Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Gdzie zdąża nasza cywilizacja

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 06 mar 2012, 21:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/content/frondapl- ... olonizacje

Autor nie wierzy już w przetrwanie cywilizacji łacińskiej - Europa podbita i zniewolona nie zdolna jest już, by się podnieść, by zrzucić jarzmo. Jedyną nadzieją jest, wedle autora, przechowanie wartości chrześcijańskich przez okres wszechpanującego barbarzyństwa.

Kopia artykułu:

fronda.pl: Europa czeka na dekolonizację
PLK, 6 marca, 2012 - 15:47

Tekst ukazał się w najnowszym numerze (62) kwartalnika "Fronda" i na portalu fronda.pl. Tu:
http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/ ... acje_19580

Grzegorz Górny
Europa czeka na dekolonizację

Kultura ludów skolonizowanych jest głęboko dualistyczna. Charakteryzuje się pęknięciem między kulturą własną, którą uważa się za gorszą, peryferyjną, anachroniczną, zaściankową, a kulturą dominującą, uznawaną za wyższą, bardziej prestiżową, dającą awans towarzyski i społeczny. W związku z tym w ludach skolonizowanych rodzi się kompleks niższości - pisze Grzegorz Górny. Proszę Państwa, Europa jest kolonią. Skolonizowana została przez cywilizację laicką, przez rozum sekularny. Co to znaczy? Europa jako kontynent geograficzny nie ma sensu. Gdyby zastosować do niej kategorie zaczerpnięte z geografii, Europa nie miałaby prawa istnieć, gdyż jest zaledwie kadłubkiem Eurazji, rozbudowanym półwyspem wielkiego lądu eurazjatyckiego. O jej odrębności zadecydowała więc nie natura, lecz kultura, nie geografia, lecz wspólna tożsamość cywilizacyjna zbudowana na religii chrześcijańskiej. Dlatego przez całe wieki mówiono nie o Europie, lecz o respublica christiana. Wielce wymowny jest fakt, że po raz pierwszy słowo „Europejczycy” (europeenses) pojawiło się na określenie chrześcijańskich wojowników w bitwie pod Poitiers, którzy bronili swych ziem przed ekspansją islamu. Jak udowodnił Arnold Toynbee, każda z cywilizacji, jakie pojawiły się w dziejach świata, zbudowana była wokół konkretnej religii – i poza nią traciła sens. Wydarzeniem, które dało początek cywilizacji europejskiej, było chrześcijaństwo. Bez chrześcijaństwa Europa traci sens.

Mentalność skolonizowana Dziś mielibyśmy problem, by nazwać kulturę dominującą w Europie mianem chrześcijańskiej. Jest to kultura, którą można określić różnymi słowami: sekularna, liberalna, laicka, postoświeceniowa. Mniej ważna jest nazwa, ważniejsza jest istota. Chodzi mianowicie o kulturę, która odrzuca niemal wszystkie istotne elementy nauczania chrześcijańskiego: istnienie osobowego Boga, wcielenie Syna Bożego, grzech pierworodny, zmartwychwstanie ciał, możliwość wiecznego potępienia itd. Kultura ta promuje zarazem taki styl życia, „jakby Boga nie było”. Ta właśnie kultura sekularna stała się dziś dominująca w Europie nie tylko wśród ludzi niewierzących, lecz także wśród tych, którzy sami siebie nazywają chrześcijanami i przez fakt chrztu są włączeni do Kościoła. Doszło więc do skolonizowania mentalności współczesnych chrześcijan przez kulturę laicką.

Powszechnym zjawiskiem jest to, że chrześcijanie myślą dziś o sobie i rozumieją samych siebie już nie w kategoriach swojej własnej religii, ale w kategoriach sekularnych, które pozostają obce ich tradycji. Arnold Toynbee Podam przykład dotyczący, jak sądzę, większości chrześcijan w jakimkolwiek kraju Europy. Otóż kiedy słyszą oni w mediach, że Kościół powinien coś zrobić, to niemal automatycznie pojawia się myśl, iż adresatami tej uwagi są biskupi i księża. Kościół bowiem to „oni”, czyli duchowni, a nie „my”. Nie ma poczucia identyfikacji z Kościołem, który traktowany jest jako instytucja zewnętrzna. Tym samym chrześcijanie przejmują sekularny sposób widzenia, w którym religia jawi się jako rzeczywistość znajdująca się obok ich życia. Te same laickie kategorie myślenia obserwujemy, gdy czytamy, jak opisują współczesny Kościół nawet dziennikarze chrześcijańscy. Używają oni często określeń „liberalne skrzydło Kościoła” lub „frakcja konserwatywna w Kościele”, przenosząc do opisu chrześcijaństwa pojęcia zaczerpnięte z nowożytnej polityki.

Proces ten zaszedł tak daleko, że wielu chrześcijan nie ma dziś nawet pojęcia, iż myśląc o swojej własnej religii, posługują się obcymi im kategoriami. Tam jednak, gdzie funkcjonują obok siebie dwie kultury oparte na radykalnie odmiennej antropologii, musi dochodzić do napięcia między nimi. Na przestrzeni wieków ludzie różnie radzili sobie z tego typu napięciami. Wydaje się, że dziś większość nominalnych chrześcijan w Europie przyjęła, często nieświadomie, strategię charakteryzującą plemiona podbite kulturowo. Lud Boży stał się ludem skolonizowanym. Kompleks niższości Kultura ludów skolonizowanych jest głęboko dualistyczna. Charakteryzuje się pęknięciem między kulturą własną, którą uważa się za gorszą, peryferyjną, anachroniczną, zaściankową, a kulturą dominującą, uznawaną za wyższą, bardziej prestiżową, dającą awans towarzyski i społeczny. W związku z tym w ludach skolonizowanych rodzi się kompleks niższości – wstydzimy się własnej kultury, z której nie do końca możemy się wyrwać, ale możemy przynajmniej ją zmieniać tak, by jak najbardziej upodobnić ją do kultury dominującej.

W tym momencie przypomina mi się historia, z którą zetknąłem się podczas pobytu na Białorusi. Dwóch białoruskich chłopów szło na piechotę ze wsi do miasta. Po drodze rozmawiali ze sobą po białorusku. W momencie, gdy tylko przekroczyli granicę miasta, natychmiast przeszli na język rosyjski, chociaż do ich rozmowy nie przyłączyła się żadna nowa osoba. Pytani, dlaczego tak zrobili, odpowiedzieli: „Po białorusku to my możemy sobie rozmawiać u siebie na wsi, a w mieście trzeba rozmawiać po miastowemu, to znaczy po rosyjsku”. Nic więc dziwnego, że w stolicy Białorusi – Mińsku mówi dziś na co dzień po białorusku zaledwie kilka procent mieszkańców. I my, chrześcijanie, przypominamy tych białoruskich chłopów. Gdy wkraczamy w przestrzeń publiczną, porzucamy sposób myślenia i postępowania charakterystyczny dla naszej własnej religii i przejmujemy obce wzorce. Mało tego: jesteśmy z tego dumni. Wybrana niedawno marszałkiem Sejmu Ewa Kopacz chwaliła się przecież, że zostawia swoje chrześcijaństwo, gdy tylko przekracza próg urzędu, w którym pracuje. To właśnie przykład skolonizowanej mentalności chrześcijańskiej, przypominającej zrusyfikowanych chłopów białoruskich. Tego typu postawa, wypychająca religię ze sfery publicznej w prywatność, sprawia, że w Europie przeważają co prawda ludzie, którzy nazywają się chrześcijanami, ale gdy przychodzi do realnego dawania świadectwa swojej wierze – pozostaje ich niewielu.

W sytuacji konfliktu chrześcijanie często opowiadają się dziś za wskazaniami kultury dominującej a nie za wymogami własnej religii. Najczęściej, tłumacząc swój wybór, bagatelizują jego wagę i zacierają ostrość. Ich argumentacja jako żywo przypomina podszytą kompleksem niższości retorykę przedstawicieli ludów skolonizowanych. Kryje się za tym przyjęcie jako swoje obcego spojrzenia na własną tradycję, która jawi się jako niepełnowartościowa, drugorzędna, archaiczna. W takich sytuacjach ujawnia się zarazem brak oparcia w rodzimej argumentacji, symbolice i kodzie kulturowym. Św. Benedykt Jednym z najczęstszych argumentów, mających usprawiedliwić defensywną postawę katolików w życiu publicznym, jest powtarzane przez wielu zastrzeżenie, że nie chcą narzucać swoich przekonań innym. Tym samym rezygnują jednak nie tyle z narzucania, ile w ogóle z prezentowania wiary oraz dawania jej świadectwa. Ta postawa potrafi być tak głęboko uwewnętrzniona, że blokuje wyrażanie wiary nie tylko w sferze publicznej, lecz nawet w życiu osobistym. Jeden z byłych liderów kontrkultury w Polsce opowiadał mi, że kiedy nawrócił się na katolicyzm, to miał duże opory, żeby sam u siebie w domu modlić się na kolanach, gdyż nawet przed sobą samym wstydził się takich gestów i uważał je za żenujące. Moment sprawdzianu Jeżeli sekularyzacja stanowi rodzaj mentalnej kolonizacji, warto prześledzić stosunek kolonizatorów do ludów podbitych.

Niemiecki historyk Andreas Kappeler, w swej pracy o Ukraińcach w imperium rosyjskim, wyróżniał trzy kategorie, w jakich Rosjanie opisywali etnos ukraiński: małorusów, mazepińców i chochłów. Małorusów hołubiono, gdyż byli lojalni wobec caratu i uważali się za część wielkiego narodu rosyjskiego, a ich ukraińskość ograniczała się do pewnego rodzaju lokalnego kolorytu. Mazepińców (czyli symbolicznych zwolenników hetmana Mazepy) nienawidzono, gdyż opowiadali się na niepodległością Ukrainy i występowali przeciwko imperialnym zakusom Wielkorusów. Chochłami natomiast gardzono jako nieuświadomionym chłopskim bydłem. Analogiczny jest stosunek współczesnej kultury sekularnej do chrześcijaństwa. W roli małorusów występują tzw. Chrześcijanie postępowi, którzy uznają dogmaty świata laickiego za swoje własne. Z tego powodu są akceptowani i chwaleni przez mainstream, a religia w ich wydaniu staje się tylko jednym z wielu folklorystycznych odcieni na pluralistycznym rynku idei (innymi słowy: chrześcijaństwo staje się jedną z wielu równorzędnych dróg do zbawienia, ani gorszą, ani lepszą od pozostałych).

Odpowiednikami mazepińców są chrześcijanie integralni i ortodoksyjni, którzy nie dają narzucić sobie obcych wzorców myślenia i postępowania. Dlatego przeciwko nim kieruje się furia kolonizatorów, którzy wysuwają oskarżenia o fundamentalizm, nietolerancję czy ksenofobię. Chochłami są natomiast rzesze przeciętnych chrześcijan, traktowanych z poczuciem wyższości i politowaniem jako nieuświadomione masy tkwiące w zabobonie. Tymczasem sytuacja konfliktu pomiędzy wartościami chrześcijańskimi a laickimi jest zawsze momentem sprawdzianu. To chwila próby, w której człowiek w praktyce zmuszony jest do odpowiedzi na pytanie: „Która kultura jest wyższa? Której kulturze się podporządkujesz?”. Przekładając to na język religii: „Któremu Panu służysz?”. Niech nie zwiodą nas pozory.

To, co nazywamy dominującą kulturą laicką, jest w gruncie rzeczy propozycją religijną. Zwrócił na to uwagę Alasdair MacIntyre, który precyzyjnie wykazał, że myśl filozoficzna oświecenia ma tak naprawdę charakter quasi-religijny, jest teologią alternatywną wobec tradycji chrześcijańskiej. W tej wizji człowiek obdarzony jest prerogatywami przysługującymi samemu Bogu – to on ma moc tworzenia norm moralnych i orzekania, co jest dobre a co złe. Jego koniec nie ma już jednak nic z boskości. W perspektywie sekularnej przeznaczeniem tak wyniosłej istoty jak człowiek jest zgnić w ziemi i stać się pokarmem dla robaków. W chrześcijaństwie – w odróżnieniu od koncepcji laickich – człowiek akceptuje prawo natury, zachowuje pokorę wobec tajemnicy, nie uważa się za demiurga. Wierzy jednak, że jego przeznaczeniem jest wieczne szczęście i miłość bez końca. Alasdair MacIntyre Fakt, że tak wielu chrześcijan nie wie dziś, czym tak naprawdę jest chrześcijaństwo, to najbardziej wymowny dowód skolonizowania Kościoła.

Chrześcijaństwo traktowane jest często jako rodzaj pewnego kodeksu moralnego, przestarzały system nakazów i zakazów etycznych, uzupełniony określonym sposobem przeżywania swojej duchowości. Tymczasem w centrum chrześcijaństwa znajduje się zawsze osobowa relacja z Bogiem. Bez tej intymnej więzi łączącej nas z Chrystusem chrześcijaństwo zamienia się w jakąś karykaturę. Enklawy poza entropią Chrześcijanin w chwili próby pyta sam siebie: „Jak na moim miejscu postąpiłby Jezus Chrystus?”. Czy Jezus mógłby zostawić swoją wiarę na zewnątrz z chwilą przestąpienia progu rzymskiego urzędu? Pierwsi chrześcijanie odpowiadali na to pytanie, oddając własne życie. Dzisiaj nikt nie wymaga w Europie od wyznawców Chrystusa takiej ofiary. Dziś nie boimy się wyroku śmierci, ale czyjegoś zmarszczenia brwi, uśmieszku pod nosem, drwiny kolegów, przygany szefa, krytyki w prasie. Sądzę, że zadaniem chrześcijan na naszym kontynencie jest obecnie przede wszystkim zrzucenie stanu mentalnej kolonizacji i powrót do własnej samoświadomości.

Potrzebujemy jednak nie tylko odbudowania europejskiego stylu myślenia – to zbyt mało – ale i odnowienia stylu życia. W tym kontekście wspomniany już Alasdair MacIntyre pisze o pewnych paralelach łączących nasze czasy z okresem schyłku cesarstwa rzymskiego: „Punktem zwrotnym tamtej historii był moment, w którym ludzie dobrej woli zarzucili próby ocalenia imperium rzymskiego i przestali utożsamiać już obyczajowość i wspólnotę moralną z zachowaniem imperium. Zamiast tego postawili sobie – nie zawsze zdając sobie z tego w pełni sprawę – zadanie budowy nowych form wspólnoty, w ramach której moralność i dobre obyczaje mogłyby przetrwać nadchodzące wieki barbarzyństwa i ciemnoty. Jeżeli moja interpretacja naszych warunków moralnych jest słuszna, należy także wyciągnąć wniosek, że my również już jakiś czas temu osiągnęliśmy podobny punkt zwrotny.

Na obecnym etapie sprawą zasadniczą jest budowa lokalnych form wspólnotowych, w których możliwe byłoby zachowanie dobrych obyczajów oraz życia intelektualnego i moralnego w obliczu epoki nowego barbarzyństwa, które już nadchodzi (...) Tym razem jednak barbarzyńcy nie gromadzą się u naszych granic; oni od jakiegoś czasu już sprawują nad nami władzę. Fakt, że nie uświadamiamy sobie tego, stanowi element naszej skomplikowanej sytuacji. Nie czekamy na Godota, lecz na kogoś innego, na kolejnego – bez wątpienia bardzo odmiennego – świętego Benedykta”. Europa jako rzeczywistość chrześcijańska nie powstała na skutek dekretu władz, lecz wyłoniła się z dziejów poprzez świadectwo życia wielu pokoleń wyznawców Chrystusa, którzy tworzyli małe wspólnoty i promieniowali swoją wiarą na zewnątrz, przyciągając w ten sposób innych. Także dziś chrześcijanie powinni skupić się na tworzeniu takich enklaw poza entropią, na budowaniu Kościoła jako realnej społeczności, a nie ratowaniu cywilizacji europejskiej. Tak zrobili niegdyś benedyktyni i w ten sposób nie tylko przenieśli wiarę w przyszłe pokolenia, lecz także uratowali przed zalewem barbarii to, co najcenniejsze w cywilizacji rzymskiej. Jeśli chcemy uratować Europę, twórzmy Kościół. Bądźmy żywymi kamieniami tej świątyni. Budujmy sieć lokalnych wspólnot. Wracajmy do źródeł. Nie bójmy się.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 21 mar 2012, 20:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2012/03/21 ... wilizacji/

Walka cywilizacji trwa - losy ludzkości zależą od tego, czy przetrwa cywilizacja łacińska. Każda inna oznacza zagładę rodzaju ludzkiego.

Kopia artykułu:

Józef Kossecki: Zderzenie Cywilizacji
Posted by Marucha w dniu 2012-03-21 (środa)

ZDERZENIE CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ I ORIENTU W ŚWIETLE NAUKI PORÓWNAWCZEJ O CYWILIZACJACH I CYBERNETYKI SPOŁECZNEJ

1. Zderzenia cywilizacji personalistycznych i Orientu w historii
Według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na następujących podstawach:
1. nauce greckiej (zwłaszcza logice) – w kategorii prawdy;
2. prawie rzymskim i etyce chrześcijańskiej - w kategorii dobra.

W języku cybernetyki społecznej można powiedzieć, że nauka grecka oparta na logice jest w cywilizacji łacińskiej podstawą procesów poznawczych, zaś prawo rzymskie i etyka chrześcijańska podstawą procesów decyzyjnych i działań społecznych.
Starożytna Grecja rozwijała naukę i charakterystyczne dla niej metody dochodzenia do prawdy obiektywnej, swobodnie wyrażanej i dostępnej dla każdego, jako podstawę procesów poznawczych i dzięki temu dokonał się proces, który można nazwać pierwszą rewolucją informacyjną. Natomiast w kategorii dobra obserwujemy w Grecji starożytnej niedorozwój. Z kolei starożytny Rzym rozwinął etykę i prawo na niej oparte, jako fundament kategorii dobra i procesów decyzyjnych, natomiast w kategorii prawdy preferował rozwój tych dziedzin, które miały zastosowania praktyczne.
Dopiero cywilizacja łacińska połączyła wszechstronny rozwój kategorii prawdy – rozumiany jako metodyczne dochodzenie do poznania prawdy obiektywnej – i kategorii dobra, którego istotą jest podporządkowanie życia społecznego etyce – a więc normom postępowania dobrowolnie uznawanym przez społeczeństwo. Dzięki temu cywilizacja łacińska stała się w pełni cywilizacją personalistyczną. W cywilizacji łacińskiej powstało pojęcie państwa etyki i prawdy.

Orient jest w Polsce i Europie reprezentowany przez trzy cywilizacje kolektywistyczne:
1. cywilizację turańską,
2. cywilizację bramińską,
3. cywilizację żydowską,
Dwie ostatnie z nich to według F. Konecznego cywilizacje sakralne, tzn. takie, które we wszystkich kategoriach bytu zostały uformowane przez odpowiednie religie.
Charakter pośredni między personalizmem i kolektywizmem ma cywilizacja bizantyńska, która powstała u schyłku średniowiecza w wyniku zderzenia starożytnej cywilizacji rzymskiej z Orientem.
W znanej nam historii miały miejsce trzy wielkie zderzenia cywilizacji personalistycznych Zachodu z kolektywistycznymi cywilizacjami Orientu.

Starożytna cywilizacja grecka zderzyła się z Orientem w okresie podbojów Aleksandra Wielkiego. W wyniku tego zderzenia powstał hellenizm, który istniał przez około trzy stulecia i upadł w wyniku zachodzących w nim procesów rozkładowych oraz pod naporem rzymskiej ekspansji. Hellenizm cechował kosmopolityzm, synkretyzm religijny i indywidualizm.
Cywilizacja rzymska zderzyła się z Orientem we wschodniej części imperium. W wyniku tego zderzenia powstała cywilizacja bizantyńska, którą cechuje biurokracja i formalizm prawny.
W okresie wojen krzyżowych nastąpiło zderzenie cywilizacji łacińskiej z Orientem i w wyniku tego powstały zakony: templariuszy – do których tradycji nawiązuje współczesne wolnomularstwo – i krzyżaków, którzy stworzyli państwo pruskie oparte na nowej mutacji cywilizacji bizantyńskiej.
W okresie oświecenia ideologia masońska nawiązała do tradycji Orientu zarówno w kategorii prawdy – czyli w sferze procesów poznawczych, jak i w kategorii dobra – czyli w sferze procesów decyzyjnych. Fundamentem ideologii liberalno-wolnomularskiej stało się krzewienie zasady tolerancji oraz walka z wszelkimi dogmatami (zwalczanie dogmatyzmu) – co w kategorii prawdy doprowadziło do rozmywania aksjomatów, zaś w kategorii dobra do rozmywania norm etycznych. Organizacje wolnomularskie oparte na szczeblach wtajemniczenia działały w sprzeczności z zasadą swobodnego dostępu do informacji.

Rozpowszechnianie się ideologii liberalno-wolnomularskiej stworzyło grunt dla rewolucji francuskiej pod koniec XVIII wieku, a następnie w XIX i XX wieku dla pozytywizmu prawniczego i typowej dla cywilizacji bizantyńskiej koncepcji państwa prawa, które nie musi liczyć się z etyką i opartym na niej prawem naturalnym (w państwie prawa bada się prawomocność ustaw z punktu widzenia formalnego legalizmu prawnego, bez porównywania ich z prawem naturalnym opartym na etyce). Skrajną konsekwencją pozytywizmu prawnego były np. hitlerowskie ustawy norymberskie, które pozbawiały praw ludzkich osoby uznane przez władze państwowe za Żydów (stworzono przy tym formalistyczno-prawną definicję Żyda, którą władze państwowe III Rzeszy obowiązane były stosować). W państwach współczesnych analogicznym przejawem funkcjonowania pozytywizmu prawnego jest uchwalanie ustaw dopuszczających zabijanie dzieci nienarodzonych, które – analogicznie jak niegdyś Żydów – pozbawia się praw ludzkich.

W XX i XXI wieku przejawem zderzenia cywilizacji łacińskiej i Orientu jest w Unii Europejskiej walka łacińskiej koncepcji Europy Ojczyzn z typowo bizantyńską koncepcją zunifikowanej przez biurokrację brukselską Europy jako jednego wielkiego państwa prawnego opartego na doktrynie pozytywizmu prawnego.
Ze zderzeniem Orientu i cywilizacji łacińskiej łączy się walka z Kościołem katolickim, który wychował tę cywilizację (choć w zasadzie nie identyfikuje się z żadną cywilizacją) i głosi zasadę nadrzędności etyki i prawa naturalnego nad prawem stanowionym, jak również dąży do prawdy w rozumieniu cywilizacji łacińskiej. Średniowieczna scholastyka zajmowała się rozumowym dochodzeniem do prawd wiary. I Sobór Watykański w 1870 roku ogłosił dogmat o możliwości rozumowego (naukowego) uzasadniania i dochodzenia do prawd wiary. W 1998 roku papież Jan Paweł II poświęcił tej problematyce specjalną encyklikę FIDES ET RATIO.
Orient jednak oddziaływał i oddziałuje również na chrześcijaństwo. W wyniku tego oddziaływania w cywilizacji bizantyńskiej uformowało się chrześcijaństwo wschodnie. W czasach współczesnych jesteśmy świadkami biurokratyzacji administracji kościelnej, która niejednokrotnie wchodzi w konflikty z zakonami, stanowiącymi elitę kościelną w znacznie mniejszym stopniu podlegającą procesom bizantynizacji niż duchowieństwo diecezjalne. Również w nauce teologii można dziś obserwować próby rozmywania dogmatów religii katolickiej.

Jak wykazał Feliks Koneczny1 powstanie pierwszej znanej nam cywilizacji personalistycznej w starożytnej Grecji zaczęło się od przełomu w kategorii prawdy. W starożytnych cywilizacjach sakralnych – np. w Egipcie – prawda była dostępna tylko wybranym, oni też tylko mieli prawo gromadzić i przetwarzać informacje istotne dla procesów sterowania społecznego. Natomiast w starożytnej Grecji zaczęto dążyć do poznania prawdy obiektywnej – a nie tylko prawd praktycznie użytecznych, stosowano też przy tym metody zarówno dedukcyjne jak i indukcyjne. Odkrywane przez naukowców prawdy były dostępne dla ogółu społeczeństwa – nie zaś tylko wybranym, można też było nad nimi publicznie dyskutować. W ten sposób powstała demokracja informacyjna, która stanowiła podstawę pierwszej – starożytnej – rewolucji informacyjnej.
Każde zderzenie cywilizacji personalistycznych z Orientem łączyło się z osłabieniem dynamiki procesów poznawczych.
Zderzenie cywilizacji greckiej z Orientem doprowadziło do powstania hellenizmu, który opierał się na synkretyzmie, ten zaś rozmył grecki stosunek do kategorii prawdy i zahamował jej rozwój. Dynamizm informacyjny cywilizacji greckiej został z czasem zahamowany zaś hellenizm nabrał charakteru niejako antykwarycznego, konserwując stary dorobek.

Zderzenie personalistycznej cywilizacji rzymskiej z Orientem doprowadziło do powstania cywilizacji bizantyńskiej, ta zaś – podobnie jak wcześniej hellenizm – zahamowała rozwój kategorii prawdy, biurokratyzując i formalizując naukę w myśl zasady, że całą mądrość można znaleźć u dawnych mędrców.
W średniowiecznej Europie, na którą bardzo silny wpływ wywierała cywilizacja bizantyńska, w nauce zapanował swoisty system cechowy – który zresztą z pewnymi modyfikacjami przetrwał do dziś (profesor to odpowiednik mistrza, adiunkt czeladnika, zaś asystent ucznia). Prawdziwy rozwój kategorii prawdy odbywał się w średniowieczu głównie w zakonach, które miały większą niezależność od systemu cechowego dominującego na uczelniach świeckich.

We współczesnym świecie pod hasłami poprawności politycznej rozmywa się aksjomatyczną strukturę procesów poznawczych i tłumi badania, które prowadzą do wniosków sprzecznych z obowiązującymi stereotypami poprawnymi politycznie.
Warto przypomnieć, że zderzenie cywilizacji łacińskiej z Orientem, które miało miejsce w Polsce po II wojnie światowej, łączyło się ściśle z niszczeniem kategorii prawdy w rozumieniu łacińskim. Reforma nauki i szkolnictwa dokonana w okresie stalinowskim w PRL, polegała m.in. na usunięciu z programu szkół średnich propedeutyki filozofii, a wraz z nią historii filozofii, logiki i psychologii – a więc przedmiotów, które uczyły krytycznego samodzielnego myślenia. Usunięto też z programu szkół średnich naukę łaciny, która uczyła precyzyjnego wyrażania myśli. W języku cybernetyki społecznej można powiedzieć, że z programu kształcenia przyszłej inteligencji usunięto przedmioty, które uczyły precyzyjnego kodowania informacji oraz krytycznego, samodzielnego ich oceniania. Do dziś zresztą wspomniane przedmioty nie wróciły do obowiązkowego programu naszych szkół średnich. Analogicznie w nauce, w miejsce nowoczesnych metod badawczych wprowadzono metody marksistowskie w wydaniu stalinowskim.

2. Podstawowe wyróżniki cywilizacyjne
Rozwijając koncepcje F. Konecznego w mojej książce Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach2 podałem sześć wyróżników cywilizacyjnych – czyli takich czynników, które determinują charakter cywilizacji. W niniejszym opracowaniu, stosując język cybernetyki społecznej – jako nauki o procesach sterowania społecznego – pokażę, że zasadnicze, kluczowe znaczenie mają dwa wyróżniki.
I. Pierwszy zasadniczy wyróżnik cywilizacyjny należy do kategorii prawdy - jest to stosuneknorm poznawczych do norm ideologicznych: chodzi o to czy w hierarchii wartości społecznych normy poznawcze górują nad ideologicznymi, czy też odwrotnie.
Normy poznawcze określają to co jest i należą do kategorii prawdy, natomiast normy ideologiczne określają to co być powinno i należą do kategorii dobra (dobro celowe).
W płaszczyźnie procesów sterowania społecznego chodzi o to, czy mamy państwo prawdy - w którym obiektywna prawda jest większą wartością niż ideologia, czy też państwo ideologii - w którym ideologia jest ważniejsza niż obiektywna prawda.
W hierarchii wartości cywilizacji łacińskiej prawda (normy poznawcze) stoi wyżej niż ideologia (normy ideologiczne), co oznacza, że ideologia musi być oparta na prawdzie obiektywnej; inaczej mówiąc normy ideologiczne w cywilizacji łacińskiej to tylko część norm poznawczych – co schematycznie przedstawia rysunek 1.

Obrazek
Rys. 1. Relacja norm poznawczych do ideologicznych w cywilizacji łacińskiej.


W hierarchii wartości cywilizacji sakralnych – zarówno bramińskiej jak i żydowskiej – ideologia (normy ideologiczne) stoi wyżej niż prawda (normy poznawcze), co oznacza, że normy poznawcze (prawda) są podporządkowane normom ideologicznym; wynika z tego, że ideologia nie musi być oparta na prawdzie obiektywnej; inaczej mówiąc normy poznawcze w cywilizacjach sakralnych to tylko część norm ideologicznych – co schematycznie przedstawia rysunek 2.
W cywilizacji turańskiej nie rozwija się ani norm poznawczych ani ideologicznych, zastępują je nakazy władzy – w klasycznej postaci jednoosobowego władcy – które określają co należy uważać za prawdę i jakie normy ideologiczne należy uznawać.

Obrazek
Rys. 2. Relacja norm poznawczych do ideologicznych w cywilizacjach sakralnych.


Z kolei w cywilizacji bizantyńskiej formalizm prawny dominuje zarówno nad sferą poznania jak i ideologii. Za prawdziwe uznaje się to, co określone prawem biurokratyczne autorytety za prawdę uznają. Analogicznie prawo określa jaką ideologię ma uznawać społeczeństwo. W nauce biurokratyczny formalizm i powoływanie się na urzędowe autorytety stanowi podstawową metodę badawczą, zaś w sądownictwie i administracji prawda formalna zastępuje prawdę materialną. Określona prawem ideologia urzędowa funkcjonuje w życiu społecznym jako zbiór sformalizowanych deklaracji ideologicznych. Inaczej mówiąc zarówno normy poznawcze jak i ideologiczne stanowią w cywilizacji bizantyńskiej część norm prawnych – co schematycznie przedstawia rysunek 3.

Obrazek
Rys. 3. Relacje norm poznawczych i ideologicznych do prawnych w cywilizacji bizantyńskiej.


Tak właśnie było w państwach tzw. realnego socjalizmu, w których zbiurokratyzowany marksizm był ideologią panującą, zaś za prawdę uznawano to, co określone biurokratyczne autorytety za prawdę uznawały. Przejawem bizantynizacji nauki w III RP są rozważania dotyczące prawomocności matur lub dyplomów wyższych uczelni i stopni naukowych, które zastępują dyskusje merytoryczne na temat rzeczywistych treści nauki w szkole średniej, wyższej czy wreszcie rzeczywistych kwalifikacji osób posiadających określone stopnie naukowe. W sferze ideologicznej funkcjonuje tzw. poprawność polityczna, która powoduje ustanawianie norm prawnych zabraniających głoszenia poglądów z nią sprzecznych.
II. Drugi zasadniczy wyróżnik cywilizacyjny należy do kategorii dobra - jest to stosunek norm etycznych do norm prawnych: chodzi o to czy w hierarchii wartości społecznych normy etyczne górują nad prawnymi, czy też odwrotnie.
Zarówno normy etyczne jak i prawne określają nakazane lub zakazane sposoby postępowania, przy czym normy etyczne są przestrzegane przez ludzi dobrowolnie – z przekonania o ich słuszności (w cybernetyce społecznej mówimy w tym wypadku o dominacji motywacji informacyjnych), natomiast normy prawne mają charakter przymusowy (dominacja motywacji energetycznych).
W płaszczyźnie procesów sterowania społecznego chodzi o to, czy mamy państwo etyki - w którym normy etyczne dominują nad prawem, czy też państwo prawa - w którym prawo jest ważniejsze niż etyka.
W hierarchii wartości cywilizacji łacińskiej normy etyczne stoją wyżej niż normy prawne, co oznacza, że prawo musi być oparte na etyce; inaczej mówiąc normy prawne w cywilizacji łacińskiej to tylko część norm etycznych – co schematycznie przedstawia rysunek 4.

Obrazek
Rys. 4. Relacja norm prawnych do norm etycznych w cywilizacji łacińskiej.


W społeczeństwach należących do cywilizacji łacińskiej przestrzegane jest tylko takie prawo, które jest zgodne z dobrowolnie uznawaną przez społeczeństwo etyką, gdy zaś prawo stanowione przez władze jest z nią sprzeczne, wówczas nie tylko nie jest przestrzegane, ale nawet uważa się, że ludzie mają obowiązek przeciwstawiać się tego rodzaju normom prawnym. Na tej podstawie po II wojnie światowej traktowano jako zbrodniarzy hitlerowców, którzy wykonywali zbrodnicze prawa III Rzeszy. Analogicznie zwolennicy cywilizacji łacińskiej w PRL podchodzili do prawa legalizującego zabijanie nienarodzonych dzieci.
W cywilizacji turańskiej brak jest etyki w życiu społecznym, funkcjonuje w nim tylko prawo dowolnie stanowione przez władcę, który nie musi się krępować żadnymi normami. Istnieje więc tylko prawo, bez etyki, co pokazane jest na rysunku 5. Tak właśnie było w imperium mongolskim i wielu innych państwach azjatyckich.

Obrazek
Rys. 5. Relacja prawa i etyki w cywilizacji turańskiej.


W hierarchii wartości cywilizacji bizantyńskiej normy prawne stoją wyżej niż normy etyczne, co oznacza, że etyka musi być oparta na prawie; inaczej mówiąc normy etyczne w cywilizacji bizantyńskiej to tylko ta część norm prawnych, którą się dobrowolnie przestrzega – co schematycznie przedstawia rysunek 6.

Obrazek
Rys. 6. Relacja norm prawnych do norm etycznych w cywilizacji bizantyńskiej.


W społeczeństwach należących do cywilizacji bizantyńskiej etyka stanowi tylko pewne wsparcie dla prawa i nie może być z nim sprzeczna. To co jest przez prawo nakazane lub dozwolone, z natury rzeczy jest uznawane za dobre. Tak właśnie było w Prusach, a także w hitlerowskiej III Rzeszy.
W cywilizacjach sakralnych – bramińskiej i żydowskiej – normy prawne są identyczne z normami etycznymi; inaczej mówiąc prawo jest przestrzegane dobrowolnie i jest w całości oparte na etyce, co schematycznie pokazane jest na rysunku 7.

Obrazek
Rys. 7. Relacja norm etycznych do norm prawnych w cywilizacjach sakralnych.


W cywilizacjach sakralnych – bramińskiej i żydowskiej – występuje z jednej strony silny element roszczeniowy, a z drugiej dobrowolne poddanie się obowiązkom i roszczeniom. Dzięki temu właśnie cywilizacja żydowska i kultywująca ją społeczność mogła przetrwać dwa tysiąclecia bez własnego państwa i aparatu przymusu, w obcym otoczeniu, aby w XX wieku odbudować własne państwo. Analogicznie społeczność hinduska stanowiąca społeczną bazę cywilizacji bramińskiej mogła przetrwać okres mongolskich podbojów, a następnie kolonializmu angielskiego i zbudować w XX wieku własne niepodległe państwo. Warto też zauważyć, że Wedy, stanowiące podstawę cywilizacji bramińskiej, powstały w okresie 1500 – 300 r. p. nar. Chr., zaś Talmud stanowiący podstawę cywilizacji żydowskiej powstał w okresie między III w. p. nar. Chr. a VI w. po nar. Chr. Można też wskazać pewne analogie między tymi religijnymi dziełami.

3. Procesy oddziaływania Orientu na cywilizację łacińską

I. Kategoria prawdy
Oddziaływanie cywilizacji sakralnych na cywilizację łacińską polegać musi – jak wynika z porównania rysunków 1 i 2 – na poszerzaniu zakresu norm ideologicznych lub kurczeniu zakresu norm poznawczych. Proces taki prowadzi do pełnej ideologizacji życia społecznego. Takie właśnie procesy wystąpiły np. w średniowiecznym chrześcijaństwie po zderzeniu z Orientem w okresie wojen krzyżowych. W Polsce można je było obserwować w okresie stalinowskim.
Oddziaływanie cywilizacji bizantyńskiej na cywilizację łacińską polegać musi – jak wynika z porównania rysunków 1 i 3 – na kurczeniu zakresu działania norm poznawczych i ideologicznych przy równoczesnym poszerzaniu zakresu działania norm prawnych. Proces taki prowadzi najpierw do biurokratyzacji zarówno nauki jak i ideologii, następnie do ich zaniku a następnie prowadzić może do dominacji cywilizacji turańskiej.
Analogiczny proces – jeszcze szybciej – przebiega w wypadku oddziaływania cywilizacji turańskiej na cywilizację łacińską, co można było obserwować np. w imperium stalinowskim.
II. Kategoria dobra.
Oddziaływanie cywilizacji sakralnych na cywilizację łacińską polegać musi – jak wynika z porównania rysunków 4 i 7 – na poszerzaniu zakresu norm prawnych i kurczeniu zakresu norm etyczych. Proces taki prowadzić musi najpierw do cywilizacji bizantyńskiej, która następnie ewoluuje w kierunku cywilizacji turańskiej. Dlatego właśnie po okresie wojen krzyżowych i wpływu Orientu na łacińskie społeczeństwa średniowiecznej Europy, ewolucja zmierzała w kierunku absolutyzmu.
Oddziaływanie cywilizacji bizantyńskiej na cywilizację łacińską polegać musi – jak wynika z porównania rysunków 4 i 6 – na poszerzaniu zakresu norm prawnych i kurczeniu zakresu norm etycznych. Proces taki polega najpierw na bizantynizacji życia społecznego, a następnie ewolucji w kierunku cywilizacji turańskiej. Procesy takie obserwować było można w Niemczech w okresie dwudziestolecia międzywojennego, a następnie w III Rzeszy, która podczas wojny nabierała coraz więcej cech cywilizacji turańskiej.
Analogiczny proces – jeszcze szybciej – przebiega w wypadku oddziaływania cywilizacji turańskiej na cywilizację łacińską.

4. Procesy demograficzne związane z oddziaływaniem Orientu na cywilizację łacińską
Okres hellenizmu charakteryzował się stagnacją w dziedzinie procesów rozwoju ludności. Egipt w I wieku po narodzeniu Chrystusa miał 8 milionów ludności – prawie tyle samo co 10 wieków wcześniej kiedy liczył 7 milionów ludzi. Egipt został pokonany przez Rzym, którego ludność rozwijała się szybko.
Analogiczny brak rozwoju demograficznego obserwujemy w Bizancjum, którego ludność w 500 r. liczyła 26 milionów, zaś w 1050 r. 20 milionów. Bizancjum przegrało z szybko rozwijającymi się ludami wyznającymi islam – najpierw z ludami należącymi do cywilizacji arabskiej, a potem do cywilizacji turańskiej.
Analogiczne procesy demograficzne występują w państwach należących do Unii Europejskiej, które jeszcze w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XX wieku charakteryzowała silnie rozszerzona reprodukcja ludności – np. w 1964 r. współczynnik reprodukcji ludności netto, który opisuje stopień zastępowalności pokoleń przy danej stopie urodzeń w poszczególnych grupach wieku kobiet (gdy wynosi on 1 to mamy reprodukcję prostą, gdy powyżej 1 to rozszerzoną, gdy zaś poniżej 1 to zwężoną), wynosił w Holandii 1,500, we Francji 1,373, w Anglii z Walią 1,336 i podobnie w innych krajach Europy. W 1980 r. gdy procesy bizantynizacji w Europie (nie tylko Zachodniej) były zaawansowane, już tylko 10 krajów Europy miało rozszerzoną reprodukcję ludności, zaś w 1999 r., gdy Europę zdominowała cywilizacja bizantyńska mająca swe oparcie w Unii Europejskiej sterowanej głównie przez Niemcy i Francję, już tylko muzułmańska Albania miała rozszerzoną reprodukcję ludności.
W Polsce współczynnik reprodukcji ludności spadł poniżej 1 w 1989 roku, zaś w 2002 r. wynosił on zaledwie 0,599 – co oznacza, że populacja polska reprodukuje się już tylko w niecałych 60 procentach. Jeżeli taka tendencja się utrzyma, to według najnowszej prognozy opublikowanej przez GUS w Roczniku Demograficznym 1993, liczba ludności Polski w 2030 r. zmaleje z 38,219 mln w 2002 r. do 35,693 mln w roku 2030 (w cytowanej publikacji nie ma prognozy dla okresu późniejszego, ale z innych prognoz wynika, że w 2050 r. liczba ludności Polski może spaść do ok. 20 mln). Warto też odnotować, że w 2002 r. stopa urodzeń w Polsce wynosiła 9,3 promil, tzn. była o połowę mniejsza niż podczas II wojny światowej, kiedy to w 1942 r. wynosiła 18,5 promil.

5. Rozwój biurokracji w Polsce po 1989 r.
Według danych opublikowanych przez GUS w Roczniku Statystycznym 1993, liczba osób zatrudnionych w Polsce w administracji ogółem wzrosła w okresie od 1990 r. do 2002 r. z 158,8 tys. do 326,7 tys. – tzn. o 105,7%, w tym samym okresie liczba zatrudnionych w ZUS wzrosła z 21,0 tys. do 46,7 tys.; łącznie więc liczba zatrudnionych w administracji i ZUS wzrosła w okresie 1990 – 2002 r. z 179,8 tys. (1,1% ogółu zatrudnionych) do 383,4 tys. (2,6% ogółu zatrudnionych) t.zn. o 113,2%. W tym samym okresie liczba pracujących ogółem spadła z 16,485 mln do 14,784 mln – t.zn. o 10,3%.
Liczba osób pracujących przypadająca na jednego urzędnika wynosiła w 1990 r. 91,7, zaś w 2002 r. już tylko 38,6 – a więc spadła 2,38-krotnie.
Według prof. Kieżuna do powyższych liczb zatrudnionych urzędników należy jeszcze dodać administrację wojska i służby zdrowia, a wówczas liczba urzędników w Polsce w latach 2002-2003 wyniesie 522 tys., co oznacza 3,5% ogółu zatrudnionych.
Płace administracji w 2002 r. wyniosły 11 mld. zł – dla porównania warto wiedzieć, że budżet wojska wyniósł w tym czasie tylko 10 mld. zł.
W 2004 r. wydatki budżetu na administrację publiczną mają wzrosnąć o 17% i wynieść 3,83% ogółu wydatków.
Warto na zakończenie dodać, że liczba urzędników zatrudnionych w centrali UE wynowi 34 tys. i szybko rośnie.

6. Uwagi końcowe
Jak wynika z przytoczonych wyżej faktów cywilizacja bizantyńska w Polsce kwitnie, zaś cywilizacja łacińska zanika. Jeżeli chcemy sterować naszym społeczeństwem w taki sposób by cywilizacja łacińska się odrodziła, to musimy uwzględnić, że w tej cywilizacji:
1. prawda dominuje nad ideologią,
2. etyka dominuje nad prawem.
Konieczne jest więc odrodzenie procesów poznawczych, których celem jest poznanie prawdy obiektywnej, a nie tylko zdobywanie formalnych kwalifikacji, oraz podporządkowanie życia publicznego etyce.
_____________________________________________
1 Por. F. Koneczny, O wielości cywilizacji, Kraków 1935.
2 Por. J. Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach, Katowice 2003.

Problemy poznawcze i decyzyjne w działaniach społecznych - doc. Józef Kossecki

http://vimeo.com/37158499

http://kotwicki.blogspot.se/2012/03/joz ... zacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 31 gru 2012, 09:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Kryzys żywnościowy?

Otwierający się nowy rok trzeba zaplanować, ale nie z kalendarzem Majów – jak to czynili niedawno niektórzy – tylko z pomocą poważnych autorytetów. Im człowiek jest rozumniejszy, podkreślał Sokrates, tym bardziej zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń. Z tego powodu tym chętniej słucha się „najrozumniejszych i najprzyzwoitszych” (zob. Platon, Kriton).

To posłuszeństwo zawsze jednak winno być oparte na własnym rozumie, czyli być rozumne, a zatem oparte na rozumnym rozpoznaniu owych „najprzyzwoitszych i najrozumniejszych”. Świadomi ograniczeń własnego rozumu tym pilniej – niekatolicy jeszcze pilniej niż katolicy! – powinniśmy rozważyć rady na nowy rok zawarte w orędziu Benedykta XVI na Światowy Dzień Pokoju, obchodzony 1 stycznia. Ta diagnoza problemów współczesnego świata oparta jest na całkowicie pozakonfesyjnych racjach, co Papież i tym razem przypomniał, a nawet zaakcentował.

Zapoznanie tego faktu jest konsekwencją postępującej protestantyzacji części wspólnoty katolickiej. Zamiast pozakonfesyjnych argumentów w sprawie np. rozwodów, antykoncepcji czy homoseksualizmu część duszpasterzy zło tych czynów sprowadza do – w sposób typowy dla protestantów – naruszenia Bożych nakazów oraz zakazów znanych z Objawienia, tak jakby za tymi zakazami i nakazami kryła się arbitralna wola Boga, narzucana człowiekowi –Jego niewolnikowi. Nie dajmy sobie zatem wmówić tej karykatury chrześcijaństwa, jakoby religii odczłowieczającej człowieka, w nagrodę za to obiecującej sytą wieczność.

Po ogłoszeniu przed świętami orędzia Benedykta XVI media zauważyły w tym dokumencie tylko ostrzeżenie świata przed „heterofobią”, będącą istotą zjawiska homoseksualizmu, nie próbując jednak zrozumieć powodów, z uwagi na które homoseksualizmu należy całkiem rozumnie się lękać. Pominięto całkowitym milczeniem ostrzeżenie świata przed globalnym kryzysem żywnościowym.

Przyzwyczajonym do uginających się półek w supermarketach trudno sobie nawet wyobrazić perspektywę głodowania „zachodnich” społeczeństw oraz związanych z tym prawdziwie apokaliptycznych obrazów. Tymczasem zaniedbania, krzywdy w polityce rolnej – brak szczególnej ochrony gospodarstw wiejskich, na które zwrócił uwagę Benedykt XVI –zawsze mściły się straszliwie i to nie tylko kryzysami żywnościowymi. Tak było także na polskich Kresach Wschodnich (Rusi Czerwonej, jak zwano te ziemie za I Rzeczypospolitej i przed II wojną światową), doświadczonych straszliwymi rzeziami Polaków.

Przed tą kumulacją nienawiści, podsycaną dziejową krzywdą, także w ramach reformy rolnej niesprawiedliwej dla Ukraińców, a tą również drogą rodzącą wrogość do Polaków, ostrzegał ówczesny urzędnik w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, światły polski ziemianin hrabia Jan Stanisław Łoś w licznych publikacjach, a zwłaszcza w książce „O konstruktywną politykę na Rusi Czerwonej” (1932). Na bazie rozdrapywania tej rany nawet unicki metropolita lwowski Andrzej Szeptycki oczekiwał przed wybuchem wojny wyzwolenia Ukrainy przez Niemców, oczywiście po trupie Polski.

Jakie zatem pomysły dla polskiej wsi na czas nadchodzącego światowego kryzysu żywnościowego mają ci, którym powierzona została piecza nad całą naszą Ojczyzną? Jak św. Benedykt z Nursji uczył Europę uprawy roli, tak trzeba i dzisiaj pasterzom ratować polską wieś. A może raczej słuchamy się Majów niż Benedykta XVI?

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... ciowy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 26 kwi 2014, 19:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Nestle już podziękujemy

Dodany 26 maja 2013 przez Marlena

Z cyklu „Kto nas żywi i pielęgnuje”: obejrzałam sobie urywek dokumentalnego filmu „We feed the world” Erwina Wagenhofera. Prezes Zarządu (CEO) firmy Nestle Peter Brabeck w swej nieskończonej mądrości uświadamia nas widzów, jak to przetworzona żywność na czele z organizmami modyfikowanymi genetycznie (GMO) zrobi całemu światu dobrze oraz co on myśli na temat prawa ludzkości do… wody. Tak, tej H2O. Jakie jest zdanie pana CEO?


Na początku pan CEO autorytatywnie stwierdza: „Dzisiaj wszyscy wierzą w to, że wszystko co pochodzi od Matki Natury jest dobre. To stanowi dużą zmianę, bo wcześniej myśleliśmy, że natura potrafi być bezlitosna. Człowiek ma teraz taką pozycję, że jest w stanie dać naturze nieco równowagi. Mimo to mamy do czynienia z shibboleth (hebrajskie słowo na określenie ludzi mówiących innym językiem) mówiącymi, że wszystko co pochodzi od Matki Natury jest dobre. Weźmy na przykład ruch propagujący uprawy organiczne (w oryg. organic movement). Organiczne jest teraz najlepsze. Ale organiczne nie jest najlepsze. Po 15 latach spożywania w Usa produktów zawierających GMO nie mieliśmy do czynienia z ani jednym przypadkiem choroby z powodu ich spożywania jak do dziś. „.

Ja w przeciwieństwie do pana prezesa jestem zdania, że Matka Natura jest tak zaprojektowana, że znakomicie w swej doskonałości potrafi zadbać sama zarówno o siebie jak i o człowieka, nie potrzebuje ona człowieka „dającego jej równowagę”. Wystarczy jej nie przeszkadzać. I faktem jest, że potrafi być bezlitosna, ale jedynie dla tego, kto łamie jej odwieczne prawa. Na przykład wkładając do swojego ciała roślinki-mutanty.

Ponieważ po wysłuchaniu materiału nie wiem już teraz co pan tam wsadza do tych swoich produktów – od dzisiaj wyrzucam do śmietnika ostatni jaki walał mi się po domu (słoik z resztką Nescafe), zostawiając sobie jedynie szklany słoik. Raczej nie dam już Panu zarobić, panie prezesie. Nie ufam Panu.



Bardzo sprytnie sobie też pan CEO umyślił, że woda powinna mieć swoją cenę. Tylko wtedy docenimy jej wartość. Stwierdza, że:

1. organizacje pozarządowe są co prawda zdania, że woda jest niezbywalnym prawem ludzkości i w związku z tym jest dobrem bezcennym, jest darem natury. Pan CEO twierdzi jednak, iż jest to jego zdaniem „pogląd ekstremalny”!

2. Woda ma według pana prezesa niekwestionowaną wartość rynkową ponieważ jest produktem żywnościowym i tak powinna być traktowana. Pan CEO sugeruje, że on i jego firma będą dążyć do tego, aby całej ludzkości to uświadomić, bo są przecież kraje gdzie tej wody nie ma albo się ją marnuje. Nie ukrywa, iż jako CEO jest odpowiedzialny za to, by jego firma spełniała zadanie jakie każda firma spełniać musi. Tym zadaniem jest przynoszenie zysków rzecz jasna.

3. Tylko firma przynosząca zyski jest w stanie aktywnie uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów tego świata. Na przykład tworzyć miejsca pracy, dzięki którym ludzie mogą sobie kupić różne fajne rzeczy. Woda jest jedną z nich.

Wychodzi na to, że nieodzownym jest wodę traktować jak towar. No taki produkt żywnościowy po prostu. Cieszmy się, że mamy pracę i dostajemy pensję, za którą możemy zakupić sobie na przykład taki produkt żywnościowy jak woda, przy okazji docenimy jaką ma ona wartość. Chcesz się napić – przelicz ile minut musisz pracować na szklankę wody, bo za darmo to tylko dzisiaj w twarz można dostać.

Woda zdaniem pana CEO nie jest żadnym tam darmowym darem natury i to nie jest tak, że ludzkość ma do wody jakieś tam prawo. To znaczy jak zapłaci to ma. Aby zapłacić musi pracować. A pan CEO daje pracę milionom ludzi: 1, 2 miliona pracowników a każdy z nich załóżmy ma małżonka i 2 dzieci to daje razem 4,5 miliona ludzi, którzy jak mówi pan prezes „są całkowicie od nas zależni”. A jak chcesz tworzyć miejsca pracy to musisz sam pracować (na przykład produkując będącą towarem płatną wodę i tysiące innych w większości bezużytecznych dla zdrowia rzeczy, które należy wciskać ludziom drogą reklamy w TV, bo inaczej mało kto by to kupił – ale to jak się wydaje jest dla pana CEO szczegół).

Pan prezes nie bardzo poza tym wie na jakim świecie żyje, bowiem stwierdza: „Nie widzę powodu dla którego nie mielibyśmy myśleć pozytywnie o przyszłości. Nigdy nie było nam tak dobrze. Nigdy nie mieliśmy tyle pieniędzy. Nigdy nie byliśmy tak zdrowi. Nigdy nie żyliśmy tak długo jak dzisiaj. Mamy wszystko co chcemy. A mimo to chodzimy i cały czas lamentujemy”.

No właśnie – czemu lamentujemy toć przecież jest tak fajnie: mamy kupę kasy, tak dużo kupujemy, nie nękają nas żadne choroby i żyjemy aż całe nieprawdopodobne -dziesiąt lat! Wstyd, prawda?

A może tak naprawdę będzie nam się żyć dużo lepiej, zdrowiej, dłużej i szczęśliwiej bez produktów pana CEO? Jestem na to żywym chodzącym przykładem. Kto nie wierzy niech sprawdzi sam. Oto towary, które pan prezes produkuje lub czerpie z nich zyski w taki lub inny sposób i których serdecznie doradzam nie wkładać do koszyka – jedyne bowiem co można zrobić to zagłosować portfelem na takie dictum.

1. Herbata i kawa: Nescafe, Dolce Gusto, Nestea, Caro, Rocore, Nesquik, Nescafe 3w1

2. Woda: Nałęczowianka, Dar Natury, Aquarell, Aqua Panna, San Pellegrino, Mazowszanka, Vittel, Perrier

3. Lody: Cortina, Mövenpick Ice Cream, La Cremeria, Manhattan, Kit Kat, Nesquik, Kaktus, Extreme, Häagen-Dazs, Maxibon, Gibek

4. Płatki śniadaniowe: Nesquik, Cheerios, Chocapic, Gold Flakes, Fitness, Corn Flakes, Kangus, Cookie Crips, Frutina, Cini Minis, Nesvita płatki instant w kubku

5. Kulinaria: Maggi, Winiary

6. Dla dzieci: Gerber, Bobo Frut, Nestle (kaszki, kleiki, Miśkopty, Misiowy Jogurcik) Sinlac, Nan

7. Dla zwierząt: Purina, Friskies, Dog Chow, Cat Chow, Pro Plan, Darling, Gourmet

8. Słodycze: Princessa, Kit Kat, Lion, Smarties, After Eight, Aero, Nestle Crunch, Nestle Musli, Jojo, Noir

9. Nabiał: Nesquik, Smarties, Chocapic, Nestle Fitness, Nestle Junior, sery President, Locatelli i Galbani, Jogurty Jovi i inne produkty Lactalis (produkowane w joint venture z Nestle)

10. Kosmetyki i farmaceutyki: Biotherm, Colgate Palmolive (Nestle ma joint venture 50/50), nutraceutyki Inneov, produkty farmaceutyczne Galderma

Źródła:

http://en.wikipedia.org/wiki/Nestl%C3%A9 oraz

http://www.nestle.pl/pl/aboutus/marki

http://www.akademiawitalnosci.pl/nestle ... #more-1188


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 22 maja 2014, 09:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Zmiana jest możliwa

Z Markiem Jurkiem, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, kandydatem z listy PiS do Parlamentu Europejskiego w okręgu warszawskim, rozmawia Maciej Walaszczyk

Jak to jest być katolickim i konserwatywnym politykiem, który od 30 lat obserwuje dewastację świata wartości i zasad będących tożsamościową platformą Polski i Europy?

– Wyzwaniem dla pokolenia naszych dziadków była obrona niepodległości, dla pokolenia naszych rodziców – zachowanie tożsamości narodowej, dla nas – walka o odzyskanie niepodległości, teraz dla nas i dla naszych dzieci jest nim praca dla cywilizacji chrześcijańskiej. To wyzwanie podjęliśmy zaraz po odzyskaniu wolności. Nie mielibyśmy dziś częściowej ochrony życia, katechizacji szkolnej, mediów katolickich – gdybyśmy o to nie walczyli. I tak samo należy działać w Europie.

Jak ocenia Pan obecność polskich polityków w unijnych gremiach? Jerzy Buzek, Danuta Hübner czy Janusz Lewandowski dbali o polskie interesy czy byli częścią europejskiej maszynerii politycznej, która przekształca kontynent w federalne państwo?
– Pięć lat temu Platforma Obywatelska zrobiła z objęcia przez prof. Buzka przewodnictwa Parlamentu Europejskiego na 2,5 roku główny cel swojej polityki w Unii Europejskiej. I co to dało? Co przewodniczący zrobił, żeby zmienić Unię? Czy polscy rolnicy otrzymują takie dopłaty jak niemieccy czy francuscy? Czy Niemcy zaniechali budowy z Rosją gazociągu bałtyckiego? Za to dziś wypowiedzi Jerzego Buzka w rodzaju „homofobia jest rażącym naruszeniem ludzkiej godności, podważa prawa podstawowe, a więc musi być zdecydowanie potępiona” z satysfakcją cytują przywódcy politycznego ruchu homoseksualnego. To nie on zmienił Unię, ale Unia jego.

Czy możliwe jest w Polsce odbudowanie „chrześcijańskiej opinii” – bo Pan używa tego sformułowania – w takim stopniu, by nadawała kierunek polskiej polityce? Donald Tusk kompletnie się z nią nie liczy.
– Jeśli chcemy przywrócić w naszej polityce zasady dobra wspólnego Narodu, polskiej racji stanu, to musimy ten rząd jak najszybciej zmienić. Oczywiście, zasadniczym celem nadchodzących wyborów jest zapewnienie Polsce dobrej reprezentacji na forum europejskim, ale ich dodatkowy sens to mocny znak nadziei i jedności dla społeczeństwa, pokazanie, że zmiany są możliwe. Pamiętajmy, że każdy mandat więcej w wyborach parlamentarnych, które odbędą się najpóźniej jesienią przyszłego roku, to głębsze zmiany w polityce państwa, również głębszy wpływ opinii chrześcijańskiej.

A w Europie? Szef PE Martin Schulz chce usunąć krzyże z miejsc publicznych. Kto jest większym problemem: tacy radykałowie czy miałcy chadecy, którzy nie potrafią bronić podstawowych wartości?
– Największym problemem jest to, że liberalna centroprawica, w tym wiele środowisk chadeckich, przyjmuje język i kulturę polityczną radykalnej lewicy. Tymczasem trzeba przeciwstawić jej po prostu wartości cywilizacji chrześcijańskiej, prawa ludzkie, o których mówił św. Jan Paweł II: a więc przede wszystkim prawo do życia, prawo do wiary, prawa rodziny. Tłumaczyć się powinni nie ci, którzy bronią życia i rodziny, ale ci, którzy łamią prawa ludzkie, propagując aborcjonizm, niszcząc etykę życia rodzinnego, dewastując wychowanie publiczne. Dziś mówi o tym publicznie, również za granicą, premier Viktor Orbán. To dowód na to, że można – ale trzeba takich głosów więcej i przede wszystkim powinny wspólnie budować silną opinię chrześcijańską w Europie. Zwłaszcza Polska powinna być głosem chrześcijańskiej Europy.

Co dzisiaj jest największym zagrożeniem dla naszej tożsamości: emigracja i regres demograficzny czy rewolucja, która wdziera się do naszych domów i szkół za sprawą rządzących?
– Tym wyzwaniom trzeba stawić czoła równocześnie. Przy czym o ile to pierwsze wymaga zapewnienia stałego, wysokiego wzrostu gospodarczego, dobrej polityki prorodzinnej i zmian w samym społeczeństwie, więc jest to proces – choć oczywiście dzięki dobrej polityce powinien przebiegać możliwie szybko – o tyle to drugie wyzwanie, destrukcja wychowania publicznego, wymaga po prostu zmiany władzy w państwie i decyzji politycznych, które przywrócą rzeczywiste wartości w edukacji publicznej.

Putin i Rosja zagrażają dziś pokojowi w Europie i na świecie?
– Putin chce zrekonstruować, w nowych formach, sowiecką strefę wpływów i jego polityka stale destabilizuje otoczenie międzynarodowe. Sześć lat temu też mieliśmy wojnę w Gruzji i łatwo o tym zapomnieliśmy. Zagrożenie z jego strony może wzrosnąć, gdyby doszło do poważnej destabilizacji bezpieczeństwa międzynarodowego, na przykład do wojny w Azji Wschodniej, w którą musieliby zaangażować się Amerykanie, czy do zaburzeń społecznych w Europie Zachodniej. Wtedy nasze bezpieczeństwo znacznie by osłabło, bo Rosja w mniejszym stopniu musiałaby liczyć się z reakcją Zachodu. Biorąc pod uwagę takie ryzyko, musimy tym bardziej mobilizować naszych sprzymierzeńców do poważnej, a nie tylko pozornej reakcji na rosyjską ekspansję. Niestety, polityka rządu Tuska jedynie firmuje grę pozorów, którą uprawia część naszych sojuszników. Nawet eksperci obecnej władzy przyznają, że Putin zajął Krym bardzo tanio.

Prawica Rzeczypospolitej mówi o znaczeniu niepodległości Ukrainy dla bezpieczeństwa Polski. Jak potoczą się, w Pana ocenie, losy tego kraju i całego naszego regionu?
– Utrwalenie zmian, które dokonały się na Wschodzie po rozpadzie Związku Sowieckiego, to zasadniczy element polskiej racji stanu. Dlatego tak ważna jest dla nas desowietyzacja tego obszaru. Oczywiście, Ukraińcy muszą się zdobyć na wysiłek, by jej dobrze dokonać. Wiele zależy od wyników nadchodzących wyborów prezydenckich i zdolności nowej władzy do naprawy państwa, do walki z plagami społecznymi, takimi jak korupcja.

Zapytam wprost: czy Rosja realnie zagraża dzisiaj Polsce? Bo z pewnością taki strach odczuwa się na Łotwie, Litwie i w Estonii czy w Mołdawii.
– Powtórzę raz jeszcze: dopóki sytuacja międzynarodowa jest stabilna – jesteśmy bezpieczni. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza Rosja zajęła część terytorium Mołdawii, najechała Gruzję i oderwała od niej dwie prowincje, anektowała Krym i prowadzi wojnę podjazdową przeciw Ukrainie. Nie tknęła jednak do tej pory żadnego z państw bałtyckich, które należą do przymierza atlantyckiego. To jednak może się zmienić w wypadku załamania pokoju międzynarodowego. Dlatego, po pierwsze, zawsze musimy pamiętać, że bezpieczeństwo międzynarodowe to nakaz polskiej racji stanu, a więc jest nim również mobilizowanie Zachodu do skutecznego politycznego przeciwstawienia się agresywnej polityce Putina poprzez działania takie jak przyjęcie Gruzji do NATO czy zdecydowane wzmocnienie obronności Estonii i Łotwy. Po drugie, musimy być przygotowani na sytuację kryzysów bezpieczeństwa zbiorowego, gdy znaczenie politycznych gwarancji bezpieczeństwa może słabnąć.

Czy w Polsce też uda się przezwyciężyć fatum porażek? Czy mamy szanse na swego rodzaju „wariant węgierski”?
– Oczywiście. W ubiegłym roku byliśmy już na dobrej drodze, poparcie dla obecnej władzy bardzo słabło. Teraz chodzi o to, by nadchodzące wybory pokazały, że zmiana rządu i przywrócenie zasad polskiej racji stanu w polityce państwa jest nie tylko potrzebne, ale możliwe. Nasza kampania, w której wprowadzamy w życie porozumienie PR z PiS, powinna być takim mocnym znakiem jedności i nadziei. Wierzę, że wynik tych wyborów poprowadzi nas do wysokiej wygranej w przyszłorocznych wyborach, a jednocześnie potwierdzi, że prawica katolicka jest koniecznym składnikiem większości prawicowej w Polsce. Dlatego tak ważna jest dla nas solidarność naszych wyborców.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/77970,zmi ... zliwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 08 cze 2015, 10:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Zwyrodnialcom trzeba się przeciwstawić, bo inaczej to oni przejmą kontrolę nad każdym z nas i to oni zniszczą moralnie nasze dzieci i przyszłe pokolenia.

Mocna akcja chrześcijan z Korei! Udaremnili paradę homoseksualistów

Chrześcijanie z Korei Południowej udaremnili tegoroczną paradę gejów w Seulu, zaplanowaną na koniec czerwca. Już w ubiegłym roku zorganizowali kontrdemonstrację przeciw. Tym razem wystąpili o pozwolenie na własną demonstrację, której trasa dokładnie pokrywałaby się z przebiegiem parady homoseksualistów. W efekcie policja zakazała obu tych publicznych wystąpień.

Środowiska homoseksualne są zawiedzione. Na mającej się odbyć 28 czerwca paradzie spodziewano się 20 tys. gejów z całego świata. Chrześcijanie odbierali to jako publiczną demoralizację zwłaszcza młodych i naruszenie podstawowych wartości społecznych. W takiej sytuacji nie możemy stać z założonymi rękami – czytamy w oświadczeniu pięciu protestanckich organizacji, które zabiegały o odwołanie parady.

Chrześcijan w Korei Południowej stale przybywa. Obecnie stanowią oni już ponad 30 procent społeczeństwa, z czego dwie trzecie to protestanci różnych odłamów.

KAI, kra

http://www.pch24.pl/mocna-akcja-chrzesc ... 231,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 31 mar 2016, 11:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prisonplanet.pl/trend_trak/z ... 1091380789

Nieubłaganie zbliża się ta chwila, gdy wszyscy ludzie na Ziemi będą bezrobotni. Według zasad obróconej na zysk cywilizacji żydowskiej, dla której ludzie to tylko bioroboty i ich wartość oceniana jest tylko według tego, ile potrafią zarobić, wszyscy ludzie w końcu staną się darmozjadami. W cywilizacji łacińskiej taka chwila to uwolnienie ludzkości od konieczności pracy zarobkowej, co nie oznacza brak pracy w ogóle. Odtąd praca ludzka byłaby realizacją indywidualnych zainteresowań. Obok tego ludzie będą mieli czas wolny dla siebie, dla bliskich, oraz przede wszystkim dla Boga.

Kopia artykułu:

Znikające zawody do roku 2030. 50% zawodów ulegnie komputeryzacji.
PrisonPlanet.pl Polska 2015-09-14

Obrazek

W 2014 roku opublikowaliśmy nasze badanie dotyczące rozwoju technologii i znikających w wyniku tego zawodów. W najbliższych dekadach drastyczny rozwój nanotechnologii, sztucznej inteligencji czy robotyzacji pozwoli na bardzo znaczącą redukcję miejsc pracy. Patrząc jednak na konkretne liczby to wahały się one pomiędzy utratą od 30 do 90% miejsc pracy. Trudno zatem mówić tutaj o konkretnych danych. W poszukiwaniu bardziej precyzyjnych informacji natknęliśmy się na badanie “The future of employment: how susceptible are jobs to computerisation?” wykorzystywane przez duże korporacje do ich własnych badań rynkowych. Badanie to jest o tyle istotne, iż odnosi się do poszczególnych zawodów i ich procentowego udziału w rynku podając przy tym ich podatność na automatyzację. Badanie wraz z dodatkowymi analizami stwierdza, iż do roku 2030 połowa rynku pracy w USA zostanie zautomatyzowana. Z dużym prawdopodobieństwem więc można to badanie przenieść na grunt innych rozwiniętych krajów zakładając w nich szybszą lub wolniejszą implementację tych samych zmian. Artykuł ten można więc potraktować jako suplement do badania Kolejne dwie dekady i znikające zawody.

Problematyka.
Jak podają autorzy badania obawy dotyczące bezrobocia wynikającego z automatyzacji nie są niczym nowym. Historia zna niezliczone przykłady tzw. kreatywnych destrukcji będących efektem pojawienia się nowych technologii, które wytworzyły jednocześnie bogactwo jak i silne niepokoje społeczne. W procesie tym istotny jest jednak balans pomiędzy utrzymaniem miejsc pracy i postępem technologicznym, który politycznie odzwierciedlany jest w balansie rozkładu sił wpływów w państwie oraz tym jak zyski z tych technologii są redystrybuowane. Nigdy natomiast nie doszło w historii do sytuacji gdzie w wyniku automatyzacji 50% populacji pozbawiono pracy.

Jak stwierdza publikacja “Oprócz [technologicznych] wąskich gardeł, argumentujemy, że jest technicznie w dużym stopniu możliwa automatyzacja prawie każdego zadania, pod warunkiem, że zostaną uprzednio zgromadzone odpowiednie ilości danych dla rozpoznania wzorów działań. Nasz model przewiduje zatem, że tempo w jakim te wąskie gardła będą przezwyciężone zostanie określone zakresem informatyzacji w XXI wieku. W związku z tym, w skrócie, podczas gdy model zadaniowy przewiduje, że zastąpienie pracy przez roboty ograniczy się do rutynowych zadań, to nasz model przewiduje, że z komputeryzacja może być rozszerzona na wszystkie nierutynowe zadania, które nie są przedmiotem jakichkolwiek inżynieryjnych wąskich gardeł komputeryzacji. Te wąskie gardła ustanawiają więc granice komputeryzacji nierutynowych zadań.”

Tak zwane “wąskie gardła” automatyzacji określone są jako “zadania kreatywne” (nowe oryginalne podejścia do problemów, tworzenie sztuki), “zadania społeczne” (negocjowanie, perswadowanie, pomoc innym, rozumienie zjawisk społecznych) oraz w najmniejszym stopniu “percepcja i manipulacja” (zdolności manualne, manipulacji palcami, praca w nietypowych miejscach).

“Percepcja i manipulacja” wydaje się być jasna i jest ona nieustannie wypierana przez maszyny.
Co do zadań kreatywnych autorzy piszą: “Tak więc, nawet jeśli bylibyśmy w stanie zidentyfikować i zakodować nasze wartości twórcze, aby komputer informował i monitorował własną działalność, to nadal istniała by różnica zdań co do tego, czy komputer wydaje się być kreatywny. W przypadku braku rozwiązań technicznych, aby rozwiązać ten problem, wydaje się mało prawdopodobne, by w ciągu najbliższych dziesięcioleci zawody wymagające wysokiego stopnia twórczej inteligencji zostały zautomatyzowane.” W odniesieniu do zadań społecznych napisano: “W związku z tym, w skrócie, podczas gdy wyrafinowane algorytmy i zmiany w MR, opierające się na dużych ilościach danych, pozwalają na automatyzację wielu nietypowych zadań to zawody, które wymagają złożonych zadań percepcji i manipulacji, zadań twórczej inteligencji i zadań społecznych jest mało prawdopodobne by były zastąpione przez komputer w ciągu następnej dekady lub dwóch. Prawdopodobieństwo zautomatyzowania zawodu można więc opisać jako funkcję tych charakterystyk zadaniowych. Jak sugeruje Rysunek I, niski stopień inteligencji społecznej wymaganej od zmywacza naczyń czyni to zajęcie bardziej podatnym na komputeryzację niż od na przykład specjalisty od public relations.”

W całym badaniu autorzy zastosowali metodologię, w której podatność na automatyzację rozpięta jest pomiędzy 0 (brak automatyzacji) i 1 (pełną automatyzacją).

Obrazek

Pracownicy XXI wieku.
Jak stwierdzono w badaniu przewiduje się, że zmiany technologiczne spowodują zmniejszanie całościowego popytu na pracowników w obszarach, które poddają się rozpoznaniu wzorców zachowań i rutynizacji, oraz że zwiększy się popyt na pracę która nie jest podatna na automatyzację.

Określono trzy zakresy potencjału automatyzacji: niski, średni i wysoki. Ocenia się, iż 47% zawodów w USA znajduje się w ostatniej kategorii. Są to zawody które będą zautomatyzowane w dekadę do dwóch (około 2025-2035). “Nasz model przewiduje, że większość pracowników w transporcie i logistyce, oraz większość pracowników biur, wsparcia administracyjnego i pracy w zawodach produkcyjnych jest zagrożonych. Wyniki te są zgodne z najnowszymi osiągnięciami technologicznymi, udokumentowanymi w literaturze.” czytamy w publikacji.

Obrazek

“Nasze wyniki wskazują, że w nadchodzącym wyścigu technologicznym, pracownicy o niskich umiejętnościach będą przeniesieni do zadań, które nie są podatne na informatyzację - czyli zadań wymagających twórczej i społecznej inteligencji. Aby jednak pracownicy wygrali wyścig będą musieli nabywać umiejętności twórcze i społeczne.” czytamy w podsumowaniu.

Badanie oczywiście pomija fakt, iż przy przeniesieniu połowy populacji do pozostałych segmentów rynku drastycznie obniżą się zarobki w tych sektorach o ile w ogóle będą one mogły zaabsorbować taką liczbę pracowników. Już dziś zachodnia cywilizacja boryka się z dramatycznym bezrobociem, które w wyniku rozwoju technologicznego drastycznie się pogłębi prowadząc do masowych rewolucji co jest odnotowywane nie tylko w trendach strategicznych armii USA i W. Brytanii ale również pracownicy Polskiej Akademii Nauk bardzo dobrze zdają sobie z tego sprawę. Można na ten temat posłuchać w nagraniu ze spotkania Klubu Rzymskiego w Warszawie (od 1:02 h).

Podsumowując ten artykuł poniżej zamieszczamy spolszczoną listę wszystkich zawodów wraz z prawdopodobieństwem ich komputeryzacji w najbliższych dwóch dekadach (w dokumencie 0 to brak automatyzacji i 1 to pełna automatyzacja): Link do pliku PDF Jeśli jesteś na czarnej liście to już czas szukać bezpiecznej przystani.

Link do oryginalnego badania: LINK
http://www.prisonplanet.pl/files/174565 ... oyment.pdf

Link do spolszczonego apendyksu: LINK
http://www.prisonplanet.pl/files/174565 ... endyks.pdf


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 06 kwi 2016, 09:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Zegarmistrz nieubłagalny

To się zbliża w sposób zupełnie nieubłagalny. To jest jak Jeździec Apokalipsy. Głuchy na brzęk monet i wdzięki łatwych kobiet.

Zróbmy spojrzenie wstecz.

Byli murzyni w USA. Byli strasznie niebezpieczni, bo wykluczeni. Tęgie głowy zastanawiały się jak sobie z nimi poradzić. Co zrobiono? Po pierwsze zabito Martina Lutera Kinga, który mówił o Bogu. Wyciągnięto z tłumu ludzi o rozdętym ego, którym dano duże pieniądze za nic. Pozwolono im bywać wśród białych. Mogli się obnosić złotymi łańcuchami i futrami z gronostajów, jak ich odlegli przodkowie, wodzowie afrykańskich plemion. I co? I Murzyni są obecnie potulni jak baranki. Z silnej murzyńskiej rodziny zostały strzępy. Celebryci na czele stada to stado baranów bez pasterza.

Była sobie „Solidarność”. Była bardzo niebezpieczna. Antysystemowa, rewolucyjna, piękna jak dziewczyna na wiosnę. Co zrobiono? Wybito najlepszych. W tym szczególnie błogosławionego ks. Jerzego, który nawoływał aby zło dobrem zwyciężać, mówił o Bogu. Następnie skorumpowano tych przywódców, którzy nie byli tajniakami. Jak się skończyło? W krótkim czasie „Solidarność” została kompletnie pozbawiona swojej siły. Wybito jej wszystkie zęby. Funkcjonuje na zupełnych peryferiach świata. Jak domowa kura, która zupełnie zapomniała, że kiedyś szybowała w przestworzach.

A na muzułmanów nie ma siły. Brzydzą się tym co im może zaoferować bezzębny, bogaty zachód. Mają swoje twarde prawo, które kochają nad życie. Nie mają europejskich wątpliwości „czy warto umierać za Gdańsk?”. Gdyby mieli takie pytanie czy chcą umierać za coś co ma dla nich znaczenie to się nie zawahają.

Dalej to jest równanie z fizyki przeniesione do sfery społecznej. Z zasad dynamiki Newtona. Co się stanie z bezwładnym ciałem pod działaniem siły? Wylatuje w Kosmos Historii i już nie wraca.

Ktoś to przeczyta, ktoś się zgodzi, ktoś narysuje kółko na czole.

A zegar tyka nieubłagalnie.

http://apokalipsateraz.salon24.pl/70492 ... eublagalny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 08 sie 2016, 10:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Protesty przeciwko zburzeniu katedry

Władze miejskie w Vijayawada w południowoindyjskim stanie Andhra Pradesh próbowały nocą 31 lipca zburzyć katedrę pw. św. Piotra.

Kiedy następnego dnia robotnicy wrócili, żeby dokończyć rozbiórkę, napotkali na zdecydowany opór wiernych. Wezwana policja zabezpieczyła teren. Zatrzymanych w czasie interwencji demonstrantów po przesłuchaniu zwolniono.

Władze kościelne oświadczyły, że nie zostały powiadomione o planowanym poszerzeniu drogi i związanym z tym wyburzeniu XIX-wiecznej katedry. Postulują zmianę projektu ulicy ze względu na historyczną i kulturalną wartość budynku. Oskarżają też funkcjonariuszy o obrazę uczuć religijnych, gdyż w trakcie nocnego wyburzania muru oraz przylegającego do katedry kompleksu, zniszczeniu uległy znajdujące się tam symbole religijne.

RS, Radio Watykańskie

http://www.naszdziennik.pl/wiara-przesl ... tedry.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 14 sty 2017, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2017/01/13/k ... est-chory/

Żydomasońskie sito nie jest jednak idealne, bo zdarzają się wśród tzw. celebrytów ludzie, którzy nie są szumowinami.

Kopia artykułu:

Keanu Reeves: Współczesny świat jest chory!
Ostatnia aktualizacja: 13 stycznia 2017 | Komentarzy | 254 Odsłon

Rzadko przybliżamy opinie osób z szeroko pojętego środowiska popkultury. Z reguły większość z nich to degeneraci, którzy znakomicie wpisują się w szaleństwo „postępu” i Nowego Wspaniałego Świata. Tym bardziej warto przypomnieć głośny wpis znanego aktora, Keanu Reevesa, który w dużej mierze jest odzwierciedleniem poglądów narodowych rewolucjonistów i tradycjonalistów:
Nie mogę być częścią świata, gdzie mężczyźni ubierają swoje żony jak prostytutki, pokazując wszystko, co powinno zostać ukryte, gdzie nie ma pojęcia honoru i godności, gdzie rzadko można polegać na kimś, kto mówi, że coś obiecuje.
Gdzie kobiety nie chcą mieć dzieci, a mężczyźni nie chcą zakładać rodzin.
Gdzie frajerzy wierzą, że odnieśli sukces, siedząc rozparci za kierownicami limuzyn ich ojców, gdzie ojcowie mający iluzję władzy, próbują udowadniać ci, że jesteś nikim.
Gdzie ludzie fałszywie deklarują wiarę w Boga z kieliszkiem w ręku i brakiem zrozumienia podstaw, tego w co wierzą.
Gdzie pojęcie zazdrości jest uważane ze słabość, a skromność jest wadą.
Gdzie ludzie zapominają o miłości, szukając najlepszej opcji dla siebie, a nie człowieka w człowieku.
Gdzie ludzie wydają ostatnie pieniądze na swój samochód, nie szczędząc środków ani czasu, a sami są tak słabi, że sądzą iż to drogie cacko ukryje ich słabość.
Gdzie chłopcy tracą ciężko zarobione przez rodziców pieniądze w klubach, a dziewczyny kochają ich za to.
Gdzie nie można odróżnić kobiet od mężczyzn, a nazywane jest to „wolnością wyboru”, zaś idących tradycyjną ścieżką nazywa się upośledzonymi despotami.
Ja wybieram swoją drogę, jest mi tylko przykro, że nie znalazłem zrozumienia, wśród ludzi, na których naprawdę mi zależało.
Jak powiedział kiedyś Gabriele Adinolfi, bycie faszystą dziś, to bycie pragmatycznym. Wykorzystujmy opinie znanych osób, które są zbieżne z naszymi; odrzucajmy te, które są błędne. Rewolta przeciw współczesnemu światu!

Na podstawie: facebook.com/nacjonalista.pl

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 18 sty 2017, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Lewacka destrukcja działa już nie tylko na szkodę ludzkości, ale na szkodę samych jej autorów, czyli na szkodę ciemnogrodu lewackiego.
Lewactwo posunęło się zbyt daleko w degradacji życia, normalności, natury, moralności, ludzkości.
Albo skończy się to źle i ludzkość przypłaci tolerancję lewackiego dewianctwa samozagładą, albo się opamięta, podniesie na duchu i przeciwstawi się lewackim zbrodniarzom.
Ale powrót do normalności będzie długą drogą, a lewactwo podobnie jak nasza "totalna opozycja" będzie puczyło, puczyło, puczyło,..., bo tylko to potrafi.
Nie potrafi budować, tworzyć, potrafi tylko niszczyć i degradować, siać zamęt i nienawiść. Stado świń ma w sobie więcej kultury, niż stado lewaków.


Hymn pochwalny barbarzyńskiej tyranii

W Norwegii trwa proces polskiej lekarki Katarzyny Jachimowicz, która – powołując się na klauzulę sumienia – odmówiła zakładania pacjentkom wkładek wczesnoporonnych. Brak akceptacji dla metod aborcyjnych kosztował ją utratę pracy.

Sytuacja polskiej lekarki w Norwegii, która straciła pracę na skutek podjętego sprzeciwu wobec stosowania wkładek domacicznych, od kilku dni porusza opinię publiczną. Przypomina się, że doktor Katarzyna Jachimowicz jest lekarzem z 23-letnim stażem. Podejmując pracę w Przychodni Rodzinnej w gminie Sauherad w Norwegii, zawarła umowę, która uwzględniła zastrzeżenie, że nie będzie wykonywać zabiegów niezgodnych z sumieniem. W 2015 r. wszedł w życie nowy przepis zabraniający lekarzom rodzinnym odmowy wykonywania jakiejkolwiek czynności ze względu na sumienie.

Zaistniała sytuacja każe postawić przynajmniej trzy pytania. Pierwsze dotyczy podstaw orzekania o jakiejś czynności, że ma ona charakter medyczny. Na jakiej podstawie wkładki domaciczne są uznawane za środki medyczne? Jako środki antykoncepcyjne, a tym bardziej jako wczesnoporonne, nie spełniają charakteru leczniczego. Drugie pytanie dotyczy arbitralności umów prawnych. Dlaczego umowa prawna zostaje anulowana mocą innego zarządzenia? Wreszcie ostatnia kwestia odnosi nas do tematu sumienia i prawa moralnego.

Stajemy tutaj u źródeł naszej kultury europejskiej, która jednoznacznie formułowała możliwość sprzeciwu sumienia wobec złego prawa stanowionego. Kazus doktor Jachimowicz jest tym samym dramatem, co dramat Antygony i Sokratesa. Zarazem postawa władz Norwegii stawia je na pozycji przedeuropejskiej – barbarzyńskiej.

Dlaczego taki regres? Myślę, że dzieje się tak na skutek radykalnej laicyzacji i sekularyzacji. Systemy prawne, które rezygnują na rzecz praw stanowionych z prawa naturalnego (bo jest ono oskarżone o zbytni charakter religijny), sądzą, że głoszą pochwałę demokracji. Faktycznie są hymnem pochwalnym barbarzyńskiej tyranii.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

http://www.naszdziennik.pl/swiat/174559 ... ranii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 13 lut 2017, 22:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Patologia prześciga patologię i tylko to oferuje ludzkości lewactwo.

Transhumanizm − największe zagrożenie ludzkości

Parlament Europejski zatwierdził dokument określający prawa robotów i wprowadzający pojęcie ”osoby elektronicznej.

W ostatnich dniach świat obiegła szokująca informacja dotycząca wydania pierwszego w historii aktu urodzenia robotowi. Uczyniono to w belgijskim miasteczku Haaselt, gdzie burmistrz, zgodnie z wytycznymi Parlamentu Europejskiego, wydał oficjalny akt urodzenia robotowi, który waży 28 kilogramów i ma 120 cm wzrostu. Robot otrzymał imię Fran i nazwisko Pepper. Rodzicami ustanowiono dwoje naukowców, współtwórców robota: Astrid Hanne i Francisa Foksa.

Nie jest to dowcip, szokujący performance czy też inne wydarzenie pseudokulturalne, tylko normalny akt formalnoprawny. Stał się on możliwy, ponieważ w połowie stycznia 2017 roku Parlament Europejski zatwierdził dokument określający prawa robotów na terenie krajów Wspólnoty Europejskiej. Zakłada on wprowadzenie pojęcia „osoby elektronicznej” dla najbardziej zaawansowanych robotów.

Taka „osoba” posiadać będzie status prawny podobny do tego, który posiadają ludzie, łącznie z objęciem robota systemem ubezpieczeń społecznych oraz określeniem ich praw oraz obowiązków. W ten sposób Belgia jako pierwszy kraj na świecie ma pełnoprawnego obywatela, który jest robotem.

Robot Fran będzie „dorastać” na kampusie uniwersyteckim, gdzie ma wykonywać pracę na recepcji, codziennie udzielając pomocy i informacji studentom oraz naukowcom. Ponieważ jest wyposażony w autonomiczny algorytm sztucznej inteligencji, będzie się uczył na bieżąco dzięki codziennej interakcji ze studentami i naukowcami.

Algorytm zastępuje człowieka
Kiedy w ubiegłym roku prowadziłem cykl wykładów otwartych dla studentów WSKSiM, dotyczących problemów transhumanizmu, w ramach Koła Filozoficznego, spotykałem się raczej z niedowierzaniem i dziwną pewnością młodych ludzi, że z tymi problemami będziemy się musieli zmierzyć dopiero za wiele lat. Na niewiele zdały się moje wysiłki, aby wykazać studentom, iż właśnie teraz stajemy przed wyzwaniem, przy którym inwazja ideologii gender była tylko małą przygrywką.

Czy zdajemy sobie sprawę, że sztuczna inteligencja wkroczyła już w nasze życie tak daleko, że powoli się do niej przyzwyczailiśmy i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że zajmuje coraz więcej miejsca w wielu obszarach ludzkiej działalności? Dziennikarze amerykańscy i angielscy już od dawna korzystają z pomocy algorytmów piszących artykuły do gazet. Program WordSmith sam potrafi wygenerować prosty na razie tekst na zadany temat. Dzisiaj jest on wykorzystywany powszechnie przy tworzeniu newsów dotyczących analiz ekonomicznych, wiadomości sportowych czy też generowania plotek z życia celebrytów.

Ale firma pracuje już nad udoskonaleniem algorytmu, tak aby pisał on teksty bardziej skomplikowane. Wystarczy, że dziennikarz poda temat artykułu i główne założenia dotyczące tekstu, a program sam odnajdzie, sprawdzi i zweryfikuje dane źródłowe i stworzy w języku naturalnym odpowiedni tekst. Czytelnik nawet nie wie, czy tekst, który czyta, został napisany przez człowieka, czy też w całości przez maszynę.

W szpitalach amerykańskich od dawna stosowany jest algorytm wspomagający diagnostykę medyczną IBM Watson. Rola lekarza sprowadza się wtedy do wprowadzenia do sytemu podstawowych danych dotyczących pacjenta, a system sam podpowiada, jakie jeszcze procedury wdrożyć, jakie badania wykonać, i wystawia zarówno diagnozę, jak i proponuje stosowne leczenie. Po drogach jeździ już coraz więcej samochodów bez ludzkiego kierowcy, a program TensorFlow tworzy komercyjne utwory muzyczne.

Ostatnio coraz częściej dyskutowane jest użycie algorytmu opracowanego przez profesora Philipa Parkera, który pozwala w 20 minut napisać całą książkę na zadany temat. Powstają tutaj dodatkowe pytania. Czy taka książka będzie miała autora, czy algorytm będzie właścicielem prawa autorskiego do tekstu i czy książki, których cena będzie dużo niższa niż napisana przez człowieka, wyprze z rynku oryginalne, wartościowe pozycje. Jeśli przyjrzymy się statystykom sprzedaży książek, zauważymy, że ponad połowa z nich to niskich lotów kryminały, romanse i wszelkiego rodzaju poradniki. Na tym polu algorytm może uzyskać przewagę, a ponieważ uczy się on sprawności grafomańskich w czasie tworzenia nowych pozycji, to z pewnością za jakiś czas będzie potrafił tworzyć bardziej skomplikowane utwory.

Technologiczny złoty cielec
Totalna inwazja ideologii gender pokazała, iż współczesne społeczeństwa europejskie, tresowane od wielu lat przez lewicowo-liberalne środowiska naukowe, nie są już w stanie samodzielnie przeciwstawić się postępującej dekonstrukcji człowieczeństwa. Relatywizm moralno-etyczny stępił nie tylko naturalną wrażliwość wielu ludzi, ale wręcz zupełnie pozbawił ich nawet instynktu samozachowawczego. Na takim podatnym gruncie kolejna ideologia transhumanizmu może rozwijać się w sposób nieskrępowany.

Według ideologów tego ruchu, transczłowiek to istota przejściowa, a celem jest stworzenie idealnej formy nadczłowieka. Podstawowa znajomość historii zupełnie wystarczy, aby zdać sobie sprawę, do czego doprowadziły totalitarne ideologie, które jako cel stawiały sobie ukształtowanie „nadczłowieka” lub „nowego człowieka”. Tylko teraz ideolodzy transhumanizmu mogą wykorzystywać bardzo zaawansowaną technologię.

Sztuczna inteligencja, która powstała w celu pomocy człowiekowi w żmudnych i skomplikowanych pracach intelektualnych, może zostać wykorzystana w zupełnie innym, niebezpiecznym celu. Plan jest dokładnie taki sam jak w „izmach” XX wieku. Najpierw dekonstrukcja człowieczeństwa, a potem budowa nowego człowieka.

Istnieje bardzo silna, wpływowa grupa naukowców, którzy ślepo zapatrzeni w technologie stawiają sobie za cel doprowadzenie społeczeństw do punktu krytycznego, nazywają go singularity.

Ta grupa naukowców, dla których Bóg nie istnieje, stworzyła sobie nowego „technologicznego bożka”. Wierzą oni, iż wykorzystując technologie, które zostały wymyślone, aby pomagać ludziom, stworzą transczłowieka, który zastąpi „przestarzałych” ludzi. Ten „nowy człowiek” zostanie sprzężony z technologicznymi możliwościami technonauki i finalnie przeniesie swoją świadomość do przestrzeni wirtualnej, stworzonej właśnie w punkcie singularity. Mają oni dokładnie opracowany plan owego technologicznego przejścia, jedyne rozbieżności dotyczą możliwości technicznych, ostatnio dyskutowany jest problem, czy stanie się to w latach 20. czy 40. XXI wieku.

Żniwo ideologii
Technologie usprawniające człowieka rozwijane są od dawna, a ich głównym celem była zawsze pomoc ludziom chorym i niepełnosprawnym. Technologicznie opracowaliśmy już protezy ludzkich kończyn, implanty słuchu, sztuczną siatkówkę i wiele innych bardzo pomocnych urządzeń, które na co dzień pomagają milionom ludzi. Są to technologie bardzo drogie, dostępne tylko dla nielicznych. Jednak ich użycie w celu stworzenia „nadczłowieka” to zupełnie inny problem.

Główny ideolog ruchu transhumanizmu Ray Kurzweil twierdzi, że „istnieje transhumanizm egalitarystyczny, którego postęp jest tak samo nieuchronny jak każdy inny postęp w nauce, chyba że nastąpi katastrofa wojny atomowej lub zderzenie z asteroidą. Poza tym nic go nie zatrzyma. Będzie się on odbywał w krajach z dużymi nakładami na rozwój technologii i nauki”.

Niestety, większość naukowców przypatruje się biernie tym poczynaniom, często myśląc, iż mamy jeszcze sporo czasu, zanim roboty staną się ludzkie, a ludzie zaczną przypominać roboty. Bierność w tym przypadku jest najgorszym wyborem. Podział społeczności naukowców również jest niebezpieczny.

Kiedy rozmawiam z naukowcami na temat transhumanizmu, zazwyczaj spotykam się ze stwierdzeniem: „To nie moja działka, ja zajmuję się innymi zagadnieniami”. Podobnie było z ideologią gender – w świecie naukowym nie było specjalistów w tym zakresie. Ideologie potrafią zmieniać ludzi w sposób zasadniczy, czyniąc olbrzymie spustoszenie. Ideologia wsparta specjalistyczną technologią jest jeszcze bardziej niebezpieczna.

Dawno minęły już czasy, gdy po drugiej stronie robota wyposażonego w sztuczną inteligencję stał człowiek, który sprawował pieczę nad robotem. Dzisiaj roboty są autonomiczne, same potrafią się uczyć i wyszukiwać źródła energii. Sztucznej inteligencji nie można już w prosty sposób wyłączyć, algorytmy zostały wbudowane m.in. w strukturę sieci internetowej. Zastanówmy się zatem, czy możemy jako ludzie wyłączyć internet?

Co zatem powinniśmy zrobić? Odpowiedź jest raczej prosta: winniśmy oprzeć się na systemie podstawowych wartości. Ponownie jasno zdefiniować pojęcie człowieczeństwa w ujęciu współczesnych odkryć naukowych i wynalazków technologicznych. Nade wszystko jednak trzeba rozpocząć szeroką dyskusję, nie tylko w świecie naukowym, ale w całym społeczeństwie, które zapewne jest zupełnie nieświadome.

Problemy transhumanizmu są oczywiście dużo szersze, niż zasygnalizowałem w niniejszym artykule. Jednak systematycznie wskazując kolejne istotne informacje na ten temat, które dotyczą zarówno korzyści, jak i zagrożeń, winniśmy rozpocząć dyskusję. Nie możemy tych problemów lekceważyć i odkładać na potem, kiedy zauważymy, że kłopoty okazały się istotne.

Czy jesteśmy gotowi bronić naszego człowieczeństwa, czy też zostawimy to „specjalistom”, którzy podejmą za nas decyzje? To zależy od nas, ale najpierw musimy podjąć trud dokładnego poznania problemu. A nie jest to proste zagadnienie, gdyż obejmuje problemy technologiczne oraz szeroko rozumiane zagadnienia filozoficzno-etyczne. Podzielone dziedzinowo środowisko naukowe nie odpowie nam jednoznacznie, jak powinniśmy prawidłowo zareagować na pierwszego obywatela Unii Europejskiej, który jest robotem.

Dr Grzegorz Osiński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/176241, ... kosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 26 kwi 2017, 11:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Póki jeszcze jest w narodach europejskich zaczyn przemijającej cywilizacji. Cywilizacji, która była największym dorobkiem kulturowym człowieka na naszej planecie.
Ignoranctwo lewackie jest najstraszliwszym nowotworem na ciele Europy i trzeba tego guza wykarczować, aby organizmy narodów europejskich na nowo ożyły i rozwijały się, tworzyły, a nie tylko samo niszczyły się.
Rozwój techniki i technologii, to nie to samo co rozwój kultury. Do rozwoju nauki i techniki wystarczą mózgi.
Do rozwoju kultury trzeba miłości, mądrości (nie mylić z wiedzą) i moralności.
Trzeba światła.


O odrodzenie Europy

Trzeba się bić. Sprawy zaszły już stanowczo za daleko by siedzieć bezczynnie. Bez zdecydowanej akcji ze strony nas, Europejczyków z ducha i kości, będziemy dryfować ku zmierzchowi naszej europejskiej, zachodniej cywilizacji. Czas na Rekonkwistę.

Trzeba powołać Ruch Odrodzenia Europy. Partie polityczną, której celem będzie restauracja Unii Europejskiej. Gruntowna przebudowa jej struktury oraz reforma jej polityki w praktycznie wszystkich dziedzinach. Inaczej czeka EU rozpad i upadek. Albo obumieranie jak firmy wydmuszki, z której główni akcjonariusze wysysają zyski aż do bankructwa spółki. Obumieranie wydmuszki może trwać długo, nawet wiele lat. Ale my tego czasu nie mamy, gdyż świat nie będzie czekał, aż odkryjemy, że król jest nagim bankrutem.

Dysfunkcjonalność struktury EU z punktu widzenia jej skuteczności działań oraz rozwoju całej struktury widoczna jest gołym okiem. Niektórzy nazywają to deficytem demokracji. Można i tak, nie o spór o słowa tu chodzi. Ów deficyt demokracji ja nazywam brakiem odpowiedzialności władz EU zarówno przy formułowaniu strategii jak i konkretnych polityk. Główni akcjonariusze ( Niemcy, Francja, ) prowadzą politykę bez uwzględnienia praw mniejszych akcjonariuszy. Prowadzą tę politykę w sposób zakulisowy, nieprzejrzysty i często sprzeczny z interesem Wspólnoty. Wyklucza to mechanizm kontrolny, który pozwalałby na korektę błędnej polityki. Europejczycy widząc, że nie mają wpływu na funkcjonowanie EU, głosują nogami i gremialnie odmawiają udziału w wyborach do Parlamentu EU. To pierwsza rzecz, którą należy zmienić. Ruch Odrodzenia Europy winien wystawić własnych kandydatów, by rozbić obecny duopol w Parlamencie. Przy czym warto zauważyć, że różnice między głównymi ugrupowaniami w PE, czyli między chadekami a socjalistami są kosmetyczne. Podobnie jak w Niemczech. Merkel to taka mniej radykalna wersja Schulza. Różnice uwidaczniają się najczęściej jedynie przy obsadzie stanowisk w PE czy KE. To farsa z demokracji i haniebne nadużywanie przez EPP chrześcijańskiej wizytówki. Znamienne, że w programie tej partii słowo Chrześcijaństwo w ogóle się chyba nie pojawia..... Uderzająca w programie EPP jest jedna rzecz. Jej całkowita bezideowość. Brak idei, oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, pustkę intelektualną. Po drugie pustkę moralną. Jakby nie nie patrzyć próżnia. Nic więc dziwnego, że skoro największa partia w PE jest manekinem bez duszy i umysłu w PE króluje ideologia lewicy. Lewicy otwarcie negującej i zwalczającej dziedzictwo naszej, zachodniej kultury.

Czas więc na Rekonkwistę. Odbierzmy co nasze. Zachodnią czyli chrześcijańską w swym duchu cywilizację Europy. Amen.

http://swan.salon24.pl/767542,o-odrodzenie-europy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 04 maja 2017, 17:45 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Telewizja Republika - STUDIO ŚDM KS. PROFESOR DARIUSZ OKO 2016-07-27



Rozmowy niedokończone: Jak ocalić Europę? cz.I

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 10 maja 2017, 08:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Zachód może się rozbić o rafę relatywizmu

Homilia ks. kard. Roberta Saraha wygłoszona 25 marca 2017 roku w kościele św. Augustyna w Paryżu.

Obrazek

Drodzy Bracia i Siostry!

Czwarta niedziela Wielkiego Postu, niedziela Laetare, to niedziela radości. Owa radość jest wyprzedzeniem radości Wielkiej Nocy i ma płynąć z krzyża. Niedziela radości jest naznaczona także tematem światła. To słowo klucz Listu św. Pawła do Efezjan, który wysłuchaliśmy. List ten odnosi się do sakramentu chrztu, który czyni nas dziećmi światłości, czyli członkami Mistycznego Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Sobór Watykański II definiuje Kościół jako światłość narodów, lumen gentium. A nas, ochrzczonych, Jezus wzywa, mówi nam: „Wy jesteście światłem świata. […] Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” [Mt 5,14.16].

Dla tych, którzy przyjmą chrzest w Wielkanoc, skrutynia tych dni obejmują katechezę o ciemnościach wywołanych przez grzech pierworodny, który Adam i Ewa nam przekazali i w którym są oni w pewien sposób dotąd pogrzebani. Ten dzień przynosi nam także katechezę o zbawieniu w Jezusie Chrystusie, który umarł i zmartwychwstał, ponieważ w dzień ich chrztu, w najbliższą noc paschalną, ci dorośli ludzie zostaną oświeceni światłością, która płynie z chwały Ojca, światłością, którą jest sam Jezus Chrystus, Odkupiciel ludzkości, Wschodzące Słońce, które nocą wyłania się z grobu i które od tej chwili prosi, byśmy w Nie uwierzyli. To On nas zbawia z naszego zaślepienia, otwiera nam oczy, byśmy poznali chwałę Ojca. „A to jest życie wieczne, mówi Jezus do swego Ojca, aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie wpierw, zanim świat powstał. Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje” [J 17,3-6]. Jestem w nich uwielbiony.

W dzisiejszej Ewangelii nie brak humoru. Okazuje się, że jedynym człowiekiem, który naprawdę widzi, jest niewidomy od urodzenia. Wszyscy inni, czyli faryzeusze, sąsiedzi, a nawet rodzice tego człowieka, w taki czy inny sposób trwają w mroku i w ciemnościach, które ukrywają przed nami Boga. Bowiem to oczy wiary pozwalają nam widzieć jasno, czyli umieć rozpoznać Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka, naszego Pana i Odkupiciela. W Prologu Ewangelii św. Jana czytamy: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się stało, [z tego], co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” [J 1,1-5].

Widzicie, drodzy Bracia i Siostry, gdy zbliżają się święte dni, gdy zbliża się wielka światłość paschalna Jezusa, który wychodzi z mroków śmierci, Kościół stawia nam przed oczy historię niewidomego od urodzenia. Kiedy rozważamy cudowne interwencje Jezusa, zazwyczaj to sami chorzy lub ich bliscy ruszają z miejsca, zbliżają się do Jezusa, prosząc o uzdrowienie. Tutaj, wyjątkowo, Jezus zauważa niewidomego, podchodzi do niego, pluje na ziemię i robi błoto ze śliny, kładzie mu je na oczach ze słowami: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam”, co po hebrajsku oznacza: Posłany. Żądając od niewidomego, by poszedł i obmył się w sadzawce, Jezus nam uświadamia, że woda z sadzawki Siloam prefiguruje zdroje chrzcielne, które włączyły nas w Niego i w Jego Ciało Mistyczne, czyli w Kościół. Chrzest czyni z nas posłanych na misję, do naszych rodzin, do naszych środowisk pracy, do dzisiejszego świata, do tego świata, który odrzuca Boga, do tego świata, który znieważa Boga, do tego świata, który nie potrzebuje Boga.

„Jak mój Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Wszyscy dziś słyszymy to słowo Jezusa, wszyscy jesteśmy posłani. I musimy iść bez lęku, bez obaw, bez zawstydzenia. Posyła nas Bóg. Ale dlaczego Jezus posyła niewidomego od urodzenia do sadzawki Siloam? Jakie znaczenie ma ta misja? Oto więc sens tej misji i sens żądania Jezusa: Jezus, który nie jest po prostu cudotwórcą, ale jest Mesjaszem, Bożym Posłańcem, żąda od niewidomego od urodzenia, by współdziałał ze swoim uzdrowieniem, by podjął wysiłek, zamiast biernie czekać, a więc by doszedł do sadzawki Siloe, żeby się w niej obmyć. I w przeciwieństwie do Adama, pierwszego człowieka, który okazał nieposłuszeństwo, sprzeciwił się woli Boga, pogrążając się w pysze i kłamstwie, niewidomy od urodzenia jest posłuszny Jezusowi. Dzięki temu natychmiast zostaje uzdrowiony.

Oznacza to, że przez chrzest jesteśmy zanurzeni w zdrojach Miłości trynitarnej. Otrzymujemy Ducha Świętego, który nas odradza, zmazując grzech pierworodny, przywraca nas do życia, w światło Chrystusa, który prowadzi nas do Ojca. Tak jak mówi prorok Izajasz, „naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” [Iz 9,1]. Słyszeliśmy te słowa w noc Bożego Narodzenia. Eschatologiczna światłość, obiecana w Piśmie Świętym Starego Testamentu, stała się rzeczywistością. U Zachariasza Jezus od samego narodzenia jest Wschodzącym Słońcem, które przyszło nas nawiedzić. I jest tu, w sercu tej Eucharystii, by nas nawiedzić. Chce nas wyzwolić z naszego zaślepienia, z naszych ciemności. Również dla Symeona jest On „Światłem na oświecenie pogan”, tym światłem, w które Bóg się odziewa „jak w płaszcz”, według Psalmu 103, i jest Słowem Bożym, które „oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” [J 1,9]. Trzej Apostołowie, Piotr, Jakub i Jan, mogą kontemplować to światło podczas Przemienienia. Istotnie, w Poranek Wielkanocny anioł przyobleka się w światłość. „Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg” [Mt 28,3]. Spowity tym samym jaśniejącym światłem Jezus ukazuje się św. Pawłowi na drodze do Damaszku. I wreszcie, w Bożej światłości żyją aniołowie i święci w niebiańskim Jeruzalem. „I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek”. Jasność niebiańskiego miasta promienieje na wybranych, gdyż „już nocy nie będzie. A nie potrzeba im światła lampy ani światła słońca, bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków” [Ap 21,23; 22,5].

Nie mogę się powstrzymać, by wam nie przypomnieć szczególnie w tym roku, gdy obchodzimy setną rocznicę objawień Najświętszej Maryi Panny w Fatimie, że wszystkie objawienia Matki Bożej są otoczone aureolą światłości, Bożej światłości: zarówno w La Salette, gdzie Melania i Maksymin widzą, jak Matka Boża wylewa łzy, które są jak perły rosy, jak i w jaśniejącej światłości w Fatimie, gdzie przed wielkim cudem słońca, 13 października, światło jest wszechobecne, toteż troje pastuszków mówi, że Anioł Portugalii jest jakby wycięty ze światła, a sama Matka Boża jest bardziej jaśniejąca niż słońce.

My, chrześcijanie, skoro Jezus mówi, że jest światłością świata, mamy być jakby wycięci ze światła. Pozwólcie mi jako Prefektowi Dykasterii odpowiedzialnej za Liturgię, że krótko wspomnę o świetle nawiedzenia paschalnego, które – jak wiecie – obejmuje obrzęd poświęcenia świecy paschalnej, poprzedzony poświęceniem nowego ognia. Przez ten obrzęd śmierć Jezusa i Jego zmartwychwstanie zostają wyrażone w sposób bardzo znaczący w ogniu i w wielkiej świecy paschalnej, która symbolizuje Chrystusa zmartwychwstałego, Alfę i Omegę, a świece przyniesione przez wiernych i zapalone od paschału, gaszone i ponownie zapalone podczas długiej Wigilii i Rezurekcji. Światło, które przedstawia Chrystusa, rozświetla nasze życie, oświeca naszą codzienną drogę pośród świata ciemności, wrogości, odrzucenia światła, obojętności na Boga i odrzucenia Jego słowa życia i mądrości. To światło, jakie Chrystus ma uczynić z każdego z nas, światło, które oświeca i uspokaja świat coraz bardziej barbarzyński i bezlitosny dla najsłabszych.

Drodzy Bracia i Siostry, w naszych czasach świetlane świadectwo chrześcijan napotyka to samo niezrozumienie czy wręcz tę samą wrogość, jaką okazywali sąsiedzi, rodzice i faryzeusze z Ewangelii o niewidomym od urodzenia. Profesor Lejeune – przepraszam, że jeszcze o nim mówię podczas tej Eucharystii – którego dzisiaj wspominamy, przez swoje przywiązanie do niezrównanej wartości życia ludzkiego znajdował się w samym środku debaty na temat legalizacji aborcji. Postępował jako prawdziwe dziecko Boże, jako dziecko światłości, toteż zderzył się z „sąsiadami” z naszych czasów, w kontekście kulturowym naznaczonym przez scjentyzm. On, wybitny genetyk, odważnie piętnował te ciasne i materialistyczne umysły, które już nie umieją przyjąć tajemnicy stanowiącej część naszego życia ani dostrzec wpływu Boga w ludziej egzystencji. Wobec ludzi takich jak rodzice niewidomego od urodzenia, o których nam mówi Ewangelia dzisiejszej niedzieli, ludzi, którzy „świecą” odwagą – mam tu na myśli niektórych parlamentarzystów, a szerzej: przywódców politycznych i religijnych oraz medialnych – Profesor Lejeune dał dowód spójności chrześcijanina, który odważnie i heroicznie łączy swoje przekonania ze swoimi czynami. Czyż nie mówił: „Wiara mówi nam, by respektować obraz Boga, nadzieja pomaga nam go chronić, a miłość osądza wszystko”? I wreszcie, faryzeuszom naszych czasów, potęgom tego świata, które nie mogą znieść, by je stawiać przed światłem prawdy i jaśniejącą tajemnicą życia ludzkiego, Jérôme Lejeune przeciwstawiał niewinną prostotę, rozbrajającą nawet najbardziej zdecydowanych przeciwników. Święta Teresa z Lisieux opisuje ją tak: „Jezus z upodobaniem pokazuje mi jedyną drogę, która prowadzi do Boskiego ogniska. Tą drogą jest zawierzenie małego dziecka, które bez obaw usypia w ramionach swego Ojca..... »Jeśli ktoś jest maleńki, niech do Mnie przyjdzie«”[1].

Profesor Lejeune dzięki swojej świetlanej wierze był ową lampą, o której mówi Jezus, a którą trzeba stawiać na świeczniku, aby przechodzący widzieli Bożą światłość. Tak, on był prawdziwą lampą. A do czego służy lampa? Przede wszystkim służy do pokazywania. Profesor Lejeune pokazywał prawdę całym swoim życiem; ludziom, których spotykał, pozwalał widzieć, jak Oblicze Jezusa odbija się w jego codziennych uczynkach. Lampa służy także do prowadzenia innych. Profesor Lejeune głosił Ewangelię Życia, prowadząc nas w ten sposób do Tego, który jest naszym Stwórcą, naszym Zbawicielem i naszym Życiem. Lampa jest również sygnałem, ostrzegającym przed możliwym niebezpieczeństwem. Profesor Lejeune był więc jak latarnia morska, wskazująca rafę relatywizmu, który zatruwa sposób myślenia ludzi naszych czasów. O tę rafę świat Zachodu może się rozbić. Ale lampa służy także do przywracania odwagi i do pokrzepiania. Swoim współczuciem Profesor Lejeune dodawał otuchy swoim braciom najbardziej poranionym przez chorobę, stając się dobrym Samarytaninem, który rozgrzewa serca serdecznymi słowami.

Tak, Bracia i Siostry, wraz z Profesorem Lejeune i za jego przykładem – a także, przynajmniej w wymiarze prywatnym, za jego wstawiennictwem – my również jako ochrzczeni jesteśmy stróżami Boga. Mamy czuwać i mamy świecić, by nikogo nie zaskoczył przeciwnik Ewangelii Życia. Mamy wysoko i mocno nieść lampę Boga, tę prawdę, która wyzwala, pociesza, uzdrawia i daje życie. Nie mamy prawa milczeć! Nie mamy prawa strzec skarbu Ewangelii tylko dla siebie. A nazbyt często jesteśmy podobni do sąsiadów znad sadzawki Siloam, do rodziców niewidomego od urodzenia, do jerozolimskich faryzeuszy, którzy wątpią, kontestują, a nawet się buntują. Brakuje nam wtedy duchowego spojrzenia, które rodzi się ze spojrzenia Chrystusa w nas. Na drodze Wielkiego Postu 2017 roku Pan daje nam więc łaskę większego otwarcia naszych oczu na światłość, bo tylko ona może oświecić nasze życie. Prośmy Najświętszą Maryję Pannę, by oświecała nasze życie chrześcijan, żebyśmy odważyli się świecić, aby świat wyszedł z tych ciemności, dzisiaj, jutro, i na wieki wieków.


[1] Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopis B, 1r, w: Rękopisy autobiograficzne, tłum. Agnieszka Kuryś, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2017, s. 237, w przygotowaniu.

Tłumaczenie: Agnieszka Kuryś

http://www.naszdziennik.pl/mysl/181539, ... wizmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /