Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 25 kwi 2016, 09:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/04/2 ... -w-polsce/

Na drodze do NWO ważne jest stworzenie wspólnej Eurazji. Przeszkodą do tego jest polskie przepierzenie i projekt Międzymorza, który bardzo denerwuje żydomasonerię. Z tego względu zamierza poszczuć Polskę na Rosję, by doprowadzić do wojny, która usunie problem środkowo-europejski, niszcząc znajdujące się tu narody z Polakami na czele. Wtedy już nic nie stanie na przeszkodzie dla żydomasońskich projektów.

Kopia artykułu:

Amerykanie chcą walczyć z Rosją w Polsce
Posted by Marucha w dniu 2016-04-24 (niedziela)

„To będzie bardzo dziwna wojna. My będziemy ginąć, ale żadna bomba na Moskwę, Boston, Waszyngton, czy Petersburg nie upadnie” – mówi Aleksander Jabłonowski, członek „Związku Jaszczurczego”.
Ponadto zauważa, że o wojnie USA z Rosją od lat pisze Zbigniew Brzeziński, który do tego zadania poleca Polaków. W nakreślonym przez amerykańskiego doktrynera planie, wielka wojna ma być prowadzona przez USA na terenie Polski, Ukrainy, Białorusi i krajów nadbałtyckich.
Jej celem nie będzie jednak anihilacja Rosji. Wręcz przeciwnie! Głównym przegranym mają być kraje Europy Środkowej, natomiast potencjał militarny Rosji zostanie szybko odbudowany, aby wesprzeć USA w kolejnej wojnie. Tym razem przeciwko Chinom.
Czy nakreślony lata temu scenariusz może się rzeczywiście spełnić? Jabłonowski wskazuje, że na Ukrainie rozegrano właśnie pierwszy akt, natomiast kryzys imigracyjny może być przygrywką do kolejnych działań.

Obejrzyj wideo (12:20 minut):
https://www.youtube.com/embed/CVjr7yaiVCw

Za https://www.youtube.com/watch?v=CVjr7yaiVCw


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 30 kwi 2016, 08:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/5240- ... szcz-polsk

USA i Niemcy zawarły tajne porozumienie w sprawie TTIP! Skolonizują i zniszczą Polskę!
czwartek, 28 kwietnia 2016 18:20 Administrator

Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama, przebywając z wizytą w Niemczech, zawarł z kanclerz Merkel tajną umowę w sprawie traktatu o wolnym handlu (TTIP). Zaniepokojony tym senator Czesław Ryszka bije na alarm, ponieważ porozumienie to jest de facto wymierzone w Polskę.
– Zarówno Angela, jak i ja zgodziliśmy się, że Stany Zjednoczone i Unia Europejska muszą dążyć zawarcia traktatu o wolnym handlu – mówił amerykański prezydent, zadowolony z przebiegu spotkania z niemiecką kanclerz. Nieoficjalnie wiadomo, że teraz oboje będą naciskać na przyspieszenie negocjacji i wprowadzenie tych niebezpiecznych dla demokracji rozwiązań w życie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 27 maja 2016, 07:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/10/0 ... a-a-rosja/

Chiny między USA a Rosją
Posted by Marucha w dniu 2015-10-09 (piątek)

Z kim Chinom korzystniej przyjaźnić się? Odpowiedź na to pytanie daje prezes kijowskiego Centrum Analiz Systemowych i Prognozowania Rostisław Iszczenko, analizując rezultaty zakończonej 28 września wizyty w USA chińskiego prezydenta Xi Jinpinga.

Obrazek

Gdy Rosja oczekiwała wystąpienia prezydenta Putina na 70. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, niemal niezauważona przez rosyjskie media przeszła pierwsza oficjalna wizyta prezydenta ChRL Xi Jinpinga w USA, która rozpoczęła się 23 września.
Ostatnim ważnym wydarzeniem w ramach tej wizyty było jego wystąpienie w ONZ. Przy czym Xi Jinping występował przed Władimirem Putinem. Był czwartym występującym 28 września, Putin był szóstym. Między nimi zmieścił się tylko król Jordanii Abdullach II.
W ten sposób, gdy Putin zaczynał swoją aktywność w USA, Xi Jinping swoją kończył. Wyglądało to jak przekazanie pałeczki w sztafecie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w głównych kwestiach polityki międzynarodowej Pekin i Moskwa w ostatnich latach występują z bliskich sobie pozycji – a z biegiem czasu coraz bardziej zbieżnych.

Dyplomacja pand
Oficjalne doniesienia o wizycie Xi Jinpinga były skrajnie lakoniczne i nie rozpieszczały sensacyjnością. Chiński przywódca spotkał się z Amerykańsko-Chińską Radą Gospodarczą w Seattle, porozmawiał z Obamą o sporach terytorialnych w akwenie Oceanu Spokojnego i o bezpieczeństwie w cyberprzestrzeni. Pierwsze damy zachwycały się jednym z dwóch potomków pandy niegdyś podarowanej przez Chiny Stanom Zjednoczonym w ramach tzw. dyplomacji pand i nadały mu imię Bei Bei.
Nawet uwzględniając wystąpienie na Zgromadzeniu Ogólnym (które wychodzi poza ramy dwustronnych stosunków i jest odrębnym zdarzeniem) jest to rezultat dla oficjalnej wizyty więcej niż skromny. Tym bardziej, że Waszyngton był wręcz w obowiązku podjąć próbę wykorzystania wizyty Xi Jinpinga dla umocnienia swoich pozycji w dyskusji z Rosją w kwestii kluczowych problemów polityki międzynarodowej.
A więc, gdyby była choć maleńka szansa zinterpretowania rozmów jako zbliżenia pozycji obu państw, choćby w jakiejś drugorzędnej kwestii (oprócz urodzin pandy w ZOO), amerykańskie oficjalne kręgi i media obowiązkowo posłużyłyby się tym dla gromkich oświadczeń.
Nieobecność takowych bezdyskusyjnie świadczy o tym, że punktów zbieżnych nie udało się odnaleźć.
Przy tym, ponieważ polityka Chin od wielu lat pozostaje konsekwentna i przewidywalna, jest oczywiste, że zbliżenie pozycji byłoby możliwe wyłącznie w przypadku gotowości USA do znaczącego kompromisu. Jednak Waszyngton okazał się do tego nie gotów. A to z kolei oznacza, że amerykańska polityka zagraniczna utraciła tę elastyczność, która pozwoliła Nixonowi w latach 1970-tych zapoczątkować amerykańsko-chińskie partnerstwo na bazie wspólnego interesu w osłabieniu pozycji ZSRR na arenie międzynarodowej.
Od tego czasu wiele się zmieniło, oprócz długofalowych interesów chińskich. Tylko o ile w latach 1970-tych te interesy gotów był uwzględniać Waszyngton, to teraz gotowa jest czynić to Moskwa.

Zamiana miejsc
Ta przemiana objaśnia się m.in. tym, że w ciągu ostatniego blisko półwiecza polityka Rosji uległa pełnej dezideologizacji, podczas gdy polityka Waszyngtonu podlegała stopniowej ideologizacji. Obecnie Moskwa postępuje pragmatycznie, a USA – uwierzywszy we własną misję zaprowadzania na całej planecie amerykańskiego stylu życia i amerykańskich standardów politycznych – „pląsa” w rytmie swojego rozumienia demokracji, tak jak wcześniej ZSRR „pląsał” w rytmie „prawidłowego rozumienia” jedynie słusznej interpretacji nauczania marksizmu.
Myślę, że właśnie w związku z taką zmianą podejścia krzyki rosyjskich alarmistów, jeszcze pięć lat temu straszących kraj „chińskim zagrożeniem” i przewidujących zagarnięcie przez Państwo Środka Syberii i okolic aż po Ural, dziś prawie zamilkły, egzystując jeszcze tylko w sferze marginalnych mediów. Równocześnie Waszyngton nagle zaniepokoił się „chińskim zagrożeniem”, wskazując na „wzrost potęgi ekonomicznej” Pekinu, mierzonej w liczbach nominalnego PKB. (…)

Kto włada światowym oceanem
Teoretycznie wzmocnienia Chin powinna rzeczywiście obawiać się Rosja. USA przeniosły do Chin produkcję, która pracowała na amerykański rynek, zaś Chiny swoje finansowe środki (dolary zarobione dzięki dodatniemu bilansowi w handlu zagranicznym) inwestowały w amerykańskie obligacje państwowe. Wzajemna zależność obu gospodarek była skrajnie wielka, więc problemy jednej natychmiast odbijały się na drugiej.
Równocześnie dla zachowania stałego wzrostu Chiny potrzebowały dostępu do zasobów surowców naturalnych, w które obfituje Rosja. Charakterystyczne, że kontrolę nad tymi (rosyjskimi) zasobami także elita USA uważała za konieczną gwarancję zachowania amerykańskiego globalnego przywództwa. W istocie w ramach wieloletniej współpracy ekonomicznej Waszyngtonu i Pekinu wystarczyło tylko osiągnąć polityczny kompromis w drugorzędnych kwestiach ideologicznych, żeby międzynarodowe położenie Rosji stało się skrajnie niebezpieczne.
Przy tym globalne interesy Chin były w pełni zgodne z interesami USA. Oprócz dostępu do źródeł tanich surowców naturalnych, w tym żywności, Chiny były zainteresowane także w zabezpieczeniu pasa bezpieczeństwa wzdłuż swojego wybrzeża Pacyfiku. Rzecz w tym, że liczne archipelagi i samotne wyspy, niekontrolowane przez Chiny, rozmieszczone są w taki sposób, że chińska flota zamknięta jest w wewnętrznych portach i nie ma wyjścia na przestrzeń operacyjną na Oceanie Spokojnym.
Nawiasem mówiąc, analogiczny problem ma i flota rosyjska, która może zostać zamknięta w akwenach mórz Czarnego, Śródziemnego i Ochockiego, a także Północnego Oceanu Lodowatego. Dla Pekinu, tak jak dla Moskwy, zapewnienie obecności swojej floty na światowym oceanie jawi się kwestią bezpieczeństwa narodowego. W znacznym stopniu właśnie tymi względami, a nie mitycznymi złożami ropy naftowej i gazu, podyktowane są spory terytorialne ChRL z Japonią, Filipinami, Wietnamem oraz dążenie do przywrócenia suwerenności Pekinu nad Tajwanem.
Z kolei dla USA (tak jak swego czasu dla Wielkiej Brytanii) ich bezdyskusyjna dominacja militarna na światowym oceanie stanowi kwestię pryncypialną. Swoje bezpieczeństwo Amerykanie rozpatrują nie z punktu widzenia możliwości odparcia hipotetycznej agresji (jak Rosja i Chiny), lecz z punktu widzenia możliwości prewencyjnego zniszczenia każdego potencjalnego przeciwnika.

Potencjalni przeciwnicy i potencjalni sojusznicy
Chiny stały się potencjalnym przeciwnikiem USA nie w chwili, gdy ich PKB stał się równy amerykańskiemu (dynamika wzrostu dawała możliwość, aby wcześniej przewidzieć nastąpienie tego momentu i powstrzymać chiński wzrost za pomocą metod czysto finansowo-ekonomicznych, czego Waszyngton na czas nie uczynił). Chiny stały się potencjalnym przeciwnikiem, gdy odmówiły „demokratyzacji” według recepty placu Tian’anmen.
Dokładnie tak samo i Rosja stała się dla USA potencjalnym przeciwnikiem, gdy odmówiła żyć według zasad epoki jelcynowskiej. A więc swoją ideologiczną dominację USA postrzegały jako warunek uznania przez poszczególne państwa swojego wasalnego statusu. Odmowę naśladowania pryncypiów amerykańskiej ideologii Amerykanie odbierali jako bunt wasali.
Słaba Rosja (w końcu lat 90. i pierwszej dekadzie XXI wieku) umiejętnie podtrzymywała Chiny, dostarczając im uzbrojenie i zabezpieczając uregulowanie spornych punktów na granicy rosyjsko-chińskiej. Podczas gdy hurrapatrioci darli szaty, że przy pomocy rosyjskich technologii wojennych Chiny rzucą się do najazdu na Moskwę i złorzeczyli z powodu oddania kilku amurskich wysepek i kawałka syberyjskiej pustki, Moskwa za pomocą tych porozumień zabezpieczała Pekinowi spokój na tyłach i możliwość koncentracji na przeciwstawieniu się USA w rejonie azjatycko-pacyficznym. Niemożność stworzenia ekwiwalentnej wobec sił USA Floty Pacyfiku Rosja kompensowała sprzedażą uzbrojenia morskiego Chinom.
Równocześnie w analogiczny sposób Moskwa wzmacniała flotę indyjską, która – z uwzględnieniem geopolitycznej pozycji Indii – równocześnie ściągała na siebie dodatkowe siły morskie USA i służyła jako potencjalna (na wszelki wypadek) przeciwwaga rosnącej potędze morskiej Chin.
W rezultacie Rosja nie tylko nie straciła ani kopiejki na operację powstrzymywania USA na Dalekim Wschodzie, ale jeszcze i zarabiała na tym. A także, w rezultacie realizacji konsekwentnej polityki, pozyskała niezawodnych sojuszników i w Pekinie, i w New Delhi. Co w konsekwencji pozwoliło rozszerzyć Szanghajską Organizację Współpracy praktycznie na cała Azję i połowę geograficznej Europy, a także przystąpić do formowania polityczno-ekonomicznego sojuszu na bazie krajów BRICS.
W obu wypadkach rosyjsko-chińskie współdziałanie jest niezbędnym i dostatecznym warunkiem rozwoju tych perspektywicznych militarno-politycznych i finansowo-politycznych projektów, stanowiących realną alternatywę dla świata amerykańskiej dominacji (Zachodu).

Jak pilnować swoich interesów i uwzględniać interesy partnerów
Dziś odnotowujemy pierwsze strategiczne sukcesy rosyjsko-chińskiego sojuszu. Chiny aktywnie wspierają (w tym demonstracjami zbrojnymi) formowanie koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu w składzie Rosji, Syrii i Iranu. Chiny wiążą w rejonie azjatycko-pacyficznym coraz więcej amerykańskich zasobów militarnych, politycznych, dyplomatycznych, ekonomicznych i finansowych, rozwiązując problemy wyjścia swojej floty z przybrzeżnych akwenów na przestrzeń operacyjną. A także rozwiązując nowe problemy – likwidacji zależności swojej gospodarki od sytuacji w gospodarce USA i od losu dolara.
Niemożność Waszyngtonu przeciwstawienia czegokolwiek temu sojuszowi stała się oczywista właśnie w trakcie oficjalnej wizyty Xi Jinpinga w USA i jego udziału razem z Władimirem Putinem na 70. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Ale nie należy zapominać, że to partnerstwo, ten sojusz (można to nawet nazwać po staremu rosyjsko-chińską przyjaźnią) oparte są wyłącznie o wspólne interesy. A wspólnym interesem jest wola obrony swojej suwerenności przed agresywnymi poczynaniami USA, mającymi na celu zachowanie samodzielnej dominacji nad światem. Żeby rosyjsko-chiński sojusz przetrwał również po rozwiązaniu amerykańskiego problemu i nie przekształcił się w konfrontację byłych partnerów, musimy dobrze zrozumieć, że oba państwa mają długofalowe (trwałe) interesy polityczne i ekonomiczne, od poszanowania których zależy ich międzynarodowa pozycja.
Dla Chin nie utraci ważności kwestia kontroli akwenu centralnej i południowo-zachodniej części Oceanu Spokojnego, tak samo jak kwestia dostępu do tanich surowców mineralnych i zasobów spożywczych. Chińskiemu przemysłowi potrzebne będą także dla stabilnego rozwoju chłonne rynki zbytu, zdolne do zastąpienia pogrążającego się w stagnacji rynku amerykańskiego.
Z militarno-politycznego punktu widzenia dla Rosji, zainteresowanej w kontroli północnej i północno-wschodniej części Oceanu Spokojnego, Chiny spełniają warunki trwałego sojusznika (którego interesy na Dalekim Wschodzie są w pełni zbieżne z rosyjskimi).
Misja kontroli nad strategicznymi morskimi szlakami komunikacyjnymi, bezpieczeństwa których już nie jest w stanie zapewnić flota USA, może być z pomyślnym skutkiem podzielona pomiędzy floty chińską, indyjską i rosyjską. Takie rozwiązanie zmniejsza wydatki każdego kraju z osobna i stwarza warunki wzajemnej zależności, zabezpieczające wszystkich sojuszników przed niespodziankami, a świat przed nieformalną dominacją jednego mocarstwa.
Z punktu widzenia rynków zbytu i Rosja, i Chiny zainteresowane są w projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku i rozwoju towarzyszących mu rynków (od UE po ChRL, włączając Euroazjatycką Unię Ekonomiczną), a także w orientacji przemysłu na własne rynki wewnętrzne, co zakłada wzrost siły nabywczej ludności.
W kwestii cen surowców naturalnych między Pekinem, zainteresowanym ich maksymalnie niską ceną, a Moskwą, której znacząca część budżetu w przewidywalnej przyszłości będzie zapełniana dzięki zyskom z eksportu surowców, istnieje obiektywna sprzeczność. Jednak nie wydaje się ona nieprzezwyciężalna. Po pierwsze, zawsze można znaleźć kompromis cenowy w ramach partnerstwa (tym bardziej, że niekoniecznie musi zostać on rozciągnięty na pozostałe państwa). Po drugie, Rosja – realizująca program zrywu modernizacyjnego – w perspektywie także powinna być zainteresowana w tanich surowcach mineralnych dla własnego przemysłu.
W ramach istniejących struktur międzynarodowych, gdzie Rosja i Chiny występują w roli partnerów, przy udziale dobrej woli z obu stron dane kwestie mogą być rozwiązane ku obopólnemu zadowoleniu. Jednak lepiej zacząć rozwiązywać je już teraz. Obecność wspólnego, niebezpiecznego wroga zbliża i skłania do poszukiwania kompromisu. W końcu dopóki na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej (i w mniejszym stopniu na całym świecie) USA niosą zagrożenie interesom i Rosji, i Chin, pytanie jak zareagują na siebie w razie spotkania na Morzu Śródziemnym okręty wojenne Federacji Rosyjskiej i Państwa Środka u nikogo się nie rodzi – oczywiste, że jak na sojusznika.
Dziś są wszelkie warunki ku temu, żeby zabezpieczyć zachowanie tego sojuszu minimum do końca rozpoczynającego się stulecia.
Rostisław Iszczenko

Tłumaczenie Jacek C. Kamiński

Źródło: http://ria.ru/analytics/20150928/128813 ... z3nPl78VRy

http://mysl-polska.pl/651


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 28 maja 2016, 06:54 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Analiza Geopolityczna:

"Były polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział, że

Ukraina nie powinna dążyć do powrotu do Krymu i Donbasu, ponieważ jest

to nieopłacalne. Myślę, że Ukraina powinna koncentrować się na pomyślnym

rozwoju 90 procent terytorium, którym steruje — powiedział Sikorski".

Wyszło szydło z wora.

Radek Sikorski przedstawił prawdziwy obraz geopolityczny Ukrainy.

Zawsze, kiedy przedstawiany jest kolejny krok na mapie geopolitycznej, wysyłani

są do akcji ludzie pełniący rolę klakierów, a od strony świata - propagandystów.

Bardzo często do takich celów używany jest Lech Wałęsa.

Krzysztof Wyszkowski jakiś czasu temu opowiadał, iż zawsze analizuje wypowiedzi

Wałęsy względem geopolityki światowej. W takiej sytuacji media cytują słowa

noblisty na całym świecie.

Wypowiedzi propagandystów przekazują kolejne kroki, działania jelity światowej.

Na przykład, Wałęsa wypowiadał się za: przejściem pod przywództwo niemieckie

czy za wdrożeniem NWO.

Obecnie Radek Sikorski propaguje plan, który nagrałem na wideo w szkoleniu:

"Expert Akademii Geopolityki".

Innymi słowy, jelita podjęła decyzje odnośnie Ukrainy.

Nasz sąsiad został podzielony na strefę rosyjską i tzw. zachodnią. Rosja dostała

półwysep krymski i Donbas, a zachód resztę Ukrainy.

Wszystko po to, aby mogły wejść na Ukrainę buldożery korporacyjne.

Czas na uzyskanie zwrotu z inwestycji.

Całość roli USA w przeprowadzeniu Majdanu i zniszczeniu gospodarki ukraińskiej

podsumowała asystent sekretarza stanu, Victoria Nuland – link: https://www.youtube.com/watch?v=6TpZa4OMFVk

„Od niepodległości Ukrainy w 1991, Stany Zjednoczone … zainwestowały ponad

5 miliardów dolarów, aby pomóc Ukrainie w potrzebach i osiągnięciu innych celów”.

Te pieniądze zostały zainwestowane do 2013 roku, a roczne koszty utrzymania

Ukrainy idą w miliardy dolarów. Obecnie jest bankrutem utrzymywanym kosztem

miliardów dolarów płynących z kieszeni międzynarodowej finansjery.

Na Ukrainie jak i w Syrii, doszło do porozumienia pomiędzy Rosją, a USA.

Jeżeli chcielibyśmy sprecyzować porozumienie dokładnie, to pomiędzy Rosją a

przedstawicielami międzynarodowego bankiera.

Dlatego Leszek Balcerowicz dostał posadę doradcy - doradców. Ma nadzorować

zmiany gospodarcze nakreślone przez szkołę Friedmana.

Czyli plan reform, które w Polsce wdrażali inni przedstawiciele bankiera:

Soros; Sachs, Milton.

Balcerowicz stanowił rolę błazna, klakiera, który użyczył swojego nazwiska do tzw:

"Planu Balcerowicza".

Teraz użycza swój "autorytet", do ekonomicznej pacyfikacji Ukrainy.

LINK : http://wpolityce.pl/swiat/293783-sikors ... -wypowiedz

Robert Brzoza

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 10 cze 2016, 12:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... e-03062016

Co się dzieje na świecie - 03.06.2016

Pro-amerykańska reorientacja Indii zagrożeniem dla Rosji i Chin
Sterowana przez premiera Modi reorientacja Indii w stronę USA grozi rozbiciem jedności BRICS przez odwrócenie pierwotnego kursu odchodzenia od świata jednobiegunowego.
We wcześniejszym artykule omawiałem ostatnie posunięcia Indii w kontekście zagrożeń dla Chin i Rosji, wynikających z indyjskiego zwrotu pro-amerykańskiego, link do wersji polskiej: http://zygmuntbialas.blog.pl/2016/05/30 ... 0-05-2016/
Obecnie – jak obiecałem – zajmę się ich tłem i strategicznymi konsekwencjami, oraz - jak opisana wcześniej sytuacja, zagraża rozwojowi porządku wielobiegunowego, będącego wyzwaniem dla amerykańskiej globalnej potęgi.
————————————————————————-
Proszę o uznanie mojej służebnej jedynie roli i nie oczekiwać odpowiedzi na pytania w przedmiocie wykraczającym poza moje kompetencje. Chętnie natomiast zapoznam się z opiniami na temat „czytliwości” przekładu.
A teraz zapraszam do lektury.
(1abezmetki)
————————————————————————-
Chińsko-Indyjska Zimna Wojna
Południowo Wschodnia Azja
Ubiegłomiesięczne posunięcia premiera Modi znacznie pogorszyły, trwającą już, choć na poziomie niskiej intensywności, chińsko - indyjską zimną wojnę. Obecna rywalizacja chińsko-indyjska skupia się na Azji Południowo - Wschodniej.
Indie zamierzają rozbudować więzi handlowe z członkami paktu ASEAN, potocznie określanych jako „Kraje Rzeki Mekong”, przez wspólną budowę Trilateral Highway mającej przebiegać przez Birmę i Tajlandię. Część tego projektu wiąże się z japońskim korytarzem Wschód - Zachód w birmańskim mieście portowym Mawlamyine, łączącym Indie z północną Tajlandią, południowym Laosem i centralnym Wietnamem.



Powyższa mapa ukazuje strukturę krzyżujących się korytarzy planowanych dla Greater Mekong Subregion.Indyjska Autostrada Trójstronna (Trilateral Highway), ukazana w kolorze fioletowym -jako Korytarz Zachodni (the Western Corridor). Japoński Korytarz Wschodni (East-Corridor), przedstawiono w kolorze turkusowym.
Nie jest przypadkiem, że te szlaki handlowe - jak się oczekuje – będą się łączyć. Indie i Japonia to dwa najważniejsze dla USA sojusznicze kraje azjatyckie w misji „powstrzymywania” Chin. Z perspektywy USA, Indie i Chiny mają uzasadnione interesy w koncentracji ich zasobów na teatrze ASEAN. Na froncie morskim, co omówiłem we wcześniejszym artykule, Indie są uplasowane, jako jedna z sił spoza regionu, aktywizująca się w akwenie Morza Południowo-Chińskiego obok Japonii, USA i Australii w „Czterostronnym Dialogu Bezpieczeństwa” (“Quadrilateral Security Dialogue”).
Parcie na Himalaje
Innym, strategicznie ważnym obszarem rywalizacji chińsko-indyjskiej są Himalaje, szczególnie: Kaszmir, Nepal i Arunachal Pradesh.
Kaszmir:
Od 1948 roku, Kaszmir jest podzielony na dwie strefy administrowane przez Pakistan i Indie. Jak omówiłem we wcześniejszym artykule, Indie są przeciwne chińskim planom budowy chińsko-pakistańskiego Korytarza Ekonomicznego przez strefę administrowaną przez Pakistan.
Z konwersacji z pakistańskim analitykiem i kontrybutorem GPolit, http://gpolit.com/ think tank, Tayyab Baloch’em, dowiedziałem się o pakistańskich obawach, że Indie mogą wykorzystać Umowę o (Wzajemnym) Wsparciu Logistycznym (Logistic Support Agreement) do lokalizacji sił amerykańskich w Indyjskiej Strefie Kaszmiru. Taka prawdopodobna sytuacja jest postrzegana przez Pakistan jako bardzo poważne zagrożenie, mogące nawet umożliwiać infiltrację ujgurskich i tybetańskich terrorystów na terytorium, położonych w pobliżu Chin.
Chociaż obecność sił amerykańskich w tym doświadczonym zaciekłym sporem obszarze, byłaby skrajnie kontrowersyjna i destabilizująca, to Indie mogłyby się pokusić o „usprawiedliwienie” tej obecności przez nagłośnienie chińskiej odmowy wstrzymania budowy Chińsko - Pakistańskiego Korytarza Ekonomicznego przez Pakistańską Strefę Kaszmiru i kontynuację przez Chiny okupacji – reklamowanego przez Indie – obszaru Aksai Chin.

Obrazek
Premier Indii Narendra Modi


Nepal:
Indie i Chiny są zaangażowane w zaciekle asymetryczną rywalizację o wpływy w Nepalu od czasu, kiedy Indie udzieliły poparcia dla identyfikujących się z Indiami, mniejszości Madhesi – protestującej od miesięcy w regionie Południowego Terai. Madhesi ostentacyjnie sprzeciwiali się planom federalizacji Nepalu – argumentując, że taka ewentualność ograniczyłaby ich wpływy w sprawy Nepalu. W stolicy Nepalu, Kathmandu panuje opinia, że Indie manipulują protestami Madhesi jako pośrednictwem dla kontynuacji wpływów w Nepalu.
Podczas protestów indyjscy handlowcy skarżyli się na brak bezpieczeństwa w podróżach do Nepalu, powodując de-facto blokadę kraju, skutkującą odcięciem dostaw paliw. W opinii rządu Nepalu, było to efektem embargo narzuconego przez Indie.

Chiny natomiast pragmatycznie wspierały demokratycznie i konstytucyjnie wybrany rząd Nepalu, dostarczając produkty wstrzymane przez Indie. Chiny zawarły także porozumienie z Nepalem w sprawie energetyki i obecnie dyskutują nawet odgałęzienie Nowego Jedwabnego Szlaku przez Himalaje do Kathmandu. Wobec powyższego, nie może dziwić, że Indie obawiają się możliwości zalania północnych stanów – Uttar Pradesh i Bihar powodzią tanich chińskich towarów. W rezultacie nietrudno dostrzec, dlaczego Indie mogą wykorzystywać protesty Madhesi, w celu udaremnienia tych projektów.
Arunachal Pradesh:
Kolejny region możliwego sporu chińsko-indyjskiego to terytorium Arunachal Pradesh, zwane przez Chiny – „Południowym Tybetem”. Tu dysputa datuje się od czasów imperialnych, kiedy Brytyjczycy wyznaczyli tam granicę pomiędzy kontrolowanymi Indiami a osłabionymi Chinami. Istotny punkt zagadnienia – to fakt, że Indie administrowały ten region bez aprobaty i uznania legalności przez Chiny.
Ten spór przez większość czasu pozostawał w uśpieniu, od czasu wojny chińsko - indyjskiej w 1962 r. Jednakże retoryka rozpalała się, ilekroć ujawniały się na nowo konflikty. A ponieważ Chiny nie uznają indyjskiej administracji Arunachal Pradesh – więc to terytorium zachowuje wysoce zapalny potencjał.
Umowa o (Wzajemnym) Wsparciu Logistycznym (Logistic Support Agreement) da siłom zbrojnym USA prawo – jeśli Indie to zatwierdzą – do „zaopatrzenia, reperacji, itd" gdziekolwiek na terenie Indii. Dotyczyłoby ono w teorii również spornych obszarów takich jak Arunachal Pradesh. Zatem możliwe skupienie sił amerykańskich w bezpośredniej bliskości granic Chin w spornym regionie Arunachal Pradesh mogłoby zostać odebrane przez Chiny jako intensywnie prowokacyjne i – w rezultacie – spowodować chińską reakcję.
To zaś mogłoby przeistoczyć, dotychczas uśpiony konflikt w konfrontację, tworząc trzeci sub-regionalny front „powstrzymywania” Chin. Wystarczyłaby nawet symboliczna obecność, choćby kilku żołnierzy amerykańskich – bez względu jak „wiarygodnie uzasadniona” – aby spowodować konfrontację między Indiami a Chinami, do wykorzystania przez twardogłowych w New Delhi, prących do zgodnego indyjsko - amerykańskiego wysiłku dla „obrony indyjskiego terytorium”.
„Powstrzymywanie” Chin w Centralnej Azji
Centralna Azja pozostaje dalszą strefą możliwego konfliktu chińsko-indyjskiego. Indie ostatnio zgłosiły akces do tzw. Porozumienia w Aszchabadzie (Ashgabat Agreement) – porozumienia na rzecz wielonarodowej platformy rozwoju infrastruktury zawartego pomiędzy Kazachstanem, Uzbekistanem, Turkmenistanem, Iranem i Omanem.
Indie planują budowę linii kolejowej z finansowanego przez Indie portu, z południowo irańskiego dystryktu Chabahar do istniejącej sieci kolejowej Iran-Azja Centralna, potencjalnie kreującej Indie jako ważnego regionalnie gracza. Ten Korytarz Północ-Południe – oczekuje się – pobiegnie równolegle do istniejącego już, o tej samej nazwie, który przebiega przez Iran, region Morza Kaspijskiego, Azerbejdżan i Rosję. Jeśli zrealizowane, to wspomniane projekty umożliwią Indiom połączenie lądowe z Unia Europejską, przekierowując indyjski szlak handlowy do EU, przez rosyjsko-chińską strefę wpływów w Azji Centralnej.
Wzrastająca rola Indii w tym regionie mogłaby wszystkim przynieść korzyści. Zależy to jednak od tego, jak będzie osiągana. Jeśli Indiom towarzyszą wrogie intencje względem Chin, zorientowane na „powstrzymywanie” Chin w tym regionie, co daje się już zauważyć we wszystkich pozostałych obszarach, to wzrastająca obecność Indii w Centralnej Azji przyniesie destabilizujące konsekwencje, które bez wątpienia dotkną również Rosję.
Jest za wcześnie odpowiadać na pytanie, jaką postawę Indie zajmą w Centralnej Azji. Niemniej, w każdym wypadku będzie to rola znacząca. Czy będzie pozytywna lub negatywna, zależy od Indii. Jeśli Indie będą kontynuować zaangażowanie w wielobiegunowość w połączeniu z partnerami w BRICS – Rosją i Chinami, wtedy ich rola w Azji Centralnej będzie pozytywna. Jeśli natomiast podkopią unię BRICS (na co wygląda z dotychczasowego rozwoju sytuacji), wtedy zachowanie Indii może się
okazać bardzo destabilizujące, zmieniając dotychczas stabilny region – w teatr nowej zimnej wojny.

Szantaż Wojny Hybrydowej
Premier Modi, póki co, sprawia wrażenie idącego wraz – ba, wręcz zapraszającego – amerykańską anty-chińską pomoc w południowej Azji i w sąsiadujących regionach. Jednakże nie można wykluczyć, że zachowuje się tak pod presją.
Jak pisałem w październiku w Sputniku, dyskutując gotujący się w Bangladeszu problem terroryzmu, związany z islamskimi Salafistami. USA i prawdopodobnie także Arabia Saudyjska mogą zamierzać przeistoczenie Bangladeszu w kolejne ognisko krwawego jihadizmu Salafistów jako ultymatywną formę presji na Indie. Więcej, oświadczenie z sierpnia 2014, anonsujące, że Al Kaida otworzyła filię południowo-azjatycką, może skłaniać establishment indyjski do obaw o długoterminowe zagrożenie ze strony jihadistów.
Intensywność tych obaw – być może – oddalających Indie od BRICS ku przymierzu z USA zasługuje na debatę. Osobiście sądzę, że premier Modi był już wcześniej predysponowany, żeby skłonić się ku USA a przeciwko Chinom, nawet gdyby nie poddano go presji. Niemniej, „tykająca bomba” krwawego jihadi’zmu pozostaje zagrożeniem, nawet jeśli premier Modi zdecyduje odwrócić kurs; w takim wypadku Indie mogłyby liczyć na pomoc ze strony ze strony partnerów z BRICS – Rosji i Chin – w sposób, który by pogłębił ich więzi z Indiami.

Rozpad BRICS
Wzrastające, zreorientowane zaangażowanie premiera Modi po stronie USA, zagraża organizacji BRICS rozpadem. Indie rzetelnie pragną sukcesów w pewnych wielostronnych projektach. To obejmuje, szersze użycie innych niż US$ walut w transakcjach dwustronnych i powołanie alternatywnych globalnych instytucji takich jak Bank Nowego Rozwoju (New Development Bank) w ramach BRICS i Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (Asian Infrastructure Investment Bank), w którym Indie miałyby reprezentację proporcjonalną do ich rozmiaru.
Jednakże te formy ekonomicznej i instytucjonalnej wielobiegunowości bardzo się różnią od geopolitycznej wielobiegunowości
reprezentowanej przez Rosję i Chiny. Chociaż Indie – oczywiście – mogłyby na niej również skorzystać, to krótkowzroczne interesy i obsesje ich wpływowych elit (np. ich wywiadowczo-militarno-dyplomatyczna biurokracja) wyrażane w „powstrzymywaniu” Chin, konfrontacji wobec Pakistanu i podbój reszty Kaszmiru oślepiając, uniemożliwiają dostęp do korzyści. Prowadzi to do osobliwego paradoksu; Indie geopolitycznie obejmują tego samego hegemona - USA – wobec którego oponują w sferze ekonomicznej i instytucjonalnej.
Rosja i Chiny ze swej strony aż do niedawna zakładały, że Indie podzielają ich wizję ekonomicznej, instytucjonalnej i co najważniejsze, geopolitycznej wielobiegunowości. Obecnie, wydaje się, że geopolityczny aspekt tej globalnej wizji nie jest już celem, do którego pragną zmierzać indyjskie elity.
Ultymatywnie, intensyfikacja rywalizacji chińsko - indyjskiej w jakiejś formie dwustronnej zimnej wojny służy jedynie interesom USA. Rozłam od środka nie jest jednak jedynym zagrożeniem dla jedności BRICS. W miarę upływu czasu, narastające napięcie w stosunkach pomiędzy Indiami i Chinami mogą nieuniknienie rozlać się na inne organizacje wielopolarne jak np. Shanghai Cooperation Organisation, podkopując ich jedność i upośledzając efektywność.
Nietrudno dostrzec, jak w takich warunkach, sytuacja może się odwrócić przeciw Indiom – wbrew ich długofalowym interesom - mogąc je zmusić do akceptacji każdej oferty USA – i całkowitego odwrócenia od BRICS. Nie jest nie do pomyślenia, że w takiej ewentualności, Indie mogą się stać pomostem pomiędzy sponsorowanym przez USA TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) w Zachodniej Eurazji a sponsorowanym TPP (Trans-Pacific Partnership) we Wschodniej Eurazji, z Indiami w roli ogniwa spinającego, w jakimś południowym „peryferyjnym aliansie” przeciw Rosji i Chinom.

Dylematy Rosji
W przypadku spowodowanego przez Indie rozpadu jedności BRICS, Rosja zostanie zmuszona do trudnego wyboru pomiędzy chińskim a indyjskim partnerem. Z oczywistych względów Rosja wolałaby, aby do tego nigdy nie doszło. Jednakże zachowania Indii mogą nie pozostawić alternatywy.
Jeśli nastąpi taki moment, że Rosja zostanie zmuszona do publicznego opowiedzenia się po stronie Chin – przeciwko Indiom; jakkolwiek by to uprzejmie i dyplomatycznie nie zostało dokonane, USA i ich poplecznicy w Indiach bez wątpienia wykorzystają ten fakt, ażeby wszcząć kampanię informacyjną, obwiniającą Rosję o „zdradę Indii” i „sprzedanie Indii Chinom”.
Rosyjska dyplomacja, bez wątpienia, robi co w jej siłach dla zapobieżenia takiej sytuacji. Z uwagi na rosyjskie długotrwale przyjazne związki z Indiami, Rosja jest jedynym krajem, mogącym mieć szansę na skuteczną perswazję wobec Indii, uświadamiającą, że ich obecny kurs, niweczący jedność BRICS, nie służy indyjskim interesom. Jeśli nawet Rosja nie zdoła przekonać Indii, aby całkowicie odwróciły obecny kurs polityczny, to Rosja nadal może pełnić użyteczną rolę moderatora politycznego i występować jako pomost pomiędzy New Delhi a Pekinem.

Realistycznie jednakże, Rosja niewiele zdziała, jeśli elity indyjskie zdecydują się przyjąć narrację anty-chińską, serwowaną im przez USA. Jeśli Indie nieodwołalnie opowiedzą się za kursem pro-amerykańskim i anty-chińskim, to wcześniej czy później, pod wpływem nacisków z Waszyngtonu, rozluźnią więzy z Moskwą.
Konkluzje
Zachowania premiera Modi w ubiegłym miesiącu, w bezpośrednim następstwie wizyty amerykańskiego sekretarza obrony Ashton Carter’a, spowodowały rozprzestrzeniony alarm pomiędzy zwolennikami BRICS, prowokując pytania, dlaczego Indie obecnie i nagle, tak spektakularnie, zdeklarowały się po stronie USA. Widoczna obsesja indyjskiej elity, związana z „powstrzymywaniem” Chin, konfrontowaniem Pakistanu i zawładnięciem całym Kaszmirem, czyni Indie zawsze podatnymi na manipulacje amerykańskie - i zarazem dostarcza odpowiedzi.
Stawka jednakże nie mogłaby być wyższa. Z indyjską przestrzenią medialną i informacyjną zdominowaną przez pro-zachodnie narracje, większość Hindusów pozostaje nieświadoma postępującej strategicznej zmiany kierunku ich kraju. Rezultatem jednakże może być rozpad BRICS, narażający również na niebezpieczeństwo inne projekty wielobiegunowe – jak np. Szanghajska Organizacja Współpracy (Shanghai Cooperation Organisation).
Poza tym, trudno jest nie zauważyć, że intensyfikacja chińsko - indyjsko zimnej wojny, prowadzi w rezultacie, do trwałego związania Indii z USA, pozostawiając cały projekt wielobiegunowy – na barkach Rosji i Chin – pod znakiem zapytania. Jeszcze nie jest za późno, aby zawrócić. Pozostaje jednak niewiele czasu do stracenia. Im dalej Indie posuną się w dotychczasowym kierunku, tym trudniej będzie im zawrócić. Poza pewnym punktem, momentum ruchu staje się nie do zatrzymania, a proces nieodwracalny.
Indie znajdują się na rozdrożu. Albo pogłębią partnerską współpracę w ramach BRICS, konsolidując wynurzający się świat wielopolarny, albo go zsabotują, wiążąc się z Waszyngtonem. Indie dzisiaj to kraj-zwornik, z decydującym głosem w sprawie aprobaty lub wykluczenia Nowej Zimnej Wojny; i z tego powodu przedmiot umizgów każdego z wielkich mocarstw.

Napisał: Andrew Korybko

Poniżej filmy tematycznie związane z przedstawioną problematyką:
https://www.youtube.com/watch?v=1Gt5ac4CIWw
https://www.youtube.com/watch?v=GaGP4B3ui4A
https://www.youtube.com/watch?v=ZyPriSgWGyM
https://www.youtube.com/watch?v=HpBYHX11SVQ
———————————–
http://theduran.com/threat-russia-china ... ealignment
http://theduran.com/wp-content/uploads/ ... mall-1.png
The Threat To Russia and China From India’s New Pro-US Realignment
Andrew Korybko
May 7, 2016
Przetłumaczył: 1abezmetki
Przedruki, mile widziane. Wyjątek Neon24.
Bojkotuj Neon24!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 25 cze 2016, 09:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/gospodarka/298137-b ... jnowsze%29

Dodatkowa korzyść z Brexitu. A żydomasoneria w Polsce płacze.

Kopia artykułu:

Brexit oznacza opóźnienie lub zawieszenie negocjacji o TTIP? „Najprawdopodobniej to będzie odłożone 'na ruski rok' i się nie ziści. Nie ma planu B"
opublikowano: 2016-06-24 18:11:29+02:00


Fot. stop-ttip.org


Decyzja Brytyjczyków o opuszczeniu UE (Brexit) oznacza opóźnienie lub zawieszenie negocjacji porozumienia o wolnym handlu między UE i USA (TTIP), gdyż to Londyn był jednym z rzeczników jego zawarcia - mówili uczestnicy piątkowej debaty Fundacji Pułaskiego i Centrum Stosunków Międzynarodowych.
Z ostatecznych rezultatów czwartkowego referendum w Wielkiej Brytanii, ogłoszonych w piątek przez brytyjską komisję wyborczą, wynika, że 51,9 proc. głosujących opowiedziało się za Brexitem, a 48,1 proc. za pozostaniem kraju w UE.
W tej sytuacji nie mamy co liczyć na zamknięcie negocjacji TTIP ani w najbliższej perspektywie, ani w dalszej perspektywie. To na czym się opierał dzisiejszy porządek liberalny, a więc handel międzynarodowy, dzisiaj odchodzi do lamusa
—mówiła podczas debaty Katarzyna Pisarska z Europejskiej Akademii Dyplomacji. Negocjacje dotyczące TTIP, czyli Transatlantyckiego Porozumienia Handlowo-Inwestycyjnego, które utworzyłoby strefę wolnego handlu pomiędzy USA i Unią Europejską oraz wprowadziło wzajemne uznawanie standardów, trwają od 2013 roku. Dotychczas odbyło się 13 rund rozmów.
Strony zamierzały przeprowadzić 14. rundę w lipcu i zapowiadały gotowość zakończenia rozmów do końca 2016 r. Zdaniem ekspertów wydaje się to jednak obecnie mało prawdopodobne.
Jak zauważyła Katarzyna Pisarska, przez najbliższe lata uwaga Brukseli będzie koncentrowała się na negocjacjach z Wielką Brytanią dotyczących jej przyszłego statusu. Także zdaniem byłego marszałka senatu Longina Pastusiaka Brexit zatrzyma negocjacje ws. TTIP.
Wielka Brytania była bliżej porozumienia i była siłą naciskającą na porozumienie z USA. Amerykanom bardzo zależy i prezydent USA Barack Obama chce do końca tego roku zawrzeć to porozumienie. Obawiam się, że skutkiem Brexitu będzie osłabienie tych sił w Unii Europejskiej, które wspierały zawarcie porozumienia do końca roku” - mówił Pastusiak.
Zbigniew Pisarski z Fundacji Pułaskiego dodał, że gdy miał ostatnio okazję zapytać w Brukseli przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza o losy TTIP, jeśli dojdzie do Brexitu, ten „zamilkł na jakieś 45 sekund”.
Nie wiedział, od której strony zacząć i powiedział, że wówczas wszystko się rozsypie. (…) On, jako jeden z głównych przedstawicieli w negocjacjach z USA, nie widział w takim wypadku TTIP. I niestety potwierdza się, że najprawdopodobniej to będzie odłożone „na ruski rok” i się nie ziści. Nie ma planu B
—dodał Pisarski. Według uczestników debaty Brexit oznacza złe wiadomości dla europejskiej gospodarki. Były minister spraw zagranicznych, a obecnie szef rady nadzorczej Citibanku Andrzej Olechowski porównał tę sytuację do człowieka świeżo po zawale serca, gdy nie wiadomo jeszcze, jak rozległe szkody ten zawał spowodował.
Obawiam się, że integracja połączy kraje podobnie myślące, a my jesteśmy krajem niepodobnie myślącym
—mówił. Zaznaczył, że Polska jest krajem na uboczu UE i nie przystąpiła do unii walutowej, a perspektywy dla polskiej gospodarki nie są w tym układzie dobre.
Z kolei Małgorzata Bonikowska z Centrum Stosunków Międzynarodowych przekonywała, że należy przeanalizować argumenty eurosceptyków, gdyż w nich zawarte są również recepty, jak naprawić Unię Europejską.
Jej zdaniem Polska ma obecnie historyczną szansę, żeby aktywnie zaangażować się w budowanie przyszłości Europy i w ten sposób zająć miejsce po Wielkiej Brytanii.
Moglibyśmy zrobić historyczny krok do przodu
—oceniła.

Ryb, PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 27 cze 2016, 09:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/stany ... -nuklearna

Stany Zjednoczone ostrzegają Chiny, że Japonia może otrzymać broń nuklearną
autor: John Moll (2016-06-26 17:15)

Obrazek
Źródło: US Government


Amerykanie wciąż są niezadowoleni faktem, że Chiny nie wykorzystują swoich możliwości aby wpłynąć na Koreę Północną i zachęcić lub zmusić Kim Dzong Una do denuklearyzacji oraz wstrzymania prac nad programem rakiet balistycznych. Wiceprezydent USA Joe Biden ostrzegł chińskiego przywódcy że Japonia, rzekomo do celów obronnych, może praktycznie z dnia na dzień otrzymać broń nuklearną.

Korea Północna nie przejmuje się żadnymi ostrzeżeniami Zachodu ani nałożonymi sankcjami i wciąż kontynuuje program rakietowy oraz nuklearny. Stany Zjednoczone stale powtarzają że będą robić wszystko aby chronić swoich sojuszników a skoro Chiny nie chcą wpłynąć na swojego agresywnego sąsiada, Amerykanie mogą w Korei Południowej rozmieścić system antybalistyczny THAAD, na co jednak nie zgadzają się Chińczycy.

Joe Biden powiedział Xi Jinpingowi, że Japonia może w bardzo krótkim czasie zdobyć broń nuklearną gdyż posiada takie możliwości. To dodatkowo pogorszyłoby sytuację w Azji Wschodniej, a szczególnie na Półwyspie Koreańskim. Korea Południowa również wyraziła jakiś czas temu chęć zdobycia broni masowego rażenia aby odstraszyć Koreę Północną.

Chińscy wojskowi uważają, że zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę państw przed rzekomą agresją ze strony Korei Północnej jest w rzeczywistości próbą otoczenia Chińskiej Republiki Ludowej. Zresztą podobnie postrzegana jest aktywność NATO w Europie Wschodniej, która wzmacnia swoje siły przy granicy z Rosją i twierdzi że to Rosja jest agresorem.

Źródło:
http://www.japantimes.co.jp/news/2016/0 ... japan-ge...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 30 cze 2016, 08:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawapolityka.pl/2016/06/wspolpr ... eczenstwa/

Eurazja od Atlantyku po Pacyfik to niezrealizowane dotąd marzenie Adolfa Hitlera. Dla Polski i Europy Środkowej pomysł taki oznacza ostateczną zagładę.

Kopia artykułu:

Współpraca UE z Rosją w ramach nowej strategii bezpieczeństwa
Autor: Katarzyna Ochał Data: Czerwiec 28, 2016

Jak podaje brytyjski dziennik Financial Times, najnowsza unijna strategia w związku z bezpieczeństwem UE zakłada współpracę z Rosją.


Fot. Pixabay


Przede wszystkim plan zakłada stopniową poprawę stosunków Unii Europejskiej z Rosją. W dokumencie, na podstawie którego FT publikuje powyższe informacje, dowiadujemy się, że UE ma zamiar zaangażować Rosję w dyskusję na temat rozbieżności i rozpocząć współpracę w momencie, kiedy nasze interesy będą zbieżne.
Pierwszy dokument o strategii bezpieczeństwa UE wydano w roku 2003.
W planie jest przede wszystkim założenie zwiększenia współpracy państw członkowskich w sferze obronności. Powyższy projekt przedstawi szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini 29 czerwca.
Jak wiemy, stosunki pomiędzy Rosją a UE są napięte od czasu aneksji i interwencji zbrojnej Moskwy w Donbasie, w związku z czym nałożono na Rosję sankcje.

Źródło: wmeritum.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 06 lip 2016, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/ ... /7736-7736

Według przepowiedni księdza Klimuszki III wojna światowa ma się zacząć od ataku Chin na Rosję, który ma być szokiem dla Rosjan i całego świata. Na razie wszystko się zgadza - wszak totalny atak bliskiego wydawałoby się sojusznika musi być szokiem dla wszystkich, a szczególnie dla Rosji.

Kopia artykułu:

Rosja i Chiny zaczęły wspólne manewry pod Moskwą
Opublikowano: wtorek, 05, lipiec 2016 01:38

Żołnierze Narodowej Policji Zbrojnej ChinSpecnaz rosyjskiej Gwardii Narodowej i Narodowej Policji Zbrojnej Chin oficjalnie otworzył wspólne antyterrorystyczne treningi „Współpraca-2016”, informuje RIA Nowosti.
— Dobrosąsiedzkie stosunki pomiędzy naszymi państwami są strategiczną linią pomiędzy stroną chińską i Rosją. Dziś zaczynamy nowy etap współdziałania. Cieszymy się z przyjaźni z naszym sprawdzonym partnerem, gotowi jesteśmy do wypełnienia wspólnych zadań – powiedział szef Sztabu Głównego wojsk Gwardii Narodowej Federacji Rosyjskiej generał Siergiej Czenczyk.
Zakrojone na szeroką skalę taktyczno-specjalistyczne ćwiczenia odbędą się od 3 do 14 lipca w obwodzie smoleńskim i moskiewskim. Ze strony Gwardii udział wezmą żołnierze ośrodka „Witiaź”. Ze strony chińskiej udział wezmą żołnierze oddziałów „Śnieżny bars” i „Łowczy sokół”.

— Wspólne ćwiczenia między naszymi siłami zbrojnymi odbywają się po raz trzeci. Ich celem jest ulepszenie wzajemnego zrozumienia pomiędzy naszymi oddziałami i podniesienie gotowści bojowej w tych sytuacjach, kiedy w regionie mogą pojawić się zagrożenia terrorystyczne. W imieniu Narodowej Policji Zbrojnej Chin chcę podziękować stronie rosyjskiej za pomoc w organizacji – powiedział szef sztabu Narodowej Policji Zbrojnej Chin generał Tsin Tsian.
Podczas zajęć antyterrorystycznych pododdziały mają wypełnić zadania bojowe z zastosowaniem specjalnej techniki: baterii moździerzowych, śmigłowców Mi-8 i sprzętu opancerzonego. Co ciekawe, według protokołu zajęć chiński specnaz będzie korzystać z broni wojsk rosyjskich.
Rosyjskie i chińskie kierownictwo podkreśliło, że manewry mają charakter antyterrorystyczny i nie są skierowane przeciwko państwom i regionom trzeciej strony.

Za: http://pl.sputniknews.com/swiat/2016070 ... lenia.html

Za: http://www.wicipolskie.org/?p=18549


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 17 lip 2016, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/75412

Pakt Xi-Duda, czyli o wprowadzaniu demokracji przez Amerykę
hrponimirski, sob., 16/07/2016 - 15:17

Tocqueville napisał wiekopomne dzieło "O demokracji w Ameryce". Kłopotowski napisał wiekopomne dzieło "O oligarchii w Ameryce". A w Turcji doszło do puczu.
Jakie były faktyczne przyczyny puczu dowiemy się jak się będzie teraz zachowywać Ankara.
Jakby ktoś nie wiedział dlaczego Turcja jest strategicznie kluczowa niech spojrzy na mapę.



Mam nadzieję, że jest to aktulna mapa nowego jedwabnego szlaku, bo widziałem już kilka wersji. W każdym razie Turcja leży na jednym z potecjalnych szlaków. Tam po drodze jest Iran, ale nie udało się wprowadzić demokracji w Iranie i przeciąć potencjalnego szlaku (chyba że Iran zblatowano).
Szlak w tej wersji omija w zasadzie Irak i Syrię (gdzieśtam opłotkami), w których dzielnie zaprowadzano demokrację. Powstało tam ISIS, które już pełni albo będzie pełnić rolę pratów somalijskich. Jakby ktoś się zastanawiał po co są piraci somalijscy, to niech zerknie jeszcze raz na mapę i zobaczy, gdzie obecnie biegnie szlak morski. Ano przez Zatokę Adeńską koło Somalii i dalej przez Morze Czerwone do Egiptu (Kanał Sueski), w którym też dzielnie wprowadzono demokrację.
Jak widać na mapce szlak przechodzi przez Ukrainę, w której też dzielnie zaprowadzano demokrację. Widziałem też wersję gdzie szlak przechodzi przez Ukrainę od strony Rosji.



Tak teraz podobno jeżdżą pociągi z Chin. Odbywa się to przez Białoruś, co oznacza, że musimy hołubić Łukaszenkę. Swoją drogą nigdy się nie spodziewałem, że coś takiego napiszę. W każdym razie na szczęście dla nas Łukaszenka nie da sobie wprowadzić demokracji i dlatego nie powinniśmy go za bardzo do tego namawiać.

Podejrzenie zamachu stanu w Turcji oczywiście padło na Rosję. Ale czy Rosja zyskałaby coś na tym? Chyba nic poza potencjalną kontrolą cieśnin i wyjściem na Morze Śródziemne. Dalej to nie daje możliwości wyjścia na ocean choć można operować po tym morzu. No chyba, że decydują względy symboliczne - II Rzym (Konstantynopol/Stambuł) w ramach doktryny Moskwa - III Rzym.
Zresztą Rosja w ogóle ma utrudniony dostęp do jakichkolwiek oceanów i problemy z zamarzającymi portami (taki ciepły Krym może być wystarczającym przyczółkiem). Stąd też zależy Rosjanom na urzymaniu Kuryli jako wyjścia na Pacyfik (spór o nie z Japończykami). A zestrzelenie samolotu można potraktować jako lekkie warczenie psa (nawet nie pokazania kłów), co można zignorować.

Co zyskałaby Ameryka? Ano udaremnienie nowego jedwabnego szlaku, a przynajmniej jego kontrolę. Dla Ameryki ten szlak to jak dla nas rura na dnie Bałtyku, który czasem nazywany jest drugim paktem Ribbentrop-Mołowotow. (Nie jestem pewien, czy media mówiły o puczu jako o demokratycznym zamachu na tyrana, czy na odwrót, że demokracja jest obalana - ale to w sumie nieistotne.)

Istnieje analogia do tamtych czasów. Ameryka nie może pozwolić na rozwój Chin, bo będzie to dla niej oznaczało śmierć. Polska jak widzę stoi znów w rozkroku trochę gada z Chinami, ale wpuszcza Amerykańskich żołnierzy. Tych zaprowadzających demokrację. Polska ma też odpowiednie ustawy umożliwiające tę demokrację skutecznie wprowadzać (możliwość strzelana na naszym terytorium). Przed samą wojną Polska miała doktrynę równego dystansu - tzn. żeby nie wyróżniać ani Niemiec ani Rosji - wiadomo jak to się skończyło. Polska, żeby przetrwać musi mądrze wybrać.

Mam nadzieję, że taka gra na dwa fronty to tylko podbijanie stawki. W teorii negocjacji jest coś takiego jak BATNA - "najlepsza alternatywa dla negocjowanego porozumienia", czyli możliwość wyboru innej oferty. Z resztą chyba i Rosja podbija stawkę, bo Łagrow ciągle gada z Kerrym.

Odpowiedzią na to pytanie jest to gdzie Putin trzyma pieniądze (tak moim skromnym zdaniem). Np. Poroszenko wygadał się, że trzyma pieniądze w banku inwestycyjnym Rothshildów. Tłumaczył się tak po Panama Papers. Generalnie chciał być transparentny, więc nie chciał trzymać pieniędzy na Ukrainie tylko w Ameryce. Ciekawe dlaczego trzymanie przez prezydenta pieniędzy we własnym kraju może być postrzegane jako korupcja? W każdym razie nie mógł on legalnie trzymać pieniędzy w Ameryce, więc gdzieśtam założył konto, żeby dokonać transferu do Ameryki. Prezydent Poroszenko złamał wszelkie prawo, by być transparetny i żeby amerykański bank mógł trzymać go za ... (przypominam, że Kłopotowski napisał wiekopomne dzieło "O oligarchii w Ameryce"). Tłumaczył się trochę jak to kiedyś jeden profesór tłumaczył jednego polityka z parokrotnego wypełniania jakiegoś oświadczenia, co też nie było mataczeniem a wyrazem skrupulatności tegoż polityka.

(http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 54822.html)

Jeśli Putin trzyma pieniędze w Ameryce to jest pozamiatane. Ale chyba nie... Choć potencjalnie i jakiś rosyjski bank może być kontrolowany przez światową finansjerę (chyba że ma w skarpecie).

Wracając do tego nieszczęsnego prezydenta Turcji, to trzeba go obserwować, jeśli zluzuje kurs tzn. że straszonko się udało. No bo po co kogoś obalać, jak obieca, że już będzie grzeczny? Może nawet zdeponuje pieniążki w odpowiednim miejscu.

A Turcja chciała się uniezależnić od Ameryki chociażby kupując chińskie rakiety
http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 17065.html

Przedstawiciele władz USA i NATO wskazywali, że współpraca Turcji z Chinami w dziedzinie obrony przeciwrakietowej mogłaby postawić pod znakiem zapytania kompatybilność jej uzbrojenia i naruszyć zasady bezpieczeństwa, obowiązujące państwa członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Same Chiny chciały się uniezależnić od systemu bankowego.
http://independenttrader.pl/prawdziwe-z ... zlaku.html
"Kraje BRISC – w szczególności Rosja i Chiny – prowadzą testy równoległego systemu transakcyjnego, niezależnego od Stanów Zjednoczonych. SWIFT (jak pokazano 3 lata temu) może okazać się potężną bronią.
W 2012 roku wskutek sankcji gospodarczych nałożonych na Iran, odcięto ten kraj od płatności międzynarodowych, realizowanych poprzez SWIFT. Bez dostępu do systemu, żaden przelew przychodzący lub wychodzący z Iranu, nie mógł być zrealizowany, co bardzo poważne odbiło się na gospodarce tego kraju.
Od tego momentu, SWIFT stał się bronią skierowaną w przeciwników politycznych."

Generalnie - jak w tym przekleństwie - "żyjemy w ciekawych czasach".


hrponimirski - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 07 lis 2016, 10:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,europa-s ... mpaign=rss

Chińczycy traktują Europę Środkowowschodnią priorytetowo
Dodane przez Zyga
Opublikowano: Niedziela, 06 listopada 2016 o godz. 09:09:46

W wywiadzie dla chińskiej państowej agencji informacyjnej Xinhua przedstawiciel ChRL przy Unii Europejskiej Yang Yanyi komentowała piąty szczyt Chin i 16 państw Europy Środkowowschodniej w Rydze.

"Współpraca Chin i państw Europy Środkowowschodniej, zwana grupą 16+1, odnotowała wyraźny wzrost w ciągu ostatnich czterech lat i stała się nowym, ważnym motorem związków Chin z Europą" - powiedziała Yanyi. Przypominała, że współpracę w tym formacie rozpoczęto w kwietniu 2012 r. i stanowi ona "integralną część" całości relacji ChRL z Unią Europejską. Yanyi podkreślała, że Chiny są drugą gspodarką świata, nie brakuje im kapitału i jest to "komplementarne" z potrzebami "wschodzących gospodarek" państw naszego regionu, które według niej potrzebują przede wszystkim inwestycji infrastrukturlanych. "Strona chińska chce współpracy z europejskimi partnerami i poszukuje synergii między strategiami rozwoju" - powiedziała Yanyi. Jak mówiła dotychczasowa Średniookresowa Agenda Współpracy przyjęta przez grupę 16+1 w czasie zeszłorocznego szczytu w chińskim Suzhou stworzyła "solidny fundament" dla tej współpracy.

Konkretyzując Yanyi wspomniała o wielkim projekcie transkontynetnalnego szlaku handlowego "Jeden pas - jedna droga" zwanym w Europie "nowym szlakiem jedwabnym". Jako przykład podała dwustronne memorandum w sprawie projektu zawarte przez Chińczyków z Czechami. Przedstawicielka ChRL przy UE przypomniała też udział Chińczyków w budowie połączenia kolejowego Belgrad-Budapeszt. Zapowiedziała, że Chiny są bardzo zainteresowane importem produktów spożywczych z naszego regionu.

V szczyt Chiny-Europa Środkowowschodnia na szczeblu szefów rządów odbyła się w dniach 4-5 listopada w Rydze. Uczestniczyła w nim premier Beata Szydło.

news.xinhuanet.com/kresy.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 17 lis 2016, 09:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=27443

Bułgaria/Mołdawia: Bunt przeciw Zachodowi
16 listopada 2016 13:45

Nowym prezydentem Bułgarii zostanie generał-major Rumen Radew, do niedawna dowódca sił powietrznych tego kraju. Już w pierwszej turze wyborów uzyskał najlepszy wynik spośród wszystkich kandydatów, w drugiej turze zdobył 59% głosów. Z wojska odszedł w proteście przeciw pomniejszaniu zdolności obronnych bułgarskiej armii tłumaczonym jej dostosowywaniem do wymogów NATO. Bezpośredni powód do dymisji dała generałowi propozycja ministra obrony Nikołaja Nanczewa, aby w ramach tzw. Air Policing przestrzeń powietrzna Bułgarii była chroniona przez samoloty innych państw członkowskich NATO. Dla mnie, jako generała bułgarskiej armii i dowódcy lotnictwa wojskowego, ten pomysł jest jeszcze bardziej poniżający niż traktat z Neuilly z 1919 r. Był to bowiem dokument nam narzucony z zewnątrz, był wypadkową decyzji mocarstw. Tymczasem obecna koncepcja to pomysł bułgarskiego wiceministra i została przyjęta przez bułgarskie dowództwo wojskowe. – napisał Radew w oświadczeniu opublikowanym po odejściu z armii. Zarzucił w nim też bułgarskim elitom rządowym, że sprowadzają swój kraj do poziomu takich państw jak republiki bałtyckie.
W kampanii wyborczej gen. Radew opowiedział się za uznaniem przynależności Krymu do Federacji Rosyjskiej i zniesieniem tzw. „sankcji” Unii Europejskiej wobec Rosji; wyrażał też poparcie dla powstańców z Donbasu.
W Mołdawii wybory prezydenckie wygrał Igor Dodon, kandydat Partii Socjalistycznej, zwolennik zakończenia przez swój kraj kooperacji z Unią Europejską i rozwinięcia współpracy gospodarczej z Rosją.
Amerykańska agencja Bloomberg określiła zwycięstwa Radewa i Dodona jako element „fali antyzachodnich nastrojów” na świecie – kolejny po referendum w sprawie Brexitu i wygranej Donalda Trumpa w USA.

(Na podstawie forsal.pl. kresy.pl i sputniknews.com opracował A.D.)

Obrazek
Rumen Radew



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 18 lis 2016, 10:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/11/1 ... w-europie/

Odrodzenie braterstwa? Zachodnie media o prorosyjskiej fali w Europie.
Posted by Marucha w dniu 2016-11-17 (czwartek)



Prorosyjskie nastroje zdobywają coraz większą popularność w Europie Wschodniej i Bruksela wbrew politykom dostrzegającym w tym zjawisku „rękę Moskwy” powinna przyznać, że sama jest winna swoich niepowodzeń – piszą zachodnie media.
Wygląda na to, że Rosja odzyskuje status „państwa braterskiego” — pisze Spiegel.
W ubiegłą niedzielę w Bułgarii i Mołdawii wybory prezydenckie wygrali Rumen Radev i Igor Dodon, którzy otwarcie wyrażają prorosyjskie poglądy. Serbia przeprowadza wspólne z rosyjską armią ćwiczenia wojskowe, liderzy Czech, Węgier i Słowacji coraz bardziej zdecydowanie domagają się zniesienia antyrosyjskich sankcji a przywódca Macedonii Nikoła Gruewski w ogóle wielokrotnie zwracał się do Moskwy o pomoc — podkreśla periodyk.
Każde państwo ma powody aby dołączyć do nowej prorosyjskiej fali, jednak na pierwszy plan wysuwa się oczywista tendencja — nostalgia za „minionymi czasami” [? – admin] i masowe rozczarowanie „europejskim marzeniem”. Obietnice, które Bruksela składała państwom wschodnioeuropejskim, nie zostały spełnione, stopniowo ubóstwo, stagnacja gospodarcza i korupcja, które ogarnęły cały region, niszczą nadzieję na „optymistyczną europejską przyszłość” — pisze Die Presse.
W tych warunkach Europa Wschodnia nie ma ani możliwości, ani chęci konfrontacji z Moskwą. Region nie może pozwolić sobie na poparcie antyrosyjskich sankcji, które uderzają w niego o wiele silniej niż w zamożnych zachodnich sąsiadów. Poza tym daje się we znaki silna zależność państw wschodnioeuropejskich od rosyjskiego gazu — pisze gazeta.
Wszystkie te czynniki mogą zmienić korelację sił w Europie i z czasem odrodzić „rosyjską sferę wpływów”. Biorąc pod uwagę fakt, że Moskwa stopniowo odnosi zwycięstwo nad Zachodem również na froncie kulturalnym, ten proces może nabrać tempa.
„Religia, rodzina, ojczysty kraj — zamiast homoseksualnych małżeństw i otwartych granic; wartości wyznawane przez Rosję znajdują zrozumienie poza granicami Europy Wschodniej, w tym z powodu lęków związanych z kryzysem migracyjnym” — zauważa autor.
Zresztą niektóre periodyki uważają, że przyczyna popularności prorosyjskich nastrojów tkwi nie w atrakcyjności polityki Moskwy, lecz wyłącznie w słabości Brukseli. Jeśli wcześniej państwa dążyły do dołączenia za wszelką cenę do UE, wiedząc że wszystkie ich cierpienia z czasem zostaną wynagrodzone, to teraz sytuacja się zmieniła — pisze Süddeutsche Zeitung. Jedna Europa teraz jest zbyt pochłonięta problemem uchodźców i walką z ruchami populistycznymi, żeby zadbać o takie państwa, jak Mołdawia i Bułgaria — podsumowuje periodyk.

https://pl.sputniknews.com/swiat/201611 ... -nastroje/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 18 lis 2016, 11:38 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Nowy ład? Prawicowi komentatorzy o wyborach w USA

Obrazek

Co prezydentura Donalda Trumpa zmieni w Stanach Zjednoczonych i na świecie? W kwestiach o szczególnym znaczeniu dla katolików, pozwala mieć nadzieję na odejście od radykalnie liberalnego podejścia do aborcji. „Homomałżeństwom” już się Trump jednak nie sprzeciwia. Dla Polski zaś kluczowa jest polityka zagraniczna. Na szeroko rozumianej prawicy przeważa pogląd, że rewolucji nie będzie. Najwyżej pewna korekta. Z drugiej strony nie lekceważmy gestów, takich jak spotkanie z Nigelem Farage’m.

Ojciec Mark Hodges na „Life Site News” zastanawia się nad podejściem przyszłego prezydenta USA do kwestii obyczajowo-moralnych. Już po wyborach Republikanin potwierdził wolę nominowania sędziów przeciwnych aborcji. Dopuścił możliwość odwrócenia wyroku w sprawie Roe versus Wade z 1973 roku. Wówczas to Sąd Najwyższy zalegalizował aborcję na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Zdaniem Donalda Trumpa sprawa ta powinna być rozstrzygana przez poszczególne stany. Niepokojąca jest natomiast wypowiedź przyszłego prezydenta w kwestii „homomałżeństw”, uznanych w 2015 roku za wymóg amerykańskiej Konstytucji. Zdaniem Donalda Trumpa należy pogodzić się z tym wyrokiem.

Christopher R. Barron na portalu „Fox News” twierdzi natomiast, że „Donald Trump jest bez wątpienia najbardziej pro-gejowskim nominatem Republikanów w historii”. Przywołuje jego wysiłki na rzecz równego traktowania mniejszości seksualnych w biznesie. A także „pełną pasji” obronę wspólnoty „LGBT” podczas republikańskiej konwencji.

Dwuznaczne podejście Trumpa do kwestii bliskich dla chrześcijan każe zastanowić się dlaczego poparli oni Republikanina. Tym bardziej, że miliarder jest rozwodnikiem, zarabiającym m.in. na kasynach. Jonathon Van Maren na portalu „Life Site News” twierdzi, że przyczyna poparcia chrześcijan dla Republikanina była prosta: chęć uniknięcia trzeciej kadencji Baracka Obamy - tym razem w spódnicy. Zagrożenie wynikające z politpoprawnej tyranii nabrało dla nich egzystencjalnego charakteru. Barack Obama forsował pomysły takie, jak wpuszczanie chłopców uważających się za dziewczynki do żeńskich toalet szkolnych. Sprzeciw wobec tych pomysłów demaskował zaś jako „transfobię”. Wybór Hilary Clinton nie dawał nadziei na poprawę sytuacji.

Pod rządami Obamy niepokojono fotografów czy piekarzy tylko dlatego, że nie chcieli obsługiwać „homo-ślubów”. Chrześcijańscy rodzice czy przedsiębiorcy głosujący na Donalda Trumpa zazwyczaj nie byli aktywistami, ani ludźmi nadmiernie upolitycznionymi. Chcieli tylko po swojemu żyć i zarabiać na życie. Jednak nie pozwolono im na to. Dlatego też, zdaniem Van Marena „nawet jeśli Donald Trump nie zrobi nic dla chrześcijan, przynajmniej zostawi ich w spokoju. Po ośmiu latach Baracka Obamy to także będzie ogromną ulgą”. Czy tak będzie w rzeczywistości – czas pokaże.

Zdaniem Michaela Vorisa z „Church Militant” do zwycięstwa Donalda Trumpa przyczyniła się pokuta i post katolickich wyborców. Republikanin odgrywa jego zdaniem rolę w Bożym planie, nawet jeśli nie jest tego świadomy. Katolicki dziennikarz wyraża nadzieję, że Donald Trump oprócz dokonania „moralnych” nominacji do Sądu Najwyższego zakończy finansowanie Planned Parenthood i powoła prokuratora do zbadania nadużyć tej organizacji, zaprzestanie wymagania od pracodawców finansowania środków antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych, a także skończy z haniebną praktyką nakłaniania państw Trzeciego Świata do niemoralnej polityki obyczajowej w zamian za pomoc finansową.

Z kolei Gavin Rice na „Catholic Herald” stwierdza, że o głosach chrześcijan na Republikanina zadecydowało ideologiczne, antychrześcijańskie zacietrzewienie jego kontrkandydatki. Zwolenniczka Planned Parenthood, przymusowego finansowania antykoncepcji i aborcji nawet w ostatnim okresie ciąży byłaby dla katolików zagrożeniem. Tym bardziej, że nominowani przez nią sędziowie do Sądu Najwyższego kontynuowaliby odgórną transformację ideologiczną Stanów Zjednoczonych. „Jastrzębie” wypowiedzi na temat Rosji szły u Clinton w parze z niejasnymi, ujawnionymi niedawno przez „Wiki Leaks” powiązaniami Fundacji Clintonów z Arabią Saudyjską i innymi podejrzanymi państwami. W efekcie, to Donald Trump sprzyjać będzie pokojowi światowemu, choćby poprzez odprężenie na linii amerykańsko-rosyjskiej.

Przełom w polityce zagranicznej?

Z kolei Stephen Fidler 9 listopada na łamach „Wall Street Jorunal” pisze, że zwycięstwo Donalda Trumpa oznacza wstrząs dla europejskiego ładu geopolitycznego – większy nawet, niż decyzja Brytyjczyków o wystąpieniu z Unii Europejskiej. Pisze o obawach europejskich przywódców związanych z oczekiwanym zbliżeniem amerykańsko – rosyjskim, negacją globalnych porozumień klimatycznych czy wolą odgrywania przez USA roli globalnego lidera.

Sumantra Maitra z „National Interest” zauważa natomiast, że zachodnie, w tym amerykańskie społeczeństwa są generalnie silnie antyimigracyjne i antyinterwencyjne w polityce zagranicznej. Te właśnie sentymenty, ignorowane przez liberalne elity, przyczyniły się do zwycięstwa kandydata Republikanów. Na biznesmena zagłosowali ludzie popierający kiedyś Baracka Obamę – gdy jeszcze żywiono nadzieję, że odejdzie on od nadmiernie interwencjonistycznej polityki George’a Busha.

Jak jednak twierdzi analityk, przyszły prezydent nie przewróci do góry nogami dotychczasowej linii amerykańskiej polityki zagranicznej. Po zwycięstwie wyborczym Republikanin skierował pojednawcze słowa do przywódców Korei Południowej, Japonii, a także Meksyku - krajów mających powody do szczególnego zaniepokojenia jego wyborem. To odejście od przedwyborczej retoryki widoczne jest także w zaangażowaniu do współpracy zdeklarowanych jastrzębi wpływających na amerykańską politykę jeszcze w czasach Zimnej Wojny. Z drugiej strony Republikanin usunął ze swej strony hasło zakazu wstępu dla muzułmanów i zapewnił (prywatnie) arabskich sojuszników USA, że do takiego posunięcia nie dojdzie. Kampania wyborcza to nie to samo co realne sprawowanie władzy. Stany Zjednoczone są zbyt uwikłane w światową politykę, by pozwolić sobie na nagłą woltę. Tym, czego możemy w najlepszym razie oczekiwać jest – wedle analityk – niewielkie ograniczenie interwencjonizmu oraz stonowane zwiększenie nacisku na interes narodowy.

Z kolei Jeffrey Burt, James Hitch, Peter Pettibone, Thomas Shillinglaw z „National Interest” twierdzą zaś, że relacje amerykańsko – rosyjskie to kwestia kluczowa dla przyszłego prezydenta USA. Liczą, że wykorzysta on swoje nabyte w biznesie umiejętności negocjacyjne do rozmów z Rosją. Rosyjska aneksja Krymu i działania w Donbasie, a z drugiej strony rozszerzenie NATO i amerykańskie działania na Bliskim Wschodzie oraz kolorowe rewolucje w postsowieckich republikach doprowadziły do zaognienia relacji amerykańsko-rosyjskich. Autorzy artykułu sugerują, by zarówno Amerykanie, jak i Rosjanie zgodzili się na nieokreślony status Krymu, utrzymanie Donbasu w granicach Ukrainy oraz pomoc ekonomiczną dla wschodniego sąsiada Rosji.

Zdaniem Stephen'a Turley'a z portalu „Imaginative Conservative” wygrana Donalda Trumpa świadczy o świcie ery „post-sekularnej”, ery odrodzenia religii. Republikanin wpisuje się w trend powrotu do historycznych tożsamości, takich jak religia, tradycja, obyczaj, postrzeganych jako źródło oporu przeciwko laickiemu globalizmowi.

Peter S. Rieth na tym samym portalu wskazuje na absurdalność oskarżania światowego, robiącego interesy w tak wielu krajach biznesmena o „rasizm”. Podkreśla, że zwykli Amerykanie, tak pogardzani przez liberalne elity, odrzucili politykę ciągłych wojen, lekceważenia „amerykańskiej krwi”, przelewanej w imię akademickich ideologii.

Donald Trump oczyma polskiej prawicy

Kwestia wyboru Donalda Trumpa nie jest obojętna także polskim konserwatystom. Filip Memches w tekście „Antyputinizm jak antyfaszyzm” na łamach „Rzeczpospolitej” z 14 listopada zwraca uwagę na nienawiść zachodniego establishmentu do Donalda Trumpa. Przy każdej możliwej okazji wytyka się mu jego mniej lub bardziej rzeczywistą sympatię do Władimira Putina. Zarzut ten ma go całkowicie kompromitować – odgrywa więc podobną rolę, co porównywanie do Adolfa Hitlera. Tymczasem, nawet jeśli za jego prezydentury nastąpi odprężenie w stosunkach z Moskwą, to nie będzie ono niczym wyjątkowym. Wszak do podobnego resetu doszło za początku prezydentury Baracka Obamy. Istotną rolę odegrała w nim Hilary Clinton.

Profesor Marek Cichocki we wspomnianym numerze „Rzeczpospolitej” zwraca zaś uwagę na brukselskie „fochy” pod adresem Amerykanów i „niemądre pouczenia” pod adresem USA płynące z Brukseli czy Paryża. Zauważa także rodzące się w Niemczech przekonanie, jakoby ich kraj, rządzony przez Angelę Merkel stanowił ostatnią wyspę liberalizmu na populistycznym oceanie.

„Wkurzenie salonów świata” związane z wyborem Donalda Trumpa wykpiwa na łamach „Do Rzeczy” Paweł Lisicki. W tym samym tytule profesor Marek Jan Chodakiewicz przekonuje, że „nie należy martwić się (…) podejściem prezydenta elektra do NATO. Będzie kontynuacja status quo, pewnie ze zmianami, ale nie wiadomo jeszcze jakimi. Retoryka wyborcza to nie to samo co praktyka polityczna”. Autor zwraca uwagę, że oskarżenia członków NATO o niewypełnianie zobowiązań nie dotyczą Polski. W efekcie istnieje szansa na dobre relacje amerykańsko – polskie.

Pamiętajmy też o spotkaniu spotkania Donalda Trumpa i Nigela Farage’a w Trump Tower 12 listopada. Świat obiegły zdjęcia dwóch pogardzanych polityków na tle złotych wnętrz siedziby miliardera. Spotkanie z prawicowym opozycjonistą, gorliwym przeciwnikiem Unii Europejskiej – a nie z brytyjską premier, to policzek wymierzony dotychczasowym liberalnym elitom. To swego rodzaju deklaracja nieuznawania odchodzącego do lamusa liberalnego nie – ładu. Czy świat będzie lepszy za prezydentury Donalda Trumpa? Zobaczymy. Jedno jest jednak pewne – będzie ciekawiej.

Marcin Jendrzejczak

http://www.pch24.pl/nowy-lad--prawicowi ... 487,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 22 lis 2016, 09:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kopalniawiedzy.pl/Chiny-USA-supe ... P500,25532

Chińsko-amerykański wyścig na rynku superkomputerów
wczoraj, 14:04 | Technologia

Obrazek
Jack Dongarra


USA i Chiny idą łeb w łeb na liście 500 najpotężniejszych superkomputerów na świecie. Oba kraje umieściły na najnowszej liście po 171 systemów. Państwo Środka zdominowało jednak początek listy. Na pierwszym i drugim miejscu znajdują się superkomputery z tego właśnie kraju. Najpotężniejszą maszyną obliczeniową świata jest Sunway TaihuLight, którego wydajność wynosi 93 petaflopów. Na drugim miejscu znajduje się Tianhe-2 o wydajności 34 Pflop/s. Poza tymi dwoma komputerami w pierwszej setce Chiny mają zaledwie 6 innych maszyn. Na odległym trzecim miejscu uplasował się amerykański Titan z maksymalną wydajnością rzędu 17,5 Pflop/s.

Pomiędzy USA i Chinami a resztą świata istnieje gigantyczna przepaść. Następne na liście, Niemcy, mają 31 systemów wymienionych na TOP500, kolejna jest Japonia z 27 superkomputerami, Francja z 20 maszynami i Wielka Brytania z 13. Jeszcze przed rokiem 200 najpotężniejszych superkomputerów stało w USA< 108 w Chinach, w Japonii było ich 37, w Niemczech 33, a we Francji i Wielkiej Brytanii po 18.

Chiny i USA notują praktycznie identyczne osiągi pod względem ogólnej wydajności systemów. Łączna wydajność wspomnianych 171 amerykańskich superkomputerów stanowi 33,9% wydajności wszystkich 500 maszych. Chińskie superkomputery to 33,3% wydajności całej listy. Pięćset najpotężniejszych superkomputerów na świecie ma łączną wydajność sięgającą 672 petaflopów. To o 60% więcej niż przed rokiem. Coraz więcej systemów może pochwalić się wydajnością przekraczającą 1 Pflop/s. Obecnie takich komputerów jest na liście aż 117. Przed rokiem było ich 104.

Spada popularność systemów z koprocesorami. W ubiegłym roku było ich 104, obecnie jest to 96. Ciekawostką jest tu 10 pierwszych systemów korzystających wyłącznie z kości Xenon Phi "Knights Landing" Intela. To pierwsze na TOP500 systemy korzystające wyłącznie z tego typu rozwiązania, które jest połączeniem w jednej kości procesora i koprocesora. Wśród pozostałych 86 rozwiązań korzystających z koprocesora 60 używa procesorów graficznych Nvidii, w 21 zastosowano karty z Xenonem Phi, w jednym użyto AMD FirePro, w jednym znajdziemy technologię PEZY, a w trzech - połączenie procesorów graficznych Nvidii i Xenona Phi.

Głównym dostawcą procesorów dla superkomputerów pozostaje Intel, którego kości znajdziemy w 462 maszynach. Z IBM Power korzystają 22 superkomputery, a z rozwiązań AMD - zaledwie 7.

Największym na świecie producentem superkomputerów jest HP. Amerykański koncern zbudował 140 takich maszyn obecnych na TOP500. W tym policzono 28 systemów autorstwa SGI, które zostało kupione przez HP. Na drugim miejscu jest Lenovo z 92 systemami, a na trzecim Cray, który stworzył 56 superkomputerów. Pomimo niewielkiej ich liczby maszyny Craya to najbardziej wydajne jednostki. Ich łączna wydajność to 21,3% całkowitej wydajności wszystkich wymienionych komputerów, co daje Crayowi status lidera. Na piątym miejscu wśród producentów znajdziemy IBM-a z 33 superkomputerami.

Najpotężniejsze maszyny na świecie korzystają niemal wyłącznie z Linuksa. System ten zainstalowano na 498 superkomputerach. Na dwóch pozostałych komputerach, bliźniaczych maszynach należących do Chińskiej Administracji Meteorologicznej, znajdziemy Uniksa.

Na najnowszej TOP500 znajduje się 7 superkomputerów z Polski. Najpotężniejszy z nich to należący do Cyfronetu Prometheus o wydajności 1,67 Pflop/s. Zajął on 59. pozycję. Kolejne polskie maszyny to HETMAN (PCSS Poznań, 1,013 Pflop/s, 110. pozycja), Tryton (Akademickie Centrum Komputerowe w Gdańsku, 1,010 Pflop/s, 114. miejsce), OKEANOS (Uniwersytet Warszawski, 909,6 Tflop/s, 131. pozycja), BEM (Politechnika Wrocławska, 695,6 Tflop/s, 205. miejsce), RH1288 (Uniwersytet Warszawski, 439,1 Tflop/s, 382. pozycja) oraz Supermicro Twin Blade z Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku (423,2 Tflop/s, pozycja 400.).

Autor: Mariusz Błoński

Źródło: TOP500
http://www.top500.org


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /