Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 09 kwi 2014, 14:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://dziennikzwiazkowy.com/ameryka/40 ... ony-rosji/

Mamy moc i broń silniejszą niż szatan
ks. Radosław Rafał MSF

Stając na pierwszej linii frontu – np. posługując modlitwą uwolnienia i uzdrowienia –narażasz się na strzały wroga. Ale jeśli skupisz się tylko na nich, utkniesz w okopach w obawie przed atakiem. Jak więc prowadzić walkę duchową tak, żeby to diabeł się bał, a nie my? Niektórzy ludzie więcej czasu poświęcają na modlitwę o ochronę przed złem niż na przyzywanie Ducha Świętego. To taki ukłon w kierunku modlitwy pogańskiej, gdzie penitent „wymusza” coś na bóstwie, tak jak my chcemy wymusić ochronę na Panu Bogu. Natomiast modlitwa chrześcijańska jest – według św. Ignacego Loyoli – rozważaniem misterium Christi, czyli tajemnic życia Chrystusa. Taka modlitwa jest rozmową i relacją. W niej doświadczam tego, że Bóg mnie kocha, i codziennie odnajduję przejawy Jego miłości w wydarzeniach mojego życia. A wtedy mam w sercu pewność: „Tata mnie kocha i nie pozwoli mnie skrzywdzić”.

W PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI NIE MA LĘKU
Głównym celem diabła jest to, by nas zniechęcić, wystraszyć i zmęczyć – abyśmy się odwrócili od Jezusa i nie przyjęli od Niego daru zbawienia. Gdy zaczynamy wchodzić w żywą relację z Jezusem, w relację miłości – uczymy się patrzeć na różne sytuacje naszego życia przez pryzmat tej miłości. To wytrąca szatanowi wszelkie argumenty z rąk, ponieważ w miłości nie ma miejsca dla lęku, który jest okazją dla złego, by nas „skubać”. Dlatego wielką mądrość powiedział św. Jan – „W prawdziwej miłości nie ma lęku” (por. 1 J 4, 18). A jak chronił się Jezus podczas swojej posługi uwalniania i uzdrawiania? Rozmawiał z Ojcem, cały czas trwał w jedności z Nim przez Ducha Świętego. W tym też mamy Go naśladować. Jeśli chodzimy w jedności z Bogiem, w mocy Ducha Świętego – Boża ochrona jest nad nami nieustannie, aczkolwiek szczególne przygotowanie się do posługi też jest potrzebne. Troska o ochronę wyraża się wtedy w naszym życiu np. poprzez dbałość o trwanie w łasce uświęcającej, zapewnienie sobie „zaplecza modlitewnego”. Ale osobiście bardziej formowałbym swoich wstawienników do upraszania zstępowania chwały Bożej niż do modlitwy o moją ochronę. Gdzie jest Boża obecność – tam nie ma miejsca na cokolwiek innego. Choć warto pamiętać, że w historii Izraela był taki czas, gdy Arka Przymierza stała razem z Ohydą – i Bóg to dopuszczał, bo kochał swój lud, natomiast przez proroków budził jego świadomość. Ten obraz to sygnał dla nas, byśmy zaczęli oczyszczać naszą wewnętrzną świątynię…

SŁOWO BOŻE
To jeden z elementów uobecniania się w nas mocy Bożej. Dlatego powinniśmy proklamować tylko dobre rzeczy i walczyć Słowem Bożym tak, jak robił to Jezus. Szkoda, że na co dzień – zamiast powoływać się na Boże obietnice – ogłaszamy wciąż własne obawy, sami się w ten sposób osłabiając. Kiedy człowiek zaczyna ogłaszać Słowo Boże, cytować jego fragmenty w odniesieniu do siebie – ogłasza tym samym wolę Bożą wobec swojego życia. W Piśmie świętym możemy znaleźć antidotum na każdy nasz lęk, ponieważ gdy wyznajemy Boże obietnice wobec nas – on musi ustąpić. A przecież to właśnie lęk jest jednym ze sposobów „otwarcia drzwi” dla zła. Zło nas straszy, wywołując w nas taką reakcję, która da mu prawo do tego, by nas nękać. Jeśli podczas posługi boimy się, że szatan z zemsty uderzy w nasze dzieci, męża/żonę, majątek – to proklamujemy zło i dajemy mu dostęp do tych osób. A gdy zaczynamy proklamować moc złego w swoim życiu, dajemy mu tym samym prawo do działania. Jak to zmienić? Ogłaszajmy Boże obietnice. Wyznawajmy słowami Psalmu 127: „Pan mnie uchroni od zła wszelkiego, Pan będzie strzegł mego wyjścia i przyjścia” (por. Ps 127, 7-8). Gdy to codziennie proklamujemy, zmienia się nasza postawa. Wierzymy, że Pan będzie nas chronił i właśnie z tym słowem wychodzimy na posługę. Wierzymy mocno: „Zło nic mi nie zrobi, bo Pan strzeże mojego wyjścia i przyjścia” oraz „Jeśli Pan moją światłością, to kogóż miałbym się lękać?” (por. Ps 27, 1). Zastępujemy tymi Bożymi obietnicami swoje ludzkie obawy: „Bądź ostrożny, bo zło może ci zrobić krzywdę”. Gdybyśmy się bali, że diabeł jest potężny – lepiej nie bierzmy się za posługę uwolnienia.

PASJONACI JEZUSA CHRYSTUSA
W naszym Kościele brakuje pasjonatów Jezusa Chrystusa i to my mamy się nimi stać! A do tego potrzebujemy bliskiej relacji z Nim. Warto więc formować ludzi do zażyłości z Jezusem – miłość jest jedyną rzeczą, która nie pozwoli im odłączyć się od Niego. W Kościele uobecniają się słowa: „Duch i Oblubienica mówią: «Przyjdź!»” (por. Ap 22, 17). A co robi Duch Święty, gdy przychodzi? Pozwala mi mówić do Boga: „Abba, Tatusiu!” – tak czule, ponieważ Bóg do mnie mówi czule. W takiej relacji mogę sobie pozwolić nawet na błąd, bo wiem, że jest Ktoś, kto mnie kocha. [,,,] Nie idziemy przecież na Eucharystię tylko po to, żeby Pan Bóg dał nam zbroję – idziemy po to, by dał nam siebie!

NAJKRÓTSZY EGZORCYZM
To ciekawe, że w Kościele częściej używamy wody święconej, czy soli egzorcyzmowanej, niż potężnego imienia Jezus. Zabezpieczamy się, skupiamy na działaniu ducha złego… dając mu tym samym więcej okazji do działania. Bo diabeł sam z siebie nie ma mocy – Jezus już go rozbroił. Potęga diabła to tylko szatańska „ściema”, a my czasem dajemy się na nią nabrać. Zapominamy, że to my dysponujemy potężną bronią – Krwią Jezusa. By dobrze zrozumieć jej znaczenie, warto sięgnąć do Starego Testamentu. W Starym Testamencie krew oznaczała przymierze Boga z Jego ludem (por. Wj 24, 3-8; Hbr 9, 16-22) – połowę krwi składanej ofiary wylewano na ołtarz, a drugą połową skrapiano lud. To wylewanie krwi na ołtarz jest też nawiązaniem do Paschy – czyli chronienia drzwi domów Izraelitów przed dziesiątą plagą, gdy anioł-niszczyciel zabijał nocą wszystkich pierworodnych w Egipcie. W liturgii ekspiacyjnej kapłan składał ofiarę za własne grzechy i za grzechy ludu. Krew tych ofiar była wylewana na przebłagalnię – na płytę przykrywającą Arkę Przymierza. W ten sposób „przykrywała” grzechy ludu i była przebłaganiem za nie. Była ona również zapowiedzią doskonałej ofiary i Krwi Baranka w Nowym Testamencie. Krew Chrystusa oczyszcza nas od wszelkiego grzechu (por. 1 J 1, 7) – i czyni nas królewskimi kapłanami. Kapłani Starego Testamentu musieli swoją ofiarę nieustannie ponawiać, natomiast Jezus – ponieważ jest Bogiem – złożył tę ofiarę tylko raz. Jego śmierć na krzyżu stała się Nowym Przymierzem w miejsce Przymierza Synajskiego. Jego Krew ustanowiła nowe i wieczne przymierze – to właśnie przez nią zostaliśmy usprawiedliwieni i odkupieni, nabyci na własność dla Boga (por. Rz 5, 9; Dz 20, 28). Krew Jezusa jest miejscem obecności Bożej. Kiedy modlę się: „Krew Jezusa na mnie i na mojej rodzinie” – to wyznaję Boże zapewnienie, że nasze grzechy zostały nam darowane. Ile razy przyjmuję Jezusa Eucharystycznego, On obmywa mnie swoją Krwią i daje mi dostęp do nieba. Jego Krew została przelana na odpuszczenie grzechów ludzkich – dlatego diabeł jej się boi. Gdy powołujemy się na Krew Jezusa, mówimy diabłu: „Nie masz do mnie prawa”. Ona jest mocą mojego pojednania z Bogiem, dlatego modlitwa „Krew Jezusa” to najkrótszy egzorcyzm! Warto pamiętać, że nasze uzdrowienie i uwolnienie nie jest zależne od naszego dobrego sprawowania – ale od tego, czy wierzymy w Jezusa i moc Jego Krwi. Bóg dał nam wszelkie dary nieba tylko dzięki ofierze Jezusa Chrystusa, a nie dzięki naszym dobrym uczynkom. Gdy więc podchodzę do tronu Bożego i mówię: „Krew Jezusa” – rodzi to we mnie odwagę, bo okrywam się Jego sprawiedliwością… a wtedy diabeł mnie nie widzi.

DO KOGO NALEŻY MOC?
Jest jeszcze inny ważny aspekt naszego zaangażowania w Kościele. Jeśli skupię się na tym, że jestem kimś wyjątkowym, bo podejmuję jakąś szczególną posługę i muszę się chronić – cała moja biblioteczka będzie dotyczyła egzorcyzmów i modlitwy uwolnienia. Natomiast jeśli wierzę, że chwała Boża zwycięża wszystko i to mocą Chrystusa podejmuję swoją służbę – moja biblioteczka będzie dotyczyła głównie tego, jak urzeczywistniać królestwo Boże na ziemi. Przy okazji, warto pamiętać: czym się karmimy – tym nam się potem w życiu odbija. A na zakończenie ważna tajemnica życia duchowego: czego się boisz – temu dajesz moc. Dlatego bojaźń Boża jest początkiem mądrości, a nie lęk przed szatanem. Kiedy masz w sobie bojaźń Bożą, to Bogu dajesz moc działania w twoim życiu.

opublikowano za zgodą Autora

Opracowała: Anna Lasoń-Zygadlewicz
Ks. Radosław Rafał MSF jest kapłanem ze Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny. Posługuje w ośrodku rekolekcyjnym w Bąblinie jako rekolekcjonista, egzorcysta i psycholog.
__________________________
Wielka mistyczka Krwi Chrystusa, św. Katarzyna Sieneńska (XIV wiek) szczególnie chętnie mówi o „zanurzeniu" we Krwi Chrystusa. Oto jeden z wielu przykładów: „Chciałabym Cię widzieć przesiąkniętego i zanurzonego w drogocennej Krwi Syna Bożego, bowiem w rozmyślaniach o Krwi odnajduje się ogień żarliwej miłości. W tej miłości nie ma smutku ani zamieszania. Dlatego chciałabym, abyś kochał Krew. Ona bowiem upoi cię; ona też wypali i strawi w tobie to, co jeszcze pozostało z egoizmu, aby ogniem tej miłości ugaszony został ogień niewolniczego lęku i samolubstwa" (Caterina von Siena, Samtliche Briefe an die Ordensfrauen, Brief 73)


Obraz zanurzenia we Krwi Chrystusa jest związany z wieloma innymi obrazami i symbolami. Chodzi przede wszystkim o nieskończoną miłość Bożą, która jest niejako przelana na krzyżu i zaprasza do odwzajemnienia miłości. Ona płonie, upaja, trawi, uwalnia... Aby móc się oczyścić w tej boskiej kąpieli, trzeba najpierw zbierać tę Krew. Nie powinna ona niedbale spływać na ziemię, ale oczyszczać kochającego czciciela i chronić go przed atakami szatana. W tym sposobie mówienia poetycka symbolika Krwi Chrystusa znajduje pewien punkt szczytowy.
Także w tym obszarze modlitwa do Krwi Chrystusa jest szczególnie silną i niezawodną tarczą obronną (por. Ef 6). Oczywiście nie chodzi o to, aby nadużywać tych modlitw jako formuł magicznych (jak np. odczynianie, czy skrapianie telewizorów i innych przedmiotów). Kto jednak świadomie zjednoczy się w tych modlitwach z Chrystusem Ukrzyżowanym, doświadczy ich szczególnej ochrony i pomocy. Krew Chrystusa jest bowiem mocniejsza od ataków szatana, jego pomocników oraz pomocników jego pomocników. (red)

Więcej o Krwi Chrystusa ---> kliknij
Czytaj także demony boją się prawdziwych uczniów Chrystusa
szatan ma swoje słabości
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 18 kwi 2014, 19:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/04/18 ... e-oliwnym/

W Ogrodzie Oliwnym
Posted by Marucha w dniu 2014-04-18 (piątek)

Obrazek

Bł. Anna Katarzyna Emmerich w przejmującym opisie męki Zbawiciela, którą dane jej było ujrzeć, ukazuje ze szczegółami wszystkie cierpienia fizyczne i duchowe, jakie znosił Pan Jezus.
Modlitwa, osamotnienie i konanie w Ogrodzie Oliwnym rozpoczynają bolesne pasmo cierpień, które przyjął na siebie Zbawiciel dla naszego Odkupienia.
Oto przejmujące fragmenty opisujące cierpienie Pana Jezusa w Getsemani, jakie widziała bł. Anna Katarzyna Emmerich. Niech rozważanie agonii Zbawiciela w Ogrodzie Oliwnym stanie się wstępem dla naszych rozważań tajemnic Męki, Śmierci i Zmartwychwstania naszego Pana w czasie świętego Triduum Paschalnego i oczekiwania na poranek Zmartwychwstania.


Getsemani

Z jedenastoma apostołami opuścił Jezus wieczernik i poprowadził ich (…) ku Górze Oliwnej. Księżyc wychylał właśnie swą jasną tarczę spoza gór; a było to przed pełnią. Duszę Je­zusa już zaczynał ogarniać smutek, zwięk­szający się coraz bardziej. Idąc przez dolinę Jozafata, rzekł Jezus do apostołów: Tutaj przyjdę kiedyś znowu, w owym ostatnim dniu, nie tak ubogi i opuszczony jak teraz, sądzić cały świat; wtenczas to wielu wołać będzie w trwodze: góry przykryjcie nas!
Była mniej więcej godzina dziewiąta, gdy Jezus przybył z uczniami do Getsemani. Nie­bo zalane było światłem księżycowym, ale tu w dole panował posępny mrok. Jezus też smutniał coraz bardziej, a i apostołów zdjął niepokój, gdy im oznajmił, że zbliża się już chwila niebezpieczeństwa. Zatrzymawszy się w ogrodzie getsemańskim, koło altanki z ga­łęzi, kazał tu zostać ośmiu apostołom (…).
Wziąwszy zaś z sobą Piotra, Jana i Jakuba Starszego, przeszedł przez drogę, oddzielającą jeden ogród od drugiego, i szedł (…) w głąb Ogrodu Oliwnego. Nieopisany smutek napełniał serce Jego; czuł zbliżającą się trwogę i pokusy(…). Rozglądnąwszy się wkoło, ujrzał Jezus zbliżające się ze wszech stron strachy i pokusy, jakby kłęby chmur, pełne strasznych mar; wtedy to rzekł do trzech to­warzyszy: Zostańcie tu, czuwajcie ze Mną i módlcie się, abyście nie weszli w pokusze­nie! (…)


Ofiara całopalna Jezusa

Gdy Jezus odszedł od apostołów, zwięk­szało się i ścieśniało coraz bardziej tłumne ko­ło straszliwych mar wokół Niego. Serce Pa­na napełniało się coraz bardziej smutkiem i trwogą. (…)
By zadośćuczynić za zaczątek i rozwój wszystkich grzechów i złych żądz, przyjął najmiłosierniejszy Jezus z miłości ku nam grzesznikom w swe Serce pierwiastki wszelkiego oczyszczającego pojednania i mąk zbawczych; dozwolił, by Jego nieskończone męki, stanowiące zadośćuczynienie za nasze nieskończone grzechy, przeniknęły i prze­rosły jak drzewo boleści o tysięcznych ko­narach, każdy członek Jego świętego Ciała, każdą cząstkę Jego świętej Duszy. Tak to, oddany samemu owemu Człowieczeństwu, upadł Jezus twarzą na ziemię, wznosząc w swym nieskończonym smutku i trwodze gorące modły do Boga. Przed sobą widział w nie­zliczonych obrazach grzechy całego świata w całej ich wewnętrznej ohydzie i przyjmo­wał je wszystkie na siebie; w modłach swych ofiarował się zadośćuczynić przez swe cier­pienia sprawiedliwości Ojca niebieskiego za wszystkie te winy. (…)
Wtem od strony nieba (…) spłynął ku Jezusowi wąski pas światła, a po nim spuścił się ku Niemu szereg aniołów, pokrzepiając i umac­niając Jezusa, upadającego pod brzemieniem smutku i trwogi. Reszta groty wypełniona była (…) strasznymi obrazami grze­chu, a złe duchy napadały ze wszech stron z szyderstwem i złością. Jezus przyjmował wszystko na siebie, choć brzemię to było ol­brzymie. Serce Jego, jedyne ze wszystkich serc, przepełnione było doskonałą miłością Boga i ludzi, więc ten bezmiar ohydy, ta obrzydliwość i ciężar wszystkich grzechów przejmowały to serce przerażeniem i smutkiem bez miary.(…)


Szatańskie ataki

Obrazek

Gdy już cały ten bezmiar winy i grze­chów ludzkich (…) przesunął się przed duszą Jezusa, a On za to wszystko zgodził się być ofiarą przebłagalną i sam błagał o zesłanie na Nie­go wszelkich mąk i kar, zaczął szatan trapić Go różnymi pokusami, jak niegdyś na pus­tyni. (…) I przy tym rozwijał różne wymyślone na Jezusa cyro­grafy i z piekielną bezczelnością podsuwał Mu je przed oczy. Przypisywał Mu wszystkie błędy Jego uczniów, wszystkie zgorszenia, jakie innym dali, obwiniał Go o wywołanie za­mieszania i nieporządku przez wprowadza­nie na świat jakichś nowości i odstępowanie od starych, tradycją uświęconych zwyczajów. Jak najwytrawniejszy, najpodstępniejszy faryzeusz umiał szatan wynajdywać coraz nowe zarzuty, coraz cięższe, rzekome przewinienia Jezusa. (…)


Oddal ode mnie ten kielich.

Z początku klęczał Jezus spokojnie, po­grążony w modlitwie, lecz powoli, na widok takiego mnóstwa i ohydy grzechów i nie­wdzięczności ludzi względem Boga, lękać się zaczęła dusza Jego, serce Jego pękało prawie pod brzemieniem smutku i trwogi, aż wresz­cie ze drżeniem i lękiem wołać począł do Bo­ga: Abba Ojcze! Jeśli to możliwe, niech omi­nie Mnie ten kielich goryczy! Mój Ojcze! Dla Ciebie wszystko jest możliwe. Oddal ten kie­lich ode Mnie! A ochłonąwszy trochę, do­dał: Lecz Ojcze, nie Moja, ale Twoja niech się stanie wola! Wprawdzie wola Jego jedno była z wolą Ojca, ale że Jezus więcej czuł teraz człowieczeństwem, dlatego też jako człowiek drżał przed mękami i śmiercią.(…)
I drżał Pan na całym ciele, a pot trwogi występował na Niego (…). Zmienił się prawie nie do poznania, wargi miał zsiniałe, a włosy zjeżone. Było około pół do jedenastej, gdy wstał cały skąpany w pocie, i chwiejąc się i potykając ciągle, wyczołgał się raczej, niż wyszedł z groty. (…)


Śpiący apostołowie

Obrazek

…Jezus szedł do apostołów, wiedząc że i ich dręczą pokusy i trwoga. A straszliwe mary szły wszędzie za Nim (…). Ujrzawszy apostołów śpiących, załamał Jezus ręce, osunął się przy nich na ziemię ze znużenia i zawołał: Szy­monie, czy śpisz? Ocknęli się na te słowa śpiący i zerwali z ziemi, a Jezus, czując to opuszczenie od wszystkich, rzekł im: A więc nawet przez godzinę nie mogliście czuwać ze Mną? Teraz dopiero zauważyli apostoło­wie, jak okropnie Jezus jest zmieniony, bla­dy, przemokły potem, (…) drży na całym ciele i ledwo głosu mo­że dobyć. Gdyby nie otaczała Go znana im aureola świetlista, nie byliby Go poznali.(…)
Wróciwszy do groty z nieodstępnymi swymi strachami i smutkami, upadł Jezus na twarz, rozkrzyżował ręce i pogrążył się w modlitwie do Ojca niebieskiego. Lecz już zaczęła się dla duszy Jego nowa walka, która trwała trzy kwadranse (…)


Cierpienia Kościoła

Przed duszą Jezusa stanęły jak żywe wszystkie przyszłe cierpienia Jego apostołów, uczniów i przyjaciół; widział jak małym będzie z początku Kościół, jak później z jego wzrostem pojawią się zaraz kacerstwa i schizmy, w których przez pychę i nieposłuszeństwo (…), powtórzy się historia upadku grzechowego. Widział chytrość, przewrotność i złość mnóstwa chrześcijan, różne rodzaje kłamstwa i oszukań­czych wykrętów dumnych nauczycieli; widział wszystkie świętokradzkie zbrodnie występnych kapłanów i straszne następstwa tego; widział ohydne spustoszenia w Królestwie Bożym na ziemi, w tej świętości, czynione przez ludzkość niewdzięczną, którą właśnie zamierzał odkupić i umocnić własną Krwią (…).

Obrazek

Tak przeciągały przed duszą bolejącego Jezusa w niezliczonych rzędach obrazów zgorszenia i występki wszystkich stuleci aż po nasze czasy i dalej, aż do skończenia świa­ta, we wszystkich przejawach chorobliwego obłąkania, pysznego fałszu, zagorzałstwa zaciekłego, fałszywego proroctwa, heretyckiej zatwardziałości i złośliwości. Wszyscy odszczepieńcy, samozwańcy, fałszywi nauczyciele, obłudni naprawiacze, uwodziciele i uwiedzeni, wszyscy szydzili zeń i dręczyli Go, że nie jest przybity do krzyża odpowiednio i do­godnie dla ich pożądliwości i wytłumaczenia ich pychy; więc darli i rozdzierali między sie­bie całodzienną szatę Kościoła Jego. Tłumy ich zniewalały Go, wyszydzały i zapierały się Go. Tłumy znów przechodziły obok Niego, dumnie wzruszając ramionami i wstrząsając głową, chociaż wyciągał ku nim zbawcze ra­miona, i szły prosto ku przepaści, pochłania­jącej ich.
Mnóstwo wreszcie było takich, któ­rzy nie śmieli jawnie zaprzeć się Go; ale ze wstrętem milczeniem pomijali rany Kościoła, które sami pomagali rozdzierać, omijali Ko­ściół, jak lewita owego nieszczęśliwego, który wpadł między zbójców. Odłączali się od Jego poranionej Oblubienicy, Kościoła, jak nie­wierne, tchórzliwe dzieci opuszczają w nocy matkę, napadniętą przez zbójców i morder­ców, którzy weszli przez wrota, nienależycie przez nich strzeżone. I musiał z bólem pa­trzeć Jezus, że zamiast bronić tę Matkę, Jego Oblubienicę, szli za opryszkami, unoszącymi zdobycz na pustynię, za złotymi naczyniami i porozrywanymi klejnotami (…).


Znieważenia Najświętszego Sakramentu

Obrazek

Rozpoznałam wśród tych Jego wrogów wszelkiego rodzaju znieważających Go w Najświętszym Sakra­mencie,(…) począwszy od zaniedbania, nieuszanowania, opuszczenia, aż do wyraźnej pogardy, nadużycia i najohydniejszego świętokradztwa; począwszy od zwrócenia się ku bożyszczom światowym, ku pysze i fałszywej wiedzy, aż do błędnych nauk, niewiary, zaciekłego fanatyzmu, nie­nawiści i krwawych prześladowań. W tłumie tym znaleźć można było wszelkiego rodza­ju osoby (…). Ślepych, którzy nie chcieli widzieć prawdy; chro­mych, którzy, widząc ją, nie chcieli przez le­nistwo iść za nią; głuchych, którzy nie chcieli słuchać przestróg Pana i gróźb Jego; niemych, którzy nawet mieczem słowa nie chcieli walczyć za Niego; wreszcie dzieci w towarzystwie światowych, zapominają­cych o Bogu rodziców i nauczycieli, przesy­conych rozkoszami świata, otumanionych czczym mędrkowaniem, ze wstrętem odwra­cających się od rzeczy Boskich, a ginących na zawsze z powodu ich braku. Widok dzieci w tym tłumie największą mi sprawiał przy­krość, bo przecież Jezus dzieci tak kochał.
Między nimi najwięcej było źle wychowa­nych i niewłaściwie nauczanych, nieuczci­wych ministrantów służących do Mszy Świę­tej, którzy nie czcili należycie Jezusa w Naj­świętszym Sakramencie. Wina ich spadała w części na nauczycieli i niebacznych paste­rzy świątyń.
Wreszcie z przerażeniem ujrza­łam, że do znieważania Jezusa w Najświęt­szym Sakramencie przyczyniało się także wielu kapłanów rozmaitych stopni hierarchii kościelnej, nawet takich, którzy sami mieli się za wierzących i pobożnych. Z wielu tych nieszczęśliwców wspomnę jeden tylko ro­dzaj. Byli to tacy, którzy wierzyli w obecność żywego Boga w Najświętszym Sakramencie, czcili Go i stosownie do tego nauczali lud, lecz z tej obecności Boga na ołtarzu niewiele sobie robili, a mianowicie nie starali się i nie dbali o pałac, tron, namiot, siedzibę i strój królewski tego Króla nieba i ziemi, tj. nie starali się utrzymać w porządku i schludno­ści kościoła, ołtarza, tabernakulum, mon­strancji żywego Boga, a także wszystkich na­czyń, sprzętów, ozdób, strojów, wszystkich w ogóle przyborów i rzeczy kościoła, domu Bożego. (…) Nie było to zaś przyczyną rzeczywistego ubóstwa, tylko ospałości uczuć, gnuśności, niedbalstwa, oddania się marnym rzeczom doczesnym, nieraz także samolubstwa i we­wnętrznej śmierci duchowej; a zaniedbanie takie widziałam nawet w kościołach zamoż­nych i dostatnich.
Wielu było takich, którzy zamiłowani w okazałości światowej, pousuwali najwspanialsze i najczcigodniejsze pamiątki dawnych pobożniejszych czasów, a zastąpili je czczym blichtrem. (…)


Letni słudzy

Jakież udręczenie sprawiali Mu tu, w Ogrójcu, ci wszyscy niedbali Jego słudzy! (…) Taka opieszałość stała się nieraz powodem zgorszenia dla słabych na duchu, przez to świątynie ulegały nieraz znieważaniu, a kościoły stały pustką; kapłani tacy popadali w pogardę, więc wnet też i w sercach wiernych Kościoła zagnieżdżał się brud i opieszałość. Widząc, w jakim zaniedbaniu pozostawiają kapłani tabernakulum na ołtarzu, i oni nie oczyszczali z brudu przybytku swego serca na przyjęcie weń Boga żywego.

Obrazek

Ci więc niedbali, nierozumni kapłani byli przyczyną, że Chrystus musiał wchodzić do brudnych, grzechem skażonych serc. Gdy chodziło o przypochlebienie się książętom i dostojnikom świata, o zaspokojenie ich zachcianek i światowych planów, to tacy kapłani znaleźli zawsze czas zająć się tym gorliwie, a tymczasem Król nieba i ziemi leżał jak Łazarz przed drzwiami, łaknąc nadaremnie okruchów miłości, bo i tego Mu nie podano.(…).
Widziałam między nimi niegodne sługi Kościoła wszyst­kich stuleci, lekkomyślnych, grzesznych kap­łanów, niegodnie sprawujących Mszę Świętą i udzielających Najświętszego Sakramentu, a zarazem tłumy takich, którzy obojętnie, lub niegodnie przyjmowali Najświętszy Sak­rament. Mnóstwo było takich, dla których źródło wszelkiego błogosławieństwa, tajemni­ca Boga żywego, stała się słowem przysięgi lub przekleństwa w złości. Byli dalej zaciekli żołdacy i słudzy szatana, którzy rozsypywa­li Najświętsze Dobro, zanieczyszczali święte naczynia, poniewierali haniebnie, a nawet bezcześcili w strasznej szatańskiej służbie bo­żyszcz (…).
Było więc wielu takich, którzy przez zły przykład i zdradliwe nauki stracili wiarę w obietnicę obecności Jezusa w Najświęt­szym Sakramencie, więc też przestali czcić z pokorą obecnego tam Zbawiciela. Między nimi sporo widziałam grzesznych nauczycie­li, zbłąkanych z drogi prawdy. Walczyli oni z początku ze sobą, lecz w końcu wspólnymi siłami uderzyli na Jezusa w Najświętszym Sakramencie Kościoła Chrystusowego. Wi­działam, jak heretycy (…) po­gardą obrzucali kapłaństwo Kościoła, sta­wiali w wątpliwość (…) obecność Je­zusa w tajemnicy Najświętszego Sakramen­tu (…). A przez swe krętackie wywody odrywali od Serca Jezusa mnóstwo ludzi, za których przelał Krew swoją. (…) Przed oczyma miałam Kościół jako Ciało Jezusa, którego pojedyncze członki złączone były gorzkimi Jego cierpieniami. A od Ciała tego żywego odrywały się całe kawały, boleśnie poranione i poćwiartowane; były to wszyst­kie owe kacerskie sekty i rodziny, i ich po­tomstwo, odpadłe od społeczności Kościoła. (…)


Odstępstwa narodów chrześcijańskich

W ten sposób całe narody odrywały się od serca Jezusa, tracąc uczestnictwo w całej skarbnicy łask, pozostawionych Kościołowi. Jakże przykro było patrzeć, jak najpierw nie­liczne jednostki oddzielały się od Ciała Je­zusa i szły precz, a potem wrogo usposobio­ne wracały, wzmocnione już jako całe naro­dy; wszyscy ci odpadli od Kościoła, zdzicza­li i rozwściekleni w niewierze, zabobonach, błędnych zasadach, pysze i fałszywej umie­jętności światowej, poróżnieni w najświęt­szych uczuciach, stawali wpierw wrogo na­przeciw siebie, lecz wnet, złączeni w niezli­czone hordy, rzucali się z szałem na Kościół; a wśród nich uwijał się wąż, pobudzał do no­wej wściekłości i między nimi samymi szerzył spustoszenie. Jezus zaś odczuwał to tak bo­leśnie, jakby własne Jego Ciało darto w nie­zliczone strzępki (…).


Maryja współcierpiąca

Obrazek

Tymczasem Najświętsza Panna (…) upadła na ko­lana na płycie kamiennej, a skupiwszy się w sobie i zapomniawszy o całym otoczeniu, widziała tylko i czuła cierpienia swego Bos­kiego Syna. Już przedtem wysłała ludzi dla zasięgnięcia wiadomości o Nim, lecz nie mo­gąc się ich doczekać, wyszła teraz sama z Magdaleną i Salome, i w trwodze wielkiej chodziła po dolinie Jozafata. Na twarzy mia­ła zasłonę, a idąc co chwilę wyciągała ręce ku Górze Oliwnej; widziała bowiem w duchu Jezusa krwią się pocącego ze smutku i trwo­gi, więc chciała niejako otrzeć Mu oblicze rękami swymi. Dusza Jej rwała się gwałtow­nie ku ukochanemu Synowi, a On odczuwał tę Jej troskę, bo w pewnych chwilach także spoglądał w tę stronę, jakby szukając u Niej ratunku w dusznej swej trwodze.(…)


Pociecha

Jezus powróciwszy do groty, rozpoczął na nowo modły. Przezwyciężył już od­razę swej natury ludzkiej do mąk, ale znużony bardzo walką i strwożony, tak się modlił: Ojcze Mój, jeśli jest wola Twoja, oddal ten kielich ode Mnie, lecz nie Moja, ale Twoja wola niech się stanie!
Wtem rozstąpiła się przed Nim ziemia, w której głąb po smudze świetlistej wiodły schody do otchłani. W niej ukazali Mu się Adam, Ewa, wszyscy Patriarchowie i spra­wiedliwi, rodzice Matki Jego i Jan Chrzciciel, a wszyscy czekali z utęsknieniem Jego przy­bycia i wyzwolenia ich. Serce Jego przeto, miłością gorejące, wzmocniło się i pokrzepiło tym widokiem, gdyż On to przecież miał tym duszom, tęskniącym za niebem, otworzyć je przez swą śmierć. On miał je wyprowadzić z więzienia tęsknoty do wiecznej szczęśliwości. Po tych nieba dziedzicach Starego Za­konu(…), przeprowadzili przed Nim aniołowie orszak wszystkich przyszłych błogosławionych, którzy, łącząc swe walki duchowo z zasługami mąk Chrystusa, przez Niego mieli połączyć się z Ojcem niebies­kim.
Był to nieopisanie piękny, pokrzepiają­cy na duchu widok, przywodzący Jezusowi na pamięć najskrytszą a niewyczerpaną moc zbawczą i uświęcającą czekającej Go śmier­ci odkupienia (…). Szli więc aposto­łowie, uczniowie, dziewice i niewiasty, wszys­cy męczennicy, pustelnicy i wyznawcy, pa­pieże i biskupi, wszyscy przyszli zakonnicy i w ogóle wszyscy, którzy mieli być zbawie­ni. Przystrojeni byli oni w zwycięskie wień­ce swych cierpień i umartwień; rozmaitość kwiatów w wieńcach, kształt tychże, barwa, zapach i siła wynikała z różności ich cierpień i walk zwycięskich za życia, w których zdobyli sobie chwałę niebieską. Lecz wszystko, ich życie i działalność, całe znaczenie i siła ich walk i zwycięstw, cały blask i świetność ich tryumfu, opierały się jedynie na połączeniu ich zasług z zasługami Jezusa Chrystusa. (…)
Tak z jednej strony patrzył Jezus na du­sze sprawiedliwych w otchłani, z drugiej przesuwał się przed oczyma Jego duszy cały Kościół przyszłych świętych; z jednej strony widział tęsknotę Patriarchów, z drugiej zwy­cięski pochód przyszłych błogosławionych, a oba te widzenia uzupełniały się nawzajem (…), otaczając jakby jedną wielką koroną zwycięską tchnące miłością Serce Zbawiciela. Dusza Jezusa, przyjąwszy na siebie wszelkie ludzkie cierpienia, czerpała z tego wzruszającego widoku moc i pokrze­pienie. Ach! tak dalece miłował Jezus swych braci, swe stworzenia, że za cenę jednej jedy­nej duszy byłby chętnie całą mękę wycierpiał! (…)


Widzenie męki

Lecz znikło w końcu to pocieszające wi­dzenie, a nowe katusze zaczęły się dla Jezusa. W grocie pojawiła się wielka liczba aniołów i ci zaczęli Mu przedstawiać całą Jego mękę, począwszy od pocałunku Judasza aż do ostatniego słowa na krzyżu: (…) zdrada Judasza, ucieczka ucz­niów, szyderstwa i zniewagi przed Annaszem i Kajfaszem, zaparcie się Piotra, wyrok Piła­ta, wyszydzenie przez Heroda, biczowanie i cierniem ukoronowanie, wyrok śmierci, upadki pod ciężarem krzyża, spotkanie Naj­świętszej Panny i Jej omdlenie, wyszydzenie Jej przez oprawców, okrutne przybijanie do krzyża, podniesienie krzyża, szyderstwa fa­ryzeuszów, boleść Marii Magdaleny i Jana, przebicie boku, słowem wszystko(…) Z lę­kiem i wzruszeniem Jezus (…) słyszał wymawiane sło­wa i odczuwał wszystko. Brał jednak chętnie te męki na siebie, poddawał się im chętnie z miłości ku ludziom. Najbardziej zasmucała Go konieczność sromotnego obnażenia na krzyżu, by zmazać nieczystości ludzi. (…)
Tymczasem Najświętsza Panna chodziła wciąż jeszcze z dwiema świętymi niewiasta­mi po dolinie Jozafata, wespół odczuwając w duchu żywo trwogę i smutek Syna swego w Ogrójcu. A Jezus nawzajem widział i czuł tę boleść i smutek Matki swej Najświętszej.
Po ukończeniu przedstawiania męki, zni­kli aniołowie, znikły i obrazy, a Jezus upadł jak konający na twarz. Krwawy pot gwałtowniej jeszcze niż przedtem spływał z Niego, przeciekając nawet w niektórych miejscach przez żółtą szatę, w którą był ubrany. (…)


Twoja wola niech się stanie.

Obrazek

Wtem spłynął w powietrzu ku Jezusowi anioł, większy, o wyraźniejszych kształtach i bardziej do zwykłego człowieka podobny, niż aniołowie poprzedni.(…)
Jezus więc wychylił dobrowolnie kielich swych cierpień i otrzymał wzmocnienie na duchu, po czym pozostał jeszcze kilka minut w grocie na modlitwie dziękczynnej. Smutny był wprawdzie, ale już tak dalece nadnaturalnie wzmocniony, że bez trwogi i niepoko­ju mógł śmiałym krokiem pójść do uczniów. (…) Chustką od potu osuszył Jezus twarz i otarł nią głowę; włosy mokre jeszcze były od potu i krwi, i pozlepiane w kosmyki.(…)
Zbliżywszy się do apostołów, zastał ich Jezus jak za pierwszym razem śpiących na tarasie (…). Wtedy rzekł Jezus do nich: Nie czas teraz spać; wstańcie i módlcie się, gdyż zbliża się godzina, w której Syn Człowieczy wy­dany będzie w ręce grzeszników. Wstańcie i chodźmy naprzeciw! Patrzcie, zbliża się zdrajca.(…) Spokojnie mówił Jezus jeszcze chwilę z apos­tołami, powtórnie polecił im pocieszyć Naj­świętszą Pannę, a wreszcie rzekł: Czas już iść naprzeciw; chcę bez oporu oddać się w ręce nieprzyjaciół. (…)

Fragmenty opisów Męki Pańskiej za: Żywot i bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi według widzeń Świątobliwej Anny Katarzyny Emmerich, 1927 r.
Tekst ukazał się w 27. numerze dwumiesięcznika “Przymierze z Maryją”


http://www.pch24.pl/w-ogrodzie-oliwnym,22381,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 18 kwi 2014, 19:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/04/18 ... schalnego/

Wielki Piątek – drugi dzień Triduum Paschalnego
Posted by Marucha w dniu 2014-04-18 (piątek)

Obrazek
Hans Memling (1430-1494) – Ukrzyżowanie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 19 kwi 2014, 16:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/04/18 ... ewangelia/

Piąta Ewangelia
Posted by Marucha w dniu 2014-04-18 (piątek)

Męka Pańska według Całunu Turyńskiego
Całun Turyński z niezwykłą dokładnością potwierdza niewypowiedziane cierpienia Jezusa Chrystusa w czasie Jego Męki.
Zastanówmy się nad słowami św. Alfonsa Marii Liguori:
„Gdyby ktoś cierpiał za przyjaciela obelgi i złe traktowanie, a później dowiedział się, że ów przyjaciel pytany o to, mówi: »Porozmawiajmy o czymś innym!«, jakże wielki ból sprawiłaby mu niepamięć niewdzięcznika!
I wręcz przeciwnie, jakąż ulgę odczułby, upewniając się, że przyjaciel zapewnia o dawaniu świadectwa wiecznej wdzięczności, i że zawsze o tym pamięta wyrażając się o nim z czułością i wzruszeniem. Dlatego też wszyscy święci, zdając sobie sprawę z przyjemności jaką sprawia Jezusowi częste przywoływanie Jego Męki, troszczyli się o to, aby nieustannie rozważać cierpienia i obelgi, jakim był poddany nasz najukochańszy Odkupiciel w czasie swojego życia, a zwłaszcza w chwili śmierci”. (1)
Rozważanie Męki Chrystusowej było zawsze i jest nadal jedną z najważniejszych dróg prowadzących ku rozwojowi duchowemu i uświęceniu. Tymczasem dla nas, ludzi XXI wieku, staje się ono coraz trudniejsze głównie ze względu na naszą słabość.

Obrazek

„Piąta Ewangelia”
Czy to nie po to, aby wesprzeć nas w tej słabości Opatrzność Boża zachowała właśnie dla naszej epoki odkrycie skarbu zawartego w Całunie Turyńskim? Dopiero bowiem wraz z rozwojem nauki odkryte zostały cudowne znaki znajdujące się na nim: ślady korony cierniowej, pchnięcia włócznią, biczowania, a nawet znaki, które – jak można przypuszczać – zostały na nim odbite jako ślad zmartwychwstania Pana Jezusa.
Naukowcy, którzy długo badali tę świętą relikwię, uważają, że Całun Turyński jest bardziej kompletny i szczegółowy, jeśli chodzi o przedstawienie Męki Chrystusa, niż same Ewangelie. A także, że „żadne z odkryć dokonanych przez »zespół badający całun«, w ciągu trzech lat [badań i analiz], nie zawiera żadnej informacji, która stałaby w sprzeczności z treścią Ewangelii”.(2) Dlatego niektórzy zaczęli określać Całun Turyński mianem „Piątej Ewangelii” lub „Ewangelią dla XX wieku”.
Wybitny katolik, specjalista – chirurg i pisarz francuski dr Pierre Barbet, snuł w jednej ze swoich książek na temat Całunu takie rozważania:
„Chirurg (w naszym wypadku, jakikolwiek czytelnik), który już rozważał cierpienia Męki Pańskiej, który postanowi zrekonstruować metodycznie wszystkie etapy tego męczeństwa trwającego noc i dzień, będzie mógł lepiej niż najbardziej wymowny kaznodzieja i lepiej niż najświętszy z ascetów (nie licząc tych, którzy mieli tego bezpośrednie wizje) wczuć się w męczeństwo Chrystusa”.(3)
I to właśnie uczynimy, opierając się na zeznaniach chirurgów, naukowców i specjalistów, którzy analizowali Całun, śledząc niektóre epizody Męki Chrystusa tak, jak nam to przedstawiają Ewangelie i Tradycja, i jak to zostało uwidocznione na Całunie Turyńskim.

Modlitwa w ogrodzie Getsemani
„Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię”. (Łk 22, 44)
Zwróćmy uwagę na to, iż jedyny ewangelista, który z precyzją i dokładnością specjalisty opowiada o tym wydarzeniu, był lekarzem (św. Łukasz). Hematidroza (wydzielanie krwawego potu) jest zjawiskiem rzadkim, ale dobrze opisanym. Pojawia się, według dr. Le Bec, w warunkach zupełnie wyjątkowych: wielkiego osłabienia fizycznego organizmu i towarzyszącego mu wstrząsu moralnego, pociągającego za sobą głębokie przeżycia i wielki strach.
Strach, przerażenie i wstrząs moralny osiągają tutaj swój szczyt. To właśnie to, co Łukasz określa słowem „agonia”, które po grecku oznacza walkę, udrękę, trwogę… Intensywne rozszerzenie podskórnych naczyń włoskowatych, które pod wpływem nacisku gwałtownie przechodzą do milionów gruczołów potowych. Krew miesza się z potem, a po jego wydzieleniu krzepnie na skórze. To właśnie ta mieszanina potu i skrzepów łącząc się, ścieka po całym ciele w wystarczającej ilości, aby spaść na ziemię.(4)
Prof. Giovanni Tamburelli, poddając komputerowej analizie trójwymiarowe zdjęcie oblicza postaci z Całunu, zauważył, że oprócz niezliczonych krwawień i małych skrzepów krwi, którymi jest ono naznaczone, wydaje się być całe pobrudzone krwią, tak jak mogła wyglądać twarz Pana Jezusa w chwilach agonii w Ogrodzie Oliwnym.

Spoliczkowanie w domu Annasza
„Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: »Tak odpowiadasz arcykapłanowi?«” (J 18, 18,22)
Naukowcy, badając Całun, stwierdzili, że po prawej stronie twarzy, która została na nim odbita, widać duże stłuczenie, a chrząstka nosa została złamana i przesunięta w prawo.(5)
Dr Judica Cordiglia wyjaśnia, że złamanie chrząstki nosa i następujące po tym jego skrzywienie, które można zaobserwować na Całunie, spowodowane zostało uderzeniem zadanym kawałkiem krótkiego, walcowatego kija o średnicy od 4 do 5 cm.(6) Miało to spowodować obfity wypływ krwi, co da się zauważyć na Całunie, jako że wąsy są nasycone krwią, która spływa od nosa aż na brodę.(7) Nadto, w opinii językoznawców słowo używane przez św. Jana na określenie „spoliczkowania” można przetłumaczyć jako „uderzenie kijem”. Zgadzałoby się to z wnioskami, do których doszli naukowcy badający Całun. (8)

Obelgi i zniewagi cielesne
„I zaczęli Go pozdrawiać: »Witaj, Królu Żydowski!« Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając oddawali Mu hołd” (Mk 15, 18-19)
Przy pomocy nowoczesnej aparatury badawczej, można dostrzec na postaci z Całunu Turyńskiego „obrzęki w różnych częściach twarzy i ogromny ślad po plwocinie, który schodzi od wewnętrznego kącika prawego oka aż do dolnej części nosa”.(9) Ten „został zdeformowany przez złamanie chrząstki grzbietowej, całkiem blisko nasady nosa, która pozostała nienaruszona”.(10) Również „w okolicy oczu i na łukach brwiowych są rany i urazy takie same, jakie mogłyby powstać w wyniku uderzeń kijem lub pięścią. Prawa brew jest wyraźnie spuchnięta”.(11)
„Prawie na całej twarzy znajdują się zadrapania, ale przede wszystkim po prawej stronie, która jest również zdeformowana tak, jakby pod krwawymi otarciami naskórka znajdowały się także krwiaki. Obydwa łuki brwiowe prezentują owe, tak dobrze nam znane, rany pourazowe, które pojawiają się pod wpływem uderzenia kijem lub pięścią; kości łuków brwiowych przecinają skórę”.(12)
„Prawa strona twarzy jest znacznie spuchnięta. Obrzęk rozciąga się i zwiększa w bruździe znajdującej się pomiędzy nosem, policzkiem a ustami”.(13)
„Dlatego mamy przed sobą twarz, która była potwornie maltretowana uderzeniami kija, uderzeniami pięścią, policzkowana, opluwana. Wyraźne są też ślady wyrywania włosów na brodzie”.(14)
Profesor Giovanni Tamburelli, analizując trójwymiarowe zdjęcie Całunu, stwierdza:
„Twarz ukazuje się pokryta rodzajem przerażającej krwawej maski, na widok której cierpienie Człowieka z Całunu wydaje się niesłychanie okrutne. Jest to coś niezwykle poruszającego”.(15)

Biczowanie
„Wówczas Piłat wziął Jezusa i kazał Go ubiczować”. (J 19, 1)
„Całun daje nam obraz biczowania o wiele bardziej kompletny, dokładny i potworny: ponad 120 potrójnych ciosów, zadanych przez dwóch silnych mężczyzn, znajdujących się po obu bokach skazańca, doświadczonych w swoim rzemiośle, z których jeden był wyższy, a drugi nieco niższy; którzy pokrywają metodycznie kolejnymi uderzeniami całą powierzchnię jego ciała nie oszczędzając żadnego miejsca z wyjątkiem okolic serca”.(16)
Na całym ciele, przede wszystkim zaś na plecach, można zobaczyć identyczne ślady, jakie pozostawiało narzędzie, którego Rzymianie używali do biczowania skazańca (flagellum taxillatum), złożone z trzech odgałęzień zakończonych małymi metalowymi kulkami z wypukłościami i połączonych ze sobą specjalnym drutem. To narzędzie nie było używane w średniowieczu (część środowisk, odrzucających autentyczność Całunu Turyńskiego, twierdzi, że jest on „tworem ludzi średniowiecza” – przyp. red.), a znane jest w naszych czasach dopiero po tym, jak zostało znalezione podczas badań archeologicznych. Każde uderzenie flagellum taxillatum wyrywało kawałki skóry, powodując krwawienia.(17)
Badając kierunek tych krwawień i kierunek uderzeń ustalono, że Jezus w czasie biczowania znajdował się w pozycji pochylonej i był przywiązany do niskiego słupa. Prof. Pierluigi Bollone doliczył się ponad 600 ran na całym ciele Człowieka z Całunu i 120 śladów po biczu.(18)
„Urazy powstałe w wyniku biczowania odznaczają się takim realizmem, taką zgodnością z danymi archeologicznymi, i występują w takiej ilości, że stoją w wyraźnej sprzeczności z niezwykle ubogimi przedstawieniami artystów wszystkich czasów”.(19)

Koronowanie cierniem
„A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym”. (J 19, 2).
Na Całunie „głowa ukazuje ponad 50 małych głębokich ran, które świadczą o obecności korony cierniowej. Większe plamy odpowiadają dokładnie miejscom, gdzie znajdowały się żyły i tętnice, co oddala możliwość fałszerstwa, ponieważ np. w średniowieczu nie znano krwioobiegu”.(20)
„Całun Turyński nie pozostawia tutaj cienia wątpliwości. Pozwala domyślać się istnienia korony w kształcie hełmu, która pokrywała całą głowę mężczyzny, od czoła aż do karku”.(21)
„W tej części głowy, pełnej zakończeń nerwowych i dużej ilości naczyń krwionośnych, ból spowodowany przez koronę, opierającą się o krzyż, a więc wbijającą się przy każdym ruchu, był na pewno nie do zniesienia”.(22)
„Na Całunie po prawej stronie czoła katowanego człowieka można zauważyć znaczny upływ krwi dosyć gęstej w kształcie cyfry „3”. „Wiadomo, że w tej części ciała, u wielu osób występuje dosyć duża żyła która przy wielkim wysiłku znacznie się rozszerza. Jeden z cierni prawdopodobnie przedziurawił tę żyłę – a badania anatomiczne potwierdzają tę tezę – powodując ciągłe krwawienie, nawet po wyciągnięciu przedmiotu, który spowodował ranę”.(23)
„Krwotoki spowodowane przez koronę cierniową, a następnie powstałe z nich skrzepy, są oczywiste” (24) i niemożliwe jest, aby mogły zostać wymyślone przez jakiegokolwiek śmiertelnika.

Trzy upadki
„Jezus upada po raz pierwszy… Jezus upada po raz drugi… Jezus upada po raz trzeci”. (Droga Krzyżowa, Stacja III, VII i IX)
Ewangelie nie wspominają o tych trzech upadkach, których doświadczył Pan Jezus w drodze na Kalwarię, ale przekazuje nam to Tradycja. Dlatego zostały one włączone do Drogi Krzyżowej.
Te upadki
„potwierdza w wyraźny sposób Całun. Człowiek z Całunu ma kolana zranione w wyniku gwałtownego upadku na kamieniste podłoże. Lewe kolano jest brudne od ziemi zmieszanej z krwią. Zadrapania znajdujące się na nosie również są zabrudzone kawałkami ziemi – znak, że twarz Jezusa uderzyła o nią gwałtownie. (…) Nie mogąc zamortyzować siły upadku rękami, przywiązanymi do poprzeczki, którą Chrystus niósł na barkach, głowa Jezusa musiała nieuchronnie uderzać z całej siły o kamieniste podłoże; poprzeczka napierała na głowę silnie uderzając w kark, przykryty cierniami. Łatwo zrozumieć dlaczego na wizerunku z Całunu kark pojawia się tak straszliwie zmasakrowany.(25)

Ukrzyżowanie
„Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa” (J 19, 18)
Najpierw zdjęli z Niego szaty. Musiało to spowodować straszliwy ból, ponieważ tkanina tuniki zaschła na ranach Boskiego ciała, przyklejając się do niego. Czasami, w podobnym wypadku, aby zdjąć tkaninę przyklejoną do bardzo poranionego ciała, konieczne jest zastosowanie ogólnego znieczulenia.
„Ale dlaczego tak dotkliwy i okropny ból nie prowadzi w tym przypadku do omdlenia? To dlatego, że cały czas On [Jezus] panuje nad swoim męczeństwem, a nawet nim kieruje”.(26)
Później rzucili go na ziemię, ciągnąc go za ramiona, aby je przybić do poprzeczki krzyża.
Gdzie zostały umieszczone gwoździe? Nie na środku dłoni, jak to zazwyczaj widać na rozpowszechnionej ikonografii. Badania specjalistów udowodniły bowiem, że to miejsce było zbyt słabe, żeby wytrzymać ciężar ciała dorosłego człowieka. Zatem gdzie? Między dłonią a przedramieniem, w miejscu znanym w anatomii pod nazwą „szczelina Destota” (nadgarstek). „
W tym miejscu gwóźdź wchodzi z większą łatwością, nie łamiąc żadnej kości, i utrzymuje się łatwo i pewnie na miejscu. (…) Oglądając Całun, możemy zauważyć, że wielki skrzep krwi odpowiadający ranie ramienia znajduje się dokładnie w okolicy tego miejsca”.(27)
Przebijając miejsce znajdujące się między dłonią a przedramieniem, gwóźdź powodował
„ból nie do opisania, przenikliwy, który promieniował na palce, wznosił się jak ognisty język aż do łopatki i przenikał do mózgu. Dobrze wiadomo, że najbardziej nieznośny ból jakiego człowiek może doświadczyć, powstaje w wyniku zranienia jednego z większych splotów nerwowych. Jezus będzie to znosił jeszcze przez trzy godziny”.(28)
Następnie kat i jego pomocnik podnieśli poprzeczkę z przybitym do niej Jezusem, aby ją umieścić na palu, czyli na pionowym drzewcu krzyża. Zadawało to Ukrzyżowanemu niewypowiedziany ból.
Podczas gdy Jezus wisiał na krzyżu, utrzymując się tylko dzięki przybitym do niego rękom, oprawcy zaczęli przybijać jego stopy do drzewca krzyża. Przebili lewą stopę w taki sposób, że główka gwoździa wyszła na podeszwie stopy; układając ją później na grzbiecie prawej stopy w taki sposób, aby gwóźdź również ją przebił, i wreszcie przymocowując obie, jedna na drugiej, do drzewca krzyża.
„Powieszenie za ręce powoduje u ukrzyżowanych zespół kontrakcji, które stopniowo przechodzą w skurcze mięśni. Dosięga ono w końcu mięśni odpowiadających za oddychanie, uniemożliwiając wydech. Katowani, nie mogąc opróżnić płuc, umierają przez uduszenie”.(29)

Śmierć
„Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha”. (Łk 23, 46)
„Obserwując ślady na Całunie widzimy, że na wizerunku mięśnie klatki piersiowej są zwarte w spazmie, przepona jest uniesiona i zaznacza się we wklęsłości brzucha. Jest to obraz typowy dla gwałtownego zwarcia mięśni, spowodowanego duszeniem się i gwałtowną chęcią oddychania”.(30)
„Nigdy nie mógłbym uwierzyć ani nawet wyobrazić sobie, że ukrzyżowanie jest tak niemiłosierne i okrutne, jak pozwala nam to zrozumieć Całun Turyński swoim niemym a zarazem niezwykle wymownym językiem. (…) Ukrzyżowanie przewyższa pod względem okrucieństwa wszystko, co tylko możemy sobie wyobrazić”.(31)

Zakończenie
W obliczu tego wszystkiego, co udało nam się przedstawić, można zrozumieć przenikliwy komentarz prof. Plinia Correi de Oliveira:
„Całun Turyński jest nieustającym cudem. Pan Jezus dokonał wspaniałego aktu miłosierdzia, zwłaszcza jak na nasze czasy, pozwalając, aby zdjęcie ukazało jego Boskie oblicze”.
„Jest on takim cudem, takim dowodem istnienia Naszego Pana Jezusa Chrystusa, takim dowodem Jego zmartwychwstania i dowodem na to, w co wierzymy, że można byłoby sobie życzyć, aby we wszystkich środowiskach religijnych częściej mówiło się o Całunie Turyńskim”.
„Jest w Nim majestat i godność Człowieka-Boga, które przejawiają się w bólu i poniżeniu, z łagodnością baranka, ale i z dumą lwa”.
„Zachęcałbym wszystkich do posiadania pięknej reprodukcji Całunu Turyńskiego i przechowywania jej między swoimi pobożnymi przedmiotami, aby ją kontemplować, podziwiać i rozważać nad tym wizerunkiem, ponieważ jest ono jak zdjęcie Naszego Pana Jezusa Chrystusa. I to zdjęcie przypomina nam o pewnych epizodach znajdujących się w Ewangelii, które dają nam pojęcie o wielkości Naszego Odkupiciela”.(32)

Plinio Maria Solimeo

„Przymierze z Maryją”, nr 9, 2003

Przypisy:
(1) Św. Alfons Maria de Liguori, Rozważania nad Męką Pańską, Dzieła Ascetyczne, B.A.C., Madryt, 1970, t. I, str. 201-202.
(2) Dr John H. Heller, członek zespołu STURP (Projekt Badań nad Całunem Turyńskim), w “Całun Turyński”, Wyd. José Olympio, RJ, 2 wyd., 1986, str. 215
(3) Dr Pierre Barbet, Męczeństwo Chrystusa według chirurga, Wydawnictwo Loyola, SP, Dziewiąte wydanie, 2000, str. 193.
(4) Idem, str. 195.
(5) O. Manuel Solé, SJ, Całun Pana, Wydawnictwo Loyola, SP, 1993, str. 266
(6) Idem, str. 267
(7) Akta II Congr., str. 180, w Solé, id. ib.
(8) Dr Pierre Barbet, op. cit., str. 97; Solé, 267.
(9) Pe. Manuel Solé, op. cit.
(10) Dr Pierre Barbet, op. cit., str.193.
(11) ACI Digital, Święty Całun turyński, Internet, str. 6.
(12) Dr Pierre Barbet, op. cit., str. 97.
(13) Dr Rudolf W. Hynek, Co ujawnia Całun turyński?, str. 23. Apud O. Manuel Solé, str. 169.
(14) O. Manuel Solé, op. cit., str. 169.
(15) Idem, ib.
(16) Idem, str. 268.
(17) Cfr. ACI, id., ib.
(18) O. Manuel Solé, op. cit., ib.; ACI, str. 6.
(19) Dr Pierre Barbet, op. cit., str. 188.
(20) ACI, id. ib.
(21) O. Manuel Solé, op. cit., str. 270.
(22) Julio Marvisón Preney, Całun turyński: Cudowne Fałszerstwo?, Wyd. Mercuryo, SP, 1998, str. 40.
(23) Evaldo Alves d’Assumpçăo, Całun turyński – Ewangelia dla Wieku XX, Wydawnictwo Loyola, SP, trzecie wydanie, 1992, str. 55.
(24) Dr Pierre Barbet, op.cit., str. 188.
(25) O. Manuel Solé, op. cit., str. 274.
(26) Dr Pierre Barbet, op. cit., str. 203.
(27) E. A. Assumpçăo, op. cit., str. 59.
(28) Dr. Pierre Barbet, op. cit., str. 203.
(29) Idem, str. 113.
(30) E. A. Assumpçăo, op. cit., str. 61.
(31) Dr. Rudolf Hynek, op. cit., str. 51, apud O. Manuel Solé, str. 211.
(32) Konferencja wygłoszona dla członków i współpracowników TFP w 28-4-84; Archiwum TFP, tekst bez autoryzacji.

http://www.pch24.pl/meka-panska-wedlug- ... 045,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 26 kwi 2014, 13:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=601857

Co Sobór Watykański II wniósł w życie Kościoła?
Anja39 2014-04-25 13:18:06

Obrazek

Co Sobór Watykański II wniósł w życie Kościoła?
http://www.misyjnedrogi.pl/index.php/mi ... e-kosciola

Co nowego Sobór Watykański II (1962-65) wniósł w życie Kościoła katolickiego? Z perspektywy 50 lat, jakie upłynęły od inauguracji jego obrad, warto pokusić się o zestawienie najważniejszych nowości zawartych w 16 dokumentach Vaticanum II.

Mówiono o nim, że jest "najbardziej rewolucyjnym Soborem wszystkich czasów". Słowa te, mimo dziennikarskiej przesady, zbiegają się z teologiczną oceną Vaticanum II, uznawanego za "trzy lata Zielonych Świąt Kościoła" - jak to trafnie ujął ks. prof. Alfons Skowronek. Zasadnicza nowość tego Soboru polegała na tym, że o ile poprzednie, a szczególnie pierwsze Sobory powszechne koncentrowały się wokół dogmatów o Chrystusie i Trójcy Świętej (co było związane z toczonymi wówczas kontrowersjami doktrynalnymi), o tyle Sobór Watykański II był "zorientowany na duszpasterski konkret, na wewnętrzną odnowę całego Kościoła". Był pierwszą, zakrojoną na tak szeroką skalę refleksją Kościoła o sobie samym.
Postanowienia Soboru nie wzięły się znikąd. W ciągu poprzedzającego Vaticanum II półwiecza przygotowały je ruchy: biblijny, liturgiczny, ekumeniczny.

Sobór uroczyście potwierdził niektóre elementy zwyczajnego nauczania papieży ostatnich dziesięcioleci lub włączył do magisterium Kościoła postulaty teologów, np. przyłączenie się Kościoła katolickiego do ruchu ekumenicznego, wprowadzenie języków narodowych do liturgii, przyznanie większego znaczenia Pismu Świętemu w liturgii i życiu Kościoła itp. Niektóre z tych posunięć Vaticanum II były wręcz - spóźnioną o cztery stulecia - realizacją żądań Reformacji.
W soborowym nauczaniu znalazły się też i takie elementy, które zostały ponownie odkryte po wiekach zapomnienia, gdyż znane były już w początkach chrześcijaństwa, np. kolegialność, diakonat stały, koncelebra w Kościele łacińskim, Komunia św. pod dwiema postaciami dla wszystkich.
Niektóre jednak postanowienia Soboru oznaczały zupełną zmianę w nauczaniu Kościoła katolickiego, np. przyznanie prawa do wolności religijnej wszystkim (a nie, jak dotychczas, tylko katolikom) i uznanie pozytywnych elementów w innych wyznaniach chrześcijańskich, a nawet w religiach niechrześcijańskich.
(Przy chronologicznym omówieniu najważniejszych nowości soborowego nauczania w poszczególnych konstytucjach, dekretach i deklaracjach, zostaną podane w nawiasach numery cytowanych paragrafów danego dokumentu.)

I. Konstytucja o liturgii świętej "Sacrosanctum Concilium" (uchwalona 4 grudnia 1963) - skrót: KL

Najlepiej przygotowany i pierwszy uchwalony dokument Vaticanum II. Zdaniem ks. Stanisława Czerwika KL jest "pierwszym w dziejach Kościoła dokumentem Soboru powszechnego, zawierającym całościową teologiczną wizję liturgii".
1. Podkreśliła obecność Chrystusa w Kościele nie tylko w ofierze Mszy św. i sprawującym ją kapłanie, ale także w innych przejawach życia Kościoła, jak: sakramenty, czytanie Pisma Świętego, odmawianie Liturgii Godzin, modlitwa i śpiewanie psalmów (7).
2. Liturgia rozumiana jako źródło, a zarazem szczyt życia Kościoła (10), została uznana za działanie całego Kościoła - ludu kapłańskiego, a nie tylko samych duchownych. Zalecając nowe opracowanie ksiąg liturgicznych, ojcowie Soboru postanowili, że muszą one przewidywać uczestnictwo świeckich w liturgii (31). Celem odnowy liturgii jest bowiem pełny, świadomy i czynny w niej udział wszystkich wiernych (14). KL dopuściła świeckich do pełnienia funkcji liturgicznych, m.in. przez uznanie, że "ministranci, lektorzy, komentatorzy i członkowie chóru również spełniają prawdziwą funkcję liturgiczną" (29). Postanowiła też, że należy tak uporządkować "nabożeństwa chrześcijańskiego ludu", aby prowadziły do liturgii, która "znacznie je przewyższa" (13).
3. Zachowując używanie języka łacińskiego w liturgii Mszy św. w obrządku rzymskim (36), dopuściła używanie w "czytaniach i pouczeniach, w niektórych modlitwach i śpiewach" języków ojczystych, ze względu na pożytek wiernych (40). Dotyczyło to także udzielania sakramentów i sakramentaliów (63). Jednak wierni powinni umieć "wspólnie odmawiać lub śpiewać także w języku łacińskim stałe części Mszy św. dla nich przeznaczone" (54). Wykaz części Mszy św., w których można użyć języka narodowego znalazł się w opublikowanej przez watykańskie dykasterie w 1964 r. pierwszej instrukcji o należytym wprowadzeniu Konstytucji o liturgii świętej. Druga instrukcja z 1967 r. zezwalała już na pominięcie łaciny podczas całej Mszy św.
4. KL zalecała adaptację obrządku rzymskiego do umysłowości i tradycji różnych ludów i narodów, gdyż "Kościół nie chce narzucać sztywnych, jednolitych form, nawet w liturgii" (37).
5. Nakazała uproszczenie obrzędów Mszy św., opuszczenie powtórzeń, przywrócenie zatraconych w ciągu wieków elementów pierwotnej tradycji (50), wprowadzenie dłuższych, bardziej urozmaiconych i lepiej dobranych czytań z Pisma Świętego, a także głoszenie kazania podczas liturgii (35, 50). Przywróciła modlitwę wiernych w czasie Mszy św. (53), udzielanie Komunii św. pod dwiema postaciami wiernym świeckim (55), rozszerzyła możliwość koncelebracji (57), przywróciła katechumenat dla dorosłych (64), zaleciła nazywanie "ostatniego namaszczenia" namaszczeniem chorych (73), opracowanie nowych obrzędów sakramentów, sakramentaliów, pogrzebu oraz konsekracji dziewic (63-82), a także reformę Liturgii Godzin, tak aby odpowiadała ona porom dnia i współczesnym warunkom życia (88).
6. Zarządziła, by obchody ku czci świętych nie miały wyższej rangi niż święta Pańskie, "których treścią są misteria zbawienia". Dlatego na cały Kościół należy rozciągnąć "tylko te, które upamiętniają świętych o prawdziwie powszechnym znaczeniu" (111).
7. Uznała śpiew gregoriański za "własny śpiew liturgii rzymskiej", lecz nie wykluczyła korzystania z "innych gatunków muzyki kościelnej", o ile odpowiadają "duchowi sprawowanej liturgii" (116). Wbrew obiegowej opinii, w KL nie ma zapisów o odprawianiu Mszy św. twarzą do ludu, o odsunięciu ołtarza od ściany prezbiterium, o przeniesieniu Najświętszego Sakramentu z ołtarza głównego do bocznej kaplicy itp. Te i inne zmiany zostały wprowadzone przez papieża Pawła VI, który wykonując soborowe polecenie odnowy liturgii, wydał w 1969 r. nowy Mszał i objaśniające go "Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego".

II. Dekret o środkach społecznego przekazu "Inter mirifica" (4 grudnia 1963) - DSP
Pierwsza tej rangi wypowiedź Magisterium Kościoła na temat mediów elektronicznych: filmu, radia i telewizji. "Ze zrozumiałych względów poprzednie sobory zajmowały się jedynie książką i prasą" - wyjaśnia bp Adam Lepa. DSP skupia się głównie na wskazaniu zasad moralnych, którymi powinny kierować się media w swej działalności, jak również korzystający z nich odbiorcy. Uznaje, że obowiązkiem Kościoła jest głoszenie Ewangelii za pomocą środków społecznego przekazu (3). Należy też kształcić duchownych i świeckich, "aby byli zdolni z należytą biegłością dostosowywać te środki do celów apostolstwa" (15). Zaleca ustanowienie we wszystkich diecezjach świata dnia środków społecznego przekazu (18). Zalecenie to wypełnił Paweł VI w 1967 r.
III. Konstytucja dogmatyczna o Kościele "Lumen gentium" (21 listopada 1964) - KK
Najważniejszy dokument Soboru, który stanowi punkt odniesienia dla wszystkich pozostałych. Zawiera całościowe nauczanie o Kościele, łącząc "to, co dotąd było zwykle rozdzielone: hierarchię i świeckich, urząd i charyzmat, sacrum i profanum, instytucjonalność i nadprzyrodzone życie, świat i Kościół, doczesność i wieczność" - podkreśla bp Edward Ozorowski.
1. Kościół został opisany jako znak i narzędzie "wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego" (1), a zarazem "lud zjednoczony jednością Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (4) oraz "wspólnota wiary, nadziei i miłości" (8). Sobór odszedł od tradycyjnego, jurydycznego rozumienia Kościoła jako "społeczności doskonałej", gdyż w Kościele "zrasta się pierwiastek ludzki i Boski" tworząc "jedną złożoną rzeczywistość" (8).
2. Kościół jest "nowym ludem Bożym", który "chociaż aktualnie nie obejmuje wszystkich ludzi", to jednak jest używany przez Chrystusa "jako narzędzie zbawienia wszystkich i posłany do całego świata" (9). Powołani są do niego wszyscy ludzie. Jedni do niego już należą, a inni są do niego "przyporządkowani" (13), tzn. wezwani, aby stali się jego częścią. W pełni do Kościoła wcieleni są katolicy (14), bowiem Kościół założony przez Chrystusa trwa w Kościele katolickim (8). Jednak "i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy", będące elementami Kościoła Chrystusa (8). To one stanowią "liczne powody" (15), dla których katolików łączy więź z innymi chrześcijanami. Natomiast przyporządkowani do Kościoła są ci, którzy "jeszcze nie przyjęli Ewangelii": żydzi, muzułmanie, a nawet ci, którzy "bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują, nie bez łaski Bożej, prowadzić uczciwe życie. Wszelkie dobro i prawdę, jakie się u nich znajduje, Kościół traktuje jako przygotowanie do Ewangelii" (16). Sobór zrezygnował tym samym z traktowania niekatolików jako schizmatyków, heretyków czy wręcz ateistów. Uznał, że konieczność Kościoła do zbawienia dotyczy tylko tych, którzy uznają jego Boskie pochodzenie (14). Inni dostępują zbawienia "w tylko Bogu znany sposób" - jak wyjaśni rok później Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym (KDK 22).
3. KK odeszła od traktowania biskupów jak wikariuszy papieskich w diecezjach. Podkreśliła, że biskupi jako następcy Apostołów są w pełnym tego słowa znaczeniu pasterzami Kościoła (20). Kierują powierzonymi sobie Kościołami jako "zastępcy i legaci Chrystusa" (27). W święceniach biskupich otrzymują pełnię sakramentu święceń (21). Tworzą jedno kolegium apostolskie, które razem z Biskupem Rzymu jest podmiotem "najwyższej i pełnej władzy w Kościele" (22); ta kolegialna władza może być wykonywana także poza soborem (22). Razem z papieżem reprezentują oni cały Kościół (23). Ponadto "chociaż poszczególni biskupi nie posiadają szczególnego prawa nieomylności, to jednak głoszą oni nieomylnie naukę Chrystusa wówczas, gdy (...) nauczając autentycznie w sprawach wiary i moralności, dochodzą wspólnie do przekonania, że jakieś zdanie powinno być definitywnie uznane" (25).
4. KK przypomniała, że diakoni są wyświęcani "nie dla kapłaństwa, lecz dla posługi" i postulowała przywrócenie diakonatu stałego w Kościele łacińskim jako stałego stopnia hierarchicznego (29), udzielanego celibatariuszom i żonatym mężczyznom.
5. Podkreśliła, że świeccy jako pełnoprawni członkowie ludu Bożego mają udział w kapłańskiej, królewskiej i prorockiej misji Chrystusa. Ich zadaniem jest uczestnictwo w zbawczym dziele Kościoła przez uświęcanie świata od wewnątrz, przepajając duchem ewangelicznym wszystkie sprawy doczesne. Choć ich rola jest inna od roli duchownych, jednak jedni i drudzy są równi w godności i obowiązku działania na rzecz budowania Kościoła (31-32). Dlatego "zgodnie z posiadaną kompetencją i autorytetem" świeccy "mają możność, a niekiedy nawet obowiązek, ujawniania swego zdania w sprawach, które dotyczą dobra Kościoła" (37).
6. Wskazała na "powszechne powołanie do świętości": zarówno duchowni, jak i świeccy są "zobowiązani do osiągnięcia świętości i doskonałości własnego stanu" (42). Życie konsekrowane nie jest osobnym stanem w Kościele, pośrednim między stanem duchownym i świeckim, lecz jest ono udziałem osób z jednego i drugiego stanu, składających profesję rad ewangelicznych. Tym samym nie należy ono do hierarchicznej struktury Kościoła (43-44).
7. Według KK, Kościół pielgrzymujący na ziemi nie może być utożsamiany z królestwem Bożym, stanowi natomiast jego zaczątek i ma za zadanie przybliżanie jego nadejścia (9).
8. Choć Ojcowie Soboru uznali, że Maryja jest "pierwowzorem Kościoła w porządku wiary, miłości i doskonałego zjednoczenia z Chrystusem" (63), nie zdecydowali się jednak na ogłoszenie jej Matką Kościoła. Zrobił to samodzielnie papież Paweł VI, na życzenie polskich biskupów, na zakończenie trzeciej sesji Soboru, 21 listopada 1964 r. KK podkreśliła natomiast, że prawdziwa pobożność maryjna polega na naśladowaniu cnót Matki Bożej (67). Oznaczało to zdystansowanie się od powszechnej w tamtym czasie "mariologii przywilejów", jednak bez jej odrzucenia.

IV. Dekret o katolickich Kościołach wschodnich "Orientalium Ecclesiarum" (21 listopada 1964) - DKW

Dekret uznał, że katolickie Kościoły wschodnie to nie odmienne obrządki liturgiczne Kościoła katolickiego, ale w pełnym tego słowa znaczeniu Kościoły, mające własną liturgię, dyscyplinę kościelną i dziedzictwo duchowe. Nazwał je jednak niezbyt precyzyjnie Kościołami partykularnymi (2). Dopiero wydany w 1990 r. Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich użył (w kan. 27) jasnego terminu "Kościoły sui iuris" (rządzące się własnym prawem). Jest ich obecnie 22.
1. DKW podkreślił, że wszystkie te Kościoły posiadają "jednakową godność, tak że żaden z nich nie przewyższa pozostałych z racji obrządku" (3). Oznaczało to odejście od traktowania obrządku łacińskiego jako wyższego od innych i w konsekwencji ich latynizowania. Mają one "prawo i obowiązek rządzenia się według własnych, szczególnych zasad" (5). Jedną z nich jest instytucja patriarchy, którego prawa i przywileje DKW nakazał odnowić, "według starożytnych tradycji każdego Kościoła i postanowień soborów powszechnych" (9).
2. W sprawach sakramentów, przywrócił prawo prezbiterów do udzielania sakramentu bierzmowania (13), a także zdecydował, że mogą go oni udzielać także wiernym obrządku łacińskiego, podobnie jak prezbiterzy łacińscy wiernym wschodnim (14). Postanowił przywrócić instytucję diakonatu stałego, tam gdzie została zarzucona (17), oraz zezwolił wiernym katolickich Kościołów wschodnich na małżeństwa z "ochrzczonymi niekatolikami wschodnimi" bez zachowania kanonicznej formy zawarcia małżeństwa (18). Zdecydował też, że wschodnim "braciom odłączonym" można w katolickich Kościołach wschodnich "udzielać sakramentów pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych, jeśli z własnej woli o nie proszą i są do nich odpowiednio przygotowani"; także "katolikom wolno prosić o te sakramenty tych szafarzy niekatolickich, w których Kościele sakramenty są udzielane ważnie", ale tylko w sytuacji, gdy nie byłoby dostępu do kapłana katolickiego (27).

V. Dekret o ekumenizmie "Unitatis redintegratio" (21 listopada 1964) - DE
Jest uważany za jeden z najbardziej przełomowych dokumentów Vaticanum II. Rozwinął 15. punkt konstytucji "Lumen gentium" mówiący o związkach chrześcijan niekatolików z Kościołem katolickim. "Inaczej niż w ciągu dziesięcioleci poprzedzających Sobór nie chodzi tu już przede wszystkim o wydzielenie siebie wobec «innych», lecz o podkreślenie tego, co wspólnie chrześcijańskie" - komentuje szwajcarski teolog o. Josef Imbach.
1. DE uznał innych chrześcijan za usprawiedliwionych z wiary, włączonych przez chrzest w Chrystusa i dlatego nazwał ich braćmi w Panu (3).
2. Dostrzegł, że "liczne i ważne" elementy Kościoła "mogą istnieć poza widzialnym obrębem Kościoła katolickiego" (3). Zauważył więc, że między katolikami i innymi chrześcijanami istnieje faktyczna, choć niepełna wspólnota. Wyliczeniu tego, co ich łączy, poświęcono cały trzeci, najobszerniejszy rozdział dokumentu.
3. Przyznał, że obrzędy chrześcijańskie sprawowane przez niekatolickie Kościoły i Wspólnoty "mogą rzeczywiście rodzić życie łaski", a Duch Chrystusa nie waha się posługiwać tymi Kościołami i Wspólnotami "jako środkami zbawienia" (3).
4. Uznając, że wina za podziały w chrześcijaństwie leży także po stronie katolików, zachęcił ich do włączenia się w istniejący już poza Kościołem katolickim ruch ekumeniczny, zmierzający do przywrócenia pełnej jedności wszystkich chrześcijan (4), uznając go za owoc działania Ducha Świętego (1).
5. Pozostawił w gestii biskupów decyzję o dopuszczeniu w konkretnych przypadkach współudziału w liturgii i sakramentach (tzw. communicatio in sacris) innego Kościoła lub Wspólnoty kościelnej (8).

VI. Dekret o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele "Christus Dominus" (28 października 1965) - DB

Przyniósł on syntezę nauczania o posłudze biskupiej, dopełniając postanowienia Soboru Watykańskiego I. Jego obrady zostały przerwane w 1870 r., zanim zdążył zająć się przygotowaną już tematyką kolegialności biskupów, która miała zrównoważyć przyjęte już dogmaty o prymacie i nieomylności papieskiej.
1. DB uszczegółowił zdecydowane już w "Lumen gentium" umocnienie pozycji biskupa diecezjalnego, który posiada w diecezji władzę zwyczajną (z racji zajmowanego urzędu), własną (a nie np. delegowaną przez papieża) i bezpośrednią (nad duchownymi, jak i świeckimi) (8). Jeszcze w czasie trwania Soboru, 30 listopada 1963 r., uprzedzając postanowienia dekretu, Paweł VI przyznał biskupom diecezjalnych 48 uprawnień, które dotychczas były zarezerwowane dla Stolicy Apostolskiej.
2. Wskazał na Synod Biskupów jako jeden ze sposobów uczestnictwa biskupów w trosce o cały Kościół (5). Wprawdzie instytucja Synodu, pojmowanego jako "stała rada biskupów do spraw całego Kościoła", została ustanowiona przez Pawła VI sześć tygodni przed uchwaleniem dekretu, jednak jej idea była wynikiem soborowej dyskusji nad posługą biskupa w Kościele.
3. Postulował reformę Kurii Rzymskiej polecając, aby jej dyskasterie zostały "bardziej dostosowane do wymagań czasu, krajów i obrządków" (9), a pracownicy byli "w większym stopniu dobierani z różnych regionów Kościoła" (10), podczas gdy zdecydowana większość ówczesnych kurialistów była Włochami. Członkami dykasterii mieli odtąd być oprócz kardynałów także biskupi. Ojcowie soborowi uznali za pożyteczne, by dykasterie korzystały z konsultacji kompetentnych ludzi świeckich (10). Reformę tę wprowadził w życie Paweł VI w 1967 r.
4. DB polecił biskupom podjęcie starań o przywrócenie katechumenatu dorosłych (14), a także korzystanie z rezultatów badań socjologicznych, pomocnych w dostosowaniu form apostolstwa do potrzeb dnia dzisiejszego (17).
5. Uznał za "bardzo pożądane" ustanowienie w każdej diecezji rad duszpasterskich, z udziałem duchownych, zakonników i świeckich (27).
6. Zalecił tworzenie konferencji biskupów danego narodu lub regionu i podał zasady ich organizowania (36-37).

VII. Dekret o przystosowanej do współczesności odnowie życia zakonnego "Perfectae caritatis" (28 października 1965) - DZ

Idąc za sformułowaniami VI rozdziału "Lumen gentium" dekret mówi o życiu zakonnym w kontekście powszechnego powołania do świętości. Ślubowanie rad ewangelicznych traktuje jako konsekrację pełniej wyrażającą konsekrację chrzcielną (5).
1. DZ zaapelował o powrót do charyzmatów danych przez zakonodawców (2b), a także polecił poszczególnym instytutom "dostosować swoje przepisy i zwyczaje do wymogów apostolatu, któremu się poświęcają" (8). "Powszechnie zostało to zrozumiane jako wezwanie do odrzucenia narosłych w życiu zakonnym deformacji, skostnień i niepotrzebnych balastów" - uważa o. Jacek Salij.
2. Nakazał zmianę stroju zakonnego, jeśli nie odpowiada on wymogom higieny i potrzebom pełnionego posługiwania (17). Stało się to w praktyce podstawą do rezygnacji z habitów przez wiele zgromadzeń na Zachodzie.
3. Zezwolił na zamykanie instytutów i klasztorów, które "nie rokują uzasadnionej nadziei dalszego rozwoju", i przyłączenia ich do "innego instytutu bądź klasztoru bardziej żywotnego, który niewiele różni się co do celu i ducha" (21).
4. Zalecił tworzenie zakonnych federacji, unii lub zrzeszeń (22), a także poparł tworzenie konferencji wyższych przełożonych (23).
Rozporządzenia wykonawcze do DZ Paweł VI wydał 6 czerwca 1966 r. Zdaniem o. Salija "podjęta wówczas przez zakony reforma miała taki rozmach i takie tempo, że niekiedy zaczęła przybierać postać raczej destrukcji niż odnowy".
VIII. Dekret o formacji kapłanów "Optatam totius" (28 października 1965) - DFK
Nowość wytycznych soborowych polega na "uwypukleniu tych elementów formacji kapłańskiej, których szczególnie wymaga współczesne duszpasterstwo" - twierdzi bp Andrzej Suski. Wskazuje też na dostrzegalny w dekrecie personalistyczny wymiar wychowania seminaryjnego, uwzględnianie indywidualnych cech osobowości każdego alumna i unikanie "koszarowego" wychowania.
1. Sobór podał normy ogólne, natomiast konferencje biskupie poszczególnych narodów i obrządków muszą wypracować własny "Sposób formacji kapłańskiej", gdyż formacja ta ma odpowiadać "potrzebom duszpasterskim tych krajów, w których ma być podjęta posługa" (1).
2. Zalecił ustanowienie instytutów, a przynajmniej kursów dla przygotowania wychowawców, przełożonych i wykładowców seminaryjnych (5).
3. Zabronił - w sytuacji braku wystarczającej liczby alumnów - obniżania wymagań stawianych kandydatom (6). Pozwolił na tworzenie seminariów regionalnych lub narodowych (7). Nakazał zastosowanie w formacji seminaryjnej dorobku psychologii i pedagogiki (11).
4. Zdecydował, że alumni mają poznać filozofię nie tylko dawną, ale także współczesną, i najnowsze osiągnięcia nauk ścisłych, aby "znając dobrze cechy obecnych czasów, byli właściwie przygotowani do rozmowy ze współczesnymi sobie ludźmi".
5. Postanowił, że w wykładzie teologii należy zacząć od poznania Pisma Świętego i nauki Ojców Kościoła, a dopiero potem - idąc za św. Tomaszem jako mistrzem - szukać związku między prawdami wiary na mocy poznania spekulatywnego (16).
6. Podkreślił, że seminarium ma przygotować kleryków do roli kierowników duchowych. "W ogóle trzeba rozwijać w alumnach te cechy charakteru, które szczególnie sprzyjają dialogowi z ludźmi" (19).
7. Zalecił formację poseminaryjną dla młodych kapłanów (22). Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej "Pastores dabo vobis" rozciągnie okres tej formacji stałej na całe życie kapłańskie.
IX. Deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim "Gravissimum educationis" (28 października 1965) - DWCH
Przynosi ona 12 zasad wychowania chrześcijańskiego, z których 8 dotyczy katolickiego szkolnictwa. Jej nowość polega nie na treści, lecz na języku: na odejściu od polemiki na rzecz otwartości na współczesny świat. "Sobór zrezygnował też z podkreślania kościelnych roszczeń i praw, aby bardziej uwypuklić prawa człowieka" - wyjaśnia o. Józef Augustyn. Mówiąc o potrzebie pozytywnego, mądrego i dostosowanego do wieku wychowania seksualnego (1), deklaracja przypieczętowała odejście Kościoła od podejrzliwego traktowania ludzkiej cielesności.
X. Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich "Nostra aetatae" (28 października 1965) - DRN
Najkrótszy, a zarazem jeden z najbardziej przełomowych dokumentów soborowych. Po raz pierwszy Kościół oficjalnie określił w nim swój stosunek do religii niechrześcijańskich - i to od razu w sposób pozytywny.
1. Uznał wartość religii niechrześcijańskich i doświadczenia religijnego niechrześcijan wskazując, że "Kościół katolicki nie odrzuca niczego, co w tych religiach jest prawdziwe i święte" (2). Wymienił te elementy w hinduizmie, buddyzmie i islamie (2-3).
2. Wskazał na zakorzenienie Kościoła w dziejach i wierze Żydów, z których wywodzą się Chrystus i Apostołowie, oraz na duchową więź, która go z nimi łączy. Podkreślił nieodwołalność ich wybrania przez Boga ("do tej pory pozostają umiłowanymi dla Boga"). Zdejmując z Żydów ciążącą na nich przez wieki winę za śmierć Chrystusa, wyjaśnił, że "Żydzi nie mogą być przedstawiani ani jako odrzuceni przez Boga, ani jako przeklęci, co jakoby wynika z Pisma Świętego". Potępił antysemityzm i inne formy dyskryminacji "z powodu pochodzenia lub koloru skóry, położenia społecznego albo religii" (4).
XI. Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym "Dei verbum" (18 listopada 1965) - KO
Odeszła od wyłącznie doktrynalnego mówienia o Objawieniu, czym charakteryzowały się Sobór Trydencki i Sobór Watykański I, umieszczając je w kontekście biblijnym i ukazując egzystencjalną wartość Bożego Objawienia.
1. W definicji Objawienia uwypukliła jego międzyosobowy charakter, widząc w nim odpowiedź wiary człowieka na skierowane do niego zaproszenie do wspólnoty z Bogiem (2-6). Nie jest ono tylko zbiorem prawd, które trzeba przyjąć do wierzenia. Jego częścią są nie tylko Boże słowa, ale i czyny, "wewnętrznie ze sobą połączone" (2).
2. Zrezygnowała z trydenckiego ujęcia Pisma Świętego i Tradycji jako dwóch odrębnych źródeł Objawienia, uznając oba za "powierzony Kościołowi jeden święty depozyt słowa Bożego" (10). Różnica między nimi polega na tym, że "dzięki faktowi natchnienia biblijnego Pismo Święte po prostu jest słowem Bożym, a przekazująca je Tradycja tylko je zawiera" - wyjaśnia o. Augustyn Jankowski.
3. Podkreśliła, że dokonujące autentycznej interpretacji słowa Bożego "żywe Magisterium Kościoła" nie stoi "ponad słowem Bożym, lecz jemu służy". "Wszystko, co z tego jednego depozytu wiary czerpie, podaje do wierzenia jako objawione przez Boga" (10). Stwierdzenia te miały doniosłe znaczenie dla dialogu ekumenicznego.
4. Wyjaśniła, że Biblia zawiera jedynie prawdę dotyczącą zbawienia (11), tłumacząc w ten sposób rozbieżności między treścią historyczną i przyrodniczą Biblii a osiągnięciami nauki. W dochodzeniu do tej prawdy nakazała brać pod uwagę gatunki literackie ksiąg biblijnych (12).
5. Przywróciła do łask Stary Testament, który był nieraz pomijany przez katolików, ukazując go w kontekście całych dziejów zbawienia i wskazując na nieprzemijającą wartość jego treści (14). Księgi Starego Testamentu bowiem "osiągają i ukazują w Nowym Testamencie pełne swoje znaczenie, a zarazem Nowy Testament oświetlają i objaśniają" (16). Pośrednio zaaprobowała poczynania egzegetów, którzy - wbrew dotychczasowej tradycji w tej dziedzinie - zwracali uwagę na proces redakcji Ewangelii (19).
6. Odchodząc od dotychczasowej ostrożności w udostępnianiu Pisma Świętego wiernym świeckim, głosiła, że "jest rzeczą niezbędną", aby mieli do niego dostęp (22). Dlatego postulowała dokonanie nowych przekładów Pisma Świętego, w tym ekumenicznych, a także sporządzanie jego wydań dla niechrześcijan, z dołączonymi wyjaśnieniami (23).

XII. Dekret o apostolstwie świeckich "Apostolicam actuositatem" (18 listopada 1965) - DA
"Fałszywy to obraz Kościoła, w którym duchowni zajmują się rozdzielaniem darów duchowych, do świeckich zaś należy tylko ich przyjmowanie" - te słowa Jana Pawła II dobrze oddają ideę przyświecającą dekretowi, który już w drugim zdaniu podkreśla, że nigdy "nie może zabraknąć w Kościele apostolstwa świeckich, wypływającego z samego ich chrześcijańskiego powołania" (1). Dokument ten przyczynił się do odzyskiwania podmiotowości przez świeckich w Kościele - uważa sekretarz Krajowej Rady Katolików Świeckich Alina Petrowa-Wasilewicz.
1. Podkreślił, że świeccy "pełnią swe apostolstwo zarówno w Kościele, jak i w świecie, tak w porządku duchowym, jak i doczesnym" (5). Polem, na których nikt nie może zastąpić świeckich jest "kształtowanie w duchu chrześcijańskim sposobu myślenia, obyczajów, praw i struktur wspólnoty, w której się żyje" (13).
2. Zachęcił kobiety do większego uczestnictwa w życiu i działalności Kościoła (9).
3. Wyjaśnił, że oprócz apostolstwa indywidualnego, polegającego na świadectwie życia, istnieje też apostolstwo zespołowe realizowane w stowarzyszeniach, które "nie są celem same dla siebie, lecz winny służyć wypełnianiu misji Kościoła wobec świata" (19).
4. Zalecił, by rady koordynujące działalność różnych stowarzyszeń powstały w diecezjach, ale także na forum parafialnym, narodowym i międzynarodowym, zaś przy Stolicy Świętej został utworzony sekretariat służący pomocą apostolstwu świeckich (26). Rolę tę pełni Papieska Rada ds. Świeckich, ustanowiona przez Pawła VI.
XIII. Deklaracja o wolności religijnej "Dignitatis humanae" (7 grudnia 1965) - DWR
Absolutna nowość w nauczaniu Kościoła. Dokument o kapitalnym znaczeniu dla stosunku Kościoła do świata, dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego. W czasie zażartych dyskusji "Sobór przezwyciężył skrajny pogląd, który domagał się, by deklaracja gwarantowała wolność tylko dla religii prawdziwej, i uznał prawo do wolności wszystkich religii, a nawet szerzej: prawo do wolności w sprawach religii" - komentuje kard. Marian Jaworski.
1. Deklaracja podkreśliła, że prawo do wolności religijnej jest "zakorzenione w godności osoby ludzkiej" (2), polega zaś ona m.in. na tym, że nikt nie może być zmuszony do działania wbrew własnemu sumieniu.
2. Obowiązkowi poszukiwania prawdy, która "narzuca się sumieniu tylko siłą samej siebie" (1), i kierowania się nią w życiu, ludzie mogą sprostać "tylko wtedy, gdy będą cieszyć się wolnością wewnętrzną, a zarazem wolnością od przymusu zewnętrznego" (2).
3. Podobnie przymusu nie można stosować w sprawach religijnych, gdyż akt wiary ma charakter dobrowolny (10). Choć więc ojcowie soborowi uznali, że "jedynie prawdziwa religia istnieje w Kościele katolickim" (1), to jednocześnie - ze względu na wolność religijną - przyznali, że "nikogo nie wolno przymuszać do przyjęcia wiary wbrew jego woli" (12). Wolność religijna jest więc także prawem ludzi niewierzących.
4. Ma to swoje konsekwencje w życiu społecznym. Jeżeli "jednej wspólnocie religijnej udziela się specjalnego obywatelskiego uznania w prawnym porządku państwa, to zachodzi konieczność jednoczesnego przyznania wszystkim obywatelom i wspólnotom religijnym prawa do wolności w sprawach religijnych i przestrzegania go" (6). Władze nie mogą też narzucać obywatelom wyznawania lub wyrzekania się jakiejś religii. Jednocześnie mają one prawo bronić się przed nadużyciami popełnianymi pod pretekstem wolności religijnej (7).
XIV. Dekret o misyjnej działalności Kościoła "Ad gentes divinitus" (7 grudnia 1965) - DM
Dokument ten, redagowany przez trzy lata, zyskał na Soborze największą liczbę głosów: 2394 "za", przy zaledwie 5 "przeciw". Zwany "wielką kartą misji", potwierdza misyjne nauczanie ostatnich papieży: od Benedykta XV do Jana XXIII.
1. Podkreśla, że misje są kontynuacją posłania Syna Bożego przez Ojca. Kościół więc "z natury swojej jest misyjny" (2).
2. Jest on "świadomy tego, że ma jeszcze do wypełnienia ogromne dzieło misyjne" (10), gdyż kilka miliardów ludzi nadal nie zna Ewangelii. Dlatego do zaangażowania na rzecz misji wezwani są wszyscy wierni, a nie tylko misjonarze (35). Wśród tych ostatnich nie może zabraknąć ludzi świeckich (41).
3. Przestrzega przed niezdrową rywalizacją na misjach z innymi wyznaniami chrześcijańskimi i zaleca, by "o ile to możliwe" wspólnie z nimi wyznawać wiarę w Chrystusa (15).
4. Zaleca, by młode Kościoły, powstałe w wyniku działalności misyjnej, jak najszybciej stawały się samodzielne, czego znakiem będzie rozpoczęcie posyłania przez nie misjonarzy (20).
5. Wskazuje, że obok tradycyjnej formacji, misjonarze powinni poznawać język, "historię, struktury społeczne i zwyczaje narodów", wśród których mają pracować, ich "porządek moralny i nakazy religijne, a także głęboko zakorzenione poglądy na temat Boga, świata i człowieka, które zostały w nich ukształtowane zgodnie z uświęconymi tradycjami" (26).
XV. Dekret o posłudze i życiu prezbiterów "Presbyterorum ordinis" (7 grudnia 1965) - DP
"Sobór Watykański II bardzo przybliżył kapłanów do ludzi żyjących w świecie, a ich duchowość, która dawniej była raczej zaaplikowaną im duchowością zakonników, zbliżył do «świeckiej» w pozytywnym tego słowa znaczeniu" - uważa abp Stanisław Nowak.
1. Kapłan ukazany został jako członek ludu Bożego, a nie ktoś stojący ponad nim, choć w przeciwieństwie do świeckich - na mocy sakramentu święceń - służy temu ludowi in persona Christi (2). (Wcześniej KK 10 wskazała na różnicę "istoty, a nie tylko stopnia" między kapłaństwem wspólnym wszystkich wiernych a kapłaństwem służebnym prezbiterów.)
2. Jako świadkowie Chrystusa kapłani powinni być obecni wśród ludzi, dzieląc ich warunki życia (3).
3. Wśród obowiązków prezbiterów na pierwszym miejscu dekret wymienił głoszenie słowa Bożego, a nie - jak dotychczas - sprawowanie liturgii (4).
4. Postulował zmianę przepisów dotyczących inkardynacji (przynależności do diecezji), aby kierować prezbiterów do diecezji, w których ich brakuje. Zalecał tworzenie seminariów międzynarodowych, a także diecezji i prałatur personalnych w celu zaradzenia potrzebom duszpasterskim różnych grup społecznych (10).
5. Oryginalnym ujęciem dekretu jest ukazanie dochodzenia do doskonałości kapłańskiej, rozumianej jako upodabnianie się do Chrystusa Kapłana (12), przez przestrzeganie rad ewangelicznych (15-17).
6. DFK ustalił, że wynagrodzenie prezbiterów powinno być "zasadniczo jednakowe dla wszystkich znajdujących się w takiej samej sytuacji" (20).
XVI. Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym "Gaudium et spes" (7 grudnia 1965) - KDK
Najczęściej, po "Lumen gentium", cytowany dokument Soboru Watykańskiego II, podsumowujący jego nauczanie poprzez wskazanie wynikających z niego konsekwencji duszpasterskich. W sposób pozytywny mówi o postawie Kościoła wobec doczesnego życia człowieka, o współczesnych problemach społecznych i politycznych oraz o zaangażowaniu Kościoła w sprawy świata. Osadza odwieczny depozyt wiary w konkretnej, współczesnej rzeczywistości, a zarazem odczytuje tę współczesność w jego świetle. Wszystkie dziedziny życia rozpatruje w kontekście godności osoby ludzkiej.
1. Adresowana "do wszystkich ludzi" (2), konstytucja zawiera ofertę dialogu Kościoła z całą rodziną ludzką, której jest on częścią (3). Kościół musi więc ten świat poznać i rozumieć. W tym celu bada "znaki czasu" i interpretuje je w świetle Ewangelii "tak, aby w sposób dostosowany do każdego pokolenia mógł odpowiadać na odwieczne pytania ludzi o sens życia doczesnego i przyszłego oraz ich wzajemną relację" (4).
2. Wykorzystując dorobek personalizmu chrześcijańskiego, konstytucja podkreśliła godność osoby ludzkiej. Podkreślając, że człowiek - "będący na ziemi jedynym stworzeniem, którego Bóg chciał ze względu na nie samo" (24) - stanowi centrum wszystkiego (12), przestrzega zarazem przed prowadzącym do ateizmu takim afirmowaniem człowieka, które prowadzi do negowania Boga (19).
3. Uznała, że osoba ludzka ma być podmiotem i celem wszelkich instytucji społecznych (25), przewyższa bowiem "wszystkie rzeczy, a jej prawa i obowiązki są powszechne i nienaruszalne" (26).
4. Powinna być też uznawana "podstawowa równość wszystkich". Wszelka "dyskryminacja w zakresie fundamentalnych praw osobowych, czy to społeczna, czy kulturalna, z powodu
płci, rasy, koloru skóry, pozycji społecznej, języka czy religii, powinna być przezwyciężona i zlikwidowania jako sprzeczna z zamysłem Bożym" (29).
5. KDK zgodziła się na autonomię spraw ziemskich w stosunku do religii, o ile autonomia ta jest rozumiana jako kierowanie się przez społeczeństwa własnymi prawami, a nie jako niezależność rzeczy stworzonych od Boga (36). Przyznała zarazem, że misja Kościoła należy wyłącznie do porządku religijnego, a nie politycznego, gospodarczego czy społecznego, oraz że ze względu na swój uniwersalny charakter Kościół nie jest związany "z żadną formą kultury ludzkiej albo systemem politycznym, gospodarczym lub społecznym" (42).
6. Skrytykowała przeciwstawianie sobie działań zawodowych i społecznych oraz życia religijnego. To właśnie ze względu na wiarę chrześcijanie powinni "wiernie wypełniać swoje doczesne powinności", osiągając "prawdziwą biegłość w tym, co robią" (43).
7. Wskazała, że działając w sprawach "państwa ziemskiego", świeccy inspirowani prawem Bożym, nie mogą zawłaszczać autorytetu Kościoła, duchowni zaś powinni tu służyć tylko pomocą duchową (43).
8. Uznała, że Kościół nie tylko ma coś do ofiarowania światu, ale także od niego sam wiele "skorzystał i skorzystać może, nawet z opozycji tych, którzy mu się sprzeciwiają lub go prześladują" (44).
9. Postrzegała małżeństwo jako wzajemne oddanie się sobie dwóch osób, a akt małżeński jako szlachetny i godny sposób wzajemnego obdarowywania (48). Wezwała do odpowiedzialnego poczynania dzieci (50), choć nie przedstawiła konkretnych rozwiązań w tej dziedzinie, pozostawiając ich wypracowanie komisji powołanej przez papieża. Z jej prac korzystał Paweł VI przy redakcji encykliki "Humanae vitae", ogłoszonej w 1968 r.
10. Podkreśliła, że Kościół stosuje "zdobycze różnych kultur", aby szerzyć orędzie Chrystusa (58). Potwierdziła też "prawowitą autonomię kultury ludzkiej, a zwłaszcza nauk" (59). Zaleciła uznawanie przez Kościół nowych form sztuki, postanowiła jednak, że mogą one być umieszczane w obiektach sakralnych tylko wtedy, gdy "kierują myśl ku Bogu" (62).
11. Zachęciła teologów do nieustannego poszukiwania "lepszego sposobu przekazywania doktryny chrześcijańskiej ludziom swoich czasów" i współpracy z przedstawicielami innych dyscyplin naukowych, zaś świeckich - do studiowania teologii (62).
12. Wezwała chrześcijan, by w sprawach doczesnych uznawali "uprawnione różnice poglądów" i szanowali tych, którzy swych poglądów "uczciwie bronią" (75).
13. Potwierdziła, że Kościół nie utożsamia się z żadnym systemem politycznym. "Wspólnota polityczna i Kościół są, każde na własnym terenie, od siebie niezależne i autonomiczne". Obie jednak służą tym samym ludziom, powinny więc ze sobą współpracować. KDK uznała, że ze względu na wolność głoszenia Ewangelii Kościół powinien wyrzec się przywilejów otrzymanych ze strony władzy państwowej, jeśli z powodu korzystania z nich "kwestionowana jest autentyczność jego świadectwa" (76).
14. Podkreśliła, że Kościół chce prowadzić dialog ze wszystkimi ludźmi, kierując się "jedynie miłością ku prawdzie" (92).
Zdaniem kard. Józefa Glempa "najważniejszym, jak się wydaje, stwierdzeniem Soboru było to, że Kościół musi się nieustannie odnawiać, a więc odczytywać znaki czasu, by skutecznie wypełniać swoja zbawczą rolę w rzeczywistości ziemskiej".

Paweł Bieliński


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 31 maja 2014, 13:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=588741

Grzechy główne - Gniew
wojciechowskikrzysztof 2014-03-28 20:32:53

Przebranie miary w gniewie jest upadkiem" - mówi księga Syracha. Upadkiem, a więc grzechem. Czy to znaczy że już się nawet zdenerwować nie wolno? Że trzeba tak ze złożonymi rączkami i z oczętami podniesionymi w górę chodzić do końca życia, i bodaj żadnego ostrzejszego słowa nie powiedzieć? Przecież się tak nie da, aby nie czuć wściekłości, bo albo mi się co nie udało, albo mi kto na złoć robi, albo co innego wypadnie! I zresztą nie o to chodzi, by nie czuć gniewu, bo to czy ja co czuję czy nie, nie zależy ode mnie. Ode mnie zależy to, co ja zrobię z tym, co czuję. Mogę się wkurzyć i to nie jest złe, że się wkurzyłem. Tak się po prostu czuję. Cały problem z tym co ja zrobię później.
Wtedy gniew jest zły, gdy ja przez niego, nim zalepiony, co złego czynię. No, ale Pan Jezus też się przecież zdenerwował i nie tylko się zdenerwował, ale jeszcze biczem ze Świątyni powyganiał wszystkich. To chyba nie było zbyt delikatne.. Uczynił co dobrego czy złego? Chyba nie mógł nic złego, bo napisał Paweł że był do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu. To jak? Co mówi Pismo? Ono mówi: "Niesłuszny gniew nie może być usprawiedliwiony", mówi jeszcze: "Gniewajcie się, ale nie grzeszcie, niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce". Czyli jak? Aby umieć się dobrze gniewać trzeba wiedzieć co jest najważniejsze, aby poznać, czy jest o co się awanturować. A Pan Jezus wiedział to doskonale, że najważniejszy jest Jego Ojciec.
Po drugie, my nie mamy naszym oburzeniem, nawet jeśli mamy rację, komu robić krzywdę, ale prowadzić go do spotkania z Panem Bogiem. Bo jeśli czynię krzywdę, to grzeszę i to grzeszę ciężko, dlatego, że każdy z nas jest świątynią Boga i kto jest zły dla człowieka, występuje przeciwko Bogu. I to, mnie ani jego, do Boga na pewno nie prowadzi.
Gniew i oburzenie dodaje siły i energii, by co zrobić z tym, co mnie oburza. Używam jednak tego gniewu nie po to, aby rozbijać głowy, ale aby kierować ludzi na dobrą drogę. Tak jak Pan Jezus, wypędził kupców ze Świątyni, bo wiedział, że Świątynia jest miejscem spotkania z Panem Bogiem, a kto o tym zapomina, kto Świątynię czyni targowiskiem, bliski jest zguby. Tłumaczenia czasami nie pomagają, czasem trzeba kim potrząsnąć, aby zrozumiał, ale ma to być czynione z miło,,ci do kogo, a nie z nienawiści. Gniew jest słuszny i jest usprawiedliwiony jeśli gniewam się, bo mi na kim zależy, a ten kto głupoty robi. Tak czasem gniewają się rodzice, kiedy syn czy córka olewa szkołę, potrząsną nim, powiedzą kilka przykrych do słuchania słów, ale to wszystko jest z troski.
Gniew jest natomiast niesłuszny jeśli ulegam mu, bo sam się źle czuję, albo kogo nie lubię, a wszystko co ten kto robi mnie wkurza. Wtedy nie tylko moje czyny, ale też i słowa mogą być grzechem, bo nie są z miłości, ale ze złoci, zazdrości czy innych takich uczuć. Dlaczego miłość jest tak tu ważna? Bo miłość, jak mówi w. Paweł, nie wyrządza zła bliźniemu, a więc kto postępuje za miłością, tą prawdziwą, która jest troską o drugiego /nie chodzi tu o uczucie za-kochania nie może zgrzeszyć, bo pragnie dobra, a nie zła.
"Gniewajcie się ale nie grzeszcie", to znaczy także: wymagajcie od innych, ale też uczcie się im przebaczać to że są słabi.
I co na koniec warto wiedzieć: można się gniewać i wkurzać także na samego siebie i czasem dobrze to uczynić. Ale obowiązuje to samo prawo co do innych. Musi być to uczynione z miłości, a nie nienawiści do siebie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 30 cze 2014, 12:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-sw ... yciem.html

"Kultura chrześcijańska tętni życiem"
29.06.2014 13:27, aktualizacja 29.06.2014 13:30

Obrazek
(fot. archpoznan.pl)


Kultura chrześcijańska w całym świecie przenika wszystkie dziedziny życia, filozofii, sztuki, prawa, literatury, wychowania, życia społecznego i politycznego - mówił w Poznaniu kard. Zenon Grocholewski. Prefekt Kongregacji Edukacji Katolickiej, podczas nieszporów ku czci Świętych Apostołów Piotra i Pawła, patronów poznańskiej katedry.

Kultura chrześcijańska rozprzestrzenia się na cały świat i przenika wszystkie dziedziny życia, filozofii, sztuki, prawa, literatury, wychowania, życia społecznego i politycznego - mówił w Poznaniu kard. Zenon Grocholewski. Prefekt Kongregacji Edukacji Katolickiej uczestniczył w nieszporach ku czci Świętych Apostołów Piotra i Pawła, patronów najstarszej katedry na ziemiach polskich.

W homilii kard. Grocholewski mówił o dwóch wielkich kulturach Rzymu - pogańskiej i chrześcijańskiej. Wspominał imponujące zabytki starożytnego Rzymu, od Koloseum po sugestywną via Appia. - Obok tych resztek kultury Imperium Rzymskiego uderza w oczy inna kultura, chrześcijańska. Także ona jawi się jako imponująca i jeszcze bardziej wszechobecna w Wiecznym Mieście - zauważył kard. Grocholewski. Wspominał zwłaszcza budzące podziw liczne kościoły wczesnochrześcijańskie.

- Kultura chrześcijańska tętni życiem. Tutaj mieszka i działa następca Piotra, opoka Kościoła, fundament jego jedności. Tutaj przybywają niezliczone rzesze wiernych z całego świata, obecnie tak liczne jak nigdy. Tutaj rozwijają twórczą działalność liczne centra studiów, papieskie akademie, uniwersytety, instytuty ściągające studentów ze wszystkich prawie krajów świata - podkreślił kard. Grocholewski.

Zdaniem prefekta watykańskiej kongregacji wśród rzymskich zabytków szczególne znaczenie ma Więzienie Mamertyńskie, które przypomina o wierze apostoła Piotra wbrew wszystkiemu. - Piotr stał się rzeczywiście opoką, i na tej opoce został zbudowany Kościół, i bramy piekielne go nie przemogą. Piotr stał się rzeczywiście nauczycielem wszystkich narodów - mówił kaznodzieja.

Kard. Grocholewski pobłogosławił krzyże misyjne dla młodych ludzi udających się z Poznania na wolontariat misyjny. W tym roku 34 osoby wyjadą do Nigerii, Ugandy, Peru, Korei Południowej, na Tajwan, do Izraela i Autonomii Palestyńskiej, na Ukrainę i do Kazachstanu. Wolontariusze będą m.in. prowadzili obozy wakacyjne dla dzieci i młodzieży, w Kellerowce w Kazachstanie przeprowadzą remont ochronki dla dzieci, będą pełnić posługę w Domu Pokoju na Górze Oliwnej w Jerozolimie.

Nieszporom w katedrze poznańskiej przewodniczył abp Stanisław Gądecki, który wręczył medale Optime Merito Archidioecesis Posnaniensis (za wybitne zasługi dla archidiecezji poznańskiej) 27 osobom zaangażowanym w bezinteresowną, długoletnią i ofiarną działalność w parafiach archidiecezji.

KAI / pz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 02 lip 2014, 19:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=75349

Biskup nie chce Krzyża!
Aktualizacja: 2014-07-2 9:36 am

Kolejna skandaliczna informacja z Włoch. Biskup Chioggi sprzeciwił się z burmistrzowi Padwy, gdy ten podjął decyzję o wprowadzeniu krzyży w szkołach oraz miejscach publicznych. To niestety nie żart…
Burmistrz Chioggi Massimo Bitonci zapragnął nawiązać do wielkich czasów Kościoła w rządzonej przez siebie miejscowości. Nie spodobało się to biskupowi Adriano Tessarollo, który zdecydował się na interwencję. Zaprzeczył, jakoby decyzja burmistrza była „batalią na rzecz wiary oraz Kościoła”. Stwierdził, że istnieją „inne kryteria obronny wartości katolickich”. Nie sprecyzował jednak jakie.
Stanowisko biskupa wywołało silne kontrowersje, na które sam zainteresowany odpowiedział słowami: „Nie chciałbym robić z tego tragedii”. Dodał potem niejasno, że jego zdaniem „Kościół nie powinien nigdy prowadzić bitew przez Krzyż”.
Postawa biskupa jest absurdalna, nawet jak na „nasze czasy”. Jeszcze niedawno Konferencja Episkopatu Włoch walczyła o prawo do krzyży w miejscach publicznych z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. W oficjalnym stanowisku biskupi pisali wówczas, że „ekspozycja krzyży w szkołach publicznych ma duże znaczenie dla uczuć religijnych i tradycji narodów europejskich”. Jak widać, nie wszyscy biskupi w to wierzą.
Papież Benedykt XVI w 2006 roku na spotkaniu z katolickimi prawnikami również potępił wrogów Krzyża. Wskazał wówczas na wrogość polityczną i kulturową wobec religii, kierowaną w szczególności wobec symboli religijnych w instytucjach publicznych.
Kilka dni temu pisaliśmy o innym, dziwacznym zachowaniu włoskiego biskupa – Franco Giulio Brambilly, który potępił diecezjalnego księdza za stanowczą… obronę małżeństwa.
Przeczytaj także: Biskup włącza się w atak na księdza. [przedruk - tutaj]
Źródło: nocristianofobia.org
malk

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2014-07-02)
http://www.pch24.pl/biskup-nie-chce-krz ... 948,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 09 lip 2014, 11:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=75427

Trudno o większe uznanie dla mądrości profesora Konecznego, jakie takie czynne akty protestanckich kościołów. Nasz wielki myśliciel już blisko wiek wcześniej ocenił, że protestantyzm to żydowska religia dla Chrześcijan. Dziś protestanci obnażają się już bezwstydnie i uważanie ich za Chrześcijan jest po prostu kłamstwem.

Kopia artykułu:

Anglikanie nie wyrzekną się szatana
Aktualizacja: 2014-07-8 10:01 am

Zatwierdzono nowy rytuał anglikańskiego chrztu. Abp Welby usunął z niego wyrzeczenie sie grzechu i szatana. Wszystko jasne?
Arcybiskup Canterbury Justin Welby, tytułuje się prymasem całej Anglii, lord duchowny w Izbie Lordów oraz zwierzchnik światowej Wspólnoty Anglikańskiej postanowił, że rodzice i chrzestni nie muszą już wyrzekać się grzechu i szatana. Za powód podaje niewiarę wielu anglikanów w istnienie szatana a jedynie jakiegoś abstrakcyjnego zła. Jak by tego było mało, prymas Anglii zrezygnował też z deklaracji poddania się Jezusowi Chrystusowi ze względu na “złe skojarzenia”, zwłaszcza kobiet. To wszystko oczywiście w imię “Ducha Czasu” z którym postanowił iść zwierzchnik Wspólnoty Anglikańskiej.
Abp Justin Welby zasłynął już zorganizowaniem akcji promującej pederastię wśród dzieci, w szkołach należących do jego wspólnoty. Akcja zorganizowana została w imię “walki z homofobią” a wśród anglikanów pojawiły się nawet głosy za uznaniem Jezusa za homoseksualistę. Nie powinno to wcale dziwić, gdyż jak napisał św. Hilary z Pointiers Ponieważ wszelka herezja początek swój wzięła z nowości, dlatego aby się okazała godną tej nazwy, nigdy nie zaprzestaje wprowadzać innowacji.
Stanowisko prymasa spotkało się z na szczęście z ostrym sprzeciwem innych przedstawicieli zboru anglikańskiego, którzy widzą rozbieżność między pomysłami hierarchy a nauczaniem biblijnym. Na przykład zdaniem bp. Michaela Nazira-Ali banalizowane jest w ten sposób nauczanie, w imię tego, by wszyscy czuli się jak w domu i by nikogo nie urazić. Tym samym jednak chrzest został sprowadzony do banalnego powitania we wspólnocie i nie ma już żadnego zakorzenienia w Bożych obietnicach. Miejmy nadzieję, że ta i inne podobne sytuacje zmuszą do zastanowienia się nad swoimi błędami wielu anglikanów a także innym heretyków i skłonią ich do nawrócenia.

Źródło: wiara.pl

mc

KOMENTARZ BIBUŁY: Tak, wszystko jasne: szatan kryjący się w tysiącach heretyckich odłamach “chrześcijańskich” odniósł kolejne zwycięstwo, wpajając mniemanie o swoim nieistnieniu. Poza tym, byłoby to wielką niekonsekwencją, aby szatan wyrzucał sam siebie.

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2014-07-08)
http://www.pch24.pl/anglikanie-nie-wyrz ... 095,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 19 lip 2014, 18:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/04/16 ... -turynski/

Oblicze Prawdy. Mówi Barrie Schwortz – Żyd, który zbadał Całun Turyński.
Posted by Marucha w dniu 2014-04-16 (środa)

- Całun Turyński to płótno zawierające wizerunek o grubości kilku mikronów. Ten obraz jest świadectwem męki Jezusa – przekonuje Barrie Schwortz, amerykański naukowiec, żydowskiego pochodzenia.

Obrazek
Badacze nad Całunem Turyńskim (zdjęcie z książki Grzegorz Górnego „Oblicze Prawdy”)


Barrie Schwortz, fotograf, specjalista od obrazowania, informatyki i technologii cyfrowych znalazł się w ekipie amerykańskich naukowców, która stworzyła organizację o nazwie STURP (The Shroud of Turin Research Project). Był to zespół, który w 1978 r. przeprowadził najbardziej szczegółowe badania Całunu Turyńskiego. Jego członkowie na co dzień pracowali dla NASA lub laboratorium w Los Alamos.
Dopiero po 18 latach badań Schwortz przekonał się do autentyczności Całunu. Jak do tego doszło?
Przedstawiamy fragmenty wywiadu z Barrie Schwortzem, pochodzącego z książki: Grzegorz Górny, Barrie Schwortz „Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński”, Wydawnictwo Rosikon Press, 2013.
Grzegorz Górny: Ile osób liczył wasz zespół?
Barrie Schwortz: Udało się skompletować ponad trzydziestoosobowy zespół. Nie wszyscy byli potrzebni do przeprowadzenia badań w Turynie, ale za to konieczni do analizy przywiezionych stamtąd danych. Dlatego do Włoch poleciało dwudziestu kilku naukowców, a pozostali zostali w USA.

Kto zlecił wam przeprowadzenie badań w Turynie?

- Nikt. To my musieliśmy prosić odpowiednie władze o zezwolenie na pracę nad Całunem. Byliśmy wolontariuszami i nikt nam za to nie płacił. Ja sam musiałem wziąć w banku pożyczkę w wysokości 1000 dolarów na utrzymanie się we Włoszech.
Czułem się bardzo podekscytowany, ponieważ była to moja pierwsza podróż do Europy. Stanowiła ona jednak dla mnie realne poświęcenie, bo miesiąc spędzony za granicą, gdy nie realizowałem żadnych projektów dla innych klientów – a musiałem wówczas płacić pensję sześciu pracownikom – oznaczał dla mnie stratę w wysokości 30 000 dolarów, jeśli włączymy w to koszty stałe i inne ogólne wydatki. Czułem jednak, że muszę to zrobić. Całun fascynował mnie.
Jako obiekt religijny?
- Nie. Jako obiekt naukowy, który stanowił dla nas wyzwanie. Nie miałem wtedy żadnych motywów religijnych. Nasz zespół stanowił zresztą pod względem wyznania mieszane towarzystwo, było w nim kilku katolików, jeden ewangelik, paru protestantów, a także Żydzi, niewierzący, agnostycy.

Kto musiał wydać zezwolenie na badania nad Całunem Turyńskim?

W tym czasie Kościół katolicki nie był właścicielem, ale kustoszem tej relikwii. Konkretnie opiekowała się nim archidiecezja w Turynie. Sam Całun natomiast od 1453 do 1983 roku stanowił własność dynastii sabaudzkiej. Od roku 1946, gdy we Włoszech obalono monarchię i proklamowano republikę, Sabaudowie przymusowo wyemigrowali do Portugalii. W 1978 roku, gdy staraliśmy się o pozwolenie na badania, prawnym właścicielem Całunu był król Humbert II. Kiedy zmarł w 1983 roku, w swoim testamencie przekazał relikwię w darze żyjącemu papieżowi.
Jak przekonaliście króla Humberta, by wydał wam zgodę na badania?
- Przez dwadzieścia miesięcy pracowaliśmy nad szczegółowym planem naszych badań. Powstała z tego cała książka, której egzemplarz przedłożyliśmy królowi przebywającemu wówczas na emigracji w Genewie. Ten plan był bardzo precyzyjny i uwzględniał nawet – godzina po godzinie – rozkład każdego dnia z dokładnym rozpisaniem wszystkich czynności, które powinny zostać wykonane.
Projekt przedstawiliśmy w dwóch wersjach: dłuższej – czterodniowej, bardziej rozbudowanej, oraz krótszej – jednodniowej i bardziej pobieżnej. Dłuższy projekt przewidywał 96 godzin prac i był tak pomyślany, by różne miejsca Całunu można było badać jednocześnie. Król Humbert okazał się bardzo otwartym człowiekiem, doceniającym wagę i znaczenie dociekań naukowych, dlatego udzielił nam zezwolenia na 96 godzin. Wykazał przy tym sporą determinację, gdyż musiał pokonać opór wpływowych środowisk turyńskich niechętnych naszemu projektowi (…).

Do jakich wniosków doszliście na skutek waszych badań?

- Po zgromadzeniu danych w Turynie, wróciliśmy do Stanów Zjednoczonych. Następne trzy lata zajęła nam analiza wszystkich badań. W rezultacie powstały 24 prace naukowe opublikowane w znanych na całym świecie, renomowanych, specjalistycznych czasopismach naukowych, recenzowane przez specjalistów z danej dziedziny.
Każdy artykuł dotyczył konkretnego wycinka badań i charakteryzował się wysokim stopniem specjalizacji, na przykład w dziedzinie hematologii, spektrografii, chemii czy fizyki. Nie było jednego artykułu, który gromadziłby wszystkie efekty badań, do jakich doszliśmy. Jednak zdecydowaliśmy się ogłosić podsumowanie, które zawierało wnioski z wszystkich naszych prac naukowych. Napisane było językiem prostym i zrozumiałym dla szerokiej publiczności.
Jaka była jednak konkluzja?
- Najlepiej będzie, gdy zacytuję komunikat STURP, ogłoszony na konferencji prasowej po naszym ostatnim spotkaniu w październiku 1981 roku:
„Na włóknach tkaniny nie stwierdzono pigmentów, farb czy barwników. Badania rentgenowskie, fluorescencyjne i mikrochemiczne włókien wykluczyły możliwość zastosowania farby jako metody wykonania wizerunku. Badania przeprowadzone w ultrafiolecie i podczerwieni potwierdzają te wnioski. Obróbka komputerowa wizerunku, a także jego analiza przy użyciu analizatora obrazów VP-8, wykazała istnienie zakodowanych w nim unikalnych, trójwymiarowych informacji. Ocena mikrochemiczna nie wykazała śladów przypraw korzennych, olei czy innych substancji biochemicznych wytwarzanych przez organizm żywy lub martwy. Oczywiste jest, iż Całun miał bezpośredni kontakt z ciałem, co stanowi wyjaśnienie widocznych na płótnie pewnych cech, na przykład śladów biczowania, a także i krwi. Choć kontakt ten może wyjaśniać pewne cechy widoczne na tułowiu, to jednak w żaden sposób nie może on stanowić odpowiedzi na wizerunek twarzy o wysokiej rozdzielczości, w pełni dowiedzionej przez fotografię.
Z naukowego punktu widzenia podstawowy problem polega na tym, iż pewne wyjaśnienia, które można by obronić na gruncie chemii, wyklucza fizyka. I odwrotnie, pewne wyjaśnienia fizyczne, które mogą się wydawać atrakcyjne, zupełnie wyklucza chemia. Dla właściwego objaśnienia wizerunku na Całunie potrzebne byłoby wytłumaczenie naukowe, solidne z punktu widzenia fizyki, chemii, biologii i medycyny. Obecnie wydaje się, iż nie jest nam dostępne żadne tego rodzaju rozwiązanie, pomimo najlepszych starań członków zespołu badającego Całun. Co więcej, za pomocą eksperymentów fizycznych i chemicznych nie udało się w odpowiedni sposób odtworzyć na starym płótnie zjawiska widocznego na Całunie Turyńskim. Osiągnięto naukowy consensus, według którego wizerunek powstał w wyniku działania powodującego oksydację i dehydrację celulozy powierzchniowych włókien płótna z tworzeniem się sprzężonych grup polisacharydowych. Podobne zmiany płótna można uzyskać za pomocą kwasu siarkowego lub ciepła.
Jednakże żadna znana metoda chemiczna czy fizyczna nie daje wytłumaczenia całości wizerunku – takiego wyjaśnienia nie daje również żadne połączenie metod fizycznych, chemicznych, biologicznych czy medycznych.
Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób powstał wizerunek lub co ten wizerunek utworzyło, nadal, tak jak dotychczas, pozostaje tajemnicą.
Podsumowując, wizerunek na Całunie ukazuje prawdziwą, ludzką postać biczowanego, ukrzyżowanego człowieka. Wizerunek ten nie jest dziełem artysty. Plamy krwi zawierają hemoglobinę, a także wykazują dodatnie testy albuminy surowicy. Wizerunek nadal stanowi tajemnicę i dopóki nie zostaną przeprowadzone dalsze badania chemiczne, być może przez tę grupę naukowców lub w przyszłości przez innych badaczy, problem ów pozostanie nierozwiązany”.

Czy można powiedzieć, że osiągnęliście swój cel badawczy?

- Proszę pamiętać, że jechaliśmy do Turynu, by odpowiedzieć na jedno proste pytanie: w jaki sposób powstał wizerunek na Całunie? Ostatecznie jednak nie byliśmy w stanie takiej odpowiedzi udzielić. Mogliśmy jedynie stwierdzić, czym nie jest obraz na Całunie. Nie jest malowidłem, nie jest fotografią, nie jest obrazem przypalanym. Nie byliśmy natomiast w stanie określić mechanizmu, który spowodowałby powstanie obrazu o takich samych właściwościach fizycznych i chemicznych.
Naszym sukcesem było jednak zebranie najbogatszej bazy danych naukowych, które do dziś są wykorzystywane przez badaczy Całunu na całym świecie. Mają one pierwszorzędne znaczenie jako główne źródło informacji naukowej na temat tej relikwii. Przyszłe pokolenia naukowców nie będą musiały już zaczynać pracy nad płótnem od zera, jak to było w naszym przypadku. Mogą oni wykorzystać je jako podstawę swojej pracy i punkt wyjścia do dalszych eksperymentów.
W ostatnich latach próbowano nawet zastosować nowe technologie, by uzyskać takie same właściwości fizyczne i chemiczne jak na Całunie, a te właściwości scharakteryzowaliśmy właśnie my w naszych pracach. Dotychczas jednak nikomu nie udało się nawet zbliżyć do takich rezultatów.
A jakie były twoje osobiste wrażenia z badania Całunu?
- Zanim po raz pierwszy zobaczyłem Całun na własne oczy, spodziewałem się, że okaże się on płótnem, na którym natychmiast znajdziemy farbę i po prostu wrócimy do kraju. Jednak nie minęło nawet dwadzieścia minut naszych badań, a ja już nie byłem co do tego taki pewien.
Jako fotograf noszę ze sobą zawsze specjalne szkło powiększające. Wziąłem je do ręki i zacząłem się przyglądać wizerunkowi na płótnie, by przekonać się, jakiego rodzaju farb użył artysta. Ku swojemu zdziwieniu nigdzie nie znalazłem żadnego barwnika. Ani śladu pigmentu. Mało tego: im bliżej płótna przykładałem lupę, tym mniej widziałem. Obraz był bowiem jedynie odrobinę ciemniejszy od tła, o jakieś 10-15 procent. Wyraźny stawał się tak naprawdę dopiero z odległości dwóch, trzech metrów. Z bliska był natomiast o wiele trudniej rozpoznawalny.
To tak zwany efekt sfumato.
- Na własne oczy więc odkryłem, że obraz nie jest malowidłem. Potwierdziły to zresztą wyniki całego szeregu późniejszych, multidyscyplinarnych badań przeprowadzonych przez STURP. Moje zainteresowanie rosło jednak wraz ze wzbogacaniem wiedzy o Całunie. Wszystkie wyniki badań przemawiały za tezą o autentyczności płótna. Ale nawet po ukończeniu prac i po opublikowaniu ich wyników nie byłem przekonany co do prawdziwości Całunu Turyńskiego. Musiało minąć jeszcze osiemnaście lat, zanim dowody naukowe przekonały mnie do tego, iż ta relikwia jest autentyczna.
Jak to się stało?
- Przez całe lata nie dawał mi spokoju jeden fakt. Z własnego doświadczenia wiemy, na przykład gdy się skaleczymy, że krew bardzo szybko krzepnie i przybiera barwę brązową lub czarną. Tymczasem krew na Całunie Turyńskim była wciąż czerwona. Brak odpowiedzi na pytanie, jak to wytłumaczyć, był dla mnie przeszkodą nie do pokonania, by uznać autentyczność płótna. Trwało to przez osiemnaście lat. Chociaż wiedziałem, że wizerunek na Całunie nie jest ani malowidłem, ani fotografią, ani obrazem przypalanym, i choć znałem wyniki badań, które mówiły, że na tkaninie znajdują się plamy prawdziwej krwi – wciąż nie byłem przekonany.
Co cię ostatecznie przekonało?
- W 1996 roku przeprowadziłem na ten temat rozmowę telefoniczną z doktorem Alanem Adlerem. Był on światowej sławy hematologiem oraz – tak jak ja – żydowskim członkiem zespołu STURP. Adler był w naszym zespole ekspertem zajmującym się krwią, i to jego opublikowane prace ostatecznie udowodniły w sposób naukowy, że plamy na Całunie są śladami prawdziwej krwi.
Podzieliłem się z nim swoimi wątpliwościami. Wtedy wyjaśnił mi, że jeśli organizm człowieka jest poddawany długotrwałym torturom – a wiemy, że męka Jezusa ciągnęła się przez osiemnaście godzin – to wówczas jego ciało przeżywa wstrząs, czerwone krwinki rozpadają się, a z wątroby wydziela się bilirubina, która przedostaje się do krwiobiegu i wtedy krew kogoś takiego zawsze będzie czerwona.
Gdy to usłyszałem, zrozumiałem, że ostatni element układanki trafił na swoje miejsce.
Tak więc dopiero wtedy, osiemnaście lat od rozpoczęcia prac nad Całunem, po długotrwałych i intensywnych badaniach naukowych uzyskałem absolutną pewność co do jego autentyczności. Przypomniałem sobie Sherlocka Holmesa, bohatera książek Arthura Conan Doyle’a, który w jednej z nich wypowiedział następujące słowa: „Jeśli wyeliminujesz wszystkie niewiarygodne hipotezy, wówczas prawdą będzie to, co pozostanie, nawet jeśli wydaje ci się to całkowicie nieprawdopodobne”.

Gdybyś miał podsumować te wszystkie lata spędzone na analizowaniu fenomenu Całunu Turyńskiego, to co najmocniej do ciebie przemówiło?

- To trudne pytanie, ale gdybym miał odpowiedzieć na nie jednym słowem, rzekłbym: „obraz”. Jako fotograf dobrze rozumiem, jak powstaje obraz, znam technologię fotograficzną, kwestie usytuowania obiektu w przestrzeni, rolę i efekt światła. Analizując to wszystko bardzo precyzyjnie, doszedłem do wniosku, że obraz na Całunie nie mógł zostać wykonany przez człowieka, powstał zaś w sposób, którego nie jesteśmy w stanie ani zrozumieć, ani powtórnie zastosować.
Na osobie takiej jak ja, która ma za sobą wieloletnie doświadczenie w zawodzie fotografa, wizerunek utworzony na płótnie wywarł więc najsilniejsze wrażenie. Przez ponad trzydzieści lat przyglądałem się wszelkim próbom jego odtworzenia podejmowanym przez różnych sceptyków, w tym także naukowców. Nikomu nigdy nie udało się jednak wyprodukować obrazu, który miałby fizyczne i chemiczne właściwości zbliżone do wizerunku na Całunie.
Faktem jest, że płótno z Turynu zostało poddane przez współczesną naukę tak licznym i różnorodnym testom, iż można je nazwać najdokładniej przebadanym przedmiotem w historii, a jednak wciąż nie ma jasnego wytłumaczenia, w jaki sposób powstał na nim obraz. W gruncie rzeczy, im dogłębniej studiujemy tę kwestię, tym bardziej staje się ona skomplikowana. Jeśli bowiem człowiek stworzy jakiś obraz, można w miarę łatwo określić sposób jego wykonania. W tym przypadku natomiast jesteśmy bezradni.

Czy rzeczywiście nie ma na świecie żadnego wizerunku analogicznego do Całunu?

- Całun Turyński wielokrotnie porównywano z przedmiotami czy wizerunkami, które mogły być uznane za podobne do niego – z ikonami, obrazami utworzonymi przez człowieka lub powstałymi w sposób naturalny. Okazywało się jednak, że zawsze istniały znaczące, drastyczne różnice. W całej swojej ponad czterdziestoletniej karierze zawodowej nie spotkałem obrazu mającego choć zbliżone właściwości do tych, które ma to płótno. Wielokrotnie próbowano wykorzystać zrobione przeze mnie fotografie do stworzenia kopii wizerunku na Całunie, ale nigdy się to nie udawało.
Czym wobec tego jest Całun Turyński z naukowego punktu widzenia?
- To dobre pytanie. Z naukowego punktu widzenia można powiedzieć, że jest to płótno zawierające wizerunek o grubości kilku mikronów. Ten obraz utrwalony został w skali mikroskopijnej zaledwie na wierzchu włókien. Żadna technika, jaką dysponuje ludzkość, nie pozwala na uzyskanie takiego efektu – a proszę mi wierzyć, że naprawdę wielu już tego próbowało. Mógłbym bardzo długo opisywać jego parametry w języku naukowym, ale większości ludzi i tak nic to nie powie.
Myślę więc, że bardziej zrozumiałe i komunikatywne będzie określenie tego obrazu w inny sposób. Otóż jest on świadectwem męki Jezusa.

Obrazek
Oblicze z Całunu Turyńskiego


Jak na naukowca, to dość odważna definicja.

- Istotny jest bowiem nie tylko mechanizm, w jaki powstał obraz na Całunie. O tym, mimo wielu badań, nie możemy powiedzieć nic pewnego. Ważne jest jednak także to, co on przedstawia. Na tkaninie widzimy wizerunek męskiej postaci, przy czym jego przód i tył są do siebie zwrócone głowami. Tego typu ułożenie ciała odpowiada dokładnie żydowskim zwyczajom pogrzebowym z I wieku naszej ery. Sposób, w jaki owinięto zwłoki w płótno, doskonale przedstawia obraz Giovanniego Battisty della Rovere z Galerii Sabaudzkiej w Turynie. Także inne parametry Całunu, na przykład czysty len użyty do wyrobu tkaniny, zgadzają się z żydowskim rytuałem pochówku.
Czy wiedza o tym była kiedyś powszechna?
- Przez wieki ludzie poza Turynem niewiele wiedzieli o Całunie. W stolicy Piemontu pojawił się w 1578 roku i był wystawiany na widok publiczny średnio około czterech razy na stulecie. Zmieniło się to dopiero w 1898 roku, gdy wydano zgodę na wykonanie pierwszego zdjęcia Całunu, które zrobił turyński fotograf Secondo Pia. Miał on do dyspozycji studyjny, mieszkowy aparat, a obraz naświetlany był na dużej szklanej płycie. Podczas wywoływania fotografii w ciemni Secondo Pia zobaczył coś, czego nikt do tej pory przed nim nie widział. Okazało się bowiem, że wizerunek stanowi negatyw, na negatywie zaś odbił się pozytyw.
Niektórzy mówią, że ten efekt to wynik średniowiecznej podróbki.

- W takim razie musiałoby to oznaczać, że jakiś średniowieczny fałszerz wynalazł efekt fotografii niemal pięćset lat przed jej faktycznym wynalezieniem. Tej tezy nie da się w sposób naukowy obronić (…).

Zajmujesz się Całunem Turyńskim jako badacz niemal 35 lat. Jaki jest twój stosunek do tego przedmiotu: neutralny jak do obiektu obserwacji czy emocjonalny jak do czegoś, czemu poświęciło się jednak kawał życia?

- Na początku był to obojętny stosunek jak do każdego przedmiotu badań. Z czasem jednak moje przywiązanie emocjonalne do Całunu wzrastało, ale dotyczyło intelektualnego oglądu badań przedmiotu, a nie osoby, której wizerunek tam utrwalono. Ktoś wychowany w tradycji chrześcijańskiej jest automatycznie emocjonalnie związany z osobą Jezusa. Ja natomiast, będąc wychowanym w tradycji żydowskiej, nigdy nie czułem takiego przywiązania. Sprzyjało to zachowaniu bezstronności podczas badań. Podejście takie cechowało cały zespół STURP.
Mimo to co rusz pojawiali się sceptycy, którzy podejrzewali nas o fanatyzm religijny. Nawet media przedstawiały nas jako grupę motywowaną przede wszystkim religijnie, ale to była absolutna nieprawda. Gdyby w grę wchodziły pobudki religijne, to ponad połowa członków STURP w ogóle by nie uczestniczyła w tych badaniach. Chodziło nam głównie o naukę, ale i tak zarzucano nam fałszerstwa, a nawet fanatyzm.

Obrazek
Grzegorz Górny, Barrie Schwortz „Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński” Wydawnictwo Rosikon Press, 2013


Niektórzy z nas czuli się tym osobiście urażeni, gdyż nie mieliśmy żadnych motywów religijnych. Naszym zespołem kierowała pasja poznawcza i chęć odkrycia prawdy. Byli nawet tacy, którzy twierdzili, że opuszczą zespół, jeśli okaże się, że jest to projekt religijny. Owszem, byli też wśród nas wierzący, ale nie miało to żadnego wpływu na nasze badania. Jeśli skieruję jakiś przyrząd na Całun i włączę guzik, to urządzenie pokaże taki sam wynik niezależnie od tego, czy uruchomiła go dłoń osoby wierzącej, czy niewierzącej. Instrument pobiera pomiar, nie różnicując, czy obsługuje go katolik, Żyd bądź ateista.

Ale wynik tego pomiaru może mieć wpływ na myślenie katolika, Żyda bądź ateisty.

- Rzeczywiście. Początkowo nie interesowała mnie kwestia samego Całunu Turyńskiego, a tylko utrwalony na nim obraz posiadający pewne niezwykłe cechy. Z czasem jednak zaangażowałem się mocno w dziedzinę, która nie leżała wcześniej w sferze moich zainteresowań. Przed 35 laty nie pomyślałbym, że poświęcę tej sprawie całe swoje życie. Obecnie jako emerytowany fotograf i filmowiec większość swego czasu nadal poświęcam kwestii Całunu. Gdy ludzie chwalą moją pracę, dziękuję za komplementy, ale zawsze dodaję, że ten pomysł nie wyszedł ode mnie. Zostałem zaangażowany do niego ze względu na swoje kwalifikacje.
Teraz stało się dla mnie jasne, że znalazłem się tam nie tylko po to, by w 1978 roku robić zdjęcia, ale również dlatego, by kilkadziesiąt lat później przekazywać wiedzę o Całunie całemu światu. To jest dla mnie o wiele istotniejsze niż moje fotografie z 1978 roku. W sumie można powiedzieć, że są one już nieaktualne, gdyż Całun wygląda dziś inaczej niż w tamtym czasie. Oczywiście, te stare zdjęcia mają dzięki temu jeszcze większą wartość historyczną.
Dlaczego jednak postanowiłeś poświęcić swoje życie opowiadaniu światu o Całunie?
- Nie uważam, żeby to było z mojej strony poświęcenie. Mam poczucie, że jest to misja, którą mi powierzono, do której zostałem wybrany. Pewnie miliard ludzi na Ziemi miał wówczas większe niż ja prawo przebywać tak blisko Całunu, ale mimo to akurat mnie przypadł ten obowiązek. W dzieciństwie często słyszałem, że Żydzi są narodem wybranym. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie czułem się „wybranym”. Ale teraz mam takie poczucie ze względu na Całun. Czuję, że Bóg wybrał właśnie mnie do głoszenia światu prawdy o Całunie Turyńskim.
Jakkolwiek by było, przystępowałem do tego projektu jako całkowity sceptyk, nie byłem ważnym naukowcem i do tego byłem Żydem. Byłem ostatnią osobą w zespole, po której można było się spodziewać, że stanie się zagorzałym zwolennikiem autentyczności Całunu. Jednak ta sprawa nigdy nie była dla mnie ciężarem, lecz błogosławieństwem, ponieważ ma wartość nie tylko dla świata, ale także dla przyszłych pokoleń, którym zostawiam owoce naszej pracy. Dopiero w tej perspektywie mogę zrozumieć słowa, które skierował do mnie przed laty Don Lynn: „Barrie, jedź do Turynu i wykonaj swoją robotę najlepiej jak potrafisz. Bóg nie mówi nam z góry, jaki ma wobec nas plan, ale w pewnym momencie dowiemy się tego”. Właśnie się tego dowiedziałem. Czy to nie interesujące, że Bóg zawsze na Swojego posłańca wybiera Żyda? Jestem posłańcem.

A jednak zajęło ci aż osiemnaście lat dochodzenie do pewności o autentyzmie Całunu.

- Myślę, że Bóg miał rację, gdy kazał mi czekać tak długo, zanim zyskałem pewność. Gdy prowadziliśmy badania w 1978 roku, miałem 32 lata. Nie miałem wtedy w sobie dość pokory. Gdybym wówczas podjął próbę tego, co robię dziś, prawdopodobnie byłbym bardziej skupiony na sobie niż na Całunie i poniósłbym żałosną porażkę. Musiałem dojrzeć, przejść przez wszystkie kryzysy wieku średniego, przezwyciężyć różne problemy osobiste i ostatecznie spokornieć. Dopiero wtedy mogłem stać się orędownikiem prawdy o Całunie bez skupiania się na własnej osobie.
Dlatego na stronie internetowej www.shroud.com nie ma mojej biografii, są tylko informacje o Całunie Turyńskim. Jeśli ktoś natomiast chce się dowiedzieć czegoś więcej o mnie, to może wejść na stronę www.schwortz.com.
——————————-
Prezentowany fragment wywiadu pochodzi z książki: Grzegorz Górny, Barrie Schwortz „Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński” Wydawnictwo Rosikon Press, 2013. Książka ilustrowana jest zdjęciami zrobionymi przez Barriego Schwortza w czasie badań Całunu.
Stała wystawa poświęcona Całunowi Turyńskiemu, na której prezentowana jest kopia relikwii, czynna jest w krakowskim Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się”.

http://fakty.interia.pl/
http://fakty.interia.pl/religia/news-ob ... Id,1410294


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 27 lip 2014, 10:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=639549

"Nie należy demonizować rzeczywistości”
Miola 2014-07-26 19:46:17

- uważa o. Tomasz Franc OP, koordynator Dominikańskich Ośrodków Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.

Szatan i jego aniołowie - demony - istnieją i mają destrukcyjny wpływ na człowieka.

Ale przede wszystkim jednak starajmy się pamiętać Czyją Pieczęcią zostaliśmy naznaczeni na Chrzcie Św. Kogo przyjęliśmy w Sakramencie Bierzmowania i Czyim Ciałem karmimy się podczas Eucharystii Św.
Codziennie też prosimy naszego Ojca w Niebie : „zbaw mnie ode złego "!
Zamiast szukać w świecie śladów Boga, wszędzie węszymy swąd diabła.

Tak jakbyśmy przestali wierzyć że Chrystus Zwyciężył ! A Jezus żyje !

Upadły anioł nie ma nad nim władzy. Synowi Bożemu nie zagraża śmierć, On Żyje !

Zmartwychwstanie to tryumf Jezusa i klęska szatana.
Po nim następuje Wniebowstąpienie. Jezus - Syn Człowieczy - wstępuje do Domu Ojca, zasiada po prawicy Boga, a wszyscy Aniołowie oddają Mu pokłon.
Upływa kilka lat i oto odchodzi z ziemi z ciałem i duszą Matka Jezusa i jako Królowa Aniołów zamieszkuje w Domu Ojca. Człowiek - Królem Aniołów.
Oto Wielkość Człowieka, zaszczyt, wyniesienie.
Nie tylko Maryja, ale każdy człowiek, o ile potrafi przejść przez życie zachowując łaskę uświęcającą, a więc otrzymaną na Chrzcie Św. godność Dziecka Bożego, będzie wyniesiony ponad chóry aniołów.
One będą do jego dyspozycji. Zdumiewające, ale prawdziwe. Aniołowie będą do naszej dyspozycji. My bowiem jako Dzieci Boże, mamy prawo mówić Bogu „Ojcze", aniołowie natomiast, jako słudzy, mogą mówić jedynie „Panie".
Uwielbiajmy Boga !

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/M/MR ... e-02.html#




http://gloria.tv/media/NEdT1b8D5vv

Czy pokusy są potrzebne?
mkatana 2014-08-12 21:21:25

Czy pokusy są potrzebne?

„Nikt, kto nie doznał pokusy, nie osiągnie królestwa niebieskiego” – tak brzmi znany agrafon, czyli powiedzenie przypisywane Jezusowi, cytowane przez Ojców Kościoła. Chociaż nie jest zapisane w Ewangelii, zaliczane jest do autentycznych słów Chrystusa.
Zdanie to paradoksalnie może wskazywać na pozytywny aspekt pokus. Czy więc mogą one być pożyteczne? Albo nawet potrzebne? Jak należy je rozumieć w świetle wyraźnego wezwania modlitwy Ojcze nasz: „I nie wódź nas na pokuszenie”?

Nie same pokusy są najgorsze
Wymieniony agrafon po raz pierwszy podał ok. 200 roku Tertulian, który jednak wskazał tylko na ogólny jego sens. Cytuje go mówiąc o próbie, jakiej podlegali uczniowie podczas pojmania Jezusa w Ogrójcu: najpierw ogarnął ich sen, następnie opuścili Pana, Piotr zaś najpierw dobył miecza, a potem zaparł się Go i „to nawet trzy razy”. Wcześniej ostrzegał ich Jezus: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Mt 26,41). Ich czujność i wierność została wystawiona na próbę. Bez próby jednak nikt nie osiągnie królestwa niebieskiego – dodaje autor (O chrzcie 20,2).
Nieco więcej na ten temat mówi Cyryl Jerozolimski (IV w.), który cytuje to powiedzenie w formie: „Kto nie doznał pokusy, nie jest wypróbowany”. Zamieszcza je, by wyjaśnić wezwanie z Modlitwy Pańskiej: „I nie wódź nas na pokuszenie”. Według biskupa Jerozolimy, nie oznacza ono, że Pan kazał nam prosić, abyśmy w ogóle nie byli kuszeni, ale byśmy nie upadli. Pokusę Cyryl porównuje do głębokiej, rwącej wody, trudnej do przejścia: może ona porwać i zatopić, jak w przypadku Judasza, a można przez nią przejść, jak uczynił to św. Piotr, który „wszedł w pokusę zaparcia się, a jednak nie utonął, popłynął dzielnie i od pokusy się uwolnił”. Zawsze powstaje wielka radość – dodaje kaznodzieja – jeśli ktoś pokona pokusę, przejdzie przez próbę, trud, niebezpieczeństwo, opresję. Pokusa jest więc okazją do zwycięstwa (Katecheza mistagogiczna 5,17).
Podobnie Jan Kasjan (V w.) wskazuje, że słowa „i nie wprowadzaj nas w pokusę”, należy właściwie rozumieć: „jeśli się bowiem modlimy o to, aby nie dozwolono nas kusić, to w jaki sposób zostanie wypróbowana cnota wytrwałości?” Na poparcie autor cytuje znany agrafon: „Mąż, który nie był kuszony, nie jest wypróbowany”, oraz słowa: „Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie” (Jk 1,12). Zatem wezwanie z Modlitwy Pańskiej – wskazuje autor – „nie oznaczają: nie pozwól nas kiedykolwiek kusić, ale: nie pozwól, abyśmy trwając w pokusie, zostali pokonani”. Nie same pokusy są najgorsze, ale uleganie im (Rozmowy z Ojcami 9,23).

Dwa rodzaje pokusy
Kluczem do zrozumienia wypowiedzi Ojców Kościoła jest biblijny grecki termin peirasmos (pokuszenie), który występuje w wezwaniu „i nie wódź nas na pokuszenie”. Najczęściej pojmujemy go jako pokusę szatańską. Tymczasem słowo to oznacza każdą sytuację doświadczenia czy próby, jakie mogą „pochodzić” także od Boga. Stwórca, w sensie właściwym, nie kusi, ale „wystawia na próbę”, aby doświadczyć, oczyścić, wychować. Człowiek, który podlega próbie, przez trud, cierpienie, wysiłek, może udowodnić, że wierny jest Bogu albo też odwrócić się od Niego, zrezygnować z walki bądź pójść w innym kierunku. Na tym polega próba, jak w przypadku Hioba czy Abrahama.
Jest także druga strona medalu: pokusa jest pokuszeniem. Jeżeli jest zachętą do zła, pochodzi od szatana. Jest głosem złego ducha, który nakłania do wejścia na drogi sprzeczne z Ewangelią. Stąd wezwanie: „i nie wódź nas na pokuszenie” należy wyjaśniać – jak często podkreślali Ojcowie Kościoła – w świetle paralelnego do niego następnego wersetu: Ale nas zbaw ode Złego. Zły oznacza tu szatana (może znaczyć też: zło).
Tak więc termin „pokusa” ma podwójne znaczenie. Stąd św. Augustyn mówił pokusie, która zwodzi człowieka i jest dla niego szkodliwa, ale też takiej, która jest jedynie próbą. Ta ostatnia może być pożyteczna: „Bo jest i pożyteczna pokusa, która nas nie zwodzi i nie gubi, ale doświadcza. Doznawać pokusy, a nie stać się jej łupem, nie jest złem; nawet dobrze jest przechodzić przez doświadczenie” (Dar wytrwania 6,12).
Obojętnie jednak o jaki aspekt pokusy chodzi, niezbędna jest zawsze prośba do Boga: „i nie wódź nas na pokuszenie”. Ostatecznie bowiem wszystko zależy od Niego. Podobnie gdy prosimy: "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj" - to stwierdzamy, że wszystko ostatecznie pochodzi od Stwórcy, także nasz codzienny chleb, na który pracujemy w pocie czoła. Jeżeli prosimy, to zarazem wierzymy, że to Bóg daje. Że wszystko, co nas w życiu spotyka, w Nim ma początek.
Jednocześnie starożytni chrześcijanie mieli jasną świadomość działania szatana. Mówili o walce z nim, która odzwierciedla dramat przewijający się w historii zbawienia, a mianowicie walkę między mocą łaski i mocą złego. Byli świadomi, że skłonności do zła nie można wytłumaczyć jedynie słabościami natury ludzkiej czy niekorzystnym dla życia uwarunkowaniom społecznym. Działa bowiem wroga siła, której nie da się wyjaśnić z psychologicznego punktu widzenia.
Szatan jednak nie może człowiekowi nakazać grzeszyć, dlatego stosuje swoistą taktykę. Przede wszystkim, podsuwa swą pokusę nie jako zło, ale jako pozorne dobro. Stara się tak działać, by zniekształcić widzenie rzeczywistości. Może to być pokusa wygody, zaprzestania walki, zaniedbania (np. modlitwy), zniechęcenia do czynienia postępów (acedia). Strategia szatana może przejawiać się nawet w tym, że dążymy do dobrych praktyk, ale w sposób przesadny, np. do przesadnej ascezy czy osłabiania swej wytrzymałości nadmiernym postem. Stąd egipski ojciec pustyni Pojmen stwierdzał, że „wszelka przesada pochodzi od szatana”. Pokusą może być też poszukiwanie zadowolenia na modlitwie. Diadoch z Fotyki pisał: „Kiedy nasz umysł świadomie zaczyna doznawać pociechy Ducha Świętego, wówczas szatan także pociesza duszę jakimś odczuciem fałszywej słodyczy... Kto jednak dokładnie poznał oszustwa demona, czyni odtąd większe postępy w doświadczeniu rozeznawania” (Filokalia. Teksty o modlitwie serca, 31).

Aby bardziej cenić dobro
Ojcowie Kościoła wciąż podkreślali, że próby i pokusy towarzyszą każdemu człowiekowi. Podlegają im wszyscy, nikt nie jest od nie wolny. Doroteusz z Gazy zaznacza nawet, że doświadczają ich szczególnie ci, którzy starają się o doskonałość. „Jeśli ktoś działa zgodnie z wolą Bożą, na pewno przyjdzie na niego pokusa; bo pokusa idzie albo przed każdym dobrem, albo za nim; i dobro, które nie zostało przez pokusę wypróbowane, nie jest pewne” (Starcy spod Gazy, Kraków 1999, 297). Autor dodawał jednak, że nie ma pokus ponad siły: „Bóg nie pozwala, aby stało się nam coś przewyższającego naszą wytrzymałość. Mówi Apostoł: Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść” (1 Kor 10,13; Nauki ascetyczne 140).
Po co więc Bóg dopuszcza pokusy? Orygenes wskazywał, że Bóg czyni to, by człowiek bardziej cenił dobro, przeciw któremu był kuszony. Stwórca pragnie bowiem, byśmy wybierali dobro z własnej woli, a nie, by było nam ono narzucone.

Ks. Józef Naumowicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 05 sie 2014, 12:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wuzetka2012.blogspot.com/2014/08 ... grzeb.html

Jakże pięknie i dobitnie protestanci uświadamiają nam, jak bardzo trafnie ocenił ich profesor Koneczny, który blisko sto lat temu stwierdził, że protestantyzm to żydowska religia dla Chrześcijan. Jeśli komukolwiek roi się, że z jakichś powodów obrażony na Kościół Katolicki zmieni wiarę na protestancką, niech ma świadomość, że wbrew pozorom nie będzie już Chrześcijaninem i zredukuje swoje szanse na zbawienie. Wedle tego, co dziś wiemy, szanse te zredukuje do zera.

Kopia artykułu:

Protestanci zakłócili pogrzeb katolickiego księdza
poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Członkowie Baptystycznego „Kościoła” Westboro zakłócili pogrzeb księdza Kennetha Walkera FSSP – zabitego przez uzbrojonych włamywaczy, którzy próbowali obrabować kościół. Wierni zgromadzeni licznie w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa modlili się tego dnia także za protestanckich fundamentalistów.

Pogrzeb 28-letniego ks. Walkera odbył się 20 czerwca. Msza św. pogrzebowa rozpoczęła się o godzinie 11:00. W tym czasie przed kościołem pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa zebrało się kilkunastu protestanckich fundamentalistów z Westboro Baptist Church. – Myślę, że było to bardzo niestosowne i bardzo bezmyślne biorąc pod uwagę to, co ludzie przeżywali – powiedziała uczestnicząca w pogrzebie Bridget Bogowith. – Kiedy ich zobaczyłam byłam w szoku – dodała. – Modlimy się za nich – powiedział inny uczestnik pogrzebu, Michael Drake. Jak skomentowała to inna z wiernych, chciałaby prowadzić życie tak święte, by jej pogrzeb także oprotestowała protestancka sekta.

Fundamentaliści zapowiadając pikietę pisali o „papieskich kłamstwach” i „satanistycznej doktrynie” wyznawanej przez rzymskich katolików. Duchownego odprawiającego tradycyjną katolicką Mszę określili jako osobę „dobrowolnie podążającą ścieżką Antychrysta” dodając, że „na temat krwawych zbrodni Rzymu napisano całe tomy”. „Żaden papież, żaden katolicki katechizm, bajki o czyśćcu ani ostatnie namaszczenia nie mogą pomóc Walkerowi. Nasze przesłanie dla żyjących jest takie: Bóg brzydzi się kłamliwymi katolikami i ich papieżem”.

Westboro Baptist Church to fundamentalistyczna protestancka grupa założona przez Freda Phelpsa, skupia głównie jego krewnych i znajomych. Szacuje się, że należy do niej około 40 osób. Amerykańska badaczka badająca doktrynę i funkcjonowanie tej grupy, Rebecca Barrett-Fox, oceniła ją jako przykład „hiper-kalwinizmu”.

Westboro Baptist Church przyciągnęło uwagę amerykańskiej opinii publicznej protestami przeciwko pochówkom żołnierzom zabitym w Iraku, osób związanych z kulturą popularną, ale i paleniem amerykańskiej flagi. Członkowie grupy atakują katolicyzm, jak i prawosławie, judaizm i… inne grupy protestanckie.

Źródło: catholicnewsagency.com / jceworld.blogspot.com

mat

Za: http://www.pch24.pl/protestanci-zakloci ... z36CjzH9kY

Autor: Cookies Monster


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 09 sie 2014, 08:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30611
Katolicy na stos

Massimo Introvigne

W 2011 r. byłem reprezentantem OBWE ds. walki z rasizmem, ksenofobią, nietolerancją i dyskryminacją wobec chrześcijan oraz wyznawców innych religii. W czasie końcowego zebrania ministrów spraw zagranicznych OBWE w dniach 5-6 grudnia 2011 r. w Wilnie ks. abp Dominique Mamberti, podsekretarz stanu Państwa Watykańskiego ds. relacji z państwami, pochwalił „wyjątkową pracę wykonaną na rzecz zwalczania nietolerancji wobec chrześcijan” w 2011 roku. Odniósł się szczególnie do szczytu zorganizowanego w Rzymie 12 września 2011 r. na temat zbrodni nienawiści przeciwko chrześcijanom, określając go mianem „pozytywnego i dodającego otuchy wydarzenia”.

Na wspomnianym szczycie zaprezentowano schemat, który ukazuje, jak atak na chrześcijan przebiega według logiki równi pochyłej w trzech etapach: nietolerancja, dyskryminacja, zbrodnie nienawiści. Schemat odnosi się do chrystianofobii, ale oczywiście odpowiada również innym przypadkom „spirali nietolerancji”.

Ośmieszani i dyskryminowani
Pierwsza faza – nietolerancja – jest zjawiskiem kulturowym: jakaś grupa jest ośmieszana poprzez stereotypy, ukazywana jako nikczemna, zepsuta, jako przeszkoda na drodze do szczęścia i postępu. Niektóre ataki na Benedykta XVI były typowym przykładem nietolerancji.

W schemacie zaprezentowanym w Rzymie zaraz po nietolerancji następuje dyskryminacja, akt prawny. Skoro jakaś organizacja bądź grupa jest nikczemna, to logiczną konsekwencją jest uderzenie w nią za pomocą prawa. Dyskryminacja wymierzona w chrześcijan ogranicza dziś ich wolność wypowiedzi w pewnych kwestiach, podważa prawo do klauzuli sumienia, zabrania publicznego manifestowania symboli chrześcijańskich, ogranicza ich możliwości zarządzania szkołami, zezwala sędziom ingerować w wewnętrzne sprawy Kościołów.

Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) odegrał niejednoznaczną rolę w kwestii antychrześcijańskiej dyskryminacji. W wyroku w sprawie Lautsi (2009) ETPC zabronił eksponowania krzyży we włoskich szkołach. Na szczęście wyrok został zmieniony wskutek apelacji w 2011 roku. W wyroku w sprawie Eweidy (2013) ETPC zezwolił na noszenie krzyżyka na szyi Nadii Eweidzie, pracownicy działu odprawy pasażerów, która wcześniej została za to zwolniona przez swojego pracodawcę – linie lotnicze British Airways. Ale już w wyroku w sprawie Chaplin (2013) ten sam Trybunał odmówił szpitalnej pielęgniarce tego samego prawa.

Wyrokiem w sprawie Ladele (2013) ETPC orzekł, że Lilian Ladele, chrześcijanka zatrudniona w brytyjskim urzędzie stanu cywilnego, nie może powoływać się na klauzulę sumienia, żeby odmówić przeprowadzenia ceremonii zawarcia związku małżeńskiego przez osoby tej samej płci. Apelację w tej sprawie odrzucono. W sprawie Sindicatul (2012) ETPC próbował zmusić Kościół prawosławny i rząd Rumunii do wyrażenia zgody na to, ażeby grupa prawosławnych duchownych mogła założyć związek zawodowy wrogi hierarchii kościelnej i nadal pozostawać w tymże Kościele. Po gwałtownych protestach licznych wspólnot religijnych, a także Stolicy Apostolskiej, wyrok uchylono na drodze apelacji w 2013 roku.



Presja na Kościół
Trzeci etap spirali nietolerancji stanowi przejście od dyskryminacji do zbrodni nienawiści. Skoro zarówno grupa, jak i organizacja są nikczemne, a dyskryminacja nie wystarcza do ich powstrzymania, to trudno się dziwić, że ekstremiści decydują się sami wymierzać sprawiedliwość i przechodzić do czynów. Ze zbrodniami nienawiści wobec chrześcijan spotykamy się nie tylko w Afryce czy Azji. Wiedeńskie Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji wobec Chrześcijan udokumentowało blisko sto przypadków sprofanowanych kościołów, zniszczonych bądź pozbawionych głów figur, zaatakowanych księży, sióstr zakonnych i biskupów.

Organizacja Femen jest progejowską i feministyczną grupą powstałą na Ukrainie w 2008 roku. Znana jest z ataków na katolickie kościoły (m.in. paryską katedrę Notre-Dame w 2013 r.), biskupów (np. hiszpańskiego ks. kard. Rouco Varelę w 2014 r.) oraz symbole religijne (zniszczenie krzyża upamiętniającego ofiary stalinowskie w Kijowie w 2012 r.).

Postawiono poważne pytania dotyczące finansowania Femenu oraz jego związków z siecią prostytucji i pornografii. Ale jego związki są niebywale polityczne: w 2013 r. Francja w formie znaczka pocztowego uwieczniła wizerunek Inny Szewczenko, liderki Femenu, w stroju Marianny mającej symbolizować rewolucję francuską. Wyboru tego osobiście bronił prezydent Francji François Hollande.

Przejście od nietolerancji do dyskryminacji następuje również poprzez „panikę moralną”, pojęcie zdefiniowane przez południowoafrykańskiego socjologa Stanleya Cohena (1942-2013). Popadający w panikę moralną wychodzą od problemów realnych – niewyimaginowanych, niewymyślonych – dotyczących pewnych grup. Z tym że wydźwięk statystyczny problemów jest wyolbrzymiony poprzez „ludowe statystyki” (tzn. nieudolne, ale rozpowszechnione), a grzechy bardzo nielicznych przypisywane są wszystkim po to, by ich niesłuszne skądinąd konsekwencje zastosować wobec wszystkich. Najchętniej badanym przypadkiem paniki moralnej są sprawy związane z pedofilią. Problem jest wyolbrzymiany przez groteskowe statystyki i rodzi nietolerancję poprzez fałszywe uogólnienia („tysiące księży to pedofile”). Jak pokazuje raport Komitetu ONZ ds. Praw Dziecka opublikowany 5 lutego 2014 r., owa panika moralna siana jest z rozmysłem, ażeby wywierać presję na Kościół, by ten zmienił swoje nauczanie w kwestii antykoncepcji, aborcji, homoseksualizmu.



Napiętnowani
Od nietolerancji już tylko krok do trzeciego stadium: zbrodni nienawiści. Kraje członkowskie OBWE, w tym Stolica Apostolska, zaaprobowały różnorakie dokumenty dotyczące zbrodni nienawiści, w których zobowiązały się do wymierzania surowszych kar niż w przypadku zbrodni analogicznych, ale niemotywowanych nienawiścią. Chodzi tu jednak o broń obosieczną, którą trzeba posługiwać się ostrożnie. Ale czym są zbrodnie nienawiści? Wyjaśnijmy to na przykładzie: pewna pani jest otyłą czarnoskórą kobietą wyznającą katolicyzm. Jeśli ktokolwiek ją pobije za nieuregulowanie długu albo za obrazę jego osoby, wówczas nie mamy do czynienia ze zbrodnią nienawiści. Ale jeśli inni chcą dać nauczkę Murzynom, otyłym bądź katolikom i atakują tę samą kobietę, której nawet nie znają osobiście, i dopuszczają się pobicia, wówczas mówimy o zbrodni nienawiści. Dopuszczają się pobicia nie wobec pani Smith czy Jones, ale wobec kogoś, kto uosabia kategorię ludzi, których nienawidzą.

Państwa nie muszą mnożyć specjalnych ustaw przeciwko określonym zbrodniom nienawiści. Z przyczyn historycznych mamy prawa przeciwko antysemityzmowi i rasizmowi. Ale nie potrzeba nam nowych praw przeciwko islamofobii, ginofobii (nienawiść wobec kobiet), cyganofobii (nienawiść wobec Romów), homofobii czy „beauty bias” (dyskryminacja wobec tych, którzy nie są urodziwi: w Ameryce są już prawnicy, którzy domagają się praw w tym zakresie i je uzyskują).

Prawa te mają się stać czymś, co nazywa się „status symbol”, i potwierdzić, że pewne kategorie stały się ważne i wpływowe. W rzeczywistości nie potrzebujemy jednak żadnych specjalnych praw przeciwko chrystianofobii, ażeby wskazać, że chodzi o poważny i niepokojący problem. Każde prawo ogólne pociąga za sobą konieczność innych. Potrzeba nam poważnie stosować prawa ogólne, które karzą za zbrodnie nienawiści aż po ataki na chrześcijan właśnie ze względu na to, że są chrześcijanami.

Kagańcowe ustawy
Prawa dotyczące zbrodni nienawiści mogą jednakże – źle interpretowane – stać się narzędziem dyskryminacji chrześcijan. Wiele krajów wprowadziło albo ma zamiar wprowadzić prawa przeciwko homofobii. Twierdzi się, że homoseksualiści są regularnie atakowani w ramach zbrodni nienawiści, stąd też konieczne jest jakieś prawo. Ale przecież ktokolwiek dopuszcza się napaści, obrazy, groźby wobec homoseksualistów, jest już oczywiście karany i niemal wszystkie kraje członkowskie OBWE – oczywiście cała Unia Europejska – uznają za okoliczność obciążającą zbrodnie nienawiści w przypadku, gdy ktoś atakuje homoseksualistów ze względu na tzw. orientację seksualną. Gejowscy aktywiści wiedzą, że zbrodnie nienawiści wobec homoseksualistów są już karane. Nie dlatego domagają się nowych praw przeciwko homofobii. Chcą nowych praw, by karać za „heterocentryzm”, czyli za przedstawianie tezy, zgodnie z którą związek jednego mężczyzny i jednej kobiety jest „normalną” manifestacją seksualności, a także za „heteroseksizm”, czyli obronę systemu społecznego, który przyznaje związkowi mężczyzny i kobiety wyższy status społeczny i prawny aniżeli relacji między osobami tej samej płci. Te zaś odsyłają do kwestii delikatniejszej: czy prawo powinno karać nie tylko za ataki fizyczne, ale również za „hate speech” czy też „nakłanianie do dyskryminacji”?

OBWE (międzynarodowa organizacja, która najbardziej zajmuje się zbrodniami nienawiści) utrzymuje, że z całą pewnością jest mową nienawiści wzywanie do przemocy fizycznej wobec jakiejś grupy bądź grożenie jej taką przemocą czy też używanie sformułowań jednomyślnie uznawanych za obraźliwe. Ale gdzie są granice? 6 lutego 2014 r. ks. abp Fernando Sebastián Aquilar kilka dni po nominacji kardynalskiej został wpisany na listę osób, wobec których prokuratura Pampeluny wszczęła dochodzenie na podstawie hiszpańskiego prawa o homofobii. Duchowny powiedział, że homoseksualizm jest „niedorozwiniętą formą” wyrażania swej seksualności i przywołał fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego, który stwierdza, iż akty homoseksualne „z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane” i „moralnie niedopuszczalne”. Być może użycie hiszpańskiego słowa „deficiente” (niedorozwój) było nieostrożnością, mimo że w tym samym wywiadzie ksiądz kardynał sprecyzował, że użył je w znaczeniu etymologicznym odnoszącym się do „braku” czegoś. Ale jeśli ktoś uważa za dyskusyjny sposób wyrażania się kardynała, powinien odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy naprawdę za takie stwierdzenia kardynałowi powinno grozić więzienie? A co z wolnością słowa?

Ale nie chodzi tylko o homoseksualizm. 28 lutego 2014 r. parlament francuski zatwierdził prawo przeciwko dyskryminacji kobiet, które m.in. poszerza definicję przestępstwa polegającego na „stawianiu przeszkód w dostępie do aborcji”. Dotyczy to interwencji zarówno fizycznej, która uniemożliwia kobiecie dokonanie aborcji, jak i moralnej, kiedy to usiłuje się przekonać kobietę, że aborcja jest złą decyzją. Dwa lata bezwzględnego więzienia grozi za rozdawanie ulotek w pobliżu szpitali bądź na ich terenie kobietom, które zastanawiają się nad aborcją, oraz za proponowanie im rozmowy przez wolontariuszy pro-life. A to, czy przestępstwem we Francji jest także oferowanie tego rodzaju treści przez internet, pozostaje do interpretacji sędziów.

Prawo na równi pochyłej
Każde prawo dotyczące „dyskryminujących wypowiedzi”, które wykracza poza nakładanie kary za nakłanianie do przemocy, groźby i zniewagi, zagraża wolności religijnej, tak często zresztą głoszonej. Wolność chrześcijan jest gwałcona, jeśli zakazuje się im przypominania, że aborcja jest „okropnym przestępstwem” („Gaudium et spes”) i że akty homoseksualne „z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane” (KKK).

W homiliach wygłoszonych w kościele św. Marty 8 i 18 listopada 2013 r. Papież Franciszek przywołał powieść brytyjskiego księdza i powieściopisarza Roberta Hugh Bensona (1871-1914) zatytułowaną „Pan świata” (1907). Ojciec Święty powiedział, że ks. Benson uczynił wiele dobra i że w książce niemal proroczo zarysował to, co wydarzy się w naszych czasach. „Pan świata” mówi o Antychryście, który – jak zauważył Papież – narzuca „globalizację hegemonistycznego uniformizmu”, „jedynie słusznego myślenia” w imię „postępowości”. Chrześcijanie, którzy nie godzą się na nową, postępową hegemonię, mają zginąć. Papież Franciszek porównał przywołaną powieść do wydarzeń z czasów Machabeuszy, czasów pełnych wyroków śmierci i ludzkich ofiar. Myli się ten, kto uważa, że są to kwestie z zamierzchłej przeszłości. „Ale czy wy – zapytał Papież – sądzicie, że dzisiaj nie czyni się ofiar z ludzi? Jest ich tak wiele! I są prawa, które te działania chronią”. Równia jest pochyła. Jeśli nie stawiamy tamy nietolerancji, nim ta przekształci się w dyskryminację, dochodzimy do prześladowań, do zbrodni nienawiści, do „ludzkich ofiar”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/90431,kat ... -stos.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 16 sie 2014, 07:34 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30611
Niezapominajmy, że my też jesteśmy chrześcijanami i że już nie raz za wiarę byliśmy mordowani i że wciąż nasza wiara jest solą w oku lewackiemu kołtunowi....

Są w wielkiej potrzebie

Z Marią Lozano z organizacji Kirche in Not (Kościół w Potrzebie) przebywającą od środy w Iraku, w mieście Erbil, rozmawia ks. prof. Waldemar Cisło

Jak dziś wygląda sytuacja chrześcijan w Iraku?
– Rano opuściliśmy Ankawę i Erbil, gdzie spotkaliśmy uchodźców, i wraz z ks. abp. Emilem Noną z chaldejskiej archidiecezji Mosul pojechaliśmy w okolice Dohuk, położonej na północ od Mosulu. Na tym terenie uchodźcy są rozproszeni po małych wioskach. Jak wielu innych uchodźców opuścili swoje domy tylko w tym, co mieli na sobie, pozostawiając wszystko inne, często dobytek całego życia.

Bez problemu poruszaliście się po Iraku?
– Najkrótsza droga do Dohuk wiedzie przez Mosul, ale ze względu na okupację tego rejonu przez ISIS (ang. Islamic State of Iraq and al Sham – Islamskie Państwo w Iraku i w Lewancie) musieliśmy udać się górską drogą, znajdując się niemal 20 km od miejsca dużej bazy ISIS. W każdej chwili mogliśmy spotkać jego patrol, ale napotkaliśmy tylko kilka wojskowych punktów kontroli. Żołnierze zachowywali się w stosunku do nas spokojnie. Podczas tej podróży mogliśmy zobaczyć chrześcijańskie miasto Alqosh, które zostało w większości opuszczone przez chrześcijan z obawy przed zbliżającymi się bojówkami ISIS.

Jak wygląda sytuacja chrześcijan w innych miejscowościach, które odwiedziliście?
– Pierwszego dnia odwiedziliśmy wioskę położoną na północ od Dohuk – Mangesh. 25 lat temu była to w większości wioska chrześcijańska, jednak Saddam Husajn sprowadził tam tak wielu Kurdów, że chrześcijanie stali się mniejszością. Obecnie mamy tam ok. 300 chrześcijańskich rodzin, do których dołączyło 77 syryjsko-prawosławnych rodzin. 6 sierpnia uciekły one przed bojówkami ISIS z wioski leżącej w pobliżu Alqosh. Schronienie zaoferował im katolicki ksiądz Yoshia San z centrum katechetycznego. Kiedy przyjechaliśmy do budynku centrum, prawosławny ksiądz, który towarzyszy tym uciekinierom, dziękował serdecznie ks. bp. Nonie za wszelką otrzymaną pomoc od katolików. W dalszym ciągu są w wielkiej potrzebie, najbardziej pilne są namioty i wentylatory. Ksiądz biskup obiecał im pomóc w tej trudnej sytuacji.

Jakie są warunki pogodowe w tej chwili?
– Podobnie jak w Erbil, temperatura w miejscowościach, które odwiedzaliśmy, dochodziła do 43 st. Celsjusza. Widzieliśmy sytuację, gdzie jeden namiot zamieszkiwało 7 rodzin. Jeden ze spotkanych starszych mężczyzn powiedział nam: „Chcę, żeby się w końcu zakończyła ta sytuacja nie ze względu na mnie, ale na moje dzieci”.

Inna spotkana przez nas kobieta, matka trojga niepełnosprawnych dzieci, płacząc, mówiła, że chce wrócić do siebie i swojego domu, ale bardzo obawia się o życie swoje i swoich dzieci.

Czy udało się Wam odwiedzić inne miejscowości i czy sytuacja jest podobna do opisanej powyżej?
– Udało nam się odwiedzić kilka wiosek z księdzem Josha Sana i księdzem Samirem Youssef, proboszczem z pobliskiej miejscowości, i wraz z nimi mieliśmy okazję wysłuchać uciekinierów z Mosulu, Alkosh, Telkef, Telascof i wielu innych miejscowości. Widzieliśmy okropne warunki, w jakich żyją. Opowiadali nam również o wielkim sercu innych chrześcijańskich rodzin, które przyjmują pod swój dach 2 lub 3 rodziny uciekinierów. Następnie udaliśmy się do wioski Baghere, gdzie ksiądz spotkał dopiero co przybyłych 47 rodzin uciekinierów. Pośród nich były jednomiesięczne bliźniaki, które przyszły na świat podczas ucieczki. Wszyscy opowiadali nam tę samą smutną historię o tym, jak musieli opuścić Mosul z niczym, często w panice, kiedy dowiedzieli się, że 60 tys. żołnierzy rządowych uciekło z ich miasta.

Jakie obawy najczęściej wyrażają uciekinierzy?
– Oczywiście boją się o siebie i swoją przyszłość, ale największe obawy budzi w nich przyszłość ich dzieci. Jeden z uciekinierów przedstawił nam swoje dwie córki, które były studentkami uniwersytetu w Mosulu. Jedna z nich studiowała medycynę wraz z 15 innymi chrześcijankami w jej grupie. Na uniwersytecie w Mosulu na 40 tys. studentów 8 tys. stanowili chrześcijanie. Dziś obawiają się, czy w ogóle kiedykolwiek będą mogli tam wrócić.

Jak widzą swoją przyszłość?
– Wielu uchodźców mówiło nam, że czekają jedynie na możliwość opuszczenia Iraku, nie widząc dla siebie przyszłości w tym kraju. Czują się bardzo zawiedzeni postawą swoich muzułmańskich sąsiadów, którzy obrabowali ich domy, gdy tylko je opuścili. Inni mówili nam, że chcą zostać, chcą wrócić do swoich wiosek i domów, ale tylko wtedy, gdy będą tam międzynarodowe siły pokojowe, które będą ich chronić.

To życzenie powtarzało się bardzo często podczas naszych spotkań z uchodźcami. 15-letnia dziewczynka o imieniu Ronda spojrzała na mnie ze zdziwieniem, kiedy zapytałam, czy chce opuścić Irak. – Ja chcę zostać w Iraku, kocham ten kraj – powiedziała.

Dziękuję za rozmowę.
ks. prof. Waldemar Cisło

http://www.naszdziennik.pl/mysl/91575,s ... zebie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 19 sie 2014, 07:39 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30611
Kościół z przyszłością

RIRM

Ks. prof. Waldemar Chrostowski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

Pielgrzymka Ojca Świętego Franciszka do Korei Południowej jeszcze raz nam uświadomiła, że Kościół katolicki to nie tylko Watykan, nie tylko Włochy, Polska czy inny kraj katolicki w Europie, ale to również Azja, gdzie wiara w Jezusa Chrystusa jest bardzo żywotna i dynamicznie się rozwija.

Chociaż katolicy Azji stanowią zaledwie 2 do 3 proc. całej ludności, to na Dalekim Wschodzie te proporcje są znacznie lepsze, a ożywienie katolicyzmu widać zwłaszcza w Korei Południowej. Uświadomiliśmy sobie, że tamtejszy Kościół wyrósł na świadectwie męczenników, którzy w bliższej czy dalszej przeszłości przelali krew dla Chrystusa.

Z drugiej strony ta pielgrzymka uświadomiła nam, że Kościół katolicki w Korei i na Dalekim Wschodzie to nie jest tylko przeszłość i historia, ale to jest również przyszłość. Właśnie temu służyło spotkanie Ojca Świętego z młodzieżą podczas VI Azjatyckich Dni Młodzieży. Uświadomiliśmy sobie, że także w tych odległych rejonach świata, z którymi na co dzień nie mamy kontaktu i o których wiemy bardzo mało, a czasami zgoła nic, jest ogromny potencjał duchowy i intelektualny, który pozwala przypuszczać, że podczas gdy w niektórych rejonach Europy wiara w Chrystusa ulega osłabieniu na skutek takiego wysokiego standardu życia materialnego, o tyle w tamtym rejonie ma ona przed sobą dużą przyszłość.

Pielgrzymka Papieża Franciszka była także wielkim wołaniem o pokój. Myślę, że już podczas podróży na Daleki Wschód (przelatując nad wieloma państwami, przynależącymi do rozmaitych również obozów politycznych) Papież jeszcze mocniej uświadomił sobie potrzebę budowania jedności całego rodzaju ludzkiego. W tym wyzwaniu, jakim jest budowanie jedności i pokoju całej ludzkości, Kościół ma do spełnienia rolę niezastąpioną. Właśnie na to wskazał nam wszystkim Papież Franciszek.

Ta pielgrzymka miała też lokalne wymiary i lokalne akcenty, takie jak nawiązania do katastrofy promu, która dla tamtych ludzi była i pozostaje wielkim dramatem, jak nawiązania do tamtejszej sytuacji społecznej, politycznej, jak również nawiązania do tych wyzwań, które stoją przed duchowieństwem i siostrami, braćmi zakonnymi, którzy w jakiś sposób są sercem Kościoła, ale też ponoszą za niego tym większą odpowiedzialność. Więc jest to ważna, znacząca pielgrzymka, która wpisuje się w klimat tego pielgrzymowania, które zapoczątkował Paweł VI, które niezwykle rozwinął Jan Paweł II, podjął Papież Benedykt XVI, a teraz kontynuuje Papież Franciszek.

http://www.naszdziennik.pl/wp/92115,kos ... oscia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /