Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Gdzie zdąża nasza cywilizacja

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 27 wrz 2017, 06:39 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7508
Lokalizacja: Podlasie
Dlaczego postęp potrzebuje „autorytetów”?

Obrazek

Czy morderca, narkoman, alkoholik bądź pedofil może być uznany przez innych jako wzór do naśladowania? Czy fanom wszelkiej maści współczesnych artystów, sportowców czy po prostu celebrytów nie przeszkadza to, że ich idole w swoich słowach i czynach często kultywują anty-wartości całkowicie niszczące człowieka i jego godność? W obu przypadkach odpowiedź brzmi: TAK!

Kto jest współczesnym „autorytetem”?

– Jesteś narodowym bohaterem, większym niż Małysz! – powiedział Roman.

– Robiłem w życiu okropne rzeczy. Udawałem, że mam fach w rękach, dawałem ludziom złudzenia, ale nigdy nikogo nawet nie uderzyłem, a wy zmusiliście mnie do tego, żebym chciał zabić człowieka – odpowiedział Cezary.

– Nie zdajesz sobie sprawy, ilu ludzi cię oglądało. Nie możesz zawieść swoich fanów. Wiesz, jakim jesteś autorytetem?! – naciskał Roman.

– Autorytetem? – odpowiedział Cezary ze zdziwieniem, po czym sięgnął po leżący na stole „Słownik wyrazów obcych”. – Autorytet: powaga, wpływ, znaczenie, człowiek instytucja, arbiter, znawca, wyrocznia, mistrz. Ja jestem autorytetem? Czy to znaczy, że autorytet ma facet, który chciał zabić drugiego, a wcześniej ze strachu palnął kilka głupich dowcipów? – zapytał i dodał po chwili: – Wiesz co? Dokładnie tak jest, tylko trzeba być w telewizji.

Powyższy dialog pochodzi z jednej z końcowych scen filmu „Show” opowiadającego o uczestnikach programu reality-show, zmagających się z niespodziankami, jakie przygotowali dla nich reżyserzy przedsięwzięcia. Okazało się, że jeden z uczestników „zabawy”, początkowo nielubiany przez telewidzów, stał się murowanym faworytem do zwycięstwa po tym jak… zabił swojego kolegę, co obejrzały miliony osób.

Obraz ten powstał jako kpina z popularnych na początku XXI wieku programów typu „Big Brother”, „Dwa światy” czy „Bar”, które przyniosły Polakom nowych idoli, mających tym różnić się od wielu swoich poprzedników, że „byli prawdziwi”. Owa „prawdziwość” polegała na piciu alkoholu przed kamerą, uprawianiu seksu z dopiero co poznanymi ludźmi, rzucaniu na lewo i prawo tzw. „mięsem” czy wygłaszaniu „głębokich” pseudo-psychologicznych, „chwytających za serce” manifestów. Blask tych „gwiazd” zgasł równie szybko jak się pojawił i dzisiaj, mimo usilnych starań ośrodków medialnych już mało kto o nich pamięta.

Artyści potrzebują mocniejszych doznań?

Przez wieki największe autorytety – w tym artystyczne, sportowe i kulturalne – aby stanowić wzór dla innych nie potrzebowały takich prymitywnych zabiegów. Jeśli ktoś chciał zdobyć rzeczywiste uznanie, musiał zaprezentować poruszające dzieło literackie, przepiękny obraz czy też chwytającą za serce muzykę. Popularności nie budowano ani na bezsensownym popisywaniu się przed kamerą, ani na produkowaniu kolejnych kontrowersji i skandali, z jakich znani są współcześni idole.

Prawdą jest, że artyści przez wieki w swojej pracy „posiłkowali się” przeróżnymi używkami. Najczęściej tłumaczono to jednak tym, że są oni ludźmi o ponadprzeciętnej wrażliwości, która rośnie wraz z kolejnym wypitym drinkiem czy też kolejnym wypalonym skrętem. Wielu pisarzy uzasadniało również tego typu postępowanie „poszukiwaniem weny twórczej”.

Historia zna wiele takich przypadków. Już w starożytności wielu twórców „korzystało” z mocy halucynogennych ziół wzmacniających ich doznania i pozwalających „zobaczyć niewidzialne i nierealne”. Przez następne stulecia kolejni władcy europejscy bardzo często zatrudniali na swoim dworze malarzy bądź rzeźbiarzy mających „problemy z alkoholem”. Nie inaczej rzecz się miała w czasach nowożytnych i dziejach najnowszych. Victor Hugo, Aleksander Dumas, Fryderyk Nietzsche, Pablo Picasso, Aldous Huxley, to tylko niektóre przykłady artystów tworzących dzięki wspomaganiu.

Różnica między dawnymi ludźmi związanymi z kulturą a współczesnymi „gwiazdami pop-kultury” polega na tym, że byli oni wielkimi artystami i to właśnie dzięki temu zapisali się w historii świata. Swoją sławę zawdzięczali bowiem dziełom, a nie zdjęciom wrzucanym na portale społecznościowe, na których widać jak „doskonale się bawi”. Nawet jeśli w jego życiu pojawiły się epizody związane z „puszczeniem dymka” to nigdy nie odnosił się z tym tak ekstremalnie jak wielu z lansowanych dziś na autorytety autorów książek.

Doskonałym przykładem podejścia, jakie wielu artystów miało do różnych używek prezentuje życiorys Stanisława Ignacego Witkiewicza. Ten wybitny malarz, pisarz, poeta i myśliciel polityczny znany ze swoich „eksperymentów” niemal zawsze informował swoich czytelników bądź ludzi zachwyconych namalowanymi przez niego obrazami, ile i czego zażył zanim stworzył dane dzieło. Mimo że wiedział, jak zgubny wpływ na człowieka ma przyjmowanie narkotyków, o czym głośno mówił i przed czym starał się wszystkich przestrzegać, to jednak w celu „poszerzenia swoich doznań” nie był w stanie powstrzymać się przed skosztowaniem kolejnych specyfików. Nie zmienia to jednak faktu, że ceniono go za jego twórczość, a nie ćpanie.

Media – „kuźnia” autorytetów

26 września 1960 roku miała miejsce pierwsza debata telewizyjna kandydatów na prezydenta USA pomiędzy Johnem F. Kennedym a Richardem Nixonem. O zwycięstwie w tej debacie nie zdecydowało merytoryczne przygotowanie kandydata, tylko odpowiednio nałożony puder, sztuczny uśmiech i wyćwiczona pewność siebie kandydata demokratów.

John F. Kennedy wyglądał lepiej, był wypoczęty, a telewizja wzmocniła ten „przekaz”. Richard Nixon był ewidentnie zmęczony i nieodpowiednio ucharakteryzowany i właśnie dlatego przegrał tą debatę, mimo że wyborcy, którzy słuchali dyskusji polityków w radio w zdecydowanej większości byli święcie przekonani, że to właśnie on zwyciężył, ponieważ w przeciwieństwie do kontr-kandydata przedstawiał konkretne rozwiązania i nie rzucał pustymi frazesami.

To właśnie wtedy, 57 lat temu media ostatecznie porzuciły swoją rolę polegającą pierwotnie na informowaniu obywateli o wydarzeniach po ich uprzednim uporządkowaniu według powagi. Zdaniem wielu politologów rozpoczęła się wówczas epoka „mediokracji”, czyli kształtowania rzeczywistości przez tzw. „fakty medialne” nie mające niekiedy jakiegokolwiek odzwierciedlenia w realnym świecie. Wówczas również rozpoczęto kreowanie autorytetów „nowego, wspaniałego świata”.

Nie musisz żałować – i tak wybaczymy…

Na największe gwiazdy tamtego czasu wykreowano buntowników, którzy niejednokrotnie w sposób co najmniej obrzydliwy publicznie obnosili się z rzeczami urągającymi ludzkiej godności. Przedstawiano je jednak jako coś „fajnego”, normalnego i powszechnego dając jednocześnie przekaz podświadomy: „popatrz – Mick Jagger nie stroni od narkotyków, dzięki czemu osiągnął sukces. Bądź jak Jagger, zostań buntownikiem, ulżyj sobie – narkotyki ci w tym pomogą”.

Sam wokalista zespołu The Rolling Stones nie raz opowiadał, że największe przeboje grupy powstawały w chwilach, gdy wszyscy jej członkowie byli po prostu pod wpływem substancji odurzających. Czy odczuwa dziś z tego powodu jakiekolwiek wyrzuty sumienia? Absolutnie nie. Czy zdaje sobie sprawę, że razem z kolegami z kapeli wyhodował gang „Aniołów Piekieł”, którzy zamordowali podczas koncertu w Altamont jednego z fanów brytyjskich „legend rocka”, a także brutalnie pobili wiele innych osób, ponieważ chcieli ochronić Jaggera i jego kolegów przed zbyt blisko stojącym tłumem? Mało prawdopodobne. Czy przeszkadza to mediom w obszernym relacjonowaniu kolejnych tras koncertowych zespołu? Nie, a co gorsza – członków The Rolling Stones nadal przedstawia się, jako autorytety, które co prawda może i mają jakieś „grzeszki na sumieniu”, ale przecież osiągnęli ogromny „sukces”, a ich piosenki są znane na całym świecie, za co trzeba ich cenić i szanować.

Podobnie rzecz się ma z jednym z najsłynniejszych pisarzy współczesnych – Stephenem Kingiem, który niejednokrotnie informował podczas konferencji prasowych, iż nie wie tak naprawdę, o czym są jego książki, bowiem w trakcie pisania narkotyki przepijał wódką i w związku z tym niczego nie pamięta. Mimo początkowych skandali, jakie wywoływały tego typu wypowiedzi w pewnym momencie „wajcha została przestawiona” a „wybryki” amerykańskiego pisarza zaczęto przedstawiać jako „tragedię obrońcy postępowego świata”. Stephen King otwarcie opowiedział się bowiem za kanonem „liberalnych wartości” takich jak aborcja, eutanazja i „małżeństwa jednopłciowe” i z miejsca wybaczono mu wszystkie „wcześniejsze grzechy”. Jego książki znowu zyskały „parasol ochronny” i odpowiednią promocję, a on sam stał się autorytetem moralnym.

Nie jesteśmy aniołami

Można przywołać setki podobnych przykładów i właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające. Okazuje się bowiem, że w imię „chorych wartości”, które zostały podczas rewolucji 1968 roku wpisane na listę „rzeczy fajnych i postępowych” doczekaliśmy czasów, kiedy to ludzie wyglądający jakby podpisali pakt z samym Lucyferem byli stawiani jako godny naśladowania wzór.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ pozwala to na dużo łatwiejsze sterowanie ludźmi i dużo skuteczniejszą relatywizację wszystkiego, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu nazywano złem.

Dlaczego w związku nie spróbować heroiny? Przecież to ulubiona używka tak wielu gwiazd, dzięki której tak wiele osiągnęli

Dlaczego nie podpalić krzyża jak to czyni na swych koncertach w iście okultystycznym tańcu kobieta, której już sam pseudonim jest bluźnierstwem? Przecież ludzie biją jej brawa, a telewizja nie przerywa relacji z jej koncertu.

Dlaczego „nie bawić się” w pedofilię? Przecież Romanowi Polańskiemu wolno, to dlaczego inni mają mieć przez to problemy.

Dlaczego nie dokonać publicznego znieważenia Pana Jezusa na deskach teatralnych? Przecież media i politycy bronili obwoźnego bluźniercy z Chorwacji – reżysera „sztuki”, w której zaprezentowano ten „skłaniający do myślenia, poruszający ważny problem społeczny wesoły happening”?

W końcu: dlaczego nie zabić dziecka w swoim łonie? Przecież „wybitne” aktorki i piosenkarki twierdzą, że to tak, jakby splunąć.

Tomasz Kolanek

https://www.pch24.pl/dlaczego-postep-po ... 868,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 01 lut 2018, 07:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Zbrodnie volkswagenizmu

Obrazek

Niemcy cierpią, bo są oskarżani za zbrodnie mimo, że przecież nie byli sami. To niesprawiedliwe i antyniemieckie nastawienie jest całkowicie niezrozumiałe, bo wszak właśnie pod przywództwem Berlina budujemy wspólną Europę. Kraj, który tak wiele wnosi do wspólnego projektu, zarówno pieniędzy jak i poświęcenia, nie może być bezkarnie oskarżany tylko dlatego, że niektórzy i najczęściej nieliczni jego obywatele dopuszczają się czynów haniebnych.

Przez Niemcy przetacza się skandal związany z wykorzystywaniem małp i ludzi w testach dotyczący szkodliwości spalin. Koncern Volkswagen poszedł na skróty i złamał nie tylko prawo, ale także podstawowe zasady etyki. Pojawiają się niesprawiedliwe głosy, że to wina Niemiec, bo koncern samochodowy nie tylko wywodzi się z tego kraju, ale jest także zarządzany przez Niemców. Otóż jest to nieprawda. Winę nie ponoszą Niemcy, lecz ludzie, których ten koncern zatrudnia.

To volkswageniści, zaś ich ideologia pozwalająca na wykorzystywanie zwierząt w okrutnych eksperymentach to volkswagenizm. Wśród volkswagenistów są nie tylko Niemcy, ale także ludzie z innych krajów. Jan Abacki pracuje w centrali Volkswagena w Wolfsburgu. Wyjechał z Polski w 2008 roku, najpierw był kelnerem w restauracji, od 2011 roku pracuje w laboratorium Volkswagena, w którym przeprowadzano eksperymenty na zwierzętach. Jan Abacki twierdzi, że jest pracownikiem magazynu i nie brał udziału w eksperymentach, ale to słaby argument. Nie sposób więc zaprzeczyć, że wśród volkswagenistów są także Polacy. Polska nie może nie wziąć na siebie współodpowiedzialności za te haniebne działania. Tłumaczenia, że są to nieliczni obywatele Polski, niektórzy nawet mają paszport niemiecki, wcale nie obniża skali winy. Zarówno moralnej jak i prawnej.

Odpowiedzialność prawna Polski oznacza konieczność wypłacenia odszkodowań na rzecz międzynarodowych organizacji ochrony praw zwierząt. Niemcy zgodziły się dokonać części wpłat, Francja jest zwolniona z tego obowiązku, bowiem znana jest od dziesięcioleci z najwyższego poświęcenia w ochronie przyrody, tym samym swój dług spłaciła już wielokrotnie. Polska nie może wyłamywać się z europejskiej wspólnoty, solidarność wymaga wzięcia udziału w wypłacie odszkodowań.

Niemcy zgadzają się, że ich obywatele stanowią większość volkswagenistów, ale apelują by podejść do tego nie w sposób narodowy, lecz jako wielką lekcję dla ludzkości o tym, że należy szanować prawa zwierząt. Polska protestując przeciw uznaniu jej współodpowiedzialności pokazuje nie tylko egoizm, ale także braki w państwie prawa oraz poczuciu bycia członkiem wspólnoty europejskiej. Volkswagenizm to bowiem problem ponadnarodowy i tylko takie rozumienie powstrzyma jego powrót.

Grupa intelektualistów z Polski opublikowała list otwarty, w którym przeprasza Niemcy za nieodpowiedzialne postępowanie polskiego rządu. Jego pomysłodawcą jest Tomasz Babacki. W liście znajduje się apel do Berlina, aby zrozumiał, że w Polsce są jego prawdziwi przyjaciele, zaś partia rządząca jest u władzy przez przypadek i nie oddaje prawdziwych nastrojów społecznych. Babacki stanowczo odrzuca zarzuty swoich oponentów o tym, że większość jego rodziny jest zatrudniona w firmach kooperujących z Volkswagenem, zaś sam posiada akcje koncernu samochodowego, których pochodzenia nie potrafi wyjaśnić. Polityk w stanowczym oświadczeniu uznaje takie zarzuty za atak polityczny.

Komisja Europejska przygotowuje zmianę polityki przyznawania funduszy europejskich, tak by kraje nieuznające współudziału w ideologii volkswagenizmu i nie godzące się na wypłatę odszkodowań, otrzymały mniejsze środki. Niemcy w szlachetnym odruchu sugerują, że fundusze nie powinny być znacząco obniżone, bo skoro większa ich część i tak wraca do Niemiec, powstała luka finansowa może wzniecić kolejną falę volkswagenizmu.

Rosja ogłasza ochronę praw zwierząt i środowiska naturalnego jako absolutny priorytet i jednocześnie odrzuca haniebne oskarżenia o spowodowanie największej klęski ekologicznej na Ziemi, którą są obszary Morza Azowskiego. Moskwa przyznaje, że w przeszłości dochodziło do pewnych błędów i wypaczeń, takich jak rabunkowe uprawy prowadzące to wyjałowienia wielu tysięcy km2, ale stanowczo twierdzi, że dziś należy patrzeć w przyszłość. To konstruktywne podejście wspierane jest przez Niemcy. Oba kraje patrzą z troską na wyłamującą się z tej solidarności Polskę.

Trzech senatorów USA tworzących nieformalną grupę ochrony praw zwierząt, apeluje do Polski by zgodziła się wypłacić organizacji Los Angeles Animals Ltd. zasądzoną kwotę 100 milionów USD, wynikającą z prawa stanu Kalifornia, jako zadośćuczynienie za eksperymenty przeprowadzone w niemieckim laboratorium na 15 zwierzętach laboratoryjnych. Prawo tego stanu stanowi, że Ziemia jest matką wszystkich ludzi i zwierząt, a tym samym wobec potwierdzenia, że wśród pracowników laboratorium Volkswagena były osoby z polskim obywatelstwem, Polska nie może uchylić się od zapłaty.

Znana polska artystka o pseudonimie Mańka Cycofon ogłasza, że działania polskiego rządu nie uznające współudziału w volkswageniźmie łamią Konstytucję. Nie jej kolejne artykuły, ale cały duch tego dokumentu. Mańka Cycofon twierdzi, że nawet podczas hitlerowskiej okupacji prawa zwierząt nie były tak jaskrawie łamane.

Polski rząd staje przed poważnymi wyzwaniami. Jak z tego wybrnąć?


Jeśli istnieje jakiekolwiek podobieństwo do dziejących się wydarzeń lub osób, jest ono przypadkowe i niezamierzone.

"Są dwie rzeczy nieskończone: Wszechświat i ludzka głupota, ale co do Wszechświata nie jestem pewien". Albert Einstein

Opublikowano: 31.01.2018 22:27.

https://www.salon24.pl/u/masz99/840563, ... swagenizmu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdzie zdąża nasza cywilizacja
PostNapisane: 02 lip 2018, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Urojenia rządzących są jak widać ponad dobrem i ponad prawami człowieka.
Urojenia lewackich debili decydują o losach ludzkich, o losach ludzkości i o losach naszej planety.


Konsul znieważony

Norweska policja zastosowała przemoc wobec polskiego dyplomaty

Konsulowi siłą uniemożliwiono kontakt z dzieckiem mającym polskie obywatelstwo, które urząd ds. opieki nad dziećmi (Barnevernet, BV) zabrał rodzicom.

Do incydentu doszło 21 czerwca w specjalnym ośrodku BV przeznaczonym do widzeń rodziców z odebranymi im dziećmi. To mała, 30-tysięczna miejscowość odległa 120 km od Oslo. Było to pierwsze spotkanie Polaków i ich sześcioletniego syna po zabraniu go ze szkoły przez urzędników BV tydzień wcześniej. Odbyło się w obecności pracowników norweskiego urzędu i tłumacza (początkowo nie chciano się w ogóle zgodzić na rozmowę po polsku). Rodzice poprosili o obecność polskiego konsula, a ten wziął ze sobą także polską psycholog współpracującą z naszą placówką w Oslo.

Według świadków, chłopiec ucieszył się ze spotkania z konsulem, bo usłyszał polską mowę. Przywitali się i zaczęli wchodzić do pomieszczenia przeznaczonego do widzeń. Konsul szedł z tyłu. W drzwiach pracownica BV zagrodziła mu drogę i poinformowała, że nie może pozostać w pomieszczeniu. Przedstawiciel Polski zaprotestował, powołując się na konwencję wiedeńską i obowiązujące w Norwegii prawo. Wtedy wezwano policję i wyprowadzono go z budynku.

BV oskarżył konsula o awanturowanie się. Sporządzony przez urząd raport stwierdza wręcz, że w zmowie z rodzicami chciał porwać dziecko. Polskiej psycholog, mimo że była tylko biernym świadkiem zajścia, zarzucono zakłócanie porządku publicznego.

Oboje rodzice oraz dziecko mają wyłącznie polskie obywatelstwo. Mieszkają w Norwegii od 2007 roku. Chłopiec chodził do pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Piotr Falkowski

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/198 ... azony.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /