Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 07 lis 2015, 13:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/11/0 ... dla-rosji/

Generałowie NATO: ćwiczenia Trident Juncture będą „ostrzeżeniem” dla Rosji
Posted by Marucha w dniu 2015-11-06 (piątek)

Wojskowi krajów NATO zamierzają podczas manewrów wysłać „wyraźny sygnał” Rosji i innym „potencjalnym przeciwnikom” – piszą amerykańskie i kanadyjskie gazety.
Ćwiczenia NATO Trident Juncture-2015 mają odegrać określoną rolę w polityce „powstrzymywania” – informują amerykańskie i kanadyjskie media, powołując się na oświadczenia natowskich generałów.
— Mam nadzieję, że Rosja obserwuje te manewry – oświadczył dowódca sił USA w Europie Ben Hodges, którego wypowiedź cytuje kanadyjska gazeta „National Post”. Jego zdaniem demonstracja możliwości jest ważną częścią polityki „powstrzymywania”. – Chodzi nie tylko o to, by mieć potencjał, ale też o to, aby zademonstrować potencjał Rosji – amerykańska gazeta „Army Times” cytuje Hodgesa.
Rozmawiając z dziennikarzami, przedstawiciele dowództwa NATO wyjaśnili, że „rosyjskie działania” w ciągu ostatnich dwóch lat zmusiły sojusz do rewizji swoje strategii – pisze „Army Times”.
Kanadyjski generał Steve Bowes zgadza się z tym, że ćwiczenia Trident Juncture mają być ostrzeżeniem dla Rosji – podaje „National Post”. – To powinien być sygnał na kilku poziomach – powiedział generał. Manewry mają zaprezentować możliwości współpracy członków sojuszu oraz ich gotowości polityczną. Jego zdaniem każdy kraj zainwestował w te ćwiczenia niemałe zasoby.
— Skoordynowane na wielką skalę ruchy żołnierzy, okrętów i lotnictwa mają na celu sprawdzić ich potencjał oraz przekazać wyraźny sygnał Rosji i innym potencjalnym przeciwnikom – uważa korespondent Associated Press, którego materiał opublikowało kilka kanadyjskich i amerykańskich mediów.
W Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech 21 października rozpoczęły się manewry NATO Trident Juncture-2015, które potrwają do 6 listopada. Uczestniczy w nich 36 tysięcy żołnierzy z 30 krajów, w tym spoza sojuszu (Austria i Szwecja), 140 samolotów, 90 okrętów nadwodnych i podwodnych.

http://pl.sputniknews.com/swiat/2015110 ... rosja.html

„Potencjalnym przeciwnikiem” USRaela jest każdy kraj, który nie życzy sobie, aby USRael decydował o jego polityce zagranicznej, wewnętrznej i o gospodarce.
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 28 lis 2015, 12:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=23706

To jakiś horror - Niemcy mieliby wjeżdżać do Polski, kiedy tylko im się spodoba? NATO jako siła promująca satanizm siłą rzeczy jest wrogiem Polaków. Jaki sens ma dziś nasze członkostwo w tej organizacji.

Kopia artykułu:

USA: Wojskowa strefa Schengen
on 27 listopada 2015 00:12 / 4 komentarze

W Warszawie odbyło się spotkanie organizowane przez polski oddział Centrum Analiz Polityki Europejskiej (CEPA) – amerykańskiej organizacji pseudo-pozarządowej z siedzibą główną w Waszyngtonie. Jako główny gość wystąpił na nim generał Benjamin Hodges, dowódca amerykańskich wojsk stacjonujących w Europie. Przekonywał słuchaczy, że dla obrony przed agresją ze strony Rosji należy utworzyć wojskowy odpowiednik strefy Schengen, umożliwiający nieskrępowany ruch wojsk NATO po Europie.
– Będę szczery – dzisiaj łatwiej jest poruszać się po Europie uchodźcom niż konwojom wojskowym. Za każdym razem bowiem musimy mieć dyplomatyczne zgody i to musi zostać rozwiązane. Jeśli szpica ma szybko się przemieszczać, musimy zmienić procedury i pozwolić siłom NATO na swobodne przekraczanie granic. Myślę, że potrzebujemy czegoś na kształt wojskowej strefy Schengen, która pozwoli szpicy, Amerykanom, Niemcom, Brytyjczykom czy Polakom na przekraczanie granic. – mówił generał.
– Jeżeli coś by się wydarzyło na polskiej granicy i potrzebowalibyśmy czołgu, który jest we Francji, to taki transport wojskowy musiałby prosić o pozwolenia, przejeżdżając przez każdy kraj, ale nawet land niemiecki. Nie może być tak, że w razie kryzysu tygodniami czekamy na transport militarny. – wtórował Hodgesowi w rozmowie z Polskim Radiem Michał Baranowski, dyrektor warszawskiego oddziału German Marshall Fund, państwowego think-tanku z USA.
– Powinny być porozumienia na poziomie Unii Europejskiej. Jeżeli przyjmiemy, że jednym z głównych gwarantów bezpieczeństwa UE jest wsparcie militarne Stanów Zjednoczonych, to trudno, byśmy sami utrudniali przemieszczanie się tych jednostek. – powiedział z kolei dziennikarzom Polskiego Radia Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

(Na podstawie forsal.pl opracował A.D.)



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 07 lip 2016, 11:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30310
Szczyt ważny, ale czy przełomowy…?

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed nami szczyt NATO w Warszawie. Jakie warunki może postawić Polska, jeśli chodzi o doktrynę obronną sojuszu?
– Nie tylko może, ale wręcz powinna biorąc pod uwagę odpowiedzialność za ten wschodni region i ewentualne zagrożenia. Jak wiadomo, na Ukrainie trwa konflikt, w który jest zaangażowana Rosja, mamy też bez liku zagrożeń lotniczych, które wywołują Rosjanie. Ponadto mamy też ćwiczenia wojskowe organizowane przez stronę rosyjską, które niekoniecznie mają charakter obronny. Wprawdzie nie mamy dostępu do scenariuszy, ale z tego, co wiadomo, tego typu działania mają na celu obronę przed NATO tzn. przed uderzeniem ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego. To pokazuje, że różne rzeczy mają tam miejsce i Polska, ale również inne kraje regionu Europy Środkowo-wschodniej mają prawo czuć się zagrożone ze strony Rosji. W tej sytuacji NATO powinno zadeklarować bardzo wyraźnie, że swoim członkom w tym regionie to bezpieczeństwo gwarantuje. I Polska jak najbardziej powinna podnosić tego typu kwestie i co więcej domagać się, aby podczas szczytu w Warszawie zapadły decyzje, które bezpieczeństwo w tym regionie wzmocnią.

Mówi się, że szczyt w Warszawie będzie przełomowy. Czy ma on szanse wnieść jakąkolwiek wartość w politykę obronną NATO i jak twierdzi minister Macierewicz, „zmieni świat na bardziej bezpieczny”?
– Pytanie, co to znaczy przełomowy…? Dla mnie osobiście zbliżający się szczyt NATO byłby przełomowy, gdyby w jego efekcie zostały utworzone stałe bazy w Europie środkowej. Tyle że z tego, co wiadomo, takiej decyzji niestety nie będzie. Ten szczyt byłby przełomowy, gdyby NATO potwierdziło, że to porozumienie, które przed laty zostało zawarte z Rosją, w czasie kiedy Polska nie była jeszcze w NATO, a dopiero aspirowała do członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim, że to porozumienie straciło swoją moc.

Czy rzeczywiście straciło?
– Oczywiście, że tak. Zresztą taka decyzja byłaby w pełni uzasadniona chociażby z uwagi na to, jak zachowuje się Rosja. Przypomnę, że w tym porozumieniu był gwarancja, że siły NATO-wskie nie będą rozmieszczane na terenie krajów, które aspirują do Sojuszu, ale z drugiej strony było też zobowiązanie Rosji, że ona też nie będzie tego samego czyniła jeśli chodzi o terytorium Europy. Ponadto, że zostaną zachowane wszystkie środki transparentności tzn., że wszelkie informacje o wzajemnych działaniach obronnych w przestrzeni militarnej będą ujawniane, również, że obie strony będą zapraszane w roli obserwatorów na ćwiczenia. Tymczasem działania Rosji w tym zakresie pozostawiają wiele do życzenia, podważają to wzajemne zaufanie. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że decyzja Sojuszu o rozwiązaniu tego porozumienia sprzed lat, które Rosja łamie notorycznie, byłaby jak najbardziej zrozumiała, a wręcz wskazana. Nie sądzę jednak, żeby taki przełom nastąpił.

To co zatem może być postrzegane jako przełom po szczycie NATO w Warszawie?
– Przełomem może być decyzja i fakt, że na tym terenie zostaną jednak rozmieszczone zostaną pewne siły amerykańskie na terenie Europy Środkowo-Wschodniej i że kraje bałtyckie będą miały wsparcie bodajże wielonarodowe batalionowe grupy bojowe składające się z wojsk amerykańskich, kanadyjskich, niemieckich i brytyjskich. Podczas szczytu – jak zapowiedział Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO – ma zapaść decyzja o utworzeniu wielonarodowej brygady, stacjonującej w Rumunii. Oczywiście brygada taktyczna nie odgrywa kluczowej roli, to nie jest siła, rozstrzyga o powodzeniu operacji. Można zatem być zadowolonym z decyzji, które mam nadzieję Sojusz Północnoatlantycki podejmie w Warszawie natomiast to w perspektywie dalekosiężnej nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Dlaczego tak długo trwało przekonywanie państw sojuszniczych do stałej obecności wojsk NATO w Polsce i w ogóle na wschodniej flance i czy trzeba było aż szczytu w Warszawie, żeby zagwarantować nam względne bezpieczeństwo?
– To jest kolejna sprawa, która musi i budzi uzasadniona irytację. Nasi europejscy sojusznicy wyraźnie boją się podejmowania działań, które zostaną odebrane przez Moskwę jako działania prowokacyjne. Niestety istnieje w kręgach politycznych Europy Zachodniej przekonanie, że nie należy zaogniać relacji z Rosjanami. W związku z tym szef MSZ Niemiec Frank-Walter Steinemeier powiedział bardzo wyraźnie, że niedawne ćwiczenia wojskowe Anakonda-16, które odbyły się w Polsce, i wzmocnienie obecności militarnej innych państw NATO na terenie m.in. Polski to działania, które nie powinny mieć miejsca. Jeśli zatem wśród członków Sojuszu istnieje taka postawa, to nic dziwnego, że przez lata mieliśmy poważny problem, aby przekonać NATO do stałej, ale rotacyjnej obecności wojsk amerykańskich na terenie Polski. Proszę pamiętać, że jest to – jak wspomniałem – rotacyjna obecność, a więc będzie sprzęt i bazy w Europie Środkowej, ale żołnierze będą się wymieniali.

Czy po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych nie zmieni się optyka nowej administracji Białego Domu co do zaangażowania wojsk amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej?
– Wcale nie jest to wykluczone, owszem to spojrzenie może się zmienić. Jest wiele niewiadomych: po pierwsze nie wiadomo, kto po Baracku Obamie ostanie nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Kandydatka demokratów Hillary Clinton jako sekretarz stanu starała się uporządkować relacje z Rosją, ale nie zostało to do końca zrealizowane. Natomiast republikański kandydat Donald Trump mówi o potrzebie porozumienia się z Władimirem Putinem, co więcej – mówi też, że Europa powinna wziąć odpowiedzialność za swoją obronę, a Stany Zjednoczone powinny w znacznie mniejszym zakresie niż dotychczas angażować się na Starym Kontynencie, również gdy chodzi o działalność w ramach NATO. Ponieważ – jak wiemy – Unia Europejska od dłuższego czasu nie zdołała zbudować zarówno odpowiedniej polityki obronnej ani komponentów, które stanowiłyby gwarancję militarnego bezpieczeństwa, to wszystko to może być rzeczywiście niepokojące. Wzmocnienie wschodniej flanki NATO poprzez obecność jednej brygady amerykańskiej, decyzją przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych może być cofnięte. Sytuacja nie jest zatem tak oczywista, jak z pozoru mogłoby się to wydawać, tym bardziej skłania mnie to do powtórzenia apelu, który od lata kieruję do kolejnych polskich władz, a mianowicie o większą troskę i zadbanie o własne zdolności obronne. Musimy stworzyć własne siły obronne, które skutecznie odstraszą potencjalnego agresora. To podstawowa i najważniejsza kwestia, w drugiej kolejności – choć także istotne jest zaangażowanie naszych sojuszników.

Jak Pana zdaniem rozpatrywany przez Sejm wniosek Platformy o odwołanie min. Macierewicza – w przeddzień szczytu NATO w Warszawie może wpłynąć na postrzeganie Polski przez państwa sojusznicze?
– To nie będzie miało żadnego znaczenia. Uważam, że pozycja obecnego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza jest mocna. Pewna jest też rola Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim, która przez takie czy inne szykany ze strony zawiedzionej opozycji nie może zostać podważona. Dlatego te próby zdyskredytowania szefa MON są tyle samo warte, co zapowiedzi Platformy, że szczyt NATO w Warszawie się nie odbędzie. Tak czy inaczej ten wniosek o wotum nieufności wobec ministra Macierewicza był bez sensu i niepotrzebnie Platforma uciekała się do takich kroków. Zresztą nie bardzo wiem, na czym polega rola Platformy jako opozycji, która nie mając pomysłu, usiłuje grać na emocjach Polaków.

Czy Pana zdaniem polskie służby są dobrze przygotowane, aby zapewnić bezpieczeństwo zarówno dla uczestników szczytu NATO, jak i Światowych Dni Młodzieży?
– Rozumiem, że ministrowie spraw wewnętrznych i obrony podchodzą do tych kwestii bardzo poważnie. Dlatego bezpieczeństwo zarówno uczestników szczytu NATO w Warszawie, gdzie będą prezydenci czy premierzy najważniejszych państw na świecie, jak i Ojca Świętego Franciszka oraz milionów młodych pielgrzymów, którzy niebawem przybędą do Krakowa, będzie zagwarantowane. Oczywiście jest to poważne wyzwanie, które mam nadzieję zostało poważnie potraktowane. Jasne jest, że nie mam szczegółowych informacji, jak poczynają sobie poszczególne służby, ale uważam, że kluczowe stanowiska w kluczowych resortach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa i obywateli zajmują odpowiedzialni ludzie i te dwa ogromnie ważne wydarzenia będą przebiegać bezpiecznie.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... omowy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 11 lip 2016, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30310
Nikt nikomu nie wypowiedział wojny

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, o czym świadczy obecność Ukrainy na zakończonym wczoraj w Warszawie szczycie NATO?
– Ta obecność Ukrainy na szczycie i posiedzenie Komisji NATO – Ukraina jest to przede wszystkim gest NATO, sygnał skierowany do społeczeństwa ukraińskiego i niejako substytut decyzji o rozpoczęciu procesu przyjmowania tego państwa do Sojuszu. Zanim to jednak nastąpi, to Ukrainę czeka jeszcze wiele pracy. Należy tu jednak podkreślić, iż w najbliższych dekadach nie będzie zgody na przyjęcie Kijowa do paktu.

Tak czy inaczej Ukraina jest wiarygodnym kandydatem do członkostwa w NATO?
– Ukraina, co trzeba zaznaczyć, jest w fazie upadku jako państwo, a więc dla sojuszu obronnego, jakim jest NATO, jest to pewien obszar działań, ale z pewnością nie teren, który wzmacnia bezpieczeństwo. Nie ma możliwości przyjęcia do Sojuszu Północnoatlantyckiego państwa, które w każdej chwili może NATO wprowadzić do wojny z Rosją. Zresztą o tym wielokrotnie mówił – w ostatnich latach – Henry Kissinger – doradca ds. bezpieczeństwa narodowego oraz sekretarz stanu w czasie prezydentury Richarda Nixona oraz Geralda Forda.

Jak ta debata nad członkostwem Ukrainy przebiega wewnątrz tego kraju?
– To jest element gry politycznej obecnie rządzącego obozu ukierunkowany na utrzymywanie się jak najdłużej przy władzy. Należy tu zadać sobie pytanie: czy można przyjąć Ukrainę do NATO w sytuacji, gdzie Krym to obecnie Rosja, a Donbas jest pod kontrolą separatystów? Z uwagi na to, że w ukraińskim państwie utrzymuje się retoryka wojenna, opozycja nie może formalnie brać udziału w debacie. Jednakże coraz większa populacja społeczeństwa zdaje sobie sprawę z nierealności obietnic członkostwa ich kraju w Sojuszu Północnoatlantyckim.

Prezydent Ukrainy oddał hołd ofiarom rzezi wołyńskiej, składając kwiaty i zapalając znicz pod pomnikiem ofiar ukraińskiego ludobójstwa na skwerze Wołyńskim na warszawskim Żoliborzu. Czy może to być krok ku pojednaniu i jak to się ma do wcześniejszych przykładów gloryfikacji OUN-UPA przez obecne ukraińskie władze?
– Jest to wyłącznie taktyczny gest prezydenta Poroszenki. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że tuż przed jego przyjazdem do Polski jedną z głównych ulic Kijowa nazwano imieniem Stepana Bandery? Takich rzeczy się nie robi, takie gesty są niedopuszczalne w sytuacji, gdy się chce kogoś przeprosić. Co więcej, na Ukrainie nie słychać debaty o tym, co się stało w krwawą niedzielę, 11 lipca 1943 r., kiedy doszło do kulminacji zbrodni ludobójstwa na polskiej ludności na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, której dokonali ukraińscy nacjonaliści.

Czy nie jest tak, jak uważają niektórzy obserwatorzy, że kwestia Wołynia jest dzisiaj po to nagłaśniana, aby nas skłócić jeszcze bardziej ze sobą?
– Ci sami obserwatorzy mówią to już od kilkunastu lat. Ciągle słyszymy, że na to przyjdzie czas, że nie teraz, że trzeba zaczekać na bardziej odpowiednią chwilę. To nic innego jak tylko gra na biologiczne załatwienie tego problemu i oczekiwanie, że wraz z odejściem ostatnich świadków tej zbrodni temat ludobójstwa zniknie. Ale nie zniknie, bo Polacy to mądry Naród, pamiętają i będą pamiętać o zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i żadna poprawność polityczna nie zamydli im oczu. Jeżeli chcemy budować przyjazne stosunki z Ukrainą, musimy to zrobić natychmiast. To nasz obowiązek wobec ofiar, ale także powinność wobec samych siebie.

Za nami szczyt NATO w Warszawie. Czym, według Pana, jest i co oznacza pakiet pomocowy dla Ukrainy, co do którego decyzja zapadła w ostatnich dniach?
– Tak naprawdę to dokładnie nie wiadomo, co ma się składać na ten pakiet pomocowy. Prawdopodobnie jest to, przynajmniej na razie, jedynie ogólne zobowiązanie dotyczące modernizacji ukraińskich sił zbrojnych, ale szczegóły techniczne mają być dopracowywane dopiero w najbliższych miesiącach. Armia ukraińska ma już wyczerpane resursy większości ciężkiego sprzętu, lotnictwo jest praktycznie uziemione, a wojsku brakuje amunicji. I to, jak sądzę, będą główne obszary czy też kierunki działań pomocowych.

Czy i ewentualnie jak wsparcie NATO udzielone Ukrainie może wpłynąć na relacje między Rosją a Ukrainą?
– Jeżeli stanie się to faktem, to prawdopodobnie separatyści otrzymają od Rosji nowe wersje uzbrojenia, a na Krymie pojawią się kolejne oddziały i sprzęt wojskowy. Należy przypomnieć, iż ta „dziwna wojna domowa na Ukrainie”, którą obserwujemy, ma niezwykłe zwroty.

A konkretnie?
– Przede wszystkim zwróćmy uwagę, że do dzisiaj Ukraina nie wypowiedziała Rosji wojny, również wymiana handlowa pomiędzy tymi krajami trwa w najlepsze. Ponadto armia separatystyczna i ukraińska w Donbasie ciągle się wzajemnie ostrzeliwują, ale w tym samym czasie Kijów kupuje węgiel od separatystów. To wygląda bardzo dziwnie.

Były prezydent ZSRS Michaił Gorbaczow skomentował decyzje NATO w sprawie wzmocnienia wschodniej flanki jako wypowiedzenie wojny Rosji. Czy rzeczywiście taka jest retoryka Sojuszu?
– Michaił Gorbaczow ma traumę, której przyczyną jest to, co uczynił Związkowi Sowieckiemu i teraz, próbując się zrehabilitować w oczach rosyjskiej opinii społecznej, przyjmuje tak ostrą retorykę wobec Zachodu. Natomiast ze strony większości państw Sojuszu Północnoatlantyckiego nie ma mowy o takiej retoryce. Przecież nikt nikomu, także deklaratywnie, nie wypowiedział wojny.

Czy decyzje szczytu NATO w Warszawie zastopują zapędy Putina, czy wręcz przeciwnie, zaostrzą retorykę Rosji?
– Decyzje szczytu w Warszawie niczym się nie różnią od deklaracji NATO sprzed kilku miesięcy. Ten szum informacyjny, z którym mamy do dziś czynienia, praktycznie ma na celu osiągniecie przez wszystkie strony znamion sukcesów w polityce wewnętrznej. Przecież kilka tysięcy żołnierzy NATO rozciągniętych od Tallina po Bukareszt w żaden sposób nie zmieni układu sił. W odpowiedzi na to, że brygada Sojuszu Północnoatlantyckiego rotacyjnie ma być rozmieszczona w Europie Wschodniej, Rosja podjęła decyzję o tworzeniu nowej dywizji przy granicy z Białorusią.

NATO wyraźnie mówi, że decyzje szczytu w Warszawie nie są skierowane przeciwko Rosji. Jak zatem skomentuje Pan słowa prezydenta Hollande’a, który przestrzegł Sojusz przez zaostrzaniem relacji z Rosją?
– Prezydent François Hollande powiedział to, co myśli ponad połowa członków Paktu Północnoatlantyckiego, choć tego głośno nie wyraża, a mianowicie, iż nie jest w ich interesie zaostrzanie relacji z Rosją. Francja wydaje się przewodzić grupie państw, które chcą resetu w stosunkach z Moskwą. To wszystko pokazuje, iż w razie konfliktu może ponownie zaistnieć termin znany z 1939 r., a mianowicie „dziwna wojna”, co – jak pamiętamy – wiąże się z tym, iż Francja wypowiedziała wojnę Niemcom, ale bombardowała je ulotkami z odezwami. Ponadto trzeba pamiętać, iż za kilka miesięcy we Francji odbędą się wybory prezydenckie, a dwoje bardzo poważnych kandydatów do tego urzędu, Marine Le Pen i były prezydent Nicolas Sarkozy, mówi już teraz, że Krym to Rosja. To najlepiej pokazuje, w jakim kierunku to wszystko zmierza i że partykularne interesy poszczególnych państw będą dominować przede wszystkim i nikt nie będzie chciał „umierać” za Ukrainę. Putin dobrze o tym wie i to skrzętnie wykorzystuje w swojej imperialnej polityce.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wojny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 15 lip 2016, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/07/13/zmierzch-nato/

Zmierzch NATO
Posted by Marucha w dniu 2016-07-13 (środa)

Historia NATO i ostatnie działania tej organizacji pozwalają zrozumieć sposób, w jaki Zachód budował swoje kłamstwa i dlaczego stał się ich zakładnikiem. Sprawy, którym poświęcony jest niniejszy artykuł, mogą być szokujące, ale faktom nie da się zaprzeczyć, choć można uczepić się kłamstw i rozpaczliwie ich się trzymać.
Podczas szczytu w Stambule 13. maja 2015 r. przywódcy NATO kończą suto zakrapiany posiłek. Naśmiewają się z kretynów, którzy wierzą w ich opowieści o pokoju, śpiewając „We Are the World”. Na tym niecenzuralnym filmie można rozpoznać generała Philipa Breedlove’a, Jensa Stoltenberga, Federikę Mogherini i wielu ministrów obrony.
Właśnie zakończyło się w Warszawie spotkanie szefów rządów Państw NATO (7. i 8. lipca 2016). Miało ono być triumfem Stanów Zjednoczonych nad resztą świata, a w rzeczywistości było ono zwiastunem fiaska.
Przypomnijmy, czym jest Sojusz Atlantycki.

Czym był Sojusz?
Kiedy elity europejskie wpadły w panikę na myśl o możliwym dojściu do władzy partii komunistycznych po zakończeniu drugiej wojny światowej, w 1949 r. schroniły się pod „parasolem” USA. Chodziło im przede wszystkim o zdolność do stworzenia zagrożenia dla Związku Radzieckiego i tym samym o zniechęcenie go do popierania komunistów zachodnich.
Państwa Zachodu stopniowo rozszerzały sojusz, czego szczególnym wyrazem było przyjęcie w 1955 r. Niemiec Zachodnich, którym pozwolono na odbudowę sił zbrojnych. Zaniepokojony skalą możliwości Sojuszu, ZSRR zareagował stworzeniem Układu Warszawskiego sześć lat po powstaniu NATO.
W czasie zimnej wojny oba sojusze miały charakter imperialny: z jednej strony zdominowane przez Stany Zjednoczone (i w mniejszym stopniu Wielką Brytanię) NATO, a z drugiej – Układ Warszawski, zdominowany przez Związek Radziecki. Opuszczenie tych struktur stało się de facto niemożliwe: NATO nie wahało się wykorzystywać Gladio do organizacji zamachów stanu i dokonywać prewencyjnych zabójstw politycznych, a Układ Warszawski otwarcie najeżdżał Węgry i Czechosłowację, które zaczęły wykazywać objawy zachcianek niepodległościowych.
Związek Radziecki skończył z tym systemem jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego, z chwilą, w której Michaił Gorbaczow pozwolił każdemu Państwu-członkowi Układu Warszawskiego na odzyskanie niezawisłości („My Way”); fakt ten sam ironicznie określił „doktryną Sinatry”.
Po załamaniu się struktur ZSRR dawne republiki związkowe uległy rozproszeniu i potrzeba było kilku lat, aby sytuacja ustabilizowała się na tyle, że można było stworzyć obecną Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Ciało to, uformowane z wzięciem pod uwagę błędów przeszłości, zostało oparte na zasadzie absolutnej równości Państw członkowskich.
Zwróćmy tu uwagę, że zarówno NATO, jak i Układ Warszawski to organizacje o zasadach sprzecznych z Kartą Narodów Zjednoczonych ze względu na to, że zgoda Państw-członków na umieszczenie swoich wojsk pod dowództwem amerykańskim, lub radzieckim oznacza utratę przez nie niepodległości.
W przeciwieństwie do Rosji Stany Zjednoczone nadal są imperium i wciąż wykorzystują NATO do poganiania batem swoich sojuszników. Pierwotny cel wywierania nacisku na Związek Radziecki, aby ten nie mógł pomóc komunistom w dojściu do władzy na Zachodzie, nie ma już racji bytu. Pozostało tylko zwierzchnictwo Stanów Zjednoczonych.
W 1998 roku NATO przeprowadziło swoją pierwszą wojnę, skierowaną przeciwko malutkiemu państewku (obecnej Serbii), które nijak mu nie zagrażało. Wcześniej Stany Zjednoczone stopniowo stworzyły warunki do wybuchu konfliktu, szkoląc kosowską mafię w technikach terrorystycznych w tureckiej bazie lotniczej Incirlik, a następnie organizując w Serbii kampanię terroru, aż w końcu oskarżyły Serbię o nieproporcjonalną na nią reakcję. Na muchę zrzucono kowadło, a w gabinetach rządowych stwierdzono, że Sojusz jest w rzeczywistości tworem dość ciężkim i niewydajnym i rozpoczęto realizację programu głębokich reform.

Sojusz po 11. września 2001
Wraz ze zniknięciem ze sceny ZSRR znikło też jedyne Państwo na świecie zdolne rywalizować na polu wojskowości ze Stanami Zjednoczonymi, a tym bardziej – z NATO. Sojusz Atlantycki powinien był, naturalnym biegiem rzeczy, także zaniknąć. Tak się jednak nie stało.
Najpierw pojawił się nowy przeciwnik: terroryzm, który wkrótce uderzył w kilka ze stolic Sojuszu, zmuszając Państwa członkowskie do wspierania się nawzajem przeciwko niemu.
Oczywiście nie ma porównania między tym, czym był Układ Warszawski, a bandą brodaczy, okopanych w jaskini w Afganistanie. Niemniej jednak wszystkie Państwa NATO udają, że w takie podobieństwo wierzą, ponieważ nie mają innego wyboru: jedynym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa swojej ludności jest podpisywanie kolejnych komunikatów NATO, głoszenie jedynie słusznej, obowiązkowej narracji.
Mimo bogatej literatury historycznej, mieszkańcy Zachodu wciąż nie pojmują, że NATO zostało stworzone przez jego klasy posiadające przeciwko nim, a dziś instytucję tę wykorzystują Stany Zjednoczone także przeciwko ich elitom. Państwa bałtyckie i Polska są przypadkami nieco odmiennymi, ponieważ przystąpiły do Sojuszu niedawno i ciągle znajdują się na etapie lęku elit przed komunistami.

Prawie nieograniczony zasięg geograficzny Sojuszu
Gdyby NATO było sojuszem obronnym, ograniczałoby się do obrony swoich członków, ale zamiast tego wciąż rozszerza geograficzny zasięg swoich interwencji.
Po lekturze komunikatu końcowego warszawskiego szczytu dochodzi się do wniosku, że Sojusz miesza się do wszystkiego – od Korei (gdzie Stany Zjednoczone wciąż nie podpisały układu pokojowego z Republiką Ludowo-Demokratyczną) po Afrykę (gdzie Pentagon ciągle ma nadzieję zainstalować AfriCom). Jedyną częścią świata, która uwadze NATO umyka, jest Ameryka Łacińska – strefa zarezerwowana dla Waszyngtonu od czasu „doktryny Monroe’a”. Wszędzie indziej wasale Pentagonu proszeni są wysyłać swoje wojska, żeby tam broniły interesów suzerena.

Dziś Sojusz zamieszany jest we wszystkie wojny.
To on zajął się koordynacją upadku Libii w 2011 r. po tym, jak dowódca AfriCom, generał Carter Ham sprzeciwił się wykorzystaniu Al-Ka’idy do obalenia Mu’ammara al-Kaddafiego. To także NATO koordynuje wojnę przeciwko Syrii od chwili przeniesienia Allied Land Command do Izmiru w Turcji w 2012.
W miarę upływu czasu do współpracy z Sojuszem – przy różnych stopniach zaangażowania – wciąga się także kraje nieeuropejskie. Do ostatnich przybyszy zalicza się Bahrajn, Izrael, Jordania, Katar i Kuwejt; każde z tych państw od 4. maja posiada własne biuro w siedzibie NATO.

Obrazek
Nowa kwatera główna NATO w Brukseli została zbudowana za bagatelną sumę miliarda dolarów.


Czym Sojusz jest dzisiaj
Od każdego Państwa członkowskiego wymaga się zbrojeń w ramach przygotowań do kolejnych wojen i przeznaczania na ten cel 2% swojego PKB, choć w rzeczywistości wymóg ten jest daleki od realizacji. Nabyta broń musi być zgodna z normami NATO i zaleca się jej zakup w Waszyngtonie.
Oczywiście istnieje jeszcze przemysł zbrojeniowy poszczególnych krajów, ale już niedługo. W ciągu ostatnich dwudziestu lat Sojusz systematycznie naciskał na likwidację fabryk produkujących samoloty wojskowe we wszystkich Państwach członkowskich z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych. Pentagon zapowiedział bowiem inaugurację nowego myśliwca wielozadaniowego o cenie nie do pobicia – F-35 Joint Strike Fighter. Wszystkie Państwa Sojuszu złożyły nań zamówienia i pozamykały własne fabryki.
Po upływie dwudziestu lat Pentagon wciąż nie jest w stanie wyprodukować nawet jednego z tych wszystko potrafiących samolotów i zmuszony jest na kolejnych targach zbrojeniowych prezentować podrasowane F-22. Klientów nieustannie prosi się o dofinansowanie badań, a Kongres zastanawia się nad wznowieniem produkcji starszych modeli, ponieważ najprawdopodobniej F-35 nigdy nie ujrzy światła dnia.

NATO działa na zasadach instytucji gangsterskiej – ci, którzy nie płacą, będą musieli stawić czoła zamachom terrorystycznym.
Chociaż Stany Zjednoczone wymogły na sojusznikach uzależnienie od swojego przemysłu zbrojeniowego, same zaprzestały go udoskonalać. W tym samym czasie Rosja odbudowała własny przemysł obronny, a Chiny uczynią to niedługo. Armia rosyjska już prześcignęła Pentagon w uzbrojeniu konwencjonalnym. System, który rozmieściła w zachodniej Syrii, na Morzu Czarnym i w Kaliningradzie pozwala jej na zakłócanie łańcucha dowodzenia NATO, które musiało zrezygnować ze śledzenia jej działań w tych regionach. Na niwie lotniczej Rosja produkuje już myśliwce wielozadaniowe, które sprawiają, że piloci Sojuszu bledną z zazdrości. Jeśli chodzi o Chiny, to powinny one wyprzedzić NATO w uzbrojeniu konwencjonalnym za dwa lata.
Sojusznicy są więc świadkami rozkładu Sojuszu i tym samym – ich samych. Nie reagują na to; wyjątkiem jest Zjednoczone Królestwo.

Przypadek: Daesz
Po histerii lat 2000-2010 wokół Al-Ka’idy stanęliśmy wobec nowego wroga – Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii, czyli „Daesz”. Wszystkie Państwa członkowskie poproszono o przyłączenie się do „Koalicji światowej” (sic!) i pokonanie go. Uczestnicy szczytu w Warszawie pogratulowali sobie zwycięstw odniesionych w Iraku, a nawet w Syrii – mimo „interwencji wojskowej Rosji, jej znacznego zaangażowania wojskowego i poparcia dla reżymu”, które są „źródłem dalszych zagrożeń i wyzwań dla bezpieczeństwa Sojuszników” (sic!) [1].
Choć każdy już dobrze wie, że Kalifat Islamski został stworzony w 2006 r. przez Stany Zjednoczone, zapewnia się nas, że od tamtej pory organizacja ta obróciła się przeciwko nim; podobnej argumentacji używano ex post także w odniesieniu do Al-Ka’idy. Tymczasem 8. lipca, kiedy Syryjska Armia Arabska prowadziła walkę z różnymi ugrupowaniami terrorystycznymi, w tym z Daeszem, na wschód od Hims, siły powietrzne USA przez cztery godziny osłaniały je i w tym czasie Daesz mógł metodycznie dokonać uszkodzeń rurociągu łączącego Syrię z Irakiem i Iranem.
Ponadto w zamachach 4. lipca w Arabii Saudyjskiej (w tym naprzeciwko konsulatu amerykańskiego w Dżuddzie) Państwo Islamskie użyło zaawansowanych technologicznie materiałów wybuchowych, którymi obecnie dysponuje tylko Pentagon. Nietrudno więc o obraz następujący: Pentagon walczy przeciwko Daeszowi w jednych strefach geograficznych, a w innych dostarcza mu broni i służy wsparciem logistycznym.

Przykład Ukrainy
Inne bobo to Rosja. Jej „agresywne działania […] w tym prowokacyjna aktywność wojskowa na peryferiach terytorium NATO i wykazywana przez nią wola osiągania celów politycznych za pośrednictwem gróźb, lub z użyciem siły są źródłem regionalnej destabilizacji, stanowią fundamentalne wyzwanie dla Sojuszu” (sic!).
NATO zarzuca Rosji aneksję Krymu, w czym ma rację [? – admin], jednocześnie jednak zaprzecza kontekstowi tej aneksji: zorganizowanemu przez CIA zamachowi stanu i zainstalowaniu w Kijowie rządu, w skład którego wchodzą naziści. Krótko mówiąc: członkowie NATO mają wszelkie prawa, a Rosja tylko gwałci zapisy porozumień, które zawarła z Sojuszem.

Szczyt NATO w Warszawie
Warszawskie spotkanie na szczycie nie pozwoliło Waszyngtonowi na załatanie dziur. Wielka Brytania, która właśnie położyła kres „szczególnej relacji”, odłączając się od Unii Europejskiej, odmówiła zwiększenia swojego wkładu w Sojusz, żeby móc zrekompensować sobie straty wynikłe z członkostwa w Unii. Londyn unikał pytań, zasłaniając się mającą wkrótce nastąpić zmianą władzy.
Udało się podjąć tylko dwie decyzje: o instalacji stałych baz na pograniczu rosyjskim i rozbudowie tarczy antyrakietowej. Jako że pierwsza jest sprzeczna z umowami, które NATO zawarło wcześniej, jej realizacja będzie miała formę rotacyjną, w której bataliony będą wprawdzie się zmieniać, ale obecność wojskowa będzie stała.
Druga decyzja sprowadza się do wykorzystania terytorium Sojuszników do rozmieszczenia na nim żołnierzy USA wraz z systemem uzbrojenia. Aby nie drażnić zanadto ludności, których kraje będą okupować, Stany Zjednoczone zgodziły się na przekazanie dowództwa tarczy antyrakietowej Sojuszowi Północnoatlantyckiemu. Zmiana ta ma charakter jedynie papierowy, ponieważ Naczelny Dowódca Sojuszu – obecnie generał Curtis Scaparrotti – nieodwołalnie musi być oficerem armii USA, a wyznacza go osobiście prezydent Stanów Zjednoczonych.

[1] Communiqué du Sommet de l’Otan à Varsovie », Réseau Voltaire, 9 juillet 2016.
Thierry Meyssan

Tłumaczenie: Euzebiusz Budka

http://www.voltairenet.org/article192833.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 29 maja 2017, 08:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30310
Niemcy nie zdołają rozbić jedności NATO

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zdaniem Donalda Trumpa, nawet nakłady w wysokości 2 proc. PKB nie są wystarczające do zapewnienia bezpieczeństwa. Co powoduje, że Stany Zjednoczone naciskają, aby każde z państw członkowskich na siebie brało odpowiedzialność za swoje wydatki obronne?
– Powód jest prosty, a mianowicie wiele państw NATO korzysta z osłony strategicznej Stanów Zjednoczonych, które wydają na cele obronne ponad 3 proc. swojego PKB, a np. Niemcy niewiele ponad 1 proc. Tak naprawdę poza Francją, Wielką Brytanią i Polską (nie licząc Turcji, gdzie sytuacja tego państwa w NATO jest obecnie dosyć specyficzna) pozostałe państwa nie wnoszą istotnego wkładu we wspólną obronę. Prezydent Donald Trump ma tego świadomość, co więcej, mówi o tym otwartym tekstem.

Jaki to ma cel strategiczny? Amerykanie, którzy koncentrują się na Pacyfiku, oczekują, że europejskie państwa NATO będą w większym stopniu partycypować w wydatkach?
– Amerykanie, realizując swoje cele globalne, oczekują, iż w Europie, gdzie jest bardzo duże nasycenie państw należących do Sojuszu Północnoatlantyckiego, to one przejmą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Starego Kontynentu. I to wydaje się logiczne. Ponadto Waszyngton oczekuje, że sojusznicy z NATO będą – przynajmniej w sposób proporcjonalny – uczestniczyć w kosztach utrzymania własnego bezpieczeństwa, a także zaangażują się w kluczowe dla Stanów Zjednoczonych sprawy dotyczące flanki południowej, czyli Bliskiego Wschodu.

A zatem jest to próba zrzucenia większej odpowiedzialności na kraje europejskie?
– Nie, po prostu jest to oczekiwanie, że wszyscy zgodnie ze statusem członka Sojuszu będą się wywiązywać ze swoich naturalnych obowiązków. Artykuł piąty – najważniejszy zapis Traktatu Północnoatlantyckiego – mówi wyraźnie o kolektywnej obronie państw członkowskich. Dotyczy to także nakładów na obronność, w których każde z państw powinno partycypować w sposób proporcjonalny oraz ponosić koszty związane z samym funkcjonowaniem NATO. I nie ma tu znaczenia, że przykładowo PKB Niemiec i Polski są na różnym poziomie. Tu chodzi o zasady.

Prezydent Duda zapowiedział zwiększenie nakładów na obronność od 2020 r. do 2,2 proc. PKB, a do 2030 do 2,5 proc. Czy sytuacja budżetowa państwa uzasadnia ten wzrost, zważywszy, że Niemcom – jak Pan zauważył – trudno dojść nawet do pułapu 2 proc. PKB?
– Niemcy przez ostatnie lata uważały, iż zagrożenie konfliktem zbrojnym jest znikome, dlatego kilkanaście lat temu zmieniły cele dla swoich sił zbrojnych. Mianowicie w sposób radykalny ograniczono liczbę oddziałów posiadających ciężki sprzęt bojowy na rzecz międzykontynentalnej mobilności swojej armii. Celem miała być osłona interesów gospodarczych Niemiec, głównie w Afryce. Natomiast Polska z uwagi na położenie geopolityczne musi mieć odpowiednie siły odstraszania.

Jak ta presja Amerykanów, aby zwiększyć nakłady na obronność, ma się do Niemiec, które po reformie w 2011 r. nie dość, że zredukowały liczebnie swoją armię o połowę, to ich sprzęt i poziom wyposażenia także pozostawia wiele do życzenia?
– Wydaje się, iż presja prezydenta Donalda Trumpa na Niemcy nie będzie skuteczna. Nasz zachodni sąsiad jest w przededniu wyborów parlamentarnych, a społeczeństwo tego kraju bardziej niż kiedykolwiek odczuwa obawy co do swojego bezpieczeństwa głównie w wymiarze wewnętrznym. Myślę, iż w związku z tym w Niemczech nastąpi nieznaczne zwiększenie wydatków na obronę, ale nie w wymiarze oczekiwanym przez Stany Zjednoczone.

Nie jest trochę tak, że Niemcy zaczynają budować własny minisojusz obronny z brygadami z Czech i Rumuni obok NATO, a docelowo europejskie NATO bis pod swoim przywództwem?
– Bez istotnego zwiększenia nakładów na obronę ten minisojusz – jeśli w ogóle powstanie – będzie miał zasadniczo jedynie wymiar polityczny, a nie militarny.

Niemcy, którzy rozbijają jedność Unii Europejskiej, robią to samo w odniesieniu do NATO…?
– Myślę, iż Niemcy nie rozbijają jedności NATO, ale wykorzystują swoją pozycję w tym Sojuszu do własnych celów politycznych przy minimalnym wysiłku finansowym. Takie polityczne cwaniactwo.

Miniszczyt w Brukseli to zarazem pierwsze spotkanie po wzmocnieniu wschodniej flanki NATO i pierwsze po objęciu urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa. Udane wejście Trumpa na polityczne salony?
– Wydaje się, iż Donald Trump pokazał, iż tak jak w biznesie będzie się liczył zasadniczo tylko z poważnymi graczami. Jego wizyta w Arabii Saudyjskiej poprzedzająca przyjazd do Europy pokazała, iż jako gość w tym państwie zachowywał się bardziej powściągliwie, mając na uwadze, iż ten kraj wydaje na bezpieczeństwo ok. 10 proc. swojego PKB. Na europejskich salonach prezydent Trump zasadniczo pokazał, iż jest wyraźnie niezadowolony z tego, że większość państw liczy tylko na Waszyngton pod względem utrzymania wzajemnego potencjału odstraszania.

Jak odczytuje Pan słowa Donalda Tuska po spotkaniu z prezydentem Trumpem, że nie sądzi, aby obaj mieli to samo spojrzenie na Rosję. Czy Tusk podobnie jak europejskie elity nie stawia się w kontrze do prezydenta Trumpa?
– Donald Tusk jest tylko wyrazicielem celów elit brukselskich. To nie jest samodzielny gracz na politycznej szachownicy. Przypomnę, że nie posiada on nawet zaplecza w postaci rządu we własnym państwie. Z kolei prezydent Trump patrzy na Rosję przez prymat celów Stanów Zjednoczonych w Azji, natomiast Europa spogląda na Rosję głównie przez pryzmat polityki europejskiej.

Czy ten miniszczyt można uznać za sukces Polski? Mamy potwierdzenie, że do 2022 r. NATO będzie wzmacniać wschodnią flankę. Czy to może być data graniczna i co potem?
– Pamiętajmy, iż to tylko deklaracje, a nie decyzje, które także mogą być weryfikowalne w czasie przez różne bieżące wydarzenia. Wschodnią flankę NATO będą wzmacniać głównie Amerykanie, gdyż udział pozostałych państw jest tu raczej symboliczny pod względem ilości sprzętu i ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie. Ale jak to będzie wyglądało w rzeczywistości, wpływ na to będzie miała sytuacja w zakresie bezpieczeństwa w świecie i Europie Wschodniej.

NATO ma dzisiaj inne priorytety niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu?
– Celem NATO jako sojuszu obronnego jest wzajemna pomoc w sytuacji zagrożenia ze strony państw trzecich. Kiedyś zagrożeniem był ZSRS, a presja dotyczyła dwóch bloków: wschodniego i zachodniego świata. Jednak po tym, jak czas zimnej wojny się skończył, to szukając nowej roli NATO w tej pozimnowojennej rzeczywistości, chyba zbytnio uwierzono, że zagrożenie ze strony Rosji minęło, że nie istnieje, co więcej, proklamowano nowe otwarcie w relacjach z Moskwą. Kolektywna obrona jako podstawa, na której opierał się Sojusz, została podtrzymana, ale bardziej skoncentrowano się na nowych zagrożeniach, takich jak terroryzm czy wojna cybernetyczna, oraz na wzmocnieniu zdolności ekspedycyjnych i na misjach w Afganistanie czy w Iraku. Czerwona lampka powinna się zapalić już w momencie wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 r., ale nic takiego nie nastąpiło. Nic zatem dziwnego, że jeszcze dwa lata później NATO – zapominając o „demonach przeszłości” – jak to określił ówczesny sekretarz generalny Sojuszu Anders Fogh Rasmussen, uznawało Rosję już nie za wroga, ale za ważnego strategicznego partnera. Stąd na szczycie Sojuszu w Lizbonie w listopadzie 2010 r. z udziałem szefów państw i rządów stała Rada NATO – Rosja odbyła się na najwyższym szczeblu z udziałem ówczesnego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Jednak czas i działania Rosji Putina zweryfikowały to otwarcie na Moskwę. Rosja potwierdziła bowiem, że na różne sposoby gra na destabilizację i rozbicie jedności NATO i państw zachodnich. Po aneksji Krymu i w wyniku działań zbrojnych Rosji na wschodzie Ukrainy w 2014 r. NATO zawiesiło cywilną i wojskową współpracę z Moskwą. Również Rada NATO – Rosja, powołana jako forum dialogu w 2002 r., została wówczas zawieszona. Jej spotkania na szczeblu ambasadorów wznowiono dopiero w 2016 r. Dzisiaj w NATO, a szczególnie w strukturach militarnych Sojuszu, trwa proces przywracania utraconych zdolności.

NATO zapowiada też nowe otwarcie w walce z tzw. Państwem Islamskim. Jak ocenia Pan zapowiedź zaangażowania się Sojuszu w walkę z terroryzmem, do czego jednak nie za bardzo były przekonane Niemcy i Francja?
– Powołanie specjalnej komórki ds. wywiadu antyterrorystycznego i wymiany informacji na temat siatek terrorystycznych oraz przystąpienie NATO jako osobnego podmiotu do koalicji antyterrorystycznej świadczy dobitnie, że Amerykanie jako państwo wiodące zdecydowanie chcą doprowadzić do ostatecznego rozbicia ISIS przy współudziale państw islamskich. Zresztą Stany Zjednoczone nalegały już od jakiegoś czasu na przyłączenie NATO do liczącej 68 krajów koalicji przeciwko ISIS. Sojusz Północnoatlantycki – owszem – przystąpi do międzynarodowej koalicji przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu, co zresztą potwierdził w Brukseli sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg, ale nie oznacza to, że NATO zaangażuje się zbrojnie w tę walkę. Tak czy inaczej jest to wyraźny sygnał, że zwalczanie terroryzmu wymaga skoordynowanej międzynarodowej odpowiedzi, a NATO w walce z terrorem chce mówić jednym głosem. Natomiast co do Francji i Niemiec, to z uwagi na duże nasycenie w tych państwach potencjalnymi terrorystami islamskimi przywódcy tych krajów obawiają się dalszej destabilizacji wewnętrznej swoich państw poprzez wzrost ilości ataków terrorystycznych. Z tego wynika ta ich „wstrzemięźliwość”.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/swiat/182661 ... -nato.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 14 wrz 2017, 12:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30310
Wewnątrz państw NATO nie ma solidarności

Z gen. dyw. Romanem Polko, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W czwartek rozpoczynają się rosyjsko-białoruskie ćwiczenia wojskowe Zapad-2017. Według brytyjskiego „Financial Times”, przedstawiciele ministerstw obrony państw bałtyckich wzywają NATO do jedności wobec rosnących napięć. Czy sytuacja jest aż tak napięta?
– To jest bardzo ważny sygnał świadczący o tym, że musimy coś z tym zrobić, zwłaszcza w samej Europie, bo jeśli chodzi o Amerykanów, to oni jednak angażują się w bezpieczeństwo europejskie. Natomiast państwa zachodniej Europy w tej kwestii robią niewiele i to jest fakt. Wobec potencjału rosyjskiego, o którym można powiedzieć, że właściwie jest gotowy na „gwizdek” do użycia, bo wystarczy tylko dyrektywa Putina i natychmiast potężne siły się przemieszczają, to u nas – i chyba na to głównie zwraca uwagę Litwa – reakcja jest spóźniona. Wygląda to mniej więcej tak, że najpierw musimy poczynić uzgodnienia, następnie generujemy siły, a później – dodatkowo – musimy jeszcze wypełniać różne procedury, które pozwalają przemieszczać wojska w rejon zapalny, rejon zagrożenia, krótko rzecz ujmując – nawet na flankę wschodnią. Ta mnogość procedur spowalnia czas reakcji i pokazuje słabość w odniesieniu do sił, którymi dysponuje Putin.

Szef resortu obrony Estonii Juri Luik podczas nieformalnego spotkania ministrów spraw zagranicznych i obrony państw UE w Tallinie mówił, że dla państw UE priorytetem powinno być tzw. wojskowe Schengen, które pozwoliłoby na bardziej swobodne przemieszczanie oddziałów. Czy przerzucanie oddziałów i sprzętu wojskowego między państwami członkowskimi UE stanowi problem?
– Niestety, ale tak to wygląda. Stąd popieram propozycję strefy Schengen dla wojsk, bo to ułatwiłoby natychmiastową, a w każdym razie przyspieszyłoby reakcję na różnego rodzaju sytuacje czy prowokacje, z którymi ze strony Rosji musimy się liczyć. Same manewry Zapad-2017, mimo iż tym razem nie mają one scenariusza ataku na państwa nadbałtyckie, w tym głównie na Polskę, i to z użyciem broni jądrowej, jak to miało miejsce chociażby przed czterema laty, to jednak – po pierwsze – wcale nie wyklucza to użycia tego typu broni, a po drugie – jest to „odwrócony” Donbas, co zakłada agresywne działanie grup dywersyjnych np. na Białorusi.

Tyle tylko, że sama Białoruś nie jest zainteresowana tego typu manewrami…
– Mało tego, takie ćwiczenia jak Zapad-2017 zabierają czy ograniczają temu państwu suwerenność. Rosjanie, którzy czują się na tym terenie jak u siebie w domu, jak gospodarze, są zagrożeniem, i to nie tylko dla sił demokratycznych w tym kraju, ale nawet dla samego Łukaszenki. Pod znakiem zapytania jest, czy po manewrach wycofają swoje siły, ale czy nie zostawią tam swoich baz po to, żeby zaznaczyć, że terytorium Białorusi traktują jak własne.

Wspomniał Pan, że znając Rosjan, można się spodziewać prowokacji. Czy NATO jest na tyle czujne, żeby nie dać się sprowokować?
– W tej wojnie informacyjnej Sojusz Północnoatlantycki, niestety, jest w tyle za Putinem, który przejawia większą inicjatywę. Same manewry Zapad-2017 zostały poprzedzone szeroką kampanią propagandowo-informacyjną. Oficjalne deklaracje strony rosyjskiej mówią o udziale w ćwiczeniach 12,7 tysięcy żołnierzy, z czego 5,5 tysiąca rosyjskich, podczas gdy minister obrony Niemiec mówi o zaangażowaniu ok. 100 tysięcy żołnierzy. Tu dotykamy też kwestii obserwatorów i jeżeli – z tego, co wiemy – przy ćwiczeniach na dużą skalę Rosja powinna pozwolić obserwować manewry przez większą ilość obserwatorów, to okazuje się, że ze strony NATO zostało zaproszonych zaledwie trzech obserwatorów. Jak można sądzić, Rosjanie pokażą im tylko to, co uznają za stosowne. W tym momencie trudno mówić o wypełnianiu misji OBWE, która mówi o wzajemnej kontroli czy nadzorze samych ćwiczeń.

A może NATO jest zbyt uległe wobec Rosji, może potrzebna jest inna strategia?
– Warto doprecyzować, że chodzi tu głównie o europejską część NATO. Trudno bowiem mówić o Stanach Zjednoczonych, które w tej materii robią więcej, niż można byłoby od nich oczekiwać. Po pierwsze – ta strategia jest niespójna, mimo iż potencjał ekonomiczny, a nawet militarny wskazuje jednak na znaczącą przewagę nad Rosją, a już na pewno w części europejskiej. Niestety, to wszystko jest niezgrane, niezsynchronizowane, niespójne, co świadczy, że wewnątrz państw NATO nie ma solidarności. Te różnice świetnie rozgrywa na swoją korzyść Putin i w ogólnym odbiorze można odnieść wrażenie, że nie dajemy sobie rady i to prezydent Rosji dyktuje warunki, i że to właśnie on dysponuje siłą, która jest w stanie nas roznieść, podczas gdy w praktyce wcale tak nie jest. Nie ulega jednak wątpliwości, że ten cały wysiłek państw NATO musi być bardziej skoordynowany i oczywiście solidarność musi być zdecydowanie większa, a państwa europejskie nie mogą kosztem Sojuszu Północnoatlantyckiego rozgrywać swoich interesów, m.in. ekonomicznych. Putin to cwany gracz, który dostrzega ten brak spójności, grając na rozbicie jedności poszczególnych krajów.

Zresztą ta niekonsekwencja jest widoczna chociażby w wypowiedziach polityków, kiedy minister obrony Niemiec mówi o tym, że w manewrach Zapad-2017 może wziąć udział nawet 100 tysięcy żołnierzy. Można też znaleźć wypowiedzi innych polityków, którzy uważają, że amerykańska obecność wojskowa na terenie Polski stanowi niepotrzebne prowokowanie i drażnienie niedźwiedzia, czyli Rosji.

Do czego zmierza Rosja, do czego się przygotowuje? Już raz mieliśmy do czynienia z ćwiczeniami Kaukaz, które poprzedziły inwazję na Gruzję. Czy scenariusz może być podobny?
– Rosja – i trzeba to podkreślić – przygotowuje się dzisiaj do wojny we współczesnym wymiarze. Warto pamiętać, że poprzez działania trolli internetowych czy działania w cyberprzestrzeni można osiągnąć te same efekty co przy użyciu – dajmy na to – wojsk lądowych. Zwracam uwagę, że po agresji na Gruzję Rosja modernizuje swoją armię, bo zauważyła wiele braków, które wcześniej nie były aż tak widoczne. Rosja ćwiczyła wcześniej działania ofensywne z użyciem broni jądrowej – poniekąd trochę z epoki zimnej wojny, teraz zaś przygotowuje się na działania wewnętrzne, licząc się z tym, że jakieś grupy – dajmy na to sabotażowe, terroryści czy tzw. zielone ludziki – będą prowadziły działanie na terytorium Rosji czy Białorusi, które Moskwa uznaje za swoje terytorium wpływów. Inaczej mówiąc, Rosja wyciąga wnioski z tego, co dzieje się na Krymie czy w Donbasie. I choć sama dokonała najpierw agresji, to jednocześnie tak buduje swoje zdolności, aby się ustrzec czy też przeciwstawić tego typu agresji, którą sama przeprowadziła. De facto to Ukraina i państwa NATO powinny ćwiczyć dokładnie według scenariusza, który obecnie zakłada Rosja.

Co to oznacza?
– Państwa NATO raczej nie przewidują agresji zbrojnej na Białoruś czy Rosję, przynajmniej nie widziałem nigdy tego typu scenariuszy. Natomiast bardzo często mówiono o tym z drugiej strony. Stąd prowadzone są działania i szkolenie żołnierzy, którzy są przygotowywani do realizacji taktyki czy działań według procederu, który uprawiają „zielone ludziki”. Chodzi tu o działania dywersyjne, sabotażowe z wykorzystaniem lokalnych zasobów.

Powinniśmy się obawiać Rosji…?
– Paradoksalnie powinniśmy się obawiać tego, przeciw czemu ćwiczą Rosjanie. Mam na myśli różnego rodzaju działania prowokacyjne, a więc dywersyjne, sabotażowe, ale też działania w przestrzeni informacyjnej, które obserwujemy. Różnego rodzaju rosyjskie „sputniki” potrafią nawet wydawałoby się rozsądnym ludziom robić przysłowiową sieczkę z mózgu.

Co możemy zrobić w tej sytuacji? Jak się tego ustrzec?
– Myślę, że w tej sytuacji nie powinniśmy się ograniczać li tylko do prostowania tych kłamstw i dezinformacji, bo to brzmi żałośnie, ale sami powinniśmy podjąć działania. Obrona przygotowuje nas do ataku, stąd sami powinniśmy podejmować inicjatywę. Nie ma lepszych możliwości jak wykorzystywanie naszych kontaktów, znajomości, m.in. kulturowych, z Białorusią, aby oddziaływać na tamto terytorium, aby swoją narrację, swój przekaz przedstawiać w ofensywny sposób, a nie tylko reagować na to, co przyjdzie do nas z drugiej strony.

Czy i na ile jest prawdopodobne, że po ćwiczeniach Zapad-2017 będziemy mieć Rosjan na Białorusi?
– Dotknął pan chyba najważniejszego problemu, bo to, że Rosja bez problemu może prowadzić manewry za naszą wschodnią granicą, na tak dużą skalę, to z całą pewnością nie jest na rękę ani Łukaszence, ani nam. Jednocześnie to pokazuje, że Rosja – już w tej chwili – traktuje Białoruś jako kraj o ograniczonej suwerenności i nawet jeśli rosyjskie wojska po zakończeniu ćwiczeń tam nie zostaną na dłużej, to zaznaczenie tego obszaru wskazuje, że jeśli Putin tylko będzie chciał, to siły zbrojne Rosji w każdej chwili będą przerzucane na terytorium Białorusi. Ataku stamtąd Putin raczej nie będzie wyprowadzał, dlatego należy to uznać bardziej za element gry propagandowej. Wszystko po to, żeby wspierać działania wojny informacyjnej. Należy się jednak liczyć, że po manewrach jakieś rosyjskie elementy logistyczne, dajmy na to bazy czy infrastruktury, na Białorusi pozostaną, chociażby po to, żeby Rosja się umocniła na tamtym terytorium. Z tego względu manewry Zapad-2017 są zagrożeniem dla Polski, bo pokazują, że granica między nami a imperium rosyjskim jest odbudowywana na nowo także na Białorusi. Co więcej, buforu nie ma już między Rosją i Ukrainą, którą Putin w dalszym ciągu uważa za swoje terytorium i z całą pewnością destabilizuje ten kraj nie tyle po to, żeby go okupować, co żeby go mieć właśnie w swojej strefie wpływów.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 27 paź 2017, 11:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pl.sputniknews.com/swiat/201710 ... etu-widmo/

NATO wystraszyło się rosyjskiego „okrętu widmo"
12:49 25.10.2017(zaktualizowano 11:04 25.10.2017)


Nowy okręt podwodny Krasnodar w Sewastopolu
© Sputnik. Vasiliy Batanov


NATO jest zaniepokojone sytuacją z rosyjskim okrętem podwodnym „Krasnodar", który niezauważony przez okręty wojenne sojuszu przepłynął przez Morze Śródziemne i zaatakował terrorystów w Syrii.

Pisze o tym gazeta Daily Star. Według danych tabloidu kierownictwo NATO uważa, że aktywność okrętów podwodnych może obecnie osiągnąć „poziom z czasów zimnej wojny". Zachód obawia się również, że Rosja może sprzedać okręty podwodne tego typu Iranowi, a później zacznie opracowywać wersję jądrową „Krasnodaru".


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 13 lis 2017, 08:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=31566

Europa: Dwa nowe dowództwa NATO
12 listopada 2017 18:22

Na szczycie NATO w Brukseli 8-9 listopada ogłoszono zamiar utworzenia dwóch nowych dowództw Sojuszu w Europie; jedno z nich ma służyć koordynacji przerzucania wojsk na „wschodnią flankę”, drugie zaś zabezpieczeniu możliwości swobodnego dostępu floty USA do Europy przez Atlantyk. Liczba dowództw NATO wzrośnie w ten sposób z siedmiu do dziewięciu i będzie to pierwsza tego rodzaju ekspansja instytucjonalna liczącego sobie obecnie 29 państw członkowskich Sojuszu od zakończenia Zimnej Wojny. Sekretarz generalny NATO, Jens Stoltenberg oznajmił również powołanie Dowództwa Operacji Cybernetycznych NATO, które ma służyć włączeniu cyberprzestrzeni w strukturę planowania i operacji NATO na wszystkich szczeblach, a także integrować cyberpotencjały członków NATO na potrzeby prowadzonych przez nie misji i operacji.
Chęć rozmieszczenia dowództwa na terytorium naszego kraju zgłosił neokonserwatywny rząd PiS; „Polska jest najwłaściwszym miejscem, oddajemy do dyspozycji nasze możliwości” powiedział mający opinię amerykańskiego agenta wpływu minister obrony Antoni Macierewicz. Ewentualną siedzibą dowództwa stać by się miał Szczecin. Wpisywałoby się to w plany polskich neokonserwatystów stałego stacjonowania w naszym kraju obcych wojsk, bowiem kwatera zatrudniałaby kilkuset wojskowych z różnych państw NATO, którzy przebywali by tam wraz z rodzinami. Decyzją szczytu NATO w Warszawie 8-9 lipca 2016 r. w Polsce w półrocznym systemie rotacyjnym przebywa grupa batalionowa oparta na żołnierzach amerykańskich, jednak rządząca w naszym kraju atlantycka oligarchia obawia się, że w razie poprawy stosunków z Rosją mogłaby ona zostać wycofana. Polskim neokonserwatystom zależy na podsycaniu napięcia w stosunkach z Rosją, by zachować uzasadnienie dla pozostania w Polsce żołnierzy amerykańskich i zmianie formy ich obecności na stałą. Stosowne decyzje dotyczące lokalizacji nowego dowództwa mają być przedstawione ministrom obrony państw-stron w lutym następnego roku.
W swoim oświadczeniu dla prasy, Jens Stoltenberg wezwał też do rozwoju infrastruktury cywilnej; dróg, mostów, linii kolejowych, dróg szybkiego ruchu i portów. Podkreślił potrzebę usunięcia barier prawnych dla swobodnego przemieszczania wojsk NATO w Europie. Zwrócił uwagę na potrzebę współpracy NATO z ministrami spraw wewnętrznych, finansów i infrastruktury państw członkowskich, a także z Unią Europejską. Dowódca wojsk USA w Europie zaapelował o stworzenie „wojskowej strefy Schengen” dla umożliwienia swobodnego manewrowania przez Amerykanów na naszym Kontynencie. Już w pierwszej połowie 2016 r. stosowną ustawę przyjął zdominowany przez PiS polski Sejm. W listopadzie 2016 r. podobny apel zgłosili posłowie atlantyckiej CDU w Niemczech. Proamerykańscy eksperci sygnalizują potrzebę wzmożonych ćwiczeń, doskonalenia sprzętu (międz. obrony przeciwlotniczej, systemów zwalczania okrętów podwodnych) i usprawnienie wymiany informacji.
Polskę na szczycie w Brukseli reprezentowali podsekretarz stanu w MON Tomasz Szatkowski i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Przedstawiciele Polski uczestniczyli również w spotkaniu państw najsilniej popierających proamerykańską oligarchię w Kijowie w formule „Quint” (USA, UK, Kanada, Polska, Litwa) oraz w państw uczestniczących w grupie bojowej na Łotwie w formule eFP (Łotwa, Polska, Albania, Słowenia, Włochy, Hiszpania, Kanada).
Na podst: nato.int, Russia Today, wiadomości.onet.pl, defence24.pl

Komentarz Redakcji:
Wnioski:
1. Wbrew przedwyborczym zapowiedziom Donalda Trumpa, NATO dąży do stworzenia „twardej” infrastruktury do prowadzenia wojny z Rosją. Dla tego celu zamierza zaprząc na potrzeby wojsk amerykańskich cywilne potencjały państw europejskich.
2. Francja i Niemcy, stojąc na gruncie Aktu stanowiącego NATO-Rosja z 1997 r., mówiącego o nierozmieszczaniu „znaczących” instalacji NATO na obszarze dawnego Układu Warszawskiego, będą optowały za umieszczeniem „kontynentalnego” dowództwa NATO w Niemczech, co umożliwiłoby ewentualne „zwinięcie” obecności wojskowej NATO na jego „wschodniej flance” w sprzyjających temu okolicznościach.
3. Polska oligarchia „okrągłostołowa” konsekwentnie zajmuje pozycję agresywnie atlantycką. Najbardziej konsekwentnie proamerykański jest w jej ramach PiS, w obrębie zaś obecnej ekipy rządzącej, rzecznikiem ekstremistycznego stanowiska jest MON kierowany przez Antoniego Macierewicza i szefujący partii Jarosław Kaczyński. Nie akceptują oni antyukraińskiego zwrotu w polityce USA rozpoczętego wizytą D. Trumpa w Warszawie i mają własną koncepcję dowodzenia siłami zbrojnymi.
4. Bardziej umiarkowane stanowisko zajmuje MSZ kierowane przez postrzeganego niechętnie w obozie władzy Witolda Waszczykowskiego, który posłusznie zastosował się do antyukraińskiego zwrotu Waszyngtonu. W sporze z MON znajduje się również ośrodek prezydencki A. Dudy, który zdecydowany jest wykonywać wolę Waszyngtonu w zakresie struktury dowodzenia i kierowania polskimi siłami zbrojnymi, równocześnie jednak bliski jest proukraińskiej linii J. Kaczyńskiego (planowane spotkanie A. Dudy w Charkowie z Petro Poroszenką).
5. W przypadku rozmieszczenia dowództwa NATO w Szczecinie, należy spodziewać się wzmocnienia pozycji A. Macierewicza w polskim obozie władzy i wzmocnienia dominacji PiS nad Polską, którego polityka już dziś cieszy się poparciem lobbystów amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, jak Andrzej Talaga. W takiej sytuacji nasileniu ulegną antyrosyjskie prowokacje, zniknie asertywność w stosunkach z Ukrainą (najprawdopodobniej to MON lub ośrodek prezydencki odpowiadają za nocne usunięcie z Pomnika Nieznanego Żołnierza w Warszawie na żądanie Kijowa tablicy upamiętniającej zwycięskie walki żołnierzy WP z UPA w Birczy w 1946 r.) i zwiększy się zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego kraju.


(R.L.)

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 19 gru 2017, 09:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=32163

I czym NATO różni się od Układu Warszawskiego? Oba militarne systemy miały za zadanie prowadzenie operacji sowietyzacji ludzkości metodami militarnymi. A więc wróciliśmy z deszczu pod rynnę i nadal tkwimy w systemie sowieckim.

Kopia artykułu:

Belgia: NATO walczy za „równość płci”
18 grudnia 2017 09:35

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg oraz… aktorka Angelina Jolie połączyli siły w celu przeprojektowania dowodzonej przez Stany Zjednoczone koalicji według postępowego modelu polityki gender, tak aby stała się ona „czołowym obrońcą” praw kobiet.
Ich artykuł opublikowany w „The Guardian” pod tytułem „Dlaczego NATO musi bronić praw kobiet” został przedstawiony jako wspólna misja, której celem jest zabezpieczenie „podstawowej obietnicy Kart Narodów Zjednoczonych jaką są równe prawa dla kobiet”. Twierdząc, że NATO zostało powołane w celu obrony „wolności wszystkich ludzi” autorzy zapewniają, że przez 70-lat dowodzona przez USA koalicja walczyła o „obronę demokracji, wolności jednostki, rządów prawa oraz Karty Narodów Zjednoczonych”.
Według artykułu Stoltenberga i Jolie przemoc seksualna jest „jednym z podstawowych przyczyn” ucisku kobiet, a to „sprawia, że w większości przypadków większe niebezpieczeństwo w strefie konfliktu czeka kobietę niż żołnierza”. Oboje stwierdzają również, że „zakończenie przemocy na tle płciowym kluczowym zagadnieniem dla pokoju i bezpieczeństwa oraz sprawiedliwości społecznej” oraz, że „NATO może być liderem na tym polu”.
Sojusz Północnoatlantycki zamierza włączyć „kwestie równości w swoje strategiczne koncepcje”, wzmocnić „kulturę integracji kobiet w organizacji, wliczając w to stanowiska przywódcze”, promować „role kobiet w wojsku” oraz wysłać „doradców ds. równości do lokalnych społeczności”. Autorzy artykułu jako główne cele genderowej krucjaty obrali Syrię oraz Ukrainę. Znamiennym jest fakt, że NATO różnymi kanałami wspierało szczurze grupy w Syrii, w szeregach których często znajdowali się wahabiccy fundamentaliści, nie słynący bynajmniej z otwartości na kwestie „równości płci”.
(na podstawie wsws.org opracował Tomasz Szymkowiak)

Komentarz Redakcji: Jak widzimy, liberalny potworek zaczyna pożerać swoich głównych eksporterów. Nie jest to jednak powód do zmartwienia, gdyż pamiętając o bombach na Jugosławię, Irak, Libię oraz Syrię należy stwierdzić: każdemu swoje. (T.Sz.)

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: NATO
PostNapisane: 19 gru 2017, 13:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30310
Asindziej napisał(a):
Belgia: NATO walczy za „równość płci”

Fajnie!!
Zastanawiam się tylko, jakich i czyich płci?
Bo przecież podobno bawiący się w naukę urojeńcy doliczyli się ich podobno już około 60 (słownie: sześćdziesiąt).
Jak sobie NATO z taką przebogatą materią poradzi?
Układ Warszawski walczył o równość i sprawiedliwość społeczną.
NATO o równość płci.
A o co będzie walczyć przewodnia siła przyszłej utopii?
Może o równość i o równouprawnienie wszystkiego co żyje...., łącznie z karaluchami.....


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /