Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 118 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 26 paź 2012, 18:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Norymberga dla sierpa i młota

Szanowni Państwo!

W ramach propagandowej kampanii stręczenia Eurokołchozu skołowanym europejskim narodom, w Brukseli ukazał się plakat „Europa dla wszystkich” w postaci pięcioramiennej gwiazdy, skomponowanej z rozmaitych emblematów. Obok na przykład żydowskiej gwiazdy Dawida, chrześcijańskiego krzyża i muzułmańskiego półksiężyca, znalazł się tam również marksistowski emblemat w postaci sierpa i młota. Jak wiadomo, krzyż, półksiężyc, czy gwiazda Dawida, są symbolami religijnymi, chociaż gwiazda Dawida jest również emblematem państwowym Izraela. Ale sierp i młot nie jest żadnym symbolem religijnym. Był emblematem państwowym Związku Radzieckiego, ale państwo to już nie istnieje, a po drugie - nigdy nie wchodziło w skład Unii Europejskiej. Wobec tego sierp i młot na wspomnianym plakacie pełni funkcję emblematu ruchu komunistycznego - ponieważ pełnił również i taką funkcję.

Oznacza to, że Unia Europejska nie tylko nie widzi nic złego w zbrodniczej ideologii komunistycznej, ale nawet stawia ją na jednej płaszczyźnie z religiami monoteistycznymi, jak chrześcijaństwo, islam, czy judaizm - skoro znak sierpa i młota umieszcza obok tych symboli religijnych. I rzeczywiście; partie komunistyczne nie są zakazane w Unii Europejskiej, a skoro nie są zakazane, to przynajmniej teoretycznie nie jest wykluczone, że kiedyś obejmą tam władzę i zaczną całą Europę, w tym również nasz nieszczęśliwy kraj, znowu urządzać na komunistyczną modłę.

Nie jest to zresztą ani możliwość czysto teoretyczna, ani jakaś pieśń odległej przyszłości. Jak wiadomo, marksizm kulturowy w postaci tak zwanej politycznej poprawności, jest w Unii Europejskiej ideologią nie tylko dominującą, ale nawet obowiązującą, a zasady tej ideologii nie są wyłącznie intelektualną propozycją do dyskusji, ale przyjmują postać norm prawnych, za którymi stoi przemoc państwa. Oznacza to, że pod przykrywką tolerancji, Unia Europejska narzuca europejskim narodom komunistyczna ideologię. Nic dziwnego, skoro wielu polityków zajmujących eksponowane stanowiska w brukselskich instytucjach ma za sobą komunistyczną przeszłość. Czy tylko przeszłość?

Popatrzmy, jakie rozwiązania prawne forsuje Unia Europejska poprzez dyrektywy brukselskiej Komisji w państwach członkowskich. Nie tylko forsuje rozwiązania zbrodnicze, ale nawet zabrania sprzeciwiania się im. Nie jest żadną tajemnicą, że wszelkie inicjatywy zmierzające do rozszerzenia legalizacji mordowania dzieci przed urodzeniem, cieszą się niezmiennym poparciem władz Unii Europejskiej, które jednocześnie - jak to miało miejsce na Węgrzech - zakazują wykorzystywania środków unijnych na propagowanie ochrony życia. Unia Europejska promuje dewiacje, przede wszystkim seksualne, a nawet zabrania przeciwstawiania się im, podejmując próby penalizacji tzw. „homofobii”. Jednocześnie Unia Europejska ostentacyjnie demonstruje christianofobię, czyli wrogość do chrześcijaństwa. Objawia się ona nie tylko w postaci eliminowania z oficjalnych dokumentów Unii wszelkich, nawet najbardziej oczywistych wzmianek o roli chrześcijaństwa w tworzeniu cywilizacji europejskiej, nie tylko w walce z obecnością chrześcijańskich symboli religijnych w przestrzeni publicznej Europy, ale przede wszystkim - w forsowaniu rozwiązań ostentacyjnie i oczywiście sprzecznych z chrześcijańską etyką. W dodatku chrześcijańscy podatnicy są przez totalniackich biurokratów zobowiązani do finansowania z własnych podatków praktyk oczywiście sprzecznych z zasadami religii.

Ale komuniści zawsze tacy byli i takimi pozostali. Wprawdzie kompromis osiągnięty przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich i Stany Zjednoczone w zakończeniu zimnej wojny nie przewidywał bezwarunkowej kapitulacji Związku Radzieckiego, ale chyba nie stoi to na przeszkodzie urządzeniu Norymbergi, która dokonałaby nie tylko moralnej, ale i prawnej oceny komunizmu, ze wszystkimi wynikającymi stąd wnioskami - podobnymi do tych, jakie w następstwie pierwszej Norymbergi objawiły się w postaci denazyfikacji. W przeciwnym razie komunizm z pewnością odrodzi się w jakiejś kolejnej, odrażającej mutacji i znowu porazi Europę tak, jak uczynił to ze wschodnią częścią starego kontynentu i na ogromnych obszarach Azji.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc może dobrze, że Komisja Europejska zapłaciła naszymi pieniędzmi za ten plakat, dzięki któremu lepiej zrozumieliśmy grożące nam niebezpieczeństwo.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2651


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 10 kwi 2013, 07:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Wotum nieufności za Cypr

Nigel Farage zwrócił się do eurodeputowanych o poparcie wniosku o wotum nieufności dla Komisji Europejskiej w związku z kryzysową sytuacją na Cyprze.

Farage argumentuje, że KE wprowadziła kontrolę kapitału w tym kraju, co jest całkowicie sprzeczne z zasadami wolnego rynku.

Parlament Europejski ma prawo rozliczać Komisję Europejską z jej działalności, co chce wykorzystać Nigel Farage. Brytyjski poseł do Parlamentu Europejskiego wysłał list do europosłów z prośbą o ich poparcie dla wotum nieufności. Przygotowano już formalny wniosek, który ma umożliwić przeprowadzenie głosowania na forum PE w tej sprawie. W dokumencie tym czytamy, że „działania KE w sprawie kryzysu związanego z długiem cypryjskim doprowadziły do poważnych niezamierzonych konsekwencji, w tym do ogromnej i wysoce szkodliwej utraty zaufania zarówno do waluty euro, jak i do banków strefy euro”. Ponadto we wniosku zapisano, że ten brak zaufania nie pozostaje bez wpływu na sytuację każdego, kto posiada konto bankowe w eurostrefie i poza nią.

– Nie jest to pierwsza próba zgłoszenia wotum nieufności dla Komisji Europejskiej, a de facto samego pana Barroso – przypomina poseł do Parlamentu Europejskiego prof. Mirosław Piotrowski. – Nigel Farage w poprzedniej kadencji doprowadził do debaty w PE, w której pan Barroso musiał się tłumaczyć. Sukcesem będzie, jeśli wniosek ten w ogóle zostanie przyjęty, bo wynik głosowania jest z góry przesądzony. Pan Barroso pozostanie na swoim stanowisku. Tak naprawdę akcja ta wkomponowuje się w już rozpoczętą batalię o kolejne pięć lat dla Barroso, jako szefa Komisji Europejskiej, czyli o trzecią kadencję. Nie jest tajemnicą, że ochotę na to stanowisko ma Martin Schulz, obecny przewodniczący Parlamentu Europejskiego – podkreśla prof. Piotrowski.

Wniosek o wotum nieufności dla Komisji może złożyć na ręce przewodniczącego Parlamentu jedna dziesiąta jego członków, a do jego uchwalenia wymagana jest większość dwóch trzecich oddanych głosów.

Dawid Nahajowski, Bruksela

http://www.naszdziennik.pl/swiat/29289, ... -cypr.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 20 kwi 2013, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Ultimatum Sorosa

Prof. Tadeusz Marczak

Paradoksalnie euro, które służy wdrażaniu niemieckich planów politycznych, w rozgrywce międzynarodowej finansjery może zostać użyte jako instrument niweczenia niemieckiego projektu imperialnego.

9 kwietnia bieżącego roku znany finansista amerykański żydowsko-węgierskiego pochodzenia George Soros, przemawiając na uniwersytecie we Frankfurcie nad Menem, przedstawił niemieckiemu audytorium swoją analizę kryzysu w strefie euro i propozycję wyjścia z patowej sytuacji. Propozycja ta wymaga rozwiązania dylematu: albo wyjście Niemiec ze strefy euro, albo niemiecka zgoda na euroobligacje.

Soros, który w wystąpieniu kwietniowym w dużej mierze nawiązywał i powtarzał swoje tezy z września 2012 roku, mówił, że niemieckiej opinii publicznej trudno jest zrozumieć fakt, iż Niemcy narzucają Europie fałszywą politykę. Dzieje się tak dlatego, że gospodarka niemiecka nie jest w kryzysie, a nawet korzysta na kryzysie w strefie euro. Jednak polityczna i społeczna dynamika prowadzi w kierunku katastrofy. Podkreślał, że przyczyny kryzysu w strefie euro nie leżą po stronie zadłużonych krajów południowej Europy, ale wynikają z fatalnego błędu, który legł u genezy wspólnej waluty. Poprzez utworzenie niezależnego Banku Centralnego państwa członkowskie zadłużały się w walucie, która nie daje się kontrolować. W ten sposób kraje zadłużone z południowej Europy znalazły się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znajdują się kraje Trzeciego Świata, również zadłużone w walutach obcych, na których kurs nie mają żadnego wpływu. W konsekwencji w strefie wspólnej waluty euro dokonał się dramatyczny podział na kraje wierzycielskie i kraje dłużnicze. Podział ten pogłębia się, a sytuacja krajów zadłużonych pogarsza się, co jest skutkiem dotychczasowej polityki Berlina.

Finansista apelował zatem o przyjęcie nowej polityki, która będzie realizowała następujące założenia: po pierwsze, ustanowienie bardziej równoprawnych stosunków między krajami wierzycielskimi a krajami dłużnikami, co oznacza, że te drugie na mniej więcej równych warunkach mogłyby refinansować swoje zadłużenie. Po drugie, przyjęcie jako celu 5 proc. wzrostu gospodarczego, żeby Europa mogła likwidować swoje zadłużenie drogą wzrostu gospodarczego – to zaś wymagałoby dopuszczenia wyższej inflacji niż ta, którą skłonny jest tolerować Bundesbank.

Euroobligacje lub wyjście ze strefy euro

Zdaniem Sorosa, jeśli właściwie zrozumie się genezę kryzysu w strefie euro, to rozwiązanie nasuwa się praktycznie samo i zawiera się w jednym słowie: euroobligacje. Istotą tej propozycji jest to, że gwarantem ich emisji byłaby cała strefa euro, a nie poszczególne państwa. Poprawiłoby to zbywalność obligacji państw dłużników.

Przeciwko euroobligacjom zdecydowanie wypowiedziała się kanclerz Niemiec Angela Merkel. W czerwcu 2012 roku na spotkaniu z frakcją parlamentarną FDP oświadczyła, że nie zaakceptuje tego pomysłu, „dopóki żyje”. Może w tej sprawie liczyć na poparcie niemieckiej opinii publicznej karmionej mitem Niemiec „głównego płatnika netto do kasy UE”, który to mit pracowicie upowszechniany jest przez niemiecką agenturę wpływu także w innych krajach europejskich. Euroobligacje przyjmowane są więc jako kolejne, nieuzasadnione obciążenie niemieckiego podatnika.

„Niemcy mają prawo odrzucić euroobligacje – stwierdza Soros – ale nie mają prawa przeszkadzać zadłużonym krajom, które chciałyby wyjść ze swoich tarapatów poprzez emisję euroobligacji. Jeśli Niemcy nie chcą euroobligacji, to powinny rozważyć opuszczenie strefy euro”.

Konsekwencje takiego kroku byłyby, według niego, niesłychanie pozytywne. We wrześniu 2012 roku mówił, że wyjście Niemiec ze strefy euro automatycznie rozwiąże wszystkie, dotychczas wydawałoby się nierozwiązywalne problemy pozostałych w niej krajów. W kwietniu 2013 roku argumentował, że kiedy Niemcy opuszczą strefę euro, to waluta ta ulegnie dewaluacji, kraje zadłużone odzyskają konkurencyjność, ich długi relatywnie się zmniejszą, a emisja euroobligacji usunie niebezpieczeństwo deficytu płatniczego. Takich pozytywnych rezultatów nie można by oczekiwać po wyjściu z obszaru wspólnej waluty np. Włoch, zadłużonych na 2 biliony euro. Wręcz przeciwnie, ich długi okazałyby się zbyt wysokie do uregulowania, a więc musiałyby zostać zrestrukturyzowane, a to groziłoby powstaniem chaosu w międzynarodowym systemie finansowym. Podobnie byłoby w wypadku opuszczenia eurostrefy przez inne kraje. Ich konkurencyjność poprawiłaby się dzięki własnej walucie, ale ich zadłużenie niepomiernie by wzrosło wskutek dewaluacji własnej waluty w stosunku do euro. Tak więc jeśli ktoś miałby występować ze strefy euro, to powinny to być Niemcy, a nie np. Włochy.

Soros nie ukrywał, że opuszczenie strefy euro przez Niemcy będzie oznaczało dla nich straty. Ich eksport kierowany do tych krajów stanie się mniej konkurencyjny, a ich wierzytelności wobec spadku wartości euro stracą znacznie na wartości. I chociażby dlatego powinny one przystać na pomysł euroobligacji.

Kontynuacja

Kontynuacja dotychczasowej polityki Berlina wobec zadłużonych krajów południa Europy doprowadzi, według Sorosa, do tego, że na zasadzie efektu domina kolejne kraje padać będą ofiarą kryzysu, aż w końcu dotrze on do Niemiec. Na ekonomiczną nieskuteczność forsowanej przez Berlin polityki „ratowania” zadłużonych krajów Południa zwraca uwagę także prof. Wolfgang Merkel z Uniwersytetu Humboldta. Jak pisze, w krajach tych „wzrost gospodarczy dramatycznie się załamał, długi państwowe niebotycznie wzrosły, bezrobocie osiąga coraz to nowe rekordy”. Świadczą o tym liczby: w okresie między lutym 2012 roku a lutym 2013 roku bezrobocie wzrosło: we Włoszech z 10,1 proc. do 11,6 proc., w Hiszpanii z 23,9 proc. do 26,3 proc., a w Grecji z 21,4 proc. do 26,4 procent. Okazuje się zatem, że dyktat oszczędnościowy lansowany przez Berlin nie przynosi pozytywnych efektów południowo-europejskim krajom. Szkodzi on im w sferze gospodarczej, społecznej i kulturalnej. Przynosi jedynie krótkoterminowe korzyści krajom Północy z powodu ucieczki kapitału finansowego i ludzkiego z Południa na Północ.

Psychologicznym efektem polityki Berlina w kwestii euro jest wzrastająca niechęć, a nawet nienawiść wobec Niemiec obejmująca nie tylko szerokie masy społeczne, ale także elity krajów południowej Europy. Wolfgang Merkel uważa, że nastrojów tych nie należy w sposób lekceważący czy nawet arogancki nie dostrzegać. Przestrzega również, że Niemcom za ich politykę sabotowania alternatywnych planów oddłużeniowych prędzej czy później zostanie wystawiony rachunek. Najpóźniej wtedy, kiedy one same pogrążą się w kryzysie.

Jednakże George Soros uważa, że mało prawdopodobne jest, aby Niemcy same i niejako z własnej woli dokonały zmiany swej polityki wobec strefy euro. Musi nastąpić impuls z zewnątrz. Nadzieje takie wiąże z Francją, na czele której stanął prezydent François Hollande. Francja może nawiązać porozumienie z Włochami i Hiszpanią i stworzyć alternatywę wobec polityki Berlina.

Niemieckie imperium

Dlaczego zatem polityka taka jest kontynuowana? Decyduje o tym cel polityczny przyjęty przez ponownie zjednoczone Niemcy.

Niemiecki pisarz Ingo Schulze w trakcie spotkania z portugalskimi czytelnikami w Porto został zapytany, a pytanie to miało charakter twierdzenia: czy nie wydaje mu się, że obecnie Niemcy, przy pomocy euro, chcą osiągnąć te same cele, których w czasie wojny nie udało im się osiągnąć przy pomocy czołgów. Teza taka wprawiła pisarza w konfuzję, ale komentator „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, pisząc o roli euro w polityce niemieckiej i proponowanej przez Berlin unii fiskalnej, przestrzegał: „Niech nikt się nie oddaje iluzjom, że unia fiskalna ograniczy się tylko do spraw budżetu”, a to dlatego, że „pieniądz – zgodnie z prawem czy mimo prawa – jest głównym środkiem kształtowania polityki”.

Kropkę nad i stawiał brytyjski komentator Peter Oborne na łamach „The Telegraph”, pisząc, że kryzys w strefie euro służy Niemcom do budowy imperium według planów snutych jeszcze przez Bismarcka. Kraje południowej Europy: Grecja, Portugalia, ale także Hiszpania i Włochy, poddawane są procesowi dezindustrializacji (odprzemysłowienia), tracą swą suwerenność gospodarczą, a wraz z nią polityczną, przekształcają się w swego rodzaju kolonie stanowiące rynek zbytu dla przemysłu północno-europejskiego, szczególnie niemieckiego. W zamian dostarczają Północy surowce, płody rolne i tanią siłę roboczą.

W podobny, choć bardziej oględny sposób przedstawia perspektywy rozwojowe UE prof. Wolfgang Merkel w swojej analizie z 8 kwietnia 2013 roku. Kraje Południa nie tylko zostaną zdegradowane gospodarczo i politycznie, ale także zostaną poddane procesowi „oddemokratyzowania” (entdemokratisierung). Unia Europejska przekształci się w „technokratyczną wspólnotę”, na której czele stanie niemiecki mentor (Praeceptor Europae).

Od czasu swojego zjednoczenia Niemcy trzykrotnie usiłowały narzucić Europie własny model unii politycznej. Dwie z tych prób wiązane są z nazwiskiem Wolfganga Schaeublego, obecnego ministra finansów w rządzie kanclerz Angeli Merkel. Schaeuble zapowiada urzeczywistnienie swojego projektu w połowie 2013 roku. Według jego zamierzeń, kryzys w strefie euro ma przyspieszyć proces dochodzenia do scentralizowanego superpaństwa europejskiego. W tym względzie, jak zauważył amerykański analityk Tony Corn, Schaeuble i niemieckie elity kierują się doktryną Emanuela Rahma – byłego doradcy Baracka Obamy – głoszącą: „Nigdy nie należy pozwolić, aby jakiś poważny kryzys poszedł na marne” (never let a serious crisis go to waste). Przygotowują one dla UE technokratyczny, antydemokratyczny i antywolnorynkowy model zjednoczenia, a właściwie scalenia politycznego. Taką wizją kieruje się przede wszystkim Schaeuble – „najbardziej niebezpieczny człowiek w Europie” – jak go określiły niedawno „Deutsche Wirtschafts Nachrichten”.

Wall Street kontra Berlin?

Wątek politycznych planów Berlina nie został przez Sorosa poruszony. Czy jednak nie stanowi on głównej osnowy amerykańskiej postawy wobec UE? Już w czasie II wojny światowej klasyk geopolityki amerykańskiej Nicholas Spykman przestrzegał przed lansowaniem projektu zjednoczonej Europy, albowiem w takiej Europie Niemcy automatycznie zyskają rolę hegemona, co – równie automatycznie – podważy światową pozycję USA. Gdyby celem tej wojny miało być zjednoczenie Europy – pisał Spykman – to oznaczałoby, że Stany Zjednoczone walczą po niewłaściwej stronie.

Co prawda, we wrześniu 2012 roku Soros epatował Niemcy, wzywając je do objęcia w Europie roli hegemona, ale zaraz dodawał, że ma na myśli „dobrotliwego hegemona”, takiego, jakim w stosunku do Europy po II wojnie światowej były Stany Zjednoczone, oferując jej pomoc gospodarczą w postaci planu Marshalla. Niemcy zatem powinny powtórzyć ten krok, udzielając krajom południowej Europy pomocy na skalę planu Marshalla.

Propozycje Sorosa nie wywołały entuzjazmu w Niemczech. Sorosowskie ultimatum „euroobligacje albo wystąpienie ze strefy euro” jeden z obserwatorów określił jako wybór między dżumą i cholerą. Przy czym, jak zauważył, wybierając dżumę – i tak będziemy mieli zarówno dżumę, jak i cholerę. Inny podkreślał, że kraje południa Europy nie są już w stanie spłacać swoich długów. Euroobligacje będą więc sposobem przerzucenia tych zobowiązań na barki Niemiec.

Z sarkazmem określano go jako spekulanta giełdowego, który zgromadził majątek w wysokości 20 mld dolarów. Nie zapominano wszelako o tym, że jest on „człowiekiem, który pokonał Bank of England”, doprowadzając w 1992 roku do znacznej dewaluacji brytyjskiego funta, a była to tylko jedna z wielu jego akcji w świecie finansów, nie wyłączając podważenia pozycji marki zachodnioniemieckiej. Chiński analityk Song Hongbing rozwiewa jednak obraz Sorosa jako wolnego strzelca wśród światowej finansjery. W rzeczywistości, stwierdza, jest on ściśle powiązany z amerykańską elitą polityczną i finansistami z Wall Street, a szczególnie silne związki mają go łączyć z bankierskim domem Rothschildów. W porozumieniu z międzynarodową elitą finansową Soros wielokrotnie doprowadzał (bądź firmował swoim nazwiskiem) wielkie burze na światowych rynkach finansowych. O skali owych przedsięwzięć Hongbing pisze, co następuje: „Na początku lat osiemdziesiątych finansiści wywołali stan ’kontrolowanego rozpadu’ gospodarek Ameryki Łacińskiej i Afryki. Pod koniec lat osiemdziesiątych z sukcesem powstrzymali wzrost potęgi finansowej Japonii. Uzyskawszy kontrolę nad sytuacją w Azji, ich priorytetem znów stała się Europa, a zwłaszcza Europa Wschodnia i obszar byłego Związku Sowieckiego”.

O skutkach działań Sorosa w stosunku do Polski i innych państw naszego regionu przechodzących tzw. transformację ustrojową Chińczyk, naturalnie z pozycji sukcesu ekonomicznego swojej ojczyzny, wypowiada się następująco: „Polska, Węgry, Rosja, Ukraina – wszystkie te państwa kolejno dotknęła bolesna utrata własnego majątku, co doprowadziło do tego, że od dwóch dekad ich gospodarki wciąż nie mogą odzyskać sił”.

Czyżby zatem teraz na celowniku znalazły się Niemcy i kontrolowana przez nie eurostrefa? Czy Niemcy przystaną na sorosowskie propozycje? Już ukazują się szacunki mówiące o tym, że przyjęcie euroobligacji będzie kosztowało niemieckich podatników ok. 200 miliardów euro. Jeszcze większe koszty może wygenerować proponowana razem z euroobligacjami unia bankowa, która oznaczać będzie „uwspólnotowienie” długów banków południowej Europy, a są one zdecydowanie większe niż długi państw tego regionu. Soros w tej rozgrywce ma jednak pewien mocny argument. Jest nim przestroga – a może jest to as w rękawie? – że może dojść do dewaluacji waluty amerykańskiej i japońskiej, co doprowadzi do zachwiania pozycji Niemiec, jako czołowego eksportera świata, a wtedy nic już nie uratuje gospodarki niemieckiej przed recesją.

Autor jest kierownikiem Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego.

posting.php?mode=reply&f=4&t=2003


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 22 kwi 2013, 22:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Auschwitz zalążkiem zjednoczonej Europy?

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz odwiedził były niemiecki nazistowski obóz zagłady Auschwitz-Birkenau. W trakcie tej wizyty wypowiedział słowa, które wprawiły mnie w zdumienie:
"Sądzę, że Auschwitz był początkiem jednoczenia się Europy."
Od razu przypomniało mi sie, jak wielu komunistów całkiem na serio usiłowało po 1989 roku przekonywać polską opinie publiczną (i po części im się to, niestety, udało), że nie byłoby Okrągłego Stołu bez wprowadzenia przez ich przywódcę stanu wojennego osiem lat wcześniej.
Na tej zasadzie można wziąć dowolne wydarzenie historyczne i stwierdzić, że bez niego nie byłoby innego dowolnego zdarzenia z późnierjszego okresu. Np. bez chrztu Polski nie doszłoby do jej rozbiorów w XVIII wieku, a bez zwycięstwa pod Grunwaldem nie wybuchłoby Powstanie Listopadowe.
Zaiste, jest to nader oryginalne traktowanie historii, zgodnie z którym wszystko da się skojarzyć ze wszystkim. Tylko jaki to ma sens?

http://bukojer.salon24.pl/502361,auschw ... nej-europy

Mord Ks. Popiełuszki był początkiem (mordem założycielskim) III RP.
Takie odnośniki nie wróżą dobrze ani Europie, ani III RP. Ze zła nie powstanie dobro.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 23 kwi 2013, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
"Sądzę, że Auschwitz był początkiem jednoczenia się Europy."


Ludobójcy otwarcie już przyznają, na jakich wartościach opiera się UE. Do tej pory mówili co innego. Wreszcie słowa pasują do czynów, bo na naszych oczach cała Europa zamieniana jest w jeden gigantyczny obóz zagłady dla Europejczyków.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 26 kwi 2013, 17:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/wiadomosci/biznes-go ... 0-lat.html

Szef Bundesbanku: Kryzys potrwa jeszcze 10 lat

Grożą więc Europejczykom, że wzmożony terror ekonomiczny potrwa jeszcze 10 lat. A potem co? Dymiące krematoria?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 26 kwi 2013, 18:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Asindziej napisał(a):
Szef Bundesbanku: Kryzys potrwa jeszcze 10 lat

Grożą więc Europejczykom, że wzmożony terror ekonomiczny potrwa jeszcze 10 lat. A potem co? Dymiące krematoria?

Jeżeli tak ma być i słowa te są prawdziwe, to oznacza, że już nigdy za ich panowania nie będzie lepiej.
Przypomnijmy sobie komunizm, choćby sowiecki. Trwał on ok 70 lat (trwa nadal tylko się zmutował). To było 70 lat ciągłego kryzysu.

Kryzys w Eurobolszewii będzie może mniej dotkliwy materialnie (na razie), ale za to bardziej dotkliwy kulturowo.
Pamiętam, że jeszcze w głębokim komuniźmie mówiliśmy, że przyszły ustrój to będzie już niewolnictwo.
Obawiam się, że jest w tym coś na rzeczy. Eurobolszewia zakłada nam plantacje niewolników z nami w roli głównej.
Będzie to wprawdzie inne od znanego z historii niewolnictwa. Można powiedzieć, że będzie to niewolnictwo nowej generacji.
Już teraz widać to gołym okiem.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 23 cze 2013, 23:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2013/06/15/p ... -zachodem/

Prof. Claudio Mutti: Walka na śmierć i życie pomiędzy Europą i Zachodem
Ostatnia aktualizacja: 15 czerwca 2013 | 2 Komentarzy | 369 Odsłon

Claudio Mutti – urodzony w 1946 roku, włoski profesor, kulturoznawca, znawca języków ugrofińskich i rumuńskiego, w młodości działacz narodowo-rewolucyjnego ruchu Młoda Europa założonego przez Jeana Thiriarta, tłumacz wielu tekstów poświęconych Corneliu Codreanu i Legionowi Michała Archanioła, muzułmanin, podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat Europy i tzw. nowoczesnego świata.
Walka pomiędzy „dwoma Europami”, powiedziałbym – między Europą i Zachodem – to walka na śmierć i życie, ponieważ ostateczne wprowadzenie liberalnego totalitaryzmu, z potworami stworzonymi przez jego ateistyczną antropologię, z jego kultem zysku, z jego technologicznym prometeizmem, oznaczałoby upadek na samo dno nieludzkiego barbarzyństwa, które nie istniało nigdy wcześniej w historii. Nie wiem czy Europa znajdzie w sobie wystarczająco dużo energii, aby odwrócić liberalny trend, tym bardziej, że nie możemy oczekiwać „pomocy ze Wschodu” o której pisał René Guénon, więc kusi mnie, aby powtórzyć, że „tylko Bóg może nas ocalić”. W każdym wypadku, „dobrzy Europejczycy” muszą robić swoje i kontynuować walkę, nie zważając na szanse zwycięstwa.
Obserwując współczesne ideologie musicie zrozumieć, iż czasem ich widoczna świeckość ukrywa zdegenerowane, wypaczone elementy pochodzenia religijnego, tak jak to dzieje się w przypadku amerykańskim, gdzie dostrzec można bez trudu zsekularyzowany mesjanizm ufundowany na uznanej za boską inwestyturze. We współczesnym świecie religie są wystawione na analogiczne niebezpieczeństwo profanacji, więc „powrót świętości” może przyjmować fałszywe i parodystyczne formy: syjonizm, amerykański fundamentalizm, wahabizm-salafizm przynależą do fenomenologii tego typu profanacji.

WT


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 10 sie 2013, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Jak się traci suwerenność

Krzysztof Losz

Grecja jest krajem o znacznie ograniczonej suwerenności. Hellada nie utraciła niezależności z dnia na dzień, nie stało się to na skutek gwałtownego kataklizmu politycznego, ale był to proces trwający od wielu lat. Warto mu się przyjrzeć, bo powinien być przestrogą także dla Polski.

Jednym z największych problemów Greków jest to, że posiadają euro, utracili zaś tak podstawowy instrument ochrony gospodarki, jakim jest własna waluta. I można powiedzieć, że Ateny same zaczęły sobie kręcić sznur na szyję, gdy w latach 90. podjęły polityczną decyzję, że Grecja musi znaleźć się w strefie euro. A ponieważ gospodarka tego kraju i jego finanse były w złym stanie, rząd postawił na kreatywną księgowość. Zamiast reformować gospodarkę, na wielką skalę zaczęto fałszować statystyki, zwłaszcza te dotyczące deficytu budżetowego i długu publicznego.

Grecki rząd aktywnie wspierali bankowcy z największych banków inwestycyjnych świata, zwłaszcza z Goldman Sachs. Chodziło o poprawienie na papierze wskaźników finansowych i dlatego amerykański bank dokonywał dla Grecji operacji walutowych typu swap. Polegało to na tym, że zamieniał dług Aten wyrażony w dolarach i jenach na euro po sztucznym kursie.

Co ciekawe, w czasie gdy Goldman Sachs pomagał Grekom w prowadzeniu kreatywnej księgowości, jednym z jego wysokich urzędników był obecny szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi. Zaprzeczał on jednak, aby osobiście był zaangażowany w te machinacje. I choć dowodów przeciwko Draghiemu nie przedstawiono, niesmak pozostał, bo EBC jest teraz jednym z nadzorców Aten.

Dzięki księgowym sztuczkom deficyt greckiego sektora finansów publicznych teoretycznie mieścił się w wyznaczonym przez UE limicie 3 proc. PKB. Grecy w 2002 roku, gdy zaczęła działać strefa euro, byli teoretycznie w znakomitej sytuacji, bo deficyt wynosił oficjalnie tylko 1,2 proc. PKB. Ale potem okazało się, że faktycznie poziom niedoborów w kasie państwa sięgał aż 5,2 proc. PKB.

Teraz wielu greckich ekonomistów pomstuje na ówczesne władze, że weszły w układ z bankami inwestycyjnymi, że uruchomiono w ten sposób proces, który doprowadził do obecnej zapaści. Inni samokrytycznie przyznają, że ta polityka wszystkim odpowiadała. Politycy, których wspierały media, opowiadali się za przyjęciem euro, Grekom wmówiono, że wspólna waluta to dobrobyt, nikomu więc tak naprawdę nie zależało na tym, aby prostować fałszerstwa, mówić prawdę o sytuacji ekonomicznej kraju i ją naprawiać. Potem było już za późno.

Przychodzi krach

Grecy przez kilka lat żyli w błogiej nieświadomości. Krach przyszedł w 2009 roku –dłużej po prostu nie dało się zamiatać pod dywan problemów ekonomicznych kraju. W październiku przedterminowe wybory parlamentarne wygrywają socjaliści z PASOK, przejmując po sześciu latach władzę z rąk prawicy. Premier Jorgos Papandreu musiał powiedzieć prawdę o greckich finansach, a była ona szokująca. Grecja jako członek strefy euro powinna mieć deficyt budżetowy na poziomie nie większym niż 3 proc. PKB, a dług publiczny – maksymalnie 60 proc. PKB. Tymczasem dziura budżetowa na koniec 2009 roku wyniosła aż 12,7 proc. PKB. Z kolei dług publiczny doszedł do poziomu 120 proc. PKB. Agencje ratingowe natychmiast obniżyły wskaźniki wiarygodności finansowej Grecji, a kraj popadł w recesję, bo na to wszystko nałożyła się także np. wyższa niż w innych krajach inflacja.

Początkowo Grecy liczyli, że sami poradzą sobie z tymi problemami. Rząd zaproponował program naprawy finansów publicznych, którego głównym założeniem była redukcja wydatków publicznych. Duże oszczędności miały zapewnić redukcję deficytu budżetowego w 2010 roku do 9 proc. PKB, a już w 2012 roku Grecja miała być „zdrowa”, bo deficyt miał spaść do 3 proc. PKB. Żeby to osiągnąć, premier Papandreu zapowiedział cięcia wydatków na edukację, zdrowie, obronę i inne publiczne cele. Chciał też zamrozić pensje pracownikom budżetówki, których miesięczne wynagrodzenia przekraczały 2tys. euro. Plan nie wypalił nie tylko dlatego, że w całym kraju rozpoczęły się potężne strajki. Był po prostu nierealny.

Grecja protektoratem

Grecja była bankrutem i wiosną 2010 roku kuratelę nad tym krajem przejęły w praktyce Unia Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ateny potrzebowały pieniędzy, UE i MFW obiecały 110 mld euro w ciągu trzech lat. Ale nie ma nic za darmo. – Grecki rząd zobowiązał się do zwolnienia części pracowników sektora publicznego, zamrożenia płac w budżetówce, zlikwidowania w niej 13. i 14. pensji, podwyższenia podatków na paliwo, alkohol, papierosy – mówili przedstawiciele UE i MFW, prezentując najważniejsze punkty umowy, jaką w zasadzie Grekom narzucono, bo to nie były żadne negocjacje równorzędnych partnerów. Ateny musiały zaakceptować to, co im zaordynowano.

Ta szokowa terapia miała spowodować w perspektywie kilku lat naprawę finansów publicznych. Na razie w 2010 roku deficyt budżetowy wzrósł do 13,6 proc. PKB. A Grecja stała się protektoratem kontrolowanym przez MFW, UE i EBC. Ich przedstawiciele, tzw. trojka, regularnie zaczęli odwiedzać Ateny i kontrować przebieg reform prowadzonych przez tutejszy rząd. Od ich decyzji zależało, czy Grecja dostanie kolejne transze pomocy finansowej i kiedy to nastąpi, bo dopiero na podstawie raportu trojki EBC i MFW uruchamiały fundusze. Grecja była tu tylko petentem, nie było mowy o negocjowaniu warunków pomocy: kto daje pieniądze, ten rządzi. I na nic się zdały wielkie manifestacje Greków, jakie odbywały się przy okazji kolejnych wizyt trojki w Atenach. Ich opinie nie były w ogóle brane pod uwagę, tak jakby samych Greków te decyzje nie dotyczyły.

A oni w kolejnych latach mocno zaciskali pasa: ruszyły masowe zwolnienia, spadały wynagrodzenia, drastycznie obniżył się poziom życia. Jednak poprawy nie było widać, bo dług publiczny cały czas rósł. Rząd jednak stał pod ścianą i wprowadzał kolejne programy oszczędnościowe, bo tego żądała Bruksela i rynki finansowe. To właśnie pod ich naciskiem Grecja zobowiązała się do przeprowadzenia masowej prywatyzacji majątku narodowego, co miało przynieść do budżetu 50 mld euro. Nikt nie pytał Greków, czy chcą pozbywać się swojego majątku, czy nie. A gdy rząd w Atenach zaczął torpedować prywatyzację, odkładając podejmowanie decyzji co do sprzedaży konkretnych przedsiębiorstw, był straszony, że pomoc zostanie wstrzymana.

O tym, jak wygląda grecka suwerenność, jej rząd i mieszkańcy przekonali się najboleśniej jesienią 2011 roku. Wtedy unijni przywódcy obiecali kolejne 130 mld euro pomocy, ale w zamian za to zażądali wprowadzenia następnych drastycznych oszczędności, które spowodowałyby nową falę bezrobocia i jeszcze głębszy spadek poziomu życia w Helladzie.

W tej sytuacji premier Papandreu ogłosił, że w Grecji odbędzie się referendum w tej sprawie. Tylko że nie on miał władzę podejmowania takich decyzji. Unijnych przywódców nie interesowało zdanie Greków (byłoby zapewne negatywne). Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy szybko przywołali Ateny do porządku i Papandreu musiał wycofać się z pomysłu referendum. A gdy w 2012 roku odbywały się wybory, Bruksela i niektóre rządy nie cofały się przed tym, aby ostrzegać Greków przed konsekwencjami „złego wyboru”, czyli oddaniem władzy przeciwnikom „reform”.

Grecja ledwo zipie, bo nawet ogłoszenie w 2012 roku redukcji długu tego kraju o 100 mld euro niewiele zmieniło. Przez kilka lat PKB Grecji zmalał o ponad 20 proc., czyli przynajmniej dwa razy więcej niż to prognozowano w 2009 roku, gdy do Aten „pomocną dłoń” wyciągnęły instytucje międzynarodowe. I nie wiadomo, kiedy nastąpi poprawa. A jak długo Grecja będzie potrzebowała pomocy, tak długo kontrolę nad tym państwem będą sprawować obce rządy i instytucje międzynarodowe.

Bo choć w tym roku w swoim raporcie ekonomiści MFW napisali, że programy oszczędnościowe, które narzucono Grecji, opracowano „na podstawie błędnych założeń”, to w zasadzie nic to nie zmienia. Biednej Grecji, z prawie 30-procentowym bezrobociem (pracy nie ma co druga młoda osoba), gigantycznymi długami, nikt nie odda straconego czasu i pieniędzy. A szefowie MFW ogłosili, że opinie ekonomistów to nie jest oficjalne stanowisko Funduszu.

Eksperyment na Grecji

Jeśli przyjrzymy się historii greckiego kryzysu, to dostrzeżemy, że ten kraj był poligonem doświadczalnym, gdzie testowano, w jaki sposób można pozbawić kraj suwerenności politycznej i ekonomicznej. Podobna droga czeka prawdopodobnie Cypr. Co więcej, wielu ekspertów nie ma wątpliwości, że gdyby nie determinacja rządu Viktora Orbána, to samo przeżywaliby teraz Węgrzy. Budapeszt, którego sytuacja też kilka lat temu była zła, zrobił jednak wszystko, żeby jak najszybciej pozbyć się kurateli MFW i UE. W tym kontekście przypomina się też historię Argentyny sprzed kilkunastu lat, gdzie Międzynarodowy Fundusz Walutowy również chciał prowadzić podobną politykę. Tylko że Argentyńczycy nie zastosowali przepisanej im terapii, mieli jeszcze wolę i możliwości, aby uratować swoją niepodległość.

W rzeczywistości bowiem unijnym potęgom i MFW nie chodzi o wyciągnięcie Grecji czy innego kraju z tarapatów, ale o przekształcenie UE w jedno wielkie państwo i nacisk ekonomiczny jest tu najlepszym instrumentem. Przy okazji greckiego kryzysu Niemcom i Francji udało się przeforsować pakt fiskalny, który grozi tym, że to ponadnarodowe struktury przejmą kontrolę nad finansami poszczególnych państw i ich systemami bankowymi. W Grecji już to w praktyce osiągnięto.

Że za tym wszystkim stoi polityka, świadczy też inny fakt. Ignorowane były przez UE rady wielu znanych ekonomistów, aby Grecja wróciła do drachmy, bo wtedy mogłaby swoją walutę zdewaluować, a to poprawiłoby np. opłacalność eksportu i inne wskaźniki ekonomiczne. Wskazywano, że wiele państw (także Polska) lepiej radzi sobie w warunkach kryzysu od innych, bo mają narodowy pieniądz. Tylko że wyjście Grecji ze strefy euro byłoby decyzją polityczną, w zasadzie groziłoby demontażem tego systemu. Gdyby bowiem Ateny odniosły sukces, ich drogą mogłyby pójść inne zadłużone kraje, a wtedy polityczny projekt pod nazwą „euro” rozpadłby się jak domek z kart. A politycy i finansiści musieliby porzucić marzenia o budowaniu „zjednoczonej Europy”. Dlatego została uruchomiona cała antygrecka propaganda, aby przykryć rzeczywiste zamiary tych, którzy udzielają Atenom pomocy.

Grecy ostrzegają inne narody Europy przed niebezpieczeństwem utraty niepodległości, ale ich głos słabo się przebija. Szkoda, bo otwarcie mówią o tym, że bez względu na to, jak ocenimy działania władz tego kraju przed wybuchem kryzysu, Ateny padły ofiarą ekonomicznej agresji innych państw i międzynarodowych instytucji finansowych. Iostrzegają jednocześnie, że w tym procederze niestety bierze udział także duża część skorumpowanych greckich polityków. W tym kontekście prof. Artur Śliwiński przywoływał opinie znanych greckich ekonomistów, takich jak Mikołaj Vilardos, który stwierdził m.in., że kryzys zadłużenia i pogwałcenie suwerenności Grecji było odgórnie prowadzonym procesem, który miał też wywołać panikę wśród Europejczyków. Chodziło o to, aby wywołać wrażenie „nieuchronności” powołania Stanów Zjednoczonych Europy.

Nauka dla Polski

To, co dzieje się w kraju, powinno dać Polakom wiele do myślenia. My niestety też zaczynamy wkraczać na grecką ścieżkę, czego najlepszym dowodem jest lawinowe narastanie długu publicznego. Rząd nie reformuje gospodarki, nie likwiduje barier utrudniających życie przedsiębiorcom, nie dba o zwiększenie wpływów podatkowych, tylko coraz więcej pożycza. Zniesiony ma zostać pierwszy próg ostrożnościowy, a wiele miliardów złotych zadłużenia jest sprytnie poukrywanych przez ministra finansów Jacka Rostowskiego w różnych funduszach. Co prawda polska kreatywna księgowość nie jest tak kreatywna jak grecka, ale to wcale nie oznacza, że nie musimy się niczego bać. Bo z roku na rok rośnie zagrożenie spekulacyjnego ataku na nasz kraj. Wystarczy np., że jedna agencja obniży nasz rating, ogłaszając, że Polsce grozi niewypłacalność. Wpadniemy wtedy w tak poważne kłopoty, że „będziemy musieli” poprosić o pomoc MFW i EBC. A oni nam oczywiście tej pomocy udzielą. Ale nie za darmo.

http://www.naszdziennik.pl/wp/50515,jak ... nnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 19 sie 2013, 05:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Kto się boi wolności słowa w UE?

Andrzej Rudań

Wolność słowa jest jednym z fundamentów demokracji. Każdemu systemowi totalitarnemu towarzyszy zamach na wolność medialną. Dzisiaj mówi się w Unii Europejskiej o deficycie demokracji, ograniczając to zjawisko do zbyt małej roli wybieralnego bezpośrednio Parlamentu Europejskiego w stosunku do innych organów powoływanych bez czynnika wyborczego.

Niestety, oprócz problemów braku nadzoru społecznego nad niektórymi instytucjami UE ostatnio dochodzi jeszcze problem eliminowania głosów krytycznych wobec działań podejmowanych przez Brukselę. Stosuje się coraz wyraźniej metodę znaną w społeczeństwach totalitarnych, tzn. ten, kto mówi inaczej niż życzy sobie tego centrala w Brukseli, zaczyna być traktowany jako wróg, którego należy izolować, potępiać, wnioskować o zabranie prawa głosu w instytucjach europejskich.

Podwójne standardy
Przykładem tego jest obecnie stosunek największych mediów w Europie, sterowanych przez establishment finansowy i polityczny, do premiera Węgier Viktora Orbána. Wystarczyło, że nowy premier zaczął ograniczać wpływy wielkich instytucji finansowych, negocjował na swoich warunkach pomoc Międzynarodowego Funduszu Walutowego, podniósł podatki wielkim supermarketom, ażeby rozległ się zorganizowany krzyk medialny przeciwko rządowi węgierskiemu. Wystarczyło, że Węgrzy zaczęli domagać się płacenia większych podatków od wielkich korporacji medialnych, głównie niemieckich i luksemburskich, ażeby dwaj politycy z tych właśnie krajów, tzn. niemiecki szef Parlamentu Europejskiego i luksemburska wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, podnieśli głos na temat zagrożonych wolności na Węgrzech.

Nikt z tych polityków nie zabrał głosu, gdy w tym kraju w czasie rządów socjalistycznych podnoszono podatki Węgrom, a zwalniano z podatków zagraniczne firmy. Zlikwidowano wtedy miliony miejsc pracy i sprowadzono ten ważny kraj europejski do roli państwa postkolonialnego. Dopiero gdy nowy rząd węgierski zaczął podnosić podatki obcym koncernom, w tym medialnym, i obniżać podatki Węgrom, Bruksela zaczęła dopatrywać się zagrożonych wolności.

Wolność słowa podstawą demokracji
Podobne podwójne standardy obserwować można było przy okazji inicjatyw podejmowanych przez polskich Ojców Redemptorystów i słuchaczy Radia Maryja. Przecież w Parlamencie Europejskim mówiono już i słyszano wszelkie opinie na każdy chyba temat. Nie bez przyczyny Parlament ten jest często nazywany świątynią wolności słowa. Wiele wypowiadanych tam opinii jest niezgodnych z nauczaniem Kościoła, ale w myśl zasady dopuszczania wszystkich do głosu zezwala się na terenie Parlamentu Europejskiego na głoszenie wielu nawet kontrowersyjnych opinii, chyba że… No właśnie, w myśl Orwellowskich opisów wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze.

Gdy w Parlamencie Europejskim czy w USA mówi się, że na przykład Ameryka to kraj totalitarny, można z takim poglądem polemizować, ale nikt nie domaga się sankcji przeciwko takiemu poglądowi. Gdy przyjeżdżają do Parlamentu w Brukseli buddyści, animiści, ateiści i zarzucają innym brak tolerancji, to w myśl poprawności politycznej należy tych poglądów wysłuchać i co najwyżej grzecznie się do nich ustosunkować. Gdy jednak polski zakonnik przyjeżdża do Parlamentu w czerwcu 2011 roku i pokazuje dokumenty podpisane przez konkretnych ludzi, które mają na celu w sposób arbitralny i dyskryminacyjny ograniczyć w Unii Europejskiej projekt korzystania z energii odnawialnej, to nagle jak za naciśnięciem guzika podnoszą się głosy członków PO o nadużywaniu wolności słowa.

Podobnie jak w przypadku węgierskiego premiera wiele osób w Unii Europejskiej czuwa, ażeby monopol na kontrolę medialną nie dostał się w niepowołane ręce. Nawet tak miłe hasła, którymi żongluje Bruksela, jak zwiększenie konkurencyjności gospodarczej i walka z bezrobociem (na Węgrzech) oraz popieranie inicjatyw energii odnawialnej oraz pluralizm w mediach (w Polsce) schodzą na dalszy plan, gdy zagrożony jest monopol głoszenia słowa przez dotychczasowych władców UE.

Kto łamie prawo
John F. Kennedy w swoim słynnym wystąpieniu na temat wolności słowa wygłoszonym na początku swojej prezydentury w kwietniu 1961 r. określił pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji na temat wolność religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń jako najważniejszą z zasad demokratycznych. Przypomniał przy tej okazji, że w starożytnej Grecji słynny mówca Solon, zarazem twórca prawa i najwyższy urzędnik Areopagu, określał jako przestępcę każdego, kto boi się polemiki. Bez takiego podejścia do wolności słowa Grecja nigdy nie byłaby demokracją.

Historia zatoczyła koło, gdyż jedną z przyczyn upadku gospodarczego Grecji był faktyczny zakaz wypowiadania się krytycznie na temat Unii Europejskiej przed i po przystąpieniu tego kraju do UE. Gdyby pozwolono Grekom być demokratami swobodnie wypowiadającymi się na temat UE już 20 lat temu, uniknęliby wielu swoich błędów i poniżeń ostatnich lat. Nawet w Grecji zapomniano jednak o wskazówce Solona. Łamie prawo nie ten, kto ma inne zdanie, ale ten, kto zabrania je wypowiadać.



Kościół w obronie wolności słowa
Kościół broni wolności słowa od początku istnienia. Czyż to nie mówienie tego, co niewygodne dla rządzących, stało się jedną z głównych przyczyn, dla których musiał umrzeć Mesjasz? Przypomnijmy jeszcze te słowa Chrystusa: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?”. Od samego początku Kościół był w sposób naturalny piewcą i męczennikiem wolności słowa. Bez niej nie byłoby ewangelizacji. To nie przypadek, że prasa i wielonakładowe pisma i książki pojawiły się najpierw w krajach chrześcijańskich. Demokracja masowa i bezpośrednia to również wynalazek krajów chrześcijańskich.

Demokracja jako system rządzenia, pozbawiona wartości i wyższych uczuć, podporządkowana walce klas czy współczesnym darwinizmom społecznym, stacza się na poziom totalitaryzmu. Droga od demokracji do manipulacji jest krótka, jak pokazuje historia minionego wieku.

Demokracja bez wartości zamienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm, uczy Jan Paweł II. Ponad 2,5 miliona podpisów w obronie Telewizji Trwam i setki tysięcy manifestujących w prawie 170 protestach, ponadroczna pikieta przed siedzibą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, manifestacja przed Parlamentem Europejskim w trakcie wysłuchania dotyczącego Telewizji Trwam, to tylko kilka przykładów obrony wolności słowa i polskiej demokracji.

Szkoda, że kraj filozofów i demokratów, jakim jest kolebka naszej demokracji, Grecja, nie zdobył się ostatnimi laty na wysiłek obrony wolności słowa w mediach. Być może nie borykałaby się dzisiaj z takimi problemami. Gdyby swego czasu istniały w Grecji radio i telewizja pozwalające na w pełni swobodne wypowiedzi tamtejszym ekonomistom, prawnikom, dyplomatom, być może Grecy nie byliby dzisiaj na skraju bankructwa.

Obrona wolności słowa w Polsce to nie tylko sprawa przyznania należnego miejsca ludziom wierzącym w eterze. To również sprawa polskiej demokracji i przyszłości ekonomicznej Polaków, tego i następnych pokoleń.

http://www.naszdziennik.pl/wp/51335,kto ... -w-ue.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 21 sie 2013, 11:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://rzeczpospolitapolska.info/index. ... wik-erhard

Unia Europejska według Ludwika Erharda

Unia Europejska w odniesieniu do planów Ludwika Erharda. Kanclerz Niemiec Ludwik Erhard w 1944 roku opracował dość obszerny memoriał "Finansowanie wojny i konsolidacja długów", w 1948 wprowadził gospodarkę wolnorynkową. Ale tu zaczyna się konkretna list założeń tego planu. a. – zawiązanie tworów wspólnotowych Europy, aż do tzw. Unii Europejskiej jako zalążka politycznej władzy Niemiec w Europie b. – wdrożenie powojennego planu gospodarczego dla Niemiec celem szybkiego odzyskania przewagi ekonomicznej w Europie i na świecie c. – umocowanie swoich wpływów w podbitych państwach – głównie Polski, jako klucza do mocarstwowości w Europie d. – pomniejsze elementy jak zdeponowanie zrabowanych dzieł sztuki, złota, srebra itp

Walter Hallstein
Prześledziłem fragmenty książki autorstwa Waltera Hallsteina z 1969 roku. Po zakończeniu kariery zawodowej ten wpływowy współpracujący z nazistami prawnik został kluczowym architektem Komisji Europejskiej i przewodził jej przez 10 lat. Jego książka, zatytułowana „Europe in the Making”, opisuje mechanizmy kształtowania Komisji Europejskiej w sposób „dający jej nieograniczony monopol w podejmowaniu decyzji mających wpływ na całe społeczeństwo”. Co więcej, przepowiadając 40 lat temu stan, do którego ostatecznie doprowadzić ma Traktat Lizboński, stwierdził, że wyjątki od tej reguły powinny być „likwidowane przy pierwszej nadarzającej się okazji”, a „Komisja musi mieć bezwzględne prawo do podejmowania wszystkich środków niezbędnych do wdrożenia Traktatu bez konieczności uzyskiwania specjalnej zgody Rady Ministrów”.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 18 wrz 2013, 19:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/7430/widmo-glodu-w-europie

Urządzą Grekom hołodomor? Mają już doświadczenie w takiego rodzaju ludobójczych praktykach.

Kopia artykułu:

Widmo głodu w Europie?
Ja Samuraj, 13 sierpnia, 2013 - 14:21

Grecja – tak się żyje pod dyktando Wielkiej Trójki.
Coraz częściej krytykowana ale nadal realizowana polityka oszczędności, wzrost podatków, czy też z drugiej strony: emisja obligacji, drukowanie waluty, reformy strukturalne, inwestycje publiczne, wydatki społeczne – to wszystko są tylko „środki” prowadzące do celu. Celu, jakim powinna być poprawa jakości życia społeczeństwa. Działania zmierzające np. do zmniejszania wydatków publicznych nie powinny być celem samym w sobie, a tymczasem mam wrażenie, że w Europie politycy się trochę pogubili. W Unii Europejskiej „polityka oszczędności” i tzw. „reformy strukturalne” stały się celem nadrzędnym, który należy realizować nie bacząc na koszty społeczne. A te są katastrofalne: w niektórych krajach unijnych olbrzymia część społeczeństwa utraciła pracę i co za tym idzie jedyne źródło dochodów. Tragicznym przykładem jest Grecja.
 

http://www.yomiuri.co.jp/world/news/201 ... T00353.htm

Doczekaliśmy się, że w XXI wieku problemem społecznym w tym kraju stał się głód. Doniesienia prasowe alarmują, że dochodzi do sytuacji, gdy w szkołach dzieci chodzą głodne na lekcje i wprost mdleją z głodu.
Na szczęście w Grecji zaktywizowały się prywatne grupy pomocy (wolontariusze, NGO), które współpracując z lokalnymi mieszkańcami rozdają żywność potrzebującym. I nie dzieje się to tylko na zapadłej prowincji, ale nawet w stolicy kraju – w Atenach. Z tygodnia na tydzień coraz więcej ludzi korzysta z pomocy żywnościowej. Ich ilość zwiększyła się aż 2,5 krotnie w ciągu jednego roku! Dawniej po żywność przychodzili przede wszystkim uchodźcy, obecnie większość odwiedzających ośrodki pomocy to Grecy.
Woluntariusze znają mnóstwo historii: 51-letni Grek, przynajmniej raz w tygodniu przyjeżdża po żywność. „Pracował jako marynarz na wielkich statkach, ale już od trzech lat jest bezrobotny. A musi utrzymać 13-letniego syna. Jego jedynym dochodem są obecnie pieniądze, jakie zarabia podczas doraźnych robót budowlanych. Tłumaczy, że nie może przyjeżdżać codziennie, bo przecież musi szukać pracy. W szkole jego syna lawinowo zwiększa się liczba dzieci, które nawet nie mają co jeść, po tym jak ich rodziców dotknęło bezrobocie. Już nikogo nie dziwią sytuacje, gdy uczniowie mdleją z głodu…”
Podczas Wielkiego Kryzysu wywołanego krachem na giełdzie w Nowym Jorku w październiku 1929 roku, stopa bezrobocia w USA osiągnęła aż 24,9%. To niższy poziom, niż obecnie w Grecji! Stopa bezrobocia w Grecji wynosi około 27,4%. Bezrobotni nie mają dochodów. Brak pieniędzy w końcu prowadzi do głodu. Wspaniałe recepty ekonomistów unijnych stworzyły w tym rozwiniętym kraju, swoiste zjawisko „głodu z bezrobocia”. To może zniszczyć całe społeczeństwo. Przecież nikt nie chce być głodny. W końcu zdesperowani ludzie nie będą widzieli innego sposobu jak „siłowe” próby poprawy swojego losu.
Nie można jednoznacznie określić, ile jeszcze ludzie wytrzymają w spokoju. Kiedy ruszy lawina? Historycznie, pamiętamy, że przy 43,3% bezrobociu w Niemczech w 1932 roku, kolejny rok dopuścił do władzy Hitlera. Już teraz w Grecji rozszerza swoją popularność skrajnie prawicowa partia polityczna. Partia, która przedstawia bardzo radykalne postulaty m. in. deportacji wszystkich emigrantów. W maju ubiegłego roku, uzyskała ona 18 miejsc w parlamencie. A w czerwcu tego roku cieszyła się już 14% poparciem społecznym, co dało jej trzecie miejsce w badaniach opinii publicznej. Gdyby teraz przeprowadzono wybory w Grecji, partia ta plasowałaby się zaraz po ND i SYRIZA. A wtedy…
Jak długo jeszcze strefa euro chce kontynuować błędną politykę gospodarczą?

Ja Samuraj - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 03 paź 2013, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Niemcy z „innego świata”

W czasie gdy w Polsce umysły maltretowane są zarówno filogermańskimi książkami o bezsensowności wybuchu Powstania Warszawskiego („Obłęd ’44”), jak i obrazami obrony Normandii przez Niemców w 1944 r. – inscenizacja na Helu, Europa czeka na kolejną turę wyrzeczeń związanych z zaciskaniem pasa, jak to przewiduje „Financial Times” w artykułach Martina Wolfa i Wolfganga Münchau.

Podczas gdy ostatnie wyciszenie nastrojów związane z kampanią wyborczą w Niemczech przechodzi do historii, analitycy zastanawiają się, jak zmieni się dotychczasowa polityka Niemiec względem UE. Lionel Barber w wywiadzie „Financial Timesa” nie pozostawia złudzeń: niemieckie interesy będą – jak stwierdza – „über alles” (ponad wszystko).

Niezauważony przez Polaków apel kanclerz Merkel o drugi głos na CDU/CSU oznaczał wcześniejszy wybór SPD na koalicjanta, co musi rodzić pytanie, w jakim celu Niemcy potrzebują aż tak stabilnej większości parlamentarnej u siebie zbudowanej z dwóch dominujących partii. Podczas gdy zaostrzenie kryzysu w eurostrefie nastąpiło z powodu egoistycznej polityki Niemiec i zadziwiającej niekompetencji instytucji regulacyjnych, które aż trzykrotnie nie oszacowywały konsekwencji zacieśnienia budżetowego.

Bolesny egoizm

W efekcie optymistyczne założenia zawsze rozmijały się z bolesnymi konsekwencjami. I tak trojka przewidywała, że gospodarka Grecji jedynie w 2010 r. przejdzie 2,6-procentową recesję, od której następnie się odbije. To jednak nadal nie następuje. Tymczasem Grecja przeżyła już kataklizm 23-procentowego skurczenia, a na dodatek – jak przewiduje IOBE – w tym roku skurczy się o kolejne 5 procent. To samo dotyczy innych krajów euro-Titanica – gospodarka Włoch skurczyła się już o 8,8 proc., Irlandii – o 8,4 proc., Portugalii – o 7,6 proc., a Hiszpanii – o 7,5 procent. A na dodatek – jak podaje „Haver Analitics” – cała gospodarka eurostrefy jest na poziomie aktywności o 13 proc. niższej, niż to wynika z jej długoterminowego trendu.

Egoizm krajów wierzycielskich jest bardzo bolesny społecznie i powoduje, że bezrobocie w Grecji wynosi 27,8 proc. (wśród młodych 62,9 proc.), w Hiszpanii – 26,3 proc., na Cyprze – 17,3 proc., w Portugalii – 16,5 proc., w Irlandii – 13,8 proc., oraz we Włoszech – 12 proc., i to tylko dzięki pokaźnej emigracji zmniejszającej zapotrzebowanie na pracę w tych krajach. A umiarkowane oznaki procesu wewnętrznej dewaluacji występują dopiero na poziomie tragedii greckiej.

O ile relacje w ramach UE będą burzliwe, o tyle w ramach Niemiec okaże się, że będzie kontynuowana długofalowa polityka wzmacniania pozycji tego kraju na świecie, na którą to wielki biznes już patrzy z zadowoleniem, jak pisze Alice Ross i Chris Bryant w artykule „Financial Timesa”. O ile w Polsce i innych krajach będzie kontynuowana polityka antyrodzinna, o tyle u naszego zachodniego sąsiada prowadzona będzie polityka pronatalistyczna zachęcająca do posiadania liczniejszego potomstwa, skierowana do wszystkich potencjalnych beneficjentów.

O ile w Polsce nie ma zrozumienia dla konieczności budowania infrastruktury wzrostu, o tyle w Niemczech należy oczekiwać przyspieszenia inwestycji w infrastrukturę i naukę.

Dla naszych zachodnich sąsiadów oczywiste i zrozumiałe jest to, że miejsca pracy nie powstaną, jeśli nie będzie infrastruktury niezbędnej do funkcjonowania biznesu, a straty braku tej zapobiegliwości – jak podaje Tony Barber – są szacowane na poziomie 1-1,6 proc. rocznej redukcji PKB. Pytaniem pozostaje, jak nowy rząd rozwiąże kwadraturę koła wysokich kosztów energii związanych z „oziębianiem klimatu”, które jednocześnie zagrażają niemieckiej konkurencyjności, konsumentom i w przypadku dopłat budżetowi.

Chojnie na rozwój

W tym samym czasie, gdy kraje peryferyjne UE toną, gospodarka Niemiec generująca 5,9 proc. nadwyżki na rachunku bieżącym kwitnie. Dzięki niskim kosztom obsługi długu, jak chwali się minister finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble, nawet w latach kryzysu 2010-2013 rząd zwiększył nakłady na badania i rozwój (R&D) o 13,3 mld euro. W efekcie stanowiły one aż 2,8 proc. PKB, dzięki czemu dwa miliony bezrobotnych znalazło pracę. Dziś w Niemczech, co istotne, bezrobocie wśród młodzieży jest na najniższym w UE poziomie – zaledwie 8 procent.

Dlatego nic dziwnego, że zarówno Martin Wolf, jak i Ambrose Evans-Pritchard z przerażeniem przyjęli diagnozy „à la Tusk” Wolfganga Schaeuble, iż kryzys się skończył, oraz stwierdzeń sugerujących, że Niemcy żyją w „innym świecie” („parallel universe”). Gdyż mispercepcja Europę i świat w przeszłości wiele kosztowała, zwłaszcza gdy była poparta silną pozycją polityczną.

Nic dziwnego, że w konsekwencji tego rozdwojenia percepcji europejskiej Kevin O’Rourke z Oxfordu i Alan Taylor z Uniwersytetu California w wiele znaczącej pracy „Cross of Euros” zawartej w „Journal of Economic Perspectives” rozważają rozpad eurostrefy. My jedynie powinniśmy sobie życzyć, aby konsekwencje życia w dwóch wizjach Europy nie były poważniejsze, zwłaszcza dla nas. Tym bardziej że ostatnio – jak donosi „Wall Street Journal” w artykule Martina Stevies i Gabriele Steinhauser – minister finansów Niemiec już uciął wszelkie spekulacje na temat koniecznego obniżenia długu Grecji – kraj ten będzie spłacał go do końca swojej historii, dostanie jedynie następne pożyczki na spłatę dotychczasowych.

Dr Cezary Mech

http://www.naszdziennik.pl/mysl/55688,n ... wiata.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 16 paź 2013, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Łupki = Wolność

Filip Frąckowiak

Oddala się szansa wydobywania gazu z łupków w Europie. To jedna z tych idei gospodarczo-przemysłowych, które rozgrzewały nadzieje oraz umysły zwolenników zjednoczonej i silnej Europy.

Nadzieję rozbudzała w tych, którzy tęsknią za głównym założeniem Unii Europejskiej, równym rozwojem wszystkich jej regionów. W tym zawiera się wizja wolności od szantażu gazowego Rosji oraz niezdrowych sojuszy, do jakich należy Gazociąg Północny. Umysły rozbudzone były kalkulacjami, jakie pieniądze przyniesie wydobycie gazu w łupkach. W skali makroekonomicznej, czyli budżetu państwa, i mikroekonomicznej, czyli na przykład małych firm usługowych działających w okolicach odwiertów.

Niestety, dla Niemców i Francuzów to w Polsce odkryto najprawdopodobniej największe w Europie złoża gazu w łupkach w Unii Europejskiej. To źle dla nich. Przynajmniej do takich wniosków prowadzi postępowanie polityków tych państw. W listopadzie zeszłego roku udało się powstrzymać zakusy francuskich i niemieckich socjalistów i zielonych przed piętrzeniem trudności wobec sektora łupkowego. W zeszłym tygodniu Parlament Europejski zaostrzył przepisy w sprawie wydobycia łupków już w fazie próbnej.

A czy nie lepiej byłoby Niemcom i Francuzom kupować gaz od Polski, członka Unii Europejskiej? Czy nie przyniosłoby to obopólnych korzyści ekonomicznych? Czy jednocześnie nie realizowałoby to programu rozwoju regionalnego UE? W obecnej sytuacji program jest jedynie przenoszeniem środków z krajów bogatszych do krajów biedniejszych. Gdyby rozwinąć w Polsce nową gałąź przemysłu paliw kopalnych, byłaby to wartość dodana, a nie jedynie suma subwencji.

To oczywiste, że gospodarka Unii tylko w niewielkim stopniu służy wspólnocie, a głównie interesom indywidualnych państw. Szczególnym dowodem na to jest niemieckie wsparcie dla upadającej gospodarki Grecji i konsekwencje tego wsparcia w postaci wykupienia jej części przez niemieckich inwestorów na wyjątkowo dogodnych warunkach (W Polsce wiemy dobrze, jak to wygląda). Oczywiście Grecy sami są sobie winni. W 2010 r. PKB Unii Europejskiej wynosił 12,28 biliona euro, co oznacza, że gospodarka Unii Europejskiej była większa od gospodarki Stanów Zjednoczonych. To jednak tylko suma cyferek. Statystyka. W rzeczywistości każdy gra na siebie i nie istnieje w globalnej grze coś takiego jak europejska gospodarka. Celem jest stworzenie czegoś więcej niż tylko rynków zbytu dla największych w UE. I wymaga to powrotu do wizji wspólnotowej. Łupki miałyby w tym ogromny udział.

Wśród twórców dzisiejszego systemu gospodarczego Unii Europejskiej znajdujemy głównie tych, którzy szczycą się racjonalnym podejściem do sprawy. W sprawie łupków mówią oni głosem „ekologów”. Podają jako główną przyczynę sprzeciwu wobec tego wydobycia sprawę niszczenia środowiska. Nie chcą „bezmyślnego, przemysłowego kapitalizmu, który chce wydrzeć, w celach konsumpcyjnych, wszystkie dobra z ziemi”. Tak wcale nie jest. Już wiadomo, że szczelinowanie, które zyskało tak złą sławę, w najmniejszym stopniu nie zagraża środowisku. Czy zatem nie służą oni tym samym, którym służą „ekolodzy” rosyjscy? Ci także przeciwstawiają się eksploatacji łupków w Polsce, ale już nie rosyjskiej gospodarce rabunkowej.

Niewiarygodne, z jaką łatwością dawne, piękne idee Roberta Schumana nowej zjednoczonej Europy po drugiej wojnie światowej pożerane są przez europejski postkomunizm. Dawni ideowi komuniści europejscy stali się bez najmniejszych oporów liberałami w dziedzinie ekonomicznej. Postrzegali przed laty Polskę jako radziecką republikę, a dziś odbierają prawo do ekonomicznego samostanowienia dzięki temu bogactwu, jakim jest gaz w łupkach.

To jest teraz interes narodowy Polaków, który winien być realizowany przez polski rząd. Trzeba uczynić wszystko w sprawie możliwości wydobywania tego paliwa. To jest to połączenie ekonomicznej racjonalizacji z ideą rozwoju biedniejszych obszarów UE. Jeśli to się nam uda, będzie to jeszcze jeden dziejowy i wielki wkład w wolność i bogactwo Europy.

Autor jest dyrektorem Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/56916,lupki-wolnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZSRE, IV Rzesza, czy poprostu Eurobolszewia?
PostNapisane: 24 gru 2013, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31405
Powrót do paktu Ribbentrop-Mołotow

Prof. Tadeusz Marczak

Wpływowy rosyjski dziennik „Kommiersant” opublikował 28 listopada 2013 roku artykuł zatytułowany „Koniecznie należy budować Wielką Europę” (Nieobchodimo stroit’ Bolszuju Jewropu). Jak stwierdza redakcja, artykuł ten został napisany „specjalnie dla niej”. Ten sam tekst pod tytułem „Nowy projekt paneuropejski” opublikowała, uchodząca w oczach poniektórych za opiniotwórczą, warszawska „Gazeta Wyborcza”; bez podania źródła i nazwiska tłumacza, ale za to już tego samego dnia! Jako autorzy figurują: Desmond Browne – b. minister obrony Wielkiej Brytanii w socjalistycznym gabinecie Tony’ego Blaira, Igor Iwanow – b. minister spraw zagranicznych Rosji, i Adam Rotfeld – b. minister spraw zagranicznych Polski w postkomunistycznym rządzie Marka Belki.

Jak podaje „Kommiersant”, publikacja jest efektem prac prowadzonych w ramach trójstronnego projektu, którego uczestnikami są: Rosyjska Rada ds. Międzynarodowych, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) i Europejska Sieć Liderów (European Leadership Network, ELN). Zadaniem projektu jest przeanalizowanie kwestii związanych z budową „Wielkiej Europy”. „Kommiersant” daje do zrozumienia, że nieprzypadkowa jest data publikacji: czwartek, 28 listopada 2013 – pierwszy dzień szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, na którym mogło dojść do podpisania umowy o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią Europejską. Tekst jest wyzwaniem i przeciwwagą dla tej inicjatywy, stanowiąc swoisty manifest geopolitycznej doktryny eurazjatyzmu.

ELN jest instytucją stosunkowo mało u nas znaną. W jej komitecie wykonawczym, na którego czele stoi Browne, roi się od byłych ministrów spraw zagranicznych bądź obrony. Są w nim: Javier Solana, b. sekretarz generalny NATO, Volker Ruehe – b. minister obrony RFN, czy Malcolm Rifkind – b. minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Z Polski zasiada w nim, obok Rotfelda, Janusz Onyszkiewicz – b. minister obrony. Są także Rosjanie: wspomniany Igor Iwanow oraz gen. armii Wiaczesław Trubnikow – w latach 1996-2000 szef Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SWR), która po rozwiązaniu KGB przejęła po nim zadania wywiadowcze. On sam zresztą był oficerem KGB na placówkach zagranicznych.

ELN, której dyrektorem jest Brytyjczyk Ian Kearns, przedstawia się jako pozarządowa instytucja typu non profit, której celem jest pomóc „stworzyć warunki dla świata bez broni atomowej”. Zajmuje się także taktyczną bronią atomową (NSNW) rozlokowaną w europejskich krajach NATO. Opowiada się za jej redukcją, a nawet likwidacją, aby móc „rozwijać konstruktywne stosunki z Rosją”. Ponieważ zaś broń ta, poza niewielkim udziałem Brytyjczyków i Francuzów, jest w rękach Amerykanów – propozycja ta zmierza do zredukowania amerykańskiej obecności wojskowej w Europie i podważenia sensu istnienia NATO. Wycofanie amerykańskich rakiet z Europy Zachodniej było stałym postulatem Moskwy w okresie zimnej wojny. Podnosiła to sowiecka dyplomacja, nagłaśniała propaganda, wokół tego ogniskowały swoją działalność inspirowane przez Moskwę zachodnie ruchy pacyfistyczne. Także obecnie jest to jeden z postulatów Rosji w dialogu z Waszyngtonem. Tymczasem taktyczna broń atomowa odgrywa istotną rolę w doktrynie obronnej NATO. Jak oświadczył sekretarz generalny Paktu Anders F. Rasmussen: „Obecność amerykańskiej broni jądrowej w Europie jest istotną częścią wiarygodnego odstraszania”. Trzeba w tym miejscu nadmienić, że po zakończeniu zimnej wojny Amerykanie drastycznie zredukowali swój arsenał, w o wiele większym stopniu niż Rosjanie. Według szacunkowych danych, w chwili obecnej Rosjanie mają 10-krotną, a być może i 30-krotną przewagę nad Amerykanami w taktycznej broni atomowej.

Środowisko ELN z rezerwą podchodzi także do koncepcji „tarczy antyrakietowej”. Zdaje się ono podzielać opinię jednego z oficjeli NATO, że „tarcza zatruwa wszystko”. Natomiast Browne i Kearns w lutym 2013 roku na łamach „The Telegraph” zakwestionowali sam sens doktryny odstraszania, sugerując, że wyżej niż ewentualny atak zbrojny ze strony Rosji należy postawić takie zagrożenia jak zmiana klimatu czy atak cybernetyczny.

Drugim partnerem PISM w pracach nad projektem Wielkiej Europy jest Rosyjska Rada do Spraw Międzynarodowych (RSMD). Została ona powołana do życia na mocy rozporządzenia prezydenta Federacji Rosyjskiej z 2 lutego 2010 roku. Określana jest w nim jako instytucja „niekomercyjna”, ale chyba tylko dla podkreślenia jej oficjalnego, urzędowego charakteru. Organizacją rady miały się zająć ministerstwa obrony i spraw zagranicznych. Na jej czele znajdują się czynni i byli politycy, biznesmeni i akademicy. Przewodniczącym prezydium jest Igor Iwanow, ale jest w nim m.in. rzecznik prasowy prezydenta Putina Dmitrij Pieskow. W składzie rady patronackiej jest b. premier i b. minister spraw zagranicznych, a wcześniej szef służby wywiadu zagranicznego Rosji Jewgienij Primakow. Obok niego zasiada w niej urzędujący minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.

„Maleńkaja pobiedonosnaja wojna”
RSMD stanowi forum wymiany poglądów, prezentacji ekspertyz i projektów dotyczących zarówno aktualnych problemów, jak i prognozowanych kierunków polityki rosyjskiej.

Z naszego punktu widzenia nie powinniśmy przeoczyć scenariuszy wojny między Rosją a Ameryką autorstwa eksperta RSMD Walerija Aleksiejewa z 22 października 2013 roku. Autor wychodzi z założenia, że w ciągu najbliższych 10-15 lat możliwy jest konflikt wojenny między Rosją a Stanami. Będzie on miał w dużej mierze charakter „wojny zastępczej”. Rosja zdecyduje się zaatakować jednego z bliskich sojuszników USA. Wojna będzie miała ograniczony zasięg, ale w świetle amerykańskiej i rosyjskiej doktryny wojennej, obniżających próg zastosowania taktycznej broni jądrowej, może dojść do jej użycia.

Aleksiejew widzi trzy zasadnicze scenariusze wojenne:

– Rosja zaatakuje Japonię z powodu sporu terytorialnego o Kuryle, co spowoduje reakcję wojenną Stanów Zjednoczonych.

– Możliwy jest atak Rosji na Kanadę z racji sporu o Arktykę, a przede wszystkim ze względu na bogactwa naturalne, które ona skrywa.

– Konflikt wojenny możliwy jest także na zachodzie. Jego powodem może być np. chęć Białorusi uwolnienia się od Rosji i wystąpienia ze ZBiR. Inny powód konfliktu to separatyzm obwodu kaliningradzkiego, kwestia Krymu czy Morza Czarnego.

W tym ostatnim wypadku Aleksiejew nie pisze, jaki sojusznik Stanów Zjednoczonych będzie zaatakowany, ale komentator „Regnum” stawia kropkę nad i; będzie to Polska. Scenariusz taki już przetestowano w trakcie ćwiczeń wojskowych Zapad 1 w 2009 roku, które obejmowały symulację nuklearnego ataku na nasz kraj.

Wojna nie będzie jednak służyła zmianie globalnego układu sił. Jej znaczenie będzie lokalne, chociaż dla narodów, które dotknie, bolesne. Z punktu widzenia Moskwy będzie to bowiem, według recepty carskiego ministra Wiaczesława von Plehwe, „mała zwycięska wojna”, która pozwoli kremlowskiemu kierownictwu uniknąć podjęcia zasadniczych reform wewnętrznych i zachować surowcowy charakter gospodarki.

Detronizacja Ameryki
Zgoła inaczej wszelako prezentuje się projekt przedstawiony przez Iwanowa, Browne’a i Rotfelda. Zmierza on do zmiany globalnego układu sił, obalenia prymatu Stanów Zjednoczonych w postzimnowojennym świecie.

Postulowany przez b. ministrów projekt paneuropejski „obejmowałby obszar szeroko rozumianej Europy – w sensie geograficznym i politycznym: od Norwegii na północy po Turcję na południu, od Portugalii na zachodzie po Rosję na kierunku wschodnim”. Ale wbrew temu, co twierdzą, projekt wcale nie jest nowy. Ma on już długą, ponad 100-letnią historię i – co gorsza – złowrogie precedensy. Jest on bowiem niczym innym, jak powtórzeniem słynnej koncepcji „bloku kontynentalnego”, jaką rozwijał w końcu lat 30. XX wieku znany geopolityk niemiecki gen. Karl Haushofer.

Wstępem do jej praktycznej realizacji był osławiony pakt Ribbentrop-Mołotow i – co za tym idzie – wybuch II wojny światowej, która tak boleśnie dotknęła nasz kraj. Ale w sensie geopolitycznym pakt był wymierzony w Wielką Brytanię. Po klęsce Polski w kampanii wrześniowej 1939 roku uniesiony tryumfem Haushofer oświadczał Brytyjczykom, że mają teraz do czynienia z wielkim blokiem od Morza Północnego i Renu aż do Pacyfiku. Zjednoczenie w jednym geopolitycznym organizmie III Rzeszy, Związku Sowieckiego i Japonii miało być – w jego opinii – punktem zwrotnym w dziejach, położeniem kresu supremacji anglosaskiej potędze morskiej. W listopadzie 1940 roku Hitler mówił do Mołotowa, że „wyłania się nowa kombinacja państw”, blok eurazjatycki, który będzie podstawą nowego ładu globalnego.

Mimo doświadczeń II wojny światowej idea odrodzenia bloku kontynentalnego nadal kiełkowała w niektórych głowach zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Belgijski geopolityk Jean Thiriart wytrwale w dekadzie lat osiemdziesiątych XX wieku rozwijał koncepcję „imperium eurosowieckiego”, którą po rozpadzie imperium zła zamienił na „Europę od Dublina do Władywostoku”. Austriacki generał Heinrich Jordis von Lohausen występował z programem „Europy od Madrytu do Władywostoku”. Ernst Niekisch, deputowany do Izby Ludowej NRD, kreślił kontury „Europy od Vlissingen do Władywostoku”. Do ojcostwa tej koncepcji przyznaje się także rosyjski geopolityk Aleksandr Dugin.

Zwolennicy rozwiązania eurazjatyckiego nadzieje swoje wiążą z Władimirem Putinem. Francuz Henri de Grossouvre, propagator osi Paryż – Berlin – Moskwa, uzasadnia to tym, że wywodzi się on z KGB, który już w epoce zimnej wojny reprezentował orientację „proniemiecką i proeuropejską”. Putin dał zresztą tego dowody, wzywając na forum Bundestagu 25 września 2001 do połączenia potencjałów Europy i Rosji, co spotkało się z gorącą owacją niemieckich deputowanych.

Po 9 latach, na zasadzie próby sondażowej, doradca Kremla Siergiej Karaganow zaproponował utworzenie „Związku Europy i Rosji”. Widocznie uznano, że wypadła ona pomyślnie, bo 25 listopada 2010 roku na łamach „Sueddeutsche Zeitung” Putin wezwał do utworzenia „wspólnej przestrzeni ekonomicznej od Władywostoku do Lizbony”.

Ge-Russia
Lenin, przywódca rosyjskich bolszewików, powiedział swego czasu: „Kto ma Niemcy, ten ma Europę. A kto ma Europę, ten ma w swym ręku świat”. Dążenia do hegemonii globalnej carskiej Rosji symbolizowała doktryna III Rzymu i kategoryczny postulat zdobycia Konstantynopola. Ale w końcu XIX wieku nad Newą zapanowało przekonanie, że droga do Konstantynopola prowadzi przez Bramę Brandenburską.

Współcześni rosyjscy geopolitycy, nieukrywający nostalgii za imperium zła, Związkiem Sowieckim, przyznają wszelako, że nie był on konstrukcją geopolitycznie doskonałą. Nie osiągnął bowiem brzegów Oceanu Atlantyckiego. Mógł tego dokonać bądź drogą podboju, bądź drogą przemyślanej akcji dyplomatycznej, która doprowadziłaby do finlandyzacji Europy Zachodniej, a zwłaszcza RFN i rozbicia NATO. Rosyjscy politolodzy nie ukrywają, że zgody Gorbaczowa na zjednoczenie Niemiec i rozwiązanie Układu Warszawskiego miały charakter szachowego gambitu, który miał doprowadzić do wyprowadzenia Niemiec z Paktu Północnoatlantyckiego i rozbicia Zachodu.

Także firmowana przez Iwanowa, Browne’a i Rotfelda Bolszaja Jewropa sprowadza się w istocie do stworzenia osi Moskwa – Berlin. Włoski geopolityk gen. Carlo Jean określa ją jako Ge-Russia (od Germania i Russia) i opisuje jako osobliwy projekt geopolityczny oparty na „kombinacji niemieckiej technologii z zasobami energetycznymi Unii Eurazjatyckiej”. Dostrzega także niesłychaną intensywność współpracy niemiecko-rosyjskiej: „W Skołkowo, w rosyjskiej Dolinie Krzemowej, częściej słychać niemiecki niż angielski; Siemens zaniechał współpracy z francuską firmą Areva i przyłączył się do Rosatomu, żeby uczestniczyć w jego megaprojektach nuklearnych; Rheinmetall współpracuje z rosyjskim Ministerstwem Obrony, Alenia z Łukoil itd.”.

Poświęcanie Ukrainy
Trzej ministrowie piszą, że projekt Wielkiej Europy może być „przydatny dla przezwyciężenia obecnych sporów co do Ukrainy”. Powtarzają w tym miejscu argumentację Putina z 3 października 2011 roku, kiedy to przekonywał m.in. Ukraińców, że „Związek Eurazjatycki będzie budowany na uniwersalnych, integracyjnych zasadach jako nieodłączna część Wielkiej Europy”. Zatem ich obawy przed zamknięciem im drzwi do Europy traktował jako nieuzasadnione, bo i tak znajdą się w niej jako członkowie Unii Eurazjatyckiej.

Propagowania tezy Putina podjął się także prof. Nicolai Petro z Rhodes Island University na łamach „New York Times” (3.12.2013). Stwierdził on, że Ukraina stawiana jest jakoby przed fałszywym, wyborem: z Unią Europejską czy z Unią Eurazjatycką (Rosją), fałszywym ponieważ ostatecznym celem jednej i drugiej jest zjednoczenie się we wspólną przestrzeń od Dublina do Władywostoku.

Jak będzie wyglądało zjednoczenie? Geopolityk rosyjski Aleksandr Dugin stawia sprawę jasno: na porządku dnia stoi zabór (zachwat) Europy, aneksja UE do Związku Eurazjatyckiego. Tylko tak bowiem można zwieńczyć dzieło budowy Wielkiej Europy. W tym celu – apeluje Dugin – należy tworzyć „piątą kolumnę”, która będzie odgrywać w Europie rolę, jaką kiedyś spełniały partie komunistyczne – będzie narzędziem Kremla w jego polityce.

Spośród trzech autorów Iwanow jest w pełni świadomym reprezentantem rosyjskiego, putinowskiego programu geopolitycznego. Des Browne to raczej beztroski poputczik. Jaką rolę odgrywa w tym spektaklu Adam Rotfeld? I czy ma tego świadomość?

Autor jest kierownikiem Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/63367,pow ... lotow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 118 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /