Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 08 lis 2010, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Idea "Wielkiej Europy" wciąż żyje. Żyje i ma się coraz lepiej.

FRANCJA–NIEMCY–ROSJA - BUDOWA EUROROSJI

Deklaracja z Deauville przejdzie do historii jako kolejny znaczący krok ku rozpadowi euroatlantyckiego systemu bezpieczeństwa i umocnieniu wpływów rosyjskich w Europie. Francja przyłączyła się do ustaleń innego programowego dokumentu – pochodzącego sprzed kilku miesięcy niemiecko-rosyjskiego memorandum z Mesebergu. Merkel i Sarkozy czynią wiele, aby w sferze bezpieczeństwa wypchnąć USA ze Starego Kontynentu, a na to miejsce wpuścić Rosję.

Szczyt w Deauville, jego termin, uczestnicy i postanowienia sabotują przyjęty dotychczas sposób ustalania i prowadzenia wspólnej polityki euroatlantyckiej i unijnej wobec Rosji. Poprzez to przyspieszają rozpad obowiązującego od kilkudziesięciu lat systemu europejskiego. Proces ten w ostatnim czasie wyraźnie uległ przyspieszeniu. Kryzys finansowo-ekonomiczny uruchomił wyścig krajów europejskich o lukratywne kontrakty biznesowe z Rosją za niemal każdą cenę, nawet bezpieczeństwa, wypaczając politykę na każdym poziomie – od narodowego po natowski i unijny. Duże kraje UE są gotowe żyrować projekt „modernizacji” Rosji, bez refleksji, jaki wpływ możliwe skutki takiej modernizacji będą miały na przyszły układ sił w Europie.

Polityka „resetu” administracji Obamy sprzyja bilateralizacji stosunków z Rosją i „przyjaźni” z nią głównych rozgrywających Unii i NATO, nawet kosztem mniejszych sojuszników. Erozja zaufania do polityki Waszyngtonu i wycofywanie się Amerykanów ze spraw bezpieczeństwa europejskiego inspirują zachodnioeuropejskie elity do coraz dalej idących porozumień z Moskwą, przy ignorowaniu USA i NATO.

Normandzka trojka
18–19 października we francuskim kurorcie Deauville doszło do pierwszego od 2006 r. spotkania przywódców Rosji, Niemiec i Francji. Tym razem zebrali się następcy Putina, Chiraca i Schroedera. Nicolas Sarkozy, Angela Merkel i Dmitrij Miedwiediew spotkali się na uzgodnieniowym miniszczycie przed nadchodzącymi w najbliższych tygodniach szczytami NATO, NATO–Rosja, UE–Rosja.

Uzgadniali w swoim gronie stanowisko Europy (!) w sprawach dotyczących Rosji – szczególnie jeśli chodzi o szczyt UE–Rosja – omijając proces konsultacji wewnątrzunijnych. Agendę przyszłego szczytu Berlin i Paryż ustalały z Moskwą, zamiast z innymi członkami Unii. Tylko w nieco mniejszym stopniu odnosi się to do agendy szczytu NATO–Rosja. Miedwiediew przedstawił cenę, za jaką może pojawić się w Lizbonie. Po spotkaniu prezydent Rosji ogłosił, że skorzysta z zaproszenia (usilnie ponawianego choćby przez Rasmussena) na listopadowy szczyt Sojuszu.

Zapowiedziano chęć pogłębienia współpracy UE–Rosja w sferze gospodarczej, polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Wszystko w duchu oświadczenia Sarkozy’ego, że „w ciągu 10–15 lat wizja, jaką musimy mieć, to jest wspólna unijno-rosyjska przestrzeń ekonomiczna, z wolnością osiedlania, ze zniesieniem wymogów wizowych, z koncepcją wspólnego bezpieczeństwa”. Deklaracja z Deauville wzywa Unię do uruchomienia „partnerstwa modernizacyjnego” z Rosją; przyjęcia mapy drogowej ws. ruchu bezwizowego między Rosją a UE; rozpoczęcia „instytucjonalnej i operacyjnej współpracy między Rosją a UE” ws. bezpieczeństwa europejskiego. Co ważne, przy tym ostatnim zagadnieniu w ogóle nie wspomniano o Stanach Zjednoczonych i NATO jako takich, a jedynie o Radzie NATO–Rosja. Francja, Niemcy i Rosja domagają się wspólnie zacieśnienia współpracy w sferze bezpieczeństwa pomiędzy Rosją i UE oraz Rosją i NATO. Trójka sygnatariuszy obiecuje „wspólnie pracować nad kwestiami bezpieczeństwa w strefach euroatlantyckiej i eurazjatyckiej” (koncepcja dwóch stref, sprzeczna z retoryką „jednej przestrzeni bezpieczeństwa”).

Sarkozy, Miedwiediew i Merkel będą też szukać „bliższej współpracy prowadzącej do wzajemnego zaufania i kolektywnych akcji w celu zapobiegania konfliktom i zarządzania konfliktami, takimi jak ten w Naddniestrzu”. Ciekawe, że Naddniestrze jest jedynym wymienionym z nazwy możliwym przedmiotem wspólnej akcji francusko-niemiecko-rosyjskiej. Jeszcze ciekawsze, że mówiąc o Naddniestrzu, deklaracja w ogóle nie wspomina o Mołdawii, jakby nie było państwie, w którego granicach leży ten region.

Komisarze Ashton i Ławrow
Deklaracja z Deauville wspomina o Naddniestrzu z niemieckiej inicjatywy. Merkel mówiła o tym konflikcie podczas spotkania z Miedwiediewem na zamku Meseberg k. Berlina w czerwcu, a potem jeszcze raz na niemiecko-rosyjskim międzyrządowym spotkaniu w Jekaterynburgu w lipcu. Dlaczego akurat Naddniestrze? Prawdopodobnie doradcy w Urzędzie Kanclerskim uznali, że to najlepszy, najłatwiejszy poligon dla testowania wspólnej europejsko-rosyjskiej polityki bezpieczeństwa. Niemiecka propozycja została uwzględniona przez Merkel i Miedwiediewa w „memorandum z Mesebergu”.

Przewiduje ono koordynację unijno-rosyjską i możliwe wspólne akcje mającej rozwiązywać problemy bezpieczeństwa w Europie, tworząc na wysokim szczeblu specjalny unijno-rosyjski komitet dla konsultacji i podejmowania decyzji. Koncepcja ta pomija NATO i odsuwa USA od europejskich kwestii bezpieczeństwa.

Na czele Komitetu Politycznego i Polityki Bezpieczeństwa Unia–Rosja mieliby wspólnie stanąć Catherine Ashton i Siergiej Ławrow. Kompetencje Komitetu byłyby dużo większe niż Rady NATO–Rosja. Doszłoby do powstania mechanizmu koordynującego politykę UE i Rosji, jakiego Unia nie ma z USA czy nawet z NATO.

Powstanie Komitetu otworzy Moskwie dostęp do procesu decyzyjnego wewnątrz UE, przy czym nie będzie to działać w drugą stronę. Zgodnie z memorandum z Mesebergu, pracom nad uruchomieniem Komitetu powinien dać początek szczyt Unia–Rosja w grudniu 2010 r.

Jak tłumaczy nieoficjalny organ prasowy Sarkozy’ego, dziennik „Le Figaro”, „Francja i Niemcy zajmują bardzo dobrą pozycję, aby być »tłumaczami« europejskich interesów, nawet jeśli państwa UE niepokoją się »triumwiratem« z Deauville. Jeśli chodzi o prezydenta USA Baracka Obamę, jego nieobecność podczas obchodów 20. rocznicy obalenia muru berlińskiego nie uprawnia go teraz do okazywania zdziwienia tym spotkaniem”.

Bez optymizmu przed szczytem w Lizbonie

Zwołany z inicjatywy francuskiej szczyt zademonstrował determinację Francji i Niemiec w dążeniu do pogłębienia współpracy z Rosją w ramach NATO i UE, nawet bez wiedzy, czy wręcz wbrew zdaniu innych członków tych organizacji. Jednocześnie potwierdziły się możliwości Moskwy w dzieleniu Unii i wykorzystywaniu przez nią słabości jeszcze nie-sprawdzonego mechanizmu unijnej polityki zagranicznej po traktacie lizbońskim.

Rosjanie czerpią ogromne polityczne i ekonomiczne korzyści z rywalizacji nie tylko pomiędzy różnymi państwami europejskimi, ale też pomiędzy członkami UE a organami unijnymi o wpływ na politykę zewnętrzną Wspólnoty.

Kiedy Sarkozy mówi, że „zagrożenia dla Francji, Niemiec i Rosji są te same”, faktycznie wyłącza się z NATO i Unii. Francuzi i Niemcy chcą dopuścić Rosję do współdecydowania o polityce bezpieczeństwa Unii Europejskiej, nie dostając w zamian niczego konkretnego.

To samo chcą zrobić w NATO, korzystając z katastrofalnych rządów Obamy w Białym Domu i Andersa Fogha Rasmussena w Kwaterze Głównej Sojuszu. Szczególnie groźne jest to w tym drugim przypadku. Atmosfera przed zbliżającym się szczytem w Lizbonie nie napawa optymizmem.Do tego tematu wrócimy już niebawem.

Antoni Rybczyński

http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl ... -eurorosji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 07 gru 2010, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
"Modelowe" relacje Niemiec i Rosji

Warto przytoczyć ocenę relacji pomiędzy Rosją a Niemcami, dokonana przez Ławrowa już 5 lat temu, gdyż wydaje się szczególnie mało prawdopodobne aby ocena ta uległa degradacji, a wręcz przeciwnie.

Oceniając rozmowy prowadzone w Berlinie w dniu 5 kwietnia 2006 roku ze Steinmeierem, Ławrow (jak i w odniesieniu także do planowanych na 6 kwietnia 2006 roku rozmów z Merkel oraz z ówczesnym ministrem obrony RFN, Josefem Jungiem) mówił o koncentrowaniu się na kontynuacji omawiania zagadnień dotyczących rozwoju „strategicznie skoncentrowanych” stosunków rosyjsko-niemieckich.

Ławrow określił przy okazji generalny charakter tych stosunków. Według niego - były to relacje „ukierunkowane na wyniki” i intensywny dialog polityczny, poufne i dynamiczne oraz prowadzące do „wzajemnie korzystnych stosunków we wszystkich dziedzinach.”. Mówił on, iż „/…/praktycznie nie ma ani jednego obszaru, w których Rosja i Niemcy nie mają konkretnych planów rozwoju i współpracy.” Wymieniane były jednak przede wszystkim pola współpracy, takie jak: gospodarka, bezpieczeństwo, nauka, edukacja, kultura i wymiana młodzieży. Co więcej, dla rosyjskiego ministra spraw zagranicznych trudno było przecenić rolę, jaką odgrywają Niemcy w rozwoju partnerstwa pomiędzy UE i Rosją oraz w działalności Rady Rosja-NATO. Ponadto Ławrow szczególnie wysoko cenił współpracę w różnych kwestiach z Niemcami, ze względu na brak w nich tematów tabu (zamkniętych). W sprawach zaś gdzie obie strony się różniły, rosyjski minister spraw zagranicznych podkreślał wolę obu stron do „usuwania różnic”.Warto tez zauważyć, iż częstotliwość harmonogramu kontaktów politycznych (w tym wypadku na rok 2006) uderzała Ławrowa ich „nasyceniem”.

[Transcript of Remarks and Replies to Media Questions by Russian Minister of Foreign Affairs Sergey Lavrov Following Talks with FRG Minister of Foreign Affairs Frank-Walter Steinmeier, Berlin, April 5, 2006, MFA of Russian Federation press release, 573-06-04-2006]

Przy tak wieloaspektowo pozytywnej ocenie przez Lawrowa relacji z Niemcami, można je było uznać – z rosyjskiego punktu widzenia przynajmniej- za dużo więcej niż modelowe.

http://bezzmian.salon24.pl/257016,model ... ec-i-rosji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 18 cze 2011, 09:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Szczerski: Alarm mołdawski!!! TEST DLA POLSKIEGO MSZ

Jednym z wyraźnych miejsc zaangażowania polskiej dyplomacji, i osobiście Ministra Sikorskiego, jest w ostatnich latach Mołdawia. Trudne i chwiejne utrzymywanie się w Kiszyniowie władz pro-europejskich wymaga wsparcia państw Unii Europejskiej i dobrze, że Polska jest jednym z krajów najmocniej angażujących się w tę pomoc.

Moi studenci pamiętają, że w ramach projektu "Polska podmiotowość geopolityczna", realizowanego przeze mnie w 2009 roku wraz z członkami Katedry Polityki Międzynarodowej Klubu Jagiellońskiego, na cel naszego wyjazdu badawczego obraliśmy właśnie Mołdawię. Wybór ten nie był przypadkowy - od lat głoszę tezę, że polska podmiotowość w polityce europejskiej mierzona być powinna właśnie naszą zdolnością do partnerskiego oddziaływania na sytuację takich państw jak Mołdawia.
Dlatego też warto pochwalić obecną polską administrację za utrzymywanie zainteresowania tym krajem, które znalazło swój wyraz także w celach naszej prezydencji w Unii Europejskiej w drugiej połowie tego roku.

Jest to tym bardziej istotne, że nadchodzą bardzo ważne wydarzenia dotyczące Mołdawii. Zaistniała szansa na rozpoczęcie poważnych negocjacji prowadzących do rozwiązania podstawowego problemu państwowości mołdawskiej, jakim jest kwestia Naddniestrza - separatystycznego obszaru, głoszącego swą niezależność, w którym stacjonują wojska rosyjskie. Wznowione rozmowy w ustalonej formule "5+2" (Rosja, Ukraina, USA, Mołdawia, Naddniestrze + jako aktywni obserwatorzy: Unia Europejska i OBWE) mają rozpocząć się w Moskwie 21 czerwca.

Tymczasem, pojawiło się niespodziewane dyplomatyczne zawirowanie. Oto Niemcy rozesłały do stolic państw zainteresowanych swoją notę w formie tzw. "non-paper" Jest to zadziwiające z trzech powodów:
1. po pierwsze, Niemcy nie są formalnie uczestnikiem rozmów "5+2" a starają się wywrzeć bezpośredni wpływ na ich przebieg;
2. po drugie, Niemcy realizowały już raz własną politykę w sprawie Naddniestrza traktując tę sprawę (i mołdawskie interesy) instrumentalnie w relacjach z Rosją i powołując się na rzekome pełnomocnictwa UE (których nigdy nie było), a mimo to, to, co postanowiły było potem realizowane przez instytucje unijne - chodzi oczywiście o słynne Memorandum z Mesebergu podpisane przez kanclerz Merkel i prezydenta Miedwiediewa w czerwcu 2010, w którym w zamian za pozytywne zaangażowanie Rosji w rozwiązanie kwestii Naddniestrza obiecano stworzenie wspólnej rady ds. europejskiego bezpieczeństwa z jej udziałem (a bez udziału USA i NATO);
3. po trzecie, jeszcze nie tak dawno z ministrem spraw zagranicznych Moldawii spotykali sie w Polsce MSZ Trójkąta Weimarskiego i wówczas nie było w komunikacie po spotkaniu mowy o niemieckiej samodzielnej inicjatywie w sprawie Naddniestrza.

Niemcy zadziałały więc zupełnie unilateralnie, ignorując i Unię Europejską i Trójkąt Weimarski i Polskę. Zadziałały tak jak miało to miejsce na Bałkanach, gdy zaczęły na własną rękę uznawać kraje odłączające się z Jugosławii, co było jednym z zapalników, które doprowadziły do wojen.

Najbardziej szokujące jest jednak to, co jest zawarte w niemieckim dokumencie. Jak pisze Vladimir Socor z Fundacji Jamestown, jego istotą jest wsparcie pozycji rosyjskiej w negocjacjach kosztem Mołdawii.

Pięć kwestii jest tu najważniejszych:
1. Niemcy proponują, by wyłączyć z negocjacji kwestię wycofania wojsk rosyjskich z Naddniestrza;
2. Niemcy proponują, by nie wiązać kwestii rozwiązywania tego konfliktu z warunkiem demokratyzacji i demilitaryzacji Naddniestrza;
3. Niemcy proponują, by kwestie przyszłych relacji konstytucyjnych w Mołdawii rozstrzygnięto nie na bazie konstytucji mołdawskiej, ale późniejszych rozmów władzy obu stron;
4. Niemcy proponują, by kwestia perspektywy integracyjnej z Unią Europejską nie była rozstrzygana w tych rozmowach, lecz pozostała otwartą.
5. Niemcy proponują federalizację Mołdawii, co oznacza stały i trwały wpływ zainstalowanych przez Moskwę władz z Naddniestrza na politykę mołdawską.

Wszystkie te punkty, tyle, że rozumiane dokładnie odwrotnie, znalazły się w stanowisku negocjacyjnym Mołdawii.

Rozstrzyga się zatem przyszłość Mołdawii.
Z jednej strony mamy Rosję i jej lokalnych plenipotentów wspieranych przez Niemcy, a z drugiej słaby wewnętrznie, ale pro-europejski, rząd Mołdawii szukający sojuszników dla swojej sprawy.
Po której ze stron opowie się Polska?
To prawdziwy test dla ministra Sikorskiego; to już nie moment promocji siebie i instrumentów miękkiej polityki, lecz zderzenie się ze twardym gruntem geopolityki.
Proszę wszystkich, którzy mają takie możliwości (ja, jako szary obywatel mogę tylko pisać...), aby wywarli nacisk na ministra Sikorskiego by jasno sformułował w tej sprawie polskie stanowisko.
Najgorzej byłoby, gdyby rząd Mołdawii został zmuszony do przyjęcia niemiecko-rosyjskich warunków jako swoich, poprzez uznanie ich za warunki Unii Europejskiej, warunki Partnerstwa Wschodniego i generalnie pomocy unijnej.
Dochodzi z naszej strony do tego jeszcze jedna ważna okoliczność: jak Polska chce w tej sprawie współpracować z Litwą, która przewodzi OBWE i będzie uczestnikiem negocjacji mołdawskich? Czy nasze ochłodzenie na linii Warszawa-Wilno pomaga nam, czy przeszkadza w odgrywaniu aktywnej roli w Mołdawii?

Mołdawia to kolejny stress-test rosyjski wobec Europy, tym razem przy wsparciu Niemiec. Nie muszę nikogo przekonywać, że to jak rozstrzygnie się ta gra geopolityczna, będzie miało kluczowe znaczenie dla szeregu innych zamrożonych i całkiem gorących konfliktów w różnych częściach świata na styku interesów Zachodu i Rosji...

http://www.portal.arcana.pl/Alarm-molda ... ,1318.html

http://portal.arcana.salon24.pl/316349, ... skiego-msz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 18 cze 2011, 10:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Zabawię się w jasnowidza i powiem, że Polska w sprawie Mołdawii poprze każde stanowisko Rosji i Niemiec. Myślę, że może to zrobić otwarcie i nie musi tylko milczeć. W Polsce ci co wiedzą, że PO to grupa zdrajców i łotrów, to już tej wiedzy nie stracą, a ci co wciąż nie wiedzą, już nigdy się nie dowiedzą, choćby nie wiem jakie fakty o tym świadczyły. Więc jawne stanowisko Polski niczego tu nie zmieni - ani w stosunkach wewnętrznych, ani w zagranicznych. Wydaje mi się, że udawanie nie jest tu już potrzebne.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 19 cze 2011, 19:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
NADDNIESTRZE - ostatnia biała plama na mapie Europy
2008.12.12typ: artykułBartosz Twarowski

Podczas gdy jego status i przyszłość wywołuje dyskusje między największymi mocarstwami, Tyraspol umacnia wizerunek skansenu ZSRR, gdzie kult Lenina silniejszy jest chyba niż w Rosji, a skorumpowana gospodarka powiązana z rosyjską i odeską mafią, opiera się na nielegalnym handlu bronią i przemycie. Tymczasem społeczeństwo należy do najbiedniejszych w Europie, a końca konfliktu wciąż nie widać.

Problemy Mołdawii i Naddniestrza zaczynają się już na poziomie nazewnictwa. Najbardziej rozpowszechniona nazwa - Mołdawia to w istocie kraina historyczna. Obejmuje ona tereny dzisiejszego państwa, a także wschodniej Rumunii i Ukrainy. Dlatego też oficjalną nazwą kraju jest Republika Mołdowy, która powstała dla podkreślenia różnicy pomiędzy dzisiejszym państwem, a historyczną Mołdawią. Oprócz tego istnieje jeszcze pojęcie Besarabii, która wykracza poza granice Mołdowy na południu, na ukraińskim wybrzeżu Morza Czarnego. Nazwa Naddniestrza również wymaga sprecyzowania. Dla Rosjan będzie to zawsze Naddniestrze (Prinestrovie), ale już dla Mołdawiańczyka „Transnistria”, czyli Zadniestrze. Różnica, z pozoru błaha, dla miejscowych stała się wyznacznikiem tego, po czyjej jest się stronie.Polski przykład pokazuje jednak, że przyzwyczajenia językowe silniejsze są od polityki.

Naddniestrze to region uniezależniony od Mołdawii. Znajduje się on na wschodnim brzegu rzeki Dniestr, ma długość blisko 200 km, a średnią szerokość ok. 13km. Stolicą Naddniestrza jest założony przez rosyjskiego gen. Aleksandra Suworowa Tyraspol. 33% ludności stanowią Mołdawianie, po 29% Ukraińcy i najbardziej wpływowi Rosjanie, których język jest uznany za oficjalny. Naddniestrze to nieuznawane, ale w pełni niezależne o Mołdawii terytorium o wszelkich atrybutach państwa. Posiada prezydenta, urodzonego na Kamczatce Rosjanina Igora Smirnowa, (sprawuje ten urząd od 1991 r.), a także jednoizbowy parlament (Radę Najwyższą Naddniestrza). Ponadto ma własną policję, armię, walutę (rubel naddniestrzański) i przejścia graniczne.

Gospodarka i handel Naddniestrza, zdominowana jest przez przemysł ciężki, a przedsiębiorstwa w większości zależne są od otoczenia prezydenta bądź rosyjskich oligarchów. Ponadto źródłami dochodu władzy jest nielegalny handel bronią, papierosami, narkotykami, a nawet żywym towarem. Średnia pensja wynosi tu zaledwie od 5 do 20 USD (wg różnych źródeł).

Historia konfliktu między Mołdawią a Naddniestrzem ma swe początki już w XIV w., jednak najważniejszą przyczyną są wydarzenia związane z I i II Wojną Światową oraz polityką mocarstw. W roku 1918, na skutek Rewolucji Październikowej w Rosji obszar Besarabii przejęła Rumunia, a obszar dzisiejszego Naddniestrza wszedł w skład Ukraińskiej Republiki Ludowej. 6 lat później, w 1924 r. już w Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej utworzono Mołdawską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Radziecką, która w założeniu miała pomóc w odebraniu Rumunii reszty Mołdawii. Wybuch II Wojny Światowej i Paktu Ribbentrop-Mołotow sprawiły, że w 1940 r. wojska ZSRR zajęły Besarabię, a na Kremlu powołano Mołdawską Socjalistyczną Republikę Radziecką, która połączyła ziemie położone zarówno po wschodniej, jak i zachodniej stronie Dniestru. Republika przetrwała do wojny Niemiec z ZSRR. Rumuni, przyłączając się do działań zbrojnych, przejęli kontrolę nad obszarem sięgającym aż po rzekę Boh (na dzisiejszej Ukrainie). Sowiecki kontratak w 1944 r. doprowadził do przywrócenia statusu quo z roku 1940. Mołdawia i Naddniestrze znów znalazły się w jednej republice radzieckiej, tym razem na blisko 50 lat. Było to sztuczne połączeniem kulturowo różnych regionów: rumuńskojęzycznej Mołdawii i sztucznie wyodrębnionego z Ukrainy Naddniestrza, gdzie przeważali sowieccy Ukraińcy i Rosjanie. Napięcia narastały, szczególnie gdy mołdawski ruch narodowy zaczął nawoływać do wystąpienia z ZSRR i powrotu do Rumunii. Po wprowadzeniu mołdawskiego jako jedynego języka urzędowego republiki w Naddniestrzu zaczęto domagać się pełnej autonomii. 27 sierpnia 1991 roku Mołdawia ogłosiła deklarację niepodległości i wystąpiła z ZSRR. Naddniestrzańska nomenklatura, w obawie przed utratą wpływów 2 września 1991 roku, ogłosiła wtedy powstanie Naddniestrzańskiej Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w ramach ZSRR.

Upadek Związku Radzieckiego w grudniu 1991 roku sprawił, że republika również ogłosiła niepodległość, przekształcając się w Naddniestrzańską Republikę Mołdawską. Wiosną 1992 r. armia mołdawska próbowała siłą zlikwidować NRM, jednak dzięki pomocy rosyjskiej 14 armii, stacjonującej koło Tyraspola, republika obroniła niezależność.

Od tego momentu rozpoczyna się okres międzynarodowych negocjacji, mających na celu rozwiązanie konfliktu. Niepodległość Naddniestrza nie jest uznawana ani na arenie międzynarodowej, ani nawet w Rosji, która wraz ze Wspólnotą Niepodległych Państw i OBWE aktywnie włączyła się do negocjacji w sprawie rozwiązania konfliktu. Dopiero w 1999 r. na szczycie OBWE Rosja zobowiązała się do wycofania z Naddniestrza swoich wojsk z końcem 2001 roku.

Nadzieje na przełon pojawiły się gdy w 2001 r. wybory w Mołdawii wygrała partia komunistyczna. Niestety ani rząd, ani też komunistyczny prezydent Władimir Woronin nie byli w stanie doprowadzić do zbliżenia stanowisk, nastąpiło wręcz znaczace pogorszenie stosunków i wojna celna, przy pomocy której mołdawskie władze próbowały „złamać” opór Tyraspola. Jednak działania odwetowe, takie jak zapowiedź przekazania Rosjanom władzy nad przedsiębiorstwami przemysłowymi, blokady tranzytu między Kiszyniowem a Odessą i groźby przerw w dostawach energii elektrycznej, przyniosły porażkę mołdawskiej polityki.
W roku 2002 powstał nowy plan pokojowy zainicjowany przez OBWE. Podczas szczytu w Kijowie zaproponowano przekształcenie Mołdawii w federację złożoną z dwóch równoprawnych członków: Mołdawii „właściwej” i Naddniestrza, które miały współdecydować o losach państwa. Językiem urzędowym miał być jęz. mołdawski, a realizację postanowień miały wspierać międzynarodowe siły zbrojne pod egidą OBWE. Po licznych zastrzeżeniach obu stron plan upadł, gdyż władze Mołdawii za swój priorytet uznały unitarność państwa i niezależność od wpływów rosyjskich, co w federacji byłoby zagrożone.W następnych latach kolejne pomysły rozwiązania sporu przedstawiły Rosja i Ukraina, jednak po raz kolejny nie osiągnięto kompromisu.

Ważnym wydarzeniem, które oddaliło perspektywę rozwiązania sporu, było naddniestrzańskie referendum w sprawie dalszej niezależności w roku 2006 . Przy prawie 80% frewencji 97% mieszkańców nie chciało zmiany, wyraziło za to zgodę, by w przyszłości połączyć się z Rosją. Unia Europejska i Rada Europy nie uznały wyników referendum, Kreml natomiast ocenił wyniki jako w pełni demokratyczne i znaczące dla przyszłego statusu Naddniestrza. Perspektywę włączenia terytorium do Rosji uzależniono od wyników rozmów z Kiszyniowem, skrytykowano państwa europejskie i USA za niekonsekwencje, czyli poparcie dążeń niepodległościowych Czarnogóry i Kosowa, a sprzeciwie wobec analogicznego przypadku Nadniestrza. Kreml nie zmienił stanowiska również po deklaracji prezydenta Mołdawii Władimira Woronina, który w zamian za połączenie Naddniestrza z Mołdawią był skłonny obiecać, że jego kraj nigdy nie wstąpi w struktury NATO. Za polityczne wsparcie z Kremla Tyraspol odwdzięczył się w 2008 r. uznaniem niepodległości Osetii Południowej i Abchazji.

Nic nie wskazuje na szybkie rozwiązanie konfliktu. Wynika to w dużej mierze z zaangażowania w spór wielu państw o sprzecznych interesach. Głównym rozgrywającym jest oczywiście Rosja, która stara się utrzymać swe wpływy w tej części Europy, chronić przemysł naddniestrzański, kontrolować od zachodu Ukrainę, a od wschodu Mołdawię, gdzie jej wpływy są również bardzo duże. Z drugiej strony widzimy zachowawczą polityką Unii Europejskiej i USA, które chcą przeciwdziałać rosyjskiemu imperializmowi, ale brakuje im zdecydowania i pomysłu. Najbardziej cierpią na tym Mołdawia i Naddniestrze, które w rzeczywistości nie mają najmniejszego wpływu na dalszy bieg wydarzeń. Nie bezpodstawnym jest przypuszczenie, że gdyby nie ingerencja światowych mocarstw spór byłby już rozwiązany. Zarówno Mołdawia, jak i Naddniestrze ponoszą wskutek konfliktu ogromne straty przede wszystkim ekonomiczne. Mołdawia uznawana jest za najbiedniejsze państwo Europy. Sytuacja w Naddniestrzu jest gorsza nawet niż w Albanii – PKB na mieszkańca wynosi ledwie 750$. Niestety dla dalszego rozwoju wydarzeń nie ma to większego znaczenia.

http://historiaswiata.com.pl/wpis/3/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 25 lis 2011, 17:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
KTO URATUJE DEMOKRACJĘ ?

Przed paroma dniami pisałem: „Grecja wierzgnęła. I to jak! Jeśli pomysł referendum przejdzie (czyli o ile reguły demokracji zwyciężą nad interesami niemieckich i francuskich banków), ani chybi ujrzymy ślady po kopytach Centaura na czołach pani kanclerz Niemiec i pana prezydenta Francji”.

No i w rzeczy samej ujrzeliśmy. Ujrzeliśmy, kto dzierży w dłoniach ster europejskich rządów oraz ile są warte zapewnienia o europejskiej demokracji.
I teraz: ludzie, którzy w świetle ostatnich wydarzeń nie widzą, jak Berlin, zdominowawszy Europę gospodarczo, teraz przejmuje nad nią kontrolę polityczną – ten jest ślepcem. Kto nie rozumie konsekwencji – ten jest głupcem. A kto widzi, rozumie konsekwencje i nie protestuje, ten wkrótce zaskwierczy na rożnie jak cielę. I słusznie, bo tam będzie jego miejsce.
A odpowiadając na tytułowe pytanie: demokracji w Europie nikt nie uratuje. I nic. Demokracja już jest martwa, tylko jeszcze o tym nie wie. Tak jak nie wie, że Berlin do spółki z Francją właśnie układają ją w trumnie.

I na koniec: proszę zauważyć, ileż sukcesów w tym trudnym czasie odnosi polska prezydencja. No, no...

http://widnokregi.blog.pl/kto-uratuje-d ... 15564255,n


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 28 sty 2012, 17:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Kilka słów prawdy o naszych austriackich przyjaciołach

Niedawne obniżenie ranking Austrii z najwyższego możliwego poziomu AAA zaskoczyło wielu obserwatorów. Austria jest jednym z najbogatszych krajów UE, cieszącym się na dodatek najniższą stopą bezrobocia wynoszącą obecnie tylko 4%.

Czemu więc ten mały kraj z kwitnącą gospodarką oraz „pracowitą i pokojową ludnością” zawdzięcza takie traktowanie ze strony finansistów? Wydaje się, że w tym wypadku względy jakimi kierował się Standard& Poor’s były natury czysto pragmatycznej.

Od wieków kraj ten prowadził swą imperialną politykę w zupełnie inny sposób niż bratnie Niemcy. Mieszkańcom tego państwa udało się nawet wmówić sąsiadom, że w rzeczywistości nie są oni Niemcami tylko „Austriakami”. Fakt, że Hitler pochodził z tego właśnie pięknego kraju nie wpłynął zbytnio na jego wizerunek.

W czasie gdy Cesarstwo Niemieckie siało postrach wśród swych sąsiadów, podbite narody, a w szczególności Polacy, gnębieni byli w bezwzględny sposób, Imperium Austro-Węgierskie było przykładem harmonii w jakiej mogą żyć różnorodne narody, rasy i religie. Do dziś mieszkańcy Krakowa z rozrzewnieniem wspominają „złote” czasy Galicji nie mogąc się doczekać powrotu swych ówczesnych władców.

Prawdą jest, że Austria starała się nie uciekać do fizycznej przemocy wobec podbitych narodów, unikając też kulturkampfu bezwzględnie stosowanego przez Niemcy. Zaległości w tej dziedzinie nadrabiała ona z nawiązką dzięki swej przebiegłej polityce gospodarczej.

Pozbawiona zamorskich kolonii Austria traktowała poszczególne części swego rozległego imperium jako obszar kolonialnej eksploatacji. Wyjątek z tej reguły stanowiły Czechy, które Wiedeń traktował jako niezbywalną część swego państwa. Dzięki takiemu paradygmatowi udało się małym Czechom uzyskać zasłużony status jednej z pierwszych potęg przemysłowych Europy. Wiedeń uznał bowiem za zasadne lokalizowanie swych mocy produkcyjnych na terenie tego kraju. Inaczej traktowane były inne prowincje, które poddawano bezlitosnemu wyzyskowi kolonialnemu. Galicja osiągnęła dzięki takiej polityce poziom najbardziej zacofanego regionu Europy z ogromną nędzą i wynikającą z niej emigracją.

Pomimo ogromnych zmian społeczno-politycznych jakie zaszły na naszym kontynencie od momentu upadku Austro-Węgier, polityka tego sympatycznego państwa nie uległa zmianie. Austriacy cały czas potrafili umiejętnie wykorzystywać sympatię i wpływy, którymi cieszyli się na obszarze swego byłego imperium. Upadek bloku sowieckiego zintensyfikował ich ekspansję na wspomnianym kierunku. Nastąpiły co prawda pewne korekty w sferach wpływu, ale nie były one zbyt istotne. Zachodnia część Galicji, będąca obecnie w składzie III RP ze zrozumiałych względów została oddana w pacht Niemcom. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której część II Generalnej Guberni (III RP) znajduje się w sferze austriackiej dominacji. Pozostałe obszary byłego imperium pozostały za to we wspomnianej sferze.

Zgodnie z nowoczesnymi zasadami walki, głównym orężem używanym w kolonialnych podbojach są finanse. Tą też bronią „zawojowali” nasi austriaccy „przyjaciele” Węgry, Słowację, wschodnią Galicję (obecna Ukraina), Rumunię, a także Bałkany. Nie są to sprawy marginalne. Co prawda Austria kojarzy się większości jako producent płodów rolnych i posiadacz znacznego przemysłu turystycznego, to faktem jest że około 75% PKB stanowią dochody uzyskiwane przez austriackie banki w krajach Europy środkowej i wschodniej. Wyrażając się bardziej kolokwialnie, trzy czwarte tego co konsumują nasi pracowici i mili Austriacy pochodzi z lichwy uprawianej w biednych i słabych krajach europejskich. W tym właśnie „cudzie gospodarczym” zawiera się cała wyższość tego germańskiego plemienia nad nami Słowianami. Warto o tym pamiętać zanim wpadnie się w nadmierny podziw dla tych naszych sąsiadów, a samemu popadnie w jeszcze głębszy kompleks niższości.

Tak więc w sytuacji gdy unijne kolonie na wschodzie Europy popadają w coraz to większą ruinę, nasila się brutalny atak na usiłujące się uwolnić z zależności Węgry, zaczynają się społeczne niepokoje w Rumunii, a sytuacją na Bałkanach jest co najmniej „płynna”, trzy czwarte austriackiego „produktu narodowego” może się w każdej chwili zdematerializować. Taka perspektywa musi napawać niepokojem międzynarodowych finansistów, czego wyrazem jest ostatni downgrade.

Trzeba przyznać, że w porównaniu z Niemcami, Austriacy darzeni są nadal sympatią w Europie i nie muszą się jeszcze maskować ze swą narodowością. Stosunek do Niemców zmienia się gwałtownie. We wczorajszym anglojęzycznym programie CNN, młoda korespondentka uskarżała się na sposób w jakim traktują Niemców Grecy. Legitymująca się anglosaskim nazwiskiem i władająca bezbłędną angielszczyzną, jadąc w Atenach taksówką nieopatrznie przyznała się kierowcy do swej niemieckiej narodowości, w reakcji na co taksówkarz chciał ją po prostu wyrzucić z pojazdu.

Kończąc swe rozważania na „ksenofobiczną” nutę, pragnę tylko wyrazić nadzieję, że również Austriaków spotka w najbliższej przyszłości traktowanie na jakie zasługują.

http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/ ... yjaciolach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 19 kwi 2014, 08:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Toksyczny splot

Niemcy chcą zemsty, my chcemy rewolucji. W tym momencie nasze interesy są takie same, ale kiedy nasze drogi rozejdą się, Niemcy będą naszym największym wrogiem„ – ogłosił Lenin w 1920 roku. Dziś, prawie wiek później, w momencie formowania się nowego porządku w Europie, Rosja i Niem- cy znów skazane są na siebie, a ich wzajemne stosunki stanowią mieszaninę fascynacji i nienawiści.

Moc więzi między Moskwą a Berlinem przelicza się na miliardy euro – zainwestowane oraz zarobione na wymianie handlowej. Podobnie jak w okresie międzywojennym, z tą wszakże różnicą, że wówczas wszystko działo się w tajemnicy: Niemcy – ograniczeni traktatem wersalskim – budowali niemieckie zakłady zbrojeniowe w ZSRS, a Sowieci korzystali na tym, otrzymując nowoczesne technologie oraz część niemieckiej produkcji.

Idea zbliżenia narodziła się jeszcze przed Rapallo. W 1920 roku organizator powersalskiej Reichswehry, gen. Hans von Seeckt, pisał: ”Tylko dzięki ścisłej współpracy z Wielką Rosją Niemcy mają szansę zyskania pozycji siły liczącej się na świecie (…). Polska, Litwa, Łotwa zostały utworzone jako ściana oddzielająca Niemcy od Rosji„.

A Lenin dodawał: ”Niepodległość Polski jest bardzo niebezpieczna dla Rosji Sowieckiej, ale możemy liczyć na Niemcy, które chcą połączyć się z nami, aby Polskę zdławić„.

O konkretach zaczęto rozmawiać po dwóch latach. Po sekretnym spotkaniu delegacji sowieckiej i niemieckiej w hotelu w Genui nocą z 15 na 16 kwietnia 1922 roku (”konferencja w piżamach„) rankiem podpisano w Rapallo układ, który pozwolił z wolna wydźwignąć się obu państwom z zapaści. Pod Moskwą powstała fabryka samolotów Junkersa; produkcję uruchomił Krupp; gazy trujące wytwarzano w Trocku; fabryki amunicji powstały w Leningradzie, Tule i Złatouście; w stoczniach Leningradu i Nikołajewa budowano krążowniki i łodzie podwodne. Wyprodukowanym sprzętem dzieliły się Reichswehra i Armia Czerwona. W zorganizowanych przez Niemców szkołach lotniczych w Lipiecku i Borysoglebsku trenowali niemieccy i sowieccy lotnicy, a w ośrodku dla wojsk pancernych w Kazaniu – czołgiści.

Dojście do władzy Hitlera przerwało wprawdzie na czas jakiś tę współpracę, lecz i on zdał sobie w końcu sprawę z tego, że surowce może dostać tylko z Rosji. Dlatego już w 1935 roku podpisał układ zapewniający Sowietom ogromne kredyty. Stalin miał swoje powody: stawiał na wzajemne osłabienie się krajów ”kapitalistycznych„, w tym Niemiec, planując równocześnie ekspansję terytorialną. Hitler z kolei musiał zniszczyć Polskę, by utorować sobie drogę w głąb Europy, bo obawiał się, że Polska wypełni swoje sojusznicze zobowiązania wobec Zachodu, uderzając w przypadku wojny na Niemcy. Ukoronowaniem ”mądrości etapu„ było zatem podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow i rozbiór Polski w 1939 roku. Dostawy niemieckich obrabiarek i czołgów w zamian za sowieckie surowce trwały aż do uderzenia III Rzeszy na ZSRS w 1941 roku. Wielu historyków nie ma dziś wątpliwości: zwycięstwo Sowietów w II wojnie światowej nie byłoby możliwe bez materialnego i technologicznego wsparcia III Rzeszy.

Lat siedemdziesiątych czar
Po wojnie, gdy w RFN dobiegły końca rządy chadeków, władzę w 1969 roku przejęli socjaliści, tradycyjnie ciążący ku ZSRS. Nastały lata 70. – rozpoczęło się tzw. odprężenie między Wschodem a Zachodem, którego podstawą w Europie była niemiecka Ostpolitik. Powszechne nastroje pacyfistyczne rozniecane przez sowiecką agenturę i znużenie retoryką zimnowojenną pozwoliły realizować Moskwie operację o kryptonimie operacyjnym ”Zachód„. Zbliżenie służyło komunistom do moralnej i militarnej demobilizacji Zachodu. Dziś wiadomo, że w erze Willy’ego Brandta w centrum władzy Moskwa ulokowała całą plejadę agentów. Dla Rosjan pracował jeden z głównych architektów Ostpolitik Karl Wienand – za 10 tys. marek miesięcznie. Były to czasy słynnego ”kanału Kieworkowa„, uruchomionego na prośbę Brandta skierowaną do Sowietów o możliwość ”poufnej wymiany myśli„. Ówczesny szef KGB Jurij Andropow skorzystał natychmiast z zachęty.

Wiaczesław Kieworkow, rezydent KGB w RFN, we wspomnieniach ”Tajny kanał„ pisze, że sekretarz stanu i prawa ręka Brandta, Egon Bahr, zaproponował bezpośrednie kontakty, a następnie spotykał się z przedstawicielem Moskwy w Berlinie Zachodnim. Bahr, ochrzczony przez KGB pseudonimem ”Dawid„, przyznał, że zdawał sobie sprawę z tego, z kim rozmawia. Jego zdaniem, Willy Brandt też doskonale wiedział, kogo reprezentuje Kieworkow.

”Kanał„ przydał się, gdy chadecka opozycja podjęła w 1972 roku próbę obalenia rządu Brandta, uznawszy traktat ZSRS – RFN za ”zdradę interesów narodowych„. Andropow zapytał wtedy Bahra za pośrednictwem Kieworkowa, czy można kupić głosy kilku posłów opozycji, i zarezerwował na ten cel 200 tys. marek. Zawsze pomocna enerdowska Stasi przekupiła dwóch deputowanych – i do uchwalenia wotum nieufności zabrakło w Bundestagu dwóch głosów. Jednym ze zdrajców był Julius Steiner, który zadowolił się 50 tys. marek, które – jak twierdzi – dostał z rąk samego Karla Wienanda. Sprawa drugiego deputowanego, zmarłego już Leo Wagnera, nie została wyjaśniona. Wobec samego Bahra nie wszczęto postępowania, ponieważ nie udowodniono mu działalności agenturalnej.

Więzi niemieckiej lewicy z Moskwą sięgały dawnych czasów: do dziś nie udało się ujawnić w pełni roli Herberta Wehnera, wiceprzewodniczącego SPD od 1964 roku, przyjaciela dwóch kolejnych przywódców NRD, Waltera Ulbrichta i Ericha Honeckera, jeszcze z lat 30. XX wieku, gdy wszyscy trzej jako niemieccy komuniści znaleźli schronienie w Moskwie. W 1966 roku Wehner został ministrem do spraw niemiecko-niemieckich i rozpoczął rozmowy z ówczesnym pierwszym sekretarzem w NRD, Ulbrichtem. Wiadomo też, że jeździł potajemnie do Honeckera. Ograniczył swoją aktywność dopiero wtedy, kiedy Urząd Ochrony Konstytucji poinformował Willy’ego Brandta, że Guenther Guillaume, jego osobisty sekretarz, jest płatnym agentem Stasi, a w zasadzie KGB. Skandal kosztował Brandta karierę polityczną.

Niemcy ”rozumieją„ Rosję
Następca Brandta, kanclerz Helmut Schmidt, do dziś nie rozstał się z przekonaniem, że Rosja jest Niemcom potrzebna. Pod koniec marca tego roku 95-letni socjaldemokrata okazał zrozumienie dla aneksji Krymu przez Putina. Sankcje uznał, rzecz jasna, za ”głupotę„, bo ”uderzą w Zachód tak samo jak w Rosjan„. I pochwalił Angelę Merkel za ”ostrożność„. Wicekanclerz i szef MSZ od grudnia 2013 roku, Frank-Walter Steinmeier, też rozumie Putina. Wielbiciel gry Siergieja Ławrowa na gitarze irytował podczas swojej poprzedniej kadencji w MSZ nawet lewicowe media. ”Berliner Zeitung„ pisała o nim w 2009 roku, gdy odchodził po raz pierwszy z MSZ: ”Nie ma w całej Europie drugiego ministra spraw zagranicznych, który był tak mile widziany w Rosji jak Steinmeier. Uosabia wszystko, co ceni się na Kremlu: kontynuację przyjaznej wobec Rosji polityki Gerharda Schroedera, polityki nastawionej na robienie interesów bez słowa krytyki pod adresem rosyjskiego autorytaryzmu. Osoba Steinmeiera stanowiła gwarancję, że Niemcy postrzegać będą Rosję także po odejściu Schroedera jako najbliższego europejskiego partnera„. Szef niemieckiej dyplomacji doskonale pojmował niechęć Putina do planu zainstalowania w Polsce tarczy antyrakietowej i ubolewał na łamach ”Frankfurter Allgemeine Zeitung„: ”W Polsce trauma rozbiorów kraju przez Niemców i Rosjan do dziś ma wpływ na decyzje polityczne„.

Teraz podróżuje na Ukrainę, gdzie spotyka się w cztery oczy z najbogatszym człowiekiem w kraju, ”ojcem chrzestnym„ Doniecka, wycenianym na 18 mld dolarów Rinatem Achmetowem, który wspierał finansowo Janukowycza w 2004 i 2010 roku i reprezentuje w parlamencie Partię Regionów Janukowycza. Jest właścicielem firmy System Capital Management, kontrolującej większą część ukraińskiego przemysłu metalowego i węglowego na wschodzie. ”Steinmeier wydawał się bardzo zadowolony po tej rozmowie„ – pisała ”Sueddeutsche Zeitung„.

Gerhard Schroeder, kanclerz z ramienia socjalistów, który przed odejściem ze stanowiska w 2005 roku zdążył podpisać z Rosją umowę o budowie Gazociągu Północnego, by potem zająć w konsorcjum operatora Nord Stream lukratywną posadę, też spieszy ze wsparciem dla Putina. Kiedy w 2008 roku prezydenci krajów Europy Środkowej ratowali pod przywództwem Lecha Kaczyńskiego gruzińską niepodległość w Tbilisi, on mówił: ”Rosja poczuła się okrążona, musiała reagować„. Teraz, gdy Putin podbija na oczach świata Ukrainę, powtarza znów, że ”Rosjanie poczuli się zagrożeni„ przez Zachód, który niepotrzebnie planował umowę stowarzyszeniową z Ukrainą, ”każąc Ukraińcom wybierać między Ukrainą a Rosją„.

Co Steinmeier powie, gdy Putin każe wybierać Polakom między Polską a Rosją? Steinmeier, który uważa Putina za ”demokratę bez skazy„, który błaźnił się, jeżdżąc z nim na traktorze?

Moskiewska pajęczyna
Także wielki biznes ma powody, by protestować przeciw sankcjom. Niemcy są drugim co do wielkości partnerem handlowym Rosji. Według niemieckiej Izby Handlu Zagranicznego, w 2013 roku działało w Rosji 6200 niemieckich firm – o 100 więcej niż rok wcześniej. Włożyły one w sumie około 20 mld euro w fabryki i inne przedsięwzięcia. Volkswagen w ciągu ostatnich sześciu lat zainwestował 1,3 mld euro w Kałudze pod Moskwą, a planuje kolejne 1,2 miliarda. Od stanu stosunków rosyjsko-niemieckich zależy dziś 400 tys. miejsc pracy w RFN. Dlatego wszystkie wielkie koncerny zachowują się bardzo powściągliwie w ocenie sytuacji w Rosji. Rzecznik BMW mówi: ”Na dystans trudno jest dokładnie oceniać procesy zachodzące w Rosji lub na Ukrainie„. Fraport, który ma 35,5 proc. udziałów w lotnisku Pułkowo w Sankt Petersburgu, nie wypowiada się w ogóle. Kontrakty z Rosją dają 20 proc. jego obrotów.

Federalny Urząd Statystyczny informuje, że w roku 2013 Niemcy dostarczyły Rosji towarów za 36,1 mld dolarów, a wielkość handlu między oboma krajami zamyka się kwotą 76,5 mld euro. Juergen Fitschen, figura na rynku finansowym, m.in. jeden z prezesów Deutsche Bank, obwieścił: ”Musimy uniknąć za wszelką cenę nowej zimnej wojny, bo w przypadku sankcji Rosja jeszcze bardziej się zdystansuje od Zachodu – politycznie i gospodarczo„.

Zawsze ta troska Zachodu o ”ucywilizowanie„ Rosji przez zbliżenie… A przecież to Moskwie zależy na tym, by opleść Zachód siecią zobowiązań i uczynić go bezbronnym w kryzysowych momentach. Niektóre firmy są tak mocno związane z Rosją, że ”sankcje zagroziłyby ich egzystencji„ – twierdzi prezes Stowarzyszenia Handlu Zagranicznego (BGA) Anton Boerner. Grozi nawet, że Rosja mogłaby niemieckie przedsiębiorstwa… wywłaszczyć. Jak w czasach likwidacji polityki NEP?

Obywatele RFN są przestraszeni tak bardzo, że zapomnieli o obrazach z Majdanu i własnym oburzeniu na Putina – większość jest przeciw sankcjom: nie chcą stracić miejsc pracy, boją się spadku tempa wzrostu gospodarczego.

Caryca Angela sprzyja
A nad wszystkim czuwa kanclerz Angela Merkel – wychowana w domu ”czerwonego pastora„ Horsta Kasnera, który służył władzom NRD do rozbijania Kościoła ewangelickiego, zapatrzona w portret carycy Katarzyny II stojący, jak wieść głosi, na jej biurku. Czasem zarzuci Putinowi ”łamanie praw człowieka„, napomknie o ”utracie przez Putina kontaktu z rzeczywistością„ – jakie to ma jednak znaczenie? Prywatne koncerny pilnują własnych interesów, a Merkel nawet nie sugeruje im zmiany stanowiska. Tajemnicą poliszynela jest, że w rozmowach z Komisją Europejską sprzyja Rosjanom.

Kiedy latem Gazprom przejmie, zgodnie z podpisanymi już umowami, znaczną część niemieckich gazociągów i magazynów w zamian za udostępnienie Niemcom swoich złóż, nowe drogi przesyłowe – razem z tymi, które Gazprom kontrolował wcześniej – uczynią z RFN najszerszy trakt na rynki Zachodu.

”Czas pokaże, czy na gruzach Europy powstanie niemiecka hegemonia czy komunistyczna federacja„ – mówił Lenin. Na razie stoimy przed nową odsłoną starego dramatu: niemiecka dominacja jest aż nadto widoczna w starej Unii, a Rosja, chociaż wciąż gospodarczo słaba, nabiera sił za pieniądze Zachodu. Głównym graczom Polska będzie przeszkadzać – tak jak przeszkadzała w 1918 roku, potem w 1920, 1939, wreszcie w 1945. Napór z obu stron narasta powoli, lecz nieustannie. Znów jesteśmy w kleszczach. Jak długo jeszcze pozwolą nam cieszyć się tym tworem państwowym, który dostaliśmy jako produkt uboczny transformacji komunizmu?

Anna Zechenter

http://www.naszdziennik.pl/swiat/75060, ... splot.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 17 gru 2015, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Interes lobbystów nad europejskim

Z Maksem Kraczkowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Gospodarki i Rozwoju, rozmawia Rafał Stefaniuk.

UOKiK zajmie się wnioskiem o utworzenie wspólnego przedsiębiorstwa podmiotów, które chcą budować Nord Stream II. Logika mówi, że ta inwestycja uderzy w naszą gospodarkę. Czego więc oczekują inwestorzy?
– Przypomnę słowa byłego ministra spraw zagranicznych, a potem marszałka Radosława Sikorskiego, który stwierdził, że Nord Stream można porównać do paktu Ribbentrop-Mołotow. Pod wpływem europejskich polityków opcja, która rządziła Polską przez 8 lat, szybko zmieniła zdanie. Zamiast wsparcia wobec sprzeciwu, który rząd polski przedstawia odnośnie do powstania Nord Stream II, odnoszę wrażenie, że w Europie panuje zmowa milczenia. Jeszcze zanim powstało Nord Stream II, duże problemy mamy z jego pierwszą nitką. Przypomnę, że toczy się postępowanie administracyjne zmniejszenia możliwości wykorzystania portu przez statki o dużej wyporności, które będą mieć problem ze swobodnym wchodzeniem do portu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę te wszystkie okoliczności oraz uzależnienie nie tylko Polski, ale także Europy Zachodniej od surowca energetycznego płynącego z Federacji Rosyjskiej, brak solidarności energetycznej wśród państw UE i bardzo śmiałe poczynania Rosji na wschodzie Ukrainy, a także kolejne kryzysy gazowe: ukraińskie czy białoruskie, to mamy jasny obraz sytuacji. Ta inicjatywa idzie w poprzek interesowi energetycznemu Polski.

Kraje Europy Środkowej zgodnie twierdzą, że Nord Stream II jest inicjatywą polityczną. Należy ją blokować na płaszczyźnie politycznej?
– Najpierw należy zdefiniować interes polityczny. Naszym interesem jest zachowanie równowagi i wpływu polityki energetycznej Unii Europejskiej na Rosję. W czasie, kiedy Kreml na wschodzie Ukrainy wspiera tzw. separatystów, warto zastanowić się, czy Unia Europejska ze swoją otwartością na projekty energetyczne Kremla nie jest krótkowzroczna. Warto również się zastanowić, czy za tymi projektami nie idzie jakaś forma korupcji politycznej w UE. Ponieważ od strony gospodarczej i politycznej ta inicjatywa powinna być oceniana negatywnie.

Blokada jest możliwa? Niemcy i Rosjanie wydają się zdeterminowani w tej sprawie i to oni decydują o wydarzeniach w Europie.
– Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, tuż po tym, jak przez Europę przetoczyła się fala dyskusji o zdumiewającej postawie Niemiec wobec inwestycji Nord Stream I, znalazł bardzo intratne zajęcia u swojego wschodniego partnera. Myślę, że wypowiedzi takie jak te Martina Schulza pokazują, że niemieccy politycy, również ci działający na europejskiej arenie, nie do końca zdają sobie sprawę, jak realnie obecnie wygląda sytuacja Europy Środkowo-Wschodniej.

Sugeruje Pan, że korupcja w sprawie tych inwestycji mogła dotykać aż tak wysokiego szczebla?
– Uważam, że przy tego typu inwestycjach otwiera się szerokie pole dla lobbystów. Jeśli nie widać interesu gospodarczego Unii Europejskiej, a obserwujemy naruszenie interesu gospodarczego państw Europy Środkowo-Wschodniej, warto zadać sobie pytanie, jak skuteczny jest lobbing, ile pieniędzy na niego idzie.

Ewa Kopacz stwierdziła, że przed Nord Stream II uchroni nas unia energetyczna. Co poszło więc nie tak?
– W kwestii działań Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej nie tak jak trzeba poszło dosłownie wszystko. Dziś widzimy bezsilność tego polityka, i to zarówno w kwestii kryzysu na Ukrainie, szturmowania południowych granic Wspólnoty przez migrantów, jak i zadbania o polski interes wobec inwestycji Nord Stream i Nord Stream II.

Załóżmy, że Nord Stream II powstanie. Jaki jest wobec tego plan B, aby wzbić się na energetyczną niezależność?
– To wykorzystanie tych możliwości, którymi dysponujemy, m.in. witalizacja programu wykorzystania potencjału złóż gazu łupkowego, ale także uruchomiona w formie testów instalacja do odbioru gazu w Świnoujściu. To wszystko poprawia bezpieczeństwo energetyczne. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo energetyczne to jedna kwestia, ale liczą się też względy przyzwoitości. A jak wiemy, solidarność europejską Unia złożyła na dnie Bałtyku, razem z gazociągiem Nord Stream.

Europę Środkową stać na wielki energetyczny projekt, który byłby przeciwwagą dla Nord Stream I i II?
– Ostatnie transakcje, jakich dokonała strona rosyjska lub jest w trakcie ich realizacja, z naszymi partnerami zachodnimi świadczą o tym, że w UE jest coraz mniej wspólnej polityki gospodarczej, a za to więcej realizacji interesów poszczególnych liderów Europy. Jest to smutne, bo w gruncie rzeczy to jeszcze mocniej eksponuje Europę kilku prędkości. Wobec tego Grupa Wyszehradzka powinna zacieśnić swoją współpracę. Oczywiście szanuję sojusz polityczno-gospodarczym, jakim jest Unia, natomiast istotne jest to, aby mieć wspólne stanowisko z najbliższymi sąsiadami. Polityka partnerstwa regionalnego sprawdzała się wielokrotnie. Niestety, rząd Ewy Kopacz zawiódł naszych partnerów, ale wierzę w to, że rząd Beaty Szydło odbuduje i umocni zaufanie w ramach Grupy. To przełoży się na wspólne stanowiska w Europie.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... jskim.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 01 lip 2016, 07:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Unijni biurokraci bez pomysłu

Z Bolesławem Piechą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, czy unijni biurokraci mają pomysł, w jakim kierunku powinna zmierzać Unia Europejska po Brexicie, aby przetrwać?
– Grupa biurokratów, którzy są ulokowani zwłaszcza w Komisji Europejskiej, ale również Radzie Europejskiej czy Parlamencie Europejskim, a więc we wszystkich unijnych instytucjach różnych szczebli, którzy dotąd karmili się swoją wielkością, nieomylnością i własnymi koncepcjami i nie bardzo zwracali uwagę na to, co się dzieje w poszczególnych krajach członkowskich, jest dziś przerażona. Dla nich wynik referendum w Wielkiej Brytanii jest bez wątpienia wielkim zaskoczeniem i sądzę, że mimo buńczucznych zapowiedzi i cytowania na każdym kroku art. 50 traktatu o Unii Europejskiej unijni biurokraci nie mają pomysłu, jak ma wyglądać samo opuszczenie przez Wielką Brytanię struktur UE, nie mówiąc już, co potem. Proszę zwrócić uwagę, że nie został nawet sformułowany szczegółowy scenariusz działań na najbliższe miesiące, tymczasem mówi się, że proces wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE może potrwać nawet dwa lata. Za kulisami z jednej strony trwają gorączkowe próby zbudowania różnych scenariuszy, których wciąż brak.

Widać unijni dygnitarze nie odrobili lekcji, skoro presją próbują wymóc na Wielkiej Brytanii jak najszybsze opuszczenie UE, a jednocześnie przez zastraszanie wymóc posłuszeństwo na innych krajach, które chciałyby pójść w ślady Brytyjczyków?
– Retoryka idzie w kierunku przestraszenia Brytyjczyków, że opuszczając UE, zamykają się na Wyspach, że zostaną odcięci od świata, a ich pozycja będzie mniej więcej taka jak Albanii 20, 30 lat temu. Tyle że prawda jest zupełnie inna. Obserwujemy też próby ustawiania na baczność poszczególnych krajów członkowskich, co ma je odstraszyć od pójścia w ślady Brytyjczyków i ewentualnego referendum w sprawie wyjścia z UE.

Polska opowiada się za zmianą traktatu unijnego, ale kanclerz Merkel i wtórujący jej duet: Juncker – Tusk wykluczają taką możliwość. Czy bez rewizji dotychczasowej polityki, w tym również zmian w traktacie o UE, planowanie przyszłości Unii ma sens?
– UE była budowana głównie z myślą o ułatwieniu wymiany handlowej między poszczególnymi krajami, bez granic, bez ceł, bez określonych przepisów regulacyjnych czy norm różnych w poszczególnych krajach itp. Niestety wszystko wymknęło się spod kontroli, zaczęła dominować polityka i to na miarę dyktatury. Pojawili się liderzy, co dobrze znamy z historii, którzy, jak zwykle, wiedzą lepiej i zaczęli dyktować warunki. A już nie do pomyślenia było zachowanie pozycji państw narodowych. Wątpię, czy teraz obejdzie się bez zmian w traktacie. Przecież niezbędne będzie ustawienie wielu kwestii od nowa, co więcej, konieczne będzie wyeliminowanie słabości, które leżą u podłoża Brexitu.

Co było tą praprzyczyną decyzji Brytyjczyków?
– Tych przyczyn jest wiele, ale uważam, że jedną z podstawowych jest arogancja urzędników Komisji Europejskiej, którzy – przypomnę – nie mają żadnej legitymacji demokratycznej, aby pouczać poszczególne państwa. Słowo „demokracja” jest odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki w PE, tymczasem instytucją, której władze nie pochodzą z demokratycznego wyboru, a z nadania, jest właśnie KE. Skład kierownictwa KE tworzą komisarze wytypowani przez rządy poszczególnych krajów. Tak jest chociażby w przypadku Elżbiety Bieńkowskiej, którą wytypował na komisarza UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości oraz małych i średnich przedsiębiorstw poprzedni rząd PO – PSL. Dziś ten rząd to już historia, a Elżbieta Bieńkowska jako komisarz, która tak naprawdę nie realizuje żadnych celów narodowych, a jedynie pewną utopię biurokratyczną, utopię poprawności politycznej tzw. głównego nurtu, na stanowisku pozostaje jeszcze do 2019 r.

Na ile istotne są zapowiedzi, że nie będzie żadnego majstrowania przy traktacie o UE?
– Sądzę, że jest to ważne, przynajmniej w tej chwili. Weźmy chociażby sytuację, kiedy danemu państwu przyjdzie do głowy np. poddać nowy traktat pod referendum i znów wyjdzie wielki klops. Na razie rezolucja, jaką ostatnio przyjął PE, wskazuje, że póki co zmiany traktatu nie będzie, ale mówi wyraźnie, że możliwe jest poprawienie obecnej wersji. Czy to wystarczy, trudno powiedzieć. Nie może być jednak tak, że kiedy w pontonie pod nazwą UE pojawia się dziur,a ratuje się sytuację, nakładając kolejną łatę. Nic dobrego z tego nie wynika, bo nie ma ani poprawy sterowności, ani lepszej wyporności, co więcej, spada odporność na różnego rodzaju kryzysy. Tymczasem sytuacja geopolityczna jest bardzo dynamiczna – kryzys na Ukrainie, na południu wojny, narasta również kryzys migracyjny. Tak czy inaczej w pewnej perspektywie bez zmiany traktatu o UE się nie obędzie, inaczej kolejne kryzysy będą zamiatane pod dywan i będziemy mieli udawanie, że nic się nie stało. Samozadowolenie unijnych elit będzie utrzymywane, a Brytyjczykom będzie się wmawiać, że popełnili błąd i zły duch im pomieszał w umysłach, że tak bardzo byli nierozsądni, nierozważni, żeby nie powiedzieć głupi, że postanowili się wykluczyć z tak znakomitego projektu, jakim zwłaszcza w ostatnim czasie była UE pod przewodnictwem duetu Merkel – Hollande, czyli Niemcy – Francja.

W UE jest jeszcze jeden duet Juncker – Tusk…
– Donald Tusk generalnie nie spełnia oczekiwań i nadziei, jakie pokładali w nim promotorzy, głównie kanclerz Merkel. Jeśli chodzi o negocjacje w sprawie zahamowania dążeń Brytyjczyków odnośnie do ich wyjścia z Unii, to Tusk nie był specjalnie aktywny jako negocjator. Natomiast na początku tego roku ogłosił niebywały sukces, jakim miało być wynegocjowanie z Wielką Brytanią pewnych zmian, które miały objąć także reformę UE. Wyszło z tego tyle, że Brytyjczycy się połapali, że to żadna reforma, a tylko chocholi taniec i porozumienie Camerona z Tuskiem wrzucili do kosza. Jeśli zaś chodzi o Junckera, to jest to typowy technokrata, który jako premier Luksemburga – raju podatkowego ma swoje za kołnierzem. Warto przypomnieć tylko wciąż nierozliczoną aferę Luxleaks, która obnażyła praktyki podatkowe Luksemburga.

Swój udział w tej aferze ma także Jean-Claude Juncker, za którym sprawa ta wciąż się ciągnie...
– Rzeczywiście, ta afera ciągnie się za obecnym szefem KE i prawda jest taka, że Luksemburg jest w dalszym ciągu swoistą wyspą podatkową, gdzie dość niejasne przepisy podatkowe powodują, że jest to kraj bardzo atrakcyjny dla różnej maści inwestorów. Natomiast płacą za to, i to słono, państwa członkowskie. Są przecież również w Polsce firmy, które cały aparat finansowy mają w Luksemburgu.

Nie dziwi Pana sposób traktowania Wielkiej Brytanii przez kierownictwo UE ponaglające Brytyjczyków do jak najszybszego wdrożenia procedury opuszczenia Unii?
– To jest bardzo charakterystyczne zjawisko, które występuje zawsze wtedy, kiedy samemu nie chce się uderzyć w piersi, a winy szuka się u innych. Stąd próby odreagowania na premierze Davidzie Cameronie, który pewnie nie przejdzie do historii jako najpopularniejszy premier Wielkiej Brytanii, ale zrobił rzecz szalenie ważną, a mianowicie nie bał się odwołać do woli Brytyjczyków i zgodnie z wolą narodu ogłosił referendum. Wielu obecnych przywódców europejskich nawet nie chce słyszeć o referendum, co więcej, przypomnijmy sobie, co się działo we Francji, Irlandii czy chociażby w Holandii, kiedy odbyło się referendum dotyczące ratyfikacji traktatu ustanawiającego konstytucję dla Europy. Przecież Francja – tak europejski kraj, czy Holandia odrzuciły konstytucję, co więcej, Irlandię zmuszono do powtórnego głosowania. Dzisiaj arogancja Junckera jest nie na miejscu. Ten polityk jest bezkrytyczny wobec swoich dokonań, co więcej, próbuje w niewybredny sposób pouczać innych, wskazując winnych tam, gdzie ich nie ma. W tym wypadku winny jest nie naród brytyjski, a kierunki działania fundowane od wielu, wielu lat przez KE obsesyjnie myślącą o Europie jako federacyjnym kraju – na wzór Stanów Zjednoczonych z jedną walutą, z jedną armią i jednym systemem bezpieczeństwa oraz z jednym rządem, na czele którego stoi nie kto inny jak Juncker, ale tak nie jest.

Wielka Brytania pozostanie nadal strategicznym partnerem Polski – stwierdziła premier Szydło po unijnym szczycie. Czy taka deklaracja w unijnych szeregach przysparza nam więcej przyjaciół czy może wrogów?
– Nie rozpatrywałbym tej kwestii zero-jedynkowo, w kategoriach przyjaciół czy wrogów. Wielka Brytania jest mocarstwem z mocnym głosem w NATO, jej głos liczył się także w PE. Jednak na unijnych salonach zawsze była krajem, który wyraźnie opowiadał się przeciwko federalizacji Unii i podporządkowaniu jej interesom, głównie niemieckim. Wielka Brytania była niejako gwarantem utrzymania naszej suwerenności i dziwne byłoby, gdyby nagle to strategiczne znaczenie tego państwa dla Polski zostało zapomniane czy w ogóle podważone. Ponadto Wielka Brytania, czy się to podoba unijnych technokratom, czy nie, jest drugą po Niemczech gospodarczą potęgą w Europie i pierwszą, jeśli chodzi o potencjał militarny. To niezwykle ważne, zwłaszcza że – jak wspomniałem na początku naszej rozmowy – świat nie płynie po spokojnych wodach. Na wschodzie Rosja pręży muskuły, a na południu i na Bliskim Wschodzie, co pewnie było jednym z powodów opowiedzenia się Brytyjczyków przeciwko UE, coraz bardziej dojrzewa problem z imigrantami, którzy falowo napływają do Europy na skutek bezrefleksyjnej polityki kanclerz Angeli Merkel, która w imieniu Unii zapraszała ich na kontynent europejski. Wszystko to odbywa się w atmosferze ogromnej buty i arogancji unijnych decydentów. Zjednoczone Królestwo zawsze będzie dla nas ważnym strategicznym partnerem.

Tak czy inaczej, mimo rewanżyzmu ze strony co poniektórych unijnych decydentów nie da się zepchnąć Wielkiej Brytanii na margines?
– Uważam, że to się nie uda. Wielka Brytania zawsze miała i nadal ma dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi i póki co Amerykanie są Europie potrzebni jak woda czy powietrze. Jakby nie spojrzeć, siła militarna UE bez Wielkiej Brytanii jest bardzo niewielka. Poprzedni rząd w Polsce, rząd koalicji PO – PSL, militarnie oddał Polskę Stanom Zjednoczonym, które są, jakby nie spojrzećj dość daleko. Życie pokazuje, że nie żyjemy w krainie wiecznej szczęśliwości i pokoju i obok szaleje burza. Powinniśmy być tego świadomi, współpracując militarnie z silniejszymi od nas, zarówno z tymi, którzy są daleko, ale przede wszystkim z tymi, którzy są blisko i są nam życzliwi, oczywiście mam na myśli Wielką Brytanię.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... myslu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 01 lip 2016, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/75312

Wielka niemiecko-rosyjska Unia Euroazjatycka... koleny sen szaleńców NWO?
Krzysztofjaw, czw., 30/06/2016 - 11:19

Wczoraj napisałem tekst o szleńcach NWO realizujących swoje geopolityczne cele związane z powstaniem Jednego Rządu Światowego [1]. I wskazałem, że wyjscie UK z UE być może było zaplanowane bowiem dla UK przewidziano inne, raczej podmiotowe miejsce w strukturze Nowego Porządku Świata.

Pospekulowałem też o roli A. Merkel, która na pewno np. decyzji o przyjęciu islamistów nie podjęła bezmyślnie a była to zapalnowana akcja dezintegracji krajów i narodów Europy, tak aby z chaosu powstało jedno multikulturowe, beznarodowe i bez granic superpaństwo Europa z jednym rządem i prezydentem. Opisałem więc rolę A. Merkel jako wykonawczyni poleceń mędrców NWO.

Omówiłem też ogromną rolę porozumienia chińsko-polskiego w sprawie Jedwabnego Szlaku (potężne europejskie jego centrum dystrybucyjne będzie w Polsce!) i chińskiego banku inwestycyjnego (ABII - Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych - alternatywa dla Banku Światowego), gdzie Polska jest jedynym krajem Europy Środkowo-Wschodniej a do tego ma status członka założyciela. Należy dodać, że z tzw. zachodniego kręgu państw do banku przystapiły m.in.: Izrael, Australia, Holandia, Hiszpania i Francja.

Ale oczywiście różnych teroii może być więcej a mnie przypomniało się coś, o czym też często pisałem a w sumie skłonił mnie do odtworzenia tych moich wizji artykuł Macieja Pawlickiego na wpolityce.pl p.t.
"Brytyjskie mohery na Madagaskar. A my wreszcie zbudujemy jeden naród i jedną Rzeszę" [2], w którym autor pisze m.in. "Ale skoro Cameron urządził z brytyjskimi moherami tę szowinistyczną szopkę - niech idą w cholerę (...) ale cel jest ten sam: wygniecenie insektów, które przeszkadzają w nauczeniu Europy niemieckiego porządku i w zbudowaniu jednego, europejskiego państwa (Ein Reich), jednego europejskiego narodu (Ein Volk) i pełni władzy dla oświeconego kierownictwa (Ein Fuhrer). Fersztanden?".

Otóż może wcale A. Merkel nie jest aż takim jedynie pionkiem w grze, ale chce aspirować do tego, aby Niemcy uczestniczyły jako podmiot w całym projekcie NWO? Właśnie poprzez budowę IV Rzeszy Niemieckiej obejmujące dzisiejszą UE bez UK. I nawet z tego punktu widzenia sprowadzenie islamistów dezintegrujących Europę i działania na siłę dążące do ich relokacji do poszczególnych krajów też wydają się logiczne... Chaos i później akcja, czyli superpaństwo Europa a tak naprawdę IV Rzesza. Tak też można patrzeć na dzisiejsze działania po Brexicie Brukseli a raczej Berlina (więcej unii w unii), czyli właśnie dążenie do jednego Państwa Europa. UK w takim projekcie nie mógł po prostu uczestniczyć.

Jeżeli tak jest to warto zauważyć, że tak naprawdę w dalszym ciągu przez Niemcy realizowana jest polityka twórczego ziszczeniu idei mitycznej Mitteleuropy.

Obserwując w tym obszarze politykę niemiecką na przestrzeni dekad można dojść do wniosku, jakobyśmy mieli nieustająco do czynienia z realizacją tych samych celów w zmieniających się warunkach. Niemcy od zawsze dążyły do osiągnięcia dominacji w Europie, do której wielokrotnie Berlin zmierzał zarówno metodami zbrojnymi jak i ekonomicznymi. Zważywszy na geopolityczne położenie Polski, nasz kraj od zawsze był jedną z pierwszych przeszkód stojących na drodze niemieckich ambicji. Stąd właśnie współczesna polityka niemiecka jest powtórzeniem i twórczym rozwinięciem wywodzącej się z czasów I Wojny Światowej koncepcji „Mitteleuropa”, odnoszącej się do m. in. Polski. Zgodnie z tym zamysłem, nasz region (w tym przede wszystkim Polska) ma stać się obszarem spenetrowanym gospodarczo i podporządkowanym gospodarce niemieckiej, stanowiąc dla niej zaplecze oraz gospodarkę peryferyjną. Taka sytuacja wyklucza istnienie silnego polskiego przemysłu, polskiej bankowości czy polskiego wielkiego handlu. Mamy jedynie stanowić rynek zbytu dla obcej produkcji a także źródło taniej siły roboczej, bez jakichkolwiek ambicji gospodarczych. Obserwując poczynania zniemczonej UE, jak i samych Niemiec widać wyraźnie, że wszelkie działania wobec Polski mające doprowadzić do osiągnięcia zrewitalizowanych celów idei Mitteleuropy były dotąd z powodzeniem realizowane [3].

Do tego wszystkiego należy dodać, że współczesne Niemcy podporządkowały sobie dzięki UE także kraje dawnej Europy Zachodniej (współczesne novum geopolityczne jakże korzystne dla Niemców), ale w sumie mają obecnie problem z Polską i innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej... a było już tak pięknie za czasów zdrajcy D. Tuska, R. Sikorskiego błagającego Niemcy o europejskie przywództwo czy niemrawej E. Kopacz... Dlatego sądzę, że ataki na Polskę ze strony przywódców UE nie ustaną... No chyba, że interes USA i UK jest trochę inny... Warto zwrócić jednak uwagę na niechęć europejskich elit do USA i UK. W tym kontekście mamy jednak szansę, bo niestety jedynie krótkookresowo zostajemy tak naprawdę jedynym buforem bezpieczeństwa dla USA w UE a długookresowo ta szansa wynika zarówno z porozumienia z Chinami jak i ewentualnej reaktywacji idei Międzymorza.

Ale gdyby idea budowy IV Rzeszy Niemieckiej (jedno państwo Europa) się ziściła to również ziściłoby się marzenie Niemiec i Rosji o wspólnej granicy, czyli realizacji odwiecznego kondominium niemiecko-rosyjskiego. Oczywiście nie trzeba mówić i pisać, co to oznaczałoby dla dzisiejszej Polski, ale tak naprawdę dla wszystkich narodów UE bez UK [4].

I w tym momencie dochodzimy do być może wielkiego planu szaleńców NWO stworzenia tzw. Związku Europy, czyli Wielkiej Unii Euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku, która - obok innych unii - byłaby jednym z podmiotów utworzenia Jednego Rządu Światowego a Niemcy i Rosja pełniłyby bardzo ważną rolę, rolę podmiotową a przecież tylko taka rola ich interesuje.

Obrazek

W proponowanym wczoraj przez mnie czytelnikom moim tekście "Co nas czeka. Jeden Rząd Światowy" [5] tak o tym pisałem i w sumie dalej wszystko jest aktualne i czasowo - nieraz z pewnym poślizgiem - realizowane:

"Eurazja od Władywostoku do Lizbony to docelowy model tzw. przyszłego Związku Europy czy też Wielkiej Unii Euroazjatyckiej, która ma powstać z dotychczasowej Unii Europejskiej i tworzonej właśnie Unii Euroazjatyckiej (Rosja + sukcesywnie dawne republiki ZSRR z Białorusią i oczywiście Kazachstan + Gruzja + Azerbejdżan). Dziś (od 10.10.2000) jest to tzw. Euroazjatycka Wspólnota Gospodarcza (ros. Евразийское экономическое сообщество, ЕврАзЭС) – w skrócie EaWG, w skład której wchodzą: Rosja, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan a od 2002 roku obserwatorami są: Armenia, Mołdawia i Ukraina. Wycofał się na razie Uuzbekistan. EaWG jest wzorowana na Unii Europejskiej (sic! - ten sam reżyser zapewne). W 2003 otrzymała status obserwatora przy Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Unia Euroazjatycka (EAU) zaczęła być intensywnie realizowana przez W. Putina od 2012 roku. "Planowana data utworzenia struktur EAU to 2015 r. Jednym z pierwszych kroków do utworzenia w 2015 r. pełnej unii jest Eurazjatycka Przestrzeń Gospodarcza (lub Eurazjatycki Obszar Gospodarczy). Układ o EaPG wszedł w życie 1 stycznia 2012 r. Głównym organem EAU będzie Komisja Eurazjatycka wzorowana na Komisji Europejskiej. Siedzibą KEA będzie Moskwa", przy czym należy też zwrócić uwagę na masońską stolicę Kazachstanu - Astanę, która może w przyszłości stanowić centrum Związku Europy (warto o niej poszukać na Youtube). O Związku Europy mówi od jakiegoś czasu oficjalnie Siergiej Ławrow: "Rosja traktuje UE jak strategicznego partnera (...) i opowiada się za stworzeniem wspólnej przestrzeni od Lizbony do Władywostoku".

I tak jeszcze na dokładkę. Aleksander Dugin, putinowski strateg geopolityczny tak o tym projekcie mówił czy też pisał już pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku (co naprawdę jest warte podkreślenia a zresztą cały czas modyfikuje tą teorię dopasowując ją do aktualnej sytuacji geopolitycznej i dążeń szaleńców NWO a także uwzględniając ambicje Rosji i Niemiec ):

"Granica Eurazji niekoniecznie jednak musi przebiegać gdzieś na terenie naszego kraju. Ideolog eurazjatyzmu (A. Dugin - kj) obwieszcza bowiem, że zjednoczenie z Niemcami i stworzenie jednego bloku kontynentalnego, to jeden z ważnych celów strategicznych Rosji (...) My, Rosjanie, i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem przy pomocy wywieranego przez nas nacisku maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii – rysuje Dugin podobieństwo między Rosją a Niemcami, aby wreszcie nie pozostawić nam żadnych złudzeń: Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno‑geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki (...) Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim" [6].

Czyż to się obecnie nie ziszcza zważywszy na kapitałowe i polityczne zbliżenie Niemiec z Rosją (m.in. Nord Stream 2, ale nie tylko) i kim w takim razie naprawdę jest tajemniczy A. Dugin, chcący wzmacniać polską masonerię?

I na koniec jeszcze jeden element pewnej docelowej układanki szaleńców NWO, który musi się pojawić w analizie zamierzeń NWO, czyli gdzie mają się podziać Żydzi, jeżeli nie w Izraelu? A przecież zdecydowana większość elit NWO to Żydzi. I tu pojawia się mityczna Judeopolonia, czyli utworzenie na części Polski (nowej Germanii, czyli IV Rzeszy) nowego państwa żydowskiego, o co zresztą zabiegali Żydzi w pierwotnym planie Mitteleuropy. Różne wydarzenia mogą o tym świadczyć: od obchodów Święta Chanuki w polskim Pałacu Prezydenckim (czy w Knesecie lub gdziekolwiek w sferach rządzących Izraela obchodzi się np. Bożego Narodzenia?) poprzez jakieś posiedzenia wyjazdowe rządu polskiego w Izraelu (np. w 2011 roku) czy też ogromne finansowanie przez Polskę Muzeum Historii Żydów Polskich aż poprzez obrady Knesetu w Krakowie a także jakieś wizje artystyczne nowej polsko-żydowskiej flagi, gdzie jest Gwiazda Dawida nad polskim Orłem.

Obrazek


[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/0 ... ealre.html
[2] http://wpolityce.pl/polityka/298817-bry ... dna-rzesze
[3] O Mitteleuropie piszę m.in. w: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/0 ... towac.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/0 ... i-kto.html
[4] O kondominium niemiecko-rosyjskim piszę m.in w: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/0 ... a-sie.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/1 ... iebie.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/1 ... ie-cd.html
[5] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/0 ... atowy.html
[6] https://www.gloria.tv/article/QFE8L7FNRACk1omRsxzeDCJzZ

P.S.
Na portalu: http://www.blog-n-roll.pl/pl przy okazji dyskusji do tekstu: http://www.blog-n-roll.pl/pl/juncker-świr-lubiący-wypić-czy-benny-hill-polityki#.V3Tw3sbcjZM bloger ro zadał mi pytanie: "Tylko w jaki sposób chcą sobie poradzić (Niemcy) z islamem?"

Odpowiedziałem następująco:

"Może być problem niedocenienia siły islamu, ale też trzeba mieć na uwadze kto finansuje najazd islamistów na Europę... m.in. G. Soros.

Zresztą tak naprawdę sprawa jest wielowątkowa i może Niemcy oraz ich przydupasy i nadzorcy mają plan wtłoczenia islamistów do Europy, rozwalenia krajów i chrześcijaństwa a później też islamu i stworzenia jednej religii światowej. Takie też są plany wedle NWO. Może faktycznie z islamem im się nie udać, ale przecież działania muzułmanów kierowane są przez imamów a więc wystarczy skaptować imamów a w Koranie jest tyle sprzeczności, że można zawsze coś znaleźć, aby ludziom przedstawić nowe zamierzenia Mahometa, który nakazuje teraz (po zniszczeniu chrześcijaństwo) nowe rozwiązania. To jak z rabinami i ich Talmudem... mają odpowiedzi na wszystko i często też one są sprzeczne a w sumie Żydzi i Arabowie to jednak Semici.

Warto też wspomnieć o tym, co o islamie w masonerii mówi dr S. Krajski - chyba największy w Polsce badacz tego ruchu. Otóż ostatnio odkrył (o czym tylko kiedyś przeczytał wzmiankę), że na 32 stopniu wtajemniczenia masoni przechodzą na islam, aby na 33 stać sie wreszcie Oświeconym osiągnąwszy cel jakim jest bóstwo kazdego oświeconego człowieka... Więc islam jest niejako drogą, etapem rozwoju oświeconych masonów. Ciekawe, nieprawdaż?"

Krzysztofjaw - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 01 lip 2016, 11:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7539
Lokalizacja: Podlasie
Asindziej napisał(a):
...wyjscie UK z UE być może było zaplanowane bowiem dla UK przewidziano inne, raczej podmiotowe miejsce w strukturze Nowego Porządku Świata...


A więc tutaj może być odpowiedź na pytanie : dlaczego UK postanowiła wyjść z UE ?
Ktoś po prostu zadecydował o tym, że miejsce UK jest gdzie indziej.
Teraz tylko musimy oczekiwać na dalszy bieg wydarzeń, jaki zaplanowali tfffórcy NWO.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 02 lip 2016, 09:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Coltrane napisał(a):
A więc tutaj może być odpowiedź na pytanie : dlaczego UK postanowiła wyjść z UE ?
Ktoś po prostu zadecydował o tym, że miejsce UK jest gdzie indziej.
Teraz tylko musimy oczekiwać na dalszy bieg wydarzeń, jaki zaplanowali tfffórcy NWO.


Wszystko na to wskazuje. A Rosji nie należy się obawiać dlatego, że zaatakuje Bałtykę. Także rzekoma agresja Rosji na Ukrainę do to żydomasońskie brednie o rozmiarach absurdu. Rosja stanowi zagrożenia dla nas i Europy Środkowej z zupełnie innych względów - właśnie jako współuczestniczka budowy Eurazji.

http://pl.sputniknews.com/polityka/2016 ... rosja.html

Putin: Rosja nie odrzuca pomysłu utworzenia wspólnej przestrzeni gospodarczej z UE
15:22 30.06.2016

Moskwa nie ingeruje i nie zamierza wpływać na proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, przy tym Rosja nie odrzuca pomysłu utworzenia wspólnej przestrzeni gospodarczej z UE, powiedział prezydent Władimir Putin.

Putin wzywa do budowy wspólnej przestrzeni gospodarczej od Atlantyku do Pacyfiku
http://pl.sputniknews.com/opinie/201605 ... za-UE.html

„Podkreślę — Rosja nie tylko nie odrzuca idei utworzenia wspólnej z UE przestrzeni gospodarczej i humanitarnego obszaru od Atlantyku do Pacyfiku, ale uważa go za najbardziej obiecujący z punktu widzenia długofalowego, zrównoważonego rozwoju całego kontynentu euroazjatyckiego”, — powiedział Putin.
Głowa państwa zaznaczył również, że Europejczykom nie jest łatwo na tle wiadomości o wyjściu Wielkiej Brytanii, ale w perspektywie średnioterminowej, uważa Putin, wszystko wróci do porządku, donosi RIA Novosti.
Jednocześnie prezydent powiedział, że skutki referendum w Wielkiej Brytanii będą odczuwalne przez dość długi czas.
Zwolennicy wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej 25 czerwca zwyciężyli w referendum. W ostatecznych wynikach opublikowanych po zliczeniu głosów ze wszystkich 382 komisji wyborczych 52% Brytyjczyków (17,41 milionów osób) zagłosowało za przerwaniem członkostwa Wielkiej Brytanii w UE, 48% (16,14 milionów osób) opowiedziało się za kontynuacją procesu integracji europejskiej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 25 lis 2018, 22:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Na obecnym etapie realizowania dzierżymordyzmu sowieckiego w Europie wybrano drogę głównie prawną, pomijając rozwiązania rewolucyjne. Lewactwo nie odpuszcza.

Europa pod dyktando Berlina i Paryża?

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrał Pan słowa kanclerz Merkel, która podczas niedawnej debaty w Berlinie powiedziała, że państwa narodowe powinny być gotowe do oddania suwerenności?
– Już sam temat konferencji „Parlamentaryzm między globalizacją a narodową suwerennością”, zorganizowanej w Bundestagu przez Fundację Konrada Adenauera, wskazuje wyraźnie, że parlamenty krajowe, a zatem reprezentacja opinii publicznej poszczególnych państw ma zostać pozbawiona suwerenności. Ta suwerenność każdego państwa jest wyrażana w dużym stopniu właśnie poprzez parlamenty, a zatem mamy tu do czynienia z ingerencją i próbą instytucjonalnego ograniczenia suwerenności państwowej.

Kanclerz Angela Merkel zastrzegła, że ten proces pozbawiania suwerenności powinien się odbyć w sposób uporządkowany. Jak to rozumieć?
– Przypuszczam, że określenie „w sposób uporządkowany” oznacza wskazany przez takich polityków, jak Angela Merkel czy Emmanuel Macron i określony właśnie przez nich. Co więcej – w założeniu – ten proces powinien się odbywać przy udziale parlamentów krajowych, którym zostanie niejako narzucony scenariusz.

Podczas wystąpienia w Bundestagu Merkel broniła też międzynarodowego paktu migracyjnego ONZ, krytykowanego nawet w łonie jej politycznego środowiska, czyli CDU…
– Rzeczywiście wystąpienie kanclerz Merkel chyba należy odczytywać czy analizować w dużo szerszym kontekście, a ta jej pozytywna wypowiedź na temat międzynarodowego paktu ONZ dotyczącego tzw. swobodnej migracji uchodźców i migrantów, a więc globalnego porozumienia w tej sprawie, źle wróży na przyszłość. Tym bardziej, że przeciwników takiego rozwiązania Merkel określiła mianem nacjonalistów w najczystszej formie. To nic innego jak próba określenia czy też zapowiedź podejścia i języka, jakim będzie się posługiwała cała unijna klasa polityczna i media stojące po stronie tzw. postępowej, popierające politykę migracyjną Niemiec, Francji i brukselskich elit. To brzmi bardzo niebezpiecznie, dlatego że chociażby ten międzynarodowy pakt migracyjny ONZ de facto legalizuje migrację nielegalną, zawiera też wiele niebezpiecznych sformułowań. Jest to pierwsze tzw. globalne porozumienie w sprawie migracji, a cała ta umowa zmierza w kierunku stworzenia społeczeństwa multikulturowego. Jednak mamy tam również zapowiedź walki z przejawami ksenofobii, dyskryminacji, a zatem otwiera się płaszczyznę walki ze społeczeństwami, które chcą zachować zdrowe podstawy życia narodowego, które dążą do zachowania własnej tożsamości, religii, tradycji. W tym pakcie, którego broni Angela Merkel, pojawia się też zapis, że migranci przybywający do danego kraju będą mieli prawo do zachowania i rozwijania swojej własnej kultury. Przekładając to na migrację muzułmańską, oznacza to, że przybysze z zewnątrz będą tworzyli własny system wartości, własny system prawny, a więc to wszystko, co najgorsze, ujawniło się również m.in. w Europie Zachodniej. Tak czy inaczej jest to też próba narzucenia pewnego języka, pewnej narracji, która ma dominować w kampanii i podczas przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Co Pan myśli, słysząc takie treści, i jaki cel ma forsowanie tej utopijnej wizji?
– W wystąpieniu kanclerz Niemiec pojawiła się próba redefinicji narodu, kiedy Merkel mówi, że naród tworzą ludzie, którzy na stałe żyją w danym kraju, a nie grupa, która ich definiuje jako naród. To nic innego jak odmawianie narodom prawa do definiowania pojęcia narodu nawet w systemie prawnym. Mamy zatem do czynienia z próbą tworzenia społeczeństwa kosmopolitycznego, społeczeństwa, a nie narodu. Jest to wizja utopijna i bardzo niebezpieczna. Jest to bardzo zły sygnał, także jeśli chodzi o przyszłość i rozwój Unii Europejskiej. Mimo iż w wielu krajach i narodach, co widać, zostały wzmocnione tendencje tożsamościowe dążące do wzmocnienia narodowej suwerenności i taki proces już trwa, np. w Skandynawii w takich krajach jak Szwecja, również na południu Europy we Włoszech, a przede wszystkim w Europie Środkowej jak Węgry, dalej Chorwacja, wcale nie jestem pewien, czy na tyle jest to proces wyraźny, żeby zmienić kierunek polityki unijnej. Tymczasem widać, że ostatnie wypowiedzi kanclerz Niemiec czy prezydenta Francji, chociażby dotyczące utworzenia wspólnej europejskiej armii, zmierzają do bardzo daleko idącej federalizacji, a to nie jest dobry sygnał.

Angela Merkel ma jakikolwiek mandat, żeby narzucać innym państwom cokolwiek, a tym bardziej oddanie części suwerenności?
– Pozycja Angeli Merkel w Niemczech, także w swojej macierzystej partii CDU, nie jest już taka mocna, jak to bywało w przeszłości, ale wydaje się, że jest to proces naturalny. Angela Merkel wciąż jeszcze jest kanclerzem i od wielu lat kieruje polityką wewnętrzną i zagraniczną Niemiec, ale jej pozycja dzisiaj nie jest już taka mocna, jak była wcześniej. To jednak nie oznacza, że poglądy Merkel nie są wciąż wspierane przez establishment niemiecki, przez działaczy koalicji CDU-CSU. Oczywiście są tam też przeciwnicy Angeli Merkel, ale stanowią oni mniejszość, dlatego należy domniemywać, że poglądy wyrażane przez obecną kanclerz, jak również jej następców będą zbieżne z koncepcjami wyznaczającymi kierunek niemieckiej polityki. Ponadto wszystko wskazuje na to, że nowym szefem Komisji Europejskiej będzie polityk bawarskiej CSU i szef Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim Manfred Weber, który generalnie w sprawach zasadniczych dotyczących np. federalizacji, także jeśli chodzi o ograniczenie suwerenności państwa polskiego – mam tu na myśli presję na Polskę w kwesii reform wymiaru sprawiedliwości – prezentuje stanowisko podobne do Angeli Merkel. Pomijając już to, jakie prawo ma Merkel w wyrażaniu czy narzucaniu nam tej opinii.

Jest też pytanie, na ile Angela Merkel w Bundestagu wyrażała stanowisko i racje niemieckie, a na ile prezentuje stanowisko federalistyczne?
– To jest tożsame. Jak słyszymy z ust Merkel – Niemcy też mają swoje interesy w Unii Europejskiej, dlatego dla nich wyrażanie koncepcji federalistycznych, dotyczących pozbawiania suwerenności poszczególnych państw członkowskich, jest bardzo korzystne. A zatem te tendencje federalistyczne, a jednocześnie niemiecki interes państwowy są ze sobą mocno związane.

Wydaje się, że sporo racji miał prezydent Donald Trump, mówiąc, że dla Niemiec Unia Europejska jest jedynie narzędziem niemieckiej ekspansji …
– Zdecydowanie jest to właściwa ocena, zresztą coraz bardziej jest to widoczne. To jest ekspansja niemiecka, ale także – w dużym stopniu – plan stworzony i realizowany wspólnie przez Berlin i Paryż. Można zatem mówić o ekspansji niemiecko-francuskiej. Dzisiaj, kiedy mamy do czynienia z procesem wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, to też jest w dużym stopniu – obok niekompetencji brukselskich elit – również konsekwencja polityki niemieckiej, niemieckiej ekspansji, na którą Brytyjczycy nie chcieli się zgodzić. Brexit oczywiście jeszcze bardziej wzmacnia pozycję Niemiec na europejskiej scenie, co też nie jest korzystne m.in. dla Polski.

Wspomniana przez Pana Francja też ma własne problemy, trwają zamieszki, w których giną ludzie, rozruchy w Paryżu przeciwko polityce ekonomicznej Macrona, który też ma ambicję bycia „wodzem” Europy po zejściu ze sceny Angeli Merkel...
– Emmanuel Macron ma trudną sytuację zarówno gospodarczą, jak też skomplikowaną sytuację polityczną. Wiadomo, kim są architekci francuskiej polityki – przecież nie jest tajemnicą, że znaczą rolę odgrywają tam niejawne układy polityczne – myślę tu głównie o masonerii. Zresztą nawet oficjalne dane mówią, że znaczna część parlamentarzystów we Francji to są ludzie związani z masonerią, która realizuje taką, a nie inną wizję społeczeństwa, społeczeństwa laickiego, wizję walki z chrześcijaństwem, a przy tym koncepcję federalistyczną. A zatem samo powstanie partii pod kierownictwem Emmanuela Macrona, jak i on sam to był produkt marketingowy środowisk masońskich, które widząc, że tradycyjne partie polityczne tracą swoje pozycje, stworzyły tenże produkt marketingowy i doraźnie osiągnęły swoje cele. I nawet jeśli Macron straci swoją pozycję, bo – jak widać – poparcie ma bardzo niskie wśród Francuzów, to niewykluczone, że są już przygotowane kolejne projekty, podobne ruchy marketingowe środowisk masońskich, które mają stworzyć nowe byty polityczne, czasem – doraźnie – posługujące się nawet hasłami prawicowymi. Jak widać, system polityczny Republiki Francuskiej jest w głębokim kryzysie, dlatego w tej sytuacji nie można wykluczyć sukcesów Frontu Narodowego Marine Le Pen.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/203 ... aryza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Budowa "Wielkiej Europy"
PostNapisane: 14 sty 2019, 16:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Manifest z Ventotene – czyli mroczna wizja eurointegracji

Aktualne władze wiele mówią o walce o polskie interesy w Unii. Zapominają jednak, że unijna „tradycja” – a w każdym razie jej część – neguje istnienie suwerennych narodów. Nic nie pokazuje tego równie dobitnie, jak tak zwany manifest z Ventotene.

Manifest powstał w 1941 roku na wyspie Ventotene (stąd też jego nazwa). Tam bowiem przebywali jego autorzy: Altier Spinelli, Ernest Rossi i Eugenio Colorni. Więzieni przez faszystowski reżim włoscy socjaliści (o ile nie komuniści) przedstawili w nim wizję, ku jakiej powinna ich zdaniem zmierzać Europa po pokonaniu narodowego socjalizmu.

Na manifest powołuje się Komisja Europejska w swej „Białej księdze w sprawie przyszłości Europy. Refleksje i scenariusze dotyczące przyszłości UE-27 do 2025 r.” [ec.europa.eu]. Jak czytamy „manifest z Ventotene wzywał do stworzenia wolnej i zjednoczonej Europy, w której znikną dotychczasowe podziały, a byli sojusznicy i wrogowie będą ze sobą współpracować, aby nie dopuścić do powrotu dawnych absurdów Europy. Sześćdziesiąt lat temu członkowie założyciele UE, zainspirowani tą wizją pokojowej wspólnej przyszłości, rozpoczęli przełomowy proces ambitnej integracji europejskiej” [ec.europa.eu].

Co więcej, w 2011 roku w Parlamencie Europejskim powstała tak zwana Grupa Spinellego. Na jej czele stanęli prominentni lewicowi politycy tacy jak Daniel Cohn-Bendit i Joschka Fischer. Główny budynek europarlamentu w Brukseli nosi właśnie imię Spinellego.

W sierpniu 2016 r. na wyspie Ventotene hołd Spinelliemu oddali premier Włoch Matteo Renzi z prezydentem Francji Francois Hollande'em oraz kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Politycy złożyli na jego grobie kwiaty w kolorach UE: żółtym i niebieskim. [FOTO]

Manifest z Ventotene (w Polsce spopularyzowany przez Krzysztofa Karonia) wszedł więc do europejskiego politycznego mainstreamu. Przyjrzyjmy się mu zatem z bliska, zaczynając od krótkich statystyk.

Dokument składa się z ponad 16 stron znormalizowanego maszynopisu. Napisany jest językiem trudnym, a nawet bardzo trudnym. Dość powiedzieć, że przeciętne zdanie liczy 28,7 słów, a najdłuższe – bagatela – 99 słów. Tej rozwlekłości nie powstydziłby się nasz Władysław Gomułka, a może nawet Fidel Castro.

Nacjonalizm
Autorzy manifestu [dostępny w wersji angielskiej na stronie federalists.eu] sporo uwagi poświęcają kwestii nacjonalizmu. Ich zdaniem na pewnym etapie historii odegrał on pozytywną rolę. Umożliwił bowiem przekroczenie ciasnych granic własnej osady i wzbudził solidarność.

W suwerennych i demokratycznych państwach lud rozprawił się z dawnymi przywilejami, wykorzystując kartę wyborczą do pokonania możnych tego świata. Wkrótce jednak system suwerennych demokratycznych państw okazał się fasadą, konserwującą władzę gospodarczych elit. Garstka uprzywilejowanych, odgrodzona od ludu i obfitująca we wszelkie dobra żyła niczym olimpijscy bogowie, a lud tyrał ku ich uciesze.

Panujący powoływali się na ideały demokratyczno-liberalne dla uzasadnienia tego wyzysku. W efekcie utrwaliło się przekonanie, jakoby jedynym rozwiązaniem było pogwałcenie tej wolności i złożenie z niej ofiary na ołtarzu wszechpotężnego państwa. To zaś sprzyjało rozkwitowi totalitaryzmu.
W totalitarnej optyce „[...] naród stał się boską rzeczywistością, organizmem, który musimy postrzegać własną egzystencję, własny rozwój bez najmniejszej dbałości o szkody, jakie inni mogą cierpieć z tego powodu. Absolutna suwerenność państw narodowych doprowadziła do pragnienia każdego z nich do dominacji” oraz do powiększania przestrzeni życiowej.

Jest to czytelna aluzja do dążeń Niemców do zapewnienia przestrzeni życiowej dla własnego narodu i niemieckiego nacjonalizmu. Wszak manifest powstawał w mrocznych latach II wojny światowej, gdy niemieckie dążenia do powiększenia własnej przestrzeni życiowej, połączone z narodowym szowinizmem rozpętały globalną hekatombę.

Nacjonalizm z ruchu liberalnego stał się totalitarny i skupiony na celach wojennych. „Szkoły, nauka, produkcja, instytucje administracyjne zostały przeznaczone głównie do zwiększania siły wojskowej. [...] Oto istota totalitarnego państwa narodowego” – piszą autorzy manifestu.

Głównym problemem wymagającym przezwyciężenia jest jednak państwo narodowe, prawdziwa bête noire autorów manifestu. To przeciwko niemu powinni zdaniem Spinellego skierować się rewolucjoniści. Czy jednak słuszne potępienie państwa totalitarnego musi prowadzić do odrzucenia narodowej suwerenności jako takiej? Jest to co najmniej wątpliwe.

Autorzy manifestu, podobnie jak jego zwolennicy postulują zatem stworzenie europejskiej federacji. To jest ich główny cel. A jakie są środki? Otóż co ciekawe niekoniecznie są one demokratyczne.

Razem z demokratami, razem z komunistami
Autorzy manifestu nie byli bezkrytycznymi demokratami. Zwracali bowiem uwagę, że demokraci nie radzą sobie rady w trudnych, rewolucyjnych czasach. Świadczą o tym przykłady republik w Rosji, Niemczech czy Hiszpanii, które okazały się krótkotrwałe. W momencie, gdy potrzebowano odwagi i wytyczenia jasnego kierunku, demokracja prowadziła do rozpraszania sił i niekończących się dyskusji.

Pod względem efektywności w trudnych czasach komuniści dysponują zatem przewagą nad demokratami. Potrafią bowiem powierzyć rządy przywódcom, śmiało realizującym swe postulaty. Problemem komunistów jest jednak fiksacja na punkcie dyktatury proletariatu. W efekcie odsuwają oni na boczny tor inne „postępowe” klasy. Autorzy manifestu z Ventotene zalecają zatem rewolucjonistom współpracę zarówno z demokratami, jak i komunistami oraz innymi postępowymi siłami.

Zaraz, zaraz. Teraz wiemy już, że komunizm doprowadził do śmierci około 80-100 milionów osób. W 1941 roku było to mniej, co nie usprawiedliwia jednak całkiem bielma na oczach autorów manifestu. Tym bardziej jednak nieusprawiedliwione jest powoływanie się na manifest teraz, co czyni teraz Komisja Europejska.

Czy szanowny Czytelniku żywisz jeszcze wątpliwości odnośnie do skrajnej lewicowości tych inspiratorów federalnej UE? Oto kolejna próbka słów jego autorów „podczas kryzysu rewolucyjnego na ruchu spoczywać będzie zadanie zorganizowania i kierowania siłami postępu przy wykorzystaniu wszystkich popularnych ciał spontanicznie tworzących jak żarzące się tygle, w których mieszają się rewolucyjne masy [...]. Za sprawą dyktatury rewolucyjnej partii powstanie nowe państwo i wokół niego narodzi się nowa, prawdziwa demokracja”.

Dalej autorzy przekonują, że realizacja ich wizji nie doprowadzi bynajmniej do tyranii, w co jednak można wątpić. O rewolucyjności ich postawy najlepiej świadczy następujący passus. „Nadszedł czas by pozbyć się starych uciążliwych ciężarów i przygotować się na to, cokolwiek się pojawi, zazwyczaj tak odmiennego od tego, czego oczekiwano, by pozbyć się nieudolnych wśród starych i stworzyć nowe energie wśród młodych”.

Gospodarka głupcze? Tak, byle nie wolna
Pod koniec manifestu, Spinelli wyszczególnia cele, do jakich powinni dążyć Europejczycy w kwestiach gospodarczych. Chodzi tu o upaństwowienie niektórych firm, reformę rolą i przemysłową uwłaszczającą robotników, tworzącą kooperatywy et cetera. Autorzy upominają się także o równość szans i zapewnienie podstawowych dóbr.

Socjalistyczna euro-federacja na gruzach państw narodowych – oto ponury ideał autorów Manifestu z Ventotene i ich zwolenników.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/manifest-z-ventote ... 441,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /