Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 215 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 15 gru 2017, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-s ... licki.html

W Skandynawii rozwija się Kościół katolicki
13.12.2017 20:00, aktualizacja 13.12.2017 20:02

- Skandynawia jest dziś jedynym regionem w Europie, gdzie Kościół katolicki się rozwija - powiedział w wywiadzie dla agencji I.Meida kard. Anders Arborelius.

Ordynariusz Sztokholmu przyznał, że on sam musi wynajmować bądź nabywać kościoły protestanckie, aby móc odprawić Eucharystię dla swych wiernych.

Liczba katolików w Szwecji rośnie na skutek migracji i nawróceń. Pozytywnym osiągnięciem ostatnich lat jest fakt, że katoliccy imigranci nie muszą już porzucać swej wiary, by w pełni zasymilować się w Szwecji.

Dziś można być już katolikiem i pełnoprawnym obywatelem, mieć dostęp również do stanowisk politycznych. Tytułem przykładu kard. Arborelius wspomniał o szwedzkim ambasadorze we Włoszech, który jest katolikiem. Mówiąc z kolei o nawróceniach, szwedzki purpurat zastrzegł, że konwertytów jest mniej migrantów. Są wśród nich dawni luteranie, nawet pastorzy, ale też byli ateiści czy muzułmanie.

Są to zazwyczaj ludzie dobrze wykształceni, chcą poznać prawdę, bo w Szwecji panuje silny relatywizm. Ludzie nie wiedzą już, co jest prawdziwe i dobre, a co złe i fałszywe. Tymczasem Kościół katolicki zachował nieprzerwaną tradycję od początku chrześcijaństwa.

- Dla wielu Szwedów jest to atrakcyjne - powiedział ordynariusz Sztokholmu.

rv / jp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 15 lut 2018, 09:39 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7497
Lokalizacja: Podlasie
Duch sprzeciwu i umiłowanie Kościoła

Obrazek

W związku ze zbliżającą się piątą rocznicą pontyfikatu Papieża Franciszka słyszymy powtarzające się głosy, że stoimy w obliczu dramatycznego i całkowicie bezprecedensowego „rozdziału” w historii Kościoła. Głosy te są tylko częściowo prawdziwe. Kościół zawsze doświadczał tragicznych czasów, które widziały rany zadawane Mistycznemu Ciału Chrystusa od Jego początku na wzgórzu Golgoty aż po dzień dzisiejszy.

Młodsze pokolenia nie wiedzą, a starsze zdążyły zapomnieć, jak straszne były lata po Soborze Watykańskim II, którego efekty widoczne są dzisiaj. Czterdzieści lat temu, gdy w 1968 roku wybuchał bunt, grupa kardynałów i biskupów popierających Sobór chciała narzucić radykalną zmianę podejścia Kościoła do doktryny małżeństwa. Ich wysiłki zostały udaremnione ogłoszoną przez Pawła VI encykliką Humanae Vitae z 25 lipca 1968 roku, która potwierdziła zakaz chemicznej i mechanicznej antykoncepcji, przywracając siłę i nadzieję zdezorientowanym wiernym. Ten sam Paweł VI doprowadził jednocześnie w 1969 roku do radykalnego odejścia od Tradycji Katolickiej, promulgując nowy porządek Mszy Świętej, który stał się zalążkiem współczesnej dewastacji liturgicznej.

18 listopada 1973 roku ten sam Papież promował Ostpolitik, będąc odpowiedzialnym za usunięcie kardynała Józsefa Mindszenty’ego (1892-1975) ze stanowiska arcybiskupa Esztergom, prymasa Węgier i przywódcy katolickiej opozycji w czasach komunizmu. Papież Montini miał nadzieję na osiągnięcie we Włoszech historycznego kompromisu opartego na porozumieniu pomiędzy Sekretarzem Chrześcijańskiej Demokracji, Aldo Moro, i Sekretarzem Partii Komunistycznej, Enrico Berlinguerem. Cała operacja została niespodziewanie przerwana przez porwanie i zamordowanie Moro w 1978 roku, a następnie przez śmierć samego Papieża Montiniego, która nastąpiła 6 sierpnia tego samego roku. W tym roku mija 40 lat od jego śmierci.

W ówczesnych czasach zdrad i rozlewu krwi pojawiały się odważne głosy, które z konieczności tu przywołujemy nie tylko dla ich przypomnienia, ale ponieważ pomagają nam one odnajdywać drogę w ciemności obecnych czasów. Pamiętamy szczególnie o dwóch z nich, które pojawiły się przed wybuchem tak zwanej „Sprawy Lefebvre’a” i które arcybiskup Athanasius Schneider przypomniał w niedawnym wywiadzie o swojej „profetycznej misji w nadzwyczaj mrocznych czasach ogólnego kryzysu w Kościele”.

Pierwszy głos należy do francuskiego dominikanina, ojca Rogera Calmela, który od samego początku, czyli od 1969 roku, odrzucał promulgowany przez Pawła VI nowy porządek mszy (Novus Ordo). W 1971 roku w czasopiśmie Itinéraires napisał: „Nasz chrześcijański sprzeciw duchownych i świeckich [jest] bardzo bolesny, ponieważ zmusza nas, abyśmy powiedzieli nie w kwestii modernistycznego podejścia do katolickiej mszy samemu Papieżowi; nasz pełen szacunku, ale niewzruszony sprzeciw podyktowany jest zasadą całkowitej wierności Kościołowi wiecznie żywemu; lub, innymi słowy, zasadą żywej wierności rozwojowi Kościoła. Nigdy nie przeszło nam przez myśl, żeby zahamować, a tym bardziej zatrzymać to, co niektórzy określają, używając do tego bardzo wieloznacznych słów, „postępem” w Kościele; my nazwalibyśmy to raczej homogenicznym rozwojem w kwestiach doktrynalnych i liturgicznych, nawiązując do Tradycji i mając na względzie „consummatio sanctorum”. (…) Jak objawił nam Nasz Pan w przypowieściach i jak św. Paweł naucza nas w swoich listach, wierzymy, że od wieków Kościół wzrasta i rozwija się w harmonii, bez względu na niezliczone przeszkody, aż do wspaniałego powrotu Naszego Pana i Oblubieńca Kościoła Jezusa Chrystusa. Ponieważ jesteśmy przekonani, że na przestrzeni wieków następował rozwój Kościoła, i zdecydowani, aby być częścią tego nieodgadnionego i nieustającego ruchu tak uczciwie, jak to tylko możliwe, dopóki jest to nasz wybór, odrzucamy ten rzekomy postęp, który odnosi się do Soboru Watykańskiego II i który w rzeczywistości jest śmiertelną dewiacją”. Wracając do klasycznego rozróżnienia, które zdefiniował Wincenty z Lerynu, im bardziej pragniemy dobrego wzrostu – wspaniałego „profectus” – tym bardziej odrzucamy, całkowicie bezkompromisowo, katastrofalne „pennutatio” oraz jakiekolwiek radykalne i wstydliwe zmiany; radykalne, ponieważ biorą się z modernizmu i są zaprzeczeniem jakiejkolwiek wiary; wstydliwe, ponieważ zaprzeczenie modernizmu jest podejrzane i niejawne”.

Drugi głos należy do brazylijskiego intelektualisty i człowieka czynu, Plinio Correa de Oliveiry, autora broszury na temat sprzeciwu wobec watykańskiej Ostpolitik, która została opublikowana 10 kwietnia 1974 roku przez Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności. Jej tytuł brzmi Watykańska polityka rozluźnienia wobec rządów komunistycznych: nie wtrącać się czy zgłaszać sprzeciw?

Plinio Corrêa de Oliveira wyjaśnia: „Sprzeciw oznacza, że sugerujemy Katolikom kontynuowanie walki z doktryną komunistyczną wszelkimi legalnymi sposobami w obronie Kraju i cywilizacji chrześcijańskiej, które są zagrożone”. Potem dodaje: „W niniejszej deklaracji nie ma wystarczająco miejsca, żeby wymienić wszystkich Ojców Kościoła, doktorów, myślicieli i ekspertów prawa kanonicznego – z których wielu zostało beatyfikowanych lub kanonizowanych – którzy podkreślają zasadność sprzeciwu. Sprzeciwu, który nie jest ani odejściem, ani buntem, ani zgorzknieniem, ani lekceważeniem. Wręcz przeciwnie. Jest wiernością, jednością, miłością i poddaniem. Wybraliśmy słowo „sprzeciw” celowo, ponieważ używał go sam św. Paweł do wyrażenia swojego stanowiska. Pierwszy Papież, św. Piotr, musiał podjąć kroki dyscyplinujące, żeby przywrócić praktyki w Wierze Katolickiej, które przetrwały starożytną Synagogę, a św. Paweł widział w tym poważne zagrożenie doktrynalnym chaosem i szkodą dla wiernych. W związku z tym św. Paweł powstał i odważnie „sprzeciwił się“ św. Piotrowi, który w tym pełnym zaangażowania i pasji działaniu Apostoła Narodów nie widział aktu buntu, ale [akt] jedności i braterskiej miłości. Co więcej, wiedząc doskonale, kiedy był nieomylny, a kiedy nie, uległ argumentom św. Pawła. Święci są modelowymi Katolikami. Rozumiejąc postawę św. Pawła w tym sensie, nasza postawa jest sprzeciwem. I w tym nasze sumienia odnajdują spokój”.

„Sprzeciw” to nie tylko czysto słowna deklaracja wiary, ale akt miłości w stosunku do Kościoła, który niesie za sobą praktyczne konsekwencje. Ci, którzy się sprzeciwiają, odcinają się od tego, który doprowadził do podziału w Kościele, otwarcie go krytykują i poprawiają. W tym duchu w 2017 roku przedstawili oni swoje stanowisko w dokumencie Correctio filialis skierowanym do Papieża Franciszka oraz broszurze ruchu pro-life, która została opublikowana pod tytułem: „Wierność prawdziwej doktrynie, a nie duszpasterzom, którzy są w błędzie”.

Obecnie w tym samym duchu mieści się stanowisko kardynała Zena, w którym wyraża on brak jakiegokolwiek kompromisu w stosunku do nowej Ostpolitik Papieża Franciszka w odniesieniu do komunistycznych Chin. Tym, którzy mają obiekcje oraz twierdzą, że należy „spróbować znaleźć wspólny mianownik i zakopać istniejące od dziesięcioleci podziały między Watykanem i Chinami”, kardynał Zen odpowiada: „Ale czy można mieć coś „wspólnego” z totalitarnym reżimem? Albo się poddajesz, albo akceptujesz prześladowania. Zawsze jednak pozostawaj wierny sobie (czy możesz sobie wyobrazić porozumienie między św. Józefem i Herodem?)”. Tym, którzy pytają go, czy jest przekonany, że Watykan zdradza Kościół katolicki w Chinach, mówi: „Zdecydowanie tak, jeśli zmierza on w kierunku, który na podstawie wszystkiego, co robił w ostatnich miesiącach i latach, wydaje się oczywisty”.

Na 7 kwietnia została zwołana konferencja, co wielu wciąż ignoruje, która powinna zająć się obecnym kryzysem w Kościele. Udział niektórych kardynałów i biskupów, przede wszystkim kardynała Zena, nadałby tej konferencji najwyższą rangę. Musimy się modlić, żeby ze spotkania popłynął głos pełen umiłowania Kościoła oraz zdecydowanego sprzeciwu wobec wszystkich teologicznych, moralnych i liturgicznych odstępstw obecnego pontyfikatu, nie łudząc się, że rozwiązaniem są insynuacje dotyczące nieważności abdykacji Benedykta XVI czy wyboru Papieża Franciszka. Chowanie się za problemem czysto kanonicznym oznacza unikanie debaty o problemie doktrynalnym, który stoi u podstaw doświadczanego przez nas obecnie kryzysu.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

7 lutego 2018

https://www.pch24.pl/duch-sprzeciwu-i-u ... 278,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 22 lut 2018, 09:13 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7497
Lokalizacja: Podlasie
Książka: Peter Kwasniewski "Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła."

Obrazek

W swojej książce Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła Peter Kwasniewski szkicuje realistyczny portret praktyki liturgicznej, która zadomowiła się w większości parafii i kościołów świata katolickiego po II soborze watykańskim. Autor wykazuje się solidną znajomością tematu i opiera się na potwierdzonych faktach oraz doświadczeniu. Czytelnik od razu zostaje skonfrontowany z problemem zerwania między liturgicznym duchem Ojców, to jest duchem Tradycji, a duchem i praktyką życia liturgicznego Kościoła naszych czasów.

Istotę tego niemal światowego kryzysu liturgii można wyrazić jednym wersem Pisma świętego: opuścili Go i odwrócili twarz od przybytku Pańskiego, a tyłem do niego się obrócili (2 Krn 29,6). Jak należy to rozumieć? Otóż w praktyce liturgicznej doszło do tragicznego przesunięcia akcentów: nasz wcielony Bóg – w Przenajświętszym Sakramencie oraz w znaku krzyża na ołtarzu – został odsunięty na bok, wygnany, jeśli tak można powiedzieć, na margines, a na Jego miejsce weszło zgromadzenie, zbierające się w zamkniętym kręgu wokół kapłana. Te antropocentryczne liturgie po raz kolejny potwierdziły starożytną mądrość: “Pokaż mi jak sprawujesz liturgię, a powiem ci, w co wierzysz”.

Książka ta jest poświęcona fundamentalnym zagadnieniom związanym z liturgią. Mowa w niej przede wszystkim o trwałej i wyjątkowej wartości Mszy łacińskiej tradycyjnej (znanej również jako usus antiquior albo nadzwyczajna forma rytu rzymskiego), której żywiołowego powrotu aktualnie doświadczamy, zwłaszcza w świecie anglojęzycznym. Często podejmuję tu również zagadnienia kojarzone z hasłem „reformy reformy”. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzeba teologicznej i filozoficznej refleksji nad odnową usus antiquior oraz nad tym, jak starsza forma może zarówno wzbogacić nowszą, jak ukazać pewne jej słabości, które domagają się naprawy. Apologia i krytyka, które przedstawiam na tych stronach, stanowią mój wkład do „nowego ruchu liturgicznego”, którego powstanie zainspirował papież Benedykt XVI, oraz wielkiej odnowy Kościoła, którą zainicjował.

http://tyniec.com.pl/biblioteka-christi ... 46431.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 08 maja 2018, 08:44 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7497
Lokalizacja: Podlasie
Czy szalejący w Kościele pożar należy gasić benzyną?

Obrazek

Kościół kroczy dziś drogą decentralizacji – od dekad wszak życzyli sobie tego progresywni hierarchowie, a kilka lat temu ich racje uznał papież Franciszek. Co ciekawe, ów z gruntu modernistyczny postulat, upodabniający katolików do protestantów, chętnie przyjmują również niektórzy konserwatyści.

Decentralizacja Kościoła – cóż to takiego? W charakterystycznym dla siebie stylu wyjaśnia to Ojciec Święty na kartach swego programowego dokumentu – adhortacji Evangelii gaudium. Istnieje bardzo wiele tematów związanych z ewangelizacją współczesnego świata, które można by tu rozwinąć. Zrezygnowałem jednak ze szczegółowego omówienia tych licznych kwestii (…) Nie uważam także, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby Papież zastępował lokalne Episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej „decentralizacji”.

Decentralizacja stanowi zatem ideę podobną do protestanckiego pojmowania wspólnoty wiary – owszem, jesteśmy jedną rodziną, bo wierzymy w tego samego Boga, ale powszechność Kościoła (którą wyznajemy w Credo) odrzucamy. Oto bowiem krajowe konferencje episkopatów mają decydować o kształcie nauczania w lokalnych Kościołach. Tego oczywiście papież nie napisał, ale proces zmierzający ku temu obserwujemy już od kilku dekad, ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich lat, kiedy sprawy zdecydowanie przyspieszyły. Już dziś bowiem – według wielu duchownych – to, co jest grzechem w Krakowie, nie jest nim w Buenos Aires, a wiara w świętość sakramentu spowiedzi, konieczna do zbawienia na przykład w Mediolanie, w Monachium, dajmy na to, wydaje się niezbyt potrzebna.

Czy nie wygląda to na zanegowanie jednego z najważniejszych przymiotów Kościoła – wspomnianej już powszechności? A przecież wynika ona wprost ze słów Chrystusa wypowiedzianych do Apostołów: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28, 19–20).

Decentralizacja dla ratowania wiary?
Debata na ten temat w Polsce niemal nie istnieje – to znaczy mamy do czynienia z agresywną promocją idei decentralizacji w liberalnych periodykach „katolickich”, których tezy nagłaśniają również ateistyczne media. Po „prawej stronie” publikacji na ten temat nie widać, choć komentarze w mediach społecznościowych coraz częściej ukazują – i to wśród katolickich konserwatystów – pokusę przyjęcia decentralizacji jako metodę walki z… modernizmem!

Taką myśl promuje również chociażby, nieukrywający swych umiarkowanie konserwatywnych poglądów, ksiądz profesor Andrzej Kobyliński, i to nie na portalach społecznościowych, a w świeckich pismach prawicowych i telewizjach (bo katolickie tygodniki także i tym tematem się nie zajmują).
Jego rozumowanie można skrótowo przedstawić w sposób następujący: skoro od wielu dziesięcioleci Kościół Zachodu zinfiltrowany przez progresistów dryfuje ku całkowitej rezygnacji z nauki katolickiej, to… niech sobie robi, co chce, ale my, Słowianie (wciąż jeszcze dość konserwatywnie pojmujący zasady wiary i moralności), w naszych krajach mamy trwać przy świętej wierze i nie przejmować się innymi.

Dlatego właśnie – zdaniem promotorów tego pomysłu – należy poprzeć plan decentralizacji Kościoła. Skoro bowiem na Zachodzie jest źle, a u nas jeszcze nie aż tak źle, to może warto ruszyć z prądem decentralizacji, by ratować wszystko, co jeszcze katolickie w naszym polskim Kościele zostało? Odciąć się od zachodnich biskupów i budować wspólnotę konserwatywnych Słowian. Skoro progresywizm dotarł do szczytów Kościoła i święci dziś triumfy, to można przy tej okazji samemu „zdecentralizować się” od sprogresywizowanego Rzymu.

Pachnie schizmą! – zakrzyknie oburzony czytelnik. Ależ skąd! – odpowiedzą promotorzy decentralizacji – będziemy przecież trwać przy wierze katolickiej, w wierności papieżowi. Z tą jedną uwagą, że ów abstrakcyjny dziś jeszcze papież zdecentralizowanego Kościoła będzie kimś w rodzaju brytyjskiej królowej – bez prawa do wypowiadania się w imieniu Chrystusa, a już z pewnością nie w imieniu całego Kościoła.

Kroczyć drogą protestantów?
W jednym ze swych artykułów wspomniany ksiądz profesor Kobyliński zauważa, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku Kościoły lokalne stawały się coraz bardziej autonomiczne. To doprowadziło do ukształtowania się wielu modeli katolicyzmu, które dziś nie wydają się księdzu możliwe do pogodzenia.

Nie ma w katolicyzmie słowiańskim odpowiedniej siły moralnej i filozoficznej, która byłaby atrakcyjna dla mieszkańców Australii, Hiszpanii czy Francji. Nie przekonamy katolików mieszkających w tych krajach, żeby powrócili do tradycyjnego rozumienia spowiedzi i innych sakramentów. Jesteśmy bezradni wobec propozycji niektórych biskupów Belgii czy Niemiec, aby błogosławić związki homoseksualne. Nie zmienimy pozytywnego podejścia do komunizmu i marksizmu wielu milionów katolików we Włoszech, w Wenezueli czy Brazylii. Możemy natomiast obronić naszą regionalną specyfikę.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że myślenie to, choć niewątpliwie powodowane zacnymi pobudkami, stanowi rodzaj walki z protestantyzacją Kościoła poprzez jego… protestantyzację. O ile przecież kryzys Kościoła polega właśnie na upodabnianiu się wspólnoty katolickiej do wspólnot protestanckich, o tyle decentralizacja Mistycznego Ciała Chrystusa stanowiłaby tego procesu ukoronowanie. Czyż bowiem mamy przyznać, że nic nas nie obchodzą dusze katolików w krajach niesłowiańskich? Że nie interesuje nas, jak będzie wyglądał Kościół jutra, byle tylko „nasza chata stała z kraja”, byle tylko nikt nam się nie wtrącał? Że przyszłość papiestwa nie wpłynie w żaden sposób na przyszłość Kościoła w Polsce? Że w końcu będziemy sobie wygodnie siedzieć pod rzekomo konserwatywnym kloszem naszego regionu, że obronimy jego specyfikę i machniemy ręką na innych, bo nie mamy im nic atrakcyjnego do zaoferowania? Czy na tym ma polegać rola Kościoła Chrystusowego, od wieków wszak pragnącego przyprowadzić do Zbawiciela jak najwięcej dusz? Czyż nie jest to swego rodzaju dezercja?

To tylko mądrość etapu
Zgoda na decentralizację Kościoła to oznaka braku wiary w możliwość jego odnowy, co – przyznajmy – po ludzku rzeczywiście może wydawać się dziś niemożliwe. Drogą, którą powinniśmy pójść, nie jest bowiem decentralizacja, a przeciwnie – powrót do prawdziwie katolickiej centralizacji – do wielkiego i aktywnego papiestwa i szerzej: duchowieństwa, które znów zechce odnowić wszystko w Chrystusie.
Wcześniej jednak warto zwrócić uwagę na co najmniej dwie sprawy, które mogą dowodzić, że spoglądanie z nadzieją na modernistyczne pomysły okazuje się całkowitą ułudą.

Po pierwsze, nie wolno ulegać przekonaniu, że progresiści żyją głównie ideą decentralizacji i to ona jest dla nich najważniejsza. Nic bardziej mylnego – moderniści znacznie bardziej pragną modernizmu w każdej parafii na świecie, niż zachwycają się intelektualnym modelem zdecentralizowanej Łodzi Piotrowej. Proces decentralizacji stanowi wszak jedynie narzędzie głoszenia niekatolickich nauk – wszystkim!

Dobitnie dowodzi tego stosunek promotorów decentralizacji do przeciwników tej koncepcji – ci pierwsi są dziś wyżej w hierarchii, więc… donoszą na tych drugich lub nawet wyrzucają ich z pracy! Każdego bowiem (również krajowe episkopaty), kto nie chce brać udziału we wprowadzaniu w życie modernistycznych założeń, zdecydowanie pospieszają (lub karzą) watykańscy decydenci (piszemy o tym obszernie na PCh24.pl). Decentralizacja nie jest więc celem samym w sobie, ale metodą mającą pokazać, że skoro wpływowe peryferia tego chcą, centrum nie będzie stawiało przeszkód. A przecież centrum zawsze było opoką przeciw herezjom!

Po drugie – skąd pomysł, by rząd nad duszami katolików sprawowali nie poszczególni biskupi miejsc, ale całe konferencje episkopatów? Czy biskup Zielonej Góry wie więcej o życiu i religijnych potrzebach katolików z Przemyśla niż na przykład biskup Lwowa?

Raz uruchomionej machiny decentralizacji nie da się zatrzymać. Dlaczego bowiem poszczególne parafie miałyby nie „zdecentralizować się” od diecezji, i to zarówno od nauki głoszonej przez biskupa, jak i od jego decyzji administracyjnych? Czy wierni nie mogliby „zdecentralizować się” od swych proboszczów? Byłby to wszak ostateczny triumf idei decentralizacji Kościoła.

Owszem. Ale to już z pewnością nie będzie nasz dom, Kościół Chrystusowy – zbudowany na Skale Piotrowej. To będzie dom zbudowany na piasku – spadnie deszcz, wzbiorą potoki, zerwą się wichry i rzucą się na ten dom. I runie. A upadek jego będzie wielki (por. Mt 7, 24–27).

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/czy-szalejacy-w-kos ... 8,pch.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 12 maja 2018, 11:57 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3200
Coltrane napisał(a):
Czy szalejący w Kościele pożar należy gasić benzyną?

Na pewno nie wodą, a zwłaszcza taką brudną, że nie nadaje się nawet do mycia chodników.
Niestety te jęzory ogniste ugasi zapewne odpowiedzialność najbardziej niewinnych ofiar - jak zwykle...

Litość
Gdy płyną łzy, Chustką je ocierają;
Gdy krew płynie, z gąbkami pospieszają;
Ale gdy duch wycieka przed uciskiem,
Nie nadbiegną pierwej z ręką szczerą,
Aż Bóg otrze sam piorunów błyskiem:
- Wtenczas dopiero!...

Cyprian Kamil Norwid

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 215 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /