Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 122 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 11 sty 2016, 08:41 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):

Europą zawładnął lewacki demon szaleństwa i tylko od jej mieszkańców zależy obecnie czy przetrwa ona, czy też stanie się kontynentem wtórnie barbarzyńskim.


Lewackim przywódcom Europy już całkiem odbiło. Oni skazują Europę na zniszczenie. Taki cel mają islamiści, a ci lewacy im w tym pomagają !! Jedyny sposób to pogonić tych lewaków i przeprowadzić we wszystkich krajach Europy orbanizację, czyli dopuścić do władzy Orbanów. A wszystkich lewackich baranów przegonić precz ! To przez nich cierpi cała Europa. To oni doprowadzili Europę do ruiny. Trzeba rozwalić tę lewackę Unię Jewropejską. To jest najgorsze co może być. To już nawet Stalin nie myślał o tym, aby do Europy wpuścić hordy barbarzyńskich islamistów ! Rządził co prawda brutalnie, wymordował miliony, ale rządził twardą ręką. I taki islamista by mu nie podskoczył. Nie no, przesadzam, ale wściekłość mnie ogarnia, gdy pomyślę o lewackich pomyleńcach i psychopatach, którzy wpuścili miliony islamistów do Europy.


Ta baba czyli ciocia Aniela z Berlina już dawno straciła kontakt z rzeczywistością

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 18 sty 2016, 10:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Dyktatura strachu w Europie

W kontekście sylwestrowych wydarzeń w Niemczech i innych krajach europejskich rodzi się wiele pytań, na które powinniśmy znaleźć odpowiedź. Ataki na kobiety ze strony arabskich imigrantów osiągnęły taką skalę, że można podejrzewać, iż była to akcja zorganizowana. Czemu miałaby ona służyć? Oczywiście wywołaniu strachu. Jeśli tak, to mieliśmy do czynienia z terrorem. Strach można wywoływać poprzez zamachy bombowe. Podobny efekt można też osiągnąć poprzez zorganizowane ataki na kobiety, które następnym razem najprawdopodobniej zrezygnują z uczestnictwa w masowych imprezach rozrywkowych, bojąc się o swoje bezpieczeństwo.

Rodzi się kolejne pytanie o przyczyny organizowania działań, mających na celu wywołanie powszechnego poczucia strachu. Tutaj wchodzimy na grunt kulturowo-cywilizacyjny. Kiedy Afrykę Północną ogarnęła fala tzw. rewolucji arabskich, wielu cieszyło się, wyrażając nadzieję, że w tym regionie świata zatriumfuje demokracja. Tymczasem dla wprawnego obserwatora jasne było, że zniesienie dawnych dyktatur otwiera przestrzeń do nieustannych wojen domowych. Legitymizacją dla nowej władzy jest okazanie siły, która wyraża się w okrucieństwie, a to wywołuje powszechny strach. Stąd tak wiele zbrodni w krajach arabskich w czasie toczących się walk. Sytuacja w tym regionie uspokoi się w momencie, gdy pojawi się nowa dyktatura, zdolna na danym terenie zarządzać strachem w sposób całkowity.

Społeczność islamskich imigrantów w zachodniej Europie od lat próbuje zorganizować się w wydzielonych dzielnicach, gdzie władza danego państwa (w tym policji) staje się iluzoryczna, a zaczyna funkcjonować prawo szariatu. Poszerzanie tego władztwa może się odbywać w klasyczny dla tego kręgu cywilizacyjnego sposób, tj. poprzez kreowanie przemocy i potęgi strachu.

Reakcja poszczególnych państw na tego typu praktyki powinna być niezwykle mocna. Przestępcy powinni być surowo karani, media zaś z całą mocą winny wszystko ukazać i napiętnować. Rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Na przykład policja w miastach niemieckich przyglądała się biernie atakom na kobiety, a media w imię politycznej poprawności zachowywały kłamliwe milczenie. Doprawdy trzeba nie mieć za grosz wstydu, by przy takiej postawie pouczać jeszcze Polskę w kwestii przestrzegania zasad praworządności i demokracji.

Pojawia się na koniec jeszcze jedno pytanie: co stanie się z naszą zachodnią kulturą przy potęgującej się konfrontacji z fundamentalizmem islamskim? Jeśli odpowiedzią na agresję będzie nieustająca kapitulacja, perspektywy dla Europy jawią się w bardzo czarnych barwach. Z jednej strony jest to związane z polityką tchórzostwa wobec realnych kulturowych zagrożeń. Z drugiej wynika to z utraty jakichkolwiek celów spoza walki o materialny byt, które stawiałyby sobie społeczności zachodnie. Ateistyczna kultura Zachodu przegrywa zmagania z islamem nade wszystko na poziomie demograficznym – i wydaje się to najbardziej namacalnym wyznacznikiem nadchodzącego upadku Starego Kontynentu.

Prof. Mieczysław Ryba

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ropie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 22 sty 2016, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
„Nieomylny” Berlin źródłem chaosu w Europie

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ostatnio Donald Tusk w Parlamencie Europejskim stwierdził, że jeśli w ciągu najbliższych dwóch miesięcy Unia Europejska nie znajdzie recepty na zażegnanie kryzysu migracyjnego, to strefa Schengen legnie w gruzach...
– Proszę zwrócić uwagę, iż z kryzysem migracyjnym zmagamy się od roku, a refleksje u przywódców Unii przychodzą dopiero teraz. To świadczy o tym, iż tak naprawdę ta biurokratyczna unijna machina nie jest zdolna ani też wydolna do podejmowania szybkich decyzji. Nie ma także wiarygodnych danych wywiadowczych dotyczących potencjału imigracyjnego. Jeżeli niemieccy politycy szacują, iż w 2016 r. do Europy może chcieć się dostać ponad 6 milionów uchodźców, to nie ma się co łudzić, iż granice będą nadal otwarte i niestrzeżone przez poszczególnych członków Wspólnoty.

Wspomniał Pan, że unijna machina urzędnicza nie jest wydolna. Kto ponosi winę za kryzys migracyjny, a dokładnie rzecz ujmując, za brak jego rozwiązania?
– Winę za obecny stan ponosi przede wszystkim Komisja Europejska oraz przywódcy Niemiec i Francji. To zaniedbania tych właśnie ośrodków władzy spowodowały, a nawet sprowokowały obecny kryzys. Tutaj kłania się także bezrefleksyjne popieranie, a przynajmniej brak sprzeciwu poszczególnych europejskich rządów wobec burzenia struktur państwowych w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Bardzo duża wina spoczywa także na Stanach Zjednoczonych, które same nie chcą przyjmować imigrantów.

Statystyki Fronteksu podają, że dziennie na terytorium UE przybywa ok. dwóch tysięcy imigrantów. Zważywszy, że mamy zimę, aż strach pomyśleć, co przyniesie wiosna…
– Z danych wspomnianej przez Pana instytucji widać, iż tylko w tym roku do Grecji przedostało się już 31 tysięcy imigrantów, a za nami dopiero połowa stycznia. Ukraina, Rumunia są obecnie zasypane śniegiem. Także Bałkany o tej porze roku nie sprzyjają osobom, które mają zamiar przedostać się do Niemiec. Może się jednak okazać, iż wiosną ruszy tak duża liczba imigrantów, wobec której żadne służby graniczne nie będą w stanie wstrzymać tego naporu i zatrzymają ich na granicy.

Jak odbiera Pan sygnał o powrocie Polski do Grupy Wyszehradzkiej, po tym jak rząd Platformy złamał solidarność tych państw?
– To jest właściwy kierunek zacieśniania współpracy w ramach Unii Europejskiej. Państwa, członkowie Grupy Wyszehradzkiej oczekują od Polski przywództwa. Wydaje się, iż w tej kwestii jest pełne zrozumienie w obecnym rządzie PiS. Pewnym problemem może być natomiast kwestia ustalenia wspólnej polityki wobec Rosji. I w tym momencie Polska musi głęboko zrewidować swą dotychczasową politykę na tym kierunku.

Kraje Grupy Wyszehradzkiej sprzeciwiają się wprowadzeniu mechanizmu automatycznej relokacji imigrantów – czyli kwotom imigrantów narzucanym z góry przez UE. Czy i jakie to może mieć przełożenie na politykę imigracyjną Unii?
– Oczywiście kwestia kwot wzbudza emocje. Większość społeczeństw państw Grupy Wyszehradzkiej zdaje sobie sprawę, iż dla Brukseli jest to wstęp do narzucenia kolejnych kwot. Jednak nie to powinno być główną troską rządów, a problem uchodźców, którzy będą chcieli przejść przez Słowację, Czechy czy też Polskę i nie zostaną wpuszczeni do Niemiec bądź też zostaną odesłani z tego kraju. Liczby, o których mówimy, to setki tysięcy osób. Jeżeli nie zatrzymamy ich na granicy, to możemy zderzyć się z sytuacją, kiedy ci ludzie nie będą już chcieli od nas wyjechać. Będą czekać na możliwość przedostania się do Niemiec.

Kraje Grupy Wyszehradzkiej chcą zaapelować do państw zachodnich o rewizję dotychczasowej polityki azylowej w Europie. To, że jest to konieczność, nie ulega wątpliwości, ale czy jest to możliwe?
– Społeczeństwa Europy Zachodniej w swojej większości także oczekują rewizji tej polityki. Pytanie tylko, co Berlin w tej sprawie postanowi, bo wszystko wskazuje na to, że to tam jest główna blokada zmiany podejścia Unii do kwestii polityki azylowej. Bunt, który narasta w wielu landach Niemiec, w tym też w elitach politycznych np. Bawarii, może doprowadzić do nieprzewidywalnych skutków i wahania się w tej sprawie. Trzeba sobie postawić pytanie – co się stanie, jeżeli do Niemiec będzie się zbliżało kilkaset tysięcy imigrantów…? Czy dopiero wtedy rząd zdecyduje się na zamknięcie granic, a nawet na budowę płotów na granicach…? Może się okazać, że państwa graniczące z Niemcami ogarnie chaos, bo imigranci już się nie cofną.

Co Pan sądzi o pomyśle utworzenia wspólnej europejskiej straży granicznej?
– Ten pomysł jest spóźniony, co najmniej o kilka lat. Obecne propozycje dotyczące pozycji prawnej, która miałaby mieć ta straż, są nie do przyjęcia. Nie można wprowadzać do suwerennych państw formacji zbrojnych bez zgody poszczególnych rządów. Tymczasem obecny projekt przewiduje takie rozwiązanie. Druga sprawa to ilość planowanych funkcjonariuszy w tej formacji – czyli ok. 2000 osób. Pytanie – kogo oni mają chronić? Przyjmując trzyzmianowość pracy, to kilkuset funkcjonariuszy, którzy mogą wzmocnić służby na kilkuset kilometrach granicy. Natomiast obecnie w Europie są zagrożone tysiące kilometrów granic. To tylko pokazuje, że znów mamy do czynienia bardziej z PR politycznym niż skutecznym działaniem na rzecz ochrony granic Unii.

Czy Grupa Wyszehradzka z Polską jako liderem ma szanse być przeciwwagą dla skostniałej i w dużej mierze zużytej, żeby nie powiedzieć skompromitowanej starej Unii?
– Myślę, iż jesteśmy za słabi, aby stworzyć przeciwwagę dla państw tzw. starej Unii. Mamy jednak wystarczający potencjał, aby wspólnie z innymi państwami naszego regionu walczyć o ochronę naszych interesów. Poza strukturami Unii jesteśmy w stanie także szybciej i skuteczniej działać. Jednak musimy w tym zakresie być niezwykle solidarni i wspierać się wzajemnie na wielu frontach. Wspólnie musimy także naciskać na Rosję i Ukrainę, aby zakończono konflikt w Donbasie, bo w miarę upływu czasu będzie on nas coraz bardziej absorbował i kosztował politycznie, ale także materialnie. Naszym celem nie powinno być zmaganie się o ustrój wewnętrzny Ukrainy czy też jej granice, ale o to, aby graniczyć z państwem mającym wewnętrzną stabilizację.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ropie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 09 lut 2016, 18:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Przemówienie Michała Marusika w Bukareszcie

Obrazek

Miłość do Ojczyzny żyje w nas - takimi słowami zainaugurował sesję naukową grupy politycznej ENF w Bukareszcie jej organizator, rumuński poseł Laurentiu Rebega. Tematem sesji odbywającej się w dniach 17 - 19 grudnia był „Patriotyzm w Unii Europejskiej”.

Sesja odbywała się w pałacu „Geniusza Karpat” - Nicolae Causescu. Pałac jest drugim, po Pentagonie, największym budynkiem na świecie.

Na posiedzenie przybyli rumuńscy naukowcy, biznesmeni i wojskowi wspierający partię polityczną Independent, do której należy poseł L. Rebega.

Z charakterem i nastrojem sesji można się zapoznać na przykładzie wystąpienia pana wiceprzewodniczącego ENF, pana posła Michała Marusika:

Na sytuację w każdym europejskim kraju mają wpływ zjawiska rozgrywające się w najbliższym otoczeniu. Jednym z tych zjawisk jest obecnie masowa imigracja ludności z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji. Kompletna bierność i nieporadność rządów wzbudziła wielkie odruchy niechęci wszystkich w zasadzie społeczeństw w stosunku do krajowych rządów, oraz w stosunku do organów Unii Europejskiej.

Granice zewnętrzne Unii Europejskiej zaniknęły wraz z zanikiem granic wewnętrznych. Społeczeństwa europejskie zauważyły, że wszelkie władze potrafią tylko bezładnie dryfować; nie potrafią natomiast poradzić sobie z żadnym realnym problemem.

Powszechna niechęć społeczeństw do rządów zmienia w wielu krajach sytuację polityczną. Najbardziej wyrazistym przykładem jest dziś Francja, gdzie nacjonaliści skupieni we Froncie Narodowym stali się najpopularniejszą siłą polityczną. Symptomy radykalnego przełomu widać też w wielu innych krajach. Jakie są obawy i jakie są nadzieje związane z możliwym przełomem?

„Nie mamy pewności, że będzie lepiej jeżeli będzie inaczej, ale mamy pewność, że musi być inaczej, żeby mogło być lepiej”.

Konflikty, jakimi żyją dziś państwa i narody Europy stawiają nam pod rozwagę dwa zjawiska: nacjonalizm i patriotyzm.

Żeby sobie poradzić z najważniejszymi problemami musimy je przede wszystkim poprawnie nazwać. Musimy więc jednakowo rozumieć pojęcia jakimi się posługujemy.

Jeżeli chcemy ocenić współczesny patriotyzm musimy najpierw dokonać rozgraniczenia między patriotyzmem a nacjonalizmem. Najczęściej bowiem mamy do czynienia z odrodzeniem nacjonalizmu. To odrodzenie nacjonalizmu jest wynikiem zupełnie naturalnej reakcji na zalanie Europy przez obce nacje.

Tradycyjnie żyliśmy w granicach politycznych, które wyznaczały podział na naszych i nie-naszych; na swoich i obcych. Masowy napływ obcych między swoich wzbudził naturalne reakcje obronne. My chcemy żyć po naszemu. Granice naszego państwa są granicami obowiązywania naszego porządku – moralnego, prawnego, religijnego, zwyczajowego… Jeżeli inni chcą żyć inaczej to niech sobie żyją - poza granicami naszego kraju.

Mamy tu do czynienia z naturalnym odruchem nacjonalizmu – odruchem sympatii w stosunku do przedstawicieli własnej nacji, a jednocześnie odruchem niechęci w stosunku do przedstawicieli innych nacji. Od władz państwowych żądamy ochrony i obrony naszych praw, naszych zwyczajów i tradycji. Takie jest bowiem naturalne spoiwo państwa. Spoiwem państwa jest wspólnota języka, religii, tradycji oraz wspólnota dziejów (wspólnota przeżytych wydarzeń historycznych).

Państwo zbudowane bez poczucia tej wspólnoty jest tworem możliwym, ale tworem całkowicie sztucznym. Jest instytucją, której każdy obywatel podporządkowuje się tylko z racji siły, jaką to państwo dysponuje. Państwo takie dla jego obywateli nie stanowi żadnej wartości. Naturalny w takim państwie jest więc rozdźwięk między rządzonymi i rządzącymi. Obywatele traktują władzę państwową jako zło konieczne; jako aparat opresji i represji. Raczej więc sprzeciwiają się władzy niż jej służą.

Nacjonalizm jest więc postawą służby własnemu Narodowi.

Patriotyzm jest postawą służby własnemu państwu.

W państwie źle urządzonym te dwie postawy staja się ze sobą sprzeczne.

I taki mamy stan rzeczy we współczesnej Europie.

Patriotyzm nie jest żadną doktryną polityczną ani ideologią. Jest postawą polityczną. Jest stosunkiem obywateli do państwa, a dokładniej mówiąc - jest postawą służby na rzecz własnego państwa.

Ta postawa służby może mieć zarówno pozytywny jak i negatywny wydźwięk. Jeżeli państwo funkcjonuje w poszanowaniu wspólnie wyznawanej etyki, religii, tradycji… to każdy nacjonalista jest z natury rzeczy patriotą; chce służyć takiemu państwu. Jeżeli zaś państwo nie chroni wspólnie wyznawanej etyki, wspólnej tradycji czy wspólnie wyznawanego kodeksu etycznego, to patriota będzie naturalnym wrogiem nacjonalisty. Postawa patriotyczna; postawa służby państwu będzie przez współrodaków traktowana jako postawa zdrady narodowej, jako postawa zaprzaństwa, jako postawa służby okupantowi – władzy opartej li tylko na fakcie dysponowania monopolem siły.

Patriotyzm dziś – co stwierdzam z ogromnym smutkiem – rzeczywiście staje się często postawą przeciwstawną nacjonalizmowi. Stwierdzam to ze smutkiem, bo to oznacza, że współczesne państwa przestały bronić wartości spajających Narody. Widzimy coraz silniejszy rozdźwięk, a nawet coraz większą sprzeczność między rządzonymi i rządzącymi. Nie chcemy służyć państwu, które nie chce nas poprawnie reprezentować.

Mamy więc w Europie odrodzenie nacjonalizmu a równocześnie dramatyczny kryzys patriotyzmu.

Narody Europy pragną powrotu do normalności. Każdy Naród chciałby w swej Ojczyźnie mieć władzę, która będzie tegoż Narodu obroną. A mamy władzę skierowaną przeciwko nam.

Zaczynamy zauważać, że tak zwane „wartości europejskie” promieniujące z instytucji Unii Europejskiej stoją w całkowitej sprzeczności z wartościami, które kilka (kilkanaście) wieków temu ukonstytuowały współczesną Europę. Europa przecież nie przez przypadek była zbiorem suwerennych państw. Była wynikiem poszanowania odrębności językowych i religijnych; była wynikiem poszanowania różnicy kultur i przeżytych historycznych wydarzeń.

Europa była NORMALNA!

Dziś ta Europa stała się tworem sztucznym. Deklaruje zgodę na sprzeczne kodeksy etyczne, z których stara się wywodzić system praw… Deklaruje poszanowanie dla przeciwstawnych sobie religii… Gwałci tradycyjne obyczaje w imię fałszywie pojętej tolerancji… Zaciera wszelkie granice między dobrem i złem…

Europa NORAMALNA stała się już tylko naszym wspomnieniem. Ale odradzający się nacjonalizm wskazuje, że ta normalna Europa staje się też naszym gorącym pragnieniem; naszą wielką potrzebą i ważnym, politycznym celem.

Każdy Naród chce żyć w warunkach dla siebie właściwych.

Nie ma przecież „narodu europejskiego”.

Jest Naród Polski, jest Naród Rumuński, jest Naród Francuski, Rosyjski czy Niemiecki. I takie też powinny być nasze Ojczyzny.

Odrodzenie kondycji Europy bez odrodzenia jej ducha i kondycji moralnej jest po prostu nie możliwe. Na fundamencie nihilizmu nie da się zbudować żadnej trwałej i poważnej budowli społecznej.

Podatność krajów europejskich na „katastrofę migracyjną” objawia nam tylko dramatyczną słabość państw. Zmiany rządzących ugrupowań mogą wprawdzie zahamować ten jeden, wybrany problem jakim jest zalew Europy przez imigrantów. Nie oznacza to jednak uzdrowienia państw opanowanych przez powszechny zanik Zasad i wartości.

Zbyt łatwo dziś mylimy przyczyny i skutki. Zbyt łatwo zapominamy, że dzisiejszy zalew imigrantów nie jest przyczyną europejskich kłopotów. Ten zalew jest skutkiem. Skutkiem „śmierci ducha” Europy. Skutkiem zaniku moralnej kondycji europejskich państw.

To z powodu wyrzeczenia się kodeksu moralnego państwa europejskie nie potrafią zdobyć się na ustanowienie i egzekwowanie sprawiedliwego ładu prawnego.

Sprzeciw w’obec tej bezradności wszelkich władz poszukuje natchnienia i uzasadnienia w miłości do własnego Narodu. Odradza się więc nacjonalizm jako inspiracja politycznego zaangażowania obywateli. Z tym, że miłość do Narodu nie jest żadnym programem politycznym. Tak jak współczucie w stosunku do chorego nie wystarcza do przywrócenia mu zdrowia. Z odruchów serca wielu ludzi angażuje się w działalność polityczną, ale sens tego zaangażowania powinien się wyrazić w racjonalnym programie politycznym.

Żeby coś dobrego uczynić nie wystarczy tylko chcieć. Trzeba jeszcze poprawnie rozeznać granicę między dobrem a złem. I stanąć po właściwej stronie tej granicy.

Odrzucając paraliżujący Europę nihilizm narzucany Narodom Europy jako „wartości europejskie” musimy odrzucić samą możliwość narzucania Narodom Europy czegokolwiek. Musimy powrócić do sprawdzonej przez wieki zasady suwerenności państw. Pozwólmy każdemu Narodowi na porządkowanie własnego kraju wedle własnych zasad, własnych doświadczeń historycznych i własnej tradycji.

Niech bratni Naród rumuński odzyska pełną swobodę kształtowania własnego losu i reagowania na zagrożenia.

Podkreślając pełne poszanowanie suwerenności Rumunii zdecydowanie wstrzymuję się nawet od udzielania jakichkolwiek rad.

Jako Polak mogę tylko powiedzieć, że chciałbym, aby w mojej Ojczyźnie władze publiczne straciły swój opresyjny, okupacyjny charakter:

niech nas przestaną rabować uciskiem fiskalnym,

niech nas przestaną rabować wciąż rosnącym zadłużeniem,

niech nas przestaną rabować deprecjacją pieniądza,

niech nas przestaną rabować preferencjami dla obcego kapitału,

niech nas przestaną rabować wyprzedażą zasobów naszej ziemi,

niech nas też przestaną ogłupiać propagandą, niech nas przestaną demoralizować wytworami antykultury, niech nas też w końcu przestaną ze sobą skłócać.

Pomódlmy się wspólnie o powrót do normalności.

Oby modlitwa nasza została wysłuchana.

http://michalmarusik.pl/588-2/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 22 mar 2016, 20:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Nie tylko islam zabija Europę, ale w jeszcze większym stopniu czyni to rządząca Europą patologia lewacka.

Islam zabija Europę...

Z Anną Siarkowską, ekspertem ds. bezpieczeństwa, posłem Ruchu Kukiz’15, członkiem sejmowej Komisji Obrony Narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk

Seria wybuchów obudziła Brukselę. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że w zamachach w stolicy Belgii zginęło 34 osób, a ponad 192 jest rannych.
– Jestem w głębokim szoku, bo jestem teraz w Brukseli w Kwaterze Głównej NATO, na szkoleniu jako jeden z polskich delegatów do Zgromadzenia Parlamentarnego Sojuszu. Tu, gdzie jestem, ogłoszono 3. stopień zagrożenia. Z kolei na ulicach Brukseli został wprowadzony czwarty, najwyższy stopień zagrożenia. Europa już wcześniej dostawała wyraźne sygnały, że mieszanie kultur i religii nie może przynieść pozytywnych efektów. Mieszanki cywilizacyjne niosą ze sobą nie tylko niepokoje społeczne, ale też wzrost zagrożenia, w tym terrorystycznego. Mam nadzieję, że nasze władze w końcu się obudzą i niechlubne decyzje podjęte przez rząd Ewy Kopacz zostaną zmienione. Liczę, że Beata Szydło podejmie rozsądne decyzje, które zagwarantują nam bezpieczeństwo.
Gdy Pani obserwuje to, co dzieje się teraz w Brukseli, to wierzy Pani, że tym razem walka z terroryzmem wyjdzie poza media społecznościowe?
– Trudno powiedzieć, bo to nie pierwszy zamach, a Europa Zachodnia dotychczas pokazywała, że jest niesprawna, nieskuteczna i że nie ma wystarczającej determinacji, żeby skutecznie walczyć z terroryzmem. Do skutecznej walki z terrorystami potrzeba znacznie więcej niż marsze solidarności i wzruszające teksty na Facebooku i Twitterze. Potrzeba również podjęcia znacznie bardziej intensywnych działań, niż robią to zachodnie służby. Jeżeli Europa coraz bardziej otwiera się na islamskich migrantów, to czego można się spodziewać? Na pewno nie ubogacenia kulturowego czy wzrostu bezpieczeństwa. Następne dni będą upływać raczej w atmosferze zaognienia sytuacji, strachu i narastającego konfliktu.
To jak powinna wyglądać poważna walka z terroryzmem? Prezydent George Bush po 11 września wprowadził wojska do Afganistanu…
– Problem jest znacznie głębszy. W kwestii zamachów na Światowe Centrum Handlu i Pentagon z 11 września 2001 r. mieliśmy sytuację, w której zbrodni dokonali muzułmańscy terroryści z Al-Kaidy, których korzenie wyrastały z Afganistanu. Wówczas, aby ich zdławić, konieczna była interwencja zbrojna. Sytuacja Europy jest o wiele gorsza, bo terroryści są już na Starym Kontynencie. Wielu z nich się tu już urodziło, to imigranci w drugim lub nawet trzecim pokoleniu. Nie jest dziś możliwe proste wskazanie potencjalnych terrorystów. Można powiedzieć, że dziś terroryści są wręcz wtopieni w tłum i często tylko czekają na sygnał do uderzenia. Dziś interwencja zbrojna w państwach islamskich niczego nie rozwiąże.
To co możemy teraz zrobić?
– Patrząc na Brukselę i na to, jak wielka jest społeczność muzułmańska w tym mieście, to uważam, że trudno będzie tę sytuację zmienić. Pewne jest to, że przyjmowanie kolejnych islamskich imigrantów do Europy na pewno nie poprawi bezpieczeństwa w naszym regionie. Pierwsze, co należy zrobić, to zamknąć Europę przed napływem muzułmańskich migrantów, a nawet szczelnie zamknąć granice. Ci, którzy w wyniku chorej polityki Angeli Merkel już się tu znaleźli, powinni zostać odsyłani do krajów swojego pochodzenia.
Wkraczamy w erę strachu? Ten będzie nam towarzyszył każdego dnia?
– Niestety, powinniśmy się powoli godzić z myślą, że świat, jaki znaliśmy do tej pory, już się skończył. Strach prawdopodobnie stanie się stałą częścią życia Europejczyków, zwłaszcza tych z Europy Zachodniej. Jeśli Europa nie zmieni błędnej polityki imigracyjnej, a Polska postawi jednak opór polityce multi-kulti, odmawiając przyjęcia islamistów, to w ciągu dziesięciu lat staniemy się docelowym państwem, do którego będą przybywać rdzenni Europejczycy, żeby się schronić i normalnie żyć.
Nakreśla Pani bardzo pesymistyczną wizję.
– Realistyczną. Cywilizacja łacińska upada, bo Europa odeszła od fundamentów, na których była zbudowana potęga Starego Kontynentu. Jednym z tych fundamentów było chrześcijaństwo. Jeżeli Europa nie zmieni myślenia i się nie nawróci, to nie znajdzie w sobie siły na to, aby przeciwstawić się islamskiemu najazdowi. Tylko powrót do chrześcijaństwa i tradycyjnych wartości, jak m.in. małżeństwo czy rodzina, mogą zapewnić odrodzenie naszej cywilizacji. Europa zlaicyzowana to Europa słaba i bez ducha. Jeżeli nie odnowimy w sobie tego ducha, to już nigdy nie będziemy żyć w Europie takiej, jaką znaliśmy i podziwialiśmy.
Skoro służby Francji czy Belgii nie radzą sobie w zapewnieniu bezpieczeństwa, muszę zapytać o bezpieczeństwo w Polsce. Coś pozwala stwierdzić, że nasze służby działają sprawniej?
– Myślę, że to nie jest kwestia sprawności służb, a poziomu zagrożenia, który jest inny w Polsce, a zupełnie inny we Francji, Belgii czy w Niemczech. To jest związane z rodzajem zagrożenia. W krajach, gdzie jest duży odsetek islamistów, nastawionych konfrontacyjnie do zasad i stylu życia Europejczyków, poziom zagrożenia jest wyższy. Tam są potrzebne inne środki działania. Muszę także podkreślić, że mimo rozwoju technologii, pewnych rzeczy na dłuższą metę nie da się powstrzymać.
Tak, tylko w wakacje czekają nas Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO w Warszawie.
– Ale mimo wszystko w Polsce mamy zupełnie inną sytuację. Nie mamy problemu z mniejszością muzułmańską. To, co musimy zrobić, to sprawić, żeby problemu muzułmańskich mniejszości nie było w przyszłości, a terroryści nie przekroczyli naszych granic. Na dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby taki szczyt lub spotkanie młodzieży z Papieżem mogłoby odbyć się w innym kraju europejskim niż Polska. Nasz kraj jest bardzo dobrym i bezpiecznym miejscem. Wierzę, że nasze służby sobie z tym poradzą.
Jesteśmy w przeddzień Świąt Wielkiej Nocy. Obawia się Pani kolejnych zamachów w całej Europie w pobliżu kościołów?
– Wszystko się może zdarzyć. Dzisiaj mieliśmy zamachy na lotnisku i w metrze. Święta wiążą się z dużymi zgromadzeniami ludzi, których muzułmanie uważają za niewiernych. Można więc zakładać, że na wybuchach w Brukseli się nie skończy. Oby tak nie było.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/154431 ... urope.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 26 mar 2016, 09:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Unia Europejska wpadła w pułapkę pacyfizmu

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kiedy spojrzeć na bezsilność Europy po kolejnych zamachach, to na usta ciśnie się pytanie: dlaczego Stany Zjednoczone po wydarzeniach z 11 września 2001 r. odrobiły lekcję i mniej lub bardziej radzą sobie z problemem terroryzmu, a Unia Europejska w ogóle…?
– Unia Europejska wpadła w pułapkę pacyfizmu, a winę za to ponosi społeczeństwo poszczególnych państw, godząc się na taki stan. Patrząc racjonalnie, bogactwo zobowiązuje do jego ochrony. Tymczasem zamożna Europa zachowuje się jak skąpiec: ogranicza finansowanie armii, służby doprowadza do sytuacji, gdzie mają bardziej dbać o przestrzeganie procedur wobec przestępców niż troszczyć się o ochronę obywateli. Pewnym symbolem obecnego stanu jest to, że w Parlamencie Europejskim jest projekt wprowadzający jeszcze większe restrykcje w dostępie do broni dla obywateli Unii.

Czy te zamachy w Brukseli mogą sprawić, że skończy się poprawność polityczna unijnych polityków, a górę weźmie rozsądek i fala terroru, która płynie wraz z imigrantami, zostanie zastopowana?
– Wszystko wskazuje, że niestety nie. Widzimy, iż odpowiedzią polityków w Brukseli na terror ma być ponownie marsz sprzeciwu oraz współczucie wyrażane kredą na placach tego miasta. To jest żenujące. Jeśli Europa myśli, że tym sposobem zahamuje falę terroryzmu, to jest w błędzie.

Co zatem należałoby zrobić?
– Przede wszystkim powinno się natychmiast zmienić prawo i doprowadzić do zamknięcia radykalnych meczetów. Ponadto należy pozbawić obywatelstwa imamów głoszących nienawiść czy też objąć pełną kontrolą operacyjną podejrzane dzielnice i środowiska. Radykaliści islamscy nie mogą się czuć panami sytuacji, a tym bardziej bezkarnie.

Co do tego, że Europa przegrywa z terrorem, chyba nie ma wątpliwości a mimo to wciąż jest podzielona w kwestii imigrantów. Premier Beata Szydło podkreśla, że w obecnej sytuacji nie widzi możliwości przyjęcia imigrantów, za co spotyka się z krytyką Zachodu. Co jeszcze musi się wydarzyć, aby UE przejrzała na oczy?
– Jestem pewien, iż jesienią fala terroru wzrośnie. Obecnie trwa „asymilacja” operacyjna nowo przybyłych terrorystów. Zapewne strategia tego ruchu jest nastawiona na to, aby do Europy trafiło jeszcze co najmniej milion imigrantów, dlatego terroryści nie mogą w tym okresie wykazywać nadmiernej aktywności. Po tym okresie zapewne rozpocznie się fala akcji, która wywoła w środowiskach islamskich w Europie konieczność samookreślenia. Pierwszym symptomem tego będą morderstwa muzułmanów nastawionych na asymilację z Zachodem.

Można zatem powiedzieć, że – ustami kanclerz Merkel – Unia Europejska, zapraszając imigrantów muzułmańskich, wydała wyrok na siebie?
– Większość Niemców ma przetrącony kręgosłup moralny tym, co zrobili w czasie II wojny światowej. Dlatego chcą pokazać swoją otwartość wobec innych. Problem w tym, iż swoim postępowaniem obarczają cały kontynent, co więcej, żądają od poszczególnych państw udziału w tym swoim szaleństwie. I tak, jeżeli brakowało im pracowników, to mogli sobie nająć Ukraińców. Przestawienie się przez niemieckie elity na bardziej racjonalną politykę w tym względzie, wydaje się, może nastąpić dopiero po serii tragicznych zamachów. Szkoda tylko, że cena bezpieczeństwa jest tak wysoka. Tak naprawdę to Niemcy niszczą Unię Europejską.

Mówi się, że strach jest bronią czy też pożywką terrorystów, stąd po kolejnych atakach zewsząd słyszymy o solidarności, że nie damy się złamać, że się nie boimy, że musimy być silni. Ale czy tak naprawdę nie są to tylko słowa i krzyk rozpaczy będący wyrazem bezsilności?
– Terrorysta, który jest w stanie wojny z cywilizacją Zachodu, nie boi się takiej retoryki, nie boi się marszów, a tym bardziej nie wzruszają go łzy. Jedyną drogą i szansą jest bezwzględna rozprawa z terrorystą, a przede wszystkim z jego zapleczem ideowym i organizacyjnym. To nie jest czas na wieloletnie procesy, ale na specjalną skróconą procedurę stosowaną w czasie wojny. Przy tym wyroki powinny być także wojenne. Nie może być tak, że wobec terrorystów – zbrodniarzy stosuje się prawa cywilizowanego świata, a z drugiej strony mamy fanatyzm i wyrachowane, zbrodnicze, wręcz bestialskie, zachowania.

Dlaczego zatrzymujemy się tylko na poziomie aktów solidarności, a nie ma żadnych konkretnych kroków, które zmierzałyby do rozwiązania tego problemu?
– Elity europejskie nie są mentalnie gotowe przejść do działań radykalnych, a wręcz się brzydzą takich działań. Tylko wymiana elit przez społeczeństwa starej Europy może coś w tym względzie zmienić.

Jak to możliwe, że mamy kolejne zamachy terrorystyczne w Europie, a unijni decydenci wydają się zaskoczeni tym faktem i – tak jak Pan mówi – nie są zdolni do zdecydowanych działań?
– Oni żyją złudzeniami. Tłumaczą islamistów na wszystkie sposoby, co więcej, współczują im. Jednocześnie nie dociera do nich, iż to właśnie oni są śmiertelnymi wrogami tak modnego na tych salonach homoseksualizmu i ideologii gender.

Pewien belgijski nauczyciel zamieścił na Twitterze wpis, informując, że jego muzułmańscy uczniowie wiwatowali, kiedy dowiedzieli się o atakach w Brukseli. Efekt był taki, że policja odwiedziła nauczyciela w domu i nakazała mu usunąć wpis...
– Taka – poprawna politycznie – jest zachodnia Europa. W normalnym kraju wszyscy ci uczniowie powinni zostać przesłuchani i oskarżeni o popieranie ekstremizmu. Powinno się także spenetrować ich środowisko rodzinne, bo takie zachowania muszą mieć swoje źródło. Pobłażliwość tylko zachęca te środowiska do jeszcze bardziej radykalnych zachowań. Dlatego nie powinno być mowy i tłumaczenia zaniechań prawami wolnościowymi czy prawami człowieka.

Belgowie – jak widać – nieprzygotowani, wywiad jest nieskuteczny. Zważywszy, że Bruksela to miejsce, w którym swoje siedziby mają najważniejsze unijne instytucje, brzmi to wręcz tragicznie. Jak to możliwe…?
– Tak naprawdę instytucje unijne są chronione tylko przez nieuzbrojonych portierów. W razie zagrożenia wzywa się belgijską policję. Wystarczy przekupić jednego urzędnika unijnego i wjechać pod każdy gmach samochodem wypełnionym materiałami wybuchowymi. Zresztą ten problem dotyczy także wielu instytucji w Polsce. Przy okazji warto zwrócić uwagę, ilu funkcjonariuszy Straży Granicznej na polskich przejściach granicznych ma przy sobie broń. Fakty są takie, że średnio na kilku funkcjonariuszy przypada jeden pistolet. Jak w takiej sytuacji możemy w ogóle mówić o zapewnieniu bezpieczeństwa przez poszczególne służby?

Jak brzmi pytanie, jakie po ostatnich zamachach w Brukseli Europa powinna sobie zadać i odpowiedzieć, żeby zagwarantować społeczeństwom bezpieczeństwo?
– Przede wszystkim należy odpowiedzieć na pytanie, czy Europa zdaje sobie sprawę, iż jest w stanie wojny nie z grupkami terrorystów, ale z dziesiątkami tysięcy radykalnych islamistów. Jeżeli to w końcu dotrze do elit europejskich, to cywilni politycy będą musieli oddać dowodzenie walką z terrorystami wojskowym, bo metody walki czy też prawo muszą być wojenne. Mamy bowiem wojnę z terroryzmem, wojnę, w której niestety wróg ma przewagę.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... fizmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 02 kwi 2016, 09:42 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Europo, czas się obudzić! Bruksela na chwilę przed krwawym zamachem

Obrazek

Odwiedziłam Brukselę zaledwie na dwa tygodnie przed zamachami. Z pozoru miasto było spokojne. O stanie zagrożenia świadczyli żołnierze w pełnej bojowości bojowej na ulicach i w pasażach handlowych. Ciężkie karabiny automatyczne FN FNC nosili na piersiach – niemal gotowe do strzału.

Zaledwie wysiadłam z autobusu z lotniska Charleroi, gdy uświadomiłam sobie, co w praktyce oznacza wysoki stan zagrożenia w stolicy Unii Europejskiej. W sąsiadującym z Dworcem Południowym pasażu handlowym i przy stacji metra co chwilę mogłam się natknąć na uzbrojonych w pistolety maszynowe żołnierzy oraz policjantów. W ciągu zaledwie pięciu minut minęłam trzy uzbrojone dwu- i trzyosobowe patrole. W tym samym czasie obok mnie przeszło co najmniej kilkanaście muzułmanek, ubranych w burki. Trudniej było wyłowić wzrokiem mężczyzn wyznających islam – wielu urodą nie wyróżnia się w sposób jednoznaczny w brukselskim, multikulturowym tłumie.

Pozorny spokój
Bruksela w czasie mojego pobytu wydawała się spokojna. Zaledwie przez chwilę z okien autobusu widziałam uboższe, zaśmiecone części miasta. Najbiedniejszą dzielnicę – Molenbeek – o której mówi się dziś jako o „wylęgarni terrorystów”, poznałam jedynie z opowiadań znajomych. Podczas gdy ja spacerowałam po bogatej i bezpiecznej europejskiej dzielnicy Uccle, gdzie ani po patrolach, ani po muzułmanach nie było śladu, oni spędzili noc w hostelu prowadzonym przez wyznawców Allacha. Gdy znajomi wynajmowali pokój przez internet, nic na to nie wskazywało. Dopiero na miejscu okazało się, że bardziej niż hostel obiekt przypomina wielopokoleniowy arabski dom pełen ludzi, zapachów specyficznych dań i niekoniecznie sterylny. A co najgorsze – po paryskich zamachach czy napaściach seksualnych w Kolonii – kojarzący się jednoznacznie niebezpiecznie.

W metrze także było spokojnie. Przystanek od miejsca, w którym doszło do wybuchu, na stacji Schuman, w centrum Unii Europejskiej, wyznawców islamu nie widziałam w ogóle. Natomiast na stacjach metra linii 1 i 5, tych bliższych Molenbeek, muzułmankami ubranymi w burki okazało się może trzy na dziesięć oczekujących kobiet. W sympatycznych, kolorowych burkach bądź też w przyprawiających o dreszcz niepokoju czarnych chustach na głowie, z małymi dziećmi, wózkami, nastolatkami – ubrane w takie same chusty, są tu widokiem równie zwyczajnym co zarówno rdzenni Europejczycy, jak i czarnoskórzy.

Tak postępuje ekspansja
Widok muzułmanów na belgijskich ulicach nie zastanawia z powodu faktu, iż są oni przedstawicielami innej kultury i religii. Niepokoi co innego: ich wpływ – jak mieliśmy okazję zaobserwować w ciągu ostatnich piętnastu lat – jest nieproporcjonalnie duży w stosunku do liczebności. Doktor Peter Hammond, amerykański naukowiec specjalizujący się w kwestiach islamu, na podstawie przemian zachodzących w ostatnich latach na terenie Europy i Afryki stwierdził, iż zaledwie przy jednoprocentowym udziale w społeczeństwie muzułmanie są pokojowo nastawioną mniejszością. Gdy stanowią już 2 procent, rozpoczynają nawracanie na islam, przy 5 procentach żądają by państwo, w którym goszczą, dostosowało się do nich – przez dostępność rytualnie czystej żywności w instytucjach publicznych, programy nauczania odpowiadające ich systemowi, a także poprzez wprowadzanie kolejnych elementów prawa szariatu. Gdy co dziesiąty członek danej populacji jest muzułmaninem, wyznawcy islamu zaczynają stosować przemoc jako narzędzie nacisku. Byliśmy tego świadkami już w 2007 r., gdy odwetem za wypadek samochodowy, w którym zginęli muzułmańscy nastolatkowie, były pożary i starcia na przedmieściach Paryża. Doświadczamy tego i teraz.

Co jeszcze musi się stać?
Pierwszą zidentyfikowaną ofiarą terrorystów-samobójców w stolicy Belgii była 36-letnia kobieta, żona i matka. Adelma Tapia Ruiz mieszkała w Brukseli od dziewięciu lat. W dniu zamachu miała polecieć do Nowego Jorku, by odwiedzić matkę. Pozostawiła męża, osierociła dwie trzyletnie córki-bliźniaczki.

We wtorkowy poranek, 22 marca, życie straciły trzydzieści cztery osoby. Kolejnych blisko dwieście zostało rannych. Za każdą z tych osób kryje się dramat.

- Szok, jakiego doznaliśmy jest równie wielki jak nasza determinacja, by pokonać terroryzm – deklarowała Angela Merkel, kanclerz Niemiec, współautorka najazdu uchodźców muzułmańskich na Europę. - Te ataki to następna nikczemność terrorystów w służbie nienawiści i przemocy – napisał przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. - Terroryści uderzyli w Brukselę, ale celem ich ataku była Europa. A odczuje to cały świat (Francois Hollande, prezydent Francji). - Musimy razem stanąć przeciwko tym ohydnym terrorystom (David Cameron – premier Wielkiej Brytanii). - Możemy pokonać i pokonamy tych, którzy zagrażają bezpieczeństwu ludzi na całym świecie (Barack Obama, prezydent Stanów Zjednoczonych). Gdy obserwuje się kolejne posunięcia islamistów i europejskich polityków, którzy w większości wydają się spać, na myśl przychodzi pytanie: co jeszcze musi się stać, by nie kończyło się tylko na deklaracjach? By zamiast strzałów samobójczych europejskie władze powzięły działania adekwatne do faktów?

Nieuchronny konflikt
Na tym tle miałkości, niemożności i niezdecydowania, wyraźnie wyróżniają się Węgry: jasna postawa Viktora Orbána i zdecydowane działania, jak choćby postawienie muru, uniemożliwiającego przejście uchodźców, wzdłuż granicy Węgier z Serbią. W przemówieniu podsumowującym rok 2015 premier jednoznacznie podkreślał, że „zakończył się okres, gdy obronność i bezpieczeństwo Europy mogliśmy uważać za pewnik”.

- Czy nam się to podoba, czy nie, wędrówki ludów nigdy nie mają charakteru pokojowego. Gdy wielkie masy ludzi szukają dla siebie nowego domu, nieuchronnie prowadzi to do konfliktów, gdyż chcą zająć teren, który już ktoś zamieszkuje, gdzie ludzie są u siebie i chcą bronić swojego domu, swojej kultury, swojego sposobu życia. Stan zagrożenia nie sprzyja wprawdzie myśleniu zniuansowanemu, a jeszcze mniej wysublimowanym uczuciom, ale nie możemy się za to gniewać na imigrantów. Oni robią to, co uważają za dobre dla siebie. Problem w tym, że my, Europejczycy, nie robimy tego, co byłoby dobre dla nas – wskazywał Orbán w dyplomatyczny sposób na jeden z aspektów problemu. Gdyby nazwać go bardziej dosadnie: biorąc pod uwagę filozofię islamu, wynikające z niego działania i sposób, w jaki się radykalizuje, od decyzji rządów europejskich zależy nasze być albo nie być.

Dziś mamy w Brukseli nie tylko patrole żołnierzy z karabinami maszynowymi, ale także czwarty, najwyższy poziom zagrożenia terrorystycznego. Sparaliżowane miasto, strach, ból, żałobę, jednostki antyterrorystyczne i wozy opancerzone. I pewność kolejnych walk, gwałtów, terroru.

- Nie znajduję lepszego słowa na określenie tego, co dzieje się w Brukseli, jak absurd – komentował niedawno sytuację w Europie premier Orbán. – To tak, jakby załoga zamiast tamować dziurę, kłóciła się na temat tego, ile wody ma się wlać do poszczególnych kabin. Europa to Hellada a nie Persja. To Rzym a nie Kartagina. To chrześcijaństwo a nie kalifat. Nie ma w tym wyliczeniu żadnego klasyfikowania, lecz tylko zaznaczenie różnic. Stwierdzenie, że istnieje samodzielna europejska cywilizacja, nie oznacza tego, iż jest ona lepsza lub gorsza, lecz tylko tyle: to jesteśmy my, a to jesteście wy.

Panie i Panowie Politycy, pobudka! Czas działać!

Dorota Niedźwiecka

http://www.pch24.pl/europo--czas-sie-ob ... 282,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 19 kwi 2016, 18:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Są narody, które chcą żyć po chrześcijańsku

Są narody, które chcą żyć po chrześcijańsku – powiedział Marek Jurek, prezes Prawicy Rzeczypospolitej, który był gościem Radia Plus Radom. Przekonywał, że w 1050. rocznicę Chrztu Polski musimy uświadomić sobie, co stanowi fundament dobra wspólnego narodu i fundament dobra wspólnego wspólnoty narodów. Dodał, że Europa bardzo potrzebuje Polski.

Poseł Parlamentu Europejskiego podkreślił, że są narody, które chcą żyć po chrześcijańsku. – Na skrajną lewicę działa to jak płachta na byka, natomiast dla milionów osób w Europie jest nadzieja. We Francji protestują przeciwko narzucaniu ślubów homoseksualnych i zmuszaniu wójtów, burmistrzów i prezydentów do „błogosławienia” tym ceremoniom. Robert Schuman nie byłby dzisiaj w stanie wyobrazić sobie, że urzędnika można do tego zmuszać. Ponadto miliony ludzi protestowały w Hiszpanii w obronie prawa do życia. To są ludzie, którzy patrzą na nas z nadzieją – mówił Marek Jurek.

Według prezesa Prawicy Rzeczypospolitej, Europa wpadła w poślizg, w którym trwa do dzisiaj. – Jedna z przyczyn to tzw. chrześcijańska demokracja, która przyjęła kulturę skrajnej lewicy. To duch lat 60. ubiegłego wieku żyje w Parlamencie Europejskim i nadaje kierunek polityce europejskiej – powiedział poseł PE.

Środowiska skupione wokół Prawicy Rzeczypospolitej organizują liczne spotkania dla młodzieży w kraju.

– Pragniemy, żeby młodzież, której chcemy przekazać nasze sprawy, była świadoma tego, że Polska musi mieć ten solidny fundament moralny. Nie może uciekać od zasadniczych wyborów moralnych, nie może mówić, że to są kwestie subiektywnego sumienia. Polska, która będzie chować w sferę subiektywną zasady, które nas zrodziły, nie zagwarantuje przyszłości przyszłym pokoleniom Polaków ani tym bardziej nie zbuduje bezpiecznego otoczenia w Europie. Nie spełni tych nadziei, które inne narody wiążą z Polską. Naprawdę, miliony ludzi w Europie potrzebują silnej i pewnych swoich zasad, rozwijającej się w oparciu o zasady chrześcijańskie Polski. To nasza wielka rola – mówił Marek Jurek.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/swiat/156191 ... ansku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 28 cze 2016, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Degeneracja unijnych elit

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z szeregów Unii Europejskiej jest potrzebny nowy traktat unijny?
– Sytuacja, z którą mamy obecnie do czynienia, pokazuje, iż jest nie tylko potrzebny, ale wręcz niezbędny. Z jednej strony mamy nomenklaturę polityczną w Brukseli, która prowadzi Wspólnotę w jedną stroną, a z drugiej społeczeństwa Europy, które coraz głośniej artykułują swoje niezadowolenie, mówiąc, że chcą Europy Ojczyzn. Jeżeli nie będzie nowego traktatu, to Unia Europejska będzie obumierała. Unia musi szukać rozwiązań, które ją wzmocnią, tyle że jej kierownicze gremia są krótkowzroczne, żeby nie powiedzieć: eurokraci często są oderwani od rzeczywistości.

Jak Brexit może wpłynąć na wpływy Waszyngtonu w Europie?
– Osobiście nie przywiązywałbym aż tak dużego znaczenia do Brexitu. Samo głosowanie ma wymiar symboliczny, jednocześnie wyjście Wielkiej Brytanii z Unii to praktycznie kilka lat zmagań z pułapkami zastawianymi przez Brukselę, aby formalnie do tego nie doszło. W związku z powyższym administracja Waszyngtonu ma kilka lat na przebudowę swojej strategii, aby utrzymać dotychczasowe wpływy w Europie.

Czy i jak Brexit może wpłynąć na decyzje w sprawie sankcji wobec Rosji – sankcji, których zwolennikiem utrzymania była Wielka Brytania?
– Tu jest problem głównie dla Waszyngtonu i grupy państw, której przewodzi Warszawa. Wszystko wskazuje na to, że oficjalnie sankcje będą utrzymane, ale jednocześnie na poziomie firm, które kooperują z Rosją, nie będzie kar za omijanie sankcji. Decyzja Brytyjczyków wyrażona przez głosowanie nie ma tu istotnego znaczenia. W związku z tym będziemy mieli swoiste pruderyjne podejście polityczne, a mianowicie oficjalnie sankcje będą i niby będzie poprawnie, a nieoficjalnie biznes z Rosją będzie kwitł w najlepsze, a co za tym idzie, ogrywanie partnerów w UE będzie na porządku dziennym.

Jako skutek Brexitu i podzielonych głosów Szkotów i Irlandczyków Północnych, którzy głosowali za pozostaniem w Unii, realny jest rozpad Wielkiej Brytanii?
– Przypomnę, że ostatnie głosowanie za niepodległością Szkocji zostało przegrane niewielką ilością głosów. Obecnie prawie wszyscy szkoccy parlamentarzyści są ze Szkockiej Partii Narodowej, a więc takie głosowanie niezależnie od Brexitu i tak by się nie odbyło.

Brexit może być szansą dla Polski i czy oraz na ile powinna się zmienić nasza polityka?
– Brexit pokazał, że jeżeli rząd nie wyczuje nastrojów społecznych, to społeczeństwo samodzielnie i radykalnie może pójść swoją drogą. Dla Polski jest to sygnał, iż dłuższy marsz razem z Brukselą w kierunku państwa federacyjnego skończy się rozpadem tej instytucji. Jednocześnie Polska jako duży kraj UE powinien naciskać na budowę Europy ojczyzn i ograniczenie Unii do wspólnej przestrzeni gospodarczej.

Co powinno być realną odpowiedzią Polski na Brexit?
– Przede wszystkim taką odpowiedzią powinno być dążenie do rewizji traktatów europejskich, a jednocześnie odrzucenie polityki Brukseli ingerującej w naszą politykę wewnętrzną.

Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że referendum w Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza jego wynik, było skutkiem nieodpowiedzialnego zachowania unijnych elit i dzielenia Unii?
– Brytyjczycy niemal w ostatniej chwili zorientowali się, iż tracą własne państwo, jakie znają. Ktoś zewnątrz zaczął przy nim manipulować i modelować ich kraj według obcych i zwyczajów, i wartości. Sygnały, iż większość społeczeństwa nie zgadza się na takie działania, były już wcześniej wyrażane w coraz większym poparciu dla partii antyunijnych. Ktoś też odpowiada za lekceważenie tych sygnałów. Jest to także nauka dla polskich elit.

Czy unijni decydenci są zdolni do refleksji?
– Unijne elity stworzyły wewnętrzny system doboru współpracowników, co w wielu wypadkach spowodowało degenerację tego środowiska. W organach decyzyjnych takiego międzynarodowego gremium muszą być przedstawiciele wszystkich frakcji parlamentarnych. Jednak dotychczas środowiska te były – mówiąc wprost – wycinane, a władzę sprawowały praktycznie socjalistyczno-liberalne elity. To musi się zmienić.

Za nami spotkanie szefów MSZ sześciu państw założycielskich UE. Czy znów mamy powrót do „Unii dwóch prędkości” i czy to nie dowód, że unijni biurokraci nie wyciągają żadnych wniosków?
– To pokazuje tak naprawdę, gdzie dotychczas zapadały istotne decyzje, czyli w Berlinie. Reszta państw była instytucjonalną nadbudową, która tworzyła złudzenie współdecydowania wszystkich na równych prawach. Obecnie przy istotnym potknięciu w postaci Brexitu doszło do ujawnienia rzeczywistości i mechanizmów funkcjonowania UE, ale ten „przeciek” dokonał się pod presją sytuacji, nie jest więc efektem refleksji.

Przewodnicząca Frontu Narodowego we Francji Marine Le Pen powiedziała, że wraz z Brexitem nie Europa umarła, ale to UE umiera. Jeśli Bruksela nie zacznie teraz słuchać państw narodowych i głosu ludzi, to czy ten scenariusz rzeczywiście jest bardzo realny?
– W pełni się zgadzam z Marine Le Pen. Jej olbrzymia popularność we Francji nie jest przypadkiem i pokazuje, iż jej słowa trzeba traktować jako ostrzeżenie, a nie jedynie jako polityczną retorykę. Jeżeli Unia nie dokona istotnych zmian w polityce wewnętrznej, będziemy musieli szukać innych i alternatywnych europejskich porozumień i koalicji. W dzisiejszym świecie Europa albo dokona diagnozy sytuacji i będzie zdrowa w swoich wartościach oraz konkurencyjna gospodarczo, albo stanie się w perspektywie peryferyjnym kontynentem na mapie świata.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -elit.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 06 wrz 2016, 06:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Dokąd Europo chcą zaprowadzić ciebie ludzie opętani, służący lewackiemu paskustwu ideologicznemu?

Ten okręt tonie

Z Tomaszem Rzymkowskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Eurorealistycznego Zespołu Parlamentarnego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Partia Angeli Merkel CDU przegrała wybory do regionalnego parlamentu w landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie. Zwyciężyła SPD przed Alternatywą dla Niemiec. Jakie wnioski wyciąga Pan z wyborów Niemców?
– Ciałem staje się to, co mówiło się od dawna – polityka Merkel się kompromituje. CDU odniosło druzgocącą porażkę, i to na czyją rzecz? Alternatywy dla Niemiec! Partia ta jest jedynie „nowinką” na hermetycznej niemieckiej scenie politycznej. Co więcej, jej liderzy mówią wprost, że ich ugrupowanie jest finansowane przez Putina. Trudno mówić, żeby w normalnych warunkach partia ta na trwałe zapisała się na scenie politycznej Niemiec, bo taka sytuacja nie miała miejsca na przestrzeni ostatnich 50 lat. A to teraz jest możliwe. Wykorzystując słabość CDU i używając kilku antyemigranckich haseł, udało się jej uzyskać 22 proc. w jednym z regionów. To jest pierwszy, ale poważny sygnał, że niemiecka scena polityczna w najbliższych wyborach parlamentarnych zostanie dramatycznie zmieniona. Jeżeli chodzi o polską optykę tych wydarzeń, to nie jestem optymistą. Nie widzę żadnej siły politycznej, która z punktu widzenia polskiej racji stanu byłaby dla nas korzystna. Czy będą rządzić socjaldemokraci, czy pseudochadecy spod znaku Angeli Merkel, czy Alternatywa dla Niemiec, to dla nas będzie to to samo. Ciężko teraz mówić o jakimkolwiek pozytywnym scenariuszu dla Polski.

Jakie znaczenie ma to, że CDU przegrało w mateczniku Merkel?
– To już jest koniec kanclerz Angeli Merkel. Po wygaśnięciu jej kadencji będziemy musieli nauczyć się nazwiska nowego kanclerza Niemiec. To już jest przesądzone. Pytanie, które się rodzi, to jaka rola w polityce przypadnie jej po następnym rozdaniu politycznym. Według mnie, czeka ją los poprzednich kanclerzy: Helmuta Kohla i Gerharda Schrödera, a więc uda się na polityczną emeryturę, znikając z pierwszych stron gazet.

Marine Le Pen zapowiada referendum ws. członkostwa Francji w Unii Europejskiej. Mając w pamięci Brexit, przegrane wybory w Meklemburgii mogą być najmniejszym problemem Merkel?
– To zależy od tego, jak kanclerz Merkel traktuje politykę europejską i niemiecką. Jeżeli patrzy w optyce własnej osoby, a więc egoistycznie, to będzie robić wszystko, aby utrzymać władzę w Niemczech kosztem wydarzeń w Europie. Gdyby jednak doszło do francuskiego referendum, to byłaby to dla Merkel tragedia, bo ona jest jednym z twórców współczesnej Wspólnoty. Czekają ją teraz ciężkie tygodnie, które – w mojej ocenie – skończą się porażką Pokolenia ’68.

A jak Pan traktuje zapowiedzi Marine Le Pen?
– Bardzo poważnie. Uważam, że gdy tylko Francuzi powierzą jej stery Republiki, to ona jest gotowa to zrobić. Tym bardziej, że V Republika jest zbudowana na plebiscytach i referendach. Co prawda w ostatnich latach niezbyt chętnie pytano obywateli o zdanie, ale np. gen. Charles de Gaulle bardzo często korzystał z tego instrumentu. Marine Le Pen ma świadomość tego, że ten ruch oznaczałby koniec współczesnego projektu europejskiego. I wtedy albo Europa wróci do fundamentów, czyli stanie się wspólnotą wolnych narodów powiązanych gospodarczo, albo zakończymy proces integracji europejskiej.

Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto stwierdził, że „sojusz wyszehradzki jest obecnie w najlepszym stanie w swej historii”. Pan również widzi progres w budowaniu stosunków z naszymi najbliższymi sąsiadami?
– Tak. Obserwuję to od początku kadencji tego rządu. Odległości między Warszawą a Budapesztem znacznie się zmniejszyły. Coraz bliżej są też Praga i Bratysława. Częste wizyty bilateralne szefów rządów to nie kurtuazja. Mamy do czynienia z dobrze działającą instytucją w tej części Europy. A wystarczyło zachowywać się względem siebie przyzwoicie, z zaufaniem i szacunkiem. Solidarność V4 nie jest mitem, to klucz do odegrania czegoś znaczącego w Unii Europejskiej. To jest dla nas także plan B na wypadek sytuacji, w której UE się rozpadnie. W końcu nikt nie zakłada, że V4 nigdy nie zostanie poszerzona o inne kraje naszego regionu.

Wobec słabnącego poparcia Merkel w Niemczech Grupa Wyszehradzka może przejąć inicjatywę w kreowaniu europejskiej polityki?
– Unia Europejska jest okrętem, który tonie. Tak więc trzeba się zastanowić, czy trzeźwo myślący pierwszy oficer powinien podjąć się misji kierowania idącym na dno statkiem, kiedy to kapitan doprowadził do katastrofy. Nie wiem, czy rozsądne byłoby firmowanie swoim nazwiskiem jednej z większych porażek geopolitycznych współczesnego świata. Myślę, że najwięcej korzyści odniesiemy w sytuacji, gdy V4 będzie dalej iść swoją drogą.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/165939 ... tonie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 17 wrz 2016, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Zmiany w Europie tak, ale w czasie

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy dzisiejszy nieformalny szczyt Unii Europejskiej w Bratysławie – jak liczy szef Rady Europejskiej Donald Tusk – ma szanse stać się przełomowym?
– Osobiście, bardziej określałbym jako szczyt, na którym poszczególne państwa Unii Europejskiej będą się starały ostudzić wzajemne napięcia. Przypomnę, że w ostatnich tygodniach wielu ważnych polityków europejskich przeprowadziło na siebie nawzajem szereg ataków i teraz muszą usiąść, spojrzeć sobie w oczy i poszukać kompromisu. Przełomowy zatem ten szczyt nie będzie. Z jednej strony państwa Grupy Wyszehradzkiej nie są gotowe, przynajmniej na tę chwilę, do formalnej konfrontacji z Brukselą, a z drugiej bardzo trudna sytuacja kanclerz Angeli Merkel we własnym kraju będzie studziła jej zapędy, aby nie otwierać i nie pogłębiać nowych obszarów konfliktów wewnątrz UE.

Państwa m.in. Grupy Wyszehradzkiej chcą jednak większego wpływu na decyzje Unii. Czy to realne oczekiwania?
– To jest na razie deklaracja pewnej części państw UE. Istotne tu będą dopiero zbliżające się w 2017 r. wybory parlamentarne w Niemczech, ale również w tym samym roku wybory prezydenckie we Francji. I tutaj może dojść do istnej rewolucji. Przed tymi wydarzeniami nikt nie będzie zmieniał traktatów unijnych.

Czy ten szczyt został dobrze przygotowany przez Donalda Tuska, który odbył tournée po wszystkich krajach, ale co podkreśliła wczoraj premier Beata Szydło, nie udało się wypracować przed spotkaniem w Bratysławie wspólnego stanowiska państw członkowskich Unii…
– Donald Tusk jest coraz bardziej obserwatorem tego, co się dzieje w UE, niż animatorem unijnej polityki. Jego podróże mają bardziej na celu zorientowanie się w zamiarach i nastrojach, jakie panują w poszczególnych państwach i rządach, niż negocjowanie czegokolwiek.

Wspólne stanowisko w sprawie na szczycie przedstawi Grupa Wyszehradzka. Czy Europa narodów ma szanse w starciu z wizją głębszej integracji narzucanej przez Niemcy i Francję?
– Na razie trwa pośrednia ofensywa Niemiec mająca na celu zastraszenie i rozbicie Grupy Wyszehradzkiej, gdyż „bunt” czterech państw dotyczy nie tylko obszaru UE, ale strefy głównie Mitteleuropy – według Niemców pasa państw od Bałtyku po Bałkany, które byłyby poddane dominacji niemieckiej czy też niemieckim wpływom gospodarczym i politycznym. I to jest dla Berlina wprost egzystencjonalny problem państwowy.

Co jest w tej chwili kluczową sprawą, z którą nie tylko powinna, ale wręcz musi się zmierzyć i rozwiązać UE?
– Na dzisiaj są dwie takie palące kwestie. Po pierwsze, wstrzymanie presji migracyjnej na Europę, a po drugie, już nie zwiększenie bezpieczeństwa wewnętrznego, a wprost bezwzględna rozprawa ze środowiskami terrorystycznymi w Europie i ich zapleczem. Trzeba też podkreślić, że obecne problemy i podziały w Unii wynikają wprost z wieloletniego bagatelizowania tych problemów, które teraz odbijają się czkawką.

To nieformalny szczyt, a więc – jak Pan zaznaczył – trudno się spodziewać wiążących decyzji, po co więc to całe spotkanie?
– Samo to, że jest on nieformalny, wskazuje, iż nie zapadną tam wiążące decyzje. Jest to z jednej strony tak, jak powiedziałem, a więc próba zahamowania dalszych napięć w UE, a z drugiej odniesienie się do problemów i stosunku do Rosji i Ukrainy. Gospodarz szczytu w Bratysławie, premier sprawującej prezydencję Słowacji Robert Fico nie ukrywa, iż jego kraj chce zacieśnienia współpracy z Moskwą, zresztą w tym celu przed miesiącem przeprowadził na Kremlu rozmowy z prezydentem Putinem. Z drugiej strony państwa tzw. starej Unii masowo omijają sankcje i tolerują zacieśnianie naukowych i biznesowych kontaktów z Moskwą, a nawet Krymem. Bruksela zdaje sobie sprawę, iż nie ma pieniędzy na ratowanie Ukrainy. Finansowe kroplówki nie rozwiązują problemu w tym kraju, zwłaszcza że zima może zintensyfikować napięcia.

Niemcy, Francję, Holandię czekają wybory. Czy ewentualna zmiana władzy w tych krajach może pozytywnie wpłynąć na zmianę podejścia tych krajów i całej UE do kryzysu migracyjnego, ochrony granic czy kwestii gospodarczych?
– Nie ma, co ukrywać, że Europę i samą Unię czeka w najbliższych latach renesans upodmiotowienia poszczególnych narodów. Obserwując to, co się dzieje w Wielkiej Brytanii, Belgii, we Włoszech czy w Hiszpanii, można dostrzec, iż zamiast pogłębionej integracji mamy do czynienia z procesem zupełnie odwrotnym, a mianowicie z powstawaniem nowych państw. Z pewnością społeczeństwa poszczególnych krajów Europy wymuszą na swoich rządach większą ochronę granic. Obecnie trwa europejska zmowa milczenia w tej sprawie, a codziennie np. do Włoch dociera ok. dwóch tysięcy nielegalnych imigrantów.

UE oficjalnie przedłużyła o kolejne pół roku sankcje wobec Rosji, co – jak Pan zauważył – nie przeszkadza, zwłaszcza Niemcom, Francji, ale także Węgrom, współpracować gospodarczo z Rosją...
– Nie ukrywam, iż ta decyzja jest dla mnie zaskoczeniem. Jest tak, jak Pan mówi – rzeczywistość skrzeczy. Wydaje się, iż ta faktycznie polityczna deklaracja jest tylko próbą ratowania resztek reputacji Kijowa, gdyż zdjęcie sankcji z Rosji mogłoby przyspieszyć i tak nieuniknione procesy w tym państwie. Wszystko wskazuje na to, iż do wiosny 2017 r. dojdzie tam do jakiegoś rozstrzygnięcia. Miejmy tylko nadzieję, iż nie będzie ono zbyt radykalne.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/swiat/166671 ... zasie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 24 wrz 2016, 11:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Argumenty V4 przemawiają do przywódców UE

Coraz częściej z krajów Europy Zachodniej przychodzą do Polski komunikaty, że zmieniają się poglądy przywódców tych krajów na problem masowej imigracji do krajów UE, a także na udział krajów Europy Środkowo-Wschodniej w rozwiązywaniu tego problemu.

Już pod koniec sierpnia podczas spotkania Grupy Wyszehradzkiej (V4) kanclerz Angela Merkel usłyszała w Warszawie, iż kraje te uważają, że przeciwdziałanie nadmiernej imigracji powinno się odbywać poprzez znaczące wzmocnienie ochrony granic zewnętrznych UE, a także zwiększenie pomocy udzielanej uchodźcom w pierwszych krajach nie objętych wojną, do których dotrą.

Usłyszała także, że ze względu na zagrożenie terrorystyczne i konieczność zapewnienia bezpieczeństwa własnym mieszkańcom nie będą one przyjmowały imigrantów przebywających w obozach dla uchodźców w Grecji i we Włoszech.

Po powrocie do kraju Merkel w wywiadzie dla dziennika „Suddeutsche Zeitung” przyznała, że popełniła błąd w kwestii polityki imigracyjnej i określiła to następująco: „Nie przewidzieliśmy, jaki wielki problem będą stanowić imigranci i zbyt długo zwlekaliśmy z ogólnoeuropejskim rozwiązaniem”.

Stwierdziła także, że rok temu otwierając Niemcy na imigrantów słynnym hasłem wygłoszonym na zjeździe CDU „damy radę”, nie przewidziała, że nawet sprawna administracja tego kraju nie będzie w stanie przyjąć i zagospodarować ponad 1 mln ludzi, którzy przybyli z całego świata.

I dodała, że rozwiązanie problemu imigracji „wymaga uszczelnienia zewnętrznych granic Europy i jednoczesnego wsparcia dla krajów Północnej Afryki oraz Turcji”.

Wygląda na to, że kanclerz Merkel powtórzyła w tym wywiadzie wszystkie postulaty, jakie w sprawie rozwiązania problemu imigracji usłyszała od przywódców czterech krajów zrzeszonych w V4.

Nie dalej jak wczoraj Jean-Claude Juncker mówiąc o rozwiązywaniu problemu imigracji i różnym udziale poszczególnych krajów członkowskich, zwrócił uwagę, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej ponoszą ogromne koszty imigracji ze Wschodu.

W tym kontekście wymienił Polskę i Węgry i przypomniał, że na terytorium naszego kraju corocznie przebywa około 1 miliona obywateli Ukrainy, którzy wprawdzie często podejmują pracę, ale obciążają systemy zabezpieczenia społecznego naszego kraju.

I dodał, że oceniając zaangażowanie poszczególnych krajów członkowskich w rozwiązywaniu problemów imigracyjnych, należy brać pod uwagę wszystkie obciążenia, jakie one ponoszą w związku z imigrantami zarówno z Południa, ale i ze Wschodu.

Dobrze się więc stało, że na ostatnim nieformalnym szczycie UE w Bratysławie kraje V4 przedstawiły propozycję nowej umowy imigracyjnej określanej mianem „elastycznej solidarności” i jak się okazuje wzbudziła ona na tyle duże zainteresowanie, że argumenty użyte przy jej prezentacji przemawiają do przywódców krajów Europy Zachodniej.

Polega ona bowiem na tym, że każdy z 27 krajów UE uczestniczy w rozwiązaniu europejskiego problemu imigracyjnego, ale przez siebie wybranej formule, więc te kraje, które chcą, przyjmują imigrantów, te które z rożnych powodów nie chcą tego robić, wspomagają kraje pilnujące zewnętrznych granic UE, delegując na te granice swoich strażników granicznych, a także współfinansują fundusze, z których finansowany jest pobyt imigrantów w takich krajach jak Turcja, Jordania, Liban, a także fundusze rozwojowe (np. ten stworzony przez UE na rzecz Afryki).

Wygląda na to, że dotychczasowy system tzw. kwotowania imigrantów realizowany od roku przez KE poniósł klęskę (rozdysponowano tylko 3% z 160 tysięcy imigrantów przebywających we Włoszech i Grecji) i w związku z tym Niemcy i Francja będą bardziej skłonne do zawarcia nowego porozumienia w tym zakresie.

Wszystko wskazuje na to, że propozycje przygotowane przez kraje V4 w tym zakresie mają szansę być przyjęte zarówno przez Komisję Europejską, jak też przez wszystkie 27 krajów członkowskich.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/167147 ... ow-ue.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 17 paź 2016, 07:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Wnosimy świeżość do Europy

Wystąpienie prezydenta RP na zakończenie szczytu Grupy Wyszehradzkiej

Ekscelencje, Szanowni Panowie Prezydenci Państw Grupy Wyszehradzkiej,

Ekscelencjo, Panie Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej,
Szanowni Państwo!

Bardzo serdecznie witam na konferencji prasowej kończącej szczyt Prezydentów Państw Grupy Wyszehradzkiej, organizowany podczas polskiej prezydencji. Szczyt, który miałem jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej zaszczyt prowadzić. Przede wszystkim bardzo serdecznie dziękuję Panom Prezydentom i Panu Przewodniczącemu za to spotkanie, tutaj w Polsce, w moim kraju, w pięknym regionie podkarpackim, w Rzeszowie. Mieliśmy dwa dni bardzo dobrych spotkań, bardzo dobrych obrad. Wczoraj spotkaliśmy się w Pałacu w Łańcucie. Rozmawialiśmy o sprawach bardzo ważnych dla przyszłości naszych krajów, naszych narodów, ale i Unii Europejskiej. Rozmawialiśmy na temat przyszłości młodych pokoleń, na temat tego, co zrobić, aby w naszych państwach, w państwach Grupy Wyszehradzkiej, młodzi ludzie odnajdowali szanse dla siebie, jakie w związku z tym są zadania polityków, jaką ponoszą oni odpowiedzialność za przyszłość rozwoju społeczeństw, ale przede wszystkim także za przyszłość rozwoju gospodarczego w kraju, za stwarzanie szansy dla młodych ludzi. Wymienialiśmy się różnego rodzaju inicjatywami, które są planowane lub zostały przeprowadzone w naszych krajach. Rozmawialiśmy o kwestii właśnie tworzenia szans dla młodych, o polityce prowadzonej wobec rodzin, aby młodzi tworzyli rodziny, aby mieli dzieci, o tym, aby pokonywać problemy demograficzne. Ale mówiliśmy także o szansach zawodowych, o szansach w zakresie kształcenia.

To była bardzo dobra rozmowa, tak jak powiedziałem, każdy z nas przedstawił, jak to wygląda w jego kraju, jakie są realizowane pomysły. Myślę, że ta wzajemna wymiana, i doświadczeń, i pomysłów na rozwiązywanie tych problemów, była dla nas wszystkich bardzo ciekawa i pouczająca. Doszliśmy do wniosku, że będzie można próbować proponować w swoich krajach, proponować naszym rządom wprowadzenie konkretnych programów, które w państwach Grupy Wyszehradzkiej są dla młodych realizowane.

Następnie pojechaliśmy do Markowej, do Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów. Bardzo dziękuję Panom Prezydentom, że zechcieli to muzeum ze mną zwiedzić. Markowa jest dla polskiej pamięci historycznej, dla współistnienia narodu polskiego i żydowskiego, niezwykle ważnym miejscem. To nowe muzeum otworzyliśmy w marcu tego roku i cieszę się, że Panowie mogli zobaczyć tę ekspozycję i na własne oczy zapoznać się z tą tragiczną, ale także i piękną historią współistnienia naszych narodów oraz z tym, jak Polacy starali się wspierać Żydów, ratując życie wielu spośród nich w czasie dramatycznych lat Holocaustu, realizowanego na zajętych przez Niemców polskich ziemiach przez niemieckich nazistów.

Był to wstęp do dyskusji, którą rozpoczęliśmy jako drugą sesję obrad Prezydentów Państw Grupy Wyszehradzkiej, gdzie mówiliśmy o historii naszych narodów, gdzie mówiliśmy o tożsamości, gdzie mówiliśmy o naszych wspólnych wartościach oraz o tym, jaką w związku z tym wartość i drogę powinniśmy przyjąć w ramach Unii Europejskiej. Tutaj zgodziliśmy się wszyscy co do jednego. Myślę, że mogę to powiedzieć, a mianowicie, że wszyscy chcemy Europy Ojczyzn, ale zarazem absolutnie nie wyobrażamy sobie naszych Ojczyzn bez Europy. Otóż chcemy mówić w Europie, w tych sprawach dla nas najważniejszych, jednym głosem. Uważamy, że na tym polega nasza siła i nasza wartość, ale nie tylko dla nas samych.

Uważamy, że na tym polega także nasza wartość dla zjednoczonej Europy. Głęboko w to wierzymy, że właśnie te nasze wartości, które są wspólne i które nasze narody w sobie niosą, są wielkim pożytkiem dla Unii Europejskiej. Tak jak mówił o tym kiedyś Ojciec św. Jan Paweł II, kiedy de facto przekonywał Polaków, moich rodaków, do tego, abyśmy byli za wstąpieniem do Unii Europejskiej. Mówił wtedy, że nasz naród, ze swoimi chrześcijańskimi korzeniami, wnosi do Europy wielką wartość.

Wszyscy wierzymy, że tak właśnie jest, że to jest nasze wspólne działanie w ważnych sprawach europejskich, pokazywanie pewnej naszej świeżości w Europie. Dlatego, że my mamy jednak inną historię niż Europa Zachodnia, zwłaszcza jeżeli chodzi o XX wiek. Jest niezwykle ważne to, żebyśmy my przekazywali swoje doświadczenie. Z jednym wszyscy się zgodziliśmy, że czarne lata komunizmu, przez które przeszły nasze narody, powodują, że w naszych społeczeństwach jest niezwykle silny duch wolności. Otóż tamto doświadczenie nauczyło nas jednego: walki ze wszystkim, co próbuje nam się z zewnątrz narzucić. Powoduje to, że mamy wielkie pragnienie samorozwoju, że mamy wielkie pragnienie zachowania naszych wartości, ale mamy też wielkie pragnienie wspólnoty, w ramach tego wszystkiego, co w zakresie wolności właśnie daje Unia Europejska. Dlatego nie mamy wątpliwości, że wszyscy chcemy tworzyć tę wspólnotę europejską i chcemy, żeby ona funkcjonowała jak najlepiej.

I dzisiejszy, ostatni element naszego spotkania, trzecia sesja, na której z wielką radością powitałem Pana Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, Pana Marosza Szewczowicza, który zarazem jest komisarzem do spraw między innymi unii energetycznej. To były bardzo konkretne rozmowy na temat polityki energetycznej Unii Europejskiej, ale przede wszystkim na temat sytuacji energetycznej, głównie jeżeli chodzi o sektor gazowy w Europie Środkowej. Rozmawialiśmy bardzo konkretnie o planach. W tym naszym spotkaniu dzisiejszym wziął jeszcze udział Pan Minister w Kancelarii Premiera Rzeczypospolitej, Pan Piotr Naimski, wziął udział Poseł do Parlamentu Europejskiego, Pan Tomasz Poręba, i Prezes Zarządu spółki Gaz-System, Pan Tomasz Stępień.

Rozmawialiśmy o polskich planach, rozmawialiśmy o tym, jaki może być ich wpływ, jeżeli chodzi o rozwój sektora gazowego i dywersyfikację dostaw, na przyszłość energetyczną naszej części Europy. Rozmawialiśmy także o kwestii planowanego gazociągu Nord Stream 2. I tutaj stanowisko naszych państw jest jednoznaczne, a mianowicie wszyscy Panowie Prezydenci podtrzymują, że brak jest uzasadnienia ekonomicznego dla tej inwestycji. Natomiast jest przekonanie o tym, że ta inwestycja w gruncie rzeczy ma charakter polityczny, a przede wszystkim, że jej realizacja zaburzy możliwość budowania sprawnej unii energetycznej w Europie, sprawnej ,to znaczy takiej, która rzeczywiście zapewni konkurencyjność dostaw, a tym samym rzeczywistą dywersyfikację źródeł dostaw gazu do Europy. […] I tutaj było bardzo silnie podnoszone, zwłaszcza ze strony polskiej, czyli przeze mnie jako prezydenta, przez Pana Ministra Piotra Naimskiego, że konieczna jest dywersyfikacja dostaw, konieczne jest poszukiwanie nowych źródeł. Tak jak właśnie tym poszukiwaniem nowych źródeł jest zrealizowany przez Polskę gazoport w Świnoujściu, który umożliwia dostawy gazu skroplonego LNG z różnych źródeł na całym świecie, ponieważ można kupować go od różnych dostawców. A więc tutaj jest pełna konkurencyjność, jeżeli chodzi o ceny i terminy dostaw. Konieczna jest i także uzasadniona budowa nowego gazociągu z szelfu norweskiego, poprzez Danię do Polski, abyśmy również od dostawcy norweskiego mogli otrzymywać gaz do Polski.

Dyskutowaliśmy na te tematy bardzo wnikliwie. Ogromnie dziękuję Panom Prezydentom za obecność tutaj, w Rzeszowie, i wczoraj w Łańcucie. Ogromnie dziękuję za wszystkie głosy, które padły na poszczególnych sesjach, niezwykle ciekawych, niezwykle otwarte dyskusje, w bardzo przyjacielskiej atmosferze, co pokazuje doskonałą współpracę i potwierdza doskonałą współpracę nas jako Prezydentów Państw Grupy Wyszehradzkiej. Bardzo dziękuję, także Panu Wiceprzewodniczącemu Komisji Europejskiej, Panu Komisarzowi, za przedstawienie dzisiaj tego, jak wyglądają prace w Komisji Europejskiej w tych kwestiach, o których rozmawialiśmy – chodzi o rozwój infrastruktury gazowej i przyszłe rozwiązania w tym zakresie.

Dziękuję bardzo jeszcze raz za to spotkanie i oddaję głos Panom Prezydentom.

www.prezydent.pl

http://www.naszdziennik.pl/swiat/168465 ... uropy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 03 lut 2017, 15:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Czas najwyższy aby szambo - lewackie elity wróciły na swoje miejsce w społeczeństwach, tzn poza margines społeczny, bo stamtąd się one wywodzą i tam jest ich miejsce. Tam też mogą sobie bełkotać o swoich odchyłkach umysłowych jak choćby gender, eutanazja, aborcja, rasizm, antysemityzm czy inne bzdury.
Świat powinien wrócić na drogę naturalnego rozwoju, a nie podlegać różnym chwilowym przeobrażeniom staczającym go w otchłań nihilizmu lewackiego.


Upadają wpływy lewacko-libertyńskich elit

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wzmożenie walk we wschodniej Ukrainie należy wiązać z ocieplaniem się stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Rosją?
– Niemieccy publicyści sugerują, iż jest to możliwa prowokacja ze strony Kijowa, aby torpedować porozumienie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Według mnie, z dużym prawdopodobieństwem mają oni rację, gdyż Rosja nie pozwoliłaby w tej chwili na prowokacje ze strony separatystów, gdyż jest to wbrew jej strategicznym celom.

Prezydent Trump, który podczas kampanii wyborczej mówił, że należy doposażyć Ukrainę w broń, teraz zaczyna się wycofywać z wcześniejszych zapowiedzi. Czy Stany Zjednoczone są gotowe odpuścić Ukrainę w zamian za poprawę relacji z Rosją?
– Nikt w polityce nie oddaje za bezcen zdobytych wpływów – takie są reguły. Także Amerykanie nie oddadzą łatwo całej Ukrainy w ręce Putina. Wielokrotnie już mówiłem, iż dla Waszyngtonu wschodnia Ukraina jest nie do podporządkowania, natomiast dla Moskwy nie ma mowy o powrocie wpływów tego państwa na zachodzie Ukrainy. Można przypuszczać, że prezydent Trump wymusi na Kijowie natychmiastową dużą autonomię dla Donbasu i być może dla Zakarpacia, a nawet dla Południowej Besarabii. Donald Trump pamięta o wsparciu, jakiego podczas kampanii wyborczej udzielił mu Viktor Orbán, któremu zależy na formalnej autonomii Zakarpacia.

Skoro mowa o prezydencie Trumpie, to szef Rady Europejskiej Donald Tusk w liście otwartym do szefów państw i rządów wśród zagrożeń dla Unii Europejskiej wymienił m.in. działania obecnej administracji amerykańskiej. Podziela Pan ten pogląd?
– Absolutnie nie podzielam. Donald Tusk jest reprezentantem elit, które doprowadziły do kryzysu Unii Europejskiej, co więcej, przekonani o swojej wielkości nie chcą przyjąć do wiadomości tego faktu. Stąd Tusk musi mówić głosem swoich elektorów, a ci są zaszokowani działaniami nowego przywódcy Stanów Zjednoczonych. Nowa administracja waszyngtońska zganiła poprawność polityczną w Europie, ale jak widać elity ją wyznające są niereformowalne i nie nadają się do prostej resocjalizacji. One będą walczyły o swoje rubieże do końca. Przejawem tego może być ocena niemieckiej prasy, która z uznaniem wypowiada się na temat listu Donalda Tuska, w którym krytykuje nowego lokatora Białego Domu.

Czy nie jest tak, że dla UE największym zagrożeniem są jej liderzy?
– Tacy ludzie jak Tusk, Schulz czy Merkel prowadzą Europę niczym kapitan Titanica, a więc wprost ku katastrofie i upadkowi. Niemcy budowały UE jako przestrzeń dla swojej gospodarki. Dlatego mniej patrzą na Europę jak na obszar, w którym wszystkie państwa mają się równomiernie rozwijać, a bardziej traktują inne państwa Unii jako przestrzeń i rynek dla zbytu swojej produkcji. Bez eksportu niemiecka gospodarka się zadusi. Najlepszym rozwiązaniem dla Berlina byłoby posadowienie na miejscu Tuska Niemca, ale byłoby to zbyt rażące nawet dla państw uległych wobec polityki niemieckiej. Dlatego posłuszny były premier z kraju nowej Unii, który już wcześniej jako premier Polski realizował polecenia kanclerz Angeli Merkel, jest w sam raz.

Kim jest Donald Tusk, żeby pouczać prezydenta USA…?
– Oczywiście formułowanie takich tez, jakie są zawarte w liście Tuska, jest – delikatnie rzecz ujmując – nie na miejscu. Na marginesie, trudno powiedzieć, czy Donald Trump wie do końca, kim jest osoba, która pod jego adresem formułuje takie absurdalne zarzuty. Jednak proszę pamiętać, że to nie Donald Tusk pisze sobie listy i przemówienia, które wypływają z sekretariatu kierowanego głównie przez Niemców i Francuzów. Tusk jest tylko pośrednim zderzakiem, którym nie chce być wprost Angela Merkel.

Z czego Pana zdaniem wynikają te połajanki wyrażane przez Tuska?
– Tak jak wspomniałem, wynikają one z tego, że prezydent Trump mówi wprost o karygodnych błędach przywódców Unii, chociażby w sprawie przyjmowania nielegalnych imigrantów. Jeżeli prezydent Stanów Zjednoczonych wprost, w ten sposób stawia sprawę, to ośmiela coraz bardziej przywódców takich państw jak Polska, Węgry, Czechy czy też Słowacja do oporu przed Berlinem. To zaś budzi obawy Niemiec czy Francji.

Wydawało się, że unijne elity, które nie potrafiły zachować się godnie w kampanii wyborczej, krytykując Trumpa, i nie bardzo wiedziały, jak się zachować, kiedy naród amerykański powierzył mu urząd prezydenta, teraz się zreflektują. Ale zachowanie Tuska wydaje się temu przeczyć…?
– Najtrudniejsze w polityce jest przyznanie się do strategicznego błędu, gdyż po ogłoszeniu tego każdy rząd, który tego dokonał, powinien podać się do dymisji. Dla Tuska i Merkel to by był koniec ich politycznej kariery. W tej sytuacji trudno liczyć na refleksję unijnych elit.

Tusk uważa, że „deklaracje nowej administracji Stanów Zjednoczonych sprawiają, że nasza przyszłość jest bardzo nieprzewidywalna”. Czy Trump jest nieprzewidywalny i jak w tych kategoriach prezentują się obecne unijne władze?
– Jestem zwolennikiem tezy, że Donald Trump jest bardzo przewidywalny i ma jasno sprecyzowane cele. Dla niego priorytetem jest utrzymanie statusu Stanów Zjednoczonych jako supermocarstwa i niedopuszczenie do wypychania tego państwa z dotychczasowych obszarów wpływów. Wojna jest dla niego ostatecznością, a nie jak to było za Baracka Obamy bieżącym narzędziem polityki.

Czy UE powoli się rozpada, co poniekąd prorokuje sam Donald Tusk, wzywając przywódców państw do bycia silnymi i zdeterminowanymi?
– Unia się nie rozpada wprost, natomiast upadają wpływy dotychczasowych lewacko-libertyńskich elit, które nią rządziły. Co ciekawe, gremia te mają usta pełne frazesów o demokracji, natomiast w momencie, kiedy społeczeństwa wybierają prawicę, a niekoniecznie ich, to wówczas te siły próbują używać niedemokratycznych narzędzi do walki z nimi. Jak widać krytyka ta dotyczy nie tylko rządu w Polsce, ale także rządów innych państw, w tym również Stanów Zjednoczonych.

Co może zatrzymać ten proces rozpadu?
– UE sama w sobie jest wielką wartością, ale z drugiej strony instytucje europejskie i nieżyciowe prawo unijne wymagają gruntownej naprawy i reform. Brexit wziął się właśnie m.in. stąd, że instytucje i decydenci unijni oraz złe prawo i biurokracja niszczyły Wspólnotę. Oczywiście Unia ma szansę na rekonstrukcję z formy quasi-superpaństwa, do czego dążyły dotychczasowe elity, na rzecz Unii państw narodowych, na co wskazuje m.in. Polska. I to powinno być celem Polski, aby UE przekształcała się w obszar swobód i wolności gospodarczej, a państwom narodowym przywrócono ich pełną suwerenność.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/swiat/175551 ... -elit.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Quo vadis Europo?
PostNapisane: 26 mar 2017, 22:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30736
Potrzebna jest Europa ducha i wartości

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Janusz Lewandowski stwierdził, że wcześniejsze zapowiedzi premier Szydło co do braku akceptacji dla deklaracji rzymskiej to był jedynie „spektakl dla naiwnych”…
– Trudno brać na poważnie czy komentować opinię człowieka niewiarygodnego. Człowieka niewiarygodnego od wielu lat. Jest powszechnie wiadomo, jakie „zasługi” Janusz Lewandowski ma dla polskiej gospodarki. Również jako komisarz nie zrobił nic dobrego dla Polski. Stąd zamiast komentować opinię tego człowieka, lepiej spuścić nad nim kurtynę milczenia. Natomiast nieporozumieniem jest wypowiedź Grzegorza Schetyny, który wyprzedził nawet Lewandowskiego, mówiąc, że w ciemno podpisałby deklarację rzymską. Czy można traktować poważnie polityka, który w sposób nieodpowiedzialny publicznie deklaruje, że podpisałby w ciemno dokument, którego treści nie zna, dokument, który może być szkodliwy dla Polski? Te dwa głosy pokazują obraz opozycji taka, jaka ona jest, opozycji, która nie tylko nie dba pozycję Polski, ale wręcz szkodzi wizerunkowi Polski.

Czy to nie pokazuje, iż to nie obecny rząd PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, ale ci, którzy ją wprowadzali w szeregi Wspólnoty, a dzisiaj bronią rzekomo zagrożonej demokracji?
– Dokładnie tak. Celem obecnego rządu nie jest wyprowadzenie Polskę z Unii. Nigdzie, w żadnej wypowiedzi liderów partii rządzącej nie padła deklaracja o jakichkolwiek działaniach, które zmierzałyby w kierunku Polexitu. Natomiast były, są i będą twarde stwierdzenia, pod prąd określające oczekiwania Narodu Polskiego i Polski wynikające z przynależności do UE. Polski rząd, rząd Prawa i Sprawiedliwości proponuje zasadę suwerenności państw, Unię państw narodowych wolną od poprawności politycznej i lewactwa.

Deklaracja rzymska, choć nie jest szczytem polskich ambicji polskiego rządu, ale premier Szydło zdecydowała, żeby ją podpisać…
– To tylko pokazuje, że obecny rząd, rząd premier Beaty Szydło działał, działa i będzie działał w interesie Narodu, w interesie Polski. Dlatego premier Szydło potwierdziła, że podpisze deklarację, kiedy będzie pewna tego, co w tej deklaracji się znajduje i że jej treść nie będzie szkodliwa dla Polski. Natomiast nieprawdą jest, że treść rzymskiej deklaracji była znana wszystkim na wiele dni przed szczytem w Rzymie. Z chwilą, kiedy premier i polska delegacja otrzymała wiarygodne informacje odnośnie do treści tej wspólnej deklaracji, dopiero wtedy zapowiedziała, że złoży podpis w imieniu Polski. Oczywiście ta deklaracja rzymska jest daleka od oczekiwań Polski i Polaków, natomiast trudno się było spodziewać czegoś więcej. Mamy zatem dokument w stylu „dla każdego coś miłego”, ale ważne, że znalazły się w nim cztery główne punkty oczekiwania Polski, ale nie tylko nasze dotyczące: zachowania jedności, rynku wewnętrznego, że utrzymane zostają swobody wolnego rynku, wzmocnienie bezpieczeństwa w oparciu o współpracę z NATO oraz zwrócenie uwagi na rolę parlamentów w reformie Wspólnoty.

Czy zapisy tej deklaracji przesądzają o przyszłości o kierunku, w jakim powinna podążać Unia?
– Nie, nie przesądzają. I chyba słusznie przyjęto dość „miękkie” zapisy, aby w tym szczególnym dniu jubileuszu 60. rocznicy traktatów rzymskich nie zadrażniać i tak już mocno napiętej sytuacji. Natomiast – jak się wydaje – są tam pewne konkrety, że ta deklaracja może niejednoznacznie, ale w sposób zauważalny odcina się od Europy dwóch czy kilku prędkości.

W Rzymie, na Kapitolu, co można było zauważyć odbyła się wielka feta, ale czy Wspólnota Europejska ma co świętować?
– Wspólnota Europejska ma tylko jeden powód do świętowania, a mianowicie, że minęło 60 lat i dzięki Wspólnocie Europejskiej na Starym Kontynencie nie doszło do poważniejszych konfliktów, choć konflikt bałkański, gdzie przelewano krew, a Unia czy NATO niewiele zrobiły, aby zapobiec ludzkim dramatom w tej części Europy. Natomiast jeśli chodzi o przyszłość, to dzisiejsze święto powinno być dniem refleksji, po którym Europa powinna przystąpić do konkretnej, wytężonej pracy, aby przyszłość mogła się rysować lepiej, niż to dzisiaj wygląda.

Czyli szczyt rzymski to dopiero początek debaty nowym kształcie Unii?
– Deklaracja rzymska, pod której tekstem dzisiaj w Rzymie podpisy złożyli szefowie 27 rządów państw członkowskich, w sposób bardzo ogólny wskazuje kierunek, w którym podążać będzie Unia. Tym bardziej debata o przyszłości Wspólnoty jest konieczna, bo w tej formule Unia się wyczerpała. Jeśli taka rzeczowa debata się nie odbędzie – i to szybko – to będziemy świadkami początku końca UE.

To, że reformy są konieczne, nie ulega wątpliwości, ale czy obecni politycy i eurokraci są zdolni do zmian?
– Dzisiaj sytuacja jest bardzo trudna i skomplikowana, bo główne państwa-lokomotywy Unii jak Niemcy czy Francja są w czasie kampanii wyborczych. Po wyborach jest Holandia, a sytuacja Włoch też nie jest jednoznaczna. Poza tym mamy rozpoczęty proces wychodzenia z Wielkiej Brytanii, co z pewnością osłabi Unię. Nie należy też zapominać o kryzysie migracyjnym, który wciąż pozostaje nierozwiązany, a wszystko wskazuje, że na skutek błędnej polityki będzie się nasilał. To są realne wyzwania, którym trzeba będzie sprostać, tego nie da się zamieść pod dywan. Ale w mojej ocenie, dopiero po ustabilizowaniu się sytuacji po wyborach we Francji i w Niemczech będzie można mówić o konkretnych działaniach. Tak czy inaczej debata na temat przyszłości Unii powinna się już rozpocząć. Ponadto nad Unią ciąży kryzys przywództwa, brakuje autorytetów, za to mamy pokaz siły, gdzie większy, bardziej zamożny próbuje dyktować warunki innym. Ostatnio kanclerz Merkel gościła w Waszyngtonie, gdzie spotkała się z prezydentem Donaldem Trumpem i tam zetknęła się z twardą rzeczywistością. Trudno powiedzieć, czy wyciągnie wnioski z tej lekcji. Trafiła na przywódcę najpotężniejszego mocarstwa na świecie, który pokazał jej miejsce w szeregu. Może to pobudzi kanclerz Merkel, której przyszłość polityczna wcale nie jest przesądzona, do refleksji, że wobec mniejszych, mniej zasobnych państw należy zachować szacunek, którego dotychczas z jej strony nie było. Dotyczy to także polityków z Brukseli, często pozbawionych wyczucia politycznego, którym się wydaje, że są pozjadali wszystkie rozumy. Więcej pokory, panowie, więcej pokory..

Wczoraj przedstawiciele Wspólnoty Europejskiej zostali przyjęci na audiencji przez Papieża Franciszka. Podczas przemówienia Ojca Świętego Jean-Claude Juncker był wyraźnie zmęczony, Francois Hollande siedział jak w knajpie, premier Viktor Orban bawił się telefonem, a Donald Tusk niemalże zasypiał. Jak Unia ma się rozwijać, skoro na jej czele stoją tacy ignoranci, którzy nie mają wyczucia powagi takiej chwili?
– To jest bardzo przykre, ale niestety prawdziwe. Jeśli chodzi o premiera Orbana, to nie ukrywam, że jestem nie miło zaskoczony. Natomiast nawet gdyby mi pan próbował wmówić, że Jean-Claude Juncker był rześki, to i tak nie uwierzyłbym. W przypadku tego polityka jest to już pewna norma i widać nawet taka chwila jak audiencja u Ojca Świętego nie robi na nim większego znaczenia. Francois Hollande zachowuje się tak, jak się zachowuje formacja, którą reprezentuje. Czegóż można oczekiwać od przywódcy państwa, który ma niecałe cztery procent poparcia, polityka schyłkowego, który wkrótce odejdzie w polityczny niebyt. Nawet jego własny naród się na nim poznał. Żeby się umieć zachować, trzeba reprezentować pewien poziom, widać jednak, że niektórzy politycy nie dorośli do funkcji, które zajmują.

Ojciec Święty mówił o jedności Unii, o solidarności, potrzebie obrony życia – tych wartościach, na których Wspólnota musi się opierać, żeby przetrwać…
– Ojciec Święty bardzo słusznie powiedział o powrocie do Rzymu po 60 latach, ale jak zauważył, nie może być jedynie podróż sentymentalna. Tym samym niejako zachęcił do refleksji, aby nie zapominając o przeszłości, o korzeniach, z których Wspólnota Europejska wyrasta, podążać w przyszłość. Zachęcał do wsłuchiwania się w głos ojców założycieli, którzy podkreślali, że Europa nie jest zbiorem zasad, których należy przestrzegać podręcznikowo. Nawiązując do wypowiedzi swojego wielkiego poprzednika św. Jana Pawła II, któremu na sercu tak mocno leżała Europa ducha i wartości, Papież Franciszek wskazywał, że Unia jest żywym organizmem, sposobem pojmowania człowieka, który nie jest przedmiotem, ale ma swoją godność, którego należy szanować i traktować podmiotowo. W moim odczuciu Papież Franciszek nie do końca czuje współczesną Europę, którą trudno czuć nawet samym Europejczykom.

Papież Franciszek mówił też o rozdźwięku między tym, co robią decydenci, a tym, czego chcą obywatele Wspólnoty. Czy te słowa autorytetu moralnego pobudzą do refleksji unijnych polityków?
– Europa za sprawą swoich przywódców, na skutek bezrefleksyjnej polityki coraz bardziej odchodzi od zasad, na których została zbudowana. Stąd Ojciec Święty jako przywódca duchowy i autorytet moralny o tym przypomniał. Europa wyrasta z chrześcijańskich korzeni, którymi dzisiaj próbuje się handlować i w imię poprawności polityczne zastępować obcymi nam kulturowo zasadami. Weźmy chociażby córkę Europy – Francję, co się z nią stało. Przed chwilą mówiliśmy o tym, jak podczas audiencji w Watykanie zachowywali się ci, którzy rządzą Europą, a przynajmniej ich ważna część. Nie sądzę, żeby wszyscy tam obecni byli zdolni – pod wpływem wskazań Ojca Świętego Franciszka – do głębszej refleksji i wyciągnięcia wniosków z tej szczerej nauki.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 122 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 14 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /