Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 64 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 03 paź 2014, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Psychopaci unijni muszą sobie sami wymyślać problemy nad którymi będą dalej się rozwodzić i wdrażać.
Tymczasem prawdziwych problemów ludzkich, społecznych, narodowych, państwowych jest w UE tyle, że zdrowe głowy w ogóle nie potrzebowały by tych urojonych, aby mieć wystarczająco dużo pracy. No ale wariata nie przekonasz że głupi.
Jedni są wariatami, a inni sprytnie ukierunkowują politykę unijną na sprawy dla nas bezsensowne, ale z tego bezsensu im przybywa władzy, a nam ubywa wolności i podmiotowości. I po to jest im ten bezsens potrzebny.


Gender w teczce Jourovej

Przesłuchanie Věry Jourovej to przykład zręcznego ukrywania prawdziwych poglądów i celów.

Oprócz szeregu zagadnień dotyczących kwestii sprawiedliwości konsumentów Jourová ma w swojej tece także kontrowersyjne etycznie kwestie równości płci. Lewica oczekiwała, że kandydatka wprost opowie się za ideologią gender. Ta była jednak ostrożna.

Taktyczne uniki
– Nie będę analizowała językowo znaczenia słowa „gender”, bo wynik mógłby okazać się niedobry. Musimy brać pod uwagę fizjologię, tradycję i społeczeństwo. Pewnych elementów nie możemy zmienić, wynikają z tradycji – zapewniała. Pewna deputowana doradzała przyszłej komisarz lekturę książki „Uwikłani w płeć” znanej feministki Judith Buttler. To jeden z manifestów ideologii gender w najbardziej skrajnym, transgresyjnym ujęciu. Książkę uważa się za początek jeszcze dalej idącej teorii „queer”. Jourová obiecała zapoznać się z tymi rewolucyjnymi pomysłami. Wyraziła też zdziwienie, że „w Niemczech jest tak dużo płci”, gdy pewna deputowana wymieniła wszystkie opcje, jakie można wybrać w niemieckiej wersji Facebooka. Jest tam do wyboru nie tylko mężczyzna lub kobieta, ale i płeć mieszana, neutralna, brak płci i temu podobne dziwactwa.

Nie należy jednak sądzić, że Jourová będzie obrończynią zdrowego rozsądku w kwestiach obyczajowych. – Ucieka od definiowania, czym jest gender, szuka złotego środka, żeby wszystkim się przypodobać, a jednocześnie chce ratyfikować konwencję, która definiuje płeć jako zjawisko społeczno-kulturowe. Albo jest słabo zorientowana w tej tematyce, albo szuka takiej formuły, żeby nie konfliktować i nie określać swoich priorytetów – ocenia deputowana Jadwiga Wiśniewska (ECR).

Jourová opowiada się za szerokim stosowaniem parytetów płciowych. Mają one obejmować nie tylko kandydatów w wyborach, ale i spółki.

Akcje Cañete
Lewica wzięła jednak wczoraj na cel przede wszystkim hiszpańskiego kandydata na komisarza ds. polityki klimatycznej i energii.

Miguel Arias Cañete musiał zmierzyć się z pytaniami dotyczącymi swojego osobistego majątku. Polityk sprzedał posiadane akcje dwóch spółek paliwowych warte ok. pół miliona euro. W dniu przesłuchania ani on, ani jego żona, ani syn nie mieli już żadnych akcji, syn dodatkowo zrezygnował z pracy w jednej z tych firm. Cañete zrezygnował także z członkostwa w radzie fundacji FAES (politycznego think tanku). Okazuje się jednak, że ze spółkami Petrolifera Ducar i Petrologis Arias Canrias związany jest wciąż jego szwagier i dalsza rodzina. Unijne przepisy nie każą jednak sięgać tak daleko. Hiszpan zapewniał, że zrobił więcej niż wymaga prawo, a o żadnym konflikcie interesów nie ma mowy; obie firmy to małe spółki logistyczne zajmujące się głównie przechowywaniem ropy naftowej, na dodatek zaangażowane w technologie energii odnawialnych.

To wszystko nie wystarczyło – zarzuty braku bezstronności padały w prawie wszystkich pytaniach posłów lewej strony. Do tego na salę przyszło kilkudziesięciu ich asystentów i doradców, którzy w odpowiednich miejscach klaskali lub buczeli z niezadowoleniem.

Hiszpan w czasie pracy w rządzie udzielił pierwszych zezwoleń na wydobywanie gazu łupkowego (szczelinowanie), co oczywiście nie podobało się ekologicznej lewicy. Ale podobnie jak w przypadku energii jądrowej powtarzał, że jako komisarz nie będzie decydował o tym, które państwo zezwoli na eksploatację łupków, a które tego zabroni.

Energetyczne bezpieczeństwo
Arias Cañete wypadł na tle innych kandydatów wyjątkowo korzystnie. Zapewnił, że jest przekonany, iż rzeczywiście zachodzą szkodliwe zmiany klimatyczne i należy im przeciwdziałać, przy czym UE ma być w tym liderem, bez względu na politykę innych krajów – Chin, USA czy Rosji. – Widzę tu pewną sprzeczność, bo jednocześnie mówił o konieczności wspólnego działania na poziomie światowym. Biorę to na karb jego dotychczasowej pracy w ministerstwie odpowiedzialnym za ochronę środowiska – ocenia europoseł Andrzej Grzyb (EPP). Surowe podejście do emisji oznacza zmuszanie państw członkowskich do uderzających w gospodarkę ograniczeń emisji dwutlenku węgla, co wyjątkowo boleśnie odczuwają państwa o mniej zaawansowanej technologicznie gospodarce jak Polska. Arias Cañete podał zresztą przykład Polski jako kraju uzależnionego od węgla. Jako rozwiązanie widzi on rozwój nowych technologii takich jak magazynowanie CO2, ale przyznał, że to kwestia odległej przyszłości.

Jego priorytety to przede wszystkim ograniczenie zużycia energii, wymienił przy tym sektory budownictwa i transportu, co nie jest dobrą wiadomością dla polskich firm z branż i całej naszej gospodarki, dla której żywotną sprawą jest rozwój infrastruktury. Jest też zdecydowanym zwolennikiem wspólnego rynku energii oraz wspólnych, unijnych zakupów energii na zasadzie dobrowolności, żeby „połączyć moc negocjacyjną” całej Unii wobec np. Gazpromu. To idee bliskie forsowanej przez Polskę koncepcji Unii Energetycznej.

Arias Cañete dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego chce postawić na „nowe źródła i szlaki importu” oraz „otwarcie korytarza południowego”, a także zwiększenie własnej produkcji energii. – Jeśli chcemy bezpieczeństwa, musimy zdywersyfikować źródła. Nie możemy sobie pozwolić na jednego dostawcę – stwierdził. Dodał, że obecnie mamy zagrożenie dla dostaw energii związane z kryzysem na Ukrainie, ale „kryzys może być też gdzie indziej, np. w basenie Morza Śródziemnego”, i Europa musi być na to gotowa. W tym celu zamierza popierać rozwijanie połączeń energetycznych między krajami członkowskimi (interkonektorów). Jako przykład podawał swój rodzimy Półwysep Iberyjski, który jest „energetyczną wyspą”, to znaczy nie ma połączenia rurociągami ani liniami elektroenergetycznymi z resztą kontynentu. Obiecuje także zapewnienie połączeń w obszarze Bałtyku, „chociaż jest to bardzo kosztowne, to jednak konieczne”. Będą na to unijne fundusze strukturalne. Na pewno ucieszą się z takiej deklaracji szantażowani przez Rosję Litwini, Łotysze i Estończycy.

– Wzmianka o korytarzu południowym to nawiązanie do koncepcji Gazociągu Nabucco. Dobrze, że kandydat na komisarza bierze taką możliwość pod uwagę – ocenia Grzyb.

W tym samym czasie co Arias Cañete przesłuchiwany był inny budzący kontrowersje kandydat, Węgier Tibor Navracsics. Były wicepremier, minister sprawiedliwości i szef administracji rządowej u Viktora Orbána ma odpowiadać za edukację, kulturę, młodzież i kwestie obywatelstwa. Navracsics ignorował wszelkie ogólne oceny Fideszu i konkretnie Orbána. – Na tej sali jest Navracsics, a nie Orbán – odpowiedział Krystynie Łybackiej (S&D).

Spięta Bieńkowska
Elżbietę Bieńkowską przesłuchiwały jednocześnie trzy komisje. Była wicepremier w rządzie Donalda Tuska ma bardzo skomplikowaną tekę: rynek wewnętrzny, przemysł, polityka wobec sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Kandydatka była wyraźnie spięta. Najpierw odczytała swoją wstępną wypowiedź przeraźliwie szybko po angielsku, ale z kolei na pytania deputowanych odpowiadała bardzo powoli po polsku i z czasem coraz częściej się myliła („Hm, jak to jest po polsku? Aha, niesprawiedliwość”).

Miała problem z przestrzeganiem czasu wypowiedzi, choć nie była w tym odosobniona. – Oj, jak ja sobie dam radę – powiedziała, gdy prowadzący część posiedzenia jej partyjny kolega Jerzy Buzek powiedział, że będzie miała na każdą odpowiedź tylko dwie minuty i jeszcze co najwyżej 20 sekund.

Jej wypowiedzi pełne były fachowej terminologii, specyficznych, technicznych terminów i skrótów, powtarzała też całe ustępy swojej pisemnej odpowiedzi na pytania komisji. Z jednej strony zaletą jest ewidentna fachowość i pominięcie zbędnych europejskich komunałów czy górnolotnych idei, ale jednocześnie można było odnieść wrażenie, że grzęznąc w szczegółach, ukrywa brak wizji problemów gospodarczych Europy i ich rozwiązania. Często dopiero zapowiadała przygotowanie programów określonych działań, przez co deputowani nie mogli się dowiedzieć, czego się spodziewać za kilka miesięcy. Bieńkowska zasadniczo chce kontynuować dotychczasową politykę KE w powierzonych jej dziedzinach, chociaż europosłowie (także z jej własnej frakcji) wytykali wiele błędów, w tym działań narażających na korupcję.

Bieńkowska nie potrafiła wytłumaczyć, jak sobie poradzi z kłopotami europejskich firm na światowych rynkach. Z powodu wymogów socjalnych, ekologicznych i innych przegrywają konkurencję z przedsiębiorcami z innych regionów (np. Chin), a członkostwo w WTO uniemożliwia stosowanie przez UE wielu barier protekcjonistycznych. Kandydatka właściwie miała do powiedzenia jedynie to, że powstałej sprzeczności nie widzi albo da się jej uniknąć.

Zadaniem Bieńkowskiej jako komisarza będzie rozwiązywanie problemów dotyczących „łańcucha zależności” milionów europejskich firm. Kandydatka zapowiedziała doprowadzenie do „pełnego rozwoju potencjału gospodarki Europy” i „wspieranie konkurencyjności przez inwestycje i innowacje”. Jej priorytetami ma być znoszenie barier (np. kwestia uznawalności dyplomów, sprawy tablic rejestracyjnych samochodów) i kilka posunięć legislacyjnych (dotyczą usług, bezpieczeństwa produktów i zamówień publicznych). Bieńkowska planuje też zmiany w prawach własności intelektualnej i dotyczących nowych technologii. Za strategiczne gałęzie europejskiego przemysłu uznała branżę samochodową, chemiczną, przemysł obronny i budownictwo. Zapowiedziała starania o światową harmonizację przepisów samochodowych, co miałoby pomóc europejskim koncernom motoryzacyjnym.

Kilka razy stwierdziła, że w UE wcale nie brakuje pieniędzy, ale są często źle wydawane, w sposób nieodpowiadający potrzebom przedsiębiorców. Deputowani zarzucali Bieńkowskiej, że całe życie była urzędnikiem, biurokratą bez doświadczeń w prywatnym biznesie.

Piotr Falkowski, Bruksela

http://www.naszdziennik.pl/swiat/101103 ... rovej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 08 paź 2014, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Komisja dławi się Orbánem

Formowanie Komisji Europejskiej natrafiło na poważny problem. Komisja edukacji i kultury zaopiniowała negatywnie kandydaturę Węgra Tibora Navracsicsa na komisarza ds. edukacji, kultury, młodzieży i obywatelstwa
Piotr Falkowski, Bruksela

Były wicepremier w rządzie Viktora Orbána przegrał zaledwie dwoma głosami. Poparła go macierzysta chadecja (EPP) oraz konserwatyści (EKR), cała lewica i ugrupowania antyunijne były przeciw.

Navracsicsowi wypominano przede wszystkim przynależność polityczną i długoletnią współpracę z Orbánem. Podczas posiedzenia oceniającego kandydaturę (tzw. ewaluacji) część deputowanych wprost mówiła o Węgrzech jako państwie odradzającego się faszyzmu, kraju prześladującym opozycję, wszelkie mniejszości i wolne media. Nie pomogło ani to, że Navracsics sam należy do mniejszości – jest z pochodzenia Chorwatem, ani dystansowanie się wobec Orbána w kilku niedawnych wypowiedziach.

Raport komisji stwierdza, że Węgier właściwie nadaje się na komisarza europejskiego, ale nie w tej dziedzinie. Nie chodzi przy tym o brak kompetencji, ale o odczuwany przez lewicę dysonans ideowy. Edukacja i kultura to kwestie delikatne, związane ze sferą wartości, w których rzekomy faszysta mógłby zagrozić właściwemu, zdaniem lewicy, kształtowaniu oblicza Europy przyszłości. Sprawa Navracsicsa została przekazana konferencji przewodniczących komisji oraz desygnowanemu na przewodniczącego Jean-Claude Junckerowi. Juncker może dać Navracsicsowi inną tekę, ewentualnie rząd w Budapeszcie może zaproponować innego kandydata. Nie ma na to wszystko dużo czasu – ostateczne głosowanie PE nad składem komisji zaplanowano na 22 października.

Schemat Mogherini
W poniedziałek rozpoczęły się przesłuchania najważniejszej grupy komisarzy – zastępców przewodniczącego, w tym wysokiego przedstawiciela do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. To jedno z najważniejszych stanowisk w UE, kandydaturę szefa unijnej dyplomacji, wskazuje nie przewodniczący KE, ale Rada Europejska. Tym razem przywódcy państw członkowskich desygnowali przedstawicielkę Włoch na posiedzeniu 30 sierpnia.

Federica Mogherini była w swoich wypowiedziach schematyczna. To prawda, że Europa ma globalne relacje i interesy, ale kandydatka jednym tchem wymieniała wszystkie obszary świata poza Oceanią i Antarktydą. Wyglądało to jednak tak, że Ukrainie poświęciła tyle samo uwagi, co obszarom arktycznym, którymi jest „gorąco zainteresowana”. Konflikt w Donbasie wymieniała wśród współczesnych problemów łącznie z ofiarami wirusa ebola i tragedią uchodźców z Afryki Północnej, porządkując te światowe problemy według liczby ofiar.

Unia Europejska ma sieć ambasad Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych na całym świecie i dodatkowo 140 różnych wyspecjalizowanych delegacji Komisji Europejskiej, działa kilkudziesięciu specjalnych wysłanników itd. Włoszka będzie tym wszystkim kierować, także to ona ma wypowiadać się w wielu bieżących kwestiach w imieniu UE. Wprawdzie Unia nie ma własnej armii, ale wśród obowiązków Mogherini będą także zagadnienia z zakresu współpracy obronnej krajów członkowskich. – Wymknęło jej się, że zamierza mechanizm obronnej współpracy strukturalnej, co oznacza szantaż wobec tych państw członkowskich, które jednak opierają swoje koncepcje bezpieczeństwa na członkostwie w NATO, tak jak państwa naszego regionu – mówi Anna Fotyga (EKR). Pomysły pogłębienia integracji obronnej w UE tworzą dla krajów zaniepokojonych zagrożeniem ze strony Rosji trudną sytuację pogodzenia tego procesu z zaangażowaniem w Sojusz Północnoatlantycki. Tym bardziej że w Europie kwestie wschodnie są z naszego punktu widzenia traktowane mniej priorytetowo niż w zdominowanym przez USA NATO.

Kandydatka zdaje sobie sprawę, że interesy 28 państw UE są bardzo różne i często ich stanowiska w relacjach zewnętrznych są sprzeczne. – Nie potrzebujemy 29. polityki zagranicznej. Możemy jednak razem zrobić to, czego żaden z krajów nie byłby w stanie zrobić samodzielnie – stwierdziła. Jej zdaniem, wspólnym projektem mogłoby być wypracowanie strategii działań w sytuacjach nadzwyczajnych.

Mogherini planuje na początku odwiedzić wszystkie kraje członkowskie, zaczynając od Łotwy. Obiecuje też bliższą współpracę z innymi komisarzami. Włoszka ma w planach przegląd wszystkich podległych jej służb, chce m.in. zmienić przeciętny wiek unijnych ambasadorów.

Jakie jednak naprawdę poglądy kryją się za tymi gestami otwartości? Za każdym razem, gdy eurodeputowani pytali o sprawy wschodnie (Rosję i Ukrainę), Mogherini zaraz dodawała, że owszem, to jest ważne, ale równie istotne są inne sprawy – i zaraz przechodziła do tematyki Bliskiego Wschodu i Afryki. W polityce wobec sąsiedztwa południowo-wschodniego opowiedziała się za jak najdalej idącym rozszerzeniem UE obejmującym całe Bałkany i Turcję.

Państwa Partnerstwa Wschodniego zostały potraktowane łącznie: Mołdawia, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan i Białoruś. Tak jakby współpraca i pomoc dla Mołdawii i Gruzji państw proeuropejskich i oficjalnie stowarzyszonych z UE miała być identyczna jak z orientującą się na Rosję Armenią czy Białorusią. – Jeśli weźmie się pod uwagę jej wcześniejsze działania, wypowiedzi, także moje własne doświadczenia ze spotkań z nią w ramach Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, to nie przekonała mnie co do swojej determinacji w prowadzeniu polityki wschodniej, chociaż starała się być wyważona w porównaniu z jej wypowiedziami jako minister spraw zagranicznych Włoch – uważa Fotyga.

Co do Ukrainy, to Mogherini chce pomagać temu państwu w dziedzinie gospodarczej, energetyce i tzw. wsparciu demokracji. Uważa, że konflikt na wschodzie kraju należy rozwiązywać w oparciu o porozumienia z Mińska. Co UE ma zrobić, gdy Rosja nie będzie tych porozumień przestrzegać? Odpowiedzi można uznać za rozczarowujące. Jedyną konkretną formą nacisku, jaki wyobraża sobie Mogherini, są dalsze sankcje. Przyznała jednocześnie, że wprawdzie wpływają one na rosyjską gospodarkę, ale niekoniecznie na politykę władz. Włoska polityk uniknęła odpowiedzi na pytanie posła Fabio Castaldo (EFDD), czy Unia w dalszym ciągu oczekuje od Rosji zwrotu Ukrainie Krymu. Czarne scenariusze – zdaniem Mogherini – najlepiej, żeby się nie sprawdziły. – Owszem, trzeba przygotowywać się na najgorsze, działać jak najlepiej, współpracować, żeby nasze wysiłki zadziałały. Nie uważam, żeby właściwe było przygotowanie wojskowe. Nawet szczyt NATO przyznał, że nie istnieje wojskowy sposób rozwiązania konfliktu, i pozostają działania dyplomatyczne – dodała kandydatka.

Prorosyjskie nastawienie zarzucali Mogherini parlamentarzyści wszystkich grup politycznych, łącznie z macierzystą socjaldemokracją. Mogherini zgadza się, że Rosja nie jest już dla UE partnerem, „ale wciąż jest krajem strategicznym na świecie”. Richard Howitt (S&D) pytał o taktykę wobec rosyjskiego niedźwiedzia. Mogherini potraktowała tę metaforę bardzo dosłownie. – Nie mam doświadczenia w kontaktach z niedźwiedziami. Może lepiej będzie wiedział ktoś z północy – odpowiedziała.

Mogherini, nazywana czasem „Lady South Stream”, przyznała, że obecnie „nie ma uwarunkowań politycznych ze względu na sytuację na Ukrainie i stosunki z Rosją” dla kontynuowania projektu Gazpromu na południu Europy, ale „jeśli stosunki wrócą do normy, to może będzie można uzgodnić jakoś warunki”. Obok Gazpromu głównym udziałowcem spółki South Stream jest włoski koncern ENI.

Kandydatka na wysokiego przedstawiciela do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa chce na całym świecie propagować europejskie wartości, przede wszystkim prawa człowieka. Jako szczególnie cenne osiągnięcia Europy wymieniła równość kobiet, wolność mediów i wyznania. Jak zaznaczyła, „troskę o mniejszości ma w DNA, zwłaszcza mniejszości seksualne”. Wzmianka o wolności wyznania wyraźnie dotyczyła kwestii prześladowań religijnych w Iraku i Syrii, ale pomimo pytań o szczegóły nie rozwinęła tego tematu. Można wręcz było odnieść wrażenie, że najważniejszą mniejszością wyznaniową na Bliskim Wschodzie są dla niej muzułmanie prześladowani przez bojowników Państwa Islamskiego, a nie tamtejsi chrześcijanie.

Najmłodsza kandydatka na europejską komisarz ma za sobą poparcie głównych sił politycznych i bez problemu została zatwierdzona, jedynie mniejsze partie umieściły w raporcie z przesłuchania pewne uwagi.

http://www.naszdziennik.pl/wp/102051,ko ... banem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 16 paź 2014, 15:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Krowy w pieluchach. Kolejny kretyński pomysł unijnych urzędników

Nie po raz pierwszy urzędnicy UE udowadniają, że z rozumem im nie po drodze. Tym razem wymyślili taki przepis, w efekcie którego rolnicy zostaną zmuszeni do zakładania swoim krowom… pieluch.

Ten chory przepis ma doprowadzić do zniknięcia krowich placków z alpejskich łąk.

Według urzędników Unii Europejskiej, krowi nawóz jest szkodliwy dla środowiska. Jednak hodowcy bydła są odmiennego zdania. – Naturalną pozostałością po zwierzętach pasących się na łąkach są ich odchody – mówił podczas konferencji prasowej Anton Kreitmer, przewodniczący Związku Rolników Górnej Bawarii.

Nowy przepis może zostać upowszechniony w innych krajach Unii – zapowiada „Fakt”. „Nic tylko patrzeć, jak krowy, owce i inne zwierzaki ubrane w pieluchy pojawią się także na polskich łąkach” – kpi tabloid.

http://niezalezna.pl/60436-krowy-w-piel ... urzednikow

Tylko patrzeć jak wszyscy Europejczycy zostaną zobligowania do noszenia katalizatorów w majtkach.
Co postemp to postemp, istna progresja.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 18 lis 2014, 10:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Przodujące w UE Niemcy i ich patologie:

Seksedukacja albo areszt

Eugen Martens ze Schmallenberg, małego miasteczka w Nadrenii Północnej-Westfalii, został aresztowany, bo jego córka opuściła dwie godziny seksedukacji

Łukasz Sianożęcki

Państwo Martens przed rokiem wycofali swoją córkę z prowadzonych w szkole zajęć seksinstruktażu, tłumacząc tę decyzję względami moralnymi i religijnymi. Natychmiast rozpętała się nagonka na rodzinę jako na zaściankową i wsteczną, która pozbawia własne dziecko prawa do edukacji. Fala nienawiści skierowana przeciwko tej rodzinie była wprost niewiarygodna, zwłaszcza że dziewczynka opuściła zaledwie dwie jednostki lekcyjne.

Przytłoczeni atakiem rodzice ulegli. I kiedy wydawało się, że sprawa rozwiązała się sama, okręgowa administracja najpierw nałożyła grzywnę na rodzinę w wysokości 150 euro i wezwała do natychmiastowego jej uiszczenia. Następnie zgłoszono „występnych” Martensów do prokuratury, a ta zarządziła aresztowanie obojga rodziców, którzy – w jej opinii – bardzo mocno skrzywdzili swoje dziecko, odseparowując je od seksedukatorów.

Po roku do drzwi załomotała policja. Nakaz aresztowania obejmował oboje rodziców, lecz został wykonany tylko wobec ojca – Eugena. Policja zdecydowała się odłożyć aresztowanie Luise Martens, ponieważ karmi piersią najmłodsze dziecko. Lokalne władze wyjaśniły, że nie oznacza to pobłażliwości z ich strony i kara wobec matki zostanie wyegzekwowana wcześniej czy później, gdyż „miasto musi przestrzegać prawa”.

Martensowie należą do jednego z odłamów baptystów, którzy jasno deklarują, że edukacja seksualna w obecnym wydaniu jest niebezpieczna dla dzieci, mąci im w głowach i demoralizuje. Niestety, szkoła i prokuratura nie podzielają tej argumentacji. W efekcie za dwugodzinną nieobecność dziecka w szkole ojciec spędził dobę w więzieniu.

Zaskoczone absurdalnym rozwojem sytuacji niemieckie media zaczęły pytać, czy rodzice mają prawo do odmowy posyłania dzieci na tego typu lekcje. Państwo Martens są przekonani, że nie naruszyli przepisów. Jednak lokalne Biuro Edukacji stanowczo odpowiada: to zajęcia obowiązkowe. Eugen Martens wyjaśniał, że nawet nie musiał zakazywać uczestnictwa w seksedukacji, bo decyzję podjęła sama córka. Nic nie pomogło.

Władze szkoły tłumaczenia rodziców potraktowały jako „fałszywe”. Nikogo nie zainteresowała nawet okoliczność, że w trakcie drugiej godziny nieobecności dziewczynka była z matką u lekarza. Powtarza się tylko z uporem, że obecność uczniów na wszystkich zajęciach wpisanych jako obowiązkowe jest traktowana tak samo, niezależnie od tego, czy trwają zajęcia z historii i matematyki, czy też edukacji seksualnej. Ale sami zainteresowani kontrują, że o dziwo jeszcze żaden z rodziców nie trafił do więzienia, choćby jego pociecha opuściła i sto godzin matematyki.

Różne formy seksedukacji prowadzonej w nurcie gender forsowane są w Niemczech na ogromną skalę. Obecne aresztowania to nie pierwsze kłopoty rodziców, którzy chcieli wycofać swoje dzieci z deprawujących wykładów. Już wcześniej kilka rodzin baptystów, którym odmówiono takiej możliwości, zwróciło się do władz z wnioskiem o rozpoczęcie edukacji domowej, chcąc ochronić dzieci przed deprawacją. Niestety, żadna z nich nie uzyskała zgody. W związku z tą sytuacją niektórzy rodzice podejmują tak dramatyczne decyzje jak emigracja.

http://www.naszdziennik.pl/wp/113719,se ... reszt.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 26 sty 2015, 07:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Wielka Brytania: katolicka szkoła zamknięta za wypowiedź ucznia dotyczącą muzułmanów

Katolicka szkoła w Durhnam została zamknięta po tym jak jeden z uczniów wypowiedział się negatywnie na temat tego, kim jest muzułmanin. Uczeń ów stwierdził, że muzułmanin kojarzy mu się z terroryzmem.

Inspektorzy z Ofsted uznali, że szkoła Durham Free nie spełnia wymagań, a uczęszczających do niej nazwali bigotami, którzy przejawiają dyskryminujące poglądy na temat innych wyznań. Nauczyciele z Durham uważają, że decyzja jest krzywdząca i oparta jedynie na jednorazowym komentarzu jednego ucznia. Dodają, że chrześcijański etos placówki czyni ją łatwym celem dla urzędników, którzy chcą pokazać, że promują zasadę różnorodności stworzoną przez rząd.

Problemy ma też chrześcijańska szkoła z Sunderlandu – Grindon Hall, która znalazła się pod specjalną obserwacją. Tam kontrolerom nie spodobała się odpowiedź dziesięciolatka na pytanie o to, co robią lesbijki. Pracownicy Grindon Hall decyzję Ofsted przyjęli z szokiem, gdyż wyniki osiągane przez uczniów są bardzo dobre. Uważają, że niektóre szkoły, zwłaszcza te wyznaniowe lub takie, które znajdują się w miejscach, gdzie jest mało uczniów z mniejszości narodowych, są poddane szczególnej presji.

Źródło: bham.pl

http://www.pch24.pl/wielka-brytania--ka ... 555,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 11 mar 2015, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Pani Merkel i… inne chłopaki

Przywódcy krajów Unii Europejskiej przypominają obecnie niesforną grupkę naiwnych dzieciaków z kapitalnych powiastek Goscinny’ego, okraszonych zabawnymi rysunkami Sempe. Jeden nieustannie o pieniądzach, drugi chciałby całe życie „jechać na gapę”, trzeci zaś najchętniej dawałby fangi w nos. Nad takim rozgardiaszem, z samego Berlina, usiłuje jakoś zapanować pani wychowawczyni…

Mowa oczywiście o Angeli Merkel, która jako przywódca zdecydowanie najsilniejszego gospodarczo państwa Unii Europejskiej, stała się obecnie kimś, na kogo oczy zwracają wszystkie niemal stolice największych państw UE, wyjąwszy może zawsze niepokorny Londyn. Kanclerz, chcąc nie chcąc, musi gasić kolejne pożary, by ratować twarz łączonej gospodarką i walutą europejskiej wspólnoty. Klajstruje wszystko „za pięć dwunasta”, czyli bardzo prowizorycznie. Ale jakoś się udaje, dlatego unijne „chłopaki”, niczym bohaterowie opowieści Goscinny’ego, niespecjalnie się czymkolwiek martwią, szalejąc w najlepsze i dowoli.

Kup to, Putinie!

Pasja do rozrabiania wśród „chłopaków” rządzących poszczególnymi krajami Unii Europejskiej jest przeogromna. Nie dalej, jak kilka dni temu „uroczy” grecki premier Alexis Tsipras, gdy skończył już wznosić pięść na partyjnych wiecach SYRIZY wśród czerwonych sztandarów z sierpem i młotem, poprosił niemal o błogosławieństwo Angeli, stanowiące aprobatę dla propozycji przedłużenia negocjacji w sprawie greckiego zadłużenia. Mało być bowiem kolorowo, czyli tak, jak wymyślił rządowy kumpel Tsiprasa z rządowej ławki, Yannis Varoufrakis: tu nam umorzą, tam darują i jakoś damy sobie radę. Jednak z owym „umarzaniem i darowaniem” nie poszło wcale Tsiprasowi tak łatwo, o „dawaniu sobie rady” nie wspominając. Dlatego trzeba było usiąść do stołu i wyprosić o trochę więcej czasu na dopięcie zobowiązań. W zamian za ich realizację, na konto Aten nadal płynąć będą pieniądze – od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Unii Europejskiej i Banku Światowego. Problem w tym, że socjalistyczne obietnice greckich łobuziaków, które wyniosły ich przecież do władzy, dość efektownie upadają na otwarciu nowej linii kredytowej. Jak bowiem podnieść płacę minimalną, by nie uronić z budżetu ani europensa? To pragnienie godne socjalisty, głęboko przekonanego, że efektem ubocznym społecznej solidarności jest mnożenie się pieniędzy. No cóż… kontrola budżetowa jest nieco trudniejsza niż rozrabianie na partyjnych wiecach.

Jednak Merkel niemal z miłością pochyliła się nad swoimi greckimi podopiecznymi, pogłaskała po głowie i przytaknęła porozumieniu w sprawie zastrzyku gotówki dla Aten. Czyż to nie urocze?

Podobnie rzecz ma się z Rosją, z którą w Europie niemal wszyscy wydają się być przerażeni poza… Merkel. Sam Putin podobno miał zapewniać, że nikt nie jest dla niego tak wiarygodny, jak niemiecka kanclerz. Nawet Obama przegrywa w przedbiegach. Złośliwi powiedzieliby zapewne, że ciepłe relacje na linii Putin-Merkel to „efekt carycy Katarzyny” – jednej z ulubionych postaci historycznych tj. dwójki. Niemiecka kanclerze ma nawet jej portret w gabinecie… Cokolwiek o przyczynach cieplenia nie napisać, faktem jest, że jego efekty są widoczne. Nawet drastycznie. Zaczęło się bowiem od poufnego spotkania w Australii, gdzie Angela wraz Władimirem rozmawiała w cztery oczy, co przy spotkaniach na takim szczeblu jest niezwykle rzadkie. Cokolwiek ustalono w Sydney, zapewne realizowano krok po kroku najpierw w Moskwie a później w Mińsku.

Do rosyjskiej stolicy Merkel zabrała innego „łobuziaka” – Francois Hollande’a. Francuz przebiera bowiem nogami, by dobić wreszcie targu i co nieco pohandlować z panem szanownym Putinem odnośnie tych mistrali, które to miały popłynąć, ale od kilku miesięcy jakoś do Rosji nie płyną. Hollande, zareagowawszy bowiem gwałtownie na unijną krytykę planów sprzedania Rosjanom okrętów, zapowiedział, że pośle mistrale, gdy tylko na Ukrainie zapanuje pokój i sytuacja zostanie uporządkowana. Trudne? No trudne. Ale cóż… kanclerz Merkel na pewno poradzi. I oto, proszę bardzo, pokój wynegocjowany i być może francuska zbrojeniówka przestanie tracić grube miliony, wlepiane karnie za niedotrzymywanie kontraktów.

Trzeba przy tym przyznać, iż Putin świetnie rozgryza humory i animozje unijnej dzieciarni, wszak od razu niemal po zakończonym w Mińsku szczycie – który, jak wiemy, żadnego pokoju na Ukrainie nie zapewnił – puścił w świat medialnymi kanałami, że mistrale lada dzień ruszą do Rosji, co spowodowało nie lada ferment. Ów dał francuskiemu prezydentowi do myślenia, że tzw. międzynarodowa opinia publiczna nie jest gotowa na wielki handel francusko-rosyjski. Zbrojeniowy koncern DCNS jak liczył straty, tak liczy je nadal.

Fanga w nos

Nieco kłopotu zaczyna sprawiać – który to już raz? – chyba najbardziej niesforny, ale też najbardziej samodzielny z grupki unijnych podopiecznych pani kanclerz, David Cameron. Ten widząc fiasko rozmów w Mińsku i słabość Unii Europejskiej, postanowił wysłać na Ukrainę doradców wojskowych. Do misji obiecała podłączyć się Polska. Znając brytyjskie zamiłowanie do prowadzenia wojen cudzymi rękoma oraz wyspiarski cynizm polityczny, nie byłoby zaskakujące, gdyby Cameron nagle wycofał się z owej – dość nieporadnej – próby prężenia muskułów, zapewniwszy uprzednio, iż polska misja w stu procentach wystarczy. Czym jest bowiem brytyjski cynizm dowiódł niegdyś Winston Churchill, który gwarząc z deputowanymi Izby Gmin w tzw. smoking room usłyszał nagle od jednego z nich wezwanie do zemsty za niemieckie bombardowania, której efektem miałoby być obrzucenie bombami niemieckiej ludności cywilnej. „Bussines before pleasure” – odpowiedział brytyjski premier, zaciągnąwszy się cygarem.

Dla piastunki Unii Europejskiej zapowiadana przez Camerona szarża nie musi być jednak wcale szkodliwa. Po pierwsze daje jej większe pole manewru w ewentualnych negocjacjach z Moskwą, które przejdą do historii pod hasłem „Mińsk 3” i poprzedzą zapewne kolejne takie spotkania. Po drugie może wydatnie przyczynić się do reelekcji Partii Konserwatywnej w zbliżających się wyborach, co będzie oznaczało, że przy Downing Street pozostanie ów mało sympatyczny premier, ale lepszy oswojony wróg, niż całkiem obcy łobuziak. Cameronowa logika Euzebiusza z przytaczanych wyżej opowiastek o Mikołajku, przejawiająca się załatwianiem wielu ważnych spraw dawaniem „fangi w nos”, może więc tym razem spodobać się Merkel.

Kanclerz oddycha już zapewne rękawami, wszak po wielogodzinnych dyskusjach z Putinem z trudem robiła dobrą minę do złej gry. A tu jeszcze Tsipras, francuskie problemy i Cameron. Pytanie o urlop chorobowy niebezpiecznie chyba ciąży nad głową unijnej pani wychowawczyni. Chłopaki bowiem szaleją jak nigdy.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/pani-merkel-i-inne- ... 446,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 02 lip 2015, 12:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Psychopaci z Genderii sprawujący władzę nad państwami zamienionymi w republiki i zrzeszonymi w kolejnym ZSRS, którym jest obecnie UE, postanowili wszystkich z nas, normalnych zwykłych ludzi, zmusić terrorem prawnym do akceptacji swoich wyuzdań i zboczeń, zwanej tolerancją.

Wiceprzewodniczący KE lobbuje za tzw. homomałżeństwami

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans chce, żeby Komisja doprowadziła do instytucjonalizacji małżeństw jednopłciowych we wszystkich państwach członkowskich.

Postulat Timmermansa stoi w sprzeczności z prawem Unii Europejskiej, które nie nadaje Unii żadnych kompetencji w tym zakresie. Słowa Timmermansa można odczytać jako groźbę względem państw członkowskich UE, które konstytucyjnie potwierdzają naturalną tożsamość małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Na spotkaniu zorganizowanym przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Gejów i Lesbijek (ILGA) wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej powiedział, że „Komisja powinna pójść dalej i podjąć działania, aby wszystkie kraje członkowskie UE zaakceptowały bez zastrzeżeń małżeństwa homoseksualne, tak jak inne małżeństwa”.

Prawna regulacja małżeństwa nie należy do kompetencji Unii Europejskiej. Próby ingerencji w prawną definicję małżeństwa przyjętą w państwach członkowskich przez organy Unii Europejskiej stoją w sprzeczności z zasadą subsydiarności wyrażoną w art. 5 Traktatu o ustanowieniu Wspólnoty Europejskiej.

Przedstawiciele ILGA chcą jednak, by Unia Europejska zmusiła państwa członkowskie do zakwestionowania naturalnej tożsamości małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny przez państwa członkowskie, wykorzystując zasadę wzajemnego uznawania, która obowiązuje w ramach wspólnego rynku UE i umożliwia swobodny przepływ towarów oraz usług. Wiceprzewodniczący Timmermans zgadza się z tymi postulatami. Uznaje, że państwa członkowskie, które chronią naturalną tożsamość małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, powinny uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte w innych państwach członkowskich UE. W konsekwencji uznane zostać powinny według niego także prawa rodzicielskie homoseksualistów wobec dzieci, które posiadają oni na mocy przepisów obowiązujących w innych krajach.

Oświadczenie Timmermansa wzbudza tym większą konsternację, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat duża część państw Unii Europejskiej wzmocniła prawną ochronę naturalnej tożsamości małżeństwa poprzez gwarancje konstytucyjne. Regulacje takie zostały wprowadzone do ustaw zasadniczych Polski, Słowacji, Węgier, Chorwacji, Bułgarii, Litwy i Łotwy.

Źródło: strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/swiat/139761 ... twami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 22 lip 2015, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Kanalie lewackie za nic mają prawo naturalne, dorobek kulturowy ludzkości, ład moralny, odwieczny porządek wszechrzeczy.
Próbują po raz kolejny urządzić nie nam, ale sobie, świat po swojemu, tak jak za czasów niewolnictwa.
O wszystkim co tyczy się człowieka mają oni decydować.


Przymus homozwiązków

Obrazek
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik
Oto miejsce z którego ma przemawiać do nas nasz nowy lewacki bóg i żaden inny bóg, a nawet Bóg, nie ma prawa zaistnieć w naszej świadomości.


Europejski Trybunał Praw Człowieka w zaskakującym orzeczeniu nakazał Włochom prawną instytucjonalizację homoseksualnych związków partnerskich.

Prawo do zawierania związków partnerskich wyprowadził z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który mówi o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Trybunał powołał się też na orzecznictwo włoskich sądów, które na przestrzeni ostatnich kilku lat dokonały stopniowej reinterpretacji zasad prawa rodzinnego.

Europejski Trybunał Praw Człowieka rozstrzygnął w czwartek sprawę Oliari i inni przeciwko Włochom. Sędziowie stwierdzili, że odmowa rejestracji przez włoskie władze jednopłciowego związku partnerskiego skarżących oraz przyznania im ochrony prawnej stanowiła naruszenie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Skrajnie szerokie rozumienie pojęcia „życia rodzinnego” Trybunał przyjął już kilka lat temu, rozciągając je m.in. na osoby, które utrzymują stałe relacje homoseksualne, nawet jeśli mieszkają osobno. Tezę, jakoby art. 8 konwencji konstytuował prawo do instytucjonalizacji związków homoseksualnych oraz ich ochrony prawnej, Trybunał uzasadniał w oparciu o trywialne przesłanki. Zwracał zatem uwagę na „trend” do instytucjonalizacji związków partnerskich wśród państw członkowskich Rady Europy, na sondaże (sic!) opinii publicznej we Włoszech, z których wynikać miało poparcie większości mieszkańców tego kraju dla instytucjonalizacji związków partnerskich, oraz na orzecznictwo włoskich sądów, które w ostatnich latach – odwołując się do orzecznictwa ETPC – odnosiły pojęcie „życia rodzinnego” do stałych relacji homoseksualnych.

Włoskie sądy torowały drogę do tego orzeczenia przez ostatnie kilka lat. Dwa tygodnie temu, powołując się na prawo Unii Europejskiej, Sąd Apelacyjny w Neapolu uznał, że związek dwóch Francuzek zawarty we Francji może zostać zarejestrowany we Włoszech i dysponować uprawnieniami przysługującymi małżeństwom. W uzasadnieniu wydanego orzeczenia sąd stwierdził, że „odmowa rejestracji związku dwóch kobiet zalegalizowanego we Francji […] stanowi naruszenie wykonywania praw związanych z ich statusem jako małżonków”. Podstawą tego rozstrzygnięcia sąd uczynił przepisy prawa Unii Europejskiej ustanawiające prawo do przepływu osób i osiedlania się w innym kraju (art. 21 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, TFUE) oraz prawo do niedyskryminacji ze względu na narodowość i orientację seksualną (art. 18 TFUE). Neapolitański sąd wskazał jednak, że sformułowana przezeń zasada uznawania związków zawartych w innych krajach nie odnosi się do włoskich obywateli, którzy zawarli związek małżeński lub partnerski za granicą. Sąd apelacyjny zignorował fakt, że we włoskim prawie nie ma przepisów umożliwiających legalne zawieranie związków jednopłciowych. Zdaniem sądu, brak takich norm nie może być powodem odmowy uznania związków zawartych przez osoby innej narodowości w krajach, w których istnieje taka możliwość. Pogląd ten budzi tym większe zdziwienie, że utrwalone orzecznictwo włoskiego Najwyższego Sądu Kasacyjnego nie pozostawiało wcześniej żadnych wątpliwości, że małżeństwa jednopłciowe zawierane za granicą nie wywierają skutków prawnych we Włoszech.

Zarazem już w 2012 r. włoski Najwyższy Sąd Kasacyjny zadeklarował, że choć osobom pozostającym w partnerskich związkach homoseksualnych nie przysługuje prawo podmiotowe do ich rejestracji przez władze państwowe, to można odnieść do nich ukształtowane w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka pojęcie „życia rodzinnego”. W ten sposób otwarta została furtka do dochodzenia przez osoby pozostające w jednopłciowych konkubinatach praw, jakimi dysponują we Włoszech małżeństwa.

Pierwszy krok na rzecz nadania we Włoszech statusu prawnego związkom osób tej samej płci został uczyniony już w kwietniu 2010 r., gdy tamtejszy Sąd Konstytucyjny zwrócił uwagę na potrzebę prawnego uregulowania sytuacji osób pozostających w stałych związkach homoseksualnych.

Nie bez znaczenia jest fakt, że problematyka instytucjonalizacji związków partnerskich jest obecnie przedmiotem prac włoskiego parlamentu. W niektórych włoskich regionach i w części miast możliwa jest urzędowa rejestracja związków homoseksualnych, ale nie pociąga ona ze sobą istotnych skutków prawnych. W ostatnich tygodniach presję na rzecz instytucjonalizacji małżeństw homoseksualnych we wszystkich państwach członkowskich wywierali niektórzy politycy unijni, w tym wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans.

Dzisiejsze rozstrzygnięcie ETPC pokazuje zadziwiającą zbieżność czasoprzestrzenną rozstrzygnięć tego Trybunału z pracami prowadzonymi w parlamencie włoskim. Trudno uznać, by rozstrzygnięcie to pozostało bez wpływu na decyzje ustawodawcy włoskiego. Sytuacja ta pokazuje specyfikę stosunku Trybunału w Strasburgu do suwerenności krajów członkowskich Rady Europy.

Źródło: Strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/swiat/140827 ... azkow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 10 paź 2015, 11:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Z pozoru wygląda to tak, jakby lewackim kacykom z UE odebrało rozum.
Jednak te wszystkie wymysły patologicznych łbów, konsekwentnie prowadzą do jednego wyznaczonego celu, do zniszczenia Europy, czyli do zniszczenia narodów, do zniszczenia państw narodowych, do zniszczenia kultury europejskiej, do zniszczenia Kościoła Katolickiego, do zniszczenia białego człowieka i do zniszczenia człowieczeństwa.
Kolejna, tym razem "pokojowo" przeprowadzona rewolucja nam się kłania.
Dzicz lewacka nie odpuszcza. Idee Marksów, Heglów, Hitlerów, Engelsów, Leninów, Wolterów, Stalinów i tych współcześniejszych psychopatów nadal dominują w światowej polityce.


Bydło powodem zmian klimatycznych?

Możliwe, że do 2030 r. polscy rolnicy będą musieli wybić około 3 mln sztuk bydła i świń. I to zgodnie z prawem, bo Unia Europejska debatuje nad wprowadzeniem restrykcyjnej dyrektywy o Krajowych Pułapach Emisji dotyczącej m.in. emisji metanu i innych związków azotu.

Zaczynam się zastanawiać, czy Unią Europejską kierują sami idioci, bo wprowadzane przepisy mogą zniszczyć gospodarkę, i to nie tylko polską. Ustawa od zapachów, czyli tzw. odorowa, wielu gospodarstwom utrudniłaby produkcję rolniczą. Teraz okazuje się, że winne zmianom klimatu są krowy i świnie i wydzielany w trakcie procesu przemiany materii metan. No, ktoś ma z głową nie po kolei. Tego się nie da inaczej określić.

Okazuje się, że mityczna walka ze zmianami klimatycznymi, chociaż część krajów ma ją w nosie, a za przykład niech posłużą Chiny i Stany Zjednoczone, w Europie będzie postawiona tak ostro, że będzie trzeba redukować stada bydła. To jest coś głupiego i nawet nie zasługuje na komentarz.

Myślę, że władze polskie, chociaż wielokrotnie pokazywały absolutną uległość wobec Komisji Europejskiej, uległość, która była szkodliwa, bo nie uwzględniała polskiej racji stanu, w tym przypadku muszą ostro i zdecydowanie zaprotestować. Nie można zgodzić się na redukcję polskiego rolnictwa, bo ona i tak została już przeprowadzona w sposób radykalny. Przecież wchodząc do Unii Europejskiej, musieliśmy zmniejszyć wielkość sektora rolniczego. Teraz mamy dobić hodowlę bydła tylko dlatego, że komuś wydaje się, że krowie z pyska jedzie metanem?

Nie wiem, jak przeciwko takim głupotom urzędniczym rolnicy mają się przeciwstawić. Mają krowie założyć pochłaniacz na mordę? A może trzymać w pomieszczeniach, które będą wychwytywać metan? Ludzie starają się być mądrzejsi od przyrody. A przecież przyroda od tysiącleci sama wszystko regulowała.

Jeżeli takie dyrektywy zostaną wprowadzone na poziomie gospodarstwa to rolnik będzie bezradny. Jedyne co będzie mógł zrobić, to sprzedać lub wybić bydło. Kto będzie żywił świat? Kto pomoże coraz większej liczbie głodujących ludzi? Jakim typem produkcji będziemy chcieli zastąpić produkcję bydła mięsnego i mlecznego?

Cios, jaki dostali rolnicy hodujący bydło mleczne, związany z kwotami, karami, niską ceną, a także z suszą może być gwoździem do trumny. Jak jeszcze dojdzie do tego dyrektywa metanowa, to zaprzepaści wielką szansę dla Polski. Liczę na to, że produkcja bydła mięsnego rozwinie się w Polsce, bo na to jest zapotrzebowanie na świecie. Unia potrzebuje wołowiny i potrzebują je kraje leżące na innych kontynentach, głównie kraje muzułmańskie. To jest dla nas szansa! A my mamy sobie tę dyrektywą podciąć możliwości rozwoju? Ja się z takim myśleniem nie godzę.

Jan Krzysztof Ardanowski

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-pol ... znych.html

A tak na zakończenie to prawdą jest że bydło jest przyczyną wielu zmian na gorsze. Jest to bydło lewackie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 05 lis 2015, 08:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Komisja Europejskich Wariatów nakreśliła nam nowy intratny kierunek w którym powinniśmy się roz-wijać.
Czy nie czas by pomyśleć o uwolnieniu się od zideologizowanego świata patologicznych wartości zwanych europejskimi?


Jeszcze jedna wojna: tym razem z krowami

UE: Jedzmy wreszcie glizdy!

Tra le tante guerre c'è anche quella alla carne

http://www.lanuovabq.it/it/articoli-tra ... -14261.htm

Riccardo Cascioli 31-10-2015 tłum. RAM


(…) Należy zauważyć, że dziś w odniesieniu do zagadnień dotyczących żywności, staje się coraz to ważniejszy czynnik ideologiczny. W szczególności obsesja, jaka urosła wokół zmian klimatycznych popycha ustawodawstwo i podejścia prawne w kierunku penalizacji jedzenia mięsa, przede wszystkim wołowego. (...)
Tak więc krowa staje się za sprawą ekologów, zwierzęciem najbardziej kryminalizowanym, ponieważ przypisuje się jej bardzo duże zużycie wody, niszczenie bioróżnorodności oraz znaczącą emisję metanu, czyli jednego z tzw. gazów cieplarnianych. Pomyślcie, że już sporo lat temu, ruchy na rzecz ochrony środowiska w USA chciały zastosować w stosunku do ferm hodowlanych takie same normy prawne, (czyli również wzrost opodatkowania), jak te w odniesieniu do przemysłu, którego działalność przewiduje unieszkodliwienie odpadów niebezpiecznych.

Skądinąd o opodatkowaniu krowich gazów jelitowych dyskutuje się od lat i takie kraje jak Australia czy Nowa Zelandia już je wprowadziły.
Ale również w Parlamencie Europejskim rozpoczęła się dyskusja na ten temat; kilka dni temu stało się głośne wystąpienie w auli europosła francuskiego (http://video.corriere.it/ue-non-puo-imp ... 3f32997c8b), który zaapelował, o uniknięcie śmieszności "usiłując zabronić krowom bekania i pierdzenia" (dosłownie).

Tak czy owak, dyskusje o podatku "ekologicznym" od mięsa powracają często, jako że do tego popychają ruchy ekologiczne. Nie są one zaskoczone aktualnym alarmem Światowej Organizacji Zdrowia na ten temat; w USA natychmiast zainicjowano petycję ze strony samozwańczej "Komisji Sanitarnej do Spraw Medycyny Odpowiedzialnej" z prośbą do rządu aby ten poparł tworzenie punktów restauracyjnych "cancer-free", zaczynając od wyeliminowania mięsa ze stołówek szkolnych. (...)

Hasłem "Rządu Światowego" jest jak widać "wojna z mięsem", i Europa, niestety jest zawsze w pierwszej linii: dzień po alarmie OMS w sprawie mięsa, Parlament Europejski zatwierdził tzw. "żywność przyszłości" czyli owady i befsztyki syntetyczne. Sugestie na ten temat pochodzą z EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności), według którego wykorzystanie owadów do celów spożywczych posiada ogromne możliwości zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych związanych z hodowlą, a ponadto stanowi znakomite źródło białka.
Od lat wiadomo, że Unia Europejska finansuje tego rodzaju programy badawcze oraz rozpowszechnianie żywienie się owadami. (...)

Tak więc od dziś, pójście do sklepu mięsnego i zakup mięsa stanie się gestem społecznie odbiegającym od normy, można powiedzieć próbą buntu przeciwko systemowi.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=47


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 30 lis 2015, 10:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało. Ten królik jest rozpaczliwie nagi !

Izabela Brodacka

Znane powiedzonko „tu l'as voulu, George Dandin” czyli „sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało” pochodzące z komedii Moliera „George Dandin ou le Mari confondu” wystawionej po raz pierwszy w 1668 roku w Wersalu, wydaje się wyjątkowo dobrze pasować do ostatnich wydarzeń we Francji. Brzmi to bardzo niepoprawnie i okrutnie ale cóż innego powiedzielibyśmy usłyszawszy, że ktoś usiłował na przykład pokonać wodospad Niagary w beczce i się zabił.
Taki prezent z okazji 63 urodzin zrobiła sobie 21 października 1901 roku nauczycielka Annie Edson Taylor, która jednak szczęśliwie przeżyła i przeszła do historii. Z 18 osób które podjęły podobne wyzwanie przeżyło 13.

Faktem jest jednak, że podobną emocjonującą rozrywkę mamy prawo fundować sobie wyłącznie na własną odpowiedzialność. Alpiniści często słyszą podobne komentarze do wypadków górskich i przyjmują je w pokorze. W wielu krajach akcje ratunkowe w górach odbywają się na koszt poszkodowanego, gdyż społeczeństwo nie ma zamiaru płacić za jego zachcianki. Człowiek w imię swoich pasji, w imię sławy czy co gorsza ideologii gotów jest popełniać różne szaleństwa, ale musi liczyć się z ich konsekwencjami.
To co się dzieje obecnie w Europie można nazwać szaleństwem zbiorowym czyli w kategoriach psychiatrycznych- paranoją indukowaną (folie à deux).

Za klasyczny przykład psychozy indukcyjnej uważane jest opętanie w Loudun. Silnie związane ze sobą emocjonalnie zakonnice wbrew faktom i oczywistości twierdziły i wierzyły, że są nawiedzane przez złego ducha a nawet wchodzą z nim w intymne relacje.
Takie zbiorowe psychozy są trudne do zracjonalizowania i do opanowania. Wszędzie na świecie policje unikają publikowania modus operandi samobójców i morderców gdyż istnieje ryzyko, że samobójca lub morderca zainspiruje i zafascynuje w chorobliwy sposób inne osoby i wciągnie je za sobą do grobu czy do zbrodni.

Przejawem zbiorowej psychozy było – moim zdaniem -uleganie komunistycznej utopii. Nie mówię tu o cynicznych oportunistach, którzy będą kolaborować z każdym, nawet najbardziej zbrodniczym systemem, lecz o szaleńcach, którzy skazani przez Stalina na śmierć w ostatnim słowie składali samokrytykę i pochwalali jego zbrodnie.
W kategoriach zbiorowej psychozy traktuję również postawę różnych działaczy Solidarności, którzy zupełnie ślepi na grubymi nićmi fastrygowane oszustwo okrągłego stołu, oraz na prostactwo i głupotę Wałęsy, wbrew faktom i oczywistości wielbili swoich idoli Lecha i Adama.
Takim zbiorowym szaleństwem jest obecnie stanowisko Europy wobec tak zwanych „uchodźców”. Z zupełnie niejasnych przyczyn przywódcy europejskich społeczeństw postanowili ufundować swoim obywatelom ekstremalne emocje zapraszając do swoich krajów wszystkich chętnych bez wyboru i bez kontroli.

Ten pomysł Merkel propagowany również przez lewicowego prezydenta Francji jest tak absurdalny, że aż trudno uwierzyć, że ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógłby go popierać. Nic też dziwnego, że różni analitycy uważają operację przymusowego osiedlania imigrantów w różnych krajach Europy w tym i w naszym nieszczęsnym ( jak mówi Michalkiewicz ) kraju za klasyczną false flag operation. Spierają się tylko o prawdziwego autora tego pomysłu posługując się starożytną zasadą kryminalistyki: „is fecit, cui prodest” ( ten jest winien kto skorzystał).
Francuzi ze względu na swoją hipokryzję podniesioną do rangi cnoty są wyjątkowo podatni na takie zbiorowe szaleństwa. To przecież we francuskich kawiarniach w dzielnicy łacińskiej poważnie dyskutowało się o poglądach Mao Tse -Tunga wyłożonych w słynnej „ Czerwonej książeczce”. To francuskie kawiarnie i uniwersytety wyhodowały bezwzględnego mordercę Pol Pota, który ciosem motyki w potylicę realizował obłędne rojenia o zasadniczej równości wszystkich ludzi. Zgodnie z poglądami Pol Pota w prawdziwej demokracji powinna następować nieustanna i przymusowa rotacja kadr i wybitny neurochirurg po 5 latach pracy w charakterze lekarza, powinien w imię sprawiedliwości być przymusowo kierowany do kopania rowów.

Samobójcza wręcz hipokryzja sprawia, że przeciętny mieszczuch francuski, który nie wpuściłby za próg nawet konsjerżki czy domokrążcy, w stosunku do imigrantów nie ustaje w wysiłkach dowodzenia, że czarne jest białe.
„ Musimy zastanowić się co zrobiliśmy tym ludziom, że nas tak bardzo nienawidzą” - powiedziała mi dwa dni temu znajoma francuska intelektualistka, profesor uniwersytetu. „ Co ty za bzdury opowiadasz”- wrzasnęłam niepoprawnie. „ Jeżeli mnie ktoś morduje, nic mnie nie obchodzi, że miał do szkoły pod górkę. Tym będzie się tłumaczył w sądzie albo jak kto woli na Sądzie Ostatecznym”. Nie obchodzi mnie również czy Merkel jest szalona czy spełnia polecenia jakiś mitycznych Iluminatów. Pomysł zapraszania do jakiegokolwiek kraju wszystkich chętnych jest tak absurdalny, że nie ma sensu z nim polemizować.

Przerażają mnie jednak nasi pożyteczni idioci, którzy powtarzają za Merkel jak za panią matką – „tak trzeba”. Comme il faut ( jak należy) to typowo francuska kategoria poznawcza stosowana nie tyle w życiu wyższych sfer co przez kucharki, które w marzeniach pretendują do wyższych sfer. Być „jak trzeba” oznaczało zawsze odpowiedni strój, odpowiednie znajomości i odpowiednie poglądy. Do kategorii „jak trzeba” zalicza się obecnie walkę z enigmatyczną nacją „terrorysta” i wspieranie wbrew wszelkiej oczywistości i własnym interesom nacji „ imigrant” czyli przybyszów, którzy zalewają Francję i Europę jak mrówki. Być może Francuzi czują się winni wobec „ tych ludzi”.

My natomiast nic złego im nie zrobiliśmy i mamy prawo ich nie chcieć. Musimy to jasno powiedzieć. Jest mi zupełnie obojętne co o nas myślą nad Sekwaną czy w Berlinie. Ani Francja ani Europa nie muszą nas chwalić i poklepywać po plecach jak Putin psa albo Merkel Tuska. Zbyt długo byliśmy „pawiem narodów i papugą” według przenikliwej diagnozy Słowackiego. Przemówmy wreszcie naszym zaściankowym, siermiężnym głosem. Powiedzmy głośno, że europejski król jest rozpaczliwie nagi.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 12 gru 2015, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
W Europejskim Domu Wariatów, trzeba na nowo definiować rodzinę. Nasi Ojce w grobach się przewracają, gdy widzą taki ciemnogród UE.
W XXI wieku ludzie, a w szczególności lewaccy szaleńcy, zatracili instynkt normalności. Nie dość że głoszą idiotyzmy, to wymagają aby w ich bzdury wierzyli wszyscy. Zakładają swój kościół, swoją religię i wypełniają to swoją wiarą. Wprowadzają też swoją inkwizycję.
Ścigają i prześladują wszystkich, którym jak dotąd nie udało się jeszcze z umysłów wykarczować trzeźwości i zdrowego rozsądku.


Mama, Tata i Dzieci

Komisja Europejska zarejestrowała 9 grudnia inicjatywę obywatelską „Mum, Dad and Kids” (Mama, Tata i Dzieci), która domaga się od Unii Europejskiej jasnego i ostatecznego zdefiniowania małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, a także pochodzenia dziecka od matki i ojca jako normy w tej dziedzinie.

Autorzy inicjatywy zwracają uwagę, że od pewnego czasu teksty Unii Europejskiej coraz częściej wspominają o rodzinie. Niektóre z nich nawet ją definiują, jednak definicje te różnią się od siebie. Problem jest tym większy, że pomiędzy państwami Europy coraz bardziej wzrastają różnice w pojmowaniu małżeństwa i rodziny.

Uznając, że Unia Europejska powinna pilnie zająć się określeniem, czym jest małżeństwo i rodzina, członkowie komitetu obywatelskiego „Mum, Dad and Kids” wzywają do oparcia tej definicji na „podstawie wspólnej wszystkim państwom członkowskim, która odpowiada powszechnej rzeczywistości ludzkości: małżeństwie mężczyzny i kobiety oraz filiacji ojciec/matka/dziecko”.

W komitecie, który zawiązał się w Rzymie 20 października br., w czasie obrad Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów na temat powołania i misji rodziny w Kościele i współczesnym świecie, reprezentowanych jest siedem państw członkowskich UE, zgodnie z zasadami inicjatyw obywatelskich. Są wśród nich: Aleksander Stępkowski z Polski, prezes Zarzadu Instytutu „Ordo Iuris”, a od listopada br. podsekretarz stanu w ministerstwie spraw zagranicznych; Maria Hildingsson ze Szwecji, sekretarz generalny Federacji Europejskich Stowarzyszeń Rodzin Katolickich (FAFCE); Ludovine de La Rochère, przewodnicząca sieci La Manif pour Tous, która organizowała wielkie manifestacje m.in. przeciwko legalizacji tzw. małżeństw dla wszystkich we Francji; a także Grégor Puppinck (również z Francji), adwokat, który stał na czele komitetu inicjatywy obywatelskiej „One of Us” (Jeden z nas), domagającej się zaprzestania finansowania przez UE programów naukowych, pociągających za sobą niszczenie ludzkich embrionów (zebrała ona ponad 1,7 mln podpisów, lecz w 2014 r. została odrzucona przez Komisję Europejską). Przewodniczącą komitetu jest Edit Frivaldszky z Węgier, kierująca tamtejszym Ośrodkiem Godności Człowieka.

Komitet obywatelski „Mum, Dad and Kids” z zadowoleniem przyjął rejestrację inicjatywy, podkreślając, że Komisja Europejska uznała w ten sposób, iż przedstawione w niej działania wchodzą w zakres kompetencji i „są zgodne z podstawowymi wartościami UE”.

Obecnie komitet ma 12 miesięcy na zebranie co najmniej miliona podpisów w co najmniej jednej czwartej państw członkowskich UE.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/swiat/148831 ... zieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 21 sty 2016, 14:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Michalkiewicz: W PE zasiada mnóstwo idiotów

"To nie była debata, raczej rodzaj groteskowej inkwizycji" - mówi Michalkiewicz o debacie nt. Polski.
Stanisław Michalkiewicz, publicysta, krytykuje przebieg debaty, jaka miała miejsce w PE. "To nie była debata, raczej rodzaj groteskowej inkwizycji" – tłumaczył w Poranku Wnet.

Gość Radia wskazał, że debata pokazała prawdziwą naturę części europejskich polityków. "Debata Parlamentu Europejskiego nt. stanu demokracji w Polsce ujawniła przygnębiający fakt, że zasiada tam mnóstwo idiotów" – komentuje publicysta w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim.

Michalkiewicz wskazał na słowa Janusza Korwin-Mikkego. "Istotę demokracji wyłożył europosłom Janusz Korwin Mikke, że demokracja to tyrania większości" – mówił.

"Demokracja rządzi się zasadą, że im większa liczba, tym słuszniejsza racja. Okazuje się, że ci absolwenci akademii pierwszomajowych czy wyższych szkół gotowania na gazie tego nie wiedzą. To jest przygnębiające, że taka banda idiotów ma wpływ na sprawy europejskie" – kwituje Michalkiewicz i stawia postulat: "Europę przydałoby się przewietrzyć – przypomina zatęchłą, starą budę. Przeciąg by się przydał".

Cała rozmowa na stronach Radia Wnet.

ez

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 5953244974


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 05 lut 2016, 08:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
W Europejskim Domu Wariatów lewaccy szamani i lewackie czarownice wciąż dominując w obszarze władzy, grzęzną w bagnie własnych urojeń, przesądów i obsesji. Oczywiście nie działają z własnej inicjatywy, tylko na polecenie, ale to oni wywracają cywilizacyjnie, kulturowo i gospodarczo Europę "do góry nogami", a konsekwencje obsesyjnych zniszczeń spływają niestety przede wszystkim na ludy europejskie.
Musimy się tej samobójczej "polityce" przeciwstawić i to natychmiast, bo inaczej nikt, ani nic z nas nie pozostanie.


Kompromitacja polityki wielokulturowości

Masowe napaści seksualne, do których dochodzi, kompromitują unijną politykę wielokulturowości – powiedziała europoseł Jadwiga Wiśniewska. Parlament Europejski debatował nad okolicznościami molestowania seksualnego i przemocy wobec kobiet m.in. w sylwestrową noc w Kolonii.

W ocenie europoseł, to nie „przypadek, że w sylwestrową noc niemiecka policja nie reagowała, a niemieckie media milczały”. Wiśniewska przypomniała skandaliczne stwierdzenie imama Kolonii, w opinii którego winne napaściom są same ofiary, bo prowokowały strojem i perfumami.

– We własnym domu, w Europie jesteśmy zmuszani dostosowywać się do cudzych zasad – mówiła Jadwiga Wiśniewska.

Następnie przypomniała wypowiedź wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa, według którego wydarzenia w Kolonii są jedynie problemem braku porządku publicznego, toteż wyklucza on związek między tymi wydarzeniami a kryzysem imigracyjnym.

– W związku z tym chcę zapytać, jak długo Unia ma zamiar stawiać dobre imię polityki migracyjnej ponad godnością i bezpieczeństwem kobiet – pytała Jadwiga Wiśniewska.

Europoseł dopytywała, czy Komisja zna skalę przemocy seksualnej, do jakiej dochodzi w ośrodkach dla uchodźców i poza ich terenem.

– Czy wreszcie przestaniemy gadać o tym, że stawiamy tamę przemocy względem kobiet? Czy wreszcie zaczniemy działać tak, aby kobiety w Europie rzeczywiście mogły czuć się bezpiecznie? – kontynuowała Wiśniewska.

– Dziwię się, że ktoś może nie zauważać związku między zwiększoną falą przemocy względem kobiet i kryzysem imigracyjnym – zakończyła europosłanka PiS.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/151819 ... wosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Europejski Dom Wariatów
PostNapisane: 23 maja 2016, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Czy Komisja Europejska zajmie się Austrią?

Wczorajsze wprawdzie jeszcze nieostateczne wyniki wyborów prezydenckich w Austrii wskazują, że z niewielką przewagą, ale wygrał je kandydat partii Wolności Norbert Hofer, pokonując kandydata partii Zielonych (liczone są jeszcze głosy oddane korespondencyjnie, a ponieważ jest ich aż około 900 tysięcy, a Hofer ma około 200 tysięcy głosów przewagi nad kontrkandydatem, więc mogą mieć one wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie).

Kandydaci dwóch partii tworzących większość parlamentarną i w konsekwencji rząd nie weszli do II tury wyborów, co – jak się wydaje – oznacza poważne zmiany w polityce Austrii, w tym także w relacjach z Unią Europejską.

Wybór Hofera na pewno nie podoba się wysokim unijnym urzędnikom, niektórzy z nich nawet przestrzegali przed nim Austriaków i to nawet bardzo brutalnie w czasie kampanii przed II turą.

Przewodniczący Komisji Jean Claude Juncker w wywiadzie dla francuskiego „Le Monde” stwierdził: „Nie lubię prawicowych populistów. Austriacy niechętnie to słyszą, ale jest mi to obojętne. Z prawicowymi populistami ani debata, ani dialog nie jest możliwy”.

Austriacy – jak widać – niespecjalnie się tymi wypowiedziami przejęli, wybrali kandydata, który w Brukseli na pewno się nie będzie podobał i w związku z tym pojawia się pytanie, czy KE będzie teraz badała demokrację w tym kraju?

Austriacy zresztą podobnie jak Polacy mieli prawo do demokratycznego wyboru, ale skoro nie wybrali tak jak oczekiwała Bruksela, to najprawdopodobniej i z ich demokracją nie wszystko jest w porządku.

Wobec Polski na przykład została wszczęta tzw. procedura badania ram praworządności, która nie ma jakiejkolwiek podstawy w traktatach, co wytknęli KE prawnicy Rady Europejskiej, ale skoro przewodniczący Tusk tych zastrzeżeń nie poparł, procedura jest niestety kontynuowana.

Mieliśmy podobne wątpliwości i w związku z tym już 15 stycznia tego roku jako europosłowie z Polski (Jadwiga Wiśniewska, Stanisław Ożóg, Janusz Wojciechowski i moja skromna osoba) zadaliśmy pytania Komisji Europejskiej dotyczące debaty, jaką odbyli komisarze dwa dni wcześniej.

Pytania były następujące: w związku z odbytą debatą w Komisji dotyczącą sytuacji w Polsce prosimy o wyjaśnienie:

a. Na podstawie jakich informacji, kiedy i przez kogo przekazanych Komisja uznała za konieczne odbycie tej debaty?

b. Czy Komisja przeprowadzała jakieś analizy prawne nowych polskich ustaw o Trybunale Konstytucyjnym i mediach publicznych, kto i kiedy takie analizy przeprowadzał i jakie były konkluzje tych analiz, w szczególności, czy wskazały one, jakie konkretnie przepisy Unii Europejskiej zostały naruszone tymi ustawami?

c. Jakie dalsze działania i na jakiej podstawie prawnej zawartej w przepisach traktatowych zamierza prowadzić Komisja wobec Polski w sprawach, o których mowa wyżej?

Standardowo KE ma 6 tygodni na udzielenie odpowiedzi na pytania europosłów, w tym przypadku milczała bardzo długo, więc na początku kwietnia zapytaliśmy raz jeszcze, kiedy możemy się spodziewać odpowiedzi.

Komisja zareagowała i zapowiedziała, że przekaże ją do parlamentu do końca kwietnia i rzeczywiście 27 kwietnia odpowiedź nadeszła, przy czym jej zawartość trudno określić inaczej jak urzędniczy bełkot.

Zresztą oceńcie to Państwo sami, bo poniżej zamieszczam jeszcze raz odpowiedź w całości.

„Dnia 19 stycznia 2016 r. w Parlamencie Europejskim miała miejsce debata poświęcona bieżącej sytuacji w Polsce, w trakcie której Komisja wyjaśniła powody, dla których zdecydowała wszcząć ocenę ostatnich wydarzeń w Polsce, do czego nawiązują Panie i Panowie Posłowie w świetle ram praworządności.

Obecnie Komisja ocenia sytuację w drodze dialogu z władzami polskimi na podstawie ich kompetencji wynikających z traktatów. Nie obowiązują żadne konkretne terminy ukończenia różnych etapów przewidzianych w tych ramach. Jeśli uda się uregulować sytuację, wówczas nie będzie konieczne podejmowanie dalszych kroków. Jak podano w komunikacie poświęconym ramom praworządności, Parlament Europejski i Rada będą regularnie informowane o postępach, jakie zachodzą na poszczególnych etapach.

Komisja przypomina, że – jak wyjaśniono w komunikacie poświęconym ramom praworządność, ramy te będą stosowane w sytuacji, gdy władze państw członkowskich podejmują środki lub tolerują sytuację, które mogą w sposób systematyczny zagrażać integralności, stabilności lub prawidłowemu funkcjonowaniu instytucji i mechanizmom zabezpieczającym ustanowionym na poziomie krajowym w celu zagwarantowania praworządności. W takiej sytuacji zastosowanie będą miały ramy praworządności, jeśli nie można wszcząć postępowania o naruszenie, by zaradzić takiemu zagrożeniu”.

Z treści tej odpowiedzi wyraźnie wynika, że KE nie jest w stanie podać podstawy prawnej, na jakiej wszczęła procedurę dotyczącą Polski. Ba, jej urzędnicy nie przeprowadzili żadnych analiz ustaw (o Trybunale Konstytucyjnym i tzw. małej ustawy medialnej) pod względem ich niezgodności z prawem europejskim.

Ale to nie przeszkadza KE, żeby właśnie dzisiaj ogłosić kolejny komunikat w tej sprawie i stawiać swoiste ultimatum polskiemu rządowi, piętnując brak porozumienia rządzących z opozycją w sprawie Trybunału Konstytucyjnego.

Wygląda na to, że teraz KE przybędzie jeszcze jeden krnąbrny kraj – Austria.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/158515 ... stria.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 64 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /