Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 02 gru 2016, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mysl-polska.pl/1084

Chiny proponują Polsce udziały w supermocarstwie

Obrazek

W obecności garstki parlamentarzystów (Janusz Szewczak, Jacek Wilk, Robert Winnicki) i jednego europosła (Michał Marusik) przy totalnym bojkocie największych mediów w Polsce (państwowych i prywatnych) 29 listopada 2016 roku w Sali Kolumnowej Sejmu RP odbyło bezprecedensowe wydarzenie, wieszczące nowy układ sił na geopolitycznej mapie świata. Budowa euroazjatyckiej superpotęgi z udziałem Polski? Zaproszenie już otrzymaliśmy!

Wymownym pretekstem do niezwykle ważnych rozmów w murach polskiego parlamentu była wizyta chińskiego ekonomisty Song Hongbinga, autora serii książek pt. „Wojna o pieniądz”. Gość z Chin przyjechał do Polski na specjalne zaproszenie wydawnictwa Wektory, które wypuściło na polski rynek jego bestsellerowe publikacje. Kilkudniowy pobyt chińskiego analityka finansowego w naszym kraju zorganizowano pod hasłem: Wojny walut a światowy kryzys. Przyczyna, następstwa, co dalej?
Sejmowa konferencja z udziałem Song Hongbinga w najmniejszym stopniu nie zainteresowała mainstreamowych dziennikarzy (zarówno tych kupionych przez polityków opcji rządzącej jak i opozycję). Licznie stawili się za to przedstawiciele niekoncesjonowanej prawicy. Wystarczy wspomnieć obecność kilkunastu kamer – w tym tygodnika „Myśl Polska” – dzięki którym przestrzeń polskiego internetu na bieżąco wypełniają filmowe relacje z niepoprawnego politycznie wystąpienia chińskiego ekonomisty.
Jak zapewnia polski wydawca, odważne publikacje Hongbinga odpowiadają na pytania: Skąd się biorą kryzysy finansowe? Kto kontroluje emisję waluty? Kto zyskuje na inflacji? Komu zależy na drukowaniu papierowego pieniądza bez pokrycia w złocie? Kto pragnie uzależniać ludzi od kredytów? Do kogo należy amerykańska Rezerwa Federalna? Po co stworzono Międzynarodowy Fundusz Walutowy? A przede wszystkim: w jaki sposób prowadzona jest globalna wojna o pieniądz?
W najnowszej wydanej w naszym kraju części „Wojny o Pieniądz” Song Honbinga interesują kulisy wielkiej polityki. W książce ukazuje on, w jaki sposób w ciągu XX wieku dolar stał się najsilniejszą walutą świata, wypierając najpierw funta, a następnie degradując nawet złoto. Oprócz przeszłości, autora interesuje jednak przede wszystkim przyszłość. Żyjemy w epoce kresu dominacji dolara. Stany Zjednoczone są schyłkowym mocarstwem, którego siła, również militarna, oparta jest na gigantycznym zadłużeniu. Co nas czeka, kiedy mocarstwo to upadnie? Jak potoczą się losy świata?
Wiele z powyższych zagadnień Hongbing po części omówił podczas sejmowej konferencji. Na szczególną uwagę zasługuje jednak przedstawiona przez prelegenta idea Nowego Jedwabnego Szlaku. Przez sieć autostrad i linii kolejowych Chiny chcą połączyć dwa kontynenty. Projekt zakłada między innymi wybudowanie superszybkiej kolei rozciągającej się od wschodniego wybrzeża Chin aż do Europy zachodniej.
W zamyśle tej wizji ma zostać zrewolucjonizowany sposób prowadzenia transkontynentalnej wymiany handlowej, która w przyszłości będzie się odbywać z pominięciem drogi morskiej. Dzięki temu czas oczekiwania na towary eksportowe z drugiego kontynentu – z dwóch miesięcy skróci się do 48 godzin. Polska, ze względu na „sprzyjające okoliczności” i „bardzo dobre geograficzne położenie” ma stanowić istotny punk szybkiego szlaku kolejowego. Koszt budowy całej infrastruktury wynosi 500 miliardów dolarów. Chiny już zapowiedziały jego pokrycie.
Chińskie plany to potężny cios w USA, które w obliczu zbliżającego się nowego układu euroazjatyckiego (kwestią czasu jest kiedy się on zawiąże) utracą dotychczasową hegemonię.
Mając świadomość zależności polskich polityków od mocarstwa zza Oceanu, nie dziwi znikoma ich obecność na spotkaniu z Hongbingiem. Wielu z nich mogłaby zawstydzić wyłożona przez chińskiego gościa szkodliwość narzucanej przez Amerykanów umowy, którą rządzący nad Wisłą tak nachalnie forsują. Song Hongbing powiedział wprost, że TTiP (Transatlantyckie Partnerstwo) oraz TTP (Transpacyficzne Partnerstwo) naruszają suwerenność państw i są ewidentną tyranią międzynarodowych korporacji.

W ocenie chińskiego ekonomisty umowy te sprzyjają jedynie międzynarodowym korporacjom a nie przeciętnemu obywatelowi, w związku z czym decyzje o tym jaki będzie ich kształt są ustalane za zamkniętymi drzwiami. I właśnie w kontrze do tych umów Chiny proponują Nowy Jedwabny Szlak. Hongbing zapewnił, że reguły chińskiego projektu są transparentne i gwarantują zachowanie suwerenności przy współpracy państw narodowych. Chiński ekspert dodał, że do tej otwartej formuły międzynarodowej każdy może przystąpić bez żadnych warunków wstępnych.
Powrót świata wielobiegunowego wydaje się być przesądzony. Jednak – jak zauważył Hongbing – przeszkodą w budowie Nowego Jedwabnego Szlaku jest wojna w Syrii oraz możliwość rozprzestrzenienia się konfliktu na Bliskim Wschodzie na Eurazję. Dlatego, w ocenie chińskiego analityka wszyscy powinniśmy działać na rzecz zakończenia konfliktu w Syrii.

Agnieszka Piwar

ZOBACZ Song Hongbing w Sejmie:

cz. 1 – https://www.youtube.com/watch?v=rKDSDAjsd6Y
cz. 2 – https://www.youtube.com/watch?v=2TxKIzSAnZE
cz. 3 – https://www.youtube.com/watch?v=tGAJH_qQyfc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 03 gru 2016, 08:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/swiat/201612 ... sja-chiny/

Ameryka bije na alarm z powodu rosyjskich pocisków naddźwiękowych
15:50 02.12.2016


© Zdjęcie: Michael


Ameryka coraz bardziej pozostaje w tyle za Rosją i Chinami w wyścigu technologicznym w zakresie projektowania pocisków naddźwiękowych – pisze „The Washington Free Beacon”, powołując się na badania lotnictwa amerykańskiego.
„Chiny i Rosja już testują naddźwiękową broń manewrującą, która stwarza zagrożenie dla amerykańskich sił pierwszego uderzenia, nawet dla kontynentalnej części USA” – podkreślili autorzy badania.

Amerykańscy wojskowi po raz pierwszy w dokumentach wyrazili swoje obawy z powodu rozkładu sił w globalnym wyścigu zbrojeń.
Rywalizacja toczy się wokół pocisków naddźwiękowych z głowicami jądrowymi i konwencjonalnymi. Te rakiety będą osiągać prędkość pięć razy większą niż dźwięk, a także manewrować, obchodząc systemy obrony przeciwrakietowej przewidziane do przechwytywania pocisków balistycznych.
Kierownik panelu autorów raportu Mark Lewis twierdzi, że nowa broń Moskwy i Pekinu może przyczynić się do zmiany stanowiska przez amerykańskich wojskowych ws. strategii „globalnej czujności” i rozumienia siły militarnej oraz jej zasięgu.
„Atak i obrona – dwie strony jednego medalu. Jak i w czasach zimnej wojny, jedynym skutecznym narzędziem przeciwstawienia się broni naddźwiękowej może być groźba symetrycznego kontrataku” – powiedział Lewis.
Zdaniem dyrektora generalnego rosyjskiej korporacji „Taktyczna Broń Rakietowa” Borisa Obnosowa broń naddźwiękowa może pojawić się w Rosji na początku kolejnej dekady.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 31 gru 2016, 12:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://konserwatyzm.pl/artykul/23799/wi ... kwa-pekin/

Wielomski: Wojna na Dalekim Wschodzie? Czy Trump rozbije katechoniczną oś Moskwa-Pekin?
By adamwielomski on 29 grudnia 2016 Publicystyka

„Donald Trump to pokój” pisałem przed wyborami w Stanach Zjednoczonych, zachęcając do głosowania na kandydata Republikanów, jak i pisałem to już po wyborach, gdy Hillarzyca Clinton została już odesłana w domowe pielesze. Tak, Trump to prawdopodobnie koniec konfrontacji amerykańsko-rosyjskiej, a to oznacza, że Polska nie będzie polem bitwy dla amerykańskich i rosyjskich dywizji pancernych. Trump to pokój dla Polski, Rosji i Europy.

Nie dla wszystkich jednak epoka Donalda Trumpa będzie czasem pokoju. Ameryka nie tyle będzie teraz krajem pacyfistycznym, co po prostu zmienia cele. Wrogiem egzystencjalnym przestanie być Rosja, a staną się nim Chiny. Jako Polak jestem oczywiście zachwycony tym, że moja podwarszawska zagroda nie będzie polem potencjalnej bitwy pancernej i cieszę się, że dotychczasowe moje obawy będą teraz przejmować mieszkańcy Korei. Skoro już gdzieś ludzie muszą wojować, to niech to będzie koniecznie na drugim krańcu półkuli.

Dlaczego Chiny, a nie Rosja? W czasie wojny domowej w Syrii zwracałem uwagę na dziecinny błąd w sztuce dyplomatycznej Baracka Obamy, który prąc do amerykańskiej interwencji zbrojnej w tym kraju, po stronie terrorystów islamskich, a przeciw legalnemu rządowi tego kraju, doprowadził do sytuacji, gdy w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Rosja i Chiny wspólnie postawiły veto przeciwko amerykańskim planom bombardowania Syrii. Zaraz potem Moskwa i Pekin podpisały gigantyczne i wieloletnie porozumienie o dostawach syberyjskiego gazu do Chin. Oznaczało to, w obliczu amerykańskiego zagrożenia, przejście ponad sporami rosyjsko-chińskimi i stworzenie katechonicznej osi Moskwa-Pekin, która aspiruje do wspólnego kierowania Eurazją i wypchnięcia z niej amerykańskich wpływów. Amerykańska dyplomacja, dysponując wielkim wojskiem i jeszcze większymi pieniędzmi, nie jest merytorycznie najwyższej jakości. Metternich czy Talleyrand nie dopuściłby do powstania osi Moskwa-Pekin z powodu jakiejś tam Syrii. Obama błąd ten popełnił.

Donald Trump nigdy nie ukrywał, że za wroga numer jeden Stanów Zjednoczonych uważa Chiny. I ma rację. Państwo Środka stało się największą gospodarką świata, wyprzedzając Amerykę (wedle innych wyliczeń: zrównując się z nią) i jawnie zgłasza postulaty detronizacji Stanów Zjednoczonych z roli światowego lidera. Wielki projekt Nowego Jedwabnego Szlaku, w który Chiny gotowe są zainwestować nieprawdopodobną kwotę 500 miliardów dolarów, ma na celu połączenie szybkimi kolejami Chin z Europą, dzięki czemu towary z Szanghaju dojadą do Paryża w ciągu 48 godzin. Urzeczywistnienie tego projektu oznaczałoby zachwianie amerykańską dominacją na morzach, ponieważ transport morski utraciłby swoje dotychczasowe znaczenie. Chiny nie kryją się także z wolą detronizacji dolara jako waluty światowego obrotu gospodarczego, a to oznaczałoby, że Amerykanie nie mogliby dalej drukować pieniędzy na pokrycie swojego deficytu budżetowego, bez groźby wywołania inflacji.

Przy takim zagrożeniu globalnych interesów amerykańskich ze strony Chin, Donaldowi Trumpowi – i słusznie – Rosja wydaje się potęgą regionalną, o charakterze wyłącznie militarnym, która nie ma ani mocy, ani planów, aby usunąć Stany Zjednoczone z Eurazji, zadowalając się usunięciem Amerykanów z Ukrainy i z Syrii i jakąś formą renegocjacji sfer podziałów wpływów w najbliższym otoczeniu. Projekt Putinowski nie ma charakteru globalnego, nie stanowi zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. To projekt mocarstwa regionalnego, wraz z jego strefą wpływów w postaci państw postsowieckich i protekcji kilku państw z Rosją zaprzyjaźnionych. Za cenę zostawienia w spokoju Syrii i oddania wpływów na Ukrainie, Rosja może dać Donaldowi Trumpowi to, czego ten pragnie: rozerwanie sojuszu Moskwy z Pekinem.

W katechonicznej osi Moskwa-Pekin państwem silniejszym są oczywiście Chiny. Rosja posiada wielką armię i nieskończone zaplecze surowcowe, ale jej gospodarka nowoczesną i silną nie jest. Chiny nie mają wielkiej armii i specjalnie jej nie rozbudowują, stawiając – przynajmniej w tej chwili – na ekspansję ekonomiczną, zdając sobie sprawę, że przy ich potencjalne gospodarczym zbudowanie nowoczesnej armii jest możliwe w ciągu kilku lat. Problem tylko w tym, że Chiny nie mogą zrealizować swoich antyamerykańskich planów bez rosyjskiego wsparcia. Dlaczego?

Po pierwsze, dlatego, że Chiny nie zbudują Nowego Jedwabnego Szlaku bez porozumienia z Kremlem. Nie jest to możliwe ze względów geograficznych, gdyż nie można połączyć linią szybkiej kolei Paryża z Szanghajem bez poprowadzenia torów przez Rosję (wystarczy spojrzeć na mapę). Nowy Jedwabny Szlak ma mieć wprawdzie odnogę południową przez Iran i Turcję, ale to tylko plany, trudne do realizacji wziąwszy pod uwagę niestabilną sytuację w Turcji, Syrii, Iraku. Banda terrorystów islamskich może zniszczyć tory kolejowe i szlak handlowy zostałby przerwany. Nowy Jedwabny Szlak musi iść przez Rosją i tylko Putin może tę inicjatywę sparaliżować.

Po drugie, aby odejść od systemu z Bretton Woods, czyli rozliczeń światowych w dolarach, Chiny muszą mieć poważnego partnera od którego zaczną rozliczanie się z pominięciem dolara. Wielki kontrakt gazowy, o którym pisałem, jak również wymiana gospodarcza między obydwoma krajami wprost skłaniają, aby jako pierwsze od dolara odeszły Rosja i Chiny, licząc, że w ślad za nimi pójdą mniejsze państwa Eurazji. I ponownie tylko Putin może te chińskie plany pokrzyżować.

Donald Trump ma rację. Skoro uznaje, że największym zagrożeniem dla amerykańskiej hegemonii nad światem są Chiny, to musi rozerwać sojusz Moskwy z Pekinem za wszelką cenę. Donieck, Ługańsk, a nawet Kijów i Damaszek warte są tego, aby Putin powiedział „nie” w sprawie rewizji postanowień z Bretton Woods i w kwestii budowy Nowego Jedwabnego Szlaku. Syria i Ukrainy to szczegóły na mapie geopolitycznej świata. Chiny chcą ją dzisiaj zmienić, usunąć Stany Zjednoczone z handlu euro-azjatyckiego i przekształcić Amerykę w gigantyczną wyspę, od Labradoru po Ziemię Ognistą.

Adam Wielomski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 13 sty 2017, 11:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=28028

E. Limonow dla Xportalu: Przywróćmy Polsce Lwów i Wilno
12 stycznia 2017 11:08

Bartosz Bekier: Podróżując po ogarniętym wojną Bliskim Wschodzie, a także Donbasie, czy odwiedzając wcześniej wzgórza Sarajewa, z których strzelał Pan w kierunku miasta, miałem w pamięci wyznanie, które jest Panu przypisywane: „Lubicie słowa: wojna domowa? Ja bardzo”. Czy jest coś, co lubi Pan w wojnie domowej na Ukrainie?
Eduard Limonow: Jeśli chodzi o wojnę domową – przytoczył Pan fragment z mojej książki „Dziennik nieudacznika”, którą napisałem w Nowym Jorku w latach 1977-1978. Dla porównania, Partia Narodowo-Bolszewicka została założona w Moskwie w 1993 roku. Rzecz w tym, że istnieje Limonow-pisarz, autor 63 książek, i jest od 1993 roku Limonow-polityk. Jest sprawą oczywistą, że polityk jest w swoich wypowiedziach znacznie ostrożniejszy.
Jeśli zaś chodzi o wzgórza Sarajewa, to nigdy nie ukrywałem faktu, że uczestniczyłem w trzech serbskich wojnach w latach 1991-1993. Przy czym epizod z filmu dokumentalnego „Serbska epika”, z udziałem Radovana Karadzicia (produkcja BBC, reżyser: Paweł Pawlikowski), gdzie strzelam z karabinu, nie był akurat epizodem wojennym. Został on sfilmowany podczas treningu na strzelnicy, a potem wmontowany do filmu Pawlikowskiego, tylko w jego, Pawlikowskiego, celach. To oznacza, że wzgórza Sarajewa wymyślił sam Pawlikowski, co podchwycili zachodni dziennikarze. Chociaż rzeczywiście walczyłem ze swoim oddziałem w Sarajewie, w dzielnicy Grbavica, dokumentuje to pewien film.
W filmie jest fragment, w którym Karadzić i ja stoimy ponad Sarajewem, on zaś pokazuje mi w dali swój dom i biuro. I jeszcze czyta poezję.
Przy okazji, Paweł Pawlikowski sam zachęcił mnie do tego, bym przeprowadził wywiad z Karadziciem. Uważał, że tak będzie bardziej interesująco, jeśli rosyjski pisarz porozmawia sobie z serbskim poetą i prezydentem bośniackiego, serbskiego państwa.
Partia Narodowo-Bolszewicka miała w Rosji, mówiąc łagodnie, swoje ciężkie chwile, jednak obecnie trudno uznać pana za totalnego opozycjonistę. Jak do tego doszło?
– Partia Narodowo-Bolszewicka została rozwiązana decyzją sądu w kwietniu 2007 roku. W 2010 roku założyłem partię „Inna Rosja”. W obecnym czasie czwórka naszych aktywistów znajduje się w więzieniach i obozach pracy. Pogłoski o naszym rzekomym zbliżeniu z rządem rozpowszechniane są przez naszych przeciwników – rosyjskich liberałów. Rząd represjonuje nas z każdego powodu, a także bez żadnego powodu: przeszukania w naszych biurach są na porządku dziennym.
Już w 1992 roku uprzedzałem, że za Krym i Donbas przyjdzie nam jeszcze walczyć. Potwierdzają to dokumenty i filmy wideo. Podoba się nam zjednoczenie Krymu z Rosją. W 1994 roku byłem aresztowany w Sewastopolu, w 1999 roku piętnastu moich towarzyszy zajęło jeden z budynków w Sewastopolu pod hasłem “Sewastopol – rosyjskie miasto” [ros. Севастополь-русский город!” – przyp. B.B.]. Uważamy jednak, że w Donbasie Putin jest zbyt niezdecydowany. Obecnie przypodobuje się patriotom, ponieważ patriotyzm jest popularny wśród ludu.
Różnice, które dzielą nas z reżimem, są ogromne. Wypływają one z faktu, że Putin to prezydent dla bogatych. Jesteśmy zwolennikami ludowego socjalizmu [ros. народного социализма] w wariancie latynoamerykańskim. Wciąż powtarzam, że członkowie klas najbogatszych powinni zostać pozbawieni obywatelstwa, a ich majątki poddane ekspropriacji.
Jak według Pana powinny wyglądać relacje polsko-rosyjskie?
– Sądzę, że członkostwo w UE nic już Polsce nie daje i dać nie może. Z UE dostaniecie najwyżej tłumy migrantów. Tymczasem zbliżenie z Rosją pomoże w odzyskaniu polskich ziem, które w 1939 roku zostały wcielone do ZSRR po pakcie Ribbentrop-Mołotow, a następnie przyswojone przez Ukrainę.
Historycznie Polska i Rosja, mówiąc delikatnie, nie lubią się wzajemnie, a czasem nawet nienawidzą. Jednakże tylko wspólnie mogą odebrać ukraińskiemu imperializmowi swoje terytoria, Rosja – obszary rosyjskojęzyczne, Polska – swój Lwów i cztery województwa, naprawdę duży obszar. Na przykład województwo stanisławowskie i inne. W końcu miejsce narodzin Waszej narodowej bohaterki Maryny Mniszchówny znajduje się dzisiaj na Ukrainie.
Konieczna jest pragmatyczna transformacja naszych wzajemnych relacji. Polska i Rosja potrzebują się wzajemnie, chociażby w celu rozwiązania kwestii ukraińskiej. Ukraina zachowa prawo do swoich dziewięciu obwodów, będzie wtedy wielkości średniego, europejskiego państwa, z dwudziestoma milionami obywateli, stolicą w Kijowie i brakiem dostępu do morza. Niech tak się stanie.
W takim wypadku co dalej z przyszłością tzw. państw bałtyckich? Ktoś mógłby powiedzieć, że np. Republika Litewska w sferze swojej polityki etnicznej już dawno przekroczyła pewną granicę…
– W rzeczywistości rola państw bałtyckich jest bardzo przeceniana. Estonia, Łotwa i Litwa są mniejsze niż średnia dla regionu Rosji (a mamy ich 86), a według standardów europejskich znaczą one niewiele więcej niż Monako i powinny być postrzegane w tej samej kategorii co Luksemburg i Andora. Znaczenie państw bałtyckich w stosunkach międzynarodowych wynika z ich sąsiedztwa z Rosją. Bliskość Rosji – to jest to, czym oni grają, szantażują Zachód swoją geografią. Handlują swoimi antyrosyjskimi stanowiskami i udało im się zarazić UE swoją antyrosyjską histerią.
Nawiasem mówiąc, nie wszystkie państwa bałtyckie są jednakowe. Litwa historycznie była częścią Polski. Vilnius jakoś przypomina mi Wilno, czy może się mylę? Nie, nie mylę się. A Kłajpeda, pokaźnych rozmiarów port, była przyłączona do Litewskiej SSR po telefonie od Stalina. W kwestii statusu Kłajpedy działał już na początku lat 2000 pan Rogozin.
Jeśli Bałtowie lubią myć Skandynawom naczynia – niech myją. Rosja powinna zapewnić w tych krajach równe prawa dla mniejszości rosyjskiej, a wtedy władzę obejmą tam rządy przyjazne Rosji. Terytoriów państw bałtyckich nie potrzebujemy. Z czasem Bałtowie się uspokoją i zamienią swoje kraje w republiki turystyczne, takie z pocztówkami i gołębiami na rynku.
Rosyjski etniczny nacjonalizm (etnonacjonalizm) posiada niekiedy wyraźne konotacje antypaństwowe, uderzające w integralność terytorialną Rosji, zaś geopolitycznie maszeruje ręka w rękę z liberałami. Jaki nacjonalizm zaproponowałby Pan Rosji w XXI wieku?
– Nie uważam siebie za nacjonalistę, my raczej nazywamy siebie imperialistami, ponieważ w skład Rosji wchodzi mnóstwo narodów, w związku z czym nie możemy sobie pozwolić na nacjonalizm. Nowoczesny, moskiewski nacjonalizm – to separatyzm, wiedzie on do przeszłości, do państwa rozmiarów księstwa moskiewskiego.
Nie ma nic dziwnego w tym, że my imperialiści występujemy przeciwko imperialistom ukraińskim. Oni jednak nie mogą robić czegoś zupełnie analogicznego, ponieważ swoje ziemie ukradli ZSRR, tymczasem my – możemy, ponieważ historycznie udało się nam aktywnie wywalczyć swoje imperium. Natomiast Ukraina – to żulik, oszust, oni zawsze byli niesamodzielni. Biegali od polskiego króla, do moskiewskiego cara, z zadowoleniem witali okupację Niemiec w 1918 i 1941 roku, a teraz padli przed Wujem Samem.
Oni nie mogą istnieć samodzielnie.
A w Pana opinii Polska może istnieć samodzielnie, bez Wujka Sama, z własną podmiotowością w regionie? Jak Pan sobie wyobraża status quo w Europie Środkowej i Wschodniej po zbliżeniu polsko-rosyjskim? Mieliśmy swoje imperium, byliśmy w Moskwie, ale przegraliśmy je – nie tylko z uwagi na własne błędy i wady narodowe, ale z dużym udziałem Imperium Rosyjskiego.
– Tak, to prawda, historycznie Polska okazała się być nieszczęśliwie zakleszczona między dwoma silnymi narodami – Niemcami i Rosjanami (wcześniej jeszcze z Północy przez Szwecję, jednak ta szybko zeszła ze sceny wielkich państw). Cóż zrobić, geografia skazała Polskę na historyczny los, który był Polski udziałem.
Rosji też niezbyt się teraz wiedzie. W 1991 roku straciliśmy Ukrainę, Kazachstan, Uzbekistan, oraz inne terytoria w Azji Centralnej, czyli w sumie większą część populacji. Popełniono zbrodnię na narodzie rosyjskim. 27 milionów Rosjan znalazło się poza Rosją. Nie będziemy z tego tytułu płakać, będziemy pracować, będziemy żyć. Sam Bóg każe się nam wzajemnie wspierać – to nasza część planety.
Co więcej, historia jeszcze się nie zakończyła. Oto słabnie na naszych oczach Francja, nie jest już wielkim państwem. Po odzyskaniu (pokojowym) swoich ziem na Ukrainie i Litwie, Polska może zastąpić Francję w Europie – stać się państwem wielkim. Wygląda na to, że współcześnie więdną też np. Włochy, więc walka o pozycje liderów w Europie jeszcze się nie zakończyła, a Polacy są odważnym, lubiącym wyzwania narodem. Obrażanie się i dąsanie z powodu tego, co było, to zajęcie bez perspektyw. To zachowanie depresyjne.
Wuj Sam? Cóż, Wuj Sam jest zmęczony, jeśli wierzyć Trumpowi, bardzo zmęczony wstawianiem się za leniwymi Europejczykami, i wygląda na to, że wkrótce splunie na ich los, koniec końców międzynarodowe koszmary rodzą się tylko w umysłach pokonanych narodów. Trump mówi: Ameryka nie chce (i nie może) być szeryfem dla całej planety. Niech inni sami się bronią.
No tak, USA jeszcze nie odcięło się od swoich upartych i bezczelnych wasalów, którzy ciągną je za nogawki krzycząc „Papa, wstaw się za nami”. Wszystko zmierza jednak do tego, że papa przestanie się wstawiać. Ameryka też nie jest wieczna. Niedołężnieje.
Niebawem inauguracja prezydentury Donalda Trumpa. Jakie przewiduje Pan inne geopolityczne konsekwencje wyboru Amerykanów z perspektywy Rosji?
Jeszcze z końca lat osiemdziesiątych znam się prywatnie z Jean-Marie Le Penem. Trump jest politykiem, jak mogłoby się wydawać, typu „lepenowskiego”. Udało mu się zyskać na sile poprzez mówienie Amerykanom gorzkiej i nieprzyjemnej prawdy. Zobaczymy, jak będzie zachowywał się w przyszłości. Moja opinia jest taka, że będzie szukał porozumienia z Rosją, w celu wykorzystania nas w walce USA z Chinami. I właśnie dlatego jestem wobec niego ostrożny.
W odniesieniu do sytuacji politycznej w Polsce i Rosji, co chciałby Pan przekazać Polakom, czytelnikom Xportal.pl?
Prędzej czy później, lecz nieuchronnie, dojdzie do pragmatycznego zbliżenia Polski i Rosji. Będzie to dla mnie wielki honor, a także realne potwierdzenie mojej myśli politycznej, jeśli proces ten zostanie zapoczątkowany nie przez rządy naszych państw, lecz przez nas, polityczne ugrupowania awangardy, która nie jest obciążona, mam nadzieję, uprzedzeniami naszych politycznych establiszmentów.
Ogromnie Was wszystkich pozdrawiam,

Wasz,
ЭЛимонов

Rozmowę przeprowadził: Bartosz Bekier

Tłumaczenie z języka rosyjskiego: Bartosz Bekier


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 25 sty 2017, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/gospodarka/2 ... sja-chiny/

Według przepowiedni Klimuszki III wojna światowa ma się zacząć od ataku Chin na Rosję. Coraz bardziej staje się jasne, jak do tego może dojść.

Kopia artykułu:

„USA spróbują wbić klin w stosunki Rosji i Chin”
19:07 24.01.2017


© Sputnik. Sergei Guneev


USA za Donalda Trumpa spróbują wbić klin w stosunki między Rosją a Chinami, uważa kierownik Rosyjsko-Chińskiego Centrum Badawczego Finansów i Gospodarki Nikołaj Kotlarow.
„Oni na pewno będą próbowali wbić klin, oni są zobowiązani do zrobienia tego z punktu widzenia globalnej konfrontacji. Naszym zadaniem jest nie dopuścić do tego. Trzeba budować relacje z Chińczykami” — powiedział Kotlarow podczas okrągłego stołu „Nadejście Trumpa i wyniki szczytu w Davos: przejście do nowej politycznej i gospodarczej architektury świata?” w MIA „Rossiya Segodnya”.
Zauważył, że Moskwa powinna budować relacje z Pekinem, a jednocześnie nie zapominać o istniejących zagrożeniach.

Docent Katedry Bezpieczeństwa Międzynarodowego Wydziału Polityki Światowej Uniwersytetu Moskiewskiego im. Łomonosowa Aleksiej Fenenko zaznaczył, że USA nie tylko będą się starać przeciwko sojuszowi Rosji z Chinami, ale już wielokrotnie próbowały to zrobić.
Według eksperta takie próby ze strony USA rozpoczęły się po podpisaniu w 2001 roku dużej umowy Federacji Rosyjskiej z Chinami, gdzie istnieje mechanizm obowiązkowych konsultacji i kształtowania wspólnej międzynarodowej pozycji politycznej. „Od tej chwili Amerykanie zdali sobie sprawę, że po upadku ZSRR powstał nowy blok, który ogólnie rzecz biorąc blokuje ich hegemonię i od tego momentu zaczęły grać o jego rozpad” — podkreślił Fenenko.
Ekspert wyjaśnił, że pierwszą próbę podjął George W. Bush w latach 2001-2002 na fali partnerstwa z terroryzmem, wspólnej operacji w Afganistanie. Wszystko to, zdaniem eksperta, miało na celu sprowokowanie rosyjsko-chińskiego konfliktu i zlikwidowanie Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Drugą próbę podjął Barack Obama w 2009 roku, kiedy zaproponował Chinom stworzenie „Grupy Dwóch”. „Teraz oczywiście Trump ze wszystkich sił będzie grać o podważenie rosyjsko-chińskiej dużej umowy” — stwierdził Fenenko.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 14 lut 2017, 12:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 19 lut 2017, 09:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/76971

Sojusz USA z Japonią niezagrożony
Hania Shen, sob., 18/02/2017 - 16:19

Obrazek

W weekend z wizytą w Stanach Zjednoczonych przebywał premier Japonii Shinzō Abe. W czasie rozmowy z prezydentem USA Donaldem Trumpem politycy poruszyli m.in. temat przeciwdziałania zagrożeniom w Azji związanym z działaniami sił zbrojnych Chin i Korei Północnej. Ponadto premier Abe zapowiedział rozszerzenie japońskich inwestycji w USA, Donald Trump zaś zadeklarował, że jeszcze w tym roku odwiedzi Tokio.

Do tej pory Donald Trump wzbudzał niepokój u japońskich władz. Chodziło m.in. o wypowiedzi republikanina w czasie kampanii prezydenckiej. Zapowiadał on wówczas wycofanie wojsk USA z Azji. A to właśnie tam amerykańska armia, wraz ze swoimi sojusznikami, m.in. Japonią i Koreą Południową, stanowi przeciwwagę dla rosnących w siłę Chin. Trump zadziwił także rząd w Tokio, mówiąc, że Japonia i Korea Południowa powinny więcej płacić za amerykańskie bazy w swoich krajach. Japonia już teraz przelewa z tego tytułu do kasy Waszyngtonu 2 mld dol. rocznie, co pokrywa połowę kosztów stacjonowania wojsk USA w tym kraju. Tokio było również rozczarowane decyzją prezydenta Trumpa o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Transpacyficznej Umowy o Wolnym Handlu (TPP).

Jednak napięta sytuacja w regionie Azji i Pacyfiku, związana m.in. z ekspansją Chin na wodach Morza Południowochińskiego i Wschodniochińskiego, oraz rozwijany przez Koreę Północną program nuklearny sprawiły, że Abe chciał porozmawiać z przywódcą Białego Domu, by rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące przyszłej współpracy. Po raz pierwszy obaj politycy spotkali się w listopadzie ub.r. Wówczas premier Japonii zapewnił, że darzy zaufaniem nowe władze USA. Kolejne spotkanie Trump-Abe zorganizowane w miniony weekend potwierdziło, że sojusz Japonii i Stanów Zjednoczonych ma się bardzo dobrze.

Na konferencji prasowej po spotkaniu w Białym Domu obaj przywódcy potwierdzili, że Japonię i Stany Zjednoczone łączą przyjazne stosunki. – Nasz sojusz to kamień węgielny pokoju i stabilności w regionie Pacyfiku – stwierdził w weekend Trump. Dodał, że Waszyngton potwierdził swoje zobowiązania co do zagwarantowania bezpieczeństwa Japonii i wszystkich obszarów pozostających pod jej kontrolą administracyjną. W międzyczasie Trump poinformował, że przyjął zaproszenie od premiera Abe i jeszcze w tym roku uda się z wizytą do Japonii.

Odnośnie do kwestii gospodarczych obaj przywódcy stwierdzili, że po wycofaniu się USA z TPP Waszyngton i Tokio będą prowadzili rozmowy na temat budowy alternatywnej dwustronnej umowy o wolnym handlu. Japońskiemu premierowi w wizycie w USA towarzyszyli minister finansów Tarō Asō i minister spraw zagranicznych Fumio Kishida. Przedstawili oni pakiet przedsięwzięć, które zdaniem Japonii mogą stworzyć w USA ok. 700 tys. miejsc pracy drogą prywatno-publicznego inwestowania w infrastrukturę. Japońska firma Sharp i jej tajwański właściciel firma Foxconn mają w pierwszej połowie 2017 r. wybudować w USA fabrykę ekranów LCD. Będzie to inwestycja o wartości 7,1 mld dol.
Gazeta Polska Codziennie

Hania Shen - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 20 lut 2017, 09:38 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7533
Lokalizacja: Podlasie
Europa liczy na duże zyski z handlu Iranem, Amerykanie stawiają weto

Obrazek

W sytuacji, gdy Stany Zjednoczone zaostrzają stanowisko wobec Iranu, kraje europejskie wysyłają tam liczne delegacje, by zacieśniać relacje handlowe. Iran to wielki rynek, który pilnie potrzebuje inwestycji. Teheran szykuje się także do wyborów. W maju przekonamy się, czy irański prezydent chwalony przez Europę za „koncyliarność”, utrzyma się u władzy.

Donald Trump nie przebiera w słowach, ostro odpowiadając na uwagi prezydenta Hasana Rouhaniego, który podczas uroczystości upamiętniających powstanie islamskiej republiki publicznie oświadczył, że „każdy, kto używa wrogiego języka wobec Iranu, pożałuje tego”. Trump ripostował: „Lepiej niech uważa”.

W środę 15 lutego szwedzka delegacja złożona z 75 osób odwiedziła Iran z ambitnym planem przywrócenia relacji z dawnym „najlepszym partnerem handlowym”.

Premier Stefan Löfven, który przybył do Teheranu jako pierwszy przywódca Szwecji od roku 1980 (mediacje podczas wojny z Irakiem), rozmawiał o ostatnich posunięciach Donalda Trumpa względem Iranu. Zapewnił gospodarzy, że Europa nie chce zerwania relacji, które udało się osiągnąć po wielu latach zawiłej dyplomacji.
– Przed nałożeniem sankcji Iran był największym rynkiem eksportowym dla Szwecji na Bliskim Wschodzie – mówiła 11 lutego minister handlu Ann Linde na konferencji z udziałem irańskich przedsiębiorców i ministrów. – Mamy nadzieję, że tak stanie się ponownie – dodała.

Europejscy przywódcy są gwarantem zawartego w 2015 r. porozumienia nuklearnego z Iranem, wyśmiewanego przez Trumpa jako „jedno z najgłupszych w historii”.

Wizyta szwedzkiej delegacji służy nie tylko rozwijaniu relacji handlowych z niezwykle chłonnym, liczącym 80 milionów ludności rynkiem. Ma także – jak wskazują szwedzcy decydenci – wzmocnić „umiarkowanych polityków na czele z prezydentem Hasanem Rouhanim”, bardziej skłonnym do współpracy niż pozostali najwyżsi przedstawiciele tego państwa.

Wcześniej Teheran odwiedziła delegacja francuska kierowana przez ministra spraw zagranicznych Jean-Marc Ayraulta, z udziałem licznych biznesmenów. Jean-Christophe Quemard, wiceprezes Peugeota ds. Bliskiego Wschodu i Afryki, nie krył, że w ciągu ostatnich dwóch lat przebywał w Iranie 25 razy. Przekonywał, że czasy się zmieniły i kraj ten daje potencjalnym kontrahentom ogromne możliwości biznesowe.

Szwedzi, Niemcy, Francuzi już podpisali intratne kontrakty handlowe. Do szczęścia brakuje – jak mówią przedsiębiorcy – całkowitego zniesienia sankcji przez Amerykanów. Chodzi o to by mogły wejść do Teheranu banki, oferujące kredyty.

Amerykanie tymczasem nie tylko nie łagodzą polityki, ale wręcz ostrzegają świat przed współpracą z „głównym państwem sponsorującym terroryzm międzynarodowy”.

Realizacja dwóch największych kontraktów – Airbusa i Boeinga – komplikuje się z powodu amerykańskich ograniczeń i braku zapewnienia długoterminowego kredytowania. Kraje UE, w tym Włochy, Francja i Niemcy już obiecały pożyczki lokalnym przedsiębiorcom, byle tylko zawarli kontrakty z ich firmami. Niemiecki państwowy bank rozwoju KfW zgodził się jeszcze w listopadzie ubiegłego roku udzielić 1,2 mld euro na rozbudowę kolei w Iranie.

Administracja Trumpa określa Iran jako destabilizującą siłę, której nie powinno się wynagradzać współpracą gospodarczą, lecz którą należy zwalczać. Polityka wobec Teheranu to jeden z głównych problemów omawianych przez premiera Izraela Benjamina Netanjahu z przywódcą USA podczas ostatniej wizyty w Waszyngtonie.
Kampanię antyirańską wszczął Michael Ledeen, guru neokonserwatystów o żydowsko-niemieckich korzeniach, filozof, historyk, analityk, a przede wszystkim wpływowy lobbysta żydowski w USA, uwikłany w liczne akcje wywiadowcze, w tym w aferę Iran-Contras, wieloletni doradca amerykańskich agencji ds. bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, a obecnie szef Fundacji w Obronie Demokracji, twórca m. in.: koalicji na rzecz demokracji w Iranie i Libanie, a także propagandysta Ronalda Reagana. Pojawia się on w mediach, gdzie przekonuje, że „faszystowski Iran” jest głównym zagrożeniem dla świata, zaś Teheran rozbudowuje arsenał broni, rozszerza wpływy w Syrii, Jemenie, Libanie, Iraku i Libii, a także wspiera terroryzm. Zagraża Izraelowi, Arabii Saudyjskiej i w ogóle stabilności światowej. Zezwala na eksploatację złóż Chińczykom.

Podobnie uważa jego bliski przyjaciel, obecnie były już główny doradca Trumpa, generał Michael Flynn, weteran wojny w Iraku i Afganistanie, były szef wywiadu wojskowego, który podał się do dymisji przed końcem kadencji w agencji (między innymi za sprawą obecnego szefa Pentagonu, gen. Mattisa), w związku z zarzutami o niesubordynację, a także „zbyt luźne traktowanie faktów”. Flynn wraz ze swoim synem założył firmę świadczącą usługi wywiadowcze dla przedsiębiorstw, na przykład tureckich. Generał osobiście jest zwolennikiem wydania przez Amerykanów duchownego Fethullaha Gülena, którego prezydent Turcji Erdogan oskarża o próbę zamachu stanu w lipcu 2016 r.

Generał Flynn: trzeba rozerwać sojusz dżihadystów i dawnych wrogów z czasów zimnej wojny
Zarówno Ledeen, jak i Flynn, a także inni generałowie związani z ekipą Trumpa uważają, że dla bezpieczeństwa świata konieczne jest pokonanie Iranu. Ledeen i Flynn byli nie tylko przeciwnikami porozumienia z tym państwem, ale także porozumienia pokojowego izraelsko-palestyńskiego.

Neokonserwatyści są przekonani, że istnieje sojusz islamskich dżihadystów oraz byłych wrogów z czasów zimnej wojny, „zjednoczonych w nienawiści wobec demokratycznego Zachodu”. Dlatego – jak wykładają to na kartach książki „Pole walki. Jak możemy zwyciężyć w globalnej wojnie” – Ameryka musi zaangażować się w wielopokoleniową wojnę przeciwko temu „groźnemu sojuszowi”. W wojnę, która może wymagać wysłania wojsk do walki na całym świecie i wykorzystania wszystkich dostępnych środków „podobnych do wysiłku w czasie II wojny światowej oraz zimnej wojny”.

Flynn i Ledeen w swojej książce zdefiniowali sojusz, który ich zdaniem rozciąga się od Korei Północnej i Chin do Rosji, Iranu, Syrii, Kuby, Boliwii, Wenezueli i Nikaragui. Wrogami są: ISIS, Hezbollah, al-Kaida i inne organizacje terrorystyczne. „Wystarczy powiedzieć, że ten sam rodzaj współpracy wiąże ze sobą dżihadystów, komunistów i tyranów różnej maści” – stwierdzili.

Ledeen w 2013 r. mówił na przykład, że Francja i Niemcy „zawarły umowę z radykalnym islamem i radykalnymi Arabami” w celu pokonania hegemonii Stanów Zjednoczonych. Bliski współpracownik Flynna – którego córka pracuje w wywiadzie, a dwaj synowie to wysoko postawieni wojskowi w armii USA – jest także twórcą doktryny, zgodnie z którą Ameryka co około 10 lat musi zdestabilizować jakieś małe państwo, by pokazać światu swoją dominację.

Zarówno Ledeen, jak i Flynn, a nawet konkurencyjna grupa doradców szefa Pentagonu Mattisa, mimo zagrożenia ze strony Rosji, są zwolennikami rozwijania relacji z Moskwą.

Trump jeszcze na konferencji AIPAC w marcu 2016 roku, odnosząc się do umowy jądrowej z Iranem stwierdził, że należałoby ją anulować, ponieważ jest katastrofalną dla Stanów Zjednoczonych, Izraela i Bliskiego Wschodu.
Ale wiemy już, że na razie Waszyngton nie będzie chciał unieważnić porozumienia, z kilku powodów. Problem z umową polega na tym, że nawet jeśli Iran będzie jej przestrzegał, to i tak w końcu – o ile nie zdarzy się coś nadzwyczajnego – tę broń będzie posiadać. Wszystkie ograniczenia dotyczące programu nuklearnego mają być zniesione po kilku latach. W umowie nie było mowy o rozwoju pocisków balistycznych, stąd Teheran nie bez powodu twierdzi, że przeprowadzając testy nie narusza porozumienia.

Amerykanie podkreślają, że to Teheran, a nie np. Arabia Saudyjska, stanowi główne zagrożenie terrorystyczne dla świata, ponieważ utrzymuje sieć terrorystów na całym świecie, podważa stabilność na Bliskim Wschodzie, miesza się w sprawy państw regionalnych i zwiększa zagrożenie dla Izraela na Wzgórzach Golan, w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu.

Według wielu analityków, Trump nie anuluje ani nawet nie zmodyfikuje umowy nuklearnej. Zawarło ją pięć najważniejszych rządów na świecie, które z pewnością są przeciwne jej unieważnieniu. Jak na razie umowa może mieć pozytywne skutki, głównie z powodu opóźnienia daty pozyskania przez Iran broni jądrowej.
Odstąpienie od paktu spowodowałoby anulowanie ograniczeń dotyczących irańskiego programu nuklearnego, a nie ma wątpliwości, że natychmiast po zerwaniu porozumienia Teheran w trybie przyspieszonym (8-10 lat, jak niektórzy szacują) odbudowałby swoje zdolności nuklearne. Nie ma też gwarancji, że inne mocarstwa, w tym Niemcy i Francja, zgodzą się ponownie nałożyć surowe sankcje.

Iran skrzętnie wykorzystuje regionalne wstrząsy, by wzmocnić wpływy w Syrii – u jedynego tak naprawdę bliskiego sojusznika na Bliskim Wschodzie – a także w Iraku, Jemenie i Libanie. Teheran zyskuje również na arenie międzynarodowej ze względu na współpracę z Rosją i „stabilizowanie” sytuacji w Syrii oraz Iraku. Umowa jądrowa zapewnia Teheranowi „aurę” cywilizowanego kraju a zniesione przez UE w styczniu ubiegłego roku sankcje pozwalają na dostęp do funduszy, które już dawno zostały zamknięte dla Irańczyków.

Plan budowy baz w Syrii i Jemenie
Teheran ogłosił, że zamierza rozszerzyć obecność marynarki wojennej daleko poza swoje wybrzeże, myśląc o budowie nowych baz morskich w Syrii i Jemenie. To – według Tel Awiwu – będzie stwarzać nowe bezpośrednie zagrożenie dla Izraela i Arabii Saudyjskiej. Bazy pozwoliłyby Irańczykom na przekazywanie broni Hezbollahowi w kluczowych miejscach i zwiększenie zdolności wywiadowczych.

W USA istnieje ponadpartyjna zgoda co do konieczności zniwelowania zagrożenia irańskiego dla uzyskania stabilności regionalnej. Z powodu rosnących wpływów przeciwnika, administracja Trumpa odnawia politykę odstraszania i planuje zwiększyć bezpieczeństwo swoich regionalnych sojuszników, zwłaszcza Arabii Saudyjskiej, przez dozbrojenie.

Ponownie na stół powróciła zarzucona za Obamy opcja militarna, chociaż wszyscy są zgodni, że wojna z Iranem to ostateczność.

Ekipa prezydenta zastanawia się, w jaki sposób powstrzymać irański program rozwoju pocisków balistycznych. Próby rakietowe Teheranu pokazują, że rozszerzył się zakres i dokładność pocisków, które mogą uderzyć nawet w małe cele. Według Trumpa, irańskie rakiety zagrażają nie tylko Izraelowi – który jest w ich zasięgu od początku poprzedniej dekady – ale również części Europy, a w przyszłości mogą zagrozić nawet Stanom Zjednoczonym.
O ból głowy przyprawia Amerykanów także negocjowana od jesieni 2016 r. potężna umowa zbrojeniowa pomiędzy Iranem i Rosją, o wartości ponad 10 miliardów dolarów. Waszyngton chce ją storpedować. Gdyby doszło do jej sfinalizowania, poprawiłaby się ogólna jakość i możliwości irańskiego lotnictwa wojskowego. Na razie obowiązuje rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ zakazująca dostaw broni dla Iranu do 2020 roku.
W przeciwieństwie do ekipy Obamy nowa administracja uważa, że „rozszerzenie dialogu z Iranem” na temat kwestii regionalnych nie jest możliwe i Iran nie stanie się „pozytywnym elementem w regionie”. Doradcy Trumpa utrzymują, iż aby mówić o jakiejkolwiek formie współpracy z Iranem, musiałaby nastąpić zmiana reżimu. Ale – jak pisze prof. Ephraim Kam, który pracował dla izraelskiego wywiadu wojskowego, a obecnie wykłada na uniwersytecie w Tel Awiwie oraz amerykańskim Harvardzie, „administracja USA nie jest zdolna do generowania zmiany reżimu w Teheranie, a jeśli i kiedy taka zmiana wystąpi w przyszłości, będzie to wynikiem procesów wewnętrznych, a nie wpływów zewnętrznych lub interwencji”.

Zdaniem eksperta ds. bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie, nawet ponowne nałożenie dotkliwych sankcji na Iran nie jest proste. By były one mocno odczuwalne, takie same powinny nałożyć także inne kraje. Administracja USA obłożyła Iran restrykcjami niemal od początku panowania islamskiego reżimu, ale niewiele to dało. Dziś jest to wątpliwe, by inne kraje chciały przyłączyć w działaniach przeciwko Iranowi, chyba że ten rażąco naruszyłby porozumienie nuklearne.

Powstrzymanie wpływów Teheranu w regionie to także trudne zadanie dla Trumpa. Przeciwnik ma na swoim koncie znaczne sukcesy w walce z ISIS a szyickie organizacje charytatywne niosą wymierną pomoc współbraciom w innych krajach. Niektóre państwa Bliskiego Wschodu zabiegają o współpracę z Iranem. Z kolei Stany Zjednoczone nawet przez swoich sojuszników na Bliskim Wschodzie są postrzegane jako słaby kraj.

Iran nie chce, przynajmniej na razie, prawdziwego starcia ze Stanami Zjednoczonymi. Arabia Saudyjska, Turcja, Egipt i Izrael domagają się z kolei szybkich działań osłabiających Teheran. Kluczowe znaczenie jednak dla osłabienia jego wpływów oraz ograniczenia zdolności wojskowych ma Rosja.

Istotne jest to, że nowa administracja spróbuje wbić klin między Rosję a Iran, wykorzystując spory między nimi. W 1990 r. ludziom Billa Clintona udało się dojść do porozumienia z rządem rosyjskim o zatrzymaniu irańskich dostaw broni na kilka lat. A w poprzednim dziesięcioleciu sama Rosja poparła rezolucję Rady Bezpieczeństwa w celu nałożenia sankcji wobec Teheranu. To czy Moskwa ponownie przyłączy się do międzynarodowych posunięć wymierzonych w Iran, będzie w dużej mierze zależeć od charakteru relacji, jakie będą rozwijać się między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. To z kolei wymagać będzie od administracji Trumpa akceptacji niektórych jej żądań.

Test relacji amerykańsko-rosyjskich w Libii
Wymownym testem relacji USA-Rosja będzie ewentualna współpraca w Libii, gdzie toczy się otwarta rywalizacja między Unią Europejską a Rosją.

Libia to główny punkt na tzw. szlaku śródziemnomorskim, przez który tysiące nielegalnych imigrantów dociera do UE. Jest to także jeden z największych producentów ropy naftowej, który może wpływać na światowe ceny surowca. Wreszcie – jak określa Departament Stanu USA – jest to „bezpieczna przystań terrorystów”.

Na ostatnim nieformalnym szczycie na Malcie przywódcy UE potwierdzili poparcie dla wspieranego przez ONZ rządu w Trypolisie na czele z premierem Fayezem Mustafą al-Serraj. Poparli także umowę premiera Włoch Paolo Gentiloniego – podpisaną z Serrajem, a dotyczącą finansowania budowy obozów dla uchodźców w Libii. Bruksela przeznaczyła 200 mln euro na politykę imigracyjną w Libii, Tunezji i Nigrze.

Putina interesuje z kolei przywrócenie utraconych wpływów w tym kraju. Po obaleniu Muammara Kaddafiego w 2011 r. rosyjskie firmy straciły wiele lukratywnych kontraktów, w tym na budowę linii kolejowej wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego.

Putin obserwował „arabską wiosnę” z przerażeniem – uważa analityk Leonid Bershidsky – głównie dlatego, że świeckich autorytarnych władców często zastępowali islamiści. Stąd m.in. zaangażowanie Rosji w Syrii, nawiązanie dobrych relacji z prezydentem Egiptu Abdelem Fattahem al-Sisim, który odsunął od władzy Bractwo Muzułmańskie, a także przywrócenie więzi z Turcją Recepa Tayyipa Erdogana. Również sojusz z islamskim Iranem pasuje do tej linii postępowania Putina – zauważa Bershidsky – ponieważ szyicki Iran jest wrogo nastawiony wobec sunnickich ekstremistów, których Putin uważa za szczególnie niebezpiecznych (Czeczenia).
Putin zgodnie ze swoją polityką nie popiera rządu w Trypolisie, utrzymującego się dzięki wsparciu radykalnych grup islamskich, lecz jest zwolennikiem rządu rebelianckiego Chalifa Haftara, potężnego dowódcy wojskowego, który kontroluje wschodnią Libię i konkuruje z rządem Serraja.

Haftar ścigał bojowników islamskich w Bengazi i okolicach. Przejął kluczowe terminale naftowe Libii od sił prorządowych we wrześniu ubiegłego roku, zwiększając produkcję ropy. Kreml pielęgnuje relacje z Haftarem. W listopadzie ubiegłego roku zaproszono go do Moskwy. W styczniu był on gościem na lotniskowcu „Admirał Kuźniecow”, gdzie uczestniczył w telekonferencji z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu.

Rosja jest zobowiązana do przestrzegania embarga ONZ na broń i nie może dostarczać pomocy Haftarowi. Nieoficjalnie broń rosyjska może trafić do niego za pośrednictwem Algierii.

Działania rosyjskie niepokoją Brukselę. Jeśli sojusznik Putina przejmie kontrolę nad Libią, umowy, które UE zawarła z rządem w Trypolisie będą zagrożone. Jeśli Haftar zezwoli na budowę rosyjskich baz wojskowych w Libii, pozycja Rosji na Bliskim Wschodzie jeszcze bardziej się umocni.

Istnieją poważne przesłanki świadczące o tym, że Trump może wesprzeć Haftara. Spędził on 20 lat w Stanach Zjednoczonych. Mieszkał niedaleko od siedziby Centralnej Agencji Wywiadowczej w Langley i torpedował działania Kaddafiego, niegdyś swojego przyjaciela. Trump nieprzychylnie wypowiadał się o polityce sekretarz stanu Hillary Clinton w Libii wobec reżimu Kaddafiego. Tak jak Putin, amerykański prezydent nie wierzy w możliwość ustanowienia demokracji w bliskowschodnich krajach.

Moskwa prawdopodobnie nie miałaby nic przeciwko testowaniu możliwości współpracy z Trumpem w Libii. Niedawno państwowa agencja RIA Novosti opublikowała tekst rosyjskiego Żyda Avigdora Eskina, twierdzącego, że amerykańska administracja ma plan w sprawie Libii. Może on obejmować rosyjską współpracę w celu poparcia Haftara.

Agnieszka Stelmach

http://www.pch24.pl/europa-liczy-na-duz ... 571,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 27 mar 2017, 19:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mysl-polska.pl/1196

opowiedzenie...

Obrazek

Poprzedni tekst poświęcony korzyściom płynącym ze zbudowania systemu łączącego słowiańskie narody, nie był wywołany tęsknotą za rajem utraconym realnego socjalizmu, ani mitologizacją stosunkowo nieodległej przeszłości. Wyidealizowanym obrazem szarej w gruncie rzeczy ówczesnej rzeczywistości. Jakąś bezradną duchową szamotaniną albo poszukiwaniem absolutnego dobra.
Wręcz przeciwnie: obrazy z tamtej epoki zostały przywołane głównie dla jednego celu: w polityce dużo rzeczy jest możliwych. Nie koniecznie o końcowym powodzeniu narodów decyduje produkt krajowy brutto, bytowy dostatek, a nawet technika wojenna. Nie mniej ważna jest pasjonarność pokolenia (pisał o tym Lew Gumilow), ideowość, wewnętrzna siła. Wszystkie te czynniki należy jednocześnie wyłożyć na stół, na którym będziemy poddawali je łącznej ocenie.
Zakończmy jednak wspominkarskie epizody. Stary słowiański związek pod rosyjską egidą, opakowany w kosmopolityczny kostium raczej został rozwiązany w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku – niż upadł. Moskiewskie elity nie przymuszone do tych radykalnych kroków ryzykownie uznały, że tkwiąca w socjalizmie nieusuwalna nieefektywność prowadzi Rosję na imperialne manowce. Jak wcześniej osmańską Turcję.
Jednak, jak się okazało wyszła z tego geopolityczna katastrofa, która stworzyła taką globalną niestabilność, że aż wciąż grozi nam powszechna wojna. Jednym realistycznym wyjściem jest odbudowanie na tym wielkim obszarze Eurazji jakiegoś mocarstwa o światowych możliwościach, a tylko Rosja jest wciąż do tego zdolna i co najważniejsze: w tym kierunku konsekwentnie podąża. Jeśli tak: to chyba zaledwie kwestią czasu stanie się odbudowanie jej wpływów na obszarach tak zwanej bliskiej zagranicy, by później pomyśleć o Europie Centralnej. To jakby oczywiste. Z takim programem Kreml zmierzy się nie tylko z Anglosasami, ale także z Europą Zachodnią oraz Chinami.
Angloamerykanie będą szczęśliwi, że staną nieco z boku, by dolewać oliwy do przysłowiowego ognia, czerpiąc korzyści z takiego rozwoju światowych wypadków. Jaką rolę w takich okolicznościach ma do spełnienia nasz rząd. Czy niemieckiego przedpola, czy aktywnego uczestnika tej kluczowej rozgrywki po rosyjskiej stronie? Trzeba bowiem jednym pociągnięciem przekreślić wszystkie uwierające nas grzechy burzliwej przeszłości.
Można chyba słusznie mniemać, że jest to nasze dziejowe obecnie zadanie. Spoiwem tego słowiańskiego zrzeszenia musi być tylko chrześcijaństwo; tak bardzo zagrożone przez islam i zachodni nihilizm, czyli bezbożnictwo. Niebezpieczeństwo muzułmańskie przyjdzie bowiem do nas z Zachodu. Wtedy to należy pomyśleć, by graniczną rzeką dwóch systemów i cywilizacji stała się Łaba.
Nie ma też co ukrywać, że zwyciężać można tym razem tylko pod religijnymi sztandarami. Innej drogi nie ma, a to wszystko może nastąpić jeszcze w pierwszej połowie obecnego wieku. Polska w tym ujęciu rysuje się jako pierwsza linia obrony Wschodu przed islamskim Zachodem. Ale odwrócenie!!!

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 13-14 (26.03-2.04.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 21 kwi 2017, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/swiatowa_pra ... chiny-usa/

Czy Chiny mogą wygrać wojnę z Ameryką?
21:04 20.04.2017

Dziś Chiny nie muszą gromić w pył amerykańskich wojsk, aby osiągnąć swoje skromne cele polityczne, pisze The National Interest. Nie wykluczone, że wkrótce możliwości, wystarczające dla celów Chińczyków, będą w zasięgu ręki chińskiej armii.

Słabszy przeciwnik niekoniecznie musi odnieść bezpośrednie zwycięstwo militarne, aby odnieść zwycięstwo polityczne, pisze autor artykułu. Jako dowód tego twierdzenia przytacza przykład wojny chińsko-japońskiej 1894-1895, kiedy Japonia również potrzebowała tylko niewielkiego zwycięstwa. Autor artykułu pisze, że wielu uważa amerykańskie wojska w Azji za niezwyciężone — nawet w sferze Chin.
Jednak gazeta przypomina, że ​​chińscy wojskowi mają zwyczaj przeczyć opinii na temat swoich możliwości bojowych. Praktycznie wszystkie ich osiągnięcia w ostatniej dekadzie — niszczyciele z pociskami manewrującymi, zaawansowane technicznie spalinowe okręty podwodne, lotniskowce — wyprzedziły zachodnich obserwatorów. Dlatego należy porzucić arogancję, czytamy w artykule.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 03 maja 2017, 09:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/opinie/20170 ... n-sputnik/

Konflikt koreański: walka wkroczyła na wyższy poziom
19:25 02.05.2017

Moskwa i Pekin są zdania, że pod pretekstem przeciwdziałania KRLD Stany Zjednoczone rozmieszczają system obrony przeciwrakietowej, który stwarza zagrożenie dla rakiet balistycznych Rosji i Chin.
Wcześniej przedstawiciel amerykańskiego kontyngentu wojskowego w Korei Południowej Rob Manning poinformował agencję RIA Novosti, że zainstalowany w Korei Południowej system obrony przeciwrakietowej Stanów Zjednoczonych THADD jest gotów do przechwytywania rakiet północnokoreańskich dla obrony kraju.
Media donoszą, że jednostka zainstalowana w Korei Południowej będzie mieć do dyspozycji od czterech do dziewięciu gąsienicowych wyrzutni ruchowych, z których każda przeznaczona jest do przenoszenia ośmiu rakiet przechwytujących, chociaż oficjalnych danych na razie nie opublikowano. System wyposażony ma być w radar antyrakietowy TPY-2 TM. Sugeruje się, że zasięg antyrakiet nie przekracza 200 kilometrów.
Politolog, doktor habilitowany politologii Siergiej Żurawski, przewodniczący krajowego ruchu społecznego „Reformy — nowy kurs" uważa, że Stany Zjednoczone odgrywają w tym decydującą rolę:

Jakie trudności czekają USA w przypadku wojny z Koreą Północną?
„Nie wykluczam prawdopodobieństwa tego, że właśnie Stany Zjednoczone przekonały Koreę Południową co do konieczności zainstalowania tego systemu. Korea Południowa jest przestraszona, w ciągu ostatnich 60 lat ciągle żyje w świadomości zagrożenia ze strony swego północnego sąsiada. Wobec tego wydarzenia, jakie mają obecnie miejsce na Półwyspie Koreańskim, mieszczą się w ramach tła, które istnieje już od kilkudziesięciu lat. Wszystko to toczy się w nurcie, który wytyczył podział Korei na dwa państwa. Po prostu wszystko wkroczyło na wyższy poziom. Jeśli dawniej chodziło o działa artyleryjskie, to teraz mowa o broni atomowej i rakietach" — powiedział Siergiej Żurawski.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 05 maja 2017, 08:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/05/0 ... -kierunek/

Turcja zmienia kierunek?
Posted by Marucha w dniu 2017-05-04 (czwartek)

OBSERVATORIUM BOGUSLAVIANUM (18): Wiele wskazuje na to, że Turcja zmienia kierunek swej geopolitycznej orientacji. Rezygnuje z wejścia do UE i stawia na wejście do EAUG oraz sojusz z Rosją…

Ostatnie gniewne deklaracje znieciepliwionej Ankary pod adresem Brukseli oraz dzisiejsze spotkanie Erdogana a Putinem w Soczi mogą być zapowiedzią ważnych geopolitycznych zmian na mapie świata.
Decyzja Turcji o wstrzymaniu starań o przystąpienie do Unii Europejskiej, które od 1987 roku miało silne wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych, jest powiązana z ewentualnym rozpoczęciem negocjacji akcesyjnych do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, która jest organizacją pod kontrolą Moskwy.
Od momentu obalenia sułtanatu i rozpadu imperium otomańskiego, oraz powstania na jej kadłubie nowoczesnej republiki tureckiej w 1920 roku, kraj ten miał do wyboru trzy możliwe kierunki integracyjne: (1) z Europą i Zachodem w ogólności; (2) ze swymi tureckimi pobratymcami w Azji Środkowej; (3) ze światem muzułmańskim.
Ponieważ rewolucję młodoturecką przeprowadziły loże masońskie, pierwszy kierunek był oczywisty, zwłaszcza że dwa następne były jeszcze wtedy politycznie niedojrzałe.
Przygoda Turcji z ewentualnym członkostwem w Unii Europejskiej od początku układała się jednak kulawo. Turcja w 1963 roku podpisała umowę stowarzyszeniową z UE (wówczas WE), a w 1987 roku złożyła wniosek o członkostwo w Unii. Jednak rozmowy w sprawie przystąpienia rozpoczęły się dopiero w 2005 roku, przy czym były wielokrotnie przerywane z powodu licznych i wciąż rozmnażanych a podnoszonych różnic. Obecnie nadal jest otwartych jeszcze 16 z 36 rozdziałów negocjacyjnego dossier.
W marcu ubiegłego roku rozmowy zaktywizowały się, gdy Turcja zgodziła się sprzyjać wstrzymaniu napływu migrantów do Europy. Obecnie znów utknęły w miejscu.
Euroazjatycka Unia Gospodarcza, która powstała w roku 2015 jako następczyni Unii Celnej i Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej, zrzesza obecnie Armenię, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Rosję. Ponadto swoje kandydatury oficjalnie zgłosiły już Tadżykistan i Syria, a w dalszej kolejności rozważa się również przystąpienie Mołdawii, i nie wyklucza także bardziej problematycznych państw: obu samozwańczych republik Donbasu (Donieckiej i Ługańskiej), oraz mini-państewek Kaukazu – Abchazji i Osetii Południowej.
W ciągu ostatnich kilku lat Erdogan próbował zbliżenia z bogatymi sunnickimi państwami Bliskiego Wschodu – zwłaszcza Arabią Saudyjską – na tle tzw. „wiosny arabskiej” zorganizowanej jednak przez służby specjalne Zachodu dla przenicowania mapy tego regionu.
Wydaje się, że zaczął dostrzegać jak zawodny jest kierunek oparty o muzułmański ekstremizm i jak poważnie osłabił on jego państwo i bezpieczeństwo obywateli. Wydaje się, że kropli goryczy dopełnia obecnie poparcie jakiego USA udziela Kurdom w Syrii licząc na jej rozpad. Turcja wie, że proces ten szybko przeniesie się także i w jej granice, gdzie mieszka i walczy wielka mniejszość kurdyjska.
Jeśli Turcja złoży obecnie formalny wniosek o członkostwo w EAUG, podobny wniosek wpłynie zapewne ze strony Azerbejdżanu, gdzie też mieszkają Turcy, tyle że azerscy. Stworzy to nowe, poważne problemy dla Armenii, w tym kwestię rozliczenia sprawy Górskiego Karabachu, co będzie wymagać nowych gwarancji politycznych i nowej roli ze strony Rosji. Nie jest wykluczone, że wtedy o wejściu do EAUG pomyśli także Gruzja, co z kolei będzie wymagać uregulowania kwestii Abchazji i Osetii, także z udziałem Rosji.
Rachuby Turcji wiążą się zapewne z jej perspektywą środkowoazjatycką, gdzie cztery z pięciu b. republik ZSRR to państwa o ludności turkojęzycznej: Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan i Kyrgystan. Jest to także region bogaty w ropę naftową i gaz, mający wielki potencjał gospodarczy.
O tym, że idące w tę stronę zamiary Ankary mogą być poważne, i co ważniejsze – odwzajemniane, świadczyć może nawet fakt, że prezydent Kazachstanu podjął właśnie decyzję o przejściu swego kraju z cyrylicy na alfabet łaciński, taki jak w Turcji. Może to być sygnałem rachub na budowanie większego turkojęzycznego imperium w Azji Środkowej.
Rodzi to dla Rosji nowy i bardzo poważny rodzaj wyzwań o charakterze strategicznym, bo ucieczka w sojusz z Turcją jest dla Rosji w wielu wymiarach ryzykowna. Na takim sojuszu wiecej skorzystałaby Turcja niz Rosja. Jest możliwe, że Moskwa szukać będzie wtedy większej, strategicznej gry w trójkącie rosyjsko-turecko-chińskim, a w dalszej perspektywie możliwe jest także zabezpieczające włączenie do gry Iranu i Indii.
Ewentualne przystąpienie Turcji do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej skończy de facto jej członkostwo w NATO, którego tajne służby próbowały już kilkakrotnie zamordować prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana. To właśnie w tym kontekście należy rozumieć bieżące negocjacje w sprawie zakupu dla tureckiej armii rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej S-400. Oznaczałoby to podobny schyłek NATO, jaki obecnie widzimy w UE. Dotykamy w ten sposób zagadnień o charakterze globalnym. Historia wchodzi w wielki zakręt…
Prezydent Erdoğan potwierdził, że Turcja ma wkrótce zorganizować referendum w sprawie ewentualnej zmiany kierunku swej orientacji geopolitycznej.

(BJ)

http://jeznach.neon24.pl/post/138298,tu ... a-kierunek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 14 maja 2017, 09:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/05/1 ... ym-kursie/

To wspierałoby przepowiednię ojca Klimuszki, że III wojna światowa zacznie się od niespodziewanego ataku Chin na Rosję. Skoro Trump ma realizować plan Kissingera polegający na szczuciu Chin na Rosję, to taki scenariusz może się zrealizować.

Kopia artykułu:

Trump na realistycznym kursie
Posted by Marucha w dniu 2017-05-12 (piątek)

Wkrótce po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich zarówno w środowiskach filoatlantyckich jak i antyatlantyckich spodziewano się szybkiego zniesienia sankcji względem Rosji, porzucenia przez Waszyngton zainteresowania Europą Środkową, a może nawet „zwijania” NATO.

W pierwszych z tych środowisk budziło to niepokój, w drugich entuzjazm. Działania nowej administracji związane z wzrostem nakładów USA na zbrojenia, formułowanie zdecydowanych deklaracji w sprawie przynależności Krymu i kwestii Donbasu, dymisja gen. Michaela Flynna, a w końcu atak na bazę Szajrat całkowicie odwróciły perspektywę. Teraz to środowiska filoatlantyckie pełne były entuzjazmu wobec nowej prezydentury, zaś antyatlantyckie wyrażały zawód powrotem do polityki Obamy.
Oczywistym dla mnie było od początku, że wszystkie te perspektywy oparte są na infantylnym rozumieniu stosunków międzynarodowych. Trudno aby nowa administracja rezygnowała z instrumentów nacisku na Rosję nie uzyskując nic w zamian, nie ma też jednak nadal żadnego powodu aby uważać, iż Trump pożegnał się z kissingerowską koncepcją stworzenia nowego ładu międzynarodowego opartego na zasadzie modus vivendi z Rosją i Chinami.
Jak pisałem bowiem w moim poprzednim komentarzu dotyczącym polityki zagranicznej administracji Trumpa, realizm kissingerowski polega na budowaniu stabilności globalnej poprzez negocjacje prowadzone z pozycji siły. Narzędziem takiej strategii jest aktywna polityka wykorzystująca regionalne ekstrapolacje siły Stanów Zjednoczonych do wypracowania równowag regionalnych.
Wydaje się, w świetle opinii na temat charakteru i klimatu przeprowadzonych właśnie rozmów szefa rosyjskiej dyplomacji z D. Trumpem i R. Tillersonem, że właśnie po okresie demonstracji siły w wykonaniu nowej administracji jesteśmy świadkami wchodzenia w fazę pracy nad stworzeniem pragmatycznej formuły współpracy.
Nieprzypadkowo Siergiej Ławrow podkreślał, iż w przeciwieństwie do ideologizacji polityki przez administrację Obamy, nowa administracja ma podejście pragmatyczne. Także spotkanie Ławrowa z samym Kissingerem sugerować może trwałą wolę Trumpa stworzenia nowego ładu międzynarodowego opartego na zasadzie równowag między mocarstwami z dominującą jednak pozycją USA, co odpowiadałoby rzeczywistemu układowi sił.
Oczywiście pragmatyzacja relacji między Waszyngtonem i Moskwą nie oznacza jeszcze, iż wypracowany zostanie nowy ład stabilizujący na trwałe Europę Środkową – może ona prowadzić tylko do wypracowania formuły taktycznego modus vivendi. Nie zmienia to jednak faktu, iż polityka Trumpa nadal pozostaje na realistycznym kursie.

Tadeusz Matuszkiewicz

http://mysl-polska.pl/1230


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 15 maja 2017, 09:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/77628

Dyplomacja kurczakowo-wołowinowa, czyli Pax Sinica!
Ewaryst Fedorowicz, ndz., 14/05/2017 - 07:50

Miło mieć rację, zwłaszcza w kwestiach fundamentalnych, a taką jest istnienie bądź nieistnienie znacznej części globu, gdyż tylko taki może być rezultat wojny pomiędzy mocarstwem schodzącym USA i wschodzącym – Chinami.

Kiedy puentowałem napisany 11 miesięcy temu tekst „Jedwabny Szlak czyli Pax Sinica”, napisałem, że „po efektownym poszpanowaniu dwóch Wielkich Przeciwników, skończy się na jakimś spokojnym obrysowaniu nowych granic stref wpływów, bo świat „jednobiegunowy”, z jednym tylko supermocarstwem, do roli którego USA się po implozji Związku Sowieckiego przyzwyczaiły, odchodzi w przeszłość.”

No i gdzieś w dalekim tle królującego w tzw. mediach bełkotu Schetynów, Grabców i innych Grupińskich, wielcy tego świata dogadali się i to szybko, bo raptem w ciągu miesiąca od rozpoczęcia negocjacji.

I to nieistotne, że jakieś chińskie gotowane kurczaki zostały wpuszczone do USA, a amerykańska wołowina do Chin, bo kiedy Nixon postanowił nawiązać relacje z komunistycznymi Chinami, wysłał tam swoją reprezentację w stołowym tenisie, co położyło kres trwającej 22 lata wzajemnej izolacji.
OK, do USA wchodzą chińskie banki w zamian za wejście do Chin oraganizacji kart płatniczych, ale to i tak nic w związku z kwestią (dla mnie przynajmniej) najważniejszą:

wojny (przez czas jakiś) nie będzie!

A właśnie: ktoś zwrócił uwagę na drobiazg, czyli na to, że z wielkiej defilady jankeskiej floty wojennej u wybrzeży Korei Północnej i atomowych pogróżek nie spadł nawet, przysłowiowy mały deszcz?
Albo na wczorajsze pekińskie przemówienie pragmatyka Putina, który „podziękował Chinom za inicjatywę "Pasa i Szlaku" podsumowując swoje wystąpienie stwierdzeniem: "Jesteśmy winni rodzinom na całym świecie, by czuły się bezpiecznie". ?

A że przy okazji wizyty premier Szydło jest szansa, jak wspomniałem, na powodzenie chińskich planów zrobienia z 3RP globalnej bocznicy kolejowej zakończonej takąż, globalną rampą, to tym lepiej.

No to teraz czas na wspominany tekst wyjaśniający co, jak i dlaczego:
------------
Jedwabny Szlak czyli Pax Sinica.

Kraje nieduże i do tego niefartownie położone, jak nie przymierzając Polska, mają w dzisiejszym przyjaznym świecie do wyboru dwie opcje:
dobrze się podczepić – albo zostać zniszczonym.
Owszem, jest też opcja którą od 2004 ćwiczy 3RP, która to opcja nosi nazwę „podczepić się źle”, ale to wina tych podczepiających, którzy sami już dawno się wygodnie (tylko) dla siebie UBezpieczyli.
Ale dziś, w obliczu gnijącej UE na stole (w razie niefartu – sekcyjnym) leżą oferty dwie:
1. USA oferują nam udział w globalnej destrukcji – no bo przecież tylko „wolne media” ze swoim zestawem „komercyjnie niepokornych” (moje!) dziennikarzy mogą udawać, że to nie USA rozwaliły Irak, Libię, a teraz rozwalają Syrię i ciągle im mało.
2. Chiny oferują nam z kolei udział w globalnej konstrukcji (Nowy Jedwabny Szlak to projekt integracyjny swoim rozmachem zapierający dech w piersiach i będący czymś w rodzaju chińskiego pivot’a „na Atlantyk”).
Owszem, i jedni i drudzy oferują nam tę partycypację na nierównych warunkach, ale Chiny przynajmniej nie traktują nas jak mięso armatnie i nabywcę kosztującego miliardy szmelcu (stare Patrioty, używane F16 czy samopsujące się Dreamlinery)
Ktoś niedoinformowany (albo zadaniowany) krzyknie:
ale najważniejsze jest bezpieczeństwo!
Dokładnie tak:
jak by to nieprawdopodobnie nie zabrzmiało, tylko Chiny są w stanie metodą niemilitarną wymusić na Rosji podporządkowanie się korzystnemu dla wszystkich wspólników przedsięwzięciu.
I to pobrzękując nie szabelką, a pełnym mieszkiem, a jak kto archaicznych metafor nie lubi, to szeleszcząc banknotami.
Mowa chińska będzie krótka:
„Ruki pa szwam”, bo tu jest taki interes do zrobienia, że nam rosyjscy sąsiedzi „nie mieszajtie”. Zarobią wszyscy – od Pacyfiku po Atlantyk, ale ma być na całej trasie „ład i porządek”, ale tą razą w wersji Pax Sinica.
Czy Nowy Jedwabny Szlak szlag może trafić?
Może – ale to by oznaczało globalny konflikt jankesko-chiński, do którego USA niespecjalnie się kryjąc szykują, ale ponieważ Chińczycy się szykują też i to szybciej, jest szansa, że po efektownym poszpanowaniu dwóch Wielkich Przeciwników, skończy się na jakimś spokojnym obrysowaniu nowych granic stref wpływów, bo świat „jednobiegunowy”, z jednym tylko supermocarstwem, do roli którego USA się po implozji Związku Sowieckiego przyzwyczaiły, odchodzi w przeszłość.
I dobrze, bo jednobiegunowość z definicji oznacza niestabilność, a nic gorszego, niż zostać przywalonym przez walącego się kolosa.
No, to trzymamy kciuki za powodzenie chińskich planów zrobienia z 3RP globalnej bocznicy kolejowej zakończonej takąż, globalną rampą!
20/06/2016
------------------------

http://www.blogmedia24.pl/node/75237
http://niezalezna.pl/98634-chiny-i-usa- ... -ws-handlu
http://wiadomosci.wp.pl/putin-nie-rozwi ... 138562689a

Ewaryst Fedorowicz - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 16 cze 2017, 19:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Wielka Eurazja nadciąga.

W oficjalnym periodyku wydawanym przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowano artykuł Sergieja Karaganowa, zatytułowany „Od powrotu na Wschód do Wielkiej Eurazji”. Dlaczego warto zwrócić uwagę na ten tekst ? Z kilku powodów. Po pierwsze, miejsce publikacji – wydawany przez ministerstwo periodyk Mieżdunarodnaja Żizń nie jest miesięcznikiem, w którym prowadzi się dyskusje, epatuje poglądami tyleż kontrowersyjnymi, co stanowiącymi wyraz indywidualnych poglądów autorów. Wręcz przeciwnie. Należy do tych rosyjskich tołstych żurnalów, w których znaleźć można stanowiska tzw. czynników oficjalnych. W tym samym numerze artykuł publikuje ambasador Chin w Rosji, w poprzednich znaleźć można artykuły i wystąpienia ministra Ławrowa. I w tym sensie periodyk wydawany przez ministerstwo jest forum prezentowania poglądów oficjalnej Rosji, zaś sam Karaganow jest niezwykle wpływowym politologiem i strategiem rosyjskiej polityki zagranicznej. Czytając jego wystąpienia i przemówienia rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Ławrowa można odnieść wrażenie, że może nie wychodzą spod jednego pióra, ale z pewnością charakteryzują się podobnym widzeniem porządku światowego, wyzwań, zagrożeń i szans oraz w podobny sposób widzą rosyjską politykę zagraniczną – jej charakter, cele i podstawowe zadania. Artykuł Karaganowa jest też niezwykle użyteczną, bo skondensowaną prezentacją głównych jej wyzwań i kierunków.

Punktem wyjścia refleksji autora jest podkreślenie faktu przesuwania się środka ciężkości rosyjskiej polityki zagranicznej na Wschód. Początek tego trendu zarysował się, jego zdaniem, zaraz po roku 2000 i wywołany został kilkoma czynnikami. Po pierwsze rosnącym znaczeniem gospodarki państw azjatyckich i spodziewanym wzrostem ambicji państw regionu. Drugi z istotnych czynników zmiany to zrozumienie przez rosyjskie elity tego, iż ich kraj nigdy nie stanie się partnerem dla Zachodu. Stany Zjednoczone i Unia Europejska nie zaakceptują kulturowej i cywilizacyjnej odrębności Rosji, nie uznają jej strefy interesów, a tym bardziej nie będą spoglądały na Moskwę jak na partnera. Rosyjskie elity, zdaniem Karaganowa, zrozumiały też, iż przewagi ekonomiczne Europy i Stanów Zjednoczonych wyczerpują się i porządek światowy ustanowiony po II wojnie światowej zaczyna się kruszyć. Zjawiskom tym towarzyszy obecnie zarówno wzrost nacjonalizmu gospodarczego oraz proces mentalnego i kulturowego usamodzielniania się starych cywilizacji azjatyckich spod europejskiej dominacji. Jednym słowem kryzys gospodarczy świata zachodniego, kryzys tożsamości i kryzys porządku światowego skłonił rosyjskie elity do przeorientowania swojej polityki zagranicznej. Rosjanie zorientowali się, jego zdaniem, że z jednej strony będą mieli do czynienia ze obcym im światem Zachodu, którego wartości nie podzielają (szczególnie, jeśli idzie o system demokracji przedstawicielskiej) i który będzie starał się Rosji narzucić własne standardy, a z drugiej, w związku z rosnącym znaczeniem Chin, ukształtuje się drugi, euroazjatycki ośrodek siły i prestiżu. Z tym euroazjatyckim postanowili się w większym stopniu związać, nie tracąc zarazem kontaktów, głównie gospodarczej natury, z Zachodem. Opisywana przez Karaganowa ewolucja ma charakter przede wszystkim psychologiczny a dopiero później polityczny. Otóż w jego opinii Rosjanom przestało zależeć na akceptacji Zachodu, na implementacji zachodnich instytucji i wartości. Postawili na Rosję, uznali, że jest ona odmiennym światem, o własnej specyfice, potrzebach i rządzącym się własnymi zasadami. Karaganow, trzeba to zaznaczyć, koncentruje swą uwagę nie na mieszkańcach Permu czy Władywostoku, a na rosyjskich elitach. I to o zmianach w ich postrzeganiu świata i miejsca własnego kraju pisze.

A zatem mamy do czynienia z powrotem Rosji na Wschód, co w jego rozumieniu oznacza przede wszystkim strategiczny alians z Chinami. W planie gospodarczym oznacza to wzrost wymiany handlowej i liczone na 30 a może nawet 40 mld dolarów inwestycje chińskie w Rosji. W planie politycznym w miejsce rywalizacji, zdaniem Karaganowa, obserwujemy budowę szeregu platform współdziałania – takich jak np. Szanghajska Organizacja Współpracy, do której w ostatnim tygodniu przyjęto Indie i Pakistan.

Karaganow odwołuje się też wprost, do nieznanej w Polsce, a w Rosji cenionej koncepcji geopolitycznej nieżyjącego już Wadima Cymburskiego. W największym skrócie zasadza się ona na przekonaniu, że Rosja jest de facto wyspą, o odmiennej od sąsiadów kulturze i cywilizacji. Paradoks wyspiarskiego jej położenie sprowadza się do faktu, iż od wschodu i południa otoczona jest państwami o odmiennym charakterze, zarówno biorąc pod uwagę kwestie kulturowe jak i polityczne. Kraje te (w tym oczywiście i Polska) są jego zdaniem buforem oddzielającym Rosje od Zachodu, ale nie powinny być polem ekspansji. Warto na ten element zwrócić uwagę. Odmiennie niż znacznie bardziej w Polsce znany Dugin, czy Panarin, którzy formułowali koncepcje o jednoznacznie ekspansjonistycznym charakterze, Cymbyrski, a wraz z nim Karaganow, to wyraźni izolacjoniści. Rosja powinna zwrócić się, ich zdaniem na Wschód, do tego nawet stopnia, aby zbudować swą trzecią (po Petersburgu i Moskwie) stolicę za Uralem, w ten symboliczny sposób podkreślając zmianę orientacji. Przy czym cel tego manewru jest oczywisty – zapobieżenie utraty Syberii.

Z prowincjonalnego państwa europejskiego, położonego na peryferiach, które nigdy nie stanie się cenionym członkiem europejskiej rodziny Rosja winna przekształcić się w samodzielny, euroazjatycki świat. A tylko wówczas, porzuciwszy europejskie sentymenty i krępujące je zasady, Rosja będzie mogła uwierzyć we własne siły. Tak jej potrzebne, aby móc zrealizować, swe wielkie, zdaniem Karaganowa, zadanie, jakim jest usytuowanie się w centrum kontynentu Euroazjatyckiego. Warto zwrócić na to uwagę, to nie tylko chętnie powtarzany dziś w Rosji slogan, ale również budowanie celu politycznego, celu określonego w opozycji świata obydwu Ameryk i świata Wielkiej Euro-Azji. Czym ta wspólnota euroazjatycka miałaby różnić się od wspólnoty atlantyckiej? Po pierwsze, jak uważa Karaganow, odrzuceniem jakichkolwiek form uniwersalizmu wartości i bezwarunkowym uznaniem zasady suwerenności. Przy czym z jego punktu widzenia uniwersalizm jest zagrożeniem dla pluralizmu politycznego, czyli zgodzie świata na współistnienie dyktatur, tyranii i demokracji. Przy czym te ostatnie nie mają prawa, właśnie w imię uznania suwerenności, do ingerowania w sprawy innych krajów. Takie podejście w kręgu Karaganowa jest też często określane, paradoksalnie, mianem konserwatywnego. W czasie jednego ze swych ostatnich publicznych wykładów wprost do światowego porządku gry wielu mocarstw, jaki cechował politykę po Wojnie Krymskiej, odwoływał się minister Ławrow. Temu podejściu winno towarzyszyć ekonomiczne otwarcie, likwidacja bloków militarnych, uprawianie polityki stabilizacji. W takim świecie Rosja będzie bezpieczna, wolna od zagrożeń związanych z „kolorowymi rewolucjami” czy sprzeciwem własnych obywateli wobec rządów oligarchów, a przy tym będzie w stanie wykorzystać swe przewagi – siłę militarną i położenie. Siłę będzie eksportować, tak jak w Syrii, bo w XXI wieku obok siebie będą współistniały państwa, trochę tak jak Sparta i Ateny, specjalizujące się bądź w dystrybucji siły, bądź w handlu i produkcji przemysłowej. Zaś położenie umożliwi jej odgrywanie roli pośrednika, państwa zaopatrującego w surowce energetyczne zarówno Wschód jak i Zachód.

Kluczowym dla realizacji tego planu, zdaniem Karaganowa, jest tandem Rosja – Chiny. Proponuje on, jak można się domyślać, adresując swe postulaty do rosyjskiej dyplomacji, stworzenie „mapy drogowej” Wielkiej Eurazji. Miałaby on skupić się na: - stworzeniu spójnej, skoordynowanej strategii transportowej; - zbudowaniu systemu wspólnych, niezależnych od Zachodu agencji ratingowych; - stworzenie przez Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych i inne banki regionu, wspólnego systemu rozliczeniowego, alternatywnego wobec systemu SWIFT; - przejście na system rozliczeń wymiany handlowej w walutach krajowych; - powołaniu systemu wzajemnej pomocy w zakresie bezpieczeństwa. Zdaniem Karaganowa „programem pilotażowym” mogłaby stać się Syria i wreszcie, proponuje on budowę wielkiego centrum informacyjno – analitycznego, swoistego połączenia Al. Jazeery i Stratfordu.

Ten ambitny, obliczony na kilkanaście najbliższych lat plan budowy Wielkiej Eurazji, miałby na celu budowę alternatywnego wobec Zachodu centrum prestiżu, zasad i siły. Centrum, w którym Rosja odgrywałaby, jeśli nie wiodącą, bo Chiny są o wiele gospodarczo silniejsze, to w każdym razie znaczącą rolę. Trzeba też pamiętać, iż Rosjanie, i Karaganow nie jest w tym względzie wyjątkiem, mówiąc i pisząc o poszanowaniu suwerenności państw, mają zawsze na względzie graczy pierwszego szeregu, do których zaliczają samych siebie. Gracze z drugiego, czy dalszych rzędów światowej polityki, a tym bardziej już państwa położone w rosyjskiej strefie buforowej taką suwerennością cieszyć się nie będą mogli. Jedynym pocieszeniem może być dla nas, o czym Karaganow pisze w innych swych pracach, to, że Rosja potrzebuje na realizację tej strategii 10 – 15 lat. A potem Eurazja powróci.

Opublikowano: 16.06.2017 19:11.

http://wiescizrosji.salon24.pl/786584,w ... a-nadciaga


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /