Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 03 sie 2017, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/08/0 ... ongresowi/

„Putin powinien podziękować Kongresowi”
Posted by Marucha w dniu 2017-08-02 (środa)

Gospodarcze i strategiczne zbliżenie Rosji i Iranu jest doskonałym przykładem na to, że sankcje Kongresu biją ostatecznie w Stany Zjednoczone – pisze publicysta Forbes Wade Shepard.
Za sprawą ograniczeń amerykańskich ustawodawców Moskwa i Teheran jadą na tym samym wózku, toteż aktywnie rozwijają współpracę dwustronną. Parę dni temu państwa zawarły umowę w sprawie wspólnej produkcji wagonów pasażerskich opiewającą na sumę 2,5 miliarda dolarów.
Wcześniej Iran i Rosja podpisywały porozumienia w innych sferach. Iran zakupuje rosyjski sprzęt wojskowy, w szczególności śmigłowce Mi-17 i rozmaite systemy rakietowe. Z kolei rosyjskie spółki ropy naftowej i gazu aktywnie działają w Iranie. W czerwcu Gazprom zdobył kontrakt na eksploatację złoża gazu Farzad B.
W 2016 roku obroty handlowe między Rosją i Iranem wzrosły dwukrotnie i jak zauważa Forbes, już niebawem mogą sięgnąć 10 miliardów dolarów. W 2014 roku obroty handlowe Rosji i Iranu wyniosły „marne” 1,68 mld dolarów.
Zaś amerykańskie spółki mogą sobie pozwolić na współpracę z Iranem chyba tylko w dwóch sferach — to dywany perskie i liniowce handlowe — pisze Shepard. Przez własne sankcje USA nie mogą „zabrać swojego kawałka tortu”, jaki daje prężnie rozwijająca się islamska republika.
Waszyngton posiada ponadto duży wpływ na europejskie spółki, co się tyczy transakcji z Teheranem. Według niektórych danych francuska spółka Total i inne zachodnie firmy nie mogą uzyskać dostępu na irański rynek bez pozwolenia Stanów Zjednoczonych. Dlatego Rosja ma na tym polu wiele możliwości.
Shepard zauważa, że w obecnej dobie szeroko zakrojonego handlu i inwestycji państwa uzyskują mechanizmy presji i możliwość wywierania wpływu na inne kraje za sprawą aktywności gospodarczej i wspólnych projektów.
„Ci, którzy nakładają sankcje sami de facto wycofują się z gry, pozostawiając przeciwnikom możliwość zdobycia dodatkowego bogactwa i siły. Chiny to wiedzą. Rosja to wie. Putin powinien zatem podziękować Kongresowi” — reasumuje Shepard.

https://pl.sputniknews.com/gospodarka/2 ... ongresowi/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 08 sie 2017, 19:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://geopolityka.net/o-potegonomii-i-potegometrii/

Mirosław Sułek: O potęgonomii i potęgometrii
03/03/2017

Najkrócej mówiąc, potęgonomia jest nauką o potędze państwa (jednostki politycznej), natomiast potęgometria – nauką o modelowaniu i pomiarze tej potęgi. Jednostka polityczna to terytorialnie zorganizowana polityczna zbiorowość. Mówiąc nieco inaczej, jest ona aktorem sceny międzynarodowej, wyposażonym w zasoby, rozum i motywowanym określoną wolą. Sens zajmowania się potęgą jako centralną kategorią teorii stosunków międzynarodowych, w tym jej pomiarem, wynika z przyjętych założeń co do natury tych stosunków. Oto one.


Po pierwsze, stosunki międzynarodowe pozostają stosunkami sił i interesów. Po drugie, najbardziej jaskrawym przejawem siły jest siła militarna (jako forma siły fizycznej w stosunkach międzynarodowych), która jest podstawowym składnikiem potęgi jednostki politycznej. Po trzecie, siła militarna opiera się na określonej bazie materialnej, ekonomicznej (potencjale), która w ostatniej instancji determinuje wielkość i charakter siły militarnej. Po czwarte, zarówno siła militarna, potencjał, jak i inne przejawy potęgi mogą być w określonych granicach i z określonym stopniem wiarygodności szacowane (mierzone). Po piąte, uzyskane miary potęgi (faktycznej, gotowej, czy też możliwej do urzeczywistnienia w pewnym przedziale czasu) mogą być z pożytkiem wykorzystane w polityce i strategii jednostki politycznej (w jej wymiarze teoretyczno-analitycznym i praktycznym, decyzyjnym), a przede wszystkim w polityce i strategii bezpieczeństwa.





1. Pojęcie potęgi państwa


Polski termin „potęga” ma liczne odpowiedniki w innych językach. Najbliższe nam to „potestas”, „power”, might, „Macht”, „puissance” oraz „moszcz”. „Potestats” to po łacinie tyle co siła, moc, władza – a) potęga polityczna, panowanie, zwierzchnictwo, władza; b) władza urzędnicza, urząd, urzędnik, zwierzchność; c) możliwość, sposobność, pozwolenie. W języku angielskim „power” oznacza najczęściej siłę, zdolność, władzę, mocarstwo, potęgę, energię, moc, możność, możliwość, potencjał. Zbliżony termin „might” oznacza również potęgę, siłę, moc. Inne luźniej związane z „power” terminy to: „influance”, „authority”, „rule”.W języku niemieckim terminowi „power” odpowiada termin „Macht”, natomiast we francuskim – „puissance”.





Istnieje spore zróżnicowanie w podejściu do definiowania potęgi państw, aczkolwiek jest ono trochę pozorne. Większe różnice pojawiają przy próbach określenia dominujących czynników potęgotwórczych, kierunkach i sposobach jej wykorzystania w stosunkach międzynarodowych czy próbach pomiaru. Jeszcze większe zamieszanie panuje w dziedzinie terminologii. Na oznaczenie potęgi państwa używa się również takich terminów, jak potencjał polityczny, potencjał geopolityczny, siła, potencjał siły, moc itp.[1].





„W najogólniejszym znaczeniu – pisze R. Aron – potęga jest zdolnością do czynienia, tworzenia lub niszczenia. (…). Potęgą na scenie międzynarodowej nazywam zdolność jakiejś jednostki politycznej do narzucenia swej woli innym jednostkom politycznym. Krótko mówiąc, potęga polityczna nie jest niczym absolutnym, lecz stosunkiem między ludźmi”[2]. Podczas gdy słowo „zdolność” podkreśla potencjalność potęgi (może, jeśli zechce), to „narzucenie woli” sugeruje możliwość fizycznego złamania sił oporu, a więc podkreśla element czynny. Wola niesie ze sobą z kolei aspekt psychologiczny potęgi. Dla niektórych autorów jest on wręcz kluczowy. Psychologiczne i relacyjne aspekty potęgi muszą być uznane za prawie tak ważne jak obiektywnie mierzalne możliwości”[3].


Według J. G.Stoessingera „potęga w stosunkach międzynarodowych to zdolność państwa do użycia swych materialnych i niematerialnych zasobów w sposób, który wpłynie na zachowanie innych państw”[4]. Bertrand Russel, mając na myśli raczej władzę, chociaż w języku angielskim władza i potęga to ten sam termin, pisze, że „potęga może być zdefiniowana jako osiąganie zamierzonych efektów. Jest to więc podejście ilościowe: jeśli z dwojga ludzi dążących do podobnego celu tylko jeden z nich osiąga ten cel oznacza to, że ma większa potęgę niż drugi”[5].





Do czynników materialnych i niematerialnych nawiązuje koncepcja tzw. twardej i miękkiej potęgi. Do zrozumienia potęgi wnosi ona raczej niewiele, ale stała się ostatnio popularna. Jednym z najbardziej znanych teoretyków tej koncepcji jest Joseph Nye[6].





Joseph Nye zaczyna od uwagi: potęga w polityce międzynarodowej jest pogoda – każdy o niej mówi, ale niewielu ją rozumie. Tak jak rolnicy i meteorolodzy usiłują przewidzieć burzę, tak przywódcy i analitycy usiłują zrozumieć ważniejsze zmiany w podziale potęgi między państwami. I nieco dalej – potęga jest jak miłość, łatwiej jej doświadczać niż definiować czy mierzyć [7].





Potęgę z reguły wiązano ze zmianę zachowania jednej strony w wyniku oddziaływania drugiej strony. To behawioralne ujęcie potęgi może być dobre – jak pisze Nye – dla analityków i historyków, którzy poświęcają sporo czasu na rekonstrukcję przeszłości, ale dla działających polityków i liderów ma raczej znaczenie przemijające. Próba dokonania zmiany zachowania innych państw może być nazwana metodą dyrektywną czy też nakazową. Nakazowa potęga polega na zachętach („marchewka”) albo na zagrożeniu („kij”). Inne użycie potęgi to zachowanie pośrednie albo kooptacyjne. Zdolność do uporządkowania preferencji jest połączona z niematerialnymi zasobami potęgi takimi, jak kultura, ideologia i instytucje. Ten wymiar może być potraktowany jako miękka potęga w przeciwieństwie do nakazowej potęgi, połączonej zwykle z materialnymi zasobami takimi, jak wojsko i siła gospodarcza.





Rozróżnienie między twardą a miękką potęgą odnosi się do stopniowania zarówno natury zachowania, jak i materialności zasobów. Oba typy są aspektami zdolności do tego, aby osiągnąć jakieś cele poprzez sterowanie zachowaniem innych. Potęga nakazowa – zdolność do zmiany tego, co chcą inni – może opierać się na przymusie lub zachęcie. Potęga kooptacyjna – zdolność do kształtowania tego, co inni chcą – może spoczywać na atrakcyjności kultury i ideologii, albo na zdolności do manipulowania. I konkluzja – znaczenie miękkiej potęgi w polityce światowej rośnie[8]. A nieco dalej – w erze gospodarek opartych na wiedzy i ponadnarodowej współzależności, potęga staje się trudniejsza do przeniesienia, mniej materialna i mniej siłowa (coercive)[9].





Sądzę, że nie powinno się zbyt rygorystycznie przeciwstawiać potęgi twardej i potęgi miękkiej. Mimo iż miękka potęga Unii Europejskiej jest znacznym sukcesem, ale w końcu była ona oparta na twardej potędze. „Nie ma więc miękkiej potęgi bez twardej potęgi. Ale nie ma także twardej potęgi bez miękkiej potęgi. Także na arenie międzynarodowej, nawet z właściwą jej anarchią i polityką siły, trwała zmiana wymaga legitymizacji, miękkiej potęgi, ale również twardej potęgi”[10].





Zagadnieniem miękkiej potęgi zainteresowali się również Chińczycy. Według jednego z nich „w nowym stuleciu świat w coraz większym stopniu rozwija się w kierunku wielobiegunowości w połączeniu z szybką globalizacja gospodarczą, doskonaleniem nauki i techniki i zaostrzającą się rywalizacją o ogólną potęgę państwa (comprehensive national power – CNP). Miękka potęga jest ważnym składnikiem CNP. Ta rywalizacja o CNP odgrywa coraz większą rolę w ewolucji stosunków międzynarodowych. Kultura, rodzaj miękkiej potęgi, ma również coraz większy wpływ na stosunki międzynarodowe. Cechą charakterystyczną większości państw współczesnego świata jest skupianie się na potędze kultury w międzynarodowej rywalizacji o CNP”[11].





W związku z tym, że pojęcie potęgi państwa (jednostki politycznej) swój zasadniczy sens wiąże ze stosunkami międzynarodowymi, z natury rzeczy ma ona charakter względny. Mówiąc inaczej, potęga jest mała lub duża w porównaniu z innymi potęgami. Niemniej są sytuacje, gdy potęga danego państwa jest w porównaniu z innymi tak duża, że jest w istocie potęgą absolutną (a więc nie mająca konkurenta).





Pewną odmianą potęgi względnej jest potęga kontekstowa (sytuacyjna). Czyni ją specyficzny splot wydarzeń międzynarodowych, z reguły jakiś rodzaj konfliktu, który – z reguły tymczasowo – uwypukla znaczenie pewnej grupy elementów. Takimi potęgami kontekstowymi były np. w latach siedemdziesiątych państwa eksportujące ropę naftową.





Można też mówić o potędze postrzeganej, tzn. takiej, jaką widzą inni. Wszystkie państwa dysponują różnymi środkami i sposobami takiego oddziaływania na inne państwa, by pokazać się potężniejszym niż jest się w istocie. Dużą rolę może tu odegrać ideologia, propaganda, ostrzeżenia, groźby. Potęga postrzegana może być przeceniana lub niedoceniana.





Z potęgą postrzeganą związana jest potęga eksponowana (intencyjna). Działalność państwa ukierunkowana jest na tworzenie określonego wyobrażenia o danej potędze. Najczęściej chodzi o wyolbrzymianie posiadanej potęgi, ale może być również odwrotnie.


Poprzez analizę materialnych i niematerialnych zasobów danego państwa wnioskujemy o jego zdolnościach do wywierania wpływu na inne państwa, mówimy więc o potędze domniemanej . Stosowanie potęgi prowadzi do różnorodnych rezultatów, które można określić jako potęgę zrealizowaną.





Trzeba zauważyć, że wiele kategorii zbliżonych do pojęcia potęgi często definiowane jest prawie tak samo jak pojęcie potęgi. Dotyczy to zwłaszcza potencjału wojennego i potencjału obronnego, a także potencjału militarnego.





2. Czym jest potęgonomia i potęgometria?





2.1. Uwagi terminologiczne


Potęgonomia to nauka zajmująca się potęgą jednostek politycznych (państw, ścisłych sojuszy, ugrupowań polityczno-gospodarczych). Ujmując nieco szerzej – jest to nauka o potędze (mocy, sile) jednostek politycznych w stosunkach międzynarodowych. Zajmuje się istotą potęgi, jej przejawami, kryteriami mocarstwowości oraz klasyfikacją jednostek politycznych ze względu na profil swej potęgi; nauka pomocnicza politologii i geopolityki. Potęgometria zajmuje się z kolei modelowaniem i pomiarem potęgi i jest subdyscypliną potęgonomii.





Modelowanie to proces budowy modelu (modeli). Polega on, krótko mówiąc, na odwzorowaniu, odzwierciedleniu istotnych cech badanego obiektu (zjawiska) w formie umownych obrazów. Model powinien być tak skonstruowany, aby wyrażał charakterystyki obiektu (właściwości, wzajemne związki, parametry strukturalne czy funkcjonalne) istotne z punktu widzenia celu badania. Dlatego centralnym problemem modelowania jest stopień podobieństwa (zgodności, odpowiedniości, izomorfizmu) między modelem a odwzorowywanym obiektem.


Pomiar jest pewną formą porządkowania naszych informacji o świecie zewnętrznym. Jest to proces odwzorowywania pojęcia na zbiór wartości. Mówiąc nieco ściślej, jest to procedura, w której przyporządkowuje się, zgodnie z określonymi zasadami, wartości liczbowe – cyfry lub inne symbole – właściwościom empirycznym (zmiennym)[12].





Po zakończeniu zimnej wojny w wielu środowiskach uznano, że stosunki międzynarodowe będą ulegać postępującej ekonomizacji kosztem militaryzacji, stąd punkt ciężkości rywalizacji państw przesunie się w kierunku rywalizacji gospodarczej. Ducha tego myślenia oddaje tytuł pracy zbiorowej pt. Powernomics[13]. Jak piszą sami autorzy, wybrano taki tytuł, aby uwypuklić związek między gospodarką (ekonomiką) a innymi aspektami bytu narodowego (power – economics). Chodziło też o to, by zdefiniować amerykańską odpowiedź na zakończenie zimnej wojny, na powstanie nowej ery, w której bezpieczeństwo narodowe będzie coraz bardziej definiowane w kategoriach ekonomicznych[14].


Zgodnie ze swoją nazwą, potęgonomia powinna zajmować się potęga państw (jednostek politycznych). Potęga ma wiele wymiarów, ale w tej dyscyplinie chodzi nie tyle o ich odrębne opisywanie, co raczej o przedstawienie nowej jakości, której hasłem wywoławczym jest właśnie „potęga”.





„Potęgometria” z kolei odsyła nas do zagadnień modelowania i pomiaru potęgi. Ten kierunek badań można traktować jako równoległy w stosunku do istniejących nurtów. Można też rozumieć go bardziej ambitnie – jako dalszy rozwój potęgonomii. Nazwa „potęgometria” wiąże „potęgę” i „pomiar” i w tym sensie jest analogiczna do innych – zbudowanych na tej zasadzie – nazw. Należy do nich np. „biometria” (nauka o prawach rządzących zmiennością cech populacji organizmów żywych, oparta na metodach i twierdzeniach statystyki matematycznej), „psychometria” (dział psychologii zajmujący się zagadnieniami związanymi z pomiarem zjawisk i procesów psychicznych), „socjometria” (dział socjologii zajmujący się procesami kształtowania się wzajemnych stosunków między ludźmi i ich mierzeniem).





Z nauk bliższych ekonomii jest to przede wszystkim „ekonometria” i „kliometria”. Według O. Lange „Ekonometria – to nauka zajmująca się ustalaniem za pomocą metod statystycznych konkretnych ilościowych prawidłowości zachodzących w życiu gospodarczym”[15]. Z ekonometrią związane były przesadnie duże nadzieje (zwłaszcza w obliczu rosnącej wiary w planowanie i programowanie gospodarcze, tak na wschodzie, jak i zachodzie), wszystkich ich nie spełniła, ale ranga badań ilościowych jest nadal duża. Warto dodać, że w czasach gospodarki socjalistycznej próbowano wprowadzić – na wzór ekonometrii – planometrię, która miała wiązać organiczne metody ekonomiczne, matematyczne i statystyczne, stosowane w planowaniu bieżącym i perspektywicznym oraz w zarządzaniu produkcją społeczną. Specyficzne własności gospodarki socjalistycznej i planowy charakter zadań nie wykluczają możliwości stosowania ekonometrii, lecz nadają jej nowe, szczególne cechy, przekształcają ją w nową naukę – planometrię[16].





„Kliometria” (połączenie imienia muzy historii Klio i pomiaru) jest nowym kierunkiem badawczym w historii gospodarczej (zwanym też nową historią gospodarczą ), opierającym się na szeroko zakrojonych badaniach ilościowych. Za takie właśnie badania w 1993 roku dwóch amerykańskich ekonomistów otrzymało nagrodę Nobla w ekonomii, a wg oficjalnego uzasadnienia Szwedzkiej Akademii Nauk za „wkład w odnowę historii gospodarczej przez zastosowanie teorii ekonomicznych i metod ilościowych dla objaśnienia przemian gospodarczych i instytucjonalnych”.





Badania ilościowe w ekonomii mają swego prekursora, którym był William Petty (1623–1687). W swoich badaniach ekonomicznych chętnie posługiwał się statystyką, nazywaną przez niego „arytmetyką polityczną”. Sam określił ją następująco: „Metoda, jaką (…) stosuję, nie jest jeszcze często w użyciu. Zamiast używać słów porównujących lub opisujących oraz argumentów intelektualnych, wybieram kierunek (jako specjalista od arytmetyki politycznej czyniłem to od dawna) na wyrażanie się za pomocą liczb, wag i miar, korzystając tylko z argumentów rozumu lub rozważając tylko te przyczyny, które mają swe podstawy w przyrodzie”[17]. Warto dodać, że arytmetyka polityczna pozwalała mu m.in. porównywać wielkość i potęgę państw, z którymi Anglia prowadziła wojny lub konkurowała na rynkach zagranicznych.





Trzeba jeszcze wspomnieć o propozycji, wyrażonej jak gdyby mimochodem przez znanego współczesnego ekonomistę i metodologa K. Bouldinga. Został on poproszony o ocenę ekonomicznych aspektów pracy, poświęconej matematycznemu modelowaniu wojny (w tym procesu wyścigu zbrojeń) – na samym wstępie pracę tę zaliczył do (zastrzegając się – „jeśli mogę ukuć takie słowo”) „politykometrii” (politicometrics)[18]. Pewną modyfikacją tego terminu była „politometria” (politometrics), jako zastosowanie ekonometrii do nauk politycznych albo jako badanie relacji między ekonomią a polityką[19]. Według jeszcze nieco innego ujęcia, politometria usiłuje włączyć do modeli ekonomicznych jako zmiennych endogenicznych (pochodzących z wewnątrz – M.S.) zjawisk politycznych[20].





Dość dawno pojawił się też termin „prakseometria” – jest to dział prakseologii zajmujący się mierzeniem wielkości prakseologicznych[21].





2.2. Analiza wymiarowa


Wszelkie operacje pomiaru związane są z wymiarami mierzonych wielkości. Bez tego w naukach przyrodniczych nie można dokonać najprostszych operacji dodawania czy odejmowania. Kilogramy dodaje się do kilogramów, sekundy do sekund, waty do watów. Podobnej jasności nie ma w naukach społecznych. Mimo to potrzebna jest jakaś forma analizy wymiarowej w celu zdyscyplinowania procesu badania i wnioskowania.





Duże doświadczenie w analizie wymiarowej mają nauki ekonomiczne, które stosują dwa podstawowe wymiary: zasobowy (Z) i strumieniowy (Z/T). Wymiar zasobowy odnosi się do wszelkich zasobów, będących do dyspozycji w danym momencie czasowym (np. majątek narodowy czy potencjał bojowy sił zbrojnych na dzień X). Ten wymiar można nazwać potencjałem (w rozumieniu – energii potencjalnej). Drugi wymiar, strumieniowy, odnosi się do zasobów przepływających w czasie. W odniesieniu do jednostek politycznych takimi strumieniami mogą być np. dochód narodowy wytworzony w ciągu roku czy wielkość ładunków przewiezionych w jednostce czasu. Specyficznym strumieniem jest moc jednostki politycznej (jako rodzaj mocy socjologicznej) – jest to strumień energii w czasie. Wykonywanie dozwolonych operacji na zasobach i strumieniach prowadzi z kolei do wielu wymiarów pochodnych (np. stopa zysku ma wymiar 1/T).





W normalnych” sytuacjach istnieje dość ścisłe powiązanie pomiędzy potencjałem a mocą. W sytuacjach „wstrząsów geopolitycznych” czy „ruchów tektonicznych” może dojść do dość dużej rozbieżności. Współczesnym przykładem jest Rosja. Po rozpadzie Związku Sowieckiego weszła w długi okres kryzysu społecznego, gospodarczego i politycznego, w wyniku czego bardzo osłabła jej moc. Natomiast w znacznie mniejszym stopniu zmalał jej potencjał (w postaci nagromadzonej broni czy aparatu wytwórczego). Na co dzień wykorzystywana jest przede wszystkim moc. Moc jest tym, co realne, potencjał tym, co możliwe. Konkurencyjny charakter środowiska międzynarodowego powoduje, że jednostki polityczne dążą do maksymalizacji swojej mocy. W związku z tym „polityka zagraniczna, jako taka, jest zawsze power politics, polityką potęgi”[22]. I nie chodzi tu bynajmniej o maksymalizację siły militarnej, lecz o największą „wagę” swego państwa czy też potęgę geopolityczną lub potencjał geopolityczny.





Z punktu widzenia stosunków międzynarodowych jej najważniejszym parametrem jest moc, czyli wielkość przetwarzanej energii społecznej w jednostce czasu, wyznaczającej jej określone miejsce w światowym układzie sił. Część tej energii społecznej może być magazynowana z zamiarem jej użycia w sytuacjach odbiegających od normy (wojny, klęski żywiołowe). Zmagazynowana energia (pod postacią np. uzbrojenia, maszyn, urządzeń produkcyjnych) jest energią potencjalną (potencjałem).





Na pojęcie potęgi jednostki politycznej składają się zarówno moc, jak i energia potencjalna (potencjał). Moc jest składową realną, „widzialną”, „dotykalną”, gotową; potencjał – potencjalną, ukrytą, domniemaną, możliwą, wirtualną. Dla uruchomienia potencjału potrzebny jest pewien dodatkowy wysiłek i czas, podczas gdy moc jest „gotowa”, dlatego w międzynarodowych porównaniach najważniejsza jest moc.





Po lekturze podstawowych tekstów związanych z potęgą państw powstaje wrażenie, że wielu autorów nie radzi sobie z wyrażaniem potencjalności i realności, gotowości i konwersji (przestawienia zasobów z celów cywilnych na obronne) czy też „twardości” i „miękkości”. Termin „power” i odpowiedniki w innych językach bywają używane z zastosowaniem różnych odcieni znaczeniowych, ale ich wspólną cechą jest mniej lub bardziej wyczuwalna potencjalność i pośredniość w przeciwieństwie np. do bezpośredniej siły fizycznej (siły militarnej), gdzie zarezerwowano raczej termin „force” czy „Kraft”.





Większy ładunek potencjalności ma termin „potential” (potencjał). Niekiedy zastępuje on termin „power”, ale raczej wtedy, gdy dodatkowo chce się położyć akcent na bierność, dlatego najczęściej związany jest z zasobami, ujmowanymi w oderwaniu od konkretnych możliwych zastosowań.





Dobra analiza wymiarowa powinna pomóc w ścisłym określeniu pojęć, usiłujących oddać istotne aspekty tego, co ogólnie nazywa się stosunkami sił. Bez analizy wymiarowej nie będziemy wiedzieć, co naprawdę znaczą terminy, które stosujemy.





3. Formy i profile potęgi


Wyróżnione poniżej formy i profile potęgi są wynikiem pewnej konwencji. Można mówić o profilu mając na myśli całokształt parametrów opisujących potęgę (w tym znaczeniu policja amerykańska mówi np. o profilu seryjnego podpalacza), można też ujmować go węziej tak, jak czynię to poniżej.





3.1. Formy potęgi


Różne proporcje elementów składających się na potęgę jednostek politycznych pozwalają wyróżnić kilka charakterystycznych form potęgi. Przyjmujmy za kryterium podziału trzy grupy elementów (trzy wymiary): ekonomiczny, militarny, demograficzno-przestrzenny.





Łącząc ze sobą po dwa wymiary otrzymamy trzy czyste i trzy mieszane formy potęgi: ekonomiczna, militarna, demograficzno-przestrzenna, ekonomiczno-militarna, ekonomiczno-demograficzno-przestrzenna, demograficzno-przestrzenno-militarna. Połączenie trzech wymiarów prowadzi do wyróżnienia tylko jednej formy potęgi – potęgi ekonomiczno-militarno-demograficzno-przestrzennej. Żadna z tych form potęgi nie jest bezpośrednio uzależniona od wielkości państwa – każda z nich mówi tylko o przewadze wybranej grupy elementów.





Potęga demograficzno-przestrzennaopiera się przede wszystkim na ludności i terytorium (i w pewnym zakresie na położeniu geograficznym). Z natury rzeczy ma ona charakter bierny, państwo oparte na takiej potędze może odgrywać pewną rolę na arenie międzynarodowej tylko w najwyższych pułapach ilościowych (jak np. Chiny czy Indie). Demograficzno-geograficzny charakter potęgi nie jest związany bezpośrednio z wielkością państwa – mogą tu występować państwa duże, średnie i małe. Przykłady: Chiny, Indie, Pakistan, Indonezja, Egipt, Iran, Irak.





Potęga demograficzno-przestrzenno-ekonomicznacharakteryzuje głównie państwa średnio rozwinięte o słabej militaryzacji. Są to państwa o niewielkich ambicjach polityczno-militarnych (ich potęga ma charakter bierny). Przykładem może być Meksyk.





Potęga demograficzno-przestrzenno-militarnacharakteryzuje państwa o średnim i niskim poziomie rozwoju, silnie zmilitaryzowane. Są to z reguły państwa agresywne, ale charakter ich potęgi, który jest raczej bierny, nie pozwala na odgrywanie poważniejszej roli.


Potęgę ekonomicznącharakteryzują wysokie wskaźniki rozwoju gospodarczego, mierzone wydajnością pracy i poziomem dochodu narodowego na 1 mieszkańca. Państwa, które można określić jako potęgi ekonomiczne, odgrywają bardziej czynną rolę w stosunkach międzynarodowych (zwłaszcza jeśli dodatkowo mają duży udział w handlu międzynarodowym), ale ta forma nie wystarcza do zdobycia statusu mocarstwa światowego. Potęga ekonomiczna musi być wsparta potęgą militarną. Przykłady potęgi ekonomicznej: Japonia, Tajwan, Hongkong, Singapur.





Potęga ekonomiczno-militarna różni się od potęgi ekonomicznej zwiększonym poziomem militaryzacji, co pozwala na odgrywanie czynnej roli w stosunkach międzynarodowych. Państwa charakteryzujące się taką potęgą mają z reguły długie tradycje państwowości, solidną bazę ekonomiczną i siły zbrojne o dużych możliwościach. Ich dużą siłę ogólną wzmacnia często czynnik moralno-psychologiczny, ideologiczny itp. Jeżeli potęga ekonomiczno-militarna charakteryzuje państwo duże, to z pewnością jest ono mocarstwem politycznym. Przykładami takiej potęgi są: USA, Francja, Wielka Brytania.





Potęga militarnacharakteryzuje się państwa o średnim i wysokim poziomie rozwoju gospodarczego i dużym stopniu militaryzacji. Potęgi militarne mają z reguły duży wpływ na stosunki międzynarodowe, ale jest on w dużej mierze nienaturalny, wymuszony – dotąd, dopóki potęga militarna nie zostanie oparta na solidniejszej bazie ekonomicznej wpływ ten nie będzie trwały. Przykłady potęgi militarnej: b. ZSRR, Turcja i w mniejszej mierze Izrael.





Potęga ekonomiczno-militarno-demograficzno-przestrzennaw sposób dość zharmonizowany łączy wszystkie trzy grupy elementów. Potęga ta ma charakter raczej czynny, ale wskazuje raczej na umiarkowane ambicje polityczno-militarne.

Powyższa klasyfikacja opierała się na tzw. twardych (materialnych) elementach potęgi. W tym miejscu może powstać uzasadnione pytanie o rolę miękkich (niematerialnych) wymiarów potęgi, czyli czynnika politycznego i moralno-psychologicznego. Otóż w pracy tej przyjąłem punkt widzenia, wg którego niematerialne wymiary potęgi są bardzo ważne, ale należy je dopiero zidentyfikować i określić na podstawie dynamicznej analizy kształtowania się parametrów potęgi. Innymi słowy, wg przyjętej przeze mnie postaw badawczej, elementy niematerialne uzewnętrzniają się przede wszystkim w zakresie czynnika militarnego, jako reprezentanta określonej woli i strategii (polityki).

Powyższa klasyfikacja nie jest oczywiście jedyną możliwością, ale zaprezentowane podejście jest dość przejrzyste i ugruntowane. Wydaje się przy tym kompletne.





3.2. Profile potęgi

Wyróżnienie profilów potęgi opiera się na kryterium stopnia zharmonizowania grup elementów tworzących daną potęgę. Z tego punktu widzenia można wymienić: potęgę jednowymiarową, potęgę dwuwymiarową, potęgę wielowymiarową. Jest oczywiste, że liczba możliwych profilów zależy od ilości przyjętych wymiarów. Gdyby dołożyć do trzech wymiarów twardych (demograficzno-przestrzennych, ekonomicznych i militarnych) dwa miękkie (strategiczny i moralny) moglibyśmy otrzymać nawet potęgę pięciowymiarową.

Potęga jednowymiarowaopiera się na jednej grupie elementów, na jednej grupie czynników potęgi, np. ekonomicznych lub militarnych. Jest to więc potęga o najbardziej zwichniętej strukturze wewnętrznej.[23]

Z punktu widzenia stosunków międzynarodowych ważne jest, jaka grupa elementów tworzy wspomniany „jeden wymiar”. Potęga demograficzno-przestrzenna jest z zasady niezdolna do realizacji celów agresywnych, ale np. potęga militarna – na odwrót. Wydaje się, że duża siła militarna i słaba baza ekonomiczna podtrzymują agresywne zamiary i dlatego jest ona bardzo niebezpieczna. Potęga ekonomiczna z kolei może mieć znaczny wpływ poprzez stosowanie środków ekonomicznych, ale nie ma ono charakteru „przymusu fizycznego” jaką ma siła militarna.


Jednostronny charakter potęgi zawęża znacznie zakres możliwych do zastosowania środków – jej skuteczność nie jest duża.

Potęga dwuwymiarowaopiera się na dwóch grupach elementów. Jej struktura wewnętrzna jest nadal zwichnięta, ale bardziej harmonijna niż w wypadku potęgi jednowymiarowej.

Potęga wielowymiarowaoznacza, że kształtowana jest w sposób zharmonizowany przez co najmniej trzy grupy elementów. Niższą formą potęgi wielowymiarowej jest potęga trójwymiarowa, która opiera się na trzech grupach elementów. Bez względu na konkretną postać, potęga trójwymiarowa charakteryzuje się dość harmonijną strukturą wewnętrzną, co pozwala na stosowanie dość zróżnicowanych form oddziaływania o sporej skuteczności.



Podsumowanie


Potęgonomia jest nauką o potędze państwa (jednostki politycznej), natomiast potęgometria – nauką o modelowaniu i pomiarze tej potęgi. Jednostka polityczna to terytorialnie zorganizowana polityczna zbiorowość; jest ona aktorem sceny międzynarodowej, wyposażonym w zasoby, rozum i motywowanym określoną wolą.

Waga zagadnień dotyczących potęgi w dużej mierze zależy od kierunku badawczego (szkoły) i przyjmowanych założeń. Niewątpliwe dla kierunki realistycznego potęga jednostek politycznych jest kategorią centralną. Według niej stosunki międzynarodowe to stosunki sił i interesów, przywódcy polityczni (podobnie jak dowódcy wojskowi) muszą więc rozumować w kategoriach stosunków sił. To z kolei wymaga szacowania wielkości potęgi i jej podstawowych parametrów. Dużą pomoc w tym zakresie niosą potęgonomia i potęgometria.

Źródło: Z. Lach, J. Wendt, Geopolityka. Elementy teorii, wybrane metody i badania, Instytut Geopolityki, Częstochowa 2010, s. 57-68.



[1] „Wolę używać terminu <potencjał polityczny> niż terminu <potęga>. (H. Sprout, Geopolitical Hypotheses in Technological Perspective, (w:) W. C. Olson, F. A. Sondermann, The Theory and Practice of International Relations, New Jersey 1966, s. 103).

[2] Tamże, s. 69.

[3] J. G. Stoessinger, The Might of Nations. World Politics in Our Times, third. ed., Random House, New York 1969, s. 16.

[4] Tamż, s. 27.

[5] B. Russel, The Forms of Power, (w:) S. Lukes (ed.), Power, New York 1992, s. 19.

[6] Zob. Joseph S. Nye, Jr., Bound to Lead: The Changing Nature of American Power, Basic Books, 1990. Zob. też: tenże, The Changing Nature of World Power, “Political Science Quarterly” 1990, Vol. 105, Issue 2 (Summer), 177-192. (www.members.shaw.ca). Jest to fragment książki: Bound to Lead: The Changing Nature of American Power, Basic Books, 1990.

[7] Joseph S. Nye, Jr., Bound to Lead: The Changing Nature of American Power, Basic Books, 1990, s. 177.

[8] Por. tamże, s. 182.

[9] Por. tamże, s. 183.

[10] R. Cooper, Hard power, soft power and the goals of diplomacy, (in:) David Held, Mathias Koenig-Archibudi (eds), American Power in the 21st Century, 2004, pp. 167-180. (www.eu.int./nedocs), s. 16.

[11] Zhu Majie, Role of Soft Power in International Relations (www.siis.org.cn), s. 1.

[12] Po. Ch. Frankfort-Nachmias, D. Nachmias, Metody badawcze w naukach społecznych, Zysk I S-ka, Poznanń 2001, s. 170.

[13] Powernomics. Economics and Strategy After the Cold War, Economic Strategy Institute, Washington, D.C. 1991.

[14] Por. tamże, s. ix..

[15] O. Lange, Wstęp do ekonometrii, Warszawa 1971, s. 11. Warto dodać, że laureatami ekonomicznej Nagrody Nobla w 2000 roku zostali ekonomiści amerykańscy J. J. Heckman oraz D. L. McFadden, zajmujący się badaniami z zakresu mikroekonometrii , czyli ekonometrii zastosowanej do pojedynczych podmiotów gospodarczych (pojedynczych ludziach, gospodarstw domowych, przedsiębiorstw.).

[16] Por. W. Niemczynow, Metody i modele ekonomiczno-matematyczne, PWE, Warszawa 1964, s. 19.

[17] Cyt. za: W. Stankiewicz, Historia myśli ekonomicznej, PWE, Warszawa 1998, s. 152.

[18] Por. N. Rashevsky and E. Trucco: Wstęp do pracy: L. F. Richardson, Arms and Insecurity, Pittsburg 1960, s. VII.

[19] Zob. np. B. S. Frey, Politometrics of Government Behavior in a Democracy, “Scandinavian Journal of Economics” 1979, Vol. 81, No. 2; G. Hilton, Intermediate Politometrics, New York 1976; F. Turnovec, Politometrics: Econometrics for Political Science, Politechnika Wrocławska 2003.

[20] Zob. K. Dopfer, Wprowadzenie: ku nowemu paradygmatowi, (w:) K. Dopfer (red.), Ekonomia w przyszłości, PWN, Warszawa 1982, s. 66.

[21] Zob. W. Gasparski, Kryterium i metoda wyboru rozwiązania technicznego w ujęciu prakseometrycznym, WNT, Warszawa 1970; tenże, Prakseologia, Oficyna Wydawnicza Warszawskiej Szkoły Zarządzania Szkoły Wyższej, Warszawa 1999, s.

[22] R. Aron, Pokój i wojna między narodami (teoria), CAS, Warszawa 1995, s. 167.

[23] Według Z. Brzezińskiego, rola Związku Radzieckiego jako potęgi światowej była ograniczona do jednego wymiaru – militarnego. (Por. Z. Brzeziński, Potęga ZSRR i dylematy Zachodu, (w:) Z. Brzeziński, Myśl i działanie w polityce międzynarodowej, „ANEKS”, Londyn 1988, s. 5-17. Opinię tę przyjmuje również K. Gadżijew, pisząc: „Związek Radziecki był supermocarstwem o nierównych wymiarach, który słabość ekonomiczną kompensował polityczną dyscypliną, siła wojskową i bogatymi zasobami naturalnymi. Tym nie mniej statusu wielkiego mocarstwa nie da się utrzymać bez określonego poziomu możliwości ekonomicznych”. (K. Gadżijew, Geopolitika, Moskwa 1997, s. 243).

prof. dr hab. Mirosław Sułek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 10 sie 2017, 09:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/spor- ... -z-indiami

Spór o płaskowyż Doklam może doprowadzić do kolejnej wojny Chin z Indiami
autor: John Moll (2017-08-08 22:30)

Obrazek
Źródło: US Department of Defense


Relacje między Chinami a Indiami są ostatnio bardzo napięte. Ostra wymiana zdań zaczęła się od sporu terytorialnego na płaskowyżu Doklam, który znajduje się przy granicach Bhutanu, Chin oraz Indii. Sytuacja niebezpiecznie zmierza w kierunku wojny.


Napięcie wzrosło jeszcze w czerwcu, gdy Chińczycy rozpoczęli budowę jezdni, która miała przebiegać przez wspomniany płaskowyż. Władze Bhutanu wyraziły sprzeciw, zaś kilka dni później na miejscu pojawiło się indyjskie wojsko, które wstrzymało pracę i pogoniło robotników. Chiny traktują płaskowyż Doklam jako swoje terytorium, więc naturalnie zaczęły oskarżać Indie o naruszenie granic i domagano się wycofania wojsk.

Obrazek

Rządy obu państw zaczęły się spierać o przynależność tego himalajskiego regionu. Pekin dał jasno do zrozumienia, że nie będzie tolerował "agresji" swojego sąsiada. Kontrolowany przez władze chiński dziennik Global Times stwierdził, że jeśli indyjskie siły zbrojne nie opuszczą płaskowyżu Doklam to mogą zostać usunięte siłą w wyniku wojny przeprowadzonej na małą skalę. Pod koniec lipca telewizja CCTV pokazała nagranie, przedstawiające chińskie wojsko, które miało brać udział w manewrach zorganizowanych w Tybecie.

Pamiętajmy, że w 1962 roku wybuchła wojna między Chinami i Indiami. Przyczyną konfliktu zbrojnego był właśnie spór terytorialny. Wojna przyczyniła się do śmierci ponad 2 tysięcy ludzi i zakończyła się już po miesiącu. Chiny osiągnęły wtedy zwycięstwo a teraz ponownie grożą działaniami zbrojnymi.

Źródło:
http://www.independent.co.uk/news/world ... ilitary-...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 06 wrz 2017, 10:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://tylkonauka.pl/wiadomosc/kraj-kto ... dca-swiata

Kraj, który będzie liderem w dziedzinie sztucznej inteligencji, zostanie "władcą świata"
autor: John Moll (2017-09-04 22:20)

Wiele się mówi o korzyściach i niebezpieczeństwach wynikających z rozwoju sztucznej inteligencji. Zwykle kładzie się nacisk na zagrożenia, których na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w pełni świadomi. Jednak jedno jest pewne - sztuczna inteligencja może wywołać w danym kraju radykalne przemiany i usprawnić wszystkie sektory, począwszy od gospodarczego po militarny.

Prezydent Rosji Władimir Putin, przemawiając kilka dni temu do studentów powiedział wprost, że kraj, który będzie przewodził w pracach nad sztuczną inteligencją, będzie dominował nad całym światem. Stwierdzenie to nie jest wcale przesadzone gdy weźmiemy pod uwagę, że inteligentne oprogramowania znajdują zastosowanie w każdym sektorze - zwiększają wydajność w przemyśle przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby pracowników, pozwalają zautomatyzować wiele zawodów a przede wszystkim mogą zrewolucjonizować prowadzenie wojen.
"Sztuczna inteligencja jest przyszłością, nie tylko dla Rosji, ale także dla całej ludzkości. Zapewni nam ogromne możliwości, ale także trudne do przewidzenia zagrożenia. Kto zostanie liderem w tej sferze stanie się władcą świata" - powiedział Władimir Putin.

Nic dziwnego, że światowe mocarstwa aktywnie rozwijają sztuczną inteligencję i wprowadzają ją do systemów zbrojeniowych. Rosyjski prezydent powiedział, że przyszłe wojny będą toczyły się pomiędzy uzbrojonymi dronami (robotami bojowymi), a gdy jedna strona straci swoje zabawki to pozostanie jej wywiesić białą flagę. Wielu futurologów przewiduje, że tak właśnie będą wyglądały przyszłe konflikty zbrojne.

Choć Stany Zjednoczone pozostają najpotężniejszym państwem świata to Chiny znajdują się na drugim miejscu. Co więcej, Chiny planują zostać światowym liderem w rozwoju i wdrażaniu sztucznej inteligencji najpóźniej w 2030 roku. Jest to kraj, który przeznacza ogromne środki w automatyzację produkcji, robotyzację i sztuczną inteligencję. Jeśli plan zostanie zrealizowany, Chiny prawdopodobnie zdetronizują USA i staną się nowym supermocarstwem.

Źródło:
https://www.theverge.com/2017/9/4/16251 ... -the-world


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 04 paź 2017, 08:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/opinie/20171 ... a-sputnik/

Czy referendum w Katalonii grozi absolutną dominacją Berlina na kontynencie?
16:13 02.10.2017(zaktualizowano 21:35 03.10.2017)


Starcia podczas referendum w sprawie niepodległości Katalonii
© AP Photo/ Emilio Morenatti


Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z historykiem i publicystą profesorem Adamem Wielomskim.

— Znamy przebieg i wyniki referendum w sprawie niepodległości Katalonii. Pańskie spojrzenie na to wydarzenie?
— Po pierwsze nie znamy wyników. Nie znamy wyników z bardzo prostego powodu. Nie są to wybory organizowane z niezależnymi obserwatorami. Zorganizowała je wyłącznie jedna strona. Jedna strona liczyła wyniki, a druga strona zarekwirowała część urn wyborczych. W związku z tym mowa o wynikach może być w bardzo dużym cudzysłowie. To pierwsza uwaga. Druga uwaga dotyczy tego, że nie jest to referendum w klasycznym rozumieniu tego słowa, ponieważ referendum odbywa się na podstawie obowiązującego prawa. Tutaj, jak wiemy, ten przypadek nie zachodzi. Z tego powodu mowa jest tu nie tyle o referendum, lecz o jakimś „parareferendum", wskazującym raczej na nastroje opinii publicznej w Katalonii.

Podsumowując, sprawa jest dosyć trudna i skomplikowana historycznie, dlatego że separatyzm kataloński datuje się od wieku XIX. Początkowo miał charakter konserwatywny. Był odnogą hiszpańskiego tradycjonalizmu, tzw. karlizmu. Na przełomie XIX/XX wieku przeistoczył się w ruch anarchistyczny w katalońskich wsiach i silnie lewicujący, żeby nie powiedzieć, sympatyzujący z komunistami w katalońskich miastach. Nie jest to zjawisko, które powstało w tej chwili. Jest to swego rodzaju mechanizm samonakręcający się, dlatego że ruch ten zawsze miał charakter głęboko radykalny, separatystyczny. Hiszpania próbowała w dwóch okresach w XX wieku wobec separatyzmu katalońskiego zastosować dwie metody. W okresie rządów generała Franco nie było żadnej możliwości, żeby Katalończycy cieszyli się nie tylko autonomią, ale i swoimi prawami językowymi. Po upadku dyktatury Franco już demokratyczna Hiszpania podjęła decyzję o silnej decentralizacji państwa. Jak widzimy, nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów, ponieważ Katalonia po dziś, na co wskazuje to ostatnie referendum, nie wykazuje chęci, aby pozostać częścią państwa hiszpańskiego. W mojej ocenie teraz są dwie możliwości rozwoju sytuacji. Będzie albo rozwiązanie siłowe, albo niepodległość dla Katalonii. Innej wersji tu nie widzę.
— Ponad 800 osób zostało rannych podczas zamieszek, które wybuchły w związku z referendum. Czy zachowanie władz można uznać za usprawiedliwione?

— Władze Hiszpanii stały na gruncie istniejącego porządku konstytucyjno-prawnego, w związku z tym jest to, uważam, jak najbardziej działanie usprawiedliwione, ponieważ władze Katalonii nie miały konstytucyjnego prawa ogłoszenia takiego referendum. Podobnie nie mają prawa ogłoszenia niepodległości, co deklarują, że w ciągu dwóch dni zrobią. Myślę, że jeśliby, dajmy na to w Polsce, w którymś z województw pojawił się ruch separatystyczny, żądający oddzielenia tego województwa od całej Rzeczypospolitej Polskiej, to polskie władze musiałyby podobnie zareagować, i trudno mieć do nich jakiekolwiek zastrzeżenia. Oczywiście można dyskutować o podjęciu takich kroków, a nie innych, czy to były kroki zbyt drastyczne, czy za mało drastyczne?
— Czy wydarzenia w Katalonii mają wyłącznie lokalny wydźwięk? Czy też to referendum może wyzwać efekt separatystycznego domina w Europie?

— Jest to rzeczywiście element precedensowy. Hiszpania zdawała sobie sprawę z tego. Nie wiem, jak jest w tej chwili, ale Hiszpania przez długie lata nie uznawała niepodległości Kosowa właśnie z tego powodu, bojąc się niebezpiecznego precedensu. Podobne ruchy referendalno-separatystyczne obserwujemy również w samej w Hiszpanii. Mam na myśli Kraj Basków, albo w Wielkiej Brytanii nacjonalizm szkocki czy walijski. Czy też w Polsce w postaci tzw. nacjonalizmu śląskiego. Ruch Autonomii Śląska wydał odezwę, z dużą sympatią pisząc w niej o tym, co się dzieje w Katalonii i o dążeniach katalońskich do niepodległości. Taki efekt domina jest bardzo niebezpieczny. Jak się na to spojrzy, zwraca na siebie uwagę jeden aspekt tych separatyzmów. Otóż separatyzmy obejmują różne kraje Unii Europejskiej poza Niemcami. W prasie niemieckiej wszystkie ruchy separatystyczne w innych krajach Europy są opisywane z dużą sympatią. Politycy niemieccy również odnoszą się do tych ruchów z dużą sympatią. W związku z czym nie wykluczam, że cieszą się autentyczną nieformalną sympatią Berlina, który jest zainteresowany rozdrobnieniem pozostałych państw członkowskich Unii na drobne podmioty polityczne, co spowoduje, że pozycja polityczna Berlina w stosunku do tej rozdrobnionej sceny politycznej Europy stałaby się jeszcze silniejsza. Dlatego jest to szczególnie groźne nie tylko z punktów widzenia tych państw zagrożonych separatyzmami, ale również z punktu widzenia konstrukcji europejskiej. W pewnym momencie może, bowiem, się okazać, że spośród silnych państw członkowskich w EU są jedynie dwa, które nie mają w sobie silnych separatyzmów. Byłyby to Niemcy i Francja. Tymczasem Włochy by się podzieliły na dwa państwa, czyli Północ i Południe, Hiszpania na bardzo bogatą Katalonię i biedniejszą resztę, Wielka Brytania, zdecydowany wróg dominacji niemieckiej w Europie, mogłaby się podzielić na kilka państewek. Z punktu widzenia geopolityki europejskiej jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, mogące zakończyć się absolutną dominacją Berlina na kontynencie.
Język Brukseli oznacza, że akceptuje podjęte przez rząd hiszpański środki siłowe dla rozwiązania konfliktu. Gdyby nie akceptowała tego zjawiska, to rozpoczęłyby się tam protesty obrońców praw człowieka.

Leonid Sigan


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 19 paź 2017, 10:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wgospodarce.pl/informacje/41604- ... podarce.pl)

Jakie surowce skrywa dno oceaniczne?
18 października 2017 08:42

Na dnie oceanów znajdują się cenne złoża surowców, po które coraz chętniej sięgają państwa realizujące programy górnictwa podwodnego. Polska na razie nie uczestniczy w tym wyścigu, ale nie znaczy to, że nasz kraj nie jest bogactwem morsko-oceanicznym zainteresowany.
Górnicza eksploatacja dna morskiego i oceanicznego jest tylko kwestią czasu. Pionierskie programy w tym zakresie realizuje od ubiegłego roku Japonia, ale i inne państwa chcą rozpocząć prace nad tego typu programami.

A dno oceaniczne i morskie czeka na eksploatację, bowiem według ekspertów skrywa ono bardzo cenne surowce. Konkrecje polimetaliczne, które ze względu na swój skład chemiczny (duża zawartość manganu, żelaza, niklu, kobaltu, miedzi a także pierwiastków ziem rzadkich) stanowią dobre źródło surowców metalicznych - ich rozmiar wynosi najczęściej od 1 do 15 cm, choć zdarzają się okazy osiągające masę 500 kg i rozmiary wynoszące ponad 0,5 metra. Z kolei badania północnego Oceanu Spokojnego wykazały ok 1700 mld ton konkrecji, które zawierają 400 mld ton manganu - to odpowiada 24 tys. lat rocznego zapotrzebowania przemysłu światowego, z kolei 16,4 mld ton niklu odpowiada 15 tys. lat światowego zapotrzebowania. 8,8 mld miedzi to 600 lat zapotrzebowania a 9,8 mld ton kobaltu odpowiada 130 tys. lat zapotrzebowania. Wartość rynkowa niklu zgromadzonego w odkrytych złożach to ponad 175 000 mld dolarów, miedzi 42 000 mld dolarów a kobaltu - 137 000 mld dolarów.
Na dnie oceanu można też znaleźć inne ważne surowce, istotne dla współczesnego przemysłu elektronicznego, samochodowego i energetycznego, czyli tzw. metale ziem rzadkich (REE), wyceniane obecnie na 140 dolarów za kilogram. Złoża REE leżą na głębokości od 3500 do 6000 metrów na wodach międzynarodowych w obszarze rozciągającym się na wschód i zachód od Hawajów a także na wschód od Tahiti w Polinezji Francuskiej. Ich ilość jest szacowana na 80 mld do 100 mld ton.
Złożą te znajdują się z dala od naszych naturalnych granic geograficznych, ale to nie oznacza, że Polska nie mogłaby uczestniczyć w programie wydobycia. Choć nasz kraj miałby niewielkie szanse na uzyskanie koncesji od USA, o tyle już możliwość tworzenia i sprzedaży technologii na rzecz górnictwa podwodnego mogłaby być jak najbardziej prawdopodobna. Do rozwoju tego rodzaju technologii w Polsce nawołują eksperci, na razie jednak nasz kraj nie uczestniczy w żadnym światowym programie rozwoju tego typu rozwiązań.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 26 lis 2017, 16:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
EURAZJATYZM

Obrazek

Współczesna Rosja weszła ponownie na drogę imperializmu. Po wielkiej smucie spowodowanej upadkiem Związku Sowieckiego nastała era nowego „cara” Władimira Putina. Nowy władca Kremla potrzebował nowej podbudowy ideologicznej do budowy nowego imperium. Spowodowało to renesans koncepcji geopolitycznej znanej pod nazwą eurazjatyzmu. Głównym ideologiem stał się Aleksander Dugin a jego książka „Podstawy geopolityki” opublikowana przy wsparciu Wydziału Strategii Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej jest obowiązkową lekturą w rosyjskich Akademiach Wojskowych. Jednak zanim zapoznamy się z tezami Dugina i innych propagatorów neoerazjatyzmu powinniśmy cofnąć się w czasie i poznać historię tej geopolitycznej koncepcji.
Twórcami eurazjatyzmu byli rosyjscy emigranci, ludzie zmuszeni opuścić Rosję po przejęciu władzy przez bolszewików. Do grona eurazjanistów zaliczają się takie postacie jak Nikołaj Siergiejewicz Trubieckoj, Piotr Nikołajewicz Sawicki, Gieorgij Władimirowicz Wiernadski, Lew Płatonowicz Karsawin, Gieorgij Florowski, Piotr Suwczyński, Mikołaj Aleksejew.
Historia Eurazjatyzmu została prawdopodobnie zapoczątkowana opublikowaniem w Sofii książki „Europa i ludzkość” Nikołaja Siergiejewicza Trubieckoj, który był głównym przywódcą ideologicznym ruchu. Autor przestrzegał przed europeizacją Rosji, twierdził, że „Kultura Rosji nie jest ani kulturą europejską, ani jedną z kultur azjatyckich, ani sumą czy też mechanicznym połączeniem elementów różnych kultur. Jest ona całkowicie szczególną, specyficzną kulturą, posiadającą nie mniejszą wartość i nie mniejsze znaczenie historyczne niż kultura europejska i azjatycka. Należy ją przeciwstawić kulturze Europy i Azji, jako kulturę środka – kulturę euroazjatycką. Termin ten nie neguje prawa narodu rosyjskiego do przewodnictwa (...) Musimy uświadomić sobie swój eurazjatyzm, aby dostrzec w sobie rosyjskość. Wyzwoliwszy się z jarzma tatarskiego, musimy także zrzucić z siebie jarzmo europejskie”.

Przedstawiciele Eurazjatyzmu mówili o Rosji, jako o wspólnym obszarze kulturowym, do którego oprócz Rosjan zaliczali takie ludy jak: Ugrofinowie, ludy turańskie a także ludy kultury stepowej, turkmeńsko mongolskie. Sam Trubieckoj twierdził, że w żyłach Rosjan płynie oprócz krwi ruskiej również krew chazarska, tatarska, baszkirska i połowiecka. Członkowie ruchu rewidowali pogląd na temat okresu historycznego, w którym Rosja znajdowała się pod tatarskim jarzmem. Uważali, że dzięki temu Ruś mogła znaleźć się w pierwszym eurazjatyckim imperium i dzięki temu mogła odkryć swoje przeznaczenie, czyli odtworzyć imperium pod patronatem Moskwy. Mówiono o historycznej ciągłości Rosji z przed panowania Piotra Wielkiego a imperium mongolskim Czyngis Hana. Trubieckoj utrzymywał, że Moskwa jest spadkobiercą politycznym państwa Mongołów. Jako jedno z feudalnych księstw upadającego imperium wygrało walkę o dominację w Eurazji zachowując cały system administracyjny i cywilizacyjny państwa Hanów.
Eurazjaniści, podobnie jak twórcy geopolityki wskazywali na wyjątkowość obszaru, na której leży Rosja. Eurazję traktowali, jako główny kontynent świata, jednocześnie marginalizowali znaczenie samej Europy, sprowadzając ją do roli peryferii. O wyjątkowości Eurazji byli zbieżni z zachodnimi geopolitykami. Sam Mackinder, brytyjski geograf i geopolityk traktował teren, na którym leży Rosja, jako heartland, czyli serce kontynentu a państwo, które kontroluje ten obszar uważał, że wpływa dominująco na losy polityczne świata. Podobnie inni przedstawiciele geopolityki zachodniej jak F. Ratzel czy K. Haushofer podkreślali znaczenie Rosji, jako imperium kontynentalnego.
Przedstawiciele nurtu Eurazjatyckiego dzielili obszar Eurazji na trzy części: półwysep Europejski, Rosję i właściwą Azję, w której główną rolę odgrywają Chiny. W sprawie wytyczenia granicy między Europą a Rosją występowały pewne różnice w poglądach przedstawicieli tego nurtu. P. Sawicki w latach ’20 XX w. widział granice podobne do granic bolszewickiej Rosji. Inni w tym Trubieckoj granicę tą widzieli bardziej na zachód. Przyjmowano również możliwość połączenia się z południowymi Słowianami. Polaków, Czechów i Słowaków ze względów kulturowych i religijnych eurazjaniści widzieli w Europie zachodniej

Obrazek
Aleksander Dugin


Eurazjatyzm swoje korzenie wywodził z imperialnej historii Rosji oraz położenia geograficznego. Położenie to powodowało całkowitą odrębność mentalną Rosjan od Europejczyków i Azjatów. Często Rosjanie odczuwali, że są postrzegani przez Europejczyków za Azjatów a Przez Azjatów za Europejczyków. Upadek carskiej Rosji i przejęcie władzy przez bolszewików, które doprowadziło do upadku imperium spowodowało przeświadczenie o konieczności odbudowy państwa na nowych zasadach, alternatywnych w stosunku do ideologii komunistycznej. Będąc negatywnie ustosunkowani do cywilizacji zachodu potępiali bolszewików o zaadoptowanie zachodniej ideologii marksistowskiej w Rosji oraz krytykowali komunistów za negatywny stosunek do cerkwi i ateizację państwa. Jednocześnie pozytywnie widzieli silnie scentralizowaną dyktatorską władzę bolszewików uniemożliwiającą ruchy odśrodkowe. Będąc zwolennikami gospodarki wolnorynkowej odnosili się negatywnie do kolektywizacji. Jednak pozytywnie oceniali industrializację przynoszącą siłę militarną Związkowi Sowieckiemu. Odejście od internacjonalizmu a zajęcie się budowaniem mocarstwa widziane było w oczach eurazjatów, jako kontynuacja starej imperialnej polityki Rosji.

Koniec lat ’30 XX w. przyniósł dezintegrację ruchu. Część działaczy ruchu związało się z prawicowymi organizacjami a część z reżimem sowieckim. Jednak idee zapoczątkowane przez Nikołaja Siergiejewicza Trubieckoj czy Piotra Nikołajewicza Sawickiego przetrwały. Ewoluowały i przyjęły nazwę neoeurazjatyzmu. Głównym przedstawicielem tej formy eurazjatyzmu był Lew Gumiłow. Był geografem, zajmował się historią i etnografią kontynentu eurazjatyckiego. W przeciwieństwie do twórców ruchu z lat ’20 nie zajmował się kwestiami polityczno-terytorialnymi a geografią, historią i etnografią. Było to najprawdopodobniej spowodowane cenzurą i stosunkiem władz komunistycznych do erazjatyzmu. Gumiłow podobnie jak Sawicki czy Trubieckoj opowiadał się za tezą, że Eurazja rozciąga się między Pacyfikiem, Atlantykiem i Oceanem Indyjskim. Według Gumiłowa geografia tego kontynentu pomijając półwysep europejski jest podobna i miała decydujący wpływ na kręg kulturowy i cywilizacyjny tego obszaru. Geografia przyczyniła się do powstania „superetnosu” eurazjatyckiego, który podzielony jest na „etnosy” jak Wielkoruski, Białoruski, Ukraiński, Kazachski i Turkmeński. Dominację Mongołów na Rusi oceniał jak większość Eurazjanistów pozytywnie. Uważał, że dokonania stepowych koczowników z Mongolii miały pozytywny wpływ na budowę scentralizowanego imperium kontynentalnego. Podobnie jak klasyczni eurazjaniści był wrogiem zachodu i zachodniej cywilizacji. Jednocześnie odmiennie od swoich poprzedników bagatelizował czy marginalizował wpływ Prawosławia na powstanie kultury rosyjskiej. Gumilow był wierny do końca swoich dni swoim poglądom. W jednym z ostatnich swoich wywiadów powiedział.: „Wiem tylko i powiem wam w tajemnicy, ze, jeśli Rosja będzie uratowana to tylko, jako państwo eurazjatyckie i tylko dzięki eurazjatyzmowi”.

Renesans koncepcji ideologicznych i geopolitycznych eurazjatyzmu przypada na okres upadku Związku Sowieckiego i trwa do dnia obecnego. Jest to spowodowane tym, że władze komunistyczne traktowały eurazjatyzm, jako pewną formę reakcjonizmu kolidującą z oficjalnym internacjonalizmem głoszonym przez partię komunistyczną. Z tego powodu w czasach ZSRR nikt otwarcie nie utożsamiał się z tymi ideami.
Współcześni eurazjaci podobnie jak ich poprzednicy działają jak twierdzą w obronie rosyjskiej kultury, w której mieszają się elementy bizantyjskie z elementami kultury plemion stepowych. Podobnie jak ich poprzednicy z lat ’20 XX w. uważają, że należy dokonywać reform politycznych, zachowując jednocześnie tradycję, także religijną, ( za co byli prześladowani w czasach ZSRR). Twierdzą, że Rosja to odrębna cywilizacja, ani azjatycka, ani europejska. Uważają, że Rosja jest spadkobierczynią Bizancjum i Złotej Ordy Hanów mongolskich. Są zwolennikami ideokracji, czyli uważają priorytet idei nad gospodarką i technologią.
Najważniejszy przedstawiciel tego ruchu Aleksander Dugin, twórca obecnej formy neoeurazjtyzmu dał również początek współczesnej szkole geopolitycznej w Rosji, co dało mu znaczący wpływ na elity decyzyjne w Federacji Rosyjskiej. Dugin i jego adepci są zwolennikami idei odwiecznej walki świata morza ze światem lądu, idei, którą zaczerpnęli z klasycznych prac geopolitycznych Johna Halforda Mackindera i Carla Schmitta.
Najważniejszym dziełem Aleksandra Dugina jest książka „Podstawy Geopolityki”, z której Rosjanie mogą zapoznać się z myślą geopolityczną i koncepcją eurazjatycką. Książka jak pisałem na wstępie jest obowiązkową lekturą dla adeptów rosyjskich Akademii Wojskowych.
Z wypowiedzi Dugina można wyciągnąć wniosek, że jest on w opozycji do pierwszych ideologów euazjatyzmu w kwestii komunizmu. Dugina fascynuje idea kolektywizmu, która jest cechą charakterystyczną dla ludów stepowych. W swoim eurazjatyźmie stara się uzasadniać konieczność ekspansji terytorialnej Rosji inspirując się koncepcją geopolityczna Mackindera, według której najważniejszym obszarem świata jest obszar od Łaby po Pacyfik nazwany heartlandem a władza nad tym obszarem daje władzę nad światem. Dugin sprowadza heartland do Rosji od klasycznej przez Związek Sowiecki po dzisiejszą putinowską Rosję. Według niego, aby myśleć o budowie eurazjatyckiego imperium trzeba najpierw odzyskać, zebrać ponownie tereny utracone po rozpadzie ZSRR oraz zachowywać te, które są w strefie wpływów Moskwy. Jest zwolennikiem koncepcji starcia cywilizacji lądu z cywilizacją morza. Cywilizacje lądu reprezentuje Moskwa a morze reprezentuje najsilniejsze obecnie państwo morskie, czyli USA. Według niego jest to starcie na śmierć i życie. Wygrana da Rosji wszystko, umożliwi zbudowanie światowego imperium kontynentalnego. Jednak przegrana doprowadzi do geopolitycznej katastrofy. Punktem wyjścia w grze jest ponowne zebranie wszystkich ziem, które odpadły po upadku ZSRR oraz odzyskanie wpływów w Europie Środkowej. W walce o wypchnięcie USA z Europy należy według niego wspierać unię franco-germańską, czyli centrum decyzyjne w UE, Paryż i Berlin.

Obrazek

Aleksander Dugin w swoich rozważaniach wskazuje trzy główne zagrożenia dla Rosji. Na wschodzie, ze strony Chin. Od południa ze strony islamskiego ekspansjonizmu oraz na zachodzie gdzie dostrzega zagrożenia ze strony świata morza, który próbuje rozszerzyć swoje wpływy na obszarze ruskiego mira (np. Ukraina). Według Dugina należy stworzyć trzy strategiczne osie, aby móc przeciwdziałać tym zagrożeniom. Oś Berlin-Moskwa, Moskwa-Teheran oraz Moskwa-Tokio. Można dostrzec, że koncepcje Dugina wpływają na politykę państwa rosyjskiego. Widzimy, że polityka Moskwy doprowadziła już do stworzenia dwóch pierwszych osi.
Rosyjski geopolityk i eurazjata widzi w Niemczech państwo kontynentalne, spadkobiercę dawnych Prus. Miejmy na uwadze, że Prusy istnieją nadal. Po zakończeniu II wojny światowej tylko jeden komponent Prus przestał istnieć, Prusy wschodnie. Brandenburgia ze stolicą w Berlinie są pozostałym składnikiem Prus. Przed zjednoczeniem Niemiec zachodnie Niemcy były skierowane w stronę morza a niemieckie elity w Bonn pochodziły z zachodnich landów i były zwrócone w stronę państw anglosaskich. Sytuacja się zmieniła po zjednoczeniu. Obecnie, kiedy przyjrzymy się politykom rządzącym w Berlinie dostrzeżemy, że są to w większej mierze ludzie wywodzący się ze wschodnich landów a ich polityka jest kontynuacją polityki dawnych Prus. Polityka Prus a później polityka zdominowanego przez Prusy Cesarstwa była ukierunkowana kontynentalnie.
Dugin uważa, że bez Europy kontynentalnej a w szczególności bez kontynentalnych Niemiec bez wypchnięcia wpływów morza, czyli najsilniejszego państwa morskiego nie uda się zbudować Eurazji. Z tego powodu możemy często usłyszeć o wspólnej przestrzeni między Władywostokiem a Lizboną pod wspólnym zarządem Moskwy i Berlina.
Dzieli Europę na tą kontynentalną do Renu i tą atlantycką za Renem. Z tego powodu uważa Niemcy, jako państwo kontynentalne, jako bliskie Rosji. Europę Środkową uważa za region, który w obecnej chwili jest ściśle współpracujący z mocarstwem morskim, jakim są USA, które poprzez współpracę z państwami tego regionu wbijają klin między Rosję a Niemcy ograniczając możliwość zbliżenia między Moskwą a Berlinem, jednocześnie uniemożliwiają Berlinowi wyswobodzenie się z pod ich kurateli uniemożliwiając im odbudowę pełnej hegemoni w Europie. Z tego powodu powraca stara retoryka w rozważaniach Dugina o tzw. „kordonie sanitarnym” oddzielającym Rosję od Niemiec. Uważa, że tą część Europy należy przeorganizować. Dugin uważa w swoich rozważaniach, że aby zbliżyć Berlin do Moskwy, by muc budować Eurazję, Rosja musi coś zaoferować Niemcom. Proponuje oddać wszystkie ziemie od Renu po Białoruś i Ukrainę pod kuratelę Berlinowi. Posuwa się nawet w sprawie oddania Dawnych Prus Wschodnich, czyli obecnego Obwodu Kaliningradzkiego Niemcom. Uważa, że oddanie tych ziem zneutralizowałoby niesmak, jaki zaistniał po zakończeniu II wojny światowej oraz zneutralizowałoby skutki „bratobójczej” wojny między bliskimi sobie państwami kontynentalnymi. Dałoby to początek stabilizacji i integracji ziem pod zarządem kondominium Rosyjsko Niemieckim.
Polska, choć jesteśmy państwem słowiańskim jesteśmy w jego przemyśleniach zdrajcami, ponieważ nie jesteśmy wyznawcami Prawosławia tylko wyznawcami Katolicyzmu. Sprawiamy Duginowi problem, gdyż należymy do dwóch kręgów kulturowych, poprzez słowiańskie pochodzenie i poprzez wyznanie, które panuje na naszym terenie. Problem stanowi również nasza historia i tradycja geopolityczna. Polska poprzez unię z Litwą jednoczyła ludy słowiańskie, także walczyliśmy wspólnie z nimi o wspólne interesy. Nasza antyniemieckość i antyrosyjskość stwarza zagrożenie integracji regionu pod zarządem Berlina i Moskwy. To powoduje w opinii Dunina, że nie nadajemy się do jakiejkolwiek integracji, co powoduje, że należy dokonać kolejnego rozbioru Polski. Zachodnią i północną część naszego kraju widzi przyłączoną do Prus a wschodnią część do świata prawosławnego. Jednak, aby tego dokonać należy podkopać polską tożsamość, tożsamość kulturową i religijną.
„Trzeba podciąć wszelkie katolickie korzenie przez siły domagające się wprowadzenia przez te państwa ( Polska, państwa bałtyckie) polityki nie katolickiej. Powinni być to zwolennicy świeckiej socjal-demokracji, neopoganie, koncentryści, prawosławni, protestanckie kręgi religijne i mniejszości narodowe”- Aleksander Dugin
W jego opinii Katolicyzm należy zniszczyć od wewnątrz, wzmacniać ruchy świeckie i antypapieskie. Państwo polskie można zniszczyć poprzez niestabilną sytuację wewnętrzną, oraz zewnętrzną poprzez wywoływanie konfliktów polsko-litewskich i polsko-ukraińskich. W „Podstawach geopolityki” Dugin napisał, że Polska prędzej wybierze Europę. Będzie to jednak Europa kontynentalna pod przewodnictwem Berlina a nie dawna Europa atlantycka, jaką znamy z przeszłości. Wybór taki nie będzie dla niego tragedią, ponieważ to Berlin i Moskwa będą budować wspólną przestrzeń od Władywostoku po Lizbonę. W interesie Niemiec i Rosji jest stworzenie kontynentalnego tandemu, dzięki któremu będą mogli przeciwstawić się największym potęgom świata.
„…My Rosjanie i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem, przy pomocy wywieranego przez nas nacisku, maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii. Nie jesteśmy zainteresowani kolonizowaniem, tak jak Anglicy, lecz wytyczaniem swoich strategicznych granic geopolitycznych bez specjalnej nawet rusyfikacji, chociaż jakaś tam rusyfikacja powinna być. Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie…” - Dugin
Oś Moskwa-Teheran umożliwi Moskwie kontrolować Kaukaz, obszar Zatoki Perskiej i Azję Środkową. Kontrola Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej uniemożliwi Pekinowi ekspansję w tym kierunku. Jak wiemy Azja Środkowa jest kluczowym regionem dla chińskich planów budowy nowego Jedwabnego Szlaku. Zarazem szybko rozwijająca się gospodarka Chin potrzebuje olbrzymie ilości surowców energetycznych, które Pekin stara się pozyskać na całym świecie. Obecność Moskwy w tym regionie i sojusz z Teheranem umożliwia Moskwie wypieranie wpływów USA z tej części świata. Islam w wersji irańskiej, czyli Islam w wersji szyickiej nie jest dla Dugina problemem. Największym wrogiem i zagrożeniem jest według rosyjskiego geopolityka dla prawosławnej Rosji nie Islam, tylko Katolicyzm, czyli Kościół łaciński. Poglądy te są zbieżne z ideą III Rzymu. Z tego powodu stawia znak równości między Prawosławiem a Islamem. Według niego Islam jest „uproszczoną” wersją Prawosławia a islamizacja Europy doprowadzi do upadku Kościół Katolicki. To powoduje, że islamizacja Europy jest czynnikiem korzystnym dla prawosławnej Rosji. Jednym słowem wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.
Potencjalny sojusz z Tokio umożliwiłby Moskwie zabezpieczenie sią przed Chinami od wschodu. Jak wiemy na Dalekim Wschodzie istnieją sporne terytoria, które znajdują się w granicach Federacji Rosyjskiej. Następuje również powolna chińska kolonizacja Syberii. Chiny, które były kiedyś „junior partnerem” dla ZSRR stały się obecnie globalnym mocarstwem konkurującym o prymat w świecie z USA. Chińska gospodarka przewyższa wielokrotnie rosyjską. Chiny stały się wielką światową fabryką. W przeciwieństwem do Chin Rosja stała się jedynie dostawcą surowców, uzależniając swój budżet od eksportu paliw kopalnych.
Postępy polityki zagranicznej na kierunku japońskim są raczej mizerne i nie widać większego zbliżenia między Moskwą a Tokio.
Podsumowując nasze rozważania na temat eurazjatyzmu musimy dostrzegać pewne zagrożenia dla naszego kraju. Choć współczesna Rosja nie jest już tak potężna jak dawne ZSRR, można powiedzieć, że jest słaba a muskuły pręży na pokaz. Widzimy to doskonale na przykładzie naszego wschodniego sąsiada, gdzie tak naprawdę Moskwa nie potrafi sobie poradzić z zanarchizowaną Ukrainą. Zagrożenie jest jednak realne, ponieważ ludzie pokroju Dugina mają wpływ na ludzi szczebla decyzyjnego w Federacji Rosyjskiej. Jak wiemy książka Dugina jest obowiązkową lekturą w rosyjskich Akademiach Wojskowych mając wpływ na późniejszych adeptów tych szkół.

Poniżej załączam kilka linków do wypowiedzi Aleksandra Dugina.
https://www.youtube.com/watch?v=wdUyV-MYI-I
https://www.youtube.com/watch?v=P5GL7HdPg9M
https://www.youtube.com/watch?v=iDbWUdmR0t0
https://www.youtube.com/watch?v=ZVFtbAToMGw
https://www.youtube.com/watch?v=-Bs2l4jzwj4
https://www.youtube.com/watch?v=jzkCk2d80jg

Piotr G. Żurek

artykuł jest również dostępny w biuletynie Ruchu Narodowego-Dolny Śląsk
https://www.facebook.com/RuchNarodowyWr ... 8738401402
oraz
http://3obieg.pl/eurazjatyzm

http://crusader1973.blogspot.com/2017/1 ... w=magazine

https://www.salon24.pl/u/crusader1973/8 ... urazjatyzm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 27 lis 2017, 20:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Rosji i nie tylko Rosji chodzi o kontrolę nad sporą częścią świata. Psychopaci tak mają, nie cieszą się swoim, ale wciąż im brak cudzego i z tego powodu cierpią.

Rosji nie chodzi o Gruzję czy Ukrainę, ale o całą Europę.

Wydarzenia ostatniego tygodnia w Ługańsku nieco odwróciły uwagę szerokiej publiczności od innych post-sowieckich obszarów. A tam również sporo się dzieje i nie można wykluczyć, że wszystkie te zjawiska są ze sobą powiązane, a może nawet są częścią jednego planu działań.
W ubiegłym tygodniu w gruzińskiej stolicy Tbilisi oddziały tamtejszego specnazu przypuściły szturm na mieszkanie w niezbyt prestiżowej, oddalonej od centrum dzielnicy. Właścicielem mieszkania była Gruzinka wywodząca się z czeczeńskiej mniejszości zamieszkującej okolice wąwozu Pankisi, ale jako, że od kilku lat mieszka w Austrii, dysponentem lokalu był jej syn. Otóż we wtorek wieczorem gruzińscy komandosi najpierw ewakuowali mieszkańców okolicznych mieszkań i bloków a potem przystąpili do działania. Jak się miało okazać, lokatorzy przygotowani byli na taką ewentualność i szturmujących nie tylko ostrzelali z broni maszynowej, ale również obrzucili granatami. Szturm trwał w efekcie 22 godziny i kosztował życie jednego z atakujących, ciężko rannych jest trzech. W mieszkaniu, już po jego zdobyciu znaleziono ciała trzech mężczyzn oraz taką ilość broni, amunicji i ładunków wybuchowych, że jak oświadczył przedstawiciel gruzińskiej policji, przy ich użyciu można by było wysadzić w powietrze cały kwartał. Gruzińskie media informują także, że w mieszkaniu znaleziono ciało czeczeńskiego komendanta polowego Achmeda Czatajewa, znanego także, jako Jednoręki Achmed. Jeden z terrorystów miał ponoć zostać ujęty.

Ale to nie wszystko. Warto poświęcić nieco uwagi Czatajewowi. Ten młody (urodził się w 1980 roku) człowiek walczył w trakcie tzw. drugiej wojny czeczeńskiej a później uzyskał azyl polityczny w Austrii i podróżował po Europie, jako przedstawiciel Doku Umarowa, głowy tzw. kalifatu kaukaskiego. Zdaniem gruzińskiej prasy ma on też bliskie powiązania z szefem ISIS Al- Baghdadim. W ostatnich latach był ponoć pięciokrotnie aresztowany przez służby różnych krajów, w tym, co chyba najciekawsze, również przez Rosjan. Oskarżany był o nielegalne posiadanie broni i kontakty z organizacjami terrorystycznymi. I za każdym razem znajdował się po jakimś czasie na wolności.

Jego nazwisko pojawiło się w kontekście przeprowadzonej w sierpniu 2012 roku dość dziwnej, i do dziś nie do końca wyjaśnionej operacji gruzińskich sił specjalnych, jaka miała miejsce w wiosce Lapankuri nieopodal granicy z Dagestanem. Jej celem, jak wówczas dowodzono w specjalnym komunikacie wydanym przez gruzińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, miało być unieszkodliwienie grupy złożonej z 20 uzbrojonych ludzi, którzy z Dagestanu przeniknęli do Gruzji i których celem było, jak wówczas podano, wzniecenie niepokojów i destabilizacja sytuacji wewnętrznej w przeddzień wyborów. Dla przypomnienia, wybory odbyły się 1 października i zwycięstwo odniosła w nim formacja Bidziny Iwaniszwilego, a były prezydent Saakaszwili wkrótce znalazł się w politycznych tarapatach i musiał uciekać z kraju, nie chcąc podzielić losów swoich współpracowników, którzy zaczęli oglądać świat z drugiej strony krat. W wyniku operacji gruzińskich sił specjalnych zastrzelono 11 młodych ludzi, którzy, jak informowali pozostali, pojmani do niewoli, szkoleni byli przez kilka miesięcy właśnie przez Czatajewa. Wkrótce potem ujęto też i jego (zresztą rannego), ale nowe władze uznały, że rzeczywiste plany zlikwidowanego oddziału były zupełnie inne – chcieli oni przeniknąć do Dagestanu i tam wywołać powstanie, a przynajmniej wznowić akcję zbrojną. Samego Czatajewa objęła wkrótce amnestia, został wypuszczony z więzienia i wyjechał nie niepokojony do Turcji. Wkrótce potem znalazł się w bliskim otoczeniu Al – Bagdadiego, gdzie dowodził batalionem ISIS złożonym z żołnierzy wywodzących się z Czeczenii. Amerykańskie służby specjalne przypisują mu też współautorstwo zamachu bombowego na lotnisko w Istambule w czerwcu 2016 roku. Droga życiowa tego, jednego z najbardziej poszukiwanych terrorystów na świecie, zakończyła się ostatecznie w Tbilisi, ale pytania nadal pozostają bez odpowiedzi. Jak choćby i to, dlaczego, jak informują gruzińskie media, służby specjalne kraju za wszelką cenę chciały pojmać go żywym i z tego względu kilkakrotnie przerywano oblężenie i podejmowano negocjacje, ale wszystko, jak widać bezskutecznie. Rosjanie argumentują, iż mają dowody na współpracę Czaatajewa z gruzińskimi służbami specjalnymi.

Dwa dni temu, 25 listopada, w gruzińskim kurorcie Kobuleti (miasto w Adżarii, gdzie przeważają muzułmanie, 25 km na północ od Batumi) służby specjalne przeprowadziły szereg przeszukań w efekcie, których odkryły arsenał broni i amunicji, znajdujący się w jednym z tamtejszych pensjonatów. Aresztowano jedną osobę.

Tego samego dnia w nieopodal położonym Batumi, w hotelu Le Grand wybuchł groźny pożar. Ewakuowano ponad 50 osób, ale niestety jedenastu nie zdążono. W tym czasie, w tymże hotelu odbywał się konkurs Miss Gruzji, który oczywiście przerwano i przesunięto na inny termin. Póki, co nie wiadomo, co było powodem tego tragicznego zdarzenia. W gruzińskich mediach pojawiają się głosy, że już wcześniej z przestrzeganiem bezpieczeństwa p.-poż. W tym hotelu nie było najlepiej, ale dla porządku trzeba też odnotować głosy, które kwestionują „naturalną” genezę pożaru. Niezależnie od powodów uszczerbek dla wizerunku Gruzji jest niemały i zachodzi obawa, że zarówno pożar, jak i odnalezienie arsenału w Kobuleti mogą fatalnie wpłynąć na reputację Gruzji, nie tylko, jako stabilnego państwa, ale przede wszystkim, bezpiecznego miejsca, w którym można spędzić urlop. A taki cios dla słabej gruzińskiej gospodarki może okazać się zabójczy.

Pojawiają się też opinie gruzińskich dziennikarzy i analityków, że mamy do czynienia z działaniami organizowanymi przez czynniki zewnętrzne (czytaj Rosję), których celem jest przedstawienie ich państwa, jako tworu politycznie niestabilnego, targanego wewnętrznymi konfliktami, mało tego, nieumiejącego zwalczać zagrożenia terrorystycznego, a przez to niebezpiecznego i dla Moskwy. Rosyjscy analitycy od dłuższego już czasu lansują tezę, że pokonani w Syrii bojownicy ISIS będą chcieli przeniknąć do Rosji, zwłaszcza ci wywodzący się z północno-kaukaskich republik. Teraz może okazać się, że ta narracja, ma swoje drugie dno – Gruzja może okazać się nie dość szczelną przeszkodą i w imię obrony własnych granic trzeba będzie jej w tym pomóc.

Wydarzenia, o których piszę powyżej zbiegły się, jak zwykle przypadkowo, z innymi, które też miały miejsce w ubiegłym tygodniu. Otóż, jak poinformowano w gruzińskim parlamencie osiągnięto właśnie porozumienie między Tbilisi a Waszyngtonem o tym, że Stany Zjednoczone dostarczą rakietowe zestawy przeciwpancerne typu Javelin. Wartość kontraktu to 75 mln dolarów (m.in. 410 rakiet), ale mamy do czynienia z przenośnymi rakietami, które są relatywnie tanie. Dostawy tego samego uzbrojenia mają też mieć miejsce na Ukrainę i Rosjanie nie są z tego oczywiście zadowoleni, bo dysponujące nimi siły zbrojne znacznie skuteczniej mogą niwelować ich przewagę. Gruzini są przekonani, że to kolejny dowód zacieśniania się ich współpracy wojskowej z NATO. I otwarcie mówią o tym, że teraz 100 czołgów rosyjskich, które stacjonują w dwóch bazach – w Abchazji i Osetii nie stanowi już tak wielkiego zagrożenia.

Nie możemy też nie odnieść się do wyników zeszłotygodniowego spotkania w Brukseli w ramach tzw. partnerstwa Wschodniego. Obecna na nim delegacje z państw należących do kontrolowanej przez Moskwę Wspólnoty Euroazjatyckiej – chodzi o Armenię i Białoruś, przedstawiły ponoć, tak przynajmniej dowodzi rosyjska prasa, propozycję ułożenia na nowo relacji ze Wschodem. W miejsce sporów, konkurowania a nawet konfliktów zbrojnych, za czym ich zdaniem optują takie kraje jak Gruzja i Ukraina, doprowadzić trzeba do kooperacji gospodarczej, ku obopólnej korzyści.

Tego rodzaju tezy brzmiały też w wystąpieniu rosyjskiego wiceministra spraw zagranicznych Morgułowa w trakcie właśnie, co zakończonej sesji Klubu Wałdaj w południowokoreańskim Seulu. Powiedział on m.in., że Rosja chciałaby w najbliższym czasie zaproponować państwom azjatyckim, przede wszystkim Chinom, ale również krajom ASEAN, nowe wspólne przedsięwzięcie gospodarcze. Jak sam oświadczył odbiega ono od dziś realizowanych projektów – rosyjskiej Unii Euroazjatyckiej, ale także chińskiego Jedwabnego Pasa i Szlaku. Przede wszystkim skalą i rozmachem. Miałoby ono polegać na zbudowaniu jednej wspólnej przestrzeni wolnego handlu i otwarcia na inwestycje wszystkich uczestniczących w tym projekcie krajów. I, to ciekawe, jest w tej konstrukcji, jak powiedział miejsce dla Unii Europejskiej. Już nie tylko rynek rosyjski stanąłby otworem, ale również Chiny i inne państwa azjatyckie. Jednym słowem miliardy ludzi. To kuszenie państw Unii widać wyraźnie również w wystąpieniach Ławrowa. Nie mamy nic przeciw gospodarczej kooperacji państw pozostających w rosyjskiej strefie wpływów z Unią, wręcz przeciwnie rozwijajmy ją – argumentował niedawno w jednej z publicznych wypowiedzi. Jednak, jeśli idzie o członkostwo w NATO, to w tym wypadku trzeba się liczyć z ostrym sprzeciwem Moskwy. I to oczywiście kwestia przypadku, że w państwach, które otwarcie mówią o swych NATO-wskich aspiracjach, nagle ujawniają się etniczne konflikty, polityczne spory, działać zaczynają terroryści i generalnie rzecz biorąc okazują się mało stabilne i zupełnie niedemokratyczne.

Jest marchewka, jest i kij, również wyraźny plan polityczny – podział między państwami Unii, a światem anglosaskim. To, dlatego stanowcze, antyrosyjskie, wystąpienie brytyjskiej premier w trakcie spotkania Partnerstwa Wschodniego, nie zrobiło na rosyjskich elitach większego wrażenia.

https://www.salon24.pl/u/wiescizrosji/8 ... ala-europe


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 02 gru 2017, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/12/0 ... buje-kima/

Kto bardziej potrzebuje Kima?
Posted by Marucha w dniu 2017-12-01 (piątek)

Nowa eskalacja konfliktu USA – Korea Płn (na razie werbalna) zmusza do zadania takiego pytania.
Odrzucając brednie kolportowane przez presstytutki typu CNN, NYT czy ich polskich odpowiedników (z GW i GaPolem na czele) należy zastanowić się kto i jakie korzyści czerpie z rozdmuchiwania obecnego kryzysu.
USA mają już w sumie to czego chcieli, okupacja Korei Płd, tak pod względem militarnym jak i finansowym jest już od lat faktem. System THAAD, za który zresztą płacą południowi Koreańczycy nie jest w skierowany przeciwko ich ziomkom z Północy bo to w sumie mała rybka i USA doskonale wiedzą, że Kim nigdy nie napadnie na jakikolwiek inny kraj.
Północnokoreański program nuklearny ma charakter zdecydowanie defensywny. To możliwość odstraszania i odwetu w przypadku amerykańskiego ataku jest celem programu nuklearnego KLD.
Amerykańska obecność w tamtym pkt świata ma tak z grubsza dwa cele – pierwszy to rozlokowanie sił zbrojnych jak najbliżej Chin i Rosji i pretekstem jest tutaj obrona azjatyckich „sojuszników” przed „nieobliczalnym” Kimem.
Drugim celem, z którym nawet nie krył się Trump podczas swojej ostatniej wizyty w Azji to sprzedaż amerykańskiej broni. Powiedział mniej więcej coś takiego – „będziecie tym bardziej bezpieczni, im więcej kupicie od nas broni”. Ten numer został już wielokrotnie ćwiczony, także w stosunku do Polski.
Korea Płn. nie wyrzuca ciężkich pieniędzy na program nuklearny dlatego, że chce rozwalić świat. Tak mogą twierdzić jedynie medialni przestępcy z CNN, NYT i GW z GaPolem. Kim nie chce po prostu skończyć jak Husajn i Kadafi. Trudno mu się dziwić, każdy chce pożyć a USA nie mają żadnego mandatu by decydować, co kto ma w swojej zbrojowni.
Kryzys koreański jest także w pewnym sensie na rękę Chinom i Rosji, które w tej sytuacji mogą ugrać swoje. Z pewnością trochę pomogli w zbrojeniach nuklearnych Korei Płn (choć największe zasługi ma Pakistan) a już na pewno nie przeszkadzali. Tylko, że wpływ tych państw na Kima jest tak wielki, że nie muszą nawet organizować jakichś szczególnych środków obrony. To USA mają ponoć (?) pełne gacie.
Werbalne wybryki Trumpa, rodem z przedszkolnej piaskownicy, można w sumie skwitować wzruszeniem ramion. Tym bardziej, że nawet amerykańscy generałowie mówią otwarcie o tym, że mają prawo odmówić wykonania rozkazu (Trumpa) jeśli „zagrażałby bezpieczeństwu narodowemu”.
Trump został już pozbawiony wpływu na politykę zagraniczną, wykolegowany przez Kongres a teraz chcą mu zabrać jeszcze walizeczkę z atomowymi guzikami… Wychodzi więc na to, że Trump odgrywa jedynie swoją rolę napisaną przez Deep State. W każdym razie jedno jest pewne – amerykański prezydent nie kontroluje armii, CIA a nawet własnego Departamentu Stanu. Trumpowi przydzielono rolę komiwojażera amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego. To tylko trochę większej rangi przedstawiciel handlowy wspomnianego lobby, niż np. nasz minister wojny.
To amerykański przemysł zbrojeniowy i ci, którzy nim zarządzają są żywotnie zainteresowani w rozpętywaniu nowych wojen, najlepiej takich bez końca (np. Afganistan) a przynajmniej stwarzania stanu permanentnego zagrożenia. Wtedy najłatwiej doić podatnika amerykańskiego, japońskiego, polskiego itd.
Na szali jest jeszcze jednak coś innego – autorytet USA w świecie (jeśli jeszcze można mówić o jakimś „autorytecie”…)
Po porażce w Syrii i wypchnięciu z Bliskiego Wschodu, rozgrzebanym konflikcie wywołanym przez USA na Ukrainie, wiarygodność Amerykanów sięgnęła już dna. Kolejna wizerunkowa porażka z Koreą niewiele zmieni ale gorzej już być chyba nie może. To nasuwa wniosek, że USA nie rządzą Amerykanie.
Kto więc rządzi USA? Czy przypadkiem nie ci sami co Polską? A dla ułatwienia dodam, że to raczej nie Putin. On co prawda jest kreowany przez mainstreamową presstytucję i skorumpowanych polityków na „cara świata”, który za 100 000$ wybiera sobie prezydenta USA ale ja osobiście w to nie wierzę &#55357;&#56898;
Kto wie czy nie istnieje jeszcze trzecia opcja? Może być przecież tak, że Kim jest częścią planu i bierze udział w tej ustawce? Przestraszona Japonia wyda przecież więcej pieniędzy na amerykański złom, niż spokojna Japonia.
Ale to tylko takie moje dywagacje…

Jarek Ruszkiewicz
Bloger

http://prawica.net/9155


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 03 gru 2017, 09:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/swiat/201712 ... eligencja/

Amerykanie wystraszyli się robotów z Rosji i Chin
09:59 02.12.2017(zaktualizowano 09:10 02.12.2017)


Robot Fiodor
© Sputnik. Alexandre Ovcharov


Stany Zjednoczone mogą przegrać z Rosją i Chinami w wyścigu technologicznym z powodu robotów i sztucznej inteligencji – twierdzi Zachary Cohen z CNN.

Jego zdaniem Moskwa i Pekin dostrzegły znaczenie wywiadu z użyciem sztucznej inteligencji w sferach gospodarczej i obronnej.
Dziennikarz przypomniał słowa prezydenta Rosji Władimira Putina, który na ogólnorosyjskiej „otwartej lekcji” 1 września oświadczył, że światowe przywództwo będzie należało do tego kraju, który wyprzedzi inne państwa w pracach nad sztuczną inteligencją.
Cohen powiedział też, że armia rosyjska opracowuje roboty, systemy do zwalczania dronów i pocisków manewrujących, które mogłyby analizować dane z radarów i samodzielnie decydować, jaką rozwinąć prędkość, na jaką wysokość się wznieść oraz określić kierunek lotu.
Z kolei w Chinach rozwój i użycie tych technologii uznano za priorytetowe zadanie państwa, twierdzi dziennikarz.
Jednak, jak wynika z raportu byłego zastępcy szefa Pentagonu Roberta Worka, w Stanach Zjednoczonych prace nad rozwojem i wdrożeniem sztucznej inteligencji są niewystarczająco finansowane. Wojskowi obawiają się, że w USA nie ma jasnego planu, który pozwoliłby na dotrzymanie kroku innym krajom, pomimo prognoz, że ta technologia na równi z bronią jądrową, lotnictwem, komputerami i biotechnologiami może wprowadzić istotne zmiany w zapewnieniu bezpieczeństwa narodowego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 06 gru 2017, 08:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawica.net/8848

Europa dwóch prędkości

„Jestem przekonany, że za 50 lat ludzie nie będą już myśleli w kategoriach ojczyzn. Będą myśleli w kategoriach kontynentów i umysły Europejczyków będą zajmowały całkiem inne, możliwe że znacznie większe, zagadnienia”.
Słowa te wypowiedział nikt inny, jak hitlerowski minister propagandy Joseph Goebbels 11 września 1940 roku na spotkaniu z czeskimi intelektualistami.
Włochy, które poczuły się wzmocnione wystąpieniem z Unii Wielkiej Brytanii, zorganizowały w sierpniu 2016 roku spotkanie przywódców Włoch, Niemiec i Francji na wyspie Ventotene, na której znajduje się grób Altiero Spinellego, autora „Manifestu na rzecz Europy wolnej i zjednoczonej” z roku 1941, propagującego zjednoczoną Europę bez suwerennych państw. To spotkanie trzech rządów bez reszty pomniejszego tałatajstwa to ruch w stronę nagłośnionej (potem wyciszonej) idei Europy dwóch prędkości. W czasach Spinellego, w czasach Europy pod niemiecką okupacją, mówiło się o „twardym rdzeniu” i reszcie.
Niemcy muszą się bardzo gimnastykować, żeby unikać terminologii z czasów pierwszego, hitlerowskiego zjednoczenia Europy, co ujawniałoby w sposób zbyt oczywisty kontynuację i tożsamość tego samego projektu imperium europejskiego pod przewodem Niemiec.
1 września 1994 opublikowano dokument, przedstawiający punkt widzenia CDU (partii, z której wywodził się kanclerz Kohl) na przyszłość Europy. Dominowały w nim dwie główne idee:
niemieckim priorytetem jest rozszerzenie Unii na Wschód;
utworzenie na bazie Niemiec „twardego jądra” z odpowiednimi instytucjami. To termin wprost z języka hitlerowskich zjednoczycieli Europy.
Unia Europejska, Rzesza Europejska, jak się zwał, tak się zwał. A co oznacza Europa dwóch prędkości? Tyle, że rządy trzech największych państw chcą możliwie szybko, bez komplikacji ze strony pogardzanego planktonu, zjednoczyć się w jedno coś. Raczej nie państwo, może cesarstwo, co Niemcy już przerabiali. Daj im Boże dziecko, choć jak na razie Włochy mają kłopoty ze zjednoczeniem Północy z Południem, które miało inną historię i jakoś nie może się od niej uwolnić. Niektórzy specjaliści twierdzą, że wiele problemów by znikło, gdyby Południe miało swoją odrębną walutę.
Niemieckie (hitlerowskie) plany budowy zjednoczonej Europy omawia Hermann Rausching w książce „Rewolucja nihilizmu” (przełożył Stanisław Łukomski. NOW, 1996. Str. 206 i nast.) Poglądy geopolityków niemieckich (Haushofer i inni) mówiły o nieuniknionym biegu historii:
„Dla izolowanych, zastygłych we własnym indywidualizmie małych państw istnieje, jak widać, jedna tylko droga ratunku; pozorna samodzielność w łonie jakiegoś obejmującego wielkie przestrzenie zespołu pod wodzą jednego z wielkich państw, okupiona przyjazną opieką i poddaństwem”.
Z tego przekonania wynikały plany, w których mowa już o nierównoprawności, którą dziś nazywa się „dwiema prędkościami”.
„Sprawdzianem zdolności do tworzenia prawdziwych, nowych, obejmujących wielkie przestrzenie formacji imperialnych będzie siła wielkiego państwa, zezwalająca mu, żeby oplotło wokół siebie jako trzonu wieniec państw, których będzie bronić i którym będzie przewodzić… W owej sferze nie ma swobodnego rozwoju, zespolenia federacyjnego, lecz tylko rdzeń potęgi jako ośrodek hegemonii i wieniec podrzędnych narodów wokół niego…”
Tamte Niemcy mówiły szczerze, dzisiejsze Niemcy kontynuują po dziesięcioleciach tę samą politykę metodą faktów dokonanych, uważając, żeby ich język nie przypominał tamtego, z poprzedniej, nieudanej próby:
„Europa będzie wówczas stanowiła jedność, ale tylko z niezniszczalnym jądrem woli w postaci niemieckiej połaci Europy… koncepcja ta jest po prostu przezwyciężeniem zasady państwa narodowego przez nową zasadę ładu imperialistycznego”. (Dziś powiedziano by globalistycznego. Przyp. L.J.)
Nauczone przykrym doświadczeniem Niemcy zrezygnowały z buńczucznego języka, realizując te same cele w przebraniu Unii Europejskiej, najchętniej w ogóle nie wspominając o celu całego przedsięwzięcia. Polaków i przedstawicieli innych mniejszych narodów zachęcano, żeby czym prędzej wsiadali do pociągu, w zamieszaniu nie wspominając, dokąd ten pociąg jedzie.
Geopolityka znajduje potwierdzenie swojej sensowności w rozważaniach Haushofera na temat przyszłości Ukrainy, wyprzedzających wydarzenia o prawie sto lat. [Przeciwieństwem są tu uroszczenia pseudonauki ekonomii, która świetnie rozważa wydarzenie przeszłe, ale nie potrafi przewidzieć najbliższego kryzysu.] Pisał on o kwestii
„Ukraińców, Rusinów, mieszkańców Małorosji lub Rusi Czerwonej. Znaczeniem swym przypomina to znaczenie Polski, podzielonej niegdyś między Rosję, Austro-Węgry i Prusy… Albowiem 40 milionów Ukraińców, których część zniknęła już w Polsce, Czechosłowacji i Rumunii [nie na długo, jak się okazało], większość zaś pędzi pozornie samoistny żywot w obrębie Związku Sowieckiego, odegra jeszcze rolę w pewnych odległych planach wielkich mocarstw, godzących w Sowiety.”
To zapowiedź Majdanów, ale dalej Haushofer formułuje myśl ważną dla Polski:
„Kto chce oddalić na stałe niebezpieczeństwo, zagrażające Niemcom ze strony Rosji, ten musi kierować uwagę ku Ukrainie, aby ją przebudzić do samodzielności; pod tym warunkiem wszakże, iż w żadnej postaci nie połączy się ona z Polską”.
Ciekawe, czy nasi politycy, z takim zapałem podkarmiający banderowską Ukrainę kosztem naszych dzieci, zdają sobie sprawę, jak te zaloty muszą denerwować Niemców.
Dalej Haushofer omawia plan, który udało się po latach zrealizować w pełni:
„Potem rozbiór Jugosławii, która znów zostanie przykrojona do granic starego jądra małoserbskiego, a której poszczególne części przypadną z powrotem Niemcom i Węgrom, bądź też uzyskają pozorną samodzielność w postaci protektoratu niemiecko-węgierskiego (Chorwacja)”.

„W znacznie późniejszym rozwoju ekspansja na Wschód posuwać się będzie naprzód, aby spowodować rozbiór Rosji Sowieckiej i włączyć w obręb panowania niemieckiego poszczególne jej człony, które uzyskają samodzielność: Ukrainę, niemiecką Republikę Nadwołżańską (tymczasem znikła z mapy), Krym, Gruzję i inne”.
Widzimy, że plany pozostają, natomiast Niemcy stały się mocarstwem drugorzędnym i plany ich przejęły Stany Zjednoczone, które wciąż uważają, że są wszechwładne i zastanawiają się, czy najpierw zaatakować Rosję, czy Chiny.
Rauschning omawia tradycyjne plany niemieckie, w których „niemieccy wielcy posiadacze ziemscy uprawialiby ziemię, posługując się robotnikami obcej rasy”. Dalej wspomina, że to samo mogłoby się odnosić do wielkich zakładów przemysłowych, w których Niemcy zajmowaliby tylko stanowiska kierownicze. Czasy się zmieniły i dziś ta rola kierownicza obejmuje będące wtedy w zalążku wielkie sieci handlowe i lokalną prasę. Ten podbój nie musiałby się dokonywać drogą przemocy, państwa podrzędne mogłyby wyrzec się praw politycznych w zamian za korzyści gospodarcze – i to chyba jest przypadek dzisiejszej Polski.
W tych rozważaniach pojawia się hasło „całkowicie nowego ładu światowego” a więc tego, co amerykańscy kontynuatorzy niemieckiej myśli geopolitycznej nazywają New World Order.
Rauschning nie zgadza się z Goebbelsem co do miejsca Polski i przy okazji ujawnia myślenie o niej niegdyś Niemców a dziś Amerykanów.
„Skoro polityka niemiecka nadal pragnęła rozwijać stare swe wpływy na Wschodzie, powinna dążyć poważnie do pozyskania sobie Polski, aby zapobiec powstaniu pomiędzy Rosją a Niemcami wielkiego, kierowanego przez Słowian bloku, który liczbą ludności dorównywałby Niemcom, a może by nawet ich przewyższył”.
I to wyjaśnia całą naszą sytuację, zależność od Stanów Zjednoczonych, które zastąpiły Niemcy (Niemcy wielce się dąsają, że ponad ich głowami wybraliśmy silniejszego hegemona) i ciągłą, nieuzasadnioną propagandę antyrosyjską.
Nieustające ataki polskich polityków i dziennikarzy na Rosję zawsze były komuś na rękę. Oto, co pisał Fryderyk II do swojego ambasadora w Warszawie:
„Gdy Rosja jest niezadowolona z Polaków, to nam może to tylko dogadzać. Stajemy się przez to niezbędnymi dla tego państwa. Życzyć więc bardzo należy, aby tam u was ludzie robili wszystkie możliwe głupstwa, aby drażnili Rosję i ściągali na siebie jej zły humor”.
Wtedy było to na rękę Prusom, dziś, kiedy Stany Zjednoczone przejęły politykę niemiecką, służy to amerykańskiej polityce kopania rowu między Rosją a Niemcami. To obawa przed jakimkolwiek związkiem między tymi dwoma państwami skłoniła Stany do udziału w obu wojnach światowych.
A Polska? Chętnie odgrywa rolę tego rowu, a przecież nikt nie oczekuje, żeby rów wyrażał jakieś swoje zdanie. To by było nawet śmieszne.

Lech Jęczmyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 18 gru 2017, 09:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawica.net/9286

Właśnie po to jest Trójmorze by storpedować pomysły o Eurazji, czyli marzenia Adolfa Hitlera.

Kopia artykułu:

Od Lizbony do Włodywostoku – wizja Putina wolnej strefy handlowej UE-Rosja

Rosyjski premier Władimir Putin widziałby wolną strefę handlu między Unią Europejską a Rosją. Niemiecki dziennik opisuje to jako zunifikowany rynek o wartości trylionow Euro.
Żadnych taryf. Nigdy więcej wiz. Znacznie większa współpraca gospodarcza między Rosją a Unią Europejską. Taką wizję przedstawił premier Rosji Władimir Putin w redakcji do niemieckiego dziennika Süddeutsche Zeitung.
"Proponujemy stworzenie harmonijnej wspólnoty gospodarczej rozciągającej się od Lizbony do Władywostoku" - pisze Putin. "W przyszłości moglibyśmy nawet rozważyć strefę wolnego handlu lub jeszcze bardziej zaawansowane formy integracji gospodarczej, w wyniku czego powstanie jednolity rynek kontynentalny o wartości bilionów euro".
Propozycja nadchodzi, gdy Putin pojedzie do Niemiec w czwartek na dwudniową wizytę, w tym piątkowe spotkanie z niemiecką kanclerz Angelą Merkel. W środę Rosja i UE osiągnęły ważne porozumienie w sprawie zniesienia ceł na surowce, takie jak drewno. Umowa była ważnym warunkiem wstępnym odrzucenia przez UE sprzeciwu wobec członkostwa Rosji w Światowej Organizacji Handlu. Moskwa ma nadzieję zostać członkiem w 2011 roku.
Putin jednak, jak wyjaśnia jego propozycja z czwartku, przewiduje więcej. "Obecny stan współpracy między Rosją a UE nie jest zgodny z wyzwaniami, przed którymi stoimy" - pisze. "Aby zmienić sytuację, musimy skorzystać z zalet, które już istnieją, i możliwości postępu w UE i Rosji".
Oprócz ustanowienia bliższych więzi gospodarczych między UE a Rosją, Putin przewiduje również bliską współpracę w zakresie polityki przemysłowej. "Moim zdaniem musimy odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób możemy spowodować nową falę industrializacji na kontynencie europejskim." W szczególności Putin wymienia konstrukcje statków, samochodów i samolotów, technologie kosmiczne, farmaceutyki i technologie medyczne oraz energię jądrową.
"W ostatnich latach współpraca w kwestiach energetycznych między Rosją a UE przyciągnęła wiele uwagi i, szczerze mówiąc, była zbyt mocno upolityczniona". Chciałby, aby europejskie i rosyjskie firmy współpracowały ze sobą "od poszukiwania i eksploatacji zasobów energetycznych po dostawy do konsumentów".
Putin zaproponował także znacznie bliższą współpracę w zakresie badań i projektów zaawansowanych technologii. "Europejska nauka i edukacja musi zapewnić sobie pozycję lidera" - napisał. "To jest przystępne dzięki bliskiemu partnerstwu."
Ważnym krokiem do osiągnięcia tego partnerstwa, kontynuuje, jest zniesienie obowiązku wizowego dotyczącego podróży między Rosją a państwami członkowskimi UE.
"Odnowione zasady naszej współpracy mogłyby zostać zakotwiczone w umowie o partnerstwie między UE a Rosją, porozumienie, które jest obecnie przedmiotem negocjacji .. Powinniśmy traktować ten traktat z perspektywy strategicznej, powinniśmy starać się myśleć 20, 30, a nawet 50 lat w przyszlosc."

To był w rok 2010. A zaraz po tym był majdan, wojna hybrydowa, imigranci, itp.
http://www.spiegel.de/international/eur ... 31109.html

- - -

listopad 2010r. moje tłumaczenie

źródło: Eowina


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 27 gru 2017, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wolna-polska.pl/wiadomosci/alek ... ca-2017-12

Wiemy, że projekt Eurazji, marzenie Adolfa Hitlera, wyklucza istnienie Polski. Projekt trójmorza jest przeszkodą na drodze powstania Eurazji i dla istnienia państwa polskiego jest konieczny.

Kopia artykułu:

Aleksandr Dugin: Na eurazjatyckim kontynencie dla Polski miejsca nie ma
OPUBLIKOWANO GRUDZIEŃ 22, 2017PRZEZ JANW ROSJA



Aleksandr Dugin, najbardziej popularny rosyjski strateg, ideolog rosyjskiego imperializmu i eurazjatyzmu, wieloletni członek Czarnego Zakonu SS, jeden z liderów rosyjskiego ruchu faszystowskiego, nazywany ideologiem Putina, człowiek, którego strategię od 15 lat skrupulatnie wciela w życie cały polityczny establishment współczesnej Rosji.
Niezdrowe pomysły Aleksandra Dugina zainfekowały całą generalicję i establishment Rosji. Dugin ma ogromny wpływ na osoby podejmujące decyzje w najważniejszych sferach życia politycznego. Rosyjskie elity podzielają jego poglądy. Książka Dugina pod tytułem „Podstawy geopolityki” została opublikowana przy wsparciu Wydziału Strategii Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej i otrzymała rekomendację, jako podręcznik dla tych, którzy podejmują decyzje w najważniejszych sferach życia politycznego. Dugin i jego zwolennicy w swoich niezdrowych roszczeniach, pozostawili w tyle Hitlera i Czyngis-Chana.
– Na eurazjatyckim kontynencie dla Polski miejsca nie ma. […] Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej postaci. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki.
– Rosja musi zniszczyć „kordon sanitarny”, utworzony z małych, gniewnych i historycznie nieodpowiedzialnych narodów i państw, z maniakalnymi roszczeniami i niewolniczym uzależnieniem od talassokratycznego Zachodu. W roli takiego „kordonu sanitarnego” tradycyjnie występuje Polska i kraje Europy Wschodniej… Zadaniem Eurazji jest to, aby ta bariera nie istniała.
W artykule „Wybawić Europę Zachodnią od Wschodniej” Aleksander Dugin proponuje zagrać na rozbieżnościach między państwami Unii Europejskiej i zaleca rosyjskim dyplomatom przekonywanie krajów Europy Zachodniej, przede wszystkim Niemiec i Francji, do uwolnienia się od amerykańskiej dominacji i skończenia z krajami Europy Środkowej i Wschodniej.
„My, Rosjanie i Niemcy, nie jesteśmy zainteresowani istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie”.
„Trzeba zniszczyć »kordon sanitarny«! Można to zrobić na wiele sposobów. Bolszewicy, żeby go unicestwić, zawarli niegdyś traktat brzeski. Wtedy wiele straciliśmy, ale powstała granica rosyjsko-niemiecka. Potem był pakt Ribbentrop-Mołotow, który miał ten sam cel. Wspaniały pakt! Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, razem z Niemcami pokonalibyśmy Anglosasów. […] W wielkim starciu cywilizacji atlantyckiej i kultury eurazjatyckiej to wszystko, co znajduje się między nami – Polska, Ukraina, Europa Środkowa – musi zniknąć, zostać wchłonięte”.
„Przyjmijcie Rosję do Europy wtedy Europa będzie ruską Europą, wtedy Rosja skończy z tymi »przyjaciółmi« (państwami Europy Środkowowschodniej – red.) raz na zawsze. To jakieś nieporozumienie, dlaczego mamy je znosić! Wtedy przyjdzie Rosja i powie: Aha! Złapaliście się! Powiemy do nich: Chcieliście uciec przed nami, co?”.
„Rosjanie zmobilizują się dla wielkiego celu. A tym wielkim celem jest przyłączenie Europy. […] Podobają wam się europejskie technologie? Weźmy je. […] To jest proste, zdobywamy Europę i już mamy wszystkie wysokie technologie! […] Zdobycie Europy! Rosyjski car czy rosyjski prezydent – jedyny dla całej Europy. […] To jest sedno całego imperium, które po prostu przywrócimy na swoje miejsce – Europejskie, Rzymskie, Greckie, Bizantyjskie Imperium z rosyjskim carem na czele”.
„Żadnego PKB nie zamierzamy podnosić. Dlatego że jest nam to obojętne. […] Budujemy imperium. Oni budują Unię Europejską, też swoiste imperium. Lecz jego podstawy są zbyt kruche. Jeżeli gospodarka nie odniesie sukcesu, oni się rozsypią. My natomiast powiemy: niezależnie od stanu gospodarki, co rosyjski (eurazjatycki, europejski, imperialny, rzymski) car (nasz rosyjski rzymski car) powie – to będzie! A gdzie wy się podziejecie? Gospodarka to dobrze, ale to nie ma znaczenia. Nie samym przecież chlebem… przypomni car”.
„Proces »przywrócenia imperium« musi od początku skupić się na odległym celu, jakim jest wyjście do ciepłych mórz. Tylko wtedy, gdy południowa i zachodnia granica będzie nad morzem, można mówić o ostatecznym zakończeniu rozbudowy kontynentalnej”.
„Jedną z najpilniejszych potrzeb geopolitycznych Rosji jest przywrócenie imperium. To nie tylko jedna z możliwych dróg rozwoju Rosji, ale konieczny warunek wstępny do istnienia niepodległego państwa na kontynencie”.
„Długofalowy program Rosji zmierza w kierunku integracji kontynentalnej, utworzenia przestrzeni kontynentalnej Eurazji od Tokio do Azorów. Celem Moskwy jest rozwinięcie strategicznego wpływu na wschód, zachód i południe”.
„Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim”.
„Gdzie my jesteśmy, tam jest centrum piekła. I tak naprawdę nie trzeba nam myśleć, czy nie nadejdzie koniec świata, musimy myśleć, jak tego dokonać”.
Jagiellonia.org

Za: http://jagiellonia.org/zlote-mysli-krem ... o-szamana/

19.09.2016


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 27 gru 2017, 16:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Asindziej napisał(a):
– Na eurazjatyckim kontynencie dla Polski miejsca nie ma. […] Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej postaci. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki.
– Rosja musi zniszczyć „kordon sanitarny”, utworzony z małych, gniewnych i historycznie nieodpowiedzialnych narodów i państw, z maniakalnymi roszczeniami i niewolniczym uzależnieniem od talassokratycznego Zachodu.

"Nieodpowiedzialnych, z maniakalnymi roszczeniami, i niewolniczym uzależnieniem....."
A stwierdzenie, że dla Polski miejsca nie ma, zapewne nie jest maniakalne, ani roszczeniowe, a jedynie odpowiedzialne, pokojowe (nie gniewne) i pewnikiem szlachetne, mądre, dojrzałe, wielkoduszne i co tam jeszcze....
Jaka patologia, takie myślenie.
Jakie urojenia, takie plany.
Dlaczego na świecie więcej jest obsesji i paranoi, niż spokoju, ładu i normalności?
Czyż nie przypadkiem przez takich Duginów?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Geopolityka
PostNapisane: 12 kwi 2018, 09:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Geopolityka niewidoczne rozwiązania.

Obrazek
Daniel Fried, American diplomat, były Assistant Secretary of State for European and Eurasian Affairs w Białym Domu, z prawej Gregory Akko


Rosja - Chiny

Tutaj rządzi Vladimir Vladimirovich Putin i oligarchowie. Zostaje tylko odpowiedź na tajemniczą drugą część zdania, kto to Ruska Oligarchia. Wydawać by się mogło, że pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi Ameryki nie ma różnicy, ale propaganda mówi co innego, ale czy na pewno?

Po dojściu do władzy Vladimira Putina jest realizowana polityka „bliskiej zagranicy” nazywana doktryną Monroe, umacnia się sojusz z Niemcami, a dzisiaj Arktyka staje się głównym stategicznym celem. Plan Vladimira Putina się powiódł: w 1999 roku 31 grudnia wymusił na Borysie Jelcynie odejście z Kremla za gwarancję nietykalności, a 7-go maja 2000 roku został zaprzysiężony na prezydenta Federacji Rosyjskiej. Vladimir Putin to urodzony nacjonalista, któremu przyświeca cel odbudowy potęgi globalnej Rosji.

W Rosji geopolitykę wprowadzono jako przedmiot na najważniejszych uczelniach, nie brakuje im geniuszy w tym temacie i strategów. Dzisiaj możemy zauważyć ugruntowywanie się Rosyjskiego Eurazjanizmu, m.in. autorstwa Aleksandr Dugin. To tylko jeden z doradców Prezydenta Rosji w stategii geopolitycznej. Polityczne teorie takie jak komunizm (włączając w ten nurt marksizm, socjalizm i socjaldemokrację) i faszyzm (włączając w to nurty narodowo-socjalistyczne i inne formy „trzeciej drogi” – narodowy syndykalizm, frankizm, peronizm, salazaryzm itp.) to już przeżytek. Utknęliśmy w liberalizmie (prawicowym i lewicowym), który dzisiaj wieńczy triumfy.

Aleksandr Dugin jednak nie daje za wygraną i wprowadza czwartą teorię polityczną. Koncepcja Radykalnego Podmiotu i „czwarta teoria polityczna” Aleksandr Dugin stanowią element formułowania nowej ideologii, mającej być Rosyjską odpowiedzią na wyzwania współczesnego świata. Ideologia tworzona przez Aleksandr Dugin jest elementem wojny informacyjnej, prowadzonej przez Federację Rosyjską, będącą elementem polityki zagranicznej i wewnętrznej zorientowanej na przywrócenie Imperium Rosyjskiego. Zarządzanie refleksyjne tworzy nową ideologie, nową teorię polityczną poprzez struktury sieciowe. Określenie to oznacza proces polegający na przekazaniu przeciwnikowi w sposób dla niego niedostrzegalny przesłanek służących jako logiczne podstawy do podejmowania decyzji skutkujących zachowaniem korzystnym dla inicjatora. Na przykład Rosyjskie operacje informacyjno-psychologiczne w znacznej części bazują na paradygmacie zarządzania refleksyjnego przez pośrednie sterowanie przeciwnikiem wywierane działaniem na jego świadomość i wolę, którego twórcą był Rosyjski uczony Władimir Lefewr. Termin „zarządzanierefleksyjne” (sterowanie obrazami świata, człowieka itd.) odniósł do szeroko rozumianych podstępnych i iluzorycznych działań: prowokacji, intrygi, kamuflażu itp. W ciągu 40 lat teoria Władimir Lefewr była ciągle doskonalona, stając się obiektem badań teoretyków walki informacyjnej wywodzących się z armii lub cywilnych służb specjalnych. We współczesnej Rosji teoria zarządzania refleksyjnego znajduje także szerokie zastosowanie nie tylko w kwestiach związanych z konfliktami i bezpieczeństwem informacyjnym, lecz także w wielu naukach społecznych.

Czas najwyższy przetłumaczyć książki Rosyjskich geopolityków i strategów, lub nauczyć się Rosyjskiego, oraz wprowadzić jako obowiązkową lekturę dla Polskich polityków. Dołączyłbym do tego obowiązkowy egzamin z historii Polski z okresów zaborów dla każdego polityka, zanim zajmie stołek w Sejmie RP lub Senacie RP.

Obecnie Chiny są bardzo wygodnym sojusznikiem Rosji w wynniku zawziętego i bezmyślego atakowania ze strony USA. Rosja to potęga militarna, ale gospodarczo to kraj bez przyszłości, bo wtopiony w inną cywilizacje i wyznający inne wartości. Chiny nie widząc na razie klarownego uczestnictwa w geopolitycznej przebudowie świata, podają rękę Rosji poprzez projekt nowego jedwabnego szlaku. Korytarzy lądowych do przepływu towarów z Chin do Azji, Europy i Afryki. Zdając sobie sprawę z tego, że wojskowa potęga morska USA na wszystkich oceanach będzie utrudniać transport wodny, po sprowokowaniu przez US wojny handlowej. Rosja chce dobrze zagrać na nosie Stanom Zjednoczonym Ameryki na razie jako jedynej potędze i to udaje się. Popiera projekt nowego jedwabnego szlaku i chce wyciągnąć dla siebie jak najwięcej w nowym podziale wpływów nad światem.

Chiny przeżywają wielki renesans narodu Chińskiego. W roku 2013 przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej podczas wizyty w Kazachstanie przedstawił pomysł utworzenia nowego Jedwabnego Szlaku z Chin do Europy. Według najnowszej koncepcji szlak lądowy (np. kolejowy, dostarczając towary z Chin do Europy w ciągu dwóch dni) ma prowadzić z różnych chińskich miejscowości do Urumczi, a następnie przez Dostyk w Bramie Dżungarskiej, Astanę, Jekaterynburg, Niżny Nowogród, Homel, Brześć do Polski (Małaszewicze i Łódź, w których mają się znajdować huby logistyczno-przeładunkowe do kolejnych krajów Europy). Szacowany koszt całego przedsięwzięcia ma wynieść 900 miliardów dolarów na infrastrukturę nowych tras handlowych do Europy, Azji i Afryki.

Północna droga morska jest w stanie uniezależnić eksport Chińskich towarów do Europy od dominacji Amerykańskiej floty. W tym przypadku to wygodne i rozsądne rozwiązanie dla Chin, bo będą dogadywać się tylko z jednym państwem. To strategicznie największe przedsięwzięcie dla Chin i Rosji jako północna droga morska wzdłuż wybrzeży Federacji Rosyjskiej.

Arktyka jako korytarz transportowy, ale też zapewnienie wzmocnienia gospodarczego Rosji, jako nowe złoża. To nie chodzi tylko o eksploatację weglowodorów. Rosja traktuje Artykę jak najbardziej strategiczny obszar swojej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

W sierpniu 2007 r. Rosja zorganizowała ekspedycję Arktyka-2007, w której udział wzięło ponad 100 naukowców. W trakcie ekspedycji opuszczono batyskafy i zatknięto rosyjską flagę na głębokości ok. 4 km na dnie morskim w okolicach bieguna północnego. Rosja używa bardzo konkretnych argumentów geopolitycznych i geograficznych roszcząc sobie prawo do ponad miliona kilometrów kwadratowych Arktyki. Uważając że Grzbiet Łomonosowa jest szelfem kontynetalnym i przedłużeniem kontynentu Euroazjatyckiego, który należy do Rosji. Grzbiet Łomonosowa to grzbiet podmorski w dnie Oceanu Arktycznego przebiegający pod Biegunem Północnym. Roszcząc sobie prawo do grzbietu, Rosja uważa też, że ma prawo do bogactw naturalnych znajdujących się w rejonie bieguna północnego.

Chiny szukają nowej morskiej drogi dla swoich produktów z pominięciem Cieśniny Malakka.

Chiny zdają sobie sprawę z tego że Stany Zjednoczone Ameryki jako potęga morska, mogą w każej chwili wstrzymać żeglugę przez Cieśninę Malakka. Cieśnina Malakka (ang. Strait of Malacca) – cieśnina łącząca Morze Andamańskie z Morzem Południowochińskim; oddziela Półwysep Malajski od Sumatry. Stanowi granicę między Oceanem Spokojnym a Indyjskim. Zaliczana formalnie do Oceanu Spokojnego. Ma długość 937 km (jest najdłuższą na świecie cieśniną), a szerokość – 36 km. Nad cieśniną leży miasto Malakka, a w jej pobliżu – Singapur. Od roku 1950 cieśnina ma dużą wagę w międzynarodowym transporcie ropy naftowej. Ponieważ łączy Ocean Indyjski z Pacyfikiem, stanowi jeden z najważniejszych węzłów komunikacyjnych międzynarodowego handlu morskiego i jest istotna dla gospodarek Chin, Japonii, Indii, Tajwanu, Korei Płd.

Cieśnina Malakka ma strategiczne znaczenie ekonomiczne i energetyczne dla praktycznie wszystkich gospodarek Azji południowo-wschodniej, w tym dla gospodarki Chińskiej Republiki Ludowej, Republiki Korei, Japonii, czy Wietnamu. Przez tę cieśninę dziennie transportowanych jest ok. 15 mln baryłek ropy naftowej. Surowce energetyczne dostarczane tą drogą pokrywają ok. 25 % rocznego zapotrzebowania gospodarek regionu. Łatwo można uświadomić sobie skalę transportu, jeżeli wziąć pod uwagę, iż w okolicy położone są największe światowe gospodarki – Chiny i Japonia oraz najbardziej ludne państwo na świecie – Chiny – o populacji liczącej ponad 1 mld 409 mln ludzi. Przez Cieśninę Malakka rocznie przepływa ok. 90 tysięcy statków.

W 2009 roku Malezja i Wietnam ogłosiły swoje strefy szelfu kontynentalnego w odpowiedzi Chiny przedstawiły linię dziewięciu kresek. Chińczycy poinformowali ONZ, że 80% Morza Południowo-Chińskiego jest pod ich kontrolą, linia 9 kresek ma odzwierciedlać terytorium, które znajduje się pod panowaniem Chin. Zabezpieczając dla siebie wyłączność żeglugi w tym regionie. Chiny zdają sobie sprawę z utraty kontroli nad Morzem Południowo-Chińskim na którym USA ma swoje wojskowe bazy.

W celu zabezpieczenia się przed utratą kontroli nad Cieśniną Malakka, Chiny realizują nowy projekt korytarza ekonomicznego z Pakistanem. Chiny budują korytarz ekonomiczny z Gwadar 100 tysięczne miasto portowe nad Morzem Arabskim przez Islamabad, Karachi w Pakistanie z zachodnim dystryktem Xinjiang w Chinach. Celem projektu jest wydostanie się poza Morze Południowo-Chińskie z dostawą towarów. Gwadar strategiczny port w pobliżu Indyjskiego Oceanu otwiera drogę dla Chin do Cieśniny Ormuz - Strait of Hormuz. W grudniu 2015 r. Pakistan wydzierżawił na 43-lata Gwadar Port z 22 tyś. akrów ziemi na specjalną strefę ekonomiczną dla Chin. Projekt opiewa na $62 miliardy dolarów. Powstaje 1224 kilometrów autostrad z Gwadar do Chin łącząc Maritime Silk Road redukując o 80% czas dostarczania towarów do Europy, Afryki i na Bliski Wschód. Gwadar ma być rozbudowany na wzór Chińskiego Shenzhen. Shenzhen z 30,000 tysięcy mieszkańców w 1979 r. rozbudował się do 10 milionów w 2017 r. z GDP o wartości $294 miliardów. Chiny chcą wydać na rozbudowę Gwadar $4.5 miliarda. W 2016 r. uruchomiono transport drogowy nowym szlakiem handlowym z Kashgar w Chinach do Gwadar. Rozpoczęły się regularne kursy kontenerowców z Gwadar na Środkowy Wschód i do Afryki. Udział personelu Chińskiego obecnie z 2000 pracowników wzrośnie do 5000000 przed 2023 r.

W pierwszych dwóch miesiącach 2018 roku wymiana handlowa między Rosją a Chinami wzrosła o 36,8%, wynika z danych Administracji Celnej Chińskiej Republiki Ludowej. Dane zostały porównane z analogicznym okresem ubiegłego roku. Planuje się wzrost wymiany handlowej do $200 mld przed 2020 r.

W 2014 roku skankcje nałożone za aneksje Krymu, Chińczycy wykorzystali wynegocjowując bardzo korzystne dla siebie stawki za Rosyjski gaz. USA naruszając geopolityczne wpływy przez napuszczanie Ukrainy na Rosję popełniła błąd. Beznadziejna polityka zagranicza USA zaszkodzić miała Rosji, a Chińczycy na tym skorzystali wzmacniając swoją pozycję w globalnym podziale dóbr. Chiny nie są uzależnione od Rosyjskiego gazu, czy też LNG. Chiny nie są uzależnione od energetycznych surowców z Rosji. W geostrategii Rosyjskiej Krym jak i obwód Kalingradzki to typowe lotniskowce broniące interes Rosji. Marynarka wojenna Rosji nie potrzebuje budowania lotniskowców. Rosja na oceany ma tylko dostęp od Północy, praktycznie odcięta jest od głównych transportowych dróg morskich. USA nie traktuje Rosji jako przeciwnika i wroga, ale widząc najsłabszego konkurenta w nowym geopolitycznym podziale świata chce siłą lub marchewką przeciągnąć na swoją stronę.

USA

Mamy dzisiaj doczynienia z końcem pauzy geostrategicznej i z dwoma bardzo ważnymi procesami które są z tym związane. Zwane jako: Pułapka Tukidydesa i Pułapka Kindlebergera (opowiada o niebezpieczeństwie jakie niesie dla Polski możliwe wycofywanie się USA jako gwaranta bezpieczeństwa z Europy).

Na czym dokładnie polega pułapka Tukidydesa ?

Na początku mamy sytuację, gdzie istnieje tylko jeden rywal, dominujący osobnik. W jego okolicy - czy to terytorialnej, czy to biznesowej współcześnie - pojawia się konkurencyjny osobnik, który gwałtownie rośnie, ale nie osiągnął jeszcze poziomu dominującego osobnika. Jednakże dominujący osobnik widząc skalę tego postępu obawia się, że aspirujący konkurent szybciej osiągnie równą pozycję i może nie tylko zagrozić interesom dotychczas dominującego osobnika, lecz również przejąć jego "obszar", czyli teren, zasoby lub sferę biznesową.

Polska i kraje Europy Wschodniej to tylko kordon sanitarny w oczach Stanów Zjednoczonych Ameryki. W USA nikt nie kwapi się żeby zmienić tą terminologię. Wydaje się nam, że tak bardzo ważny jest ten teren w obecnych przepychankach geostrategicznych. USA postrzega ten teren jako przedmiot sanitarny, niż podmiot geostrategiczny. To znaczy „sracz” w środku Europy, który przypadnie do podziału dla najsilniejszych. Prezydent Donald Trump zapytany podczas wspólnej konferencji prasowej w Białym Domu z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite, prezydentem Łotwy Raimondsem Vejonisem i prezydent Estonii Kersti Kaljulaid o Rosję dnia 3 kwietnia br. – główne źródło obaw jego gości z Litwy, Łotwy i Estonii – odparł, że nikt „nie jest bardziej twardy wobec Rosji niż on”. Powiedział też, że może mieć bardzo dobre relacje i dialog z prezydentem Rosji Władimirem Putinem; dodał, że dogadywanie się z Rosją to „dobra rzecz”. Zapytany przez jedną z dziennikarek, czy „prezydent Putin jest przyjacielem czy też wrogiem”, Amerykański prezydent po raz kolejny powtórzył, że "przyszłość pokaże, dam wam znać”. Odpowiedzi prezydenta dają dużo do myślenia, jak traktuje się przedmioty w gopolitycznej walce.

Stany Zjednoczone walczą o nowy model systemu globalnego tzn. systemu wymiany handlowej, bowiem zaczął się rozpad systemu globalnego, który wykreowali i byli gwarantem. Cały świat korzystał na wolnej wymianie handlowej, ale to Amerykanie zapewniali ład i bezpieczeństwo na liniach handlowych. Szczególnie mam na myśli szlaki wodne i ład instytucjonalny. Myślę że już za późno, żeby zacząć sciągać daniny z użytkowania bezpiecznych szlaków wodnych na oceanach. Cały świat wzbogacił się kosztem Amerykańskiej polityki bezpieczeństwa na wodach. Świat przyzwyczaił się do korzystania za darmo z tych dobrodziejstw USA i jej roli jedynego żandarma trzymającego pokój na świecie. USA sobie o tym przypomniała, jak pod bokiem i za pomocą Ameryki i Żydowskiego kapitału wyrosła wielka potęga gospodarcza Chin. Należy dzisiaj zastanowić się, czy tylko potęga gospodarcza. Chińskie rakiety Dong Feng 21D i najnowsze Dong Feng 26 anti-ship ballistic missile wystrzeliwane z ziemi są w stanie zniszczyć Amerykański lotniskowiec z odległości od 1500 do 4000 kilometrów. To jedyny kraj na świecie który posiada taką broń do niszczenia superlotniskowców, konkurując w tej technologii z Rosją. Władimir Putin 2 marca br. pochwalił się, że Rosja ma nowe rakiety Sarmata ICBM. Twierdzi, że nie pokona ich żaden system antyrakietowy. Stany Zjednoczone zdają sobie z tego sprawę, że cały świat czeka na potknięcie USA w wyścigu zbrojeń, żeby oficjalnie zbiorowo przeciwstawić się wojennej hegemonii Amerykańskiej. USA dzisiaj rozgrywa Rosję, żeby nie dopuścić do zbliżenia strategicznego Niemiec, Francji i Chin. Stany Zjednoczone Ameryki z Europy i Bliskiego Wschodu muszą natychmist zmienić objekt zainteresowań, tylko i wyłącznie patrząc na Pacyfik. Zdali sobie sprawę z tego, że na Pacyfiku rozegra się walka o przywództwo na świecie. Amerykański bilans w wymianie handlowej z Chinami jest ujemy i wyniósł za 2017 r. $375,227.50 millions.

Amerykanie nie godzą się na zaciśnianie więzi gospodarczych Rosji z Niemcami, a chodzi też o gaz ziemny. Stany Zjednoczone walczą o Europejski rynek dla upłynnienia gazu łupkowego, którego mają już w nadmiarze, są zatkani i nie wiedzą co z nim robić. Polska ma stać się hubem dla Amerykańskiego gazu, kóry jest o wiele droższy od Rosyjskiego. Trzeba też zapytać jaki ma być Polski zysk w tych transakcjach, a może tylko usłużność i straty. Dywersyfikacja paliw ma polegać na tym, kto komu siłą narzuci kupno, nie licząc kupującego strat.

Początek wojny handlowej USA z Chinami? Trump uruchamia sankcje, Pekin ostrzega.

Prezydent Donald Trump 22 marca, br. podpisał memorandum, które uruchomi sankcje handlowe wobec Chin, obejmujące cła odwetowe i ograniczenie inwestycji; wartość taryf, jakie będą nałożone na Chiński eksport, ma wynieść 50 mld dol. Pekin ostrzega, że rozważa środki odwetowe i nie zamierza ulegać naciskom Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Po latach przygotowań 27 marca, br. w Szanghaju otwarto konkurenta giełd naftowych w Londynie i Nowym Jorku. Ma zapewnić Chinom wpływ na ceny ropy naftowej w Azji i zwiększyć rolę juana na światowym rynku walut.

Ponad 20 mln baryłek ropy naftowej zmieniło właściciela podczas pierwszego dnia targów na międzynarodowej giełdzie energii w Szanghaju (występującej pod skrótem INE), na której zaczęto handel kontraktami terminowymi na dostawę ropy naftowej. Sprzedawane na tej giełdzie, nominowane w chińskiej walucie kontrakty na ropę naftową to pierwsze w Chinach tzw. instrumenty pochodne (derywaty), którymi bez ograniczeń mogą handlować zagraniczni inwestorzy. Przeniesienie części handlu z dolara do juana oznacza konkretny spadek zapotrzebowania na USD, a tym samym na amerykańskie obligacje. Wprowadzenie kontraktów na ropę denominowanych w juanach ma jeszcze jedną zaletę dla Chin. Do tej pory Stany Zjednoczone mogły łatwo naciskać na wielu eksporterów ropy grożąc odcięciem ich od systemu bazującego na USD. W praktyce żadna zapłata za ropę w USD nie mogła być zrealizowana. Jak widać, takim ruchem Chiny poza dalszym umiędzynarodowieniem własnej waluty kosztem dolara mogą ugrać dużo więcej na arenie międzynarodowej. Sprzedaż ropy za juany, a następnie szybka ich konwersja na złoto może być bardzo dobrą alternatywą dla wielu krajów, które już są lub dopiero wejdą pod protektorat Chin. Nikt bowiem nie chce podzielić losu Libii.

Warto jednak wiedzieć, że inwazja na Irak rozpoczęła się po tym jak Saddam Hussein zaczął sprzedawać ropę za euro. Główną natomiast przyczyną zniszczenia Libii były plany wprowadzania złotego dinara za którego kilka krajów Afryki Północnej miało docelowo sprzedawać ropę naftową.

Donald Trump zapowiedział, że zabierze Amerykańskie wojsko z Syrii. Kurdowie, bez których nie udałoby się pokonać ISIS, czują się porzuceni i grożą, że sami nie utrzymają radykałów w szachu.

– Już wkrótce będziemy się zbierać. Wracamy do kraju, tam gdzie chcemy być, tam gdzie nasze miejsce. Niech inni od teraz zajmują się tym wszystkim – obwieścił prezydent Donald Trump 29 marca br. Kurdowie do Amerykanów: Porzucacie nas w Syrii? To sami sobie pilnujcie terrorystów. ISIS zyska wymarzoną chwilę oddechu, żeby podreperować siły, a irańscy ajatollahowie zrobią z rozdartego wojną kraju nowy front walki z Izraelem. Zwiększy to jeszcze bardziej panujący tam bałagan i eksodus Arabów do Europy, chyba tylko i o to chodzi. Izrael zwiększy swoje oddziaływanie na Polskę i Ukrainę. Amerykanie to są szpece w pozostwianiu swoich sojuszników na placu boju, jak nie widzą już swojego interesu i spodziewają się rychłej porażki.

Ukraina

Celem polityki Rosji jest neutralizacja przedsięwzięcia, czym staje się dzisiaj dezintegracja i dekompozycja Ukrainy. Zasadniczym rosyjskim pytaniem jest to, czy utrzymana zostanie strefa buforowa, która jest przynajmniej neutralna, czy może USA spenetruje tak dalece Ukrainę, że będzie 70 mil od Stalingradu i 300 mil od Moskwy. Dla Rosji status Ukrainy to egzystencjalne zagrożenie i Rosjanie nie mogą odpuścić. Dla USA sprawą pierwszej wagi jest kwestia, gdzie, mając Ukrainę, zatrzyma się Rosja. Stratedzy wojskowi US są za stworzeniem Intermarium Piłsudskiego.

Może dojść do tego że Ukraińcy bedą mieć wpływ na politykę Polską poprzez zbiorowe osadnictwo na ziemiach Polskich. I nastąpuje wymiana tych Polaków na Ukraińców. Ludzi, którzy raczej zostali wychowani w kontrze do prozy Henryka Sienkiewicza, a nie zgodnie z nią. I załóżmy, że ci "nowi Polacy" nie marzą o wyjeździe do Niemiec, czy jeszcze gdzieś indziej. W razie konfliktu zbrojnego zarówno oni jak i ich potomstwo stanie na wysokości zadania i będzie bronić zawzięcie nowej ojczyzny. Raczej zdecydowanie nie. W Rosji i na Ukrainie rządzi Żydowska oligarchia.

Czy spełnia się proroctwo świętego ojca prawosławnego Jana Kronsztadzkiego, wł. Iwan Iljicz Siergijew, mówiące, że po zniszczeniu warszawskiej katedry Aleksandra Newskiego, gwiazda Polski zgaśnie, a Polska zakończy swoje istnienie. W 1893, dowiedziawszy się o zbiórce pieniędzy na budowę soboru św. Aleksandra Newskiego w Warszawie, Jan Kronsztadzki zapowiedział, że po kilku latach od konsekracji tego obiektu Rosja rozpadnie się na kilka niepodległych państw, m.in. niezawisłość odzyska Polska. Odnowa potęgi rosyjskiej miała nastąpić dopiero wiele lat później, kapłan przewidywał także tragiczne dalsze losy niepodległej Polski. Sam zaś sobór w Warszawie według jego słów miał zostać zburzony. Sobór św. Aleksandra Newskiego został faktycznie oddany do użytku liturgicznego w 1912, sześć lat przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę, a w latach 20. XX wieku zburzony jako symbol carskiego panowania i rusyfikacji. Czy może marzy się nam Polska jako wielka potęga gospodarcza, raczej relikt obecnej wojny informacyjnej.

Ukraina dla Stanów Zjednoczonych Ameryki to klucz do rozwiązania problemu uniemożliwienia zaciśniania gospodarczych więzi Niemców z Rosją, w przypadku jak będą musiały wycofać się jako gwarant bezpieczeństwa z Europy. USA toleruje gloryfikację OUN-UPA na Ukrainie, dlaczego tak dzieje się jeżeli ma całkowity wpływ na jakiekolwiek poczynania tego państwa. Wykorzystując gloryfikacje OUN-UPA, jako czynnik destabilizacj Polski, Amerykanie oderwą Niemcy od związku z Rosją i Chinami. Zapędzą Niemców w transatlantycki związek gospodarczy, ażeby nie mogli samodzielnie sprzedawać swojej technologii do Chin i do Rosji i zaopatrywać się w surowce w Moskwie.

Amerykanie przez politykę gloryfikacji OUN-UPA, w imię swoich interesów geopolitycznych mogą poświęcić Polskę do wywołania wojny z banderowcami. Dlatego należy podżegać banderowców na Polaków. A kiedy w Polsce dojdzie do wojny z banderowcami, co zdestabilizuje gospodarkę i ekonomię Niemiec, przez wymuszoną pozycje strefy przyfrontowej, obligując ich do przyjęcia milionów Polskich uchodźców. USA będą mogły wywrzeć presję na Niemcy obiecując część Polski, którą Niemcy władali 1000 lat, w zamian za ustępstwo gospodarczych więzi z Rosją. Zapewne wielu Polaków gloryfikacja OUN-UPA otrzeźwi od śmiertelnego zaoceanicznego „odurzenia”.

Niemcy

Niemcy chcą utrzymać stary globalny ład gospodarczy. Niemcy są w bardzo szczególnej sytuacji. Trwają Niemieckie próby uzyskania suwerenności. Były kanclerz Gerhard Schröder jest w zarządzie Gazpromu. Mają bardzo złożone relacje z Rosjanami. Dla USA zasadniczym zagrożeniem jest niemiecki kapitał i technologia oraz naturalne zasoby Rosji i jej siła robocza, jako jedyna kombinacja, która od wieków piekielnie przeraża USA.

Niemcy są krajem mocnym ekonomicznie, ale jednocześnie bardzo wrażliwym i słabym geopolitycznie. Oni boją się Stanów Zjednoczonych Ameryki, bo historycznie dwa razy zostali już pokonani. Projekt Chiński nowego jedwabnego szlaku i pokój z Rosją, dla UE (zjednoczone Niemcy) jest cenną zdobyczą na dzisiaj. Próba koalicyjna Niemców z Chinami miała już miejsce na początku marca br., ale Amerykanie wycofali się z ceł na stal i aluminium nakładane na Niemcy. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział w czwartek wieczorem 1 marca br., że Unia Europejska odpowie "w sposób zdecydowany" na wprowadzenie przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa taryf na import stali i aluminium. W 2017 roku sprzedaż niemieckich nowych samochodów w USA wzrosła o 1 proc. do 1,35 mln sztuk. Stary ład gospodarczy służy Niemcom i Chinom, a nie służy Stanom Zjednoczonym Ameryki. Niemcy myśląc i działając podtrzymują interesy krajów starej Europy. Preferując zjednoczenie, integracje, niezależność od USA, ale także ekonomiczną i polityczną niezależność. Niemcy i Francja razem ustalają co jest dobre, a co złe dla Europy i mają do tego prawo. Wyrwę w ich mentalności i geopolitycznej zachowawczości stara się dokonać Polska pod wpływem USA. Polityka naszego kraju dla Niemiec i Francji jest nie przewidywalna i wroga. Polska przystępując do Unii Europejskiej zgodziła się na ograniczoną suwerenność i przestrzeganie porządku ustanowionego przez kraje stowarzyszone. Wiekszość krajów z byłego obozu komunistyczego i ich przywódcy myślą wyłącznie o zemście na Rosji za sowiecką przeszłość i chęć przysłużenia się USA. W swoich działaniach prowadzą do sabotowania incjatyw Starej Europy, nie bardzo mogą odnaleźć się w nowym. Kraje byłej postkomuny nie rozumieją strategicznych celów i mądrości Starej Europy. Zjednoczona Europa dąży do wolności i demokracji, a młode niepodległe kraje raczej szukają zemsty. Nie rozumieją że zachodzą zmiany w geopolityce i ma miejsce walka o nowe strefy wpływów. Stany Zjednoczone Ameryki tracą swoją moc oddziaływania w Europie i starają się wykorzystywać antyrosyjską nagonkę do skłócenia wszystkich. Po drugiej wojnie światowej nastąpił podział Europy na kraje które podlegają dominacji Stanów Zjednoczonych Ameryki i pozostałe kraje które trafiły pod dominację Zwiazku Radzieckiego. Stany Zjednoczone Ameryki pomagając odbudować ze zniszczeń wojennych kraje Starej Europy, taktowały te kraje jako swoje własne podbite tereny. Podobnie zachowywał się Zwiazek Radziecki, ale utrzymywano konsensus, byłej orientacji kolonizatrów, która rządziła światem. Od tego czasu wiele zmieniło się i dzisiaj Stara Europa nie patrzy przyjaźnie na dyktat posłuszeństwa wobec Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj ta niechęć i wrogość wobec Stanów Zjednoczonych jest wyraźna, a starsze pokolenie nie daje za wygraną. Oni pamiętają swoją role jako tych poddanych, a ta gorycz już dawno przelała się. W dzisiejszej UE USA może liczyć tylko na kilka wasali, państw Nowej Europy i Wielkiej Brytanii, którą wycofali celem osłabienia UE. Ameryka rozumie czym to się skończy, dlatego specjalnie utrzymuje ten antyeuropejski i atyruski „kordon sanitarny”. Rusofobia i eurofobia Nowej Europy jest jednakowa. Odżywają animozje Polsko-Niemieckich stosunków, zaczynają się wypominania. Stara Europa zainteresowana jest aliansem z Rosją, zostawiając retoryke wojenną dla Stanów Zjednoczonych.

Współpraca wojskowa Niemiec i Rosji to m.in. budowa poligonu w Mulino w pobliżu Niżniego Nowogrodu. Przekazywanie najnowocześniejszych technologii szkoleniowych do potencjalnego głównego wroga NATO jest decyzją co najmniej kontrowersyjną. Do niedawna Mulino było tradycyjnym poligonem, który praktycznie nie zmienił się od czasów ZSRR. Jest wielkim obiektem o powierzchni niemal 500 kilometrów kwadratowych (poligon w Drawsku, jeden z największych w NATO, ma 340 km2; największy Niemiecki poligon to niecałe 300 km2). Dzięki niemieckiej technologii Mulino stał się jednym z największych poligonów na świecie, ale również jednym z najnowocześniejszych. Wszystko jest wzorowane na najnowocześniejszym Niemieckim centrum szkolenia wojsk lądowych w Altmarku. Zbudowana przez Niemców baza szkoleniowa pozwoli Rosji na nowoczesny trening żołnierzy wszystkich szczebli – od szeregowego do generała – w zaawansowanej scenerii, w czasie rzeczywistym, z wykorzystaniem laserów, sekwencji czujników i zapisów kamer, umożliwiących przesyłanie materiału do analizy do wirtualnego sztabu.

Stara Europa zaintersowana jest energetycznym bezpieczeństwem, które Rosja gwarantuje i zapewnia ciągłe dostawy energetycznych produktów. Polska stara się wciskać dewersyfikacje paliw na Amerykańską modłę, ale nikt nie będzie się kwapił, żeby dużo więcej płacić za Amerykański gaz. Czy Polska na tym może zarabiać, bo to bardzo wątpliwe przedsiewzięcie. Europa zdaje sobie sprawę z bezpieczeństwa dostaw paliw pomijając transport przez Ukrainę. Polska natomiast nie gwarantuje bezpieczeństwa, przez brak zabezpieczenia własnej infrastruktury. Polacy nie przygotowani są do działań np. wojny dyfuzyjnej nowej generacji i nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa dla własnej infrastruktury gospodarczej. Terminal LNG Świnoujście przy ataku roju dronów w nowej strategii oraz stosowania nowoczesnej taktyki militarnej jest bezbronny. Polska w Europie z większością krajów jest skłócona, ale też celowo przez Europejczyków zaczyna być izolowana. Kraj przyjął ogromną ilość imigrantów z Ukrainy, większość wśród nich to rodowici Rosjanie. Czy tożsamość napływających imigrantów z Ukrainy jest należycie sprawdzana. Rosja poszerza swoje wpływy przez immigracje Rosjan do Polski i UE. W każdej chwili wykorzystać może ich rodowód w nowej taktyce wojennej bez linii frontu. Taka emigracyjna polityka Polska, może okazać się tragiczniejsza od napływu emigrantów arabsko-afrykańskich, to też trzeba mieć na uwadze.

Polska

Polska jest krajem frontowym i nie widzimy Polski na geopolitycznej mapie świata. Granica przyszłości w Europie to Niemiecko-Rosyjska. W tym przypadku mamy czystą i klarowną sytuacje jak nas widzi Rosja i jest szczera do bólu. W polityce nie ma przyjaciół, są tylko wrogowie i frajerzy. W świetle nieobecności Polaków w Mińsku 1 i Mińsku 2, można założyc, że Zachód już zdegradował Polskę jako aktywnego gracza w polityce Europejskiej. Polska ma ambicje i aspiracje odgrywania samodzielnej roli na Pomoście Bałtycko-Czarnomorskim.

„Pomost Bałtycko-Czarnomorski” stanowi obszar ciągnący się szerokim pasem od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego. Obszar ten pokrywa większość powierzchni dorzeczy Dniepru, Dźwiny i Niemna, a także częściowo Wisły. Z historii wiadomo, że doliny tych rzek, przede wszystkim zaś Dniepru i Dźwiny stanowiły w IX wieku główny szlak wypraw skandynawskich Waregów (Normanów szwedzkich) do wybrzeży Morza Czarnego, a następnie do Bizancjum. Waregowie przyczyniali się do tworzenia początków państowowości ruskiej – organizowania między innymi księstw ruskich z głównym ośrodkiem w Kijowie. W rezultacie wydarzeń historycznych, znakomita wiekszość obszarów „pomostu bałtycko-czarnomorskiego” znalazła się na okres 400 lat (XIV-XVIII wiek) w granicach państwa polsko-litewskiego – Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Chiny szukają nowych dróg transportu dla swoich towarów. Czy możemy to wykorzystać?

Rosjskie firmy energetyczne takie jak Gazprom, Rosneft, Transneft, Novatek (29 kwietnia 2016 roku Yamal LNG podpisano kontrakt z Export-Import Bank of China i China Development Bank na finansowanie 15-letniego projektu na kwotę 9.6 miliarda euro) zadłużone są w Chińskich instytycjach finansowych na pond $70 miliarów. Arktyka staje się strategicznie kluczowa na szlaku komunikacyjnym i szlaku gospodarczym.

Wykorzystać trzeba koniunkturę Rosji z Chinami i nagonkę USA na Rosję - jako najsłabszego w nowym geopolitycznym podziale świata. Polska ma ostatnią szansę wykorzystania swojego położenia geograficznego, zanim zniknie z map. Ameryka ma poważy problem klasy średniej i to nieuchronnie prowadzi do katastrofy finansowej i obyczajowej.Trzeba zacieśniać współpracę wojskową i handlową z Chinami. Obecnie jesteśmy bezbronni, kilka Patriotów wpełni sprawnych otrzymamy za siedem lat, jak już nie będą do niczego potrzebne. Kilka strachów na wróble popsuje tylko krajobraz, a w niczym nie pomoże. Polska potrzebuje kilkanaście rakiet balistyczych żeby mieć prawo odwetu, a nie tylko beznadziejnej obrony. To tak jakbym dzisiaj kupił komputer, a otworzył dopiero za siedem lat, taką wartość ma ta oszukańcza transakcja. Przemysł zbrojeniowy USA podchodzi tak: dawaj dzisiaj pieniądze a jutro zobaczymy, bo na razie pusta kieszeń w przemyśle zbrojniowym. W zbrojeniówce wszystko robi się też poprawnie politycznie, żeby nie zaszkodzić Rosyjskim oligarchom. Izrael nie jest sojusznikiem USA, ale Stany Zjednoczone są sojusznikiem Izraela. W polityce międzynarodowej funkcjonuje takie powiedzenie, które dotyczy USA, że to jest szczególny przypadek kiedy ogon merda psem. Stany Zjednoczone Ameryki kompletnie podporządkowane są polityce Izaelskiej i nic nie mają do powiedzenia w zakresie polityki zagranicznej. Premier Izraela Benjamin Netanyahu (od 2009r, do dzisiaj) kursuje między Moskwą a Washington D.C. i ustala zasady gry. Ostatnio złożona wizyty w Moskwie przez Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu miała miejsce 29 stycznia 2018. Kiedy politycy Ameryki i UE nakładali na Rosję sankcje za napaść na Ukrainę, Tel Awiw nie tylko się do nich nie przyłączył, ale dodatkowo zwiększył eksport warzyw, owoców i mięsa do Rosji. Izraelska delegacja nie głosowała też nad oenzetowską rezolucją w sprawie Ukrainy, a podczas konfliktu Rosyjsko-Gruzińskiego i agresji Rosyjskiej na Ukrainie, zerwała współpracę wojskową z przeciwnikami Moskwy. Premier Benjamin Netanyahu nie anulował kontraktów wojskowych wartych miliard dolarów, tak jak zrobiła to w Francja w przypadku Mistrali. Obydwa kraje kontynuują współpracę wojskową, nuklearną i kosmiczną, a do tego prowadzą rozmowy na temat unii celnej. Rosja dostarcza ropę naftową do Izraela. W Izraelu ludność Rosyjskojęzyczna z byłego ZSRR stanowi 20% Izraelskiej populacji i żadna partia polityczna nie zrezygnuje z tak dużego elektoratu. Władimir Putin to wytrawny wirtuoz, potrafi grać na dwóch instrumentach na raz. Blisko współpracuje z Syrią i Iranem, jednocześnie zacieśnia współpracę z Izraelem, wyciągając z niej tyle ile można. Naturalnie, sojusz Izraelsko-Amerykański drażni Rosjan, tak samo jak rząd Benjamin Netanyahu głośno krytykuje sprzedawanie rakiet S-300 Iranowi. Jednak obaj Panowie nie zamierzają się na siebie obrażać i gniewać.

Wracając do USA codzienne utrzymanie tak ogromnej armii i baz wojskowych to brak pieniędzy na unowocześnianie poszczegoólnych formacji w wojsku i wprowadzaniu nowych rodzajów broni. Rosja i Chiny przy małych wydatach na utrzymanie armii wykorzystują nowe techniczne zdobycze na modernizację nowczesnej armii. Wojna handlowa Chin z USA już została rozpoczęta, jak możemy to wykorzystać.

Północna droga morska może być dla nas rozsądnym rozwiązaniem proponując Rosji i Chinom wykorzystanie kanału Białomorsko-Bałtyckiego. Droga wodna łącząca Morze Białe z Morzem Bałtyckim może być niezwykle istotna i strategicznie ważna, w rozwoju koncepcji „One Belt, One Road” jednego pasa i jednego szlaku. Uruchomienie północnej drogi morskiej wiodącej przez

Cieśnine Beringa

(Cieśnina Beringa – cieśnina między Azją a Ameryką Północną. Cieśnina łączy Morze Czukockie z Morzem Beringa, czyli Ocean Arktyczny z Oceanem Spokojnym. Jej szerokość wynosi około 85 km, a głębokość od 30 do 50 m),

czy Lena - jest jednym z najważniejszych szlaków komunikacyjnych

(Lena – rzeka w azjatyckiej części Rosji, w obwodzie irkuckim i Jakucji. Jest jedną z największych rzek Azji, 10. pod względem długości na świecie oraz 9. pod względem powierzchni dorzecza (największa rzeka Rosji, której dorzecze znajduje się w całości w granicach kraju). Długość: 4400 km; powierzchnia dorzecza 2 490 000 km²; średni przepływ u ujścia 16 400 m³/s ),

Morze Łaptiewów

(ros. Море Лаптевых – morze stanowiące część Oceanu Arktycznego, u północnych wybrzeży Azji, położone w całości poza północnym kołem podbiegunowym, pomiędzy półwyspem Tajmyr i Ziemią Północną na zachodzie a archipelagiem Wysp Nowosyberyjskich na wschodzie),

aż do Morza Białego

Morze Białe – morze śródlądowe, stanowiące część Oceanu Arktycznego, położone między Półwyspem Kolskim a wybrzeżem północnej Rosji. Ma około 95 tys. km² powierzchni. W skład Morza Białego wchodzą cztery główne zatoki. Zatoka Kandałaksza na zachodzie. Na południu Zatoka Oneska, do której uchodzi rzeka Onega. Na południowym wschodzie Zatoka Dwińska, do której uchodzi rzeka Dwina w miejscu gdzie położony jest największy i najważniejszy port nad Morzem Białym – Archangielsk. We wschodniej części odnogi łączącej Morze Białe z Morzem Barentsa, naprzeciwko Półwyspu Kolskiego znajduje się Zatoka Mezeńska. Morze Białe charakteryzuje się licznymi zatokami przy lejkowatych ujściach rzek. Temperatura wód powierzchniowych waha się od 15 °C latem do -1,6 °C zimą, od końca sierpnia do połowy maja Morze Białe jest bardzo często pokryte lodem. Obfituje w ryby. Poprzez Kanał Białomorsko-Bałtycki połączone jest z Bałtykiem i z wielkim systemem wodnym Bałtycko-Wołżańskim. Z Morzem Barentsa łączy je Cieśnina Gorło. Cały obszar Morza Białego znajduje się pod rosyjską jurysdykcją i jest traktowany jako obszar wód wewnętrznych Rosji na zasadzie zatoki historycznej. Jest to wynikiem długotrwałego, efektywnego wykonywania przez Rosję zwierzchnictwa terytorialnego nad wodą zatoki, przy uznaniu tego faktu przez inne podmioty prawa międzynarodowego.

i dalej przez Kanał Białomorsko-Bałtycki.

Kanał Białomorsko-Bałtycki stanowił istotny element śródlądowych dróg wodnych Związku Radzieckiego, pozwalając na tani, a przy tym stosunkowo szybki transport ładunków masowych z północy kraju, np. w 1964 r. statek „Bałtyk-18” z ładunkiem apatytów z Półwyspu Kolskiego przepłynął do Baku trasą Morze Barentsa – Morze Białe – Kanał Białomorsko-Bałtycki – Kanał Wołżańsko-Bałtycki – rzeka Wołga – Morze Kaspijskie w 15 dni. Obliczono, że koszt transportu wypadł o 30% taniej niż koleją. W 1985 r. ruch na kanale wyniósł 7,3 miliona ton. Utrzymywał się na tym poziomie przez następnych pięć lat, potem się zmniejszył. We wczesnych latach XXI wieku wielkości te zaczęły znów rosnąć, lecz pozostają ciągle niskie w porównaniu do wartości szczytowych, np. 283 400 ton w 2001, lub 314 600 ton w 2002. Dziś kanał pozwala przewozić głównie ciężkie lub pokaźnych rozmiarów towary z zagłębi przemysłowych Rosji na Morze Białe, a następnie na statkach morskich do północnych portów syberyjskich. Przykładowo, w lecie 2007 spora część wyposażenia Rosnieftu – koncernu eksploatującego złoża ropy naftowej i gazu pola Wankor na Syberii – została dostarczona przez statek Amur-1516 z Dzierżyńska nad Oką poprzez Kanał Wołżańsko-Bałtycki i przez Kanał Białomorski do Archangielska, a stamtąd przez oceaniczny statek Kapitan Danilkin do Dudinki nad Jenisejem.

Port w Gańsku może stać się głównym portem przeładunkowym dla towarów z Chin do Europy i powinniśmy promować tą bezpieczną trase towarów Chińskich do Europy.

Rosjanie jako jedyny kraj na świecie maja ok. 40 lodołamaczy między innymi takiego typu jak Arktika, Tajmyr o napędzie nuklearnym. Mając na uwadze to że inne potęgi morskie mają po kilka lodołamaczy (USA 5, Kanada 6, Chiny 1). Wody Oceanu Arktycznego, Morze Barentsa, Morze Karskie mają ogromne znaczenie dla Rosji w kontekście wydobycia surowców naturalnych.

Rząd powinien zdawać sobie sprawę z tego co się dzieje na świecie i czas najwyższy przekazać wiedzę społeczeństwu. W polityce tylko decyduje siła i to ciągle trzeba mieć na myśli. Czasem trzeba manewrować, żeby robić wrażenie neutralnego. Nie ulegać naciskom tym bardziej, że to innym zależy na naszym terytorium. Korzystajcie z mądrości Chin stosując doktrynę 24 znaków sformułowaną przez Deng Xiaopinga. Strategia 24 znaków, spośród których najważniejsze było pozostawanie w cieniu i ukrywanie własnych możliwości, zapewniła Chinom w ostatnich prawie czterech dekadach, jak określał to Deng, „stabilne otoczenie międzynarodowe” dla ich rozwoju. My staramy się na siłę przypodobać nowym wasalom, nie licząc konsekwencji. Zawsze wychodzimy przed szereg, a później najrzewniej płaczemy i leczymy rany, po naszej głupocie. Nie można dopuszczać do tego żeby wszyscy traktowali Polskę jako przedmiot i „sracz” w środku Europy, ale podmiot w geopolitycznych gierkach. Jednak na inne traktowanie też trzeba zasłużyć przez mądrość rządzących krajem.

Polska nie ma stref wpływów, nie potrafiła wykorzystać słabości Rosji po 1991 roku (8 kwietnia 1991 początek wycofywania wojsk radzieckich z Polski), dzisiaj cokowiek zrobić w tej przestrzeni jest trudniej. Mity głupoty rozpowszechniane w Polsce o Rosji, to bardzo nośna propaganda łykana przez ludzi od lat. Trwa na dobre wojna inforacyjna i musimy być do tego przygotowani, a nie uśpieni. W Polsce lament o tym że 45 miliardów dolarów wyparowało z Rosyjskiej giełdy, po sankcjach Waszyngtonu wobec Moskwy. W Rosji ta wiadomość nie robi większego wrażenia. Oligarchowie wiedzą, że spadek majątku na giełdzie jest dla nich wirtualny (kak pakupił tak i prodał). Za jakieś dwa-trzy miesiące, kiedy stosunki się uspokoją, jego wartość wróci do normy. Rosyjska elita wie doskonale, że jej losy nie decydują się w Waszyngtonie czy w Londynie, a na Kremlu.

Rosja niby się wyludnia, że to jest katastrofa demograficzna, na Syberi jest ponad 100 milionów Chińczyków to masowa emigracja. Rosja uzależniona jest od wydobycia ropy naftowej i gazu, a narodowy budżet Rosyjski jest całkowicie uzależniony od wydobycia surowców naturalnych. To są twierdzenia nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Od 2012 roku negatywny trend demograficzny w Rosji został zachamowany dzięki polityce społecznej i prorodzinnej, przyrost jest już dodatni. Ogólna liczba emigrantów Chińskich w całej Rosji od 2014 roku utrzymuje się na poziomie to 273 tysiące ludzi. Imigrantów z Niemiec w Rosji znajdowało się 244 tysiące, a z Ukrainy ponad 2 miliony 600 tysięcy, z Uzbekistanu i Kirgistanu ponad milion. Udział eksportu węglowodorów w budżecie Rosyjskim od roku 2007 do dziś wynosi ok. 30% i jest stały. W 2017 r. wymiana handlowa U.S. – Rosja wzrosła o 25,13%, cztery razy więcej niż cała Amerykańska wymiana handlowa z całym światem. Nie zapominajcie o Amerykańskich sankcjach gospodarczych, które zapewne uderzyły, ale w Polskę. W dodatku po paru latach od sankcji gospodarczych, z którymi uporała się Rosja po aneksji Krymu i wojnie na Ukrainie, już widać, że Moskwa nie pada po nich na kolana. W zeszłym roku Rosyjska gospodarka zanotowała wzrosła o 1,5 proc. Jednak rezerwy walutowe Rosji to 457.7 mld dolarów na dzień 30/03/2018. Z takim zapasem Rosjanie mogą sobie pozwolić na realizację projektów, które mają doprowadzić ich kraj do odzyskania statusu światowego mocarstwa. To od lat główny cel Rosyjskiej polityki i Moskwa, nie bez racji, uważa że obecna sytuacja na świecie sprzyja dążeniu do jego urealnienia.

A teraz może z historii jak kończyły się imperia. Po zakończeniu II wojny światowej Francja starała się odbudować swoją pozycję światowego mocarstwa, silnie nadwerężoną klęską poniesioną w 1940 r. i Niemiecką okupacją. Objęto działaniami odzyskiwanie kontroli nad tymi koloniami, które podczas wojny rozluźniły związki z metropolią. Tak stało się np. z Indochinami (złożonymi z Wietnamu, Laosu i Kambodży). Przeciwko francuskiej administracji kolonialnej wystąpiły wówczas oddziały partyzanckie organizowane przez Ligę Niepodległości Wietnamu (skrót Viet Minh) zawiązaną w 1941 r. z inicjatywy miejscowej partii komunistycznej kierowanej przez nauczyciela, dziennikarza i działacza lewicowego Ho Chi Minha (Tego, Który Niesie Światło). Gdy po zakończeniu II wojny do Indochin wrócili Francuzi, musieli zmierzyć się z problemem Viet Minhu, który kontrolował północną część Wietnamu. W maju 1953 r. do Wietnamu przybył gen. Henri Navarre, dotychczas szef sztabu wojsk lądowych NATO w Europie. Generał otrzymał od Paryża zdecydowane polecenie poprawienia Francuskiej sytuacji militarnej w Indochinach. Opracował wobec tego plan działań, które miały mocno osłabić przeciwnika. Henri Navarre zaproponował wykonanie desantu na terytorium wroga i związanie tam jego sił oraz uzyskanie kontroli nad tym obszarem. Bazą dla oddziałów Francuskich na północy miała się stać dolina Dien Bien Phu. Głównym powodem założenia twierdzy w dolinie Dien Bien Phu była konieczność zagrodzenia drogi dywizjom Viet Minhu, maszerującym na praktycznie bezbronny Laos. Istniał także cel polityczny – Francuzi szykowali się do konferencji mającej zakończyć wojnę i przewidywane zwycięstwo mogło wydatnie pomóc przy stole negocjacyjnym. Wietnamczycy podjęli rękawicę i postanowili zdobyć dolinę. Skierowano tam cztery najlepsze dywizje (55 tys. żołnierzy), które dotarły na miejsce mimo ciężkich warunków terenowych i pod koniec grudnia odcięły obóz od świata zewnętrznego. Na okoliczne wzgórza wciągnięto działa, zbudowano też system okopów i tuneli wokół pozycji Francuskich. 7 maja obszar obrony Francuskiej skurczył się jednak do prostokąta o wymiarach 1000 na 700 m, a wietnamski atak bezlitośnie posuwał się dalej. Wobec tego de Castries wydał rozkaz przerwania walki. Twierdza upadła. Do niewoli poszło prawie 12 tys. żołnierzy. W dniu 7 maja 1954. Komunistyczny Viet Minh zdobywa bazę wojskową w Dien Bien Phu. Francja ponosi wojskową, polityczną i prestiżową klęskę. W efekcie wycofuje się z Indochin. W trakcie wycofywania się Francuzów do ostatniego żołnierza Francuzkiego podszedł mały Wietnamczyk i kopnął go w tyłek i tak skończyło się Imperium Francuskie. Po tej klęsce Francuzi wycofali się z Indochin. Niebawem ich miejsce zajęli Amerykanie, którzy również uważali, że będą w stanie kontrolować Wietnam. Oni także doznali klęski, ale już nie tak okrutnej jak Francuzi.

Wiadomość z 10 kwietnia br. Francja "w najbliższych dniach", po dalszych konsultacjach z Wielką Brytanią i USA, ogłosi swą odpowiedź na domniemany atak chemiczny w Syrii - powiedział we wtorek Francuski prezydent Emmanuel Macron, żeby nie skończyło się tak jak w Indochinach, bo w kraju ma zbyt dużo Arabów.

W naszej historii wiele obietnic i przyjaźni było tylko fikcją i dzisiaj jest podobnie. Mamy też z czego cieszyć się, jako jedyni na świecie pokonaliśmy Rosję (ale to już bardzo odległa historia i zapomniana), a ostrzeżenie może być i dla Chin, jak jesteśmy groźni, bo już jednego smoka pokonaliśmy. Proszę obejrzeć tę przestrogę.



https://www.salon24.pl/u/gregoryakko/85 ... ozwiazania


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 195 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /