Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Józef Piłsudski a Roman Dmowski...wizje i wnioski
PostNapisane: 11 maja 2011, 15:31 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3072
Romana Dmowskiego spotkania z Józefem Piłsudskim


Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego, bez wątpienia najwybitniejszych Polaków spośród pokolenia „niepokornych”, dzieliło bardzo wiele, a łączyło – oprócz bezinteresownej, choć różnie rozumianej, miłości do Polski – stosunkowo mało. Oprócz odmiennych charakterów i temperamentów politycznych różniła ich bowiem rzecz w polityce najważniejsza – ideologia. Inaczej widzieli oni drogi, które miały doprowadzić do odzyskania przez Polskę niepodległości, inne też mieli poglądy na kształt odrodzonej Rzeczypospolitej.
W dwudziestoleciu międzywojennym obozy polityczne, którym przewodzili Dmowski i Piłsudski, dzieliło już w zasadzie wszystko. Zarówno historyczna przeszłość, czyli spór o to, który z nich bardziej zasłużył się w dziele odzyskania niepodległości, jak również polityczna teraźniejszość oraz przyszłość tj. spór o koncepcję ustrojową (a w pierwszych latach niepodległości – również terytorialną) i wizję Polski. Trwały kompromis, zwłaszcza po przewrocie majowym w 1926 r.,
pomiędzy ideologią narodową, a państwowymi ideami piłsudczyków okazał się niemożliwy do zrealizowania. Stanisław Cat Mackiewicz w pisanej jesienią 1940 r. w Londynie Historii Polski zanotował znamienne zdanie:
„Historia, którą piszę mogłaby się nazywać >>Piłsudski i Dmowski<<.
Dzieje mego pokolenia, to walka tych dwóch ludzi”.
Cat ubolewał, że obu tym wielkim Polakom i zarazem wielkim antagonistom przyszło żyć w tym samym okresie:
„Gdybyż można było ich rozsunąć w czasie. Współżycie tych ludzi w jednej epoce było elementem osłabiającym Polskę”.1
Niniejszy szkic przypomina okoliczności ich spotkań.
Dmowski i Piłsudski znali się osobiście. Trudno dokładnie ustalić, kiedy się poznali. Niektórzy historycy nie wykluczają, że do ich pierwszego spotkania mogło dojść już na początku 1893 r. w Warszawie. Za Wacławem Sieroszewskim przyjmują oni, że Józef Piłsudski, który kilka miesięcy po powrocie z zesłania (30 czerwca 1892 r. był już w Wilnie) udał się do Warszawy, zetknął się tam z przedstawicielamiśrodowiska skupionego wokół pisma Głos, m.in. właśnie z Romanem Dmowskim.2
Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, gdyż Dmowski, który wówczas przez Szwajcarię wracał z Paryża, został 12 sierpnia 1892 r. na granicy austriacko-rosyjskiej aresztowany przez policję carską pod zarzutem zorganizowania przed rokiem manifestacji z okazji 100-lecia uchwalenia Konstytucji 3 Maja.3

W więzieniu śledczym w warszawskiej Cytadeli przetrzymywany był do 3 stycznia 1893 r. Wprawdzie przez następnych 10 miesięcy oczekiwał w Warszawie na wyrok i mógł już w styczniu spotkać się z Piłsudskim, ale poza wzmiankowaniem tego zdarzenia przez Sieroszewskiego, brak jest o nim jakichkolwiek innych informacji. Tak więc do pierwszego – najprawdopodobniej - spotkania Romana Dmowskiego z JózefemPiłsudskim doszło dopiero kilkanaście miesięcy później w Wilnie.4 Na mocy wyroku, podpisanego przez cara Aleksandra III w listopadzie 1893 r., Dmowskiemu zakazano pobytu na obszarze zaboru rosyjskiego przez okres 5 lat. Jako miejsce osiedlenia wybrał Mitawę (obecnie Jełgawa) nieopodal Rygi, w której przebywał do lutego 1895 r. Z Mitawy, mimo policyjnego nadzoru, Dmowski często przyjeżdżał do Wilna, które było wówczas centrum działalności PPS, chociaż jej wpływy w tym mieście były znikome. Właśnie w Wilnie poznał Piłsudskiego.

Zdaniem niektórych autorów, powodem częstych wizyt Pana Romana w Wilnie była „Piękna Pani” – Maria z Koplewskich Juszkiewiczowa, córka znanego wileńskiego lekarza, w której przywódca obozu narodowego miał się zakochać „bez cienia wzajemności”.5
Jeśli rzeczywiście był to główny powód wizyt Dmowskiego, to zabiegi o rękę Juszkiewiczowej przegrał on z Piłsudskim, który w czerwcu 1899 r. poślubił „Piękną Panią”, przy okazji zmieniając wyznanie z rzymskokatolickiego na ewangelicko-augsburskie. Dmowski do końca życia pozostał kawalerem.

Dziesięć lat później, w lipcu 1904 r., Dmowski z Piłsudskim spotkali się ponownie, tym razem w Tokio, gdzie obaj przybyli niezależnie od siebie i w zupełnie różnych, wykluczających się celach. O tym tokijskim spotkaniu i pierwszych poświadczonych wielogodzinnych rozmowach jakie wtedy odbyli wiadomo znacznie więcej niż o epizodzie wileńskim.6
Od prawie pół roku trwała już wojna rosyjsko-japońska, z którą zarówno PPS jak i Narodowa Demokracja wiązały określone nadzieje.
Socjaliści rozważali możliwość zorganizowania na tyłach armii rosyjskiej zakrojonej na szeroką skalę akcji dywersyjnej, z antyrosyjskim powstaniem w Królestwie Polskim włącznie. Spodziewali się, że Japończycy w zamian wesprą PPS dostawami broni i amunicji oraz udzielą jej pomocy finansowej.
[b]Narodowcy natomiast byli przeciwni powstańczym planom PPS uważając, że nieprzemyślane kompletnie nieprzygotowane powstanie stałoby się jeszcze większą katastrofą niż powstanie styczniowe.

Z japońskiego punktu widzenia taka akcja byłaby również niekorzystna, gdyż szybkie stłumienie powstania umożliwiłoby Rosji wycofanie poważnych sił z Królestwa i przerzucenie ich na Daleki Wschód.
Dla Japonii znacznie korzystniejsza była groźba ewentualnego powstania i napięcie polityczne w Królestwie zmuszające Rosję do utrzymywania tam silnych garnizonów wojskowych, które tym samym nie mogły zostać użyte w wojnie na Dalekim Wschodzie.

Roman Dmowski w swoją podróż do Tokio wyruszył 7 kwietnia 1904 r. wsiadając w Liverpoolu na statek płynący do Halifaxu. Po kilkudniowym pobycie w Chicago, w końcu kwietnia udał się koleją do Vancouver, skąd 2 maja odpłynął do Jokohamy. Do Tokio przybył 15 maja. Józef Piłsudski wraz z Tytusem Filipowiczem przybyli do Japonii dwa miesiące później. Na początku czerwca wypłynęli z Liverpoolu do Nowego Jorku. Następnie przez Chicago udali się do San Francisco, stąd dalej statkiem do Jokohamy, gdzie przybyli w nocy z 9 na 10 lipca. Następnego
dnia byli już w Tokio. W tym też dniu – 11 lipca 1904 r. doszło do pierwszego spotkania Piłsudskiego z Dmowskim.
Nie było to, jakby z pozoru mogło wyglądać, przypadkowe spotkanie na ulicy. Doszło do niego z inicjatywy Piłsudskiego. Po przyjeździe do Tokio i zakwaterowaniu w hotelu „Seiyoken”, Piłsudski, przeczytawszy w Japan Times nazwisko Dmowskiego w wykazie gości hotelu „Metropol”, postanowił wraz z Filipowiczem złożyć mu wizytę. Zresztą o poczynaniach Dmowskiego w Tokio kierownictwo PPS było dość dokładnie informowane przez Jamesa Douglasa. Ów Szkot z pochodzenia, wychowany w polskim środowisku na Kresach, wyjechał do
Tokio jako korespondent endeckiego Słowa Polskiego, ale równocześnie był tajnie związany z PPS, składając sprawozdania ze swych działań Witoldowi Jodko-Narkiewiczowi. Douglas towarzyszył właśnie w spacerze Dmowskiemu, gdy rikszą nadjechali Piłsudski z Filipowiczem.

Nasi dryndziarze byli trochę rozpędzeni – notował w swoim dzienniku Filipowicz – więc minęliśmy tę parę nim oni nas spostrzegli, nie mogliśmy więc obserwować pierwszego wrażenia na obliczu Dmowskiego. James [Douglas] jednak twierdzi, że na widok Ziuka [Piłsudskiego] Dmowski na chwilę skamieniał. Przywitanie było jednak bardzo grzeczne, niemal czułe.7

Piłsudski zaprosił Dmowskiego do swojego hotelu na obiad (razem z Douglasem i Filipowiczem), w trakcie którego odbyli pierwszą rozmowę. Dmowski opowiedział Piłsudskiemu o swej dotychczasowej działalności w Japonii (m.in. o swojej wizycie w obozie dla Polaków jeńców z armii rosyjskiej w Matsuyamie) i złożeniu władzom japońskim dwóch memoriałów. Pierwszy dotyczył ogólnej sytuacji politycznej w Rosji, drugi spraw polskich. Jak pisze Filipowicz, „Dmowskiemu zaimponowało to, że nas [Japończycy] wezwali sami. Ogromnie ciekaw, czego zażądają”. 8 Trzy dni później, 14 lipca, już po pierwszych rozmowach z Japończykami, Piłsudski odwiedził Dmowskiego w jego hotelu. Odbyli wówczas drugą, trwającą
9 godzin
„przyjacielską gawędę, przeważnie o krajowych sprawach”.

Dmowski miał zgodzić się z wyrażonym przez Piłsudskiego poglądem, że
rola endecji „winna polegać na zbieraniu owoców polityki rewolucyjnej, prowadzonej przez PPS”.
Miał być również dumny z tego, iż to właśnie on jest w obozie wszechpolskim spiritus movens polityki „rozumnej ugody”. 9

Sam Dmowski o swojej wizycie w Tokio wspomniał dopiero 20 lat później w Polityce polskiej i odbudowaniu państwa. Pisał wówczas (w 1925 r.):
Próbowałem dowiedzieć się od kierowników PPS, co mają zamiar osiągnąć przez ruch powstańczy w Królestwie, jak im się przedstawiają widoki jego powodzenia, jak sobie wyobrażają realne jego skutki. Usiłowałem ich przekonać, że to, co chcą zrobić, jest nonsensem i zbrodnią wobec Polski. Ani jedno, ani drugie mi się nie udało. W odpowiedzi dostałem procesję mętnych frazesów, wygłoszonych z ogromną pewnością siebie. 10
Dmowski oświadczył Piłsudskiemu, iż uważając jego plany za zgubne dla kraju, będzie się starał nie dopuścić do tego, aby rząd japoński w jakikolwiek sposób je wsparł. Ale – co bardzo charakterystyczne – zapewnił go, iż
„nie uważa za rzecz godną zwalczać przeciwnika osobiście, że nie będzie próbował dyskredytować bądź Piłsudskiego osobiście, bądź jego partię: walczyć będzie wyłącznie argumentami merytorycznymi” 11.

Do tematu spotkania w Tokio przywódca Narodowej Demokracji wrócił jeszcze w 1935 r. w wywiadzie udzielonym Mieczysławowi Pruszyńskiemu (ukazał się on na łamach Polityki dopiero po czterech latach, już po śmierci Dmowskiego w 1939 r.). Tak wspominał wówczas tokijskie spotkanie z Piłsudskim:
Któregoś dnia poszedłem na pocztę nadać list. Nagle widzę jadą dwa wózki ciągnione jak zwykle przez ludzi, a w nich dostrzegam twarze dziwnie jakoś znajome, gdyż bardzo polskie. Gdy podjechali bliżej w moją stronę – poznałem jednego pasażera. Był to Filipowicz. Zawołałem
do niego: ’Dokąd jedziecie?’. Filipowicz odpowiedział: ‘Do was’, ‘No to zaczekajcie chwilę, zaraz tu będę’. Była godzina 3 po południu, gdy rozpoczęliśmy rozmowę we trójkę – gdyż drugim podróżnikiem był Piłsudski. Około 5-tej opuścił nas Filipowicz. Sami we dwójkę rozmawialiśmy z Piłsudskim do 12-tej w nocy. Wiedzieliśmy, że się nie przekonamy - ale, ileż mieliśmy wspólnych trosk i uczuć! Powiedziałem Piłsudskiemu:
‘Oczerniać Was nie będę, ale będę wam przeszkadzał’. Istotnie starałem się ile mogłem pokrzyżować jego plany.
12

Jak widać upływ czasu zatarł w pamięci Dmowskiego szczegóły – dwie rozmowy zlały się w jedną, ale wspomnienie przyjaznej atmosfery w jakiej dwaj wielcy antagoniści rozmawiali ze sobą w lipcu 1904 r., chyba pozostało.
Jaki był wynik podróży Dmowskiego i Piłsudskiego do Tokio? Obaj złożyli w japońskim MSZ memoriały, w których próbowali przekonać Japończyków do
swoich racji. Wydaje się, iż argumenty Dmowskiego –
„że po każdym stłumionym powstaniu Polacy na 30 lat zupełnie z sił opadają”,
a więc w interesie Japonii leży, aby do wybuchu powstania nie dopuścić, bo
„groźba powstania stale wiąże siły rosyjskie” 13
– bardziej trafiały do Japończyków aniżeli irredentystyczne pomysły Piłsudskiego
zakładające „rozbicie państwa rosyjskiego”.

Już po rozmowach z Piłsudskim, 20 lipca Dmowski złożył ministrowi spraw zagranicznych Japonii baronowi Jutarō Komura trzeci memoriał.
Na dziesięciu odręcznie napisanych stronach przywódca Ligi Narodowej krytycznie odniósł się zarówno do oceny sytuacji na ziemiach polskich przedstawionej Japończykom przez wysłanników PPS, jak do ich prognoz politycznych.

„Wszelka propaganda na rzecz powstania w Polsce – pisał Dmowski – lub na rzecz działalności rewolucyjnej, która by doprowadziła do powstania, dałaby tylko okazję Rosji do wymierzenia w polski ruch narodowy silnego uderzenia, pomogłaby jej tylko do zapewnienia sobie spokoju i zupełnego bezpieczeństwa na zachodzie”. 14

Oferta PPS została przez stronę japońską odrzucona. Być może zaważyły na tym argumenty użyte przez Dmowskiego. W rezultacie strona japońska zainteresowała się jedynie akcją wywiadowczą i sabotażową. Do zakończenia wojny rosyjsko-japońskiej – a więc przez najbliższe kilkanaście miesięcy – poprzez japońskich attache militarnych w Londynie i w Paryżu, przekazywano PPS stałe subwencje finansowe, których wysokość Wacław Jędrzejewicz oblicza w sumie na około 20 tys., a Ryszard Świętek na przeszło 33 tys. funtów szterlingów. Środki te
PPS przeznaczała na zakup uzbrojenia oraz obsługę działalności rewolucyjnej.15 Było to bardzo niewiele w porównaniu z tym, na co liczył Piłsudski. Nawet niechętny Dmowskiemu Wacław Jędrzejewicz przyznał, iż: Próba nawiązania stosunków PPS z Japonią skończyła się niepowodzeniem. Wynikło to w dużej mierze dzięki kontrakcji Romana Dmowskiego,
który przedstawił tak odmienny pogląd na sytuację w Polsce, że musiało to wpłynąć na ostateczną decyzję wojskowych władz japońskich.
16 Podobną konkluzję sformułował Andrzej Garlicki: „Misja Piłsudskiego i Filipowicza zakończyła się więc fiaskiem.

O sukcesie mógł mówić Dmowski, w tym sensie, że udało mu się sparaliżować akcje swoich rywali”.17 Z kolei Roman Wapiński uważa, że na brak zainteresowania Japończyków sprawą ewentualnego antyrosyjskiego powstania w Królestwie Polskim nie wpłynęły bynajmniej argumenty Dmowskiego, lecz fakt, iż nie widzieli oni potrzeby szukania sprzymierzeńca w polskiej irredencie.18
Jeszcze dalej poszedł R. Świętek twierdząc, że
„memoriał Dmowskiego nie stanowił jakiegokolwiek punktu wyjścia dla polityki japońskiej, która szła dokładnie w przeciwnym kierunku, angażując duże siły w pobudzenie rewolucyjne Rosji, w tym również Królestwa Polskiego”.

Warto może na zakończenie tego japońskiego epizodu zaznaczyć, że Dmowski i Piłsudski mimo dzielących ich różnic politycznych, przez cały czas pobytu w Tokio utrzymywali bliskie stosunki towarzyskie, co przejawiało się m.in. we wspólnym wyjściu do teatru i zwiedzaniu miasta.20 Piłsudski, wykorzystując wcześniejszy wyjazd Dmowskiego z Tokio (22 lipca), poprosił go o przewiezienie przez Pacyfik i wysłanie na poczcie w Vancouver listu do działacza PPS Aleksandra
Malinowskiego oraz do żony.
Zresztą Dmowski, który był zdecydowanym antysocjalistą, powątpiewał wówczas w socjalistyczne – w marksistowskim rozumieniu tego słowa – przekonania Piłsudskiego. Rok przed tokijskim spotkaniem, Dmowski na łamach Przeglądu Wszechpolskiego opublikował artykuł poświęcony socjalizmowi: „Historia szlachetnego socjalisty. Przyczynek do psychologii politycznej społeczeństwa polskiego”. Ów tytułowy „szlachetny socjalista” to właśnie Józef Piłsudski, którego artykuł „Jak stałem się socjalistą” zamieszczony w 1903 r. na łamach wychodzącego we Lwowie pisma młodzieży socjalistycznej Promień 22, był inspiracją dla tekstu
Dmowskiego.
Przywódca Narodowej Demokracji, postrzegając socjalizm jako przede
wszystkim produkt umysłowej i moralnej degeneracji,
„za którym stoją w ogromnej liczbie obce naszemu cywilizowanemu społeczeństwu typy psychiczne”,
Bardzo ciepło wyrażał się jednak o Piłsudskim, człowieku „pod względem siły moralnej wyjątkowym”, posiadającym „zdrowe, cywilizowane instynkty” oraz „niepośledni poziom umysłowy”.
Te przymioty, zdaniem Dmowskiego, predestynowały Piłsudskiego bardziej do odegrania „niepośledniej roli” w obozie wszechpolskim, aniżeli w „egzotyzmie politycznym” tj. ruchu socjalistycznym.23
[b]Uważalibyśmy to sobie za wielkie ubliżenie – pisał dalej Dmowski – gdybyśmy mu, dlatego, że jest naszym przeciwnikiem politycznym, nie przyznali wyjątkowych przymiotów moralnych, jakimi jest niewątpliwie obdarzony. (...)
Nie, p. Piłsudski w głębi ducha socjalistą nie jest; autobiografia jego wcale nie uzasadnia wartości socjalizmu, ale przeciwnie przekonywa nas, że jest on u autora zastarzałą, utrwaloną w syberyjskim odosobnieniu modą. Pozostał on zawsze owym dzielnym chłopcem, synem matki – patriotki, marzącym o wyzwoleniu swej ojczyzny”.

Jak jednak trafnie zauważył Krzysztof Kawalec:
Na tle sylwetki odmalowanego ciepło, choć nie bez nuty pewnej protekcjonalności, >>dzielnego chłopca<< tym gorzej jednak prezentowali się jego towarzysze. A poza tym - czego Dmowski nie mógł wiedzieć – ów >>chłopiec<< najbardziej kontrowersyjne wyczyny miał dopiero przed sobą.25

Do kolejnego osobistego spotkania i drugiej poświadczonej rozmowy Dmowskiego i Piłsudskiego doszło po prawie 16 latach, w niepodległym już państwie polskim, w maju 1920 r. Józef Piłsudski był wówczas Naczelnikiem Państwa i Naczelnym Wodzem opromienionym zajęciem Kijowa, natomiast Roman Dmowski miał za sobą zmagania o polską granicę zachodnią na konferencji paryskiej, zwieńczone złożeniem podpisu pod tekstem Traktatu Wersalskiego, który przywracał Polskę na mapę Europy. Warto podkreślić, że do czasu tego majowego
spotkania, Dmowski mimo iż krytycznie oceniał politykę wschodnią Piłsudskiego i już w połowie marca 1919 r. podejrzewał go o zamysły dyktatorskie, pisząc – w liście do Stanisława Grabskiego –
iż śni on „o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona wypływającego na falach rewolucji” , nie kwestionował przywództwa politycznego Naczelnika Państwa w kraju i gotów był szukać z nim kompromisu. 26

Dmowski przyjechał z Paryża do Warszawy 15 maja 1920 r. Trzy dni później z wyprawy kijowskiej powrócił do stolicy Piłsudski. Naczelnik Państwa przyjął Dmowskiego na audiencji w Belwederze 21 maja. O tym spotkaniu i trwającej około dwie godziny rozmowie brak jest niestety relacji z pierwszej ręki. Można ją odtworzyć jedynie w oparciu o spisane po latach przekazy osób trzecich, przyjaciół
Dmowskiego - Marii i Mieczysława Niklewiczów oraz Stanisława Głąbińskiego i Ryszarda Piestrzyńskiego. Niklewicz, który telefonicznie umawiał Dmowskiego twierdził, że w Belwederze dano mu wyraźnie odczuć, że rozmowie nie przypisuje się wielkiego znaczenia. Maria Niklewiczowa w swoich wspomnieniach zanotowała:
Pan Roman wrócił z tej rozmowy pod bardzo przykrym wrażeniem.
Piłsudski mówiąc o zdobyciu Poznańskiego i Śląska określił to jako >>cadeau<< [prezent – przyp. K.K] ze strony aliantów, mówił głównie o sobie i ani słowem się nie odezwał, aby dać wyraz temu, iż rozumie, co zostało zrobione
[przez Dmowskiego w sprawie granicy zachodniej – przyp. KK].28

Stanisław Głąbiński dodatkowo utrzymywał, że między rozmówcami dojść miało do starcia na tle stosunku do kwestii ukraińskiej.
Piłsudski czynił Dmowskiemu wyrzuty, dlaczego na konferencji pokojowej nie popierał sprawy utworzenia niepodległej Ukrainy.
Przywódca endecji odpowiedział, że było to niemożliwe z przyczyn tak formalnych jak merytorycznych. Z przyczyn formalnych, dlatego, że Komitet Narodowy [Polski – przyp.K.K.] i delegacja polska przedstawiły były już dawniej określony plan granic wschodnich Polski, nie licząc się zupełnie z ewentualnym utworzeniem Ukrainy, i państwa sprzymierzone stanowisko to przyjęły; a z przyczyn merytorycznych, dlatego, że wcale nie wiadomo, czy Ukraina byłaby państwem żywotnym i jakby się zachowywała w stosunku do Polski.


Wyjaśnienia Dmowskiego nie zadowoliły Piłsudskiego, który w rozmowie dalej powracał do sprawy ukraińskiej.
Dmowski zadał mu więc pytanie:
„Na jakiej podstawie bylibyśmy żądali dla siebie przyłączenia kresów wschodnich wraz z całą Galicją Wschodnią, gdybyśmy równocześnie popierali pretensje Ukraińców do tych ziem i do wielkiej samoistnej Ukrainy?”
Wprowadziło to Piłsudskiego w stan rozdrażnienia i przyspieszyło zakończenie rozmowy.
Głąbiński, który w trakcie rozmowy oczekiwał na Dmowskiego w budynku sejmu, zanotował, że przywódca obozu narodowego wrócił z Belwederu silnie przygnębiony.29
Z kolei według relacji późniejszego sekretarza Dmowskiego w Chludowie, Ryszarda Piestrzyńskiego, którego kuzyn – Eugeniusz Piestrzyński, był wówczas adiutantem Piłsudskiego, przywódca Narodowej Demokracji miał po spotkaniu z Naczelnikiem Państwa powiedzieć:
[b] „To niewątpliwie wielki człowiek, choć nie mogliśmy w niczym uzgodnić naszych poglądów”. Piłsudski zaś miał skomentować rozmowę z Dmowskim następująco:
„To jedyny polityk, z którym warto dyskutować – choć różnimy się zasadniczo w naszych zapatrywaniach co do przyszłości Polski”.
30

Z tych słów wynikałoby, że rozmowa mogła mieć mniej konfrontacyjny charakter.
Wydaje się jednak, że ton, na który Piłsudski w stosunku do Dmowskiego potrafił się zdobyć jeszcze niespełna półtora roku wcześniej, gdy 21 grudnia 1918 r. – na kilka tygodni przed mającą się rozpocząć w Paryżu konferencją pokojową – zabiegając o porozumienie z Komitetem Narodowym Polskim, pisał do jego prezesa pełen kurtuazji słynny list zaczynający się od słów:
„Szanowny Panie Romanie”31, należał już – niestety - do dźwięków dawno minionej przeszłości.32
Po raz drugi i ostatni w Polsce niepodległej Roman Dmowski zobaczył się i starł z Józefem Piłsudskim na forum Rady Obrony Państwa w lipcu 1920 r., w niezwykle trudnym okresie wojny polsko-bolszewickiej, gdy pod naporem sowieckiej ofensywy oddziały polskie cofały się na całej linii frontu. Dmowski, jako reprezentant Związku Ludowo-Narodowego, uczestniczył
w pracach ROP od 1 do 19 lipca 1920 r., tj. od chwili powołania Rady przez Sejm Ustawodawczy do czasu swojego ustąpienia z jej składu.
Na posiedzeniach Rady przywódca endecji zabierał głos przede wszystkim w sprawach dotyczących armii. Jego wystąpienia odbierane były jako przejawy krytyki wyraźnie wówczas załamanego i przygnębionego Naczelnego Wodza. W dniu 1 lipca, pod koniec pierwszego posiedzenia Rady, Dmowski wnioskował tylko, aby kolejne posiedzenie ROP rozpocząć od zapoznania jej członków „ze stanem na frontach, gdyż tylko wtedy będzie można podejmować
stosowne uchwały”, zaś Piłsudski zobowiązał się przedstawić odpowiednie informacje.

Gdy 5 lipca, na drugim posiedzeniu ROP, Piłsudski odpowiedzialnością za klęski na froncie próbował obarczyć rywalizację partii politycznych stwierdzając: Naród chory daje armię chorą, bez dostatecznego oporu. Ta choroba wzrasta, bo co dawniej udawało się, teraz nie udaje się (...) Ogólne moje wrażenie: brak morale w kraju wywołuje brak morale w wojsku.
Stąd ciężkie kryzysy w armii (...) Jak baza zepsuta, to frontu utrzymać nie można.[i]
Dmowski replikował:
[i]Trudno mówić, że społeczeństwo chore i armia chora. Jest zmęczenie i lekkomyślność z grozy sytuacji (...) Trzeba uświadomić społeczeństwo o grozie sytuacji, a wydobędzie się energii dużo. Brak związku armii ze społeczeństwem. Armia musi wiedzieć dobrze, co w kraju się dzieje.
35

Na trzecim posiedzeniu Rady Obrony Państwa 13 lipca, na którym premier Władysław Grabski relacjonował przebieg konferencji w Spa, Dmowski, broniąc Grabskiego, opowiedział się za przyjęciem mediacji angielskiej oraz
zarzucił Piłsudskiemu brak wiary w armię i błędną politykę zagraniczną. 36

Na szóstym posiedzeniu ROP 19 lipca, podczas dyskusji o stanie armii, Dmowski stwierdził, iż odnośnie spraw wojskowych:
musimy znaleźć przyczyny, dlaczego jesteśmy bici. Utrzymuję, że stan moralny się zmienił, ale są i błędy organizacyjne, strategiczne i taktyczne, wskutek których wojsko straciło zaufanie. Wobec czego koniecznym jest zmiana dowództw na froncie, ale jeżeli nie mamy sami [dowódców], to zwróćmy się do aliantów, ale żeśmy jeszcze nie wyzyskali swoich sił, na przykład gen. Dowbór [-Muśnicki] jest doskonałym wojskowym (...).
Przywódca Narodowej Demokracji wnioskował również o „dokonanie daleko idących zmian” w Naczelnym Dowództwie, Sztabie Generalnym i Ministerstwie Spraw Wojskowych.

W odpowiedzi Józef Piłsudski zgłosił gotowość ustąpienia ze stanowiska Naczelnego Wodza.
Zwracam się do panów jeszcze – mówił Naczelnik Państwa – żebyście
weszli w położenie człowieka, który postawiony został na czele nowo powstającej Polski, w którego rękach jest urząd naczelnika państwa i naczelnego wodza. Zgodzicie się sami, że co to za państwo, gdzie wszyscy plotkują przeciwko mnie, ja naczelnik państwa, stale i systematycznie stoję w ogniu oskarżeń (...)
Proszę panów, zastanówcie się, jeżeli ja mam czynić niezgodę, to usuńcie mnie, weźcie kogo innego, może się pogodzicie na chwilę, ale zbudźcie się, zróbcie wewnętrzny przejaw jednolitości, bo inaczej jest tylko łatanie, na które ja idę, bo to jest mój psi obowiązek.
38
Dmowski jednak oświadczył, że zarzuty swoje podtrzymuje „nie dlatego, żeby się pan Piłsudski usunął, ja bym pana prosił, by pan został, ale są błędy w prowadzeniu armii, które zniechęcają ludzi. Ale jeden człowiek nie jest w stanie wszystko zrobić”. 39 Piłsudski zażądał wówczas, aby ROP określiła swoje stanowisko wobec niego, i opuścił posiedzenie. Według relacji Artemiusza Ludomiła Czerniewskiego, członka Rady z ramienia Chrześcijańskiego Związku Robotniczego, przekazanej w 1932 r. Wojciechowi Wasiutyńskiemu, Dmowski wobec groźby dymisji Piłsudskiego miał mu odpowiedzieć:
„Tego pan nie może zrobić. Pan nas w tę sytuację wprowadził i pan nas z niej musi wyprowadzić”.40
Z kolei Maciej Rataj w swoich wspomnieniach zanotował, że Dmowski miał się wstrzymać od głosowania.41
Po wyjściu Piłsudskiego, „członkowie ROP w nieobecności członków wojskowych, którzy wyszli z Sali, powzięli krótką jednomyślną uchwałę wyrażającą pełne zaufanie dla osoby Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza”.
Po przyjęciu tej uchwały Piłsudski wrócił na salę i objął przewodnictwo dalszych obrad. ROP przegłosowała m.in. zgłoszony przez Dmowskiego wniosek, aby zwrócić się do Naczelnego Dowództwa o przeprowadzenie niezbędnych zmian na froncie, w sztabie i Ministerstwie Spraw Wojskowych, jednakże bez istotnego ustępu, iż zmiany te miały zapewnić „naprawienie błędów popełnionych w organizacji armii i sposobie prowadzenia wojny” .42
Po tym posiedzeniu Dmowski ustąpił z ROP. Starcie w Radzie przyspieszyło
jego decyzję wycofania się z czynnego życia politycznego.
„Dmowski – pisze Krzysztof Kawalec – zdawał sobie sprawę, że próba obalenia Piłsudskiego kryłaby w sobie zbyt wielkie ryzyko, przekonał się jednak po raz kolejny, że współpraca z nim jest niemożliwa”.
Być może wówczas również rozgoryczony Dmowski miał nabrać przekonania o Piłsudskim „że to jest skończony wariat”.
15 lat później, 14 maja 1935 r., w dwa dni po śmierci Józefa Piłsudskiego, w Gazecie Warszawskiej Roman Dmowski zamieścił artykuł poświęcony zmarłemu marszałkowi. Suche stwierdzenie wielkości Piłsudskiego oraz stanu politycznej pustki jakie stworzyło jego odejście znacznie kontrastowało z tonem dziesiątek artykułów opłakujących „Wodza Narodu”, „Geniusza Polski”, „Wielkiego Przyjaciela Dzieci”, „Czterdzieści i Cztery”.
Dmowski pisał m.in.:
Człowiek, który formalnie zajmował skromne stanowisko ministra, był w istocie głową władzy w Polsce. (...) Wszyscy mieszkańcy naszego kraju rozumieli, że każdy ważniejszy akt rządu był wyrazem jego woli, a przynajmniej nie mógł zajść bez jego zgody. Sam rząd legitymował
się tym, że jest jego woli wykonawcą. (...) Gdy pytano o program odpowiedź była: >>idea marszałka Piłsudskiego<<. Wyznawcy tej idei nie ważyli się jej tłumaczyć. (...) Dziś gdy mózg, który tę ideę stworzył i rozwijał, przestał działać, spadkobiercy jej będący w rządzie czy poza
rządem, są zmuszeni sformułować ją w program, o ile się bowiem zdaje, nie ma wśród nich nikogo, którego nazwisko za program by starczyło (...).

Rządy zaprowadzone w Polsce przez zamach majowy w r. 1926 w późniejszej swojej fazie, zaczęły usilnie pracować nad tym, żeby się zamienić w wyraźny system. (...) Jest to system, który może przetrwać tylko w oparciu o centralną postać stanowiąca źródło władzy. (...)
Zastępował je rządom Polski przez ostatnich lat dziesięć zmarły (...) Rola, którą odegrał, wytwarza z chwilą jego śmierci pierwszorzędnej wagi sytuację polityczną. Trzeba nie być Polakiem, żeby tę sytuację obojętnie obserwować.

Numer 137 Gazety Warszawskiej, w której tekst ten się ukazał, został skonfiskowany przez cenzurę sanacyjną, zaś sam tytuł zawieszony (po kilku dniach pismo zaczęło się ukazywać pod nowym tytułem – Warszawski Dziennik Narodowy). Dalsza część rewanżu obozu rządzącego nastąpiła już po śmierci Dmowskiego, w styczniu 1939 r., kiedy zarówno władze państwowe jak i stolicy demonstracyjnie powstrzymały się od udziału w uroczystościach pogrzebowych, a w niektórych miastach, m.in. w Poznaniu, policja nakazała zdjęcie wywieszonych flag narodowych okrytych kirem. A były to już czasy, gdy - jak zauważył cytowany na wstępie wileński konserwatysta - jeden z ośrodków tej władzy tj. Obóz Zjednoczenia Narodowego
„uprzednio skopiował, przynajmniej na papierze jego [Dmowskiego] program i pogląd na świat”.46 Inna rzecz, że było to naśladownictwo wyjątkowo nieudolne, co Mackiewicz przyznał już w styczniu 1939 r. pisząc, iż „śp. Roman Dmowski zaprojektowałby te plany o wiele inteligentniej”.


Krzysztof Kaczmarski
http://www.glaukopis.pl/pdf/5-6/glaukop ... sudski.pdf

„Wielkim jest tylko ten, kto potrafił dostrzec większego od siebie i dać temu wyraz”
Jacenna 11 maja 2011r.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski a Roman Dmowski...wizje i wnioski
PostNapisane: 14 maja 2015, 10:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37015
http://www.myslkonserwatywna.pl/arkadiu ... marszalka/

Jakubczyk: Przywołać ducha Marszałka
Arkadiusz Jakubczyk | 12 maja 2015 | 0 Komentarzy

„I staję do walki, tak jak poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partyj i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści”.
- J. Piłsudski w wywiadzie dla "Kuriera Porannego" z dnia 11 maja 1926 r. Nakład gazety z wydrukowanym tekstem, rząd Witosa kazał skonfiskować.


Obrazek

Pozwolę sobie stwierdzić że osoba Józefa Piłsudskiego jest jedną z najbardziej wpływowych, ale i kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej. Jego życiorys, podejmowane decyzje i ich następstwa wzbudzają gorące dyskusje po dziś dzień – także wśród członków naszego zespołu redakcyjnego. Dlatego właśnie, chociażby z tego między innymi powodu, nie sposób nie wspomnieć tego Męża Stanu w dniu 12 maja.
Na tyle na ile to istotne, osobiście, mogę jedynie dodać że moja ocena Marszałka Piłsudskiego jest jak najbardziej pozytywną. Oskarzeń wobec Jego osoby nie brakuje. Wśród konserwatystów, zwłaszcza tych trakujących o Jego socjalistycznych korzeniach. W ślad za Cat- Mackiewiczem uważam że „ (…) w istocie rzeczy Piłsudski nigdy nim nie był [socjalistą- aj] – nawet jako przywódca PPS – tylko spadkobiercą romantyczno-niepodległościowej idei powstańczej, traktującym ruch socjalistyczny instrumentalnie, jako czynnik zdolny rozbić Rosję.], ani nawet radykalnym demokratą, lecz tradycyjnym patriotą i – co dla Cata szczególnie ważne – litewskim szlachcicem”.
Uosabiał Piłsudski władzę silną i prężną, a po burzliwej młodości [PPS] i w skutek rosnącego doświadczenia Jego zwrot ku ideom zachowawczym był na wskroś wyraźny.
12 maja 2015 to bez wątpienia Jego dzień, 80 rocznica śmierci [proszę zobaczyć notę biograficzną w Kalendarium Reakcyjnym] i kolejna – 89 rocznica Przewrotu Majowego.

Obrazek

Pomimo nużącego ujadania i powielania propagandy anty-sanacyjnej przez niektórych z dzisiejszych ‘spadkobierców’ endecji, skutki owego Przewrotu były dla Polski nader pozytywne. Tłem politycznym Marszałkowskiej decyzji były między innymi układ radziecko-niemiecki zawarty w Rapallo. Układ którego główne postanowienia zakładały zakończenie wzajemnych roszczeń finansowych obu stron, nawiązanie i intesyfikację stosunków gospodarczych oraz zainicjowanie współpracy wojskowej. Oznaczało to pogorszenie sytuacji międzynarodowej Polski. Wojna celna II Rzeczypospolitej z Republiką Weimarską ciągnąca się od wczesnego lata 1925 roku, w wyniku której Niemcy zaprzestały kupna polskiego węgla, co doprowadziło do nagłego pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce. Jak również układ mocarstw zachodnich podpisany w Locarno, w którym Niemcy gwarantowały jedynie nienaruszalność swojej zachodniej granicy, pozostawiając sprawą otwartą uznanie granic na wschodzie – zestawiony z układem o przyjaźni i neutralności podpisanym w kwietniu 1926 roku pomiędzy ZSRR i Niemcami wisiał nad nami jako groźba kolejnego rozbioru. Najlepiej to wszystko ujął swego czasu pan profesor Bartyzel odpowiadając na pytanie czy Józef Piłsudski był katechonem;
„Po Rapallo i Locarno egzystencja państwa polskiego wisiała na włosku: współpraca militarna Reichswehry i Armii Czerwonej, wojna celna z Niemcami, wypięcie się Zachodu na naszą granicę zachodnią – tego wszystkiego słabe, rozdzierane przez partie państwo by nie przetrwało, a sojusz z Francją po dojściu do władzy Kartelu Lewicy i proniemieckiego Brianda też był niewiele wart. Położenie kresu sejmokracji, ustanowienie silnej, dyktatorskiej władzy, uzyskanie pożyczki stabilizacyjnej, demonstracje stanowczości w polityce zagranicznej ("pokój czy wojna?, Panie Waldemaras"), wszystko to oddaliło na jakiś czas tę groźbę, a później także oba pakty o nieagresji. Stabilizacja państwa polskiego i wzrost jego autorytetu na arenie międzynarodowej po 1926 roku są po prostu niezaprzeczalne – i można nawet powiedzieć, że te sukcesy później Beckowi uderzyły do głowy. Marszałek był więc katechonem par excellence, który dał państwu bezcenne kolejne 13 lat istnienia, dzięki czemu nawet po II wojnie światowej nie można było już uznać jego istnienia za epizod bez znaczenia. Był katechonem, bo jak napisał Wierzyński, "koło historii wstrzymał na chwilę". Natomiast zawiedli jego następcy, triumwirat: Mościcki – Rydz – (i zwłaszcza) Beck, bo wypełnili tylko jedną część jego politycznego testamentu ("balansujcie [między Niemcami a Rosją] dopóki się da, a jak się już nie da, to podpalcie świat"), a zapomnieli o drugiej (że wojna jest nieuchronna, ale Polska ma do niej wejść nie pierwsza, lecz ostatnia).”
Cześć Jego Pamięci!

opracował: Arkadiusz Jakubczyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski a Roman Dmowski...wizje i wnioski
PostNapisane: 17 maja 2015, 15:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37015
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... &Itemid=56

Dmowski a Pilsudski‏

Slowa, ktore przed opuszczeniem sali mial wypowiedziec poirytowany Pilsudski:
"'W leb mozna sobie strzelic! Wychodzę, zeby panow nie krępowac i oddaję panom do dyspozycji
swoje stanowisko; powiedzcie wyraznie albo, albo'. Chwila byla istotnie tragiczna - wspomina dalej
Rataj. Oczekiwalem i nie tylko ja, iz lada moment uslyszymy z drugiego pokoju strzal 'w leb'" -
tegoz, Pamiętniki 1918-1927 (Warszawa: Ludowa Spoldzielnia Wydawnicza, 1965): s. 94.
Romana Dmowskiego spotkania z Jozefem Pilsudskim
Krzysztof Kaczmarski 2009

Romana Dmowskiego i Jozefa Pilsudskiego, bez wątpienia najwybitniejszych
Polakow sposrod pokolenia "niepokornych", dzielilo bardzo wiele, a lączylo -
oprocz bezinteresownej, choc roznie rozumianej, milosci do Polski - stosunkowo
malo. Oprocz odmiennych charakterow i temperamentow politycznych roznila
ich bowiem rzecz w polityce najwazniejsza - ideologia. Inaczej widzieli oni drogi,
ktore mialy doprowadzic do odzyskania przez Polskę niepodleglosci, inne tez mieli
poglądy na ksztalt odrodzonej Rzeczypospolitej.
W dwudziestoleciu międzywojennym obozy polityczne, ktorym przewodzili
Dmowski i Pilsudski, dzielilo juz w zasadzie wszystko. Zarowno historyczna
przeszlosc, czyli spor o to, ktory z nich bardziej zasluzyl się w dziele odzyskania
niepodleglosci, jak rowniez polityczna terazniejszosc oraz przyszlosc tj. spor o
koncepcję ustrojową (a w pierwszych latach niepodleglosci - rowniez terytorialną)
i wizję Polski. Trwaly kompromis, zwlaszcza po przewrocie majowym w 1926 r.,
pomiędzy ideologią narodową, a panstwowymi ideami pilsudczykow okazal się
niemozliwy do zrealizowania.
Stanislaw Cat Mackiewicz w pisanej jesienią 1940 r. w Londynie Historii
Polski zanotowal znamienne zdanie: "Historia, ktorą piszę moglaby się nazywac
>>Pilsudski i Dmowski<<. Dzieje mego pokolenia, to walka tych dwoch ludzi". Cat
ubolewal, ze obu tym wielkim Polakom i zarazem wielkim antagonistom przyszlo
zyc w tym samym okresie: "Gdybyz mozna bylo ich rozsunąc w czasie. Wspolzycie
tych ludzi w jednej epoce bylo elementem oslabiającym Polskę".1 Niniejszy szkic
przypomina okolicznosci ich spotkan.
Dmowski i Pilsudski znali się osobiscie. Trudno dokladnie ustalic, kiedy się
poznali. Niektorzy historycy nie wykluczają, ze do ich pierwszego spotkania moglo
dojsc juz na początku 1893 r. w Warszawie. Za Waclawem Sieroszewskim przyjmują
oni, ze Jozef Pilsudski, ktory kilka miesięcy po powrocie z zeslania (30 czerwca
1892 r. byl juz w Wilnie) udal się do Warszawy, zetknąl się tam z przedstawicielami
srodowiska skupionego wokol pisma Glos, m.in. wlasnie z Romanem Dmowskim.2
Wydaje się to jednak malo prawdopodobne, gdyz Dmowski, ktory wowczas
przez Szwajcarię wracal z Paryza, zostal 12 sierpnia 1892 r. na granicy austriackorosyjskiej
aresztowany przez policję carską pod zarzutem zorganizowania przed rokiem manifestacji z okazji 100-lecia uchwalenia Konstytucji 3 Maja.3 W więzieniu sledczym w warszawskiej Cytadeli przetrzymywany byl do 3 stycznia 1893 r.
Wprawdzie przez następnych 10 miesięcy oczekiwal w Warszawie na wyrok i mogl
juz w styczniu spotkac się z Pilsudskim, ale poza wzmiankowaniem tego zdarzenia
przez Sieroszewskiego, brak jest o nim jakichkolwiek innych informacji. Tak więc
do pierwszego - najprawdopodobniej - spotkania Romana Dmowskiego z Jozefem
Pilsudskim doszlo dopiero kilkanascie miesięcy pozniej w Wilnie.4
Na mocy wyroku, podpisanego przez cara Aleksandra III w listopadzie
1893 r., Dmowskiemu zakazano pobytu na obszarze zaboru rosyjskiego przez
okres 5 lat. Jako miejsce osiedlenia wybral Mitawę (obecnie Jelgawa) nieopodal
Rygi, w ktorej przebywal do lutego 1895 r. Z Mitawy, mimo policyjnego nadzoru,
Dmowski często przyjezdzal do Wilna, ktore bylo wowczas centrum dzialalnosci
PPS, chociaz jej wplywy w tym miescie byly znikome.
Wlasnie w Wilnie poznal Pilsudskiego. Zdaniem niektorych autorow, powodem częstych wizyt Pana Romana
w Wilnie byla "Piękna Pani" - Maria z Koplewskich Juszkiewiczowa, corka znanego
wilenskiego lekarza, w ktorej przywodca obozu narodowego mial się zakochac "bez
cienia wzajemnosci".5 Jesli rzeczywiscie byl to glowny powod wizyt Dmowskiego,
to zabiegi o rękę Juszkiewiczowej przegral on z Pilsudskim, ktory w czerwcu 1899 r.
poslubil "Piękną Panią", przy okazji zmieniając wyznanie z rzymskokatolickiego na
ewangelicko-augsburskie. Dmowski do konca zycia pozostal kawalerem.
Dziesięc lat pozniej, w lipcu 1904 r., Dmowski z Pilsudskim spotkali się
ponownie, tym razem w Tokio, gdzie obaj przybyli niezaleznie od siebie i w zupelnie
roznych, wykluczających się celach. O tym tokijskim spotkaniu i pierwszych
poswiadczonych wielogodzinnych rozmowach jakie wtedy odbyli wiadomo
znacznie więcej niz o epizodzie wilenskim.6
Od prawie pol roku trwala juz wojna rosyjsko-japonska, z ktorą zarowno
PPS jak i Narodowa Demokracja wiązaly okreslone nadzieje. Socjalisci rozwazali
mozliwosc zorganizowania na tylach armii rosyjskiej zakrojonej na szeroką skalę
akcji dywersyjnej, z antyrosyjskim powstaniem w Krolestwie Polskim wlącznie.
Spodziewali się, ze Japonczycy w zamian wesprą PPS dostawami broni i amunicji oraz
udzielą jej pomocy finansowej.
Narodowcy natomiast byli przeciwni powstanczym planom PPS uwazając, ze nieprzemyslane i kompletnie nieprzygotowane powstanie
staloby się jeszcze większą katastrofą niz powstanie styczniowe. Z japonskiego
punktu widzenia taka akcja bylaby rowniez niekorzystna, gdyz szybkie stlumienie
powstania umozliwiloby Rosji wycofanie powaznych sil z Krolestwa i przerzucenie
ich na Daleki Wschod. Dla Japonii znacznie korzystniejsza byla grozba ewentualnego
powstania i napięcie polityczne w Krolestwie zmuszające Rosję do utrzymywania
tam silnych garnizonow wojskowych, ktore tym samym nie mogly zostac uzyte w
wojnie na Dalekim Wschodzie.
Roman Dmowski w swoją podroz do Tokio wyruszyl 7 kwietnia 1904 r.
wsiadając w Liverpoolu na statek plynący do Halifaxu. Po kilkudniowym pobycie w
Chicago, w koncu kwietnia udal się koleją do Vancouver, skąd 2 maja odplynąl do
Jokohamy. Do Tokio przybyl 15 maja. Jozef Pilsudski wraz z Tytusem Filipowiczem
przybyli do Japonii dwa miesiące pozniej. Na początku czerwca wyplynęli z
Liverpoolu do Nowego Jorku. Następnie przez Chicago udali się do San Francisco,
stąd dalej statkiem do Jokohamy, gdzie przybyli w nocy z 9 na 10 lipca. Następnego
dnia byli juz w Tokio. W tym tez dniu - 11 lipca 1904 r. doszlo do pierwszego
spotkania Pilsudskiego z Dmowskim.
Nie bylo to, jakby z pozoru moglo wyglądac, przypadkowe spotkanie
na ulicy. Doszlo do niego z inicjatywy Pilsudskiego. Po przyjezdzie do Tokio i
zakwaterowaniu w hotelu "Seiyoken", Pilsudski, przeczytawszy w Japan Times
nazwisko Dmowskiego w wykazie gosci hotelu "Metropol", postanowil wraz z
Filipowiczem zlozyc mu wizytę. Zresztą o poczynaniach Dmowskiego w Tokio
kierownictwo PPS bylo dosc dokladnie informowane przez Jamesa Douglasa. Ow
Szkot z pochodzenia, wychowany w polskim srodowisku na Kresach, wyjechal do
Tokio jako korespondent endeckiego Slowa Polskiego, ale rownoczesnie byl tajnie
związany z PPS, skladając sprawozdania ze swych dzialan Witoldowi Jodko-
Narkiewiczowi. Douglas towarzyszyl wlasnie w spacerze Dmowskiemu, gdy rikszą
nadjechali Pilsudski z Filipowiczem.
Nasi dryndziarze byli trochę rozpędzeni - notowal w swoim dzienniku
Filipowicz - więc minęlismy tę parę nim oni nas spostrzegli, nie moglismy
więc obserwowac pierwszego wrazenia na obliczu D.[mowskiego]. James
[Douglas] jednak twierdzi, ze na widok Ziuka [Pilsudskiego] D.[mowski]
na chwilę skamienial. Przywitanie bylo jednak bardzo grzeczne, niemal
czule.7
Pilsudski zaprosil Dmowskiego do swojego hotelu na obiad (razem z
Douglasem i Filipowiczem), w trakcie ktorego odbyli pierwszą rozmowę. Dmowski
opowiedzial Pilsuskiemu o swej dotychczasowej dzialalnosci w Japonii (m.in. o swojej
wizycie w obozie dla Polakow-jencow z armii rosyjskiej w Matsuyamie) i zlozeniu
wladzom japonskim dwoch memorialow. Pierwszy dotyczyl ogolnej sytuacji
politycznej w Rosji, drugi spraw polskich. Jak pisze Filipowicz, "Dmowskiemu
zaimponowalo to, ze nas [Japonczycy] wezwali sami. Ogromnie ciekaw, czego
zaządają". 8
Trzy dni pozniej, 14 lipca, juz po pierwszych rozmowach z Japonczykami,
Pilsudski odwiedzil Dmowskiego w jego hotelu. Odbyli wowczas drugą, trwającą
9 godzin "przyjacielską gawędę, przewaznie o krajowych sprawach". Dmowski
mial zgodzic się z wyrazonym przez Pilsudskiego poglądem, ze rola endecji "winna
polegac na zbieraniu owocow polityki rewolucyjnej, prowadzonej przez PPS". Mial
byc rowniez dumny z tego, iz to wlasnie on jest w obozie wszechpolskim spiritus
movens polityki "rozumnej ugody". 9
Sam Dmowski o swojej wizycie w Tokio wspomnial dopiero 20 lat pozniej w
Polityce polskiej i odbudowaniu panstwa. Pisal wowczas (w 1925 r.):
Probowalem dowiedziec się od kierownikow PPS, co mają zamiar
osiągnąc przez ruch powstanczy w Krolestwie, jak im się przedstawiają
widoki jego powodzenia, jak sobie wyobrazają realne jego skutki.
Usilowalem ich przekonac, ze to, co chcą zrobic, jest nonsensem i
zbrodnią wobec Polski. Ani jedno, ani drugie mi się nie udalo. W
odpowiedzi dostalem procesję mętnych frazesow, wygloszonych z
ogromną pewnoscią siebie.10
Dmowski oswiadczyl Pilsudskiemu, iz uwazając jego plany za zgubne dla kraju,
będzie się staral nie dopuscic do tego, aby rząd japonski w jakikolwiek sposob je
wsparl. Ale - co bardzo charakterystyczne - zapewnil go, iz "nie uwaza za rzecz
godną zwalczac przeciwnika osobiscie, ze nie będzie probowal dyskredytowac bądz
Pilsudskiego osobiscie, bądz jego partię: walczyc będzie wylącznie argumentami
merytorycznymi"11. Do tematu spotkania w Tokio przywodca Narodowej
Demokracji wrocil jeszcze w 1935 r. w wywiadzie udzielonym Mieczyslawowi
Pruszynskiemu (ukazal się on na lamach Polityki dopiero po czterech latach, juz
po smierci Dmowskiego w 1939 r.).
Tak wspominal wowczas tokijskie spotkanie z Pilsudskim:
Ktoregos dnia poszedlem na pocztę nadac list. Nagle widzę jadą dwa
wozki ciągnione jak zwykle przez ludzi, a w nich dostrzegam twarze
dziwnie jakos znajome, gdyz bardzo polskie. Gdy podjechali blizej w
moją stronę - poznalem jednego pasazera. Byl to Filipowicz. Zawolalem
do niego: 'Dokąd jedziecie?'. Filipowicz odpowiedzial: 'Do was', 'No
to zaczekajcie chwilę, zaraz tu będę'. Byla godzina 3 po poludniu,
gdy rozpoczęlismy rozmowę we trojkę - gdyz drugim podroznikiem
byl Pilsudski. Okolo 5-tej opuscil nas Filipowicz. Sami we dwojkę
rozmawialismy z Pilsudskim do 12-tej w nocy. Wiedzielismy, ze się nie
przekonamy - ale, ilez mielismy wspolnych trosk i uczuc! Powiedzialem
Pilsudskiemu:
'Oczerniac Was nie będę, ale będę wam przeszkadzal'.
Istotnie staralem się ile moglem pokrzyzowac jego plany.12
Jak widac uplyw czasu zatarl w pamięci Dmowskiego szczegoly - dwie
rozmowy zlaly się w jedną, ale wspomnienie przyjaznej atmosfery w jakiej dwaj
wielcy antagonisci rozmawiali ze sobą w lipcu 1904 r., chyba pozostalo.
Jaki byl wynik podrozy Dmowskiego i Pilsudskiego do Tokio? Obaj zlozyli
w japonskim MSZ memorialy, w ktorych probowali przekonac Japonczykow do
swoich racji. Wydaje się, iz argumenty Dmowskiego - "ze po kazdym stlumionym
powstaniu Polacy na 30 lat zupelnie z sil opadają", a więc w interesie Japonii lezy, aby
do wybuchu powstania nie dopuscic, bo "grozba powstania stale wiąze sily rosyjskie"13
- bardziej trafialy do Japonczykow anizeli irredentystyczne pomysly Pilsudskiego
zakladające "rozbicie panstwa rosyjskiego".
Juz po rozmowach z Pilsudskim, 20
lipca Dmowski zlozyl ministrowi spraw zagranicznych Japonii baronowi Jutarō
Komura trzeci memorial. Na dziesięciu odręcznie napisanych stronach przywodca
Ligi Narodowej krytycznie odniosl się zarowno do oceny sytuacji na ziemiach
polskich przedstawionej Japonczykom przez wyslannikow PPS, jak do ich prognoz
politycznych. "Wszelka propaganda na rzecz powstania w Polsce - pisal Dmowski -
lub na rzecz dzialalnosci rewolucyjnej, ktora by doprowadzila do powstania, dalaby
tylko okazję Rosji do wymierzenia w polski ruch narodowy silnego uderzenia,
pomoglaby jej tylko do zapewnienia sobie spokoju i zupelnego bezpieczenstwa
na zachodzie". 14 Oferta PPS zostala przez stronę japonską odrzucona. Byc moze
zawazyly na tym argumenty uzyte przez Dmowskiego. W rezultacie strona japonska
zainteresowala się jedynie akcją wywiadowczą i sabotazową.
Do zakonczenia wojny rosyjsko-japonskiej - a więc przez najblizsze kilkanascie miesięcy - poprzez
japonskich attache militarnych w Londynie i w Paryzu, przekazywano PPS stale
subwencje finansowe, ktorych wysokosc Waclaw Jędrzejewicz oblicza w sumie na
okolo 20 tys., a Ryszard Swiętek na przeszlo 33 tys. funtow szterlingow. Srodki te
PPS przeznaczala na zakup uzbrojenia oraz obslugę dzialalnosci rewolucyjnej.15
Bylo to bardzo niewiele w porownaniu z tym, na co liczyl Pilsudski. Nawet
niechętny Dmowskiemu Waclaw Jędrzejewicz przyznal, iz:
Proba nawiązania stosunkow PPS z Japonią skonczyla się niepowodzeniem.
Wyniklo to w duzej mierze dzięki kontrakcji Romana Dmowskiego,
ktory przedstawil tak odmienny pogląd na sytuację w Polsce, ze musialo
to wplynąc na ostateczną decyzję wojskowych wladz japonskich.16
Podobną konkluzję sformulowal Andrzej Garlicki: "Misja Pilsudskiego i Filipowicza
zakonczyla się więc fiaskiem. O sukcesie mogl mowic Dmowski, w tym sensie, ze
udalo mu się sparalizowac akcje swoich rywali".17 Z kolei Roman Wapinski uwaza,
ze na brak zainteresowania Japonczykow sprawą ewentualnego antyrosyjskiego
powstania w Krolestwie Polskim nie wplynęly bynajmniej argumenty Dmowskiego,
lecz fakt, iz nie widzieli oni potrzeby szukania sprzymierzenca w polskiej irredencie.18
Jeszcze dalej poszedl R. Swiętek twierdząc, ze "memorial Dmowskiego nie stanowil
jakiegokolwiek punktu wyjscia dla polityki japonskiej, ktora szla dokladnie w
przeciwnym kierunku, angazując duze sily w pobudzenie rewolucyjne Rosji, w tym
rowniez Krolestwa Polskiego".19
Warto moze na zakonczenie tego japonskiego epizodu zaznaczyc, ze
Dmowski i Pilsudski mimo dzielących ich roznic politycznych, przez caly czas
pobytu w Tokio utrzymywali bliskie stosunki towarzyskie, co przejawialo się m.in.
we wspolnym wyjsciu do teatru i zwiedzaniu miasta.20 Pilsudski, wykorzystując
wczesniejszy wyjazd Dmowskiego z Tokio (22 lipca), poprosil go o przewiezienie
przez Pacyfik i wyslanie na poczcie w Vancouver listu do dzialacza PPS Aleksandra
Malinowskiego oraz do zony.21
Zresztą Dmowski, ktory byl zdecydowanym antysocjalistą, powątpiewal
wowczas w socjalistyczne - w marksistowskim rozumieniu tego slowa -
przekonania Pilsudskiego. Rok przed tokijskim spotkaniem, Dmowski na lamach
Przeglądu Wszechpolskiego opublikowal artykul poswięcony socjalizmowi: "Historia
szlachetnego socjalisty. Przyczynek do psychologii politycznej spoleczenstwa
polskiego".
Ow tytulowy "szlachetny socjalista" to wlasnie Jozef Pilsudski, ktorego
artykul "Jak stalem się socjalistą" zamieszczony w 1903 r. na lamach wychodzącego
we Lwowie pisma mlodziezy socjalistycznej Promien22, byl inspiracją dla tekstu
Dmowskiego. Przywodca Narodowej Demokracji, postrzegając socjalizm jako przede
wszystkim produkt umyslowej i moralnej degeneracji, "za ktorym stoją w ogromnej
liczbie obce naszemu cywilizowanemu spoleczenstwu typy psychiczne", bardzo
cieplo wyrazal się jednak o Pilsudskim, czlowieku "pod względem sily moralnej
wyjątkowym", posiadającym "zdrowe, cywilizowane instynkty" oraz "nieposledni
poziom umyslowy". Te przymioty, zdaniem Dmowskiego, predestynowaly
Pilsudskiego bardziej do odegrania "nieposledniej roli" w obozie wszechpolskim,
anizeli w "egzotyzmie politycznym" tj. ruchu socjalistycznym.23
Uwazalibysmy to sobie za wielkie ublizenie - pisal dalej Dmowski
- gdybysmy mu, dlatego, ze jest naszym przeciwnikiem politycznym,
nie przyznali wyjątkowych przymiotow moralnych, jakimi jest
niewątpliwie obdarzony. (...) Nie, p. Pilsudski w glębi ducha socjalistą
nie jest; autobiografia jego wcale nie uzasadnia wartosci socjalizmu, ale
przeciwnie przekonywa nas, ze jest on u autora zastarzalą, utrwaloną w
syberyjskim odosobnieniu modą. Pozostal on zawsze owym dzielnym
chlopcem, synem matki - patriotki, marzącym o wyzwoleniu swej
ojczyzny".24
Jak jednak trafnie zauwazyl Krzysztof Kawalec:
Na tle sylwetki odmalowanego cieplo, choc nie bez nuty pewnej
protekcjonalnosci, >>dzielnego chlopca<< tym gorzej jednak
prezentowali się jego towarzysze. A poza tym - czego Dmowski nie
mogl wiedziec - ow >>chlopiec<< najbardziej kontrowersyjne wyczyny
mial dopiero przed sobą.25
Do kolejnego osobistego spotkania i drugiej poswiadczonej rozmowy
Dmowskiego i Pilsudskiego doszlo po prawie 16 latach, w niepodleglym juz
panstwie polskim, w maju 1920 r. Jozef Pilsudski byl wowczas Naczelnikiem
Panstwa i Naczelnym Wodzem opromienionym zajęciem Kijowa, natomiast
Roman Dmowski mial za sobą zmagania o polską granicę zachodnią na konferencji
paryskiej, zwienczone zlozeniem podpisu pod tekstem Traktatu Wersalskiego, ktory
przywracal Polskę na mapę Europy. Warto podkreslic, ze do czasu tego majowego
spotkania, Dmowski mimo iz krytycznie ocenial politykę wschodnią Pilsudskiego i
juz w polowie marca 1919 r. podejrzewal go o zamysly dyktatorskie, pisząc - w liscie
do Stanislawa Grabskiego - iz sni on "o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona
wyplywającego na falach rewolucji", nie kwestionowal przywodztwa politycznego
Naczelnika Panstwa w kraju i gotow byl szukac z nim kompromisu.26
Dmowski przyjechal z Paryza do Warszawy 15 maja 1920 r. Trzy dni pozniej
z wyprawy kijowskiej powrocil do stolicy Pilsudski. Naczelnik Panstwa przyjąl
Dmowskiego na audiencji w Belwederze 21 maja. O tym spotkaniu i trwającej
okolo dwie godziny rozmowie brak jest niestety relacji z pierwszej ręki. Mozna ją
odtworzyc jedynie w oparciu o spisane po latach przekazy osob trzecich, przyjaciol
Dmowskiego - Marii i Mieczyslawa Niklewiczow oraz Stanislawa Gląbinskiego i
Ryszarda Piestrzynskiego. Niklewicz, ktory telefonicznie umawial Dmowskiego
twierdzil, ze w Belwederze dano mu wyraznie odczuc, ze rozmowie nie przypisuje się
wielkiego znaczenia.27 Maria Niklewiczowa w swoich wspomnieniach zanotowala:
Pan Roman wrocil z tej rozmowy pod bardzo przykrym wrazeniem.
Pilsudski mowiąc o zdobyciu Poznanskiego i Sląska okreslil to jako
>>cadeau<< [prezent - przyp. K.K] ze strony aliantow, mowil glownie
o sobie i ani slowem się nie odezwal, aby dac wyraz temu, iz rozumie,
co zostalo zrobione [przez Dmowskiego w sprawie granicy zachodniej
- przyp. KK].28
Stanislaw Gląbinski dodatkowo utrzymywal, ze między rozmowcami
dojsc mialo do starcia na tle stosunku do kwestii ukrainskiej. Pilsudski czynil
Dmowskiemu wyrzuty, dlaczego na konferencji pokojowej nie popieral sprawy
utworzenia niepodleglej Ukrainy. Przywodca endecji odpowiedzial, ze
bylo to niemozliwe z przyczyn tak formalnych jak merytorycznych. Z
przyczyn formalnych, dlatego, ze Komitet Narodowy [Polski - przyp.
K.K.] i delegacja polska przedstawily byly juz dawniej okreslony plan
granic wschodnich Polski, nie licząc się zupelnie z ewentualnym
utworzeniem Ukrainy, i panstwa sprzymierzone stanowisko to
przyjęly; a z przyczyn merytorycznych, dlatego, ze wcale nie wiadomo,
czy Ukraina bylaby panstwem zywotnym i jakby się zachowywala w
stosunku do Polski.
Wyjasnienia Dmowskiego nie zadowolily Pilsudskiego, ktory w rozmowie dalej
powracal do sprawy ukrainskiej. Dmowski zadal mu więc pytanie: "Na jakiej
podstawie bylibysmy ządali dla siebie przylączenia kresow wschodnich wraz z calą
Galicją Wschodnią, gdybysmy rownoczesnie popierali pretensje Ukraincow do
tych ziem i do wielkiej samoistnej Ukrainy?" Wprowadzilo to Pilsudskiego w stan
rozdraznienia i przyspieszylo zakonczenie rozmowy. Gląbinski, ktory w trakcie
rozmowy oczekiwal na Dmowskiego w budynku sejmu, zanotowal, ze przywodca
obozu narodowego wrocil z Belwederu silnie przygnębiony.29
Z kolei wedlug relacji pozniejszego sekretarza Dmowskiego w Chludowie,
Ryszarda Piestrzynskiego, ktorego kuzyn - Eugeniusz Piestrzynski, byl wowczas
adiutantem Pilsudskiego, przywodca Narodowej Demokracji mial po spotkaniu
z Naczelnikiem Panstwa powiedziec: "To niewątpliwie wielki czlowiek, choc nie
moglismy w niczym uzgodnic naszych poglądow". Pilsudski zas mial skomentowac
rozmowę z Dmowskim następująco: "To jedyny polityk, z ktorym warto dyskutowac
- choc roznimy się zasadniczo w naszych zapatrywaniach co do przyszlosci Polski".30
Z tych slow wynikaloby, ze rozmowa mogla miec mniej konfrontacyjny charakter.
Wydaje się jednak, ze ton, na ktory Pilsudski w stosunku do Dmowskiego potrafil
się zdobyc jeszcze niespelna poltora roku wczesniej, gdy 21 grudnia 1918 r. - na kilka
tygodni przed mającą się rozpocząc w Paryzu konferencją pokojową - zabiegając
o porozumienie z Komitetem Narodowym Polskim, pisal do jego prezesa pelen
kurtuazji slynny list zaczynający się od slow: "Szanowny Panie Romanie"31, nalezal
juz - niestety - do dzwiękow dawno minionej przeszlosci.32
Po raz drugi i ostatni w Polsce niepodleglej Roman Dmowski zobaczyl się
i starl z Jozefem Pilsudskim na forum Rady Obrony Panstwa w lipcu 1920 r., w
niezwykle trudnym okresie wojny polsko-bolszewickiej, gdy pod naporem sowieckiej
ofensywy oddzialy polskie cofaly się na calej linii frontu.
Dmowski, jako reprezentant Związku Ludowo-Narodowego, uczestniczyl
w pracach ROP od 1 do 19 lipca 1920 r., tj. od chwili powolania Rady przez Sejm
Ustawodawczy do czasu swojego ustąpienia z jej skladu. Na posiedzeniach Rady
przywodca endecji zabieral glos przede wszystkim w sprawach dotyczących
armii. Jego wystąpienia odbierane byly jako przejawy krytyki wyraznie wowczas
zalamanego i przygnębionego Naczelnego Wodza.
W dniu 1 lipca, pod koniec pierwszego posiedzenia Rady, Dmowski
wnioskowal tylko, aby kolejne posiedzenie ROP rozpocząc od zapoznania jej
czlonkow "ze stanem na frontach, gdyz tylko wtedy będzie mozna podejmowac
stosowne uchwaly", zas Pilsudski zobowiązal się przedstawic odpowiednie
informacje. 33
Gdy 5 lipca, na drugim posiedzeniu ROP, Pilsudski odpowiedzialnoscią za
klęski na froncie probowal obarczyc rywalizację partii politycznych stwierdzając:
Narod chory daje armię chorą, bez dostatecznego oporu. Ta choroba
wzrasta, bo co dawniej udawalo się, teraz nie udaje się (...) Ogolne
moje wrazenie: brak morale w kraju wywoluje brak morale w wojsku.
Stąd cięzkie kryzysy w armii (...) Jak baza zepsuta, to frontu utrzymac
nie mozna.34
Dmowski replikowal:
Trudno mowic, ze spoleczenstwo chore i armia chora. Jest zmęczenie i
lekkomyslnosc z grozy sytuacji (...) Trzeba uswiadomic spoleczenstwo
o grozie sytuacji, a wydobędzie się energii duzo. Brak związku armii ze
spoleczenstwem. Armia musi wiedziec dobrze, co w kraju się dzieje.35
Na trzecim posiedzeniu Rady Obrony Panstwa 13 lipca, na ktorym premier
Wladyslaw Grabski relacjonowal przebieg konferencji w Spa, Dmowski, broniąc
Grabskiego, opowiedzial się za przyjęciem mediacji angielskiej oraz zarzucil
Pilsudskiemu brak wiary w armię i blędną politykę zagraniczną.36
Na szostym posiedzeniu ROP 19 lipca, podczas dyskusji o stanie armii,
Dmowski stwierdzil, iz odnosnie spraw wojskowych:
musimy znalezc przyczyny, dlaczego jestesmy bici. Utrzymuję, ze
stan moralny się zmienil, ale są i blędy organizacyjne, strategiczne i
taktyczne, wskutek ktorych wojsko stracilo zaufanie. Wobec czego
koniecznym jest zmiana dowodztw na froncie, ale jezeli nie mamy
sami [dowodcow], to zwrocmy się do aliantow, ale zesmy jeszcze
nie wyzyskali swoich sil, na przyklad gen. Dowbor [-Musnicki] jest
doskonalym wojskowym (...).
Przywodca Narodowej Demokracji wnioskowal rowniez o "dokonanie daleko
idących zmian" w Naczelnym Dowodztwie, Sztabie Generalnym i Ministerstwie
Spraw Wojskowych. 37 W odpowiedzi Jozef Pilsudski zglosil gotowosc ustąpienia ze
stanowiska Naczelnego Wodza.
Zwracam się do panow jeszcze - mowil Naczelnik Panstwa - zebyscie
weszli w polozenie czlowieka, ktory postawiony zostal na czele
nowo powstającej Polski, w ktorego rękach jest urząd naczel[nika]
p[panstwa] i n[aczelnego] w[odza]. Zgodzicie się sami, ze co to za
panstwo, gdzie wszyscy plotkują przeciwko mnie, ja n[naczelnik]
p[panstwa], stale i systematycznie stoję w ogniu oskarzen (...) Proszę
panow, zastanowcie się, jezeli ja mam czynic niezgodę, to usuncie
mnie, wezcie kogo innego, moze się pogodzicie na chwilę, ale zbudzcie
[się], zrobcie wewnętrzny przejaw jednolitosci, bo inaczej jest tylko
latanie, na ktore ja idę, bo to jest moj psi obowiązek.38
Dmowski jednak oswiadczyl, ze zarzuty swoje podtrzymuje "nie dlatego, zeby się
pan [Pilsudski] usunąl, ja bym pana prosil, by pan zostal, ale są blędy w prowadzeniu
armii, ktore zniechęcają ludzi. Ale jeden czlowiek nie jest w stanie wszystko zrobic".39
Pilsudski zaządal wowczas, aby ROP okreslila swoje stanowisko wobec niego, i
opuscil posiedzenie. Wedlug relacji Artemiusza Ludomila Czerniewskiego, czlonka
Rady z ramienia Chrzescijanskiego Związku Robotniczego, przekazanej w 1932 r.
Wojciechowi Wasiutynskiemu, Dmowski wobec grozby dymisji Pilsudskiego mial
mu odpowiedziec: "Tego pan nie moze zrobic. Pan nas w tę sytuację wprowadzil i
pan nas z niej musi wyprowadzic".40 Z kolei Maciej Rataj w swoich wspomnieniach
zanotowal, ze Dmowski mial się wstrzymac od glosowania.41
Po wyjsciu Pilsudskiego, "czlonkowie ROP w nieobecnosci czlonkow
wojskowych, ktorzy wyszli z Sali, powzięli krotką jednomyslną uchwalę wyrazającą
pelne zaufanie dla osoby Naczelnika Panstwa i Naczelnego Wodza". Po przyjęciu
tej uchwaly Pilsudski wrocil na salę i objąl przewodnictwo dalszych obrad. ROP
przeglosowala m.in. zgloszony przez Dmowskiego wniosek, aby zwrocic się do
Naczelnego Dowodztwa o przeprowadzenie niezbędnych zmian na froncie, w
sztabie i Ministerstwie Spraw Wojskowych, jednakze bez istotnego ustępu, iz
zmiany te mialy zapewnic "naprawienie blędow popelnionych w organizacji armii i
sposobie prowadzenia wojny".42
Po tym posiedzeniu Dmowski ustąpil z ROP. Starcie w Radzie przyspieszylo
jego decyzję wycofania się z czynnego zycia politycznego. "Dmowski - pisze
Krzysztof Kawalec - zdawal sobie sprawę, ze proba obalenia Pilsudskiego krylaby
w sobie zbyt wielkie ryzyko, przekonal się jednak po raz kolejny, ze wspolpraca z
nim jest niemozliwa".43 Byc moze wowczas rowniez rozgoryczony Dmowski mial
nabrac przekonania o Pilsudskim "ze to jest skonczony wariat".44
15 lat pozniej, 14 maja 1935 r., w dwa dni po smierci Jozefa Pilsudskiego,
w Gazecie Warszawskiej Roman Dmowski zamiescil artykul poswięcony zmarlemu
marszalkowi. Suche stwierdzenie wielkosci Pilsudskiego oraz stanu politycznej
pustki jakie stworzylo jego odejscie znacznie kontrastowalo z tonem dziesiątek
artykulow oplakujących "Wodza Narodu", "Geniusza Polski", "Wielkiego Przyjaciela
Dzieci", "Czterdziesci i Cztery".
Dmowski pisal m.in.:
Czlowiek, ktory formalnie zajmowal skromne stanowisko ministra,
byl w istocie glową wladzy w Polsce. (...) Wszyscy mieszkancy naszego
kraju rozumieli, ze kazdy wazniejszy akt rządu byl wyrazem jego woli,
a przynajmniej nie mogl zajsc bez jego zgody. Sam rząd legitymowal
się tym, ze jest jego woli wykonawcą. (...) Gdy pytano o program
odpowiedz byla: >>idea marszalka Pilsudskiego<<. Wyznawcy tej idei
nie wazyli się jej tlumaczyc. (...) Dzis gdy mozg, ktory tę ideę stworzyl
i rozwijal, przestal dzialac, spadkobiercy jej będący w rządzie czy poza
rządem, są zmuszeni sformulowac ją w program, o ile się bowiem zdaje,
nie ma wsrod nich nikogo, ktorego nazwisko za program by starczylo
(...). Rządy zaprowadzone w Polsce przez zamach majowy w r. 1926
w pozniejszej swojej fazie, zaczęly usilnie pracowac nad tym, zeby się
zamienic w wyrazny system. (...) Jest to system, ktory moze przetrwac
tylko w oparciu o centralną postac stanowiąca zrodlo wladzy. (...)
Zastępowal je rządom Polski przez ostatnich lat dziesięc zmarly (...)
Rola, ktorą odegral, wytwarza z chwilą jego smierci pierwszorzędnej
wagi sytuację polityczną. Trzeba nie byc Polakiem, zeby tę sytuację
obojętnie obserwowac.45
Numer 137 Gazety Warszawskiej, w ktorej tekst ten się ukazal, zostal
skonfiskowany przez cenzurę sanacyjną, zas sam tytul zawieszony (po kilku dniach
pismo zaczęlo się ukazywac pod nowym tytulem - Warszawski Dziennik Narodowy).
Dalsza częsc rewanzu obozu rządzącego nastąpila juz po smierci Dmowskiego, w
styczniu 1939 r., kiedy zarowno wladze panstwowe jak i stolicy demonstracyjnie
powstrzymaly się od udzialu w uroczystosciach pogrzebowych, a w niektorych
miastach, m.in. w Poznaniu, policja nakazala zdjęcie wywieszonych flag narodowych
okrytych kirem. A byly to juz czasy, gdy - jak zauwazyl cytowany na wstępie wilenski
konserwatysta - jeden z osrodkow tej wladzy tj. Oboz Zjednoczenia Narodowego
"uprzednio skopiowal, przynajmniej na papierze jego [Dmowskiego] program i
pogląd na swiat".46 Inna rzecz, ze bylo to nasladownictwo wyjątkowo nieudolne,
co Mackiewicz przyznal juz w styczniu 1939 r. pisząc, iz "sp. Roman Dmowski
zaprojektowalby te plany o wiele inteligentniej".47

Przypisy
1 Stanislaw Mackiewicz (Cat), Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 wrzesnia 1939 r. (Londyn: M.I
Kolin Publishers LTD, 1941): s. 34.
2 Waclaw Sieroszewski, Jozef Pilsudski (Piotrkow: Departament Wojskowy Naczelnego Komitetu
Narodowego, 1915): s. 20. Informację, opartą na nieokreslonej relacji, Sieroszewski podal rowniez w
poprawionym i uzupelnionym wydaniu swojej broszury o Pilsudskim w 1920. Tegoz, Jozef Pilsudski
(Zamosc: Zygmunt Pomaranski i Spolka, 1920): s. 21. Spotkania w Warszawie nie wykluczają Andrzej
Garlicki i Wlodzimierz Suleja - zob. Andrzej Garlicki, Jozef Pilsudski 1897-1935 (Warszawa: Czytelnik,
1989): s. 37; Wlodzimierz Suleja, Jozef Pilsudski (Wroclaw - Warszawa - Krakow: Zaklad Narodowy
im. Ossolinskich, 2004): s. 24.
3 Byla to, co warto podkreslic, pierwsza od czasu powstania styczniowego publiczna manifestacja
patriotyczna w Warszawie.
4 Za pierwszymi kontaktami Pilsudskiego i Dmowskiego dopiero w Wilnie opowiadają się m.in.
Wladyslaw Pobog-Malinowski, Waclaw Jędrzejewicz oraz Jozef Zielinski - zob. Wladyslaw Pobog-
Malinowski, Jozef Pilsudski 1987-1901. W podziemiach konspiracji (Warszawa: Gebethner i Wolff, 1935):
s. 154; tegoz, Najnowsza historia polityczna Polski, t. 1 (Gdansk: Oficyna Wydawnicza "Graf", 1991): s.
264; Waclaw Jędrzejewicz, Jozef Pilsudski, 1867-1935. Zyciorys (Londyn: Polska Fundacja Kulturalna,
1986): s. 10; Mariusz Kulakowski (pseud. wlasc. Jozef Zielinski), Roman Dmowski w swietle listow i
wspomnien, t. 1 (Londyn: Gryf Publications LTD, 1968): s. 168.
5 Wladyslaw Pobog-Malinowski, Jozef Pilsudski 1867-1914 (Londyn: b.d. i m.w.): s. 159; Emil Jerzy
Czerniawski, Dmowski wobec Pilsudskiego. Proba wyjasnienia w swietle faktow historycznych (Sydney: Nurt,
1969): s. 29. Informację tę podaje takze biograf Dmowskiego Roman Wapinski - zob. tegoz, Roman
Dmowski (Lublin: Wydawnictwo Lubelskie, 1988): s. 64. Z kolei historycy i publicysci o proweniencji
endeckiej zdecydowanie zaprzeczają tej wiadomosci. Np. Wojciech Wasiutynski w recenzji ksiązki
R. Wapinskiego nazywa ją "plotą mitotworczą", ktorej nie uzasadnia zaden przekaz historyczny
- zob. tegoz, "Monografia Wapinskiego o Dmowskim", [w:] Mysl Polska, nr 1-2, 1-15 stycznia 1989.
Rowniez mlodszy brat Pilsudskiego, Jan, nie uwazal, aby powodem wizyt Dmowskiego w Wilnie
byly jego uczucia do Marii Juszkiewiczowej - zob. Waclaw Jędrzejewicz, Janusz Cisek, Kalendarium
zycia Jozefa Pilsudskiego 1867-1935 (Wroclaw-Warszawa-Krakow: Zaklad Narodowy im. Ossolinskich,
1994) t. I, s. 45-46.
6 Wizyta Dmowskiego i Pilsudskiego w Japonii oraz podejmowane tam przez nich dzialania polityczne
zostaly juz obszernie omowione zarowno w historiografii jak i publicystyce polskiej. Zob. m.in.
Stanislaw Kozicki, Historia Ligi Narodowej /okres 1887-1907/ (Londyn: Mysl Polska, 1964), s. 226-233;
Tadeusz Bielecki, "Wyprawa do Japonii", [w:] Rok Dmowskiego w Ameryce (Nowy Jork: Polish American
Press, 1968) s. 108-115; Waclaw Jędrzejewicz, "Sprawa "Wieczoru". Jozef Pilsudski a wojna japonskorosyjska
1904-1905", [w:] Zeszyty Historyczne, z.27, Paryz 1974, s. 3-103 [dalej cyt. Sprawa "Wieczoru"]
Z ostatnich opracowan poruszających to wydarzenie zob. Ryszard Swiętek, Lodowa sciana. Sekrety
polityki Jozefa Pilsudskiego 1904-1918 (Krakow: Platan, 1998): s. 109-233; Wladyslaw Bulhak, Dmowski
- Rosja a kwestia polska (Warszawa: Neriton, 2000): s. 87-105. Tam rowniez szczegolowa bibliografia.
7 Z kolei Douglas w liscie do Jodki-Narkiewicza z 27 VII 1904 r. tak opisal to spotkanie: "Po lunchu
wyszlismy obaj [z Dmowskim] na spacer z zamiarem odebrania na poczcie listow i gazet. W pewnej
chwili widzę jadących dwoch Europejczykow na kurumajach i w nich poznaję Ziuka [Pilsudskiego]
i Karskiego [Filipowicza]. Rozpaczliwie rozglądam się dookola i zwracam uwagę Dmowskiego na
wystawione w oknie sklepowym czerepy gliniane, zapytując go, czy to tez jest 'cloisonnée'. A ci
nas tymczasem mijają . i bylo by się udalo, ale Ziuk zatrzymal swego kurumaja, wysiadl i poszedl
w naszym kierunku. Dmowski zwrocil na to uwagę, chwilę intensywnie patrzyl na Ziuka, potem
zdecydowanie podszedl do niego i wyciągnąl rękę. Poznal" - zob. M. Kulakowski, dz. cyt., t. I, s.
293. Niestety, Douglas jako datę spotkania Dmowskiego z Pilsudskim mylnie podal 8 VII 1904
r. Rowniez blędnie datuje on wizytę Pilsudskiego u Dmowskiego w hotelu na 9 VII. Dokladną
chronologię mozemy odtworzyc na podstawie dziennika T. Filipowicza. Do spotkania na tokijskiej
ulicy i pierwszej rozmowy doszlo 11 VII, zas do drugiej - owej 9-godzinnej - 14 VII. Dziennik Tytusa
Filipowicza z okresu pobytu w Japonii, znajdujący się w zbiorach Instytutu Jozefa Pilsudskiego w
Nowym Jorku, opublikowal w calosci w 1974 r. W. Jędrzejewicz - zob. tegoz, "Sprawa "Wieczoru",
s. 50-54. Natomiast lisy J. Douglasa z Japonii opublikowane zostaly juz ponad 40 lat wczesniej w
Niepodleglosci (t. V, Warszawa 1931-32), stąd wielu autorow podawalo pozniej blędne daty - 8 i 9 VII
- spotkan Dmowskiego i Pilsudskiego w Tokio - zob. m.in. Ignacy Chrzanowski, Stanislaw Kozicki,
"Roman Dmowski. Zarys biograficzny", [w:] M. Kulakowski, dz. cyt., t. I, s. 45; T. Bielecki, dz. cyt. s.
110-111; Andrzej Micewski, Roman Dmowski (Warszawa: Verum, 1971): s. 94.
8 "Sprawa "Wieczoru", s. 50-51.
9 Tamze, s. 52.
10 Roman Dmowski, Polityka polska i odbudowanie panstwa (Warszawa: Instytut Wydawniczy "Pax",
1988), t. 1, s. 92.
11 M. Kulakowski, dz. cyt., t. I, s. 279 (fragment relacji Dmowskiego o Lidze Narodowej przekazanej
w 1931 r. Zygmuntowi Wojciechowskiemu).
12 P(ruszynski) M(ieczyslaw), "Rozmowa Polityki z Romanem Dmowskim", Polityka, nr 24, 6 sierpnia
1939; przedruk fragmentu tego wywiadu, [w:] M. Kulakowski, dz. cyt., t. I, s. 294-296
13 Tamze, s. 295
14 J. Kulakowski, dz. cyt., t. 1, s. 556-560; W. Suleja, dz. cyt., s. 74.
15 Sprawa "Wieczoru", s. 84; R. Swiętek, dz. cyt., s. 343-344.
16 Sprawa "Wieczoru", s. 60.
17 A. Garlicki, dz. cyt., s. 87.
18 R. Wapinski, dz. cyt., s. 140.
19 R. Swiętek, dz. cyt., s. 219. Odnotujmy jeszcze opinię T. Filipowicza wyrazoną 30 lat po spotkaniu
w Tokio: "Mam wrazenie, ze akcja Dmowskiego w Japonii, ani nie pomogla, ani nie zaszkodzila
rezultatom konkretnym, jakie byly i mogly byc osiągnięte obiektywnie wobec caloksztaltu
owczesnych warunkow międzynarodowych" - zob. Tytus Filipowicz, "Jozef Pilsudski w Japonii",
Swiat, nr 11, 17 marca 1934
20 Dmowski, przestudiowawszy uprzednio przewodnik Thomasa Cooka, sluzyl w czasie tych
wycieczek po Tokio za przewodnika. Zwiedzono m.in. slawną dzielnicę rozrywki Yoshiwarę - zob.
M. Kulakowski, dz. cyt., t. I, s. 293-294
21 Sprawa "Wieczoru", s. 55-56.
22 Jozef Pilsudski, "Jak stalem się socjalistą", Promien, nr 8-9, 1903, (przedruk [w:] Jozef Pilsudski,
Pisma zbiorowe, Warszawa: Instytut Jozefa Pilsudskiego, 1937), t. II, s. 45-53. Pisal w nim m.in.
"Przechodzilem do przekonania, ze moje dziecinne marzenia i rojenia zespalają się z moim
mlodzienczym swiatopoglądem. Socjalista w Polsce dązyc musi do niepodleglosci kraju, a
niepodleglosc jest znamiennym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Polsce" - tamze, s. 52.
23Sk. [pseud. wlasc. Roman Dmowski], "Historia szlachetnego socjalisty. Przyczynek do psychologii
politycznej spoleczenstwa polskiego", Przegląd Wszechpolski, nr 10, 1903, s. 758-770.
24 Tamze, s. 771-772.
25 Krzysztof Kawalec, Roman Dmowski (Warszawa: Editions Spotkania, 1996): s. 87.
26 M. Kulakowski, dz. cyt., t. II, s. 147-148 (list Dmowskiego do Stanislawa Grabskiego z 14 marca
1919 r.).
27 Mieczyslaw Niklewicz, "Roman Dmowski w Belwederze", [w:] Izabella z Lutoslawskich
Wolikowska, Roman Dmowski. Czlowiek, Polak, Przyjaciel (Chicago: Komitet Wydawniczy, 1961):
s. 235-236; M. Kulakowski, dz. cyt., t. II, Londyn 1972, s. 206-207, 299. Niklewicz, swoją relację o
wizycie Dmowskiego w Belwederze zamiescil po jego smierci na lamach Orędownika w styczniu
1939 r. Stwierdzil w niej ogolnikowo, ze Pilsudski "nie chcial sluchac, ani rozmawiac na tematy
polityczne". Z relacji Niklewicza wynika, ze do spotkania Dmowskiego z Pilsudskim mialo dojsc
we wtorek 18 maja 1920 r., a więc w dniu powrotu Naczelnika Panstwa do Warszawy. Jozef Zielinski
odtwarzając chronologię zycia Dmowskiego datuje to spotkanie na 24 maja. W rzeczywistosci, jak
ustalili autorzy kalendarium zycia Pilsudskiego, doszlo do niego w piątek 21maja - zob. Kalendarium,
t. II, s. 158
28 Maria Niklewiczowa, Pan Roman. Wspomnienia o Romanie Dmowskim (Warszawa: Wyzsza Szkola
Humanistyczna w Pultusku, 2001): s. 78.
29 Stanislaw Gląbinski, Wspomnienia polityczne (Pelplin: Drukarnia i Księg. sp. z o. odp., 1939): s. 428-
429. Wizytę Dmowskiego w Belwederze - blędnie datowaną na jesien 1919 r. - odnotowal rowniez
w swoich pamiętnikach Stanislaw Grabski. Byc moze zrelacjonowal mu ją sam Dmowski: "Pilsudski
najsamprzod przetrzymal Dmowskiego w poczekalni, jak gdyby zwyklego petenta, przez z gorą
kwadrans czasu, a w mowie przybral tak dyktatorski ton, ze zakonczyla się ona bardzo szybko"- zob.
Stanislaw Grabski, Pamiętniki, t. II (Warszawa: Czytelnik, 1989): s. 133.
30 Kalendarium, t. II, s. 158-159.
31 List ten pisany przez Pilsudskiego w Przemyslu, zostal wręczony Dmowskiemu w Paryzu przez
Kazimierza Dluskiego 6 stycznia 1919 r. i w dniu następnym odczytany na posiedzeniu KNP.
Po raz pierwszy w tlumaczeniu na język angielski i francuski opublikowal go w grudniu 1926 r.
Kazimierz Smogorzewski w swoim opracowaniu Poland of To-day zamieszczonym w specjalnym
numerze FIDAC - biuletynie Federacji Międzysojuszniczej Bylych Kombatantow. Francuskie
tlumaczenie listu Smogorzewski zamiescil ponownie w 1928 r. w wydawnictwie Revue d'Histoire de
la Guerre Mondiale. Zaczyna się ono od slow "Cher Monsieur Romain". Prawdopodobnie to wlasnie
Smogorzewski wyslal francuską wersję listu do redakcji Ilustrowanego Kuriera Codziennego. 22 XII 1926
r. IKC opublikowal list po francusku oraz jego polski przeklad, dolączając tendencyjny komentarz
atakujący endecję, pt. "Sensacyjny list Marsz. Pilsudskiego do Romana Dmowskiego". W polskiej
wersji językowej francuski naglowek "Cher Monsieur Romain" przetlumaczono na "Drogi Panie
Romanie". Tą wersję powtorzono w Pismach zbiorowych J. Pilsudskiego w 1937 r. Dopiero w 1961 r.
oryginalny tekst listu Pilsudskiego do Dmowskiego zamiescila Izabella z Lutoslawskich Wolikowska
w swojej ksiązce o Dmowskim, wraz z następującą adnotacją: "przepisany w styczniu 1919 r. w
Paryzu z Zalącznika nr 2 do Protokolu Komitetu Narodowego Polskiego nr 174, przez Kazimierza
Smogorzewskiego, ktory wowczas wraz ze Stanislawem Filasiewiczem sortowal archiwum KNP
celem wyslania go do MSZ w Warszawie". Z relacji Janiny Smogorzewskiej, zony Kazimierza,
wynika, iz jej mąz, ktory w 1919 r. pracowal w dziale prasowym KNP i byl paryskim korespondentem
Gazety Warszawskiej, mial otrzymac - byc moze od Mariana Seydy - polecenie zniszczenia tego
listu (będącego zalącznikiem nr 2 do protokolu KNP nr 174 z 7 I 1919 r.). Smogorzewski usunąl
wprawdzie list z akt KNP, ale go nie zniszczyl tylko przechowal w swoim prywatnym archiwum.
Najprawdopodobniej w 1961 r. odpis listu udostępnil Wolikowskiej, a szesc lat pozniej w londynskiej
Kronice zamiescil jego facsimile. List zaczyna się od slow: "Szanowny Panie Romanie". Co ciekawe,
jesli wierzyc relacji Smogorzewskiego, list Pilsudskiego mial mocno zirytowac Dmowskiego. "Ten list
pozornie przyjazny - pisal Smogorzewski - oburzyl Dmowskiego: 'On [Pilsudski] pisze do mnie jak
krol, z ktorego laski mogę zostac ministrem' - komentowal Pan Roman (jak go wszyscy przyjaciele
nazywali)". W maju 2000 r. Janina Smogorzewska przekazala oryginal tego listu do Archiwum Akt
Nowych w Warszawie - zob. Kazimierz Smogorzewski, "Pierwsze kroki u Dmowskiego", Kronika, nr
37, 23 IX 1967; Janina Smogorzewska, "Szanowny Panie Romanie", Gazeta Wyborcza, nr 111, 13-14
maja 2000; W. Jędrzejewicz, J. Cisek, dz. cyt., t. II, s. 37; J. Pilsudski, Pisma zbiorowe, Warszawa 1937,
t. V, s. 45-47; Izabela z Lutoslawskich Wolikowska, dz. cyt., s. 253; Wybor pism Romana Dmowskiego, t.
IV (Nowy Jork: Instytut Romana Dmowskiego, 1988): s. 81 (facsimile listu).
32 Juz zresztą ton kolejnego list Pilsudskiego do Dmowskiego, pisanego miesiąc pozniej, między 22
a 26 stycznia 1919 r., byl zgola odmienny. Pilsudski - nie przebierając zbytnio w slowach - uskarza
się w nim, ze nie moze "przeprowadzic jednolitej linii ani w polityce zagranicznej, ani w sprawach
wojskowych", obarczając za ten stan rzeczy Komitet Narodowy Polski, i zapowiada, ze usunie się
od "zajmowania się sprawami panstwowymi" tj. zrezygnuje ze stanowiska Naczelnika Panstwa.
Gotow bylby jednak od tego zamiaru odstąpic, jesli "Komitet Paryski [tj. KNP] uzna się li tylko za
przedstawicielstwo rządu Polskiego", oraz jezeli "w sprawie wojskowej dolozy wszelkich usilowan,
aby jednolitosc armii byla mozliwie szybko wprowadzona", tj. gdy KNP "do spraw organizacyjnych
wojska mieszac się nie będzie". Wymowy tego listu nie zmienia ostatnie zdanie, w ktorym Pilsudski
przeprasza za "byc moze obozowy, ale bardzo szczery język", jakim zostal napisany - zob. "Listy
Jozefa Pilsudskiego" (oprac. Kazimierz Switalski), [w:] Niepodleglosc, t. VII, Londyn-Nowy Jork 1962,
s. 1-14. List ten utwierdzil tylko Dmowskiego w niechęci do Naczelnika Panstwa. Przywodca endecji
dal temu wymowny wyraz we wzmiankowanym juz liscie do Stanislawa Grabskiego z 14 marca 1919
r., w ktorym zawarl bardzo krytyczną charakterystykę Pilsudskiego. "Ten czlowiek - pisze Dmowski
- ma rozne wielce niebezpieczne strony: 1. nie rozumie Polski, nie zdaje sobie sprawy z tego, co
w niej jest potrzebne i co mozliwe; 2. nie jest czlowiekiem dzisiejszym, naleząc swą konstrukcją
psychiczną do I-szej polowy XIX w.; 3. nie jest jednolity: to kombinacja starego romantyka polskiego
z bolszewikiem moskiewskim, dająca się genetycznie wyjasnic; 4. nie jest sobą, ale przedrzeznia
wielkie wzory historyczne, co zawsze prowadzi do czynow poronionych; 5. otrzymawszy posadę
boga od jolopow, ktorzy go otaczają, usiluje byc większym, niz go Pan Bog stworzyl, robi pozory sily
wielkiej, za ktorymi ukrywa się slabosc itd. Robi czasem na mnie wrazenie wolu, ktoremu wydaje się,
ze jest bykiem i wdrapuje się na krowę... Taki czlowiek, podniecany przez swoich wspolkonspiratorow,
lakomych na wladzę, latwo gotow pokusic się o zamach na sejm". Co jednak charakterystyczne, aby
do tego ewentualnego zamachu stanu nie dopuscic, Dmowski zalecal politykom endeckim m.in.
"nie spieszyc się z zasadniczymi solucjami [rozwiązaniami], nie prowokowac aspiranta do dyktatury,
przeciwnie, stosunki z nim, o ile moznosci, naprawic i utrzymywac jak najblizsze" - zob. M.
Kulakowski, dz. cyt., t. II, s. 147-148. Jak widac, w ciągu kilkunastu lat, jakie uplynęly od spotkania
w Tokio, nici sympatii lączącej wowczas Dmowskiego i Pilsudskiego zostaly juz chyba definitywnie
pozrywane.
33 Artur Leinwand, Jan Molenda, "Protokoly Rady Obrony Panstwa", [w:] Z dziejow stosunkow polskoradzieckich.
Studia i materialy, t. 1 (Warszawa: Ksiązka i Wiedza, 1965): s. 145, 150.
34 Tamze, 154, 166.
35 Tamze, 159, 171.
36 Tamze, s. 187, 194.
37 Tamze, s. 202, 204. W notatce sporządzonej przez Kazimierza Switalskiego, z tego posiedzenia ROP,
cytowany fragment wypowiedzi Dmowskiego brzmi: "Jesli brak dowodcow, zwrocmy się po nich do
Francji. Mamy u siebie fachow[cow], np. gen. Dowbor, choc popelnil blędy. Zmiany na froncie: jeden
dowodca silny, bo inaczej będziemy mieli bolszewikow pod Warszawą".
38 Tamze, s. 205-206.
39 Tamze, s. 206.
40 W. Wasiutynski, dz. cyt.
41 Maciej Rataj cytuje slowa, ktore przed opuszczeniem sali mial wypowiedziec poirytowany Pilsudski:
"'W leb mozna sobie strzelic! Wychodzę, zeby panow nie krępowac i oddaję panom do dyspozycji
swoje stanowisko; powiedzcie wyraznie albo, albo'. Chwila byla istotnie tragiczna - wspomina dalej
Rataj. Oczekiwalem i nie tylko ja, iz lada moment uslyszymy z drugiego pokoju strzal 'w leb'" -
tegoz, Pamiętniki 1918-1927 (Warszawa: Ludowa Spoldzielnia Wydawnicza, 1965): s. 94.
42 Dokumenty i materialy do historii stosunkow polsko-radzieckich, t. III (Warszawa: Ksiązka i
Wiedza, 1964), s. 187.
43 K. Kawalec, dz. cyt., s. 247.
44 R. Wapinski, dz. cyt., s. 295. Taką uwagę Dmowskiego o Pilsudskim zanotowal w swoich
Dziennikach Juliusz Zdanowski. W koncu lipca 1929 r. w Chludowie k. Poznania Dmowski odbyl
rozmowę z "jednym z wybitniejszych pulkownikow". Na propozycję swego goscia, aby porozmawial
z Pilsudskim, ktory "zawsze gotow [do rozmowy] i oczekuje go", Dmowski odpowiedzial, ze "nie
będzie rozmawial z czlowiekiem, ktorego uwaza za nieprzytomnego i ktoremu nie moze nic wierzyc,
bo nic nie wie, co ma robic' - zob. M. Kulakowski, dz. cyt., t. II, s. 254 (fragment z dziennika Juliusza
Zdanowskiego z 1 sierpnia 1929 r.).
45 M. Kulakowski, dz. cyt., t. II, s. 294-295.
46 S. Mackiewicz, dz. cyt., s. 40.
47 Tegoz, "Jozef Pilsudski i Roman Dmowski. Ofensywa i obrona, Slowo, 4 stycznia 1939", [w:]
Stanislaw Cat-Mackiewicz, Teksty, oprac. Jerzy Jaruzelski (Warszawa: Czytelnik, 1990) s. 348.

Za: http://www.glaukopis.pl/pdf/5-6/glaukop ... sudski.pdf
Za: http://74.125.95.132/search?q=cache:jJ1 ... clnk&gl=us


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski a Roman Dmowski...wizje i wnioski
PostNapisane: 29 cze 2016, 10:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37015
http://myslkonserwatywna.pl/prof-bartyz ... cy-narodu/

Prof. Bartyzel: Dwaj wielcy wychowawcy narodu
Arkadiusz Jakubczyk | 12 listopada 2015 | 0 Komentarzy



Należąc do stale topniejącej mniejszości tych, którzy nie znajdują żadnego sensownego powodu dla deprecjonowania dziedzictwa, które personifikuje Roman Dmowski, aby powiększyć chwałę tego, które uosabia Józef Piłsudski – bądź na odwrót, i wzniecając tym samym na nowo, a nawet zaogniając, „wojnę polsko-polską”, pragnę przypomnieć poświęcone jej fragmenty rozważań Henryka Krzeczkowskiego:
* Ci dwaj wielcy wychowawcy narodu, tworząc podstawy nowej świadomości politycznej, umożliwili Polakom przezwyciężenie inercji duchowej i umysłowej, jaka zapanowała po załamaniu się kolejnej próby odzyskania niepodległości w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Klęska powstania styczniowego przytłoczyła naród grozą swego ogromu, ale nade wszystko unaoczniła mu niezdatność myślenia w kategoriach, których nieprzystosowalność do nowej sytuacji historycznej (…) bynajmniej nie była brana pod uwagę przez wszystkie siły polityczne i społeczne, które bądź to o powstaniu decydowały, bądź też poczuły się zmuszone do udzielenia mu poparcia, gdy stało się ono faktem dokonanym. (…) Z perspektywy naszego czasu lepiej bodaj widzimy, jak radykalnym odejściem od polskiego przedpowstańczego myślenia były systematy tworzone przez Piłsudskiego i Dmowskiego, nawet – a może, szczególnie – wtedy, gdy odwoływali się oni w swych argumentacjach do ideowych i intelektualnych postaw pokolenia powstaniowego. Do podstaw tych musieli się odwoływać nie tylko dlatego, że były one istotnym elementem ich edukacji sentymentalnej, i nie tylko dlatego, że w ten sposób przemawiali językiem zrozumiałym dla społeczeństwa (…), lecz nade wszystko dlatego, że od zarania swej działalności świadomi byli konieczności utrzymania ciągłości rozwoju polskiej myśli politycznej. Istotą tej ciągłości była wiara w żywotność narodu, który potrafi rozprawić się ze swą przeszłością, nie zrywając z nią, który zdobędzie się na najsurowszą ocenę, lecz nigdy nie dopuści do tego, by uznana została za martwy przekaz. Wyrastały bowiem zarówno idee zaprzeczne, jak i rewolucyjne, z przekonania, jeśli nawet nie zawsze dopowiadanego do końca, że historia Polski się skończyła, zaczyna się zaś czy to historia plemienia wcielonego w słowiańskie imperium, czy też historia bezimiennego członka falansteru.
Możliwość pchnięcia polskiej myśli politycznej na nowe tory zawdzięczali Piłsudski i Dmowski temu w pierwszym rzędzie, że rozumowania swoje oparli na uznaniu nieodwracalności procesów społecznych, jakie zaszły w wieku dziewiętnastym, nie dopatrując się jednak w nich ani znamion totalnej katastrofy świata zachodniego, ani chiliastycznej zapowiedzi utopii socjalistycznej. W ich obrazie świata, z konieczności nieostrym, wskrzeszenie Polski nie mogło stać się powrotem do państwa, które byłoby świeżo pobielonym skansenem czasów bezpowrotnie minionych. Obaj, każdy na swój sposób, widzieli oczyma wyobraźni państwo odrodzone, w którym zmieniony układ sił społecznych znajdzie swój wyraz w nowej strukturze gmachu wskrzeszonej ojczyzny. Przyjmując jako aksjomat trwanie narodu, nie kwestionując jego cech fundamentalnych, stwierdzali równocześnie, że uległ on przeobrażeniom, które, nie naruszając materii narodowej, wymagają nowych form, umożliwiających temu narodowi swobodne istnienie i pełny jego rozwój.
Ich wizje, choć różne (…) jedną miały cechę wspólną: były mianowicie ograniczone w swych projekcjach w przyszłość statycznym widzeniem Europy jako areny działania mocarstw dziewiętnastowiecznych. (…) W ostatecznym wyniku obaj myśleli w kategoriach, które druga wojna światowa przekreśliła. Niemniej stworzyli oni wspólnym, uzupełniającym się wysiłkiem postać Polaka nowoczesnego, wyzbytego kompleksów, świadomego swego prawa do samodzielnego bytu narodowego i państwowego, który nie tylko potrafił zdobyć się na bezprzykładny czyn orężny w obliczu wielokrotnej przewagi wrogów, lecz i zdołał w warunkach sprzysiężenia największych potęg i nieznanego dotąd ucisku, który tej zmowy był następstwem, utrzymać ciągłość bytu państwowego po dwudziestoletniej zaledwie rekonstrukcji, zaś w latach powojennych nie dopuścić do takiej dekompozycji narodowej i państwowej, jaką przeżyliśmy w wieku osiemnastym

Profesor Jacek Bartyzel
* (H. Krzeczkowski, Pokusy i przestrogi [1974], w: Proste prawdy. Szkice wybrane, Wyd. Ararat, Warszawa 1996, ss. 272-273).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski a Roman Dmowski...wizje i wnioski
PostNapisane: 01 kwi 2017, 19:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37015
http://retropress.pl/slowo/jozef-pilsud ... wa-obrona/

Józef Piłsudski i Roman Dmowski. Ofensywa i obrona.
Słowo 04.01.1939 * Wilno * Rok 18, Nr 3

Józef Piłsudski i Roman Dmowski!

Józef Piłsudski była to ofensywa naszego narodu. Odwracał koło polskiej historji wtył aż do XVII wieku, do Polski mocarstwowej. Szedł na Kijów. Nie bał się sojuszów Polski z innemi narodowościami w tem przekonaniu, że indywidualność polska, jako silniejsza i tak zwycięży.

Roman Dmowski była to defensywa. Umacniał, betonował nasze linje obronne. Przepajał masy patryjotyzmem i nacjonalizmem polskim. Wyrzucał z wnętrza narodu wszystko co obce, co szkodliwe, co niepolskie. Propagandował polskość wśród małomieszczaństwa, wśród chłopa, a jak te warstwy tej propagandy potrzebowały, to z tego nie zdaje sobie sprawy młodzież nie pamiętająca lat z przed wielkiej wojny.

Józef Piłsudski to czynnik dynamiczny w polityce polskiej, Roman Dmowski to czynnik statyczny, obronny, umacniający.

To porównanie Józefa Piłsudskiego do działania ofensywnego, a Romana Dmowskiego do defensywnego wydaje mi się być o wiele głębsze i bardziej trafne niż oklepane mówienie o jednym romantyk, o drugim realista. Obaj byli romantykami w swej miłości do Polski, obaj byli realistami w wyborze metod działania. Natomiast ofensywa i obrona, to przemawia daleko bardziej do przekonania. Piłsudskiego widzimy zawsze na dalekich kresach, Piłsudski mówi o bramie Smoleńskiej, jest razem z Chodkiewiczami, Batorym, Jagiellonami, – Dmowskiego widzimy zawsze w Poznańskiem z chłopem polskim, tam gdzie ludność polska jest najbardziej zwarta, gdzie niema żydów, ale też gdzie nacisk z zewnątrz jest najsilniejszy.

Ale ofensywa się nie udaje, jeśli niema bazy solidnej. Można powiedzieć, że Piłsudski zwyciężał swoim orężem na wschodzie, ale gdy propaganda bolszewicka odbijała się od chłopa podlaskiego, od szlachty mazurskiej, to już było zwycięstwo Dmowskiego.

Józef Piłsudski i Roman Dmowski byli wielkimi przeciwnikami. Piłsudski wyciągnął zresztą serdeczną dłoń do „drogiego Pana Romana” po uzyskaniu przez Polskę Niepodległości. Nie dziś jest czas rozważać dla czego do zgody nie doszło.

Wyobraźmy sobie sztab i wyobraźmy sobie dwóch oficerów, z których jeden przygotowuje operację ofensywną, drugiego zadaniem jest obrona. Nic dziwnego, jeśli między tymi oficerami wybuchają różnice poglądów. Jednemu może zależeć na rozciągnięciu skrzydeł, drugiemu na zwężeniu linji obronnej.

Józef Piłsudski i Roman Dmowski byli przeciwnikami. Po roku 1905 zwyciężył politycznie Dmowski, w roku 1919 i 1926 – Piłsudski. Ale Piłsudski i Dmowski byli przeciwnikami, antagonistami, ludźmi, którzy się nawzajem zwalczali. Nie byli wrogami. Mieli innych wrogów: zaborców i bolszewików.

Niestety po śmierci Józefa Piłsudskiego, największego z Polaków na całej przestrzeni naszych dziejów, – jak słusznie stwierdził Pan Prezydent, -mieliśmy do czynienia z aktem małości w obozie jego przeciwników, w redakcji gazety należącej do obozu Romana Dmowskiego .

Niestety dziś słyszymy również o aktach małości.

Policja w Poznaniu każe zdjąć chorągwie narodowe z krepą. Dlaczego? Wystarczy zjazd oddziału „Strzelca” lub oddziału Loppu, aby można było wywieszać chorągwie narodowe. Czyż nie można ich wywiesić wtedy gdy umiera ten, kto imieniem tej Rzeczypospolitej podpisał Traktat Wersalski, był jej ministrem spraw zagranicznych?

I kiedyż to się dzieje? – Oto zamieszczamy telefon o planach Ozonu w sprawach narodowościowych. Czyjaż to ideologja unosi się nad temi projektami? Czy raczej Wielkiego Marszałka czy raczej Dmowskiego. Raczej to drugie. Rzecz inna, że ś.p. Roman Dmowski zaprojektowałby te plany o wiele inteligentniej.

Cat.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski a Roman Dmowski...wizje i wnioski
PostNapisane: 11 sie 2017, 13:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37015
http://myslkonserwatywna.pl/cat-mackiew ... -i-obrona/

Cat – Mackiewicz: Józef Piłsudski i Roman Dmowski. Ofensywa i obrona.
Arkadiusz Jakubczyk | 11 listopada 2016 | 0 Komentarzy


Józef Piłsudski i Roman Dmowski!


Józef Piłsudski była to ofensywa naszego narodu. Odwracał koło polskiej historji wtył aż do XVII wieku, do Polski mocarstwowej. Szedł na Kijów. Nie bał się sojuszów Polski z innemi narodowościami w tem przekonaniu, że indywidualność polska, jako silniejsza i tak zwycięży.
Roman Dmowski była to defensywa. Umacniał, betonował nasze linje obronne. Przepajał masy patryjotyzmem i nacjonalizmem polskim. Wyrzucał z wnętrza narodu wszystko co obce, co szkodliwe, co niepolskie. Propagandował polskość wśród małomieszczaństwa, wśród chłopa, a jak te warstwy tej propagandy potrzebowały, to z tego nie zdaje sobie sprawy młodzież nie pamiętająca lat z przed wielkiej wojny.
Józef Piłsudski to czynnik dynamiczny w polityce polskiej, Roman Dmowski to czynnik statyczny, obronny, umacniający.
To porównanie Józefa Piłsudskiego do działania ofensywnego, a Romana Dmowskiego do defensywnego wydaje mi się być o wiele głębsze i bardziej trafne niż oklepane mówienie o jednym romantyk, o drugim realista. Obaj byli romantykami w swej miłości do Polski, obaj byli realistami w wyborze metod działania. Natomiast ofensywa i obrona, to przemawia daleko bardziej do przekonania. Piłsudskiego widzimy zawsze na dalekich kresach, Piłsudski mówi o bramie Smoleńskiej, jest razem z Chodkiewiczami, Batorym, Jagiellonami, – Dmowskiego widzimy zawsze w Poznańskiem z chłopem polskim, tam gdzie ludność polska jest najbardziej zwarta, gdzie niema żydów, ale też gdzie nacisk z zewnątrz jest najsilniejszy.
Ale ofensywa się nie udaje, jeśli niema bazy solidnej. Można powiedzieć, że Piłsudski zwyciężał swoim orężem na wschodzie, ale gdy propaganda bolszewicka odbijała się od chłopa podlaskiego, od szlachty mazurskiej, to już było zwycięstwo Dmowskiego.
Józef Piłsudski i Roman Dmowski byli wielkimi przeciwnikami. Piłsudski wyciągnął zresztą serdeczną dłoń do „drogiego Pana Romana” po uzyskaniu przez Polskę Niepodległości. Nie dziś jest czas rozważać dla czego do zgody nie doszło.
Wyobraźmy sobie sztab i wyobraźmy sobie dwóch oficerów, z których jeden przygotowuje operację ofensywną, drugiego zadaniem jest obrona. Nic dziwnego, jeśli między tymi oficerami wybuchają różnice poglądów. Jednemu może zależeć na rozciągnięciu skrzydeł, drugiemu na zwężeniu linji obronnej.
Józef Piłsudski i Roman Dmowski byli przeciwnikami. Po roku 1905 zwyciężył politycznie Dmowski, w roku 1919 i 1926 – Piłsudski. Ale Piłsudski i Dmowski byli przeciwnikami, antagonistami, ludźmi, którzy się nawzajem zwalczali. Nie byli wrogami. Mieli innych wrogów: zaborców i bolszewików.
Niestety po śmierci Józefa Piłsudskiego, największego z Polaków na całej przestrzeni naszych dziejów, – jak słusznie stwierdził Pan Prezydent, -mieliśmy do czynienia z aktem małości w obozie jego przeciwników, w redakcji gazety należącej do obozu Romana Dmowskiego .
Niestety dziś słyszymy również o aktach małości.
Policja w Poznaniu każe zdjąć chorągwie narodowe z krepą. Dlaczego? Wystarczy zjazd oddziału „Strzelca” lub oddziału Loppu, aby można było wywieszać chorągwie narodowe. Czyż nie można ich wywiesić wtedy gdy umiera ten, kto imieniem tej Rzeczypospolitej podpisał Traktat Wersalski, był jej ministrem spraw zagranicznych?
I kiedyż to się dzieje? – Oto zamieszczamy telefon o planach Ozonu w sprawach narodowościowych. Czyjaż to ideologja unosi się nad temi projektami? Czy raczej Wielkiego Marszałka czy raczej Dmowskiego. Raczej to drugie. Rzecz inna, że ś.p. Roman Dmowski zaprojektowałby te plany o wiele inteligentniej.
Cat.

za: „Słowo” 04/01/1939, Wilno Rok 18,Nr 3


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /