Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 215 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 03 cze 2017, 08:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://www.deon.pl/wiadomosci/swiat/ar ... ujemy.html

Pożar w pobliżu Watykanu [AKTUALIZUJEMY]
01.06.2017 18:41, aktualizacja 01.06.2017 20:21

Obrazek
(fot. twitter.com)


Chmury czarnego dymu unoszą się nad Watykanem po zarejestrowanym wybuchu. Eksplozja miała miejsce na złomowisku samochodów w dzielnicy Primavalle. Strażacy aktualnie gaszą pożar.

[18:41] Świadkowie mówią o "gęstym dymie wydostającym się z budynku" i o "głośnym wybuchu" zaraz obok budynków należących do Stolicy Apostolskiej.

Breaking News: ITALY: Black smoke above the Vatican/Vatican City is not due to an explosion or bombing, but... https://t.co/cBV0TLxhCo
— Father Jim Sichko (@JimSichko) 1 czerwca 2017

Prawdopodobną przyczyną wydarzenia jest pożar w garażu samochodowym niedaleko watykańskich murów.

Explosion at the #Vatican pic.twitter.com/H25MORvCiY
— longy (@stevelong77) 1 czerwca 2017

��Huge explosion reported in #Rome, just a few kms from #Vatican.pic.twitter.com/0fmIugf0Xm
— tahtakuslar (@taylieli) 1 czerwca 2017

[18:58] Rzecznik prasowy papieża, Greg Burke, informuje, że Watykan jest "nienaruszony" przez pobliski pożar.

#Vatican spokesman @GregBurkeRome tells me that the city-state has been "untouched" by nearby fire
— Joshua McElwee (@joshjmac) 1 czerwca 2017

[19:10] "Corriere Della Sera" podaje, że pożar miał miejsce przy ul. Battistini w pobliżu Watykanu. Tę informację potwierdziła telewizja RaiNews.

Densa colonna di fumo nero in zona #Battistini a Roma, causa incendio in un deposito auto. Le immagini ��. Aggiornamenti su rainews.it pic.twitter.com/YvAKiDxPiI
— Rainews (@RaiNews) 1 czerwca 2017

[19:13] Polska Agencja Prasowa podaje, że pożar wybuchł w Rzymie na złomowisku samochodów w dzielnicy Primavalle. Nad okolicą unosi się ogromna chmura czarnego dymu. Ewakuowano mieszkańców trzech bloków położonych najbliżej złomowiska, które zostało całkowicie zniszczone. Płomienie objęły kilkadziesiąt samochodów. Słychać było wybuchy zbiorników paliwa. Sytuację określa się jako poważną. Nikt nie ucierpiał - podały służby. Media poinformowały, że złomowisko miało zostać zlikwidowane 10 lat temu.

[20:13] Trwa gaszenie pożaru na złomowisku, na którym wybuchły zbiorniki paliwa.

False, just a fire. #Vatican pic.twitter.com/a0c14pmnHt
— Charles Alegret (@CharlesAlegret) 1 czerwca 2017

O wydarzeniu będziemy informować na bieżąco.

Corriere della sera / PAP / kk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 18 cze 2017, 22:16 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Zamach na „Humanae Vitae”. Rewanż po pół wieku?

Obrazek

Czy Kościół chce zmienić nauczanie dotyczące antykoncepcji? Takie informacje coraz częściej podają akredytowani przy Watykanie dziennikarze. Czy można im wierzyć? Z pewnością wierzą im progresiści, którzy z niecierpliwością oczekują pięćdziesiątej rocznicy ogłoszenia encykliki „Humanae Vitae”.

Jeden z najlepiej poinformowanych w sprawach Kościoła watykanistów, Marco Tosatti, opublikował kilka tygodni temu informację o powstającej w Watykanie „tajnej komisji”, której zadaniem ma być opracowanie dokumentu podważającego tezy zawarte w encyklice Pawła VI Humanae Vitae. Tydzień później rewelacje te, traktowane początkowo jak nieprzyjemny żart czy plotkę, potwierdziła u swoich źródeł w Watykanie niemiecka publicystka Maike Hickson. Żaden z autorów nie podaje nazwisk osób, które miałyby w tym nowym ciele zasiadać, oboje nie poddają jednak w wątpliwość, że komisja powstała z inicjatywy samego papieża Franciszka.

Dziennikarze oczywiście zapytali rzecznika Stolicy Apostolskiej, czy te rewelacje są prawdziwe. Watykan „nie potwierdził i nie zaprzeczył” tym informacjom, co ostatnimi czasy jest ulubionym sposobem komunikowania się z opinią publiczną tamtejszego biura prasowego.

Informacja – w formie plotki, ale szeroko rozpowszechnionej – poszła więc w świat, a w głowach wielu katolików tylko spotęgował się okrutny chaos.

Duch soboru nie dostał się do encykliki

Katolicka etyka seksualna od wieków wzbudza wściekłość świata zewnętrznego. Najlepszym tego przykładem była reakcja na opublikowanie przez papieża Pawła VI w 1968 roku wspomnianej encykliki Humanae Vitae. Liderzy rewolucji seksualnej, której duch przesiąknął również i do Kościoła, rwali sobie włosy z głowy czytając słowa papieża, którego niejeden z nich postrzegał jako „swojego”. O ile bowiem wielu krytyków Pawła VI nie myli się opisując jego często niezrozumiałe decyzje o „otwarciu Kościoła na świat”, o tyle przyznać trzeba, że jego dokument dotyczący stosunku katolików do płodności stanowi po prostu ortodoksyjne powtórzenie dotychczasowej nauki Kościoła. I za to trzeba być Pawłowi VI wdzięcznym.

Ale nie wszyscy oczywiście tę wdzięczność podzielali. Wraz z mitycznym „duchem soboru”, który w sercach niektórych wpływowych katolików zastąpił Ducha Świętego, do Kościoła wdarł się powiew nowoczesności i liberalizmu. Liczni duchowni z wielu miejsc na świecie głośno protestowali przeciwko tezom zawartym w encyklice, a więc przeciwko powtórzeniu całkowitego zakazu aborcji, antykoncepcji i innych nienaturalnych metod unikania potomstwa. Naraz podniósł się nieznośny klangor środowisk postępowych zarówno w Kościele jak i poza nim. Ich przedstawiciele mówili dokładnie tym samym językiem: o nieludzkiej i niedzisiejszej nauce, o bezduszności papieża i konieczności pójścia z duchem czasu. Biskupi z Niemiec, Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii, USA i Kanady zaczęli wprowadzać własne nauczanie, wprost informując Watykan i opinię publiczną, że nie przyjmują katolickich prawd za obowiązujące wiernych, którzy zostali im powierzeni.

Paweł VI pisząc encyklikę doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wpływowe są – w trzy lata po zakończeniu soboru – środowiska postępowe wewnątrz Chrystusowej Owczarni. Dlatego też prosił w Humanae Vitae, o przyjęcie nauczania stanowiącego Magisterium Kościoła wszystkich bez wyjątku, cytując świętego Pawła: „Zaklinam was, Bracia, na imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, odzywajcie się wszyscy w tym samym Duchu! Niech nie będzie wśród was rozdwojenia! Żyjcie w harmonii, w jednym duchu i w jednej myśli”.

Z papieskiego zaklinania biskupów niewiele jednak wynikło. Najgłośniejszym echem odbił się sprzeciw episkopatu Kanady, zawarty w tak zwanym „Oświadczeniu z Winnipeg”. To tam po raz pierwszy w dokumencie stworzonym przez tak wysoko postawione kościelne grono padły słowa, które do dziś wykorzystywane są w dyskusji o antykoncepcji: jeśli po dogłębnym rozeznaniu i zgodnie z własnym sumieniem małżonkowie dojdą do konkluzji, iż antykoncepcja może być przez nich stosowana, to jest to moralnie godziwy wybór. „Sumienie i rozeznanie” – znamy to z debat toczonych pięćdziesiąt lat po Humanae Vitae, czyż nie?

Warto dodać przy okazji, że wśród prominentnych przeciwników encykliki prym wiódł przez wiele lat (włącznie z kształtowaniem ostatecznego kształtu dokumentu z Winnipeg) Gregory Baum, który po latach ujawnił, że w czasie gdy pracował nad dokumentami soborowymi oraz zabierał głos przeciwko Pawłowi VI wielokrotnie łamał celibat, związawszy się najpierw z zakonnicą a potem, już po porzuceniu kapłaństwa, również z mężczyznami…

Stanowisko mniej jasne niż dotychczas

Krytyka katolickiej moralności nie skończyła się oczywiście wraz ze śmiercią Pawła VI. Jego następcy – tak Jan Paweł II jak i Benedykt XVI, byli równie ostro krytykowani za to, że… nie zanegowali słów swego poprzednika. Krytyka ta rozwinęła się jednak i weszła na trochę inne tory – do promocji antykoncepcji wśród katolików zaczęto bowiem wykorzystywać epidemię AIDS w Afryce, a także… nadmierną dzietność w części krajów na świecie. Tymi „argumentami moralnymi” próbowano przekonać papieży, że lepiej, by dopuszczono stosowanie prezerwatywy niż trwano przy dotychczasowym nauczaniu. Nie chodziło więc już tylko o antykoncepcję (choć argumenty o konieczności depopulacji ziemi zaczęły się już wówczas przebijać) ale również o rozprzestrzenianie się chorób drogą płciową. W konsekwencji w 2008 roku, w czterdziestą rocznicę opublikowania encykliki Pawła VI, sześciuset księży z Niemiec podpisało list domagający się odwołania tez zawartych w dokumencie.

Za czasów obecnego pontyfikatu presja na papieża nie zmalała – wręcz przeciwnie. Wraz z wieloma sygnałami płynącymi z Watykanu środowiska progresywne ponowiły swe postulaty. Jakie to sygnały? Chociażby wypowiedzi papieża Franciszka, według których „katolicy nie muszą być jak króliki” i posiadać licznego potomstwa. Ojciec święty niejednoznacznie odpowiedział też na pytanie o stosowanie prezerwatyw w kontekście zagrożenia wirusem Zika, co później musiał wyjaśniać rzecznik Lombardi. W końcu do Watykanu zaproszono wielkiego orędownika ograniczenia liczby ludzi na świecie – Paula Ehrlicha, który wziął udział w organizowanej przez watykańską agendę konferencji na temat „zrównoważonego rozwoju”. To nie koniec – w listopadzie ubiegłego roku Franciszek określił też mianem „człowieka, który pomógł rozkwitnąć teologii moralnej” Bernarda Häringa – najbardziej zaciekłego krytyka Humanae vitae.

Wszystko to nie mogło umknąć uwadze zwolenników zmian w nauczaniu moralnym Kościoła. Zapewne dlatego pod koniec 2016 roku do Watykanu wpłynęła petycja do Ojca Świętego. Trzy wpływowe oenzetowskie agencje popierały w niej projekt dokumentu żądającego zmiany „stanowiska Kościoła katolickiego” odnośnie homoseksualizmu, masturbacji, zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro) i antykoncepcji. Dokument przygotowany został przez byłego księdza – Johna Wijngaardsa – a podpisało się pod nim ponad stu naukowców określających siebie samych mianem katolickich. W odpowiedzi na to pismo bardzo szybko powstał list podpisany przez pięciuset naukowców wiernych nauczaniu Kościoła, oczywiście w obronie encykliki Pawła VI.

Pro-liferzy niemile widziani?

Współczesny świat promuje rozwiązłość seksualną i wszelkie związane z nią „zabezpieczenia”. Nie może więc dziwić ogromna radość, która zagościła w sercach i na ustach wielu komentatorów liberalnych mediów, po ogłoszeniu przez Tossatiego swych rewelacji. Symptomatyczny dla polskich mediów był komentarz Adama Szostkiewicza, który nazywa papieża Franciszka „papieżem w stylu Jana XXIII: konserwatywnym, ale dialogowym” i twierdzi, że „nie odrzuciłby wniosków komisji, którą powołał”.

Obserwatorzy spoza Kościoła z uwagą patrzą także na politykę Kościoła względem organizacji pro-life, podnoszących przecież nie tylko postulat zakazu aborcji, ale także promujących wielodzietność. Amerykańskie media przed tegorocznym Marszem dla Życia w Waszyngtonie przypomniały, że takie marsze odbywają się także w Rzymie, ale Watykan nie udziela im patronatu a wśród maszerujących we Włoszech nie ma bliskich współpracowników papieża.

Nie umknęła im również informacja o działaniach nowego szefa Papieskiej Akademii Życia – arcybiskupa Vincenzo Paglii. Zwolnił on 172 osoby należące do Akademii i anulował wymóg, by nowi członkowie podpisywali oświadczenie o woli ochrony życia według… Magisterium Kościoła! Sam przewodniczący Akademii też zresztą stał się niedawno przedmiotem zainteresowania światowych mediów, za sprawą muralu w katedrze w Umbrii, którego wykonanie zlecił homoseksualiście. Ten, w ramach wdzięczności, umieścił wizerunek arcybiskupa na malowidle przedstawiającym, pisząc oględnie, treści homoseksualne i transgenderowe.

Co dalej?

Mimo, iż od powstania Humanae Vitae minie w przyszłym roku równo pół wieku, jej ocena wciąż dzieli biskupów. Zmieniło się jedynie to, że do niedawna w watykańskich dykasteriach zasiadali duchowni zgadzający się z Pawłem VI i tradycyjnym Magisterium, a poglądów duchownych kierujących tymi instytucjami dziś, nie można już tak jednoznacznie ocenić.

Polakom jak zwykle w ostatnich latach z pomocą przychodzą argumenty ad Wojtylam. Jan Paweł II stał bowiem na straży katolickiej moralności, i można spodziewać się, że jego poglądy przytaczać będą w ewentualnej dyskusji wychowani na jego pismach biskupi z naszego kraju. Linia podziału może jednak wyglądać podobnie jak na synodzie ds. rodziny – Zachodnia Europa, Ameryka Północna i część Ameryki Łacińskiej zechce zapewne iść z „duchem czasu”, co czyni przecież już i tak, bez formalnej zgody Rzymu. Czy biskupi z Europy Wschodniej, Azji Centralnej i Afryki będą w sprawie antykoncepcji równie konserwatywni jak w sprawie nierozerwalności małżeństwa? Doprawdy ciężko prognozować.

W lipcu przyszłego roku minie dokładnie pięćdziesiąt lat od ogłoszenia Humanae Vitae. Z pewnością debata nabierze wówczas rumieńców i przestanie być kwestią jedynie kuluarowych plotek.

Pewne jest jedno – katolikom rzeczywiście przydałaby się nowa encyklika dotycząca sfery seksualnej. Ale nie taka, która zaprzeczy Humanae Vitae, ale pomoże nam funkcjonować w nowych okolicznościach. W ciągu pięćdziesięciu lat pojawiło się bowiem wiele kolejnych zagrożeń, chociażby wynikających z nowoczesnych technik antykoncepcyjnych. Pragnęlibyśmy encykliki o czystości i o tym, jak żyć w świecie, w którym na każdym kroku promowana jest rozpusta. Potrzebna jest też encyklika dająca odpowiedź nie tylko na pytanie o moralną ocenę seksualności bez prokreacji, ale również na pytanie o ocenę prokreacji bez seksualności, bo i takie możliwości oferuje przecież dzisiejszy świat w postaci zabiegów in-vitro czy tzw. surogatek. Czyż nie tak powinien wyglądać dialog Kościoła ze współczesnością? Nie potrzeba by do tego żadnej tajnej komisji.

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/zamach-na-humanae-v ... 329,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 25 cze 2017, 11:48 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Biskup Schneider: winny kryzysu Kościoła jest kler. Ale możemy odnowić wiarę

Obrazek

Życie kościelne w wielu krajach jest w głębokim kryzysie. To kryzys spowodowany słabnięciem wiary, przede wszystkim wiary duchowieństwa. Ale możemy odnowić wiarę, opierając się na trzech filarach - mówi kazachski biskup Athanasius Schneider.

Bp Schneider udzielił wywiadu austriackiemu profesorowi filozofii Thomasowi Starkowi dla telewizji Gloria.tv. Jego zdaniem współczesny łatwo dostrzegalny kryzys życia kościelnego jest kryzysem wiary, ale nie tyle świeckich, co przede wszystkim kapłanów – w tym biskupów.

- Przyczyną kryzysu [życia kościelnego] jest bez wątpienia kryzys wiary. Wiara - wiara ponadnaturalna, jak mówimy w Kościele: fides divina, a więc boska wiara, będąca darem od Boga, która objawiła nam boską prawdę, Boże objawienie, a którą to prawdę Kościół w stanie niezmienionym przedłożył nam i wyjaśnił w niezmiennym Urzędzie Nauczycielskim - ta wiara jest fundamentem – powiedział hierarcha.

- Gdy fundament jest niepewny albo osłabiony, wówczas budowla powoli się skrzywia albo staje się poważnie naruszona. W ten sposób mógłbym opisać sytuację duchową wielu ludzi, życie chrześcijańskie w wielu krajach. Ten poważny kryzys wiary jest w pierwszej mierze spowodowany przez kryzys wśród duchowieństwa, nie wśród ludu. Wśród duchowieństwa. Lud Boży zaraził się jego słaba wiarą. Taka jest rzeczywistość i zawsze tak było w czasach kryzysu. Można powiedzieć, że Lud Boży ma często głębszą i mocniejszą wiarę od przedstawicieli kleru, zwłaszcza dzisiaj. Dlatego musimy prawdziwą wiarę odnowić, wzmocnić, rozjaśnić – i iść dalej – kontynuował biskup Schneider.

Hierarcha pytany o środki uzdrowienia duchowieństwa wskazał na trzy konieczne kroki w formacji przyszłych księży: powszechny powrót do nauczania świętego Tomasza z Akwinu, wpojenie zdrowego podejścia do liturgii oraz naukę życia prawdziwie duchowego.

Biskup przypomniał, że nie tylko przedsoborowe Magisterium Kościoła poleca świętego Tomasza jako podstawę dla formacji teologicznej seminarzystów; robi to także II Sobór Watykański. Te zalecenia „zorientowania się na nauce św. Tomasza” są dziś jednak „bardzo rzadko wcielane w życie, jedynie w niewielu placówkach edukacyjnych”.

- Tymczasem, jak myślę, musimy powrócić do zdrowej nauki Kościoła w kształceniu księży, przede wszystkim do św. Tomasza z Akwinu. Następnie [trzeba] jeszcze lepiej i głębiej wyjaśnić [seminarzystom] nieomylny i niezmienny Urząd Nauczycielski – wskazał hierarcha. Jego zdaniem musi przynieść to owoce w oczyszczonym, zdrowszym podejściu do liturgii. – Lex credendi lex orandi. Prawdziwa, czysta i przykładna wiara oraz teologia muszą znaleźć odzwierciedlenie w godnej liturgii – powiedział.

Temu musi towarzyszyć zmiana lex vivendi, sposobu życia przyszłych kapłanów. – Trzeba zaoferować kandydatom do kapłaństwa prowadzenie prawdziwe duchowego życia […]. W ten sposób otrzymamy dobrych kapłanów, których wiara będzie o wiele mocniej oddziaływać w Ludzie Bożym. Wzmocnimy też dzięki temu życie rodzinne, a z dobrych rodzin katolickich otrzymamy powołania. To pozwoli na odnowę – mówił bp Schneider.

Prof. Stark pytał kazachskiego biskupa o ocenę postaw optymistów w Kościele, którzy wierzą święcie, że wszystko „będzie dobrze” i nie ma się czym przejmować. Według Schneidera to wyjątkowo naiwna i nieodpowiedzialna postawa. – Nie możemy zamykać oczu na rzeczywistość albo chować głowy w piasek i mówić, że wszystko jest w porządku. Nie jest. Widzimy to, nie potrzeba na to już wielkich dowodów. Byłoby nieodpowiedzialne, gdybyśmy mówili, że wszystko jest w porządku albo że nie jest tak źle. Jest źle. Jeżeli stwierdzamy istnienie oczywistego zła w życiu Kościoła to nie oznacza to zarazem, że jesteśmy pesymistami. To realizm. To troska o wiarę, o Kościół. Jeżeli jakiś ojciec powiedziałby wobec wielkich trudności w rodzinie: Nie jest tak źle, nie musimy się przejmować, jakoś to będzie - to byłoby to nieodpowiedzialne. Gdy jest poważny kryzys, ojciec musi szukać jakiejś pomocy i rozwiązań. Tak jest teraz w Kościele.

Biskup mówił też o problemie ludzi na najwyższych szczeblach hierarchii kościelnej, którzy zdaj się niekiedy nie posiadać w pełni skarbu wiary katolickiej. – To na przykład kardynałowie. Po papieżu to najwyższy urząd kościelny. Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch lat widzieliśmy, że nawet z ich ust padały słowa przeciwne wierze katolickiej. To bardzo smutne – wskazywał bp Schneider. Zacytował następnie kard. Frajno Šepera, poprzednika kard. Józefa Ratzingera na urzędzie prefekta Kongregacji Nauki Wiary, który powiedział: "Kryzys Kościoła jest kryzysem biskupów".

Prof. Stark pytał z kolei o właściwe podejście do dwuznacznych dokumentów Kościoła katolickiego. – Dwuznaczność nigdy nie jest czymś pozytywnym – ocenił bp Schneider. Dodał, że byłoby nierozsądne mówić, iż wszystkie dokumenty po II Soborze Watykańskim były dwuznaczne, bo to nieprawda; dwuznaczne jednak także się zdarzały. Te na szczęście nie roszczą sobie prawa do nieomylności i należy postrzegać je w kategoriach duszpasterskich. – W pewnej mierze uprawniona jest możliwość uzupełnienia takich dokumentów jaśniejszymi wypowiedziami […]. W ważnych sprawach, które dotyczą zbawienia i od których zbawienie zależy, Kościół musi przedstawiać jasne zalecenia – mówił biskup.

Wymienił tu między innymi wyraźnie i jednoznacznie potwierdzony ostatnio przez Jana Pawła II i Benedykta XVI zakaz dopuszczenia do Stołu Pańskiego rozwodników w nowych związkach, którzy nie żyją w czystości, a którego to zakazu żadne „nowe” nauczanie nie może zmienić. Biskup wskazał jednak na szereg innych kwestionowanych dziś prawd wiary katolickiej, o których Urząd Nauczycielski musi wypowiadać się z niedwuznaczną jasnością:

- Dotyczy to jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa, jedynej drogi także dla współczesnych żydów, [Chrystusa], który jest jedynym zbawcą wszystkich […]. [Dotyczy to] tego, że nie ma innego Kościoła, jak Kościół rzymski i katolicki z papieżem, który zawiera w sobie różne ryty – ryty wschodnie, także będące katolickimi; to jest jedyny Kościół i poza nim nie ma zbawienia, nie ma zbawienia poza Chrystusem. [Dotyczy to] tego, że Chrystus jest królem nad wszystkim, co stworzone, nie wyłączając ludzkiego społeczeństwa – wymieniał hierarcha.

- W tych rzeczach, które są dziś zakłamywane albo które odczytuje się fałszywie, Kościół powinien dać całkowicie jasne wyjaśnienie, jako pomoc i orientację dla ludzi w tym pomieszaniu by [mogli] iść za Bogiem i osiągnąć życie wieczne – dodał.

Austriacki filozof skierował następnie rozmowę na adhortację posynodalną papieża Franciszka Amoris laetitia, pytając, co stanie się, jeżeli zabraknie wyjaśnień Kościoła odnośnie rozdziału ósmego, zawierającego zdaniem samego bp. Schneidera dwuznaczności. Według biskupa jeżeli Stolica Apostolska nie sprecyzuje, jak interpretować te passusy, „rozprzestrzeniać będzie się niepewność, dwuznaczność i fałszywe stosowanie” adhortacji. – To wielkie niebezpieczeństwo, bo w niektórych Kościołach lokalnych już od lat praktykuje się skrycie dopuszczenie rozwodników w nowych związkach do Komunii. Poprzez Amoris laetitia taka praktyka jest umacniana i to wielkie zagrożenie. […] Konieczne jest, by Urząd Nauczycielski możliwie szybko przedstawił autentyczne wskazania co do odczytania i zastosowania 8. rozdziału Amoris laetitia – dodał biskup pomocniczy Astany.

Hierarcha dopytywany, jak reagować mają zwykli księża w sytuacji takich dwuznaczności, także w obliczu możliwej presji ze strony przełożonych, odparł, że konieczna jest gotowość do pełnej wierności Bogu, a nie ludziom. Kapłani muszą być przygotowani nawet do porzucenia swojego urzędu po to, by nie sprzeniewierzyli się temu, co powierzył im Chrystus.

Pach

Źródło: gloria.tv

http://www.pch24.pl/biskup-schneider--w ... z4CIt83EBe

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 06 lip 2017, 07:13 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Zielonoświątkowe mody przenikają katolicyzm. Postępująca pentekostalizacja rozmywa prawdy wiary

Obrazek

Proces uzielonoświątkowienia nabiera niesłychanego rozpędu, będąc zagrożeniem dla wiary katolickiej. Ksiądz Andrzej Kobyliński nie ma wątpliwości, że masowe egzorcyzmy, tzw. spowiedzi furtkowe czy uzdrowienia międzypokoleniowe to dobitny dowód na to, że pentekostalizacja wlała się szerokim strumieniem do Kościoła.

W najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy” ks. Andrzej Kobyliński, etyk z warszawskiego UKSW dowodzi, że inicjatywy takie, jak „egzorcyzm narodowy”, który jesienią 2016 roku odbył się na Jasnej Górze, są dowodem na to, że Kościół katolicki w Polsce zalewa zielonoświątkowa fala. Gdzie jednak tego typu wydarzenia mają swoje źródło?

Wiosną 2015 roku w głównej katedrze Meksyku pierwszy raz w dziejach Kościoła katolickiego przeprowadzono egzorcyzm nad całym państwem. – Chodziło o wypędzenie demonów, które mieszkają na terenie tego kraju. Wielki egzorcyzm wyrósł z przekonania, że kartele narkotykowe, aborcja czy prostytucja stają się furtkami dla szatana – przez tego rodzaju zachowania złe duchy rzekomo wkraczają w życie ludzi i narodów – pisze ks. Kobyliński.

Zasadnym jednak wydaje się pytanie o teologiczne uzasadnienie egzorcyzmów nad podmiotem zbiorowym. W końcu Kościół katolicki od zawsze uwalniał od złych duchów konkretnego człowieka, nie całe narody. – To praktyka typowa dla chrześcijan zielonoświątkowych, którzy czasami kolektywnie uwalniają miasta i całe kraje z mocy złego ducha – tłumaczy ks. Andrzej Kobyliński dodając, że niestety katolicy są niezwykle podatni na wpływy zielonoświątkowców. Nie są oni w tym osamotnieni, gdyż proces pentekostalizacji (od greckiego słowa Pentekoste – Zesłanie Ducha Świętego) ma dziś wymiar globalny.

Pentekostalizacja to proces, w ramach którego powstają nowe wspólnoty zielonoświątkowe. Często również istniejące już wspólnoty przekształcają się w jedną synkretyczną odmianę chrześcijaństwa bazującą na tzw. doświadczeniach charyzmatycznych. – W wyniku procesu pentekostalizacji rodzą się nowe wspólnoty, związki wyznaniowe lub sekty o charakterze zielonoświątkowym – twierdzi na ks. dr Kobyliński. Precyzuje, że tendencja ta dotyczy w tym samym stopniu wszystkich chrześcijańskich denominacji: katolików, metodystów, baptystów, chrześcijan ewangelikalnych oraz anglikanów, ostrzegając, że do 2025 r. będzie ich aż 55 tysięcy.

Gwałtowność, z jaką zielonoświątkowcy prowadzą proces pentekostalizacji, sprawia, że parafie katolickie się wyludniają. Czasami również – wbrew ostrzeżeniu kard. Josepha Ratzingera, który w swym „Duchu Liturgii” stwierdził, że „na rynku ofert spędzania wolnego czasu, gdzie rozmaite formy religijności coraz częściej funkcjonują jako rodzaj podniety, konkurencja jest nie do pokonania” – przyjmują metody zielonoświątkowców, co najczęściej skutkuje przekształceniem się w zielonoświątkowe zbory. – Największy dramat Kościoła ma miejsce w Ameryce Łacińskiej, która jeszcze na początku XX w. była prawie w 100 proc. katolicka. Dzisiaj do Kościoła katolickiego należy już tylko połowa mieszkańców tego kontynentu – czytamy w „Do Rzeczy”.

Do Polski pentekostalizacja ze swym głównym nurtem dotarła w XXI w. Jak przekonuje ks. dr hab. Andrzej Kobyliński wielką rolę w tym przedsięwzięciu odegrały takie postaci, jak m.in. Gloria Polo, James Manjackal, Maria Vadia, ks. John Bashobora, Myrna Nazzour czy księża Antonello Cadeddu i Enrico Porcu, czyli popularni mówcy i ewangelizatorzy, którzy chętnie odpowiadają na zaproszenia do naszego kraju i przemawiają do setek tysięcy osób. – Jak można określić nauczanie tych osób? Jest to najczęściej synkretyczna religijność chrześcijańska, podlegająca głębokiej pentekostalizacji , która jest przyjmowana w Polsce bezkrytycznie przez wielu księży, kleryków, siostry zakonne czy osoby świeckie – konstatuje ks. Kobyliński.

Zielonoświątkowcy bardzo mocno podkreślają działanie szatana w świecie. W ich przekazie można dostrzec elementy manicheizmu mówiącego o ścieraniu się dwóch równorzędnych sił: dobrej i złej. To rozumienie przenika do innych wyznań chrześcijańskich. Z tego tez powodu w 2015 roku Komisja Nauki Wiary KEP wydała dekrety, w których zabroniła praktykowania tak zwanych uzdrowień międzypokoleniowych i spowiedzi furtkowej, która polega na odnalezieniu w swojej przeszłości „furtek”, dzięki którym szatan mógłby wejść do naszego życia. – Szuka się także takich furtek w życiorysach swoich przodków – to koncepcja grzechów pokoleniowych i uzdrowienia międzypokoleniowego. Istotą tego nauczania jest przekonanie, że złe duchy mogą się dostać do naszego życia z powodu słuchania muzyki rockowej, posiadania tatuaży czy lektury Harrego Pottera – tłumaczy etyk.

W swoim tekście ks. dr Andrzej Kobyliński nie ocenia osób uczestniczących w wydarzeniach pokroju „Wielkiej Pokuty", która miała miejsce jesienią 2016 roku. Przestrzega jednak, by w działaniach wynikających z pobożnych intencji nie wpaść w pułapkę religijnego synkretyzmu, który działa na szkodę wiary katolickiej.

Źródło: "Do Rzeczy"
om

https://www.pch24.pl/zielonoswiatkowe-m ... 766,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 17 lip 2017, 08:17 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Romano Amerio o posoborowym kryzysie katechezy

Obrazek

„Pan Jezus błogosławił dzieci, a uczył dorosłych. Dziś Kościół czyni odwrotnie”. Słowa te zdaniem wielu katolików trafnie oddają współczesną rzeczywistość. To jednak nie do końca prawda. Bywa bowiem, że zamiast braku katechezy, stosuje się katechizację fałszywą. Przynosi to opłakane skutki: utratę wiary.

Na fali źle rozumianej posoborowej odnowy w zachodnim Kościele katolickim doszło niemal do wysypu fałszywych katechizmów, heterodoksyjnych podręczników do religii et cetera. Za źródło problemu uznać można uznać fałszywą koncepcję tego, czym jest Katecheza.

Rozmaite „kreatywne” pomysły w tej kwestii pojawiły się, jak zauważa Romano Amerio w „Iota Unum”, już podczas kongresu na temat nauczania religii w 1969 roku w Asyżu. Przyjęto wówczas „dokument sugerujący rezygnację z wszelkich treści dogmatycznych, tj. specyficznie katolickich, i zastąpienie nauczania religii nauczaniem historii religii w ogóle”. Na tym jednak nie koniec.

„Nietypowe” podejście do Katechezy zaprezentował także synod biskupów w 1977 roku. Co stanowiło jego tematykę oficjalną? Katecheza. Co jednak zdominowało obrady? „Mówiono o doświadczaniu Boga, przyswajaniu miłości i wiary, o doświadczeniu Boga, obnażaniu niesprawiedliwości społecznej”, zauważa Romano Amerio. Gdy jednak poruszano temat nauczania religii, to czyniono to często bez związku z jej prawdziwym rozumieniem. Jedni widzieli w katechizacji środek do doświadczenia obecności Chrystusa. Inni zaś odwracali tę kolejność, twierdząc, że to przeżycia religijne stanowią źródło katechezy. Tymczasem jedno i drugie to błąd.

„Przez te i wiele innych stwierdzeń, jakie padały z ust uczestników synodu” – zauważa autor „Iota Unum” – „przebija myślenie modernistyczne. Katecheza jest nauczaniem, które nie wyłania się z życiowego doświadczenia wierzących, bowiem zawiera nieobecne w nim treści nadprzyrodzone. Wypływa bezpośrednio z Boskiego nauczania. Może ewentualnie prowadzić do doświadczenia religijnego, jednak w żadnym razie nie jest pochodną doświadczenia” – dodaje szwajcarski myśliciel.

Wśród uczestników synodu pojawiała się także pogarda dla przedstawiania w katechizmach prawd ostatecznych. Dlaczego? Oddajmy głos ówczesnemu przełożonemu generalnemu jezuitów, ojcu Arrupe. Jego zdaniem katechizmy nie powinny zawierać „definicji pełnych, ścisłych ortodoksyjnych, gdyż w ten sposób mogłyby one przytłaczać swym arystokratycznym charakterem”. Dostrzegamy tu zatem wpływy marksizmu. Koncepcja absolutnej prawdy jawi się jako element „arystokratyczny”. Podobnie bowiem jak szlachta stoi ponad ludem, tak i prawda stoi wyniośle ponad rozmaitymi mniemaniami. Zamiast jednego powszechnego katechizmu, teologiczni postępowcy zaproponowali zatem ich wielość.

Wiele Katechizmów i wiele herezji

Na tle heretyckich „katechizmów” wyróżnia się zwany Katechizmem Holenderski z 1966 roku. Jak zauważa Romano Amerio „dwie rzeczy wywołały (w nim) dość powszechne zdumienie: po pierwsze skala ekscesów doktrynalnych ­­­polegających nie tylko na negowaniu istnienia diabła i aniołów, ale też na podważaniu sakramentu kapłaństwa, teandrycznej natury Chrystusa oraz jego prawdziwej obecności w Eucharystii – a po drugie niemrawe potępienie Katechizmu przez Stolicę Apostolską”.

Powstały w 1966 roku dokument został wprawdzie potępiony. Pozwolono mu jednak krążyć w katolickim obiegu, pod warunkiem dołączenia noty potępiającej do każdego egzemplarza. Nie zniechęciło to bynajmniej ciekawskich do masowego nabywania heretyckiej publikacji. Do zakazu rozpowszechniania przez katolickie wydawnictwa potrzebny okazał się pontyfikat Jana Pawła II. Pochodzący z Polski papież wydał zakaz w 1980 roku.

W okresie posoborowym wychodziły także inne, wątpliwe doktrynalnie publikacje. Na przykład wydana przez biuro do spraw katechezy przy Kurii Diecezji Paryskiej książka „Kto ustanawia prawo?”. Jej autor, Jean Le Du oskarżył Mojżesza o sfabrykowanie dziesięciu przykazań. Cóż, podobne tezy głosił Wolter i narodowi socjaliści. To jednak nie wszystko.

We Włoszech „przykładem scedowania władzy nauczycielskiej Konferencji Episkopatu na księży-odnowicieli było zlecenie intelektualistom opcji marksistowsiej (…) zadania opracowania nowego katechizmu”. Skutkiem okazały się heterodoksyjne Katechizmy dla Młodzieży (1979) i Katechizm dla Dzieci (1976). Te drugi, zamiast jasnego wykładu doktryny katolickiej przedstawił podejście ekumeniczne. Podejście oparte na dostrzeganiu wartości każdej wiary, skupianiu się na elementach wspólnych w każdej religii.

W efekcie „to, co specyficznie katolickie, powoli traci na znaczeniu. Nie wspomina się już o grzechu, błędzie, potępieniu, odkupieniu, sądzie ostatecznym, wiecznym przeznaczeniu człowieka. Chrześcijaństwo (…) jak się zdaje, nie jest nawet niczym szczególnym – ot, jednym z ogniw szerokiego frontu współpracy dla dobra ludzkości”.

Inny przykład to francuski podręcznik do religii „Pierres Vivantes”. W duchu wulgarnego modernizmu przedstawia on Zmartwychwstanie jako wydarzenie o czysto duchowym charakterze. Generalnie jednak, jak zauważa Romano Amerio „heterodoksyjność tego katechizmu, udającego przed wiernymi we Francji, że jest autentycznym przekazem wiary Kościoła katolickiego nie wynika wprost z lektury każdego z artykułów lecz polega na opuszczeniach, niedopowiedzeniach, metaforach. Staje się to szczególnie wyraźne, gdy porównamy go z dawnym katechizmem”. Na przykład opisując Najświętszą Maryję Pannę nie używa w ogóle określeń takich jak „Matka Boża” czy „Niepokalana”. Pisze natomiast o „palestyńskiej dziewczynie”. Ograniczenie się do tego typu sformułowań skutecznie i w białych rękawiczkach ruguje wiarę w nadprzyrodzony charakter prawd wiary.

Istota problemu i remedium

Podsumowując , współczesna Katecheza wiąże się z dwoma problemami: metodologicznym i dogmatycznym. Ten pierwszy polega, jak zauważa autor „Iota Unum” na porzuceniu „pedagogiki katolickiej, w świetle której prawda jest transcendentna, czyli wykracza poza inteligencję tego, który ją otrzymuje”. Ten drugi zaś na „rezygnacji z ostoi wiary poprzez zastąpienie jej subiektywnymi dociekaniami i wyborami”.

Czy istnieje remedium na błędy dzisiejszej Katechezy? Tak i jak zauważył ówczesny kardynał Joseph Ratzinger jest nią powrót do tradycyjnej metody. Do struktury katechizmów trydenckich. Zgodnie z nią po pierwsze należy wyłożyć dziecku prawdy wiary. Następnie zaś przedstawić „to, czego powinien pragnąć”. Do tego doskonale nada się nauka Ojcze Nasz. Po trzecie zaś nauka o tym, co czynić, a więc Dekalogu.

„Ten podział na trzy płaszczyzny kryje w sobie wielką głębię metafizyczną i teologiczną (autorzy nowych katechizmów najwyraźniej nie byli tego świadomi), ponieważ odpowiada on trynitarnej konstytucji każdego bytu, wewnętrznej strukturze Trójcy Świętej, a także podziałowi na trzy cnoty teologalne: wiarę, nadzieję i miłość” – zauważa Romano Amerio. Lekarstwem na chore wymysły katechistycznych postępowców okazuje się zatem mądrość wieków.

Źródło: Romano Amerio „Iota Unum”

Marcin Jendrzejczak

Książkę Romano Amerio pt. „Iota Unum” można zamówić w Wydawnictwie ANTYK, 05-806 Komorów, Klonowa 10a, tel. 227580359

https://www.pch24.pl/romano-amerio-o-po ... 077,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 19 lip 2017, 13:36 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Benedykt XVI i „tonąca Łódź Piotrowa”

Obrazek

Gdy 15 lipca arcybiskup Georg Ganswein, najbliższy współpracownik Benedykta XVI, zaczął czytać list napisany przez papieża emeryta na okoliczność ostatniego pożegnania kardynała Joachima Meisnera, mało kto spodziewał się, że ten, który sam siebie nazywa „niedoskonałym narzędziem w rękach Pana” raz jeszcze przedstawi swoją diagnozę współczesnego Kościoła.

W poruszającym słowie pozdrowienia Benedykt XVI zarysował sylwetkę zmarłego kardynała. Wspomniał o jego miłości do Kościoła w krajach, które cierpiały katusze pod czerwonymi flagami z sierpem i młotem. Przypomniał również o wewnętrznej radości i ufności odnalezionymi w dwóch fundamentalnych dla każdego wyznawcy Chrystusa aspektach – sakramencie pokuty oraz kulcie eucharystycznym.

W ostatnim akapicie listu papież senior zawarł opis okoliczności śmierci niemieckiego kardynała. Przypomniał (lub nawet poinformował), że oto emerytowany arcybiskup Kolonii udał się przed Boży Trybunał dzierżąc w dłoni brewiarz, a zatem „umarł modląc się, patrząc na Pana, w rozmowie z Panem”. Ten rodzaj śmierci Benedykt XVI nazwał „podarowaną”.

Tym, co jednak wywołało największa falę komentarzy były słowa autora stwierdzającego w liście, że tym co go poruszyło był ostatni okres życia kardynała Joachima Meisnera, gdy „nauczył się odpuszczać i żył coraz bardziej w głębokim przekonaniu, że Pan nie opuści swojego Kościoła, nawet gdy czasem łódź napełniona jest tak, że już prawie się wywraca”. Słowa te – spotęgowane dodatkowo szumem medialnym – wybrzmiały w katolickim świecie zdecydowanie najgłośniej.

Pierwsze wersje listu tłumaczone z języka niemieckiego na angielski sugerowały, że papież Ratzinger stwierdził wprost, iż Kościół już prawie zatonął. Dopiero kolejne tłumaczenia naświetliły kontekst i uwypukliły tryb przypuszczający. Wtedy też grono mediów podjęło w ogóle temat listu Ojca Świętego, bazując na pierwszej oficjalnej (bo opublikowanej przez Katolicką Agencję Informacyjną) translacji na język polski zawierającej lapsusy językowe (jak choćby ten o kardynale, który „modlił się martwy”).

W tym czasie obowiązującą narrację stanowiła ta, twierdząca, że Benedykt XVI w żadnym stopniu nie uważa, iż Kościół „tonie”. Myślenie to jest życzeniowe i wskazuje na brak znajomości nauki i przesłania zostawionych nam przez wybitnego teologa jakim bez wątpienia jest profesor Ratzinger/Benedykt XVI. Dość powiedzieć, że słowa takie z jego ust już padły, gdy w trakcie Drogi Krzyżowej w 2005 roku jako kardynał, prefekt Kongregacji nauki Wiary stwierdził: „Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź. Łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła”.

W niemal całym swym dorobku naukowym papież Ratzinger z żelazną konsekwencją przekonuje, iż każda próba zamachu na uznanie pierwszeństwa Boga jest największą klęską człowieka, co potwierdzają wszystkie krwawe reżimy – komunistyczny, nazistowski czy faszystowski – programowo zwalczające Stwórcę, co jest przyczyną a nie jedynie skutkiem nieszczęść. Zdaniem Benedykta XVI każda osobista detronizacja Boga kończy się dla świata katastrofą.

Wizja Ratzingera dotycząca bezbożności nie miała jedynie charakteru szczegółowego (w odniesieniu do pojedynczego człowieka) lub ogólnego (gdy Pan zrzucany był z tronu przez niedookreślonych – dajmy na to – komunistów). On większość swojej uwagi skupiał na konkretnym przykładzie – Kościele, Mistycznym Ciele Chrystusa, który coraz bardziej odżegnuje się od swego Mistrza. Podczas rozmowy przeprowadzonej z dziennikarzami w trakcie lotu na obchody 93. rocznicy objawień fatimskich powiedział wprost: „Dzisiaj największe prześladowania Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z grzechów, jakie są wewnątrz jego samego”.

Nie było to novum, gdyż już wcześniej Joseph Ratzinger dał się poznać jako „pesymista” (choć niektórzy nazywają to realizmem): wymieniając grzechy i bolączki Kościoła; dostrzegając wszechobecną dewaluację wartości; alarmując, że zawłaszczono i zredefiniowano pojęcia takie jak prawda, wolność, postęp, piękno i miłość. W oczach teologa mało kiedy winnymi tego stanu rzeczy byli „oni”, źli ludzie, wrogowie Boga; zazwyczaj odpowiedzialność za błędy braliśmy „my” – Lud Boży.

Będąc profesorem z charakterystycznym dla siebie zacięciem proroka przewidział kryzys wiary z jakim będzie zmagał się Kościół. Jak zawsze w tego typu kwestiach silniejszą od „pesymizmu” Ratzingera była jego nadzieja. Wiedział bowiem, że Pan nie pozostawi swojego ludu bez opieki. – Z dzisiejszego kryzysu wyjdzie Kościół jutra. Kościół, który wiele utracił, stanie się maluczkim i będzie musiał zaczynać od początku. Nie będzie już mógł wypełnić wiernymi świątyń, które zostały zbudowane w okresach wielkiej „koniunktury”. Wraz z liczbą swoich zwolenników utraci wiele przywilejów w społeczeństwie, ale będzie się czuł silniejszy niż dotychczas, bo będzie dobrowolną wspólnotą, złożoną ze zdecydowanych ludzi. (…) W wierze i modlitwie pozna znowu swoje właściwe centrum, a sakramenty przeżywać będzie znowu jako służbę Bożą – pisał w niewielkiej publikacji pod tytułem „Wiara i przyszłość”.

Zatem wszystko wskazuje na to, że Ojciec Święty Benedykt XVI zarówno przed swoim pontyfikatem oraz w jego trakcie alarmował o słabej kondycji moralnej i duchowej Kościoła. Dlaczego więc – zdaniem komentatorów – miałby nie zauważać tych samych problemów po swoim ustąpieniu? Tym bardziej, że po 28 lutego 2013 niektóre problemy omawiane przez niego w kontekście zagrożeń Kościoła (używając metafory Kościoła-łodzi możemy je nazwać dziurami w kadłubie) urosły do pokaźnych rozmiarów i dołączyły do nich nowe.

Tak jest między innymi w przypadku zamachu na rodzinę będącej kolejnym oczkiem w głowie papieża seniora, który pisał o niej w adhortacji Sacramentum Caritatis: „Małżeństwo i rodzina są instytucjami, które powinny być wspierane i bronione przed każdą możliwą dwuznacznością w pojmowaniu prawdy o nich”, a kardynałów pouczał: „W walce o rodzinę stawką jest sam człowiek!”. Profesor Ratzinger, z właściwym sobie profetycznym i analitycznym umysłem przewidział zamach na instytucję rodziny charakteryzując go jako bezbożny nurt nazwany później przez księdza profesora Jerzego Szymika, wybitnego znawcę nauczania Benedykta XVI, wprost: destructio familiae (zniszczenie rodziny). – Małżeństwo i rodzina przestają być podstawowymi wartościami dla nowoczesnego społeczeństwa – wieszczył papież Niemiec w publikacji „Europa. Jej podwaliny dzisiaj i jutro”.

Co zatem czuć może ukryty przed światem za watykańskimi murami wybitny intelektualista widząc chaos związany z próbą wywrócenia do góry nogami nauczania o małżeństwie? Co może powiedzieć człowiek poświęcający znaczną część swojego życia na bronienie nierozerwalności sakramentalnego węzła zwracając się do obecnych na pogrzebie kardynała – jednego z sygnatariuszy listu zawierającego prośby o wyjaśnienie wątpliwości związanych z postrzeganiem małżeństwa skutkujących dodatkowo dopuszczeniem do niegodnego przyjmowania Najświętszych Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa?

Odrzucanie a priori możliwości delikatnej „interwencji” papieża seniora jest błędem. Nie w opozycji do obecnego Następcy Świętego Piotra, a z wielkiego oddania. Benedykt XVI już nie raz dał się bowiem poznać jako ten, który z miłości do Pana i Jego Kościoła (w tym do kościelnych hierarchów) nie boi się wchodzić w spory. Postawa ta zupełnie nie kojarzy się z jego – prawdziwym skądinąd – wizerunkiem cichego intelektualisty, stąd być może, bazujące na powierzchowności, niedowierzanie w każde dosadniej zaprezentowane zdanie wychodzące z ust papieża seniora.

W 1977 w artykule pod wymownym tytułem „Szczerość i posłuszeństwo” pisał: „Służalczość pochlebców, tych, którzy unikają i obawiają się wszelkiego starcia, którzy cenią nade wszystko święty spokój, nie jest prawdziwym posłuszeństwem. To, czego Kościół dzisiaj potrzebuje, tak jak zresztą zawsze potrzebował, to nie pochlebcy pomagający zachować święty spokój, ale ludzie gotowi stanąć twarzą w twarz wobec każdego nieporozumienia i ataku, które może sprowokować ich postawa, jednym słowem ludzie, którzy bardziej kochają Kościół niż wygodne i bezkonfliktowe życie”. W tym kluczu należy interpretować słowa o tonącym Kościele wypowiedziane podczas pogrzebu kardynała Joachima Meisnera.

Kościół tonie. Brud wydostający się z jego wnętrza jest faktem. Nie jest to pierwszy raz, gdy Łódź Piotrowa znajduje się w takim położeniu. Zamiast jednak udawać, że nic się nie dzieje należy przeciwstawić się błędnym prądom i zacząć łatać dziury w kadłubie, by z nadzieją oczekiwać ostatecznego zwycięstwa „drużyny Pana”.

Mateusz Ochman

https://www.pch24.pl/benedykt-xvi-i-ton ... 170,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 04 sie 2017, 09:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-s ... rnych.html

Żydomasoński satanista wewnątrz Kościoła na stanowisku arcybiskupa.

Kopia artykułu:

Na katedrze zainstalowano gigantycznego pająka-robota. Arcybiskup zaskoczony reakcją wiernych
03.08.2017 07:30

Arcybiskup Terrence Prendergast powiedział, że był zaskoczony negatywną reakcją na najnowszą artystyczną inicjatywę w katedrze w Ottawie (Kanada). Krytycy nazwali umiejscowienie pająka świętokradzkim, demonicznym i obraźliwym dla świętego miejsca.

Pająk nazwany Kumo, jest jednym z dwóch gigantycznych robotów stworzonych przez firmę artystów, techników i wykonawców z siedzibą w Nantes, we Francji. Firma La Machine była w Ottawie 27-30 lipca na czas świętowania 150 urodzin Kanady.


Ottawa archbishop surprised by negative reaction to robotic spider on cathedral https://t.co/Wjsx4JJBbD pic.twitter.com/uruekrIAho
— Catholic News Svc (@CatholicNewsSvc) 1 sierpnia 2017



"Pozwolenie, żeby mechaniczny pająk stał na katedrze, jest niepokojące, żenujące i niezadowalające" - napisała Diane Barlett na tablicy arcybiskupa na Facebooku.

Organizatorzy wydarzenia chcieli umieścić Kuma na katedrze ze względu na to, że znajduje się po drugiej stronie ulicy od Narodowej Galerii Kanady, która sama posiada dużą rzeźbę pająka (o nazwie Maman) na wejściowym dziedzińcu. W dniu święta Kumo miał zbliżać się do Mamana podczas wyjątkowego spektaklu, któremu towarzyszyła muzyka organowa z wnętrza katedry i rozmaite specjalne efekty.

"Myśleliśmy, że ludzie uznają to za znak, iż Kościół jest zaangażowany w świętowanie w Ottawie" - powiedział arcybiskup.


Wanna see something cool? Watch my story on a giant spider and a fire breathing dragon in Ottawa. For realz. �� �� pic.twitter.com/Rlb7YVrjt9
— Mercedes Stephenson (@CTVMercedes) 29 lipca 2017



Wiele osób broniło decyzji arcybiskupa, stwierdzając, że "świetnie wpisuje się to w projekt Dziedzińca Pogan". "Chcemy być dobrymi obywatelami i dobrymi sąsiadami" - dodał abp Prendergast.

Tak wygląda Maman:


Louise Bourgeois's spider Maman appears to be offering Notre Dame a quick lift home from the top of her cathedral here in Ottawa. pic.twitter.com/ygm16o68CQ
— Paul Magrath (@Maggotlaw) 6 maja 2017

catholic herald / mm / kw


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 14 sie 2017, 11:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://gloria.tv/article/8twfpCqDfy6s2S4AjU2Tiye1J

Kardynał Sarah wzywa do powstania. Takiego, jak w Wandei!



Chrześcijanie potrzebują dziś ducha Wandei, aby sprzeciwić się ateizmowi i walczyć dla Boga – powiedział kard. Robert Sarah podczas Eucharystii inaugurującej uroczystości 700-lecia diecezji Luçon, która obejmuje dziś obszar departamentu Wandei.

W homilii wezwał do brania przykładu z postawy wandejskich powstańców i męczenników, którzy porzucili wszystko nie w obronie własnych interesów, lecz dla Boga. „A dziś – pytał kard. Sarah – któż powstanie by [walczyć] dla Boga? Któż się ośmieli zmierzyć ze współczesnymi prześladowcami Kościoła? Któż się odważy, nie mając innej broni jak różaniec i Najświętsze Serce, przeciwstawić się współczesnym kolumnom śmierci, którymi są relatywizm, obojętność i pogarda dla Boga? Któż powie, że jedyną wolnością, za którą warto umierać, jest wolność wiary?” – pytał dalej watykański kardynał. Podkreślił on, że tak jak wandejscy powstańcy jesteśmy dziś wezwani do świadectwa. A to oznacza męczeństwo – dodał kard. Sarah.

Przypomniał on chrześcijanie na Wschodzie i w Afryce umierają dziś za swą wiarę, zgładzeni przez kolumny prześladowczego islamizmu. Zdaniem pochodzącego z Gwinei kardynała od męczenników Wandei powinniśmy się uczyć przede wszystkim odwagi. „Kiedy chodzi o Boga, nie może być żadnego kompromisu. Honor Boga nie podlega dyskusji! I trzeba tu zacząć od naszego osobistego życia, od modlitwy i adoracji. Nadszedł, bracia, czas, by sprzeciwić się praktycznemu ateizmowi, który tłumi w nas życie. Módlmy się w rodzinach, dajmy Bogu pierwsze miejsce! Rodzina rozmodlona jest rodziną żywą!” – mówił szef watykańskiej dykasterii.

Podkreślił on, że od męczenników wandeńskich winniśmy się również nauczyć miłości do kapłanów i kapłaństwa, a także przebaczenia i miłosierdzia. „Umiejmy stawiać czoło nienawiści bez urazy, bez animozji. Bądźmy armią Serca Jezusa, tak jak On chcemy być pełni łagodności!”.

Kard. Sarah zauważył, że Wandejczycy są też wzorem bezinteresowności i wspaniałomyślności. Ich postawa jest o tyle ważna, że dziś żyjemy w dobie dyktatury pieniądza, interesów, bogactwa. A tylko miłość bezinteresowna może pokonać nienawiść do Boga i ludzi, która stoi u podstaw wszelkiej rewolucji. „Wandejczycy nauczyli nas stawiać opór wszystkim rewolucjom. Pokazali, że w obliczu piekielnych kolumn, nazistowskich obozów zagłady, komunistycznych gułagów czy islamskiego barbarzyństwa istnieje tylko jedna odpowiedź. Jest nią dar z siebie” – podkreślił gwinejski kardynał.

Zauważył on, że dziś ideologowie rewolucji chcą unicestwić rodzinę. „Ideologia gender, pogarda dla płodności i wierności to nowe slogany tej rewolucji. Rodziny stały się Wandeą, którą trzeba zgładzić. Jej unicestwienie zostało systematycznie zaplanowane, tak jak to miało miejsce z Wandeą”. Nowych rewolucjonistów zatrważa jednak wielkoduszność rodzin wielodzietnych. „Szydzą z rodzin chrześcijańskich, ponieważ ucieleśniają one wszystko to, czego oni nienawidzą. Są gotowi skierować przeciw Afryce nowe kolumny śmierci, aby wywierać presję na rodziny i narzucić im sterylizację, aborcję i antykoncepcję. Afryka stawi jednak opór, tak jak Wandea” – zapewnił afrykański purpurat.

Na zakończenie podkreślił on, że nadszedł czas na nowe postawnie wandejskie. Musi się ono dokonać w sercu każdej rodziny, każdego chrześcijanina i każdego człowieka dobrej woli.

Autor: TPT
Źródło: Radio Watykańskie
8:54 14 sierpnia 2017

http://malydziennik.pl/kardynal-sarah-w ... ,7135.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 07 wrz 2017, 08:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/09/0 ... ej-europy/

Nowa Wandea. Szansa na ratunek starej Europy
Posted by Marucha w dniu 2017-09-05 (wtorek)

Gdy francuscy rewolucjoniści obalali pod koniec XVIII wieku stary porządek, pobożna ludność Wandei powiedziała lewicy „nie!”. Głośny i zdecydowany sprzeciw wobec ideologii niszczących człowieka potrzebny jest także dzisiaj. Nawet jeśli ceną za opór byłaby śmierć.
Mamy rok 1793. Od kilkudziesięciu miesięcy nad Sekwaną wrze. Głowę podnoszą mroczne siły, skutecznie tłamszone dotąd przez stary porządek. Teraz do głosu dochodzi libertynizm, który pod płaszczykiem wolności wpycha człowieka w niewolę grzechu, duchowej śmierci. Niejeden za złe życiowe wybory zapłaci być może najwyższą cenę – straci życie wieczne.
Mimo tej groźby piewcy oświeceniowych pseudo-ideałów prą naprzód. Nie uznają żadnych świętości. Profanują kościoły, a parę tygodni temu zgładzili monarchę. Francja nie ma dziś głowy. Najstarszej córce Kościoła bliżej raczej do tytułu „córy Koryntu”, ladacznicy na usługach szemranych typów. Jednak orgii niszczenia wiary i prawowitej władzy, ołtarza i tronu, w końcu ktoś mówi „stop”!
To Wandejczycy. Chłopi, duchowni i wysoko urodzeni świeccy. Wszyscy, których od rewolucyjnych władz odrzucały nie tylko ich wywrotowe reformy, ale także antykatolicka furia i zbrodnia królobójstwa.
Chociaż w ostatecznym rozrachunku powstańcy przegrali, to wcale tak się nie musiało stać – nie byli bowiem od początku na straconej pozycji. Jednak nawet gdyby nigdy nie mieli większych szans na sukces, to z miłości do Kościoła, mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa a także z wierności królowi i Ojczyźnie, wypowiedzieliby posłuszeństwo rewolucyjnym władzom – wrogom wiary i porządku. To był obowiązek.
Rewolucjoniści ostatecznie nie tylko pobili, ale także brutalnie spacyfikowali region nad Loarą. Liczba ofiar wojny i „piekielnych kolumn” jest trudna do oszacowania. Najczęściej mówi się o trzystu tysiącach osób, czyli ponad 40 proc. mieszkańców Wandei.
Pod sloganem wolności, równości i braterstwa siepacze mordowali ludzi, często w sadystyczny sposób, niezależnie od płci i wieku, gwałcili kobiety – także na ołtarzach, by w ten sposób zbezcześcić kościoły, palili domostwa i zabudowania. W sumie ogień strawił około 20 procent zabudowań.
Mimo takiego bilansu w starciu tak naprawdę zwyciężyła ludność Wandei – kto bowiem trzyma stronę Jezusa Chrystusa, „choćby i umarł, żyć będzie” (J 11, 25).
Powstańcze poświęcenie oraz gotowość do walki, a nawet śmierci w obronie Wiary katolickiej i zasad zgodnych z nauczaniem Kościoła, powinny być dla nas wzorem. Do tego zachęcał nas kardynał Robert Sarah w swoim kazaniu wygłoszonym w trakcie Mszy Świętej rozpoczynającej obchody 700-lecia diecezji Lucon, obejmującej właśnie Wandeę. Afrykański hierarcha rozważał także problematykę gotowości współczesnych wierzących do jakiegokolwiek poświęcenia.
– A dziś któż powstanie, by walczyć dla Boga? Któż ośmieli się zmierzyć ze współczesnymi prześladowcami Kościoła? Któż się odważy, nie mając innej broni jak różaniec i Najświętsze Serce, przeciwstawić się współczesnym kolumnom śmierci, którymi są relatywizm, obojętność i pogarda dla Boga? Któż powie, że jedyną wolnością, za którą warto umierać, jest wolność wiary? – pytał kardynał Sarah, zwracając uwagę na niezwykle istotny problem współczesnych prześladowań wierzących.
Dzisiaj bowiem wrogowie Kościoła we Francji, Belgii, Niemczech czy innych krajach Europy Zachodniej nie mordują katolików i na co dzień nie burzą świątyń (choć media notują narastającą liczbę profanacji). Współczesne prześladowania przybierają zupełnie inną, ale równie – a może nawet bardziej – niebezpieczną formę. To prześladowania grożące śmiercią duszy, a nie ciała, a wśród nich relatywizm, obojętność i pogarda dla Pana Boga.
O ile więc rewolucjoniści mogli zabrać katolickim Wandejczykom jedynie życie, to współczesna rewolta zasad i moralności grozi człowiekowi śmiercią wieczną. I to na masową skalę!
Nie ulega ponadto żadnej wątpliwości, że panoszący się współcześnie na Zachodzie relatywizm nie jest dziełem przypadku, a prostą konsekwencją ideologicznej drogi, na jaką wepchnęli Francję i szerzej Europę ci sami ludzie, którzy wydali wyrok śmierci na Wandeę. Kto nie zginął z ręki rewolucji od razu, tego potomkowie zostali skazani na powolną agonię ducha, stopniowe wygaszanie wiary, nadziei i miłości. Dzisiaj, dwa wieki po ścięciu Ludwika XVI, ów proces sprawia we Francji wrażenie zakończonego.
Obecnie trwa dożynanie rodziny, ostatniego bastionu cywilizacji. – Ideologia gender, pogarda dla płodności i wierności to nowe slogany tej rewolucji. Rodziny stały się Wandeą, którą trzeba zgładzić. Jej unicestwienie zostało systematycznie zaplanowane, tak jak to było z Wandeą – stwierdził gwinejski kardynał zauważając paralelę między francuskimi powstańcami z XVIII wieku a… współczesną Afryką!
– Szydzą [rewolucjoniści – red.] z rodzin chrześcijańskich, ponieważ te ucieleśniają wszystko, czego oni nienawidzą. Są gotowi skierować przeciw Afryce nowe kolumny śmierci, aby wywierać presję na rodziny i narzucić im sterylizację, aborcję i antykoncepcję. Afryka stawi jednak opór, tak jak Wandea – zauważył na francuskiej ziemi afrykański kardynał, dając zarówno swojemu ojczystemu kontynentowi jak i całemu Kościołowi nadzieję na zwycięstwo. Gdyż nasz los, podobnie jak los powstańców z roku 1793, nie jest przesądzony.
– Wandejczycy nauczyli nas stawiać opór wszystkim rewolucjom. Pokazali, że w obliczu piekielnych kolumn, nazistowskich obozów zagłady, komunistycznych gułagów czy islamskiego barbarzyństwa istnieje tylko jedna odpowiedź. Jest nią dar z siebie – powiedział kard. Sarah.
Katolik w przeciwieństwie do rewolucjonisty-ateisty może bowiem odnieść zwycięstwo, nawet jeśli sprawa o jaką walczy w tym świecie, upadnie. Mordercy wiernych z Wandei mogli stłumić rojalistyczne powstanie lub ukorzyć się przed jego ideałami. Zakres ich działań nie wykraczał poza „tu i teraz” oraz poza ściśle zakreślone ramy geograficzne. My natomiast, tak jak nasi bracia z Wandei, nawet jeśli polegniemy w boju, możemy oczekiwać zwycięstwa, gdyż jesteśmy armią „zwycięzcy śmierci, piekła i szatana”, Jezusa Chrystusa.
Nasz wódz wymaga od nas zwycięstwa nie na polu bitwy, ale w nas samych. Jeśli wybierzemy Jego Królowanie i z Jego pomogą pokonamy grzech, to żadne wrogie armie, rewolucyjne siły czy antykatolickie rządy nam nie zagrożą. Nie mogą nam bowiem odebrać nic więcej, jak tylko życie. Jeśli jednak zdezerterujemy z walki pod sztandarem z krzyżem i przejdziemy na stronę wroga ludzkości – diabła, to w ostatecznym rozrachunku przegramy. Ostatecznie, na wieczność.
Życie zgodne z nauczaniem Kościoła jest jedyną drogą do nieba oraz skutecznym sposobem, by zahamować, a nawet odwrócić skutki rewolucji na ziemi. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” – jak uczy święty Paweł (Rz 12,21).
W duchu Wandei, stanowiącym część szerszego zjawiska ducha krucjat, który jest szansą na uratowanie i renowację świata, nie chodzi więc wyłącznie o odważne wystąpienie przeciwko złym, antykatolickim i rewolucyjnym rządom. Najważniejsza jest odwaga w walce ze złem w nas samych. Dopiero gdy z pomocą Jezusa Chrystusa pokonamy grzech, możemy mieć nadzieję na naprawę świata. Gdy jednak nie podniesiemy się z upadku, to przegramy zarówno świat jak i – co gorsza – życie wieczne. Na to żaden katolik przepełniony duchem Wandei pozwolić sobie nie może.
– Kiedy chodzi o Boga, nie może być żadnego kompromisu – mówił kardynał Robert Sarah. Te słowa najlepiej oddają ducha Wandei. Ducha zapomnianego, ale wciąż przecież aktualnego.

Michał Wałach

http://www.pch24.pl/nowa-wandea--szansa ... z4rqP7LOot


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 15 wrz 2017, 18:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/4186327.Kard-Sarah-d ... ie-z-getta

Kard. Robert Sarah wzywa do otwarcia Kościoła na młodych tradycjonalistów. Osobiście mogę zaświadczyć o ich autentyzmie i pobożności – powiedział prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego.
dodane 15.09.2017 17:19

Obrazek

Kardynał Sarah udział w kongresie z okazji 10. rocznicy motu proprio Summorum Pontificum, którym Benedykt XVI ponownie wprowadził do powszechnego użytku dawną formę rytu rzymskiego.

Kard. Sarah odniósł się do popularności, jaką tak zwana przedsoborowa liturgia cieszy się wśród młodych katolików. Zapewnił, że nie chodzi tu o nostalgię i że nie są to ludzie zgorzkniali czy naznaczeni kościelnymi sporami ostatnich dziesięcioleci. „Napełnia ich radość, bo żyją z Chrystusem pośród wyzwań współczesnego świata” – powiedział kard. Sarah.

Zwolenników nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego zachęcił zarazem do wyjścia z tradycjonalistycznego getta, by inni katolicy mogli korzystać ze świadectwa ich dobrze ukształtowanej wiary, którą zyskali dzięki dawnej liturgii. Kard. Sarah zaapelował też do nich, by nie nazywali już siebie tradycjonalistami. „Nie jesteście muzealnym kuriozum, nie jesteście tradycjonalistami, jesteście katolikami obrządku rzymskiego tak samo jak ja i Ojciec Święty” – powiedział szef watykańskiej dykasterii.

W kongresie o Summorum Pontificum, który odbył się na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza wziął też udział sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei abp Guido Pozzo oraz kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 20 wrz 2017, 09:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://m.deon.pl/religia/kosciol-i-swi ... fonie.html

Czy można modlić się na smartfonie?
Karol Wilczyński data19.09.2017 09:00

"To desakralizuje modlitwę" - powiedział o modlitwie za pomocą smartfona kard. Sarah. Czy modlitwa na telefonie lub tablecie jest ważna? Czy Kościół powinien zakazać korzystania z technologii w trakcie liturgii?

Podczas kolokwium zorganizowanego w 10. rocznicę powstania dokumentu Summorum Pontificum, kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (potocznie: watykański minister ds. liturgii) wygłosił przemówienie na temat ciszy oraz prymatu Boga w świętej liturgii.

Co tak naprawdę powiedział kard. Sarah?

Choć uwagę mediów przykuła jego opinia na temat używania smartfonów i tabletów w czasie Mszy św., liturgii godzin oraz codziennej modlitwy, to większa część przemówienia dotyczyła tego, że musimy poświęcić więcej uwagi na "kultywowanie ciszy w naszych sercach" i na to, by ustawiać Boga w centrum Mszy świętej oraz codziennej modlitwy.

To właśnie w tym kontekście należy odczytywać uwagi kardynała na temat wykorzystania tabletów i telefonów w czasie modlitwy. "Być może jest to bardzo praktyczne i wygodne, by modlić się brewiarzem na smartfonie lub tablecie, czy innym urządzeniu elektronicznym" - powiedział kardynał - "ale nie jest to godne: to desakralizuje modlitwę".

Technologia niszczy, nie tylko modlitwę

Ma rację kardynał Sarah łącząc brak ciszy w naszym życiu z wpływem technologii. Brak ciszy i skupienia zaś wpływa bardzo negatywnie na to, jak modlimy się i pracujemy, jak budujemy relacje, śpimy i po prostu funkcjonujemy. Fizyczna i duchowa natura człowieka jest tak zbudowana, że nadmiar informacji niszczy możliwość skupienia, wywołuje stres, przeszkadza w rzetelnym wykonywaniu obowiązków. Co więcej, nadmierne korzystanie z Facebooka czy innych mediów społecznościowych uzależnia nas od dopływu dopaminy - hormonu nagrody - na co wskazują liczne badania.

>> Nie bądź tabletowym rodzicem

Kiedy technologia zaczyna zatruwać...

Nie ma wątpliwości, że korzystając ze smartfonu wyrabiamy sobie wiele nawyków. Niektórzy badacze twierdzą, że mamy z nimi wręcz cielesną relację (taką jak z partnerami).

Podobnie z mediami społecznościowymi - przestajemy być ich użytkownikami, a stajemy się uzależnionymi od stałego dopływu dopaminy konsumentami. Technologia zaczyna zatruwać, gdy staje się pokarmem, a przestaje być narzędziem.

Wróćmy jednak do modlitwy. Nie ma wątpliwości, że niewolnicy technologii nie będą w stanie się skupić, szczególnie gdy będą odmawiać brewiarz... na smartfonie. Ich mózg będzie cały czas myślał o powiadomieniu o wiadomości od znajomego (na którą przecież od razu trzeba odpowiedzieć) lub o kolejnym lajku na Instagramie. Nie poruszy go żadne Słowo ani uczucie, które otrzyma w czasie modlitwy, bo jest nieustannie rozproszony.

Pokazuje to jedna z moich ulubionych historii rodem z egipskiej pustyni: abba Teofil (wówczas arcybiskup Aleksandrii) przyszedł kiedyś do pustelni w Sketis; zeszli się bracia i poprosili abbę Pambo: "Powiedz słowo arcybiskupowi, żeby się zbudował". Starzec odrzekł: "Jeżeli nie zbuduje się moim milczeniem, to nie zbuduje się i słowem".

Innymi słowy, jeśli jesteśmy rozproszeni, nie jesteśmy w stanie się skupić - będąc w niewoli nieustannego myślenia o kolejnym zastrzyku dopaminy - to nie dotrze do nas żadne słowo, ani żadna cisza.

…a kiedy przynosi nam zbawienie

W tym sensie słowa kard. Saraha są kontrowersyjne - jeśli nie zbuduje nas modlitwa na smartfonie, to nie zbuduje nas też ta, którą odmówimy za pomocą drukowanej książki.

Technologia nie będzie nam przeszkadzać w kontakcie z Bogiem, o ile tylko będziemy korzystać z nich jak z użytecznych narzędzi, a nie jak przedmiotów nieustannej, niezdrowej konsumpcji.

Boga mamy szukać nieustannie, choć jesteśmy zanurzeni w naszych ciałach i w świecie. Jezus stał się ciałem w najbardziej przyziemnym z sensów, w jakich możemy rozumieć to słowo. Dlatego szukając ciszy, skupienia, dobrej atmosfery do modlitwy, nie możemy uciekać od ciała, ale kształtować je dla naszych celów.

Choć zgadzam się, że optymalnymi warunkami do modlitwy jest pusty, cichy pokój lub świątynia, świeca, Pismo Święte w pięknym wydaniu, to przecież - jak pisze Małgorzata Wałejko - nasza modlitwa jest o wiele częściej "nieuczesana", uboga. Niewiele osób stać na to, by modlić się w tak ekskluzywnych warunkach wykonując obowiązki dnia codziennego. Dostęp do narzędzi, jakim są "katolickie" aplikacje w tym przypadku jedynie pomaga.

Sednem modlitwy jest to, co mamy w sercu, a nie to, czy odpowiednio przygotowaliśmy warunki zewnętrzne. Brewiarz na smartfonie może być sto razy lepiej przeżyty niż ten odmówiony na książce w skórzanym wydaniu.

To samo dotyczy zresztą treści naszej modlitwy. Bardzo prosta modlitwa celnika czy Dobrego Łotra przyniosła im zbawienie. "Jakżeż często proste i monotonne seplenienie dzieci sprawia, że rodzice ulegają ich prośbom" - napisał św. Jan Klimak.

Smartfony, jeśli tylko pozwalają, by nasza modlitwa była prostsza, przynoszą nam zbawienie. Dlatego nie skupiajmy się zbytnio na formie, ale na sercu.

Karol Wilczyński - redaktor DEON.pl. Wraz z żoną prowadzi bloga islamistablog.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 22 paź 2017, 09:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/4262487.Rosnie-liczb ... 3-miliarda

Rośnie liczba katolików na świecie, jest ich już 1,3 miliarda
dodane 20.10.2017 20:51 Zachowaj na później

Obrazek
Wierni na placu św. Piotra HENRYK PRZONDZIONO / Foto Gość


Rośnie liczba katolików na świecie; obecnie jest ich 1,3 miliarda i stanowią prawie 18 procent całej ludności - te najnowsze dane, pochodzące z 2015 roku, zawarto w ogłoszonym w piątek roczniku statystycznym Kościoła katolickiego.

Liczba osób ochrzczonych w porównaniu z 2014 r., z którego pochodzą poprzednie dane, wzrosła o 12,5 miliona.

Statystykę przedstawiła agencja Kongregacji Ewangelizacji Narodów, Fides w związku ze Światowym Dniem Misyjnym, który będzie obchodzony po raz 91. w niedzielę.

Dane te wskazują, że w Afryce mieszka ponad 220 milionów katolików, którzy stanowią prawie jedną piątą ludności. Ich liczba wzrosła o 0,1 procent. W obu Amerykach spośród 980 milionów mieszkańców katolików jest ponad 63 procent (625 milionów). Zanotowano tam nieznaczny spadek o 0,08 proc.

W Azji na 4,3 mld ludzi katolików jest 3,2 procent, czyli 141 milionów. Ich liczba nie zmienia się. O 0,2 procent wzrosła wspólnota chrześcijańska w Oceanii; liczy ona 10 milionów osób.

W Europie zaś, jak zanotowano, rośnie liczba ludności (716 milionów), ale drugi rok z rzędu spada liczba katolików, o około 0,2 procent. Jest ich 285 mln i stanowią niecałe 40 procent wszystkich Europejczyków.

Podczas gdy o 67 wzrosła liczba biskupów na świecie (łącznie 5304), nieznacznie spadła liczba księży. Jest ich ponad 415 tysięcy.

Ponadto w roczniku ogłoszono, że do 216 tysięcy szkół katolickich na świecie chodzi 60 milionów uczniów.

PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 17 lis 2017, 08:25 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Historia upominania papieży przez wiernych

Obrazek

Wbrew niebezpiecznym mitom, Kościół dopuszcza teoretyczną możliwość popełnienia przez biskupa Rzymu ludzkich błędów. W historii Kościoła to się zdarzało, a wierni jako swój obowiązek pojmowali upomnienie papieża. Wielu z upominających zostało później świętymi. Tak jak niektórzy upominani, którzy pokornie przyjęli słuszne uwagi braci w Chrystusie.

Zdarzało się w dziejach, że słowa lub zachowania papieża, czy to poprzez ich treść czy formę (np. brak precyzji, zbytnią ogólność wyrażonej myśli) mogły wprowadzać zamęt wśród wiernych. Jeśli były to wypowiedzi publiczne, wtedy też – ze względu na dobro Kościoła – wierni podejmowali interwencje. Czynili tak również święci, których uwagi wobec postawy biskupa Rzymu nie tylko nie zamknęły im drogi na Ołtarze, ale niekiedy były nawet argumentami za beatyfikacją.

Święty Piotr, żydzi, poganie i napomnienie świętego Pawła

Pierwszy przykład takiej sytuacji został opisany już w Piśmie Świętym. Wczesne lata istnienia Kościoła, jeszcze za życia bezpośrednich uczniów Pana Jezusa, charakteryzował spór dotyczący obowiązku wypełniania żydowskiego Prawa przez chrześcijan. Nawróceni żydzi uważali, że poganie włączani do Kościoła powinni przestrzegać zasad starego Zakonu. Z kolei dawni poganie (np. z Antiochii), wspierani w swoich racjach m. in. przez świętego Pawła z Tarsu, mieli przeciwne zdanie. Sobór apostolski zebrany w Jerozolimie rozstrzygnął sprawę przyznając rację nawróconym nie-żydom.

Przebywający później w Antiochii święty Piotr traktował nawróconych pogan zgodnie z postanowieniami soboru, jednak po przybyciu do gminy byłych żydów zmienił zachowanie. Z tego też powodu Apostoł Narodów publicznie upomniał pierwszego papieża, bowiem – zdaniem świętego Pawła – niejednoznaczna postawa świętego Piotra wprowadzała wśród wiernych zamęt! Apostoł z Tarsu tak opisuje tę historię w Liście do Galatów:

„Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?”. (Ga 2, 11-14).

Tak więc jeden wielki święty upomniał innego wielkiego świętego, gdy dostrzegł, że jego zachowanie nie było – przez brak konsekwencji – wzorcowe. Nie zrodziło to jednak wzajemnych zarzutów dotyczących schizmy, herezji czy niewierności wobec papieża. Piotr był człowiekiem pokornym i mimo szczególnej misji powierzonej mu osobiście przez Chrystusa, przyjął i zastosował się do uwag Pawła. Dzięki temu ludzie przyjmowani do ówczesnego Kościoła nie musieli (i wciąż nie muszą) poddawać się np. obrzezaniu.

Liberiusz, arianie i święty Atanazy

Upomnienia zdarzały się i później. Wartym wspomnienia jest przypadek zagubionego papieża Liberiusza, którego pontyfikat przypadł na okres rozprzestrzeniania się herezji ariańskiej. Biskup Rzymu nie sprzyjał herezji i – co więcej – opierał się błądzącemu cesarzowi, który wymagał od następcy świętego Piotra tylko potępienia stanowczo walczącego z arianizmem Atanazego Aleksandryjskiego (dziś świętego). Potępienie takie byłoby jednak równoznaczne z poparciem antytrynitarskich błędów. Gdy jednak papież został wygnany z Rzymu, a w azjatyckiej niewoli spotkał się z długotrwałymi prześladowaniami, jego opór zmalał i w końcu doszło do ekskomunikowania Atanazego.

Później Liberiusz podpisał formułę wiary niezawierającą słowa homoousios. To bardzo istotne, gdyż oznaczało, iż według papieża Chrystus, Syn Boży, nie jest współistotny Ojcu. Formuła niezawierająca słowa homoousios sama w sobie nie była heretycka, ale pozbawienie jej niezwykle precyzyjnego określenia (a więc de facto rozmycie jej) było korzystne dla heretyków i ariańskiego cesarza. Ten, dopóki żył, domagał się od Liberiusza – który po podpisaniu formuły mógł już powrócić do Rzymu – milczenia. Odwagi nabrał dopiero po śmierci władcy, jednak okres chwilowej słabości osłabił autorytet papiestwa. Ostatecznie w całym Kościele zwyciężyły racje Atanazego, dziś czczonego jako wielki święty i Doktor Kościoła. To on miał wtedy rację, a nie ówczesny papież.

Honoriusz, monoteletyzm i konsekwentne potępianie

W VII wieku zaistniał w Kościele chrystologiczny spór między patriarchą Jerozolimy Sofroniuszem (dziś świętym), a patriarchą Konstantynopola Sergiuszem. Ten drugi, chcąc dokonać pojednania ze zwolennikami monofizytyzmu (heretyckiego poglądu o wchłonięciu ludzkiej natury Jezusa Chrystusa przez naturę Boską) stworzył równie heretyckie rozwiązanie „kompromisowe” – monoteletyzm. Z przyczyn politycznych wspierał go w tym cesarz Herakliusz, pragnący za wszelką cenę pokoju wśród chrześcijan. Błędom monoteletyzmu (zakładającego, że Chrystus ma dwie natury, ale jedną wolę – co wyklucza wiarę w znanej nam formie, zgodnie z którą Pan Jezus jest i prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem) sprzeciwił się właśnie Sofroniusz.

W tym czasie papieżem był Honoriusz. Nie wspierał on herezji, ale odpisując na list konstantynopolitańskiego patriarchy nie przyjrzał się zagadnieniu wystarczająco dokładnie, zaś odpowiedzi brakowało precyzji, na czym skorzystali wyznawcy błędnej nauki.

Zaskoczony takim rozwojem sytuacji patriarcha Sofroniusz wysłał swoich przedstawicieli do biskupa Rzymu, by pouczyli papieża. Ten jednak nie wsłuchał się w głos ludzi znających z własnego doświadczenia problemy Wschodu i wysłał do heretyka Sergiusza kolejny, równie niejednoznaczny list, przyczyniając się w ten sposób w rozwoju błędów.

Honoriusz zmarł w roku 638. 11 lat później, za pontyfikatu jednego z jego następców – Marcina I – odbył się w Rzymie synod (zwołany jeszcze przez poprzednika Marcina) poświęcony potępieniu monoteletyzmu i patriarchy Sergiusza. Postawę samego Honoriusza jednak grzecznościowo przemilczano. Oburzony owym synodem cesarz wpadł we wściekłość i wysłał do Rzymu armię, która dostarczyła do Konstantynopolu papieża. Nie ugiął się on jednak przed przemocą, nie wyparł się poprawnej wiary i zmarł na Krymie.

Dopiero po kilkunastu latach, gdy w stolicy Imperium władzę objął katolik, zwołano III Sobór Konstantynopolitański, który ostatecznie potępił monoteletyzm i papieża Honoriusza, nazwanego wprost heretykiem. Papież Leon II odstąpił od tej formy mówiąc, że jego poprzednik nie był heretykiem, ale był winny szerzenia herezji, i dlatego należy go potępić. Od tego momentu Kościół zaczął przywiązywać wielką wagę do precyzyjnego formułowania doktryny, by poprzez brak jednoznaczności nie wspierać żadnych błędów.

Błądzący Jan, stanowczy król i ortodoksyjny Benedykt

Błędną doktrynę dotyczącą losów dusz po śmierci głosił z kolei papież Jan XXII. Uważał on, niezgodnie z nauką katolicką, że dusze po śmierci nie mogą oglądać Pana Boga w wizji uszczęśliwiającej (twarzą w twarz). Jego zdaniem ta łaska zostanie udostępniona zbawionym dopiero po sądzie ostatecznym.

Papież za swoje błędne poglądy był powszechnie krytykowany, a król Francji Filip VI miał nawet zadeklarować (w obliczu prób narzucenia herezji Wydziałowi Teologicznemu na Sorbonie), że jeśli Jan XXII przybędzie do Paryża to… zostanie spalony na stosie jako heretyk! Spośród duchowieństwa wyraźny opór wobec tez biskupa Rzymu prezentował cysters Jacques Fournier. Ostatecznie biskup Rzymu na łożu śmierci wyrzekł się przed wezwanymi kardynałami swoich błędów i wyraził skruchę. Przyznał też, że pogląd prezentował jako teolog, a nie jako papież.

Jego następcą został wspomniany wyżej cysters, który przeszedł do historii jako Benedykt XII. Jedną z decyzji papieża było ogłoszenie ex cathedra dogmatu o duszach, które umierając w świętości bez oczekiwania na sąd ostateczny dostępują wizji uszczęśliwiającej. W ten sposób oficjalnie Kościół potępił błędną koncepcję głoszoną przez… jednego z poprzednich papieży.

Miłość do Kościoła nie oznacza milczenia wobec błędów

Mimo, że w Kościele nie ma możliwości osądzenia urzędującego papieża, to na wiernych, zarówno świeckich jak i hierarchach, spoczywa obowiązek dbania o czystość nauczania. To jedno z głównych zadań biskupów, gdyż każdy z nich powinien być nauczycielem wiary i w ten sposób wyraźnie świadczyć o jedności w Kościele.

Interwencja konieczna jest zawsze w sytuacji gdy biskup Rzymu naucza tez niezgodnych z Prawdami Wiary, bądź – poprzez posługiwanie się nieprecyzyjnym językiem i niejednoznacznymi gestami – może przyczyniać się do zamętu lub rozprzestrzeniania się fałszywych doktryn. Papieży pouczali w historii nawet święci, czyli ludzie, którym nie sposób zarzucić podejmowania działań o charakterze schizmatyckim lub motywowanej pychą niewierności wobec Wikariusza Chrystusowego.

Człowiek może popełnić błąd. Kościół jednak nie może sobie na to pozwolić.

Michał Wałach

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 25 lis 2017, 12:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/cisza/iskierka-z-polski

Iskierka z Polski?
cisza - 23 Listopada, 2017 - 22:46

Obrazek

Jestem pewna, że wszyscy dobrze pamiętamy i nie zapomnimy naszego „Różańca do Granic” z 7.pazdziernika, w Święto Matki Bożej Różańcowej; ogromnej modlitwy za Ojczyznę, o pokój. Było nas przeszło milion!!! Nie tylko na granicach ale także na lotniskach oraz w kościołach i w domach. Nieśmiało nazwałam tę inicjatywę „ISKIERKĄ”. Święta Faustyna pisała w dzienniczku o ISKRZE, która wyjdzie z Polski i przygotuje świat na ostateczne przyjście Pana Jezusa. Co lub kogo miał na myśli Chrystus? Może właśnie tę modlitwę, która już „zaraziła” Włochy*, teraz Irlandię, która zmienia serca Europejczyków, powoli zmienia laicki świat?

Oto aktualne wieści z Irlandii. W najbliższą niedzielę 26. listopada, w Święto Jezusa Chrystusa Króla zielona wyspa zostanie otoczona różańcem. Akcję nazwano „Różaniec do Wybrzeży” a nie „do granic”, gdyż obejmuje ona całą Irlandię, nie wyłączając Irlandii Północnej.

Obrazek

Na swojej stronie organizatorzy zamieścili mapkę Irlandii na wzór naszej. Oto ona:

https://www.coastalrosaryireland.ie/ (link is external)

Intencją modlitw Irlandczyków będzie ochrona życia i wiary. W planie jest też powierzenie się Chrystusowi Królowi i Niepokalanemu Sercu Maryi i błogosławieństwo dla Irlandii. Zaskoczyła mnie inicjatywa ochrony wyspy przez zakopanie tysięcy Cudownych Medalików na plażach. Poczytajcie o szczegółach, proszę, wklejam fragmenty i linki. Nie tłumaczę, wiem, że nie potrzeba:)

Following Poland and Italy’s lead, the „Rosary on the Coast for Life and Faith” will take place all over Ireland on November 26 — the Feast of Christ the King.

„On Sunday 26 November 2017, the Feast of Christ the King, at 2:30pm, the Rosary on the Coast Ireland Group invite us to go to the coasts of Ireland to pray the Rosary for the Preservation of Faith in Ireland and the Protection of Life in Ireland . The aim is to encircle Ireland with a Human Rosary by having (at least) 53 locations around the coast – one for each ‚Hail Mary’ in a Rosary.

“We’re in a life and death struggle,” organizer Kathy Sinnott (the self-described dinosaur) told LifeSiteNews, “both in the North and the South.”

/Kathryn (Kathy) Sinott – organizatorka, irlandzka działaczka społeczna, eurodeputowana w kadencji 2004–2009/ Należała do eurosceptycznej frakcji Niepodległość i Demokracja./

Sinnott told LifeSiteNews that she and her four young fellow organizers, Ann-Marie, Lisa, Mike and Catherine, were inspired by three things: “the situation we’re sleepwalking into;” the Polish and Italian border rosaries; and a national consecration of Ireland on December 8. The organizers of the Rosary on the Coast for Life and Faith expect “tens of thousands” of people to amass at the coast on November 26″

A PRAYER PLAN:

- Prayer of consecration to Christ the King

- Prayer of consecration to the Immaculate Heart of Mary

- Blessing of Ireland (if there is a bishop, priest or deacon to give the blessing; if not prayers for a blessing on Ireland

- Plant a Miraculous Medal ( oryginalny pomysł "ochrony" wyspy )

https://www.facebook.com/Rosary-on-the- ... Ireland-... (link is external)

https://www.lifesitenews.com/news/were- ... gle-iris... (link is external)

W Irlandii mieszka wielu Polaków, bardzo wielu dołączy do różańca. Wczoraj w RM wystąpiła organizatorka pani Kathy Sinnott zachwycona postawą Polaków prosiła nas o wsparcie. Możemy się dołączyć duchowo

Oby ta mała „iskierka” rozpaliła wiele zlaicyzowanych krajów Europy!

* WAŻNE: Jak to było we Włoszech? Włosi planowali swój różaniec ale okazał się niepoprawny :(

Niestety niewiele wiemy z oficjalnej prasy, bo lewicowo nastawiona się o to postarała…przeczytać o tym można u nas:

13 pazdziernika (100-lecie objawień we Fatimie) Włosi modlili się na różańcu, ogłosili post. Tamtejsze media, łącznie z „katolickimi” okrzyknęły tę akcję jako wymierzoną przeciwko imigrantom, przeciw islamowi i Europie! Większość mediów watykańskich milczała… pisze o tym nasza „Niedziela”.

„Redaktor naczelny „Famiglia Cristiana” Alberto Bobbio w wydaniu internetowym pisma zastanawia się, dlaczego na temat „Różańca do granic” nie znalazła się żadna informacja ani w mediach watykańskich, ani w dzienniku oficjalnym Stolicy Apostolskiej „L’Osservatore Romano”. Zdaniem redaktora naczelnego „Famiglia Cristiana”, nie mogło być inaczej, bo przecież papież Franciszek „przy każdej okazji mówi, aby nie budować żadnych murów, ale budować mosty, także te duchowe”. Warto dopowiedzieć, że ten sam artykuł jeszcze 11 października 2017 r. nosił tytuł: „Polonia, il muro spirituale e politico contro islam ed Europa” (Polska: mur duchowy przeciwko islamowi i Europie), a już 12 października został zamieszczony w tym samym miejscu pod zmienionym tytułem: „Polonia, il muro spirituale contro l’islam non piace al Papa” (Polska: Mur duchowy przeciwko islamowi nie podoba się Papieżowi) – http://www.famigliacristiana.it/articol ... ale-e-po... (link is external).

http://niedziela.pl/artykul/133511/nd/% ... iana%E2%80%... (link is external)

* cisza - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 13 gru 2017, 11:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://rzymski-katolik.blogspot.com/201 ... at-na.html

Marcin Dybowski: Neokatechumenat na rozdrożu
piątek, 14 listopada 2014 Autor: Rzymski Katolik



"W czasie pierwszego skrutinium chrzcielnego za dwa lata, powie się wam, że macie sprzedać dobra. I powinniście je sprzedać wszystkie, bo jeśli ich nie sprzedacie, to nie będziecie mogli wejść do Królestwa, nie będziecie mogli wejść w katechumenat. Teraz nie macie na to sił, ale później będziecie je mieć, bo udzieli wam się Ducha Świętego, byście to mogli uczynić."


Jedna z wypowiedzi Kiko, założyciela neokatechumenatu, "Konwiwencja", Warszawa 1983, str. 87, druk wewnętrzny, dostępny tylko dla katechistów


Ruch Neokatechumenalny, (tzw Droga) a zwłaszcza proponowana przez jego twórcę, Kiko Argüello, nowa, protestancka wizja Kościoła, spotyka się z coraz większą krytyką - zarówno wśród wiernych, jak i duchownych. Trzeba wiedzieć, że w ostatnich latach wielu biskupów, arcybiskupów i kardynałów, szczególnie z Włoch, wypowiedziało się oficjalnie i ogłosiło szereg dokumentów pastoralnych krytycznych pod adresem neokatechumenatu.


W naszym kraju podobnie wypowiedział się posiadający duży autorytet ks. bp Zbigniew Kraszewski, bliski współpracownik Prymasa Tysiąclecia, w tamtych czasach dbałości o czystość wiary, wykładowca dogmatyki warszawskiego seminarium. W przedmowie do polskiego wydania książki włoskiego teologa ks. Henryka Zoffoliego "Czy droga neokatechumenaltu jest prawowierna..." Biskup określił neokatechumenat jako odnowiony luteranizm. Niestety na zarzuty, jakie wymienione są w książce pod adresem doktryny Kiko, wierni w Polsce nie doczekali się żadnych wyjasnień ani zaprzeczeń ze strony kogokolwiek z neokatechumenatu. Jedynie padły fałszywe pomówienia pod adresem ks. bpa Kraszewskiego i wydawcy. Dodajmy, że kanoniczne badanie tego ruchu przeprowadzone w diecezji Clifton zakończyło się definitywnym rozwiązaniem i wyproszeniem neokatechumenatu z diecezji. Na stronie www.antyk.org.pl można się o tych zastrzeżeniach szczegółowo dowiedzieć, łącznie z tekstami katechez dostępnymi tylko katechistom "drogi" z zaznaczonymi fragmenatami niezgodnymi z nauczaniem Kościoła Katolickiego.


Przypadek, który opisujemy poniżej, wydaje się potwierdzać, że kilkunastoletnia formacja neokatechumenalna, jest raczej indoktrynacją, niż rzeczywistą pracą nad rozwojem duchowości katolickiej. Co więcej, trening prowadzony przez super-przewodników (tzw. katechistów), bardziej służy przywiązaniu członków ruchu do konkretnej grupy ludzi, czyli tzw. wspólnoty, niż kształtowaniu chrześcijańskiego sumienia.


***


Pan Michał, obecnie siedemdziesięcioletni mężczyzna, wstąpił na neokatechumenalną drogę w 1979 roku. Jak mówi, szukał miejsca, w którym mógłby rozwijać swoją wiarę, i, czego nie ukrywa, łatwiej sobie poradzić z poplątaną sytuacją życiową. Po wysłuchaniu katechez, głoszonych na ogólnodostępnych rekolekcyjnych spotkaniach, przyszedł na wstępne zebranie. Wspólnota ujęła go ciepłem i serdecznością.


- Pociągała mnie pewna ich tajemniczość... Teraz widzę, że nie jest żadna "tajemniczość", lecz programowa izolacja. Podsyca się tam atmosferę zamknięcia, odrębności od wspólnoty parafialnej, istnienia jakiegoś nieokreślonego zagrożenia. "Niedzielni dreptacze do kościoła" przedstawiani są jako chrześcijanie gorszego gatunku, tylko z przyzwyczajenia przychodzący na niedzielną Mszę świętą. To jest, według mnie, główna przyczyna niezdrowej atmosfery panującej wewnątrz wspólnot neokatechumenalnych... - mówi pan Michał, nie zdając sobie chyba sprawy, że w ten sposób charakteryzowane są przez znawców tematu współczesne sekty. Co jednak tak silnie zraziło go do ruchu neokatechumemalnego? Odpowiedź wydaje się zaskakująca: pieniądze. Pieniądze i niefrasobliwy stosunek do własności. Oczywiście, do własności cudzej.


- W pewnym etapie drogi neokatechumenalnej przychodzi czas wyrzekania się dóbr materialnych - mówi pan Michał. - Następuje to po tzw. pierwszym scrutinium, czyli wyjazdowym, zamkniętym etapie, na którym nastepuje "rewizja" życia poszczególnych członków wspólnoty. W 1984 roku atmosfera na scrutinium była wyjątkowo gorąca. Zresztą, zawsze przy tych okazjach wszystkich ogarniała euforia. Ludzie oddaliby naprawdę wszystko: swoje i nie swoje. Wtedy właśnie postanowiłem pomóc Matyldzie, samotnej kobiecie z mojej wspólnoty. Otrzymała ona przydział na mieszkanie, ale nie była w stanie go wykupić. Postanowiłem pożyczyć jej 550 tysięcy ówczesnych złotych, co stanowiło 75% ceny dwupokojowego spółdzielczego mieszkania w Warszawie. Pożyczka, mimo inflacji, była nieoprocentowana i miała być spłacana w ratach ustalonych przez Matyldę.


Wyrzekaniu się dóbr towarzyszy chyba specyficzny nastrój, skoro znany jest przypadek, gdy matka pod wpływem impulsu oddała wspólnocie miesięczne alimenty, które, na nieszczęście swojego dziecka, akurat miała przy sobie. Działanie na uczuciach jest wadą niektórych ruchów, także tych bez wątpienia katolickich. Tymczasem wyrzekanie się dóbr, ofiara, dar - nie może się wiązać tylko z emocjami. Pozbycie się czegoś powinno wywoływać uczucie przykrości, że oto nam czegoś ubywa; bo taka jest istota ofiary. Oddawanie swej własności w nastroju euforii rodzi podejrzenie, że wobec ofiarodawców zastosowano jakąś metodę ze zbioru psychotechnik. Nie posądzamy katechistów o świadome, a więc zabarwione złą wolą, stosowanie ich. Twierdzimy, że stosują oni te techniki... nieświadomie. Nie da się jednak zaprzeczyć, że cała Kikowa metodologia - pozyskiwania i utrzymywania członków Neokatechumenatu oraz uzyskiwania środków materialnych - jest przemyślana i prze-eksperymentowana.


I tak pan Michał, uległszy - jak mówi - tej euforycznej atmosferze - zdecydował się pożyczyć ogromną sumę pieniędzy bez żadnego pokwitowania. Co więcej, przekazanie pieniędzy odbyło się bez świadków. Ale czyż po pięciu latach podążania wspólną, neokatechumenalną "Drogą" mógł żądać jakiegoś kwitu od "siostry" z tej samej wspólnoty? Żyrantów?


- Powiedziałem Matyldzie - podkreśla pan Michał - że pieniądze, które jej daję, są pożyczką. Dodałem, że traktuję to jako formę lokaty. Przekazanie pieniędzy odbyło się w moim domu bez świadków i dokumentów. Nie ustaliliśmy też terminów spłaty i wysokości rat. Matylda po pewnym czasie zwróciła mi 60 tysięcy złotych. Jasne więc, że od początku rozumiała, iż nie jest to darowizna, lecz właśnie pożyczka - pomoc w uzyskaniu mieszkania. Dzisiaj mnie oskarża: 'Ty zaplanowałeś mi życie. Byłam od ciebie uzależniona. Zachowywałeś się, jakby pieniądze nic dla ciebie nie znaczyły.'


Michał, nie widząc możliwości dojścia do porozumienia ze swą dłużniczką, poprosił o pośrednictwo zwierzchnika, którym w neokatechumenacie jest osoba świecka tzw. katechista. Chciał się spotkać w jego obecności z Matyldą, by przedstawić jedno z możliwych rozwiązań. Matylda mieszka sama w dwupokojowym (kupionym min. za pieniądze Michała) mieszkaniu, więc Michał wpadł na pomysł, że - skoro jest już ona na emeryturze i nie ma możliwości spłacania długu - mogłaby je zamienić na kawalerkę, a resztę pieniędzy - zwrócić. Przedstawia na piśmie gwarancję, że - za zwrot jego mieszkania - da taką sumę, aby Matylda uzyskała prawo do mieszkania lokatorskiego. Matylda, chociaż nie "obciążona" rodziną, jednak odrzuca to rozwiązanie. Wie zapewne, że od czasu udzielenia pożyczki minęło piętnaście lat, sprawa jest przedawniona prawnie. Niewątpliwie bardzo przywiązała się do tego mieszkania, "lęka się" przyszłości. Być może uważa, że mieszkanie to należy się jej przez zasiedzenie, że Michał - nie przypominający jej o długu przez całe piętnaście lat - zrezygnował z tych pieniędzy. Można to wszystko rozumieć, tylko dlaczego na wszelkie propozycje porozumienia i mediacji, także katechisty, odpowiada: 'Nie!'?


Tu trzeba wyjaśnić, że katechiści pełnią w ruchu neokatechumenalnym szczególną rolę jakby "ojców duchownych" kierowanych bezpośrednio przez Ducha Świętego, automatycznie wchodzą w posiadanie daru rozeznawania duchów. Oni decydują kto już osiągnął dostateczny poziom rozwoju, aby 'postępować na drodze', a kto jeszcze musi 'powtórzyć' jakiś etap. Towarzyszą temu pełne rozdarcia sceny, godne brazylijskiego serialu, gdy taki "niedojrzały" - według nieomylnego wyroku katechisty - musi na dłużej lub krócej opuścić swą grupę, by jeszcze raz przejść jakiś odcinek "Drogi" neokatechumenalnej (praktycznie polega o na powtórzeniu materiału Kikowego programu). Nie chcemy tu zanadto ironizować, gdyż w istocie jest to niesłychane nadużycie. Nadużycie, którego przeprogramowani neokatechumeni nie są w stanie w ogóle dostrzec. Cierpliwie cierpią; a gdy ktoś próbuje wskazać na niedopuszczalność postępowania katechistów, są oburzeni. Zamknięci w swoim neokatechumenalnym świecie, zatracają umiejętność obiektywnej samooceny. Jest to notabene jedna z głównych cech zjawiska zwanego sekciarstwem.


Pierwsze nadużycie katechistów polega na tym, że dopuszczają się oceniania czyjejś wiary-niewiary, i to publicznie! Dzieje się tak na różnych etapach drogi. Ale dla przykładu: na samym początku tzw. drogi wymaga się od ludzi przecież już ochrzczonych publicznego aktu zaprzeczenia swej wierze dotychczasowej, bo oto teraz dopiero ta wiara (w neokatechumenacie) jest wiara prawdziwą. A przecież człowiekowi wiara dana jest w pełni już we Chrzcie świętym, do czego zatem ma prowadzić owe jawne nakłanianie do publicznej apostazji, w ruchu który podobno ma pogłębiać świadomość wielkości i niepowtarzalności tego właśnie daru jakim jest udzielony już Chrzest święty?.


Drugie zaś nadużycie "katechistów" to stawianie się ponad kapłanów, którzy są już tylko po to by obsługiwać wspólnotowe nabożeństwa.. Choć oficjalne deklaracje są inne w praktyce jest to "anty kapłańska" fobia Kiko, przedmiotowe traktowanie księży, fobia wszczepiana teraz także Polakom-katolikom.


Izolacjonizm neokatechumenatu przejawia się niedostępnością ceremonii i liturgii dla osób spoza ruchu, których się bezpardonowo wyprasza nawet z Mszy Świętej, sprawowanej koniecznie w soboty i według rytu, który nie jest zatwierdzony ani przez Rzym ani przez Kosćiół loklany (min. brak Credo, Komunia Święta na siedząco i do ręki, w postaci wypiekanego po domach placka, rozrywanego podczas ceremonii rękami). Oprawa nabożeństw jest szczególna, pełna tajemniczych symboli i niemal układów scenograficznych. Rygorystyczne przestrzeganie tych "znaków neokatechumenatu" doprowadza często do przykrych i groteskowych sytuacji jak w przypadku otwarcia Redemptoris Mater w Warszawie kiedy to nawet doszło do swoistego skandalu z udziałem Kiko.


W trakcie kiedy inni zajęci byli przekazywaniem znaku pokoju Kiko zajął się niszczeniem przygotowanego wystroju ołtarza, układając kwiaty nie według zastanego wzoru lecz przekładając je podług owych "znaków w neokatechumenacie". Neokatechumenat izoluje się poprzez wprowadzanie swojej własnej nomenklatury, mającej zaakcentować odrębność od parafialnego Kościoła. Zaawansowany neokatechumen nie używa nazw: Msza święta, nabożeństwo, ksiądz. Zachodzi zjawisko odcinania się od korzeni. Dla neokatechumena obce, niezrozumiałe a nawet drażniące są takie terminy, jak: Święta Tradycja, herezja, prawowierność, odpust, koronka, Droga Krzyżowa, koło różańcowe, itp.


Bezgraniczne zdziwienie neokatechumena wywołuje zarzut, że nie szanują oni i odrzucają Świętą Tradycję, która - przypomnijmy - jest takim samym Źródłem Objawienia jak Pismo Święte. Otóż każdy będący "w Drodze" tłumaczy, iż Neokatechumenat jest właśnie powrotem do Tradycji, bo przywołuje i kultywuje wiarę i liturgię pierwszych wieków. Ale dla neokatechumenatu Tradycja to raczej "midrasze", opowieści rabinackie i to co wiąże się z judaizmem, a więc ten powrót do źródeł jest przez neokatechumenat utożsamiany z powrotem do judaizmu.


Zacytujmy samego Kiko, by uzmysłowić nie tylko ten judaizujący sposób na tłumaczenie tajemnic katolickiej wiary, lecz także dla ukazania jednego z jego błędnych mniemań na temat Mszy Świętej:


"Niedopuszczalny jest absolutnie obrzęd indywidualny. Żydzi nie mogą świętować Paschy, jeśli nie ma jedenastu osób w gronie rodzinnym. /.../
Nie może być Eucharystii bez zgromadzenia/.../ I z tego zgromadzenia wypływa Eucharystia/.../"
"Już powiedziałem, że pierwsza rzecz, jaka się pojawia, to doświadczenie życiowe, a nie pisma na ten temat. Pierwszą rzeczą, jaką znajdujemy w Izraelu, jest odpowiedź na to wyzwolenie dokonane przez Boga, a tą odpowiedzią będzie właśnie Pascha, święto, które nie zostało przez nich wymyślone, tak jak Jezus nie wymyślił Eucharystii."


***


Judaizująco-protestanckie cofanie się neokatechumenatu do przeszłości jest kolosalnym nieporozumieniem. Po pierwsze, Tradycja jest wciąż obecna w Kościele a Kościół sam jest żywą Tradycją. Nie są uprawnione ani też potrzebne takie "powroty"! Po drugie, ów neokatechumenalny powrót następuje wyłącznie według dowolnego mniemania o pierwszych wiekach Kościoła, a więc w duchu protestanckim! To Kiko poprzez własną niewiedzę tworzy nieprawdziwą historię Kościoła, opowiadając na przykład o rzekomych powszechnych zwyczajach celebracji Mszy św. czy o praktykach związanych dawniej ze spowiedzią po to by uzasadnić dziwaczność praktyk liturgicznych w swym ruchu, na które nota bene nie ma zgody Kongregacji d/s Liturgii.


***


Wróćmy jednak do sprawy Michała, do której włącza się katechista Andrzej. Włącza się i nie włącza jednocześnie.


- Andrzej powiedział, że nie zamierza być stroną w tej sprawie, ale zaczął mnie naciskać, abym... darował całą sumę Matyldzie - mówi pan Michał. - Zarzuca mi ponadto, że Matylda była przeze mnie terroryzowana. Wreszcie zaproponował, że z własnej kieszeni ureguluje dług Matyldy. Wtedy zatkało mnie zupełnie. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć; obecnie mieszkanie Matyldy ma wartość w starych złotych półtora miliarda. Z innej zaś strony licząc, owe 550 tysiące z 1984 roku to dzisiejsze, jak mi wyliczyli w Głównym Urzędzie Statystycznym, 28 874 złote, biorąc oczywiście pod uwagę oficjalny stopień rewaloryzacji i bez doliczania bankowych odsetek. Byłem więc zaszokowany, bo przecież mówiłem Andrzejowi o wielkości tych sum.. Zanim ochłonąłem, on mi wyjaśnił, że udał się do banku, gdzie uzyskał informacje, z których wynikało, że ja pożyczyłem Matyldzie równowartość... 4000 dolarów. I że te pieniądze on mi może zwrócić. Na moje przypomnienie, że dług Matyldy ma zupełnie inną rzeczywistą wartość, zawołał: 'Nie bądź lichwiarzem! Lichwa jest karalna!'


Michał, gdy doszedł do siebie, znów zadzwonił do katechisty Andrzeja. Ten zmienił koncepcję i, wbrew nawet Matyldzie, która nie zaprzecza, że otrzymane pieniądze były pożyczką, że pamięta, iż Michał użył słowa "lokata", że spłaciła pierwszą ratę w wysokości sześćdziesięciu tysięcy złotych, wbrew temu wszystkiemu Andrzej zmienia zdanie.


- Tym razem znów mnie zatkało - mówi pan Michał. - Zatkało mnie, bo Andrzej stwierdził: 'Nie jest ci nic winna Matylda, ponieważ darowałeś jej całą sumę.' 'Ja? Kiedy!?' A on na to: 'Na konwiwencji!' Na konwiwencji, czyli wewnętrznych neokatechumenalnych 'sesjach wyjazdowych'.
- 'Człowieku!', zawołałem, 'Przecież tam wybaczaliśmy sobie krzywdy, a nie darowali długi!' Ale nie było dyskusji, bo tylko znów mi poradził:
- 'Daruj jej te pieniądze, to jedyny dla ciebie ratunek. Inaczej trafisz do piekła'. No i co mam teraz zrobić?


Do dnia dzisiejszego pan Michał nie odzyskał swego długu, z punktu widzenia prawa stanowionego, rzecz się przedawniła i ani prokurator ani sądy tym typowym wyłudzeniem pieniędzy się nie zajmą. Nie chcą się tym też zająć duchowni bowiem musieliby narazić się ruchowi neokatechumenalnemu, który jest coraz silniejszy i stanowi "państwo w państwie", lub powoli staje się strukturą równoległą do Kościoła.


***


Wieloletnia obserwacja grup neokatechumenalnych potwierdza uzasadniony niepokój, iż nie sprzyjają one rozwojowi ich członków. Wszyscy wszystko o sobie wiedzą, najintymniejsze rodzinne sprawy roztrząsane są publicznie. Publiczne wyznawanie grzechów nie zna granic, zdarzają się przypadki wyznania zdrady małżeńskiej przy dzieciach i współmałżonku, zdarzają się publiczne przyznania się kapłanów do łamania celibatu i to z podaniem takich okoliczności, na podstawie których z łatwością dojść można kto był tą drugą osobą. Panuje w tych wspólnotach wymuszana szczerość. Gdy przychodzi czas próby, zdarza się, że wieloletnie przebywanie ze sobą w tej atmosferze (spotkania odbywają się dwa razy w tygodniu i trwają wiele godzin) i wspólnych wyjazdów na tzw. konwiwencje wcale nie sprzyjają tworzeniu się normalnych międzyludzkich relacji. Zamknięcie się na osoby z zewnątrz doskonale "zabezpiecza" przed zdrową, życzliwą (i nieżyczliwą, która - paradoksalnie - także bywa potrzebna...) krytyką. Osoby postronne, które chciałyby uczestniczyć w spotkaniach, odbywających się wszak w pomieszczeniach parafialnych, są wypraszane!


Takich praktyk nie znają katolickie, parafialne wspólnoty. Czy ktokolwiek, normalnie się zachowujący, zostałby wyproszony ze spotkania np. Koła Żywego Różańca? Gdy ktoś pojawi się na spotkaniu jakiejś parafialnej grupy, obecni cieszą się, że oto przyszedł ktoś nowy, aby wspólnie modlić się!


Podobnie niezdrowa jest mania "wybebeszania" się ze swoich win, rozterek duchowych czy rodzinnych przeżyć. Od tego jest konfesjonał i rozmowa z duchowym przewodnikiem. Patologia tego zjawiska jest psychologicznie oczywista i przypomina inicjacje tajnych bractw. Tam kandydaci mają podczas obrzędu inicjacyjnego opowiedzieć o swych najbardziej intymnych czynach i wybrykach seksualnych, oraz o tajemnicach małżeńskiej sypialni. W ten sposób powstaje sztuczna, właśnie patologiczna, ale niezwykle silna solidarność, a raczej - uzależnienie.


Pewna wieloletnia neokatechumenka, w obecności swego małżonka, zawołała z błyszczącymi oczami: "Nie mąż, nie rodzina, ale Neokatechumenat jest dla mnie najdroższy!' Na uwagę księdza, że jednak najpierw jest Pan Bóg, potem mąż, a dopiero na trzecim miejscu wspólnota, ona powtórzyła: "Nie, wspólnota, wspólnota!"


Czy jednak przypadek Michała może posłużyć do uogólniającej, negatywnej opinii o ruchu neo-katechumenalnym?...


Otóż, uważamy, że w historii Michała, jak w soczewce mogą ogniskować się błędy i niedostatki ruchu neokatechumenalnego. I dlatego właśnie opisujemy tę bardzo przykrą sprawę.


Kończąc, należy zaznaczyć, że w powyższych relacjach nie zależy nam na demonizowaniu neokatechumenatu. Stopień zainteresowania wiernych neokatechumenatem wskazuje potrzebę formacji będącej pogłębianiem tajemnicy Chrztu Świętego. Z brakiem katechezy w rodzinach związany jest najgłębszy kryzys naszej religijności a nawet wyraziście rysujący się kryzys naszej łacińskiej cywilizacji. Katecheza księdza czy siostry zakonnej w szkole, czy krótkotrwała z okazji Pierwszej Komunii nie zaradzi brakowi fundamentu, którym jest rodzinny przekaz depozytu wiary. Kryzys katechizacji pogłębia brak przykładu ze strony rodziców, zanik ideału Matki Polki i Wiernego Ojca. Czy temu zaradzi specyficzny przekaz neokatechumenalny? Przecież idzie nam o formację, która by zarówno w doktrynie katechetycznej, jak i w szeroko pojętych znakach (znaki liturgiczne, znaki - świadectwa moralne, znaki ewangelizacyjne) budowała i pogłębiała jedność komunii kościelnej.

Poruszone powyżej sprawy - jak wiemy nie odosobnione - wskazują na konieczność uważnego przyjrzenia się i oczyszczenia neokatechumenatu. Bo choć można podziwiać neokatechumenat za jego zdolności pozyskiwania wiernych, trzeba jednak domagać się, aby zechciał zrezygnować z wydumanych przez siebie nieprawowiernych praktyk i teorii a ludziom pozwolił trwać w katolicyzmie i katolickiej moralności.

Źródło informacji:
http://www.antyk.org.pl/wiara/neokatech ... zdroze.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 215 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /