Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Co słychać w półświatku?
PostNapisane: 24 maja 2017, 20:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30438
Laleczka na prezydenta Polski...

Tym razem niepoważnie przygotowany sondaż przyniósł niepoważne podejście do zagadnienia.

Był czas, kiedy w Polsce trwała kampania wyborcza i zbierano podpisy z poparciem dla kandydata na prezydenta państwa. Jednym z kandydatów był transwersyta znany też jako Anna Grodzka.

Miałem okazję widzieć zespół zbierający podpisy z poparciem dla Ani. Ja takiego poparcia odmówiłem tylko dlatego, że na czele państwa nie może stać osoba o proweniencji z poważnymi wątpliwościami. Tym razem znowu ktoś usiłuje narzucić poprawność polityczną proponując w sondażach kolejną "laleczkę".

Prezydent musi mieć odpowiednią aparycję. Przypomnijmy sobie rubasznego Gajowego na urzędzie. Przecież to była poruta.

Proponuję z uwagą śledzić spotkania prezydentów państw europejskich. Tym razem chodzi o niedojrzałego osobnika płci męskiej zdominowanego przez dużo starszą małżonkę. Nie dotykając żadnego innego wątku, osoby znające się na psychologii od razu stawiają pytanie - co może prezydent, który jest tak niedojrzały, że musiał szukać wsparcia w osobie tak dużo starszej od siebie ?

Je nie krytykuję takiego związku, ale mam ogromne wątpliwości co do dojrzałości chłopaka, który musi czuć opiekę bardzo doświadczonej partnerki. Owszem, w życiu osobistym taki związek może być bardzo udany, ale spójrzmy na los takiej pary, zwłaszcza w życiu publicznym. Tu żadna grzeczność nie pomoże. Owszem, poprawność etykiety dworskiej narzuci reguły spotkania, ale nie przesłoni wątpliwości, czy tak niedojrzały polityk może być godnym reprezentantem dużego państwa na arenie międzynarodowej.

Podobnie będzie z anormalnością proponowanego kandydata. Jako człowiek, może być bardzo dobrym partnerem w życiu, nauczycielem czy też kierownikiem, organizatorem. Ale jako prezydent państwa, nie będzie budził respektu w oczach innych prezydentów państw w rozmowach międzynarodowych... Myślę, że w wybieraniu kandydata na reprezentanta państwa musimy zachować wstrzemięźliwość...

19 maja 2017 r.

http://dobrezycie.salon24.pl/779386,lal ... nta-polski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co słychać w półświatku?
PostNapisane: 31 maja 2017, 17:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30438
Premier Belgii i jego mąż czyli wynaturzenie w sferze publicznej

Czy z takimi partnerami w UE i NATO, możemy na te organizacje liczyć ? Europejska polityka została ośmieszona. Mało tego, cała cywilzacja Zachodu została osmieszona. Kto takich ludzi będzie traktował poważnie ? Trzeba poważnie zacząć rozważać członkostwo w UE i trzeba ten problem podnosić oficjalnie na wszystkich forach europejskich. Mamy oto do czynienia z objawem wynaturzenia podniesionym niemal do rangi wydarzenia dyplomatycznego, czyli z ukoronowaniem idiotyzmu:

http://wpolityce.pl/polityka/341771-maz ... zycie-nato

Mówiąc o ludziach zawsze musimy mieć na uwadze, choćby w tyle głowy, kwestie ludzkiej natury. Najbardziej charakterystycznym elementem ludzkiej natury jest jej społeczność – decydującą rolę w kształtowaniu osoby ludzkiej są jej relacje z innymi. Algorytm jest tu jednoznaczny – kierunek przepływu informacji jest od wspólnoty do jednostki, a dopiero wiele lat potem kierunek się zmienia i następuje przepływ w obie strony. Oczywiście ważna jest także biologia, w której zakodowany jest ludzki potencjał, ale biologia ogranicza się do jednostki i nie pozwala obserwować decydującego czynnika społecznego, kulturowego.

Tyle teorii, popatrzmy więc na zachowania ludzi, których dotyczy link. Zachowania homoseksualne są elementem zaburzonej biologii wskutek błędów w gospodarce hormonalnej czy w transmisji chromosomów, więc przypadki takie powinny pozostać w sferze jednostkowej, jako że to jednostka jest bytem biologicznym. Z tego wynika, że przenoszenie zachowań homoseksualnych, będących zaburzeniem, na poziom ponadjednostkowy, wspólnotowy, publiczny jest naruszeniem porządku, naruszeniem normy, nie tylko biologicznej ale i społecznej.

Wystąpienie premiera Belgii ze swoim partnerem na forum publicznym jest więc skandalem, skandalem wielowymiarowym, cywilizacyjnym, dyplomatycznym, obyczajowym, ale i towarzyskim, bo przecież dotyczy także innych osób występujących oficjalnie na tym zgromadzeniu, których poczucie przyzwoitości zostało tu w sposób rażący narażone. Co równie ważne, takie zachowanie rujnuje powagę wydarzenia i kompromituje nie tylko organizatorów, ale I wszystkich uczestników. Czy polscy przedstawiciele wyciągnęli z tego jakieś konsekwencje ?

Dlaczego nikt na to publicznie nie zareagował ? Gdzie się podział Rzecznik Praw Obywatelskich, który takie skandaliczne naruszenia norm powinien monitorować ? Paraliżujący strach przed durną politpoprawnością ? Ten król jest nagi, drodzy Państwo.

Jako że rozpoczyna się dyskusja nad nową konstytucją, proponuję wrowadzenie do konstytucji zapisu o naturze ludzkiej, żeby wykluczyć rozmaite, oderwane od rzeczywistości eksperymenty.

Opublikowano: 31.05.2017 12:32.

http://zetjot.salon24.pl/782419,premier ... publicznej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co słychać w półświatku?
PostNapisane: 16 paź 2017, 12:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30438
Unia Europejska to inaczej i bardziej prawdziwie Patologia Europejska, bo unia to jakaś jedność, jakaś wspólnota, a w UE tylko przepychanki, połajanki, oszwabianie, wyzysk, zakłamanie, presja, obsesja poprawności i przerośnięte ponad miarę zwyrodnienia. Gdzie tu jedność? Jedność kogo z kim? Tu tylko widać wyraźnie podziały. A największy z podziałów to mafia lewacka kontra reszta ludności Europy.

Zapomnieli o problemach

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Debata na temat Polski w Parlamencie Europejskim pierwotnie planowana na 19 października odbędzie się dopiero w listopadzie. Skąd ta nagła zmiana?
– Listopad też – jak się wydaje – nie jest terminem ostatecznym tej debaty, bo wiążącą decyzję w tej sprawie formalnie podejmie dopiero Konferencja Przewodniczących Parlamentu Europejskiego, która ustala agendę tematów podejmowanych podczas sesji plenarnych. Na pewno jednak temat ataków na Polskę nie został odłożony ad acta, pomimo iż obserwujemy pewne zmiany w tonie wypowiedzi czy to Jean-Claude’a Junckera, czy Fransa Timmermansa. Zresztą ten ostatni – jak widać – nie ma już argumentów, którymi mógłby podczas posiedzenia plenarnego europarlamentu uzasadnić atakowanie Polski. Ponadto frekwencja podczas ostatniej debaty o Polsce była mizerna, co też jest znamienne, bo świadczy, że para z gwizdka zwyczajnie uszła. Oczywiście są określone osoby, które podczas takich posiedzeń zwyczajowo zabierają głos, ale nikogo poza zgromadzonymi to już nie interesuje. To dowód, że temat się wyczerpał i Timmermans dokładnie o tym wie, dlatego tłumaczy się brakiem czasu czy innymi zajęciami. Słuchając ostatnio wypowiedzi obu tych unijnych polityków, mogłoby się wydawać, że ich stosunek do Polski się zmienia, ale – jak sądzę – nie możemy dać się uśpić tej retoryce. Temat Polski, i nie tylko Polski, jest bowiem nadal na tapecie. To jest temat zastępczy szczególnie dla Niemiec i Francji, które próbują nim grać, odwracając tym samym uwagę od najistotniejszych problemów, jakie dotykają Europy.

Jaki wpływ na ostudzenie temperatury wokół Polski ma sytuacja w innych krajach Unii Europejskiej?
– Weźmy chociażby sytuację, jaka zapanowała po wyborach do Bundestagu w Niemczech, gdzie możemy zaobserwować spore zamieszanie na tamtejszej scenie politycznej. Przypomnę, że tuż po wyborach, które odbyły się 24 września, Angela Merkel mówiła o bardzo szybkim skonstruowaniu rządu koalicyjnego. Jednak widać, że nie tak bardzo jej się spieszy z zawarciem koalicji, co więcej – koalicji egzotycznej. Układ CDU/CSU – SPD, który od jakiegoś czasu rządził w Niemczech, teraz poniósł dotkliwą porażkę. Straty w poparciu dla tego politycznego konglomeratu sięgają ok. 16 proc., z czego najdotkliwiej odczuła to partia CDU, której szefuje Angela Merkel. Kanclerz Niemiec jest w bardzo trudnej sytuacji, gdyż nie łatwo jej stworzyć koalicję z Zielonymi, którzy uzyskali poparcie na poziomie 8,9 proc., a którzy programowo nijak nie pasują do tego formatu. Co by jednak nie powiedzieć, to z punktu widzenia Polski taki układ może się okazać bardzo korzystny, choćby z tego względu, że Zieloni zawsze byli przeciwni budowie gazociągu Nord Stream 2. Ta egzotyczna koalicja i różnica w programach obu tych ugrupowań może stworzyć wiele problemów wewnętrznych, ale to już jest problem nie nasz, ale naszych zachodnich sąsiadów. Wielu ekspertów przewiduje też, że Angela Merkel może nie dotrwać do końca obecnej kadencji i po jakimś czasie może ją spotkać los podobny do tego, jaki przed laty ona sama zgotowała Helmutowi Kohlowi, który otworzył jej drogę do wielkiej politycznej kariery. Nie można zatem wykluczyć, że za rok czy dwa zza pleców Angeli Merkel, z jej macierzystej partii wyjdzie ktoś, kto zajmie jej miejsce na urzędzie kanclerskim. Te wszystkie zawirowania sprawiają, że temperatura wokół Polski póki co spada, ale front przeciw Polsce się nie kończy.

Jednak dotychczas Niemcy w atakach na Polskę chowały się za plecami Komisji Europejskiej, co sprawia, że teraz zmieniają kurs na ostrzejszy?
– Wyniki wyborów w Niemczech oraz sprawa taktyki przy zawieraniu koalicji, o której wspomniałem, mogły zmienić sposób postępowania Merkel wobec Polski. Jednak nie wydaje mi się, żeby to był wielki problem, dlatego że pierwszy wśród atakujących nasz kraj – Frans Timmermans – zaczyna mówić o konieczności prowadzenia rozmów z Polską czy z Węgrami. To jest pozytywny sygnał, bo jak pan wie, obecny polski rząd zawsze był i wciąż jest otwarty na rzeczową debatę, o ile dotyczy ona faktów, a nie pomówień.

Dlaczego atakując Polskę, nie zauważa się sytuacji panującej we Francji czy ostatnio w Hiszpanii?
– Odpowiedź jest prosta: bo w Unii są równi i równiejsi. Na unijnych salonach nie mówi się głośno o protestach setek tysięcy czy nawet milionów ludzi, którzy wychodzą na ulice francuskich miast w proteście przeciwko polityce obecnego rządu. Nie mówi się o tym, że w szczycie tych protestów prezydent Francji Emmanuel Macron – zamiast rozwiązywać problemy wewnętrzne – jedzie do Frankfurtu nad Menem, gdzie wspólnie z Angelą Merkel otwiera Międzynarodowe Targi Książki. Zresztą Emmanuel Macron to polityk, który nie radzi sobie w rządzeniu własnym państwem, za to słynie z pouczania innych, a zwłaszcza Polski, i – co ciekawe – nie jest to pierwszy prezydent Francji, który jako cel ataków upodobał sobie nasz kraj. Bruksela ignoruje takie sprawy jak kryzys ekonomiczny strefy euro czy kryzys migracyjny. Ale to nie jedyne problemy w Europie, z którym Komisja Europejska wyraźnie sobie nie radzi. Tym problemem jest sprawa Brexitu i negocjowania umów związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty. Twardy Brexit i pouczanie Brytyjczyków czy wręcz chęć ukarania ich za niesubordynację wobec Brukseli to dowód, że unijni politycy odpłynęli od realiów. Kto rozsądny, poważny do negocjowania warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii wyznacza szefa liberałów Guya Verhofstadta?

Sytuacja Wielkiej Brytanii jest i tak dużo lepsza od sytuacji wielu państw Unii…
– Owszem, i to dla KE jest prawdziwa bolączka. Niewygodne jest chociażby to, że Wielka Brytania, mając deficyt handlowy z pozostałymi krajami Wspólnoty, jest w bardzo dobrej sytuacji gospodarczej – nawet po ewentualnym zamknięciu unijnego rynku dla brytyjskich produktów. Również sprawa żądania od Wielkiej Brytanii stu miliardów euro jako zapłaty – swego rodzaju kontrybucji – okazuje się strzałem kulą w płot. W tej sytuacji KE trzeba tematów zastępczych, więc sięga po te, które do tej pory się sprawdzały, bo niby dlaczego nie miałyby być na nowo odgrzewane. Niestety – i mówię to z przykrością – Parlament Europejski nie podejmuje dyskusji na temat imigracji, na temat kryzysu ekonomicznego, na temat reformy UE czy na temat Brexitu, za to chętnie grilluje Polskę, doszukując się wydumanych problemów, jak rzekome łamanie demokracji, wolności obywatelskich itp.

Co więcej, wspomniany przez Pana wcześniej prezydent Macron, opowiadając się za reformami UE według własnego projektu, zapowiedział, że chce otworzyć nowy rozdział w Europie, a Polska, jego zdaniem, coraz bardziej oddala się od Wspólnoty…
– Myślę, że to nie Polska coraz bardziej oddala się od Europy, ale Francja. Co zostało z dawnej Francji, która kształtowała UE, kiedy określano warunki przystąpienia i funkcjonowania Wspólnoty? Ojcowie założyciele w grobach się przewracają, patrząc na to, jak wartości europejskie są obecnie roztrwaniane przez współczesne elity i co pozostało dziś po Francji z dawnych czasów.

Do chóru atakujących Polskę dołącza Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, które w mijającym tygodniu przyjęło rezolucję ws. praworządności w pięciu krajach: oprócz Polski także w Bułgarii, Mołdawii, Rumunii i Turcji.
– Pomijając fakt, czy ingerencja instytucji zewnętrznych w sprawy wewnętrzne Polski jest uprawniona czy nie, pozwolę sobie na drobną uwagę, mianowicie: kto dzisiaj bierze sobie do serca to, co przegłosowuje jakieś tam Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy? – zresztą przy rażąco niskiej frekwencji, bo rezolucja ta została przyjęta głosami zaledwie 42 posłów.

A zatem min. Krzysztof Szczerski ma rację, mówiąc, że rezolucja ta jest warta tyle, ile papier, na którym została wydrukowana…?
– W uzupełnieniu wypowiedzi min. Szczerskiego dodałbym tylko, że ta rezolucja ma wartość makulatury. Rada Europy to instytucja marginalizowana. Tak na dobrą sprawę mało kto wie, czym jest to ciało, czym się zajmuje i po co, a tym bardziej co przegłosowało. Tymczasem koszty funkcjonowania tej instytucji są ogromne.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... emach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co słychać w półświatku?
PostNapisane: 15 lis 2017, 15:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30438
Półświatek lewackich półgłówków, jak zwykle ma coś do wybełkotania na nas temat.

Unia podwójnych standardów

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

O zdemolowanych sklepach w centrum Brukseli po tym, jak imigranci z Maroka świętowali awans swojej reprezentacji na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, europejskie media się nie rozpisują, za to w skandaliczny sposób mówią o nazistach na Marszu Niepodległości w Polsce. Mamy do czynienia z propagandową akcją przeciwko Polsce?
– W tej chwili jestem w Strasburgu, bo to tu trwają obrady Parlamentu Europejskiego, ale w internecie widziałem zdjęcia z zamieszek w Brukseli oraz ich skutki. Rzeczywiście wygląda to przerażająco. Spalone, zniszczone samochody, zdemolowane sklepy, są ranni. Tyle tylko, że o tym się rzeczywiście nie mówi, belgijskie media o tym nie piszą, za to atakuje się Polskę.

Jest Pan zaskoczony takim obrotem sprawy?
– Osobiście nie jestem jednak zaskoczony. Belgowie jako społeczeństwo nie domagają się od żadnych podmiotów Unii Europejskiej nagłośnienia i interwencji w tej sprawie. To inaczej niż w Polsce, gdzie nasi politycy, osoby życia publicznego – w mediach, które z całą pewnością nie dbają o interes Polski, mówią o nazistach na Marszu Niepodległości w Warszawie. Przyznam, że nie rozumiem takiego podejścia. Dominującym obrazem z warszawskiego marszu, ale też wielu innych manifestacji polskości w dniu 11 listopada, był widok ludzi młodych, starszych, całych rodzin z dziećmi, którzy z narodowymi biało-czerwonymi flagami maszerowali – jak w Warszawie – pod hasłem „My chcemy Boga”. I wszelkie usilne próby sprowadzenia tego do ksenofobii, braku tolerancji, a tym bardziej porównywanie do zachowań faszystowskich jest poważnym nadużyciem. Jak bowiem inaczej nazwać próby porównywania przez polityków totalnych i używanie określenia faszysta w stosunku do małych dzieci, w tym do mojego sześcioletniego wnuczka. Przeciwko takiemu stawianiu sprawy stanowczo protestuję. To coś nieprawdopodobnego, na świecie czegoś takiego nie ma. Nie wiem, czy prokuratura z urzędu nie powinna wszcząć postępowania wobec tych, którzy faszystami nazywają Polaków, którzy maszerują i manifestują swoje przywiązanie do Ojczyzny i wspominają, oddają hołd bohaterom polskiej wolności i niepodległości.

Czy to jest celowa, zaplanowana akcja, która ma za zadanie oczernić Polskę w oczach świata?
– Absolutnie – mamy tu do czynienia z propagandowymi działaniami, które mają na celu wzmocnienie negatywnego przekazu o Polsce zagranicą. Odczytuję to jako próbę odwrócenia uwagi od spraw istotnych, które nurtują Europę, z którymi obecne elity unijne nie chcą bądź nie potrafią sobie poradzić. Tak czy inaczej lewacka Europa zmierza z rozpędem w przepaść. Problem w tym, że wszyscy to widzą, ale nikt nie reaguje.

Po zamieszkach w Brukseli rannych jest ponad 20 policjantów. Gdyby coś podobnego wydarzyło się w Polsce, to na karku mielibyśmy całą Europę. Dlaczego tu Komisja Europejska i Frans Timmermans nie reagują?
– To pokazuje, że w Unii mamy podwójne standardy. Podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o sytuację w Katalonii, gdzie Parlament Europejski nie reaguje. Sesja Plenarna Europarlamentu w Strasburgu rozpoczęła się w poniedziałek, ale wniosek, aby przeprowadzić pogłębioną debatę na temat tego, co się od dłuższego czasu dzieje w Katalonii, nie zyskał akceptacji. Odpowiedź jest taka, że nie należy się mieszać w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Skoro tak, to dlaczego Komisja Europejska i Parlament Europejski mieszają się w wewnętrzne sprawy Polski, czego dowodem jest dzisiejsza debata na temat praworządności i nad stanem demokracji w Polsce.

Czego się możemy spodziewać?
– Jak wiemy, za zorganizowaniem debaty są odpowiedzialni przede wszystkim zieloni i liberałowie, którzy domagają się wdrożenia przez Parlament Europejski procedury uruchomienia artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, który w kolejnych krokach przewiduje też sankcje. Chodzi oczywiście o nowelizacje ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych zgłoszone i przeprowadzane przez Prawo i Sprawiedliwość i krytykowane przez totalną opozycję oraz jej rzecznika Fransa Timmermansa. Do sankcji wprawdzie daleko, ale – jak uważają unijni biurokraci – presja nie zaszkodzi. Z tego, co wiadomo, na zakończenie sesji plenarnej Europarlamentu w Strasburgu – w czwartek – ma być przyjęta rezolucja o stanie demokracji w Polsce. Nie sądzę jednak, żeby jakiekolwiek czynniki odwiodły Prezydium Parlamentu Europejskiego od przedstawienia tej rezolucji pod głosowanie. I należy sądzić, że niestety, ale ta rezolucja zostanie przyjęta. Arytmetyka jest nieubłagana, stąd nie mamy szans na odrzucenie tej rezolucji.

Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów też ma w planach swoją rezolucję…
– Owszem, ale czy ta kwestia w ogóle wejdzie pod obrady – osobiście bardzo wątpię. Program posiedzeń plenarnych jest każdorazowo zatwierdzany przez kierownictwo Parlamentu Europejskiego i wnioski w tym wypadku mniejszości zazwyczaj przepadają. Stąd wprowadzenie do porządku obrad głosowania nad naszą rezolucją są praktycznie żadne.


Proszę powiedzieć, jak nękanie Polski jest odbierane w Brukseli?
– Zanim powiem, jak te ataki na Polskę są odbierane wśród posłów z innych państw, to powiem, jak reagują ludzie – pasażerowie lotów m.in. na Wyspy Brytyjskie, z którymi rozmawiałem chociażby w hali przylotów i odlotów Portu Lotniczego Rzeszów-Jasionka przed wylotem do pracy w europarlamencie. Są oni zdania, że polski rząd nie powinien dłużej wchodzić w jałowe dyskusje z elitami unijnymi i nie uczestniczyć w tej i ewentualnych przyszłych debatach o Polsce. Fakty są takie, że przed nami bodajże ósma czy dziewiąta debata o Polsce, ale za każdym razem uczestników tych obrad jest coraz mniej.

O czym to świadczy?
– To dowód, że temat ten jest już nużący. W Parlamencie Europejskim nikogo ten temat już nie interesuje. Mało tego, nie jest to temat, który należałoby swoją obecnością legitymizować.

Co o tej nagonce na Polskę sądzą Pana koledzy eurodeputowani z innych państw?
– Moje koleżanki i koledzy eurodeputowani z innych krajów nie wykazują żadnego zainteresowania tą debatą. Co najwyżej swoje zdziwienie wyrażają faktem skandalicznych wypowiedzi europosłów Platformy na temat Polski. Często słyszę też, że w ich krajach – owszem – trwają polityczne targi, czasem nawet ostre, ale na zewnątrz – w sprawach państwa – wszyscy mówią jednym głosem. W Polsce – widać – mamy inny klimat.

Polska jest demokratycznym państwem prawa przestrzega traktatów i ustaw, ale jak o tym przekonać nieprzekonanych?
– Wydaje mi się, że nie ma szans na to, ażeby przekonać tych, do których nie docierają żadne racjonalne argumenty. Europosłowie w przeważającej części są bądź to obojętni, albo uważają, że atakowanie Polski i stawianie naszego kraju w negatywnym świetle przez Parlament Europejski jest działaniem w złym kierunku, nieodpowiedzialnym. Natomiast lewaków zacietrzewionych w swojej agresji nic nie jest w stanie przekonać. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy dużo stracili po zmianie władzy w Polsce – mam tu na myśli Platformę, którą naród w demokratycznych wyborach odsunął od władzy. Dlatego nie mogąc się pogodzić ze stanem faktycznym, Platforma wspólnie z Nowoczesną opracowały plan przejęcia władzy w Polsce. Tyle że nie jest to plan w postaci pozytywnego programu, którym można by przekonać wyborców, ale środkiem do tego celu ma być zasada zamykająca się w haśle „ulica i zagranica”, która ma na celu wyprowadzanie społeczeństwa na ulice przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy oraz donoszenie na nasz kraj do Brukseli z prośbą o interwencję. To są ich metody walki o władzę.

Krótko mówiąc, chodzi o obalenie obecnego rządu?
– Dokładnie, co więcej, te formacje wcale nie kryją takiego planu. Metody, jakimi się posługują, są podłe, niegodne, urągające wszelkim zasadom demokracji. Demokracja polega na rządach większości wybranej przy urnach w trakcie wyborów. W taki demokratyczny sposób został wybrany rząd PiS. Ale tzw. totalna opozycja – mimo upływu dwóch lat od tego czasu – wciąż nie może się z tym pogodzić.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ardow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co słychać w półświatku?
PostNapisane: 06 gru 2017, 18:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30438
Co łączy św. Maksymiliana ze światowym terroryzmem?

Któryś z rodzimych satyryków opowiadał kiedyś taki szmonces o zwyrodnialcu sądzonym z powodu tego, że skutecznie targnął się na życie swoich własnych rodziców. W mowie na koniec przewodu, skierowanej do sędziego, miał z niejaką pretensją w głosie powiedzieć: "Mam tylko nadzieję, że wysoki sąd, wyznaczając wyrok, jako okoliczność łagodzącą weźmie pod uwagę fakt, iż jestem obecnie biednym sierotą...".

Pół biedy, gdy tak absurdalne sytuacje są przedmiotem prześmiewczych kupletów. Gorzej, jeśli spotykamy je w rzeczywistości. Oto bowiem galeria miejska w Berlinie udostępniła zwiedzającym wystawę pod tytułem "Muzeum męczenników". Wśród prezentowanych postaci można znaleźć między innymi "naszego" św. Maksymiliana Marię Kolbego. Samo to jeszcze nie budzi kontrowersji. Przywodzi na myśl choćby niezbyt powszechnie znany fakt udziału założyciela Niepokalanowa - jako jedynego Polaka - w pierwszym publicznym pokazie działania telewizji właśnie w Berlinie, w 1936 roku. Tytuł wystawy kojarzy się z pobytem ojca Kolbego w obozie Auschwitz. Z racji 77 przeżytych tutaj dni w pełni zasługuje przecież na miano męczennika, a z powodu motywów udania się na śmierć - także na tytuł męczennika za wiarę.

Zasługuje św. Maksymilian na upamiętnienie. Ale nie zasługuje na towarzystwo, w jakim się znalazł. A tworzą je powszechnie znani terroryści islamscy, którzy zginęli w samobójczych zamachach, na czele z Mohammedem Attą - pilotem jednego z samolotów wbijających się w wieżę WTC 11 września 2001 roku. Autorzy wystawy uznali także ich za godnych czci i szacunku ze względu na fakt, że - podobnie, jak ojciec Kolbe - nie zawahali się oddać swojego życia dla idei płynących z wyznawanej wiary, absolutnie pomijając kwestię okoliczności, motywów i skutków śmierci tak ojca Kolbego, jak i Atty.

Wystawę wymyślili skandynawscy artyści. Nie wiem, czym podpadli Najwyższemu. Mówi się wszak, że jeśli Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbierze. A berlińska wystawa jest przedsięwzięciem tak żałosnym, że aż nie wypada jej postrzegać w kategoriach gustów czy poglądów, a jedynie rozpatrywać jako przypadek klinicznie zamknięty. Tylko czekać, aż najpierw w Skandynawii, a wkrótce zapewne i w okolicach Berlina więzienia zaczną zwalniać morderców rodziców i żon, bo to przecież sieroty i wdowcy. Przynajmniej według skandynawskich standardów.

http://bielsko.gosc.pl/doc/4350033.Miedzy-lotrami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co słychać w półświatku?
PostNapisane: 06 sty 2018, 10:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30438
Opinie oderwane od rzeczywistości

Francuskie władze nie wiedzą, co się dzieje w Polsce, dlatego często zajmują stanowisko nieprzychylne rządowi w Warszawie – ocenia Patrick Edery, przedsiębiorca i publicysta, autor zamieszczonego w „Le Figaro” artykułu krytykującego decyzję KE o wszczęciu wobec Polski procedury z art. 7 TUE.

Artykuł zatytułowany „Niesprawiedliwość wyrządzona Polsce, zaprzeczenie demokracji”, zamieszczony na internetowej stronie opinii paryskiego dziennika „Le Figaro”, to jeden z rzadkich głosów we Francji piętnujących podjęcie przez Komisję Europejską procedury z artykułu 7 traktatu lizbońskiego.

Jego autorem jest 43-letni Patrick Edery, prezes „Partenaire Europe", firmy działającej, według informacji przedsiębiorstwa, w Polsce, Francji, Rumunii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, w Czechach, Niemczech i Austrii.

Zainteresowanie Polską Patrick Edery wyniósł z domu. Jak mówi, jego matka Korsykanka jako uczennica korespondowała z Polakiem. Uczuliło ją to na wydarzenia w Polsce. Brała więc udział w zrywie „Solidarności”, jaki wywołało we Francji powstanie pierwszego w krajach bloku sowieckiego niezależnego związku zawodowego.

On sam, choć na co dzień prowadzi firmę, zajął się publicystyką, ponieważ francuscy dziennikarze czerpią wiedzę o Polsce od korespondentów przedstawiających kraj jako „demokraturę”. Nie wahają się oni – twierdzi biznesmen – przed rozprzestrzenianiem „fake newsów”, czyli fałszywych informacji.

Jego zdaniem, również specjalni wysłannicy francuskich mediów do Polski korzystają z wiedzy pochodzącej od kilkunastu informatorów – „przedstawicieli elit ukształtowanych przez poprzednie rządy liberalne”. Te środowiska – twierdzi szef „Partenaire Europe” – obawiają się utraty pozycji na rzecz nowych elit tworzonych przez PiS.

Z tych samych źródeł, wyraża przekonanie Patrick Edery, informacje czerpie również ambasada francuska i dlatego – jak ocenia biznesmen – „francuskie władze nie wiedzą, co się dzieje w Polsce” i dlatego „często zajmują stanowisko nieprzychylne rządowi w Warszawie”.

Gdy chodzi o kierunek rozwoju Unii Europejskiej, Patrick Edery tłumaczy, że od 20 lat władzę sprawują w niej liberałowie, raz ci z EPP (Europejskiej Partii Ludowej, chrześcijańscy demokraci), raz ci z S&D (Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów). „Ponieważ nie udało się im stworzyć federacji europejskiej, to uruchamiają agencję za agencją, które układają się w przekładaniec całkowicie umykający woli obywateli, by w ten sposób już nie być zmuszonym do poddawania się wynikom wyborów” – mówi Edery.

W swych publikacjach szef „Partenaire Europe” kwestionuje mandat demokratyczny unijnych komisarzy, odwołując się do przykładu: „francuski socjalista Pierre Moscovici najprawdopodobniej przepadłby w niedawnych czerwcowych wyborach parlamentarnych, ale jako komisarz europejski ds. ekonomicznych i finansowych ma potężną władzę”.

Według Patricka Ederego, UE stała się technokracją, czyli rządami ekspertów. Wspomniał tu o deklaracji kanclerz Niemiec i prezydenta Francji, którzy wcześniej zapowiedzieli, że zaakceptują decyzję, jaką podejmie Komisja Europejska w sprawie Polski. „Przed sporządzeniem oskarżenia przez prokuratora i nawet przed popełnieniem wykroczenia, powiedzieli oni, że Polskę należy skazać” – porównał biznesmen zachowanie polityków do działań organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Ocenił, że „jest to nadużycie prawa, nadużycie władzy i zamach na państwo prawa”.

Wiceprzewodniczącego Komisji Fransa Timmermansa porównał natomiast do policjanta, którego „zadaniem jest prowadzenie dochodzenia”. „Jest więc policjantem, ale takim, który po wysłuchaniu opozycji, a więc zadeklarowanych przeciwników oskarżonego, mówi, że jest on winny” – ocenia Patrick Edery.

„Ten policjant idzie następnie do prokuratury, którą jest Komisja, i w której skład sam wchodzi” – kontynuował porównanie.

„Mechanizm wyboru członków Komisji Europejskiej jest taki, iż właściwie nie można zostać komisarzem wbrew woli Francji i Niemiec. Czyli prokuratorzy zależni są od sędziów” – ocenia Patrick Edery.

Patrick Edery zauważył też, że w listopadzie w Parlamencie Europejskim podczas debaty na temat zabójstwa maltańskiej dziennikarki śledczej Daphné Caruany Galizii, która zacięcie walczyła z korupcją i badała przekupstwo, w które wmieszany mógł być sam premier, Frans Timmermans bronił rządu maltańskiego, któremu deputowani zarzucali, że nie walczy skutecznie z praniem pieniędzy.

„Komisja Europejska oskarża rząd Polski o chęć podporządkowania sobie sądownictwa, ale w UE władza wykonawcza i sądownicza wymieszana jest w jednym i tym samym organie” – ocenił Patrick Edery, dodając, że na miejscu Polski podałby Komisję do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Patricka Ederego „przeraża” w UE osłabianie państwa na rzecz coraz większej liczby praw indywidualnych. Z tym że „te prawa są tylko na papierze. Dążenie UE w stronę społeczeństwa bez ograniczeń doprowadza do sytuacji, w której zawsze wygrywa silniejszy” – ostrzega.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/193271 ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co słychać w półświatku?
PostNapisane: 22 lut 2018, 18:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30438
Półświatek medialno - polityczny odrzuca fakty i tworzy własne urojenia szkalujące Polskę i Polaków.Ten atak na Polskę, to jawna kpina i lekceważenie naszej bolesnej i tragicznej historii. Warszawę też pewnie sami sobie zbombardowaliśmy i sami się wymordowaliśmy w Katyniu, no i wywózki na Sybir też są naszym dziełem.
Świecie nasz, co się z tobą dzieje?


Czytelnicy brytyjskiej gazety oburzeni krytyką Polski

Brytyjski "The Guardian" opublikował w czwartek dwa listy krytykujące wtorkowy komentarz redakcyjny dziennika o tym, że "Polska nie ucieknie od odpowiedzialności za Holokaust". "Takie sugestie (...) są błędne i demonstrują brak zrozumienia historii" - napisano.
We wtorkowym wydaniu "Guardiana" opublikowano tekst prezentujący stanowisko redakcji, w którym dziennikarze skrytykowali wypowiedziane podczas konferencji w Monachium słowa premiera Mateusza Morawieckiego o "żydowskich sprawcach", określając je jako "haniebne".

Wypowiedź ta "zaciera kluczowe pod względem moralnym rozróżnienie między nielicznymi Żydami, którzy kolaborowali z Niemcami, bo byli postawieni przed strasznym wyborem między różnymi rodzajami zła, a licznymi Polakami, Ukraińcami, Litwinami i mieszkańcami innych krajów Europy Wschodniej, którzy bez przymusu kolaborowali z powodu chciwości, żądzy krwi i antysemickiego entuzjazmu" - tłumaczono.
"Ostatnie słowa Morawieckiego sugerują, że narody, podobnie jak ludzie, mogą cierpieć na neurozę, która sprawia, że zwyczajnie nie są w stanie zmierzyć się ze swoim położeniem i chowają się przed nią w wymyślonych światach, w których mogą sobie wyobrażać, że nie zrobili nic naprawdę złego" - argumentowano.
W czwartek dziennik opublikował dwie odpowiedzi na ten tekst autorstwa mieszkającej w Wielkiej Brytanii opozycjonistki w czasach PRL dr Anny Młynik-Shawcross oraz historyka prof. Richarda Butterwicka-Pawlikowskiego.

"Jakakolwiek sugestia, że Polska podziela odpowiedzialność za Holokaust jest błędna i demonstruje brak historycznego i psychologicznego zrozumienia głębokiej tragedii, która dotknęła okupowaną przez Niemcy Polskę podczas II wojny światowej" - napisała Młynik-Shawcross.
"Nie ma wątpliwości, że antysemityzm był szeroko rozpowszechniony wśród polskiego społeczeństwa. Jest prawdą, że byli także Polacy, którzy wydawali Polaków żydowskiego pochodzenia lub sami popełniali morderstwa. Nie ma jednak również wątpliwości, że byli Polacy, którzy dokonywali bohaterskich aktów chowając Żydów i wielu z nich, wraz ze swoimi rodzinami, było zamordowanych przez brutalny nazistowski niemiecki reżim. (...) O tym wszystkim trzeba w pełni pamiętać i mówić o tym z poczuciem pełnej, zbiorowej odpowiedzialności za wszystkie zachowania członków narodu, w przeszłości i współczesności" - argumentowała.
Jak jednak stanowczo zaznaczyła, "to nie implikuje jednak żadnej odpowiedzialności za Holokaust po stronie Polski". "Takie zarzuty jedynie zniekształcają historię i nie służą szczerej debacie o jednej z największych tragedii w ludzkiej historii" - oceniła.

W podobnym tonie wybrzmiała krytyka prof. Butterwicka-Pawlikowskiego z Kolegium Europejskiego w Natolinie i School of Slavonic and East European Studies na University College w Londynie.
"Polacy, którzy dokonali haniebnych zbrodni na Żydach - czasem dla zysku, czasem pod groźbą śmierci - zrobili to wbrew swojemu własnemu państwu, które istniało podczas okupacji Polski zarówno przez nazistów i komunistów, zarówno jako rząd na uchodźstwie, jak i struktury podziemne" - zaznaczył.
Jak dodał, "w przeciwieństwie do tych europejskich państw, które kolaborowały z nazistowskimi Niemcami i były współwinne za Holokaust, prawowity polski rząd zakazał za pomocą prawa i stanowczo karał zastraszanie, wydawanie i mordowanie Żydów, jak również kolaborowanie z niemieckim okupantem w szerszym ujęciu".
Prof. Butterwick-Pawlikowski przypomniał również, że w 1942 polski rząd wystosował notę do wszystkich państw sygnatariuszy Deklaracji Narodów Zjednoczonych o "masowej eksterminacji Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce", ale "sojusznicze rządy nie były skłonne jej zauważyć".

17 lutego, na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, podczas jednego z paneli dziennikarz Ronen Bergman, zwracając się do szefa polskiego rządu w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, przedstawił historię swojej urodzonej w Polsce matki, która przeżyła Holokaust, ale wielu członków jej rodziny zginęło, ponieważ zostali zadenuncjowani na Gestapo przez Polaków. Następnie oświadczył: "Gdybym opowiedział jej historię w Polsce, byłbym uznany za przestępcę? Co wy próbujecie zrobić? Dolewacie oliwy do ognia".
Odpowiadając na pytanie Bergmana, Morawiecki powiedział m.in.: "Jest to niezmiernie ważne, aby zrozumieć, że oczywiście nie będzie to karane, nie będzie to postrzegane, jako działalność przestępcza, jeśli ktoś powie, że byli polscy sprawcy (ang. perpetrators). Tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, czy ukraińscy - nie tylko niemieccy".
W Izraelu wypowiedź Morawieckiego odebrano jako stwierdzenie, że wśród sprawców Holokaustu byli także Żydzi, co wywołało ostrą reakcję.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/swi ... 2545430734


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /