Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 19 paź 2010, 18:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=27561

Wszystko na to wskazuje, że 10 kwietnia usunięto główną przeszkodę na rzecz stworzenia w Europie nowego systemu, w którym narody europejskie podporządkowane zostaną trzem sygnatariuszom nowego paktu Ribbentrop-Mołotow tworzącego nową oś: Paryż-Berlin-Moskwa.

Kopia artykułu:

Matrioszka bezpieczeństwa – Aleksander Ścios
Aktualizacja: 2010-10-18 8:42 pm

Od kilku dni rosyjskie media ekscytują się spotkaniem prezydentów Miedwiediewa i Sarkozego oraz kanclerz Merkel w normandzkim miasteczku Doville. Oficjalny komunikat rosyjskiego MSZ głosi, że ma dojść do „zgłębionej wymiany zdań na temat dróg rozwoju partnerstwa w kształtowaniu ogólnoeuropejskiej przestrzeni bezpieczeństwa i współpracy”. Poinformowano także, że prezydent Sarkozy zamierza przedstawić inicjatywę o wymownej nazwie „matrioszka bezpieczeństwa”.
Pomysł Sarkozy’ego jest w istocie odpowiedzią na inicjatywę Miedwiediewa z roku 2008, w której prezydent Rosji przedstawił koncepcję „uzupełnienia istniejących struktur bezpieczeństwa w Europie”. 8 października 2008 roku na konferencji w Evian Miedwiediew sprecyzował swoją ideę, przedstawiając pięć zasad, na których nowy system miałby się opierać.
Dwa pierwsze punkty dotyczą: potwierdzenia podstawowych zasad bezpieczeństwa i stosunków międzypaństwowych (poszanowanie integralności terytorialnej, suwerenności i politycznej niezależności) oraz potwierdzenia niedopuszczania użycia siły oraz groźby jej użycia. Istotę rosyjskiej propozycji stanowi trzeci punkt, zawierający zasadę równego bezpieczeństwa. Miałaby ona bazować na trzech “nie”: nie dla zapewniania swojego bezpieczeństwa kosztem bezpieczeństwa innych; nie dla działań (podejmowanych w ramach jakichkolwiek sojuszy wojskowych czy koalicji) osłabiających jedność wspólnej przestrzeni bezpieczeństwa; nie dla rozwoju sojuszy wojskowych, który działałby na niekorzyść bezpieczeństwa innych uczestników traktatu. Czwarty punkt planu obejmuje potwierdzenie, że żadne z państw czy organizacji międzynarodowych nie ma wyłącznych praw na podtrzymanie pokoju i stabilności w Europie. Ostatni, piąty punkt odnosi się do kwestii kontroli zbrojeń.
Kluczowe w tym planie pozostaje żądanie równego bezpieczeństwa dla wszystkich, co w rosyjskiej koncepcji sprowadzono praktycznie do postulatu ubezwłasnowolnienia państw europejskich. Takie kryterium oznaczałoby konieczność negocjowania z Rosją wszelkich, istotnych dla bezpieczeństwa działań, jak np. rozmieszczenie tarczy przeciwrakietowej czy rozszerzanie Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Krótkoterminowe cele Rosji związane z propozycją zawarcia nowego traktatu sprowadzają się do trwałego zablokowania procesu rozszerzenia NATO na obszar WNP. Długoterminowe – obejmują rozluźnienie więzi transatlantyckich i osłabienie politycznych wpływów USA w Europie. Ten ostatni cel wydaje się najważniejszy i o tyle prosty, że Putin doskonale rozgrywa amerykańsko – rosyjski „reset” wykorzystując słabość obecnej administracji amerykańskiej. Przeszkodą w planach Rosji mogą jednak okazać się listopadowe wybory do Senatu USA, w których zdecydowaną przewagę (jak wskazują sondaże) uzyskają Republikanie. Rosja nie ukrywa irytacji na myśl o tym, że Senat może odrzucić nowy układ START, przewidujący zmniejszenie arsenałów jądrowych Stanów Zjednoczonych i Rosji o 30 proc. Szef komisji spraw międzynarodowych Dumy Państwowej Konstantin Kosaczow wyraził wprost niezadowolenie ze skutków amerykańskich wyborów: ”Wielu będzie w zasadzie przeciwnych porozumiewaniu się z Rosją w jakiejkolwiek sprawie. W takim przypadku będziemy musieli zaczynać od początku. To najgorszy scenariusz. Absolutnie straszny. Na razie nie chcę w niego wierzyć” – biadał rosyjski deputowany.
Propozycja Miedwiediewa z 2008 roku została chłodno przyjęta przez wielu członków UE i NATO, obawiających się, że Rosja chce uzyskać prawo do współdecydowania o bezpieczeństwie państw zachodnich i dąży do osłabienia sojuszu. Zdecydowanym przeciwnikiem tej koncepcji był również Prezydent Lech Kaczyński, a sprzeciw Polski mógł skutecznie pokrzyżować plany moskiewskich strategów. Trudno zatem przypuszczać, by obserwowane obecnie przyspieszenie nie miało związku z tragedią z 10 kwietnia i istotnymi zmianami w polskiej polityce zagranicznej.
W tekście „Koń trojański Rosji” przypomniałem, że cytowany powyżej Konstantin Kosaczow, 4 lipca br. stwierdził:
„Polacy dokonali wyboru między orientacją na unijne struktury integracyjne a kierunkiem na maksymalnie ścisły sojusz z USA“. I dodał: „Poprzedni prezydent, zmarły Lech Kaczyński, był zwolennikiem drugiego modelu, gdy Komorowski jest zdecydowanym stronnikiem integracji europejskiej i poszukiwania kompromisów z partnerami, a nie konfrontacji Polski z tymi partnerami”.
Najwyraźniej zatem w procesie zbliżenia Polski i UE Rosja nie dostrzega zagrożeń dla swoich interesów, a przeciwnie – reżim Putina jest zainteresowany jak najściślejszym współdziałaniem Warszawy i Brukseli, upatrując w nim możliwość realizacji swojej koncepcji bezpieczeństwa europejskiego. Stanowi to ważną wskazówką, w jakim kierunku Rosja pragnie wykorzystać swoje wpływy na „partię rosyjską” w Polsce. Jeśli do tego obrazu dodamy doskonałe notowania partii Tuska w Niemczech i coraz ściślejsze relacje Moskwy i Berlina, można pokusić się o twierdzenie, że rola grupy rządzącej Polską ma polegać na reprezentowaniu interesów rosyjskich w strukturach unijnych, przy współdziałaniu z drugim rzecznikiem – Niemcami.
W takiej perspektywie szczególnego znaczenia nabiera „euroentuzjazm” Bronisława K. i jego pragnienie, by w Unii Europejskiej „zakopać Polskę aż po sam czubek głowy, zakopać razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”. Skoro „zakopanie” nie zagraża przyjaźni polsko-rosyjskiej, a nawet może okazać się czynnikiem cementującym tę przyjaźń, głoszenie poglądów prointegracyjnych należy do obowiązków członków „partii rosyjskiej”. Tuż po 4 lipca dziennik “Izwiestia” pisał, że “liberał Komorowski ma image elastycznego i pragmatycznego polityka“, a prof. Irina Kobryńska z Rosyjskiej Akademii Nauk stwierdziła odważnie, że “Tusk i Komorowski to wyważeni i porządni politycy, którzy nie będą kierować się jakimiś osobistymi motywami w dialogu z Niemcami czy Rosją.”
Niewątpliwie Moskwa zdaje sobie sprawę, że projekt nowych „struktur bezpieczeństwa” może napotkać na sprzeciw państw europejskich, a ustalenia z Doville trzeba będzie jeszcze narzucić pozostałym członkom Unii. Jestem jednak przekonany, że dzisiejsze spotkanie niesie już zapowiedź przyszłego porozumienia, a udział Niemiec i Francji gwarantuje jego skuteczność.
Redaktor naczelny czasopisma „Rosja w globalnej polityce” Fiodor Łukjanow pisał przed dwoma dniami: „Nie warto oczekiwać od tego spotkania jakichś konkretnych wyników. Nieformalne konsultacje powinny pozostawać nieformalnymi. Formalizacja może jedynie wywołać niepotrzebne zaniepokojenie w Europie. Ważne jest coś innego, a mianowicie, że triumwirat ponownie nabrał aktualności”.
W cytowanym artykule znajdziemy wyraźną sugestię, że budowa „matrioszki bezpieczeństwa” ma wprowadzić Europę w nową, polityczną „jakość” opartą na dominacji triumwiratu Moskwa-Berlin- Paryż. Łukjanow stwierdza:
„Nawet niechętnie nastawieni do Rosji zdają sobie sprawę, że należy szukać nowych form współdziałania z Rosją. Przełom w świadomości jest reakcją na oczywisty kryzys koncepcyjny instytucji euroatlantyckich, kryzys NATO oraz Unii Europejskiej. I oto potężne, mające europejskie ambicję państwa zaczynają własnymi siłami budować system swoich priorytetów w polityce zagranicznej. Nie pomijając Unii, ale jednocześnie nie opierając się na niej”.

Raymond “Ray” Kurzweil– amerykański naukowiec i pisarz ogłosił kiedyś fantastyczną teorię, że ludzkość w 2100 roku zbuduje komputer – matrioszkę, osiągając tym samym II poziom na skali zaawansowania cywilizacyjnego. Ów komputer matrioszka zbudowany z wykorzystaniem tzw. sfery Dysona miałby być mózgiem o gigantycznych możliwościach obliczeniowych, który do wykonywania obliczeń pochłaniałby całą energię emitowaną przez gwiazdy. Jego konstrukcja wymagałaby rozmontowania wszystkich planet w układzie i wykorzystania ich materiału jako budulca. W tej futurystycznej wizji jednym z zastosowań komputera – matrioszki miałby być „uploading” umysłów wszystkich ludzi i symulacja idealnego środowiska wirtualnego bądź stworzenie nowych, doskonałych cywilizacji.
Nazwa, jaką nadano triumwiratowi Rosja-Niemcy- Francja ma kojarzyć się z rosyjską zabawką zbudowaną z wydrążonych w środku lalek, włożonych jedna w drugą. Myślę jednak, że twór polityczny jaki ma powstać z tego porozumienia bardziej będzie przypominał komputer-matrioszkę, niż niegroźną zabawkę, a jego „moc obliczeniowa” – oparta na rosyjskiej koncepcji bezpieczeństwa, może już wkrótce diametralnie zmienić obraz Europy i świata.
Aleksander Ścios

http://kresy24.pl/showNews/news_id/13393/
http://polish.ruvr.ru/2010/10/16/26483198.html
http://polish.ruvr.ru/2010/10/17/26650192.html
http://bezdekretu.blogspot.com/2010/07/ ... rosji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 19 paź 2010, 20:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/652/pojedyne ... im-klinczu

Tu autor twierdzi, że z dwójki Niemcy-Rosja Niemcy są zdecydowanie groźniejsze.

Kopia artykułu:

Pojedynek na miny - słowo o rosyjsko-niemieckim klinczu
igorczajka, 19 października, 2010 - 10:23
geopolityka

Niemcy

Rosja

Blog


Blog
W sierpniu 2008 roku wojnę w Gruzji widziałem jako rosyjski test użycia militarnego argumentu w polityce zagranicznej. Test całkowicie oblany przez społeczność międzynarodową, którego wynik daje zielone światło do agresywnych działań także w innych regionach globu. Po dwóch latach ocena impotencji wielkich organizacji międzynarodowych się nie zmieniła, natomiast analiza interesów może dawać inny ciekawy obraz regionu euroazjatyckiego. Trudno jest zrozumieć to, co się dzieje także w Polsce bez zrozumienia jak widzą swoje interesy poszczególni aktorzy geopolitycznej sceny. Pozwólmy sobie zatem na chwilę relaksu i pofantazjujmy trochę na temat interesów dwóch naszych największych sąsiadów.
1) Rosja się rozpada.
Postępująca degeneracja rosyjskiego organizmu państwowego jest dość szeroko znanym faktem. Od lat nieremontowana infrastruktura rozpada się na naszych oczach skutkując coraz poważniejszymi awariami, z których dowiadujemy się tylko o największych w rodzaju katastrofy w Sajano-Szuszeńskiej Elektrowni Wodnej na syberyjskim Jeniseju. Brak jest jakichkolwiek większych inwestycji poza budowaniem surowcowych linii przesyłowych oraz poszukiwaniem nowych złóż. Polityka personalna sprawia, że nikt z namaszczonych przez Kreml wielkich oligarchów nie myśli o poważniejszych inwestycjach i remontach, bo przykład Chodorkowskiego jest nadto wymowny. Skorumpowane społeczeństwo jest coraz bardziej zatomizowane. Dziennikarze ujawniający niewygodne fakty są likwidowani, co nie działa korzystnie na obywatelską odwagę. Służbom bezpieczeństwa nadaje się większe uprawnienia niż miało KGB, a milicja nie jest w stanie zrobić nic innego niż brać łapówki i haracze. Zdesperowani Rosjanie biorą sprawiedliwość we własne ręce i z bronią idą do lasu. Piją także na potęgę, co odbija się zarówno w długości życia jak i w katastrofalnie ujemnym przyroście naturalnym.
Co ciekawe, obecne rosyjskie władze wydają się w dalszym ciągu stosować politykę Stalina, który nie liczył się zupełnie z materiałem ludzkim, podporządkowując wszystko realizacji imperialnych celów politycznych. W przeciwieństwie do Stalina jednak, Putin nie uruchamia żadnych nowych "sztandarowych budów socjalizmu". Zamiast tego mamy propagandowe pokazówki w rodzaju osobistego sprawdzania w batyskafie, że na dnie Bajkału nie stwierdzono żadnych zanieczyszczeń, czy ratowania dziennikarzy przed szalonym tygrysem. Troska o ekologię nie idzie jednak w parze z troską o wyjaśnianie przyczyn różnych katastrof w celu ich neutralizacji w przyszłości. Przyczyny katastrofy Kurska pozostaną nieznane, podobnie jak przyczyny zaskakująco wielu katastrof samolotowych na terenie Rosji. Wszak jednakowe we wszystkich przypadkach wytłumaczenie, że zawinił pilot, mechanik, kucharz jest wygodne dla umarzających sprawę organów ścigania, ale pozostaje mało wiarygodne nawet dla przeciętnie inteligentnego obserwatora. Przygoda dzieci z biesłańskiej szkoły także nie pomaga w budowaniu zaufania do rosyjskich służb bezpieczeństwa, a liczne akty terrorystyczne, jak atak na Dubrowce, czy wysadzenie bloków na moskiewskim osiedlu podtrzymuje atmosferę zagrożenia uzasadniając milicyjne restrykcje i włączając Rosję do grona państw „walczących z terroryzmem”.
Rosyjscy politycy najwyższego szczebla nie myślą o modernizacji kraju, powtarzając znaną także u nas mantrę, że rosyjskie społeczeństwo potrzebuje silnej władzy, zaś zachodnie demokratyczne standardy są mu po prostu obce. Różnice kulturowe mają uzasadniać obcokrajowcom unikalne zjawisko homo sovieticus. Zatomizowane, nie ufające nikomu społeczeństwo jest w stanie zintegrować jedynie wizja powszechnego zewnętrznego zagrożenia oraz odziedziczony w spadku po ZSRR i czasach carskich mit Wielkiej Rosji. Rosyjski imperializm jest ostatnim powodem do dumy dla Rosjan, których patriotyzm każe wiernie czekać na czasy, gdy odpowiedni ludzie znajdą się wreszcie na odpowiednich miejscach. Jak w czasach socjalizmu: idea jest dobra, tylko ludzie nie dorośli. Wódz nieustannie myśli o swoich dzieciach, tylko ci cholerni urzędnicy ciągle nawalają. Dlatego rezygnując z technologicznej modernizacji rosyjskie władze nie mogą pozwolić sobie na rezygnację z wojennej retoryki. Poczucie zagrożenia przez zewnętrznych i wewnętrznych wrogów oprócz integracji społecznej jest także świetnym wytłumaczeniem dla katastrofalnego stanu gospodarki. Jak można cokolwiek zrobić, jak ciągle atakują naszych? Ale my im pokażemy gdzie ich miejsce. Dlatego wybuchają moskiewskie bloki mieszkalne i dlatego trzeba było upokorzyć Gruzję.
2. Niemiecka hegemonia.
Analitycy coraz częściej zauważają niemieckie dążenie do europejskiej hegemonii. Złośliwi pozwalają sobie nawet na daleko idące żarty, że Unia Europejska to faktyczna realizacja hitlerowskiego planu Europy zjednoczonej wokół Wielkich Niemiec. Traktat lizboński otwarcie nazywany jest absolutnym majstersztykiem niemieckiej polityki – przyznaje on bowiem z mocy prawa najważniejszą rolę w Unii Niemcom. Warto z tej perspektywy spojrzeć na poczynania tego kraju w ostatnich latach.
Z bardzo wielu różnych powodów Rosja jest strategicznym partnerem Niemiec. Rosja stanowi potężny rynek zbytu dla niemieckich technologii oraz jest niewyczerpanym źródłem surowców nie tylko energetycznych. W interesie Niemiec leży jednak słaba Rosja, której rola sprowadza się do surowcowego zaplecza. Rosja zmodernizowana byłaby niebezpiecznym konkurentem, co w połączeniu z imperialnymi ambicjami tworzyłoby bardzo niebezpieczną mieszankę. Rosja natomiast potrzebuje sojusznika w Europie, zwłaszcza w sytuacji gdy na dalekim wschodzie Chiny podniosły zdecydowanie głowę, a w Azji Centralnej byłe sowieckie republiki wykorzystują wojnę w Afganistanie do żonglowania sojuszami. Ukraina pomimo olbrzymiej "mniejszości" rosyjskiej stara się prowadzić własną niezależną politykę, bowiem ukraińscy Rosjanie doskonale rozumieją, że ich interesy będą lepiej zabezpieczone w ramach państwa ukraińskiego niż w dręczonej patologiami Rosji. Natomiast Republika Federalna traktowana jest jako najważniejszy sojusznik zarówno w Waszyngtonie, Paryżu, Warszawie jak i przede wszystkim w Moskwie. Jak zauważa Rokita, Premier Putin nawet nie stara się ukryć swoich marzeń o tym, aby „dwa wielkie historyczne narody” – Rosjanie i Niemcy – stworzyły polityczne fundamenty nowego europejskiego porządku.
Niemcy są jednak mocno obciążone wizerunkowo i nie mogą sobie pozwolić na otwarte i jawne działania hegemona. Jak zatem ma wyglądać sprawowanie przez Berlin tej „subtelnej europejskiej hegemonii”? Niemcy będą po prostu umiejętnie wykorzystywali traktat lizboński, którego są głównymi inicjatorami. – Mniej więcej do roku 2020 nastąpi przekazanie spraw zagranicznych i obronności pod wspólną europejską kuratelę. Dzięki umiejętnemu wykorzystywaniu swojej pozycji największego unijnego płatnika i obsadzeniu swoimi ludźmi kluczowych unijnych stanowisk będą miały decydujący wpływ na poczynania UE – analizuje Gunther Hellmann, badacz przyszłości niemieckiej polityki zagranicznej na Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie nad Menem. Oczywiście berliński hegemon nikomu nie będzie niczego otwarcie narzucać. – Niemcy zdają sobie sprawę, że otwarte dążenie do dominacji doprowadziło do wybuchu obu wojen światowych. Z kolei okres powojennego zaangażowania w integrację europejską i powściągliwość przyniosły krajowi dobrobyt i polityczną wiarygodność. Sprawdzonych sposobów nie zmienia się przecież bez potrzeby – uważa berliński publicysta Michael Stuermer. Powyższe fragmenty przytoczone za Dziennikiem pokazują, że mimo wszystko wypuszczane są co jakiś czas kontrolne baloniki sprawdzające poziom społecznej wrażliwości na zarysowane zjawisko. Pomimo wojennego doświadczenia pierwszej połowy XX w. mam wrażenie, że hegemoniczna rola Niemiec przyjmowana jest raczej jako pewien rodzaj naturalnej kolei rzeczy niż sytuacja zagrożenia.
Mimo wszystko Berlin musi za wszelką cenę odwracać uwagę od głównego celu i kierować ją w inną stronę. Dlatego nieustannie podtrzymywane jest poczucie rosyjskiego zagrożenia. Zarówno w celu tworzenia pretekstów do wewnątrzeuropejskich sojuszy, jak i przede wszystkim w celu odwrócenia uwagi od budowania hegemonicznej roli Niemiec w Zjednoczonej Europie. Europa przedstawiając Rosję jako nieobliczalny kraj zdolny do każdej niegodziwości, wycina konkurencyjne integracyjne narracje oraz zacieśnia więzy, budując z kolei w samej Rosji wrażenie, iż tylko Niemcy, ze swoim historycznym bagażem i racjonalnym podejściem są w stanie zrozumieć rosyjskie stanowisko. Jak relacjonuje Staniszkis, "Niemcy z fundacji Adenauera mówili mi: – Tusk, może w sposób kosztowny dla was, dla waszej godności, realizuje pewną linię Merkel, która równocześnie skonsolidowała udziały państwa w tych firmach, które współpracują z Rosją, ale nie chce, żeby coraz bardziej zatomizowane społeczeństwo rosyjskie reanimować. Każdy konflikt mógłby na nowo skonsolidować Putina z Miedwiediewem, którzy walczą na noże o przyszłą prezydenturę. A chodzi o coś odwrotnego. Usypianie i otoczenie Rosji, przyspieszanie jej rozmontowania. Rosja jest pojęciowo, technicznie, instytucjonalnie w stanie rozpadu. Oczywiście to ma poważne konsekwencje także dlatego, że np. Ukraina nie jest integrowana, bo Zachód, widząc nieuchronny konflikt z Rosją w jakiejś fazie, spodziewając się, że tam dojdzie w niedalekiej przyszłości do rządów wojskowych, żeby tę sytuację opanować, mówi: nie integrujemy Ukrainy, bo nie będziemy w stanie jej obronić. Taka jest normalna dyskusja fachowców o Rosji." Aby zapewnić skuteczność tej narracji rosyjskiego zagrożenia, musi być ona prowadzona na zewnątrz Niemiec, by ci mogli grać rolę rzeczowego rozjemcy i mediatora.
W tym ujęciu niechęć do ukraińskiej integracji z Europą ma bardzo racjonalne podstawy, ale czynnik opisywany przez Staniszkis nie jest jedyny. Ukraina w strukturach europejskich niechybnie zawiązałaby sojusz z Polską, bo mamy bardzo zbieżne cele i interesy. Samo w sobie byłoby to już dużym zagrożeniem dla planów zarówno hegemonicznych Niemiec jak i imperialnej Rosji. Przeciwdziałanie powstaniu takiego "jagiellońskiego" sojuszu jest wspólnym strategicznym celem opisywanych partnerów. Stąd doprowadzanie do kuriozalnych kryzysów gazowych z jednej i punktowanie prawnych i politycznych niedociągnięć Ukrainy z drugiej strony.
3. Otaczanie Rosji - czy konflikt jest nieunikniony?
Niemiecka frustracja po I wojnie światowej była jednym z czynników, które w wyniku skomplikowanych procesów doprowadziły do wybuchu II wojny światowej. Staniszkis zauważa, że "USA i Unia prowadzą bardzo systematyczną politykę okrążania Rosji. To, co się dzieje na centralnym Kaukazie, nowa sytuacja Gruzji, nowa sytuacja Grupy Szanghajskiej mogącej ewentualnie zastąpić NATO w Afganistanie i ostre negocjowanie z Rosją przez podmioty gospodarcze, np. o współwłasność złóż, jest tego wyrazem. Na Ukrainie głównym aktorem UE jest konsorcjum gazowe, widać więc, że UE już rezygnuje z całej dekoracji politycznej." W tym ujęciu także Turcja jawi się jako pośrednik i łącznik z tureckojęzycznymi krajami Azji Centralnej, które z kolei cały czas szukają swojej drogi i sposobu wyjścia z gospodarczego uzależnienia od rosyjskich kanałów transportowych dla surowców energetycznych. Chiny także nie zasypiają gruszek w popiele kolonizując wyludniające się syberyjskie miasta i lasy. To z kolei jest potwierdzeniem dla rosyjskich fobii i w gruncie rzeczy nie da się już rozpoznać, czy otaczanie Rosji bardziej jest efektem wrogich intencji sąsiadów, czy też jest bardziej zasłoną dymną putinowskiej propagandy mającej ukryć realne słabości tego kolosa na glinianych nogach. Ciągle żywa jest także frustracja spowodowana rozpadem ZSRR i upadkiem imperialnej roli Rosji jako opozycyjnego wobec USA bieguna podzielonego świata. Dlatego nie należy bagatelizować militarnych incydentów, które teraz i w przyszłości oprócz dyscyplinowania krnąbrnych sąsiadów będą potwierdzaniem mocarstwowych ambicji Rosjan.
Pytanie, które po Gruzji wisi ciągle w powietrzu, czyli "kto następny?", jest cały czas otwarte. Wobec całkowitej bierności Zachodu, Rosja nie ma żadnych powodów, żeby zrezygnować ze stosowania tego instrumentu w polityce zagranicznej. W zasadzie pytanie nie brzmi czy, ale kiedy i kogo zaatakuje Rosja. Polityczne, militarne i gospodarcze otaczanie Rosji jest faktem. Chiny wybudowały i cały czas budują dalsze rurociągi z Kazachstanu omijające Rosję. W ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy Rosja dostała przy okazji gruzińskiego konfliktu delikatny policzek, gdy żadne z państw należących do Grupy nie uznało niepodległości Osetii i Abchazji. Ujawnione podczas tego konfliktu słabości militarne rosyjskiej armii spowodowały w końcu aktywne działania modernizacyjne. Jasne jest bowiem, że Zachód nie zareaguje, ale jasne także się stało, że Rosja nie musi poradzić sobie z poważniejszym przeciwnikiem, dlatego myśląc poważnie o instrumencie siłowym, trzeba go dość pilnie unowocześnić.
Jak otwarcie przyznają cytowani przez Staniszkis niemieccy eksperci, polityka otaczania i osaczania Rosji, w oczekiwaniu na spowodowany gospodarczą degeneracją rozpad, jest nieoficjalną, ale niespecjalnie ukrywaną doktryną w podejściu do tego kraju. Nic dziwnego, że Rosja czuje się zagrożona. Wielkie państwo z wymierającym społeczeństwem i sypiącą się gospodarką leży między kowadłem mocarstwowych ambicji a młotem fatalnego międzynarodowego PR-u. Zdaje sobie sprawę, że tylko uległość jest w stanie ten wizerunek ocieplić, ale na uległość nie może i nie chce sobie pozwolić. Pozostaje jej zatem granie roli narzuconej przez historię i światową opinię publiczną.
Dla Niemców w Europie to idealna sytuacja. Rosyjskie zagrożenie barbarzyństwem oraz obrona zachodniej cywilizacji pod kulturowym przewodnictwem Niemiec jest starą śpiewką, odgrzewanym kotletem, na który "światła" Europa ciągle daje się nabierać. Niemiecki protekcjonizm naruszający idee solidarności unijnej, ujawnił się podczas kryzysu, gdy bez żenady przyznawano kolosalną pomoc niemieckim zakładom przemysłowym. Bałtycka rura podobnie narusza zasadę solidarności energetycznej, a były kanclerz również bez żenady zostaje członkiem rady nadzorczej NordStream-u. Nikomu to jednak nie przeszkadza, bo przecież zagrożeniem dla Europy jest dzika Rosja, a nie leżące w centrum kulturalne Niemcy. Dezinformacja, manipulacja, propaganda i odwracanie uwagi to kolejna płaszczyzna niemiecko-rosyjskiego sojuszu interesów. Istniejąca od czasów Zimnej Wojny siatka rosyjskich agentów wpływu, rozsiana po całej Europie nie próżnuje. Pytanie jednak czy w dalszym ciągu są to agenci rosyjscy? Mimo wszystko lekcja została odrobiona i dlatego udaje się kierować uwagę opinii publicznej na żonę Sarko, czy proszki Kaczyńskiego, zamiast na analizę interesów poszczególnych krajów.
4. Reasumując te pobieżne i powierzchowne political-fiction.
Rosja politycznie broni się przed okrążeniem, rozbijając wszelkie możliwe koalicje typu Partnerstwo Wschodnie itp. Wszelkie akcje militarne mają na celu utrzymanie armii w stanie gotowości, podtrzymanie mitu Wielkiej Rosji, integrację wewnętrzną poprzez wytwarzanie poczucia konieczności silnej władzy w warunkach politycznego kryzysu. Stan gospodarczy jest w takiej sytuacji przedstawiany własnemu społeczeństwu jako efekt zewnętrznego osaczenia, a nie wewnętrznej indolencji.
Niemcy także realizują politykę imperialną. Podtrzymując mit rosyjskiego zagrożenia odwracają uwagę od procesu realizacji idei Wielkich Niemiec. W przeciwieństwie do Rosjan jednak, strefy wpływów budowane są nie na jawnej płaszczyźnie politycznej tylko poprzez sieci biznesowe. Podobnie jak w przypadku Rosji starają się neutralizować wszelkie możliwe koalicje, w których nie mają znaczącego głosu i które mogłyby prowadzić własną, niezależną od niemieckich interesów politykę.
Sojusz niemiecko-rosyjski - Rosja stanowi gigantyczny rynek zbytu dla niemieckiej technologii oraz źródło surowców. W interesie Niemiec leży słaba Rosja. Rosja broni się przez atak, w ten sposób dodatkowo integrując się wewnętrznie. Cele Niemiec to osłabianie sąsiadów, by nie mieć przeszkód dla niemieckiego protekcjonizmu oraz zabezpieczanie rynków zbytu poprzez niszczenie konkurencji = ekspansja. Cele Rosji to walka z wewnętrznym rozkładem oraz wewnętrzna integracja poprzez imperialną politykę zagraniczną = Rosja.
Można, a nawet trzeba wziąć pod uwagę możliwość, że w tym geopolitycznym uścisku to Niemcy są faktycznym, choć cichym agresorem, podczas gdy Rosja miota się bezsilnie, jak topielec w gęstym bagnie. W tym ujęciu słowa Karaganowa nie muszą brzmieć jak próba politycznego przejęcia Europy, ale jak rozpaczliwe wołanie o pomoc.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 22 paź 2010, 21:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=108093

Czy oś Paryż-Berlin-Moskwa jest zaczynem III wojny światowej, tak jak oś Rzym-Berlin-Tokio była zaczynem II wojny światowej? Rosja i Niemcy zgotowały światu dwie wojny światowe. Świat niczego się nie nauczył i pozwala obu tym molochom na trzecią próbę. Pierwsza zaczęła się od ataku na Serbię, druga od ataku na Polskę - czy trzecia zacznie się od ataku od razu na całą Europę?

Tak czy owak na pewno układy Paryża z Berlinem i Moskwą szykują dla ludzkości nowy horror.

Kopia artykułu:

Trójkąt Moskwa - Berlin - Paryż
Nasz Dziennik, 2010-10-20
W latach 90. w centrum Moskwy został postawiony pomnik carowi Piotrowi I. Gigantycznych rozmiarów monument ma 98 m i symbolizuje odbudowę potęgi imperialnej Rosji na przełomie XX i XXI wieku. Sam Piotr I proklamował utworzenie imperium rosyjskiego w 1709 roku, a jednocześnie jako nieubłagany wróg Polski doprowadził do Sejmu Niemego w Warszawie w 1717 roku. Zakończyło się to utratą suwerenności przez Rzeczpospolitą. Bez tego, bez ubezwłasnowolnienia Polski nie była możliwa ekspansja rosyjskiej polityki w Europie. Proste powiedzonko Piotra I z tamtej epoki urosło później do doktryny rosyjskiej i sowieckiej polityki zagranicznej: "Bałtyk to dla Rosji okno na świat, a Polska to pomost do Europy".
Po tym pomoście zbyt często w ciągu ostatnich 300 lat słychać było głuchy łomot butów rosyjskich sołdatów. Do tamtej epoki upadku Polski, a wzrostu potęgi Rosji nawiązał bezpośrednio rosyjski ambasador przy NATO Dmitrij Rogozin. Przypomniał, że właśnie od czasów dyplomacji Piotra I spotkania na szczycie kolejnych carów i przywódców Rosji z przywódcami Niemiec i Francji są czymś tradycyjnie normalnym. W ten sposób Rogozin - jeden z najbardziej zaufanych dyplomatów Putina - usiłował zbagatelizować znaczenie dwudniowego spotkania na szczycie Niemiec, Francji i Rosji. Angela Merkel, Nicolas Sarkozy oraz Dmitrij Miedwiediew spotkali się we francuskim kurorcie Deauville w Normandii. Być może nawet miejsce rozmów nie było przypadkowe, bo to przecież od Normandii w czerwcu 1944 roku Amerykanie rozpoczęli wyzwalanie Europy. A teraz prezydent Francji, kanclerz Niemiec i prezydent Rosji realnie zastanawiali się, jak "wypchnąć" amerykańskie wpływy z Europy, a samemu zająć po nich miejsce. Szczególnie tą wizją zainteresowana jest Rosja. Od kilkunastu lat widać, jak oś Berlin - Paryż oraz jej przedłużenie, czyli oś Berlin - Moskwa, przekształcają się w trójkąt, który ma zdominować Europę. W ostatnim czasie wyraźnie nabiera on politycznych kształtów. Strategiczna współpraca Niemców, Francuzów i Rosjan powinna budzić jak najgorsze obawy. Szczególnie że Rosję do współpracy zaprasza również sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. Były premier Danii od dłuższego czasu patronuje projektowi rozbudowania ogólnoeuropejskiej obrony przeciwrakietowej w ramach NATO, tym razem swój pomysł rozszerzył o dość zaskakującą tezę. Stwierdził, że nie tylko oczekuje zgody państw Sojuszu na rozwój natowskiej tarczy, ale chce do projektu zaprosić także Rosję. - Moim zdaniem, jeśli podejmiemy tę decyzję, to powinno jej towarzyszyć zaproszenie Rosji do współpracy - stwierdził. Uzasadniał, że według niego taki krok miałby sens z wojskowego punktu widzenia. Rasmussen twierdzi, że udział Kremla w tym projekcie zapewniłby całemu systemowi lepsze "pokrycie" terytorialne i uczynił skuteczniejszym. Jak tłumaczył, za tą propozycją stoją także przesłanki polityczne, ponieważ zaproszenie dla Moskwy byłoby dla wszystkich jasnym znakiem, że obrona przeciwrakietowa nie jest skierowana przeciw Rosji.
Do tego sprowadza się nowa wizja doktryny obronnej Europy z Rosją jako ważnym elementem układu obronnego, którą proponuje prezydent Francji Nicolas Sarkozy do spółki z kanclerz Angelą Merkel. Spotkanie wywołuje konsternację nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz także w wielu krajach europejskich, m.in. we Włoszech, które podejrzewają, że Berlin i Paryż chcą ponad głowami europejskich sojuszników z NATO i Unii Europejskiej napisać nowy europejski sojusz z Moskwą. Francuski rząd uważa, że Rosja nie stanowi już zagrożenia dla świata i Europy, jak sądzą kraje postkomunistyczne, a także że bez wsparcia Rosji nie da się zapewnić Europie bezpieczeństwa.
Nie ulega wątpliwości, że od dawna Niemcy, Francuzi i Rosjanie dogadują się potajemnie między sobą w najważniejszych kwestiach europejskich. Oczywiście Rosja nie jest ani członkiem NATO, ani UE, ale wywiera wystarczająco silną presję, aby odgrywać strategiczną rolę w tych strukturach. Traktat lizboński, solidarność europejska, wspólna polityka gospodarcza i zagraniczna wszystkich państw członkowskich Unii - to jedynie hasła dla maluczkich, którym pozostawiono sprawy trzeciorzędne. Egoistyczna polityka Niemiec, a zwłaszcza prezydenta Francji, nie tylko rozbija jedność europejską, ale zagraża Europie jako takiej. Rosjanie nigdy bowiem nie ukrywali, jakie są ich strategiczne cele w Europie. Kluczowe decyzje mają zapadać w trójkącie Moskwa, Berlin, Paryż. To ewidentne zagrożenie dla suwerenności nie tylko Polski, ale również innych państw UE. To również zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i NATO, nieprzypadkowe akurat w okresie słabości polityki prezydenta Baracka Obamy. Niemcy i zwłaszcza Francja od dawna prowadziły politykę antyamerykańską, nawet tego nie ukrywając. Po raz kolejny chętnie wciągają do tego Rosję. Dla Polski oznacza to niebezpieczeństwo. Tymczasem spotkanie na szczycie Merkel, Sarkozy'ego, Miedwiediewa dotyczy właśnie... bezpieczeństwa europejskiego.
Na razie Polsce grozi izolacja na europejskiej arenie międzynarodowej, gdzie Rosja, wykorzystując wszystkie wpływy, dąży do pomniejszenia naszego znaczenia. Wydaje się, że szczególnie widoczne może się to okazać już za kilka miesięcy podczas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Innym państwom UE Moskwa zagrozi odpowiednio później.

Józef Szaniawski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 24 paź 2010, 15:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2010/10/24 ... do-putina/

Czy wobec francusko-niemiecko-rosyjskiego sojuszu narody środkowoeuropejskie zachowają swoje państwa?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 31 paź 2010, 13:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1811

Oś Paryż-Berlin-Moskwa Michalkiewicz określił mianem poprawionego Paktu Ribbentrop-Mołotow.

Dlatego też spotkanie, na jakie francuski prezydent Mikołaj Sarkozy zaprosił 18 października do Deauvile w Normandii Naszą Złotą Panią Anielę, czyli niemiecką kanclerzynę oraz rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediewa miało być poświęcone europejskiemu bezpieczeństwu, współpracy gospodarczej i tak dalej, a poza tym jego uczestnicy mieli tam odbyć wyłącznie „burzę mózgów”, starannie unikając podejmowania jakichkolwiek decyzji. To oczywiście bardzo pięknie, chociaż z drugiej strony intensywność tych zapewnień mogła wzbudzić podejrzenia, że zbyt szczere, to one nie są, zwłaszcza, że już ponad 100 lat temu rosyjski minister spraw zagranicznych książe Gorczakow deklarował, że wierzy wyłącznie informacjom zdementowanym. Toteż z tym większym zainteresowaniem przystoi nam zatrzymać się nad komentarzem, jakim spotkanie to opatrzył „Le Figaro”. Pisze on między innymi, że „Europa” i Rosja potrzebują się wzajemnie, jeśli chcą uniknąć zepchnięcia do drugiego szeregu przez rosnące potęgi mondializacji. Rosja – wiadomo: obawia się Chin. No a „Europa”? Kogo obawia się Europa? Nietrudno się domyślić, że Ameryki. Nie tyle może się „obawia”, co chciałaby dokończyć, a w każdym razie trochę zdynamizować proces „europeizacji Europy”, to znaczy – stopniowego wypychania ze Starego Kontynentu Amerykanów, którzy wleźli tu pod pretekstem zakończenia II wojny światowej i chronienia Zachodniej Europy przed sowieckim komunizmem. Ale sowieckiego komunizmu już nie ma, a po deklaracji prezydenta Obamy z 17 września ubiegłego roku, że USA nie potrzebują już we Wschodniej Europie żadnych dywersantów, powstały dla „europeizacji” sprzyjające warunki. Skoro Ameryka rezygnuje z aktywnej polityki w Europie, no to kiedyż ją „europeizować”, jeśli nie teraz? No dobrze, „europeizować” – ale jak? W 1815 roku sytuacja była jasna; porządek europejski oparty został na założeniu równowagi sił między Prusami, Rosją i Austrią. Ale dzisiaj Austria to – po pierwsze – mały pikuś, zaledwie cień cienia tamtego Cesarstwa, a po drugie – co i rusz dochodzą tam do głosu jakieś Partie Wolności, z którymi tylko same zgryzoty. 23 sierpnia 1939 roku wydawało się, że minister Ribbentrop z ministrem Mołotowem znaleźli szczęśliwą formułę porządku opartego na podziale Europy między strategicznych partnerów. Niestety formuła ta nie uwzględniała ani Wlk. Brytanii, ani Francji, toteż zakończyła się wojną światową. Tymczasem w Deauville nie radzono nad żadną wojną, tylko nad bezpieczeństwem i pewnie dlatego „Le Figaro” doszedł do wniosku, że strategiczne partnerstwo, to dla Europy za mało, że trzeba pomyśleć o rozszerzeniu formuły z 1939 roku: zamiast strategicznego partnerstwa – triumwirat. Tylko w ramach takiej formuły stosunki między Rosją i NATO będzie można oprzeć na „rozsądnych podstawach”. A jakie są te „rozsądne podstawy”? Tu z pomocą przychodzi nam formuła strategicznego partnerstwa, które z powodzeniem wytrzymuje wszystkie próby niszczące: mu nie wtrącamy się do was, wy nie wtrącacie się do nas – to znaczy – do strefy naszych wpływów. Zatem wygląda na to, że w Deauville europeizatorzy Europy zarysowali nowy podział Starego Kontynentu: pakt Ribbentrop-Mołotow – ale uzupełniony i poprawiony. Francja nie pozostaje na uboczu, przeciwnie – obok strategicznych partnerów będzie jednym z gwarantów nowego europejskiego ładu. Okazuje się, że wcale nie trzeba podejmować żadnych „decyzji”, że zwyczajna „burza mózgów” w zupełności wystarczy, chociaż z drugiej strony niepodobna nie zauważyć, że prezydent Miedwiediew nie przyłączył się do NATO-wskiej tarczy antyrakietowej. Ale to jest zupełnie zrozumiałe; czyż nie lepiej mu poczekać do listopadowego szczytu NATO w Lizbonie, podczas którego będzie mógł porównać ofertę europejską z ofertą amerykańską i dopiero na tej podstawie wyrobić sobie pogląd? Tymczasem w Polsce, pochłoniętej bez reszty eskalacją wojny między PiS-em, a Platformą Obywatelską, nikt na takie głupstwa nie zwraca najmniejszej uwagi. W razie czego (a właściwie czego?) Bundeswehra i tak będzie bronić naszej państwowości do ostatniej kropli krwi, a poza tym – przecież Polska nie armią, ani gospodarką, tylko nierządem stoi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 16 gru 2010, 20:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=29358

Niemcy planowały stworzyć imperium na trupie Polski i Rosji sięgające od Renu po Pacyfik. Dziś za zgodą sojuszniczych teraz Francji i Rosji i znów po trupie Polski możliwe stało się utworzenie imperium od Atlantyku po Pacyfik.

Kopia artykułu:

Wizja Imperium od Renu do Władywostoka – Iwo Cyprian Pogonowski
Aktualizacja: 2010-12-15 11:04 pm

Wizja Imperium od Renu do Władywostoka –
W dużej mierze wizja ta była skutkiem zaborów Polski
Wizja Imperium od Renu do Władywostoka wiąże się z karierą szwabskiej rodziny von Zollern, która zmieniła nazwisko na von Hohenzollern. Ironią losu jest fakt, że mottem tej rodziny było hasło Nihil Sine Deo czyli „Nic Bez Boga”. Hasło to było typowe dla „herezji pruskiej” zdefiniowanej przez Pawła Włodkowica w 1414 roku na konwencji z Konstancji. Herezja pruska była ideologią, która w praktyce upoważniała niby misjonarzy do rabowania i popełniania ludobójstwa takiego, jakie dokonali Krzyżacy na Bałto-Słowianach w Prusach.
Prototypem herezji pruskiej był „Drang nach Osten”, czyli podbój ziem na wschód od Renu, począwszy od linii fortyfikacji frankońskich tak zwanych Limes Sobabicus i Limes Saxoniae ukończonych w 880 roku między Marchią Awarską i Marchią Duńską. Podbój ten odbywał się kosztem Lechitów Zachodnich, autochtonów na wschód od tych fortyfikacji. Lechici pozostawili po sobie nazewnictwo miejscowości sięgające od Danii do Szwajcarii.
Fakt, że Lechici Zachodni byli autochtonami tych ziem potwierdzają studia DNA. Polacy są Lechitami Wschodnimi i język polski należy do językowej grupy lechickiej w rodzinie języków słowiańskich. W bardziej sprzyjających warunkach powstałoby jako proces naturalnego rozwoju państwo lechickie składające się z Lechitów wschodnich i zachodnich. Od dawna Turkmeni nazywają Polskę „Lechistanem”. Czynią to nadal Turcy.
Frederick I Hohenzollern z jednej z dwu linii frankońskich został Margrabią Brandenburgia w Berlinie w 1412 roku. Natomiast w 1525 roku Albrecht Hohenzollern z drugiej linii frankońskiej, został Księciem Prus pierwszego hołdu pruskiego po dokonaniu na kolanach na rynku w Krakowie przed królem Polski Zygmuntem Starym. Hołdy Hohenzollernów przez królami polskim trwały od 1525 do 1641 roku. Prusy Książęce odpadły od Polski w 1667 roku.
Obydwie linie Hohenzollernów otrzymały od króla Polski Zygmunta Wazy pozwolenie w 1618 roku na wspólne dziedziczenie lenna pruskiego. Był to katastrofalny błąd polityczny dla państwa polskiego, który dał Hohenzollernom możliwość zainicjowania rozbiorów Polski w 1772 roku.
Trzeba pamiętać, że „złota dekada” eksploatacji Ukrainy przez Żydów, skończyła się w 1648 roku pogromami Chmielnickiego na Ukrainie. W pogromach tych zginęły tysiące Żydów. Panika bankierów żydowskich wynikła wówczas z przekonania, że Żydzi będą wypędzani z Polski, tak jak to miało miejsce wcześniej w Hiszpanii i jeszcze wcześniej w Anglii, Francji i w państewkach niemieckich. Ujawnienie treści Talmudu pogorszyło sytuację Żydów w Europie. Przerażeni pogromami bankierzy żydowscy zaczęli przesyłać swoje kapitały z katolickiej Polski do protestanckiego Berlina, niż do katolickiego Wiednia lub prawosławnego Petersburga.

Kapitały żydowskie z Polski pomogły finansować stworzenie w 1701 r. Królestwa Pruskiego ze stolicą w Berlinie, kolebki nowoczesnego militaryzmu niemieckiego oraz źródła planów rozbiorów Polski. Zdobycie ziem polskich zaboru pruskiego dało Hohenzollernom możliwość zdominowania ponad trzystu pięćdziesięciu małych niezależnych państewek niemieckich i w 1871 roku założenia cesarstwa niemieckiego ze stolicą w Berlinie. Stało się to po zwycięstwie Prus nad Francją dokonanym w dużej mierze dzięki polskim rekrutom z prowincji polskich zaboru pruskiego. Ich los opisał to Henryk Sienkiewicz jego książce pod tytułem „Bartek Zwycięzca”.
Wojna francusko-pruska była sprowokowana przez kanclerza Bismarcka, który obraził Napoleona III i wywołał wypowiedzenie wojny Prusom przez Francję 19 lipca 1870 roku. Francja nie chciała dopuścić do zjednoczenia Niemiec i powstania wielkiego mocarstwa niemieckiego. Tak, więc Prusacy uważali, że Francja jest przeszkodą zjednoczenia przez nich państewek niemieckich. Wojna przeciwko Francji była w Berlinie oceniana jako okazja na zjednoczenie małych państw niemieckich i na umocnienie hegemonii Prus nad nimi. W czasie rozbiorów Polski było ich w sumie ponad 350.
Po upadku Cesarstwa Francuskiego 4 września 1870 Francja proklamowała powstanie III Republiki. Powstał Rząd Obrony Narodowej 19 września 1870 r. i zakończyła się bitwa o Wersal przegrana przez Francuzów. Nastąpiło okrążenie Paryża. Siły armii niemieckich szybko urosły do około 400 tysięcy żołnierzy. Wojska niemieckie okrążały Paryż, ale nie podejmowały akcji ofensywnych, tylko umacniały swoje pozycje. Niemcy przygotowywali się systematycznie do oblężenia Paryża.
Bardzo ważna była kapitulacja miasta Metz, ponieważ wyeliminowała z walki ponad dwukrotnie więcej żołnierzy francuskich niż klęska francuska pod Sedanem. W dniu 31 października 1870 r. mieszkańcy Paryża wzniecili rewoltę, ogłosili republikę i obalili rząd cesarza Napoleona III. Dwa miesiące później w dniu 18 stycznia 1871 r. proklamowano powstanie Cesarstwa Niemieckiego. Stało się to w Sali Lustrzanej pałacu wersalskiego pod Paryżem. Dokument, który tam podpisano zaświadczał zjednoczenie ziem niemieckich z wyjątkiem Austrii.
Wilhelm I koronował się na cesarza II Rzeszy. 28 stycznia 1871 r. po prawie czterech miesiącach oblężenia Paryża, wojska niemieckie, wymusiły na Francji podpisanie paktu o zawieszeniu broni. Nowy ugodowy rząd francuski przyjął 26 lutego 1871 warunki pokojowe pruskiego kanclerza Bismarcka w dniu 10 maja 1871 r. W Frankfurcie nad Menem ratyfikowano ten traktat pokojowy 26 lutego 1871 r.
Francja musiała oddać nowo powstałemu Cesarstwu Niemieckiemu terytorium Alzacji i część Lotaryngii o łącznej powierzchni 14 508 km² oraz zapłacić olbrzymią wówczas sumę pięciu miliardów franków w złocie, nie licząc kosztów okupacji i związanych z nią rabunków. Tak, więc do czasu spłaty wszystkich tych kontrybucji, okupacyjne wojska niemieckie stacjonowały w północnej Francji na koszt Francuzów. Wygrana Prus w wojnie francusko-pruskiej z lat 1870-1871 doprowadziła do zmiany układu sił w Europie.
II Rzesza powstała po zjednoczeniu państw niemieckich i stała się nowym, dominującym w Europie mocarstwem. Dzięki wykorzystaniu wysokiej kontrybucji od Francji oraz zdobyciu wiedzy technicznej i naukowej, Niemcy zaczęły przebudowę przemysłu i osiągnęły szybki rozwój gospodarczy tak, że wyprzedziły potencjał gospodarczy Wielkiej Brytanii. Niemcy zaczęły powoli opanowywać coraz bardziej handel zamorski, szkodząc tym samym interesom angielskim.
Konflikt interesów angielsko-niemieckich zaostrzył się z chwilą, gdy Niemcy rozpoczęły budowę wielkiej floty wojennej. Tymczasem w Berlinie powstała wizja stworzenia imperium niemieckiego od Renu do Władywostoka. Wizję tą przejął później rząd Hitlera i starał się ją urzeczywistnić w oparciu o stworzenie na trenach od Renu do Dniepru „etnicznie czystych Niemiec na następne 1000”.
Tak więc Cesarstwo Niemieckie, które powstało w 1871 roku dążyło do zbudowania mocarstwa światowego i dążyło do zdobycia nowych kolonii nie tylko w Afryce, ale głównie w Eurazji. Miało się to stać za pomocą skolonizowania Rosji w podobny sposób, w jaki Anglia skolonizowała Indie. Plany Berlina opisał szczegółowo Aleksander Guczkow, minister wojny w rządzie Kerensky’ego.
Koniec Cesarstwa Niemieckiego nastąpił w chwili, kiedy Wilhelm II musiał abdykować w wyniku „rewolucji listopadowej” w Niemczech. Kanclerz Rzeszy, książę Badeński ogłosił rezygnację z tronu Rzeszy i Prus Wilhelma II, jak też następcy tronu, jego syna Wilhelma. Stało się to wbrew woli cesarza, który chciał pozostać królem pruskim. Nie było to możliwe w ramach konstytucji II Rzeszy, według której król pruski był automatycznie cesarzem niemieckim.
Wilhelm przeniósł się 10 listopada 1918 r. ze swojej kwatery wojskowej w belgijskim Spa do Holandii, która jako kraj neutralny w czasie wojny udzieliła jemu i jego synowi azylu. Rezygnację z tronu potwierdził on 28 listopada 1918 r. za pomocą specjalnego dokumentu. Władze holenderskie nie zgodziły się na ekstradycję i poddanie pod sąd byłego cesarza Wilhelma, który przyczynił się do powstania wizji imperium niemieckiego od Renu do Władywostoku i którego rząd wydał Rosji dwunastogodzinne ultimatum albo demobilizacji albo natychmiastowych działań wojennych. Tak zaczęto działania wojenne na froncie niemiecko rosyjskim. Były one w 1914 roku początkiem walk w Pierwszej Wojnie Światowej.
Iwo Cyprian Pogonowski
Za: http://www.pogonowski.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 10 sty 2011, 19:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Niemcy realizują swój plan

Kto panuje nad przeszłością, panuje nad przyszłością
George Orwell, "Rok 1984"


Naród pozbawiony pamięci jest jak człowiek, który stoi na rozdrożu i zastanawia się, w którą stronę pójść. Bez mądrości przeszłych pokoleń Polacy podążą drogą, na której panuje ciemność, gdzie łatwo nabić sobie guza. Czy my - a w szczególności klasa polityczna - w ogóle chcemy się czegoś uczyć z historii? Wszystko wskazuje na to, że owa nauczycielka jest dla nas wielką niemową, w którą wpatrujemy się jak, nie przymierzając, sroka w gnat. Tymczasem w Niemczech robi się wiele, by "zapanować nad przeszłością", bo tamtejsze elity polityczne zdają sobie sprawę, że właśnie tam znajduje się klucz do przyszłości.

Jeżeli chcesz, by cię inni szanowali, najpierw musisz sam siebie szanować. Jeżeli tego nie czynisz, nie wymagaj od innych szacunku, bo na niego zwyczajnie nie zasłużyłeś. Polska polityka wobec Niemiec oparta jest na zasadzie zdefiniowanej przez Władysława Bartoszewskiego, iż Polska jest jak owa "brzydka panna na wydaniu". Skoro Polska jest "brzydka", to nie możemy się dziwić, że zwolennicy owej doktryny chcą Polskę wydać za byle kogo, za byle co i jak najszybciej. Tymczasem w sposób oczywisty w interesie Niemiec leży zdjęcie z tego państwa odium odpowiedzialności za wywołanie II wojny światowej. Niemiecka polityka historyczna w sposób konsekwentny realizuje ten cel. W zderzeniu tych dwóch koncepcji pierwszą ofiarą jest prawda.

Pierwsza ofiara

Bitwa o prawdę historyczną stale trwa i w rzucie globalnym znajdujemy się w stałej defensywie. Proszę zwrócić uwagę, że jeżeli dzisiaj mówimy "wypędzeni", to nawet nam, Polakom - i mówię tutaj o powszechnym odczuciu - to określenie kojarzy się z Niemcami, którzy de facto uciekli przed Armią Czerwoną. W zachodniej Europie dominuje przeświadczenie, że istnieją dwie kategorie poszkodowanych w czasie II wojny światowej: Żydzi wymordowani w ramach akcji "ostatecznego rozwiązania" oraz Niemcy wypędzeni przez Polaków, Rosjan i Czechów. Wygląda na to, jakbyśmy zapomnieliśmy, że kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty. Oddaliśmy pola Niemcom, którzy je planowo i systematycznie zagospodarowali, z efektami, o których wspominałam powyżej. A przecież wystarczy przywołać osobę samej przewodniczącej tzw. Związku Wypędzonych, która urodziła się na terenach okupowanej Polski, której matka, niosąc ze sobą dwie córki, uciekła do Niemiec. Posługując się tą samą pokręconą logiką, można śmiało postawić tezę, że dzieci gestapowców katujących polskich patriotów z AK i NSZ w kazamatach Al. Szucha także powinniśmy zaliczyć do grona wypędzonych. Powiernictwo Polskie, na czele którego mam zaszczyt stać, swego czasu zaapelowało do polskich dziennikarzy, by w dookreśleniu niemieckiego Związku Wypędzonych używać skrótu "tzw.". Na razie jak grochem o ścianę. A przecież dobrze byłoby od czegoś zacząć...

Kim są "naziści"?

Niemcy od wielu lat starają się rozmyć kwestię zdecydowanego poparcia narodu niemieckiego dla działań Hitlera. W konsekwencji również wszystkie negatywne skutki wojny, zbrodnie, grabieże, wypędzenia ludności podbitych państw, jak np. gdynian, przypisywane są niezidentyfikowanym narodowościowo "nazistom", a nie Niemcom. W niemieckiej historiografii i publicystyce obowiązują zbitki frazeologiczne, takie jak: "nazistowskie obozy", "nazistowskie zbrodnie", "ofiary nazistów" - a nie "niemieckie obozy" czy "niemieckie zbrodnie". Upowszechnienie tego sposobu narracji jest dla Polski szczególnie niebezpieczne, gdyż większość obozów koncentracyjnych znajdowało się na terenach polskich i bardzo wiele zbrodni miało na tych ziemiach miejsce. Sformułowanie "nazistowskie obozy koncentracyjne w Polsce", formalnie poprawne, w sposób oczywisty sugeruje polską narodowość oprawców. W tej kwestii musimy reagować szybko i skutecznie. Wiele w tej sprawie zawdzięczamy Polonusom, bo gdziekolwiek są, zawsze reagowali i reagują na kłamstwa. Oni byli pierwsi, nawet wówczas, gdy polskie placówki dyplomatyczne chowały głowę w piasek. A że to się zmieniło, to właśnie zasługa Polaków mieszkających poza Macierzą.

Niemcy też byli ofiarami

Obsadzenie w popularnej świadomości w roli katów nieokreślonych narodowościowo nazistów pozwala z kolei na postawienie narodu niemieckiego w roli ofiar II wojny światowej. Przyjęcie takiej optyki jest szczególnie korzystne dla obrony przed żądaniami odszkodowań czy reparacji wojennych - trudno oczekiwać od narodu ofiar wypłaty takowych. Epizody wojny, które mogą służyć za podbudowę tej tezy, są szczególnie promowane i popularyzowane. Jako przykłady można tu wymienić aliancki nalot dywanowy na Drezno czy zatopienie statku "Wilhelm Gustloff". Niemieckie telewizje (głównie publiczne ARD i ZDF) wyprodukowały w ostatnich latach wiele filmów o tematyce historycznej według wyżej opisanego klucza. Jednocześnie nagłaśniane są działania opozycji antyhitlerowskiej w sposób zupełnie nieadekwatny do ich absolutnie marginalnego znaczenia. Najlepszym przykładem jest tu słynna organizacja "Biała Róża", która liczyła zaledwie... sześć osób. Nagłaśnianie takich grup służy wzmocnieniu wrażenia, jakoby rządy nazistów nie były w Niemczech powszechnie akceptowane. Na naszych oczach rodzi się nowy niemiecki bohater - pułkownik hrabia von Stauffenberg, antysemita oraz człowiek wrogo nastawiony do Polski i Polaków, który w obliczu oczywistej klęski III Rzeszy próbował zabić Hitlera. Dzisiejsze Niemcy rozpaczliwie szukają bohaterów, których będą chcieli ustawić na cokołach i pokazać światu krzycząc - też byliśmy ofiarami!

Dowody jak na dłoni

Latem ubiegłego roku w Stuttgarcie zakończyły się uroczystości z okazji 60. rocznicy ogłoszenia Karty tzw. Niemieckich Wypędzonych. Przewodnicząca BdV lobbowała za kolejnym swoim projektem - ustanowieniem 5 sierpnia Dniem Pamięci o Ofiarach Wypędzeń. Znając skuteczność Steinbach, należy przyjąć, że już w niedalekiej przyszłości święto to na stałe zagości w kalendarzu niemieckiej polityki. Czego dowiemy się w tym uroczystym dniu? Nie jest to już żadna tajemnica. Otóż Arnold Toelg, członek BdV, który reprezentuje tzw. Związek Wypędzonych w radzie państwowej fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie", powiedział w wywiadzie dla radia Deutschlandfunk, że pozbycie się Niemców było "długofalowym planem Polski i częściowo Czech" oraz że wojna wywołana przez Hitlera dała nam (Polsce i Czechom) okazję do realizacji tegoż planu. Toelg mówił otwarcie o "winie po drugiej stronie" i dodał, że "to Francja i Anglia wypowiedziały wojnę Niemcom, a nie odwrotnie". Nie da się ukryć, że to ostatnie zdanie jest na wskroś prawdziwe, choć przecież w żaden sposób nie rysuje całego historycznego tła ówczesnych wydarzeń. Na takiej właśnie "prawdzie" będzie budowane Centrum Wypędzonych.

Centrum przeciwko Centrum

Czy możemy mieć pretensje do Niemców, że próbują na nowo budować obraz II wojny światowej? Jeżeli natura nie obdarzyła człowieka zbytnią urodą, to stara się zbyt często nie zaglądać do lustra, pracuje nad swoim obliczem, próbuje je zmienić, na nowo zdefiniować. Jest to zachowanie jak najbardziej naturalne. I Niemcy tak się właśnie zachowują. Wiedzą, że są winni, że dokonali potwornych zbrodni, że na ich barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność, gigantyczny ciężar złożony na duszy narodu, który aspirował i nadal aspiruje, by przewodzić tej części świata. Jak można pretendować do tej roli dzisiaj, skoro wczoraj powierzyli zbrodniarzom najwyższe stanowiska w państwie? Zwróćmy uwagę, że kłamstwo w pierwszej kolejności formułują ludzie, którzy wynieśli Hitlera do władzy, i to właśnie oni wylewali fundament i budowali tzw. Związek Wypędzonych. I teraz ci ludzie chcą ciężar odpowiedzialności zrzucić z siebie, przenieść na barki innych. Niemcy wybudują swoje centrum tzw. wypędzonych i nam nie pozostaje nic innego, jak wybudować Centrum Wypędzonych Obywateli II RP, o którym Powiernictwo Polskie mówi od kilku lat. Musimy je wybudować, bo to jest nasz obowiązek. Wiem, że aktualnie nie ma politycznej woli, by taka instytucja powstała, ale jeżeli dzisiaj jej nie ma, to wcale nie znaczy, że jutro też jej nie będzie. Musimy czekać, uzbroić się w cierpliwość i przy nadarzającej się okazji przeprowadzić nasz projekt. Jesteśmy to winni naszym ojcom, ale paradoksalnie jesteśmy to winni również niemieckim uciekinierom. Musimy im stale przypominać, że Hitler nie narodził się w żadnej próżni, że to nie był jakiś kosmita zesłany nam przez UFO, to był ich pobratymiec, krew z ich krwi, kość z ich kości. I tę lekcję, dzięki naszej pomocy, powinni stale odrabiać.

Gdzie się urodziłeś?

Najlepiej niemieckie resentymenty poprzeć przykładami. Otóż dwa niemieckie landy zdecydowały - pod naciskiem tzw. wypędzonych - że z dokumentów osób urodzonych przed 1990 r. na terenach onegdaj należących do Rzeszy Niemieckiej zniknie informacja, iż przyszły one na świat za granicą. A jeżeli nie urodziły się za granicą, to oznacza, że urodziły się w Niemczech - z takiego założenia wychodzą niemieccy nacjonaliści, a władze tych dwóch landów pogląd ów podzieliły. Zwróciłam się zatem do ministra spraw wewnętrznych i administracji z wnioskiem, aby takie dokumenty (z fałszywym wpisem miejsca urodzenia) były przez polską administrację odrzucane a priori. W odpowiedzi nasze ministerstwo skreśliło pismo, które można streścić słowami: "Staramy się, monitorujemy, może coś tam jest na rzeczy, ale ogólnie wszystko jest w porządku". Ani słowa o retorsjach! Przy okazji mojego wniosku pojawiły się interesujące komentarze, które doskonale oddają stan ducha naszych elit. - Polska administracja w żadnym wypadku nie może kwestionować wewnętrznych regulacji państwa niemieckiego. Byłoby to nie tylko niesmaczne, ale dodatkowo prawdopodobnie naruszałoby prawo europejskie - uznał Sławomir Koroluk, doktor prawa, były wykładowca Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Nigdy nie wzywałam rządu niemieckiego, by w obrębie swojej administracji zmienił owe regulacje, bo faktycznie to jest ich wewnętrzna sprawa, jeśli np. w czyjejś rubryce "miejsce urodzenia" napiszą "stacja kosmiczna". Proszę jednak zwrócić uwagę na wyraźną asymetrię tego rozumowania: my nie możemy kwestionować wewnętrznych regulacji państwa niemieckiego, ale gdyby Polska zastosowała odpowiednie retorsje wewnętrzne, to prawdopodobnie naruszylibyśmy prawo europejskie. Ale tym, co najbardziej szokuje w powyższej wypowiedzi, jest podniesienie "kwestii smaku". W kreowaniu polityki zagranicznej liczą się tylko silni gracze, słabi zawodnicy znaczą niewiele. Otóż, rząd Donalda Tuska zajmuje się przede wszystkim "smakiem", a nie realnymi problemami!

Zderzenie czołowe

W polityce jest jak w życiu - czasami warto iść na "zderzenie czołowe". Otóż "Titanic" zatonął, bo otarł się o górę lodową. Lód rozerwał poszycie statku. Gdy kapitan wydał rozkaz zamknięcia grodzi, nie miało to już żadnego praktycznego znaczenia. Tony wody wdzierały się przez długą wyrwę w poszyciu burty, zalewając kolejne pokłady. Gdyby - istnieje taka hipoteza - "Titanic" uderzył w górę lodową czołowo, a nie uchylił się manewrem "prawo na burt", to destrukcji uległby dziób zmiażdżony potworną siłą kolizji (specjaliści wyliczyli, że siła zderzenia osiągnęłaby energię wytworzoną podczas eksplozji 5 ton trotylu!), ale sam statek utrzymałby się na wodzie, gdyż zadziałałyby grodzie na śródokręciu i rufie. Ludzie i jednostka by ocaleli... A tak "Titanic" spoczywa na dnie oceanu i jest przedmiotem ckliwych ballad i filmów wyciskających łzy z oczu. Czy jednak o to chodzi w realnej polityce? Nie. Między państwami używa się zarówno argumentu siły, jak i siły argumentu. Czasami warto rozmawiać, a innym razem warto wstać od stołu i trzasnąć drzwiami. Zawsze trzeba pamiętać o jednym - szacunku dla rozmówcy, a przede wszystkim o szacunku dla samego siebie!

Dorota Arciszewska-Mielewczyk

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=109589


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 26 sty 2011, 12:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=31216

Francja i Rosja podpisały umowę o sprzedaży czterech okrętów wojennych

Jak widać oś Paryż-Berlin-Moskwa chodzi jak zegarek.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 27 sty 2011, 15:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2518/ruskie- ... -nie-pisze

Autor nie może pojąć, dlaczego Francja nie tylko, że sprzedaje Mistrale Rosji, to jeszcze dodaje do tego pełną dokumentację techniczną okrętów. Nie rozumie, że Francja, Niemcy i Rosja tworzą wspólne imperium od Atlantyku po Pacyfik i że Europa Środkowa jest jedyną przeszkodą w realizacji tego planu. Celem polskiej racji stanu jest niedopuszczenie do realizacji tego planu, który oznacza w końcowej fazie zagładę państw środkowoeuropejskich.

Kopia artykułu:

RUSKIE SIĘ ZBROJĄ NA POTĘGĘ! DLACZEGO NIKT O TYM NIE PISZE?
sigma, 26 stycznia, 2011 - 18:13

Mistral - może służyć jako okręt desantowy, transportowy, śmigłowcowiec Blog
W roku 1940 III Rzesza przekazała swojemu sojusznikowi, Sowietom jeszcze nieskończony ciężki krążownik klasy Admirał Hipper „Lutzow” – z całą dokumentacją techniczną, gdyż miał to być prototyp całej serii krążowników budowanych już w stoczniach sowieckich .
„Lutzow” został wykończony, przemianowany na „Pietropawłowsk”, a później „Tallin”. Posłużył Ruskim do walki z samymi Niemcami.
Dlaczego przypominam tę historię?
25 stycznia 2011 Paryż i Moskwa podpisały międzyrządowe porozumienie o sprzedaży Rosji czterech francuskich okrętów typu Mistral. Mimo protestów NATO, Gruzji i USA
Porozumienie to podpisali francuski minister obrony Alain Juppe i rosyjski wicepremier, Igor Sieczin odpowiedzialny za kwestie zbrojeniowe. Według umowy, dwa mistrale mają być zbudowane w Saint-Nazaire, a dwa pozostałe - w rosyjskich stoczniach.
Wtorkowa ceremonia jest potwierdzeniem porozumienia między obu stronami, do którego doszło już 24 grudnia ubiegłego roku. Budowa pierwszego mistrala ma zacząć się w tym roku.
Stronie rosyjskiej zostanie przekazana wraz z okrętami technologia budowy okrętów, czego Moskwa domagała się w trakcie negocjacji. W grudniu ubiegłego roku premier Francji Francois Fillon zaznaczył, że mimo początkowych zastrzeżeń jego kraj gotów jest ustąpić w kwestii transferu technologii.
Francja ma podpisać wkrótce umowę z Rosją na sprzedaż dwóch kolejnych mistrali.
Trwające od półtora roku francusko-rosyjskie negocjacje w sprawie mistrali wywołały protesty ze strony Gruzji i poradzieckich państw nadbałtyckich, które obawiają się, że Moskwa użyje przeciw nim nowo zakupionego uzbrojenia. Planowana transakcja zaniepokoiła także USA i inne państwa członkowskie NATO. Z not dyplomatycznych ujawnionych ostatnio przez portal internetowy Wikileaks wynika wyraźnie, że Waszyngton ostrzegał Paryż przed tą sprzedażą, uznając ją za zły sygnał dla byłych satelitów ZSRR.
Tyle najnowszych wieści. Ale jak do tego mogło dojść?
W sierpniu 2008 - po nieudanym ataku na Gruzję - Rosjanie potwierdzili fakt prowadzenia negocjacji z Francuzami. Informowano wówczas, że celem jest zakup jednej jednostki typu Mistral oraz transfer technologii, niezbędnej do budowy 3-4 następnych już w rosyjskich stoczniach.
Francją powodowało wrodzone rusofilstwo, żywa niechęć do USA, rywalizacja z Niemcami w ramach Unii oraz oczywiście chęć niebagatelnego zysku ze sprzedaży Mistrali.
Mistral jest zresztą tylko częścią większego obrazu. Oprócz wzmocnienia swojej marynarki, Rosja już wówczas unowocześniała swój arsenał jądrowy, systemy rakietowe i siły powietrzne. Toczyły się negocjacje w sprawie zakupu różnych zaawansowanych platform broni – między innymi z państw skandynawskich, Włoch i Izraela. Zwróciła się też do Libii w sprawie sprzedaży broni wartej 2 miliardy dolarów.
Mistral to przede wszystkim okręt ofensywny. Oczywiście, można na nim założyć szpital lub przewieźć uchodźców, ale zbudowany jest z myślą o ataku. Jest to wielozadaniowy okręt desantowy, o wyporności 21 tys. ton, który może służyć jako stanowisko dowodzenia, klasyczny desantowiec dla batalionu piechoty lub czołgów, okręt towarowy albo śmigłowcowiec z 35 maszynami średniej wielkości.
Rosjanie posiadają tylko jeden, podobny okręt, Iwan Rogow, o wyporności pełnej 14 tys. ton, który jednak ma za sobą już 31 lat służby.
O możliwościach technicznych Mistrala najlepsze wyobrażenie dadzą podane niżej dane.
Okręt desantowy, który z definicji działa w pobliżu brzegu, powinien się charakteryzować dużymi możliwościami manewrowymi przy małych prędkościach i na płytkiej wodzie.
Osiągnięto to stosując na Mistralu pędniki podowe. Okręty są określane jako „całkowicie elektryczne”. Energia elektryczna jest wytwarzana przez cztery generatory spalinowe. Poza pędnikami podowymi zasilają one również wszystkie inne systemy okrętowe.
Napęd podowy jest rozwinięciem wcześniej stosowanych pędników azymutalnych. W zewnętrznej podkadłubowej opływce znajduje się elektryczny silnik napędzający śrubę. Pod jest zamontowany pod rufową częścią kadłuba. Pełni jednocześnie funkcje napędowe i sterujące, ponieważ można nim obracać w określonym zakresie kątowym, zmieniając kierunek „ciągu” śrub napędowych. Dodatkowo na dziobie okręty otrzymały stery strumieniowe, podwyższające zdolności manewrowe jednostek. Promień cyrkulacji jednostki typu Mistral wynosi 289 m czyli jest to nieco mniej niż 1,5 długości kadłuba. Taki promień zwrotu pozwala na dowolne manewrowanie okrętem w różnych warunkach na ograniczonym akwenie. Należy podkreślić dużą stabilność jednostki podczas wykonywania zwrotów co pozwala na bezproblemowe wykonywanie operacji lotniczych. Pomagają przy tym aktywne, płetwowe stabilizaory przechyłów, zamontowane w dolnej części kadłuba w rejonie śródokręcia. Przy klasycznym wałowym napędzie okręt przechyla się na burtę podczas wykonywania manewrów. Dzięki zastosowaniu pędników podowych czynniki fizyczne zakłócające stabilność kadłuba nie występują lub są odczuwalne w niewielkim stopniu. Przy takiej konfiguracji napędu okręt jest w stanie samodzielnie manewrować z niewielką prędkością na płytkiej wodzie. Kolejnym „bonusem” napędu podowego jest zlikwidowanie klasycznej siłowni, która zajmowała znaczne przestrzenie wewnątrz kadłuba, razem z towarzyszącymi jej kanałami wałów napędowych i szybów kominowych. Pomieszczenia generatorów mogą się znajdować praktycznie w dowolnym miejscu kadłuba, ponieważ energia elektryczna zasilająca silniki znajdujące się wewnątrz opływki poda jest tam dostarczana przewodami elektrycznymi, zajmującymi mniej przestrzeni od wałów napędowych. Na omawianych jednostkach generatory spalinowe umieszczono w części rufowej kadłuba, pomiędzy burtami a ścianą doku. Zmniejszyła się liczba urządzeń i wyposażenia koniecznego do zapewnienia napędu jednostek. „Zniknięcie” siłowni z centralnej części kadłuba pozwoliło na wydłużenie doku, zwiększenie hangaru lotniczego i powierzchni pomieszczeń bytowych. (opracowane na podstawie artykułu w: Armia 31 (12)2010 )
Ciekawy komentarz na temat Mistrali napisał w sierpniu 2009 bloger o nicku Barg
„Tylko po co FR takie okręty? Gdzie oni chcą przeprowadzać operacje desantowe. Po wojnie w Gruzji, jednostki NATO defilowały po M.Czarnym (w tym nasza fregata), a jednostki FR stały w portach. Bez odpowiedniej oprawy co najmniej nowoczesnych niszczycieli, fregat, wielozadaniowych okrętów podwodnych tak duże okręty desantowe nie powinny być kupowane. W pierwszej kolejności FR jak już chce być potegą na morzach, powinna skupić się właśnie na lotniskowcach, niszczycielach, fregatach okrętach podwodnych, okrętach pomocniczych zapewniających sprawne funkcjonowanie okrętów bojowych i je zamawiać w pierwszej kolejności, a dopiero w drugiej powinni zamawiać duże okręty desantowe. A jak już koniecznie chcą mieć okręty desantowe to powinni skupić się na typach podobnych do naszego typu "Północny". Na Gruzję, Ukrainę i tego typu państwa spokojnie by im wystarczyło.
Ale tu chyba przemawia ambicja mocarstwowa - czyli im większy tym lepszy, a że nie bedzie miał odpowiedniej eskorty to trudno...”
Dziś mamy już rok 2011. Już wiadomo, że tym razem NATO nigdzie defilować nie będzie, a jeżeli już – to nie po Morzu Czarnym. Po Morzu Bałtyckim chyba też nie.
„Zresetowane” USA jest w rozsypce. Na Ukrainie mamy czarnomorskie sowieckie bazy. Polski prezydent już nie poleci Gruzji na pomoc. ..
To już kiedyś było – Europa Zachodnia oddała Niemcom Europę Wschodnią, żeby ocalić dla siebie pokój. Cnotę stracili, a rubla nie zyskali. Bo wojna i tak do nich przyszła.
Jeżeli Francja teraz sądzi, że Ruskie mają w planach wyłącznie Pribaltikę i Gruzję, to dawno się tak nie myliła. HISTORIA MAGISTRA VITAE - ale nie dla Francji

sigma - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 07 lut 2011, 15:17 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 05 sie 2010, 17:08
Posty: 604
Mąż stanu, Komorowski, naprawia "błędy Lecha Kaczyńskiego" :D

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html

"To jest ciało martwe, Polska zaklina rzeczywistość"

Lech Kaczyński powiedział "nie", Komorowski "naprawia błąd"; protesty przed Pałacem

Politolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wawrzyniec Konarski, uważa, że Trójkąt Weimarski jest "ciałem martwym". Polskie próby ożywienia Trójkąta nazywa "zaklinaniem rzeczywistości". Zdaniem politologa, jesteśmy w tym "perfekcyjni, poczynając od premiera Marcinkiewicza, a kończąc na prezydencie Komorowskim".

- Trzecim wierzchołkiem Trójkąta obecnie jest Rosja, która nie chce być odepchnięta od głównego nurtu spraw europejskich, a nam została ładna, "dobra marketingowo" nazwa - powiedział Wawrzyniec Konarski. Podkreślił, że do takiej sytuacji doprowadziła "jawnie kunktatorska" polityka byłego kanclerza Niemiec, później kierującego budową rurociągu po dnie Bałtyku, Gerharda Schroedera.

Do obumarcia Trójkąta Weimarskiego - w przekonaniu Wawrzyńca Konarskiego - przyczynił się też prezydent Francji Jacques Chirac, który w 2003 roku powiedział, że "Polacy stracili wspaniałą okazję by siedzieć cicho". Chodziło o sprawę interwencji w Iraku.

Była to wypowiedź polityka, który jest przekonany o swojej imperialnej wyższości wobec kraju, który się angażuje w coś, z czym Francja się nie zgadza - dodał Wawrzyniec Konarski. - Po okazanej niemieckiej niechęci i francuskich reprymendach, cały ten projekt jest wyłącznie wirtualny - uważa politolog.

Wawrzyniec Konarski po części podziela opinię, że wina w pewnym stopniu leży i po stronie Lecha Kaczyńskiego, ale jego zdaniem, polski prezydent "czasami się dość boczył na partnerów, ale być może boczył się dlatego, że nie widział specjalnego sensu w kontynuowaniu tej sytuacji".

- Jeżeli prezydentowi Komorowskiemu uda się wskrzesić tę ideę, to zapewne potomność mu tego nie zapomni, ale jestem sceptyczny - podsumował Wawrzyniec Konarski.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 11 lut 2011, 12:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.geopolityka.org/pl/komentarz ... -rewolucja

Pożyteczny idiota w powyższym artykule pieje z zachwytu nad pomysłem czworokąta weimarskiego, mającego być dziełem Komorowskiego, który do trójkąta zaprosił Rosję. I to chyba był główny powód zamachu smoleńskiego - z inicjatywy prezydenta Polski tworzy się Wielka Europa od Atlantyku po Pacyfik, realizuje się marzenie Adolfa Hitlera. Oczywiście realizacja tego projektu oznacza nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy Środkowej zagładę.

W XVIII wieku z inicjatywą rozbiorów Polski wystąpił władca Prus. Dziś z taką samą inicjatywą, przykrytą pojęciem figury geometrycznej, wystąpił wybrany przez Polaków prezydent Polski. Za jednym zamachem, bez jednego wystrzału i przy entuzjazmie pożytecznych idiotów polskie przepierzenie zostało zlikwidowane. Zamach smoleński przyniósł zbrodniczy owoc w postaci projektu Wielkiej Europy.

Słowa sienkiewiczowskiego Zagłoby można dziś skierować do prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego:
Bodajeś konał w rozpaczy! bodaj ród twój wygasł! bodaj diabeł duszę z ciebie wywlókł... zdrajco! zdrajco! po trzykroć zdrajco!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 11 lut 2011, 12:15 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Jeszcze Trójkąt?

Powrót Trójkąta Weimarskiego


Śp Lechowi Kaczyńskiemu nie wolno było prowadzić zagranicznej polityki. Bronisławowi Komorowskiemu wolno. Właśnie reaktywuje Trójkąt Weimarski. Czyli przyjaźń polsko-francusko-niemiecką.

Kiedyś, jakieś 20 lat temu, kiedy uczestniczyłem w Brukseli w konferencji omawiającej cele i założenia rodzącego się porozumienia weimarskiego, nie miałem wątpliwości, że jest to inicjatywa ważna i z przyszłością. Wychodziliśmy z bloku sowieckiego i naturalne było, ze szukaliśmy schronienia i gwarancji dla młodej demokracji wśród silnych państw Unii. Czuliśmy wzajemnie wspólne interesy, wiedzieliśmy też, że mamy do odegrania istotną rolę w „przesyłaniu” demokracji dalej na Wschód. I to się wówczas w dużym stopniu udało, bo miało sens i było znakiem czasu. Ale udało się częściowo i dzisiaj widzimy, jak ówczesne nasze nadzieje wiotczeją w „głównym nurcie polityki europejskiej”. W tym nurcie inną dziś rolę pisze się dla Polski i inne są cele strategiczne Francji i Niemiec.

Trzy najpotężniejsze państwa Europy podzieliły – można by rzec – stary kontynent na swoje strefy wpływów. Wielka Brytania ma kraje skandynawskie i bałtyckie, Francja – Związek Śródziemnomorski, a Niemcy partnerstwo wschodnie, rozumiane bardzo praktycznie jako partnerstwo z Rosją. Polska w tym wszystkim pełni rolę…, no właśnie, jaką rolę pełni w tym wszystkim nasz Kraj? Nazwijmy to bez ogródek – Polska ma nie przeszkadzać i nie sprawiać kłopotów. Jeszcze nie tak dawno potrafiliśmy „zaprząc” UE do walki z Rosją o nasz mięsny handel i wygrać. Dziś największa tirowa potęga Europy, jaką jesteśmy, będzie stała u granic wschodnich, pokornie czekając na wjazd w ramach ograniczonego przez Rosję limitu pozwoleń transportowych.

Trzy lata temu zeszliśmy – odwołując się do doświadczeń bliskich politykom Platformy - z boiska, by zadowalać się podawaniem głównym graczom piłek zabłąkanych przypadkowo poza terenem sportowej rywalizacji. I cieszymy się, że gra toczy się dalej, ale już przecież nie o nasze zwycięstwo i nie w naszym interesie. Wyliczać by można tych oddawanych „piłek” sporo, ograniczmy się jednak do kilku, moim zdaniem najważniejszych.

Są to: przeniesienie sporu o mięso produkowane w Polsce ze szczebla unijnego na poziom bilateralny; rezygnacja z przekopania Mierzei Wiślanej w zamian za ponowne otwarcie Cieśniny Pilawskiej przez Rosję (kiedy będzie mieć taki kaprys); oddanie Gazpromowi kontroli nad gazociągiem Jamał i rezygnacje z zaległych opłat; akceptacja dozbrajania Rosji przez Francję, a wkrótce przez Niemcy i Włochy; pogodzenie się z rurą na dnie Bałtyku i jej płytkim ułożeniem przed portem w Szczecinie; przyjęcie polityki historycznej Putina; milczące zaakceptowanie rakiet Iskander w obwodzie kaliningradzkim, mimo że USA wycofały projekt tarczy antyrakietowej; przyjęcie narzuconych nam reguł prowadzenia dochodzenia w sprawie tragedii smoleńskiej (polecam do przeczytania ważny tekst pracowników naukowych Uniwersytetu Warszawskiego „W obronie prawdy”); nieupominanie się o zwrot archiwum Legionów Polskich oraz wywiadu II RP, znajdujących się w Rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym.

Jakąż więc rolę ma pełnić dzisiaj Trójkąt Weimarski? Czym jest dla Polski? Wydaje się, że tylko sentymentalnym wspomnieniem dawnych nadziei. Zwłaszcza, gdy czytamy w komunikacie prasowym: „Gościem kolejnego szczytu może być Prezydent Rosji. Paryż i Berlin liczą na zacieśnienie stosunków z Moskwą.” Z propozycją wyszedł nie kto inny, tylko Bronisław Komorowski, co „Niezawisimaja Gazieta” określiła polityczną sensacją.

Bo i jest to sensacja. Rodzi pytania, potęguje obawy.

http://1312eksa46.salon24.pl/277467,jeszcze-trojkat


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 12 lut 2011, 14:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/opinie/24718

Rewolucja czy rozbierany poker w Weimarze?

Czy głównym celem zamachu smoleńskiego było usunięcie polskiej przeszkody na drodze do utworzenia Wielkiej Europy od Atlantyku po Pacyfik? Jeśli tak, to udział w nim należy przypisać nie tylko Rosji, PO-WSIowiemu rządowi w Polsce oraz Niemcom. Do udziałowców należałoby dodać także Francję.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 16 lut 2011, 21:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1933

Wśród narodów kultury mongolskiej strach przed przełożonym był większy niż przed śmiercią. Dlatego, jak wódz kazał się powiesić, skazani sami nawzajem się popędzali, by wieszać się jak najszybciej, bo wódz będzie się gniewał. Dziś Komorowski w imieniu Polski czyni tak samo wobec Rosji i Niemiec - stara się jak najszybciej "powiesić" Polskę, by Niemcy i Rosja się nie gniewały.

Kopia artykułu:

W czworokątnym trójkącie
Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 13 lutego 2011

Antoni Słonimski twierdził, że dzieje ludzkości mają charakter dwusuwowy. Suw pierwszy – chrześcijanie dla lwów! Suw drugi – Lwów dla chrześcijan! Jak każda próba syntezy dziejowej, tak i ta grzeszy nadmiernym uproszczeniem – ale tak to już bywa ze wszystkimi syntezami. Mimo ryzyka uproszczeń ludzie nieustannie próbują ująć różne zjawiska w jakąś syntetyczną formę, a skoro tak, to dlaczego nie dokonać syntezy dwudziestolecia sławnej transformacji ustrojowej? Akurat mamy początek roku wyborczego, kiedy już rozpoczęły się przymiarki kandydatów do poszczególnych list, więc okazja jest, jak rzadko która.
Po zawarciu umowy „okrągłego stołu” pojawiły się w Polsce dwie siły polityczne: Sojusz Lewicy Demokratycznej, jako spadkobierca PZPR – oraz Ruch Komitetów Obywatelskich, kierowany przez przedstawicieli „lewicy laickiej” czyli dawnych stalinowców, przebranych za demokratów. Kierownictwo Ruchu Komitetów Obywatelskich usiłowało zahamować proces tworzenia partii politycznych twierdząc na tym etapie, że są one szkodliwe. Kiedy jednak nie udało mu się zablokować zwycięstwa Lecha Wałęsy i odwrócić porażki Tadeusza Mazowieckiego w wyborach prezydenckich, mądrość tamtego etapu o szkodliwości partii przestała być aktualna. Powstała ROAD, jako partia jedynie słuszna, w odróżnieniu od pozostałych ugrupowań, które były niesłuszne, a nawet – głęboko niesłuszne. Ten chaos został opanowany zarówno w drodze tzw. „nocnej zmiany” 4 czerwca 1992 roku, a przede wszystkim – w następstwie wyborów 19 września 1993 roku, w których do władzy powrócił Sojusz Lewicy Demokratycznej z PSL-em.
W ten sposób proces transformacji ustrojowej znalazł się znów pod kontrolą, której nie zakłóciło nawet wyborcze zwycięstwo powstałej w tzw. międzyczasie Akcji Wyborczej „Solidarność” - ponieważ AW„S” znajdowała się albo pod kuratelą Unii Wolności pod kierownictwem samego Leszka Balcerowicza, albo charyzmatycznego premiera Buzka, któremu nie zaszkodził nawet rozpad koalicji w czerwcu 2000 roku. W wyborach we wrześniu 2001 roku olśniewający sukces odniósł SLD, uzyskując 41,04 procent głosów. Unia Wolności (3,1 %) przestała się liczyć, bo pojawiła się nowa, jeszcze słuszniejsza formacja w postaci Platformy Obywatelskiej, która wysunęła się na drugie miejsce z wynikiem 12,68 proc. Dopiero stosunkowo niedawno potwierdziły się podejrzenia, iż PO powstała przy wydatnym udziale służb specjalnych – o czym zapewnił nas sam generał Gromosław Czempiński, opowiadając, ileż to rozmów i bliskich spotkań III stopnia musiał odbyć, by wreszcie SLD zyskał politycznego partnera. Na marginesie egzystowały sobie Prawo i Sprawiedliwość (9,5 %), Samoobrona (12,6 %). PSL (8,9 %) i Liga Polskich Rodzin (7,8 %). SLD mimo dobrego wyniku, nie został obdarowany większością, toteż utworzony został rząd koalicyjny z PSL i Unią Pracy. Wydawało się, że za pośrednictwem SLD jako kierownika politycznego tej koalicji z Leszkiem Millerem na czele, Siły Wyższe już opanowały sytuację na trwale, ale oto w lipcu 2002 r. zdarzyło się, że Lew Rywin złożył był red. Michnikowi propozycję korupcyjną, w rezultacie czego w „grupie trzymającej władzę” wystąpiły głębokie nieporozumienia, wyrazem których były serie dymisji w rządzie zarówno w 2002, jak i 2003, a zwłaszcza – 2004 roku. W rezultacie tych dymisji rząd Leszka Millera coraz bardziej przypominał Arkę Noego, na której, jak wiadomo, znajdowała się przynajmniej para zwierząt każdego gatunku – aż wreszcie 2 maja 2004 roku i on został zdymisjonowany.
Utworzony następnie gabinet premiera Marka Belki był rządem sierocym, tzn. nie przyznawało się doń żadne ugrupowanie parlamentarne, a mimo to rządził on bez specjalnych trudności aż do końca kadencji Sejmu. Gabinet Marka Belki był ilustracją bezpośrednich rządów razwiedki, która metodą przejścia na ręczne sterowanie usiłowała opanować zamęt we własnych szeregach. W tę polityczną próżnię w roku 2005 udało się wśliznąć Prawu i Sprawiedliwości – co razwiedkę zmobilizowało na tyle, że dokonała głębokiego przegrupowania w szeregach swoich legatów, wobec najbardziej rozbrykanych (Leszek Miller, Józef Oleksy) zarządzając polityczną kwarantannę, której nie przerwało nawet przejęcie rządów w roku 2007 przez Platformę Obywatelską.
Wydaje się jednak, że ten etap właśnie dobiega końca. Wyraża się to nie tylko w propozycji złożonej przez prezydenta Komorowskiego, by uczestnikiem „trójkąta weimarskiego” została również Rosja – chociaż w propozycji tej można dopatrzeć się deklaracji lojalności Wojskowych Służb Informacyjnych, których, jak wiadomo, „nie ma”, wobec Moskwy („służę Związkowi Radzieckiemu”), a nawet – wobec obydwu strategicznych partnerów – ale również w deklaracjach powrotu do polityki w szeregach SLD, składanych przez Leszka Millera, Józefa Oleksego i innych skazanych na kwarantannę. Najwyraźniej rosnące notowania SLD, a przede wszystkim – nieznane jeszcze opinii publicznej informacje o rozwoju sytuacji w Polsce i wokół niej w najbliższym czasie – skłoniły razwiedkę do dokonania kolejnego przegrupowania na politycznej scenie. Jeśli obecny trend zostanie utrzymany – a dla kreujących polityczną rzeczywistość w Polsce Sił Wyższych nie powinno stanowić to specjalnych trudności – Platforma Obywatelska nie będzie w stanie stworzyć innego rządu niż koalicyjny – ale z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, jako koalicjantem koniecznym. Wprawdzie PSL ma, jak wiadomo, stuprocentową zdolność koalicyjną, ale mogło ją eksploatować – i na swój sposób eksploatowało – w latach 90-tych dzięki temu, że SLD uchodził za formację trędowatą, a później – dzięki wspomnianej dekompozycji w grupie trzymającej władzę.
Jednak obecnie SLD nie jest już uznawany za formację trędowatą nawet przez Jarosława Kaczyńskiego, nie mówiąc już o Platformie Obywatelskiej – chociaż pobożny poseł Gowin na zasadzie inercji jeszcze „nie wyobraża sobie” pozostawania z nim w koalicji – zaś apogeum dekompozycji Siły Wyższe mają już za sobą. Zatem – jeśli padnie rozkaz utworzenia koalicji PO – SLD, zwłaszcza wsparty groźbą odjęcia Platformie Obywatelskiej wszystkich przydzielonych jej atutów w razie najmniejszych dąsów – to wszyscy sceptycy nie tylko natychmiast taką koalicję sobie wyobrażą, ale kto wie - może nawet dopatrzą się w niej palca Bożego? A dla nikogo nie jest tajemnicą, że faktycznym kierownikiem politycznym takiej koalicji będzie SLD – prawdziwa i – powiedzmy sobie szczerze - jedyna miłość razwiedki. No bo jakże inaczej, pod egidą jakiej innej siły, Polska ma się „pojednać” z Rosją – a taki los przecież wypadł nam nie tylko w następstwie sławnego nieformalnego szczytu w Deauville w październiku ubiegłego roku, ale również w następstwie jak najbardziej już formalnego szczytu NATO, jaki miesiąc później odbył się w Lizbonie? Skoro prezydent Komorowski sam proponuje Rosji, by utworzyła kolejny bok „trójkąta weimarskiego”, to czegóż chcieć więcej? Wprawdzie pan prezydent Komorowski zdążył już zasłynąć z różnych gaf, ale chyba nie sądzi, że trójkąt ma cztery kąty i boki? Chociaż z drugiej strony – skoro tyle mówi się o rozwiązaniu kwadratury koła...?

Stanisław Michalkiewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oś Paryż-Berlin-Moskwa
PostNapisane: 18 mar 2011, 15:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.geopolityka.org/index.php/pl ... nentalnego

NA DRODZE BUDOWY BLOKU KONTYNENTALNEGO

Agentura rosyjska uruchomiła propagandę zachwalającą bez ogródek oś Paryż-Berlin-Moskwa. Ani be, ani me o tym, że projekt Wielkiej Europy oznacza zagładę dla narodów Europy Środkowej. Będą leczyć Polaków z amerykanizmu, który jest ponoć gangreną psującą szwabsko-moskiewką robotę, która to ponoć ma sprowadzić na Europę "szczęśliwość niepojętą". Polska już widzi początki tej szczęśliwości: północna gazrura, niszczenie naszych portów, zniszczenie stoczni, dyskryminacja transportowców, niszczenie kolei, pomniki dla bolszewików, wzmożone opluwanie historii Polski, zamach smoleński etc. etc., już na samym początku tego projektu odczuwamy mnóstwo tej euroszczęśliwości. To potwierdza, że jednak póki co musimy trzymać się tego amerykanizmu, choć wiemy, że to już nie to cudo, za czasów prezydenta Wilsona, albo chociaż w okresie prezydentury Reagana. Ale pókiśmy słabi, wciąż słabi dzięki szwabsko-żydowsko-moskiewskiej agenturze, musimy trzymać się nawet tego kalekiego amerykanizmu, bo ze strony Niemiec i Rosji czeka nas tylko jeden los - ostateczne rozwiązanie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /