Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 485 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 29, 30, 31, 32, 33  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 08 sie 2017, 09:26 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Polacy ostro krytykują niemiecki sklep za „kontrowersyjne” koszulki.
Sprzedawca odpowiada


Obrazek

„To policzek dla Polaków”, „Zróbmy tak o Niemczech, to od razu wyleje się fala nacjonalizmu i ksenofobii”, to tylko niektóre z komentarzy, jakie pojawiły się w Internecie po pojawieniu się informacji o sprzedaży w jednym z niemieckich sklepów internetowych „kontrowersyjnych” koszulek.

Przypomnijmy: niemiecki sklep internetowy Alfashirt.de zajmujący się przede wszystkim sprzedażą odzieży i akcesoriów o tematyce wojskowe zaproponował swoim klientom koszulki z napisem „Nach Polen fliege ich nur mit dem Stuka” oraz „Polen besuche ich nur auf Ketten”.

Pierwsza fraza w tłumaczeniu oznacza „Do Polski latam tylko sztukasami”, co ma nawiązywać do samolotów bojowych, używanych przez Niemców podczas II wojny światowej podczas ataku na Polskę. Były to samoloty Junkers Ju 87 Stuka, z charakterystycznymi syrenami akustycznymi, które były uruchamiane podczas wprowadzania samolotu w lot nurkowy. W niemieckiej propagandzie maszyna stała się symbolem wielkości Luftwaffe.

Druga z kolei – „Polskę odwiedzam tylko na gąsienicach”. Oprócz napisu na koszulce znajduje się czołg na tle biało-czerwonej Polski.

Na stanowczą i zdecydowaną reakcję ze strony polskich internautów zareagowali po kilkunastu godzinach właściciele niemieckiego sklepu, którzy poinformowali w komunikacie, że „kontrowersyjny towar” zniknie ze strony internetowej Alfashirt.de.

Źródło: fakt.pl, pch24.pl

TK

http://www.pch24.pl/polacy-ostro-krytyk ... 642,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 21 sie 2017, 09:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://forumemjot.wordpress.com/2017/0 ... tami-apel/

Wolność słowa po szwabsku - takie to szwabskie idee Niemcy narzucają Europie jako idee europejskie. Z punktu widzenia tego jawnie już hitlerowskiego wedle prezentowanych wartości państwa Polska zawsze będzie "niedemokratyczna".

Kopia artykułu:

Niemiecki dziennikarz skazany na 6 miesięcy więzienia za artykuł o współpracy muzułmanów z nazistami |APEL!
Opublikowano 19/08/2017 by emjot

Dziennikarz prosi internautów o nagłaśnianie tej sprawy w mediach społecznościowych.

Obrazek
fot. youtube


Niemiecki dziennikarz Michael Stürzenberger został skazany na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata za opublikowanie na Facebooku zdjęcia ze spotkania nazistowskich dygnitarzy z wielkim muftim Jerozolimy Muhammadem Aminem al-Husajnim oraz opisanie związków islamu z nazizmem w artykule „Hakenkreuz i Półksiężyc”.
Zdjęcie jest autentyczne, a al-Husajni faktycznie był wielkim admiratorem Hitlera oraz zwolennikiem utworzenia muzułmańskich dywizji Waffen-SS.
Po wojnie znalazł się na liście zbrodniarzy wojennych.
Został aresztowany we Francji lecz uniknął skazania, ponieważ Francuzi postanowili wykorzystać go do poprawy swojej pozycji w świecie arabskim.
W artykule Stürzenberger zacytował Winstona Churchilla, który stwierdził, że Koran to — „Mein Kampf” Mahometa — oraz powołał się na politologa Hamela Abdel-Samada, autora książki „Islamski faszyzm”.
Za pokazanie autentycznego zdjęcia oraz przedstawienie faktów dotyczących współpracy muzułmanów z nazistami, Stürzenberger został oskarżony o propagowanie symboli nazistowskich i obrazę islamu.
Sędzina, która go skazała, powiedziała, że przedstawione przez dziennikarza autentyczne zdjęcie — mogło u odbiorców wywołać niechęć do islamu i dlatego Stürzenberger musi zostać ukarany za jego opublikowanie.
Dziennikarz zapowiada apelację oraz prosi internautów o nagłaśnianie tej sprawy w mediach społecznościowych.
– Zobaczcie, co dzieje się w Niemczech.
— Ten, kto krytykuje islam, kto krytykuje nazizm, kto ostrzega przed totalitarnymi aspektami obu ideologii, jest w Niemczech skazywany na więzienie.
To już nie jest demokracja. To jest totalitarna dyktatura
– mówi Stürzenberger.
Publiczność została wpuszczona na salę rozpraw po dwukrotnym przeszukaniu. — Nie pozwolono im wnieść na salę żadnych przedmiotów, nawet portfeli.
Stürzenbergerowi próbowano odebrać długopis.
Zezwolono mu na jego wniesienie dopiero wtedy, gdy wyjaśnił, że jako oskarżony musi mieć możliwość notowania, żeby móc odnieść się do przedstawianych argumentów.
– Będę głosił prawdę do końca moich dni. Będę ją głosił do ostatniego tchu.
Nie powstrzymają nas. — Będziemy mówili prawdę, aż każdy zobaczy, co się dzieje
— deklaruje dziennikarz.
https://www.youtube.com/embed/pkktEjUy_MQ
_________________________
Przez Last updated Sie 19, 2017

Za; http://wprawo.pl/2017/08/19/niemiecki-d ... nazistami/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 07 wrz 2017, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mirekkabala.pl/?p=555

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 07 wrz 2017, 14:03 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Ot i cała prawda na temat niemieckiej kampanii wyborczej 2017
Wybór pomiędzy dżumą a cholerą.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 08 wrz 2017, 07:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Jak zwykle, w całej historii Europy. Barbarzyński naród.

Niemcy ściągają nieszczęścia na Europę

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, europosłem Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Komisja Europejska ma narzędzia i użyje ich, jeśli dialog z Polską w sprawie wypracowania rozwiązania dotyczącego praworządności będzie nie po myśli Brukseli. Jak Pan odczytuje wypowiedź Fransa Timmermansa podczas spotkania w ramach „Dialogu obywatelskiego” w Lublanie w Słowenii?
– To są słowa typowe dla człowieka, który w swojej retoryce zabrnął w ślepą uliczkę. Są one tym bardziej niezrozumiałe, że zarówno sam wiceprzewodniczący, jak i Komisja Europejska po pierwsze nie mają żadnych powodów, aby się pastwić nad Polską, a po drugie nie mają odpowiednich instrumentów, żeby nakładać kary na Polskę. Przypomnę, że do nałożenia sankcji potrzebna jest jednomyślność, której nie ma. W tej sytuacji kroki, jakie podejmuje Frans Timmermans, są bezproduktywne, a on sam stał się zakładnikiem tych działań.

Timmermans w swoich atakach na Polskę jest wyrazicielem własnych poglądów?
– Na początku w KE było dwóch polityków zaciekle atakujących Polskę. Pierwszy to Frans Timmermans, a drugi to komisarz Günther Oettinger. W momencie, kiedy kanclerz Merkel zorientowała się, że postawa Oettingera i jego ostentacyjne publiczne angażowanie się w atakowanie Polski nie służy Niemcom, to ostudziła zapędy i uciszyła niemieckiego komisarza, który nagle zamilkł. Tak czy inaczej wszyscy są świadomi, że próby stawiania na baczność Polski są efektem zakulisowych działań Niemiec, ale nie każdy, kogo próbuje się obsadzić w roli atakującego, angażuje się w ten spektakl.

Można zatem wnioskować, że Timmermans jest bardziej użyteczny dla Niemiec od Oettingera?
– W tym kontekście rzeczywiście tak to wygląda i co istotne nie jest on Niemcem, co bezpośrednio nie rzutuje na wizerunek Berlina. Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się temu, kto zaczął ten cały spór i ataki, to Timmermans jest dla Niemiec użytecznym narzędziem.

Timmermans w swoich atakach na Polskę nie przekracza prerogatyw w końcu tylko urzędnika unijnego?
– Wiceprzewodniczący KE nie tylko, że wykracza poza swoje kompetencje jako urzędnika unijnego, ale przekracza też granice prawdy. Ostatnio na posiedzeniu Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego poświęconym praworządności w Polsce wprowadził w błąd europarlamentarzystów, mówiąc, że w naszym kraju minister sprawiedliwości ma prawo – jednoosobowo, bez żadnych dodatkowych procedur powoływać i odwoływać sędziów. Kiedy polscy eurodeputowani zarzucili mu, że mówi nieprawdę, wówczas usłyszeli, że on czytał te ustawy, więc inni też powinni się z nimi zapoznać. W tej sytuacji trudno dyskutować z człowiekiem, który forsuje na siłę swoje tezy, nie popierając ich żadnymi merytorycznymi argumentami. Co by jednak nie powiedzieć, kłamstwo powielone wielokrotnie nie staje się prawdą.

W tych atakach Timmermans był mocno wspierany przez europosłów Platformy Michała Boniego i Różę Gräfin von Thun und Hohenstein, która na Twitterze stwierdziła, że „wiceprzewodniczącemu KE zależy na Polsce, na naszej demokracji i rządach prawa”…
– Tak jak wspomniałem, merytoryczna dyskusja powinna opierać się na prawdzie, dlatego trudno mi było zrozumieć postawę Timmermansa wobec Polski. Tym bardziej że wszystkie postulowane przez polski rząd zmiany w wymiarze sprawiedliwości obowiązują już w innych państwach Unii. Niestety, te argumenty nie docierają do wiceprzewodniczącego KE, który w swojej retoryce jest wspierany przez polityków tzw. totalnej opozycji.

Jaki jest zatem cel tych ataków, bo chyba nie obrona praworządności czy szerzej demokracji w Polsce?
– Jak wygląda praworządność w wydaniu unijnym, możemy zaobserwować chociażby w Niemczech, gdzie urzędująca kanclerz – de facto – naruszając prawo międzynarodowe, europejskie i niemieckie, zezwoliła na nieograniczony napływ imigrantów muzułmańskich do własnego państwa. I mimo tych oczywistych faktów KE – jakby się nic nie stało – przechodzi nad tymi faktami do porządku dziennego. Niemiecka policja w zasadzie nie ściga sprawców kradzieży dokonywanych przez pozaeuropejskich imigrantów. W Berlinie wypłaca się ryczałtowe odszkodowania właścicielom sklepów. Ryczałtowe, bo nikt nie ewidencjonuje prawdziwych strat. Rodziców poucza się, by ich córki, idąc do szkoły, nie nosiły krótkich spódniczek, bo tylko prowokują. We Francji natomiast mamy do czynienia ze stanem wyjątkowym, który obowiązuje od 2015 r., gdzie zawieszone są podstawowe prawa i wolności obywatelskie, a Francuzi przechodzący ulicami są wielokrotnie rewidowani. Na ulicach stale znajduje się wojsko z bronią automatyczną wycelowaną w przechodniów. Doprowadzono do skrajnych sytuacji, skutkiem czego jest pozbawianie swoich obywateli podstawowego prawa do bezpieczeństwa, a jednocześnie doprowadza się do samobójstwa etnicznego własnego państwa. I to są przykłady państw, gdzie każdego dnia łamane są prawa człowieka, prawa obywatelskie, gdzie łamana jest praworządność, gdzie kanclerz Niemiec Angela Merkel jednym słowem – bo, jak sprawdzono, nie wydała żadnego dokumentu – wydaje polecenia, które godzą w bezpieczeństwo Europy i nic się z tym nie robi. Są to zatem państwa, gdzie należałoby się zastanowić, co zrobić, żeby przywrócić praworządność, prawa obywatelskie, tymczasem atakuje się Polskę. W przypadku Polski nie ma sytuacji podobnych do tych z Niemiec czy Francji. Polska wchodzi na podmiotową drogę, realnych kształtów nabiera projekt Trójmorza, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump jako pierwsze państwo w Europie odwiedza Polskę, udzielając nam znaczącego poparcia. To wszystko pokazuje, że stajemy się podmiotem, a nie – jak to było za rządów koalicji PO – PSL – przedmiotem relacji międzynarodowych.

To jednak nie podoba się przywódcom zachodniej Europy i unijnym biurokratom…
– Dokładnie. Dlatego dzisiaj ci, którzy przez lata uważali Unię Europejską za swoją własność, uznali, że trzeba znaleźć Polsce zajęcie i stąd te ataki, które musimy odpierać. Odpowiadając na zarzuty, polskie MSZ musi przygotowywać różne dokumenty. Zastanawiam się, czy należy odpowiadać na pisma unijnych biurokratów, skoro dokumenty przygotowywane przez nas przez kilka tygodni z należytą starannością przy zastosowaniu pogłębionych analiz trafiają do KE, po czym na drugi dzień jeden z kilkudziesięciu rzeczników Komisji oświadcza, że ten dokument ich nie satysfakcjonuje, jednocześnie przyznając, że oni go jeszcze w pełni nie przeanalizowali. Z kolei Timmermans mówi, że on się nie zgadza z odpowiedzią polskiego rządu, po czym dodaje, że jeszcze czyta ten dokument. Mało tego – jak twierdzi – wiedzę o Polsce czerpie z doniesień prasowych, nie podając nawet dokładnych źródeł. Czy tak mają wyglądać podstawy działań i formułowanie wniosków przez jeden z najważniejszych organów UE? To wszystko świadczy tylko o jednym – że są to działania bardzo niepoważne.

To jest niepoważne z jednej strony, a z drugiej bardzo niebezpieczne. Wszystko bowiem pokazuje, jakby te elity unijne wspierane przez Niemcy i Francję dążyły do obalenia polskiego rządu...
– Obawiam się, że ma pan rację. Zresztą nie jest niczym nowym w historii Polski, że rząd niemiecki próbuje wpływać na to, co się dzieje w naszym kraju. Natomiast nie możemy się tym zniechęcać, a tym bardziej ulegać tej presji, ale działać zgodnie z polską racją stanu i w sposób podmiotowy dbać o interesy Polski i Polaków. Widać bowiem, że nie podoba się to, że nie można już rozkradać państwa polskiego, że polscy obywatele przestają być tanią siłą roboczą, że Polska przestała być strefą wpływów m.in. niemieckich. To wszystko wywołuje niezadowolenie, kontrreakcję, ale nie przejmowałbym się tym aż nazbyt, bo te wszystkie działania są kontrskuteczne. Polska się rozwija, państwo funkcjonuje prawidłowo. Natomiast to, czego się obawiam, to że za jakiś czas za naszą zachodnią granicą możemy mieć kalifat i będziemy musieli jako Polska udzielać azylu Niemcom prześladowanym w swoim dawnym państwie przez islamistów. Oczywiście nie wszystkich damy radę przyjąć, co powinno być jasne.

Jaka była intencja Angeli Merkel, która podejmowała decyzję o otwarciu granic Europy dla imigrantów muzułmańskich?
– Wszyscy zadają sobie to pytanie, nie mogąc zrozumieć, co może kierować przywódcą państwa, który swojemu narodowi, więcej – całej społeczności europejskiej gotuje zagrożenie w postaci fali terroru, która napływa wraz z imigrantami. Owszem, niektórzy twierdzą, że chodziło o tanią siłę roboczą, co potwierdzały późniejsze ustalenia relokacyjne wskazujące, że Niemcy postanowili zrobić selekcję tych przybyszów, czyli zdolnych i chętnych do pracy pozostawić u siebie, a resztę rozdzielić po innych państwach członkowskich, nie licząc się z ich zdaniem. Są też inne teorie wyjaśniające, o co w tym wszystkim chodzi. Fakt faktem, że wraz z napływem ogromnej fali imigrantów muzułmańskich doprowadza się do zagrożenia dla kultury i tradycji europejskiej. Tym samym stwarza się niebezpieczny precedens polegający na wyprowadzeniu naszej religii i symboli chrześcijańskich z przestrzeni publicznej, które jakoby mają urażać uczucia muzułmanów. Tak czy inaczej współczesna Europa nie jest już tym kontynentem, który wyrasta i zachowuje wierność swoim chrześcijańskim korzeniom, ale jest mieszanką etniczną, gdzie ma dominować multikulturalizm. To jest ślepa uliczka, ścieżka prowadząca wprost nad przepaść.

Co można zrobić, żeby zastopować tę samodestrukcję?
– Można nie wpuszczać islamistów w granice kontynentu europejskiego. Dać im wyraźnie do zrozumienia, że nie ma tu dla nich miejsca. Problemem są też ci, którzy już przybyli do Europy, nie asymilują się, ale systematycznie w sposób naturalny oraz przez sprowadzanie rodzin i dalszych krewnych zwielokrotniają swoje szeregi. Tę falę należy zatrzymać. Ci ludzie powinni pozostać w obrębie swojej kultury, w swoim kręgu cywilizacyjnym, w regionach swego pochodzenia. Są bogate państwa arabskie, jak np. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Bahrajn i inne państwa Zatoki Perskiej, gdzie ci ludzie czuliby się dużo lepiej niż u nas. I w tym kierunku powinna zmierzać polityka.

Tyle tylko, że refleksji i zmiany tej polityki migracyjnej nie widać. Kanclerz Merkel podczas niedawnej debaty z Martinem Schulzem powiedziała wyraźnie, że gdyby miała raz jeszcze podjąć decyzję o przyjmowaniu imigrantów, zrobiłaby dokładnie to samo…
– Kanclerz Merkel brnie, idąc niejako w zaparte. W Niemczech trwa kampania wyborcza i gdyby zmieniła stanowisko, to wynik jej partii CDU mógłby być gorszy. W tej sytuacji trudno, żeby przyznała, że popełniła błąd. Niemcy mają to do siebie, że co jakiś czas w historii ściągają nieszczęścia na Europę. Nie inaczej rzecz ma się obecnie ze ściąganiem imigrantów muzułmańskich.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... urope.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 11 wrz 2017, 09:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/swiat/201709 ... ci-niemcy/

Polska winna zażądać, by Niemcy wypuścili wszystkie polskie dziewczyny podstępnie porwane do niemieckich burdeli.

Kopia artykułu:

Niemcy chcą wprowadzić „gwiazdki Michelin" w domach publicznych
19:19 10.09.2017(zaktualizowano 20:12 10.09.2017)

Federalne Stowarzyszenie na rzecz Świadczenia Usług Seksualnych zamierza podnieść standardy w niemieckich domach publicznych poprzez wprowadzenie nowego systemu oceny jakości. – W ten sposób kobiety z branży będą w stanie odróżnić poważnych pracodawców od mniej poważnych – powiedziała Stephanie Klee ze stowarzyszenia.

— Znaki jakości funkcjonują w wielu branżach – podkreśliła w wywiadzie dla Sputnika Klee, założycielka i prezes zarządu Federalnego Stowarzyszenia na rzecz Świadczenia Usług Seksualnych.
– Znacie Zrzeszenie Nadzoru Technicznego, orientujecie się w systemie gwiazdek w branży hotelarskiej. To to samo, tylko w innej sferze. Znak jakości w postaci korony daje klientowi, społeczeństwu i władzom wyobrażenie o standardzie domu publicznego – dodała.
24 sierpnia stowarzyszenie przyznało już pierwszy znak jakości domowi publicznemu Herz Ass w Rosenheim (Bawaria).
Organizacja wybrała na znak jakości koronę, aby ułatwić zadanie prostytutkom. – Teraz mogą uzyskać informacje – powiedziała Klee. – Gdy kobiety widzą znak jakości, wiedzą, że jest to poważna instytucja, w której mogą zupełnie swobodnie zajmować się swoją działalnością. Gdzie mogą się nie obawiać wywierania wpływu na swoje „praktyki biznesowe” oraz uniknąć innych przeszkód. Znak jakości daje kobietom możliwość odmówienia klientowi. Wraz z wprowadzeniem nowego systemu, zostanie powołana do życia instytucja zajmująca się reklamacjami – wyjaśniła.
Znak powinien poprawić jakość

Jakie niebezpieczeństwo kryje w sobie pornografia?
Przed przyznaniem znaku jakości stowarzyszenie przeprowadza ankietę. – Na podstawie ankiety sprawdzamy transparentność właścicieli. Czy są spełnione normy higieniczne. Sprawdzamy, czy są oddzielne toalety dla kobiet i klientów, zamykane szafki. Sprawdzamy czy są przestrzegane minimalne standardy wynikające z nowej ustawy o ochronie prostytutek z 1 lipca 2017 roku – powiedziała Klee. Przedsiębiorca, który prowadzi dom publiczny, powinien wyraźnie określić swoje stanowisko i na poważnie zająć się swoją działalnością.
Inicjatywa wprowadzenia podobnego znaku jakości pojawiła się już dawno, wraz z założeniem stowarzyszenia w 2002 roku. Klee była jego współzałożycielką. Po uruchomieniu tego projektu pojawiły się kolejne.
– Kolejnym krokiem będzie powołanie do życia własnej instytucji zajmującej się audytem. Z ekspertami z zewnątrz, którzy w radzie dyrektorów będą nadzorować nasz system znaku jakości – zapowiedziała. W sumie dom publiczny może otrzymać sześć koron. – To najwyższa nota. Wymaga to nie tylko przejrzystości i zachowania minimalnych standardów. Muszą być również inne rzeczy w takim domu: jacuzzi, oferowane dania i napoje, określone imprezy, lepszej jakości sprzęt. Czyli wszystko powinno być, jak w hotelu, gdy zatrzymujecie się w nim – podkreśliła Klee.
Kandydaci do znaku jakości

Oprócz Herz Ass w Rosenheim – według organizacji – o znak jakości stara się X-Carree w Halle (Saale) w kraju związkowym Saksonia-Anhalt. Właściciel domu publicznego Robert Frickinger zgodził się na udzielenie wywiadu Sputnikowi. – Na razie nie mogę komentować tej informacji, bo to nadal jest bardzo niejasne. Ale nie uważam, aby znak jakości stowarzyszenia przyniósł korzyści naszym dziewczynom – zaznaczył. Jego dom publiczny położony jest w pobliżu dworca głównego w Halle. Działa od 15 lat.
– Od samego początku należymy do Federalnego Stowarzyszenia na rzecz Świadczenia Usług Seksualnych. Jesteśmy jednym z pierwszych domów publicznych w tej organizacji. Już dawno naszym celem jest poprawa warunków pracy naszych dziewczyn. W końcu dzięki nim – dziewczynom – żyjemy – zaznaczył.
Frickinger przejął dom publiczny po swojej zmarłej żonie. – Moja żona była brokerem ubezpieczeniowym. Stale troszczyła się o to, aby kobietom u nas było dobrze, a nie tylko gościom. Tylko wynajmujemy pokoje, nie nadzorujemy naszych dziewczyn – wyjaśnił. Czasy sutenerów już minęły. – Ale nie było ich też u nas – dodał.
Krytyka inicjatywy

Michael Beretin, prezes Federalnego Stowarzyszenia Niemieckiego Przemysłu Erotycznego ze Stuttgartu, skrytykował inicjatywę Federalnego Stowarzyszenia na rzecz Świadczenia Usług Seksualnych.
— Znak jakości nie może w taki sposób funkcjonować, bo do stowarzyszenia należą tylko niektóre domy publiczne – podkreślił Beretin. – Ponadto nasze stowarzyszenie 12 lat temu wprowadziło analogiczne standardy dla swoich członków. Na przykład, bilety na wejściu, które musieli zakupić nasi klienci, obejmujące koszty badań lekarskich naszych kobiet – dodał.
Klee nie zgadza się z tą opinią: „To poważny problem w branży usług seksualnych. Jesteśmy zbyt słabo zorganizowani. Zarówno właściciele domów publicznych, pracownice, jak i klienci zbyt mało myślą o reprezentowaniu interesów, bo nie są traktowani poważnie przez polityków”.
Z jej doświadczenia wynika, że jedynie 10% domów publicznych w Niemczech jej zrzeszonych. Dlatego – jej zdaniem – krytyka każdego innego stowarzyszenia „wprowadza w błąd”. Obejmuje one zbyt małą liczbę domów publicznych. Federalne Stowarzyszenie na rzecz Świadczenia Usług Seksualnych stara się zrzeszać więcej takich instytucji.

Kościół katolicki: Odrzucamy rzemiosło Czerwonych Latarni
Berlińskie arcybiskupstwo na prośbę Sputnika skomentowało nowy znak jakości dla domów publicznych. – Dla Kościoła katolickiego to relatywnie prosta historia – miłość i seks są ze sobą nierozerwalnie związane – podkreślił Stefan Förner, rzecznik prasowy Arcybiskupstwa Berlińskiego.
– Miłości nie można kupić. I seksu też nie można kupić. Jednak z zadowoleniem przyjmujemy wszelkie działania, które mają na celu poprawienie sytuacji kobiet w tych placówkach. Aby nie dochodziło do handlu ludźmi. Aby sytuacja prawna kobiet w tych domach poprawiła się – powiedział Förner. Jak dodał, w Berlinie istnieją organizacje kościelne, w których katolickie zakonnice troszczą się o prostytutki.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 12 wrz 2017, 10:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/09/1 ... ola-wojne/

Niemcy coraz bardziej się denerwują i grożą już nawet wojną.

Kopia artykułu:

Niemiecki historyk grozi, że dyskusja o reparacjach wywoła wojnę
Posted by Marucha w dniu 2017-09-10 (Niedziela)

Na łamach czołowego niemieckiego dziennika opublikowano artykuł sugerujący, iż poruszenie przez władze Polski kwestii reparacji wojennych może poskutkować podważeniem granic państwowych.
W niedzielnym wydaniu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” niemiecki historyk Gregor Schoellgen ostrzega Polaków przed podejmowaniem kwestii reparacji za zniszczenia jakich Niemcy przysporzyli Polsce w czasie ostatniej wojny światowej. „Do końca 2015 roku RFN wypłaciła świadczenia będące zadośćuczynieniem za wojnę w wysokości 73,4 mld euro” – wylicza Schoellgen, aczkolwiek twierdzi, że obliczenia swoje zrobił bez uwzględnienia wartości własności niemieckich przedsiębiorstw na Ziemiach Zachodnich, które powróciły do Polski w 1945 roku.
Niemiecki historyk twierdzi, że przejęcie tych ziem przez Polskę pokrywało wartość ewentualnych reparacji wojennych. Schoellgen nie pozostaje jednak konsekwentny, bo w dalszej części artykułu uznaje włącznie Ziem Zachodnich w granice Polski za rekompensatę nie za zniszczenia dokonane prze Niemców, lecz za anektowane przez ZSRR Kresy Wschodnie.
„Zwrot Niemcom byłych obszarów niemieckich na wschód od Odry i Nysy byłby do pomyślenia tylko wtedy, gdyby dawne polskie obszary na wschód od Bugu zostały zwrócone Polsce, a to było właśnie nie do pomyślenia”.
Jednocześnie Schoellgen podkreśla, że między 1945 a 1970 r. (czyli od czasu podpisania traktatu granicznego między Polską a RFN) nasz kraj tylko administrował Ziemi Zachodnimi. Podobnie jak autorzy ekspertyzy zamówionej prze niemiecki parlament, Schoellgen twierdzi, że Polska ostatecznie zrzekła się prawa do reparacji nie wspominając o niej na konferencji 2+4 określającej warunki zjednoczenia Niemiec w 1990 r.
„Kto porusza temat reparacji, ten podnosi też nieuchronnie temat polskiej granicy zachodniej; kto porusza temat polskiej granicy zachodniej, otwiera nieuchronnie temat polskiej granicy wschodniej, a to prowadzi nieuchronnie do dyskusji o stosunku Polski do Ukrainy i Białorusi, ponieważ do tych dwóch państw należą od czasu rozwiązania Związku Radzieckiego dawne polskie obszary na wschód od Bugu” – pisze niemiecki historyk.
Nie omieszkał się on przy tym powołać na samego lorda Curzona, którego koncepcję granicy Polski, Brytyjczycy próbowali przeforsować na szkodę Polaków na Kresach już w 1919 r. „Od przyjęcia Polski do UE, a więc od 1 maja 2004 roku proponowana w 1919 roku przez Curzona granica pokrywa się ze wschodnią granicą zewnętrzną UE. Kto podważa dziś w jakimkolwiek punkcie kompleksowe status quo na tym obszarze, wrzucając na przykład problem reparacji, ten znajdzie się niespodziewanie w epoce wojen światowych. Kto może tego chcieć?” – pisze Schoellgen.

rp.pl/kresy.pl

http://kresy.pl/wydarzenia/niemiecki-pu ... wanzyzmem/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 16 wrz 2017, 08:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=30822

Niemcy: Dość poniżania Wehrmachtu
15 września 2017 10:18

Polskie media próbują wykreować atmosferę szoku wokół utrzymanych w duchu rewizjonizmu historycznego słów, które na wiecu wyborczym Alternatywy dla Niemiec wypowiedział z mównicy wiceprzewodniczący partii, Alexander Gauland.
– Francuzi są dumni ze swojego wodza, Brytyjczycy z lorda Nelsona i Churchilla, a my mamy prawo być dumni z osiągnięć naszych żołnierzy na frontach I i II wojny światowej. – oznajmił polityk.
Gauland odniósł się również do kwestii masowych represji, jakich dopuszczało się państwo niemieckie w okresie III Rzeszy.
– (…) ludzie nie powinni dłużej oceniać Niemców przez pryzmat tamtych dwunastu lat. Tamte zbrodnie nie odzwierciedlają tożsamości dzisiejszych Niemców. – stwierdził działacz AfD.

(Na podstawie wp.pl opracował A,D.)

Obrazek
Alexander Gauland



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 16 wrz 2017, 16:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 22 wrz 2017, 07:59 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Lewactwo zamiast patriotyzmu, czyli jak Niemcy poddali się islamowi

Obrazek

Czy istnieje jeszcze niemiecka kultura? Lewicowi politycy zza Odry twierdzą, że nie. I mają rację. W kraju, w którym nikt już niemal nie wierzy w prawdziwego Boga, a który z radością otwiera się na islamską ekspansję, nie można mówić o własnej tożsamości. Na „niemieckich” sztandarach jest już tylko… lewactwo.

„Nie da się, poza językiem, zidentyfikować specyficznie niemieckiej kultury” – napisała w maju na łamach lewicowego „Tagesspiegel” niemiecka minister ds. integracji, urodzona w Hamburgu córka tureckich imigrantów, Aydan Özoğuz. „Już dawniej naszą historię kształtowały raczej kultury regionalne, imigracja i różnorodność.

Globalizacja i pluralizacja sposobów życia prowadzą do dalszego zwielokrotnienia różnorodności” – dodała. Na jej głowę wylano wiadra polemicznych pomyj, w czym brylowali politycy i zwolennicy prawicowej Alternatywy dla Niemiec. Można rzec, słusznie, bo i teza zakrawa na prowokację, a jednak… czy Özoğuz, jedna z milionów mieszkających w Niemczech przybyszów z szeroko pojętego świata islamskiego, w gruncie rzeczy nie ma racji?

Bo jak można mówić o „niemieckiej” kulturze w kraju, który z roku na rok w coraz większej mierze kształtowany jest przez wyznających sAllaha imigrantów, w dodatku przy radosnej aprobacie znacznej części rodowitych Niemców, od dawna z uporem maniaka wyzbywających się własnej tożsamości cywilizacyjnej? Tak, jak dziś oczywiste jest dla Niemców, że są Europejczykami; tak kiedyś trudno było mówić o Europejczykach, którzy nie byliby chrześcijanami. Tymczasem dziś w Niemczech wiara w Jezusa Chrystusa to już prawdziwy relikt.

Owszem, katolików i protestantów jest za Odrą formalnie jakieś 45 milionów, ale na nabożeństwa regularnie uczęszcza zaledwie… co dziesiąty. 5 procent społeczeństwa, w liczbach bezwzględnych 4,5 miliona. Uwaga – to mniej, i to znacząco mniej, niż jest w Niemczech muzułmanów. Bo tych jest… no właśnie, ilu tak naprawdę?

Niemcy to rzeczywiście kraj imigrantów. Klasycznym przykładem jest Frankfurt nad Menem, gdzie ponad połowa ludności według oficjalnych statystyk ma korzenie za granicą kraju. To, naturalnie, w dużej mierze zasługa Polaków (2 mln w całym kraju), Włochów (600 tysięcy), Rumunów (500 tys.) czy nawet… Chińczyków (200 tys.). Gdyby pozostać tylko przy tych nacjach, łatwo się integrujących, należałoby ochoczo przyłączyć się do krytyków tureckiej minister. Problem w tym, że w Niemczech żyją dziś całe miliony muzułmanów. Ilu, nikt naprawdę nie wie. Oficjalna statystyka mówi, że jest ich około 4,5 miliona. Liczbę tę we wszystkich mediach przyjmuje się jako pewnik. Tymczasem tak było rzeczywiście – ale kilka lat temu. Dziś za Odrą mieszka około 4 mln Turków (oficjalnie mniej, ale statystyka nie ujmuje wnuków tureckich imigrantów, nawet jeżeli po niemiecku nie mówią ani słowa). Do tego dochodzą przybysze z krajów arabskich osiadli w RFN już przed rokiem 2015; tych jest około 300 tysięcy. Na fali wielkiej migracji do Niemiec przybyło około 1,2 mln osób, z czego 1 mln to wyznawcy Allaha. Dotąd na mocy prawa łączenia rodzin sprowadzili oni do kraju już 230 tysięcy krewnych, z czego ok. 200 tysięcy to muzułmanie. Do „oficjalnej” statystyki trzeba zatem dodać już przynajmniej milion, a to duża różnica. 5,5 mln muzułmanów – to blisko 7 procent ludności całego kraju.

I liczba ta stale rośnie. Po pierwsze, za sprawą dzietności. Przeciętna Niemka ma 1,5 dziecka. Turczynka już 1,8, Arabka – od 2,2 do 2,6. Zdarzają się znaczące wyjątki - Syryjki na przykład w ostatnim czasie rodzą w Niemczech przeciętnie 4,829 dziecka na głowę… To oznacza rychłą przemianę demograficzną. W 1994 roku 14 procent noworodków było dziećmi obcokrajowców, obecnie to już 20 procent. Do tego dodajmy postępującą migrację. Niemcy twierdzą wprawdzie, że opanowali kryzys imigracyjny i zamknęli granice, ale to tylko pozór. Owszem, do kraju przybywa miesięcznie ledwie kilka tysięcy uchodźców, to niewiele w porównaniu z setkami tysięcy z przełomu 2015 i 2016 roku. Jednak według wiarygodnych informacji podanych przez dziennik „Bild”, nieśmiało potwierdzonych przez szefa niemieckiego MSW Thomasa de Maiziere’a, już w pierwszej połowie przyszłego roku 390 tysięcy Syryjczyków (samych Syryjczyków!) zyska prawo do sprowadzenia do kraju swoich krewnych. Każdy z nich będzie mógł zaprosić żonę i dzieci, a pamiętajmy, że niemal wszyscy imigranci to mężczyźni, w większości młodzi. Ilu przybędzie do Niemiec, nie sposób szacować, ale załóżmy, że będzie to jakiś milion osób, z czego 800 tysięcy będą to znowu muzułmanie. I tak w krótkim czasie udział mahometan w niemieckim społeczeństwie znowu radykalnie wzrośnie, już do bez mała 8 procent. A rodziny sprowadzą też uchodźcy z innych krajów arabskich, nie tylko z Syrii.

„Specyficznie niemiecka kultura” w islamizującym się z roku na rok społeczeństwie? Gdyby jeszcze Niemcy pozostawali wierni chrześcijaństwu; ale o czym świadczy fakt usuwania przez władze Berlina krzyża z odbudowywanego zamku pruskich królów? Lewicowe władze chcą zastąpić go mikroskopem. Nauka jako nowe spoiwo niemieckiej kultury? Absurd, ale w stolicy szczególnie zrozumiały. Według prognoz berlińskich dziennikarzy już za kilkadziesiąt lat muzułmanie będą najliczniejszą grupą wyznaniową w tym mieście. To nie żart: dziś katolicy to 9 procent, protestanci 17 (formalni – bo praktykujących jest dziesięciokrotnie mniej!).

Muzułmanie według różnych szacunków od 8 do 12. Jeśli nie krzyż, co więc górować będzie nad Berlinem, a stamtąd i nad całym narodem? Poszukajmy odpowiedzi w satyrze. W marcu 2016 roku znany niemiecki (pseudo?) artysta Jan Böhmermann opublikował piosenkę „Be Deutsch”, cieszącą się w kraju gigantyczną wprost popularnością. Głośno zrobiło się o niej także w Polsce, bo wyśmiewała między innymi Beatę Szydło za „wsteczne” przekonania (nacjonalizm). Ciekawe jednak, jakie „wartości” Böhmermann uznał za „czysto niemieckie”. Wskazał: liberalizm, tolerancję, różnorodność kulturową, etniczną i seksualną, brak patriotyzmu.

Dobrze znamy tę litanię, bo to przecież nie „niemieckie” wartości, ale po prostu… lewackie. Satyra? Bynajmniej. Krzyż leży podeptany, „chrześcijańska” Angela Merkel, która według własnych słów „regularnie” się modli, doprowadziła niedawno do legalizacji pseudomałżeństw homoseksualnych. W sprawie masowej aborcji nikt nie kiwnie nawet palcem. Patriotyzm to synonim wstydu. „Niemiecka kultura” rozumiana w duchu chrześcijańskiej cywilizacji zachodniej stała się przeszłością. Özoğuz ma rację. Upadku nic nie obrazuje lepiej niż setkami burzone w całym kraju kościoły. Co obrazuje przyszłość? Znowu setkami wznoszone miejsca kultu…muzułmańskiego.

Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/lewactwo-zamiast-p ... 776,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 25 wrz 2017, 09:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Krótko mówiąc: jak Hitler – to Trump, jak obozy śmierci – to polskie.
Oto jak działa niemiecka propaganda.


Obrazek

Niemcy są w poważnych tarapatach – polityka muliti-kulti nie sprawdziła się, „imigranci” zamiast tyrać na niemieckich panów, gwałcą ich kobiety, a koncepcja Mitteleuropy, którą już, już prawie zbudowali pod płaszczykiem Unii Europejskiej, zaczyna się sypać.

Także za sprawą Polski, która przestała się wieszać na niemieckiej klamce i całować Angelę po rękach. Żeby odwrócić od tego wszystkiego uwagę, Niemcy próbują więc pouczać Polskę o wolności słowa, praworządności i demokracji, chociaż u siebie nie przestrzegają ani jednego, ani drugiego, ani trzeciego, czego dowodem dwa zdarzenia z ostatnich dni.

Pierwsze to sprawa dziennikarza Michaela Stürzenbergera, który na swoim profilu na Facebooku przypomniał historyczne zdjęcie opublikowane 16 czerwca 2016 r. przez „Süddeutsche Zeitung” jako ilustracja tekstu pt. „Swastyka i półksiężyc”. Zdjęcie przedstawia uścisk dłoni pomiędzy niemieckim politykiem wystrojonym w mundur ze swastyką a wielkim muftim Jerozolimy z lat 1921-1948 Muhammadem Amin Al-Husajni podczas wizyty tegoż w Berlinie w listopadzie 1941 r. Stürzenberger przypominał, iż mufti podżegał Hitlera do ludobójstwa żydów i że kanclerz obiecał mu, iż Niemcy będą dążyć do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej (mówił o tym zresztą premier Izraela Beniamin Netanjahu). Dziennikarz przypomniał też, że po wojnie Al-Husajni trafił na listę zbrodniarzy wojennych, ale od stryczka uratowali go Francuzi, którzy uznali, że bardziej przyda im się żywy niż martwy.

Okazuje się jednak, że w zatroskanych o wolność słowa w Polsce Niemczech nie wolno pisać prawdy. Za publikację tego właśnie zdjęcia oraz tekstu dziennikarz i bloger został skazany na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3,5 roku. Niemiecki sąd uznał, że zdjęcie propaguje symbole nazistowskie i obraża islam. Sędzia, która wydawała wyrok, podkreśliła, że upublicznione zdjęcie „może zostać zinterpretowane w sposób szkodzący islamowi”.

Wygląda więc na to, że w Niemczech nie wolno już nawet pokazywać zdjęć, na których widnieją swastyki (nie mówiąc o tekstach). To rodzi pewne problemy, bo co najmniej od lat trzydziestych do 1945 r. swastyki były tam dosłownie wszędzie.

Być może jednak już niedługo za opublikowanie zdjęć przedstawiających tysiące Niemców radośnie pozdrawiających, heilujących Hitlerowi będzie się szło tam siedzieć. Doskonały sposób na oczyszczenie się ze zbrodni – zakazać mówienia o nich. Ewentualnie, by przekonać świat, że to „nie my”. Plus oczywiście troska o utrzymanie narodu w nieświadomości. Jak wiadomo, stadem baranów łatwiej sterować. Może dlatego Polacy ze swoim umiłowaniem wolności tak bardzo Niemców od tysiąca lat denerwują. Z tym że ostatnio nie tylko my. Na horyzoncie pojawił się nowy wróg Niemców – Donald Trump. W atakowaniu jego osoby postanowili wykorzystać stalinowską zasadę wyzywania przeciwników od faszystów.

Oto w czasie, kiedy niemiecki sąd skazywał dziennikarza za pokazanie prawdy, niemiecki szmatławiec „Stern” zamieścił na okładce fotomontaż, przedstawiający Donalda Trumpa, owiniętego w amerykańską flagę, z ręką w geście hitlerowskiego pozdrowienia i podpisem „Sein Kampf” (Jego walka). Aluzję do Hitlera i „Mein Kampf” zrozumiałby nawet najbardziej tępy „Helmut” i zapewne o to chodziło. O pokazanie, że pojawił się nowy Hitler, stanowiący zagrożenie dla „praworządnego” świata, na straży którego stoją – a jakże – Niemcy. Co prawda, na okładkę oburzeniem zareagowały środowiska żydowskie, ale redakcja „Sterna” nie zamierza się tym przejmować (wrogość do żydów to także niemiecka tradycja).

Oczywiście w obu przypadkach nie interweniowały żadne unijne instytucje. Dziennikarza „olały” wszystkie organizacje zatroskane o „wolność słowa” w Polsce (i kontrakty dla Adama Michnika). Helsińska Fundacja Praw Człowieka też ma go gdzieś. Nikt też nie zapytał „Sterna”, jakim prawem znieważa głowę innego państwa. Angela Merkel, która nie potrafi utrzymać języka za zębami, gdy chodzi o Polskę, tym razem ugryzła się w język tak skutecznie, że milczy jak grób. Albo szanuje „standardy” z czasów”pięknego Adolfa”, kiedy Niemcy rozstawiały po kątach europejskich polityków, same uważając się za niepodlegające żadnym regułom. Do chwili, kiedy swój sprzeciw wyraziła Polska.

Krótko mówiąc: jak Hitler to – Trump, jak obozy śmierci – to polskie. Oto jak działa zakłamana niemiecka propaganda.

https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5 ... propaganda

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 26 wrz 2017, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Niemcy mają szansę na opamiętanie

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Niespodzianki nie było. Angela Merkel po raz czwarty z rzędu sprawować będzie urząd kanclerza Niemiec, ale wynik jej partii jest niższy od oczekiwań…
– Wbrew pozorom jest to jednak spory cios nie tylko dla Angeli Merkel, ale dla niemieckiej warstwy politycznej, która zasadniczo do tej pory tę scenę polityczną porządkowała. Do tej pory wszystko mieściło się w paradygmacie CDU/CSU – SPD. W głównych aspektach rządzenia te ugrupowania zbliżyły się do siebie na tyle, że można powiedzieć, iż są bliźniaczymi partiami. I mimo że jedną definiuje się jako centroprawicową, a drugą jako centrolewicową, nie przeszkadzało im to przez długi czas tworzyć koalicję. W związku z czym, kiedy na politycznym rynku pojawia się AfD, czyli Alternatywa dla Niemiec, a więc partia w klasycznym znaczeniu antyestablishmentowa, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę politykę migracyjną Niemiec, powoduje to pewne zamieszanie. Pamiętajmy, że kiedy w 2015 r. kanclerz Merkel podejmowała decyzję o otwarciu granic dla imigrantów, to zasadniczo na tej scenie politycznej sporu nie było, natomiast spotęgowało to wśród niemieckiego społeczeństwa wzrost poczucia zagrożenia, braku bezpieczeństwa, a co za tym idzie – całkiem spora część wyborców CDU przeszła do AfD. I to może formułować scenę polityczną w Niemczech inaczej niż dotychczas. Chodzi o to, że już nie tak łatwo będzie Angeli Merkel podejmować decyzje adekwatne dla ideologii multikulturalizmu, bo każdy kolejny taki krok będzie wzmacniał AfD. Ugrupowanie to z całą pewnością wykorzysta każdą nadarzającą się okazję, aby na forum Bundestagu, z silnym przełożeniem medialnym uderzać w taką politykę. To z kolei musi się przełożyć również na perspektywę ogólnoeuropejską. Ale do tego doprowadziły kroki niemieckiego rządu na czele z kanclerz Merkel, które tak mocno zantagonizowały społeczeństwo.

W Bundestagu będzie teraz sześć partii, co zmusi CDU/CSU do tworzenia nowej koalicji. Jakie koalicje wchodzą w grę, bo – jak wiemy – Martin Schulz zadeklarował, że socjaldemokraci z SPD przechodzą do opozycji?
– Socjaldemokratom – jak widać – było już bardzo ciężko w tym związku z CDU/CSU. Proszę pamiętać, że jeśli ta scena polityczna była zdefiniowana tak a nie inaczej, to ten związek tzw. Wielkiej Koalicji dwóch ugrupowań, kiedy kanclerzem była Angela Merkel, dla wielu lewicowych wyborców z SPD nie był szczytem marzeń, bo ich partia jawiła się nawet jako nowa flanka CDU, co nie odpowiadało ich politycznym ambicjom. Takie partie jak Zieloni, którzy uzyskali poparcie na poziomie 8,9 proc., czy Die Linke – postkomunistyczna lewica (9,2 proc.), można powiedzieć swoje osiągnęli, natomiast SPD nie udało się odbić, a jej wynik na poziomie 20,5 proc. jest jednym z najgorszych w historii. W tej sytuacji, żeby nabrać sił, SPD musi się jakoś odróżnić od CDU i dlatego taka a nie inna deklaracja Martina Schulza. W związku z czym w tych nowych okolicznościach najbardziej prawdopodobny wydaje się układ na linii CDU/CSU – FDP – Zieloni. Tak czy inaczej Angela Merkel musi szukać koalicjantów, ale jaki ostatecznie kształt to przybierze, zobaczymy.

Tyle tylko, że nowa koalicja CDU/CSU – FDP – Zieloni nie będzie już tak sprawna, a sama Angela Merkel nie będzie już miała tak mocnego mandatu, jak to było przez ostatnie 12 lat…
– Polityka krajowa niemiecka czy w innych krajach zachodniej Europy dzieli się na lewicę i prawicę, ale np. prawica w Niemczech swym kształtem w niczym nie przypomina tej, jaką znamy z Polski, gdzie jest mocne odniesienie do tradycji chrześcijańskiej, etyki, moralności. Przypomnę tylko choćby głosowania w sprawie związków homoseksualnych za czasów rządów Angeli Merkel, co tylko pokazuje, że cała scena polityczna w Niemczech i w większości państw zachodniej Europy jest sprofilowana na lewo, a różni się tylko pewnymi odcieniami. Dzięki temu były tam możliwe różne koalicje. Natomiast jeśli teraz taka koalicja CDU/CSU – FDP – Zieloni w Niemczech powstanie, to będzie ona oczywiście słabsza co do przewagi większości parlamentarnej, będzie narażona na częstsze ataki z lewej strony, ale co gorsze dla kanclerz Merkel również z prawej. Do tej pory oprócz FDP blok CDU/CSU w zasadzie nie miał silnej alternatywy, którą teraz staje się AfD. Temat, hasła, pod którymi występuje AfD, jest nośny, co więcej – ma realne podłoże społeczne, bo – jak widzimy – konflikty się mnożą i będą jeszcze większe. Wspomnę tylko, że w Niemczech na tle fali imigranckiej wzrasta przestępczość i to również może być motor, który będzie powodował wzrost poparcia i głosy alternatywne w stosunku do rządzących partii. Proszę też pamiętać, że po wyborach w Niemczech kształt sceny politycznej może wpływać na zmianę poglądów na temat funkcjonowania samej Unii Europejskiej czy choćby waluty euro. W związku z czym to się musi odbić także na polityce Unii, bo wiemy przecież, jaki wpływ mają Niemcy na Brukselę.

Czy zatem pozycja w UE Angeli Merkel jako tej, która dyktuje warunki, będzie tak mocna jak dotychczas, czy to się zmieni?
– Pozycja Angeli Merkel będzie wciąż mocna na forum UE m.in. dlatego, że sama Unia nie istnieje jako osobny byt przede wszystkim bez Niemiec, które są główną siłą napędową. Inna sprawa, że Niemcy najbardziej zyskują na istnieniu UE, szczególnie na strefie euro, i dzięki temu, że gospodarka niemiecka jest mocno rozpędzona, Angela Merkel kolejny raz wygrywa wybory. Natomiast pewnym novum jest to, że elity europejskie chcąc nie chcąc muszą brać pod uwagę, że skoro w Niemczech, gdzie zyski ze strefy euro są tak poważne, że wszyscy tracą, a Niemcy zyskują, a mimo to w tym kraju pojawia się tak silna trzecia siła polityczna AfD, czyli Alternatywa dla Niemiec – ugrupowanie mocno eurosceptyczne i antyimigranckie, to znaczy, że dalsze podążanie tą samą ścieżką polityczną będzie niezwykle utrudnione. Co więcej, muszą mieć świadomość, że jeśli dłużej będą szli tą samą drogą, to jeszcze mocniej będą napędzać te eurosceptyczne i antyimigranckie siły. Myślę, że również Front Narodowy we Francji Marine Le Pen w tej sytuacji też będzie rósł w siłę.

Tyle tylko, że poważniejszej refleksji po stronie przywódców zachodniej Europy oraz unijnych biurokratów na razie nie widać…
– Owszem, tej refleksji nie ma, ale widzimy, czym się to kończy. Proszę zwrócić uwagę, że pierwsze reakcje nawet ze strony Angeli Merkel czy komentarze niemieckiej prasy wcale nie są entuzjastyczne mimo bądź co bądź wygranej. Wszyscy widzą, że stare partie jak SPD, ale też CDU – jakby nie było – osłabły, a przynajmniej nie są już tak silne, co pokazuje, że następują pewne przewartościowania. Mimo żółtej kartki refleksji niestety nie widać i może być tak, że te ugrupowania przekonane o swojej sile będą brnąć dalej, realizując dotychczasową politykę dotyczącą relokacji uchodźców, będą nadal wykorzystywać Komisję Europejską do wywierania nacisków na niepokorne kraje, ale to może się dla nich skończyć dramatycznie. Dla Niemiec czym innym jest – dajmy na to – mieć przeciwnika w postaci Polski, która, owszem, ma inne zdanie, którą chce się osłabić, a czym innym jest przeciwnik wewnętrzny na krajowej scenie politycznej, kiedy ma się siłę alternatywną, która atakuje i co więcej – zyskuje coraz większe poparcie społeczne. Wówczas sprawa nie wygląda już tak prosto. Nie można zatem wykluczyć wśród niemieckich sił rządowych refleksji, żeby ratować własną skórę. Inaczej mówiąc, cały ten establishment będzie musiał – przynajmniej wizerunkowo – zmienić front, aby te siły alternatywne osłabić. Zresztą Niemcy coraz częściej mówią, że to nie ich władze w sprawie imigrantów miały rację, ale Węgrzy. I takie tezy padają już coraz częściej i można nimi grać, ale problemy same nie znikną. I jeśli nawet nie będzie tych dodatkowych fal migracyjnych, które na razie nie przybierają na sile, to tak czy inaczej mleko się rozlało i z tymi poważnymi problemami nie tylko Niemcy, ale również cała Unia będzie musiała sobie poradzić. Proszę zwrócić uwagę, że zagrożenie terrorystyczne jest spotęgowane i nie widać, żeby ono słabło. W związku z czym procesy polityczne, które obserwujemy, są skutkiem bardzo realnych problemów społecznych i żadna utopia czy dziwaczna wizja nie zmieni tego stanu rzeczy.

Co po wyborach w Niemczech zmienia się, jeśli chodzi o relacje z Polską?
– Myślę, że jest szansa na poprawę tych wzajemnych relacji. Oczywiście ze strony radykalnych ugrupowań mogą się pojawić pewne zagrożenia – znamy przecież różne wypowiedzi, zwłaszcza ze strony polityków AfD, dotyczące zaszłości historycznych, co może niepokoić. Natomiast w jaki sposób będzie prowadzona UE, jak będzie prowadzona polityka unijna, wiele będzie zależeć od kanclerz Angeli Merkel i być może to, co się stało – ten wynik wyborczy – w jakimś stopniu zreflektuje przywódców CDU/CSU i samą kanclerz Niemiec, żeby nie uruchamiać procesów i polityki eurokratów przeciwko Polsce, Węgrom czy innym krajom środkowej Europy. Myślę, że ta refleksja powinna też dotyczyć zarzucenia wizji budowy „Europy dwóch prędkości” czy przyspieszonej budowy superpaństwa europejskiego, bo to wywołuje reakcje odwrotne od zamierzonych. To, co się wczoraj wydarzyło w Niemczech, jest niezależne od Polski, bo to jest skutek działań i błędów Angeli Merkel zwłaszcza w kontekście polityki migracyjnej. Ale to, co się stało, daje jednak pewną szansę na opamiętanie. Pytanie, czy politycy niemieccy, czy rząd niemiecki z tej szansy skorzystają. Otwiera się także szansa na potraktowanie Polski jako partnera, który w przeciwieństwie do przywódców niemieckich i europejskich zauważył realne zagrożenia, jakie stoją przed Europą i myśli o Europie bardziej racjonalnie niż ci, którzy stawiali sobie utopijne cele i tę utopię – wbrew woli narodów – chcieli realizować.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tanie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 04 paź 2017, 08:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Gorzkie zwycięstwo Angeli Merkel

Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że CDU-CSU wygra wybory w Niemczech z olbrzymią przewagą i być może w ogóle nie będzie potrzebować koalicjanta, zwłaszcza że notowania SPD pikowały w dół. I rzeczywiście socjaldemokraci ponieśli klęskę. Angela Merkel ma jednak ból głowy. Wynika to nie tylko z trudności rozmów koalicyjnych z FDP i Zielonymi. Chodzi o to, że CDU straciła ponad milion wyborców dla antyislamskiej Alternatywy dla Niemiec. Zwycięska CDU uzyskała ledwo ponad trzydzieści procent, a co będzie dalej – nie wiadomo.

Dlaczego Niemcy zmienili swe preferencje wyborcze? Nie dlatego, że źle się dzieje w gospodarce. Gospodarka niemiecka najbardziej korzysta z przewag, jakie osiąga dzięki funkcjonowaniu strefy euro. Niemcy mają się z czego cieszyć. Nie mogą jednak tego czynić ze względu na ogromny wzrost poczucia zagrożenia. A to jest prostą konsekwencją wpuszczenia ogromnej ilości islamskich imigrantów w granice kraju. Mimo skondensowanej propagandy liberalnej obywatele niemieccy widzą, co się dzieje na ulicach. Ekspertyza prawników Bundestagu, że decyzja o otwarciu granic sprzed dwóch lat była nielegalna, z pewnością uruchomiła jeszcze bardziej wyobraźnię przeciętnego wyborcy.

Dlaczego zatem Niemcy zagłosowali na AfD? Wielu mówi, że znajdują się tam środowiska głoszące pochwałę drugowojennych dokonań Wehrmachtu. Niemcy zagłosowali na AfD, bo na scenie politycznej była to jedyna poważna siła głosząca wprost sprzeciw wobec islamizacji kraju. Zatem wybory stały się dobrą okazją na „odreagowanie” dla setek tysięcy zwykłych obywateli.

Pozostaje pytanie o skutki takich decyzji. Niektórzy twierdzili, że Niemcy z większą siłą będą naciskać na relokację, by uspokoić nastroje u siebie. Tymczasem ostatnia decyzja Komisji Europejskiej mówiąca o dobrowolności przyjęcia dalszych pięćdziesięciu tysięcy imigrantów pokazuje nam coś innego. Merkel musi zwolnić. Każde działanie idące w tym kierunku spowoduje zwielokrotnioną krytykę ze strony AfD. Nie można zatem zbyt mocno podnosić tych kwestii ani u siebie, ani w Unii Europejskiej. Biurokracja unijna pozostaje pod przemożnym wpływem Berlina, nawet dziecko to wie, zatem wszystko, co będzie się w UE dziać, będzie przedmiotem krytyki polityków AfD. Tak więc wynik wyborów w Niemczech będzie musiał mieć swoje przełożenie na ogólną politykę UE. Być może dalsza eskalacja polityki spod znaku multi-kulti ustanie. Eurokraci muszą sobie zdawać sprawę, że wzrost sił antyislamskich i eurosceptycznych w Niemczech może pociągnąć analogiczne procesy we Francji, w Holandii i innych krajach zachodniej Europy.

Wniosek tutaj nasuwa się sam. W wielkim sporze o sposób pomocy uchodźcom rację miała Europa Środkowa. O wiele sensowniej jest pomagać ludziom w miejscu ich zamieszkania. Uchodźców zaś łatwiej mogą przyjąć kraje sąsiednie, zbliżone kulturowo. Projekt budowy multikulturalnej Europy ma podłoże utopijne, zatem musi zbankrutować. Do pewnego stopnia to bankructwo widać już po wyborach parlamentarnych w Niemczech.

Prof. Mieczysław Ryba

http://www.naszdziennik.pl/swiat/189857 ... erkel.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 23 paź 2017, 08:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=31294

Niemcy: „Transseksualiści” w armii potrzebni bardziej od okrętów podwodnych
22 października 2017 10:57

Chory psychicznie mężczyzna, który przeszedł tzw. „operacje zmiany płci” i obecnie nazywa się Anastasia Biefang, został nowym komendantem Bundeswehry w Storkow w Brandenburgii. Biefang będzie odpowiadał za 750 niemieckich żołnierzy.
Jak się okazuje „transseksualizm” nie był problemem dla kierownictwa armii i dziś już jako Anastasia – mężczyzna przejął odpowiedzialność za 750 żołnierzy Bundeswehry w Brandenburgii. Dowodzona przez „transseksualistę” jednostka składa się w głównej mierze ze specjalistów z branży IT. Jednostka zajmuje się bowiem przede wszystkim mobilnym przesyłaniem danych z misji i ćwiczeń Bundeswehry w kraju oraz za granicą.
Tymczasem, jak informuje serwis defensenews.com, wszystkie okręty podwodne (jest ich łącznie sześć), wchodzące w skład niemieckiej marynarki wojennej są obecnie niesprawne.
Taka sytuacja to efekt uszkodzenia, jakiego doznał okręt U-35 manewrujący u wybrzeży Norwegii – w czasie zanurzania uszkodzona została płetwa steru okrętu. Okręt miał brać udział w ćwiczeniach na wodach cieśniny Skagerrak.
Na razie nie wiadomo jak długo okręt U-35 będzie niezdolny do służby.
Uszkodzony okręt dołączył do trzech innych, które obecnie są naprawiane w stoczni w Kilonii. U-31 będzie tam stacjonować do grudnia, a U-33 i U-36 do – odpowiednio – litego o maja 2018 roku. Na serwis czekają też okręty U-32 i U-34, które obecnie również nie są zdolne do służby.
Sytuacja, w której wszystkie niemieckie okręty podwodne zostały uziemione ma być efektem oszczędności w armii, które spowodowały, że armia nie kupuje „na zapas” części zamiennych do okrętów.

(Na podst. DoRzeczy, rmf24.pl)

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemcy
PostNapisane: 07 lis 2017, 09:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/60589-zdesperowany-ojci ... ugendamtu/

Terrorystyczne państwo kontra ojciec próbujący odzyskać porwaną córkę.

Kopia artykułu:

Zdesperowany ojciec po odebraniu dziecka wziął na zakładnika pracownika Jugendamtu
Michał Miłosz Opublikowano 6 listopada 2017

Przed urzędem powiatowym w Pfaffenhofen w Bawarii trwa policyjna akcja. Na miejscu jest policyjny negocjator i oddziała antyterrorystyczny. Policjanci otoczyli budynek urzędu. Przyczyną ma być zdesperowany ojciec któremu Jugendamt porwał córkę.

Do jednego z pokojów w budynku urzędu powiatowego w Pfaffenhofen w Bawarii wdarł się uzbrojony w nóż mężczyzna i wziął zakładnika w postaci urzędniczki Jugendamtu. Według doniesień mediów powodem tego dramatycznego incydentu ma być walka o opiekę nad dzieckiem. Według nieoficjalnych informacji napastnik to zdesperowany ojciec, który miał zostać pozbawiony prawa do opieki nad dzieckiem.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 485 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 29, 30, 31, 32, 33  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /