Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Gospodarka światowa
PostNapisane: 27 sty 2012, 15:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=50819

Nam odebrano przemysł stalowy i możemy tylko z zazdrością spoglądać na innych.

Kopia artykułu:

Rośnie światowa produkcja stali. Polskę – bez polskich hut – koniunktura ominie
Aktualizacja: 2012-01-26 1:51 pm

Jak informuje World Steel Association światowa produkcja stali wyniosła w 2011 roku 1,527 mln ton. To rekord globalnej produkcji stali. W porównaniu do 2010 roku światowa produkcja stali wzrosła w 2011 roku o 6,8 proc. Wszyscy główni producenci stali poza Japonią i Hiszpanią odnotowali wzrost produkcji. Wzrost był szczególnie dynamiczny w Turcji, Korei Południowej i Włoszech.

Roczna produkcja w Azji w 2011 roku wyniosła 988,2 mln ton stali surowej, odnotowując wzrost o 7,9 proc. w porównaniu do roku 2010. Udział tego regionu w światowej produkcji stali wzrósł nieznacznie z 64,0 proc. w 2010 do 64,7 proc. w 2011 roku. Nadal liderem w produkcji stali pozostają Chiny. Produkcja stali w tym kraju w 2011 r osiągnęła 695,5 mln ton, notując wzrost o 8,9 proc. w stosunku do roku 2010. Udział Chin w produkcji światowej wzrósł z 44,7 proc. w 2010 r do 45,5 proc. w roku 2011. W Japonii wyprodukowano 107,6 mln ton, mniej o 1,8 proc. w stosunku do roku 2010.

Kraje Unii Europejskiej odnotowały wzrost produkcji stali w porównaniu do roku 2010. Wzrost ten wyniósł 2,8 proc. (produkcja w 2011 r 177,4 mln ton). W Hiszpanii wyprodukowano 15,6 mln ton stali, mniej o 4,6 proc. w stosunku do roku 2010. Włochy wyprodukowały 28,7 mln ton w 2011 roku, o 11,3 proc. więcej niż w 2010 roku. W Północnej Ameryce produkcja stali wyniosła 118,9 mln ton. Wzrost odnotowały także kraje Ameryki Południowej. Wyprodukowały 48,4 mln ton stali. Z kolei w krajach CIS produkcja stali w 2011 roku wyniosła 112,6 mln ton. W Rosji wyprodukowano 68,7 mln ton stali, natomiast na Ukrainie wyprodukowano 35,3 mln ton.

autor: Renata Dudała, źródło: wnp.pl

Za: Diarium (26 stycznia 2012) (" Rośnie światowa produkcja stali")
http://diarium.pl/2012/01/rosnie-swiato ... a-stali-2/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 14 lut 2012, 09:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Produkcja Głupcze! Usługi to ściema.

Pomimo ogromnej propagandy, jakiej możemy doświadczać od wielu lat, ze przyszłością świata są usługi, to rzeczywistość pokazuje, że to produkcja zwiększa bogactwo społeczeństwa. Nieszukając zbyt wydumanych przykładów skupmy się na naszych zachodnich sąsiadach. To najbardziej produkcyjny kraj świata.Podobnie jest z Chinami czy Japonią. Oczywiście, by bogactwo wzrastało, to dobra muszą być wyeksportowane.
Produkować można:

a) surowce- ropa,gaz- to główny dochód dla Rosji, krajów arabskich, Australii, Kanady itd
b) dobra przemysłowe i konsumpcyjne - Niemcy, Japonia, Chiny,
c) programy komputerowe, gry - USA, Indie, CD Projekt
d) żywność- tego nie trzeba tłumaczyć- ale warto wspomnieć, że kwoty produkcyjne narzucone Polsce, nie pozwalają zwiększyć tego kanału
e) dobra kultury- książki, muzyka,filmy - Hollywood, Bollywood, Harry Potter i Andzej Sapkowski
f) lekarstwa i narkotyki- Holandia, Afganistan, Polish Inferno,
g) nieruchomości i ich wyposażenie
No dobrze a co to są usługi?
a) to taka działalność człowieka byśmy czuli się dobrze- turystyka(oczywiście im więcej osób przyjeżdza do Polski, tym więcej pracy i skonumowanych dóbr), kosmetyczki, fryzjer, milion doradców od wszystkiego, milion usług by czuć się lepiej
b) abyśmy byli mądrzejsi- edukacja- znaczy byśmy mogli więcej wyprodukować (?)
c) zdrowsi lub wyzdrowieli- medycyna

No i właśnie są jeszcze usługi by więcej produkować, taniej produkować, gdzie produkować, jak duże dać łapówki lokalnym satrapom, płacić mniej podatków, więcej sprzedawać- pr, reklama, marketing, konsulting
Nie wiem, gdzie zaklasyfikować prawników, urzędników, policjantów, ale kto by się nimi przejmował.
No właśnie- usługi stanowią nawet 70% PKB. Drodzy Państwo, a co to jest?
Robienie sobie dobrze?

Czy wspomaganie produkcji to część produkcji czy usługa?
Jako absolwent Akademii Ekonomicznej w Poznaniu dopiero po latach zrozumiałem, dlaczego przedmiot zwany Zarządzaniem Produkcją został tak okalczony. Nasz wykładowca, choć te słowo to nadużycie był jakimś totalnym deklem Chwalił się, że przepracował w Niemczech dwa lata na taśmie produkcyjnej.Nie było w tym złego, w końcu to normalna praktyka np. w japońskich korporacjach.

Gdyby nie fakt, że potrafił skutecznie zniechęcić do tego jakże ważnego przedmiotu. Dosłownie wszystkich, na wszystkie możliwe sposoby. Później zrozumiałem, że część opozycji, która za komuny wylądowała na taśmach produkcyjnych m.in Niemiec to obca agentura. Nie wierzycie? Nie musicie.

Powrócmy do esencji. Produkcja jest ważna. Usługi to ściema. To zakopywanie bezrobocia poprzez rozrost do granic wytrzymałości sektora finansowego, by bezrobocie nie wynosiło 50% i byśmy czuli się lepiej.

Drodzy Państwo, gospodarka się zmienia. By gospodarka zmieniła się na plus- musimy więcej produkować.
Kazus FSO to przykład totalnie nieprzemyślanej strategii. Dr Kulczyk powciskał Volkswageny do Policji, Straży Pożarnej i Służby Zdrowia. Gdy tymczasem, naród z tysiącem uzdolnionych umysłów ścisłych nie potrafi(ł) wyprodukować samochodu na rynek wewnętrzny. To jaskrawy przykład, gdzie ta oczywistość, którą próbuje przekazać w tej notce nie znajduje potwierdzenia w umysłach naszych elit.

By móc produkować, to trzeba to wspomagać. Nie liczyłbym, ani na niepolskie banki działajace w Polsce. Tu można podać dziesiątki przykładów, jak firmy wykańczane są przez prakyki bankowe. Opcje na waluty to pikuś. To przemyślane działanie w skali międzynarodowej, gdy bank przyznaję kredyt by nagle go wymówić, bo polski zakład może stanowić konkurencję dla zachodniego. Life is brutal i to nie fikcja literacka.
Nie liczyłbym więc, ani na UE, ani na niepolskie banki. Tu trzeba przemyślanej strategii, polskich banków i ogromnego wysiłku organizacyjnego.

Proponuję, by NBP gwarantował innowacje- obligacjami Niemiec, USA czy Francji. Uzbierało nam się na kontach Narodowego Banku Polskiego 100 mld Euro. Przecież, nic się nie stanie jak zagwarantujemy na 20-30 mld EURO, środki, które pozwolą na odbudowanie polskiego przemysłu. Podnieśmy polski przemysł i myśl techniczną na poziom na jaki zasługuję. Na początek
a) grafen
b) samochody elektryczne
c) quadropter

http://krisznak.salon24.pl/390631,produ ... -to-sciema


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 29 mar 2012, 07:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Światowa gospodarka na rozdrożu

Napięcie wokół Iranu, na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej, kolejne fale kryzysu zadłużenia w USA i UE, emancypacja krajów BRICS, spowolnienie w Chinach, Indiach i Brazylii, ledwo dychająca realna gospodarka przy spadającym światowym eksporcie - wszystko to powoduje, że liczba niekontrolowanych zmiennych scenariuszy rozwoju sytuacji i potencjalnych konfliktów na świecie z dnia na dzień rośnie.


Spirala zadłużenia w USA i UE
Od marca 2008 roku do chwili obecnej dług publiczny w USA wzrósł z 9,4 do 15,5 bln dolarów w rocznym tempie ponad 13 proc. według oficjalnych danych. W tym samym czasie nominalna wartość PKB przyrastała w tempie nie większym niż 2 proc. rocznie, a więc obrazowo mówiąc - o około 11 proc. wolniej. Nie ulega wątpliwości, że dług publiczny w USA wymknął się spod kontroli. O sytuacji bez wyjścia może świadczyć przyrost długu prywatnego. Przykładowo, suma kredytów zaciągniętych przez młodych Amerykanów na opłacenie kosztów nauki przekroczyła właśnie bilion dolarów.
Nie dziwi zatem, że na przestrzeni ostatnich 3 lat największym wierzycielem rządu federalnego USA stał się FED, pełniący w USA funkcję banku centralnego. Według agencji Bloomberg w styczniu br. zadłużenie USA wobec FED osiągnęło astronomiczną kwotę 1,66 bln dolarów. Dopiero drugim co do wielkości wierzycielem USA okazują się Chiny z 1,16 bln dolarów amerykańskich długów, a trzecim Japonia z 1,08 biliona. W czasach prosperity, przed 2007 rokiem, oba te kraje były w stanie udźwignąć aż do 40 proc. zadłużenia USA.
Na skutek perturbacji finansowych do stycznia br. ich procentowe zaangażowanie w największej na świecie gospodarce obniżyło się do blisko 14 proc. całości zadłużenia publicznego, a to z całą pewnością nie wróży dobrze wiarygodności finansowej USA.
Z pozoru nieco inna sytuacja ma miejsce w Unii Europejskiej. Co prawda Unia jako całość w przeciwieństwie do USA cieszy się zrównoważonym bilansem w handlu z resztą świata, to jednak i w tym przypadku mamy do czynienia z dychotomią i głęboką nierównowagą wewnątrz samej Unii. Kraje peryferyjne z południa Europy, ale też np. Polska, odnotowują znaczne deficyty w handlu z Niemcami, a ich długi rosną w zatrważającym tempie. W przypadku Polski według oficjalnych danych dług publiczny niemal podwoił się na przestrzeni ostatnich lat. Handel wewnątrz Unii w dużej mierze finansują banki z Niemiec i Francji. Właśnie one posiadają w swych portfelach najwięcej wątpliwych greckich czy włoskich obligacji państwowych. Zła sytuacja w Grecji i we Włoszech przekłada się na zły stan francuskiego i niemieckiego sektora bankowego. W ten oto sposób Niemcy zostały zmuszone do złożenia gwarancji w celu ratowania europejskich bankrutów na łączną kwotę 211 mld euro, która może już wkrótce wzrosnąć nawet do 280 mld w związku z powołaniem Europejskiego Mechanizmu Stabilności (EMS). A to przy kontrybucji w gotówce do EMS wysokości 22 mld euro. Kwoty te w sumie przekraczają daleko roczne dochody podatkowe Niemiec szacowane w tym roku na poziomie 250 mld euro! Tegoroczny deficyt finansów publicznych ma też być większy niż dotychczas planowany - sięgnie aż 34,8 mld euro. Niestety, nierównowaga między Niemcami a resztą Unii Europejskiej, podobnie jak ta między USA a Chinami, nadal się pogłębia. Zaostrza to napięcia w wymianie handlowej. Istnieje ryzyko, że zrodzi to kolejną fazę kryzysu i doprowadzi do protekcjonizmu, wzrostu cen, a w konsekwencji do zamieszek społecznych.

Dolar w światowym handlu
W 1971 roku USA podjęły decyzję odejścia od parytetu złota i dolar amerykański stracił gwarancje FED wymiany na ten kruszec. W zamian w 1975 roku USA i główni światowi gracze ostatecznie zgodzili się, że jedyną walutą rozliczeń w handlu ropą naftową pozostanie waluta amerykańska. Można zaryzykować twierdzenie, że rolę parytetu złota i zabezpieczenia dla dolara zaczęły odgrywać od tego momentu światowe zasoby ropy naftowej, ale także innych nośników energii, jak choćby gazu ziemnego.
Dziś niekwestionowana pozycja dolara amerykańskiego w światowym handlu chwieje się w związku ze stanowiskiem Iranu i rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie. Iran deklaruje opcje handlu barterowego lub też możliwość zapłaty za ropę bezpośrednio w złocie. W odpowiedzi USA ogłosiły w zeszłym tygodniu sankcje wymierzone w potencjalnych partnerów Iranu. Spod ich działania wyjęto dziesięć krajów UE oraz Japonię. Stąd nie ulega wątpliwości, że sankcje wymierzono w Chiny i Indie, które w przeciwieństwie np. do Korei Południowej ciągle nie ograniczyły wymiany handlowej z Iranem. Z końcem marca w New Delhi mają spotkać się przedstawiciele krajów BRICS: Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Republiki Południowej Afryki. Z pewnością kwestie porządku monetarnego na świecie jak sytuacja na Bliskim Wschodzie okażą się osią dyskusji. W ostatnią niedzielę rząd RPA zadeklarował, że wesprze chińskiego juana jako walutę rozliczeń między krajami BRICS. Państwa te planują też ustanowienie wspólnego banku, który miałby zająć się wspieraniem rozwoju gospodarczego na kontynencie afrykańskim. Choć cele spotkania wydają się szczytne, to mogą napotkać niechęć i retorsje ze stroną USA i UE.

Relacje transatlantyckie
Gdyby przed dziesięciu laty ktoś powiedział, że w przyszłości zarysuje się wyraźna linia podziału interesów między rozwiniętymi krajami basenu Oceanu Atlantyckiego a wschodzącymi potęgami gospodarczymi, jak Chiny, Indie czy Brazylia, i że inicjatywa strategiczna należeć będzie do tych ostatnich, uznałbym tę wizję za dalece nierealną. Jednak rzeczywisty rozwój sytuacji na świecie za sprawą kryzysu zadłużenia w USA i UE nie pozostawia złudzeń. Zachód traci dech i dystans. Przyjrzyjmy się zatem uważnie własnemu podwórku. Nie przebrzmiały jeszcze echa deklaracji zwrotu w strategii USA i skoncentrowaniu wysiłków na basenie Pacyfiku, gdy pięć wpływowych think tanków z Berlina, Paryża, Brukseli, Warszawy (demosEuropa) i Waszyngtonu rozpoczęło nawoływanie do zacieśnienia stosunków transatlantyckich i stworzenia obszaru wolnego handlu w basenie Atlantyku.
Argumentują, że kraje tego obszaru odpowiadają za 50 proc. światowej ekonomii. Inwestycje bezpośrednie USA w Europie i odwrotnie szacowane są odpowiednio na 1,9 i 1,7 bln dolarów. Po trzy miliony obywateli Unii i USA pracują po obu stronach Atlantyku w firmach bądź europejskich w USA, bądź amerykańskich w Europie. Wszystko pięknie, czy nie jest to jednak wołanie w próżni i melancholia za uciekającą świetnością. Wcale nie musi tak być.

Naprawa systemu finansowego
W kręgach politycznych po obu stronach Atlantyku zaczyna przeważać realna ocena sytuacji. Amerykanie gotowi są wysłuchać postulatów europejskich. Nie ulega wątpliwości, że za światowy kryzys odpowiada przede wszystkim rozdęty ponad miarę sektor finansowy, który dusi realną gospodarkę i ma przemożny wpływ na decyzje polityczne. Wiele dają do myślenie gigantyczne kredyty Europejskiego Banku Centralnego (EBC) dla europejskich banków na kwotę biliona euro w ciągu dwóch miesięcy, które po początkowej euforii na giełdach przyniosły ledwie obniżenie rentowności obligacji włoskich i hiszpańskich, a nie przełożyły się na poprawę koniunktury w realnej gospodarce. Według ostatniego raportu Międzynarodowego Funduszu Walutowego zagregowany światowy eksport po raz pierwszy od 2008 roku maleje, co może okazać się zapowiedzią nawrotu protekcjonizmu. Banki amerykańskie stanowią w USA najpotężniejszą siłę lobbingową - odpowiadają za 40 proc. finansowych kontrybucji dla partii politycznych. Im bardziej rosły ich aktywa podczas trwającego kryzysu, tym bardziej gotowe są za wszelką cenę podtrzymywać obecny chory stan rzeczy. Bez zmiany w architekturze finansowej i sposobach działania instytucji finansowych Zachód nie może liczyć na odzyskanie należnej pozycji w światowej gospodarce i będzie musiał pogodzić się z rolą kibica, gdy inni gracze rozgrywać będą zwycięskie partie na boisku. Nie pomogą tysiące stron traktatów (np. Dodd - Frank), otwartych na dowolne interpretacje firm prawnych, konsultingowych i wszelkiej maści lobbystów. Potrzebne są jasne reguły gry spisane na kilku, najwyżej kilkudziesięciu stronach. W pierwszej kolejności należy powrócić do zapisów Paktu Glass Steagall, oczywiście skrojonych na współczesną miarę. Rozdzielenie bankowości inwestycyjnej od komercyjnej powinno znaleźć się poza wszelką dyskusją. Należy też oddzielić handel papierami wartościowymi na własny rachunek od doradztwa na rzecz inwestorów zewnętrznych. Banki komercyjne powinny zostać ograniczone do działalności kredytowo-depozytowej. Oczywiście powinny ponosić odpowiedzialność za udzielane kredyty do momentu ich spłaty. Rynki finansowe należy czym prędzej okroić do wielkości realnej gospodarki poprzez wprowadzenie podatku Tobina od transakcji finansowych. Jeśli nowy podatek nie przyniósłby pożądanego skutku, należy rozważyć powrót do sztywnych kursów wymiany walut, do rozwiązania, które sprawdziło się przez z górą ćwierć wieku po konferencji w Bretton Woods.


Inicjatywa pozostaje w ręku USA
Nie sposób żyć dłużej na kredyt po obu stronach Atlantyku. Ostatnią przestrogą jest eskalacja napięć wokół Iranu i handlu ropą naftową. Odejście krajów BRICS od dolara jako waluty rozliczeń międzynarodowych zdestabilizuje równowagę na rynkach finansowych. Czasy wzmacniania dolara w sytuacji napięć na świecie przeszłyby do przeszłości, z katastrofalnymi, trudnymi do przewidzenia skutkami dla USA i UE, ale także dla Chin, Indii czy Brazylii. W dialogu międzynarodowym potrzebne są dziś jak nigdy umiarkowanie i rozwaga. Przy tym kości do gry pozostają w rękach administracji amerykańskiej. W jej mocy leży zapoczątkowanie zmian w systemie finansowo-bankowym i przeprowadzenie zdecydowanej i skutecznej reformy. Nawet za cenę zmiany na stanowisku prezydenta USA, który zdaje się nadmiernie ulegać wpływom niepoprawnej finansjery.

Jerzy Bielewicz prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek"

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 30 mar 2012, 17:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2012/03/29 ... -swiatowy/

Konkurencja dla Banku Światowego?

Kopia artykułu:

Rosja, Chiny, Indie, Brazylia i Płd. Afryka będą mieć własny bank “światowy”
Posted by Marucha w dniu 2012-03-29 (czwartek)

http://www.firstpost.com/fwire/world-ba ... 59011.html

Bank ma się nazywać BRICS – od pierwszych liter krajów, które go zakładają. Ma on finansować inwestycje w krajach członkowskich.
Gangsterom z Banku Światowego, oczywiście nie jest to na rękę. Prezydent BŚ, Robert B Zoellick, już próbuje podporządkować sobie powstającą instytucję – podczas spotkania założycielskiego BRICS w New Delhi, powiedział reporterom, że “założenie nowego banku finansującego rozwój jest skomplikowanym przedsięwzięciem, wymagającym kapitału”. Już na wstępie zaczął grozić, że te kraje nie mają “odpowiednio wysokiego ratingu”, który w przypadku Banku Światowego jest najwyższy – AAA. Jak wiadomo, rating, czyli wskaźnik ryzyka kredytowego, jest jedną z najważniejszych broni terroryzmu finansowego, którym zniewalany jest świat. Wszystkie instytucje, a nawet państwa, które nie podporządkowują się tyranii bankowej mają obniżany rating, co powoduje natychmiastowy spadek zainteresowania inwestorów.

Zoellick niepotrzebnie bił pianę, ponieważ kraje BRICS mają prawdopodobnie większy kapitał rozwojowy w postaci zarówno gotówki, jak i siły roboczej, niż reszta świata. Mimo to, rozpaczliwie nalegał na udział “specjalistów” z BŚ w rozwoju nowej instytucji. Chyba najbardziej bolesne dla gangsterów z BŚ jest udział w nowym banku Indii, która jak dotąd była w pełni kontrolowana przez NWO.
Wygląda na to, że czas banksteryzmu światowego się kończy, dominacja USraela i Imperium Brytyjskiego już niedługo będzie miała finał. Czy będzie to oznaczało wojnę światową czy też pokojową transformację, dowiemy się zapewne w ciągu kilku najbliższych lat, o ile nie miesięcy.

http://monitorpolski.wordpress.com/2012 ... rca-2012r/

Nie wiemy, czy i kiedy czas banksteryzmu się skończy, ale dobrze, że ktoś próbuje uwolnić się spod terroru kilku rodzin, władających większością dóbr na świecie. – admin.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 02 maja 2012, 20:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2012/05/02 ... y-zachodu/

Upadek gospodarczy Zachodu
Posted by Marucha w dniu 2012-05-02 (środa)

Obrazek

Najnowszy raport MFW Word Economic Outlook przewiduje wzrost PKB największych gospodarek świata (patrz tabelka). W pierwszej „10” zajdą pewne przetasowania. Rosja, osiągając PKB na poziomie 2,3 bln USD, wyprzedzi Włochy i wejdzie na 8 miejsce. Co warte podkreślenia, wzrost PKB Rosji w roku 2013 ma wzrosnąć aż o 25 proc., podczas gdy włoski PKB zmaleje o 5 proc. Tylko Chiny będą miały zbliżony wynik – wzrost o 20 proc. Potęgi europejskie zanotują minimalny wzrost o ok. 1 proc. tylko Wielka Brytania zanotuje 6.6 wzrostu.
Tendencja w czołówce jest jasna – Chiny gonią USA, osiągną PKB na poziomie 9 bln USD, a USA będą miały 16 bln. Do „10” wejdą też Indie (wzrost aż o 17,7 proc.), które zdystansują Kanadę.
Ogółem w czołówce znajda się cztery kraje BRICS – Chiny, Brazylia, Rosja i Indie. Ich PKB wyniesie razem 15,7 bln USD, czyli tyle co USA. Dane te są ilustracją zachodzących na świecie zmian na gospodarczej i politycznej mapie świata.

http://mercurius.myslpolska.pl/2012/04/ ... y-zachodu/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 03 kwi 2013, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/wiadomosci/biznes-go ... 30-r-.html

Prezes Banku Światowego do 2030 roku chce usunąć skrajną nędzę z powierzchni Ziemi. Deklaracje, deklaracjami, ale obawiam się, znając styl myślenia tych ludobójców, że będzie to po prostu polegać na masowej eksterminacji nędzarzy - po prostu humanitarnie pomogą im z pomocą pakietów eutanazyjnych, by nie musieli już cierpieć.

Przecież nie po to od dziesięcioleci sztucznie, kosztem wielkich nakładów, Bank Światowy i MFW utrzymują tą nędzę, by teraz nagle polepszyć los nędzarzy.

Kopia artykułu:

Chce wyeliminować skrajną nędzę do 2030 r.
02.04.2013 19:04, aktualizacja 02.04.2013 19:09

Prezes Banku Światowego Jim Yong Kim wezwał we wtorek wspólnotę międzynarodową, by zobowiązała się do wyeliminowania do roku 2030 skrajnej biedy i do poprawienia warunków bytowych najuboższych grup ludności w państwach rozwijających się.

Według Kima, by osiągnąć ten cel, należy do roku 2030 zredukować w skali globalnej do 3 proc. odsetek ludzi, znajdujących się poniżej granicy ubóstwa - czyli mających na swe utrzymanie równowartość mniej niż 1,25 dolara dziennie - oraz podnieść dochód na głowę najbiedniejszych 40 proc. ludności we wszystkich państwach rozwijających się.

Jak zaznacza Reuters, ustalenie tutaj celu w postaci 3 proc. jest w przypadku Banku Światowego nowością, gdyż nie publikował on dotąd pełnych, porównawczych danych statystycznych na temat zasięgu skrajnego ubóstwa. Wyznaczenie takiego celu pomoże w zaklasyfikowaniu jako priorytetowe tych projektów rozwojowych, które mają szczególne znaczenie dla łagodzenia biedy i nierówności - wskazał Kim.

- Nadszedł teraz czas na zobowiązanie się do wyeliminowania skrajnej biedy. Jesteśmy w znaczącym momencie historii, gdy sukcesy ubiegłych dziesięcioleci, jak też coraz bardziej pomyślne perspektywy gospodarcze dają razem państwom rozwijającym się szansę - pierwszą tego rodzaju w dziejach - na wykorzenienie skrajnego ubóstwa w ciągu pokolenia - powiedział Kim w swym wystąpieniu, poprzedzającym konferencje Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, 19 i 20 kwietnia w Waszyngtonie.

Dodał, iż dla osiągnięcia w 2030 roku wyznaczonego celu uboższe regiony świata, jak Azja Południowa i Afryka na południe od Sahary, będą potrzebować trwałego znacznego wzrostu gospodarczego i szybszego niż dotąd tworzenia nowych miejsc pracy. Ważne jest także uniknięcie wstrząsów, jakimi mogłyby być znaczne podwyżki cen żywności i paliw.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 26 lip 2014, 12:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://dziennikzwiazkowy.com/ameryka/me ... o-stosuja/

Byłby to słuszny pomysł, gdyby nie przedłużano dnia pracy. Rozwój naukowo-techniczny w zdrowej ekonomii skraca czas pracy nie zmniejszając dochodów. W chorej ekonomii rozwój naukowo-techniczny jest wrogiem ludzkości, bo szerzy bezrobocie i nędzę.

Kopia artykułu:

Meksykański miliarder proponuje skrócenie tygodnia pracy. Niektóre firmy w USA już to stosują
in Ameryka / przez EM / o 25 Lipca 2014 /

Meksykański miliarder, drugi po Billu Gatesie najbogatszy człowiek na świecie, 74-letni Carlos Slim, zaskoczył uczestników konferencji biznesowej w Paragwaju, opowiadając się za skróceniem tygodnia pracy do trzech dni. Pozostałe cztery dni radzi wypełnić rozrywką i innymi zajęciami nie związanymi z pracą zawodową.

Obrazek
Carlos Slim (z lewej) i Bill Gates fot.Jose Mendez/EPA


Slim proponuje przedłużyć dzień pracy do 11 godzin. Uważa, że wiedząc, iż czeka ich „nagroda” w postaci 4 wolnych dni, ludzie będą bardziej wydajni i nastawieni bardziej entuzjastycznie do swych zajęć.

Amerykańscy szefowie korporacji mogliby się czegoś od Slima nauczyć, lecz jest to mało prawdopodobne. Jego kompania telefoniczna Telmex zezwala długoletnim pracownikom na przejście na emeryturę przed ukończeniem 50 lat. „Financial Times” pisze, że niektórzy starsi pracownicy mogą sobie skracać tydzień pracy.

Tymczasem większość Amerykanów jest przepracowana. Wymagania co do wydajności rosną, a płace pozostają na tym samym poziomie. Ponadto Stany Zjednoczone są jedynym dobrze rozwiniętym krajem, który nie zmusza kompanii do zapewnienia kobietom płatnego urlopu macierzyńskiego. Wszystko to przyczynia się do długotrwałego, szkodliwego dla zdrowia stresu.

Nikt jednak nie zwraca na to uwagi, choć pierwsze próby zaprowadzenia zmian świadczą, że ludzie łatwiej koncentrują się na rzeczach ważnych wiedząc, że muszą się z nimi uporać w ciągu czterech zamiast pięciu dni. Regułę tę potwierdził Jason Fried, właściciel kompanii 37Signals, który skrócił tydzień pracy o jeden dzień i o swoich doświadczeniach pisał latem 2012 roku w „New York Times”. Podobne zależności zaobserwowano w Utah, gdzie w ramach eksperymentu związanego z próbą zmniejszenia zużycia energii w biurach stanowych wprowadzono 4-dniowy tydzień pracy. (eg)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 13 cze 2015, 15:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/03/1 ... ospodarki/

Kraje zacofane nie rozwiną się nigdy, jeżeli maksymalnie otworzą swoje gospodarki
Posted by Marucha w dniu 2015-03-17 (wtorek)



Gdyby Korea Płd. przyjęła bezkrytycznie popularną na Zachodzie opowieść o tym, że droga do rozwoju ekonomicznego wiedzie przez maksymalne otwarcie swojej gospodarki, to tkwili byśmy do dziś na peryferiach światowej gospodarki – mówi w wywiadzie koreański ekonomista Ha-Joon Chang.
Czy ekonomia naprawdę jest taka prosta?
Oczywiście. 95 proc. ekonomii można zrozumieć przy użyciu odrobiny zdrowego rozsądku. A bez tych niezrozumiałych 5 proc. można sobie spokojnie poradzić.
Choć jeśli zejść naprawdę głęboko, to sprawa zaczyna się robić mocno skomplikowana, nierzadko skrajnie techniczna albo totalnie ezoteryczna. Ale bądźmy szczerzy: ilu fizyków tak naprawdę rozumie teorię względności Einsteina? A ilu tylko wie o jej istnieniu? Ale czy jeśli ktoś nie jest Einsteinem, to czy nie można powiedzieć, że jest fizykiem? Nie sądzę.
To czemu ekonomia uchodzi za trudną?
Bo ekonomiści wymyślili, że ten hermetyczny żargon i wciskana wszędzie – często na siłę – matematyka im się bardziej opłacają. To z resztą nie jest przypadłość wyłącznie ekonomistów. Każdy zawód bazujący na pewnej technicznej kompetencji radzi sobie w ten sposób. Dzięki tej hermetyczności piloci, hydraulicy czy lekarze sprawniej się z sobą komunikują. Nie bez znaczenia jest również to, że jeśli profesja uchodzi za skomplikowaną, to świadczący ją profesjonaliści mogą łatwiej usprawiedliwiać wysokie ceny swoich usług. Akurat w przypadku ekonomii – najlepiej opłacanej nauki społecznej – widać to bardzo dobrze.
Nie przesadza pan?
Ja przesadzam? Guru amerykańskiej ekonomii akademickiej Gregory Mankiw z Uniwersytetu Harvarda (prof. Mankiw jest autorem najważniejszego podręcznika ekonomii, z którego uczą się amerykańscy studenci – red.) powiedział kiedyś mniej więcej tak: „Ekonomiści lubią udawać naukowców. Wiem, bo sam to robię. Kiedy wchodzę na zajęcia ze studentami pierwszego roku, zaczynam od bardzo formalnego wykładu przedstawiającego ekonomię jako dziedzinę, w której wszystko można zmierzyć i w miarę precyzyjnie przewidzieć. Dlaczego to robię? A co? Mam mówić młodym, pełnym dobrych chęci ludziom, że zapisali się na jakieś chybotliwe akademickie rozważania, które nie zakończą się zdobyciem żadnej twardej wiedzy? Już wkrótce sami się o tym przekonają”.
Ekonomista chyba jednak zna się na gospodarce lepiej niż zwykły śmiertelnik.
I właśnie takie myślenie daje ekonomistom niesamowitą przewagę. Już na wstępie dostają do ręki możliwość wypowiadania się z lepszej, bo eksperckiej perspektywy. Z jakiegoś dziwnego powodu ludzie w tej akurat dziedzinie wyjątkowo łatwo akceptują tytularne autorytety.
Proszę zwrócić uwagę, że większość zwykłych ludzi nie ma większego problemu z wypowiadaniem się na takie tematy, jak: wojna w Afganistanie, energia atomowa, zmiana klimatu, małżeństwa gejowskie albo aborcja. I robimy to, nawet jeśli nie jesteśmy wojskowymi i nie mamy doktoratów z fizyki jądrowej, biologii albo etyki. Bo wydaje nam się – i całkiem słusznie – że to są sprawy o dużym znaczeniu dla społeczeństwa. Jest więc nawet wskazane, by świadomi i aktywni obywatele się w te spory mieszali. W końcu tak funkcjonuje demokracja.
A poza tym inteligentny człowiek potrafi zajmować stanowisko nie tylko w kwestiach, w których siedzi po uszy. Po to jest w końcu człowiekiem inteligentnym i potrafi wnioskować na podstawie dostępnej wiedzy, umie tę wiedzę poszerzać i oceniać wiarygodność argumentów.
A ze sporami ekonomicznymi tak nie jest?
Gdy rozmowa wchodzi na tematy ekonomiczne i wyjdzie na jaw, że w gronie dyskutujących jest ekonomista, wszyscy kładą uszy po sobie. A często ludzie w ogóle nie chcą się wypowiadać na tematy ekonomiczne. „To jakieś trudne, techniczne wyliczenia” – myślą i oddają ekonomię ekonomistom.
Wygląda na to, że tak to działa na wielu różnych poziomach. Wie pan, ilu polskich ministrów finansów po 1989 r. to byli ekonomiści?
Ilu?
Wszyscy. Cała siedemnastka. To coś jakby niepisana reguła polskiej polityki. Która nie ma precedensu w żadnej innej dziedzinie życia politycznego. Bo przecież ministrem zdrowia nie zostaje automatycznie lekarz, a na stanowisku szefa resortu sprawiedliwości nie musi zawsze pojawić się prawnik. Niekiedy – jak choćby w polskim Ministerstwie Obrony Narodowej – wprowadzona zostaje zasada cywilnej kontroli nad resortem.
I tak to właśnie działa. Gdy dochodzi do tematu ekonomicznego, to skądinąd odpowiedzialni i inteligentni ludzie zaczynają się zachowywać jak dzieci. Bo przecież przekonanie, że ekonomista będzie najlepszym politykiem gospodarczym, jest oparte wyłącznie na wierze. Na to nie ma żadnych dowodów. A jeśli już mielibyśmy się tu doszukiwać jakiejś zależności, to będzie ona raczej odwrotna, niżbyśmy się spodziewali.
To intuicja czy ma pan jakieś dowody?
Porównajmy z sobą dwa regiony świata: Azję Wschodnią i Amerykę Łacińską. Oba mniej więcej w tym samym czasie podjęły próbę dogonienia rozwiniętego gospodarczo świata.
W Ameryce Łacińskiej na czele tych przemian stanęła kasta zawodowych ekonomistów. Nierzadko wykształconych na najlepszych amerykańskich uniwersytetach: od Harvardu po Chicago.
W Azji było inaczej. W Japonii w resortach gospodarczych dominowali prawnicy. A na Tajwanie i w Chinach inżynierowie. Podobnie w mojej rodzinnej Korei. Oh Won-chul, w latach 70. główny strateg przestawienia gospodarki z eksportera niskoprzetworzonych towarów na lidera elektroniki i przemysłu ciężkiego, był… właśnie inżynierem.
A teraz porównajmy dorobek gospodarczy Ameryki Łacińskiej z Azją Wschodnią w okresie powojennym. Korea Południowa, Japonia, Tajwan, a potem Chiny rozwijały się wtedy w zawrotnym tempie, faktycznie dołączając do grona najbogatszych państw świata. A Ameryka Łacińska stała w zasadzie w miejscu, okresy koniunktury przeplatając regularnie powracającymi kryzysami.
Inny przykład to Portugalia. Niedawno czytałem, że prawie 90 proc. tamtejszych ministrów finansów od czasów II wojny światowej miało tytuł doktorski z ekonomii. Mimo tego faktu Portugalia uchodzi dziś za jedną z najgorzej zarządzanych gospodarek Europy Zachodniej.
Może to przypadek.
Jasne, że tu nie musi być bezpośredniego wynikania. Ale to chyba dosyć powodów, by przestać wierzyć w bajeczkę, że dobra polityka gospodarcza wymaga zaangażowania dobrych ekonomistów. Na tym polu w stu procentach zgadzam się z królową Elżbietą II, która w listopadzie 2008 r. odwiedziła London School of Economics. Najpierw grzecznie wysłuchała wystąpienia o przyczynach wybuchu kryzysu finansowego, który właśnie ogarniał świat. A zaraz potem dobrodusznie, ale celnie zapytała: „No dobrze, ale jak to możliwe, że nikt z państwa tego nie przewidział?”.
Zawsze jest pan taki ostry wobec własnej profesji?
Tu nie chodzi o jakąś szczególną złośliwość wobec swojego plemienia. Raczej o uświadomienie sobie, że oddawanie tak kluczowej dziedziny życia jak gospodarka garstce technokratów nie jest dobrym pomysłem. I to z dwóch powodów. Po pierwsze to jest zaprzeczenie demokracji. Bo przecież nie po to mamy legalnie wybranych przedstawicieli, żeby zaraz potem mówić im: „O nie, bratku! Ty nosa w gospodarkę wkładać nie będziesz! W innych dziedzinach proszę bardzo, ale od gospodarki wara! Tu trzeba się znać”.
A drugi powód?
Drugi powód to ekonomiczny imperializm. Ekonomistom nie wystarcza to, że żaden laik nie śmie zapuszczać się na ich poletko. Oni sami bardzo chętnie mieszają się do innych dziedzin. Już w 1932 r. angielski ekonomista Lionel Robbins stworzył z pozoru niewinną definicję ekonomii. Czytamy w niej, że „ekonomia to nauka o ludzkim zachowaniu jako o stosunku między danymi celami i ograniczonymi środkami o alternatywnych zastosowaniach”.
Brzmi niewinnie.
Tylko z pozoru. De facto oznacza to, że ekonomia to badanie racjonalnych ludzkich zachowań. A jeśli tak, to niby dlaczego nie przyłożyć jej do wszystkich innych dziedzin życia. I to się właśnie dzieje! Gary Becker…
Zmarły w tym roku amerykański noblista i filar szkoły chicagowskiej.
Tenże Becker zasłynął używaniem ekonomii wszędzie: do analizowania relacji w małżeństwie, przestępczości czy polityki narkotykowej. W wersji pop to samo robią takie książki jak „Freakonomia” (wydania polskie 2008 i 2011 – red.), gdzie ekonomista Steven Levitt i dziennikarz Stephen Dubner piszą o ekonomicznych prawidłach stojących za zachowaniem japońskich zawodników sumo czy członków Ku-Klux-Klanu. I robią to rzecz jasna fantastycznie. Ale w ten sposób tworzy się wrażenie, że ekonomia jest wszędzie. I że wszędzie można – a nawet należy – zastosować żelazne reguły podaży i popytu. Tymczasem każdy z nas wie, że to bzdura. Choć większość ludzi gasi ten sprzeciw już w zarodku. Bo przecież skoro tak mówią ekonomiści, to coś musi być na rzeczy.
Cały czas mówimy o ekonomistach jako o jednym plemieniu. A przecież to profesja wewnętrznie podzielona jak żadna inna.
O, tak! Dzieje się tak dlatego, że ekonomia nie jest nauką ścisłą, która może się oprzeć na wiedzy pewnej. Dlatego pozostają interpretacje. A ponieważ interpretacje mogą być skraje różne, więc rodzą się gorące spory. Nieraz idzie naprawdę na noże.
Jak normalny człowiek ma się w tym chaosie połapać?
Wystarczy, że będzie świadom istnienia dziewięciu podstawowych szkół ekonomicznych.
Aż dziewięciu?! To nie jest tak, że wszystko sprowadza się do sporu wolnorynkowców z etatystami?
Gdyby to było takie proste, nie musiałbym pisać książki „Ekonomia. Instrukcja obsługi”! Moim zdaniem najważniejszych szkół jest dziewięć. I każda z nich ma trochę racji, a jednocześnie każda się trochę myli. Jak to w życiu.
Od czego zaczniemy?
Zacznijmy od szkoły klasycznej. To tradycja myślenia wywodząca się od Szkota Adama Smitha i kontynuowana w XIX w. przez Anglika Davida Ricardo czy Francuza Jeana Baptiste’a Saya. To oni wymyślili „niewidzialną rękę rynku” i byli zdecydowanymi zwolennikami wolnego handlu. W jednym zdaniu ich przesłanie można podsumować tak: wolne rynki są dobre, bo konkurencja dyscyplinuje wszystkich uczestników gry. Dlatego niech nikt tego mechanizmu nie rusza, bo go popsuje.
To myślenie dość popularne w polskiej publicystyce ekonomicznej.
Ono ma jednak parę słabych punktów. Klasycy generalnie nie potrafią radzić sobie z kryzysami i z problemami społecznymi, takimi jak bezrobocie. Każą się tym zjawiskom bezczynnie przyglądać, jakby to był jakiś dopust boży. Bo my, śmiertelnicy, zaradzić im i tak nie możemy.
Pesymiści.
I trochę niedzisiejsi. Poza tym myśl klasyczna – stworzona w czasach rewolucji przemysłowej – ma już jednak swoje lata. Dlatego gdzieś po drodze wykiełkowała z niej tradycja neoklasyczna. Jej najważniejszy przedstawiciel to zmarły w 1924 r. Alfred Marshall, guru angielskiej, a co za tym idzie – światowej ekonomii pierwszej ćwiartki XX w.
Co mówią neoklasycy?
Oni uważają, że jednostka wie, co robi. I dlatego nie należy uszczęśliwiać jej na siłę. Duch neoklasyczny jest w ekonomii obecny do dziś. To od nich pochodzi na przykład kluczowe w ekonomii pojęcie użyteczności. Czyli subiektywnego zadowolenia homo oeconomicus z rzeczy, które mu się przytrafiają. Według neoklasyków człowiek to jest taka racjonalna maszyna, która cały czas goni za tym, by tej użyteczności mieć jak najwięcej. A gospodarka to suma takich właśnie maszynek.
I to jest – jak rozumiem – jednocześnie słaby punkt podejścia neoklasyków do ekonomii.
Tak. Bo wystarczy rozejrzeć się wokół siebie. Czy widzimy tam takie racjonalne maszynki goniące za maksymalizacją swojego egoistycznego interesu?
Czasem tak, a czasem nie.
No właśnie. Czy bankowcy pompujący bańkę na rynku nieruchomości przed rokiem 2008 działali racjonalnie, czy głupio? Czy gospodarka dobrze na tym wyszła? Kilka takich pytań i całe neoklasyczne rozumowanie zaczyna się chwiać. Do tego dochodzi jeszcze zarzut natury klasowej. To znaczy, że neoklasycy są obrońcami status quo. Jesteś bogaty? Widocznie zasłużyłeś! Jesteś biedny? Pewnie byłeś głupi i leniwy! To dlatego neoklasyków więcej na wyższych partiach drabiny społecznej. A im niżej, tym jest ich mniej.
I tak dochodzimy do kolejnej szkoły ekonomicznej, czyli marksizmu.
Jej przedstawiać aż tak bardzo nie trzeba. Sedno marksizmu tkwi w przesłaniu: kapitalizm to znakomite narzędzie rozwoju ekonomicznego. Ale upadnie. Bo jest oparty na wyzysku. I ci wyzyskiwani w końcu upomną się o swoje interesy.
No i upomnieli się!
I tak, i nie. Bo historia pokazała, że Marks miał i ma nadal wiele racji w punktowaniu słabości kapitalizmu. Ale w jednym go nie docenił. Nie przewidział, że będzie on w stanie tak się przepoczwarzać, by uniknąć wielkiej rewolucji komunistycznej na szeroką skalę.
Dzięki czwartej szkole, czyli keynesizmowi.
Dlatego trudno powiedzieć, czy keynesizm jest lewicowy, czy raczej konserwatywny. Bo z jednej strony forsuje on konieczność stworzenia takich mechanizmów, które przesuną środki od bogatych w kierunku biednych. Głównie w formie rządowej interwencji w gospodarkę. Jednak z drugiej strony keynesiści stawiają na redystrybucję nie dlatego, by raz na zawsze zniwelować podziały społeczne. O, nie! Oni nie są marksistami. Chcą tylko, żeby biedniejsi mieli środki, które pozwolą im na kupowanie produktów tworzonych przez kapitalistów. Żeby te pieniądze mogły do nich wrócić. Keynesizm jest więc szkołą pokojowego zmniejszania nabrzmiałych problemów społecznych. Ale nie rości sobie ambicji do ich rozwiązania raz na zawsze.
A słabe strony Keynesa?
Skupienie się na krótkim okresie. Keynes jest autorem słynnej frazy, że „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”. I to była wielka siła jego szkoły, bo ona nie pozwalała chować głowy w piasek, gdy gospodarką wstrząsała recesja. Ale to miało też swoje negatywne strony. Bo stosowany zbyt długo keynesizm rodzi skostnienie. Jest raczej słaby w radzeniu sobie z długofalowymi problemami: skutkami postępu technologicznego albo wypaczania się instytucji.
Jak Keynes, to i jego główny rywal – Friedrich von Hayek. Czyli szkoła austriacka. O co im – jednym zdaniem – chodziło?
Austriacy mówią: nie ma takiej instytucji, która byłaby w stanie przetworzyć wszystkie informacje od nabywców i sprzedawców. Dlatego najlepiej zostawić wszystko rynkowi. Szkoła austriacka była dzieckiem swoich czasów. Miała być odtrutką na próby zaprowadzenia centralnego planowania. Jej popularność w USA – począwszy od lat 70. – wiązała się również z ponownym zaostrzeniem zimnej wojny. Bo każdy pocisk, który można było odpalić w znienawidzony Związek Radziecki, był dobry.
Wyczuwam ironię.
Szkoła austriacka jest tyleż spójna, ile oderwana od rzeczywistości. Hayek był bowiem radykałem. W swoim sztandarowym dziele „Droga do niewolnictwa” pisał wręcz, że każda interwencja rządu w gospodarkę wprowadza kraj na równię pochyłą wiodącą wprost do socjalizmu. Podkreślam słowo „każda”. Rzecz w tym, że nie ma świecie kraju, w którym rząd zupełnie wycofał się z gospodarki. I nigdy nie będzie. Bo to by był jakiś horror.
Szkoły, o których do tej pory mówiliśmy, są dość znane. Te mniej oczywiste zostawił pan na koniec.
Moim zdaniem najważniejszą spośród niedocenianych szkół ekonomicznych jest ekonomia rozwoju. Pokazuje ona świat z nieco innej perspektywy niż te poprzednie. To jest optyka krajów biednych i słabo rozwiniętych. Takich jak pańska ojczyzna Polska i moja – Korea.
Korea trochę jednak bogatsza.
Ale nie zmienia to faktu, że gdyby Korea przyjęła bezkrytycznie popularną na Zachodzie opowieść o tym, że droga do rozwoju ekonomicznego wiedzie przez maksymalne otwarcie swojej gospodarki, to tkwili byśmy do dziś na peryferiach światowej gospodarki. I to jest właśnie główne przesłanie ekonomii rozwoju. Dowodzi, że kraje zacofane nie rozwiną się nigdy, jeżeli zdadzą się tylko na rynek. Bo ten zawsze premiuje silniejszych. Wbrew pozorom tego typu myślenie nie zrodziło się w Korei, Japonii ani w Chinach.
Tylko gdzie?
W średniowiecznej Anglii. W renesansowych Włoszech. A potem w USA po zwycięskiej wojnie o niepodległość.
To Ameryka nie była od początku swego istnienia wolnorynkowym rajem?
To jeden z największych mitów historii gospodarczej. Amerykanie stali się promotorami wolnego handlu, gdy już poczuli, że mogą sobie na to pozwolić. Ale wcześniej należeli do największych zwolenników ekonomicznego protekcjonizmu. Takie podejście wymyślił sekretarz skarbu Alexander Hamilton.
Ten z banknotu dziesięciodolarowego.
Ten sam. On jest autorem koncepcji „raczkujących gałęzi przemysłu”, które państwo musi chronić z pomocą wszystkich dostępnych środków: barier celnych, a – jeśli zajdzie taka potrzeba – nawet metodami wojskowymi. A dopiero gdy przemysł się rozwinie, może się boksować na bardziej otwartych rynkach. Mówiąc krótko, Hamilton był ojcem tej samej koncepcji, z którą 200 lat później walczyły ulokowane w Waszyngtonie instytucje finansowe: MFW i Bank Światowy.
Dużo tego wszystkiego się robi. Jakie szkoły nam jeszcze zostały?
Ważna jest też szkoła schumpeterowska. Jej guru Joseph Schumpeter też był Austriakiem. Ale z Hayekiem łączyło go niewiele. Schumpeter był trochę jak Marks. Bo też przewidywał, że kapitalizm wpadnie w kłopoty. Choć nie z powodu rosnących różnic społecznych. Zdaniem Schumpetera firmy będą rosły i rosły, aż w końcu staną się niewydolnymi biurokratycznymi potworami. Niezdolnymi do wygenerowania jakichkolwiek innowacji.
Miał wiele racji.
Ale nie sprawdziła się jego główna przepowiednia – kapitalizm nie upadł. Bo kapitalizm i na tym polu okazał się sprytniejszy. Wytworzył mechanizmy samonaprawy. Na przykład na polu innowacji wielkie koncerny zaczęły współpracować z rządem. I to w ten sposób powstaje dziś większość przełomowych odkryć, które ciągną gospodarkę do przodu. Wystarczy wspomnieć internet.
Czy to już wszyscy?
Skąd. Możemy jeszcze wspomnieć o szkole instytucjonalnej i szkole ekonomii behawioralnej. Obie są wynikiem niezgody na ograniczanie ekonomii tylko do spojrzenia szkoły klasycznej i szkoły neoklasycznej. Czyli sprowadzania ludzi do tych racjonalnych i egoistycznych maszynek, które gonią jedynie za maksymalizacją użyteczności.
Co mówią instytucjonaliści?
Że każdy z nas jest produktem społeczeństwa, z którego wyrósł. Nawet wtedy, gdy może zmieniać panujące w nim zasady.
A jaśniej?
Weźmy pod rozwagę taką zagadkę: dlaczego w gospodarce rynkowej w ogóle istnieją firmy, nierzadko organizujące więcej niż jeden etap produkcji jakiegoś towaru? Przecież teoretycznie na każdym z nich powinien zarabiać osobny homo oeconomicus.
To się nie opłaca.
No właśnie. Instytucjonaliści spopularyzowali termin kosztu transakcyjnego. W każdym społeczeństwie takie koszty kształtują się inaczej. I dlatego homo oeconomicus w Brazylii zachowuje się inaczej niż jego odpowiednik w Wielkiej Brytanii.
A ostatnia szkoła twierdzi, że homo oeconomicus… nie istnieje. I nigdy go nie było.
To behawioryści. Oni z kolei poddali w wątpliwość inne założenie szkoły klasycznej, czyli racjonalność pojedynczego uczestnika ekonomicznej gry. Bo niby na jakiej zasadzie ekonomiści mówią, że ludzie zareagują w ten albo inny sposób na jakiś ekonomiczny impuls? Czy nie przeceniają ich zdolności do analizy sytuacji? Czy nie zapominają o pułapkach myślowych, w które każdy z nas wpada?
Mamy zatem dziewięć szkół…
A teraz pora uświadomić sobie, że w praktyce nigdy nie mamy do czynienia z tylko jedną z nich. Zawsze to będzie koktajl złożony z różnych szkół i tradycji.
To dobrze?
Bardzo dobrze. Dlatego na podręcznikach ekonomii powinno się zawsze znajdować ostrzeżenie: „Wypicie tylko jednego składnika surowo wzbronione. Może prowadzić do arogancji, a nawet martwicy intelektualnej”.
To już nawet nie pytam, do której szkoły pan siebie zalicza.
I słusznie.
Ha-Joon Chang – koreański ekonomista pracujący na Uniwersytecie Cambridge. Autor kilku głośnych książek, w tym „23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie” (wydanie polskie 2013 r.). W 2014 r. ukazała się jego najnowsza książka „Economics: The Users Guide” (Ekonomia. Instrukcja obsługi).

http://forsal.pl/artykuly/839775,ha-joo ... darki.html

A mit, że Stany Zjednoczone wzbogaciły się dzięki wolnemu rynkowi, jest nieśmiertelny…
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 06 paź 2015, 19:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Co się stanie po upadku dolara ?

Z cyklu: „52 stan” S-59.

dr J. Jaśkowski

„Miłość do pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła.”

„Nieważne, kto rządzi państwem,

WAŻNE, KTO EMITUJE PIENIĄDZ” J.D.R.

Jak wiadomo, produkcja papierków zwanych pieniądzem idzie pełną parą. Jak twierdzą znawcy [nie lubię pojęcia eksperci, zdewaluowało się całkowicie, od kiedy to aktorzy sceny politycznej opierać zaczęli się na „ekspertach” przez siebie wybieranych], na każdego Amerykanina przypada już ponad 108 000 dolarów do spłacenia, a na każdego Polaka ponad 100 000 złotych. Każdy jako tako znający matematykę może sobie łatwo obliczyć, że są to kwoty niemożliwe fizycznie do spłacenia, czyli procenty wzrastają szybciej, aniżeli możliwości spłaty kapitału głównego. Innymi słowy, zmieniono w niewolników już nawet nasze wnuki.

Dług USA wynosi więcej, aniżeli roczny dochód. I to dług jawny. Wiadomo, od co najmniej 3 dekad, że wszystkie liczące się państwa prowadzą kreatywną księgowość, zmieniając co jakiś czas zasady liczenia PKB. Pan Vincent R. na przykład, do dochodu kazał dodawać wartość prac wykonywanych w czynie społecznym przez organizacje pozarządowe. Bardzo zabawne było w tych obliczeniach wycenianie godziny pracy. Przykładowo dokonywano sprzątania parku, w akcji brali udział pracownicy naukowi. Przepracowano 4 godziny. W akcji brało udział 20 osób. To jak liczyć wartość pracy? Po cenie godziny pracy pracownika naukowego, czy po cenie godziny pracy bezrobotnego? Ot, taka sobie fikcja. Ale można było wykazywać, że PKB wzrasta.

Już od dawna mówi się o upadku dolara. Około 10 lat temu miał wejść w życie Amero. Akcja się opóźnia, ale dolar zostaje zamieniony w fiat papier, a przechodzić zaczyna się na system rozliczeniowy bezgotówkowy. Oczywiście system taki jest znacznie lepszym sposobem kontroli społeczeństwa, aniżeli jakiekolwiek pieniądze. W systemie bezgotówkowym nigdy nie będziesz wiedział, ile masz gotówki i czy jeszcze w ogóle cokolwiek na twoim koncie się znajduje. Nie mówię tutaj o zwykłej pomyłce księgowego, który zdejmie z twego konta pieniądz, a przełoży je do innego, czy o pomyłce komputera. Pamiętam jak kilkakrotnie w Banku PKO doliczano mi za rzekome zakupy wykonane kartą bankomatową, w miejscowościach, w których nigdy nie byłem. Reklamację oczywiście uwzględniano, ale wymagało to stałego nadzoru nad wydrukami.

Wojny służą od 200 lat przerzucaniu pieniędzy podatnika, za pomocą aparatu państwowego, do kieszeni prywatnych korporacji. Pisałem przed laty, jak to się wzbogacały poszczególne koncerny w czasie I Wojny Światowej. Wojna jest także doskonałym resetem zadłużeń, a zniszczenia materialne rozkręcają produkcję i tworzą nowe miejsca pracy. Jak to zwykle bywa, zyski pozostają po jednej stronie, a długi, czyli sprzedaż w niewolę ludności, po drugiej stronie. Proszę zauważyć, że długi są bezwzględnie egzekwowane nawet 80 lat po wojnie. Niemcy, czy Anglia, jedni zwycięzcy, drudzy przegrani, spłacili swoje pożyczki wojenne prywatnym bankom dopiero w XXI wieku.

Te obecnie toczone wojny, praktycznie na całym świecie, także służą temu samemu. Rezultatem takich wojen jest zwykle gromadzenie się kapitału po jednej stronie i likwidacja klasy średniej. Ubogi i tak nie ma nic do stracenia. Właściwe zrozumienie tzw. filmów fantastycznych, przedstawiających sytuację w przyszłości, ma właśnie przygotować społeczeństwo do tego, co nas, a właściwie nasze wnuki, czeka. Takimi filmami są na przykład Strażnik czasu, Głodowe Igrzyska, czy Maszyna. Większość oglądających traktuje je jako zabawę, lub zabicie czasu, nie zdając sobie sprawy, że jest to realizowany program.

Przykładowo, jeszcze przed paru laty wydawało sie, że tzw. niszowe waluty typu duńska, czy szwedzka korona, będą wartościową lokatą dla polskiej złotówki. Obecnie już wiadomo, że kraje te chcą przejść na system bezgotówkowy i pozamieniane na czarną godzinę korony zmienią się w papierki. Szczególnie zaskakujące jest tak szybkie wdrażanie tych systemów.

Co wiec będzie w sytuacji załamania się dolara i zamianie go na jakieś inne fiat bony towarowe? A musisz wiedzieć Dobry Człeku, że złotówka jest już tylko bonem towarowym na terenie Polski. Wymiana jej w większości krajów świata jest albo niemożliwa albo wyjątkowo nie opłacalna. Jeszcze tylko w Kraju można wymieniać dolary. Na razie bez problemów.

Jeżeli zapadnie nagle decyzja o upadku dolara, to zaczną się dziać „dziwne rzeczy”. Prasa amerykańska, opierając się na analizie Wielkiego Kryzysu z lat 1929 - 1941, przewiduje następujący scenariusz.

Zacznie się masowe zamykanie zakładów produkcyjnych i zwalnianie ludzi. Ludzie tracąc pracę, nie będą mogli opłacać czynszów. Już obecnie zdecydowana większość młodych ludzi posiada mieszkania, ale zakupione za kredyty. Jak przestaną spłacać, zostaną wyrzuceni na bruk, powiększając armię bezdomnych. Bezdomnych w USA już od kilku lat przenosi się do obozów FAMA, gdzie co prawda dostają miskę zupy, ale nie mogą opuścić terenu obozu. Liczba osób żyjących z kartek żywnościowych przekroczyła już 70 milionów, na 320 milionów obywateli. W Polsce już obecnie, szczególnie w okresie zimowym, wszelkie schroniska dla bezdomnych są przepełnione.

Zaczną się niedobory żywności. Duże aglomeracje są skazane na zaopatrzenie hurtowe. Żywność, zarówno z małych sklepików, jak i dużych samów, zniknie w przeciągu kilku godzin. Tak było w każdej sytuacji zamieszek w XX wieku.

Polska samowystarczalna żywnościowo była jeszcze w latach 70. Dzięki odpowiedniej polityce namiestników rządzących tym Wesołym Barakiem [J. Pietrzak], obecnie jest zdana na zakupy międzynarodowe. A te będą zależne od zupełnie niezależnych od społeczeństwa, czynników.

Jednocześnie brak pieniądza w obiegu znacznie pogorszy sytuację, szczególnie ludzi starszych, zależnych od dostaw emerytur, czy rent. Przez ostatnie ćwierć wieku tak obniżono siłę nabywczą pieniądza, że mało która rodzina posiada zapas gotówki, pozwalający na przeżycie następnego miesiąca.

Oczywiście, że niedobory żywnościowe spowodują zamieszki uliczne, prowokowane przez służby specjalne. Podobnie jak to było w ostatnich latach XX wieku w Polsce. Praktycznie to, co usłużni intelektualiści opisywali jako słuszny gniew ludu, czy rzekome wystąpienia kiboli, zawsze były prowokowane przez agentury. Kibole owszem są, ale nie posiadają gotówki na zakupy szturmówek, czy transparentów. A to sporo kosztuje.

Tzw. starsi i mądrzejsi prowokują zajścia na tle religijnym. Praktycznie proszę zauważyć, że za czasów czy to Kadafiego, czy to Husaina, nigdy nie było żadnych zamieszek na tle religijnym. Dopiero jak pojawiły się w tych regionach siły pokojowe ONZ, czy wojska USA, to zaczynały wybuchać konflikty na tle religijnym. Przecież do zamieszek w Kurdystanie od 1962 roku dochodziło zawsze po akcjach CIA. Podobnie tzw. kalifat ISIS został stworzony na potrzeby ochrony rurociągu, zbudowanego przez terytorium Syrii. Przez poprzednie dekady Syria była najspokojniejszym krajem regionu.

Ostatnio, tj. od jakichś 15 - 20 lat obserwuje się ataki na chrześcijan w krajach azjatyckich na niespotykaną skalę. I co ciekawsze, prasa polskojęzyczna wcale o tym nie informuje, a jednocześnie fałszuje zdjęcia, przedstawiające rzekomą tragedię muzułmanów.

Niszczenie kościołów i katedr katolickich w latach 80. ubiegłego wieku istniało nawet we Francji. Jak łatwo z ludzi można zrobić bandytów, wykazuje rewolucja masońska we Francji w 1789 roku. Ostatnio podano, że w Niemczech eksmituje się chrześcijan z domów czynszowych pod pretekstem konieczności zwolnienia pomieszczeń dla muzułmanów. Proszę pamiętać, że emigranci pochodzą z krajów, w których operuje armia amerykańska.

Wprowadzane przepisy prawne od czasów NDAA - National Defense Authorization Act, pozwalają na aresztowanie i przetrzymywanie każdego podejrzanego na poligonach wojskowych.

Nie wiem, jakie ustawy zatwierdził sejm w ostatnim miesiącu, ale w USA już obowiązują akty prawne, poczynając od przepisów wykonawczych:

10997 pozwala rządowi na przejęcie całej energetyki, od elektryczności, poprzez gaz, benzynę itd.

10998 pozwala przejąć rządowi całą żywność i zasoby gospodarcze.

11000 pozwala rządowi powołać do wojska wszystkich cywilów, do pracy na rzecz rządu, czyli za miskę zupy. U Sowietów nosiło to nazwę systemu gułagów.

11001 pozwala rządowi przejąć całą służbę zdrowia

Takich i podobnych rozporządzeń jest już przygotowanych cała masa.

W Polsce jeszcze nie podano ich do publicznej wiadomości, ale każdy wojewoda może spokojnie wezwać z zagranicy pomoc pod pretekstem zamieszek lokalnych, klęski żywiołowej, lub innego wymyślonego pretekstu. Czyli innymi słowy, już nie działa państwo, tylko odrębne regiony. Do dnia dzisiejszego nie opublikowano przepisów, jaka jest zależność euroregionów od podziału administracyjnego państwa. Jest to szczególnie ważne w związku z „dotacjami” unijnymi. Przypomnę, że roczna wpłata Polski do budżetu Unii wynosi ponad 70 miliardów, a otrzymujemy koło 40 miliardów. Ale wszelkiej maści bilbordy podają sytuację odwrotną.

Podobno zakupione przed laty przez Polskę samochody z bronią mikrofalową i ultradźwiękową dla 6 dużych miast w Polsce, w obawie przed zamieszkami, zostały przekazane na Ukrainę, a Polska musi zakupić nowe z Niemiec. Jest bardzo prawdopodobne, że w celu opanowania sytuacji zostanie zatrudniona religia. To dlatego właśnie trwają cały czas rozmowy o finansowaniu kościoła przez państwo, na wzór protestancki. To również dlatego historia Kościoła jest niewykładana w szkołach. Jeszcze za dużo by zrozumieli młodzi ludzie i zaczęli samodzielnie myśleć. Już Wolter i tzw. encyklopedyści francuscy, szkoleni w Anglii, zgodnie twierdzili, że religię katolicką trzeba zniszczyć, ale trzeba otumaniać ludność wiarą, ponieważ bez tego nie daje się nimi rządzić i utrzymywać w posłuszeństwie.

www.thelibertybeacon.com/2015/09/28

www.thelibertybeacon.com/2015/09/10

www.theslethjournal.com/the-pyramid-of-our-society/

www.theocommonsenseshow.com/201/09/10/

www.veteranstoday.com/2015/08/30

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

http://educodomi.blog.pl/2015/09/03/wal ... ek-panstw/

http://educodomi.blog.pl/2015/02/21/gdzie-sa-zydzi/

http://educodomi.blog.pl/2015/08/25/fal ... a-oszustw/

http://educodomi.blog.pl/2015/01/05/dyk ... ch-bankow/

http://educodomi.blog.pl/2015/05/03/eko ... -pieniadz/

http://www.polishclub.org/2015/01/07/dr ... ch-bankow/

http://www.prisonplanet.pl/ekonomia/ban ... 1410481658

Gdańsk 03.10.2015

kontakt: jerzy.jaskowski@o2.pl

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 06 lip 2016, 08:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kopalniawiedzy.pl/Microsoft-Mons ... rtup,24815

Teraz dopiero zaczną mnożyć się na Ziemi klęski głodu.

Kopia artykułu:

Microsoft i Monsanto zainwestują w rolnictwo
wczoraj, 08:27 | Ciekawostki

Obrazek
mr.bologna, CC

Microsoft i firma biotechnologiczna Monsanto ogłosiły, że wspólnie będą inwestowały w nowo powstające brazylijskie firmy z rynku technologii rolnictwa. Monsanto dołączy do brazylijskiego funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez Microsoft. Fundusz ten zajmuje się nowoczesnymi technologiami w rolnictwie. Monstanto wzbogacigo kwotą 92 milionów dolarów.
Twórcy interesujących pomysłów łączących rolnictwo i nowoczesne technologie będą mogli liczyć na początkowe dofinansowanie w kwocie do 459 000 dolarów. Pieniądze trzeba będzie albo spłacić po trzech latach albo zamienić je na akcje.
"Chcemy wesprzeć startupy z branży rolniczej. To wielki dział gospodarki wymagający badań i rozwoju" - powiedział Rodrigo Santos, szef Monsanto na Amerykę Łacińską. We wspomniany fundusz zaiwestował też Qualcomm, producent układów scalonych.

Autor: Mariusz Błoński

Źródło: Reuter
http://www.reuters.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka światowa
PostNapisane: 17 sty 2019, 18:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Inflacji nie ma bo taka jest "mądrość etapu".
Jak się etap zakończy to zobaczymy co będzie ....


Dlaczego nie ma inflacji?

Po kryzysie finansowym z lat 2007-2008 główne banki centralne świata prowadzą bardzo łagodną politykę monetarną. W teorii utrzymywanie stóp procentowych na niskim poziomie oraz przeprowadzanie dodatkowych skupów aktywów powinno być bardzo inflacjogenne, jednak dane pokazują bardzo powolny wzrost cen

Zgodnie z odczytami inflacji z 4 stycznia w grudniu ub.r. (w ujęciu miesięcznym) ceny były stabilne – nie zanotowano zmian we wskaźniku CPI obrazującym inflację konsumencką. W ujęciu rocznym dynamika cen wyniosła 1,1 proc., co jest odczytem poniżej celu Narodowego Banku Polskiego. W świetle tych danych odpowiednią politykę pieniężną zalecali umiarkowani oraz „gołębio” nastawieni członkowie Rady Polityki Pieniężnej, których reprezentuje prof. Eryk Łon, regularnie publikujący na łamach „Naszego Dziennika”. Dlaczego mamy do czynienia ze stanem niskiej inflacji, mimo ekspansywnej polityki monetarnej?

1. Postęp technologiczny – sprzyja wzrostowi wydajności i produktywności ludzkiej pracy. Jeśli dany pracownik dzięki odpowiedniemu uzbrojeniu kapitałowemu lub wydajniejszym procesom produkcji jest w stanie wytworzyć więcej dóbr, to koszt pracy w jednostce, np. towaru, jest niższy, co sprawia, że wzrost cen nie zachodzi lub zachodzi wolniej.

2. Globalizacja – poprzez umiędzynarodowianie się rynków dochodzi do przenoszenia produkcji do krajów o niższych kosztach pracy. Dla przykładu: amerykańska firma Amazon otwiera magazyny w Polsce, ponieważ koszty płac dla Polaków są niższe niż w przypadku Amerykanów, co dla korporacji jest oszczędnością. Tego typu poszukiwanie tańszych i wydajnych pracowników hamuje wzrost cen. Gdyby wszystkie firmy, które mają swoje fabryki i montownie w krajach mniej zamożnych, były obligowane do prowadzenia działalności jedynie w kraju macierzystym, np. w USA, wówczas koszty pracy wzrosłyby, powodując tym samym wzrost cen produktów, czyli inflację. Warto dodać, że globalna dezinflacja ma swoje znaczące wady, dodatkowo pozostaje w dużej mierze poza kontrolą rządów narodowych.

3. Cel inflacyjny banków centralnych – w 1989 roku Bank Centralny Nowej Zelandii przyjął za główny cel inflację o określonym poziomie, stopniowo inne banki centralne szły jego śladem i współcześnie strategia bezpośredniego celu inflacyjnego jest szeroko rozpowszechniona. Niektóre banki centralne, np. amerykański Fed, poza inflacją wspierają zatrudnienie i regulują długoterminowe stopy procentowe. Narodowy Bank Polski w pierwszej kolejności został zobligowany do stania na straży umiarkowanej dynamiki cen, czyli inflacji na poziomie 2,5 proc. z możliwością odchylenia o 1 punkt procentowy zarówno w górę, jak i w dół. Gdy owa dynamika cen nie będzie zagrożona, wówczas NBP może wspierać gospodarczą politykę rządu. Zobligowanie banków centralnych do podejmowania swoich decyzji z uwzględnieniem głównie inflacji wpłynęło pozytywnie na stabilność cenową, przez co wysoka inflacja nie zaburza procesów gospodarczych. Należy mieć na uwadze, że ten argument może zostać rozpatrzony jako odpowiedni w wyjaśnianiu braku silnej inflacji, natomiast nie wyjaśnia, dlaczego inflacji praktycznie nie ma, mimo akomodacyjnej polityki monetarnej.

4. Demografia – silnie starzejące się społeczeństwo może łatwo wpaść w pułapkę niskiej inflacji i niskiego wzrostu gospodarczego, ze względu na brak równowagi (aktualnej i potencjalnej) na rynku pracy oraz rosnące obciążenie budżetu przez konieczność wypłacania emerytur coraz większej części społeczeństwa. Z tego względu bardzo ważne jest, aby dbać o wysoką liczbę urodzeń. Struktura demograficzna danego społeczeństwa nie jest obojętna dla dynamiki cen. W przypadku społeczeństw młodych presja inflacyjna wydaje się wyższa. Może to się wiązać ze zwiększonymi wydatkami na utrzymanie i wykształcenie dzieci, które są jeszcze w wieku przedprodukcyjnym. Zwiększone wydatki sprzyjają wzrostowi cen (strona popytowa), z drugiej strony mniejsza liczba osób w wieku produkcyjnym wytwarza mniejszą ilość dóbr i usług, co również sprzyja wzrostowi cen (strona podażowa). Jednostki tworzące społeczeństwo starzejące się, o relatywnie niskiej dzietności w czasie aktywności zawodowej rezerwują większą cześć zarobków na cele emerytalne, co powinno przekładać się na mniejszy popyt i tym samym niższą inflację. Duży udział osób aktywnych zawodowo korzystnie wpływa na podaż dóbr i usług, a środki przeznaczone na przyszłą emeryturę często zasilają fundusze kapitałowe, generując inwestycje pomagające zwiększać wydajność (patrz punkt 1).

5. Model konsumpcji społeczeństwa – wydatki konsumpcyjne mają silny wpływ na inflację, zatem społeczne normy w tym zakresie są warte podkreślenia. Powszechne finansowanie konsumpcji kredytem jest znamienne dla modelu amerykańskiego. Biorąc pod uwagę jedynie ten czynnik, społeczeństwo za oceanem bardziej sprzyja inflacji, ponieważ nowy pieniądz pojawia się w obiegu gospodarczym dzięki masowej podaży pieniądza kredytowego, co winduje ceny. Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia w oszczędnym społeczeństwie japońskim, które cechuje wysoka stopa oszczędności. W przypadku Kraju Kwitnącej Wiśni rząd bierze na swoje barki zapewnienie odpowiedniej ilości wydatków, czego wskaźnikiem może być rekordowy poziom zadłużenia względem PKB przekraczający 200 proc. Nie jest to strategia szczególnie ryzykowna, ponieważ lwią część japońskiego długu posiadają obywatele tego kraju, stanowiąc stabilne źródło finansowana wydatków publicznych, których sami są beneficjentami.

6. Neo-fisheryzm – Irving Fisher argumentował, że utrzymywanie stóp procentowych na niskich poziomach implikuje niską inflację. Zgodnie z tym rozumowaniem nominalne stopy procentowe są w przybliżeniu szacowane jako suma realnej stopy procentowej oraz oczekiwanej stopy inflacji. Oczekiwanie wyższej inflacji w przyszłości skutkuje wyższymi nominalnymi stopami procentowymi. Z drugiej strony, jeśli banki centralne utrzymują stopy procentowe historycznie bardzo nisko, to tym samym zakotwiczają oczekiwania deflacyjne lub bardzo niskiej inflacji. Jako przykład popierający ten pogląd można przywołać Japonię, w której stopy procentowe są na poziomach bliskich zeru od późnych lat 90., a pomimo to ekspansywna polityka nie doprowadziła do realnego odbicia inflacji. Jednak pogląd ten jest przeciwny ogólnie przyjętym standardom i kiedy prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział, że wysokie stopy procentowe są przyczyną inflacji, został bardzo źle odebrany przez środowiska ekonomiczne. Być może Erdogan odwoływał się do neo-fisheryzmu, a być może przedstawiony wyżej schemat jest adekwatny jedynie w przypadku występowania stóp blisko granicznej wartości zera. Obszar ten z pewnością wymaga dalszych badań i rozważań.

W złożonej sytuacji ekonomicznej, w której wiele zmiennych wpływa na siebie, a na dodatek kluczowe znaczenie dla kształtowania się zjawisk ekonomicznych mają ludzkie wybory i działania, trudno jednoznacznie stwierdzić, co jest przyczyną utrzymującej się długo niskiej dynamiki cen. Autor artykułu ma nadzieję, że przedstawione wyżej wyjaśnienia mogą ułatwić zrozumienie potencjalnych przyczyn dezinflacji.

Wojciech Świder

https://naszdziennik.pl/ekonomia-finans ... lacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /