Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 191 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 22 sie 2017, 18:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://bialczynski.pl/2017/08/21/archiw ... -4000-lat/

[Archiwum 2016] – PAP Nauka w Polsce: Niedaleko Krakowa odkryto twierdzę sprzed 4000 lat – Sadów w gminie Kocmyrzów-Luborzyca
Opublikowano 21 sierpnia 2017 przez Białczyński

Najstarsza rozpoznana do tej pory osada obronna z epoki brązu na terenie Polski zajmowała powierzchnię pięciu boisk piłkarskich. Archeolodzy prowadzą jej badania w ramach wykopalisk poprzedzających budowę drogi S7.

Obrazek
Odcinek fosy z kamieniami, które niegdyś pokrywały fragment wału. Fot. M. M. Przybyła


O odkryciu poinformował PAP kierownik badań, archeolog Marcin M. Przybyła.

Osada istniała mniej więcej między 2200 a 2050 r. p.n.e. Obecnie to rejon miejscowości Sadowie w gminie Kocmyrzów-Luborzyca, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Krakowa. Całe wzgórze ufortyfikowano – najpierw wykopano fosę o głębokości ok. 2 m. O zaawansowanej myśli obronnej świadczy fakt, że w miejscu, gdzie dostęp na wzgórze był najłatwiejszy – wykonano dwa rzędy rowów obronnych. Pozyskaną w ten sposób ziemię wykorzystano do usypania umocnień, które obłożono częściowo kamieniami.

– Po wałach nie zachował się nawet ślad, gdyż osada znajduje się na terenie rolniczym – fortyfikacje dawno zniknęły z lokalnego pejzażu. Natomiast tylko dzięki badaniom geofizycznym, które umożliwiły wgląd pod ziemię bez wbicia łopaty, zidentyfikowaliśmy ślady po fosach – opowiada Marcin M. Przybyła z firmy archeologicznej „Pryncypat”.

Monumentalne, ponadpięciohektarowe założenie powstało w początkach epoki brązu. Badacze nie potrafią w tym momencie podać szczegółowych informacji na temat czasu jego funkcjonowania, gdyż odkrycia dokonano w ostatnich tygodniach. Teraz czekają na analizy próbek węgla drzewnego pod kątem określenia ich wieku metodą radiowęglową.

Osadę zamieszkiwali przedstawiciele społeczności kultury mierzanowickiej. W przeciwieństwie do swoich poprzedników ludność ta na dużą skalę trudniła się rolnictwem i prowadziła osiadły tryb życia. Wcześniej, przez kilkaset lat, w tym rejonie dominowały społeczności, które cechował półosiadły tryb życia skoncentrowany na hodowli zwierząt.

Obrazek
Sadowie


Ślady fosy widoczne na zdjęciu z drona. Fot. Igor Pieńkos, firma archeologiczna „Ingwar”

– Zaskakujące jest to, że do tej pory nie znamy podobnych założeń z tak wczesnego okresu. Być może wynika to ze stanu badań. Tak czy owak zagadką pozostaje, skąd lokalni mieszkańcy ówczesnej Małopolski czerpali wzorce przy zakładaniu olbrzymiego założenia obronnego – opowiada Przybyła.

Naukowiec wskazuje dwa możliwe kierunki – albo zachodnią część Europy Środkowej lub społeczności zakarpackie. Jednak na ten moment trudno o ostateczną konkluzję. Archeolodzy muszą dokładnie przyjrzeć się setkom fragmentów naczyń ceramicznych odkrytych w czasie kilkumiesięcznych prac, które mogą na ten aspekt rzucić światło. – Być może wśród nich znajdziemy takie przedmioty, które trafiły tutaj z odległych regionów – wyjaśnia badacz.

Przybyła zwraca uwagę, że osada funkcjonowała bardzo krótko. Być może mieszkało w niej zaledwie jedno pokolenie. – Być może nie sprostali zagrożeniu, przed którym się bronili za wzniesionymi wałami – dodaje badacz.

Wewnątrz założenia archeolodzy odkryli liczne ślady po działalności rzemieślniczej – dużą ilość fragmentów poprodukcyjnych w postaci wyrobów krzemiennych i kamiennych. Znaleziono też dużo toporów kamiennych, które zdaniem badaczy, mogły być używane w czasie walki wręcz. O tym, że hodowano zwierzęta, świadczą liczne fragmenty kości. Zdaniem M. Przybyły mogły paść się wewnątrz osady – od zabudowań do wałów znajdował się kilkudziesięciometrowy nieużytkowany pas ziemi, którego być może używano w tym celu. Jednocześnie rozkwitało rolnictwo. – Natrafiliśmy na wiele żaren do rozcierania zboża. Jedno z nich ważyło ok. 80 kg – z trudem udało się nam je wydobyć! – relacjonuje badacz.

Zagadką tej społeczności są jej domy. Nie są one uchwytne archeologicznie, co oznacza, że w zapisie kopalnym są zupełnie niewidoczne. W żadnej badanej do tej pory osadzie nie zachowały się ślady po nich. Tak samo jest w Sadowiu – w obrębie osady widocznych jest mnóstwo jam, w których przechowywano żywność lub umieszczano odpadki. Jednak chaty są niewidoczne. Zdaniem badaczy najbardziej prawdopodobne jest to, że wznoszono je w technice zrębowej, która nie wymagała wkopywania w grunt. Ściany wykonywano z poziomo układanych belek, połączonych w narożach.

Kontynuacja badań terenowych planowana w przyszłym roku. – Będzie to najlepiej rozpoznana osada obronna z wczesnej epoki brązu w Polsce – zapewnia archeolog.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.
http://naukawpolsce.pap.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 27 sie 2017, 18:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://slowianskibestiariusz.pl/bogowie/rodzanice/

Rodzanice – słowiańskie kreatorki losu ludzkiego
Damian Winiarski 24.08.2017

Rodzanice – demoniczne postacie kobiece (względnie pomniejsze boginki) najczęściej w liczbie trzech, czasami występujące w towarzystwie boga Roda. Znane także pod nazwą różenice, narecznice („określające”), sudiczki, sudjenice („wieszczące”). Ich lokalnymi odpowiednikami były boginki na obszarze Małopolski oraz kraśniaki na Pomorzu. Odpowiadały za los człowieka. Wiara w demony losu szczególnie mocno rozwinęła się u Słowian Południowych.

Obrazek
rodzanice
Autor: Ethanael


Główną rolą rodzanic było wyznaczanie losu człowieka, co miało miejsce przy jego urodzeniu. Pojawiały się przy narodzinach dziecka by określić przebieg jego życia – czy będzie szczęśliwe, czy osiągnie dobrobyt itp. Dodatkowo według wierzeń z obszarów Bułgarii zostawiały także niewidoczny znak na czole. Poza narodzinami rodzanice zjawiały się także w innych ważnych momentach życia człowieka. Jedną z takich chwil były postrzyżyny, na które przybywały wraz z Rodem. Należało im wtedy ofiarować kosmyk włosów dziecka, które wchodziło w świat dorosłych.
Rodzanice najczęściej były niewidzialne. Według innych podań zjawiały się pod postacią pięknych, nagich kobiet, lub ubrane w miejscowe ludowe stroje. W najważniejszych momentach składano im ofiary. Należało przygotować poczęstunek, w którego skład wchodziły chleb, ser i miód, kasza warzona przez kobiety, a także pieniądze. Poza wyznaczaniem losu dziecka przypisywano rodzanicom także opiekę nad ciężarnymi. Za miejsce ich zamieszkiwania uważano Pałac Słońca na końcu świata (być może miały jakiś związek ze Swarogiem lub innym bóstwem solarnym/ogniowym).

Obrazek
rodzanice
Autor: CassiopeiaArt


Mit przedstawiający trzy boginie/demonice losu jest bardzo powszechny dla ludów indoeuropejskich. W greckim antyku odnaleźć można Mojry, na obszarze Skandynawii Norny, u ludów celtycki trzy Brygidy (względnie trzy wieszcze matrony), natomiast u Bałtów Łajmę o trzech postaciach. A. Szyjewski skłania się ku poglądowi, że „trójka” postaci symbolizuje trzy czynności wykonywane przez bóstwa odpowiadające za los człowieka: zaplatają nici przeznaczenia, pilnują ich przebiegu, a na końcu żywota przecinają nić. Być może wszystkie te wyobrażenia potrójnych demonów odpowiadających za los człowieka mogą być późniejszą wersją jakiegoś prastarego bóstwa, prawdopodobnie rodzaju żeńskiego (przędzenie jest czynnością kobiecą). U Słowian takowym bóstwem mogła być Dola – rodzaj ducha opiekuńczego czuwającego nad dobytkiem.

Podobne wpisy:
Rod – opiekun rodziny i dusz przodków
https://slowianskibestiariusz.pl/bogowie/rod/
Postrzyżyny, wkraczanie w dorosłość
https://slowianskibestiariusz.pl/zycie- ... strzyzyny/
Marzanna – bogini zimy i śmierci
https://slowianskibestiariusz.pl/bogowie/marzanna/
Księżyc
https://slowianskibestiariusz.pl/zycie- ... e/ksiezyc/
Jarowit / Jaryło, Pan wojny i miłości
https://slowianskibestiariusz.pl/bogowi ... it-jarylo/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 01 wrz 2017, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://rudaweb.pl/index.php/2017/08/30/ ... na-polnoc/

GRANICA PIERWSZEJ LECHII PRZESUWA SIĘ NA PÓŁNOC
SIERPIEŃ 30, 2017RUDAWEB 9 KOMENTARZY

Obrazek

Archeologowie poinformowali o odkryciu dwóch rondeli lendzielskich na Pomorzu Zachodnim. We wrześniu rozpoczną szczegółowe badanie zabytków. Jeśli wykopaliska potwierdzą wstępną opinię specjalistów, to granice kultury lendzielskiej zostaną przesunięte aż nad Bałtyk.
Kultura lendzielska uznawana jest za pierwszą rolniczą cywilizację w Europie na północ od Sudetów i Karpat. Rozwijała się w pierwszej połowie V tysiąclecia p.n.e., jako pochodna od wińczańskiej znad Dunaju. Wznosiła wielkie koncentryczne budowle, które łączyły funkcje miejsc kultu, spotkań społeczności (wiecową?) i astronomiczną (rolniczego kalendarza). Niewykluczone również, że służyły one obronie. Dotychczas najdalej na Północy znaleziono taki zabytek w Wenecji niedaleko Biskupina, a więc na pograniczu Wielkopolski i Kujaw. My wiążemy kulturę lendzielską z pierwszym państwem Lechitów.
http://rudaweb.pl/index.php/2017/01/26/ ... zielskich/

29 sierpnia 2107 r. portal tvn24.pl podał, że w okolicach Cedyni w Zachodniopomorskiem paralotniarz dwa lata temu zauważył kręgi w zbożu. Szczecińscy archeolodzy są jednak pewni, że to nie dzieło kosmitów, ale naszych przodków. Kręgi zauważył również około rok temu historyk-pasjonat Marcin Dziewanowski, który z kolei dostrzegł je na zdjęciach satelitarnych. To on pierwszy domyślił się wagi zabytku. „Nasza interpretacja idzie w tym kierunku, że są to pochodzące z neolitu obiekty, które nazywamy rondele” – wyjaśniła Agnieszka Matuszewska z Katedry Archeologii Uniwersytetu Szczecińskiego, która jest w zespole badającym kręgi. Dodaje, że prawdopodobnie pochodzą one z okresu 4900-4600 p.n.e..
Matuszewska ujawniła, że oprócz kręgów pod Cedynią podobny obiekt odkryto jeszcze w jednym miejscu na Pomorzu Zachodnim: „Na razie nie zdradzam gdzie, bo musimy wykonać badania geomagnetyczne, by to potwierdzić” – stwierdziła archeolog.
Rondele były lokalnymi centrami cywilizacji rolników, zasiedlających od niemal 7 tysięcy lat obszary od środkowego Dunaju do (jak się teraz okazało) bałtyckiego Pomorza. Była to kultura bezpośrednio wyrastająca ze słynnej cywilizacji Vinča i tak, jak ona znała już wyroby z miedzi. Przypomnijmy, że teren kultury Vinča to kolebka Słowian. Większość kronik wyraźnie stwierdza, że przodkowie Serbołużyczan, Czechów i Polaków – pod wodzą Lecha – przybyli na swoje obecne ziemie znad Dunaju. Ustalenia genetyki z kolei wskazują, że nad Łabę, Odrę i Wisłę dotarli ponad 7 tys. lat temu, czyli w okresie funkcjonowania kultury Vinča, przynosząc ze sobą rolnictwo, rzemiosło i wierzenia. Naszym zdaniem założyli też pierwsze państwo na ziemiach polskich.

NA ZDJĘCIU: portret Lecha I, olej na płótnie, XVIII w. FOT: Piotrus/wikimedia.org


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 02 wrz 2017, 17:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/ ... i-wandale/

Lachy i Wandale
Posted on 30 listopada 2016 by Miron


Wandalowie Wandale


Przed erą genetyki, lingwistyka historyczna była jednym z najskuteczniejszych narzędzi naukowych, służących odkrywaniu tajemnic zamierzchłych epok. Wspomniana genetyka, czyli nauka ścisła, wywróciła do góry nogami pozornie ugruntowane poglądy na temat historii Europy, wyznaczając przodkom dzisiejszych Słowian godziwe miejsce na arenie dziejów. Językoznawstwo historyczne nie pozostało w tyle: animowana mapa ewolucji języków indoeuropejskich, stworzona przez Business Insider a oparta na rezultatach badań Russella Graya i Quentina Atkinsona, stosujących metody obliczeniowe, zbliżone do algorytmów używanych przez genetyków podczas śledzenia rozprzestrzeniających się epidemii, wskazuje na dialekty bałto-słowiańskie jako na prawdziwy, a nie skompilowany metodą historyczno-porównawczą, język praindoeuropejski, przynajmniej w odniesieniu do jego gałęzi europejskiej. Zresztą pomysł Graya i Atkinsona, zaprezentowany po raz pierwszy w 2003 r., już wtedy nie był nowy, gdyż podobne propozycje, co do rozprzestrzeniania się języków indoeuropejskich, wsuwali wcześniej: Schmidt, Lehmann i Renfrew, przy czym dwaj pierwsi badacze lokowali słowiańszczyznę w samym centrum indoeuropejskiej wspólnoty, wyprowadzając rozchodzące się od niej fale pozostałych grup językowych. Po aparat matematyczny w językoznawstwie historycznym, a konkretnie po statystykę, sięgali na długo przed Grayem i Atkinsonem – Swadesh i Mańczak, licząc zbieżności leksykalne w poszczególnych językach indoeuropejskich, albo w zestawach najbardziej reprezentatywnych stu słów, albo w słownikach, albo w porównywalnych fragmentach tłumaczenia biblii. A w każdym z tych przypadków nauka ścisła, matematyka, dowodziła niezbicie i bezlitośnie: języki słowiańskie, w szczególności polski, są kolebką języków indoeuropejskich. Gray i Atkinson wykorzystali zresztą w swych pracach podstawy stworzone przez Swadesha. Metodę Graya i Arkinsona, podpierając się założeniami przyjętymi wcześniej przez Witolda Mańczaka, zweryfikowali w 2013 r. Garrett i Chang, uzyskując wprawdzie odmienny wynik, co do kierunku rozprzestrzeniania się języków indoeuropejskich po Europie (nie z południa na północ, tylko ze wschodu na zachód), potwierdzając jednak kluczową rolę odgrywaną w tym procesie przez języki słowiańskie. W komentarzach do tych badań, w podobnym tonie, w odniesieniu do języków słowiańskich wypowiadali się Heggarty i Renfrew. W ostatnim czasie Gray i Atkinson weryfikowali z kolei wyniki uzyskane przez Garretta i Changa, czego efektem jest zapewne wspomniana na wstępie mapa.

Mogą więc mieć się z pyszna wielce uczeni prześmiewcy, drwiący z Wojciecha Dembołęckiego, który już w XVII w. pisał, że łacina i wszystkie języki europejskie to tylko zniekształcona, w ten czy innych sposób, polszczyzna, pochodząca, jak też inne języki słowiańskie, w prostej linii od dialektów scytyjskich. Dembołęcki, pasjonat etymologii, posiadając rzymski tytuł doktora teologii oraz historyka i kronikarza zakonu franciszkanów, i biegłą znajomość dziesięciu języków, wiedział bez wątpienia, o czym pisze. Zauważmy przy tym, że van Boxhorn, uznawany za ojca indoeuropeistyki, który wspólny język praindoeuropejski nazywał językiem scytyjskim, opublikował swoje dociekania w 1647 roku, czyli dokładnie w roku śmierci Wojciecha Dembołęckiego. Ojjj… ktoś się tu chyba mocno kimś inspirował…
Sztandarowa dziedzina językoznawstwa historycznego – etymologia – w mojej ocenie jest nie tyle nauką, co sztuką. A jak każda sztuka – wymaga talentu przyrodzonego. Kto narodził się ze zdolnościami etymologicznymi – ten uprawia etymologię, tak jak osobnicy ze zdolnościami plastycznymi lub literackimi rysują lub piszą. Część kształci się oczywiście w wybranych kierunkach sztuki, co nie oznacza, że wykształcenie powiększa ich potencjał twórczy. A że przyrodzone talenty duszą, tak więc również Ci, bez szczególnego wykształcenia, chwytają za pędzel lub pióro. A ponieważ genetyka i matematyka dokonują rewolucji w spojrzeniu na historię naszego narodu i języka, zaś wykształceni etymolodzy przyjmują pozycję wyczekującą, dlatego w ostatnich latach pióro spoczywa głównie w rękach amatorów. Czasami wychodzą z tego żenujące brednie, czasami zdarzają się drobne wpadki, ale nieraz spotykamy się również z przebłyskami geniuszu.
Dlatego też, ośmielony sukcesami etymologów ludowych, również ja postanowiłem zasiąść przed klawiaturą komputera, by wyrzucić z siebie to, co mnie dusi, i podzielić się z Czytelnikiem pewnym pomysłem etymologicznym, który może dopomóc w wyjaśnieniu zamieszania wokół starych, etnicznych imion Polaków: Wenedów, Wandalów i Lachów.


Niesforne głoski

Nie potrzeba dogłębnej wiedzy z zakresu lingwistyki, by wyczuć podskórnie labilność zachodzącą pomiędzy głoskami, zapisywanymi w językach indoeuropejskich znakami: W (V), U, Ł, L. Znają to znakomicie Czytelnicy posługujący się na co dzień językiem angielskim, w którym głoskę zapisaną znakiem „w” czytamy jak nasze „ł”. Z kolei np. w języku walijskim litera „w” służy do zapisywania samogłoski „u”. W ojczystej polszczyźnie mieliśmy znane ze starych filmów „ł”, nazywane kresowym lub scenicznym (coś między „l” a „ł”), które w bliższych nam latach uległo zapoczątkowanemu już z końcem XVI w. procesowi tzw. wałczenia i wymawiane jest dzisiaj przez naszych rodaków prawie jak „u”. Użytkownicy języków słowiańskich, w tym polskiego, miewają manierę wymawiania „u” i „ł” (zapisywanego jako „w”) w pożyczkach łacińskich lub angielskich, jak „w” – np. gwarana (guarana), awto (auto), wikent (weekend). Przykłady można mnożyć…
W tej sytuacji warto byłoby zadać pytanie: czy podobna labilność nie doprowadziła czasami do alternacji pomiędzy pierwszymi głoskami (W/L) np. w etnonimie Wandal, dając w efekcie węgierską nazwę Polaka – Lendziel (pisane z węgierska: Lengyel)? A ponieważ nazwy Wenden i Wandal, jak wykazał Adrian Leszczyński, wymiennie określały Słowian zachodnich, dlatego pewnie starzy Madziarowie nazywali Polaka – Lendzien (Lengyen), starzy Rusowie – Lęden, a starzy Serbowie – Ledjanin (Bruckner. Słownik etymologiczny języka polskiego. Warszawa. 1985). Przy czym zwróćmy uwagę, że, jeżeli założymy możliwość zaistnienia zaproponowanej wyżej alternacji, staroruskie Lęden i staromadziarskie Lendzien będą dokładnymi odpowiednikami fonetycznym niemieckiego Wenden – nazwy używanej w odniesieniu do Słowian zachodnich.


Testując hipotezę…

Aby przetestować powyższą hipotezę, musimy poszukać w językach indoeuropejskich, a najlepiej w języku polskim, synonimów lub słów bliskoznacznych, w których doszło do zakładanej alternacji pomiędzy „w” a „l”. Jako pierwsze nasuwają mi się na myśl dwie pary takich słów: gawędzić i ględzić oraz węda i łęt. Nad gawędzeniem i ględzeniem nie ma się sensu rozwodzić, gdyż to czytelne, a i zamierzam jeszcze do tych słów powrócić. Warto natomiast wyjaśnić, że węda to to samo, co jej dzisiejsze zdrobnienie – „wędka”, więc łęt, czyli w staropolszczyźnie – „pręt” (głównie z gałęzi lipowej), pozostaje z wędą, co widać na pierwszy rzut oka, w dość bliskim związku semantycznym. Natomiast całkowitą zgodność znaczeniową z naszym łętem słyszymy w angielskim słowie wand – „pręt”. W tym samym obszarze semantycznym należałoby umieścić chyba lancę – pierwotnie „tykę do poganiania bydła”, której nazwa ma podobno wywodzić się z dialektów celtyberyjskich. Etymologią związaną z łętemmoże bez wątpienia pochwalić się słowo gałąź, również używane początkowo w znaczeniu „pręt”. Blisko tego gniazda semantycznego pozostaje też giewont czy gewont z gwar podhalańskich – „słup, pionowo ustawiona belka lub tyka” (Eljasz-Radzikowski. Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic. Kraków. 1870).
Jako pieprzyk uwagi można przytoczyć etymologię Zbigniewa Gołąba, który wywodzi znaczenie nazwy własnej Wenetów od praindoeuropejskiego czasownika łenh – „dążyć” – a przytacza przy tym również italo-celtycką wersję fonetyczną tego etnonimu: Łenetoi. (Gołąb zapisuje oczywiście dzisiejsze „ł” pokreślonym „u”, czyli używając odpowiedniego znaku ustalonego dla pisma fonetycznego.) Według Gołąba Wenetowie mieliby być więc zdobywcami (słowiańskie wit, wędka – „zdobycz”; zwędzić – „zdobyć nielegalnym sposobem”), wędrującymi w nieznane i biorącymi w posiadanie odkrywane (germańskie vinden, find, fund – „odkrycie”) przez siebie terytoria. (Na marginesie: czasownik wędrować ma dokładnie tę samą etymologię.)
Nie widać więc chyba formalnych przeszkód, nie pozwalających uznać, że warianty nazwy etnicznej pod postaciami – Wenden czy Wandal – egzystowały równolegle w formach na literę L, dając m.in. odnotowywane w zapisach etnonimy: Lęden, Lendzien i Lendziel.


Test numer 2

Powszechnie przyjmuje się, że Lach i Lech są zgrubieniami, takimi jak Stach czy brach, pochodzącymi od zrekonstruowanego przez Tadeusza Lehra-Spławińskiego etnonimu Lędzianie (Lendizi – w zapisie Geografa Bawarskiego), który ma z kolei pochodzić od prasłowiańskich słów – lędo, lęda, lędina – używanych na określenie ziemi przygotowanej pod uprawę lub pozostawionej ugorem, bez uprawy. (Gdyby przyjąć zaproponowaną wyżej alternację W/L, Lendizi Geografa Bawarskiego odpowiadaliby fonetycznie zapisowi Nestora – Wętycze – odnoszącemu się do jednego z plemion słowiańskich a wiązanemu z nazwą Wenetów.) Prasłowo zachował jeszcze język kaszubski w brzmieniu lędzina, w znaczeniu „ściernisko, rżysko”. Chociaż polscy językoznawcy bronią się rękami i nogami przed taką etymologią, osobiście nie mam najmniejszych wątpliwości, że od owego lędo pochodzi też słowo ląd. Potwierdza to niejako etymologia anglojęzyczna, tyle że prowadzi (jak dzisiaj już wiemy – niesłusznie) kierunek jego rozwoju od germańskiego land, ku starocerkiewnosłowiańskiemu lędina, w znaczeniu „pusta ziemia, wrzosowisko”. Tak więc imię Lachów zbliża się ewidentnie, przynajmniej semantycznie, do etnonimu Polan, co pozostaje również w zgodzie z opinią Nestora, który w XII w. pisał: „…od tych Lęchów przezwali się jedni Polanami…”. A biorąc pod uwagę wszystkie te fakty językowe, niezwykle pożyteczne dla testowania prawdopodobieństwa naszej hipotezy okazałyby się dowody na to, że słowa określające pola czy pustocia pojawiają się w językach indoeuropejskich, również w wersjach na W.
Starzy Warszawiacy doskonale znają sławny Golędzinów, z którego ruszały na manifestujących robotników niesławne jednostki ZOMO. Nazwa Golędzinowa, zapisana pod 1429 i 1433 rokiem jako Golandzynowo, a pod 1442 – jako Golodyno, albo wywodzona jest od słowa gola – „niezarosłe pustkowie”, albo od znanego nam już lędo, z powiększającym przyrostkiem go(Handke Kwiryna. Słownik nazewnictwa Warszawy. 1998). W mojej ocenie, go nie jest tutaj niemotywowanym przedrostkiem, tylko znakiem, że w słowie chodzi o bydło (praindoeuropejskie gwou). Dlatego Słowianie nazywali bydło – gowędo, a Ariowie pasterza – gowinda. Dlatego też wydaje mi się, że golędo mogło być pastwiskiem, co jest nie tylko prawdopodobne z uwagi bliskość pojęcia, ale również na fakt, że alternacja głosek służy nieraz w języku zmianie lub uściśleniu znaczenia wyrazu w granicach danego obszaru semantycznego.
W tym miejscu czas, by powrócić do gawędy i ględy… W tradycji i mitologii indoeuropejskiej pasterzom zawsze przypisywano zdolności muzyczne i poetyckie. Możliwe, że – z uwagi na niezbyt absorbującą pracę – pasterze dysponowali nadmiarem czasu niezbędnego w procesie tworzenia. Ich twórczość mogła mieć również, przynajmniej początkowo, aspekt praktyczny; zawodzenia pasterzy uspokajają podobno bydło. Pokłosiem sztuki pasterskiej jest więc chociażby amerykańska muzyka country, ale sztuce tej zawdzięczamy także renesansowy romans pasterski, który położył podwaliny pod późniejszą powieść jako gatunek literacki, jak również, najprawdopodobniej naszą gawędę w znaczeniu „epickiego lub poetyckiego, szlacheckiego utworu biesiadnego” oraz ględę – „nudną, rozwlekłą gawędę czy inną opowieść”. Oba te słowa pozostają więc w bliskim związku z gowędem – „bydłem” oraz golędem – „pastwiskiem”.
Mamy w Polsce więcej miejscowości o podobnie brzmiących do Golędzinowa nazwach – np. Golądkowo koło Pułtuska. Mamy też rozmaite Olendy i Olędy, które nie mogą być raczej pozostałościami po osadnictwie holenderskim, gdyż osady holenderskie to głównie Olędry lub Olendry, a niektóre z tych nazw zostały podobno zapisane przed pojawieniem się na naszych ziemiach osadników holenderskich. Nie wierzę zresztą, aby nazwa Holandii (Holland) miała oznaczać z germańska leśną krainę (Holtland, Holzland), gdyż wątpię, by twórcy tej nazwy – Batawowie – kiedykolwiek widzieli tam drzewa; szatę roślinną nadmorskiej Holandii tworzą natomiast torfowiska i… wrzosowiska, czyli lędiny czy golęda. I podobnie musiało wyglądać to wszystko w dawnych czasach, skoro wielowiekowa eksploatacja torfu doprowadziła do obniżenia poziomu gruntu i zamieniła rozległe obszary Holandii w tereny zalewowe. Mowa tu oczywiście o samej Holandii, nie o całych Niderlandach.
Od golęda, czyli pastwiska, może pochodzić też czasownik golić i przymiotnik goły, których etymologii nie udało się dotąd prześledzić językoznawcom. (Przypomnijmy, że, jak wyżej widzieliśmy, golami nazywano w dawnych czasach „niezarosłe pustkowia”). To przejście semantyczne zrozumie każdy, kto widział spustoszenia szerzone przez bydło. Dwa konie mojego zaprzyjaźnionego gospodarza, u którego spędzam całe lato, potrafią w dwa miesiące ogołocić niemal do gołej ziemi dziesięć hektarów pastwiska. Inny mój znajomy, któremu nie chciało się kosić ogromnego trawnika, pożyczył od sąsiada na kilka dni dwie kozy, które wyręczyły go w pracy.
W związku z golędem pozostaje też zapewne niewyjaśniony etymologicznie gląd (dziś znany jedynie ze złożeń: wygląd, przegląd, ogląd) oraz pożyczony z niemieckiego glanc – „połysk”, gdyż to – co gołe, to dobrze widoczne, a często – również błyszczące.
Powracając jednak do interesującego nas w tej chwili obszaru semantycznego i szukając słowa o podobnym znaczeniu, tyle że z wymianą L na W, należy wspomnieć, że w dawnym nazewnictwie Spiszu znajdujemy nazwę Lange Gewand na nieużytki, pola i zarośla, opodal Kiezmarku. Wcześniej obszar ten nazywano Langewald – Długi Las, dlatego niektórzy uważają, że mogło dojść tutaj do jakiegoś pomylenia nazwy. W mojej ocenie jednak – zmiana nazwy była zapewne prostą konsekwencją wycięcia lasu; gdy zniknął długi las, a nikt nie garnął się do zagospodarowania tego terenu, pojawiło się długie, nieuprawne pole czy pustocie – gewand.
Według Jana Rozwadowskiego (O nazwach geograficznych Podhala, 1914), w gwarach południowo-niemieckich górników słowo gewande oznaczało „skały lub ściany górskie”, a wand– „skały mniejsze lub większe”. Natomiast w gwarze podhalańskiej wanty i wantule to „skalne pasma czy rumowiska”, więc generalnie tereny jałowe, nieużytki – niemal to samo, co lędy. Giewontem lub Gewontem (starsze zapisy) nazywano najpierw halę rozciągającą się u stóp góry, nim nazwa ta przeszła na samą górę. W siedemnastowiecznych przywilejach królewskich czytamy: „hale Gewont Strążyskami zwane”. Hale to oczywiście górskie tereny wypasu a strążyska – zagrody dla owiec; znowu więc zbliżamy się semantycznie i fonetycznie do golęda, w zaproponowanym wyżej znaczeniu pastwiska.


Polak, Węgier, dwa bratanki…

Wprawdzie doskonale znane każdemu Węgrowi i Polakowi powiedzonko miało powstać ponoć niedawno – po upadku konfederacji barskiej – bliskie związki obu etnosów, choć brak tutaj miejsca na ich dogłębną analizę, sięgają niewątpliwie zamierzchłych czasów. W literaturze językoznawczej możemy spotkać rozmaite opinie na temat tego, od kogo Madziarowie poznali Polaków pod imieniem Lendziel. Nie trzeba jednak daleko szukać; plemiona madziarskie wzięły przecież w posiadanie pierwotnie słowiańskie ziemie, a kultywujący swoje tradycje Słowianie nadal zamieszkują węgierskie krainy: Prekmurje, Somogy i Vas. A jedna z tych tradycji mówiła o nich samych, jako o potomkach Wandalów, zaś używany przez nich dialekt nazywany był w dokumentach łacińskich – językiem wandalskim. I wprawdzie Węgrzy przyjęli do leksyki swojego języka masę słów słowiańskich, madziarscy przybysze bronili się rozmaitymi sposobami (jak widać – skutecznie) przed całkowitą slawizacją – losem zgotowanym przez Słowian tureckim Bułgarom. Początkowo używali jednak głównie języka słowiańskiego (Helmold. Kronika Słowian. Warszawa. 1862) i w języku tym, w XVI wieku, przekazali miejscowe nazwy osmańskim najeźdźcą (Phoenix. Językoznawco, szach mat! Wspaniała Rzeczpospolita. 2015)
Jeżeli zaakceptujemy więc powszechną w językach indoeuropejskich alternację W/L, jako jedno i jedyne założenie skreślonej wyżej hipotezy, niejako z automatu zrozumiemy pochodzenie węgierskiego przezwiska Polaka, a rozgłaszane niedawno, sensacyjne wieści o odkryciu wandalskich pochówków w Łętowicach nie będą brzmiały już tak sensacyjnie. A hipoteza ta wygląda, w mojej ocenie, atrakcyjnie i elegancko, głównie z uwagi na swoją prostotę, wymagającą przyjęcia a priori tylko jednego, jedynego, a do tego – wielce prawdopodobnego założenia – alternacji głosek W/L.
Jednym słowem: Lachy to Wandale!

Źródło oryginalnego artykułu
http://slawomirambroziak.pl/dawno-dawno ... i-wandale/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 07 wrz 2017, 16:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://bialczynski.pl/2016/12/26/rudaw ... -do-indii/

RudaWeb: Aryjska droga z Lechii do Indii
Opublikowano 26 grudnia 2016 przez Białczyński

6 tysięcy lat temu w Europie Środkowo-Wschodniej kwitła cywilizacja obejmująca ziemie obecnej Polski. Jej twórcami były ludy, które w osiągnięciach techniki przewyższały Egipt i Sumer. Zainicjowały cywilizacje Europy, Azji Środkowej i Południowej. Ta Kultura Matka została zapomniana przez swoich późnych potomków. Dalej pozostawałaby ukryta, gdyby nie rozwój nauk przyrodniczych, odkrycia archeologii i przebudzenie Słowian w XXI w. n.e..

Eksplozja, o której mowa, nie była jednak skutkiem interwencji jakichś kosmitów. Poprzedził ją rozwój cywilizacji protosłowiańskiej w basenie Dunaju. Cykl kultur starczewskich (ze słynną już wińczańską) zaczął się około 9 tys. lat temu. Około pół tysiąca lat później pierwsze rolnicze społeczności Europy wkroczyły na tereny dzisiejszej Polski. Na początku IV tysiąclecia p.n.e. stworzyły pierwsze miasta. Przykładem takiego ośrodka były Bronocice w Dolinie Nidy.

Obrazek
Na rysunku rekonstrukcja fragmentu zabudowy Bronocic. FOT: bzg.pl


Na Ukrainie jednym z takich ośrodków była Nebeliwka, z wielką świątynią, która miała około 60 na 20 metrów i dwie kondygnacje.

Obrazek
Na rysunku rozplanowanie świątyni w Nebeliwce. FOT: sci-news.com


Nebeliwkę mogło zasiedlać jednorazowo 10 tys. ludzi (zespół osadniczy Bronocic – ok. 6 tys.). Badania geofizyczne ujawniły, że na otoczonym rowem obszarze o powierzchni 238 ha znajdowało się około 1200 budynków, które łączyło 50 ulic.

Kolebka zapomnianej cywilizacji

Oba ośrodki stworzyły budowle, które znacznie przewyższały dokonania współczesnych im kultur na terenie Egiptu i Mezopotamii. Były też bardziej zaawansowane technologicznie. Wystarczy przytoczyć tylko pierwszy wizerunek wozu kołowego w historii ludzkiej cywilizacji znaleziony w Bronocicach, czy – także najstarsze w dziejach ludzkości – dowody wytwarzania sera (Kujawy). Z kolei Nebeliwka to jedna z kilku największych osad kultury trypolskiej. Obok niej, na terenach Rumunii, funkcjonowała bardzo podobna kultura Cucuteni, a bardziej na południe (do Bułgarii) Gumelnita-Karanowo. Były to społeczności rolniczo-rzemieślnicze. Dysponowały własnym systemem wierzeń i organizacją społeczną, pozwalającą budować osady o skali nieznanej w innych rejonach ówczesnego świata. Stworzyli je chłopi, którzy wytwarzali tkaniny, piękną ceramikę i mieli metalurgię, przewyższającą dokonania ówczesnych mieszkańców Bliskiego Wschodu.

Współczesna genetyka pozwala dokładnie przypisać te dokonania do konkretnych ludów, które żyją do dziś na tych samych terenach. Według profesora uniwersytetu Harvard w USA, Anatola Klosowa, który swoje badania oparł na datowaniu szczątków kopalnych z haplogrupą Y-DNA R1a1, kulturę Cucuteni-Tripolie stworzył lud indosłowiański. Badania innych genetyków dowodzą, że domeną ludów z tą haplogrupą były obszary dzisiejszej Polski. Wyniki zespołu Petera Underhilla z uniwersytetu Stanford wskazują zaś, że indoirańska hg R1a-Z93 i bez wątpienia słowiańska R1a-Z282 rozeszły się około 6 tys. lat temu. Potwierdzają to inne badania, do tego sugerujące polskie Kujawy, jako miejsce tego „rozejścia”.

Popularyzator wiedzy o genach Polaków, ks. Stanisław Pietrzak, tak opisuje ustalenia archeologów i genetyków na stronie parafii w Tropiach:
„Od około 4000 lat przed Chrystusem (wg. datowania M. Szmyt i innych) na Kujawach pojawia się i rozwija jakaś swoista, dbająca o swoją odrębność, neolityczna kultura amfor kulistych (KAK). Z całą pewnością można się domyśleć, że jest to ludnościowa kontynuacja grupy Dęby z kręgu kultury janisławickiej, potomstwo wspólnego przodka R1a-M417. Obejmuje najpierw rejon Kujaw, następnie Polskę środkową, południową i wschodnią. Potem około 3250 r. przed Chrystusem następuje migracja na Zachód ku Łabie i Solawie (tam, w Eulau, zidentykowano w trzech archeologicznych szczątkach haplogrupę R1a z datacją 2600 lat przed Chrystusem (W. Haak, 2009). Natomiast w 2015 r. Haak et al. poinformowali o znalezieniu kolejnego grobu z mutacją R1a-M417 na terenie byłej kultury amfor kulistych, datowanych na czas kultury ceramiki sznurowej, około 2400 roku nad Łabą, w miejscowości Esperstedt. Wreszcie od roku około 3000/2950 przed Chrystusem obserwujemy tzw. wschodni exodus kultury amfor kulistych: Wołyń, Podole, Mołdawię i Ukrainę lewobrzeżną, terytorialnie jakby nawiązując do kierunku przybycia dawnej poprzedniczki, kręgu rudoostrowsko-janisławickiego. W końcu enklawy i elementy z jej wschodniej flanki zidentyfikowano jeszcze dalej na wschód: w rejonie środkowego Kubania i dolnej Wołgi oraz północnego Kaukazu (N. Nikolajeva, W. Safronov), co zapewne jest archeologicznym śladem migracji grupy Ariów z genetyczną mutacją R1a-Z93.”

więcej:
https://rudaweb.pl/index.php/2016/09/15 ... -do-indii/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 09 wrz 2017, 18:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/ ... siecy-lat/

W Łańcucie odkryto dom z epoki neolitu sprzed ponad 6 tysięcy lat
Posted on 8 września 2017 by Miron



Dom mieszkalny z epoki wczesnego neolitu odkryto podczas badań archeologicznych w Łańcucie. Ustalenia wskazują, że budynek powstał mniej więcej 6,5 tys.–6 tys. lat temu. Dom należy do kultury malickiej. Maciej Dębiec z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego – który uczestniczył w zakończonych już badaniach – powiedział PAP, że razem z domem archeolodzy odkryli też pozostałości glinianego pieca oraz wiele zabytków ceramicznych i kamiennych.
Dom z Łańcuta ma długość około 20 metrów. Jego ściany wypełnione były plecionką oblepioną gliną. Zdaniem Dębca odkrycie jest rzadkością na Podkarpaciu.
„Dotychczas na terytorium Podkarpacia odkryto jedynie pojedyncze przykłady takich długich domów kultury malickiej. Domostwo z Łańcuta posiadało dach dwuspadowy, długość co najmniej 20 metrów, opierało się na pięciu rzędach słupów” – opowiadał archeolog.
Ponadto na stanowisku archeologicznym w Łańcucie odkryto kilka tysięcy fragmentów ceramiki, a także kilkaset zabytków kamiennych, w tym z obsydianu. Dębiec przypomniał, że obsydian to surowiec kamienny pochodzenia wulkanicznego. Najbliższe znane źródła tego surowca pochodzą ze wschodnich Węgier.
Drzewo Życia„Jego obecność w Łańcucie świadczy o dalekosiężnych kontaktach międzykulturowych. Obsydian trafiał na teren Polski przez przełęcze karpackie, najprawdopodobniej na drodze wymiany” – wyjaśnił naukowiec.
Dodał, że odnalezione zabytki ceramiczne stanowią fragmenty naczyń glinianych, które można łączyć z dwoma neolitycznymi kulturami archeologicznymi: kulturą malicką oraz nieco młodszą kulturą lubelsko-wołyńską. Z kolei zabytki kamienne to różnego rodzaju przedmioty wykonane z kamienia, w większości krzemienia i obsydianu. Znaleziono też kilkanaście siekier wykonanych z kamienia gładzonego, ale – jak podkreślił archeolog – nie z krzemienia.
Zabytki zostaną zdeponowane w magazynie Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego, a następnie poddane dalszemu opracowaniu naukowemu.
Badania prowadzono w lipcu i na początku sierpnia 2017 roku. Były to badania ratownicze, podyktowane planowaną budową budynków wielorodzinnych.
Stanowisko archeologiczne w Łańcucie zostało odkryte kilkadziesiąt lat temu, a badania przeprowadzono tam pod koniec lat 80. i na początku 90. XX wieku. Prowadziła je Aleksandra Gruszczyńska z Muzeum Okręgowego w Rzeszowie; odkryła ona osadę kultury ceramiki wstęgowej rytej, zabudowaną co najmniej kilkoma długimi domami.
Kultura ceramiki wstęgowej rytej to pierwsza osadnicza kultura na ziemiach polskich. Zaczęto wówczas uprawiać rolę i hodować zwierzęta. Budowane wówczas drewniane domy rozmieszczone były na planie prostokąta, miały słupową konstrukcję ścian. Kulturę tę na ziemiach polskich datuje się na lata 5,5 tys. – 4,8 tys. lat przed Chrystusem.
Kontynuacją tej kultury była kultura malicka, która rozwijała się na Wyżynie Krakowskiej, Wyżynie Miechowskiej i Wyżynie Sandomierskiej, a także na terenach obecnego Podkarpacia aż po tereny zachodniej Ukrainy.

Agnieszka Pipała (PAP)

api/ zan

Źródło artykułu
http://dzieje.pl/aktualnosci/w-lancucie ... -6-tys-lat


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 10 wrz 2017, 18:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://nauka.wiara.pl/doc/3586928.Pradz ... dowanej-S3

Pradziejowe cmentarzysko - przy budowanej S3
dodane 12.12.2016 11:00

Blisko tysiąc pochówków sprzed ponad 3 tys. lat odkryli archeolodzy w Paszowicach (woj. dolnośląskie) na trasie planowanej drogi S3. Na kilkunastu naczyniach znalezionych wewnątrz grobów widoczne są namalowane swastyki, spirale i inne wzory.

"W sumie znaleźliśmy około tysiąc siedmiuset naczyń - urn grobowych z prochami zmarłych i naczyń, w których bliscy złożyli w czasie pogrzebu żywność i dary grobowe. Ogrom odkryć zaskoczył nas!" - zaznacza PAP kierownik badań, Piotr Janczewski z pracowni Archgeo. Tam, gdzie nie było urn, spopielone szczątki zostały wsypane wprost do jamy grobowej. To jedno z większych cmentarzysk z tego okresu w tym regionie.

Na cmentarzysku spoczęli przedstawiciele społeczności kultury łużyckiej, rolnicy i hodowcy zwierząt. O tym, że doskonale radzili sobie również w wytwarzaniem metali, świadczą pozostałości pieców odkryte niedaleko badanego cmentarzyska w Paszowicach.

O bogactwie cmentarzyska świadczy różnorodność odkrytych tam ceramicznych naczyń (w sumie - kilkunastu). Część z nich była zdobiona guzami, część - malunkami wykonanymi czarnym barwnikiem na jasnym pomarańczowym tle - relacjonują archeolodzy. Wśród namalowanych wzorów pojawiają się figury geometryczne, spirale, trójkąty, trykwetry i swastyki - te ostatnie, zdaniem badaczy, związane są z symboliką solarną.

Na jednym z naczyń znajdował się - być może - wizerunek kobiety. "Przedstawiono ją w formie +kubistycznej+. Przypuszczamy, że jest to bogini płodności, na co wskazują obfite kształty przedstawionej postaci" - dodaje Janczewski.

Na przestrzeni lat, w czasie których dawni mieszkańcy badanej okolicy korzystali z cmentarzyska, zmieniała się forma i kształt urn, do których wsypywano szczątki zmarłych. Wspólną cechą naczyń jest fakt, że wykonano je w pieczołowity sposób: są cienkościenne i bardzo estetyczne, w przeciwieństwie do tych odkrywanych na pobliskiej osadzie z tego samego okresu - podkreślają naukowcy.

Oprócz urn i naczyń w części grobów archeolodzy znaleźli też kilkadziesiąt przedmiotów z brązu i żelaza. Są to m.in. narzędzia - sierpy i noże, ale też ozdoby - w tym szpile, bransolety i naszyjniki. W jednym grobie odkryto broń, czekan z brązu.

"Znaczenie tego przedmiotu mogło być symboliczne - prestiżowe. Przypuszczamy, że w grobie, w którym go znaleźliśmy, pochowano osobę ważną, być może wodza" - opowiada Janczewski.

Wykonane z metali przedmioty leżały najczęściej obok urn i innych naczyń, drobniejsze przedmioty (zausznice czy szpile) rzadziej znajdowały się wewnątrz urn wraz ze szczątkami.

Cmentarzysko funkcjonowało przez ponad pół tysiąca lat - oceniają archeolodzy. W tym czasie ulegał zmianie rytuał pogrzebowy. Niektórym urnom towarzyszyło zaledwie jedno dodatkowe naczynie ceramiczne, innym - wiele, co można wiązać ze zmieniającą się modą lub różnicą w majętności zmarłych. Badacze zwracają też uwagę na fakt, że część grobów była wkopana w te, które powstały już wcześniej. "Po pewnym czasie nie pamiętano, w którym miejscu znajdowały się poprzednie groby, zapewne sprzed kilkudziesięciu - a może nawet ponad stu lat" - tłumaczy archeolog.

Największe wrażenie na archeologach zrobiły obszerne groby, których komory obłożono dużymi głazami, jak też usypane z ziemi i kamieni pochówki kurhanowe. Pojedyncze groby znajdowały się w ich górnej części i nie zachowały się do dziś (pradziejowe cmentarzysko znajduje się na polu rolnym, i wszystkie znalezione kurhany zostały już dawno rozorane). W przypadku kilkunastu kurhanów do naszych czasów zachowały się jedynie fundamenty. Średnica kopców wynosiła maksymalnie 7-8 m.

Wykopaliska w Paszowicach, prowadzone na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, trwały od marca do listopada. Obecnie zabytki trafiły do konserwatorów i specjalistów, którzy przygotują ich naukowe opracowanie. Jak poinformował PAP Janczewski, za rok zabytki zostaną przekazane do Muzeum Regionalnego w Jaworze, gdzie powstanie obszerna wystawa na temat pradziejowego cmentarzyska.

Szymon Zdziebłowski

PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 13 wrz 2017, 19:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/ ... -slezanie/

Starożytni Szczecinianie, Warnowie i Ślężanie
Posted on 21 grudnia 2016 by Miron



Wstęp – jeszcze kilka słów o Silingach i ich związkach ze Ślężanami. Mój ostatni artykuł pt. „Mugilones, Svarines, Silingowie i Ślężanie” [1] wywołał falę dyskusji na temat przedstawionych w nim tez językowych, łączących nazwę starożytnych Silingów, ze średniowiecznymi Ślężanami. Trzeba przyznać, że nawet krytyczne uwagi wnoszą wiele do odkrywania prawdy pod warunkiem, że są merytoryczne. W związku z tym na początku niniejszego artykułu chciałbym wrócić jeszcze na chwilę do tematu związanego z Silingami i Ślężanami dopisując kilka zdań. Są one efektem polemiki z krytycznymi, acz merytorycznymi uwagami.
Alfabet grecki składa się zarówno z pojedynczych liter jak i ich kombinacji, które w połączeniu oddają brzmienie nowych dźwięków. Według Wikipedii podwójne greckie „g” („γγ”) wymawiane jest jako „ng”. W fonologii greckiej jest to spółgłoska nosowa tylnojęzykowa, miękkopodniebienna. [2] Uznając to za aksjomat, nie zaprzecza on teorii, że nazwa „Σιλίγγαι” (transliteracja pol.: Siliggai lub Silingai) ma słowiańską etymologię. Dowodem na to może być wspomniana w rzeczonym artykule nazwa bez wątpienia słowiańskich Milingów (gr. Μιληγγοί), gdzie greckojęzyczny kronikarz użył podobnego zabiegu w zapisie, jak starożytny Tacyt zapisujący nazwę „Σιλίγγαι”. Fakt ten nie zaprzecza słowiańskiego pochodzenia tegoż plemienia. Ponadto greckie „Σιλίγγαι” w transliteracji na język polski mogło brzmieć „Ślingai”, co oddawałoby brzmienie plemienia, jako Ślyngowie lub Ślęgowie. Uwzględniając koncepcję prof. Stanisława Rosponda wywodzącego nazwę plemienną Ślężan od wyrazu „ślęg” (wilgoć) wciąż mielibyśmy słowiańską etymologię. I to bez względu na to, czy głoska „ż” lub „z”, jako pochodna od głoski „g” istniała już w języku polskim czy nie. Według mnie, istniała. A jeśli nawet nie istniała, to nazwa plemienia brzmiałaby „Ślęganie”. W innym przypadku nazwa ta brzmiałaby „Ślężanie” lub „Ślęzanie”, a zapis grecki z podwójną literą „g” („γγ”) mógł być możliwie najlogiczniejszym zapisem połączonych głosek „-nż” (Ślynżanie / Ślenżanie) lub „-nz” (Ślynzanie / Ślenzanie). Wówczas to w zapisie greckiego podwójnego „g” („γγ”), pierwsze „g” („γ”) odpowiadałoby za głoskę „n”, zaś drugie za głoskę „g” lub „ż” albo „z”.

Wszystkie te możliwe kombinacje interpretacyjne wciąż nie zaprzeczają słowiańskości pierwotnego zapisu Silingów i ich najbardziej prawdopodobnej słowiańskiej etymologii.


Starożytni Szczecinianie – Sidini, Sedini

Kończąc temat Silingów / Ślężan, przechodzę do innego ciekawego starożytnego zapisu dotyczącego plemienia z terytorium współczesnej Polski. Mowa o plemieniu o nazwie Sidini lub Sedini. O plemieniu tym wspomina tylko Klaudiusz Ptolemeusz w swym dziele pt. „Geografia”. [3] W zależności od przekazu, nazwa ta ma następujące postaci: Σειδινοί (transliteracja: Seidinoi), Σιδηνοί (translit.: Sidenoi) oraz Σιδεινοί (translit.: Sideinoi). Starożytny autor informuje, iż plemię te zamieszkuje ziemie u ujścia rzeki „Viadua”, powszechnie i według mnie słusznie, utożsamianej z Odrą. Ani w „Słowniku starożytności słowiańskich”, ani w niemieckim słowniku Moritza Schönfelda „Wörterbuch der Altgermanischen Personen- und Völkernamen” ani nigdzie indziej nie natknąłem się na interpretacje etymologiczne wywodzące się od języka germańskiego tejże nazwy. Jednak już pierwsze wrażenie kojarzy tę nazwę ze słowiańską nazwą Szczecina. Jak podaje cytowany przeze mnie w poprzednim artykule Wilhelm Bogusławski, słowiańskość nazwy plemiennej Sidinów / Sedinów uznawali liczni niemieccy historycy. [4] Na przykład wydawca „Kroniki Słowian” Helmolda – Heinrich Bangert w roku 1659 w Lubece wypowiedział takie oto słowa: „Sedini hodie Stetinenses” (pol. Sedinowie – obecnie Szczecinianie”). Sedinów za Słowian uznawał też znany pruski historyk i geograf Konrad Mannert, żyjący w latach 1756-1834. [5]
Jak podaje W. Bogusławski: „według Pretoriusa nazwa Sidones, w sarmackiej [słowiańskiej – przyp. A.L.] mowie pochodzi od sedin, sedinie, posidere, quo nomine Sedini notabantur idem quod possessionati. Orbis Gothicus III cap. 14. Etymologia mylna: Szczecin nie od posiadania, a od szczeciny pochodzi, ale wywód nazwy Sedinów z mowy słowiańskiej w XVII w. zasługuje na uwagę”. [5] Istotnie nazwa miasta Szczecin wywodzi się najprawdopodobniej od „szczeciny”, choć istnieją również poglądy, że od słowa „szczyt”, które oznaczało bądź „tarczę”, bądź „wzgórze, szczyt”. [6] Bez względu na racje, nie ulega wątpliwości, że nazwa ta ma słowiańskie pochodzenie. Dowodzi tego również typowo słowiańska końcówka „-in”, charakterystyczna i popularna w nazwach słowiańskich. Co istotne – końcówka ta występuje także w ptolemeuszowym zapisie z II wieku n.e. Trudno zatem uważać Sidinów / Sedinów za inny lud, jak słowiański. Trudno jest dziś ocenić czy w II wieku nazwa „Szczecin” miała współczesną polską wersję. Kaszubska, a więc najbliższa oryginałowi nazwa „Szczecëno” również zawiera typowe dla j. polskiego „szcz-”, trudne do wymówienia dla Rzymian czy Greków. Być może nazwa ta miała wówczas postać „Stetin” lub „Stytin”. Warto odnotować, że np. w języku czeskim i słowackim wyraz „szczyt” ma postać „štít”, zatem w obu tych słowiańskich językach pierwsza głoska ma postać taką samą jak w j. polskim, ale druga głoska zachowała pierwotne „t”, podczas, gdy w j. polskim i kaszubskim przeszła w „cz”* . To samo dotyczy wyrazu „szczecina”, który w j. czeskim i słowackim brzmi odpowiednio: „štětiny“ oraz „štetiny“. Powstaje wobec tego pytanie: jak użytkownik języka greckiego mógł zapisać tego typu wyraz? Czyż nie „Setin“ lub „Sitin“ lub bardziej twardo – „Sedin“ lub „Sidin“ ? Albo w jakikolwiek zbliżony sposób? Odpowiedź wydaje się oczywista.
W obliczu tych faktów oraz w obliczu najnowszych odkryć genetycznych, archeologicznych czy antropologicznych wskazujących na autochtonizm Słowian na ziemiach polskich i połabskich, takie rozumowanie zapisu starożytnej nazwy „Seidinoi / Sidenoi / Sideinoi / Sidin“ wydaje się jak najbardziej logiczne. Tym bardziej, że znane ze średniowiecza zapisy nazw miasta również mają podobną postać, unikającą łączenia spółgłosek „szcz-“ lub „szt-“. Przekazy żydowskiego kupca Ibrahima ibn Jakuba z połowy X w. mówią o dużym słowiańskim mieście portowym nad Odrą, które nazywało się „Sadżin” lub „Sasin”, wokół którego rozwijało się gęste osadnictwo wiejskie. [7] Tutaj podobnie mamy do czynienia z upraszczaniem trudnych w wymowie pierwszych spółgłosek, natomiast ponownie obcojęzycznemu pisarzowi nie sprawia problemu słowiańska końcówka „-in”. Również początkowa łacińska nazwa miasta powstała według tego samego klucza i miała postać „Sedinum”. Dopiero później pojawia się łacińska, inna nazwa – „Stetinum” będąca pochodną niemieckiego Stettin, które i tak ma typowo słowiańskie brzmienie. Dopiero zaś w XII w. pojawiają się nazwy: Stetin (1133), Stetyn (1188), Stitin (1251), a także Stitinum, Stitin, Stetina i Stittin, zawierające „t” po pierwszej głosce „S”. Wielkość i bogactwo Szczecina w X w. opisywane przez licznych kronikarzy, każe domniemywać, że miasto te było ważnym ośrodkiem plemiennym na długo przed tym stuleciem. Zatem miasto mogło mieć już duże znaczenie także w czasach starożytnych. Tak duże, że od jego nazwy urobiono nazwę plemienia zapisaną przez Klaudiusza Ptolemeusza.
Ciekawostką jest fakt, że w XIX wieku na fali wzrastającego nacjonalizmu niemieckiego została wymyślona „Sedina” – germańska bogini. Jej imię stworzono od nazwy wzmiankowanego rzekomo germańskiego plemienia Sidinów, którym XVI-wieczny kronikarz Thomas Kantzow przypisał założenie Szczecina. [8]
Jednak podobieństwo zapisu starożytnego do zapisów średniowiecznych i nowożytnych, bez wątpienia o słowiańskiej etymologii, nakazuje wyciągnąć wniosek, że starożytni Sidinowie / Sedinowie byli Słowianami.

Obrazek
Rys. 1: Tablica informacyjna Muzeum Historii Szczecina z zapisanymi w różnych dokumentach i w różnych okresach nazwami miasta; Autor: Adrian Leszczyński.

Obrazek
Rys. 2: Przedwojenny pomnik Sediny – fotografia z dawnej niemieckiej pocztówki; Źródło: Wikipedia.

Obrazek
Rys. 3: Sidinowie– Słownik starożytności słowiańskich. [9]

Obrazek
Rys. 4: Sidini – Wörterbuch der Altgermanischen Personen- und Völkernamen. [10]

Obrazek
Rys. 5: Szczecin widziany z wieży Archikatedry Św. Jakuba – autor: Adrian Leszczyński.



Warnowie

Warnowie wspominani są w starożytności jako lud germański oraz w średniowieczu jako lud słowiański. Jest to jeden z wielu przykładów – chyba najbardziej obrazowy ze względu na identyczność nazw starożytnych i średniowiecznych – gdy plemię germańskie znane ze starożytnych zapisów, pojawia się pod tą samą nazwą w średniowieczu, ale już jako plemię słowiańskie.
Na przestrzeni wieków Warnowie pojawiają się pod następującymi nazwami: Varinnae (Pliniusz Starszy – „Historia naturalis”), Varini (Tacyt – „De origine et situ Germanorum”), Wirunoi (oryg. gr. Οὐίρουνοι; Klaudiusz Ptolemeusz – „Geographike hyphegesis”) [3], Varni / Varnoi (Prokopiusz z Cezarei – „Historia wojen – wojna gocka”) [11].
Współcześni historycy mają problem z lokalizacją siedzib tego plemienia. Wśród miejsc ich bytowania wskazuje się południową część półwyspu Jutlandzkiego, Meklemburgię, północną Polskę, Turyngię czy nawet ujście Renu. [12]
W średniowieczu plemię Warnów zamieszkuje Meklemburgię, głównie w dorzeczu i u ujścia rzeki Warnow do Morza Bałtyckiego. Poza nazwą rzeki, na tym terenie istnieją również inne nazwy geograficzne związane z nazwą tego ludu. Nad największym śródlądowym, w pełni zlokalizowanym w Niemczech jeziorem Müritz położone jest miasto Waren (Müritz). Polska historyczna nazwa tej miejscowości to Warzno. W średniowieczu istniał tu silny gród słowiański, który dość szczegółowo i ciekawie opisał Włodzimierz Skupień na swoim blogu „Slavia & Germania”. [13] Opierając się na niemieckich źródłach, w opisie grodu pisze on tak:
„Pierwsze zapisy i nazwa grodu Waren pojawia się, według niemieckich badaczy, już w mapach Ptolemeusza w roku 150. naszej ery, jako Virunum i tym samym gród ten jest jednym z najstarszych miejsc zarejestrowanych na terytorium dzisiejszej Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Nazwa miasta pochodzi z języka słowiańskiego i miała oznaczać „wrony”. [13] [14]
Podkreślić należy, że nazwę tego miasta wymienił już w II w. n.e. Klaudiusz Ptolemeusz i ona również wykazuje podobieństwo do nazwy plemiennej Warnów.
Także rzeka, której najprawdopodobniej nazwę swą zawdzięcza rzeczone plemię, ma słowiańską etymologię.
Rzeka Warnow (pol. hist. Warnawa) w niemieckim kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie ma długość ponad 150 km i uchodzi do Bałtyku. U jej ujścia położone jest największe miasto kraju – Rostock (pol. hist. Roztoka). Dzielnica tego miasta leżąca tuż przy samym ujściu rzeki i zarazem nad brzegiem Bałtyku nosi nazwę Warnemünde (pol. Ujście Warnawy lub Warnoujście) i również ma słowiańską etymologię. Niemiecki onomasta Paul Kühnel uważa, że nazwa rzeki wywodzi się z j. słowiańskiego i oznacza „rzekę wron”. [15] Twierdzenia niektórych autorów sugerujących, że nazwa ta pochodzi od germańskiego plemienia Warnów wydają mu się mało prawdopodobne. Ten kierunek nazewnictwa toponimów – od nazw plemiennych – jest odwrotny do standardu, jaki występował na przestrzeni wieków. Jak podkreślał polski językoznawca, prof. Stanisław Rospond standardem było pochodzenie nazw plemiennych od nazw toponimicznych, a nie odwrotnie. Był to często występujący typ słowotwórczy, zwłaszcza w językach słowiańskich. Dlatego nie dziwi pochodzenie nazwy plemiennej Warnów od hydronimu – rzeki Warnawy.
Ks. prof. Stanisław Kozierowski, polski historyk i onomasta, w swoim „Atlasie nazw geograficznych Słowiańszczyzny Zachodniej” wymienia inne nazwy słowiańskie o brzmieniu „Warnow” oraz nazwy związane z wyrazem „Warzyn”:

Obrazek
Rys. 6: Nazwy „Warnow” z terenu Meklemburgii-Pomorza Przedniego – „Atlas nazw geograficznych Słowiańszczyzny Zachodniej”. [16]

Obrazek
Rys. 7: Nazwy związane z wyrazem „Warzyn” z terenu Meklemburgii-Pomorza Przedniego – „Atlas nazw geograficznych Słowiańszczyzny Zachodniej”. [16]


Na szczególną uwagę zasługuje gmina Warnow w powiecie Rostock. W herbie tej gminy jest rzeka oraz wrona. Herb ten jest znamiennym symbolem ukazującym etymologię nazwy rzeki jak i gminy, a także plemienia, o którym mowa. [17] Również cytowany już wcześniej Wilhelm Bogusławski powołując się na innych badaczy wskazuje, że słowiańskie pochodzenie nazwy plemiennej starożytnych Warnów nie powinno ulegać wątpliwościom. Według niego najbardziej prawdopodobnym źródłosłowem dla tego plemienia jest wyraz „wran / woron / wrona”. [18]
Bogusławski słusznie stwierdza:
„…związek miedzy Słowianami Warnami głośnymi w epoce od VI. do XII w. i Warinami wiadomymi przed VI w., trwał bez przerwy, wskazuje to zapisana przez Prokopa [Prokopiusza z Cezarei – przyp. A.L.] (około r. 550) wiadomość o wędrówce Herulów, którzy będąc od Longobardów pokonani (r. 493), udali się częścią na północ do Warnów, przechodząc ciągle między Słowianami, a potem przez rozległą pustynię nim do Warnów doszli. Jeżeli Słowianie Warni w r. 493 byli już wiadomi w Konstantynopolu jako lud osiadły, to znaczy że od dawna w tem samem miejscu bytowali, a zatem nie w VI. ani w V. wieku. tam osiedli, lecz dawniej. Próżne więc usiłowania niemieckich badaczy, aby Warinów zrobić Niemcami…” [18]
Ten logiczny wywód wydaje mi się jak najbardziej słuszny. Niestety sprawę tę próbuje się zakłamywać w tzw. oficjalnej nauce wskazując, że Herulowie najpierw szli przez ziemie Słowian, potem przez obszar pustkowia (vide: pustka osadnicza), a następnie dochodząc do ziem germańskich Warnów w okolicach dzisiejszych północnych Niemiec. W tej teorii opisywani przez Prokopiusza z Cezarei Warnowie byli jeszcze plemieniem germańskim. W roku 595 mieli doznać sromotnej porażki z rąk Franków i rozproszyć się po innych ziemiach. Nieliczne ich jednostki miały pozostać w Meklemburgii i dać się podbić przybyłym tam później Słowianom. Dość szybko mieli zmieszać się z najeźdźcami i ulec totalnej slawizacji. Teoria ta posiada jednak wady:
– po pierwsze: ekspresowa asymilacja (w tym przypadku – slawizacja) nie jest możliwa; [19]
– po drugie: brak jest relacji o enklawach germańskich Warnów wśród Słowian, a takie musiały być, jeśli oba ludy zamieszkiwały ten sam obszar; [19]
– po trzecie: wbrew poglądom allochtonistów, na terenie Meklemburgii istnieje ciągłość osadnicza i brak tam tzw. pustki osadniczej. Szerzej opisuję to poniżej.
– po czwarte: w nawiązaniu do poprzedniego podpunktu – na terenie zachodniej Meklemburgii wyróżnia się kulturę Sukow-Dziedzice, kojarzoną ze Słowianami. Według datowania bezwzględnego – dendrochronologicznego, najstarsze zabytki tej kultury przypadają na rok ok. 591 (miejscowość Sukow), a więc na okres gdy rzekomo germańscy Warnowie walczyli z Frankami (595 r.). Jakim zatem sposobem na ziemi germańskich Warnów znaleźli się Słowianie, którzy budowali tam osady? Żadna kronika nie wspomina, że Słowianie walczyli z germańskimi Warnami o ziemię lub że zajmowali ziemię Warnów. Kronika wspomina za to o walkach Warnów z Frankami. [20]
– po piąte: brak jest jakichkolwiek wzmianek kronikarzy, że Słowianie przybyli w VI w. na teren Meklemburgii ze wschodu. Brak jest jakichkolwiek wzmianek, że przybyli w tymże wieku na teren Polski, Czech czy Połabia. Fakt ten jest nagminnie ignorowany. Pomijane i lekceważone są również fakty, że dawni pisarze wskazywali Wandalów jako bezpośrednich przodków Słowian. W tym przypadku zapisy źródłowe stoją zdecydowanie po stronie teorii autochtonicznej. [21]
Odnośnie kultury Sukow-Dziedzice, to należy podkreślić, iż posiada ona cechy zarówno kultury przeworskiej – identyfikowanej z rzekomo germańskimi Wandalami – jak i kultury praskiej – identyfikowanej ze Słowianami. Istnienie tej „mieszanej” kultury każe poddać w wątpliwość obowiązujący do tej pory pogląd allochtonistów o braku kontinuum kulturowego na ziemiach Zachodniej Słowiańszczyzny. Istnienie osady słowiańskiej w miejscowości Sukow w Meklemburgii pod koniec VI w., a więc w czasie, gdy na tym samym terenie walczyli rzekomo germańscy Warnowie z Frankami, każe poddać w wątpliwość, głoszoną przez allochtonistów tezę o dwusetletniej pustce osadniczej na Zachodniej Słowiańszczyźnie. Podobieństwo wyrobów późnego okresu kultury przeworskiej z wyrobami kultury Sukow-Dziedzice i wyrobami kultury praskiej świadczą zarówno o ciągłości kulturowej na tych ziemiach, jak i o ciągłości etnicznej. Świadczy to także o braku wymiany ludności, co potwierdzają również najnowsze badania antropologiczne i genetyczne. [22]
Prof. Tadeusz Makiewicz, który na podstawie najnowszych odkryć archeologicznych zmienił swe dotychczasowe allochtonistyczne poglądy w kwestii pochodzenia Słowian na poglądy autochtonistyczne, zauważa, że podobieństwa wspomnianych kultur są wręcz nierozróżnialne. Tym samym wskazuje on na ciągłość kulturową i etniczną na ziemiach polskich (i połabskich także) przed i po VI wieku n.e. Warto go zacytować:
„Analiza materiałów ceramicznych z nowo badanych osad wielkopolskich ukazuje więc, ze typowe dla osad ze schyłkowej fazy kultury przeworskiej jest zdecydowane zubożenie i unifikacja form naczyń glinianych, które są właśnie niezwykle podobne do ceramiki praskiej pod względem formy, ale także ogólnego wyglądu i technologii, tak że ich odróżnienie jest często bardzo trudne, a niekiedy wręcz niemożliwe”. [23]
Często przywoływany przez allochtonistów pogląd, że zauważalny na podstawie wykopalisk archeologicznych regres kulturowy należy tłumaczyć wymianą ludności na ziemiach polskich i połabskich, stoi w sprzeczności z sytuacją na innych obszarach Europy. Tam również zauważa się wyraźne zubożenie kulturowe, które jednak nie łączy się z wymianą ludności, a raczej z upadkiem Imperium Rzymskiego, które spowodowało m.in. zanik lub co najmniej znaczne ograniczenie wymiany handlowej między Rzymem, a obszarami europejskiego Barbaricum.
W wyniku upadku imperium, Europę dotknęła m.in. plaga ubytku ludności. Między II w., a VIII w. liczba Europejczyków zmalała z ok. 75 do 26 milionów, czyli ostała się jedna trzecia. Nastąpiła też silna pauperyzacja kultury materialnej. Przykładowo: pokrycia dachów, które były powszechne w czasach rzymskich na terenie imperium nawet wśród chłopów, stały się wielkim rarytasem i luksusem. O tym wszystkim pisze brytyjski archeolog i historyk z Uniwersytetu Oksfordzkiego, Bryan Ward-Perkins w swej książce pt. „The Fall of Rome and the End of Civilization”. [24]
Zatem wszelkie poglądy i teorie allochtonistów na temat pochodzenia Słowian nie wytrzymują siły argumentów i logiki. Są one niespójne i wzajemnie wykluczające się. W świetle powyżej przedstawionych faktów, interpretacje niektórych niemieckich i austriackich badaczy z XIX w. i początku XX w. w kwestii etymologii nazwy własnej Warnów od pragermańskich słów są nie do obronienia. Tym bardziej, że ich prawdopodobieństwo również pozostawia wiele do życzenia. Na przykład Rudolf Much rozważa pochodzenie nazwy od pragermańskiego „warnō” – niem. Vorsicht (pol. ostrożność, przezorność) lub niem. Fürsorge (pol. opieka, pielęgnacja, pieczołowitość), co wydaje się mało sensowne. Bardziej logicznie wybrzmiewa interpretacja E. Schwarza, który uważa, że nazwa plemienia wywodzi się prawdopodobnie od staronordyjskiego wyrazu „vari” (pol. woda). Tym samym Warnowie to mieszkańcy terenów nad wodą – w znaczeniu: nad morzem. [12] Biorąc jednak pod uwagę wszystkie wyżej przedstawione fakty, interpretacja ta również jest mylna i zdaje się być tylko szukaniem jakiegokolwiek starogermańskiego wyrazu, który byłby podobny do nazwy własnej plemienia Warnów.
Na koniec przytoczę niektóre nazwy geograficzne z terytorium północnych Niemiec, które związane są z plemienną nazwą Warnów i które wykazują silnie słowiańską etymologię:
– Waren (Müritz) – wspomniane powyżej miasto w pow. Mecklenburgische Seenplatte (pol. Pojezierze Meklemburskie) – Meklemburgia-Pomorze Przednie.
– Warenshof – dzielnica opisywanego powyżej miasta Waren (Müritz) – Meklemburgia-Pomorze Przednie;
– Warenthin – dzielnica miasteczka Rheinsberg, pow. Ostprignitz-Ruppin – Brandenburgia – tuż przy granicy z meklemburskim powiatem Mecklenburgische Seenplatte (pol. Pojezierze Meklemburskie);
– Warin – małe miasto w pow. Nordwestmecklenburg – Meklemburgia-Pomorze Przednie;
– Warnau – gmina w pow. Plön, blisko Oldenburga w Holsztynie (niem. Oldenburg in Holstein – dawny wielki słowiański gród Stargard Wagryjski) – Szlezwik-Holsztyn;
– Warnekow – część gminy Königsfeld, pow. Nordwestmecklenburg – Meklemburgia-Pomorze Przednie;
– Warnitz – wieś w pow. Uckermark – Brandenburgia – tuż przy granicy z Mecklemburgią-Pomorzem Przednim oraz z woj. zachodniopomorskim w Polsce;
– Warnitz – dzielnica miasta Schwerin, stolicy Meklemburgii-Pomorza Przedniego;
– Warnkenhagen – gmina w pow. Rostock – Meklemburgia-Pomorze Przednie;
– Warnow (pol. Warnawa) – wspomniana powyżej rzeka – Meklemburgia-Pomorze Przednie;
– Warnow (bei Bützow) – wspomniana powyżej gmina w pow. Rostock – Meklemburgia-Pomorze Przednie;
– Warnow (bei Grevesmühlen) – gmina w pow. Nordwestmecklenburg – Meklemburgia-Pomorze Przednie;
– Gross Warnow (do 1937 Deutsch Warnow) – część miasta Karstädt – Brandenburgia;
– Klein Warnow (do 1937 Wendisch-Warnow) – część miasta Karstädt – Brandenburgia; [25]
– Warrenzin – gmina w pow. Mecklenburgische Seenplatte (pol. Pojezierze Meklemburskie) – Meklemburgia-Pomorze Przednie.


Zakończenie

W kilku swoich poprzednich artykułach udało mi się połączyć dawne, starożytne nazwy ludów Europy Środkowej z nazwami średniowiecznych plemion słowiańskich. Okazało się, iż starożytni Wenedowie i Wandalowie to w gruncie rzeczy średniowieczni, a nawet i nowożytni Wenedowie / Wandalowie. Okazało się, że dawni Mugilones i Svarines to słowiańscy Mogilanie i Swarzynowie. Nieco trudniejsze wyzwanie stanowiło połączenie starożytnej nazwy Silingów ze średniowieczną słowiańską nazwą Śleżan. Niniejszy artykuł wskazuje, że również inne pradawne nazwy plemienne opisują w istocie rzeczy plemiona słowiańskie. Łączenie dawnych Sedinów / Sidinów ze średniowiecznymi Szczecinianami wydaje się wskazane. To samo tyczy się starożytnych i średniowiecznych Warnów. Starożytne jak i średniowieczne plemiona opisywane w kronikach to de facto te same ludy. Te same pod względem etnicznym.
Mimo kilku artykułów na ten temat, zagadnienie wciąż nie zostało wyczerpane i są jeszcze inne plemiona, które warto byłoby opisać pod tym samym kątem.
Zwolennicy allochtonistycznych koncepcji pochodzenia Słowian głoszą, że Słowianie przejęli dawne nazwy plemienne od germańskich (w znaczeniu: niemieckich) autochtonów (WP: bzdura). Wątpliwość budzi jednak tak powszechne przejmowanie przez Słowian nazw plemiennych przy zerowym przyjmowaniu imion. Tym bardziej, że rzekomo przejmowane germańskie nazwy posiadają silne słowiańskie brzmienie, a tym samym słowiańską etymologię. Brak jest też jakichkolwiek opisów dawnych skrybów o przybyciu Słowian na ziemie polskie i połabskie około VI w. n.e. Żaden kronikarz tego przełomowego zdarzenia nie zapisał na kartach swej kroniki. Widocznie takiego zdarzenia nie było, skoro nikt go nie zauważył. Zauważono i opisano za to, pochodzenie Słowian od dawnych starożytnych wielkich ludów, zamieszkujących Europę Środkową na długo przed VI wiekiem n.e. Dodając do tego najnowsze odkrycia archeologiczne, antropologiczne i genetyczne należy zdecydowanie poddać w wątpliwość niedorzeczne i nienaukowe teorie allochtonistów, oparte na archaicznych i politycznych tezach dawnych niemieckich propagandystów.

Adrian Leszczyński
aleszczynski@interia.pl

PRZYPISY:
[1] – Adrian Leszczyński; Mugilones, Svarines, Silingowie i Ślężanie; Skribh 24.04.2016: https://skribh.wordpress.com/2016/04/24 ... -slezanie/
lub Adrian Leszczyński; Mugilones, Svarines, Silingowie i Ślężanie; Białczyński 27.04.2016: http://bialczynski.pl/2016/04/27/adrian ... -slezanie/
[2] – Wikipedia (pol.):https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfabet_grecki#Dyftongi_i_kombinacje_literowe
[3] – Klaudiusz Ptolemeusz; Geografia (gr. Geographike hyphegesis):http://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Gazetteer/Periods/Roman/_Texts/Ptolemy/home.html
[4] – Wilhelm Bogusławski; Dzieje Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej do połowy XIII w., Księga 1, Słowiańszczyzna północno-zachodnia od I do VI w. po Chrystusie; Poznań 1857, s. 108,109 – wersja internetowa:http://archive.org/stream/dzielesowiaszczy01boguuoft/dzielesowiaszczy01boguuoft_djvu.txt
[5] – tamże, s. 108.
[6] – Wikipedia (pol.): https://pl.wikipedia.org/wiki/Szczecin#Toponimia
[7] – Henryk Mąka; Szczecin. Wczoraj, dziś, jutro; Warszawa 1978, s. 12.
[8] – Wikipedia (pol.): https://pl.wikipedia.org/wiki/Sedina
[9] – Słownik starożytności słowiańskich: encyklopedyczny zarys kultury Słowian od czasów najdawniejszych do schyłku wieku XII. Tom 5, S-Ś / red. Gerard Labuda, Zdzisław Stieber; Zakład Słowianoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1975, s. 155.
[10] – Moritz Schönfeld; Wörterbuch der Altgermanischen Personen- und Völkernamen; Heidelberg 1911 r., s. 204:http://ia801409.us.archive.org/24/items/wrterbuchderal00scho/wrterbuchderal00scho.pdf
[11] Prokopiusz z Cezarei; Historia wojen – wojna gocka; wersja internetowa w j. angielskim: https://archive.org/stream/procopiushis ... 0298-8.txt
[12] – Słownik starożytności słowiańskich: encyklopedyczny zarys kultury Słowian od czasów najdawniejszych do schyłku wieku XII. Tom 6, T-W, cz. 2 V,W / red. Gerard Labuda, Zdzisław Stieber; Instytut Słowianoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 335.
[13] – Włodzimierz Skupień; blog Slavia & Germania; Gród Warzno; Taraka 23.06.2016: http://www.taraka.pl/grod_warzno
[14] – Wikipedia (niem.):https://de.wikipedia.org/wiki/Waren_(M%C3%BCritz)#Erste_Erw.C3.A4hnung.2C_Name
[15] – Paul Kühnel; Die slavischen Ortsnamen in Meklenburg. Jahrbücher des Vereins für Mecklenburgische Geschichte und Altertumskunde; 1881, s. 154.
[16] – ks. Stanisław Kozierowski; Atlas nazw geograficznych Słowiańszczyzny Zachodniej; T. Zeszyt II A, Poznań 1937, s. 29:
http://www.mapywig.org/m_documents/PL/A ... YT_IIA.pdf
[17] – Wikipedia (pol.): https://pl.wikipedia.org/wiki/Warnow_(powiat_Rostock)
[18] – Wilhelm Bogusławski; Dzieje Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej do połowy XIII w., Księga 1, Słowiańszczyzna północno-zachodnia od I do VI w. po Chrystusie; Poznań 1857, s. 102,103 – wersja internetowa:http://archive.org/stream/dzielesowiaszczy01boguuoft/dzielesowiaszczy01boguuoft_djvu.txt
[19] – patrz artykuły: Adrian Leszczyński; Wzajemna asymilacja Germanów i Słowian; Taraka 22.06.2015:
http://www.taraka.pl/wzajemna_asymilacja_germanow_i
oraz: Adrian Leszczyński; Asymilacje ludności na świecie w kontekście pochodzenia Słowian; Taraka 27.02.2016:http://www.taraka.pl/asymilacje_ludnosci_na_swiecie
[20] – Wikipedia (niem.): https://de.wikipedia.org/wiki/Sukow#Geschichte
[21] – patrz artykuły: Adrian Leszczyński; Wenedowie, Wandalowie i Słowianie; Taraka 24.05.2014: http://www.taraka.pl/wenedowie_wandalowie_slowianie
oraz: Adrian Leszczyński; Źródła pisane o pochodzeniu Słowian i Polaków; Taraka 23.02.2015: http://www.taraka.pl/zrodla_pisane_o_pochodzeniu
[22] – patrz artykuły: – Adrian Leszczyński; Słowianie na ziemiach polskich w świetle badań genetycznych; Taraka 27.07.2014:http://www.taraka.pl/slowianie_na_ziemiach_polskich
– Adrian Leszczyński; Języki słowiańskie a haplogrupa R1a1 (wstęp); Taraka 16.03.2016: http://www.taraka.pl/jezyki_slowianskie ... grupa_R1a1
– Robert Dąbrowski; Zróżnicowanie antropologiczne populacji ludzkich z dorzecza Odry i Wisły w okresie wpływów rzymskich w świetle problemów etnogenezy Słowian; Nowa Sól 2008:http://www.statsoft.pl/Portals/0/Downloads/Zroznicowanie_antropologiczne.pdf
– Janusz Piontek; Archeologiczne rekonstrukcje procesu etnogenezy Słowian a ustalenia antropologii fizycznej:http://www.staff.amu.edu.pl/%7Eanthro/slavia/f6.html
http://turystyka.wp.pl/title,Skad-wziel ... aid=11757b
[23] – Tadeusz Makiewicz; Problem kontynuacji kulturowej pomiędzy starożytnością a wczesnym średniowieczem w świetle nowych materiałów ceramicznych z Wielkopolski:http://www.staff.amu.edu.pl/%7Eanthro/slavia/f2.html
[24] – Bryan Ward-Perkins; The Fall of Rome and the End of Civilization; Oxford University Press 2005.
[25] – przymiotnik “Wendisch” oznacza po niemiecku „Słowiański”. Mianem „Wenden” Niemcy do dziś nazywają Słowian. Wendisch-Warnow to Słowiański Warnów w odróżnieniu od Deutsch Warnów (Niemiecki Warnów).

…..

Przypisy od redakcji:
* Uważam, że jest co najmniej równouprawnionym pogląd, że dźwięk zapisywany znakiem C istniał równolegle z dźwiękiem zapisywanym znakiem T. Otwartym pozostaje pytanie, który z tych dźwięków przeszedł w który, aczkolwiek ja skłaniam się ku temu, że to dźwięk zapisywany znakiem C jest starszy w słowach, w których można zauważyć przejście / wymianę tego dźwięku z dźwiękiem zapisywanym znakiem T. Nie twierdzę, że było tak zawsze i w każdym przypadku, ale uważam, że można wskazać na poszlaki, a nawet dowody potwierdzające powyższe, patrz komentarze od tego w dół: https://skribh.wordpress.com/2016/04/24 ... mment-6001

Źródło oryginalnego artykułu
https://skribh.wordpress.com/2016/07/13 ... -warnowie/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 14 wrz 2017, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/ ... atastrofa/

Łużyckie karabele, scytyjskie najazdy i ekokatastrofa
Posted on 22 grudnia 2016 by Miron



Okres przed 1200 r. p.n.e. to czas przekształcania państwa lęhickiego. Jednym ze śladów zbrojnego umacniania nowego organizmu jest słynna już bitwa nad Dołężą. Warto zwrócić uwagę, że starcie to odbyło się około 1250 r. p.n.e. Na ten sam rok szacują archeolodzy początek kultury łużyckiej. Bitwa nad Dołężą była więc jednym z końcowych wydarzeń konstruujących wspólnotę łużycką.
Wpływy tej wspólnoty docierają do Południa Europy, manifestując się m.in. w cywilizacji Etrusków. Z kolei około 400 r. p.n.e. ta kultura (i pochodna – pomorska) zaczyna zanikać. Od tej daty zaczyna się inwazja mas celtyckich na ziemie Prasłowian. W ciągu kilkunastu kolejnych lat powstrzymuje ich armia Bargiela Kraka, który poźniej porozumiewa się z wodzami Celtów w sprawie zasad osiedlenia ich w federacji. Od tego momentu zaczyna się kształtować nowa kultura – przeworska.
Okres kultury łużyckiej to zacieśnianie się pierwotnego obszaru praaryjskiego w porównaniu z pierwszą ekspansją w IV tysiącleciu p.n.e., a zwłaszcza z ekspansją w pierwszej połowie II tysiąclecia p.n.e., kiedy Ariowie z Kujaw docierają do Indii i inicjują kulturę mykeńską w Grecji. Jednak pomiędzy państwami Ariów / Prasłowian tworzą się w ten sposób olbrzymie odległości, które nawet w naszych czasach skutecznie uniemożliwiłyby pozostanie tych skupisk w jednym związku. Skutkiem tych zmian jest wyodrębnienie się elementu lechickiego w Środkowej Europie i scytyjskiego za Dnieprem i nad Morzem Czarnym. Efektem tego podziału staną się w kolejnych wiekach walki pomiędzy Lechitami i Scytami, zakończone definitywnie za Kraka Bargiela i Filipa Macedońskiego. Dzięki splotowi wydarzeń – rozbicie Scytów przez Filipa, następnie pokonanie Macedończyków przez Trybałów (zrzeszonych z Lęhami/Łużyczanami), a przede wszystkim powstrzymanie przez Bargiela Kraka ekspansji Celtów i wyłaniających się z nich później Pragermanów przez jego córkę Wędę – powstaje nowe imperium Wędów.

Źródło oryginalnego artykułu
http://rudaweb.pl/index.php/2016/09/21/ ... atastrofa/

Obrazek

Dziedzictwo lęhickie

Zasięg kultury łużyckiej odpowiadał obszarem późniejszemu państwu Chrobrego, czyli przez aż około dwa tysiące lat trwała świadomość wspólnoty państwowej tych terenów. Przy czym nie należy w stosunku do prapolskiej historii stosować definicji państwa, sprawdzających się w innych organizmach scentralizowanych i nie liczących się z interesami większości poddanych. Państwa Prasłowian opierały się na demokracji bezpośredniej. Na wiecach decydowano o najważniejszych sprawach osad, krain i w końcu całej federacji, która opierała się na wspólnocie wiary, języka i obyczajów, a do jej obrony powoływano wyłącznie w sytuacjach krytycznych jednego lub dwóch głównych wodzów.
Dopiero wyprawy łupieżcze Waregów, drang nach osten Franków i Niemców oraz w końcu rozbicie dzielnicowe okrawa terytoria dawnej Rzeszy Lęhickiej na setki lat do dzisiejszej Małopolski, Wielkopolski i Kujaw. Na wschodnich terenach byłej wspólnoty łużyckiej sytuacja zmienia się za czasów Kazimierza Wielkiego i zwłaszcza Jagiellonów. Na Zachodzie do dziś nie odzyskano ziem zaodrzańskich utraconych w Średniowieczu. Zresztą na Wschodzie też lechickie terytoria (np. Wołyń) zostały oderwane.


Państwo lęhickie wraca do potomnych

W latach 30-tych minionego wieku wokół jeziora Biskupińskiego rozpoczęto roboty melioracyjne. Ich skutkiem okazało się obniżenie poziomu wody w 1933 r.. Z toni zaczęły wyłaniać się fragmenty umocnień starożytnej osady. Miejscowi chłopi zaczęli odnajdywać różne zabytkowe przedmioty, nie zdając sobie jednak sprawy z ich wartości. Dopiero dzieci z miejscowej wiejskiej szkoły zawiadomiły o dziwnych znaleziskach swojego nauczyciela Walentego Szwajcera. Ten o odkryciu poinformował wybitnego archeologa prof. Józefa Kostrzewskiego z Poznania. Badania wykopaliskowe zostały zainicjowane w roku 1934 i kontynuowane były do wybuchu II wojny światowej. Prof. Kostrzewski zorientował się, że w Biskupinie woda odkryła nieprzeciętny obiekt.
O starożytnym grodzie na Kujawach, zbudowanym w czasach założenia Rzymu, każdy chyba słyszał w szkole. Gród w Biskupinie został – zdaniem naukowców – zbudowany zimą 738 r. p.n.e., a Rzym (według tradycji) założono 21 kwietnia 753 r. p.n.e.. Jednak znaczenie starożytności polskiego grodu i kultury łużyckiej / lęhickiej, którą reprezentował, nie zamknęło się wyłącznie w dyskusjach historyków.


Chcieli zagrabić naszą historię

W czasie wojny, w latach 1939-1942, specjalny niemiecki oddział SS-Ausgrabung Urstätt, pod dowództwem prof. Hansa Schleifa prowadził wykopaliska na terenie osady biskupińskiej w celu wykazania jej pragermańskości. Jednocześnie gestapo zaczęło poszukiwania prof. Kostrzewskiego, który od początku udowadniał prasłowiańskość biskupińskiego grodu. Ostatecznie Niemcy ani nie złapali polskiego archeologa, ani nie znaleźli germańskich śladów w Biskupinie. Postanowili więc zasypać wykopaliska piaskiem.


Cenny fragment większej całości

Po wojnie polscy naukowcy wznowili wykopaliska w Biskupinie. Odkryli, że na terenie osady znajdowało się ponad 100 domostw, o wymiarach przeciętnie ok. 8 × 10 m, usytuowanych rzędowo wzdłuż moszczonych drewnem 11 ulic o szerokości ok. 2,5 m każda. W grodzie mieszkać mogło do 1000 osób. Osada otoczona była skrzynkowym wałem drewniano-ziemnym o długości 640 m, szerokości 3 m i wysokości do 6 m, w którym znajdowała się brama wjazdowa. Gród otoczony był falochronem o szerokości od 2 do 9 m, zbudowanym z ukośnie wbitych pali.
Regularny schemat zabudowy grodu biskupińskiego powtarza się również w przypadku innych grodów kultury łużyckiej z wczesnej epoki żelaza (np. Sobiejuchy, Izdebno, Jankowo czy Biehla w Saksonii). Kultura łużycka zajmowała terytoria, które jeszcze ponad 1700 lat później znajdowały się w granicach państwa pierwszych Piastów (zwłaszcza Bolesława Chrobrego). Kultura łużycka objęła bowiem niemal całe ziemie polskie – z wyjątkiem północno-wschodnich skrawków kraju – a także północno-zachodnią i środkową Słowację, północne i środkowe Morawy, północną i północno-wschodnią część Czech, Saksonię, Łużyce, wschodnią Turyngię oraz wschodnią Brandenburgię, zaś w kierunku wschodnim sięgała zachodniego Wołynia.


Początek polskiego żelaza

Kultura Łużycka ma szczególne znaczenie dla historii polskiej. W trakcie jej wprowadzenia upowszechnił się zwyczaj ciałopalenia. Poprzednio występował z różnym natężeniem jako jedna z form pochówku. Podczas trwania tej kultury rozpoczęła się też u nas epoka żelaza. Metal uzyskiwano z rud rodzimych. Pod koniec jej istnienia zaczął rozwijać się ośrodek wytopu żelaza w rejonie Gór Świętokrzyskich, który okazał się największym w Starożytności. Niektórzy badacze podejrzewają, że w czasach potęgi wojskowej Rzymu miał być dostawcą stalowych ostrzy dla legionów. Jednak broń tę produkowano w pierwszym rzędzie dla obrońców Lęhi / Sławii, by korzystali z niej do powstrzymywania legionistów. Technologia tu użytkowana była kunsztowna. Najpierw wykuwano jak najcieńsze pręty ze stali i srebra, a następnie splatano z nich na gorąco „warkocz”, który był przekuwany wielokrotnie. Takie przekuwanie jednej klingi trwało do… roku. W czasach nam bliższych w ten sposób powstawały polskie karabele. Nie jest wyjaśnione na ile ta technologia, porównywalna z wytwarzaniem słynnych mieczy samurajów, była własnym patentem Lęhów, a na ile zapożyczeniem od płatnerzy celtyckich. Faktem jest jednak, że na naszych ziemiach powstało wielkie centrum zbrojeniowe.

Obrazek
NA ZDJĘCIU: polska karabela z XVII w. FOTO. wikimedia.org


Ośrodki metalurgiczne nie ograniczały się jednak wyłącznie do słynnych dymarek świętokrzyskich. W Wicinie (województwo lubuskie) gród powstał na piaszczystej wydmie otoczonej bagnami i podmokłymi łąkami w pradolinie rzeki Lubszy. Początkowo była to osada otwarta, która broniona była jej naturalnym położeniem. Rozwijająca się tu umiejętność produkcji brązu prowadziła do znacznego wzbogacenia się ludności. Konieczność ochrony dobytku doprowadziła do powstania wału drewniano-ziemnego. Zbudowano go w VII w. p.n.e.. Dzięki produkcji wyrobów metalowych, głównie z brązu, w osadzie kwitł handel. Pod koniec VI w. p.n.e. rozpoczęto przebudowę i wzmocnienie wałów obronnych. Nowy wał był wysoki na 6 m, a szeroki na 10 m u podstawy. Wykonany był w postaci skrzyń z bali drewnianych. Ustawione były na rusztowaniu z wielkich drzew układanych na przemian w dwóch warstwach, wzmocnionym wbijanymi słupami. Skrzynie wypełniały kamienie, glina i piasek. Po zewnętrznej stronie wału wbite były ukośnie zapory i zasieki. Wykorzystywano więc perfekcyjnie budulec, który był najbardziej dostępny.


Czy kultura łużycka upadła?

Kultura łużycka w Polsce miała upaść kiedy nadeszła wielka zmiana klimatyczna związana z przejściem do okresu subatlantyckiego. Średnioroczna temperatura spadła o 2-3 stopnie Celsjusza przy jednoczesnym podniesieniu poziomu wód, które zaczęły zalewać łużyckie grody. Częściowo wiąże się rzekomą katastrofę Łużyczan z najazdami Scytów. Jednak dotychczasowe wykopaliska sugerują, że były dwa najazdy scytyjskie, które na pewno zniszczyły pięć grodów, podczas gdy na ziemiach współczesnej Polski miało być takich grodów co najmniej 60. Ponadto z tego okresu pochodzi słynny „skarb scytyjski” z Witaszkowa (VI wieku p.n.e.), leżącego dziś na granicy niemiecko-polskiej, czyli w sercu kultury łużyckiej. Skarb ten stanowi dla badaczy wielką zagadkę. O ile gdzie indziej artefakty scytyjskie związane są głównie z hierarchiczną kulturą wojenną, o tyle w Witaszkowie skarb ten nie był związany z kurhanem wodza, lecz z kultem wody jako źródła życia. Wśród wielu złoto-srebrnych artefaktów, jakie odnaleziono w Witaszkowie, najokazalsza była złota ryba z wizerunkami innych zwierząt na jej brzuchu. Z badań archeologicznych wynika, że było to wotum dla źródła wody.
Tak jakby Scytowie – ludzie wojny, osiedli tutaj, wtapiając się w lokalną kulturę, albo wcale nie byli tak odlegli w systemie wartości od Łużyczan, by czcić pokojowo te same sanktuaria.

Obrazek
NA ZDJĘCIU: „ryba z Witaszkowa”, FOTO: gminagubin.pl


Mariusz Agnosiewicz na swojej stronie www.racjonalista.pl (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9933) pisze: „Mógł to być analogiczny proces, jak w Indiach, gdzie egalitarne społeczności rolnicze zostały zdominowane przez Ariów, którzy stworzyli Wedy. Według historyków greckich w pierwszych wiekach naszej ery na ziemiach polskich funkcjonował Związek Lugijski (Lęhijski – dop. rudaweb), który przypominał kasty hinduskie: były ludy specjalizujące się w wojnie (Ariowie), kulcie religijnym, gospodarce (Helveci). W późniejszych latach przybyli jeszcze Sarmaci.”
Kultura łużycka więc nie upadła. Zmiany klimatyczne i parcie obcych na nasze ziemie zmusiły przodków do ewolucji systemu. Stworzyli następną państwowość, bardziej dopasowaną do zmieniających się czasów, ale kontynuującą tradycje przodków. Powstała federacja Lęhów / Wędów / Sławów / Sarmatów, która sprawdziła się w walce z imperium rzymskich cezarów.

Inną próbę analizy tego okresu naszej historii można znaleźć na: bialczynski.pl
http://bialczynski.pl/2016/09/19/56214/

Źródło oryginalnego artykułu
http://rudaweb.pl/index.php/2016/09/21/ ... atastrofa/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 17 wrz 2017, 08:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://rudaweb.pl/index.php/2017/09/15/ ... ce-i-uruk/

CYWILIZACJE RÓWNOLEGŁE – BRONOCICE I URUK?
WRZESIEŃ 15, 2017RUDAWEB 2 KOMENTARZE

Obrazek

Między Bugiem a Renem oraz między Tygrysem a Eufratem mniej więcej w tym samym czasie kwitły dwie cywilizacje. Główny nurt nauki nie wiąże ich i wręcz pomija pierwszą – całą swoją machinę koncentrując na mezopotamskiej. Tymczasem lechicka mogła być w wielu dziedzinach bardziej zaawansowaną. Ponad 11 lat temu polski archeolog przedstawił logiczną koncepcję, wskazującą na wymianę idei między tymi kulturami i to raczej w kierunku z Północy na Południe, a nie odwrotnie.
Kultura pucharów lejkowatych to pierwsza nazwa kolejnej już środkowoeuropejskiej cywilizacji. Właściwie jednak powinna zwać się okresem Bronocice cywilizacji Lechitów. Tak jak pierwszy okres sumeryjskiej nazwano Uruk – od największego miasta-państwa pierwszych Sumerów osiadłych między Tygrysem a Eufratem. Nasza jest kontynuacją starszej lendzielskiej i zdaniem archeologów zaczęła kształtować się na Kujawach. Przy czym „nasza” nie oznacza wyłączności współczesnych Polaków do jej dziedzictwa. Obejmowała bowiem od ok. 3 700 p.n.e. tereny Jutlandii, część Szwecji (Skanię), Niemiec, Holandii, Polski oraz Ukrainy (Wołyń i Podole). Najstarsza sumeryjska od ok. 3 750 p.n.e. rozwijała się na obszarze dzisiejszego Iraku. Daty te są najpowszechniej występującymi, ale naukowcy spierają się od jakiego okresu zacząć wyodrębniać poszczególne kultury. Jedno je łączy – sumeryjska rozwijała się jako kontynuacja Ubajd, a bronocicka jako kontynuacja lendzielskiej. Jednak obie miały inne źródła niż prosta kontynuacja – Uruk mieli stworzyć przybysze z Północy lub Wschodu, natomiast nasza miała być pierwszą wykształconą całkowicie na ziemiach polskich, a nie przyniesioną znad Dunaju.


CYWILIZACJA NA KOŁACH SIĘ TOCZY

W 1996 r. absolwent archeologii Uniwersytetu Warszawskiego Rafał Małecki publikuje na portalu „Wiedzy i Życia” artykuł „Ojczyzna wozu: Europa czy Bliski Wschód”. Nawiązuje w nim do słynnego przedstawienia wozu kołowego z Bronocic. Zauważa: „Długoletnie badania wykopaliskowe na Bliskim Wschodzie nie przyniosły żadnego przekonującego dowodu znajomości koła przed 3100 rokiem p.n.e., natomiast krótko po tym czasie wyobrażenia wozów stają się w Mezopotamii i na obszarach ościennych stosunkowo liczne. Wygląda to tak, jakby pojazdy kołowe pojawiły się tam dość nagle pod koniec IV tysiąclecia p.n.e. i to od razu w różnorodnych i skomplikowanych typach. […] Archeologia wykazuje, że w Europie Środkowej znano i stosowano koło jezdne już w połowie IV tysiąclecia p.n.e., a wynalazek był szybko przejmowany przez ludy sąsiednie. Jednocześnie na uwagę zasługuje fakt, iż na południu Europy, jak również w zachodniej Anatolii, praojczyźnie cywilizacji śródziemnomorskich, nie znaleziono dotychczas śladów znajomości wozu starszych niż z drugiej połowy III tysiąclecia p.n.e. Czyżby wskazywało to na niezależne wynalezienie koła w Europie i Mezopotamii w IV tysiącleciu p.n.e.?”
Dalej Małecki stawia jeszcze bardziej intrygujące pytania: „Czy przytoczone powyżej fakty są potwierdzeniem tradycyjnej koncepcji bliskowschodniej genezy koła jezdnego? Czyż nie przemawiają raczej za odwrotnym kierunkiem rozprzestrzeniania się nowego wynalazku?”
Archeolog przedstawia kolejne fakty świadczące o pierwszeństwie ruchu kołowego w Europie: „W Europie Środkowej IV tysiąclecia p.n.e. istniała też dalekosiężna wymiana towarowa – zaczątki handlu. Prahistorycy rekonstruują nawet sieć dróg, pokrywającą już wówczas znaczne połacie kontynentu. Na obszarach podmokłych (w Danii, Holandii i północnych Niemczech – bagna konserwujące zabytki z drewna) zachowały się gdzieniegdzie kilkukilometrowe trakty, które były zbudowane z drewnianych okrąglaków. Ustalono, że wiele tych dróg nadawało się do ruchu kołowego. […]
W północnej Hesji znaleziono ryt na kamieniu grobowym przedstawiający pojazd dwukołowy, ciągnięty przez parę wołów – także sprzed przeszło 5000 lat. Jeszcze bardziej niecodziennego odkrycia dokonano w Szlezwiku-Holsztynie. Pod pięćdziesięciometrowej długości nasypem grobowca megalitycznego odsłonięto koleiny, pozostawione przez koła pojazdu używanego do budowy kamiennej komory grobowej. Analiza śladów wykazała, że zrobił je wóz jednoosiowy (jakby prawzór późniejszych rydwanów – dop. RudaWeb). Dwudziestometrowe koleiny kończą się przed kamienną konstrukcją; wehikuł wycofywano tą samą drogą. Złożona do grobu ceramika pozwoliła określić wiek obiektu na drugą połowę IV tysiąclecia p.n.e..”


SUMEROWIE – NAJPIERWSI Z PIERWSZYCH?

Poczytajmy teraz co o najwcześniejszej cywilizacji Sumerów z tego samego okresu pisze polskojęzyczna wikipedia, relacjonując w skrócie ustalenia nauki: „…kulturę Uruk cechuje przede wszystkim bezprecedensowy rozwój techniki i urbanizacji południowej Mezopotamii. Do najważniejszych innowacji technicznych należały: wynalazek radła, które zastąpiło motykę, szybkoobrotowego koła garncarskiego, zastosowanie koła do transportu w konstrukcji pierwszych wozów czterokołowych, a także rozpoczęcie wytopu miedzi. Jednakże najważniejszym wynalazkiem w tym okresie było pismo”.
Spróbujmy porównać to z okresem bronocickim. Wynalazek radła (zamiast motyki) między Bugiem a Renem ma potwierdzenie na uszkach charakterystycznych pucharów lejkowatych, gdzie spotykane są wyobrażenia baranich głów i wołów ciągnących radło. Szybkoobrotowe koło garncarskie – miałoby być pierwszym zastosowaniem koła w działalności człowieka. Tak twierdzi „oficjalna” nauka i przypisuje ten wynalazek Sumerom i/lub Egipcjanom między 3 300 a 3 200 p.n.e.. Tylko, że europejskie wozy na kołach są starsze (wizerunek z Bronocic ok. 3 500 p.n.e.), a więc może było tak, a może inaczej. Pierwszy wóz czterokołowy w Sumerze – wiemy dobrze, że to nieprawda. Wytop miedzi – pierwszy warsztat i kopalnia odkryta w Serbii sprzed ok. 5 500 p.ne., a w Polsce ślady wytapiania miedzi z ok. 4 000 p.n.e., czyli z tą pierwszą sumeryjską miedzią też blaga.
I na deser – pismo. Ta sama wikipedia – tylko, że angielska – podaje, omawiając wazę z Bronocic: „Bronocice pot inscription markings may represent a kind of „pre-writing” symbolic system that was suggested by Marija Gimbutus in her model of Old European language, similar to Vinča culture logographics”. Tak więc na sławnej wazie należy szukać nie tylko najstarszego przedstawienia wozu kołowego w ludzkiej historii, ale także… pisma, wywodzącego się jednak z jeszcze starszego wińczańskiego! To logiczne, bowiem kultura lendzielska, będąca podwaliną kultury bronocickiej, wywodzi się z wińczańskiej. Skoro przedstawiciele tej ostatniej znali pismo, to ich spadkobiercy coś o tym powinni wiedzieć. Nie słyszałem, by waza bronocicka została poddana rzetelnym analizom w tym kierunku, podobnie jak inne takie zabytki z tego okresu. Lingwista Stuart Harris pisze o tym, że inskrypcje z wazy z Bronocic zawierają pismo o kompozycji rebusa.
Nie jestem paleolingwistą, ale może porównajmy fragmenty rysunków dokumentacji archeologicznej – z lewej inskrypcja z wnętrza naczynia wińczańskiego, a z prawej fragment „zapisu” z wazy bronocickiej:

Obrazek
FOT: wikimedia.org


Zastanawiające… No, ale przecież nasi przodkowie pismo poznali dopiero wraz z łacińskimi mnichami, po chrzcie mieszkowym sprowadzającym słowiańskich dzikusów z drzew ��


PIERWSZE PAŃSTWA

W obowiązującym wykładzie historii powszechnej przyjmuje się, że Sumerowie stworzyli pierwsze w świecie formy państwowości. Każde ich miasto miało być oddzielnym, niezależnym państwem. Każde miało mieć własnego władcę. Społeczeństwo ich miało hierarchię i podział ról. Jedni uprawiali ziemię, czy budowali; inni rządzili. Miasto-państwo Uruk w szczytowym okresie mogło liczyć do 10 tys. ludności.
To teraz powróćmy do jednego z naszych wcześniejszych wpisów: „Osada […] w Bronocicach powstała ok. 3 800 lat p.n.e. […] W ciągu kilku stuleci przekształciła się w obwarowany gród, który zamieszkiwało jednocześnie do 600 osób. Bronocice stanowiły ośrodek rolnictwa oraz miejscowego centrum tekstylnego. Świadczą o tym liczne pozostałości warsztatów tkackich. […] Gród bronocicki był otoczony ziemnym wałem i wypełniony drewnianymi domostwami. Były to długie i szerokie domy kryte strzechą. […] Jednak pojawiły się wśród nich znaleziska wyprzedzające dokonania najstarszych cywilizacji europejskich. Są to pozostałości budynków także drewnianych, ale piętrowych. Stały w zwartej zabudowie, przypominającej dziewiętnastowieczne kamienice. Niektóre miały nawet trzy kondygnacje (z poddaszem użytkowym). Obszar bronocickiego osiedla na przestrzeni całego swojego istnienia zajmował około 50 ha. Ponadto wokół było blisko sto innych osad, niekiedy o przejściowym charakterze i o różnej powierzchni, m.in. kilka większych, znajdujących się w znacznej odległości od centrum. Jednak głównym punktem tego państewka był omawiany gród w Bronocicach, rządzący obszarem ponad 300 km². Cała społeczność skupiona wokół niego mogła liczyć 6 tys. osób”.
Do tego mamy na naszych ziemiach liczne budowle monumentalne z tamtych czasów i wcześniejszych, wyprzedzające słynne sumeryjskie zigguraty. Pisaliśmy już o rondelach czy kujawskich „piramidach”. Z tego okresu pochodzą też zorientowane astronomicznie grobowce ze Stryczowic. W końcu „dolina królów” w Słonowicach koło Kazimierzy Wielkiej – z ponad stumetrowymi grobowcami. Znajdująca się od strony wschodniej część czołowa największego z grobowców miała szerokość 10 m, a wysokość nasypu mogła dochodzić do 5 m. Z pewnością osoby tu pochowane były kimś ważnym – np. królem miejscowego miasta-państwa. Archeolodzy natrafili też na tajemniczy, całkowicie pusty plac – być może o funkcjach ceremonialnych, przeznaczony do zgromadzeń większej grupy ludzi. Przylegał do największego z grobowców, a z trzech innych stron był otoczony wałami ziemnymi. Z pewnością ci, którzy podjęli się tego przedsięwzięcia, musieli być dobrze zorganizowani. Wymagało ono mnóstwa pracy przy kopaniu rowów, ścinaniu drzew i transporcie ogromnych ilości drewna. Podobne założenie odkryto też pod Krakowem.
Z tych fragmentów rodzi się obraz nie ustępujący sumeryjskim osadom. Świadczący o zaawansowaniu starożytnych społeczeństw tworzących te lechickie ośrodki kultu i władzy lokalnej. Do tego powiązanych między sobą dalekosiężnym handlem, dokonującym się dzięki utwardzanym drewnem drogom w czasach, kiedy nigdzie indziej nie stosowano takich rozwiązań.

NA ZDJĘCIU: rysunek rekonstrukcji wazy z Bronocic, FOT: Ulamm/wikimedia.org


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 19 wrz 2017, 13:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://rudaweb.pl/index.php/2017/09/17/ ... czy-zamek/

PODZIEMIA ŁYSOGÓRSKIE – KRYPTY, ŚWIĄTYNIA, CYSTERNY CZY ZAMEK?
WRZESIEŃ 17, 2017RUDAWEB 1 COMMENT

Obrazek
NA ZDJĘCIU: pozostałości kamiennych wałów na Łysej Górze, FOT: slawojar/wikimedia.org


W tej górze znajduje się wszystko co może pomóc w odczytaniu dawnych dziejów. Wbrew zaś temu co mówią współcześni – zarówno chrześcijańskie jak i pogańskie świadectwa łysogórskie znacznie wydłużają czas losów narodu na nadwiślańskiej ziemi. Tylko najpierw należy zbadać to co zostało ukryte. Dokładniej, trzeba osuszyć trzy podziemne komory znajdujące się w Łysej Górze, które nigdy nie były cysternami na wodę.
Taka konstrukcja gospodarcza jest bowiem obok i została wybudowana przez miejscowych zakonników. Została zbadana przez kieleckiego archeologa dra Czesława Hadamika.
„W ramach prac badawczych zbadaliśmy teren klasztornego wirydarza, czyli dziedzińca otoczonego XV-wiecznymi krużgankami” – powiedział serwisowi PAP Nauka w Polsce dr Hadamik. W jego centralnej części znajduje się kamienna cembrowina, wyglądająca na pierwszy rzut oka jak studnia. „Faktycznie jest to górna część rozległej cysterny znajdującej się pod dziedzińcem. Sama cembrowina oparta jest na czterech kamiennych filarach” – wyjaśnił. „Dno zbiornika jest oparte o litą skałę. Samą komorę wykuto w zwietrzelinie skalnej” – powiedział Hadamik, który schodził do wnętrza cysterny.
Zbiornik gromadził głównie wody opadowe i gruntowe. „Powstał prawdopodobnie w okresie remontów zespołu klasztornego prowadzonych przez opatów Bogusława Raduszewskiego i Stanisława Sierakowskiego. To był zbiornik o wymiarach ok. 4,5 na 5 m znajdujący się 5,3 m pod powierzchnią dziedzińca. Jest szczelnie obudowany ze wszystkich stron kamiennymi ciosami i kamieniem łamanym” – wyjaśnił dr Hadamik. Radzę dobrze zapamiętać rozmiary cysterny ustalone przez archeologa – przyda się w dalszej opowieści.
„W późniejszym okresie, w XVIII w. lub najpóźniej w początkach XIX w., od wschodniej strony dobudowano cysternę pomocniczą z cegły, o wymiarach dna 1,2 na 2 m. W najwyższym punkcie zbiornik ma 1,3 m” – stwierdził naukowiec. Młodsza komora była połączona ze zbiornikiem głównym kanałem a całość działała na zasadzie naczyń połączonych. Według obliczeń naukowca, w ten sposób udawało się zabezpieczyć na potrzeby klasztoru około 35 metrów sześciennych wody. Szacuje on, że była to wystarczająca ilość, pozwalająca przetrwać okresy dłuższych niedoborów wody i suszy. Podczas prac archeologom udało się także odsłonić dużo młodsze elementy całego systemu. Prawdopodobnie na przełomie XIX i XX wieku, dobudowano wypełnioną grysem „wannę” połączoną z przynajmniej czterema narożnikami wirydarza. Zbierała ona wodę opadową. Warstwa żwiru pełniła rolę filtra, dzięki czemu do cysterny dostawała się oczyszczona woda.


INNE PODZIEMIA, INNE WYPRAWY

W 1964 r. ekipą z warszawskiej Pracowni Konserwacji Zabytków kierował inżynier budownictwa Adam Pulikowski. Tak opisał swoją wyprawę w głąb Łysej Góry: „Najpierw trzeba było znaleźć właz, gdyż wszystko było zasypane. Gdy już to się udało, zostałem opuszczony w głąb na linie, a za mną zjechał ponton, ale tylko częściowo nadmuchany. Musiałem ręcznie wtłoczyć do niego powietrze, gdyż inaczej nie mieścił się w wąskim otworze. Trud się jednak opłacił, gdyż komory sprawiały niezwykłe wrażenie. Przykryte zostały bowiem sklepieniem półkolistym, opartym na potężnych filarach. Woda miała kolor zielony, a z niektórych arkad zwisały stalaktyty. Ich stan był znakomity, nigdzie nie było żadnych spękań”.
Adam Pulikowski zmierzył zbiorniki. Pierwsza komora ma wymiary 9 metrów na 11,5 metra, druga będąca przedłużeniem pierwszej – 7,6 metra na 6,5 metra, a trzecia – 4,25 metra na 4,25 metra. We wszystkich komorach o wysokości 7 metrów, woda utrzymuje się na jednakowym poziomie blisko 2 metrów, co świadczy o tym, że są one ze sobą połączone.
Inżynier Pulikowski na koniec dokumentacji technicznej zapisał swoje uwagi: „Wnętrza skojarzyły mi się z kościołem, wiec zasugerowałem, że można je osuszyć i urządzić tam kaplicę, co na pewno byłoby duża atrakcją dla turystów”.
Zauważmy – największa komora cysterny na wodę dla klasztoru ma 4,5 na 5 m. Największa komora podziemnej „świątyni” – 9 metrów na 11,5 metra i wysoka jest na 7 m! Ponadto wiemy, że nikt nigdy z klasztoru świętokrzyskiego nie korzystał z tego zasobu wody nie tylko do picia, ale nawet do podlewania roślin czy prac gospodarskich. Wygląda jakby to miejsce miało pozostać specjalnie zalane i niedostępne.
Jeżeli o systemie gromadzenia wody, stworzonym przez benedyktynów, dr Hadamik powiedział, że „podobnych rozwiązań nie udało się dotąd odkryć nigdzie indziej”, to co możemy powiedzieć o podziemnych komnatach znajdujących się obok i stworzonych przez nie wiadomo kogo?!
Preppers i badacz Słowiańszczyzny Adolf Kudliński był kolejnym, który penetrował podziemia łysogórskie. Jego zdaniem to krypty grobowe władców lechickich. Jednak poza intuicją nic więcej nie przemawia za tą wersją. W emocjonalnym filmie Kudliński przedstawił swoją wyprawę. Jednak kilkanaście lat przed tą ekspedycją sam Kudliński podejrzewał, że: „[…] były to podziemne kaplice, które zlecili wybudować benedyktyni w XVI lub XVII wieku. To były niespokojne czasy, a na Świętym Krzyżu kosztowności nie brakowało. Na szczyt góry pielgrzymowało tysiące ludzi, w tym także królowie Polscy, którzy zostawiali cenne wota. Niewątpliwe trzeba było pomyśleć o ich zabezpieczeniu, by nie padły łupem grabieżców”.


ZAMEK WANDY DIANY

Według „Powieści rzeczy istej o założeniu klasztoru na Łysej Górze” w tym miejscu wznosił się w pogańskich czasach zamek. Jan Długosz w swoich „Rocznikach…” przekazuje ludową legendę, że twierdzę tę wznieśli jacyś olbrzymi. Staropolski kronikarz zapisał: „Łysa góra, w ziemi Sandomierskiej, blisko miasteczka Opatowa […]. Jeżeli wierzyć można staremu podaniu gminnemu, sławna była niegdyś olbrzymami, którzy na niej zbudowali zamek, jak świadczą ogromne kupy gruzów i głazów. […] Niewiadomo który z olbrzymów i kiedy zbudował ów zamek z tak długiemi ścianami, z tak ogromnych i niepożytych głazów, i tak wielkim trudem. Potwornych zwalisk tej olbrzymiej budowy, ogromnych kup gruzów i kamieni, ani ciernie, ani kolczyste rośliny, ani gęsto drzewa i mchy zakryć nie mogły”. Także według Jana Długosza na Łysej Górze: „[…] znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie żyjących Słowian, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda”.
Wcześniej pisze o tym zamku XIII-wieczna „Kronika Wielkopolska”. Dopowiada, że to „zamek pani każącej się czcić jako bogini Diana” po tym jak pokonała wojska Aleksandra Wielkiego. Rzymska boginii Diana miała odpowiadać słowiańskiej Dziewannie. Również dokument związany z ufundowaniem opactwa benedyktynów z lat 1376-86 mówi „in loco castri Calvimontis”, czyli „w miejscu zamku Łysogórskiego”. Z początku XVIII w. pochodzi anonimowa relacja: „[…] przy pomienionym Zamku Łysiec nazwanym wybudowana była Bałwochwałnica; to iest Bożnica, abo Kościół Poganski, przy którym także wymurowane były, zacne y znaczne budynki, Pałace, Pokoie, które potym (iako się niżey powie) ogień piorunowy rostrzaskał, rozwalił, y spalił. Zaczym, z onych murów rozwalonych kamienie gorę tę pokryły: tak dalece, iż się drzewu, na tym mieyscu rodzić y krzewić niedopuściły. Y lubo insze góry okoliczne, tey gorze przyległe, gęstemi się lassami, y wysokiemi drzewami pokrywały; wierzch iednak tey góry zawsze był ogołocony, nieiaką łysość abo Kalwaryą pokazuiąc”. Ten opis sugeruje ludzkie a nie naturalne „pochodzenie” gołoborzy na Łyścu. Z kolei w „Nowych Atenach” Benedykta Chmielowskiego – Łysa Góra opisana jest tak: „Był tam niegdy Polaków Asylum Forteca i Antemurał, jako z kamieni wielkich i murów trzech górę tę otaczających łatwo wnosić. Tam bogata mieszkając Pani, a tryumfując z Nieprzyjaciół, udała się za Dianę Boginię”.
Jednak to nie koniec zagadek. „W zakrystii schowana była głowa odtrącona od posągu pogańskiej kapłanki. Grecki profil, delikatna dosyć robota, zdają się wskazywać, iż jest to po prostu część posągu jakiejś świętej, może i dawniejszego jeszcze kościoła” – zapisano w „Wycieczce do kościoła świętokrzyskiego na Łysej Górze”, w numerze 33. „Kłosów” z 1881 r.. Według tej samej relacji, kilkadziesiąt kroków poniżej kościoła w tym czasie wyraźne jeszcze były ślady jakichś fundamentów. Zakrystian (kościelny) miał je nazwać domem kapłanki pogańskiej, strzaskanym przez pioruna. Dalej w tym samym artykule czytamy: „Fundament znaleziony jest z kamienia kwarcowego, z jakiego składa się skała, na której stoi kościół; w pośrodku leży kilka kawałków kolumn tejże samej grubości co znajdujące się przy cmentarzu kościelnym po lewej stronie, które mają 35 cm średnicy a 130 cm długości. Pokazywał nam również w zakrystii schowaną głowę wyraźnie częścią odtrąconą od posągu, jak nam mówił, tej pogańskiej kapłanki”. Do dziś na Łysej Górze przetrwały ruiny kamiennego wału o długości około 2 km i wysokości 2 m, mogącego całkowicie otaczać górę. Czy był on związany z fortyfikacjami nieistniejącego już od stuleci zamku, czy też miał charakter kultowy (jak się powszechnie przyjmuje)?
Czy to był posąg kapłanki, czy królowej – to i tak może być mowa o jednej postaci, znanej jako królowa-kapłanka Wanda. Według zaginionej kroniki Miorsza (za Augustem Bielowskim), nie żaden Aleman, a Langar król Agryanów na prośbę Aleksandra Wielkiego w 336 roku p.n.e. napada na królestwo Wandy. Powodem najazdu miało być wsparcie Lęchitów dla Klejtosa, który toczył wojnę z Aleksandrem. Po powstrzymaniu najeźdźców Wanda miała powody do chwały i mogła zażądać czczenia przez poddanych jako bogini.
Tak czy owak, łysogórskie podziemia i ruiny ponad nimi kryją tyle zagadek naszej historii, że powstrzymywanie się od ich rzetelnego zbadania to co najmniej antynarodowa głupota.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 20 wrz 2017, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/ ... ni-bracia/

Scytowie a Lęchowie – rozdzieleni bracia
Posted on 6 września 2017 by Miron



W dyskusjach o Scytach Królewskich często spotyka się pogląd, że stanowili oni warstwę wojowników panujących w całej federacji ariosłowiańskiej. Taki obraz jest rekonstruowany nie tylko z analizy „Dziejów” Herodota, ale także z odkryć w kurhanach. Można nawet w oparciu o te dowody, jak i późniejsze doniesienia Greków o Scytach, określić czas, w którym Królewscy rzeczywiście stanowili najpotężniejszą siłę na północ od Dunaju oraz mórz Czarnego, Kaspijskiego i Aralskiego. Były to wieki od VIII do IV p.n.e., ale ich kurczące się państwo przetrwało kilkaset lat dłużej. Dzieje Lęchów zaczynają się o wiele wcześniej, biegną jeszcze dalej i stają się coraz bardziej odrębne.
Wydzielanie się ludu scytyjskiego ze wspólnoty praaryjskiej zaczęło się w dorzeczu Wisły ok. 3 800 lat p.n.e.. Według odkryć genetyków z zespołu Petera Underhilla w tym czasie nastąpiły mutacje, które dały początek późniejszym narodom słowiańskim z jednej strony oraz indoirańskim z drugiej. Według Underhilla, indoirańska haplogrupa R1a-Z93 i słowiańska R1a-Z282 rozeszły się niemal 6 tys. lat temu i nie spotkały się potem, bo w Indiach i Iranie nie ma R1a-Z282, a w Europie Środkowo-Wschodniej brak R1a-Z93. Zdaniem Underhilla, rozejście się tych rodów można łączyć z ostatecznym rozpadem wspólnoty praindoeuropejskiej i z początkiem kształtowania się języków praindoirańskiego i prasłowiańskiego.
Wszystko więc wskazuje, że około 3 800 r. p.n.e. doszło najpierw do mutacji R1a M458 na R1aZ282 i R1 Z93, a następnie do ich ekspansji z terenów dzisiejszej Polski – między 3 250 r. p.n.e. (na Zachód), a 3000 r. p.n.e. (na Wschód). Na stepach między Powołżem a Mongolią zaczęły rozwijać się kultury m.in. andronowska i tocharska, a przed ok. 1500 r. p.n.e. ich przedstawiciele poszli na Południe – do Indii i Iranu. Mniej więcej w tych samych czasach następują inwazje ludów prasłowiańskich na Italię (Etruskowie) i południowy skraj Bałkanów (Achajowie, Jonowie, Dorowie – G/Hellenowie), a także na Egipt i Bliski Wschód (Ludy Morza – Filistyni). Z innej strony, wersję o rozejściu się aryjskiej rodziny potwierdziły badania Anatola Kłosowa, który na około 5-4 tys. lat p.n.e oszacował rozejście się tego ludu po Europie oraz dalej na wschód, za Ural. Stworzyli kulturę Sintaszta i Andronowo, skąd wyszła fala ludzka, która w północnych Indiach dała początek nowej cywilizacji.

Obrazek

Powrót synów

Jednak w Środkowej Azji sytuacja odwróciła się na początku I tysiąclecia p.n.e.. Stamtąd grupy Skołotów (to własna nazwa Scytów), pod naporem pramongołów około VIII w. p.n.e., ruszyły z powrotem na Zachód i pod grecką nazwą Scytowie pojawiły się w Europie. Ten nowy lud powrócił więc na ziemie, z których dwa tysiące lat wcześniej wywędrował. Najpierw opanował północne okręgi Morza Czarnego, a następnie wkroczył na północne ziemie ilirotrackie (postwinczańskie) – dzisiejsze Mołdawia, Rumunia i Węgry aż do wschodnich terenów Austrii i Słowenii. Odkrycia archeologiczne wskazują, że w VII w. p.n.e. Scytowie stali się wojowniczą klasą panującą na tych ziemiach. W tym okresie mogli zacząć docierać do nadwiślańskiej praojczyzny, ale nie zapanowali nad nią.


Oddalający się krewniacy

Zróżnicowania kulturowe narastające od III tysiąclecia p.n.e. wynikają z warunków środowiska naturalnego, w którym żyły oba rozdzielone rody. Skołoci zajęli ziemie głównie stepowe – skupili się na pasterstwie i wzmacnianiu sztuki wojennej dostosowanej do odpierania ataków koczowników oraz zdobywaniu nowych obszarów. Lęchici pozostali wśród lasów i łąk – kontynuowali rolnictwo i budowali grody chroniące przed najazdami na ojczyznę, która była dla nich dostatecznie zasobna. Emigranci na Zachód stworzyli kultury identyczne z lęchickimi. Co prawda, Scytowie w okresie kolonizacji greckiej na północnych wybrzeżach Morza Czarnego prowadzili wielkoobszarową uprawę pszenicy na Ukrainie, ale – jak pisze Herodot – sami nie jedli tego zboża. Wszystko sprzedawali Grekom. Być może podporządkowali sobie i eksploatowali rolników – spadkobierców kultury Tripolie. Być może – w oparciu o przejętą metalurgię kimmeryjską i rzemieślników z helleńskich kolonii nad Morzem Czarnym rozwinęli zaawansowaną formalnie sztukę. Chociaż mogło być zupełnie inaczej – poprzez Tripolie Scytowie przejęli osiągnięcia metalurgiczne winczańskie i trackie lub podczas pobytu w Azji dopracowali się własnych technologii, o czym świadczy analiza znalezisk kultury andronowskiej. Wciąż pozostaje do rozwiązania zagadka pogodzenia ich koczowniczego trybu życia z wybitną sztuką złotniczą.


Pogrzeb władcy

Inną formą przystosowania do surowych warunków stepu może być odwrót do bardziej archaicznych form organizacji państwa – z jednym wodzem o mocnej ręce, potrafiącym zapanować nad ciągle przemieszczającymi się nomadami. W kulturze Scytów znajdujemy wiele śladów typowo wschodniej despotii rodem z terenów okołopustynnych. Rządzili nimi dziedziczni władcy absolutni. Byli prawdziwymi panami życia i śmierci. Ślady pochówków świadczą o krwawych ofiarach zabieranych przez wodzów do grobów. Archeologowie potwierdzają opisy Herodota sprzed dwóch i pół tysiąca lat.
Historyk z Halikarnasu napisał: „Jeżeli u Scytów Królewskich umrze król, kopią tam w ziemi wielką czworokątną jamę. Skoro ją przygotują, biorą trupa (…) i transportują na wozie do innego ludu. Ci zaś, którzy przywiezione do nich zwłoki przyjmą, czynią to samo, co Scytowie Królewscy – pierwsi dostawcy zwłok: odcinają sobie kawałek ucha, strzygą wkoło włosy, robią nacięcia dokoła ramion, rozdrapują sobie czoło i nos i lewą rękę przebijają strzałą. Stąd przewożą zwłoki do innego ludu swego państwa, a towarzyszą im ci, do których wprzódy przybyli. Skoro zaś ze zwłokami przejdą wszystkie ludy, znajdują się już u Gerrów, ludu mieszkającego na samej granicy ich państwa, i przy grobach. Następnie składają zwłoki do grobu […] W pozostałej, obszernej przestrzeni grobu grzebią jedną z nałożnic króla, którą wprzód duszą, dalej podczaszego, kucharza, koniucha, posługacza, gońca królewskiego i konie […]. Po załatwieniu tych czynności sypią wszyscy wielki kopiec […] Po upływie roku to znowu czynią: Biorą z pozostałych sług króla najgorliwszych […]; z tych więc służących duszą pięćdziesięciu i tyleż wyjątkowej piękności koni […] Potem przez cielska koni przepychają wzdłuż aż do szyi grube drewna i wysadzają je na półobręcze, tak że przednie półobręcze podtrzymują łopatki koni, tylne dźwigają brzuch przy udach, obie zaś pary nóg wiszą w powietrzu. Wreszcie narzucają na konie uzdy i cugle, ściągają cugle ku przodowi i przywiązują je do kołków . A każdego z uduszonych pięćdziesięciu młodzieńców wysadzają na konia […]. Ustawiwszy tego rodzaju jeźdźców dokoła mogiły, odchodzą”.
To jeden z najbardziej makabrycznych opisów obrzędów pogrzebowych, jakie znają karty ludzkiej historii. Do tego poświadczony wykopaliskami archeologicznymi.
Zupełnie inny charakter pochówków charakteryzuje – współczesny Herodotowi, ale niestety nie opisany – schyłek kultury łużyckiej i rozwój pomorskiej na ziemiach lęchickich. Tu bezcenne są ustalenia archeologów. Przede wszystkim powszechna była kremacja. Zmarłych palono na drewnianych stosach wraz z przedmiotami, które służyły im za życia. Spalone szczątki zbierano pieczołowicie do glinianych popielnic, które zakopywano na cmentarzyskach. W kulturze pomorskiej charakterystyczne były groby skrzynkowe zbudowane z płyt kamiennych zorientowanych na kierunki świata. W nich były popielnice zdobione wyobrażeniem twarzy ludzkiej, jak u Etrusków. Wyposażenie grobów – niezależnie od pozycji społecznej zmarłego – było skromne. Składały się na nie głównie osobiste ozdoby, czasem narzędzia czy przybory toaletowe. Pojawiały się kamienie żarnowe, pożywienie, a czasami broń lub przedmioty ją symbolizujące (np. pochwy od mieczy). Mamy więc obraz społeczeństwa egalitarnego, rolniczego, jak trzeba – wojowniczego, ale dbającego o higienę, a stroniącego od przepychu. O ofiarach pośmiertnych nie ma mowy. Poza – nie zweryfikowanymi archeologicznie – doniesieniami o dobrowolnym udawaniu się na stos kobiety związanej za życia z umarłym mężczyzną. W późnych opisach podróżników arabskich z IX-X w. mamy opis zachowania słowiańskich wdów: „Gdy zmarły zostanie spalony, udają się do niego nazajutrz, biorą popiół z owego miejsca, dają go do popielnicy i stawiają na pagórku”, czyli dbają o popioły męża, ale nie płoną z nim razem. Na cześć zmarłego urządzano tryznę, która u jednych kronikarzy oznaczała igrzyska , a u innych zapasy. Ten zwyczaj pojedynku ku czci zmarłego kultywowali np. Etruskowie, a Rzymianie dokonali zwyrodnienia tego obyczaju w postaci walk gladiatorów. Słowiański pogrzeb był uroczystością z tańcami w maskach, gonitwami konnymi i rytualnym poczęstunkiem. Taką stypę Słowianie odprawiali też w różnych terminach po śmierci, a nawet w rocznicę pochówku. Działo się tak niezależnie od tego kim był czczony przodek. W kulturze łużyckiej nie sposób jednoznacznie określić, która mogiła jest miejscem spoczynku króla, a która chłopa. W scytyjskiej – wielkie i bogato wyposażone kurhany – zostawiają wskazówkę podobną egipskim piramidom, czyli jednoznacznie wskazują na miejsce spoczynku najmożniejszego.


Polska – serce świata

Kultura łużycka stała się więc podstawą późniejszej słowiańskiej „łagodności serca”, wspólnej nie tylko Polakom i Czechom, ale też np. Słoweńcom. Największą karą dla złoczyńców była banicja, a więc życie w innych społecznościach było dla Łużyczan najgorszym piekłem. Pod wpływem agresji zewnętrznej (niestety zapoczątkowanej przez braci Scytów, a kontynuowanej przez Celtów, Rzymian i Teutonów) ta tolerancja po upadku Łużyczan została wystawiona na ciężką próbę. Niemniej, jeśli przyjrzymy się dziejom Republiki Nowogrodzkiej czy Rzeczpospolitej Jagiellonów, to widzimy w działaniu państwa przeciwieństwo jedynowładczej tyranii. Sprzyjało to wysokiemu poziomowi codziennego życia większości społeczeństwa, a nie wybranych – stąd pewnie herodotowe określenie Agatyrsów jako „ludzi żyjących najwykwintniej“ w opisywanym przez niego świecie. Ta postawa przeniesiona została też na greckie polis. Ateńczycy skodyfikowali prastary obyczaj społeczności znad Wisły i Dunaju, tworząc podwaliny systemu demokracji. Wyszedł on wprost z naszego wiecowania.


Kobieta wąż i Herakles

Według, spisanej przez Herodota scytyjskiej legendy ich naród zapoczątkowało najmłodsze dziecko kobiety-węża i Heraklesa. Z tego związku zrodziło się ogółem trzech synów. Najstarszym był Agatyrsos, kolejnym – Gelonos, a ostatnim Skytes – praojciec Scytów. Nie można stwierdzić dziś, że imiona synów Heraklesa grecki historyk podał w oryginalnym brzmieniu – raczej przetłumaczył na ojczysty język to co usłyszał w obcym, albo – bardziej prawdopodobne – zapisał to co mu kupcy z kolonii greckich nad Morzem Czarnym opowiadali. O Gelonach napisał: „Są bowiem Gelonowie co do pochodzenia Hellenami, którzy wypędzeni ze swoich punktów handlowych, osiedlili się u Budynów; posługują się bądź scytyjskim, bądź helleńskim językiem”. Gelonowie/Helenowie to przodkowie tych Lęchów/Lachajów/Achajów, którzy w II tysiącleciu p.n.e. opanowali dzisiejszą Grecję i rozpoczęli jej cywilizację. Potomkowie najmłodszego brata zasiedlili Azję aż do Indii, a później ich część wróciła do Europy, gdzie zastał ich Herodot. Dzieci Agatyrsa zostały tam, skąd pochodziły – na łęgowych/lęhowych ziemiach między Łabą a Bugiem. I do dziś tu mieszkają – w sercu cywilizacji dzisiejszego świata, w którym młodsi synowie szukają swojej własnej drogi i wyższości nad ojcami. „Normalne to są dzieje”.

NA ZDJĘCIU: naszyjnik z kurhanu scytyjskiego władcy, „krwawego barbarzyńcy”, o estetyce co najmniej dorównującej helleńskiej rzeźbie. FOT: religie.424.pl.

Źródło artykułu
http://rudaweb.pl/index.php/2017/02/17/ ... ni-bracia/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 21 wrz 2017, 09:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
http://bialczynski.pl/2016/12/28/stare- ... kie-pismo/

Stare bośniackie pismo
Opublikowano 28 grudnia 2016 przez Białczyński

Obrazek

http://bosnia-aspnet.blogspot.ba/2013/0 ... nload.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 22 wrz 2017, 09:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/ ... nas-panie/

Od furii Słowian zachowaj nas Panie
Posted on 28 grudnia 2016 by Miron


Rycina prezentująca chąśników niosących swoją łódź.


Dzięki bardzo dobremu serialowi o życiu legendarnego wodza Ragnara Lothbroka wzrosło w Polsce zainteresowanie wikingami – tymi z dzisiejszej Danii, Norwegii, czasem ze Szwecji. Pamiętajmy jednak, że dawni Słowianie również mieli swoich „wikingów”, zwanych tu „chąśnikami”.
Skąd wzięło się i co oznacza słowo „wiking”? Według jednych sformułowanie to wywodzi się od słowa vikingr, które pochodzi ze staronormańskiego i oznacza wszystkich Skandynawów. Według innych opracowań to samo słowo oznacza po prostu morskiego pirata. Z kolei gdy rozbijemy ja na cząstki, to „vik” – w zależności od tłumaczenia – oznacza bądź „zatokę” (ponownie staronormański) bądź też „osadę portową” (tym razem starogermański). Która z tych tez jest prawdziwa? Sądzę, że śmiało możemy przyjąć, że wszystkie po trochu.
A jak sprawa wygląda z „chąśnikami”? Tutaj badacze są bardziej zgodni i jako wyjściową opcję podają słowo „chąśba”, które oznaczało „napad”, ewentualnie „rozbój”.
Niezwykła popularność serialu „Wikingowie” sprawiła, że wzrosło też zainteresowanie ich słowiańskim odpowiednikiem – chąśnikami. Znając już pochodzenie słów, możemy śmiało przejść do samych słowiańskich wikingów.
Okres, w którym chrześcijaństwo głosami swych księży i mieczami swych wojowników wzięło się do ostatecznej rozprawy ze skandynawskimi wikingami, był złotym czasem dla chąśników. Przyjmuje się, że praktycznie od końca X aż do połowy XII wieku, to oni królowali na Bałtyku. Do ich największych baz wypadowych zaliczano m. in. Kołobrzeg, Szczecin czy Wolin.
Byli nie tylko doskonałymi żeglarzami, ale również sprawnymi wojownikami. Zaczynali od wysłania szpiegów, którzy badali, czy konkretny teren jest na tyle zamożny, że warto go najechać. Dopiero po takim rekonesansie przygotowywano atak. Przeprowadzano go najczęściej pod osłoną nocy, by maksymalnie zaskoczyć przeciwnika.
Źródło oryginalnego artykułu
Obyczaje SłowianNa pokład każdej ze zwrotnych i szybkich łodzi, jakimi dysponowali chąśnicy, wchodziło około 30 osób. Uzbrojenie wojowników składało się w głównej mierze z toporów, oszczepów i łuków. Chąśnicy raczej nie nosili kolczug, a za ochronę musiały im wystarczyć skórzane kaftany nabijane ćwiekami.
Często zdarzało się, że po udanym ataku chąśnicy przeprowadzali coś na kształt kolonizacji, pozostawiając na danym terenie osadników, którzy wspierali ich podczas kolejnych wypraw. Te działania były skuteczne, dlatego w niektórych rejonach Danii i Szwecji powstały spore społeczności Słowian.

Obrazek
Pomnik Jana Wyszaka stoi do dziś na Wałach Chrobrego w Szczecinie. fot. ZP.pl


Jednym z bardziej znanych chąśników był Jan Wyszak czy też pisząc zgodnie z ówczesnymi prawami – Johannus Witscacus. Jest to postać niezwykle barwna, gdyż obok zajmowania się piractwem, był także kupcem oraz… wójtem.
Nade wszystko ciągnęło go jednak do morskich wypraw. Przez szereg lat skutecznie udawało mu się wywodzić w pole Duńczyków, na których zdobywał pokaźne łupy wychodząc cało z wielu opresji. W końcu jednak i jemu przestało sprzyjać szczęście – po wpadnięciu w zasadzkę został wtrącony do duńskiego lochu. Wyrok za tego typu działania mógł być tylko jeden – śmierć.
Ale wtedy – zgodnie z legendą – zdarzył się cud. Wyszakowi przyśnił się bowiem biskup niemiecki Otton, który chrystianizował pogańskie Pomorze. We śnie kapłan obiecał mu wolność, gdy tylko przyjmie wiarę chrześcijańską. Gdy Wyszak obudził się, spostrzegł, że krępujące go liny opadły. W takim przypadku ucieczka z lochu była już jedynie formalnością. Co ciekawe i istotne, naszemu bohaterowi na niewielkiej łodzi (dłubance) udało się szczęśliwie powrócić na Pomorze i odtąd stał się przykładnym chrześcijaninem.
W kronikach znajdziemy liczne zapisy z działalności bałtyckich piratów.
Wśród najważniejszych dat pojawia się rok 1043, kiedy to chąśnicy zdobywają i plądrują bogaty duński port Hedeby (w wyniku ich działań król Danii zmuszony został do ucieczki z własnego kraju).
W roku 1135 chąśnicka flota pokonała duńską flotę wojenną, przez co droga do stolicy Danii stanęła otworem, a ona sama została splądrowana.
Jeden z największych sukcesów chąśników miał miejsce rok później, kiedy to pod wodzą księcia Racibora Pomorskiego wyruszyli z wyprawą na norweską Konungahellę. Po raz kolejny ujawnił się duży kunszt żeglarski chąśników. Ich flota wpłynęła w głąb lądu wąską rzeką, po drodze unikając zasadzki oraz staczając zwycięską bitwę z norweskimi jednostkami. Po przybyciu pod Konungahellę pomorscy wojowie zniszczyli zacumowane tam statki, a następnie – po licznych atakach – ostatecznie zdobyli, splądrowali i spalili miasto.

Obrazek
Racibor I Pomorski z żoną Przybysławą – jeden z wodzów chąśników. Płyta nagrobna z ok. 1370, w wieży kościoła w Uznamie.


Książę Racibór miał ciężką rękę jeśli chodziło o Danię, gdyż w latach 1136-1138 kilkukrotnie ją najeżdżał, zgarniając ogromne łupy i pozostawiając spalone miasta. W kolejnych latach chąśnicy splądrowali m.in. Lubekę, ponownie Danię oraz Meklemburgię.
To właśnie na skutek tych wypraw w tamtejszych kościołach zaczęto modlić się słowami „od furii Słowian zachowaj nas Panie”.
Wszystko jednak ma swój kres, a ten dotyczący chąśników nadszedł w 1184 r. Król Danii Waldemar I, mając już dość nieustannych napadów, zawiązał sojusz z Henrykiem Lwem, księciem Sasów. Kolejna wyprawa pomorskich wikingów kończy się ich klęską pod Zingst. W wyniku tego, rok później książę pomorski zmuszony jest do złożenia hołdu królowi Danii.
Gdy przyjrzymy się działalności chąśników możemy zauważyć, że wiele nauczyli się od skandynawskich wikingów. Przez szereg lat dysponowali znaczną siłą militarną i ekonomiczną. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie wrodzona skłonność do wewnętrznych waśni, mogliby założyć własne państwo, które stałoby się na pewno jednym z większych w rejonie morza Bałtyckiego. Jak jednak wiemy, wypadki potoczyły się zupełnie inaczej…

O AUTORZE Michał Lipka
– historyk, pasjonat historii polskiej Marynarki Wojennej od chwili jej powstania do czasów obecnych.

Czytaj więcej na:
http://historia.trojmiasto.pl/Od-furii- ... 04985.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 30 wrz 2017, 16:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37270
https://slowianskibestiariusz.pl/bestia ... -latawica/

Latawiec, Latawica
Jan Kamoń Listopad 16, 2016 Demony Powietrzne Skomentuj 4,897 Views

Latawiec i latawica to demony słowiańskie powstające z dusz poronionych dzieci oraz wisielców. Jak większość demonów powstałych z dzieci zmarłych przed nadaniem imienia ochronnego, latawce i latawice utożsamiane były z siłami powietrza. Potrafiły wciągnąć człowieka w wir powietrzny, mimo powiązań z siłami atmosferycznymi częstym widokiem bywały latawce i latawice ginące od rażenia piorunem w trakcie burzy. Początkowo uznawane za demony nieszczególnie szkodliwe dla ludzi, istniała szansa udomowienia latawca lub latawicy. Jeśli latawica bądź latawiec dał się nam przekupić sporym poczęstunkiem mógł między innymi napędzać wiatrak młynarzowi. W najgorszym wypadku taka współpraca kończyła się uwiedzeniem przez przez latawca/latawicę. Demony te przelatując wraz z wichrem nad siedzibali ludzkimi wydawały przeraźliwe okrzyki i piski. Z czasem nadejścia chrześcijaństwa demon coraz częściej kojarzony był z rozwiązłością seksualną. Zależnie od przybranej postaci, miał uwodzić młodzieńców i dziewice zmuszając ofiarę do grzechów nieczystych i doprowadzając do śmierci z tęsknoty.

Obrazek
Latawiec. Autor: Patrycja Podkościelny


Mało wiemy o wyglądzie tego demona ze względu na jego skryty tryb życia, przez większość czasu przebywał ukryty w cieniu. Latawiec ukazywał się najczęściej pod postacią wielkich czarnych ptaków. Za sprawą iluzji potrafił niezwykle sprawnie uwodzić ludzi, jego wzrok był hipnotyzujący, a dotyk rozpalał ogień w lędźwiach i budził w człowieku żądzę zbliżenia. Podobnie sprawa miała się w przypadku latawic.

Opisy latawca z podań ludowych:
Od pierwszej chwili poznania go, jakby nie należała do ziemi, zrywała wszelkie stosunki rodzinne. Nic ją w domu nie zajmowało, uciekała od zabawy, tańca i muzyki, a biegła w to miejsce, gdzie pierwszy raz Latawca ujrzała. Stąd, wlepiwszy tęskne oczy w niebo, wzywała go spojrzeniem, głosem i pragnieniem serca. (…) – Leonard J. Pełka, Polska Demonologia Ludowa
Żadna kobieta nie była w stanie oprzeć się potędze jego spojrzenia. A dotknięcie ręki Latawca zamieniało ją prawie w kamień. Wlepiała w niego oczy z nieopisaną rozkoszą, serce jej uderzało nie znanym jej nigdy uczuciem, pragnęła jego pieszczoty, a mdlała w uściskach Latawca. – Leonard J. Pełka, Polska Demonologia Ludowa

Podobne wpisy:
Leszy – opiekun lasu
https://slowianskibestiariusz.pl/bestia ... sne/leszy/
Kłobuk
https://slowianskibestiariusz.pl/bestia ... we/klobuk/
Utopiec, Topielec
https://slowianskibestiariusz.pl/bestia ... e/utopiec/
Mamuna / Dziwożona
https://slowianskibestiariusz.pl/bestia ... dziwozona/
Rodzanice – słowiańskie kreatorki losu ludzkiego
https://slowianskibestiariusz.pl/bogowie/rodzanice/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 191 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /