Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 223 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 19 lis 2014, 12:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.myslkonserwatywna.pl/wiadomo ... rojnej-uk/

Teraz nam będą wmawiać, że wzrost ilości konfliktów zbrojnych to efekt ocieplenia. Zaraz "uczeni" to udowodnią.

Kopia artykułu:

Globalne ocieplenie może być powodem interwencji zbrojnej UK!
redakcja | 18 listopada 2014 | 0 Komentarzy

Obrazek

"Globalne ocieplenie spowoduje potrzebę wysłania brytyjskich wojsk poza granice Zjednoczonego Królestwa" – stwierdził admirał Neil Morisetti, wyższy rangą oficer brytyjskiej marynarki. Jego zdaniem globalne ocieplenie zwiększy ryzyko konfliktów na świecie, na co rząd w Londynie będzie musiał zareagować wysłaniem swoich żołnierzy w te rejony.
Admirał Morisetti uważa, że globalne ocieplenie działa jak "eskalator zagrożenia" (ag. threat multiplier), który "zwiększa ryzyko niestabilności i konfliktów". Jeśli globalne ocieplenie zagrozi brytyjskim interesom, wysłanie wojsk na interwencję zbrojną może okazać się nieuniknione – dodał.
Brytyjski oficer przemawiał w londyńskim parlamencie przed Energy and Climate Intelligence Unit. Celem spotkania była analiza wpływu globalnego ocieplenia na interesy Wielkiej Brytanii.

telegraph.co.uk

CS


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 19 lis 2014, 12:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
Asindziej napisał(a):
Teraz nam będą wmawiać, że wzrost ilości konfliktów zbrojnych to efekt ocieplenia. Zaraz "uczeni" to udowodnią.
"Globalne ocieplenie spowoduje potrzebę wysłania brytyjskich wojsk poza granice Zjednoczonego Królestwa" – stwierdził admirał Neil Morisetti, wyższy rangą oficer brytyjskiej marynarki. Jego zdaniem globalne ocieplenie zwiększy ryzyko konfliktów na świecie, na co rząd w Londynie będzie musiał zareagować wysłaniem swoich żołnierzy w te rejony.

To czemu jeszcze nie wysłał brytyjskich wojsk na Ukrainę, hmmm…?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 01 sty 2015, 13:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.rmf24.pl/nauka/news-lasy-tro ... Id,1581880

Lasy tropikalne pochłaniają więcej CO2
Wtorek, 30 grudnia 2014 (16:58)

NASA ma dobrą wiadomość na koniec roku. Wyniki najnowszych badań pokazują, że w odpowiedzi na rosnącą ilość dwutlenku węgla w atmosferze, lasy tropikalne pochłaniają go znacznie bardziej intensywnie, niż dotąd myślano. Jak pisze w najnowszym numerze czasopismo "Proceedings of National Academy of Sciences", lasy tropikalne pochłaniają już teraz więcej CO2, niż tajga na Syberii i lasy borealne Kanady i Alaski.


Wilgotny las równikowy (zdjęcie ilustracyjne)
/KEMAL JUFRI/HANDOUT /PAP/EPA


To dobra wiadomość, ponieważ wiemy, że tempo pochłaniania CO2 przez iglaste lasy borealne słabnie, okazuje się jednak, że lasy tropikalne mogą w ten sposób uwalniać nas od węgla przez jeszcze wiele lat - komentuje David Schimel z Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie w Kalifornii. Badania pokazują, że rocznie lasy tropikalne pochłaniają około 1,4 miliarda ton dwutlenku węgla z całkowitej liczby wchłanianych 2,5 miliardów ton.

Lasy i inne formy roślinności pochłaniają około 30 procent dwutlenku węgla, emitowanego do atmosfery w związku z działalnością człowieka. Gdyby tempo tej absorpcji spadło, musiałoby temu towarzyszyć znaczne przyspieszenie procesów ocieplania klimatu. Zauważony w lasach tropikalnych efekt pomaga temu przeciwdziałać.

W najnowszych badaniach naukowcy połączyli szereg danych, pochodzących z różnych pomiarów, symulacji, modeli atmosferycznych i zdjęć satelitarnych. Porównali przewidywania swoich modeli z dostępnymi danymi doświadczalnymi i wybrali wariant możliwie najbardziej wiarygodny. Do tej pory nikt takich łącznych analiz nie przeprowadził - mówi współautor pracy, Joshua Fisher z JPL. To niewiarygodne, że wszystkie te niezależne zestawy danych zaczynają się łączyć w spójny obraz - dodaje.
Odpowiedź na pytanie o to, które lasy najskuteczniej uwalniają atmosferę z węgla nie jest czystym zaspokojeniem naszej ciekawości. Jak podkreśla Britton Stephens z National Center for Atmospheric Research w Boulder w Colorado, ma to istotne znaczenie dla oceny, czy ziemskie ekosystemy są w stanie radzić sobie z nadmierną emisją dwutlenku węgla, czy też ich zachowanie może w końcu ocieplenie klimatu przyspieszyć.

Badania pokazują, że w miarę jak rośnie ilość emitowanego przez człowieka do atmosfery dwutlenku węgla, lasy na całej Ziemi zaczynają rosnąć szybciej i w ten sposób nieco to niekorzystne zjawisko spowalniają. Efekt jest silniejszy w wyższej temperaturze, dlatego bardziej widać go w tropikach, niż dla lasów północy Azji, Europy i Ameryki Północnej.

Obrazek
Zasięg lasów tropikalnych /Robert Simmon, na podstawie Moderate Resolution Imaging Spectroradiometer /


/Robert Simmon, na podstawie Moderate Resolution Imaging Spectroradiometer /

NAUKA
Grzegorz Jasiński


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 22 lut 2015, 19:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/klima ... -lodowcowa

Klimatolog z NASA ostrzega, że nadchodzi mała epoka lodowcowa
admin, sob., 2014-11-22 11:04


Źródło: dreamstime.com


Kolejni naukowcy przychylają się do tego, że w najbliższych latach czeka nas raczej okres znacznego ochłodzenia, niż globalnego ocieplenia. Do nurtu krytyków ideologicznego podejścia do kwestii klimatu dołączają kolejni eksperci krytycznie spoglądający na oczekiwane przez polityków ocieplenie.

Jednym z nich jest klimatolog z NASA, John L. Casey, który uważa, że w najbliższych latach nasza planeta doświadczy raczej ochłodzenia wynikającego z normalnej zmienności klimatu. Jego zdaniem takie modyfikacje pogody jak te obserwowane obecnie są czymś normalnym. Casey uważa, że teraz po chwilowym ociepleniu czeka nas przynajmniej 30 lat ochłodzenia, które można będzie nazywać małą epoką lodowcową.

Zdaniem amerykańskiego uczonego ludzkość nie powinna się zajmować miałkimi dyskusjami na temat globalnego ocieplenia tylko powinna się przygotować na nadchodzące znaczne ochłodzenie, które jest nieuniknione, bo wskazują na to cykle klimatyczne zarejestrowane przez ludzkość na przestrzeni ostatnich tysięcy lat.

Według Casey'a, jeśli mieszkańcy Ziemi zignorują to i będą się dawali manipulować opowieściami pseudonaukowców żądnych grantów pieniężnych to konsekwencje tego mogą być tragiczne. Uczony ostrzega, że skutkiem ochłodzenia będzie nie tylko przejmujące zimno, ale też zamieszki, a nawet trzęsienia ziemi i erupcje wulkanów.



John L. Casey twierdzi, że dane historyczne wskazują, że mniej więcej, co 200 lat dochodzi do okresu ochłodzenia, w trakcie którego występuje dwa razy więcej niż normalnie zarówno zjawisk sejsmicznych jak i wulkanicznych. Ich skutkiem może być śmierć bardzo wielu ludzi.

Wcześniej podobne badania prowadzili naukowcy rosyjscy i doszli do podobnych wniosków jak Casey. Ich zdaniem owa cykliczna zmienność klimatu ma związek z zachowaniem naszej dziennej gwiazdy. Ich zdaniem Słońce wchodzi obecnie w nową fazę i stworzy to problemy dla naszej planety. Wedle tych teorii w ciągu następnych dekad, będziemy mieli zatem do czynienia ze znacznym ochłodzeniem Ziemi.



Trzeba w tym miejscu wspomnieć, że pierwszym, który zasugerował korelację między aktywnością Słońca a klimatem na Ziemi był amerykański astronom - John A. Eddy. Już w 1976 r. twierdził, że istnieje wyraźny związek między ilością plam słonecznych i zmian klimatycznych zachodzących na Ziemi. W rezultacie następują okresy zmian klimatu powodujące kryzysy gospodarcze i demograficzne.

Badania te są skrzętnie ukrywane przez ideologów wiary w globalne ocieplenie. Na szczęście coraz więcej specjalistów zauważa, że nie można zrozumieć w pełni dynamiki zmian klimatu bez wpływu tak istotnego czynnika, jakim jest Słońce. Postrzeganie całości procesów wpływających na zmiany temperatury na naszej planecie, będzie możliwe dzięki lepszemu zrozumieniu wieloletnich cykli słonecznych i wynikających z tego naturalnych zmian w przyrodzie i społeczeństwie. Innymi słowy, wszystko będzie zależeć od Słońca.

https://www.youtube.com/watch?v=XQanWtk ... r_embedded


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 17 kwi 2015, 12:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://orwellsky.blogspot.com/2015/04/z ... chnia.html

Wzrost emisji CO2 sprzyja rozwojowi roślinności. Z kolei przyrost lasów działa redukująco na stężenie CO2 w atmosferze. I tak przyroda sama reguluje paramtetry naszej atmosfery. Ale żydomasoneria swoimi kłamstwami odbiera narodom wolność energetyczną i rzekomo walczy z emisją CO2, choć ludzkość ma na to taki wpływ, jak mrówka na pochód stada słoni.

Kopia artykułu:

Zaskakująca wiadomość! Powierzchnia lasów na świecie rośnie!
czwartek, 9 kwietnia 2015

Obawy przed nagłym spadkiem powierzchni lasów na Ziemi okazują się być nieco przedwczesne, jak pokazują zdjęcia satelitarne poziom zalesienia naszej planety wcale bowiem nie maleje.

Obrazek
Lasy deszczowe są wycinane przede wszystkim w Brazylii i w Azji


Niebywały wzrost liczby ludności w ostatnim stuleciu sprawił, że wyżywienie tych ogromnych mas ludzkich wymagać będzie dalszej wycinki lasów na całym świecie i urządzania na ich miejscu pól uprawnych. Czy zatem w najbliższych dekadach lasy zostaną wytrzebione do tego stopnia, że będziemy mogli je oglądać jedynie w parkach narodowych i rezerwatach? Takim mrocznym scenariuszem straszą nas media i ekolodzy, ale czy ma to związek z rzeczywistością?

Niezwykle cennych danych w tym temacie dostarczają nam krążące wokół Ziemi satelity, na podstawie zrobionych przez nie zdjęć można ocenić poziom zalesienia na planecie. Ku ich zaskoczeniu okazało się, że w ciągu ostatnich 20 lat pomimo znacznego ubytku powierzchni lasów w Ameryce Południowej i Azji Południowo-Wschodniej w innych rejonach, szczególnie Australii i Afryce Subsaharyjskiej lasy powiększyły się w tak znaczącym stopniu, że wyrównały poniesione straty. Lasy powracają także w byłych republikach sowieckich gdzie wiele ogromnych, należących do państwa gospodarstw rolnych upadło i na byłych polach i pastwiskach z powrotem wyrastają drzewa. Inaczej rzecz wygląda w Chinach, tam, szczególnie na wschodzie kraju chcąc osłonić się przed burzami piaskowymi z leżących w środkowej części kontynentu pustyń władze same prowadzą szeroko zakrojoną akcję sadzenia drzew i tworzenia naturalnej bariery ochronnej.

Obrazek
fot. Nature.com


Analizy dokonano przy pomocy metody pozwalającej na określenie ile biomasy lub żywej materii znajduje się na powierzchni planety, jak łatwo się domyślić strefy zalesiony posiadały tej biomasy najwięcej.Odrębną sprawą pozostaje jednak fakt, że lasy deszczowe np. w Brazylii wciąż są wycinane co wpływa bezpośrednio na ginięcie wielu gatunków zwierząt i roślin.


Występowanie lasów deszczowych na świecie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 14 maja 2015, 12:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/rapor ... -lodowcowa

Raport o stanie klimatu wskazuje, że nadciąga nowa epoka lodowcowa
admin, śr., 2015-02-18 19:00


Źródło: www.sciencemuseum.org.uk


Przy wciąż nasilonej w mediach propagandzie tak zwanego globalnego ocieplenia, umyka wszystkim zupełnie, że coraz więcej ekspertów ostrzega, iż należy się raczej spodziewać ochłodzenia i to na skalę małej epoki lodowcowej. Taka jest też konkluzja Raportu o stanie światowego klimatu opracowanego przez niezależny instytut badawczy w Orlando w USA.

Raport, Global Climate Status Report (GCSR), opublikowała już w grudniu ubiegłego roku, organizacja pozarządowa Space and Science Research Corporation (SSRC). Wynika z niego, że nadciągają poważne zmiany na Ziemi. Eksperci sugerują, że czeka nas długotrwała zmiana klimatu i nie grozi nam bynajmniej mityczne ocieplenie, a wręcz przeciwnie, radykalne ochłodzenie.

Specjaliści zwracają uwagę zwłaszcza na rosnącą aktywność wulkaniczną i mizerną aktywność słoneczną. Wulkany mają decydujący wpływ na kształtowanie temperatury na Ziemi, ale w perspektywie dekady. Oznacza to, że może dojść do dużej erupcji takiej jak wulkanu Pinatubo, która wyemituje tak duża ilość siarki do atmosfery, że globalna temperatura ulegnie obniżeniu o kilka stopni. Obserwowana ostatnio wzrastająca aktywność wulkaniczna oznacza, że do realizacji tego scenariusza jest coraz bliżej. Nic to jedna w porównaniu do permanentnego ochłodzenia jakie może nam zafundować Słońce.



Niektórzy astrofizycy od dawna twierdzą, że brak wyraźnego szczytu aktywności Słońca, może oznaczać, że jego zachowanie determinuje obecnie jakiś dłuższy cykl, który będzie się objawiał obecnością kolejnego minimum Maundera, tylko w naszych czasach.


SYmulacja temperatur z XVII / XVIII wieku w czasie trwania minimum Maundera - Źróło: NASA


Gdy w XVII wieku plamy zniknęły z tarczy słonecznej na dłużej skończyło się to radykalnym ochłodzeniem klimatu i teraz może być podobnie. Media niechętnie o tym mówią, aby nie mieszać w głowach ludziom, którym już wyjaśniono, ze najgorszy jest dwutlenek węgla, a Słońce nie powoduje ocieplenia.

Zaczyna się to składać w logiczną całość. Gdy aktywność słoneczna była duża twierdzono, że dojdzie do ocieplenia klimatu. Potem gdy okazało się, że Słońce się uspokaja a w raz z tym zaczyna być chłodniej opracowano pojęcie "pauzy w globalnym ociepleniu". Dzięki temu jeszcze przez kilka lat ktoś zrealizuje zyski z handlu emisjami, które są osiągane kosztem niektórych zniewolonych społeczeństw.

Źródło:
http://www.spaceandscience.net/id73.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 25 maja 2015, 11:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/2 ... e-inaczej/

O globalnym ociepleniu trochę inaczej
Posted by Marucha w dniu 2015-05-23 (sobota)

Nie zdziwimy się, jeśli się okaże, że globalne ocieplenie zachodzi właśnie teraz. W historii Natury takie zjawisko miało miejsce wiele razy. Naszym zdaniem globalne ocieplenie ma pozytywne znaczenie dla świata, ponieważ promuje wzrost roślinności, która bazuje na asymilacji węgla z dwutlenku węgla w atmosferze.
Czy globalne ocieplenie jest wywołane przez działalność ludzką? Nie jest to wykluczone, ponieważ większość tlenu pochodzi z procesów zachodzących w żywym fitoplanktonie w oceanach, podczas gdy lasy i puszcze (rain forests) zajmują pod tym względem drugie miejsce. Ponieważ oceany są systematycznie zatruwane, fitoplankton umiera.
Tak że nie nadmiar CO2 jest przyczyną ocieplenia, ale niedostateczna rotacja węgla w przyrodzie. Próby redukcji emisji dwutlenku węgla do powietrza skutkują dalszym zakłóceniem równowagi w przyrodzie.
Co zatem ludzkość powinna robic w tej materii? Absolutnie nic. Pozostawić sprawy mądrej Naturze i tylko nie przeszkadzać. Nie wycinac i nie truć. Ocieplenie spowoduje szybki wzrost zarośniętego areału ziemskiego plus większe zagęszczenie zieleni na Ziemi, co zgodnie z regułą przekory Le Chateliera, zwiększy intensywność rotacji węgla, a więc i odzysk tlenu.
Ale ktoś przytomnie zauważył, że przebiegły gospodarz potrafi wyciągnąć korzyść nawet z faktu, że mu się krowa załatwiła na środku podwórka. I to właśnie samozwańczy gospodarze czynią, wykorzystując sytuację, oraz wymuszając restrykcje i sankcje na ludzkości.
Ewentualne polepszenie sytuacji w przyszłości, będzie skutkiem nie ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery (co zresztą nie wydaje się być realnym), ale skutkiem właśnie globalnego ocieplenia, które jest reakcją na zaburzenia w cyklu naturalnym. Po prostu Ziemia ma gorączkę, która jest normalnym syndromem walki organizmu z chorobą. To przejdzie.
Ale kto tam będzie słuchał głosu rozwagi.


Globalna temperatura w przedziale czasu 2500 BC do 2040 AD.
Kolor niebieski – okresy ochłodzenia, brązowy – ocieplenia.


Autor: HDDK

Uzupełnieniem powyższego artykułu może być wpis dokonany przez gajówkowicza podpisującego się „Cedric”.
1. Wysoki CO2 obniża zapotrzebowanie roślin na wodę w rolnictwie oprócz fotosyntezy typu C4 (trawy).
> http://co2au.blogspot.com/2011/12/v-beh ... _1587.html
> http://co2au.blogspot.com/2011/12/norma ... se_26.html
2. Niski CO2 przyczynia się do pustynnienia, wysoki – odwrotnie.
> http://www.sciencedaily.com/releases/20 ... 103521.htm
3. CO2 obniża temperaturę – oprócz zakresu od minus 60º C do minus 120º C.
> http://ekotest.republika.pl/Efekt%20cie ... s%201.html
>http://ekotest.republika.pl/Efekt%20cieplarniany%20-%20krytyka%20i%20dyskusja%20strona%201.html
4. W warunkach dobrego nasłonecznienia, dostępności wody i mikroelementów CO2 znacznie zwiększa plony dla fotosyntezy innej niż C4.
> http://co2au.blogspot.com/2011/12/v-beh ... _2704.html
5. CO2 działa prozdrowotnie.
> http://raypeat.com/articles/articles/co2.shtml
> http://www.functionalps.com/blog/2012/0 ... eneration/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 29 maja 2015, 10:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wuzetka2012.blogspot.com/2015/05 ... nz-do.html

Jak widać, kłamstwa klimatyczne mają na celu nie tylko grabienie ludzkości, niszczenie energetyki w wybranych państwach (jak np. w Polsce). Najgroźniejsze jest to, że dają zbrodniarzom pretekst do akcji ludobójczej. Wojna satanistów z rodzajem ludzkim rozkręca się.

Nauka i technologia - Urzędnik ONZ do spraw zmian klimatu: Powinniśmy zrobić wszystko, aby wyludnić Ziemię.
wtorek, 26 maja 2015

Nauka i technologia - Urzędnik ONZ do spraw zmian klimatu: Powinniśmy zrobić wszystko, aby wyludnić Ziemię. - Prison Planet
Wysocy rangą urzędnicy starają się przeforsować pogląd, iż liczba ludności powinna zostać zredukowana w celu skutecznej walki ze zmianami klimatu. Ten niezmienny pogląd jest ustawicznie propagowany przez Christiane Figueres (Sekretarza Wykonawczego Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu – UNFCC). W 2013 r., Figueres odbyła rozmowę z założycielem Climate One - Gregiem Daltonem, która dotyczyła mających wpływ na zmiany klimatu „współczynników dzietności wśród ludzi”.

Komentarze w tej sprawie zaczynają się w poniższym materiale od 4,20 min:

https://www.youtube.com/watch?v=xFGksEg ... r_embedded

Według opinii Daltona, „powiązaną kwestią jest współczynnik dzietności wśród ludzi”. Dodaje on również, że „wielu ludzi ze środowisk związanych z energią oraz środowiskiem nie chce zbytnio się w to angażować, gdyż wskaźniki urodzeń są kwestią obciążoną politycznie. To nie jest po prostu ich sprawa”.

Pyta on następnie, “czy nie jest prawdą, że powstrzymanie wzrostu populacji, mającego wpływ na zwiększenie się poziomu emisji gazów cieplarnianych, byłoby jednym z największych środków nacisku?”

Figueres z kolei odpowiada, “oczywiście, niższa liczba ludzi wywierałaby mniejszy wpływ na stan zasobów naturalnych”, wspominając, że szacunkowe obliczenia wskazują, iż do roku 2050 liczba ludności wrośnie do 9 miliardów.

Dalton następnie pyta Figueres czy przewidywana liczba może być w jakiś sposób opóźniona, lub zatrzymana. "W takim razie, czy 9 miliardów to liczba z góry przesądzona? Klamka zapadła, nie ma szans, żeby to zmienić?"

"Istnieje presja w systemie by iść w tym kierunku; na pewno możemy je zmienić, prawda? Możemy z pewnością zmienić te liczby," Figueres powiedziała w odpowiedzi. "Naprawdę, powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby zmienić te liczby, bo już dzisiaj przekraczamy planetarną pojemność planety." dodała.

Climate One jest samozwańczym forum dyskusyjnym, na którym porusza się sprawy publiczne. Organizacja opowiada się za zdecydowanymi działaniami skierowanymi na walkę ze zmianami klimatu. Climate One jest oddziałem znajdującego się w San Francisco „Klubu Kalifornijskiego” (The Commonwealth Club of California). Zasadniczo jest to miejsce jałowych debat regularnie odwiedzane przez głowy rządów i przedstawicieli korporacyjnego biznesu.

Figueres jest na ogół znana z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat zmian klimatu. Urzędniczka Organizacji Narodów Zjednoczonych już poprzednio opisała cel UNFCC (Ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu), jako „całkowitą transformacje struktury ekonomicznej na świecie”.

Wypowiedź około 1:40:

https://www.youtube.com/watch?v=ARc8sBL ... r_embedded

Wielokrotnie również mówiła o tym, że komunistyczna dyktatura w chińskim stylu jest lepiej dostosowana do walki z globalnym ociepleniem, niż amerykański system konstytucyjny. igueres powiedziała w zeszłym roku Bloomberg News, że rząd Chin, który ciągle wymusza aborcje, akty dzieciobójstwa, czy przymusową sterylizacje, „robi to co należy” w świetle kwestii zmian klimatu. I to wszystko pomimo, że Chiny są zdecydowanie największym producentem gazów cieplarnianych.



Figueres zwróciła również uwagę, że podział w amerykańskim kongresie jest „bardzo szkodliwy” wobec uchwalania ustaw dotyczących zmianach klimatu. Podczas gdy Komunistyczna Partia Chin ustala zasady na mocy dekretu to prezydent Obama przystaje na to, pod warunkiem, że będzie mógł kontynuować omijanie Kongresu, poprzez wydawanie rozporządzeń wykonawczych w sprawach zmian klimatu.

Jak InfoWars stale zwraca uwagę, wiązanie kwestii zmian klimatu z zagadnieniem przeludnienia jest całkowicie nie do przyjęcia.

W krajach rozwiniętych, liczba ludności zmniejsza się, podczas gdy w krajach trzeciego świata gwałtownie wzrasta. Industrializacja przyczynia się do stabilizacji poziomu populacji. Modele populacyjne stale wykazują, że populacja ustabilizuje się na poziomie 9 miliardów w roku 2050, a następnie ulegnie powolnemu zmniejszaniu. Zgodnie z raportem ONZ „liczba ludności w krajach najbardziej rozwiniętych pozostanie na stałym poziomie 1,2 miliarda do roku 2050”.

Wspierane przez ONZ polityki depopulacji również pozostają w bezpośredniej sprzeczności z ich własnymi badaniami na ten temat. Kiedy kraj ulega industrializacji, średnia liczba dzieci wynosi 1,6 na gospodarstwo domowe, tak więc populacja krajów zachodnich ulega zmniejszaniu. Trend ten można dostrzec na obszarze Azji, w takich krajach jak Japonia, czy Korea Południowa. ONZ oświadczyło, że populacja osiągnie wartość szczytową na poziomie 9 miliardów, następnie się zmniejszy. W dodatku, jak podkreśla the Economist, na dzień dzisiejszy współczynnik dzietności ulega zmniejszaniu.



W momencie, gdy radykalni ekolodzy starają się przeforsować idee deindustrializacji świata w obliczu tak zwanego zagrożenia węglowego. Działanie to odwróci trend, który w naturalny sposób przyczynia się do zmniejszenia liczby dzieci. Jeśli fanatycy zmian klimatu będą wdrażali w życie swoje pomysły to globalna populacja będzie wzrastać, co spowoduje prawdziwy problem w postaci przeludnienia. Stanowi to kolejny przykład szkodzenia środowisku Ziemi przez histeryków globalnego ocieplenia, którzy powstrzymują rozwój przeludnionych krajów, tym samym pozbawiając je możliwości obniżenia przyrostu naturalnego.

Film: Ecoscience - plan globalnej eksterminacji ujawniony:

https://www.youtube.com/watch?v=9sMSsoR ... r_embedded

OGLĄDAJ DALEJ>>>
http://www.prisonplanet.pl/multimedia/f ... p818441065

Nawet będąc adwokatem diabła i przyznając, że ludzie przyczyniają się znacznie do ocieplenia klimatu i jest nas zbyt wielu, pomijając zarazem skojarzenia z eugeniką związaną z ideami kontroli populacji oraz depopulacji, okazuje się, że te metody zasadniczo nadal nie są właściwym rozwiązaniem wobec zagrożeń postrzeganych jako zmiany klimatu. Realnym rozwiązaniem mogłaby być pomoc w podnoszeniu standardów życia zatrważająco ubogich krajów trzeciego świata, pozwalając im na industrializacje, a tym samym stabilizacje liczby ludności. Zamiast tego, kraje trzeciego świata doświadczają podwojenia cen żywności z powodu polityki zmian klimatu, przyczyniającej się do przekształcania ogromnych połaci obszarów użytków rolnych w ziemie przeznaczane na uprawę roślin na potrzeby biopaliw. W dodatku forsowane przez rozwinięte kraje cięcia w emisji CO2 sparaliżują już i tak słabe systemy ekonomiczne biednych krajów oraz dotkniętych biedą ich mieszkańców.



Poprzednie ustawodawstwo, np. Porozumienie Kopenhaskie, dopuściło, aby kraje rozwinięte emitowały dwa razy więcej CO2, niż biedniejsze kraje, które nie przyczyniają się do wzrostu emisji dwutlenku węgla. Ujawnienie tych faktów zobligowało liderów krajów trzeciego świata do oskarżenia bogatych krajów o „klimatyczny kolonializm”.



Łączenie polityki ekologicznej z projektami depopulacji, toruje drogę eugenice. Nie ma się więc co dziwić, że w tym kierunku napływają hordy plugawych elit błagających o stołki na pierwszej linii frontu eksterminacji ludzkości.

Jednym z przykładów tych “elit” jest znajdująca się w Wielkiej Brytanii organizacja The Optimum Population Trust (OPT), która już poprzednio podjęła inicjatywy mające na celu zachęcanie bogatych członków społeczności krajów rozwiniętych do udziału w programach równoważenia emisji dwutlenku węgla (ang. carbon offsets), finansujących projekty nastawione na ograniczanie populacji krajów rozwijających się.



W 2007 roku, wyżej wspomniana grupa opublikowała raport obwieszczający, iż dzieci są „złe dla planety” oraz posiadanie licznej rodziny powinno zostać zdyskredytowane jako przykład środowiskowego przestępstwa, w taki sam sposób jak częste, długotrwałe loty, jeżdżenie dużym samochodem, czy nieużywanie ponownie plastikowych torebek.

Ten sam temat dyskusji wciąż przewija się pośród grup zajmujących się polityką publiczną, ekologów oraz najbardziej wpływowych naukowców w amerykańskim rządzie. Można by sądzić, że pomysły sterylizacji, czy depopulacji nie mogły by być zaakceptowanie przez opinie publiczną, jednakże powyższe idee są akceptowane oraz popularyzowane jako rozwiązanie dla ludzkości.

Szefowa zespołu ONZ zajmującego się kwestiami zmian klimatu daje możliwość dyskusji na te tematy, w niektórych kwestiach aktywnie domagając iście dyktatorskich rozwiązań, które zezwalałyby na polowanie na matki będące w ciąży z drugim dzieckiem, uprowadzanie ich do kontrolowanych przez rząd szpitali, gdzie byłyby odurzane a ich dzieci zabijane – wszystko w imię ratowania Ziemi.


Tłumaczenie: Rafał Szablewski


Link do oryginalnego artykułu: LINK

Źródło: http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_tech ... p628789186

Autor: Cookies Monster


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 05 cze 2015, 20:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_tech ... 1859521715

Walka wypowiedziana przez psychopatów klimatowi stanowi wielkie zagrożenie dla całej ludzkości.

Kopia artykułu:

Geoinżynieria zmienia globalne cykle wodne powodując susze na północnej półkuli.
PrisonPlanet.pl 2015-06-04

Obrazek

Problematyka geoinżynierii, czyli systemów i procesów modyfikacji pogody, choć nie jest poruszana na forum publicznym to jest cały czas tematem wnikliwych badań, jak i niejawnych, trwających ponad dekadę programów modyfikacji pogody. Poruszając się zatem w tej materii natkniemy się szybko na dwa poziomy rozpatrywania geoinżynierii. Pierwszy zakłada, że świat naukowy cały czas zastanawia się nad tym czy wdrażać takie programy, natomiast drugi oficjalnie stwierdza, że takie programy mają miejsce w skali globalnej i doprowadzą do pełnej kontroli pogody do roku 2025. Zarówno jeden jak i drugi poziom opiera się na bogatej, rządowej, naukowej jak i wojskowej dokumentacji.

https://www.youtube.com/watch?v=B5rINST ... r_embedded

OGLĄDAJ DALEJ>>>
http://www.prisonplanet.pl/multimedia/g ... 2021997870

Schizofrenia związana z tym tematem jest również odzwierciedlana w dokumentach ONZ gdzie dla przykładu w piątym wydaniu sprawozdania IPCC AR5 “Climate Change2013: The Physical Science Basis” stwierdzono wyraźnie, że geoinżynierię prowadzi się na całej północnej półkuli, zalecając utrzymanie programów i jednocześnie stwierdzając, że takie programy nie mają miejsca. Podobnie ludzie na całym świecie są światkami programów geoinżynieryjnych, a mimo to rządy i państwowe agencje zaprzeczają, iż takowe działania mają miejsce.

https://www.youtube.com/watch?v=Ll2W7x9 ... r_embedded

Bez względu jednak na poziomy rozpatrywania tego zagadnienia, bez względu na to czy rozpylanie na niebie toksycznych środków chemicznych nazwiemy eksperymentem czy pernamentnym programem rządowym to zjawisko to jest cały czas obecne na niebie niemal na całym świecie i jego efekty będą odczuwane przez całą populację świata.

Jak ostatnio nawet podało BBC w artykule pt “Warning over aerosol climate fix” odnosząc się do konferencji nt geoinżynierii European Geosciences Union General Assembly “wszelkie próby inżynierii klimatu mogą doprowadzić do "odmiennych" zmian klimatu, a nie ich wyeliminowania.” Wdrażanie geoinżynierii nie będzie zatem prowadziło do poprawy zjawisk pogodowych ale do ich zmiany z całą masą nieodwracalnych skutków.

Obrazek

Według zaprezentowanych badań jednym z nieodwracalnych skutków rozpylania aerozoli siarczanowych w stratosferę by próbować odbijać światło słoneczne z powrotem w przestrzeń kosmiczną by schłodzić planetę będą wzmagające się susze na północnej półkuli ziemi. Opady przesuną się w kierunku równika i południowej półkuli wzmacniając monsuny. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jak podaje Ken Caldera z Carnegie Institution for Science in Stanford będzie rozwój rolnictwa i jego efektywności w rejonach równika a zmniejszenie wydajności na północnej półkuli.

Omawiano również wpływ erupcji wulkanów jako czynnik wzmacniający i przyspieszający taki scenariusz.

Obrazek

Tak więc wdrażane od ponad dekady techniki geoinżynierii, które zostały okrzyknięte przez niektórych jako szybkie rozwiązanie wymyślonego problemu zmian klimatycznych będą miały wpływ na globalne cykle wodne i środowisko z dramatycznymi geopolitycznymi tego konsekwencjami. Najważniejszym bowiem czynnikiem wpływającym na długookresową masową migrację całych nawet populacji są zmiany pogodowe/klimatu, które w naszych czasach nie są już konsekwencją naturalnych fluktuacji ale są konsekwencją wdrażanej przez człowieka geoinżynierii. Jedynym więc możliwym, przyszłym kryzysem klimatycznym będą reperkusje wdrażanych niejawnie technologii modyfikacji pogody a nie jak się wciąż powtarza aktywności cywilizacyjnej zwykłych obywateli.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 17 cze 2015, 06:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
Co z tym klimatem? Cała prawda o globalnym ociepleniu!

Obrazek
fot.EUTERS/Kacper Pempel/FORUM


Jednym z popularniejszych straszaków, którymi posługują się zawodowi „poprawiacze” świata jest tzw. globalne ocieplenie. Ileż to razy słyszeliśmy o „zbrodniczej” polityce wymierzonej w naturę! Namiętne perorowanie o ociepleniu klimatu i innych ekologicznych pseudoprawdach stało się dla wielu sposobem na życie. Dodajmy - sposobem bardzo intratnym. A jak wygląda prawda? Zapraszamy do lektury opublikowanych na naszym portalu wybranych materiałów poświęconych klimatycznemu przekrętowi.

Przypominamy wybrane materiały dotyczące gigantycznej manipulacji – pozwalającej twórcom i promotorom na czerpanie niebagatelnych profitów z uczestnictwa w niej – efektu tzw. globalnego ocieplenia. W grę wchodzą jednak nie tylko pieniądze. Snucie klimatycznych fantasmagorii przekłada się na wprowadzające je w życie konkretne decyzje polityczne. Ich efekty dotykają głównie kraje biedniejsze, takie jak Polska…

Pęka bańka propagandy w sprawie efektu cieplarnianego - Nachalna propaganda na rzecz efektu cieplarnianego sprawia, że liczba zwolenników tej teorii wygasa. Bo jak długo można słuchać o tym, że dwutlenek węgla, który jest niezbędny w procesie oddychania to trucizna, albo, że morza i oceany zaleją wkrótce Warszawę i polskie góry - mówi PCh24.pl Tomasz Teluk, szef Instytutu Globalizacji.

Pech zwolenników teorii globalnego ocieplenia - Jak w przypadku neodarwinowskiej teorii ewolucji - zgodnie z którą człowiek i wszechświat jest dziełem przypadku (sic!) – tak samo w dziedzinie nauki poświęconej klimatowi jest znaczna grupa uczonych, którzy dystansują się od teorii globalnego ocieplenia, forsowanej przez oenzetowski panel i byłego wiceprezydenta USA, Ala Gore’a, który za lansowanie tej teorii dostał Nobla

Niemcy sfałszowali raport klimatyczny - "Die Welt” stwierdził, że raport ONZ podważa sens niemieckiego programu tzw. zielonej energii. Gazeta zarzuca ministerstwu „bezczelne fałszerstwo” wyjaśniając, że „handel pozwoleniami na emisję zanieczyszczeń jest z definicji systemem, w którym liczba swobodnie zbywalnych certyfikatów emisji dwutlenku węgla jest pomyślana w taki sposób, by o cenach określonej liczby certyfikatów decydował wolny rynek.

„The Wall Street Journal”: nie ma globalnego ocieplenia. Media nadal wprowadzają w błąd - Jak na razie nikt nie jest w stanie wykazać, by człowiek miał faktycznie wpływ na zmianę klimatu wskutek emisji dwutlenku węgla, jak wmawiają nam politycy. Dlatego – jego zdaniem - podejmowanie jakichkolwiek decyzji w tej kwestii będzie miało wpływ nie na klimat, lecz dobrobyt obywateli w danym kraju.

https://www.youtube.com/watch?v=4tZk8U8NaDE
Uczestnik misji Apollo 7 o micie globalnego ocieplenia

http://www.pch24.pl/co-z-tym-klimatem-- ... 378,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 14 lip 2015, 11:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/powod ... o-6-metrow

Powszechnie wmawia nam się jako pewnik, że na skutek ocieplenia woda w oceanach podniesie się i zaleje takie a takie lądy, powodując niewyobrażalne tragedie. A tak na logikę zamarznięte lody Arktyki Północnej pływają w morzu, mają mniejszy ciężar właściwy od wody w stanie ciekłym. Jeśli więc stopią się, to w jaki sposób podniosą poziom wody? Ponadto ocieplenie klimatu oznacza zwiększenie stężenia pary wodnej w atmosferze, czyli że część wody z oceanów przeniesie się w stan gazowy. Oznacza to, że na skutek ocieplenia nie tylko wody nie podniosą się, ale wręcz przeciwnie - mogą nawet opaść, odsłaniając część dna morskiego i powiększając obszar lądów.

Kopia artykułu:

Z powodu globalnego ocieplenia, poziom wody w oceanach może wkrótce wzrosnąć nawet o 6 metrów
admin, ndz., 2015-07-12 16:25


Źródło: 123rf.com


Naukowcy odkryli, że 125 tysięcy lat temu, kiedy średnia temperatura na Ziemi była mniej więcej taka sama jak obecnie (a nie było przemysłu), poziom mórz i oceanów był wyższa niż obecny o około 6 metrów. Prowadzi to do oczywistej konkluzji, że w najbliższej przyszłości należy się spodziewać topnienia pokrywy lodowej, co może wywołać wzrost poziomu wody w oceanach.

Badacze stwierdzili, że w przeszłości temperatura ziemi wzrastała już do poziomu obserwowanego obecnie. Według danych uzyskanych z analiz rdzeni lodowych, mniej więcej 125 tysięcy lat temu przy takiej samej temperaturze poziom wód we wszechoceanie był wyższy niż obecny o około 6 m Oznacza to, że aktualny stan pokrywy lodowej planety nie jest jeszcze "zsynchronizowany" z obecną temperaturą powietrza.

Autorzy badania opublikowanego w czasopiśmie Science, wskazują, że po czasie, gdy mieliśmy okres ocieplenia, lód topnieje z rozpędu przez jakiś czas i aktywnie wpływa to na wzrost poziomu mórz. Naukowcy nie wykluczają, że obecnie możemy być świadkami powtórzenia sytuacji, która miała już miejsce 125 tysięcy lat temu.



Jeśli rzeczywiście obecny poziom mórz nie odpowiada globalnej temperaturze, to wkrótce linia brzegowa na całym świecie powinna się zmienić i to w sposób zdecydowany. Jeśli naukowcy znowu się nie mylą, to miasta nadmorskie czekają dramatyczne przeobrażenia i niewiele można zrobić aby temu przeciwdziałać.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 21 lip 2015, 14:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.mt.com.pl/sztuczna-fotosynte ... eplarniany

CO2 to gaz niezbędny dla życia roślin. Psychopaci walcząc z rzekomo nadmierną emisją CO2 wytępią rośliny głodem.

Kopia artykułu:

Sztuczna fotosynteza gaz cieplarniany
19.04.2015 / 20:24



O postępach w pracach nad sztuczną fotosyntezą piszemy całkiem często. Teraz pojawia się szansa aby pożyteczny proces połączyć z sekwestracją dwutlenku węgla na dużą skalę. Według badań Departamentu Energii rządu Stanów Zjednoczonych przeprowadzonych we współpracy z kalifornijskim ośrodkami akademickimi w Berkeley, można stworzyć system, który przechwyci CO₂ zanim ten trafi do atmosfery i przy udziale energii słonecznej przetworzyć go na biodegradowalne tworzywa sztuczne, leki a nawet paliwa.

Stworzony przez naukowców układ hybrydowy łączy półprzewodnikowe nanorurki, gdzie powstają pod wpływem słońca elektrony z pracą odpowiednich bakterii, które z użyciem elektronów redukują CO₂, co imituje reakcje zachodzące w fotosyntezie. Jednak w przeciwieństwie do roślin syntetyzuje się tu nie węglowodory z dwutlenku węgla i wody, ale octan, bo taki związek wytwarzają użyte w procesie bakterie z gatunku S. ovata. Ten związek jest półproduktem, który może być wykorzystany do dalszych procesów syntezy innych potrzebnych substancji. Wykorzystanie bakterii E.coli pozwala na wytwarzanie kolejnych substancji.

W przeprowadzonych eksperymentach otrzymano mieszaninę składającą się z 26 procentach z butanolu, który jest paliwem, w 25 proc. ze związku zwanego amorfadieniem, który może posłużyć do wytwarzania pewnych leków, i w ok. 50 proc. z biodegradowalnego polimeru polihydroksymaślanu. Oczywiście efektywność energetyczna procesu wynosząca w eksperymentach 0,38 proc. pozostawia jeszcze wiele do życzenia, ale badania będą kontynuowane.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 25 lip 2015, 11:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/h9F4tBPFJsm

Polscy naukowcy rozprawiają się z mitami - Mit 1: "Globalnego ocieplenia nie ma, bo tak mówi Komitet Nauk Geologicznych"
Tylko prawda wyzwala poniedziałek, 18:34

Mit: Globalnego ocieplenia nie ma, bo tak mówi Komitet Nauk Geologicznych [1]
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... znych-1-69

FAKTY I MITY

I tak się dzieje na naszej planecie od miliardów lat - okresy ocieplenia i rozkwitu przeplatają się z czasami chłodu, kiedy życie zamiera, a duże połacie lądów i oceanów pokrywają się lodem. Tej huśtawce temperatury rzeczywiście towarzyszyły niekiedy zmiany stężenia dwutlenku węgla, ale nie mogły one mieć nic wspólnego z człowiekiem, bo nasz gatunek jeszcze wtedy nie istniał. W samym tylko czwartorzędzie, czyli w ciągu ostatnich 2,6 mln lat, okresy ciepłe wielokrotnie przeplatały się ze zlodowaceniami, a poziom dwutlenku węgla rósł i malał na przemian - twierdzą polscy geolodzy w wydanym w 2009 r. głośnym dokumencie "Stanowisko Komitetu Nauk Geologicznych PAN w sprawie zagrożenia globalnym ociepleniem." ("Klimatyczna huśtawka", Newsweek, 2013 47/13, 18 listopada 2013)

Stanowisko KNG PAN drastycznie odbiega od opinii światowego środowiska naukowego. Zawiera także szereg poważnych błędów merytorycznych.



Słońce, chmury, oceany - wszystkie decydują o tym, jak wygląda nasz klimat. Ale to nie one powodują aktualnie obserwowane ocieplenie. Ilustracja dzięki uprzejmości NASA.

Z dokumentem „Stanowisko Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk w sprawie zagrożenia globalnym ociepleniem” możemy zapoznać się tutaj. Poniżej przytoczymy i odniesiemy się jedynie do argumentów merytorycznych, wysuniętych przez PAN, zgodnie z punktami z dokumentu. Na samym początku podkreślimy, że tez zawartych w stanowisku KNG nie można zweryfikować. Jego autorzy nie podają żadnych odniesień do literatury naukowej, co jest niezgodne z praktyką tworzenia poważnych dokumentów w wiarygodny sposób formułujących radykalne tezy.

Teza KNG nr 1.

Klimat Ziemi kształtowany jest przez wzajemne oddziaływanie jej powierzchni i atmosfery, które ogrzewane są przez promieniowanie słoneczne o cyklicznie zmiennym natężeniu. Na klimat wpływa roczny obieg Ziemi wokół Słońca, termika i zmiany przepływu wód krążących w oceanach, ruch mas powietrza, układ masywów górskich, a w perspektywie czasu geologicznego także ich wypiętrzanie i erozja oraz zmiany w rozmieszczeniu kontynentów wskutek ich ciągłej wędrówki.

To prawda, klimatem steruje wiele czynników. Decydujące jest, jak silny jest ich wpływ i jaka jest ich skala czasowa działania. Czynniki działające w skali geologicznej, takie jak układ masywów górskich, ich wypiętrzanie i erozja, a także zmiany w rozmieszczeniu kontynentów działają zbyt powoli, by mieć wpływ na obecnie obserwowane ocieplenie. Podobną sytuację mamy w przypadku zmian orbity Ziemi. Zachodzą one w cyklach liczonych w dziesiątkach tysięcy lat. Co więcej, działają one obecnie w kierunku ochłodzenia. Przejawia się to zresztą w trwającym do niedawna stopniowym spadku średniej temperatury powierzchni Ziemi w ostatnich kilku tysiącach lat.

Można się zastanawiać, jakie „cykliczne zmiany natężenia promieniowania słonecznego” KNG PAN ma na myśli? Czy chodzi o 11-letni cykl zmienności Słońca? Cykliczność oznacza, że raz Słońce świeci mocniej, a raz słabiej. Takie wahania nie wpływają jednak na długoterminowe zmiany temperatury. A może KNG ma na myśli zmiany w aktywności pomiędzy kolejnymi cyklami słonecznymi? Tylko że w ciągu ostatnich 35 lat - kiedy miało miejsce szybkie ocieplanie się klimatu Ziemi - aktywność słoneczna spadała. Innymi słowy, od kilkudziesięciu lat zmiany klimatu postępowały w kierunku odwrotnym do tego, jaki sugerowałyby zmiany na Słońcu (patrz Mit: Globalne ocieplenie jest powodowane wzrostem aktywności słonecznej).

Jak zauważa KNG PAN, na klimat wpływają też zmiany przepływu wód krążących w oceanach. To prawda, tyle że w ostatniej dekadzie na Pacyfiku panowały chłodne fazy ENSO (oscylacji El Niño – La Niña) i PDO, przez co prądy oceaniczne obniżały średnią temperaturę powierzchni Ziemi (a oceany nagrzewały się w rekordowym tempie (patrzMit: Globalne ocieplenie się skończyło, Mit: Klimat zmieniał się już wcześniej - dziś jest tak samo, 058).

Teza KNG nr 2.

Badania geologiczne dowodzą niezbicie, że stała zmienność jest podstawową cechą klimatu Ziemi w całej jej historii, a zmiany zachodzą w nakładających się cyklach o różnej długości - od kilkuset tysięcy do kilkunastu lat. Dłuższe cykle klimatyczne są wywoływane przez czynniki pozaziemskie o astronomicznym charakterze i zmiany parametrów orbity Ziemi, a krótsze - przez czynniki regionalne i lokalne. Nie wszystkie przyczyny zmian klimatu i zjawiska klimatotwórcze zostały jeszcze w pełni rozpoznane.

To prawda, ale na te naturalne cykle (o znanych przyczynach) mogą nakładać się rezultaty naszych działań, takich jak na przykład emisje gazów cieplarnianych. Już teraz mają one wyraźny wpływ na klimat, a przy kontynuacji obecnych trendów będą miały jeszcze większy. Wystarczy porównać zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi w scenariuszu „normalnej aktywności słonecznej” i „spadku aktywności Słońca do poziomu z czasu Małej Epoki Lodowej” (patrz Mit: Czeka nas nowa epoka lodowcowa).

Symulacje reakcji klimatu przy założeniu, że Słońce weszłoby w Minimum Maundera pokazują, że spadek temperatury wywołany przez zmianę aktywności Słońca jest minimalny w porównaniu do ocieplenia powodowanego przez produkowane przez ludzi gazy cieplarniane (Feulner i Rahmstorf 2010 [pełna wersja]). Oziębienie wywołane przez niższą aktywność słoneczną jest szacowane na ok. 0,1°C (maksymalnie 0,3°C), podczas gdy ocieplenie związane ze wzmocnieniem efektu cieplarnianego będzie rzędu 3,7°C do 4,5°C, w zależności od tego, ile CO2wyemitujemy w XXI wieku.

Obrazek

Rysunek 1: Średnie globalne anomalie temperatury w latach 1900 do 2100 w scenariuszach Czwartego Raportu IPCC: A1B (czerwone linie) i A2 (purpurowe linie) i przy uwzględnieniu trzech różnych wymuszeń słonecznych: typowego 11-letniego cyklu (linia ciągła), nowego Wielkiego Minimum z poziomem aktywności słonecznej odpowiadającej zrekonstruowanemu poziomowi Minimum Maundera (linia przerywana) oraz obniżonego poziomu napromieniowania (linia kropkowana). Temperatury obserwowane przez NASA GISS do roku 2009-go są oznaczone liną niebieską (Feulner i Rahmstorf 2010).

Teza KNG nr 3.

Choć w historii Ziemi dominował klimat znacznie cieplejszy od współczesnego, wielokrotnie dochodziło do potężnych, globalnych ochłodzeń, których efektem był zawsze rozwój rozległych zlodowaceń sięgających niekiedy do strefy podzwrotnikowej. Dlatego wiarygodne prognozowanie zmian klimatu Ziemi, nie mówiąc o chęci im zapobiegania, kształtowania czy przeciwdziałania, musi brać pod uwagę wyniki badań jej przeszłości geologicznej - a więc czasu, gdy ludzkości (i przemysłu!) nie było na naszej planecie.

Badania dawnego klimatu są jednym z podstawowych narzędzi naukowców. Łatwo to sprawdzić, zaglądając do Raportów I Grupy Roboczej IPCC. Na przykład w ostatnim, Piątym Raporcie, omówieniu historycznych zmian klimatu i ich mechanizmów poświęcony jest rozdział piaty, liczący 138 stron. To właśnie dane z przeszłości, takie jak podczas epok lodowcowych czy w czasach dinozaurów pozwalają zrozumieć podstawowe przyczyny ewolucji klimatu i odpowiedzieć na pytanie, jak działanie różnych czynników, takich jak aktywność słoneczna, zmiany orbity Ziemi, zmiany rozmiarów czap polarnych czy aktywność wulkanów, wpływa na zmiany klimatu. Dysponując tą wiedzą, jesteśmy w stanie porównać ówczesne zaburzenia z naszym obecnym wpływem. Możemy także ocenić, jaki będzie efekt naszych działań oraz wykorzystać tę wiedzę dla weryfikacji modeli klimatu, których używamy do stawiania prognoz tego, co będzie się działo w przyszłości.

Teza KNG nr 4.

Od dwunastu tysięcy lat Ziemia znajduje się w kolejnej fazie cyklicznego ocieplenia i jest w pobliżu jego maksymalnego natężenia. W samym tylko czwartorzędzie, czyli w ciągu ostatnich 2,5 mln lat, okresy ciepłe wielokrotnie przeplatały się ze zlodowaceniami, co dobrze już zostało rozpoznane.

Owszem, to prawda, że nasza planeta od dwunastu tysięcy lat znajduje się w fazie ocieplenia. Za cykl epok lodowcowych i okresów interglacjalnych odpowiadają zmiany orbity Ziemi (tzw. cykl Milankovicia), prowadzące do zmian natężenia promieniowania słonecznego docierającego latem do półkuli północnej, a przez to wpływające na klimat. Wiemy o tym od dawna. Dopiero jednak najnowsze badania pozwalają dokładnie przyjrzeć się temperaturom z tego okresu. Wyniki badań osadów dennych w oceanach (m.in. Marcott 2013 [pełna wersja]), obejmujące cały Holocen (obecny ciepły okres międzylodowcowy), pokazują skalę obecnych zmian w kontekście zmian w ostatniego 11,5 tysiąca lat.



Rysunek 2. Zmiany temperatury powierzchni Ziemi w ostatnich 11,5 tys. lat. (Marcott 2013).

Na powolne zmiany temperatury będące skutkiem wymuszeń orbitalnych nakłada się gwałtowny wzrost temperatury w ostatnim stuleciu. Jak widać, jest to zjawiskiem bez precedensu w ostatnich 12 tys. lat (patrz Mit: Gwałtowny wzrost temperatur to efekt błędu w obliczeniach). Widać także, że teza, iż Ziemia jest w pobliżu jego maksymalnego natężenia cyklicznego ocieplenia nie jest poprawna – miało ono miejsce między 9 a 5 tysiącami lat temu.

Teza KNG nr 5.

Obecnemu ociepleniu towarzyszy wzrost zawartości gazów cieplarnianych w atmosferze: wśród nich dominuje para wodna, a w mniejszych ilościach występuje m.in. dwutlenek węgla, metan, tlenki azotu i ozon. Tak działo się zawsze, bo jest to zjawisko nierozłącznie związane z cyklicznym ocieplaniem i oziębianiem. Okresowy wzrost ilości gazów cieplarnianych w atmosferze, niekiedy nawet do wartości kilkakrotnie większej w porównaniu ze stanem obecnym, towarzyszył dawniejszym ociepleniom, również przed pojawieniem się człowieka na Ziemi.

KNG wyraźnie nawiązuje do cyklicznego ocieplania i oziębiania w cyklu epok lodowcowych. Wtedy, podczas ocieplania się klimatu, rzeczywiście najpierw rosła temperatura na wysokich szerokościach półkuli północnej, a dopiero potem wzrastała koncentracja gazów cieplarnianych, co było skutkiem odgazowywania cieplejszych wód powierzchniowych w oceanach.

Jednak obecnemu ociepleniu nie towarzyszy „naturalnie” wzrost zawartości gazów cieplarnianych. Wręcz przeciwnie: jest to wzrost bardzo nienaturalny. gdyż wynika z bardzo szybkiego wpuszczania do atmosfery dwutlenku węgla pochodzącego z paliw kopalnych – i jest to zjawisko bezprecedensowe w historii geologicznej Ziemi. O nienaturalności tego procesu świadczy jego niezwykłe tempo, zmiana sygnatury izotopowej CO2 znajdującego się w atmosferze, a także fakt, że mimo ocieplenia wody oceanów, ilość rozpuszczonego w niej CO2 rośnie. Przyjrzyjmy się temu.

W ciągu setek tysięcy lat cykli epok lodowcowych koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze oscylowała w zakresie 180-300 ppm (patrz Mit: To ocieplenie powoduje wzrost koncentracji CO2 a nie na odwrót). Obecna koncentracja jest bliska 400 ppm i rośnie wyjątkowo szybko, w tempie 2 ppm rocznie. Badania pokazują, że tak dużej ilości dwutlenku węgla jak obecnie nie było w atmosferze od kilku (IPCC), a może nawet kilkunastu milionów lat (Tripati 2009 [pełna wersja]). To raczej nie przypadek.



Rysunek 3: Pomiary zawartości dwutlenku węgla (linia niebieska) i metanu (linia zielona) w rdzeniu lodowym Vostok porównane do zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi (linia czerwona) (Hansen 2006), dane za 2013 zaktualizowane na podst. NOAA ESRL.

Kiedy zaczął się ten bezprecedensowy wzrost zawartości CO2 w powietrzu? Poniższy rysunek przedstawia pomiary stężenia dwutlenku węgla w powietrzu od roku 1000 (uzyskane dzięki wykorzystaniu bąbelków powietrza zamkniętych w lodowcach) do chwili obecnej. Aż do roku 1800 koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze utrzymywała się na praktycznie niezmienionym poziomie 280 ppm. Pomiędzy rokiem 1800 a 2000 wydarzyło się coś, co nie było procesem naturalnym, warunkującym klimat poprzedniego tysiąclecia. To coś nazywamy dzisiaj rewolucją przemysłową. Na wykresie jest zaznaczony rok 1769, w którym James Watt opatentował maszynę parową.



Rysunek 4. Koncentracja dwutlenku węgla w cząsteczkach na milion dla ostatnich 1100 lat, w pęcherzykach powietrza uwięzionego w rdzeniach lodowych (do roku 1977) i bezpośrednio w atmosferze (po roku 1958). Wygląda na to, że między rokiem 1800 a 2000 „coś” się zmieniło. Zaznaczony został rok 1769, w którym James Watt opatentował maszynę parową (pierwsza działająca maszyna parowa została wynaleziona 70 lat wcześniej, w roku 1698, jednak silnik Watta był znacznie wydajniejszy). Źródła: Siple Station Ice Core, CDIAC; Law Dome, CDIAC; Mauna Loa, NOAA Earth System Research Laboratory.

Dobrym sposobem upewnienia się co do źródła pochodzenia dodatkowych ilości dwutlenku węgla w atmosferze jest przeanalizowanie historycznych koncentracji różnych izotopów węgla w atmosferze. Chodzi o 3 izotopy węgla: 12C – stabilny, łatwo przyswajalny w procesie fotosyntezy i preferowany przez rośliny, 13C – stabilny, mniej lubiany przez rośliny, 14C – niestabilny, wytwarzany z azotu w atmosferze pod wpływem promieniowania kosmicznego, z czasem połowicznego zaniku 5700 lat. Paliwa kopalne (węgiel, ropa, gaz) powstały z roślin (które preferują izotop 12C). W ich tkankach jest proporcjonalnie więcej 12C względem 13C niż w materii nieożywionej, co można zresztą łatwo zmierzyć. Węgla 14C w ogóle w paliwach kopalnych nie ma, bo już dawno zdążył się rozpaść. Spalając paliwa kopalne, wyrzucamy do atmosfery uwięziony w nich węgiel. Co zatem widzimy?



Rysunek 5. Względna koncentracja węgla 13C w stosunku do 12C. Na podstawie Böhm 2002, Monthly Atmospheric 13C Concentrations, Scripps Institution of Oceanography.

Widzimy, że (znowu!) w połowie XVIII wieku nastąpiło coś się ciekawego: zawartość węgla 12C w atmosferze zaczęła coraz szybciej rosnąć (co przekłada się na spadek względnej zawartości 13C), pozostając w pełnej zgodności ilościowej z naszymi emisjami i działaniem cyklu węglowego. W ciągu zaledwie 200 lat, które upłynęły od początku epoki przemysłowej, względna zawartość 13C spadła o 2 promile. Może się wydawać, że to niewiele, ale nawet od szczytu epoki lodowcowej do XIX wieku roku wahania te były znacznie mniejsze (Böhm 2002). Podobnie mierzymy spadek atmosferycznej koncentracji węgla 14C.

Wyniki te potwierdzają także obserwacje dotyczące atmosferycznej koncentracji tlenu. Gdyby dwutlenek węgla był uwalniany przez ocieplające się oceany czy działalność wulkaniczną, nie byłoby powodu, by ubywało tlenu. Ponieważ przyrost koncentracji CO2 jest skutkiem spalania (łączenia się z tlenem) węgla zawartego w paliwach kopalnych, koncentracja tlenu spada.

Około ¼ emitowanego przez nas dwutlenku węgla jest pochłaniane przez oceany, które ulegają stopniowemu zakwaszeniu. Współczynnik pH wód oceanicznych zmalał w ciągu ostatniego stulecia o 0,1. Gdyby dwutlenek węgla faktycznie trafiał do atmosfery z oceanów, takie zjawisko nie miałoby miejsca. Żadna z prezentowanych przez sceptyków teorii alternatywnych – mówiących o tym, że wzrost koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze jest naturalny a gaz ten pochodzi z oceanów, mikrobów czy gleby – nie wyjaśnia tych faktów (Caldeira i Wickett 2003, [pełna wersja])

Wbrew temu, co pisze KNG PAN, obecne zmiany stężeń gazów cieplarnianych nie mają również nic wspólnego z naturalnymi cyklami (patrz Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia).

KNG dodaje jeszcze: "Okresowy wzrost ilości gazów cieplarnianych w atmosferze, niekiedy nawet do wartości kilkakrotnie większej w porównaniu ze stanem obecnym, towarzyszył dawniejszym ociepleniom, również przed pojawieniem się człowieka na Ziemi."

To prawda, że w historii Ziemi bywało w atmosferze wielokrotnie więcej CO2 niż obecnie, a okresy wysokiej koncentracji CO2 odpowiadały też wysokim temperaturom. Jednak to właśnie przede wszystkim wysokie stężenie CO2 powodowało, że klimat wtedy był ciepły. Trzeba też pamiętać, że kiedyś Słońce świeciło słabiej, a więc wyższym stężeniom atmosferycznego CO2 w historii geologicznej towarzyszyło słabsze natężenie promieniowania słonecznego. Łączne działanie tych dwóch czynników dobrze tłumaczy prehistoryczny klimat Ziemi (patrz Mit: Kiedyś w atmosferze było więcej CO2, więc teraz nie ma się czym martwić, wykład pokazujący historię klimatu Ziemi pt. „Największy Przełącznik Kontrolny”).

Jaka jest rola pary wodnej w powstawaniu efektu cieplarnianego? To oczywiście gaz najsilniej przyczyniający się do efektu cieplarnianego. To jednak nie oznacza, że wpływ innych gazów cieplarnianych można pominąć. Wręcz przeciwnie! Wpływ zmiany ilości tych gazów w atmosferze jest bardzo znaczący, co więcej, jest on wzmacniany właśnie przez parę wodną, która odpowiada za główne dodatnie sprzężenie w naszym systemie klimatycznym i wzmacnia każde ocieplenie i ochłodzenie. To dodatnie sprzężenie to przyczyna, dla której klimat jest tak wrażliwy na ocieplenie spowodowane przez CO2. Więcej Mit: Para wodna jest najważniejszym gazem cieplarnianym.

_________________________________________________________

Mit: Globalnego ocieplenia nie ma, bo tak mówi Komitet Nuauk Geologicznych [2]

I tak się dzieje na naszej planecie od miliardów lat - okresy ocieplenia i rozkwitu przeplatają się z czasami chłodu, kiedy życie zamiera, a duże połacie lądów i oceanów pokrywają się lodem. Tej huśtawce temperatury rzeczywiście towarzyszyły niekiedy zmiany stężenia dwutlenku węgla, ale nie mogły one mieć nic wspólnego z człowiekiem, bo nasz gatunek jeszcze wtedy nie istniał. W samym tylko czwartorzędzie, czyli w ciągu ostatnich 2,6 mln lat, okresy ciepłe wielokrotnie przeplatały się ze zlodowaceniami, a poziom dwutlenku wegla rósł i malał na przemian - twierdzą polscy geolodzy w wydanym w 2009 r. głośnym dokumencie "Stanowisko Komitetu Nauk Geologicznych PAN w sprawie zagrożenia globalnym ociepleniem." ("Klimatyczna huśtawka", Newsweek, 2013 47/13, 18 listopada 2013)

Stanowisko KNG PAN drastycznie odbiega od opinii światowego środowiska naukowego. Zawiera także szereg poważnych błędów merytorycznych.

Z dokumentem „Stanowisko Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk w sprawie zagrożenia globalnym ociepleniem” można zapoznać się tutaj. Jeśli interesują Cię tezy 1-5, wróć do pierwszej części artykułu.

Teza KNG nr 6.

W ciągu ostatnich 400 tysięcy lat - jeszcze bez udziału człowieka - zawartość CO2 w powietrzu, jak tego dowodzą rdzenie lodowe z Antarktydy, już 4-krotnie była podobna, a nawet wyższa od wartości obecnej. Przy końcu ostatniego zlodowacenia(!), w ciągu kilkuset lat, średnia roczna temperatura globu zmieniała się parokrotnie, w sumie wzrosła prawie o 10°C (!) na półkuli północnej - a więc były to zmiany nieporównanie bardziej drastyczne niż dziś obserwowane.

Jak można skomentować argument, że w ciągu ostatnich 400 tysięcy lat zawartość CO2 w powietrzu, jak tego dowodzą rdzenie lodowe z Antarktydy, już 4-krotnie była podobna, a nawet wyższa od wartości obecnej? Jako swoje źródło geologowie KNG PAN podali „rdzenie lodowe z Antarktydy”. Jednak dane z tych rdzeni (patrz też np. Petit i in. 1999 [pełna wersja], Lüthi i in. 2008) pokazują zupełnie inny obraz. Jak widać na Rysunkach 3 i 6, w ciągu setek tysięcy lat cykli epok lodowcowych koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze oscylowała w zakresie 180-300 ppm, nawet nie zbliżając się do obecnych 400 ppm. Badania pokazują, że tak dużej ilości dwutlenku węgla jak obecnie nie było w atmosferze od kilku, a może nawet kilkunastu milionów lat. Stwierdzenie geologów PAN jest po prostu błędne.

Jak mogło dojść do takiej pomyłki? Najbardziej prawdopodobne jest, że któryś z geologów zobaczył następujący wykres, bazujący na przytoczonej pracy Petit i in. 1999, jednak błędnie zinterpretowany.



Rysunek 6. Zapis pomiaru zmian temperatury na Antarktydzie, stężenia atmosferycznego CO2 i koncentracji pyłu z rdzenia lodowego Vostok. Źródło Wikipedia, na podstawie Petit i in. 1999.

Autor dokumentu nie zrozumiał, że rekonstrukcja Petit i in. opisuje zmiany temperatury tej konkretnej lokacji na Antarktydzie, a nie uśrednionej temperatury globalnej (zmiany temperatury globalnej są mniej więcej o czynnik 2 mniejsze). Co gorsza, uznał także najpóźniejszą wartość stężenia CO2 (284,7 ppm) za „wartość obecną”, gdy tymczasem odpowiada ona stężeniu z okresu predindustrialnego, który zakończył się w połowie XIX wieku.

Hipotezę tę potwierdzałoby zarówno określenie ram czasowych określone przez geologów, jak i pomysł, że podobne zjawisko zdarzyło się w sumie już 5 razy (cztery razy w przeszłości i raz obecnie). Wśród rdzeni dostarczających dane tylko rdzeń lodowy Vostok obejmuje okres 400 tys. lat - dokładnie taki sam jak w przypadku oświadczenia KNG PAN. Wątpliwości w audycji radiowej w TOK FM wyjaśnił prof. Leszek Marks z KNG PAN:

„(…) również w rdzeniach lodowych z Antarktydy mamy przypadki z nie takiej wcale odległej przeszłości, gdy zawartość dwutlenku węgla była większa niż obecnie. Mamy rdzeń, to jest taki rdzeń EPICA, bardzo znany, wykonany parę lat temu, jeden z najnowszych, sięgający prawie do 800 tysięcy lat wstecz, i tam na poziomie około 770-780 tysięcy lat od dziś jest zawartość dwutlenku węgla stwierdzona maksymalna która była – niewiele próbek, kilka próbek, trzeba to powiedzieć – 477 ppm, w tej chwili mamy 390. (...)

Drugi element do którego dotarłem, bo takie informacje nie są niestety zbyt dobrze upubliczniane, to jest około 140-150 tys. lat wstecz, to jest rdzeń również wykonany na Antarktydzie, chyba w 2001 albo 2002 roku, w takiej kopule lodowej która się nazywa Siple Dome. I tam są wartości wynoszące mniej więcej tyle co obecnie, też dokładnie to nie jest powiedziane, jest powiedziane, że przekracza 380. Jest to w dolnej części tego rdzenia, ten rdzeń jest trochę krótszy, nie sięga tak daleko jak ten poprzedni, ale takie doniesienia są. Czyli po prostu no są pewne sygnały, że taka zawartość dwutlenku węgla, nawet w tej nieodległej przeszłości, była nawet większa niż obecnie, nie znamy tego przyczyn, jaka była tego przyczyna, na pewno nie spowodował tego człowiek. To możemy absolutnie wykluczyć [40-42 minuta].”

To faktycznie brzmi jak rewelacja naukowa, tworząca poważny wyłom w zrozumieniu historii klimatu. Sięgnijmy więc do źródeł. Co pisze zespół Lüthiego na temat tej „maksymalnej wartości” w rdzeniu Dome C?

„Na głębokości 3178 m, znaleźliśmy stężenie CO2 równe 339 ppm (średnia dla czterech próbek), z dużym rozrzutem pomiędzy 264 i 477 ppm (czarna strzałka, Rys. 1). Ten artefakt można wyjaśnić tym, że ten lód pochodzi z rdzenia lodowego, który wierciliśmy pod koniec sezonu 2002-2003, kiedy to,żeby móc kontynuować wiercenia, do odwiertu musieliśmy wlać mieszaninę wody z etanolem. Spowodowało to częściowe topnienie zewnętrznej części rdzenia i późniejsze jego zamarzanie, gdy podnosiliśmy rdzeń przez zimne sekcje odwiertu. To jedyny artefakt, na jaki trafiliśmy na głębokościach powyżej 3190,56 m.”

A więc to nie kilka próbek pokazywało 477 ppm, jak sugeruje prof. Marks, tylko jedna z czterech -- przy średniej wynoszącej dla tej głębokości 339 ppm, a naukowcy z zespołu EPICA wyjaśniają ten artefakt w oczywisty sposób. Tłumaczenie prof. Marksa, że skoro „niewątpliwie w tym artykule to się znajduje", to jest to „sygnał” potwierdzający tezę z tego punktu stanowiska KNG, jest świadomą manipulacją, a mówiąc „nie znamy tego przyczyn, jaka była tego przyczyna, na pewno nie spowodował tego człowiek" geolog PANu mija się z prawdą.

Drugi „sygnał” prof. Marksa ma zbliżoną wartość naukową. Dane z Siple Dome, o których mowa, zostały opublikowane w 2003 roku przez Ahna, Wahlena i Becka, którzy piszą:

Na największej głębokości (>995 m) pokazują się wartości CO2 przekraczające 390 ppm, sugerując reakcję i mieszanie z warstwą u spodu lądolodu (>1001,8 m), oraz wtargnięcie innego lodu, zlokalizowanego na styku ze skałą u podstawy lodowca.

Wbrew temu, co twierdzi prof. Marks, mówiąc, że te „informacje nie są niestety zbyt dobrze upubliczniane”, informacje nie są ukrywane, lecz są publicznie dostępne.

Widać prof. Marks musiał przeoczyć wyjaśnienie naukowców, którzy analizowali dane z Siple Dome, dotyczące zmierzonych wysokich poziomów CO2. Z tego co mówi („też dokładnie to nie jest powiedziane, jest powiedziane, że przekracza 380”) wynika pośrednio, że nie zajrzał do danych, na które się powołuje.

Akceptacja teorii prof. Marksa wymagałaby przyjęcia, że Siple Dome jako jedyny pokazuje bezbłędnie zmiany stężeń CO2 145 tys. lat temu, a analizy wszystkich innych rdzeni zawierają wzajemnie identyczne błędy. Co więcej, wymagałaby także założenia, że atmosferyczne stężenie CO2 potrafi zmieniać się o kilkaset ppm, w obie strony, w ciągu zaledwie kilku tysięcy lat.

Prof. Marks postanowił udowodnić, że rację mają nie naukowcy, którzy spędzili kilka dekad na opracowywaniu precyzyjnych metod rekonstrukcji składu atmosfery sprzed setek tysięcy lat, a polscy geolodzy, którzy rdzeni lodowych z Antarktydy nie widzieli na oczy. Jeśli prof. Marks uważa, że są to prawdopodobne hipotezy, powinien spróbować je gdzieś opublikować, albo przynajmniej przedstawić na jakiejś konferencji. (Więcej informacji DoskonaleSzare).

Na koniec tego punktu odniesiemy się jeszcze do argumentu, że w ciągu kilkuset lat średnia roczna temperatura globu zmieniała się parokrotnie, a w sumie na półkuli północnej wzrosła prawie o 10°C. To zdanie ma prawdopodobnie tworzyć wrażenie, że obserwowany dziś wzrost średniej temperatury Ziemi nie jest niczym nadzwyczajnym. Jednak nie jest to prawda. Jak pokazują wyniki syntezy 80 zbiorów danych dotyczących historii klimatu opierających się na badaniach rdzeni lodowych, osadów morskich, jeziornych i innych, średnia temperatura na półkuli północnej wzrosła w okresie 12-11 tysięcy lat temu w tempie ok. 1°C na 1000 lat, czyli wielokrotnie wolniej, niż sugeruje to KNG PAN. Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę dłuższy okres, 17-9 tysięcy lat temu, czyli okres wychodzenia z ostatniej epoki lodowcowej, otrzymamy wzrost temperatury zaledwie o ok. 4 °C w ciągu kilku tysięcy lat (Shakun i Carlson 2010[pełna wersja], Clark i in., 2012 [pełna wersja], Shakun i in., 2012 [pełna wersja]).



Rysunek 7: Średnie temperatury na półkuli północnej (niebieska linia) i południowej (czerwona linia) na przestrzeni ostatnich 22 tysięcy lat, określone na podstawie danych pośrednich. Źródło: Shakun i in., 2012

Błąd KNG PAN może mieć dwie przyczyny. Można go wyjaśnić bezrefleksyjnym wyciągnięciem wniosków z Rysunku 6, który nie pokazuje zmian uśrednionej temperatury globalnej, lecz dla tej konkretnej lokacji na Antarktydzie. Rzeczywiste zmiany średniej temperatury globalnej są mniejsze mniej więcej o czynnik 2 (patrz Rysunki 7 i 8).

Pisząc o „wzroście temperatury o prawie 10°C na półkuli północnej” autorzy mogą też nawiązywać do zmian klimatycznych zwanych ociepleniem Bølling/Allerød oraz zakończenia okresu ochłodzenia młodszego dryasu około 11 500 lat temu. Jednak podawana przez nich wartość ocieplenia, 10 stopni, nie odnosi się do całej półkuli północnej, tylko do stosunkowo niewielkiego rejonu północnego Atlantyku, a dokładniej Grenlandii. Na niższych szerokościach geograficznych amplituda zmian była wielokrotnie mniejsza, a w skali całej półkuli północnej wynosiła zaledwie około 1 stopnia.

Jak zmieniała się średnia temperatura powierzchni od czasów epoki lodowcowej? Pokazują to m.in. badania Shakun i in., 2012.

Obrazek

Rysunek 8: Zmiany temperatury w ostatnich 22 000 lat. Źródła: Shakun i in., 2012 (linia zielona), Marcott 2013 (linia niebieska), HadCRUT4 (linia czerwona).

Owszem, była to wielka zmiana klimatu. Gdzie indziej były strefy klimatyczne, pustynie czy linia brzegowa. Może więc warto porównać te wielkie zmiany klimatu z przeszłości Ziemi z obecną zmianą klimatu.

Spalając wszystkie paliwa kopalne, zrealizujemy scenariusz jak poniżej:



Rysunek 9: Zmiany temperatury w ostatnich 22 000 lat. Źródła: Shakun i in., 2012 (linia zielona), Marcott 2013 (linia niebieska), HadCRUT4, przedłużenie w przyszłość w oparciu o scenariusz RCP8.5 Meinshausen 2011 (linia czerwona).

W takim wypadku w przeciągu dwóch stuleci temperatura powierzchni Ziemi wzrośnie o 7-8°C (patrz Rysunek 13). Katapultujemy się ze stabilnego klimatu Holocenu, po drodze miniemy maksymalne temperatury ciepłych okresów interglacjalnych z ostatniego miliona lat (+1,5°C), klimat Pliocenu z ostatnich kilku milionów lat (+3°C), klimat z eocenu (+4°C) i nawet ten z ery dinozaurów (+5°C).

Czy znany jest przypadek, kiedy mogło dojść do gwałtownego ocieplenia na skalę globalną? Owszem., Analizy izotopowa pokładów gliny Wright i Schaller (2013), pokazuje, że do takiego niezwykle szybkiego wzrostu temperatur – o kilka stopni w ciągu kilkunastu lat - dojść mogło ok. 55 mln. lat temu, podczas tak zwanego paleoceńsko-eoceńskiego maksimum termicznego (PETM). Było to wynikiem… gwałtownego uwolnienia do atmosfery olbrzymich ilości węgla, prawdopodobnie pochodzącego z pokładów hydratu metanu i wiecznej zmarzliny (których uwolnienie w związku ze wzrostem temperatur oceanu grozi nam również dziś).

Zmiany koncentracji gazów cieplarnianych i temperatur to naprawdę elementarz paleoklimatologii, i fakty te powinien znać każdy, kto wypowiada się publicznie na temat globalnego ocieplenia – a tym bardziej, jeśli występuje w roli eksperta, jak KNG PAN.

Teza KNG nr 7.

W ubiegłym tysiącleciu, po okresie ciepłym, z końcem XIII wieku, rozpoczął się okres chłodny trwający do połowy XIX w., po czym znów nastało ocieplenie, w którym właśnie żyjemy. Obserwowane dziś zjawiska, w szczególności przejściowy wzrost globalnej temperatury, wynikają z naturalnego rytmu zmian klimatu. Ogrzewające się oceany mają mniejszą zdolność absorbowania dwutlenku węgla, a zmniejszanie obszaru wieloletniej zmarzliny prowadzi do szybszego rozkładu związków organicznych zawartych w gruncie i tym samym, do zwiększonej emisji gazów cieplarnianych. Od miliardów lat aktywność wulkaniczna Ziemi wzdłuż granic płyt litosfery, skryta głównie pod powierzchnią oceanów, dostarcza stale do jej atmosfery CO2, choć z różną intensywnością. W geosystemie gaz ten usuwany jest z atmosfery do biosfery i litosfery poprzez proces fotosyntezy, wiązany w organizmach żywych - w tym w węglanowych skorupkach organizmów morskich, a po ich obumarciu magazynowany w olbrzymich pokładach wapieni na dnie mórz i oceanów; z kolei na lądzie jest wiązany w różnych osadach organicznych.

Odnośnie okresowości i „naturalnego rytmu klimatu”, wystarczy spojrzeć na Rysunki 2 i 8, żeby wyrobić sobie opinię na temat poprawności twierdzeń geologów z KNG. Można też dodać, że chociaż w trakcie Średniowiecza gdzieniegdzie było nadzwyczaj ciepło, średnio rzecz biorąc planeta była chłodniejsza niż teraz (patrz Mit: W Średniowieczu było cieplej niż dziś).

Oceany wcale nie pozbywają się dwutlenku węgla. Pochłaniają go w tempie około miliona ton na godzinę. Z tego powodu ich kwasowość rośnie w bezprecedensowym tempie. Od początku XX wieku do teraz współczynnik zakwaszenia wzrósł o blisko 30% (patrz Mit: Wzrost emisji CO2 nie ma wpływu na oceany).

Wieczna zmarzlina rzeczywiście zaczyna się ocieplać i rozpadać, stając się istotnym źródłem emisji. Wynika to właśnie z ocieplenia się klimatu, będącego skutkiem naszych emisji gazów cieplarnianych. Już teraz temperatury przekraczają próg najcieplejszego okresu w Holocenie przed 7 tysiącami lat. Dalszy wzrost temperatur podniesie temperaturę do poziomu bez precedensu w ostatnich ponad 100 tysiącach lat. Po przekroczeniu progu wzrostu temperatury, za którym nastąpi rozpad wiecznej zmarzliny – szacowanym na +1,5°C (Vaks i in., 2013 [pełna wersja]) – przestanie ona być „wieczna” i zacznie emitować coraz większe ilości metanu. Wody Oceanu Arktycznego, najpierw ocieplające się na powierzchni, zaczną ogrzewać się też w głębinach, podnosząc temperaturę osadów oceanicznych i znajdujących się w dnie oceanicznym pokładów hydratów metanu – lodu metanowego, który jest stabilny pod wysokim ciśnieniem i w niskich temperaturach. Wzrost temperatury zdestabilizuje pokłady hydratów, a zawarty w nich metan zacznie trafiać do atmosfery. Już teraz obserwujemy unoszące się z dna Oceanu Arktycznego kolumny pęcherzyków metanu o niespotykanym kiedykolwiek wcześniej natężeniu (Shakhova i in., 2010 [pełna wersja]).

Dalej KNG pisze o tym, że od miliardów lat aktywność wulkaniczna Ziemi wzdłuż granic płyt litosfery, skryta głównie pod powierzchnią oceanów, dostarcza stale do jej atmosfery CO2. Tak, to prawda, tylko co z tego wynika? Aktywność wulkaniczna nie zmieniła się znacząco. Wulkany emitują raptem niecały 1% naszych emisji CO2(Gerlach 2011 [pełna wersja]), do tego ich emisje są zrównoważone naturalnym pochłanianiem. Trudno więc przyjąć, że to z powodu wulkanów stężenie CO2 w atmosferze jest najwyższe od milionów lat.

Reszta punktu dotyczy wyrywków cyklu węglowego i nie wnosi wiele do tematu. Może tylko warto zauważyć, że jak dotąd nikomu nie udało się zaproponować mechanizmu, który wyjaśniałby obserwowane zmiany temperatury i jednocześnie sprawiał, że antropogeniczna nadwyżka gazów cieplarnianych w magiczny sposób znika bądź traci swoje cieplarniane właściwości, a skład izotopowy węgla idealnie pasował do sygnatury spalania paliw kopalnych. Jest to już od razu komentarz do punktu 8.

Teza KNG nr 8.

Szczegółowy monitoring parametrów klimatycznych prowadzony jest niewiele ponad 200 lat, dotyczy tylko części kontynentów, które stanowią zaledwie 28% globu. Część starszych stacji pomiarowych założonych niegdyś na obrzeżach miast, wskutek postępującej urbanizacji, znalazło się dziś w ich obrębie. Wpływa to, między innymi, na wzrost mierzonych wartości temperatury. Badania ogromnych przestworzy oceanów zostały zapoczątkowane ledwie przed 40 laty. Tak krótkie okresy pomiarowe nie dają pewnych podstaw to tworzenia w pełni wiarygodnych modeli zmian termicznych na powierzchni Ziemi, a ich poprawność jest trudna do weryfikacji. Dlatego należy bezwzględnie zachować daleko idącą powściągliwość w przypisywaniu człowiekowi wyłącznej, czy choćby tylko dominującej, odpowiedzialności za zwiększoną emisję gazów cieplarnianych, gdyż prawdziwość takiego twierdzenia nie została udowodniona.

Jak twierdzi KNG PAN, "należy bezwzględnie zachować daleko idącą powściągliwość w przypisywaniu człowiekowi wyłącznej, czy choćby tylko dominującej, odpowiedzialności za zwiększoną emisję gazów cieplarnianych, gdyż prawdziwość takiego twierdzenia nie została udowodniona." Żeby tak twierdzić, trzeba zignorować długą listę niezależnych obserwacji. Odnieśliśmy się do tego już w punkcie 5.

Dalej KNG pisze, że niewiele wiadomo, pomiary są niekompletne, zbyt krótkie, niedokładne, a do tego obarczone całą masą błędów. Jednym słowem za wcześnie na wyciąganie wniosków, a już na pewno na działania.

Pomiary – zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie z satelitów oraz badań dawnego klimatu wystarczająco dobrze pokazują, że to, co obecnie ma miejsce nie ma precedensu w ostatnich tysiącach, a nawet milionach lat. Niezależnie od tego, czy analizujemy zmiany koncentracji gazów cieplarnianych (Rys. 3, 4, 5, 6, Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia), czy temperatury (Rys. 2, 9, Mit: Globalne ocieplenie się skończyło), zaniku lodu w Arktyce (Mit: Powierzchnią lodu w Arktyce steruje naturalny cykl), zakwaszania oceanów (Mit: Wzrost emisji CO2 nie ma wpływu na oceany) czy szeregu innych zjawisk zauważamy, że dzieje się coś zupełnie niezwykłego.

Badając zmiany klimatu, trzeba wziąć pod uwagę szereg różnorodnych czynników. Naturalne jest rozpoczęcie badań od analizy zmian temperatury powietrza przy powierzchni Ziemi. W kolejnych krokach należy wziąć pod uwagę pokrywę śnieżną, topnienie lodu, zmiany temperatury na różnych wysokościach w atmosferze, zmiany temperatury nad lądami i nad oceanami, zmiany w samych oceanach na różnych głębokościach, i wiele innych czynników. Badania pokazują że pokrywy lodowe topią się, tracąc co roku setki miliardów ton lodu, poziom mórz rośnie coraz szybciej, ocean gromadzi energię, a liczne gatunki zwierząt i roślin migrują w kierunku biegunów. Uwzględnienie wielu niezależnych badań prowadzi do tego samego wniosku: globalne ocieplenie postępuje i jest bezprecedensowe.

Co ciekawe, o tym, że obecna zmiana klimatu nie ma precedensu w historii geologicznej, pisali już ponad 50 lat temu Roger Revelle i Han Suess. W pracy z 1957 roku (pełny tekst) , w której udowodnili na podstawie badań izotopowych, że wzrost zawartości CO2 w atmosferze i oceanie jest spowodowany spalaniem paliw kopalnych – procesie wywołanym przez ludzkość – napisali oni słynne w świecie badaczy klimatu słowa:

I tak oto ludzkość prowadzi teraz jedyny w swoim rodzaju eksperyment geofizyczny, który nie wydarzył się nigdy w przeszłości, ani nie będzie mógł być w przyszłości powtórzony. W ciągu kilku stuleci zwracamy atmosferze i oceanowi węgiel odłożony przez naturę w skałach osadowych w procesie, który trwał setki milionów lat.

Obrazek

Rysunek 10. Oznaki ocieplającego się świata. Źródło: Przewodnik naukowy do sceptycyzmu globalnego ocieplenia.

KNG odnosi się też do efektu tzw. „miejskiej wyspy ciepła”. Chociaż tereny miejskie są niewątpliwie cieplejsze niż okolice wiejskie, wpływ tego zjawiska na globalne serie temperatur jest niewielki albo żaden (patrz Mit: Globalne ocieplenie to efekt miejskiej wyspy ciepła). Można zauważyć, że to nie „miejskie wyspy ciepła” są przyczyną wzrostu temperatury rejestrowanego przez satelity, boje oceanicznej sieci Argo, topnienia lodowców górskich na całym świecie, zaniku lodu pływającego w Arktyce, roztapiania się wiecznej zmarzliny, czy migracji gatunków roślin i zwierząt w kierunku biegunów.

Ostatnio grupa fizyków-sceptyków, pod egidą (finansowanego przez wspierających środowisko zaprzeczające zmianie klimatu miliarderów braci Koch) projektu BEST (Berkeley Earth Surface Temperature) przeprowadziła własną, niezależną i wykorzystująca inna metodykę, analizę globalnych trendów temperatury (Mit: Historyczne pomiary temperatur są niewiarygodne). Wyniki analizy okazały się zbliżone do tych uzyskanych przez CRU, NASA GISS i NCDC.

Im bardziej i głębiej analizujemy klimat, tym większą pewność mamy. Badania klimatu mają bardzo długą historię (patrz Historia naukowa fizyki klimatu, część 1: Ojcowie klimatologii fizycznej, Historia naukowa fizyki klimatu, część 2: Czuły klimat i niestała stała, Historia naukowa fizyki klimatu, część 3: Zimna wojna i globalne ocieplenie), a kolejne badania umacniają naszą wiedzę. Widzimy też, jak prognozy sprzed lat sprawdzają się na naszych oczach. Kiedy klimatolodzy w latach 80. XX wieku mówili o możliwości zaniku lodu w Arktyce i otwieraniu się tras morskich u brzegów Syberii i Kanady, brzmiało to jak nierealne wymysły – w końcu były one zamknięte od tysięcy lat (Fischer i in. 2006 [pełna wersja]). Teraz w lecie otwierają się regularnie.

A jak to jest z poruszaną przez KNG niepewnością względem reakcji klimatu na nasze działania? Na to pytanie możemy odpowiedzieć na wiele sposobów, nie tylko za pomocą modeli, ale też na podstawie obserwacji i wiedzy o przeszłości zmian klimatu. Aby to zrobić, trzeba znaleźć okres czasu, dla którego mamy dane dotyczące temperatury powietrza i dane o wymuszeniach. Rysunek 11 pokazuje podsumowanie recenzowanych prac naukowych które określiły czułość klimatu na podstawie zmian klimatu w przeszłości (Knutti i Hegerl 2008, [pełna wersja]).

Obrazek

Rysunek 11: Rozkład i przedziały prawdopodobieństwa czułości klimatu na podstawie różnych badań. Kółko oznacza najbardziej prawdopodobną wartość. Najgrubsza kolorowa linia oznacza prawdopodobną wartość (ponad 66% prawdopodobieństwa). Średniej grubości linie oznaczają prawdopodobieństwo powyżej 90%. Linie kreskowane oznaczają, że nie istnieje znaczące ograniczenie od góry. Prawdopodobny przedział według IPCC (2 do 4,5°C) i najbardziej prawdopodobna liczba (3°C) są oznaczone szarym kolorem i czarną linią.

Jakie płyną z nich wnioski? Mamy wiele niezależnych badań obejmujących różne epoki, analizujących różne aspekty klimatu i wykorzystujących różne metody analizy. Wszystkie dają spójny przedział czułości klimatu, z najbardziej prawdopodobną wartością 3°C przy podwojeniu ilości CO2. Jest oczywiście pewien stopień niepewności względem reakcji klimatu na nasze działania. Jednak nie tu leży największa niepewność względem przyszłego toku wydarzeń. Przyjrzyjmy się skrajnym scenariuszom emisji rozważanym przez IPCC w raporcie AR5 z 2013 roku. Co będzie, jeśli skutecznie uprzemy się spalić wszystko, co się da, na przykład realizując scenariusz emisji RCP8.5 (podkręcamy emisję CO2 z obecnych ponad 30 mld ton rocznie do 100 mld i utrzymujemy tak długo, dopóki nie wydobędziemy i spalimy wszystkich paliw kopalnych?



Rysunek 12. Emisje CO2 w dwóch scenariuszach - spalenia wszystkich paliw kopalnych (RCP 8.5) oraz ograniczenia wzrostu temperatury do 2°C (RSP3-PD). W skrajnie optymistycznym scenariuszu RCP3-PD emisje są szybko ograniczane już teraz, a w II połowie XXI wieku spadają poniżej zera, co oznacza olbrzymi wysiłek i wydatki społeczeństwa (za życia naszych dzieci) w celu wychwytu wprowadzonego przez nas do atmosfery dwutlenku węgla i usuwania go z cyklu węglowego. Meinshausen i in., 2011.

Tak wysokie emisje jak w scenariuszu RCP8.5 wprowadzą do cyklu węglowego ilość węgla wystarczającą do podniesienia średniej temperatury powierzchni Ziemi o ponad 4°C od dziś do końca obecnego stulecia... i o 8°C kolejne sto lat później (Meinshausen i in., 2011). Jeśli chcemy na poważnie myśleć o ograniczeniu wzrostu temperatury poniżej 2°C, to powinniśmy zrealizować skrajnie optymistyczny scenariusz RCP3-PD, w którym emisje w II połowie XXI wieku spadają poniżej zera (to znaczy, że będziemy aktywnie i na wielką skalę prowadzić działania w celu usuwania CO2 z atmosfery).

Obrazek

Rysunek 13. Wzrost średniej temperatury powierzchni Ziemi dwóch scenariuszach - spalenia wszystkich paliw kopalnych (RCP 8.5) oraz ograniczenia wzrostu temperatury do 2°C (RSP3-PD). Warto zwrócić uwagę na bezwładność klimatu i powolne reakcje na zmianę emisji. O ile rezultat końcowy w obu scenariuszach jest dramatycznie różny, o tyle wpływ (bardzo szybkiej i głębokiej) redukcji emisji na temperaturę zaczyna być (w granicach błędu) odróżnialny dopiero od początku drugiej połowy XXI wieku. Meinshausen i in., 2011.

Patrząc na ten wykres, można powiedzieć, że istnieje wielki stopień niepewności. Jednak główna niepewność jest związana z tym, co zrobi ludzkość. Jeśli zdecydujemy się spalić wszystkie paliwa kopalne, do 2300 roku temperatura wzrośnie prawdopodobnie o około 8°C. Nawiązując do przytaczanych przez geologów z KNG PAN argumentów nie musi się tak stać – być może czułość klimatu okaże się mniejsza i wzrost temperatury wyniesie tylko 6°C. Ale może się okazać, że mylimy się w drugą stronę, a średnia temperatura powierzchni Ziemi wzrośnie o kilkanaście stopni. Geolodzy z KNG mówią: poczekajmy, aż będziemy mieć większą pewność. Tymczasem czekając automatycznie wybieramy scenariusz RCP8.5, a nie scenariusz mniejszych emisji gazów cieplarnianych (i wzrostu temperatury). W scenariuszu emisji RCP3-PD, nawet, jeśli czułość klimatu okaże się najwyższa z możliwych, i tak wzrost temperatury w 2300 roku nie przekroczy 1,7°C.

Ze względu na bezwładność systemu klimatycznego, im dłużej czekamy, tym poważniejsze konsekwencje będą – działać trzeba teraz. Na rysunku 12 pokazane są dwa – radykalnie różne scenariusze emisji. W scenariuszu RCP8.5 wykładniczo zwiększamy spalanie paliw kopalnych, a w scenariuszu RCP3-PD natychmiast podejmujemy radykalne działania. Tymczasem, z punktu widzenia wzrostu temperatury, ich następstwa stają się rozróżnialne dopiero w połowie XXI wieku. Recepta KNG „czekajmy, aż zmiana klimatu stanie się ewidentnie groźna” jest przepisem na poważne problemy.

Teza KNG nr 9.

Nie ulega wątpliwości, że w pewnej części wzrost ilości gazów cieplarnianych, konkretnie CO2, jest związany z działalnością człowieka i dlatego wskazane jest podejmowanie kroków dla ograniczenia tej ilości na zasadach zrównoważonego rozwoju, w pierwszym rzędzie zaprzestanie ekstensywnych wylesień, szczególnie w rejonach tropikalnych. Równie zasadne jest podjęcie i prowadzenie właściwych działań adaptacyjnych, które będą łagodzić skutki obecnego trendu ociepleniowego.

Z tymi tezami prawie można się zgodzić. Prawie. Gdyby tylko tak lekko je przeredagować…

Z naukowego punktu widzenia nie ulega wątpliwości, że całość wzrostu ilości gazów cieplarnianych, w tym CO2, od ponad 200 lat jest związana z działalnością człowieka i dlatego wskazane jest podejmowanie kroków dla ograniczenia tej ilości na zasadach zrównoważonego rozwoju, w pierwszym rzędzie przez szybką i głęboką redukcję spalania paliw kopalnych, a także przez zaprzestanie ekstensywnych wylesień, szczególnie w rejonach tropikalnych. Równie zasadne jest podjęcie i prowadzenie właściwych działań adaptacyjnych, które będą łagodzić skutki obecnego trendu ociepleniowego.

Teza KNG nr 10.

Doświadczenie badawcze w dziedzinie nauk o Ziemi mówi, że tłumaczenie zjawisk przyrodniczych, oparte na jednostronnych obserwacjach, bez uwzględniania wielości czynników decydujących o konkretnych procesach w geosystemie, prowadzi z reguły do nadmiernych uproszczeń i błędnych wniosków. Błędne też mogą być decyzje polityków podejmowane o oparciu o niekompletny zespół danych. W takich warunkach łatwo o - przystrojony poprawnością polityczną - lobbing inspirowany przez kręgi zainteresowane na przykład sprzedażą szczególnie kosztownych, tak zwanych ekologicznych, technologii energetycznych bądź składowaniem (sekwestracją) CO2 w złożach już wyeksploatowanych. Z przyrodniczą rzeczywistością nie ma to wiele wspólnego. Podejmowanie radykalnych i ogromnie kosztownych działań gospodarczych zmierzających do ograniczenia emisji jedynie wybranych gazów cieplarnianych, w sytuacji braku wielostronnej analizy zachodzących zmian klimatu, może doprowadzić do zupełnie innych skutków niż oczekiwane.

Geolodzy KNG sugerują, że zajmujący się badaniem klimatu naukowcy prowadzą jednostronne obserwacje i nie uwzględniają wielości czynników, decydujących o procesach w geosystemie. Podkreślają też, że brak jest wielostronnej analizy zachodzących zmian klimatu.

Nie jest to prawda. Naukowcy biorą pod uwagę wszystkie liczące się czynniki, od Słońca, przez wulkany, prądy oceaniczne, chmury po reakcje chemiczne i biosfery.



Rysunek 14. Oszacowania wymuszeń radiacyjnych w 2011 roku względem roku 1750 i zagregowane niepewności głównych czynników zmiany klimatu z 5 Raportu IPCC. Podane wartości pokazują średnie globalne wymuszanie radiacyjne (RF) podzielone zgodnie z emitowanymi związkami lub procesami skutkującymi kombinacją czynników. Najlepsze oszacowania wmuszania radiacyjnego netto są oznaczone czarnymi diamencikami wraz z odpowiednimi przedziałami niepewności; wartości liczbowe są umieszczone z prawej strony rysunku, wraz ze poziomem pewności względem wymuszania netto (B.Wys. – bardzo wysoki, Wys. – wysoki, Śr. – średni, Nis. – niski, B.Nis. – bardzo niski). Wymuszanie powodowane przez zmianę albedo spowodowane osadzaniem się sadzy na śniegu i lodzie jest uwzględnione w ciemnoszarym pasku aerozoli. Małe wymuszenie związane ze smugami kondensacyjnymi (0,05 W/m2, wliczając w to indukowane przez spaliny cirrusy), a także związki HFC, PFC i SF6 (w sumie 0,03 W/m2) nie są pokazane. Bazujące na koncentracjach wymuszanie radiacyjne dla konkretnych gazów można uzyskać sumując paski o odpowiadającym danemu gazowi kolorze. Wymuszanie wulkaniczne nie jest uwzględnione ze względu na jego epizodyczną naturę utrudniającą porównywanie z innymi wymuszeniami. Całkowite antropogeniczne wymuszanie radiacyjne jest pokazane dla trzech różnych lat względem 1750 roku. Źródło: IPCC AR5, 2013.

Niewątpliwie przedziały niepewności z Rysunków 11, 13 i 14 będą się zmniejszać, jednak już teraz wiemy wystarczająco dużo by zdawać sobie sprawę, że odkładanie działań i mówienie sobie, że to zbyt trudne, prowadzą do bardzo poważnych problemów.

Być może geolodzy z Komitetu Nauk Geologicznych PAN zamiast nawoływać do podjęcia wielodyscyplinarnych badań opartych na wszechstronnym monitoringu, zapoznali z wynikami już przeprowadzonych badań? Bo z tekstu dokumentu, pod którym się podpisali wynika, że nie mają o nich zielonego pojęcia.

Należy podkreślić, że stanowisko geologów z KNG PAN jest unikalne w skali światowej. Wśród liczących się w badaniach klimatu organizacji naukowych i badaczy istnieje konsensus, że klimat się ociepla, odpowiadają za to ludzie, a następstwa będą bardzo poważne (patrz Mit: Globalne ocieplenie, nawet jeśli będzie, wcale nie będzie takie złe, Mit: Zwierzęta i rośliny przystosują się do zmiany klimatu, Mit: Przeciwdziałanie zmianie klimatu to nic pilnego).

http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... akie-zle-4
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... -klimatu-9
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... pilnego-27

Stanowisko KNG zostało napisane przez geologa prof. Leszka Marksa oraz specjalistę od tektoniki prof. Żelaźniewicza, a przegłosowane przez grono ponad 20 geologów. Votum separatum zgłosił, zaproszony na posiedzenie Komitetu fizyk atmosfery prof. Krzysztof Haman, jako jedyny z zebranych specjalizujący się w tematyce, której dotyczyła publikacja KNG. W odpowiedzi na stanowisko KNG Komitet Geofizyki PAN, zrzeszający m.in. fizyków atmosfery przyjął własne stanowisko w sprawie zmiany klimatu. Także Zgromadzenie Ogólne Polskiej Akademii Nauk przyjęło, jeszcze w 2007 roku, stanowisko zgodne ze stanem wiedzy naukowej.

Trafne podsumowanie konsensusu w temacie globalnego ocieplenia zawiera Wikipedia:

Żadna szanowana instytucja naukowa, o krajowej czy międzynarodowym renomie, w swoim oficjalnym stanowisku nie odrzuca wniosków IPCC; ostatnią taką organizacją było Amerykańskie Stowarzyszenie Geologów Naftowych, które w 2007 roku zmieniło swoje oświadczenie z 1999 roku, odrzucające prawdopodobieństwo wpływu ludzi na obecną zmianę klimatu, zastępując je brakiem opinii w tej kwestii.

Patrz: Mit: Nauka nie jest zgodna w temacie globalnego ocieplenia, Opinia naukowa o zmianie klimatu, Geolodzy o globalnym ociepleniu, Czy klimatolodzy mają tendencję do alarmizmu?

http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... ieplenia-7
http://pl.wikipedia.org/wiki/Opinia_nau ... ie_klimatu
http://doskonaleszare.blox.pl/2010/04/G ... leniu.html
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/2336 ... imatologow

Na koniec, wisienkę na torcie „Stanowiska KNG PAN…” postawił jego sekretarz, dr hab. Jerzy Żaba, udzielającwywiadu dla Polska The Times, w którym możemy przeczytać m.in.:

Same erupcje wulkaniczne dostarczają nieporównywalnie więcej gazów cieplarnianych niż cała ludzka działalność od początku istnienia. Ciekawe wyniki dostarczyły badania temperatury i zawartości CO2na jednym ze skrzyżowań w centrum Warszawy na przestrzeni kilkudziesięciu lat. W tym czasie zawartość CO2 wzrosła prawie tysiąckrotnie, ponieważ m.in. przybyło mnóstwo samochodów. Jednak roczna średnia temperatura nie zwiększyła się o ani jeden stopień. To daje do myślenia.

To faktycznie daje do myślenia. W jednym paragrafie zmieścić trzy poważne błędy merytoryczne, to jest sztuka. Przyjemność znalezienia ich (choćby z pomocą Google) zostawimy czytelnikom. Miłej zabawy!

Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna prof. Szymon Malinowski

http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... znych-1-69


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 25 lip 2015, 11:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/yMZrLxJPwiG

Polscy naukowcy rozprawiają się z mitami - Mit 2: "Nie ma empirycznych dowodów na antropogeniczność globalnego ocieplenia"
Tylko prawda wyzwala poniedziałek, 18:39

Mit: Nie ma empirycznych dowodów na antropogeniczność globalnego ocieplenia
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... eplenia-41

To nie my. „W co wierzą sceptycy? Po pierwsze, zwykle zgadzają się, że Ziemia ogrzewała się od końca Małej Epoki Lodowej, mającej swoje apogeum około 1850 roku. Zagadką jest przyczyna tego ocieplenia. Wierzący w antropogeniczne zmiany klimatu sądzą, że ocieplenie jest spowodowane przez człowieka, podczas gdy sceptycy uważają, że ocieplenie jest naturalne, udział człowieka jest minimalny, a już z pewnością nie jest potencjalnie katastrofalny, jak mówi Al Gore.” (Neil Frank)

Wyjaśnienie skrócone

Wyjaśnienie pełne

Ocieplenie powodują gazy cieplarniane, a dziś to człowiek zwiększa ich zawartość w atmosferze. Świadczą o tym niezależne pomiary, wykonywane z Ziemi i z kosmosu, w atmosferze i w oceanach, w stacjach meteorologicznych i w laboratoriach.



Satelita Aqua jest jednym z satelitów wyposażonych w radiometry mierzące promieniowanie ziemskie. Ilustracja dzięki uprzejmości NASA.

Liczne badania empiryczne dowodzą, że za globalne ocieplenie odpowiada wzrost stężenia gazów cieplarnianych.

Satelity pokazują, że w kosmos ucieka coraz mniej energii niesionej przez fale o długościach absorbowanych przez gazy cieplarniane.

Pomiary meteorologiczne wskazują, że rośnie ilość energii powracającej z atmosfery do powierzchni planety, co potrafimy powiązać ze wzrostem stężenia gazów cieplarnianych. Dzięki analizie widmowej tego promieniowania wiemy, w jakim stopniu konkretne gazy przyczyniają się do ocieplenia.

Wskutek wzrostu stężenia CO2 w powietrzu powinna ocieplać się niższa warstwa atmosfery (troposfera), ale ochładzać wyższa (stratosfera). I to właśnie obserwują satelity i balony meteorologiczne.

Trend ocieplenia wyraźniejszy jest nocą, co wskazuje, że za wzrost temperatur odpowiadają gazy cieplarniane (działające 24 godziny na dobę), a nie Słońce (aktywne w dzień).

Da się też udowodnić doświadczalnie, że to człowiek powoduje wzrost stężenia CO2 w atmosferze.

Koncentracja CO2 rośnie wraz z akumulacją antropogenicznych emisji tego gazu:



Rysunek 1: Ilość CO2 w atmosferze (zielona linia - Law Dome, Wschodnia Antarktyda i niebieska linia - Mauna Loa, Hawaje) i sumaryczna ludzka emisja CO2 w gigatonach (czerwona Linia - CDIAC).

System klimatyczny potrafi „odróżnić” węgiel ze źródeł naturalnych od węgla z paliw kopalnych – i reaguje we właściwy sobie sposób. Po pierwsze, rośnie kwasowość oceanów pochłaniających nadmiarowy dwutlenek węgla. Gdyby źródłem emisji były same oceany, to zjawisko nie miałoby miejsca. Po drugie, spada atmosferyczna koncentracja tlenu. Tlen łączy się z węglem w procesie spalania paliw kopalnych. Gdyby źródłem emisji były oceany, tlenu nie powinno ubywać. Po trzecie w atmosferze rośnie zawartość izotopu węgla 12C (co przekłada się na spadek względnej zawartości izotopu węgla 13C). Wskazuje to, że źródłem dodatkowego CO2 są paliwa kopalne, zawierające proporcjonalnie więcej izotopu węgla 12C względem 13C niż materia nieożywiona.

Marcin Popkiewicz na podstawie Skeptical Science, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon P. Malinowski; skrót na podstawie wersji pełnej: Marta Śmigrowska

Chcesz dowiedzieć się więcej? Zobacz wyjaśnienie pełne.

http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/m ... eplenia-41


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Walka z emisją CO2
PostNapisane: 25 wrz 2015, 16:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... wilizacje/

Ocieplenie klimatu – to kłamstwo wymierzone w naszą cywilizację
MATERIAŁY NADESŁANE 25 WRZEŚNIA 2015

Obrazek
prof. Zbigniew Jaworski


Z profesorem nauk przyrodniczych Zbigniewem Jaworowskim, badaczem zanieczyszczeń lodowców i stężenia CO2 w atmosferze, autorem wielu publikacji na temat zmian klimatycznych, wieloletnim przedstawicielem Polski w Komitecie Naukowym ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego, członkiem Nongovernmental International Panel on Climate Change (NIPCC), który zrzesza naukowców sceptycznych wobec teorii ocieplenia klimatu, rozmawia Mariusz Bober
Czy odkryta niedawno korespondencja naukowców specjalizujących się w problematyce globalnego ocieplenia ujawniła, że teoria o dwutlenku węgla jako głównym sprawcy ocieplania klimatu i gwałtownych zmian klimatycznych to wielka kłamstwo?
- Prawdę ujawnili uczciwi naukowcy pracujący w Centrum Badań Klimatycznych (ang. CRU) Uniwersytetu Wschodniej Anglii i za to powinni zostać nagrodzeni. Znamienne, że w miniony wtorek dyrektor tego instytutu prof. Phil Jones został zdymisjonowany do czasu zakończenia śledztwa w tej sprawie. Na razie prowadzą je władze uniwersytetu, ale wkrótce zapewne przeprowadzi je również prokuratura. W USA do wszczęcia takiego postępowania wezwał jeden z senatorów. Uniwersytet Stanu Pensylwania już rozpoczął śledztwo w sprawie Michaela Manna, innego profesora również zamieszanego w tę aferę, twórcę tzw. hokejowej krzywej temperatury.
Oznacza to, że odpowiedzialni za badania w tej dziedzinie naukowcy okłamywali świat, strasząc niemal apokalipsą? Dlaczego?
- Rzeczywiście, badacze ci dopuścili się bezczelnego oszustwa. Wprowadzają nas w pułapkę, która ma straszliwe konsekwencje. Ci ludzie przez wiele lat czuli się niesłychanie pewni siebie, choć ich tezy od dawna były krytykowane. Mimo to ignorowali głosy krytyki, czując ogromne poparcie Organizacji Narodów Zjednoczonych, a ściślej IPCC [Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu – agenda ONZ mająca badać wpływ działalności człowieka na zmiany klimatu – przyp. red.], który w całym tym zamieszaniu gra pierwsze skrzypce. Przecież tezy IPCC zostały oparte właśnie na badaniach CRU. Naukowcy z Uniwersytetu Wschodniej Anglii mieli do dyspozycji ogromne pieniądze i polityczne poparcie. W praktyce wypełniali po prostu zamówienia ONZ, która forsuje tę inicjatywę, aby stłumić rozwój przemysłu. Organizacja uznała bowiem, że wpływa on niszcząco na biosferę Ziemi.
A nie wpływa?
- Oczywiście, że nie. W rzeczywistości jest tak, że im kraj bogatszy, a więc lepiej uprzemysłowiony, tym lepiej dba o środowisko naturalne. Ta propaganda ma na celu zniszczenie naszej cywilizacji! Otwarcie mówią o tym przedstawiciele ONZ, np. Maurice Strong, były doradca również byłego sekretarza generalnego tej organizacji Kofiego Annana. To właśnie Strong zorganizował z ramienia ONZ Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r., gdzie powiedział, że aby uratować Ziemię, trzeba zniszczyć współczesną cywilizację przemysłową… To właśnie on był twórcą protokołu z Kioto. Jest to więc otwarty spisek z udziałem ludzi ONZ mający na celu wpływanie na rządu poszczególnych krajów.
Zmuszając je do ograniczenia emisji CO2?
- Tak, właśnie. Paragrafy 36 i 38 projektu nowego traktatu przygotowanego na rozpoczynający się właśnie szczyt klimatyczny w Kopenhadze mówią, że należy utworzyć niewybieralny rząd światowy, który ma kontrolować wszelką aktywność na Ziemi pod kątem poziomu emisji CO2. Chodzi więc o władzę nad światem oraz o transfer niewiarygodnych pieniędzy w perspektywie najbliższych dziesiątków lat z kieszeni wszystkich podatników na świecie do tworzonego centrum oraz do finansistów i tej części przemysłu, która ubrała się w zielone pióra. Firmy te propagują wytwarzanie czystej energii kosztem paliw kopalnych, choć jest to kilka razy droższe niż dotychczasowe sposoby wytwarzania prądu w energetyce jądrowej czy węglowej.
W Kopenhadze ma nastąpić kolejny etap realizacji tego scenariusza?
- W Kopenhadze zastawia się na nas bardzo groźną pułapkę, groźniejszą niż to, co spotykało nas do tej pory. Dotychczas Polska została zobowiązana, aby do 2020 r. o kolejne 20 proc. ograniczyć emisję CO2. Według firmy konsultingowej Ernst & Young spełnienie tego wymogu oznaczałoby dla naszego kraju spadek PKB o 503 mld złotych! Czyli zmniejszyłby się on do poziomu prawie połowy PKB z roku 2007! Można sobie wyobrazić, jak drastycznie wpłynęłoby to na ograniczenie poziomu życia Polaków. Przecież dziś toczą się boje o ograniczenie wydatków budżetowych o każdy miliard złotych! Tymczasem ONZ chce nam zafundować „oszczędności” na pół biliona złotych!
A co szykują nam decydenci na szczyt w Kopenhadze!
- Jeszcze bardziej szkodliwą „terapię”. Liczący 181 stron projekt protokołu na rozpoczynającą się konferencję przewiduje kilka wersji ograniczeń emisji CO2 do 2050 roku. Niektóre zakładają cięcia na poziomie nawet… 95 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku. Oznaczałoby to, że przez kilka następnych lat musielibyśmy zmniejszać emisję o 5 proc. rocznie! Byłaby to największa rewolucja w historii, gdyż 86 proc. energii na świecie wytwarzane jest obecnie z paliw kopalnych. Jeśli wprowadzono by teraz tak drastyczne ograniczenia, groziłoby to zniszczeniem naszej cywilizacji, a więc to, co postuluje guru ekologów Maurice Strong i wielu innych przedstawicieli zachodniego establishmentu. W ten sposób tworzy się iluzorycznego wroga ludzkości, co zresztą proponował już Klub Rzymski [wpływowa organizacja zrzeszającą biznesmenów, naukowców i polityków, mająca ambicje sterowania światową polityką – przyp. red.], aby następnie z nim walczyć.
Czy rzeczywiście wróg, tj. ocieplenie klimatu, jest iluzoryczny?
- Oczywiście. Klimat ocieplił się z przyczyn naturalnych i jest to korzystne; roślinność ma lepsze warunki wzrostu, zmniejsza się pustynnienie gleby, przybywa zwierząt. W latach 1982-2003 w Mauretanii, Mali i Czadzie pokrywa roślinna zwiększyła się o 50 procent. Największy wzrost wystąpił w Nigerii, gdzie na nowo zaczęły rosnąć gatunki drzew, które wyginęły wskutek poprzednich susz. Już od wielu stuleci planeta nie była tak zielona jak dziś. Jak wykazują pomiary satelitarne NASA, od 18 lat produkcja biomasy wzrosła o około 6 proc., a największy przyrost (o 42 proc.) wystąpił w lasach deszczowych Amazonii.
To znaczy, że nie topią się lodowce i nie podnosi poziomu mórz i oceanów?
- Katastrofalne podnoszenie się oceanu to kolejny mit. Poza tym lodowce zaczęły się topić nie w XX w., ale wtedy, kiedy Ziemia zaczęła wychodzić z małej epoki lodowcowej, która trwała od 1350 do 1880 roku. Współczesne topienie lodowców rozpoczęło się ok. 1750 roku. Przed tym okresem kroniki podawały, że w Alpach lodowce spływały w doliny, niszcząc całe wsie i pola zasypywane gruzem morenowym i lodem. Do czoła lodowców wychodziły wówczas procesje z kapłanami, modląc się o powstrzymanie taranującego lodu. W latach 30. wystąpiło maksymalne ocieplenie (przynajmniej w USA, gdzie jest najlepsza sieć pomiarów temperatury) i lodowce zaczęły topić się szybciej niż poprzednio. W ostatnich dziesięciu latach proces ten ponownie został wstrzymany i klimat znów zaczął się ochładzać (w USA o 1 stopień), choć w tym czasie globalna emisja dwutlenku węgla wzrosła o 34 procent! Jak widać, nie ma żadnego związku między emisją CO2, z którym w tym czasie tak zażarcie walczono, a zmianami klimatu. Tak było zresztą w okresie ostatnich 500 mln lat, o czym przekonuje nas geologia. Pół miliarda lat temu było 23 razy więcej CO2 w atmosferze niż obecnie, a mimo to lądy były pokryte lodowcami… O zmianach klimatu decyduje wiele czynników, a obecnie walczy się tylko z jednym, który w dodatku jest nieistotny.
Czyli zobowiązania do redukcji gazów cieplarnianych zapisane w protokole z Kioto niczego nie dały?
- Oczywiście. Co więcej, mimo że zobowiązywał on 185 państw, które przyjęły ten dokument, do zmniejszenia emisji tych gazów o 5,2 proc. w stosunku do 1990 r., to w rzeczywistości do 2004 r. – w skali świata – wypuszczono do atmosfery o 38 proc. więcej CO2! W samych krajach starej Unii Europejskiej wyemitowano go w tym czasie o blisko 7 proc. więcej. Natomiast Polska w tym okresie obniżyła emisję CO2 o 18 proc., a o 32 proc., licząc od roku 1988! Mimo to Bruksela żąda od nas, byśmy obniżyli emisję tego gazu o kolejne 20 proc., co byłoby dla polskiego przemysłu katastrofą ekonomiczną.
Ale wiele państw, m.in. w Europie Zachodniej, wiąże występujące w ostatnich latach anomalia pogodowe właśnie ze zmianami klimatu…
- Jest udowodnione, że burze nie wynikają z ocieplenia klimatu. Także w Polsce nie widać, byśmy doświadczali większej liczby burz czy powodzi, gdy weźmie się pod uwagę np. obserwacje prowadzone w Krakowie od XIX wieku. Wynika z nich nawet, że wówczas było więcej burz niż obecnie. Być może dzisiaj są one bardziej odczuwalne, ponieważ w naszych czasach notuje się więcej spowodowanych przez nie strat materialnych, a to dlatego, że nasze miasta są bardziej rozbudowane i ogólnie wytworzyliśmy więcej bogactw. Ponadto wiele budynków usytuowano na terenach, przez które przechodzą burze i tornada (głównie w Ameryce). Z tego też powodu firmy ubezpieczeniowe ponoszą większe straty, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że wraz z rozwojem miast i osiedli odnotowują one również większe przychody. Więc nie ma co się martwić o wyniki firm ubezpieczeniowych.
Dlaczego w takim razie rządy 185 państw zgodziły się na wprowadzenie drakońskich ograniczeń dla gospodarki, skoro nie ma ku temu racjonalnych powodów?
- To pytanie właściwie należałoby skierować do socjologów lub polityków. Wydaje mi się, że polski rząd zdaje sobie sprawę z wynikających z tego problemu zagrożeń i prowadzi trudną grę dyplomatyczną. Nie sądzę, by w Kopenhadze polska delegacja mogła powiedzieć wprost, że walka z ociepleniem klimatu to totalna bzdura i dlatego nie będziemy przyjmować żadnych zobowiązań do redukcji emisji CO2. Mam jednak nadzieję, że będzie starała się zmiękczyć prowadzące do klęski ekonomicznej stanowisko zatwardziałych zielonych.
Ale czy po ujawnieniu afery z fałszowaniem przez naukowców z Nowej Anglii i USA danych o rzekomym wpływie emitowanego przez człowieka CO2 na klimat, domaganie się dalszych redukcji emisji nie jest niedorzecznością i podtrzymywaniem utopii?
- Mam nadzieję, że nagłośnienie tych informacji zmieni nastawienie polityków biorących udział w konferencji. Takie właśnie wnioski wyciągnęły władze Australii, które we wtorek, w dniu, kiedy szef CRU Phil Jones został zawieszony w pełnieniu funkcji dyrektora, ogłosiły, że wycofują się z mechanizmu handlu emisjami CO2. Sprowadza się to bowiem do transferu ogromnych sum pieniędzy, na czym skorzystają finansiści i rządy niektórych państw.
Dlatego też zapewne niektóre z nich odnoszą się entuzjastycznie do redukcji emisji CO2. Najbardziej jednak skorzystałyby na tym firmy tzw. czystych technologii energetycznych wykorzystujących np. wiatraki do produkcji energii elektrycznej. Tymczasem korzystają one z ulg podatkowych, a więc dopłacają do nich podatnicy nawet wówczas, gdy wiatraki te nie wyprodukują zakładanej ilości energii. Co prawda ich budowa jest tańsza niż np. elektrowni jądrowej czy węglowej, ale wytworzony w ten sposób prąd jest kilkakrotnie droższy. Otóż według różnych ocen, wiatraki produkują prąd jedynie przez jedną piątą okresu eksploatacji, a firmy energetyczne nie mogą sobie pozwolić na takie przestoje i muszą uzupełniać niedobory energii z innych źródeł.
Jak to możliwe, że przez co najmniej 20 lat w środowisku ludzi nauki funkcjonowała fikcja globalnego ocieplenia wywołanego emisją CO2 przez człowieka?
- Najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest moja historia. Przez wiele lat zajmowałem się pomiarami stężenia CO2 w rdzeniach lodowych, w których gaz ten jest niejako uwięziony. Na tych właśnie badaniach opiera się cała histeria z ociepleniem klimatu. Ja zajmowałem się lodowcami od lat 60. ubiegłego wieku. Zorganizowałem 10 wypraw na 17 różnych lodowców, zbierając dane o wpływie emisji zanieczyszczeń – głównie metalami ciężkimi pochodzącymi z przemysłu – na środowisko naturalne. Jednak funkcjonowanie ideologii ocieplania klimatu odczułem, gdy wyjechałem wraz z żoną na 8 lat do Norwegii. Po przyjeździe miałem tam podjąć pracę na Uniwersytecie w Oslo, ale ostatecznie zostałem zatrudniony w norweskim instytucie polarnym. Po pewnym czasie tamtejsze ministerstwo ochrony środowiska zwróciło się do tego instytutu, by zbadał, jakie będą skutki ocieplenia klimatu w wyniku działalności człowieka dla norweskiej części Arktyki (m.in. Spitsbergen). Zacząłem od odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście dojdzie do ocieplenia tej części Arktyki. Prowadząc badania, doszedłem do wniosku, że nie ma żadnych podstaw, by tak twierdzić, gdyż pomiary temperatury prowadzone w tej części świata od blisko 100 lat nie wykazywały żadnych oznak ocieplenia. Im głębiej analizowałem problem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że nie ma żadnego ocieplenia klimatu, a CO2 nie jest przyczyną wywołania tego procesu. Przy tej okazji wykazaliśmy z kolegami, że prace przedstawiające pomiary CO2 w rdzeniach lodu polarnego pełne były nadinterpretacji wyników, a nawet manipulacji, sam zaś lód nie jest odpowiednim materiałem do odtwarzania składu chemicznego dawnej atmosfery. Nie jest ona bowiem układem zamkniętym, w którym nic się nie dzieje, lecz odwrotnie, zachodzi w niej kilkadziesiąt procesów fizykochemicznych. Prowadzą one do ubytku CO2 z bąbli powietrza schwytanych w lodzie. Same rdzenie są zaś spękane i skażone metalami ciężkimi z płynu wiertniczego wnikającego do ich wnętrza. Na przykład stężenie ołowiu we wnętrzu rdzeni z głębi lądolodu jest 1400 razy wyższe niż na powierzchni śniegu na Antarktydzie, a cynku 400 tys. razy wyższe. Na takim nieodpowiednim materiale zbudowana jest cała hipoteza ogrzewania klimatu przez człowieka.
Opisał Pan wyniki tych badań?
- Napisaliśmy dwa raporty i kilka artykułów na ten temat. Teraz widzę analogię z ujawnieniem przez uczciwych naukowców z Uniwersytetu Wschodniej Anglii wyników badań nad ocieplaniem klimatu. Po opublikowaniu wyników naszych badań dyrektor naukowy norweskiego instytutu polarnego wezwał mnie na rozmowę i powiedział, że nasze publikacje to nie jest sposób na zdobywanie kontraktów naukowych w Norwegii. W efekcie nie przedłużono także i mojego kontraktu… Byłem po prostu dyskryminowany. Przez pewien czas pozostawałem na utrzymaniu żony. Zrozumiałem wtedy, jak ważnym celem funkcjonowania instytutu polarnego było zdobywanie zleceń z ministerstwa środowiska, które z kolei swoją rację bytu opierało na straszeniu ludzi zanieczyszczeniem środowiska.
Każdy naukowiec, który nie podporządkuje się narzuconej uniwersytetom ideologii, padnie więc jej ofiarą?
- Oczywiście. Jeśli cała nauka jest finansowana przez polityków z pieniędzy budżetowych, to z jednej strony naukowcy cieszą się, bo nauka wymaga dużych pieniędzy, a z drugiej strony nie można uprawiać jej wyłącznie na polityczne zamówienia.
Gdzie znalazł Pan później pracę?
- Przeniosłem się po jakimś czasie do Japonii, gdzie pracowałem w tamtejszym instytucie polarnym. Tam napisałem pracę o wynikach badań zawartości CO2 w lodowcach.
Nie boi się Pan zemsty „ociepleniowego lobby”?
- Teraz mam 82 lata i nie obchodzą mnie finansowe konsekwencje poglądów, które głoszę. Jednak wśród naukowców, którzy podzielają moje opinie, mało jest młodych naukowców, zwłaszcza takich, którzy mają rodziny na utrzymaniu… Zresztą gdy byłem młody, też robiłem badania z przekonaniem, że człowiek zanieczyszcza świat.
Jakie?
- Pod koniec lat 60. badałem jedyny, niewielki polski lodowiec nad Morskim Okiem pod kątem obecności związków metali ciężkich. Lodowiec zawiera ok. 100 rocznych warstw lodu, więc na jego podstawie można zbadać, co się działo w atmosferze w tej okolicy w ciągu ostatniego wieku. Z moich badań wynikało, że w tak – wydawałoby się – czystym miejscu w ostatnich latach stężenie ołowiu wzrosło aż 12-krotnie.
To były nieprawidłowe badania?
- Prawidłowe, ale wówczas jeszcze nie wiedziałem, że nie można ich uogólniać. Tymczasem na podstawie tych badań w naukowym czasopiśmie „Nature” napisałem, że w Europie stężenie ołowiu zwiększyło się 12-krotnie. Od razu zwróciła się do mnie Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (USEPA), proponując przeprowadzenie kolejnych badań, na które dostałem – w latach 70. ubiegłego wieku – 1,3 mln USD. Dzięki tym funduszom mogłem zrealizować 10 wspomnianych wypraw. Przeprowadziłem wtedy pierwsze na świecie badania skażenia lodowców w ciągu ubiegłych kilkuset lat metalami ciężkimi pomiędzy Spitsbergenem a Antarktydą. I dysponując zdobytymi wynikami, zrozumiałem dopiero, że tak duże stężenie ołowiu nad Morskim Okiem było lokalnym unikatem.
Dlaczego?
- Ponieważ przez kilkadziesiąt lat pozwalano na swobodny dojazd do tego pięknego jeziora samochodami emitującymi wówczas ołów… Na innych lodowcach nie znalazłem oznak takiego wzrostu stężenia metali ciężkich. Odwrotnie, w XX wieku wystąpił ich spadek związany z małą aktywnością wulkaniczną aż do roku 1963. Największe stężenia metali ciężkich znaleźliśmy nie na lodowcach europejskich, lecz przy samym równiku – na Lodowcu Stanley w afrykańskich górach Ruwenzori oraz w peruwiańskich Andach, z dala od wszelkich centrów przemysłowych. W ramach współpracy z USEPA jako pierwszy zbadałem również, jak w ciągu ubiegłych 1800 lat zmieniał się poziom ołowiu w kościach ludzi (na zebranie kości z polskich obiektów sakralnych dostałem specjalne zezwolenie od ks. kard. Stefana Wyszyńskiego). Potem takie badania obejmujące okres 5000 lat przeprowadziłem we Francji, Peru i Gruzji. Okazało się, że populacja europejska była ciężko skażona ołowiem przez całe średniowiecze aż do samego końca XIX wieku. Dopiero w wieku XX poziom ołowiu wśród polskiej ludności spadł kilkaset razy w porównaniu z ludźmi pochowanymi np. w XV wieku w kościele Mariackim w Krakowie; tym samym poziom ten zbliżył się do tego, który odnotowałem u mieszkańców jaskini spod Zawiercia sprzed 1800 lat. Później podobne zjawisko wykryto w Stanach Zjednoczonych, Japonii i innych krajach.
Z Pana słów można wywnioskować, że lobby radykalnych ekologów i przemysłu tzw. czystej energii ma większe wpływy niż np. lobby firm energetycznych eksploatujących paliwa kopalne. Trudno w to jednak uwierzyć, obserwując potęgę tych ostatnich…
– Tu znów posłużę się przykładem z własnego doświadczenia. Zanim przeniosłem się do Japonii, pracowałem jeszcze przez pewien czas w norweskim Instytucie Techniki Energii. W tym czasie postanowiliśmy sprawdzić, czy prawidłowo przeprowadzano badania zawartości CO2 w lodach Antarktydy. Przez pół roku pracowałem nad przygotowaniem projektu naszych badań. Nasz instytut rozesłał go do 15 różnych potencjalnych sponsorów, głównie firm eksploatujących złoża gazu i ropy. Zorganizowaliśmy dla nich seminarium, na którym… pojawił się przedstawiciel jednej firmy, bodajże Statoil. Wysłuchał tego, co mówiliśmy, a potem powiedział, że projekt bardzo mu się podoba i dla jego koncernu nie byłoby problemem sfinansowanie tych badań, mimo kosztów sięgających 2 mln USD. Zaznaczył jednak, że tego nie zrobią, wyjaśniając jednocześnie, iż firma konsultowała się z rządem, prawdopodobnie z ministerstwem środowiska, i ci „konsultanci” uznali, że byłby to projekt „niemoralny”.
Co to znaczy?
– Przedstawiciel Statoilu powiedział, że gdyby jego firma sfinansowała takie badania, wykorzystano by to do walki konkurencyjnej i jego przedsiębiorstwo straciłoby na tym znacznie więcej, niż przeznaczyłoby na sfinansowanie naszych badań. Tak zakończył się nasz projekt…
Więc uważa Pan, że cywilizacja przemysłowa nie zanieczyszcza środowiska?
- Natura wytwarza również substancje trujące, i to często na wielokrotnie większą skalę niż cały przemysł na świecie. Straszono np., że zatruwamy ryby morskie rtęcią. Tymczasem badania wykazały, że w morzu od wieków jest mnóstwo tego pierwiastka. Takie przykłady można by mnożyć. Jednak przyszedł ten okropny wiek XX z całym swoim przemysłem i przyniósł nam dwie „okropne” rzeczy: średnio dwukrotnie przedłużył nam życie w stosunku do 1900 r., a poza tym sprawił, że m.in. Polacy, podobnie zresztą jak wszyscy Europejczycy, są mniej skażeni metalami ciężkimi…
Jak to? Właśnie dzięki przemysłowi? Przecież za jego sprawą emitowane jest mnóstwo szkodliwych związków i wciąż mamy problemy z eliminacją skutków zanieczyszczeń przemysłowych.
- Chodzi o to, że począwszy już od X w., ludzie w Europie jedli z naczyń cynowych. Tymczasem stopy wykorzystywane do ich wytwarzania zawierały do 20 proc. ołowiu. Jeśli ktoś jadł jakieś kwaśne potrawy, np. na bazie octu, wówczas ten kwas reagował z ołowiem i powstawał octan ołowiu spożywany podczas posiłku. W ten sposób związki tego metalu odkładały się w ludzkich organizmach. Jest wiele innych podobnych przykładów. W XX w. – dzięki rozwojowi nauki i przemysłu – zaczęliśmy w kuchni używać porcelanę, szkło i stal nierdzewną; z naszego życia wyeliminowaliśmy także inne źródła skażeń ołowiem. Wśród nich najmniej istotnym był ołów zawarty w benzynie samochodowej.
Wróćmy do współczesnego problemu – walki z CO2 jako z rzekomym sprawcą rzekomego ocieplenia klimatu. Jakie jest wyjście z tej sytuacji?
- Może ujawniona ostatnio afera z ukrywaniem prawdziwych danych na temat rzekomego ocieplenia klimatu stanie się oczyszczająca dla świata nauki i polityki i uchroni nas przed katastrofą cywilizacyjną.
Skoro jest tak wiele danych obalających teorie o ociepleniu klimatu z powodu emisji CO2 przez człowieka, czemu te teorie nie zostaną po prostu wyrzucone do kosza? Uniwersytety, politycy i część biznesu są tak zaślepieni ideologią, że nadal ją ludziom „wciskają”, czy też świadomie okłamują społeczeństwa. Jeśli tak, to dlaczego? Dla zysków wąskiej grupy ludzi kosztem większości?
– Wszystko jest tu pomieszane i ze sobą powiązane. W tym wszystkim być może najmniej ważne jest to, że np. profesor może dzięki takim kontraktom na badania „na zamówienie” – które nawet mogą mu się nie podobać – zdobyć fundusze na utrzymanie swojego instytutu. Jeśli potwierdzi oczekiwania sponsorów, uzna to za wystarczające usprawiedliwienie, by wypełnić zlecenie. Zrobi tak zwłaszcza wówczas, jeśli wie, że gdyby rzetelnie przeprowadzone badania wykazały, iż nie jest tak, jak oczekuje sponsor, a wtedy nie dostałby następnych zleceń.
Czy w Kopenhadze nikomu nie starczy odwagi, by po prostu wyrzucić do kosza plan drakońskich ograniczeń emisji CO2?
- Miejmy nadzieję, że także politykom otworzą się oczy, że „climategate” w tym pomoże. Z drugiej jednak strony trudno będzie ograniczyć ambicje do wykorzystania tej ideologii do zwiększania wpływów i tworzenia światowego rządu. Już w latach 60. w USA stworzono grupę studyjną złożoną z naukowców, która miała przedstawić prognozy rozwoju świata. Uznano wtedy, iż nadchodzi okres, w którym nie będą już prowadzone wielkie wojny, że nadchodzi czas pokoju. Grupa ta opracowała raport, tzw. Report from the Iron Mountain, w którym zaproponowała szereg substytutów wojen. Jednym z nich było stworzenie „fikcyjnego wroga globu”; miały nim być sprawy klimatu. W następnych latach propozycja ta przybrała wręcz patologiczny czy kryminalny charakter. Klub Rzymski uznał, że „Ziemia ma raka, tym rakiem jest człowiek”, czyli cała ludzkość stała się „fikcyjnym wrogiem planety”. Ulubieniec ekologów Jacques Y. Cousteau mówił, że dla zachowania równowagi na Ziemi należy „usuwać” co roku 127 mln ludzi. Tego typu wypowiedzi można niestety mnożyć. Także przedstawiciele ONZ mówią, że liczbę ludności na Ziemi należy zredukować do 1 miliarda.
Skąd się biorą takie antyludzkie zapędy na szczytach władzy?
- To się ciągnie już od czasów Malthusa [T.R. Malthus – anglikański duchowny i intelektualista, w 1798 r. sformułował fałszywą teorię głoszącą istnienie stałej dysproporcji pomiędzy tempem wzrostu ludności a tempem wzrostu produkcji żywności – przyp. red.]. Reprezentują więc one neomaltuzjanizm.

Dziękuję za rozmowę.

Opublikowano za: http://www.globalnaswiadomosc.com/clima ... amstwa.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 223 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /