Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 62 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 11 gru 2014, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
W dzisiejszym świecie patologie mnożą się w postępie geometrycznym i jest ich więcej niż normalności. Normalność niestety ale tylko próbuje przetrwać w ludziach niepodatnych na lewackie głupoty, stara się powstrzymać patologie poprzez naukę Kościoła i poprzez działalność drobnych instytucji, czy organizacji.
Świat zalewa libertynistyczna lewacka tandeta kulturowa i świadomie wprowadzana w ludzkie życia destrukcja człowieczeństwa. Brutalność i perfidia jest już niemal wszędzie i wszędzie normalność ma ten sam problem jak się tego zła pozbyć, jak go przetrwać, jak żyć, by nadal pozostać człowiekiem.


Techniki z horrorów

Organizacja Narodów Zjednoczonych bierze pod lupę sprawę tajnych więzień CIA

Amerykański Senat przyznał w raporcie, liczącym 6 tys. stron, że CIA stosowało „brutalne metody przesłuchań” wobec osób podejrzanych o terroryzm. Niemal natychmiast po opublikowaniu dokumentu Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz liczne organizacje obrony praw człowieka wezwały do przeprowadzenia śledztwa wobec urzędników Waszyngtonu, którzy stali za tym procederem. Zdaniem przedstawicieli ONZ, zakrojona na tak szeroką skalę operacja nie byłaby możliwa bez zgody „najwyższych czynników politycznych” we władzach USA. W tym samym czasie CIA oficjalnie broni swojego postępowania, tłumacząc, że po 11 września 2001 roku był to jedyny możliwy sposób, aby „ocalić istnienia” wielu ludzi. Sam raport chwali z kolei prezydent USA Barack Obama, dodając, że w związku z jego publikacją „można już teraz ruszyć dalej”.

Jako pierwszy do głębszego zbadania sprawy wezwał specjalny wysłannik ONZ ds. antyterroryzmu i praw człowieka Ben Emmerson, który stwierdził, że za wskazane w raporcie doniesienia przed trybunałem powinni stanąć najwyżsi rangą urzędnicy z administracji poprzedniego prezydenta USA George’a W. Busha. – Na gruncie prawa międzynarodowego Stany Zjednoczone są obecnie zobowiązane to postawienia osób odpowiedzialnych przed wymiarem sprawiedliwości – powiedział Emmerson w oficjalnym oświadczeniu złożonym w Genewie. Jak dodał, odpowiedzialność za podjęcie tych kroków spoczywa obecnie na prokuratorze generalnym USA. Z takim samym apelem jak ONZ wystąpiły także liczne organizacje obrony praw człowieka, zgodnie podkreślając, że czyny CIA miały charakter „kryminalny”, i że „nie może być wobec nich żadnego usprawiedliwienia”.

Także w samych Stanach Zjednoczonych pojawiają się głosy, że osoby odpowiedzialne za doprowadzenie do takiej sytuacji powinny ponieść konsekwencje prawne. Jedna z najstarszych organizacji ochrony praw człowieka w USA – American Civil Liberties Union (ACLU) w swoim oświadczeniu także stwierdziła, że prokurator generalny powinien wszcząć specjalne dochodzenie, które wskaże urzędników odpowiedzialnych za „stworzenie, zatwierdzenie, przeprowadzenie, a następnie tuszowanie programu tortur”. „Jeśli w ten sposób zostaną uzyskane przekonujące dowody natury kryminalnej, wówczas zamieszani w ten proceder powinni zostać poddani procesowi. W naszym systemie nikt nie powinien znajdować się ponad prawem, tymczasem dotychczas jedynie urzędnicy niskiego szczebla ponieśli odpowiedzialność za nadużycia. To jest skandal” – głosi oświadczenie ACLU.

Jednak jest mało prawdopodobne, żeby tak się stało, bo przedstawiciele administracji Baracka Obamy już kilkakrotnie w przeszłości odrzucali możliwość wytoczenia takich procesów.

Tortury top secret

W streszczeniu swojego raportu, które amerykańscy senatorowie udostępnili mediom, wskazano kilka kluczowych kwestii, które w ocenie badających sprawę wzbudzają największe zaniepokojenie. Jednocześnie w ujawnionym mającym 525 stron skrócie całości nie padają nazwy państw, które współpracowały z USA i zgodziły się mieć na swym terytorium tajne ośrodki CIA. Nazwy miejsc, w których przetrzymywani byli więźniowie, zakodowano kolorami – „zielone”, „niebieskie” czy „czarne” miejsce zatrzymań. Utajnione pozostały też nazwiska agentów, którzy przeprowadzali brutalne przesłuchania.

Raport szczegółowo opisuje także techniki, których używali agenci CIA. Potwierdzono stosowanie owianego złą sławą tzw. waterboardingu, czyli podtapiania. Według raportu więźniowie byli także pozbawiani snu nawet przez tydzień bądź też utrzymywani w trudnej pozycji przez długi czas. W raporcie jest też mowa o „przymusowym karmieniu przez odbyt” zatrzymanego, który prowadził strajk głodowy, zastosowaniu groźby przemocy seksualnej z użyciem miotły, a nawet groźby egzekucji. Według senatorów, te metody wykraczały poza granice prawa, a na stosowanie tych najbardziej agresywnych CIA nigdy nie uzyskała zgody prawników administracji republikańskiego prezydenta Busha. W raporcie pojawia się też m.in. zarzut, że zagraniczny ośrodek zatrzymań CIA, w którym więzień zamarzł na śmierć, przykuty łańcuchem do betonowej podłogi, był obsadzony przez słabo wyszkolonych funkcjonariuszy.

To, co jednocześnie zaniepokoiło senatorów, to fakt, że CIA wielokrotnie wprowadzała w błąd polityków i opinię publiczną, gdyż jej przesłuchania były o wiele bardziej brutalne, niż agencja kiedykolwiek informowała. Raport ujawnia też istnienie wewnętrznego dokumentu przygotowanego przez prawników CIA już w 2002 roku, w którym przyznano, że techniki wykorzystywane przez agencję łamią zakaz stosowania tortur oraz konwencję genewską o prawach człowieka. Jak wskazuje raport, 26 spośród 119 osób zatrzymanych w związku z podejrzeniami o związki z ugrupowaniami terrorystycznymi doświadczyło przynajmniej jednej z wymienionych szykan. Ponadto wielu z nich było przetrzymywanych w więzieniu znacznie dłużej, niż zezwalałoby na to prawo.

Zostawmy to w przeszłości

Nastroje stara się tonować szef państwa. Barack Obama wyraził nadzieję, że publikacja dokumentu nie rozpęta „ponownej bitwy na stare argumenty”. – Mam nadzieję, że ten raport pozwoli nam pozostawić te techniki tam, gdzie one należą, w przeszłości – stwierdził lider Białego Domu. Obama oficjalnie potępił stosowanie brutalnych metod przesłuchań, obejmując fotel prezydencki w 2009 roku. Komentatorzy za oceanem oceniają, że w związku z taką postawą Baracka Obamy szanse na postawienie przed sądem członków administracji Busha są raczej nikłe. Ponadto Departament Sprawiedliwości orzekł, że przeprowadzono już dwa śledztwa w sprawie „niewłaściwego przetrzymywania więźniów”, lecz nie dotarto do dowodów, które pozwoliłyby na postawienie kogokolwiek w stan oskarżenia.

Sami przedstawiciele Senatu również nie dają się ponosić atmosferze skandalu. Republikanin John McCain stwierdził, że wspomniane nadużycia wobec więźniów sprawiają, że cierpi na tym wywiad USA, i staje się gorszy, a nie skuteczniejszy. W ocenie tego wpływowego senatora, tortury „rzadko kiedy dostarczają wiarygodnych informacji”, a przy tym wszystkie dane potrzebne np. do zatrzymania Osamy bin Ladena otrzymano „konwencjonalnymi metodami przesłuchań”. Także w raporcie wielokrotnie wskazywano na „niską skuteczność” brutalnych metod. Jednocześnie McCain stwierdził, że stanowiły one marginalną cząstkę wkładu Ameryki w walkę ze światowym terroryzmem i zapobieganiu wcześniejszym i przyszłym atakom.

Polska – kod niebieski

Sprawa odbiła się także szerokim echem w Europie, zwłaszcza wśród bliskich sojuszników USA, którzy udostępniali swoje terytoria na więzienia CIA. Wśród krajów tych była także Polska. I choć oficjalnie w udostępnionym dokumencie nie ma wskazanych państw, w których miałoby dochodzić do nadużyć, to najprawdopodobniej nasz kraj został umieszczony pod kodem „miejsce niebieskie”. W raporcie jest też mowa o miejscach przetrzymywania więźniów CIA w miejscu „zielonym”, które zidentyfikowano jako Tajlandię, czarnym – Rumunię, fioletowym – Litwę oraz o trzech miejscach w Afganistanie (pomarańczowym, brązowym i kobaltowym).

Były prezydent Aleksander Kwaśniewski broni decyzji o udostępnieniu Amerykanom budynku w ośrodku wywiadu w Starych Kiejkutach i przypomniał, że w 2003 roku operacja została zakończona. – Amerykanie działali wewnątrz obiektu, który został im wynajęty konfidencjonalnie. Istniały jednak co do tego spore wątpliwości, dlatego wystąpiliśmy do strony amerykańskiej o zakończenie tej współpracy – mówił Kwaśniewski. Były szef państwa podkreślił, że w ocenie wszystkich ówczesnych władz krok ten był słuszny. Kwaśniewski poinformował jednocześnie, że ani on, ani były premier Leszek Miller, nie mogą zdradzić jednak szczegółów tej współpracy, gdyż jest ona w większości swoich punktów objęta klauzulą „Cosmic Top Secret”, najwyższą klauzulą tajności w NATO.

Zdaniem byłego prezydenta, nie bez znaczenia dla tej publikacji pozostaje tutaj także kontekst polityczny w USA. W jego ocenie, dokument przygotowali samodzielnie przedstawiciele Partii Demokratycznej, którzy uznali, że musi on być opublikowany jeszcze w tym roku, gdyż w styczniu Senat przechodzi w ręce Partii Republikańskiej. A to w praktyce oznaczałoby zablokowanie możliwości publikacji raportu. Ponadto według Aleksandra Kwaśniewskiego ogłoszenie tego dokumentu było błędem strony amerykańskiej, który może zaowocować zachwianiem zaufania ze strony sojuszników. – Amerykanie, publikując ten raport, tracą zdolności sojusznicze – stwierdził Kwaśniewski.

Z kolei prezydent Bronisław Komorowski powiedział, że raport komisji Senatu USA w sprawie więzień CIA może posłużyć jako wskazówka do dalszego prowadzenia śledztwa w tej sprawie przez polską prokuraturę. Przyznał zarazem, że ujawnienie raportu pokazuje, iż „w amerykańskim systemie politycznym ujawniła się daleko idąca zdolność do rozliczania własnych błędów, do rozliczania i napiętnowania złych praktyk”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/118005,te ... rorow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 29 gru 2014, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Al-Azhar, ISIS i Obama

Władzom Stanów Zjednoczonych, podobnie jak całemu Zachodowi cały czas wydaje się, że można bezkarnie używać islam do rozgrywania własnych celów politycznych, bo jest on taką samą religią, jak inne. Tu leży podstawowy błąd w ich myśleniu: niedocenianie, ignorancja i lekceważenie przeciwnika. W istocie jednak to islam wykorzystuje Zachód.

Po serii walk i okresie infiltracji syryjskich sił zbrojnych przez finansowanych z wielu stron terrorystów, pod koniec czerwca mijającego roku ogłoszony został samozwańczy kalifat - Islamskie Państwo Iraku i Syrii (ISIS). Już wcześniej na terenie Syrii działali Czeczeńcy, Irańczycy i Turcy, których wyłapywały wojska Asada oskarżane o używanie broni gazowej (o dowodach na użyciu sarinu przez rebeliantów pisze Walid Shoebat). Teraz dołączyło do nich prawie 3 tysiące wyznających islam Europejczyków, głównie z Wielkiej Brytanii i Francji, których usłużnie wpuściła Turcja.

Od początku doniesienia z Syrii były gorsze, niż te z Iraku, jeśli może być coś gorszego niż porwania, gwałty, wysadzanie kościołów w powietrze i oblewanie kwasem twarzy chrześcijanek, które nie chcą nosić „brudnych szmat”, jak nazwał hidżab pierwszy prezydent Tunezji, Habib Bourguiba. W Syrii bestialstwo terrorystów przeszło wszelkie oczekiwania. Są doniesienie o wyrywaniu i spożywaniu serc ofiar z cytowaniem odpowiednich ustępów tradycji muzułmańskiej. ISIS trudni się na całego niewolnictwem, a gwałty dokonywane po kilkanaście razy dziennie na porwanych z Iraku Jezydkach i chrześcijańskich Asyryjkach to codzienność tego nowego „państwa”.

Może dlatego władze kairskiej uczelni Al-Azhar postanowiły zwołać konferencję pod znamiennym tytułem: „Wobec przemocy i terroru”? W trakcie sesji przemawiał nigeryjski mufti, nazywając terrorystów z ISIS (arabski skrót tej organizacji to Da’isz) „heretykami, którzy zajęli się ekstremizmem i zepsuciem w każdej postaci”, „tyranami” oraz „gorszymi od herezji charydżytów”. Pomimo tak ostrych określeń przedstawiciele Al-Azhar oświadczyli, że nie ma podstaw, by ocenić członków ISIS jako niewiernych i odstępców od islamu (takfir). W oficjalnym oświadczeniu po zakończeniu konferencji ta najważniejsza sunnicka uczelnia muzułmańska na świecie odmówiła potępienia ISIS.

Kto kogo przechytrzy?

Innym faktem pośrednio związanym z ISIS jest wsparcie obecnej administracji amerykańskiej dla muzułmańskich organizacji terrorystycznych, takich jak Hamas czy Bractwo Muzułmańskie. Nie od dzisiaj wiadomo, że biorąc pod uwagę szeroko pojętą tematykę bliskowschodnią, o czym innym donoszą czasopisma arabskojęzyczne, a czym innym zajmują się te angielskojęzyczne. Pół roku temu przez amerykańskie i arabskie media przetoczył się temat afery podatkowej Obamagate związanej z bezprawnym zwolnieniem od podatków fundacji charytatywnej założonej przez przyrodniego brata Baracka Obamy, Malika (Organizacja Charytatywna Sary Husejn Obamy, imienia babci prezydenta USA). Jego powiązania z Bractwem Muzułmańskim, jak i z poszukiwanym międzynarodowym listem gończym Omarem Al-Baszirem są bardzo wyraźne. A jak wiadomo, z Bractwa zrodził się Hamas i inne terrorystyczne organizacje. Dowodem powiązań Baracka Obamy z międzynarodowym terroryzmem jest też wywiad, którego udzielił Musa Ismail Obama, kuzyn obecnego prezydenta USA, dla telewizji Al-Dżazira. W rozmowie tej wspomina o żywych relacjach prezydenta ze swoją kenijską, muzułmańską rodziną. Nazwisko Obamy otwiera wiele drzwi, nie tylko w muzułmańskiej Kenii, ale także w Arabii Saudyjskiej, gdzie Musa Ismail studiował język arabski i szariat. Wiadomo, że prezydent Obama wychował się w muzułmańskiej rodzinie. Gdyby odszedł od islamu i – jak twierdzi – stał się ewangelikalnym chrześcijaninem, wówczas jego bliscy z pewnością odwróciliby się od niego, zdecydowanie, nie chwaląc się nigdzie kontaktami z „odstępcą od wiary”. Jego nazwisko zaś na pewno nie wzbudzałoby zachwytu wśród innych muzułmanów.

Ta przemyślana amerykańska polityka leży u podstaw funkcjonowania obecnego „nowego” Iraku i całego Bliskiego Wschodu. Władzom Stanów Zjednoczonych, podobnie jak całemu Zachodowi cały czas wydaje się, że można bezkarnie wykorzystywać islam do własnych celów, bo jest on taką samą religią, jak inne. Tu leży podstawowy błąd w ich myśleniu: niedocenianie, ignorancja i lekceważenie przeciwnika. W istocie jednak to islam wykorzystuje ich do swoich celów.

Wojenne DNA islamu

Żeby zrozumieć naturę islamu, należy odnieść się do nazwy, która w samym języku arabskim na tę religię pojawiała się od wieków: al-muhammadijja – mahometanizm. Islam to nic innego, jak wierne naśladowanie Mahometa we wszystkim: także w jego łupieżczym stylu życia, podejściu do kobiet i dzieci, morderstwach i… niestałości poglądów. Mahometanizm pochwala ukrywanie swoich poglądów, a nawet udawanie niemuzułmanina w celu szerzenia islamu. Mahometanizm pochwala małżeństwa z ośmiolatkami, skoro sam Mahomet ożenił się z sześcioletnią zaledwie dziewczynką, a małżeństwo skonsumował, gdy jego „żona” miała 9 lat. „Nawet w arabskim społeczeństwie taki kontrakt był czymś wysoce niezwykłym”, jak pisze w swojej książce Jezus i Mahomet. Głębokie różnice i zaskakujące podobieństwa Mark A. Gabriel, były profesor Al-Azhar, obecnie chrześcijanin ukrywający się w USA po ucieczce z Egiptu. Człowiek ten, podobnie jak Robert Spencer w swej książce Niepoprawny politycznie przewodnik po islamie i krucjatach, opisał w szczegółach, powołując się na prawowierną tradycję muzułmańską, standardy, którymi posługiwał się Mahomet, i którymi powinni żyć jego naśladowcy. Gabriel, opatrując swoją książkę w ramy własnego świadectwa życia, porównuje w szczegółach nauczanie i życie Mahometa z Jezusem. Najlepszym przykładem różnic w ich nauczaniu jest podejście do wojny.

Ewangelia jasno odrzuca przemoc. Jezus wyklucza walkę o uwolnienie spod rzymskiego panowania (Mt 22,15-21). Zabrania również karać tych, którzy Go nie chcą przyjąć (Łk 9,55-56), a w sytuacji zagrożenia usuwa się (zob. J 7,1; Mt 12,14-15; Łk 4,28-30 i in.). Innym dowodem na odrzucenie przemocy jest fakt, że „po śmierci Jezusa Jego uczniowie nie zaczęli gromadzić broni” (Jezus i Mahomet…, s. 184), bo byli świadkami Jego ostatecznego zwycięstwa, zmartwychwstania. Każdy z nich był gotów potwierdzić to swoją śmiercią, i poza św. Janem Apostołem, uczynił to.

Co innego Koran i życie Mahometa. Mahomet nie zmartwychwstał, ale zmarł nagle z bliżej niewyjaśnionych przyczyn, nie zostawiając następcy. Koran, co prawda, z jednej strony wzywa do tolerancji (sura 2,256 i 29,46), ale były to wersety objawione w Mekce, gdzie Mahomet starał się udawać pokojowego przywódcę. W Medynie, gdzie zebrał już armię swoich zwolenników, mamy do czynienia z całkowitą przemianą. Pojawia się wezwanie do zwalczania niewiernych, aż „religia w całości będzie należeć do Allaha” (zob. sura 8,39). Mahomet ma pobudzać wiernych do walki (sura 8,65), a to wszystko w kontekście zasady wyrażone w surze 2,106: „Kiedy znosimy jakiś znak albo skazujemy go na zapomnienie, przynosimy lepszy od niego lub jemu podobny” (zob. też sura 16,101). Zasada abrogacji (arab. nasch) oznacza, że późniejsze przesłania w Koranie, te z Medyny, znoszą te „pokojowe”, z Mekki. Prawdziwe oblicze islamu jest zatem wojenne. I tak było zawsze, choć w fazie początkowej muzułmanie przykładają wiele wysiłków, by przekonywać kogo się da, że tak nie jest. To jest zasada takijji – prewencji i ukrywania swoich prawdziwych poglądów. Trudno się zatem dziwić, że mamy do czynienia z eskalacją poczynań takich organizacji, jak ISIS, i proces ten będzie się nasilał, jeśli w końcu świat się nie przebudzi, by zapobiec islamskiej hekatombie. Ostatecznie jednak, cokolwiek się stanie w najbliższej przyszłości, trzeba nam pamiętać, że „większy jest Ten, który mieszka w nas, od tego, który jest na świecie” (1J 4,4), i że Chrystus ostatecznie zwycięży.

Bartłomiej Grysa

http://www.pch24.pl/al-azhar--isis-i-obama,32906,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 03 lut 2015, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Zawężając rozważania, możemy stanowczo stwierdzić, że Jedną z patologii dzisiejszego świata jest nie tylko terroryzm, ale również jest nią wszędobylska podłość wyrażająca się pogardą dla wszystkich którzy nie są lewakami. Dla tradycjonalistów, dla starszych wiekiem, dla nienarodzonych, dla chorych, dla biednych, dla katolików, dla muzułmanów, dla religii, dla wiary, dla wiedzy, dla przyzwoitości, dla uczciwości, dla praworządności i …. można tak wyliczać i wyliczać.
"Kto mieczem wojuje, od miecza ginie."
Prymitywni szydercy sami się prosili o sąd nad sobą.


Pazura: Satyra Charlie Hebdo jest obleśna i wulgarna

„To wolność słowa? Wolność, żeby była wolnością, musi mieć granice. Inaczej jest anarchią”.
Cezary Pazura kolejny raz zabiera głos w sprawach publicznych. Tym razem aktor komentuje wydarzenia z Paryża, gdzie islamscy terroryści zaatakowali redakcję obrazoburczego pisma „Charlie Hebdo”.

„Z Nowy Rokiem, jak każdy z Was wiążę naiwne nadzieje, że będzie lepiej itd... Choć starzy górale twierdzą , że lepiej już było. A zaczęło się masakrycznie. Dosłownie. Atak terrorystyczny na satyryczne czasopismo francuskie CHARLIE HEBDO powalił mnie z nóg. Znów krew. Znów ofiary i znów nie wiadomo o co chodzi. Dlaczego, jakim prawem i po co pyta każdy myślący człowiek???” - zaczyna aktor.

Dodaje, że „świat potępił ten zamach”. „Z całą powagą i zaangażowaniem. Polityków, mediów i opinii publicznej. Wśród potępiających jestem również ja!!!” - tłumaczy. Dodaje jednak, że „oczekuje od świata refleksji głębszej, której nie znajduje”.” Nie wiem jak Wam, ale mnie brakuje przy tej tragicznej "okazji" dyskusji o granicach wolności słowa i dobrego smaku. Dyskusji o przyczynach, a nie skutkach tragedii. Widziałem (tyle ile można wygrzebać w internecie) rysunki z CHARLIE HEBDO. Mnie się nie podobają. Mówię to szczerze. Ani plastycznie, ani treściowo. Po prostu nie śmieszą mnie. Właściwie bardziej żenują i napawają niesmakiem. Są obleśne i wulgarne. Prymitywne. Naszemu Mleczce, Lutczynowi, czy Sawce francuscy rysownicy mogą buty czyścić. Mogą tylko zazdrościć kreski , wyobraźni i poczucia humoru” - zauważa Cezary Pazura.

Dodaje, że „się gubi”. „Zastanawiam się po co aż tak? Rysunki Mahometa z obnażonymi genitaliami nie śmieszą, nie są satyrą, nie prowokują uśmiechu, są ewidentną prowokacją. Czy na tym polega wolność słowa? Zastanawiam się tylko... Wolność, żeby była wolnością musi mieć swoje granice inaczej jest anarchią” - wskazuje.

Dodaje, że śmiać się powinniśmy z zachowania ludzi, a nie z Boga. „Dla wyznawców Islamu to Mahomet jest punktem odniesienia. Jest Prorokiem i immanentnym składnikiem tożsamości. Każdy na Niego atak jest dla Jego wyznawców zamachem na coś co jest dla nich świętsze i ważniejsze od życia. Bez Mahometa ich istnienie traci sens. Myślę, że "Bogów" powinniśmy zostawić w spokoju. Tak "Bogów" jak i ich symbole. Żartujmy sobie z nas. Z wyznawców różnych religii. Do woli. Czemu nie? Jesteśmy pełni grzechów i występku. Słabi i gnuśni. Ale czy to podobizna Mahometa z obnażonymi genitaliami, czy "artysta" kopulujący z Jezusem na krzyżu nie ma nic wspólnego z satyrą, czy broń Boże wolnością słowa. To ewidentna obraza symboli religijnych i prostacka prowokacja. Chrześcijanie mają w swej pobożności filozofię nastawiania (wiecznie!) drugiego policzka. Islamiści jak widać niekoniecznie” - zauważa Pazura.

Dodaje, że „dwanaście ofiar zamachu nie powinno zostać zapomnianych, ale też nie może pójść na marne”. „Wyciągnijmy naukę z tej bolesnej lekcji historii. Tym bardziej, że rachunek za to co się stało dopiero przyjdzie światu zapłacić. Już płoną kościoły i morduje się chrześcijan. W odwecie. A przecież chrześcijanie i ich symbole też były na celowniku CHARLIE HEBDO. Czy ten rachunek przyszedł pod właściwy adres? Mam wątpliwości. Tyle mówimy o tolerancji. Czemu nie mamy jej dla tysiącletnich tradycji i symboli? Czemu nie zostawimy ich w spokoju? To za te tradycje i symbole, przypominam raz jeszcze, nasi przodkowie kładli swoje głowy. A i teraz, jak widać nie chce być inaczej. W Nowym Roku postawmy świat na nogi. Miejmy twarze do uśmiechu, serca do miłości i ręce do pracy. A jeśli ktoś Was będzie prowokował i namawiał do złego , po prostu zabijcie go śmiechem” - kończy apelem Pazura.
TK

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 2903237936


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 21 lut 2015, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Brak etyki źródłem kryzysu

Przyczyną globalnej zapaści gospodarczej jest brak etyki wśród osób i organizacji. Takiego zdania jest kard. Oswald Gracias, przewodniczący Konferencji Katolickich Biskupów Indii, a zarazem sekretarz generalny Federacji Episkopatów Azji

Wziął on udział w konferencji na temat światowego systemu gospodarczego, jaka odbyła się w Bangalore w południowych Indiach z inicjatywy Papieskiej Rady ds. Kultury.

„Właściwe funkcjonowanie globalnej gospodarki wymaga podstawowych wartości i wspólnego kodeksu etycznego opartego na wierze i rozumie” – stwierdził kard. Gracias. Do tego należy dodać odpowiednią politykę wspierającą odpowiedzialność w zarządzaniu przedsiębiorczością i aktywnością społeczną. Zdaniem hinduskiego purpurata rządy powinny rozliczać środowiska biznesowe za wykroczenia czy przedsięwzięcia mające negatywne następstwa w sferze społecznej czy w przyrodzie.

Podobne zdanie wyrażali inni uczestnicy konferencji, wskazując m.in. na wzrost korupcji, jako efekt braku moralnych hamulców wśród uczestników gry rynkowej. Za tym idzie często nadużywanie władzy politycznej i gospodarczej. Stąd warte uwagi i poparcia są społeczne inicjatywy na rzecz upowszechniania etyki w biznesie oraz promowania solidarności i zrównoważonego rozwoju.

http://gosc.pl/doc/999013.Brak-etyki-zrodlem-kryzysu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 11 maja 2015, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Doradca premiera Australii: „globalne ocieplenie” to podstęp. ONZ chce narzucić lewacki porządek

Rzekome „zmiany klimatyczne” to „fortel” przy pomocy którego ONZ dąży do narzucenia nowego autorytarnego porządku na świecie –twierdzi Maurice Newman, szef doradców ekonomicznych australijskiego premiera Tony’ego Abbotta.

„Im chodzi o skoncentrowanie w swoich rękach władzy politycznej. Globalne ocieplenie to tylko pretekst ku temu” – napisał Newman na łamach gazety „The Australian” przy okazji wizyty wysłannika ONZ do zmian klimatycznych w Australii.

Ekonomista wyjaśnił, że „95 procent modeli klimatycznych przedstawianych przez różnej maści naukowców - mających dowodzić, iż istnieje związek między emitowanym przez ludzi dwutlenkiem węgla a rzekomym katastrofalnym globalnym ociepleniem - po prawie dwóch dekadach zastoju temperatury okazało się nieprawdziwych. One niczego nie udowadniają”.

Newman, były prezes Australian Broadcasting Corporation, znany sceptyk wobec teorii tzw. globalnego ocieplenia oskarżył ONZ o przygotowanie „spisku”, godzącego w wolność obywateli.

Stwierdził między innymi, że wysłannik ONZ Christian Figueres wielokrotnie mówił przy różnych okazjach, iż demokracja to słaby system polityczny w walce z globalnym ociepleniem. Chwalił on natomiast – jako „najlepszy model do naśladowania” – ustrój komunistycznych Chin.

"Tu nie chodzi o fakty i logikę, ale o nowy porządek świata pod kontrolą ONZ, kwestionujący kapitalizm i wolności obywatelskie, który uczynił z katastrofizmu środowiska główną kwestię społeczną” – wyjaśnił Newman.
Oenzetowski urzędnik przybył w ub. tygodniu do Australii na zaproszenie miejscowych ekonomistów. Podczas forum gospodarczego przekonywał, że z powodu wielkiego zanieczyszczenia powietrza władze Australii muszą zamykać kopalnie węgla kamiennego. Newman napisał: "Mam nadzieję, że premier Abbott - podobnie jak w Indiach premier Narendra Modi – nie posłucha ONZ".

Doradca premiera martwi się, że zwolennicy „globalnego ocieplenia,” którzy zdobyli posady w ONZ są bardzo dobrze finansowani i mają potężnego sojusznika w Białym Domu. Będą więc dalej oszukiwać, straszyć i przekonywać ludzi, że ruch związany z teorią tzw. globalnego ocieplenia jest spontanicznym konsensusem naukowców, polityków i obywateli, którzy wierzą, iż działalność człowieka jest główną przyczyną zmian klimatycznych.

Premier Abbott niejednokrotnie krytycznie wypowiadał się na temat aktywistów, walczących z rzekomym ociepleniem. Dwa lata temu stwierdził, że „globalne ocieplenie” to „absolutna bzdura.” Zapowiedział wówczas, w trakcie trwającej kampanii wyborczej, że będzie chciał zmienić przyjętą wcześniej przez lewicowych liderów politykę kilmatyczną. Rok później zniósł niezwykle kontrowersyjny podatek węglowy, po wprowadzeniu którego gwałtownie wzrosły ceny energii w kraju.

Źródło: telegraph.co.uk., AS.

http://www.pch24.pl/doradca-premiera-au ... 615,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 05 gru 2016, 10:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Uczynienie poprawności politycznej obowiązującą religią lewacką, skutkuje wszelkimi formami niszczenia i samoniszczenia tych społeczności, które zniewala się absurdalnym trendem obowiązkowej jednomyślności.
Patologia ideologiczna zaczyna się najczęściej w jednym umyśle, potem przechwytywana jest przez grupę umysłów zorganizowanych w jakieś rewolucyjne komando, a następnie propagowana jest jako coś lepszego, nowy styl życia, nowoczesność, postęp, a w dalszej kolejności resztę nieprzekonanych, do nowego urojenia, umysłów obojętnych, czy zdroworozsądkowo przeciwnych, zmusza się terrorem prawnym, czy nawet terrorem policyjnym, do zaakceptowania zrodzonej w chorym umyśle jakiegoś schizofrenika patologii ideologicznej.
Każda udana rewolucja to jest zwycięstwo lewackiego szatana nad światem człowieka.
Wróg społeczności ogarniętej absurdem samo degeneracji ma dużo łatwiejszy dostęp do środowisk decyzyjnych celem dalszego niszczenia tych społeczności


Islamski „kret” w służbach to zagrożenie nie tylko dla Niemiec

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wcześniej w Bundesferze, a teraz w centrali Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) w Kolonii. Czy zaskoczyła Pana informacja o islamistycznym „krecie” w niemieckich służbach kontrwywiadowczych?
– Nie od dzisiaj wiadomo, że na całym świecie, we wszystkich państwach trwa rywalizacja służb specjalnych zarówno wywiadu, jak i kontrwywiadu. W związku z tym musimy się liczyć również z taką ewentualnością, że w służbach wywiadowczych będą się pojawiać tego typu zradykalizowane osoby.

Mężczyzna miał za zadanie obserwowanie salafitów w Niemczech, tymczasem planował zamach bombowy na centralę BfV w Kolonii. Na ile wiarygodną wiedzą dysponują niemieckie służby kontrwywiadowcze, skoro pozyskiwaniem jej zajmują się de facto sympatycy tzw. Państwa Islamskiego?
– To dobre pytanie. Rzeczywiście cała ta sprawa może świadczyć o pewnym chaosie i bałaganie wewnątrz służb kontrwywiadowczych w Niemczech. Nie dotyczy to jednak tylko Niemiec, bo podobne sytuacje mieliśmy w przypadku francuskich sił specjalnych, kiedy się okazało, że zagrożenia i sytuacja przekroczyła możliwości służb. Oczywiście ze strony służb zawsze możemy usłyszeć zapewnienia o gotowości do podjęcia określonych kroków, a więc do wykrywania i przeciwdziałania wszelkim zjawiskom związanym głównie z terroryzmem, ale nie do końca tak jest. Wspomnę tylko, że w ubiegłym roku francuskie służby specjalne przyznały, że nie panują nad sytuacją, a więc weryfikacją osób związaną z niekontrolowanym napływem migrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Z kolei brak możliwości weryfikacji tożsamości tych osób może się przekładać na inwigilację urzędów państwowych czy służb specjalnych przez zwolenników, sympatyków czy nawet członków tzw. Państwa Islamskiego.

Jakie szkody mógł wyrządzić i jakie informacje mógł przekazywać agent ISIS?
– Oględnie mówiąc, te szkody mogą być bardzo poważne. Przede wszystkim taki „kret” może posiadać wiedzę dotyczącą technik działania służb specjalnych – zwłaszcza w kwestii zwalczania i przeciwdziałania zjawiskom ujawniania się tzw. Państwa Islamskiego na terenie Europy czy na obszarze poszczególnych państw. Ponadto taki człowiek może destabilizować sytuację wśród innych pracowników służb specjalnych. Na przykład może celowo wprowadzać do obiegu błędne informacje, które zamiast służyć pomocą w zwalczaniu terroryzmu, będą dezinformować służby wywiadowcze czy kontrwywiadowcze.

Czy w tej sytuacji są wiarygodne informacje, którymi dysponują służby niemieckie i na podstawie których podejmują działania?
– To dobre pytanie, na które jednak trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Natomiast z całą pewnością sprawa islamisty w centrali niemieckich służb BfV jest dowodem na luki istniejące w systemie bezpieczeństwa, które należy uszczelnić i dotyczy to nie tylko Niemiec.

Podanie informacji o wykryciu „kreta”, który uprawiał w internecie proislamską propagandę i ujawniał tajemnice państwowe czy, jak słyszymy, przygotowywał zamach, powinno się odbywać w świetle kamer?
– Właściwie są dwie szkoły. Jedna mówi, że te informacje z jasnych względów powinny być ściśle tajne i nie mają prawa ujrzeć światła dziennego. Natomiast druga głosi, że ze względów profilaktycznych takie wiadomości powinny być nagłaśniane. Chodzi o to, że w momencie ujawnienia takiej informacji u innych osób powiązanych czy też zamieszanych w podobne procedery mogą się pojawić nerwowe ruchy, a wówczas sam „kret” jest łatwiejszy do zidentyfikowania, jak również jego powiązania i kontakty z innymi osobami na zewnątrz, jak i wewnątrz służb specjalnych. Poza tym ujawnienie informacji o wykryciu „kreta” jest to istotny czynnik odstraszania innych potencjalnych agentów czy zwolenników tzw. Państwa Islamskiego, którzy chcieliby prowadzić taką czy podobną wrogą działalność.

Okazuje się, że ten zdeklarowany islamista w centrali Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji w Kolonii oferował pomoc innym zwolennikom ISIS w dostaniu się do służby kontrwywiadowczej. Dużo może być takich wtyczek w niemieckich służbach?
– Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast jeśli ten islamista miałby wpływ na to, jak odbywa się proces weryfikacji i przyjmowania kandydatów do służb specjalnych, to jemu podobnych wewnątrz niemieckiej BfV może być więcej. Jednakże uważam, że najprawdopodobniej cały ten proces wykrycia „kreta” odbywał się w sposób bardzo przemyślany, zorganizowany i wszystko, o czym usłyszeliśmy, nie było dziełem przypadku, ale odbyło się po zasięgnięciu wielu opinii i przy zastosowaniu specjalnej ścieżki. Proszę pamiętać, że ktoś, kto chce się dostać do służb specjalnych, zazwyczaj tam nie trafia, bo to służby wybierają sobie kandydatów, a nie odwrotnie.

Co przyczynia się do radykalizacji ludzi, którzy mają odpowiadać za bezpieczeństwo, a de facto stają się namiestnikami tzw. Państwa Islamskiego?
– Sytuacja geopolityczna, z jaką ostatnimi czasy mamy do czynienia w Europie, konflikty i coraz więcej problemów związanych chociażby z ruchem migracyjnym, w tym również z przenikaniem na nasz kontynent elementów tzw. Państwa Islamskiego, to wszystko jest czynnikiem wywołującym chaos w działaniach służb. Dotyczy to zarówno służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, ale też tych, które kierują państwem.

Wspomniał Pan, że to służby wybierają sobie odpowiednich kandydatów do swoich szeregów, a jak tzw. Państwo Islamskie pozyskuje zwolenników, co jest tym czynnikiem radykalizującym?
– Przede wszystkim wyłuskują ludzi, głównie Europejczyków sfrustrowanych bądź to sytuacją polityczną, bądź ekonomiczną. Z kolei osoby takie, posiadając europejski paszport, wyjeżdżają do krajów, które są objęte działaniami czy wpływami tzw. Państwa Islamskiego, tam są indoktrynowani, przechodzą szkolenie, po czym z „wypranymi mózgami” wracają legalnie do krajów swego pochodzenia. Mieliśmy przecież przypadek również polskiego obywatela, który był poszukiwany przez Interpol tzw. czerwoną notą za przyłączenie się do tzw. Państwa Islamskiego. I to jest największym zagrożeniem. Możemy się spodziewać, że takich ludzi radykalizujących się będzie coraz więcej.

Jest to zatem metoda działania islamistów…?
– Jak najbardziej tak można to określić. Zarówno Francuzi, Niemcy, Norwegowie czy Szwedzi szacują, że od pięciuset do nawet półtora tysiąca Europejczyków działa w strukturach tzw. Państwa Islamskiego. Oczywiście na ile te statystyczne dane są prawdziwe, to trudno powiedzieć, ale z całą pewnością jest to bardzo poważny sygnał, którego nie należy lekceważyć. Mamy bowiem do czynienia z ludźmi, którzy są zindoktrynowani przez ISIS, są doskonale przygotowani do działania na rzecz ISIS, za to na szkodę państw Unii Europejskiej. Co istotne, są to ludzie, którzy mają europejskie paszporty i mogą się swobodnie poruszać na terenie państw wspólnoty. To jest czynnik ryzyka, zresztą Europol ostrzega przed bojownikami ISIS w Europe, którzy mogą przeprowadzić na terytorium Starego Kontynentu jeszcze więcej zamachów terrorystycznych, niż to miało miejsce dotychczas. Sposób działania tzw. Państwa Islamskiego, które zostało poważnie osłabione poprzez działania sił koalicji w Syrii czy w Iraku, się zmienia. W tej sytuacji można się spodziewać również bardziej aktywnego powrotu z tamtych rejonów zagranicznych bojowników i ich rodzin na terytorium Unii Europejskiej.

Można przeciwdziałać temu przenikaniu potencjalnych terrorystów na teren Europy?
– Oczywiście jest to bardzo trudne. Bywa, że poszukiwanie potencjalnych terrorystów można przyrównać do szukania igły w stogu siana. Tak czy inaczej służby specjalne mają swoje metody, do których należy zaliczyć kontrole oraz wnikanie w środowiska struktur tzw. Państwa Islamskiego, co wcale nie jest proste.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... emiec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 06 gru 2016, 07:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Obrońcom życia wolność słowa nie przysługuje?

Odmowa uznania przez Stowarzyszenie Studentów Strathclyde University w Glasgow jako oficjalnej, powiązanej z nim grupy obrońców życia wzbudziła obawy o ograniczenie wolności słowa na kampusach uniwersyteckich w Wielkiej Brytanii. Oznacza to bowiem, że studenci będący przeciwnikami aborcji nie mogą otrzymywać funduszy uniwersyteckich na organizowane wydarzenia czy też na udział w konferencjach. Pisze o tym na swych łamach portal The Sunday Herald.

Protokół z posiedzenia Stowarzyszenia Studentów Uniwersytetu Strathclyde stwierdza, że „grupy anti-choice [obrońców życia] czynnie posługują się zastraszaniem i taktyką lęku, aby nękać ludzi wkraczających do klinik aborcyjnych”. Dalej mowa o tym, że utworzenie grup anti-choice byłoby sprzeczne z polityką równych szans, umożliwiając nękanie studentów, oraz stanowiłoby przeszkodę dla wolności, równości i autonomii ciała kobiet, a więc byłoby sprzeczne z interesami znacznej części studentów.

Natomiast studenci Uniwersytetu Strathclyde broniący życia stwierdzają, że krok ten stanowi pogwałcenie ich prawa do wolności słowa, zapewnionej w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Nie kryją swojego rozgoryczenia, ponieważ ubiegając się wcześniej o fundusze uczelniane, spotkali się z odmową. Powiedziano im, że wcześniej muszą się afiliować do Stowarzyszenia Studentów. To z kolei wydało postanowienie zakazujące działania grup obrońców życia.

The Sunday Herald zaznacza, że dzieje się to w chwili, kiedy w Wielkiej Brytanii rosną obawy, iż uniwersytety stały się zbyt politycznie poprawne, tłumiąc wolność słowa poprzez zakaz czegokolwiek powodującego obrazę. Uniwersytet Oxfordzki na przykład odwołał debatę na temat aborcji po tym, jak studentki narzekały, że będą urażone obecnością mężczyzn.

Cytowany na portalu student prawa na Uniwersytecie Strathclyde Jamie McGowan wyraził ubolewanie, że nowoczesna uczelnia nie jest w stanie ułatwić debaty dotyczącej zagadnień społecznych czy zdrowotnych, takich jak aborcja.

– Paradoksalnie, chętnie zajmowane są stanowiska dotyczące polityki, ale odmawia się debaty politycznej i czujemy, że ta polityka jest pogwałceniem wolności słowa – powiedział przyszły prawnik.

Natomiast studiująca na tej uczelni Angielka Chloe Lindsey dodała, że: „Likwidacja wolności słowa nie powinna mieć miejsca na uniwersytecie, który twierdzi, że jest liberalny i postępowy”.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/swiat/171819 ... uguje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 06 gru 2016, 08:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Obrońcom życia wolność słowa nie przysługuje?


W świecie obowiązuje tzw. "polityczna poprawność". I tylko w ramach tej politycznej poprawności jest tzw. "wolność słowa". Kto mówi językiem innym, językiem wykraczającym poza polityczną poprawność, ten jest traktowany jak wróg, którego trzeba na wszelkie sposoby zwalczać. Zadziwia jedność całej bolszewickiej braci w zwalczaniu tych niepoprawnych politycznie - w myśl hasła "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!". Do tych niepoprawnych politycznie należą także obrońcy życia. I tu widzimy jasno, że życie dla bolszewickiej braci nie ma żadnej wartości. Wszystko to co sprzeciwia się ich zamysłom jest brutalnie przez nich traktowane. Będą niszczyć aż zniszczą. Będą zwalczać aż ci zamilkną. Boży Dekalog nie jest ich kodeksem moralnym. Wręcz przeciwnie - dla bolszewickiej braci kodeksem moralnym jest wszystko to, co w oczach Pana Boga jest obrzydliwością i potwornością. Chyba każdy wie o co chodzi. Mam tu na myśli np. małżeństwa homoseksualne, aborcję, eutanazję itd. itd. Dla bolszewickiej braci są to wartości ponadczasowe. I za wszelką cenę chcą, aby wszyscy ludzie ten ich szatański kodeks moralny zaakceptowali. Na szczęście jest jeszcze wielu, którzy nie dadzą się w tej materii ogłupić i otumanić. Przykładem niech będą właśnie ci OBROŃCY ŻYCIA. I chwała im za to !

P.S. Zobaczcie jak za obronę życia traktowana jest w Kanadzie Mary Wagner. Za swoje poglądy, za obronę życia spędziła w więzieniu w sumie 6 lat !! Ale mimo to, jest nieugięta w tym co robi ! I chwała jej za to !

Szkoda tylko że taki Franciszek nie zabierze głosu w sprawie Mary Wagner.
Troszczy się o imigrantów, którzy sprawiają Europie wiele problemów, a nie zatroszczy się o życie nienarodzonych, mordowanych codziennie bez żadnych skrupułów.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 30 gru 2016, 09:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Gdyby światem nie rządzili w większości zbrodniarze, to o ile mniej było by zbrodni naznaczonych ideologicznym obłędem.

Rośnie liczba zabójstw duchownych

W 2016 roku o ponad 40 proc. wzrosła liczba zamordowanych duszpasterzy. Według agencji Fides, przez ostatnich 15 lat zamordowano 396 osób pełniących posługę duszpasterską.

Co najmniej 31 osób pełniących w Kościele katolickim posługę duszpasterską zostało w roku 2016 zamordowanych w różnych krajach świata. Jest to poważny wzrost (o 41 proc.) w porównaniu z rokiem 2015, w którym – według danych opublikowanych przez agencję Fides – było ich 22, czyli o 9 mniej.

Prawie połowa z nich to księża, z których w tym roku straciło życie 14 – jeden więcej niż rok wcześniej. Zaskakująco duży, bo ponaddwukrotny, jest wzrost liczby zabitych zakonnic – od 4 do 9. Wśród tegorocznych męczenników więcej jest także zaangażowanych duszpastersko świeckich, mianowicie 7, podczas gdy przed rokiem było ich 5. Życie oddał też nigeryjski seminarzysta. Według agencji Fides, przez ostatnich 15 lat, od roku 2000 do 2015, zamordowano 396 osób pełniących posługę duszpasterską, w tym 5 biskupów.

Jeśli chodzi o poszczególne kontynenty, smutny prymat pod tym względem wiedzie już od 8 lat Ameryka. W tym roku poniosło tam śmierć 16 takich osób, z czego najwięcej, bo aż 7 osób pełniących posługę duszpasterską, z czego 3 księży – w Meksyku. W Afryce było 8 takich ofiar, a 6 w Azji – w tym 4 marca 4 siostry misjonarki miłości w Jemenie. Podobnie jak one, w Europie – mianowicie we Francji – 26 lipca z rąk islamistów zginął ks. Jacques Hamel.

RP, Radio Watykańskie

http://www.naszdziennik.pl/wiara-przesl ... wnych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 21 maja 2017, 20:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Fatima, Rosja, III wojna światowa

Obrazek

Jednym z istotnych wątków przesłania fatimskiego była prośba Matki Bożej o poświęcenie Rosji swemu Niepokalanemu Sercu. Maryja powiedziała, że jeśli Ojciec Święty tego dokona, to walcząca z religią Rosja sowiecka nawróci się, a świat zazna trwałego pokoju.


Dzieci nie miały pojęcia, co oznacza słowo ROSJA! Jednak zdawały sobie sprawę, że sprawa owej ROSJI jest bardzo ważna, skoro została wymieniona z imienia. Papież Pius XII w 1942 roku częściowo (trwała II WŚ) wypełnił prośbę Maryi. Po zamachu Jan Paweł II skojarzył datę objawień z Fatimy – 13 maja z cudownym ocaleniem swego życia po zamachu i już w szpitalu zapoznał się z tekstami z 1917 roku. Całym sercem podjął się dokonania aktu, o którym mowa.


Papież Jan Paweł II poświęcił cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi trzykrotnie: Fatima – 13 maja 1982, Watykan – 16 października 1983, Watykan – 25 marca 1984!


Jan Paweł II odmówił akt zawierzenia po raz pierwszy w Fatimie, później w czasie Synodu Biskupów w Watykanie i w uroczystość Zwiastowania Pańskiego podczas Mszy świętej dla rodzin. Biskupi mieli dokonać aktu w swoich diecezjach w łączności z Ojcem Świętym. Świat oczekiwał zmian, oczekiwał wielkich zmian … runęła komuna sowiecka i wydawało się, że nastanie upragniony pokój na świecie. Mijały lata. Tuż przed rocznicą 100-lecia Fatimy obraz świata nie nastraja optymistycznie, wręcz odwrotnie. Dlaczego staczamy się w chaos?


7 grudnia 2016 – Papież Franciszek oświadczył, że na świecie trwa trzecia wojna światowa, o czym świadczą między innymi konflikty na Ukrainie i Bliskim Wschodzie.


Rosja się nie nawróciła, praktycznie nie było ani jednego dnia od zakończenia II WŚ wolnego od wojen. W krajach, w których dzisiaj panuje pozorny pokój narasta strach, niepokój i obawa przed zamachami terrorystycznymi. Islam zagraża Europie. Blisko naszych granic, na Ukrainie trwają walki. Brat występuje przeciwko bratu. Niedaleko, na Bałkanach narastają dawne spory. U nas, w Polsce tli się nienawiść, zdrada … na razie w sferze werbalnej ale zwykle tak zaczyna się każdy poważniejszy konflikt. Polscy biskupi postanowili odnowić poświęcenie Polski Maryi. To niedługo a mało kto o tym wie. Wybrali dzień powszedni…


Jubileusz 100. rocznicy objawień fatimskich z udziałem Episkopatu Polski będzie miał miejsce w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem w dniu 6 czerwca 2017 r.
Tego dnia zostanie ponowiony przez Episkopat


Akt Poświęcenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi,


zgodnie z prośbą jaka została skierowana przez Matkę Bożą w Fatimie. Pierwszy taki akt miał miejsce w 1946 roku, kiedy to na Jasnej Górze Episkopat Polski pod przewodnictwem Prymasa kard. Augusta Hlonda dokonał poświęcenia naszej Ojczyzny Niepokalanemu Sercu Maryi.


Setna rocznica objawień oraz niepokoje na świecie stały się okazją do przemyśleń. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego mimo tak licznych i uroczystych modlitw świat pogrąża się w chaosie? „Imperia zła”, nie tylko Rosja, Korea Płn. ale także potężna lewacka międzynarodówka nie odpuszczają, wręcz przeciwnie. Zmieniły się metody i podskórnie, pod pozorem demokracji, wolności i praw człowieka niszczone są wszelkie, już bardzo nadwątlone przejawy cywilizacji łacińskiej. Systematycznie i planowo. Czy nadszedł czas, gdy trzeba by wprost poświęcić Rosję, wymieniając ją po imieniu, jak prosiła Maryja? Dzisiaj zrobiło się o tym bardzo głośno, widać niebezpieczeństwo III wojny światowej jest realne.

Obrazek

Jeden z niemieckich duchownych potwierdził słowa słynnego egzorcysty, o. Gabriela Amortha, według których Jan Paweł II zamierzał poświęcić Rosję Matce Bożej, ale uległ naciskom swych watykańskich doradców obawiających się tego aktu. Według kardynała Paula Josefa Cordesa otoczenie papieża nalegało na niego bardzo zdecydowanie.


„Kardynał Cordes / sakrę biskupią przyjął jeszcze za pontyfikatu Pawła VI, został przez Jana Pawła II mianowany przewodniczącym Papieskiej Rady „Cor Unum”/ potwierdził, że Jan Paweł II zamierzał spełnić prośbę Matki Bożej w taki sposób, w jaki prosiła, a więc poświęcić Jej Niepokalanemu Sercu Rosję. Według niemieckiego kardynała papież uległ jednak watykańskim dyplomatom, którzy przekonali go poprzez „silne naleganie”, by tego nie czynił, gdyż miało to wywołać ostre reperkusje polityczne.”


(Teraz) Kardynał Raymond Burke wezwał katolików, by „działali w celu poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi.” Swój apel były prefekt Sygnatury Apostolskiej wystosował podczas Forum na rzecz Życia w Rzymie.


„Hierarcha, który formalnie wciąż pełni funkcję Patrona Suwerennego Zakonu Kawalerów Maltańskich w obszernym przemówieniu zatytułowanym „Tajemnica Fatimy i Nowa Ewangelizacja” w obecności innych duchownych, w tym kardynała Carlo Caffarry, biskupa Athanasiusa Schneidera z Kazachstanu i ponad 100 liderów organizacji broniących życia oraz rodziny z 20 krajów powiedział, że triumf Niepokalanego Serca oznaczać będzie coś więcej niż zakończenie wojen światowych i katastrof naturalnych.”


„Dla uzasadnienia konieczności poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, kardynał Burke powiedział, że: „Rosja wciąż zajmuje bardzo ważne miejsce w Bożym planie na rzecz pokoju” i jej konsekracja „jest też oznaką głębokiej miłości do naszych braci i sióstr w Rosji”./…/ Papież Jan Paweł II chciał wymienić Rosję w swoim akcie poświęcenia, ale doradcy zdecydowanie temu się sprzeciwili. O fakcie tym mówił 13 maja br. w Karagandzie kardynał Paul Josef Cordes, były przewodniczący Papieskiej Rady Cor Unum. Wspomniał on o swojej rozmowie z polskim papieżem już po konsekracji z 1984 roku.”


Przyjmując fakt, że naciski polityczne nie omijają nawet Watykanu ani też lokalnych instytucji kościelnych oraz oczywisty fakt niebezpiecznych zmian zachodzących w świecie, głównie w Europie, przyjmijmy do świadomości, że nam, Polakom nie wolno ulegać poprawności politycznej. By nie tracić nadziei na pokój róbmy swoje zgodnie z zawołaniem: Ora et labora!

Stawianie oporu lewackim naciskom i jednoczesne poświęcenie Polski Niepokalanemu Sercu Maryi to najlepsza droga, jaką można wybrać!

http://www.bibula.com/?p=95717

http://www.bibula.com/?p=95779

http://niedziela.pl/artykul/26852/Rosja ... fatimskich
20 maja 2017 r.

http://gocha.salon24.pl/779857,fatima-r ... a-swiatowa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 26 sty 2018, 08:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Zachodni świat jest mocno podzielony

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trwające Światowe Forum Ekonomiczne w Davos jest także starciem globalistów i antyglobalistów. Czy da się pogodzić dwie wizje świata Angeli Merkel, która broni globalizmu, i Donalda Trumpa, który stoi po stronie protekcjonizmu – głównego elementu jego polityki?
– Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać, bo kanclerz Angela Merkel wcale nie jest główną rozgrywającą, jeśli bierzemy pod uwagę tzw. siły globalistyczne w świecie. One są zdefiniowane przede wszystkim przez wielkie, ponadnarodowe czy międzynarodowe korporacje mocno osadzone finansowo. Te ciała są niejednokrotnie mocniejsze niż poszczególne rządy, co więcej – funkcjonują ponad strukturami politycznymi, a przy tym posiadają ogromne możliwości – wręcz przymuszania poszczególnych rządów, które działają na korzyść tychże korporacji. Budżety takich korporacji są nieraz większe niż budżety poszczególnych państw. Niektórzy analitycy mówią nawet, że korporacje te funkcjonują jako ponadnarodowe państwa, posiadając przy tym cały szereg cech wspólnych czy charakterystycznych dla tego typu aparatów państwowych. Oczywiście Stany Zjednoczone przez wiele lat były główną siłą, która była wykorzystywana do wzmocnienia tego procesu uwalniania świata z wszelkich ograniczeń handlowych, co przy skali działalności wielkich korporacji dawało im przewagę. I nagle wydarzył się Donald Trump jako ktoś dla tych środowisk globalistycznych nieakceptowalny. Zaczął mówić np. o potrzebie ochrony klasy średniej w Stanach Zjednoczonych, podniósł kwestię ograniczenia nieuczciwej konkurencji poprzez biznes ulokowany inwestycyjnie w Chinach itd.

A jeśli chodzi o kanclerz Merkel?
– Kanclerz Angela Merkel jest, można powiedzieć, jednym z mniej istotnych ogniw w tym względzie. Bardziej bowiem kreuje pewną wizję Europy niemieckiej, ale nie zdefiniowałbym jej jako główny motor procesów globalistycznych w świecie.

Konserwatywne podejście prezydenta Donalda Trumpa w sprawach gospodarczych może się przełożyć na rynek globalny?
– Owszem, zresztą cały czas toczy się gigantyczna gra, trwają ostre zmagania w celu podporządkowania sobie możliwie największych obszarów rynkowych. Proszę wziąć pod uwagę, że ostatnie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat w Stanach Zjednoczonych upływa pod znakiem uszczuplania się tzw. klasy średniej. Mieliśmy zatem do czynienia ze wzrastaniem w siłę możnych, wielkich, a zarazem umniejszaniem wagi i roli zwykłych ludzi. Trump zmienia, czy dąży do zmiany tych utartych stereotypów, dlatego jego wizja napotyka na tak potężny upór, rodzi falę niechęci także ideologicznej. Proszę też pamiętać, że pomiędzy globalistami gospodarczymi a rewolucjonistami kulturowymi istnieje dziwny związek. Rewolucja kulturowa tworzy pewien typ konsumenta, który odznacza się brakiem zachowań kulturowych, który przyjmuje bardzo chętnie, często bezrefleksyjnie wszelkie globalne układy. Tak czy inaczej w świecie trwają zmagania, trwa spór między tymi wizjami i pytanie brzmi: na ile Trumpowi uda się dopiąć swego, a na ile i czy w ogóle będzie musiał ulec presji globalistów. Jak to będzie, pokaże rzeczywistość.

Jest możliwe ułożenie prawidłowych relacji między biznesem a polityką?
– Czynnikiem, który sprzyja ułożeniu takich relacji, zazwyczaj jest dominacja. Jeśli bowiem mówimy o dużych korporacjach, to one starają się penetrować różne rynki i poprzez przewagi finansowe wpływać na politykę czy kreować rozmaite zjawiska. Niektórzy idą nawet dalej, twierdząc, że różne rewolucje były inspirowane czy też wspierane przez globalistów. Weźmy chociażby George’a Sorosa, za którego działalnością idzie pewna ideologia. Ale w tym względzie jest ruch odwrotny. Kiedyś Benjamin Barber w swojej książce „Dżihad kontra McŚwiat” napisał, że z jednej strony mamy globalistów, a więc niepohamowaną konsumpcję i pełną dominację wielkich tego świata, natomiast reakcją na tę dominację jest tzw. dżihad, czyli zupełnie fanatyczna reakcja terrorystów różnego typu m.in. wyrażająca się w dżihadzie islamskim. Książka Barbera powstała kilkanaście lat temu, gdy o zamachach i walce z dominacją islamu, o której dzisiaj wiemy, nie było jeszcze głośno. Dlatego w jego pojęciu dżihad to raczej słowo-uproszczenie, które ukazuje jeden z kierunków, w jakim zmierzają współczesne społeczeństwa, a zatem świadczy coś więcej, ma inny wymiar i jest przedstawiane jako pewne szaleństwo różnych skrajnych nurtów. Natomiast państwa narodowe próbują się bronić w mniej lub bardziej skuteczny sposób, co nie zmienia faktu, że są atakowane. I to, że dzisiaj Polska próbuje prowadzić suwerenną politykę gospodarczą, narodową, to rodzi szaleńcze ataki na nasz kraj.

Jak te procesy globalizacyjne mają się do dynamicznie rozwijającej się Polski?
– Jeśli chcemy być podmiotem, a nie przedmiotem politycznym, to musimy być również podmiotem gospodarczym. Musimy mieć swoją własność, realizować swoje interesy, ale też mieć swoją własną tożsamość narodową. Naturalnie samo dojście do władzy Donalda Trumpa daje nam pewne, nowe możliwości. Mamy zachodni świat mocno podzielony i korzystając z tego, możemy się bardziej wybić w całej tej przestrzeni. Obecnie trwa zwarcie z tymi, którzy nie widzą miejsca dla suwerennych państw narodowych oraz zwarcie z tymi, którzy nie widzą ocalenia w świecie zachodu kultury chrześcijańskiej i idei narodowej. I to jest czas, w którym dzisiaj jesteśmy.

W Davos Polskę promują prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki. Czy nasz wzrost gospodarczy, uszczelnienie systemu podatkowego i reformy społeczne mogą się stać wzorcem dla innych państw?
– Owszem, mogą być pewną inspiracją. Kryzysy finansowe i wstrząsy, jakie nastąpiły na przestrzeni ostatnich lat, mają swoje konsekwencje do dzisiaj. Do tego trzeba jeszcze doliczyć olbrzymie różnice społeczne, o których wspomniałem wcześniej, gdzie bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni obniżają swój status. Nam przez ostatnie dwa lata – wydaje się, że udało się powstrzymać rozmiar biedy, ale również udało się ograniczyć coś, co w globalistycznym świecie jest powszechne, a mianowicie patologię w postaci ograbiania państwa. Mam tu na myśli walkę z mafiami VAT-owskimi, co jest pewnym, ważnym przykładem, pokazującym, jak państwo – przynajmniej do pewnego stopnia – umie zapanować nad chaosem, który jest rozgrywamy przez różne podmioty usiłujące maksymalizować zyski kosztem tych słabszych.

Premier Morawiecki wczoraj w Davos zapowiedział, że jeszcze w tym półroczu gotowa będzie Konstytucja dla biznesu. Jak ważny to może być czynnik rozwoju?
– Jeśli chodzi o Polskę, to Konstytucja dla biznesu z pewnością jest czynnikiem o znaczeniu fundamentalnym. Pamiętajmy, że Polska jest zbudowana na drobnej i średniej przedsiębiorczości, które są obciążone różnymi fiskalnymi, a przede wszystkim biurokratycznymi obciążeniami. Na porządku dziennym są różnego rodzaju nadregulacje. W tej atmosferze chaosu doskonale radzą sobie wielkie podmioty zagraniczne, które w przeciwieństwie do naszych rodzimych firm mają możliwości obsługi prawnej. W tej sytuacji ułatwienia w tym zakresie dla polskiego biznesu czy wszelkiego rodzaju uczytelnienie systemu i pomoc w rozwoju dla polskich przedsiębiorców, co jak można sądzić, ma zawierać Konstytucja dla biznesu, to jest fundament naszego życia gospodarczego.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... elony.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 16 cze 2018, 17:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Homoseksualiści wszystkich krajów łączcie się! Czym jest Homintern - wyjaśnia prof. Chodakiewicz

Problem międzynarodowego homoseksualnego lobby dostrzeżono już przed II wojną światową. Termin „Homintern”, bo o nim mowa, powstał już w latach 30. XX w. i nawiązywał do międzynarodówki komunistycznej – Kominternu.

Prof. Marek Jan Chodakiewicz w swoim artykule opublikowanym na łamach „Tygodnika Solidarność” przypomniał termin, dzisiaj wydawałoby się już zapomniany. Słowo „Homintern” używał w swojej kampanii republikański senator Joseph McCarthy. Na pierwszy rzut oka śmieszna nazwa określa problem, którego już śmiesznym nazwać nie można.

Zdaniem prof. Chodakiewicza, w dzisiejszym świecie występują mechanizmy wymuszania na ludziach podejmowania decyzji sprzecznych z ich sumieniem. Jednym z nich jest promocja „praw” członków społeczności LGBT oraz wywieranie nacisku społecznego na postawy opozycyjne wobec takich praktyk. Szczególnie uwidacznia się to w forsowaniu „ślubów gejowskich” i uzyskiwaniu aprobaty wszystkiego co się z nimi wiąże.

Owe naciski wywiera się za pomocą przeróżnych narzędzi takich, jak np. propaganda, otumanianie, operacje specjalne – wszystko dzięki wpompowaniu ogromnych pieniędzy. Naciski takie nie miałyby jednak sensu, gdyby nie dobrze zorganizowani homoaktywiści. Uważani za prześladowanych w świecie ludzi normalnych, zrzucali odpowiedzialność za to na „tyranię heteronormatywności”.
Jak podaje prof. Chodakiewicz: „Liczyli więc, że rewolucja komunistyczna ich z tego wyzwoli. Wesołkowie (geje) – bojownicy marksizmu kulturowego, w pierwszych szeregach rewolucji kulturalnej. Stanowią oni ważny element w grze globalnych elit”.

Celem Hominternu miałoby być zaprowadzenie dyktatury przyjemności poprzez zniszczenie tradycyjnej moralności i zastąpienie jej „brakiem normy i dyskryminacji”. Ideałem byłoby życie postrzegane jako „perpetualna orgia”. Zdaniem amerykańskiego profesora odbywa się to obecnie w dwóch krokach: najpierw udawanie, że chodzi o tolerancję, a następnie normalizacja homoseksualizmu - a w praktyce wprowadzenie homodykatury.

Taki model dostrzec można było w przypadku głośnej afery w stanie Indiana. W 2015 roku, wprowadzono tam Akt Przywrócenia Religijnej Wolności (Religious Freedom Restoration Act). Jego celem była ochrona małych zakładów i przedsiębiorstw (pizzerii, farm, piekarni etc.) przed przymusem uczestnictwa w „wesołkowatych ślubach”.

„Tzw. media głównego ścieku dostały histerii. Natychmiast zaczął się napad na Indianę. Wiedli go multimiliarderzy ulokowani na wschodnim i zachodnim wybrzeżu USA. Ich wódz, Marc Benioff, prezes potężnego Salesforce z San Francisco, zagroził bojkotem. Mike Pence, (wtedy) gubernator stanu Indiana, przestraszył się i wykastrował akt” – przypomniał profesor. Podobne sytuacje miały miejsce w stanach Georgia i Karolina Północna.

Jakiś czas temu niezwykle pozytywne recenzje wśród lewicowo – liberalnych mediów zebrała książka Gregory’ego Woodsa „Homintern: How Gay Culture Liberated the Modern World” (Homintern: jak kultura gejów wyzwoliła współczesny świat). Przedstawiona w niej jest historia aktywizmu homoseksualnego, przejawiającego się przez ostatnie sto lat, wraz z wpływem jaki uzyskał on na współczesne zachodnie społeczeństwa.

Źródło: tysol.pl / amazon.com
PR

https://www.pch24.pl/homoseksualisci-ws ... z5IWYgGgpQ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 06 gru 2018, 20:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Uwaga!!! Marek Jan Chodakiewicz ostrzega przed ofensywą marksizmu-lesbianizmu

W Stanach Zjednoczonych uniwersytety rutynowo oszukują darczyńców. Dobroczyńcy dają poważne sumy na uniwersytety, zwykle ściśle określając cel datku. Uniwersytety niezmiennie przyrzekają, że fundusze zostaną wydane właśnie w ten sposób, jednak zwykle pieniądze są w tajemnicy przeznaczane na projekty niezwiązane z celami wytyczonymi przez darczyńcę. Z reguły takie zjawiska mają kontekst ideologiczny. Darczyńcy najbardziej poszkodowani są zwykle konserwatywni. Uniwersytety są lewicowe. Opiszemy źródła tego procesu, konflikty z niego wynikające oraz ich rozmaite rozwiązania.

Od początku istnienia USA szkoły, kolegia, uniwersytety i inne ośrodki naukowe powstawały z inicjatywy prywatnych obywateli. Najpierw instytucje takie powoływano prawie zawsze w ramach kościołów, zwykle rozmaitych sekt protestanckich. Utrzymywały je zbory i wspólnoty, a szczególnie bardziej zamożni ich członkowie.

Potem, od połowy XIX w., postępował proces ich laicyzacji, ale sposób wsparcia takich instytucji pozostawał taki sam: łożyli na nie zamożni obywatele. Nawet wtedy, kiedy w poszczególnych stanach zaczęto powoływać uczelnie stanowe (state universities/colleges), utrzymywane przez podatnika, zachowano opcję fundatorską dla prywatnych obywateli.

Czasami zamożni społecznicy i filantropi łożyli hojnie na fundusze generalne kolegium czy uniwersytetu. Oznaczało to, że uczelnia mogła wydać datki tak, jak jej się podobało. Często jednak dobroczyńcy zastrzegali sobie sposób wykorzystania pieniędzy. Ustanawiano dla tych celów specjalne fundusze operacyjne. Nazywano je funduszami zastrzeżonymi.

Francuska lewaczka woli imigranta niż... dziecko. Kuriozalna argumentacja! Francuska lewaczka woli imigranta niż... dziecko
Na przykład około 150 lat temu przeznaczono pieniądze na whiskey i cygara dla pewnej korporacji studenckiej w Yale University i fundusz ten funkcjonuje do dziś. Zgodnie z kontraktem podpisanym z darczyńcą nie można tych pieniędzy wydać na nic innego, tylko whiskey i cygara, bo tak darczyńca sobie tego życzył. Jest to dokładnie zastrzeżone i administracja zupełnie nie może zmienić przeznaczenia tego daru.

Czasami – o ile kontrakt jest napisany w sposób elastyczny – istnieje możliwość użycia funduszu w sposób inny, niż zastrzegał sobie dobroczyńca. Początkowo chodziło o sprawy zdroworozsądkowe. Na przykład pamiętam opowieść, że Columbia University otrzymała fundusze na stypendium coroczne dla dziewczyny ze stanu Iowa, która miała być z sekty kwakrów i interesować się studiowaniem rolnictwa. Jednak gdyby takiej kandydatki nie było, to dobroczyńca zezwalał przyznać stypendium komuś o podobnym profilu: jakiejkolwiek dziewczynie-protestantce, niekoniecznie z Iowa, o zainteresowaniach nawet pozarolniczych.

Takie płynne kontrakty z uniwersytetami pozwalały administratorom uczelnianym zacząć ingerować w charakter przeznaczenia datku. W obecnych czasach biurokraci robią to coraz częściej. Zwykle obiecują formalnie uszanować wolę darczyńcy, ale nawet przy sztywnym kontrakcie zdarza się, że po wpłaceniu na konto uniwersyteckie datku dobroczyńca przestaje cokolwiek kontrolować. Tak stało się z wieloma darami, choćby kilkumilionowymi datkami rządu tureckiego i rządu greckiego dla Columbia University. Zamiast na badania nad historią Grecji, jak i historią Turcji – czego spodziewali się darczyńcy – pieniądze poszły na studia homoseksualne, genderowe i feministyczne.

Podobny afront spotkał ostatnio braci Pearson, którzy przyrzekli 100 milionów dolarów na University of Chicago. Pierwsza transza daru liczyła prawie 23 miliony dolarów i została przekazana w 2015 r. UC obiecał ustanowić Instytut dla Studiów nad Globalnymi Konfliktami im. Pearsonów. Niestety uczelnia dopuściła się oszustwa. Po pierwsze, odcięto darczyńców od uczestnictwa w imprezach i konferencjach instytutu, tak aby nie wiedzieli, co się dzieje. Po drugie, za pieniądze darczyńców przyjęto skrajnie lewicowych i merytorycznie niewykwalifikowanych „naukowców”, którzy nie potrafili zająć się „studiami nad globalnymi konfliktami”. Po trzecie, biurokraci uniwersyteccy zaczęli bezprawnie przekazywać fundusze braci Pearsonów na Harris School of Public Policy, w budynku której mieścił się Instytut. Szkoła ta koncentruje się na rozmaitych sprawach postępowych, a nie na konfliktach globalnych. Pearsonowie domagają się zwrotu 23 milionów dolarów.

Jest to raczej typowa sytuacja. Na początku lat sześćdziesiątych rodzina Robertson podarowała Princeton University 35 milionów dolarów. Dar poszedł na Woodrow Wilson School of Public and International Affairs. Na szczęście pp. Robertsonowie stworzyli fundację, która zajmowała się tym darem wspólnie z uniwersytetem. Dało im to pewną kontrolę i wgląd w sposób wydatkowania pieniędzy. Na początku wieku XXI – dzięki inwestycjom giełdowym – wartość daru doszła do ponad miliarda dolarów. Pieniądze te zgodnie z intencją darczyńców miały być przeznaczone dla niezamożnych studentów, którzy chcieliby poświęcić się służbie Stanom Zjednoczonym w dyplomacji, wywiadzie oraz wojsku.

Princeton obiecał dobroczyńcom, że na pewno dotrzyma słowa. Tak się nie stało. Uniwersytet finansował co roku odpowiednie stypendia zaledwie dla dwóch-trzech studentów. Reszta funduszów poszła na cele niezwiązane z warunkami postawionymi przez darczyńców. Pieniądze przeznaczono m.in. na studia homoseksualne, feministyczne i gender. Dobroczyńcy podali Princeton do sądu i domagają się zwrotu minimum 100 milionów dolarów. Uniwersytet zgodził się w 2008 r. wpłacić w ciągu następnych lat żądane pieniądze na rzecz fundacji pp. Robertsonów, którzy mają zamiar wydać je zgodnie z oryginalną wolą swoich rodziców: na stypendia dla osób chcących służyć USA. Niestety same rachunki za prawników pochłonęły 40 milionów dolarów. Notabene opisał tę sprawę Doug White w pracy „Abusing Donor Intent: The Robertson Family’s Epic Lawsuit Against Princeton University”.

Tak więc nie zawsze uniwersytetom udaje się oszustwo. Ale zawsze kosztuje to wiele zachodu dobroczyńców, aby odzyskać fundusze od biurokratów. Na przykład na początku lat dziewięćdziesiątych teksańska rodzina Bass podarowała Yale University 20 milionów dolarów. Dar był przeznaczony na naukę „Cywilizacji Zachodniej”, czyli filozofii greckiej antycznej, tradycji chrześcijańskiej etc. Uniwersytet przyjął dar w 1991 r. Ale przeznaczył te pieniądze na studia homoseksualne (gay studies) i temu podobne.

W 1994 r. darczyńcy dowiedzieli się o oszustwie i zażądali zwrotu daru. Zajęło to trochę czasu. Yale protestowało, jego rektor wykrzykiwał, że chodziło o naruszanie wolności akademickiej. A darczyńcy rzekomo nie mieli prawa się wtrącać. W końcu udało się odzyskać datek od Yale. Państwo Bass przekazali całą sumę na konserwatywny Intercollegiate Studies Institute, centrum edukacyjne i think tank, którego celem jest propagowanie Cywilizacji Zachodniej wśród studentów undergraduate (licencjackich).

To tylko garść przykładów. Za każdym razem chodziło o rozrost biurokracji i wspieranie radykalnych ideologii, a nie o dobro studentów. Warto wspierać edukację, ale tylko wtedy, gdy kontroluje się jej jakość. Inaczej zwycięży rozszalały marksizm-lesbianizm. Wara lewakom od nie swoich pieniędzy!

Marek Jan Chodakiewicz

Waszyngton, DC, 28 listopada 2018 r.

http://www.fronda.pl/a/uwaga-marek-jan- ... 19170.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 26 kwi 2019, 17:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Dlaczego tak właśnie uważamy?
Czy dlatego, że tak jest?
Czy dlatego, że tak się nam wmawia, że tak się nas programuje?


Bogdan Dobosz: Mity kolonializmu

Problem kolonializmu łączony jest dziś ze zjawiskiem imigracji w Europie i upatruje się w nim rodzaj kary za przeszłość. Epokę kolonializmu uważa się przy tym za coś w rodzaju „grzechu pierworodnego” naszej cywilizacji, który ma wywoływać w Europejczykach poczucie winy i otwierać granice przed przybyszami.

Kolonializm ma na swoim koncie wiele grzechów, ale też dorobek pozytywny, w tym pewną misję cywilizacyjną. W ostatnich latach dominuje jednak podejście mające niewiele wspólnego z prawdą historyczną, za to będące wygodnym narzędziem ideologicznym – zwłaszcza dla lewicy – do walki z tradycyjnymi wartościami.

Prawda o epoce kolonialnej jest bardziej złożona. Kiedy ogłaszano niepodległość Konga Brazzaville w roku 1960, francuski spadochroniarz przystąpił do zdejmowania z masztu w centrum stolicy trójkolorowej flagi, na co momentalnie zareagował pierwszy prezydent kraju Fulbert Youlou żądaniem, by obok flagi kongijskiej pozostawić sztandar Francji. Kongijski prezydent powiedział wtedy:

– Nie powinno się rozdzielać matki i dziecka.

A zatem, wyzysk i przemoc czy włączenie nowych narodów do świata cywilizacji zachodnioeuropejskiej?

Kolonialny spadek
Kolonializm przybierał różne formy w różnych czasach. Zależało to od kolonizującego (inne były tradycje brytyjskie, portugalskie, belgijskie czy arabskie) oraz epoki ekspansji. Pozostańmy jednak przy koloniach francuskich.

W państwach afrykańskich i na Madagaskarze Francja pozostawiła po sobie personel administracyjny i dość rozbudowaną infrastrukturę. Warto dodać, że niektóre z niepodległych już państw nie utrzymały jej i nie odbudowały do dnia dzisiejszego. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w Afryce funkcjonowało 2000 ambulatoriów, 600 szpitali położniczych i 40 szpitali ogólnych. Było tam 18 000 kilometrów linii kolejowych, 215 000 kilometrów dróg, w tym 50 000 kilometrów utwardzonych, 63 porty morskie, 196 lotnisk, 16 000 szkół podstawowych oraz 350 uczelni i szkól średnich. Niektórzy historycy uważają nawet, że bez epoki kolonizacji kontynent ten by nie przetrwał.

Trudno też obronić tezę o kolonialnym wyzysku nowych terytoriów. Przed rokiem 1914 inwestycje biznesu były tu na ogół nieopłacalne (z wyjątkiem kilku marginesowych sektorów) i „kapitaliści” niezbyt się kwapili do „wyzysku tubylców”. Ciężar funkcjonowania kolonii brało na siebie państwo, a konkretnie budżet francuski, który musiał zaspakajać miejscowe potrzeby. Swoją drogą, w przypadku istniejących do dziś szczątkowo „zamorskich terytoriów Francji” dzieje się tak aż po czasy obecne.

Legendy, że tereny politycznie zależne od Paryża czy Londynu były w dużej mierze wykorzystywane gospodarczo i że ograniczano samodzielność gospodarczą kolonii, pokutują nie tylko wśród zachodniej lewicy, ale w dużej mierze również w Polsce.

Wina „białego człowieka”
Przez długie dziesięciolecia kolonializm postrzegano raczej pozytywnie. Pod koniec XX wieku, wraz z nastaniem epoki „poprawności politycznej”, ale i wymieraniem ostatnich „kolonizatorów” oraz ugruntowaniem się wpływów marksizmu w nauczaniu historii, dokonano rewizji ocen przeszłości. Pojawiły się zbitki kojarzonych pejoratywnie pojęć. Przez lata zaczęto też utrwalać pewne schematy czy wręcz mity dotyczące historii kolonializmu. W Polsce, która jest wolna od tego balastu, sytuacja wygląda trochę lepiej niż w Anglii czy Francji. Francuzi pod wpływem lewicowej agitacji zaszli w biciu się w piersi przodków tak daleko, że kolonializm utożsamili niemal z całym złem świata, zwłaszcza tego trzeciego.

Kolonializm został więc potępiony, chociaż jeszcze prezydent Chirac wysuwał wiele wątpliwości wobec takiej rewizji historii. Lewica jednak wie swoje. Jej kandydat na prezydenta Emannuel Macron podczas wizyty w Algierii stwierdził nawet, że kolonializm to zbrodnia przeciw ludzkości. Wywołał tym oburzenie, ale kierunek odcinania się od przeszłości jest oczywisty. Z mitem tym rozprawił się swojego czasu autor książki Historyczna poprawność Jean Sevilia.

We Francji ukazała się Czarna księga kolonializmu – osiemsetstronicowa praca, która tytułem, a nawet okładką, nawiązuje do znanej także w Polsce Czarnej księgi komunizmu. We wstępie czytamy nawet, że jest to ciąg dalszy tamtej pozycji. Do nazizmu i komunizmu jej autor Marc Ferro dorzuca skojarzenie z imperializmem kolonialnym. Słowa te wydają się sporym nadużyciem, ale ilustrują aktualne funkcjonowanie pojęcia „kolonializmu” w myśli zachodniej. Nazizm i komunizm były ideologiami dążącymi do eliminacji całych klas lub ras, podczas gdy o kolonializmie można mówić jedynie jako o formie dominacji ekonomicznej, politycznej i kulturowej. Poza tym – jak stwierdza wspomniany powyżej Jean Sevilia – fenomenu kolonializmu nie można rozpatrywać w oderwaniu od epok historycznych, ówczesnych układów politycznych czy nawet religijnych, a przykładanie współczesnych ocen do wydarzeń na przykład z XVI wieku jest nieadekwatne i wydaje się wręcz historycznym nadużyciem.

Kolonializm – zjawisko epoki
Historycy dość często zacieśniają pojęcie kolonializmu do ekspansji państw zachodnich. Tymczasem „kolonizacja” była zjawiskiem dotyczącym praktycznie wszystkich kultur. W tym nurcie mieści się przecież także akcja Rosji na Kaukazie, podbój Syberii, inwazja muzułmańska w Hiszpanii, kolonizacja Zanzibaru przez Arabów czy podboje tureckie na południu Europy. Można tu jeszcze dorzucić choćby zapędy kolonialne Japończyków, by stwierdzić, że kolonializm był zjawiskiem uniwersalnym i nie przynależał bynajmniej tylko do kultury Zachodu. To mit pierwszy.

Warto też sobie postawić pytanie, czy idea kolonialna powinna być kojarzona tylko z ideologią prawicy, co starają się obecnie udowodnić rozmaici lewicowi historycy. Okazuje się bowiem, że kolonializm w każdej epoce wspierali politycy wszystkich nurtów politycznych. Pojmowano go jako misję cywilizacyjną, a Francuzi tak głęboko wierzyli w jego legitymizm, jak obecnie wierzą, że był on wcieleniem zła.

W roku 1879 na bankiecie z okazji zniesienia niewolnictwa Victor Hugo powiedział: Bóg ofiarował Afrykę Europie. Podbijcie ją, ale nie armatami, lecz pługiem; nie szablą, ale handlem; nie bitwą, ale przemysłem; nie dla zdobyczy, ale dla braterstwa. Wchodząc do Afryki, rozwiążecie problemy społeczne, zmienicie waszych proletariuszy we właścicieli. Zróbcie to! Zróbcie drogi, zbudujcie porty, postawcie miasta.

Wezwanie pisarza oddaje klimat końca XIX wieku. Dodajmy, że za tymi słowami poszły czyny. Rok później mason i antyklerykał, ale także zwolennik tezy o wyższości rasowej białego człowieka, Jules Ferry zapowiadał ekspedycję do Tunezji i do Tonkinu, a radykał Clemenceau państwowe wsparcie dla kolonialnego biznesu. Kolonializm wspierał nawet sam przywódca socjalistów Jean Jaurés. W tym czasie prawica francuska była raczej niechętna awanturze kolonialnej i myślała bardziej o odwecie na Prusach. Ekspansję w Afryce i Azji wspierali zaś radykalni republikanie i socjaliści. Trudno więc kojarzyć kolonializm wyłącznie z prawicą.

Kolejne lata przyniosły rozwój francuskiego imperium kolonialnego. Powszechne poparcie dla kolonializmu osiągnęło swój szczyt w latach trzydziestych XX wieku. Na wystawę kolonialną w Lasku Vincennes przybyło wówczas osiem milionów widzów, a komisarza wystawy uznano za narodowego bohatera.

Współczesność
Po drugiej wojnie światowej od metropolii odpadały kolejne kraje. Ogłaszaniu ich niepodległości towarzyszyły parady i radość, ale sytuacja ekonomiczna większości tych krajów zmieniła się na niekorzyść, a proces dekolonizacyjny bywał dla państw afrykańskich nieszczęściem. Niepodległości politycznej nie uzupełniała niezależność ekonomiczna. Biznes inwestował tylko w sektorach, w których mógł się spodziewać zysku. Zamknięcie ochronnego parasola politycznego spowodowało pojawienie się zjawiska neokolonializmu, czyli rywalizacji o wpływy w „niepodległych” koloniach nowych graczy – Związku Sowieckiego i jego satelitów, Chin czy USA. Zaczęła się epoka wojen domowych, walk „narodowowyzwoleńczych”, przewrotów, a przede wszystkim pauperyzacji i tak niezbyt bogatych tubylców.

Trzeba tu dodać, że Paryż z Afryki nigdy tak naprawdę się nie wycofał. Stacjonuje tam nadal francuskie wojsko, kurs franka afrykańskiego wyznacza bank centralny w Paryżu, a Quai d’Orsay miesza się do polityki wewnętrznej afrykańskich państw. Jeszcze w roku 1997 z kieszeni statystycznego Francuza‑podatnika w metropolii wyciągano na Afrykę po 700 franków (około 120 euro) rocznie.

Jak to się dzieje, że prawie sześćdziesiąt lat po uzyskaniu niepodległości Afryka to nadal obszar chronicznego chaosu politycznego, wojen domowych, zapaści ekonomicznych, kryzysów żywnościowych i rozrastania się slumsów? Czy sześćdziesiąt lat po epoce kolonializmu można jeszcze zrzucać nań odpowiedzialność? W krajach postkomunistycznych po dziesięciu latach trudno się doszukać dawnej szarzyzny, a na Czarnym Lądzie dziesięciolecia po kolonializmie trudno doszukać się nawet śladów dawnej świetności niektórych miast. Czy Afryka jest ofiarą kolonializmu czy też jedynie kumuluje problemy po rozstaniu się z metropolią? Czy wreszcie sama Francja wzbogaciła się na koloniach? Według wyliczeń ekonomistów, Francja włożyła w swoje kolonie trzy razy więcej pieniędzy, niż Plan Marshalla przeznaczył dla Europy.

Kolonializm padł w ostatnich latach ofiarą manichejskiej wizji świata – dywersyfikacji prawdy historycznej dla współczesnych celów politycznych. Jest to też efekt triumfu postmarksizmu w szkołach historycznych na Zachodzie, który narzuca naszej cywilizacji swoisty masochizm i stara się podkopywać i relatywizować jej podstawy i zdobycze.

Bogdan Dobosz – dziennikarz radiowy i telewizyjny, współpracownik i korespondent licznych tytułów prasowych, autor książki Emiraty Francuskie.

https://www.pch24.pl/bogdan-dobosz--mit ... 8,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patologie dzisiejszego świata
PostNapisane: 29 maja 2019, 18:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31574
Homoterror w Hiszpanii

Rozmowa z dr. Pablo de la Fuente, hiszpańskim historykiem mieszkającym w Polsce

Niektóre polskie samorządy chcą wprowadzać postulaty środowisk LGBT do szkół. Z czymś takim miał Pan do czynienia wiele lat temu w Hiszpanii.
– Tak, oczywiście. Tak to właśnie się odbyło. Miało to miejsce głównie w czasie dwu kadencji rządów socjalistów, którym przewodził José Luis Rodríguez Zapatero (2004-2011). Zaczęło się od przedstawiania osób homoseksualnych jako ofiar (pamiętam, że jednym z elementów tej strategii było pokazywanie w wielu szkołach filmów takich jak „Filadelfia” z Tomem Hanksem). Następnie zaczęto zrównywać zachowania homoseksualne z heteroseksualnymi. Kolejnym krokiem było przekonywanie nastolatków w wielu szkołach, że najlepszym punktem wyjścia w odniesieniu do ich seksualności jest obranie zachowań biseksualnych, by w zależności od nabytych doświadczeń dowiedzieć się, jakie są ich preferencje. Najgroźniejsze jednak jest to, iż w szkołach w Hiszpanii uczy się, że płeć nie jest kwestią biologiczną, lecz psychiczną.

Z mojego punktu widzenia jednym z głównych zadań szkoły jest pomoc rodzicom, którzy mają wyposażyć dzieci w narzędzia umożliwiające im funkcjonowanie w istniejącym świecie, a nie tworzenie przez szkołę światów równoległych. Wyobraźmy sobie, że przykładowy Jan Nowak, współcześnie żyjący, pewnego dnia poczuje, iż jest Napoleonem Bonaparte. Jeśli tak się stanie, każdy psychiatra bez wątpienia zdiagnozuje to jako patologię. Ciekawe, że mężczyzna, który czuje, że jest Napoleonem Bonaparte, uznawany jest za psychicznie chorego, zaś inny mężczyzna, który czuje, że jest kobietą, jest postrzegany jako osoba zupełnie normalna.

Protesty rodziców w tym względzie wstrzymywały te zmiany?
– Protesty bez wątpienia były, jednakże w porównaniu z wagą problemu były one zbyt słabe i wzięło w nich udział zbyt mało osób. Ponadto socjaliści, którzy szczycą się prawem do swobody wypowiedzi, zrobili wszystko, by zamknąć usta protestującym i umiejętnie ich zastraszyć. Kodeks karny prawa hiszpańskiego jest bogaty w zapisy odnoszące się do „przestępstw z nienawiści”, które są wykorzystywane do atakowania wszystkich tych, którzy ośmielą się stanąć na „jedynie słusznej” drodze, którą kroczy ideologia LGBT. Jednocześnie ten sam kodeks nie chroni ani przed profanacją kościołów, ani przed publicznym wyszydzaniem katolików (np. pseudoprocesje Wielkiego Tygodnia) czy negacją holokaustu dziesiątek tysięcy katolików zamordowanych podczas wojny domowej w Hiszpanii. Nie ma ani jednego sędziego w Hiszpanii, który odważyłby się osądzić i skazać winnych w takich procesach o przestępstwa z nienawiści.

Co by Pan radził polskim rodzicom? Jak skutecznie reagować w takich sytuacjach?
– Problem, o którym tutaj rozmawiamy, jest problemem ogromnej wagi. Ma on też wielki wymiar polityczny, społeczny i moralny. Przede wszystkim należy jasno określić granice. W Hiszpanii szkolnictwo jest całkowicie w rękach szkół i nauczycieli, z których ogromna większość jest kształcona na lewicowych uczelniach i co za tym idzie, ma mocno lewicujące poglądy. Ludzie ci w ramach powierzonych im funkcji uprawiają zaawansowaną inżynierię społeczną. Oddanie tego pola w wychowaniu dzieci w ręce szkół było ogromnym błędem. Rodzice muszą być jedynymi osobami, które decydują o wychowaniu swoich dzieci. Nauczyciele i trenerzy są przez nich zatrudniani do tego, by rodziców wspomagać w procesie edukacji i za to im płacą (albo w sposób pośredni, płacąc podatki na szkołę publiczną, albo bezpośredni, w przypadku szkół prywatnych czy też dodatkowych zajęć sportowych, na które uczęszczają ich pociechy). Bezsprzecznie jednak to rodzice powinni określać, w jakich wartościach ich dzieci się wychowują. Szkoła, dzieci i rodzice są niczym łódka, w której wszyscy wiosłują w tym samym kierunku. Ważne jest to, by kierunek ten wyznaczali rodzice.

Ostatnio organizatorzy marszu LGBT w Lublinie w reakcji na jego krytykę wytoczyli proces wojewodzie i radnemu miejskiemu. Podobnie było w Hiszpanii?
– Niestety, w Hiszpanii sytuacja zaszła już tak daleko, iż nikt, absolutnie nikt, nie ma odwagi krytykować ideologii LGBT w żadnym jej aspekcie. Panuje (mniej lub bardziej uświadomiona) autocenzura napędzana strachem i poczuciem bezsilności, które skutecznie paraliżują tych obywateli, którzy ośmielają się myśleć i czuć inaczej niż zgodnie z góry narzuconą im jedynie słuszną ideologią. Atmosfera w kraju przypomina jako żywo powieść Orwella „Rok 1984”. Środowiska LGBT, które na początku z pozycji rzekomych ofiar domagają się jedynie tolerancji i równości, po niezbyt długim czasie narzucają własne prawa i moralność, w których nie ma miejsca ani dla równości, ani dla tolerancji dla ludzi myślących inaczej. Jeśli środowiska te w swojej służbie mają prawo, to wszyscy inni obywatele są z góry na przegranym. Odnośnie do marszów LGBT, to warto zwrócić uwagę na kilka aspektów. Pierwszym z nich jest nazewnictwo. Otóż w Polsce tego typu imprezy nazywa się Paradą Równości, co ma inny zakres semantyczny niż nazwa tej samej imprezy w języku angielskim i hiszpańskim (Gay Pride, Orgullo Gay), którą można przetłumaczyć jako Gejowska Duma lub Duma Gejów. Ich dynamika ulega przemianom i to, co ostatnio działo się w Madrycie, a o czym trudno było usłyszeć w mediach tzw. głównego nurtu, to zachowania, które zakrawają na miano absurdu. To, o czym się nie mówi na głos, to to, że w trakcie trwających tydzień obchodów Gejowskiej Dumy w Madrycie akceptuje się obecność w biały dzień na ulicach osób, które przechadzają się nago, jak również to, że bramy oraz wejścia do kamienic masowo stają się miejscem odbywania stosunków seksualnych oraz tzw. innych czynności seksualnych przez uczestników tegoż zgromadzenia. Świadkami tego typu ekscesów w sposób bezwolny stają się mieszkańcy tychże kamienic usiłujący dostać się do swoich mieszkań: dorośli, nastolatkowie i dzieci oraz zwykli przechodnie. Wszystko to w ramach „święta” tolerancji.

Jak mocno postulaty LGBT i ideologia genderyzmu skolonizowały życie publiczne w Hiszpanii?
– Niestety, są one wszechobecne. W Hiszpanii jest organizacja pod nazwą HazteOir, która ośmieliła się przeprowadzić kampanię społeczną sprowadzającą się do wskazania, czym biologicznie różni się mężczyzna od kobiety. Stwierdzenie prostego faktu stało się pretekstem do prześladowań na arenie politycznej, sądowej i medialnej. Sprawy zaszły tak daleko, iż w Hiszpanii w „obronie” osób LGBT uchwalono prawo, na mocy którego mężczyzna, który ma brodę, wąsy i bujne owłosienie klatki piersiowej, może przyjść do Urzędu Stanu Cywilnego i oświadczyć, że czuje się kobietą. W sposób natychmiastowy przeprowadzana jest procedura zmiany płci w dokumentach tegoż obywatela: Jan, w jednej chwili, dzięki zapisom w księgach stanu cywilnego zmienia się w Janinę lub Weronikę, jeśli żeński odpowiednik jego imienia mu/jej się nie podoba. Nadal oczywiście może nosić brodę, wąsy i włosy na klatce.

Najśmieszniejsze jest to, że wielu adwokatów sugeruje swoim klientom (mężczyznom) wykorzystanie powyższej absurdalnej, acz efektywnej procedury biurokratycznej w sytuacji rozwodu. Najczęściej sądy przyznają bowiem matce opiekę nad dzieckiem. Po ekspresowej procedurze zmiany płci w świetle prawa oboje rodziców staje się „matkami”, nawet jeśli jedna z nich ma tu i ówdzie nadmiar owłosienia i gołym okiem widoczne drugorzędowe cechy płci męskiej. Takim matkom opieka jest przyznawana przez sądy w równym stopniu, by uniknąć posądzenia sądu o dyskryminację. Niestety, absurdy takie jak ten wchodzą na stałe do rzeczywistości życia społecznego w Hiszpanii.

Hiszpańska lewica od kilkudziesięciu lat skutecznie zakłamuje historię wojny domowej, walczy z pamięcią o gen. Franco, zarządza ekshumację. W Polsce natomiast atakuje się ciągle tradycję Żołnierzy Wyklętych.
– Problem ten jest dużo większy niż profanacja grobu. Rzecz tyczy się zakłamywania prawdy historycznej i tworzenia nowej rzeczywistości. Przykładem może być tu wielu komunistów, którym udowodniono mordy na niewinnych ofiarach, np. Santiago Carrillo (bezpośrednio odpowiedzialny za masowe morderstwo 5 tys. katolików w Paracuellos, w roku 1936) czy nacjonalista kataloński i mason Luis Companys (odpowiedzialny za tortury i męczeńską śmierć 8,5 tys. katolików w Katalonii), którym dedykuje się aleje, ulice czy place.

W moim przekonaniu za profanacją grobu Franco kryje się próba dyskredytacji monarchii. Franco nigdy nie mówił o tym, że pragnie być pochowany w miejscu, w którym spoczęły jego szczątki. Była to pierwsza decyzja podjęta przez emerytowanego króla Hiszpanii Juana Carlosa po koronacji. Ekshumacja Franco stanowi zaprzeczenie decyzji podjętej przez króla i w ten sposób zakwestionowanie monarchii jako instytucji. Lewica naciska na usunięcie monarchii demokratycznej i zastąpienie jej czymś na wzór Republiki Wenezueli.

Partia Ludowa określająca się jako prawicowa, rządząc w ostatnich latach, nie cofnęła praktycznie żadnych reform zapateryzmu.
– Niestety, nie. Należy tu jasno powiedzieć, iż rządząca do połowy zeszłego roku Partia Ludowa (Partido Popular) jest na arenie Hiszpanii partią prawicową, chociaż w warstwie ideologicznej jest dużo bardziej na lewo niż Platforma Obywatelska. Stąd też, pomimo wcześniejszych zapowiedzi, liczne postulaty, z którymi szła do wyborów, nie zostały wprowadzone w życie.

Wiele z praw uchwalonych w czasie rządów Zapatero ma tragiczne skutki. Warto wymienić wśród nich chociażby „Ustawę o aborcji”. W kraju, w którym społeczeństwo, pomimo ogromnego napływu imigrantów, starzeje się w zastraszającym tempie, co roku, w majestacie prawa morduje się 100 tys. nienarodzonych dzieci. To tak, jak gdyby co roku spadała na Hiszpanię bomba, która zmiotła Hiroszimę.

W Polsce z bólem obserwuje się dechrystianizację Hiszpanii i innych krajów zachodnioeuropejskich, wybory w Pana Ojczyźnie wygrała lewica. Czy pojawiają się jakieś ruchy społeczno-religijne kontrujące ten proces?
– Tak. Przykład stanowić może chociażby wspomniany wcześniej ruch HazteOir. Niestety, droga, którą idzie, jest usłana kamieniami i kłodami rzucanymi ze wszystkich stron. Oprócz procesu sądowego i nagonki medialnej ruch ten został przez władze pozbawiony statusu organizacji pożytku publicznego, co uniemożliwiło jego członkom gromadzenie funduszy na prowadzone przez siebie działania. Tak więc są takie organizacje, lecz ich działanie jest ze wszech miar trudne.



Czy partia VOX z Santiago Abascalem na czele ma szanse uzyskać wpływ na rzeczywistość polityczną państwa?
– Santiago Abascal jest człowiekiem, który ma sporo wad, jak my wszyscy, lecz z pewnością nie brak mu odwagi. Pochodzi on z Kraju Basków, w którym terroryści baskijscy wielokrotnie i na różne sposoby usiłowali zagrozić jemu i jego najbliższym.

Abascal należał do Partii Ludowej. Z czasem jednak zaczął stawiać opór poprawnie politycznym idiotyzmom propagowanym przez kierownictwo tejże partii. Postanowił założyć VOX. Dzięki niemu wielu obywateli odzyskało dumę z bycia Hiszpanami, zaczęło wskazywać na wartości płynące z rodziny i tradycji przekazywanej przez starsze pokolenie.

Abascal deklaruje zdecydowane zwalczanie lewicowców w wyborach, na uniwersytetach, w sądach.
– Abascal cieszy cię dużym poparciem w społeczeństwie, lecz decyzje, które podejmuje, nie mogą być realizowane przez jednego człowieka. Musi mieć ludzi, którzy będą podejmować postulowane przez niego działania. Nie będzie to łatwe zadanie. Na przykład kadra wykładająca na kierunkach humanistycznych na uniwersytetach Hiszpanii składa się w przeważającej mierze z osób o światopoglądzie lewicowym. Próba zmiany tej sytuacji opierać się będzie na udziale wielu osób i musi być zakrojona na dłuższy okres.

Co generalnie musimy robić, żeby nie powtórzyć błędów prowadzących do bezreligijności?
– Trwać przy chrześcijaństwie i być z tego dumnym.

Dziękuję za rozmowę.
Zenon Baranowski

https://naszdziennik.pl/mysl/209113,hom ... panii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 62 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /