Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kraje muzułmańskie w globalnych planach Ameryki?
PostNapisane: 29 kwi 2011, 20:51 
Offline
Dziennikarz

Dołączył(a): 15 lip 2009, 22:09
Posty: 385
Naloty na Libię nasuwają przypuszczenie,że krajom islamskim Amerykanie narzucają jakąś rolę w swoich globalnych planach, a plany te w trakcie rozwoju wypadków są modernizowane.Sięgnijmy do wydarzeń sprzed niewielu lat ,w których spotykali się muzułmanie i Ameryka. Wiadomość o tym,że talibowie byli przygotowywani, jako formacja partyzancka szkolona dla USA obiegła świat dopiero w 2001. Przedtem jednak był rozpad Jugosławii i wyraźne faworyzowanie islamu przy kształtowaniu nowych granic na Bałkanach.W marcu 1992 roku miało miejsce w Bośni i Hercegowinie referendum, w którym większość głosujących opowiedziała się za wyjściem z federacji jugosłowiańskiej ,co było niezgodne z ówczesną federalną konstytucją Jugosławii. Serbowie (około połowa ludności republiki) nie głosowali , bo zbojkotowali to referendum. Bośnia i Hercegowina ogłosiła niepodległość piątego kwietnia 1992roku. ,Jeszcze w tym samym miesiącu została uznana przez wspólnotę międzynarodową za niepodległe państwo. Państwo ,które nazwano Bośnia i Hercegowina w którym mieszkało 50% Serbów . Natychmiast wybuchła wojna z krwawymi walkami w Sarajewie. Spójrzmy z perspektywy lat na udział w tych wypadkach międzynarodowych współtwórców państwa, z którego powstaniem wiązano nadzieje na
dominację muzułmanów i zmarginalizowanie Serbów , którzy tuż,tuż mają własne serbskie państwo. Dziwoląg bezczelnie stworzony przez siły międzynarodowe forsujące osłabienie Serbii. I to się udało - patrzę na statystyki, dziś w federacji jest już tylko 37 % Serbów.
Amerykańsko-francuska agresja w Libii i ukrywany przed opinią świata ich udział w wypadkach w Tunezji i Egipcie skutkuje imigracyjną falą we Włoszech. Tego się nie dało ukryć.
O fali uchodźców z Albanii i Kosowa atakujących Włochy od strony Adriatyku cisza. Odkąd wyrwane Serbii Kosowo przeszło we władanie muzułmanów nikt już się tam nie martwi o demokrację i prawa człowieka. A przecież Amerykanie miłujący te wartości wiedzą o wszystkim ,bo mają tam swoje bazy. Poszukałam- 25 stycznia 2011roku Guardian napisał,że Albańczyk,aktualny premier Kosowa Hasim Thaci jest międzynarodowym przestępcą. Thaci ma ścisłe kontakty z albańską mafią handlującą bronią narkotykami i ludzkimi organami. Ten ostatni obrzydliwy proceder Albańczycy rozpoczęli w czasie wojny partyzanckiej w latach 1998-99
Szwajcar Dick Marty pisze, opierając się na raportach służb specjalnych,że w czasie tamtej wojny Albańczycy mordowali schwytanych Serbów, by pozyskane od nich organy sprzedać siatkom przestępczym. Dick Marty to ten sam człowiek, który pisał o tajnych więzieniach CIA w Polsce.
Takie same zarzuty wobec Albańczyków można znaleźć w raporcie KFOR - jednostek, które w imieniu NATO zajęły Kosowo
w 1999r. Od dawna nie mamy żadnych wiadomości w mediach z krajów bałkańskich rządzonych przez muzułmanów.
Bruksela wie o przestępczej działalności urzędującego premiera Kosowa,ale nie wezwano go przed Trybunał w Hadze.
Libia z małymi wpływami islamu jest osamotniona.Czy kraje islamskie podjęły jakąś strategię wobec Ameryki? Może to kilka różnych planów, ale czy istnieją? Czy mają tylko demograficzny plan wobec Europy?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kraje muzułmańskie w globalnych planach Ameryki?
PostNapisane: 06 maja 2011, 13:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://nowaatlantyda.com/2011/05/03/wie ... sja-chiny/

Tu artykuł sugeruje, że destabilizacja państw produkujących ropę ma na celu wyrugowanie z nich rosnących wpływów chińskich. Odcięte od surowców Chiny nie będą miały wtedy wyboru i by zdobyć potrzebne dla siebie surowce, będą musiały uderzyć na Rosję. Bogata w zasoby naturalne Syberia wobec niemożności zaopatrzenia się w zdestabilizowanych krajach północnej Afryki i rejonu Zatoki Perskiej stanie się dla Chin tak wielką pokusą, że będą gotowe zaryzykować wojnę z Rosją.

Kopia artykułu:

Wielka destabilizacja: Pakistan, Rosja, Chiny

Nie ulega wątpliwości, że E. K. Lange – dzisiejszy gość NA – z pewnością jest postacią nietuzinkową. Wszechstronna i dokładna ocena sytuacji geopolitycznej na świecie, rozległa i analityczna wiedza na temat nie tylko przebiegu, ale i źródeł rozgrywających się wydarzeń w oparciu o odpowiednie teorie, filozofie i doktryny polityczne wzbudza szacunek i respekt dla autora. I wszystko to na skromnych łamach Nowej Atlantydy. Dodam jeszcze, że jeśli istnieje ktoś, kto codziennie wprowadza polskiego prezydenta w sytuację na świecie, to nie wyobrażam sobie formy lepszej niż ta poniżej. Oczywiście wciąż pozostaje kwestia na ile prezydent jest w stanie zaabsorbować i pojąć taką ilość wiedzy – lecz to jest już zupełnie inna para kaloszy. Zapraszam!
********************************************************************************************************************
WIELKA DESTABILIZACJA: PAKISTAN, ROSJA, CHINY
E.K. Lange
Na stronach WWW amerykańskiego Departamentu Obrony znajduje się dokument, przygotowany przez Hudson Institute, o tytule The Great Siberian War of 2030 (Wielka Wojna Syberyjska 2030).
Można się z niego dowiedzieć, iż postępujący niedostatek surowców zmusi Chiny do militarnego podboju bogatej w surowce i minerały rosyjskiej Syberii.
Szachowanie Chin
Rosnące potrzeby surowcowe są zauważane tak przez Federację Rosyjską, jak i zachodnich analityków. Z tego powodu przez ostatnie półtora roku Rosja i Chiny znacząco zacieśniły współpracę technologiczną i surowcową. Jednakże potrzeby rozwojowe Chin wymagają również innych kanałów pozyskiwania strategicznych materiałów, takich jak Afryka oraz Bliski i Środkowy Wschód. Odcięcie Chin od tych kanałów zaopatrzenia znacząco pogorszyłoby geostrategiczną pozycję tego azjatyckiego państwa, które byłoby zmuszone szukać potrzebnych zasobów na północ od Mongolii. Taki scenariusz przewidywał w 2008 roku amerykański komentator W. Tarpley, przewidując inspirowaną przez Zachód destabilizację Afryki w celu wypchnięcia Chińczyków. Jak pisze Tarpley, zachodnie interwencje odbywałyby się pod „szyldem praw człowieka, szyldem humanitarnym”, używając także formuły znanej jako ‘kolorowa rewolucja’. O planie destabilizacji siedmiu państw regionu, w tym Sudanu, Libii i Syrii, kończąc na Iranie, mówił generał Wesley Clark, wskazując na ropę naftową jako przyczynę interwencji. Jak wskazuje New York Times USA finansowało grupy wzniecające rozruchy w krajach arabskich.
W tym kontekście mniej dziwią doniesienia, według których popierani przez Zachód libijscy rebelianci wywodzą się z najbardziej fanatycznej wylęgarni islamskich zamachowców-samobójców w świecie arabskim mając związki z Al-Kaidą. Ten fakt, potwierdzony zarówno przez dowódców rebeliantów, jak i amerykańskiego dowódcę NATO adm. Stavridisa,[h] nie wydaje się przeszkadzać zachodniej koalicji. Już wcześniej w celu zneutralizowania chińskich wpływów dochodziło do zawierania przymierzy z organizacjami o słabej reputacji.
W Pakistanie, który jest sąsiadem tak Chin, jak Iranu oraz okupowanego przez wojska zachodnie Afganistanu, chińska obecność jest szczególnym zagrożeniem ze względu na port w Gwadar, który, jeśli zostałby połączony ropociągiem z Chinami, stałby się pasem transmisyjnym chińskich wpływów w rejon zatoki, zagrażając hegemonii petrodolara. Już dziś 9 procent ropy naftowej importowanej przez Chiny pochodzi z Iranu, innego celu destabilizacji. Dynamika etniczna regionu pomaga w rozognianiu sytuacji w regionie: Port Gwadar leży w Baluczystanie, kraju zamieszkałym przez etnicznych Baluczi, który rozciąga się na terenie południowo-zachodniego Pakistanu, południowego Afganistanu oraz południowo-wschodniego Iranu. W żadnym z tych krajów mniejszość Baluczi nie ma większego wpływu na rząd centralny, stając się naturalnym celem anty-irańskiej i anty-pakistańskiej agitacji. W tym to środowisku powstała organizacja terrorystyczna Jundullah, założona przez braci Rigi. Jak twierdzą Seymour Hersch z magazynu New Yorker, Brian Ross z ABC News, oraz Londyński Telegraph, grupa ta jest opłacana przez amerykański wywiad (CIA). Organizacja braci Rigi zagrażała stosunkom irańsko-pakistańskim oraz budowie rurociągu Iran-Pakistan-Indie, jednak przed rokiem współpraca irańsko-pakistańska pozwoliła na schwytanie lidera tej grupy, poprawiając sytuację w regionie.
Wpływy chińskie wydają się zwiększać nawet w krajach, w których siły anglo-amerykańskie prowadzą okupację militarną. W Iraku faworyt Zachodu, Allawi, nie zdołał zostać premierem, którym pozostał pro-irański Nouri Maliki, mimo wycieków Wikileaks, usiłujących zastopować porozumienie między Malikim a sadrystami. W Afganistanie prezydent Karzai coraz głośniej mówi o konieczności zakończenie misji wojsk zachodnich. Karzai doprowadza siły anglo-amerykańskie do wrzenia swoimi wizytami w Pekinie i Moskwie, prowokując reakcje najwyższych zachodnich oficjeli, czego przykładem była niespodziewana wizyta Obamy w Kabulu w reakcji na wizytę Karzaja w Pekinie.
Przyczyną dla której nawet tak zależni od Zachodu przywódcy jak Karzaj obierają w swej polityce kierunek pro-chiński, pro-rosyjski, czy nawet -irański, -turecki lub -włoski miast anglo-amerykańskiego jest gospodarcza dekadencja tego ostatniego. Prominencja Londyńskiego City oraz nowojorskiej Wall Street na ośrodki decyzyjne kluczowych państw osi transatlantyckiej odzwierciedla się w przewadze sektora finansowego nad wytwórczym. Banki transatlantyckie wytworzyły bańkę spekulacyjnych instrumentów pochodnych o wielkości przekraczającej 1 000 000 000 000 000 dolarów, 20-krotnie większej niż produkt globalny brutto. Ta globalna bańka niby pieniędzy jest podtrzymywane przez zastrzyki płynności z banków centralnych. Rozwiązaniem zagrożenia dla płynności systemu byłoby odseparowanie części komercyjnej (tradycyjnej) banków od części inwestycyjnej (spekulacyjnej). To część spekulacyjna nacechowana jest olbrzymim ryzykiem, które przenoszone jest na zwykłych depozytariuszy, to ratowanie tych depozytów jest uzasadnieniem pomocy z rządów bądź banków centralnych dla gigantycznych instytucji finansowych. Rozwiązanie tego problemu (na wzór memorandum Zagrożenia i wytyczne działań…[m]) jest blokowane przez wielkie instytucje finansowe niezainteresowane tradycyjną działalnością bankową, trzymającą się kurczowo balona niby-pieniędzy. Zastrzyki płynności, idące w tysiące miliardów dolarów nie spowodowały do wzrostu kredytów komercyjnych, które przez ostatnie 3 lata znacząco spadły. Pomoc jest za to wykorzystywana do spekulacji, w ostatnich 10 miesiącach szczególnie na rynku towarów i żywności pogrążając kraje w stagflacyjnym chaosie. Zmuszone do pomocy bankom społeczeństwa zmuszane są do wyrzeczeń, a jednocześnie płacą coraz wyższe ceny za artykuły pierwszej potrzeby.
Na tym tle chińskie oferty współpracy wydają się krajom rozwijającym się znacznie atrakcyjniejsze. Po pierwsze, chińscy inwestorzy oferują krajom to, czego one potrzebują: szeroko rozumianą infrastrukturę. W afrykańskich, czy też środkowo-azjatyckich państwach powstają budowane tam przez Chińczyków koleje, elektrownie, wodociągi, słowem, tworzywo cywilizacji i krwiobieg gospodarki, budując fundament pod dobrobyt i umocnienie państwa narodowego. Po drugie, Chiny oferują krajom rozwijającym się dotąd nie spotykane w tych rejonach sprawiedliwe warunki współpracy oparte na obopólnych korzyściach (jak ujmował to Mahatir Mohamad: polityka ‘ubogać sąsiada’ w miejsce neo-kolonialnej praktyki ‘ograb sąsiada’).[n] Dodatkowo, chińscy inwestorzy nie roszczą sobie pretensji do wpływania na politykę wewnętrzną danego kraju.
Operacja destabilizacyjna Afryki oraz Bliskiego Wschodu ma na celu wypchnięcie wpływów chińskich (oraz rosyjskich) z regionu, doprowadzając do surowcowej izolacji tych krajów potrzebnej do ziszczenia scenariusza Wojny Syberyjskiej 2030. Nie dziwią więc powiązania NATO i AlKaidy w organizacji rebelii libijskiej, o czym donosił wysokonakładowy dziennik LA Times. Rosyjski projekt kolei nadmorskiej w Libii, o wartości 3 miliardów dolarów został zastopowany, podobnie jak prace infrastrukturalne z udziałem 40 tysięcy chińskich robotników. W Syrii, gdzie ‘pokojowi demonstranci’ zabili policjantów używając broni palnej celem ataku jest reżim pozwalający Rosji na utrzymywanie bazy w Tartous, a także będący łącznikiem między Hezbollahem a Iranem. Poza Kuwejtem, który za pracę Al-Jazeery (do której nawet doradca prezydenta RP prof. Kuźniar wysuwał zarzut braku obiektywizmu) został suto wynagrodzony kontraktem na libijską ropę, celem destabilizacji są wszystkie państwa regionu, w tym Arabia Saudyjska.
Sojusz Arabii Saudyjskiej i Pakistanu zagrożeniem dla gry destabilizacyjnej

.
Pod presją wydarzeń reżim saudyjski wydał miliardy dolarów na swoich obywateli, chwilowo uspokajając sytuację. Świadomy powagi sytuacji szef rady bezpieczeństwa Arabii Saudyjskiej królewicz Bandar złożył wizytę w Pakistańskim Islamabadzie nawiązując sojusz i więzy braterstwa.[q] W rezultacie tej wizyty Arabia Saudyjska znalazła się pod ochroną militarną Pakistanu, który (jak było to w latach 80.) staje się gwarantem stabilności państwa saudyjskiego oraz przejmuje je de facto pod swój parasol nuklearny. Furiackie reakcje Zachodu (wizyta Donilona na półwyspie, tyrady Mullena w Islamabadzie) pokazują, iż sojusz ten, mający poparcie Pekinu i Moskwy może zatrzymać w blokach destabilizacyjną falę. Nie pogodzenie się Londynu i Waszyngtonu z tą sytuacją powoduje eskalację napięć.
UPA we Włocławku, Bin Laden w Abottabadzie
Samoloty bezzałogowe USA ‘Predator’ dokonują od kilku lat bombardowań na tereny Pakistanu. W ten sposób pogłębiają niezadowolenie Baluczy i Pusztunów na niedowład rządu centralnego w Pundżabskim Islamabadzie, tworząc nastroje secesyjne przeciw rządowi. Islamabad i rząd centralny protestują przeciw Predatorom, co jednak nie robi wrażenia na USA. Większe wrażenie zrobiło zatrzymanie Raya Davies, pracownika amerykańskiej ambasady oskarżonego o bycie kontrolerem terrorystów.
W tym kontekście dziwaczne oświadczenie Obamy z zeszłej nocy, ogłaszające zabicie Osamy bin Ladena jest wyraźnym ostrzeżeniem dla stolicy Pakistanu. Abottabad nie jest bowiem typowym pusztuńskim miastem przygranicznym, lecz położonym niedaleko Indii, Chin oraz Islamabadu miastem, gdzie większość ludności posługuje się językiem Hindko. Przekładając to na polskie realia, operacja USA w Abottabadzie można porównać do zbombardowania przez ZSRR Włocławka, pod egidą akcji przeciw UPA.
Używanie przez USA karty terrorystycznej może mieć na celu wykazanie, iż Pakistański arsenał nuklearny nie jest całkowicie bezpieczny, stanowiąc pretekst do przejęcia przez USA kontroli nad arsenałem Pakistańskim, doprowadzając do unieszkodliwienia lokalnego sojusznika Chin. Pozbawiony nuklearnego straszaka Pakistan padłby ofiarą bałkanizacji, która umożliwiłaby zrealizowanie scenariusza rurociągu TAPI (Turkmenistan-Afghanistan-Pakistan-India), uniemożliwiając rolę Pakistanu jako przenośnika wpływów chińskich do Iranu i Zatoki, co zagrażałoby pozycji petrodolara, a zatem wielkim instytucjom finansowym Nowego Jorku i Londynu. Na naszych oczach rozgrywa się Wielka Gra, w której ‘spontaniczne demonstracje’ rodzą ‘humanitarne wojny’, a której wyniku nie zna chyba nikt.
E. K. Lange


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kraje muzułmańskie w globalnych planach Ameryki?
PostNapisane: 03 cze 2011, 22:42 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Dlaczego popieram Hezbollah, a nie Izrael?


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kraje muzułmańskie w globalnych planach Ameryki?
PostNapisane: 12 wrz 2018, 19:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
335 lat po Odsieczy Sobieskiego muzułmanie podbijają Wiedeń

12 września przypada 335. rocznica Odsieczy Wiedeńskiej. Z tej okazji na wzgórzu Kahlenberg miał zostać odsłonięty pomnik polskiego króla Jana III Sobieskiego. Choć pod pomnik wmurowano już kamień węgielny, władze Wiednia zdecydowały, że monument tam nie stanie. Ma to symboliczne uzasadnienie: stolica Austrii staje się bowiem miastem islamskim.

W poniedziałek 10 września ukazała się w Austrii książka „Kulturkampf w klasie. Jak islam zmienia szkoły. Raport nauczycielki”. To wywiad-rzeka Susanne Wiesingers, pedagog pracującej od lat w jednej z „trudnych” wiedeńskich szkół. Książka daje obraz prawdziwego spustoszenia w stołecznym szkolnictwie. Wiele placówek jest całkowicie opanowanych przez muzułmanów. Islamskie dzieci stanowią niekiedy nawet 60 proc. uczniów, co powoduje, że normalny program szkolny został w nich po prostu „unicestwiony” – mówi Wiesingers opisując przeciętny dzień w szkole.

Dziewczęta chodzą zawinięte w chusty. Wprawdzie rząd Sebastiana Kurza chce zakazać zakrywania głowy w szkołach i przedszkolach, ale w Wiedniu nie ma o tym mowy. Władająca miastem lewicowa partia SPÖ zamierza jedynie „wejść w dialog” z islamskimi rodzicami; od zakazów zdecydowanie się odżegnuje. Islamskie uczennice są też często obrzezane. Straszliwie cierpią i jest to wprost widoczne, ale... nauczyciele nie mogą niczego zrobić. Dopóki dziewczynka sama nie powie o swoich problemach, państwo jest bezradne – podkreśla Wiesinger. Jak dodaje, jest też normą zmuszanie dziewcząt do wychodzenia za mąż. Życie mahometanek w Austrii nie toczy się w ramach austriackiego prawa. O wszystkim decyduje szariat.

Islamscy uczniowie, przekonuje Wiesinger, są pod silnym wpływem islamskiego radykalizmu. Po ataku na Charlie Hebdo w 2015 roku wyrażali głębokie zrozumienie wobec napastników. Szanują też muzułmanów, którzy popełniają morderstwa „honorowe”. Dzieci są przekonane, że same powinny zostać zabite przez rodzinę, gdyby pogwałciły szariat – przyznaje nauczycielka. W szkołach działa też policja obyczajowa. Chłopcy wyszukują dziewczynek, które są ubrane „jak chrześcijanki”. Grożą im, straszą, maltretują. Nie chodzi o stroje wyuzdane, ale o zwykłą europejską odzież. Wystarczy bluzka w kwiaty – wskazuje Wiesinger. W ten sposób islamska społeczność radykalizuje się coraz bardziej, bo uczniowie o bardziej liberalnych poglądach są szykanowani.

Wszystkim tym patologiom towarzyszy jeszcze całkowita nieznajomość języka niemieckiego. Islamskich uczniów często nie da się zintegrować w najmniejszym nawet stopniu z tej prostej przyczyny: nie rozumieją, co się do nich mówi. Według oficjalnych statystyk w szeregu dzielnic Wiednia zaledwie kilkanaście procent uczniów porozumiewa się swobodnie po niemiecku. Lewicowi urzędnicy miejscy konfrontowani z tymi statystykami wzruszają ramionami. Przyznają, że to problem, ale w ich ocenie dwujęzyczność mieszkańców jest zasadniczo zaletą wielkiego miasta. Poza tym dzieci nie ma kto uczyć, bo brakuje personelu. Inne patologie są rzekomo zwalczane, tworzy się rozmaite projekty, a przede wszystkim – „dialoguje”.

Czy lewica jest w ogóle zainteresowana rozwiązaniem problemów? Można szczerze wątpić. Sytuacja pogarsza się z roku na rok. Wiesinger skarży się, że polecono jej załatwiać wszystko na forum wewnętrznym, nie wynosząc żadnych informacji o trudnościach na zewnątrz. SPÖ jest w jej ocenie zainteresowana wyłącznie czystością ideologiczną. Rzeczywiste działania partii nie interesują.

Gdyby wszystko to dotyczyło kilku zaledwie szkół wiedeńskich można byłoby rzeczywiście zbywać kłopoty jako marginalne. Problem w tym, że chodzi o tysiące uczniów. Nawet wiedeński urząd ds. edukacji przyznaje, iż ponad 260 spośród wszystkich 700 szkół stolicy to placówki „trudne”, co można rozumieć jako zislamizowane. Według oficjalnych danych opublikowanych we wrześniu 2017 roku, we Wiedniu uczy się 30 tys. katolików i 32 tys. muzułmanów. Tak więc już oficjalnie islamscy uczniowie stanowią religijną większość. A przecież wraz z ukończeniem szkoły nie rozpłyną się w powietrzu. Dzisiejsza większość szkolna wkrótce stanie się większością dorosłych.

Ta islamizacja obejmuje zresztą nie tylko stolicę, ale i inne miejsca kraju. W Grazu katolicy to 42 proc. uczniów, a muzułmanie już 25 proc. Oficjalnych danych dotyczących Austrii nie ma, ale prawdopodobne szacunki mówią o ponad 700 tys. muzułmanów na terenie całego kraju. Ich liczba od 2001 roku podwoiła się, co ciekawe – głównie za sprawą dzietności, a nie masowej imigracji.

Dlaczego więc na Kahlenbergu miałby stać pomnik Jana III Sobieskiego? Muzułmanie nie zdobyli Wiednia zbrojnie, ale podbijają go właśnie teraz. Jeżeli monument by się tam znalazł, za kilkadziesiąt lat zostałby zapewne zdemontowany. W wyniku demokratycznej decyzji islamskiej większości.


Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/335-lat-po-odsiecz ... 797,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /