Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 03 lis 2011, 20:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://bezdekretu.blogspot.com/2011/11/ ... nione.html

Wolna Polska była naturalną przeszkodą dla zbrodniczego projektu Wolnej Europy. Polska zniewolona rządzona jest przez łotrów, którzy sami zdmuchują wszelkie przeszkody stojące na drodze do zbrodni na Europie Środkowej.

Kopia artykułu:

KALININGRAD - DEMONY UWOLNIONE
CZWARTEK, 3 LISTOPADA 2011

Zgodnie z zapowiedziami obecnego rządu do priorytetów tzw. polskiej prezydencji zaliczono sprawę otwarcia granicy z obwodem kaliningradzkim. Ten rosyjsko-niemiecki projekt jest dziś najmocniej forsowanym zadaniem polskiej dyplomacji.

Zmierza on do uczynienia z obwodu kaliningradzkiego rosyjskich „drzwi do Europy”, poprzez które Rosjanie wejdą w obszar polityki gospodarczej UE, a ich przedsiębiorcy uzyskają unijne fundusze. U podstaw projektu leży koncepcja reaktywacji Prus Wschodnich, przed którą ostrzegał przed laty prof. Paweł Wieczorkiewicz. W perspektywie najbliższych 10-20 lat obwód może wrócić do niemieckiej macierzy, stając się symbolem trwałego sojuszu rosyjsko-niemieckiego. Dzięki inwestycjom UE Kaliningrad przekształciłby się w rodzaj euroregionu pod niemiecko-rosyjskim protektoratem. Pozostając oficjalnie pod władzą Rosji chłonąłby niemiecki kapitał dając w zamian dostęp do rynku rosyjskiego i stając się głównym narzędziem w umacnianiu politycznego przymierza Rosji i Niemiec. Realizacja tego projektu prowadziłby w istocie do rewizji ustaleń konferencji poczdamskiej i podważenia dotychczasowego porządku europejskiego.

Polsce wyznaczono rolę kraju tranzytowego i powierzono misję „usuwania przeszkód stojących na drodze poprawy relacji rosyjsko-niemieckich” – jak podkreślał to sam Donald Tusk Warunkiem powodzenia planu jest oczywiście otwarcie granicy unijnej - polsko-rosyjskiej.

Obecną inicjatywę należy przypisać ministrowi Ławrowowi, który w październiku 2009 roku zorganizował w Kaliningradzie spotkanie ministrów spraw zagranicznych Litwy i Polski. Tematem miała być „przyszłość enklawy w jednoczącej się Europie”. Sprzeciw wobec otwarcia granicy natychmiast zadeklarowała Litwa, zwracając m.in. uwagę na postępującą militaryzację obwodu, zagrożenie rosyjską przestępczością oraz zwiększenie liczebności rosyjskiego garnizonu. Strona polska nie dostrzegała natomiast żadnych zagrożeń. Otwarcie granicy z Rosją stało się odtąd priorytetem dyplomacji III RP. To minister Sikorski przy każdej okazji zabiegał o przyspieszenie inicjatywy Ławrowa, nazywając ten pomysł „wspaniałą rzeczą dla Rejonu Morza Bałtyckiego, Litwy, Polski i Rosji".

Tuż przed tragedią smoleńską 24 marca 2010 roku szefowie MSZ Polski i Rosji wspólnie wystąpili do Komisji Europejskiej o wyrażenie zgody, by ruch przygranicznych objął cały obwód kaliningradzki. Zadanie wydawało się niełatwe, ponieważ wynegocjowana kilka miesięcy później polsko-rosyjska umowa była od początku sprzeczna z prawem unijnym. Zakłada ono bowiem, że państwa UE mogą zawierać umowy dotyczące zewnętrznych granic lądowych, w których szerokość pasa przygranicznego wynosi od 30 do 50 km, podczas gdy obwód kaliningradzki rozciąga się z północy na południe na odległość ponad 100 km. Dla polskiej umowy, przewidującej objęcie ruchem bezwizowym całego obwodu musiałby zatem zostać stworzony wyjątek. Dodatkowym problemem jest fakt, że umowa traktuje obwód jako podmiot prawa międzynarodowego - mimo, iż stanowi on jedynie część terytorium Federacji Rosyjskiej. Niemałą przeszkodę stanowiła także polityka niektórych państw strefy Schengen zmierzających do uszczelniania wewnętrznych granic UE. Kontrole na granicach przywróciła Dania, a na początku lipca br. zrobiła to Norwegia. W tej sytuacji, zgoda na otwarcie granicy z obwodem kaliningradzkim wydawała się trudna do przeforsowania. Nie może dziwić, że w zabiegach dyplomatycznych stronę polską silnie popierały Niemcy. Projekt jest aktywnie wspierany przez związek „wypędzonych” z Prus Wschodnich i należy do priorytetów polityki Angeli Merkel.

W sierpniu br. Komisja Europejska zaaprobowała propozycję, aby cały obwód kaliningradzki został objęty unijnymi regulacjami bezwizowego ruchu przygranicznego.

Przed kilkoma dniami zaś umowę o otwarciu granicy zaakceptowali ambasadorzy państw unijnych. Oznacza to, że na wniosek Polski prawo UE zostanie celowo zmienione, by Rosjanie zamieszkujący obwód mogli bez przeszkód przekraczać granicę. Zabiegi ministra Sikorskiego zmierzają obecnie do uzyskania potwierdzenia umowy przez unijnych ministrów spraw wewnętrznych, a następnie zatwierdzenia jej w Parlamencie Europejskim.

Zastanawiające jest, że rząd Donalda Tuska, tak ukierunkowany na działania propagandowe nie chwali się publicznie swoim największym sukcesem dyplomatycznym. Milczą o tym również rządowe media. Można przypuszczać, że ta zadziwiająca skromność ma swoje ważne przyczyny. Rozgłos nadany sprawie musiałby bowiem ujawnić wręcz niebywały stopień uległości, z jaką wykonywano dyspozycje rosyjsko-niemieckie oraz zwrócić uwagę Polaków na zagrożenia wynikające z realizacji projektu Prusy Wschodnie. Wkrótce każdy z nas będzie miał okazję odczuć na własnej skórze skutki pojednania z płk Putinem i doświadczyć „cywilizacyjnych zdobyczy” płynących z otwarcia granicy.

Ten najważniejszy cel polskiej prezydencji został wyraźnie określony podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych Polski, Rosji i Niemiec, zorganizowanego w Kaliningradzie w maju br. „Dzisiaj publicznie proszę Komisję Europejską o to - o co ją proszę kanałami dyplomatycznymi - aby jak najszybciej uchwaliła zmienione rozporządzenie, które po zatwierdzeniu przez Parlament Europejski umożliwi nam podpisanie gotowej już umowy o małym ruch granicznym”- informował wówczas minister Radosław Sikorski. Rosyjski minister Ławrow stwierdził zaś, że „jedyną przeszkodą na drodze jak najszybszego podpisania umowy jest biurokratyczne podejście, które ignoruje interesy dwóch krajów, których to dotyczy, czyli Polski i Rosji" i wyraził przekonanie, że „zdrowy rozsądek, weźmie górę i sprawa zostanie rozwiązana w ciągu najbliższych miesięcy”.

Kilka dni później dyrektor oddziału Unii Europejskiej MSZ Rosji Georgij Michno przemawiając w Moskwie na rosyjsko-polskim seminarium wyraził przekonanie, że „Polska dołoży maksymalnych wysiłków, aby słynny regulamin Rady Unii Europejskiej nr. 1931 w sprawie małego ruchu przygranicznego został uzupełniony.” 18 października br., tuż przed decyzją ambasadorów państw UE doszło do spotkania wiceszefa MSZ Federacji Rosyjskiej Władimira Titowa z wiceministrem spraw zagranicznych Polski Jerzym Pomianowskim, podczas którego „omówiono przygotowania do podpisania przed upływem tego roku międzyrządowego porozumienia w sprawie trybu miejscowego ruchu przygranicznego”.
Uwagę zwraca rażąca niesymetryczność działań polskiej dyplomacji w stosunku do wrogich poczynań strony rosyjskiej. Otwarcia granicy z FR dokonano rękami polityków obecnego rządu, nie wymagając od Rosji żadnych ustępstw ani nawet wzajemności w życzliwym traktowaniu polskich i unijnych interesów. Co więcej – Rosjanie prowadzą bezczelną grę pozorując wręcz niechęć lub obojętność wobec projektu.

6 czerwca br. w Soczi premier Władimir Putin ostro skrytykował celowość wprowadzania ułatwień wizowych dla obwodu kaliningradzkiego. Putin oświadczył, iż Rosja nie zamierza walczyć o wizowe przywileje dla obwodu i nie będzie zabiegać o specjalne interesy wybranego regionu kosztem pozostałych. W opinii wielu analityków wystąpienie Putina należało traktować jako presję Moskwy na Unię Europejską w celu przyspieszenia negocjacji dotyczących wprowadzenia ruchu bezwizowego między całą Rosją a Unią Europejską. Wynegocjowany przez Polskę projekt wychodzi naprzeciw tym żądaniom, ponieważ poszerza ruch przygraniczny na obszar całego obwodu, co w praktyce oznacza otwarcie granicy z FR.
Choć obwód kaliningradzki należy do najbardziej zmilitaryzowanych miejsc na świecie i stwarza wielorakie zagrożenia militarne, ekologiczne i epidemiologiczne – pod adresem Rosji nie pojawił się żaden postulat zmniejszenia tych zagrożeń. Przeciwnie, w ostatnim czasie za sprawą celowych działań władz rosyjskich wzrosły one znacząco. Wbrew wcześniejszym obietnicom w obwodzie rozmieszczono rakiety balistyczne typu Iskander. Parametry techniczne rakiet pozwalają nie tylko na konwencjonalne uderzenie, ale również na przenoszenie głowic jądrowych. Ich dyslokacja w pobliżu polskiej granicy jest wrogim posunięciem politycznym i oznacza, że cały obszar Polski znalazł się w bezpośrednim zasięgu sił uderzeniowych Federacji Rosyjskiej. Ta decyzja pociąga za sobą zwiększenie liczebności wojsk stacjonujących w obwodzie.

Realne zagrożenia wynikają również z poziomu przestępczości na tym terenie. Już przed kilkoma laty w regionalnej Dumie alarmowano, że przestępcy kontrolują ponad 60 procent państwowych instytucji, 80 procent banków i większość prywatnych przedsiębiorstw. W ciągu ostatnich kilku lat w mieście z rąk „plutonów egzekucyjnych” zginęło ponad 20 przedsiębiorców. Padli ofiarą mafii, złożonej z funkcjonariuszy FSB i kierowanych przez nich grup przestępczych.
Według oficjalnych danych z roku 2010, liczba zabójstw wzrosła w obwodzie kaliningradzkim o 150 procent, czynów chuligańskich o ponad 100 proc., a pobić i ciężkich uszkodzeń ciała o 33,3 proc. Wciąż notuje się bardzo wysokie bezrobocie i najwyższy w Rosji wskaźnik zachorowań na gruźlicę i AIDS. Wciąż wybuchają epidemie błonicy, odry i tyfusu. Obwód od lat jest największym punktem tranzytowym przemytu narkotyków oraz handlu „żywym towarem”. W samym Kaliningradzie 20 tysięcy osób żyje z dystrybucji narkotyków, kilkakrotnie więcej trudni się prostytucją, a ponad 2 tysiące dzieci to młodociani przestępcy.

Migracja najgroźniejszych form przestępczości, przemyt, korupcja, choroby i rozliczne patologie, działalność mafii i rosyjskich służb specjalnych, przenikanie agentury - to tylko niektóre z zagrożeń czekających nas po otwarciu granicy z FR. Polskie społeczeństwo, przed którym ukrywa się realne skutki tego obłędnego projektu, w większości nie jest świadome niebezpieczeństw. Tym bardziej nie wie - komu służy ten pomysł i z jakim historycznym ryzykiem jest związany. Obecne władze III RP nigdy nie próbowały wykazać rzekomych korzyści płynących z otwarcia granicy, zadowalając opinię publiczną demagogicznymi frazesami o rozwoju handlu przygranicznego czy rozkwicie turystyki. Nie istnieją symulacje ani wyliczenia dotyczące skutków ekonomicznych, szczególnie związanych z importem „szarej strefy”, przemytem czy działalnością firm mafijnych.

Warto podkreślić, że Rosja nie uczyniła żadnych kroków, by odwzajemnić zaangażowanie w projekt polityków PO-PSL, chyba, że za taki gest uznamy podpisanie przed kilkoma dniami przez prezydenta Miedwiediewa dekretu o utworzeniu fundacji Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia, która ma być partnerem powstałego już dawno w Polsce Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

Rosyjska „enklawa” pretendująca do miejsca w Europie, której mieszkańcy wkrótce pojawią się w Polsce, jest w istocie skupiskiem najgłębszych problemów trapiących Federację Rosyjską i ogniskiem najgorszych, postsowieckich patologii. Miejsce to zapisało się w historii Polski jako złowieszczy syndrom konfliktów i zagrożeń dla naszego bytu państwowego.

Do dziś nad dziejami naszego narodu ciąży przekleństwo tajnej konwencji rosyjsko-pruskiej o rozbiorze Rzeczypospolitej. Powstała w tym samym 1772 roku, w którym powołano do życia prowincję Prusy Wschodnie. Napisano w niej m.in.: „Jej Cesarska Mość imperatorowa Wszech Rosji i Jego Królewska Mość król Prus zaręczają sobie w sposób najbardziej stanowczy pomoc wzajemną w realizacji planów wykorzystania obecnych okoliczności by rewindykować okręgi Polski, do których posiadają dawne prawa, jak również by wystarać się o jakąś z posiadłości Rzeczypospolitej, jako o ekwiwalent praw, pretensji i żądań wobec niej.”
Działania rządu Donalda Tuska i świadomy współudział we współczesnym projekcie Prusy Wschodnie są ewidentnie sprzeczne z polskim interesem i już dziś prowadzą do reaktywacji historycznych demonów.

Tekst ukazał się w nr 44/2011 Gazety Polskiej.
Autor: Aleksander Ścios o 18:04


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 08 lis 2011, 18:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.konflikty.pl/a,3467,Militari ... newry.html

Włochy dołączyły do projektu Wielkiej Europy?

Kopia artykułu:

Rosja i Włochy rozpoczynają wspólne manewry

W poniedziałek Federacja Rosyjska oraz Włochy rozpoczęły wspólne manewry na Morzu Jońskim, które będą kolejnym wydarzeniem dotyczącym współpracy Rosji i Włoch w tym zakresie po ubiegłorocznych ćwiczenia w pobliżu Sycylii. Manewry Ionex 2011, bo tak zostały nazwane, będą obejmować działania o charakterze wojskowym nakierowane na wspólne akcje przeciw piratom oraz zwalczanie terroryzmu.

Ćwiczenia takie odbywają się regularnie co roku w celu podniesienia zdolności obu marynarek do radzenia sobie z zagrożeń jakie wynikają z dzisiejszej żeglugi po akwenach morskich. To również dążenie do zapewnienia interoperacyjności sił morskich w przypadku wspólnych działań.

Rosję w działaniach reprezentują jednostki wywodzące się z Floty Czarnomorskiej, a mianowicie „Smetlivy” oraz „Epron”. Pierwsza z nich to łódź patrolowa przystosowana głownie do obrony wybrzeża, natomiast druga jednostka zajmuje się służbą ratowniczą. Ze strony włoskiej udział biorą fregaty noszące nazwy „Espero” i „Aviere”.

(RIA Novosti)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 09 lis 2011, 21:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.geopolityka.org/wywiady/1152 ... wspolpracy

Dziś najbardziej racjonalną drogą dla naszego kraju w zakresie polityki zagranicznej jest ścisła integracja polityczno-militarna z Niemcami i Rosją. Optymalną formułą współpracy jest Trójkąt Kaliningradzki, na wzór Trójkąta Weimarskiego. Sojusz z Berlinem i Moskwą to olbrzymia szansa dla młodego pokolenia – mówi Leszek Sykulski, prezes Instytutu Geopolityki w rozmowie z Arkadiuszem Mellerem.

Tak głosi antypolski agent - przerażający człowiek, który wmawia nam, że poderżnięcie gardła Polsce to dla jej dobra. Czysta makabra, ale takie są fakty, tacy ludzie żyją tu, w Polsce i mają czelność głosić takie potworne dla Polaków rzeczy bez mrugnięcia okiem. Propaguje nam hitlerowski projekt Wielkiej Europy jako wybawienie - nie po to Hitler marzył o tym projekcie, by wybawiać Polaków...no chyba, że chodzi o wybawienie Polaków od trudów życia doczesnego, czyli po prostu wymordowanie. I taką ponurą przyszłość proponuje młodym Polakom.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 13 lis 2011, 20:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.geopolityka.org/komentarze/1 ... karaganowa

Coraz bardziej nachalna jest propaganda hitlerowskiego projektu Wielkiej Europy, który oczywiście oznacza koniec dla narodów Europy Środkowej. W interesie Polski jest zrobić wszystko, co tylko się da, by do tego nie dopuścić.

Dla Polski szykowane są dwa możliwe scenariusze:
1.Niemcy i Rosja szykują projekt Wielkiej Europy, co oznacza natychmiastową śmierć dla Polski.
2.Amerykanie wedle projektów przedstawionych przez Friedmana zrobią z Polski wielkie mocarstwo, które będzie trzymać cały ten region w szachu, walcząc w zależności od potrzeb z Turcją, Rosją albo Niemcami.

Drugi projekt pozornie wydaje się atrakcyjny - jednak na pewno USA władzy nad takim polskim mocarstwem nie dadzą Polakom - będzie to raczej Judeopolonia z polskimi insygniami. Tak jak Rosja rządzona jest przez Mongołów, a Słowianie są tam ludźmi drugie kategorii, ale cieszą się z potęgi swego państwa, tak samo w tej Judeopolonii Żydzi będą kastą rządzącą podającą się za szczerych Polaków mówiących naprawdę poprawną polszczyzną, a Polacy będą w nizinach społecznych i cieszyć się będą z mocarstwowości Polski.

Kopia artykułu:

SIKORSKI OMAMIONY IDEĄ SIERGIEJA KARAGANOWA

Idea "Europy od Lizbony po Władywostok" lansowana m.in. przez Siergieja Karaganowa (a w Polsce Leszka Sykulskiego) staje się coraz modniejszą koncepcją geopolityczną. Stanowi ona pozornie logiczne rozwinięcie projektu Unii Europejskiej tzn. konstrukcji politycznej mającej uchronić stary kontynent przed nacjonalizmami i konfliktami, oferując w zamian rozwój gospodarczy i dobrobyt. Mimo teoretyczno-naukowych podstaw jest to jednak idea fałszywa i szkodliwa dla polskiej racji stanu.

Nowy kręgosłup kontynentu wedle idei "Europy od Lizbony po Władywostok" to oś Paryż-Berlin-Moskwa i aż do tego momentu koncepcja akademicka pokrywa się z rzeczywistością. Aktywność tandemu niemiecko-francuskiego podczas kryzysu strefy euro potwierdza ten trend. Ich współpraca gospodarczo-militarna z Federacją Rosyjską także. Przykłady? Uzyskiwanie przez RFN statusu najważniejszego kraju tranzytowego kosztem krajów Europy Wschodniej (Nord Stream, BTS-2), zbrojenie pozostającej poza strukturami NATO Moskwy w nowoczesne centra szkoleniowe oraz broń (symbolem czego stały się Mistrale) i to mimo gwałcenia przez nią integralności terytorialnej europejskiego kraju, jakim jest Gruzja. Na uwagę zasługuje także proponowanie Rosji roli kraju współodpowiedzialnego za nową przestrzeń bezpieczeństwa w Europie (projekt z Deauville), choć FR pozostaje głównym powodem istnienia parapaństw pokroju Naddniestrza, Abchazji, Osetii Północnej. Gwoli ścisłości należy dodać, że nowa przestrzeń bezpieczeństwa ma opierać się na strukturach rodzimych, przy czym pojęcie to jest bardzo specyficzne, zastępuje się w nim wspólnotę „zachodu” (z członem amerykańskim) - „europejskością”, w ramach której znalazło się miejsce dla Rosji. Oczywiście wspomniana oś geopolityczna jest tematem na osobną analizę, powyższy zarys ma jedynie unaocznić fakt jej powstawania oraz grupę interesów, które są przez nią realizowane ze szkodą dla Rzeczpospolitej.

Lokalną odmianą idei "Europy od Lizbony po Władywostok" jest tzw. „Trójkąt Kaliningradzki”. To przesunięcie akcentów w stronę osi Berlin-Warszawa-Rosja, swoiste uzupełnienie Trójkąta Weimarskiego. Wizja ta swoją drogą bardzo optymistyczna, zarysowująca przez nami dekady owocnej współpracy, zysków i pokoju różni się jednak od osi uwzględniającej w ramach trójkąta Paryż zamiast Warszawy, jednym istotnym szczegółem. Otóż „Trójkąt Kaliningradzki” nie znajduje potwierdzenia polityczno-gospodarczego w rzeczywistych inicjatywach kreowanych na starym kontynencie.
Niestety minister Radosław Sikorski dał się ponieść idei „Trójkąta Kaliningradzkiego”.
„UE pomoże Moskwie modernizować kraj, ale Rosja musi się demokratyzować oraz stać się przewidywalnym partnerem w polityce międzynarodowej i energetycznej - piszą w liście do unijnych kolegów szefowie dyplomacji Polski i Niemiec. To pierwszy polsko-niemiecki dokument w sprawie europejskiej polityki wobec Rosji i podstawa do wypracowania przez całą UE wspólnego stanowiska wobec Moskwy.” - podała Gazeta Wyborcza.

Tyle tylko, że Rosja nieraz już pokazała jak realizuje swoją politykę z pominięciem „polskiego pomostu geopolitycznego”. Zgodnie ze słowami Piotra Wielkiego jego kolejne, kremlowskie wcielenia prowadziły dyplomację europejską przez „petersburskie (a właściwie bałtyckie) okno na świat” projektami pokroju Nord Stream czy ropociągu BTS-2. Trzeba też mieć na uwadze, że wydźwięk listu idealnie wkomponowuje się w lansowany przez Berlin projekt „Partnerstwa dla Modernizacji” a nie polsko-szwedzkiego „Partnerstwa Wschodniego”, skupionego na poradzieckich republikach. List nawiązuje do idei Karaganowa „Europy od Lizbony po Władywostok” a nie poszerzania przestrzeni euroatlantyckiej na wschód, które przyniosło wolność Polsce. To „amerykańskie” poszerzanie NATO o Europę Środkową, później kraje bałtyckie a w końcu pomost czarnomorski (Rumunia, Bułgaria a domyślnie i Gruzja, by wspomnieć obietnicę z Bukaresztu) dało Rzeczpospolitej najlepszy układ geopolityczny od 400 lat.
Warto by minister Sikorski wzbogacił swój tweet o „Hołdzie Ruskim” powyższymi konkluzjami…


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 09 gru 2011, 22:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/content/dalismy-r ... y-korytarz

10 kwietnia 2010 roku jednym błyskawicznym uderzeniem usunięto polskie przepierzenie. Teraz eksterytorialne rosyjskie pociągi bez przeszkód mogą jeździć przez Polskę z Moskwy do Paryża, przy czym Polakom i psom nawet nie wolno do nich zajrzeć.

Kopia artykułu:

Daliśmy Rosji eksterytorialny korytarz
Ursa Minor, 9 grudnia, 2011 - 12:12

Od 12 grudnia po polskich torach pojedzie luksusowy pociąg widmo. Kursuje z Moskwy do Paryża. I choć jego trasa wiedzie przez całą Polskę, Rosjanie nie chcą w nim Polaków.
Pociąg ma zacząć kursować już 12 grudnia. W jego skład wchodzą m.in. trzy wagony o najwyższym standardzie z jedno- i dwuosobowymi przedziałami, natryskami, telewizją i barkiem. Na pasażerów oczekuje wyborna kuchnia. Przeznaczony jest dla ludzi zamożnych. Pociąg ma w planie postój na warszawskim Dworcu Wschodnim, nie będzie można jednak do niego wsiąść. Jak się bowiem okazuje, jest to „postój techniczny”, podczas którego do luksusowego składu podczepiany będzie wagon restauracyjny WARS. Na Dworcu Centralnym z kolei pociąg zatrzymuje się tylko dla wysiadających.
Za 40-godzinną podróż w najwyższym standardzie trzeba zapłacić prawie 1800 dol. Jak informują media, bilety na pierwsze kursy zostały już wykupione.(...)

http://niezalezna.pl/20135-dalismy-rosj ... y-korytarz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 10 gru 2011, 22:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/20129-schröder-dla-„welt-am-sonntag”

Już można mówić otwarcie o realizacji hitlerowskiego planu Wielkiej Europy.

Kopia artykułu:

Schröder dla „Welt am Sonntag”

W ogóle niezauważony został w Polsce wywiad ex-kanclerza RFN Gerharda Schrödera dla „Welt am Sonntag”. W rozmowie tej były lider SPD kreśli wizję Europy przyszłości. Dla niego jedyną możliwą i wskazaną drogą jest – uwaga!- ścisła unia polityczna (czyli pójście w kierunku federalizmu). Ale, co jeszcze groźniejsze, Schröder uważa, że sfederalizowana Europa musi być w sojuszu z Rosją.

To opinia o tyle warta uwagi, że jest dość prawdopodobne, iż jego SPD wygra za 2 lata wybory w RFN. Ale w gruncie rzeczy jego stanowisko jest wyrazem myślenia geopolitycznego całej niemieckiej elity. Niestety…

Tylko czemu media w Polsce przemilczały tak ważną wypowiedź czołowego niemieckiego polityka, dążącego do porozumienia się z Moskwą ponad głowami z Warszawy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 15 gru 2011, 11:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/28179

Niemcy z francuską pomocą zapewniły sobie dominację w UE i teraz można już bez przesady mówić, że losy II wojny światowej zostały w pełni odwrócone, a III Rzesza odtworzona. Niemcy mogą już realnie myśleć o realizacji planu Hitlera stworzenia imperium od Atlantyku po Pacyfik, tym bardziej, że 10 kwietnia 2010 zmiecione zostało jednym celnym ciosem polskie przepierzenie.

Kopia artykułu:

Niemiecko-francuskie kondominium

Unijne regulacje działają na rzecz krajów o najsilniejszej pozycji politycznej, przez co Unia Europejska coraz bardziej przypomina kondominium Paryża i Berlina.
Jeśli mowa o przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym, ochronie środowiska, czy zrównoważonym rozwoju, można być pewnym, że chodzi o takie regulacje, na których zyskają firmy zza Odry i znad Sekwany, a stracą dyskryminowane przedsiębiorstwa zagraniczne. Ostatnio głośno było o spektakularnych regulacjach dotyczących połowów ryb na Bałtyku, gdzie w ramach zrównoważonego rozwoju zmniejszono limity połowów rybakom z Polski, jednocześnie zwiększając limity rybakom z Niemiec. Podobnie jest na innych rynkach.

Weźmy na przykład rynek biopaliw. Powstrzymam się od arbitralnej oceny produktu, jakim są biopaliwa. Zakładam po prostu, że taki produkt istnieje, bo jest na niego popyt. Nie przychylam się do tezy, że "biopaliwa potęgują głód na świecie", bo zamiast roślin jadalnych, uprawia się rośliny oleiste, istnieje bowiem ogromna ilość ziemi, która leży odłogiem. Bardziej przemawia do mnie stanowisko hierarchów katolickich, którzy zauważają, że zboża powinny być używane zgodnie z ich naturalnym przeznaczeniem, a więc w celach spożywczych, a nie np. do palenia w piecu.

W Europie konsumuje się blisko 14 mln ton biopaliw (dane za 2010 r.). Najważniejszym biopaliwem jest biodiesel. W jego produkcji przodują firmy europejskie – najwięcej na świecie biodiesla produkują Niemcy, a potem – Francuzi. Z kolei na rynku bioetanolu – dominują Francuzi. Według prognoz w 2030 r. biopaliwa będą miały 8,5 proc. udział w światowej konsumpcji energii.
Aby ograniczyć konkurencję na rynku wewnętrznym i zapewnić dominującą rolę firm francuskich i niemieckich, Unia Europejska stosuje regulacje ekologiczne, posiadające cechy tzw. "zielonego protekcjonizmu". Dla ograniczenia konkurencji ze strony firm amerykańskich czy azjatyckich stosuje się systemy certyfikacji ekologicznej oraz normy bazujące na kontrowersyjnych wynikach badań.
Certyfikację dopuszczającą produkty na rynek unijny, prowadzi niemiecka spółka oraz stowarzyszenie ISCC System, w skład którego obok czołowych firm na rynku, wchodzą także organizacje o skrajnych poglądach ekologicznych takie jak WWF.
W ten sposób lansuje się nieaktualny już pogląd, jakoby biopaliwa oparte na rzepaku (jest to podstawowy surowiec do produkcji europejskiego biodiesla) czy soi, były bardziej "ekologiczne" od biopaliw importowanych czyli tych uzyskiwanych z trzciny cukrowej czy oleju palmowego, znacznie bardziej wydajnych pod względem ekonomicznym. Oczywiście "ekologiczność" dotyczy emisji gazów cieplarnianych powstałych w wyniku produkcji surowców i konsumpcji biopaliw.

Z badań Dra G. Pehnelta i Ch. Vietza, opublikowanych przez Uniwersytet w Jenie i Instytut Ekonomiczny im. Maxa Plancka, wynika, że w przypadku oleju palmowego, emisja dwutlenku węgla wynosi jedynie 37g na MJ, natomiast w przypadku soi jest to 58g, a w przypadku rzepaku 52g. Koszty produkcji biopaliw są natomiast porównywalne.

Widać więc wyraźnie, że gdyby europejskim biurokratom nie chodziło o faworyzowanie określonych przedsiębiorstw, dopuszczaliby do wolnej konkurencji na unijnym rynku, ze znacznymi korzyściami dla ochrony środowiska, w rozumieniu europejskiej polityki wobec zmian klimatu, zmierzającej do maksymalnej redukcji emisji dwutlenku węgla.

Tymczasem, wygląda na to, że ekologiczne intencje Europejczyków nie są szczere, dlatego więc, zamykają rynek przed konkurencyjnymi produktami z zagranicy w wyniku zielone protekcjonizmu i tym samym narażają się na wojnę handlową z firmami z obu Ameryk czy Azji. Poszkodowane kraje traktują zamykanie rynku jako łamanie zasad wolnego handlu i szykują pozew przeciwko UE na forum Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Artykuł ukazał się w Najwyższym Czasie!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 05 sty 2012, 17:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.geopolityka.org/komentarze/1 ... o-pacyfiku

Jednym z powodów istnienia Polski jest przeszkadzanie w tworzeniu takich projektów, jak ten projekt Wielkiej Europy od Atlantyku po Pacyfik. Taki twór, zdominowany przez Niemców i Rosję byłby znakomitym narzędziem do zniewolenia ludzkości. Ileż to wysiłków kosztuje żydomasonerię oszukiwanie Amerykanów, że szerzą demokrację, szerzą wolność, szerzą prawa człowieka - jednym słowem, że są dobroczyńcami całego świata. Amerykanów nie da się namówić do dokonania masowego ludobójstwa. Natomiast Niemcy i Rosjanie wykonają każdy rozkaz swej władzy i dlatego takie połączenie takich dwóch nacji stworzyłoby dla żydomasonerii genialne i bezwzględne narzędzie. A do tego materialnie potężniejsze, niż USA. Niemcy i Rosjanie bez szemrania wykonają każde, najbardziej makabryczne polecenie swych władców - dobro władzy, ład, porządek będą tu wystarczającymi motywatorami. Nie trzeba im zawracać głowy jakąś wolnością, jakimiś etycznymi dyrdymałami. To nigdy ich nie interesowało - kultura łacińska i dla Niemców, i dla Rosjan to rzecz niemożliwa do strawienia. Ani Rosjanie, a Niemcy nigdy nie ośmielą się dokonywać etycznej oceny działań swojej władzy, bo władza, ich zdaniem, ma prawo robić wszystko, by "zaprowadzić porządek".

A Francuzi - podczas rewolucji francuskiej udowodnili, że gdy trzeba, potrafią być bezwzględni i przeprowadzić akcję ludobójczą. Nawet na własnych rodakach.

Kopia artykułu:

EUROROSIJA: GENEZA IMPERIUM OD ATLANTYKU DO PACYFIKU
czwartek, 05 stycznia 2012 08:25

"Proponujemy utworzenie zharmonizowanej gospodarczo społeczności rozciągającej się od Lizbony po Władywostok" – takimi słowami premier Rosji, Władmir Putin, opisał w zeszłym roku swoją wizję “zjednoczonego rynku kontynentalnego o wartości bilionów euro”. Propozycja Putina została ujawniona podczas wizyty w Niemczech, gdzie rosyjski premier spotkał się z Kanclerz Niemiec, Angelą Merkel.

Pomysł kontynentalnego bloku rozciągającego się od Oceanu Atlantyckiego po Spokojny nie jest niczym nowym. Podczas pobytu w Japonii, między 1908 a 1912 rokiem, ojciec geopolityki niemieckiego pochodzenia – Karl Haushofer – po raz pierwszy zarysował wizję transkontynentalnego bloku od Renu po Jangcy, popierając tym samym trójstronny sojusz niemiecko-rosyjsko-japoński znany jako Blok Euroazjatycki. Podpisanie Paktu Mołotow-Ribbentrop 23 sierpnia 1939 oraz paktu o nieagresji pomiędzy Związkiem Radzieckim a Japonią w kwietniu 1941 roku sprawiały wrażenie, że warunki dla takiego sojuszu powstały tym bardziej, że toczyły się dyskusje o możliwym przyłączeniu się ZSRR do Paktu Trójstronnego.
Pomimo to koncepcja bloku kontynentalnego składającego się z Niemiec, Włoch, Japonii i ZSRR jako przeciwwagi dla Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych niedługo upadła ze względu na rasistowskie uprzedzenia Hitlera: w przeciwieństwie do rusofilii i eurorasistowskich myślicieli niemieckich, takich jak Haushofer i Artur van den Moeller, Wódź-Kanclerz Rzeszy widział największego wroga w ZSRR dlatego też siły anglosaskie dokonały inwazji w Europy, doprowadzając do upadku Trzeciej Rzeszy.

Po wojnie belgijski weteran oddziałów Waffen-SS, Jean Thiriart, nazwał proces tworzenia zjednoczonej Europy politycznie niezależnym od USA i ZSRR. Ponadto, gdy Waszyngton zbliżył się do Pekinu w latach siedemdziesiątych, ideologista europejskiego narodowego komunitaryzmu zasugerował, że utworzenie sojuszu euro-sowieckiego przeciwko chińsko-amerykańskiej osi w celu zbudowania ”ogromnej Europy od Rejkiawiku po Władywostok”, uważa za jedyny sposób stawienia oporu przeciwko nowej Amerykańskiej Kartaginie i miliardowym Chinom. To wszystko doprowadziło Thiriarta do deklaracji w 1984 roku: “Jeśli Moskwa chce utworzyć Europejską Unię, to ja w pełni popieram współpracę z sowieckim przedsiębiorstwem. Będę pierwszym to przywdziania czerwonej gwiazdy na mojej czapce. Sowiecka Europa, bez zastrzeżeń.”

Według Thiriarta: “Pomiędzy Islandią i Władywostokiem możemy zjednoczyć 800 milionów ludzi (przynajmniej tyle jako równowagę dla 1 mld 200mln Chińczyków) i w dodatku odkryć syberyjską ziemię, aby to wszystko mogło zaspokoić potrzeby energetyczne i strategiczne. Zapewniam, że z ekonomicznego punktu widzenia, Syberia jest prowincją najbardziej potrzebną europejskiemu imperium do przetrwania. Wielka unia wysoko uprzemysłowionych i technologicznie wiodących: Zachodniej Europy i Syberyjskiej Europy, dysponująca prawie niewyczerpywalnymi rezerwami towarów, pozwoli na utworzenie najsilniejszego, republikańskiego imperium, z którym każdy będzie się liczył.” Thiriart zmarł w 1992 roku, jednak jego fundamentalne pomysły o potencjale geopolitycznych sojuszy między Europą a Rosją są podzielane przez coraz większą liczbę aktorów na europejskiej arenie politycznej, częściowo jako rezultat rosnącej zależności Europy od rosyjskich węglowodorów.

Rosja jest obecnie największym światowym producentem ropy i drugim największym dostarczycielem gazu posiadającym największe światowe zasoby surowców i energii. Patrząc z jej strony, z wygenerowanym PKB w wysokości 12 268 387 miliardów euro w 2010 roku, Unia Europejska jest największą i najbardziej zróżnicowaną gospodarką świata, skupiającą jedną piątą światowego handlu. Głębsza współpraca między Brukselą a Moskwą byłaby więc owocna pod wieloma względami: handlu, energii, jak również bezpieczeństwa. Jako główny spadkobierca ZSRR, Federacja Rosyjska posiada w rzeczywistości największy arsenał broni masowego rażenia na świecie, włączając w to ponad 2000 operacyjnych głowic jądrowych I tym samym mogłaby odegrać decydującą rolę w walce z terroryzmem.
Pomimo, iż wiele przeszkód wciąż istnieje w ustanowieniu strategicznego partnerstwa Unii Europejskiej jako całości i Rosji, to jednak pierwsze efekty zacieśnionej współpracy europejsko-rosyjskiej są już widoczne w postaci inauguracji pierwszej nitki gazociągu północnego w dniu 8 listopada 2011 roku. I być może pod zimnymi wodami Morza Bałtyckiego leżą nie tylko rury najbardziej bezpiecznego na świecie gazociągu w aspekcie środowiskowym, ale również pierwsza geopolityczna arteria wzbijającego się bloku gospodarczego rozciągającego się od Półwyspy Iberyjskiego po Morze Beringa: Eurorosija.

Tekst ukazał się na blogu autora Window of Heartland.

Tłumaczenie: Natalia Łajdych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 30 mar 2012, 18:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=54400

Eurazja to wyrok śmierci dla narodów Europy Środkowej, w tym Polski. Jak widać, nie lubi pan Brzeziński Polski, bardzo nie lubi.

Kopia artykułu:

Zbigniew Brzeziński: Rosja powinna dołączyć do wspólnoty euroatlantyckiej
Aktualizacja: 2012-03-29 9:43 am

Były doradca prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego Zbigniew Brzeziński uważa, że Rosja powinna stać się członkiem wspólnoty euroatlantyckiej. Taką opinię Brzeziński wyraził w wywiadzie dla wydawanej w Moskwie rządowej „Rossijskoj Gaziety”.

Brzeziński podkreślił, że taka wspólnota “oznacza współpracę pomiędzy demokratycznymi partnerami”. Jego zdaniem, w Rosji powstaje społeczeństwo obywatelskie, ale na razie nie wiadomo, czy stanie się ono realną dominującą siłą w polityce.

Zbigniew Brzeziński uważa, że w obecnym 100-leciu nie będzie, tak jak w wieku XX, hegemonii jednego państwa. “To będzie stulecie, w którym będzie panować globalny nieład, jeśli główne światowe regiony nie dojdą do konstruktywnej współpracy”. Zdaniem amerykańskiego politologa XXI wiek to wybór nie między hegemonią a pokojem, tylko między chaosem a współpracą.

IAR/KRESY.PL

Za: Kresy.pl (29 marca 2012) (" Brzeziński: Rosja powinna dołączyć do wspólnoty euroatlantyckiej")
http://www.kresy.pl/wydarzenia,rosja?zo ... lantyckiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 09 cze 2012, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/29606-niemcy-i-rosja-coraz-blizej

Niemcy i Rosja coraz bliżej

W Niemczech otwarto pierwsze bezpośrednie połączenie kolejowo-promowe z Rosją. Morska trasa połączy Sassnitz na wyspie Rugii z portem Ust-Ługa pod Petersburgiem. Statek pokona dystans ponad 1200 km w 38 godzin.

Sygnał do odpłynięcia pierwszego promu dała kanclerz Angela Merkel, posłanka z Meklemburgii-Pomorza Przedniego, niemieckiego kraju związkowego, na którego terenie znajduje się port. "Ten projekt przyczyni się do jeszcze większego zbliżenia między gospodarkami obu krajów" - powiedziała szefowa niemieckiego rządu.

JProm będzie zabierał na pokład rosyjskie wagony towarowe, które rozładowywane będą w porcie w Sassnitz.

- Na nowym połączeniu zyskają zarówno pasażerowie, jak też środowisko naturalne. Statek jest "przyjazną środowisku alternatywą" dla istniejących połączeń samochodowych - podkreślił szef niemieckich kolei Deutsche Bahn, Ruediger Grube.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 13 lip 2012, 15:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Kryzys

Polska jest jednym z najbiedniejszych państw Unii Europejskiej polski PKB na głowę jednego mieszkańca wynosi zalewie 63 proc. średniej wszystkich państw UE! To, że jesteśmy mniej zamożni od innych państw, nie jest winą Polaków. Nie jesteśmy głupsi ani mniej pracowici, ani rozrzutni.

Polska bieda wynika z historii ostatnich 200 lat, kiedy zaborcy i okupanci nie tylko pozbawili nas niepodległości i suwerenności, ale zarazem eksploatowali nas gospodarczo i rabowali bez litości. Konsekwencje tego Polacy odczuwają do dzisiaj, dlatego też kryzys w Polsce ma inne podłoże i często wynika z innych przyczyn niż w sytych, zasobnych, konsumpcyjnych społeczeństwach starej UE.
Słowo kryzys jest pochodzenia greckiego. Oznacza punkt zwrotny, moment przełomowy. Przez ostatni rok słowo kryzys powtarzali nieustannie wszyscy politycy UE, jakby za tym pojęciem chcieli ukryć własną nieudolność, brak odpowiedzialności, a także brak wizji. Na czele UE nadal stoją ci sami politycy, którzy nie przewidzieli kryzysu, a teraz nie potrafią dać trafnej diagnozy jego przyczyn, a tym bardziej prognozy wyjścia z kryzysu. Przywódcy UE, zawsze z przyklejonym do twarzy sztucznie optymistycznym uśmiechem, ze swych gabinetów w Brukseli nie chcą dostrzec strukturalnych przyczyn kryzysu, ograniczają się jedynie do jego finansowych aspektów, mylą skutki z przyczynami. Tymczasem amerykański politolog George Friedman dokonał ostatnio jednej z najbardziej wnikliwych analiz kryzysu Unii Europejskiej. Europejczycy nie do końca zdają sobie sprawę, że już nigdy nie będzie tak jak w 2005 roku.

W porównaniu z tym, jaką pozycję miała Unia jeszcze kilka lat temu, widzimy ogromny spadek jej siły politycznej. Gdyby pięć lat temu ktoś zasugerował upadek euro, byłby uznany za wariata (...). Dysharmonia UE nie jest problemem tylko politycznym, ale też strukturalnym. Kryzys zadłużenia nie powstał dlatego, że ktoś okłamał niemieckich bankierów, ale dlatego że Europa skonstruowana jest na wielkiej nierównowadze handlowej. Problem Unii jest prosty. UE to strefa wolnego handlu, w której jedno państwo - Niemcy - jest drugim największym eksporterem na świecie, przez co zalewa pozostałe kraje swoimi produktami. To oznacza, że państwa wokół Niemiec nie mogą rozwijać się normalnie, bo zawsze będą miały negatywny bilans handlowy z nimi. Ta współzależność jest niemożliwa do powstrzymania. Strategią Niemców przez ostatnie dekady było zalanie Europy kredytem i pożyczkami, aby inne kraje mogły kupować niemieckie dobra. (...) Niektóre państwa są kredytodawcami, inne dłużnikami, ale wszystkie mają tę samą walutę. Powstaje więc problem polityczny, bo elity polityczne, mocno przywiązane do idei euro, desperacko poszukują rozwiązania, które umożliwiłoby uratowanie szlachetnego projektu. Ale cena, jaką trzeba by zapłacić za utrzymanie wspólnej waluty, jest nie do przyjęcia przez społeczeństwa.
George Friedman, który jest prezesem amerykańskiego Instytutu Badań Strategicznych Stratfor, w swej analizie pisze też o Polsce i dostrzega to, co potencjalnie może być dla nas największym zagrożeniem w okresie kryzysu europejskiego Od kilku lat obserwuję zacieśnianie się współpracy między Niemcami a Rosją. To historyczny koszmar dla Polski. Rolą Polski jest być przeciwwagą dla tego układu. Marna to dla mnie satysfakcja, że ja sam również od lat obserwuję i opisuję to samo niebezpieczeństwo osi Moskwa - Berlin, niebezpieczeństwo zgubne dla całej Europy, ale dla Polski w pierwszej kolejności.

Józef Szaniawski

http://www.wsercupolska.org/joomla/inde ... y&Itemid=3


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 01 wrz 2012, 09:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2012/07/27/ ... y-z-rosja/

Rusza projekt odbudowy Prus Wschodnich.

Kopia artykułu:

Rusza mały ruch graniczny z Rosją
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2012-07-27

Na drogowych i kolejowych przejściach granicznych z Obwodem Kaliningradzkim mieszkańcy części województw: pomorskiego i warmińsko-mazurskiego, będą mogli przekraczać granicę na podstawie pozwoleń w ramach małego ruchu granicznego.

Z ułatwień w przekraczaniu polsko-rosyjskiej granicy będą mogli korzystać mieszkańcy miast: Gdańsk, Gdynia i Sopot oraz powiatów: gdańskiego, nowodworskiego, malborskiego i puckiego. Strefa przygraniczna po stronie polskiej znajduje się także na obszarze województwa warmińsko-mazurskiego w miastach: Elbląg, Olsztyn oraz powiatach: elbląskim, braniewskim, lidzbarskim, bartoszyckim, olsztyńskim, kętrzyńskim, mrągowskim, węgorzewskim, giżyckim, gołdapskim, oleckim. Po stronie rosyjskiej mały ruch graniczny obowiązuje w całym Obwodzie Kaliningradzkim.

Zezwolenia na przekraczanie granicy, w ramach małego ruchu granicznego, Polakom będą wydawać rosyjska ambasada w Warszawie oraz Konsulat Generalny Federacji Rosyjskiej w Gdańsku. Natomiast Rosjanom – konsul RP w Kaliningradzie.
Za pierwszym razem zezwolenie będzie wydawane na dwa lata, natomiast każde kolejne na pięć lat.

Czas pobytu w strefie przygranicznej nie będzie mógł być dłuższy niż łącznie 90 dni w ciągu półrocza. Podróżni przekraczający granicę na podstawie zezwoleń, nie będą mieli stemplowanych paszportów. Opłata za rozpatrzenie wniosku i wydanie zezwolenia ma wynosić 20 euro – będą z niej zwolnione dzieci i młodzież do 16. roku życia, osoby, które przekroczyły 65 lat oraz inwalidzi wraz z osobami towarzyszącymi.

PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 02 wrz 2012, 11:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Obwód kaliningradzki bez mitów

Najnowszym wydarzeniem związanym z miejscem obwodu kaliningradzkiego w polskiej polityce zagranicznej jest wejście w życie 27 lipca br. porozumienia o małym ruchu granicznym. Zostało ono podpisane 14 grudnia 2011 r. przez ministra spraw zagranicznych RP Radosława Sikorskiego i jego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa. Na jego mocy wprowadzono ruch bezwizowy pomiędzy ową rosyjską eksklawą a pogranicznymi powiatami i miastami polskimi. Na Pomorzu umową zostały objęte Sopot, Gdańsk i Gdynia oraz powiaty: malborski, pucki, nowodworski oraz gdański, a w województwie warmińsko-mazurskim Elbląg i Olsztyn oraz powiaty: giżycki, mrągowski, elbląski, kętrzyński, olsztyński, braniewski, gołdapski, lidzbarski, olecki, bartoszycki i węgorzewski. Stało się tak, mimo że jeszcze w czerwcu 2011 r. w Soczi ówczesny premier FR Władimir Putin skrytykował pomysł wprowadzenia uprzywilejowanej strefy ruchu transgranicznego pomiędzy obwodem a Polską. Rosja ostatecznie jednak przyjęła ten projekt. Porozumienie zostało ratyfikowane przez Sejm RP 16 marca, a przez Dumę 25 maja br. Rosyjskie wahania wynikały zapewne ze względów strategicznych. Moskwa od lat domaga się ruchu bezwizowego z Unią Europejską. Głównymi oponentami takiego rozwiązania są jednak bogate państwa docelowe nielegalnej imigracji (Niemcy, Austria, kraje skandynawskie). Wyborcy w tych krajach nie darowaliby swoim politykom tak wielkiego osłabienia kontroli granic zewnętrznych strefy Schengen, jakim byłoby ich zupełne otwarcie na całą Rosję z jej biednym społeczeństwem i źle strzeżonymi granicami w Azji Środkowej. Podpisanie umowy polsko-rosyjskiej pogarsza sytuację negocjacyjną Kremla w relacjach z Brukselą. Unia okazuje w ten sposób za pośrednictwem Polski i na jej ryzyko swą dobrą wolę i proces dalszego otwierania się na Rosję może zawiesić do czasu stosownej rekompensaty ze strony Moskwy - tzn. uszczelnienia granic w Azji i nawiązania rzetelnej współpracy w ściganiu przestępczości transgranicznej, co w warunkach skorumpowanego państwa rosyjskiego szybko nie nastąpi. Wstrzymuje zatem de facto cały proces na wiele lat. Otwarcie granic Polski na swobodę podróżowania Rosjan z obwodu kaliningradzkiego jest pomysłem, delikatnie mówiąc, kontrowersyjnym. Jego krytycy powszechnie wskazują na łatwość sfałszowania stosownej dokumentacji wewnątrzrosyjskiej, a zatem na możliwość uczynienia z owego wyłomu w systemie strzeżenia granic wschodnich RP i UE bramy dla transgranicznej działalności przestępczej rosyjskiej mafii. Doświadczenia sprzed uszczelnienia granicy (które nastąpiło w latach 1997-2007 i było procesem związanym z wchodzeniem Polski do Schengen) nie są zachęcające. Jej zamknięcie skutkowało zaś trzy-, czterokrotnym spadkiem liczby przestępstw popełnianych w Polsce przez obywateli rosyjskich, która to wielkość w 2011 r. osiągnęła minimum i wynosiła 133. Zagrożenie, że ten pozytywny trend zostanie teraz odwrócony, jest więc poważne. To jednak nie groźba wzrostu przestępczości, choć ważna, powinna określać spojrzenie na tę sprawę z punktu widzenia interesów Rzeczypospolitej. Umowa polsko-rosyjska w omawianej kwestii zwiększa presję Moskwy na Litwę i Łotwę (które do owego porozumienia nie przystąpiły) jako na kraje tranzytowe dla ruchu między obwodem kaliningradzkim a Rosją właściwą pogłębia rozejście się solidarnych do 2010 r. wobec Rosji polityk zagranicznych Warszawy i Wilna (Litwini już skrytykowali to porozumienie), a przede wszystkim czyni z paszportu rosyjskiego atrakcyjniejszy dokument podróżowania po Unii Europejskiej niż paszport ukraiński, białoruski, mołdawski i gruziński. Polska dotąd trzymała się zasady, iż warunki przekraczania granicy RP dla obywateli rosyjskich nie mogą być lepsze niż te, które obowiązują Ukraińców. Wiele mówiono także o konieczności "izolacji dyktatora (tzn. Łukaszenki) i jego nomenklatury i otwarcia się na zwykłych Białorusinów". Zwracano także uwagę na destabilizującą rolę akcji paszportyzacyjnej prowadzonej przez Rosję w Abchazji i Osetii Południowej, gdzie masowe nadawanie obywatelstwa Federacji Rosyjskiej było przygotowaniem do moskiewskiej agresji na Gruzję. Otwarcie się na obwód kaliningradzki jest wbrew tym wszystkim zasadom. Mieszkańcom Lwowa, Grodna czy Brześcia trudniej będzie teraz przyjechać do Polski niż mieszkańcom Królewca. Nie tylko prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, ale i liczni Ukraińcy, Białorusini i Gruzini mogą dojść do wniosku, że Polsce pod rządami Tuska i Sikorskiego bliżej jest do Rosji niż do nich.

Historia obwodu

Podbity przez ZSRS w 1945 r. i włączony na mocy postanowień konferencji poczdamskiej w skład Rosyjskiej FSRR północny fragment dawnych Prus Wschodnich (ok. 15,1 tys. km) stał się po rozpadzie Związku Sowieckiego rosyjską eksklawą terytorialną oddzieloną od trzonu Federacji terytorium Polski, Białorusi, Litwy i Łotwy. W roku 2010 liczył on 941,5 tys. ludności, z czego ok. 423 tys. mieszkało w Królewcu zwanym przez Rosjan Kaliningradem. Nazwa ta nadana miastu przez Sowietów zawiera w sobie hołd oddany Michaiłowi Kalininowi - przewodniczącemu Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad, a w latach 1938-1946 przewodniczącemu prezydium Rady Najwyższej ZSRS. Był on jedną z sześciu osób, których podpis znajduje się na rozkazie o rozstrzelaniu oficerów polskich ze Starobielska, Ostaszkowa i Kozielska. Fakt, iż miasto to nadal nosi imię owego zbrodniarza, wiele mówi o dzisiejszej Rosji. Natomiast z powodu opisanych powyżej okoliczności dotyczących jego sowieckiego patrona na polecenie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego nazwa Królewiec jest jedyną oficjalnie używaną przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Królewiec często występuje w polskich mediach w mitycznej formie i to zarówno w charakterze militarnego straszaka, jak i "bałtyckiego Hongkongu" otwierającego szansę na owocną współpracę gospodarczą. Nie jest ani jednym, ani drugim. O ile jednak pierwszym stać się może, o tyle na realizację drugiego scenariusza szanse są raczej znikome.

"To nie Prusy mają armię, to armia ma Prusy"

Duch tego stwierdzenia wciąż unosi się nad północną częścią dawnego matecznika Prus. Obwód kaliningradzki w okresie sowieckim był bowiem najbardziej zmilitaryzowaną częścią ZSRR i dziedzictwo to nadal kształtuje jego charakter. Mimo poważnych redukcji sił przeprowadzonych w drugiej połowie ostatniej dekady XX wieku obszar ten pozostaje najbardziej zmilitaryzowanym terytorium w Europie. Apogeum koncentracji rosyjskich sił zbrojnych w regionie przypadało jednak na pierwszą połowę lat 90. ubiegłego stulecia. To wówczas znalazły się w nim oddziały wycofywane z Europy Środkowej oraz z Nadbałtyckiego Okręgu Wojskowego likwidowanego wskutek odzyskania niepodległości przez Litwę, Łotwę i Estonię (obwód kaliningradzki pozostał jedyną jego częścią nadal podległą Moskwie). Stan rzeczywisty zbrojeń rosyjskich na tym obszarze jest trudny do oszacowania i wśród ekspertów krążą na ten temat silnie rozbieżne dane. Uległ on istotnej redukcji w porównaniu z sytuacją sprzed kilkunastu lat i obecnie wynosi zapewne od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy wyposażonych jednak w stosunkowo liczny sprzęt bojowy (od 800 do 1300 czołgów, zbliżoną ilość bojowych wozów opancerzonych, ok. 200 samolotów, 50 śmigłowców i po kilkaset dział i wyrzutni rakietowych różnych typów, w tym zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych małej mocy). Rosyjska Flota Bałtycka, której obwód kaliningradzki jest główną bazą, uchodzi za najnowocześniejszą w całej marynarce wojennej Rosji i w połowie ubiegłej dekady liczyła ok. 100 jednostek. Jakiekolwiek zmiany zaszłyby od tego czasu, zgrupowanie rosyjskich wojsk w regionie Królewca pozostaje liczącą się siłą wojskową, szczególnie w odniesieniu do niewielkich sił zbrojnych Litwy i mocno okrojonej armii polskiej, liczącej ok. 30-40 tys. żołnierzy. Nic zatem dziwnego, że obwód kaliningradzki często występuje w publicystyce państw bałtyckich i Polski jako źródło ewentualnego zagrożenia wojskowego. Jest to opinia uzasadniona z militarno-technicznego punktu widzenia, ale na razie przesadzona z punktu widzenia realiów politycznych. Te jednak oczywiście mogą ulec zmianie, i to raczej na gorsze.

Zbrojenia i manewry

W początkach czerwca bieżącego roku członkowie parlamentarnych komisji ds. międzynarodowych Litwy, Łotwy i Estonii w trakcie konsultacji w litewskim kurorcie Nida wydali wspólną deklarację, w której wyrazili zaniepokojenie postępującym procesem militaryzacji, a de facto nuklearyzacji obwodu kaliningradzkiego. Ich szczególne obawy wywołała perspektywa instalacji pocisków typu SS-26 Stone (Iskander) zdolnych do przenoszenia ładunków jądrowych. Rosja wielokrotnie groziła Polsce rozmieszczeniem tej broni w swojej nadbałtyckiej enklawie w przypadku instalacji w naszym kraju elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Projekt ten, jak wiadomo, został jednak pogrzebany wspólnym wysiłkiem rządu PO - PSL i administracji Baracka Obamy (obietnica powrotu do koncepcji tarczy w roku 2018 - tzn. rok po zakończeniu ewentualnej drugiej kadencji prezydenckiej obecnego lokatora Białego Domu, nie może być traktowana poważnie). Mimo to Moskwa najwyraźniej realizuje swój zamiar dotyczący nuklearyzacji obwodu. W wydanym w maju br. raporcie Federacji Amerykańskich Naukowców autorstwa Hansa M. Kristensena, poświęconym niestrategicznej broni jądrowej, jako bazę rosyjskich pocisków nuklearnych wskazuje się Czkałowsk, położony 17 km na północny zachód od Królewca, gdzie dzięki zdjęciom satelitarnym wykryto istotne modyfikacje infrastruktury istniejącej tam rosyjskiej bazy wojskowej. Chłodno patrząc na tę sytuację, należy traktować ją jako nieprzyjazny wobec Polski i państw bałtyckich gest polityczny. Środki przenoszenia broni jądrowej w postaci wyrzutni SS-21 Scarab (Toczka) znajdują się bowiem w obwodzie kaliningradzkim już od dawna. Dodanie nowych zmienia zatem nieco parametry techniczne wyrzutni, ale nie istotę problemu. Broń jądrowa nie służy zresztą do prowadzenia wojen. Jej funkcją jest odstraszanie i demonstracja woli politycznej jej posiadacza. Teren, na którym jest rozmieszczana, jest w ten sposób "znaczony" jako obszar, który będzie broniony z pełną determinacją, nikt bowiem nie wątpi, że państwo dysponujące bronią jądrową nie dopuści do jej przejęcia przez agresora. Ponieważ jednak na obwód kaliningradzki nikt nie zamierza napadać i sztabowcy rosyjscy o tym wiedzą, rozmieszczanie w nim broni jądrowej ma inne znaczenie. Jest ono instrumentem psychologicznego oddziaływania na opinię publiczną państw sąsiednich. Podobną rolę odgrywały organizowane we wrześniu 2009 r. na obszarze od Murmańska do Brześcia, w tym w Leningradzkim Okręgu Wojskowym (symptomatyczny to fakt dla zrozumienia klimatu moralnego panującego w Siłach Zbrojnych FR, iż mimo zmiany nazwy Leningradu na Sankt Petersburg, Leningradzki Okręg Wojskowy zachował nazwę z czasów sowieckich), w obwodzie kaliningradzkim, na Białorusi i u wejścia do Zatoki Gdańskiej manewry wojskowe "Zapad 2009" i "Ładoga", w trakcie których ok. 30 tys. żołnierzy rosyjskich i białoruskich ćwiczyło tłumienie polskiego powstania na Grodzieńszczyźnie oraz odparcie ataku na Gazociąg Północny. Symulowano wówczas rosyjski atak jądrowy i konwencjonalny na Polskę oraz zajęcie państw bałtyckich z Finlandią włącznie. W przypadku tego ostatniego państwa była to pierwsza rosyjska demonstracja zbrojna pod jego adresem od kilkudziesięciu lat. Fakt przeprowadzenia owych manewrów w 70. rocznicę sowieckiej inwazji na Polskę, okupacji państw bałtyckich i ataku na Finlandię podkreślał polityczno-symboliczny wymiar operacji.

"Bójcie się nas i ustępujcie nam, bo jesteście sami"

Kroki te (rozmieszczenie rakiet i manewry) nie mają w obecnej sytuacji międzynarodowej praktycznego znaczenia militarnego, są natomiast elementem rosyjskiej strategii politycznej podkreślania drugorzędnego statusu bezpieczeństwa nowych członków NATO w regionie Morza Bałtyckiego. Dokonywana tą metodą rosyjska demonstracja wojskowa jest adresowana przede wszystkim do Polski, Litwy, Łotwy i Estonii i ma wykazać rządom i opinii publicznej tych państw, że ich interesy nie liczą się w strategicznej grze prowadzonej przez wielkie mocarstwa i Moskwa może bezkarnie je lekceważyć przy biernej postawie Sojuszu Północnoatlantyckiego, który na tego typu kroki albo nie reaguje wcale, albo odpowiada na nie jedynie retorycznie, kontynuując "strategiczny dialog z Rosją". Podważa to wiarygodność NATO wśród społeczeństw wymienionych krajów i ma je uczynić podatniejszymi na polityczną presję Kremla. Innymi słowy, rosyjskie zbrojenia w obwodzie kaliningradzkim powinny nas niepokoić, ale na razie z uwagi na ich polityczne, a nie wojskowe znaczenie. Zadaniem rządu RP i mediów polskich jest zaś uodpornienie polskiej opinii publicznej na tego typu nacisk, podnoszenie sprawy na forum NATO i UE i współpraca w zakresie realizacji wszystkich tych zadań z Wilnem, Rygą i Tallinem oraz państwami skandynawskimi. W odniesieniu do Szwecji istotnie podjęto tego typu współdziałanie w lutym 2010 r. w postaci wspólnego artykułu ministra Sikorskiego i jego szwedzkiego odpowiednika Carla Bilda w "New York Times", w którym wezwali oni Rosję do wycofania broni jądrowej z sąsiedztwa Unii Europejskiej - tzn. z obwodu kaliningradzkiego i z półwyspu Kola. Stało się natomiast niedobrze, że na wspomnianym tegorocznym czerwcowym spotkaniu parlamentarzystów państw bałtyckich w Nidzie zabrakło Polaków i wyrazu solidarności Rzeczypospolitej z naszymi północno-wschodnimi sąsiadami.

Królewiec nie będzie "bałtyckim Hongkongiem"

Fakt, że obwód kaliningradzki jest najdalej wysuniętą na zachód częścią Federacji Rosyjskiej, jest źródłem wielu "mitów pozytywnych". W oparciu o niego tworzone są bowiem puste w swej istocie sformułowania retoryczne, pozbawione rzeczywistej treści, które jednak wpuszczone do obiegu medialnego i do debaty politycznej zaciemniają obraz rzeczywistości. Do tej kategorii należą sformułowania o "pilotażowej" roli obwodu kaliningradzkiego w relacjach UE - Rosja, obwodzie jako "pomoście" dla kontaktów z Federacją Rosyjską, "głównym obszarze tranzytowym" dla handlu z owym państwem lub "uprzywilejowaną strefą wolnocłową" dającą szansę na szybki rozwój gospodarczy i robienie dobrych interesów przez inwestorów zagranicznych. Ta ostatnia teza posłużyła nawet w końcu lat 90. do ukucia hasła o perspektywie powstania "bałtyckiego Hongkongu" - tzn. specyficznego obwodu Federacji Rosyjskiej (niczym Hongkong w komunistycznych Chinach), który ma szanse na szczególnie dynamiczny rozwój gospodarczy. Realia przeczą owej retoryce. Obwód kaliningradzki leży na uboczu szlaków tranzytowych z Europy do Rosji i ma słabą infrastrukturę komunikacyjną (porty, drogi kołowe i żelazne, lotniska). Silna centralizacja państwa rosyjskiego, szczególnie zaś w odniesieniu do kontaktów z zagranicą, powoduje, iż władze regionalne mają bardzo ograniczony wpływ na naturę i skalę kontaktów zewnętrznych. Symbolem tego może być fakt, iż na obchody 750-lecia założenia miasta w 2005 r. na polecenie Putina zaproszono jedynie ówczesnego prezydenta Francji Jacques´a Chiraca, kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera i premiera Hiszpanii José Luisa Zapatero (dla którego miała to być nagroda za porzucenie obozu amerykańskiego po zamachach na madryckie metro z 11 marca 2004 r.), nie zaproszono zaś ani prezydenta Polski, ani Litwy - sąsiadów obwodu, i uczyniono to wbrew woli władz owego regionu. Specjalna strefa gospodarcza (pod różnymi nazwami i w różnej skali ulg i przywilejów celno-podatkowych) tworzona była w obwodzie dwukrotnie i dodatkowo trzeci raz silnie modyfikowano jej zasady. Prawnie w roku 1991, a faktycznie w 1992, powołano Wolną Strefę Ekonomiczną zniesioną na rozkaz Moskwy w 1995 roku. W kolejnym roku, 1996, lobbing władz lokalnych Królewca doprowadził do zmiany tej decyzji i powołania Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W marcu 2001 r. musiano jednak uznać ponownie fiasko tej inicjatywy, której zasady prawne gwałcone były zresztą przez sam rząd rosyjski. Na przełomie roku 2005 i 2006 na mocy decyzji Dumy Państwowej Rosji doszło więc do trzeciej już z rzędu modyfikacji przepisów rządzących gospodarką regionu z punktu widzenia jej kontaktów z zagranicą. 23 grudnia 2005 r. przyjęto ustawę wprowadzającą nowe regulacje "uwzględniające geopolityczne położenie obwodu". Weszła ona w życie 1 kwietnia 2006 r. i ma obowiązywać przez 25 lat, ale prawa nabyte na mocy ustawy z 1996 r. pozostają w mocy w okresie przejściowym do 2016 roku. Trudno odgadnąć, czy wprowadzone prawo rzeczywiście wykaże się deklarowaną przez jego twórców trwałością. Dotychczasowe doświadczenie na to nie wskazuje. Częste zmiany statusu podyktowane meandrami polityki Moskwy nie sprzyjają stabilizacji warunków prowadzenia biznesu w obwodzie kaliningradzkim i raczej zniechęcają, niż zachęcają przedsiębiorców zagranicznych, preferując duże firmy, zdolne do podjęcia ryzyka inwestycyjnego. Gros firm polskich to małe i średnie przedsiębiorstwa. Ich atutem jest świadomość realiów, a nie potęga finansowa. Pozaekonomiczne ryzyko biznesowe pozostaje więc problemem, z którym muszą się borykać wszyscy inwestorzy. Geopolityczne znaczenie regionu nie jest zatem związane ani z jego potencjałem ekonomicznym, ani z jego rzekomym położeniem tranzytowym jako mityczną "bramą do Rosji", gdyż takową nie jest - położony na uboczu i pozbawiony infrastruktury komunikacyjnej.

Kto pierwszy zdąży ze swoją elektrownią jądrową?

Obok względów wojskowych o znaczeniu obwodu kaliningradzkiego rozstrzygnąć może najnowsza inicjatywa Moskwy - budowa Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej (Bałtycka AES) pod Niemanem (Ragnetą). Decyzja o jej powstaniu została ogłoszona w specjalnym rozporządzeniu rządu rosyjskiego z 25 sierpnia 2009 roku. Termin oddania pierwszego bloku wyznaczono na rok 2016, a drugiego na 2018. Rosja stara się o uzyskanie unijnego certyfikatu bezpieczeństwa dla elektrowni w Niemanie, co niewątpliwie jest częścią strategii propagandowej osłony tej inwestycji wobec europejskiej opinii publicznej wciąż pamiętającej katastrofę w Czarnobylu i nieufnej wobec rosyjskich technologii nuklearnych. Ma to szczególne znaczenie w relacjach z Niemcami w związku z ich rezygnacją z energetyki jądrowej, zapowiedzianą po tragedii w japońskiej Fukuszimie. Według planów rosyjskich, nadwyżkę energii z Bałtyckiej AES można by po modernizacji linii przesyłowych eksportować na Litwę, a przez NordBalt także do Szwecji. Sam obwód kaliningradzki zaopatrywany jest bowiem w energię elektryczną z elektrowni gazowej (jej współudziałowcem jest państwowy Rosatom, który będzie zapewne także właścicielem 51 proc. akcji Bałtyckiej AES) i nie potrzebuje opisywanej inwestycji, która wobec tego faktu ma znaczenie eksportowe - tzn. ma być instrumentem rosyjskiej ekspansji na rynku energetycznym w basenie Morza Bałtyckiego. W perspektywie zbudowania linii przesyłowej z Litwy do Finlandii ewentualny rynek zbytu na energię z owej elektrowni poszerzyłby się o wszystkie państwa położone na jej trasie, obejmując, obok obu wymienionych, także Łotwę i Estonię. Budowa łącznika między siecią litewską i polską lub bezpośredniej linii do naszego kraju włączyłaby także Rzeczpospolitą do grona odbiorców energii wytwarzanej w obwodzie kaliningradzkim, zwiększając jej uzależnienie od Rosji. W Moskwie rozpatruje się także projekt położenia podwodnego kabla, biegnącego wzdłuż Nord Stream do Niemiec. Plany budowy elektrowni jądrowych - jednej w obwodzie kaliningradzkim i drugiej na Grodzieńszczyźnie - mają służyć podtrzymaniu rosyjskiej dominującej pozycji jako głównego dostarczyciela energii i surowców energetycznych w regionie i jako takie są projektem konkurencyjnym tak wobec planowanej polskiej elektrowni jądrowej, jak i wobec inwestycji estońsko-łotewsko-litewskiej w podobną instalację w Visaginie, w której (jeszcze jako Ignalino 2) do 2010 r. aktywnie uczestniczyła także Polska. Rozbicie solidarności polsko-bałtyckiej w tym zakresie naturalnie leży w żywotnym interesie Rosji. Nasycenie rynku w regionie nadbałtyckim energią elektryczną z elektrowni rosyjskich i białoruskich podważałoby sens planowanych inwestycji estońsko-łotewsko-litewskich i polskich. Projekty rosyjskie mają także na celu ubiegnięcie włączenia państw bałtyckich do unijnego systemu ENTSO-E (European Network of Transmission System Operators for Electricity) i utrzymanie ich w kontrolowanym przez Moskwę tzw. pierścieniu energetycznym BRELL (Białoruś, Rosja, Estonia, Łotwa, Litwa), a zatem w postsowieckiej przestrzeni energetycznej. Rosja podejmuje zatem w tej sprawie kampanię propagandową na forum Rady Państw Morza Bałtyckiego. Celem tej akcji jest odrzucenie litewskich obiekcji wobec inwestycji w elektrownię pod Niemanem oraz przyciągnięcie funduszy z innych państw regionu, potencjalnie zainteresowanych importem energii z Bałtyckiej AES. Moskwa zamierza jednak zachować pakiet kontrolny, nie zezwalając obcym inwestorom na przekroczenie progu własności 49 proc. akcji. W grze o usytuowanie elektrowni jądrowej w regionie nadbałtyckim pojawia się także wątek korupcyjny. Finansowana z budżetu UE likwidacja starej litewskiej siłowni w Ignalinie przedłuża się, za co odpowiada dawna niemiecka spółka Nukem, przejęta następnie przez kapitał rosyjski. Obniżanie wiarygodności Litwy marnotrawiącej fundusze unijne przeznaczone na ten cel i niedotrzymującej obietnic leży w interesie Kremla, gdyż ogranicza zdolność Litwinów do starania się o unijne wsparcie finansowe innych inicjatyw energetycznych Wilna, co oczywiście pozostawia wolne pole projektom rosyjskim. Pozostająca w tle tej sprawy biznesowa współpraca niemiecko-rosyjska także warta jest odnotowania. 24 października 2011 r. agencje informacyjne doniosły o śmierci dyrektora generalnego litewskiej spółki Wisagińska Elektrownia Atomowa Szarunasa Vasiliauskasa, który w tajemniczych okolicznościach wypadł za burtę swojego jachtu i utonął w Zalewie Wiślanym w pobliżu Nidy na Mierzei Kurońskiej.

"Słowo honoru czekisty" zamiast kanału w Skowronkach

Osobnym zagadnieniem dotyczącym interesów Rzeczypospolitej w regionie obwodu kaliningradzkiego jest spór polsko-rosyjski o dostępność dla żeglugi międzynarodowej szlaku wodnego Bałtyk - Cieśnina Piławska - Zalew Wiślany - Elbląg. Drożność tej trasy decyduje o istnieniu bądź nie walorów Elbląga jako portu pełnomorskiego. W tym charakterze stanowiłby on konkurencję dla portów rosyjskich w Bałtijsku i Królewcu. Problemem jest też wstrzymywanie komunikacji pomiędzy portami polskimi a rosyjskimi poprzez zakaz ruchu jednostek polskich w rosyjskiej części Zalewu, co najsilniej uderza w aktywność ekonomiczną portu elbląskiego. Rosja do 2009 r. podtrzymywała ów spór, czasem go łagodząc, a czasem podsycając, zarówno z uwagi na swoje interesy gospodarcze, jak i przede wszystkim wykorzystując go jako instrument demonstrowania swojej politycznej woli ocieplenia lub ochłodzenia stosunków z Polską. W latach 2006-2009 szlak ten był zamknięty przez stronę rosyjską. Jego otwarcie nastąpiło w dwóch etapach. Najpierw warunki żeglugi statków państw trzecich płynących przez Cieśninę Piławską do i z polskich portów nad Zalewem Wiślanym zostały uregulowane w rozporządzeniu nr 533 rządu Federacji Rosyjskiej z dnia 15 lipca 2009 roku. Szlak ten otwarto wówczas dla statków pod banderą państw Unii Europejskiej (warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, iż spora część statków europejskich właścicieli zarejestrowana jest pod tzw. tanimi banderami egzotycznych krajów, a ich rejs musi być anonsowany na 15 dni przed terminem, co w praktyce eliminuje żeglugę nieregularną, czyli właśnie jednostki państw trzecich). Potem, od 1 września 2009 r. na mocy umowy polsko-rosyjskiej podpisanej w Sopocie przy okazji uroczystości związanych z 70. rocznicą wybuchu II wojny światowej, trasa ta została udostępniona także dla jednostek polskich. Było to zapewne związane z polskimi planami budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną. Inwestycja ta miała rozpocząć się w 2009 r., lecz w wyniku wspomnianego porozumienia została na mocy decyzji polskiego Ministerstwa Infrastruktury odłożona do 2017 r., co należy uznać za sukces Rosji. Polska zamiast stworzyć materialne gwarancje niezależności żeglugi do swoich portów na Zalewie Wiślanym, zadowoliła się łatwo podważalnymi gwarancjami prawnymi. Manewr Kremla doprowadził ponadto do wstrzymania realizacji polskiego rozwiązania infrastrukturalnego, zniechęcił potencjalnych inwestorów i wytworzył sytuację sprzyjającą rozproszeniu zebranych dotąd na ten cel środków. W umowie znalazł się także zapis ułatwiający wstrzymanie ruchu przez jedną ze stron, co we wcześniej obowiązującej, choć ustawicznie łamanej przez Rosję regulacji z 1946 r. było możliwe tylko na wypadek wojny. Cechą charakterystyczną rosyjskiej strategii w kwestii żeglugi na Zalewie Wiślanym pozostaje zatem unikanie ostatecznego rozwiązania problemu, po to, by móc uczynić zeń narzędzie nacisków politycznych na Polskę w razie zaistnienia takiej potrzeby.

Dr Przemysław Żurawski vel Grajewski

http://www.naszdziennik.pl/wp/5833,obwo ... mitow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 06 wrz 2012, 13:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.radiomaryja.pl/informacje/czyje-beda-mazury/

Odbudowa Prus Wschodnich wymaga wstępnej depolonizacji Mazur.

Kopia artykułu:

Czyje będą Mazury?
Nasz Dziennik, 05 września 2012, godz. 08:48

Na Mazurach wrze. Wójtowie i burmistrzowie mazurskich gmin, na terenie których ma powstać Mazurski Park Narodowy, urządzili naradę w Warszawie. We własnym gronie, bez polityków i mediów. Nie zgadzają się na pozbawienie samorządów prawa do wyrażenia zgody na utworzenie rezerwatu
- Postanowiliśmy rozpocząć zbiórkę podpisów pod sprzeciwem wobec zmian w ustawie o ochronie przyrody i o to samo zwróciliśmy się do wszystkich samorządów parkowych w Polsce – mówi Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek. Z listem solidarności wobec sprzeciwu zamierzają wystąpić szefowie gmin z całej Polski.
- Po zebraniu podpisów delegacja przekaże nasz sprzeciw prezydentowi, prześlemy go też wszystkim parlamentarzystom oraz mediom – zapowiada burmistrz Jakubowski. Samorządy rozważają też blokadę e-mailową odpowiedzialnych urzędów i polityków. Sprzeciw samorządowców wyłożony został do podpisu w urzędach mazurskich gmin, ośrodkach wypoczynkowych, portach, restauracjach. Podpisują się mieszkańcy, turyści, żeglarze. – Uważam, że stan obecny jest stanem doskonałej równowagi pomiędzy ochroną przyrody a użytkowaniem turystycznym mazurskich lasów i jezior: można przycumować łódź, rozłożyć namiot, rozpalić grilla, iść na grzyby, jagody, a jednocześnie obowiązują pewne ograniczenia, jak zakaz użycia silników spalinowych na Jeziorze Nidzkim, zakaz wpływania w rejony objęte rezerwatem – mówi Paweł Gluziński, rodowity warszawiak, z Mazurami związany praktycznie od urodzenia, właściciel jachtu cumującego w porcie na Jeziorze Nidzkim. Dla mieszkańców stolicy Mazury są od dziesięcioleci tradycyjnym miejscem wypoczynku i rekreacji, wędkowania, jachtingu, wypraw rowerowych, grzybobrania, weekendowych wypadów na ognisko.
- Podwyższenie standardów ochrony przyrody uderzy zarówno w turystykę, jak i w interesy mieszkańców, których pozbawi dochodów. Tylko mandaty będą łoić – to za jazdę rowerem, to za zejście ze ścieżki w lesie… Dlatego podpisałem się pod protestem, to samo zrobili wszyscy moi znajomi z portu i wielu przypadkowych gości – mówi pan Paweł.

W Krajowej strategii ochrony i zrównoważonego użytkowania różnorodności biologicznej oraz programie działań na lata 2007-2013, które to dokumenty przyjął rząd Jarosława Kaczyńskiego 26 października 2007 r. na posiedzeniu gabinetu po przegranych wyborach, za priorytetowe zadanie uznano utworzenie trzech nowych parków narodowych: Turnickiego, Mazurskiego i Jurajskiego, oraz poszerzenie granic Białowieskiego Parku Narodowego. Dzisiaj na ten strategiczny dokument powołuje się rząd Donalda Tuska, forsując zmiany w ustawie o ochronie przyrody. Cel? Wyeliminowanie samorządów z procesu współdecydowania o tworzeniu nowych i poszerzaniu dotychczasowych parków narodowych.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 09 wrz 2012, 11:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=60674

Niemcy i Rosja dzielą Mołdawię na swoje strefy wpływów?
Aktualizacja: 2012-09-8 3:13 pm

Hakerzy Anonymous i portal Wikileaks ujawnili informację dotyczącą porozumienia między przywódcami mocarstw dotyczącego Mołdawii i Naddniestrza.
Plan miał być podpisany w Meseberg w 2010 r., a omówiony wcześniej przez kanclerz RFN i ówczesnego premiera Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. Według planu Republika Mołdowy powinna stać się federacją, a Naddniestrze otrzymać specjalny status. O kwestii wycofania stamtąd rosyjskiego wojska nie wspomniano. Podzielenie i zdecentralizowanie małego państwa ostatecznie pogrzebałoby szanse na niezależność Kiszyniowa i usankcjonowałoby prawnie obecność Rosji w Naddniestrzu.
Głos w tej sprawie (dla rumuńskich mediów) zabrał analityk Eurasia Stratfor Lauren Goodrich, który stwierdził, że na mocy porozumienia Berlin-Moskwa Naddniestrze miałoby otrzymać do 15% miejsc w parlamencie w Republice Mołdowy. Forsowanie tego planu miały przeprowadzić Niemcy, jako, że politycy mołdawscy bardzo liczą się ze zdaniem Niemiec a dodatkowo mieli otrzymać zapewnienie o zwiększeniu niemieckich inwestycji w regionie.
Jak twierdzi Goodrich, USA nie są zadowolone z sytuacji, ale obecnie nie chcą konfrontacji z Rosją i liczą, że inne państwa zainteresowane Europą Środkowowschodnią (Polska, Litwa, Rumunia, Wielka Brytania) będą w tej sprawie interweniowały.
Nowa runda negocjacji w spawie Naddniestrza w formacie 5+2 (Rosja, Ukraina, USA, Mołdawia, Naddniestrze + jako aktywni obserwatorzy: Unia Europejska i OBWE) ma się odbyć w Wiedniu w dniach 12-13 września. Dzień wcześniej premier Republiki Mołdowy Vlad Filat odbywa podróż do Moskwy…

Źródło: gzt.md

Za: Portal Arkana (08-09-2012)
http://www.portal.arcana.pl/Niemcy-i-ro ... ,3228.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /