Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 223 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 02 lis 2015, 12:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/zbliz ... atkowi-60-

Zbliżająca się zima może być rekordowo chłodna - rosyjscy naukowcy przypisują to początkowi 60-letniego okresu ochłodzenia klimatu
admin, ndz., 2015-11-01 16:19

Obrazek
Źródło: Dreamstime.com


Tegoroczna zima może być najmroźniejszą od wielu lat. Eksperci z rosyjskiego instytutu Roshydromet (Росгидромет) sugerują, że właśnie rozpoczyna się okres cyklicznego ochłodzenia, które potrwa aż 60 lat. Według ich przewidywań już najbliższa zima będzie znacznie mroźniejsza niż poprzednia.

Dane naukowe potwierdzają cykliczność klimatu wprost dowodzą, że na świecie są nie tylko globalne procesy ocieplenia klimatu, ale też jego czasowego ochłodzenia. Według Władimira Melnikowa z Roshydrometu, te cykle mają różną częstotliwość, nakładają się na siebie i powodują wahania w pogodzie, powodując nagłe wzrosty i spadki temperatur. Obecnie rozpoczynający się cykl zimna, według niego, potrwa około 60 lat.

Oczywiście nie wszyscy eksperci zgadzają się z tymi wnioskami. Dominuje pogląd, że rośliny i zwierzęta nie odczuwają jeszcze skutków zimnego cyklu klimatycznego. Dane uzyskane z badań słojów drzew, sugerują, że ubiegły wiek był najcieplejszy w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat. Ale w ciągu ostatniego stulecia, świat ogrzał się średnio o jeden stopień.

Twierdzenia o globalnym ochłodzeniu nie podobają się specjalistów, którzy żyją z podniesionej do rangi świeckiej religii, walki z globalnym ociepleniem. Ta branża polegająca na opodatkowaniu społeczeństw dodatkowymi podatkami od emitowanego CO2, nie może sobie wyobrazić gorszego scenariusza niż ochłodzenie klimatu. Scenariusz ten jest jednak bardzo prawdopodobny, gdy widzi się mizerną aktywność słoneczną, zwykle stanowiącą czynnik dominujący w kształtowaniu globalnej temperatury na Ziemi.

Źródło:
https://www.gismeteo.ru/news/klimat/164 ... ie-dlino...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 03 lis 2015, 13:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prisonplanet.pl/polityka/ant ... 1756973677

Antropogeniczne zmiany klimatu to geostrategiczna broń.
Kurt Nimmo, Prison Planet.com USA 2015-11-02

Obrazek

Prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że globalne ocieplenie jest używane jako ekonomiczna broń przeciwko jego krajowi. Scharakteryzował zmiany klimatu jako "oszustwo", użyte w celu zapobieżenia by Rosja mogła wykorzystać jej ogromne zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego.

Greenpeace twierdzi, że 85 procent emisji ekwiwalentu CO2 w Rosji pochodzi z przemysłu energetycznego.

Według politologa Stanisława Biełkowskiego Putin uważa, że "globalne ocieplenie nie istnieje i że jest to oszustwo mające na celu powstrzymanie rozwoju przemysłowego kilku krajów, w tym Rosji."

"Okazało się, że choć zmiany klimatu istnieją to mają one charakter cykliczny, a antropogeniczna rola jest bardzo ograniczona," powiedział w roku 2000 dla The New York Times Andriej Illarionov, starszy doradca ekonomiczny Putina.

"Stało się jasne, że klimat jest skomplikowanym systemem i że jak dotąd przedstawione dowody na konieczność" walki z "globalnym ociepleniem są raczej nieuzasadnione."

Globalny szwindel globalnego ocieplenia. Wykład Lorda Christophera Moncktona:

https://www.youtube.com/embed/c0_b5FeV_Yo

OGLĄDAJ DALEJ>>>

We wrześniu doradca Putina w sprawie globalnego ocieplenia odrzucił krytykę wobec Rosji wytoczoną przez Climate Action Tracker, grupę badającą zmiany klimatyczne powiązaną z Organizacją Narodów Zjednoczonych i World Wildlife Fund, finansowanego przez Rockefellera. Zespół stwierdził, że Rosja ma gorszy zapis emisji dwutlenku węgla od Chin, Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Greenpeace i World Wildlife Fund narzekali, że Rosja nie konsultuje swojej polityki klimatycznej.

"To jest ich opinia, która nic nie odzwierciedla i nie jest obiektywna", powiedział Alexander Bedritski.

Bedritski stwierdził to na marginesie spotkania w Moskwie z Międzynarodowym Panelem Narodów Zjednoczonych ds. Zmian Llimatu.

"Mogą mówić, co chcą, ale nasze zobowiązania oparte są na około 70 scenariuszach, w jaki sposób system klimatyczny będzie się rozwijać."

Link do oryginalnego artykułu: LINK
http://www.prisonplanet.com/putin-anthr ... eapon.html

(przypis PrisonPLanet.pl
Wydaje się, że mamy pierwszego "hamulcowego" do podpisania traktatu klimatycznego w Paryżu, który ma wprowadzić globalne podatki od emisji CO2 i rozpocząć masowy proces deindustrializacji. Pozostaje obserwować jak zachowa się w tym względzie obecnie wybrany rząd w Polsce. Jeśli podpisze te zobowiązania to możemy się na całe dekady pożegnać ze wzrostem gospodarczym, rozwojem i dobrobytem.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 03 lis 2015, 16:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/ipcc- ... -ale-stale

IPCC i wyznawcy globalnego ocieplenia mylili się, masa lodu na Antarktydzie nie maleje, ale stale rośnie
admin, pon., 2015-11-02 20:24

Obrazek
Źródło: Dreamstime.com


NASA przygotowała prawdziwy cios dla wyznawców religii globalnego ocieplenia. Zespół naukowców odkrył, że masa lodu na Antarktydzie stale rośnie, a nie maleje, jak sugerują zwolennicy opodatkowania dwutlenku węgla. Okazało się, że upadł jeden z podstawowych aksjomatów zwolenników teorii globalnego ocieplenia.

Glacjolodzy od dawna używają danych satelitarnych w celu szacowania wysokości pokrywy lodowej w danym regionie Antarktyki. Na tej podstawie naukowcy są w stanie obliczać zmianę masy lodu w danym obszarze. Warstwa lodu jaki znajduje się na Antarktydzie to faktycznie ubity w ciągu tysięcy lat śnieg, dlatego oszacowanie jego masy jest trudne. Dlatego powstają specjalne modele matematyczne pozwalające na symulowanie tej wartości.

W nowej pracy naukowcy wykorzystali dane satelitarne i skalibrowali swój własny model zmian masy lądolodu. Okazało się, że przez ostatnie 10 tysięcy lat, z powodu obfitych opadów śniegu waga bieguna południowego, mimo okresów topnienia lodu morskiego, systematycznie rośnie.

Z modelu stworzonego za pomocą danych z satelitów ERS (European Remote Sensing) i Icesat, wynika, że w okresie od 1991 do 2001 roku, Antarktyda zyskiwał 112 miliardów ton lodu rocznie. Od 2003 do 2008 roku, tempo zmniejszyło się do 82 mld ton. To zadaje kłam opowieściom o rzekomej rozmarzającej Antarktydzie dystrybuowanych przez część środowiska naukowego.

Specjaliści z NASA zauważają odważnie, że zarzuty zawarte w wydanym w 2013 roku raporcie Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (IPCC), jakoby Antarktyda traciła lód, nie są prawdą. Jednocześnie, jak mówią, jeśli topnienie lodu Antarktydy nie ma udziału we wzroście poziomu morza na świecie, to oczywiste jest, że konieczna jest nowa hipoteza.

Źródło:
http://www.nasa.gov/feature/goddard/nas ... ce-sheet...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 17 lis 2015, 15:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kopalniawiedzy.pl/klimat-zmiana- ... czne,23488

Klimat zmieniał się szybciej, niż sądzimy?
3 godz. temu | Nauki przyrodnicze

Obrazek

Naukowcy z Uniwersytetu w Aberdeen i Uniwersytetu Fryderyka Aleksandra (FAU) twierdzą, że tempo dawnych zmian klimatycznych jest niedoszacowane. W artykule opublikowanym w najnowszym numerze Nature Communications badacze wykazują, że dane geologiczne nie pozwalają na oszacowanie pełnej zmienności zmian klimatycznych z przeszłości, a to z kolei powoduje, że współczesna nauka niedoszacowuje tempa zmian.
Gdy w dowodach geologicznych szukamy zapisów zmian temperatury, to możemy je mierzyć z dokładnością od tysięcy do dziesiątków tysięcy lat. To oznacza, że nie mamy pełnego obrazu zmian, a przecież z czasów współczesnych wiemy, że zmiany mogą zachodzić w krótszym czasie, mówi doktor David Kempt z Uniwersytetu w Aberdeen. Z kolei profesor Wolfgang Kiessling dodaje, że tempo zmian klimatycznych z przeszłości prawdopodobnie było równie szybkie, a może i szybsze niż tempo zmian dzisiejszych. Nasza praca wskazuje, jak zapiski geologiczne prowadzą do wystąpienia błędów. Nowsze dane historyczne pokazują, że zmiany klimatyczne mogą nastąpić w krótszych okresach i to właśnie takie krótkookresowe wydarzenia są tymi, które nie znajdują odzwierciedlenia w danych geologicznych.
Nasze badania nie wpływają na postrzeganie tempa współczesnych zmian klimatycznych. Pokazują one, że dane geologiczne to niedoskonałe archiwum zmian klimatycznych. To zaś oznacza, że porównywanie tempa dawnych i obecnych zmian jest problematyczne - stwierdza Kilian Eichenseer, członek grupy badawczej. Nie ma wątpliwości, że obecne zmiany klimatyczne są niezwykłe i należy się nimi przejmować, jednak należy zachować ostrożność gdy opisujemy je jako bezprecedensowe w historii Ziemi, dodaje.

Autor: Mariusz Błońsi

Źródło: PhysOrg
http://phys.org


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 30 lis 2015, 12:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/73011

Czy to na pewno walka o klimat?
Janusz40, ndz., 29/11/2015 - 18:52

To nie walka z emisją CO2, to walka z "polska" emisją CO2
Na temat pakietu energetyczno-klimatycznego pisałem wielokrotnie - odnoszę wrażenie, że nikt z publicystów i dziennikarzy i mało który polityk ma chęć wypowiadanioa sie na ten temat; ciagle słyszę tylko takie bezdennie głupie stwierdzenia, że problem emisji CO2 dotyczy Polski, gdyż mamy energetyke opartą na weglu.
Nie wiem czego uczą ostatnio na lekcjach chemii w szkołach średnich - wiedza z takiej porzadnej szkoły jest wystarczajaca by wiedzieć, iż ze spalania benzyny, gazu, drewna (i dowolnego zresztą paliwa) też powstaje CO2 i zdolny uczeń może z powodzeniem wyliczyć ilość tego CO2 (znając roczne zużycie benzyny, czy gazu np. we Francji, czy w Niemczech) - wyszłoby, że oni trują bardziej niż Polska i to o wiele.
Największe wielopoziomowe horrendum - Pakiet Energetyczno-Klimatyczny
PDT dał znowu w swoim stylu (geobelsowskim) popis kłamstw i półprawd w odniesieniu do pakietu energetyczno-klimatycznego. Są dokumenty które dokładnie określają, kiedy zostały przyjęte ustalenia dotyczące funkcjonowania PE-K - było to na posiedzeniu Rady Europy 1-12 grudnia 2008 r. Polskę reprezentował PDT i w imieniu Polski ów pakiet podpisał. W przygotowaniach unijnych do PE-K zaangażowany był oczywiście prezydent L. Kaczyński, ale przyjęte przez niego kierunki, w jakim miał pójść pakiet, są wielce różniące się (na korzyść Polski) od tego, na co zgodził się PDT. Przypomnę tylko kwestię roku bazowego, którą PDT zgodził sie przesunąć o 15 lat i inne warunki, które stawiał L.Kaczyński dotyczące indywidualnych rozstrzygnięć dla poszczególnych państw.
By być w tej kwestii wiarygodnym przytoczę opinię GW - jest to sprawa wyjątkowa - jako, że od 23 lat po raz pierwszy słyszę (gdyż jej nie czytam), że napisała coś dla siebie wyjątkowego, mianowicie - coś przeciwko PDT:
http://wyborcza.pl/1,75477,14195240,Kaczyński_i_...
PE-K, to dla Polski wielopoziomowy bezsens i niesprawiedliwość:
W grudniu 2012 został przyjęty przez ONZ raport IPCC (Intergovernmental Panel of Climate Change) - jeszcze utajniony do czasu jego zaopiniowania, który jednoznacznie wskazuje na główne czynniki zmian klimatycznych Ziemi. Tymi czynnikami są zmiany promieniowania słonecznego oraz promieniowania kosmicznego.
Z poprzednich opracowań IPCC:
Wpływ gazów na efekt cieplarniany.
Szacowany udział w efekcie cieplarnianym w %:
H2O
Para wodna oraz chmury 80 -94
CO2 2-5
O3 2-4
CH4 1-2
inne 1-9
W atmosferze utrzymuje się od lat stały poziom CO2 - ok 2.900 mld. ton; wg PAP - Nauka w Polsce w roku 2012 emisja CO2 w wyniku działalności ludzkiej wyniosła 35,6 mld. ton, zatem udział człowieka w bilansie CO2 w atmosferze ziemskiej, to niewiele ponad 1 %. (1,23%). Wpływ więc całej emisji ludzkiej na efekt cieplarniany, to iloczyn w/w wielkości: (2 - 5 %) x 1,23 % = (0,024 do o,0615) %. Wielkość owego wpływu na klimat ziemski jest tak znikomy, iż zawiera się całkowicie poniżej wszelkiej możliwości oszacowania.
Rozważając dalej - bierzemy pod uwagę udział UE w w globalnej emisji CO2 - wynosi on 14 -15 %;
Kolejny rachunek: przyjmijmy średnio - wpływ emisji CO2 w wyniku działalności ludzkiej na klimat w wysokości 0,045 % i 14,5 % udziału UE w globalnej emisji - mamy: 0.006525 % z czego na węgiel kamienny przypada 10 % - zatem UE w wyniku spalania węgla wywiera wpływ na klimat ziemski w następującym procencie: 0.00065.
Nie wiem, czy warto ciągnąć dalej - Polska w skali UE spala węgla też ok. 10 - 15 %, czyli wpływ polskich elektrowni na ziemski klimat to ok. 0.00006 %. innymi słowy - Polska spalając w elektrowniach węgiel w pływa na klimat ziemski w 6/10000000 części (sześć dziesięciomilionowych części.)
Trzeba sobie jasno powiedzieć - PE-K, to podatek od spalania węgla, a w odniesieniu do Polski, to bezczelny haracz, jaki Polska ma płacić za wstąpienie do UE. Sarkozy nawet kiedyś "chlapnął", iż ów pakiet, to największe zwycięstwo "starych" państw unijnych nad nowo przyjętymi.
System "pozwoleń" na emisję CO2, to z kolei najbardziej skuteczny sposób na ilościowe zwiększenie biurokracji w Europie i w poszczególnych państwach, jednocześnie jest to system najmniej dokładnie kwantyfikujący emisje C02 i najbardziej niesprawiedliwy.
Jest jeszcze sporo fundamentalnych zastrzeżeń dotyczących ustaleń PE-K - np. praktyczne pomijanie emisji w wyniku spalania innych paliw (ta emisja jest kilka razy większa niż z węgla). CO2 z elektrowni węglowych jest "czysty", w odróżnieniu od spalin z silników spalinowych. "Kocioł" w elektrowni węglowej, to wyrafinowane urządzenie z tysiącami płomykówek - wielokrotnie sprawniejszy energetycznie od prymitywnych w gruncie rzeczy cylindrów silnika spalinowego, w których w krótkim obiegu Carnot'a następuje niepełne spalanie połączone z dużą emisją trującego CO.
Jeszcze jedno warte jest uświadomienia; w świetle wyników ostatnich badań naukowych dotyczących zmian klimatycznych i niesprawiedliwych ustaleń pakietu klimatycznego; trzeba bezwzględnie przynajmniej zawiesić jego wykonywanie do czasu wypracowania nowej strategii (globalnej). Najwięksi "truciciele"- Chiny, Indie, Rosja, Brazylia (US przyjęły pewne ograniczenia w emisji)- odłożyły zajęcie się sprawą redukcji emisji CO2 na okres po 2015 r. Traktatowe zobowiązania Polski można renegocjować. Zrobił to np. premier Wilson, który zażądał renegocjacji całego traktatu akcesyjnego Anglii z EWG i uzyskał, co chciał.

JANUSZ4012.10.2014 16:40
7853012

Tak pisałem rok temu, ale są wpisy wcześniejsze - niewielu chce czytać, a wdrożenie pakietu Energetyczno-klimatycznego w wersji podpisanej przez Tuska, to zubożenie całego pokolenia Polaków...

Janusz40 - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 11 gru 2015, 13:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://txt-atrium.pl/gadajacygrzyb/6279 ... sko.com%29

Szczyt hipokryzji
10.12.2015 - 18:21 — Gadający Grzyb

Wiara w antropogeniczne przyczyny „globalnego ocieplenia” jest swoistą religią dającą okazję do fantastycznych zarobków.
Konferencja_klimatyczna_Pary___2015_400px.jpgParyska konferencja klimatyczna COP 21 po raz kolejny staje się festiwalem hipokryzji. Pisząc o klimatycznym obłędzie już nawet nie chce się przytaczać elementarnych faktów: o interglacjałach, o tym że na Ziemi bywały okresy zarówno chłodniejsze, jak i o wiele cieplejsze od obecnego i to niezależnie od aktywności człowieka – ba, niezależnie nawet od samego istnienia gatunku homo sapiens. Wiara w antropogeniczne przyczyny „globalnego ocieplenia” jest bowiem niczym innym, jak swoistą religią na bazie której grupy wpływowych cwaniaków zwietrzyły okazję do fantastycznych zarobków w rodzaju „handlu powietrzem”, czyli kwotami CO2, lub uderzenia w konkurencyjność biedniejszych gospodarek. Ten ponadnarodowy „kościół” zrzeszający kapłanów-ekologów, wyznawców-ekoaktywistów oraz sankcjonowany oficjalną linią polityczną państw i organizacji międzynarodowych zbyt dobrze ze swej religii żyje, by dopuszczać do głosu heretyków. Co więcej, ponieważ „walka z klimatem” ze swej istoty skazana jest na niepowodzenie, to rysuje się perspektywa wielu dziesięcioleci spokojnego żerowania na zasadzie – nie działa? Zatem trzeba jeszcze bardziej zaostrzyć „politykę klimatyczną” – jeszcze więcej restrykcji, ograniczeń, odgórnego wdrażania „czystych” technologii. A przy okazji – jeszcze bardziej podniesione koszty życia, jeszcze bardziej poddana kontroli gospodarka i generalnie ludzka aktywność na rozmaitych polach. Przypuszczam zresztą, że między innymi właśnie o to ostatnie chodzi – terror globalnego ocieplenia, jako jedno z narzędzi równie globalnego „kontrolingu” ludzkości.
W praktyce, dla przeciętnego Kowalskiego – Smitha – Schmidta, wspomniana „walka z klimatem” sprowadza się do przymusu kupowania osławionych świetlówek – toksycznych, rtęciowych i dających trupie światło, za to o wiele droższych od żarówek tradycyjnych. Ich „energooszczędność” zaś dawno została zjedzona rosnącymi kosztami prądu – choćby na skutek wdrażania droższych, „zielonych” technologii, czy narzucanych odgórnie, na międzynarodowym poziomie, rosnących opłat związanych z emisją CO2 – tak, by energetykę węglową w sztuczny sposób uczynić nieopłacalną. Koncerny wylobbowały i zarobiły swoje, strzyżone do gołej skóry społeczeństwa zapłaciły – słowem, cudowny biznes!
Ale, nawet biorąc chwilowo za dobrą monetę teorię globalnego ocieplenia, odsłania się przed nami kolejny poziom obłudy. Otóż liderzy redukcji gazów cieplarnianych, pouczający innych z pozycji moralnej wyższości, zwyczajnie przerzucają najbardziej „emisyjne” segmenty produkcji do biedniejszych krajów – właśnie tych, które następnie są obsztorcowywane. Ekologiczni Katoni grzmiący o wycince lasów deszczowych sami ową wycinkę napędzają. Przykładowo, tegoroczne katastrofalne pożary w Indonezji są właśnie efektem powyższego procederu. Tnie się tam całe połacie lasów pod plantacje palm oleistych – źródeł oleju palmowego. W wyniku rabunkowej eksploatacji zaburzeniu ulega gospodarka wodna, wysychają torfowiska i nieszczęście gotowe. Ale co tam – grunt, że jest tani surowiec dla koncernów spożywczych i przemysłu chemicznego. Słodycze, margaryny, smary, oleje, kosmetyki… I co – globalne koncerny zrezygnują z 60 mln ton surowca rocznie, przy stale rosnącym zapotrzebowaniu? A gdzie tam – przystąpi się dla zachowania pozorów do jakiegoś „Round on Sustainable Palm Oil”, powie, że inwestuje się w „zrównoważone plantacje”, a co się dzieje naprawdę, na miejscu, w Indonezji, czy innej Malezji – któż to sprawdzi? W Polsce również to przerabiamy – Niemcy, które zlikwidowały własne górnictwo węglowe budują kopalnie u nas. My zaś mamy swoje górnictwo ograniczyć, bo węgiel jest „brudny” i „nieopłacalny”. No i produkować „energię odnawialną” na bazie kupowanych od Niemiec „czystych technologii” – tak by stosowne eurofundusze trafiły tam, gdzie od początku miały trafić.
Na odczepnego obieca się krajom rozwijającym się jakieś środki dostosowawcze – mówi się nawet o 100 mld. USD do 2020 roku. Rzecz jasna, realnie do adresatów trafi ułamek tej kwoty, ten ułamek zostanie w znacznej mierze rozkradziony przez miejscowe skorumpowane rządy, a reszta wróci do „ekologicznych” producentów różnych wiatraków z krajów zaawansowanych. Ale za to będzie podkładka do stawiania żądań – macie ograniczyć swoje energochłonne gospodarki, przecież dostaliście nasze dobre, europejskie i amerykańskie pieniądze.
Ambitnym planem stawianym sobie przez uczestników konferencji jest ograniczenie wzrostu temperatury do 2° C licząc od początku ery przemysłowej – albowiem winny ma być przemysł oparty na paliwach kopalnych. I nikomu jakoś nie przyjdzie do głowy, by zadać sobie pytanie – czy to skok cywilizacyjny był powodem wzrostu temperatur, czy odwrotnie? A tak się składa, że w historii ludzkości właśnie okresy ocieplenia przyczyniały się do rozwoju. Niestety, kończy się właśnie ciepły okres interglacjału, klimat niezależnie od naszych poczynań drastycznie się oziębi. I jeżeli już, to właśnie na to powinniśmy być przygotowani.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/
Zapraszam na „Pod-Grzybki”

———->

http://www.warszawskagazeta.pl/felieton ... od-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 49 (04-10.12.2015)

GadajacyGrzyb - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 14 gru 2015, 09:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Odtrąbili sukces w Paryżu. Czy słusznie? Analizujemy porozumienie klimatyczne

Dominika Ćosić

Z wielką pompą anonsowany i po dwóch tygodniach zamykany szczyt klimatyczny w Paryżu zakończył się bez konkretnych postulatów i decyzji. Bo choć rozlegają się głosy, że to sukces, nie są one oparte na rzeczywistych ustaleniach. Kraje biorące udział w szczycie zobowiązały się do wysiłków na rzecz obniżenia temperatury o co najmniej 1,5 st. (optymalnie 2 st.), mapa drogowa do tego nie została jednak skonstruowana.

Cudów po tym szczycie mogli oczekiwać tylko naiwni. W walkę z ociepleniem globalnym zaangażowana jest od lat na dobrą sprawę tylko Unia Europejska. Wielkie, światowej gospodarki: Chiny, USA, Rosja, Indie znacznie mniej entuzjastycznie do tego podchodzą. Inna sprawa, że gorliwość niektórych krajów europejskich do dekarbonizacji zakrawa na hipokryzję. Bo np. Wielka Brytania przeniosła już jakiś czas temu przemysł ciężki do Indii, czyli sama tyle dwutlenku węgla nie emituje, ale przyczynia się do jego emisji.

Co znalazło się w ustaleniach szczytu? Chęć doprowadzenia do obniżenia temperatury na świecie o 1,5 st. Celsjusza, a optymalnie o 2 stopnie. Sęk w tym, że takiej deklaracji powinna towarzyszyć dokładna tzw. mapa drogowa pokazująca w jaki sposób, kiedy, na jakich etapach i za pomocą jakich konkretnie metod będzie się do tego doprowadzać. Mowa jest jedynie o tym, że kraje bogatsze powinny pomagać biedniejszych w osiągnięciu tego celu.

Ale jak? Finansowo czy za pomocą udostępniania technologii? I które kraje uznajemy za bogatsze, a które za biedniejsze? Bo poza oczywistymi przykładami typu USA a po drugiej stronie Sudan, wiele przypadków nie jest wcale oczywistych. Wiadomo jedynie, że nie będzie to obowiązkowe. Nie ma mowy o karach finansowych za nieprzestrzeganie tych mało konkretnych ustaleń. Kraje bogatsze, głównie europejskie, chciały by przynajmniej był obowiązkowy system kontroli rzeczywistego spadku emisji gazów cieplarnianych. Ale na to się nie zgodziły Indie i Chiny, a Ameryka zapewniła je, że nikt ich do tego nie zmusi. Bardziej przychylnie, co było zaskakujące, zareagowała na to Brazylia.

Dla Polski, której gospodarka, wciąż jest oparta w największym stopniu na węglu kamiennym, najważniejsza była kwestia dekarbonizacji. Już sam fakt wpisania właśnie konkretnie dekarbonizacji jako celu, do którego powinny kraje zdążać, był niebezpieczny dla nas. Ostatecznie zamiast tego pada inne określenie: neutralność emisji gazów cieplarnianych. I, co zgodnie jest podkreślane, to sukces polskich negocjatorów w Paryżu. W sukurs nam przyszły pozaeuropejskie kraje, które także się obawiały tego postulatu. Udało się także zyskać poparcie dla innego polskiego postulatu: zalesiania jako elementu walki z emisjami.

Co dla Polski to wreszcie oznacza? Właściwie nie przynosi to wielkich zmian. Bo naszą agendę odchodzenia od gospodarki opartej na węglu wyznacza przecież Unia Europejska i pakiet energetyczno-klimatyczny. Brak konkretnych zobowiązań jest nam jednak na rękę.

Część komentatorów uważa paryski szczyt za sukces. Cóż, sukcesem jest fakt osiągnięcia porozumienia. Tylko, że to porozumienie jest bardzo mało konkretne. I wychodzi na to, że to dalej Europa jest liderem w walce z ociepleniem globalnym.

Co biorąc pod uwagę zmniejszający się udział europejskiej produkcji w skali globalnej, ogranicza jej konkurencyjność. A do poprawy klimatu niewiele się przyczynia. Dopóki europejskiego zapału nie podzielą Chiny i Indie, prawdziwego sukcesu nie będzie. Następny szczyt odbędzie się za rok w Maroku.

http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/art ... ienia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 28 sty 2016, 14:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kopalniawiedzy.pl/dwutlenek-wegl ... ator,23904

Jak tak dalej pójdzie, to rośliny wymrą z głodu, z braku CO2 w powietrzu. W Polsce ponoć już jest za mało CO2 w powietrzu i lasy chorują z tego powodu... po prostu chorują z niedożywienia.

Kopia artykułu:

Bezpośrednia konwersja CO2 do metanolu
3 godz. temu | Technologia

Obrazek

Po raz pierwszy w historii wykazano, że wychwycony z powietrza dwutlenek węgla można za pomocą homogenicznego katalizatora bezpośrednio zmienić w metanol. Z jednej strony usuwamy więc z atmosfery szkodliwy gaz cieplarniany, z drugiej - otrzymujemy paliwo, które może być alternatywą dla paliw kopalnych.
Wyniki badań prowadzonych przez profesora G. K. Surya Prakasha i laureata nagrody Nobla profesora George'a A. Olaha, opublikowano w najnowszym Journal of the American Chemical Society.
Każdego roku przemysł chemiczny produkuje ponad 70 milionów ton metanolu. Jest on podstawą do wytwarzania wielu produktów, a przede wszystkim etylenu i propylenu.
Podstawowym problemem w konwersji CO2 do metanolu jest znalezienie odpowiedniego homogenicznego katalizatora. Nie jest to łatwe, gdyż reakcja przebiega w temperaturze około 150 stopni Celsjusza, czego wiele katalizatorów nie wytrzymuje.
Podczas najnowszych badań wykorzystano katalizator bazujący na rutenie. Jest on stabilny w wysokich temperaturach i można go wielokrotnie używać. Stworzenie stabilnego homogenicznego katalizatora do przeprowadzenia procesu redukcji CO2 do metanolu było poważnym wyzwaniem. Większość katalizatorów przestawała działać na etapie kwasu mrówkowego. Co więcej, potrzebowaliśmy katalizatora, który mógłby zredukować karbaminiany bezpośrednio do metanolu - mówi Prakash.
Naukowcy wykazali, że za pomocą nowego katalizatora i kilku dodatków są w stanie przekonwertować na metanol 79% dwutlenku węgla wychwyconego z powietrza. Naukowcy mają nadzieję, że w przyszłości ich technika posłuży do produkcji metanolu, a przy okazji pozwoli na oczyszczenie atmosfery z nadmiaru dwutlenku węgla. W kolejnym etapie badań uczeni chcą obniżyć temperaturę reakcji do 100-120 stopni.

Autor: Mariusz Błoński

Źródło: PhysOrg

Mikki Thõr


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 28 sty 2016, 15:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Asindziej napisał(a):
Jak tak dalej pójdzie, to rośliny wymrą z głodu, z braku CO2 w powietrzu. W Polsce ponoć już jest za mało CO2 w powietrzu i lasy chorują z tego powodu... po prostu chorują z niedożywienia.

Dla zdrowia organizmów zwierząt, w tym i ludzi, konieczna jest ok. 100 do 200 razy większa obecność CO2 w powietrzu.
Zbrodniarze z NWO wiedzą o tym i pod pozorem walki z ociepleniem klimatu zabijają stopniowo, powoli ale konsekwentnie wszystkie organizmy żywe Ziemi, w tym i człowieka.
CO2 również wydłuża życie, a to w dzisiejszych eutanazyjno - eugenicznych czasach przecież jest zbrodnią na ludzkości.
Przedłużanie życia ludzi może doprowadzić systemy ubezpieczeniowe do zapaści, więc jest zbrodnią na funkcjonowaniu tych systemów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 28 sty 2016, 17:10 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
różni lobbyści biją na alarm ,a ja się ich pytam,ile zła robi w atmosferze,np samolot latający z Tuskiem w te i z POwrotem ?albo któryś z wulkanów,któremu np zachciało się "westchnąć "?
Wszystko to ,to wielka "bujda na resorach"a kto robi na tym "byznes" wiadomo...czas ,by ludzie się ocknęli i zaczęli myśleć...samodzielnie i dbać o nasze narodowe interesy a nie o konta jakiś "Ufoludzików"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 28 sty 2016, 17:13 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Aerolit napisał(a):
Asindziej napisał(a):
Jak tak dalej pójdzie, to rośliny wymrą z głodu, z braku CO2 w powietrzu. W Polsce ponoć już jest za mało CO2 w powietrzu i lasy chorują z tego powodu... po prostu chorują z niedożywienia.

Dla zdrowia organizmów zwierząt, w tym i ludzi, konieczna jest ok. 100 do 200 razy większa obecność CO2 w powietrzu.
Zbrodniarze z NWO wiedzą o tym i pod pozorem walki z ociepleniem klimatu zabijają stopniowo, powoli ale konsekwentnie wszystkie organizmy żywe Ziemi, w tym i człowieka.
CO2 również wydłuża życie, a to w dzisiejszych eutanazyjno - eugenicznych czasach przecież jest zbrodnią na ludzkości.
Przedłużanie życia ludzi może doprowadzić systemy ubezpieczeniowe do zapaści, więc jest zbrodnią na funkcjonowaniu tych systemów.

dlatego też
tak lansują Śmierć na życzenie i drogie lekarstwa,by starzy ludzie nie mogli ich wykupić...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 24 lut 2016, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/02/2 ... cji-mleka/

Nie ma już cienia wątpliwości, że cała ta propaganda ociepleniowa ma przekonać ludzkość, by dała się wymordować w celu ratowania jakiegoś tam klimatu. Nieprzerwanie rządzą światem zbrodniarze, którzy finansowali Hitlera, rewolucję w Rosji, doprowadzili do II wojny światowej i gehenny Polski, a dziś prowadzą politykę pełzającego ludobójstwa, szerząc sztuczną nędzę na Ziemi.

Kopia artykułu:

Naukowcy: problemów klimatycznych nie da się rozwiązać bez zmniejszenia konsumpcji mleka
Posted by Marucha w dniu 2016-02-23 (wtorek)



[„Problemów klimatycznych” nie da się rozwiązać bez zapędzenia sprzedajnych pseudonaukowców do kopania rowów – admin]

Cele Unii Europejskiej w zakresie ratowania klimatu do 2050 roku można będzie osiągnąć nie tylko dzięki udoskonaleniu techniki rolniczej, ale i dzięki zmniejszeniu konsumpcji wołowiny, mleka i sera.
Takie jest oświadczenie dla prasy Uniwersytetu Technologicznego Chalmers w Göteborgu w związku z publikacją wyników badań naukowców z tego instytutu w piśmie Food Policy. Na konferencji ONZ ds. klimatu, która odbyła się w minionym roku w Paryżu, eksperci zauważyli, że na hodowlę zwierząt przypada około 15 % światowej emisji dwutlenku węgla.
Według obliczeń badaczy, produkcja wieprzowiny i drobiu związana jest ze stosunkowo niską emisją i odpowiada 10-30 kilogramom dwutlenku węgla na kilogram białka, podczas gdy ten stosunek w produkcji wołowiny wynosi 200 do 1.
„Dlatego możemy nadal jeść drób i wieprzowinę w dużych ilościach, pod warunkiem, że jednocześnie zmniejszymy spożycie wołowiny” – wyjaśnili naukowcy.
Według nich, w celu zmniejszenia obciążenia klimatu wystarczyłoby zamienić produkty mleczarskie odpowiednikami roślinnego pochodzenia, np. napojem owsianym [a wołowinę – owadami — admin]
Autorzy badań uważają, że na rolnictwo i produkcję spożywczą przypada około 25 % szkodliwych dla klimatu emisji gazu, a w celu osiągnięcia progów obciążenia klimatycznego postulowanych przez Unię Europejską należałoby zmniejszyć emisję o mniej więcej ¾ do 2050 roku.
To jest całkiem możliwe, uważają naukowcy, i wraz z podwyższeniem efektywności rolnictwa, ulepszeniem technik produkcji spożywczej, a także zmniejszeniem spożycia produktów mleczarskich i wołowiny szkodliwe emisje można byłoby zredukować dwukrotnie. Naukowcy zauważają, że bez względu na stały rozwój, możliwości techniczne produkcji wołowiny pozostają mniej efektywne niż w przypadku pozostałych gałęzi produkcji.

http://pl.sputniknews.com/opinie/201602 ... z40vr3Z7KU


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 08 lip 2016, 11:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/33737-nowy-przekret-finansowy/

Nowy przekręt finansowy
Jacek Skrzypacz Opublikowano 7 lipca 2016

Absurdalne twierdzenie naukowców: Z powodu globalnego ocieplenia przybywa lodu na Antarktydzie. Tymczasem lodu na Antarktydzie przybywa bynajmniej nie wskutek tzw. globalnego ocieplenia. Z powodu tego ostatniego giną jedynie nasze pieniądze.
Stawką jest opodatkowanie CO2. Brak globalnego ocieplenia oznacza brak pieniędzy.
Naukowcy Gerald Meehl, Julie Arblaster, Cecilia Bitz, Christine Chung i Haiyan Teng opublikowali 4 lipca 2016 tekst w Nature Geoscience. Wynika z niego, że od 2000 roku wzrasta powłoka lodowa Antarktydy. 15 kwietnia 2000 roku PBS w programie „What’s up with weather” (co z tą pogodą?) stacja obwieściła: „większość naukowców zgadza się: temperatura na Ziemi wzrosła podczas ostatniego stulecia”.
Badania National Center for Atmospheric Research połączyły zwiększenie się powierzchni lodu z sytuacją na Pacyfiku. Wedle ustaleń tak dzieje się od 1979 roku. Mało tego od 1990 nastąpił skok. Lodu przybywało coraz więcej. Za to modele klimatyczne mówiły, że… go ubywa.
Wody Pacyfiku ochładzały się. Wskutek tego nastąpiły zmiany na Morzu Amundsena i na Morzu Rossa. Dlatego wzrosła liczba lodu. Dla sprawy kluczowe okazały się wahania klimatu pomiędzy dekadami lat na Pacyfiku.
W czasie jak lodu na Antarktydzie przybywało profesor ekonomii z Harvard Gregory Mankiw napisał 16 września 2007 artykuł w New York Times. Jego tytuł brzmiał „Jedna odpowiedź na globalne ocieplenie: nowy podatek” (One Answer to Global Warming: A New Tax). W tekście połączył on działalność człowieka (emisja CO2) ze zmianami klimatycznymi. Dlatego postulował wprowadzenie podatku od węgla (Q.E.D.). Na pomysł opodatkowywania sprawców zanieczyszczeń wpadł już wcześniej brytyjski ekonomista Arthur Pigou, chociaż jego teoria nie dotyczyła CO2.
Profesor ekonomii z Tufts Gilbert Metcalft określił jego stawkę na 15 dolarów od tony dwutlenku węgla. Rok później Kalifornia wprowadziła w ustawie 2558 podatek od aut. Władze stanu w ramach ograniczenia globalnego ocieplenia połączyły go z poziomem emisji CO2 i wagą pojazdu, każdy po 25 dolarów.
Już w 2007 roku w Polsce emisja dwutlenku węgla kosztowała producenta 230 złotych za tonę. Rozporządzenie Rady Ministrów z 12 października 2015 podniosło tę opłatę do 290 złotych na 2016 rok, jak podaje serwis Wszystko o emisjach. Jeśli ktoś nie ma pozwolenia na działalność, a zanieczyszcza atmosferę pyłami i gazami płaci pięciokrotną stawkę.
O ile dwutlenek siarki nie budzi wątpliwości, o tyle opłaty za dwutlenek węgla łączą się z przekonaniem, że wpływa on na klimat. Jednym z koronnych argumentów jest topienie się Antarktydy. TVN24 podał 6 lipca 2016, że elektrownia w Bełchatowie powoduje śmierć 1300 osób z powodu pyłów. Winna jest tu energetyka oparta na węglu. Mówi o tym raport „Czarna chmura Europy” Światowej Organizacji Zdrowia.
Doktor Urszula Lorenz z konferencji energetycznej PAN wskazała, że podczas spalania węgla kamiennego powstają węglowodory, tlenki siarki, węgla i azotu, para wodna i cząstki stałe. Zauważyła w 2005 roku, że technologia uzyskiwania energii tym sposobem w XX wieku poprawiła się ośmiokrotnie. Odnotowała: „Projekt FutureGen oraz inne podobne projekty są szczególnie ważne dla pokazania i udowodnienia, iż niskoemisyjne (bliskie zeru) technologie wytwarzania energii z węgla nie są wizją dalekiej przyszłości, ale czymś możliwym do osiągnięcia w przewidywalnej przyszłości”. Na ten cel USA przeznaczyła już w 2010 r. miliard dolarów.
Ograniczenie i opodatkowanie CO2 uderzają nie tylko w polską kieszeń. International Panel on Climate Change ocenia, że zbicie na świecie temperatury o 2⁰C to spadek konsumpcji o 3,4% w 2050 roku i 4,8% w 2100. Zarazem raport „Livestock’s long shadow” FAO, wspierany m. in. przez UE i Bank Światowy zauważa, że 18% emisji CO2 powodują na świecie krowy, świnie, owce, kurczaki (tzw. żywy inwentarz) – więcej niż transport samochodowy i lotniczy. Pytanie, czy ktoś je opodatkuje?
Ekonom Robert P. Murphy wyliczył, że walka z dwutlenkiem węgla przez wzrost cen oznacza zniknięcie 5,5% pieniędzy z naszych kieszeni. Wszystko w imię ograniczania emisji bez wpływu na klimat.
Za to pojawia się władza. Portal wPolityce poinformował, że francuska socjalistka Segolene Royal w 2015 zaproponowała cios w naszą energetykę. Wysunęła pomysł zwiększenia dziesięciokrotnie opłat za CO2.
Były sekretarz stanu George P. Schultz w oparciu o mit topnienia się lodu na Antarktydzie w 2015 na łamach Washington Post pisał o podatku od CO2, że „to jest droga Reagana” (sic!), choć to socjalizm.
Tak badania naukowców stały się uzasadnieniem opodatkowania ludzi, wbrew faktom i logice.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 08 lis 2016, 10:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wysokienapiecie.pl/oze/1861-ziel ... -2016-2020

Po to talmudyści wymyślili ocieplenie z winy emisji CO2 przez ludzi, by zahamować rozwój ludzkości, a jednocześnie robić geszefty na handlu zielonymi certyfikatami czy zezwoleniami na emisję CO2.

Kopia artykułu:

Co dalej z zielonymi certyfikatami?
07 listopada 2016

System wsparcia energetyki odnawialnej w Polsce niemal zupełnie się załamał. Rząd nie zamierza go jednak naprawiać. Przekonuje, że tak będzie lepiej dla odbiorców energii. Czy rzeczywiście? WysokieNapiecie.pl analizuje przyczyny i skutki nadpodaży tzw. zielonych certyfikatów oraz perspektywy dla tego „rynku” do 2020 roku.

Obrazek

Podstawowy problem polskich producentów „zielonej” energii elektrycznej jest bardzo niska cena zielonych certyfikatów. Obok sprzedaży samego prądu, to drugie podstawowe źródło ich przychodów, dzięki któremu w ogóle opłacało się inwestować w biogazownie, spalanie biomasy i jej współspalanie z węglem, wiatraki czy nowe hydroelektrownie.


Jak działają zielone certyfikaty?
Producenci eko-energii otrzymują świadectwa pochodzenia energii źródeł odnawialnych (tzw. zielone certyfikaty) za każdą kilowatogodzinę wyprodukowaną z biomasy, wody, wiatru, czy słońca. Następnie sprzedają je (podobnie jak sam prąd) w transakcjach dwustronnych lub na giełdzie i za zarobione w ten sposób pieniądze pokrywają m.in. zakupy biomasy, utrzymanie elektrowni i spłatę kredytów inwestycyjnych.
Certyfikaty kupują przede wszystkim dostawcy energii elektrycznej (to gł. cztery największe państwowe koncerny: PGE, Enea, Tauron i Energa). Dzięki nim wypełniają obowiązek udziału „zielonej” energii w dostawach do klientów. Minimalny obowiązek udziału regulują przepisy – wyznaczając przy okazji popyt na certyfikaty. W ubiegłym roku sprzedawcy prądu musieli przedstawić Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki do umorzenia świadectwa pochodzenia energii z OZE pokrywające 14% wolumenu sprzedaży energii swoim klientom. To oznacza, że popyt na zielone certyfikaty wyniósł ok. 16,8 TWh.


Nadprodukcja „zielonego” prądu
Problem w tym, że w 2015 roku produkcja „zielonej” energii elektrycznej wyniosła 19% (22,5 TWh w stosunku do zużycia odbiorców w wysokości ok. 118 TWh, wliczając to częściowe zwolnienie z obowiązku zakupu certyfikatów przez przemysł energochłonny). W rezultacie co trzecia wyprodukowana kilowatogodzina była zbędna dla nabywców zielonych certyfikatów. Nadprodukcja utrzymuje się z resztą już od pięciu lat. Wystąpi także w tym roku. To podstawowy powód spadku cen certyfikatów.

Obrazek

Skąd ta nadpodaż? W ocenie Ministerstwa Energii „technologią, która w największym stopniu przyczyniła się do wystąpienia nadpodaży zielonych certyfikatów w latach ubiegłych była technologia spalania wielopaliwowego [współspalania biomasy z węglem ─ red.], która do 2012 r. zanotowała najwyższy wzrost (co związane było z niskimi nakładami niezbędnymi do uruchomienia tego typu produkcji oraz z wysokimi przychodami uzyskiwanymi z tego tytułu).”
Resort samokrytycznie zwrócił uwagę, że w systemie zielonych certyfikatów na samym początku, już w 2005 roku, zaszyto błąd. Od razu przewidziano wysokie wsparcie, które umożliwiało rozwój wszystkim technologiom OZE, zamiast sukcesywnie je podnosić tak, aby na początku nasycać rynek najtańszymi technologiami lub zróżnicować pomoc dla różnych źródeł. W efekcie niemal równolegle rozwijało się współspalanie biomasy z węglem (najtańsze), energetyka wiatrowa (druga najtańsza technologia) oraz spalanie samej biomasy (m.in. w największym na świecie takim bloku o mocy 205 MW w Elektrowni Połaniec).
Częściowym rozwiązaniem tego problemu, na który trzeba było czekać aż dziesięć lat, było ograniczenie wsparcia dla tzw. zwykłego współspalania (od 2016 roku za jedną kilowatogodzinę „zielonej” energii z tej technologii przysługuje jedynie pół certyfikatu, co przy ich aktualnych cenach zupełnie wyeliminowało je z rynku).
Kumulacja certyfikatów
Sama nadprodukcja nie byłaby jeszcze tak dużym problemem, gdyby nie możliwość kumulacji certyfikatów na kolejne lata. W efekcie nawet niewielka nierównowaga na rynku w ciągu kilku lat prowadzi do uzbierania się potężnej górki. Z symulacji przeprowadzonych przez portal WysokieNapiecie.pl wynika, że na koniec 2016 roku nadmiar certyfikatów wyniesie już 21 TWh, co pozwoliłoby na zaspokojenie całego zapotrzebowania na nie aż do lutego 2018 roku.


Opłaty zastępcze

Obrazek

Historia certyfikatowej „górki” nie sięga bynajmniej okresu ostatnich pięciu lat z nadprodukcją energii z OZE. Powstaje od początku funkcjonowania systemu, a więc od 2005 roku. Chociaż w latach 2006-2010 łączny niedobór certyfikatów wyniósł 6 TWh, to na koniec 2010 roku suma nieumorzonych świadectw pochodzenia przekraczała już 1,3 TWh. To efekt kolejnych dwóch błędów w funkcjonowaniu systemu.
Po pierwsze skoro certyfikaty można przechowywać na kolejne lata, to powinna istnieć lustrzana możliwość „zadłużania się” w certyfikatach. Gdy w danym roku produkcja energii z OZE jest zbyt mała, sprzedawca energii powinien mieć możliwość realizacji swojego obowiązku z certyfikatów zakontraktowanych i dostarczanych mu w następnych latach. To stymulowałoby rozwój rynku dostosowany do potrzeb. Takiej możliwości niestety nadal nie ma. W sytuacji niedoboru sprzedawcy po prostu uiszczali opłaty zastępcze. W dodatku część certyfikatów nie była umarzana nawet, gdy produkcja była mniejsza od potrzeb.
Po drugie sprzedawcy energii przez lata mogli wnosić opłaty zastępcze bez względu na sytuację na rynku zielonych certyfikatów. W przypadku drobnych sprzedawców i niewielkich wolumenów łatwiej było wpłacić odpowiednią kwotę na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (nawet dość wysoką), niż kupować certyfikaty na giełdzie i umarzać za pośrednictwem Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Teoretycznie dzisiaj, gdy certyfikaty można kupić po ok. 40 zł/MWh wpłacanie ponad 300 zł/MWh opłaty zastępczej jest szaleństwem, jednak tylko w pierwszej połowie roku na konto NFOŚiGW trafiło z tego tytułu 3,6 mln zł, co ponownie powiększyło „górkę” certyfikatów o kolejne 12 GWh.


Dołek na giełdzie

Obrazek

W efekcie ogromnej „górki” i utrzymującej się bieżącej nadprodukcji ceny zielonych certyfikatów spadły do nienotowanych nigdy poziomów. We wrześniu w transakcjach dwustronnych sprzedawano je nawet po 20 zł/MWh, choć średnia na tym rynku utrzymała się w okolicach 100 zł/MWh.
W znacznie gorszej sytuacji jest większość inwestorów, w tym zwłaszcza drobnych, która nie ma umów długoterminowych na zakup certyfikatów lub, jak w przypadku umów ze spółkami kontrolowanymi przez Taurona i Eneę, zostały im one wypowiedziane. W transakcjach giełdowych indeks w połowie października spadł do 32 zł i chociaż od tego momentu utrzymuje się trend wzrostowy, to na ostatniej sesji certyfikaty nadal sprzedawane były zaledwie po 44 zł/MWh, a więc niespełna 18% tego, co jeszcze w 2014 roku.


Siła inercji
Zdaniem Ministra Energii problem sam się rozwiąże za sprawą działania mechanizmów rynkowych. Dlatego resort nie przewiduje żadnych interwencji na nim. Problem w tym, że gdy to urzędnicy administracyjnie ustalają cenę maksymalną, wysokość popytu i kary za brak realizacji obowiązku, trudno mówić o rynku. Tak naprawdę to od nich zależy jak kształtować się będzie zapotrzebowanie na certyfikaty.

Sytuację utrudnia dodatkowo wolno spadająca nadprodukcja. Instalacje o dużych kosztach kapitałowych w ogóle nie są w stanie ograniczyć produkcji, ze sprzedaży energii minimalizują bowiem straty. Tak funkcjonują farmy wiatrowe, hydroelektrownie, biogazownie i instalacje na biomasę. Ze względów czysto ekonomicznych będą produkować energię aż do bankructwa, a w zasadzie także i po nim, tyle że już na konto wierzycieli. Według analiz portalu WysokieNapiecie.pl oznacza to, że z tegorocznej podaży zielnych certyfikatów na poziomie niemal 21 TWh, aż 18,5 TWh wytwarzane jest w instalacjach , które nie ograniczą produkcji w przyszłym roku, a do 2020 roku nie zmniejszą jej poniżej 16,5 TWh nawet przy bardzo niskiej cenie certyfikatów.
Podaż „zielonej” energii ograniczyć mogłyby przede wszystkim duże elektrownie węglowe. Jednak i w tym wypadku sytuacja nie jest prosta. Chociaż tzw. zwykłe współspalanie spadło w tym roku do zera, to utrzymuje się dedykowane współspalanie biomasy. Większość z nich jest już spłacona i mogłaby ograniczyć współspalanie. Tym bardziej, że obecna cena certyfikatów nie pokrywa im już nawet kosztów zmiennych. Jednak część przedsiębiorców otrzymała wsparcie na uruchomienie współspalania i przez pięć lat musi wykazać się tzw. okresem trwałości inwestycji. Innymi słowy muszą produkować aby nie musieć zwracać dotacji. To wydłuży okres zejścia ich produkcji (łącznie to ok. 1,5 TWh rocznie) z rynku jeszcze o kilka-kilkanaście miesięcy.


Co dalej z systemem zielonych certyfikatów?

Obrazek

Zgodnie z założeniami rządu rynek zielonych certyfikatów ma wygasać, a zastępować będzie go system aukcji OZE (przedsiębiorcy wygrywający aukcje z góry będą znać łączne przychody za produkowaną „zieloną” energię). Dlatego od połowy roku nowe instalacje nie nabywają już prawa do otrzymywania świadectw pochodzenia. Jednocześnie Ministerstwo Energii nie planuje jednak w najbliższych latach aukcji dla istniejących instalacji. To oznacza, że rynek zielonych certyfikatów powinien jeszcze przez kolejne lata pozwolić przynajmniej na utrzymanie się na powierzchni większości inwestorów.
Dotychczasowe posunięcia Ministerstwa Energii nie dają im jednak zbyt wielu złudzeń. W przyszłym roku obowiązek zakupu certyfikatów wyniesie 15,4%. To oznacza popyt na poziomie niespełna 18 TWh, podczas gdy prognozowana przez WysokieNapiecie.pl podaż certyfikatów będzie o ok. 0,7 TWh wyższa. Jeżeli rząd będzie podwyższał obowiązek o 1 punkt procentowy w kolejnych latach, wówczas do końca 2020 roku „górka” certyfikatów zmniejszy się do ok. 10 TWh, chociaż część analityków szacuje, że może być dwukrotnie wyższa, znaczenie mają bowiem nawet niewielkie różnice np. w popycie na energię.


Oddalamy się od celu

Obrazek

Spadek produkcji „zielonej” energii posłuży inwestorom, którzy muszą pozostać na tym rynku. Zaszkodzi jednak rządowi. Polska jeszcze bardziej oddala się bowiem od realizacji celu udziału energii ze źródeł odnawialnych w 2020 roku. Zgodnie z rządowymi planami powinniśmy wówczas produkować ponad 32 TWh ekoprądu, a według analiz portalu WysokieNapiecie.pl produkcja spadnie do niespełna 12 TWh. Brakujący udział rząd teoretycznie powinien zastąpić energią oferowaną na aukcjach OZE. Już wiadomo, że zakłada istotny wzrost mocy zainstalowanej w panelach słonecznych. Do 2020 roku będziemy jednak pozyskiwać najwyżej 1-2 TWh prądu ze słońca.
Politycy koalicji PO-PSL planowali, że brakującą produkcję będą w stanie załatać dodatkową ilością biomasy współspalanej z węglem. Nowe przepisy, zarówno polskie jak i unijne, ten manewr bardzo jednak utrudniły, o ile zupełnie nie stał się już niemożliwy do wykonania.
Kluczowy problem to brak jakiejkolwiek wizji rozwoju polskiej energetyki i długofalowej strategii. Na razie Ministerstwo Energii posługuje się prognozami z projektu Polityki energetycznej Polski do 2050 roku pozostawionego jeszcze przez poprzedników. Zakłada on utrzymanie dotychczasowej produkcji energii z węgla i zaspokajanie rosnącego popytu już wyłącznie energią z OZE, gazu i atomu. To oznaczałoby, że moce nowych „zielonych” elektrowni powinny nadal szybko rosnąć. Tymczasem nie widać ani tego, ani realnego pomysłu co w zamian.

Bartłomiej Derski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 11 lis 2016, 17:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.portalmorski.pl/offshore/ene ... za-energie

Sataniści wmawiają ludzkości, że niezbędny dla życia na Ziemi dwutlenek węgla jest gazem trującym. Pod pozorem walki z emisją CO2 zaśmiecają nasz Bałtyk, niszcząc piękno tego unikatowego akwenu.

Kopia artykułu:

Na Bałtyku powstanie kolejna farma wiatrowa. Rekordowo niska cena za energię
CZWARTEK, 10 LISTOPADA 2016 10:50 AL / Z MEDIÓW

Obrazek
Fot.: pixabay


Szwedzki koncern energetyczny Vattenfall wygrał przeprowadzoną przez duńskie władze aukcję, dzięki czemu zbuduje na Bałtyku ogromną farmę wiatrową. Szwedzi zaoferowali rekordowo niską cenę za energię.
Dzięki wygranej aukcji Vattenfall zbuduje zlokalizowaną w duńskiej części Morza Bałtyckiego farmę wiatrową Kiegers Flak o mocy 600 MW, która powstanie na powierzchni 132 km2. Koszt inwestycji wyceniono na 1,1-1,3 mld euro.
Morska farma wiatrowa Kiegers Flak ma produkować energię w ilości odpowiadającej konsumpcji 600 tys. gospodarstw domowych, czyli 23 proc. wszystkich gospodarstw domowych w Danii.
Szwedzi zaproponowali w aukcji sprzedaż energii po rekordowo niskiej cenie 49,9 euro/MWh. To rekord w globalnej branży offshore i jednocześnie jedna z najniższych cen zaproponowanych w ogóle w aukcjach dla OZE. Niższe ceny zaoferowano jak dotąd w kilku aukcjach dla fotowoltaiki odbywających się w Chile, Meksyku czy Dubaju.
Bloomberg New Energy Finance (BNEF) podał ostatnio aktualne średnie koszty produkcji energii z różnych źródeł, ustalając przeciętny koszt produkcji energii z morskich farm wiatrowych, w ujęciu LCOE (Levelised Cost of Electricity), w II połowie br. na 126 USD/MWh (około 115 EUR/MWh), czyli na poziomie o 28 proc. niższym w porównaniu do II półrocza 2015 r.
W tym roku Vattenfall zaoferował już wyjątkowo niską cenę w przypadku innej aukcji organizowanej w Danii. W przypadku licencji na budowę farmy wiatrowej o mocy 350 MW Szwedzi zaproponowali cenę 60 EUR/MWh. Jednak ten projekt będzie zlokalizowany w bezpośrednim sąsiedztwie linii brzegowej, co znacząco ograniczy jego koszt w porównaniu do inwestycji realizowanych na pełnym morzu.
W lutym 2015 r. Vattenfall wygrał również trzecią z organizowanych ostatnio w Danii aukcji dla offshore, a w czerwcu br. podjął ostateczną decyzję o realizacji tej inwestycji (Final Investment Decision – FID).
Morska farma wiatrowa Horns Rev 3 o mocy 400 MW ma kosztować 1 mld euro, a jej uruchomienie przewidziano na 2018 r. Zastosowane zostaną elektrownie wiatrowe duńsko-japońskiego konsorcjum Vestas MHI, każda o mocy ok. 8 MW.
Przyznana przez duńskie władze taryfa za sprzedaż energii wyniesie w tym wypadku ok. 103 EUR/MWh. Koszt produkcji energii w ujęciu LCOE ma być znacząco niższy i wynieść, biorąc pod uwagę cały przewidziany okres funkcjonowania, ok. 85 EUR/MWh.
Vattenfall to jeden z czołowych inwestorów na rynku europejskiej energetyki wiatrowej. W ubiegłym roku należące do Szwedów farmy wiatrowe, zlokalizowane w Szwecji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Danii i Holandii, wyprodukowały w sumie około 6 TWh energii elektrycznej.
Vattenfall jest obecnie drugim największym na świecie operatorem morskich farm wiatrowych. W sumie Szwedzi posiadają farmy wiatrowe o łącznej mocy 2,2 GW, z czego 1,3 GW to farmy wiatrowe na morzu, a do końca tej dekady zobowiązali się do podwojenia potencjału swojego parku wiatrowego do 4 GW oraz do zainwestowania w energetyce wiatrowej w sumie około 5 mld euro.
Farmy wiatrowe na Bałtyku
Obecnie na Morzu Bałtyckim (w jego niemieckiej części) działają na razie dwie farmy wiatrowe - EnbW Baltic 1 i Baltic 2, o mocy odpowiednio 48,3 MW i 288 MW. Jednak w ciągu kilku lat potencjał morskich farm wiatrowych na Bałtyku powinien znacznie wzrosnąć.
Ostatnio niemiecki koncern energetyczny E.ON i norweski Statoil rozpoczęły budowę morskiej farmy wiatrowej Arkona, która będzie zlokalizowana 35 km od niemieckiej wyspy Rugia i będzie się składać z 60 elektrowni wiatrowych Siemensa o łącznej mocy 385 MW. Elektrownie wiatrowe staną na wodach, których głębokość sięga do 37 m.
Inwestycja, której koszt wycenia się na 1,2 mld euro, ma zostać oddana do użytku w 2019 r. Po jej uruchomieniu niemiecki E.ON stanie się pierwszą firmą, która posiada morskie farmy wiatrowe zarówno na Morzu Północnym jak i Bałtyckim.
Natomiast w połowie tego roku ruszyła budowa innej farmy wiatrowej, która powstanie na Bałtyku. Farma wiatrowa Wikinger ma być zlokalizowana również w pobliżu wyspy Rugia i zajmie powierzchnię 34 km2. Jej moc wyniesie 350 MW i będzie się składać z 70 elektrowni wiatrowych, które dostarczy firma Adwen (joint venture hiszpańskiej Gamesy i francuskiej Arevy).
Uruchomienie farmy wiatrowej Wikinger, którą realizuje hiszpańska Iberdrola i której koszt szacuje się na 1,4 mld euro, zaplanowano na koniec przyszłego roku.
Plany budowy morskich farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim mają także dwie polskie firmy – PGE i Polenergia. Bliższa realizacji jest ta druga, która na projekt Bałtyk Środkowy III o mocy od 600 do 1200 MW uzyskała już decyzję środowiskową.

http://gramwzielone.pl/energia-wiatrowa ... za-energie


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 223 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /