Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Dla myślących

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 372 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 21, 22, 23, 24, 25  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 09 wrz 2017, 13:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Gra na rozbicie Grupy Wyszehradzkiej

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Obrazek

Komisja Europejska postawiła Polsce, Czechom i Węgrom ultimatum dotyczące obowiązkowego przyjmowania imigrantów, grożąc karami. Presja migracyjna się wzmaga…
– Polski rząd, nie godząc się na dyktat Komisji Europejskiej, postępuje roztropnie. Co więcej, dba o bezpieczeństwo swoich obywateli. Polityka migracyjna Unii Europejskiej poniosła klęskę, tyle że żaden z polityków unijnych i przywódców państw zachodnich, zwłaszcza kanclerz Angela Merkel, nie ma odwagi się przyznać do błędów. Natomiast presja, z którą mamy do czynienia, dotyczy Polski, ale też innych krajów europejskich. Widać, że na dużą skalę jest prowadzona polityka, która ma ostatecznie doprowadzić do złamania tych krajów, jeśli nie wszystkich, to przynajmniej części z nich. Tym bardziej że wiele wskazuje na to, iż w tle tych wydarzeń jest już decyzja o tym, że Europa dwóch prędkości – forsowana głównie przez Niemcy i Francję – będzie realizowana. I te państwa, które się temu projektowi podporządkują, zostaną niejako dopuszczone do tych „wielkich”, a te, które będą się opierać, pozostaną na zewnątrz tego kręgu. Tyle tylko, że tym, którzy dołączą do Niemiec i Francji, wcale nie będzie lepiej. Są potrzebni, żeby zrealizować pewien plan i wystarczy, że wypełnią to, co się od nich żąda w sprawie imigrantów, a Europa będzie miała poważny problem, również społeczny. Natomiast cała gra ma na celu rozbicie Grupy Wyszehradzkiej i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które zaczynają się mobilizować samodzielnie czy też we współpracy z Polską.

To pokazuje, że jedność europejska, o której takie wiele się mówi, to fikcja…
– Zawsze było tak, że w Unii byli równi i równiejsi. Były też władze poszczególnych krajów, takie jak chociażby w Polsce poprzedni koalicyjny rząd PO – PSL, który w poddańczy sposób starał się układać z Berlinem. Przypomnę tylko, że ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ilekroć pojawiał się w Berlinie, to wręcz domagał się, żeby Niemcy wzięły odpowiedzialność za Unię Europejską, za Europę itd. Nic więc dziwnego, że traktowano nas tak, a nie inaczej. I tylko w przekazie rządowym oraz w przyjaznych ówczesnej władzy mediach przeważała narracja, że oto jesteśmy wielkim podmiotem i partnerem najmocniejszych państw europejskich. Dowodem na to miało być m.in. poklepywanie Donalda Tuska po ramieniu przez przywódców państw zachodniej Europy, a nawet awansowanie go na wysokie stanowisko urzędnicze w strukturach unijnych – mianowicie na przewodniczącego Rady Europejskiej. Tyle tylko, że korzyść z tego awansu miał i ma sam Tusk, ale nie Polska.

Co sprawia, że krajom zachodnim Unii tak trudno zaakceptować pomysł polski, aby granice Europy uszczelniać, a imigrantom pomagać w miejscach ich zamieszkania?
– Dotykamy tu dwóch kwestii. Pierwsza, jaka się wybija, to siła takich ludzi jak George Soros, którzy wspierają irracjonalny projekt przyjmowania imigrantów. Druga sprawa to ślepa wiara w ideologię multikulturalizmu i zbudowanie Europy bez narodów, wymieszanej etnicznie, religijnie i kulturowo. I w tym projekcie imigranci muzułmańscy są pewnym narzędziem do tego, żeby tę strukturę państw narodowych osłabić czy wręcz ją zniszczyć. W związku z tym są oni instrumentem tworzenia utopijnej wizji współczesnego świata. Oczywiście wielu się ocknęło i zdaje sobie sprawę, że otwarcie granic Europy na napływ fali imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu było fatalnym posunięciem i błędem, stąd społeczeństwa się budzą i burzą – lepiej późno niż wcale. Mimo to cały czas jest presja, aby ten szkodliwy, narzucony z góry projekt migracyjny kontynuować i dokończyć, i to wbrew negatywnej opinii europejskich państw i narodów.

Jakie kryteria powinna spełniać mądra polityka migracyjna?
– Przede wszystkim – jak to ostatnio zauważyła premier Beata Szydło – taka polityka musi opierać się na dwóch filarach: musi być bezpieczna i skuteczna. Ale tak naprawdę imigranci to nie jest temat wiodący, sedno problemu, jaki się pojawia. To jest tylko pretekst, żeby móc wprowadzać scenariusze dotyczące przebudowy całej Europy. Gdyby bowiem chodziło o realną pomoc ofiarom wojen, chociażby w Syrii, to zostałby opracowany mądry program pomocowy adresowany do mieszkańców państw pogrążonych w wojnie bądź tych, gdzie działania zbrojne się już zakończyły, krajów zagrożonych wojną lub biedą, aby się mogły rozwijać i stworzyć od nowa swoim obywatelom warunki do życia już w nowej rzeczywistości. Natomiast polityka związana z przyjmowanie imigrantów jest chybiona. Tych ludzi można przecież przyjmować w nieskończoność, bo obszarów biedy i ubóstwa na świecie nie ubywa, a wprost przeciwnie – jest coraz więcej. I jeśli ktoś uważa, że problem ten się rozwiąże poprzez otwarcie granic Europy, to jest w błędzie.

Czego zatem brakuje?
– Potrzebny jest program realnej pomocy polegający na tym, aby tych ludzi podnieść z biedy, ale nie poprzez sprowadzanie ich do Europy, lecz w miejscach ich zamieszkania. Natomiast symptomatyczne jest to, że KE upiera się przy tym, aby przyjmować imigrantów. Celowo używam określenia „imigrantów”, bo przecież nie chodzi tu o uchodźców, ale o imigrantów z krajów muzułmańskich. Tymczasem zupełnie pomijany, spychany na margines jest temat imigrantów np. z Kazachstanu, z Ukrainy czy różnych innych miejsc i ludzi zbliżonych do nas, Europejczyków, kulturowo i religijnie. Ten temat dla Komisji w ogóle nie istnieje. Za to jest coraz silniejsza presja, aby przyjmować imigrantów muzułmańskich. To świadczy o jednym: o podłożu ideologicznym, które towarzyszy sprowadzaniu i przyjmowaniu obcych przybyszów w granice państw europejskich.

KE z jednej strony oczekuje od Polski podporządkowania przymusowi relokacji i wyjaśnień, a z drugiej, kiedy odpowiedź przygotowana przez MSZ w oparciu o pogłębione analizy trafia do Brukseli, z góry jest odrzucana...
– Wiceprzewodniczącemu KE i elitom brukselskim chodzi przede wszystkim o zmianę rządu w Polsce. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, który dba o interesy Polski, który nie chce się dać zdominować, jest nie na rękę państwom wiodącym tzw. starej Unii. Ale dajmy na to, że polski rząd uległby naciskom Fransa Timmermansa, to jego notowania radykalnie obniżyłyby się i o to unijnym decydentom chodzi. Gdyby wiceprzewodniczący KE był rzetelny i obiektywny w ocenach działań KE wobec Polski, to musiałby zweryfikować swoje stanowisko np. w kwestii obniżenia wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w Polsce. Przypomnijmy, że KE stoi na stanowisku, że obniżenie wieku emerytalnego może uderzyć w jeden z filarów Unii Europejskiej, jakim jest równe traktowanie kobiet i mężczyzn. Tak czy inaczej KE w swoich orzeczeniach brnie w ślepą uliczkę, dlatego konieczna jest zmiana podejścia, zmiana myślenia brukselskich elit m.in. w kwestii migracyjnej. Zachowania i decyzje unijnych polityków wskazują wyraźnie, że zapadła decyzja, że UE trzeba podzielić. W istocie solidarności europejskiej bronią takie państwa jak Polska i bardzo dobrze, że rząd PiS tę retorykę przyjął i jest za Unią niepodzieloną, za równością państw w Europie, którą rozbija KE. Najlepszym tego przykładem jest Brexit i decyzja Brytyjczyków o opuszczeniu Wspólnoty.

Wygląda na to, że nowe, młode stażem w Unii państwa takie jak Polska są bardziej rozsądne od tych, które tę Unię tworzyły…
– Mamy do czynienia z atakami na Polskę, ale de facto z atakami na fundamenty UE, które tworzyli ojcowie założyciele zjednoczonej Europy jak Robert Schuman, którzy potrafili łączyć głęboką wiarę w Boga z zaangażowaniem politycznym. Niestety, obecnie rządzący, decydujący o przyszłym kształcie Unii niszczą dorobek swoich wielkich poprzedników. Polska jest krajem, który nie podlega procesom ideologizacji, jakie przechodziły i przechodzą kraje zachodnie, stąd jest bogatsza, mocniejsza. Dostrzegamy znaczenie służby dobru wspólnemu, a więc to, czego nie widzą zaślepione swoją wielkością i mocno zideologizowane państwa zachodnie. Mamy też świadomość i głośno o tym mówimy, że burzenie modelu zjednoczonej Europy będzie oznaczało powrót niezdrowej rywalizacji między narodami, co może skutkować nowymi konfliktami.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zkiej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 10 wrz 2017, 18:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Relokacje ludności w Europie, wczoraj i dziś

6 września 2017 roku Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu oddalił skargi Słowacji i Węgier na decyzję o obowiązkowej relokacji uchodźców przebywających w Grecji i we Włoszech.

Postanowienie o relokacji 120 tys. uchodźców zostało przyjęte we wrześniu 2015 roku przez Radę UE, w której uczestniczyli unijni ministrowie spraw wewnętrznych. W przypadku tej decyzji zastosowano głosowanie większością głosów. Przeciwko kwotowemu rozmieszczeniu uchodźców były Czechy, Słowacja, Rumunia oraz Węgry. Bezpośrednio po tym posiedzeniu Rady UE, rząd Słowacji oświadczył, że jego kraj nie podporządkuje się decyzji o relokacji i zaskarży ją przed unijnym trybunałem. Później na podobny krok zdecydowały się Węgry. Polska, która poparła decyzje o relokacji (w czasie rządów PO) nie wniosła skargi, ale obecny rząd zdecydował się poprzeć Bratysławę i Budapeszt przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Przeciwko Słowacji i Węgrom popieranym przez Polskę wystąpiły przed Trybunałem Niemcy, Francja, Szwecja, Luksemburg, Belgia, Włochy, Grecja, a także Komisja Europejska.
Trybunał uznał, że Rada UE nie popełniła oczywistego błędu w ocenie, uznając, że cel realizowany przez zaskarżoną decyzję nie mógł zostać osiągnięty przy zastosowaniu mniej restrykcyjnych środków. Wcześniejsza decyzja przewidująca relokacje na zasadzie dobrowolności 40 tys. osób była niewystarczającym środkiem w świetle bezprecedensowego napływu migrantów, który miał miejsce w lipcu i sierpniu 2015 roku - napisano w orzeczeniu.

Odnosząc się do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie obowiązkowej relokacji uchodźców przebywających w Grecji i we Włoszech, premier Węgier Viktor Orban zarzucił Unii stosowanie przemocy wobec jego kraju, by zmusić go do przyjmowania migrantów i zapowiedział prowadzenie przez jego kraj walki politycznej o zmianę unijnej decyzji dotyczącej obowiązkowej relokacji uchodźców.

Dotąd prowadziliśmy walkę prawną. Teraz zamiast prawnej musimy prowadzić walkę polityczną i zmienić tę decyzję unijną oraz zmusić różne instytucje unijne do powiedzenia, że podjęta przez nie decyzja była zła, niemożliwa do zrealizowania, a państwa członkowskie nie mogą i nie chcą jej zrealizować - oświadczył Orban w porannej audycji w Radiu Kossuth.

Premier Orban zapowiedział, że Węgry nie zmienią swej polityki w sprawie imigracji.

Nigdy nie przyłożę ręki do tego, by Węgry stały się państwem imigracyjnym - podkreślił Viktor Orban.

Odrzucenie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargi Węgier i Słowacji ws. obowiązkowej relokacji uchodźców wywołało entuzjazm w niemieckich mediach. Niemieccy żurnaliści wskazują na brak zrozumienia istoty UE w państwach Europy Wschodniej i nieustannie powtarzają mantrę o potrzebie otwierania Europy Wschodniej na imigrantów. Szczególnie emocjonalny stosunek do tej kwestii wykazał monachijski dziennik „Sūddeutsche Zeitung”, który poinformował swoich czytelników, że:

„Są grzechy śmiertelne, wykroczenia i przestępstwa. Odpowiedź Viktora Orbána na orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) ws. relokacji uchodźców jest grzechem śmiertelnym, a wręcz zbrodnią na europejskim prawie”.

Autor tych pełnych patosu słów, publicysta „SZ”, Heribert Prantl konkluduje:

„W Europie nie ma miejsca dla państw, które chcą zachować jednorodność narodu”

I domaga się „ofensywnej obrony wartości UE”, przed Węgrami oraz Polską, gdzie „demokracja i praworządność są kopane nogami”.

Jeszcze zanim żurnalista Prantl dostał ataku histerii, unijny komisarz ds. migracji Dimitris Awramopulos zagroził, że jeśli Polska, Czechy i Węgry nie zaczną wykonywać decyzji o relokacji uchodźców w najbliższych tygodniach, Komisja Europejska rozważy skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Obecnie zgodnie z tzw. systemem dublińskim za rozpatrzenie wniosku o azyl odpowiada kraj UE, w którym uchodźca przekroczy unijną granicę. Tymczasem projekt reformy polityki azylowej UE, krytykowany m.in. przez Polskę, wśród proponowanych rozwiązań zakłada stały system dystrybucji uchodźców, który byłby uruchamiany automatycznie w sytuacji kryzysowej, a także możliwość wykupienia się z obowiązku relokacji; kraj, który nie chce przyjąć uchodźców, miałby zapłacić 250 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę.

Wierzymy, że pod koniec tego roku ministrowie będą gotowi, aby przedłożyć propozycję w sprawie nowego systemu dublińskiego - powiada unijny komisarz Awramopolus.

Polska, która w przeszłości miała już wielokrotnie do czynienia z „relokacją” osób na jej terytorium, konsekwentnie podtrzymuje sprzeciw wobec mechanizmu relokacji narzucanego przez KE.

23 grudnia 1791 roku w Rosji cesarzowa Katarzyna II wydała ukaz wprowadzający tzw. Черта оседлости, czyli strefy osiedlenia. Termin ten oznaczał terytoria cesarstwa rosyjskiego, na których wolno było mieszkać Żydom. Strefę osiedlenia tworzyły zachodnie gubernie cesarstwa rosyjskiego, utworzone po rozbiorach Polski. W ten oto sposób wschodnia granica Rzeczpospolitej pozostawała obecna na mapach w XVIII i XIX wieku. Celem tego ukazu było powstrzymanie migracji Żydów na terytoria rdzennie rosyjskie. Oznaczało to wypędzenie Żydów z Rosji, czyli mówiąc językiem biurokratów z Komisji Europejskiej - „relokację”.

Dalsze ograniczenia wolności zamieszkiwania nastąpiły w 1882, kiedy w Rosji wprowadzono tzw. „prawa majowe”. 15 maja 1882 roku Aleksander III zatwierdził ustawy wniesione przez ministra spraw wewnętrznych Nikołaja Ignatiewa, na mocy których usuwano ludność żydowską z miast rdzennej Rosji oraz ze wsi w strefach osiedlenia. Relokacja spowodowana „prawami majowymi” objęła w sumie około miliona osób. „Relokowani” Żydzi masowo przenosili się z zachodnich guberni cesarstwa do Królestwa Polskiego , co spowodowało wzrost antagonizmów narodowościowych i wyznaniowych w przeludnionych miasteczkach dawnej Rzeczpospolitej. Część „relokowanych” Żydów znalazła się w Łodzi - zdanych statystycznych wynika, ze przed 1914 rokiem do Łodzi przybyło ponad 40 tysięcy Żydów z rosji, tzw. litwaków. Kiedy w 1862 roku Żydzi stanowili zaledwie 16.6% ogólnej liczby mieszkańców Łodzi, to w roku 1897 odsetek ten wzrósł do 29.4%, a w 1913 r. wynosił już 34 %.

Strefa osiedlenia przetrwała do końca istnienia carskiej Rosji i została zlikwidowana przez Tymczasowy Rząd Rosji, który 2 kwietnia 1917 wydał dekret Об отмене вероисповедных и национальных ограничений (o zniesieniu restrykcji wyznaniowych i etnicznych).

W XX wieku „relokacje” ludności żydowskiej do Polski stosowało również państwo niemieckie. Wg spisu ludności w Niemczech w 1933 r. mieszkało około 500 000 tysięcy Żydów, w tym 88 400 tzw. Ostjuden czyli przybyszów ze Wschodu lub ich potomków. Obywatelstwo polskie miało 56 500 Żydów mieszkających w III Rzeszy. Od 1933 r. Ostjuden byli represjonowani i pozbawiani środków do życia. Polskie konsulaty i polskie poselstwo usiłowały ich bronić, ale z miernymi skutkami; w konsekwencji zaczęli więc coraz częściej przybywać do Polski. Z Niemiec mogli zabrać jedynie 10 marek na osobę (około 20 złotych), co oznaczało, ze nawet zamożny człowiek stawał się biedakiem.

15 marca 1933 r. szef niemieckiego MSZ, minister Konstantin von Neurath rozesłał do gauleiterów prowincji okólnik, w którym m.in. wzywał ich do pozbycia się tzw. Ostjuden. Wtedy po raz pierwszy notowano wypędzanie Żydów przez "zieloną granicę" do Polski. Najczęściej pojawiali się na stacji w Zbąszyniu. Zbąszyń, niewielkie miasto w Wielkopolsce, przed 1939 liczyło 5400 mieszkańców, w tym 360 Niemców i 52 Żydów. W pobliżu była granica z Niemcami; na stacji zatrzymywały się pociągi międzynarodowe. „Relokowani” Żydzi przybywali do Zbąszynia zwykle bez pieniędzy, często złapani na ulicy w Berlinie. Większość pochodziła z Berlina, ale byli też z Hamburga, Duisburga, Lipska. Nie było ich wielu, ale stanowili spory problem dla nielicznej gminy żydowskiej w Zbąszyniu. Zachowała się korespondencja między tą gminą a historykiem prof. Schorrrem, wiceprezesem polskiego dystryktu B’nai B’rith. Gmina zwraca się o udzielenie pomocy tym przybyszom żydowskim. Listy znajdują się w archiwum B’nai B’rith, przechowywanym w Archiwum Państwowym w Krakowie.

W końcu października 1938 roku rozpoczęła się Polenaktion czyli „relokowanie” z Rzeszy Niemieckiej Ostjuden posiadających polskie paszporty. Brutalnie, wygnano kilkanaście tysięcy ludzi, pozwalając na zabranie ze sobą tylko niezbędnych rzeczy oraz 10 marek. Szczyt aresztowań i deportacji przypadł na piątek 28 października. 29 października, jeszcze o zmroku, żołnierze pełniący służbę na pograniczu koło Zbąszynia zostali zaskoczeni przez gromady ludzi, którzy usiłowali przedostać się przez granicę w niedozwolonych miejscach. Popędzały ich oddziały wojska, policja,nieraz także SS. Nieliczni polscy strażnicy nie mogli ich zatrzymać, nie pomogły strzały oddawane w powietrze.

Ogółem w okolicach Zbąszynia „relokowano”około 9 tysięcy Żydów, wielu bez jakichkolwiek dokumentów. Kilka tysięcy osób wydalono z Niemiec przez granicę na Śląsku – dowożono ich koleją do Bytomia, a następnie poganiani przez SS i psy musieli brnąć przez leśne bezdroża w kierunku Polski. Niewielkie grupy wygnano także w innych okolicach. O takiej drodze opowiadała jedna z kobiet przywiezionych z Hamburga:

Wśród nocy kazano nam wysiadać z pociągu iść naprzód przez las. Potykając się, upadając, kalecząc o gałęzie, gubiąc krewnych szliśmy nie wiedząc dokąd. Byliśmy u kresu sił. Wreszcie znaleziono dobry punkt. Oddział wojska rozstąpił się, żołnierze nałożyli bagnety. Esesmani wzięli się za ręce i utworzyli kordon pchający nas ku granicy. Po bokach szli żołnierze. Napór z tylu wzrastał. Jeszcze krok i przekroczyliśmy granicę.

Ogółem w Polenaktion „relokowano” do Polski blisko 17 tysięcy osób. W pierwszych godzinach „relokowani” otrzymali pomoc od miejscowych gmin żydowskich, część wyjeżdżała w głąb Polski, jeżeli starczyło im pieniędzy na bilety kolejowe. Na Śląsku udało się problemy przybyszów rozwiązać szybciej; w gorszej sytuacji byli ci którzy dotarli do Zbąszynia, gdzie zatrzymywało się niewiele pociągów, a bilety do odległych większych miast były drogie. Miejskie władze Zbąszynia zorganizowały przybyszom schronienie w starych koszarach oraz w nieczynnym młynie. Wkrótce pomocy udzieliły organizacje żydowskie z Poznania, Warszawy, i innych miast. Pomoc nadeszła również od Żydów z USA, za pośrednictwem Jointu. Akcją pomocy kierował Emanuel Ringelblum, późniejszy twórca Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego.
Polskie MSZ podejmowały próby nacisku na władze Niemiec w celu odzyskania bodaj części majątku „relokowanych” osób, niestety bezskutecznie.

Przed WW II, przepędzanie ludzi jak stado baranów przez granicę zdawało się opinii publicznej szczytem barbarzyństwa. Po upływie 8