Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Lewacki (bolszewicki) faszyzm zwany "walką z faszyzmem"
PostNapisane: 09 gru 2012, 13:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Europa, faszyzm, lewacka ściema

Partie negacji – Ruch Palikota i SLD – zorganizowały niedawno wiec pod hasłem „Za Europą – przeciw faszyzmowi” i sprokurowały deklarację pod takim samym tytułem. Nie byłoby powodu poświęcać uwagi tej żałosnej hucpie, gdyby nie to, że jej bombastyczne, tytułowe przesłanie może pogłębić zamęt w pustych głowach pokolenia czerpiącego wiedzę o świecie co najwyżej z Wikipedii, a o historii wiedzących tyle, co Maciej Ce-Dynia Stuhr.

Przesłanie to jest bowiem nie tylko bombastyczne, ale zwyczajnie głupie. Nie ma żadnej dysjunkcji pomiędzy Europą a faszyzmem. Faszyzm ani nie narodził się, ani nie święcił swoich największych (acz krótkotrwałych) triumfów, na Wyspach Fidżi czy w Honolulu, tylko w Europie, i był fenomenem na wskroś europejskim, wyrastającym z wielorako splątanego korzeniami w dziejach – i pokrzywionego – drzewa europejskości, stanowiąc kulminację pewnych procesów cywilizacyjnych, tak duchowych jak materialnych, nadając piętno pewnej epoce i zarazem kończąc ją w zgliszczach budzącego grozę Götterdämmerung, który był poniekąd zmierzchem tych wszystkich „bogów”, których ulepiła sobie Europa odchodząca skokowo od chrześcijańskiego teocentryzmu wieków średnich. To właśnie z klęską faszyzmu w 1945 roku skończył się też sen o potędze Europy – władczyni świata, zredukowanej odtąd do roli pogranicznej prowincji nowych imperiów, oddawanej w zarząd lokalnym kolaborantom każdej ideologii i każdego systemu, jaki upodobają sobie pozaeuropejscy hegemoni, mając na pocieszenie względną swobodę w przeprowadzeniu eksperymentów socjalnych, moralnych i obyczajowych na organizmach skarlałych narodów starego kontynentu, zamkniętych w kurniku zwanym Unią Europejską – właśnie dokładnie tych eksperymentów, które organizatorzy wiecu uważają za kwintesencję „europejskości”.

Ta niewątpliwie europejska przygoda ducha, jaką był faszyzm, została przecież już zbadana tak wnikliwie i wielorako, że w tym okazjonalnym felietonie możemy co najwyżej zasygnalizować główne tropy. Polski historyk cywilizacji, prof. Andrzej Piskozub, nawiązując do tzw. cyklu [Nikołaja] Kondratiewa, w graficznej formie drzewa genealogicznego ukazał kolejne wyłanianie się w kręgu cywilizacji zachodniej nowych idei politycznych w wiekach XIX i XX, które można podzielić (symetrycznie) na ideologie władzy politycznej w sekwencji: demokracja – nacjonalizm – socjalizm, oraz na ideologie kontestacji politycznej w sekwencji: anarchizm – nihilizm – faszyzm, zauważając, iż „łonem”, z którego wyłoniły się wszystkie te ideologie, a więc i faszyzm, był romantyzm. Przeczuł to zresztą Stanisław Brzozowski, który jeszcze nie znając, rzecz jasna, faszyzmu przewidywał, że coś podobnego będzie zwieńczeniem romantycznego przesilenia kultury europejskiej. Całą zaś historię naturalną faszyzmu można opisać w siedmiu odsłonach: 1) przesłania Zaratustry, czyli nietzscheańskiego ideału „nadczłowieka”; 2) przesłania szlachetnego rewolwerowca, czyli narodzin legendy westernowego bohatera, przywracającego sprawiedliwość z coltem w dłoni, najpierw w literackiej postaci książek Karola Maya (ulubionego pisarza Adolfa Hitlera!), rychło w wersji ekranowej; 3) przesłania anarchosyndykalisty Georgesa Sorela, którego apoteoza przemocy oraz koncepcja mitu politycznego, zainspiruje zarówno Lenina jak Mussoliniego; 4) bolszewickiego wyzwania Dżyngis chana z maszyną do pisania; 5) faszystowskiej „kontry” dla bolszewizmu – marsz na Rzym; 6) „kontry” Hitlera i III Rzeszy; 7) zderzenia cywilizacji: zachodniej z (w terminologii Feliksa Konecznego) bizantyjsko-turańską, czyli wojna III Rzeszy i jej sojuszników z ZSSR. To właśnie dlatego – z powodu zagrożenia „bolszewicko-azjatyckiego” – tak wielu liberałów (o czym nie chcą dziś pamiętać, a w gruncie rzeczy akurat tego nie powinni się wstydzić) udzielało zrazu wydatnego wsparcia faszyzmowi, nie widząc w tym żadnej sprzeczności. Uprzytamnia to choćby tytuł wywiadu, którego w 1923 roku udzielił klasyczny liberał włoski Benedetto Croce (późniejszy „antyfaszysta”): Dochować wierności liberalizmowi i wiernie pomagać faszyzmowi.

Poszczególne formy krystalizacji uniwersalnego fenomenu faszyzmu mają oczywiście swoje własne, lokalne uwarunkowania genetyczne. I tak, faszyzm rdzenny, czyli włoski, był kontynuacją romantycznego, nacjonalistyczno-liberalnego Risorgimento (mającego też swoje najodleglejsze antecedencje w marzeniach o włoskiej jedności Dantego i Machiavellego), zwłaszcza jego nurtu radykalnego, demokratycznego i republikańskiego, personifikowanego przez Giuseppe Mazziniego z jego dwumianem Pensiero e Azione („Myślenie i Działanie”). Jak wykładał czołowy ideolog faszyzmu (liberalnego, skądinąd) Giovanni Gentile, Risorgimento, pomimo zjednoczenia Włoch ugrzęzło i wykoleiło się ostatecznie w państwie demoliberalnym, które przyjmując jako swoją ideologię urzędową materialistyczny pozytywizm, zgubiło pierwiastki idealne i spirytualistyczne: patriotyzm, aktywizm, heroizm, zdolność do poświęcania się celom wyższym niż „wolność jednostki” i jej interesy materialne, religię wreszcie. Faszyzm w tym zaś jest na wskroś mazzinistyczny, że znajdując w statokratycznej formule rozwiązanie dylematu jak uzgodnić „chcące ja” każdej wolnej jaźni przez ich ujednolicenie w „chcącym ja” państwa, oferuje każdemu wyzwolenie się od mieszczańskiego banału i przeciętności, „życie niebezpieczne” i dające szansę zdobycia szlachectwa ducha przez dokonanie salto mortale w nieustannej walce o odnowienie i wielkość Imperium.

„Metapolitykę” narodowego socjalizmu z kolei, amerykański badacz i konserwatysta, Peter Viereck, odkrywał w swojej wielokrotnie przerabianej i wznawianej (od 1941 do 2003 roku) książce o korzeniach myśli nazistowskiej w specyfice – programowo „mrocznej” oraz szukającej głębi duchowej i irracjonalnych sił witalnych – literackiej i muzycznej kultury romantyzmu niemieckiego. Romantyzm ten znamionować ma także pogarda dla zasad ładu i odrzucenie norm prawa naturalnego, a zastąpienie etyki postawą estetyczną wobec życia. W tym kontekście Viereck zwracał uwagę, że tak sam Hitler, jak inni czołowi naziści (Alfred Rosenberg, Joseph Goebbels, Julius Streicher, Hans Frank), uważali się właśnie za „estetów”, wprowadzających jakości estetyczne do polityki „oczyszczanej” z rozmaitych „brudów” – na przykład rasowych. Specyficznym, choć głęboko utajonym, aspektem wskazującym na owo poplątane drzewo europejskiego faszyzmu jest to, że sam Viereck, tak surowy nie tylko dla narodowego socjalizmu, ale i dla romantyzmu, był synem niemieckiego, choć dwujęzycznego (również angielskiego) poety George’a Sylvestra Vierecka, który w tym samym czasie, kiedy jego syn opublikował swoje dzieło, aktywnie wspierał narodowy socjalizm i wielbił Hitlera, i z tego tytułu był w Ameryce więziony od 1942 do 1947 roku.

Koniec końców, każdy faszyzm czy „parafaszyzm” europejski szukał korzeni w kulturze romantycznej własnego narodu, co nawet wytworzyło pewnego rodzaju rywalizację o palmę pierwszeństwa; na przykład nasz poeta – bohater Andrzej Trzebiński twierdził, że pierwszą rewolucję faszystowską w Europie przeprowadzili romantyczni poeci – spiskowcy spod pomnika Sobieskiego w Agrykoli (Goszczyński i Nabielak) wraz z podchorążymi w Noc Listopadową.

Jak najbardziej europejskie i uniwersalistyczne było także polityczne ideario faszystów, trudno więc o większą bzdurę niż imputowanie im „zaściankowości” (notabene, my, tradycjonaliści, w przeciwieństwie do faszystów, bardzo lubimy zaścianki). Specyfikę faszyzmu stanowiło właśnie „dialektyczne przekraczanie” jego nacjonalistycznej komponenty wyjściowej – a nie zapominajmy, że drugą z tych komponent był przecież, z natury rzeczy uniwersalistyczny socjalizm (tyle, że w tym wypadku ruch dialektyczny odbywał się w drugą stronę, tj. „unarodowienia” socjalizmu). Marzenie o europejskiej jedności, kładącej kres wzajemnym rzeziom narodów należących, bądź co bądź, do tego samego uniwersum cywilizacyjnego, było z pewnością najważniejszym powodem zgłaszania – często entuzjastycznego – akcesu do faszyzmu przez intelektualistów pokolenia mającego za sobą traumę straszliwej „wojny materiałowej” w latach 1914-1918, jak choćby francuskich romantyków faszystowskich. To w imię tego marzenia porzucali oni pozycje tradycyjnego nacjonalizmu, szydząc nawet właśnie z „zaściankowości” swoich dawnych mistrzów, jak Robert Brasillach, który przeczekujące okupację stanowisko Charlesa Maurrasa: Francja, tylko Francja!, przedrzeźniał słowami: Prowansja, tylko Prowansja! Inny zaś z romantyków (powiedzmy otwarcie: lunatyków) faszystowskich, Pierre Drieu La Rochelle, jeszcze w pożegnalnym liście przed popełnieniem samobójstwa w 1945 roku pisał: Nie jestem zwyczajnym patriotą, nie jestem zakutym nacjonalistą. Jestem internacjonalistą. Nie jestem tylko Francuzem. Jestem Europejczykiem.

Już od 1929 roku ideę „faszyzmu uniwersalnego” propagował członek pierwszego fascio mediolańskiego, Asvero Gravelli, a rok później sam Mussolini oznajmił, że faszyzm jako idea, doktryna i realizacja jest uniwersalny: włoski w swoich poszczególnych instytucjach, powszechny w swoim duchu. Na międzynarodowych kongresach utworzonych w 1933 roku (zresztą jako próba wyprzedzenia podobnej inicjatywy hitlerowców) Komitetów Akcji na rzecz Uniwersalności Rzymu (CAUR) pojawiała się plejada intelektualistów z całego świata i różnych orientacji, przy której bledną podobne kongresy organizowane później przez Moskwę; podobnie jeśli chodzi o grono współpracowników działającego w latach 1937-1940 Instytutu Naukowo-Literackiego „Młoda Europa” (Europa Giovane), który za cel stawiał sobie wzmocnienie poczucia przynależności do wielkiej cywilizacji Zachodu, w istocie swej grecko-rzymskiej, katolickiej, faszystowskiej. Ale i naziści nie dali się zostawić w tyle faszystom, organizując, już w czasie wojny, podobne spotkania intelektualistów europejskich w Weimarze; to, co tych drugich ograniczało – z ich własnej winy – to rasistowskie przesądy, nie do przyjęcia dla znakomitej większości ewentualnych partnerów. Za to na polu politycznym, militarnym i gospodarczym – czyż Europa była kiedykolwiek bardziej „zjednoczona”, aniżeli w 1942 roku: od Narviku po Kretę i od Pirenejów po Elbrus, stanowiąc także „jednolity obszar gospodarczy”, nawiasem mówiąc z podziemnym rynkiem finansowym Warszawy, jako dyktatora kursu walut krążących po Imperium Germanicum/Europeum oraz centrum wymiany dóbr i towarów? I czyż to nie faszysta, sir Oswald Mosley pierwszy rzucił hasło budowania narodu europejskiego i Unii Europejskiej? Nawet propozycja zwołania ogólnoeuropejskiego kongresu dla wypracowania konstytucji dla Europy – dla Wspólnoty Narodów Europejskich – wyszła po raz pierwszy (w październiku 1939 roku) od faszysty (i pacyfisty!) norweskiego, którego nazwisko wkrótce stanie się synonimem kolaboracjonizmu, czyli Vidkuna Quislinga. Ta proeuropejskość jeszcze się wzmogła w neofaszyzmie powojennym, by przypomnieć choćby, zainspirowany przez francuskiego intelektualistę Maurice’a Bardèche’a, Manifest z Malmö (1951) Europejskiego Ruchu Społecznego, w którym postulowano utworzenie Imperium Europejskiego, czy (zasugerowaną przez Mosleya) Deklarację Europejską konferencji partii neofaszystowskich obradujących w Wenecji w 1962 roku, w której domagano się utworzenia Rządu Europejskiego.

Pojęcia Europy nie należy zresztą w żaden sposób egzaltować. Hiszpański myśliciel karlistowski – Francisco Elías de Tejada jest autorem tezy, iż Europa to koncept stricte nowożytny, a przede wszystkim zrodzony jako bunt przeciwko katolickiej Christianitas i zadający jej śmiertelne pchnięcie przez rozłam wywołany herezją protestancką, etycznym amoralizmem makiawelizmu, bodiniańską koncepcją suwerenności politycznej, sekularyzacją prawa naturalnego oraz rozkładem jedności Res Publica Christiana z dwoma nadrzędnymi autorytetami: papieża i cesarza. Teza Elíasa de Tejady jest dyskusyjna, bo istnieją także racje, aby Europę w sensie rdzennym i właściwym wiązać właśnie z łacińsko-katolickim Okcydentem, który jedność kulturową i polityczną uzyskał wraz z Renovatio Imperii Romanorum przez Karola Wielkiego w 800 roku, natomiast to, co stało się u progu nowożytności traktować jako zdefektowane postaci europeizmu czy wręcz anty-Europy. Jakkolwiek spojrzymy na tę kwestię, dwie rzeczy wydają się wszelako bezsporne.

Po pierwsze, odkąd faktycznie nastąpił rozpad średniowiecznego corpus mysticum politicum, uruchomiony został kalejdoskop coraz to nowych i wzajemnie się wykluczających wcieleń europeizmu, a nie tylko jeden wzorzec europejskości, którego rzecznikami mienią się palikockie i SLD-owskie niedouki. Po wczesnonowożytnej Europie absolutyzmu i współistotnego mu intelektualnie kartezjanizmu, przyszła Europa oświecenia i liberalizmu, która swoje prawdziwe, odrażające oblicze ukazała w dobie rewolucji rozlewającej się na cały kontynent a nawet poza niego (jakobinizm latynoamerykański). Potem nastała Europa romantyczna, i to w dwu przeciwstawnych sobie formach: reakcyjnego Świętego Przymierza monarchów – prawosławnego (Rosja), katolickiego (Austria) i protestanckiego (Prusy), podług ekumenicznego konceptu Franza von Baadera, oraz rewolucyjna Młoda Europa mazzinistyczna i lamennaistyczna, postulująca „diarchię” Boga i Ludu. Gdy w dobie „pary i elektryczności” osłabła romantyczna egzaltacja, nastała mieszczańska Europa w wygodnych bamboszach i szlafmycach – pozytywistyczna, demoliberalna, parlamentarna, wierząca w to, że wszystkie problemy rozwiąże „naukowa” organizacja życia i pracy, zastępujące decyzję „państwo prawa” oraz albo „niewidzialna ręka rynku” albo redystrybucja dóbr i dochodów oraz socjalna „opiekuńczość”. Tą chorą na zgrzybiałość od urodzenia Europą, niezdolną do stawienia oporu najazdowi czerwonych Scytów, próbował wstrząsnąć i zregenerować faszyzm. Po jego spektakularnym upadku nastała z kolei Europa chadecka, której „ojcowie” (Schuman, De Gasperi i Adenauer) próbowali łączyć wodę z ogniem, czyli chrześcijaństwo z demokracją (wtedy zresztą dzisiejsi „Europejczycy” byli Europie przeciwni), lecz koncentrując się – jak to solidni mieszczanie – na wymiernych zyskach płynących ze zintegrowania rynku węgla i stali, zlekceważyli i z góry oddali pole metapolityki lewicy, co ta wykorzystała bezbłędnie. I tak dopiero doszliśmy do Europy konstruowanej dzisiaj przez socjalnych inżynierów z Brukseli, którzy zabijając duszę i krępując milionem przepisów wolną wolę człowieka, dają zarazem nieograniczoną „wolność” każdej niegodziwości – od chrystofobicznych blasfemii po dawanie upustu wszelkim zboczeniom i popędom najniższej, zwierzęcej części duszy. Ten dzisiejszy Europejczyk odpowiada zatem najściślej Arystotelesowskiej definicji niewolnika z natury, czyli takiego, który będzie wyrządzał szkody, kiedy pan ich nie obserwuje, oraz o tyle tylko ma związek z rozumem, że go postrzega u innych, ale sam go nie posiada (Polityka, 1254b).

Po drugie, dla spadkobiercy Christianitas (albo „Starej Europy” przednowożytnej, jak kto woli), nie może być innego kryterium ewaluacji wszystkich innych awatarów europejskości, jakie później wystąpiły, jak stopień ich bliskości – w praktyce zaś raczej oddalenia lub wręcz przeciwieństwa – względem tej, niedoskonałej, lecz mimo wszystko imponującej próby ugruntowania jej na fundamencie civitas Dei, jaką podjęto wraz z chrystianizacją germańskich, gockich i celtyckich ludów „barbarzyńskich”. Jeśli zatem przyjmiemy owo kryterium, to w porównaniu z Europą „palikockiego” typu (w lokalnym wydaniu) Europa faszystowska może uchodzić zaiste za primavera di bellezza!

Jacek Bartyzel

http://www.pch24.pl/europa--faszyzm--le ... z2EXMI4ygT


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewacki (bolszewicki) faszyzm zwany "walką z faszyzmem"
PostNapisane: 17 gru 2012, 08:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Bicz na katolików

Francuski rząd chce stawiać pod pręgierzem całe wspólnoty religijne. Rolę cenzora wartości, które będą mogły funkcjonować w przestrzeni publicznej, ma pełnić Krajowe Obserwatorium Świeckości

Marta Ziarnik

Rządzący we Francji socjaliści zabierają się za "kształtowanie sposobów przekazywania moralności publicznej". Prezydent Fran÷ois Hollande zapowiada utworzenie Krajowego Obserwatorium Świeckości. Krytycy projektu nie mają wątpliwości: ma on antyreligijne ostrze.

Hollande, nie wdając się w szczegóły, tłumaczy, że Obserwatorium formalnie będzie miało za zadanie "kształtowanie sposobów przekazywania "moralności publicznej", aby znalazła ona godne siebie miejsce w szkole". Minister spraw wewnętrznych Manuel Valls precyzuje, że celem projektu nie jest walka z poglądami siłą, ale odnotowywanie i rozeznawanie, kiedy dany pogląd może stać się potencjalnie przejawem przemocy i prowadzić do czynu przestępczego". - Chodzi o to, aby wiedzieć, kiedy należy interweniować, aby walczyć z tym, co może stać się patologią religijną - przytacza słowa ministra Katolicka Agencja Informacyjna. Valls zapowiada, że Obserwatorium skupi się m.in. na "ekstremistach wszelkich wierzeń", jako przykład podając prowadzoną przez lefebrystów organizację Civitas. Jej działania uznał za "na granicy legalności". Politykowi, znanemu z deklarowania przywiązania do pornografii, chodziło o protesty przeciwko zabijaniu dzieci nienarodzonych, związkom osób tej samej płci i łamaniu wolności religijnej. Valls oświadczył, że "kreacjoniści w Stanach Zjednoczonych i w świecie islamskim, ekstremiści muzułmańscy, skrajni tradycjonaliści katoliccy czy ultraortodoksyjni żydzi chcą żyć oddzielnie w dzisiejszym świecie". Dlatego głoszenie poglądów uznanych przez Obserwatorium za patologiczne mogłoby skutkować nawet wydaleniem z Francji.

Wielu niezależnych komentatorów, przedstawicieli duchowieństwa i europejskich obrońców wolności religijnej zapowiedź prezydenta i szefa MSW odebrało z wielką obawą. Nie ma wątpliwości, że w praktyce działania Krajowego Obserwatorium Świeckości będą poważnym zagrożeniem dla wolności religijnej. Wszystko pod płaszczykiem troski o spokój i porządek w kraju. Obserwatorium ma wytyczać standardy "poprawnego zachowania" wyznawców m.in. Chrystusa. Francuski rząd będzie sam decydował o tym, którzy katolicy "zachowują się dobrze". Sprawa nabiera rumieńców, jeśli wziąć pod uwagę, że nad Sekwaną toczy się debata nad ustawą o związkach osób tej samej płci; wstępnie odrzucono ją 17 listopada w konsekwencji wielkich manifestacji z udziałem ponad 250 tys. osób w największych miastach kraju.

Jak podkreśla przedstawiciel hiszpańskiej organizacji HazteOír - Ignacio Arsuaga, działalność Krajowego Obserwatorium Świeckości postawi pod pręgierzem całe wspólnoty religijne we Francji. - Nie można pozwolić, by monitorując skrajne zachowania niektórych, skazywało się na milczenie i społeczny ostracyzm wszystkich, którzy nie godzą się z polityczną poprawnością - podkreślił cytowany przez Radio Watykańskie Arsuaga. - Czyżby wychodziło na to, że w społeczeństwie tolerancji jedyną rzeczą nietolerowaną są poglądy katolickie? - wtóruje mu inna działaczka na rzecz wolności religijnej Teresa García-Noblejos.

http://www.naszdziennik.pl/wp/18328,bic ... likow.html

"Krajowe Obserwatorium Świeckości" Tylko w psychopatycznych łbach może się zrodzić podobna inicjatywa. Świat jest w rękach psychopatów spod znaku czerwonej gwiazdy i źle to nam ludziom wróży. Wykończą nie tylko nas, nie tylko siebie, ale cały świat pozostawią po sobie jako śmietnik i pobojowisko. Daliśmy idiotom mandat na sprawowanie władzy w naszym imieniu i ... tym samym podpisaliśmy na siebie wyrok.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewacki (bolszewicki) faszyzm zwany "walką z faszyzmem"
PostNapisane: 19 gru 2012, 20:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Józek Szmaciak z Aleksem Wardęgą w fołksfroncie

Ach, nie ma to jak praktyczne prezenty! Z tego punktu widzenia mogę uważać się za prawdziwego szczęściarza, bo dzięki uprzejmości państwa Bogny i Pawła Mrówczyńskich, zostałem na sam Adwent obdarowany niesłychanie praktycznym i pożytecznym prezentem w postaci lekcji pokory. Lekcja ta przybrała postać wycieczki do śląskich kopalni. Rozpocząłem od najstarszej kopalni srebra i ołowiu w Tarnowskich Górach, a zakończyłem w zabytkowej kopalni Guido. Nie były to pierwsze kopalnie, które widziałem. Po raz pierwszy zjechałem do starej kopani złota w Arizonie, gdzie na powierzchni pozostało towarzyszące jej miasteczko-widmo. Tam, to znaczy - w tamtej kopalni, która okres swojej świetności przeżywała w latach 80-tych XIX wieku, pracowały pod ziemią czteroosobowe grupy górników, wydobywające średnio około tony skały dziennie. Z tej skały udawało się wytapiać około uncji złota , która podówczas miała wartość ok. 20 dolarów. Teraz uncja złota kosztuje prawie 1700 dolarów, o czym warto pamiętać, kiedy wiemy, iż ówczesny górnik zarabiał dziennie 2 dolary. Kiedy przeliczyć wartość ówczesnych i obecnych zarobków w amerykańskim przemyśle wydobywczym, okazuje się, że przez ostatnie 120 lat siła nabywcza zarobków nie uległa zmianie, przynajmniej w przeliczeniu na złoto. A na cóż przeliczać zarobki w kopalni złota?

Ale nie na tym przecież polega lekcja pokory, że mimo szalonego wzrostu wydajności pracy, zarobki właściwie nie uległy zmianom. Co prawda i to jest ważne, bo skłania do zastanowienia, gdzie właściwie podziewają się korzyści, jakie niewątpliwie muszą wynikać ze wzrostu wydajności pracy. Tajemnica to wielka, ale na jej trop naprowadzają nas informacje, co prawda dość skrzętnie ukrywane, o rosnącej w postępie może jeszcze nie geometrycznym, ale na pewno - w postępie arytmetycznym - liczby naszych dobroczyńców i opiekunów. Rosnąca armia naszych dobroczyńców i opiekunów, coraz liczniej zaludniająca rosnącą liczbę biur, byle czego przecież nie zje, ani nie wypije, a skoro tak, to da radę nie tylko takiemu wzrostowi wydajności pracy, jaki dokonał się w ciągu ostatnich stu lat - ale nawet o sto procent większemu.

Ciekawe, że przewidział to jeszcze w Średniowieczu francuski poeta Franciszek Villon, pisząc między innymi: „Ci mają winka i pieczyste (...) sosy i smaki zawiesiste, jajca kładzione, z octem, świeże... Nie są podobni do mularzy, którzy mur wznoszą w wielkim trudzie. Tu się pomocnik nie nadarzy; sami se zżują, dobrzy ludzie.” Otóż lekcja pokory polega na przyjrzeniu się pracy „mularzy”, czy na przykład - górników - bo przecież to nie pasożytnictwo biurokratów, czy innych Zasrancen, którym własna pycha podsuwa myśli, jakoby byli solą ziemi czarnej („my tutaj rządzim i my dzielim; bez nas by wszystko diabli wzięli” - perorował w zapale Towarzysz Szmaciak). Bo przecież to nie pani Elżbieta Jakubiak, która jeszcze w czasach dobrego fartu przekonywała osłupiałego redaktora Mazurka, że bez wydanego przez nią zaświadczenia nie mógłby upiec chleba, ani ugotować zupy, wytwarza bogactwo i buduje cywilizację. Bogactwo wytwarzają i cywilizację budują ludzie wykonujący pożyteczną pracę. A jaka praca jest pożyteczna? Ano - taka, za którą inny człowiek gotów jest dobrowolnie zapłacić. Nikt nigdy nie wynalazł lepszego kryterium, więc jakże tu nie być wdzięcznym państwu Bognie i Pawłowi Mrówczyńskim, że dzięki lekcji pokory, jaką w swojej uprzejmości mi sprezentowali na sam Adwent, stworzyli mi sposobność, bym jeszcze raz utwierdził się w tym przekonaniu?

Po tej lekcji pokory, dzięki której mogę oznajmić, iż moja skromność jest znana na całym świecie, mogę już chyba ujawnić, że chyba proroctwa mnie wspierały, kiedy w 2007 roku opublikowałem w „Najwyższym Czasie” felieton opisujący, jak to Aleks Wardęga z Józkiem Szmaciakiem bronią demokracji. Aleks Wardęga i Józek Szmaciak to postaci literackie, wzorowane być może na osobach istniejących i na przykład wiele wskazuje na to, iż pewne cechy Aleksa Wardęgi Janusz Szpotański, autor poematu „Towarzysz Szmaciak” skopiował z pana red. Adama Michnika. Nie chodzi tylko o żydowskie korzenie, chociaż to też może mieć znaczenie, ani o familijną przynależność do wielkiej rodziny staliniątek („stary towarzysz, zasłużony, samego jeszcze znał Stalina, fakt, że ma głupawego syna, ale to zawsze syn rodzony” - tłumaczył generał Tumor pułkownikowi MO Maczudze, by podczas odblokowywania kombinatu w stanie wojennym Aleksa jakoś oszczędził). Józek Szmaciak jest do rozszyfrowania trochę trudniejszy, ale przecież i to nie przekracza umysłu ludzkiego: Aleksander Kwaśniewski! („Mój Józek - ooo, ten to ma już chody duże i w MSW i na uczelni...” - przechwalał się Towarzysz Szmaciak). Czyż to nie konterfekt, a w każdym razie - fragment konterfektu, pozwalający rozpoznać byłego dwukrotnego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju?

Ale nie chodzi przecież o to, by dzisiaj odgrzewać jakieś personalne szarady sprzed lat. Chodzi o to, że już w 2007 roku wsparły mnie proroctwa, iż w momencie, gdy Aleks Wardęga i Józek Szmaciak dojdą do wniosku, iż ktoś może odebrać im „zdobycze”, jakie sobie uciułali w III Rzeczypospolitej, to mimo różnic ideowych, natychmiast się dogadają i zgodnie ze spiżowymi naukami Józefa Stalina utworzą fołksfront. No dobrze - fołksfront - ale przeciwko czemu? Jak to przeciwko czemu? Wiadomo, że przeciwko „faszyzmowi”. Kto bowiem Aleksowi Wardędze, oszczędzonemu przez pułkownika Maczugę, a następnie wyfutrowanemu przez nowojorskich plutokratów, albo Józkowi Szmaciakowi, który zarówno z PRL, jak i z III Rzeczypospolitej wyssał, co tylko było do wyssania, chce owe „zdobycze” odebrać, to jest „faszystą”. A na „faszystów” Józef Stalin wynalazł właśnie fołksfront, przy pomocy którego i Aleks Wardęga i Józek Szmaciak będą robić mu „no pasaran”.

No i właśnie robią - strasząc „faszyzmem” różne panny lubieżne płci obojga z jednej strony - a z drugiej przygotowując narzędzia terroru, przy pomocy których chamów zbuntowanych znowu chwycą za mordę, żeby musiały tyrać, bo w przeciwnym razie lepiej by było im umierać! Impulsem dla fołksfrontu był Marsz 11 listopada, którego organizatorzy - wszystko jedno - autentycznie, czy nie - ogłosili zamiar wysadzenia w powietrze układu okrągłego stołu - przy którym Aleks Wardęga z Józkiem Szmaciakiem dogadali się co do podziału władzy nad mniej wartościowym narodem tubylczym. Natychmiast odezwały się nożyce i Umiłowani Przywódcy nie tylko na poczekaniu sprokurowali prawne narzędzia terroru - ale również niezależna prokuratura już dostała stosowne rozkazy, których efektem jest postawienie Grzegorzowi Braunowi zarzutu „pochwalania zbrodni”. Okazuje się że w 31 lat po wprowadzeniu stanu wojennego będziemy załatwiani w ten sam sposób, ale pod innym pretekstem - już nie w obronie socjalizmu i sojuszu ze Związkiem Radzieckim, ale w obronie demokracji.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2699


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewacki (bolszewicki) faszyzm zwany "walką z faszyzmem"
PostNapisane: 29 gru 2012, 11:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Międzynarodowy totalitaryzm

Anna Bałaban

Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Kostaryka musi złamać swoją konstytucję i znieść zakaz procedury in vitro. Zobowiązał ją także do włączenia tej metody w program ubezpieczeń społecznych, tak aby „zapobiegać dyskryminacji” ubogich kobiet. Kostarykańscy biskupi niezwłocznie wydali komunikat potępiający wyrok Trybunału.

Kostaryka do niedawna pozostawała jedynym krajem na świecie, gdzie procedura in vitro, jako metoda bezpośrednio uderzająca w godność człowieka, była prawnie zakazana. 12 lat temu Trybunał Konstytucyjny tego kraju orzekł, że in vitro łamie zapis kostarykańskiej konstytucji, mówiący o ochronie życia ludzkiego od poczęcia. Sprawą „nieprawomyślności” Kostaryki względem upowszechnianej na całym świecie cywilizacji śmierci zainteresował się Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka (sic!). Tuż przed świętami Bożego Narodzenia organ ten wydał wyrok, nakazując Kostaryce zniesienie zakazu procedury in vitro oraz zmuszając ją do włączenia finansowania tej praktyki w ramach ubezpieczeń społecznych. W wyroku pojawia się również wzmianka o odszkodowaniu względem małżeństw, którym odmówiono tej procedury, ale nie sprecyzowano jego kwoty. Jak stwierdzili sędziowie, zakaz in vitro „jest dyskryminacją” wobec kobiet (o mężczyznach nikt nie wspomina), które dotknięte są niepłodnością i nie mają środków na to, aby „pokryć koszty związane z wyprodukowaniem dziecka za granicą”.

Po ogłoszeniu wyroku Episkopat Kostaryki wydał stanowcze oświadczenie w sprawie decyzji międzyamerykańskiego sądu, stwierdzając że jego nakaz jest „w swojej istocie nie do pogodzenia z godnością osoby ludzkiej”. Odczytano je podczas Mszy św. w całym kraju. Biskupi wskazują na niechlubną rolę, jaką w całej sprawie odegrali rzecznik praw mieszkańców, krajowa prasa oraz pewne sektory społeczeństwa, które „współpracowały – w sposób mało obiektywny i stronniczy – nad ukształtowaniem opinii społecznej otwartej na zapłodnienie in vitro, przedstawiając je jako nieszkodliwe rozwiązanie zarówno dla dziecka, jak i dla matki oraz satysfakcjonujące dla pary małżeńskiej”. Kościół od samego początku głośno sprzeciwiał się tej propagandzie, zaznaczając, że pragnienie poczęcia samo w sobie nie stanowi prawa, a dziecko ma prawo zostać poczęte w sposób naturalny, „ma prawo być noszone w matczynym łonie, wydane na świat i wychowywane w małżeństwie”.

Kostarykańscy biskupi podkreślili, że in vitro jest i zawsze będzie metodą dehumanizującą względem dziecka. Wyrazili zdumienie, że w treści sądowego wyroku nigdzie nie pisze się o embrionie jako istocie ludzkiej. Jest on za to „opisany jako produkt, który ewentualnie może zostać usunięty”. Bez ogródek stwierdzają, że „wyrok skazujący Kostarykę jest działaniem opartym na subiektywnych kryteriach międzynarodowych urzędników, których szczegółowe kryteria stanowią zamach na suwerenność prawną i konstytucyjną państwa”. Jednoznacznie stwierdzają, że wyrok ten jest smutnym przykładem ideologii cywilizacji śmierci, która zaprzecza prawu naturalnemu oraz chrześcijańskiej zasadzie poszanowania godności życia ludzkiego. Podkreślają ponadto, że „demokratyczne systemy konstytucyjne muszą opierać się na zdrowym konsensusie moralnym, a nie na jakichś chwiejnych uzgodnieniach”, dlatego ubolewają nad tym, „że narodowe konstytucje i systemy wartości, jakie za sobą pociągają, są psute przez nadużycia interpretacyjne sędziów na rzecz mentalności wrogiej życiu”. Kończąc, zapewniają, iż jako biskupi i obywatele nie przestaną przypominać, że życie ludzkie ma charakter nienaruszalny i dlatego wszelki atak na to życie musi spotkać się ze zdecydowanym oraz jasnym sprzeciwem ze strony wierzących synów i córek Kościoła.

http://www.naszdziennik.pl/wp/19399,mie ... aryzm.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewacki (bolszewicki) faszyzm zwany "walką z faszyzmem"
PostNapisane: 05 sty 2013, 06:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Sąd ustala, co dla chrześcijan jest święte

Chrześcijanie nie mają prawa odmówić wykonywania pracy w niedzielę, ponieważ świętowanie niedzieli nie należy do kluczowych kwestii ich wiary. Takie stanowisko przedstawił Naczelny Sąd Pracy w Londynie, wydając wyrok w sprawie 57-letniej Celestiny Mba.

Decyzja ta oznacza, że pracodawca jest w pełni uprawniony do zwolnienia pracownika, jeśli ten – w imię wyznawanej wiary – odmówi pracy w niedzielę. Celestina Mba od 2007 r. pracowała w londyńskim ośrodku opieki nad dziećmi z niepełnosprawnością i zanim podpisała umowę, uzgodniła z pracodawcą, że ponieważ jest praktykującą chrześcijanką, nie będzie podejmować pracy w niedzielę. Po kilku miesiącach przełożeni zaczęli wywierać na kobietę presję, zmuszając ją do pracy w dzień, który – jak powszechnie wiadomo – ma dla chrześcijan wymiar duchowy.

Kobieta proponowała, że gotowa jest przyjąć niższą pensję albo będzie pracować na sobotnie zmiany i w nocy, tym bardziej że współpracownicy byli chętni jej w tym pomagać. Szefostwo pozostało nieugięte, groziło jej postępowaniem dyscyplinarnym, po czym zwolniło kobietę z pracy. W lutym 2012 r. Celestina Mba wniosła pozew do sądu. Obroną nieodpłatnie kierowało chrześcijańskie centrum prawne Christian Legal Centre, delegując jednego z najlepszych adwokatów – Paula Diamonda. Przygotowanie merytoryczne nic jednak nie dało.

W ostatnich dniach grudnia 2012 r. Justice Langstaff, przewodniczący Naczelnego Sądu Pracy, orzekł, że świętowanie niedzieli przez chrześcijan nie jest podstawową praktyką wiary, toteż wyznawcy Chrystusa nie mogą w tym dniu wykręcać się od obowiązków zawodowych. To również oznacza – zdaniem sądu – że nie zachodzi potrzeba, aby niedziela była w jakikolwiek sposób chroniona.

Podstawą do takiego stwierdzania miał być argument, że wielu chrześcijan podejmuje pracę w niedziele i nie zgłasza w związku z tym sprzeciwu. Sędzia uznał, że pracodawca zatrudniający Celestinę Mba miał pełne prawo zmienić zdanie i wbrew ustaleniom zażądać od niej pracy również w niedzielę. Podkreślił także, iż naiwnością było z jej strony wierzyć, że pracodawca w pełni dostosuje się do jej prośby.

Po ogłoszeniu wyroku przedstawiciele Christian Legal Centre stwierdzili, że stanowisko sądu bezsprzecznie dowodzi, iż chrześcijanie są dyskryminowani, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę zapisy prawne chroniące chociażby muzułmanów, sikhów czy żydów.

Anna Bałaban

http://www.naszdziennik.pl/wiara-przesl ... wiete.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewacki (bolszewicki) faszyzm zwany "walką z faszyzmem"
PostNapisane: 21 maja 2017, 13:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Zamordyzm unijny jest realizowany pod hasłami równości, praw człowieka, poszanowania mniejszości itp bzdetów lewackich.
Upraszczając nieco, można rzec, że bolszewizm, to taki sowiecki faszyzm, czy nazizm. Wychodził do ludzi z otwartymi łapami, ale gdy schwycił to łamał kręgosłupy.
Genderyzm, feminizm, zboczenizm (homoseksualizm, pedofilia, zoofilia i wszystkie te lewackie atrakcje) to nic innego jak zmutowany bolszewizm. Uważajmy na tych wszystkich piewców równości, poszanowania i człowieczych praw. Kiedy się nam prezentują, to zawsze w maskach. Kiedy nas dostaną, to maski zdejmą.
Chyba, że uprzedzi ich w tych planach islam.
Trudno wskazać co gorsze, czy łapy lewackie, czy łapy saraceńskie.


Nowa lewica prze w kierunku scentralizowanej Europy

Obrazek
W tej sali szykują nam zagładę


Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po wizycie prezydenta Macrona w Berlinie mamy zapowiedź prac na zmianą Traktatów Europejskich. Zapowiedź reform Unii Europejskiej padła też po spotkaniu Emmanuela Macrona z Donaldem Tuskiem. W jakim celu unijne lokomotywy chcą manipulować przy traktatach?
– Zadaniem czy też celem, jaki sobie postawili przywódcy państw tzw. starej Unii, zwłaszcza Niemiec i Francji, jest zbudowanie scentralizowanej Europy w układzie, gdzie karty rozdają Berlin i Paryż. Pomija się fakt, że polityka imigracyjna, która miała zdestabilizować państwa narodowe i przyspieszyć centralizację, ostatecznie zbankrutowała, chociażby podczas zamachów terrorystycznych, które się pojawiały m.in. w Niemczech, we Francji czy w Belgii. W związku z tym z niepokojem patrzono na wybory we Francji czy w Holandii. Ponieważ udało się jeszcze wybory we Francji wygrać europejskim centrystom czy globalistom, dlatego mamy próbę rozmontowania istniejącego modelu Europy jako wspólnoty państw i zmontowania czegoś na wzór układanki zmierzającej w kierunku budowy Unii jako superpaństwa z określonym modelem ideologicznym. Stąd te spotkania Merkel – Macron czy Tusk – Macron i pomysły, jakie się pojawiają, które, jak można sądzić, pójdą jeszcze dalej w centralistycznym kierunku. Tyle tylko, że będzie to powodowało coraz większe przekonanie wyborców we Francji, iż prezydent Macron bardziej liczy się ze zdaniem Angeli Merkel niż z głosem swoich wyborców i że jest jeszcze bardziej podporządkowany decyzjom kanclerz Niemiec, niż był jego poprzednik François Hollande. Z drugiej jednak strony – w szerszym znaczeniu – ten tandem niemiecko-francuski będzie się coraz bardziej odznaczał od reszty państw czy narodów, zwłaszcza Europy Środkowej i Wschodniej.

Co w tej sytuacji z solidarnością europejską, o której tak dużo się mówi, a tymczasem zarówno Niemcy, jak i Francja, choć są członkami UE, decyzje podejmują sami, nie pytając innych o zdanie…?
– Są kraje w Unii, których status jest nierówny. Nigdy, niestety, nie było tak, że Niemcy czy Francja przejmowały się specjalnie zdaniem, a więc tym, co myślą i mówią kraje Europy Środkowej. Oczywiście tego dysonansu nie było widać, bo nie było to nagłaśniane, kiedy Polską rządziły rządy o nastawieniu kosmopolitycznym, powolne, czyli podporządkowane, centralistycznym procesom zachodzącym w Unii. Natomiast kiedy władzę w Polsce przejął rząd Zjednoczonej Prawicy, który chce realizować nasze interesy, interesy Narodu Polskiego, w związku z czym prezentuje przeciwstawną koncepcję ideową, jeśli weźmiemy pod uwagę życie wspólnotowe w Unii, to w odpowiedzi pojawia się atak na rząd i nasz kraj, który rzekomo sprzeciwia się czy też łamie zasady demokracji.

Co ta forsowana głównie przez Niemcy i Francję głębsza integracja dużych państw Unii może oznaczać dla takich krajów jak Polska?
– To jest kwestia procesu integracyjnego, który trwa od wielu lat, gdzie z jednej strony były dotacje unijne, zwłaszcza dla państw rozwijających się, ale z drugiej strony ceną za te finansowe zastrzyki były atrybuty suwerenności, czyli zgoda na przekazywanie kolejnych sfer decyzji z poszczególnych państw do centrali w Brukseli. Z kolei Unią i całą administracją brukselską zarządzały te państwa lokomotywy, a więc Niemcy czy Francja, efektem czego było stworzenie piętrowego układu – bardzo groźnego dla suwerenności państw narodowych. I tę politykę niemiecko-francuską trzeba widzieć jako działanie nie w kierunku upodmiotowienia parlamentów narodowych, czy w ogóle państw narodowych, ale jako działanie w kierunku centralizacji. To zaś jest zagrożenie dla podmiotowości i możliwości decydowania o sobie samych na przyszłość. A do tego w żadnym wypadku dopuścić nie można.

Przykładem tego narzucania woli jest unijny przymusowy mechanizm relokacji uchodźców, w którym Polska nie chce brać udziału i za ten brak solidarności ma być ukarana. Przecież to nie Polska otworzyła granice UE, zapraszając imigrantów.
– Wygląda to tak, że ktoś nie tylko popełnił błąd, do którego nie chce się przyznać, ale wręcz złamał prawo, a Polska ma za to zapłacić, przyjmując imigrantów, a tym samym powodując zagrożenie dla bezpieczeństwa swoich obywateli. Rzecz jest kuriozalna i nazywanie narzucania dyktatu solidarnością europejską jest nieporozumieniem i kpiną. Takie działanie obnaża tę dominację silnych nad słabszymi, którzy wykorzystują swoją przewagę w strukturach unijnych po to, żeby narzucać swoją wolę innym krajom, które tego nie chcą, i słusznie, że nie chcą.

Czy w tym przypadku w ogóle możemy mówić o solidarności i względem kogo lub czego mamy być solidarni?
– Słowo „solidarność”, które nam, Polakom, kojarzy się jednoznacznie jako działania wolnościowe, poprzez działania unijnych elit się niestety zdewaluowało i straciło na swym pierwotnym znaczeniu. Gdzie bowiem – co zresztą słusznie zauważyli polscy politycy Prawa i Sprawiedliwości – była ta unijna solidarność, choćby przy forsowaniu gazociągu Nord Stream z obłożonej sankcjami Rosji do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego z ominięciem m.in. Polski, co odbywa się wbrew Traktatowi Lizbońskiemu i szeregowi innych uregulowań prawnych obowiązujących w UE, a mimo to jest akceptowane. Czy ktoś zapytał nas o zdanie? Jak wygląda ta solidarność europejska, jeśli chodzi o ceny gazu, który we Francji czy w Niemczech jest o jedną trzecią tańszy niż w Polsce? Spójrzmy też na zlikwidowane w myśl prawa unijnego stocznie w Polsce, a wraz z nimi cały szereg zakładów kooperujących, podczas gdy do tych przepisów nie zastosowali się Niemcy czy Francuzi. To najlepiej pokazuje, jak ta solidarność unijna funkcjonuje, że jest to fikcja. A zatem mamy do czynienia z realizowaniem projektu niemiecko-francuskiego z jednej strony, a z drugiej utopijnego projektu nowej lewicy, która prze do przodu – można rzec po trupach – nie zważając na konsekwencje. Co istotne, dzieje się to w sytuacji, kiedy widać jak na dłoni, że jest to projekt zdegenerowany, zużyty i że w tym zakresie jest coraz większy opór państw Europy Środkowej. Kierunek jest zły, ale utopijni przewodnicy niezdolni do refleksji brną w tę otchłań, ciągnąc za sobą inne państwa. Nie wiadomo, czy to się nie zakończy kompletną dezintegracją całej europejskiej wspólnoty, która wewnętrznie jest coraz bardziej podzielona.

Także Donald Tusk ostrzega Polskę przed konsekwencjami, jakie wiążą się z odmową przyjmowania imigrantów muzułmańskich. Czyją zatem politykę realizuje były polski premier, strofując Polskę?
– No tak. Słowa te wypowiada były premier Polski, ale przede wszystkim człowiek obecnie piastujący stanowisko szefa Rady Europejskiej, i to głównie dzięki poparciu Niemiec, a zwłaszcza kanclerz Angeli Merkel i jeszcze paru innych przywódców państw Unii. Stąd Tusk nie ma wyjścia i mimo iż traci wizerunkowo w Polsce, musi spłacić dług za poparcie. Jest zatem wierny swoim protektorom, którzy go wysadzili na to eksponowane stanowisko, wykazując się subordynacją w każdym calu. Przy tej okazji ujawnia się, że „król jest nagi”.

Donald Tusk może pretendować do urzędu prezydenta RP. Tak to przynajmniej widzą niektórzy politycy Platformy…
– Donald Tusk pewnie liczy, że to wszystko, co zrobił przeciw Polsce, jak i to, co dobrego mógł zrobić, a czego nie zrobił dla Polski, zostanie mu zapomniane. Podobnie jak zostały mu zapomniane – przynajmniej w niektórych kręgach – ośmiorniczki, afery za jego rządów itd. Idąc tym tokiem rozumowania, Tusk ma nadzieję, że to, co teraz robi przeciwko Polsce, za rok czy dwa, przy tempie wydarzeń politycznych, również pójdzie w niepamięć, a wsparcie eurokratów oraz wiernych mu środowisk w kraju pozwoli ubiegać się o najwyższy urząd – prezydenta RP. Póki co ważniejsza jest jednak dla niego opinia unijnych elit niż sympatie społeczne Polaków, które będzie – jak pewnie sądzi – miało znaczenie dopiero wówczas, kiedy powróci do Polski po zakończeniu unijnej kariery. Ale Polacy to rozsądny Naród i nie mają amnezji. Ponadto wcale nie jest przesądzone, czy celem Donalda Tuska nie jest pozostanie na dłużej na unijnej scenie, która, jak widać, bardziej mu odpowiada niż powrót do polityki krajowej.

No tak, ale Niemcy już mają kanclerza…?
– Donald Tusk należy do tworzącej się na arenie unijnej grupy eurokratów, a więc tych, którzy przyzwyczaili się do wysokiego standardu życia, a zarazem elit dążących do stworzenia struktur ponadnarodowych. I w tym środowisku Donald Tusk umie się odnaleźć i mówi tym samym głosem co to otoczenie. Dlatego sądzę, że mógłby liczyć np. na stanowisko – powiedzmy – dyplomaty unijnego czy chociażby ciepłą posadkę w Komisji Europejskiej. I to jest bardzo prawdopodobny scenariusz. Tak czy inaczej każdy z tych wariantów dotyczących przyszłości politycznej Tuska jest uzależniony od poparcia Niemiec czy Francji, na które, jak widać, sam zainteresowany solennie pracuje.

Pozostając w unijnej tematyce i przy traktowaniu państw jak równych i równiejszych, widzimy, że na celowniku KE jest nie tylko Polska, ale także Węgry, którym też grozi się sankcjami. Po co komu to rozbijanie jedności UE, która i bez tego trzeszczy w szwach?
– Unia widziana z perspektywy kręgów lewicowych ma sens, ale tylko po warunkiem, że będzie konstrukcją ideologiczną zaprojektowaną właśnie przez te elity. Tam bynajmniej nie chodzi o wspólnotę państw jako taką, budowaną np. na zasadach klasycznych, a więc na zasadach upodmiotowienia poszczególnych krajów, ale tam chodzi o scentralizowaną Europę nowej lewicy – multikulturalną, genderystyczną. Stąd każdy, kto próbuje się z tego projektu wyłamać i reprezentować swoje własne narodowe interesy, ma być napiętnowany. I to, że takie działania szkodzą wspólnocie europejskiej jako takiej, w tym momencie nie ma znaczenia. Dla tych „postępowych” środowisk bardziej istotne, ważniejsze jest realizowanie utopijnych wizji, które sobie założyły.

Ale przecież na dłuższą metę to droga donikąd…?
– Owszem, tak, ale to nie pierwszy przypadek w historii kontynentu europejskiego, kiedy taki zgubny kierunek jest obierany i narzucany większości państw. Wystarczy chociażby spojrzeć na XX wiek, kiedy utopiści dorwali się do władzy i nie zważając na konsekwencje, brnęli w ślepym kierunku, w kierunku przepaści, i ostatecznie doprowadzili Europę na skraj bankructwa ideowego i moralnego. Dzisiaj scenariusz, niestety, się powtarza. Obyśmy nie obudzili się za późno z tego letargu.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... uropy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewacki (bolszewicki) faszyzm zwany "walką z faszyzmem"
PostNapisane: 22 sty 2018, 20:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Poziom zidiocenia lewackiego powoli przekracza punkt krytyczny. Niedługo biali będą musieli ustępować miejsca w tramwajach kolorowym, a może nawet będą rasą gorszą od zwierząt. W lewackim móżdżku wszystko może się wygenerować, wszak im mózg nie służy do poznawania tego świata, ale do tworzenia nowej "rzeczywistości".
Idą łapa w łapę z diabłem.


Rasizm w pigułce. BBC znów szuka nie-białych pracowników

Stacjam szuka osób w wieku 16-25 lat chcących odbyć roczny staż w programie Newsbeat, przedstawianym przez BBC jako flagowy program informacyjny.
Wymagania do stażu nie wydają się być wygórowane. Kandydat musi orientować się w tematach dotyczących swoich rówieśników, interesować się karierą w dziennikarstwie transmisyjnym i posiadać "entuzjastyczne podejście do pracy".
Ale jest jeszcze jeden warunek. Kandydat może być tylko "czarnego, azjatyckiego lub nie-białego" pochodzenia.
- To jest dyskryminacja. BBC stosuje podwójne standardy, to nie powinno być dozwolone, myślałem że rasizm to przestępstwo. Rasizm to rasizm, niezależnie od tego jak to ubierzecie - napisał jeden z internautów.
To już kolejny raz, kiedy w ogłoszeniu brytyjskiego nadawcy pojawiają się treści rasistowskie. Poprzednim razem stacja poszukiwała stażystów pod takimi kryteriami w listopadzie ubiegłego roku.

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/swi ... 2278973008


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /