", przepędziły oddział Ukraińców penetrujący w tym czasie Proszowice. W tym okresie należy jeszcze zarejestrować zwycięskie uderzenie oddziału ppor. "Jaxy" na ukraiński oddział SS, przeprowadzający pacyfikację w m. Janowice. Zginęło wówczas 5 Ukraińców, a kilku zostało rannych. Zdobyto broń i amunicję.” (Bolesław Nieczuja-Ostrowski: „Kazimiersko - proszowicka rzeczpospolita partyzancka (3)”; w: http://www.24ikp.pl/serwis/wiecej/rpp19 ... rp/art.php)

- 1945 roku:
W miasteczku Baligród pow. Lesko upowcy zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę.
W miasteczku Bircza pow. Przemyśl zastrzelili 2 Polaków jadących furmanką.
We wsi Hadyńkowce pow. Kopyczyńce zamordowali 1 Polaka, Rosochatego N. (Kubów..., jw.).
We wsi Kotówka pow. Kopyczyńce zamordowali 1 Polaka.
We wsi Probużna pow. Kopyczyńce zamordowanych zostało przez banderowców 3 Polaków: Głogowska N. l. 60, Krzyków Zych l. 35, Zadorony Emil l, 23.(Kubów..., jw.).
We wsi Zawadka pow. Lesko zamordowali 9 Polaków (Prus..., s. 266).

31 lipca 1947 roku zakończyła się operacja wojskowa „Wisła”, w czasie której rozbite zostały oddziały UPA oraz przesiedlono na tzw. Ziemie Odzyskane około 140 tysięcy ludności ukraińskiej, łemkowskiej, z rodzin mieszanych oraz polskiej, przy czym ludność ukraińska stanowiła około 50% przesiedlonych.

Od marca do lipca

- 1943 roku:
We wsi Pianie pow. Dubno upowcy zamordowali kilka rodzin polskich, znane jest imiennie 13 ofiar, wszystkie zostały wrzucone do studni na skraju wsi.
We wsi Podhajce pow. Dubno zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym 10-letniego chłopca i dziewczęta lat 17 i 18.

Pomiędzy kwietniem a lipcem

- 1943 roku:
We wsi Zastawie pow. Horochów „ukraińscy partyzanci” zamordowali 3 Polaków: uprowadzili do lasu 22-letnią Henrykę Tomal, gdzie przez 3 dni wielokrotnie ją gwałcili, potem zamordowali i wrzucili do suchej studni w lesie. Ojca tej dziewczyny przerżnęli piłą; drugiemu mężczyźnie, o nazwisku Szubert, wydłubali oczy, obcięli język, ręce i nogi, a korpusem ciała podparli drzwi domu (Siemaszko..., s. 136).

Od kwietnia do lipca

- 1943 roku:
We wsi Wołczek pow. Włodzimierz Wołyński Polak Franciszek Mikulski obserwował, jak przez wieś do lasu upowcy zwozili lub prowadzili Polaków z rękami związanymi do tyłu, gdzie ich torturowali i mordowali, a następnie grzebali; ofiar było zapewne kilkaset; w tej wsi mieścił się sztab UPA zgrupowania zwanego „Świnarzyńską Siczą”; masowe „przesłuchania” i mordy trwały także w lipcu i sierpniu.

Pomiędzy majem a 11 lipca

- 1943 roku:
We wsi Bobły pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 4 Polaków, w tym rodziców z córką.

W okresie październik 1944 – lipiec 1946:
W miasteczku Drohobycz woj. lwowskie banderowcy zamordowali 15 Polaków.

Do końca lipca

- 1944 roku:
W mieście Skole pow. Stryj banderowcy zamordowali 30 Polaków.

W lipcu

- 1939 roku:
W miasteczku Barysz pow. Buczacz bojówkarze OUN zamordowali Kowcza Józefa “Katolik” (Kubów..., jw.).
We wsi Uście Zielone pow. Buczacz pod koniec lipca 1939 roku zostali zwabieni do lasu pod pozorem przyjścia z pomocą rannemu człowiekowi dwaj policjanci (w tym komendant miejscowego posterunku Policji Państwowej) oraz lekarz Włodzimierz Petryk i tam zabici. Śledztwo wykazało, że zbrodni dokonała OUN.(https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnie_ ... u_Zielonym).

- 1940 roku:
W wsi Kozaki pow. Złoczów bojówkarze OUN zamordowali 1 Polaka.
We wsi Monastyrka pow. Złoczów bojówkarze OUN zamordowali 1 Polaka
We wsi Torskie pow. Zaleszczyki został zamordowany przez Ukraińców Sdziszewski Antoni l. 35 (Kubów..., jw.).
We wsi Uhryńkowce pow. Zaleszczyko został zamordowany przez Ukraińców Uhlik Wiktor. (Kubów..., jw.).

- 1941 roku:
W miasteczku Barysz pow. Buczacz zostali zamordowani: Byk Piotr, Buda Piotr, Buda Michał, Czoper Stanisław, Drozdowski Stanisław, 2 osoby o nazwisku Fryc, Stasiów Maria, Stasiów Tekla. (Kubów..., jw.). Ponadto: „W lipcu 1941 r. zostali zabici przez banderowców: 1. Chmielewski Marian, kupiec; 2. Jaworski Józef rolnik; 3. Kamiński Władysław – gajowy, kawaler; 4. Koprowski Franiczek, rolnik; 5. Torończyk Antoni, rolnik.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W miejscowości Bełz pow. Sokal ukraińska policja aresztowała 5 Polaków, których po torturach rozstrzelało gestapo: ks. proboszcza Jakuba Dmitrowskiego, sierżanta WP, sędziego, notariusza i aptekarza.
We wsi Beremel pow. Dubno policjanci ukraińscy rozstrzelali 2 Polaków.
We wsi Biały Kamień pow. Złoczów po przejściu frontu niemiecko-sowieckiego zginęło 7 Polaków o nieustalonych nazwiskach (Kubów..., jw.).
We wsi Bobulińce pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, 28-letni mężczyzna był przywiązany do drzewa, miał wydłubane oczy, obcięty nos, uszy, język, palce u rąk i nóg. Inni: zginął Lipka N. “Jetti” (Kubów..., jw.).
We wsi Borki Wielkie pow. Tarnopol policja ukraińska uprowadziła Polaka, inżyniera, po którym ślad zaginął.
W mieście powiatowym Buczacz: „W lipcu 1941 r. policjanci ukraińscy zam. Boczara Józefa syna Macieja.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.). Był on mieszkańcem wsi Nowa Huta.
We wsi Byczkowce pow. Czortków ukraiński policjant zastrzelił Wojczyszyna Franciszka (Kubów..., jw.).
We wsi Chmieliska pow. Skałat policja ukraińska zamordowała 1 Polaka.
We wsi Cygany pow. Borszczów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
W Czarnym Lesie koło miasta Czortków rozstrzelani zostali trzej młodzi Polacy ze Skorodyniec, aresztowani i oskarżeni fałszywie przez policjantów ukraińskich o komunizm (m. in. przez banderowca Stasiuka Antoniego ps. “Żurawel”) Byli to: Szpytko Kazimierz, Rachański Antoni l. 18 i Stachowicz Kazimierz. (Kubów..., jw.).
We wsi Czechów pow. Buczacz na początku lipca banda Ukraińców uzbrojona w karabiny, widły, siekiery, kosy, łopaty, zamordowała 14 Polaków i 9 Ukraińców. M.in.: zarąbali siekierą Polkę Znamirowską, a jej trójce małych dzieci roztrzaskiwali główki o ramy drzwi, Polakowi Antoniemu Hińczakowi obcięli ręce i jeszcze żywego wrzucili do wspólnej mogiły i zasypali ziemią; Polkę Józefę Stanowską zabili ciosami ostrej motyki i noża – zmarła po kilku godzinach. Morderstwa przerwał wycofujący się oddział Armii Czerwonej (Komański..., s. 149). Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski podaje, że zginęło wówczas 11 Polaków (w tym 6-cioro małych dzieci) i 6 Ukraińców przeciwnych mordowaniu Polaków. Ofiary pochowano we wspólnej mogile, do której wrzucano i żywcem pogrzebano także ciężko rannych. Ci sami oprawcy uzbrojeni w siekiery, widły, kosy i noże chcieli dokonać rzezi ludności polskiej we wsi Słobódka Dolna, ale maszerująca ich kolumna została ostrzelana i rozproszona przez cofający się oddział wojsk sowieckich (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: „Zagłada Krościatyna”, w : „Nad Odrą” nr 1-2 z 2011 r.).
We wsi Dobrowody pow. Podhajce bojówkarze OUN zamordowali 3 Polaków: studenta lat 19, byłego komendanta „Strzelca” lat 27 oraz 50-letniego, którego przywiązali do konia i wlekli przez całą wieś.
W miejscowości Drohobycz woj. lwowskie na początku lipca bojówkarze OUN zamordowali 20 Żydów i 2 Polaków.
We wsi Dzików Nowy pow. Lubaczów bojówkarze OUN zamordowali 2 Polaków.
We wsi Gaje Smoleńskie pow. Brody bojówkarze OUN zamordowali 1 Polaka.
We wsi Gaje Wielkie pow. Tarnopol Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, byli to: Ciso Józef l. 20, Maria l. 19, Szymaski Stanisław.(Kubów..., jw.).
We wsi Hluboczek Wielki pow. Tarnopol policja ukraińska aresztowała 17 Polaków, po których ślad zaginął.
We wsi Huta Nowa pow. Buczacz: „W lipcu 1941 r. policja ukraińska zamordowała Padeskiego Antoniego (mordercy są wymienieni Na Rubieży Nr 77)”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Jezierzany pow. Borszczów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: Antoniego Niżyńskiego i Jana Rudnickiego oraz 1 Ukraińca (nauczyciela) i 1 Żyda.
We wsi Kluwińce pow. Kopyczyńce: „W lipcu 1941 r. zamordowano 6 Polaków NN powracających z więzienia w Berdyczowie” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Kowalówka pow. Buczacz został zamordowany Polak o nazwisku Delikatny, natomiast drugi Polak o nazwisku Podgórski bestialsko pobity zmarł w szpitalu w Buczaczu (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Kuropatniki pow. Brzeżany bojówkarze OUN zamordowali 27-letniego Polaka.
We wsi Laskowce pow. Trembowla zostali zamordowani: Gruszewski Bronisław, Michał, Frydrych Mikołaj, Owsiański Piotr, Władysław, Śnieżek Kazimierz; (Kubów..., jw.).
We Lwowie na ulicy Rosyjskiej i Boitów ukraińscy żołnierze batalionu „Nachtigall” zastrzelili kilku polskich studentów, których przyprowadziła bojówka ukraińskich nacjonalistów (Aleksander Korman, "Z krwawych dni we Lwowie w 1941 roku", Londyn, 1991).
We wsi Łanowce pow. Borszczów: „W lipcu 1941 r. policjanci ukraińscy zamordowali w czasie tortur zaaresztowanego Podlewskiego Emila.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie,,,. jw.).
We wsi Małowody pow. Podhajce policja ukraińska po torturach zamordowała Polaka – listonosza. Inni: Ukraińcy zamordowali Jana Skibińskiego (Kubów..., jw.).
We wsi Meducha pow. Stanisławów policjanci ukraińscy aresztowali kilku młodych Polaków; więzili ich, przesłuchiwali i torturowali przez kilka tygodni; władze niemieckie i węgierskie po interwencji uwolniły ich.
W miejscowości Monasterzyska pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Mogielnica pow. Trembowla bojówkarze OUN zamordowali 15 Polaków z rodzin Janickich, Malinowskich i Mazurów oraz Hoc Stanisława i Soleckiego Leona.(Kubów..., jw.).
We wsi Narajów pow. Brzeżany: „W pierwszych dniach lipca 1941 r. policja ukraińska aresztowała miejscowego strzelca (z byłego Związku Strzeleckiego – przypis S.Ż.) Naruszczaka Władysława. Okropnie go zbito, potem odwieziono do Brzeżan skąd nigdy nie wrócił”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Niemiłów pow. Radziechów bojówkarze OUN po torturach zamordowali 2 Polaków.
We wsi Nowosiółka pow. Podhajce sąsiad Ukrainiec zamordował 1 Polaka.
W kolonii Ostrowy pow. Luboml Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
We wsi Ostrzelce (?) pow. Skałat zabity został Jankowski N. (Kubów..., jw.).
We wsi Panowice pow. Podhajce Ukraińcy zamordowali 4 Polaków: Srokowskiego Józefa, dwóch mężczyzn NN i Szczombrowską Sabinę l. 56; (Kubów..., jw.).
We wsi Poczapy pow. Złoczów po przejściu frontu niemiecko-sowieckiego zginął Polak, który uciekł z sowieckiego więzienia; (Kubów..., jw.).
We wsi Poznanka Hetmańska pow. Skałat samozwańczy policjanci ukraińscy uprowadzili 12 Polaków, 10 zamordowali stosując tortury, natomiast dwóch wróciło po kilku dniach strasznie pobitych. Inni: zamordowano okrutnie 10 Polaków, m. in. zginęli: Stupak Bronisław i dwaj jego synowie, nauczyciel Wojna Jan i dwaj jego bracia Paweł i Eugeniusz oraz Ziemba Paweł.(Kubów..., jw.).
We wsi Potok Złoty pow. Buczacz w Ukraińcy zabili Polaka, Leszczuka Józefa l. 20 (Kubów..., jw.).
We wsi Rozdużany pow. Trembowla bojówkarze OUN zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Równe (Wołyń) policja ukraińska aresztowała polską inteligencję, w tym wszystkich nauczycieli. Po kilku dniach ok. 40 Polaków zostało rozstrzelanych przy ul. Białej.
We wsi Słobódka Górna pow. Buczacz: „W lipcu 1941 został zamordowany Adamowicz” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
We wsi Sokołów pow. Podhajce Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Sokołów pow. Stryj na rozkaz miejscowego prowidnyka OUN policjanci ukraińscy aresztowali 5 osób: 2 Polaków, 2 Żydów i 1 Ukraińca, których po torturach wrzucili do studni pod lasem.
We wsi Soroki pow. Buczacz zostali zamordowani przez Ukraińców: 19 letni syn Polaka i Ukrainki Władysław Kudławiec oraz Procyk Piotr – rolnik, żonaty (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W mieście Stanisławów oraz we wsiach okolicznych policjanci ukraińscy aresztowali kilkuset Polaków, trzymali ich w piwnicach, przesłuchiwali i torturowali; wielu z nich zaginęło bez wieści.
We wsi Strychańce pow. Brzeżany: „W lipcu 1941 r. został zam. miejscowy kowal NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do..., jw.)
Na drodze koło miasta Stryj woj. stanisławowskie Ukraińcy zamordowali 1 Polaka; drugi udał, że jest Ukraińcem i puścili go wolno.
We wsi Szlachcińce pow. Tarnopol zamordowali 60-letniego Polaka.
We wsi Szumlany pow. Podhajce zamordowali 2 Polaków. Inni: Ukraińcy zabili Chruszczewskiego Franciszka i Skotnika Piotra; oraz „został tam zabity Śliwa Piotr” (Kubów..., jw.).
We wsi Targowica pow. Dubno policjanci ukraińscy rozstrzelali 10 Polaków
We wsi Taurów pow. Brzeżany zamordowany został przez Ukraińców Kowaliński Marian, kapral WP (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Torskie pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali 35-letniego Polaka. „Po wkroczeniu wojsk hitlerowskich na teren powiatu zaleszczyńskiego, już w pierwszych dniach lipca 1941 r., ukraiński pop grekokatolicki Piotr Sawrij podczas kazania w miejscowej cerkwi posłużył się biblijną przypowieścią, że nadszedł czas, „aby wyrwać kąkol z naszej pszenicy”. Było to oficjalne wezwanie do mordowania Polaków i sankcjonowało zbrodniczą działalność banderowskich bojówek OUN. Pierwszą ofiarą już w 1941 r. był Antoni Sędziszewski. Lat 35, były kawalerzysta i komendant „Karusów” w Torskim. Został on uprowadzony z domu przez banderowskich bojówkarzy i zginął bez wieści. W trzy tygodnie później, w wyniku poszukiwań prowadzonych przez jego brata Józefa, zostały odnalezione jego zwłoki. Odkryto je w studni we wsi Uhryńkowce, w tzw. Percowej Dolinie, obok ruin nie istniejącej już karczmy. Oględziny zwłok wskazywały, że zamordowany był przed śmiercią torturowany. Miał związane drutem kolczastym ręce i nogi, palce u rąk i nóg połamane, wyrwany język, wydłubane oczy, odcięte genitalia, a ciało było pokryte licznymi kłutymi ranami” (Aleksander Chmura; w: Komański..., s. 890).
We wsi Tworylne (Bieszczady) policjanci ukraińscy aresztowali Polaka Stefana Maszczuka i zamordowali go na posterunku w Zatwarnicy; ponadto aresztowali Polaka Teodora Kucharza, który zginął w obozie koncentracyjnym oraz w wyniku jej donosu żandarmi niemieccy zastrzelili Michała Kucharza
We wsi Uhryńkowce pow. Zaleszczyki Ukraińcy zakłuli nożami polskiego nauczyciela.
We wsi Wierzbiatyn pow. Buczacz zostali zamordowani: Gorczyca – kolejarz; Stec Jan – kolonista, kawaler; Suszkiewicz Teodor – nauczyciel oraz prawdopodobnie Fuglewicz Józef (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Wierzbowiec pow. Trembowla Ukraińcy uprowadzili kpr. podch. Macieja Bielawskiego, przywiązali go do drzwi stodoły, przecinali nożami skórę i ściągali pionowymi pasami z ciała za pomocą obcęgów.
We wsi Winniki pow. Lwów samorzutna policja ukraińska zamordowała 16 młodych Polaków oraz 6 Żydów.
W miasteczku Włodzimierzec pow. Sarny policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka.
We wsi Wola Wielka pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
We wsi Wołczkowce pow. Śniatyń na początku lipca bojówkarze OUN zamordowali 8 Polaków z 3 rodzin.
We wsi Wygnanka pow. Czortków zamordowani zostali: Nowicki N. i kilku innych Polaków. (Kubów..., jw.).
We wsi Zaliśce pow. Łuck Ukraińcy udusili sznurkiem 19-letniego Tadeusza Kaczora.
We wsi Zawadówka pow. Podhajce policja ukraińska zamordowała 5 Polaków
We wsi Zawałów pow. Podhajce policja ukraińska aresztowała 6 Polaków, którzy zaginęli bez wieści
We wsi Zubrzec pow. Buczacz „ounowski sąd” wydał wyrok śmierci na 2 Polaków i 2 Ukraińców, którzy zostali zamordowani.
W lipcu 1941 roku po ataku 6-osobowej grupy partyzantów Bojowej Organizacji Narodu Polskiego na urząd gminy w Jabłonnej koło Lublina dowódca grupy Jan Królik „Baca” potem pisał: „Wszyscy zgromadzeni zerwali się z miejsc, unosząc ręce do góry. Tylko jeden urzędnik z niemiecką opaską na rękawie, kontroler gmin – i jak się później okazało – Ukrainiec, nie spełnił rozkazu, tłumacząc w języku niemieckim, że jest zajęty służbowo. Jako Ukrainiec czuł się uprzywilejowany i żądał poszanowania dla siebie. Bez przerwy coś bełkotał w języku niemieckim. Dopiero kilka mocnych uderzeń przypomniało mu język polski i zmusiło do posłuszeństwa” (Stanisław Misztal: Wydarzyło się na Lubelszczyźnie. Gdańsk 2010, s. 69 – 70).

- 1942 roku:
We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów po fałszywym donosie policjantów ukraińskich gestapo rozstrzelało 28-letniego Polaka
W okolicach Łucka Ukraińcy zamordowali 1 Polkę
We wsi Nowa Grobla pow. Lubaczów policja ukraińska zastrzeliła 29-letniego Polaka, rolnika
W majątku Omelno pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 18-letniego Władysława Urbańskiego. „Zwłoki były poćwiartowane, wydłubane oczy, obcięty nos i język” (Edward Kamiński: http://www.strony.ca/Strony36/articles/a3604.html).
We wsi Soroki pow. Buczacz miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 braci Górali, których rodziny deportowano 10 lutego 1940 r. na Sybir
We wsi Winiowczyk pow. Przemyślany Ukraińcy uprowadzili i zamordowali 1 Polaka.

- 1943 roku:
W kol. Adamów pow. Łuck upowcy zamordowali 28-letniego Polaka.
We wsi Adamówka pow. Kostopol zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Aleksandrówka pow. Kostopol zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
W kol. Aleksandrówka gmina Rożyszcze pow. Łuck sołtys Ukrainiec zebrał Polaków w stodole, gdzie zostali oni bestialsko wymordowani przez upowców – co najmniej 5 kilkuosobowych rodzin.
W kol. Aleksandrówka pow. Równe upowcy obrabowali i spalili polską kolonię oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, kilka lub kilkanaście rodzin.
W koloniach Janówka, Marianówka, Pawłówka Stara i Nowa (wszystkie w powiecie Równe) około 100 upowców oraz chłopi ukraińscy ze wsi Metków i Rubcze napadło na położone obok siebie kolonie polskie. Dziewczęta i kobiety przed śmiercią gwałcono i okaleczano, stosowano bestialskie tortury. Tak zginęło ponad 300 Polaków, ich zagrody zostały ograbione i spalone
W kol. Aleksandrówka – Holendry pow. Kowel upowcy zamordowali 23-letniego Polaka.
W kol. Aleksandrówka Markowiecka pow. Horochów pod koniec lipca upowcy z miejscowymi Ukraińcami zamordowali 2 rodziny 4-osobowe Stasiuków (braci), jedną z córkami lat 15 i 16.
W kol. Anatolia pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Augustów pow. Horochów upowcy zamordowali około 10 Polaków.
We wsi Babie pow. Łuck miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Bandrów Narodowy pow. Jaworów policjanci ukraińscy zamordowali 1 Polaka, geologa.
W kolonii Barbarówka pow. Włodzimierz Wołyński: ”Michał, Bolek i jeszcze Romek albo Tadek Roch z Zastawia poszli na Barbarówkę, a potem wstąpili do Tartaku, gdzie też w ten sam dzień pogromu pomordowanych zostało wielu Polaków. W jednym z domów spotkali żywego Polaka, który opowiadał im nazwiska pomordowanych i wydarzenia jakie miały tu nie dawno miejsce. Gdy wrócili, opowiadali nam wszystkim, że tam na Tartaku Ukraińcy pomordowali dużo ludzi. Napad miał miejsce w tę samą niedzielę, co cały pogrom w okolicy. Na Barbarówce mieszkał też nasz kuzyn Jan Roch, który ożenił się z wdową po jednym z tych osadników o nazwisku Bieliniak. Jest mi wiadomo, że został zamordowany na Barbarówce podczas pogromu w lipcu 1943 r., ale dokładnej daty nie znam” (Roman Szymanek, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko na s. 910 –911 opisując Barbarówkę nie wymienili tych ofiar. „Tartak” to zapewne część wsi Mohylno (Mogilno).
We wsi Bażany pow. Horochów upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, w tym część w lesie po zamordowaniu wrzucili do studni.
W miasteczku Beresteczko pow. Horochów pod koniec lipca upowcy wymordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Berestowa pow. Kowel zamordowali 5-osobową rodzinę polską.
W jednej z kolonii koło Bereznego pow. Kostopol zamordowali 10 Polaków i 12 Żydów.
We wsi Bereżce pow. Luboml Ukraińcy zamordowali osadnika wojskowego Jana Rybarczyka: gwoździami przybili go do ściany stodoły i co pół godziny podawali mu ocet do ust, po 12 godzinach męczarni skonał (Siemaszko..., s. 489).
We wsi Bobły pow. Kowel zamordowali 21-letniego Polaka.
W majątku Boheń pow. Równe zamordowali 5-osobową rodzinę polską administratora.
We wsi Bobulińce pow. Buczacz zamordowani zostali Lizak Kazimierz l. 32 i Wojda N.(Kubów..., jw.).
We wsi Boratyn pow. Łuck zamordowali ponad 10 Polaków i 11 Ukraińców, którzy im pomagali.
We wsi Borownina pow. Sarny upowcy lub bulbowcy zamordowali kilka rodzin polskich, około 50 Polaków.
We wsi Borzemiec pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 6 Polaków: 4-osobową rodzinę z 2 małych dzieci oraz małżeństwo.
We wsi Botyń pow. Łuck po kilkugodzinnych torturach w lesie zamordowali 2 Polaków 18-letnich.
We wsi Bór pow. Zdołbunów zamordowali na drodze 3 polskich chłopców jadących do swej wsi Stojło po żywność: byli to bracia Przewłoccy lat 14 i 16 oraz Mirosław Trusiewicz lat 15.
We wsi i majątku Brany pow. Horochów zamordowali około 50 Polaków, kobiety i dzieci były wrzucone do studni (łącznie było co najmniej 71 ofiar).
We wsi Brzuchowicze pow. Kowel zamordowali 4-osobową rodzinę polską dróżnika.
W kol. Buda Hruszewska pow. Równe złapanych 12 Polaków – mężczyzn zaprowadzili do stodoły, powiązali im nogi i ręce drutem kolczastym, zamknęli drzwi stodoły i podpalili, wszyscy spłonęli żywcem. Schwytane dwie siostry: 24-letnią Budzińską w ósmym miesiącu ciąży i 16-letnią Bronisławę Bagińską wrzucili do studni; 65-letnią Annę Bagińską z dzieckiem zamordowali na progu domu.
We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel upowcy zabrali 19 polskich gospodarzy z furmankami na tzw. podwody i ich zamordowali.
We wsi Buniawa pow. pow. Horochów zamordowali 34 Polaków, ciała wrzucili m.in. do gnojówki Jeden z „partyzantów ukraińskich” zabił żonę Dominika Goździkowskiego będącą w ciąży, przebijając jej brzuch widłami (Siemaszko..., s. 138). Los kilku rodzin nie jest znany.
We wsi Butyny pow. Żółkiew miejscowi Ukraińcy zamordowali 27-letniego Polaka.
We wsi Bużany pow. Horochów upowcy przywieźli do lasu nie znaną liczbę porwanych Polaków z okolicznych miejscowości, których „po badaniach” wrzucili do studni, nie jest też znany los miejscowych Polaków (mieszkało tutaj kilkanaście rodzin).
We wsi Cewelicze Dolne i Górne pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich. Młoda Polka z rozrąbanym uchem i cięciem siekiery na głowie, zasypana ziemią, wygrzebała się i przyczołgała do Łokacz (3 km), gdzie zmarła w szpitalu.
Między wsią Chołbutowa a wsią Mikulicze pow. Włodzimierz Wołyński w zasadzkę upowców wpadło 5 polskich rodzin uciekających ze wsi Mańków pow. Horochów do Włodzimierza i zostały wymordowane; tj. ponad 20 Polaków.
We wsi Cezaryn pow. Łuck zamordowali 4 Polaków.
We wsi Chołupecze pow. Horochów zamordowali 4 Polaków I 19 Czechów.
We wsi Chorostów pow. Włodzimierz Wołyński ostrzelali kolumnę uciekinierów zabijając 3 Polaków, w tym 2-letnie dziecko i kolumnę zawrócili z powrotem do domów.
W gminie Chorów pow. Horochów zamordowali 2 Polaków, braci.
We wsi Cumań pow. Łuck został zamordowany z domownikami przez Ukraińców „leśnik” Bejgier. Od mordu ocalał jedynie syn Henryk, którego zabito 20 VII 1943 r. w Rafałówce. (Edward Orłowski, w: jw.)
We wsi Cygany pow. Borszczów zostali zamordowani przez policjantów ukraińskich 2 Polacy: Duszeńko Bogdan i Juzwa Michał. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Czahary Zbaraskie pow. Zbaraż policjanci ukraińscy zamordowali 3 Polaków, w tym braci lat 18 i 20.
W kol. Czarne Łozy pow. Łuck nauczyciel Ukrainiec zabił 18-letniego Polaka.
We wsi Czeremszanka pow. Kowel mieszkało 40 rodzin polskich. Po rzeziach 11 lipca Polacy chcieli uciekać, ale delegacja sąsiadów Ukraińców zachęciła ich do pozostania zapewniając, że nic im nie grozi. Następnie dokonali rzezi Polaków, w której uczestniczyli wszyscy mieszkańcy tej wsi narodowości ukraińskiej, łącznie z kobietami, dziećmi i starcami! Mordowali za pomocą siekier, wideł, noży i innych narzędzi. W. i E. Siemaszko oceniają, że zginęło 163 Polaków, ale 40 rodzin to jest około 200 osób. Jako datę rzezi podają lipiec lub jesień 1943 r. Uratował się tylko 14-letni chłopiec oraz mężczyzna 30-35 lat ze złamaną ręką i rozciętą głową. Mienie Polaków zostało rozgrabione przez sąsiadów Ukraińców.
W kol. Czerteż i Wodnik pow. Równe kilkadziesiąt rodzin polskich po ucieczce koczowała w lesie. Stąd ewakuował ich do Korca oddział niemieckich żołnierzy. Niemcy bronili więc Polaków przed Ukraińcami, chociaż to właśnie Ukraińcy byli sojusznikami III Rzeszy.
W miasteczku Czortków woj. tarnopolskie banderowcy zamordowali narzeczeństwo, dwoje młodych Polaków, którzy za kilka dni mieli wziąć ślub. Inni: W drodze ze wsi do Czortkowa Ukraińcy zamordowali parę młodych narzeczonych (Kubów..., jw.).
We wsi i w majątku Czudnia pow. Równe miejscowi upowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską, w tym spalili żywcem 17-letniego syna, natomiast 14-letni syn ciężko poraniony konał przez kilka godzin na sąsiednim podwórku Ukraińca. Ocalałego ojca rodziny bojówka UPA „Orlika” zamordowała dopiero w lecie 1948 roku przez uduszenie sznurem. Upowcy po wojnie spalili cenne zbiory książek we dworze, których nie zniszczyli ani Sowieci ani Niemcy.
We wsi Dawidów pow. Lwów obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 9 Polaków.
W miasteczku Delatyn pow. Nadwórna zakłuli nożami Polaka, aptekarza i obrabowali aptekę.
W kol. Dembówka pow. Kowel zamordowali rodzinę polską Śmigielskiego. Inni: „W tym samym okresie w Dąbrówce (zapewne chodzi o kolonię Dembówka – przyp. S. Ż.), (gmina Wielick), został zamordowany nadleśniczy, pułkownik WP w spoczynku, właściciel młyna, jadący z Kamienia Koszyckiego do Kowla” (Stanisław Dłuski: “Fragment wielkiej zbrodni” ; w: „Las Polski”, nr 10 z 1991 roku).
W miasteczku Derażne pow. Kostopol zamordowali 3 Polaków: mężczyznę zarąbali siekierą oraz zamordowali jego żonę i 5-letniego bratanka.
W kol. Dmitrówka pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
W kol. Dobrzyńsk pow. Kowel zamordowali 6 Polaków: 2 małżeństwa oraz ojca z córką.
We wsi Dołhań pow. Sarny zamordowany został Władysław Skurzyński przez bulbowców w zasadzce przygotowanej w jego stodole. (http://wolyn.ovh.org/opisy/dolhan-09.html ).
We wsi Domaninka Duża pow. Krzemieniec zamordowali 3 Polki: matkę z 2 córkami.
We wsi Dominopol i w mieście Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 5 osób z rodziny Uleryków.„W polskiej partyzantce Armii Krajowej spotkałem dwóch barci Uleryków: Stanisława lat około 22 i Edwarda lat około 20, opowiedzieli mi wtedy wielką tragedię swojej najbliższej rodziny w Dominopolu, którą osobiście przeżyli, mówili tak: „Nasz tato i dwie nasze siostry wybrali się, aby przerzucać siano na łące, która jest położona w środku wsi Dominopol i od tej pory wszelki ślad już po nich zaginął. My zorientowaliśmy tymczasem, że był napad na Dominopol i uciekliśmy do miasta Włodzimierz Wołyński. Tu zamieszkaliśmy z naszą rodziną na przedmieściu, na ulicy Lotniczej. Niestety ukraińscy bandyci i tu nie dali nam spokoju bowiem jednej nocy napadli znowu na naszą rodzinę i tym razem zdołali zabić naszą mamę oraz naszego młodszego brata. My obaj zdołaliśmy podczas napadu wyskoczyć z domu oknem i tak cudownie zdołaliśmy się potem uratować..” (Wspomnienia Antoniego Sienkiewicza z kolonii Piński Most w powiecie Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1930 – 1944”; spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r.; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/pi ... ntoni.html ).
W miejscowości Drohomyśl pow. Jaworów zamordowali 3 Polaków.
We wsi Drużkopol pow. Horochów zarąbali siekierami 4-osobową rodzinę polską.
W kol. Dubniki pow. Kowel upowcy oraz miejscowi Ukraińcy wymordowali całą polską kolonię, liczby ofiar nie ustalono, ocalał tylko jeden mężczyzna. Kilkuosobową rodzinę Gruszków wymordowali sąsiedzi Ukraińcy, ofiary miały rozprute brzuchy i ciała podźgane bagnetami, rodzina ta wróciła z Powurska za namową swoich późniejszych katów.
We wsi Duży Porsk pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 5 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę.
We wsi Folwarki Duże pow. Krzemieniec zamordowali 1 Polkę.
We wsi Gaje pow. Lwów zamordowali 2 Polaków.
We wsi Gańczary pow. Lwów spalili 3 gospodarstwa polskie i zamordowali 3 Polaków.
W kol. Górka Olszańska pow. Łuck zamordowali 18-letnią Polkę Stefanię Wardach.
We wsi Górka Połonka pow. Łuck zamordowali 11 Polaków: 3-osobową rodzinę, 21-letnią dziewczynę, małżeństwo, kobietę i 21-letniego chłopca oraz młode małżeństwo z dzieckiem.
W kol. Grabowiec pow. Łuck zamordowali 9 Polaków, w tym 7-osobową rodzinę z 5 dzieci.
W kol. Grada Mosurska pow. Włodzimierz Wołyński spalili polską kolonię, brak jest informacji o ofiarach.
W kol. Grobelki pow. Łuck zamordowali co najmniej 15 Polaków.
W kol. Gruszków pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi Ukraińcy wyrżnęli nożami mieszkające tutaj 2 rodziny polskie, a po 11 lipca upowcy zamordowali Polkę, którą przywieźli z Orzeszyna.
We wsi Holeszów pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 7 Polaków.
We wsi Hołuby pow. Kowel upowcy zastrzelili 1 Polaka.
W pow. Horochów w jednej wsi Ukraińcy zamordowali polską nauczycielkę, Marię Krzepiwnicką , która na własnym fortepianie uczyła grać dzieci ukraińskie.
W kol. Horodyczyn pow. Łuck spalili żywcem 2 Polki: Kamińską i Łozińską.
We wsi Horodyszcze pow. Łuck zamordowali 5 Polaków.
We wsi Hrywiatki pow. Kowel zamordowali w lesie 2 Polaków: ojca z synem.
We wsi Huta Szczerzecka pow. Lwów policjanci ukraińscy aresztowali Polaka, który zaginął bez wieści.
Na stacji kolejowej Iwanicze pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali mieszkających tutaj Polaków, kilka rodzin.
W kol. Iwanówka pow. Dubno zamordowali 5 Polaków, reszta uciekła w przeddzień napadu.
We wsi Izów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali małżeństwo polskie a ich 27-letnia córka pokaleczona i zbezczeszczona zmarła 23 lipca w szpitalu we Włodzimierzu Wołyńskim. „Przed śmiercią zdążyła ujawnić nazwiska oprawców. Byli to sąsiedzi, kumowie, którym Oberdowie trzymali dzieci do chrztu. Druga córka, która wyszła za mąż za Ukraińca zginęła wraz z nim, bo nie wykonał on rozkazu UPA i nie zamordował żony Polki.” („Ze wspomnień Zofii Ziółkowskiej”; w: http://www.najigoche.kaszuby.pl/artykul ... olkowskiej ). Latem 1943 roku podczas żniw upowiec Łupinka z Izowa przechwalał się, ilu Polaków zamordował i jak polskie dzieci nasadzał na kołki. Zastrzelił także Polaka ożenionego z Ukrainką. Po wojnie Łupinka rozpoznany został w Polsce jako działacz wysokiego szczebla w PZPR, nosił inne nazwisko.
W kol. Jachimówka pow. Horochów zamordowali 12 Polaków; jednego przerżnęli piłą a jego żonę przywiązali sznurami do wozu i ciągnęli przez wieś, potem spalili ją w stodole. „Nazywam się Barbara Zach z d. Przybysz. Przeglądając Strony o Wołyniu irytuje mnie "Lista osób, które zginęły w Jachimówce" cytowana na podstawie książki Siemaszków. Otóż pod poz. 9 licząc od końca figuruje: KRALUK Helena z d. Przybysz - córka Piotra i Adeli z d. Holc. Otóż moja ciocia Helena PRZYBYSZ - córka Piotra i Adeli z d. Holc nie została w 1943 r. zamordowana. Zamordowane zostały jej dwie siostry Anna Przybysz i Janina Przybysz oraz ich ciocia Antonina Sedryna z d. Holc , siostra Adeli Przybysz z d. Holc. Anna Przybysz i Antonina Sedryna w kościele kisielińskim, a Janina cytuję "w drodze do Jankiewiczów? (Zankiewiczów?) - wg relacji cioci Heleny. ” (Barbara Zych, 03.02.2009; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko, na s. 156 podają: „W lipcu 1943 r. upowcy zamordowali następujące osoby: /.../ Helenę Kraluk z Przybysiów, c. Piotra i Adeli z Holców, lat 21”. Nie wymieniają sióstr: Anny Przybysz i Janiny Przybysz oraz Antoniny Sedryny – ani w Jachimówce, ani w kościele w Kisielinie. Nie wymieniają także przy wsi i majątku Zaturce (s. 175 – 176) zamordowanej Zofii Przybysz.
We wsi Jakowicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali kilka polskich rodzin, imiennie znane są tylko 4 ofiary.
W kol. Jamki pow. Łuck zamordowali kilkunastu Polaków.
W kol. Janów pow. Horochów zamordowali 13 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę Stanisława Bieleckiego z dziećmi: 10 miesięczną Bronisławą oraz 3, 7 i 10 lat; ojcu połamali ręce i bili, aż skonał; matkę zarąbali siekierą a dzieci zakłuli bagnetami (Siemaszko..., s. 157).
W kol. Janówka pow. Łuck zamordowali 2 Polaków: 60-letniego ojca z 22-letnią córką.
We wsi Jarocin pow. Nisko policjanci ukraińscy i żandarmi niemieccy zamordowali 8 Polaków, w tym żywcem spalili proboszcza ks. Mariana Kędzierskiego.
W miejscowości Jazłowiec pow. Buczacz banderowcy uprowadzili i zamordowali co najmniej 11 Polaków; zwłoki znajdowano nad rzeką i w rzece Seret.
W kol. Józefówka koło Zastawia pow. Kostopol upowcy spalili 8 gospodarstw w tej polskiej kolonii i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Julianów pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Kaczanówka pow. Skałat komendant posterunku policji ukraińskiej i aktywny banderowiec zakatował w lesie polskiego nauczyciela Stanisława Flisaka; zbrodniarz w 1945 roku uciekł do Polski posługując się polskimi dokumentami, potem do USA udając Polaka i działając w amerykańskiej Polonii, rozpoznany zbiegł i nie został już odnaleziony.
W kol. Kamionka pow. Kostopol Ukraińcy z sąsiednich wsi Hruszówka, Pogorełówka i Borszczówka zamordowali 7-osobową rodzinę polską, w tym kobiety lat 60, 58, 40, 20 i 18 oraz mężczyźni lat 28 i 23 oraz 82-letnią kobietę; razem 8 Polaków.
W kol. Karczemka pow. Równe upowcy zamordowali 2 Polaków, braci.
W gminie Kisielin pow. Horochów zamordowali 6 Polaków: 30-letnią kobietę oraz spalili żywcem 5-osobową rodzinę.
W miasteczku Kisielin pow. Horochów na początku lipca policjant ukraiński zabił swoją żonę Polkę i ich synów lat 10 i 12.
We wsi Kociór pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, w tym ojca z synem.
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4-osobową rodzinę polską kowala Władysława Janczewskiego: kowalowi odcięli ręce i nogi; 12-letniemu synowi ścięli głowę kosą, przy czym 2 Ukraińców zakładało się, czy można to zrobić jednym ruchem; 4-letniego syna przybili gwoździami do ściany mieszkania i tak pozostawili, aż skonał; żonie, będącej w ostatnim miesiącu ciąży rozpruli brzuch i po wyciągnięciu dziecka rzucili na gnojowisko wołając po ukraińsku: ”Popatrzcie jak lata polski orzeł”. Żona żyła jeszcze 4 lata, gdyż po odejściu „powstańców ukraińskich” sąsiad owinął ją w matę i zawiózł do szpitala (Siemaszko..., s. 922). Ponadto we wsi i należącej do niej osadzie Zagadka zamordowali 4 Polaków, w tym dwie kobiety i chłopca lat 14. „Do Włodzimierza przyjechaliśmy w sobotę rano (17 lipca – S.Ż). /…/ Jadwiga Buczko wróciła z miasta do domu i rano krowę doiła, przyszli zabrali i zabili, w mieście zostawiła męża i osierociła dwoje małych dzieci. Nasza dalsza kuzynka wróciła z miasta po krowę do domu w Kohylnie. Zabili, najmłodsze dziecko miało 3 latka tylko. Z Zagadki Polak Cybulski uciekł całą rodziną, mieli troje dzieci: córkę i dwóch synów. Wysłał ojciec do domu syna, w moim wieku był, tylko 14 lat. Miał przynieść uprząż, była zakopana, już nie wrócił, zabili go Ukraińcy. Zagadka leżała trzy km na północ od Mohylna. Kiedy z Werby z powrotem pojechaliśmy do miasta Włodzimierz, dowiedzieliśmy że tata brat Jan, co mieszkał na Marcelówce także uciekł wozem z żoną i córką do miasta. Z miasta już, udał się do Mohylna, ponieważ dowiedział się, że zmarła Matka, a moja babcia Agnieszka. W tym ostatnim czasie przebywała u Szczurowskich. Przyszli tam także Ukraińcy i zabrali stryja, tak że nawet nie pochował swojej matki. Jak go potem zamęczyli i gdzie pochowali, tego nikt nie wie, miał około 53 lata.” („Wspomnienia Ludwiki Podskarbi z d. Szewczuk z kolonii Mogilno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944”; spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r.; w: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... wczuk.html).
W futorze Koleszów pow. Kowel Ukraińcy z sąsiedniej wsi Łomaczanka zamordowali w bestialski sposób 4 Polaków, w tym 17-letnią dziewczynę.
We wsi Kołodeże pow. Łuck Ukraińcy w połowie lipca zgromadzili kilkanaście rodzin polskich przy studni w pobliżu drogi i dosłownie wyrżnęli ich kosami i sierpami, imiennie znane są tylko 4 ofiary (Siemaszko...., s. 542).
We wsi Kołodeżno pow. Kowel miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Kołowerta pow. Równe bulbowcy zamordowali 12 Polaków, w tym dzieci lat 4, 7 i 8.
W kol. Kopaczówka pow. Sarny w drugiej połowie lipca Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską pracującą na polu; ojca zarąbali siekierą, 20-letniej córce (była to Genowefa Wolak) zdzierali skórę i solili.
We wsi Korytno pow. Dubno zamordowali kilka – kilkanaście rodzin polskich.
We wsi Korszowiec pow. Łuck zamordowali jedną rodzinę polską, los pozostałych nie jest znany.
Na drodze do Kowla upowcy z Kołodeża zastrzelili Józefa Baczoła z Nowej Dąbrowy oraz Bronisława Knysa z Peresieki (“Biuletyn Informacyjny 27 DWAK”, nr 1 z 1993 r.).
W mieście Kowel woj. wołyńskie Ukrainiec Chmielarśkyj zamordował żonę Polkę oraz ich małe dziecko i zbiegł do UPA. Duchowny prawosławny Czerwynśkyj nie przyjął do cerkwi „wici chlebowych” i podczas niedzielnego nabożeństwa wystąpił przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi, za co kilka dni później został zastrzelony.
W miejscowości Krasne pow. Skałat banderowcy zamordowali 20 Polaków.
W futorze Królewski Most pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W pow. Krzemieniec do końca lipca spalili 53 majątki i dwory (ocalały tylko 3, w których stacjonowała załoga niemiecka), a większość ludności polskiej związanej z nimi została wymordowana.
We wsi Krynice pow. Tomaszów Lubelski podczas akcji wysiedleńczej Ukraińcy z Niemcami zabili 24 Polaków: 9 mężczyzn, 5 kobiet, 10 dzieci.
W kol. Kuczkarówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: małżeństwo Marmurowskich z córką i dwie 17-letnie dziewczyny: Halinę Bucholc i jej koleżankę.
W kol. Kupowatiec pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6-osobową rodzinę polską.
W kol. Kurant pow. Horochów zamordowali 4-osobową rodzinę polską.
We wsi I majątku Kwasów pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Lady pow. Kostopol na początku lipca zamordowali 4 starszych Polaków.
We wsi Laskówka pow. Brzozów policjanci ukraińscy zastrzelili 2 Polaków.
W kol. Leonówka pow. Horochów upowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską poprzez odrąbanie głów siekierami: Jana Czarneckiego, lat około 50, jego córkę Hannę, lat 21, zamężną córkę Franciszkę i jej 3 dzieci (Siemaszko..., s. 164).
W kol. Liski pow. Włodzimierz Wołyński sąsiedzi Ukraińcy zamordowali 5-osobową rodzinę polską oraz Ukrainka zabiła motyką swojego męża Polaka, Jana Krzeczunowicza, gdy on spał
W kol. Lubomirka pow. Równe Ukraińcy zamordowali co najmniej 6 Polaków.
W kolonii Ludmiłpol pow. Wlodzimierz Wołyński na początku lipca: „Ukraińcy zabrali nocą z domów w naszej wsi kilku silnych, młodych Polaków. Nikt z nich nie wrócił więcej do domu i słuch po nich zaginął, jestem prawie pewna, że zostali zamordowani w lesie. Wśród nich był Józef Feliksiak i sołtys Franciszek Puzio. To było na początku lipca” (Maria Roch, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).
W miasteczku Łanowce pow. Krzemieniec upowcy dokonali pogromu młodych Polaków mordując ponad 20 złapanych oraz w majątku (budynku podworskim?) wszystkich Polaków.
We wsi Ławrów pow. Łuck wrzucili do studni 3 Polaków i przygnietli pniakami, jednego z nich po raz drugi, bo wrzucony 25 lipca wydostał się.
Na drodze ze wsi Ławrów do Łucka, według informacji pracowników Kurii Diecezjalnej w Łucku, ks. Piotr Walczak „został napadnięty przez Ukraińców w drodze z Ławrowa do Łucka i w bestialski sposób zamordowany”. (Dębowska M., Popek L., .... s 162).
We wsi Łobaczówka pow. Horochów Ukraińcy zamordowali około 40 Polaków, całe rodziny, w tym zamordowanego wiosną nauczyciela Szlesera. .
W miasteczku Łokacze pow. Horochów zamordowali 5 Polaków. „Jagielski Stefan ~1904, żona Stefania z d. Andraszek (Wasilewska?), dzieci: Lucjan 1914, Maria 1917, Jadwiga ~1924 - została zamordowana z rodzicami przez banderowców” (http://www.wolyn.ovh.org/opisy/lokacze-02.html).
We wsi Łopawsze pow. Dubno zamordowali około 15 Polaków.
W kol. Łuków pow. Horochów zamordowali 4-osobową rodzinę polską.
We wsi Łysin pow. Dubno zamordowali około 20 Polaków.
W osadzie Maczkowce pow. Łuck nie wyjechały trzy rodziny i zostały wymordowane. Staruszkę Ukraińcy wyprowadzili na próg jej domu, obłożyli słomą i spalili. Znanych jest 11 ofiar, ale było ich znacznie więcej, gdyż np. studnia na podwórku spalonej staruszki do polowy była wypełniona zwłokami dzieci (Siemaszko..., s. 600).
W kol. Majówka pow. Łuck zamordowali małżeństwo polskie.
W kol. Maków pow. Horochów zamordowali 5 Polaków: matkę z 3 dzieci oraz 60-letnią kobietę.
W kol. Małyńsk pow. Kostopol zamordowali 2 Polki: córkę z matką staruszką.
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zmordowali 3 dzieci polskich. Było to rodzeństwo uciekające z kol. Ossa: 12-letni Feliks, 15-letni Bolesław i 17-letnia Aniela Makroccy – ich matkę zamordują dopiero 13 lutego 1944 roku. Natomiast miejscowi Ukraińcy zamordowali co najmniej 8 Polaków; razem 11 osób. (Siemaszko...., s. 924 – 925).
W kol. Marianówka pow. Równe upowcy obrabowali i spalili polską kolonię oraz zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, imiennie znanych jest tylko 5 ofiar.
W kol. Matyldów pow. Łuck sąsiedzi Ukraińcy udusili 1 Polaka.
We wsi Medwedówka pow. Kostopol na początku lipca upowcy z sąsiednich wsi zamordowali co najmniej 57 Polaków. Znęcali się zwłaszcza nad dziećmi, z których kilkoro pokłutych zdołało dowlec się do sąsiedniej Janówki. W jednej stodole spalili 14 osób, kilka osób porąbali siekierami na kawałki. Małżeństwo przywiązane do drzewa torturowali aż do zgonu; 3-letniego Adasia Bagińskiego nasadzili na kołek (Siemaszko..., s. 270).
W kol. Michalin pow. Łuck miejscowi Ukraińcy zamordowali 27-letniego Polaka, porucznika lotnictwa.
W kol. Michałówka pow. Horochów zamordowali 7-osobową rodzinę polską, która wróciła po żywność.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów pod koniec lipca zamordowali 15 Polaków: jednego starszego i 14 dzieci, uciekinierów z okolicy, pasących bydło na łąkach. Wśród napastników byli Ukraińcy – żniwiarze z pobliskich pól, którzy kosami pościnali dzieciom głowy (Siemaszko..., s. 978).
W miasteczku Monasterzyska pow. Buczacz: „W lipcu 1943 r. został zamordowany przez policję ukraińską Kosik Władysław.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Mydzk pow. Kostopol na początku lipca Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Neterpińce pow. Zborów został zamordowany przez Ukraińców Tomasz Najwer (http://www.olejow.pl/readarticle.php?article_id=251). Inni: banderowiec pobił śmiertelnie 1 Polaka.
We wsi Niewirków pow. Równe Polacy bronili się w kościele. Ukraińcy w jednym domu zgwałcili dwie Polki: 20-letnią Hicewicz i 25-letnią Marię Błachowicz, a następnie zakłuli je, natomiast „tylko” śmiertelnie pokłuli ich matki. W drugim domu to samo spotkało kolejne dwie Polki; wiadomo o 10 ofiarach, ale było ich znacznie więcej (Siemaszko..., s. 700).
We wsi Nowa Liniówka pow. Łuck upowcy zamordowali 17 polskich rodzin, W. i E. Siemaszko podają liczbę 68 ofiar.
We wsi Nowosiółka Kostiukowa pow. Zaleszczyki: „W lipcu 1943 r. zostali zamordowani przez policję ukraińską Szczerbaniewicz Michał i jego żona” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
We wsi Nowosiółki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali starsze małżeństwo polskie
We wsi Nowostaw pow. Łuck zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znane są 3 ofiary.
W kol. Obeniże pow. Kowel zamordowali 3 Polaków: małżeństwo i młodego chłopca.
We wsi Okno pow. Horodenka banderowcy zamordowali 5 Polaków. Inni: We wsi Okno k/Czerniatyna pow. Horodenka zamordowany został wraz z rodziną przez UPA „leśnik” Bożemski (Edward Orłowski..., jw.).
W kolonii Oktawin pow. Włodzimierz Wołyński: „Gajewski Jan zamieszkały Oktawin, gm. Mikulicze, pow. włodzimierski został zamordowany przez UPA. Kiedy z sąsiednich kolonii dochodziły wieści,że Ukraińcy mordują - moja rodzina spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i udała się do Włodzimierza. W niedzielę 11 lipca 1943 roku, nie było ich już w kolonii. Kilka dni później, w tygodniu - grupa mężczyzn, m.in brat Władysławy - Jan postanowili wrócić do Oktawina i zbadać sprawę - czy można wrócić lub chociaż zabrać resztę dobytku. Jan już nie powrócił. Został ukrzyżowany przez UPA na drzewie, nago. Zawsze był eleganckim człowiekiem, nosił krawat. I tenże jedynie krawat oprawcy mu zostawili.” (Karolina Kuczewska; w:.http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ).W. i E. Siemaszko na s. 865 datują ten mord na 15 sierpnia 1943 r.
W miasteczku Ołyka pow. Łuck upowcy uprowadzili i zamordowali na polu 26-letniego Polaka.
We wsi Omelanka pow. Kostopol: „Po upadku Huty Stepańskiej chowali się w lasach dwa tygodnie, potem przybyli Niemcy z Rafałówki i Ich wyprowadzili, a było Ich dużo, cała kolumna. Przejeżdżali przez spaloną Hutę Stepańską, Siedlisko, Wyrkę i Soszniki. Opowiadał mi Tata o dwóch trupach posadzonych na zabitej krowie i świni, były popodpierane patykami. Mężczyźni leżące trupy musieli z drogi spychać długim drągiem, tak śmierdziały, że nie można było podejść, a konie nie poszły po trupach. /.../ Omelanka przestała istnieć w Krwawą Noc z 16 na 17 VII 1943 r. Ludność w większości, po upadku Huty Stepańskiej, przedostała się do Grabiny przy torach. Część jednak poszła w lasy, tam przetrwali do końca lipca, kiedy to Niemcy przybyli z Rafałówki zabrać ocalałych. Nieliczni przedostali się do Przebraża. Zabitych nikt nie potrafi policzyć”.(Wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem, w: .http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich ... -omelanka/ ).
We wsi Oryszkowce pow. Kopyczyńce zostali zamordowani: Skikiewicz Alojzy l. 31, Skikiewicz Zygmunt l. 29 (Kubów..., jw.).
W kol. Orzeszyn pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 2 Polki: matkę z córką, gdy po rzezi 11 lipca wróciły do domu po rzeczy.
We wsi Ostrowy pow. Łuck zamordowali 3-osobową rodzinę polską: matkę z 2 synami.
We wsi Ozierany pow. Kowel upowcy zamordowali 6 Polaków: siostry lat 18 – 20, 21-letniego chłopca oraz Anielę Świder z mężem i dzieckiem; Anielę Świder zgwałcili i przypiekali rozpalonym żelazem (Siemaszko..., s. 349).
We wsi Oździutycze pow. Horochów zamordowali 14 Polaków.
W kol. Paniów pow. Łuck zamordowali 4 Polaków: 2 małżeństwa.
W kol. Pasieka koło Świdnik pow. Kowel zamordowali 1 Polaka, kościelnego.
We wsi Pawlikówka pow. Kałusz zamordowali 6 Polaków, w tym 2 małżeństwa i 10-letniego chłopca.
W kol. Pawłówka Nowa pow. Równe obrabowali i spalili polską kolonię oraz zamordowali kilka – kilkanaście rodzin polskich.
We wsi Peremyl pow. Horochów Ukraińcy załadowali Polaków na duży wóz drabiniasty i wywieźli do lasu, gdzie ich wymordowali przy użyciu różnych narzędzi, około 15 osób, jeden zdołał uciec.
W kol. Peresieka Gończybrodzka pow. Kowel zamordowali 1 Polaka.
W osadzie Piłsudy pow. Krzemieniec wymordowali całą ludność tej polskiej osady, liczby ofiar nie ustalono.
W kol. Piórkowicze pow. Kowel policjanci ukraińscy aresztowali Polaka, po którym ślad zaginął.
We wsi Plaucza Mała pow. Brody policjanci ukraińscy uprowadzili i zamordowali 5 Polaków.
We wsi Płaszowa Królewska pow. Dubno upowcy zamordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Płoteczno pow. Kostopol nocą zarąbali siekierami kilka rodzin polskich, około 35 osób.
W kolonii Poczekajka pow. Kowel: „W naszej okolicy głośno było także o śmierci Jana Rocha, który według tych ludzkich spekulacji w końcu lipca 1943 r. udał się nieco „podchmielony dla odwagi” do wsi Poczekajka. Dowiedział się bowiem, że Ukraińcy zabrali z domu ze sobą jakiegoś Polaka z furmanką i jego końmi i jak dotąd gospodarz ten nie wrócił. Jan, który znał w okolicy trochę Ukraińców, miał nadzieję, że jak się za tym Polakiem wstawi, to może nawet uratuje mu życie. Jednak jak poszedł, tak już więcej nie wrócił i on i ten chłop, słuch zaginął i po jednym i po drugim. Ludzie w naszych stronach sądzili więc, że obaj zostali zamordowani.” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: jw.). W i E. Siemaszko na s. 392 piszą: „Brak jakichkolwiek informacji o losach Polaków żyjących w 1943 roku” – i wymieniają m.in. kolonię Poczekajkę.
We wsi Podborce pow. Lwów upowcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 6 Polaków.
We wsi Poddębce pow. Łuck zamordowali 35 Polaków, w tym przybili do ziemi zaciosanym kołkiem kierowniczkę szkoły Halinę Dmochowską, działaczkę społeczną wśród ludności ukraińskiej – miejscowi chłopi ukraińscy śmieli się obserwując zbrodnię.
We wsi Police pow. Sarny zamordowali uciekających po upadku Huty Stepańskiej około 100 Polaków.
We wsi Poruczyn pow. Brzeżany został zamordowany przez Ukraińców Polak, Mikołaj Popiel l. 60 a jego żona Paraksewia później - w październiku 1944 r. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński po rzezi 11 i 12 lipca upowcy zamordowali 12 Polaków ukrywających się w jednym miejscu.
W okolicach miasteczka Poryck pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 11 Polaków, w tym 2 matki, każda z 3 dzieci.
W kol. Poznanka pow. Łuck podczas napadu upowcy z Ławrowa, Czarukowa i Korsowa ofiary torturowali, zabijali siekierami, widłami i innymi narzędziami, kobiety gwałcili. Zginęło 95 Polaków, ich mienie zrabowali a zagrody spalili.
We wsi Pułhanów pow. Łuck upowcy zamordowali około 10 Polaków.
We wsi Pułhany pow. Horochów na początku lipca uprowadzili do lasu 26-letnią Polkę Zofię Sudnik i ją zamordowali.
We wsi Puzów pow. Włodzimierz Wołyński zabili 1 Polaka.
We wsi Radochówka pow. Równe zamordowali podczas żniw 15 Polaków oraz Ukraińca z 7 dzieci za to, że sprzyjał Polakom.
Pomiędzy wsią Rafałówka pow. Sarny a wsią Siedlisko pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 Polki.
W osadzie Reymontowicze pow. Horochów zamordowali 6 Polaków.
W okolicach Rokitna pow. Sarny zamordowali 79-letniego Polaka.
We wsi Rostoki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: ojca z synem.
We wsi Rozalówka pow. Sokal obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 15 Polaków.
W kol. Różyn pow. Kowel zamordowali 2 Polki.
We wsi Rudlew pow. Dubno zamordowali 5 Polaków: małżeństwo oraz dziewczyny lat 8, 17 i 20; ich ciała wrzucili do rzeki Ikwa, a po kilku dniach zostały wyrzucone na brzeg rzeki Styr, do której wpada Ikwa.
W kol. Rudnia pow. Łuck zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Rogalińską z 2 dzieci. Najpierw na jej oczach zakłuli bagnetami jej dzieci lat 2 i 3, potem obcięli jej piersi i zamęczyli ją – wcześniej gwarantowali jej bezpieczeństwo, była żoną przedwojennego sekretarza gminy, którego zamordowali już 24 grudnia 1942 roku (Siemaszko..., s. 576 – 577).
We wsi Rudnia Pogorełowska pow. Kostopol zamordowali kilka – kilkanaście rodzin polskich, m.in. paląc żywcem, imiennie znane jest 11 ofiar.
W majątku Rusywel pow. Równe zamordowali Polaka, administratora majątku.
We wsi Rydków pow. Dubno zamordowali kilka rodzin polskich.
We wsi Sądowa Wisznia pow. Mościska zamordowali 2 Polaków: leśniczego z żoną.
W kol. Serniczki pow. Horochów zamordowali 20-letnią Polkę.
We wsi Sichów pow. Lwów obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 5 Polaków.
W kolonii Siniaków pow. Łuck wymordowali 11-osobową rodzinę polską. W kilka dni potem w kolonii oraz w znajdującym się w tej miejscowości majątku Belweder podczas napadu wymordowali większość rodzin polskich.. Zginęły m.in. rodziny Kaczmarczyków i Wagnerów. Uciekł podczas rzezi i ocalał 6-letni Edward Kaczmarczyk: „Dziadek postanowił, że mamy uciekać. Dobytek załadowali na wóz. Wszystko się nie zmieściło, więc mieli drugi raz przyjechać. Niedaleko od budynku spotkaliśmy się z druga rodziną, z którą razem mieliśmy jechać do Łucka. Nie dotarliśmy daleko. Gdy wjechaliśmy w wąwóz, w takie zagłębienie terenu, po obu stronach drogi rosły krzaki tarniny, usłyszałem krzyki. Ukraińcy napadli na nas i czym mieli rżnęli. Padły też strzały. Ja z tego strachu zeskoczyłem z wozu i uciekłem w krzaki, a z krzaków w zboże. Pojawili się Ukraińcy na koniach z karabinami maszynowymi i zaczęli szukać uciekinierów. Nie wiem, czy mnie zauważyli, ale strasznie strzelali; zboże aż syczało od kul. Ja przywarłem do ziemi i jak odjechali, wróciłem do gospodarstwa. Nie zdawałem sobie sprawy, że tam wszystkich wymordowali. Myślałem, że ktoś wrócił, więc wołałem mamo, babciu, ale nikogo nie było. /.../ Do dziś jestem zły, że znalazłem się na ziemiach, gdzie jest pełno Ukraińców. Bo czy to nie fatum, że ofiary osiedlono razem z oprawcami? Nigdy nie wiem, z kim rozmawiam, czy mogę szczerze rozmawiać, czy nie. Później to oni robili kariery w PRL-u, w partii. Pisałem do Głównej Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, opisałem, kto i gdzie zginął. Opowiedzieli w ten sposób, że nie wiedzą, o co mi się rozchodzi. Jeszcze w dodatku podpis z nazwiskiem czysto ukraińskim. To mnie jeszcze gorzej dobiło. Później dostałem pismo, że moją sprawę przekazano do prokuratury. To było po 1992 roku. I na tym koniec. Pyta pan, czego oczekiwałem? Chciałem pojechać i wskazać ten dół, gdzie prawdopodobnie leży pomordowana rodzina.” (Kazimierz Rynkiewicz : ”Wołyń woła o pamięć”; w: „Tygodnik Świdwiński”, nr 32 (74) z dn. 07.08.2003 roku; za: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... #comment-1). W. i E. Siemaszko na s. 587 podają, że Belweder był osadą wojskową liczącą 29 gospodarstw. „We wrześniu 1939 r. Ukraińcy z sąsiednich wiosek rozbrajali żołnierzy polskich, a stawiających opór zabijali, zaś osadników terroryzowali,w wyniku czego nikt nie nocował w domu”. Ilość polskich ofiar jest nieznana. Majątek Siniaków wymieniają na s. 594 z odnośnikiem „brak jakichkolwiek informacji o losach Polaków żyjących w 1943 r.”
W kol. Siedlisko pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Skobełka pow. Horochów odrąbali głowę Józefowi Łozińskiemu, lat 50 i osadzili ją na płocie (Siemaszko..., s. 187).
We wsi Skurcze pow. Łuck śmiertelnie postrzelili 24-letniego Polaka osłaniającego ewakuację 2 rodzin polskich z Koszowa.
We wsi Smolawa pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Smołowa pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec, który miał wywieźć ze wsi 22-letnią Polkę z jej 3-letnim synkiem i 5-letnią siostrą – zastrzelił ich tuż po wyjeździe ze wsi.
W majątku Smordwa pow. Dubno Ukraińcy zamordowali około 15 Polaków.
We wsi Smordwa pow. Dubno zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Sokól pow. Łuck Ukraińcy napadli na kościół i zamordowali 12 Polaków, kościół pw. Najświętszej Marii Panny Wspomożenia Wiernych z 1909 roku obrabowali i spalili.
W majątku Stachów pow. Kowel upowcy wymordowali 21 rodzin polskich, co najmniej 83 Polaków, ocalał tylko jeden mężczyzna.
W kol. Stachówka pow. Sarny podczas ewakuacji ocalałych 50 rodzin zamordowali kilkudziesięciu Polaków.
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4-osobową rodzinę polską z 2 dzieci.
We wsi Stężarzyce pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi chłopi ukraińscy zamordowali 22 Polaków, którzy wybrali się do swoich gospodarstw po żywność.
We wsi Strzelcze pow. Horochów upowcy zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znanych jest tylko 5 ofiar.
We wsi Suraż pow. Krzemieniec miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Swinarzyń pow. Kowel pod koniec lipca upowcy zamordowali kilka rodzin polskich – ponad 30 Polaków: Kobietę, o nazwisku Lipska, przybili gwoździami do drzwi kuchennych, obcięli piersi i wypruli z łona wnętrzności. Poćwiartowali całą rodzinę, paroletniego synka ww. Polki przybili do stołu za język, a pozostałe rodzeństwo wrzucili do studni (Siemaszko..., s. 351).
We wsi Szczurzyn pow. Łuck „czarna sotnia z rejonu Szczurzyna’ zamordowała 4 Polaków: 23-letnią kobietę oraz mężczyzn lat 18, 19 i 60.
We wsi Szubków pow. Równe upowcy i miejscowi Ukraińcy zamordowali Polkę z 3 dzieci oraz jej rodziców – mąż ukrył się sądząc, że mordowani będą tylko mężczyźni.
We wsi i miasteczku Świniuchy pow. Horochów Ukraińcy wymordowali ludność polską, co najmniej 63 Polaków. Ukrainiec zamordował żonę Polkę oraz wspólne ich dzieci.
We wsi Świrz pow. Przemyślany policjanci ukraińscy uprowadzili Polaka, który zaginął bez śladu.
W okolicy wsi Swojczów i Gnojno upowcy uprowadzili kilkunastu lub kilkudziesięciu młodych Polaków, którzy zaginęli bez śladu.
W miasteczku Targowica pow. Dubno w bestialski sposób zamordowali w centrum miasteczka 2 Polaków.
We wsi Terka pow. Lesko policjanci ukraińscy z gestapowcami zamordowali 5-osobową rodzinę polską oraz ukrywanych przez nią Żydów.
W miasteczku Torczyn pow. Łuck Ukraińcy zamordowali jadącego wozem konnym 1 Polaka.
Koło Tuczyna pow. Równe upowcy rozstrzelali 10 Polaków.
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali uciekającą ze wsi Polkę z 13-letnim synem.
W kol. Turówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali patrol AK z Horodła.
W miasteczku Turzysk pow. Kowel zarąbali siekierami 5-osobową rodzinę polską: młode małżeństwo z 3 małych dzieci.
We wsi Ulaniki II pow. Łuck zamordowali 27-letniego Polaka.
W kol. Usickie Budki pow. Łuck zamordowali 4 Polaków.
W miasteczku Uściług pow. Włodzimierz Wołyński podczas dwóch napadów upowcy zamordowali kilkunastu Polaków a następnie jeszcze 15-letnią dziewczynkę.
Pomiędzy Uściługiem a Włodzimierzem Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, lat 15 i 20.
We wsi Użyniec pow. Dubno zamordowali 4 Polaków.
W kol. Warszawka pow. Horochów zamordowali około 20 Polaków.
We wsi Werbcze pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
We wsi Wiczynie pow. Łuck zamordowali 3 Polki: matkę z córką i nauczycielkę.
We wsi Wierzchów pow. Zdołbunów: „Proszę o dołączenie do listy zamordowanych przez Ukraińców w lipcu 1943 roku we wsi Wierzchów powiat Zdołbunów moich dziadków: Antoniego Szczyglewskiego lat 80. Babcię Bronisławę Szczyglewską lat 79. Stryjenkę Weronikę Szczyglewską z domu Hana lat 40. Syna stryjenki Weroniki i Adolfa - Władysław Szczyglewski lat 18. Oraz pana Stanisława NN pochodzenia polskiego. Ostatnie trzy osoby są pochowane na cmentarzu prawosławnym w Wierzchowie. Babcia i Dziadek nie wiemy gdzie są pochowani” (Tadeusz Szczyglewski ur. w Wierzchowie, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko podają na s. 975, że we wsi Wierzchów (Wierzchnów) Ukraińcy zamordowali 1 Polaka: w listopadzie 1942 roku miejscowego leśniczego NN.
W kol. Wierzyca pow. Równe upowcy zamordowali co najmniej 15 Polaków.
We wsi Wigurzyce pow. Łuck zamordowali 3-osobową rodzinę polską z 10-letnim dzieckiem.
W kol. Wilcze pow. Łuck upowcy w lesie zamordowali 26 Polaków, którzy uciekali z Omelanki do Przebraża po załamaniu się obrony w Hucie Stepańskiej.
W kolonii Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński: „jeden z naszej koloni pan Dobrowolski zorganizował w biały dzień ucieczkę furmankami kilku rodzin polskich, zabierając ze sobą rzeczy i żywność. Gdy wyjechali na szosę Włodzimierz – Łuck koło Mikulicz Bulbowcy wzięli ich w krzyżowy ogień i wybili niemal wszystkich. Pozostałym przy życiu kazali wracać do Władysławówki, obiecując że jeśli nie będą uciekać, to nikt nie będzie ich ruszał (Zdzisław Schab, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko na s. 868 – 869 opisując kolonię Władysławówkę nie wymieniają tej zbrodni.
W kol. Wodnik pow. Równe upowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Wolica pow. Horochów zamordowali 10 Polaków.
W kol. Woronucha pow. Równe upowcy w pojedynczych napadach zamordowali 24 Polaków; 31 lipca wyruszyła kolumna ewakuacyjna docierając do Starej Huty.
We wsi Woskodawy pow. Równe zamordowali Polaka, młynarza.
W kol. Wygadanka pow. Łuck zamordowali 8 Polaków z jednej rodziny.
W kol. Wysoka pow. Horochów zamordowali 7 Polaków: matkę z 4 dzieci i matkę z córką.
W miasteczku Wyszogródek pow. Krzemieniec upowcy wymordowali 150 Polaków zgromadzonych w kościele, głównie uciekinierów z okolicy, w tym proboszcza ks. Konstantego Turzańskiego, lat 44, oraz wysadzili w powietrze kościół barokowy pw. Świętego Ducha sprzed 1726 roku.
W miasteczku Zabłotów pow. Śniatyń banderowcy zamordowali 1 Polaka.
W majątku Zacisze pow. Łuck upowcy spalili majątek, los Polaków nie jest znany.
W kol. Zalesie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W kol. Zamczysko pow. Dubno zamordowali 14 Polaków, głownie kobiety i dzieci; 17-letni syn nauczycielki miał 17 kłutych ran.
W kol. Zamosty pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4-osobową rodzinę polską, z synem lat 9 i córką lat 17; los drugiej polskiej rodziny mieszkającej tutaj nie jest znany.
W kol. Zamostyszcze pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
W kol. Zamoście pow. Łuck zamordowali co najmniej 5 Polaków.
W kol. Zapust pow. Horochów zarąbali siekierami 3-osobową rodzinę polską: matkę z 2 dzieci w wieku przedszkolnym.
W kol. Zapust Kisieliński pow. Horochów zamordowali 7 Polaków. „Marian i Stefania Kuźmińscy spali w zbożu, a swoich sześcioro dzieci, z których najstarsze miało 13 lat, prowadzili na noc do znajomego Ukraińca. Kiedy rano przyszli po dzieci, nie zastali nikogo i mimo poszukiwań dzieci nigdy się nie odnalazły” (Siemaszko..., s. 175). Zamordowali również chorą, nie mogącą chodzić kobietę.
W kol. Zaugolce pow. Łuck spalili kolonię i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, w walce z UPA poległ 1 Polak.
W kol. Zaułek pow. Łuck spalili kolonię i zamordowali około 10 Polaków.
We wsi Zboryszów Nowy pow. Horochów zamordowali kilkanaście rodzin polskich, imiennie znane jest 20 ofiar.
W kol. Zielona gmina Beresteczko pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich, nikt się nie uratował, imiennie znane są tylko 3 ofiary.
W kol. Zielona gmina Kisielin pow. Horochów zamordowali małżeństwo polskie
We wsi Zielona pow. Kowel zamordowali nad rzeką Turia 2 Polaków.
W kol. Zielona pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polki ze wsi Iwanicze.
We wsi Znamiarówka pow. Łuck zamordowali 16-letniego Polaka, ocalonego z rzezi jego rodziny w maju.
We wsi Zubowmosty pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali 60-letniego Polaka i spalili jego dom.
W kol. Zygmuntówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali Polkę, żonę Czecha.
We wsi Żabcze pow. Łuck upowcy spalili w cerkwi greckokatolickiej ks. Serafina Horosiewicza oraz 4 Polaków, których ukrywał. Potępiał on w swoich kazaniach zbrodnie dokonywane przez Ukraińców na ludności polskiej (Siemaszko..., s. 552).
We wsi Żmudcze pow. Kowel zamordowali kilka rodzin polskich, co najmniej 24 Polaków.
We wsi Żółtańce pow. Żółkiew uprowadzili i zamordowali małżeństwo: Polkę i Ukraińca.

- 1944 roku:
We wsi Antoniówka pow. Żydaczów banderowcy uprowadzili Polaka, który zaginął.
We wsi Białe pow. Przemyślany zamordowali 1 Polaka.
We wsi Białogłowy pow. Zborów zamordowali 2 Polaków: ojca z córką.
W miejscowości Bircza pow. Dobromil został zamordowany przez UPA gajowy Andrzej Przepióra, lat 42. (Edward Orłowski, w: jw.).
We wsi Bratkowce pow. Stryj upowcy zamordowali 2 Polaków: ojca (dróżnika) z 18-letnim synem.
We wsi Brzegi Dolne koło Ustrzyk Dolnych zamordowali 3 Polaków.
W mieście Bóbrka woj. lwowskie ukraińska banda złożona z policjantów, upowców i dezerterów z SS „Galizien – Hałyczyna” zamordowała 25 Polaków a 5 poraniła.
W miasteczku Bursztyn pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 14 Polaków.
We wsi Busk pow. Kamionka Strumiłowa zamordowani zostali: Gilewicz N. i jego żona.(Kubów..., jw.).
We wsi Buszcze pow. Brzeżany zostali zamordowani: Janicki Michał, Rokosz Stefania, Zamojska Maria I, Zamojski Józef I, Zamojski Józef II, Zamojska Maria II, Żak Michalina.(Kubów..., jw.).
We wsi Butyny pow. Żółkiew zamordowali 81-letniego Polaka.
We wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany zamordowali 19-letnią Polkę, miała 19 ran zadanych nożem.
We wsi Czerniów pow. Rohatyn na drodze zamordowali 3 młode Polki lat 20 – 21.
We wsi Darowice pow. Przemyśl pod koniec lipca Ukraińcy zamordowali 2 Polki, siostry.
We wsi Dołobów pow. Rudki esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” zamordowali 6 Polaków.
We wsi Dźwiniaczaka pow. Borszczów „zostały powieszone w lesie przez swych mężów Ukraińców: Paulina Głowacka, lat 35, Maria Polańska z d. Ziółkowska, lat 25” (Antoni Wagner; w: Siekierka..., s. 550; lwowskie).
We wsi Gniłowody pow. Podhajce banderowcy zamordowali 10 Polaków.
We wsi Hostów pow. Tłumacz uprowadzili 3 polskich dzieci pasących bydło: 14-letnią dziewczynkę oraz 14 i 16-letnich chłopców; które zaginęły bez wieści.
We wsi Horysławice pow. Mościska zamordowali 5 Polaków: 20-letnią dziewczynę i 4 chłopców 19-letnich; ofiary torturowali, poodcinali ręce i nogi itp.
We wsi Karolówka pow. Rohatyn zamordowana została Maria Prucnal z d. Rędzio. (Krystyna Tokarska: „Lista zamordowanych”, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).
We wsi Korczunek pow. Stryj banderowcy zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę.
We wsi Kotówka pow. Kopyczyńce zastrzelili 5 Polaków, w tym 15-letniego chłopca.
We wsi Królin pow. Mościska w przysiółku Mazury zamordowali 9 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę.
We wsi Kluwińce pow. Kopyczyńce zamordowali 2 Polki.
We wsi Kobylnica Ruska pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Kozara pow. Rohatyn banderowcy uprowadzili i utopili w rzece Dniestr 4 młodych Polaków: kobiety lat 22 i 25 oraz mężczyzn lat 22 i 28.
We wsi Krzczonowice w woj. kieleckim, w gminie i parafii Ćmielów. „Pewnego lipcowego dnia 1944 r.(pod koniec miesiąca) do wsi zajechało bryczką 3 Ukraińców w mundurach niemieckiego Wermachtu, którzy chwilowo stacjonowali razem z Niemcami w niedalekiej Brzustowie, podczas wycofywania się przed nacierającą Armią Czerwoną. Nie była to wizyta pokojowa, zabrali się do grabieży chłopskich gospodarstw. Powiadomieni o tym partyzanci AK z placówki Krzczonowice przystąpili do obrony własnej wsi przed najeźdźcami i złodziejami, pamiętając do czego Ukraińcy są zdolni, jaką nienawiścią pałają do Polaków. W wyniku wymiany ognia 2 Ukraińców zostało zabitych, jednemu udało się zbiec, mimo pogoni za nim. Po kilku godzinach sprowadził on posiłki i przystąpili tak jak przed rokiem na Wołyniu do podpalania wsi i zabijania. Na początek zabili dwóch parobków u Stanisława Kowalskiego. Spłonęło wtedy całkowicie kilka chłopskich zabudowań m.in. u Siwca, Kacy, Kota, Patrów, Kolasy (Tycki). Gestapo powstrzymało dalsze podpalanie wsi. Ukraińcy strzelali do wszystkiego co się rusza. Panowie Piotr Nalewaj i Jan Kolasa (brat Ignaca) w tym dniu idąc do wsi z Ćmielowa, słysząc co się dzieje, zawrócili i tam pozostali do następnego dnia. Na drugi dzień poszli z powrotem do domu, jednak po drodze zatrzymali ich żandarmi niemieccy i wywieźli do Szydłowca i powiesili na rynku wraz z innymi Polakami.” (http://www.krzczonowice.pl/index.php?id ... 3_spale641).
We wsi Laskowce pow. Trembowla banderowcy zamordowali 15 Polaków i 4 Żydów, których Polacy ukrywali oraz 1 Ukraińca, alumna gr.-kat, który nie chciał przyłączyć się do UPA.
We wsi Laskówka pow. Brzozów w wyniku donosu Ukraińców gestapowcy zastrzelili 5 Polaków podejrzanych o przynależność do AK.
We wsi Leluchów Wielki (?) pow. Kamionka Strumiłowa: „W lipcu 1944 r. zostali zamordowani: Regienczuk Paweł l. 76 i jego żona l. 60 oraz córka l. 25.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W okolicach Lwowa: „Przytoczę tu wydarzenie, które miało w lipcu 1944 r. Na południowy-zachód od Lwowa została zaskoczona i w okrutny sposób zamordowana i zmasakrowana kurierka idąca do oddziału leśnego – wezwani przez nią żołnierze AK dobiegli za późno – już nie żyła .Zobaczyli jednak i ostrzelali sprawców mordu uciekających do sąsiedniej wsi ukraińskiej, poszli tam by szukać morderców i dokonać odwetu .I pisze uczestnik tej akcji strz. Tadeusz Tarnawski „Gil”: „W każdym z domów – poza przerażeniem – nie natknęliśmy się na jakieś ślady, które by dały powód do zastosowania represji .Ludzie byli potulni, przerażeni, nie wykazywali odruchów agresji – żadnych represji wobec mieszkańców wsi nie dokonaliśmy. Widok przerażonych ludzi długo mnie prześladował. Doszedłem do wniosku, że nie nadaję się do takich akcji” .Tak myślało wielu młodych żołnierzy AK.” (http://piotrp50.blog.onet.pl/2007/10/13/zbrodnie/).
Na drodze z Łukowca do Karolówki pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 2 młode Polki.
We wsi Małowody pow. Podhajce uprowadzili i zamordowali 9 Polaków, w tym nauczyciela i chłopców lat 15, 16 i 17. Inni: zabitych zostało 10 osób, w tym: Denys Stanisław l. ok. 15 i Jan l. ok. 17, Beer-Roth N, Prokopyszyn Jan, Raczkowski Władysław l. 16, Rohan Jan, i Skibiski Jan; (Kubów..., jw.).
We wsi Mariampol pow. Stanisławów zamordowali 2 Polaków: małżeństwo.
We wsi Niedzieliska pow. Przemyślany zamordowali 4 Polaków, w tym matkę i jej 2 synów.
We wsi Paryszcze pow. Nadwórna w pobliskim lesie znaleziono zwłoki młodej Polki ze wsi Hawryłówka z obciętymi piersiami.
We wsi Pieniaki pow. Brody banderowcy z sąsiedniej wsi zamordowali 4 Polki, których mężów powołano do wojska.
We wsi Pietnice pow. Dobromil policjanci ukraińscy uprowadzili i zamordowali 1 Polaka.
We wsi Piskorowice pow. Jarosław na początku lipca Ukraińcy z SKW obrabowali i spalili 15 gospodarstw polskich oraz zamordowali 6 Polaków.
We wsi Piszczatyńce pow. Borszczów zamordowany został Polak z batalionu samoobrony .(Kubów..., jw.).
We wsi Ponikwa pow. Brody banderowcy zamordowali 10 Polaków.
We wsi Poświerz pow. Rohatyn uprowadzili 1 Polaka, który zaginął.
We wsi Radecznica pow. Zamość esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” razem z Niemcami zamordowali 5 Polaków.
We wsi Radochówka pow. Równe upowcy zastrzelili 2 Polaków: mężczyznę i jego teściową.
We wsi Rosochowaniec pow. Podhajce banderowcy zamordowali 20 osób o nieustalonych nazwiskach.(Kubów..., jw.).
We wsi Słobódka Janowska pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym 63-letniego powiesili.
We wsi Słobódka Koszyłowiecka pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 24 Polaków; mężczyźnie odcięli głowę i podrzucili pod drzwi jego domu, jego żona dostała pomieszania zmysłów a ich dzieci trafiły do Domu Dziecka.
We wsi Sokołów pow. Stryj zamordowali 15 Polaków, którzy przyjechali na swoje pola zbierać żyto.
We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów upowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Stójno pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 45-letniego żołnierza WP, który przyjechał odwiedzić swoją wieś rodzinną.
We wsi Świrz pow. Przemyślany banderowcy zastrzelili 5 Polaków.
We wsi Tarnoszyn pow. Rawa Ruska banderowiec Iwan Bida „Krasejko” zamordował 22-letniego Polaka, który wrócił do swojego domu po ukryte rzeczy.
We wsi Turady pow. Żydaczów banderowcy uprowadzili i zamordowali 1 Polaka.
We wsi Turówka pow. Skałat zamordowali 3 Polaków, w tym małżeństwo po torturach powiesili na hakach u sufitu mieszkania, a mężczyźnie wycięli genitalia.
We wsi Turylcze pow. Borszczów zamordowali 5 Polaków.
We wsi Wola Górzańska pow. Lesko zamordowali 2 Polaków,
We wsi Wysoczanka pow. Stanisławów obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 20 Polaków, w tym 4 rodziny.
We wsi Wielkie Oczy pow. Lubaczów zamordowali jednego Polaka oraz postrzelili drugiego, który zmarł.
We wsi Złotkowice pow. Mościska na początku lipca obrabowali polskie gospodarstwa i zamordowali 3 Polaków.
We wsi Zubrza pow. Lwów w wyniku fałszywego donosu miejscowych nacjonalistów ukraińskich Niemcy z własowcami zamordowali 25 młodych Polaków.
We wsi Żelechów Wielki pow. Kamionka Strumiłowa: „W lipcu 1944 r. został zam. Regieńczuk Paweł l. 76 z żoną i córką 25 lat.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Żołnówka pow. Brzeżany: „Około lipca 1944 r. zostali zamordowani z wyroku samozwańczego „sądu” OUN: 1. Chorowy Paweł; 2. Kromy Jan, syn Demki; 3. Leszczora Piotr syn Jacentego; 4. Walkiewicz Michał syn Pawła”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).

- 1945 roku:
We wsi Bielawińce pow. Buczacz został zamordowany przez upowców Wiktor Siwak lat 23.
We wsi Brzeżawa pow. Przemyśl upowcy uprowadzili Polaka, który zaginął.
W mieście Jarosław na cmentarzu komunalnym ma grób żołnierz WP Rondowicz (Rentowicz) Piotr ur. 1904, który zginął z rąk UPA VII 1945 (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zab ... iary1.html).
We wsi Kobylnica Ruska pow. Jaworów upowcy zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Kołomyja woj. stanisławowskie zamordowali Polaka, pracownika browaru w Piadykach.
We wsi Korolówka pow. Borszczów uprowadzili 25-letnią Polkę o nazwisku Starczewska, która zaginęła bez wieści.
W miasteczku Lubieszów pow. Kamień Koszyrski: „W lipcu 1945 roku Motficki z żoną pojechał na Zarekę, żeby przywieźć paszy dla konia i dzieciom coś do jedzenia. I nie wrócili, zabito ich.” (Wspomnienia Zofii Ferendz, w: Gazeta Lubuska z 8 maja 2010 r.).
We wsi Lubsza pow. Żydaczów zastrzelili Polaka, którego ojca zamordowali jesienią 1944 roku.
We wsi Ostapie pow. Skałat zamordowali żołnierza II Armii WP, który przyjechał do rodziny.
We wsi Perespa pow. Łuck w areszcie NKWD współwięźniowie nacjonaliści ukraińscy zamordowali 18-letniego Polaka Franciszka Mańczaka, który powrócił na Wołyń po ekspatriacji do Polski, ponieważ zakochał się w ukraińskiej dziewczynie.
We wsi Poznanka Gniła pow. Skałat upowcy zamordowali plutonowego WP: na ciele wypalili mu ogniem sylwetkę orła, zmasakrowali twarz, wybili zęby, na plecach miał kilka ran kłutych.
We wsi Rajskie pow. Lesko upowcy zamordowali 2 Polaków: dyrektora kopalni ropy 44 1. Ochala z żoną; ich 2 dzieci, głodne, przez kilka tygodni kryły się na cmentarzu, aż zabrali je żołnierze WOP.
We wsi Rudka pow. Jarosław Ukraińcy z SKW z Cieplic, Dobrej, Dobczy i Piskorowic obrabowali gospodarstwa polskie oraz zamordowali 4 Polaków.
We wsi Tynów pow. Drohobycz banderowcy zastrzelili na moście 18-letniego Polaka i ciało wrzucili do rzeki.
We wsi Tyszkowce pow. Horodenka zamordowali 11 Polaków, w tym starsze małżeństwo oraz 3 kobiety w wielu 34 – 36 lat.

Stanisław Żurek
Bibliografia:
Filar Władysław: Wołyń w latach 1939 – 1944, w: Przed Akcją „Wisła” był Wołyń, Warszawa 1997.
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007.
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w woj. stanisławowskim w latach 1939 – 1945; Warszawa 2004.
Karłowicz Leon, Popek Leon: Śladami ludobójstwa na Wołyniu. Okrutna przestroga; cz. II. Lublin 1998
Kata Henryk: Wojenne Wichry; Otwock 2001
Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.
Konieczny Zdzisław: Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947; Wrocław 2006.
Korman Aleksander: Ludobójstwo UPA na ludności polskiej; Wrocław 2003.
Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003.
Lanckorońska Karolina: Wspomnienia wojenne, Kraków 2003.
Motyka Grzegorz: Ukraińska partyzantka 1942 – 1960; Warszawa 2006.
Motyka Grzegorz: Tak było w Bieszczadach; Warszawa 1999.
Piotrowski Czesław: Przez Wołyń i Polesie na Podlasie; Warszawa 1998.
Poliszczuk Wiktor: Dowody zbrodni OUN-UPA; Toronto 2000.
Prus Edward: Operacja „Wisła”, wyd. IV; Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.
Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.
Sowa Andrzej L.: Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998.
„Świadkowie mówią” (wybór tekstów: Stanisław Biskupski); Warszawa 1996.
Turowski Józef: Pożoga; Pożoga; Warszawa 1990.
Żurek Stanisław.: Ludobójstwo nacjonalistów u kraińskich dokonane na Polakach w Polsce południowo-wschodniej w latach 1939 – 1948”; Wrocław 2013.
Skałuba Janina: „Wspomnienia z wydarzeń w 1943 roku w kolonii Michałowka pow. Kowel”, „Niedrzwica Duża, dn. 02.03.2003r.”, maszynopis w zbiorach autora.
Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015; w: http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl ... a_tom_7.pd).
Archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu-Instytutu Pamięci Narodowej: nr 638 księgi nabytków, sygn. AGK27WDAK, V/8
AAN, AK, sygn. 203/XV/42, k. 78 – 85
AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90
AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174.
IPN Rzeszów, sygn. akt S 69/07/Zi
„Biuletyn Informacyjny 27 DWAK”, nr 1 z 1993 r.
„Biuletyn Informacyjny 27 DWAK nr 3 i 4 z 1998 r.
„Biuletyn informacyjny 27 DWAK”, nr 1/2000 r.
„Gazeta Lubuska” z 8 maja 2010 r.
„Gazeta Polska” z 23 lipca 2008 r.
„Las Polski”, nr 10 z 1991 r.
„Nad Odrą”, nr 1-2 z 2011 r.
„Newsweek” z 23.06.2002 r.
„Nowa Myśl Polska” z 23 marca 2003 r
„Nasz Dziennik”, nr 4 z 5 - 6 stycznia 2002 r.
„Semper Fidelis”, lipiec-sierpień 1990 r.
„Tygodnik Świdwiński”, nr 32 (74) z dn. 07.08.2003 r.
„Znak”, nr 303, wrzesień 1979
http://www.24ikp.pl/serwis/wiecej/rpp19 ... rp/art.php
http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq
http://forum.gazeta.pl/forum/w,76,12039 ... a.html?v=2
http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich ... epanskiej/
http://isakowicz.pl/krzyze-w-siedlisku- ... a-wolyniu/
http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich ... -omelanka/
http://isakowicz.pl/wyrka-na-wolyniu-mi ... -kosciele/
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/prz_glow.html
http://www.kresowianiezkuropatnik.repub ... ikach.html
http://kresy.info.pl/menu-serwisu/wspom ... i-stanisaw
http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents ... w+2013.pdf
http://www.krzczonowice.pl/index.php?id ... 3_spale641
http://www.martyrologiawsipolskich.pl/m ... owicz.html
http://www.najigoche.kaszuby.pl/artykul ... olkowskiej
http://www.niedziela.pl/artykul/102432/ ... l-wiernych
http://www.olejow.pl/readarticle.php?article_id=251
http://piotrp50.blog.onet.pl/2007/10/13/zbrodnie/
http://www.poranny.pl/magazyn/art/52466 ... ,id,t.html
http://www.rodaknet.com/rp_wycislak_28.htm
www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl
http://www.strony.ca/Strony36/articles/a3604.html
www.wikipedia.org/w/index.php?title=Wik ... d=24260048
http://pl.wikipedia.org/wiki/Opatowiec
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnie_ ... u_Zielonym
http://wolyn.freehost.pl/ogloszenia/tchory.pdf
http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html
http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/bi ... alski.html
http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/pi ... ntoni.html
http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... wczuk.html
http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... oyniu.html
http://wolyn.ovh.org/opisy/adamowka_kupiczow-04.html
http://wolyn.ovh.org/opisy/brzezina-09.html
http://www.wolyn.ovh.org/opisy/lokacze-02.html
http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... #comment-1
http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... ujcie.html
http://wolyn.org/wolyn-wola-o-prawde/15 ... -1944.html
http://wolyn.ovh.org/opisy/wolka_kotowska-07.html
http://www.zamosconline.pl/text.php?id=2426&rodz=kul


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Działo się to na Kresach
PostNapisane: 14 maja 2017, 18:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30227
Zadbajmy o godne upamiętnienie zbrodni ludobójstwa

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wygląda na to, że po Hruszowicach powoli znikać będą kolejne nielegalne banderowskie upamiętnienia. Determinacja jest wystarczająco duża, żeby tak się stało?
– Tak naprawdę była to samowola budowlana, która powstała przeszło 20 lat temu, do której oficjalnie nikt się nie przyznawał. Mimo prób jego usunięcia obiekt trwał w najlepsze ku zadowoleniu ukraińskich środowisk nacjonalistycznych. Dziś, po usunięciu upamiętnienia w Hruszowicach, widzimy, że to, co wydawało się niemożliwe, czego w kwestii likwidacji nielegalnych ukraińskich upamiętnień nie było w stanie zrobić pokolenie, które przez ostatnie ponad dwie dekady rządziło Polską, teraz skutecznie czynią młodzi ludzie, którzy biorą sprawy w swoje ręce. Stąd powołanie Społecznego Komitet Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce, który w sposób legalny, zgodny z prawem, zamierza usuwać poświęcone zbrodniarzom relikty, które nie mają prawa znajdować się na polskiej ziemi, a mimo to wciąż stoją. To przez wiele lat był chichot historii oznaczający brak szacunku dla ofiar zbrodni ludobójstwa oraz grę na uczuciach ich krewnych oraz, szerzej, środowisk kresowych. Jednocześnie to wskazuje na jeszcze jedną ważną kwestię, a mianowicie, że chowanie – w imię poprawności politycznej – problemów pod dywan, udawanie, że ich nie ma, że jakoś to będzie, tylko te problemy potęguje i w przyszłości może powodować jeszcze większe szkody.

Jaka jest skala nielegalnych upamiętnień UPA na Podkarpaciu i w ogóle w skali kraju?
– Możemy tu mówić o kilkudziesięciu nielegalnych pomnikach. Tak naprawdę kontrowersje dotyczą tylko tych obiektów, które zostały wybudowane ku czci sprawców zbrodni ludobójstwa, a nie cywilnych ofiar, pomimo że są one także nielegalne.

Te działania Społecznego Komitet Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce mogą być skutecznym sposobem na zgodne z prawem pozbycie się tych reliktów?
– Tak uważam. To jest początek systematycznej akcji eliminowania tego typu nielegalnych obiektów gloryfikujących zbrodniarzy z OUN-UPA z polskiej przestrzeni publicznej. W tym wypadku decyzje należą do gmin, na terenie których tego typu upamiętnienia się znajdują. Zgodnie z prawem każda budowla, która została wzniesiona w sposób nielegalny, powinna zostać natychmiast rozebrana. Tyle tylko, że prawo to nie było stosowane wobec nielegalnych upamiętnień ukraińskich. W Polsce – czy to się komuś podoba, czy nie – obowiązuje jedno prawo, któremu wszyscy podlegają. I to, że jakieś podmioty zagraniczne domagają się realizacji swoich własnych interesów, wbrew naszemu prawu, często nawet wywierając presję na naszych władzach centralnych, to nie powinno nas zupełnie interesować. Zgodnie z prawem musimy robić swoje.

Dlaczego w wolnej Polsce, mimo ustawy, tak trudno było dotąd pozbyć się nielegalnych upamiętnień UPA na Podkarpaciu, ale nie tylko?
– Powód tej bezczynności czy wręcz karygodnego zaniechania jest prosty – mianowicie wokół poszczególnych rządów w Polsce zawsze kręciły się osoby – członkowie czy sympatycy Związku Ukraińców w Polsce. I to oni po cichu, ale systematycznie wspierali środowiska, które budowały tego typu nielegalne upamiętnienia.

Chce Pan powiedzieć, że poprawność polityczna górowała nad prawem?
– Dokładnie. I ten stan wciąż trwa – niestety. Wystarczy tylko spojrzeć na działania Związku Ukraińców w Polsce, w dużej mierze dotowanego z polskiego budżetu, którego członkowie od lat gloryfikują formacje, które dokonały ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, co więcej, coraz głośniej i wprost domagają się respektowania swoich racji. To bardzo roszczeniowa grupa. Związek Ukraińców w Polsce to organizacja tak naprawdę wrogo nastawiona do Polski i Polaków. Jej członkowie zasilali Unię Demokratyczną, a później jej spadkobierczynię Unię Wolności. Wspominałem już o tym podczas naszych wcześniejszych rozmów, wymieniając nazwisko Mirosława Czecha, który pełnił funkcję sekretarza generalnego Unii Wolności za rządów koalicji ugrupowań Akcja Wyborcza Solidarność – Unia Wolności, a jednocześnie był członkiem zarządu głównego Związku Ukraińców w Polsce. Nic zatem dziwnego, że jakiekolwiek działania zmierzające do likwidacji nielegalnych upamiętnień OUN-UPA były torpedowane.

A dzisiaj jak to wygląda…?
– Dzisiaj te środowiska nadal są aktywne w polskiej przestrzeni publicznej i także starają się wpływać na obecny rząd, aby ten przymknął oko na te – podkreślmy – nielegalne upamiętnienia. Ale tego typu działaniom czy wręcz szantażom nie wolno ulegać.

Społeczny komitet musi wyręczać państwo w tak istotnej kwestii…?
– Podobnie było w sprawie szantażu społeczności ukraińskiej w sprawie kościoła i klasztoru Ojców Karmelitów Bosych w Przemyślu, gdzie społeczny komitet wymusił respektowanie prawa własności zakonników do obiektów. Mimo że śp. ks. abp Ignacy Tokarczuk – ówczesny ordynariusz diecezji przemyskiej – chciał w znacznej części sfinansować budowę katedry dla grekokatolików, ci odrzucili propozycję i żądali własności zakonników. Żeby zakończyć ten spór, potrzeba było aż interwencji samego Ojca Świętego Jana Pawła II, który podczas swojej pamiętnej wizyty w Przemyślu 2 czerwca 1991 r. w czasie spotkania z grekokatolikami ogłosił decyzję o przekazaniu tej społeczności na własność kościoła garnizonowego pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, jednocześnie podnosząc świątynię do godności greckokatolickiej katedry. Tym samym Ojciec Święty zakończył nabrzmiały spór o przemyski kościół Ojców Karmelitów.

Okazuje się, że w związku z usunięciem upamiętnienia w Hruszowicach były naciski ze strony polskich służb, a także groźby ze strony ukraińskiej. Po fakcie ukraińskie MSZ wydało komunikat, w którym ten „akt” nazywa prowokacją i wzywa nasze władze do legalizacji pomników UPA w Polsce…
– Nasze służby zapewne dostały zalecenia polityczne, ale postąpiły słusznie, nie ingerując ostatecznie w prawne działania gminy Stubno. Co do stanowiska ukraińskiego MSZ, to jest to jego, zresztą nie pierwsza, kompromitacja. Tamtejsza dyplomacja wydaje bowiem noty bez całościowej znajomości i analizy tematu. Dyplomatycznie można to uzasadnić bardzo młodą państwowością tego kraju i niedojrzałością kadr dyplomatycznych.

Historycznym relacjom polsko-ukraińskim wciąż towarzyszą niezdrowe emocje. Co można zrobić, żeby raz na zawsze przeciąć te dyskusje i zamknąć temat?
– Jak można dochodzić do prawdy historycznej w stosunkach polsko-ukraińskich, jak ze strony ukraińskiej mamy we wspólnej komisji w większości historyków ukraińskich, którzy reprezentują środowiska nacjonalistów ukraińskich, a ze strony Polski dużą część historyków, którzy jeszcze kilkanaście lat temu podważali ludobójstwo na Wołyniu? Czy polskie społeczeństwo uzna ustalenia wypracowane przez takie gremia…?

Prezydent Ukrainy deklaruje przyjaźń wobec Polski, a z drugiej strony sam, i to wielokrotnie, wyraża sympatię dla UPA, a lwowska rada obwodowa, a wcześniej rady w obwodach wołyńskim i iwanofrankowskim, ogłosiły rok 2017 rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii i jej dowódcy Romana Szuchewycza...
– Obecnie na Ukrainie politycy nacjonalistyczni grają o narzucenie narracji historycznej państw według wzorów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Natomiast prezydent Petro Poroszenko gra także tą kartą, tyle tylko, że czyni to ze względów taktycznych. To pokazuje, że tak naprawdę idea szowinizmu ukraińskiego jest elementem gry o władzę na Ukrainie. Elity ukraińskie, które tkwią w tym sporze, zupełnie się nie przejmują, jak to może być czy jest odbierane w krajach sąsiednich. Wynika to z faktu, że relacje z państwami zachodnimi traktują instrumentalnie, a nie strategicznie.

Spodziewa się Pan – w ramach odwetu – antypolskich zachowań na Ukrainie, także w odniesieniu do pomników polskich ofiar zbrodni dokonanych przez OUN-UPA?
– Na Ukrainie polskie ofiary czekały kilkadziesiąt lat na upamiętnienie i godny pochówek. Obecnie tylko kilka procent z tych miejsc ludobójstwa i ofiar zbrodni zostało uczczonych pomnikami. Co istotne, w przeciwieństwie do nielegalnych upamiętnień ukraińskich w Polsce, które powinny zniknąć, na Ukrainie polskie pomniki i upamiętnienia powstały w sposób legalny i ich usytuowanie było uzgadniane z władzami tego państwa. To wymagało wielu wysiłków, bo ukraińskie władze piętrzyły problemy, żeby tylko utrudnić Polsce starania. I jedyne – jak sądzę – czego się można teraz obawiać, to ewentualnych prób profanacji takich miejsc pamięci. Jednakże w mojej ocenie, obecnie dla pamięci ofiar męczeństwa ważniejsze jest rozprawienie się z szerzeniem kultu ich morderców niż błaganie u ukraińskich władz o kolejną zgodę na mogiłę i godne upamiętnienie. Jestem pewien, że w końcu przyjdzie czas, kiedy wszystkie miejsca zbrodni ludobójstwa dokonanego na polskiej ludności na Kresach Wschodnich przez ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA będą godnie upamiętnione. Póki co, zadbajmy, aby w Polsce każde miejsce ukraińskiej zbrodni miało pomnik, bo z tym od lat we własnym kraju mamy duży problem.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... jstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Działo się to na Kresach
PostNapisane: 14 maja 2017, 18:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37529
http://wolyn.org/index.php/publikacje/9 ... owych.html

DOTYCZY NIE TYLKO ŚRODOWISK KRESOWYCH
Bożena Ratter 06 lipiec 2016

12 września 1683 roku wezyr Kara Mustafa u progu Wiednia mobilizuje wojska, broniący miasto są zdziesiątkowani, doskwiera brak wody i żywności. Na wzgórzu Kahlenberg stawia się polski król by odnieść zwycięstwo nad najeźdźcą. W Wilanowie znajduje się kompozycja rzeźbiarska przedstawiająca tryumf Jana III , który w pozie rzymskiego wodza zasiada na rydwanie zaprzężonym w cztery rumaki. Jest też pochód wojowników niosących łupy wojenne a za nimi grupa spętanych jeńców symbolizujących pokonanych Turków. Po powrocie do Wilanowa Sobieski sprowadził na tereny w pobliżu pałacu pojmanych jeńców i osiedlił ich. W żyłach wielu rodowitych warszawian płynie do dziś krew Turków pobitych przez Sobieskiego i osiedlonych w dobrach wilanowskich (Tu była Warszawa- Radio Warszawa)
"Ojciec mój Ignacy (ur. w 1889 r.) w poszukiwaniu pracy wyjechał z Żydowa k. Gniezna w okolice Borysławia do Schodnicy, mniej więcej w latach 1936- 37. Pracował przy wydobywaniu ropy naftowej mieszkając u pewnych Ukraińców na sublokatorstwie. Zostaliśmy ściągnięci przez ojca (matka Maria, siostra ur. 1928r, ja ur.1933r) do Schodnicy, gdzie zamieszkaliśmy wszyscy razem w jednym pokoju, był to rok bodaj 1937. Trudno nam się tam żyło, byliśmy nie lubiani przez tamtejszą ludność, nie tylko my, lecz wszyscy Polacy. Ojciec mój zgłosił się w 1939 roku do wojska. Po pewnym czasie wojsko przechodziło przez Schodnicę i mój ojciec wyskoczył z szeregu, podał nam kawał chleba i dołączył do szeregów.
Nazajutrz zaprowadzono nas z mieszkania pod jakiś barak drewniany, tam się znajdowały inne rodziny polskie, i dowiedzieliśmy się, że w tym baraku zamknięto 50 żołnierzy polskich. Na naszych oczach oblano barak benzyną czy czymś w tym rodzaju i podpalono. Ucieczka z niego była niemożliwa, gdyżby był on gęsto obstawiony przez ludność ukraińską, uzbrojoną w widły, łopaty, siekiery itp., tak, że kto się nie spalił, to go dobito.” ( Ziemia Drohobycka nr 14, wspomina Kazimierz Kaniewski). Adam Gad, mieszkaniec Sandomierza, zmobilizowany w 1939 roku, wraz z jednostką przemaszerował do Drohobycza i uczestniczył w kilkunastodniowej jego obronie. Podpalenie przez Niemców szybów naftowych w Drohobyczu uniemożliwiło dalszą obronę. 28 września polscy żołnierze zostali wzięci do niewoli. Przeprowadzeni pod eskortą Wermachtu i Ukraińców do Urycza zostali wtłoczeni kolbami Ukraińców do niewielkiej stodoły (80 polskich jeńców, chłopcy ze Śląska, Pomorza, poznańskiego). Wrzucono do niej wiele granatów, które rozrywały się na głowach i ramionach i zapaliły znajdującą się w stodole słomę. Adam Grad cudem ocalał .
Ukraińscy faszyści spod znaku trójzębu mordowali polskich jeńców a przecież to Niemcy i Rosjanie napadli na Polskę w 1939 roku. Ukraińcy spod znaku OUN UPA i zmanipulowana ludność cywilna nie wsparli nas w trudnym okresie, oni nas dobijali. Wielokrotnie zapraszali wyczerpanych żołnierzy do stodoły na siano, a nocą podpalali zamknięte uprzednio stodoły i strzelali do tych, którzy zdążyli wydostać się z płomieni. Dlaczego? To była realizacja zbrodniczej ideologii, powstałej w latach 1920-ych i nazwanej przez Wiktora Poliszczuka integralnym nacjonalizmem ukraińskim, zakwalifikowanym przez niego jako odmiana faszyzmu.
Ustanowienie 11 lipca dniem pamięci ofiar ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej dotyczy nas wszystkich. Mordowani byli mieszkańcy Krakowa, Warszawy, Poznania, Gdańska, którzy w tej części Polski czyli na Kresach zakupili ziemię, posiadali letnie rezydencje ( i dzisiaj mieszkańcy miast posiadają domy na wsi), prowadzili tam interesy lub znajdowali lepiej płatną pracę, odwiedzali rodzinę, uciekali przed przesuwającym się frontem niemieckim a potem sowieckim, byli żołnierzami z innych województw Polski kierowani do walki na wschodnim froncie, czy wreszcie mieszkańcami na tych ziemiach od wieków . Ludobójstwo zostało dokonane na Polakach.
Początek miał miejsce już w 1919 roku o czym pisze Zofia Kossak Szczucka w „Pożodze”- „podburzali ludność przeciw Polsce, podkładając umiejętnie zarzewie niechęci i walki. (…) Po wsiach krążyły broszury i odezwy, wzywające chłopów do wytępienia całej ludności polskiej, nie cofające się przed sofistyką subtelną jak np.:
„Hańba tomu, kto by Lacham pomahał i z nymi bratałsia, kto by ranienomu Lachowi wody podał, abo do chaty pryniał. Ne ma pomyłowania cym muczyteliam, krowopijcam, pidpankam i pankam biłorucz- kim i czwankowatym. — Riżte ich wsich wo sni na kwatirach, rwijte im szlachi za nymi pered nymi i ne mijte miłosti dla nihoho z nych…”
Pogromy masowe zaczęli od Żydów, największy co do liczby ofiar był pogrom płoskirowski. „ Ludzie zamieszkujący naówczas Płoskirów zaręczali mi, że straszna ta rzeź nie była niczym wywołana, i sprowokowana. Po prostu na chłodno, starannie oznaczono wprzód domy i mieszkania nieżydowskie, otoczono wojskiem miasto i przystąpiono do krwawego dzieła tak, jak się przystępuje do siewów lub żniwa. Grozę potęgował fakt, że przez cały czas pogromu nie padł ani jeden strzał. Wśród stosu ofiar, zalegających nazajutrz ulice, nie było ani jednego człowieka, który by zginął od kuli. Wszyscy zostali zarżnięci, skłuci lub poćwiartowani żywcem. Systematycznie przechodząc wszystkie zaułki i domy, nie oszczędzano nikogo - od niemowląt do najstarszych. Nieludzkie wycie napełniało miasto. Ludzie zmuszeni być świadkami tego mordu bliscy byli obłędu. Daremnie skazańcy starali się przekupić żołnierzy, oddawali pieniądze, złoto. „Nam was treba, ne waszich hrosziw!” odpowiadali nie zwracając nawet na prośby uwagi. Zabitych wyrzucano z okien na ulice, gdzie po kilku godzinach zebrały się istne materace z trupów. Leżały tam w grozie swej strasznej niedoli - matki ciężarne, z których wydarto wnętrzności, dziewczęta z odrąbanymi piersiami, starcy wyszczerzeni, okropni... Z balkonów zwieszały się wianki związane z dzieci maleńkich rozpłatanych bagnetami, powiązanych sznurem za główki żałośnie zwieszone.
Do stojącej w śródmieściu apteki polskiej wpadali co moment oficerowie kierujący rzezią. I wnosząc ze sobą mdły odór mordu, świeżych, ciepłych trzewi, ryczeli: „Dawat’ duchi!!” Przynoszono więc miednicę wlewano do niej wszystkie flakony perfum, wody kolońskiej itp., jakie były w składzie. Krwawi rycerze myli sobie twarze, ręce, posklejane od krwi włosy, po czym, stokroć jeszcze bardziej potworni niż przedtem, wybiegali kończyć straszne swoje dzieło. „
Apogeum ludobójstwa na polskiej ludności cywilnej to 1943 rok. 10 lipca 1943 r. w niedzielny poranek w około 100 miejscowościach na Wołyniu odbyły się brutalne napady na Polaków. Często były to napady na kościoły. Dokonywane bestialskie zbrodnie przez faszystów ukraińskich z OUN UPA wspieranych zmanipulowanymi i zastraszanymi „sąsiadami zza płota” skrywane były przez sprawców i ich popleczników kilkadziesiąt lat. Ale ofiary i świadkowie wciąż cierpią i wymagają pomocy.
„To była taka drewniana studnia, z daszkiem, wiadro na korbę spuszczane. Jakaś kobieta powiedziała dowódcy batalionu (Istriebitielnyj Batalion), że tam są dzieci powrzucane. Ja mówię, to ja tam wejdę ..zobaczyłem ..21 dzieci potopionych. Wyciągali dzieci, ostatnie wpadło więc spuściłem się, lodowata woda…potem 2 tygodnie w szpitalu leżałem . Miałem wtedy 16 lat, urodziłem się w Drohobyczu, starszy brat był porucznikiem w Stanisławowie i został wywieziony do Katynia, ojciec i brat zaprzysiężeni w AK” - opowiada 89-letni mieszkaniec Chełmska Śląskiego. Ten widok potopionych dzieci towarzyszy mu co noc. Głos załamuje się gdy próbuje odpowiadać na zadawane pytania o czas wojny. A potem ucieczka przed nienawiścią Ukraińców i przymusowy wyjazd na tzw. Ziemie Odzyskane. Pijani sowieci rabujący , gwałcący matki, żony, siostry- „musieliśmy ich pilnować”- wspomina. I trzeba było zaczynać życie od nowa.
Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski ocenił, że historyczne konflikty polsko-ukraińskie powinny pozostać rzeczą historyków.
Niedorzeczna wypowiedź. Zadośćuczynienie ofiarom ludobójstwa na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej dokonanego przez faszystów ukraińskich, które określa Pan jako historyczny konflikt, jest sprawą wagi państwowej. I to nie tylko przez uchwalenie 11 lipca dniem pamięci o ludobójstwie. Wypędzeni przez faszystów ukraińskich Polacy zostali straszliwie okaleczeni psychicznie, osieroceni poprzez wymordowanie ich rodzin, skazani na wielką traumę, której nie wolno im było wyjawić i która w wielu przypadkach sprowadzała ich życie do pobytu w ośrodkach psychiatrycznych, ograbieni z wielopokoleniowego dorobku i przez to skazani na życie na znacznie niższym poziomie lub nędzę. Zostali zesłani na Ziemie Odzyskane, które zostały straszliwie zdewastowane w PRL i III RP i w związku z tym, są obecnie powtórnie skazani na nędzę i osierocenie, gdyż ich dzieci opuszczają rodzinne siedliska w poszukiwaniu pracy. Ci co przeżyli ludobójstwo, do dzisiaj nie znają miejsca szczątków zamordowanych małżonków, rodziców, rodzeństwa.
Jak pogodzić beztroską wypowiedź pana o pozytywnych stosunkach między Polakami i Ukraińcami z wypowiedzią Marysi Pyż ze Lwowa? http://www.radio.katowice.pl/zobacz,190 ... zwXO-SpxPk
Czy niechętny stosunek Ukraińców do oddania kościoła we Lwowie i inne represje stosowane wobec zamieszkujących tam Polaków nie wymagają interwencji Polski w sytuacji, gdy fundujemy Ukraińcom w Polsce zatrudnienie, emerytury, stypendia i 500+ ( w Polsce przebywa ponad milion obywateli kraju, który zaciera ślady wielowiekowej polskości a jednocześnie korzysta z polskich dóbr, których nie zdewastował, np. sanatorium w Morszynie).
Czy w rządowym raporcie z audytu znalazła się kwota 230 000 zebranych przez Polaków żyjących na Ukrainie (zarabiających 300 zł miesięcznie), która została w ubiegłym roku przez fundację rozdysponowana na cele statutowe ?Jak pogodzić wypowiedź pana z nędzą Polaków żyjących w Żytomierzu, dla których siostry zakonne ogłaszają w Polsce zbiórkę kaszy i makaronu?
Jak pogodzić beztroską wypowiedź pana z nędzą Polaków, którzy jako samotne dzieci po wyrzezaniu rodzin przez faszystów z OUN UPA trafiły do polskich domów dziecka? Z racji kalectwa są bezdzietne, mają 900 zł renty, leżą unieruchomione w mieszkaniu, do którego raz dziennie zagląda pomoc społeczna (centrum Warszawy)? Ukrainki sprzątające w domach żon byłych funkcjonariuszy SB, WP i WSI zarabiają po 6 000 miesięcznie ale unieruchomiona pani nie jest w stanie zapłacić na jednorazową wizytę 100 zł ponieważ ma tylko 900 zł renty.
Jak pogodzić wypowiedź z nędzą potomków żołnierzy , którzy byli rozbrajani i odprowadzani na Rakowiecką przez Ukraińców znajdujących się w szeregach WP ? Jak pogodzić beztroską wypowiedź pana z nędzą Sybiraków, zsyłanych przez sowietów, którym towarzyszyli ukraińscy donosiciele - żołnierze? Sybiracy wracali z łagrów w latach 50 i nadal byli szykanowani, są szykanowani do dzisiaj (nie wszyscy, bo jak powiedział przedstawiciel Związku Sybiraków, wtedy byliśmy równi ale po powrocie już nie) , ich dzieci również szykanowane i często zmuszane do wyjazdu za pracą, a osamotnieni Sybiracy, często okaleczeni na ciele i z wielką traumą (im śni się historia tak łatwo zanegowana przez pana co noc), ich rodziny wyginęły w łagrach, transportach, podczas ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich.
Jak pogodzić wypowiedź pana z nędzą córki lwowskiego profesora zamordowanego na Wzgórzach Wuleckich na podstawie listy sporządzonej przez ukraińskich studentów ( otrzymuje w Warszawie 960 zł renty)?

Dolny Śląsk został również zdewastowany, ograbiony i skazany na zagładę przez miłościwie panujących komunistów i postkomunistów, ich krewnych i znajomych, którzy reprywatyzując rozkradli huty, kopalnie, przemysł włókienniczy (Bielawa , Lubawka, Chełmsko ) pozbawiając pracy dziesiątki tysięcy ludzi. Na popadających w ruinę domach reklamują się biura pośrednictwa pracy w Niemczech, dla opiekunów ludzi starych.
Polskie kobiety ( korzenie ich są w Tarnopolu, Drohobyczu, Stanisławowie , Trembowli , Lwowie, to stamtąd wypędzili ich rodziców faszyści ukraińscy) zamieszkałe na Dolnym Śląsku kursują do pobliskich niemieckich miast by pełnić tam funkcję nawet hierarchicznie niższą, niż rola pokojówki, pogardliwie wywołana przez Tomasza Sawczuka z redakcji „Kultury Liberalnej”, podczas promocji wspaniałej książki Ewy Polak-Pałkiewicz „Powrót pańskiej Polski”. (http://blogpress.pl/node/22865). Kursują busami, cierpią z powodu rozłąki z rodziną, nie mogą zapewnić opieki własnym starzejącym się rodzicom, ich życie jest pozbawione radości.
Czy nowa władza uczestniczy w tym procederze? Czy do rozmów na tematy polsko ukraińskie nie powinniśmy zapraszać ludzi z szerszym horyzontem ? To nie historia , to tragedia tysięcy Polaków.
Domagam się, by pozwolenia na pracę ukraińskie kobiety otrzymywały ale były kierowane do Ośrodków Pomocy Społecznej i otrzymywały tam takie wynagrodzenie jak Polki za tę pracę. I z Pomocy Społecznej były kierowane do opieki nad Sybirakami, Polakami z Kresów i pozostałymi chorymi i starymi, którym rządy polskie świadomie i celowo (unicestwić dobrą tkankę) zabraniają godnie żyć i umierać. A mieszkania po nich nie dla Ukraińców ale dla ich dzieci, które zmuszone były wyemigrować.
7 lipca o godzinie 13.00 powinniśmy wszyscy zebrać się pod Sejmem, nie dajmy sobą manipulować. Wszak pamiętamy i uczestniczymy w obchodach pamięci o shoah i jakoś nie wpływa to na relacje z winowajcami czyli Niemcami. "Nie ma zbrodniczych narodów, są zbrodnicze ideologie i organizacje" (motto Wiktora Poliszczuka) i by uchronić nas i inne narody przed podobnymi zdarzeniami chcemy nazwania zbrodni zbrodnią. W Warszawie w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa wystawa "Antoniny po pożodze". To wspaniałe dzieło Marii, córki Romana Sanguszki, który za udział w Powstaniu Listopadowym został zesłany na Syberię i Józefa Potockiego, gdzie gospodarność i nowoczesność z poszanowaniem naturalnych warunków klimatyczno-przyrodniczych nazwane wsią Antonin, było również miejscem pracy teścia Zofii Kossak, doktora Juliusza Szczuckiego, który zajmował się szpitalem, apteką i ochronką. Wspaniały folwark z ogrodami botanicznymi, cieplarniami, zwierzyńcem, karczmą, cerkwią, hodowlą psów myśliwskich równą angielskiej, hodowlą koni , z których jeden był protoplastą sprzedanego za sporą kwotę w PRL, własną elektrownią, telegrafem, centralą telefoniczną, wybudowana został linia kolejowa dla łatwości komunikacji, pomieszczenia dla pracowników, dzisiaj zwane przez pracujących tam urzędników "grafowskimi" - to wszystko zostało zniszczone w imię zbrodniczej ideologii miast dać miejsca pracy współczesnym mieszkańcom. To właśnie losy tego dworu opisała Zofia Kossak w "Pożodze".


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Działo się to na Kresach
PostNapisane: 22 maja 2017, 18:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37529
http://wolyn.org/index.php/publikacje/9 ... -1943.html

Kalendarium ludobójstwa. Sierpień oraz latem 1943
Stanisław Żurek 10 sierpień 2016

Na przełomie lipca i sierpnia 1943 roku:
We wsi Cygany pow. Borszczów banderowcy uprowadzili do lasu 3 Polaków (w tym kobietę), którzy zaginęli bez śladu. Inni: zostali zamordowani przez banderowców: Dzikowska Anna, Kraśnicki Kazimierz l. 30, Sokołowski Józef, Karwacki Piotr l. 50, Radol Henryk l. 20. ( Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003).
1 sierpnia 1943 roku:
W kol. Andrzejówka pow. Równe upowcy obrabowali i spalili kolonię oraz zamordowali ponad 50 Polaków.
W miasteczku Białozurka pow. Krzemieniec zamordowali co najmniej 10 Polaków, w tym 2 rodziny oraz ojca z córką.
We wsi Kozaczki pow. Krzemieniec miejscowi „powstańcy ukraińscy” zamordowali 49-letnią Annę Babczyk oraz na łące dwóch z nich, Iwan Zysko i Sawa „Slipyj” zadźgali nożami jej matkę, około 70-letnią Antoninę Mazur.
We wsi Kulików pow. Żółkiew uprowadzili 28-letniego Polaka, który zaginął bez śladu.
W kol. Ożgowo pow. Kostopol zamordowali 30 Polaków.
W futorze Pózikowskiego pow. Krzemieniec zamordowali 7 Polaków z 2 rodzin, w tym 10-letnią dziewczynkę.
W miasteczku Tuczyn pow. Równe podczas nocnego napadu zamordowali kilkunastu Polaków, w tym ojca z 2 córkami lat 15 i 19, matkę z 2 córkami, młodą kobietę (której rozpruli brzuch) z niemowlęciem.
W nocy z 1 na 2 sierpnia 1943 roku:
W kol. Leonówka pow. Równe upowcy dokonali rzezi 150 Polaków. Całe rodziny ginęły od kul, noży, siekier i innych narzędzi, bądź płonęły żywcem. Dziewczynkę Władysławę Bagińską wytropili w stogu siana i zasztyletowali, zamordowali także jej rodziców i pięcioro rodzeństwa. Wdowę Marcelinę Piotrowską zarąbali siekierą, jej 9-letnią córkę Władysławę i 7-letnią Romualdę zakłuli widłami, 5-letniego syna Stefana zarąbali siekierą a 3-letniego syna Waldemara zastrzelili. „Do Leonówki tragedia przyszła 1 sierpnia 1943 r. tuż przed północą. 39-letnia wówczas Apolonia Reszczyńska tak zapamiętała tę noc:„W dzień pracowaliśmy w gospodarstwie domowym w Leonówce, a na noc jechaliśmy konnym zaprzęgiem do Tuczyna. Nasi sąsiedzi z Leonówki nocowali w okolicznych krzakach i zagajnikach. Wszyscy baliśmy się, że śmierć może przyjść nocą. Mężczyźni wieczorami zaciągali straże na rogatkach wsi. W fatalny dzień 1 sierpnia 1943 roku po wieczornej mszy w kościele, trochę uspokojeni, postanowiliśmy nie jechać na nocleg do Tuczyna. Gnana jednak jakimś złym przeczuciem namówiłam swych sąsiadów, rodzinę Łojów, aby przyszli do nas do chaty pomodlić się przy figurze Matki Boskiej z Niepokalanowa. Około godziny 22.00, w czasie odmawiania litanii, usłyszeliśmy strzały i gdy wybiegliśmy z domu, ujrzeliśmy, jak na początku wsi od pocisków zapalających buchnął ogień z kilku krytych słomą chat. Wszystkich ogarnęło przerażenie. W wielkim chaosie, wśród wrzasków, w grzmocie eksplozji karabinowych pocisków, w blaskach krwawych języków ognia bijących w niebo z palących się domów i stodół, chwyciłam swe najmłodsze dziecko, sześciomiesięcznego Romana, i zaczęłam biec na oślep przed siebie w kierunku lasu. Mąż mój pobiegł ze starszymi dziećmi za stodołę w zboże. Świst kul wyzwalał we mnie niespożyte siły. Młodsze dzieci rozbiegły się w różne strony razem ze spuszczonym z łańcucha psem. Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, że wieś jest otoczona przez banderowców. Z Romkiem na rękach biegłam, potykając się między łanami dojrzewającego żyta. Przy mnie był cały czas skomlący ze strachu pies. Gdy byłam już blisko lasu, przede mną jak z podziemia wyrósł potężny Ukrainiec z karabinem w rękach. Poznałam go. Był to Szkul, Ukrainiec z sąsiedniej wioski, który często bywał u nas. Był producentem betonowych kręgów do studni i przed kilku tygodniami na środku naszego podwórka z moim mężem montował te kręgi w nowo wykopanej studni. Był miłym, serdecznym człowiekiem i nawet zaprzyjaźniliśmy się z nim. Teraz ujrzałam go w nowej roli. Z jakimś obłędnym błyskiem w oczach i straszliwym grymasem twarzy bez wahania strzelił prosto w moją głowę. Kula świsnęła mi przy lewej skroni, zrywając przepaskę do włosów i powodując krwotok z przestrzelonego ucha. Runęłam z dzieckiem w zboże, nie tracąc jednak przytomności. Szkul sądził, że mnie zabił. Synka Romka przydeptał butem. W tym momencie usłyszałam rozkaz: "prawe kryło w pered” (prawe skrzydło do przodu). Szkul wykonał polecenie. Przekroczył leżącą we krwi kilka metrów ode mnie Marynię, siostrę mego męża zamężną z Wąsowskim. Obok niej leżał, na szczęście żywy, jej dwuletni syn Stefek, który obecnie mieszka we Wrocławiu. Gdy Szkul poszedł w stronę wioski, by tam realizować morderczy rozkaz, ja podniosłam się, przykryłam swe dziecko snopkiem i w szoku pobiegłam dalej do lasu. Strzelali za mną, ale nie trafili. Gdy zaczęło świtać, Ukraińcy ze wsi ustąpili. Wówczas wróciłam na miejsce, gdzie schowałam dziecko. Znalazłam je całe i żywe. Ale Romek do końca życia miał wgniecioną klatkę piersiową - była to pozostałość po obcasie Szkula. Wszystkie domy w Leonówce były spalone. Wśród pogorzelisk leżały dziesiątki trupów. Tylko moja rodzina miała wyjątkowe szczęście - wszyscy przeżyliśmy: mąż i sześcioro naszych dzieci. Drugiej takiej rodziny w Leonówce nie było. W każdej kogoś opłakiwano. /.../ Opowieść Apolonii Reszczyńskiej opublikowałem 3 października 1996 roku w "Gazecie Brzeskiej”. W maju 2013 roku, w trakcie pisania tego tekstu, postanowiłem dowiedzieć się, jakie były dalsze losy mej rozmówczyni sprzed wielu lat. Od jej syna, Alfreda Reszczyńskiego, dowiedziałem się, że żyła jeszcze dwa lata, a okoliczności jej śmierci były równie wstrząsające jak przytoczona wyżej opowieść. Na święta Bożego Narodzenia roku 1998 Apolonia Reszczyńska, licząca wówczas 94 lata, pojechała do Brzegu, do swej córki Zofii (rocznik 1938), po mężu Malinowskiej. W czasie nocy sylwestrowej, przebudzona wystrzałami i eksplozjami fajerwerków witających Nowy Rok pod brzeskim ratuszem, wyrwana ze snu, sądząc, że to napad banderowców, otworzyła okno i aby się ratować ucieczką, tak jak przed 65 laty w Leonówce, wyskoczyła przez nie. Pokoik, w którym spała, był na wysokim parterze. Upadek okazał się tragiczny w skutkach. Złamała nogę i pokaleczyła sobie twarz, bo wpadła głową w krzak róży. Przewieziona do szpitala żyła jeszcze miesiąc. Trauma "czerwonych banderowskich nocy”, gdy płonęły całe wołyńskie wsie, została w niej do końca życia.” (Stanisław S. Nicieja: „Moje Kresy. Spór o Banderę”; w: http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article ... /130519469 . Za: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... -ppic.html Wyszukał i wstawił :Bogusław Szarwiło ).

2 sierpnia 1943 roku:
W kol. Antopol pow. Równe Ukraińcy zabili 70-letnią Polkę, wdowę.
We wsi Beremiany pow. Buczacz zamordowali Polaka, leśniczego, oraz ciężko poranili jego żonę (sądzili, że nie żyje). Był to Kazimierz Pleszanowski albo Pieczanowicz z Dulib (Kubów..., jw.).
We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki uprowadzili z drogi wracającego do domu Polaka, leśniczego i ślad po nim zaginął. Inni: banderowcy zamordowali 5 Polaków (Kubów..., jw).
We wsi Duliby pow. Buczacz zamordowali Polaka, był to leśniczy Pachowicz. Patrz wyżej: „we wsi Beremiany”.
W kol. Lubomirka Nowa pow. Równe zamordowali kilkunastu Polaków, imiennie znane są 4 ofiary.
We wsi Twerdynie pow. Horochów zamordowali 2 Polaków, lat 16 i 28
W nocy z 2 na 3 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czernelica n/ Dniestrem pow. Horodenka został zamordowany z innymi osobami przez grupę bojówkarzy OUN leśniczy Zenon Borzemski (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents ... w+2013.pdf ).
W kol. Karczemka pow. Równe upowcy zamordowali 1 Polaka.
2 lub 3 sierpnia 1943 roku
We wsi Szpanów pow. Równe zamordowali 1 Polaka i 1 Ukraińca, męża Polki.
3 sierpnia 1943 roku:
W kol. Leonówka pow. Równe zatrzymali kolumnę furmanek z rodzinami uciekającymi ze wsi Kudranka do Tuczyna. Część upowców zabrała furmanki z żywnością i odzieżą, a pozostali doprowadzili uciekinierów do lasu, w którym oczekiwała już druga grupa „partyzantów ukraińskich”. Po dokonaniu rewizji i rozebraniu do bielizny ofiary ustawiali w 10-osobowych grupach i uśmiercali dźgając i tnąc bagnetami. Bronisławie Reszczyńskiej, lat 22, będącej w ostatnich dniach ciąży rozpłatali brzuch. Nie pogrzebane zwłoki co najmniej 42 Polaków pozostały na miejscu zbrodni, w większości kobiet i dzieci, począwszy od 2-letnich dzieci po 80-letnią Wiktorię Łozowicką.
We wsi Rudniki pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali ponad 60 Polaków. Świadek zbrodni podaje jednak datę 3 lipca i pod tą datą znajduje się krótki jej opis.
W nocy z 3 na 4 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czernelica pow. Zaleszczyki: „W nocy z 3 na 4.VIII.1943. Czernelica pow. Zaleszczyki. Ukraińcy zamordowali instruktora fabryki tytoniu w Jagielnicy, Polaka, Wojciecha Kosteckiego. Tej samej nocy w Czernelicach zamordowano również leśniczego Polaka, oraz robiono zamachy na nauczyciela i księdza polskiego” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i zbrodni.

4 sierpnia 1943 roku:
W kol. Kraśnica pow. Równe upowcy ujęli i zamordowali uciekających do Tuczyna 10 osób: małżeństwo Guzowskich, Franciszka Żukowskiego oraz 7-osobową rodzinę polsko-ukraińską: 48-letnią córkę Guzowskich, jej 47-letniego męża Nestora Dziubaka (zięcia Guzowskich) i ich pięcioro dzieci w wieku od 1 roku życia do 8 lat.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zamordowali 61-letniego Polaka.
We wsi Rudniki pow. Śniatyn policjant ukraiński zamordował 1 Polaka.
We wsi Uścieczko pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali Polaka. „04.08.1943 r. został zamordowany Kostecki i.n., l. 25 student UJ, instruktor tytoniowy.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
3 lub 5 sierpnia 1943 roku:
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zabrali z wozami i końmi 10 Polaków na tzw. podwody, z których 9 nie wróciło, a 10-siąty uciekł z miejsca egzekucji.
5 sierpnia 1943 roku:
We wsi Anielówka pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 2 Polaków: studenta UJ Jasiewicza i nauczycielkę; ich straszliwie okaleczone ciała znaleziono na polu wśród kukurydzy niedaleko wsi Nyrki. Inni: byli to Jasiewicz N. i Skiba Dominik (Kubów..., jw.).
We wsi Dupliska pow. Zaleszczyki zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zamordowali 16-letniego Polaka.
We wsi Rybcza pow. Krzemieniec podczas ataku UPA i okolicznych chłopów ukraińskich Polacy podjęli obronę; zamordowanych zostało 3 Polaków, w tym 70-letniemu choremu mężczyźnie obcięli uszy, zdarli paznokcie i wydłubali oczy.
W miejscowości Tłuste Miasto pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 2 Polaków: nauczyciela ze wsi Anielówka oraz urzędnika poczty .
W nocy z 5 na 6 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 5 na 6.VIII.1943. Łopuszna pow. Brzeżany. Dwóch Ukraińców napadło na Polaka Słobodzianina. Zabrali mu wóz i parę koni. Synowi gospodarza 16-letniemu chłopakowi kazali się podwieźć. Chłopak nie wrócił” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i tej zbrodni.
6 sierpnia 1943 roku:
W kol. Burki pow. Sarny upowcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Czerniejów pow. Kowel chłopi ukraińscy ze Swinarzyna oraz miejscowi zamordowali 15 Polaków, w tym dwie 6-osobowe rodziny i 3-osobową: matkę z córkami lat 16 i 18.
7 sierpnia 1943 roku:
W miasteczku Aleksandria pow. Równe Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W kol. Biesiadka pow. Sarny upowcy zamordowali 2 Polaków: 16-letnią dziewczynę oraz uprowadzili mężczyznę, po którym ślad zaginął.
We wsi Rudnia pow. Łuck :„Urodziłem się w miejscowości Balarka, gmina Silno, powiat Łuck, parafia Derażne. Rodzina: było nas dwoje braci – ja, Edward Szpringel (Szpryngiel) , urodziłem się w 1933 r.. /.../ Jakie jest mocne ludzkie serce. Jak nas mieli prowadzić z Rudni do Studzin, na ten zwiazok, to żona tego sołtysa mówi do nas „Jak człowiek długo może się męczyć, nim skona. Dwa tygodnie przed wami złapali Ukraińcy kobietę z synem. Przebili do drzwi w stodole piersiami, z pleców cięli żyw[c]em pasy, potem oderwali, przebili plecami. Jak z przodu zaczęli ciąć, dopiero ta matka z synem skonali”. Ja z bratem i Mamą słuchamy, wiedząc świadomie, że idziemy na okrutną śmierć i serca nasze wytrzymali.” /.../ „Czyta ten sołtys, że nas odstawią do Dużych Studzin (Nazwa w lokalnym polskim brzmieniu. Nazwa prawidłowa Stydyń Wielki, wieś ukraińska w gm. Stydyń, pow. kostopolski.). Tam jest taki punkt. Kogo złapią, to tam mieszkają i ma on nas tam zaprowadzić. Żona tego sołtysa mówi wprost, że tam jest zwiazok, około 15 Ryzunów, tam nikt żywy nie wyjdzie. Mówi, że przed nami złapali nauczycielkę z synem, która uczyła tam dzieci, i też zamordowali w okropny sposób.” (Edward Szprigiel: Bóg nas uratował. W: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... atowa.html ).Edward Szpringel (właściwe: Szpryngiel) z matką i bratem uciekli z Huty Stepańskiej 18 lipca, ukrywali się przez 34 dni i około 21 sierpnia zostali złapani przez Ukraińców koło wsi Balarka pow. Łuck, opisywana zbrodnia miała miejsce dwa tygodnie przed ich złapaniem, czyli około 7 sierpnia 1943 roku.
We wsi Semenów pow. Trembowla: „7.VIII.1943. Semenów pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali Polaka Seretnego. W związku z tym aresztowano następujących Ukr.: dwóch braci Słobodzianów, Burbełe i Krupnyka” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
Przed 8 sierpniem 1943 roku:
W kol. Budki Kudrańskie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 20-letniego Polaka.
8 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W kol. Dunaj pow. Horochów upowcy zamordowali 18 Polaków, w tym 1 mężczyznę, pozostałe ofiary to kobiety i dzieci.
W kol. Kadyszcze pow. Łuck dwie Polki, siostry mające po 17 – 18 lat, idące do kościoła; po zgwałceniu zostały bestialsko zamordowane przez kilkunastu chłopów ukraińskich.
We wsi Kulczyce pow. Trembowla: „W nocy 8.VIII.1943. Kulczyce gmina Mogielnica pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali b. komendanta P.P. Juźkowa. W związku z dokonanym mordem żandarmeria niemiecka aresztowała wójta gminy Mogielnica Ukraińca” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i tej zbrodni.
We wsi Niewirków pow. Równe Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
W kol. Trystok pow. Horochów zamordowali 4 Polaków: dwa małżeństwa.
We wsi Tumin pow. Horochów uprowadzili i zamordowali 31-letnią Polkę.
W kol. Zurawiec pow. Horochów w drugim napadzie upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, kolonia przestała istnieć.
9 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol Ukraińcy podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Jadwipol pow. Rowne zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę, podczas żniw.
We wsi Mytnica pow. Trembowla: „09.08.1943 r. został zamordowany Jóźwiak i.n. l. 70.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Plebanówka pow. Trembowla „09.08.43 r. został zamordowany mieszkaniec wsi NN l. 25.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
W nadleśnictwie Turza Wielka pow. Dolina został zamordowany przez UPA leśniczy Welfe (Orłowski..., jw.).
10 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czarnokowice Wielkie pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 22-letniego Polaka.
W osadzie Jagiellonów pow. Łuck upowcy spalili polską osadę i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znane są tylko 2 ofiary, w tym starzec Górski, którego nadziali na widły i wrzucili do płonącego domu.
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński na terenie lasu upowcy mordowali złapanych uciekających Polaków oraz branych na tzw. podwody; zginęło tutaj ponad 50 osób.
We wsi Załuże pow. Krzemieniec po namowach Ukraińców Polacy w 3 grupach wrócili do wsi dokonać żniw i grupy te wymordowali, co najmniej 30 Polaków: pierwszą grupę wyrżnęli nożami w stodole, drugą grupę rozstrzelali seriami karabinu maszynowego w polu, trzecia grupę uciekającą także zamordowali na polu.
11 sierpnia 1943 roku:
W mieście Łuck woj. Wołyń na skutek donosów Ukraińców ukraińska policja kryminalna (Ukrainische Kryminalpolizei) aresztowała 50 Polaków, głównie inteligencji, z czego 30 Polaków zostało potem rozstrzelanych.
We wsi Stryjówka pow. Zbaraż Ukraińcy zamordowali 4 Polaków.
12 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki k. Łowiszcza pow. Kowel upowcy wymordowali ludność polską, imiennie znane jest tylko 35 ofiar.
W kol. Miedziaków pow. Kowel Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W okolicy miasteczka Mizocz pow. Zdołbunów upowcy napadli na ciężarówkę z cukrowni wiozącą ludzi i zamordowali 20 Polaków.
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polki.
W kol. Stanisławówka pow. Łuck policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka.
13 sierpnia 1943 roku:
We wsi Basowy Kąt pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polki podczas żniw.
We wsi Borszczówka pow. Kostopol uprowadzili do lasu i zamordowali 22-letniego Polaka.
14 sierpnia 1943 roku:
We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 9 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę z dziećmi lat 2, 5, 12 i 14.
We wsi Czernelica pow. Horodenka Ukraińcy zamordowali Polaka, inspektora Fabryki Tytoniu.
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków.
We wsi Raj pow. Brzeżany: „14.08.1943 r. został zam. leśniczy Śliwiński Antoni.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 31 Polaków, w tym 9-osobową rodzinę Władysława Kamińskiego: rodziców i ich 7 dzieci.
We wsi Trościaniec Wielki k/Olejowa pow. Zborów zatrzymany został na drodze leśnej pomiędzy Kotowem a Trościańcem w czasie powrotu do wsi, uprowadzony i zamordowany przez UPA leśniczy (inż. leśnik) Antoni Śliwiński lat 39 (Wojciech Moskaluk, w:http://www.swietoszow.wroclaw.lasy.gov.pl/documents/21700551/27220520/Lista+pomardowanych.pdf/fc266838-157c-4429-a3bd-c4fd238f25f4 ).
We wsi Trościaniec pow. Brzeżany uprowadzili Polaka, leśniczego, który zaginął bez śladu. Był to Antoni Śliwiński (Komański..., s. 130 oraz Kubów..., jw.).
15 sierpnia (święto Wniebowzięcia NMP) 1943 roku:
W kol. Berezowicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali siekierami, łopatami, widłami, łomami itp. co najmniej 45 Polaków; 8-letniej Irenie Chaber siekierą odrąbali głowę na pniaku do rąbania drzewa (Siemaszko..., s. 856).
We wsi Berezowica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 rodziny polskie liczące około 10 osób.
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol zamordowali 6 Polaków, w tym dziewczynki lat 7 i 18.
We wsi Chorostów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków, w tym przywiązali do łóżka, oblali benzyną i spalili babkę Karolinę Ryś i jej dwoje wnucząt o nazwisku Opałko oraz 3-osobową rodzinę pracownika kolei (Siemaszko..., s. 860).
We wsi Glinka nad Dniestrem pow. Buczacz banderowiec zastrzelił Polaka Kazimierza Braszynowicza, leśniczego (Jan Adamski: Odwiedziny, Kraków 1975, s. 104).
We wsi Hawczyce pow. Łuck upowcy zamordowali 20-letniego Polaka.
W kol. Jaworówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 100 Polaków i 1 Żydówkę.
We wsi Koropiec pow. Buczacz:. „15 VIII 1943 po otoczeniu budynku nadleśnictwa został uprowadzony z narady i zamordowany przez UPA gajowy Humaniecki” (Orłowski..., jw.).
We wsi Kotów pow. Brzeżany na drodze między wsią Liliatyn a Kotowem zamordowali wracającego z odpustu proboszcza parafii Kotów ks. Władysława Bilińskiego.
W kol. Krasna Góra pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3-osobową rodzinę polską: dziadków lat 76 i 78 oraz ich 14-letnią wnuczkę.
W kol. Ludmiłpol pow. Włodzimierz Wołyński bestialsko zamordowali 2 Polki, siostry lat 18 i 20 uciekające furmanką ze wsi Turia do Włodzimierza Wołyńskiego - Jadwigę i Stanisławę Zyman.
W kol. Oktawin pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 30 Polaków, w tym 7-osobową rodzinę.
W kol. Police pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
W kol. Stomorgi pow. Dubno zamordowali 3-osobową rodzinę polską.
We wsi Swaryczów pow. Dolina zamordowali 39-letniego Polaka.
W mieście Równe woj. Wołyń zamordowali 62-letnią Polkę.
W kol. Wierzbiczno pow. Kowel zastrzelili 1 Polaka.
Do połowy sierpnia 1943 roku:
We wsi Budy pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: matkę z 2 synami i 2 córkami.
W kol. Dębiny pow. Dubno zamordowali 8 Polaków.
We wsi Janówka pow. Dubno zamordowali 53 Polaków.
W kol. Kamienna Werba pow. Dubno zamordowali 7 Polaków: rodziców z 3 dzieci oraz dziadka z wnukiem. We wsi Kluki pow. Dubno zamordowali 1 Polaka.
We wsi Kozin pow. Dubno zamordowali 4 Polki, w tym jedną z córką.
W futorze Lipkowiec pow. Dubno zamordowali 8 Polaków: 6-osobową rodzinę oraz matkę z synem.
We wsi Nosowica Stara pow. Dubno zamordowali 7 Polaków: 5-osobową rodzinę i małżeństwo.
We wsi Płaszowa pow. Dubno zamordowali 7 Polaków 4-osobową rodzinę z 2 synami, małżeństwo i kobietę. We wsi Podłuże pow. Dubno zamordowali 3 Polaków.
W kol. Smolarnia pow. Dubno zamordowali 2 Polaków: matkę z synem.
We wsi Stołbiec pow. Dubno zamordowali 14 Polaków: rodziców z 2 córkami, ojca z 3 dzieci, matkę z 3 dzieci, małżeństwo.
We wsi Werba pow. Dubno na skutek donosu Ukraińca Niemcy aresztowali i zamordowali 4 Polaków, pracowników tartaku.
We wsi Zagaje – Dąbrowa pow. Dubno upowcy zamordowali 17 Polaków, w tym rodziny z dziećmi.
W połowie sierpnia 1943 roku:
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali Polkę z 2 małych dzieci.
We wsi Porohy pow. Nadwórna dwaj Ukraińcy poranili Polaka, który po kilku tygodniach zmarł.
W kol. Sołomiak pow. Kostopol Ukrainiec zamordował rodzinę polską.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów w połowie sierpnia zamordowali błąkające się wokół wsi od czasu rzezi 3 lipca dzieci zamordowanych wówczas Antoniego i Marii Wereszczyńskich: 3-letniego Jerzego i 7-letnią Czesławę. Także w połowie sierpnia zamordowali 105-letniego Romana Krasickiego – najpierw powiesili go na sznurku na drzewie, a gdy sznurek zerwał się, dobili go pałkami. (Siemaszko..., s. 971 – 972).
15 lub 16 sierpnia 1943 roku:
We wsi Piotrówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 14 Polaków.
16 sierpnia 1943 roku:
We wsi Kohylno (w skład wsi wchodziło Zastawie i Tartak) pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 29 Polaków, w tym rodziny 6-cio i 5-osobowe. „Około tygodnia po pogromie Michał i Bolesław Roch oraz Tadeusz albo Roman Roch poszli nocą w trzech na Zastawie, aby zobaczyć co się stało z naszą rodziną. 11 lipca 1943 r. w nocy z soboty na niedzielę, na ich dom był napad podczas którego zamordowano wdowę Amelię [Roch] lat ok. 60 oraz jej najmłodszą córeczkę Zosię lat ok. 14. Tej nocy Tadeusz Roch spał w swojej stodole, między słomą a ścianą, a jego rodzony brat Roman w ogrodzie w kapuście, niedaleko łąki. Romek Roch opowiadał mi osobiście, że nad ranem już robiła się „szarówka” posłyszał jakieś głosy, a w chwilę później jakieś głośne, przeraźliwe wręcz krzyki, dochodzące od domu Grzegorza Rocha. Jednak nie zdecydował się tam pobiec, gdyż na podstawie tego co słyszał, poznał, że są to krzyki mordowanych ludzi. Szybko ukrył się w pobliskich szuwarach i przesiedział tam cały dzień. Romek opowiadał mi także, że Tadek też obudził się w stodole, gdy Ukraińcy zaczęli dobijać się do drzwi domu Grzegorza. Widział przez szpary w ścianie stodoły, jak Ukraińcy wpuszczeni do domu, po chwili całą rodzinę wyprowadzili na podwórko. Przodem szły dzieci Grzegorza i jego żony. W tym momencie było jeszcze cicho i spokojnie, wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie spodziewali się najgorszego. Na pewno mieli nadzieję, że to zwykłe najście, które zakończy się przesłuchaniem lub co najwyżej pobiciem i groźbami, tym razem było jednak inaczej. Gdy dzieci były już na dworze, Ukraińcy nagle uderzyli je siekierami w głowę, natychmiast zginęli wtedy: syn lat ok. 16 oraz dwie córki, starsza lat ok. 25 i młodsza lat ok. 20. Gdy matka zorientowała się, że dzieci zostały zaatakowane, dopiero wtedy zaczęła histerycznie krzyczeć i właśnie te krzyki słyszał Roman w ogrodzie. Możliwe, że któreś z dzieci też zdążyło krzyknąć przed samą śmiercią. Po zarąbaniu dzieci wyprowadzili Grzegorza i jego żonę, pierwsza porąbana została żona lat ok. 60. Wtedy bandyci zaczęli się zastanawiać jaką śmierć zadać gospodarzowi i wtedy Tadek usłyszał wyraźnie takie słowa jednego z Ukraińców do pozostałych: „On uciekł nam do miasta i przyszedł z powrotem. Trza mu dać lekkie skonanie!” Zaraz potem Tadek zobaczył, jak za chwilę powiesili go na jabłonce, tuż obok ich domu rodzinnego. Tak skonał Grzegorz lat ok. 60. Tadeusz widział też, jak zginęła jego matka, opowiadał wszystkim, że ta sama grupa Ukraińców po wymordowaniu rodziny Grzegorza przeszła pod drzwi jego domu i zaczęła się dobijać do środka. W końcu udało im się wejść do środka i po chwili słyszał niewyraźnie jak matka prosiła kilku oprawców o darowanie jej życia. Potem wszystko ucichło, po chwili zobaczył jednak, że mężczyźni opuszczają dom i odchodzą. Tadek wspominał także, że rozpoznał jednego z napastników, ale dzisiaj już nie pamiętam, o kim mówił. Wiem zaś na pewno, że to był Ukrainiec z Kohylna. Bandyci nie podpalili zabudowań i prawie na pewno nic nie wynieśli z domu. Po około dwóch godzinach na Zastawie przyszła druga grupa Ukraińców i zaczęli chować ciała pomordowanych. Całą rodzinę Grzegorza wrzucili do dołu po kartoflach, tuż przy ich własnej chałupie. Ciało wdowy Amelii Roch wrzucili do lochu po kartoflach i zawalili go. /.../ Michał Roch opowiadał mi także, że był po pogromie w Kohylnie, gdzie spotkał Ukraińca, który był sąsiadem Drabików. Właśnie ten Ukrainiec opowiedział Michałowi jak została zamordowana cała ich rodzina. 11 lipca 1943 r., w niedzielny ranek przyszli do Drabików banderowcy i weszli do domu. Po chwili zaczęli mordować tych, którzy byli w domu. W chałupie zabili matkę i dwie córki, tymczasem dwaj synowie spali w stodole. Gdy Ukraińcy wykryli ich kryjówkę, jednego chłopca zabili na miejscu, a Józek rzucił się do ucieczki przez pola. Nie zdołał jednak uciec i gdy go dopadli to go też zabili. Prawdopodobnie miał przed śmiercią prosić bandytów, aby mu darowali życie. Michał dowiedział się także, że ciała pomordowanych Ukraińcy wrzucili do lochu, kopca z drewnianych kołków na kartofle, który znajdował się na miedzy Drabików i Żyda Moszko Bejdera, potem wszystko zawalili” (Roman Szymanek, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch). „Dziadek Bolesław Roch na rok przed swoją śmiercią, mówił mi jak zabito jego bliską rodzinę, jego kuzynów. Powiedział, że staruszka Ukrainka z Kohylna, którą nazywano Koteluczka mówiła rodzinie Rochów w Kopyłowie pod Hrubieszowem, że Rochów z Zastawia Ukraińcy wieźli wozem do Kohylna, aż pod samą cerkiew i tam powiesili ich na lipach przy cerkwi” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz,; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch). W. i E. Siemaszko na s. 922 – 923 opisując wieś Kohylno napad datują na 16 sierpnia, a następne na 23 i 29 sierpnia 1943 roku.
We wsi Podjarków pow. Bóbrka banderowcy zamordowali 20 Polaków, w tym dwie rodziny Kleszczyńskich. Dokumentacja fotograficzna jednej zamordowanej rodziny znajduje się w książce Aleksandra Kormana Ludobójstwo UPA na ludności polskiej. Zginęli: Jan Kleszczyński, lat 38, jego żona Tekla, lat 37, ich córka Anna, lat 13 oraz ich syn Stanisław, lat 8. Rozebranym do naga ofiarom wydłubali oczy, zadawali ciosy siekierą w głowę, przypalali ogniem dłonie, próbowali odciąć kończyny górne i dolne, zadali rany kłute na całym ciele.
We wsi Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński: „W 1943 r., moi rodzice – Jan i Zofia Kraszewscy oraz bracia: Jerzy – lat 12, Tadeusz – lat 7 i ja – lat 9, mieszkaliśmy w kolonii Stanisławów oddalonej 20 km od Włodzimierza Wołyńskiego, gmina Werba. /.../ Dnia 16 sierpnia 1943 r. około godz. 14.00, kiedy kuzyn Roman wyszedł w celu rozpoznania sytuacji, zauważyliśmy ośmiu Ukraińców zbliżających się w naszym kierunku od strony naszego gospodarstwa. Najstarszy funkcją Ukrainiec, dobrze uzbrojony, podszedł do ojca i powiedział, że powinniśmy wracać do domu, ponieważ nic nam nie grozi i nie ma powodu uciekać. Dopytywał się również, gdzie jest kuzyn Roman, ponieważ chce go wraz z rodzicami przesłuchać i poprosił ojca, żeby odszedł z nim w głąb lasu. Ojciec zgodził się i odeszli tak, że nie było ich widać, ani słychać rozmowy. Po kilku minutach wrócił i zabrał mamę. Kiedy tak staliśmy w wielkim strachu, otoczeni przez pozostałych siedmiu bandytów, nagle usłyszeliśmy krzyk mamy „Oj, serce!”. Wówczas pomalutku zaczęliśmy oddalać się, bo przez moment tych siedmiu bandytów zainteresowało się zawartością wozu. W tym momencie przybiegł Ukrainiec, który wyprowadził rodziców i zaczął krzyczeć, dlaczego nie robią z nami porządku. Sąsiadka pani Olobra uklękła przed Ukraińcem i zaczęła go błagać o litość, żeby zostawili ją w spokoju, na co ten dowódca przebił ją bagnetem umocowanym na karabinie, mordując na naszych oczach. Wtedy zaczęliśmy uciekać w kierunku naszego lasu i pozostawionego tam bydła. Najmłodszy brat Tadeusz uciekał najwolniej, a kilku bandytów biegło za nim i tak dobiegł do owiec i schował się za pasącego się barana. Baran, widząc biegnącego naprzeciw człowieka, rozpędził się i z całą siłą uderzył bandytę, który aż się przewrócił, a kiedy chciał go uderzyć drugi raz, wówczas bandyta podniósł się i zastrzelił barana. Tymczasem brat Tadeusz uciekł w zarośla i tak zostało uratowane życie 7-letniego dziecka. Ja i mój starszy brat uciekliśmy w zarośla i krzaki. Jak się okazało, mama, chociaż bardzo ranna, pokaleczona bagnetem, będąc w szoku, zdołała uciec z miejsca tego mordu. Bandyta, kiedy ją wyprowadził w krzaki, kazał zdjąć sukienkę, ponieważ była wełniana, po czym uderzył ją kolbą w głowę, a kiedy zasłoniła się ręką, wówczas bagnetem zranił rękę, a następnie dwukrotnie zranił klatkę piersiową. Wtedy mama wydała ten pamiętny okrzyk „Oj, serce!”, co (…) nas uratowało. Bandyta tymczasem uznał, że mama już tam umrze, zabrał sukienkę i pobiegł do furmanki. (…) Mama długo nie mogła uwierzyć, że nasz tatuś nie żyje, nawet wówczas kiedy do Włodzimierza przyjechał kuzyn Roman i powiedział, że po odgłosach strzałów, późnym wieczorem poszedł na miejsce naszego postoju i nieopodal, w krzakach za drzewami, potknął się o ciało naszego tatusia, które przykrył gałęziami. I taki pogrzeb miał nasz tatuś.” (Zdzisław Kraszewski: Początek zagłady kolonii Stanisławów; w: www.martyrologiawsipolskich.pl ).
We Włodzimierzu Wołyńskim w nocnym napadzie upowcy na ul. Lotniczej zamordowali około 15 Polaków; 35-letniemu Zygmuntowi Zakrzewskiemu połamali ręce i nogi i wbili w głowę gwoźdź.
We wsi Zamch pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy z Niemcami zamordowali 8 Polaków.
We wsi Zarudeczko pow. Zbaraż banderowcy zamordowali 10 Polaków, byli to: Huka Ignacy l. 39, Kowalczuk Onufry l. 48, Olisko Aniela l. 19, Przysiniuk Bronisław l. 19, Ratuniak Maria l. 60, Rygiel Mikołaj l.62, Zagwocki Antoni l. 39 i Teresa l. 61, oraz 2 osoby o nieustalonym nazwisku.(Kubów..., jw.).
W nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 17 na 18.VIII.1943. Na kolonii między Karolowką a Szuparką pow. Buczacz Ukraińcy wymordowali rodzinę polską złożoną z 6 osób. Jednego ze sprawców ujęto, jest to Ukrainiec, dezerter z ukr. Dywizji SS. Przyznał się do morderstwa” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej zbrodni.
18 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bielin pow. Włodzimierz Wołyński w walce z UPA zginął 23-letni Polak.
W miasteczku Mikołajów pow. Żydaczów banderowcy zamordowali Polaka, księgowego leśnictwa.
We Włodzimierzu Wołyńskim upowcy zamordowali 2 Polaków.
W kol. Zygmuntówka pow. Włodzimierz Wołyński zabili 5 Polaków podczas żniw, w tym 15-letniego chłopca.
W nocy z 18 na 19 sierpnia 1943 roku:
We wsi Kluwińce pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 3 Polaków. Inni: „zamordowano 7 Polaków, w tym: Michalik Michał l. 45 i nauczyciel z Trembowli l. 50” (Kubów..., jw.). Komański na s. 235 podaje, że nazwiskiem Michała Michalika posługiwał się Tadeusz Trojanowski, były inspektor szkolny z Rawy Ruskiej. Patrz „ w nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku”.
19 sierpnia 1943 roku:
We wsi Komarów pow. Stanisławów banderowcy zastrzelili 1 Polaka oraz drugiego uprowadzili z przysiółka Halicka Brama i ślad po nim zaginął.
We wsi Stawki pow. Równe w zasadzce upowcy zabili około 11 Polaków jadących do żniw oraz całą 23-osobową osłaniającą ich eskortę Ślązaków na służbie niemieckiej.
20 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bodiaki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letniego Polaka.
W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck zamordowali Polaka, męża Ukrainki.
We wsi Komarów pow. Stanisławów uprowadzili 2 Polaków, mężczyznę i kobietę, urzędników zarządu Liegenschaftu, którzy zaginęli bez wieści.
W kol. Kowalówka pow. Kowel upowcy zabrali na podwodę i zamordowali 1 Polaka.
W kol. Kryłów pow. Równe zamordowali 2 Polaków.
W kol. Szeroka pow. Horochów w okrutny sposób wymordowali 3 rodziny polskie ocalałe z rzezi 16 lipca: 9-osobową, 4-osobową i 3-osobową a zwłoki spalili w stodole – razem 16 Polaków.
W kol. Szczytnia pow. Równe zamordowali 39-letnią Polkę, której męża porąbali na kawałki 11 lipca 1943 roku.
We wsi Tiutkiewicze pow. Równe od ran zadanych przez Ukraińców zmarł w szpitalu 20-letni Polak.
W nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 20 na 21.VIII.1943. Kluwińce pow. Kopyczyńce. Około 23,30 Ukraińcy zamordowali trzech Polaków zaś jednego ranili. Zamordowani zostali: Jan Kostecki b. posterunkowy P.P. obecnie rolnik, Trojanowski Tadeusz b. inspektor szkół w powiecie Rawa Ruska obecnie buchalter na folwarku, Sroczyński Roman także buchalter rodem spod Krakowa. Ranny został Fleszar Zbigniew także pracownik folwarku /.../ W związku z tym morderstwem aresztowano miejscowego księdza gr.-kat. Proskurnickiego i jego syna Stefana, którzy są moralnymi sprawcami zbrodni. Stefan Proskurnicki b. komendant milicji ukr. posądzony jest również o zamordowanie 6 Polaków wracających z więzienia w Berdyczowie w r. 1941 w czasie wkraczania Niemców na nasz teren ” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka podają datę „W nocy z 18 na 19 sierpnia 1945” oraz nazwiska: Korzecki /Kosowski/ Jan, Trojanowski Tadeusz i Iszczycki Roman” (s. 235, tarnopolskie).
21 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bermeszów pow. Horochów upowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską. „Oto wykaz pomordowanych Polaków na kolonii Kisielówka, Czesnówka, Jaworówka, Bermeszów i Lipnik w dniu 21.08.1943 r., który ja Czesław Życzko sporządziłem w porozumieniu z towarzyszami niedoli, w tym: moją żoną Heleną Życzko z domu Furtak, Stanisławem Łachowskim z kolonii Czesnówka oraz Bronisławem Nieczyporowskim (ofiary ze wsi Bermeszów – przypis S.Ż.): Wyszyński Aleksander lat 45, (mój szwagier), Maria lat 40, (moja siostra), Aleksander lat 16, Janina lat 14, Aniela lat 12, Jadwiga lat 10 (mój brat i siostry cioteczne)”. („Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, spisał Sławomir Tomasz Roch; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... a-woy.html). Siemaszko...., s. 137 datują ten mord ”w 1943 r., latem”.
W kolonii Czesnówka pow. Horochów upowcy zamordowali 30 Polaków. „Oto wykaz pomordowanych: Uleryk Stefan lat 65; Łachowski Aleksander lat 70, żona lat 67; Kuczko Bronisław lat 53 i troje dzieci lat 20, 8 i 6; Kosior Józef lat 22 i brat Edward lat 19; Uleryk Jan lat 72 i zona lat 60; Błędowski Stefan lat 30 i 1-roczny synek; Torkowski Jan lat 30 i żona Władysława lat 20; Dumański Wacław lat 58 oraz cała rodzina tj. 6 osób od 17 do 4 lat; Zymon Jan lat 63, żona lat 51 oraz 4 dzieci od 21 do 5 lat; Błędowska Helena lat 31 i jej syn lat 3; Błędowska Maria lat 60”. ( Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, , j.w.) Siemaszko..., s. 152 podają: „W sierpniu 1943 roku zostali zamordowani dwaj bracia Józef i Edward. Najprawdopodobniej nie jest to pełna lista ofiar” Podają liczbę ofiar 5 + ?.
W kolonii Jaworówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską (rzeź w tej kolonii miała miejsce 15 sierpnia 1843 roku). „Oto wykaz pomordowanych /.../: Zybura Michał lat 53 (mój wujek), Katarzyna lat 40 (moja ciocia), Zofia lat 75, Marian lat 15, Jan lat 9, Tadeusz lat 7, Teresa lat 4 (to moje kuzynostwo)”. ( Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, jw.). Siemaszko...., s. 861 nie wymieniają tych ofiar.
W kolonii Kisielówka pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 93 Polaków. Atak nastąpił około godziny 14.00, Polacy uciekali do lasu do znajdującej się tam drewnianej Kaplicy hrabiego Szumińskiego oraz do Czarnego Lasu. „Wielu ludzi krzyczało do nas, by nie iść pod Kaplicę bowiem tam już rozpoczęła się rzeź, Ukraińcy strzelają kogo popadnie oraz rąbią siekierami i widłami kogo się da. Tak więc nie mając wyboru, uciekaliśmy razem z nimi, to były naprawdę straszne chwile. Jakby piekło rozwarło się na ziemi, jeden uciekał i płakał, inny biegł i krzyczał coś tam, może kogoś nawoływał, a może jakiś amok właśnie go ogarnął, dzieci piszczały. /.../ W drodze odpoczywaliśmy w lesie, po przeróżnych krzakach i tam właśnie Piotr Przybyła opowiadał nam ze szczegółami, jaką gehennę przeżył w ostatnich dniach w domu swojej teściowej, mówił tak: „Już od prawie dwóch tygodni ukrywam się u mojej teściowej pod podłogą, obawiałem się bowiem, żeby mnie Ukraińcy nie zamordowali, gdyby dowiedzieli się, że wciąż tam jestem, już bym zapewne nie żył. Przez cały ten straszny czas pomagała mi moja dobra żona Tosia, teściowa nic nawet nie wiedziała o moim miejscu ukrycia. W tym czasie w naszym domu przebywali banderowcy, którzy gościli się tu niekiedy i na cały głos przechwalali się, jak to Polaków mordowali. Słyszałem to bardzo wyraźnie, gdyż mówili dosłownie nad moja głową. Jednego razu usłyszałem głos Ukraińca, który opowiadał jak zginęła rodzina polska Furtaków, których wcześniej znał dobrze. Kiedy ich znalazł Andrzej Futrak uklęknął przed nim, złożył ręce jak do modlitwy i zaczął go prosić, aby im wszystkim darował życie. Wtedy Ukrainiec Marko z Tumina, jak sam się potem przechwalał, jak go rąbnął siekierą w głowę, aż krew trysnęła na niego! A potem pozabijał wszystkich pozostałych, którzy tam byli, również bezlitośnie rąbiąc ich siekierą.”. /.../ Warto też dodać, że Piotr Przybyła pochodzi z Kisielówki, gdzie mieszkali jego rodzice oraz siostra Zofia, która wyszła za mąż za Piotra Krzeszowiec. Mieli razem dzieci, a on był Ukraińcem, ale mało kto o tym wiedział. Niestety podczas mordów Piotr Krzeszowiec zamordował swoją żonę Zosię. Osobliwą tragedię przeżyli także ich najbliżsi sąsiedzi Józef i Józefa Gnatiuk oraz ich córka lat 14, których ukraińskie bandziory powiązali drutem ostrym, kolczastym i tak ich okrutnie zamęczyli. Tak przynajmniej opowiadali sobie ludzie w mieście we Włodzimierzu”. /.../ Oto wykaz pomordowanych Polaków na kolonii Kisielówka, Czesnówka, Jaworówka, Bermeszów i Lipnik w dniu 21.08.1943 r., który ja Czesław Życzko sporządziłem w porozumieniu z towarzyszami niedoli, w tym: moją żoną Heleną Życzko z domu Furtak, Stanisławem Łachowskim z kolonii Czesnówka oraz Bronisławem Nieczyporowskim” (ofiary z kolonii Kisielówka – przypis S.Ż.): Życzko Rozalia, maja mama lat 50, mój brat Longin lat 15. Furtak Andrzej lat 52 mój teść, jego żona Franciszka lat 40, syn Eugeniusz lat 11, córka Czesława lat 9. Michalec Stefania lat 10, Michalec Maria lat 47, obie były naszymi sąsiadkami. Ambroziak Mieczysław lat 16, był naszym sąsiadem. Kampanowski Michał lat 40, Janina lat 35, Stanisław lat 15, to byli także nasi sąsiedzi. Marceniuk Mieczysław lat 20, nasz sąsiad. Zymon Katarzyna lat 60, Bolesław lat 35, Hipolit lat 30, Janina lat 27, Maria lat 6, Stanisława lat 4, Zymon Kazimierz lat 33, Emilia lat 27, Józefa lat 5, Agata lat 3, Zymon Medzik lat 45, Władysława lat 30, Stanisław lat 6, Marian lat 4, Zymon Michalina lat 22, Władysław lat 5., to też nasi sąsiedzi. Suszyński Kazimierz lat 67. Czerwonko Rozalia lat 78. Marszałek Natalia lat 22, Jan lat 4. Nieczyporowski Tadeusz lat 14. Gałuszka Julian lat 43, Aniela lat 45, Władysław lat 16, Wanda lat 9, Stanisław lat 7, Józef lat 5, Stefan lat 3. Niemiec Magdalena lat 57. Gnatiuk Józef lat 47, Józefa lat 45, Stefania lat 15. Gronowicz Władysław lat 70, Maria lat 65. Petlicki Witold lat 12. Dec Stanisław lat 38, Józefa lat 61, Marian lat 2. Ferenc Józef lat 29. Mikulska Zofia lat 45, Wanda lat 12, Stefania lat 10. Głogowski Józef lat 15, Rozalia lat 14. Michalczuk Antoni lat 69, Maria lat 65 – Kisielówka. Ferenc Bolesław lat 7, Stanisław lat 5 oraz noworodek 2 dni. Pogorzelski Antoni lat 71. Uleryk Antoni lat 72, Aniela lat 50, Stefan lat 57. Michalczyk Stanisława lat 9”. („Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, jw.). Siemaszko..., s. 163 wymieniają wśród ofiar 19 Polaków przesiedlonych tutaj ze wsi Binduga, ale niewielu przesiedlonych znali świadkowie, którzy przeżyli rzeź.
W kolonii Lipnik pow. Horochów upowcy zamordowali 5 Polaków. „Oto wykaz pomordowanych Polaków /.../ : Wrońska Maria lat 65 moja ciocia; Kutowicz Antoni lat 40 mój kuzyn; Rowiński Walenty lat 32 mój kuzyn; Pajta Józef lat 32 komendant PW; Wolski Józef lat 19 to z dalszej rodziny”. „Wspomnienia Czesława i Heleny..., jw.). Siemaszko..., s. 164 podają: „15 września 1943 r. upowcy porwali z pola podczas zbioru ziemniaków: Antoniego Kotowskiego (Kotowicza?) lat 40; Katarzynę (Marię?) Wrońską, lat 65, którzy do domu nigdy nie powrócili”. Podali liczbę ofiar: 3 Polaków.
W majątku Romanówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
22 sierpnia 1943 roku:
We wsi Dupliska pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W kol. Głęboczyca pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zabrali na podwody co najmniej 5 Polaków i zamordowali ich w lesie. „I na naszej wsi Głęboczycy dochodziło do pierwszych mordów, na Tadeuszu Iwańskim, znalezionych po kilku dniach w lesie w zamaskowanym rowie ze śladami okropnego pastwienia się nad nim. Na Bronisławie Sławkowskim z żoną Marią w ten sam bestialski sposób zamordowanych. W sąsiedniej kolonii Święte Jezioro zamordowani zostali: Śliwa z żoną, Józef Szymczak z żoną Adelą i Czesław Dzięgielewski. Na Głęboczycy przez parę tygodni mordów zabrano niby na podwody i zamordowano mojego ojca Michała Winiarskiego, Adama Grelę, Stanisława Sobieraja, Adama Iwańskiego i Liperta. Wszystkich ich odnajdywano w okolicznych lasach zakopanych w zamaskowanych miejscach.” (Józef Winiarski; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów III, Kraków 2009, s. 349-357; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... rpnia.html ).
We wsi Gruszówka pow. Kowel zamordowali 20 Polaków: 7 jadących do kościoła i 13 wracających z kościoła w Zasmykach.
W kol. Julianów pow. Kowel zamordowali co najmniej 6 Polaków.
We wsi Korabliszcze pow. Dubno zamordowali Polaka, nauczyciela.
We wsi Putiatycze pow. Grudek Jagielloński zastrzelili 1 Polkę.
We wsi Winiatyńce pow. Zaleszczyki zamordowali 1 Polaka, drugiego ciężko poranili.
We wsi Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali Polaków i zastrzelili 1 Polkę.
23 sierpnia 1943 roku:
W kol. Chaitówka pow. Łuck zabili 78-letniego Ignacego Kownackiego i jego 37-letniego syna Piotra, a zwłoki spalili razem z zabudowaniami. Żona Anastazego Kownackiego (drugiego syna Ignacego) podczas ucieczki czołgała się w łęgach ziemniaczanych ciągnąc za sobą 2-letnią córkę Michalinę, która w wyniku tych przeżyć straciła na zawsze mowę.
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili w lesie 8 Polaków uprowadzonych z innych miejscowości a ciała wrzucili do studni.
We wsi Majdan pow. Kamień Koszyrski woj. poleskie nacjonaliści ukraińscy zamordowali co najmniej 139 Polaków: „w godzinach porannych wioska Majdan została otoczona przez nacjonalistów ukraińskich. Mieszkańcy wsi zostali zgromadzeni w miejscowej szkole pod pozorem zebrania. Następnie ok. 10 mężczyzn zabrano ze szkoły i zaprowadzono do zabudowań gospodarczych Antoniego Z. Tam w stodole polecono im wykopać dół, a następnie przyprowadzano po kilku mieszkańców i po zadaniu śmiertelnych cisów ostrymi narzędziami ciała ofiar wrzucano do wykopanego dołu. W stosunku do osób, które chciały uciec użyto broni palnej. Po zamordowaniu mieszkańców wioski została ona ograbiona i spalona wraz ze stodołą w której spoczywały zwłoki pomordowanych osób. Osoby które przeżyły zajście uciekły z partyzantami pod dowództwem ppłk Kunickiego” (IPN Szczecin: Śledztwo w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości polegającej na zabójstwie w dniu 23 sierpnia 1943 r. w miejscowości Majdan dawny powiat Koszyrski co najmniej 139 mieszkańców wsi przy użyciu ostrych narzędzi oraz broni palnej przez nacjonalistów ukraińskich, a czyny te miały na celu wyniszczenie ludności narodowości polskiej zamieszkałej na tych terenach; sygn. S 77/09/Zi; lipiec 2012). IPN wszczął śledztwo w 2008 roku, natomiast w 2012 roku umorzył je z powodu niewykrycia sprawców mordu. „Wykaz rodzin polskich bestialsko zamordowanych w dniu 23.08.1943 roku przez bande nacjonalistów (banderowców) we wsi Majdan, rejon Kamień Koszyrski, obwodu wołyńskiego” podała w internecie Karolina Żębrowska. Ponad sto osób zamordowanych to były dzieci (w tym jednoroczne), kobiety (w tym w zaawansowanej ciąży) i starcy. (Karolina Zębrowska, 29.01.2013; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/czytelnicy.html ).
We wsi Olesk pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali w swoim obozie 12 Polaków oraz 22-letniego nauczyciela ukraińskiego ożenionego z Polką.
W kol. Osiecznik pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 10 Polaków.
W kol. Piórkowice pow. Kowel zamordowali 6 Polaków (1 mężczyzna, 4 kobiety i 1 dziecko), którzy wrócili do swoich domów po żywność.
W kol. Rafałówka pow. Łuck zastrzeli na polu 1 Polkę.
W miasteczku Torczyn pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
24 sierpnia 1943 roku:
W kol. Apolonia pow. Łuck Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków.
W kol. Brzezina pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 1 Polaka.
We wsi Bukowina pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy zastrzelili 6 Polaków.
W kol. Dąbrowa koło Woronczyna pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 23 Polaków, w tym niemowlęta.
We wsi Komarów pow. Stryj postrzelili Polaka, w wyniku czego zmarł.
We wsi Wołosówka pow. Kowel zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Woronczyn pow. Horochów zamordowali około 15 Polaków.
We wsi Zadyby pow. Kowel zamordowali 1 Polaka.
We wsi Żorniszcze pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
W nocy z 24 na 25 sierpnia 1943 roku:
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów Ukraińcy podpalili domy polskie i sierpami, siekierami, nożami wyrżnęli ponad 100 Polaków; „na sztachetach płotów wisiały niemowlęta w becikach” (Siemaszko..., s. 979). „Prawdopodobnie pod koniec sierpnia 1943 r., 20/21 w nocy nastąpił atak na miasto, a właściwie na polskie bezbronne rodziny tam mieszkające. Okrążyli miasto i przez całą noc mordowali ludzi. To było piekło. Wchodzili do poszczególnych domów i zarzynali ludzi, masakrowali, rąbali na kawałki. Do uciekających strzelali, natomiast wszystkich, których złapali mordowali w okrutny, sadystyczny sposób - nożami, kosami, siekierami. Małe dzieci zabijali o mury domów i wieszali na płotach. Wyszukiwali chowających się ludzi po różnych zakamarkach. Wiele domów spalili. Rano atak przerwali. Z mojej rodziny zginęło 18 osób, tj: wujek Maśnicki Jan i jego żona Petronela oraz ich dwanaścioro dzieci, których imion nie pamiętam. Zginął dziadek Józef Błażyjewski i jego żona, nasza babka Balbina. Zginęła ciotka Kucharska Krystyna, która była w dziewiątym miesiącu ciąży. Zginęło również kilku Polaków z policji niemieckiej, którzy nas bronili. Z całego miasta ocalało kilka rodzin polskich 4 - 5, nie więcej. Między innymi moja rodzina. Ocaleliśmy chyba dlatego, że schroniliśmy się blisko koszar. /.../ Mężczyźni zwozili ciała w jedno miejsce pod cmentarz i tam je pochowano w wielkim dole. Przez trzy dni zbierano ciała z ulic miasta. Mężczyźni, którzy się tym zajmowali, nie mogli uwierzyć, że tyle okrucieństwa, bestialstwa i nienawiści może być w człowieku. Ulice miasta były pełne trupów, głowy często leżały oddzielnie, inne części ciała zmasakrowane. Wszędzie było pełno krwi. Te dni ataku jawią mi się we wspomnieniach jak straszny koszmar.” (Relacja świadka Romana Szpita; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów II, Kraków 2006, s. 78-79).
25 sierpnia 1943 roku:
W kol. Helenówka Gnojeńska pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zabili 14-letniego polskiego chłopca Zbigniewa Kędzierskiego.
We wsi Maniowa pow. Nadwórna banderowcy uprowadzili Polaka, kierownika kopalni, który zaginął bez wieści.
We wsi (kolonii) Sienkiewicze pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letnią Polkę.
We wsi Wirkowice pow. Krasnystaw policjanci ukraińscy z Niemcami zamordowali 39 Polaków, w tym 9 dzieci oraz wywieźli 500 Polaków, w tym około 300 dzieci w nieznanym kierunku.
26 sierpnia 1943 roku:
We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel upowcy uprowadzili kilku Polaków, w tym rodzinę, do wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński i tam ich zamordowali, imiennie znane jest 6 ofiar, w tym 16-letnia dziewczyna.
W kol. Iwanicze Nowe pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 20-letniego Polaka.
We wsi Lityń pow. Kowel zamordowali 2 Polaków, braci, jadących furmanką, wóz z końmi zrabowali Ukraińcy z Litynia.
We wsi Milatyn Nowy pow. Kamionka Strumiłowa: „data mordu Warczewskiego i Woźniackiego to 26.08.1943 a nie kwiecień 1944.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Uhryń pow. Czortków zamordowali 3 Polaków, w tym kolejarza.
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 11 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę i 4-osobową rodzinę gajowego. W lipcu i sierpniu w pobliskim lesie upowcy zamordowali przywiezionych ponad 150 Polaków.
W majątku Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 starszych Polaków: inżyniera – właściciela majątku lat 71, jego siostrę oraz 71-letnią kobietę.
27 sierpnia 1943 roku:
We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 46-letniego Polaka.
We wsi Dryszczów pow. Brzeżany: „27.VIII.1943. Dryszczów pow. Brzeżany. Ukraińcy zamordowali Reitera lat 23 narodowości polskiej. W nocy do zagrody Reiterowej wdowie po sołtysie zamordowanym przez Ukraińców w 1939 r. przybyło sześciu uzbrojonych Ukraińców żądając widzenia się z jej synem. Matka oświadczyła im, że syn jest w młynie. Ukraińcy nie uwierzyli, poszli do stodoły i tam znaleźli Reitera, którego bijąc uprowadzili. Następnego dnia wieczorem, rodzina odnalazła zwłoki Reitera w rzece z uwiązanym kamieniem u szyi” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
We wsi Gnojno pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi Ukraińcy zamordowali Polkę uciekającą ze Swojczowa do Włodzimierza.
W kol. Różyn pow. Kowel Ukraińcy uprowadzili 8 młodych Polaków i zamordowali w kol. Dobrzyńsk; ciała ofiar były powiązane drutem kolczastym.
W kol. Syczycha pow. Kowel uprowadzili i zamordowali 1 Polaka.
28 sierpnia 1943 roku:
We wsi Beresk pow. Horochów „ukraińscy partyzanci” zamordowali 3-osobową rodzinę polską kowala: 60-letniego Grzegorza Paluszyńskiego, jego 60-letnią żonę Aleksandrę oraz 20-letnią córkę Stanisławę, którą przed śmiercią zgwałcili.
We wsi Doszno pow. Kowel bandyci z UPA pochodzący z sąsiedniego Datynia obrabowali gospodarstwa i zabili 54 Polaków. „Mordowano szablami, motykami, siekierami (rozrąbywano głowy i całe ciała) oraz bagnetami. Niektóre zwłoki miały wydłubane oczy, odcięte języki, były powiązane drutem kolczastym, przybite do podłóg i ścian bagnetami. Dobytek ruchomy pomordowanych wywieziono wozami” (Siemaszko..., s. 329).
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wzięli na podwodę 45-letniego Polaka Feliksa Szewczuka i go zamordowali: odrąbali mu ręce i genitalia.
W kol. Radowicze pow. Kowel zamordowali 5-osobową rodzinę polską.
We wsi Stasin pow. Radziechów zamordowali Polaka, byłego podoficera zawodowego WP.
We wsi Turyczany pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 55-letniego Polaka.
W okresie między marcem a 29 sierpnia 1943 roku:
Koło kol. Święte Jezioro pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy uprowadzili do lasu i zamordowali 2 Polaków.
W nocy pomiędzy 27 a 29 sierpnia 1943 roku:
We wsi Zamlicze pow. Horochów miejscowi Ukraińcy zamordowali około 15 Polaków, którzy po rzezi wsi 11 lipca wrócili dokonać żniw.
W nocy z 28 na 29 sierpnia 1943 roku:
W kolonii Szury pow. Włodzimierz Wołyński został zamordowany wraz z córkami Lolą lat 11 i drugą lat 2 przez UPA leśniczy leśnictwa Pisarzowa Wola Jabłoński . Żona została zamordowana w niedługim czasie po tym wydarzeniu.(Orłowski..., jw.).
29 sierpnia (prawosławne święto Wniebowzięcia NMP) 1943 roku:
W kol. Adamówka pow. Kowel podczas drugiego napadu Ukraińcy zamordowali co najmniej 14 Polaków.
W kol. Aleksandrówka pow. Kowel podczas drugiego napadu zamordowali ponad 30 Polaków.
W kol. Antonówka pow. Kowel zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym 3 rodziny.
W kol. Augustów pow. Horochów zamordowali 7-osobową rodzinę polską. Świadek Kajetan Cis, ukryty w kopie zboża złożonej z dziesięciu snopków widział nieudaną próbę ucieczki rodziny Malinowskich. Rodzina ta liczyła 7 osób: rodziców, teściową i dzieci lat: 2. 3, 4 i 5. „Rozjuszona banda, jeszcze okrwawiona i rozgrzana we Władysławówce - widłami, siekierami, sierpami i kosami - zabijała, maltretowała tę rodzinę; kobiety, żonę Malinowskiego i teściową, rozebrali do naga i gwałcili - chyba gwałcili już nieżywe kobiety, bo leżały bez ruchu i co raz jakiś ryzun kładł się na nie, były całe we krwi. Żywe dzieci podnosili na widłach do góry - straszny krzyk (...). Kilku ryzunów poznałem - mieszkali w przyległych wioskach, sąsiedzi”. (Siemaszko..., , s. 1237).
W kol. Czmykos pow. Luboml upowcy razem z chłopami ukraińskimi z okolicznych wsi Czmykos, Sztuń, Radziechów, Olesk i Wydźgów wymordowali około 200 Polaków. Napadem kierował sotnik Pokrowśkyj, syn duchownego prawosławnego ze wsi Sztuń, oraz „Lis”, były gajowy. Rano miejscowi Ukraińcy zrobili rozeznanie wśród Polaków. Do Stanisława i Julii Król przyszedł znajomy Ukrainiec pożyczyć chleb, a za kilka godzin ten sam mordował łopatą ich córkę. Kolonia została otoczona pierścieniem strzelców UPA, który uniemożliwiał ucieczki. Grupy napastników w liczbie 10 – 20 na jedno gospodarstwo rozeszły się po kolonii i mordowały w okrutny sposób siekierami, widłami, kosami, drągami i innymi narzędziami gospodarskimi – tam, gdzie ofiary dopadnięto: w mieszkaniach, na podwórkach, na polu. Grupę dziewcząt i kobiet spędzono do szkoły, gdzie po zgwałceniu i zmaltretowaniu, zwłoki wrzucono do szkolnej ubikacji. Sprzęty, wozy, żywność, ubrania, buty oraz inwentarz żywy rozgrabili upowcy i mieszkańcy sąsiednich wsi ukraińskich. W późniejszym czasie kolonia została spalona. Eugeniusz Król, lat 12, został przybity za ręce, nogi i szyję do drzwi w kuchni. Helenę Greczkowską, lat 20, zarąbał siekierą znajomy Ukrainiec ze wsi Czmykos (Siemaszko..., s. 490 – 492). Zofia Wąs z d. Król, jako świadek pisze o sobie w osobie trzeciej: „Zofia Król, lat 7 i Janina Kotas, lat 12 bawiły się w sadzie lalkami. Nagle zaczęły dochodzić dziwne odgłosy. Starsza dziewczynka, Janina Kotas, zidentyfikowała, że są to banderowcy. Nagle jeden z nich pojawił się w sadzie, gdzie bawiły się dziewczynki (znany dziewczynkom, gdyż pochodził ze wsi Czmykos, gdzie mieszkali w większości Ukraińcy). Ten człowiek był tego samego dnia rano u państwa Królów – chciał pożyczyć chleb. Pani Julia Król, lat 29, matka Zofii dała mu cały bochenek, podziękował i wyszedł. W sadzie ów Ukrainiec zapytał, czy rodzice są w domu. Zofia odpowiedziała, że tak. Dalej już nic nie pamięta. Jak się okazało później, dostała w tył głowy łopatą, co spowodowało utratę świadomości i wstrząs mózgu. Gdy Zofia odzyskała przytomność, było jeszcze widno, okazało się, że wraz z koleżanką zostały przysypane ziemią w niewielkim rowie. /.../ Janina Kotas leżała na Zofii z odciętymi w połowie łydek nogami. Dostała przez chwilę drgawek i przestała się odzywać, prawdopodobnie już nie żyła. Zofia wydostała się z prowizorycznego grobu i poszła do domu. Zorientowała się, że w domu są jeszcze banderowcy, więc wystraszona schowała się w konopie. Jak już wszystko ucichło, ponownie Zofia wybrała się do domu. I co zastała? Mama Julia Król, lat 29, z domu Greczkowska, leżała na podłodze cała zakrwawiona z nożem w piersi, już nie oddychała. Brat, Eugeniusz Król, lat 12 został przybity za szyję i ręce do drzwi w kuchni, również już nie żył. Tata Stanisław Król, lat 38 leżał koło pasieki, najprawdopodobniej przerżnięty piłą, jeszcze żył. Jak zobaczył Zofię, zaczął krzyczeć, żeby uciekała do babci. Zofia pobiegła najpierw do Marii Danielak, swojej matki chrzestnej. W domu nikogo nie było, na podłodze leżało tylko jakieś dziecko, całe porozrywane (głowa, nogi, ręce – osobno). Następnie Zofia pobiegła do swojej babki Katarzyny Król i dziadka Antoniego króla, tam też nikogo nie było, tylko pełno krwi wszędzie. Następnie Zofia pobiegła do drugiej swojej babki Zofii Greczkowskiej i dziadka Feliksa Greczkowskiego. Po drodze spotkała swoją koleżankę Amelkę, lat 5 i jej siostrę Annę. Lat 3, Góral. Za chwilę wyszedł, wyłonił się nagle, jakiś Ukrainiec i zaczął strzelać. Anna Góral, lat 3 zginęła na miejscu. Amelka Góral została postrzelona w ręce. Przed kulami uchroniła się jedynie Zofia. Zofia z ranną Amelką poszły do domu Greczkowskich, w którym też nikogo nie było. Po drodze napotkały leżącą, już nie żyjącą, kobietę z małym dzieckiem przy piersi. Dziecko jeszcze żyło. Następnie poszły do domu Amelki Góral i tam się schowały w kryjówce pod podłogą. Przesiedziały tam całą noc. Na drugi dzień poszły do Lubomla, do ciotki Zofii”. Było to 12 kilometrów, dotarły tam w bardzo złym stanie, do cioci Zofii o nazwisku Wichruk z d. Król (Siemaszko..., s. 1180).
We wsi Derno pow. Łuck zamordowali 19-letniego Polaka.
W kol. Ewin pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali co najmniej 8 Polaków. „ Moja Mama Jadwiga oraz tato Jan opowiadali mi osobiście we Włodziemierzu Wołyńskim, że rodzona siostra mojej mamy Leokadia z domu Kaliniak lat około 30, została zamordowana przez czterech Ukraińców niedaleko Swojczowa, we wsi Ewin. To było podczas rzezi ukraińskich w 1943 r. Opowiadali o jej śmierci tak: "Dwóch Ukraińców ją trzymało, a dwóch przerzynało piłą na pół i tak Lodzię zamęczyli na śmierć!" Leokadia wyszła za mąż i miała swoje dzieci, niestety nie pamiętam już dziś ile.” Nazywam się Czesław Albingier, Urodziłem się 09. 01. 1931 r. we wsi Sierakówka, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński.. /.../ W Swojczowie mieszkała też Leokadia z domu Kaleniak, najmłodsza siostra rodzona mojej mamy Jadwigi. Moi rodzice opowiadali mi, że Leokodia była bardzo piękną kobietą i jeszcze przed II wojną światową wyszła za mąż. Wraz z mężem mieszkali w bliskich okolicach Swojczowa. Podczas rzezi także ich dom, został napadnięty przez ukraińskich nacjonalistów. W trakcie napadu zastrzelono jej młodego męża, a ją Ukraińcy zabrali do lasu i przez miesiąc czasu gwałcili. Potem ją okrutnie zamordowali.” (Wspomnienia Wacławy Roch i Czesława Albingiera ze wsi Sierakówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1938 – 1944. Wysłuchał i spisał Sławomir Tomasz Roch, 2009 r. W; http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/si ... eslaw.html ) „Latem 1943 r. banderowcy okrążyli ich wieś, a następnie uzbrojeni w przeróżną broń wchodzili do wsi i mordowali dosłownie wszystkich, których spotkali na swojej drodze. Mordercy nie oszczędzali nikogo, ani kobiet, ani dzieci. Kazia opowiadała mi osobiście, że także ich dom został napadnięty przez ukraińskich nacjonalistów. Ona i jej mąż rzucili się do ucieczki. Stanisław chwycił na ręce malutką jeszcze Alfredę, miała wtedy około 1,5 roczku i zaczął szybko uciekać, byle dalej od domu. Niestety zauważyli go oprawcy i celnie posłali mu śmiertelną kulę, gdy padał na ziemię, albo resztką przytomności, albo za przyczyną autentycznego cudu, przykrył swoim ciałem niemowlę, nie czyniąc mu przy tym większej szkody. Kazimiera tymczasem była ukryta w schronie, bądź w najbliższej okolicy i przeżyła napad. Po odejściu bandziorów odnalazła dziecko pod ciałem zastrzelonego męża.” (Sławomir Tomasz Roch: Beri szablu, beri nyż, spotkasz Lacha taj zariż!; w: http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tom ... taj-zarisz ). W. i E. Siemaszko na s. 917 podają, że Ukraińcy siekierami i widłami zamordowali 5 Polaków: Józefa Litwińczuka lat 29, Stanisława Traczyńskiego lat 62, jego żonę Antoninę lat 60, syna Leona lat 38 i córkę Feliksę lat 18.
W kol. Głęboczyca pow. Włodzimierz Wołyński „powstańcy ukraińscy” razem z chłopami ukraińskimi z sąsiednich wsi wymordowali około 250 Polaków – „od niemowląt” (np. dziecko Bolesławy Zarzyckiej), „po starców” (np. 96-letnia wdowa Kazańska). Napad miał miejsce o świcie, zabijali siekierami, widłami, nożami, szpadlami, drągami itp. Ofiary bestialsko torturowali, obcinali języki, ręce, nogi; na wpół żywych wrzucali do dołów, które zasypywali. Ranną 11-letnią Anię Krakowiak zakopali żywcem. Małemu dziecku Jana i Anieli Sławskich roztrzaskali główkę o słup (Siemaszko..., s. 872 – 874). „W ostatnich dniach sierpnia 1943 roku w niedzielę przed świtem, prawie już wstawał dzień, obudziły mnie odgłosy echa krzyku sąsiedzkich gęsi. Zaniepokoiłem się bardzo tym rannym donośnym hałasem. Zrywam się ze swojego legowiska w stodole i wybiegam na podwórze. Wpadam do śpiącej rodziny w mieszkaniu i stanowczo wszystkich głośno budzę. Matka bardzo strwożona zabiera z posłania młodsze rodzeństwo, chwyta, co było pod ręką z ich ubrań i ucieka w kierunku rzeki Turii. Po drodze przed rzeką, na polu złożonego już w kopy zboża, ukrywa się z młodszym rodzeństwem w tych kopach. Zrozpaczona mówi do mnie, żebym uciekał do naszego kuzyna Józefa Chojnackiego, który mieszkał na wschodniej krawędzi wsi Głęboczycy. Było to od nas niedaleko, około 1,5 kilometra. Po kilkunastu minutach dobiegam do domu Chojnackich. W domu kuzyna nikogo nie zastaję, spostrzegam, że wszystkie drzwi w pomieszczeniach są pootwierane i widzę, że zostały opuszczone tak samo jak nasze. Wtedy nie zastałem z nich nikogo. Dopiero później dowiedziałem się od mojego stryja Stanisława Winiarskiego, któremu również banda UPA wyrżnęła rodzinę, gdy on był wcześniej, wyszedł z domu do obrządku inwentarza. Ukryty w oborze widział, jak mordują jego małoletnie dzieci i rodzinę swojego sąsiada, mojego kuzyna Chojnackiego. Twierdził, że w czasie rąbania siekierami jego rodziny Chojnackiemu z rodziną udaje się niepostrzeżenie wypaść z domu do dobrze krzewami zarośniętego ogrodu. Pod osłoną drzew wbiegają do stojących dziesiątek ze zbożem, w których wszyscy się ukrywają. Może byłoby się im udało zachować życie, gdyby nie pozostawiony w zagrodzie uwiązany na łańcuchu pies, który donośnie wył. Bandyci wpadają do mieszkania, w którym nie było kogo rąbać. Zainteresowali się wyciem psa. Chwytają go i wypuszczają z uwięzi. Pies wyrywa się bandytom i pogonił do tych ukrytych w zbożu. Nie było dla nich ratunku. Banda UPA z Ukraińcami z Dulib i Turyczan morduje. Samego kuzyna Chojnackiego, z wściekłości chyba, że się ukrył, przywiązano łańcuchem do uprzęży konia i tak go wleczono za galopującym zwierzęciem, aż zostały z niego tylko nagie strzępy ciała. Od Chojnackich, których już nie zastałem, wracam w kierunku rzeki. Jadę przez pole, w którym ukrywała się matka z rodzeństwem. Penetruję kilka dziesiątek i widzę, że najdroższa mi osoba, moja Matula, w jednej z dziesiątek zboża leży już nieżywa. Uderzona została ostrzem siekiery bardzo głęboko przez środek głowy, nie dając żadnego ruchu i znaku życia. Rana na głowie jest okropnie opuchnięta, że głowa rozdwaja się z widocznym na wierzchu zakrwawionym mózgiem zalanym zakrzepłą krwią. Nie mogę na ten przerażający widok patrzeć, na tak straszną śmierć mojej Matuli, krwią całej zalanej. Z trwogą, że nie mogę jej już w niczym pomóc, w przerażeniu z obawą zaglądam do innych kup zboża za rodzeństwem. Za siostrami Danutą, lat 6, Czesławą, lat 4 oraz braćmi Janem, lat 14 i Albinem, 2 lata. Żadnego z nich nie odnalazłem. Okropnie strwożony wracałem do domu. Ubieram się w lepszą i grubszą odzież, z domu biorę, co jest pod ręką, trochę żywności i bochenek chleba. Udaję się za rzekę Turię do swego znajomego, Wojtowicza, który za żonę ma Ukrainkę. U Wojtowiczów ukrywam się w stodole, pełnej już zwiezionego z pola zboża. Przebywa już tam ukrytych osiem osób z pobliskich wsi polskich. Niektórzy z nich byli mi znajomymi. Z Głęboczycy naszej Jan Żuk, starszy ze Słowikówki, Kraszewski, lat 18 i Wdowiak, parę lat starszy ode mnie. U Wojtowicza ukrywamy się do paru dni, po których, na pewno przez donos jego żony Ukrainki, zostajemy wszyscy wykryci. Przyjeżdżają po nas upowcy wozem konnym i zabierają wszystkich nas do sądu na śledztwo. Sąd ten mieści się w lesie w opuszczonej gajówce. Jedziemy pod nadzorem UPA, przejeżdżamy po drodze przez pole gęstego łubinu. Widzimy, jak łubin ten przeszukują upowcy z karabinami i kilka grup chłopów z siekierami. Niektórzy z nich niosą oprawione na trzonkach haki, niby bosaki. Widzimy, jak w czasie penetrowania łubinu wykryto kilka ukrywających się dzieci. Były to dzieci Maszki i Szczepańskiego z Głęboczycy. Wszyscy oni w tym łubinie na miejscu zostają zarąbani siekierami albo mordowani hakami. W gajówce upowcy prowadzą z nami śledztwo przez parę dni, każdego z osobna pytali o udział nasz w armii, czy posiadanie broni. Nikt z nas nie mógł odpowiedzieć na żadne z pytań, gdyż z tym się nie spotkał. Nakłaniają nas, byśmy przystępowali do ich organizacji. Po kilku dniach śledztwa przewożą wszystkich do Hajek. Zbliżał się już wieczór. W Hajkach było już ciemno. Umieszczają nas w obszernej zamkniętej pustej oborze. Pod osłoną nocy, która tak nam się trafiła, że była bardzo ciemna i deszczowa, decydujemy i szukamy sposobu i możliwości jakiejś, aby się z tej obory wydostać. Po północy udaje się nam podważyć jedną z bel w ścianie chlewu; przez kilku z nas podważana ustąpiła. W ten sposób, jak najszybciej udaje się nam prawie czołganiem, cicho wydostać poza obręb zabudowań. Pod osłoną nocy udaje się całej grupie, po kilku, przejść w kierunku na Włodzimierz Wołyński.” (Józef Winiarski; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów III, Kraków 2009, s. 349-357; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... rpnia.html ).
W kol. Grabina pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wiosek wymordowali ponad 150 Polaków.
W pobliżu wsi Hołuby pow. Kowel zamordowali kilkunastu Polaków.
We wsi Hulewicze pow. Kowel zamordowali 7 rodzin polskich (25 – 30 Polaków).
We wsi Iwanówka pow. Kowel zamordowali 10 Polaków: 7-osobową rodzinę z 5 dzieci oraz matkę z 2 dzieci.
We wsi Jagodno pow. Włodzimierz Wołyński używając siekier, noży i wideł zamordowali co najmniej 13 Polaków.
W kol. Janin Bór pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali około 30 Polaków, którzy nie opuścili swoich domów.
W kol. Jasienówka pow. Włodzimierz Wołyński wyrżnęli całą polską kolonię (co najmniej 137 Polaków) - chociaż w lipcu upowcy zwołali zebrania Polaków z tej wsi oraz ze wsi Sokołówka i zapewniali, że Polacy mogą spokojnie pracować, nie bać się o swoje życie, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają.
W kol. Kamilówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 36 Polaków, głownie kobiety i dzieci.
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali mieszkające na terenie tartaku dwie rodziny liczace 10 osób, w tym trzy siostry Wesołowskie: 10-letnią Aleksandrę, 11-letnią Walentynę i 12-letnią Halinę oraz ich 71-letnią babkę (od strony matki) Antoninę Ryś. „Równocześnie zamordowano 7 rodzin , tj. dwadzieścia kilka osób NN, mieszkających w budynkach pożydowskich byłego właściciela tartaku Kaca (Siemaszko..., s. 923). Prawdopodobnie wśród nich była rodzina Drabików: matka, 2 córki i 2 synów. „Pamiętam, że poszłam w niedzielę rano do kościoła, tam zobaczyła mnie Wesołowska, kiwnęła na mnie głową, a gdy wyszłam ze świątyni, pytała mnie czy wiem, że był pogrom na Teresinie? Ona to właśnie opowiadała mi także, jak zginął jej mąż i kilku innych Polaków, mówiła tak: „Ukraińcy zamordowali mojego męża oraz kilku innych Polaków na Tartaku Kohyleńskim. Powrzucali Ich do studni, a potem rozerwali Ich granatami!”. Długo z nią nie rozmawiałam, a ona jeszcze tylko dodała: „Czy wy wiecie, że Twoje siostry, też zostały już zamordowane na Teresinie?” (http://wolyn.btx. pl/index.php/wolyn-wola-o-prawde/251-wspomnienia-heleny-wojtowicz-z-d-karbowiak-z-osady-budki-kohyleskie-w-pow-wodzimierz.html).
W kol. Kowalówka pow. Kowel zamordowali 15 Polaków, w tym 8-osobową rodzinę. Inni: „30 sierpnia 1943 roku Budy Ossowskie i kolonia Kowalówka o świcie zostały otoczone przez uzbrojone bandy, które wyszły ze wsi Wołczak i Rzewuszki i dokonały masowej rzezi na ludności polskiej. Rezultat był przerażający: w Budach Ossowskich ponad dwieście osób, w tym ponad osiemdziesięcioro dzieci, w Kowalówce na 23 rodziny 32 osoby zamordowane. Rodzina Czarneckich wymordowana cała; ojciec rodziny Jan Czarnecki – lat 55, żona Dominika - lat 53, córka Maria, mężatka – lat 23, córka Walentyna lat 19, dwaj synowie, bliźniaki Marian i Eugeniusz po 14 lat, najmłodsza córeczka Marii – Krystyna – lat 3. Uratował się tylko syn Staszek – lat 21, w tym czasie nieobecny”. (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ).
We wsi Koźlenicze pow. Kowel wymordowali za pomocą bagnetów kilka rodzin polskich, liczy ofiar nie ustalono, około 20 zwłok przywiezionych zostało na dwóch wozach drabiniastych do Powurska.
W kol. Laski pow. Kowel wymordowali 8 rodzin polskich, 42 Polaków.
We wsi Lityń pow. Kowel zamordowali 20 Polaków; zakłuli matkę dwóch zamordowanych trzy dni wcześniej synów oraz ich ojczyma; w dole z ich zwłokami znajdowały się 3 inne zwłoki, a obok w dole zwłoki 15 osób.
W kol. Ludmiłpol pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z Gnojna za pomocą siekier, bagnetów i innych narzędzi wymordowali 104 Polaków. "Franciszek Walczak mieszkał w Ludmiłpolu, on i jego rodzina byli Polakami. /.../ Trzech Ukraińców wjechało na jego podwórko, właśnie w tym czasie z domu na podwórko wyszła jego żona Gustafa lat ok. 22 z malutkim dzieckiem na ręku. Wyraźnie nie wiedziała jeszcze co jej grozi. Gdy trzej Ukraińcy, każdy uzbrojony w siekierę, zobaczyli ją przed domem, szybko pojmali ją i wtedy jeden z nich powiedział do niej tak: "O jak ty się ładnie ubrałaś. Twoja suknia będzie dla mojej żony". Drugi dodał zaraz: "Twoje buty będą dla mojej żony". Wtedy trzeci z nich powiedział stanowczo: "Prędzej bij!". Ukrainiec uderzył najpierw siekierą dziecko, które Gustka trzymała w rękach. Niemowlę wypadło jej z rąk i upadło ogłuszone na ziemię, jednak ożyło i zaczęło raczkować. Jeden z oprawców powiedział zaraz: "Dobij dziecko, bo ożyło!". Ukrainiec uderzył jeszcze raz siekierą i tym razem skutecznie. Zaraz potem zarąbali Gustafę, żonę Franciszka, który to wszystko widział i słyszał ze schronu. Przebieg tej zbrodni Walczak opowiadał mi osobiście we Włodzimierzu Wołyńskim jeszcze w sierpniu 1943 r. zaraz po jego przybyciu do miasta. Z tego co nam opowiadał, zorientowaliśmy się, że napad na Ludmiłpol był w pierwszych dniach sierpnia 1943 r. Franek mówił nam także, że rozpoznał znajomych chłopów Ukraińców z Kohylna, jego zdaniem to oni mordowali polskich mieszkańców Ludmiłpola” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch.). „Napad na naszą wieś Ludmiłpol był w lipcu 1943 r. Po wojnie spotkałam się z Franciszkiem Walczakiem, /.../ zaczął mi opowiadać przebieg tych tragicznych wydarzeń, mówił tak: "Ja i moja żona Gustka schowaliśmy się w stodole w schronach. Kiedy Ukraińcy przyszli na nasze podwórko, szukali także w naszej stodole Polaków. Ja siedziałem w jednym schronie, a żona z dzieckiem w drugim, tuż obok mnie. Gdy Ukraińcy przeszukiwali stodołę, odezwało się nasze malutkie dziecko, mój syn miał tylko 1 roczek i nic nie rozumiał. Gdy Ukraińcy usłyszeli płacz dziecka, znaleźli żonę i kazali jej wychodzić z ukrycia. Jak tylko Gustka wyszła do Ukraińców, oni zabrali ją na podwórko i tam okrutnie ich zamordowali. Oprawcy podczas tego napadu zamordowali też mojego ojca, miał wtedy lat ok. 70” (Maria Roch z d. Tymoczko, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; relację spisał Sławomir Tomasz Roch.). W. i E. Siemaszko na s. 923 – 924 opisując kolonię Ludmiłpol podają jako datę napadu 29 sierpnia i nie wymieniają powyższej zbrodni. Maria Roch dokumentuje także losy każdej rodziny polskiej zamieszkałej w Ludwilpolu.
„PLAN LUDMIŁPOLA STRONA LEWA
DOM 22 Wojciech Puzio lat ok. 60, był sołtysem i został zamordowany przez Ukraińców. Jego syn Franciszek lat ok. 30, w nocy został zabrany do sztabu UPA w Świniarzynie. Już więcej nie wrócił, przypuszczalnie został wtedy zamordowany. Drugi syn Bronisław lat ok. 25. uciekł.
D 21 Dyjer lat 50 i jego żona lat 45 i ich dzieci: córka Wacława lat ok. 20 i Dyzia lat ok. 18. Wszyscy zostali zamordowani przez Ukraińców. /.../
D 15 Myśliński lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 oraz ich dzieci: syn lat ok. 15. Wszyscy prawdopodobnie zostali zamordowani przez Ukraińców.
D 14 Szczepański Stanisław lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich dzieci: córka lat ok. 10 i druga córka lat ok. 8. Ta rodzina też została prawdopodobnie zamordowana przez Ukraińców. Wcześniej nasiedlona została.
D 13 Tymoczko Monika i Filip lat ok. 80, moi ukochani rodzice, którzy zaginęli bez wieści, prawdopodobnie zamordowani przez Ukraińców./.../
D 6 Bolesław Jankowski lat ok. 40 i jego żona Zofia lat ok. 35 oraz ich dzieci. Ta polska rodzina cała została zamordowana.
D 5 Helena Sawa lat ok. 30 i jej mąż Marian Mikoś lat ok. 35. To było polskie, młode jeszcze małżeństwo i wydaje mi się, że oni zostali zamordowani. Matka Heli lat ok. 60. Słyszałam, że razem z nią pobite zostały także inne małe dzieci. /.../
D 2 Giemza lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich dzieci: córka Eugenia lat ok. 23, druga córka Stefania lat ok. 18. Polska rodzina zamordowana przez Ukraińców.
D 1 Balicki lat ok. 60 i jego żona lat ok. 50 i ich dzieci: córka Janina lat ok. 16 i druga córka lat ok. 6. Polska rodzina, rodzice zostali zamordowani przez Ukraińców. Trzecia córka Maria i jej mąż uciekli z domu.
PLAN LUDMIŁPOLA STRONA PRAWA
/.../ D 2 Józef Klepaczek lat ok. 60 i jego żona lat ok. 55 i ich dzieci: córka Halena lat ok. 25, dzieci było więcej, ale ich imion nie pamiętam. Polska rodzina wszyscy zostali zamordowani. Słyszałam od ludzi, że podobno chodził ich mordować Ukrainiec Waremczuk.
D 3 Umański lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich troje dzieci. Rodzina polska prawdopodobnie zamordowana przez Ukraińców. Umański był kierownikiem tartaku u Kaca.
D 4 Józef Feliksiak lat ok. 45 i jego żona lat ok. 40 i ich dzieci. Polska rodzina prawdopodobnie wymordowana przez Ukraińców. Józef Feliksiak jeszcze przed napadem na wieś został zabrany przez Ukraińców do lasu i tam zabity. Feliksiakowie mieli jednego synka lat ok. 2, został zabity przez Ukraińców. /.../
D 15 Wdowiec Walczak lat ok. 60, jego żona Hanna umarła wcześniej i ich dzieci: syn Wiktor i jego żona Katarzyna, przeżyli napad i po wojnie uciekli do Jarosławia. Drugi syn Franciszek lat ok. 30 i jego żona Augustyna lat ok. 20 oraz ich 1 roczny synek. Augustyna i jej niemowlę zostali zamordowani w czasie pogromu przez atakujących bandytów ukraińskich. Z pogromu uciekł trzeci syn Bronisław lat 18. W czasie napadu zginął także ojciec tej polskiej rodziny wdowiec Walczak” (Maria Roch z d. Tymoczko, w: jw.). „Ilu było Ukraińców, nie wiem. Gdy tylko zeszli z wyżek na dół do obory, posłyszałem charczenie podobne do zarzynanego zwierzęcia. Podejrzewam, że to właśnie tak charczał mój brat Wacek, którego oni zabili zaraz w oborze. Zaraz też usłyszałem krzyk na podwórku. Ostrożnie zrobiłem małą dziurkę w strzesze i patrzyłem, co tam się dzieje. Zobaczyłem mamę i siostrę, których Ukraińcy wyprowadzili z domu. One pewnie też już wiedziały, co ich czeka z rąk tych„nocnych gości”, dlatego krzyczały, a może w ten sposób chciały ostrzec nas, nie wiem. Zobaczyłem, że Ukraińcy wrzucają je do studni, która była na podwórku. Nie wiem, czy przed wrzuceniem zostały one zabite, czy też wrzucili je tam żywe. Po tym mordzie, ja nie schodziłem z tych wyżek, bałem się, czy tam gdzieś jeszcze nie ma Ukraińców. Przesiedziałem w tej koniczynie na tych wyżkach do rana.” („Wspomnienia Bolesława Sawa z kolonii Ludmiłpol w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1945”, jw.).
W kol. Łany pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Majdan pow. Drohobycz zamordowali w leśniczówce 3-osobową rodzinę polską: ojca z 23-letnim synem i 20-letnią synową będącą w 6 miesiącu ciąży.
We wsi Majdan pow. Nadwórna zastrzelili Polaka, kierownika kopalni.
W kol. Majdan Hulewiczowski pow. Kowel zamordowali 16 Polaków (5 rodzin).
W kol. Mielnica pow. Kowel zamordowali około 40 Polaków i spalili wszystkie zabudowania.
W miasteczku Mielnica pow. Kowel zamordowali ponad 105 Polaków: w jednym grobie odkryto 98 zwłok, w drugim 7 zwłok.
W kol. Mikołajpol pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka rodzin polskich, co najmniej 33 Polaków.
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 73 Polaków. Patrz: „W nocy z 29 na 30 sierpnia 1943 roku”.
W kol. Montówka pow. Włodzimierz Wołyński prawdopodobnie 29 sierpnia 1943 roku UPA zamordowała ok. 300 Polaków: „Z ponad 40 osobową grupą Wołyniaków i księdzem Puzonem byliśmy w zeszłym tygodniu w dwóch wioskach: Kolonii Montówka i Soroczyn. To teraz szczere pole. Dookoła – oprócz nas – ani jednej żywej duszy” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005). W. i E. Siemaszko w ogóle nie wymieniają tej miejscowości w swojej książce.
W kol. Myszno pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili uciekającego z innej wsi Polaka.
W kol. Niebrzydów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6-osobową rodzinę polską z 4 dzieci lat: 3, 10, 12 i 14.
W kol. Nowojanka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polki: 37-letnią matkę z jej 11-letnią córką.
W majątku Nowy Dwór pow. Kowel upowcy i sąsiedzi – Ukraińcy obrabowali gospodarstwa i zamordowali 36 Polaków, w tym całe rodziny; 17 dzieci i starców zakłuł bagnetem upowiec ze wsi Nowy Dwór Niunio Jarmuł.
We wsi Nowy Dwór pow. Kowel Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie, pozostali Polacy (6 rodzin) wcześniej zdążyli uciec ze wsi.
We wsi Okorsk pow. Łuck upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Olesk pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 22 Polaków, w tym 4 rodziny.
W kol. Oseredek Nowy pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 15 Polaków, w tym uprowadzili do lasu i zamordowali 23-letniego mężczyznę i 35-letnią kobietę.
We wsi Ozierany pow. Kowel zamordowali Polkę uciekającą z Aleksandrówki.
W kol. Pniaki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy w ciągu dwóch dni zamordowali co najmniej 41 Polaków; pierwszego dnia mordowali mężczyzn, drugiego dnia kobiety i dzieci; m.in. 10-osobową rodzinę z 8 dzieci i 8-osobową z 6 dzieci.
W kol. Podiwanówka pow. Kowel zamordowali około 24 Polaków, kilka rodzin.
W kol. Podryże pow. Kowel wymordowali mieszkające tutaj 19 rodzin polskich, tj. około 96 Polaków.
We wsi Połapy pow. Luboml podczas uroczystości odpustowych w cerkwi prawosławnej pop poświęcił siekiery, noże i inne narzędzia zbrodni, po czym Ukraińcy zamordowali 1 Polaka, a następnego dnia które zostały na „proklatych lachiw” następnego dnia podczas rzezi ponad tysiąca Polaków we wsi Ostrów i Wola Ostrowiecka. W kazaniu mówił o „żniwach i wycinaniu kąkolu z pszenicy” (Siemaszko..., s. 528 – 529).
We wsi Przekurka pow. Luboml zamordowali 2 Polaków.
We wsi Przewały pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zaatakowali ludność polską zgromadzoną w kościele i zamordowali 54 Polaków; we wsi ofiar było znacznie więcej; „Jeden z Ukraińców nadział dziecko polskie na widły i podniósł w górę, krzycząc: dywyś, polski oroł” (Siemaszko..., s. 879).
W kol. Radowicze pow. Kowel zamordowali Polkę bronującą pole, żonę Ukraińca.
We wsi Sitowicze pow. Kowel zamordowali 4 Polaków, w tym 80-letnią kobietę.
W kol. Słowikówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali około 100 Polaków.
W kol. Sokołówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z sąsiednich wsi otoczyli wieś i wymordowali około 200 Polaków „od niemowlęcia po starca”. Karol Chwała opisuje zagładę wsi Sokołówka gm. Olesk. Jeszcze w lipcu 1943 r. upowcy zwołali zebranie Polaków, mieszkańców Sokołówki i Jasienówki w sąsiedniej ukraińskiej wsi Krać i zapewnili, że Polacy mogą spokojnie pracować, nie bać się o swoje życie, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają Ukraińcy. Wyjaśniali, że wieści jakoby Ukraińcy mordowali Polaków są rozpowszechniane przez niemiecką propagandę, a Niemcy przebierają się za partyzantów ukraińskich i mordują Polaków, chcąc w ten sposób skłócić Polaków z Ukraińcami. 28 sierpnia po zakończonych żniwach Ukraińcy kazali wszystkim Polakom zabrać swoje zboże i pojechać do wsi Stawki i Władynopol aby mleć zboże. Tłumaczyli, że w tym dniu młyny będą mleć tylko dla Polaków. Polacy chętnie skorzystali z tej wiadomości, namęli mąki i powrócili do domów, kładąc się spokojnie spać i niczego nie przeczuwając. Wielu było przekonanych, że nastąpiła zgoda między Ukraińcami i Polakami. Rano wioska została otoczona, a jej mieszkańcy kompletnie wymordowani. Akcją dowodził Mikołaj Dembyćki ze wsi Krać, a wspomagali go chłopi ukraińscy z innych okolicznych wsi, w okrutnych mękach zginęło blisko 200 osób. Świeża, gotowa mąka znalazła się w ukraińskich spichrzach. (Siemaszko..., s. 880-881).
We wsi Sokół pow. Luboml Ukraińcy zamordowali około 10 Polaków; na drugi dzień cała ludność ukraińska tej wsi wzięła udział w rzezi Polaków w Ostrówkach i Woli Ostrówieckiej.
W kol. Soroczyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali ponad 140 Polaków (Siemaszko..., s. 882); „W Soroczynie UPA zamordowała ok. 300 Polaków” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005; podaje on za świadkiem Franciszką Prus z Włodzimierza Wołyńskiego).
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi wymordowali około 150 Polaków. „Pierwszą ofiarą był Piotr Bronicki, któremu jeden upowiec usiadł na głowie, drugi na nogach, a dwóch przerznęło go pilą. Następną ofiarą był Józef Pogrzebski, którego zarąbano siekierą. W podobny sposób mordowano pozostałych ludzi” (Siemaszko..., s. 882 – 884).
We wsi Staweczki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i miejscowi Ukraińcy zamordowali głownie za pomocą siekier 27 Polaków.
We wsi Sztuń pow. Luboml pop Pokrowśkyj dokonał w tamtejszej cerkwi poświęcenia noży, kos, sierpów i siekier i rozdał te narzędzia „wiernym synom prawosławia” do wymordowania nimi „Lachów co do łapy”. Tego samego dnia narzędzia zbrodni zostały użyte podczas rzezi ludności polskiej w kolonii Czmykos, a dzień później w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej i innych miejscowościach (Siemaszko..., s. 499).
W kol. Szury pow. Włodzimierz Wołyński upowcy siekierami i nożami wymordowali kilka rodzin polskich, około 35 Polaków.
W kol. Święte Jezioro pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 5 starszych Polaków, w tym przez odrąbanie głów matkę i babkę Ludwika Zalewskiego.
W kol. Świętocin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z miejscowymi Ukraińcami siekierami, pikami, piłami do rżnięcia drzewa itp. wymordowali około 100 Polaków. „Partyzanci ukraińscy” przygotowali do „walki” specjalny rodzaj broni: długie żelazne szpice, którymi kłuli „polskich okupantów” poukrywanych w słomie lub sianie. Uprowadzali także całe rodziny polskie do pobliskiej leśniczówki i tam je mordowali. ”W tejże leśniczówce znajdowało się wówczas kilkoro małych dzieci przybitych do ścian za ręce i nogi, już martwych” (Siemaszko..., s. 940).
W kol. Teresin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z Kohylna i Gnojna siekierami, bagnetami i innymi narzędziami oraz paląc żywcem wymordowali co najmniej 207 Polaków; troje dzieci w wieku: 1,5 roku oraz 5 i 8 lat Ukrainiec zakopał żywcem w ziemi (Siemaszko..., s. 941 – 942). „Z rodziny Antoniaków zginął wtedy Jan lat około 40, jego żona Marianna lat około 35 oraz obaj synowie Witold lat około 11 i Stanisław lat około 12. Kazimierz Umański: „Z mojej rodziny zginęli wtedy moja mama, mój brat Tadeusz i siostra Zofia”. Mama Kazika miała chyba na imię Anna lat ok. 50, jego brat Tadeusz mógł mieć lat około 20, natomiast siostra Zosia mogła mieć wtedy około 18 lat. Witold Wesołowski: „Raniutko do naszego domu włamało się gwałtownie kilku uzbrojonych w siekiery Ukraińców. Włamali się przez okna i drzwi i bez żadnych słów zaczęli mordować moją rodzinę, kogo popadli pierwszego. Ja właśnie byłem w kuchni, gdzie spałem na łóżku. Nagle odczułem, że zostałem uderzony w głowę czymś twardym, jednak nie straciłem przytomności obsuwając się z łóżka, schowałem się za drzwi. W tym czasie, w drugim pokoju, ukraińscy zbrodniarze siekierami rąbali resztę mojej najbliższej rodziny. Bardzo wyraźnie słyszałem potworne wręcz piski i krzyki moich rodziców i rodzeństwa właśnie zarzynanych bez litości. Po chwili wszystko ucichło, a Ukraińcy wyskoczyli z naszego domu i pobiegli do drugiego mieszkania za miedzę, gdzie mieszkała rodzina Topolanków. Z mojej rodziny ukraińscy bandyci zamordowali tego ranka moją mamę, tatę oraz moje rodzeństwo.” Mama Witolda miała lat około 50, a tato lat około 55, wydaje mi się także, że miał brata lat około 16 oraz siostrę lat około 20. Stanisław Bojko opowiadał mi osobiście losy Róży Bojko z Teresina, która cudem ocalała z rzezi, a którą się później troskliwie zaopiekował i długie lata wychowywał jak swoje własne dziecko: „Róża Bojko i jej starszy brat byli właśnie w domu, gdy nastąpił gwałtowny atak Ukraińców na ich dom i rodzinę. Ukraińscy bandyci włamali się do domu i od razu z miejsca zaczęli mordować domowników. Jej tato Stefan lat około 35 i mama lat około 30 oraz babcia Józefa lat około 70 byli właśnie razem w kuchni. Tam dopadli ich rezuni i zaczęli od razu mordować. Róża bowiem słyszała straszne krzyki i piski dochodzące z kuchni. Zaraz ona i jej brat w wielkim strachu schowali się za szafę, która stała w ich pokoju. Ukraińcy wcale jednak nie szukali w tym pokoju, ale po skończonej robocie wyszli z domu na dwór. Wtedy jej młodszy brat wyszedł z ukrycia na dwór i tam zauważyli go oprawcy i na miejscu zakatrupili. Ona w tym czasie nadal siedziała ukryta za szafą, w pewnym momencie zauważyła jednak, że do ich domu przyszedł sołtys Środa i zaczął rabować ich mienie. Kiedy dziecko zobaczyło znajomego sąsiada, wyszło z ukrycia. Gdy dziewczynka pokazała się sołtysowi, w chwilę później zobaczyła także ciała swojej pomordowanej rodziny, leżały na podwórzu przed domem. Małżeństwo Środów było bezdzietne, zabrał więc sierotę ze sobą do swojego domu. Od tej pory opiekował się nią, a ona pasła dla niego krowy. W tym czasie inne dzieci ukraińskie, wiedząc o tym, że Róża jest polskim dzieckiem czynili jej wiele krzywd i upokorzeń. Dla przykładu dzieci ukraińskie na łące bili ją prętami po nogach oraz dosypywali piachu do chleba, który jadła. Róża cierpiała wśród Ukraińców długo, aż do ponownego wejścia Sowietów na te tereny”. Maria Bojko: „Pamiętam, że atak miał miejsce o świcie, ukraińscy bandyci gwałtownie włamali się do tego domu i z miejsca zaczęli mordować wszystkich po kolei. Najpierw zginęli ci którzy byli w kuchni. Ja w tym momencie byłam w pokoju obok, zaledwie za jednymi drzwiami, gdy usłyszałam nieludzkie wręcz krzyki i piski brutalnie zabijanych ludzi, dochodzące z kuchni. Razem ze mną była wtedy moja córeczka Regina, która miała wtedy zaledwie 9 miesięcy. Instynktownie chwyciłam niemowlę na ręce i ukryłam się z nim w małej piwniczce pod podłogą, do które wejście było właśnie w tym pokoju. Ledwie zdążyłam się tam schronić do naszego pokoju wpadli Ukraińcy, wyraźnie słyszałam ich kroki. Po chwili zaczęli mordować także tych ludzi, którzy dosłownie przed chwilą byli ze mną w pokoju nad nami. To przeżycie jest nie do opowiedzenia, to się działo tuż nad naszymi głowami. Słyszałam krzyki i jęki konających, a przecież tak bliskich mi osób. Nie zapomnę tego do końca mojego życia, tego nie można wprost wymazać z pamięci. Po chwili wszystko ucichło, a ja posłyszałam jak wyciągają ciała pomordowanych ludzi z domu na podwórze. W czasie tej rzezi zamordowano: mojego tatusia Jana, moją mamę Kamilę oraz moją rodzoną siostrę Kazimierę i jej synka i córkę. Zginęli także Tadeusz Świstowski i Zbigniew Świstowski. Słyszałem też od ludzi we Włodzimierzu, jak zginęła rodzina Terleckich. Podczas napadu Bronisław Terlecki lat około 45, nie pozwolił włamać się do swojego domu i razem ze swoim synem Stanisławem lat około 17 stawiał zacięty opór. Ponieważ mieli obaj broń ostrą, przez jakiś czas nie dopuszczali atakujących banderowców do swojego domu, w końcu jednak skończyła im się amunicja i przestali strzelać. Wtedy Ukraińcy podczołgali się pod ich dom i podłożyli ogień, potem spokojnie już pilnowali, aby tylko nikt nie uciekł z płonącego domu. Obaj dzielni obrońcy oraz ich rodzina, zginęli w płomieniach, w tym: żona Terleckiego lat około 35 oraz jego rodzice: ojciec lat około 60 i matka lat około 57. W naszej kolonii Teresin zamieszkał Marian Roch, który pochodził z Zastawia należącego do ukraińskiej, prawosławnej wsi Kohylno. Ożenił się z naszą dziewczyną Anną Rusiecką. Jej mama, z domu Wawrynowicz lat około 60, była rodzoną siostrą mojej mamusi Michaliny. Niestety imion moich dziadków Wawrynowiczów dziś już nie pamiętam. Jej mama została zamordowana w naszej kolonii podczas napadu w sierpniu 1943 r. Na kilka tygodni przed rzezią do domu Mariana Roch przybiegł zupełnie nagi mężczyzna w wieku około 30 lat i natknął się na jego żonę Annę oraz teściową. Gdy go takim ujrzały, obie natychmiast narobiły krzyku, a on zaczął się tłumaczyć, że zna Mariana Rocha i bardzo potrzebuje ich pomocy, mówił przy tym tak: „Mnie i innych Polaków zabrali do lasu Ukraińcy. Tam kazali nam kopać doły, gdy tylko skończyliśmy, będąc już bardzo złych myśli, oprawcy nakazali nam się rozbierać! Gdy i to polecenie posłusznie wykonaliśmy, to wtedy nakazali nam wchodzić do tych dołów. Byłem już niemal pewien, że chcą nas tam wystrzelać, w tych dołach jak kaczki. Nie mając już nic do stracenia, rzuciłem się gwałtownie do ucieczki. Zaskoczeni Ukraińcy strzelali za mną ale żadna kula mnie nie trafiła i zdołałem uciec. Teraz jestem u was ponieważ znam Mariana i spodziewam się, że mi pomożecie.” Marian przyniósł potrzebne ubranie, potem ten człowiek gdzieś zniknął. Nie wiem właściwie co się stało z rodziną Kasperskich, wszelki słuch o nich zaginął ale przypuszczam, że tak jak inni leżą gdzieś na uświęconej krwią ziemi wołyńskiej.” (Eugeniusz Świstowski, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; wspomnienia spisał Sławomir Roch). „Zbudził nas sąsiad. Wybiegliśmy na podwórko. Nasza rodzina liczyła 6 osób. Byli to rodzice, ja, brat 12-letni, siostra – 1,5 roku i babcia, która przyjechała do nas z Włodzimierza w odwiedziny. Zobaczyliśmy w odległości około 1 km od strony północnej bardzo dużo postaci, jakby chmurę, idących w naszą stronę. Wszyscy pośpiesznie cofnęliśmy się do pokoju, tata zamknął drzwi od wewnątrz. Poklękaliśmy i zaczęliśmy się modlić. Z nami był sąsiad Kasperski. Tata nazywał się Bojko Stefan, mama Stanisława z domu Jankowska, urodzona w Skale pod Ojcowem, brat Edward, siostra Janina, babcia Jankowska Anna. Tata wziął siekierę i chciał uciekać przez okno, ale dom w szybkim czasie został otoczony przez banderowców uzbrojonych w kosy, siekiery, łopaty i inne narzędzia zbrodni. Wywołano babcię po nazwisku. Odpowiedziała: „Jestem kobietą i boję się wyjść”, ale w końcu poszła. Ja za sąsiadem uciekłam na strych. Próbowaliśmy schować się pod beczkę, ale rozsypała się. Wróciłam na dół i ze swoim bratem ukryłam się w piwnicy, która była pod komorą. Mama z malutką siostrą przy piersi została na drabinie stojącej w komorze i prosiła Ukraińca: „Co ja jestem wam winna, darujcie nam życie”, ale „had” uderzył ją. Usłyszałam jej śmiertelne chrapanie. Dziecko jeszcze wołało mnie „Lula” i prawdopodobnie żywe zostało wrzucone do dołu. Jak zginęli tato, sąsiad, babcia – nie wiem. W piwnicy leżałam na drewnianej belce, a brat mnie sobą zakrywał. Po krótkim czasie „had” wszedł na schody piwnicy, trzymając główkę maszyny do szycia „Singer” i odwrócony do nas plecami krzyknął: „Wyłaź”. Brat usłuchał, wyszedł i został zabity. Strzałów w tej masakrze nie było. Ukraińcy wykopali pod oknem dół i wrzucili doń moich rodziców. Tato miał 43 lata (były legionista), mama 33 lata. W piwnicy siedziałam długo. Po wyjściu z niej widziałam w domu powyrzucane wszystko z szafy, krew na podłodze i ścianach, powybijane okna.” (Rozalia Wielosz z d. Bojko; w: Siemaszko..., s. 1241-1242). „Ci co nie uciekli do miasta, to Ukraińcy zachęcali ich, żeby zbierali zboże, co było na polach i wszystko zwieźli z pól w sterty. I w tą właśnie sobotę wszystkim dali po kawale mięsa, żeby się jeszcze najedli, a w nocy zaszli od strony Włodzimierza Wołyńskiego i kogo spotkali, to już żywy nie uszedł. Na szczęście już od pewnego czasu wszyscy baliśmy się o swoje życie i nie nocowaliśmy w naszych domach. Ja i moi koledzy (w tym chyba Sobolewski), spaliśmy zwykle w naszej stodole na wyschniętej koniczynie. Moja żona Maria z naszym synkiem Kazimierzem, zaledwie 6-miesięcznym dzieckiem, Irena z córką Celinką oraz Leokadia nocowali wszyscy razem, zwykle w naszym domu. I tej tragicznej nocy, kiedy banderowcy urządzili nam rzeź na całym Teresinie, było tak samo. Jeszcze była noc, gdy obudził nas gwałtowny brzęk bitych szyb oraz straszny, przeraźliwy krzyk mojej żony Marii oraz obu pozostałych sióstr. Po chwili nastąpiła znowu gwałtowna cisza. My w tym czasie, zdjęci strachem, staraliśmy się głębiej zakopać w koniczynie. Baliśmy się bowiem, że teraz zaczną szukać także w stodole. Do świtu było już jednak cicho i spokojnie. Nad ranem, jak tylko się rozwidniło, wyszliśmy z ukrycia i starannie obszukaliśmy nasz dom i podwórko, ale nigdzie nie znaleźliśmy ciał pomordowanych, ani nawet śladów krwi. Jedynie pobite okna świadczyły, o tej tragedii, która się tu dziś wydarzyła, a której byliśmy świadkami.” (Wspomnienia Heleny Wójtowicz z d. Karbowiak z osady Budki Kohyleńskie w pow. Włodzimierz; spisał Sławomir Tomasz Roch; w: http://wolyn.btx. pl/index.php/wolyn-wola-o-prawde/251-wspomnienia-heleny-wojtowicz-z-d-karbowiak-z-osady-budki-kohyleskie-w-pow-wodzimierz.html ). Wspomina pani Leokadia Baumgard z d. Sobolewska z Teresina: „Usłyszeliśmy rano naraz brzęk szyb w oknie. Ja i pozostali z rodziny Buczkowskich zerwaliśmy się z łóżek patrzymy, a w oknie są widły i siekiery. W sieni była drabina na strych, postawiliśmy drabinę i uciekamy po niej na górę, jedna drugą się pyta: „Co jest?!” Nikt nic nie mówi! [...] A matka Buczkowskich, córka, Ola i Genowefa, wyszli ze strychu same na zewnątrz, drugą drabiną i innym wyjściem i tam je zabili. Gienia uciekała koło szkółki do lasu ale dopadli ją, zaciągnęli na podwórko i też zabili. Opowiadali nam rodzice, którzy byli w stodole i patrzyli przez szpary jak mordują dzieci i babcię. My obie z Lodzią byłyśmy tymczasem schowane w plewach, jak długo nie wiem, może godzinę. W pewnym momencie na strych wlazł Ukrainiec i chodził z toporem, słychać było jak stukał po podłodze. Pan Bóg dał, że nas nie widział, bo oni bandyci byli pijani. Powiedział tak: „Chto je nechaj wyjde!!”. Tyle pamiętam! Bóg dał, że nas nie zobaczył, zszedł na dół i poszli dalej mordować, do Krochmala. Słychać było jęki, rąbanie, ile ich zginęło nie wiem, tak chodzili od domu do domu. Zrobiło się cicho. […] Nie wiem co mi przyszło do głowy ale powiedziałam do Lodzi: „Zmówmy pacierz!!” A po modlitwie mówię do niej: „Schodzimy na dół.” Drabina podstawiona była z dworu, po niej właśnie bandyta wlazł na strych szukać pozostałych. Powiedziałam do niej: „Idziemy do mego domu zobaczyć co z moimi rodzicami i rodzeństwem.” Schodzimy po tej drabinie, a pod szczeblami była ziemia zmieszana z krwią. Musiała był płytka ziemia, bo słychać było charczenie, pod drabiną jeszcze konali ludzie, a my musiałyśmy deptać po nich żeby zejść na dół i uciekać. Przeszłyśmy koło Krakowiaka, bo chciałam zobaczyć, kto żyje, tym bardziej, że u nich był schowany mój brat Mieczysław i Jan Topolanek. Ale było pełno krwi na podwórzu, słychać charczenie było, bałam się więc uciekałyśmy dalej koło mojej cioci Teresy Klimczak, siostry mojego ojca. Moja starsza siostra chodziła do niej spać ale było wszystko otwarte, drzwi i okno otwarte, krew pod drzwiami, też słychać było charczenie. Wiedziałam, że nie żyją, mogą nas bandziory zobaczyć i zabić więc uciekamy dalej do mego domu, zobaczyć co się dzieje. Wchodzimy na podwórko pełne krwi, drzwi otwarte, wołam: „Mamo! Mamo!!” W tym czasie mój rodzony brat Witold usłyszał moje wołanie i wyczołgał się spod łóżka, był cały umorusany we krwi. Pytam się go: „Gdzie są rodzice?!” A on do mnie, że już nie ma nikogo, on sam wyszedł z tego ranny w głowę. Został uderzony siekierą, ile razy tego już nikt nie wie. Wzięłam go na podwórko i obmyłam mu głowę, porwałam prześcieradło na kawałki i zawiązałam mu głowę, wzięłam też bułki w koszyk.” (Sławomir Tomasz Roch: Wspomnienia Wiktorii Baumgard z d. Sobolewska z Teresina na Wołyniu, Zamość 2004 r., s. 2-3).
We wsi Tumin pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 11 Polaków: 8-mioosobową i 3-osobową rodzinę; m.in. przecięli piłą na pół Stefana Uleryka.
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zabrali do lasu i rozstrzelali 5 Polaków: rodzinę oraz 20-letniego chłopca.
We wsi Turyczany pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec, syn nauczyciela, zarąbał siekierą żonę Polkę, nauczycielkę, lat 34; ponadto zamordowana została jej rodzina oraz kilkunastu innych Polaków.
We wsi Twerdynie pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską.
W kol. Wielkie pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz miejscowi chłopi ukraińscy siekierami, widłami i kosami zamordowali około 30 Polaków, głównie kobiety i dzieci.
W kol. Wiktorówka pow. Włodzimierz Wołyński podczas drugiego napadu Ukraińcy zamordowali około 100 Polaków.
We wsi Winiatycze pow. Zaleszczyki: „29.VIII.1943. Winiatycze pow. Zaleszczyki. Ukraińcy zamordowali Węgrzyna Antoniego a innego Polaka ciężko ranili. Kiedy Węgrzyn z trzema towarzyszami wyszedł w tym dniu po południu na przechadzkę w pole, otoczyli ich w pewnym momencie Ukraińcy uzbrojeni w pistolety i noże. Ofiarą padł Węgrzyn Antoni, ciężko ranili nożami jego kolegę, dwóch innych uciekło” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
We wsi Władynopol pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4 Polaków: babkę, jej synową i 2 wnucząt.
W kol. Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński 50 upowców oraz około 150 miejscowych chłopów ukraińskich oraz kobiet, siekierami, kosami, widłami, nożami, cepami, szpadlami, sierpami, grabiami, orczykami wymordowali z niezwykłym okrucieństwem około 40 rodzin polskich stosując tortury, gwałcąc dziewczęta i kobiety, zapewne około 200 Polaków (Siemaszko..., s. 869) Przebieg tej zbrodni znany jest dzięki Ukraińcowi, który zrelacjonował ją swojemu polskiemu sąsiadowi. Pod koniec sierpnia 1943 roku z Władysławówki przybiegł zakrwawiony mężczyzna krzycząc, że Ukraińcy mordują w tej wsi Polaków. Świadek, W. Malinowski ukrył się ze swoją rodziną w lesie. Pomagał im sąsiad, Ukrainiec Józef Pawluk. Poszedł on do wsi Władysławówka sprawdzić, co się dzieje. Wrócił po około 3 godzinach i zdał relację. „Prowidnyk ich powiedział, że taka rzeź jednocześnie jest przeprowadzana, odbywa się na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia wszystkich lachiw - żeby nikt nie pozostał - komunistów i Żydów też. Powiedział (Józef Pawluk - przyp. S.Ż.), że we wsi Władysławówce wybili wszystkich, 40 rodzin – ogółem około 250 osób, leżą martwi, trupy. Zapytany, jak to się stało, opowiedział, że rano napadli na kolonię, 50-ciu Ukraińców - UPA, uzbrojonych, otoczyło i "zdobyło" wieś, podczas "zdobywania" wsi zastrzelili kilku Polaków, którzy uciekali. Pozostali bezbronni i sterroryzowani zostali oddani Ukraińcom, którzy oczekiwali w rejonie wsi przed jej "zdobyciem". Była to zbieranina ludzi bez broni palnej, ze 150 osób, między nimi były kobiety - wszyscy posiadali kosy, sierpy, siekiery, widły, noże, cepy, szpadle, grabie, kłonice, orczyki i inne narzędzia stosowane w rolnictwie. Tak na znak dany przez uzbrojonych Ukraińców, rzucili się na Polaków. Rozpoczęła się straszna rzeź, w tym zamieszaniu pobili i swoich. O tym opowiedział mi ojciec - mówił Pawluk, a sam widziałem koniec tego mordu - najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami - rozszarpywali ludzi, ciągnęli za ręce i nogi, a inni ręce te odżynali nożami, przebijali widłami, ćwiartowali siekierami, wieszali żywych i już zabitych, rozcinali kosami, wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, języki, piersi kobiet i tak ofiary puszczali. Inni łapali je i dalej męczyli, aż do zabicia. Przy końcu ofiara była otoczona grupą ryzunów - widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękami wnętrzności - ciągnęli kiszki, a inni ofiarę trzymali; jak gwałcili kobiety, a później je zabijali, wbijali na kołki, stawiali żywe kobiety do góry nogami i siekierą rozcinali na dwie połowy, topili w studniach. Powiedział Pawluk, że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy tego dokonali. (...) Po wybiciu ofiar wszyscy rzucili się na dobytek - rabowali wszystko, nawet jedni drugim zabierali, były bratobójcze bójki (...). Nie mogłem patrzeć się na dzieci z roztrzaskanymi głowami i mózgiem na ścianach, wszędzie trupy zmasakrowane, krew - aż czerwono.” (Siemaszko..., s. 1236 - 1237).
We wsi Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi siekierami, szpadlami, widłami i innymi narzędziami zamordowali około 90 Polaków ; „Dzieci nabijano na zaostrzone kolki i wrzucano do studni. Jedną z kobiet dwóch Ukraińców poniosło na widłach i wrzuciło do dołu”. (Siemaszko..., s. 854).
W kol. Zofiówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 20 Polaków: mężczyzn zastrzelili, kobiety i dzieci zarąbali siekierami.

W nocy z 29 na 30 sierpnia

- 1943 roku:
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 73 Polaków; małżeństwo Garczyńskich (lat 68 i 66) związali drutem kolczastym i wrzucili do studni; 42-letniemu Antoniemu Siateckiemu odrąbali nogi i pozostawili do skonania, jego żonie i 3 dzieci lat 3, 7 i 10 odrąbali ręce i nogi (Siemaszko..., s. 927 ; nie wymieniają oni rodziny Zajączkowskich, co podał świadek w „Rzeczpospolitej” z 2 lipca 2003 r.). „Aż do nocy 29 sierpnia od naszych sąsiadów nie dostaliśmy żadnego ostrzeżenia, nawet w postaci groźby, nie było też żadnego wezwania do opuszczenia tej ziemi. Dopiero w ostatniej chwili sąsiad Ukrainiec o nie zapamiętanym nazwisku przybiegł do zabudowań rodziny Bernackich, z okrzykiem: "uciekajcie natychmiast, już do was idą". Nazwiska tego jedynego we wsi sprawiedliwego nie pamiętam. Z rodziną Bernackich uratowała się również rodzina Feliksa Szewczuka, która tam nocowała. Natomiast Feliks został zamordowany już wcześniej i to w sposób niezwykle okrutny - odrąbano mu ręce i genitalia./.../ Wybierając sobie miejsce do spania wieczorem 29 sierpnia nie wiedzieliśmy, że ten wybór to wybór życia lub śmierci, wybór dokonywany nieświadomie i losowo. Babcia Marianna Mroziuk i Dziadzi Piotr Mroziuk nocowali w domu ze względu na swój podeszły wiek (84 i 82 lata), dołączyła do nich wdowa Aniela Juszczuk z dziećmi, córką Stefanią i synem Dionizym (3 lata). Nocleg w domu oznaczał dla nich śmierć. Reszta rodziny miała do dyspozycji dwa brogi ze słomą, jeden nieco bardziej oddalony od zabudowań, drugi blisko stodoły. Ten pierwszy oznaczał życie, drugi śmierć. Na pierwszym spałam ja, Jadwiga Mroziuk, Antonina Mroziuk (ur. 1924 r), Bolesław Mroziuk (ur. 1929 r), Zofia Buczek (siostra Anieli Mroziuk) i Edward Bernacki. Drugi brog wybrały na nocleg - wybierając tym samym śmierć - następujące osoby: moja Mamusia - Helena Mroziuk, siostra Dioniza, stryj Adam Mroziuk, Sabina Buczek (z domu Gaczyńska) - bratowa Anieli Mroziuk z domu Buczek, syn Sabiny Henio Buczek lat 9, syn Sabiny Antoś Buczek lat 5. W nocy - o nieokreślonej godzinie - obudziły nas przeraźliwe krzyki, dobiegające z zabudowań stryja Adama oraz z zabudowań właściciela wiatraka o nazwisku Siatecki. Przerażający był krzyk Siateckiego, przeraźliwe długie "ooooojjjj", świadczył o ogromnym cierpieniu, nieludzkim cierpieniu. Fiodor Krawczuk, który nie był w stanie uwierzyć w naszą opowieść, zwłaszcza że tylko słyszeliśmy odgłosy mordowania, wyruszył pieszo do wsi Mogilno. Gorzką prawdę o bestialstwie swoich rodaków z UPA poznał gdy podszedł do zabudowań Siateckiego. Gospodarz leżał na podwórzu koło psiej budy - miał odpiłowane lub odrąbane ręce i nogi, obok wielka kałuża krwi. Już nie krzyczał, ale żył jeszcze, świadczyły o tym konwulsyjne drgania kadłuba. W dniu śmierci miał 42 lata. Jego żona Hanna - lat 36, córki - Kazimiera - lat 10, Leokadia - lat 7, Regina - lat 3, leżały nieco dalej w kurzu i krwi. Ich szczątkom Fiodor Krawczuk nie przyjrzał się tak dokładnie, lecz zostały potraktowane podobnie jak Siatecki. Antosia Mroziuk, Bolesław Mroziuk i Zofia Buczek mogli zejść z brogu nie zauważeni, ponieważ uwaga morderców była skupiona na ucieczce mojej i Edwarda Bernackiego. Ukryli się w gąszczu młodych wiśni. Trwali tam ogarnięci grozą. Słyszeli, jak wyprowadzono z domu Babcię i Dziadzia, który prosił o życie powołując się na swój wiek i przypominając swą pomoc w żywności dla Ukraińców, którzy uciekli zza sowieckiej granicy w czasie Wielkiego Głodu. To nie zrobiło na mordercach żadnego wrażenia. Siekiery i noże spłynęły krwią niewinnych. Zginęła cała moja rodzina i Juszczakowie, starcy, kobiety, dzieci. Z ofiar zdarto obuwie i wartościową odzież, skrwawione szczątki od razu zakopano. Gdy mordercy odeszli i zrobiło się cicho, Zosia z Antosią i Bolesławem rozpłakali się z żalu, strachu i rozpaczy. Wyszli z ukrycia i podeszli do zabudowań stryja Adama - a rodzinnego domu Antosi i Bolcia. Na podwórzu stał kierat, w jego pobliżu nadchodzący dzień odsłonił przerażonym oczom wielkie kałuże krwi. Krwawe ślady wskazywały miejsce zakopania ciał ofiar za brogiem. Antosia i Bolesław pozostali tam, nikt więcej nie widział ich, nie wiadomo kiedy i jak zostali zamordowani. Prawdopodobnie zostali znalezieni przez rabujących dobytek ofiar banderowców i ponieśli męczeńską śmierć w wieku 19 lat - Antosia i 14 lat - Bolesław. Zosia Buczek poszła sama do swojego domu rodzinnego. Jej matka, Stanisława Buczek i jej siostra, stara panna Józefa, jeszcze były całe i zdrowe. Wydawało się, że starym kobietom już nic nie grozi, że darowano im życie. Zosia Buczek ponownie ocalała, ponieważ ukryła się po raz drugi - tym razem w szopie z sianem przy zabudowaniach Buczków. Cały dzień tam siedziała. Mogła obserwować rodzinny dom przez szparę. Widziała więc morderców, mężczyzn nie mieszkających w Mogilnie, przyprowadził ich mieszkaniec wsi Siergiej Chomiak. Wyprowadzili z domu staruszki i zamordowali bez litości. Chomiak wykopał jamę i wrzucił tam ciała, jeszcze po śmierci rąbał ciało staruszki Stanisławy mówiąc przy tym: "A majesz Polszczu". Potem siedząc aż do zmroku w swojej kryjówce Zofia Buczek musiała słuchać makabrycznych w swej treści rozmów Ukraińców. Opowiadali sobie - także dzieci - jak który "Lach" krzyczał z bólu przed śmiercią, jak jęczały torturowane ofiary. Opowiadano, jak dzieci ukraińskie bawiły się odciętą głową żony Łukasza Gaczyńskiego - ci Gaczyńscy mieszkali na Zwierzyńcu. Pani Gaczyńska miała piękne grube warkocze, to z tego powodu jej głowa posłużyła do makabrycznej zabawy. Wiele wypowiedzi świadczyło o trwającym rabunku mienia pomordowanych. Odnośnie mojej rodziny powiedziano: "Do Adamka i do Franka Mroziuków pojechały cztery fury po rzeczy". Z rodziny Szczurowskich uratowała się Jadwiga Szczurowska. Gdy mordowano jej rodziców - Antoniego i Martę Szczurowskich, siostry Genowefę i Kazimierę oraz synka sąsiadów, Stasia Konstantynowicza, ona również otrzymała cios w głowę i z rozciętą głową padła bez przytomności. Odzyskała ją, zanim mordercy dokończyli swą krwawą "pracę" z jej rodzicami i pełzając ukryła się w snopkach na polu, tzw. dziesiątkach. Banderowcy szukali jej, przy pomocy wideł i szpadla, szukali uderzając w snopach. Odrąbali szpadlem dwa palce, lecz Jadwiga Szczurowska zniosła ból w milczeniu. Gdy dotarła do Włodzimierza Wolyńskiego, minęło pięć dni od krwawej nocy. Część tego czasu spędziła w zbożu na polu. Zdecydowała się wyjść, gdy przypomniała sobie opowiadanie swojego ojca o śmierci głodowej. W ranach na głowie i po odciętych palcach zalęgły się robaki. Ostatkiem sił doszła w pobliże Cegielni w Włodzimierzu. Tam upadła, lecz członkowie polskiej samoobrony zauważyli ją i zanieśli do szpitala” (Jadwiga Kozioł z d. Mroziuk, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). "Zamordowali m. in. moje siostrzane rodzeństwo ( Dyzio, Boguś i Tereska Gaczyńscy, wiek odpowiednio 10, 8 i 6 lat oraz niemowlę nieznanego imienia w wieku 6 dni). Mordercy, to m.in.: Juchym Orluk, syn Prochora, urodzony w 1907 roku w Mohylnie, który własnymi rękami zamordował sześcioletnią Tereskę Gaczyńską, sześciodniowe niemowlę i matkę niemowlęcia Marcelinę Gaczyńską, Fiszczuk Mychajło, syn Archypa, urodzony w 1907 roku w Mohylnie, który w czasie mordowania pilnował, aby żadna z ofiar nie uratowała się ucieczką przez okna oraz Łuciuk Wołodymyr, syn Wasyla z Marcelówki, który z ramienia tzw. UPA organizował i kierował ludobójczą akcją w Mohylnie. /.../ Dla nas Mohylno było gniazdem morderców. W tej wsi zginęły dzieci mojej siostry Kazimiery - Dyzio, lat około 10, Boguś, lat około 8, Tereska, lat około 7. /…/ Gaczyński, mąż Kazi, przeżył w ukryciu. Był świadkiem, jak banderowiec rozbija główkę jego najmłodszego dziecka (niemowlę płci męskiej, imienia nie pamiętam) o framugę drzwi trzymając je za nogi. Zginęła także jego druga żona, a dwoje starszych dzieci, moich siostrzeńców, zginęło od siekier” (Stanisława Tokarczuk: „Sąsiedzi z Marcelówki”; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). „Tej strasznej nocy spali na Obrożku siana pod dachem, stał w sadzie Jadwigi Mroziuk. W nocy usłyszeli krzyki oraz jęki Antoniego Siateckiego, który miał własny wiatrak. Odrąbali mu obie nogi i tak w boleściach leżał na podwórku i krzyczał z bólu niemiłosiernego. A było do niego około 700 m przez pola, tak daleko i słychać było ten krzyk rozpaczy. Od razu zorientowali się, że to Siatecki krzyczy. Był szwagrem Zofii Buczek, a dla Antosi wujkiem. W tej dramatycznej chwili Edek wydaje rozkaz by spuścić drabinę i schodzić na ziemię, tam czekać, aż wszyscy zdążą zejść z brożka. Gdy wszyscy byli na dole, rzucili się do ucieczki w pola, w ciemną noc. A już bandyci byli przy ich domu, słyszeli nawet jak jeden do drugiego mówił: “Strzelaj!” Na szczęście nie strzelali za nami. Dodam, że w tym samym czasie już zabijali na podwórku Adama Mroziuka. Słyszeli jak go mordowali, przy tym nie strzelali wcale. Jadwiga Mroziuk uciekała za Edkiem, gdy go dogoniła prosiła by na nią poczekał bowiem nie ma tyle sił co on. Poszli juz razem przez lotnisko na wschód od Mohylna, blisko Turii. Natrafili na dom Władysława Mroziuka, Jadwigi stryja z rodziną i pobudzili ich ze snu, podobnie z Krawczuka rodziną. Muszę dodać, że Edka siostra cioteczna Stefania Szewczuk była synową Krawczuka i rodziny Gdyrów. Wszyscy uciekli zaraz w zarośla nad rzeką Turia. Przesiedzieli tam cały upalny dzień, dopiero na następną noc udali się do Włodzimierza, kierując się poza lasem Owadeńskim. Szli przez błota, na rano dotarli do miasta. Wszyscy jak stali tak uciekali, matki z małymi dziećmi, Jadzia bosa i w sukienczynie, w której spała na brożku. Tymczasem Antosia i Bolek brat Antosi oraz Zosia Buczek siedzieli w ukryciu, aż zrobiło się widno. Rano przyszli na swoje podwórko, mieszkali bardzo blisko tego obrożka. Było na podwórzu dużo krwi i nic już w domu z odzienia nie było. Zrozpaczeni Antosia i Bolek stali i płakali na swoim podwórku, a było już widno. Tak znaleźli ich Ukraińcy, zaraz ich tam pomordowali. A rodzice i inni, co razem spali w stodole już wszyscy byli zakopani za domem. To wszystko opowiedziała nam potem osobiście Zosia, która zanim to się stało, zostawiła ich dwoje tak płaczących, a sama poszła do swego domu, który stał ze 300 m dalej. W DOMU ZOFII BUCZEK. W domu u Zosi była matka lat około 73 oraz siostra lat około 45, była jeszcze panna, poza tym była chora. Zosia poinformowała mamę, ze Sabina i jej dzieci zostali pomordowani. Sama ubiera na siebie kilka sukienek i chowa się przezornie w chlewie nad świńmi, były tam złożone gruchowiny. Włazi tam do końca, pod samą strzechę i siedzi cichutko. Tymczasem za niedługo przyszli na podwórko Ukraińcy, przyszli zabijać stareńką matkę i chorą siostrę. Stukają do drzwi, matka otworzyła, patrzy a oni stoją z siekierami. Matka prosi po imieniu: “Pawel nie zabijaj nas!” Potem było już słychać tylko trzask, za sekundę drugie uderzenie i cisza. Słychać było tylko jak zakopywali ciała pomordowanych kobiet, dokładnie za chliwkiem, w którym ukryła się Zosia. Słyszy wyraźnie, jak zbrodniarze jeszcze po zadaniu im śmierci, przeklinają swoje bezbronne ofiary, słyszy: “Masz tobie ty Polszczu!!” Po zakopaniu ciał rozpoczęło się grabienie pozostawionego majątku. Kłócili się ze sobą Ukraińcy, było o co, bo to i było co brać: para koni, kilka sztuk bydła, dużo odzienia. Zosia przesiedziała do nocy, a nocą sama szła polami do Włodzimierza. W DOMU JÓZEFA GACZYŃSKIEGO. Józef Gaczyński podczas nocy, w której mordowali mieszkańców naszej wsi Mohylno spał w ogrodzie w chaszczach. Gdy przyszli mordować jego rodzinę żona otworzyła drzwi, bandyci pytają o męża, a on wszystko słyszy. Na ten moment małe dziecko zaczęło płakać, żona mówi do nich, że weźmie dziecko na ręce i pójdzie męża poszukać. Lecz Ukrainiec zaraz na progu zarąbał ją bezlitośnie siekierą, a potem wszedł do domu i pomordował jeszcze troje dzieci. Mąż a zarazem ojciec rodziny wszystko słyszał dokładnie, w noc ciemną słychać dobrze, kiedy nawet ptaszki śpią. Jak otumaniony przedostał się do miasta Włodzimierza i tu nam wszystkim w domu opowiadał co przeżył. W DOMU JADWIGI SZCZUROWSKIEJ. Jadwiga Szczurowska córka Antoniego i Marty, właśnie Marta była rodzoną siostrą mojego taty Franciszka Szewczuka. Jest to przekaz wiarygodny bowiem jeszcze żyje Jadzia, obecnie mieszka w Darłowie i ma już 76 lat. Mieszkali w Mohylnie, Józef Szczurowski, syn uciekł do Włodzimierza z żoną i dwoma małymi córkami jeszcze w lipcu 1943 r. oraz siostra Rozalia Szczurowska, która była zakonnicą. Gdy przyszli nocą zabijać rodziców i dwie córki to wszyscy spali w stodole na sianie. Zaczęli wołać, ktoś się odezwał, więc nakazują schodzić na dół do stajni. Gdy wyprowadzali konie ze stajni Jadzia rzuciła się do rozpaczliwej ucieczki, niestety zaczepiła o coś i przewróciła się, tak ją dogonili i szpadlem okładają po udach i po głowie. Było ich dwóch jeden trzymał ją za usta, a drugiemu kazał bić szpadlem za uchem. Jadzia po kolejnych cięciach straciła przytomność, myśleli że ją zabili i pobiegli z powrotem mordować rodziców i siostrę Genowefę lat 19, by też nie próbowali uciekać. Przy tym morderców było więcej. Jadzia jeszcze nocą ocknęła się cała zakrwawiona ale nie była w stanie się podnieść. Na kolanach i na rękach zaczołgała się do snopków żyta, które stały za sadem, na ich własnym polu. W tych dziesiątkach siedziała kilka dni. W nocy marchew na polu wyrywała i jadła by przeżyć, niedaleko rosła trzcina, to rosę spijała z wielkiego pragnienia. Była przy tym bosa i tylko w jednej sukience, a było już chłodno, z kolei w dzień upał, muchy ją gryzły, aż robaki się w ranach zalęgły. Po temu też głowa ją bardzo swędziała! Dodam, że gdy Ukraińcy rano przyszli by zakopać jej ciało to szukali jej po tych snopkach, nawet widłami dźgali czy czasem nie siedzi w jednym z nich. Jadzia widziała nawet jak zbliżali się do miejsca jej ukrycia i bardzo na ten czas gorąco się modliła do Matki Bożej, by tylko jej nie zobaczyli i nie zamordowali. A słyszała przy tym, jak mówili Ukraińcy do siebie: “Ona daleko i tak nie zajdzie, tylko padochne!” Po kilku dniach zaczęła nocą iść do miasta Włodzimierza, po miedzach na polu spała, gdzieś zaszła do sadu to jabłko jakie zjadła.” („Wspomnienia Ludwiki Podskarbi z d. Szewczuk z kolonii Mogilno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944”; spisał Sławomir Tomasz Roch; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/mo ... dwika.html ).

30 sierpnia 1943 roku:
W kol. Antonówka pow. Luboml Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel upowcy oraz chłopi ukraińscy ze wsi Rewuszki i Wołczak dokonali w okrutny sposób rzezi 270 Polaków; gospodarstwa polskie obrabowali i spalili, ciała zostały nie pogrzebane, porozrzucane po wsi, studnie były pełne powrzucanych żywych, poranionych i pomordowanych dzieci i kobiet .„W końcu sierpnia do Zasmyk dotarła kobieta z dwójką dzieci, przynosząc wieść o wymordowaniu mieszkańców w Budach Ossowskich. Kiedy oddział „Jastrzębia” dotarł na miejsce zagłady, zastał przerażający widok. Wielu partyzantów po raz pierwszy ujrzało na własne oczy, ludzi porąbanych siekierami, porżniętych kosami, kobiety z obciętymi piersiami i zmasakrowane, nie do opisania ciała dzieci. Widok wielu zapadł w pamięć na całe życie. W polach i zaroślach odnaleziono, kilkoro ukrytych przerażonych dzieci i dorosłych osób. Witold Kuźmiński i kilka innych osób uciekali przez ukraińską wieś, bo tylko ta droga była wolna. Biegnąc krzyczeli po ukraińsku, że „Lachy napadły” i razem z nimi biegli również do lasu Ukraińcy. W lesie dopiero zorientowali się, że biegli z Polakami. Pamiętam, opowiadał córce pan Witold, że w czasie tej dramatycznej ucieczki, jedna z kobiet zgubiła kilku tygodniowego niemowlaka, trzymała przy piersi puste zawiniątko. Witold Kuźmiński uratował się jako jedyny z 15 osobowej rodziny. Ojciec Piotr Kuźmiński został zamordowany na drodze podczas próby uprzedzenia syna o napadzie. Konstancja Kuźmińska z/d Chomicka - żona Kuźmińskiego Piotra, schroniła się do zaprzyjaźnionych sąsiadów Ukraińców, jednak została wydana i zamordowana. Jadwiga Aronowska z/d Kuźmińska wraz z mężem i dwójką dzieci i Kazimiera Kuźmińska panna, również zamordowani przez szalejącą bandę UPA i chłopów ukraińskich, sąsiadów i znajomych. Wtedy zginęło około 270 osób, a zagubieni w lasach jeszcze długo po tym docierali do ośrodka samoobrony w Zasmykach. Wieś zniknęła z powierzchni ziemi.” (Bogusław Szarwiło: Budy Ossowskie przestały istnieć. W: http://wolyn.ovh.org/opisy/budy_ ossowskie-04.html ). „30 sierpnia 1943 roku Budy Ossowskie i kolonia Kowalówka o świcie zostały otoczone przez uzbrojone bandy, które wyszły ze wsi Wołczak i Rzewuszki i dokonały masowej rzezi na ludności polskiej. Rezultat był przerażający: w Budach Ossowskich ponad dwieście osób, w tym ponad osiemdziesięcioro dzieci” /.../ (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ). „W 1943 r. jak zaczęły się rzezie Polaków, matka zachorowała. Pojechałem z nią do lekarza w Budkach Ossowskich, który ją leczył. Miejscowość ta była odległa od Zasmyk o jakieś 25 kilometrów. Przespaliśmy się u jakiegoś gospodarza, znajomego mamy. Nad ranem zostaliśmy obudzeni przez hałas na dworze. Okazało się, że Ukraińcy otoczyli wieś i zaczynają łapać i zbierać Polaków. Wyciągnęli nas na podwórko. - Mamusia nie mogła uciekać. Postanowiłem z nią zostać. Jeden z Ukraińców trzymał mnie za rękę, a trzech położyło matkę na ziemi i zaczęło ją przeżynać! Jak bluznęła krew, mama krzyknęła - Wacek uciekaj! - Wyrwałem się tym bandziorom i zacząłem uciekać. Strzelali za mną, ale nie trafili. Twarze ukraińskich morderców , którzy przeżynali mamę piłą, zapamiętałem na całe życie! Wciąż w moich uszach rozbrzmiewa krzyk mordowanej matki, Niektórych ze zbirów zadających jej śmierć w męczarniach rozpoznałem. Jeden z nich Iwan Rybczuk żyje jeszcze i mieszka w Gruszówce. To on przeżynał matkę piłą. Po wojnie wpadł w łapy NKWD i odsiedział w łagrze 15 lat. Teraz jest kombatantem i chodzi w aurze bohatera walczącego o wolność Ukrainy. Ma pewnie wiele odznaczeń i dodatek kombatancki. Ja wtedy przez las uciekłem do Zasmyk. Po jakimś czasie wstąpiłem do oddziału samoobrony. By do niego się dostać, musiałem oszukać „Jastrzębia” i powiedzieć, że jestem starszy. Dzieci bowiem do partyzantki nie przyjmowano. Trafiłem do plutonu, którym dowodził ppor. „Nagiel” czyli Jan Witwicki. Boje z Ukraińcami w obronie mordowanej ludności polskiej musieliśmy toczyć na okrągło. Zdarzało się, że przybywaliśmy za późno, tuż po dokonanej zbrodni. Nie pamiętam, jaka to była wieś, chyba Moczułki, wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak „Jastrząb” płacze. A to był twardy żołnierz, który rzadko pokazywał emocje. Widok, jaki tam zastaliśmy, przechodził ludzkie pojęcie. Maleńkie dzieci powbijane na kołki w płocie. Kobiety leżały na podwórku z rozprutymi brzuchami. Jedna z nich była w ciąży. Wyrwany z jej brzucha płód leżał obok niej. Wszyscy mężczyźni mieli odrąbane siekierami głowy. Wszyscy zastanawiali się, jak można się posunąć do takiego zwyrodnialstwa. Wszyscy mocniej ściskali w rękach karabiny. Przechodziliśmy też przez miejscowość, w której zarżnięto moją matkę. Jej szczątki wraz z innymi pomordowanymi wrzucono do studni, które upowcy następnie zrównali z ziemią. Powiedziałem o tym ppor. „Naglowi”, ale ten orzekł, że jak wygramy wojnę to zadbamy, by pomordowani tu Polacy mieli swoje mogiły. To oczywiście nie stało się nigdy! /.../ Nasi przełożeni dbali nie tylko o nasze umiejętności bojowe, ale także morale. Co rusz przypominano nam, ze nie wolno w czasie akcji zabijać kobiet i dzieci. Dowództwo w rozkazach dziennych stale przypominało, że za gwałt na Ukraince każdy może zastrzelić kolegę i nie będzie za to karany.” (Marek A. Koprowski: Oprawca jeszcze żyje. W: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... asiorowski 03 lipca 2013 ) Inni datują napad na dzień 29 sierpnia.
W kol. Gaj pow. Kowel upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi wymordowali za pomocą kul, siekier, noży, kos i innych narzędzi ponad 600 Polaków. „Żonę Bolesława Czelebąka w stanie odmiennym przepiłowano, przytrzymując drągiem położonym na piersiach, czego świadkiem był mąż znajdujący się obok w schronie. Maria Wiurkiewicz, lat 36, przerżnięto na pół”. Latem 1943 roku w Gaju pod figurą zastrzelił się Ukrainiec Ituch, nie chcąc uczestniczyć w morderstwach (Siemaszko..., s. 393 – 396).
We wsi Jankowce pow. Luboml upowcy oraz chłopi ukraińscy ze wsi Huszcza i Przekurka siekierami, widłami, drągami i innymi narzędziami zamordowali ponad 100 Polaków, imiennie znane jest 88 ofiar. „Z lasu od strony północnej wkroczyło do wsi około 200 Ukraińców po części uzbrojonych w broń palną, a po części w narzędzia gospodarskie, jak siekiery i widły. Napastnicy zaczęli systematycznie plądrować i palić gospodarstwa, zabijając każdego napotkanego mieszkańca. /.../ Tam właśnie mieszkała moja ciocia Karolina Solipiwko z mężem i piątką dzieci – mówi poruszony Zdzisław Koguciuk. Opowiada, jak czwórka dzieci schroniła się do piwnicy na kartofle. Najstarszy syn przykrył rodzeństwo swoim ciałem, i patrząc przez okienko, był świadkiem zabójstwa rodziców i 8-miesięcznego brata, którzy dostali się w ręce Ukraińców. – Jak zginęli, nie wiadomo, bo ich ciała nie zostały odnalezione, prawdopodobnie uległy spaleniu. Musiała to być potworna zbrodnia, gdyż młody człowiek, który to widział, dostał potem pomieszania zmysłów i spędził resztę życia w szpitalu psychiatrycznym – opowiada rodzinną historię pan Koguciuk. /.../ Tymczasem w zajętej przez Ukraińców części wsi działy się prawdziwie dantejskie sceny. Wspomina je Katarzyna Dyczko z domu Grabowska, uciekająca z 3-letnim bratankiem na ręku. „Wybiegając ze stodoły, widzieliśmy już palącą się wieś i słyszeliśmy straszny, przerażający krzyk „ratunku” – relacjonowała. „W czasie ucieczki koło nas świstały kule, lecz my ze strachu nie odwracaliśmy głów, dopiero zatrzymaliśmy się na stacji w Jagodzinie”. Jak się okazało, krzyczała sąsiadka Katarzyny Dyczko – Teresa Petruk, którą Ukraińcy zamordowali w okrutny sposób, odrąbawszy jej wcześniej siekierą ręce. Niektóre relacje znajdujące się w zbiorach Zdzisława Koguciuka posiadają dziś unikatową wartość, gdyż złożyli je ludzie, którzy już nie żyją. Dotyczy to m.in. wstrząsających wspomnień pani Heleny Stachniuk z Chełma. Jej ojca Ukraińcy zatłukli na śmierć drewnianym kołkiem. Jako mała dziewczynka była świadkiem zastrzelenia mamy i czteroletniego brata Franka. Tego dnia straciła też babcię i siostrę. „Zostałam sama, przytuliłam się do mamy, zaparłam dech, żeby oprawcy pomyśleli, że nie żyję” – pisze w relacji pani Helena. „Kiedy podpalili zabudowania, pobiegli dalej… płomienie rozprzestrzeniały się coraz dalej, aż dosięgły mamę i mnie… zaczęłam sama na sobie gasić ogień. Udało się, ale zostałam naga, bo to, co miałam na sobie, uległo spaleniu. Podeszłam do tłumoczka, wyciągnęłam jakąś rzecz ubraniową, przytuliłam do siebie z przodu i poszłam do drogi. Przy drodze widziałam babcię z rozrąbaną głową oraz najstarszą siostrę Marysię z rozerwaną od kuli nogą, a przy niej kałużę krwi”./.../ Prawdziwie krwiożerczy szał ogarnął jednego z Ukraińców mieszkających w samych Jankowcach – Iwana Szpaka. Po opanowaniu wsi przez oddział OUN-UPA wtargnął z siekierą do obejścia swoich sąsiadów Grabowskich, z którymi utrzymywał wcześniej bardzo dobre stosunki. Zamordował dwoje z nich, a trzeciej – Michalinie Grabowskiej – odrąbał rękę. Kobieta przeżyła…/.../ Licząca blisko 150 numerów i zamieszkana przez ponad 600 osób tętniąca życiem wieś to dziś zarośnięte chaszczami ustronie. Nie sposób dostać się tu suchą nogą, gdyż nieregulowana rzeczka w czasie opadów zmienia koryto i płynie nieuczęszczaną od blisko 70 lat, zarosłą krzakami drogą. /.../ Ci, którzy doszczętnie nie spłonęli, leżą pogrzebani gdzieś w prowizorycznych mogiłach rozrzuconych na terenie wymarłej wsi”. (http://dziennik.artystyczny-margines.pl ... i-jankowce) . „Tam właśnie mieszkała moja ciocia Karolina Solipiwko z mężem i piątką dzieci – mówi Zdzisław Kogucik. Opowiada, jak czwórka dzieci schroniła się do piwnicy na kartofle. Najstarszy syn przykrył rodzeństwo swoim ciałem i patrząc przez okienko, był świadkiem zabójstwa rodziców i 8-miesięcznego brata, którzy dostali się w ręce Ukraińców. – Jak zginęli, nie wiadomo, bo ich ciała nie zostały odnalezione, prawdopodobnie uległy spaleniu. Musiała to być potworna zbrodnia, gdyż młody człowiek, który to widział, dostał potem pomieszania zmysłów i spędził resztę życia w szpitalu psychiatrycznym. Tragiczny był tez los pozostałych osieroconych dzieci. /..../ Tragicznego poniedziałku do dziś nie może zapomnieć Stanisława Grzywna, która w czasie napadu miała 14 lat. Zanim uciekła, słyszała rozdzierające krzyki dochodzące z oddalonego o blisko 150 metrów gospodarstwa przynależącego już do sąsiedniej wsi o nazwie Zamostecze, do której wtargnęli banderowcy. Mieszkała tam rodzina z dziesięciorgiem małych dzieci. – Te przeraźliwe krzyki to nie mogło być nic innego, jak mordowanie tych dzieci” (Adam Kruczek: Ból kresowych serc; w: „Nasz Dziennik” z 30 – 31 stycznia 2010).
W folwarku Kaznopol pow. Luboml Ukraińcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską z 4 dzieci.
We wsi Kąty (Kuty) pow. Luboml upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wsi siekierami, widłami, drągami i innymi narzędziami wymordowali około 250 Polaków, imiennie znane jest 213 ofiar; całe studnie napełnili żywymi, poranionymi bądź już martwymi; np. Jaszczukową z 5 córkami wrzucili do studni żywcem. Janinie Prończuk i jej dwom synom w wieku lat kilku odcięli głowy. Niemowlę o nazwisku Sacharuk zabili uderzając główką o ścianę domu – w tym dniu odbywały się jego chrzciny (Siemaszko...., s. 494 – 496). „30 sierpnia w nocy straszny stukot w okno „Widczyniaj skarej!”. Tato był na strychu, a mama otworzyła. Weszło ich może z dziesięciu „Swyty lampu!”. Mama ze strachu nie mogła zapałek znaleźć. Krzyczy „Skarej! Wychody!”. Wygnali nas do sieni i pytają się „A de twyj czołowik?”. A mama zauważyła siekierę. Siostra Kasia, która miała 16 lat zaczęła prosić „Dzieduniu, nie bijcie nas, co my komu zrobili, nie bijcie.” Ja to usłyszałam i mnie w uszach zadzwoniło, i upadłam bez pamięci. Mama obuchem w czoło dostała. Czaszka pękła, ale do mózgu nie doszło. A siostrę ostrzem na pół, czaszka była rozrąbana. Ale pierwsza tura nie paliła, tylko zabijała. Nie wiem jaki to cud, że nas nie zaciągnęli do studni. Bo wszystkie studnie były zarzucone trupami. Zanim druga tura przyszła palić, to mama się obudziła i podniosła Kasię, a ona nieżywa. Podnosi mnie, a ja się ruszam. Ale nic nie pamiętam. Krwi zeszła okropna kałuża. .,,,. Już się palił dom. Mama wywlokła mnie w kartofle na ogród i miała wynieść Kasię, ale już cały dom był w płomieniach. Kasia spalona. Tato wyskoczył w buraki i leżał, i widział, jak sąsiada ciągnęli do studni, a wszystkie studnie były pełne trupów. Mama ze mną na plecach coraz dalej w pole. Było ładne proso. Już tak spadła z sił, że nie dała rady mnie nieść. I leżąc w tym prosie, słyszy mama głośny gwar „Jak znajdesz to dobyjaj!”. A ja nic nie pamiętam, nieprzytomna byłam i wcisnęła głowę w ziemię, żeby nie widzieć jak będą dobijać. Tyle krwi zeszło i widocznie ze zmęczenia usnęła. Obudziła się, ptaszęta śpiewają, krowy ryczą, słońce ślicznie świeciło. Mama zaczęła głośno płakać „Gdzie moja Kasia!?” I ja się obudziłam. Spojrzałam na mamę, a na twarzy sama krew. I na sukience skorupa z krwi. Podnosi głowę, czy może ktoś jest. Ja już oprzytomniałam i ciągnę mamę do ziemi. A mama mówi, że nie możemy tu siedzieć, że trzeba szukać ludzi, może wszystkich nie pobili i coraz głowę do góry. I zobaczył tato, że ktoś jest w prosie i pędzi żeby zobaczyć kto, i wziął nas w ramiona i mówił, że czaszka na pół rozrąbana, ale nie wiedział, która z nas. Mówi „Ja wszystkich trupów wyciągnął ze studni. A sąsiadka Czuniowa mówi, że widziała jak twoja Marysia niosła jedną z dziewczyn i uciekała w pole, a ona siedziała ze swoimi dziećmi w grochu, to szukaj w polu, może żywe, a może nieżywe.” I odnalazł nas, ale Kasi nie odnalazł. Pozbierał kości i w ogródku zakopał. I do dziś leżą” (Stefania Sawicka z domu Macegoniuk; w: http://dziennik.artystyczny-margines.pl ... lne-trupow ; ze zbiorów Ewy Siemaszko)
Koło wsi Kotów pow. Brzeżany, na drodze, na której 15 sierpnia zamordowano ks. Bilińskiego: „Na tym samym miejscu zginął również leśniczy /?/ Polak wracający bryczką do domu, dnia 30.VIII” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 42. k. 20 – 26).
We wsi Kowalówka pow. Kowel: „30 sierpnia 1943 roku Budy Ossowskie i kolonia Kowalówka o świcie zostały otoczone przez uzbrojone bandy, które wyszły ze wsi Wołczak i Rzewuszki i dokonały masowej rzezi na ludności polskiej. Rezultat był przerażający: w Budach Ossowskich ponad dwieście osób, w tym ponad osiemdziesięcioro dzieci, w Kowalówce na 23 rodziny 32 osoby zamordowane. Rodzina Czarneckich wymordowana cała; ojciec rodziny Jan Czarnecki – lat 55, żona Dominika - lat 53, córka Maria, mężatka – lat 23, córka Walentyna lat 19, dwaj synowie, bliźniaki Marian i Eugeniusz po 14 lat, najmłodsza córeczka Marii – Krystyna – lat 3. Uratował się tylko syn Staszek – lat 21, w tym czasie nieobecny”. (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ).
W kol. Łuczyce pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: starsze małżeństwo i kobietę.
W kol. Marianówka pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę polską.
We wsi Maszów pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich.
We wsi Myślina pow. Kowel „ukraińscy partyzanci” z okolicznych wsi pod dowództwem Fedora Hałuszki, powracając z rzezi ludności polskiej w Rudnikach, zamordowali co najmniej 26 Polaków, głównie kobiety i dzieci; zgwałcili 16-letnią Leokadię Czarny i spalili ją żywcem razem z 18-letnim bratem oraz 5-osobową rodziną Myślińskich. Zamordowali też 4 rodziny żydowskie liczące 16 osób, ukrywane przez Polaków.
W kol. Ostrówek koło Turii pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 córki Moroziuków w wieku 4 – 13 lat, które ich rodzice powierzyli opiece Ukraińca z Turii a sami ukryli się w lesie (Siemaszko..., s. 930).
We wsi i majątku Ostrówki pow. Luboml upowcy oraz Ukraińcy (mężczyźni i kobiety) z sąsiednich wsi: Sokół, Połapy, Przekurka, Huszcza, Sztun i innych dokonali ludobójczej rzezi około 520 Polaków. Uzbrojeni byli w broń palną, w siekiery, widły, kosy, topory, młotki do zabijania zwierząt gospodarskich. Polacy byli bezbronni nie wierząc, że po kilkusetletnim zgodnym współżyciu może im coś grozić ze strony sasiadów. Ukraińcy zgonili Polaków na plac szkolny, potem mężczyzn wpędzili do szkoły a kobiety z dziećmi do kościoła. Starszyzna ukraińska zarządziła: „Lachy, widdajte hodynnyki i zołoto, a to zaraz was wybijem” („Polacy, oddajcie zegarki i złoto, a jak nie, to zaraz was wybijemy”). W szkole zamknęli kilkuset mężczyzn, którzy rozpoczęli pieśń „Kto się w opiekę odda Panu swemu”. Oprawcy bijąc kolbami wyprowadzali grupkami mężczyzn po kilku: do okólnika Jana Trusiuka, za sad gospodarza Suszki (81 zwłok), oraz w okolicę kuźni Edwarda Bałandy (około 20 osób), gdzie ich mordowali uderzeniami w tył głowy siekierą lub wielkimi maczugami drewnianymi. W czwartej mogile znajdowało się 5 zwłok, w pobliżu kościoła. Ksiądz Stanisław Dobrzański został zamordowany przez odcięcie głowy w okólniku Jana Trusiuka, którą następnie wbili na pal. Wiele osób zabili w mieszkaniach, w obejściach gospodarskich, na polach i drogach oraz wrzucili do studni, np. 90-letniego Władysława Kuwałka. Po dwóch godzinach, gdy mężczyźni byli już wybici, modlące się i śpiewające pieśni religijne kobiety z dziećmi i starcami zamierzali spalić, ale w okolicy pojawiły się samochody z Niemcami. Wobec czego oprawcy w pośpiechu wyprowadzili tę grupę liczącą ponad 300 osób i popędzili na rżysko pod las Kokorowiec w pobliżu wsi Sokół. Tutaj brali po 10 osób, najczęściej rodzinami, kazali kłaść się twarzami do ziemi i mordowali strzałami w tył głowy oraz uderzeniami bagnetów. Oczekujący na swoją kolej dokładnie widzieli rzeź poprzedników. Wśród morderców rozpoznano znajomych Ukraińców z sąsiednich wsi. Po rzezi oprawcy sprawdzili, czy wszyscy są zabici, rannych dobijali. Pomimo tego ocalało 13 lub 25 osób, w tym 10 dzieci w wieku lat od 3 do 16. W Ostrówkach Ukraińcy zamordowali około 520 Polaków. W święto Narodzenia NMP, 8 września 1943 roku, Ukraińcy ze wsi Równo spalili drewniany kościół p.w. św. Andrzeja Apostoła wybudowany w 1838 r. wraz z wystrojem wnętrza i paramentami. W 1992 roku Polska uzyskała zgodę i ekshumowano jedną mogiłę zbiorową na okólniku Jana Trusiuka wydobywając szczątki 80 Polaków, w tym dwojga dzieci w wieku około 6 lat. Wówczas pozostałych mogił nie odnaleziono, w tym mogiły kobiet i dzieci pod wsią Sokal, a miejscowi Ukraińcy nie chcieli jej wskazać. O następne ekshumacje strona polska prosiła stronę ukraińską przez kilka lat. Taki był skutek przyjacielskiego obściskiwania się kolejnych prezydentów Polski z prezydentem Ukrainy Juszczenką, który Ukrainę budował na ideologii banderowskich ludobójców. Dopiero w 2010 roku dokonał ekshumacji na tzw. Trupim Polu dr Leon Popek z IPN w Lublinie. „Na tej polance znów nas zatrzymali, wśród bulbowców powstało ożywienie. Na zboczu stało kilku bulbowców lepiej ubranych. Mieli przy sobie krótką broń. Musiała to być starszyzna. Przez krótką chwilę radzili. Po tej naradzie postanowili dalej nas nie pędzić, a na tej polance nas wymordować. Tak też się stało. Było nas tam dużo, bo to wszystkie kobiety z Ostrówek z dziećmi prawie do lat 15, kilku dziadków, a i z Woli Ostrowieckiej była znaczna część kobiet. Obstawieni byliśmy dość gęsto przez bulbowców. O ucieczce nie było mowy. Ludzie stali, niektórzy z dziećmi na ręku siedzieli bo było im ciężko je trzymać. Modlili się, bo było już wiadomo, że na tej polance nastąpi tragedia. Po krótkiej chwili padła komenda, żeby ludzie zrzucili z siebie grubsza odzież. Krzyczeli, by wychodzić z gromady po dziesięć osób na środek polany. Początkowo nikt nie chciał dobrowolnie iść na śmierć, bo każdemu życie miłe. Powstał płacz, lamenty, prośby, błagania, aby nas puścili, bo my nic nikomu złego nie zrobiliśmy. Oni nawet nie słuchali, robili się coraz wściekli. Rzucili się jak dzikie bestie, jak mocno wygłodzone zwierzęta i zaczęli wyciągać z tłumu, kto się pod rękę nawinął. Odprowadzali na środek polany, kazali kłaść się w koło, twarzami do ziemi. Zaczęli strzelać ofiarom w tył głowy, a my żywi musieliśmy na te tragedię patrzeć. Patrzeć jak giną niewinni ludzie i ich najbliżsi: babcie, matki, siostry, bracia, córki, synowie, bo byli wszyscy ze sobą spokrewnieni. /…/ Teraz bulbowcy rzucili się wszyscy. Było im widocznie pilno, bo każdy odrywał z grupy parę osób o rozstrzeliwał. Na środku polany. Ludzie lamentując żegnali się ze sobą na wieczność. Matki brały swe dzieci i kładły obok siebie, obejmując je rękami. Tak odchodzili z tego świata na wieczność. Ja, mama, ciotka i bliżsi znajomi byliśmy razem w grupie, wciąż odciągając moment rozstania się z tym światem. Chcieliśmy jeszcze pożyć choć chwilę dłużej. Widziałem okropne sceny. Rozstrzeliwani w pośpiechu ludzie nieraz byli trafiani niecelnie. Zranieni śmiertelnie podrywali się konwulsyjnie i znów opadali na ziemię. Dobijano ich, ale najczęściej w męczarniach kończyli żywot. Z jednej grupy, popędzonej na miejsce kaźni po serii strzałów poderwała się mała dziewczynka, może sześcioletnia i zaczęła mocno krzyczeć: mamo, ale matka już nie żyła. Widząc to bulbacha podniósł karabin i strzelił w nią. Trafił ale nieśmiertelnie. Dziewczynka upadła, ale natychmiast się poderwała i krzycząc zaczęła iść po trupach, padając i wstając. Bulbowiec znowu w nią strzelił. Tym razem aż trzykrotnie. Dziewczynka wciąż podnosiła się i krzyczała. Zdenerwowany bulbowiec podbiegł do niej i dobił ja kolbą karabinu. Ludzie na ten widok odwracali się z płaczem. I tak grupę po grupie wyciągano i zabijano. Tworzył się duży krąg, gdyż kazano kłaść jeden obok drugiego w nogach pomordowanych. Widać było pośpiech, bo głośniej krzycząc szybko wyciągali ludzi na pobojowisko, nie żałując przy tym razów. Matka, ja, ciotka Trusiak byliśmy razem, moja babcia i ciotka Wikta z małym dzieckiem. Mama powiedziała, żebyśmy poszli sami, po co mają nas szarpać i tak nas śmierć nie ominie. Przyglądać się tej zbrodni już dłużej nie było można. Wstaliśmy, pożegnaliśmy się ze sobą i najbliższymi. Z płaczem i okropnym żalem, że trzeba pożegnać się z tym światem, oddaliśmy się w ręce oprawców. Popędzono nas na miejsce kaźni. Poszło nas dziesięcioro na pobojowisko. Bulbowcy, jak dzikie bestie, krzyczeli „lachajte lachy chutko” (szybko kładźcie się Polacy). Mama jeszcze raz przycisnęła mnie do siebie, płakała i mówiła jakby do siebie: tyle dzieci wybijają, cóż one są winne. Nie mogłem płakać, zacisnęła mi się krtań i zrobiłem się zupełnie nieswój, obojętny z tego przestrachu. Kładąc się obok siebie, półgłosem odmawialiśmy pacierz. Mama objęła mnie mocno za szyję, ja zakryłem twarz dłońmi i z okropnym strachem wypowiedziałem na koniec „ niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Padły strzały z lewej i z prawej strony. Ja z tej grupy leżałem prawie w samy środku. Strzały zaczęły zbliżać się do mnie. Żal mi się mocno zrobiło, pomyślałem, że mam dopiero 13 lat, sama radość życia, taki piękny świat, a tu za chwilę czeka śmierć i już nigdy nie ujrzysz jasności: czy poczuję ból? Bliziutko padł strzał, bo poczułem podmuch powietrza. To musiało być w ciotkę, słyszałem mocne charczenie. Okropnie przeżywałem ostatnie chwile. Zdawało mi się, że we mnie wszystko ustaje. Następny strzał pada w mamę. Ziemia rozbryzguje się po mojej głowie. Poczułem, że coś ciepłego spływa po moim karku, ku lewemu policzkowi. Słyszę charczenie raptowny skurcz ciała. Poczułem, że mamy ręka przyciska mnie mocniej do siebie, potem ciało zaczęło się rozluźniać, bo ręka mamy zaczęła słabnąć łagodnie i tak pozostała bez ruchu. Nadeszła moja kolej. Oczekiwałem z napięciem, prawie martwy z przerażenia. Usłyszałem koło mnie strzał, szum w uszach i znów piasek posypał się po mojej głowie i rękach. Krótkie charczenie ale to już z prawej strony. Z biciem serca oczekiwałem na następny strzał, strzał we mnie, ale i ten usłyszałem nieco dalej i jeszcze jeden o kilka ciał dalej. Po tej krótkiej scenie mordu zapadła krótka cisza i nagle znów słyszę jak układają się w naszych nogach następne ofiary, płaczące i rozpaczające. Kiedy znów usłyszałem wystrzały z tyłu zacząłem w duchu modlić się i prosić Boga o przeżycie tych potworności. Krótko to trwało, bo rozstrzeliwali ze zdwojoną szybkością. Spieszyli się bardzo. Leżałem żywy miedzy trupami, słyszałem lamenty, błagania, pisk zabijanych dzieci, myślałem, że nie wytrzymam, że zerwę się i będę uciekał, ale po chwili znów przychodziła myśl, że jeśli to zrobię, zabiją na miejscu. /…/ Leżałem, cierpiałem i słuchałem, co się wokół dzieje. Trwało to około godziny. Naraz ustały krzyki i płacz. Strzały były rzadkie. Od czasu do czasu padał strzał, rozmawiali między sobą głośno: „...o dywyna, o tamtoj szcze żywe, dobej”. Ja leżałem w tym pobojowisku i prosiłem Boga, aby mnie nie wykryto. Po chwili nastała cisza, tylko jakiś bulbowiec zawołał: „ no chłopa idemo, od dywyte, tut morda polska leżyt”. Zaczęło się ożywienie między nimi. Zaczęli odchodzić w krzaki w stronę Sokoła. Słyszałem z tej strony odgłosy. Leżałem dłuższą chwilę. Była grobowa cisza, bo nawet ptactwo odstraszone strzałami, nie dawało żadnego głosu. Leżąc między trupami myślałem, że wszyscy są wybici i gdzie ja teraz pójdę i jak długo tu będę leżał. Chciałem wstać i uciekać. Bałem się, bo jeśli oni z ukrycia patrzą, czy ktoś nie wstaje. Wtedy czeka mnie tylko śmierć. Leżałem dalej, a mrówki gryzły po całym ciele. Upłynęło około pół godziny. Nadal była niczym nie zakłócona cisza. Podjąłem decyzję. Postanowiłem ostrożnie podnieść głowę i spojrzeć przed siebie, co się dzieje na placu zbrodni. Ostrożnie uniosłem głowę i zobaczyłem, że jakaś starsza kobieta ucieka z tego strasznego miejsca w pobliskie krzaki. Opuściłem głowę z powrotem i słuchałem, czy nie będą strzelać, ale nadal była cisza. Leżałem jeszcze chwilę i postanowiłem wstać i uciekać w krzaki, bo jeśli nie strzelano za tamtą kobietą, to znaczy, że oni wszyscy poszli. Po raz drugi pomalutku podniosłem głowę, spojrzałem po trupach i zobaczyłem, jak wstaje kobieta z dwojgiem dzieci. Złapała dziewczynkę i chłopczyka za rączki i uciekła w krzaki. Znów opuściłem głowę, leżałem i słuchałem, czy nikt nie będzie strzelał. Nadal była cisza. Po raz trzeci podniosłem głowę i popatrzyłem na mamę i ciotkę. Leżały martwe. Mama miała oderwany kawałek czaszki, aż mózg wyrzuciło. To właśnie mózg rozlał mi się po karku i po twarzy. Bóg zaślepił ich wzrok, bo zobaczywszy mnie zalanego krwią i mózgiem pomyśleli, że jestem zabity. Uniosłem się nieco wyżej i powiedziałem półgłosem: „kto żywy niech ucieka”. Poderwałem się i odbiegłem około 50 metrów od pobojowiska w łubin. Położyłem się z brzegu, tak, aby nie być widocznym i zacząłem rozglądać się po polanie i po trupach, czy ktoś nie poderwie się do ucieczki. Widzę, że ktoś wstaje i biegnie w moją stronę, do tego łubinu. Poznaję. Jest to mój brat cioteczny Paweł Jasieńczak. Podniosłem się nieco i zacząłem machać ręką, aby biegł do mnie. Przebiegł, położył się obok mnie. Widzimy, że znowu jakaś kobieta z dzieckiem podbiega do zarośli. My natomiast zaczęliśmy się ostrożnie czołgać tym łubinem w stronę krzaków. Gdy biliśmy parę kroków od nich, szybko tam wskoczyliśmy. W tych krzakach spotkaliśmy te kobietę, która wcześniej zbiegła z dwojgiem dzieci. Dołączyliśmy do niej . Płakała i mówiła, jak sobie poradzi z dwójką malutkich dzieci. Chłopak był nieco starszy od dziewczynki. Powiedziałem do niej, że jakoś musimy dostać się do Jagodzina. Dodałem, że z pobojowiska wyszła ranna w głowę Janina Kuwałek, obecnie Martosińska. Mówiła, że ciotka Wikta też była ranna i prosiła o pomoc Jankę, ale Janka jej rzekła : „cóż ja ci pomogę, ja sama ledwo co żyję”. Pomogła jej wstać, ale nie dały rady. Tak moja ciotka bez pomocy, z dala od ludzi, umarła. Wzięliśmy dzieci. Ja jedno, Paweł drugie na plecy i zaczęliśmy powoli i ostrożnie iść w stronę Jagodzina. /…/ Zbliżaliśmy się do zarośli położonych bliżej wsi, do Borku. Szczęśliwie doszliśmy do niego, przeszliśmy w poprzek i na skraju zatrzymaliśmy się. Byliśmy ukryci w gęstych krzakach, widzieliśmy wieś i okolice. Wieś częściowo paliła się. Wokół była pustka, tylko psy strasznie wyły, wszędzie chodziły krowy i konie. /…/ Tylko trzask ognie i spadające opalone bale. Nie było widać nikogo, tylko niektóre budynki dopalały się, na drodze leżało parę trupów i psy żałośnie wyły. /…/ Wieczorem przyjechali z Ostrówek ludzie z samoobrony (z Jagodzina i z Rymacz) i przywieźli spod Sokoła żonę Kalety i mamę Pawła. Były one trafione w szyję a ustami wyszły kule. Jeszcze żyły, ale w drodze zmarły. Przywieźli jeszcze chłopaka, którego wyciągnęli z dołu. Był on raniony siekierą. Kaleta pochował swoją żonę na cmentarzu w Rymczach, a Paweł swoja mamę, a moją wujenkę pochował przy torze z lewej strony stacji kolejowej. Obaj wykopaliśmy dół a ludzie włożyli ją do dołu. Usypaliśmy mogiłkę, postawiliśmy naprędce zrobiony krzyż. Pożegnaliśmy wujenkę i poszliśmy na nocleg. Było to już przy stacji kolejowej, bo każdy bał się iść dalej, aby bulbowcy nie napadli w nocy. Stacja była usypana wałem ziemnym i Niemcy pełnili cała dobę wartę. Nocą pełnili wartę starsi i młodzież, spały tylko dzieci.” (Aleksander Pradun; Na Rubieży Nr 3/1993).
W futorze Piskorowo pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
W kol. Pniaki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy w ciągu dwóch dni zamordowali co najmniej 41 Polaków; pierwszego dnia mordowali mężczyzn, drugiego dnia kobiety i dzieci; m.in. 10-osobową rodzinę z 8 dzieci i 8-osobową z 6 dzieci.
We wsi Radoszyn pow. Kowel zamordowali co najmniej 2 rodziny polskie.
We wsi Radziechów pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Rudka Miryńska pow. Kowel zamordowali kilka rodzin polskich; w stodole spalili 9-miesięcznego Ignasia Łubiankę.
We wsi Rudniki pow. Kostopol zamordowali ponad 12 Polaków.
We wsi Sawosze pow. Luboml zamordowali kilkunastu Polaków, w tym 20-letnią dziewczynę.
W futorze Skalenica pow. Kowel zamordowali co najmniej 43 Polaków, w tym 10 osób z rodziny Zagożdżona.
W kol. Sucha Łoza pow. Kowel upowcy oraz chłopi ukraińscy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali siekierami, widłami, łopatami, nożami, piłami do cięcia drzewa 71 Polaków. „Kobietę Przewoźniak, lat ok. 70, podrzucano na widłach aż do uśmiercenia. Dzieci były zabijane uderzeniami kolby w głowę. Żonę Antoniego Siedleckiego wrzucono do studni” (Siemaszko..., s. 400).
We wsi Sztuń pow. Luboml zamordowali kilkanaście rodzin polskich, zdołała uciec tylko jedna rodzina.
We wsi Terebejki pow. Luboml Iwan Paciuk, sotnik UPA, z synem Wasylem zamordowali 5-osobową rodzinę Matyszczuków: Jan Matyszczuk lat 40 został zakłuty widłami, a następnie porżnięty na kawałki, jego żonę Janinę zadźgali widłami, a ich dzieci: Stefana lat 16, Weronikę lat 14 i Jana lat 8 – zarąbali siekierami (Siemaszko..., s. 500).
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z sąsiednich wsi Gnojno, Mohylno i Rewuszki zamordowali około 50 Polaków, w większości kobiety i dzieci; część ofiar wrzucili do zbiornika z gnojówką; poza wsią wymordowali także Polaków w majątku Szpilbergów w Turii.
We Włodzimierzu Wołyńskim upowcy zamordowali 18-letniego Polaka.
We wsi Wola Ostrowiecka pow. Luboml upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi dokonali rzezi około 620 Polaków. Polaków spędzili na plac szkolny, opornych mordowali i wrzucali do studni. Około 40 kobiet i dzieci zaprowadzili do stodoły Jasionków, resztę zamknęli w szkole. Na oczach zgromadzonych zastrzelili kilku mężczyzn nawołujących do obrony i ucieczki. W stodole Antoniego Strażyca chłopi ukraińscy wykopali rów długości 12 metrów i szerokości 2,5 metra. Następnie, co pewien czas wyprowadzali z placu szkolnego po 5 – 10 mężczyzn do stodoły, rzekomo na badania lekarskie, aby utworzyć wspólny oddział do walki z Niemcami. Ofiarom kazali rozbierać się z ubrań i butów, oddać zegarki i złoto, a następnie podprowadzali nad wykopany w stodole rów, nad którym mordowali siekierami i toporami uderzając w tył głowy oraz przebijali widłami. Znad dołu zdołał uciec Władysław Soroka, pomimo otrzymanych 6 postrzałów. Po wymordowaniu mężczyzn oprawcy zaczęli wyprowadzać po kilka kobiet z dziećmi. Usłyszawszy samochody przejeżdżających Niemców zamknęli szkołę, w której znajdowało się około 200 kobiet, dzieci i starców, obłożyli ją słomą, oblali benzyną i podpalili. Wrzucili też przez okno do wnętrza kilka granatów. W upalny dzień szkoła spłonęła bardzo szybko. Taki sam los spotkał kobiety z dziećmi zamknięte w sąsiadującej ze szkołą stodole Jasionków. Natrafiono także na studnię wypełnioną ofiarami oraz na kobietę z dzieckiem przy piersi, przygwożdżone razem widłami do ziemi. Mienie Polaków rabowali przez cały dzień, uczestniczyły w tym kobiety i dziewczęta ukraińskie. W 1992 roku Polacy przeprowadzili ekshumacje jednej z trzech mogił. Wydobyto szczątki 243 osób, z czego 120 należało do mężczyzn. Ofiary mordowane były silnymi uderzeniami w tylną część głowy ciężkimi narzędziami: maczugami, pałkami, obuchami siekier i młotkami. Pozostałych mogił: w szkole i stodole Jasionków nie odnaleziono. „Według informacji zawartych w dokumentach Państwowego Archiwum Obwodu Wołyńskiego w Łucku, w Woli Ostrowieckiej oraz drugiej wsi polskiej (w domyśle: w Ostrówkach) zamordowanych zostało do 1500 ludzi”. (Siemaszko..., s. 513 – 521). „Noc miała się ku końcowi – świtało. I wtedy właśnie, na tle porannej zorzy, wyłonił się zwartym tłum Ukraińców, który zmierzał od ukraińskiej wsi Sokół, do również ukraińskiej wsi Przekórka. Ten manewr Ukraińców wprowadził naszą samoobronę w błąd. Odwołano alarm. Tymczasem Ukraińcy zmienili kierunek i weszli do wsi od strony, z której ich się nie spodziewano. Były to oddziały zwarte uzbrojone w broń maszynową i karabiny pochodzenia niemieckiego i radzieckiego. Zachowanie tych ludzi nie zapowiadało nic złego. Można powiedzieć, że okazywali mieszkańcom wioski dużą życzliwość, nawet dzieci częstowali cukierkami. Pamiętam, podszedł do mnie młody Ukrainiec, pogładził po głowie, zapytał jak się nazywam, ile mam lat, gdzie mieszkam, a wszystko to z życzliwym uśmiechem Rozpoczął się prawie normalny dzień życia wsi, tyle, że czuło się jakąś grozę.
Około godz. 8-mej wyznaczeni bojówkarze chodzili po wsi i wzywali mężczyzn od lat osiemnastu do sześćdziesięciu, by udali się na plac przed szkołą; sprawdzali każdy dom i zabudowania, by nikt się nie ukrył. Kiedy wszyscy mężczyźni znaleźli się na boisku szkolnym, zostali otoczeni przez uzbrojonych Ukraińców. Między godziną 10-tą a 11-tą do zebranych przemówił watażka tej ukraińskiej hordy, czyli, jak to się dzisiaj mówi dowódca oddziału ukraińskiej „powstańczej armii”. Mówił po ukraińsku. Sen wypowiedzi był następujący: Ukraińcy pragną razem z Polakami walczyć przeciw Niemcom. Oni przyszli do naszej wioski, aby dokonać naboru mężczyzn zdolnych do walki. Tych uzbroją i razem wyruszą przeciw Niemcom. Mówił to tak porywająco i przekonywująco, jak to czyni politrucy sowici, że niektórzy słuchacze uwierzyli w ich zapewnienia. Następnie powiedział, że będą brać po sześciu mężczyzn na badania lekarskie i sprawnościowe, następnie zdrowych i zdolnych umundurują, uzbroją i utworzą polski oddział, obok oddziałów ukraińskich, w celu włączenia się do walki z Niemcami, których koniec jest bliski. Tak też się stało. Co pewien czas uzbrojeni Ukraińcy odprowadzali grupę sześciu mężczyzn w nieznane nam miejsce. Teraz już wiemy, że była to dwuklepiskowa stodoła gospodarza Strażyca; że tam inna grupa Ukraińców wykopała przy stodole dwa rowy o głębokości 2 m i szerokości 2,5 m i długości 8 m. Do tej stodoły wprowadzano przyprowadzonych mężczyzn, tam ich mordowano bez użycia broni palnej, a zwłoki wrzucano do tych rowów. Kiedy odprowadzano już wszystkich mężczyzn na boisku szkolnym pozostały kobiety, dzieci i osoby w starszym wieku. Teraz już, bez żadnych skrupułów, brutalnie wtłoczono nas wszystkich do budynku szkolnego, skąd kilkunastosobowe grupy pędzono pod eskortą w nieznane nam wówczas miejsce. Mimo, że dochodziły do nas stamtąd żadne odgłosy mieliśmy już świadomość, że Ukraińcy chcą nas wszystkich wymordować. Wiedzieliśmy, że zostaniemy zamordowani i że to za chwilę nastąpi. Przygotowywaliśmy się na śmierć przez modlitwę, spowiedź składaną na ręce matki, która udzielała nam rozgrzeszenia, przez zbiorowe odmawianie różańca z prośbą do Najświętszej Marii Panny, by nam dała lekką śmierć. Było nas w tej gromadzie czworo: mama, siostra Ania –lat 16, siostra Antosia – lat 20 i ja – lat 13. Kiedy skończyliśmy odmawiać druga bolesną część świętego różańca, mama pobłogosławiła nas i dała nam święte obrazki. Ja dostałem obrazek z Aniołem Stróżem, który przeprowadza przez wąską kładkę położoną nad rwącą rzeką dwoje małych dzieci. Z nim to przeszedłem przez śmierć do życia, bym mógł teraz zdać Światu relację z tych zbrodni. Była chwila ciszy; czekaliśmy na swoją kolej, zostało nas już tylko około 100 osób: kobiet, dzieci i starców. Do stojących przy drzwiach uzbrojonych morderców podeszła jedna z kobiet – matka trojga dzieci i zwróciła się do nich z prośbą: „Patrzcie, została nas mała garstka, pozwólcie nam żyć. Spójrzcie na te dzieci, one są niewinne, ich oczy błagają o litość, miejcie więc litość dla nich”. Wtedy jeden oprawców powiedział – oczywiście po chachłacku – (w przybliżeniu): „Wy Polacy. My was wszystkich wyrżniemy, a wasze domy spalimy. Nic po was nie zostanie”. W odpowiedzi na te okrutne słowa ta kobieta rzuciła w twarz oprawcom przekleństwo: „Bądźcie przeklęci po wszystkie czasy. Niechaj krew naszych niewinnych dzieci spadnie na was, na wasze dzieci, wnuki i prawnuki”. W pewnej chwili dały się słyszeć od strony południowej wsi strzały z broni maszynowej. Pilnujący nas Ukraińcy wpadli w popłoch, wybiegli na zewnątrz, drzwi szkoły zamknęli. Zaświtała nam nadzieja, że mordercy w popłochu uciekną. Niestety przyspieszyło to tylko decyzję dokończenia zbrodniczego dzieła. Mordercy zrezygnowali z mordowania pojedynczo każdej osoby z osobna i postanowili załatwić to zbiorowo. Do izb lekcyjnych, w których byliśmy zgromadzeni, zaczęto wrzucać granaty i strzelać z pistoletów maszynowych. Już pierwsze strzały i wybuchy granatów zabiły część osób - innych poraniły. Znaleźliśmy się jak gdyby w kręgu piekielnych czeluści: jęk rannych, płacz dzieci, rozdzierający krzyk matek, huk strzałów, wreszcie dym. Zbrodniarze spod znaku tryzuba podpalili budynek szkolny. W upalny sierpniowy dzień płonął jak pochodnia; ci jeszcze żywi znaleźli się w pułapce bez wyjścia skazani na śmierć w płomieniach. Nie sposób wyrazić słowami grozy tej sytuacji, język jest tu zbyt ubogi. Mnie śmierć jakoś omijała. Leżałem na podłodze rozpłaszczony do granic możliwości. Obok leżała sąsiadka Bohniaczka. Rozległ się kolejny huk. Granat ja rozszarpał. Jej krew i poszarpane ciało chlusnęło na mnie. Byłem w szoku, podczołgałem się do mojej siostry Ani. Potrąciłem ją. Już nie żyła. Kula u wylotu z czaszki wyrwała duży otwór. Otępiałem, straciłem poczucie rzeczywistości. Podniosłem głowę i ujrzałem leżącą i krwawiąca matkę. Jeszcze żyła. Jeszcze raz przytuliłem się do matki. Była przytomna, ofiarowała mnie Bogu i Najświętszej Marii Pannie, bo tylko cud Boski mógł mnie wyprowadzić z tych piekielnych czeluści. Mama nie mogła się poruszać, granat rozszarpał jej stopy, krwawiła, spłonęła żywcem. Nie pamiętam, jak znalazłem się w drugiej izbie lekcyjnej. Na podłodze strzępy ludzkich ciał i dużo, bardzo dużo krwi. Nie miałem już nikogo z najbliższych, zapragnąłem też umrzeć, zacząłem krztusić się dymem, pomyślałem: nałykam się dymu, uduszę i będzie koniec. Ale, gdzie tam, zakrztusiłem się raz i drugi i nic. A tymczasem zaczął płonąć strop budynku, zrobiło się ogromnie gorąco. Przeraziłem się tego ognia, lada chwila ten płonący strop mógł runąć na mnie. W ostatniej chwili wyskoczyłem przez okno. Rozległ się strzał, upadłem, poczułem silny ból, czoło zaczęło krwawić. Żar bijący od płonącego budynku zmuszał mnie do odczołgiwania się od niego. Leżałem w ogrodzie szkolnym pełnym trupów i rannych. Ciężko ranni błagali oprawców, by ich dobili. Ukraińcy z ogromną pasja pastwili się nad rannymi, kiedy na to patrzyłem chciałem wstać i krzyczeć. Strach przykuł mnie do ziemi, bałem się już nie śmierci lecz tych męczarni, jakie oni rannym zadawali. Byłem cały umazany krwią cudzą i własną. Trzykrotnie przewracali mnie i kopali, ale nie zorientowali się, że jeszcze żyję. Obok mnie leżała kobieta – Maria Jesionek, matka trojga dzieci, dwóch synów, jeden ośmio, drugi pięcioletni i niemowlę ośmiomiesięczne. Ona też wyskoczyła z płonącego budynku wraz z dziećmi tuż przede mną. Morderca ugodził ją kulą, leżała martwa na swym uduszonym niemowlęciu. Jej ośmioletni syn został też zastrzelony, ten zaś pięcioletni siedział tuż martwej matce, szarpał ją i wołał „ Mamo wstawaj, chodźmy do domu – płakał”. Podbiegł do niego Ukrainiec, przyłożył lufę karabinu do głowy i strzelił. Dzieciak przewrócił się na plecy matki, a przywarwszy do jej pleców swoje plecy, wyciągnął ręce do góry jak w modlitwie. Był to dla mnie koszmar, który tkwi we mnie po dzień dzisiejszy. Dochodziły mnie też inne głosy z różnych stron wioski. To towarzysząca ukraińskiej „powstańczej armii” tłuszcza wdarła się do opustoszałych domów i zabudowań i rabowała wszystko, co tylko było w obejściu, a kiedy już wszystko zagrabili podpalili domy i zabudowania. Leżałem nieruchomo we krwi. Z płonącego budynku buchał okropny żar, czułem, że moje nogi są płonącymi głowniami. Czułem, że muszę odczołgać się dalej od buchającego żaru. Poruszyłem się. Padł strzał i poczułem dotkliwy ból w okolicach kręgów lędźwiowych. Pomyślałem, że to już koniec. Dla zlokalizowania źródła bólu lekko się poruszyłem, okazało się ani krzyż, ani brzuch nie były uszkodzone. A więc żyję! Mój Boże! Leżałem, nadal udawałem martwego, czekałem. Zwolna cichły głosy zwycięskich „żołnierzy” UPA. Słońce chyliło się ku zachodowi. Podniosłem głowę. Nikogo nie było w pobliżu. Tylko ja – żywy pośród zmarłych. Dźwignąłem się z trudem stanąłem na oparzonych stopach. Zdjąłem przesiąkniętą krwią koszulę, podarłem ją na onuce i zawinąłem nimi obolałe stopy. Ze zgrozą obejrzałem leżące tam zmasakrowane trupy. Tuż na styku palącego się budynku a ogródka rozpoznałem głowę moje starszej siostry Antoniny, tułów został spalony na węgiel. Niczego już nie czułem, prócz bólu stóp i ogromnego pragnienia. Powlokłem się do pobliskiej studni z żurawiem, chciałem zaczerpnąć wody. O zgrozo. Studnia była pełna trupów. Coś mnie przykuwało do tego miejsca zbrodni. Nie mogłem się ruszyć. Stałem tak ogarnięty zgrozą i rozpaczą, nie mogłem tego pojąć i do dziś pojąć nie mogę, jak ci ludzie mogli dokonać tak okrutnej zbrodni?” (Henryk Kloc: Najtragiczniejsze chwile mojego życia. Na Rubieży Nr 2/1993). „Nazywam się Marianna Soroka. Urodziłam się 8 września 1908 roku we wsi Wola Ostrowiecka, powiat Lubomi, woj., Wołyń w rodzinie chłopskiej. W roku 1943 byłam matką pięciorga dzieci: Stanisława – lat 15; Edwarda – lat 12; Janka – lat 10; Leona –lat 6 i Józefa 1,5 roku. Mój mąż Stanisław był rolnikiem 8-hektarowego gospodarstwa rolnego. Żyło się nam chociaż ubogo, ale spokojnie i szczęśliwie. /.../ Nadszedł zwykły dzień, poniedziałek 30 sierpnia 1943 roku.. Tymczasem Ukraińcy – mordercy nie zapędzili nas na szkolny plac, lecz do stodoły sąsiada i tam nas zamknęli. Spośród nas wybierali mężczyzn i pędzili pod eskortą. A kiedy już nie stało mężczyzn, zabierali kobiety i dzieci i pędzili pod eskortą uzbrojonych bandytów w nieznanym kierunku. Nie wiem o której godzinie, ale było to chyba grubo po południu, rozległy się strzały z broni maszynowej od strony południowej wsi Wola Ostrowiecka. Wśród Ukraińców powstał popłoch. Już nie wyprowadzali ze stodoły grupki kobiet i dzieci, ale zaczęli strzelać do zebranych w stodole. Powstała panika wśród zebranych w stodole. Wielu zginęło od pierwszych strzałów. Trójka moich dzieci: Stanisława, Janek i Leon, została zabita przez Ukraińców-morderców. Ja zaś ze swoim najmłodszym synkiem na ręku wybiegłam ze stodoły. Biegłam, biegłam. Usłyszałam huk i w tym samym czasie okropny krzyk mojego dziecka Józia. Upadłam trzymając dzieciaka na ręku. Poczułam ból w ramieniu lewej ręki. Krew sączyła się z rany. Kula dum-dum przeszyła mięsień i kość ramienia lewej ręki. Nie zdawałam sobie sprawy, czy mój syn Józio żyje, czy tez nie. Byłam bardzo osłabiona z upływu krwi. Nie pamiętam ile trwało to omdlenie. Wkrótce poczułam pragnienie, więc zaczęłam się czołgać. Na moje szczęście pojawi się cudem ocalały brat mojego męża Aleksander Soroka. On to przyniósł mi wody, która ugasiłam moje pragnienie. Lecz wkrótce znów straciłam przytomność. Obudził mnie z omdlenia właśnie szwagier Aleksander. Poprosiłam Aleksandra, aby poszedł do mojego mieszkania, wziął prześcieradło i pociął na bandaże i owiną moja ranę. Wkrótce Soroka Aleksander przyniósł płótno-prześcieradło i naftę. Naftą wydezynfekował ranę i owinął czystym płótnem. Poczułam ulgę. Postanowiłam dowlec się do swojego domu, by tam umrzeć. Cóż mi pozostało. Ci, których kochałam najbardziej odeszli na zawsze. Chciałam się z nimi połączyć tam, na drugim Świecie, u pana Boga....” (Marianna Soroka: Polska Niobe. Na Rubieży nr. 3/1993).
W kol. Wólka Swojczowska pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 74-letnią Polkę.
W kol. Zamostecze pow. Luboml upowcy zamordowali co najmniej 40 Polaków. „Tragicznego poniedziałku do dziś nie może zapomnieć Stanisława Grzywna, która w czasie napadu miała 14 lat. Zanim uciekła, słyszała rozdzierające krzyki dochodzące z oddalonego o blisko 150 metrów gospodarstwa przynależącego już do sąsiedniej wsi o nazwie Zamostecze, do której wtargnęli banderowcy. Mieszkała tam rodzina z dziesięciorgiem małych dzieci. – Te przeraźliwe krzyki to nie mogło być nic innego, jak mordowanie tych dzieci – uważa pani Stanisława, do dziś nie mogąc usunąć z pamięci koszmaru” (http://dziennik.artystyczny-margines.pl ... i-jankowce)

"29 i 30 sierpnia ja wraz z oddziałem w sile 700 uzbrojonych ludzi, zgodnie z rozkazem dowódcy Okręgu Wojskowego "Ołeha", totalnie wyrżnąłem całą polską ludność na terenie rejonów hołobskiego, kowelskiego, siedleszczańskiego, mackiewskiego i lubomelskiego, dokonałem grabieży całego majątku ruchomego i spaliłem jej mienie nieruchome. W sumie w tych rejonach w ciągu 29 i 30 sierpnia 1943 roku powyrzynałem i powystrzeliwałem ponad 15 tys. spokojnych mieszkańców, wśród których byli starcy, kobiety i dzieci. Dokonaliśmy tego w sposób następujący: Po spędzeniu co do jednego wszystkich mieszkańców do jednego miejsca, otaczaliśmy ich i zaczynaliśmy rzeź. Następnie, gdy już nie zostało ani jednego żywego człowieka, kopaliśmy głębokie jamy, wrzucaliśmy w nie wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią i, aby ukryć ślady, zapalaliśmy ogromne ogniska i szliśmy dalej. W ten sposób przechodziliśmy od wsi do wsi, aż zniszczyliśmy całą ludność - ponad 15 tys. ludzi" (Wyciąg z z protokołu przesłuchania Jurija Stelmaszczuka "Rudego", jednego z dowódców UPA na Wołyniu z 28 lutego 1945.. Za: "Geneza nacjonalizmu ukraińskiego - odmiany faszyzmu europejskiego, "Na Rubieży", nr 68 /2003).

W nocy z 30 na 31 sierpnia 1943 roku:
W kol. Fundum pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali wszystkich Polaków, którzy pozostali na kolonii, w tym 5-osobową rodzinę.
31 sierpnia 1943 roku:
W kol. Elizawetpol pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 30 Polaków, całe rodziny. W kol. Fiodorpol pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 69 Polaków, głownie kobiety i dzieci. 20-letnią Genowefę Bałakowską oraz jej 22-letnią koleżankę o nazwisku Jączek „powstańcy ukraińscy” najpierw zgwałcili, następnie przywiązali nagie do krzeseł, wydłubali im oczy i poderżnęli skórę wokół szyi. Zamordowali także 17-letnią siostrę Genowefy, Alfredę oraz 15-letnią dziewczynkę o nazwisku Jączek. (Siemaszko..., s. 917 – 918).
W kol. Jasiniec pow. Horochów widłami, siekierami, łopatami itp. zamordowali 26 Polaków. 25-letnią Kazimierę Karaniewicz wtłoczyli pod uniesioną podwalinę dębową, po czym została ona zgnieciona. Widłami zakłuli 30-letnią Władysławę Bielecką, 44-letniego Jana Kiciaka i jego córki: 15-letnią Irenę (wcześniej uratowała się z napadu na kościół w Kisielinie) oraz 12-letnią Paulinę.
W kol. Marianpol pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 23 Polaków, w tym całe rodziny.
W kol. Mikołajówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 31 Polaków; 2 rodziny 8-osobowe mające po 6 dzieci. Rozalia Noworolska lat 20, ponieważ broniła się przed gwałtem została zakopana żywcem w ziemi, zamordowali także jej 16-letnią siostrę Annę. 50-letnią Mariannę Stasilewicz oraz jej 14-letnią wnuczkę Jadwigę Dobrowolską zarąbali siekierą na podwórku, natomiast jej córkę 19-letnią Marię Stasilewicz postrzelili, pokłuli widłami i zakopali żywcem. Rozkaz zabicia Stasilewiczów otrzymał Jaszko Bondaruk, ale odmówił, uzasadniając: „Zabiłem już 45 osób, a Stasilewiczowej nie zabiję”, wobec czego mordu dokonał inny „partyzant ukraiński”.(Siemaszko..., s. 926). „Moja siostra Antonina, wyszła za mąż na Mikołajówkę za Grzegorza Sałamacha. Gdy doszło do strasznych rzezi na Wołyniu w 1943 r., moja siostra Antonina prawdopodobnie została zamordowana, a wraz z nią jej dwie córeczki: Helena lat 12 i młodsza Stanisława lat ok. 10. Słyszałam od ludzi, że jej mąż Grzegorz uratował się i uciekł do Polski” (Maria Roch, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl )
W kol. Przebraże pow. Łuck nastąpił silny atak upowców odparty przez polską samoobronę przy pomocy partyzantów sowieckich płk Nikołaja Prokopiuka.
We wsi Swojczów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy o świcie dokonali napadu mordując co najmniej 96 Polaków; obrabowali polskie zagrody oraz zwłoki pomordowanych (zegarki, złote obrączki itp.). Józefa Rusieckiego i jego ciotecznego brata zastrzelił ich sąsiad Ukrainiec, zabrawszy im wpierw złote obrączki, zegarek i złote pięciorublówki (zwane „świnkami”), a na pytanie jak ma sumienie jako sąsiad ich zabijać, powiedział, że „Ja teraz dla was nie sąsiad”. Ukraińcy zniszczyli też przy pomocy dynamitu kościół parafialny pw. Narodzenia NMP z 1797 roku. Pierwsze dwie próby były nieudane, dopiero, gdy na uwagę jednego Ukraińca z ołtarza usunięty został cudami słynący obraz Matki Boskiej Swojczowskiej, trzecia próba spowodowała zniszczenie kościoła (Siemaszko..., s. 935 – 938). Inni: w kościele dokonali rzezi zgromadzonych osób. „Stog siana, w którym nas ukryli, stał zaraz za zabudowaniem, dlatego dobrze słyszałam, jak ‘ryzuny’ wpadli do domu, wyciągnęli Skosalasową i przebili ją bagnetem. Trzymali ją tak nadzianą na ostrze, aż skonała, a jej przeraźliwy krzyk do dziś dzwięczy mi w uszach. Jeszcze jakby dziś słyszę jej rozpaczliwe wołanie: ‘Zabijcie mnie już, a nie męczcie!’. Jej męża Skosalasa zarąbali siekierą w domu. Rzeź mieszkańców naszej wsi trwała całą noc i następny dzień, w tym czasie dochodziły do nas ogromne jęki mordowanych, męczonych i pokaleczonych ludzi, które mieszały się z różnymi wyzwiskami oprawców i innymi krzykami. Wieczorem Katia przysłała małą Haluszkę do stogu, niby to po siano dla bydła, a Haluszka przyniosła chleb i wodę. Trwało to kilka dni, ale dalsze ukrywanie nas było niemożliwe, ponieważ bandyci kłuli widłami stogi z sianem, wciąż szukając ukrywających się. Na szczęście my byliśmy ukryci dość głęboko i znów ocaleliśmy od pewnej śmierci. Jednak i to nie gwarantowało przeżycia, gdyż bandery podejrzane stogi palili, palili także całe polskie zabudowania.” Miała ciocia szczęście, że spotkała Ukraińców z ludzkim sercem. Zaczęli ją chować po zabudowaniach ukraińskich, aż do chwili kiedy to rezuni upewnili się, że: „Teper nie ma Lachiw!”. Przechowywali tak ciocię Zosię Hasiak z synkiem Rysiem, w piwnicach, na strychach, przebierali ją za Ukrainkę, zawsze była w chustce, głęboko zakrywając twarz, w bluzce, spódnicy i obowiązkowo z zapaską (fartuchem). Ciocia umiała mówić po ukraińsku, Rysiek nie umiał, więc udawał niemowę. Katia opowiadała, że przywiozła swoją kuzynkę Ukrainkę znad ruskiej granicy i dodawała znacząco: „Może to budit niwistka dla Laszuka.”. A miało to sens, gdyż ojciec Haluszki był wdowcem. Tak się stało, że postawili maszyny do szycia u Laszuka i tam przychodzili Ukraińcy, przynosząc ubrania zdobyte na Polakach, by im sprawnie przerabiać. Ciocia mi się wtedy z bólem zwierzała: „Szyłam z musu i często poznawałam, czyje są rzeczy, a gdy przynieśli kostium twojej babci Karoliny Rusieckiej, która mi w tych ciężkich czasach dużo pomogła, zaczęłam mimowolnie drżeć i cała trząść się. Ukrainka pyta mnie na to: ‘ Soniu co tobie? ’ . Bałam się i spiesznie odpowiedziałam: ‘Chora jestem i nie mogę tego zrobić.’”. Podczas tej naszej rozmowy stanęły jej też, przed oczyma różne przechwałki, jak to oni rezuni mordowali Polaków. Dla przykładu raz była w ukryciu za dużym piecem i słyszała, jak Ukrainiec Wołodia mówił: „Przybiegła do mnie moja sąsiadka, koleżanka do której zachodziłem czasem, wołając, błagając: ‘Wołodia ratuj!’, a za nią wpada druga dziewczyna, też Polka. A ja, jak chwycę je w ręce i głowami trzasnę jedna o drugą, to tylko krew się rozbryzła i po nich koniec.”. Opowiadali także rezuny, jak to małe dzieci zabijali i wyrzucali na śmietnisko, zasypując je byle czym, aby było mniej grzebania w ziemi. Innym razem przechwalali się jak to mordował i czym i z jakim skutkiem. Usłyszała jak zamordowali mojego dziadka Karola Rusieckiego, który po kilku dniach wyszedł z ukrycia, przyszedł na podwórze Jędrycha Rusieckiego. Mówiła mi tak: „Naśmiewali się z Karola, że żal mu było ‘chodoby’, aby czasem nie popalili zwierząt, tymczasem oni wszystko wypędzili z obory, a potem szukali zakopanych rzeczy i kosztowności. Kiedy go zobaczyli, zaraz pochwycili i bardzo się nad nim znęcali, tak okrutnie, aż dziadek nie wytrzymał i wyjawił im miejsce ukrytych rzeczy. Na te przechwałki wszedł inny ryzun, który nazywał się Korczak, a słysząc o czym tak raźno rozprawiają, mówi: „Patrzę, a to Rusieckiego Karola biją, a ja jak nie doskoczu i nie bachnę mu w brzuch, tak przeciąłem go na pół, tylko bebechy wypłynęły. Następnie wrzuciliśmy go do wody do sadzawki.” Ciocia mówiła, że słuchając tego wyobrażała sobie, że Korczak przeciął dziadka dużym nożem, skoro przechwalał się: „Zaszlachtowałem go!”. Posłyszała także i to, że moją babcię Karolinę Rusiecką zastrzelili, gdy była w ogrodzie, tam też została pochowana pod drzewem. Ciocia zwierzała mi się dalej serdecznie: „Ja to tylko gorąco modliłam się o śmierć, dla mnie i dla Rysia przez zastrzelenie, nawet nie przypuszczałam, że przeżyję 8,5 miesiąca w takim stresie i w takich warunkach.”. (Sławomir Tomasz Roch: Rzeź mieszkańców naszej wsi Swojczów trwała całą noc i następny dzień; w: http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tom ... epny-dzien ).
W kol. Swojczówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Wandywola pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znanych jest 14 ofiar.
W kol. Wólka Swojczowska pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków w tym matkę z 2 dorosłymi córkami oraz 2 dzieci.
W kol. Zarudle pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 rodziny polskie, które powróciły do swoich gospodarstw: rodziców z córkami lat 12 – 15 oraz rodziców z córkami lat 7 i 12; ofiar prawdopodobnie było więcej.
W kol. Zasmyki pow. Kowel w walce z UPA zginął 17-letni Stanisław Zarębiński.

Od marca do sierpnia 1943 roku:
We wsi Witonierz pow. Łuck miejscowi Ukraińcy zamordowali około 50 Polaków, którzy przechodzili przez wieś do innych miejscowości.
W lipcu lub sierpniu 1943 roku:
W miejscowości Białokrynica pow. Krzemieniec został zamordowany przez Ukraińców nauczyciel leśnictwa w Średniej Szkole Rolniczo-Leśnej Jerzy Brynych (Orłowski..., jw.).
We wsi Bystrzyca pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 1 Polaka podczas żniw.
We wsi Doroginicze pow. Horochów zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety.
W mieście Łuck w lipcu lub sierpniu 1943 r. został aresztowany na podstawie zeznań agenta Ukraińca Bołdyńskiego, jakoby był „prezesem organizacji wojskowej” i ślad po nim zaginął, inż. leśnik Baczyński (Orłowski..., jw.).
We wsi Rewuszki pow. Kowel zamordowali 82-letnią Polkę.
We wsi Szpikołosy pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polki pracujące na polu.
We wsi Szumbar pow. Krzemieniec zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Uściług pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 15-letnią Janinę Okoń, natomiast w okolicy miasteczka m.in. 70-letniego Leona Zubka oraz jego córki: 24-letnią Janinę i 20-letnią Jadwigę, a 3-letni syn Jadwigi Józef zmarł z głodu pełzając po zwłokach zamordowanych i wołając „mamo, mamo” (Siemaszko..., s. 960).
W miejscowości koło Włodzimierza Wołyńskiego upowcy zamordowali córeczkę szewca Piotra Czury, który z żoną uciekł w bieliźnie; uratował się ich syn w kołysce, którego wychował sołtys, Ukrainiec, nie zmieniając mu nazwiska. Przypadkowo spotkał on, już jako oficer Armii Czerwonej, swojego ojca, już staruszka w Pile (Siemaszko..., s. 960 – 961).
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński VII lub VIII 1943 został zamordowany wraz z rodziną przez UPA gajowy Czereniuk. Pogrzebano ich przy gajówce, gdzie nad wykopanym dołem po torturach dobijano siekierami innych złapanych Polaków. (Orłowski..., jw.).
W kol. Zamosty pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 4-osobową rodzinę polską z 9-letnim synem i 17-letnią córką.
We wsi Zarudzie pow. Krzemieniec zamordowali 62-letniego Polaka.
W lipcu i sierpniu 1943 roku:
Na polach majątku Nowy Dwór pow. Kowel upowcy wyłapywali Polaków uciekających do Zasmyk i w lesie mordowali ich; około 50 Polaków.
W kolonii Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński: „Banderowcy zaczęli łapać mężczyzn i furmankami wywozili do swej siedziby, znajdującej się w lesie Świnarzyńskim, a stamtąd już nikt nie powracał. Pewnego dnia wzięli mojego kolegę Bolesława Liperta. Wieźli drogą przy naszym domu, mijając nas ze łzami w oczach pokiwał ręką na pożegnanie. Wieczorem tegoż dnia przyszedł do mnie mój cioteczny brat Tadeusz Sztafij z propozycją, abym z nim uciekał do miasta. Nie wyraziłem zgody, gdyż nie chciałem oddalać się od rodziny. Na drugi dzień Tadeusz wraz ze swym ojcem i sąsiadem Buczkiem udali się do Włodzimierza, niestety w drodze do miasta zostali złapani i zamordowani przez banderowców” (Zdzisław Schab, w: www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl ).
W sierpniu (świadkowie nie podali dnia) 1943 roku:
We wsi Aleksandria pow. Równe: W 1940 roku władze sowieckie przesiedliły ludność polska z Krasiczyna oraz ze wsi Śliwnica and Krasiczyn pow. Przemyśl do Aleksandrii pow. Równe. Razem z nimi przesiedlony został unicki ksiądz o nazwisku Baka, z żoną i córką. Ponieważ nie było tam księdza rzymskokatolickiego, na prośbę Polaków zgodził się dla nich odprawiać oddzielne Msze św. w miejscowym kościele rzymskokatolickim. W sierpniu 1943 roku, podczas napadu bandy UPA, został zamordowany przy ołtarzu, podczas odprawiania Mszy Świętej. Razem z nim zginęło wielu obecnych w kościele Polaków. Tego dnia została zamordowana również żona i córka ukraińskiego księdza (Siekierka..., s. 726; lwowskie).
W kol. Aleksandrówka pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 8 Polaków.
W kol. Aleksandrówka – Holendry pow. Kowel zamordowali 4 Polaków: żywcem zakopali poranioną babkę razem 3 zamordowanych wnucząt.
W kol. Antolin pow. Kostopol Ukrainiec nie chciał zamordować swojej żony Polki, za co upowcy zamordowali całą tą rodzinę.
W kol. Adamówka pow. Łuck w walce z UPA poległ 1 Polak.
W kol. Antonówka gmina Rożyszcze pow. Łuck upowcy zamordowali 2 Polki: Wiktorię Gągalską i jej 6-letnią córkę Halinę. Los pozostałych Polaków nie jest znany. „Gągalska była przekonana, że na samotną kobietę z dzieckiem nikt nie będzie napadał” (Siemaszko..., s. 605).
W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck policjanci ukraińscy zastrzelili 6 Polaków w wieku 18-24 lat.
We wsi Artasów pow. Zdołbunów upowcy zamordowali 2 starsze Polki.
W uroczysku lub futorze Astrachanka pow. Kostopol w drugiej połowie sierpnia zamordowali około 15 Polaków. „Jednej z ofiar, Florianowi Dziombowskiemu upowcy zawiązali pętlę z drutu na szyi i ciągnęli za koniem” (Siemaszko..., s. 243).
We wsi Barmaki pow. Równe. kolumna uciekinierów z miasteczka Aleksandria uciekająca do miasta Równe wpadła w wąwozie w Burmakach w zasadzkę upowską. „Powstańcy ukraińscy” dokonali masakry przy pomocy siekier, wideł, noży – około 50 Polaków.
W majątku Berezołupy Małe pow. Łuck zamordowali 4 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę.
W kol. Bereźniaki pow. Kostopol zamordowali kilka rodzin polskich.
W miasteczku Białozurka pow. Krzemieniec w pierwszych dniach sierpnia Ukraińcy zamordowali 6 Polaków, w tym matkę z córką i teściową, oraz Ukrainkę, która miała dziecko z Polakiem, a w następnych dniach sierpnia dalszych 19 Polaków.
We wsi Binduga pow. Luboml zamordowali 4 Polaków.
We wsi Bojarka pow. Dubno zamordowali 20 Polaków.
W kol. Boratyn Czeski pow. Łuck zamordowali 10 Polaków, którzy przywieźli tutaj zboże do młyna.
We wsi Boratyn Duży pow. Łuck obrabowali polskie gospodarstwa i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Borek pow. Kostopol w pierwszych dniach sierpnia zamordowali 2 Polaków: 69-letnią babcię z 6-letnią wnuczką.
We wsi Boroczyce pow. Horochów spalili w stodole 1 Polaka.
W majątku Boruchów pow. Łuck upowcy (byli policjanci ukraińscy) zamordowali 8 Polaków podczas żniw, w tym 4-osobową rodzinę i ciała ofiar wrzucili do studni.
We wsi Busk pow. Kamionka Strumiłowa został zbity Zabuski Jan. (Kubów..., jw.).
W kol. Bystraki pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków.
We wsi Byteń pow. Kowel Ukrainiec zastrzelił 54-letniego Polaka.
W kol. Cegielnia pow. Kowel znalezione zostały mogiły kilkunastu zamordowanych Polaków.
We wsi Chinocze pow. Sarny trzech miejscowych upowców zarąbało siekierami 9 Polaków (dwie rodziny), oraz nie ustaloną liczbę innych Polaków.
We wsi Chmielów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane jest 11 ofiar, w tym 6-osobowa rodzina o nazwisku Demuś z 4 dzieci: 7-letniej Janinie odrąbali siekierą głowę na pieńku, 11-letniego Witolda i 13-letniego Stanisława zarąbali siekierami, 16-letniego Kazimierza zatłukli kołkiem, ich matkę zadźgali bagnetem (Siemaszko..., s. 858).
W majątku Chorochorysk pow. Łuck zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków pracujących przy żniwach.
W osadzie Chrobrów pow. Łuck bestialsko zamordowali Polkę będącą w ostatnim miesiącu ciąży.
We wsi Cygany pow. Borszczów uprowadzili do lasu 3 Polaków (w tym kobietę), którzy zaginęli bez śladu.
We wsi Czernelica pow. Horodenka zamordowali Polaka, leśniczego.
W kol. Czesnówka pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich.
We wsi Dańczymost pow. Kostopol zamordowali 2 Polki: matkę z 24-letnią córką.
W miasteczku Delatyn pow. Nadwórna zamordowali 11 Polaków.
W kol. Demetianówka pow. Kowel zamordowali 2 Polaków.
We wsi Druchowa pow. Kostopol zamordowali 7 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę.
We wsi Dryszczów pow. Brzeżany został zamordowany przez Ukraińców Rajter Stefan lat 19.
We wsi Dubiszcze pow. Łuck 30-tu „partyzantów ukraińskich” za pomocą siekier zarąbało rodzinę leśniczego Krępskiego, przy czym jego żonę przed śmiercią zgwałcili i obcięli jej piersi. Patrz: „W sierpniu 1943 roku w leśniczówce Grobelki”.
We wsi Dubniki pow. Włodzimierz Wołyński policjant ukraiński zastrzelił swoją matkę, Polkę.
We wsi Dyweń pow. Równe Ukraińcy zatłukli kijami mieszkańca kolonii Woronucha, który uciekał do miasteczka Międzyrzec.
We wsi Dziedziłów pow. Kamionka Strumiłowa: „Mój dziadek Jan Pszon zastał zamordowany 1943 r (prawdopodobnie w sierpniu, wg opowiadania mojego ojca był to początek żniw) we własnym domu w Dziedziłowie woj. Tarnopolskie . Świadkowie tego zdarzenia jeszcze żyją i chętnie udzielą wszelkich informacji” (J. P.; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). H. Komański, Sz. Siekierka na s. 208, tarnopolskie, nie podają żadnego mordu w tej wsi w 1943 roku, natomiast w drugiej połowie kwietnia 1944 roku bojówki UPA, także z sąsiednich wsi, rabowały polskie zagrody, niszczyły je i paliły oraz zamordowały 50 Polaków, NN.
W kol. Grabina pow. Włodzimierz Wołyński na początku sierpnia upowcy spalili żywcem w chacie kilka rodzin cygańskich, około 24 osoby.
W leśniczówce Grobelki pow. Łuck: „Ze wsi Dubiszcze w sierpniu 1943 r. do leśniczówki ordynacji radziwiłłowskiej - Grobelki oddalonej ok. 1 km od Kolonii Grobelki przyszło około 30 Ukraińców niby po wypłatę. Otoczyli budynek. Za pomocą siekier zamordowali rodzinę leśniczego Władysława Krepskiego, przy czym siostrę jego, ciężarną Janinę Krepską –Rodak znaleźli ukrytą w pasiece, najpierw zgwałcili następnie obcięli piersi i przybili do drzwi stajni. Zamordowano także jej męża Jana Rodaka, starszego wachmistrza 8 Szwadronu Pionierów w Równem. Był on jednym z założycieli ZWZ-AK na tym terenie. Piętnastoletniego wówczas brata Stefana Krepskiego związano drutem kolczastym i spalono w ognisku. Zabito także jego ojca Jana, weterynarza ze stadniny Potockich oraz furmana Cypriana Mroza (Moroza), który był ojcem mojej teściowej. Zastrzelono gajowego Stanisława Kamińskiego, a jego sześcioletnią córkę Teresę zasztyletowano. Wszyscy byli torturowani przez banderowców szukających broni. Szef bandy Waśko Lebied z jeszcze jednym oprawcą prowadził leśniczego do stajni, gdzie miała być ukryta broń. Visa miał leśniczy za cholewą buta i wyciągnął go. Zranionemu siekierą i kulą Krepskimu udała się ucieczka, w trakcie której zastrzelił jednego z napastników...właśnie Lebedia. Bernarda Majewska go znała, bo chodzili razem do szkoły, była świadkiem tej masakry, wykorzystała moment zamieszania uciekła także. Kiedy zabrano jej ojca na przesłuchanie postanowiła uciekać, nagle zjawił się pięcioletni syn Rysio, szepnęła mu tylko, żeby uciekał co sił. W czasie tej ucieczki chłopiec został przekłuty bagnetem, a zwłoki jego zostały wrzucone do sadzawki. Była też świadkiem jak wrzucano do studni dwie dziewczynki, a ich matkę Marię Zbróg zmuszono do oglądania tej sceny, po czym zamordowano ją. Jedna z dziewczynek miała na imię Hela, a druga Stasia, młodsza miała 5 lat, zamordowano wówczas co najmniej 26 osób. Leśniczówkę Grobelki spalono, a powracający z pracy w Ordynacji brat leśniczego Tadeusz powrócił do Ołyki. Teściowa została ranna w rękę kulą barbarzyńcy i kiedy pewna, że już utraciła bliskich, zobaczyła grupkę ludzi z kolonii i wśród nich swoją córkę Rozalię. Razem dotarły do Ołyki a potem do ordynacji ks. Janusza Radziwiłła; tam opowiedziała o tym zebranym ludziom m.in. Tadeuszowi Krepskiemu. Moja teściowa z córką dotarły później do Łucka, a tam opatrzył ja niemiecki lekarz, którego wkrótce Ukraińcy zamordowali. W Łucku spotkała przypadkowo Żydówkę, która również uciekła z pogromu w leśniczówce. Znała ją tylko z widzenia, wiedziała, że pochodzi z Warszawy i znalazła schronienie u wdowca Mierzwińskiego w kolonii Grobelki. W Łucku mówiła, że pracuje w urzędzie zwanym „generalny komisariat” i obiecała odwiedziny, ale nigdy się nie pojawiła. Rok wcześniej zamordowano tam spokrewnioną z rodziną matki teściowej Michalinę Kownacką – Słodkowską. Opisywane wydarzenie mogło mieć miejsce miesiąc wcześniej, czyli w lipcu, bo synek nie miał ukończonych pięciu lat, a ukończyłby je w sierpniu. Teściowa z ojcem i swoimi dziećmi mieszkała w budynku gajówki w sąsiedztwie Kamińskich, Zbrogów” (www. dziennik.pl., forum dyskusyjne, 6.02.2009; www. Panorama Leszczyńska). W. i E. Siemaszko na s. 580 podają, że ww. napad miał miejsce w sierpniu 1943 roku we wsi Dubiszcze, na nadleśnictwo, gdzie mieszkała rodzina polska leśniczego Stanisława Krępskiego. Zgwałcili, obcięli piersi i zarąbali siekierą jego żonę, a Krępskiemu zranionemu siekierą udała się ucieczka, w trakcie której zabił jednego z napastników. Podają liczbę ofiar - „1 Polka”. Na s. 581 podają, że w kwietniu 1943 roku w nadleśnictwie Grobelki zamordowanych zostało 26 osób; imiennie wymieniają 4 ofiary.
W kol. Grudy pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 małżeństwa polskie.
We wsi Gruszówka pow. Kowel zamordowali 9 Polaków: kobiety i dzieci jadące do Zasmyk; 9-letniego chłopca zadusili paskiem, jego matkę zakłuli bagnetami.
We wsi Hanaczów pow. Przemyślany zamordowali 1 Polaka.
W kol. Helenówka Gnojeńska pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 10 Polaków.
We wsi Hruszówka pow. Kostopol zamordowali 4-osobową rodzinę polską.
We wsi Hubin pow. Łuck zastrzelili 2 Polaków podczas ewakuacji polskiej rodziny z Sienkiewiczówki.
We wsi Huta Szczerzecka pow. Lwów policjanci ukraińscy aresztowali 1 Polkę, która zaginęła bez wieści.
W kol. Iwanówka pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 5 Polaków.
W osadzie Jagiellonów pow. Łuck wrzucili do studni 1 Polaka.
W futorze Jamna pow. Horochów w niedzielę zamordowali 14 Polaków.
W kol. Janów pow. Horochów zamordowali Polkę, żonę Ukraińca.
We wsi Jaremcze pow. Nadwórna policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polaków.
W kol. Jasionówka pow. Horochów Ukraińcy pobili, związali drutem i wrzucili do studni Polaka, który przyjechał do swojego domu.
W kol. Julianówka pow. Dubno zamordowali 7 Polaków.
We wsi Kadłubiska pow. Brody została zamordowana przez Ukraińców 6-osobowa rodzina Grzelaków (Kubów..., jw.).
We wsi Kamienna Góra pow. Równe po rzezi wsi Lipniki w maju 1943 roku Polacy opuścili wieś. W sierpniu, za namową sąsiadów Ukraińców, którzy gwarantowali im bezpieczeństwo, do swoich gospodarstw powróciły 4 rodziny polskie. Dokonali żniw i gdy zboże stało już w snopkach, ci sami sąsiedzi Ukraińcy pewnego ranka wszystkich Polaków przebywających we wsi powiązali drutem kolczastym i zawieźli na trzęsawisko pod kolonię Lubomirka Stara. Tam zadźgali nożami i bagnetami 11 osób, a następnie wdeptali ciała w bagno. „Kiedy żniwa dobiegły końca /.../, sąsiedzi Ukraińcy w biały dzień powiązali wszystkich kolczastym drutem, ręce w tył i wyprowadzili w bagno (trzęsawisko pod Starą Lubomirką) i tam dokonany został mord przez rzeź. /.../ Kiedy zapędzono wszystkich na to trzęsawisko, zaczęto nożami i bagnetami dźgać poszczególne osoby. Kiedy, widząc to, Drzewiecki Antoni poprosił słowami „Chłopcy zastrzelcie mnie”, otrzymał odpowiedź taką: „Zabut to poczotnaja smert, my tobi pokarzem, jaka ukrajinśka smert” (Zapomnij o tej zaszczytnej śmierci, my tobie pokażemy, jaka jest ukraińska smierć”). I w tym momencie nadział na bagnet jego wnuczka, a syna 2-letniego Sawickiej Zofii, podniósł do góry i kręcąc w kółko, powiedział: „Dywysia Lasze jak ukraina plasze”(powinno być: „Dywyś lasze, jak Ukrajina plasze”, czyli: „Zobacz Polaku, jak Ukraina płaci (mści się)”). Następnie zabrali się do Drzewieckiego, mordując go, następnie chodzili po trupach, wgniatając w błoto, a było 11 osób. W ten sam sposób była mordowana Sawicka Zofia – otrzymała 16 ran kłutych i została wdeptana w bagno, a że żadna z ran nie była śmiertelna, wdeptana w błoto odzyskała przytomność i jakoś przy związanych rękach wygrzebała się. /.../ Była godzina 14, kiedy Niemiec, pilnujący robotników wycinających las, przez lornetkę zobaczył w odległości jakieś 200 m postać idącej tejże Zofii Sawickiej, nazwanej przez Niemca „czuczuo”. Zawołał on do siebie dwóch robotników Polaków i pokazał pytając, co to idzie? Powiedział, że będzie strzelał. Polak Maik, umiejący rozmawiać po niemiecku, zabronił i pobiegł w stronę idącej, dobiegając do niej – upadła, utraciwszy ponownie przytomność. Przyniesiona została do wspomnianego Niemca, który wysłał gońca, aby przybyło pogotowie kolejowe z Równego. Widok mordowanej widziałem na własne oczy, ten widok przy każdym wspomnieniu stoi mi przed oczami: ciało – to błoto, rany i krew, widok okropny. /.../ Dwumiesięczny pobyt w szpitalu ocalił życie, ale ślad pozostał na całe życie: zniekształcenie mowy”. (Tadeusza Loba, w: Siemaszko...., s. 1201 – 1202). Ponadto zamordowali 3 Polaków podczas zbioru żniw, w tym dwie kobiety, jedna z nich miała 20 lat.
W kolonii Kapitaniuki gromada Borki pow. Luboml: „W sierpniu 1943 r. w Koloni Kapitaniuki w wyniku napadu zamordowani zostali: bracia: Władysław, Tadeusz; matka: Michalina Kapitaniuk zd. Bagniuk. Stefan ranny został w głowę, stracił przytomność. Wyglądał na martwego. Spadł do piwnicy, lub został przywalony martwymi ciałami swoich braci i matki. Wg. relacji telefonicznej przeprowadzonej z osobą /świadkiem (pani Kołtun), która nastepnego dnia udała się do domu Kapitaniuków i odnalazła pomordowanych; przez syna Stefana Kapitaniuka, Krzysztofa, (który po długich poszukiwaniach natrafił na ślady świadków).Wg. opisu pani Kołtun udała się ona około południa do domu Kapitaniuków, dziwiąc się, że nie ma ruchu w obejściu. Użyła słów (jak sobie przypominała): "Kapitaniuki pospały się..." Kiedy weszła do domu, znalazła pokłute zwłoki. Zszokowana podniosła alarm. Zbiegła się znaczna część mieszkańców wioski. Przy wynoszeniu ciał pomordowanych z pomieszczeń domowych, Stefan się poruszył i wówczas udzielono mu pomocy. Zawieziony został do szpitala w Lubomlu. /.../ Pan Stefan opowiadał synowi jak w latach 70-tych będąc zaproszony na wesele do znajomych rodziny, którzy mieszkali na terenie Polski podczas zabawy spotkał Ukraińca starszego wiekiem, który będąc już zdrowo podpity rzucił dziwne i niesamowite zdanie: "A ty to, dostałeś w głowę i leżałeś cały we krwi, tam w piwnicy" Zdanie wyrwane z kontekstu bez podania daty wydarzenia, bez najmniejszych oznak o jakie wydarzenie chodzi, zdanie zrozumiałe jedynie dla sprawcy i ofiary. Na ile bezkarny musiał czuć się ten człowiek, aby móc je wygłosić? I jak wiele nowego strachu i obaw przyniosło to wyznanie ofierze? A może o to właśnie chodziło?” (Spisał i opracował: Piotr Szelągowski; w: http://www.warsztatyidei.pl/kresy/99-wi ... jonalistow ). W. i E. Siemaszko nie wymieniają tej kolonii.
W kol. Karczemka pow. Równe zamordowali 1 Polkę.
We wsi Karolinka pow. Dubno zamordowali około 15 Polaków.
We wsi Karów pow. Rawa Ruska uprowadzili 10 Polaków, po których ślad zaginął.
W miasteczku Klewań pow. Równe zmordowali nie ustaloną liczbę Polaków, jedna grupa obroniła się w kościele.
We wsi Koblin pow. Dubno zamordowali co najmniej 10 Polaków.
W kol. Konstantynówka pow. Dubno zamordowali 2 Polaków: matkę przywiązali do żłobu, pod którym ukryła się z dzieckiem (zdradził ją płacz dziecka) i przerżnęli piłą; półroczne dziecko nadziali na bagnet i wrzucili do studni.
We wsi Kornicz pow. Kołomyja obrabowali i spalili majątek ziemski oraz zamordowali 11 Polaków i 1 Niemca.
We wsi Kosmacz pow. Kołomyja zamordowali 26 Polaków.
Koło miasta Kostopol zamordowali kilku Polaków uciekających z Budek Kudriańskich.
W pobliżu drogi Kowalówka - Olesza pow. Buczacz w lesie znaleziono zakopane po szyję zmasakrowane zwłoki uprowadzonego nauczyciela o nazwisku Kaczkowski (Komański..., s. 158).
W mieście Kowel woj. Wołyń zamordowali 12 Polaków; 2 rodziny: 7 i 5-osobową .
We wsi Krać pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 10 Polaków; 2 rodziny: 6-osobową z 4 dzieci i 4-osobową z 2 dzieci.
We wsi Kryczylsk pow. Kostopol zamordowali 4 Polaków, w tym powiesili 28-letnią kobietę.
We wsi Krzywucha pow. Dubno zamordowali około 70 Polaków.
We wsi Kubajówka pow. Nadwórna został zamordowany z żoną przez UPA leśniczy Jan Sterc lat 65 .(Orłowski..., jw.).
We wsi Kulczyce pow. Trembowla zginął Jóśków Michał (Kubów..., jw.).
We wsi Kupiczów pow. Kowel zamordowali Polaka, męża Ukrainki.
W kol. Libanówka pow. Dubno zamordowali około 100 Polaków.
W kol. Lubomirka Stara pow. Równe zamordowali 3 Polaków podczas zbioru żniw, w tym dwie kobiety, jedna z nich miała 20 lat.
We wsi Ładyń pow. Luboml upowcy zamordowali od 24 do 37 Polaków. „Do Ładynia prowadzi droga z Włodzimierza Wołyńskiego do Lubomla. Za miejscowością Stawki skręcamy w lewo i polną drogą , po przebyciu 2 – 3 km, dojeżdżamy na miejsce. Na polach za wsią stoi krzyż. – Tu, gdzie rosną burzany, kiedyś była piękna wioska – mówił ks. prałat Andrzej Puzon… /…/ - Żyliśmy z Polakami w zgodzie, bo dobrzy ludzie z nich byli – powiedziała nam 76-letnia Anna. To na jej polu stanął krzyż. – Nie wiadomo, kto i dlaczego zabił – mówiła Ukrainka, która w sierpniu 1943 r. miała 8 lat. – Mój ojciec, który bardzo lubił polskich sąsiadów, musiał ich tu po wszystkim zakopać. Według niej w mogile spoczywają zwłoki 24 – 26 Polaków. 81-letni Wincenty Surmacz, który po wojnie mieszkał w Ładyniu, twierdzi, że było 37 ofiar. Pochodzi z rodziny mieszanej, ojciec był Polakiem, matka Ukrainką. Ale oprawcy nie znali litości – zabili oboje. - Zginęła też moja siostra oraz siostra mojego ojca i jej troje dzieciaczków – opowiada schorowany dziś Surmacz. Jemu udało się przeżyć, bo ukrył się w piecu. – Wiadomo, kto, czym i jak zabijał, ale ich już nie ma. Też leżą w ziemi – mówi pan Wincenty”. (Leszek Wójtowicz: Stoi kolejny krzyż; Dziennik Wschodni, 28 lipca 2011). Krzyż stoi dzięki staraniom 83-letniej Franciszki Prus z Włodzimierza Wołyńskiego. Wioski tej, a więc i tego mordu, nie wymieniają W. i E. Siemaszko.
W miasteczku Łokacze pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Łomna pow. Turka; Sawicka – sekretarka pomocnika targowego (markthelfera) we wsi Łomna k. Turki zam. VIII.43” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 42, k. 20 – 26).
We wsi Łomna pow. Turka: „xxx... – 2 listonosze ze wsi Łomna k/Turki zam. Z końcem sierpnia” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 42. k. 20 – 26).
W okolicach Łucka w obronie ludności polskiej zginął 57-letni Polak.
W osadzie Maczkowce pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 2 rodziny polskie.
We wsi Majdan pow. Drohobycz został zakłuty bagnetami wraz z rodziną swoją i rodziną sąsiada leśnika (13 osób) przez UPA leśniczy Jan Słoma, spalono leśniczówkę i podleśniczówkę (Orłowski..., jw.).
W kol. Majdan Mokwiński pow. Kostopol upowcy zamordowali kilkadziesiąt rodzin polskich (mieszkało tutaj 50 rodzin polskich). „Najstarsza córka pana Nikodema, Stanisława Żarczyńska, mieszkała z rodziną w Majdanie Mokwińskim. W sierpniu rodzina postanowiła uciekać do miasta. W dniu wyjazdu spożyli jeszcze ostatni obiad w swoim domu, razem z mieszkającą z nimi po śmierci męża, siostrą Wincentego z dzieckiem. Obserwujący gospodarstwo ukraińscy mieszkańcy kolonii, nie pozwolili jednak "przeklętym Lachom" wyjechać z "furą dobytku". Kilku uzbrojonych w karabiny rezunów, wjechało konno na podwórze. Zaalarmowani szczekaniem psa Polacy rzucili się do ucieczki przez otwarte okna. Babcia ukryła się w wysokich konopiach, Wincenty z synem Mietkiem pobiegł przez las do teściów, a Stanisława wraz z niemowlęciem i ze szwagierką z synem, pobiegły na pobliskie mokradła, gdzie położyły się w bagnie za rzadkimi krzewami. W łóżeczku pozostała półtoraroczna Jadzia. Napastnicy wypatrzyli z koni kobiety na bagnie i zaczęli do nich strzelać. Stanisława dostała w brzuch. Wypuściła z rąk niemowlę, które się utopiło. Szwagierka trzymająca swojego płaczącego synka została trafiona kilkakrotnie. Nie miała żadnych szans. Jej synek osłaniający rękoma głowę, trafiony kulą stracił palec. Odniósł też lekką ranę głowy. Udało mu się jednak przeżyć to piekło. Pozostała jeszcze śpiąca w łóżeczku Jadzia. Jeden z Ukraińców chciał ją przebić nożem. Powstrzymał go na szczęście drugi, który powiedział, że nie chce krwi dziecka na rękach. Babcia, która siedziała przyczajona za oknem, zaopiekowała się nim zaraz po wyjściu Ukraińców. Po masakrze, z Borka przyjechali Nikodem i Wincenty. Zabrali na wóz zwłoki oraz pozostałe osoby i uciekli leśnymi drogami, by znów nie dopadli ich mordercy. Chłopca opatrzono. Rana Stanisławy była niestety na tyle poważna, że nie można jej było pomóc. Po pięciu godzinach skonała w straszliwych męczarniach. Została pochowana koło swoich sióstr z dzieckiem i szwagierką.” (Jakub Nowak: ”Wojenna tułaczka rodziny Dąbrowskich”; w: http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/ ... ,id,t.html ). Pod tekstem forumowicz napisał 17 lipca 2011: „Moi dziadkowie i rodzice tez przeżyli koszmar na Wschodzie. Stryjenkę przybito do wrót stodoły i rozpruto jej brzuch a stryja przerżnęli piłą do drewna... nie uwierzę nigdy w szczerość Ukraińców. Zrobili to ludzie, którzy wcześniej byli "dobrymi" sąsiadami. Dziecko stryjenki roztrzaskano na jej oczach o próg domu. Mama nigdy nie tęskniła za tamtymi stronami ani nie chce tam pojechać w celach turystycznych i wcale jej się nie dziwię.” Niestety, nie podał ani nazwisk ofiar ani miejscowości, w której dokonano zbrodni.
We wsi Makowicze pow. Kowel upowcy wywieźli do lasu świniarzyńskiego 3 rodziny polskie i tam je wymordowali (wieś Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński); ponad 20 Polaków.
We wsi Malatyn pow. Równe zamordowali 3 Polaków: matkę z synem i 17-letnią dziewczynę.
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec zastrzelił swoją żonę Polkę, 2 dzieci i teścia, a upowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Maślanka pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Męczyce pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zastrzelili 1 Polkę, ocalałą z rzezi w Gucinie.
W kol. Mieczysławówka pow. Dubno zamordowali 20 Polaków.
W kol. Mikołajówka pow. Włodzimierz Wołyński spalili w jednym domu 9-osobową rodzinę polską: rodziców z 7 dzieci, w tym bliźniaczki 18-letnie, 20-letnią córkę oraz 4 małych dzieci; być może rodzina ta przed spaleniem została zamordowana.
We wsi Mikuliczyn pow. Nadwórna zamordowali 18 Polaków: 6 mężczyzn, 5 kobiet i 7 dzieci oraz pod koniec sierpnia uprowadzili 7-osobową rodzinę polską lekarza, która zaginęła bez wieści.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów na początku sierpnia 1943 członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii zamordowali Eugenię (lub Genowefę) Brodowską lat 14, jej matkę poważnie zranili. Obok do słupa przywiązali powrozami Zielińską i zakłuli ją nożami. Następnie w sierpniu zamordowali kolejnych 3 Polaków, w tym kobietę i syna kościelnego.
We wsi Monasterzyska pow. Buczacz upowcy zamordowali 19-letnią Józefę Kosik „Kalinkę” , łączniczkę AK, pochodzącą ze wsi Kowalówka (inni podają wieś Berezówka i datę 10 sierpnia).
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4 Polaków: małżeństwo lat 78 i 75, 8—letnią kobietę oraz 2-letnią dziewczynkę, której matkę zamordowali 12 sierpnia, a następnie pod koniec sierpnia zamordowali na polu 3 Polaków: matkę (była ona matką chrzestną około 30 ukraińskich dzieci) z 15-letnim synem oraz starą kobietę jadącą wozem a wóz z koniem i dobytkiem zrabowali.
W miasteczku Murawica pow. Dubno zamordowali małżeństwo polskie liczące po około 80 lat.
We wsi Mykitycze pow. Dubno zamordowali 9 Polaków.
W uroczysku Nakazów pow. Kostopol w II połowie sierpnia zamordowali 2 rodziny polskie, co najmniej 8 osób.
We wsi Narajów Wieś pow. Brzeżany banderowcy zabili Marszałka N. l. 50 (Kubów..., jw.).
We wsi Niskołyzy pow. Buczacz zginął Zazulak Mieczysław; (Kubów..., jw.).
W kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel zamordowali 28-letniego Polaka.
W kol. Nowiny pow. Kostopol zamordowali Polaka podczas żniw.
We wsi Nowosiółka pow. Podhajce Ukraińcy zaprosili do siebie 86-letniego Polaka, po którym ślad zaginął, znaleziono tylko część jego zakrwawionej odzieży. Inni: zabity został Monasterski Rafał l. 34 (Kubów..., jw.).
We wsi Nowosiółki pow. Zdołbunów zamordowali 3-osobową rodzinę polską: matkę z 2 dorosłymi synami.
We wsi Oleksiniec Stary pow. Krzemieniec uprowadzili do lasu i zamordowali 2 Polaków: matkę z synem.
W kol. Optowa pow. Sarny upowcy zamordowali na polu 36-letnią Polkę.
W kol. Osiecznik pow. Kowel zamordowali 82-letnią Polkę.
We wsi Owadno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków: ojca z synem.
W kol. Ożdżary pow. Łuck miejscowi Ukraińcy spalili kolonię i wymordowali 6 rodzin polskich, około 25 Polaków.
W kol. Piłsudczyzna pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 14 Polaków: babcię z 5 wnukami, oraz 8-osobową rodzinę (babcię, rodziców i 5 dzieci).
W kol. Piotrowica pow. Równe upowcy zastrzelili 7 Polaków.
W kol. Piórkowicze pow. Kowel zamordowali 2 Polaków. Inni: „W sierpniu kilka rodzin sporo ryzykując wróciło do kolonii Piórkowcze sąsiadującej z Zasmykami. W tym samym dniu zostali zarżnięci przez upowców. Jak sobie przypominam, były to m.in. rodziny Koperskich i Szarwiłłów.” (Marek A. Koprowski; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... -lato-1943 ). W tej kolonii oddział samoobrony z Radomla znalazł zwłoki pomordowanych Polaków w studni oraz zwłoki dziecka przybite do drzwi i ściany w jednym z domów (Wiesław Donajski: Wspomnienia Jana Józefa Donajskiego vel Józefa Dunajskiego ps. „Brudny”; W: „Biuletyn informacyjny 27 DWAK, nr 2/2000).
We wsi Pisarzowa Wola pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali 5 rodzin polskich, około 20 Polaków.
W kol. Płoteczno pow. Kostopol zamordowali około 25 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę z 4 dzieci.
We wsi Podśniatynka gm. Koszyłowce pow. Zaleszczyki „W sierpniu 1943 r. zostali zamordowani: Skiba i.n., nauczyciel; Jasiewicz i.n. szwagier Skiby.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Podzameczek pow. Buczacz zamordowali 8 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę dróżnika z 4 dzieci. W kol. Połamane pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 5 Polaków: 4-osobową rodzinę i kobietę.
We wsi Popowicze pow. Kowel w walce z UPA zginął 1 partyzant oddziału AK „Jastrząb”.
We wsi Popówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zastrzelili 19-letniego Polaka.
We wsi Probużna pow. Kopyczyńce zamordowali 4 Polaków: policjant ukraiński zastrzelił 23-letniego chłopca, natomiast bojówkarze OUN-UPA zamordowali 3 Polaków.
We wsi Rewuszki pow. Kowel: „Opiszę teraz los Karola Mroziuka i jego żony. To stryjeczny brat mojej mamy. Mieszkali blisko wsi Turia, bo i rzeka Turia jest na Wołyniu. Miejscowość nazywała się Rewuszki. Przy lesie, urodzajna ziemia. Oboje pobrali się już w starszym wieku, przeważnie mężczyźni dawniej w starszym wieku żenili się. Mieli troje dzieci, same córeczki: 15 lat, 9 lat i 3 latka. Stasia, Felicja i Kazimiera. Od lipca 1943 r, już nie nocowali w domu, tylko po lasach albo w zbożu, razem z sąsiadami. Sąsiadka Ukrainka mówi do Mroziuka żony, aby dzieci przyszły spać do jej domu. Gdyby przyszli Ukraińcy to ona powie, że to są jej dzieci. Posłuchała matka i dała swoje dzieci do Ukrainki na noc, a nie wiedziała że mąż Ukrainki jeździ po nocach i zabija Polaków. Pewnego ranka wpadła matka do tej chaty ukraińskiej, a widząc że dzieci spokojnie śpią lepiej poprzykrywała. A tu naraz przed domem staje furmanka i bandyci idą do tego mieszkania. Ukrainka krzyczy do Mroziukowej by uciekała na strych. Ta rzuca się i w sieni po drabinie ucieka na strych, matka trojga dzieci. I co widzi przez okienko na strychu, jej dzieci zostały przez uzbrojonych w karabiny Ukraińców poprowadzone przodem, a mordercy za nimi. Po chwili usłyszała trzy strzały, dzieci zostały rozstrzelane. Matka biegnie do męża do lasu i tam bije go z rozpaczy. Chciała uciekać wiele razy wcześniej do miasta ale mąż nie godził się na to, nie godził się opuścić gospodarstwa rolnego i tego wszystkiego, co stało w oborze. Teraz włosy rwie na głowie. Żona jego mówi, że teraz już nie pójdzie do miasta bowiem nie ma już dla kogo żyć. Sąsiedzi poprowadzili ją do miasta. Kłócili się oboje przez lata, że dali dzieci do sąsiadki Ukrainki na śmierć. I tak skłóceni szli z węzełkiem chleba w ręku.” (http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/mo ... dwika.html ).
We wsi Rohaczyn pow. Brzeżany zginął Rzadkowski Michał l. 20 (Kubów..., jw.).
We wsi Rokitnica pow. Kowel Ukraińcy zamordowali Polaka poprzez odcięcie mu głowy oraz ciężko poranili Polkę.
We wsi Romanów pow. Łuck wrzucili do studni 21-letniego Polaka.
W kol. Rudka pow. Dubno zamordowali 7 Polaków.
We wsi Rudnia Potasznia pow. Kostopol uprowadzili 30-letniego kowala Adama Falkowskiego oraz 50-letniego rolnika Faustyna Dawidowicza, nad którymi znęcali się przez 12 dni aż do skonania, m.in. zostali oni napojeni dziegciem (Siemaszko..., s. 277).
We wsi Rusów pow. Włodzimierz Wołyński uprowadzili 1 Polkę, którą zamordowali poza wsią.
W kol. Ryświanka pow. Równe zamordowali kilkunastu Polaków, którzy nie opuścili wsi.
We wsi Samołuskowce pow. Kopyczyńce zamordowani zostali Rzepa Antoni l. 30 i Gajda Piotr l. 22; (Kubów..., jw.).
We wsi Sarnki Dolne pow. Rohatyn zamordowali 2 Polaków, lat 21 i 40.
W lesie koło miasta Sarny woj. Wołyń zamordowali 70-letniego Polaka, znachora, który długie lata leczył Ukraińców i był z nimi w przyjaźni.
We wsi Siekierzyce pow. Łuck zamordowali Polaka, nauczyciela.
We wsi Siniowce gmina Łanowce pow. Krzemieniec w sierpniu 1943 roku został zamordowany przez OUN-UPA „leśnik” Jan Galabarda. „Jego żonę Julię zamordowano w wigilię 24 XII 1944 r.” (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents ... w+2013.pdf ). Siemaszko..., na s. 441 podają, że nie mają posiadają żadnej informacji o losach Polaków zamieszkałych w tej wsi.
W kol. Siomaki pow. Kowel został zamordowany wraz z rodziną przez Ukraińców po napadzie na gajówkę gajowy Antoni Piotrowski. Oprócz gajowego zginęli: Piotrowska lat 50, syn Feliks lat 25 z żoną Eugenią lat 20 i ich roczne dziecko oraz drugi syn Edward lat 17. (Orłowski..., jw.).
We wsi Skurcze pow. Łuck zamordowali 1 Polkę; jej męża i syna zamordowali już w czerwcu.
We wsi Słoboda Rungurska pow. Kołomyja uprowadzili Polaka, wiertacza, który zaginał bez wieści.
W kol. Smolarnia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali większość rodzin w tej polskiej kolonii. „Napad na naszą wieś miał miejsce w drugiej połowie sierpnia 1943 r. W pogromie brali udział Ukraińcy, którzy wymordowali prawie wszystkich Polaków, którzy zostali jeszcze w Smolarni. W naszej wiosce zginęli wtedy: moja mama Antonina la ok. 60 i tato Stanisław lat ok. 65 Sidorowicze. Mój szwagier Skawiński Bronisław lat ok. 40 i jego żona Ludwika Skawińska z domu Sidorowicz, lat ok. 35 i ich ośmioro dzieci, w tym: Adam lat ok. 12, Mieczysław lat ok. 10, Antoni lat ok. 6, Jerzy lat ok. 5 i córki: Stanisława lat ok. 18, Izabela lat ok. 16, Maria lat ok. 7 i Aniela lat ok. 3. Zginęła też moja bratowa Marianna Sidorowicz lat ok. 35 oraz jej dwie córki: Regina lat ok. 10 i Leokadia lat ok. 6. Polak Jan Gawroński, który też mieszkał w Smolarni opowiadał nam po wojnie, że do jego domu tuż przed mordem, przyszło dwóch Ukraińców: Władysław Radzik i Marczuk Piotr. Oni się dobrze z Jankiem znali, nawet przyjaźnili, dlatego przyszli do niego do domu i powiedzieli im tak: „Zbierajcie się i uciekajcie, bo was Ukraińcy pobiją, bo już na Smolarnii pobili Skawińskich, Sidorowiczów, Sawickich i Puchniaczów. I was też wybiją!” Janek Gawroński mieszkał w Smolarni tylko 3 domy od naszego domu. Później ci Ukraińcy nakazali im się zbierać i odprowadzili ich w stronę Włodzimierza, aż za ukraińską wioskę Poniczów”. Pan Kazimierz: „znajoma Ukrainka Sabina Błaszczak opowiedziała nam, jak zginęła moja najbliższa rodzina Skawińskich, mówiła tak: „Moja rodzona siostra, żona Michała Marczuka, którzy mieszkali w Smolarni opowiedziała mi, jak zginęła rodzina twojego szwagra Skawińskiego. Marczukowa chodziła po rzezi do domu Skawińskich oglądać ciała pomordowanych Polaków, to co tam zobaczyła w świetle dziennym, wstrząsnęło nią do głębi: Bronisław Skawiński miał obcięte ręce w łokciach i nogi w kolanach, jego córka Staszka została przerżnięta piłą na pół, a inne osoby zostały porąbane siekierami”. Powiedziała także: „Napad miał miejsce w połowie sierpnia, już po żniwach, nocą. Bronek już zakończył żniwa. Ukraińcy najpierw wyprowadzili wszystkich z domu, a potem wszystkich pomordowali na podwórku”. /.../ Pan Kazimierz: „Franciszek Krawiec, zięć rodziny Malec opowiadał mi w sierpniu 1943 r. we Włodzimierzu Wołyńskim, jak zginęła babcia Perekupka i jego teściowa Malec. To było tak, mówił: „Ukraińcy w czasie napadu na Smolarnię przyszli do domu rodziny Malec i zabrali ze sobą obie kobiety do stodoły. Tam je prawdopodobnie zamordowali, a następnie podpalając stodołę spalili też ciała. Następnego dnia miejscowi ludzie znaleźli dwa zwęglone ciała kobiet, osobiście widzieli to niedalecy sąsiedzi pomordowanych kobiet i wszystko opowiedzieli Franciszkowi Krawiec”. Pan Kazimierz: „Pani Marczuk, żona Ukraińca Michała Marczuka widziała na własne oczy jak pomordowano Polaków w Smolarni i wszystko opowiedziała Błaszczak Sabinie. Mówiła, że wielu Polaków uciekało ze wschodu do Włodzimierza, przez naszą wieś Smolarnię i wtedy wpadali w ręce Ukraińców, którzy przygotowali zamaskowaną zasadzkę w naszej wsi. Następnie złapanych ludzi mordowali i wrzucali do jednej studni, która znajdowała się na podwórku Piotra Szalusia Polaka ze Smolarni. Ta studnia była głęboka na 25 m, co najmniej takiej głębokości kopano u nas studnie. Każdy beton miał metr wysokości, a potrzebnych było zwykle 25 takich betonów. Ukrainka widziała na własne oczy, że studnia została zapełniona ciałami pomordowanych ludzi do tego stopnia, że było widać nogi wystające wyżej pierwszego betona. Po wojnie Szaluś osiadł w Siedliskach pod Zamościem”. Pan Kazimierz: „Mieczysław Pilczuk mieszkaniec Siedlisk, opowiadał mi w naszej wsi, w kwietniu 2003 r., że widział studnię na Wołyniu, całą napełnioną dziećmi pomordowanymi przez Ukraińców w czasie krwawych wydarzeń!” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; wspomnienia spisał Sławomir Tomasz Roch).
We wsi Smolarze po. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 3 Polaków z jednej rodziny, w tym 2 kobiety.
W leśniczówce Smolna pow. Kowel zamordowali 11 Polaków (Mirosława Bacławska: Dlaczego? ; w: Świadkowie mówią, Warszawa 1996, s. 33). Inni: „W leśnictwie Smolna gmina Górniki pow. Kostopol został zamordowany z innymi mieszkańcami leśniczówki przez uzbrojonych Ukraińców leśniczy Henryk Maliszewski. Ofiarą był także syn, któremu przed śmiercią wydłubano oczy i zrobiono „krawat” z języka.” (Orłowski..., jw.).
We wsi Sobieszów pow. Sokal zamordowali 2 Polaków, kolejarzy.
We wsi Stawki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy kołkami zatłukli 3 Polki: Annę Koc i 2 jej córki, przywiezione z kol. Stanisławów (Siemaszko..., s. 884), natomiast pod koniec sierpnia wymordowali wszystkie polskie rodziny mieszkające tutaj, liczące około 40 osób
We wsi Stężarzyce pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 1 Polaka, członka AK z Horodła.
W kol. Suchy Róg pow. Równe zamordowali Polaka podczas żniw.
W kol. Szopy pow. Kostopol zamordowali około 30 Polaków.
We wsi Terebejki pow. Luboml, prawdopodobnie 30 sierpnia, Iwan Paciuk, sotnik UPA z rejonu wsi Sokół, były gajowy, razem z synem Wasylem, zamordowali rodzinę. Matyszczuków. Jana Matyszczuka, lat 40, zakłuli widłami a następnie porżnęli na kawałki, jego żonę Janinę zakłuli widłami, a ich dzieci: 16-letniego Stefana, 14-letnią Weronikę i 8-letniego Jana – zarąbali siekierami. W dwa dni później zamordowali oni drugą polska rodzinę – Mordaczów. Stefana Mordacza, lat 48, zarąbali siekierą, jego żonę Stefanię zakłuli bagnetem, ich dwoje dzieci: 8-letnia Marię i 6-letniego Jana – powiesili w kuchni na hakach (Siemaszko..., s. 500).
We wsi Tołpyżyn pow. Dubno Ukrainiec Nowyćkyj zarąbał siekierą swoją żonę Polkę na oczach ich kilkuletniego syna.
Koło Tuczyna pow. Równe Ukraińcy zamordowali co najmniej 6 Polaków: sąsiad Ukrainiec zaprosił Polaka i go zamordował, a następnie jego syna, który przyszedł po ojca, gdy ten nie wracał; w tym czasie inni Ukraińcy zatłukli kijami innego Polaka, a następnie zamordowali jego żonę i dzieci.
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy ze wsi Rewuszki zabrali polską nauczycielkę z jej 13-letnim synem i zamordowali ich po drodze do wsi Rewuszki.
W kol. Turówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, w tym małżeństwo.
W kol. Tworymierz pow. Łuck w obronie Polaków z Przebraża dokonujących żniw zginął 1 członek samoobrony.
We wsi Tynne pow. Sarny został zamordowany w gajówce przez bojówkę bulbowską praktykant leśny Jerzy Czermak lat 20. (Orłowski..., jw.).
W majątku Uhrynów pow. Łuck w drugiej połowie sierpnia 1943 roku: „Samoobrona polska z Niemcami z Łucka pojechali do majątku Uhrynów, gdzie stała placówka Niemców w tym majątku. Ogłosili Niemcy, że kto ma konie i powóz, to żeby pojechali do Uhrynowa na żniwa zebrać sobie chleba na zimę i koniom paszy. Wtedy zgłosiło się aż 300 osób na te żniwa, bo każdy obawiał się w mieście głodu, gdyż naprawdę w tym roku 1943 mało zbiorów zebrano przez tą bandę ukraińską. No i pojechali na dwa tygodnie, kto miał kosę to kosą, kto miał sierp to sierpem i za dwa tygodnie dużo zebrali zboża. Jedni zżęli, to znaczy pracowali w polu, a drudzy wartowali z karabinami, ale Ukraińcy wykorzystali, że tyle zboża zżęte i namłóconego mieli załadowanego do odjazdu. Jak zebrali swoją siłę, napadli na cały obóz, to tak bili się, odbijali cały dzień. Kto zdążył uciec do majątku, to ci się uratowali, a kto był dalej w polu to zabili i tak inni pochowali się do takich czworaków, bo były murowane, takie mieszkania dla robotników oddalone jakieś cztery kilometry od pałacu, to tam się skryło dużo osób. Moja kuzynka z mężem i dzieckiem siedmio-miesięcznym to w tym czworaku się też ukryła. Jak bandyci tam doszli to szukali we wszystkich czworakach i znaleźli ich tam siedzących na ziemi, razem 17 osób i tak ich wszystkich sztyletami zabili. Moja kuzynka została zabita, a dziecko nie tknięte. Po tym, jak bandyci odeszli, Polacy zaczęli chodzić i zbierać trupy z pola i ktoś z Ukraińców powiedział, że w czworaku jest dużo zabitych, weszli i zobaczyli tyle zabitych, a przy piersi moja kuzynka Jadzia (Demko – przypis S.Ż.) z Budek Kołodeskich trzyma dziecko i ta dziewczynka ssała pierś, a matka nie żyła już. Była chyba jeszcze przytomna kiedy trzymała dziecko ręką, a ono ssało pierś nieżywej matki i tylko tego aniołka sztylet nie sięgnął. Zostało tylko jedno malutkie dziecko. Jakaż to boleść dziadkom nad tym dzieckiem. Przywieźli ją do Łucka i babcia wychowywała sierotkę i płakała całe życie, aż w końcu zmarła na raka. Leży w Pasłęku na cmentarzu, bo tam mieszkała po wojnie. Niemcy dali znać do Łucka, przyjechało więcej osób uzbrojonych w CKM-y. Naładowali zboże gdzie mieli na co, na wozy, samochody niemieckie i pod eskortą Samoobrony wrócili do Łucka z wielką stratą w ludziach, bo zginęło 45 osób, których przed odjazdem pochowali koło pałacu w parku. Doszły słuchy, że Ukraińcy zrównali z ziemią, aby nikt nigdy nie znalazł grobów.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html)
W kol. Urszulin pow. Równe zamordowali około 50 Polaków.
We wsi Uścieczko pow. Zaleszczyki: „W sierpniu 1943 r. zostali zamordowani: Towarnicki i.n.; Ryczko Zdzisław.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
W miasteczku Uściług pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilkunastu Polaków.
We wsi Werba pow. Dubno zamordowali 30 Polaków.
W kol. Wielki Las pow. Łuck zamordowali 5 Polaków: 4-osobową rodzinę z 2 dzieci oraz 16-letnią dziewczynę.
W kol. Wielkie pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 1 Polkę.
W kol. Wiktorówka pow. Kowel zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę.
W kol. Wiszenki pow. Łuck ostrzelali przez drzwi kościoła zgromadzonych tam Polaków.
Na drodze do Wiśniowca pow. Krzemieniec napadli na 2 ciężarówki jadące po kontyngent, zamordowali 4 Niemców oraz około 20 Polaków, w tym kobiety z dziećmi.
W miasteczku Włodzimierzec pow. Sarny podczas nocnego ataku na Polaków broniących się w kościele upowcy zdetonowali minę od której zginęły 2 Polki: Anna hr. Krasicka (w starszym wieku) oraz jej córka hr. Prądzyńska.
W kol. Wodnik pow. Równe zamordowali 5 Polaków.
We wsi Wojnicz pow. Horochów zarąbali siekierami 8 Polaków: chłopca oraz 7-osobową rodzinę Iwanickich.
We wsi Wolica Komarowa pow. Sokal zamordowali 3 Polaków dziadka, jego syna i wnuka; wśród morderców był sąsiad Ukrainiec Piotr Duszko.
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński przywieźli do gajówki około 20 Polaków ze wsi Makowicze; m.in. rozstrzelali 2 rodziny z dziećmi od 9-miesięcznej Jadwigi Jurkowskiej do 12-letniej Ireny, około 20 Polaków.
We wsi Wołkoszów pow. Równe zamordowali 16 Polaków, w tym 2 rodziny 4-osobowe oraz ojca z dziećmi.
We wsi Wołoszki pow. Kowel miejscowi Ukraińcy zamordowali 6 Polaków uciekających ze wsi Byteń.
W kol. Woronucha pow. Równe upowcy zamordowali co najmniej 13 Polaków, w tym 7-osowową rodzinę Ostrowskich, 4-osobową rodzinę Piotrowskich, oraz Chorążewską z małym dzieckiem. Mieszkańcy Woronuchy ewakuowali się w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia do Huty Starej. „Kilka rodzin nie przybyło jednak na miejsce wyjazdu. Podjęli decyzję wyruszenia do Międzyrzecza i Równego. Tam mieli znajomych, bliskich i krewnych. Po naszym wyjexdzie zwlekali parę dni. Zostali napadnięci i wymordowani” (Franciszek Marcinkowski: Woronucha. Lublin 2002, s. 45). .
We wsi Wólka Wierbiczańska pow. Kowel chłopi ukraińscy zarąbali 5 Polaków: rodziców z synem oraz rodzeństwo (brata z siostrą) przebywających w tej rodzinie.
We wsi Wydżgów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali mieszkających tutaj Polaków, kilkanaście rodzin, liczby ofiar nie ustalono.
W kol. Zalesie pow. Kostopol zamordowali 4 Polaków; 1 mężczyznę, 1 kobietę oraz „upowcy pochwycili i okrutnie zamordowali dwie młode dziewczyny, siostry Dąbrowskie” (Siemaszko..., s. 216).
We wsi Zahajce Wielkie pow. Krzemieniec zamordowali 25-letniego Polaka oraz spalili kaplicę rzymskokatolicką.
We wsi Załuże pow. Krzemieniec zamordowali 4 Polaków podczas żniw.
We wsi Zamszany pow. Kowel wg raportu Jadwigi Zalewskiej („Kora”, „Iwa”) upowcy wymordowali 75 rodzin polskich; W. i E. Siemaszko podają, że liczba ofiar jest nieznana, gdyż wątpią w podane liczby w raporcie.
We wsi Zaturce pow. Horochów pod koniec sierpnia zamordowali polskie drużyny żniwne podczas pracy w polu liczące co najmniej 10 Polaków.
W osadzie Zawały Las pow. Horochów zamordowali 17 Polaków.
We wsi Zielony Dąb pow. Zdołbunów upowiec zastrzelił 18-letnią Polkę, gdy po rzezi przyszła z 2 innymi Polakami po żywność.
We wsi Zofiówka pow. Dubno upowcy zamordowali 8 Polaków.
W kol. Zwierzyniec pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali polskie małżeństwo: 66-letniej Annie Garczyńskiej odcięli głowę, którą potem dzieci ukraińskie ciągnęły za włosy po drodze; 68-letniego Łukasza Garczyńskiego związali drutem kolczastym i wrzucili do studni.
Przed żniwami 1943 roku:
We wsi Bołażówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali, około 25 Polaków.
We wsi Przemorówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali; ilości ofiar nie ustalono.
We wsi Suraż pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali, ilości ofiar nie ustalono.
We wsi Załuże pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali, ilości ofiar nie ustalono.
Podczas żniw 1943 roku:
We wsi Rachmanów pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 32 Polaków, którzy wrócili z Szumska do swoich gospodarstw dokonać żniw.
Po żniwach 1943 roku:
We wsi Waśkowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu i po żniwach ich wymordowali, ponad 20 Polaków.
Latem 1943 roku:
We wsi Adamówka pow. Kostopol Ukraińcy uprowadzili ze wsi Gliniszcze Zygmunta Stelczyka i kłuli go nożycami do strzyżenia owiec aż do zgonu (Siemaszko..., s. 242).
W kol. Anielówka pow. Kostopol zamordowali 2 starsze Polki, siostry.
W kol. Apanowszczyzna pow. Horochów przy pomocy siekier i wideł zamordowali 20 Polaków.
W majątku Beheń pow. Równe Ukraińcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską administratora majątku.
We wsi Bermeszów pow. Horochów wymordowali kilka rodzin polskich, w tym 6-osobową z 4 dzieci w wieku 10 – 16 lat.
We wsi Binduga pow. Luboml: „We wsi Binduga mieszkali moi rodzice, Karol i Józefa Mikołajczuk z trojgiem dzieci, Bronisławem, Karoliną i Zofią. Józefa i Bronisław Mikołajczuk zostali zamordowani w 1943 roku przez Ukraińców. Karol z dwiema córkami przeżył” (Zofia Kotula z d. Mikołajczuk; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). W. i E. Siemaszko opisując Bindugę na s. 489 – 490 nie podają tych ofiar, natomiast wymieniają 5 innych zamordowanych Polaków. Natomiast na s. 152 – 153 podają, że w Kolonii Dąbrowa k. Woronczyna pow. Horochów 24 sierpnia 1943 roku upowcy zamordowali m.in. pochodzących z Bindugi kilka osób z rodzin Mikołajczuków, nie ma jednak wśród nich Józefy Mikołajczuk z synem Bronisławem.
We wsi Dąbrówka gmina Wielick powiat Kowel Lato 1943 został zamordowany przez Ukraińców w czasie powrotu z Kamienia Koryckiego do Kowla Polak, właściciel młyna, płk WP. (Orłowski..., jw.).
Koło wsi Bobły pow. Kowel upowcy zamordowali 3 córki Karola Mroziuka, lat 3, 12 i 14, które za namową sąsiadki Ukrainki zostawili u niej na noc sami ukrywając się w lesie.
W miasteczku Bursztyn pow. Rohatyn zamordowali 1 Polaka.
We wsi Ceperów pow. Łuck wymordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Chromiaków pow. Łuck Ukraińcy zatłukli kijami nad stawem polską nauczycielkę Wandę Woynarowską , jej byli uczniowie.
Koło miasteczka Dubno woj. Wołyń Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W kol. Dziadowiec pow. Łuck upowcy wymordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Gnojno pow. Włodzimierz Wołyński: „Antonina i Kazimierz wspominają także: "Na rok przed swoją śmiercią przyszedł do nas Bolesław Roch i jak zwykle wspominaliśmy też tragiczne wydarzenia na Wołyniu. W pewnym momencie wspomniałem moją i mojej żony serdeczną koleżankę Felicję Dolecką. Zwierzyłem się Bolkowi, że nie wiem do dziś, co się z nią właściwie stało, słuch po niej zaginął. Wtedy Bolek zaskoczony zapytał mnie znacząco: "To ty nie wiesz, została brutalnie zamordowana przez Ukraińców w Gnojnie!" I zaczął nam opowiadać, jak to się stało: "Z posterunku policji ukraińskiej w Gnojnie przyjechało do domu Felicji w Swojczowie, dwóch znanych jej ukraińskich policjantów. Powiedzieli do Felicji tak: "Zbieraj się odwieziem cię do Włodzimierza Wołyńskiego, bo tutaj Ukraińcy cię zabiją!" Ona już w tym czasie wiedziała o tragedii, jaka wydarzyła się niedawno w polskim Dominopolu. Zaufała Ukraińcom, zebrała pospiesznie swoje rzeczy do walizek, wsiadła z nimi na furmankę i odjechali. Zamiast jednak do Włodzimierza Wołyńskiego pojechali w trójkę na posterunek policji ukraińskiej w Gnojnie. Tam ją gwałcili, a w końcu zaciosali kołka i wbili jej ten pal w błonę poślizgową. Tak wbili ją na pal, zupełnie jak za okrutnych czasów ich bohatera narodowego Bohdana Chmielnickiego." Z tego co nam dalej mówił zorientowałem się, że Bolkowi powiedział o tym Stanisław Czop. Staszek, który już umarł, był Polakiem z Niedzielisk. Ożenił się jeszcze przed wojną z Ukrainką z Siedlisk koło Zamościa i przystał ściśle do Ukraińców. W lecie 1943 r. był komendantem policji ukraińskiej właśnie w Gnojnie, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Na własne oczy widział jak zamordowano Felicję Dolecką ze Swojczowa. Po wojnie zamieszkał ponownie w Siedliskach i właśnie tam opowiedział swoje świadectwo Bolkowi Roch.” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: jw.).
We wsi Hajki pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordował 40-letniego Polaka ukrywającego się na bagnach; jego żona i 6-letni syn dostali pomieszania zmysłów, od czego syn zmarł (Siemaszko..., s. 919).
W kol. Honczarka pow. Łuck zamordowali małżeństwo polskie.
Między wsią Horynka a Kunińce pow. Krzemieniec w zasadzę wpadło 40 Polaków z Wiśniowca jadących po żywność, upowcy obdarli ich do naga i w lesie wymordowali (uciekło nago 2 Polaków, nauczyciel i były sekretarz Sądu grodzkiego w Wiśniowcu).
We wsi Hryniawa woj. tarnopolskie zamordowali 4 Polaków: troje dzieci i teściową leśniczego Bolesława Weryńskiego, uratowała się poraniona i nieprzytomna żona leśniczego, oprawcy sądzili że ona też nie żyje; leśniczy był wówczas w pracy.
W nadleśnictwie Hubin pow. Horochów zamordowali starsze małżeństwo polskie.
We wsi Izów pow. Włodzimierz Wołyński podczas żniw, po lipcowych rzeziach Polaków, „powstaniec ukraiński” o nazwisku Łupinka z Izowa przechwalał się ilu Polaków zamordował i jak polskie dzieci nasadzał na kołki. M.in. zastrzelił on Jana Strójwąsa ożenionego z Ukrainką. Po wojnie został rozpoznany w Polsce jako działacz wysokiego szczebla w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, nosił inne nazwisko (Siemaszko..., s. 819).
We wsi Jankowce pow. Krzemieniec zamordowali 1 Polkę.
W nadleśnictwie Jasień n/Łomnicą pow. Kałusz został zamordowany bestialsko wraz z rodziną po napadzie grupy UPA na leśniczówkę leśniczy Mianowski (Orłowski..., jw.).
W kolonii Karczunek pow. Włodzimierz Wołyński: „Pierwszą rodziną napadniętą na naszej kolonii była rodzina Józefa Garbatego. Pamiętam jak pewnego dnia od rana ludzie w naszej wsi opowiadali sobie, że zamordowano pana Józefa Garbatego lat ok. 45 Było to tak: w nocy do jego domu przyszli Ukraińcy i dostali się do środka, zaraz potem zarąbali go siekierą, uderzając w głowę. Część mózgu była na ścianie, widziałam to osobiście jako dziecko, ponieważ moi rodzice poszli tam z innymi ludźmi, aby coś z tym ciałem zrobić, a ja pobiegłam za nimi. To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy widziałam zabitego człowieka i to tak tragicznie. Ciało leżało na łóżku, głowa była rozłupana, bowiem mama moja mówiła, że pozbierali ją do kupy. Ja sama, gdy zobaczyłam ciało i krew na ścianie, zaraz stamtąd uciekłam. /.../ Druga rodzina polska wymordowana w naszych okolicach mieszkała niedaleko naszej kolonii, ale dziś już niestety nie pamiętam dokładnie gdzie, nie pamiętam też nazwiska tej rodziny. W naszym domu nasi rodzice opowiadali nam, że dom tej pobitej rodziny został napadnięty przez jakąś bandę ukraińską w nocy. W czasie tego najścia w domu była tylko matka chyba z czwórką małych dzieci, było w każdym razie tych dzieci kilkoro. Gdy Ukraińcy dostali się do środka domu mąż był ukryty na „górce” (chyba na strychu ich obory) i wszystko osobiście widział i słyszał, a choć strasznie cierpiał nie był w stanie im pomóc. Tymczasem bandyci wszystkich w domu okrutnie pomordowali, nie wiem jednak w jaki sposób. Byłam za to na pogrzebie ofiar, który był w kościele, przybyło na to żałobne nabożeństwo dużo ludzi. Słychać było płacz i lament, wszyscy w koło powtarzali, że zabili niewinną matkę z małymi dziećmi. Osobiście widziałam trumny, a wśród nich także małe i nawet jedna była taka malutka. Ludzie bardzo przejęci tym co się stało, wciąż powtarzali miedzy sobą tak: „Co te dzieci były im winne, nawet to maleństwo?!” I dodawali przy tym: „Teraz musimy wszyscy się mieć na baczności, uciekać na noc z domu, do Uściługa, do ziemlanek, bo to czeka każdego z nas.” Ten pogrzeb był chyba latem 1943 r. w kościele, który znajdował się w sąsiedniej wsi, położonej za lasem” (Kazimiera Kowalczyk z d. Czerwieniec, w: www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl ; wspomnienia spisał Sławomir Tomasz Roch).
We wsi Kinachowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 4 rodziny polskie.
W majątku Kleczkowice pow. Kowel chłopi ukraińscy zamordowali 26-letnią Polkę.
We wsi Klepaczów pow. Łuck Ukraińcy skrępowali drutem kolczastym Polaka i zamordowali go.
W kol. Kopytno pow. Łuck spalili 9 polskich gospodarstw, liczba ofiar nie jest znana.
We wsi Korszowiec pow. Łuck spalili polskie gospodarstwa, wiadomo o zamordowaniu 1 rodziny polskiej, los pozostałych rodzin nie jest znany.
W futorze Korczunki Piańskie pow. Dubno zamordowali 3 Polaków: matkę z 2 synami, zwłoki ich wrzucili do studni.
W kol. Krasilno pow. Dubno upowiec dogonił na koniu uciekającą małą dziewczynkę i uderzył ją drągiem okutym w żelazo; znaleziono ją potem dogorywającą ze zdruzgotanym biodrem.
W leśniczówce Krzywopole na Huculszczyźnie banderowcy zamordowali przyjaciela Hucułów inż. Witolda Tyskiego z rodziną, ocalała mała córeczka ukryta za zasłoną pod stołem.
We wsi Kurniki Iwanczaskie pow. Zbaraż Ukraińcy zamordowali 8 Polaków (Kubów..., jw.).
We wsi Kustycze pow. Kowel upowcy zamordowali około 50 Polaków.
W kol. Liski pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków: 5-osobową rodzinę polską z 3 dzieci oraz Ukrainka zamordowała przy użyciu kopaczki męża Polaka, podczas jego snu.
We wsi ukraińskiej 4 km od Lubitowa pow. Kowel Ukraińcy zarąbali siekierami jedyną mieszkającą tu rodzinę polską , kowala z żoną.
W osadzie Łabędzianka pow. Dubno zamordowali 1 Polaka.
We wsi Ławrów pow. Łuck uprowadzili do lasu i tam zamordowali 2 Polaków: matkę z dzieckiem.
Na przedmieściach Łucka zamordowali siekierami, młotkami, widłami i piłami kilka rodzin polskich (Bolesław Gaweł: Lata włóczęgi, Olsztyn 1977, s. 151).
Koło miasta Łuck woj. Wołyń zamordowali 5-osobową rodzinę polską.
W kol. Łysa Góra pow. Łuck zamordowali 1 Polaka podczas żniw.
We wsi Medwedówka pow. Kostopol na początku lata 1943 roku zamordowali w lesie 1 Polaka.
W miasteczku Międzyrzec pow. Równe podczas nocnego napadu upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali ponad 50 Polaków, w tym w kościele i suszarni chmielu. Zostali oni pomordowani w tak bestialski sposób, że zmasakrowanych ciał nie można było rozpoznać, zwłoki miały m.in.,. powykłuwane oczy, kobiety poobcinane piersi, kobiecie w ciąży rozpruli brzuch. Pogrzebano ich na ulicy pod kostką brukową, gdyż wokół krążyły bandy zwane Ukraińską Powstańczą Armią .
We wsi Mikuliszyn (okolice Czarnohory za Worochtą) tuż po rajdzie sowieckiego oddziału Kowpaka upowcy nocą wymordowali w budynkach służbowych tartaku 17 rodzin polskich. „Nie było dnia bez zbrodni” (Tadeusz Petrowicz: Od Czarnohory do Białowieży, Lublin 1986, s. 91). Inni: Latem 1943 roku w nadleśnictwie Mikuliczyn pow. Nadwórna (Huculszczyzna) pod osłoną nocy sotnia UPA wymordowała 17 polskich rodzin, NN pracowników Nadleśnictwa Państwowego Mikuliczyn, mieszkających w służbowych mieszkaniach koło miejscowego tartaku, spalono również zabudowania (Orłowski..., jw.).
W kol. Moczulanka pow. Kostopol zarąbali siekierami 3 Polaków: matkę z synem i synową („Biuletyn informacyjny 27 DWAK” , nr 4/2000 podaje liczbę 4 Polaków).
We wsi Mokwin pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
We wsi Myszkowce pow. Kowel zamordowali małżeństwo polskie Tkaczuków: Jadwigę zastrzelili, Jana przywiązali do konia z rękami związanymi drutem kolczastym i wlekli go, bijąc i kłując bagnetem, aż skonał. (Siemaszko..., s. 469).
We wsi Oleksiniec Stary pow. Krzemieniec 18 upowców uprowadziło z domu Staniszewską z 29-letnim synem Piotrem. Zawiązali ofiarom oczy opaskami białymi i czerwonymi (kolory polskiej flagi narodowej) uprowadzili do lasu i tam zamordowali.
We wsi Oranie pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec zastrzelił 3-osobową rodzinę polsko-ukraińską, gdyż jego cioteczny brat nie chciał zamordować swojej żony, Polki i ich dziecka.
We wsi Oryszkowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską organisty.
We wsi Piatyn pow. Dubno zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znanych jest 6 ofiar, w tym 2 matki z 2 córkami.
We wsi Podłożce pow. Dubno zamordowali 6 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę z 3 dzieci: 12-letnim synem i córkami lat 11 i 17.
W osadzie Podrudzie pow. Włodzimierz Wołyński nakazali rodzinie polskiej opuścić dom, a gdy wyjeżdżała zarąbali Polaka siekierą, dwaj synowie uciekli, natomiast los żony i pozostałych członków rodziny jest nieznany.
We wsi Ptycza pow. Dubno zamordowali 3 Polaków i 4-osobową rodzinę polsko-ukraińską.
W majątku Ratniów pow. Łuck upowcy podczas napadu na folwark zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
Na drodze z Rokitna do Staryk pow. Sarny Ukraińcy wymordowali grupy Polaków udających się na swoje pola po żywność.
W miastach Równe i Korzec ukraińscy policjanci dokonali licznych aresztowań Polaków, w wyniku czego w więzieniu znaleźli się prawie wszyscy członkowie AK z Korca i okolicy. Zostali oni rozstrzelani w listopadzie 1943 roku w Równem.
We wsi Rusnów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 3 Polki: nauczycielkę z matką i ciotką.
W kol. Rzeczeczyna pow. Równe zamordowali 1 Polaka.
Na drodze koło miasta Sarny woj. Wołyń policjant ukraiński zastrzelił 1 Polkę.
We wsi Suchowola pow. Brody: Proc (Procyk) Antoni grał w orkiestrze w czasie zabawy w lecie 1943 r. i tam został zamordowany. ( http://podkamien.pl/viewpage.php?page_id=246&c_start=0 ).
W kolonii koło wsi Swojczów pow. Włodzimierz Wołyński: „Najmłodsza córka Marcina i Tekli Kaliniak miała na imię Leokadia, mieszkała w domu Antoniego i tam też było jej wesele w 1934 r. Wyszła za mąż i zamieszkała w kolonii na północ od Swojczowa, to było blisko od Swojczowa. Widywałam ich razem w naszym Kościele. Mieli dwoje małych dzieci, a z trzecim ciocia była w stanie błogosławionym. Żyli sobie tam spokojnie, aż po dzień, w którym na ich posesję napadli Ukraińcy. Dwa, trzy dni wcześniej do ich domu przyjechali na wozie Ukraińcy i oznajmili, że zabierają do lasu męża Leokadii z wozem i końmi, niby że miał im tam w czymś pomagać. Oczywiście z tą chwilą, wszelki ślad po nim zaginął, zamordowali biedaka, a ciało gdzieś zakopali. W domu została już tylko matka zamordowanego syna oraz żona z dwójka dzieci. I oto chodziło właśnie zbójom banderowcom. Świadkiem naocznym tych wydarzeń była matka męża Leokadii, która ukryła się na strychu budynku stojącym blisko ich domu i obserwowała podwórko. Zobaczyła jak banderowcy wchodzą do domu, a za chwilę wyprowadzają dwoje dzieci około 4 i 5 lat oraz matkę Leokadię. Zaraz też na oczach ukrytej babci zarąbali siekierami tych dwoje niewinnych dzieci, a babcia widząc to z ukrycia umierała wprost z bólu. Zaraz potem nożami wycieli z łona Leokadii żyjący płód i szczątki nadziali na sztachetę w płocie, zmuszając ciężko ranną ale żyjącą Leokadię, by patrzyła na konające dziecko. Mówili przy tym do niej: „Patrz tu polskiego orła!” Po tych słowach zaczęli ją dalej mordować, aż zamęczyli. Potem zostawili tak ciała i odeszli, teściowa tymczasem nocą zeszła na podwórko, ciała wciąż pozostawały w miejscu mordu. Nic nie mogąc zrobić uciekła do lasu i skierowała się do miasta” (Regina Schab z d. Kaliniak, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ).
W kol. Świętocin pow. Włodzimierz Wołyński zabrali na podwody 3 Polaków, po których ślad zaginał.
We wsi Tarakanów pow. Dubno zarąbali siekierami 2 kobiety rozmawiające po polsku: Polkę i Ukrainkę.
We wsi Uhrynów pow. Łuck zamordowali Polaka, nauczyciela, i jego żonę, Ukrainkę.
We wsi Wesołówka pow. Kowel upowcy podczas żniw zamordowali 3 Polki, w tym Bronisławę Wesołowską torturowali przez 2 tygodnie (Siemaszko..., s. 467).
We wsi Wierbajew pow. Łuck zamordowali jedyną mieszkającą tutaj rodzinę polską.
We wsi Wiktorany pow. Łuck zamordowali 1 lub 2 mieszkające tu rodziny polskie.
W kol. Witosówka pow. Dubno zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
W mieście Wiśniowiec Nowy pow. Krzemieniec zamordowali kowala Antoniego Kozakowskiego z żoną Felą i ich dzieckiem – noworodkiem, które zostało rozbite na ścianie ich domu.
We wsi koło Włodzimierza Wołyńskiego: „Ojciec spotkał na posterunku policji polskiej owego mężczyznę, któremu w Kohylnie życie ocalił. Nazywał się chyba Krawiec, był Polakiem, mieszkał gdzieś dalej na wschód, dziś już niestety nie pamiętam miejscowości z której pochodził. Z tego co się jednak zorientowałem, już tydzień czasu był w drodze do Włodzimierza. Opowiadał, że miał żonę i dwoje dzieci, mieszkali w polskiej wiosce, gdzie był szewcem. Ukraińscy partyzanci zlecili mu podczas wojny robienie dla siebie nowych butów, dla ukraińskich oficerów. Dużo miał z tym pracy, więc był potrzebny i kiedy wszyscy Polacy dookoła zostali już pomordowani, tylko jego rodzinę Ukraińcy jak na razie oszczędzili. Zresztą wcale przed nim tego nie ukrywali, mówili wprost: „Ty jesteś niewinny, tamci których pobiliśmy byli winni, bo mieli broń i byli powiązani z partyzantami, dlatego musieli zginąć. Ty będziesz żył, będziesz pracował i będziesz nam buty robił.” Po kilku dniach, znowu przyszli, aby odebrać tę partię butów, którą już zrobił. Jednocześnie nakazali mu, aby zabił swoją żonę, która była Polką ponieważ znaleźli nagle jej jakąś winę. Namawiali go przy tym gorąco, aby przystał do nich, aby stał się jednym z nich. Krawiec okazał się człowiekiem i nie chciał zabić swojej żony, upierał się, że nie może tego zrobić. Wtedy oni sami zamordowali w domu na jego oczach jego małżonkę i jego dzieci, wszystkich porąbali siekierami. Następnie kazali mu w ich obecności posprzątać ciała i zmyć z podłogi kałużę krwi. Po wykonaniu polecenia, pogrzebał ciała. Potem znowu zaczął robić buty swoim oprawcom, cały czas planując ucieczkę. Nie miał już prawie żadnych wątpliwości, że gdy tylko wykona swoją pracę załatwią też jego. Na dzień przed zapowiedzianą wizytą, mimo że był pilnowany zdołał zbiec z domu”. („Wspomnienia Romana Szymanek z wsi Kohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944”, jw.).
We wsi Wołkoszów pow. Równe zamordowali 1 Polaka.
W kol. Worobiówka pow. Równe zamordowali wszystkie polskie rodziny, ponad 20 osób.
We wsi Woskodawy pow. Równe zarąbali siekierami Bolesława Słowińskiego i jego żonę, a ich 6 dzieci w wieku od 1 roku życia do 12 lat nabijali na widły i kładli na furę, którą zostały wywiezione do wsi Korościatyn, gdzie spalili je żywcem w szopie (Siemaszko..., 722).
We wsi Zaborol pow. Łuck zamordowali 2 Polaków: 14-letnią dziewczynkę i 16-letniego chłopca, którzy przybyli z Łucka na zbiór wiśni.
We wsi Zahajce Wielkie pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 25-letniego Polaka oraz spalili kaplicę rzymskokatolicką.

Stanisław Żurek

Bibliografia:
Adamski Jan: Odwiedziny; Kraków 1975.
Gaweł Bolesław: Lata włóczęgi; Olsztyn 1977.
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007.
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w woj. stanisławowskim w latach 1939 – 1945; Warszawa 2004.
Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.
Konieczny Zdzisław: Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947; Wrocław 2006.
Korman Aleksander: Ludobójstwo UPA na ludności polskiej; Wrocław 2003.
Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003.
Motyka Grzegorz: Ukraińska partyzantka 1942 – 1960; Warszawa 2006.
Motyka Grzegorz: Tak było w Bieszczadach; Warszawa 1999.
Petrowicz Tadeusz: Od Czarnohory do Białowieży; Lublin 1986.
Piotrowski Czesław: Przez Wołyń i Polesie na Podlasie; Warszawa 1998.
Poliszczuk Wiktor: Dowody zbrodni OUN-UPA; Toronto 2000.
Prus Edward: Operacja „Wisła”; wyd. IV, Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.
Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.
Sowa Andrzej L.: Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998.
„Świadkowie mówią” (wybór tekstów: Stanisław Biskupski); Warszawa 1996.
Turowski Józef: Pożoga; Warszawa 1990.
Wańkowicz Melchior: Od Stołpców po Kair; Warszawa 1969.
Żurek Stanisław.: Ludobójstwo nacjonalistów u kraińskich dokonane na Polakach w Polsce południowo-wschodniej w latach 1939 – 1948; Wrocław 2013.
Żurek Stanisław: UPA w Bieszczadach; wyd. II, Wrocław 2010.
Skałuba Janina: „Wspomnienia z wydarzeń w 1943 roku w kolonii Michałowka pow. Kowel”; Niedrzwica Duża, dn. 02.03.2003r., maszynopis w zbiorach autora.
Pozostałe źródła znajdują się pod każdym opisem zbrodni.


8. Sierpień oraz latem 1943

Na przełomie lipca i sierpnia 1943 roku:
We wsi Cygany pow. Borszczów banderowcy uprowadzili do lasu 3 Polaków (w tym kobietę), którzy zaginęli bez śladu. Inni: zostali zamordowani przez banderowców: Dzikowska Anna, Kraśnicki Kazimierz l. 30, Sokołowski Józef, Karwacki Piotr l. 50, Radol Henryk l. 20. ( Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003).
1 sierpnia 1943 roku:
W kol. Andrzejówka pow. Równe upowcy obrabowali i spalili kolonię oraz zamordowali ponad 50 Polaków.
W miasteczku Białozurka pow. Krzemieniec zamordowali co najmniej 10 Polaków, w tym 2 rodziny oraz ojca z córką.
We wsi Kozaczki pow. Krzemieniec miejscowi „powstańcy ukraińscy” zamordowali 49-letnią Annę Babczyk oraz na łące dwóch z nich, Iwan Zysko i Sawa „Slipyj” zadźgali nożami jej matkę, około 70-letnią Antoninę Mazur.
We wsi Kulików pow. Żółkiew uprowadzili 28-letniego Polaka, który zaginął bez śladu.
W kol. Ożgowo pow. Kostopol zamordowali 30 Polaków.
W futorze Pózikowskiego pow. Krzemieniec zamordowali 7 Polaków z 2 rodzin, w tym 10-letnią dziewczynkę.
W miasteczku Tuczyn pow. Równe podczas nocnego napadu zamordowali kilkunastu Polaków, w tym ojca z 2 córkami lat 15 i 19, matkę z 2 córkami, młodą kobietę (której rozpruli brzuch) z niemowlęciem.
W nocy z 1 na 2 sierpnia 1943 roku:
W kol. Leonówka pow. Równe upowcy dokonali rzezi 150 Polaków. Całe rodziny ginęły od kul, noży, siekier i innych narzędzi, bądź płonęły żywcem. Dziewczynkę Władysławę Bagińską wytropili w stogu siana i zasztyletowali, zamordowali także jej rodziców i pięcioro rodzeństwa. Wdowę Marcelinę Piotrowską zarąbali siekierą, jej 9-letnią córkę Władysławę i 7-letnią Romualdę zakłuli widłami, 5-letniego syna Stefana zarąbali siekierą a 3-letniego syna Waldemara zastrzelili. „Do Leonówki tragedia przyszła 1 sierpnia 1943 r. tuż przed północą. 39-letnia wówczas Apolonia Reszczyńska tak zapamiętała tę noc:„W dzień pracowaliśmy w gospodarstwie domowym w Leonówce, a na noc jechaliśmy konnym zaprzęgiem do Tuczyna. Nasi sąsiedzi z Leonówki nocowali w okolicznych krzakach i zagajnikach. Wszyscy baliśmy się, że śmierć może przyjść nocą. Mężczyźni wieczorami zaciągali straże na rogatkach wsi. W fatalny dzień 1 sierpnia 1943 roku po wieczornej mszy w kościele, trochę uspokojeni, postanowiliśmy nie jechać na nocleg do Tuczyna. Gnana jednak jakimś złym przeczuciem namówiłam swych sąsiadów, rodzinę Łojów, aby przyszli do nas do chaty pomodlić się przy figurze Matki Boskiej z Niepokalanowa. Około godziny 22.00, w czasie odmawiania litanii, usłyszeliśmy strzały i gdy wybiegliśmy z domu, ujrzeliśmy, jak na początku wsi od pocisków zapalających buchnął ogień z kilku krytych słomą chat. Wszystkich ogarnęło przerażenie. W wielkim chaosie, wśród wrzasków, w grzmocie eksplozji karabinowych pocisków, w blaskach krwawych języków ognia bijących w niebo z palących się domów i stodół, chwyciłam swe najmłodsze dziecko, sześciomiesięcznego Romana, i zaczęłam biec na oślep przed siebie w kierunku lasu. Mąż mój pobiegł ze starszymi dziećmi za stodołę w zboże. Świst kul wyzwalał we mnie niespożyte siły. Młodsze dzieci rozbiegły się w różne strony razem ze spuszczonym z łańcucha psem. Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, że wieś jest otoczona przez banderowców. Z Romkiem na rękach biegłam, potykając się między łanami dojrzewającego żyta. Przy mnie był cały czas skomlący ze strachu pies. Gdy byłam już blisko lasu, przede mną jak z podziemia wyrósł potężny Ukrainiec z karabinem w rękach. Poznałam go. Był to Szkul, Ukrainiec z sąsiedniej wioski, który często bywał u nas. Był producentem betonowych kręgów do studni i przed kilku tygodniami na środku naszego podwórka z moim mężem montował te kręgi w nowo wykopanej studni. Był miłym, serdecznym człowiekiem i nawet zaprzyjaźniliśmy się z nim. Teraz ujrzałam go w nowej roli. Z jakimś obłędnym błyskiem w oczach i straszliwym grymasem twarzy bez wahania strzelił prosto w moją głowę. Kula świsnęła mi przy lewej skroni, zrywając przepaskę do włosów i powodując krwotok z przestrzelonego ucha. Runęłam z dzieckiem w zboże, nie tracąc jednak przytomności. Szkul sądził, że mnie zabił. Synka Romka przydeptał butem. W tym momencie usłyszałam rozkaz: "prawe kryło w pered” (prawe skrzydło do przodu). Szkul wykonał polecenie. Przekroczył leżącą we krwi kilka metrów ode mnie Marynię, siostrę mego męża zamężną z Wąsowskim. Obok niej leżał, na szczęście żywy, jej dwuletni syn Stefek, który obecnie mieszka we Wrocławiu. Gdy Szkul poszedł w stronę wioski, by tam realizować morderczy rozkaz, ja podniosłam się, przykryłam swe dziecko snopkiem i w szoku pobiegłam dalej do lasu. Strzelali za mną, ale nie trafili. Gdy zaczęło świtać, Ukraińcy ze wsi ustąpili. Wówczas wróciłam na miejsce, gdzie schowałam dziecko. Znalazłam je całe i żywe. Ale Romek do końca życia miał wgniecioną klatkę piersiową - była to pozostałość po obcasie Szkula. Wszystkie domy w Leonówce były spalone. Wśród pogorzelisk leżały dziesiątki trupów. Tylko moja rodzina miała wyjątkowe szczęście - wszyscy przeżyliśmy: mąż i sześcioro naszych dzieci. Drugiej takiej rodziny w Leonówce nie było. W każdej kogoś opłakiwano. /.../ Opowieść Apolonii Reszczyńskiej opublikowałem 3 października 1996 roku w "Gazecie Brzeskiej”. W maju 2013 roku, w trakcie pisania tego tekstu, postanowiłem dowiedzieć się, jakie były dalsze losy mej rozmówczyni sprzed wielu lat. Od jej syna, Alfreda Reszczyńskiego, dowiedziałem się, że żyła jeszcze dwa lata, a okoliczności jej śmierci były równie wstrząsające jak przytoczona wyżej opowieść. Na święta Bożego Narodzenia roku 1998 Apolonia Reszczyńska, licząca wówczas 94 lata, pojechała do Brzegu, do swej córki Zofii (rocznik 1938), po mężu Malinowskiej. W czasie nocy sylwestrowej, przebudzona wystrzałami i eksplozjami fajerwerków witających Nowy Rok pod brzeskim ratuszem, wyrwana ze snu, sądząc, że to napad banderowców, otworzyła okno i aby się ratować ucieczką, tak jak przed 65 laty w Leonówce, wyskoczyła przez nie. Pokoik, w którym spała, był na wysokim parterze. Upadek okazał się tragiczny w skutkach. Złamała nogę i pokaleczyła sobie twarz, bo wpadła głową w krzak róży. Przewieziona do szpitala żyła jeszcze miesiąc. Trauma "czerwonych banderowskich nocy”, gdy płonęły całe wołyńskie wsie, została w niej do końca życia.” (Stanisław S. Nicieja: „Moje Kresy. Spór o Banderę”; w: http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article ... /130519469 . Za: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... -ppic.html Wyszukał i wstawił :Bogusław Szarwiło ).

2 sierpnia 1943 roku:
W kol. Antopol pow. Równe Ukraińcy zabili 70-letnią Polkę, wdowę.
We wsi Beremiany pow. Buczacz zamordowali Polaka, leśniczego, oraz ciężko poranili jego żonę (sądzili, że nie żyje). Był to Kazimierz Pleszanowski albo Pieczanowicz z Dulib (Kubów..., jw.).
We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki uprowadzili z drogi wracającego do domu Polaka, leśniczego i ślad po nim zaginął. Inni: banderowcy zamordowali 5 Polaków (Kubów..., jw).
We wsi Duliby pow. Buczacz zamordowali Polaka, był to leśniczy Pachowicz. Patrz wyżej: „we wsi Beremiany”.
W kol. Lubomirka Nowa pow. Równe zamordowali kilkunastu Polaków, imiennie znane są 4 ofiary.
We wsi Twerdynie pow. Horochów zamordowali 2 Polaków, lat 16 i 28
W nocy z 2 na 3 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czernelica n/ Dniestrem pow. Horodenka został zamordowany z innymi osobami przez grupę bojówkarzy OUN leśniczy Zenon Borzemski (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents ... w+2013.pdf ).
W kol. Karczemka pow. Równe upowcy zamordowali 1 Polaka.
2 lub 3 sierpnia 1943 roku
We wsi Szpanów pow. Równe zamordowali 1 Polaka i 1 Ukraińca, męża Polki.
3 sierpnia 1943 roku:
W kol. Leonówka pow. Równe zatrzymali kolumnę furmanek z rodzinami uciekającymi ze wsi Kudranka do Tuczyna. Część upowców zabrała furmanki z żywnością i odzieżą, a pozostali doprowadzili uciekinierów do lasu, w którym oczekiwała już druga grupa „partyzantów ukraińskich”. Po dokonaniu rewizji i rozebraniu do bielizny ofiary ustawiali w 10-osobowych grupach i uśmiercali dźgając i tnąc bagnetami. Bronisławie Reszczyńskiej, lat 22, będącej w ostatnich dniach ciąży rozpłatali brzuch. Nie pogrzebane zwłoki co najmniej 42 Polaków pozostały na miejscu zbrodni, w większości kobiet i dzieci, począwszy od 2-letnich dzieci po 80-letnią Wiktorię Łozowicką.
We wsi Rudniki pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali ponad 60 Polaków. Świadek zbrodni podaje jednak datę 3 lipca i pod tą datą znajduje się krótki jej opis.
W nocy z 3 na 4 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czernelica pow. Zaleszczyki: „W nocy z 3 na 4.VIII.1943. Czernelica pow. Zaleszczyki. Ukraińcy zamordowali instruktora fabryki tytoniu w Jagielnicy, Polaka, Wojciecha Kosteckiego. Tej samej nocy w Czernelicach zamordowano również leśniczego Polaka, oraz robiono zamachy na nauczyciela i księdza polskiego” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i zbrodni.

4 sierpnia 1943 roku:
W kol. Kraśnica pow. Równe upowcy ujęli i zamordowali uciekających do Tuczyna 10 osób: małżeństwo Guzowskich, Franciszka Żukowskiego oraz 7-osobową rodzinę polsko-ukraińską: 48-letnią córkę Guzowskich, jej 47-letniego męża Nestora Dziubaka (zięcia Guzowskich) i ich pięcioro dzieci w wieku od 1 roku życia do 8 lat.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zamordowali 61-letniego Polaka.
We wsi Rudniki pow. Śniatyn policjant ukraiński zamordował 1 Polaka.
We wsi Uścieczko pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali Polaka. „04.08.1943 r. został zamordowany Kostecki i.n., l. 25 student UJ, instruktor tytoniowy.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
3 lub 5 sierpnia 1943 roku:
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zabrali z wozami i końmi 10 Polaków na tzw. podwody, z których 9 nie wróciło, a 10-siąty uciekł z miejsca egzekucji.
5 sierpnia 1943 roku:
We wsi Anielówka pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 2 Polaków: studenta UJ Jasiewicza i nauczycielkę; ich straszliwie okaleczone ciała znaleziono na polu wśród kukurydzy niedaleko wsi Nyrki. Inni: byli to Jasiewicz N. i Skiba Dominik (Kubów..., jw.).
We wsi Dupliska pow. Zaleszczyki zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zamordowali 16-letniego Polaka.
We wsi Rybcza pow. Krzemieniec podczas ataku UPA i okolicznych chłopów ukraińskich Polacy podjęli obronę; zamordowanych zostało 3 Polaków, w tym 70-letniemu choremu mężczyźnie obcięli uszy, zdarli paznokcie i wydłubali oczy.
W miejscowości Tłuste Miasto pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 2 Polaków: nauczyciela ze wsi Anielówka oraz urzędnika poczty .
W nocy z 5 na 6 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 5 na 6.VIII.1943. Łopuszna pow. Brzeżany. Dwóch Ukraińców napadło na Polaka Słobodzianina. Zabrali mu wóz i parę koni. Synowi gospodarza 16-letniemu chłopakowi kazali się podwieźć. Chłopak nie wrócił” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i tej zbrodni.
6 sierpnia 1943 roku:
W kol. Burki pow. Sarny upowcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Czerniejów pow. Kowel chłopi ukraińscy ze Swinarzyna oraz miejscowi zamordowali 15 Polaków, w tym dwie 6-osobowe rodziny i 3-osobową: matkę z córkami lat 16 i 18.
7 sierpnia 1943 roku:
W miasteczku Aleksandria pow. Równe Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W kol. Biesiadka pow. Sarny upowcy zamordowali 2 Polaków: 16-letnią dziewczynę oraz uprowadzili mężczyznę, po którym ślad zaginął.
We wsi Rudnia pow. Łuck :„Urodziłem się w miejscowości Balarka, gmina Silno, powiat Łuck, parafia Derażne. Rodzina: było nas dwoje braci – ja, Edward Szpringel (Szpryngiel) , urodziłem się w 1933 r.. /.../ Jakie jest mocne ludzkie serce. Jak nas mieli prowadzić z Rudni do Studzin, na ten zwiazok, to żona tego sołtysa mówi do nas „Jak człowiek długo może się męczyć, nim skona. Dwa tygodnie przed wami złapali Ukraińcy kobietę z synem. Przebili do drzwi w stodole piersiami, z pleców cięli żyw[c]em pasy, potem oderwali, przebili plecami. Jak z przodu zaczęli ciąć, dopiero ta matka z synem skonali”. Ja z bratem i Mamą słuchamy, wiedząc świadomie, że idziemy na okrutną śmierć i serca nasze wytrzymali.” /.../ „Czyta ten sołtys, że nas odstawią do Dużych Studzin (Nazwa w lokalnym polskim brzmieniu. Nazwa prawidłowa Stydyń Wielki, wieś ukraińska w gm. Stydyń, pow. kostopolski.). Tam jest taki punkt. Kogo złapią, to tam mieszkają i ma on nas tam zaprowadzić. Żona tego sołtysa mówi wprost, że tam jest zwiazok, około 15 Ryzunów, tam nikt żywy nie wyjdzie. Mówi, że przed nami złapali nauczycielkę z synem, która uczyła tam dzieci, i też zamordowali w okropny sposób.” (Edward Szprigiel: Bóg nas uratował. W: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... atowa.html ).Edward Szpringel (właściwe: Szpryngiel) z matką i bratem uciekli z Huty Stepańskiej 18 lipca, ukrywali się przez 34 dni i około 21 sierpnia zostali złapani przez Ukraińców koło wsi Balarka pow. Łuck, opisywana zbrodnia miała miejsce dwa tygodnie przed ich złapaniem, czyli około 7 sierpnia 1943 roku.
We wsi Semenów pow. Trembowla: „7.VIII.1943. Semenów pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali Polaka Seretnego. W związku z tym aresztowano następujących Ukr.: dwóch braci Słobodzianów, Burbełe i Krupnyka” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
Przed 8 sierpniem 1943 roku:
W kol. Budki Kudrańskie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 20-letniego Polaka.
8 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W kol. Dunaj pow. Horochów upowcy zamordowali 18 Polaków, w tym 1 mężczyznę, pozostałe ofiary to kobiety i dzieci.
W kol. Kadyszcze pow. Łuck dwie Polki, siostry mające po 17 – 18 lat, idące do kościoła; po zgwałceniu zostały bestialsko zamordowane przez kilkunastu chłopów ukraińskich.
We wsi Kulczyce pow. Trembowla: „W nocy 8.VIII.1943. Kulczyce gmina Mogielnica pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali b. komendanta P.P. Juźkowa. W związku z dokonanym mordem żandarmeria niemiecka aresztowała wójta gminy Mogielnica Ukraińca” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i tej zbrodni.
We wsi Niewirków pow. Równe Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
W kol. Trystok pow. Horochów zamordowali 4 Polaków: dwa małżeństwa.
We wsi Tumin pow. Horochów uprowadzili i zamordowali 31-letnią Polkę.
W kol. Zurawiec pow. Horochów w drugim napadzie upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, kolonia przestała istnieć.
9 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol Ukraińcy podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Jadwipol pow. Rowne zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę, podczas żniw.
We wsi Mytnica pow. Trembowla: „09.08.1943 r. został zamordowany Jóźwiak i.n. l. 70.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Plebanówka pow. Trembowla „09.08.43 r. został zamordowany mieszkaniec wsi NN l. 25.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
W nadleśnictwie Turza Wielka pow. Dolina został zamordowany przez UPA leśniczy Welfe (Orłowski..., jw.).
10 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czarnokowice Wielkie pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 22-letniego Polaka.
W osadzie Jagiellonów pow. Łuck upowcy spalili polską osadę i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znane są tylko 2 ofiary, w tym starzec Górski, którego nadziali na widły i wrzucili do płonącego domu.
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński na terenie lasu upowcy mordowali złapanych uciekających Polaków oraz branych na tzw. podwody; zginęło tutaj ponad 50 osób.
We wsi Załuże pow. Krzemieniec po namowach Ukraińców Polacy w 3 grupach wrócili do wsi dokonać żniw i grupy te wymordowali, co najmniej 30 Polaków: pierwszą grupę wyrżnęli nożami w stodole, drugą grupę rozstrzelali seriami karabinu maszynowego w polu, trzecia grupę uciekającą także zamordowali na polu.
11 sierpnia 1943 roku:
W mieście Łuck woj. Wołyń na skutek donosów Ukraińców ukraińska policja kryminalna (Ukrainische Kryminalpolizei) aresztowała 50 Polaków, głównie inteligencji, z czego 30 Polaków zostało potem rozstrzelanych.
We wsi Stryjówka pow. Zbaraż Ukraińcy zamordowali 4 Polaków.
12 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki k. Łowiszcza pow. Kowel upowcy wymordowali ludność polską, imiennie znane jest tylko 35 ofiar.
W kol. Miedziaków pow. Kowel Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W okolicy miasteczka Mizocz pow. Zdołbunów upowcy napadli na ciężarówkę z cukrowni wiozącą ludzi i zamordowali 20 Polaków.
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polki.
W kol. Stanisławówka pow. Łuck policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka.
13 sierpnia 1943 roku:
We wsi Basowy Kąt pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polki podczas żniw.
We wsi Borszczówka pow. Kostopol uprowadzili do lasu i zamordowali 22-letniego Polaka.
14 sierpnia 1943 roku:
We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 9 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę z dziećmi lat 2, 5, 12 i 14.
We wsi Czernelica pow. Horodenka Ukraińcy zamordowali Polaka, inspektora Fabryki Tytoniu.
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków.
We wsi Raj pow. Brzeżany: „14.08.1943 r. został zam. leśniczy Śliwiński Antoni.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 31 Polaków, w tym 9-osobową rodzinę Władysława Kamińskiego: rodziców i ich 7 dzieci.
We wsi Trościaniec Wielki k/Olejowa pow. Zborów zatrzymany został na drodze leśnej pomiędzy Kotowem a Trościańcem w czasie powrotu do wsi, uprowadzony i zamordowany przez UPA leśniczy (inż. leśnik) Antoni Śliwiński lat 39 (Wojciech Moskaluk, w:http://www.swietoszow.wroclaw.lasy.gov.pl/documents/21700551/27220520/Lista+pomardowanych.pdf/fc266838-157c-4429-a3bd-c4fd238f25f4 ).
We wsi Trościaniec pow. Brzeżany uprowadzili Polaka, leśniczego, który zaginął bez śladu. Był to Antoni Śliwiński (Komański..., s. 130 oraz Kubów..., jw.).
15 sierpnia (święto Wniebowzięcia NMP) 1943 roku:
W kol. Berezowicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali siekierami, łopatami, widłami, łomami itp. co najmniej 45 Polaków; 8-letniej Irenie Chaber siekierą odrąbali głowę na pniaku do rąbania drzewa (Siemaszko..., s. 856).
We wsi Berezowica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 rodziny polskie liczące około 10 osób.
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol zamordowali 6 Polaków, w tym dziewczynki lat 7 i 18.
We wsi Chorostów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków, w tym przywiązali do łóżka, oblali benzyną i spalili babkę Karolinę Ryś i jej dwoje wnucząt o nazwisku Opałko oraz 3-osobową rodzinę pracownika kolei (Siemaszko..., s. 860).
We wsi Glinka nad Dniestrem pow. Buczacz banderowiec zastrzelił Polaka Kazimierza Braszynowicza, leśniczego (Jan Adamski: Odwiedziny, Kraków 1975, s. 104).
We wsi Hawczyce pow. Łuck upowcy zamordowali 20-letniego Polaka.
W kol. Jaworówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 100 Polaków i 1 Żydówkę.
We wsi Koropiec pow. Buczacz:. „15 VIII 1943 po otoczeniu budynku nadleśnictwa został uprowadzony z narady i zamordowany przez UPA gajowy Humaniecki” (Orłowski..., jw.).
We wsi Kotów pow. Brzeżany na drodze między wsią Liliatyn a Kotowem zamordowali wracającego z odpustu proboszcza parafii Kotów ks. Władysława Bilińskiego.
W kol. Krasna Góra pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3-osobową rodzinę polską: dziadków lat 76 i 78 oraz ich 14-letnią wnuczkę.
W kol. Ludmiłpol pow. Włodzimierz Wołyński bestialsko zamordowali 2 Polki, siostry lat 18 i 20 uciekające furmanką ze wsi Turia do Włodzimierza Wołyńskiego - Jadwigę i Stanisławę Zyman.
W kol. Oktawin pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 30 Polaków, w tym 7-osobową rodzinę.
W kol. Police pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
W kol. Stomorgi pow. Dubno zamordowali 3-osobową rodzinę polską.
We wsi Swaryczów pow. Dolina zamordowali 39-letniego Polaka.
W mieście Równe woj. Wołyń zamordowali 62-letnią Polkę.
W kol. Wierzbiczno pow. Kowel zastrzelili 1 Polaka.
Do połowy sierpnia 1943 roku:
We wsi Budy pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: matkę z 2 synami i 2 córkami.
W kol. Dębiny pow. Dubno zamordowali 8 Polaków.
We wsi Janówka pow. Dubno zamordowali 53 Polaków.
W kol. Kamienna Werba pow. Dubno zamordowali 7 Polaków: rodziców z 3 dzieci oraz dziadka z wnukiem. We wsi Kluki pow. Dubno zamordowali 1 Polaka.
We wsi Kozin pow. Dubno zamordowali 4 Polki, w tym jedną z córką.
W futorze Lipkowiec pow. Dubno zamordowali 8 Polaków: 6-osobową rodzinę oraz matkę z synem.
We wsi Nosowica Stara pow. Dubno zamordowali 7 Polaków: 5-osobową rodzinę i małżeństwo.
We wsi Płaszowa pow. Dubno zamordowali 7 Polaków 4-osobową rodzinę z 2 synami, małżeństwo i kobietę. We wsi Podłuże pow. Dubno zamordowali 3 Polaków.
W kol. Smolarnia pow. Dubno zamordowali 2 Polaków: matkę z synem.
We wsi Stołbiec pow. Dubno zamordowali 14 Polaków: rodziców z 2 córkami, ojca z 3 dzieci, matkę z 3 dzieci, małżeństwo.
We wsi Werba pow. Dubno na skutek donosu Ukraińca Niemcy aresztowali i zamordowali 4 Polaków, pracowników tartaku.
We wsi Zagaje – Dąbrowa pow. Dubno upowcy zamordowali 17 Polaków, w tym rodziny z dziećmi.
W połowie sierpnia 1943 roku:
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali Polkę z 2 małych dzieci.
We wsi Porohy pow. Nadwórna dwaj Ukraińcy poranili Polaka, który po kilku tygodniach zmarł.
W kol. Sołomiak pow. Kostopol Ukrainiec zamordował rodzinę polską.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów w połowie sierpnia zamordowali błąkające się wokół wsi od czasu rzezi 3 lipca dzieci zamordowanych wówczas Antoniego i Marii Wereszczyńskich: 3-letniego Jerzego i 7-letnią Czesławę. Także w połowie sierpnia zamordowali 105-letniego Romana Krasickiego – najpierw powiesili go na sznurku na drzewie, a gdy sznurek zerwał się, dobili go pałkami. (Siemaszko..., s. 971 – 972).
15 lub 16 sierpnia 1943 roku:
We wsi Piotrówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 14 Polaków.
16 sierpnia 1943 roku:
We wsi Kohylno (w skład wsi wchodziło Zastawie i Tartak) pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 29 Polaków, w tym rodziny 6-cio i 5-osobowe. „Około tygodnia po pogromie Michał i Bolesław Roch oraz Tadeusz albo Roman Roch poszli nocą w trzech na Zastawie, aby zobaczyć co się stało z naszą rodziną. 11 lipca 1943 r. w nocy z soboty na niedzielę, na ich dom był napad podczas którego zamordowano wdowę Amelię [Roch] lat ok. 60 oraz jej najmłodszą córeczkę Zosię lat ok. 14. Tej nocy Tadeusz Roch spał w swojej stodole, między słomą a ścianą, a jego rodzony brat Roman w ogrodzie w kapuście, niedaleko łąki. Romek Roch opowiadał mi osobiście, że nad ranem już robiła się „szarówka” posłyszał jakieś głosy, a w chwilę później jakieś głośne, przeraźliwe wręcz krzyki, dochodzące od domu Grzegorza Rocha. Jednak nie zdecydował się tam pobiec, gdyż na podstawie tego co słyszał, poznał, że są to krzyki mordowanych ludzi. Szybko ukrył się w pobliskich szuwarach i przesiedział tam cały dzień. Romek opowiadał mi także, że Tadek też obudził się w stodole, gdy Ukraińcy zaczęli dobijać się do drzwi domu Grzegorza. Widział przez szpary w ścianie stodoły, jak Ukraińcy wpuszczeni do domu, po chwili całą rodzinę wyprowadzili na podwórko. Przodem szły dzieci Grzegorza i jego żony. W tym momencie było jeszcze cicho i spokojnie, wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie spodziewali się najgorszego. Na pewno mieli nadzieję, że to zwykłe najście, które zakończy się przesłuchaniem lub co najwyżej pobiciem i groźbami, tym razem było jednak inaczej. Gdy dzieci były już na dworze, Ukraińcy nagle uderzyli je siekierami w głowę, natychmiast zginęli wtedy: syn lat ok. 16 oraz dwie córki, starsza lat ok. 25 i młodsza lat ok. 20. Gdy matka zorientowała się, że dzieci zostały zaatakowane, dopiero wtedy zaczęła histerycznie krzyczeć i właśnie te krzyki słyszał Roman w ogrodzie. Możliwe, że któreś z dzieci też zdążyło krzyknąć przed samą śmiercią. Po zarąbaniu dzieci wyprowadzili Grzegorza i jego żonę, pierwsza porąbana została żona lat ok. 60. Wtedy bandyci zaczęli się zastanawiać jaką śmierć zadać gospodarzowi i wtedy Tadek usłyszał wyraźnie takie słowa jednego z Ukraińców do pozostałych: „On uciekł nam do miasta i przyszedł z powrotem. Trza mu dać lekkie skonanie!” Zaraz potem Tadek zobaczył, jak za chwilę powiesili go na jabłonce, tuż obok ich domu rodzinnego. Tak skonał Grzegorz lat ok. 60. Tadeusz widział też, jak zginęła jego matka, opowiadał wszystkim, że ta sama grupa Ukraińców po wymordowaniu rodziny Grzegorza przeszła pod drzwi jego domu i zaczęła się dobijać do środka. W końcu udało im się wejść do środka i po chwili słyszał niewyraźnie jak matka prosiła kilku oprawców o darowanie jej życia. Potem wszystko ucichło, po chwili zobaczył jednak, że mężczyźni opuszczają dom i odchodzą. Tadek wspominał także, że rozpoznał jednego z napastników, ale dzisiaj już nie pamiętam, o kim mówił. Wiem zaś na pewno, że to był Ukrainiec z Kohylna. Bandyci nie podpalili zabudowań i prawie na pewno nic nie wynieśli z domu. Po około dwóch godzinach na Zastawie przyszła druga grupa Ukraińców i zaczęli chować ciała pomordowanych. Całą rodzinę Grzegorza wrzucili do dołu po kartoflach, tuż przy ich własnej chałupie. Ciało wdowy Amelii Roch wrzucili do lochu po kartoflach i zawalili go. /.../ Michał Roch opowiadał mi także, że był po pogromie w Kohylnie, gdzie spotkał Ukraińca, który był sąsiadem Drabików. Właśnie ten Ukrainiec opowiedział Michałowi jak została zamordowana cała ich rodzina. 11 lipca 1943 r., w niedzielny ranek przyszli do Drabików banderowcy i weszli do domu. Po chwili zaczęli mordować tych, którzy byli w domu. W chałupie zabili matkę i dwie córki, tymczasem dwaj synowie spali w stodole. Gdy Ukraińcy wykryli ich kryjówkę, jednego chłopca zabili na miejscu, a Józek rzucił się do ucieczki przez pola. Nie zdołał jednak uciec i gdy go dopadli to go też zabili. Prawdopodobnie miał przed śmiercią prosić bandytów, aby mu darowali życie. Michał dowiedział się także, że ciała pomordowanych Ukraińcy wrzucili do lochu, kopca z drewnianych kołków na kartofle, który znajdował się na miedzy Drabików i Żyda Moszko Bejdera, potem wszystko zawalili” (Roman Szymanek, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch). „Dziadek Bolesław Roch na rok przed swoją śmiercią, mówił mi jak zabito jego bliską rodzinę, jego kuzynów. Powiedział, że staruszka Ukrainka z Kohylna, którą nazywano Koteluczka mówiła rodzinie Rochów w Kopyłowie pod Hrubieszowem, że Rochów z Zastawia Ukraińcy wieźli wozem do Kohylna, aż pod samą cerkiew i tam powiesili ich na lipach przy cerkwi” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz,; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch). W. i E. Siemaszko na s. 922 – 923 opisując wieś Kohylno napad datują na 16 sierpnia, a następne na 23 i 29 sierpnia 1943 roku.
We wsi Podjarków pow. Bóbrka banderowcy zamordowali 20 Polaków, w tym dwie rodziny Kleszczyńskich. Dokumentacja fotograficzna jednej zamordowanej rodziny znajduje się w książce Aleksandra Kormana Ludobójstwo UPA na ludności polskiej. Zginęli: Jan Kleszczyński, lat 38, jego żona Tekla, lat 37, ich córka Anna, lat 13 oraz ich syn Stanisław, lat 8. Rozebranym do naga ofiarom wydłubali oczy, zadawali ciosy siekierą w głowę, przypalali ogniem dłonie, próbowali odciąć kończyny górne i dolne, zadali rany kłute na całym ciele.
We wsi Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński: „W 1943 r., moi rodzice – Jan i Zofia Kraszewscy oraz bracia: Jerzy – lat 12, Tadeusz – lat 7 i ja – lat 9, mieszkaliśmy w kolonii Stanisławów oddalonej 20 km od Włodzimierza Wołyńskiego, gmina Werba. /.../ Dnia 16 sierpnia 1943 r. około godz. 14.00, kiedy kuzyn Roman wyszedł w celu rozpoznania sytuacji, zauważyliśmy ośmiu Ukraińców zbliżających się w naszym kierunku od strony naszego gospodarstwa. Najstarszy funkcją Ukrainiec, dobrze uzbrojony, podszedł do ojca i powiedział, że powinniśmy wracać do domu, ponieważ nic nam nie grozi i nie ma powodu uciekać. Dopytywał się również, gdzie jest kuzyn Roman, ponieważ chce go wraz z rodzicami przesłuchać i poprosił ojca, żeby odszedł z nim w głąb lasu. Ojciec zgodził się i odeszli tak, że nie było ich widać, ani słychać rozmowy. Po kilku minutach wrócił i zabrał mamę. Kiedy tak staliśmy w wielkim strachu, otoczeni przez pozostałych siedmiu bandytów, nagle usłyszeliśmy krzyk mamy „Oj, serce!”. Wówczas pomalutku zaczęliśmy oddalać się, bo przez moment tych siedmiu bandytów zainteresowało się zawartością wozu. W tym momencie przybiegł Ukrainiec, który wyprowadził rodziców i zaczął krzyczeć, dlaczego nie robią z nami porządku. Sąsiadka pani Olobra uklękła przed Ukraińcem i zaczęła go błagać o litość, żeby zostawili ją w spokoju, na co ten dowódca przebił ją bagnetem umocowanym na karabinie, mordując na naszych oczach. Wtedy zaczęliśmy uciekać w kierunku naszego lasu i pozostawionego tam bydła. Najmłodszy brat Tadeusz uciekał najwolniej, a kilku bandytów biegło za nim i tak dobiegł do owiec i schował się za pasącego się barana. Baran, widząc biegnącego naprzeciw człowieka, rozpędził się i z całą siłą uderzył bandytę, który aż się przewrócił, a kiedy chciał go uderzyć drugi raz, wówczas bandyta podniósł się i zastrzelił barana. Tymczasem brat Tadeusz uciekł w zarośla i tak zostało uratowane życie 7-letniego dziecka. Ja i mój starszy brat uciekliśmy w zarośla i krzaki. Jak się okazało, mama, chociaż bardzo ranna, pokaleczona bagnetem, będąc w szoku, zdołała uciec z miejsca tego mordu. Bandyta, kiedy ją wyprowadził w krzaki, kazał zdjąć sukienkę, ponieważ była wełniana, po czym uderzył ją kolbą w głowę, a kiedy zasłoniła się ręką, wówczas bagnetem zranił rękę, a następnie dwukrotnie zranił klatkę piersiową. Wtedy mama wydała ten pamiętny okrzyk „Oj, serce!”, co (…) nas uratowało. Bandyta tymczasem uznał, że mama już tam umrze, zabrał sukienkę i pobiegł do furmanki. (…) Mama długo nie mogła uwierzyć, że nasz tatuś nie żyje, nawet wówczas kiedy do Włodzimierza przyjechał kuzyn Roman i powiedział, że po odgłosach strzałów, późnym wieczorem poszedł na miejsce naszego postoju i nieopodal, w krzakach za drzewami, potknął się o ciało naszego tatusia, które przykrył gałęziami. I taki pogrzeb miał nasz tatuś.” (Zdzisław Kraszewski: Początek zagłady kolonii Stanisławów; w: www.martyrologiawsipolskich.pl ).
We Włodzimierzu Wołyńskim w nocnym napadzie upowcy na ul. Lotniczej zamordowali około 15 Polaków; 35-letniemu Zygmuntowi Zakrzewskiemu połamali ręce i nogi i wbili w głowę gwoźdź.
We wsi Zamch pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy z Niemcami zamordowali 8 Polaków.
We wsi Zarudeczko pow. Zbaraż banderowcy zamordowali 10 Polaków, byli to: Huka Ignacy l. 39, Kowalczuk Onufry l. 48, Olisko Aniela l. 19, Przysiniuk Bronisław l. 19, Ratuniak Maria l. 60, Rygiel Mikołaj l.62, Zagwocki Antoni l. 39 i Teresa l. 61, oraz 2 osoby o nieustalonym nazwisku.(Kubów..., jw.).
W nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 17 na 18.VIII.1943. Na kolonii między Karolowką a Szuparką pow. Buczacz Ukraińcy wymordowali rodzinę polską złożoną z 6 osób. Jednego ze sprawców ujęto, jest to Ukrainiec, dezerter z ukr. Dywizji SS. Przyznał się do morderstwa” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej zbrodni.
18 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bielin pow. Włodzimierz Wołyński w walce z UPA zginął 23-letni Polak.
W miasteczku Mikołajów pow. Żydaczów banderowcy zamordowali Polaka, księgowego leśnictwa.
We Włodzimierzu Wołyńskim upowcy zamordowali 2 Polaków.
W kol. Zygmuntówka pow. Włodzimierz Wołyński zabili 5 Polaków podczas żniw, w tym 15-letniego chłopca.
W nocy z 18 na 19 sierpnia 1943 roku:
We wsi Kluwińce pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 3 Polaków. Inni: „zamordowano 7 Polaków, w tym: Michalik Michał l. 45 i nauczyciel z Trembowli l. 50” (Kubów..., jw.). Komański na s. 235 podaje, że nazwiskiem Michała Michalika posługiwał się Tadeusz Trojanowski, były inspektor szkolny z Rawy Ruskiej. Patrz „ w nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku”.
19 sierpnia 1943 roku:
We wsi Komarów pow. Stanisławów banderowcy zastrzelili 1 Polaka oraz drugiego uprowadzili z przysiółka Halicka Brama i ślad po nim zaginął.
We wsi Stawki pow. Równe w zasadzce upowcy zabili około 11 Polaków jadących do żniw oraz całą 23-osobową osłaniającą ich eskortę Ślązaków na służbie niemieckiej.
20 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bodiaki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letniego Polaka.
W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck zamordowali Polaka, męża Ukrainki.
We wsi Komarów pow. Stanisławów uprowadzili 2 Polaków, mężczyznę i kobietę, urzędników zarządu Liegenschaftu, którzy zaginęli bez wieści.
W kol. Kowalówka pow. Kowel upowcy zabrali na podwodę i zamordowali 1 Polaka.
W kol. Kryłów pow. Równe zamordowali 2 Polaków.
W kol. Szeroka pow. Horochów w okrutny sposób wymordowali 3 rodziny polskie ocalałe z rzezi 16 lipca: 9-osobową, 4-osobową i 3-osobową a zwłoki spalili w stodole – razem 16 Polaków.
W kol. Szczytnia pow. Równe zamordowali 39-letnią Polkę, której męża porąbali na kawałki 11 lipca 1943 roku.
We wsi Tiutkiewicze pow. Równe od ran zadanych przez Ukraińców zmarł w szpitalu 20-letni Polak.
W nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 20 na 21.VIII.1943. Kluwińce pow. Kopyczyńce. Około 23,30 Ukraińcy zamordowali trzech Polaków zaś jednego ranili. Zamordowani zostali: Jan Kostecki b. posterunkowy P.P. obecnie rolnik, Trojanowski Tadeusz b. inspektor szkół w powiecie Rawa Ruska obecnie buchalter na folwarku, Sroczyński Roman także buchalter rodem spod Krakowa. Ranny został Fleszar Zbigniew także pracownik folwarku /.../ W związku z tym morderstwem aresztowano miejscowego księdza gr.-kat. Proskurnickiego i jego syna Stefana, którzy są moralnymi sprawcami zbrodni. Stefan Proskurnicki b. komendant milicji ukr. posądzony jest również o zamordowanie 6 Polaków wracających z więzienia w Berdyczowie w r. 1941 w czasie wkraczania Niemców na nasz teren ” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka podają datę „W nocy z 18 na 19 sierpnia 1945” oraz nazwiska: Korzecki /Kosowski/ Jan, Trojanowski Tadeusz i Iszczycki Roman” (s. 235, tarnopolskie).
21 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bermeszów pow. Horochów upowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską. „Oto wykaz pomordowanych Polaków na kolonii Kisielówka, Czesnówka, Jaworówka, Bermeszów i Lipnik w dniu 21.08.1943 r., który ja Czesław Życzko sporządziłem w porozumieniu z towarzyszami niedoli, w tym: moją żoną Heleną Życzko z domu Furtak, Stanisławem Łachowskim z kolonii Czesnówka oraz Bronisławem Nieczyporowskim (ofiary ze wsi Bermeszów – przypis S.Ż.): Wyszyński Aleksander lat 45, (mój szwagier), Maria lat 40, (moja siostra), Aleksander lat 16, Janina lat 14, Aniela lat 12, Jadwiga lat 10 (mój brat i siostry cioteczne)”. („Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, spisał Sławomir Tomasz Roch; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... a-woy.html). Siemaszko...., s. 137 datują ten mord ”w 1943 r., latem”.
W kolonii Czesnówka pow. Horochów upowcy zamordowali 30 Polaków. „Oto wykaz pomordowanych: Uleryk Stefan lat 65; Łachowski Aleksander lat 70, żona lat 67; Kuczko Bronisław lat 53 i troje dzieci lat 20, 8 i 6; Kosior Józef lat 22 i brat Edward lat 19; Uleryk Jan lat 72 i zona lat 60; Błędowski Stefan lat 30 i 1-roczny synek; Torkowski Jan lat 30 i żona Władysława lat 20; Dumański Wacław lat 58 oraz cała rodzina tj. 6 osób od 17 do 4 lat; Zymon Jan lat 63, żona lat 51 oraz 4 dzieci od 21 do 5 lat; Błędowska Helena lat 31 i jej syn lat 3; Błędowska Maria lat 60”. ( Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, , j.w.) Siemaszko..., s. 152 podają: „W sierpniu 1943 roku zostali zamordowani dwaj bracia Józef i Edward. Najprawdopodobniej nie jest to pełna lista ofiar” Podają liczbę ofiar 5 + ?.
W kolonii Jaworówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską (rzeź w tej kolonii miała miejsce 15 sierpnia 1843 roku). „Oto wykaz pomordowanych /.../: Zybura Michał lat 53 (mój wujek), Katarzyna lat 40 (moja ciocia), Zofia lat 75, Marian lat 15, Jan lat 9, Tadeusz lat 7, Teresa lat 4 (to moje kuzynostwo)”. ( Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, jw.). Siemaszko...., s. 861 nie wymieniają tych ofiar.
W kolonii Kisielówka pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 93 Polaków. Atak nastąpił około godziny 14.00, Polacy uciekali do lasu do znajdującej się tam drewnianej Kaplicy hrabiego Szumińskiego oraz do Czarnego Lasu. „Wielu ludzi krzyczało do nas, by nie iść pod Kaplicę bowiem tam już rozpoczęła się rzeź, Ukraińcy strzelają kogo popadnie oraz rąbią siekierami i widłami kogo się da. Tak więc nie mając wyboru, uciekaliśmy razem z nimi, to były naprawdę straszne chwile. Jakby piekło rozwarło się na ziemi, jeden uciekał i płakał, inny biegł i krzyczał coś tam, może kogoś nawoływał, a może jakiś amok właśnie go ogarnął, dzieci piszczały. /.../ W drodze odpoczywaliśmy w lesie, po przeróżnych krzakach i tam właśnie Piotr Przybyła opowiadał nam ze szczegółami, jaką gehennę przeżył w ostatnich dniach w domu swojej teściowej, mówił tak: „Już od prawie dwóch tygodni ukrywam się u mojej teściowej pod podłogą, obawiałem się bowiem, żeby mnie Ukraińcy nie zamordowali, gdyby dowiedzieli się, że wciąż tam jestem, już bym zapewne nie żył. Przez cały ten straszny czas pomagała mi moja dobra żona Tosia, teściowa nic nawet nie wiedziała o moim miejscu ukrycia. W tym czasie w naszym domu przebywali banderowcy, którzy gościli się tu niekiedy i na cały głos przechwalali się, jak to Polaków mordowali. Słyszałem to bardzo wyraźnie, gdyż mówili dosłownie nad moja głową. Jednego razu usłyszałem głos Ukraińca, który opowiadał jak zginęła rodzina polska Furtaków, których wcześniej znał dobrze. Kiedy ich znalazł Andrzej Futrak uklęknął przed nim, złożył ręce jak do modlitwy i zaczął go prosić, aby im wszystkim darował życie. Wtedy Ukrainiec Marko z Tumina, jak sam się potem przechwalał, jak go rąbnął siekierą w głowę, aż krew trysnęła na niego! A potem pozabijał wszystkich pozostałych, którzy tam byli, również bezlitośnie rąbiąc ich siekierą.”. /.../ Warto też dodać, że Piotr Przybyła pochodzi z Kisielówki, gdzie mieszkali jego rodzice oraz siostra Zofia, która wyszła za mąż za Piotra Krzeszowiec. Mieli razem dzieci, a on był Ukraińcem, ale mało kto o tym wiedział. Niestety podczas mordów Piotr Krzeszowiec zamordował swoją żonę Zosię. Osobliwą tragedię przeżyli także ich najbliżsi sąsiedzi Józef i Józefa Gnatiuk oraz ich córka lat 14, których ukraińskie bandziory powiązali drutem ostrym, kolczastym i tak ich okrutnie zamęczyli. Tak przynajmniej opowiadali sobie ludzie w mieście we Włodzimierzu”. /.../ Oto wykaz pomordowanych Polaków na kolonii Kisielówka, Czesnówka, Jaworówka, Bermeszów i Lipnik w dniu 21.08.1943 r., który ja Czesław Życzko sporządziłem w porozumieniu z towarzyszami niedoli, w tym: moją żoną Heleną Życzko z domu Furtak, Stanisławem Łachowskim z kolonii Czesnówka oraz Bronisławem Nieczyporowskim” (ofiary z kolonii Kisielówka – przypis S.Ż.): Życzko Rozalia, maja mama lat 50, mój brat Longin lat 15. Furtak Andrzej lat 52 mój teść, jego żona Franciszka lat 40, syn Eugeniusz lat 11, córka Czesława lat 9. Michalec Stefania lat 10, Michalec Maria lat 47, obie były naszymi sąsiadkami. Ambroziak Mieczysław lat 16, był naszym sąsiadem. Kampanowski Michał lat 40, Janina lat 35, Stanisław lat 15, to byli także nasi sąsiedzi. Marceniuk Mieczysław lat 20, nasz sąsiad. Zymon Katarzyna lat 60, Bolesław lat 35, Hipolit lat 30, Janina lat 27, Maria lat 6, Stanisława lat 4, Zymon Kazimierz lat 33, Emilia lat 27, Józefa lat 5, Agata lat 3, Zymon Medzik lat 45, Władysława lat 30, Stanisław lat 6, Marian lat 4, Zymon Michalina lat 22, Władysław lat 5., to też nasi sąsiedzi. Suszyński Kazimierz lat 67. Czerwonko Rozalia lat 78. Marszałek Natalia lat 22, Jan lat 4. Nieczyporowski Tadeusz lat 14. Gałuszka Julian lat 43, Aniela lat 45, Władysław lat 16, Wanda lat 9, Stanisław lat 7, Józef lat 5, Stefan lat 3. Niemiec Magdalena lat 57. Gnatiuk Józef lat 47, Józefa lat 45, Stefania lat 15. Gronowicz Władysław lat 70, Maria lat 65. Petlicki Witold lat 12. Dec Stanisław lat 38, Józefa lat 61, Marian lat 2. Ferenc Józef lat 29. Mikulska Zofia lat 45, Wanda lat 12, Stefania lat 10. Głogowski Józef lat 15, Rozalia lat 14. Michalczuk Antoni lat 69, Maria lat 65 – Kisielówka. Ferenc Bolesław lat 7, Stanisław lat 5 oraz noworodek 2 dni. Pogorzelski Antoni lat 71. Uleryk Antoni lat 72, Aniela lat 50, Stefan lat 57. Michalczyk Stanisława lat 9”. („Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, jw.). Siemaszko..., s. 163 wymieniają wśród ofiar 19 Polaków przesiedlonych tutaj ze wsi Binduga, ale niewielu przesiedlonych znali świadkowie, którzy przeżyli rzeź.
W kolonii Lipnik pow. Horochów upowcy zamordowali 5 Polaków. „Oto wykaz pomordowanych Polaków /.../ : Wrońska Maria lat 65 moja ciocia; Kutowicz Antoni lat 40 mój kuzyn; Rowiński Walenty lat 32 mój kuzyn; Pajta Józef lat 32 komendant PW; Wolski Józef lat 19 to z dalszej rodziny”. „Wspomnienia Czesława i Heleny..., jw.). Siemaszko..., s. 164 podają: „15 września 1943 r. upowcy porwali z pola podczas zbioru ziemniaków: Antoniego Kotowskiego (Kotowicza?) lat 40; Katarzynę (Marię?) Wrońską, lat 65, którzy do domu nigdy nie powrócili”. Podali liczbę ofiar: 3 Polaków.
W majątku Romanówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
22 sierpnia 1943 roku:
We wsi Dupliska pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W kol. Głęboczyca pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zabrali na podwody co najmniej 5 Polaków i zamordowali ich w lesie. „I na naszej wsi Głęboczycy dochodziło do pierwszych mordów, na Tadeuszu Iwańskim, znalezionych po kilku dniach w lesie w zamaskowanym rowie ze śladami okropnego pastwienia się nad nim. Na Bronisławie Sławkowskim z żoną Marią w ten sam bestialski sposób zamordowanych. W sąsiedniej kolonii Święte Jezioro zamordowani zostali: Śliwa z żoną, Józef Szymczak z żoną Adelą i Czesław Dzięgielewski. Na Głęboczycy przez parę tygodni mordów zabrano niby na podwody i zamordowano mojego ojca Michała Winiarskiego, Adama Grelę, Stanisława Sobieraja, Adama Iwańskiego i Liperta. Wszystkich ich odnajdywano w okolicznych lasach zakopanych w zamaskowanych miejscach.” (Józef Winiarski; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów III, Kraków 2009, s. 349-357; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... rpnia.html ).
We wsi Gruszówka pow. Kowel zamordowali 20 Polaków: 7 jadących do kościoła i 13 wracających z kościoła w Zasmykach.
W kol. Julianów pow. Kowel zamordowali co najmniej 6 Polaków.
We wsi Korabliszcze pow. Dubno zamordowali Polaka, nauczyciela.
We wsi Putiatycze pow. Grudek Jagielloński zastrzelili 1 Polkę.
We wsi Winiatyńce pow. Zaleszczyki zamordowali 1 Polaka, drugiego ciężko poranili.
We wsi Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali Polaków i zastrzelili 1 Polkę.
23 sierpnia 1943 roku:
W kol. Chaitówka pow. Łuck zabili 78-letniego Ignacego Kownackiego i jego 37-letniego syna Piotra, a zwłoki spalili razem z zabudowaniami. Żona Anastazego Kownackiego (drugiego syna Ignacego) podczas ucieczki czołgała się w łęgach ziemniaczanych ciągnąc za sobą 2-letnią córkę Michalinę, która w wyniku tych przeżyć straciła na zawsze mowę.
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili w lesie 8 Polaków uprowadzonych z innych miejscowości a ciała wrzucili do studni.
We wsi Majdan pow. Kamień Koszyrski woj. poleskie nacjonaliści ukraińscy zamordowali co najmniej 139 Polaków: „w godzinach porannych wioska Majdan została otoczona przez nacjonalistów ukraińskich. Mieszkańcy wsi zostali zgromadzeni w miejscowej szkole pod pozorem zebrania. Następnie ok. 10 mężczyzn zabrano ze szkoły i zaprowadzono do zabudowań gospodarczych Antoniego Z. Tam w stodole polecono im wykopać dół, a następnie przyprowadzano po kilku mieszkańców i po zadaniu śmiertelnych cisów ostrymi narzędziami ciała ofiar wrzucano do wykopanego dołu. W stosunku do osób, które chciały uciec użyto broni palnej. Po zamordowaniu mieszkańców wioski została ona ograbiona i spalona wraz ze stodołą w której spoczywały zwłoki pomordowanych osób. Osoby które przeżyły zajście uciekły z partyzantami pod dowództwem ppłk Kunickiego” (IPN Szczecin: Śledztwo w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości polegającej na zabójstwie w dniu 23 sierpnia 1943 r. w miejscowości Majdan dawny powiat Koszyrski co najmniej 139 mieszkańców wsi przy użyciu ostrych narzędzi oraz broni palnej przez nacjonalistów ukraińskich, a czyny te miały na celu wyniszczenie ludności narodowości polskiej zamieszkałej na tych terenach; sygn. S 77/09/Zi; lipiec 2012). IPN wszczął śledztwo w 2008 roku, natomiast w 2012 roku umorzył je z powodu niewykrycia sprawców mordu. „Wykaz rodzin polskich bestialsko zamordowanych w dniu 23.08.1943 roku przez bande nacjonalistów (banderowców) we wsi Majdan, rejon Kamień Koszyrski, obwodu wołyńskiego” podała w internecie Karolina Żębrowska. Ponad sto osób zamordowanych to były dzieci (w tym jednoroczne), kobiety (w tym w zaawansowanej ciąży) i starcy. (Karolina Zębrowska, 29.01.2013; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/czytelnicy.html ).
We wsi Olesk pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali w swoim obozie 12 Polaków oraz 22-letniego nauczyciela ukraińskiego ożenionego z Polką.
W kol. Osiecznik pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 10 Polaków.
W kol. Piórkowice pow. Kowel zamordowali 6 Polaków (1 mężczyzna, 4 kobiety i 1 dziecko), którzy wrócili do swoich domów po żywność.
W kol. Rafałówka pow. Łuck zastrzeli na polu 1 Polkę.
W miasteczku Torczyn pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
24 sierpnia 1943 roku:
W kol. Apolonia pow. Łuck Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków.
W kol. Brzezina pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 1 Polaka.
We wsi Bukowina pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy zastrzelili 6 Polaków.
W kol. Dąbrowa koło Woronczyna pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 23 Polaków, w tym niemowlęta.
We wsi Komarów pow. Stryj postrzelili Polaka, w wyniku czego zmarł.
We wsi Wołosówka pow. Kowel zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Woronczyn pow. Horochów zamordowali około 15 Polaków.
We wsi Zadyby pow. Kowel zamordowali 1 Polaka.
We wsi Żorniszcze pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
W nocy z 24 na 25 sierpnia 1943 roku:
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów Ukraińcy podpalili domy polskie i sierpami, siekierami, nożami wyrżnęli ponad 100 Polaków; „na sztachetach płotów wisiały niemowlęta w becikach” (Siemaszko..., s. 979). „Prawdopodobnie pod koniec sierpnia 1943 r., 20/21 w nocy nastąpił atak na miasto, a właściwie na polskie bezbronne rodziny tam mieszkające. Okrążyli miasto i przez całą noc mordowali ludzi. To było piekło. Wchodzili do poszczególnych domów i zarzynali ludzi, masakrowali, rąbali na kawałki. Do uciekających strzelali, natomiast wszystkich, których złapali mordowali w okrutny, sadystyczny sposób - nożami, kosami, siekierami. Małe dzieci zabijali o mury domów i wieszali na płotach. Wyszukiwali chowających się ludzi po różnych zakamarkach. Wiele domów spalili. Rano atak przerwali. Z mojej rodziny zginęło 18 osób, tj: wujek Maśnicki Jan i jego żona Petronela oraz ich dwanaścioro dzieci, których imion nie pamiętam. Zginął dziadek Józef Błażyjewski i jego żona, nasza babka Balbina. Zginęła ciotka Kucharska Krystyna, która była w dziewiątym miesiącu ciąży. Zginęło również kilku Polaków z policji niemieckiej, którzy nas bronili. Z całego miasta ocalało kilka rodzin polskich 4 - 5, nie więcej. Między innymi moja rodzina. Ocaleliśmy chyba dlatego, że schroniliśmy się blisko koszar. /.../ Mężczyźni zwozili ciała w jedno miejsce pod cmentarz i tam je pochowano w wielkim dole. Przez trzy dni zbierano ciała z ulic miasta. Mężczyźni, którzy się tym zajmowali, nie mogli uwierzyć, że tyle okrucieństwa, bestialstwa i nienawiści może być w człowieku. Ulice miasta były pełne trupów, głowy często leżały oddzielnie, inne części ciała zmasakrowane. Wszędzie było pełno krwi. Te dni ataku jawią mi się we wspomnieniach jak straszny koszmar.” (Relacja świadka Romana Szpita; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów II, Kraków 2006, s. 78-79).
25 sierpnia 1943 roku:
W kol. Helenówka Gnojeńska pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zabili 14-letniego polskiego chłopca Zbigniewa Kędzierskiego.
We wsi Maniowa pow. Nadwórna banderowcy uprowadzili Polaka, kierownika kopalni, który zaginął bez wieści.
We wsi (kolonii) Sienkiewicze pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letnią Polkę.
We wsi Wirkowice pow. Krasnystaw policjanci ukraińscy z Niemcami zamordowali 39 Polaków, w tym 9 dzieci oraz wywieźli 500 Polaków, w tym około 300 dzieci w nieznanym kierunku.
26 sierpnia 1943 roku:
We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel upowcy uprowadzili kilku Polaków, w tym rodzinę, do wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński i tam ich zamordowali, imiennie znane jest 6 ofiar, w tym 16-letnia dziewczyna.
W kol. Iwanicze Nowe pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 20-letniego Polaka.
We wsi Lityń pow. Kowel zamordowali 2 Polaków, braci, jadących furmanką, wóz z końmi zrabowali Ukraińcy z Litynia.
We wsi Milatyn Nowy pow. Kamionka Strumiłowa: „data mordu Warczewskiego i Woźniackiego to 26.08.1943 a nie kwiecień 1944.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Uhryń pow. Czortków zamordowali 3 Polaków, w tym kolejarza.
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 11 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę i 4-osobową rodzinę gajowego. W lipcu i sierpniu w pobliskim lesie upowcy zamordowali przywiezionych ponad 150 Polaków.
W majątku Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 starszych Polaków: inżyniera – właściciela majątku lat 71, jego siostrę oraz 71-letnią kobietę.
27 sierpnia 1943 roku:
We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 46-letniego Polaka.
We wsi Dryszczów pow. Brzeżany: „27.VIII.1943. Dryszczów pow. Brzeżany. Ukraińcy zamordowali Reitera lat 23 narodowości polskiej. W nocy do zagrody Reiterowej wdowie po sołtysie zamordowanym przez Ukraińców w 1939 r. przybyło sześciu uzbrojonych Ukraińców żądając widzenia się z jej synem. Matka oświadczyła im, że syn jest w młynie. Ukraińcy nie uwierzyli, poszli do stodoły i tam znaleźli Reitera, którego bijąc uprowadzili. Następnego dnia wieczorem, rodzina odnalazła zwłoki Reitera w rzece z uwiązanym kamieniem u szyi” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
We wsi Gnojno pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi Ukraińcy zamordowali Polkę uciekającą ze Swojczowa do Włodzimierza.
W kol. Różyn pow. Kowel Ukraińcy uprowadzili 8 młodych Polaków i zamordowali w kol. Dobrzyńsk; ciała ofiar były powiązane drutem kolczastym.
W kol. Syczycha pow. Kowel uprowadzili i zamordowali 1 Polaka.
28 sierpnia 1943 roku:
We wsi Beresk pow. Horochów „ukraińscy partyzanci” zamordowali 3-osobową rodzinę polską kowala: 60-letniego Grzegorza Paluszyńskiego, jego 60-letnią żonę Aleksandrę oraz 20-letnią córkę Stanisławę, którą przed śmiercią zgwałcili.
We wsi Doszno pow. Kowel bandyci z UPA pochodzący z sąsiedniego Datynia obrabowali gospodarstwa i zabili 54 Polaków. „Mordowano szablami, motykami, siekierami (rozrąbywano głowy i całe ciała) oraz bagnetami. Niektóre zwłoki miały wydłubane oczy, odcięte języki, były powiązane drutem kolczastym, przybite do podłóg i ścian bagnetami. Dobytek ruchomy pomordowanych wywieziono wozami” (Siemaszko..., s. 329).
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wzięli na podwodę 45-letniego Polaka Feliksa Szewczuka i go zamordowali: odrąbali mu ręce i genitalia.
W kol. Radowicze pow. Kowel zamordowali 5-osobową rodzinę polską.
We wsi Stasin pow. Radziechów zamordowali Polaka, byłego podoficera zawodowego WP.
We wsi Turyczany pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 55-letniego Polaka.
W okresie między marcem a 29 sierpnia 1943 roku:
Koło kol. Święte Jezioro pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy uprowadzili do lasu i zamordowali 2 Polaków.
W nocy pomiędzy 27 a 29 sierpnia 1943 roku:
We wsi Zamlicze pow. Horochów miejscowi Ukraińcy zamordowali około 15 Polaków, którzy po rzezi wsi 11 lipca wrócili dokonać żniw.
W nocy z 28 na 29 sierpnia 1943 roku:
W kolonii Szury pow. Włodzimierz Wołyński został zamordowany wraz z córkami Lolą lat 11 i drugą lat 2 przez UPA leśniczy leśnictwa Pisarzowa Wola Jabłoński . Żona została zamordowana w niedługim czasie po tym wydarzeniu.(Orłowski..., jw.).
29 sierpnia (prawosławne święto Wniebowzięcia NMP) 1943 roku:
W kol. Adamówka pow. Kowel podczas drugiego napadu Ukraińcy zamordowali co najmniej 14 Polaków.
W kol. Aleksandrówka pow. Kowel podczas drugiego napadu zamordowali ponad 30 Polaków.
W kol. Antonówka pow. Kowel zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym 3 rodziny.
W kol. Augustów pow. Horochów zamordowali 7-osobową rodzinę polską. Świadek Kajetan Cis, ukryty w kopie zboża złożonej z dziesięciu snopków widział nieudaną próbę ucieczki rodziny Malinowskich. Rodzina ta liczyła 7 osób: rodziców, teściową i dzieci lat: 2. 3, 4 i 5. „Rozjuszona banda, jeszcze okrwawiona i rozgrzana we Władysławówce - widłami, siekierami, sierpami i kosami - zabijała, maltretowała tę rodzinę; kobiety, żonę Malinowskiego i teściową, rozebrali do naga i gwałcili - chyba gwałcili już nieżywe kobiety, bo leżały bez ruchu i co raz jakiś ryzun kładł się na nie, były całe we krwi. Żywe dzieci podnosili na widłach do góry - straszny krzyk (...). Kilku ryzunów poznałem - mieszkali w przyległych wioskach, sąsiedzi”. (Siemaszko..., , s. 1237).
W kol. Czmykos pow. Luboml upowcy razem z chłopami ukraińskimi z okolicznych wsi Czmykos, Sztuń, Radziechów, Olesk i Wydźgów wymordowali około 200 Polaków. Napadem kierował sotnik Pokrowśkyj, syn duchownego prawosławnego ze wsi Sztuń, oraz „Lis”, były gajowy. Rano miejscowi Ukraińcy zrobili rozeznanie wśród Polaków. Do Stanisława i Julii Król przyszedł znajomy Ukrainiec pożyczyć chleb, a za kilka godzin ten sam mordował łopatą ich córkę. Kolonia została otoczona pierścieniem strzelców UPA, który uniemożliwiał ucieczki. Grupy napastników w liczbie 10 – 20 na jedno gospodarstwo rozeszły się po kolonii i mordowały w okrutny sposób siekierami, widłami, kosami, drągami i innymi narzędziami gospodarskimi – tam, gdzie ofiary dopadnięto: w mieszkaniach, na podwórkach, na polu. Grupę dziewcząt i kobiet spędzono do szkoły, gdzie po zgwałceniu i zmaltretowaniu, zwłoki wrzucono do szkolnej ubikacji. Sprzęty, wozy, żywność, ubrania, buty oraz inwentarz żywy rozgrabili upowcy i mieszkańcy sąsiednich wsi ukraińskich. W późniejszym czasie kolonia została spalona. Eugeniusz Król, lat 12, został przybity za ręce, nogi i szyję do drzwi w kuchni. Helenę Greczkowską, lat 20, zarąbał siekierą znajomy Ukrainiec ze wsi Czmykos (Siemaszko..., s. 490 – 492). Zofia Wąs z d. Król, jako świadek pisze o sobie w osobie trzeciej: „Zofia Król, lat 7 i Janina Kotas, lat 12 bawiły się w sadzie lalkami. Nagle zaczęły dochodzić dziwne odgłosy. Starsza dziewczynka, Janina Kotas, zidentyfikowała, że są to banderowcy. Nagle jeden z nich pojawił się w sadzie, gdzie bawiły się dziewczynki (znany dziewczynkom, gdyż pochodził ze wsi Czmykos, gdzie mieszkali w większości Ukraińcy). Ten człowiek był tego samego dnia rano u państwa Królów – chciał pożyczyć chleb. Pani Julia Król, lat 29, matka Zofii dała mu cały bochenek, podziękował i wyszedł. W sadzie ów Ukrainiec zapytał, czy rodzice są w domu. Zofia odpowiedziała, że tak. Dalej już nic nie pamięta. Jak się okazało później, dostała w tył głowy łopatą, co spowodowało utratę świadomości i wstrząs mózgu. Gdy Zofia odzyskała przytomność, było jeszcze widno, okazało się, że wraz z koleżanką zostały przysypane ziemią w niewielkim rowie. /.../ Janina Kotas leżała na Zofii z odciętymi w połowie łydek nogami. Dostała przez chwilę drgawek i przestała się odzywać, prawdopodobnie już nie żyła. Zofia wydostała się z prowizorycznego grobu i poszła do domu. Zorientowała się, że w domu są jeszcze banderowcy, więc wystraszona schowała się w konopie. Jak już wszystko ucichło, ponownie Zofia wybrała się do domu. I co zastała? Mama Julia Król, lat 29, z domu Greczkowska, leżała na podłodze cała zakrwawiona z nożem w piersi, już nie oddychała. Brat, Eugeniusz Król, lat 12 został przybity za szyję i ręce do drzwi w kuchni, również już nie żył. Tata Stanisław Król, lat 38 leżał koło pasieki, najprawdopodobniej przerżnięty piłą, jeszcze żył. Jak zobaczył Zofię, zaczął krzyczeć, żeby uciekała do babci. Zofia pobiegła najpierw do Marii Danielak, swojej matki chrzestnej. W domu nikogo nie było, na podłodze leżało tylko jakieś dziecko, całe porozrywane (głowa, nogi, ręce – osobno). Następnie Zofia pobiegła do swojej babki Katarzyny Król i dziadka Antoniego króla, tam też nikogo nie było, tylko pełno krwi wszędzie. Następnie Zofia pobiegła do drugiej swojej babki Zofii Greczkowskiej i dziadka Feliksa Greczkowskiego. Po drodze spotkała swoją koleżankę Amelkę, lat 5 i jej siostrę Annę. Lat 3, Góral. Za chwilę wyszedł, wyłonił się nagle, jakiś Ukrainiec i zaczął strzelać. Anna Góral, lat 3 zginęła na miejscu. Amelka Góral została postrzelona w ręce. Przed kulami uchroniła się jedynie Zofia. Zofia z ranną Amelką poszły do domu Greczkowskich, w którym też nikogo nie było. Po drodze napotkały leżącą, już nie żyjącą, kobietę z małym dzieckiem przy piersi. Dziecko jeszcze żyło. Następnie poszły do domu Amelki Góral i tam się schowały w kryjówce pod podłogą. Przesiedziały tam całą noc. Na drugi dzień poszły do Lubomla, do ciotki Zofii”. Było to 12 kilometrów, dotarły tam w bardzo złym stanie, do cioci Zofii o nazwisku Wichruk z d. Król (Siemaszko..., s. 1180).
We wsi Derno pow. Łuck zamordowali 19-letniego Polaka.
W kol. Ewin pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali co najmniej 8 Polaków. „ Moja Mama Jadwiga oraz tato Jan opowiadali mi osobiście we Włodziemierzu Wołyńskim, że rodzona siostra mojej mamy Leokadia z domu Kaliniak lat około 30, została zamordowana przez czterech Ukraińców niedaleko Swojczowa, we wsi Ewin. To było podczas rzezi ukraińskich w 1943 r. Opowiadali o jej śmierci tak: "Dwóch Ukraińców ją trzymało, a dwóch przerzynało piłą na pół i tak Lodzię zamęczyli na śmierć!" Leokadia wyszła za mąż i miała swoje dzieci, niestety nie pamiętam już dziś ile.” Nazywam się Czesław Albingier, Urodziłem się 09. 01. 1931 r. we wsi Sierakówka, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński.. /.../ W Swojczowie mieszkała też Leokadia z domu Kaleniak, najmłodsza siostra rodzona mojej mamy Jadwigi. Moi rodzice opowiadali mi, że Leokodia była bardzo piękną kobietą i jeszcze przed II wojną światową wyszła za mąż. Wraz z mężem mieszkali w bliskich okolicach Swojczowa. Podczas rzezi także ich dom, został napadnięty przez ukraińskich nacjonalistów. W trakcie napadu zastrzelono jej młodego męża, a ją Ukraińcy zabrali do lasu i przez miesiąc czasu gwałcili. Potem ją okrutnie zamordowali.” (Wspomnienia Wacławy Roch i Czesława Albingiera ze wsi Sierakówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1938 – 1944. Wysłuchał i spisał Sławomir Tomasz Roch, 2009 r. W; http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/si ... eslaw.html ) „Latem 1943 r. banderowcy okrążyli ich wieś, a następnie uzbrojeni w przeróżną broń wchodzili do wsi i mordowali dosłownie wszystkich, których spotkali na swojej drodze. Mordercy nie oszczędzali nikogo, ani kobiet, ani dzieci. Kazia opowiadała mi osobiście, że także ich dom został napadnięty przez ukraińskich nacjonalistów. Ona i jej mąż rzucili się do ucieczki. Stanisław chwycił na ręce malutką jeszcze Alfredę, miała wtedy około 1,5 roczku i zaczął szybko uciekać, byle dalej od domu. Niestety zauważyli go oprawcy i celnie posłali mu śmiertelną kulę, gdy padał na ziemię, albo resztką przytomności, albo za przyczyną autentycznego cudu, przykrył swoim ciałem niemowlę, nie czyniąc mu przy tym większej szkody. Kazimiera tymczasem była ukryta w schronie, bądź w najbliższej okolicy i przeżyła napad. Po odejściu bandziorów odnalazła dziecko pod ciałem zastrzelonego męża.” (Sławomir Tomasz Roch: Beri szablu, beri nyż, spotkasz Lacha taj zariż!; w: http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tom ... taj-zarisz ). W. i E. Siemaszko na s. 917 podają, że Ukraińcy siekierami i widłami zamordowali 5 Polaków: Józefa Litwińczuka lat 29, Stanisława Traczyńskiego lat 62, jego żonę Antoninę lat 60, syna Leona lat 38 i córkę Feliksę lat 18.
W kol. Głęboczyca pow. Włodzimierz Wołyński „powstańcy ukraińscy” razem z chłopami ukraińskimi z sąsiednich wsi wymordowali około 250 Polaków – „od niemowląt” (np. dziecko Bolesławy Zarzyckiej), „po starców” (np. 96-letnia wdowa Kazańska). Napad miał miejsce o świcie, zabijali siekierami, widłami, nożami, szpadlami, drągami itp. Ofiary bestialsko torturowali, obcinali języki, ręce, nogi; na wpół żywych wrzucali do dołów, które zasypywali. Ranną 11-letnią Anię Krakowiak zakopali żywcem. Małemu dziecku Jana i Anieli Sławskich roztrzaskali główkę o słup (Siemaszko..., s. 872 – 874). „W ostatnich dniach sierpnia 1943 roku w niedzielę przed świtem, prawie już wstawał dzień, obudziły mnie odgłosy echa krzyku sąsiedzkich gęsi. Zaniepokoiłem się bardzo tym rannym donośnym hałasem. Zrywam się ze swojego legowiska w stodole i wybiegam na podwórze. Wpadam do śpiącej rodziny w mieszkaniu i stanowczo wszystkich głośno budzę. Matka bardzo strwożona zabiera z posłania młodsze rodzeństwo, chwyta, co było pod ręką z ich ubrań i ucieka w kierunku rzeki Turii. Po drodze przed rzeką, na polu złożonego już w kopy zboża, ukrywa się z młodszym rodzeństwem w tych kopach. Zrozpaczona mówi do mnie, żebym uciekał do naszego kuzyna Józefa Chojnackiego, który mieszkał na wschodniej krawędzi wsi Głęboczycy. Było to od nas niedaleko, około 1,5 kilometra. Po kilkunastu minutach dobiegam do domu Chojnackich. W domu kuzyna nikogo nie zastaję, spostrzegam, że wszystkie drzwi w pomieszczeniach są pootwierane i widzę, że zostały opuszczone tak samo jak nasze. Wtedy nie zastałem z nich nikogo. Dopiero później dowiedziałem się od mojego stryja Stanisława Winiarskiego, któremu również banda UPA wyrżnęła rodzinę, gdy on był wcześniej, wyszedł z domu do obrządku inwentarza. Ukryty w oborze widział, jak mordują jego małoletnie dzieci i rodzinę swojego sąsiada, mojego kuzyna Chojnackiego. Twierdził, że w czasie rąbania siekierami jego rodziny Chojnackiemu z rodziną udaje się niepostrzeżenie wypaść z domu do dobrze krzewami zarośniętego ogrodu. Pod osłoną drzew wbiegają do stojących dziesiątek ze zbożem, w których wszyscy się ukrywają. Może byłoby się im udało zachować życie, gdyby nie pozostawiony w zagrodzie uwiązany na łańcuchu pies, który donośnie wył. Bandyci wpadają do mieszkania, w którym nie było kogo rąbać. Zainteresowali się wyciem psa. Chwytają go i wypuszczają z uwięzi. Pies wyrywa się bandytom i pogonił do tych ukrytych w zbożu. Nie było dla nich ratunku. Banda UPA z Ukraińcami z Dulib i Turyczan morduje. Samego kuzyna Chojnackiego, z wściekłości chyba, że się ukrył, przywiązano łańcuchem do uprzęży konia i tak go wleczono za galopującym zwierzęciem, aż zostały z niego tylko nagie strzępy ciała. Od Chojnackich, których już nie zastałem, wracam w kierunku rzeki. Jadę przez pole, w którym ukrywała się matka z rodzeństwem. Penetruję kilka dziesiątek i widzę, że najdroższa mi osoba, moja Matula, w jednej z dziesiątek zboża leży już nieżywa. Uderzona została ostrzem siekiery bardzo głęboko przez środek głowy, nie dając żadnego ruchu i znaku życia. Rana na głowie jest okropnie opuchnięta, że głowa rozdwaja się z widocznym na wierzchu zakrwawionym mózgiem zalanym zakrzepłą krwią. Nie mogę na ten przerażający widok patrzeć, na tak straszną śmierć mojej Matuli, krwią całej zalanej. Z trwogą, że nie mogę jej już w niczym pomóc, w przerażeniu z obawą zaglądam do innych kup zboża za rodzeństwem. Za siostrami Danutą, lat 6, Czesławą, lat 4 oraz braćmi Janem, lat 14 i Albinem, 2 lata. Żadnego z nich nie odnalazłem. Okropnie strwożony wracałem do domu. Ubieram się w lepszą i grubszą odzież, z domu biorę, co jest pod ręką, trochę żywności i bochenek chleba. Udaję się za rzekę Turię do swego znajomego, Wojtowicza, który za żonę ma Ukrainkę. U Wojtowiczów ukrywam się w stodole, pełnej już zwiezionego z pola zboża. Przebywa już tam ukrytych osiem osób z pobliskich wsi polskich. Niektórzy z nich byli mi znajomymi. Z Głęboczycy naszej Jan Żuk, starszy ze Słowikówki, Kraszewski, lat 18 i Wdowiak, parę lat starszy ode mnie. U Wojtowicza ukrywamy się do paru dni, po których, na pewno przez donos jego żony Ukrainki, zostajemy wszyscy wykryci. Przyjeżdżają po nas upowcy wozem konnym i zabierają wszystkich nas do sądu na śledztwo. Sąd ten mieści się w lesie w opuszczonej gajówce. Jedziemy pod nadzorem UPA, przejeżdżamy po drodze przez pole gęstego łubinu. Widzimy, jak łubin ten przeszukują upowcy z karabinami i kilka grup chłopów z siekierami. Niektórzy z nich niosą oprawione na trzonkach haki, niby bosaki. Widzimy, jak w czasie penetrowania łubinu wykryto kilka ukrywających się dzieci. Były to dzieci Maszki i Szczepańskiego z Głęboczycy. Wszyscy oni w tym łubinie na miejscu zostają zarąbani siekierami albo mordowani hakami. W gajówce upowcy prowadzą z nami śledztwo przez parę dni, każdego z osobna pytali o udział nasz w armii, czy posiadanie broni. Nikt z nas nie mógł odpowiedzieć na żadne z pytań, gdyż z tym się nie spotkał. Nakłaniają nas, byśmy przystępowali do ich organizacji. Po kilku dniach śledztwa przewożą wszystkich do Hajek. Zbliżał się już wieczór. W Hajkach było już ciemno. Umieszczają nas w obszernej zamkniętej pustej oborze. Pod osłoną nocy, która tak nam się trafiła, że była bardzo ciemna i deszczowa, decydujemy i szukamy sposobu i możliwości jakiejś, aby się z tej obory wydostać. Po północy udaje się nam podważyć jedną z bel w ścianie chlewu; przez kilku z nas podważana ustąpiła. W ten sposób, jak najszybciej udaje się nam prawie czołganiem, cicho wydostać poza obręb zabudowań. Pod osłoną nocy udaje się całej grupie, po kilku, przejść w kierunku na Włodzimierz Wołyński.” (Józef Winiarski; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów III, Kraków 2009, s. 349-357; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... rpnia.html ).
W kol. Grabina pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wiosek wymordowali ponad 150 Polaków.
W pobliżu wsi Hołuby pow. Kowel zamordowali kilkunastu Polaków.
We wsi Hulewicze pow. Kowel zamordowali 7 rodzin polskich (25 – 30 Polaków).
We wsi Iwanówka pow. Kowel zamordowali 10 Polaków: 7-osobową rodzinę z 5 dzieci oraz matkę z 2 dzieci.
We wsi Jagodno pow. Włodzimierz Wołyński używając siekier, noży i wideł zamordowali co najmniej 13 Polaków.
W kol. Janin Bór pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali około 30 Polaków, którzy nie opuścili swoich domów.
W kol. Jasienówka pow. Włodzimierz Wołyński wyrżnęli całą polską kolonię (co najmniej 137 Polaków) - chociaż w lipcu upowcy zwołali zebrania Polaków z tej wsi oraz ze wsi Sokołówka i zapewniali, że Polacy mogą spokojnie pracować, nie bać się o swoje życie, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają.
W kol. Kamilówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 36 Polaków, głownie kobiety i dzieci.
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali mieszkające na terenie tartaku dwie rodziny liczace 10 osób, w tym trzy siostry Wesołowskie: 10-letnią Aleksandrę, 11-letnią Walentynę i 12-letnią Halinę oraz ich 71-letnią babkę (od strony matki) Antoninę Ryś. „Równocześnie zamordowano 7 rodzin , tj. dwadzieścia kilka osób NN, mieszkających w budynkach pożydowskich byłego właściciela tartaku Kaca (Siemaszko..., s. 923). Prawdopodobnie wśród nich była rodzina Drabików: matka, 2 córki i 2 synów. „Pamiętam, że poszłam w niedzielę rano do kościoła, tam zobaczyła mnie Wesołowska, kiwnęła na mnie głową, a gdy wyszłam ze świątyni, pytała mnie czy wiem, że był pogrom na Teresinie? Ona to właśnie opowiadała mi także, jak zginął jej mąż i kilku innych Polaków, mówiła tak: „Ukraińcy zamordowali mojego męża oraz kilku innych Polaków na Tartaku Kohyleńskim. Powrzucali Ich do studni, a potem rozerwali Ich granatami!”. Długo z nią nie rozmawiałam, a ona jeszcze tylko dodała: „Czy wy wiecie, że Twoje siostry, też zostały już zamordowane na Teresinie?” (http://wolyn.btx. pl/index.php/wolyn-wola-o-prawde/251-wspomnienia-heleny-wojtowicz-z-d-karbowiak-z-osady-budki-kohyleskie-w-pow-wodzimierz.html).
W kol. Kowalówka pow. Kowel zamordowali 15 Polaków, w tym 8-osobową rodzinę. Inni: „30 sierpnia 1943 roku Budy Ossowskie i kolonia Kowalówka o świcie zostały otoczone przez uzbrojone bandy, które wyszły ze wsi Wołczak i Rzewuszki i dokonały masowej rzezi na ludności polskiej. Rezultat był przerażający: w Budach Ossowskich ponad dwieście osób, w tym ponad osiemdziesięcioro dzieci, w Kowalówce na 23 rodziny 32 osoby zamordowane. Rodzina Czarneckich wymordowana cała; ojciec rodziny Jan Czarnecki – lat 55, żona Dominika - lat 53, córka Maria, mężatka – lat 23, córka Walentyna lat 19, dwaj synowie, bliźniaki Marian i Eugeniusz po 14 lat, najmłodsza córeczka Marii – Krystyna – lat 3. Uratował się tylko syn Staszek – lat 21, w tym czasie nieobecny”. (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ).
We wsi Koźlenicze pow. Kowel wymordowali za pomocą bagnetów kilka rodzin polskich, liczy ofiar nie ustalono, około 20 zwłok przywiezionych zostało na dwóch wozach drabiniastych do Powurska.
W kol. Laski pow. Kowel wymordowali 8 rodzin polskich, 42 Polaków.
We wsi Lityń pow. Kowel zamordowali 20 Polaków; zakłuli matkę dwóch zamordowanych trzy dni wcześniej synów oraz ich ojczyma; w dole z ich zwłokami znajdowały się 3 inne zwłoki, a obok w dole zwłoki 15 osób.
W kol. Ludmiłpol pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z Gnojna za pomocą siekier, bagnetów i innych narzędzi wymordowali 104 Polaków. "Franciszek Walczak mieszkał w Ludmiłpolu, on i jego rodzina byli Polakami. /.../ Trzech Ukraińców wjechało na jego podwórko, właśnie w tym czasie z domu na podwórko wyszła jego żona Gustafa lat ok. 22 z malutkim dzieckiem na ręku. Wyraźnie nie wiedziała jeszcze co jej grozi. Gdy trzej Ukraińcy, każdy uzbrojony w siekierę, zobaczyli ją przed domem, szybko pojmali ją i wtedy jeden z nich powiedział do niej tak: "O jak ty się ładnie ubrałaś. Twoja suknia będzie dla mojej żony". Drugi dodał zaraz: "Twoje buty będą dla mojej żony". Wtedy trzeci z nich powiedział stanowczo: "Prędzej bij!". Ukrainiec uderzył najpierw siekierą dziecko, które Gustka trzymała w rękach. Niemowlę wypadło jej z rąk i upadło ogłuszone na ziemię, jednak ożyło i zaczęło raczkować. Jeden z oprawców powiedział zaraz: "Dobij dziecko, bo ożyło!". Ukrainiec uderzył jeszcze raz siekierą i tym razem skutecznie. Zaraz potem zarąbali Gustafę, żonę Franciszka, który to wszystko widział i słyszał ze schronu. Przebieg tej zbrodni Walczak opowiadał mi osobiście we Włodzimierzu Wołyńskim jeszcze w sierpniu 1943 r. zaraz po jego przybyciu do miasta. Z tego co nam opowiadał, zorientowaliśmy się, że napad na Ludmiłpol był w pierwszych dniach sierpnia 1943 r. Franek mówił nam także, że rozpoznał znajomych chłopów Ukraińców z Kohylna, jego zdaniem to oni mordowali polskich mieszkańców Ludmiłpola” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch.). „Napad na naszą wieś Ludmiłpol był w lipcu 1943 r. Po wojnie spotkałam się z Franciszkiem Walczakiem, /.../ zaczął mi opowiadać przebieg tych tragicznych wydarzeń, mówił tak: "Ja i moja żona Gustka schowaliśmy się w stodole w schronach. Kiedy Ukraińcy przyszli na nasze podwórko, szukali także w naszej stodole Polaków. Ja siedziałem w jednym schronie, a żona z dzieckiem w drugim, tuż obok mnie. Gdy Ukraińcy przeszukiwali stodołę, odezwało się nasze malutkie dziecko, mój syn miał tylko 1 roczek i nic nie rozumiał. Gdy Ukraińcy usłyszeli płacz dziecka, znaleźli żonę i kazali jej wychodzić z ukrycia. Jak tylko Gustka wyszła do Ukraińców, oni zabrali ją na podwórko i tam okrutnie ich zamordowali. Oprawcy podczas tego napadu zamordowali też mojego ojca, miał wtedy lat ok. 70” (Maria Roch z d. Tymoczko, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; relację spisał Sławomir Tomasz Roch.). W. i E. Siemaszko na s. 923 – 924 opisując kolonię Ludmiłpol podają jako datę napadu 29 sierpnia i nie wymieniają powyższej zbrodni. Maria Roch dokumentuje także losy każdej rodziny polskiej zamieszkałej w Ludwilpolu.
„PLAN LUDMIŁPOLA STRONA LEWA
DOM 22 Wojciech Puzio lat ok. 60, był sołtysem i został zamordowany przez Ukraińców. Jego syn Franciszek lat ok. 30, w nocy został zabrany do sztabu UPA w Świniarzynie. Już więcej nie wrócił, przypuszczalnie został wtedy zamordowany. Drugi syn Bronisław lat ok. 25. uciekł.
D 21 Dyjer lat 50 i jego żona lat 45 i ich dzieci: córka Wacława lat ok. 20 i Dyzia lat ok. 18. Wszyscy zostali zamordowani przez Ukraińców. /.../
D 15 Myśliński lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 oraz ich dzieci: syn lat ok. 15. Wszyscy prawdopodobnie zostali zamordowani przez Ukraińców.
D 14 Szczepański Stanisław lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich dzieci: córka lat ok. 10 i druga córka lat ok. 8. Ta rodzina też została prawdopodobnie zamordowana przez Ukraińców. Wcześniej nasiedlona została.
D 13 Tymoczko Monika i Filip lat ok. 80, moi ukochani rodzice, którzy zaginęli bez wieści, prawdopodobnie zamordowani przez Ukraińców./.../
D 6 Bolesław Jankowski lat ok. 40 i jego żona Zofia lat ok. 35 oraz ich dzieci. Ta polska rodzina cała została zamordowana.
D 5 Helena Sawa lat ok. 30 i jej mąż Marian Mikoś lat ok. 35. To było polskie, młode jeszcze małżeństwo i wydaje mi się, że oni zostali zamordowani. Matka Heli lat ok. 60. Słyszałam, że razem z nią pobite zostały także inne małe dzieci. /.../
D 2 Giemza lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich dzieci: córka Eugenia lat ok. 23, druga córka Stefania lat ok. 18. Polska rodzina zamordowana przez Ukraińców.
D 1 Balicki lat ok. 60 i jego żona lat ok. 50 i ich dzieci: córka Janina lat ok. 16 i druga córka lat ok. 6. Polska rodzina, rodzice zostali zamordowani przez Ukraińców. Trzecia córka Maria i jej mąż uciekli z domu.
PLAN LUDMIŁPOLA STRONA PRAWA
/.../ D 2 Józef Klepaczek lat ok. 60 i jego żona lat ok. 55 i ich dzieci: córka Halena lat ok. 25, dzieci było więcej, ale ich imion nie pamiętam. Polska rodzina wszyscy zostali zamordowani. Słyszałam od ludzi, że podobno chodził ich mordować Ukrainiec Waremczuk.
D 3 Umański lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich troje dzieci. Rodzina polska prawdopodobnie zamordowana przez Ukraińców. Umański był kierownikiem tartaku u Kaca.
D 4 Józef Feliksiak lat ok. 45 i jego żona lat ok. 40 i ich dzieci. Polska rodzina prawdopodobnie wymordowana przez Ukraińców. Józef Feliksiak jeszcze przed napadem na wieś został zabrany przez Ukraińców do lasu i tam zabity. Feliksiakowie mieli jednego synka lat ok. 2, został zabity przez Ukraińców. /.../
D 15 Wdowiec Walczak lat ok. 60, jego żona Hanna umarła wcześniej i ich dzieci: syn Wiktor i jego żona Katarzyna, przeżyli napad i po wojnie uciekli do Jarosławia. Drugi syn Franciszek lat ok. 30 i jego żona Augustyna lat ok. 20 oraz ich 1 roczny synek. Augustyna i jej niemowlę zostali zamordowani w czasie pogromu przez atakujących bandytów ukraińskich. Z pogromu uciekł trzeci syn Bronisław lat 18. W czasie napadu zginął także ojciec tej polskiej rodziny wdowiec Walczak” (Maria Roch z d. Tymoczko, w: jw.). „Ilu było Ukraińców, nie wiem. Gdy tylko zeszli z wyżek na dół do obory, posłyszałem charczenie podobne do zarzynanego zwierzęcia. Podejrzewam, że to właśnie tak charczał mój brat Wacek, którego oni zabili zaraz w oborze. Zaraz też usłyszałem krzyk na podwórku. Ostrożnie zrobiłem małą dziurkę w strzesze i patrzyłem, co tam się dzieje. Zobaczyłem mamę i siostrę, których Ukraińcy wyprowadzili z domu. One pewnie też już wiedziały, co ich czeka z rąk tych„nocnych gości”, dlatego krzyczały, a może w ten sposób chciały ostrzec nas, nie wiem. Zobaczyłem, że Ukraińcy wrzucają je do studni, która była na podwórku. Nie wiem, czy przed wrzuceniem zostały one zabite, czy też wrzucili je tam żywe. Po tym mordzie, ja nie schodziłem z tych wyżek, bałem się, czy tam gdzieś jeszcze nie ma Ukraińców. Przesiedziałem w tej koniczynie na tych wyżkach do rana.” („Wspomnienia Bolesława Sawa z kolonii Ludmiłpol w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1945”, jw.).
W kol. Łany pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Majdan pow. Drohobycz zamordowali w leśniczówce 3-osobową rodzinę polską: ojca z 23-letnim synem i 20-letnią synową będącą w 6 miesiącu ciąży.
We wsi Majdan pow. Nadwórna zastrzelili Polaka, kierownika kopalni.
W kol. Majdan Hulewiczowski pow. Kowel zamordowali 16 Polaków (5 rodzin).
W kol. Mielnica pow. Kowel zamordowali około 40 Polaków i spalili wszystkie zabudowania.
W miasteczku Mielnica pow. Kowel zamordowali ponad 105 Polaków: w jednym grobie odkryto 98 zwłok, w drugim 7 zwłok.
W kol. Mikołajpol pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka rodzin polskich, co najmniej 33 Polaków.
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 73 Polaków. Patrz: „W nocy z 29 na 30 sierpnia 1943 roku”.
W kol. Montówka pow. Włodzimierz Wołyński prawdopodobnie 29 sierpnia 1943 roku UPA zamordowała ok. 300 Polaków: „Z ponad 40 osobową grupą Wołyniaków i księdzem Puzonem byliśmy w zeszłym tygodniu w dwóch wioskach: Kolonii Montówka i Soroczyn. To teraz szczere pole. Dookoła – oprócz nas – ani jednej żywej duszy” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005). W. i E. Siemaszko w ogóle nie wymieniają tej miejscowości w swojej książce.
W kol. Myszno pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili uciekającego z innej wsi Polaka.
W kol. Niebrzydów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6-osobową rodzinę polską z 4 dzieci lat: 3, 10, 12 i 14.
W kol. Nowojanka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polki: 37-letnią matkę z jej 11-letnią córką.
W majątku Nowy Dwór pow. Kowel upowcy i sąsiedzi – Ukraińcy obrabowali gospodarstwa i zamordowali 36 Polaków, w tym całe rodziny; 17 dzieci i starców zakłuł bagnetem upowiec ze wsi Nowy Dwór Niunio Jarmuł.
We wsi Nowy Dwór pow. Kowel Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie, pozostali Polacy (6 rodzin) wcześniej zdążyli uciec ze wsi.
We wsi Okorsk pow. Łuck upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Olesk pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 22 Polaków, w tym 4 rodziny.
W kol. Oseredek Nowy pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 15 Polaków, w tym uprowadzili do lasu i zamordowali 23-letniego mężczyznę i 35-letnią kobietę.
We wsi Ozierany pow. Kowel zamordowali Polkę uciekającą z Aleksandrówki.
W kol. Pniaki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy w ciągu dwóch dni zamordowali co najmniej 41 Polaków; pierwszego dnia mordowali mężczyzn, drugiego dnia kobiety i dzieci; m.in. 10-osobową rodzinę z 8 dzieci i 8-osobową z 6 dzieci.
W kol. Podiwanówka pow. Kowel zamordowali około 24 Polaków, kilka rodzin.
W kol. Podryże pow. Kowel wymordowali mieszkające tutaj 19 rodzin polskich, tj. około 96 Polaków.
We wsi Połapy pow. Luboml podczas uroczystości odpustowych w cerkwi prawosławnej pop poświęcił siekiery, noże i inne narzędzia zbrodni, po czym Ukraińcy zamordowali 1 Polaka, a następnego dnia które zostały na „proklatych lachiw” następnego dnia podczas rzezi ponad tysiąca Polaków we wsi Ostrów i Wola Ostrowiecka. W kazaniu mówił o „żniwach i wycinaniu kąkolu z pszenicy” (Siemaszko..., s. 528 – 529).
We wsi Przekurka pow. Luboml zamordowali 2 Polaków.
We wsi Przewały pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zaatakowali ludność polską zgromadzoną w kościele i zamordowali 54 Polaków; we wsi ofiar było znacznie więcej; „Jeden z Ukraińców nadział dziecko polskie na widły i podniósł w górę, krzycząc: dywyś, polski oroł” (Siemaszko..., s. 879).
W kol. Radowicze pow. Kowel zamordowali Polkę bronującą pole, żonę Ukraińca.
We wsi Sitowicze pow. Kowel zamordowali 4 Polaków, w tym 80-letnią kobietę.
W kol. Słowikówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali około 100 Polaków.
W kol. Sokołówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z sąsiednich wsi otoczyli wieś i wymordowali około 200 Polaków „od niemowlęcia po starca”. Karol Chwała opisuje zagładę wsi Sokołówka gm. Olesk. Jeszcze w lipcu 1943 r. upowcy zwołali zebranie Polaków, mieszkańców Sokołówki i Jasienówki w sąsiedniej ukraińskiej wsi Krać i zapewnili, że Polacy mogą spokojnie pracować, nie bać się o swoje życie, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają Ukraińcy. Wyjaśniali, że wieści jakoby Ukraińcy mordowali Polaków są rozpowszechniane przez niemiecką propagandę, a Niemcy przebierają się za partyzantów ukraińskich i mordują Polaków, chcąc w ten sposób skłócić Polaków z Ukraińcami. 28 sierpnia po zakończonych żniwach Ukraińcy kazali wszystkim Polakom zabrać swoje zboże i pojechać do wsi Stawki i Władynopol aby mleć zboże. Tłumaczyli, że w tym dniu młyny będą mleć tylko dla Polaków. Polacy chętnie skorzystali z tej wiadomości, namęli mąki i powrócili do domów, kładąc się spokojnie spać i niczego nie przeczuwając. Wielu było przekonanych, że nastąpiła zgoda między Ukraińcami i Polakami. Rano wioska została otoczona, a jej mieszkańcy kompletnie wymordowani. Akcją dowodził Mikołaj Dembyćki ze wsi Krać, a wspomagali go chłopi ukraińscy z innych okolicznych wsi, w okrutnych mękach zginęło blisko 200 osób. Świeża, gotowa mąka znalazła się w ukraińskich spichrzach. (Siemaszko..., s. 880-881).
We wsi Sokół pow. Luboml Ukraińcy zamordowali około 10 Polaków; na drugi dzień cała ludność ukraińska tej wsi wzięła udział w rzezi Polaków w Ostrówkach i Woli Ostrówieckiej.
W kol. Soroczyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali ponad 140 Polaków (Siemaszko..., s. 882); „W Soroczynie UPA zamordowała ok. 300 Polaków” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005; podaje on za świadkiem Franciszką Prus z Włodzimierza Wołyńskiego).
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi wymordowali około 150 Polaków. „Pierwszą ofiarą był Piotr Bronicki, któremu jeden upowiec usiadł na głowie, drugi na nogach, a dwóch przerznęło go pilą. Następną ofiarą był Józef Pogrzebski, którego zarąbano siekierą. W podobny sposób mordowano pozostałych ludzi” (Siemaszko..., s. 882 – 884).
We wsi Staweczki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i miejscowi Ukraińcy zamordowali głownie za pomocą siekier 27 Polaków.
We wsi Sztuń pow. Luboml pop Pokrowśkyj dokonał w tamtejszej cerkwi poświęcenia noży, kos, sierpów i siekier i rozdał te narzędzia „wiernym synom prawosławia” do wymordowania nimi „Lachów co do łapy”. Tego samego dnia narzędzia zbrodni zostały użyte podczas rzezi ludności polskiej w kolonii Czmykos, a dzień później w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej i innych miejscowościach (Siemaszko..., s. 499).
W kol. Szury pow. Włodzimierz Wołyński upowcy siekierami i nożami wymordowali kilka rodzin polskich, około 35 Polaków.
W kol. Święte Jezioro pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 5 starszych Polaków, w tym przez odrąbanie głów matkę i babkę Ludwika Zalewskiego.
W kol. Świętocin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z miejscowymi Ukraińcami siekierami, pikami, piłami do rżnięcia drzewa itp. wymordowali około 100 Polaków. „Partyzanci ukraińscy” przygotowali do „walki” specjalny rodzaj broni: długie żelazne szpice, którymi kłuli „polskich okupantów” poukrywanych w słomie lub sianie. Uprowadzali także całe rodziny polskie do pobliskiej leśniczówki i tam je mordowali. ”W tejże leśniczówce znajdowało się wówczas kilkoro małych dzieci przybitych do ścian za ręce i nogi, już martwych” (Siemaszko..., s. 940).
W kol. Teresin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z Kohylna i Gnojna siekierami, bagnetami i innymi narzędziami oraz paląc żywcem wymordowali co najmniej 207 Polaków; troje dzieci w wieku: 1,5 roku oraz 5 i 8 lat Ukrainiec zakopał żywcem w ziemi (Siemaszko..., s. 941 – 942). „Z rodziny Antoniaków zginął wtedy Jan lat około 40, jego żona Marianna lat około 35 oraz obaj synowie Witold lat około 11 i Stanisław lat około 12. Kazimierz Umański: „Z mojej rodziny zginęli wtedy moja mama, mój brat Tadeusz i siostra Zofia”. Mama Kazika miała chyba na imię Anna lat ok. 50, jego brat Tadeusz mógł mieć lat około 20, natomiast siostra Zosia mogła mieć wtedy około 18 lat. Witold Wesołowski: „Raniutko do naszego domu włamało się gwałtownie kilku uzbrojonych w siekiery Ukraińców. Włamali się przez okna i drzwi i bez żadnych słów zaczęli mordować moją rodzinę, kogo popadli pierwszego. Ja właśnie byłem w kuchni, gdzie spałem na łóżku. Nagle odczułem, że zostałem uderzony w głowę czymś twardym, jednak nie straciłem przytomności obsuwając się z łóżka, schowałem się za drzwi. W tym czasie, w drugim pokoju, ukraińscy zbrodniarze siekierami rąbali resztę mojej najbliższej rodziny. Bardzo wyraźnie słyszałem potworne wręcz piski i krzyki moich rodziców i rodzeństwa właśnie zarzynanych bez litości. Po chwili wszystko ucichło, a Ukraińcy wyskoczyli z naszego domu i pobiegli do drugiego mieszkania za miedzę, gdzie mieszkała rodzina Topolanków. Z mojej rodziny ukraińscy bandyci zamordowali tego ranka moją mamę, tatę oraz moje rodzeństwo.” Mama Witolda miała lat około 50, a tato lat około 55, wydaje mi się także, że miał brata lat około 16 oraz siostrę lat około 20. Stanisław Bojko opowiadał mi osobiście losy Róży Bojko z Teresina, która cudem ocalała z rzezi, a którą się później troskliwie zaopiekował i długie lata wychowywał jak swoje własne dziecko: „Róża Bojko i jej starszy brat byli właśnie w domu, gdy nastąpił gwałtowny atak Ukraińców na ich dom i rodzinę. Ukraińscy bandyci włamali się do domu i od razu z miejsca zaczęli mordować domowników. Jej tato Stefan lat około 35 i mama lat około 30 oraz babcia Józefa lat około 70 byli właśnie razem w kuchni. Tam dopadli ich rezuni i zaczęli od razu mordować. Róża bowiem słyszała straszne krzyki i piski dochodzące z kuchni. Zaraz ona i jej brat w wielkim strachu schowali się za szafę, która stała w ich pokoju. Ukraińcy wcale jednak nie szukali w tym pokoju, ale po skończonej robocie wyszli z domu na dwór. Wtedy jej młodszy brat wyszedł z ukrycia na dwór i tam zauważyli go oprawcy i na miejscu zakatrupili. Ona w tym czasie nadal siedziała ukryta za szafą, w pewnym momencie zauważyła jednak, że do ich domu przyszedł sołtys Środa i zaczął rabować ich mienie. Kiedy dziecko zobaczyło znajomego sąsiada, wyszło z ukrycia. Gdy dziewczynka pokazała się sołtysowi, w chwilę później zobaczyła także ciała swojej pomordowanej rodziny, leżały na podwórzu przed domem. Małżeństwo Środów było bezdzietne, zabrał więc sierotę ze sobą do swojego domu. Od tej pory opiekował się nią, a ona pasła dla niego krowy. W tym czasie inne dzieci ukraińskie, wiedząc o tym, że Róża jest polskim dzieckiem czynili jej wiele krzywd i upokorzeń. Dla przykładu dzieci ukraińskie na łące bili ją prętami po nogach oraz dosypywali piachu do chleba, który jadła. Róża cierpiała wśród Ukraińców długo, aż do ponownego wejścia Sowietów na te tereny”. Maria Bojko: „Pamiętam, że atak miał miejsce o świcie, ukraińscy bandyci gwałtownie włamali się do tego domu i z miejsca zaczęli mordować wszystkich po kolei. Najpierw zginęli ci którzy byli w kuchni. Ja w tym momencie byłam w pokoju obok, zaledwie za jednymi drzwiami, gdy usłyszałam nieludzkie wręcz krzyki i piski brutalnie zabijanych ludzi, dochodzące z kuchni. Razem ze mną była wtedy moja córeczka Regina, która miała wtedy zaledwie 9 miesięcy. Instynktownie chwyciłam niemowlę na ręce i ukryłam się z nim w małej piwniczce pod podłogą, do które wejście było właśnie w tym pokoju. Ledwie zdążyłam się tam schronić do naszego pokoju wpadli Ukraińcy, wyraźnie słyszałam ich kroki. Po chwili zaczęli mordować także tych ludzi, którzy dosłownie przed chwilą byli ze mną w pokoju nad nami. To przeżycie jest nie do opowiedzenia, to się działo tuż nad naszymi głowami. Słyszałam krzyki i jęki konających, a przecież tak bliskich mi osób. Nie zapomnę tego do końca mojego życia, tego nie można wprost wymazać z pamięci. Po chwili wszystko ucichło, a ja posłyszałam jak wyciągają ciała pomordowanych ludzi z domu na podwórze. W czasie tej rzezi zamordowano: mojego tatusia Jana, moją mamę Kamilę oraz moją rodzoną siostrę Kazimierę i jej synka i córkę. Zginęli także Tadeusz Świstowski i Zbigniew Świstowski. Słyszałem też od ludzi we Włodzimierzu, jak zginęła rodzina Terleckich. Podczas napadu Bronisław Terlecki lat około 45, nie pozwolił włamać się do swojego domu i razem ze swoim synem Stanisławem lat około 17 stawiał zacięty opór. Ponieważ mieli obaj broń ostrą, przez jakiś czas nie dopuszczali atakujących banderowców do swojego domu, w końcu jednak skończyła im się amunicja i przestali strzelać. Wtedy Ukraińcy podczołgali się pod ich dom i podłożyli ogień, potem spokojnie już pilnowali, aby tylko nikt nie uciekł z płonącego domu. Obaj dzielni obrońcy oraz ich rodzina, zginęli w płomieniach, w tym: żona Terleckiego lat około 35 oraz jego rodzice: ojciec lat około 60 i matka lat około 57. W naszej kolonii Teresin zamieszkał Marian Roch, który pochodził z Zastawia należącego do ukraińskiej, prawosławnej wsi Kohylno. Ożenił się z naszą dziewczyną Anną Rusiecką. Jej mama, z domu Wawrynowicz lat około 60, była rodzoną siostrą mojej mamusi Michaliny. Niestety imion moich dziadków Wawrynowiczów dziś już nie pamiętam. Jej mama została zamordowana w naszej kolonii podczas napadu w sierpniu 1943 r. Na kilka tygodni przed rzezią do domu Mariana Roch przybiegł zupełnie nagi mężczyzna w wieku około 30 lat i natknął się na jego żonę Annę oraz teściową. Gdy go takim ujrzały, obie natychmiast narobiły krzyku, a on zaczął się tłumaczyć, że zna Mariana Rocha i bardzo potrzebuje ich pomocy, mówił przy tym tak: „Mnie i innych Polaków zabrali do lasu Ukraińcy. Tam kazali nam kopać doły, gdy tylko skończyliśmy, będąc już bardzo złych myśli, oprawcy nakazali nam się rozbierać! Gdy i to polecenie posłusznie wykonaliśmy, to wtedy nakazali nam wchodzić do tych dołów. Byłem już niemal pewien, że chcą nas tam wystrzelać, w tych dołach jak kaczki. Nie mając już nic do stracenia, rzuciłem się gwałtownie do ucieczki. Zaskoczeni Ukraińcy strzelali za mną ale żadna kula mnie nie trafiła i zdołałem uciec. Teraz jestem u was ponieważ znam Mariana i spodziewam się, że mi pomożecie.” Marian przyniósł potrzebne ubranie, potem ten człowiek gdzieś zniknął. Nie wiem właściwie co się stało z rodziną Kasperskich, wszelki słuch o nich zaginął ale przypuszczam, że tak jak inni leżą gdzieś na uświęconej krwią ziemi wołyńskiej.” (Eugeniusz Świstowski, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; wspomnienia spisał Sławomir Roch). „Zbudził nas sąsiad. Wybiegliśmy na podwórko. Nasza rodzina liczyła 6 osób. Byli to rodzice, ja, brat 12-letni, siostra – 1,5 roku i babcia, która przyjechała do nas z Włodzimierza w odwiedziny. Zobaczyliśmy w odległości około 1 km od strony północnej bardzo dużo postaci, jakby chmurę, idących w naszą stronę. Wszyscy pośpiesznie cofnęliśmy się do pokoju, tata zamknął drzwi od wewnątrz. Poklękaliśmy i zaczęliśmy się modlić. Z nami był sąsiad Kasperski. Tata nazywał się Bojko Stefan, mama Stanisława z domu Jankowska, urodzona w Skale pod Ojcowem, brat Edward, siostra Janina, babcia Jankowska Anna. Tata wziął siekierę i chciał uciekać przez okno, ale dom w szybkim czasie został otoczony przez banderowców uzbrojonych w kosy, siekiery, łopaty i inne narzędzia zbrodni. Wywołano babcię po nazwisku. Odpowiedziała: „Jestem kobietą i boję się wyjść”, ale w końcu poszła. Ja za sąsiadem uciekłam na strych. Próbowaliśmy schować się pod beczkę, ale rozsypała się. Wróciłam na dół i ze swoim bratem ukryłam się w piwnicy, która była pod komorą. Mama z malutką siostrą przy piersi została na drabinie stojącej w komorze i prosiła Ukraińca: „Co ja jestem wam winna, darujcie nam życie”, ale „had” uderzył ją. Usłyszałam jej śmiertelne chrapanie. Dziecko jeszcze wołało mnie „Lula” i prawdopodobnie żywe zostało wrzucone do dołu. Jak zginęli tato, sąsiad, babcia – nie wiem. W piwnicy leżałam na drewnianej belce, a brat mnie sobą zakrywał. Po krótkim czasie „had” wszedł na schody piwnicy, trzymając główkę maszyny do szycia „Singer” i odwrócony do nas plecami krzyknął: „Wyłaź”. Brat usłuchał, wyszedł i został zabity. Strzałów w tej masakrze nie było. Ukraińcy wykopali pod oknem dół i wrzucili doń moich rodziców. Tato miał 43 lata (były legionista), mama 33 lata. W piwnicy siedziałam długo. Po wyjściu z niej widziałam w domu powyrzucane wszystko z szafy, krew na podłodze i ścianach, powybijane okna.” (Rozalia Wielosz z d. Bojko; w: Siemaszko..., s. 1241-1242). „Ci co nie uciekli do miasta, to Ukraińcy zachęcali ich, żeby zbierali zboże, co było na polach i wszystko zwieźli z pól w sterty. I w tą właśnie sobotę wszystkim dali po kawale mięsa, żeby się jeszcze najedli, a w nocy zaszli od strony Włodzimierza Wołyńskiego i kogo spotkali, to już żywy nie uszedł. Na szczęście już od pewnego czasu wszyscy baliśmy się o swoje życie i nie nocowaliśmy w naszych domach. Ja i moi koledzy (w tym chyba Sobolewski), spaliśmy zwykle w naszej stodole na wyschniętej koniczynie. Moja żona Maria z naszym synkiem Kazimierzem, zaledwie 6-miesięcznym dzieckiem, Irena z córką Celinką oraz Leokadia nocowali wszyscy razem, zwykle w naszym domu. I tej tragicznej nocy, kiedy banderowcy urządzili nam rzeź na całym Teresinie, było tak samo. Jeszcze była noc, gdy obudził nas gwałtowny brzęk bitych szyb oraz straszny, przeraźliwy krzyk mojej żony Marii oraz obu pozostałych sióstr. Po chwili nastąpiła znowu gwałtowna cisza. My w tym czasie, zdjęci strachem, staraliśmy się głębiej zakopać w koniczynie. Baliśmy się bowiem, że teraz zaczną szukać także w stodole. Do świtu było już jednak cicho i spokojnie. Nad ranem, jak tylko się rozwidniło, wyszliśmy z ukrycia i starannie obszukaliśmy nasz dom i podwórko, ale nigdzie nie znaleźliśmy ciał pomordowanych, ani nawet śladów krwi. Jedynie pobite okna świadczyły, o tej tragedii, która się tu dziś wydarzyła, a której byliśmy świadkami.” (Wspomnienia Heleny Wójtowicz z d. Karbowiak z osady Budki Kohyleńskie w pow. Włodzimierz; spisał Sławomir Tomasz Roch; w: http://wolyn.btx. pl/index.php/wolyn-wola-o-prawde/251-wspomnienia-heleny-wojtowicz-z-d-karbowiak-z-osady-budki-kohyleskie-w-pow-wodzimierz.html ). Wspomina pani Leokadia Baumgard z d. Sobolewska z Teresina: „Usłyszeliśmy rano naraz brzęk szyb w oknie. Ja i pozostali z rodziny Buczkowskich zerwaliśmy się z łóżek patrzymy, a w oknie są widły i siekiery. W sieni była drabina na strych, postawiliśmy drabinę i uciekamy po niej na górę, jedna drugą się pyta: „Co jest?!” Nikt nic nie mówi! [...] A matka Buczkowskich, córka, Ola i Genowefa, wyszli ze strychu same na zewnątrz, drugą drabiną i innym wyjściem i tam je zabili. Gienia uciekała koło szkółki do lasu ale dopadli ją, zaciągnęli na podwórko i też zabili. Opowiadali nam rodzice, którzy byli w stodole i patrzyli przez szpary jak mordują dzieci i babcię. My obie z Lodzią byłyśmy tymczasem schowane w plewach, jak długo nie wiem, może godzinę. W pewnym momencie na strych wlazł Ukrainiec i chodził z toporem, słychać było jak stukał po podłodze. Pan Bóg dał, że nas nie widział, bo oni bandyci byli pijani. Powiedział tak: „Chto je nechaj wyjde!!”. Tyle pamiętam! Bóg dał, że nas nie zobaczył, zszedł na dół i poszli dalej mordować, do Krochmala. Słychać było jęki, rąbanie, ile ich zginęło nie wiem, tak chodzili od domu do domu. Zrobiło się cicho. […] Nie wiem co mi przyszło do głowy ale powiedziałam do Lodzi: „Zmówmy pacierz!!” A po modlitwie mówię do niej: „Schodzimy na dół.” Drabina podstawiona była z dworu, po niej właśnie bandyta wlazł na strych szukać pozostałych. Powiedziałam do niej: „Idziemy do mego domu zobaczyć co z moimi rodzicami i rodzeństwem.” Schodzimy po tej drabinie, a pod szczeblami była ziemia zmieszana z krwią. Musiała był płytka ziemia, bo słychać było charczenie, pod drabiną jeszcze konali ludzie, a my musiałyśmy deptać po nich żeby zejść na dół i uciekać. Przeszłyśmy koło Krakowiaka, bo chciałam zobaczyć, kto żyje, tym bardziej, że u nich był schowany mój brat Mieczysław i Jan Topolanek. Ale było pełno krwi na podwórzu, słychać charczenie było, bałam się więc uciekałyśmy dalej koło mojej cioci Teresy Klimczak, siostry mojego ojca. Moja starsza siostra chodziła do niej spać ale było wszystko otwarte, drzwi i okno otwarte, krew pod drzwiami, też słychać było charczenie. Wiedziałam, że nie żyją, mogą nas bandziory zobaczyć i zabić więc uciekamy dalej do mego domu, zobaczyć co się dzieje. Wchodzimy na podwórko pełne krwi, drzwi otwarte, wołam: „Mamo! Mamo!!” W tym czasie mój rodzony brat Witold usłyszał moje wołanie i wyczołgał się spod łóżka, był cały umorusany we krwi. Pytam się go: „Gdzie są rodzice?!” A on do mnie, że już nie ma nikogo, on sam wyszedł z tego ranny w głowę. Został uderzony siekierą, ile razy tego już nikt nie wie. Wzięłam go na podwórko i obmyłam mu głowę, porwałam prześcieradło na kawałki i zawiązałam mu głowę, wzięłam też bułki w koszyk.” (Sławomir Tomasz Roch: Wspomnienia Wiktorii Baumgard z d. Sobolewska z Teresina na Wołyniu, Zamość 2004 r., s. 2-3).
We wsi Tumin pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 11 Polaków: 8-mioosobową i 3-osobową rodzinę; m.in. przecięli piłą na pół Stefana Uleryka.
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zabrali do lasu i rozstrzelali 5 Polaków: rodzinę oraz 20-letniego chłopca.
We wsi Turyczany pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec, syn nauczyciela, zarąbał siekierą żonę Polkę, nauczycielkę, lat 34; ponadto zamordowana została jej rodzina oraz kilkunastu innych Polaków.
We wsi Twerdynie pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską.
W kol. Wielkie pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz miejscowi chłopi ukraińscy siekierami, widłami i kosami zamordowali około 30 Polaków, głównie kobiety i dzieci.
W kol. Wiktorówka pow. Włodzimierz Wołyński podczas drugiego napadu Ukraińcy zamordowali około 100 Polaków.
We wsi Winiatycze pow. Zaleszczyki: „29.VIII.1943. Winiatycze pow. Zaleszczyki. Ukraińcy zamordowali Węgrzyna Antoniego a innego Polaka ciężko ranili. Kiedy Węgrzyn z trzema towarzyszami wyszedł w tym dniu po południu na przechadzkę w pole, otoczyli ich w pewnym momencie Ukraińcy uzbrojeni w pistolety i noże. Ofiarą padł Węgrzyn Antoni, ciężko ranili nożami jego kolegę, dwóch innych uciekło” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
We wsi Władynopol pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4 Polaków: babkę, jej synową i 2 wnucząt.
W kol. Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński 50 upowców oraz około 150 miejscowych chłopów ukraińskich oraz kobiet, siekierami, kosami, widłami, nożami, cepami, szpadlami, sierpami, grabiami, orczykami wymordowali z niezwykłym okrucieństwem około 40 rodzin polskich stosując tortury, gwałcąc dziewczęta i kobiety, zapewne około 200 Polaków (Siemaszko..., s. 869) Przebieg tej zbrodni znany jest dzięki Ukraińcowi, który zrelacjonował ją swojemu polskiemu sąsiadowi. Pod koniec sierpnia 1943 roku z Władysławówki przybiegł zakrwawiony mężczyzna krzycząc, że Ukraińcy mordują w tej wsi Polaków. Świadek, W. Malinowski ukrył się ze swoją rodziną w lesie. Pomagał im sąsiad, Ukrainiec Józef Pawluk. Poszedł on do wsi Władysławówka sprawdzić, co się dzieje. Wrócił po około 3 godzinach i zdał relację. „Prowidnyk ich powiedział, że taka rzeź jednocześnie jest przeprowadzana, odbywa się na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia wszystkich lachiw - żeby nikt nie pozostał - komunistów i Żydów też. Powiedział (Józef Pawluk - przyp. S.Ż.), że we wsi Władysławówce wybili wszystkich, 40 rodzin – ogółem około 250 osób, leżą martwi, trupy. Zapytany, jak to się stało, opowiedział, że rano napadli na kolonię, 50-ciu Ukraińców - UPA, uzbrojonych, otoczyło i "zdobyło" wieś, podczas "zdobywania" wsi zastrzelili kilku Polaków, którzy uciekali. Pozostali bezbronni i sterroryzowani zostali oddani Ukraińcom, którzy oczekiwali w rejonie wsi przed jej "zdobyciem". Była to zbieranina ludzi bez broni palnej, ze 150 osób, między nimi były kobiety - wszyscy posiadali kosy, sierpy, siekiery, widły, noże, cepy, szpadle, grabie, kłonice, orczyki i inne narzędzia stosowane w rolnictwie. Tak na znak dany przez uzbrojonych Ukraińców, rzucili się na Polaków. Rozpoczęła się straszna rzeź, w tym zamieszaniu pobili i swoich. O tym opowiedział mi ojciec - mówił Pawluk, a sam widziałem koniec tego mordu - najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami - rozszarpywali ludzi, ciągnęli za ręce i nogi, a inni ręce te odżynali nożami, przebijali widłami, ćwiartowali siekierami, wieszali żywych i już zabitych, rozcinali kosami, wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, języki, piersi kobiet i tak ofiary puszczali. Inni łapali je i dalej męczyli, aż do zabicia. Przy końcu ofiara była otoczona grupą ryzunów - widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękami wnętrzności - ciągnęli kiszki, a inni ofiarę trzymali; jak gwałcili kobiety, a później je zabijali, wbijali na kołki, stawiali żywe kobiety do góry nogami i siekierą rozcinali na dwie połowy, topili w studniach. Powiedział Pawluk, że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy tego dokonali. (...) Po wybiciu ofiar wszyscy rzucili się na dobytek - rabowali wszystko, nawet jedni drugim zabierali, były bratobójcze bójki (...). Nie mogłem patrzeć się na dzieci z roztrzaskanymi głowami i mózgiem na ścianach, wszędzie trupy zmasakrowane, krew - aż czerwono.” (Siemaszko..., s. 1236 - 1237).
We wsi Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi siekierami, szpadlami, widłami i innymi narzędziami zamordowali około 90 Polaków ; „Dzieci nabijano na zaostrzone kolki i wrzucano do studni. Jedną z kobiet dwóch Ukraińców poniosło na widłach i wrzuciło do dołu”. (Siemaszko..., s. 854).
W kol. Zofiówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 20 Polaków: mężczyzn zastrzelili, kobiety i dzieci zarąbali siekierami.

W nocy z 29 na 30 sierpnia

- 1943 roku:
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 73 Polaków; małżeństwo Garczyńskich (lat 68 i 66) związali drutem kolczastym i wrzucili do studni; 42-letniemu Antoniemu Siateckiemu odrąbali nogi i pozostawili do skonania, jego żonie i 3 dzieci lat 3, 7 i 10 odrąbali ręce i nogi (Siemaszko..., s. 927 ; nie wymieniają oni rodziny Zajączkowskich, co podał świadek w „Rzeczpospolitej” z 2 lipca 2003 r.). „Aż do nocy 29 sierpnia od naszych sąsiadów nie dostaliśmy żadnego ostrzeżenia, nawet w postaci groźby, nie było też żadnego wezwania do opuszczenia tej ziemi. Dopiero w ostatniej chwili sąsiad Ukrainiec o nie zapamiętanym nazwisku przybiegł do zabudowań rodziny Bernackich, z okrzykiem: "uciekajcie natychmiast, już do was idą". Nazwiska tego jedynego we wsi sprawiedliwego nie pamiętam. Z rodziną Bernackich uratowała się również rodzina Feliksa Szewczuka, która tam nocowała. Natomiast Feliks został zamordowany już wcześniej i to w sposób niezwykle okrutny - odrąbano mu ręce i genitalia./.../ Wybierając sobie miejsce do spania wieczorem 29 sierpnia nie wiedzieliśmy, że ten wybór to wybór życia lub śmierci, wybór dokonywany nieświadomie i losowo. Babcia Marianna Mroziuk i Dziadzi Piotr Mroziuk nocowali w domu ze względu na swój podeszły wiek (84 i 82 lata), dołączyła do nich wdowa Aniela Juszczuk z dziećmi, córką Stefanią i synem Dionizym (3 lata). Nocleg w domu oznaczał dla nich śmierć. Reszta rodziny miała do dyspozycji dwa brogi ze słomą, jeden nieco bardziej oddalony od zabudowań, drugi blisko stodoły. Ten pierwszy oznaczał życie, drugi śmierć. Na pierwszym spałam ja, Jadwiga Mroziuk, Antonina Mroziuk (ur. 1924 r), Bolesław Mroziuk (ur. 1929 r), Zofia Buczek (siostra Anieli Mroziuk) i Edward Bernacki. Drugi brog wybrały na nocleg - wybierając tym samym śmierć - następujące osoby: moja Mamusia - Helena Mroziuk, siostra Dioniza, stryj Adam Mroziuk, Sabina Buczek (z domu Gaczyńska) - bratowa Anieli Mroziuk z domu Buczek, syn Sabiny Henio Buczek lat 9, syn Sabiny Antoś Buczek lat 5. W nocy - o nieokreślonej godzinie - obudziły nas przeraźliwe krzyki, dobiegające z zabudowań stryja Adama oraz z zabudowań właściciela wiatraka o nazwisku Siatecki. Przerażający był krzyk Siateckiego, przeraźliwe długie "ooooojjjj", świadczył o ogromnym cierpieniu, nieludzkim cierpieniu. Fiodor Krawczuk, który nie był w stanie uwierzyć w naszą opowieść, zwłaszcza że tylko słyszeliśmy odgłosy mordowania, wyruszył pieszo do wsi Mogilno. Gorzką prawdę o bestialstwie swoich rodaków z UPA poznał gdy podszedł do zabudowań Siateckiego. Gospodarz leżał na podwórzu koło psiej budy - miał odpiłowane lub odrąbane ręce i nogi, obok wielka kałuża krwi. Już nie krzyczał, ale żył jeszcze, świadczyły o tym konwulsyjne drgania kadłuba. W dniu śmierci miał 42 lata. Jego żona Hanna - lat 36, córki - Kazimiera - lat 10, Leokadia - lat 7, Regina - lat 3, leżały nieco dalej w kurzu i krwi. Ich szczątkom Fiodor Krawczuk nie przyjrzał się tak dokładnie, lecz zostały potraktowane podobnie jak Siatecki. Antosia Mroziuk, Bolesław Mroziuk i Zofia Buczek mogli zejść z brogu nie zauważeni, ponieważ uwaga morderców była skupiona na ucieczce mojej i Edwarda Bernackiego. Ukryli się w gąszczu młodych wiśni. Trwali tam ogarnięci grozą. Słyszeli, jak wyprowadzono z domu Babcię i Dziadzia, który prosił o życie powołując się na swój wiek i przypominając swą pomoc w żywności dla Ukraińców, którzy uciekli zza sowieckiej granicy w czasie Wielkiego Głodu. To nie zrobiło na mordercach żadnego wrażenia. Siekiery i noże spłynęły krwią niewinnych. Zginęła cała moja rodzina i Juszczakowie, starcy, kobiety, dzieci. Z ofiar zdarto obuwie i wartościową odzież, skrwawione szczątki od razu zakopano. Gdy mordercy odeszli i zrobiło się cicho, Zosia z Antosią i Bolesławem rozpłakali się z żalu, strachu i rozpaczy. Wyszli z ukrycia i podeszli do zabudowań stryja Adama - a rodzinnego domu Antosi i Bolcia. Na podwórzu stał kierat, w jego pobliżu nadchodzący dzień odsłonił przerażonym oczom wielkie kałuże krwi. Krwawe ślady wskazywały miejsce zakopania ciał ofiar za brogiem. Antosia i Bolesław pozostali tam, nikt więcej nie widział ich, nie wiadomo kiedy i jak zostali zamordowani. Prawdopodobnie zostali znalezieni przez rabujących dobytek ofiar banderowców i ponieśli męczeńską śmierć w wieku 19 lat - Antosia i 14 lat - Bolesław. Zosia Buczek poszła sama do swojego domu rodzinnego. Jej matka, Stanisława Buczek i jej siostra, stara panna Józefa, jeszcze były całe i zdrowe. Wydawało się, że starym kobietom już nic nie grozi, że darowano im życie. Zosia Buczek ponownie ocalała, ponieważ ukryła się po raz drugi - tym razem w szopie z sianem przy zabudowaniach Buczków. Cały dzień tam siedziała. Mogła obserwować rodzinny dom przez szparę. Widziała więc morderców, mężczyzn nie mieszkających w Mogilnie, przyprowadził ich mieszkaniec wsi Siergiej Chomiak. Wyprowadzili z domu staruszki i zamordowali bez litości. Chomiak wykopał jamę i wrzucił tam ciała, jeszcze po śmierci rąbał ciało staruszki Stanisławy mówiąc przy tym: "A majesz Polszczu". Potem siedząc aż do zmroku w swojej kryjówce Zofia Buczek musiała słuchać makabrycznych w swej treści rozmów Ukraińców. Opowiadali sobie - także dzieci - jak który "Lach" krzyczał z bólu przed śmiercią, jak jęczały torturowane ofiary. Opowiadano, jak dzieci ukraińskie bawiły się odciętą głową żony Łukasza Gaczyńskiego - ci Gaczyńscy mieszkali na Zwierzyńcu. Pani Gaczyńska miała piękne grube warkocze, to z tego powodu jej głowa posłużyła do makabrycznej zabawy. Wiele wypowiedzi świadczyło o trwającym rabunku mienia pomordowanych. Odnośnie mojej rodziny powiedziano: "Do Adamka i do Franka Mroziuków pojechały cztery fury po rzeczy". Z rodziny Szczurowskich uratowała się Jadwiga Szczurowska. Gdy mordowano jej rodziców - Antoniego i Martę Szczurowskich, siostry Genowefę i Kazimierę oraz synka sąsiadów, Stasia Konstantynowicza, ona również otrzymała cios w głowę i z rozciętą głową padła bez przytomności. Odzyskała ją, zanim mordercy dokończyli swą krwawą "pracę" z jej rodzicami i pełzając ukryła się w snopkach na polu, tzw. dziesiątkach. Banderowcy szukali jej, przy pomocy wideł i szpadla, szukali uderzając w snopach. Odrąbali szpadlem dwa palce, lecz Jadwiga Szczurowska zniosła ból w milczeniu. Gdy dotarła do Włodzimierza Wolyńskiego, minęło pięć dni od krwawej nocy. Część tego czasu spędziła w zbożu na polu. Zdecydowała się wyjść, gdy przypomniała sobie opowiadanie swojego ojca o śmierci głodowej. W ranach na głowie i po odciętych palcach zalęgły się robaki. Ostatkiem sił doszła w pobliże Cegielni w Włodzimierzu. Tam upadła, lecz członkowie polskiej samoobrony zauważyli ją i zanieśli do szpitala” (Jadwiga Kozioł z d. Mroziuk, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). "Zamordowali m. in. moje siostrzane rodzeństwo ( Dyzio, Boguś i Tereska Gaczyńscy, wiek odpowiednio 10, 8 i 6 lat oraz niemowlę nieznanego imienia w wieku 6 dni). Mordercy, to m.in.: Juchym Orluk, syn Prochora, urodzony w 1907 roku w Mohylnie, który własnymi rękami zamordował sześcioletnią Tereskę Gaczyńską, sześciodniowe niemowlę i matkę niemowlęcia Marcelinę Gaczyńską, Fiszczuk Mychajło, syn Archypa, urodzony w 1907 roku w Mohylnie, który w czasie mordowania pilnował, aby żadna z ofiar nie uratowała się ucieczką przez okna oraz Łuciuk Wołodymyr, syn Wasyla z Marcelówki, który z ramienia tzw. UPA organizował i kierował ludobójczą akcją w Mohylnie. /.../ Dla nas Mohylno było gniazdem morderców. W tej wsi zginęły dzieci mojej siostry Kazimiery - Dyzio, lat około 10, Boguś, lat około 8, Tereska, lat około 7. /…/ Gaczyński, mąż Kazi, przeżył w ukryciu. Był świadkiem, jak banderowiec rozbija główkę jego najmłodszego dziecka (niemowlę płci męskiej, imienia nie pamiętam) o framugę drzwi trzymając je za nogi. Zginęła także jego druga żona, a dwoje starszych dzieci, moich siostrzeńców, zginęło od siekier” (Stanisława Tokarczuk: „Sąsiedzi z Marcelówki”; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). „Tej strasznej nocy spali na Obrożku siana pod dachem, stał w sadzie Jadwigi Mroziuk. W nocy usłyszeli krzyki oraz jęki Antoniego Siateckiego, który miał własny wiatrak. Odrąbali mu obie nogi i tak w boleściach leżał na podwórku i krzyczał z bólu niemiłosiernego. A było do niego około 700 m przez pola, tak daleko i słychać było ten krzyk rozpaczy. Od razu zorientowali się, że to Siatecki krzyczy. Był szwagrem Zofii Buczek, a dla Antosi wujkiem. W tej dramatycznej chwili Edek wydaje rozkaz by spuścić drabinę i schodzić na ziemię, tam czekać, aż wszyscy zdążą zejść z brożka. Gdy wszyscy byli na dole, rzucili się do ucieczki w pola, w ciemną noc. A już bandyci byli przy ich domu, słyszeli nawet jak jeden do drugiego mówił: “Strzelaj!” Na szczęście nie strzelali za nami. Dodam, że w tym samym czasie już zabijali na podwórku Adama Mroziuka. Słyszeli jak go mordowali, przy tym nie strzelali wcale. Jadwiga Mroziuk uciekała za Edkiem, gdy go dogoniła prosiła by na nią poczekał bowiem nie ma tyle sił co on. Poszli juz razem przez lotnisko na wschód od Mohylna, blisko Turii. Natrafili na dom Władysława Mroziuka, Jadwigi stryja z rodziną i pobudzili ich ze snu, podobnie z Krawczuka rodziną. Muszę dodać, że Edka siostra cioteczna Stefania Szewczuk była synową Krawczuka i rodziny Gdyrów. Wszyscy uciekli zaraz w zarośla nad rzeką Turia. Przesiedzieli tam cały upalny dzień, dopiero na następną noc udali się do Włodzimierza, kierując się poza lasem Owadeńskim. Szli przez błota, na rano dotarli do miasta. Wszyscy jak stali tak uciekali, matki z małymi dziećmi, Jadzia bosa i w sukienczynie, w której spała na brożku. Tymczasem Antosia i Bolek brat Antosi oraz Zosia Buczek siedzieli w ukryciu, aż zrobiło się widno. Rano przyszli na swoje podwórko, mieszkali bardzo blisko tego obrożka. Było na podwórzu dużo krwi i nic już w domu z odzienia nie było. Zrozpaczeni Antosia i Bolek stali i płakali na swoim podwórku, a było już widno. Tak znaleźli ich Ukraińcy, zaraz ich tam pomordowali. A rodzice i inni, co razem spali w stodole już wszyscy byli zakopani za domem. To wszystko opowiedziała nam potem osobiście Zosia, która zanim to się stało, zostawiła ich dwoje tak płaczących, a sama poszła do swego domu, który stał ze 300 m dalej. W DOMU ZOFII BUCZEK. W domu u Zosi była matka lat około 73 oraz siostra lat około 45, była jeszcze panna, poza tym była chora. Zosia poinformowała mamę, ze Sabina i jej dzieci zostali pomordowani. Sama ubiera na siebie kilka sukienek i chowa się przezornie w chlewie nad świńmi, były tam złożone gruchowiny. Włazi tam do końca, pod samą strzechę i siedzi cichutko. Tymczasem za niedługo przyszli na podwórko Ukraińcy, przyszli zabijać stareńką matkę i chorą siostrę. Stukają do drzwi, matka otworzyła, patrzy a oni stoją z siekierami. Matka prosi po imieniu: “Pawel nie zabijaj nas!” Potem było już słychać tylko trzask, za sekundę drugie uderzenie i cisza. Słychać było tylko jak zakopywali ciała pomordowanych kobiet, dokładnie za chliwkiem, w którym ukryła się Zosia. Słyszy wyraźnie, jak zbrodniarze jeszcze po zadaniu im śmierci, przeklinają swoje bezbronne ofiary, słyszy: “Masz tobie ty Polszczu!!” Po zakopaniu ciał rozpoczęło się grabienie pozostawionego majątku. Kłócili się ze sobą Ukraińcy, było o co, bo to i było co brać: para koni, kilka sztuk bydła, dużo odzienia. Zosia przesiedziała do nocy, a nocą sama szła polami do Włodzimierza. W DOMU JÓZEFA GACZYŃSKIEGO. Józef Gaczyński podczas nocy, w której mordowali mieszkańców naszej wsi Mohylno spał w ogrodzie w chaszczach. Gdy przyszli mordować jego rodzinę żona otworzyła drzwi, bandyci pytają o męża, a on wszystko słyszy. Na ten moment małe dziecko zaczęło płakać, żona mówi do nich, że weźmie dziecko na ręce i pójdzie męża poszukać. Lecz Ukrainiec zaraz na progu zarąbał ją bezlitośnie siekierą, a potem wszedł do domu i pomordował jeszcze troje dzieci. Mąż a zarazem ojciec rodziny wszystko słyszał dokładnie, w noc ciemną słychać dobrze, kiedy nawet ptaszki śpią. Jak otumaniony przedostał się do miasta Włodzimierza i tu nam wszystkim w domu opowiadał co przeżył. W DOMU JADWIGI SZCZUROWSKIEJ. Jadwiga Szczurowska córka Antoniego i Marty, właśnie Marta była rodzoną siostrą mojego taty Franciszka Szewczuka. Jest to przekaz wiarygodny bowiem jeszcze żyje Jadzia, obecnie mieszka w Darłowie i ma już 76 lat. Mieszkali w Mohylnie, Józef Szczurowski, syn uciekł do Włodzimierza z żoną i dwoma małymi córkami jeszcze w lipcu 1943 r. oraz siostra Rozalia Szczurowska, która była zakonnicą. Gdy przyszli nocą zabijać rodziców i dwie córki to wszyscy spali w stodole na sianie. Zaczęli wołać, ktoś się odezwał, więc nakazują schodzić na dół do stajni. Gdy wyprowadzali konie ze stajni Jadzia rzuciła się do rozpaczliwej ucieczki, niestety zaczepiła o coś i przewróciła się, tak ją dogonili i szpadlem okładają po udach i po głowie. Było ich dwóch jeden trzymał ją za usta, a drugiemu kazał bić szpadlem za uchem. Jadzia po kolejnych cięciach straciła przytomność, myśleli że ją zabili i pobiegli z powrotem mordować rodziców i siostrę Genowefę lat 19, by też nie próbowali uciekać. Przy tym morderców było więcej. Jadzia jeszcze nocą ocknęła się cała zakrwawiona ale nie była w stanie się podnieść. Na kolanach i na rękach zaczołgała się do snopków żyta, które stały za sadem, na ich własnym polu. W tych dziesiątkach siedziała kilka dni. W nocy marchew na polu wyrywała i jadła by przeżyć, niedaleko rosła trzcina, to rosę spijała z wielkiego pragnienia. Była przy tym bosa i tylko w jednej sukience, a było już chłodno, z kolei w dzień upał, muchy ją gryzły, aż robaki się w ranach zalęgły. Po temu też głowa ją bardzo swędziała! Dodam, że gdy Ukraińcy rano przyszli by zakopać jej ciało to szukali jej po tych snopkach, nawet widłami dźgali czy czasem nie siedzi w jednym z nich. Jadzia widziała nawet jak zbliżali się do miejsca jej ukrycia i bardzo na ten czas gorąco się modliła do Matki Bożej, by tylko jej nie zobaczyli i nie zamordowali. A słyszała przy tym, jak mówili Ukraińcy do siebie: “Ona daleko i tak nie zajdzie, tylko padochne!” Po kilku dniach zaczęła nocą iść do miasta Włodzimierza, po miedzach na polu spała, gdzieś zaszła do sadu to jabłko jakie zjadła.” („Wspomnienia Ludwiki Podskarbi z d. Szewczuk z kolonii Mogilno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944”; spisał Sławomir Tomasz Roch; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/mo ... dwika.html ).

30 sierpnia 1943 roku:
W kol. Antonówka pow. Luboml Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel upowcy oraz chłopi ukraińscy ze wsi Rewuszki i Wołczak dokonali w okrutny sposób rzezi 270 Polaków; gospodarstwa polskie obrabowali i spalili, ciała zostały nie pogrzebane, porozrzucane po wsi, studnie były pełne powrzucanych żywych, poranionych i pomordowanych dzieci i kobiet .„W końcu sierpnia do Zasmyk dotarła kobieta z dwójką dzieci, przynosząc wieść o wymordowaniu mieszkańców w Budach Ossowskich. Kiedy oddział „Jastrzębia” dotarł na miejsce zagłady, zastał przerażający widok. Wielu partyzantów po raz pierwszy ujrzało na własne oczy, ludzi porąbanych siekierami, porżniętych kosami, kobiety z obciętymi piersiami i zmasakrowane, nie do opisania ciała dzieci. Widok wielu zapadł w pamięć na całe życie. W polach i zaroślach odnaleziono, kilkoro ukrytych przerażonych dzieci i dorosłych osób. Witold Kuźmiński i kilka innych osób uciekali przez ukraińską wieś, bo tylko ta droga była wolna. Biegnąc krzyczeli po ukraińsku, że „Lachy napadły” i razem z nimi biegli również do lasu Ukraińcy. W lesie dopiero zorientowali się, że biegli z Polakami. Pamiętam, opowiadał córce pan Witold, że w czasie tej dramatycznej ucieczki, jedna z kobiet zgubiła kilku tygodniowego niemowlaka, trzymała przy piersi puste zawiniątko. Witold Kuźmiński uratował się jako jedyny z 15 osobowej rodziny. Ojciec Piotr Kuźmiński został zamordowany na drodze podczas próby uprzedzenia syna o napadzie. Konstancja Kuźmińska z/d Chomicka - żona Kuźmińskiego Piotra, schroniła się do zaprzyjaźnionych sąsiadów Ukraińców, jednak została wydana i zamordowana. Jadwiga Aronowska z/d Kuźmińska wraz z mężem i dwójką dzieci i Kazimiera Kuźmińska panna, również zamordowani przez szalejącą bandę UPA i chłopów ukraińskich, sąsiadów i znajomych. Wtedy zginęło około 270 osób, a zagubieni w lasach jeszcze długo po tym docierali do ośrodka samoobrony w Zasmykach. Wieś zniknęła z powierzchni ziemi.” (Bogusław Szarwiło: Budy Ossowskie przestały istnieć. W: http://wolyn.ovh.org/opisy/budy_ ossowskie-04.html ). „30 sierpnia 1943 roku Budy Ossowskie i kolonia Kowalówka o świcie zostały otoczone przez uzbrojone bandy, które wyszły ze wsi Wołczak i Rzewuszki i dokonały masowej rzezi na ludności polskiej. Rezultat był przerażający: w Budach Ossowskich ponad dwieście osób, w tym ponad osiemdziesięcioro dzieci” /.../ (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ). „W 1943 r. jak zaczęły się rzezie Polaków, matka zachorowała. Pojechałem z nią do lekarza w Budkach Ossowskich, który ją leczył. Miejscowość ta była odległa od Zasmyk o jakieś 25 kilometrów. Przespaliśmy się u jakiegoś gospodarza, znajomego mamy. Nad ranem zostaliśmy obudzeni przez hałas na dworze. Okazało się, że Ukraińcy otoczyli wieś i zaczynają łapać i zbierać Polaków. Wyciągnęli nas na podwórko. - Mamusia nie mogła uciekać. Postanowiłem z nią zostać. Jeden z Ukraińców trzymał mnie za rękę, a trzech położyło matkę na ziemi i zaczęło ją przeżynać! Jak bluznęła krew, mama krzyknęła - Wacek uciekaj! - Wyrwałem się tym bandziorom i zacząłem uciekać. Strzelali za mną, ale nie trafili. Twarze ukraińskich morderców , którzy przeżynali mamę piłą, zapamiętałem na całe życie! Wciąż w moich uszach rozbrzmiewa krzyk mordowanej matki, Niektórych ze zbirów zadających jej śmierć w męczarniach rozpoznałem. Jeden z nich Iwan Rybczuk żyje jeszcze i mieszka w Gruszówce. To on przeżynał matkę piłą. Po wojnie wpadł w łapy NKWD i odsiedział w łagrze 15 lat. Teraz jest kombatantem i chodzi w aurze bohatera walczącego o wolność Ukrainy. Ma pewnie wiele odznaczeń i dodatek kombatancki. Ja wtedy przez las uciekłem do Zasmyk. Po jakimś czasie wstąpiłem do oddziału samoobrony. By do niego się dostać, musiałem oszukać „Jastrzębia” i powiedzieć, że jestem starszy. Dzieci bowiem do partyzantki nie przyjmowano. Trafiłem do plutonu, którym dowodził ppor. „Nagiel” czyli Jan Witwicki. Boje z Ukraińcami w obronie mordowanej ludności polskiej musieliśmy toczyć na okrągło. Zdarzało się, że przybywaliśmy za późno, tuż po dokonanej zbrodni. Nie pamiętam, jaka to była wieś, chyba Moczułki, wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak „Jastrząb” płacze. A to był twardy żołnierz, który rzadko pokazywał emocje. Widok, jaki tam zastaliśmy, przechodził ludzkie pojęcie. Maleńkie dzieci powbijane na kołki w płocie. Kobiety leżały na podwórku z rozprutymi brzuchami. Jedna z nich była w ciąży. Wyrwany z jej brzucha płód leżał obok niej. Wszyscy mężczyźni mieli odrąbane siekierami głowy. Wszyscy zastanawiali się, jak można się posunąć do takiego zwyrodnialstwa. Wszyscy mocniej ściskali w rękach karabiny. Przechodziliśmy też przez miejscowość, w której zarżnięto moją matkę. Jej szczątki wraz z innymi pomordowanymi wrzucono do studni, które upowcy następnie zrównali z ziemią. Powiedziałem o tym ppor. „Naglowi”, ale ten orzekł, że jak wygramy wojnę to zadbamy, by pomordowani tu Polacy mieli swoje mogiły. To oczywiście nie stało się nigdy! /.../ Nasi przełożeni dbali nie tylko o nasze umiejętności bojowe, ale także morale. Co rusz przypominano nam, ze nie wolno w czasie akcji zabijać kobiet i dzieci. Dowództwo w rozkazach dziennych stale przypominało, że za gwałt na Ukraince każdy może zastrzelić kolegę i nie będzie za to karany.” (Marek A. Koprowski: Oprawca jeszcze żyje. W: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... asiorowski 03 lipca 2013 ) Inni datują napad na dzień 29 sierpnia.
W kol. Gaj pow. Kowel upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi wymordowali za pomocą kul, siekier, noży, kos i innych narzędzi ponad 600 Polaków. „Żonę Bolesława Czelebąka w stanie odmiennym przepiłowano, przytrzymując drągiem położonym na piersiach, czego świadkiem był mąż znajdujący się obok w schronie. Maria Wiurkiewicz, lat 36, przerżnięto na pół”. Latem 1943 roku w Gaju pod figurą zastrzelił się Ukrainiec Ituch, nie chcąc uczestniczyć w morderstwach (Siemaszko..., s. 393 – 396).
We wsi Jankowce pow. Luboml upowcy oraz chłopi ukraińscy ze wsi Huszcza i Przekurka siekierami, widłami, drągami i innymi narzędziami zamordowali ponad 100 Polaków, imiennie znane jest 88 ofiar. „Z lasu od strony północnej wkroczyło do wsi około 200 Ukraińców po części uzbrojonych w broń palną, a po części w narzędzia gospodarskie, jak siekiery i widły. Napastnicy zaczęli systematycznie plądrować i palić gospodarstwa, zabijając każdego napotkanego mieszkańca. /.../ Tam właśnie mieszkała moja ciocia Karolina Solipiwko z mężem i piątką dzieci – mówi poruszony Zdzisław Koguciuk. Opowiada, jak czwórka dzieci schroniła się do piwnicy na kartofle. Najstarszy syn przykrył rodzeństwo swoim ciałem, i patrząc przez okienko, był świadkiem zabójstwa rodziców i 8-miesięcznego brata, którzy dostali się w ręce Ukraińców. – Jak zginęli, nie wiadomo, bo ich ciała nie zostały odnalezione, prawdopodobnie uległy spaleniu. Musiała to być potworna zbrodnia, gdyż młody człowiek, który to widział, dostał potem pomieszania zmysłów i spędził resztę życia w szpitalu psychiatrycznym – opowiada rodzinną historię pan Koguciuk. /.../ Tymczasem w zajętej przez Ukraińców części wsi działy się prawdziwie dantejskie sceny. Wspomina je Katarzyna Dyczko z domu Grabowska, uciekająca z 3-letnim bratankiem na ręku. „Wybiegając ze stodoły, widzieliśmy już palącą się wieś i słyszeliśmy straszny, przerażający krzyk „ratunku” – relacjonowała. „W czasie ucieczki koło nas świstały kule, lecz my ze strachu nie odwracaliśmy głów, dopiero zatrzymaliśmy się na stacji w Jagodzinie”. Jak się okazało, krzyczała sąsiadka Katarzyny Dyczko – Teresa Petruk, którą Ukraińcy zamordowali w okrutny sposób, odrąbawszy jej wcześniej siekierą ręce. Niektóre relacje znajdujące się w zbiorach Zdzisława Koguciuka posiadają dziś unikatową wartość, gdyż złożyli je ludzie, którzy już nie żyją. Dotyczy to m.in. wstrząsających wspomnień pani Heleny Stachniuk z Chełma. Jej ojca Ukraińcy zatłukli na śmierć drewnianym kołkiem. Jako mała dziewczynka była świadkiem zastrzelenia mamy i czteroletniego brata Franka. Tego dnia straciła też babcię i siostrę. „Zostałam sama, przytuliłam się do mamy, zaparłam dech, żeby oprawcy pomyśleli, że nie żyję” – pisze w relacji pani Helena. „Kiedy podpalili zabudowania, pobiegli dalej… płomienie rozprzestrzeniały się coraz dalej, aż dosięgły mamę i mnie… zaczęłam sama na sobie gasić ogień. Udało się, ale zostałam naga, bo to, co miałam na sobie, uległo spaleniu. Podeszłam do tłumoczka, wyciągnęłam jakąś rzecz ubraniową, przytuliłam do siebie z przodu i poszłam do drogi. Przy drodze widziałam babcię z rozrąbaną głową oraz najstarszą siostrę Marysię z rozerwaną od kuli nogą, a przy niej kałużę krwi”./.../ Prawdziwie krwiożerczy szał ogarnął jednego z Ukraińców mieszkających w samych Jankowcach – Iwana Szpaka. Po opanowaniu wsi przez oddział OUN-UPA wtargnął z siekierą do obejścia swoich sąsiadów Grabowskich, z którymi utrzymywał wcześniej bardzo dobre stosunki. Zamordował dwoje z nich, a trzeciej – Michalinie Grabowskiej – odrąbał rękę. Kobieta przeżyła…/.../ Licząca blisko 150 numerów i zamieszkana przez ponad 600 osób tętniąca życiem wieś to dziś zarośnięte chaszczami ustronie. Nie sposób dostać się tu suchą nogą, gdyż nieregulowana rzeczka w czasie opadów zmienia koryto i płynie nieuczęszczaną od blisko 70 lat, zarosłą krzakami drogą. /.../ Ci, którzy doszczętnie nie spłonęli, leżą pogrzebani gdzieś w prowizorycznych mogiłach rozrzuconych na terenie wymarłej wsi”. (http://dziennik.artystyczny-margines.pl ... i-jankowce) . „Tam właśnie mieszkała moja ciocia Karolina Solipiwko z mężem i piątką dzieci – mówi Zdzisław Kogucik. Opowiada, jak czwórka dzieci schroniła się do piwnicy na kartofle. Najstarszy syn przykrył rodzeństwo swoim ciałem i patrząc przez okienko, był świadkiem zabójstwa rodziców i 8-miesięcznego brata, którzy dostali się w ręce Ukraińców. – Jak zginęli, nie wiadomo, bo ich ciała nie zostały odnalezione, prawdopodobnie uległy spaleniu. Musiała to być potworna zbrodnia, gdyż młody człowiek, który to widział, dostał potem pomieszania zmysłów i spędził resztę życia w szpitalu psychiatrycznym. Tragiczny był tez los pozostałych osieroconych dzieci. /..../ Tragicznego poniedziałku do dziś nie może zapomnieć Stanisława Grzywna, która w czasie napadu miała 14 lat. Zanim uciekła, słyszała rozdzierające krzyki dochodzące z oddalonego o blisko 150 metrów gospodarstwa przynależącego już do sąsiedniej wsi o nazwie Zamostecze, do której wtargnęli banderowcy. Mieszkała tam rodzina z dziesięciorgiem małych dzieci. – Te przeraźliwe krzyki to nie mogło być nic innego, jak mordowanie tych dzieci” (Adam Kruczek: Ból kresowych serc; w: „Nasz Dziennik” z 30 – 31 stycznia 2010).
W folwarku Kaznopol pow. Luboml Ukraińcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską z 4 dzieci.
We wsi Kąty (Kuty) pow. Luboml upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wsi siekierami, widłami, drągami i innymi narzędziami wymordowali około 250 Polaków, imiennie znane jest 213 ofiar; całe studnie napełnili żywymi, poranionymi bądź już martwymi; np. Jaszczukową z 5 córkami wrzucili do studni żywcem. Janinie Prończuk i jej dwom synom w wieku lat kilku odcięli głowy. Niemowlę o nazwisku Sacharuk zabili uderzając główką o ścianę domu – w tym dniu odbywały się jego chrzciny (Siemaszko...., s. 494 – 496). „30 sierpnia w nocy straszny stukot w okno „Widczyniaj skarej!”. Tato był na strychu, a mama otworzyła. Weszło ich może z dziesięciu „Swyty lampu!”. Mama ze strachu nie mogła zapałek znaleźć. Krzyczy „Skarej! Wychody!”. Wygnali nas do sieni i pytają się „A de twyj czołowik?”. A mama zauważyła siekierę. Siostra Kasia, która miała 16 lat zaczęła prosić „Dzieduniu, nie bijcie nas, co my komu zrobili, nie bijcie.” Ja to usłyszałam i mnie w uszach zadzwoniło, i upadłam bez pamięci. Mama obuchem w czoło dostała. Czaszka pękła, ale do mózgu nie doszło. A siostrę ostrzem na pół, czaszka była rozrąbana. Ale pierwsza tura nie paliła, tylko zabijała. Nie wiem jaki to cud, że nas nie zaciągnęli do studni. Bo wszystkie studnie były zarzucone trupami. Zanim druga tura przyszła palić, to mama się obudziła i podniosła Kasię, a ona nieżywa. Podnosi mnie, a ja się ruszam. Ale nic nie pamiętam. Krwi zeszła okropna kałuża. .,,,. Już się palił dom. Mama wywlokła mnie w kartofle na ogród i miała wynieść Kasię, ale już cały dom był w płomieniach. Kasia spalona. Tato wyskoczył w buraki i leżał, i widział, jak sąsiada ciągnęli do studni, a wszystkie studnie były pełne trupów. Mama ze mną na plecach coraz dalej w pole. Było ładne proso. Już tak spadła z sił, że nie dała rady mnie nieść. I leżąc w tym prosie, słyszy mama głośny gwar „Jak znajdesz to dobyjaj!”. A ja nic nie pamiętam, nieprzytomna byłam i wcisnęła głowę w ziemię, żeby nie widzieć jak będą dobijać. Tyle krwi zeszło i widocznie ze zmęczenia usnęła. Obudziła się, ptaszęta śpiewają, krowy ryczą, słońce ślicznie świeciło. Mama zaczęła głośno płakać „Gdzie moja Kasia!?” I ja się obudziłam. Spojrzałam na mamę, a na twarzy sama krew. I na sukience skorupa z krwi. Podnosi głowę, czy może ktoś jest. Ja już oprzytomniałam i ciągnę mamę do ziemi. A mama mówi, że nie możemy tu siedzieć, że trzeba szukać ludzi, może wszystkich nie pobili i coraz głowę do góry. I zobaczył tato, że ktoś jest w prosie i pędzi żeby zobaczyć kto, i wziął nas w ramiona i mówił, że czaszka na pół rozrąbana, ale nie wiedział, która z nas. Mówi „Ja wszystkich trupów wyciągnął ze studni. A sąsiadka Czuniowa mówi, że widziała jak twoja Marysia niosła jedną z dziewczyn i uciekała w pole, a ona siedziała ze swoimi dziećmi w grochu, to szukaj w polu, może żywe, a może nieżywe.” I odnalazł nas, ale Kasi nie odnalazł. Pozbierał kości i w ogródku zakopał. I do dziś leżą” (Stefania Sawicka z domu Macegoniuk; w: http://dziennik.artystyczny-margines.pl ... lne-trupow ; ze zbiorów Ewy Siemaszko)
Koło wsi Kotów pow. Brzeżany, na drodze, na której 15 sierpnia zamordowano ks. Bilińskiego: „Na tym samym miejscu zginął również leśniczy /?/ Polak wracający bryczką do domu, dnia 30.VIII” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 42. k. 20 – 26).
We wsi Kowalówka pow. Kowel: „30 sierpnia 1943 roku Budy Ossowskie i kolonia Kowalówka o świcie zostały otoczone przez uzbrojone bandy, które wyszły ze wsi Wołczak i Rzewuszki i dokonały masowej rzezi na ludności polskiej. Rezultat był przerażający: w Budach Ossowskich ponad dwieście osób, w tym ponad osiemdziesięcioro dzieci, w Kowalówce na 23 rodziny 32 osoby zamordowane. Rodzina Czarneckich wymordowana cała; ojciec rodziny Jan Czarnecki – lat 55, żona Dominika - lat 53, córka Maria, mężatka – lat 23, córka Walentyna lat 19, dwaj synowie, bliźniaki Marian i Eugeniusz po 14 lat, najmłodsza córeczka Marii – Krystyna – lat 3. Uratował się tylko syn Staszek – lat 21, w tym czasie nieobecny”. (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ).
W kol. Łuczyce pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: starsze małżeństwo i kobietę.
W kol. Marianówka pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę polską.
We wsi Maszów pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich.
We wsi Myślina pow. Kowel „ukraińscy partyzanci” z okolicznych wsi pod dowództwem Fedora Hałuszki, powracając z rzezi ludności polskiej w Rudnikach, zamordowali co najmniej 26 Polaków, głównie kobiety i dzieci; zgwałcili 16-letnią Leokadię Czarny i spalili ją żywcem razem z 18-letnim bratem oraz 5-osobową rodziną Myślińskich. Zamordowali też 4 rodziny żydowskie liczące 16 osób, ukrywane przez Polaków.
W kol. Ostrówek koło Turii pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 córki Moroziuków w wieku 4 – 13 lat, które ich rodzice powierzyli opiece Ukraińca z Turii a sami ukryli się w lesie (Siemaszko..., s. 930).
We wsi i majątku Ostrówki pow. Luboml upowcy oraz Ukraińcy (mężczyźni i kobiety) z sąsiednich wsi: Sokół, Połapy, Przekurka, Huszcza, Sztun i innych dokonali ludobójczej rzezi około 520 Polaków. Uzbrojeni byli w broń palną, w siekiery, widły, kosy, topory, młotki do zabijania zwierząt gospodarskich. Polacy byli bezbronni nie wierząc, że po kilkusetletnim zgodnym współżyciu może im coś grozić ze strony sasiadów. Ukraińcy zgonili Polaków na plac szkolny, potem mężczyzn wpędzili do szkoły a kobiety z dziećmi do kościoła. Starszyzna ukraińska zarządziła: „Lachy, widdajte hodynnyki i zołoto, a to zaraz was wybijem” („Polacy, oddajcie zegarki i złoto, a jak nie, to zaraz was wybijemy”). W szkole zamknęli kilkuset mężczyzn, którzy rozpoczęli pieśń „Kto się w opiekę odda Panu swemu”. Oprawcy bijąc kolbami wyprowadzali grupkami mężczyzn po kilku: do okólnika Jana Trusiuka, za sad gospodarza Suszki (81 zwłok), oraz w okolicę kuźni Edwarda Bałandy (około 20 osób), gdzie ich mordowali uderzeniami w tył głowy siekierą lub wielkimi maczugami drewnianymi. W czwartej mogile znajdowało się 5 zwłok, w pobliżu kościoła. Ksiądz Stanisław Dobrzański został zamordowany przez odcięcie głowy w okólniku Jana Trusiuka, którą następnie wbili na pal. Wiele osób zabili w mieszkaniach, w obejściach gospodarskich, na polach i drogach oraz wrzucili do studni, np. 90-letniego Władysława Kuwałka. Po dwóch godzinach, gdy mężczyźni byli już wybici, modlące się i śpiewające pieśni religijne kobiety z dziećmi i starcami zamierzali spalić, ale w okolicy pojawiły się samochody z Niemcami. Wobec czego oprawcy w pośpiechu wyprowadzili tę grupę liczącą ponad 300 osób i popędzili na rżysko pod las Kokorowiec w pobliżu wsi Sokół. Tutaj brali po 10 osób, najczęściej rodzinami, kazali kłaść się twarzami do ziemi i mordowali strzałami w tył głowy oraz uderzeniami bagnetów. Oczekujący na swoją kolej dokładnie widzieli rzeź poprzedników. Wśród morderców rozpoznano znajomych Ukraińców z sąsiednich wsi. Po rzezi oprawcy sprawdzili, czy wszyscy są zabici, rannych dobijali. Pomimo tego ocalało 13 lub 25 osób, w tym 10 dzieci w wieku lat od 3 do 16. W Ostrówkach Ukraińcy zamordowali około 520 Polaków. W święto Narodzenia NMP, 8 września 1943 roku, Ukraińcy ze wsi Równo spalili drewniany kościół p.w. św. Andrzeja Apostoła wybudowany w 1838 r. wraz z wystrojem wnętrza i paramentami. W 1992 roku Polska uzyskała zgodę i ekshumowano jedną mogiłę zbiorową na okólniku Jana Trusiuka wydobywając szczątki 80 Polaków, w tym dwojga dzieci w wieku około 6 lat. Wówczas pozostałych mogił nie odnaleziono, w tym mogiły kobiet i dzieci pod wsią Sokal, a miejscowi Ukraińcy nie chcieli jej wskazać. O następne ekshumacje strona polska prosiła stronę ukraińską przez kilka lat. Taki był skutek przyjacielskiego obściskiwania się kolejnych prezydentów Polski z prezydentem Ukrainy Juszczenką, który Ukrainę budował na ideologii banderowskich ludobójców. Dopiero w 2010 roku dokonał ekshumacji na tzw. Trupim Polu dr Leon Popek z IPN w Lublinie. „Na tej polance znów nas zatrzymali, wśród bulbowców powstało ożywienie. Na zboczu stało kilku bulbowców lepiej ubranych. Mieli przy sobie krótką broń. Musiała to być starszyzna. Przez krótką chwilę radzili. Po tej naradzie postanowili dalej nas nie pędzić, a na tej polance nas wymordować. Tak też się stało. Było nas tam dużo, bo to wszystkie kobiety z Ostrówek z dziećmi prawie do lat 15, kilku dziadków, a i z Woli Ostrowieckiej była znaczna część kobiet. Obstawieni byliśmy dość gęsto przez bulbowców. O ucieczce nie było mowy. Ludzie stali, niektórzy z dziećmi na ręku siedzieli bo było im ciężko je trzymać. Modlili się, bo było już wiadomo, że na tej polance nastąpi tragedia. Po krótkiej chwili padła komenda, żeby ludzie zrzucili z siebie grubsza odzież. Krzyczeli, by wychodzić z gromady po dziesięć osób na środek polany. Początkowo nikt nie chciał dobrowolnie iść na śmierć, bo każdemu życie miłe. Powstał płacz, lamenty, prośby, błagania, aby nas puścili, bo my nic nikomu złego nie zrobiliśmy. Oni nawet nie słuchali, robili się coraz wściekli. Rzucili się jak dzikie bestie, jak mocno wygłodzone zwierzęta i zaczęli wyciągać z tłumu, kto się pod rękę nawinął. Odprowadzali na środek polany, kazali kłaść się w koło, twarzami do ziemi. Zaczęli strzelać ofiarom w tył głowy, a my żywi musieliśmy na te tragedię patrzeć. Patrzeć jak giną niewinni ludzie i ich najbliżsi: babcie, matki, siostry, bracia, córki, synowie, bo byli wszyscy ze sobą spokrewnieni. /…/ Teraz bulbowcy rzucili się wszyscy. Było im widocznie pilno, bo każdy odrywał z grupy parę osób o rozstrzeliwał. Na środku polany. Ludzie lamentując żegnali się ze sobą na wieczność. Matki brały swe dzieci i kładły obok siebie, obejmując je rękami. Tak odchodzili z tego świata na wieczność. Ja, mama, ciotka i bliżsi znajomi byliśmy razem w grupie, wciąż odciągając moment rozstania się z tym światem. Chcieliśmy jeszcze pożyć choć chwilę dłużej. Widziałem okropne sceny. Rozstrzeliwani w pośpiechu ludzie nieraz byli trafiani niecelnie. Zranieni śmiertelnie podrywali się konwulsyjnie i znów opadali na ziemię. Dobijano ich, ale najczęściej w męczarniach kończyli żywot. Z jednej grupy, popędzonej na miejsce kaźni po serii strzałów poderwała się mała dziewczynka, może sześcioletnia i zaczęła mocno krzyczeć: mamo, ale matka już nie żyła. Widząc to bulbacha podniósł karabin i strzelił w nią. Trafił ale nieśmiertelnie. Dziewczynka upadła, ale natychmiast się poderwała i krzycząc zaczęła iść po trupach, padając i wstając. Bulbowiec znowu w nią strzelił. Tym razem aż trzykrotnie. Dziewczynka wciąż podnosiła się i krzyczała. Zdenerwowany bulbowiec podbiegł do niej i dobił ja kolbą karabinu. Ludzie na ten widok odwracali się z płaczem. I tak grupę po grupie wyciągano i zabijano. Tworzył się duży krąg, gdyż kazano kłaść jeden obok drugiego w nogach pomordowanych. Widać było pośpiech, bo głośniej krzycząc szybko wyciągali ludzi na pobojowisko, nie żałując przy tym razów. Matka, ja, ciotka Trusiak byliśmy razem, moja babcia i ciotka Wikta z małym dzieckiem. Mama powiedziała, żebyśmy poszli sami, po co mają nas szarpać i tak nas śmierć nie ominie. Przyglądać się tej zbrodni już dłużej nie było można. Wstaliśmy, pożegnaliśmy się ze sobą i najbliższymi. Z płaczem i okropnym żalem, że trzeba pożegnać się z tym światem, oddaliśmy się w ręce oprawców. Popędzono nas na miejsce kaźni. Poszło nas dziesięcioro na pobojowisko. Bulbowcy, jak dzikie bestie, krzyczeli „lachajte lachy chutko” (szybko kładźcie się Polacy). Mama jeszcze raz przycisnęła mnie do siebie, płakała i mówiła jakby do siebie: tyle dzieci wybijają, cóż one są winne. Nie mogłem płakać, zacisnęła mi się krtań i zrobiłem się zupełnie nieswój, obojętny z tego przestrachu. Kładąc się obok siebie, półgłosem odmawialiśmy pacierz. Mama objęła mnie mocno za szyję, ja zakryłem twarz dłońmi i z okropnym strachem wypowiedziałem na koniec „ niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Padły strzały z lewej i z prawej strony. Ja z tej grupy leżałem prawie w samy środku. Strzały zaczęły zbliżać się do mnie. Żal mi się mocno zrobiło, pomyślałem, że mam dopiero 13 lat, sama radość życia, taki piękny świat, a tu za chwilę czeka śmierć i już nigdy nie ujrzysz jasności: czy poczuję ból? Bliziutko padł strzał, bo poczułem podmuch powietrza. To musiało być w ciotkę, słyszałem mocne charczenie. Okropnie przeżywałem ostatnie chwile. Zdawało mi się, że we mnie wszystko ustaje. Następny strzał pada w mamę. Ziemia rozbryzguje się po mojej głowie. Poczułem, że coś ciepłego spływa po moim karku, ku lewemu policzkowi. Słyszę charczenie raptowny skurcz ciała. Poczułem, że mamy ręka przyciska mnie mocniej do siebie, potem ciało zaczęło się rozluźniać, bo ręka mamy zaczęła słabnąć łagodnie i tak pozostała bez ruchu. Nadeszła moja kolej. Oczekiwałem z napięciem, prawie martwy z przerażenia. Usłyszałem koło mnie strzał, szum w uszach i znów piasek posypał się po mojej głowie i rękach. Krótkie charczenie ale to już z prawej strony. Z biciem serca oczekiwałem na następny strzał, strzał we mnie, ale i ten usłyszałem nieco dalej i jeszcze jeden o kilka ciał dalej. Po tej krótkiej scenie mordu zapadła krótka cisza i nagle znów słyszę jak układają się w naszych nogach następne ofiary, płaczące i rozpaczające. Kiedy znów usłyszałem wystrzały z tyłu zacząłem w duchu modlić się i prosić Boga o przeżycie tych potworności. Krótko to trwało, bo rozstrzeliwali ze zdwojoną szybkością. Spieszyli się bardzo. Leżałem żywy miedzy trupami, słyszałem lamenty, błagania, pisk zabijanych dzieci, myślałem, że nie wytrzymam, że zerwę się i będę uciekał, ale po chwili znów przychodziła myśl, że jeśli to zrobię, zabiją na miejscu. /…/ Leżałem, cierpiałem i słuchałem, co się wokół dzieje. Trwało to około godziny. Naraz ustały krzyki i płacz. Strzały były rzadkie. Od czasu do czasu padał strzał, rozmawiali między sobą głośno: „...o dywyna, o tamtoj szcze żywe, dobej”. Ja leżałem w tym pobojowisku i prosiłem Boga, aby mnie nie wykryto. Po chwili nastała cisza, tylko jakiś bulbowiec zawołał: „ no chłopa idemo, od dywyte, tut morda polska leżyt”. Zaczęło się ożywienie między nimi. Zaczęli odchodzić w krzaki w stronę Sokoła. Słyszałem z tej strony odgłosy. Leżałem dłuższą chwilę. Była grobowa cisza, bo nawet ptactwo odstraszone strzałami, nie dawało żadnego głosu. Leżąc między trupami myślałem, że wszyscy są wybici i gdzie ja teraz pójdę i jak długo tu będę leżał. Chciałem wstać i uciekać. Bałem się, bo jeśli oni z ukrycia patrzą, czy ktoś nie wstaje. Wtedy czeka mnie tylko śmierć. Leżałem dalej, a mrówki gryzły po całym ciele. Upłynęło około pół godziny. Nadal była niczym nie zakłócona cisza. Podjąłem decyzję. Postanowiłem ostrożnie podnieść głowę i spojrzeć przed siebie, co się dzieje na placu zbrodni. Ostrożnie uniosłem głowę i zobaczyłem, że jakaś starsza kobieta ucieka z tego strasznego miejsca w pobliskie krzaki. Opuściłem głowę z powrotem i słuchałem, czy nie będą strzelać, ale nadal była cisza. Leżałem jeszcze chwilę i postanowiłem wstać i uciekać w krzaki, bo jeśli nie strzelano za tamtą kobietą, to znaczy, że oni wszyscy poszli. Po raz drugi pomalutku podniosłem głowę, spojrzałem po trupach i zobaczyłem, jak wstaje kobieta z dwojgiem dzieci. Złapała dziewczynkę i chłopczyka za rączki i uciekła w krzaki. Znów opuściłem głowę, leżałem i słuchałem, czy nikt nie będzie strzelał. Nadal była cisza. Po raz trzeci podniosłem głowę i popatrzyłem na mamę i ciotkę. Leżały martwe. Mama miała oderwany kawałek czaszki, aż mózg wyrzuciło. To właśnie mózg rozlał mi się po karku i po twarzy. Bóg zaślepił ich wzrok, bo zobaczywszy mnie zalanego krwią i mózgiem pomyśleli, że jestem zabity. Uniosłem się nieco wyżej i powiedziałem półgłosem: „kto żywy niech ucieka”. Poderwałem się i odbiegłem około 50 metrów od pobojowiska w łubin. Położyłem się z brzegu, tak, aby nie być widocznym i zacząłem rozglądać się po polanie i po trupach, czy ktoś nie poderwie się do ucieczki. Widzę, że ktoś wstaje i biegnie w moją stronę, do tego łubinu. Poznaję. Jest to mój brat cioteczny Paweł Jasieńczak. Podniosłem się nieco i zacząłem machać ręką, aby biegł do mnie. Przebiegł, położył się obok mnie. Widzimy, że znowu jakaś kobieta z dzieckiem podbiega do zarośli. My natomiast zaczęliśmy się ostrożnie czołgać tym łubinem w stronę krzaków. Gdy biliśmy parę kroków od nich, szybko tam wskoczyliśmy. W tych krzakach spotkaliśmy te kobietę, która wcześniej zbiegła z dwojgiem dzieci. Dołączyliśmy do niej . Płakała i mówiła, jak sobie poradzi z dwójką malutkich dzieci. Chłopak był nieco starszy od dziewczynki. Powiedziałem do niej, że jakoś musimy dostać się do Jagodzina. Dodałem, że z pobojowiska wyszła ranna w głowę Janina Kuwałek, obecnie Martosińska. Mówiła, że ciotka Wikta też była ranna i prosiła o pomoc Jankę, ale Janka jej rzekła : „cóż ja ci pomogę, ja sama ledwo co żyję”. Pomogła jej wstać, ale nie dały rady. Tak moja ciotka bez pomocy, z dala od ludzi, umarła. Wzięliśmy dzieci. Ja jedno, Paweł drugie na plecy i zaczęliśmy powoli i ostrożnie iść w stronę Jagodzina. /…/ Zbliżaliśmy się do zarośli położonych bliżej wsi, do Borku. Szczęśliwie doszliśmy do niego, przeszliśmy w poprzek i na skraju zatrzymaliśmy się. Byliśmy ukryci w gęstych krzakach, widzieliśmy wieś i okolice. Wieś częściowo paliła się. Wokół była pustka, tylko psy strasznie wyły, wszędzie chodziły krowy i konie. /…/ Tylko trzask ognie i spadające opalone bale. Nie było widać nikogo, tylko niektóre budynki dopalały się, na drodze leżało parę trupów i psy żałośnie wyły. /…/ Wieczorem przyjechali z Ostrówek ludzie z samoobrony (z Jagodzina i z Rymacz) i przywieźli spod Sokoła żonę Kalety i mamę Pawła. Były one trafione w szyję a ustami wyszły kule. Jeszcze żyły, ale w drodze zmarły. Przywieźli jeszcze chłopaka, którego wyciągnęli z dołu. Był on raniony siekierą. Kaleta pochował swoją żonę na cmentarzu w Rymczach, a Paweł swoja mamę, a moją wujenkę pochował przy torze z lewej strony stacji kolejowej. Obaj wykopaliśmy dół a ludzie włożyli ją do dołu. Usypaliśmy mogiłkę, postawiliśmy naprędce zrobiony krzyż. Pożegnaliśmy wujenkę i poszliśmy na nocleg. Było to już przy stacji kolejowej, bo każdy bał się iść dalej, aby bulbowcy nie napadli w nocy. Stacja była usypana wałem ziemnym i Niemcy pełnili cała dobę wartę. Nocą pełnili wartę starsi i młodzież, spały tylko dzieci.” (Aleksander Pradun; Na Rubieży Nr 3/1993).
W futorze Piskorowo pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
W kol. Pniaki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy w ciągu dwóch dni zamordowali co najmniej 41 Polaków; pierwszego dnia mordowali mężczyzn, drugiego dnia kobiety i dzieci; m.in. 10-osobową rodzinę z 8 dzieci i 8-osobową z 6 dzieci.
We wsi Radoszyn pow. Kowel zamordowali co najmniej 2 rodziny polskie.
We wsi Radziechów pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Rudka Miryńska pow. Kowel zamordowali kilka rodzin polskich; w stodole spalili 9-miesięcznego Ignasia Łubiankę.
We wsi Rudniki pow. Kostopol zamordowali ponad 12 Polaków.
We wsi Sawosze pow. Luboml zamordowali kilkunastu Polaków, w tym 20-letnią dziewczynę.
W futorze Skalenica pow. Kowel zamordowali co najmniej 43 Polaków, w tym 10 osób z rodziny Zagożdżona.
W kol. Sucha Łoza pow. Kowel upowcy oraz chłopi ukraińscy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali siekierami, widłami, łopatami, nożami, piłami do cięcia drzewa 71 Polaków. „Kobietę Przewoźniak, lat ok. 70, podrzucano na widłach aż do uśmiercenia. Dzieci były zabijane uderzeniami kolby w głowę. Żonę Antoniego Siedleckiego wrzucono do studni” (Siemaszko..., s. 400).
We wsi Sztuń pow. Luboml zamordowali kilkanaście rodzin polskich, zdołała uciec tylko jedna rodzina.
We wsi Terebejki pow. Luboml Iwan Paciuk, sotnik UPA, z synem Wasylem zamordowali 5-osobową rodzinę Matyszczuków: Jan Matyszczuk lat 40 został zakłuty widłami, a następnie porżnięty na kawałki, jego żonę Janinę zadźgali widłami, a ich dzieci: Stefana lat 16, Weronikę lat 14 i Jana lat 8 – zarąbali siekierami (Siemaszko..., s. 500).
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z sąsiednich wsi Gnojno, Mohylno i Rewuszki zamordowali około 50 Polaków, w większości kobiety i dzieci; część ofiar wrzucili do zbiornika z gnojówką; poza wsią wymordowali także Polaków w majątku Szpilbergów w Turii.
We Włodzimierzu Wołyńskim upowcy zamordowali 18-letniego Polaka.
We wsi Wola Ostrowiecka pow. Luboml upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi dokonali rzezi około 620 Polaków. Polaków spędzili na plac szkolny, opornych mordowali i wrzucali do studni. Około 40 kobiet i dzieci zaprowadzili do stodoły Jasionków, resztę zamknęli w szkole. Na oczach zgromadzonych zastrzelili kilku mężczyzn nawołujących do obrony i ucieczki. W stodole Antoniego Strażyca chłopi ukraińscy wykopali rów długości 12 metrów i szerokości 2,5 metra. Następnie, co pewien czas wyprowadzali z placu szkolnego po 5 – 10 mężczyzn do stodoły, rzekomo na badania lekarskie, aby utworzyć wspólny oddział do walki z Niemcami. Ofiarom kazali rozbierać się z ubrań i butów, oddać zegarki i złoto, a następnie podprowadzali nad wykopany w stodole rów, nad którym mordowali siekierami i toporami uderzając w tył głowy oraz przebijali widłami. Znad dołu zdołał uciec Władysław Soroka, pomimo otrzymanych 6 postrzałów. Po wymordowaniu mężczyzn oprawcy zaczęli wyprowadzać po kilka kobiet z dziećmi. Usłyszawszy samochody przejeżdżających Niemców zamknęli szkołę, w której znajdowało się około 200 kobiet, dzieci i starców, obłożyli ją słomą, oblali benzyną i podpalili. Wrzucili też przez okno do wnętrza kilka granatów. W upalny dzień szkoła spłonęła bardzo szybko. Taki sam los spotkał kobiety z dziećmi zamknięte w sąsiadującej ze szkołą stodole Jasionków. Natrafiono także na studnię wypełnioną ofiarami oraz na kobietę z dzieckiem przy piersi, przygwożdżone razem widłami do ziemi. Mienie Polaków rabowali przez cały dzień, uczestniczyły w tym kobiety i dziewczęta ukraińskie. W 1992 roku Polacy przeprowadzili ekshumacje jednej z trzech mogił. Wydobyto szczątki 243 osób, z czego 120 należało do mężczyzn. Ofiary mordowane były silnymi uderzeniami w tylną część głowy ciężkimi narzędziami: maczugami, pałkami, obuchami siekier i młotkami. Pozostałych mogił: w szkole i stodole Jasionków nie odnaleziono. „Według informacji zawartych w dokumentach Państwowego Archiwum Obwodu Wołyńskiego w Łucku, w Woli Ostrowieckiej oraz drugiej wsi polskiej (w domyśle: w Ostrówkach) zamordowanych zostało do 1500 ludzi”. (Siemaszko..., s. 513 – 521). „Noc miała się ku końcowi – świtało. I wtedy właśnie, na tle porannej zorzy, wyłonił się zwartym tłum Ukraińców, który zmierzał od ukraińskiej wsi Sokół, do również ukraińskiej wsi Przekórka. Ten manewr Ukraińców wprowadził naszą samoobronę w błąd. Odwołano alarm. Tymczasem Ukraińcy zmienili kierunek i weszli do wsi od strony, z której ich się nie spodziewano. Były to oddziały zwarte uzbrojone w broń maszynową i karabiny pochodzenia niemieckiego i radzieckiego. Zachowanie tych ludzi nie zapowiadało nic złego. Można powiedzieć, że okazywali mieszkańcom wioski dużą życzliwość, nawet dzieci częstowali cukierkami. Pamiętam, podszedł do mnie młody Ukrainiec, pogładził po głowie, zapytał jak się nazywam, ile mam lat, gdzie mieszkam, a wszystko to z życzliwym uśmiechem Rozpoczął się prawie normalny dzień życia wsi, tyle, że czuło się jakąś grozę.
Około godz. 8-mej wyznaczeni bojówkarze chodzili po wsi i wzywali mężczyzn od lat osiemnastu do sześćdziesięciu, by udali się na plac przed szkołą; sprawdzali każdy dom i zabudowania, by nikt się nie ukrył. Kiedy wszyscy mężczyźni znaleźli się na boisku szkolnym, zostali otoczeni przez uzbrojonych Ukraińców. Między godziną 10-tą a 11-tą do zebranych przemówił watażka tej ukraińskiej hordy, czyli, jak to się dzisiaj mówi dowódca oddziału ukraińskiej „powstańczej armii”. Mówił po ukraińsku. Sen wypowiedzi był następujący: Ukraińcy pragną razem z Polakami walczyć przeciw Niemcom. Oni przyszli do naszej wioski, aby dokonać naboru mężczyzn zdolnych do walki. Tych uzbroją i razem wyruszą przeciw Niemcom. Mówił to tak porywająco i przekonywująco, jak to czyni politrucy sowici, że niektórzy słuchacze uwierzyli w ich zapewnienia. Następnie powiedział, że będą brać po sześciu mężczyzn na badania lekarskie i sprawnościowe, następnie zdrowych i zdolnych umundurują, uzbroją i utworzą polski oddział, obok oddziałów ukraińskich, w celu włączenia się do walki z Niemcami, których koniec jest bliski. Tak też się stało. Co pewien czas uzbrojeni Ukraińcy odprowadzali grupę sześciu mężczyzn w nieznane nam miejsce. Teraz już wiemy, że była to dwuklepiskowa stodoła gospodarza Strażyca; że tam inna grupa Ukraińców wykopała przy stodole dwa rowy o głębokości 2 m i szerokości 2,5 m i długości 8 m. Do tej stodoły wprowadzano przyprowadzonych mężczyzn, tam ich mordowano bez użycia broni palnej, a zwłoki wrzucano do tych rowów. Kiedy odprowadzano już wszystkich mężczyzn na boisku szkolnym pozostały kobiety, dzieci i osoby w starszym wieku. Teraz już, bez żadnych skrupułów, brutalnie wtłoczono nas wszystkich do budynku szkolnego, skąd kilkunastosobowe grupy pędzono pod eskortą w nieznane nam wówczas miejsce. Mimo, że dochodziły do nas stamtąd żadne odgłosy mieliśmy już świadomość, że Ukraińcy chcą nas wszystkich wymordować. Wiedzieliśmy, że zostaniemy zamordowani i że to za chwilę nastąpi. Przygotowywaliśmy się na śmierć przez modlitwę, spowiedź składaną na ręce matki, która udzielała nam rozgrzeszenia, przez zbiorowe odmawianie różańca z prośbą do Najświętszej Marii Panny, by nam dała lekką śmierć. Było nas w tej gromadzie czworo: mama, siostra Ania –lat 16, siostra Antosia – lat 20 i ja – lat 13. Kiedy skończyliśmy odmawiać druga bolesną część świętego różańca, mama pobłogosławiła nas i dała nam święte obrazki. Ja dostałem obrazek z Aniołem Stróżem, który przeprowadza przez wąską kładkę położoną nad rwącą rzeką dwoje małych dzieci. Z nim to przeszedłem przez śmierć do życia, bym mógł teraz zdać Światu relację z tych zbrodni. Była chwila ciszy; czekaliśmy na swoją kolej, zostało nas już tylko około 100 osób: kobiet, dzieci i starców. Do stojących przy drzwiach uzbrojonych morderców podeszła jedna z kobiet – matka trojga dzieci i zwróciła się do nich z prośbą: „Patrzcie, została nas mała garstka, pozwólcie nam żyć. Spójrzcie na te dzieci, one są niewinne, ich oczy błagają o litość, miejcie więc litość dla nich”. Wtedy jeden oprawców powiedział – oczywiście po chachłacku – (w przybliżeniu): „Wy Polacy. My was wszystkich wyrżniemy, a wasze domy spalimy. Nic po was nie zostanie”. W odpowiedzi na te okrutne słowa ta kobieta rzuciła w twarz oprawcom przekleństwo: „Bądźcie przeklęci po wszystkie czasy. Niechaj krew naszych niewinnych dzieci spadnie na was, na wasze dzieci, wnuki i prawnuki”. W pewnej chwili dały się słyszeć od strony południowej wsi strzały z broni maszynowej. Pilnujący nas Ukraińcy wpadli w popłoch, wybiegli na zewnątrz, drzwi szkoły zamknęli. Zaświtała nam nadzieja, że mordercy w popłochu uciekną. Niestety przyspieszyło to tylko decyzję dokończenia zbrodniczego dzieła. Mordercy zrezygnowali z mordowania pojedynczo każdej osoby z osobna i postanowili załatwić to zbiorowo. Do izb lekcyjnych, w których byliśmy zgromadzeni, zaczęto wrzucać granaty i strzelać z pistoletów maszynowych. Już pierwsze strzały i wybuchy granatów zabiły część osób - innych poraniły. Znaleźliśmy się jak gdyby w kręgu piekielnych czeluści: jęk rannych, płacz dzieci, rozdzierający krzyk matek, huk strzałów, wreszcie dym. Zbrodniarze spod znaku tryzuba podpalili budynek szkolny. W upalny sierpniowy dzień płonął jak pochodnia; ci jeszcze żywi znaleźli się w pułapce bez wyjścia skazani na śmierć w płomieniach. Nie sposób wyrazić słowami grozy tej sytuacji, język jest tu zbyt ubogi. Mnie śmierć jakoś omijała. Leżałem na podłodze rozpłaszczony do granic możliwości. Obok leżała sąsiadka Bohniaczka. Rozległ się kolejny huk. Granat ja rozszarpał. Jej krew i poszarpane ciało chlusnęło na mnie. Byłem w szoku, podczołgałem się do mojej siostry Ani. Potrąciłem ją. Już nie żyła. Kula u wylotu z czaszki wyrwała duży otwór. Otępiałem, straciłem poczucie rzeczywistości. Podniosłem głowę i ujrzałem leżącą i krwawiąca matkę. Jeszcze żyła. Jeszcze raz przytuliłem się do matki. Była przytomna, ofiarowała mnie Bogu i Najświętszej Marii Pannie, bo tylko cud Boski mógł mnie wyprowadzić z tych piekielnych czeluści. Mama nie mogła się poruszać, granat rozszarpał jej stopy, krwawiła, spłonęła żywcem. Nie pamiętam, jak znalazłem się w drugiej izbie lekcyjnej. Na podłodze strzępy ludzkich ciał i dużo, bardzo dużo krwi. Nie miałem już nikogo z najbliższych, zapragnąłem też umrzeć, zacząłem krztusić się dymem, pomyślałem: nałykam się dymu, uduszę i będzie koniec. Ale, gdzie tam, zakrztusiłem się raz i drugi i nic. A tymczasem zaczął płonąć strop budynku, zrobiło się ogromnie gorąco. Przeraziłem się tego ognia, lada chwila ten płonący strop mógł runąć na mnie. W ostatniej chwili wyskoczyłem przez okno. Rozległ się strzał, upadłem, poczułem silny ból, czoło zaczęło krwawić. Żar bijący od płonącego budynku zmuszał mnie do odczołgiwania się od niego. Leżałem w ogrodzie szkolnym pełnym trupów i rannych. Ciężko ranni błagali oprawców, by ich dobili. Ukraińcy z ogromną pasja pastwili się nad rannymi, kiedy na to patrzyłem chciałem wstać i krzyczeć. Strach przykuł mnie do ziemi, bałem się już nie śmierci lecz tych męczarni, jakie oni rannym zadawali. Byłem cały umazany krwią cudzą i własną. Trzykrotnie przewracali mnie i kopali, ale nie zorientowali się, że jeszcze żyję. Obok mnie leżała kobieta – Maria Jesionek, matka trojga dzieci, dwóch synów, jeden ośmio, drugi pięcioletni i niemowlę ośmiomiesięczne. Ona też wyskoczyła z płonącego budynku wraz z dziećmi tuż przede mną. Morderca ugodził ją kulą, leżała martwa na swym uduszonym niemowlęciu. Jej ośmioletni syn został też zastrzelony, ten zaś pięcioletni siedział tuż martwej matce, szarpał ją i wołał „ Mamo wstawaj, chodźmy do domu – płakał”. Podbiegł do niego Ukrainiec, przyłożył lufę karabinu do głowy i strzelił. Dzieciak przewrócił się na plecy matki, a przywarwszy do jej pleców swoje plecy, wyciągnął ręce do góry jak w modlitwie. Był to dla mnie koszmar, który tkwi we mnie po dzień dzisiejszy. Dochodziły mnie też inne głosy z różnych stron wioski. To towarzysząca ukraińskiej „powstańczej armii” tłuszcza wdarła się do opustoszałych domów i zabudowań i rabowała wszystko, co tylko było w obejściu, a kiedy już wszystko zagrabili podpalili domy i zabudowania. Leżałem nieruchomo we krwi. Z płonącego budynku buchał okropny żar, czułem, że moje nogi są płonącymi głowniami. Czułem, że muszę odczołgać się dalej od buchającego żaru. Poruszyłem się. Padł strzał i poczułem dotkliwy ból w okolicach kręgów lędźwiowych. Pomyślałem, że to już koniec. Dla zlokalizowania źródła bólu lekko się poruszyłem, okazało się ani krzyż, ani brzuch nie były uszkodzone. A więc żyję! Mój Boże! Leżałem, nadal udawałem martwego, czekałem. Zwolna cichły głosy zwycięskich „żołnierzy” UPA. Słońce chyliło się ku zachodowi. Podniosłem głowę. Nikogo nie było w pobliżu. Tylko ja – żywy pośród zmarłych. Dźwignąłem się z trudem stanąłem na oparzonych stopach. Zdjąłem przesiąkniętą krwią koszulę, podarłem ją na onuce i zawinąłem nimi obolałe stopy. Ze zgrozą obejrzałem leżące tam zmasakrowane trupy. Tuż na styku palącego się budynku a ogródka rozpoznałem głowę moje starszej siostry Antoniny, tułów został spalony na węgiel. Niczego już nie czułem, prócz bólu stóp i ogromnego pragnienia. Powlokłem się do pobliskiej studni z żurawiem, chciałem zaczerpnąć wody. O zgrozo. Studnia była pełna trupów. Coś mnie przykuwało do tego miejsca zbrodni. Nie mogłem się ruszyć. Stałem tak ogarnięty zgrozą i rozpaczą, nie mogłem tego pojąć i do dziś pojąć nie mogę, jak ci ludzie mogli dokonać tak okrutnej zbrodni?” (Henryk Kloc: Najtragiczniejsze chwile mojego życia. Na Rubieży Nr 2/1993). „Nazywam się Marianna Soroka. Urodziłam się 8 września 1908 roku we wsi Wola Ostrowiecka, powiat Lubomi, woj., Wołyń w rodzinie chłopskiej. W roku 1943 byłam matką pięciorga dzieci: Stanisława – lat 15; Edwarda – lat 12; Janka – lat 10; Leona –lat 6 i Józefa 1,5 roku. Mój mąż Stanisław był rolnikiem 8-hektarowego gospodarstwa rolnego. Żyło się nam chociaż ubogo, ale spokojnie i szczęśliwie. /.../ Nadszedł zwykły dzień, poniedziałek 30 sierpnia 1943 roku.. Tymczasem Ukraińcy – mordercy nie zapędzili nas na szkolny plac, lecz do stodoły sąsiada i tam nas zamknęli. Spośród nas wybierali mężczyzn i pędzili pod eskortą. A kiedy już nie stało mężczyzn, zabierali kobiety i dzieci i pędzili pod eskortą uzbrojonych bandytów w nieznanym kierunku. Nie wiem o której godzinie, ale było to chyba grubo po południu, rozległy się strzały z broni maszynowej od strony południowej wsi Wola Ostrowiecka. Wśród Ukraińców powstał popłoch. Już nie wyprowadzali ze stodoły grupki kobiet i dzieci, ale zaczęli strzelać do zebranych w stodole. Powstała panika wśród zebranych w stodole. Wielu zginęło od pierwszych strzałów. Trójka moich dzieci: Stanisława, Janek i Leon, została zabita przez Ukraińców-morderców. Ja zaś ze swoim najmłodszym synkiem na ręku wybiegłam ze stodoły. Biegłam, biegłam. Usłyszałam huk i w tym samym czasie okropny krzyk mojego dziecka Józia. Upadłam trzymając dzieciaka na ręku. Poczułam ból w ramieniu lewej ręki. Krew sączyła się z rany. Kula dum-dum przeszyła mięsień i kość ramienia lewej ręki. Nie zdawałam sobie sprawy, czy mój syn Józio żyje, czy tez nie. Byłam bardzo osłabiona z upływu krwi. Nie pamiętam ile trwało to omdlenie. Wkrótce poczułam pragnienie, więc zaczęłam się czołgać. Na moje szczęście pojawi się cudem ocalały brat mojego męża Aleksander Soroka. On to przyniósł mi wody, która ugasiłam moje pragnienie. Lecz wkrótce znów straciłam przytomność. Obudził mnie z omdlenia właśnie szwagier Aleksander. Poprosiłam Aleksandra, aby poszedł do mojego mieszkania, wziął prześcieradło i pociął na bandaże i owiną moja ranę. Wkrótce Soroka Aleksander przyniósł płótno-prześcieradło i naftę. Naftą wydezynfekował ranę i owinął czystym płótnem. Poczułam ulgę. Postanowiłam dowlec się do swojego domu, by tam umrzeć. Cóż mi pozostało. Ci, których kochałam najbardziej odeszli na zawsze. Chciałam się z nimi połączyć tam, na drugim Świecie, u pana Boga....” (Marianna Soroka: Polska Niobe. Na Rubieży nr. 3/1993).
W kol. Wólka Swojczowska pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 74-letnią Polkę.
W kol. Zamostecze pow. Luboml upowcy zamordowali co najmniej 40 Polaków. „Tragicznego poniedziałku do dziś nie może zapomnieć Stanisława Grzywna, która w czasie napadu miała 14 lat. Zanim uciekła, słyszała rozdzierające krzyki dochodzące z oddalonego o blisko 150 metrów gospodarstwa przynależącego już do sąsiedniej wsi o nazwie Zamostecze, do której wtargnęli banderowcy. Mieszkała tam rodzina z dziesięciorgiem małych dzieci. – Te przeraźliwe krzyki to nie mogło być nic innego, jak mordowanie tych dzieci – uważa pani Stanisława, do dziś nie mogąc usunąć z pamięci koszmaru” (http://dziennik.artystyczny-margines.pl ... i-jankowce)

"29 i 30 sierpnia ja wraz z oddziałem w sile 700 uzbrojonych ludzi, zgodnie z rozkazem dowódcy Okręgu Wojskowego "Ołeha", totalnie wyrżnąłem całą polską ludność na terenie rejonów hołobskiego, kowelskiego, siedleszczańskiego, mackiewskiego i lubomelskiego, dokonałem grabieży całego majątku ruchomego i spaliłem jej mienie nieruchome. W sumie w tych rejonach w ciągu 29 i 30 sierpnia 1943 roku powyrzynałem i powystrzeliwałem ponad 15 tys. spokojnych mieszkańców, wśród których byli starcy, kobiety i dzieci. Dokonaliśmy tego w sposób następujący: Po spędzeniu co do jednego wszystkich mieszkańców do jednego miejsca, otaczaliśmy ich i zaczynaliśmy rzeź. Następnie, gdy już nie zostało ani jednego żywego człowieka, kopaliśmy głębokie jamy, wrzucaliśmy w nie wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią i, aby ukryć ślady, zapalaliśmy ogromne ogniska i szliśmy dalej. W ten sposób przechodziliśmy od wsi do wsi, aż zniszczyliśmy całą ludność - ponad 15 tys. ludzi" (Wyciąg z z protokołu przesłuchania Jurija Stelmaszczuka "Rudego", jednego z dowódców UPA na Wołyniu z 28 lutego 1945.. Za: "Geneza nacjonalizmu ukraińskiego - odmiany faszyzmu europejskiego, "Na Rubieży", nr 68 /2003).

W nocy z 30 na 31 sierpnia 1943 roku:
W kol. Fundum pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali wszystkich Polaków, którzy pozostali na kolonii, w tym 5-osobową rodzinę.
31 sierpnia 1943 roku:
W kol. Elizawetpol pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 30 Polaków, całe rodziny. W kol. Fiodorpol pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 69 Polaków, głownie kobiety i dzieci. 20-letnią Genowefę Bałakowską oraz jej 22-letnią koleżankę o nazwisku Jączek „powstańcy ukraińscy” najpierw zgwałcili, następnie przywiązali nagie do krzeseł, wydłubali im oczy i poderżnęli skórę wokół szyi. Zamordowali także 17-letnią siostrę Genowefy, Alfredę oraz 15-letnią dziewczynkę o nazwisku Jączek. (Siemaszko..., s. 917 – 918).
W kol. Jasiniec pow. Horochów widłami, siekierami, łopatami itp. zamordowali 26 Polaków. 25-letnią Kazimierę Karaniewicz wtłoczyli pod uniesioną podwalinę dębową, po czym została ona zgnieciona. Widłami zakłuli 30-letnią Władysławę Bielecką, 44-letniego Jana Kiciaka i jego córki: 15-letnią Irenę (wcześniej uratowała się z napadu na kościół w Kisielinie) oraz 12-letnią Paulinę.
W kol. Marianpol pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 23 Polaków, w tym całe rodziny.
W kol. Mikołajówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 31 Polaków; 2 rodziny 8-osobowe mające po 6 dzieci. Rozalia Noworolska lat 20, ponieważ broniła się przed gwałtem została zakopana żywcem w ziemi, zamordowali także jej 16-letnią siostrę Annę. 50-letnią Mariannę Stasilewicz oraz jej 14-letnią wnuczkę Jadwigę Dobrowolską zarąbali siekierą na podwórku, natomiast jej córkę 19-letnią Marię Stasilewicz postrzelili, pokłuli widłami i zakopali żywcem. Rozkaz zabicia Stasilewiczów otrzymał Jaszko Bondaruk, ale odmówił, uzasadniając: „Zabiłem już 45 osób, a Stasilewiczowej nie zabiję”, wobec czego mordu dokonał inny „partyzant ukraiński”.(Siemaszko..., s. 926). „Moja siostra Antonina, wyszła za mąż na Mikołajówkę za Grzegorza Sałamacha. Gdy doszło do strasznych rzezi na Wołyniu w 1943 r., moja siostra Antonina prawdopodobnie została zamordowana, a wraz z nią jej dwie córeczki: Helena lat 12 i młodsza Stanisława lat ok. 10. Słyszałam od ludzi, że jej mąż Grzegorz uratował się i uciekł do Polski” (Maria Roch, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl )
W kol. Przebraże pow. Łuck nastąpił silny atak upowców odparty przez polską samoobronę przy pomocy partyzantów sowieckich płk Nikołaja Prokopiuka.
We wsi Swojczów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy o świcie dokonali napadu mordując co najmniej 96 Polaków; obrabowali polskie zagrody oraz zwłoki pomordowanych (zegarki, złote obrączki itp.). Józefa Rusieckiego i jego ciotecznego brata zastrzelił ich sąsiad Ukrainiec, zabrawszy im wpierw złote obrączki, zegarek i złote pięciorublówki (zwane „świnkami”), a na pytanie jak ma sumienie jako sąsiad ich zabijać, powiedział, że „Ja teraz dla was nie sąsiad”. Ukraińcy zniszczyli też przy pomocy dynamitu kościół parafialny pw. Narodzenia NMP z 1797 roku. Pierwsze dwie próby były nieudane, dopiero, gdy na uwagę jednego Ukraińca z ołtarza usunięty został cudami słynący obraz Matki Boskiej Swojczowskiej, trzecia próba spowodowała zniszczenie kościoła (Siemaszko..., s. 935 – 938). Inni: w kościele dokonali rzezi zgromadzonych osób. „Stog siana, w którym nas ukryli, stał zaraz za zabudowaniem, dlatego dobrze słyszałam, jak ‘ryzuny’ wpadli do domu, wyciągnęli Skosalasową i przebili ją bagnetem. Trzymali ją tak nadzianą na ostrze, aż skonała, a jej przeraźliwy krzyk do dziś dzwięczy mi w uszach. Jeszcze jakby dziś słyszę jej rozpaczliwe wołanie: ‘Zabijcie mnie już, a nie męczcie!’. Jej męża Skosalasa zarąbali siekierą w domu. Rzeź mieszkańców naszej wsi trwała całą noc i następny dzień, w tym czasie dochodziły do nas ogromne jęki mordowanych, męczonych i pokaleczonych ludzi, które mieszały się z różnymi wyzwiskami oprawców i innymi krzykami. Wieczorem Katia przysłała małą Haluszkę do stogu, niby to po siano dla bydła, a Haluszka przyniosła chleb i wodę. Trwało to kilka dni, ale dalsze ukrywanie nas było niemożliwe, ponieważ bandyci kłuli widłami stogi z sianem, wciąż szukając ukrywających się. Na szczęście my byliśmy ukryci dość głęboko i znów ocaleliśmy od pewnej śmierci. Jednak i to nie gwarantowało przeżycia, gdyż bandery podejrzane stogi palili, palili także całe polskie zabudowania.” Miała ciocia szczęście, że spotkała Ukraińców z ludzkim sercem. Zaczęli ją chować po zabudowaniach ukraińskich, aż do chwili kiedy to rezuni upewnili się, że: „Teper nie ma Lachiw!”. Przechowywali tak ciocię Zosię Hasiak z synkiem Rysiem, w piwnicach, na strychach, przebierali ją za Ukrainkę, zawsze była w chustce, głęboko zakrywając twarz, w bluzce, spódnicy i obowiązkowo z zapaską (fartuchem). Ciocia umiała mówić po ukraińsku, Rysiek nie umiał, więc udawał niemowę. Katia opowiadała, że przywiozła swoją kuzynkę Ukrainkę znad ruskiej granicy i dodawała znacząco: „Może to budit niwistka dla Laszuka.”. A miało to sens, gdyż ojciec Haluszki był wdowcem. Tak się stało, że postawili maszyny do szycia u Laszuka i tam przychodzili Ukraińcy, przynosząc ubrania zdobyte na Polakach, by im sprawnie przerabiać. Ciocia mi się wtedy z bólem zwierzała: „Szyłam z musu i często poznawałam, czyje są rzeczy, a gdy przynieśli kostium twojej babci Karoliny Rusieckiej, która mi w tych ciężkich czasach dużo pomogła, zaczęłam mimowolnie drżeć i cała trząść się. Ukrainka pyta mnie na to: ‘ Soniu co tobie? ’ . Bałam się i spiesznie odpowiedziałam: ‘Chora jestem i nie mogę tego zrobić.’”. Podczas tej naszej rozmowy stanęły jej też, przed oczyma różne przechwałki, jak to oni rezuni mordowali Polaków. Dla przykładu raz była w ukryciu za dużym piecem i słyszała, jak Ukrainiec Wołodia mówił: „Przybiegła do mnie moja sąsiadka, koleżanka do której zachodziłem czasem, wołając, błagając: ‘Wołodia ratuj!’, a za nią wpada druga dziewczyna, też Polka. A ja, jak chwycę je w ręce i głowami trzasnę jedna o drugą, to tylko krew się rozbryzła i po nich koniec.”. Opowiadali także rezuny, jak to małe dzieci zabijali i wyrzucali na śmietnisko, zasypując je byle czym, aby było mniej grzebania w ziemi. Innym razem przechwalali się jak to mordował i czym i z jakim skutkiem. Usłyszała jak zamordowali mojego dziadka Karola Rusieckiego, który po kilku dniach wyszedł z ukrycia, przyszedł na podwórze Jędrycha Rusieckiego. Mówiła mi tak: „Naśmiewali się z Karola, że żal mu było ‘chodoby’, aby czasem nie popalili zwierząt, tymczasem oni wszystko wypędzili z obory, a potem szukali zakopanych rzeczy i kosztowności. Kiedy go zobaczyli, zaraz pochwycili i bardzo się nad nim znęcali, tak okrutnie, aż dziadek nie wytrzymał i wyjawił im miejsce ukrytych rzeczy. Na te przechwałki wszedł inny ryzun, który nazywał się Korczak, a słysząc o czym tak raźno rozprawiają, mówi: „Patrzę, a to Rusieckiego Karola biją, a ja jak nie doskoczu i nie bachnę mu w brzuch, tak przeciąłem go na pół, tylko bebechy wypłynęły. Następnie wrzuciliśmy go do wody do sadzawki.” Ciocia mówiła, że słuchając tego wyobrażała sobie, że Korczak przeciął dziadka dużym nożem, skoro przechwalał się: „Zaszlachtowałem go!”. Posłyszała także i to, że moją babcię Karolinę Rusiecką zastrzelili, gdy była w ogrodzie, tam też została pochowana pod drzewem. Ciocia zwierzała mi się dalej serdecznie: „Ja to tylko gorąco modliłam się o śmierć, dla mnie i dla Rysia przez zastrzelenie, nawet nie przypuszczałam, że przeżyję 8,5 miesiąca w takim stresie i w takich warunkach.”. (Sławomir Tomasz Roch: Rzeź mieszkańców naszej wsi Swojczów trwała całą noc i następny dzień; w: http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tom ... epny-dzien ).
W kol. Swojczówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Wandywola pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znanych jest 14 ofiar.
W kol. Wólka Swojczowska pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków w tym matkę z 2 dorosłymi córkami oraz 2 dzieci.
W kol. Zarudle pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 rodziny polskie, które powróciły do swoich gospodarstw: rodziców z córkami lat 12 – 15 oraz rodziców z córkami lat 7 i 12; ofiar prawdopodobnie było więcej.
W kol. Zasmyki pow. Kowel w walce z UPA zginął 17-letni Stanisław Zarębiński.

Od marca do sierpnia 1943 roku:
We wsi Witonierz pow. Łuck miejscowi Ukraińcy zamordowali około 50 Polaków, którzy przechodzili przez wieś do innych miejscowości.
W lipcu lub sierpniu 1943 roku:
W miejscowości Białokrynica pow. Krzemieniec został zamordowany przez Ukraińców nauczyciel leśnictwa w Średniej Szkole Rolniczo-Leśnej Jerzy Brynych (Orłowski..., jw.).
We wsi Bystrzyca pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 1 Polaka podczas żniw.
We wsi Doroginicze pow. Horochów zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety.
W mieście Łuck w lipcu lub sierpniu 1943 r. został aresztowany na podstawie zeznań agenta Ukraińca Bołdyńskiego, jakoby był „prezesem organizacji wojskowej” i ślad po nim zaginął, inż. leśnik Baczyński (Orłowski..., jw.).
We wsi Rewuszki pow. Kowel zamordowali 82-letnią Polkę.
We wsi Szpikołosy pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polki pracujące na polu.
We wsi Szumbar pow. Krzemieniec zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Uściług pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 15-letnią Janinę Okoń, natomiast w okolicy miasteczka m.in. 70-letniego Leona Zubka oraz jego córki: 24-letnią Janinę i 20-letnią Jadwigę, a 3-letni syn Jadwigi Józef zmarł z głodu pełzając po zwłokach zamordowanych i wołając „mamo, mamo” (Siemaszko..., s. 960).
W miejscowości koło Włodzimierza Wołyńskiego upowcy zamordowali córeczkę szewca Piotra Czury, który z żoną uciekł w bieliźnie; uratował się ich syn w kołysce, którego wychował sołtys, Ukrainiec, nie zmieniając mu nazwiska. Przypadkowo spotkał on, już jako oficer Armii Czerwonej, swojego ojca, już staruszka w Pile (Siemaszko..., s. 960 – 961).
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński VII lub VIII 1943 został zamordowany wraz z rodziną przez UPA gajowy Czereniuk. Pogrzebano ich przy gajówce, gdzie nad wykopanym dołem po torturach dobijano siekierami innych złapanych Polaków. (Orłowski..., jw.).
W kol. Zamosty pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 4-osobową rodzinę polską z 9-letnim synem i 17-letnią córką.
We wsi Zarudzie pow. Krzemieniec zamordowali 62-letniego Polaka.
W lipcu i sierpniu 1943 roku:
Na polach majątku Nowy Dwór pow. Kowel upowcy wyłapywali Polaków uciekających do Zasmyk i w lesie mordowali ich; około 50 Polaków.
W kolonii Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński: „Banderowcy zaczęli łapać mężczyzn i furmankami wywozili do swej siedziby, znajdującej się w lesie Świnarzyńskim, a stamtąd już nikt nie powracał. Pewnego dnia wzięli mojego kolegę Bolesława Liperta. Wieźli drogą przy naszym domu, mijając nas ze łzami w oczach pokiwał ręką na pożegnanie. Wieczorem tegoż dnia przyszedł do mnie mój cioteczny brat Tadeusz Sztafij z propozycją, abym z nim uciekał do miasta. Nie wyraziłem zgody, gdyż nie chciałem oddalać się od rodziny. Na drugi dzień Tadeusz wraz ze swym ojcem i sąsiadem Buczkiem udali się do Włodzimierza, niestety w drodze do miasta zostali złapani i zamordowani przez banderowców” (Zdzisław Schab, w: www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl ).
W sierpniu (świadkowie nie podali dnia) 1943 roku:
We wsi Aleksandria pow. Równe: W 1940 roku władze sowieckie przesiedliły ludność polska z Krasiczyna oraz ze wsi Śliwnica and Krasiczyn pow. Przemyśl do Aleksandrii pow. Równe. Razem z nimi przesiedlony został unicki ksiądz o nazwisku Baka, z żoną i córką. Ponieważ nie było tam księdza rzymskokatolickiego, na prośbę Polaków zgodził się dla nich odprawiać oddzielne Msze św. w miejscowym kościele rzymskokatolickim. W sierpniu 1943 roku, podczas napadu bandy UPA, został zamordowany przy ołtarzu, podczas odprawiania Mszy Świętej. Razem z nim zginęło wielu obecnych w kościele Polaków. Tego dnia została zamordowana również żona i córka ukraińskiego księdza (Siekierka..., s. 726; lwowskie).
W kol. Aleksandrówka pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 8 Polaków.
W kol. Aleksandrówka – Holendry pow. Kowel zamordowali 4 Polaków: żywcem zakopali poranioną babkę razem 3 zamordowanych wnucząt.
W kol. Antolin pow. Kostopol Ukrainiec nie chciał zamordować swojej żony Polki, za co upowcy zamordowali całą tą rodzinę.
W kol. Adamówka pow. Łuck w walce z UPA poległ 1 Polak.
W kol. Antonówka gmina Rożyszcze pow. Łuck upowcy zamordowali 2 Polki: Wiktorię Gągalską i jej 6-letnią córkę Halinę. Los pozostałych Polaków nie jest znany. „Gągalska była przekonana, że na samotną kobietę z dzieckiem nikt nie będzie napadał” (Siemaszko..., s. 605).
W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck policjanci ukraińscy zastrzelili 6 Polaków w wieku 18-24 lat.
We wsi Artasów pow. Zdołbunów upowcy zamordowali 2 starsze Polki.
W uroczysku lub futorze Astrachanka pow. Kostopol w drugiej połowie sierpnia zamordowali około 15 Polaków. „Jednej z ofiar, Florianowi Dziombowskiemu upowcy zawiązali pętlę z drutu na szyi i ciągnęli za koniem” (Siemaszko..., s. 243).
We wsi Barmaki pow. Równe. kolumna uciekinierów z miasteczka Aleksandria uciekająca do miasta Równe wpadła w wąwozie w Burmakach w zasadzkę upowską. „Powstańcy ukraińscy” dokonali masakry przy pomocy siekier, wideł, noży – około 50 Polaków.
W majątku Berezołupy Małe pow. Łuck zamordowali 4 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę.
W kol. Bereźniaki pow. Kostopol zamordowali kilka rodzin polskich.
W miasteczku Białozurka pow. Krzemieniec w pierwszych dniach sierpnia Ukraińcy zamordowali 6 Polaków, w tym matkę z córką i teściową, oraz Ukrainkę, która miała dziecko z Polakiem, a w następnych dniach sierpnia dalszych 19 Polaków.
We wsi Binduga pow. Luboml zamordowali 4 Polaków.
We wsi Bojarka pow. Dubno zamordowali 20 Polaków.
W kol. Boratyn Czeski pow. Łuck zamordowali 10 Polaków, którzy przywieźli tutaj zboże do młyna.
We wsi Boratyn Duży pow. Łuck obrabowali polskie gospodarstwa i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Borek pow. Kostopol w pierwszych dniach sierpnia zamordowali 2 Polaków: 69-letnią babcię z 6-letnią wnuczką.
We wsi Boroczyce pow. Horochów spalili w stodole 1 Polaka.
W majątku Boruchów pow. Łuck upowcy (byli policjanci ukraińscy) zamordowali 8 Polaków podczas żniw, w tym 4-osobową rodzinę i ciała ofiar wrzucili do studni.
We wsi Busk pow. Kamionka Strumiłowa został zbity Zabuski Jan. (Kubów..., jw.).
W kol. Bystraki pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków.
We wsi Byteń pow. Kowel Ukrainiec zastrzelił 54-letniego Polaka.
W kol. Cegielnia pow. Kowel znalezione zostały mogiły kilkunastu zamordowanych Polaków.
We wsi Chinocze pow. Sarny trzech miejscowych upowców zarąbało siekierami 9 Polaków (dwie rodziny), oraz nie ustaloną liczbę innych Polaków.
We wsi Chmielów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane jest 11 ofiar, w tym 6-osobowa rodzina o nazwisku Demuś z 4 dzieci: 7-letniej Janinie odrąbali siekierą głowę na pieńku, 11-letniego Witolda i 13-letniego Stanisława zarąbali siekierami, 16-letniego Kazimierza zatłukli kołkiem, ich matkę zadźgali bagnetem (Siemaszko..., s. 858).
W majątku Chorochorysk pow. Łuck zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków pracujących przy żniwach.
W osadzie Chrobrów pow. Łuck bestialsko zamordowali Polkę będącą w ostatnim miesiącu ciąży.
We wsi Cygany pow. Borszczów uprowadzili do lasu 3 Polaków (w tym kobietę), którzy zaginęli bez śladu.
We wsi Czernelica pow. Horodenka zamordowali Polaka, leśniczego.
W kol. Czesnówka pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich.
We wsi Dańczymost pow. Kostopol zamordowali 2 Polki: matkę z 24-letnią córką.
W miasteczku Delatyn pow. Nadwórna zamordowali 11 Polaków.
W kol. Demetianówka pow. Kowel zamordowali 2 Polaków.
We wsi Druchowa pow. Kostopol zamordowali 7 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę.
We wsi Dryszczów pow. Brzeżany został zamordowany przez Ukraińców Rajter Stefan lat 19.
We wsi Dubiszcze pow. Łuck 30-tu „partyzantów ukraińskich” za pomocą siekier zarąbało rodzinę leśniczego Krępskiego, przy czym jego żonę przed śmiercią zgwałcili i obcięli jej piersi. Patrz: „W sierpniu 1943 roku w leśniczówce Grobelki”.
We wsi Dubniki pow. Włodzimierz Wołyński policjant ukraiński zastrzelił swoją matkę, Polkę.
We wsi Dyweń pow. Równe Ukraińcy zatłukli kijami mieszkańca kolonii Woronucha, który uciekał do miasteczka Międzyrzec.
We wsi Dziedziłów pow. Kamionka Strumiłowa: „Mój dziadek Jan Pszon zastał zamordowany 1943 r (prawdopodobnie w sierpniu, wg opowiadania mojego ojca był to początek żniw) we własnym domu w Dziedziłowie woj. Tarnopolskie . Świadkowie tego zdarzenia jeszcze żyją i chętnie udzielą wszelkich informacji” (J. P.; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). H. Komański, Sz. Siekierka na s. 208, tarnopolskie, nie podają żadnego mordu w tej wsi w 1943 roku, natomiast w drugiej połowie kwietnia 1944 roku bojówki UPA, także z sąsiednich wsi, rabowały polskie zagrody, niszczyły je i paliły oraz zamordowały 50 Polaków, NN.
W kol. Grabina pow. Włodzimierz Wołyński na początku sierpnia upowcy spalili żywcem w chacie kilka rodzin cygańskich, około 24 osoby.
W leśniczówce Grobelki pow. Łuck: „Ze wsi Dubiszcze w sierpniu 1943 r. do leśniczówki ordynacji radziwiłłowskiej - Grobelki oddalonej ok. 1 km od Kolonii Grobelki przyszło około 30 Ukraińców niby po wypłatę. Otoczyli budynek. Za pomocą siekier zamordowali rodzinę leśniczego Władysława Krepskiego, przy czym siostrę jego, ciężarną Janinę Krepską –Rodak znaleźli ukrytą w pasiece, najpierw zgwałcili następnie obcięli piersi i przybili do drzwi stajni. Zamordowano także jej męża Jana Rodaka, starszego wachmistrza 8 Szwadronu Pionierów w Równem. Był on jednym z założycieli ZWZ-AK na tym terenie. Piętnastoletniego wówczas brata Stefana Krepskiego związano drutem kolczastym i spalono w ognisku. Zabito także jego ojca Jana, weterynarza ze stadniny Potockich oraz furmana Cypriana Mroza (Moroza), który był ojcem mojej teściowej. Zastrzelono gajowego Stanisława Kamińskiego, a jego sześcioletnią córkę Teresę zasztyletowano. Wszyscy byli torturowani przez banderowców szukających broni. Szef bandy Waśko Lebied z jeszcze jednym oprawcą prowadził leśniczego do stajni, gdzie miała być ukryta broń. Visa miał leśniczy za cholewą buta i wyciągnął go. Zranionemu siekierą i kulą Krepskimu udała się ucieczka, w trakcie której zastrzelił jednego z napastników...właśnie Lebedia. Bernarda Majewska go znała, bo chodzili razem do szkoły, była świadkiem tej masakry, wykorzystała moment zamieszania uciekła także. Kiedy zabrano jej ojca na przesłuchanie postanowiła uciekać, nagle zjawił się pięcioletni syn Rysio, szepnęła mu tylko, żeby uciekał co sił. W czasie tej ucieczki chłopiec został przekłuty bagnetem, a zwłoki jego zostały wrzucone do sadzawki. Była też świadkiem jak wrzucano do studni dwie dziewczynki, a ich matkę Marię Zbróg zmuszono do oglądania tej sceny, po czym zamordowano ją. Jedna z dziewczynek miała na imię Hela, a druga Stasia, młodsza miała 5 lat, zamordowano wówczas co najmniej 26 osób. Leśniczówkę Grobelki spalono, a powracający z pracy w Ordynacji brat leśniczego Tadeusz powrócił do Ołyki. Teściowa została ranna w rękę kulą barbarzyńcy i kiedy pewna, że już utraciła bliskich, zobaczyła grupkę ludzi z kolonii i wśród nich swoją córkę Rozalię. Razem dotarły do Ołyki a potem do ordynacji ks. Janusza Radziwiłła; tam opowiedziała o tym zebranym ludziom m.in. Tadeuszowi Krepskiemu. Moja teściowa z córką dotarły później do Łucka, a tam opatrzył ja niemiecki lekarz, którego wkrótce Ukraińcy zamordowali. W Łucku spotkała przypadkowo Żydówkę, która również uciekła z pogromu w leśniczówce. Znała ją tylko z widzenia, wiedziała, że pochodzi z Warszawy i znalazła schronienie u wdowca Mierzwińskiego w kolonii Grobelki. W Łucku mówiła, że pracuje w urzędzie zwanym „generalny komisariat” i obiecała odwiedziny, ale nigdy się nie pojawiła. Rok wcześniej zamordowano tam spokrewnioną z rodziną matki teściowej Michalinę Kownacką – Słodkowską. Opisywane wydarzenie mogło mieć miejsce miesiąc wcześniej, czyli w lipcu, bo synek nie miał ukończonych pięciu lat, a ukończyłby je w sierpniu. Teściowa z ojcem i swoimi dziećmi mieszkała w budynku gajówki w sąsiedztwie Kamińskich, Zbrogów” (www. dziennik.pl., forum dyskusyjne, 6.02.2009; www. Panorama Leszczyńska). W. i E. Siemaszko na s. 580 podają, że ww. napad miał miejsce w sierpniu 1943 roku we wsi Dubiszcze, na nadleśnictwo, gdzie mieszkała rodzina polska leśniczego Stanisława Krępskiego. Zgwałcili, obcięli piersi i zarąbali siekierą jego żonę, a Krępskiemu zranionemu siekierą udała się ucieczka, w trakcie której zabił jednego z napastników. Podają liczbę ofiar - „1 Polka”. Na s. 581 podają, że w kwietniu 1943 roku w nadleśnictwie Grobelki zamordowanych zostało 26 osób; imiennie wymieniają 4 ofiary.
W kol. Grudy pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 małżeństwa polskie.
We wsi Gruszówka pow. Kowel zamordowali 9 Polaków: kobiety i dzieci jadące do Zasmyk; 9-letniego chłopca zadusili paskiem, jego matkę zakłuli bagnetami.
We wsi Hanaczów pow. Przemyślany zamordowali 1 Polaka.
W kol. Helenówka Gnojeńska pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 10 Polaków.
We wsi Hruszówka pow. Kostopol zamordowali 4-osobową rodzinę polską.
We wsi Hubin pow. Łuck zastrzelili 2 Polaków podczas ewakuacji polskiej rodziny z Sienkiewiczówki.
We wsi Huta Szczerzecka pow. Lwów policjanci ukraińscy aresztowali 1 Polkę, która zaginęła bez wieści.
W kol. Iwanówka pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 5 Polaków.
W osadzie Jagiellonów pow. Łuck wrzucili do studni 1 Polaka.
W futorze Jamna pow. Horochów w niedzielę zamordowali 14 Polaków.
W kol. Janów pow. Horochów zamordowali Polkę, żonę Ukraińca.
We wsi Jaremcze pow. Nadwórna policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polaków.
W kol. Jasionówka pow. Horochów Ukraińcy pobili, związali drutem i wrzucili do studni Polaka, który przyjechał do swojego domu.
W kol. Julianówka pow. Dubno zamordowali 7 Polaków.
We wsi Kadłubiska pow. Brody została zamordowana przez Ukraińców 6-osobowa rodzina Grzelaków (Kubów..., jw.).
We wsi Kamienna Góra pow. Równe po rzezi wsi Lipniki w maju 1943 roku Polacy opuścili wieś. W sierpniu, za namową sąsiadów Ukraińców, którzy gwarantowali im bezpieczeństwo, do swoich gospodarstw powróciły 4 rodziny polskie. Dokonali żniw i gdy zboże stało już w snopkach, ci sami sąsiedzi Ukraińcy pewnego ranka wszystkich Polaków przebywających we wsi powiązali drutem kolczastym i zawieźli na trzęsawisko pod kolonię Lubomirka Stara. Tam zadźgali nożami i bagnetami 11 osób, a następnie wdeptali ciała w bagno. „Kiedy żniwa dobiegły końca /.../, sąsiedzi Ukraińcy w biały dzień powiązali wszystkich kolczastym drutem, ręce w tył i wyprowadzili w bagno (trzęsawisko pod Starą Lubomirką) i tam dokonany został mord przez rzeź. /.../ Kiedy zapędzono wszystkich na to trzęsawisko, zaczęto nożami i bagnetami dźgać poszczególne osoby. Kiedy, widząc to, Drzewiecki Antoni poprosił słowami „Chłopcy zastrzelcie mnie”, otrzymał odpowiedź taką: „Zabut to poczotnaja smert, my tobi pokarzem, jaka ukrajinśka smert” (Zapomnij o tej zaszczytnej śmierci, my tobie pokażemy, jaka jest ukraińska smierć”). I w tym momencie nadział na bagnet jego wnuczka, a syna 2-letniego Sawickiej Zofii, podniósł do góry i kręcąc w kółko, powiedział: „Dywysia Lasze jak ukraina plasze”(powinno być: „Dywyś lasze, jak Ukrajina plasze”, czyli: „Zobacz Polaku, jak Ukraina płaci (mści się)”). Następnie zabrali się do Drzewieckiego, mordując go, następnie chodzili po trupach, wgniatając w błoto, a było 11 osób. W ten sam sposób była mordowana Sawicka Zofia – otrzymała 16 ran kłutych i została wdeptana w bagno, a że żadna z ran nie była śmiertelna, wdeptana w błoto odzyskała przytomność i jakoś przy związanych rękach wygrzebała się. /.../ Była godzina 14, kiedy Niemiec, pilnujący robotników wycinających las, przez lornetkę zobaczył w odległości jakieś 200 m postać idącej tejże Zofii Sawickiej, nazwanej przez Niemca „czuczuo”. Zawołał on do siebie dwóch robotników Polaków i pokazał pytając, co to idzie? Powiedział, że będzie strzelał. Polak Maik, umiejący rozmawiać po niemiecku, zabronił i pobiegł w stronę idącej, dobiegając do niej – upadła, utraciwszy ponownie przytomność. Przyniesiona została do wspomnianego Niemca, który wysłał gońca, aby przybyło pogotowie kolejowe z Równego. Widok mordowanej widziałem na własne oczy, ten widok przy każdym wspomnieniu stoi mi przed oczami: ciało – to błoto, rany i krew, widok okropny. /.../ Dwumiesięczny pobyt w szpitalu ocalił życie, ale ślad pozostał na całe życie: zniekształcenie mowy”. (Tadeusza Loba, w: Siemaszko...., s. 1201 – 1202). Ponadto zamordowali 3 Polaków podczas zbioru żniw, w tym dwie kobiety, jedna z nich miała 20 lat.
W kolonii Kapitaniuki gromada Borki pow. Luboml: „W sierpniu 1943 r. w Koloni Kapitaniuki w wyniku napadu zamordowani zostali: bracia: Władysław, Tadeusz; matka: Michalina Kapitaniuk zd. Bagniuk. Stefan ranny został w głowę, stracił przytomność. Wyglądał na martwego. Spadł do piwnicy, lub został przywalony martwymi ciałami swoich braci i matki. Wg. relacji telefonicznej przeprowadzonej z osobą /świadkiem (pani Kołtun), która nastepnego dnia udała się do domu Kapitaniuków i odnalazła pomordowanych; przez syna Stefana Kapitaniuka, Krzysztofa, (który po długich poszukiwaniach natrafił na ślady świadków).Wg. opisu pani Kołtun udała się ona około południa do domu Kapitaniuków, dziwiąc się, że nie ma ruchu w obejściu. Użyła słów (jak sobie przypominała): "Kapitaniuki pospały się..." Kiedy weszła do domu, znalazła pokłute zwłoki. Zszokowana podniosła alarm. Zbiegła się znaczna część mieszkańców wioski. Przy wynoszeniu ciał pomordowanych z pomieszczeń domowych, Stefan się poruszył i wówczas udzielono mu pomocy. Zawieziony został do szpitala w Lubomlu. /.../ Pan Stefan opowiadał synowi jak w latach 70-tych będąc zaproszony na wesele do znajomych rodziny, którzy mieszkali na terenie Polski podczas zabawy spotkał Ukraińca starszego wiekiem, który będąc już zdrowo podpity rzucił dziwne i niesamowite zdanie: "A ty to, dostałeś w głowę i leżałeś cały we krwi, tam w piwnicy" Zdanie wyrwane z kontekstu bez podania daty wydarzenia, bez najmniejszych oznak o jakie wydarzenie chodzi, zdanie zrozumiałe jedynie dla sprawcy i ofiary. Na ile bezkarny musiał czuć się ten człowiek, aby móc je wygłosić? I jak wiele nowego strachu i obaw przyniosło to wyznanie ofierze? A może o to właśnie chodziło?” (Spisał i opracował: Piotr Szelągowski; w: http://www.warsztatyidei.pl/kresy/99-wi ... jonalistow ). W. i E. Siemaszko nie wymieniają tej kolonii.
W kol. Karczemka pow. Równe zamordowali 1 Polkę.
We wsi Karolinka pow. Dubno zamordowali około 15 Polaków.
We wsi Karów pow. Rawa Ruska uprowadzili 10 Polaków, po których ślad zaginął.
W miasteczku Klewań pow. Równe zmordowali nie ustaloną liczbę Polaków, jedna grupa obroniła się w kościele.
We wsi Koblin pow. Dubno zamordowali co najmniej 10 Polaków.
W kol. Konstantynówka pow. Dubno zamordowali 2 Polaków: matkę przywiązali do żłobu, pod którym ukryła się z dzieckiem (zdradził ją płacz dziecka) i przerżnęli piłą; półroczne dziecko nadziali na bagnet i wrzucili do studni.
We wsi Kornicz pow. Kołomyja obrabowali i spalili majątek ziemski oraz zamordowali 11 Polaków i 1 Niemca.
We wsi Kosmacz pow. Kołomyja zamordowali 26 Polaków.
Koło miasta Kostopol zamordowali kilku Polaków uciekających z Budek Kudriańskich.
W pobliżu drogi Kowalówka - Olesza pow. Buczacz w lesie znaleziono zakopane po szyję zmasakrowane zwłoki uprowadzonego nauczyciela o nazwisku Kaczkowski (Komański..., s. 158).
W mieście Kowel woj. Wołyń zamordowali 12 Polaków; 2 rodziny: 7 i 5-osobową .
We wsi Krać pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 10 Polaków; 2 rodziny: 6-osobową z 4 dzieci i 4-osobową z 2 dzieci.
We wsi Kryczylsk pow. Kostopol zamordowali 4 Polaków, w tym powiesili 28-letnią kobietę.
We wsi Krzywucha pow. Dubno zamordowali około 70 Polaków.
We wsi Kubajówka pow. Nadwórna został zamordowany z żoną przez UPA leśniczy Jan Sterc lat 65 .(Orłowski..., jw.).
We wsi Kulczyce pow. Trembowla zginął Jóśków Michał (Kubów..., jw.).
We wsi Kupiczów pow. Kowel zamordowali Polaka, męża Ukrainki.
W kol. Libanówka pow. Dubno zamordowali około 100 Polaków.
W kol. Lubomirka Stara pow. Równe zamordowali 3 Polaków podczas zbioru żniw, w tym dwie kobiety, jedna z nich miała 20 lat.
We wsi Ładyń pow. Luboml upowcy zamordowali od 24 do 37 Polaków. „Do Ładynia prowadzi droga z Włodzimierza Wołyńskiego do Lubomla. Za miejscowością Stawki skręcamy w lewo i polną drogą , po przebyciu 2 – 3 km, dojeżdżamy na miejsce. Na polach za wsią stoi krzyż. – Tu, gdzie rosną burzany, kiedyś była piękna wioska – mówił ks. prałat Andrzej Puzon… /…/ - Żyliśmy z Polakami w zgodzie, bo dobrzy ludzie z nich byli – powiedziała nam 76-letnia Anna. To na jej polu stanął krzyż. – Nie wiadomo, kto i dlaczego zabił – mówiła Ukrainka, która w sierpniu 1943 r. miała 8 lat. – Mój ojciec, który bardzo lubił polskich sąsiadów, musiał ich tu po wszystkim zakopać. Według niej w mogile spoczywają zwłoki 24 – 26 Polaków. 81-letni Wincenty Surmacz, który po wojnie mieszkał w Ładyniu, twierdzi, że było 37 ofiar. Pochodzi z rodziny mieszanej, ojciec był Polakiem, matka Ukrainką. Ale oprawcy nie znali litości – zabili oboje. - Zginęła też moja siostra oraz siostra mojego ojca i jej troje dzieciaczków – opowiada schorowany dziś Surmacz. Jemu udało się przeżyć, bo ukrył się w piecu. – Wiadomo, kto, czym i jak zabijał, ale ich już nie ma. Też leżą w ziemi – mówi pan Wincenty”. (Leszek Wójtowicz: Stoi kolejny krzyż; Dziennik Wschodni, 28 lipca 2011). Krzyż stoi dzięki staraniom 83-letniej Franciszki Prus z Włodzimierza Wołyńskiego. Wioski tej, a więc i tego mordu, nie wymieniają W. i E. Siemaszko.
W miasteczku Łokacze pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Łomna pow. Turka; Sawicka – sekretarka pomocnika targowego (markthelfera) we wsi Łomna k. Turki zam. VIII.43” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 42, k. 20 – 26).
We wsi Łomna pow. Turka: „xxx... – 2 listonosze ze wsi Łomna k/Turki zam. Z końcem sierpnia” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 42. k. 20 – 26).
W okolicach Łucka w obronie ludności polskiej zginął 57-letni Polak.
W osadzie Maczkowce pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 2 rodziny polskie.
We wsi Majdan pow. Drohobycz został zakłuty bagnetami wraz z rodziną swoją i rodziną sąsiada leśnika (13 osób) przez UPA leśniczy Jan Słoma, spalono leśniczówkę i podleśniczówkę (Orłowski..., jw.).
W kol. Majdan Mokwiński pow. Kostopol upowcy zamordowali kilkadziesiąt rodzin polskich (mieszkało tutaj 50 rodzin polskich). „Najstarsza córka pana Nikodema, Stanisława Żarczyńska, mieszkała z rodziną w Majdanie Mokwińskim. W sierpniu rodzina postanowiła uciekać do miasta. W dniu wyjazdu spożyli jeszcze ostatni obiad w swoim domu, razem z mieszkającą z nimi po śmierci męża, siostrą Wincentego z dzieckiem. Obserwujący gospodarstwo ukraińscy mieszkańcy kolonii, nie pozwolili jednak "przeklętym Lachom" wyjechać z "furą dobytku". Kilku uzbrojonych w karabiny rezunów, wjechało konno na podwórze. Zaalarmowani szczekaniem psa Polacy rzucili się do ucieczki przez otwarte okna. Babcia ukryła się w wysokich konopiach, Wincenty z synem Mietkiem pobiegł przez las do teściów, a Stanisława wraz z niemowlęciem i ze szwagierką z synem, pobiegły na pobliskie mokradła, gdzie położyły się w bagnie za rzadkimi krzewami. W łóżeczku pozostała półtoraroczna Jadzia. Napastnicy wypatrzyli z koni kobiety na bagnie i zaczęli do nich strzelać. Stanisława dostała w brzuch. Wypuściła z rąk niemowlę, które się utopiło. Szwagierka trzymająca swojego płaczącego synka została trafiona kilkakrotnie. Nie miała żadnych szans. Jej synek osłaniający rękoma głowę, trafiony kulą stracił palec. Odniósł też lekką ranę głowy. Udało mu się jednak przeżyć to piekło. Pozostała jeszcze śpiąca w łóżeczku Jadzia. Jeden z Ukraińców chciał ją przebić nożem. Powstrzymał go na szczęście drugi, który powiedział, że nie chce krwi dziecka na rękach. Babcia, która siedziała przyczajona za oknem, zaopiekowała się nim zaraz po wyjściu Ukraińców. Po masakrze, z Borka przyjechali Nikodem i Wincenty. Zabrali na wóz zwłoki oraz pozostałe osoby i uciekli leśnymi drogami, by znów nie dopadli ich mordercy. Chłopca opatrzono. Rana Stanisławy była niestety na tyle poważna, że nie można jej było pomóc. Po pięciu godzinach skonała w straszliwych męczarniach. Została pochowana koło swoich sióstr z dzieckiem i szwagierką.” (Jakub Nowak: ”Wojenna tułaczka rodziny Dąbrowskich”; w: http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/ ... ,id,t.html ). Pod tekstem forumowicz napisał 17 lipca 2011: „Moi dziadkowie i rodzice tez przeżyli koszmar na Wschodzie. Stryjenkę przybito do wrót stodoły i rozpruto jej brzuch a stryja przerżnęli piłą do drewna... nie uwierzę nigdy w szczerość Ukraińców. Zrobili to ludzie, którzy wcześniej byli "dobrymi" sąsiadami. Dziecko stryjenki roztrzaskano na jej oczach o próg domu. Mama nigdy nie tęskniła za tamtymi stronami ani nie chce tam pojechać w celach turystycznych i wcale jej się nie dziwię.” Niestety, nie podał ani nazwisk ofiar ani miejscowości, w której dokonano zbrodni.
We wsi Makowicze pow. Kowel upowcy wywieźli do lasu świniarzyńskiego 3 rodziny polskie i tam je wymordowali (wieś Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński); ponad 20 Polaków.
We wsi Malatyn pow. Równe zamordowali 3 Polaków: matkę z synem i 17-letnią dziewczynę.
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec zastrzelił swoją żonę Polkę, 2 dzieci i teścia, a upowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Maślanka pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Męczyce pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zastrzelili 1 Polkę, ocalałą z rzezi w Gucinie.
W kol. Mieczysławówka pow. Dubno zamordowali 20 Polaków.
W kol. Mikołajówka pow. Włodzimierz Wołyński spalili w jednym domu 9-osobową rodzinę polską: rodziców z 7 dzieci, w tym bliźniaczki 18-letnie, 20-letnią córkę oraz 4 małych dzieci; być może rodzina ta przed spaleniem została zamordowana.
We wsi Mikuliczyn pow. Nadwórna zamordowali 18 Polaków: 6 mężczyzn, 5 kobiet i 7 dzieci oraz pod koniec sierpnia uprowadzili 7-osobową rodzinę polską lekarza, która zaginęła bez wieści.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów na początku sierpnia 1943 członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii zamordowali Eugenię (lub Genowefę) Brodowską lat 14, jej matkę poważnie zranili. Obok do słupa przywiązali powrozami Zielińską i zakłuli ją nożami. Następnie w sierpniu zamordowali kolejnych 3 Polaków, w tym kobietę i syna kościelnego.
We wsi Monasterzyska pow. Buczacz upowcy zamordowali 19-letnią Józefę Kosik „Kalinkę” , łączniczkę AK, pochodzącą ze wsi Kowalówka (inni podają wieś Berezówka i datę 10 sierpnia).
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4 Polaków: małżeństwo lat 78 i 75, 8—letnią kobietę oraz 2-letnią dziewczynkę, której matkę zamordowali 12 sierpnia, a następnie pod koniec sierpnia zamordowali na polu 3 Polaków: matkę (była ona matką chrzestną około 30 ukraińskich dzieci) z 15-letnim synem oraz starą kobietę jadącą wozem a wóz z koniem i dobytkiem zrabowali.
W miasteczku Murawica pow. Dubno zamordowali małżeństwo polskie liczące po około 80 lat.
We wsi Mykitycze pow. Dubno zamordowali 9 Polaków.
W uroczysku Nakazów pow. Kostopol w II połowie sierpnia zamordowali 2 rodziny polskie, co najmniej 8 osób.
We wsi Narajów Wieś pow. Brzeżany banderowcy zabili Marszałka N. l. 50 (Kubów..., jw.).
We wsi Niskołyzy pow. Buczacz zginął Zazulak Mieczysław; (Kubów..., jw.).
W kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel zamordowali 28-letniego Polaka.
W kol. Nowiny pow. Kostopol zamordowali Polaka podczas żniw.
We wsi Nowosiółka pow. Podhajce Ukraińcy zaprosili do siebie 86-letniego Polaka, po którym ślad zaginął, znaleziono tylko część jego zakrwawionej odzieży. Inni: zabity został Monasterski Rafał l. 34 (Kubów..., jw.).
We wsi Nowosiółki pow. Zdołbunów zamordowali 3-osobową rodzinę polską: matkę z 2 dorosłymi synami.
We wsi Oleksiniec Stary pow. Krzemieniec uprowadzili do lasu i zamordowali 2 Polaków: matkę z synem.
W kol. Optowa pow. Sarny upowcy zamordowali na polu 36-letnią Polkę.
W kol. Osiecznik pow. Kowel zamordowali 82-letnią Polkę.
We wsi Owadno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków: ojca z synem.
W kol. Ożdżary pow. Łuck miejscowi Ukraińcy spalili kolonię i wymordowali 6 rodzin polskich, około 25 Polaków.
W kol. Piłsudczyzna pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 14 Polaków: babcię z 5 wnukami, oraz 8-osobową rodzinę (babcię, rodziców i 5 dzieci).
W kol. Piotrowica pow. Równe upowcy zastrzelili 7 Polaków.
W kol. Piórkowicze pow. Kowel zamordowali 2 Polaków. Inni: „W sierpniu kilka rodzin sporo ryzykując wróciło do kolonii Piórkowcze sąsiadującej z Zasmykami. W tym samym dniu zostali zarżnięci przez upowców. Jak sobie przypominam, były to m.in. rodziny Koperskich i Szarwiłłów.” (Marek A. Koprowski; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... -lato-1943 ). W tej kolonii oddział samoobrony z Radomla znalazł zwłoki pomordowanych Polaków w studni oraz zwłoki dziecka przybite do drzwi i ściany w jednym z domów (Wiesław Donajski: Wspomnienia Jana Józefa Donajskiego vel Józefa Dunajskiego ps. „Brudny”; W: „Biuletyn informacyjny 27 DWAK, nr 2/2000).
We wsi Pisarzowa Wola pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali 5 rodzin polskich, około 20 Polaków.
W kol. Płoteczno pow. Kostopol zamordowali około 25 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę z 4 dzieci.
We wsi Podśniatynka gm. Koszyłowce pow. Zaleszczyki „W sierpniu 1943 r. zostali zamordowani: Skiba i.n., nauczyciel; Jasiewicz i.n. szwagier Skiby.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Podzameczek pow. Buczacz zamordowali 8 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę dróżnika z 4 dzieci. W kol. Połamane pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 5 Polaków: 4-osobową rodzinę i kobietę.
We wsi Popowicze pow. Kowel w walce z UPA zginął 1 partyzant oddziału AK „Jastrząb”.
We wsi Popówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zastrzelili 19-letniego Polaka.
We wsi Probużna pow. Kopyczyńce zamordowali 4 Polaków: policjant ukraiński zastrzelił 23-letniego chłopca, natomiast bojówkarze OUN-UPA zamordowali 3 Polaków.
We wsi Rewuszki pow. Kowel: „Opiszę teraz los Karola Mroziuka i jego żony. To stryjeczny brat mojej mamy. Mieszkali blisko wsi Turia, bo i rzeka Turia jest na Wołyniu. Miejscowość nazywała się Rewuszki. Przy lesie, urodzajna ziemia. Oboje pobrali się już w starszym wieku, przeważnie mężczyźni dawniej w starszym wieku żenili się. Mieli troje dzieci, same córeczki: 15 lat, 9 lat i 3 latka. Stasia, Felicja i Kazimiera. Od lipca 1943 r, już nie nocowali w domu, tylko po lasach albo w zbożu, razem z sąsiadami. Sąsiadka Ukrainka mówi do Mroziuka żony, aby dzieci przyszły spać do jej domu. Gdyby przyszli Ukraińcy to ona powie, że to są jej dzieci. Posłuchała matka i dała swoje dzieci do Ukrainki na noc, a nie wiedziała że mąż Ukrainki jeździ po nocach i zabija Polaków. Pewnego ranka wpadła matka do tej chaty ukraińskiej, a widząc że dzieci spokojnie śpią lepiej poprzykrywała. A tu naraz przed domem staje furmanka i bandyci idą do tego mieszkania. Ukrainka krzyczy do Mroziukowej by uciekała na strych. Ta rzuca się i w sieni po drabinie ucieka na strych, matka trojga dzieci. I co widzi przez okienko na strychu, jej dzieci zostały przez uzbrojonych w karabiny Ukraińców poprowadzone przodem, a mordercy za nimi. Po chwili usłyszała trzy strzały, dzieci zostały rozstrzelane. Matka biegnie do męża do lasu i tam bije go z rozpaczy. Chciała uciekać wiele razy wcześniej do miasta ale mąż nie godził się na to, nie godził się opuścić gospodarstwa rolnego i tego wszystkiego, co stało w oborze. Teraz włosy rwie na głowie. Żona jego mówi, że teraz już nie pójdzie do miasta bowiem nie ma już dla kogo żyć. Sąsiedzi poprowadzili ją do miasta. Kłócili się oboje przez lata, że dali dzieci do sąsiadki Ukrainki na śmierć. I tak skłóceni szli z węzełkiem chleba w ręku.” (http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/mo ... dwika.html ).
We wsi Rohaczyn pow. Brzeżany zginął Rzadkowski Michał l. 20 (Kubów..., jw.).
We wsi Rokitnica pow. Kowel Ukraińcy zamordowali Polaka poprzez odcięcie mu głowy oraz ciężko poranili Polkę.
We wsi Romanów pow. Łuck wrzucili do studni 21-letniego Polaka.
W kol. Rudka pow. Dubno zamordowali 7 Polaków.
We wsi Rudnia Potasznia pow. Kostopol uprowadzili 30-letniego kowala Adama Falkowskiego oraz 50-letniego rolnika Faustyna Dawidowicza, nad którymi znęcali się przez 12 dni aż do skonania, m.in. zostali oni napojeni dziegciem (Siemaszko..., s. 277).
We wsi Rusów pow. Włodzimierz Wołyński uprowadzili 1 Polkę, którą zamordowali poza wsią.
W kol. Ryświanka pow. Równe zamordowali kilkunastu Polaków, którzy nie opuścili wsi.
We wsi Samołuskowce pow. Kopyczyńce zamordowani zostali Rzepa Antoni l. 30 i Gajda Piotr l. 22; (Kubów..., jw.).
We wsi Sarnki Dolne pow. Rohatyn zamordowali 2 Polaków, lat 21 i 40.
W lesie koło miasta Sarny woj. Wołyń zamordowali 70-letniego Polaka, znachora, który długie lata leczył Ukraińców i był z nimi w przyjaźni.
We wsi Siekierzyce pow. Łuck zamordowali Polaka, nauczyciela.
We wsi Siniowce gmina Łanowce pow. Krzemieniec w sierpniu 1943 roku został zamordowany przez OUN-UPA „leśnik” Jan Galabarda. „Jego żonę Julię zamordowano w wigilię 24 XII 1944 r.” (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents ... w+2013.pdf ). Siemaszko..., na s. 441 podają, że nie mają posiadają żadnej informacji o losach Polaków zamieszkałych w tej wsi.
W kol. Siomaki pow. Kowel został zamordowany wraz z rodziną przez Ukraińców po napadzie na gajówkę gajowy Antoni Piotrowski. Oprócz gajowego zginęli: Piotrowska lat 50, syn Feliks lat 25 z żoną Eugenią lat 20 i ich roczne dziecko oraz drugi syn Edward lat 17. (Orłowski..., jw.).
We wsi Skurcze pow. Łuck zamordowali 1 Polkę; jej męża i syna zamordowali już w czerwcu.
We wsi Słoboda Rungurska pow. Kołomyja uprowadzili Polaka, wiertacza, który zaginał bez wieści.
W kol. Smolarnia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali większość rodzin w tej polskiej kolonii. „Napad na naszą wieś miał miejsce w drugiej połowie sierpnia 1943 r. W pogromie brali udział Ukraińcy, którzy wymordowali prawie wszystkich Polaków, którzy zostali jeszcze w Smolarni. W naszej wiosce zginęli wtedy: moja mama Antonina la ok. 60 i tato Stanisław lat ok. 65 Sidorowicze. Mój szwagier Skawiński Bronisław lat ok. 40 i jego żona Ludwika Skawińska z domu Sidorowicz, lat ok. 35 i ich ośmioro dzieci, w tym: Adam lat ok. 12, Mieczysław lat ok. 10, Antoni lat ok. 6, Jerzy lat ok. 5 i córki: Stanisława lat ok. 18, Izabela lat ok. 16, Maria lat ok. 7 i Aniela lat ok. 3. Zginęła też moja bratowa Marianna Sidorowicz lat ok. 35 oraz jej dwie córki: Regina lat ok. 10 i Leokadia lat ok. 6. Polak Jan Gawroński, który też mieszkał w Smolarni opowiadał nam po wojnie, że do jego domu tuż przed mordem, przyszło dwóch Ukraińców: Władysław Radzik i Marczuk Piotr. Oni się dobrze z Jankiem znali, nawet przyjaźnili, dlatego przyszli do niego do domu i powiedzieli im tak: „Zbierajcie się i uciekajcie, bo was Ukraińcy pobiją, bo już na Smolarnii pobili Skawińskich, Sidorowiczów, Sawickich i Puchniaczów. I was też wybiją!” Janek Gawroński mieszkał w Smolarni tylko 3 domy od naszego domu. Później ci Ukraińcy nakazali im się zbierać i odprowadzili ich w stronę Włodzimierza, aż za ukraińską wioskę Poniczów”. Pan Kazimierz: „znajoma Ukrainka Sabina Błaszczak opowiedziała nam, jak zginęła moja najbliższa rodzina Skawińskich, mówiła tak: „Moja rodzona siostra, żona Michała Marczuka, którzy mieszkali w Smolarni opowiedziała mi, jak zginęła rodzina twojego szwagra Skawińskiego. Marczukowa chodziła po rzezi do domu Skawińskich oglądać ciała pomordowanych Polaków, to co tam zobaczyła w świetle dziennym, wstrząsnęło nią do głębi: Bronisław Skawiński miał obcięte ręce w łokciach i nogi w kolanach, jego córka Staszka została przerżnięta piłą na pół, a inne osoby zostały porąbane siekierami”. Powiedziała także: „Napad miał miejsce w połowie sierpnia, już po żniwach, nocą. Bronek już zakończył żniwa. Ukraińcy najpierw wyprowadzili wszystkich z domu, a potem wszystkich pomordowali na podwórku”. /.../ Pan Kazimierz: „Franciszek Krawiec, zięć rodziny Malec opowiadał mi w sierpniu 1943 r. we Włodzimierzu Wołyńskim, jak zginęła babcia Perekupka i jego teściowa Malec. To było tak, mówił: „Ukraińcy w czasie napadu na Smolarnię przyszli do domu rodziny Malec i zabrali ze sobą obie kobiety do stodoły. Tam je prawdopodobnie zamordowali, a następnie podpalając stodołę spalili też ciała. Następnego dnia miejscowi ludzie znaleźli dwa zwęglone ciała kobiet, osobiście widzieli to niedalecy sąsiedzi pomordowanych kobiet i wszystko opowiedzieli Franciszkowi Krawiec”. Pan Kazimierz: „Pani Marczuk, żona Ukraińca Michała Marczuka widziała na własne oczy jak pomordowano Polaków w Smolarni i wszystko opowiedziała Błaszczak Sabinie. Mówiła, że wielu Polaków uciekało ze wschodu do Włodzimierza, przez naszą wieś Smolarnię i wtedy wpadali w ręce Ukraińców, którzy przygotowali zamaskowaną zasadzkę w naszej wsi. Następnie złapanych ludzi mordowali i wrzucali do jednej studni, która znajdowała się na podwórku Piotra Szalusia Polaka ze Smolarni. Ta studnia była głęboka na 25 m, co najmniej takiej głębokości kopano u nas studnie. Każdy beton miał metr wysokości, a potrzebnych było zwykle 25 takich betonów. Ukrainka widziała na własne oczy, że studnia została zapełniona ciałami pomordowanych ludzi do tego stopnia, że było widać nogi wystające wyżej pierwszego betona. Po wojnie Szaluś osiadł w Siedliskach pod Zamościem”. Pan Kazimierz: „Mieczysław Pilczuk mieszkaniec Siedlisk, opowiadał mi w naszej wsi, w kwietniu 2003 r., że widział studnię na Wołyniu, całą napełnioną dziećmi pomordowanymi przez Ukraińców w czasie krwawych wydarzeń!” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; wspomnienia spisał Sławomir Tomasz Roch).
We wsi Smolarze po. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 3 Polaków z jednej rodziny, w tym 2 kobiety.
W leśniczówce Smolna pow. Kowel zamordowali 11 Polaków (Mirosława Bacławska: Dlaczego? ; w: Świadkowie mówią, Warszawa 1996, s. 33). Inni: „W leśnictwie Smolna gmina Górniki pow. Kostopol został zamordowany z innymi mieszkańcami leśniczówki przez uzbrojonych Ukraińców leśniczy Henryk Maliszewski. Ofiarą był także syn, któremu przed śmiercią wydłubano oczy i zrobiono „krawat” z języka.” (Orłowski..., jw.).
We wsi Sobieszów pow. Sokal zamordowali 2 Polaków, kolejarzy.
We wsi Stawki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy kołkami zatłukli 3 Polki: Annę Koc i 2 jej córki, przywiezione z kol. Stanisławów (Siemaszko..., s. 884), natomiast pod koniec sierpnia wymordowali wszystkie polskie rodziny mieszkające tutaj, liczące około 40 osób
We wsi Stężarzyce pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 1 Polaka, członka AK z Horodła.
W kol. Suchy Róg pow. Równe zamordowali Polaka podczas żniw.
W kol. Szopy pow. Kostopol zamordowali około 30 Polaków.
We wsi Terebejki pow. Luboml, prawdopodobnie 30 sierpnia, Iwan Paciuk, sotnik UPA z rejonu wsi Sokół, były gajowy, razem z synem Wasylem, zamordowali rodzinę. Matyszczuków. Jana Matyszczuka, lat 40, zakłuli widłami a następnie porżnęli na kawałki, jego żonę Janinę zakłuli widłami, a ich dzieci: 16-letniego Stefana, 14-letnią Weronikę i 8-letniego Jana – zarąbali siekierami. W dwa dni później zamordowali oni drugą polska rodzinę – Mordaczów. Stefana Mordacza, lat 48, zarąbali siekierą, jego żonę Stefanię zakłuli bagnetem, ich dwoje dzieci: 8-letnia Marię i 6-letniego Jana – powiesili w kuchni na hakach (Siemaszko..., s. 500).
We wsi Tołpyżyn pow. Dubno Ukrainiec Nowyćkyj zarąbał siekierą swoją żonę Polkę na oczach ich kilkuletniego syna.
Koło Tuczyna pow. Równe Ukraińcy zamordowali co najmniej 6 Polaków: sąsiad Ukrainiec zaprosił Polaka i go zamordował, a następnie jego syna, który przyszedł po ojca, gdy ten nie wracał; w tym czasie inni Ukraińcy zatłukli kijami innego Polaka, a następnie zamordowali jego żonę i dzieci.
We wsi Turia pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy ze wsi Rewuszki zabrali polską nauczycielkę z jej 13-letnim synem i zamordowali ich po drodze do wsi Rewuszki.
W kol. Turówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, w tym małżeństwo.
W kol. Tworymierz pow. Łuck w obronie Polaków z Przebraża dokonujących żniw zginął 1 członek samoobrony.
We wsi Tynne pow. Sarny został zamordowany w gajówce przez bojówkę bulbowską praktykant leśny Jerzy Czermak lat 20. (Orłowski..., jw.).
W majątku Uhrynów pow. Łuck w drugiej połowie sierpnia 1943 roku: „Samoobrona polska z Niemcami z Łucka pojechali do majątku Uhrynów, gdzie stała placówka Niemców w tym majątku. Ogłosili Niemcy, że kto ma konie i powóz, to żeby pojechali do Uhrynowa na żniwa zebrać sobie chleba na zimę i koniom paszy. Wtedy zgłosiło się aż 300 osób na te żniwa, bo każdy obawiał się w mieście głodu, gdyż naprawdę w tym roku 1943 mało zbiorów zebrano przez tą bandę ukraińską. No i pojechali na dwa tygodnie, kto miał kosę to kosą, kto miał sierp to sierpem i za dwa tygodnie dużo zebrali zboża. Jedni zżęli, to znaczy pracowali w polu, a drudzy wartowali z karabinami, ale Ukraińcy wykorzystali, że tyle zboża zżęte i namłóconego mieli załadowanego do odjazdu. Jak zebrali swoją siłę, napadli na cały obóz, to tak bili się, odbijali cały dzień. Kto zdążył uciec do majątku, to ci się uratowali, a kto był dalej w polu to zabili i tak inni pochowali się do takich czworaków, bo były murowane, takie mieszkania dla robotników oddalone jakieś cztery kilometry od pałacu, to tam się skryło dużo osób. Moja kuzynka z mężem i dzieckiem siedmio-miesięcznym to w tym czworaku się też ukryła. Jak bandyci tam doszli to szukali we wszystkich czworakach i znaleźli ich tam siedzących na ziemi, razem 17 osób i tak ich wszystkich sztyletami zabili. Moja kuzynka została zabita, a dziecko nie tknięte. Po tym, jak bandyci odeszli, Polacy zaczęli chodzić i zbierać trupy z pola i ktoś z Ukraińców powiedział, że w czworaku jest dużo zabitych, weszli i zobaczyli tyle zabitych, a przy piersi moja kuzynka Jadzia (Demko – przypis S.Ż.) z Budek Kołodeskich trzyma dziecko i ta dziewczynka ssała pierś, a matka nie żyła już. Była chyba jeszcze przytomna kiedy trzymała dziecko ręką, a ono ssało pierś nieżywej matki i tylko tego aniołka sztylet nie sięgnął. Zostało tylko jedno malutkie dziecko. Jakaż to boleść dziadkom nad tym dzieckiem. Przywieźli ją do Łucka i babcia wychowywała sierotkę i płakała całe życie, aż w końcu zmarła na raka. Leży w Pasłęku na cmentarzu, bo tam mieszkała po wojnie. Niemcy dali znać do Łucka, przyjechało więcej osób uzbrojonych w CKM-y. Naładowali zboże gdzie mieli na co, na wozy, samochody niemieckie i pod eskortą Samoobrony wrócili do Łucka z wielką stratą w ludziach, bo zginęło 45 osób, których przed odjazdem pochowali koło pałacu w parku. Doszły słuchy, że Ukraińcy zrównali z ziemią, aby nikt nigdy nie znalazł grobów.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/al ... _wolf.html)
W kol. Urszulin pow. Równe zamordowali około 50 Polaków.
We wsi Uścieczko pow. Zaleszczyki: „W sierpniu 1943 r. zostali zamordowani: Towarnicki i.n.; Ryczko Zdzisław.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
W miasteczku Uściług pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilkunastu Polaków.
We wsi Werba pow. Dubno zamordowali 30 Polaków.
W kol. Wielki Las pow. Łuck zamordowali 5 Polaków: 4-osobową rodzinę z 2 dzieci oraz 16-letnią dziewczynę.
W kol. Wielkie pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 1 Polkę.
W kol. Wiktorówka pow. Kowel zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę.
W kol. Wiszenki pow. Łuck ostrzelali przez drzwi kościoła zgromadzonych tam Polaków.
Na drodze do Wiśniowca pow. Krzemieniec napadli na 2 ciężarówki jadące po kontyngent, zamordowali 4 Niemców oraz około 20 Polaków, w tym kobiety z dziećmi.
W miasteczku Włodzimierzec pow. Sarny podczas nocnego ataku na Polaków broniących się w kościele upowcy zdetonowali minę od której zginęły 2 Polki: Anna hr. Krasicka (w starszym wieku) oraz jej córka hr. Prądzyńska.
W kol. Wodnik pow. Równe zamordowali 5 Polaków.
We wsi Wojnicz pow. Horochów zarąbali siekierami 8 Polaków: chłopca oraz 7-osobową rodzinę Iwanickich.
We wsi Wolica Komarowa pow. Sokal zamordowali 3 Polaków dziadka, jego syna i wnuka; wśród morderców był sąsiad Ukrainiec Piotr Duszko.
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński przywieźli do gajówki około 20 Polaków ze wsi Makowicze; m.in. rozstrzelali 2 rodziny z dziećmi od 9-miesięcznej Jadwigi Jurkowskiej do 12-letniej Ireny, około 20 Polaków.
We wsi Wołkoszów pow. Równe zamordowali 16 Polaków, w tym 2 rodziny 4-osobowe oraz ojca z dziećmi.
We wsi Wołoszki pow. Kowel miejscowi Ukraińcy zamordowali 6 Polaków uciekających ze wsi Byteń.
W kol. Woronucha pow. Równe upowcy zamordowali co najmniej 13 Polaków, w tym 7-osowową rodzinę Ostrowskich, 4-osobową rodzinę Piotrowskich, oraz Chorążewską z małym dzieckiem. Mieszkańcy Woronuchy ewakuowali się w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia do Huty Starej. „Kilka rodzin nie przybyło jednak na miejsce wyjazdu. Podjęli decyzję wyruszenia do Międzyrzecza i Równego. Tam mieli znajomych, bliskich i krewnych. Po naszym wyjexdzie zwlekali parę dni. Zostali napadnięci i wymordowani” (Franciszek Marcinkowski: Woronucha. Lublin 2002, s. 45). .
We wsi Wólka Wierbiczańska pow. Kowel chłopi ukraińscy zarąbali 5 Polaków: rodziców z synem oraz rodzeństwo (brata z siostrą) przebywających w tej rodzinie.
We wsi Wydżgów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali mieszkających tutaj Polaków, kilkanaście rodzin, liczby ofiar nie ustalono.
W kol. Zalesie pow. Kostopol zamordowali 4 Polaków; 1 mężczyznę, 1 kobietę oraz „upowcy pochwycili i okrutnie zamordowali dwie młode dziewczyny, siostry Dąbrowskie” (Siemaszko..., s. 216).
We wsi Zahajce Wielkie pow. Krzemieniec zamordowali 25-letniego Polaka oraz spalili kaplicę rzymskokatolicką.
We wsi Załuże pow. Krzemieniec zamordowali 4 Polaków podczas żniw.
We wsi Zamszany pow. Kowel wg raportu Jadwigi Zalewskiej („Kora”, „Iwa”) upowcy wymordowali 75 rodzin polskich; W. i E. Siemaszko podają, że liczba ofiar jest nieznana, gdyż wątpią w podane liczby w raporcie.
We wsi Zaturce pow. Horochów pod koniec sierpnia zamordowali polskie drużyny żniwne podczas pracy w polu liczące co najmniej 10 Polaków.
W osadzie Zawały Las pow. Horochów zamordowali 17 Polaków.
We wsi Zielony Dąb pow. Zdołbunów upowiec zastrzelił 18-letnią Polkę, gdy po rzezi przyszła z 2 innymi Polakami po żywność.
We wsi Zofiówka pow. Dubno upowcy zamordowali 8 Polaków.
W kol. Zwierzyniec pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali polskie małżeństwo: 66-letniej Annie Garczyńskiej odcięli głowę, którą potem dzieci ukraińskie ciągnęły za włosy po drodze; 68-letniego Łukasza Garczyńskiego związali drutem kolczastym i wrzucili do studni.
Przed żniwami 1943 roku:
We wsi Bołażówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali, około 25 Polaków.
We wsi Przemorówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali; ilości ofiar nie ustalono.
We wsi Suraż pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali, ilości ofiar nie ustalono.
We wsi Załuże pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu, po czym ich wymordowali, ilości ofiar nie ustalono.
Podczas żniw 1943 roku:
We wsi Rachmanów pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 32 Polaków, którzy wrócili z Szumska do swoich gospodarstw dokonać żniw.
Po żniwach 1943 roku:
We wsi Waśkowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zachęcili Polaków do powrotu i po żniwach ich wymordowali, ponad 20 Polaków.
Latem 1943 roku:
We wsi Adamówka pow. Kostopol Ukraińcy uprowadzili ze wsi Gliniszcze Zygmunta Stelczyka i kłuli go nożycami do strzyżenia owiec aż do zgonu (Siemaszko..., s. 242).
W kol. Anielówka pow. Kostopol zamordowali 2 starsze Polki, siostry.
W kol. Apanowszczyzna pow. Horochów przy pomocy siekier i wideł zamordowali 20 Polaków.
W majątku Beheń pow. Równe Ukraińcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską administratora majątku.
We wsi Bermeszów pow. Horochów wymordowali kilka rodzin polskich, w tym 6-osobową z 4 dzieci w wieku 10 – 16 lat.
We wsi Binduga pow. Luboml: „We wsi Binduga mieszkali moi rodzice, Karol i Józefa Mikołajczuk z trojgiem dzieci, Bronisławem, Karoliną i Zofią. Józefa i Bronisław Mikołajczuk zostali zamordowani w 1943 roku przez Ukraińców. Karol z dwiema córkami przeżył” (Zofia Kotula z d. Mikołajczuk; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ). W. i E. Siemaszko opisując Bindugę na s. 489 – 490 nie podają tych ofiar, natomiast wymieniają 5 innych zamordowanych Polaków. Natomiast na s. 152 – 153 podają, że w Kolonii Dąbrowa k. Woronczyna pow. Horochów 24 sierpnia 1943 roku upowcy zamordowali m.in. pochodzących z Bindugi kilka osób z rodzin Mikołajczuków, nie ma jednak wśród nich Józefy Mikołajczuk z synem Bronisławem.
We wsi Dąbrówka gmina Wielick powiat Kowel Lato 1943 został zamordowany przez Ukraińców w czasie powrotu z Kamienia Koryckiego do Kowla Polak, właściciel młyna, płk WP. (Orłowski..., jw.).
Koło wsi Bobły pow. Kowel upowcy zamordowali 3 córki Karola Mroziuka, lat 3, 12 i 14, które za namową sąsiadki Ukrainki zostawili u niej na noc sami ukrywając się w lesie.
W miasteczku Bursztyn pow. Rohatyn zamordowali 1 Polaka.
We wsi Ceperów pow. Łuck wymordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Chromiaków pow. Łuck Ukraińcy zatłukli kijami nad stawem polską nauczycielkę Wandę Woynarowską , jej byli uczniowie.
Koło miasteczka Dubno woj. Wołyń Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W kol. Dziadowiec pow. Łuck upowcy wymordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Gnojno pow. Włodzimierz Wołyński: „Antonina i Kazimierz wspominają także: "Na rok przed swoją śmiercią przyszedł do nas Bolesław Roch i jak zwykle wspominaliśmy też tragiczne wydarzenia na Wołyniu. W pewnym momencie wspomniałem moją i mojej żony serdeczną koleżankę Felicję Dolecką. Zwierzyłem się Bolkowi, że nie wiem do dziś, co się z nią właściwie stało, słuch po niej zaginął. Wtedy Bolek zaskoczony zapytał mnie znacząco: "To ty nie wiesz, została brutalnie zamordowana przez Ukraińców w Gnojnie!" I zaczął nam opowiadać, jak to się stało: "Z posterunku policji ukraińskiej w Gnojnie przyjechało do domu Felicji w Swojczowie, dwóch znanych jej ukraińskich policjantów. Powiedzieli do Felicji tak: "Zbieraj się odwieziem cię do Włodzimierza Wołyńskiego, bo tutaj Ukraińcy cię zabiją!" Ona już w tym czasie wiedziała o tragedii, jaka wydarzyła się niedawno w polskim Dominopolu. Zaufała Ukraińcom, zebrała pospiesznie swoje rzeczy do walizek, wsiadła z nimi na furmankę i odjechali. Zamiast jednak do Włodzimierza Wołyńskiego pojechali w trójkę na posterunek policji ukraińskiej w Gnojnie. Tam ją gwałcili, a w końcu zaciosali kołka i wbili jej ten pal w błonę poślizgową. Tak wbili ją na pal, zupełnie jak za okrutnych czasów ich bohatera narodowego Bohdana Chmielnickiego." Z tego co nam dalej mówił zorientowałem się, że Bolkowi powiedział o tym Stanisław Czop. Staszek, który już umarł, był Polakiem z Niedzielisk. Ożenił się jeszcze przed wojną z Ukrainką z Siedlisk koło Zamościa i przystał ściśle do Ukraińców. W lecie 1943 r. był komendantem policji ukraińskiej właśnie w Gnojnie, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Na własne oczy widział jak zamordowano Felicję Dolecką ze Swojczowa. Po wojnie zamieszkał ponownie w Siedliskach i właśnie tam opowiedział swoje świadectwo Bolkowi Roch.” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: jw.).
We wsi Hajki pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordował 40-letniego Polaka ukrywającego się na bagnach; jego żona i 6-letni syn dostali pomieszania zmysłów, od czego syn zmarł (Siemaszko..., s. 919).
W kol. Honczarka pow. Łuck zamordowali małżeństwo polskie.
Między wsią Horynka a Kunińce pow. Krzemieniec w zasadzę wpadło 40 Polaków z Wiśniowca jadących po żywność, upowcy obdarli ich do naga i w lesie wymordowali (uciekło nago 2 Polaków, nauczyciel i były sekretarz Sądu grodzkiego w Wiśniowcu).
We wsi Hryniawa woj. tarnopolskie zamordowali 4 Polaków: troje dzieci i teściową leśniczego Bolesława Weryńskiego, uratowała się poraniona i nieprzytomna żona leśniczego, oprawcy sądzili że ona też nie żyje; leśniczy był wówczas w pracy.
W nadleśnictwie Hubin pow. Horochów zamordowali starsze małżeństwo polskie.
We wsi Izów pow. Włodzimierz Wołyński podczas żniw, po lipcowych rzeziach Polaków, „powstaniec ukraiński” o nazwisku Łupinka z Izowa przechwalał się ilu Polaków zamordował i jak polskie dzieci nasadzał na kołki. M.in. zastrzelił on Jana Strójwąsa ożenionego z Ukrainką. Po wojnie został rozpoznany w Polsce jako działacz wysokiego szczebla w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, nosił inne nazwisko (Siemaszko..., s. 819).
We wsi Jankowce pow. Krzemieniec zamordowali 1 Polkę.
W nadleśnictwie Jasień n/Łomnicą pow. Kałusz został zamordowany bestialsko wraz z rodziną po napadzie grupy UPA na leśniczówkę leśniczy Mianowski (Orłowski..., jw.).
W kolonii Karczunek pow. Włodzimierz Wołyński: „Pierwszą rodziną napadniętą na naszej kolonii była rodzina Józefa Garbatego. Pamiętam jak pewnego dnia od rana ludzie w naszej wsi opowiadali sobie, że zamordowano pana Józefa Garbatego lat ok. 45 Było to tak: w nocy do jego domu przyszli Ukraińcy i dostali się do środka, zaraz potem zarąbali go siekierą, uderzając w głowę. Część mózgu była na ścianie, widziałam to osobiście jako dziecko, ponieważ moi rodzice poszli tam z innymi ludźmi, aby coś z tym ciałem zrobić, a ja pobiegłam za nimi. To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy widziałam zabitego człowieka i to tak tragicznie. Ciało leżało na łóżku, głowa była rozłupana, bowiem mama moja mówiła, że pozbierali ją do kupy. Ja sama, gdy zobaczyłam ciało i krew na ścianie, zaraz stamtąd uciekłam. /.../ Druga rodzina polska wymordowana w naszych okolicach mieszkała niedaleko naszej kolonii, ale dziś już niestety nie pamiętam dokładnie gdzie, nie pamiętam też nazwiska tej rodziny. W naszym domu nasi rodzice opowiadali nam, że dom tej pobitej rodziny został napadnięty przez jakąś bandę ukraińską w nocy. W czasie tego najścia w domu była tylko matka chyba z czwórką małych dzieci, było w każdym razie tych dzieci kilkoro. Gdy Ukraińcy dostali się do środka domu mąż był ukryty na „górce” (chyba na strychu ich obory) i wszystko osobiście widział i słyszał, a choć strasznie cierpiał nie był w stanie im pomóc. Tymczasem bandyci wszystkich w domu okrutnie pomordowali, nie wiem jednak w jaki sposób. Byłam za to na pogrzebie ofiar, który był w kościele, przybyło na to żałobne nabożeństwo dużo ludzi. Słychać było płacz i lament, wszyscy w koło powtarzali, że zabili niewinną matkę z małymi dziećmi. Osobiście widziałam trumny, a wśród nich także małe i nawet jedna była taka malutka. Ludzie bardzo przejęci tym co się stało, wciąż powtarzali miedzy sobą tak: „Co te dzieci były im winne, nawet to maleństwo?!” I dodawali przy tym: „Teraz musimy wszyscy się mieć na baczności, uciekać na noc z domu, do Uściługa, do ziemlanek, bo to czeka każdego z nas.” Ten pogrzeb był chyba latem 1943 r. w kościele, który znajdował się w sąsiedniej wsi, położonej za lasem” (Kazimiera Kowalczyk z d. Czerwieniec, w: www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl ; wspomnienia spisał Sławomir Tomasz Roch).
We wsi Kinachowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 4 rodziny polskie.
W majątku Kleczkowice pow. Kowel chłopi ukraińscy zamordowali 26-letnią Polkę.
We wsi Klepaczów pow. Łuck Ukraińcy skrępowali drutem kolczastym Polaka i zamordowali go.
W kol. Kopytno pow. Łuck spalili 9 polskich gospodarstw, liczba ofiar nie jest znana.
We wsi Korszowiec pow. Łuck spalili polskie gospodarstwa, wiadomo o zamordowaniu 1 rodziny polskiej, los pozostałych rodzin nie jest znany.
W futorze Korczunki Piańskie pow. Dubno zamordowali 3 Polaków: matkę z 2 synami, zwłoki ich wrzucili do studni.
W kol. Krasilno pow. Dubno upowiec dogonił na koniu uciekającą małą dziewczynkę i uderzył ją drągiem okutym w żelazo; znaleziono ją potem dogorywającą ze zdruzgotanym biodrem.
W leśniczówce Krzywopole na Huculszczyźnie banderowcy zamordowali przyjaciela Hucułów inż. Witolda Tyskiego z rodziną, ocalała mała córeczka ukryta za zasłoną pod stołem.
We wsi Kurniki Iwanczaskie pow. Zbaraż Ukraińcy zamordowali 8 Polaków (Kubów..., jw.).
We wsi Kustycze pow. Kowel upowcy zamordowali około 50 Polaków.
W kol. Liski pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków: 5-osobową rodzinę polską z 3 dzieci oraz Ukrainka zamordowała przy użyciu kopaczki męża Polaka, podczas jego snu.
We wsi ukraińskiej 4 km od Lubitowa pow. Kowel Ukraińcy zarąbali siekierami jedyną mieszkającą tu rodzinę polską , kowala z żoną.
W osadzie Łabędzianka pow. Dubno zamordowali 1 Polaka.
We wsi Ławrów pow. Łuck uprowadzili do lasu i tam zamordowali 2 Polaków: matkę z dzieckiem.
Na przedmieściach Łucka zamordowali siekierami, młotkami, widłami i piłami kilka rodzin polskich (Bolesław Gaweł: Lata włóczęgi, Olsztyn 1977, s. 151).
Koło miasta Łuck woj. Wołyń zamordowali 5-osobową rodzinę polską.
W kol. Łysa Góra pow. Łuck zamordowali 1 Polaka podczas żniw.
We wsi Medwedówka pow. Kostopol na początku lata 1943 roku zamordowali w lesie 1 Polaka.
W miasteczku Międzyrzec pow. Równe podczas nocnego napadu upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali ponad 50 Polaków, w tym w kościele i suszarni chmielu. Zostali oni pomordowani w tak bestialski sposób, że zmasakrowanych ciał nie można było rozpoznać, zwłoki miały m.in.,. powykłuwane oczy, kobiety poobcinane piersi, kobiecie w ciąży rozpruli brzuch. Pogrzebano ich na ulicy pod kostką brukową, gdyż wokół krążyły bandy zwane Ukraińską Powstańczą Armią .
We wsi Mikuliszyn (okolice Czarnohory za Worochtą) tuż po rajdzie sowieckiego oddziału Kowpaka upowcy nocą wymordowali w budynkach służbowych tartaku 17 rodzin polskich. „Nie było dnia bez zbrodni” (Tadeusz Petrowicz: Od Czarnohory do Białowieży, Lublin 1986, s. 91). Inni: Latem 1943 roku w nadleśnictwie Mikuliczyn pow. Nadwórna (Huculszczyzna) pod osłoną nocy sotnia UPA wymordowała 17 polskich rodzin, NN pracowników Nadleśnictwa Państwowego Mikuliczyn, mieszkających w służbowych mieszkaniach koło miejscowego tartaku, spalono również zabudowania (Orłowski..., jw.).
W kol. Moczulanka pow. Kostopol zarąbali siekierami 3 Polaków: matkę z synem i synową („Biuletyn informacyjny 27 DWAK” , nr 4/2000 podaje liczbę 4 Polaków).
We wsi Mokwin pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
We wsi Myszkowce pow. Kowel zamordowali małżeństwo polskie Tkaczuków: Jadwigę zastrzelili, Jana przywiązali do konia z rękami związanymi drutem kolczastym i wlekli go, bijąc i kłując bagnetem, aż skonał. (Siemaszko..., s. 469).
We wsi Oleksiniec Stary pow. Krzemieniec 18 upowców uprowadziło z domu Staniszewską z 29-letnim synem Piotrem. Zawiązali ofiarom oczy opaskami białymi i czerwonymi (kolory polskiej flagi narodowej) uprowadzili do lasu i tam zamordowali.
We wsi Oranie pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec zastrzelił 3-osobową rodzinę polsko-ukraińską, gdyż jego cioteczny brat nie chciał zamordować swojej żony, Polki i ich dziecka.
We wsi Oryszkowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską organisty.
We wsi Piatyn pow. Dubno zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znanych jest 6 ofiar, w tym 2 matki z 2 córkami.
We wsi Podłożce pow. Dubno zamordowali 6 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę z 3 dzieci: 12-letnim synem i córkami lat 11 i 17.
W osadzie Podrudzie pow. Włodzimierz Wołyński nakazali rodzinie polskiej opuścić dom, a gdy wyjeżdżała zarąbali Polaka siekierą, dwaj synowie uciekli, natomiast los żony i pozostałych członków rodziny jest nieznany.
We wsi Ptycza pow. Dubno zamordowali 3 Polaków i 4-osobową rodzinę polsko-ukraińską.
W majątku Ratniów pow. Łuck upowcy podczas napadu na folwark zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
Na drodze z Rokitna do Staryk pow. Sarny Ukraińcy wymordowali grupy Polaków udających się na swoje pola po żywność.
W miastach Równe i Korzec ukraińscy policjanci dokonali licznych aresztowań Polaków, w wyniku czego w więzieniu znaleźli się prawie wszyscy członkowie AK z Korca i okolicy. Zostali oni rozstrzelani w listopadzie 1943 roku w Równem.
We wsi Rusnów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 3 Polki: nauczycielkę z matką i ciotką.
W kol. Rzeczeczyna pow. Równe zamordowali 1 Polaka.
Na drodze koło miasta Sarny woj. Wołyń policjant ukraiński zastrzelił 1 Polkę.
We wsi Suchowola pow. Brody: Proc (Procyk) Antoni grał w orkiestrze w czasie zabawy w lecie 1943 r. i tam został zamordowany. ( http://podkamien.pl/viewpage.php?page_id=246&c_start=0 ).
W kolonii koło wsi Swojczów pow. Włodzimierz Wołyński: „Najmłodsza córka Marcina i Tekli Kaliniak miała na imię Leokadia, mieszkała w domu Antoniego i tam też było jej wesele w 1934 r. Wyszła za mąż i zamieszkała w kolonii na północ od Swojczowa, to było blisko od Swojczowa. Widywałam ich razem w naszym Kościele. Mieli dwoje małych dzieci, a z trzecim ciocia była w stanie błogosławionym. Żyli sobie tam spokojnie, aż po dzień, w którym na ich posesję napadli Ukraińcy. Dwa, trzy dni wcześniej do ich domu przyjechali na wozie Ukraińcy i oznajmili, że zabierają do lasu męża Leokadii z wozem i końmi, niby że miał im tam w czymś pomagać. Oczywiście z tą chwilą, wszelki ślad po nim zaginął, zamordowali biedaka, a ciało gdzieś zakopali. W domu została już tylko matka zamordowanego syna oraz żona z dwójka dzieci. I oto chodziło właśnie zbójom banderowcom. Świadkiem naocznym tych wydarzeń była matka męża Leokadii, która ukryła się na strychu budynku stojącym blisko ich domu i obserwowała podwórko. Zobaczyła jak banderowcy wchodzą do domu, a za chwilę wyprowadzają dwoje dzieci około 4 i 5 lat oraz matkę Leokadię. Zaraz też na oczach ukrytej babci zarąbali siekierami tych dwoje niewinnych dzieci, a babcia widząc to z ukrycia umierała wprost z bólu. Zaraz potem nożami wycieli z łona Leokadii żyjący płód i szczątki nadziali na sztachetę w płocie, zmuszając ciężko ranną ale żyjącą Leokadię, by patrzyła na konające dziecko. Mówili przy tym do niej: „Patrz tu polskiego orła!” Po tych słowach zaczęli ją dalej mordować, aż zamęczyli. Potem zostawili tak ciała i odeszli, teściowa tymczasem nocą zeszła na podwórko, ciała wciąż pozostawały w miejscu mordu. Nic nie mogąc zrobić uciekła do lasu i skierowała się do miasta” (Regina Schab z d. Kaliniak, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ).
W kol. Świętocin pow. Włodzimierz Wołyński zabrali na podwody 3 Polaków, po których ślad zaginał.
We wsi Tarakanów pow. Dubno zarąbali siekierami 2 kobiety rozmawiające po polsku: Polkę i Ukrainkę.
We wsi Uhrynów pow. Łuck zamordowali Polaka, nauczyciela, i jego żonę, Ukrainkę.
We wsi Wesołówka pow. Kowel upowcy podczas żniw zamordowali 3 Polki, w tym Bronisławę Wesołowską torturowali przez 2 tygodnie (Siemaszko..., s. 467).
We wsi Wierbajew pow. Łuck zamordowali jedyną mieszkającą tutaj rodzinę polską.
We wsi Wiktorany pow. Łuck zamordowali 1 lub 2 mieszkające tu rodziny polskie.
W kol. Witosówka pow. Dubno zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
W mieście Wiśniowiec Nowy pow. Krzemieniec zamordowali kowala Antoniego Kozakowskiego z żoną Felą i ich dzieckiem – noworodkiem, które zostało rozbite na ścianie ich domu.
We wsi koło Włodzimierza Wołyńskiego: „Ojciec spotkał na posterunku policji polskiej owego mężczyznę, któremu w Kohylnie życie ocalił. Nazywał się chyba Krawiec, był Polakiem, mieszkał gdzieś dalej na wschód, dziś już niestety nie pamiętam miejscowości z której pochodził. Z tego co się jednak zorientowałem, już tydzień czasu był w drodze do Włodzimierza. Opowiadał, że miał żonę i dwoje dzieci, mieszkali w polskiej wiosce, gdzie był szewcem. Ukraińscy partyzanci zlecili mu podczas wojny robienie dla siebie nowych butów, dla ukraińskich oficerów. Dużo miał z tym pracy, więc był potrzebny i kiedy wszyscy Polacy dookoła zostali już pomordowani, tylko jego rodzinę Ukraińcy jak na razie oszczędzili. Zresztą wcale przed nim tego nie ukrywali, mówili wprost: „Ty jesteś niewinny, tamci których pobiliśmy byli winni, bo mieli broń i byli powiązani z partyzantami, dlatego musieli zginąć. Ty będziesz żył, będziesz pracował i będziesz nam buty robił.” Po kilku dniach, znowu przyszli, aby odebrać tę partię butów, którą już zrobił. Jednocześnie nakazali mu, aby zabił swoją żonę, która była Polką ponieważ znaleźli nagle jej jakąś winę. Namawiali go przy tym gorąco, aby przystał do nich, aby stał się jednym z nich. Krawiec okazał się człowiekiem i nie chciał zabić swojej żony, upierał się, że nie może tego zrobić. Wtedy oni sami zamordowali w domu na jego oczach jego małżonkę i jego dzieci, wszystkich porąbali siekierami. Następnie kazali mu w ich obecności posprzątać ciała i zmyć z podłogi kałużę krwi. Po wykonaniu polecenia, pogrzebał ciała. Potem znowu zaczął robić buty swoim oprawcom, cały czas planując ucieczkę. Nie miał już prawie żadnych wątpliwości, że gdy tylko wykona swoją pracę załatwią też jego. Na dzień przed zapowiedzianą wizytą, mimo że był pilnowany zdołał zbiec z domu”. („Wspomnienia Romana Szymanek z wsi Kohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944”, jw.).
We wsi Wołkoszów pow. Równe zamordowali 1 Polaka.
W kol. Worobiówka pow. Równe zamordowali wszystkie polskie rodziny, ponad 20 osób.
We wsi Woskodawy pow. Równe zarąbali siekierami Bolesława Słowińskiego i jego żonę, a ich 6 dzieci w wieku od 1 roku życia do 12 lat nabijali na widły i kładli na furę, którą zostały wywiezione do wsi Korościatyn, gdzie spalili je żywcem w szopie (Siemaszko..., 722).
We wsi Zaborol pow. Łuck zamordowali 2 Polaków: 14-letnią dziewczynkę i 16-letniego chłopca, którzy przybyli z Łucka na zbiór wiśni.
We wsi Zahajce Wielkie pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 25-letniego Polaka oraz spalili kaplicę rzymskokatolicką.

Stanisław Żurek

Bibliografia:
Adamski Jan: Odwiedziny; Kraków 1975.
Gaweł Bolesław: Lata włóczęgi; Olsztyn 1977.
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007.
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w woj. stanisławowskim w latach 1939 – 1945; Warszawa 2004.
Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.
Konieczny Zdzisław: Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947; Wrocław 2006.
Korman Aleksander: Ludobójstwo UPA na ludności polskiej; Wrocław 2003.
Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003.
Motyka Grzegorz: Ukraińska partyzantka 1942 – 1960; Warszawa 2006.
Motyka Grzegorz: Tak było w Bieszczadach; Warszawa 1999.
Petrowicz Tadeusz: Od Czarnohory do Białowieży; Lublin 1986.
Piotrowski Czesław: Przez Wołyń i Polesie na Podlasie; Warszawa 1998.
Poliszczuk Wiktor: Dowody zbrodni OUN-UPA; Toronto 2000.
Prus Edward: Operacja „Wisła”; wyd. IV, Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.
Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.
Sowa Andrzej L.: Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998.
„Świadkowie mówią” (wybór tekstów: Stanisław Biskupski); Warszawa 1996.
Turowski Józef: Pożoga; Warszawa 1990.
Wańkowicz Melchior: Od Stołpców po Kair; Warszawa 1969.
Żurek Stanisław.: Ludobójstwo nacjonalistów u kraińskich dokonane na Polakach w Polsce południowo-wschodniej w latach 1939 – 1948; Wrocław 2013.
Żurek Stanisław: UPA w Bieszczadach; wyd. II, Wrocław 2010.
Skałuba Janina: „Wspomnienia z wydarzeń w 1943 roku w kolonii Michałowka pow. Kowel”; Niedrzwica Duża, dn. 02.03.2003r., maszynopis w zbiorach autora.
Pozostałe źródła znajdują się pod każdym opisem zbrodni.


8. Sierpień oraz latem 1943

Na przełomie lipca i sierpnia 1943 roku:
We wsi Cygany pow. Borszczów banderowcy uprowadzili do lasu 3 Polaków (w tym kobietę), którzy zaginęli bez śladu. Inni: zostali zamordowani przez banderowców: Dzikowska Anna, Kraśnicki Kazimierz l. 30, Sokołowski Józef, Karwacki Piotr l. 50, Radol Henryk l. 20. ( Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003).
1 sierpnia 1943 roku:
W kol. Andrzejówka pow. Równe upowcy obrabowali i spalili kolonię oraz zamordowali ponad 50 Polaków.
W miasteczku Białozurka pow. Krzemieniec zamordowali co najmniej 10 Polaków, w tym 2 rodziny oraz ojca z córką.
We wsi Kozaczki pow. Krzemieniec miejscowi „powstańcy ukraińscy” zamordowali 49-letnią Annę Babczyk oraz na łące dwóch z nich, Iwan Zysko i Sawa „Slipyj” zadźgali nożami jej matkę, około 70-letnią Antoninę Mazur.
We wsi Kulików pow. Żółkiew uprowadzili 28-letniego Polaka, który zaginął bez śladu.
W kol. Ożgowo pow. Kostopol zamordowali 30 Polaków.
W futorze Pózikowskiego pow. Krzemieniec zamordowali 7 Polaków z 2 rodzin, w tym 10-letnią dziewczynkę.
W miasteczku Tuczyn pow. Równe podczas nocnego napadu zamordowali kilkunastu Polaków, w tym ojca z 2 córkami lat 15 i 19, matkę z 2 córkami, młodą kobietę (której rozpruli brzuch) z niemowlęciem.
W nocy z 1 na 2 sierpnia 1943 roku:
W kol. Leonówka pow. Równe upowcy dokonali rzezi 150 Polaków. Całe rodziny ginęły od kul, noży, siekier i innych narzędzi, bądź płonęły żywcem. Dziewczynkę Władysławę Bagińską wytropili w stogu siana i zasztyletowali, zamordowali także jej rodziców i pięcioro rodzeństwa. Wdowę Marcelinę Piotrowską zarąbali siekierą, jej 9-letnią córkę Władysławę i 7-letnią Romualdę zakłuli widłami, 5-letniego syna Stefana zarąbali siekierą a 3-letniego syna Waldemara zastrzelili. „Do Leonówki tragedia przyszła 1 sierpnia 1943 r. tuż przed północą. 39-letnia wówczas Apolonia Reszczyńska tak zapamiętała tę noc:„W dzień pracowaliśmy w gospodarstwie domowym w Leonówce, a na noc jechaliśmy konnym zaprzęgiem do Tuczyna. Nasi sąsiedzi z Leonówki nocowali w okolicznych krzakach i zagajnikach. Wszyscy baliśmy się, że śmierć może przyjść nocą. Mężczyźni wieczorami zaciągali straże na rogatkach wsi. W fatalny dzień 1 sierpnia 1943 roku po wieczornej mszy w kościele, trochę uspokojeni, postanowiliśmy nie jechać na nocleg do Tuczyna. Gnana jednak jakimś złym przeczuciem namówiłam swych sąsiadów, rodzinę Łojów, aby przyszli do nas do chaty pomodlić się przy figurze Matki Boskiej z Niepokalanowa. Około godziny 22.00, w czasie odmawiania litanii, usłyszeliśmy strzały i gdy wybiegliśmy z domu, ujrzeliśmy, jak na początku wsi od pocisków zapalających buchnął ogień z kilku krytych słomą chat. Wszystkich ogarnęło przerażenie. W wielkim chaosie, wśród wrzasków, w grzmocie eksplozji karabinowych pocisków, w blaskach krwawych języków ognia bijących w niebo z palących się domów i stodół, chwyciłam swe najmłodsze dziecko, sześciomiesięcznego Romana, i zaczęłam biec na oślep przed siebie w kierunku lasu. Mąż mój pobiegł ze starszymi dziećmi za stodołę w zboże. Świst kul wyzwalał we mnie niespożyte siły. Młodsze dzieci rozbiegły się w różne strony razem ze spuszczonym z łańcucha psem. Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, że wieś jest otoczona przez banderowców. Z Romkiem na rękach biegłam, potykając się między łanami dojrzewającego żyta. Przy mnie był cały czas skomlący ze strachu pies. Gdy byłam już blisko lasu, przede mną jak z podziemia wyrósł potężny Ukrainiec z karabinem w rękach. Poznałam go. Był to Szkul, Ukrainiec z sąsiedniej wioski, który często bywał u nas. Był producentem betonowych kręgów do studni i przed kilku tygodniami na środku naszego podwórka z moim mężem montował te kręgi w nowo wykopanej studni. Był miłym, serdecznym człowiekiem i nawet zaprzyjaźniliśmy się z nim. Teraz ujrzałam go w nowej roli. Z jakimś obłędnym błyskiem w oczach i straszliwym grymasem twarzy bez wahania strzelił prosto w moją głowę. Kula świsnęła mi przy lewej skroni, zrywając przepaskę do włosów i powodując krwotok z przestrzelonego ucha. Runęłam z dzieckiem w zboże, nie tracąc jednak przytomności. Szkul sądził, że mnie zabił. Synka Romka przydeptał butem. W tym momencie usłyszałam rozkaz: "prawe kryło w pered” (prawe skrzydło do przodu). Szkul wykonał polecenie. Przekroczył leżącą we krwi kilka metrów ode mnie Marynię, siostrę mego męża zamężną z Wąsowskim. Obok niej leżał, na szczęście żywy, jej dwuletni syn Stefek, który obecnie mieszka we Wrocławiu. Gdy Szkul poszedł w stronę wioski, by tam realizować morderczy rozkaz, ja podniosłam się, przykryłam swe dziecko snopkiem i w szoku pobiegłam dalej do lasu. Strzelali za mną, ale nie trafili. Gdy zaczęło świtać, Ukraińcy ze wsi ustąpili. Wówczas wróciłam na miejsce, gdzie schowałam dziecko. Znalazłam je całe i żywe. Ale Romek do końca życia miał wgniecioną klatkę piersiową - była to pozostałość po obcasie Szkula. Wszystkie domy w Leonówce były spalone. Wśród pogorzelisk leżały dziesiątki trupów. Tylko moja rodzina miała wyjątkowe szczęście - wszyscy przeżyliśmy: mąż i sześcioro naszych dzieci. Drugiej takiej rodziny w Leonówce nie było. W każdej kogoś opłakiwano. /.../ Opowieść Apolonii Reszczyńskiej opublikowałem 3 października 1996 roku w "Gazecie Brzeskiej”. W maju 2013 roku, w trakcie pisania tego tekstu, postanowiłem dowiedzieć się, jakie były dalsze losy mej rozmówczyni sprzed wielu lat. Od jej syna, Alfreda Reszczyńskiego, dowiedziałem się, że żyła jeszcze dwa lata, a okoliczności jej śmierci były równie wstrząsające jak przytoczona wyżej opowieść. Na święta Bożego Narodzenia roku 1998 Apolonia Reszczyńska, licząca wówczas 94 lata, pojechała do Brzegu, do swej córki Zofii (rocznik 1938), po mężu Malinowskiej. W czasie nocy sylwestrowej, przebudzona wystrzałami i eksplozjami fajerwerków witających Nowy Rok pod brzeskim ratuszem, wyrwana ze snu, sądząc, że to napad banderowców, otworzyła okno i aby się ratować ucieczką, tak jak przed 65 laty w Leonówce, wyskoczyła przez nie. Pokoik, w którym spała, był na wysokim parterze. Upadek okazał się tragiczny w skutkach. Złamała nogę i pokaleczyła sobie twarz, bo wpadła głową w krzak róży. Przewieziona do szpitala żyła jeszcze miesiąc. Trauma "czerwonych banderowskich nocy”, gdy płonęły całe wołyńskie wsie, została w niej do końca życia.” (Stanisław S. Nicieja: „Moje Kresy. Spór o Banderę”; w: http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article ... /130519469 . Za: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... -ppic.html Wyszukał i wstawił :Bogusław Szarwiło ).

2 sierpnia 1943 roku:
W kol. Antopol pow. Równe Ukraińcy zabili 70-letnią Polkę, wdowę.
We wsi Beremiany pow. Buczacz zamordowali Polaka, leśniczego, oraz ciężko poranili jego żonę (sądzili, że nie żyje). Był to Kazimierz Pleszanowski albo Pieczanowicz z Dulib (Kubów..., jw.).
We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki uprowadzili z drogi wracającego do domu Polaka, leśniczego i ślad po nim zaginął. Inni: banderowcy zamordowali 5 Polaków (Kubów..., jw).
We wsi Duliby pow. Buczacz zamordowali Polaka, był to leśniczy Pachowicz. Patrz wyżej: „we wsi Beremiany”.
W kol. Lubomirka Nowa pow. Równe zamordowali kilkunastu Polaków, imiennie znane są 4 ofiary.
We wsi Twerdynie pow. Horochów zamordowali 2 Polaków, lat 16 i 28
W nocy z 2 na 3 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czernelica n/ Dniestrem pow. Horodenka został zamordowany z innymi osobami przez grupę bojówkarzy OUN leśniczy Zenon Borzemski (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents ... w+2013.pdf ).
W kol. Karczemka pow. Równe upowcy zamordowali 1 Polaka.
2 lub 3 sierpnia 1943 roku
We wsi Szpanów pow. Równe zamordowali 1 Polaka i 1 Ukraińca, męża Polki.
3 sierpnia 1943 roku:
W kol. Leonówka pow. Równe zatrzymali kolumnę furmanek z rodzinami uciekającymi ze wsi Kudranka do Tuczyna. Część upowców zabrała furmanki z żywnością i odzieżą, a pozostali doprowadzili uciekinierów do lasu, w którym oczekiwała już druga grupa „partyzantów ukraińskich”. Po dokonaniu rewizji i rozebraniu do bielizny ofiary ustawiali w 10-osobowych grupach i uśmiercali dźgając i tnąc bagnetami. Bronisławie Reszczyńskiej, lat 22, będącej w ostatnich dniach ciąży rozpłatali brzuch. Nie pogrzebane zwłoki co najmniej 42 Polaków pozostały na miejscu zbrodni, w większości kobiet i dzieci, począwszy od 2-letnich dzieci po 80-letnią Wiktorię Łozowicką.
We wsi Rudniki pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali ponad 60 Polaków. Świadek zbrodni podaje jednak datę 3 lipca i pod tą datą znajduje się krótki jej opis.
W nocy z 3 na 4 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czernelica pow. Zaleszczyki: „W nocy z 3 na 4.VIII.1943. Czernelica pow. Zaleszczyki. Ukraińcy zamordowali instruktora fabryki tytoniu w Jagielnicy, Polaka, Wojciecha Kosteckiego. Tej samej nocy w Czernelicach zamordowano również leśniczego Polaka, oraz robiono zamachy na nauczyciela i księdza polskiego” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i zbrodni.

4 sierpnia 1943 roku:
W kol. Kraśnica pow. Równe upowcy ujęli i zamordowali uciekających do Tuczyna 10 osób: małżeństwo Guzowskich, Franciszka Żukowskiego oraz 7-osobową rodzinę polsko-ukraińską: 48-letnią córkę Guzowskich, jej 47-letniego męża Nestora Dziubaka (zięcia Guzowskich) i ich pięcioro dzieci w wieku od 1 roku życia do 8 lat.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zamordowali 61-letniego Polaka.
We wsi Rudniki pow. Śniatyn policjant ukraiński zamordował 1 Polaka.
We wsi Uścieczko pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali Polaka. „04.08.1943 r. został zamordowany Kostecki i.n., l. 25 student UJ, instruktor tytoniowy.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
3 lub 5 sierpnia 1943 roku:
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zabrali z wozami i końmi 10 Polaków na tzw. podwody, z których 9 nie wróciło, a 10-siąty uciekł z miejsca egzekucji.
5 sierpnia 1943 roku:
We wsi Anielówka pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 2 Polaków: studenta UJ Jasiewicza i nauczycielkę; ich straszliwie okaleczone ciała znaleziono na polu wśród kukurydzy niedaleko wsi Nyrki. Inni: byli to Jasiewicz N. i Skiba Dominik (Kubów..., jw.).
We wsi Dupliska pow. Zaleszczyki zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zamordowali 16-letniego Polaka.
We wsi Rybcza pow. Krzemieniec podczas ataku UPA i okolicznych chłopów ukraińskich Polacy podjęli obronę; zamordowanych zostało 3 Polaków, w tym 70-letniemu choremu mężczyźnie obcięli uszy, zdarli paznokcie i wydłubali oczy.
W miejscowości Tłuste Miasto pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 2 Polaków: nauczyciela ze wsi Anielówka oraz urzędnika poczty .
W nocy z 5 na 6 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 5 na 6.VIII.1943. Łopuszna pow. Brzeżany. Dwóch Ukraińców napadło na Polaka Słobodzianina. Zabrali mu wóz i parę koni. Synowi gospodarza 16-letniemu chłopakowi kazali się podwieźć. Chłopak nie wrócił” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i tej zbrodni.
6 sierpnia 1943 roku:
W kol. Burki pow. Sarny upowcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Czerniejów pow. Kowel chłopi ukraińscy ze Swinarzyna oraz miejscowi zamordowali 15 Polaków, w tym dwie 6-osobowe rodziny i 3-osobową: matkę z córkami lat 16 i 18.
7 sierpnia 1943 roku:
W miasteczku Aleksandria pow. Równe Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W kol. Biesiadka pow. Sarny upowcy zamordowali 2 Polaków: 16-letnią dziewczynę oraz uprowadzili mężczyznę, po którym ślad zaginął.
We wsi Rudnia pow. Łuck :„Urodziłem się w miejscowości Balarka, gmina Silno, powiat Łuck, parafia Derażne. Rodzina: było nas dwoje braci – ja, Edward Szpringel (Szpryngiel) , urodziłem się w 1933 r.. /.../ Jakie jest mocne ludzkie serce. Jak nas mieli prowadzić z Rudni do Studzin, na ten zwiazok, to żona tego sołtysa mówi do nas „Jak człowiek długo może się męczyć, nim skona. Dwa tygodnie przed wami złapali Ukraińcy kobietę z synem. Przebili do drzwi w stodole piersiami, z pleców cięli żyw[c]em pasy, potem oderwali, przebili plecami. Jak z przodu zaczęli ciąć, dopiero ta matka z synem skonali”. Ja z bratem i Mamą słuchamy, wiedząc świadomie, że idziemy na okrutną śmierć i serca nasze wytrzymali.” /.../ „Czyta ten sołtys, że nas odstawią do Dużych Studzin (Nazwa w lokalnym polskim brzmieniu. Nazwa prawidłowa Stydyń Wielki, wieś ukraińska w gm. Stydyń, pow. kostopolski.). Tam jest taki punkt. Kogo złapią, to tam mieszkają i ma on nas tam zaprowadzić. Żona tego sołtysa mówi wprost, że tam jest zwiazok, około 15 Ryzunów, tam nikt żywy nie wyjdzie. Mówi, że przed nami złapali nauczycielkę z synem, która uczyła tam dzieci, i też zamordowali w okropny sposób.” (Edward Szprigiel: Bóg nas uratował. W: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o ... atowa.html ).Edward Szpringel (właściwe: Szpryngiel) z matką i bratem uciekli z Huty Stepańskiej 18 lipca, ukrywali się przez 34 dni i około 21 sierpnia zostali złapani przez Ukraińców koło wsi Balarka pow. Łuck, opisywana zbrodnia miała miejsce dwa tygodnie przed ich złapaniem, czyli około 7 sierpnia 1943 roku.
We wsi Semenów pow. Trembowla: „7.VIII.1943. Semenów pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali Polaka Seretnego. W związku z tym aresztowano następujących Ukr.: dwóch braci Słobodzianów, Burbełe i Krupnyka” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
Przed 8 sierpniem 1943 roku:
W kol. Budki Kudrańskie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 20-letniego Polaka.
8 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W kol. Dunaj pow. Horochów upowcy zamordowali 18 Polaków, w tym 1 mężczyznę, pozostałe ofiary to kobiety i dzieci.
W kol. Kadyszcze pow. Łuck dwie Polki, siostry mające po 17 – 18 lat, idące do kościoła; po zgwałceniu zostały bestialsko zamordowane przez kilkunastu chłopów ukraińskich.
We wsi Kulczyce pow. Trembowla: „W nocy 8.VIII.1943. Kulczyce gmina Mogielnica pow. Trembowla. Ukraińcy zamordowali b. komendanta P.P. Juźkowa. W związku z dokonanym mordem żandarmeria niemiecka aresztowała wójta gminy Mogielnica Ukraińca” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej wsi i tej zbrodni.
We wsi Niewirków pow. Równe Ukraińcy zamordowali 1 Polkę.
W kol. Trystok pow. Horochów zamordowali 4 Polaków: dwa małżeństwa.
We wsi Tumin pow. Horochów uprowadzili i zamordowali 31-letnią Polkę.
W kol. Zurawiec pow. Horochów w drugim napadzie upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, kolonia przestała istnieć.
9 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol Ukraińcy podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Jadwipol pow. Rowne zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę, podczas żniw.
We wsi Mytnica pow. Trembowla: „09.08.1943 r. został zamordowany Jóźwiak i.n. l. 70.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Plebanówka pow. Trembowla „09.08.43 r. został zamordowany mieszkaniec wsi NN l. 25.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.)
W nadleśnictwie Turza Wielka pow. Dolina został zamordowany przez UPA leśniczy Welfe (Orłowski..., jw.).
10 sierpnia 1943 roku:
We wsi Czarnokowice Wielkie pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 22-letniego Polaka.
W osadzie Jagiellonów pow. Łuck upowcy spalili polską osadę i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znane są tylko 2 ofiary, w tym starzec Górski, którego nadziali na widły i wrzucili do płonącego domu.
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński na terenie lasu upowcy mordowali złapanych uciekających Polaków oraz branych na tzw. podwody; zginęło tutaj ponad 50 osób.
We wsi Załuże pow. Krzemieniec po namowach Ukraińców Polacy w 3 grupach wrócili do wsi dokonać żniw i grupy te wymordowali, co najmniej 30 Polaków: pierwszą grupę wyrżnęli nożami w stodole, drugą grupę rozstrzelali seriami karabinu maszynowego w polu, trzecia grupę uciekającą także zamordowali na polu.
11 sierpnia 1943 roku:
W mieście Łuck woj. Wołyń na skutek donosów Ukraińców ukraińska policja kryminalna (Ukrainische Kryminalpolizei) aresztowała 50 Polaków, głównie inteligencji, z czego 30 Polaków zostało potem rozstrzelanych.
We wsi Stryjówka pow. Zbaraż Ukraińcy zamordowali 4 Polaków.
12 sierpnia 1943 roku:
W kol. Budki k. Łowiszcza pow. Kowel upowcy wymordowali ludność polską, imiennie znane jest tylko 35 ofiar.
W kol. Miedziaków pow. Kowel Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie.
W okolicy miasteczka Mizocz pow. Zdołbunów upowcy napadli na ciężarówkę z cukrowni wiozącą ludzi i zamordowali 20 Polaków.
We wsi Mosur pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polki.
W kol. Stanisławówka pow. Łuck policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka.
13 sierpnia 1943 roku:
We wsi Basowy Kąt pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polki podczas żniw.
We wsi Borszczówka pow. Kostopol uprowadzili do lasu i zamordowali 22-letniego Polaka.
14 sierpnia 1943 roku:
We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 9 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę z dziećmi lat 2, 5, 12 i 14.
We wsi Czernelica pow. Horodenka Ukraińcy zamordowali Polaka, inspektora Fabryki Tytoniu.
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polaków.
We wsi Raj pow. Brzeżany: „14.08.1943 r. został zam. leśniczy Śliwiński Antoni.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 31 Polaków, w tym 9-osobową rodzinę Władysława Kamińskiego: rodziców i ich 7 dzieci.
We wsi Trościaniec Wielki k/Olejowa pow. Zborów zatrzymany został na drodze leśnej pomiędzy Kotowem a Trościańcem w czasie powrotu do wsi, uprowadzony i zamordowany przez UPA leśniczy (inż. leśnik) Antoni Śliwiński lat 39 (Wojciech Moskaluk, w:http://www.swietoszow.wroclaw.lasy.gov.pl/documents/21700551/27220520/Lista+pomardowanych.pdf/fc266838-157c-4429-a3bd-c4fd238f25f4 ).
We wsi Trościaniec pow. Brzeżany uprowadzili Polaka, leśniczego, który zaginął bez śladu. Był to Antoni Śliwiński (Komański..., s. 130 oraz Kubów..., jw.).
15 sierpnia (święto Wniebowzięcia NMP) 1943 roku:
W kol. Berezowicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali siekierami, łopatami, widłami, łomami itp. co najmniej 45 Polaków; 8-letniej Irenie Chaber siekierą odrąbali głowę na pniaku do rąbania drzewa (Siemaszko..., s. 856).
We wsi Berezowica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 rodziny polskie liczące około 10 osób.
W kol. Budki Kudriańskie pow. Kostopol zamordowali 6 Polaków, w tym dziewczynki lat 7 i 18.
We wsi Chorostów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków, w tym przywiązali do łóżka, oblali benzyną i spalili babkę Karolinę Ryś i jej dwoje wnucząt o nazwisku Opałko oraz 3-osobową rodzinę pracownika kolei (Siemaszko..., s. 860).
We wsi Glinka nad Dniestrem pow. Buczacz banderowiec zastrzelił Polaka Kazimierza Braszynowicza, leśniczego (Jan Adamski: Odwiedziny, Kraków 1975, s. 104).
We wsi Hawczyce pow. Łuck upowcy zamordowali 20-letniego Polaka.
W kol. Jaworówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 100 Polaków i 1 Żydówkę.
We wsi Koropiec pow. Buczacz:. „15 VIII 1943 po otoczeniu budynku nadleśnictwa został uprowadzony z narady i zamordowany przez UPA gajowy Humaniecki” (Orłowski..., jw.).
We wsi Kotów pow. Brzeżany na drodze między wsią Liliatyn a Kotowem zamordowali wracającego z odpustu proboszcza parafii Kotów ks. Władysława Bilińskiego.
W kol. Krasna Góra pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3-osobową rodzinę polską: dziadków lat 76 i 78 oraz ich 14-letnią wnuczkę.
W kol. Ludmiłpol pow. Włodzimierz Wołyński bestialsko zamordowali 2 Polki, siostry lat 18 i 20 uciekające furmanką ze wsi Turia do Włodzimierza Wołyńskiego - Jadwigę i Stanisławę Zyman.
W kol. Oktawin pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 30 Polaków, w tym 7-osobową rodzinę.
W kol. Police pow. Kostopol zamordowali 1 Polaka.
W kol. Stomorgi pow. Dubno zamordowali 3-osobową rodzinę polską.
We wsi Swaryczów pow. Dolina zamordowali 39-letniego Polaka.
W mieście Równe woj. Wołyń zamordowali 62-letnią Polkę.
W kol. Wierzbiczno pow. Kowel zastrzelili 1 Polaka.
Do połowy sierpnia 1943 roku:
We wsi Budy pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: matkę z 2 synami i 2 córkami.
W kol. Dębiny pow. Dubno zamordowali 8 Polaków.
We wsi Janówka pow. Dubno zamordowali 53 Polaków.
W kol. Kamienna Werba pow. Dubno zamordowali 7 Polaków: rodziców z 3 dzieci oraz dziadka z wnukiem. We wsi Kluki pow. Dubno zamordowali 1 Polaka.
We wsi Kozin pow. Dubno zamordowali 4 Polki, w tym jedną z córką.
W futorze Lipkowiec pow. Dubno zamordowali 8 Polaków: 6-osobową rodzinę oraz matkę z synem.
We wsi Nosowica Stara pow. Dubno zamordowali 7 Polaków: 5-osobową rodzinę i małżeństwo.
We wsi Płaszowa pow. Dubno zamordowali 7 Polaków 4-osobową rodzinę z 2 synami, małżeństwo i kobietę. We wsi Podłuże pow. Dubno zamordowali 3 Polaków.
W kol. Smolarnia pow. Dubno zamordowali 2 Polaków: matkę z synem.
We wsi Stołbiec pow. Dubno zamordowali 14 Polaków: rodziców z 2 córkami, ojca z 3 dzieci, matkę z 3 dzieci, małżeństwo.
We wsi Werba pow. Dubno na skutek donosu Ukraińca Niemcy aresztowali i zamordowali 4 Polaków, pracowników tartaku.
We wsi Zagaje – Dąbrowa pow. Dubno upowcy zamordowali 17 Polaków, w tym rodziny z dziećmi.
W połowie sierpnia 1943 roku:
W kol. Marcelówka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali Polkę z 2 małych dzieci.
We wsi Porohy pow. Nadwórna dwaj Ukraińcy poranili Polaka, który po kilku tygodniach zmarł.
W kol. Sołomiak pow. Kostopol Ukrainiec zamordował rodzinę polską.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów w połowie sierpnia zamordowali błąkające się wokół wsi od czasu rzezi 3 lipca dzieci zamordowanych wówczas Antoniego i Marii Wereszczyńskich: 3-letniego Jerzego i 7-letnią Czesławę. Także w połowie sierpnia zamordowali 105-letniego Romana Krasickiego – najpierw powiesili go na sznurku na drzewie, a gdy sznurek zerwał się, dobili go pałkami. (Siemaszko..., s. 971 – 972).
15 lub 16 sierpnia 1943 roku:
We wsi Piotrówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 14 Polaków.
16 sierpnia 1943 roku:
We wsi Kohylno (w skład wsi wchodziło Zastawie i Tartak) pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 29 Polaków, w tym rodziny 6-cio i 5-osobowe. „Około tygodnia po pogromie Michał i Bolesław Roch oraz Tadeusz albo Roman Roch poszli nocą w trzech na Zastawie, aby zobaczyć co się stało z naszą rodziną. 11 lipca 1943 r. w nocy z soboty na niedzielę, na ich dom był napad podczas którego zamordowano wdowę Amelię [Roch] lat ok. 60 oraz jej najmłodszą córeczkę Zosię lat ok. 14. Tej nocy Tadeusz Roch spał w swojej stodole, między słomą a ścianą, a jego rodzony brat Roman w ogrodzie w kapuście, niedaleko łąki. Romek Roch opowiadał mi osobiście, że nad ranem już robiła się „szarówka” posłyszał jakieś głosy, a w chwilę później jakieś głośne, przeraźliwe wręcz krzyki, dochodzące od domu Grzegorza Rocha. Jednak nie zdecydował się tam pobiec, gdyż na podstawie tego co słyszał, poznał, że są to krzyki mordowanych ludzi. Szybko ukrył się w pobliskich szuwarach i przesiedział tam cały dzień. Romek opowiadał mi także, że Tadek też obudził się w stodole, gdy Ukraińcy zaczęli dobijać się do drzwi domu Grzegorza. Widział przez szpary w ścianie stodoły, jak Ukraińcy wpuszczeni do domu, po chwili całą rodzinę wyprowadzili na podwórko. Przodem szły dzieci Grzegorza i jego żony. W tym momencie było jeszcze cicho i spokojnie, wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie spodziewali się najgorszego. Na pewno mieli nadzieję, że to zwykłe najście, które zakończy się przesłuchaniem lub co najwyżej pobiciem i groźbami, tym razem było jednak inaczej. Gdy dzieci były już na dworze, Ukraińcy nagle uderzyli je siekierami w głowę, natychmiast zginęli wtedy: syn lat ok. 16 oraz dwie córki, starsza lat ok. 25 i młodsza lat ok. 20. Gdy matka zorientowała się, że dzieci zostały zaatakowane, dopiero wtedy zaczęła histerycznie krzyczeć i właśnie te krzyki słyszał Roman w ogrodzie. Możliwe, że któreś z dzieci też zdążyło krzyknąć przed samą śmiercią. Po zarąbaniu dzieci wyprowadzili Grzegorza i jego żonę, pierwsza porąbana została żona lat ok. 60. Wtedy bandyci zaczęli się zastanawiać jaką śmierć zadać gospodarzowi i wtedy Tadek usłyszał wyraźnie takie słowa jednego z Ukraińców do pozostałych: „On uciekł nam do miasta i przyszedł z powrotem. Trza mu dać lekkie skonanie!” Zaraz potem Tadek zobaczył, jak za chwilę powiesili go na jabłonce, tuż obok ich domu rodzinnego. Tak skonał Grzegorz lat ok. 60. Tadeusz widział też, jak zginęła jego matka, opowiadał wszystkim, że ta sama grupa Ukraińców po wymordowaniu rodziny Grzegorza przeszła pod drzwi jego domu i zaczęła się dobijać do środka. W końcu udało im się wejść do środka i po chwili słyszał niewyraźnie jak matka prosiła kilku oprawców o darowanie jej życia. Potem wszystko ucichło, po chwili zobaczył jednak, że mężczyźni opuszczają dom i odchodzą. Tadek wspominał także, że rozpoznał jednego z napastników, ale dzisiaj już nie pamiętam, o kim mówił. Wiem zaś na pewno, że to był Ukrainiec z Kohylna. Bandyci nie podpalili zabudowań i prawie na pewno nic nie wynieśli z domu. Po około dwóch godzinach na Zastawie przyszła druga grupa Ukraińców i zaczęli chować ciała pomordowanych. Całą rodzinę Grzegorza wrzucili do dołu po kartoflach, tuż przy ich własnej chałupie. Ciało wdowy Amelii Roch wrzucili do lochu po kartoflach i zawalili go. /.../ Michał Roch opowiadał mi także, że był po pogromie w Kohylnie, gdzie spotkał Ukraińca, który był sąsiadem Drabików. Właśnie ten Ukrainiec opowiedział Michałowi jak została zamordowana cała ich rodzina. 11 lipca 1943 r., w niedzielny ranek przyszli do Drabików banderowcy i weszli do domu. Po chwili zaczęli mordować tych, którzy byli w domu. W chałupie zabili matkę i dwie córki, tymczasem dwaj synowie spali w stodole. Gdy Ukraińcy wykryli ich kryjówkę, jednego chłopca zabili na miejscu, a Józek rzucił się do ucieczki przez pola. Nie zdołał jednak uciec i gdy go dopadli to go też zabili. Prawdopodobnie miał przed śmiercią prosić bandytów, aby mu darowali życie. Michał dowiedział się także, że ciała pomordowanych Ukraińcy wrzucili do lochu, kopca z drewnianych kołków na kartofle, który znajdował się na miedzy Drabików i Żyda Moszko Bejdera, potem wszystko zawalili” (Roman Szymanek, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch). „Dziadek Bolesław Roch na rok przed swoją śmiercią, mówił mi jak zabito jego bliską rodzinę, jego kuzynów. Powiedział, że staruszka Ukrainka z Kohylna, którą nazywano Koteluczka mówiła rodzinie Rochów w Kopyłowie pod Hrubieszowem, że Rochów z Zastawia Ukraińcy wieźli wozem do Kohylna, aż pod samą cerkiew i tam powiesili ich na lipach przy cerkwi” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz,; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch). W. i E. Siemaszko na s. 922 – 923 opisując wieś Kohylno napad datują na 16 sierpnia, a następne na 23 i 29 sierpnia 1943 roku.
We wsi Podjarków pow. Bóbrka banderowcy zamordowali 20 Polaków, w tym dwie rodziny Kleszczyńskich. Dokumentacja fotograficzna jednej zamordowanej rodziny znajduje się w książce Aleksandra Kormana Ludobójstwo UPA na ludności polskiej. Zginęli: Jan Kleszczyński, lat 38, jego żona Tekla, lat 37, ich córka Anna, lat 13 oraz ich syn Stanisław, lat 8. Rozebranym do naga ofiarom wydłubali oczy, zadawali ciosy siekierą w głowę, przypalali ogniem dłonie, próbowali odciąć kończyny górne i dolne, zadali rany kłute na całym ciele.
We wsi Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński: „W 1943 r., moi rodzice – Jan i Zofia Kraszewscy oraz bracia: Jerzy – lat 12, Tadeusz – lat 7 i ja – lat 9, mieszkaliśmy w kolonii Stanisławów oddalonej 20 km od Włodzimierza Wołyńskiego, gmina Werba. /.../ Dnia 16 sierpnia 1943 r. około godz. 14.00, kiedy kuzyn Roman wyszedł w celu rozpoznania sytuacji, zauważyliśmy ośmiu Ukraińców zbliżających się w naszym kierunku od strony naszego gospodarstwa. Najstarszy funkcją Ukrainiec, dobrze uzbrojony, podszedł do ojca i powiedział, że powinniśmy wracać do domu, ponieważ nic nam nie grozi i nie ma powodu uciekać. Dopytywał się również, gdzie jest kuzyn Roman, ponieważ chce go wraz z rodzicami przesłuchać i poprosił ojca, żeby odszedł z nim w głąb lasu. Ojciec zgodził się i odeszli tak, że nie było ich widać, ani słychać rozmowy. Po kilku minutach wrócił i zabrał mamę. Kiedy tak staliśmy w wielkim strachu, otoczeni przez pozostałych siedmiu bandytów, nagle usłyszeliśmy krzyk mamy „Oj, serce!”. Wówczas pomalutku zaczęliśmy oddalać się, bo przez moment tych siedmiu bandytów zainteresowało się zawartością wozu. W tym momencie przybiegł Ukrainiec, który wyprowadził rodziców i zaczął krzyczeć, dlaczego nie robią z nami porządku. Sąsiadka pani Olobra uklękła przed Ukraińcem i zaczęła go błagać o litość, żeby zostawili ją w spokoju, na co ten dowódca przebił ją bagnetem umocowanym na karabinie, mordując na naszych oczach. Wtedy zaczęliśmy uciekać w kierunku naszego lasu i pozostawionego tam bydła. Najmłodszy brat Tadeusz uciekał najwolniej, a kilku bandytów biegło za nim i tak dobiegł do owiec i schował się za pasącego się barana. Baran, widząc biegnącego naprzeciw człowieka, rozpędził się i z całą siłą uderzył bandytę, który aż się przewrócił, a kiedy chciał go uderzyć drugi raz, wówczas bandyta podniósł się i zastrzelił barana. Tymczasem brat Tadeusz uciekł w zarośla i tak zostało uratowane życie 7-letniego dziecka. Ja i mój starszy brat uciekliśmy w zarośla i krzaki. Jak się okazało, mama, chociaż bardzo ranna, pokaleczona bagnetem, będąc w szoku, zdołała uciec z miejsca tego mordu. Bandyta, kiedy ją wyprowadził w krzaki, kazał zdjąć sukienkę, ponieważ była wełniana, po czym uderzył ją kolbą w głowę, a kiedy zasłoniła się ręką, wówczas bagnetem zranił rękę, a następnie dwukrotnie zranił klatkę piersiową. Wtedy mama wydała ten pamiętny okrzyk „Oj, serce!”, co (…) nas uratowało. Bandyta tymczasem uznał, że mama już tam umrze, zabrał sukienkę i pobiegł do furmanki. (…) Mama długo nie mogła uwierzyć, że nasz tatuś nie żyje, nawet wówczas kiedy do Włodzimierza przyjechał kuzyn Roman i powiedział, że po odgłosach strzałów, późnym wieczorem poszedł na miejsce naszego postoju i nieopodal, w krzakach za drzewami, potknął się o ciało naszego tatusia, które przykrył gałęziami. I taki pogrzeb miał nasz tatuś.” (Zdzisław Kraszewski: Początek zagłady kolonii Stanisławów; w: www.martyrologiawsipolskich.pl ).
We Włodzimierzu Wołyńskim w nocnym napadzie upowcy na ul. Lotniczej zamordowali około 15 Polaków; 35-letniemu Zygmuntowi Zakrzewskiemu połamali ręce i nogi i wbili w głowę gwoźdź.
We wsi Zamch pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy z Niemcami zamordowali 8 Polaków.
We wsi Zarudeczko pow. Zbaraż banderowcy zamordowali 10 Polaków, byli to: Huka Ignacy l. 39, Kowalczuk Onufry l. 48, Olisko Aniela l. 19, Przysiniuk Bronisław l. 19, Ratuniak Maria l. 60, Rygiel Mikołaj l.62, Zagwocki Antoni l. 39 i Teresa l. 61, oraz 2 osoby o nieustalonym nazwisku.(Kubów..., jw.).
W nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 17 na 18.VIII.1943. Na kolonii między Karolowką a Szuparką pow. Buczacz Ukraińcy wymordowali rodzinę polską złożoną z 6 osób. Jednego ze sprawców ujęto, jest to Ukrainiec, dezerter z ukr. Dywizji SS. Przyznał się do morderstwa” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają tej zbrodni.
18 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bielin pow. Włodzimierz Wołyński w walce z UPA zginął 23-letni Polak.
W miasteczku Mikołajów pow. Żydaczów banderowcy zamordowali Polaka, księgowego leśnictwa.
We Włodzimierzu Wołyńskim upowcy zamordowali 2 Polaków.
W kol. Zygmuntówka pow. Włodzimierz Wołyński zabili 5 Polaków podczas żniw, w tym 15-letniego chłopca.
W nocy z 18 na 19 sierpnia 1943 roku:
We wsi Kluwińce pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 3 Polaków. Inni: „zamordowano 7 Polaków, w tym: Michalik Michał l. 45 i nauczyciel z Trembowli l. 50” (Kubów..., jw.). Komański na s. 235 podaje, że nazwiskiem Michała Michalika posługiwał się Tadeusz Trojanowski, były inspektor szkolny z Rawy Ruskiej. Patrz „ w nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku”.
19 sierpnia 1943 roku:
We wsi Komarów pow. Stanisławów banderowcy zastrzelili 1 Polaka oraz drugiego uprowadzili z przysiółka Halicka Brama i ślad po nim zaginął.
We wsi Stawki pow. Równe w zasadzce upowcy zabili około 11 Polaków jadących do żniw oraz całą 23-osobową osłaniającą ich eskortę Ślązaków na służbie niemieckiej.
20 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bodiaki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letniego Polaka.
W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck zamordowali Polaka, męża Ukrainki.
We wsi Komarów pow. Stanisławów uprowadzili 2 Polaków, mężczyznę i kobietę, urzędników zarządu Liegenschaftu, którzy zaginęli bez wieści.
W kol. Kowalówka pow. Kowel upowcy zabrali na podwodę i zamordowali 1 Polaka.
W kol. Kryłów pow. Równe zamordowali 2 Polaków.
W kol. Szeroka pow. Horochów w okrutny sposób wymordowali 3 rodziny polskie ocalałe z rzezi 16 lipca: 9-osobową, 4-osobową i 3-osobową a zwłoki spalili w stodole – razem 16 Polaków.
W kol. Szczytnia pow. Równe zamordowali 39-letnią Polkę, której męża porąbali na kawałki 11 lipca 1943 roku.
We wsi Tiutkiewicze pow. Równe od ran zadanych przez Ukraińców zmarł w szpitalu 20-letni Polak.
W nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku:
„W nocy z 20 na 21.VIII.1943. Kluwińce pow. Kopyczyńce. Około 23,30 Ukraińcy zamordowali trzech Polaków zaś jednego ranili. Zamordowani zostali: Jan Kostecki b. posterunkowy P.P. obecnie rolnik, Trojanowski Tadeusz b. inspektor szkół w powiecie Rawa Ruska obecnie buchalter na folwarku, Sroczyński Roman także buchalter rodem spod Krakowa. Ranny został Fleszar Zbigniew także pracownik folwarku /.../ W związku z tym morderstwem aresztowano miejscowego księdza gr.-kat. Proskurnickiego i jego syna Stefana, którzy są moralnymi sprawcami zbrodni. Stefan Proskurnicki b. komendant milicji ukr. posądzony jest również o zamordowanie 6 Polaków wracających z więzienia w Berdyczowie w r. 1941 w czasie wkraczania Niemców na nasz teren ” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka podają datę „W nocy z 18 na 19 sierpnia 1945” oraz nazwiska: Korzecki /Kosowski/ Jan, Trojanowski Tadeusz i Iszczycki Roman” (s. 235, tarnopolskie).
21 sierpnia 1943 roku:
We wsi Bermeszów pow. Horochów upowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską. „Oto wykaz pomordowanych Polaków na kolonii Kisielówka, Czesnówka, Jaworówka, Bermeszów i Lipnik w dniu 21.08.1943 r., który ja Czesław Życzko sporządziłem w porozumieniu z towarzyszami niedoli, w tym: moją żoną Heleną Życzko z domu Furtak, Stanisławem Łachowskim z kolonii Czesnówka oraz Bronisławem Nieczyporowskim (ofiary ze wsi Bermeszów – przypis S.Ż.): Wyszyński Aleksander lat 45, (mój szwagier), Maria lat 40, (moja siostra), Aleksander lat 16, Janina lat 14, Aniela lat 12, Jadwiga lat 10 (mój brat i siostry cioteczne)”. („Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, spisał Sławomir Tomasz Roch; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... a-woy.html). Siemaszko...., s. 137 datują ten mord ”w 1943 r., latem”.
W kolonii Czesnówka pow. Horochów upowcy zamordowali 30 Polaków. „Oto wykaz pomordowanych: Uleryk Stefan lat 65; Łachowski Aleksander lat 70, żona lat 67; Kuczko Bronisław lat 53 i troje dzieci lat 20, 8 i 6; Kosior Józef lat 22 i brat Edward lat 19; Uleryk Jan lat 72 i zona lat 60; Błędowski Stefan lat 30 i 1-roczny synek; Torkowski Jan lat 30 i żona Władysława lat 20; Dumański Wacław lat 58 oraz cała rodzina tj. 6 osób od 17 do 4 lat; Zymon Jan lat 63, żona lat 51 oraz 4 dzieci od 21 do 5 lat; Błędowska Helena lat 31 i jej syn lat 3; Błędowska Maria lat 60”. ( Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, , j.w.) Siemaszko..., s. 152 podają: „W sierpniu 1943 roku zostali zamordowani dwaj bracia Józef i Edward. Najprawdopodobniej nie jest to pełna lista ofiar” Podają liczbę ofiar 5 + ?.
W kolonii Jaworówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską (rzeź w tej kolonii miała miejsce 15 sierpnia 1843 roku). „Oto wykaz pomordowanych /.../: Zybura Michał lat 53 (mój wujek), Katarzyna lat 40 (moja ciocia), Zofia lat 75, Marian lat 15, Jan lat 9, Tadeusz lat 7, Teresa lat 4 (to moje kuzynostwo)”. ( Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, jw.). Siemaszko...., s. 861 nie wymieniają tych ofiar.
W kolonii Kisielówka pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 93 Polaków. Atak nastąpił około godziny 14.00, Polacy uciekali do lasu do znajdującej się tam drewnianej Kaplicy hrabiego Szumińskiego oraz do Czarnego Lasu. „Wielu ludzi krzyczało do nas, by nie iść pod Kaplicę bowiem tam już rozpoczęła się rzeź, Ukraińcy strzelają kogo popadnie oraz rąbią siekierami i widłami kogo się da. Tak więc nie mając wyboru, uciekaliśmy razem z nimi, to były naprawdę straszne chwile. Jakby piekło rozwarło się na ziemi, jeden uciekał i płakał, inny biegł i krzyczał coś tam, może kogoś nawoływał, a może jakiś amok właśnie go ogarnął, dzieci piszczały. /.../ W drodze odpoczywaliśmy w lesie, po przeróżnych krzakach i tam właśnie Piotr Przybyła opowiadał nam ze szczegółami, jaką gehennę przeżył w ostatnich dniach w domu swojej teściowej, mówił tak: „Już od prawie dwóch tygodni ukrywam się u mojej teściowej pod podłogą, obawiałem się bowiem, żeby mnie Ukraińcy nie zamordowali, gdyby dowiedzieli się, że wciąż tam jestem, już bym zapewne nie żył. Przez cały ten straszny czas pomagała mi moja dobra żona Tosia, teściowa nic nawet nie wiedziała o moim miejscu ukrycia. W tym czasie w naszym domu przebywali banderowcy, którzy gościli się tu niekiedy i na cały głos przechwalali się, jak to Polaków mordowali. Słyszałem to bardzo wyraźnie, gdyż mówili dosłownie nad moja głową. Jednego razu usłyszałem głos Ukraińca, który opowiadał jak zginęła rodzina polska Furtaków, których wcześniej znał dobrze. Kiedy ich znalazł Andrzej Futrak uklęknął przed nim, złożył ręce jak do modlitwy i zaczął go prosić, aby im wszystkim darował życie. Wtedy Ukrainiec Marko z Tumina, jak sam się potem przechwalał, jak go rąbnął siekierą w głowę, aż krew trysnęła na niego! A potem pozabijał wszystkich pozostałych, którzy tam byli, również bezlitośnie rąbiąc ich siekierą.”. /.../ Warto też dodać, że Piotr Przybyła pochodzi z Kisielówki, gdzie mieszkali jego rodzice oraz siostra Zofia, która wyszła za mąż za Piotra Krzeszowiec. Mieli razem dzieci, a on był Ukraińcem, ale mało kto o tym wiedział. Niestety podczas mordów Piotr Krzeszowiec zamordował swoją żonę Zosię. Osobliwą tragedię przeżyli także ich najbliżsi sąsiedzi Józef i Józefa Gnatiuk oraz ich córka lat 14, których ukraińskie bandziory powiązali drutem ostrym, kolczastym i tak ich okrutnie zamęczyli. Tak przynajmniej opowiadali sobie ludzie w mieście we Włodzimierzu”. /.../ Oto wykaz pomordowanych Polaków na kolonii Kisielówka, Czesnówka, Jaworówka, Bermeszów i Lipnik w dniu 21.08.1943 r., który ja Czesław Życzko sporządziłem w porozumieniu z towarzyszami niedoli, w tym: moją żoną Heleną Życzko z domu Furtak, Stanisławem Łachowskim z kolonii Czesnówka oraz Bronisławem Nieczyporowskim” (ofiary z kolonii Kisielówka – przypis S.Ż.): Życzko Rozalia, maja mama lat 50, mój brat Longin lat 15. Furtak Andrzej lat 52 mój teść, jego żona Franciszka lat 40, syn Eugeniusz lat 11, córka Czesława lat 9. Michalec Stefania lat 10, Michalec Maria lat 47, obie były naszymi sąsiadkami. Ambroziak Mieczysław lat 16, był naszym sąsiadem. Kampanowski Michał lat 40, Janina lat 35, Stanisław lat 15, to byli także nasi sąsiedzi. Marceniuk Mieczysław lat 20, nasz sąsiad. Zymon Katarzyna lat 60, Bolesław lat 35, Hipolit lat 30, Janina lat 27, Maria lat 6, Stanisława lat 4, Zymon Kazimierz lat 33, Emilia lat 27, Józefa lat 5, Agata lat 3, Zymon Medzik lat 45, Władysława lat 30, Stanisław lat 6, Marian lat 4, Zymon Michalina lat 22, Władysław lat 5., to też nasi sąsiedzi. Suszyński Kazimierz lat 67. Czerwonko Rozalia lat 78. Marszałek Natalia lat 22, Jan lat 4. Nieczyporowski Tadeusz lat 14. Gałuszka Julian lat 43, Aniela lat 45, Władysław lat 16, Wanda lat 9, Stanisław lat 7, Józef lat 5, Stefan lat 3. Niemiec Magdalena lat 57. Gnatiuk Józef lat 47, Józefa lat 45, Stefania lat 15. Gronowicz Władysław lat 70, Maria lat 65. Petlicki Witold lat 12. Dec Stanisław lat 38, Józefa lat 61, Marian lat 2. Ferenc Józef lat 29. Mikulska Zofia lat 45, Wanda lat 12, Stefania lat 10. Głogowski Józef lat 15, Rozalia lat 14. Michalczuk Antoni lat 69, Maria lat 65 – Kisielówka. Ferenc Bolesław lat 7, Stanisław lat 5 oraz noworodek 2 dni. Pogorzelski Antoni lat 71. Uleryk Antoni lat 72, Aniela lat 50, Stefan lat 57. Michalczyk Stanisława lat 9”. („Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z domu Furtak z Kolonii Kisielówka w powiecie Horochów”, jw.). Siemaszko..., s. 163 wymieniają wśród ofiar 19 Polaków przesiedlonych tutaj ze wsi Binduga, ale niewielu przesiedlonych znali świadkowie, którzy przeżyli rzeź.
W kolonii Lipnik pow. Horochów upowcy zamordowali 5 Polaków. „Oto wykaz pomordowanych Polaków /.../ : Wrońska Maria lat 65 moja ciocia; Kutowicz Antoni lat 40 mój kuzyn; Rowiński Walenty lat 32 mój kuzyn; Pajta Józef lat 32 komendant PW; Wolski Józef lat 19 to z dalszej rodziny”. „Wspomnienia Czesława i Heleny..., jw.). Siemaszko..., s. 164 podają: „15 września 1943 r. upowcy porwali z pola podczas zbioru ziemniaków: Antoniego Kotowskiego (Kotowicza?) lat 40; Katarzynę (Marię?) Wrońską, lat 65, którzy do domu nigdy nie powrócili”. Podali liczbę ofiar: 3 Polaków.
W majątku Romanówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
22 sierpnia 1943 roku:
We wsi Dupliska pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
W kol. Głęboczyca pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zabrali na podwody co najmniej 5 Polaków i zamordowali ich w lesie. „I na naszej wsi Głęboczycy dochodziło do pierwszych mordów, na Tadeuszu Iwańskim, znalezionych po kilku dniach w lesie w zamaskowanym rowie ze śladami okropnego pastwienia się nad nim. Na Bronisławie Sławkowskim z żoną Marią w ten sam bestialski sposób zamordowanych. W sąsiedniej kolonii Święte Jezioro zamordowani zostali: Śliwa z żoną, Józef Szymczak z żoną Adelą i Czesław Dzięgielewski. Na Głęboczycy przez parę tygodni mordów zabrano niby na podwody i zamordowano mojego ojca Michała Winiarskiego, Adama Grelę, Stanisława Sobieraja, Adama Iwańskiego i Liperta. Wszystkich ich odnajdywano w okolicznych lasach zakopanych w zamaskowanych miejscach.” (Józef Winiarski; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów III, Kraków 2009, s. 349-357; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... rpnia.html ).
We wsi Gruszówka pow. Kowel zamordowali 20 Polaków: 7 jadących do kościoła i 13 wracających z kościoła w Zasmykach.
W kol. Julianów pow. Kowel zamordowali co najmniej 6 Polaków.
We wsi Korabliszcze pow. Dubno zamordowali Polaka, nauczyciela.
We wsi Putiatycze pow. Grudek Jagielloński zastrzelili 1 Polkę.
We wsi Winiatyńce pow. Zaleszczyki zamordowali 1 Polaka, drugiego ciężko poranili.
We wsi Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali Polaków i zastrzelili 1 Polkę.
23 sierpnia 1943 roku:
W kol. Chaitówka pow. Łuck zabili 78-letniego Ignacego Kownackiego i jego 37-letniego syna Piotra, a zwłoki spalili razem z zabudowaniami. Żona Anastazego Kownackiego (drugiego syna Ignacego) podczas ucieczki czołgała się w łęgach ziemniaczanych ciągnąc za sobą 2-letnią córkę Michalinę, która w wyniku tych przeżyć straciła na zawsze mowę.
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili w lesie 8 Polaków uprowadzonych z innych miejscowości a ciała wrzucili do studni.
We wsi Majdan pow. Kamień Koszyrski woj. poleskie nacjonaliści ukraińscy zamordowali co najmniej 139 Polaków: „w godzinach porannych wioska Majdan została otoczona przez nacjonalistów ukraińskich. Mieszkańcy wsi zostali zgromadzeni w miejscowej szkole pod pozorem zebrania. Następnie ok. 10 mężczyzn zabrano ze szkoły i zaprowadzono do zabudowań gospodarczych Antoniego Z. Tam w stodole polecono im wykopać dół, a następnie przyprowadzano po kilku mieszkańców i po zadaniu śmiertelnych cisów ostrymi narzędziami ciała ofiar wrzucano do wykopanego dołu. W stosunku do osób, które chciały uciec użyto broni palnej. Po zamordowaniu mieszkańców wioski została ona ograbiona i spalona wraz ze stodołą w której spoczywały zwłoki pomordowanych osób. Osoby które przeżyły zajście uciekły z partyzantami pod dowództwem ppłk Kunickiego” (IPN Szczecin: Śledztwo w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości polegającej na zabójstwie w dniu 23 sierpnia 1943 r. w miejscowości Majdan dawny powiat Koszyrski co najmniej 139 mieszkańców wsi przy użyciu ostrych narzędzi oraz broni palnej przez nacjonalistów ukraińskich, a czyny te miały na celu wyniszczenie ludności narodowości polskiej zamieszkałej na tych terenach; sygn. S 77/09/Zi; lipiec 2012). IPN wszczął śledztwo w 2008 roku, natomiast w 2012 roku umorzył je z powodu niewykrycia sprawców mordu. „Wykaz rodzin polskich bestialsko zamordowanych w dniu 23.08.1943 roku przez bande nacjonalistów (banderowców) we wsi Majdan, rejon Kamień Koszyrski, obwodu wołyńskiego” podała w internecie Karolina Żębrowska. Ponad sto osób zamordowanych to były dzieci (w tym jednoroczne), kobiety (w tym w zaawansowanej ciąży) i starcy. (Karolina Zębrowska, 29.01.2013; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/czytelnicy.html ).
We wsi Olesk pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali w swoim obozie 12 Polaków oraz 22-letniego nauczyciela ukraińskiego ożenionego z Polką.
W kol. Osiecznik pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 10 Polaków.
W kol. Piórkowice pow. Kowel zamordowali 6 Polaków (1 mężczyzna, 4 kobiety i 1 dziecko), którzy wrócili do swoich domów po żywność.
W kol. Rafałówka pow. Łuck zastrzeli na polu 1 Polkę.
W miasteczku Torczyn pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
24 sierpnia 1943 roku:
W kol. Apolonia pow. Łuck Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków.
W kol. Brzezina pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 1 Polaka.
We wsi Bukowina pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy zastrzelili 6 Polaków.
W kol. Dąbrowa koło Woronczyna pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 23 Polaków, w tym niemowlęta.
We wsi Komarów pow. Stryj postrzelili Polaka, w wyniku czego zmarł.
We wsi Wołosówka pow. Kowel zamordowali kilka lub kilkanaście rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Woronczyn pow. Horochów zamordowali około 15 Polaków.
We wsi Zadyby pow. Kowel zamordowali 1 Polaka.
We wsi Żorniszcze pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
W nocy z 24 na 25 sierpnia 1943 roku:
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów Ukraińcy podpalili domy polskie i sierpami, siekierami, nożami wyrżnęli ponad 100 Polaków; „na sztachetach płotów wisiały niemowlęta w becikach” (Siemaszko..., s. 979). „Prawdopodobnie pod koniec sierpnia 1943 r., 20/21 w nocy nastąpił atak na miasto, a właściwie na polskie bezbronne rodziny tam mieszkające. Okrążyli miasto i przez całą noc mordowali ludzi. To było piekło. Wchodzili do poszczególnych domów i zarzynali ludzi, masakrowali, rąbali na kawałki. Do uciekających strzelali, natomiast wszystkich, których złapali mordowali w okrutny, sadystyczny sposób - nożami, kosami, siekierami. Małe dzieci zabijali o mury domów i wieszali na płotach. Wyszukiwali chowających się ludzi po różnych zakamarkach. Wiele domów spalili. Rano atak przerwali. Z mojej rodziny zginęło 18 osób, tj: wujek Maśnicki Jan i jego żona Petronela oraz ich dwanaścioro dzieci, których imion nie pamiętam. Zginął dziadek Józef Błażyjewski i jego żona, nasza babka Balbina. Zginęła ciotka Kucharska Krystyna, która była w dziewiątym miesiącu ciąży. Zginęło również kilku Polaków z policji niemieckiej, którzy nas bronili. Z całego miasta ocalało kilka rodzin polskich 4 - 5, nie więcej. Między innymi moja rodzina. Ocaleliśmy chyba dlatego, że schroniliśmy się blisko koszar. /.../ Mężczyźni zwozili ciała w jedno miejsce pod cmentarz i tam je pochowano w wielkim dole. Przez trzy dni zbierano ciała z ulic miasta. Mężczyźni, którzy się tym zajmowali, nie mogli uwierzyć, że tyle okrucieństwa, bestialstwa i nienawiści może być w człowieku. Ulice miasta były pełne trupów, głowy często leżały oddzielnie, inne części ciała zmasakrowane. Wszędzie było pełno krwi. Te dni ataku jawią mi się we wspomnieniach jak straszny koszmar.” (Relacja świadka Romana Szpita; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów II, Kraków 2006, s. 78-79).
25 sierpnia 1943 roku:
W kol. Helenówka Gnojeńska pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zabili 14-letniego polskiego chłopca Zbigniewa Kędzierskiego.
We wsi Maniowa pow. Nadwórna banderowcy uprowadzili Polaka, kierownika kopalni, który zaginął bez wieści.
We wsi (kolonii) Sienkiewicze pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letnią Polkę.
We wsi Wirkowice pow. Krasnystaw policjanci ukraińscy z Niemcami zamordowali 39 Polaków, w tym 9 dzieci oraz wywieźli 500 Polaków, w tym około 300 dzieci w nieznanym kierunku.
26 sierpnia 1943 roku:
We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel upowcy uprowadzili kilku Polaków, w tym rodzinę, do wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński i tam ich zamordowali, imiennie znane jest 6 ofiar, w tym 16-letnia dziewczyna.
W kol. Iwanicze Nowe pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 20-letniego Polaka.
We wsi Lityń pow. Kowel zamordowali 2 Polaków, braci, jadących furmanką, wóz z końmi zrabowali Ukraińcy z Litynia.
We wsi Milatyn Nowy pow. Kamionka Strumiłowa: „data mordu Warczewskiego i Woźniackiego to 26.08.1943 a nie kwiecień 1944.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).
We wsi Uhryń pow. Czortków zamordowali 3 Polaków, w tym kolejarza.
We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 11 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę i 4-osobową rodzinę gajowego. W lipcu i sierpniu w pobliskim lesie upowcy zamordowali przywiezionych ponad 150 Polaków.
W majątku Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 starszych Polaków: inżyniera – właściciela majątku lat 71, jego siostrę oraz 71-letnią kobietę.
27 sierpnia 1943 roku:
We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 46-letniego Polaka.
We wsi Dryszczów pow. Brzeżany: „27.VIII.1943. Dryszczów pow. Brzeżany. Ukraińcy zamordowali Reitera lat 23 narodowości polskiej. W nocy do zagrody Reiterowej wdowie po sołtysie zamordowanym przez Ukraińców w 1939 r. przybyło sześciu uzbrojonych Ukraińców żądając widzenia się z jej synem. Matka oświadczyła im, że syn jest w młynie. Ukraińcy nie uwierzyli, poszli do stodoły i tam znaleźli Reitera, którego bijąc uprowadzili. Następnego dnia wieczorem, rodzina odnalazła zwłoki Reitera w rzece z uwiązanym kamieniem u szyi” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
We wsi Gnojno pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi Ukraińcy zamordowali Polkę uciekającą ze Swojczowa do Włodzimierza.
W kol. Różyn pow. Kowel Ukraińcy uprowadzili 8 młodych Polaków i zamordowali w kol. Dobrzyńsk; ciała ofiar były powiązane drutem kolczastym.
W kol. Syczycha pow. Kowel uprowadzili i zamordowali 1 Polaka.
28 sierpnia 1943 roku:
We wsi Beresk pow. Horochów „ukraińscy partyzanci” zamordowali 3-osobową rodzinę polską kowala: 60-letniego Grzegorza Paluszyńskiego, jego 60-letnią żonę Aleksandrę oraz 20-letnią córkę Stanisławę, którą przed śmiercią zgwałcili.
We wsi Doszno pow. Kowel bandyci z UPA pochodzący z sąsiedniego Datynia obrabowali gospodarstwa i zabili 54 Polaków. „Mordowano szablami, motykami, siekierami (rozrąbywano głowy i całe ciała) oraz bagnetami. Niektóre zwłoki miały wydłubane oczy, odcięte języki, były powiązane drutem kolczastym, przybite do podłóg i ścian bagnetami. Dobytek ruchomy pomordowanych wywieziono wozami” (Siemaszko..., s. 329).
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wzięli na podwodę 45-letniego Polaka Feliksa Szewczuka i go zamordowali: odrąbali mu ręce i genitalia.
W kol. Radowicze pow. Kowel zamordowali 5-osobową rodzinę polską.
We wsi Stasin pow. Radziechów zamordowali Polaka, byłego podoficera zawodowego WP.
We wsi Turyczany pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 55-letniego Polaka.
W okresie między marcem a 29 sierpnia 1943 roku:
Koło kol. Święte Jezioro pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy uprowadzili do lasu i zamordowali 2 Polaków.
W nocy pomiędzy 27 a 29 sierpnia 1943 roku:
We wsi Zamlicze pow. Horochów miejscowi Ukraińcy zamordowali około 15 Polaków, którzy po rzezi wsi 11 lipca wrócili dokonać żniw.
W nocy z 28 na 29 sierpnia 1943 roku:
W kolonii Szury pow. Włodzimierz Wołyński został zamordowany wraz z córkami Lolą lat 11 i drugą lat 2 przez UPA leśniczy leśnictwa Pisarzowa Wola Jabłoński . Żona została zamordowana w niedługim czasie po tym wydarzeniu.(Orłowski..., jw.).
29 sierpnia (prawosławne święto Wniebowzięcia NMP) 1943 roku:
W kol. Adamówka pow. Kowel podczas drugiego napadu Ukraińcy zamordowali co najmniej 14 Polaków.
W kol. Aleksandrówka pow. Kowel podczas drugiego napadu zamordowali ponad 30 Polaków.
W kol. Antonówka pow. Kowel zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym 3 rodziny.
W kol. Augustów pow. Horochów zamordowali 7-osobową rodzinę polską. Świadek Kajetan Cis, ukryty w kopie zboża złożonej z dziesięciu snopków widział nieudaną próbę ucieczki rodziny Malinowskich. Rodzina ta liczyła 7 osób: rodziców, teściową i dzieci lat: 2. 3, 4 i 5. „Rozjuszona banda, jeszcze okrwawiona i rozgrzana we Władysławówce - widłami, siekierami, sierpami i kosami - zabijała, maltretowała tę rodzinę; kobiety, żonę Malinowskiego i teściową, rozebrali do naga i gwałcili - chyba gwałcili już nieżywe kobiety, bo leżały bez ruchu i co raz jakiś ryzun kładł się na nie, były całe we krwi. Żywe dzieci podnosili na widłach do góry - straszny krzyk (...). Kilku ryzunów poznałem - mieszkali w przyległych wioskach, sąsiedzi”. (Siemaszko..., , s. 1237).
W kol. Czmykos pow. Luboml upowcy razem z chłopami ukraińskimi z okolicznych wsi Czmykos, Sztuń, Radziechów, Olesk i Wydźgów wymordowali około 200 Polaków. Napadem kierował sotnik Pokrowśkyj, syn duchownego prawosławnego ze wsi Sztuń, oraz „Lis”, były gajowy. Rano miejscowi Ukraińcy zrobili rozeznanie wśród Polaków. Do Stanisława i Julii Król przyszedł znajomy Ukrainiec pożyczyć chleb, a za kilka godzin ten sam mordował łopatą ich córkę. Kolonia została otoczona pierścieniem strzelców UPA, który uniemożliwiał ucieczki. Grupy napastników w liczbie 10 – 20 na jedno gospodarstwo rozeszły się po kolonii i mordowały w okrutny sposób siekierami, widłami, kosami, drągami i innymi narzędziami gospodarskimi – tam, gdzie ofiary dopadnięto: w mieszkaniach, na podwórkach, na polu. Grupę dziewcząt i kobiet spędzono do szkoły, gdzie po zgwałceniu i zmaltretowaniu, zwłoki wrzucono do szkolnej ubikacji. Sprzęty, wozy, żywność, ubrania, buty oraz inwentarz żywy rozgrabili upowcy i mieszkańcy sąsiednich wsi ukraińskich. W późniejszym czasie kolonia została spalona. Eugeniusz Król, lat 12, został przybity za ręce, nogi i szyję do drzwi w kuchni. Helenę Greczkowską, lat 20, zarąbał siekierą znajomy Ukrainiec ze wsi Czmykos (Siemaszko..., s. 490 – 492). Zofia Wąs z d. Król, jako świadek pisze o sobie w osobie trzeciej: „Zofia Król, lat 7 i Janina Kotas, lat 12 bawiły się w sadzie lalkami. Nagle zaczęły dochodzić dziwne odgłosy. Starsza dziewczynka, Janina Kotas, zidentyfikowała, że są to banderowcy. Nagle jeden z nich pojawił się w sadzie, gdzie bawiły się dziewczynki (znany dziewczynkom, gdyż pochodził ze wsi Czmykos, gdzie mieszkali w większości Ukraińcy). Ten człowiek był tego samego dnia rano u państwa Królów – chciał pożyczyć chleb. Pani Julia Król, lat 29, matka Zofii dała mu cały bochenek, podziękował i wyszedł. W sadzie ów Ukrainiec zapytał, czy rodzice są w domu. Zofia odpowiedziała, że tak. Dalej już nic nie pamięta. Jak się okazało później, dostała w tył głowy łopatą, co spowodowało utratę świadomości i wstrząs mózgu. Gdy Zofia odzyskała przytomność, było jeszcze widno, okazało się, że wraz z koleżanką zostały przysypane ziemią w niewielkim rowie. /.../ Janina Kotas leżała na Zofii z odciętymi w połowie łydek nogami. Dostała przez chwilę drgawek i przestała się odzywać, prawdopodobnie już nie żyła. Zofia wydostała się z prowizorycznego grobu i poszła do domu. Zorientowała się, że w domu są jeszcze banderowcy, więc wystraszona schowała się w konopie. Jak już wszystko ucichło, ponownie Zofia wybrała się do domu. I co zastała? Mama Julia Król, lat 29, z domu Greczkowska, leżała na podłodze cała zakrwawiona z nożem w piersi, już nie oddychała. Brat, Eugeniusz Król, lat 12 został przybity za szyję i ręce do drzwi w kuchni, również już nie żył. Tata Stanisław Król, lat 38 leżał koło pasieki, najprawdopodobniej przerżnięty piłą, jeszcze żył. Jak zobaczył Zofię, zaczął krzyczeć, żeby uciekała do babci. Zofia pobiegła najpierw do Marii Danielak, swojej matki chrzestnej. W domu nikogo nie było, na podłodze leżało tylko jakieś dziecko, całe porozrywane (głowa, nogi, ręce – osobno). Następnie Zofia pobiegła do swojej babki Katarzyny Król i dziadka Antoniego króla, tam też nikogo nie było, tylko pełno krwi wszędzie. Następnie Zofia pobiegła do drugiej swojej babki Zofii Greczkowskiej i dziadka Feliksa Greczkowskiego. Po drodze spotkała swoją koleżankę Amelkę, lat 5 i jej siostrę Annę. Lat 3, Góral. Za chwilę wyszedł, wyłonił się nagle, jakiś Ukrainiec i zaczął strzelać. Anna Góral, lat 3 zginęła na miejscu. Amelka Góral została postrzelona w ręce. Przed kulami uchroniła się jedynie Zofia. Zofia z ranną Amelką poszły do domu Greczkowskich, w którym też nikogo nie było. Po drodze napotkały leżącą, już nie żyjącą, kobietę z małym dzieckiem przy piersi. Dziecko jeszcze żyło. Następnie poszły do domu Amelki Góral i tam się schowały w kryjówce pod podłogą. Przesiedziały tam całą noc. Na drugi dzień poszły do Lubomla, do ciotki Zofii”. Było to 12 kilometrów, dotarły tam w bardzo złym stanie, do cioci Zofii o nazwisku Wichruk z d. Król (Siemaszko..., s. 1180).
We wsi Derno pow. Łuck zamordowali 19-letniego Polaka.
W kol. Ewin pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali co najmniej 8 Polaków. „ Moja Mama Jadwiga oraz tato Jan opowiadali mi osobiście we Włodziemierzu Wołyńskim, że rodzona siostra mojej mamy Leokadia z domu Kaliniak lat około 30, została zamordowana przez czterech Ukraińców niedaleko Swojczowa, we wsi Ewin. To było podczas rzezi ukraińskich w 1943 r. Opowiadali o jej śmierci tak: "Dwóch Ukraińców ją trzymało, a dwóch przerzynało piłą na pół i tak Lodzię zamęczyli na śmierć!" Leokadia wyszła za mąż i miała swoje dzieci, niestety nie pamiętam już dziś ile.” Nazywam się Czesław Albingier, Urodziłem się 09. 01. 1931 r. we wsi Sierakówka, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński.. /.../ W Swojczowie mieszkała też Leokadia z domu Kaleniak, najmłodsza siostra rodzona mojej mamy Jadwigi. Moi rodzice opowiadali mi, że Leokodia była bardzo piękną kobietą i jeszcze przed II wojną światową wyszła za mąż. Wraz z mężem mieszkali w bliskich okolicach Swojczowa. Podczas rzezi także ich dom, został napadnięty przez ukraińskich nacjonalistów. W trakcie napadu zastrzelono jej młodego męża, a ją Ukraińcy zabrali do lasu i przez miesiąc czasu gwałcili. Potem ją okrutnie zamordowali.” (Wspomnienia Wacławy Roch i Czesława Albingiera ze wsi Sierakówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1938 – 1944. Wysłuchał i spisał Sławomir Tomasz Roch, 2009 r. W; http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/si ... eslaw.html ) „Latem 1943 r. banderowcy okrążyli ich wieś, a następnie uzbrojeni w przeróżną broń wchodzili do wsi i mordowali dosłownie wszystkich, których spotkali na swojej drodze. Mordercy nie oszczędzali nikogo, ani kobiet, ani dzieci. Kazia opowiadała mi osobiście, że także ich dom został napadnięty przez ukraińskich nacjonalistów. Ona i jej mąż rzucili się do ucieczki. Stanisław chwycił na ręce malutką jeszcze Alfredę, miała wtedy około 1,5 roczku i zaczął szybko uciekać, byle dalej od domu. Niestety zauważyli go oprawcy i celnie posłali mu śmiertelną kulę, gdy padał na ziemię, albo resztką przytomności, albo za przyczyną autentycznego cudu, przykrył swoim ciałem niemowlę, nie czyniąc mu przy tym większej szkody. Kazimiera tymczasem była ukryta w schronie, bądź w najbliższej okolicy i przeżyła napad. Po odejściu bandziorów odnalazła dziecko pod ciałem zastrzelonego męża.” (Sławomir Tomasz Roch: Beri szablu, beri nyż, spotkasz Lacha taj zariż!; w: http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tom ... taj-zarisz ). W. i E. Siemaszko na s. 917 podają, że Ukraińcy siekierami i widłami zamordowali 5 Polaków: Józefa Litwińczuka lat 29, Stanisława Traczyńskiego lat 62, jego żonę Antoninę lat 60, syna Leona lat 38 i córkę Feliksę lat 18.
W kol. Głęboczyca pow. Włodzimierz Wołyński „powstańcy ukraińscy” razem z chłopami ukraińskimi z sąsiednich wsi wymordowali około 250 Polaków – „od niemowląt” (np. dziecko Bolesławy Zarzyckiej), „po starców” (np. 96-letnia wdowa Kazańska). Napad miał miejsce o świcie, zabijali siekierami, widłami, nożami, szpadlami, drągami itp. Ofiary bestialsko torturowali, obcinali języki, ręce, nogi; na wpół żywych wrzucali do dołów, które zasypywali. Ranną 11-letnią Anię Krakowiak zakopali żywcem. Małemu dziecku Jana i Anieli Sławskich roztrzaskali główkę o słup (Siemaszko..., s. 872 – 874). „W ostatnich dniach sierpnia 1943 roku w niedzielę przed świtem, prawie już wstawał dzień, obudziły mnie odgłosy echa krzyku sąsiedzkich gęsi. Zaniepokoiłem się bardzo tym rannym donośnym hałasem. Zrywam się ze swojego legowiska w stodole i wybiegam na podwórze. Wpadam do śpiącej rodziny w mieszkaniu i stanowczo wszystkich głośno budzę. Matka bardzo strwożona zabiera z posłania młodsze rodzeństwo, chwyta, co było pod ręką z ich ubrań i ucieka w kierunku rzeki Turii. Po drodze przed rzeką, na polu złożonego już w kopy zboża, ukrywa się z młodszym rodzeństwem w tych kopach. Zrozpaczona mówi do mnie, żebym uciekał do naszego kuzyna Józefa Chojnackiego, który mieszkał na wschodniej krawędzi wsi Głęboczycy. Było to od nas niedaleko, około 1,5 kilometra. Po kilkunastu minutach dobiegam do domu Chojnackich. W domu kuzyna nikogo nie zastaję, spostrzegam, że wszystkie drzwi w pomieszczeniach są pootwierane i widzę, że zostały opuszczone tak samo jak nasze. Wtedy nie zastałem z nich nikogo. Dopiero później dowiedziałem się od mojego stryja Stanisława Winiarskiego, któremu również banda UPA wyrżnęła rodzinę, gdy on był wcześniej, wyszedł z domu do obrządku inwentarza. Ukryty w oborze widział, jak mordują jego małoletnie dzieci i rodzinę swojego sąsiada, mojego kuzyna Chojnackiego. Twierdził, że w czasie rąbania siekierami jego rodziny Chojnackiemu z rodziną udaje się niepostrzeżenie wypaść z domu do dobrze krzewami zarośniętego ogrodu. Pod osłoną drzew wbiegają do stojących dziesiątek ze zbożem, w których wszyscy się ukrywają. Może byłoby się im udało zachować życie, gdyby nie pozostawiony w zagrodzie uwiązany na łańcuchu pies, który donośnie wył. Bandyci wpadają do mieszkania, w którym nie było kogo rąbać. Zainteresowali się wyciem psa. Chwytają go i wypuszczają z uwięzi. Pies wyrywa się bandytom i pogonił do tych ukrytych w zbożu. Nie było dla nich ratunku. Banda UPA z Ukraińcami z Dulib i Turyczan morduje. Samego kuzyna Chojnackiego, z wściekłości chyba, że się ukrył, przywiązano łańcuchem do uprzęży konia i tak go wleczono za galopującym zwierzęciem, aż zostały z niego tylko nagie strzępy ciała. Od Chojnackich, których już nie zastałem, wracam w kierunku rzeki. Jadę przez pole, w którym ukrywała się matka z rodzeństwem. Penetruję kilka dziesiątek i widzę, że najdroższa mi osoba, moja Matula, w jednej z dziesiątek zboża leży już nieżywa. Uderzona została ostrzem siekiery bardzo głęboko przez środek głowy, nie dając żadnego ruchu i znaku życia. Rana na głowie jest okropnie opuchnięta, że głowa rozdwaja się z widocznym na wierzchu zakrwawionym mózgiem zalanym zakrzepłą krwią. Nie mogę na ten przerażający widok patrzeć, na tak straszną śmierć mojej Matuli, krwią całej zalanej. Z trwogą, że nie mogę jej już w niczym pomóc, w przerażeniu z obawą zaglądam do innych kup zboża za rodzeństwem. Za siostrami Danutą, lat 6, Czesławą, lat 4 oraz braćmi Janem, lat 14 i Albinem, 2 lata. Żadnego z nich nie odnalazłem. Okropnie strwożony wracałem do domu. Ubieram się w lepszą i grubszą odzież, z domu biorę, co jest pod ręką, trochę żywności i bochenek chleba. Udaję się za rzekę Turię do swego znajomego, Wojtowicza, który za żonę ma Ukrainkę. U Wojtowiczów ukrywam się w stodole, pełnej już zwiezionego z pola zboża. Przebywa już tam ukrytych osiem osób z pobliskich wsi polskich. Niektórzy z nich byli mi znajomymi. Z Głęboczycy naszej Jan Żuk, starszy ze Słowikówki, Kraszewski, lat 18 i Wdowiak, parę lat starszy ode mnie. U Wojtowicza ukrywamy się do paru dni, po których, na pewno przez donos jego żony Ukrainki, zostajemy wszyscy wykryci. Przyjeżdżają po nas upowcy wozem konnym i zabierają wszystkich nas do sądu na śledztwo. Sąd ten mieści się w lesie w opuszczonej gajówce. Jedziemy pod nadzorem UPA, przejeżdżamy po drodze przez pole gęstego łubinu. Widzimy, jak łubin ten przeszukują upowcy z karabinami i kilka grup chłopów z siekierami. Niektórzy z nich niosą oprawione na trzonkach haki, niby bosaki. Widzimy, jak w czasie penetrowania łubinu wykryto kilka ukrywających się dzieci. Były to dzieci Maszki i Szczepańskiego z Głęboczycy. Wszyscy oni w tym łubinie na miejscu zostają zarąbani siekierami albo mordowani hakami. W gajówce upowcy prowadzą z nami śledztwo przez parę dni, każdego z osobna pytali o udział nasz w armii, czy posiadanie broni. Nikt z nas nie mógł odpowiedzieć na żadne z pytań, gdyż z tym się nie spotkał. Nakłaniają nas, byśmy przystępowali do ich organizacji. Po kilku dniach śledztwa przewożą wszystkich do Hajek. Zbliżał się już wieczór. W Hajkach było już ciemno. Umieszczają nas w obszernej zamkniętej pustej oborze. Pod osłoną nocy, która tak nam się trafiła, że była bardzo ciemna i deszczowa, decydujemy i szukamy sposobu i możliwości jakiejś, aby się z tej obory wydostać. Po północy udaje się nam podważyć jedną z bel w ścianie chlewu; przez kilku z nas podważana ustąpiła. W ten sposób, jak najszybciej udaje się nam prawie czołganiem, cicho wydostać poza obręb zabudowań. Pod osłoną nocy udaje się całej grupie, po kilku, przejść w kierunku na Włodzimierz Wołyński.” (Józef Winiarski; w: Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów III, Kraków 2009, s. 349-357; za: http://wolyn.btx.pl/index.php/wolyn-wol ... rpnia.html ).
W kol. Grabina pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wiosek wymordowali ponad 150 Polaków.
W pobliżu wsi Hołuby pow. Kowel zamordowali kilkunastu Polaków.
We wsi Hulewicze pow. Kowel zamordowali 7 rodzin polskich (25 – 30 Polaków).
We wsi Iwanówka pow. Kowel zamordowali 10 Polaków: 7-osobową rodzinę z 5 dzieci oraz matkę z 2 dzieci.
We wsi Jagodno pow. Włodzimierz Wołyński używając siekier, noży i wideł zamordowali co najmniej 13 Polaków.
W kol. Janin Bór pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali około 30 Polaków, którzy nie opuścili swoich domów.
W kol. Jasienówka pow. Włodzimierz Wołyński wyrżnęli całą polską kolonię (co najmniej 137 Polaków) - chociaż w lipcu upowcy zwołali zebrania Polaków z tej wsi oraz ze wsi Sokołówka i zapewniali, że Polacy mogą spokojnie pracować, nie bać się o swoje życie, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają.
W kol. Kamilówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 36 Polaków, głownie kobiety i dzieci.
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali mieszkające na terenie tartaku dwie rodziny liczace 10 osób, w tym trzy siostry Wesołowskie: 10-letnią Aleksandrę, 11-letnią Walentynę i 12-letnią Halinę oraz ich 71-letnią babkę (od strony matki) Antoninę Ryś. „Równocześnie zamordowano 7 rodzin , tj. dwadzieścia kilka osób NN, mieszkających w budynkach pożydowskich byłego właściciela tartaku Kaca (Siemaszko..., s. 923). Prawdopodobnie wśród nich była rodzina Drabików: matka, 2 córki i 2 synów. „Pamiętam, że poszłam w niedzielę rano do kościoła, tam zobaczyła mnie Wesołowska, kiwnęła na mnie głową, a gdy wyszłam ze świątyni, pytała mnie czy wiem, że był pogrom na Teresinie? Ona to właśnie opowiadała mi także, jak zginął jej mąż i kilku innych Polaków, mówiła tak: „Ukraińcy zamordowali mojego męża oraz kilku innych Polaków na Tartaku Kohyleńskim. Powrzucali Ich do studni, a potem rozerwali Ich granatami!”. Długo z nią nie rozmawiałam, a ona jeszcze tylko dodała: „Czy wy wiecie, że Twoje siostry, też zostały już zamordowane na Teresinie?” (http://wolyn.btx. pl/index.php/wolyn-wola-o-prawde/251-wspomnienia-heleny-wojtowicz-z-d-karbowiak-z-osady-budki-kohyleskie-w-pow-wodzimierz.html).
W kol. Kowalówka pow. Kowel zamordowali 15 Polaków, w tym 8-osobową rodzinę. Inni: „30 sierpnia 1943 roku Budy Ossowskie i kolonia Kowalówka o świcie zostały otoczone przez uzbrojone bandy, które wyszły ze wsi Wołczak i Rzewuszki i dokonały masowej rzezi na ludności polskiej. Rezultat był przerażający: w Budach Ossowskich ponad dwieście osób, w tym ponad osiemdziesięcioro dzieci, w Kowalówce na 23 rodziny 32 osoby zamordowane. Rodzina Czarneckich wymordowana cała; ojciec rodziny Jan Czarnecki – lat 55, żona Dominika - lat 53, córka Maria, mężatka – lat 23, córka Walentyna lat 19, dwaj synowie, bliźniaki Marian i Eugeniusz po 14 lat, najmłodsza córeczka Marii – Krystyna – lat 3. Uratował się tylko syn Staszek – lat 21, w tym czasie nieobecny”. (Fragment książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ).
We wsi Koźlenicze pow. Kowel wymordowali za pomocą bagnetów kilka rodzin polskich, liczy ofiar nie ustalono, około 20 zwłok przywiezionych zostało na dwóch wozach drabiniastych do Powurska.
W kol. Laski pow. Kowel wymordowali 8 rodzin polskich, 42 Polaków.
We wsi Lityń pow. Kowel zamordowali 20 Polaków; zakłuli matkę dwóch zamordowanych trzy dni wcześniej synów oraz ich ojczyma; w dole z ich zwłokami znajdowały się 3 inne zwłoki, a obok w dole zwłoki 15 osób.
W kol. Ludmiłpol pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z Gnojna za pomocą siekier, bagnetów i innych narzędzi wymordowali 104 Polaków. "Franciszek Walczak mieszkał w Ludmiłpolu, on i jego rodzina byli Polakami. /.../ Trzech Ukraińców wjechało na jego podwórko, właśnie w tym czasie z domu na podwórko wyszła jego żona Gustafa lat ok. 22 z malutkim dzieckiem na ręku. Wyraźnie nie wiedziała jeszcze co jej grozi. Gdy trzej Ukraińcy, każdy uzbrojony w siekierę, zobaczyli ją przed domem, szybko pojmali ją i wtedy jeden z nich powiedział do niej tak: "O jak ty się ładnie ubrałaś. Twoja suknia będzie dla mojej żony". Drugi dodał zaraz: "Twoje buty będą dla mojej żony". Wtedy trzeci z nich powiedział stanowczo: "Prędzej bij!". Ukrainiec uderzył najpierw siekierą dziecko, które Gustka trzymała w rękach. Niemowlę wypadło jej z rąk i upadło ogłuszone na ziemię, jednak ożyło i zaczęło raczkować. Jeden z oprawców powiedział zaraz: "Dobij dziecko, bo ożyło!". Ukrainiec uderzył jeszcze raz siekierą i tym razem skutecznie. Zaraz potem zarąbali Gustafę, żonę Franciszka, który to wszystko widział i słyszał ze schronu. Przebieg tej zbrodni Walczak opowiadał mi osobiście we Włodzimierzu Wołyńskim jeszcze w sierpniu 1943 r. zaraz po jego przybyciu do miasta. Z tego co nam opowiadał, zorientowaliśmy się, że napad na Ludmiłpol był w pierwszych dniach sierpnia 1943 r. Franek mówił nam także, że rozpoznał znajomych chłopów Ukraińców z Kohylna, jego zdaniem to oni mordowali polskich mieszkańców Ludmiłpola” (Antonina i Kazimierz Sidorowicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir Tomasz Roch.). „Napad na naszą wieś Ludmiłpol był w lipcu 1943 r. Po wojnie spotkałam się z Franciszkiem Walczakiem, /.../ zaczął mi opowiadać przebieg tych tragicznych wydarzeń, mówił tak: "Ja i moja żona Gustka schowaliśmy się w stodole w schronach. Kiedy Ukraińcy przyszli na nasze podwórko, szukali także w naszej stodole Polaków. Ja siedziałem w jednym schronie, a żona z dzieckiem w drugim, tuż obok mnie. Gdy Ukraińcy przeszukiwali stodołę, odezwało się nasze malutkie dziecko, mój syn miał tylko 1 roczek i nic nie rozumiał. Gdy Ukraińcy usłyszeli płacz dziecka, znaleźli żonę i kazali jej wychodzić z ukrycia. Jak tylko Gustka wyszła do Ukraińców, oni zabrali ją na podwórko i tam okrutnie ich zamordowali. Oprawcy podczas tego napadu zamordowali też mojego ojca, miał wtedy lat ok. 70” (Maria Roch z d. Tymoczko, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; relację spisał Sławomir Tomasz Roch.). W. i E. Siemaszko na s. 923 – 924 opisując kolonię Ludmiłpol podają jako datę napadu 29 sierpnia i nie wymieniają powyższej zbrodni. Maria Roch dokumentuje także losy każdej rodziny polskiej zamieszkałej w Ludwilpolu.
„PLAN LUDMIŁPOLA STRONA LEWA
DOM 22 Wojciech Puzio lat ok. 60, był sołtysem i został zamordowany przez Ukraińców. Jego syn Franciszek lat ok. 30, w nocy został zabrany do sztabu UPA w Świniarzynie. Już więcej nie wrócił, przypuszczalnie został wtedy zamordowany. Drugi syn Bronisław lat ok. 25. uciekł.
D 21 Dyjer lat 50 i jego żona lat 45 i ich dzieci: córka Wacława lat ok. 20 i Dyzia lat ok. 18. Wszyscy zostali zamordowani przez Ukraińców. /.../
D 15 Myśliński lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 oraz ich dzieci: syn lat ok. 15. Wszyscy prawdopodobnie zostali zamordowani przez Ukraińców.
D 14 Szczepański Stanisław lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich dzieci: córka lat ok. 10 i druga córka lat ok. 8. Ta rodzina też została prawdopodobnie zamordowana przez Ukraińców. Wcześniej nasiedlona została.
D 13 Tymoczko Monika i Filip lat ok. 80, moi ukochani rodzice, którzy zaginęli bez wieści, prawdopodobnie zamordowani przez Ukraińców./.../
D 6 Bolesław Jankowski lat ok. 40 i jego żona Zofia lat ok. 35 oraz ich dzieci. Ta polska rodzina cała została zamordowana.
D 5 Helena Sawa lat ok. 30 i jej mąż Marian Mikoś lat ok. 35. To było polskie, młode jeszcze małżeństwo i wydaje mi się, że oni zostali zamordowani. Matka Heli lat ok. 60. Słyszałam, że razem z nią pobite zostały także inne małe dzieci. /.../
D 2 Giemza lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich dzieci: córka Eugenia lat ok. 23, druga córka Stefania lat ok. 18. Polska rodzina zamordowana przez Ukraińców.
D 1 Balicki lat ok. 60 i jego żona lat ok. 50 i ich dzieci: córka Janina lat ok. 16 i druga córka lat ok. 6. Polska rodzina, rodzice zostali zamordowani przez Ukraińców. Trzecia córka Maria i jej mąż uciekli z domu.
PLAN LUDMIŁPOLA STRONA PRAWA
/.../ D 2 Józef Klepaczek lat ok. 60 i jego żona lat ok. 55 i ich dzieci: córka Halena lat ok. 25, dzieci było więcej, ale ich imion nie pamiętam. Polska rodzina wszyscy zostali zamordowani. Słyszałam od ludzi, że podobno chodził ich mordować Ukrainiec Waremczuk.
D 3 Umański lat ok. 50 i jego żona lat ok. 45 i ich troje dzieci. Rodzina polska prawdopodobnie zamordowana przez Ukraińców. Umański był kierownikiem tartaku u Kaca.
D 4 Józef Feliksiak lat ok. 45 i jego żona lat ok. 40 i ich dzieci. Polska rodzina prawdopodobnie wymordowana przez Ukraińców. Józef Feliksiak jeszcze przed napadem na wieś został zabrany przez Ukraińców do lasu i tam zabity. Feliksiakowie mieli jednego synka lat ok. 2, został zabity przez Ukraińców. /.../
D 15 Wdowiec Walczak lat ok. 60, jego żona Hanna umarła wcześniej i ich dzieci: syn Wiktor i jego żona Katarzyna, przeżyli napad i po wojnie uciekli do Jarosławia. Drugi syn Franciszek lat ok. 30 i jego żona Augustyna lat ok. 20 oraz ich 1 roczny synek. Augustyna i jej niemowlę zostali zamordowani w czasie pogromu przez atakujących bandytów ukraińskich. Z pogromu uciekł trzeci syn Bronisław lat 18. W czasie napadu zginął także ojciec tej polskiej rodziny wdowiec Walczak” (Maria Roch z d. Tymoczko, w: jw.). „Ilu było Ukraińców, nie wiem. Gdy tylko zeszli z wyżek na dół do obory, posłyszałem charczenie podobne do zarzynanego zwierzęcia. Podejrzewam, że to właśnie tak charczał mój brat Wacek, którego oni zabili zaraz w oborze. Zaraz też usłyszałem krzyk na podwórku. Ostrożnie zrobiłem małą dziurkę w strzesze i patrzyłem, co tam się dzieje. Zobaczyłem mamę i siostrę, których Ukraińcy wyprowadzili z domu. One pewnie też już wiedziały, co ich czeka z rąk tych„nocnych gości”, dlatego krzyczały, a może w ten sposób chciały ostrzec nas, nie wiem. Zobaczyłem, że Ukraińcy wrzucają je do studni, która była na podwórku. Nie wiem, czy przed wrzuceniem zostały one zabite, czy też wrzucili je tam żywe. Po tym mordzie, ja nie schodziłem z tych wyżek, bałem się, czy tam gdzieś jeszcze nie ma Ukraińców. Przesiedziałem w tej koniczynie na tych wyżkach do rana.” („Wspomnienia Bolesława Sawa z kolonii Ludmiłpol w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1945”, jw.).
W kol. Łany pow. Luboml zamordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Majdan pow. Drohobycz zamordowali w leśniczówce 3-osobową rodzinę polską: ojca z 23-letnim synem i 20-letnią synową będącą w 6 miesiącu ciąży.
We wsi Majdan pow. Nadwórna zastrzelili Polaka, kierownika kopalni.
W kol. Majdan Hulewiczowski pow. Kowel zamordowali 16 Polaków (5 rodzin).
W kol. Mielnica pow. Kowel zamordowali około 40 Polaków i spalili wszystkie zabudowania.
W miasteczku Mielnica pow. Kowel zamordowali ponad 105 Polaków: w jednym grobie odkryto 98 zwłok, w drugim 7 zwłok.
W kol. Mikołajpol pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka rodzin polskich, co najmniej 33 Polaków.
We wsi Mohylno pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 73 Polaków. Patrz: „W nocy z 29 na 30 sierpnia 1943 roku”.
W kol. Montówka pow. Włodzimierz Wołyński prawdopodobnie 29 sierpnia 1943 roku UPA zamordowała ok. 300 Polaków: „Z ponad 40 osobową grupą Wołyniaków i księdzem Puzonem byliśmy w zeszłym tygodniu w dwóch wioskach: Kolonii Montówka i Soroczyn. To teraz szczere pole. Dookoła – oprócz nas – ani jednej żywej duszy” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005). W. i E. Siemaszko w ogóle nie wymieniają tej miejscowości w swojej książce.
W kol. Myszno pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili uciekającego z innej wsi Polaka.
W kol. Niebrzydów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6-osobową rodzinę polską z 4 dzieci lat: 3, 10, 12 i 14.
W kol. Nowojanka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 2 Polki: 37-letnią matkę z jej 11-letnią córką.
W majątku Nowy Dwór pow. Kowel upowcy i sąsiedzi – Ukraińcy obrabowali gospodarstwa i zamordowali 36 Polaków, w tym całe rodziny; 17 dzieci i starców zakłuł bagnetem upowiec ze wsi Nowy Dwór Niunio Jarmuł.
We wsi Nowy Dwór pow. Kowel Ukraińcy zamordowali małżeństwo polskie, pozostali Polacy (6 rodzin) wcześniej zdążyli uciec ze wsi.
We wsi Okorsk pow. Łuck upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Olesk pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 22 Polaków, w tym 4 rodziny.
W kol. Oseredek Nowy pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 15 Polaków, w tym uprowadzili do lasu i zamordowali 23-letniego mężczyznę i 35-letnią kobietę.
We wsi Ozierany pow. Kowel zamordowali Polkę uciekającą z Aleksandrówki.
W kol. Pniaki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy w ciągu dwóch dni zamordowali co najmniej 41 Polaków; pierwszego dnia mordowali mężczyzn, drugiego dnia kobiety i dzieci; m.in. 10-osobową rodzinę z 8 dzieci i 8-osobową z 6 dzieci.
W kol. Podiwanówka pow. Kowel zamordowali około 24 Polaków, kilka rodzin.
W kol. Podryże pow. Kowel wymordowali mieszkające tutaj 19 rodzin polskich, tj. około 96 Polaków.
We wsi Połapy pow. Luboml podczas uroczystości odpustowych w cerkwi prawosławnej pop poświęcił siekiery, noże i inne narzędzia zbrodni, po czym Ukraińcy zamordowali 1 Polaka, a następnego dnia które zostały na „proklatych lachiw” następnego dnia podczas rzezi ponad tysiąca Polaków we wsi Ostrów i Wola Ostrowiecka. W kazaniu mówił o „żniwach i wycinaniu kąkolu z pszenicy” (Siemaszko..., s. 528 – 529).
We wsi Przekurka pow. Luboml zamordowali 2 Polaków.
We wsi Przewały pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zaatakowali ludność polską zgromadzoną w kościele i zamordowali 54 Polaków; we wsi ofiar było znacznie więcej; „Jeden z Ukraińców nadział dziecko polskie na widły i podniósł w górę, krzycząc: dywyś, polski oroł” (Siemaszko..., s. 879).
W kol. Radowicze pow. Kowel zamordowali Polkę bronującą pole, żonę Ukraińca.
We wsi Sitowicze pow. Kowel zamordowali 4 Polaków, w tym 80-letnią kobietę.
W kol. Słowikówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali około 100 Polaków.
W kol. Sokołówka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy z sąsiednich wsi otoczyli wieś i wymordowali około 200 Polaków „od niemowlęcia po starca”. Karol Chwała opisuje zagładę wsi Sokołówka gm. Olesk. Jeszcze w lipcu 1943 r. upowcy zwołali zebranie Polaków, mieszkańców Sokołówki i Jasienówki w sąsiedniej ukraińskiej wsi Krać i zapewnili, że Polacy mogą spokojnie pracować, nie bać się o swoje życie, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają Ukraińcy. Wyjaśniali, że wieści jakoby Ukraińcy mordowali Polaków są rozpowszechniane przez niemiecką propagandę, a Niemcy przebierają się za partyzantów ukraińskich i mordują Polaków, chcąc w ten sposób skłócić Polaków z Ukraińcami. 28 sierpnia po zakończonych żniwach Ukraińcy kazali wszystkim Polakom zabrać swoje zboże i pojechać do wsi Stawki i Władynopol aby mleć zboże. Tłumaczyli, że w tym dniu młyny będą mleć tylko dla Polaków. Polacy chętnie skorzystali z tej wiadomości, namęli mąki i powrócili do domów, kładąc się spokojnie spać i niczego nie przeczuwając. Wielu było przekonanych, że nastąpiła zgoda między Ukraińcami i Polakami. Rano wioska została otoczona, a jej mieszkańcy kompletnie wymordowani. Akcją dowodził Mikołaj Dembyćki ze wsi Krać, a wspomagali go chłopi ukraińscy z innych okolicznych wsi, w okrutnych mękach zginęło blisko 200 osób. Świeża, gotowa mąka znalazła się w ukraińskich spichrzach. (Siemaszko..., s. 880-881).
We wsi Sokół pow. Luboml Ukraińcy zamordowali około 10 Polaków; na drugi dzień cała ludność ukraińska tej wsi wzięła udział w rzezi Polaków w Ostrówkach i Woli Ostrówieckiej.
W kol. Soroczyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali ponad 140 Polaków (Siemaszko..., s. 882); „W Soroczynie UPA zamordowała ok. 300 Polaków” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005; podaje on za świadkiem Franciszką Prus z Włodzimierza Wołyńskiego).
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi wymordowali około 150 Polaków. „Pierwszą ofiarą był Piotr Bronicki, któremu jeden upowiec usiadł na głowie, drugi na nogach, a dwóch przerznęło go pilą. Następną ofiarą był Józef Pogrzebski, którego zarąbano siekierą. W podobny sposób mordowano pozostałych ludzi” (Siemaszko..., s. 882 – 884).
We wsi Staweczki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i miejscowi Ukraińcy zamordowali głownie za pomocą siekier 27 Polaków.
We wsi Sztuń pow. Luboml pop Pokrowśkyj dokonał w tamtejszej cerkwi poświęcenia noży, kos, sierpów i siekier i rozdał te narzędzia „wiernym synom prawosławia” do wymordowania nimi „Lachów co do łapy”. Tego samego dnia narzędzia zbrodni zostały użyte podczas rzezi ludności polskiej w kolonii Czmykos, a dzień później w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej i innych miejscowościach (Siemaszko..., s. 499).
W kol. Szury pow. Włodzimierz Wołyński upowcy siekierami i nożami wymordowali kilka rodzin polskich, około 35 Polaków.
W kol. Święte Jezioro pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 5 starszych Polaków, w tym przez odrąbanie głów matkę i babkę Ludwika Zalewskiego.
W kol. Świętocin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z miejscowymi Ukraińcami siekierami, pikami, piłami do rżnięcia drzewa itp. wymordowali około 100 Polaków. „Partyzanci ukraińscy” przygotowali do „walki” specjalny rodzaj broni: długie żelazne szpice, którymi kłuli „polskich okupantów” poukrywanych w słomie lub sianie. Uprowadzali także całe rodziny polskie do pobliskiej leśniczówki i tam je mordowali. ”W tejże leśniczówce znajdowało się wówczas kilkoro małych dzieci przybitych do ścian za ręce i nogi, już martwych” (Siemaszko..., s. 940).
W kol. Teresin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz chłopi ukraińscy z Kohylna i Gnojna siekierami, bagnetami i innymi narzędziami oraz paląc żywcem wymordowali co najmniej 207 Polaków; troje dzieci w wieku: 1,5 roku oraz 5 i 8 lat Ukrainiec zakopał żywcem w ziemi (Siemaszko..., s. 941 – 942). „Z rodziny Antoniaków zginął wtedy Jan lat około 40, jego żona Marianna lat około 35 oraz obaj synowie Witold lat około 11 i Stanisław lat około 12. Kazimierz Umański: „Z mojej rodziny zginęli wtedy moja mama, mój brat Tadeusz i siostra Zofia”. Mama Kazika miała chyba na imię Anna lat ok. 50, jego brat Tadeusz mógł mieć lat około 20, natomiast siostra Zosia mogła mieć wtedy około 18 lat. Witold Wesołowski: „Raniutko do naszego domu włamało się gwałtownie kilku uzbrojonych w siekiery Ukraińców. Włamali się przez okna i drzwi i bez żadnych słów zaczęli mordować moją rodzinę, kogo popadli pierwszego. Ja właśnie byłem w kuchni, gdzie spałem na łóżku. Nagle odczułem, że zostałem uderzony w głowę czymś twardym, jednak nie straciłem przytomności obsuwając się z łóżka, schowałem się za drzwi. W tym czasie, w drugim pokoju, ukraińscy zbrodniarze siekierami rąbali resztę mojej najbliższej rodziny. Bardzo wyraźnie słyszałem potworne wręcz piski i krzyki moich rodziców i rodzeństwa właśnie zarzynanych bez litości. Po chwili wszystko ucichło, a Ukraińcy wyskoczyli z naszego domu i pobiegli do drugiego mieszkania za miedzę, gdzie mieszkała rodzina Topolanków. Z mojej rodziny ukraińscy bandyci zamordowali tego ranka moją mamę, tatę oraz moje rodzeństwo.” Mama Witolda miała lat około 50, a tato lat około 55, wydaje mi się także, że miał brata lat około 16 oraz siostrę lat około 20. Stanisław Bojko opowiadał mi osobiście losy Róży Bojko z Teresina, która cudem ocalała z rzezi, a którą się później troskliwie zaopiekował i długie lata wychowywał jak swoje własne dziecko: „Róża Bojko i jej starszy brat byli właśnie w domu, gdy nastąpił gwałtowny atak Ukraińców na ich dom i rodzinę. Ukraińscy bandyci włamali się do domu i od razu z miejsca zaczęli mordować domowników. Jej tato Stefan lat około 35 i mama lat około 30 oraz babcia Józefa lat około 70 byli właśnie razem w kuchni. Tam dopadli ich rezuni i zaczęli od razu mordować. Róża bowiem słyszała straszne krzyki i piski dochodzące z kuchni. Zaraz ona i jej brat w wielkim strachu schowali się za szafę, która stała w ich pokoju. Ukraińcy wcale jednak nie szukali w tym pokoju, ale po skończonej robocie wyszli z domu na dwór. Wtedy jej młodszy brat wyszedł z ukrycia na dwór i tam zauważyli go oprawcy i na miejscu zakatrupili. Ona w tym czasie nadal siedziała ukryta za szafą, w pewnym momencie zauważyła jednak, że do ich domu przyszedł sołtys Środa i zaczął rabować ich mienie. Kiedy dziecko zobaczyło znajomego sąsiada, wyszło z ukrycia. Gdy dziewczynka pokazała się sołtysowi, w chwilę później zobaczyła także ciała swojej pomordowanej rodziny, leżały na podwórzu przed domem. Małżeństwo Środów było bezdzietne, zabrał więc sierotę ze sobą do swojego domu. Od tej pory opiekował się nią, a ona pasła dla niego krowy. W tym czasie inne dzieci ukraińskie, wiedząc o tym, że Róża jest polskim dzieckiem czynili jej wiele krzywd i upokorzeń. Dla przykładu dzieci ukraińskie na łące bili ją prętami po nogach oraz dosypywali piachu do chleba, który jadła. Róża cierpiała wśród Ukraińców długo, aż do ponownego wejścia Sowietów na te tereny”. Maria Bojko: „Pamiętam, że atak miał miejsce o świcie, ukraińscy bandyci gwałtownie włamali się do tego domu i z miejsca zaczęli mordować wszystkich po kolei. Najpierw zginęli ci którzy byli w kuchni. Ja w tym momencie byłam w pokoju obok, zaledwie za jednymi drzwiami, gdy usłyszałam nieludzkie wręcz krzyki i piski brutalnie zabijanych ludzi, dochodzące z kuchni. Razem ze mną była wtedy moja córe