Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 18 wrz 2014, 19:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Rośnie amerykańska podejrzliwość wobec Niemiec

Nie ulega wątpliwości, że nawet tak spolegliwy wobec Rosji prezydent jak Barack Obama musi z rosnącą podejrzliwością przyglądać się coraz cieplejszym relacjom między Berlinem a Moskwą – mówi dla portalu PCh24.pl prof. Roman Kochnowski, politolog i niemcoznawca.

Niemieckie władze w ostatnim czasie dokonały zatrzymań osób oskarżanych o szpiegostwo na rzecz Amerykanów. Mamy do czynienia z kryzysem w relacjach między Waszyngtonem a Berlinem?

Kryzysem bym tego nie nazwał. Amerykanie są ojcami współczesnej niemieckiej demokracji, bez ich pomocy, bez promocji amerykańskiego stylu życia w Niemczech, bońska – dziś berlińska – demokracja nigdy by nie zaistniała w tej formie. Wystarczy przypomnieć sobie o roli, jaką w tym procesie odegrał Plan Marshalla. Amerykanie nadal posiadają interesy w Europie, utrzymują w Niemczech bazy militarne. Nie ulega też wątpliwości, że nawet tak spolegliwy wobec Rosji prezydent jak Barack Obama musi z rosnącą podejrzliwością przyglądać się coraz cieplejszym relacjom między Berlinem a Moskwą.

Tę nieufność można zrozumieć. Dwóch czołowych niemieckich przywódców, w tym nawet osoba o tak pięknej przeszłości jak pastor Joachim Gauck, pochodzi z NRD, a to w odczuciu amerykańskim zmusza do zachowania rozwagi. Realizowana jest zasada, zgodnie z którą dobrze jest ufać, ale kontrolować jeszcze lepiej.

W jaki sposób sytuację zmienił kryzys na Ukrainie?

Warto tu wskazać na dwa czynniki. Po pierwsze, na tolerancję wielu niemieckich polityków wobec – oględnie mówiąc – mało europejskiej polityki Władimira Putina. To rozzuchwala Moskwę i wzmacnia przekonanie, że do nałożenia poważnych sankcji na Federację Rosyjską nie dojdzie. Nie może się to podobać Amerykanom.

Zestrzelenie malezyjskiego samolotu na terenie Ukrainy i doniesienia o "szacunku", z jakim rosyjscy separatyści podchodzą do ciał ofiar katastrofy, powinny wstrząsnąć każdym demokratycznym krajem w Europie. Tymczasem kanclerz Angela Merkel podkreśla, że wobec dialogu z Putinem nie ma alternatywy. Warto postawić pytanie: co musi się stać, by ta alternatywa się pojawiła? Zbombardowanie Kijowa? Wkroczenie Rosjan do państw nadbałtyckich?

Amerykańscy komentatorzy tłumaczą własne szpiegostwo w Niemczech aktywnością rosyjskiego wywiadu w tym kraju.

Jeszcze z czasów tzw. zimnej wojny mógł się w Niemczech zachować pewien „układ”. Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego Niemieckiej Republiki Demokratycznej (MfS) oraz jego zbrojne ramię (STASI) miały bardzo długie ręce, sięgające także Republiki Federalnej. Nie wiadomo, ilu uśpionych agentów w RFN zostało wskazanych Rosjanom. Nie miejmy złudzeń; spora część archiwów STASI mogła zostać wywieziona do Moskwy na długo przed zjednoczeniem Niemiec. W tej sytuacji zagrożenie rosyjską infiltracją jest bardzo duże. To także wzmacnia amerykańską nieufność.

Część dawnych agentów NRD została przejęta przez Federalną Służbę Wywiadowczą. Trudno jednak określić skalę zagrożenia podwójną agenturą. Współpracownicy STASI, którzy nie zostali przejęci po zjednoczeniu, niebezpieczeństwo to jeszcze zwiększają.

Tymczasem polskie ministerstwo spraw zagranicznych w sprawie Ukrainy mówi głosem Berlina i Paryża.

Nie tylko w tej kwestii. Niektórzy krajowi politycy przymierzają się europejskich posad i stąd taka daleko idąca spolegliwość wobec głównych graczy na unijnej scenie.

Nie zmieniła tego kompromitacja Radosława Sikorskiego i innych polityków PO na skutek nagrań ujawnionych przez „Wprost”?

Mam wrażenie, że rządy owych głównych europejskich graczy nie nagłaśniają sprawy z wiadomych względów. Gdyby informacjom tym nadano rozgłos w Paryżu i w Berlinie, utrudniałoby to i tak już niełatwe położenie polskiego gabinetu. W kontekście ewentualnych wcześniejszych wyborów takie opinie mogłyby obecnemu rządowi zaszkodzić, tym bardziej, że spora część elektoratu w swoich decyzjach kieruje się także ocenami pochodzącymi z Zachodu. Aby w pełni zrozumieć opublikowane rozmowy trzeba też rozumieć ich kontekst. Dla polityków europejskich nie jest to tak oczywiste jak dla nas. Gładkie wyjaśnienia, zwłaszcza w wydaniu ministra Sikorskiego, zostały wzięte w europejskich stolicach za dobrą monetę. Nie ulega też wątpliwości, że niektóre kręgi polityczne robią w tym przypadku dobrą minę do złej gry. Innej możliwości nie mają, bowiem każdy inny, prawicowy rząd w Polsce byłby dla nich o wiele trudniejszym partnerem.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Ziomber

http://www.pch24.pl/rosnie-amerykanska- ... 020,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 09 gru 2015, 13:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.rynek-kolejowy.pl/60495/wroc ... ingrad.htm

Wróci połączenie Berlin – Kaliningrad?
Data dodania: 2015-12-07 09:05:54

Koleje Rosyjskie chcą wznowić ruch na polsko-rosyjskim przejściu granicznym Braniewo – Mamonowo. Miałby tamtędy kursować weekendowy pociąg turystyczny Berlin – Kaliningrad. Przedsiębiorstwo chce, by pociąg wyruszył w trasę już w wakacje przyszłego roku. W jednym z wariantów rozważana jest obsługa międzynarodowego połączenia... trakcją parową.

Obrazek

Koleje Rosyjskie rozważają przywrócenie do rozkładu jazdy zawieszonego przed kilkoma laty bezpośredniego połączenia Berlina z Kaliningradem przez Polskę. Pociąg miałby ruszyć po raz pierwszy już latem przyszłego roku. W porównaniu z funkcjonowaniem grupy wagonów bezpośrednich włączanych do pociągu Gdynia – Kaliningrad znacząco zmienić miałby się natomiast format obsługi międzynarodowej trasy.

Jak czytamy w komunikacie prasowym Kolei Rosyjskich (Rosijskije Żeleznyje Dorogi, RŻD), oferta przygotowywana jest we współpracy z niemiecką agencją turystyczną Comundus Reisen und Events GmbH i ma być skierowana do chcących zwiedzić Obwód Kaliningradzki turystycznie, a nie np. do podróżujących tam regularnie.

Wycieczkowe pociągi miałyby jednak docierać do Kaliningradu cyklicznie. – Praktyka organizowania takich połączeń jest już wypracowana, przez ostatnich 10 lat uruchomionych było 40 takich składów. Chcielibyśmy jednak uruchamiać je regularnie – mówił Władimir Kaliagin, pierwszy zastępca dyrektora generalnego Federalnej Spółki Pasażerskiej (Federalnaja Passażyrskaja Kompania, FPK). Pociągi miałyby kursować w weekendy.

Przez Braniewo... parowozem?

– Rozważamy też możliwość uruchomienia pociągu „Ekspres Przyjaźni” z Niemiec do Kaliningradu przez Polskę obsługiwanego trakcją parową – informuje Władimir Kaliagin. – W ciągu miesiąca omówimy wszystkie formalności i będziemy gotowi do rozpoczęcia sprzedaży biletów tak w Niemczech, jak i w całej Unii Europejskiej – zapowiedział.

Jak informują RŻD, w kwietniu przyszłego roku miałyby odbyć się pierwsze jazdy próbne, a w wakacje zainaugurowane miałyby być przewozy regularne. Na razie nie wiadomo jednak, kto mógłby zostać przewoźnikiem po stronie polskiej. – W najbliższej siatce połączeń nie znajdzie się takie połączenie – twierdzi bowiem biuro prasowe PKP Intercity, przewoźnika, który obsługuje na polskim odcinku trasy inne komercyjne połączenia Kolei Rosyjskich.

Rosyjskie składy z niemieckimi restauracjami dla europejskich kibiców

RŻD informują też, że przygotowują się do uruchomienia szeregu dodatkowych pociągów z Europy, które obsłużyłyby wzmożony ruch turystyczny w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej w 2018 roku. – Strony [RŻD, FPK i niemieckie Comundus Reisen und Events] wyraziły życzenie, by europejscy kibice podróżowali do Jekaterynburga, Kazania i Sarańska specjalnymi pociągami zestawianymi przez FPK. Przy tym niemiecka spółka chce zachować prawo do włączania do składów wagonu restauracyjnego – czytamy w listopadowym komunikacie RŻD.

(źródło: Kasper Fiszer, Rynek Kolejowy)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 14 lis 2016, 14:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Cios w samo serce rosyjskiego projektu

Przypomnijmy, że na początku września 2015 roku podczas Wschodniego Forum Ekonomicznego we Władywostoku Gazprom podpisał już umowę na budowę Nord Stream 2 aż z pięcioma zachodnimi koncernami.

Do wcześniejszych trzech, które podpisały czerwcowy list intencyjny z Rosjanami, niemieckiego koncernu E.ON, austriackiego koncernu paliwowego OMV i brytyjsko-holenderskiego koncernu Shell, dołączyły niemiecki BASF i francuski Engie, a w wyniku realizacji umowy miała powstać spółka zajmująca się budową i późniejszą eksploatacją gazociągu, w której – tak jak to rosyjska firma od zawsze praktykuje – będzie miała 51% udziałów, a pozostali udziałowcy pakiety mniejszościowe sumujące się do 49%.

Dwie nowe nitki wspomnianego gazociągu miały mieć przepustowość wynoszącą 55 mld m3 gazu i miały powstać do końca 2020, co oznaczało, że czterema nitkami Gazociągu Północnego Rosja będzie zdolna wyeksportować 110 mld m3.

Przy pomocy tak rozbudowanego gazociągu Nord Stream (składającego się aż z czterech „nitek”) do krajów Europy Zachodniej miało być realizowane ponad 2/3 rosyjskiego eksportu gazu ziemnego.

Ale w połowie sierpnia tego roku polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ze zmienionym kierownictwem przez rząd Beaty Szydło zadał ciężki cios rosyjsko-niemieckiej inwestycji Nord Stream 2, stwierdzając, że koncentracja dostaw gazu tym gazociągiem zagrozi konkurencji na rynku gazu w Polsce i w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Potencjalnym udziałowcom spółki, która miała budować gazociąg (Gazpromowi, firmom niemieckim i firmom z kilku innych krajów Europy Zachodniej), nie udało się przekonać UOKiK, że takiego zagrożenia nie będzie, i zdecydowały się wycofać wniosek, ale to oznacza, że Rosjanie będą musieli budować samodzielnie dwie kolejne rury Nord Stream.

Gazprom i jego zachodni partnerzy nie musieli składać tego wniosku do UOKiK, ale zdecydowali się to zrobić, chcąc wytrącić argumenty wszystkim protestującym w tej sprawie, pokazując, że skoro urząd badający zagrożenia dla konkurencji w kraju, w którym Gazprom jest wiodącym dostawcą gazu (czyli w Polsce), nie widzi zagrożeń pod tym względem, to i zastrzeżenia innych krajów (w sumie dziewięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej) są wydumane.

Po tej decyzji Rosjanie i pozostali uczestnicy konsorcjum znaleźli się w trudnym położeniu, zwłaszcza że także na Zachodzie jest coraz więcej oporu wobec tej inwestycji (np. bardzo intensywnie sprzeciwiają się jej Włochy, chcący budować własny hub gazowy w oparciu o gaz z krajów Bliskiego Wschodu, czy też USA, które chcą sprzedawać Europie skroplony gaz pochodzący z łupków).

Teraz po decyzji polskiego UKOiK Rosjanie oficjalnie zawiadomili uczestników konsorcjum, że musi być ono rozwiązane, ale potwierdzają, że ciągle są gotowi realizować to przedsięwzięcie.

Podstawowy problem, jaki teraz muszą pokonać, to stworzenie od początku konstrukcji sfinansowania projektu, ponieważ sami nie są w stanie unieść ciężaru kosztów tej inwestycji.

Może się także okazać, że po tej decyzji Rosjanie będą realizować swoje cele zwiększenia sprzedaży gazu na Zachodzie w inny sposób.

Już uzyskali zgodę Komisji Europejskiej na zwiększenie przepływu rosyjskiego gazu gazociągiem Opal biegnącym wzdłuż wschodniej granicy Niemiec z dotychczasowych 50% aż 80%, co zwiększy znacząco wykorzystanie gazociągu Nord Stream 1 (do tej pory był wykorzystywany tylko w 50%).

Mimo tych prób obejścia przez Rosjan prawa europejskiego okazuje się, że decyzja UOKiK była ciosem w samo serce rosyjskiego projektu.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... jektu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 07 lut 2017, 08:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Oś Berlin – Paryż jest póki co niezmienna

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Reforma Unii Europejskiej, kwestie bezpieczeństwa i stosunki bilateralne to główne tematy wizyty kanclerz Merkel w Polsce. Czy obok Niemiec również Polska może nadawać ton dyskusji na temat zmian wewnątrz Unii?
– Przede wszystkim powinniśmy się poruszać w wymiarze rzeczywistym, a więc w wymiarze faktów i konkretów, a nie w świecie matrixa. Natomiast fakty są takie, że Polska bez wątpienia jest wielkim, ważnym krajem Unii Europejskiej, ale niestety z zerowym wpływem na to, co się dzieje w Unii. Oś Berlin – Paryż jest póki co niezmienna, niezatapialna i nikt nie jest w stanie tego podważyć.

Kanclerz Merkel ostatnio mówiła o powrocie do koncepcji Europy dwóch prędkości, czemu przeciwna jest Polska. Czy to dobra odpowiedź na wyzwania, przed jakimi dzisiaj stoi UE?
– Niemcy, Francja, Belgia, Holandia i Luksemburg rzeczywiście chcą nadal kreować politykę europejską, ale jest to jedna z koncepcji. Te państwa mają na celu realizację swoich interesów i trzeba się liczyć z tym, że będą forsować swoje koncepcje. Natomiast my powinniśmy przestać żywić się mrzonkami, a przejść do realnej rzeczywistości. Jutrzejsza wizyta kanclerz Angeli Merkel w Warszawie jest okazją do tego, żeby pokazać, iż w Polsce jest spokój, że nie ma mowy o tym, co insynuują zagraniczne media inspirowane przez polityków tzw. totalnej opozycji. I chyba nie będzie lepszej okazji, aby pokazać i przekonać kanclerz Niemiec, jak to wygląda. Czas najwyższy, aby zmieniła się retoryka i postrzeganie Polski, która jest krajem przewidywalnym.

Oprócz spotkań z prezydentem Dudą, premier Szydło, kanclerz Merkel zaprosiła na rozmowy na temat wewnętrznych spraw Polski do ambasady Niemiec przedstawicieli opozycji. Czemu to ma służyć?
– Spotkania z liderami opozycji są wpisane w pewien, nazwijmy to, kalendarz tego typu wizyt. Z całą pewnością nie chciałbym traktować tej wizyty jako formy, dajmy na to, rozgrzeszania nas, bo nie ma takiej potrzeby. Ważne jest, żebyśmy po tej wizycie mogli sobie spojrzeć w oczy i mieć do siebie szacunek. Oczekuję od premier Beaty Szydło, ale też od całej polskiej klasy politycznej, że zachowają się przyzwoicie i godnie, bo tego wymaga polska racja stanu. Oczekuję od polityków, że nie będzie budowania czy podtrzymywania nastrojów wojny polsko-polskiej. Pytanie tylko, czy nie będziemy mieli do czynienia z próbą złamania tej dobrej zasady, że o sprawach Polski na gruncie międzynarodowym mówimy jednym głosem.

Czy Paweł Kukiz otrzymał zaproszenie na spotkanie z kanclerz Merkel i czy weźmie w nim udział?
– Póki co nic mi na ten temat nie wiadomo. Dzisiaj i jutro mamy wyjazdowe spotkanie Klubu Parlamentarnego, więc z całą pewnością ten temat będzie także poruszany. Tak czy inaczej należy tu zachować pewną miarę rzeczy i pamiętać, że za politykę odpowiada rząd, który ma odpowiedni aparat w postaci Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz całej administracji i nie może być mowy o tym, że nagle w tych kwestiach powstaje dwugłos czy nawet dwuwładza. Oczywiście wiem, że w Platformie jest tzw. gabinet cieni, ale nie życzyłbym sobie, żeby nagle ten gabinet cieni stał się uzurpatorem fatycznego MSZ.

Kanclerz Merkel, zważając na zbliżające się wybory w Niemczech i swoją niezbyt pewną pozycję, nie przyjeżdża do Polski niejako po prośbie?
– Przed nami rok wyborczy i kanclerz Merkel ma przy okazji tej wizyty parę spraw do załatwienia, i to zarówno tych z gruntu rodzimego niemieckiego, jak i europejskiego. Sądzę, że trzeba będzie to wykorzystać.

Co może nam zaproponować Angela Merkel, ewentualnie co możemy ugrać dla siebie i czy można wierzyć w szczerość intencji kanclerz Niemiec?
– Wyznaję zasadę, że osoba, która mnie odwiedza w domu, kieruje się szczerymi intencjami i nie przychodzi mnie złupić, ale przychodzi w gości na kawę, herbatę czy na obiad. Ufam też, że kanclerz Merkel przyjeżdża do Polski zobaczyć, jak nasz kraj wygląda z bliska po wyborach w 2015 r. Nie chciałbym jednak, aby spotkania z politykami czy dziennikarzami zamieniły się w tłumaczenie Polski. Polska nie ma się z czego tłumaczyć, a tym bardziej za co przepraszać. Natomiast ta wizyta – jak sądzę – będzie okazją, żeby usiąść przy wspólnym stole i porozmawiać na temat problemów i przyszłości Unii Europejskiej, zwłaszcza w obliczu Brexitu, który jest „dzieckiem” nieudolnej polityki administracji brukselskiej i generalnie wielką wpadką, podobnie jak kryzys migracyjny. Oczywiście unijni decydenci najchętniej szukaliby winnych na zewnątrz i najlepiej złożyliby to na karb Polaków, ale to nie przejdzie. I na pytania dotyczące tych kwestii politycy unijni i kanclerz Merkel muszą sobie sami odpowiedzieć. Natomiast my nie możemy sobie pozwolić na przylepienie nam łaty za niepopełnione winy.

Czy proponowane po Brexicie różne ścieżki integracji lub zacieśnionej współpracy są w stanie zachować spoistość UE i czy nie będą przysłowiowym gwoździem do trumny dla Unii przynajmniej w jej obecnej postaci?
– Administracja unijna musi sobie wziąć do ręki lusterko i powiedzieć, że np. wiele państw strefy euro nigdy nie powinno się tam znaleźć, co więcej, już dawno te kraje powinny ogłosić bankructwo, czego Grecja jest najlepszym przykładem. Tyle tylko, że do tego nie dochodzi ze względów partykularnych, mam tu na myśli interesy banków i finansjery niemieckiej. Podobna do Grecji jest ekonomiczna kondycja Hiszpanii czy Włoch. Mówię o tym, żeby pokazać, że poprawność polityczna w Europie często się przydaje nieudolnym politykom brukselskim, które próbują zrzucić odpowiedzialność za własne błędy na kraje niepokorne, które się im stawiają. W tym względzie warto wyraźnie wyartykułować, że Polska nie jest żadnym strasznym ludem i nikt w Polsce nie pozwoli, żeby straszyć Polakami Europę i nas poniżać. Chciałbym, żeby politycy brukselscy zaczęli mówić otwartym tekstem, jak wyglądają fakty, a nie jak chcieliby, żeby to wyglądało, bo to są dwie różne sprawy. To jak chcą czy chciałyby elity brukselskie, to my już dobrze wiemy, natomiast ciągle brakuje mi zdecydowanego zdania, a właściwie przyznania, że polityka wobec tzw. uchodźców była błędem, że porażką była też polityka wobec Wielkiej Brytanii, jak również, że błędem była polityka zaogniania relacji na linii stare i nowe państwa UE. Nad tym nie można i nie wolno przejść do porządku dziennego, bo to są związki przyczynowo-skutkowe, o których trzeba mówić. To, co mnie przeraża, to również to, iż w UE, ale dotyczy to również Stanów Zjednoczonych, mówi się o błędach, ale niestety nie mówi się, a tym bardziej nie wyciąga się wniosków z popełnianych błędów.

Chyba poza wyborcami w poszczególnych krajach, którzy oddają władzę w ręce partii prawicowych…
– Owszem, ta słynna elita brukselska w poszczególnych państwach przegrywa wszystkie wybory, natomiast wygrywają partie opozycyjne. Ale to nie jest przypadek, to się z czegoś bierze. To wynika z postawy wspomnianych elit, z ich arogancji, nonszalancji i pychy. Najwyższy czas, żeby sami zaczęli o tym mówić i bić się we własne piersi, a nie obarczać winą za swoje decyzje choćby takie państwa jak Polska.

Wracając jednak do wizyty kanclerz Niemiec i jej spotkania z władzami Polski i opozycją. Czyją retorykę może przyjąć Angela Merkel: czy władz, którym niekoniecznie była chętna, czy może tzw. totalnej opozycji, która nie może się odnaleźć po przegranej w wyborach i skarży się na obecny rząd?
– Kanclerz Merkel jest doświadczonym politykiem na arenie międzynarodowej i zapewne też nie chciałaby, aby ktoś budował obraz Niemiec, posiłkując się oceną niszowych ugrupowań pozaparlamentarnych, jak KOD w Polsce, czy nieżyczliwych jej ugrupowań lub środowisk politycznych. Po to jest demokratycznie wybrany rząd w każdym kraju, żeby reprezentował interesy państwa na arenie międzynarodowej. Żaden szanujący się kraj nie będzie słuchał, a tym bardziej opierał swoich relacji z innym państwem na opinii środowisk często podpuszczanych przez liderów i zawiedzionych polityków opozycji, których społeczeństwo w wyborach odspawało od koryta. Są pewne proporcje, które należy zachować.

Z całą pewnością podczas wizyty Angeli Merkel zostanie poruszony temat reelekcji Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Czy polityk, który idzie na czołówkę z prezydentem Stanów Zjednoczonych i de facto działa wbrew interesom Europy, może uzyskać poparcie polskiego rządu?
– Ostatnie dwa i pół roku, czy się to Donaldowi Tuskowi podoba, czy nie, to są jego rachunki krzywd. On jest odpowiedzialny za wszystkie działania, których konsekwencje znamy. Donald Tusk jest politykiem nieskutecznym. My to dobrze znamy z Polski, a Europa mogła się o tym przekonać na własne oczy. Dziwię się tylko, z jaką lekkością przewodniczący Tusk podchodzi do Stanów Zjednoczonych. To nie jest jakiś mało znaczący kraj, ale tu chodzi o światowe mocarstwo, o czołowe państwo Sojuszu Północnoatlantyckiego, i takie stawianie sprawy oraz krytyka – zresztą nieuzasadniona i nieuprawniona – są czymś nieodpowiedzialnym. Widać Donald Tusk nie rozumie, że zmienił się układ w Stanach Zjednoczonych. Każdy naród ma prawo wybrać sobie takiego prezydenta, jakiego uważa za stosowne. Amerykanie nie są społeczeństwem nieświadomym, wprost przeciwnie, i ich wybór należy uszanować. UE nic do tego. Świadectwo Donalda Tuska jest bardzo słabe i ocena jego działalności jest na dwóję.

Akurat w tym chyba znacząco nie odbiega od pozostałych unijnych dygnitarzy, którzy grają w marnej lidze…?
– Zgadza się, ale tak jak wspomniałem, błędy popełniają ci unijni dygnitarze jak Tusk, Juncker czy były już na szczęście przewodniczący Parlamentu Europejskiego Schulz, ale wina i konsekwencje spadają nie na nich, ale na wszystkich członków Unii. Organy decyzyjne nic nie robią bądź w swoich działaniach są nieudolne i nieskuteczne tak jak Donald Tusk, który na dodatek z podniesionym czołem usiłuje wmówić wszystkim dookoła, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, co więcej, jest z siebie zadowolony i dumny. To pokazuje, że ten cały system jest chory, bo albo wobec nieudolnych, winnych zaniedbań polityków są wyciągane konsekwencje, albo wszystko jest oparte o tzw. poprawność polityczną.

Ma Pan jakieś wątpliwości…?
– No nie mam! Przypomnę tylko, że kiedy Donald Tusk wyjeżdżał do Brukseli, to podkreślał, że będzie tam politykiem europejskim, nie polskim, i żeby od niego nie wymagać, aby działał w sprawach czy na rzecz polskich spraw. Kiedy jednak po wyborach w 2015 r. zmienił się układ sił w parlamencie i zaczął rządzić rząd Prawa i Sprawiedliwości, Tusk nagle otrzeźwiał i przypomniał sobie o Polsce. To znaczy, zaczął sobie uświadamiać, że po zakończeniu kariery na unijnych salonach nie bardzo będzie miał gdzie, a właściwie do czego wrócić. I tu widać niekonsekwencję Donalda Tuska.

Może tak jak prorokowała jego żona: jeden Donald w polityce wystarczy aż nadto…
– Może faktycznie należy z tego wyciągnąć wnioski. Tak czy inaczej chyba za bardzo przeceniamy swoją rolę jako państwa w tym, czy Donald Tusk będzie, czy nie będzie przewodniczącym Rady Europejskiej na drugą kadencję. Panie redaktorze – proszę się nie łudzić, bo my naprawdę nie mamy na taką czy inną decyzję żadnego wpływu, bo ta decyzja z całą pewnością nie zapadnie w Warszawie. To tzw. elity brukselskie wybierają sobie klakiera i ostatecznie to one zdecydują, czy Tusk będzie im dalej na rękę, czy też nie. Donald Tusk jest drugim tzw. prezydentem Europy i trzeba powiedzieć, że ani pierwszy, czyli Herman Van Rompuy nie był lotny, ani drugi też nie jest. Dwa nieloty, cóż zrobić!

Czy Tusk jest w stanie przekonać polski rząd do swojej kandydatury?
– Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Poza tym czegóż możemy się spodziewać po Donaldzie Tusku w UE…? Niczego dobrego. Podobnie jak po części eurodeputowanych, zwłaszcza Platformy, którzy tylko z nazwy są polskimi posłami, a swoim głosem występują przeciwko Polsce. Tłumaczą się zresztą, że w tych swoich wystąpieniach nie reprezentują Polski, ale UE. Skoro ci ludzie tak szybko zapomnieli o Polsce, to czym czy kim się przejmować? Widać taka uroda, taka nowa tradycja w wydaniu tej klasy politycznej.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ienna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 24 lut 2017, 11:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=28510

Rosja: Alternatywa dla Niemiec z Żyrinowskim
23 lutego 2017 12:30

20 lutego Frauke Petry, przewodnicząca Alternatywy dla Niemiec, na zaproszenie władz regionalnych odwiedziła Moskwę. Przeprowadziła rozmowy z przewodniczącym Dumy Państwowej Wiaczesławem Wołodinem oraz jego zastępcą Piotrem Tołstojem. Rozmawiała również z innym wiceprzewodniczącym Dumy – Władimirem Żyrinowskim, przywódcą Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji.
Jak zwróciły uwagę media, Alternatywa dla Niemiec sukcesywnie rozbudowuje kontakty na kierunku rosyjskim. Od lipca 2016 r. młodzieżówka AfD – Młoda Alternatywa – współpracuje z młodzieżówką partii Jedna Rosja.

(Na podstawie PAP opracował A.D.)



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 31 sie 2018, 18:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Trójmorze, to poważne zagrożenie dla niemiecko - rosyjskich interesów, dlatego Niemcy zostały oddelegowane do pacyfikacji Trójmorza. A polska wyciągnięta w geście powitania ręka to niestety strzał w pięte, tej wielkiej inicjatywy państw Europy Środkowej. Oby to jednak był tylko blef polskich dyplomatów. Niemcy już nie raz pokazały światu co potrafią i do czego są zdolne, dlatego czas najwyższy odizolować to państwo od reszty Europy, bo tam zawsze wykwita coś niedobrego, a wręcz bestialskiego dla innych państw i narodów.

Nowe rozdanie w dyplomacji. Proniemiecki zwrot Warszawy?

Środkowoeuropejska inicjatywa położonych między Rosją a Niemcami państw pragnących wspólnie dbać o niezależność od potężnych sąsiadów z udziałem… Berlina? To najnowszy pomysły dyplomatów Bundesrepubliki, któremu nieoczekiwanie przyklasnęła „dobra zmiana”.

Szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski poinformował, że Warszawa wsparła wniosek Berlina o udział RFN w pracach inicjatywy Trójmorza. Niemcy chcą być krajem partnerskim Międzymorza i – jeśli inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej wyrażą zgodę – być może już we wrześniu wezmą udział w szczycie państw regionu.

Słowem: nasi dyplomaci wyrazili zgodę, by w mającej wyzwalać od bezalternatywności wyboru między Rosją i Niemcami inicjatywie uczestniczyli… Niemcy. W ten sposób politycy „dobrej zmiany” rozbroili bombę, jaką dla niemieckich i rosyjskich interesów oznaczałoby zacieśnienie współpracy krajów Trójmorza.

Politycy PiS zaprzeczyli tą decyzją całej swojej dotychczasowej działalności i retoryce. Wszak Międzymorze (rozwinięcie współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej) miało stanowić alternatywę dla proimigranckiej i coraz bardziej zdegenerowanej „starej” Unii oraz agresywnej i nieprzewidywalnej Rosji. Projektowi patronować miał – przynajmniej teoretycznie – prezydent USA Donald Trump.

Wolta Polski – niezależnie czy na udział Niemiec w Międzymorzu zgodzą się inne kraje – jawi się więc jako dyplomatyczny przewrót, zmiana frontu z proamerykańskiego na proniemiecki. I to w chwili, krytykowanej również przez Stany Zjednoczone, intensyfikacji niemiecko-rosyjskiego projektu Nord Stream 2. W chwili, gdy szef dyplomacji RFN socjalista Heiko Maas wezwał kraje europejskie do ustanowienia niezależnych kanałów płatniczych służących ominięciu antyirańskich sankcji USA (od pomysłu na razie odcięła się kanclerz Merkel).

Jeśli rozbicie inicjatywy Trójmorza stanowi cenę za rezygnację Berlina z energetycznej inwestycji, to warto byłoby poinformować o tym opinię publiczną, karmioną od kilku lat perspektywą ścisłej współpracy Polski z krajami Europy Środkowej. Nie z Niemcami, ale przeciwko niemieckim i rosyjskim planom i interesom.

Zgoda na udział Niemiec w Międzymorzu (jeśli zostanie wyrażona także przez innych) oznacza realizację jednego z dwóch scenariuszy: całkowitego storpedowania inicjatywy lub podporządkowania krajów regionu Berlinowi. Pierwszym może okazać się zamienienie Trójmorza w zupełnie bezproduktywny klub dyskusyjny – wszak nikt nie będzie grał w otwarte karty pod okiem Niemców, aby nie podpaść państwu niezwykle zamożnemu i ekonomicznie wpływowemu, głównemu partnerowi handlowemu niejednego kraju Europy Środkowej. Jeśli jednak zaangażowanie Berlina nie zahamuje Trójmorza, to cała inicjatywa rychło przekształci się – za sprawą ekonomicznej i politycznej siły Niemiec – w znany od dekad i ciągle czekający na realizację projekt Mitteleuropy.

Historycznie Mitteleuropa polegać miała na korzystnym dla Niemiec ułożeniu ładu w Europie Środkowej i Wschodniej po I wojnie światowej – aby wszystkie podporządkowane centrali w Berlinie twory państwowe w pierwszej kolejności dbały o interes protektora. W owej układance znalazło się i miejsce dla Polski, a do pewnego momentu politykę oparcia się w walce narodowowyzwoleńczej o państwa centralne (którym przewodzili Niemcy) prowadził moralny mentor „dobrej zmiany” – Józef Piłsudski. Czas pokaże, czy w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – a więc i w setną rocznicę upadku II Rzeszy, a wraz z nią owej koncepcji – czeka nas wznowienie projektu.

Przewrót w polskiej polityce zagranicznej doczekał się już wyjaśnienia, aby wszyscy zaangażowani w „dobrą zmianę” – od polityków, przez dziennikarzy, po fanatycznych wyznawców – wiedzieli, skąd wieje wiatr. Tłumaczenia podjął się na portalu wPolityce.pl sam Jacek Karnowski – jeden z ważniejszych medialnych przyjaciół ekipy rządowej. Skorzystał przy tym ze starego, sprawdzonego orwellowskiego dwójmyślenia.

Już sam tytuł jego tekstu mówi za siebie: „Donald Tusk hurtowo zbierał niemieckie ordery, ale to dobra zmiana doczekała się prawdziwego uznania ze strony Berlina”. Wiele lat i dziesiątki tekstów atakujących ekipę PO-PSL za nieskrywany serwilizm względem Niemiec to nie problem, by cieszyć się z „prawdziwego uznania ze strony Berlina”. Krytykowanie, a nawet (uzasadnione) wykpiwanie faktu, że poprzednia ekipa i jej media entuzjastycznie przyjmowały „klepanie po ramieniu” przez Zachód, nie stanowi dla publicysty przeszkody, by dziś… cieszyć się z tego samego.

Wrogiem dla mediów „dobrej zmiany” byli jednak nie tylko proniemieccy politycy PO, ale i sami Niemcy – po wyborach z roku 2015 dziennikarze nie raz podkreślali złowrogi charakter polityki Berlina i złe intencje potężnych sąsiadów względem Polski rządzonej przez Prawo i Sprawiedliwość. Niemiec to był wróg. Ale był. Teraz, wicie, rozumicie, mamy nowe czasy. Nowa mądrość etapu.

Co ciekawe, Karnowski dostrzega zagrożenia płynące z uczestnictwa Niemiec w Trójmorzu – pisze o onieśmielaniu krajów Europy Środkowej przez udział Berlina w inicjatywie. Widzi problem, a nawet stwierdza, że być może nie było innego wyjścia, jak przyjąć niemiecką propozycję. Publicysta próbuje przedstawić jednak sytuację jako… sukces. Raduje go fakt, że Niemcy zgłosiły się do Międzymorza, a więc uznają projekt za wartościowy lub niekorzystny dla swojego interesu. Czołowy dziennikarz „dobrej zmiany” nie uważa jednak za stosowne skrytykować faktu, że politycy PiS zgodzili się na to, by Niemcy – jak sam pisze – pilnowali co się dzieje, a więc de facto patrzyli nam na ręce!

Przyczyny geopolitycznej wolty – i idącej za nią niespójnej w szerszej perspektywie retoryki dziennikarzy – są, bez przedstawienia narodowi jasnych wyjaśnień, trudne do pojęcia. Sam Karnowski w swoim tekście deklaruje, że mało wie o kulisach „oferty”. Dlatego też dziś ciężko zrozumieć odejście od typowego dla polityków PiS bezrefleksyjnie proamerykańskiego nastawienia i zwrócenie się w stronę Berlina. Niezależnie jednak od motywów takiego działania, coraz aktualniejsza staje się refleksja obecna w polskiej publicystyce od czasu zmiany na urzędzie premiera Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego: Polacy wybrali PiS, a mają PO. Czy będą mieli też Mitteleuropę?


Michał Wałach

https://www.pch24.pl/nowe-rozdanie-w-dy ... 495,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 03 wrz 2018, 18:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Niemcy w Trójmorzu? Nie przeszkodzili w budowie, to rozbiją od wewnątrz

Warto przypomnieć, czym jest projekt Trójmorza, i jakie skutki przyniosłaby jego realizacja. Godziłaby ona w trzy żywotne interesy Niemiec. Po pierwsze: podważałaby i to być może w sposób trwały niemiecką hegemonię w Europie. Po drugie: blokowałaby program budowy IV Rzeszy, w który Niemcy już tyle zainwestowały. Po trzecie wreszcie: stwarzałaby krajom Europy Środkowo-Wschodniej szansę uwolnienia się od ograniczeń narzuconym im przez niemiecki projekt Mitteleuropa – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl Stanisław Michalkiewicz.

Czym jest obecnie Unia Europejska?
Wyjaśniła to już dawno pani Margaret Thatcher pełniąca przez 11 lat urząd premiera Wielkiej Brytanii, czyli państwa, które nie jest kibicem czy też obserwatorem, ale konstruktorem polityki europejskiej i światowej. Niejednokrotnie podkreślała ona, że Unia Europejska to tak naprawdę pseudonim niemieckiej hegemonii w Europie. Patrząc na politykę prowadzoną przez tzw. Wspólnotę Europejską widać wyraźnie, że to określenie było i jest najbardziej odpowiednim określeniem tej organizacji.

Dlaczego?
Ponieważ Niemcy mimo że przeżywają rozmaite paroksyzmy są jednocześnie państwem poważnym i mają ambicje kierowania Europą, która ma ogromny wpływ na to, co się dzieje na świecie. Można więc powiedzieć, że ambicją Berlina jest sterowanie polityką światową.

To się objawiło już w XIX wieku, kiedy kanclerz Bismarck utworzył Cesarstwo Niemieckie pod egidą króla pruskiego, co świadczyło o narodzinach niemieckich teorii imperialnych. Dzisiaj widzimy wyraźnie, że nic w tej kwestii się nie zmieniło poza metodami realizacji.

W momencie, kiedy USA przeżywają kryzys przywództwa, co widać bardzo wyraźnie, ponieważ prezydent Trump, którego współpracownicy wykazali się wyjątkowym brakiem dyskrecji, coraz więcej energii i czasu musi poświęcać na ratowanie własnej skóry i w związku z tym nie ma głowy do tego, żeby jeszcze zajmować się Europą. Dlatego też Niemcy bardzo się zaktywizowały, o czym świadczą przynajmniej cztery kwestie.

Pierwszą jest wizyta prezydenta Putina w Berlinie oznaczająca powrót, czy też ostentacyjny zwrot Niemiec w kierunku linii nakreślonej przez kanclerza Bismarcka. Przypomnę, że chodziło o realizację „starego jak świat” planu, w którym to Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, czyli de facto „nawrócenia się” na linię kanclerza Bismarcka i powrót do strategicznego partnerstwo niemiecko-rosyjskie, które to zacieśniło się pod wpływem krytyki ze strony Stanów Zjednoczonych.

Drugą jest wypowiedź francuskiego prezydenta Macrona, który kilka dni temu stwierdził, że Europa powinna oprzeć swoje bezpieczeństwo na własnych siłach, co było jednoznaczną krytyką NATO i zadeklarowaniem, że Pakt Północnoatlantycki jest bezużyteczny. W tej sytuacji pozostaje nam tylko czekać na powrót i „drugie życie” sprawy europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, co oznaczałoby ostateczne wyprowadzenie Bundeswehry spoza amerykańskiej kurateli.

Trzecia sprawa to niemiecki wniosek o dopuszczenie Berlina na wrześniową konferencję państw Trójmorza w charakterze partnera. Widać wyraźnie, że Niemcy potraktowały projekt Trójmorza niezwykle poważnie i chcą trzymać „rękę na pulsie”, żeby w odpowiednim momencie rozsadzać go od wewnątrz.

Wreszcie czwarta sprawa, to prowadzenie i inspirowanie w Polsce politycznej wojny, która w tej chwili wkracza w fazę anarchizacji państwa, co ma doprowadzić w naszym nieszczęśliwym kraju do politycznego przesilenia.

Dlaczego żaden z europejskich dygnitarzy nie interweniuje i nie próbuję przeciwdziałać niemieckiej hegemonii?
Odpowiedź jest bardzo prosta: wszystkie kraje UE siedzą w niemieckiej kieszeni. Niemcy są płatnikiem netto UE i razem z Francją mają decydujący głos w sprawie brukselskiego budżetu. Przywołany już przeze mnie prezydent Macron powiedział wprost, że Polska i Węgry nie będą brane pod uwagę przy układaniu budżetu na lata 2020-2027. Czymże to było, jeśli nie jasną sugestią, żeby „nie podskakiwać”? Nie dziwmy się więc, że europejscy, a zwłaszcza polscy dygnitarze nie ośmielają się pisnąć nawet słowem na ten temat.

Warto również przypomnieć, że w roku 2003, kiedy to w Polsce odbyło się referendum w sprawie anschlussu do UE, to takie rozwiązanie poparły wszystkie siły polityczne, zarówno obóz „zdrady i zaprzaństwa” jak i obóz „płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm”. Jest to drugi powód tak demonstracyjnego milczenia i świadczy o jakości naszych dygnitarzy, którzy z wielu powodów, najdelikatniej mówiąc, zaniedbują polskie interesy państwowe.

Czy tutaj właśnie należy doszukiwać się zgody Polski na przystąpienie Niemiec do konferencji państw Trójmorza?
Proszę zwrócić uwagę, że niemiecki wniosek w tej sprawie poparła póki co jedynie Polska ustami prezydenta Dudy. Przypominam, że prezydent Duda w lipcu ubiegłego roku odbył 45-minutową rozmowę telefoniczną z kanclerz Merkel, po której bardzo się zaktywizował politycznie, zaczął wetować ustawy sądowe etc. Myślę, że skutki tej rozmowy trwają do dziś i to właśnie jest jeden z nich.

A może doszło do jakiego „politycznego dealu” między Polską a Niemcami, co sugerują niektórzy „niepokorni dziennikarze” sympatyzujący z obozem „dobrej zmiany”?
Nie było żadnego dealu!

Warto przypomnieć, czym jest projekt Trójmorza, i jakie skutki przyniosłaby jego realizacja. Godziłaby ona w trzy żywotne interesy Niemiec. Po pierwsze: podważałaby i to być może w sposób trwały niemiecką hegemonię w Europie. Po drugie: blokowałaby program budowy IV Rzeszy, w który Niemcy już tyle zainwestowały. Po trzecie wreszcie: stwarzałaby krajom Europy Środkowo-Wschodniej szansę uwolnienia się od ograniczeń narzuconym im przez niemiecki projekt Mitteleuropa. W związku z tym Niemcy zrobią wszystko, aby nie dopuścić do realizacji koncepcji Trójmorza, a jednym ze sposobów jest rozsadzenie go od środka. Indiańskie przysłowie mówi: „Jak nie możesz ich pokonać, to przyłącz się do nich!”.

I to właśnie robią Niemcy – z jednej strony starają się doprowadzić do przesilenia politycznego w Polsce i zainstalowania tu takiej ekipy, która wycofałaby Polskę z projektu Trójmorza, ponieważ nie ma on sensu bez udziału Warszawy. Z drugiej zaś – na wypadek gdyby pierwsza opcja nie została zrealizowana – chce jeszcze „włożyć nogę w drzwi” i rozłożyć go od środka.

Gdzie powinniśmy szukać niemieckiej niechęci dla idei państw narodowych?
W roku 2000 ówczesny kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder na spotkaniu w Gnieźnie z przywódcami państw Europy powiedział, że UE będzie zwalczała agresywne nacjonalizmy. Mniejsza o to, czym jest agresywny nacjonalizm - bo o tym decyduje Bruksela, ale bardzo prawdopodobna jest taka interpretacja tej deklaracji kanclerza Schroedera, że nacjonalizm jednego państwa, czyli Niemiec, będzie zwalczał nacjonalizm państw słabszych i głupszych i właśnie z tym mamy do czynienia.

W dodatku Niemcy w tej kwestii bardzo ściśle współpracują z Żydami, którzy sami organizują się nawet w krajach swojego osiedlenia, już nie mówiąc o Izraelu, który przyjął swoje własne „ustawy norymberskie”. Proszę zwrócić uwagę: w Polsce przez lata istniała organizacja o nazwie Unia Studentów Żydowskich. Nie studentów-liberałów, nie studentów-konserwatystów, nie studentów-socjalistów, tylko właśnie „studentów żydowskich”, ponieważ organizowała się ona na zasadzie narodowej. To samo jeśli chodzi np. o Lożę Zakonu Synów Przymierza i wiele innych organizacji.

Żydzi sami organizują się na zasadzie narodowej, żeby nie powiedzieć szowinistycznej, ale zwalczają nacjonalizmy narodów, w których się osiedlili. Niemcy widzą, że przynosi to zamierzone efekty, więc bardzo ściśle w tej sprawie z Żydami współpracują.

Dziękuję za rozmowę.
Tomasz D. Kolanek

https://www.pch24.pl/niemcy-w-trojmorzu ... 512,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /