Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 217 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 15 gru 2017, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-s ... licki.html

W Skandynawii rozwija się Kościół katolicki
13.12.2017 20:00, aktualizacja 13.12.2017 20:02

- Skandynawia jest dziś jedynym regionem w Europie, gdzie Kościół katolicki się rozwija - powiedział w wywiadzie dla agencji I.Meida kard. Anders Arborelius.

Ordynariusz Sztokholmu przyznał, że on sam musi wynajmować bądź nabywać kościoły protestanckie, aby móc odprawić Eucharystię dla swych wiernych.

Liczba katolików w Szwecji rośnie na skutek migracji i nawróceń. Pozytywnym osiągnięciem ostatnich lat jest fakt, że katoliccy imigranci nie muszą już porzucać swej wiary, by w pełni zasymilować się w Szwecji.

Dziś można być już katolikiem i pełnoprawnym obywatelem, mieć dostęp również do stanowisk politycznych. Tytułem przykładu kard. Arborelius wspomniał o szwedzkim ambasadorze we Włoszech, który jest katolikiem. Mówiąc z kolei o nawróceniach, szwedzki purpurat zastrzegł, że konwertytów jest mniej migrantów. Są wśród nich dawni luteranie, nawet pastorzy, ale też byli ateiści czy muzułmanie.

Są to zazwyczaj ludzie dobrze wykształceni, chcą poznać prawdę, bo w Szwecji panuje silny relatywizm. Ludzie nie wiedzą już, co jest prawdziwe i dobre, a co złe i fałszywe. Tymczasem Kościół katolicki zachował nieprzerwaną tradycję od początku chrześcijaństwa.

- Dla wielu Szwedów jest to atrakcyjne - powiedział ordynariusz Sztokholmu.

rv / jp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 15 lut 2018, 09:39 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Duch sprzeciwu i umiłowanie Kościoła

Obrazek

W związku ze zbliżającą się piątą rocznicą pontyfikatu Papieża Franciszka słyszymy powtarzające się głosy, że stoimy w obliczu dramatycznego i całkowicie bezprecedensowego „rozdziału” w historii Kościoła. Głosy te są tylko częściowo prawdziwe. Kościół zawsze doświadczał tragicznych czasów, które widziały rany zadawane Mistycznemu Ciału Chrystusa od Jego początku na wzgórzu Golgoty aż po dzień dzisiejszy.

Młodsze pokolenia nie wiedzą, a starsze zdążyły zapomnieć, jak straszne były lata po Soborze Watykańskim II, którego efekty widoczne są dzisiaj. Czterdzieści lat temu, gdy w 1968 roku wybuchał bunt, grupa kardynałów i biskupów popierających Sobór chciała narzucić radykalną zmianę podejścia Kościoła do doktryny małżeństwa. Ich wysiłki zostały udaremnione ogłoszoną przez Pawła VI encykliką Humanae Vitae z 25 lipca 1968 roku, która potwierdziła zakaz chemicznej i mechanicznej antykoncepcji, przywracając siłę i nadzieję zdezorientowanym wiernym. Ten sam Paweł VI doprowadził jednocześnie w 1969 roku do radykalnego odejścia od Tradycji Katolickiej, promulgując nowy porządek Mszy Świętej, który stał się zalążkiem współczesnej dewastacji liturgicznej.

18 listopada 1973 roku ten sam Papież promował Ostpolitik, będąc odpowiedzialnym za usunięcie kardynała Józsefa Mindszenty’ego (1892-1975) ze stanowiska arcybiskupa Esztergom, prymasa Węgier i przywódcy katolickiej opozycji w czasach komunizmu. Papież Montini miał nadzieję na osiągnięcie we Włoszech historycznego kompromisu opartego na porozumieniu pomiędzy Sekretarzem Chrześcijańskiej Demokracji, Aldo Moro, i Sekretarzem Partii Komunistycznej, Enrico Berlinguerem. Cała operacja została niespodziewanie przerwana przez porwanie i zamordowanie Moro w 1978 roku, a następnie przez śmierć samego Papieża Montiniego, która nastąpiła 6 sierpnia tego samego roku. W tym roku mija 40 lat od jego śmierci.

W ówczesnych czasach zdrad i rozlewu krwi pojawiały się odważne głosy, które z konieczności tu przywołujemy nie tylko dla ich przypomnienia, ale ponieważ pomagają nam one odnajdywać drogę w ciemności obecnych czasów. Pamiętamy szczególnie o dwóch z nich, które pojawiły się przed wybuchem tak zwanej „Sprawy Lefebvre’a” i które arcybiskup Athanasius Schneider przypomniał w niedawnym wywiadzie o swojej „profetycznej misji w nadzwyczaj mrocznych czasach ogólnego kryzysu w Kościele”.

Pierwszy głos należy do francuskiego dominikanina, ojca Rogera Calmela, który od samego początku, czyli od 1969 roku, odrzucał promulgowany przez Pawła VI nowy porządek mszy (Novus Ordo). W 1971 roku w czasopiśmie Itinéraires napisał: „Nasz chrześcijański sprzeciw duchownych i świeckich [jest] bardzo bolesny, ponieważ zmusza nas, abyśmy powiedzieli nie w kwestii modernistycznego podejścia do katolickiej mszy samemu Papieżowi; nasz pełen szacunku, ale niewzruszony sprzeciw podyktowany jest zasadą całkowitej wierności Kościołowi wiecznie żywemu; lub, innymi słowy, zasadą żywej wierności rozwojowi Kościoła. Nigdy nie przeszło nam przez myśl, żeby zahamować, a tym bardziej zatrzymać to, co niektórzy określają, używając do tego bardzo wieloznacznych słów, „postępem” w Kościele; my nazwalibyśmy to raczej homogenicznym rozwojem w kwestiach doktrynalnych i liturgicznych, nawiązując do Tradycji i mając na względzie „consummatio sanctorum”. (…) Jak objawił nam Nasz Pan w przypowieściach i jak św. Paweł naucza nas w swoich listach, wierzymy, że od wieków Kościół wzrasta i rozwija się w harmonii, bez względu na niezliczone przeszkody, aż do wspaniałego powrotu Naszego Pana i Oblubieńca Kościoła Jezusa Chrystusa. Ponieważ jesteśmy przekonani, że na przestrzeni wieków następował rozwój Kościoła, i zdecydowani, aby być częścią tego nieodgadnionego i nieustającego ruchu tak uczciwie, jak to tylko możliwe, dopóki jest to nasz wybór, odrzucamy ten rzekomy postęp, który odnosi się do Soboru Watykańskiego II i który w rzeczywistości jest śmiertelną dewiacją”. Wracając do klasycznego rozróżnienia, które zdefiniował Wincenty z Lerynu, im bardziej pragniemy dobrego wzrostu – wspaniałego „profectus” – tym bardziej odrzucamy, całkowicie bezkompromisowo, katastrofalne „pennutatio” oraz jakiekolwiek radykalne i wstydliwe zmiany; radykalne, ponieważ biorą się z modernizmu i są zaprzeczeniem jakiejkolwiek wiary; wstydliwe, ponieważ zaprzeczenie modernizmu jest podejrzane i niejawne”.

Drugi głos należy do brazylijskiego intelektualisty i człowieka czynu, Plinio Correa de Oliveiry, autora broszury na temat sprzeciwu wobec watykańskiej Ostpolitik, która została opublikowana 10 kwietnia 1974 roku przez Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności. Jej tytuł brzmi Watykańska polityka rozluźnienia wobec rządów komunistycznych: nie wtrącać się czy zgłaszać sprzeciw?

Plinio Corrêa de Oliveira wyjaśnia: „Sprzeciw oznacza, że sugerujemy Katolikom kontynuowanie walki z doktryną komunistyczną wszelkimi legalnymi sposobami w obronie Kraju i cywilizacji chrześcijańskiej, które są zagrożone”. Potem dodaje: „W niniejszej deklaracji nie ma wystarczająco miejsca, żeby wymienić wszystkich Ojców Kościoła, doktorów, myślicieli i ekspertów prawa kanonicznego – z których wielu zostało beatyfikowanych lub kanonizowanych – którzy podkreślają zasadność sprzeciwu. Sprzeciwu, który nie jest ani odejściem, ani buntem, ani zgorzknieniem, ani lekceważeniem. Wręcz przeciwnie. Jest wiernością, jednością, miłością i poddaniem. Wybraliśmy słowo „sprzeciw” celowo, ponieważ używał go sam św. Paweł do wyrażenia swojego stanowiska. Pierwszy Papież, św. Piotr, musiał podjąć kroki dyscyplinujące, żeby przywrócić praktyki w Wierze Katolickiej, które przetrwały starożytną Synagogę, a św. Paweł widział w tym poważne zagrożenie doktrynalnym chaosem i szkodą dla wiernych. W związku z tym św. Paweł powstał i odważnie „sprzeciwił się“ św. Piotrowi, który w tym pełnym zaangażowania i pasji działaniu Apostoła Narodów nie widział aktu buntu, ale [akt] jedności i braterskiej miłości. Co więcej, wiedząc doskonale, kiedy był nieomylny, a kiedy nie, uległ argumentom św. Pawła. Święci są modelowymi Katolikami. Rozumiejąc postawę św. Pawła w tym sensie, nasza postawa jest sprzeciwem. I w tym nasze sumienia odnajdują spokój”.

„Sprzeciw” to nie tylko czysto słowna deklaracja wiary, ale akt miłości w stosunku do Kościoła, który niesie za sobą praktyczne konsekwencje. Ci, którzy się sprzeciwiają, odcinają się od tego, który doprowadził do podziału w Kościele, otwarcie go krytykują i poprawiają. W tym duchu w 2017 roku przedstawili oni swoje stanowisko w dokumencie Correctio filialis skierowanym do Papieża Franciszka oraz broszurze ruchu pro-life, która została opublikowana pod tytułem: „Wierność prawdziwej doktrynie, a nie duszpasterzom, którzy są w błędzie”.

Obecnie w tym samym duchu mieści się stanowisko kardynała Zena, w którym wyraża on brak jakiegokolwiek kompromisu w stosunku do nowej Ostpolitik Papieża Franciszka w odniesieniu do komunistycznych Chin. Tym, którzy mają obiekcje oraz twierdzą, że należy „spróbować znaleźć wspólny mianownik i zakopać istniejące od dziesięcioleci podziały między Watykanem i Chinami”, kardynał Zen odpowiada: „Ale czy można mieć coś „wspólnego” z totalitarnym reżimem? Albo się poddajesz, albo akceptujesz prześladowania. Zawsze jednak pozostawaj wierny sobie (czy możesz sobie wyobrazić porozumienie między św. Józefem i Herodem?)”. Tym, którzy pytają go, czy jest przekonany, że Watykan zdradza Kościół katolicki w Chinach, mówi: „Zdecydowanie tak, jeśli zmierza on w kierunku, który na podstawie wszystkiego, co robił w ostatnich miesiącach i latach, wydaje się oczywisty”.

Na 7 kwietnia została zwołana konferencja, co wielu wciąż ignoruje, która powinna zająć się obecnym kryzysem w Kościele. Udział niektórych kardynałów i biskupów, przede wszystkim kardynała Zena, nadałby tej konferencji najwyższą rangę. Musimy się modlić, żeby ze spotkania popłynął głos pełen umiłowania Kościoła oraz zdecydowanego sprzeciwu wobec wszystkich teologicznych, moralnych i liturgicznych odstępstw obecnego pontyfikatu, nie łudząc się, że rozwiązaniem są insynuacje dotyczące nieważności abdykacji Benedykta XVI czy wyboru Papieża Franciszka. Chowanie się za problemem czysto kanonicznym oznacza unikanie debaty o problemie doktrynalnym, który stoi u podstaw doświadczanego przez nas obecnie kryzysu.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

7 lutego 2018

https://www.pch24.pl/duch-sprzeciwu-i-u ... 278,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 22 lut 2018, 09:13 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Książka: Peter Kwasniewski "Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła."

Obrazek

W swojej książce Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła Peter Kwasniewski szkicuje realistyczny portret praktyki liturgicznej, która zadomowiła się w większości parafii i kościołów świata katolickiego po II soborze watykańskim. Autor wykazuje się solidną znajomością tematu i opiera się na potwierdzonych faktach oraz doświadczeniu. Czytelnik od razu zostaje skonfrontowany z problemem zerwania między liturgicznym duchem Ojców, to jest duchem Tradycji, a duchem i praktyką życia liturgicznego Kościoła naszych czasów.

Istotę tego niemal światowego kryzysu liturgii można wyrazić jednym wersem Pisma świętego: opuścili Go i odwrócili twarz od przybytku Pańskiego, a tyłem do niego się obrócili (2 Krn 29,6). Jak należy to rozumieć? Otóż w praktyce liturgicznej doszło do tragicznego przesunięcia akcentów: nasz wcielony Bóg – w Przenajświętszym Sakramencie oraz w znaku krzyża na ołtarzu – został odsunięty na bok, wygnany, jeśli tak można powiedzieć, na margines, a na Jego miejsce weszło zgromadzenie, zbierające się w zamkniętym kręgu wokół kapłana. Te antropocentryczne liturgie po raz kolejny potwierdziły starożytną mądrość: “Pokaż mi jak sprawujesz liturgię, a powiem ci, w co wierzysz”.

Książka ta jest poświęcona fundamentalnym zagadnieniom związanym z liturgią. Mowa w niej przede wszystkim o trwałej i wyjątkowej wartości Mszy łacińskiej tradycyjnej (znanej również jako usus antiquior albo nadzwyczajna forma rytu rzymskiego), której żywiołowego powrotu aktualnie doświadczamy, zwłaszcza w świecie anglojęzycznym. Często podejmuję tu również zagadnienia kojarzone z hasłem „reformy reformy”. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzeba teologicznej i filozoficznej refleksji nad odnową usus antiquior oraz nad tym, jak starsza forma może zarówno wzbogacić nowszą, jak ukazać pewne jej słabości, które domagają się naprawy. Apologia i krytyka, które przedstawiam na tych stronach, stanowią mój wkład do „nowego ruchu liturgicznego”, którego powstanie zainspirował papież Benedykt XVI, oraz wielkiej odnowy Kościoła, którą zainicjował.

http://tyniec.com.pl/biblioteka-christi ... 46431.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 08 maja 2018, 08:44 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Czy szalejący w Kościele pożar należy gasić benzyną?

Obrazek

Kościół kroczy dziś drogą decentralizacji – od dekad wszak życzyli sobie tego progresywni hierarchowie, a kilka lat temu ich racje uznał papież Franciszek. Co ciekawe, ów z gruntu modernistyczny postulat, upodabniający katolików do protestantów, chętnie przyjmują również niektórzy konserwatyści.

Decentralizacja Kościoła – cóż to takiego? W charakterystycznym dla siebie stylu wyjaśnia to Ojciec Święty na kartach swego programowego dokumentu – adhortacji Evangelii gaudium. Istnieje bardzo wiele tematów związanych z ewangelizacją współczesnego świata, które można by tu rozwinąć. Zrezygnowałem jednak ze szczegółowego omówienia tych licznych kwestii (…) Nie uważam także, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby Papież zastępował lokalne Episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej „decentralizacji”.

Decentralizacja stanowi zatem ideę podobną do protestanckiego pojmowania wspólnoty wiary – owszem, jesteśmy jedną rodziną, bo wierzymy w tego samego Boga, ale powszechność Kościoła (którą wyznajemy w Credo) odrzucamy. Oto bowiem krajowe konferencje episkopatów mają decydować o kształcie nauczania w lokalnych Kościołach. Tego oczywiście papież nie napisał, ale proces zmierzający ku temu obserwujemy już od kilku dekad, ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich lat, kiedy sprawy zdecydowanie przyspieszyły. Już dziś bowiem – według wielu duchownych – to, co jest grzechem w Krakowie, nie jest nim w Buenos Aires, a wiara w świętość sakramentu spowiedzi, konieczna do zbawienia na przykład w Mediolanie, w Monachium, dajmy na to, wydaje się niezbyt potrzebna.

Czy nie wygląda to na zanegowanie jednego z najważniejszych przymiotów Kościoła – wspomnianej już powszechności? A przecież wynika ona wprost ze słów Chrystusa wypowiedzianych do Apostołów: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28, 19–20).

Decentralizacja dla ratowania wiary?
Debata na ten temat w Polsce niemal nie istnieje – to znaczy mamy do czynienia z agresywną promocją idei decentralizacji w liberalnych periodykach „katolickich”, których tezy nagłaśniają również ateistyczne media. Po „prawej stronie” publikacji na ten temat nie widać, choć komentarze w mediach społecznościowych coraz częściej ukazują – i to wśród katolickich konserwatystów – pokusę przyjęcia decentralizacji jako metodę walki z… modernizmem!

Taką myśl promuje również chociażby, nieukrywający swych umiarkowanie konserwatywnych poglądów, ksiądz profesor Andrzej Kobyliński, i to nie na portalach społecznościowych, a w świeckich pismach prawicowych i telewizjach (bo katolickie tygodniki także i tym tematem się nie zajmują).
Jego rozumowanie można skrótowo przedstawić w sposób następujący: skoro od wielu dziesięcioleci Kościół Zachodu zinfiltrowany przez progresistów dryfuje ku całkowitej rezygnacji z nauki katolickiej, to… niech sobie robi, co chce, ale my, Słowianie (wciąż jeszcze dość konserwatywnie pojmujący zasady wiary i moralności), w naszych krajach mamy trwać przy świętej wierze i nie przejmować się innymi.

Dlatego właśnie – zdaniem promotorów tego pomysłu – należy poprzeć plan decentralizacji Kościoła. Skoro bowiem na Zachodzie jest źle, a u nas jeszcze nie aż tak źle, to może warto ruszyć z prądem decentralizacji, by ratować wszystko, co jeszcze katolickie w naszym polskim Kościele zostało? Odciąć się od zachodnich biskupów i budować wspólnotę konserwatywnych Słowian. Skoro progresywizm dotarł do szczytów Kościoła i święci dziś triumfy, to można przy tej okazji samemu „zdecentralizować się” od sprogresywizowanego Rzymu.

Pachnie schizmą! – zakrzyknie oburzony czytelnik. Ależ skąd! – odpowiedzą promotorzy decentralizacji – będziemy przecież trwać przy wierze katolickiej, w wierności papieżowi. Z tą jedną uwagą, że ów abstrakcyjny dziś jeszcze papież zdecentralizowanego Kościoła będzie kimś w rodzaju brytyjskiej królowej – bez prawa do wypowiadania się w imieniu Chrystusa, a już z pewnością nie w imieniu całego Kościoła.

Kroczyć drogą protestantów?
W jednym ze swych artykułów wspomniany ksiądz profesor Kobyliński zauważa, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku Kościoły lokalne stawały się coraz bardziej autonomiczne. To doprowadziło do ukształtowania się wielu modeli katolicyzmu, które dziś nie wydają się księdzu możliwe do pogodzenia.

Nie ma w katolicyzmie słowiańskim odpowiedniej siły moralnej i filozoficznej, która byłaby atrakcyjna dla mieszkańców Australii, Hiszpanii czy Francji. Nie przekonamy katolików mieszkających w tych krajach, żeby powrócili do tradycyjnego rozumienia spowiedzi i innych sakramentów. Jesteśmy bezradni wobec propozycji niektórych biskupów Belgii czy Niemiec, aby błogosławić związki homoseksualne. Nie zmienimy pozytywnego podejścia do komunizmu i marksizmu wielu milionów katolików we Włoszech, w Wenezueli czy Brazylii. Możemy natomiast obronić naszą regionalną specyfikę.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że myślenie to, choć niewątpliwie powodowane zacnymi pobudkami, stanowi rodzaj walki z protestantyzacją Kościoła poprzez jego… protestantyzację. O ile przecież kryzys Kościoła polega właśnie na upodabnianiu się wspólnoty katolickiej do wspólnot protestanckich, o tyle decentralizacja Mistycznego Ciała Chrystusa stanowiłaby tego procesu ukoronowanie. Czyż bowiem mamy przyznać, że nic nas nie obchodzą dusze katolików w krajach niesłowiańskich? Że nie interesuje nas, jak będzie wyglądał Kościół jutra, byle tylko „nasza chata stała z kraja”, byle tylko nikt nam się nie wtrącał? Że przyszłość papiestwa nie wpłynie w żaden sposób na przyszłość Kościoła w Polsce? Że w końcu będziemy sobie wygodnie siedzieć pod rzekomo konserwatywnym kloszem naszego regionu, że obronimy jego specyfikę i machniemy ręką na innych, bo nie mamy im nic atrakcyjnego do zaoferowania? Czy na tym ma polegać rola Kościoła Chrystusowego, od wieków wszak pragnącego przyprowadzić do Zbawiciela jak najwięcej dusz? Czyż nie jest to swego rodzaju dezercja?

To tylko mądrość etapu
Zgoda na decentralizację Kościoła to oznaka braku wiary w możliwość jego odnowy, co – przyznajmy – po ludzku rzeczywiście może wydawać się dziś niemożliwe. Drogą, którą powinniśmy pójść, nie jest bowiem decentralizacja, a przeciwnie – powrót do prawdziwie katolickiej centralizacji – do wielkiego i aktywnego papiestwa i szerzej: duchowieństwa, które znów zechce odnowić wszystko w Chrystusie.
Wcześniej jednak warto zwrócić uwagę na co najmniej dwie sprawy, które mogą dowodzić, że spoglądanie z nadzieją na modernistyczne pomysły okazuje się całkowitą ułudą.

Po pierwsze, nie wolno ulegać przekonaniu, że progresiści żyją głównie ideą decentralizacji i to ona jest dla nich najważniejsza. Nic bardziej mylnego – moderniści znacznie bardziej pragną modernizmu w każdej parafii na świecie, niż zachwycają się intelektualnym modelem zdecentralizowanej Łodzi Piotrowej. Proces decentralizacji stanowi wszak jedynie narzędzie głoszenia niekatolickich nauk – wszystkim!

Dobitnie dowodzi tego stosunek promotorów decentralizacji do przeciwników tej koncepcji – ci pierwsi są dziś wyżej w hierarchii, więc… donoszą na tych drugich lub nawet wyrzucają ich z pracy! Każdego bowiem (również krajowe episkopaty), kto nie chce brać udziału we wprowadzaniu w życie modernistycznych założeń, zdecydowanie pospieszają (lub karzą) watykańscy decydenci (piszemy o tym obszernie na PCh24.pl). Decentralizacja nie jest więc celem samym w sobie, ale metodą mającą pokazać, że skoro wpływowe peryferia tego chcą, centrum nie będzie stawiało przeszkód. A przecież centrum zawsze było opoką przeciw herezjom!

Po drugie – skąd pomysł, by rząd nad duszami katolików sprawowali nie poszczególni biskupi miejsc, ale całe konferencje episkopatów? Czy biskup Zielonej Góry wie więcej o życiu i religijnych potrzebach katolików z Przemyśla niż na przykład biskup Lwowa?

Raz uruchomionej machiny decentralizacji nie da się zatrzymać. Dlaczego bowiem poszczególne parafie miałyby nie „zdecentralizować się” od diecezji, i to zarówno od nauki głoszonej przez biskupa, jak i od jego decyzji administracyjnych? Czy wierni nie mogliby „zdecentralizować się” od swych proboszczów? Byłby to wszak ostateczny triumf idei decentralizacji Kościoła.

Owszem. Ale to już z pewnością nie będzie nasz dom, Kościół Chrystusowy – zbudowany na Skale Piotrowej. To będzie dom zbudowany na piasku – spadnie deszcz, wzbiorą potoki, zerwą się wichry i rzucą się na ten dom. I runie. A upadek jego będzie wielki (por. Mt 7, 24–27).

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/czy-szalejacy-w-kos ... 8,pch.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 12 maja 2018, 11:57 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3235
Coltrane napisał(a):
Czy szalejący w Kościele pożar należy gasić benzyną?

Na pewno nie wodą, a zwłaszcza taką brudną, że nie nadaje się nawet do mycia chodników.
Niestety te jęzory ogniste ugasi zapewne odpowiedzialność najbardziej niewinnych ofiar - jak zwykle...

Litość
Gdy płyną łzy, Chustką je ocierają;
Gdy krew płynie, z gąbkami pospieszają;
Ale gdy duch wycieka przed uciskiem,
Nie nadbiegną pierwej z ręką szczerą,
Aż Bóg otrze sam piorunów błyskiem:
- Wtenczas dopiero!...

Cyprian Kamil Norwid

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 07 wrz 2018, 07:37 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Podano szokujące kulisy odsunięcia papieża Benedykta XVI

Obrazek

Konsekwencje publikacji maili wykradzionych szefowi sztabu wyborczego Hillary Clinton, Johnowi Podesta, są znaczące. Wśród wielu szokujących informacji, które zostały ujawnione przez portal Wikileaks, zwrócono ostatnio uwagę na to co pisał na temat planowanej zmiany papieża w Watykanie na bardziej lewicowego. Najwyraźniej operacja ta się powiodła.

We wspomnianych emailach pojawiły się i takie z których wynikało, że planowano przeprowadzenie czegoś co nazwano „katolicką wiosną”. Było to sformułowanie będące parafrazą „arabskiej wiosny”, czyli serii rewolucji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej wywołanych między innymi przez amerykańskie służby. O ich zaangażowaniu pisze Podesta w maila do aktualnej wtedy Sekretarz Stanu, Hillary Clinton.

W mailach z 2012 roku można przeczytać, że dyskutowano o konieczności dokonania rewolucyjnych zmian w Kościele Katolickim, który miałby się stać bardziej lewicowy niż podczas konserwatywnego pontyfikatu Benedykta XVI. W rok po wymianie tej korespondencji papież abdykował, co było wydarzeniem bez precedensu w historii ostatnich kilkuset lat. Aby tego dokonać prawdopodobnie posunięto się do szantażu.

Z informacji ujawnionych wcześniej przez Edwarda Snowdena wynikało, że amerykańskie służy inwigilowały Watykan. Podsłuchiwano podobno samego papieża Benedykta XVI i jego rozmowy telefoniczne. W rezultacie zebrano wiele informacji, które mogły zostać wykorzystane w trakcie przyszłego konklawe, trzeba było tylko wywołać potrzebę jego przeprowadzenia.

Padają sugestie, że do abdykacji papieża Benedykta XVI przekonano blokując międzynarodowe transakcje Banku Watykańskiego. Rzeczywiście na kilka dni przed ogłoszeniem swojej szokującej decyzji, bank zablokowano sugerując, że był zaangażowany w pranie brudnych pieniędzy. Jednak po abdykacji blokada natychmiast zniknęła, tak jakby problem się skończył wraz z odejściem papieża, albo tak jakby to było celem całej operacji.

Amerykańscy katolicy wystosowali do prezydenta Donalda Trumpa oficjalny list z prośbą o wyjaśnienie tego skandalu. Poprosili o zbadanie czy Departament Stanu i jakiekolwiek amerykańskie służby brały udział w skłonieniu papieża Benedykta XVI do ustąpienia. Przedstawiają oni opisaną powyżej sekwencję zdarzeń, które ich zdaniem dowodzą, że w Watykanie doszło do puczu na skutek nacisków zewnętrznych.

Autorzy listu otwartego do Trumpa pytają też o relacje CIA z grupą kardynałów sprzeciwiającej się tradycyjnemu pontyfikatowi Benedykta XVI. Padają nazwiska kojarzonego z pedofilami i homoseksualistami Kardynała Godfrieda Dannelsa z Belgii, który jest uważany za jednego z wiodących orędowników lewicowych zmian w kościele. W jego jak to sam określał „grupie podobnej do mafii” znajdował się również Kardynał Jorge Bergoglio, który potem został wybrany na rzekomego papieża i przyjął imię Franciszek.

Od tego czasu rzeczywiście rozpoczęło się lewicowe szaleństwo, którego konsekwencja może być niestety wielka schizma w Kościele Katolickim. Podział jakiego nie było od średniowiecza wisi w powietrzu, od dłuższego czasu, a Franciszek wciąż szokuje swoimi internacjonalistycznymi twierdzeniami i uwielbieniem dla komunizmu w wydaniu teologii wyzwolenia.

Dla wielu chrześcijan to co robi tak zwany papież Franciszek, jest nie do przyjęcia, dlatego zgodnie z tradycją zaczyna być on nazywany antypapieżem, bo w tych kręgach za papieża uważa się wciąż żyjącego, Benedykta XVI. Dla kościoła nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia, można albo podążać w kierunku lewackiego postępu zaimplementowanego przez Jorge Bergoglio, albo pozostać w cieniu i liczyć na to, że ten jezuita, który może być uzurpatorem, nie narobi nieodwracalnych szkód.

Źródło: zmianynaziemi.pl

https://eorzelpolski.wordpress.com/2018 ... dykta-xvi/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół Katolicki
PostNapisane: 23 lis 2018, 09:15 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Antychryst Bergoglio niszczy Kościół Chrystusowy już dosłownie na naszych oczach!


Przemilczana rewolucja. Co czeka żeńskie zakony kontemplacyjne?

Obrazek

Ogłoszone w ostatnich latach przez Watykan dokumenty dotyczące żeńskich zakonów kontemplacyjnych są niemal nieobecne w polskich mediach. Ba, do tej pory nie ukazało się nawet ich tłumaczenie na język polski! Tymczasem za granicą nowe przepisy budzą poważne kontrowersje.

Rok 2025. Czyste górskie powietrze, a dokoła iglaste drzewa. Od czasu do czasu przebiega sarna lub żbik. Zasapana wspinasz się na szczyt góry, gdzie znajduje się klasztor kontemplacyjny. Wybrałaś się tam pieszo, gdyż miejsce jest trudno dostępne. Skwar Ci jednak niestraszny. Cel bowiem wart jest poświęceń. W klasztorze, do którego zmierzasz, zawsze znajdywałaś wytchnienie. Wszak czułaś się w nim bliżej nieba. Nie nawiedzałaś go często, gdyż wiesz, że gości za klauzurę nie przyjmuje się często. Na szczęście jednak dom zakonny, do którego wędrujesz, pozwalał na to. Pobyt w nim zawsze pozwalał zaczerpnąć sił przed kolejnym powrotem do świata.

Dochodzisz do furty ciężko dysząc, jednak nie widzisz siostry „na straży”. Dzwonisz, czekasz minutę, kwadrans, niemal pół godziny. Następnie wchodzisz do środka na własną rękę i szukasz żywej duszy. Liczysz na spotkanie choćby owej starszawej zakonnicy, z którą rozmawiałaś podczas pobytu przed kilkoma laty i która dała ci tyle mądrych rad. Drzwi do budynku są jednak zamknięte. Idziesz zatem po parku, gdzie znajdował się teren do rekreacji. Pustka. Cisza. Nie ma nikogo.

Wtem z nieba skapuje deszcz. Zrywa się także porywisty wiatr i hula coraz mocniej. Ty zaś wychodzisz z opustoszałego terenu klasztornego i udajesz się w drogę powrotną. Smutny jest ten powrót do świata, o konieczności służby któremu tyle się mówi w dzisiejszym Kościele. Jak sprostasz tylu wyzwaniom bez nabrania duchowej siły? Nasz Pan mówił „odpocznijcie nieco” – myślisz gorzko – jednak gdzie jednak to uczynić w naszych czasach?

Ta wizja obumierania żeńskich klasztorów kontemplacyjnych może wkrótce się spełnić. Tak w każdym razie twierdzą niektórzy komentatorzy analizujący skutki wydanych niedawno przez Watykan dokumentów poświęconych tymże klasztorom. Amerykańska publicystka Hilary White nie przebiera w słowach. Papieska konstytucja o zakonach kontemplacyjnych to najbardziej szkodliwy dokument tego pontyfikatu – twierdzi.

Konstytucja i instrukcja

22 lipca 2016 roku Franciszek ogłosił konstytucję apostolską „Vultum Dei quaerere”. Z kolei 15 maja 2018 roku Kongregacja Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego wydała instrukcję „Cor Orans”. Zawiera ona wytyczne dotyczące stosowania papieskiej konstytucji.

Dokumentów tych nie opublikowano dotąd w polskiej wersji językowej. Nie doczekały się też uwagi mediów w naszym kraju. Nie oznacza to jednak, jakoby były one nieistotne. Wszak zakony muszą się do ich treści dostosować. Tymczasem niektóre wskazania (zwłaszcza te zawarte w instrukcji z 2018 roku) budzą wątpliwości komentatorów. To właśnie ten złożony 289 z punktów dokument precyzuje bowiem, jak należy wdrażać postanowienia papieskiej konstytucji.

Cor Orans a Tradycja

Jak czytamy w Instrukcji Cor Orans „papież Franciszek, opierając się na potwierdzonym obradami Soboru Watykańskiego II nauczaniu Papieża Piusa XII, zamierzał przedstawić w konstytucji apostolskiej Vultum Dei quaerere intensywne i owocne zmiany, jakie zaszły w Kościele w ostatnich dekadach, w świetle nauczania tego Soboru oraz w kontekście zmieniającej się sytuacji społeczno-kulturowej”.

Jak jednak zauważa Hilary White [remnantnewspaper.com] twierdzenie to świadczy o nieuzasadnionej wierze w pomyślność sytuacji Kościoła w ostatnich dekadach. Wszak szczególnie na zachodzie doszło wówczas raczej do spadku powołań zakonnych. W tym świetle uzasadniona byłaby raczej mowa o powrocie do zakonnych tradycji. Wszak wielcy reformatorzy zakonów to właśnie czynili: powrót do źródeł. Na przykład Matteo Serafini da Bascio, założyciel kapucynów, ubolewał nad odchodzeniem franciszkanów od pierwotnej, surowej reguły i dlatego przyczynił się do powstania kapucynów.

Pewne terminy obecne w Cor Orans spotkały się z konserwatywną krytyką. Hilary White odnosi się krytycznie na przykład do artykułu 19. instrukcji. Zgodnie z nim „klasztor mniszek eryguje się, podobnie jak każdy inny dom zakonny, mając na względzie jego użyteczność dla Kościoła i dla instytutu”.

Czymże jest użyteczność? Wszak pojęciem użyteczności w odniesieniu do zakonów posługiwali się zwolennicy radykalnego sekularyzmu w XVIII i XIX wieku! W laickich państwach prawo bytu posiadały tylko te klasztory zajmujące się szkolnictwem czy opieką nad starymi i chorymi. Natomiast te oddane czystej kontemplacji – skazywano na likwidację.

Publicystka podkreśla, że nieprzypadkowo antykatolickie reżimy walczyły z życiem kontemplacyjnym. Dotyczy to jej zdaniem zarówno Wielkiej Brytanii za Henryka VIII, jak i Związku Radzieckiego.

Nadmierne uprawnienia federacji

Słowem szczególnie popularnym w instrukcji Kongregacji jest termin „autonomia”. Pojawia się on w nim 16 razy, podczas gdy słowo „autonomiczny” – aż 30 razy. Należy jednak wniknąć w intencje twórców dokumentu. Zgodnie z nimi „autonomia” nie jest tym, co „niezależność”, a nawet ją wyklucza.

Autonomia poszczególnych klasztorów ma w zamyśle twórców dokumentu zostać ograniczona, ponieważ każdy klasztor powinien… należeć do federacji. Jak czytamy w paragrafie 7 dokumentu, „federacja klasztorów oznacza strukturę komunii pomiędzy niektórymi niezależnymi klasztorami z tego samego instytutu, erygowaną przez Stolicę Apostolską, która zatwierdza też statut federacji, w tym celu, aby mając wspólny charyzmat, klasztory zrzeszone w federacji mogły unikać izolacji i wzmacniać przestrzeganie reguły oraz życie kontemplacyjne”.

Zdaniem Hilary White doszło zatem do inżynierii językowej polegającej na zastąpieniu terminu „niezależny” przez termin „izolowany” (kojarzący się negatywnie). Izolację zaś, jako coś złego należy przezwyciężyć. Do tego zaś posłużyć mają według Cor Orans federacje klasztorów.

To posunięcie prowadzi jednak do ograniczenia tradycyjnych uprawnień przełożonych klasztorów. Rzeczone federacje posiadłyby „skrajnie szeroką władzę nad pieniędzmi, własnością i przede wszystkim formacją sióstr. To federacja teraz otrzyma władzę monitorowania zgodności z regułami i informowania Stolicy Apostolskiej o nieprawidłowościach, zakładania nowych klasztorów oraz [zachęcania] poszczególnych klasztorów do [uwspólnotawiania] ich dóbr”. Zgodnie bowiem z instrukcją, federacja klasztorna otrzyma w Kościele status osoby publicznej.

Jak bowiem czytamy w Cor Orans „ustanowiona zgodnie z prawem federacja jest publiczną osobą prawną w Kościele, w związku z czym jest zdolna do nabywania, posiadania, zarządzania i alienowania ruchomych i nieruchomych dóbr doczesnych stanowiących majątek kościelny zgodnie z prawem powszechnym i własnym”.

Ponadto zgodnie z instrukcją Cor Orans:

98. aby utrzymać i wzmocnić związek klasztorów, co jest jednym z celów federacji, zaleca się pewną wymianę dóbr między klasztorami, koordynowaną przez przewodniczącą federacji

99. Wymiana dóbr w federacji polega na przekazywaniu przez klasztory datków, darów i pożyczek innym klasztorom będącym w trudnej sytuacji finansowej, jak również na wspólne potrzeby federacji

100. Federacja traktuje majątek będący w jej posiadaniu jako konieczne i użyteczne narzędzia do osiągania swoich celów”.

Tak więc zgodnie z nowym prawem wszystkie klasztory sióstr kontemplacyjnych muszą należeć do federacji. Pierwotnie wyłącznie dobrowolne i konsultatywne, federacje otrzymują teraz władzę nadzorowania i przewodzenia w formacji kandydatów, sióstr i osób je formujących oraz otrzymują szerokie uprawnienia nad doczesnymi dobrami indywidualnych klasztorów oraz władzę zakazywania”.

Konferencje i konfederacje

Federacje klasztorów to jednak niejedyne struktury nadzoru życia zakonnego, o których mówi instrukcja. Zgodnie bowiem z punktem 9. Cor Orans „konferencja klasztorów oznacza strukturę komunii pomiędzy niezależnymi klasztorami należącymi do różnych instytutów w tym samym regionie, erygowaną przez Stolicę Apostolską, która zatwierdza też statut konferencji, której celem jest wspieranie życia kontemplacyjnego i współpracy pomiędzy klasztorami znajdującymi się na danym obszarze geograficznym lub posługującymi się tym samym językiem”. Może to oznaczać problemy dla bardziej konserwatywnych zgromadzeń, takich jak karmelici.

„Wyobraź sobie dom tradycyjnych karmelitów na regionalnym spotkaniu konferencji i starający się pogodzić swój plan odprawiania Świętego Officjum ze zwyczajami rozbawionych, tańczących break-dance franciszkanami. Ale zabawa” – ironizuje Hilary White.

Oprócz federacji i konferencji klasztorów istotną (o ile nie kluczową) rolę odgrywać mają konfederacje. Instytucje te Hilary White określa mianem „strażników strażników”. „Konfederacja oznacza strukturę związku pomiędzy federacjami klasztorów, erygowaną przez Stolicę Apostolską, która zatwierdza też statut konfederacji, w celu wspólnego badania kwestii dotyczących życia kontemplacyjnego w zakresie tego samego charyzmatu, aby nadawać wspólny kierunek i koordynować działalności poszczególnych federacji” – czytamy w instrukcji. Czy to wszystko nie oznacza nadmiaru biurokracji?

„Nacisk na federacje i stowarzyszenia to nacisk na coraz większe wzajemne powiązania, a w rzeczywistości na większą centralizację oraz zależność organizacji. Wspólne programy formacyjne, zalecane przez Cor Orans są przygotowywane przez nie przez przełożone konkretnych klasztorów, lecz przez profesjonalistów wybranych przez liderów stowarzyszeń. Owi eksperci to ludzie z dyplomami uniwersyteckimi z psychologii pastoralnej i tym podobnych” – twierdzi Hilary White.

Z kolei Veronica Rasponi na łamach portalu corrispondenzaromana.it [10.10.2018] posuwa się wręcz do twierdzenia o „sowietyzacji klasztorów”. Przypomina, że tradycyjnie klasztory cieszyły się znaczną niezależnością, jako podporządkowane jedynie biskupowi miejsca lub (w przypadku niektórych wspólnot męskich) także przełożonemu zakonnemu. Tymczasem nowe watykańskie dokumenty wprowadzają szereg organów kontrolnych, takich jak federacje klasztorne. Wprawdzie te ostatnie zostały już dopuszczone w konstytucji apostolskiej Sponsa Christi Piusa XII (21 listopada 1950), jednak (jej zdaniem) się nie sprawdziły. Mimo to dokument Franciszka wraz z dodaną do niego konstytucją apostolską przyznają im poczesne miejsce.

Zamykanie zakonów…

Instrukcja zajmuje się także – niestety nierzadkimi dziś – przypadkami zamykania klasztorów. Chodzi tu o sytuacje, gdy stają się całkowicie martwe. Kryteria ich likwidacji są dość nieprecyzyjne. Wątpliwości może wzbudzać też kwestia finansowa. O zamknięciu klasztoru decyduje bowiem federacja, a w przypadku klasztorów całkowicie wymarłych przejmuje ona pozostawione dobra materialne. Zdaniem Hilary White może to tworzyć zachęty do zamykania klasztorów. Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że chodzi tu o klasztory uprzednio wymarłe – pozbawione zakonnic.

…i ich zakładanie

Ciekawa jest też kwestia prawa do zakładania nowych klasztorów kontemplacyjnych. Tradycyjnie przysługiwało ono biskupom. Teraz jednak „z uwzględnieniem postanowień p. 39 niniejszej instrukcji, nowy klasztor mniszek może być ufundowany przez pojedynczy klasztor lub z inicjatywy federacji, zgodnie z decyzją zgromadzenia federacji”.

Nawet w przypadku fundacji dokonywanej przez pojedynczy klasztor „przełożoną fundującego klasztoru wspierają przewodnicząca federacji i asystent zakonny. Fundacja nowego klasztoru przez federację jest rozpatrywana w ramach zgromadzenia federacji”.

Dyskusyjne jest także jedno z kryteriów dokonywania fundacji klasztorów. Jak bowiem czytamy w punkcie 39:

„klasztor mniszek zostaje erygowany jako klasztor sui juris na wniosek wspólnoty fundującego klasztoru lub decyzją rady federacji, za zgodą Stolicy Apostolskiej, jeśli zostały spełnione następujące wymogi: wspólnota dała dobry przykład życia braterskiego oraz dynamiki niezbędnej do praktykowania i szerzenia charyzmatu i składa się co najmniej z ośmiu mniszek, które złożyły śluby uroczyste, o ile większość z nich nie jest w podeszłym wieku”.

Czymże jest jednak owa dynamika niezbędna „do praktykowania i szerzenia charyzmatu”? Pojęcie to jest co najmniej niejasne. W każdym razie zgodnie z punktem 40. dokumentu jego interpretacja należy do Watykanu. „Obowiązkiem Stolicy Apostolskiej jest sprawdzenie, czy powyższe wymogi zostały spełnione, po uważnym zapoznaniu się z wnioskiem przedłożonym przez wyższą przełożoną klasztoru fundującego lub przewodniczącą federacji i zasięgnięciu, ze swojej strony, innych informacji”.

Jak ponadto czytamy w dokumencie:

54. afiliacja jest szczególną formą pomocy ustanawianą przez Stolicę Apostolską w szczególnych okolicznościach na korzyść wspólnoty klasztoru sui juris, który ma przyznaną niezależność, ale w praktyce jego niezależność jest niepewna lub w ogóle nie istnieje

55. Afiliacja stanowi pomoc prawną polegającą na ocenieniu, czy niemożność zarządzania życiem niezależnego klasztoru we wszystkich jego wymiarach jest jedynie tymczasowa, czy też nieodwracalna, oraz wsparciu wspólnoty afiliowanego klasztoru w pokonaniu trudności lub podjęciu czynności niezbędnych do zniesienia tego klasztoru

56. W takich wypadkach Stolica Apostolska rozważy możliwość powołania komisji ad hoc składającej się z ordynariusza, przewodniczącej federacji, asystenta federacji i wyższej przełożonej klasztoru

W świetle obecnej linii Watykanu przyznanie tych uprawnień Stolicy Apostolskiej może budzić niepokój o losy klasztorów. Hilary White pisze o tym w mocnych słowach: W efekcie „staje się jasne” – przekonuje – „że federacja staje się czymś niewiele większym od zespołu uderzeniowego Wielkiego Brata dla Kongregacji do spraw Zakonnych. Warto pamiętać, co stało się w przypadku niemieckich klasztorów, których przełożeni zdecydowali się przywrócić wspólnocie praktyki sprzed Soboru Watykańskiego II. Klasztor trapistów z Mariawald – 900-letni – został ostatecznie rozwiązany, stowarzyszony na śmierć”.

Przemówienie Joao Braz de Aviza – klucz do interpretacji Cor Orans?

W innym swoim tekście, również opublikowanym na łamach „The Remnant"[27.05.2018], Hilary White zwróciła uwagę na przemówienie João Braz de Aviza, prefekta Kongregacji do spraw Życia Konsekrowanego. W 2015 roku przemawiał on do osób odpowiedzialnych za formację do życia zakonnego. Zdaniem publicystki przemówienie to rzuca światło na konstytucję papieża i instrukcję do tejże. W 2015 roku w celu wysłuchania słów kardynała Braz de Aviza zebrało się ponad 1200 osób odpowiedzialnych za formację zakonników, co „National Catholic Register” określił jako wydarzenie bezprecedensowe. – Nie dystansujcie się od wielkich wersów Soboru Watykańskiego II – powiedział wówczas kardynał. – W rzeczywistości ci, którzy dystansują się od soboru, by podążać inną ścieżką, sami się zabijają i prędzej czy później umrą. [...] Staną na zewnątrz Kościoła. Musimy budować, używając Ewangelii i Soboru jako punktów wyjścia – dodał.

A zatem o kształcie życia kontemplacyjnego decydować ma „nie charyzmat zakonu, nie reguła, nie tradycja patrystyczna, nie doktorzy, nie mistycy, nie cokolwiek z 2000-letniej tradycji życia zakonnego począwszy od ojców pustyni, a na gigantach ery trydenckiej skończywszy: tylko Sobór Watykański II i tylko jego jedyna interpretacja [...]” – komentuje Hilary White.

Cóż, trudno krytykować samo odwołanie się do Soboru Watykańskiego II – jednak rozumienie go w oderwaniu od Tradycji kłóci się z hermeneutyką ciągłości zalecaną chociażby przez Benedykta XVI. Jeszcze większe emocje budzi wizja relacji ze światem przedstawiona przez kardynała Braz de Aviza. – Życie konsekrowane, życie w Bogu, lecz wszczepione w rodzinę kościelną, w Kościół, wszczepione w świat. Nie znajduje się w konflikcie ze światem, lecz w ciągłości z nim – powiedział kardynał.

Trudno o większą sprzeczność z tradycyjnym rozumieniem życia zakonnego opartym właśnie na odrzuceniu świata. Warto w tym kontekście przywołać słowa francuskiego benedyktyna Doma Prospera Guérangera. Twierdził on, że mnisi powinni nie mieć ze światem nic wspólnego. W swym komentarzu do reguły świętego Benedykta podkreślał on, że „prolog ustanawia przed nami te wybory: świat albo nasz Pan jako wzajemnie wykluczające się alternatywy. Nie możemy pozostać neutralni, lecz musimy należeć w pełni do jednego lub drugiego”. Przestrzegał przed pokusą jakiegokolwiek łagodzenia tego dystansu przez zakonników.

Zatroskana zakonnica

Hilary White cytuje mejla, jakiego dostała po wcześniejszym artykule od jednej z karmelitanek. „Dokument Cor Orans to śmierć karmelu. Sygnalizuje koniec kontemplacyjnego życia monastycznego. Nie tylko niszczy autonomię klasztorów, na którą skrajnie nalegała Matka Teresa (z Avila), lecz również usuwa przełożonego, rozwiązując jego autorytet i władzę, usuwa finansową niezależność każdego klasztoru i specyfikę każdego charyzmatu” – twierdzi.

Jej zdaniem Cor Orans niszczy intencje świętej Teresy. Dla niej bowiem prawdziwa autonomia – formacyjna i finansowa – stanowiła kluczowy element reformy karmelitów. Karmelitka zwraca również uwagę na rozciągnięcie okresu przed osiągnięciem ślubów wieczystych. O ile do tej pory wynosiły one 6 lat u karmelitów, o tyle wskutek wdrożenia Cor Orans wyniosą one 9 lat. Nadmiernie długi okres oczekiwania na śluby wieczyste może zaś prowadzić do zniechęcenia i w konsekwencji spadku powołań. W efekcie straci na tym żywotność klasztorów, do której nawołuje dokument.

Co dalej?

„Większość z nas zakłada że klasztor jest traktowany poważnie, formacja sióstr odbywa się łagodnie w domu, organizowanym przez radę klasztorną, za aprobatą przełożonej i kierowaną przez mistrzynię nowicjuszek zgodnie z konstytucjami zakonnymi [...]. Wyobrażamy sobie zajęcia obejmujące lekturę dzieł założycielek, studia biblijne, teologię modlitwy, patrystykę i źródła starożytne. Wyobrażamy sobie ciszę, stabilną i spokojną pracę w domu i ogrodzie oraz szczęśliwe godziny rekreacji. Przede wszystkim wyobrażamy sobie odseparowanie zakonów od świata zewnętrznego, miejsce, gdzie koncentracja na modlitwie na jednoczeniu się z umiłowanym Oblubieńcem bez przeszkód z zewnątrz” – pisze publicystka.

W Tradycji katolickiej życie klasztorne uchodzi za ideał. Można rzec, że mnisi (i mniszki) obrały najlepszą cząstkę. Jednak jak mawiali starożytni corruptio optimi pessima – zepsucie najlepszego jest najgorsze. Czy omawiany dokument i jego interpretacja przyczyni się do tego zepsucia? Za wcześnie, by o tym wyrokować, jednak obaw komentatorów nie warto bagatelizować. Jeśli się spełnią, to czeka nas przedstawiony we wstępie ponury świat pustych klasztorów.

Zdaniem Hilary White „większość ludzi kochających klasztorne i kontemplacyjne życie, postrzegających je jako najwyższy wyraz katolickiego życia na tym świecie i absolutną konieczność dla przetrwania Kościoła również rozważa powrót do tego ideału [...] być może jedyną nadzieję. Jednak jeśli zdamy sobie sprawę, że ludzie aktualnie zajmujący się życiem zakonnym w Rzymie podzielają tę opinię, są choćby w najmniejszym stopniu zainteresowani zachowaniem życia zakonnego w znanej nam postaci, to nie potrafimy zrozumieć obecnych realiów”.

Smutna to diagnoza. Czy prawdziwa? W watykańskich dokumentach znajduje się wiele trafnych twierdzeń. Jednak przy pewnej interpretacji niektóre passusy mogą stać się szkodliwe.

Z pewnością wiernym pozostaje ufność w słowa Chrystusa o Kościele „Bramy piekielne go nie przemogą”. Pamiętajmy też o słowach Matki Bożej z Fatimy „na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje” – i módlmy się tym goręcej. Za papieża, Kościół i za mniszki.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/przemilczana-rewol ... 291,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 217 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /