Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 13  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Geopolityka
PostNapisane: 29 sty 2011, 14:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2011/01/28/„wielka-gra”-i-podboj-eurazji-scenariusz-iii-wojny-swiatowej/

Jak wygląda świat z punktu widzenia moskiewskiej propagandy? O tym w powyższym artykule.

Kopia artykułu:

„Wielka gra” i podbój Eurazji: scenariusz III wojny światowej?
Posted by Marucha w dniu 2011-01-28 (piątek)

The „Great Game” and the Conquest of Eurasia: Towards a World War III Scenario?
http://www.voltairenet.org/article16769 ... icle167691
Mahdi Darius Nazemroaya, tłumaczenie Ola Gordon

Państwa i grupy kombatantów zygzakujące po międzynarodowej szachownicy, wcześniej czy później zajmą pozycje w kwestii zbliżającej się wielkiej konfrontacji: tych, którzy sprzeciwiają się USA i Chinom. Powstały już dwa główne bloki sojusznicze i bez względu na historyczne garby na drodze (zamachy stanu, tzw. kolorowe rewolucje itp.), pozycja wszystkich graczy będzie nieubłaganie określona przez ich strategiczne interesy. Autor przedstawia swoje oceny, w jaki sposób te dwa obozy spotkają się podczas najbliższego konfliktu międzynarodowego.

W dniu 17 września 2009 r. obywatele całego świata i narody Europy Wschodniej odetchnęły z ulgą, kiedy prezydent Barack H Obama oświadczył, że odkłada na bok amerykańską tarczę antyrakietową w Polsce i Republice Czeskiej. Wydawało się, że planeta zmierzała w kierunku pokoju. Conrad Black, w artykule z Kanady, posunął się nawet tak daleko, że zaproponował utworzenie nowych stref wpływów w Eurazji z Moskwą:
„Powinniśmy więc powrócić do łagodnej wersji uświęconej podziałem Eurazji (ale nie Polski) z Rosją. Powinniśmy współpracować z Rosją w tłumieniu ekstremizmu w byłych republikach radzieckich Azji, w tym Czeczenii, i niech mają oni dwie prowincje Gruzji skutecznie zajęte w 2008 r. i wschodnią, rosyjsko-języczną połowę Ukrainy i Białorusi, jeśli tego chcą te narody, i doprowadzić ostatecznie do końca NATO i UE.”
Ale nie likwiduje się projektu tarczy antyrakietowej w pobliżu granicy z Rosją. Amerykański projekt militarny jest rozszerzany, tak jak pierwotnie planowano w 1990 roku. Wiąże się to z armadą statków, które otaczają Eurazję od M. Bałtyckiego, M. Czarnego i wschodniej części M. Śródziemnego do Zatoki Perskiej, M. Południowo-Chińskiego i M. Żółtego.

Naziemne części tarczy antyrakietowej będą również przechowywane i rozszerzane na Bałkanach, w Izraelu, Korei Południowej i Japonii.
Figury szachowe dla kolosalnego projektu geostrategicznego są układane na miejsca i się odchodzą. Ostatecznym celem tego projektu jest okrążenie i kontrola Eurazji przez coraz większą machinę wojskową. Kiedy te zmiany są ledwie zauważalne przez media, los ludzkości dosłownie wisi na włosku.
To właśnie z powodu tego projektu podbicia Eurazji, Rosja, Chiny i Iran zbliżyły się do siebie i stworzyły zjednoczony front Eurazji przeciwko Ameryce i jej kohortom. Wszystkie trzy narody Eurazji są otoczone pierścieniem baz wojskowych USA, sojuszami wojskowymi zdominowanymi przez USA i NATO, oraz wrogimi rządami wspieranymi i zbrojonymi zarówno przez amerykański rząd jak i wojsko.
Wojna między Gruzją i Rosją o Osetię Południową, ataki terrorystyczne przeciwko irańskim rejonom granicznym, napięcia między Koreą Płn. i Koreą Płd., bunty w Zach. Chinach, oraz fale tzw. „kolorowych rewolucji” od Libanu i Mołdawii do centralnej Azji i Azji płd.-wsch. są integralną częścią tej konfrontacji geopolitycznej. Globalny zasięg tego procesu militaryzacji nie ogranicza się do Eurazji. Od Ameryki środkowej i południowej do Afryki, Koła Arktycznego i Oceanu Indyjskiego, montowane są główne elementy III wojny światowej.

Walka „Euroazjatów” i „Zachodowców” na Kremlu

Opowiadanie o panowaniu nad Eurazją rozpoczyna się w wielu różnych miejscach i czasach, ale dla wszystkich zamiarów i celów, po upadku ZSRR i zakończeniu zimnej wojny, kluczową rolę odegrały tu kremlowskie salony władzy politycznej w post-radzieckiej Rosji.

Od ponownego pojawienia się 26.12.1991 r. Rosja topiła się w niepewności. Jej elity stały wobec kwestii dalszej uległości wobec władz USA i UE, i albo miała stać się ich młodszym partnerem, albo państwem zależnym. Ponownie wschodząca Rosja również stawiła czoła wszystkim warunkom gospodarczym, oraz upadkowi społecznemu tzw. „upadłych państw.”

Po rozpadzie ZSRR, polityka przychylna zachodowi / NATO i Eurazji była w konflikcie zarówno w Rosji, jak i w byłych republikach sowieckich, gdyż ich przywódcy rozpoczęli poszukiwania swojego miejsca w międzynarodowym porządku post-zimnowojennym.
Kręgi „Zachodniowców” w przestrzeni post-radzieckiej naciskały na sojusz strategiczny z Zachodem. Byli zwolennikami polityki zorientowanej na Europę, w tym jakiejś formy integracji z UE, jak również pchali w kierunku ustroju w stylu europejskim. Z drugiej strony, kręgi „Euroazjatów” chciały współpracy strategicznej z potęgami azjatyckimi, jak również współpracy z Europą. Było to uzasadnione podwójnym europejskim i azjatyckim charakterem Federacji Rosyjskiej i przestrzeni post-sowieckiej.

Euroazjaci wiedzieli również, że następne stulecie zobaczy wzrost znaczenia Chin jako globalnego mocarstwa, oraz że region Azji i Pacyfiku stanie się centrum światowej gospodarki i stosunków międzynarodowych.
Rosja stawiła czoła obu: Europie i Azji, oraz Zachodniowcom i Euroazjatom, gdzie rywalizują ze sobą w kręgach polityki Rosji i na Kremlu.

Poprzez rozszerzanie NATO i świadomość, że Federacja Rosyjska stawała się celem USA, skala zaczęła przechylać się na korzyść Euroazjatów. Ich punkt widzenia i to co ostatecznie nazwano Doktryną Primakowa zdominowały „Europejską” i „Zachodnią” klikę polityczną w Moskwie.

Obrazek

Architektem Doktryny Primakowa był Jewgenij Primakow. Był ministrem spraw zagranicznych Rosji w latach 1996-1998, a w 1998 roku został premierem Rosji. Primakow włożył wszystkie swoje wysiłki by Rosja przyjęła strategiczną politykę globalnego multilateralizmu, oraz w jego ideę, formułując strategię Euroazjatów jako oficjalną politykę Kremla.

Doktryna Primakowa i Trójporozumienie Euroazjatyckie

„Tak jak nikt z nas nie żyje na zewnątrz czy poza geografią, tak nikt z nas nie jest całkowicie wolny od walki o geografię. Jest to złożona i interesująca walka, ponieważ ona nie dotyczy tylko żołnierzy i armat, ale także idei, form, obrazów i wyobrażeń.” – Edward Wadie Said, ‘Culture and Imperializm,’ 1993.

Jeśli perspektywy Chin stających się globalnym supermocarstwem są prawdziwe, to utworzenie każdego solidnego sojuszu euroazjatyckiego, składającego się z Rosji, Iranu, Indii i Chin z pewnością da podstawę do powstania „megamocarstwa” Eurazji.
Takie „megamocarstwo” Eurazji zredukuje USA, duszę globalnego supermocarstwa. W najlepszym przypadku, Ameryka stanie się wtórnym mocarstwem, jak Francja, W. Brytania, Niemcy i Japonia w porównaniu z Ameryką obecnie. W tym kontekście, powstanie silnego podmiotu euroazjatyckiego od początku napotykało na sabotaż, utrudnianie i sprzeciw ze strony zarówno brytyjskich jak i amerykańskich strategów, co najlepiej można opisać jako „anglo-amerykańską” strategię w Eurazji.

Historycznie, London zawsze pracował nad uniemożliwianiem powstania każdego silnego rywalizującego mocarstwa na kontynencie (Eurazja). Halford Mackinder, tzw. „ojciec geopolityki” nie był człowiekiem, który wymyślił czy wyobrażał sobie te idee, ale wyartykułował te cechy polityki brytyjskiej. Ameryka tylko odziedziczyła tę strategię.
Autentyczne „megamocarstwo” euraozjatyckie byłoby geostrategicznym koszmarem dla anglo-amerykańskiej elity i jej interesów. W tym kontekście pogłębianie współpracy między Rosją, Chinami i Iranem można nazwać „geostrategicznym koszmarem Halforda Mackindera.” W tym sensie Doktryna Primakowa jest euroazjatyckim odparciem przyznania się Mackindera, że chodzi o strategiczne zagrożenie dla W. Brytanii i podobnych graczy, takich jak Ameryka, ze strony silnego aktora Kontynentalnego.

W 1996 r. rosyjscy decydenci zdali sobie sprawę, że Federację Rosyjską postrzegano bardziej jak kolonialne terytorium do podziału na strefy, niż jako równorzędny partner Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Od tego czasu Doktryna Prmakowa zaczęła przybierać na znaczeniu i powstała w Moskwie. Zgodnie z tą doktryną, przywódcy Kremla zaczęli tworzyć strategiczny sojusz między Moskwą, Pekinem i New Delhi. Równie pozytywnie patrzono na Teheran jako dodatkowego, czwartego członka porozumienia euroazjatyckiego, którego chciała Rosja.

Primakow kładł nacisk na strategiczną koordynację z Iranem. Teheran, przez rozszerzenie swojego geostrategicznego znaczenia i siły jako mocarstwo regionalne Bliski Wschód- Afryka Północna (MENA), w końcu został dodany do ram Doktryny Primakowa przez Euroazjatyckich planistów polityki zagranicznej Kremla. Z nasion Doktryny Primakowa, pomiędzy Chinami i Rosją, wyrosła Coalition of the Reluctant [Koalicja Niechętnych], która później włączyła Teheran, podczas gdy New Delhi zachowywała dystans.

Obrazek
Zmieniająca się równowaga globalna: od "Koalicji Niechętnych" do "globalnego kontr-sojuszu'


„Mamy obowiązek pamiętać, że przyczyny każdej wojny leżą przede wszystkim w błędach i przeliczeniu się w czasie pokoju, oraz że przyczyny te mają swoje korzenie w ideologii konfrontacji i ekstremizmu. Jest to tym bardziej ważne by pamiętać to dzisiaj, bo tych zagrożeń nie ubywa, gdyż one tylko przekształcają się i zmieniają swój wygląd. Te nowe zagrożenia, jak w III Rzeszy, pokazują taką samą pogardę dla ludzkiego życia i takie samo dążenie do stworzenia ekskluzywnego dyktatu na całym świecie.” – Władimir Putin, Dzień Europy – 62 rocznica zwycięstwa (9.05.2007)
Podziały które postrzegano w czasie zimnej wojny nie zniknęły, zostały zmienione i przekształcone. W Eurazji i poza nią powstała „Koalicja Niechętnych,” z tego co stworzono ze wspólnego niepokoju, w globalny kontr-sojusz. Rosja, Chiny i Iran przewodzą tej koalicji w Eurazji i na Bliskim Wschodzie. W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach jest to Wenezuela i Kuba, które trzymają transparenty oporu wobec amerykańskiej hegemonii geopolitycznej.

W Eurazji SCO (Szanghajska Organizacja Współpracy) oraz Organizacja Zbiorowego Układu o Bezpieczeństwie (CSTO) (przegrupowującej Rosję i kilka byłych republik radzieckich) również dążą do ewentualnego połączenia by przeciwstawić się NATO. Grupa na półkuli zachodniej prowadzona przez Wenezuelę, którą można nazwać Blokiem Boliwijskim, który był początkowo nazywany Boliwijską Alternatywą dla Ameryk lub ALBA (Alternativa Bolivariana para las Americas) również się poszerza w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach.

Wenezuela dołączyła do koalicji Eurazji Teheranu, Moskwy i Pekinu, tworząc „Globalny Czworokąt,” w skład którego wchodzi Caracas i Ameryka Łacińska. Ostatnia międzynarodowa trasa Hugo Cháveza, podczas której odwiedził Białoruś, Ukrainę, Iran, Rosję, Syrię, Libię i Portugalię, jest częścią tego sojuszu. Podczas pobytu w Teheranie, Chavez i Mahmud Ahmadineżad oświadczyli, że Wenezuela i Iran pracowały na rzecz nowego i alternatywnego porządku światowego. Wenezuela i Libia wielokrotnie wzywały do utworzenia South Atlantic Treaty Organization SATO [ Sojusz Południowo-Atlantycki], składającego się z krajów Afryki i Ameryki Południowej w celu przeciwdziałania NATO.

Sojusz pomiędzy Wenezuelą i Boliwijczykami w obu Amerykach oraz Euroazjatami jest sojuszem, który powstaje w drodze wzajemnego oporu przeciwko Ameryce. Zgodnie z retoryką Señora Cháveza i jego Boliwijskich sojuszników, jest przeciwny „Imperium Północno-Amerykańskiemu” i jego wasalom. Przez ponad dekadę Wenezuela i Blok Boliwijski były zajęte cementowaniem, jak nazywają, polityki „stalowych lin,” mającej na celu wzmocnienie ich związków z sojusznikami i partnerami w Eurazji i Afryce.

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 29 sty 2011, 14:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.geopolityka.org/pl/komentarz ... -wschodzie?

POLSKI SOFT POWER NA WSCHODZIE?

Lech Kaczyński udowodnił, że Polska, nawet jeśli nie ma dużej siły gospodarczej i militarnej, może prowadzić skuteczną politykę wschodnią. By ja przerwać, Moskwa musiała się posunąć aż do zamachu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 22 kwi 2011, 21:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Łukasz Kobeszko

Eurazja, geopolityka i tradycja. Polityczne i ideowe koncepcje Aleksandra Dugina

Wśród wielu politologów i historyków idei, którzy pojawili się w Rosji w latach 90. na szczególną uwagę zasługuje 39 — letni dziś filozof Aleksander Dugin, który od niemal 10 lat na rosyjskiej, a można śmiało powiedzieć także europejskiej scenie myśli politycznej zajmuje renomowane miejsce. W Polsce Dugin jest znany przede wszystkim dzięki periodykom „Fronda” i „Stańczyk”, które kilka lat temu zamieściły parę artykułów na temat jego poglądów. Ten pierwszy zamieścił nawet niemałych rozmiarów wywiad z filozofem. Czasami jego nazwisko pojawia się w naszej różnego rodzaju publicystyce politycznej, ale zazwyczaj są to krótkie wzmianki. Wydaje mi się, że rzeczą pożyteczną byłoby przedstawienie w skondensowanej formie poglądów Dugina większemu gronu czytelników, gdyż zawierają ciekawe i dosyć oryginalnie postawione problemy i diagnozy.

Aleksander Dugin rozpoczynał swoją karierę jako naukowiec, publicysta i działacz polityczny pod koniec okresu istnienia ZSRR, w trudnym dla ogółu społeczeństwa rosyjskiego etapie rozpadu Imperium. Ukończył wydział filozofii i historii religii na Uniwersytecie Moskiewskim i zajmował się dalej pracą naukową. Związał się też z powstającym w szybkim tempie rosyjskim obozem narodowym, reprezentowanym mocno w tym czasie przez część byłych działaczy KPZR o nastawieniu antyliberalnym, antyzachodnim i przeciwnych pierestrojce Michała Gorbaczowa, którą słusznie uważali za próbę rozmontowania imperium radzieckiego i dążenie do okcydentalizacji Rosji. Wśród nich był także obecny przywódca Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Giennadij Ziuganow. Dugin wraz z kilkoma przyjaciółmi wydawał wtedy pismo „Zawtra”. Jak jednak sam stwierdził w pewnym wywiadzie parę lat później, postawa wielu ludzi Ziuganowa rozczarowała go, gdyż ich protest przeciwko pierestrojce i późniejszym, prozachodnim rządom Jelcyna był powodowany jedynie lękiem przed utratą posiadanych jeszcze resztek wpływów politycznych i małymi horyzontami myślowymi, wyniesionymi wprost z breżniewowskiej epoki stagnacji, które nie znajdowały miejsca na żadną poważną i głęboką refleksję ideową i polityczną.

W tym też czasie, w 1990 r. ukazała się pierwsza książka Dugina Drogi Absolutu (Puti Absoliuta), która od razu zdobyła sławę i renomę nie tylko w Rosji, ale i w wielu kręgach europejskiej tzw. Nowej Prawicy, reprezentowanej przez takie nazwiska jak Alain de Benoist i Jan Thiriart. Po pierwszej książce przyszły następne, które spotkały się z jeszcze większym zainteresowaniem: Misteria Eurazji (Misterii Jewrazji), Konspirologia, Konserwatywna Rewolucja (Kanserwatiwnaja Riewoliucja), Finis Mundi, Templariusze Proletariatu (Tampliery Praletariata) czy w końcu chyba najsłynniejsza i najczęściej cytowana Podstawy geopolityki (Osnowy gieopolityki) — została ona zalecona jako podręcznik dla studentów akademii wojskowych przez Sztab Generalny Federacji Rosyjskiej.

W tym czasie Dugin po raz kolejny wikła się w politykę, zakładając wraz z powracającym właśnie z emigracji pisarzem Edwardem Limonowem Partię Narodowo-Bolszewicką, opowiadającą się za syntezą radykalnej lewicy i nacjonalizmu, uzupełnioną subkulturowym wizerunkiem jej „młodych gniewnych” członków (urodzonych w większości w latach 70.) i operującą rewolucyjno-anarchistyczną frazeologią, szczególnie widoczną w wydawanej w graficznej formie młodzieżowego pisma „Limonka”. W tym czasie Dugin próbował też kandydować do rosyjskiej Dumy, ale otrzymał znikomy procent głosów, podobnie zresztą jak i Limonow. Podczas gdy ten drugi był zainteresowany raczej politycznymi happeningami, promowaniem poprzez partię własnej twórczości literackiej i łączenia dobrej zabawy z polityką, Dugin skupił się coraz bardziej na poważnych projektach naukowych i intelektualnych.

Kończył kolejne książki, zaczął redagować poważne politologiczne pisma „Elementy” czy „Miłyj Angieł”. Prowadził audycję w radiu Swobodnaja Rassija, a także nawiązał w tym czasie kontakty z doradcą generała Liebiedzia, Gejdarem Dżemalem, który jest wielkim orędownikiem zbliżenia Rosji do państw islamskich. Dugin utworzył wtedy jak na razie dzieło swojego życia, którym jest wydawnictwo Arktogeja, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Ląd na Północy”. Wydawnictwo, formalnie kierowane przez żonę Dugina, rozrasta się szybko do swego rodzaju małego koncernu wydawniczego, zajmującego się nie tylko dystrybucją książek jego własnego autorstwa, ale także pokrewnych czasopism i twórców zagranicznych, szczególnie z kręgu Nowej Prawicy, jak również takich myślicieli jak Juliusz Evola czy Karol Schmitt. Dugin zaczął też kierować Centrum Analiz Metastrategicznych. W końcu, jego drogi z Limonowem rozchodzą się. Dugin przyjmuje za najbardziej celowe budowanie silnej formacji intelektualnej, którą nieco przewrotnie określił mianem „Kulturkampfu”. Polegać by to miało według niego na budowie gigantycznego laboratorium pracy umysłowej, włączając w to powstanie uniwersytetu, organizowanie spotkań dyskusyjnych, wydawania książek i czasopism i licznych wykładów. Kolejną ważna rzeczą jest „swoisty marsz przez instytucje” ludzi podzielających jego poglądy i wchodzenie ich bez zahamowań w świat polityki, mediów czy ekonomii bez oficjalnego popierania jakiś konkretnych ugrupowań. Dążyć też należy zdaniem Dugina do na razie częściowego, a potem coraz większego przejmowania pomysłów Arktogeji przez polityków rosyjskiego i eurazjatyckiego establishmentu. Według rosyjskiego politologa, Arktogeja ma się stać wielkim, multimedialnym projektem ideowym na miarę XXI wieku.

Przedstawione w tytule artykułu trzy słowa są chyba najkrótszym podsumowaniem koncepcji Aleksandra Dugina. Pisze on na wstępie internetowej strony Arktogeji, że ruch ten to grupa intelektualistów badających tradycje, religie, kultury i cywilizacje wszystkich narodów, ze szczególnym uwzględnieniem terytorium Eurazji, które jest centrum ich zainteresowania. Grupa ta, badając związki pomiędzy religiami i cywilizacjami świata kontynentalnego, pragnie doprowadzić do odtworzenia odwiecznej, pierwotnej, prehistorycznej i wspólnej dla ludzi tego regionu Tradycji, rozumianej jako oś trwałych i niezmiennych elementów, na które właśnie składają się wierzenia, cywilizacje, a także prądy filozoficzne i ideologiczne. Doprowadzi to odbudowania wielkiej Cywilizacji Eurazjatyckiej.

Niewątpliwie największymi dla Dugina wierzeniami tego rejonu są prawosławne chrześcijaństwo i islam, ale zainteresowaniem filozofa cieszą się też hinduizm i wszelkie odmiany myśli ezoteryczno-gnostyckiej, w których widzi on dziedzictwo istniejącej od wieków, choć ukrytej pod parawanem, prawdziwej historii Eurazji.

Schodząc na niższy, ale bardzo istotny stopień rozważań, Dugin proponuje współczesnemu światu myślenie w kategoriach geopolityki (w swoich Podstawach geopolityki Dugin opisał i podsumował większość istniejących na świecie szkół tej dziedziny wiedzy). Jej wyrazem ma być budowa lądowego i kontynentalnego Imperium Eurazjatyckiego od Wysp Brytyjskich po Władywostok, którego sercem są olbrzymie tereny Azji Środkowej i Syberii (stąd też czasami Dugin nazywa swój projekt Imperium Syberyjskim, co przypomina koncepcje nieżyjącego już Francuza Jana Thiriarta, który przed śmiercią odwiedził Rosję i Dugina, a także rosyjskich myślicieli z początku XX stulecia — Lwa Gumilowa i księcia Mikołaja Tubieckoja). Z północy na południe imperium to sięgać by miało od Przylądka Północnego na Morzu Barentsa do wybrzeży Oceanu Indyjskiego. Sercem tego imperium będzie oczywiście Rosja.

Imperium Eurazjatyckie jako imperium lądowe, o charakterze tradycyjnym, stałym i pierwotnym, którego zdaniem Dugina symbolem jest Ziemia, jest w myśli filozofa wyraźnie przeciwstawione innej cywilizacji — cywilizacji Morza, którą jest kontynent amerykański. Morze to element będący cały czas w ruchu, spoglądający pragmatycznie i realistycznie przed siebie, a więc zwalczający wszelka stałość, odwieczność i tradycję. Dąży też do narzucenia reszcie świata swojej własnej drogi myślenia. Dugin wyraźnie odrzuca tutaj cywilizacyjny paradygmat Feliksa Konecznego, Arnolda Toynbee czy Samuela Huntingtona, dzielący cywilizację według klucza religijnego. Istnieją dla niego w zasadzie tylko dwie główne cywilizacje — eurazjatycka i amerykańska. Pojęcie cywilizacji łacińskiej de facto dla Dugina (co jest dość zaskakującym punktem jego poglądów) nie istnieje samodzielnie, ale jest po prostu częścią składową zachodniej cywilizacji morskiej, na równi z protestantyzmem i światopoglądem laickim. Dla Dugina protestantyzm to dziecko katolicyzmu, istniejący obecnie kryzys obydwu wyznań ma swoje korzenie w schizmie ze Wschodem w 1054 r. Dochodzimy tu do trzeciego poziomu myśli filozofa — religii.

Dla Dugina zarówno protestantyzm, jak i katolicyzm nie są sojusznikami w budowie Imperium Eurazjatyckiego. Lepiej, by Europa Zachodnia przyjęła prawosławie bądź islam. Imperium Eurazjatyckie to konieczność współpracy z tą drugą religią, która jest miła poglądom Dugina i jest w zasadzie dla niego uproszczoną formą prawosławia dla „ludzi Pustyni”, czyli dużej części Arabów i Azjatów, i tak samo przechowuje szerszą od pojęcia religii Tradycję (powołuje się przy tym na szacunek, jakim darzyli islam Fryderyk II Hohenstauf, Goethe, Nietzsche czy myśliciele chrześcijańscy w wiekach przed wyprawami krzyżowymi).

Dugin deklaruje swoje wielkie przywiązanie do prawosławia, aczkolwiek bliższy jest mu odłam starowierców (raskolników), którzy w XVII w. weszli w konflikt z Rosyjskim Patriarchatem na tle zmian liturgicznych i do dzisiaj pozostają w stanie nieuregulowanych z nim stosunków. Jednak formalnie Dugin należy do Patriarchatu Moskiewskiego. Filozof nie chce jednak zawężać pojęcia prawosławia li tylko do religii i kultu, ale podobnie jak w islamie czy judaizmie do systemu społeczno-prawnego i Tradycji.

Na kolejne stopnie myśli Dugina składają się wynikające z takiego modelu cywilizacyjno-geopolitycznego konsekwencje ideowe, polityczne i społeczne. Dualistyczny układ cywilizacji na świecie musi prowadzić do nieuchronnego starcia z dwóch zasadniczych powodów — jedną z naczelnych zasad żywotności cywilizacji jest według Dugina umiejętność ekspansji i agresji. Mogą one przejawiać się bardzo różnie — od wojny, działań militarnych i terroryzmu po ekspansję kulturową. Drugim powodem jest to, ze zdaniem filozofa, tylko jedna strona konfliktu może mieć rację.

Antytradycyjna cywilizacja Morza i Zachodu, reprezentowana przez USA i ich sojuszników, stara się według Dugina narzucić światu swój punkt widzenia, a więc globalizm, filozofię kartezjańską i oświeceniową, indywidualistyczny styl życia, kapitalizm, materializm i dominację pierwiastka ekonomicznego w życiu, hierarchię opartą tylko na sile ciała z pominięciem ducha, konformizm i intelektualna stagnację. Mondialistyczną cywilizację atlantycką znakomicie sportretował zdaniem Dugina Karol Popper w książce Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie — gdzie stwierdził, że społeczeństwo wolnego Zachodu cechuje umiłowanie filozofii realistycznej (Arystoteles, Kartezjusz, Kant) w przeciwieństwie do wywodzonej przez niego od Platona aż po Hegla i Marksa filozofii idealistycznej. Filozofii, którą zresztą Popper obwinił o stworzenie gruntu pod niedemokratyczne systemy polityczne. Dugin, korzystając wydatnie z prac tego myśliciela, określa się właśnie jako zdecydowany wróg zachodniego „społeczeństwa otwartego”.

Eurazja i Wschód to zdaniem Dugina dokładne przeciwieństwo Zachodu — to społeczeństwo Tradycji, a nie demokracji czy „praw człowieka”, to przewaga ducha nad materią, kolektywu i wspólnoty nad jednostką, ekonomicznej równości, nacjonalizmu i życiowej aktywności, hierarchii zasług ducha i intelektu a nie ciała i materii. To pierwszeństwo idei, a nie ich praktycznych efektów.

Dugin oczywiście mocno protestował przeciwko głośnym wojnom USA i ich sojuszników przeciwko Irakowi i Jugosławii, uznając je za etapy budowania mondialistycznego rządu światowego.

Ciekawe miejsce w koncepcji filozofa zajmuje Polska. W wywiadzie udzielonym redaktorowi „Frondy” wiosną 1998 r., Rosjanin stwierdził, że nasz kraj jest przykładem wyjątkowego rozdarcia cywilizacyjnego — z jednej strony nasz język, zwyczaje i kultura są słowiańskie, a więc eurazjatyckie, z drugiej strony zawsze poprzez katolicyzm ciążymy ku światowi germańsko-romańskiemu, który łatwo może stać się łupem świata atlantyckiego. Dlatego, najlepszym jego zdaniem rozwiązaniem jest przeorientowanie zarówno Polski, jak Niemiec (także rozdartych między eurazjatyckie Prusy na północy i katolicką Bawarię na południu) i katolicyzmu w stronę bardziej bizantyjską (zresztą w tym akurat miejscu zgadza się z Konecznym, a także niektórymi Niemcami, jak np. Ernestem Niekischem, że Prusy to właśnie cywilizacja wschodnia).

Koncepcja Dugina Wschód kontra Zachód to jedna z bardziej znanych „antyzapadnickich” projektów we współczesnej rosyjskiej myśli politycznej. Dla wielu jest tylko błyskotliwą intelektualnie filozofią dobrą do kawiarnianych dyskusji w ciekawym i nietuzinkowym kręgu osób. Nie posiada jeszcze jakichś ogromnych wpływów, mimo, iż ostatnio Dugin jest coraz częstszym gościem rosyjskich mediów i został jednym z doradców przewodniczącego Dumy, Giennadija Sielezniowa. Ostatnie wydarzenia w USA, a także inne, który miały miejsce w ciągu ostatniej dekady, a w których za sprawą systemu naczyń połączonych, jakim jest świat, uczestniczyła i Eurazja, i Cywilizacja Atlantycka, nie powinny wyłączać z naszego zainteresowania żadnych kierunków refleksji geopolitycznej, nawet tych najbardziej kontrowersyjnych.

http://www.legitymizm.org/eurazja-geopo ... ycja-dugin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 23 kwi 2011, 08:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
INSTYTUT GEOPOLITYKI

jest niezależnym, pozarządowym instytutem naukowo-badawczym (działa w oparciu o ustawę z dnia 7.04.1989 r. Prawo o stowarzyszeniach), stawiającym sobie za cel prowadzenie badań z zakresu geopolityki akademickiej oraz promowanie i upowszechnianie wiedzy geopolitycznej. Został założony 23 czerwca 2007 r. w Częstochowie przez polskich geopolityków młodego pokolenia. Jest zaliczany jest do tzw. think tanków, czyli organizacji pozarządowych biorących udział w publicznych dyskusjach na ważne społecznie tematy.

Z inicjatywy Instytutu Geopolityki w 2008 r. zostało założone Polskie Towarzystwo Geopolityczne. Instytut jako osoba prawna ma status członka wspierającego PTG.

Prezesem Instytutu Geopolityki jest Leszek Sykulski, Zastępcą Prezesa - Radosław Domke.

Przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Geopolityki jest prof. dr hab. Piotr Eberhardt, Zastępcą Przewodniczącego - prof. dr hab. Jarosław Macała. Członkami Rady Naukowej Instytutu Geopolityki są m.in. prof. dr Mark Bassin, red. Tomasz Gabiś, dr Tomasz Klin, dr hab. Robert Kłosowicz, płk dr Zbigniew Lach, prof. dr hab. Tadeusz Marczak, dr hab. Leszek Moczulski, prof. dr hab. Andrzej Nowak, prof. dr hab. Andrzej Piskozub, dr Marcin Sienkiewicz, dr Robert Skobelski, płk prof. dr hab. Julian Skrzyp, dr Grzegorz Tokarz, prof. dr hab. Jan Wendt, dr Ireneusz Wojewódzki.

Instytut Geopolityki prowadzi przede wszystkim badania z zakresu geopolityki teoretycznej (inaczej: geopolityki formalnej lub akademickiej). Jedym z priorytetów badawczych Instytutu jest obszar teorii i metodologii geopolityki. IG prowadzi stałą obserwację wydarzeń międzynarodowych na polu polityki, spraw wojskowych, gospodarki, przekształceń polityczno-militarnych czy zmian wektorów dominacji geopolitycznej. W obręb zainteresowań IG wchodzą działania poszczególnych podmiotów geopolitycznych zarówno w epigeosferze, jak i przedsięwzięcia w zakresie wykorzystania przestrzeni kosmicznej.

Badacze skupieni w Instytucie i wokół niego starają się kontynuować chlubne tradycje polskiej szkoły geopolitycznej (tzw. hydrograficzna szkoła geopolityki).

Instytut Geopolityki jest inicjatorem organizowania corocznych Zjazdów Geopolityków Polskich, mających charakter konferencji ogólnopolskich. Najbliższy, IV Zjazd Geopolityków Polskich, odbędzie się w dniach 20-21 października 2011 r. w Gdyni.

Instytut jest wydawcą czasopisma naukowego pt. "Przegląd Geopolityczny" (ISSN 2080-8836; Rejestr Dzienników i Czasopism - nr 573).

Instytut Geopolityki prowadzi wymianę publikacji z innymi instytucjami i organizacjami prowadzącymi badania z zakresu geopolityki i stosunków międzynarodowych (np. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych czy Dolnośląski Ośrodek Studiów Strategicznych).

Komisja Dydaktyczna IG sprawuje metodyczny nadzór nad zajęciami z geopolityki prowadzonymi w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących nr 3 w Chorzowie (prekursorski, autorski program Pana mgr. Dawida Madejskiego).

Władzami zwierzchnimi IG są: Prezes, Zarząd, oraz Referat Kontroli. Organem doradczym jest Rada Naukowa. Działalność IG zabezpiecza sekretariat. Działalność naukowo-analityczna Instytutu skupiona jest w komisjach i sekcjach tematycznych.

http://www.geopolityka.org.pl/index.php ... &Itemid=35

http://www.geopolityka.org.pl/index.php?lang=pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 23 kwi 2011, 08:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Adam Danek

Biuletyn Instytutu Geopolityki

Niedawno opublikowany został pierwszy, inauguracyjny numer jednego z przypuszczalnie najciekawszych czasopism naukowych w Polsce – biuletynu „Geopolityka”. Jest to pierwszy polski periodyk poświęcony wyłącznie problematyce ściśle geopolitycznej – pierwszy nie tylko na współczesnym rynku, ale bodajże w całej historii. Został on wydany staraniem Instytutu Geopolityki – niezależnej placówki badawczej, która ukonstytuowała się niespełna półtora roku temu.

Na obszerny pierwszy numer składają się artykuły dotykające najrozmaitszych aspektów przedmiotu. Główny dział pisma otwiera tekst Tomasza Klina „Geopolityka: spór definicyjny we współczesnej Polsce”, stanowiący gruntowne, lecz przystępne wprowadzenie do całokształtu tematyki biuletynu. Robert Potocki i Marcin Wajda w artykule „Atlantyzm w geopolityce Roberta Kagana” analizują idee głoszone przez wpływowego, najbardziej dziś znanego spośród amerykańskich neokonserwatystów i ideologa światowej hegemonii Stanów Zjednoczonych. Zbliżony temat poruszają Anna Janiak i Remigiusz Wiśniewski w opracowaniu „Neokonserwatywny naród: USA wobec problemu wojny”, obalając często spotykane przekonanie, iż polityka prowadzona według przekonania o własnej dziejowej misji i uniwersalistycznych pretensji jest w Ameryce czymś względnie nowym, np. spuścizną zimnej wojny. Autorzy pokazują, że jej korzenie tkwią znacznie głębiej w amerykańskiej historii. Andżelika Barańska omawia poglądy współczesnego francuskiego geopolityka („Oś Paryż – Berlin – Moskwa w rozważaniach Henri de Grossouvre’a”), którego koncepcja, inspirowana ideami rosyjskiego tradycjonalisty Aleksandra Dugina (ur. 1962), zakłada powstanie mocarstwowego, paneuropejskiego „bloku kontynentalnego”. Przemysław Ozierski podejmuje wzbudzający wiele szumu problem charakteru i celów rosyjskiej polityki energetycznej („Geoekonomia Rosji: strategia rurociągowa trzech mórz”). W zalewie produkowanej masowo publicystycznej tandety, dającej się sprowadzić do gróźb, spekulacji oraz odmieniania na wszelkie sposoby wyrażeń „wiązanie rurami” i „zakręcanie kurka”, rośnie zapotrzebowanie na podobnie chłodne i merytoryczne analizy tego zagadnienia. Jarosław Macała prezentuje sylwetkę intelektualną rewolucyjnego konserwatysty gen. Karola Haushofera (1869-1946), jednego z ojców nauki geopolityki („Nieco zapomniany Karl Haushofer”). Natomiast Piotr Furmański przypomina niesprawiedliwie zapomnianą postać nacjonalisty prof. Eugeniusza Romera, pierwszego polskiego geopolityka sensu stricto. Prezes Instytutu Geopolityki Leszek Sykulski porusza tematykę obronności Państwa Polskiego w płaszczyźnie geopolitycznej („Geostrategiczne zagrożenia dla Polski w kontekście geografii wojennej”). Radosław i Sylwia Domke śledzą genezę powojennej granicy na Odrze i Nysie („Podstawy polskiej granicy zachodniej w układach poczdamskich”). Artykuł ten wypada polecić szczególnie osobom wierzącym (naiwnie), że ziemie zachodnie włączono w Poczdamie do Polski w nagrodę za jej wojenne cierpienia albo jako rekompensatę terytoriów zagrabionych przez Związek Sowiecki. Na końcu działu Dawid Madejski proponuje interesujący projekt uzupełnienia o elementy geopolityki programu szkolnej edukacji historycznej („››Spojrzenie z góry‹‹: geopolityka jako nauka pomocnicza historii”).

Dział recenzji zawiera wiadomości o szczególnie wartościowych wydawnictwach z zakresu problematyki geopolitycznej. Recenzenci omawiają m.in. nowe prace Zbigniewa Brzezińskiego, Roberta Kagana i Paraga Khanna oraz opracowania dotyczące geopolityki Azji czy obszaru dawnego ZSRS. Na końcu numeru załączony został dodatek ze statutem Instytutu Geopolityki oraz informacjami o jego celach, zadaniach i dotychczasowej działalności.

Współczesna Polska cierpiała dotąd na deficyt ośrodków refleksji politycznej z prawdziwego zdarzenia. Sporadyczne sygnały, takie jak pojawienie się Instytutu Geopolityki i jego pisma pozwalałyby żywić nadzieję, iż stan ten zacznie wreszcie powoli ulegać zmianie.

P.S. Informacje o możliwości zakupu pisma „Geopolityka” znajdują się na stronie www.geopolityka.org.pl.

http://www.legitymizm.org/biuletyn-inst ... eopolityki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 23 kwi 2011, 21:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Geopolityka

Geopolityka jest interdyscyplinarną nauką badającą wpływ geografii na zjawiska i procesy polityczne. Geopolityka bada zależności między czynnikami geograficznymi i czasowymi a powstawaniem i rozwojem ośrodków siły w kategoriach historycznego długiego trwania. Przez ośrodki siły geopolityka rozumie zarówno państwa, bloki polityczne (gospodarcze, militarne), w określonych przypadkach także pozapaństwowe organizacje międzynarodowe, jak i szerzej – cywilizacje. Jednymi z cech charakterystycznych geopolityki, odróżniających ją od innych dyscyplin badających relacje międzynarodowe, są m.in. globalne ujmowanie badanej problematyki, koncentracja na badaniu procesów, a nie pojedynczych wydarzeń, rozpartywanie badanej rzeczywistości przez pryzmat Realpolitik.

Geopolityka może być także uprawiana jako paradygmat (wzorzec, metoda badacza) w ramach nauk politycznych.

Subdyscyplinami geopolityki są m.in. geostrategia, geohistoria, geoekonomia, geografia polityczna, astropolityka, astrostrategia, geokultura. Dziedzinami pomocniczymi geopolityki są m.in. potęgonomia, potęgometria, globalistyka, geojurisprudencja, geozofia, dydaktyka geopolityki.

Obok geopolityki akademickiej (teoretycznej) wyróżniamy także geopolitykę stosowaną, tj. działalność polityczną, w której głównymi determinantami podejmowania decyzji są przesłanki geograficzne.

Twórcą pojęcia geopolityki był szwedzki badacz Rudolf Kjellén. Po raz pierwszy termin geopolityka został przez niego użyty w 1899 r. w artykule pt. Studier öfver Sveriges politiska gränser na łamach pisma "Ymer". Ten rok uznawany jest za symboliczną datę narodzin geopolityki akademickiej.

Do badaczy, którzy stworzyli fundamenty geopolityki i których określa się trafnie mianem jej ojców, zaliczanych jest pięciu geopolityków: Rudolf Kjellén (1864-1922), Friedrich Ratzel (1844-1904), Alfred Thayer Mahan (1840-1914), Halford John Mackinder (1861-1947) oraz Karl Ernst Haushofer (1869-1946).

Ratzel stworzył geopolityczne podwaliny pod niemiecką koncepcję Mitteleuropy. Powiązał on ściśle dążenia polityczne z determinantem geograficznym. Mahan był amerykańskim oficerem marynarki wojennej (na emeryturze uzyskał stopień admiralski), którego koncepcja przewagi potęgi morskiej nad lądową wywierała olbrzymi wpływ na politykę USA od początków XX w. aż po Zimną Wojnę. Jego koncepcje odnoszące się do amerykańskiej supremacji są nadal stałym elementem kształcenia oficerów i dyplomatów w Stanach Zjednoczonych. Mackinder jest autorem najsłynniejszej koncepcji geopolitycznej związanej z ukutymi przez niego pojęciami: World Island (Światowa Wyspa) i Heartland (Serce Lądu, Obszar Centralny, Śródziemie, ; pierwotnie Pivot Area – Obszar Osiowy). Zdaniem brytyjskiego geopolityka, to na Światowej Wyspie (obejmującej Eurazję i Afrykę) rozgrywały się najważniejsze wydarzenia dziejowe. Na tym obszarze wyznaczył rejon krytyczny – Heartland, usytuowany w jego środkowo-północnej. Geopolityczne prawo Mackindera sprowadzało się w skrócie do stwierdzenia: Kto panuje nad Wschodnią Europą, panuje nad Heartlandem; kto panuje nad Heartlandem, panuje nad Światową Wyspą; kto panuje nad Światową Wyspą, panuje nad światem. Haushofer był założycielem najsłynniejszego pisma geopolitycznego – „Zeitshrift für Geopolityk”. Był twórcą koncepcji geopolitycznej zakładającej podział świata na cztery regiony geopolityczne rozciągające się południkowo: amerykańską, niemiecką, rosyjską i japońską. Optował za niemiecko-rosyjskim połączeniem eurazjatyckiej masy kontynentalnej i utworzenia dominującej nad światem tellurokracji (władzy mocarstw lądowych, w przeciwieństwie do talassokracji - władzy mocarstw morskich). Jego poglądy są dziś bardzo modne w Rosji.

W Rosji do pionierów geopolityki należeli m.in. Lew Miecznikow (1838-1888), Konstantyn Leontjew (1831-1891), Wieniamin Siemionow Tien-Szański (1870-1942), Piotr Sawicki (1895-1968).

Ojcowie geopolityki dali początek geopolityce klasycznej. Do jej najwybitniejszych przedstawicieli zaliczali się m.in.: Nicholas Spykman (1893-1943), Aleksander de Seversky (1894-1974), Jacques Ancel (1879-1943), Otto Maull (1887-1957), Hermann Lautensach (1886-1971), Paul Vidal de la Blache (1845-1918) czy Saul Cohen (ur. 1925).

Współcześnie geopolityka jest bardzo prężnie rozwijającą się gałęzią wiedzy. Na świecie w ciągu ostatnich kilkunastu lat powstało bardzo wiele nowych uniwersyteckich, państwowych, jak i pozarządowych ośrodków zajmujących się badaniami geopolitycznymi. Można powiedzieć, że nie ma dziś ani jednego liczącego się na arenie międzynarodowej państwa, które nie prowadziłoby profesjonalnych badań geopolitycznych.

Jednymi z najwybitniejszych żyjących geopolityków są m.in. Yves Lacoste, François Thual, Pierre Marie Gallois, Gearóid Ó Tuathail, Zbigniew Brzeziński, Henry Kissinger, George Friedman, Immanuel Wallerstein, Joseph Nye, Klaus Dodds, John Agnew, Virginie Mamdouh. Na Wschodzie badaczami wartymi odnotowania są rosyjscy geopolitycy: Władimir Kołosow, Wadim Cymburski, Aleksander Dugin czy Dymitr Zamiatin.

Do niedawna do tego grona zaliczał się Samuel Huntington (1927-2008), którego głośna koncepcja „zderzenia cywilizacji” okazała się trwałym wkładem intelektualnym we współczesną geopolitykę.

W Polsce geopolityka akademicka narodziła się bardzo wcześnie, bo na przełomie XIX i XX wieku. Ojcem geopolityki polskiej był Eugeniusz Romer (1871-1954), którego sztandarowe dzieła takie jak Rola rzek w historii i geografii narodów (1901), czy Ziemia i państwo. Kilka zagadnień geopolitycznych (1939) po dziś dzień nie straciły nic na swojej aktualności. Polska geopolityka wyłoniła się z naukowego sporu między dwoma badaczami: wspomnianym już Eugeniuszem Romerem oraz Wacławem Nałkowskim (1851-1911). Ten ostatni stworzył tezę badawczą o „przejściowym” charakterze ziem polskich, zarówno w znaczeniu komunikacyjnym jak i kulturowym. Romer odniósł się do niej bardzo krytycznie, wskazując na pomostowy charakter ziem polskich, usytuowanych między Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym. W XIX wieku spory wkład w budowę podwalin geopolityki akademiciej włożyli także: Zygmunt Gloger (1845-1910), Wincenty Pol (1807-1872), Oskar Żebrowski (ok.1809-1883) czy Antoni Rehman (1840-1917).

Do wybitniejszych, nieżyjących już, akademickich geopolityków polskich zaliczają się także m.in. Adolf Bocheński (1909-1944), Stanisław Bukowiecki (1867-1944), Michał Janiszewski (1901-1984), Ignacy Matuszewski (1891-1946), Jerzy Niezbrzycki (Ryszard Wraga) (1902-1968), Władysław Studnicki (1867-1953) czy Zygmunt Wojciechowski (1900-1955).

Najwybitniejsi, żyjący, nestorzy polskiej geopolityki: prof. dr hab. Piotr Eberhardt (ur. 1935), dr hab. Leszek Moczulski (ur. 1930), prof. dr hab. Andrzej Piskozub (ur. 1933), prof. dr hab. Julian Skrzyp (ur. 1936).

Obecnie w Polsce szeroko rozumianą geopolityką zajmuje się ok. 100 badaczy i analityków, geopolityką jako nauką - ok. 20.

(Oprac. Leszek Sykulski)

http://www.geopolityka.org.pl/index.php ... &Itemid=37


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 23 kwi 2011, 21:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Publikacje

Poniżej przedstawiamy Państwu wersje elektroniczne wybranych naszych publikacji.
Poniższe wersje elektroniczne naszych publikacji mogą być rozpowszechniane nieodpłatnie na zasadzie publicznej licencji Creative Commons "Uznanie autorstwa 2.5 Polska". Szczegóły: http://creativecommons.org/licenses/by/2.5/pl/legalcode

"PRZEGLĄD GEOPOLITYCZNY"
TOM 3: 2011

Premiera: marzec 2011 r.

TOM 2: 2010

http://www.geopolityka.org.pl/images//o ... _tom_2.pdf

http://www.geopolityka.org.pl/images/pg_tom_2.pdf

TOM 1: 2009

http://www.geopolityka.org.pl/images//o ... _tom_1.pdf

http://www.geopolityka.org.pl/images/pg_tom_1.pdf


"GEOPOLITYKA" - biuletyn naukowo-analityczny Instytutu Geopolityki
"GEOPOLITYKA" nr 3

http://www.geopolityka.org.pl/images/ge ... B3adka.pdf

http://www.geopolityka.org.pl/images/ge ... a_nr_3.pdf

"GEOPOLITYKA" nr 2

http://www.geopolityka.org.pl/images/ge ... B3adka.pdf

http://www.geopolityka.org.pl/images/ge ... a_nr_2.pdf

"GEOPOLITYKA" nr 1
http://www.geopolityka.org.pl/images/ge ... a_nr_1.pdf

WYBRANE KSIĄŻKI:

•Jakub Potulski, Geopolityka w świecie ponowoczesnym, Częstochowa 2011.

http://geopolityka.edu.pl/

•Dorota Miłoszewska, Trójpłaszczyznowa szachownica. Segmentacja "Wielkiej Polityki w rozważaniach Josepha Nye'a, Częstochowa 2010.

http://geopolityka.edu.pl/


•Adam Danek, Stanisław Bukowiecki jako geopolityk, Częstochowa 2010.
http://www.geopolityka.org.pl/image//st ... B3adka.pdf

http://www.geopolityka.org.pl/images/st ... olityk.pdf


•Zbigniew Lach, Jan Wendt (red.), Geopolityka. Elementy teorii, metody i badania, Częstochowa 2010.
http://geopolityka.edu.pl/


•Halford Mackinder, Geograficzna oś historii, Częstochowa 2009.
http://www.geopolityka.org.pl/images/ma ... B3adka.pdf

http://www.geopolityka.org.pl/images/ma ... _tekst.pdf

•Radosław Domke (red.), Między historią a geopolityką, Częstochowa 2009.
http://geopolityka.edu.pl/


•Robert Potocki, Agnieszka Stec, Polska Bibliografia Pomarańczowej Rewolucji, Częstochowa 2008.

http://www.geopolityka.org.pl/images/pbpr_okladka.pdf

http://www.geopolityka.org.pl/images/pbpr.pdf


Kontakt z Wydziałem Wydawniczym Instytutu Geopolityki:

e-mail: geopolityka@gmail.comTen adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

http://www.geopolityka.org.pl/index.php ... &Itemid=38


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 20 cze 2011, 14:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Pierwsza kropla w morzu potrzeb

Kiedy w marcu 1999 roku Polska, Czechy i Węgry wstępowały do NATO, ceną, jaką Zachód miał zapłacić Rosji za milczące przyzwolenie, było zapewnienie, że w nowych krajach Sojuszu nie powstaną żadne natowskie instalacje wojskowe. Nie ulega wątpliwości, że budowanie infrastruktury wojskowej dowodzi istnienia zamiaru jej obrony. Rosyjskie protesty przeciwko takim obiektom na terenie państw NATO graniczących z Rosją są tym samym wymowne.

Koncepcje strategiczne formułowane w ośrodkach geopolitycznych Rosji mówią jednoznacznie, że celem polityki jest odbudowanie imperium i uzyskanie rangi supermocarstwa w relacjach międzynarodowych. Rosja jest byłym państwem kolonialnym. Po rozpadzie bloku sowieckiego Kreml większość swoich kolonii utracił. Nie leżały one za morzami, jak w przypadku kolonii innych imperiów, ale były blisko Rosji, stanowiły tzw. bliską zagranicę. Jeśli zaś elity rosyjskie rzeczywiście pragną budować imperialną potęgę, to odzyskanie kolonii i włączenie ich do imperium staje się konieczne. W tej perspektywie infrastruktura wojskowa NATO na terenie Polski, państw bałtyckich lub Rumunii przekreślałaby plany rosyjskie. W szczególności obecność baz i jednostek armii amerykańskiej krzyżowałaby zamiary Moskwy.

Rosja poza systemem
Państwa NATO sąsiadujące z Rosją, a znajdujące się przed 1989 rokiem pod sowiecką dominacją, zdają sobie z tego sprawę. Z tych powodów na ostatnim szczycie NATO w Lizbonie większość środkowoeuropejskich członków Sojuszu wyraziła poparcie dla idei utworzenia wspólnego systemu obrony przeciwrakietowej. Bez wątpienia takie instalacje stanowiłyby poważne wzmocnienie bezpieczeństwa tych krajów w obliczu zamiarów rosyjskich.
Gotowość przyjęcia na swoim terytorium systemów antyrakietowych zadeklarowały Czechy (centrum wczesnego ostrzegania) i Rumunia (włączenie elementów amerykańskiego systemu na terytorium Rumunii do systemu NATO). Oficjalnie, co prawda, zaproszono Rosję do dialogu na temat systemu obrony przeciwrakietowej, ale Estonia, Litwa, Łotwa oraz Rumunia postulują ustawienie jej w roli obserwatora (Rumunia ogłosiła, że niedopuszczalne są jakiekolwiek wojskowe instalacje rosyjskie na jej terytorium). Sceptycyzm wobec ściślejszej współpracy z Rosją w sprawie tarczy antyrakietowej wyraziły Czechy, Słowacja i Węgry, a pośrednio Albania, Chorwacja i Słowenia. Stanowisko Polski według ministra Klicha wygląda następująco: "Z Rosją powinniśmy rozmawiać o sprawach, które dla bezpieczeństwa na kontynencie europejskim są ważne. Jedną z nich jest sprawa tarczy antyrakietowej. Ale nie bardzo widzę potrzebę, by Rosja była włączana do tarczy antyrakietowej". Za pełnym włączeniem Federacji Rosyjskiej w budowę europejskiego systemu antyrakietowego optowała tylko Bułgaria.

W Redzikowie skończyło się na planach
Projektowi utworzenia systemu nie sprzyjają jednak wpływowe w NATO Niemcy, które dążą do ograniczenia roli USA w Sojuszu i równolegle chcą zwiększenia rangi współpracy NATO z Rosją. Projekt sojuszniczego systemu obrony przeciwrakietowej traktowany jest przez Niemcy jako instrument zacieśnienia współpracy z Rosjanami. Po szczycie NATO w Lizbonie Niemcy demonstrowały swoje niezadowolenie, że Sojusz wyraził "jedynie" wolę dialogu z Rosją na temat projektu i zgodził się w opinii niemieckiej na zbyt ostrożne zapisy odnośnie do współpracy z Rosjanami.
Już administracja prezydenta George´a W. Busha forsowała amerykański projekt tarczy antyrakietowej, który miał być zainstalowany na terenie Czech i Polski. Zamiar ten ostro oprotestowała Rosja. Nawet groziła, że wyceluje w Polskę rakiety nuklearne w razie realizacji planów budowy tarczy antyrakietowej. Niestety, Amerykanie zrezygnowali z budowy bazy antyrakietowej w Redzikowie. Dlaczego niestety? Byłaby ona bowiem elementem systemu obrony USA. W interesie Stanów Zjednoczonych byłoby więc również zapewnienie bezpieczeństwa państwu, na terenie którego baza amerykańska zostałaby umieszczona. To prawda, że ekipa premiera Donalda Tuska działała w sprawie tarczy niemrawo. Projekt pogrzebali jednak sami Amerykanie, skoro to nowy prezydent USA Barack Obama zdecydował, że tarczy nie będzie. Skusiły go, zdaje się, miraże przyjaźni z premierem Putinem i dlatego od projektu odstąpił. Do tego Waszyngton zrobił ten krok niezbyt fortunnie, bo 17 września 2009 r., w rocznicę sowieckiej inwazji na Polskę. Coś jednak zaczyna się zmieniać w polityce USA.

Chybiony argument o słabości Rosji
Pod tym względem ciekawa była ostatnia wizyta prezydenta USA w Warszawie i jego spotkanie z przywódcami państw tej części Europy, zwłaszcza rozmowa z prezydentem Ukrainy. Nie wydaje się też, aby liczna ekipa amerykańska zjawiła się w Warszawie tylko po to, by stanowić tło spotkania prezydenta USA z niewydarzonymi politykami PO.
Jednym z amerykańskich analityków stosunków międzynarodowych i znanym geopolitykiem jest prof. George Friedman, syn wybitnego ekonomisty Miltona Friedmana. W ostatniej wypowiedzi profesora w siódmym odcinku cyklu analiz pt. "Geopolityczne podróże George´a Friedmana" wskazuje on, że USA "trzy razy biły się w dwudziestym wieku o to, by zapobiec niemiecko-rosyjskiej entencie i dominacji jednego mocarstwa - nieważne Rosji, Niemiec czy obojga - nad Europą". Ameryka postąpiła bowiem następująco: "Niemiecko-rosyjska ententa stanowiłaby dla Stanów Zjednoczonych śmiertelne zagrożenie i to dlatego wzięły czynny udział w pierwszej wojnie światowej, drugiej wojnie światowej i w zimnej wojnie. Są sprawy, do których Stany Zjednoczone nie dopuszczą i zrobią, co mogą, by im zapobiec. Jedną z tych najważniejszych jest dominacja pojedynczego mocarstwa nad Europą" - podkreślił Friedman. Profesor twierdzi, że sojusznikiem i partnerem USA w realizacji polityki europejskiej będzie silna Polska. Jednak to, co może przeszkodzić w jej awansie do rangi regionalnego mocarstwa, są słabości, jakie profesor dostrzega, powołując się na swoje rozmowy z wysokimi urzędnikami polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W szczególności wskazuje, że jego rozmówcy nie doceniali zagrożenia ze strony Rosji, twierdząc, że jest ona zbyt słaba, aby Polsce zagrozić. Friedman pisze: "Nie przekonuje mnie argument o słabości Rosji. Po pierwsze, siła to pojęcie względne. W porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi Rosja może być słaba, ale na pewno słaba nie jest w porównaniu z blisko z nią lub z Europą sąsiadującymi krajami. Żaden naród nie musi być silniejszy od tego, czego wymaga jego strategia, ale akurat w tym przypadku Rosja jest wystarczająco silna. To prawda, że populacja Rosji się kurczy i że kraj jest gospodarczo wyniszczony, ale przecież Rosja jest w ruinie gospodarczej od czasów Napoleona, a pewnie jeszcze dłużej. Jednak jej zdolność do postawienia w gotowość armii bez względu na sytuację gospodarczą jest historycznie demonstrowalna". Wskazuje też na zabiegi Rosji, aby zacieśniać swoje stosunki z Niemcami i konstatuje: "Jakoś trudno mi uwierzyć, że porozumienia niemiecko-rosyjskie nie martwią Polaków".
Profesor radzi nam zatroszczyć się o narodową suwerenność i przestrzega, że żaden kraj nie może oddać kontroli nad swoimi fundamentalnymi prerogatywami narodowymi, np. nad gospodarką, takim organizacjom wielonarodowym, jak Unia Europejska, a w przypadku Polski również takiemu państwu jak Niemcy, które historycznie były dla Polski niebezpieczne. I podkreśla: "Lecz co najważniejsze, suwerenność narodu zależy od jego zdolności obronnych".
Niestety, stan polskiej obronności za sprawą obecnego kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej wskazuje, że tej gwarancji suwerenności Polska obecnie nie ma.

Przedwczesna nadzieja na zmiany?
Mimo rezygnacji Amerykanów z pierwotnej wersji tarczy antyrakietowej istnieją pewne możliwości naprawcze. Planowany jest inny system antyrakietowy EPAA (European Phased Adaptive Approach). Realizacja planu zakładała do 2011 r. rozmieszczenie na Morzu Śródziemnym okrętów wyposażonych w rakiety SM3 przeznaczone do zwalczania rakiet balistycznych krótkiego i średniego zasięgu. Od marca 2011 r. znajduje się tam krążownik rakietowy USS "Monterey" uzbrojony w rakiety SM3, który ma chronić południe Europy przed atakiem rakietami krótkiego zasięgu.
W drugim etapie zakłada się wybudowanie na południu Europy bazy rakiet SM3 zdolnych do strącania pocisków średniego zasięgu. Rakiety mają się znaleźć w bazie Deveselu w Rumunii.
Trzeci etap przewiduje przygotowanie bazy w Polsce do przyjęcia mobilnych wyrzutni zmodernizowanych rakiet SM3 posiadających zdolność strącania rakiet dalszego zasięgu i międzykontynentalnych rakiet balistycznych (Polska podpisała latem 2010 r. aneks do umowy o bazie, którą zawarła z USA dwa lata wcześniej. W kwietniu tegoż roku prezydent RP ratyfikował porozumienie).
Czwarty, ostatni etap zakłada rozmieszczenie w 2020 r. jeszcze nowocześniejszej wersji rakiet SM3 zdolnych do strącania rakiet dalekiego zasięgu.
Rosja nie zdołała uzyskać zapewnień w kwestii europejskiej tarczy antyrakietowej - można zatem sądzić, że ten program zostanie zrealizowany.
13 czerwca br. minister obrony Bogdan Klich i ambasador Stanów Zjednoczonych Lee Feinstein podpisali w Warszawie memorandum dotyczące stacjonowania w Polsce pododdziału amerykańskich żołnierzy do obsługi samolotów F-16 i transportowych, które mają przylatywać do nas okresowo na ćwiczenia. Pobyty szkoleniowe amerykańskich samolotów w Polsce mają się zacząć po roku 2013. W skali polskich potrzeb obronnych pobyt 20 amerykańskich żołnierzy nie ma wielkiego znaczenia. Nie ma więc powodów, by dąć w fanfary. Można nawet powiedzieć, że przyjazd tych żołnierzy jest kroplą w morzu naszych potrzeb. Nie wykluczam jednak, że jest to pierwsza taka "kropla" i wkrótce będzie ich więcej. Miejmy też nadzieję, że wkrótce sprawy obronności gwarantującej suwerenność Polski trafią w ręce ludzi kierujących się interesem narodowym i rozumiejących, czym jest polska racja stanu.

Dr hab. Romuald Szeremietiew

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=26357


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 30 cze 2011, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2011/06/21/serce-ladu-–-gra-toczy-sie-nadal/

Autor twierdzi, że kluczem do panowania nad światem jest panowanie nad Eurazją. By tego dokonać, zdaniem autora artykułu należy opanować środek tego obszaru - to ma być główny powód amerykańskiej obecności w Afganistanie.

Kopia artykułu:

Serce Lądu – gra toczy się nadal
Posted by Marucha w dniu 2011-06-21 (wtorek)

Jeżeli założymy, że jedna z geopolitycznych doktryn mówiąca, iż kto panuje nad Eurazją ten włada całym światem jest prawidłowa, to trzeba równocześnie przyjąć następującą tezę: żeby rządzić Eurazją należy podporządkować sobie tak zwane Serce Lądu, czyli dzisiejszą Azję Centralną, a więc poradzieckie republiki tego obszaru. Podążając dalej tym tokiem rozumowania: by to było możliwe, trzeba z tym strategicznym obszarem bezpośrednio graniczyć; względnie, o ile jest się mocarstwem morskim, zawładnąć przyległościami.
A strefa doń przylegająca to: Afganistan, Pakistan, Iran, Irak oraz basen Morza Kaspijskiego po europejskiej stronie. Kluczem otwierającym Serce Lądu jest bezwzględnie Kabul; ale by dzierżyć tą niegościnną krainą nie da się tego uczynić bez wpływu, w pierwszej kolejności, na Pakistan oraz Teheran.
Gdy tak popatrzymy na współczesne nam gry militarne jasno zauważymy, o co toczy się rzeczywista batalia w Afganistanie i jak mało znacząca jest sprawa międzynarodowego terroryzmu, w tym jego przywódcy bin Ladena, którego spektakularna śmierć ostatnio proklamowana przez Amerykanów jest w gruncie rzeczy przesłaniem skierowanym głównie do wyborców tego najsilniejszego światowego imperium.
Uczestnicy rozgrywki
Jest trzech aspirantów do władania Sercem Lądu: USA, Rosja oraz Chiny. Przy czym dwa ostatnie mocarstwa bezpośrednio z nim graniczą, w tym Moskwa powołująca się na historyczne prawa, gdyż od dawna rozporządzała tym regionem i dopiero upadek radzieckiego systemu oznaczał dla niej ogromny geopolityczny regres.
Rosja i Pekin są klasycznymi potęgami lądowymi o ogromnej terytorialnej rozciągłości, zaś Stany to zdecydowanie klasyczne imperium o kupiecko – morskiej naturze, na dodatek w prostej linii spadkobierca Brytyjczyków. Chiny mają ogromną ilość mieszkańców, ale terytoria zbliżone do Serca Lądu są niegościnne i nie stanowią dobrej wypadowej bazy, jeśli chodzi o ekspansję Pekinu w zachodnim kierunku, czyli w stronę Morza Kaspijskiego. Z kolei podstawą ludnościową Rosji jest tylko jej europejski fragment. Na dodatek jej ogromne przestrzenie są równoleżnikowo podzielone na kilka odmiennych stref. Na północy bezludna tundra, dalej największy na świcie iglasty las zwany tajgą, poniżej mniej ogromne puszcze o mieszanym charakterze aż na wysokość Kijowa, zaś poniżej w kierunku Azji i Ałtaju bezkresny step, nierównomiernie zaludniony.
Stany Zjednoczone są potężnym supermocarstwem, wydającym rocznie na własne zbrojenia dwunastokrotnie więcej aniżeli Moskwa i sześciokrotnie więcej niż Chińska Republika Ludowa. Różnice w militarnych możliwościach, a także w potencjale gospodarczym są zatem znaczące i wszelkie spekulacje na temat rychłego upadku tej potęgi są grubo przesadzone. Jednak każdy kolos ma swoje tak zwane miękkie podbrzusze.
O ile Rosji i Chinom wystarczy, iż trwają na obecnych pozycjach – USA jako morska potęga musi wciąż walczyć, a dla utrzymania swojego wysokiego międzynarodowego statusu, potwierdzać w boju własne przewagi, prowadząc nieustanne podboje. Ameryka bowiem bez realnych własnych wpływów w Europie i w nadmorskich obszarach Azji, zwanych Eurazją Zewnętrzną, mimo pozycji hegemona, będzie zmuszona czynić przygotowania do pospiesznego pakowania walizek, polegającego na rezygnacji z globalnych aspiracji. Dlatego niezbędne jest zawładnięcie Sercem Lądu, a do tego konieczne okazuje się podporządkowanie Kabulu, gdyż nie ma po prostu innej możliwości.
Dlatego też światową krucjatę, prowadzoną pod amerykańskim przywództwem przeciwko terroryzmowi, a dokładnie przeciwko Al.- Kaidzie należy włożyć między bajki. Ta opowiastka, co do której wszyscy udają, że w nią wierzą jest zaledwie niezbędnym kamuflażem, pozwalającym uniknąć języka zimnej wojny – albowiem żyjemy w czasach światowego pokoju.
Co dalej?
Zasadniczy problem sprowadza się w tym przypadku do tego, iż Moskwa i Pekin pozostaną wciąż tam gdzie są, natomiast Amerykanie, jeżeli tylko opuszczą Afganistan, mogą pożegnać się z marzeniami na temat opanowania Środkowego Wschodu. Wtedy może nastąpić reakcja łańcuszkowa.
Po wyprowadzce z Afganistanu, trzeba będzie porzucić Pakistan, a jeśli to nastąpi wydatnie wzmocni się Iran i z pewnością upadnie proamerykański reżim w Arabii Saudyjskiej. Reakcją na to okaże się wzrost regionalnych aspiracji Turcji, co doprowadzi do tego, iż Rosja uprzedzając Ankarę spacyfikuje Południowy Kaukaz. Z kolei istnienie Izraela będzie zagrożone i miejscowy rząd musi poszukać sobie innego protektora niż Waszyngton. Z całą pewnością taki się znajdzie.
Już ta pobieżna analiza pozwala na wyprowadzenie wniosku, że światu zagrozi nuklearna konfrontacja, gdyż ktoś tę broń w końcu zmuszony zostanie użyć. Najpierw na okrojonym obszarze działania, lecz co będzie dalej? Stany ograniczone w swoich planetarnych możliwościach z całą pewnością próbują utrzymać inicjatywę we własnych rękach i podzielić świat, wykorzystując wciąż ogromne własne zasoby na kilka stref wpływu.
Ich nadzieją będzie groźba konfrontacji rosyjsko-chińskiej o władzę nad Sercem Lądu. O ile jednak Rosja w przypadku ujawnienia się chińskich aspiracji, będzie musiała skonfrontować się z tym rywalem – o tyle Pekin ma jeszcze inne warianty. Chińczycy mogą prowadzić politykę samoograniczania się w stawianiu na własny militarny potencjał. Stać ich, nawet już teraz, na podanie pomocnej dłoni amerykańskiemu dolarowi, co umożliwi im realną gospodarczą ekspansję we wszystkich możliwych geopolitycznych kierunkach. Trzeba także nadmienić, że gra na wewnętrzne konflikty w Państwie Środka jest nierealistyczna. Oderwanie bowiem Tybetu to zaledwie piękna mrzonka.
W takim przypadku współczesna Europa właściwie pozostanie poza zasadniczymi nurtami wydarzeń, gdyż straci na geostrategicznym znaczeniu i niewiele zaoferuje innym. Stary Kontynent rozrywany wewnętrznymi konfliktami będzie lawirował między Rosją a Stanami Zjednoczonymi, gdyż ta pierwsza łaknie nowoczesnych technologii, zaś Amerykanie baz dla własnego lotnictwa. Z całą pewnością i jedni, i drudzy otrzymają to czego oczekują.
Jednak w podanych okolicznościach Turcja, ze względu na własne położenie, okaże się chyba ważniejsza aniżeli Unia Europejska. To będzie dopiero zemsta za w końcu niedawne upokorzenia.
USA, Chińska Republika Ludowa i Rosja będą miały żywotny i wspólny interes, by w czasach nadchodzącego i pewnego zamętu zachować wspólną kontrolę nad tak zwanymi procesami zachodzącymi na globie, ale czy to im się uda? Po pewnych symptomach, które już dzisiaj obserwujemy możemy z niemałą dozą pewności założyć, że naszkicowany scenariusz jest raczej bliższy, niż dalszy.
Amerykanie, by odwlec ten niemiły dla siebie moment, względnie próbując nawet odwrócić rysującą się na horyzoncie sytuację mogą usiłować własne opuszczenie Afganistanu połączyć z próbą wewnętrznego osłabienia Rosjan lub Chińczyków; lecz oznacza to realne wzmocnienie jednych kosztem drugich. Nic to Stanom Zjednoczonym, na dłuższą metę, nie daje. Dlatego sytuację oceńmy jako mocno zdeterminowaną, a wszelkie gwałtowne próby odwracania konieczności tylko pogorszą światowe perspektywy na pokój.
A co z Polską?
Czynniki kierujące naszą ojczyzną powinny wziąć pod uwagę nasze współczesne położenie, gdyż błędy w ocenach mogą okazać się tragiczne w skutkach. Mimo złych perspektyw dla USA, winny pozostać one naszym najważniejszym geopolitycznym partnerem, gdyż – mimo wszystko – to one napiszą scenariusze, według których rozegra się najważniejsza partia dwudziestego pierwszego wieku. Jednak korekty są pilnie potrzebne. Nie leży, przede wszystkim, w naszym najżywotniejszym interesie granie własnej partii opartej na przypuszczeniach, że w nadchodzących latach Amerykanie skonfrontują się z Rosją. Z takiej nieprawidłowej kalkulacji wynika mylne założenie, iż mamy do spełnienia wiodącą rolę na obszarze między Bałtykiem i Morzem Czarnym. Nikt na to na świecie nie stawia, a dalsze trzymanie się tej niesłusznej i utopijnej koncepcji może nas dużo kosztować. Oddech Berlina odczuwamy przecież coraz wyraźniej, czego istotnym symbolem jest niedawna wizyta na Wybrzeżu przewodniczącej niemieckiego Związku Wypędzonych. Jeszcze kilka lat wstecz tamtejszy Minister Spraw Zagranicznych, z całą pewnością, odradziłby jej tę politycznie mocno dwuznaczną eskapadę. Dzisiaj już nie. Najgorsze jest bowiem międzynarodowe osamotnienie Polski, które może potwierdzić znane porzekadło, iż „wśród prawdziwych przyjaciół psy zająca zjadły”. A symptomy porzucenia sojuszniczej Warszawy jednak się rysują.

Antoni Koniuszewski, http://sol.myslpolska.pl/
http://sol.myslpolska.pl/2011/06/serce- ... sie-nadal/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 04 lip 2011, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
DRUGI IZRAEL - czy PRL?

Słowa Żyd czy Izrael wzbudzają wśród części polskich patriotów „stan podwyższonej obawy”, jeśli nie jawną wrogość. Od elity narodu wymaga się jednak myślenia racjonalnego i perspektywicznego. Spróbujmy właśnie w taki sposób spojrzeć na tytułowe pytanie.

Obecnie wróciliśmy już do późnego PRL-u, a kolejne ekscesy służb, policji (czy lepiej milicji) i wymiaru „sprawiedliwości” dowodzą, że możemy się jeszcze cofnąć w czasie. Nasze prawicowe wymachiwanie szabelką nie przeszkodziło w tym procesie. Trzeba na sprawę spojrzeć trzeźwo – jak po upadku Powstania Kościuszkowskiego nie mieliśmy już żadnych realnych szans na samodzielne odzyskanie niepodległości, tak samo jest teraz.

Wtedy pojawiła się pomoc z zewnątrz – La Grande Armee Napoleona. Polacy stanęli mężnie i lojalnie przy jego boku i znowu powstała wolna Polska. Tak, w wersji kadłubowej, ale już w dwa lata po swym odrodzeniu samodzielnie pokonała Austriaka, odbijając Lubelszczyznę i Małopolskę. Gdyby nie klęska Napoleona, zapewne mielibyśmy niebawem znowu wolne i silne państwo.

Jaka jest dzisiaj szansa na podobny scenariusz? Jedyną siłą będącą w pewnej opozycji do naszych zaborców są Stany Zjednoczone Ameryki. Można na nie wybrzydzać, że niekatolickie, masońskie, imperialne i w ogóle „be”, ale czy mamy coś lepszego? Oczywiście na polskiej prawicy jest wielu głupców i agentów wpływu, którzy będą nam stręczyć Rosję jako gwaranta naszej ograniczonej niepodległości i rozwoju gospodarczego (dostęp do surowców i rynków zbytu). Niech oni najpierw przekonają do tej przyjaźni naszych oficerów z Katynia czy Żołnierzy Wyklętych, a wtedy pogadamy…

Jeśli więc nie chcemy być poddanymi „dobrych” carów, pozostaje nam znowu tylko wariant napoleoński – tym razem w wersji jankeskiej. Sprawa jednak nie jest taka prosta – musimy ich czymś do siebie przekonać. Napoleona przekonywali legioniści gen. Henryka Dąbrowskiego (jak Amerykanów nasze legie w Iraku i Afganistanie). To jednak by nie wystarczyło – Napoleon dopiero wtedy zdecydował się na poparcie sprawy polskiej, gdy potrzebował sojusznika w nowej wojnie. Ziemie polskie stanowiły pokaźne źródło tak potrzebnego Francji rekruta.

Podobnie i obecnie nasza krew na Bliskim i Środkowym Wschodzie nie była dla USA wystarczającym powodem, by nie dopuścić do Smoleńska czy upomnieć się o poległych sojuszników. Tu trzeba zacisnąć zęby i pamiętać, że w polityce rządzą interesy, nie sentymenty. Tak zachowali się nasi wielcy dowódcy po tym, gdy Napoleon skazał na zagładę legiony i nic nie zrobił dla sprawy polskiej, a w parę lat potem (1806) znowu wyszedł do nas z ofertą sojuszu. Generałowie Dąbrowski i Wybicki przystali na tę propozycję i tym razem się częściowo udało – mieliśmy Księstwo Warszawskie.

Jarosław Kaczyński jest dziś w bardzo podobnej sytuacji – od Baracka Obamy, który podczas pogrzebu jego najbliższych ostentacyjnie grał w golfa, otrzymuje propozycję: poprzecie nas w Afryce Północnej, pomożemy wam w konflikcie z Rosją.

Coś za coś. My tam (Afryka Północna) się angażujemy, chociaż nie mamy bezpośrednich interesów, ale Wy (USA) zaangażujcie się z powrotem tutaj, co by oznaczało powrót do tej polityki, której realizatorem był Lech Kaczyński. Jarosław Kaczyński, VI Zjazd Klubów „Gazety Polskiej”, 28 maja 2011r.

Obama rozpoczął w zeszłym roku nową wojnę skierowaną przeciw Rosji i Chinom. (O jej planach pisałem w październiku 2010 – „YANKEE COME HOME?!”, idź POD PRĄD nr 75) Afryka Północna jest tylko zamorskim terytorium, gdzie rozgrywa się ten konflikt. Nieprzypadkowo właśnie w Libii i Syrii (dominacja odpowiednio chińska i rosyjska) trwają najcięższe walki. W Europie Rosja ma tego samego sojusznika, co za Napoleona – Prusy. Nic dziwnego, że Niemcy (a z nimi kondominium zwane III RP) nie poparły ataku na Libię i nic dziwnego też, że prezydent Obama, objeżdżając ostatnio swoich europejskich sojuszników, ominął Berlin. Do Warszawy przybył, ale namiestnikowi kazał ponad pół godziny czekać w drzwiach jak lokajowi, a prawdziwą ofertę polityczną złożył przedstawicielowi środowiska polskich patriotów, Jarosławowi Kaczyńskiemu, bo tylko to środowisko może realnie poprzeć amerykańskie interesy w naszym regionie.

Tu jednak napotykamy na tytułowy problem. Ze względu na kogo Obama kazał czekać namiestnikowi, publicznie go upokarzając? W pogawędce z polskimi Żydami Obama usłyszał:Dbaj o Izrael. To jedyne żydowskie państwo, jakie mamy. Na co odparł:Izrael może zawsze na mnie liczyć. jewish.org.pl

Napoleon miał swoje plany i interesy. Raz poświęcał polskie sprawy, raz ich bronił, a najczęściej wspierał częściowo – tak, by zrealizować także swoje cele. Chciał obłaskawić cara, dał mu Białostocczyznę, chciał Prusaków – oddał im Gdańsk i Pomorze, chciał Saksończyków – dał im polską koronę. Ale nam dał skrawek państwa polskiego, na które nie mieliśmy szans wobec potężnych sąsiadów.

Dziś jesteśmy w analogicznej sytuacji. Pomoc może przyjść tylko ze strony USA. A USA mają swoje interesy i sojuszników, z których najważniejszym jest właśnie Izrael. Rozumie to Jarosław Kaczyński – na VI Zjeździe Klubów „Gazety Polskiej” powiedział bez ogródek:

Prezydent Obama przyjechał tu (do Polski – przyp. red.) w różnych sprawach (…), ale wynika to z pewnej sprawy bardzo w tej chwili aktualnej, przebiegającej spektakularnie, można powiedzieć burzliwej. Chodzi o sytuację na Bliskim Wschodzie. Tutaj Stany Zjednoczone potrzebują zaangażowania różnych państw. Potrzebują także zaangażowania Polski.

Na potwierdzenie tego „Rzeczpospolita” (11-12.06 br.) donosi, że premier Izraela Beniamin Netanjahu ma w najbliższym czasie odwiedzić Polskę, by prosić o blokowanie na arenie ONZ ogłoszenia niepodległości państwa Palestyńczyków.

USA mogą pomóc nam wstać z kolan i zacząć budować podwaliny wolnego państwa. Musimy jednak uznać ich pryncypia, a co za tym idzie - interes Izraela. Oznacza to: jednoznaczne zaangażowanie się w polityce zagranicznej po właściwej stronie; szerokie wpuszczenie Amerykanów, a może i Izraelczyków do eksploatacji gazu łupkowego (Poniatowski płacił Napoleonowi rekrutem, Kaczyński zapłaci Amerykanom gazem – miejmy nadzieję, że to wystarczy); wygaszenie konfliktu wokół żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polski (patrz „gaz”). Wiem, że to ciężkie terminy, szczególnie że dziś, w przeciwieństwie do czasów Napoleona, kiedy polski patriota spiskował wraz z Jankielem przeciw ruskiemu carowi, Żyd kojarzy się większości Polaków z jadem „GazWyb” lub tzw. „żydokomuną” uosabianą przez Bermana, Morela, Wolińską czy Michnika. W tym miejscu warto zaapelować do środowisk żydowskich patriotów, by odcięli się od zbrodni i zaprzaństwa części swoich rodaków. To wydatnie pomogłoby w odbudowie zdrowych relacji pomiędzy Polakami a Żydami. Nie wiem jednak, czy to oczekiwanie jest realistyczne.

O Izraelu mówi się, że jest lotniskowcem USA nad Morzem Śródziemnym. Jeśli mądrze wykorzystamy bieżący czas, możemy stać się drugim takim lotniskowcem nad Morzem Bałtyckim. Jeśli jednak nie potrafimy się zjednoczyć wokół jedynej obecnie szansy na wolność, to pozostanie nam trwały powrót do PRL-u…

Paweł Chojecki


Bo to właśnie polscy Żydzi stworzyli Izrael. To oni odgrywali pierwszorzędne role w jego polityce, nauce, sztuce, kulturze etc. Z Polski wywodzili się najważniejsi izraelscy przywódcy: David Ben Gurion, Menachem Begin czy Chaim Wiezmann. Do dziś połowa elit Izraela – choć minęło już przecież kilka pokoleń – ma polskie korzenie. (…)

Ale wielu, wielu innych Żydów mieszkających pod zaborem pruskim, rosyjskim czy austriackim czuło się Żydami polskimi, choć Rzeczypospolitej nie było na mapie Europy.

Czy uda się kiedyś opracować jakąś naukową metodę, która pozwoli ustalić, kto był jakim Żydem? Będzie to trudne, bo zależy od osobistych odczuć każdego człowieka. Ja pochodzę z Borysławia. Czy jestem więc „waszym Izraelczykiem” czy „ich Izraelczykiem”? Myślę, że waszym, bo to wśród Polaków czuję się jak u siebie. Taki mi zresztą mówią w Izraelu: „Ty jesteś ich Żydem, Szewach”. Szewach Weiss, Rzeczpospolita 17.06.2011r.

Dopełnieniem tej idylli byłoby wyjawienie nam, czyimi Żydami są niektórzy przedstawiciele środowiska z Czerskiej, którzy szczególnie boleśnie uderzali w Polskę przez ostatnie dwadzieścia lat…

red.

Bułgaria zdecydowała się na współpracę z amerykańskim koncernem naftowym Chevron przy zagospodarowaniu złóż gazu łupkowego. Rząd bułgarski podjął w środę decyzję o podpisaniu kontraktu w tej sprawie. niezalezna.pl

A więc mamy konkurencję… red.

Tekst ukazał się drukiem w lipcowym numerze miesięcznika "idź POD PRĄD".

http://idzpodprad.salon24.pl/321295,dru ... el-czy-prl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 16 lip 2011, 14:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
24 IV 2009 Deutschland über alles

Gwałtowne osłabienie pozycji Stanów Zjednoczonych w zakresie politycznym, militarnym, a zwłaszcza gospodarczym,
tworzy nowe realia we współczesnym świecie. Na pierwszą potęgę, w skali globalnej, wyrastać zaczynają Chiny,
podczas gdy w Europie, regionalnym mocarstwem stają się Niemcy.

Pomimo, że gospodarka niemiecka, tak jak każda inna, ulega spowolnieniu w związku z kryzysem, to jednak obecna
sytuacja daje temu krajowi więcej szans niż zagrożeń.

Zamiast tworzyć wspólną politykę walki z kryzysem, w duchu tak bardzo reklamowanej „europejskiej solidarności”,
Niemcy forsują stworzenie ogólnoeuropejskiego systemu finansowego, który umożliwi im kontrolę pozostałych państw
unijnych w sferze gospodarczej.

Według Die Welt z 27 lutego, prezes Bundesbanku, Axel Weber stwierdził, że „nie da się uniknąć pomocy dla
indywidualnych krajów Unii, ale pomoc ta ma być obwarowana ostrymi restrykcjami i warunkami”.

Ilustracją obecnej sytuacji jest niedawne stwierdzenie publicysty Reutersa, Paula Taylora, że „wszyscy zwracają się w
stronę Niemiec jako jedynego ratunku dla europejskiej gospodarki”.

Wzrost znaczenie Niemiec na europejskiej arenie, zaowocować może wyłonieniem, w nadchodzących 27 września
wyborach, nowego przywódcy Niemiec i Europy.

To swoiste déjà vu z najnowszej historii zapoczątkowane już zostało jakiś czas temu. Scementowany sojusz franko-
germański i coraz „owocniejsza” współpraca Niemiec z Rosją, stanowią podwaliny „nowego europejskiego porządku”.
Ostatni szczyt G20 w Londynie stanowi powtórkę z Rapallo, gdzie w tle międzynarodowej konferencji w Genui, dwa
wspomniane kraje skonsolidowały swój praktyczny sojusz, który w konsekwencji doprowadził do paktu Ribbentrop-
Mołotow, a co za tym idzie do II-ej wojny Światowej. Podobnie ostatni szczyt londyński dał okazję do poufnego
zbliżenia premiera Putina z kanclerz Merkel.

Obecne trendy w polityce niemieckiej sięgają zresztą jeszcze wcześniejszego okresu. W czasie fin de siécle’u, cesarz
Wilhelm próbował zmontować swoiste „trójprzymierze” z Rosją i Francją. Wstępne porozumienie w tej sprawie
osiągnięto podczas prywatnego spotkania Wilhelma z carem Mikołajem II w Björke w 1905 roku. Parafowano tam
układ między Rosją a Niemcami, podobny do obowiązującego już, od czasów Aleksandra III, paktu rosyjsko-
francuskiego. Dodatkowym elementem umowy z Björke było zobowiązanie Rosji do „wciągnięcia” Francji do tego
przymierza.

W swym liście do Mikołaja z 27 lipca, Wilhelm pisze, że w momencie gdy nowe ugrupowanie stanie się jawne,
wszystkie mniejsze narody zostaną przyciągnięte przez ten wielki ośrodek ciążenia zgodnie z prawem grawitacji, a
układ z Björke otworzy nową kartę w historii Europy.

Oto cytat z tego listu:
Dwuprzymierze w połączeniu z trójprzymierzem daje przymierze pięciu, które jest w stanie utrzymać porządek
wśród wszystkich niesfornych sąsiadów i pokój nakazać, nawet przemocą, na wypadek, gdyby siła miała być
tak nieopatrzną, aby go zakłócać.

Na szczęście dla Europy w ogólności, a Polski w szczególności, opozycja rosyjskich elit w stosunku do tego projektu
uniemożliwiła jego realizację.

Obecnie przeszkód tego rodzaju nie ma na horyzoncie i wszystko wskazuje na to, że „ostateczne rozwiązane kwestii
polskiej” zostało de facto osiągnięte.

Tak zwana III RP administrowana jest już nieomal w sposób jawny przez agenturę niemiecką i nie tylko. Samo
państwo przypomina bardziej Generalną Gubernię niż Polskę, z tą tylko różnicą, w porównaniu do okresu ostatniej
wojny, że rzesze polskojęzycznych „europejczyków” z wytęsknieniem wyczekują szansy wyjazdu na roboty do Niemiec
i „nobilitacji” w postaci szybkiej ich asymilacji przez „rasę panów”.

W kontekście „rozwiązana polskiego problemu”, ponad wszelką wątpliwość, udało się Niemcom udowodnić, że
zamiast otwartej walki z polskim uporem, lepiej jest wykorzystać, do osiągnięcia zamierzonych celów, niezmierzone
pokłady polskiej głupoty.

Ignacy Nowopolski

http://www.polskapanorama.org/deutchlanduberalles.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 23 lip 2011, 16:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Przyszłość Białorusi i Ukrainy tkwi w geopolityce

Trzonem tzw. „Nowej Europy Wschodniej”, którą zrodziły dwadzieścia lat temu popioły Związku Sowieckiego stał się -parafrazując Juliusza Mieroszewskiego- „historyczny wschód Polski”. Mam tu na myśli dziedzictwo przedrozbiorowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów (RON), która wzbudziła dzięki własnym rozwiązaniom ustrojowym, wśród swoich ruskich poddanych, poczucie odrębności od moskiewskiego samodzierżawia. Przykład korespondencji kniazia Kurbskiego i Iwana Groźnego to chyba najlepszy tego przykład.

Obrazek

Plakaty polskiej prezydencji w UE podkreślają wschodnioeuropejski aspekt geopolityczny

Zarówno Białoruś jak i Ukraina pozostają niewolnikami tego historycznego układu. Wektory wschód-zachód wbrew rozlicznym próbom ich dywersyfikacji stanowią priorytet polityczny Mińska i Kijowa. Z punktu widzenia geopolityki obie stolice i ich domeny są „państwami sezonowymi”, co zręcznie wykorzystał do celów propagandowych m.in. Władimir Putin. Ośrodki siły znajdują się w niedalekim sąsiedztwie obu krajów, to Polska i Rosja. Świadczą o tym m.in. nazwy wspomnianych podmiotów politycznych Białoruś to przecież Biała Ruś (część składowa Rusi), a Ukraina to zbitka słów „u kraja”, czyli na skraju, w tym przypadku Rzeczpospolitej. Innymi słowy Mińsk i Kijów to geopolityczne terytoria pasywne, co należy uwzględnić we wszelkich prognozach futurologicznych.

Mieroszewski twierdził, że tylko wyzbycie się przez Rosję ciągot imperialnych i respektowanie niezależności Mińska i Kijowa zakończy rywalizację polsko-rosyjską na historycznym wschodzie Polski. Z perspektywy geopolitycznej jest to jedynie pobożne życzenie, a wspomniane terytorium w ciągu następujących po sobie stuleci znało zaledwie kilka wymiennych modeli politycznych.

Pierwszym (z dzisiejszej perspektywy nierealnym i raczej unikatowym) jest południkowa ekspansja Litwy na ziemie ruskie. Drugim, klasycznym jest równoleżnikowa ekspansja i zdominowanie całego terenu przez ośrodek polski bądź rosyjski. Trzeci model, a właściwie okres przejściowy pomiędzy uprzednio wymienionymi, to stan względnej równowagi pomiędzy wspomnianymi podmiotami np. Rozejm w Andruszowie, Pokój Grzymułtowskiego czy Pokój Ryski.

Model polityczny tak jak to opisał Oswald Spengler charakteryzuje się cyklem biologicznym. Przewaga rosyjska ma zatem, tak jak człowiek, okres swojej młodości, apogeum i schyłek. Zwykle czas pomiędzy schyłkiem a młodością kolejnego modelu oddzielają niespokojne okresy przejściowe. „Nowa Europa Wschodnia” rozdarta pomiędzy UE i Federacją Rosyjską, naznaczona energochłonną, przestarzałą gospodarką, autorytaryzmem i korupcją na wskroś przypomina okres równowagi pomiędzy głównymi ośrodkami siły rozpostartymi na linii wschód-zachód.

Czy historia jest powtarzalna, czy układ przestrzenny definiuje zachowania polityczne? Jeśli tak, to ten krótki szkic pozwala zrozumieć, że tereny „Nowej Europy Wschodniej” są objęte procesem. Białoruś i Ukraina w obecnej formie są jedynie etapem w kształtowaniu się nowego układu sił w naszej części świata.

Piotr A. Maciążek

Więcej tekstów na politykawschodnia.pl

http://politykawschodnia.salon24.pl/326 ... eopolityce


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 21 paź 2011, 09:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Krótkie, acz nie pozbawione sensu rozważania. Żyjemy w świecie dynamicznie zmieniającym się. Była Jugosławia i jej nie ma. Była ambitna i niezależna Libia i właśnie jest w majestacie prawa (Kaduka) ... dobijana.

Gruzja jeszcze jest. Czeczenia? Trudno to określić, czy jest jeszcze, czy już jej nie ma.

A my?
Mamy Śląsk, Pomorze, Warmię i Mazury, Podlasie, a mieliśmy kiedyś jeszcze .... Kresy.
Co będzie jutro? Czy o tym myślimy? Czy tylko myślimy o tym, czy nam, pojedyńczym osobnikom coś się uda, ułoży, poszczęści?
A o naszej polskiej rodzinie, o naszym polskim domu nie myślimy wcale, albo pozostawiamy to dla innych, którzy (co widać) mają nas ... za idiotów.

Cuncta fluunt, jak powiedział Pan Tarej.


Scenariusz wojny

Ponoć trauma wynikająca z wydarzeń XX wieku przesądza o wyniku ostatnich wyborów na korzyść PO. Polacy boją się zamieszek, wojen, grabieży, ruchawek, puczów, a zatem wolą głosować na swojski i znany syf Logiczne, że w wyniku wojny oddaliby wszystko aby wojnę szybko zakończyć. Wszystko czyli? To realiści czy zdrajcy? Polactwo czy obywatele? W końcu, kto dał im prawo decydowania o kraju, który trwa na przekór sąsiadom przez tyle wieków...Warto znać wrogów, w tym wewnętrznych bo nie wiadomo obywatelu III RP kto strzeli ci w plecy.

Jesteśmy w UE i NATO, mamy samych przyjaciół. Wszyscy nas kochają a sojusznicy nic nie robią tylko dymają. Tak wygląda sytuacja Polski pod koniec 2011 roku. W międzyczasie miłująca pokój Szwecja zbroi się i analizuje scenariusze zajęcia państw nadbałtyckich przez Rosję. Tzw. realiści zaraz pewnie mnie zakrzyczą, że po co Rosji "Pribałtyka", a po co Hitlerowi były potrzebne biedne i brudne ziemie? Tutaj też kłania się ideologia i zbliżanie "do Europy", na dość swoiście pojętych zasadach. Załóżmy, że w Niemczech Rosja dokonuje aktu terrorystycznego. Uwaga zwrócona jest na nich, a Rosja zajmuje trzy małe państwa. Wycofujące się siły litewskie naruszają granicę Polski, jednocześnie Litwini apelują do Białorusi o zajęcie stanowiska. Armia rosyjska zajmuje część Białorusi i Ukrainy, Ukraina grozi Rosji wojną. Czas ruszyć element w melonikach, dyplomaci wkraczają na salony. Polska zwraca się do Niemiec o pomoc w zabezpieczeniu granic. Niemcy przysyłają korpus pomocniczy, jednocześnie na mocy porozumienia z Rosją wkraczają do Królewca. Rząd niemiecki "prosi" spolegliwy i przyjazny rząd polski o cesję terytorium północno-wschodniej Polski, argumentując to lepszym dostępem do granicy. Powstaje korytarz. Brzmi znajomo, co?

Oczywiście, takie zabawy myślowe powinny pokazać nam jedną zasadniczą prawdę. Nie ma nic stałego.

http://unicorn.ricoroco.com/nucleo/?itemid=827


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 04 lis 2011, 17:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.geopolityka.org/metodologia/ ... olitycznej

Artykuł zajmuje się problemem matematycznego obliczania potęgi państw oraz siły ich wpływu na inne państwa.

Kopia artykułu:

MOŻLIWOŚCI ZASTOSOWANIA METOD POTĘGOMETRII DLA WYBRANYCH CELÓW ANALIZY GEOPOLITYCZNEJ
piątek, 04 listopada 2011 07:05

dr Tomasz Klin

Niniejszy artykuł stanowi przyczynek do tytułowego problemu, dotychczas niepodjętego przez badaczy geopolityki. W tekście zawarto rozważania nawiązujące do dwóch pytań: dlaczego warto podjąć tytułowy problem? oraz: jakie mogą być ścieżki metodologiczne w tego typu badaniach? W artykule zasygnalizowano problem badawczy, przedstawiono niektóre sugerowane drogi jego rozwiązania, jednakże bez ambicji sformułowania konkluzji ostatecznych; celem jest raczej zachęta do dalszej debaty naukowej w tej dziedzinie.

1. Współczesna analiza geopolityczna a metody ilościowe – uwagi wstępne
Analiza geopolityczna, jak każda próba badania w naukach społecznych, obarczona jest pewnym ryzykiem związanym z uprzedzeniami badacza, jego usytuowaniem w konkretnej przestrzeni ideowo-informacyjnej, brakiem całkowitej odporności na propagandę, bieżącą popularnością danego zagadnienia w mediach lub publikacjach naukowych itp. (Rice 1969: 241–243). Dotychczasowe analizy geopolityczne siłą rzeczy musiały zawierać różnego rodzaju wady, jak np. państwocentryzm. Jednakże nie przesłaniają niemałych osiągnięć, m.in. ustalenia hierarchii przestrzeni – choć podlegają dalszym modyfikacjom. W dziedzinie potęgometrii badacze są w stanie oszacować potęgę danego państwa, i to stosując zróżnicowane modele (Sułek 2003: 78–94). Świadczy to o względnym zaawansowaniu metod potęgometrycznych pomimo sceptycyzmu niektórych badaczy odnoszącego się do potęgometrii jako takiej (Sułek 2003: 75–77; 2004: 72–73). Jednakże metody ilościowe znajdują zastosowanie w nauce o stosunkach międzynarodowych. Współcześnie naukowcy dokonują prób zmierzenia m.in. podobieństw w polityce zagranicznej państw (Signorino, Ritter 1999) albo czynników konfliktogennych do zastosowania w Systemach Informacji Geograficznej (Stephenne, Burnley, Ehrich 2009). Wydaje się, że metody ilościowe w szeroko rozumianej politologii i badaniach geopolitycznych od pewnego czasu zyskują na znaczeniu, a przynajmniej cieszą się stałym poziomem popularności. Ich zalety są następujące: dają możliwość oszacowania wielkości danego obiektu badawczego, a zatem także porównywania wielkości różnych obiektów oraz na tej podstawie prób ustaleń przyczynowych wzrostu/spadku tych wielkości poprzez manipulację zmiennymi, a przy tym redukują uprzedzenia badacza, ułatwiają weryfikację danych przez innych, poza tym uchodzą za bardziej precyzyjne niż stosowanie samych pojęć (Rice 1969: 3–4; Chodubski 2005: 120–122).

Bardzo pożytecznym wkładem metodologicznym w dziedzinie geopolityki byłoby opracowanie bardziej obiektywnych sposobów mierzenia potęgi danych aktorów geopolitycznych w konkretnych przestrzeniach geograficznych, poza obszarem ich suwerennej władzy. Dotychczasowym analizom brakuje wyraźnie określonej metody ilościowej, która byłaby akceptowalna przez różne środowiska naukowe i przynosiłaby wiarygodne wyniki badawcze. Nie oznacza to, że dotychczasowe analizy całkiem zawodzą. Względna powszechność stosowania danej metody przez środowisko naukowe świadczy przecież o jej użyteczności (Jervis 1998: 972). Należy jednak wyrazić przekonanie o konieczności rozwoju nauki m.in. poprzez dopasowanie innych metod do danego przedmiotu badawczego. We współczesnych analizach geopolitycznych dominuje diagnoza na poły behawioralna (tj. badająca zachowania przedmiotu badań, czyli ośrodków siły), na poły intuicyjna. Sytuację można zobrazować za pomocą dwóch przykładów diagnozy autorstwa wybitnych analityków geopolityki. Oto fragment dzieła Zbigniewa Brzezińskiego: „Potencjalnymi kandydatami są Turcja i Iran, znacznie silniejsze [od państw Azji Środkowej – przyp. T.K.] pod względem politycznym i gospodarczym; oba te państwa ostro rywalizują o wpływy na obszarze eurazjatyckich Bałkanów i są przeto ważnymi graczami geostrategicznymi na obszarze regionu” (Brzeziński 1999: 126). O ile przewagę potencjałową Turcji i Iranu nad państwami Azji Środkowej można z łatwością wykazać za pomocą badań potęgometrycznych, o tyle większych trudności nastręcza dokonanie oceny, czy omawiana rywalizacja jest istotna czy marginalna w tym regionie oraz które z tych państw „wygrywa”.

Za drugi, nieco odmienny przykład może posłużyć następujący fragment rozważań Saula B. Cohena: „Wraz ze skurczeniem się domeny eurazjatyckiej poprzez implozję byłego Związku Radzieckiego i byłej Jugosławii status Europy Wschodniej i Azji Środkowej znacząco się zmienił. W domenie wschodnioazjatyckiej osłabienie rosyjskich nacisków umożliwiło Chinom stanie się bardziej asertywnymi w swoich stosunkach z obrzeżem Azji-Pacyfiku. W obrębie Świata Morskiego ekspansja NATO, jak również proponowane rozszerzenie Unii Europejskiej wpłynęło na istniejącą równowagę pomiędzy Europą Morską i Stanami Zjednoczonymi, a także pomiędzy domeną morską i rosyjskim Heartlandem” (Cohen 2003: 88). Autor zastosował tutaj własną terminologię odnoszącą się do regionów geostrategicznych i geopolitycznych, którą przedstawił w swoim pierwszym znaczącym dziele (Cohen 1973: 64–75). W powyższym krótkim fragmencie znalazło się kilka tez. Z punktu widzenia problematyki poruszanej w niniejszym artykule nie liczą się jednak tezy o przyczynach i skutkach danych faktów, ale same fakty, np. osłabienie wpływów rosyjskich jest obserwowalne, nie opracowano jednak sposobu zbadania o charakterze ilościowym tego zjawiska. Nie można zatem określić dokładniej stopnia osłabienia tych wpływów ani stopnia zwiększenia znaczenia Chin w regionie. Ustalenie wartości liczbowych dla stopnia wpływów danego mocarstwa w konkretnym regionie geopolitycznym prawdopodobnie nie zmieniłoby wyników analizy, ale wzmocniłoby naukową argumentację.

2. Dorobek metodologiczny potęgometrii
Potęgometria bazuje w dużym stopniu na cybernetyce, w której uznaje się podział potencjału na jałowy, który umożliwia istnienie obiektu w stanie bezruchu, oraz dyspozycyjny, który odpowiada za możliwość ruchu. Moc dyspozycyjną z kolei dzieli się na roboczą (pokrywanie strat energii z otoczenia) oraz koordynacyjną, za pomocą której podmiot może dokonywać zmian w otoczeniu (Sułek 2004: 105– 107; por. Moczulski 2000: 393–397). Ta ostatnia będzie szczególnie istotna w niniejszej analizie, ponieważ dotyczy możliwości ekspansji ośrodków potęgi.
Analitycy rzeczywistości geopolitycznej dość zgodnie twierdzą, iż zasoby wojskowe i gospodarcze stanowią główne aspekty potęgi (Sułek 2001: 15–35; Kennedy 1995), ale powyższe twierdzenie jest mało precyzyjne. W ramach osiągnięć potęgometrii opracowano co najmniej kilka atrakcyjnych poznawczo sposobów obliczania potęgi państw. Niektóre stały się już zupełnie nieaktualne, jak np. model Fucksa, w którym na potęgę składała się produkcja stali i energii (Sułek 2003: 83).
Stworzono również bardziej uniwersalne modele oszacowania potęgi jednostek politycznych. Za przykład niech posłuży model Mirosława Sułka. Ściśle biorąc, są to wzorce obliczania potęgi terytorialnych jednostek politycznych, a więc zasadniczo państw i sojuszy. W celu zaoszczędzenia miejsca przedstawiony zostanie wyłącznie wzór na obliczenie mocy koordynacyjnej. Prezentuje się on następująco (Sułek 2001: 87–97; 2003: 94; 2004: 107):

Potęga koordynacyjna = Wydatki wojskowe^0,652 × Liczba ludności^0,217 × Powierzchnia^0,109

lub bardziej nastawiony na zasoby bieżące:

Potęga koordynacyjna = Wydatki wojskowe^0,652 × Liczba żołnierzyw służbie czynnej^0,217 × Powierzchnia^0,109

Bazując na powyższych ustaleniach metodologicznych, można zastanowić się nad ich odpowiednim przeobrażeniem dla potrzeb obliczania wpływów. Nie powinno się poprzestać na ogólnikowym twierdzeniu, iż potęga danego mocarstwa jest odwrotnie proporcjonalna do odległości od danego obszaru (Spykman 1942: 165, 441). Reguła ta nie odpowiada rzeczywistości, w której mocarstwa dysponują zróżnicowanymi środkami oddziaływania w różnych regionach świata. Zasada ta mogłaby zostać ewentualnie zmodyfikowana z uwzględnieniem odległości nie tylko od głównego terytorium danego ośrodka siły, ale również od innych obiektów, jak bazy wojskowe, obszary o podobnej kulturze, posiadana infrastruktura przesyłu kluczowych surowców i in. Ogólnie uznaje się, że kierunek (kierunki) i siła zaangażowania danego ośrodka geopolitycznego odpowiada jego potencjałowi dyspozycyjnemu, co oznacza łączną wartość siły skierowanej do ekspansji (Moczulski 2000: 416).
3. Przeobrażenie modeli na potrzeby pomiaru wpływów
W modelu zaprezentowanym w tej części artykułu występuje stan osobowy armii, co koniecznie musi być uwzględnione w mierzeniu wpływów „twardych”, zwłaszcza w kontekście nowszych badań, które podkreślają większe znaczenie samych żołnierzy niż różnego rodzaju maszyn w konfliktach przeciwpartyzanckich (Lyall, Wilson III 2009). Rozwijając model Sułka, w badaniu wpływów mocarstwa w danym regionie należy uwzględnić bazy wojskowe mocarstwa wraz ze stanem osobowym oraz kosztami ich utrzymania. Ponieważ współcześnie nawet bardziej od liczby żołnierzy liczy się ich wyszkolenie i wyposażenie, wydaje się, że należy się skoncentrować na wydatkach budżetowych w dziedzinie wojskowości. Dodatkowe znaczenie należy przypisać towarzyszącym im wydatkom cywilnym.

O ile, mierząc potęgę państwa, uwzględnia się powierzchnię jako czynnik pozytywny, o tyle w przypadku mierzenia wpływów powierzchnia będzie stanowić czynnik negatywny, tzn. im większa powierzchnia obszaru, tym mniejsze wpływy przy takim samym potencjale mierzonym w pozostałych czynnikach. Analogicznie wygląda aspekt ludzki – im więcej ludzi na danym obszarze geopolitycznym, tym mniejsze wpływy.

Wszelkie badania geopolityczne, choć koncentrują się na podstawach geograficznych, mieszczą się w naukach społecznych. Dlatego też aby były one poprawnie przeprowadzone, powinny korzystać z metodologii charakterystycznej dla tychże nauk. Można uznać to za naturalną drogę rozwoju geopolityki (w znaczeniu badań naukowych): klasyczne rozpatrywanie układu sił w przestrzeni musi być wzbogacone o żywiołowe zmiany technologiczne (Skolnikoff 1993: 140–166), ale także o ukazywane przez naukowców z pokrewnych dziedzin aspekty kulturowe i religijne, które nabierają coraz większej popularności we współczesnych badaniach politologicznych (Castells 2008; Huntington 1998; Harrison, Huntington 2003; Wendt 2008: 231–337); uwzględnienie tego zjawiska jest wręcz obowiązkiem badaczy geopolityki.

Z punktu widzenia metodologii nie będzie to jednak łatwe. Po pierwsze, problemem są duże rozbieżności wśród badaczy odnoszące się do znaczenia kultury jako determinantu polityki, a także jej stałości/zmienności. Po drugie, jak przypisać zjawiskom kulturowym wartości liczbowe? Pierwszy problem można ewentualnie pozostawić na uboczu. Poprzez szczegółowe studium przypadku badacz może określić znaczenie kultury w konkretnej sytuacji bez oglądania się na wielkie debaty wybitnych przedstawicieli środowiska naukowego. Nad drugim problemem warto jednak się głębiej zastanowić.

Kultura i religia w ujęciu geopolitycznym muszą być rozpatrywane jako składniki tożsamości. Tym samym ich istotne znaczenie jest zmienne, co objawia się szczególnie mocno podczas wszelkiego rodzaju konfliktów: próba zdominowania danej społeczności prowadzi do nasilenia się tożsamości kolektywnego oporu – proces ten traktowany jest jako główny determinant budowy współczesnych podmiotów społecznych (Castells 2008: 23–26). Jeżeli przyjąć, iż konflikt geopolityczny (niekoniecznie zbrojny) ma miejsce w momencie zderzenia się wektorów ekspansji dwóch lub więcej ośrodków siły (por. Moczulski 2000: 457–459), to konsekwentnie należy uznać tego rodzaju konflikty za zjawiska względnie długotrwałe, co najmniej wieloletnie, dlatego warto zaproponować nieskomplikowany model: czynnik kulturowy (tożsamościowy) otrzymałby wartość stałą w czasie. Wydaje się, że jest to także zgodne z logiką ogólnego podejścia badawczego potęgometrii – wartości ekonomiczne, demograficzne i inne też podlegają przecież pewnym wahaniom, chociaż z pewnością mniejszym niż samoidentyfikacja. Można zatem w uproszczeniu pominąć ową zmienność w czasie. Należy nadmienić, że w prezentowanym modelu nie chodzi wyłącznie o kulturę faktyczną, ale także o pewne aspiracje kulturowo-polityczne (np. znaczące różnice w obyczajowości nie przeszkadzają Kurdom w ich proamerykańskiej orientacji).

Przekształcony wzór mógłby zatem wyglądać następująco[1]:

P = (W^0,652 × S^0,217 × C^0,109) / (k × l^0,652 × p^0,326)
gdzie:
P – potęga realna na danym obszarze,
W – budżet wojskowy sił ekspedycyjnych,
S – stan osobowy sił ekspedycyjnych,
C – budżet cywilny,
k – dystans kulturowy,
l – ludność obszaru,
p – powierzchnia obszaru.

Oczywiście model ten uwzględnia wyłącznie „twarde” wpływy i nie ma zastosowania dla znacznie bardziej rozpowszechnionych wpływów „miękkich”, czyli dyplomatycznych, ekonomicznych (w szerszym znaczeniu) i innych.
Zastosowanie wzoru pozwala przykładowo na oszacowanie różnicy pomiędzy „twardymi” wpływami USA w Afganistanie i Iraku w 2008 i 2009 r. (dane za: Belasco 2009a: 13; 2009b: 9, 12).

Tabela. Porównanie wpływów „twardych” USA w Iraku i Afganistanie w 2009 r. (w nawiasach w 2008 r.) [2]
Obrazek


Z powyższych obliczeń wynika, co następuje:
1) Wpływy (potencjał) USA w Iraku były większe niż w Afganistanie prawie dwuipółkrotnie w 2009 r. i aż czterokrotnie w 2008 r.
2) Wpływy USA w Afganistanie zwiększyły się o ok. jedną trzecią po przejęciu władzy przez prezydenta Baracka Obamę.
3) W tym samym okresie wpływy USA w Iraku zmniejszyły się o nieco ponad 20%.
4. Uwagi końcowe

Uzasadnionym kierunkiem rozwoju potęgometrii powinno być również opracowanie metody ilościowej oszacowania potęgi aktorów niepaństwowych, ponieważ ich znaczenie stale rośnie. Generalnie należy zwrócić uwagę na potrzebę pogłębionych badań nad wpływami „miękkimi”, ponieważ świat współczesny, jak się zdaje, wkracza w epokę dekoncentracji władzy, spadku znaczenia mocarstw i tradycyjnych, siłowych sposobów rozgrywania relacji wzajemnych (Haass 2008). Jak dotychczas, tego rodzaju badania nastręczają zbyt wielu trudności metodologicznych.
W niniejszym artykule wskazano na pewne możliwości rozwinięcia badań potęgometrycznych dla celów analizy geopolitycznej, zwłaszcza badań regionalnych i lokalnych. Tez tutaj zawartych w żadnym razie nie należy traktować jako apologetyki metod ilościowych w tego rodzaju badaniach. Mają one przecież nie tylko wspomniane wyżej zalety, ale również wady – przede wszystkim trudność w ustaleniu sposobu szacowania konkretnych wartości (Rice 1969: 4), a także z rozpatrywaniem kontekstu i wzajemnego warunkowania się – trudnych do wykrycia standardowymi metodami statystycznymi (Friedrichs, Kratochwil 2009: 720–721). W artykule chodzi raczej o pewne uzupełnienie dotychczasowych badań, a ich kierunek wydaje się logiczną konsekwencją rozwoju potęgometrii. Można wyrazić nadzieję, że powyższa publikacja przyczyni się do dalszej dyskusji na temat zastosowania potęgometrii w badaniach geopolitycznych.

Artykuł został opublikowany w nr 8/2011 Periodyku Polityka i Społeczeństwo Wydawnictwa Uniwersytetu Rzeszowskiego
http://wydawnictwo.univ.rzeszow.pl/inde ... rers_id=16
__________________________________________________
1 Znajdują tutaj zastosowanie te same wykładniki potęgowe, które zaproponował Mirosław Sułek: najistotniejszy jest budżet wojskowy sił ekspedycyjnych, wyraźnie mniej istotna liczba żołnierzy, drugorzędny budżet cywilny, mający znaczenie wyłącznie w sytuacji względnej efektywności sił wojskowych (na temat znaczenia pomocy rozwojowej i wojskowej, która mieści się w obrębie budżetu cywilnego, panują poważne rozbieżności między samymi ekonomistami, nie należy zatem wykluczyć modyfikacji wykładników potęgowych w przyszłości). Z kolei po stronie „oporu” wobec wpływów mamy przede wszystkim ludność, ponieważ od jej postawy najwięcej zależy, oraz powierzchnię obiektu. Zgodnie z argumentacją Sułka będzie to proporcja 2 : 1, co znajduje uzasadnienie merytoryczne w przebiegu współczesnych konfliktów przeciwpartyzanckich. Całość zostaje objęta silnym współczynnikiem kulturowym, którego nie da się określić na podstawie danych liczbowych, dlatego przyjęto uproszczone wartości: 0,5 dla społeczności relatywnie sympatyzującej, 1 dla „neutralnej” pod względem tożsamości oraz 1,5 dla grup o dużym oddaleniu od kultury mocarstwa – podmiotu wpływów. Za tak dużym zróżnicowaniem wartości przemawia znaczenie tożsamości zbiorowej dla różnych stanów percepcji obcych wpływów – od sympatii i akceptacji aż po wrogość.

2 Wszystkie dane zaokrąglone do jednego miejsca po przecinku. Dane na temat powierzchni i ludności na podstawie The World Factbook. Ze względu na ogólnie antyzachodni charakter ludności Afganistanu przyjęto wartość współczynnika kulturowego 1,5; natomiast w Iraku ok. 20% ludności to sympatyzujący z Amerykanami Kurdowie (współczynnik 0,5), ludność arabską należy uznać za antyamerykańską (współczynnik 1,5), dlatego całościowy współczynnik dla Iraku wynosi 1,3. W pozycji „budżet cywilny” uwzględniono tylko oficjalne wydatki na pomoc międzyrządową i „operacje dyplomatyczne”. W obliczeniach zastosowano liczby zapisane w tabeli w postaci cyfrowej (bez mld, mln i tys.) – np. 28,40,652; liczby w działaniach (oprócz ostatecznego wyniku) zostały zaokrąglone do dwóch miejsc po przecinku.

Zapoznaj się też wynikami programu "Potęgi państw".
http://www.geopolityka.org/index.php/potgi-pastw

Bibliografia
Belasco A., 2009a, The Cost of Iraq, Afghanistan, and Other Global War on Terror Operations Since 9/11, bmw., http://www.fas.org/sgp/crs/natsec.
Belasco A., 2009b, Troop Levels in the Afghan and Iraq Wars, FY2001-FY2012: Cost and Other Potential Issues, bmw., http://www.fas.org/sgp/crs/natsec.
Brzeziński Z., 1999, Wielka szachownica, Warszawa.
Castells M., 2008, Siła tożsamości, Warszawa.
Chodubski A., 2004, Wstęp do badań politologicznych, Gdańsk.
Cohen S.B., 1973, Geography and Politics in a World Divided, London – Toronto.
Cohen S.B., 2003, Geopolitics of the World System, Lanham.
Friedrichs J., Kratochwil F., 2009, On Acting and Knowing: How Pragmatism Can Advance International Relations Research and Methodology, „International Organization”, nr 4, s. 701–731.
Haass R.N., 2008, The Age of Nonpolarity. What will follow US Dominance, „Foreign Affairs”, nr 3, http://www.foreignaffairs.com/articles/ ... onpolarity, 14.01.2010.
Harrison L.E., Huntington S.P. (red.), 2003, Kultura ma znaczenie. Jak wartości wpływają na rozwój społeczeństw, Poznań.
Huntington S.P., 1998, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Warszawa.
Jervis R., 1998, Realism in the study of world politics, „International Organization”, nr 4, s. 971–991.
Kennedy P., 1995, Mocarstwa świata. Narodziny – rozkwit – upadek, Warszawa.
Lyall J., Wilson III I., 2009, Rage Against the Machines: Explaining Outcomes in Counterinsurgency Wars, „International Organization”, nr 1, s. 67–106.
Moczulski L., 2000, Geopolityka: potęga w czasie i przestrzeni, Warszawa.
Rice S.A., 1969, Quantitative Methods in Politics, New York.
Signorino C.S., Ritter J.M., 1999, Tau-b or Not Tau-b: Measuring the Similarity of Foreign Policy Positions, „International Studies Quarterly”, nr 1, s. 115–144.
Skolnikoff E.B., 1993, The Elusive Transformation: Science, Technology, and the Evolution of the International Politics, Princeton.
Spykman N.J., 1942, America’s Strategy in World Politics. The United States and the Balance of Power, New York.
Stephenne N., Burnley C., Ehrich D., 2009, Analyzing Spatial Drivers in Quantitative Conflict Studies: The Potential and Challenges of Geographic Information Systems, „International Studies Review”, nr 3, s. 502–522.
Sułek M., 2001, Podstawy potęgonomii i potęgometrii, Kielce.
Sułek M., 2003, Modelowanie i pomiar potęgi państw w stosunkach międzynarodowych, „Stosunki Międzynarodowe – International Relations”, nr 3–4, s. 69–95.
Sułek M., 2004, Metody i techniki badań stosunków międzynarodowych, Warszawa.
Wendt A., 2008, Społeczna teoria stosunków międzynarodowych, Warszawa.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 24 lis 2011, 18:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2285

Pan Michalkiewicz demonstruje nam swoją wizję świata podzielonego na zwalczające się cesarstwa.

Kopia artykułu:

Eskalacja walki o pokój
Komentarz • „Dziennik Polski” (Kraków) • 23 listopada 2011

Wbrew temu, co wydawało się nieuchronne jeszcze na początku lat 90-tych - że mianowicie świat będzie jednobiegunowy politycznie, ze Stanami Zjednoczonymi jako hegemonem i grupą mocarstw regionalnych w drugiej kolejności - ten obraz świata odszedł w przeszłość, chyba już bezpowrotnie. Obecnie świat tkwi w epoce Walczących Cesarstw - że użyjemy tego kwiecistego stylu chińskiego: Cesarstwo Amerykańskie - militarnie bardzo silne, ale już nie hegemon światowy, tworzące się w bólach („w bulu i nadzieji”) Cesarstwo Europejskie, z Niemcami, jako kierownikiem politycznym, Cesarstwo Rosyjskie, Cesarstwo Chińskie i trochę mniejsze, ale też bardzo ambitne Cesarstwo Indyjskie.

O co walczą Walczące Cesarstwa? Walczą o nowy podział świata, bo dotychczasowy, którego fundamenty położyli jeszcze 100 lat temu kierownicy Imperium Brytyjskiego, przestał być aktualny. O tej utracie aktualności najlepiej świadczy, zlekceważona zresztą przez Cesarstwo Chińskie, prośba Cesarstwa Europejskiego o wsparcie finansowe. Jeszcze 100 lat temu taka prośba byłaby nie do pomyślenia, nie mówiąc już o odmowie. Ale co to znaczy - „nowy podział świata”? Przede wszystkim - dostęp do surowców strategicznych, które determinują możliwości rozwoju: nośniki energii, rudy metali, surowce dla przemysłu chemicznego i obszary rolnicze. Napięcia na tym tle występowały już w latach 30-tych ub. stulecia, kiedy USA postanowiły blokować Japonii dostęp do źródeł ropy naftowej, aż ta doszła do wniosku, że dla samodzielnego decydowania o swym rozwoju musi wyrąbać sobie dostęp do nich mieczem.

Obecnie główną metodą budowania imperiów nie jest wojenna inkorporacja, tylko raczej - pokojowa wasalizacja, ale nie wyklucza to przecież rozwiązań siłowych. W stosunku do dotychczasowych procedur przewidzianych w Karcie ONZ, przełomem stała się ogłoszona 21 września 2002 roku doktryna Busha, na podstawie której Stany Zjednoczone przyznały sobie prawo „wyprzedzającego uderzenia” na każde państwo, mogące stanowić zagrożenie dla USA. Doktryna wojenna Rosji z 21 kwietnia 2000 r. kładła nacisk na przestrzeganie tych procedur stwierdzając m.in., że próby marginalizacji ONZ i OBWE, a zwłaszcza - podejmowanie akcji wojskowych bez upoważnienia Rady Bezpieczeństwa zagrażają bezpieczeństwu Rosji. Więc teraz, gdy na Morzu Kaspijskim narasta napięcie na tle dostępu do źródeł ropy naftowej, Rosja, powołując się na postępowanie USA w Jugoslawii, Afganistanie, Iraku i Libii, żadnych przeszkód w użyciu siły dla zabezpieczenia swoich interesów nie widzi. Czyżby sprawdzały się przepowiednie Radia Erewań, że na skutek walki o pokój nie pozostanie nawet kamień na kamieniu?

Stanisław Michalkiewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 13  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /