Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 369 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 02 sie 2016, 08:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Nakręcanie spirali zbrojeń

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu prezydent Putin ostrzegł, że amerykańska tarcza antyrakietowa grozi konfliktem globalnym. Czy ta retoryka nie jest jedynie wyrazem bezsilności Rosji w obliczu siły, jaką dysponują Stany Zjednoczone?
– Proszę pamiętać, iż Rosja ma więcej rakiet jądrowych niż Stany Zjednoczone. Ponadto obecnie nikt tak naprawdę do końca nie wie, czym – w zakresie nowych technologii rakietowych – dysponują największe światowe mocarstwa. Retoryka, którą się posługuje rosyjski prezydent, w postaci straszenia konfliktem globalnym, jest oczywiście elementem wojny informacyjnej, która ma docierać i oddziaływać głównie na postawy społeczne. Tym niemniej rozbudowa infrastruktury rakietowej coraz bliżej granic państw, które dysponują bronią jądrową, może tylko jeszcze bardziej nakręcić spiralę zbrojeń, co w konsekwencji zwiększy prawdopodobieństwo jej użycia w określonych warunkach. Oczywiście nie mówimy tu o technicznych awariach systemów, które również mogą wywołać trudne do przewidzenia skutki.

Czy i na ile tarcza antyrakietowa może zaburzyć geostrategiczną równowagę sił na świecie?
– Można powiedzieć, iż Europa jest już w znaczny sposób nasycona bronią jądrową. Jej zasoby są wystarczająco duże, aby kilkanaście razy zniszczyć kulę ziemską. Problemem są systemy zwalczania tej broni, które są coraz bardziej skomplikowane. Istota zaburzenia równowagi strategicznej w wymiarze geostrategicznym nie dotyczy zasadniczo już starego kontynentu, ale postępującej w coraz szybszym tempie rywalizacji w Azji i na Bliskim Wschodzie. Broń jądrową ma już Północna Korea, niebawem w jej posiadaniu będą: Arabia Saudyjska, Iran czy Turcja. Również Chiny znacząco rozbudowują swój potencjał w tym zakresie. To sprawia, że punktów zapalnych może być coraz więcej.

Putin, mówiąc o działaniach Waszyngtonu, podkreśla, że „świat jest wciągany na bezpowrotną drogę”...
– Znając politykę Rosji, nie ulega wątpliwości, iż odpowie ona na działania Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie musi to być nasycenie dodatkową bronią jądrową samej Europy. Można się jednak spodziewać, że Rosjanie zapewne rozbudują swoje arsenały jądrowe w Arktyce, co więcej mogą też umożliwić np. Iranowi pozyskanie odpowiednich technologii nuklearnych. Nie jest też wykluczone ulokowanie jakichś systemów rakietowych w Syrii.

Czy to oznacza, że Moskwa, chcąc zdobyć przewagę, może pójść w stronę rozwoju broni nuklearnej?
– To czy Stany Zjednoczone lub Rosja mają tylko tyle broni jądrowej, ile deklarują, jest tak naprawdę wielką niewiadomą. Dzisiejsze potencjały obu tych państw praktycznie wykluczają możliwości neutralizacji w locie wszystkich pocisków, tym bardziej w sytuacji, kiedy zostałyby one wystrzelone w zbliżonym do siebie czasie. To pokazuje, iż obecnie światowe mocarstwa jądrowe bardziej będą się koncentrowały na zwiększaniu ilości środków zwalczających właśnie broń jądrową, a nie powiększaniu samego arsenału.

Czy Pana zdaniem możemy się spodziewać nowego wyścigu zbrojeń o znacznie większym spectrum niż dotychczas?
– Z pewnością tak, ale będzie to wyścig głównie w obszarze broni precyzyjnej. Nie chodzi tu zatem o podwyższanie liczebne stanów armii czy znacznej ilości konwencjonalnego wyposażenia.

Pozostając w tematyce wschodniej, ale bliżej naszych spraw, jak odczytuje Pan projekt ustawy rosyjskiego parlamentu w sprawie uznania rzezi wołyńskiej za ludobójstwo?
– O ile uchwała Sejmu i Senatu w Polsce była oczekiwanym i nieuchronnym krokiem, o tyle działania Moskwy mają na celu przede wszystkim zdobycie sympatii polskiego społeczeństwa. Taka uchwała może mieć także znaczenie w zakresie wsparcia środowisk zwalczających na Ukrainie nacjonalizm, zwłaszcza w skrajnej postaci.

Proszę powiedzieć, na ile mogą to być szczere intencje i próba poprawy stosunków z Polską, a na ile przebiegłość rosyjskiej polityki i gra nakierowana na skłócenie Warszawy z Kijowem?
– Uchwała w rosyjskim parlamencie nie będzie jakimś większym przełomem, a co za tym idzie nie wpłynie w sposób znaczący na relacje Warszawy z Kijowem. Natomiast postrzegałbym to bardziej jako kolejny gest Kremla skierowany w kierunku Warszawy, w celu osłabienia napięć pomiędzy naszymi państwami. Moskwa zdaje sobie sprawę, iż uchwałą polskiego parlamentu na Ukrainie rozpoczyna się powolny proces dotyczący odfałszowania historii w społecznym przekazie, na czym również ona sama będzie korzystać.

Nieodosobnione są też opinie, że Rosja swoją polityką – podobnie jak to ma miejsce w przypadku Turcji – chce wbić klina i podkopać amerykańskie wpływy w Europie.
– Rosja nawet poprzez swoje intrygi w krótkim okresie nie jest w stanie odwrócić sympatii Polaków do Stanów Zjednoczonych. Natomiast administracja amerykańska grając Polską, poprzez swoją politykę, może sama wywołać u nas zmianę społecznych nastrojów. Zresztą są one już wyczuwalne chociażby w odniesieniu do wpychania naszego kraju w coraz większe zaangażowanie w wojnę domową na Ukrainie. To jest bardzo niebezpieczna gra, której złe owoce Rosja może wykorzystać, wbijając klina w relacje Waszyngtonu z Warszawą.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rojen.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 03 sie 2016, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Policja wobec katolików nie boi się użyć siły

Francuska policja siłą usunęła ok. 30 osób z paryskiego kościoła św. Rity. Ma on zostać zburzony, a na jego miejsce belgijska spółka ma zbudować dom mieszkalny i parking.

Obrazek

Świątynia ta, wzniesiona na początku XIX wieku w stylu neogotyckim.

W marcu ub.r. władze miasta nakazały miejscowym wiernym i ich proboszczowi ks. Dominique’owi Philippe’owi opuszczenie świątyni, gdyż wspólnota od wielu miesięcy nie płaciła za nią czynszu. W tej sytuacji właściciel obiektu – Stowarzyszenie Kaplic Katolickich i Apostolskich – podpisał porozumienie o jego sprzedaży ze spółką Garibaldi, kierowaną przez grupę Lamotte z zachodniej Francji, handlującą nieruchomościami. Kościół miał zostać zburzony, a na jego miejsce firma zobowiązała się zbudować parking i mieszkania.

Gdy całą sprawę ujawniono, wywołało to ostry sprzeciw nie tylko stosunkowo niewielkiej wspólnoty kościoła św. Rity, ale także dużej części mieszkańców i deputowanego do parlamentu z ramienia Liberałów Philippe’a Goujona, mera XV dzielnicy Paryża, na terenie której znajduje się świątynia. On sam już raz – 5 października 2015 – wraz z grupą przyjaciół stawił czynny opór policji, protestując przeciw planom rozbiórki obiektu. Później wielokrotnie zabiegał o cofnięcie tych zamiarów.


Bardzo szybko do akcji protestacyjnej włączyła się nieznana szerzej grupa „Ruch 14 Lipca”, której członkowie zajęli kościół, w tym prezbiterium, przekształcając to miejsce w siedzibę części Akcji Francuskiej. Działacze Akcji poprosili opata Guillaume’a de Tanouarn z Instytutu Dobrego Pasterza o odprawianie tam Mszy Świętych w klasycznym rycie rzymskim.

6 stycznia br. wierni okupujący świątynię otrzymali sądowy nakaz opuszczenia jej, ale w praktyce nic się nie zmieniło. Podejmowano w tym czasie wiele starań, aby nie dopuścić do zburzenia kościoła. Zaproponowano m.in. zburzenie jedynie górnej części budynku i zbudowanie mieszkań nad kościołem, który znajdowałby się na parterze budynku. Zainteresowanie jego kupnem zgłosiły też liczne wspólnoty prawosławne, zwłaszcza francuska eparchia (diecezja) Patriarchatu Antiocheńskiego. Jednakże grupa Lamotte stanowczo odrzucała jakąkolwiek wolę rozmów na ten temat.

5 lipca na wspólną prośbę przedstawioną przez stowarzyszenie, będące właścicielem kościoła i inwestora nieruchomości, francuska Rada Stanu (organ opiniujący wszystkie rządowe projekty ustaw i przepisów) upoważniła prefekta policji paryskiej do użycia siły wobec broniących świątyni. Gdy wierni dowiedzieli się, że 3 sierpnia ma nastąpić eksmisja, od rana zgromadzili się w środku, aby do tego nie dopuścić.

Prefektura wydała wprawdzie oświadczenie, że 15 jednostek policji przeprowadziło całą akcję „bez zakłóceń”, ale w sieciach społecznościowych pojawiły się bardzo wymowne zdjęcia przedstawiające akcję sił porządkowych, która nie czekała na zakończenie Mszy św. i brutalnie wyciągała ludzi ze świątyni, m.in. kapłana.

Ponadto wielu internautów wyraziło oburzenie z powodu dzisiejszego zdarzeniu, nawiązując zwłaszcza do niedawnego zamachu na kościół w Saint-Etienne-du-Rouvray w Normandii, gdzie dwaj Francuzi o korzeniach islamskich wtargnęli do świątyni w czasie porannej Mszy św. i zamordowali w okrutny sposób sędziwego kapłana ks. Jacques'a Hamela.

Oburzenie z powodu całej akcji wyrazili też liczni politycy prawicowi, głównie z Frontu Narodowego i Republikanie. Szefowa Frontu Marine Le Pen zapytała na swym Twitterze: „A może ktoś zechciałby zbudować parkingi na miejscu salafickich meczetów, zamiast burzyć nasze kościoły?”.

RP, KAI

http://www.naszdziennik.pl/swiat/163515 ... -sily.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 08 sie 2016, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Ekonaziści nadchodzą

Ideą, która zdemolowała świat, był marksizm. W ciągu stu pięćdziesięciu lat przyniósł on ponure żniwo śmierci obliczane na pół miliarda istnień ludzkich. Marksizm często mutował, dorobił się dziesiątków odmian. My, Europejczycy, najboleśniej odczuliśmy twórcze przeróbki idei w wykonaniu Stalina i Hitlera, ale swoje dołożyli też „towarzysze” z Azji i Ameryki Południowej. Marksiści brunatni i czerwoni występowali otwarcie. Przychodzili z karabinami, zrzucali bomby, podpalali domy, mordowali ludzi. Deklarowali uczciwie, że chcą nas obrabować i pozabijać, a w dalekosiężnych planach – podbić cały świat. Na szczęście przerażeni ludzie konsolidowali się, łapali za karabiny i w wielu przypadkach dawali im skuteczny odpór.

Tymczasem obok rozwijała się idea, której twórcy byli sprytniejsi i mordowali na masową skalę, nie afiszując się z tym. Marksowi, Leninowi, Stalinowi, Hitlerowi, Mao, Pol Potowi poświęcono obszerne artykuły w encyklopediach. A najstraszliwsza masowa zbrodniarka XX wieku, Rachel Carson, została opisana czterolinijkową notatką w Wikipedii. Większości ludzi jej nazwisko nic nie mówi. Nieliczni kojarzą, że była to „ekolożka”. Czego dokonała?

W latach przedwojennych malaria zabijała rocznie kilka milionów ludzi. Na początku lat pięćdziesiątych wprowadzono masowe opryski przy użyciu DDT. Środek był bardzo tani i bardzo skuteczny. Rozpadał się po kilku tygodniach na jeszcze trwalsze pochodne o zbliżonym działaniu. Jeden oprysk starczał na całe miesiące. Dzięki temu w ciągu kilku lat całkowicie pokonano malarię w Polsce i Europie. W krajach tropikalnych liczba zgonów spadła z kilku milionów do kilkunastu tysięcy. DDT stosowano do opryskiwania pól, co pozwoliło na skuteczne tępienie szkodników – na przykład stonki ziemniaczanej. Poprawiało to światowy bilans żywnościowy.

Tymczasem „ekolodzy” roztaczali kasandryczne wizje świata bez owadów i ptaków. Ich zdaniem, DDT miało też uszkadzać genom człowieka. Informacji tych nie potwierdziły żadne badania naukowe, ale na skutek lobbingu Rachel Carson i jej współpracowników ONZ wprowadził ogólnoświatowy zakaz produkcji, obrotu i stosowania DDT. Malaria ruszyła do kontrataku. Nie odzyskała dawnych sił, ale nadal zabija 1–3 milionów ludzi rocznie. Pani „ekolożka” wedle różnych szacunków ma na rękach krew 50–100 milionów ludzi!!! Dopiero przed kilku laty zaczęła się rehabilitacja DDT…

W latach siedemdziesiątych minionego stulecia Europa Zachodnia uwierzyła w dwa mity. Pierwszy zwiastował nadejście nowej epoki lodowcowej. Mniejsza aktywność słońca skutkować miała spadkiem produkcji żywności i powszechnym głodem. Mitem drugim było przeludnienie świata. Obie idee wzajemnie się uzupełniały. Informacje o klęskach głodu (na przykład, w komunistycznej Etiopii) zdawały się potwierdzać najczarniejsze prognozy – zwiastowały przyszłe wojny o żywność, kanibalizm, zmierzch cywilizacji. Do walki z bombą demograficzną przystąpiono nie tam, gdzie faktycznie populacja dynamicznie wzrastała, ale w sytej Europie i Stanach Zjednoczonych. Walczono skutecznie i „bombę demograficzną” rozbrojono. Aborcja i rozpowszechnienie coraz skuteczniejszych metod antykoncepcji pozwoliły na kontrolę liczby urodzeń i mimo szybkiego wzrostu zamożności społeczeństw liczba dzieci drastycznie spadła. W Chinach postępowcy poszli o krok dalej – od czterdziestu lat stosuje się tam politykę jednego dziecka. Na rozmnażanie się trzeba uzyskać zgodę. Dokonuje się przymusowych aborcji wszystkich odkrytych nielegalnych ciąż… „Nielegalne” dzieci, jeśli przeżyją, stają się „nielegalnymi” obywatelami.

W Afryce i krajach Lewantu – mimo suszy, głodu, wojen i epidemii AIDS – przeludnieniem nikt się nie przejmował. Efektem jest rosnąca dysproporcja i zachwianie równowagi rasowej. Europa powoli wymiera i zarazem jest kolonizowana przez społeczności, których przedstawiciele aborcji nie stosują z zasady, a o antykoncepcji słyszeli, że niewierni mają coś takiego…

Pod koniec lat osiemdziesiątych ludzi zelektryzowała informacja o pojawieniu się tak zwanej „dziury ozonowej”. Jej przyczyny zapewne były naturalne – niektórzy eksperci wiążą jej powstanie z nasiloną działalnością wulkaniczną i pojawieniem się w atmosferze większych ilości tlenków siarki i azotu. Jednak za głównych winnych uznano dezodoranty i lodówki – zaczęła się więc walka z freonem. Wprowadzono droższe zamienniki, wzrosły ceny sprzętu AGD i kosmetyków. W latach dziewięćdziesiątych oznaczenie: ozone friendly znalazłem nawet na nabytym pokątnie niemieckim gazie obezwładniającym… Ostatnio ich nie widuję. Czyżby freon jak DDT po cichu wracał do łask?

Ledwo zdołano „załatać dziurę ozonową”, gdy wymyślono globalne ocieplenie i, oczywiście, zaczęto z nim walczyć. Szybko zapomniano, że nadchodzi nowa epoka lodowcowa. Teraz zagrożeniem stał się dwutlenek węgla. Zaczęło się też lansowanie odnawialnych źródeł energii. Dekadę temu w Azji po raz pierwszy od lat pojawił się głód. Drastycznie wzrosła cena ryżu. Kto zawinił? Znowu „ekolodzy”. UE kupuje biokomponenty, by obligatoryjnie dodawać je do paliw. Azjaci zarzucili uprawę zbóż i zwiększyli areał roślin oleistych na eksport… Tym razem na szczęście liczba ofiar „ekologów” nie była szczególnie imponująca…

Dla Polski znacznie groźniejsze są limity emisji dwutlenku węgla – oraz w konsekwencji planowe wygaszanie górnictwa węgla kamiennego i brunatnego. Osobiście uważam węgiel za przeżytek. Kłopot w tym, że nie mamy elektrowni atomowych ani zakładów wzbogacania uranu. Nie ruszyło wydobycie gazu łupkowego. A do energii z turbin wiatrowych jak na razie dopłacamy około 70 gr/kWh.

Ekoaktywistów w zielonych kubraczkach mijamy zazwyczaj obojętnie. Nie wydają nam się groźni. Osobiście patrzę na nich jak na neonazistów. Patrzę przez pryzmat stu milionów ofiar „ekologii”. Jeśli damy im choć odrobinę władzy – będą nas zabijać. Nie użyją karabinów – zrobią to jak Rachel Carson: zza biurka…

Andrzej Pilipiuk

posting.php?mode=reply&f=4&t=1271


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 31 sie 2016, 13:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Lewactwo bardzo skutecznie wskazało islamistom chrześcijan jako wspólnego i znienawidzonego wroga. Wyszperane 29/8/16.

Jacek BEZEG

Żaden kraj z tak masywnie upośledzonym społeczeństwem nie ma perspektyw na normalny rozwój. Oznaki zapaści zdrowotnej, edukacyjnej, społecznej, i ekonomicznej widoczne są w USA na każdym kroku. Nauczyciele desperują, że uczniowie stali się niepojętni i nie sposób ich czegokolwiek nauczyć, generałowie narzekają, że zgłaszający się kandydaci na żołnierzy są w większości upośledzeni umysłowo i fizycznie, utyskują przedsiębiorcy, iż nie są stanie wyuczyć pracowników zawodu, brakuje normalnych kandydatów na pilotów, inżynierów, lekarzy, hydraulików, elektryków etc. Jakość polityków idzie w parze z pogłębiającym się upośledzeniem umysłowym i fizycznym całego społeczeństwa.
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/s ... ladem-usa/


Choć wiemy, że za prawdę zapłacili drogo.
Wyklęci…
Pamiętajmy: Za co wyklęci i przez kogo…

http://www.wyszperane.info/2016/08/29/z ... seniora-3/


Widać, że Francja w pełni świadomie przechodzi z katolicyzmu na islam. A więc nie możemy zabierać im muzułmanów. Są im potrzebni na tej nowej drodze. [ ... ]
Wracając do tej nieudanej asymilacji przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, muszę co nieco sprostować. Pod jednym względem można odnotować tu duży sukces. Lewactwo w bardzo skuteczny sposób wskazało islamistom chrześcijan jako wspólnego i znienawidzonego wroga. Pokazało też, że ten typ ofiar można atakować niemal zupełnie bezkarnie, zyskując nawet aprobatę lewackich propagandowych szczekaczek. W tym przypadku asymilacja kulturowa udała się świetnie i podejrzewam, że o to wrogom Kościoła chodziło.

Po pacyfikacji kościoła św. Rity w Paryżu w wywiadzie udzielonym „Le Figaro” ks. Guillaume de Tanoüarn powiedział: „Obecnie, gdy pokazuje się nam pilną konieczność zawarcia konkordatu z islamem, aby mogły powstawać miejsca kultu dla muzułmanów, zburzenie św. Rity jest znakiem nowego wypchnięcia Kościoła z kulturowego uniwersum Francji”.

Wielebny księże, to „nowe wypchnięcie” trwa już od bardzo wielu lat, tylko że część postępowych duchownych z „Kościoła otwartego”, a także samych wiernych tego procesu nie potrafiło dostrzec i nazwać po imieniu.
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/j ... sza-wiare/

Finanse na film o budżecie ponad 3,5 mln PLN dały solidarnie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP i Polski Instytut Sztuki Filmowej. Cała potęga i autorytet państwa polskiego został użyty do zaprezentowania widzom polskim i światowym czegoś, co instytucje te uznały za istotne i pozytywne dla wizerunku RP i za prawdę o życiu funkcjonariuszki NKWD i szefowej V Wydziału Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, kochanki Bermana, Minca i Szyra – płk. Julii Prajs Brystygier ksywa „krwawa Luna”.
Na taką ksywę musiała babeczka nieźle popracować, bowiem wśród „śledczych MBP” nikt się nie oszczędzał.
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/z ... ia-w-nkwd/

„Niestety, konsekwencje tego wycieku mogą być poważne. Przestępcy dzięki danym wykradzionym z bazy PESEL mogą wyłudzać pożyczki albo kredyty. Aby wziąć ten ostatni wystarczy nazwisko, numer dowodu osobistego oraz PESEL. Wszystkie te dane znajdowały się w bazie. To między innymi w trosce o ochronę naszych danych UKE zwracało uwagę, żeby przy rejestracji kart SIM nie pozwalać na kserowanie dowodów osobistych.”.
Dzisiaj [28.08.2016] w portalu Niezalezna.pl ukazał się {TUTAJ (link is external)} tekst: „Dane milionów Polaków zagrożone. Największy cyberatak w historii”. Stwierdzono w nim:
„Uważaj, ktoś może wziąć na ciebie kredyt lub kupić lodówkę na raty, a ty nic o tym nie będziesz wiedział. Pracownicy pięciu kancelarii komorniczych pobrali w sposób nieuprawniony dane z bazy PESEL. Prawdopodobnie chcieli je komuś sprzedać. Sprawą zajmuje się prokuratura.
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/w ... agrozenie/

Nikt tak na nas nie zarabia, jak samorządy sprzedając nam wodę. Najwyższa Izba Kontroli zbadała kwestię obsługi podstawowej potrzeby, czyli dostępu do pitnej wody i bije na alarm. Samorządy zrobiły sobie z wody złotonośne źródło. I są bezkarne.
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/w ... amorzadow/

Rothschild Polska specjalizuje się w fuzjach i przejęciach przedsiębiorstw. Jest to bardzo istotna dziedzina gospodarki. Każda większa fuzja bądź przejęcie musi zostać zaakceptowane przez UOKiK. Fuzje stanowią główną drogę do tworzenia międzynarodowych korporacji. Pojedyncza firma, rozwijając się naturalnie, zmuszona jest do konkurencji na rynku, która utrudnia ponadnormatywny rozwój. Najwięksi giganci rynków finansowych powstali właśnie dzięki fuzjom i przejęciom. Ci, którzy odpowiadają za fuzje decydują o kształcie gospodarki w znacznie większym stopniu niż prezesi wielkich firm, czy nawet premier.
W Polsce jest niewiele firm, które zajmując się fuzjami mają na tyle silną pozycję by rzeczywiście liczyć się na rynku. W rzeczywistości liczy się kilka. Rothschild, Nomura, Goldman Sachs oraz ING to te najistotniejsze. Przy sprzedaży Polkomtela nie udało się nawet znaleźć 13 firm, które spełniłyby wymagane kryteria.
Rothschild jest najsilniejszym graczem na naszym rynku. Wystarczy wymienić kilku jej polskich klientów, by zrozumieć jej rolę.
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/r ... gazociagi/

Poza tym historia ciągle dowodzi, że siła woli, zaangażowanie żołnierzy jest o wiele ważniejsza od technologii. Spójrzcie na poniżającą klęskę zadaną przez Hezbollah wartemu miliardy dolarów wojsku Izraela w 2006 roku. Izraelczycy użyli całego swojego lotnictwa, sporej części marynarki wojennej, dużą część potężnej artylerii, najnowsze czołgi i ponieśli straszną klęskę z rąk prawdopodobnie mniej niż 2000 bojowników Partii Allacha, a nie były to najlepsze oddziały w dyspozycji Hezbollah (najlepsze Hezbollah trzymał na północ od rzeki Litanii).
Podobnie atak NATO na Serbów w Kosowie przejdzie do historii jako jedna z najbardziej spektakularnych porażek potężnego sojuszu wojskowego, wyposażonego w zaawansowane systemy broni, z rąk małego kraju wyposażonego w przestarzałe uzbrojenie. [Na marginesie: w obydwu wojnach anglo-syjonistom uratowała twarz machina propagandowa, która ukryła rozmiary ich porażki. Informacje ciągle są dostępne, wystarczy poszukać].
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/t ... sja-i-usa/

Olek Grotowski – Rozmowa ministra ze studentami – powspominajmy
Piosenka wykonana podczas I Przeglądu Piosenki Prawdziwej, rok 1981, Gdańsk, Hala Olivia
http://www.wyszperane.info/2016/08/29/o ... pominajmy/

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 03 wrz 2016, 18:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
IV Wojna Opiumowa. Zielone światło Obamy dla narkotyków, a nasze zdrowie!

Z cyklu : „S-121, 52 stan”

dr J. Jaśkowski

Jak to się czasy zmieniają. Dawniej ubodzy składali pieniądze w bankach, aby zaoszczędzić i się dorobić.

Obecnie banki tworzą pieniądze z sufitu, aby okradać ubogich.

O IV wojnie opiumowej zwanej Afgańską, pisałem już kilkakrotnie. W związku jednak z faktem, że temat ten jest całkowicie przemilczany przez polskojęzyczne mass media niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku, wydaje mi się, że koniecznym i niezbędnym jest przypomnienie podstawowych faktów.

Przede wszystkim, gdyby nie zaangażowanie służb specjalnych, zarówno cywilnych, jak i wojskowych w ten handel, to żadnego handlu i produkcji opium by nie było. Jest to wniosek pozostający poza wszelką dyskusją. Pentagon chwali się, że z kosmosu może odczytać gazetę, a nie widzi setek tysięcy hektarów pól maku w Afganistanie? Potrafi wysyłać drony na wesela afgańskie, zabijając dzieci i cywilów, a nie umie nakierować ich na pole maku? Jest to oczywista bzdura i świadczy jednoznacznie o kierownictwie handlu opium, usadowionym na wysokich szczeblach tzw. władzy państwowej.

Krótkie przypomnienie.

W momencie wejścia do Afganistanu po słynnej fałszywej fladze, jaką był rzekomy związek Talibów ze zniszczeniem WTC, produkcja opium w tym kraju ruszyła z kopyta. Za talibów pola uprawne maku zajmowały 7600 ha, czyli tyle ile mniej więcej wynosiło zapotrzebowanie medyczne.

Już w pierwszym roku rządów Pentagonu powierzchnia upraw zaczęła systematycznie wzrastać. I tak w 2009 roku wynosiła już 123 000 ha, a w 2014 wzrosła do 224 000 ha, czyli w okresie 5 lat uległą podwojeniu. Podobnie uległa podwojeniu produkcja, ze 180 ton do 6400 ton w roku 2014. To są oficjalne dane ujawnione w czasie posiedzenia UNGASS, czyli ONZ-towskiej sekcji d/s narkotyków, jaka odbyła się 19 kwietnia 2016 roku. 85% produkcji opium pochodzi z Afganistanu, tego zaanektowanego przez Pentagon kraju. Pozostałe 1254 tony to Birma, Laos, Meksyk, Tajlandia i Wietnam.

Problem w tym, że do USA wg danych rządowych, opium jest dostarczane głównie rzekomo z Meksyku. Nie może to być prawda, ponieważ Meksyk produkuje tylko 162 tony, czyli 16.200 kg heroiny.

Cały wysiłek służb rządowych w rodzaju tak świetnie pokazywanych w hollywoodzkich filmach agentów DEA, czy CIA, jest skoncentrowany na Meksyku.

Podobnie opowiadanie, że narkotyki przychodzą z Birmy, jest pozbawione podstaw. Birma produkuje ok. 67 ton opium, co nie wystarczałoby nawet na 20% pokrycia zapotrzebowania amerykańskiego. Poza tym szlaki przerzutowe i podział stref wpływu został już dawno ustalony.

Narkotyki z Birmy, Laosu, czy Wietnamu, wędrują do Azji, Australii. Oczywiście przy pomocy tych samych służb.

Narkotyki z Korei Północnej wędrują głowie do Chin. Powszechnie mówi się, że Korea północna to wielka farma CIA do produkcji narkotyków dla Chin.

Nie ma żadnej możliwości przeniesienia przez tzw. zieloną granicę narkotyku z Laosu do Australii. Do tego potrzebne są samoloty, lub duże statki. Wiadomo, że od co najmniej 40 lat na niebie króluje tylko wywiad USA. Prawda jest natomiast taka, że 85% narkotyków przechodzi do USA przez Kanadę.

Dzięki wydaniu 25 miliardów dolarów na utrzymywanie tej fałszywej walki z narkotykami meksykańskimi, w USA co 35 minut umiera jeden Amerykanin z powodu heroiny. Liczba zgonów mieszkańców USA systematycznie wzrastała od chwili wejścia Pentagonu do Afganistanu.

I tak, w 2010 roku umierało z powodu narkotyków 3.036 osób,

w 2011 roku zmarło już 4397 osób,

w 2012 roku zmarło już 5925 osób,

w 2013 roku zmarło już 8260 osób,

w 2014 roku zmarło już 10574 osoby.

Jak łatwo można sprawdzić, wzrost jest systematyczny i stały. Powtórzę: Co 35 minuty ginie jeden Amerykanin od chwili wytoczonej przez Prezydenta Obamę walki z narkotykami. Dodatkowo z budżetu ginie 25 miliardów na tą walkę.

Jednocześnie uwidacznia się mechanizm zależności pomiędzy Hollywood, a CIA. Wszystkie filmy o narkotykach mówią o granicy z Meksykiem i o bandach meksykańskich.

Wystarczy zapoznać się z jakimkolwiek tekstem w polskojęzycznej prasie niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku. Same bandy okropnych Meksykanów [ale Meksykanki są cudowne] i to oni strzelają gdzie się da i do kogo się da. Przecież trudno, by o tym nie wiedzieli scenarzyści z Hollywood. Oni po prostu takie dostają zamówienia i pieniądze. CIA jest przecież w stanie załatwić wszelkiego rodzaju atrybuty i konsultantów. A o tym, jak powstała CIA i na czyje zlecenia działa, już pisałem.

Tymczasem jest to typowa fałszywa flaga. Cały handem narkotykami idzie przez granicę kanadyjską! Ale dlaczego niby głupi ludek ma o tym wiedzieć? Tym samym uwidacznia nam się prawdziwa struktura władzy na Planecie zwanej Ziemia.

To nie aktorzy sceny politycznej noszący miano polityków, czy mężów stanu. Takowych to już dawno wybito w ten, lub inny sposób. Jak to kilkakrotnie opisywałem, seryjny samobójca, to nie polski wynalazek.

http://www.polishclub.org/2014/02/23/dr ... ta-zywych/

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119

https://gloria.tv/article/5tKQroaHL9ezSM1v1aX1vzGTk

http://narodowyszczecin.pl/index.php/archives/8230

Kto głównie zarabia na tych pieniądzach z narkotyków? Pieniądze z narkotyków są tzw. nielegalnymi pieniędzmi i oficjalnie one nie istnieją. Podobno w USA te czarne pieniądze, wymagające wyprania, to ponad 560 miliardów dolarów.

Tego nie da się wyprać w kantorze, czy na targowisku. Pieniądze te muszą przejść przez banki tak, aby się stały legalnymi pieniędzmi.

Podałem przed laty przykład pewnego budynku w Glasgow, w którym znajduje się ponad 200 adresów rozmaitego rodzaju firm i firemek. Proceder przebiegał w następujący sposób, o ile sobie dobrze przypominam. Jakaś firma angielska skarży firmę np. mołdawską o odszkodowanie rzędu np. 100 milionów dolarów. Sprawa toczy się w prawdziwym mołdawskim sądzie, który zasądzał takowe odszkodowanie. Ta firemka mołdawska, handlująca np. winogronami, przynosi do sądu w walizkach te 100 milionów dolarów. Plus, prawdopodobnie, prowizję dla sędziego. Nikogo nie obchodzi, skąd maleńka firemka posiada owe 100 milionów dolarów. Wyrok, rzecz święta. Angielska firma podawała numer konta banku na Łotwie, lub w Estonii. Owa instytucja w Estonii, otrzymawszy „legalne” pieniądze, z jak najbardziej państwowego sądu z Mołdawii, przelewa je na konto owej jednopokojowej foremki, w owym budynku w Glasgow. Czasami, jak udowodniono, pod tym samym adresem w okresie jednego, czy dwu lat, zameldowane były 2-4 firmy. Nawet sekretarki się nie zmieniały, tylko szyldy.

http://www.polishclub.org/2016/06/30/dr ... go-one-sa/

http://www.polishclub.org/2014/02/06/dr ... ich-ludzi/

https://prawdaxlxpl.wordpress.com/2015/ ... kratyczne/

http://wpolsce.biz/marihuana-stopien-ko ... dowej-czd/

http://www.polskawalczaca.com/viewtopic ... 27331b8ce2

http://zdrowiezroslin.blogspot.com/2016 ... -zysk.html

No i dochodzimy do sedna.

Jak już podawałem, na czele tego finansowego imperium stoi Corona Temple, czyli City of London. Ta instytucja, posiadająca wszelkie atrybuty państwa, tj.: obszar, hymn, parlament, zarząd, siłę zbrojną, dysponuje 98% całego ziemskiego kapitału. Pierwsze banki do prania brudnych pieniędzy z wojen opiumowych powstawały właśnie tutaj. I tak jest do dnia dzisiejszego. Takie wyprane pieniądze mogą już legalnie kursować w obiegu.

To nie jest nic tajnego. Także w Polsce ten numer doskonale funkcjonuje. Jak mówi ulica, te przekręty z ustawianiem meczów z końca lat 90. to właśnie było pranie brudnych pieniędzy. Przecież nie chodziło wcale o wygranie, czy przegranie meczu. Chodziło o Totalizatora Sportowego. Jeżeli wiedziałem z miesięcznym wyprzedzeniem, jakie będą szczęśliwe liczby, to spokojnie mogłem takie talony rozdawać „swoim” ludziom za ich wierną pracę. Taki osobnik mógł się zawsze wylegitymować wygraną w Totolotka.

Przecież nie kto inny, ale nawet, jak to ładnie mówi p. St. Michalkiewicz, kukuńcio alias bolek, twierdził wielokrotnie, że on wygrywał w Totolotka.

Innym sposobem prania takich pieniędzy są tzw. zbiórki uliczne. Ulica już od dawna twierdzi, że cała szopka z Orkiestrą Świątecznej Pomocy to nic innego właśnie, jak pranie pieniędzy. Przecież jak darczyńca przynosi walizkę pieniędzy, to nikt się go nie pyta o nazwisko. A potem można wypłacać komu się chce i ile się chce, ponieważ to od rady fundacji zależy, co i na ile wycenią. Np. przygotowuje taka osoba plan działań na następną zbiórkę, albo dokonuje oceny poprzedniej. I można jej wypłacić po uważaniu.

Dlatego właśnie istnieją fundacje. Nikt nie ma prawa zakwestionować rachunków takiej fundacji. Przez Polskę przechodzi ponoć 75 000 kg narkotyków, to jest co najmniej 150 milionów dawek. A to całkiem ładna kwota.

Otóż dowodem bezpośrednim, że to właśnie banki są najbardziej zainteresowane handlem narkotykami, jest fakt prania tych olbrzymich kwot przez duże banki. Są nawet specjalne banki, których historia powstania wiąże się z handlem narkotykami. Nawet jak sprawa prania „brudnych” pieniędzy wychodzi na jaw, to bank uwalnia się od kary, zapłatą ileś tam milionów dolarów. Nie zdarzyło się w okresie ostatniego półwiecza, aby jakikolwiek z dyrektorów banków poszedł do więzienia z tego powodu.

Było co prawda w okresie ostatnich 2-3 lat ponad 50 dziwnych morderstw dyrektorów banków, ale przecież oni popełnili samobójstwa. Tak twierdziła państwowa policja. Przecież nie sądzisz Czytelniku, że państwowa policja współpracuje z handlarzami narkotyków i usuwa niewygodnych bankierów…

http://www.prisonplanet.pl/ekonomia/ban ... 1410481658

https://prawdaxlxpl.wordpress.com/category/j-jaskowski/

http://www.polishclub.org/2016/07/06/os ... ania-pasa/

http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/ ... /7762-7762

A gdzie znajduje się siedziba większości banków?

Oczywiście zgadłeś Dobry Człeku, w City of London. O tym, że Pentagon podlega Corona Temple, nie ma żadnych wątpliwości. Wystarczy sobie prześledzić operacje Pustynna Burza. Jakaś tam firemka z Kuwejtu podkrada ropę z największego zbiornika irackiego. Stary agent CIA Hussain grzecznie pyta panią Ambasador USA, co ma robić, czyli czy może zlikwidować ten przeciek. Po otrzymaniu zgody, przystępuję do dzieła nie wiedząc, że za firemką stoi nie kto inny, ale p. Rockefeller z City of London.

Niestety, było za późno. Maszyna ruszyła i po 6 miesiącach Irak przestał istnieć. To, że chodziło tylko i wyłącznie o ropę z tego zbiornika, świadczy fakt zatrzymania całej operacji i nie zdejmowania Hussaina. Dopiero po 10 latach przystąpiono do jego likwidacji. W okresie owych 6 miesięcy Corona Temple przygotowała międzynarodową koalicję i najechała biedny Irak. Akcja była już więc nie USA, ale międzynarodowa. I taka propaganda poszła w świat.

A dlaczego to było możliwe? Ponieważ praktycznie wszystkie banki centralne należą do konsorcjum Rothschilda, czyli do City of London. Podobno jeszcze tylko dwa są niezależne. Ale czy to prawda, nie wiem. Innymi słowy, wszystko wskazuje, że to na polecenie Corona Temple Pentagon zaatakował Irak.

http://www.polishclub.org/2016/01/17/dr ... escijanie/

http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/ ... /7649-7649

https://pl.wikipedia.org/wiki/City_of_London

http://kochanezdrowie.blogspot.com/2016 ... ny-po.html

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/tag/jaskowski

https://gloria.tv/article/mvhHhzNnoAdKKnf8EA3RAjSQX

A dlaczego to wszystko przypominam obecnie?

Ponieważ te dwie dywizje Pentagonu jak weszły do Polski, to nie słyszałem aby wyszły. Do tej pory największe siły Pentagonu były w Jugosławii, pilnując przeładunku ropy tzw. rurociągiem z Warny do Adriatyku. Właśnie przy ujściu tego rurociągu znajduje się największa w chwili obecnej baza Pentagonu, z ok. 8000 ludzi. Baza jest otoczona żelbetowym murem i 3 rzędami zasieków. Nad głowami cały czas krążą helikoptery. I oczywiście pilnuje ropy, za którą stoi City of London.

To dla nas nie ma żadnego znaczenia.

Ale wokoło bazy rozszerza się prostytucja i handel narkotykami. Przecież jedynymi, którzy mają możliwość przesyłania tego towaru są lotnicy. Dawniej w Jugosławii nikt nie słyszał o problemie narkomanii. Innymi słowy, wokoło bazy powstało poważne podziemie przestępcze.

O tym ostrzegają czasopisma zachodnie, przypominając sytuację Japonii. Tak naprawdę nie muszą nam przypominać. Jeszcze tylko dwa państwa od czasów II Wojny Światowej mają na swoim terenie wojska okupacyjne, to właśnie Japonia i Niemcy. Jest to bezpośredni dowód, że te wszelkie deklaracje ONZ o samostanowieniu narodów są bez pokrycia.

Swego czasu pijany majtek amerykański strzelał z ciężkiego karabinu maszynowego po najruchliwszym deptaku w Gdyni.

Już samo to, że korweta amerykańska przypływająca z pokojową wizytą do przyjaznego państwa ma załadowaną ostrą amunicję, do której ma dostęp każdy pijaczek, budzi zdziwienie. Ale to, że byle pijaczek może sobie postrzelać, jak w przysłowiowym banki stanie, jakoś w mediach polskojęzycznych niemieckich właścicieli pod amerykańskim zarządem nie wywołało sensacji.

Przypomnę, że rząd warszawski słynną ustawą 1066 nie tylko zezwolił na defilowanie obcych wojsk na terenie od Odry do Bugu, ale pozwolił im na używanie ostrej amunicji. Poza tym oddziały te nie podlegają polskiemu dowództwu i są eksterytorialne. Dodatkowe zdziwienie budzi fakt, że teoretycznie mają nas bronić od Rosji, ale Polska nie graniczy z Rosją od co najmniej ćwierć wieku. Kaliningrad jest dawno już przejęty przez Niemców i jest tylko kwestią czasu, kiedy to zostanie oficjalnie ogłoszone. Armia Rosyjska już dawno stamtąd wyjechała.

Po drugie p. Putin jest członkiem Parlamentu City of London, podobnie jak p. Raul Castro z Cuby. O żadnym Polaku nie słyszałem, aby tam miał wejścia.

Amerykanie stoją na granicy z tym zabiurkowm tworem, którego nawet ONZ nie chce uznać, twierdząc, że to wewnętrzna sprawa Rosji. I mamy problem. ONZ na które tak często powołuje się rząd warszawski, twierdzi, że zamieszki na terenie Podola, Wołynia i Dzikich Pól, to wewnętrzna sprawa Rosji, a obecni aktorzy sceny politycznej przesyłają tam broń i szkołą tych banderowców, czy jak zachód nazywa: ukrain-nazi.

Co proponuję? Na wszelki przypadek powołać straż obywatelską wokoło tych baz i sprawdzać, co z tym handlem narkotykami się dzieje.

Rady Starego Dochtora - RSD

Poniżej podam parę rad związanych z nagminnie rozpoznawaną astmą u dzieci i młodzieży.

Wg oficjalnych statystyk już ponad 300 000 ludzi na całym świecie choruje na astmę. Co mniej więcej dekadę liczba chorych wzrasta o 50%. Około 180 000 umiera.

Jest to kolejny dowód potwierdzający moją teorię, że wprowadzana na całym świecie rockefellerowska wersja medycyny służy tylko i wyłącznie produkcji przewlekle chorych. Dopiero taki przewlekle chory jest wartościowym człowiekiem dla banksterów, czyli City of London.

Musi bowiem płacić dodatkowe podatki, nie zatwierdzane przez lokalne sejmy.

Najczęściej błędne rozpoznanie związane jest z wiarą pediatrów w wykonywane testy. Żadna z tych Pań, czy Panienek nie robi ślepej próby i nie sprawdza, czy to nie test jest fałszywie dodani. Już w 1995 roku na Zjeździe Medycyny Pracy przedstawiono publikację udowadniającą, że ponad 75% testów jest fałszywie dodatnich. Ale przecież nie lekarz leczy, tylko urzędniczyna daje wytyczne. Dlatego można było skrócić studia o cały rok. Na jakiej podstawie są przygotowane te procedury? A kogo to obchodzi. Mniej wartościowy ludek tubylczy pomiędzy Odrą i Bugiem ma płacić.

Przypomnę tylko, że dzieci otyłe chorują częściej. Ale dlaczego? Ponieważ otyłość jest spowodowana konsumpcja tzw. konserwantów w ciasteczkach, czy batonikach, plus chlorowcopochodne fruktozy niszczące florę bakteryjną. Dzieci karmione długo piersią matki i krowim mlekiem, praktycznie nie chorują. Badanie ponad 1531 dzieci z Manitoba udowodniły, że jeżeli szczepienia przeciwko krztuścowi, tężcowi i błonicy zostały opóźnione co najmniej o 3 lata, to zachorowalność na astmę zmniejszyła się o 60%.

Badania opublikowane w J. of Pediatrics wykazują, że jeżeli dzieci były karmione piersią matki chociaż przez pierwsze tylko trzy miesiące, to ryzyko zachorowania na astmę zmniejszyło się o ponad 30 %.

RSD

1* w przypadku ciężkiego kaszlu pamiętaj, że słyszalne objawy nie są wynikiem skurczu, ale obrzęku dróg oddechowych. Zamiast podawać sterydy możesz podać jednorazowo dziecku 25 mg czyli 1/4 czopka Voltarenu. Mniejszym 12 mg.

Miałem małych pacjentów, dzisiaj już 20 letnich „byków”, u których także rozpoznawano astmę i chciano ich leczyć sterydami. Dzisiaj, pomimo testów wskazujących na uczulenie na psa, kota i nie wiadomo na co, dzieciaki, przepraszam, już kawalerowie i panny śpią z kotami i psami i nic się nie dzieje.

Dodatkowo dziecku trzeba podawać koniecznie witaminę D-3 plus K-2 w ilości w zależności od masy ciała 1000 do 5000 UJ plus 100 do 200 mcg K-2. Nie ma różnicy, lato czy zima. Musisz pamiętać Matko-Ojcze, że jedyną porą, w której słoneczko produkuje witaminę D-3 jest okres pomiędzy 11 – 13=tą. O tej porze Twoje dziecko siedzi w zamkniętej budzie zwanej szkołą. Nie widziałem jeszcze nauczycieli, aby chociaż w maju - czerwcu planowali lekcje na świeżym powietrzu.

Dodatkowo dzieciaki muszą być do pasa rozebrane, ponieważ tylko powierzchnia pleców i brzuch tworzy wystarczająca ilość witaminy tj. tak naprawdę tego hormonu decydującego o odporności.

Poza tym ten Boski wynalazek, jakim jest witamina powstająca w naszej skórze, jest siarczanem, czyli rozpuszczalną w wodzie substancją. Ma to istotne znaczenie, ponieważ dociera do wszystkich komórek.

Ten produkt kupowany w sklepach zwanych aptekami, niestety rozpuszcza się tylko w tłuszczu. [Dlaczego nazywam dawniejsze apteki sklepami? Ponieważ zdecydowana większość z nich nie wykonuje leków na zamówienie, czyli recepturowych]. Czyli jeżeli pędrak nie lubi tłusto jeść, to pomimo brania kropelek czy tabletek, poziom wit. D-3 wcale się nie podniesie.



2* Dziecko z podejrzeniem lub rozpoznaniem astmy powinno jeść surowe sałatki z brokułów, kalafiora, brukselki. Da się to zrobić. Wiele matek opowiadało mi jak najlepiej to przyrządzić i maluch nawet jak jest przeciwny, to pałaszuje.

Dodatkowo można podawać do sałatki kurkumę. Jest pewien problem z tym ziołem. To, co sprzedają nasze wielkogabarytowe sklepy, to jakiś szajs. Bez zapachu i zupełnie innym smakiem.

C.b.d.o

Gdańsk 29.08.2016r

www.wakingtimes.com/2016/08/08

TLD William Edsrtom z 23 kwietnai 2016.

www.wakingtimes.com/2016/07/28/

Błąd! Nieprawidłowy odsyłacz typu hiperłącze./ z 02 sierpnia 2016

Kontakt ; jerzy.jaskowski@o2.pl

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 06 wrz 2016, 06:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Nie należy lekceważyć Rosji

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W Donbasie 1 września wstrzymano walki. Czy to dobry zwiastun na przyszłość, czy może niewiele znaczący epizod, choć z poparciem Niemiec i Francji?
– Jest to kolejna próba doprowadzenia do stabilizacji na linii frontu w Donbasie. Inicjatywa oficjalnie wyszła od prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, ale należy domniemywać, że naciski były z Waszyngtonu, Paryża i Berlina. Sytuacja gospodarcza Ukrainy jest tragiczna i należy przypuszczać, że ten wymuszony pokój jest związany z prawdopodobnymi nowymi kredytami dla Kijowa. Nie można też wykluczyć, że wspomniane stolice negocjowały te kwestie z Moskwą.

Czy pokój w Donbasie – jak twierdzi prezydent Poroszenko – zależy wyłącznie od Rosji?
– Absolutnie nie. Po obu stronach frontu są oddziały, które rwą się do walki i łamią porozumienia, ale ich potencjał wojskowy jest stosunkowo niewielki, co pozwala tylko na przeprowadzenie działań na poziomie lokalnych potyczek. Ukraina chyba zdała sobie w końcu sprawę, że w wojnie konwencjonalnej nie ma szans z zapleczem separatystów w postaci praktycznie nieograniczonej ilości broni, którą w razie potrzeby mogą oni otrzymać z Rosji. Natomiast Kijów od swoich sojuszników otrzymuje zasadniczo tylko nieśmiercionośne wyposażenie wojskowe, a sama Ukraina nie jest w stanie zabezpieczyć zarówno amunicyjnie, jak i sprzętowo kilkumiesięcznej wojny.

Rosja nie widzi alternatywy dla porozumień mińskich, o których nieprzestrzeganie szef rosyjskiej dyplomacji oskarżył Ukrainę…
– Według mnie, większy problem w realizacji tych porozumień ma Kijów niż Donieck. Na Ukrainie, głównie ze strony ugrupowań nacjonalistycznych, nie ma zgody na federalizację państwa. Z kolei Donieck godzi się na plan pokojowy, bo zdaje sobie sprawę, że rząd ukraiński i tak go nie dotrzyma. Z kolei Rosja gra o rząd dusz na środkowo-południowej części Ukrainy i nie chce angażować się bezpośrednio w wojnę. W tym wszystkim należy podkreślić, że problem Krymu zszedł z agend rzeczywistych negocjacji, a stał się tylko problemem medialnym.

Jak odebrał Pan słowa Siergieja Ławrowa, który w wystąpieniu w Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych powiedział, że Zachód będzie musiał wiele zrobić, by odzyskać zaufanie Rosji?
– To jest tylko kolejna gra dyplomatyczna i medialna ze strony rosyjskiej dyplomacji. Tak naprawdę obie strony dążą do porozumienia. Dla wszystkich stron tego konfliktu jest jasne, że ten ponadczterdziestomilionowy kraj, jakim jest Ukraina, stanie się problemem dla wszystkich ze względu na pauperyzację społeczeństwa. Wystarczy wskazać tylko dwa wskaźniki: PKB na obywatela jest tam w wielkości państw Afryki Środkowej, a budżet państwa ukraińskiego jest porównywalny z budżetem województwa mazowieckiego.

Obserwując wydarzenia na międzynarodowej scenie politycznej, kto – Pana zdaniem – jest bardziej nieprzewidywalny: Rosja czy paradoksalnie może państwa zachodnie?
– Najbardziej nieprzewidywalni są sami Ukraińcy. Zarówno Rosjanie, jak i państwa Zachodu prowadzą klarowną grę. Oczywiście nie należy się przejmować propagandą i wojną informacyjną, która jest nastawiona na modelowanie postaw społecznych w poszczególnych państwach. Elity polityczne i analitycy muszą jednak opierać się na faktach i rzeczywistości, a ta pokazuje, że o Ukrainę i Mołdawię trwa rywalizacja, ale nie można mówić o zagrożeniu wojennym.

Moskwie zależy na poprawie relacji z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi czy za „złagodzeniem” tonu stoi interes – zniesienie sankcji nałożonych na Rosję?
– Oczywiście, że Moskwie zależy na poprawie relacji z Zachodem. Państwo to ma bieżące problemy budżetowe, ale poziom zadłużenia wewnętrznego i międzynarodowego ma poniżej dziesięciu procent PKB, czyli kilka razy mniejszy niż państwa Zachodu. Tym niemniej na tej rywalizacji wygrywają Chiny i państwa muzułmańskie, a to może być w najbliższej przyszłości egzystencjalny problem zarówno dla Zachodu, jak i dla samej Rosji.

Ławrow, odnosząc się do sankcji nałożonych przez Zachód na Rosję, stwierdził, że to Stany Zjednoczone poprzez agresywną mniejszość w UE zmusiły Europę do pójścia tą drogą i że zmusiły do tego również Australię, Japonię i inne kraje. Kto kryje się pod tym określeniem – mniejszość w UE czy Polska, a jeśli tak, to czy nie jest to stawianie Warszawy na pozycji wroga Rosji?
– Sergiej Ławrow miał zapewne na myśli mniejszość państw Unii Europejskiej. Oczywiście myślał o Polsce, ale także o Wielkiej Brytanii, państwach bałtyckich czy Szwecji. Oczywiście obecnie to właśnie Warszawa jest głównym zwolennikiem twardej polityki wobec Rosji.

Na marginesie – jak ocenia Pan ofensywę dyplomatyczną Polski na rzecz ożywienia działań Trójkąta Weimarskiego, zwłaszcza w kontekście dobrze rozwijającej się (wbrew zasadom europejskiej solidarności) współpracy Francji i Niemiec z Rosją?
– To bardzo dobra inicjatywa. Istotnym problemem w tej grupie jest stosunek do Rosji. Należy przypomnieć, że Węgry, Słowacja i Czechy są za jak najszybszym zniesieniem sankcji, a premier Słowacji niedawno gościł w Moskwie. Taki blok jest jednym z istotnych filarów równoważenia wpływów w Unii i tandemu Paryż-Moskwa.

W wystąpieniu Ławrowa zwraca też uwagę zaakcentowanie, że Rosja jest krajem euroazjatyckim i choć dla Moskwy największym partnerem handlowym jest UE, to systematycznie traci ona swoje pozycje, a prym przejmuje region Azji i Pacyfiku. Czy Rosja zawraca w kierunku Azji i czy za jakiś czas to nie UE będzie zabiegać o rynek rosyjski, a nie odwrotnie?
– Rynki dla Unii się kurczą i Bruksela zwraca na to uwagę. Państwa azjatyckie produkują coraz taniej i lepiej, a to powoduje, że produkcja europejska jest tam coraz mniej konkurencyjna. Rosja doskonale zdaje sobie z tego sprawę i gra także na czas. Już w tej chwili toczy się walka o rynek afrykański pomiędzy Europą a Azją i ten proces będzie się coraz bardziej nasilał. Jeżeli wypchniemy Rosję w pogłębioną współpracę z Azją, to gospodarczo nasz kontynent poniesie w perspektywie duże straty.

Co dla świata oznacza partnerstwo strategiczne, a de facto sojusz Rosji z Chinami?
– Rosja to nieograniczona baza surowcowa, z kolei Chiny to już jedna z najnowocześniejszych gospodarek świata. Jeżeli przełożyć to dodatkowo na sojusz wojskowy, to mamy do czynienia z potencjałem neutralizującym gospodarkę i armię państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.

W niedzielę, w Hangzhou w Chinach rozpoczyna się szczyt G20. Czy w trakcie rozmów prezydentów Obamy i Putina – do jakich z pewnością dojdzie – jest możliwe zbliżenie stanowisk w sprawie Ukrainy i Syrii?
– Wielokrotnie podkreślałem w naszych rozmowach, że Moskwa i Teheran z pewnością nie zrezygnują z utrzymania wpływów w Syrii. I tego można być pewnym. Oczywiście Putin może się zgodzić na zmianę władz w tym kraju, jednakże pod warunkiem, że będą one prorosyjskie. Dopuszczenie do tego, żeby powstały rurociągi z Arabii Saudyjskiej wprost na Morze Śródziemne przez terytorium Syrii, to koniec dyktatu Rosji na rynkach surowcowych w Europie. Z kolei dla Iranu to utrata konkurencyjności ropy, która musi być nadal dostarczana transportem morskim.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rosji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 20 wrz 2016, 07:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Potrzebna likwidacja prawdziwych przyczyn uchodźstwa

Wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy podczas szczytu ONZ ws. dużych ruchów uchodźców i migrantów .

Ekscelencje, Szanowni Państwo!

Bezprecedensowa skala przepływów migracyjnych w różnych częściach świata dotyka coraz większą liczbę państw. Zjawisko to nie dotyczy jedynie Europy oraz Afryki i Bliskiego Wschodu. De facto każdy region i kontynent zmaga się obecnie z masowymi ruchami ludności. Mają one swoje źródło nie tylko w konfliktach zbrojnych bądź aktach prześladowania czy przemocy, lecz są także konsekwencją kryzysów gospodarczych i katastrof naturalnych.

Gdy zastanawiam się nad rozwiązaniem problemu masowych migracji, dochodzę do wniosku, że tym, czego często brakuje w dyskusjach na ten temat, jest rozróżnienie na migracje ekonomiczne i uchodźstwo wojenne. Te odmienne zjawiska wymagają bowiem zupełnie innych odpowiedzi. Jeżeli łączymy tragedię uchodźców z potrzebami migrantów ekonomicznych, tak naprawdę nie jesteśmy w stanie efektywnie pomóc żadnej z tych grup.

Dzieje się tak dlatego, że ich cele są odmienne. Źródłem migracji ekonomicznych jest przeważnie dążenie do poprawy warunków bytu materialnego i uzyskanie praw wynikających z polityki socjalnej. Źródłem zaś uchodźstwa wojennego i politycznego jest zawsze pragnienie ocalenia życia bądź ochrony zdrowia.

Skala migracji ekonomicznych w dzisiejszym świecie jest ogromna. Zgodnie z szacunkami, w moim kraju – w Polsce – na stałe przebywa ponad milion emigrantów ekonomicznych, głównie ze Wschodu. Z kolei z Polski do państw Unii Europejskiej w ciągu ostatnich 12 lat naszego członkostwa, wedle różnych szacunków, wyjechało od miliona do ponad dwóch milionów obywateli.

Wielkie migracje społeczne wymagają od polityków bardzo odpowiedzialnego postępowania. W wielu miejscach mogą bowiem wywoływać społeczne napięcia, uprzedzenia, fałszywe oskarżenia o odbieranie miejsc pracy bądź chęć nieuczciwego wykorzystania systemu socjalnego państwa-gospodarza. Niestety, tego typu postawy są wykorzystywane przez niektórych polityków. Próbują oni zyskać na popularności, rozwijając niesprawiedliwe uogólnienia. Tymczasem zadaniem polityków powinno być niedopuszczenie do tego, by takie krzywdzące stereotypy burzyły spokój i ład społeczny.

Zdaję sobie sprawę, że oczywiście są też i tacy, których celem nie jest poszukiwanie poprawy swego losu poprzez pracę, lecz chęć nadużycia praw socjalnych. Oczywistym jednak zadaniem władz państwa jest ograniczanie możliwości realizowania tego typu praktyk. Tym bardziej że budują one w opinii społecznej przekonanie, iż wszyscy emigranci ekonomiczni są nieuczciwi.

Jeżeli natomiast chodzi o uchodźstwo wojenne, chciałbym zwrócić uwagę na dwa stojące przed nami zadania.

Po pierwsze, obowiązkiem społeczności międzynarodowej jest likwidacja prawdziwych przyczyn tego uchodźstwa i przywrócenie prawa każdego człowieka do życia w jego własnej ojczyźnie. Nigdy nie zapobiegniemy tragedii uchodźstwa, jeżeli nie wyeliminujemy konfliktów, które często są wynikiem pobudek imperialnych, nienawiści etnicznej bądź interesów gospodarczych. Nie ma wojen bez powodów, a więc i nie ma wojen, których nie można zakończyć.

Po drugie, naszym obowiązkiem jest współdziałanie na rzecz trwałej eliminacji przestępczych procederów prowadzonych przez tych, którzy w sposób nieludzki karmią się tragedią uchodźców. Mam na myśli problem działalności grup przestępczych pobierających haracz za transport lub przemyt uchodźców bądź prowadzących handel ludźmi, ale również zjawisko prania tak uzyskanych pieniędzy w renomowanych bankach cywilizowanego świata oraz robienie interesów gospodarczych z przestępcami i zbrodniarzami.

Zakończenie tego typu praktyk nie rozwiąże całkowicie problemu uchodźstwa, lecz z całą pewnością zmniejszy tragedię ludzi, którzy cierpią podwójnie – najpierw w wyniku wojny, a następnie w wyniku działalności tych, którzy żerują na ich tragedii. Nie możemy przymykać oczu na krwawe pieniądze, które krążą po świecie.

W każdym z tych aspektów sytuacja wymaga dziś od nas znalezienia skutecznych rozwiązań. Rzeczpospolita Polska jest gotowa aktywnie uczestniczyć w tych działaniach.

Dziękuję za uwagę.

RP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/166837 ... zstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 15 paź 2016, 21:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Kto rządzi światem?

Felieton • Radio Maryja • 13 października 2016

Szanowni Państwo!

Wśród listów, jakie otrzymuję od czytelników, słuchaczy i telewidzów są i takie, których autorzy dają wyraz swym pretensjom, że mało u mnie optymizmu. To prawda – ale z drugiej strony, czy sytuacja dostarcza podstaw do optymizmu? Oto już wkrótce upłynie termin ultimatum, jakie wystosowała wobec Polski Komisja Europejska – ta sama, która właśnie wyraziła „zaniepokojenie” sytuacją na Węgrzech. Czy są podstawy do optymizmu, kiedy wiceprzewodniczący tej Komisji Frans Timmermans, niedawno goszczący w Gdańsku na urodzinach Lecha Wałęsy oświadczył, że w sprawie praworządności w Polsce „nie odpuści”? Ciekawe, co to mogłoby znaczyć, to znaczy – co pan Timmermans Polsce w razie czego zrobi? Tego ma się rozumieć, nie wiem, bo on mi się nie zwierza, ale domyślam się, że zrobi to, co każe mu Nasza Złota Pani – no bo sam sobie rozkazów to on jeszcze nie wydaje – no i oczywiście – co umożliwia mu traktat lizboński. A daje mu on całkiem spore możliwości, których realizacja – o czym już chyba wspominałem – zależy od kolaboracji z Komisją Europejską naszej niezwyciężonej armii, która w tym scenariuszu może zapewnić osłonę siłową agenturze skupionej w Komitecie Obrony Demokracji. Ona bowiem będzie musiała w razie czego wykonać najbrudniejszą, być może nawet mokrą robotę, żeby w razie czego, w razie jakiejś Norymbergi, na Niemcy nie padło żadne podejrzenie. Ale taki już los konfidentów, więc nie ma ani kogo, ani czego żałować. Warto też zauważyć, że w Polsce mobilizowane są co i rusz kolejne środowiska, które wyłażą ze skóry, by Komisji Europejskiej dostarczyć amunicji, ułatwiając Naszej Złotej Pani ostateczne rozwiązanie die polnische Frage. Jeszcze nie ucichły echa demonstracji „wściekłych kobiet”, a już nadzwyczajny Kongres Kultury urządzili ludzie kulturalni, no a teraz – nauczyciele, którym nie podoba się likwidacja gimnazjów – a przecież nie jest to ostatnie słowo. Aż dziw, że na ulice nie wyszli jeszcze oszuści, złodzieje i szalbierze – bo przecież ich też oprymuje faszystowski reżym. Podstaw do optymizmu nie dają też dyskusje między naszymi Umiłowanymi Przywódcami – bo polegają one przeważnie na wytykaniu sobie nawzajem przez nich rozmaitych nieprawości, wskutek czego przybierają one postać sporów o różnicę łajdactwa. Słowem – znikąd nadziei.

Ale uszy do góry, bo właśnie pojawiło się światełko w tunelu. Nie jest z nami aż tak źle – a znakomitą ilustracją, że gdzie indziej jest tak samo, a nawet jeszcze gorzej, jest ostatnia, druga już debata między kandydatami na prezydenta Stanów Zjednoczonych: Hilarią Clintonową i Donaldem Trumpem. Z jednej strony było to widowisko przygnębiające, bo kandydaci na prezydenta największego mocarstwa, które ma ambicje rządzenia całym światem, ograniczają się do wytykania sobie nawzajem rozmaitych niegodziwości – zupełnie tak samo, jak Umiłowani Przywódcy w naszym nieszczęśliwym kraju. W przypadku naszych Umiłowanych Przywódców jest to zrozumiałe; piastują oni tylko tak zwane zewnętrzne znamiona władzy, podczas gdy władzę prawdziwą sprawują rotacyjnie trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, w zależności od tego, jak państwa poważne porozdzielają akurat strefy wpływów w naszym zakątku Europy. O niczym więc samodzielnie nie decydują, ale przed nami muszą udawać wielkich polityków, więc muszą się między sobą spierać. Ale ponieważ o niczym samodzielnie nie decydują, to spierają się już tylko o różnice łajdactwa. Ale Amerykanie, a zwłaszcza – kandydaci na prezydenta Stanów Zjednoczonych? Czyżby i oni też byli tylko figurantami, marionetkami pociąganymi zza kulis za sznurki przez starszych i mądrzejszych? Strach pomyśleć – ale przecież jakaś przyczyna musi być, więc i tę też musimy sobie rozebrać z uwagą. Autorzy książki „Lobby izraelskie w USA” wskazują na przykład na polityczną rolę lobby żydowskiego w polityce amerykańskiej. Być może przywódcy Stanów Zjednoczonych mogą od czasu do czasu zrobić coś na własną rękę, ale choćby czołobitne deklaracje, jakie wobec Izraela składali aktualni kandydaci, pokazują że zakres tej swobody wcale nie musi być taki duży. No a przecież jest jeszcze finansjera, w której, środowisko żydowskie, najdelikatniej mówiąc, ma całkiem spore wpływy. Skąd taka na przykład pani Hilaria Clintonowa może wiedzieć, co w listopadzie rozkażą jej zrobić kierownicy Rezerwy Federalnej? Tego wiedzieć nie może, więc nic dziwnego, ze przezornie spiera się z Donaldem Trumpem już tylko o różnicę łajdactwa. No dobrze, ale jeśli kandydaci na prezydenta Stanów Zjednoczonych też wiedzą, że tak naprawdę niewiele, albo nawet nic od nich nie zależy, to kto u diabła rządzi światem?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3762


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 22 paź 2016, 09:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Niemcy będą mogli inwigilować sojuszników

Bundestag uchwalił w piątek nowe ustawy o wywiadzie zagranicznym BND, precyzując zasady inwigilowania obywateli innych krajów, także w krajach sojuszniczych, jeśli służy to bezpieczeństwu Niemiec. Parlament zaostrzył również kontrolę nad działaniami wywiadu.

Przed głosowaniem w niemieckim parlamencie doszło do bardzo emocjonalnej debaty. Partie koalicji rządowej – CDU i SPD broniły nowych przepisów, opozycja – Lewica i Zieloni ostro je krytykowały.

Christian Flisek z SPD powiedział, że pakiet ustaw „tworzy fundament dla praworządnej działalności BND”. Jak podkreślił, Bundestag ustalił nowe standardy ochrony obywateli i instytucji UE przed inwigilacją. Nina Warken z CDU zauważyła, że ustawy tworzą „rozsądną równowagę pomiędzy uprawnieniami służb a prawami obywateli”.

Posłanka Lewicy Martina Renner powiedziała, że ustawy likwidują zapisaną w konstytucji tajemnicę telekomunikacji i oznaczają zgodę na „inwigilację na masową skalę”. Zdaniem Konstantina von Notza z Zielonych, ustawy są sprzeczne z konstytucją.

Von Notz przypomniał słowa kanclerz Angeli Merkel sprzed trzech lat, że „szpiegowanie przyjaciół nie uchodzi”; „wręcz przeciwnie, uchodzi, i to na całego” – wtrącił. Zieloni zamierzają zaskarżyć ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Nowe przepisy dają BND prawo pozyskiwania i analizowania za pomocą środków technicznych danych z zagranicznych sieci telekomunikacyjnych (telefonicznych i internetowych), także osobowych, dotyczących cudzoziemców przebywających za granicą, jeżeli służy to odparciu zagrożeń dla bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego Niemiec.

Kontroli będą podlegać także telekomunikacyjne węzły znajdujące się na terenie Niemiec.

Dane pozyskane podczas przeszukiwania za pomocą haseł (selektorów) sieci mogą być przechowywane przez pół roku. Niemiecki wywiad może je udostępniać zaprzyjaźnionym służbom, w tym amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). Autorzy ustawy zakazali szpiegostwa gospodarczego.

W przypadku inwigilacji instytucji Unii Europejskiej lub instytucji publicznych krajów Wspólnoty urząd kanclerski ma obowiązek powiadomienia niezależnego gremium kontrolnego, które może uznać inwigilację za zbędną i wstrzymać działania wywiadowcze.

Przewidziane w ustawie niezależne gremium składa się z sędziów i prokuratorów powołanych przez rząd. Dotychczas kontrolą służb, w tym wywiadu zagranicznego, zajmowała się Parlamentarna Komisja Kontrolna (PKGr). Krytycy ustawy obawiają się, że parlamentarna komisja straci na znaczeniu na rzecz nowej instytucji, jaką będzie niezależne gremium.

Ustawa zakazuje inwigilowania obywateli Niemiec. Dotyczące ich dane, jeśli podczas akcji podsłuchowych przez przypadek dostaną się w ręce wywiadu, mają być natychmiast kasowane.

Ustawy o BND przygotowywane były od kilku lat. Impulsem do sprecyzowania podstaw prawnych działalności wywiadu była afera wywołana przez byłego współpracownika wywiadu USA Edwarda Snowdena.

W 2013 roku Amerykanin uciekł z USA do Hongkongu, a stamtąd do Rosji, gdzie uzyskał czasowy azyl, a potem zgodę na trzyletni pobyt. Przedtem ujawnił tajne informacje o masowym inwigilowaniu przez NSA zarówno obywateli USA, jak i obcokrajowców, w tym przywódców państw sojuszniczych. Jak się okazało, niemiecki wywiad ściśle współpracował z NSA pomimo braku jasnych podstaw prawnych.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/168787 ... nikow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 12 lis 2016, 11:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
„Trumpizm” może zmieść także europejskie elity

Z dr. Michałem Kuziem, redaktorem Nowej Konfederacji, pracownikiem Uczelni Łazarskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jesteśmy świeżo po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Za czym i przeciwko czemu zagłosowali Amerykanie?
– Amerykanie zagłosowali przeciwko dotychczasowemu establishmentowi, notabene bardzo specyficznemu, bo co by nie powiedzieć, Donald Trump także jest przedstawicielem wyższych sfer w tym sensie, że jest osobą dobrze sytuowaną. Amerykanie zagłosowali przeciwko ludziom zbyt pewnym siebie, próbującym narzucić społeczeństwu wartości, które mają wyznawać. Wreszcie Amerykanie oddali głosy przeciwko ludziom, którzy wiążą swoje interesy z wielkim międzynarodowym biznesem, a zwłaszcza z sektorem finansowym i z tego powodu opowiadają się za zupełnie niekontrolowanym przepływem dóbr i usług, który z kolei prowadzi do globalizacji. Proces globalizacji tworzy również – jako skutek uboczny – ogromne poczucie niepewności wśród ludzi, niepewności o przyszłość, o pracę i co również istotne – ostatnio – przyczynia się także do zubożenia klasy średniej w Stanach Zjednoczonych. Tak czy inaczej zwykli ludzie, którzy pragną stabilizacji i względnej zamożności, oddając głos na Trumpa, zbuntowali się przeciwko globalistycznym elitom finansowanym wytworzonym i wspieranym przez globalne korporacje i instytucje finansowe.

Czy i jaki wpływ, jeśli chodzi o wynik wyborów, miały afery obyczajowe?
– Kwestie obyczajowe oczywiście odegrały pewną rolę, ale nie była to rola pierwszoplanowa. Wskazuje na to fakt, iż wielu zwolenników Berniego Sandersa przerzuciło swój głos na Trumpa. I w tym wypadku mamy do czynienia z klasycznym powrotem polityki, która się zasadza na zagadnieniach natury gospodarczej, aczkolwiek są one nieco inaczej sformułowane. A zatem nie istnieje tu już tylko podział na lewicę i prawicę, na opcję socjalną i bardziej wolnorynkową, ale jest to raczej podział na opcję globalistyczną opowiadającą się za niekontrolowanym przepływem dóbr, usług i ludzi pomiędzy państwami oraz opcję bardziej protekcjonistyczną, która wolny rynek widzi głównie jako rynek wewnętrzny i stoi na stanowisku, że przedsiębiorców, producentów i pracowników musi chronić silne państwo. O tym, że ten podział na lewicę i prawicę zanika, można zauważyć patrząc na Brexit, wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych i tendencje polityczne w wielu innych krajach, w tym również w Polsce. Natomiast obserwujemy podział raczej na globalistów i lokalistów. I to – jak sądzę – są główne wektory, wokół których mniej więcej od roku zaczyna się organizować światowa polityka. O kryzysie tożsamości lewicowych i prawicowych mówiło się i owszem od dawna, ale dopiero od mniej więcej roku widać pewną alternatywę dla globalizacji w dotychczasowym wydaniu.

Co skłoniło ludzi średniozamożnych do oddania głosu na Trumpa – człowieka też z innych sfer, bardzo zamożnego?
– Donald Trump, owszem, jest milionerem, ale za Hillary Clinton stały miliardy dolarów – pieniądze inwestorów, stały miliardy Wall Street, stał George Soros czy Warren Buffett, a więc zupełnie inna liga. Natomiast Trump jest tradycyjnym milionerem, który dorobił się majątku nie na operacjach finansowych, tylko w realnej gospodarce, tworząc miejsca pracy w hotelach, na budowach i to powodowało, że był zupełnie inaczej postrzegany przez wyborców. Był widziany jako tradycyjny biznesmen, który robi coś, co zwykli ludzie są w stanie zrozumieć i zaakceptować jako aktywną działalność gospodarczą. Zresztą Trump wyraźnie podkreślał, że finansuje swoją kampanię głównie z małych datków pochodzących od sympatyków i ze swojej własnej kieszeni. I faktycznie to robił.

A jeśli chodzi o Hillary Clinton…?
– Za Hillary Clinton stały bardzo dziwne instytucje i fundusze, jak chociażby pieniądze z Arabii Saudyjskiej. I to jest różnica między Trumpem i Clinton. W momencie, kiedy mówimy o kimś, kto jest zamożnym hotelarzem, to w domyśle jest to zupełnie inny rodzaj pieniędzy, zaś on sam przez wyborców jest postrzegany inaczej niż finansista obracający miliardami dolarów. Nawiasem mówiąc, stan konta Trumpa wcale nie wygląda tak różowo, a on sam też ma sporo długów.

Trump nie był faworytem Europy czy Unii Europejskiej, znamy chociażby treść wpisu Donalda Tuska na Twitterze czy stonowaną wypowiedź Martina Schulza już po ogłoszeniu wyników, z kolei w Berlinie zapanowała niemalże żałoba...
– To pokazuje, że wzbiera olbrzymia fala buntu, którą być może przyszłe pokolenia określą mianem rewolucji. Ta fala jest wymierzona w globalistyczny establishment, jest związana przede wszystkim z kwestiami ekonomicznymi, ale również ze sprawami społecznymi, takimi jak chociażby napływ imigrantów. Ta fala buntu jest ogromną siłą wymierzoną w ludzi, którzy „odkleili” się od realnych nastrojów społecznych. Obecne polityczne elity europejskie zwyczajnie obawiają się utraty władzy i dlatego tak nerwowo reagują na wybór Donalda Trumpa. Sądzą, że „trumpizm” podobnie jak inne trendy polityczne, które napływały w powojennej historii do Europy zza Oceanu, dotrze również na Stary Kontynent, odsuwając dotychczasowe elity od władzy. Brexit można było potraktować jako wypadek przy pracy, wybory w Austrii, które mają się odbyć ponownie, też można było potraktować jako pewien ewenement, ale w momencie, kiedy w Stanach Zjednoczonych wygrywa Donald Trump, to może to oznaczać, że dni takich polityków jak François Hollande czy Angela Merkel są policzone. I ci politycy się tego właśnie obawiają. Doskonale zdają sobie sprawę, że ten trend jest już widoczny także w Europie i wkrótce oni sami też mogą mieć podobne problemy, co prezydent Barack Obama czy sekretarz Hillary Clinton. Są świadomi, że tak jak ci politycy zza Oceanu oni też są postrzegani jako przedstawiciele establishmentu globalistycznego, który nie chroni klasy średniej, co więcej, że w ocenie ludzi prowadzą bezrefleksyjną i niezrozumiałą politykę emigracyjną. Tych błędów jest – jak widać – cała masa i trzeba będzie za nie odpowiedzieć przed wyborcami.

Dowodem czego są wypowiedzi Hollande'a czy Merkel?
– Polityk przestraszony czy niepewny swego często mówi za dużo, w końcu jest tylko człowiekiem. Nawet zakładając, że ci politycy się boją, ich reakcję należy ocenić jako zbyt emocjonalną i niefrasobliwą. Tymczasem okazywanie swoich emocji nic im nie daje, co więcej, pokazuje słabość polityka. Jestem przekonany, że europejscy decydenci, którzy pokazali te negatywne emocje z powodu zaskoczenia takim, a nie innym wynikiem wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, za dzień czy dwa będą tego bardzo żałować. W końcu uświadomią sobie, że brak szacunku okazany prezydentowi najpotężniejszego kraju na świecie, który ma po swojej stronie cały Kongres Amerykański i prawdopodobnie Sąd Najwyższy, było strzałem w stopę. W cywilizowanym świecie jest nie do przyjęcia, żeby kanclerz Angela Merkel czy Martin Schulz, a więc przedstawiciele Niemiec, które odpowiadają za wywołanie dwóch wojen światowych, pouczali na temat demokracji prezydenta elekta Stanów Zjednoczonych. Również prezydent Hollande, który ma w sondażach zaledwie sześć procent poparcia, a więc jego notowania są najniższe spośród wszystkich powojennych prezydentów Francji, nagle stwierdza, że wkraczamy w erę niestabilności. To wszystko brzmi jak ponury żart, ale takie są fakty.

O czym to świadczy…?
– Takie irracjonalne zachowanie moim zdaniem jest wynikiem szoku, jaki elity przeżywają po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich w Ameryce. Z całą pewnością nie jest to zwiastun dobrych przyszłych relacji. Po ludzku rzecz biorąc, jest to niegodne i nielicujące z godnością zachowanie polityka, a tym bardziej męża stanu. Mąż stanu z prawdziwego zdarzenia, nawet jeśli się boi utraty swojej pozycji i poparcia wyborców, to mimo wszystko tak nie postępuje.

No tak, ale żeby mieć takie podejście, trzeba przede wszystkim być tym mężem stanu…
– Nawet jeśli nie jest się mężem stanu, to sprawując wysoki urząd, powinno się aspirować do tego statusu. Nie ukrywam, że jest dla mnie pewnym zaskoczeniem, że współczesne elity mają z tym problem. Przecież Hillary Clinton nawet nie wyszła do swoich wyborców bezpośrednio po tym, kiedy się okazało, że mimo ambicji nie będzie 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych, a wielu polityków europejskich stwierdziło, że może prezydenta elekta Trumpa pouczać, zamiast mu pogratulować zwycięstwa. To jest pewien precedens świadczący o degeneracji politycznych elit, która postępuje zaskakująco szybko. Jeśli mówimy o pewnej degeneracji francuskiej arystokracji w przededniu rewolucji francuskiej, to trzeba też powiedzieć, że był to proces, który trwał tysiąc lat, tymczasem obecne elity zdegenerowały się raptem na przestrzeni półwiecza. Dlaczego tak się dzieje, jakie są powody, jest to niewątpliwie materiał do głębszej refleksji.

Co wybór Donalda Trumpa oznacza dla Polski? Czy – jak niektórzy straszyli – rzeczywiście mamy się czego obawiać?
– Jeśli chodzi o naszą politykę zagraniczną, to wybór ten rzeczywiście może stworzyć pewne komplikacje, ale nie wietrzyłbym tutaj żadnej tragedii. W obu przypadkach wybór stwarzał pewne szanse, ale jednocześnie był obarczony możliwymi komplikacjami. Jeśli chodzi o Hillary Clinton, to wydaje się, że trudna byłaby współpraca na poziomie personalnym. Niewykluczone byłyby też naciski wywierane na polski rząd w konkretnych kwestiach dotyczących naszej wewnętrznej polityki.

Na czym opiera Pan takie sugestie?
– To wynika z faktu, iż w otoczeniu Hillary Clinton jest wiele osób skrajnie krytycznych wobec aktualnego polskiego rządu, takich chociażby jak jej mąż Bill Clinton czy znany dziennikarz Fareed Zakaria, który nie posiadał się z oburzenia wobec wyników wyborów w Polsce i oskarżał nasz kraj, że obsuwa się w kierunku dyktatury. Również Anne Applebaum – żona Radosława Sikorskiego, w swoich publikacjach na łamach dziennika „New York Times” ukazywała Polskę w negatywnym świetle, krytykując polski rząd i oskarżając legalnie wybrane władze o psucie demokracji. Ci wspomniani ludzie są mniej lub bardziej związani ze środowiskiem Hillary Clinton i – jak sądzę – wywieraliby – może nie decydujący, ale z pewnością odczuwalny wpływ na jej politykę zagraniczną, co z kolei utrudniałoby kontakty administracji Clinton z polskim rządem. Kto wie, czy dość ostry kurs, jaki obrałaby Clinton wobec Rosji, nie odbiłby się Polsce czkawką i nie skończyłoby się to np. uwikłaniem Warszawy w militarny konflikt, którego wolelibyśmy uniknąć.

Clinton jednak przegrała. Jak w tej sytuacji może wyglądać polityka już prezydenta Trumpa wobec Polski?
– Z Donaldem Trumpem problem jest inny, a mianowicie jest to człowiek, który widzi zagrożenie w polityce dotyczącej Chin, zarówno jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, jak i inne napięcia natury militarnej, które się pojawiają na Pacyfiku. Trump, postrzegając Chiny jako adwersarza Stanów Zjednoczonych, tym samym chce sobie zmniejszyć ilość frontów i uprościć politykę międzynarodową przede wszystkim poprzez ocieplenie stosunków z Rosją. To z kolei może się dokonać kosztem Ukrainy i np. poprzez akceptację aneksji Krymu. Jest to realna możliwość, o czym Trump mówił w kampanii, i dlatego należy się z tym liczyć. To nie jest pozytywna wiadomość, jeśli chodzi o polską politykę wschodnią. Może to bowiem w znaczący sposób ograniczyć nasze możliwości, jeśli chodzi o pomoc dla Ukrainy. Nie znaczy to oczywiście, że po zaprzysiężeniu prezydent Trump będzie chciał oddać Europę Środkową i Wschodnią pod wpływy Rosji. Nigdy czegoś takiego nie powiedział, a o Polsce wypowiadał się wręcz ciepło.

Podczas spotkań z Polonią wówczas jeszcze kandydat Donald Trump zapowiedział zniesienie wiz dla Polaków. To nie pierwsze deklaracje ze strony kolejnego już kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, które spełzły na niczym. Czy teraz będzie inaczej?
– Szczerze mówiąc, jest to bardzo mało prawdopodobne z dwóch powodów. Po pierwsze, decyzje w tych sprawach i tak podejmuje Kongres, a po drugie, warto przypomnieć, że do wyborów Trump szedł z hasłem, że granice należy uszczelniać, a nie odwrotnie. W związku z tym nawet jeśli podejmie działania, które miałyby złagodzić prawo wizowe wobec Polaków, to z całą pewnością nie nastąpi to szybko, zakładając, że w ogóle.

Czy instalacja baz amerykańskich w Polsce jest niezagrożona?
– W tej kwestii decyzja już zapadła i Donald Trump wypowiadał się dość ciepło o tym, jak Polska wypełnia swoje sojusznicze zobowiązania. Na razie nie ma powodu, żeby wątpić w szczerość jego słów. Oczywiście są możliwe korekty, jeśli chodzi o sposób funkcjonowania i stan liczebny wojsk, jakie miałyby stacjonować w Polsce i krajach bałtyckich, ale na razie powinniśmy dać prezydentowi elektowi Trumpowi kredyt zaufania. Tym bardziej że jesteśmy jednym z nielicznych państw NATO, które w całej rozciągłości wypełnia swoje zobowiązania sojusznicze, chociażby w kwestii wydatków na zbrojenia. Dlatego zachowałbym spokój, bo nie jest ani tak, że Putin ma zamiar z dnia na dzień zaatakować Polskę, ani nie jest do końca tak, że Trump byłby gotów od ręki oddać Polskę Putinowi. Gra się toczy raczej o Krym i wschodnią Ukrainę niż o Warszawę. Przypomnę, że Stany Zjednoczone faktycznie nie uznały statusu ani Krymu, ani separatystycznych regionów we wschodniej Ukrainie. I jeśli jakiekolwiek żądania Putin może postawić podczas ewentualnych rozmów, to będą one dotyczyły uznania obecnego statusu przynajmniej Krymu. Rosja nie ma potencjału oraz wystarczających sił i środków, żeby w pełni zapanować nad kolejnymi anektowanymi terytoriami, co jest niezwykle kosztowne.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/swiat/170113 ... elity.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 05 gru 2016, 16:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Unia drży w posadach

Czołowi unijni politycy już zdążyli się ucieszyć z wyników wyborów prezydenckich w Austrii i zmartwić wynikami referendum konstytucyjnego we Włoszech, ale cała Unia drży w posadach, i tak będzie przez cały rok 2017.

Wstępne wyniki wyborów w Austrii wskazują na to, że wygrał je formalnie kandydat partii Zielonych (a tak naprawdę wszystkich partii politycznych oprócz Austriackiej Partii Wolności) – choć znowu niewielką ilością głosów – Alexander Van der Bellen, a przegrał Norbert Hofer (wynik 52% do 48%).

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz zdążył się już ucieszyć z tego wyboru i jednocześnie obraził wyborców Hofera, nazywając ich populistami i nacjonalistami, podobnie skomentowali to głosowanie Austriaków inni przywódcy partii lewicowych w Europie.

Ale przecież te wybory prezydenckie to zaledwie przygrywka do wyborów parlamentarnych w Austrii, które odbędą się we wrześniu 2017 roku i Austriacka Partia Wolności po takim wyniku ich kandydata ma dużą szansę nie tylko na ich wygranie, ale na posiadanie samodzielnej większości w parlamencie.

A wtedy oznacza diametralną zmianę polityki austriackiej w UE, zdecydowany sprzeciw wobec dotychczasowej polityki imigracyjnej, a także przekazywania kolejnych kompetencji państw narodowych na rzecz Brukseli.

Wszystko wskazuje także na to, że wynik referendum konstytucyjnego we Włoszech będzie niekorzystny dla jego inicjatora, czyli premiera Mateo Renziego (wczoraj późnym wieczorem 57% na nie, 43% na tak).

Oznacza to, że premier będzie zmuszony do podania się do dymisji (tak zapowiedział w czasie kampanii referendalnej), a Włochy w najbliższym czasie czekają przyśpieszone wybory parlamentarne.

Z dużym prawdopodobieństwem może je wygrać coraz bardziej popularny Ruch Pięciu Gwiazd, którego przywódca już zapowiedział, że jeżeli tak się stanie, to zorganizuje referendum w sprawie pozostania Włoch w UE.

Dodatkowo w 2017 roku czekają nas przecież wybory prezydenckie we Francji i parlamentarne w Niemczech, a po Brexicie i po rozstrzygnięciu wyborczym w USA, w których kandydat establishmentu został odrzucony przez większość Amerykanów, podobne rozstrzygnięcia są możliwe także w Europie.

A przecież UE ma dwa „stare” nierozwiązane poważne problemy, które mogą wręcz zagrozić dalszemu istnieniu europejskiej wspólnoty.

Chodzi o masową imigrację do UE (w 2015 liczba imigrantów przybyłych do UE przekroczyła milion, w 2016 roku trochę przyhamowała), a także problemy krajów Południa strefy euro, w tym wręcz dramatycznej sytuacji Grecji.

Problem masowej imigracji wywołany nieodpowiedzialną polityką Niemiec i ich kanclerz Angeli Merkel doprowadził do poważnych podziałów wśród krajów UE, część z nich (Węgry, Słowacja i Czechy) skarży decyzję Rady o tzw. kontyngentach uchodźców do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, wreszcie niektóre zawieszają funkcjonowanie przepisów strefy Schengen i wprowadzają kontrole na granicach (np. Dania na granicy z Niemcami, czy Szwecja na granicy z Danią).

Jeżeli Turcja nie będzie w stanie (albo nie będzie chciała) przypilnować swojej granicy z Grecją i imigracja w 2017 roku będzie dalej tak masowa jak do tej pory, to nieuchronne jest zawieszenie funkcjonowania strefy Schengen, jednej z podstawowych zdobyczy europejskiej integracji.

Podobnie mimo wpompowania w Grecję ponad 300 mld euro przez instytucje europejskie kryzys w tym kraju w dalszym ciągu trwa, bezrobocie wśród ludzi młodych przekracza 50% i jeżeli sytuacja się nie zmieni, to – jak mówią w PE posłowie greccy od lewa do prawa – temu krajowi grozi po prostu rewolucja.

Trochę lepsza, ale w dalszym ciągu trudna jest sytuacja gospodarcza w Portugalii i Hiszpanii, na granicy recesji znajduje się gospodarka włoska, więc cała strefa euro ciągle chwieje się w posadach.

Problemy w UE więc narastają i nic nie wskazuje na to, aby obecne kierownictwo unijnych instytucji było im w stanie zaradzić.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/171761 ... adach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 10 gru 2016, 21:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Dodatnie plusy populismusa

Felieton • tygodnik „Polska Niepodległa” • 10 grudnia 2016

A to się dopiero narobiło z tymi populistami! Już się wydawało, że sytuacja jest opanowana, że stary finansowy grandziarz przy pomocy lokalnych sanhedrynów, które wyszukiwały mu tubylcze autorytety moralne do korumpowania, całkowicie opanował sytuację, dzięki czemu będą mogły nadejść tak zwane „dni ostatnie”, to znaczy – Królestwo Izraela Na Ziemi, dzięki któremu starsi i mądrzejsi przechwycą całą pulę i będą mogli już w skali globalnej uprawiać swoje ulubione społeczne inżynierie: socjalismus, albo komunismus, a jak nie socjalismus, ani komunismus, to na przykład – uniwersalismus, a jak nie uniwersalismus – to dla odmiany zrównoważony rozwój, czy może rozbój, bo nigdy wyraźnie tego nie wymawiają. Oczywiście mniej wartościowe narody tubylcze w tym scenariuszu miały zostać tak zwanym nawozem Historii, rodzajem tworzywa, z którego starsi i mądrzejsi mogliby ulepiać sobie rozmaite makagigi w zależności od potrzeb i mądrości etapu, pozostawiając oczywiście na rozmnożenie odpowiedni kontyngent, żeby było komu pożyczać na procent, zgodnie z instrukcją Najwyższego zanotowaną w Księdze Powtórzonego Prawa: „Będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują”. Szkoda, że nie pamięta o tym Balcerowicz prezesa Jarosława Kaczyńskiego w osobie pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego („nasz Balcerowicz jest lepszy!”), który cały swój zbawienny plan renacjonalizacji gospodarki zgodny z programem przedwojennej sanacji, zamierza oprzeć na pieniądzach pożyczonych, podobnie jak w swoim czasie uczynił to Edward Gierek, za którym do dzisiaj wzdychają nieutulone w żalu szerokie masy. Jak powiedziała czarownica wbijana na pal – miłe złego początki – ale co z tego, kiedy koniec zawsze żałosny, o czym Edward Gierek mógł osobiście przekonać się już po kilku latach to znaczy – w roku 1976, kiedy przyszło do spłacania długów i zbuntowanemu ludowi trzeba było aplikować „ścieżki zdrowia”. Mniejsza zresztą z tymi wspominkami, bo chodzi przecież o populismus, od którego wszystko się zaczęło.

Jak to przenikliwie spenetrowała żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją pana redaktora Adama Michnika, ten cały populismus zaczął się od Polski, w którym zewnętrzne znamiona władzy wpadły w szpony prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Wprawdzie w swoim czasie nie został zaliczony do „ekstremy”, którą przy pomocy RAZWIEDUPR-a „lewica laicka” wypychała z podziemnych struktur – ale chyba też nie został faworytem profesora Geremka, więc nie pozostawało mu nic innego, jak znaleźć sobie ekologiczną niszę, właśnie w postaci populizmu. Ciekawe, że tę intencję Jarosława Kaczyńskiego przejrzał na wylot jeszcze w roku 1990 francuski publicysta Guy Sorman, który teraz, jak słychać, ponoć wybrał wolność w USA jako obywatel amerykański - i w książce „Wyjść z socjalizmu”, którą w 1990 roku z kolegą Miszalskim wydaliśmy w wydawnictwie „Kurs”, poświęcił Jarosławowi Kaczyńskiemu obszerny fragment zatytułowany: „Marszałku – jesteśmy!” (Monsieur le Marechal – nous voila!). Któż jednak mógł przewidzieć, że zaraza rozleje się nie tylko na inne kraje Europy, ale nawet – na Amerykę? Najwyraźniej amerykańscy miłośnicy populizmu musieli zapatrzyć się na nasz nieszczęśliwy kraj i zbuntowali się przeciwko tamtejszym samozwańczym guwernantkom, które przy pomocy państwowego monopolu edukacyjnego, mediów i przemysłu rozrywkowego dyktowały im, co i jak mają myśleć, komu krzyczeć „precz!”, a komu - „niech żyje!” i wybrali na swego prezydenta Donalda Trumpa. To znaczy – jeszcze nie wiadomo czy rzeczywiście go wybrali, bo właśnie w trzech stanach ma być powtórzone przeliczanie głosów. Kto by pomyślał, że teoria konwergencji tak szybko i tak spektakularnie się sprawdzi i USA tak bardzo upodobnia się do ZSRR, że tam właśnie nabierze aktualności spiżowa sentencja klasyka demokracji Józefa Stalina, iż nieważne, kto głosuje, a ważne – kto liczy głosy? A jeszcze w roku 1955, w czytance dla klasy II było zestawienie ZSRR i USA w którym można było przeczytać, że „w ZSRR istnieje planowa gospodarka państwowa” podczas gdy „w USA pracuje się bez planu”. Ciekawe, czy te czytanki redagowała pani prof. Helena Michnik, czy też przy tym oduraczaniu biednych dzieci czynne były jakieś inne arywistki, jak np. Helena Bobińska, co to dla dzieci napisała książkę o „Soso”, po której wszyscy czekali na następną i nawet sugerowali tytuł: „Komu Soso zrobił kuku”? Więc chociaż guwernantki tyle się napracowały, to amerykańscy niewdzięcznicy wypięli się na demokrację kierowaną i obrócili w stronę demokracji spontanicznej, która w oczach guwernantek uchodzi za populismus. A przecież na tym nie koniec, bo zwolennicy demokracji spontanicznej znaleźli się i w Wielkiej Brytanii, a w takiej Francji aż się od nich roi i tamtejszy establishment z najwyższym trudem zdołał przeforsować w prawyborach kandydaturę konserwatywnego liberała Franciszka Fillona, który w przyszłorocznych wyborach prezydenckich zmierzy się z Maryną Le Pen, z którą dzielą go poglądy na gospodarkę, a łączy sentyment do Rosji i Putina. Nie wiadomo, czy z nią wygra, bo Front Narodowy otrzymał ostatnio prawdziwy dar Niebios w postaci najazdu na Francję tak zwanych „uchodźców” i pewnie go politycznie zdyskontuje. Pewnie dlatego „Gazeta Wyborcza” melancholijnie stwierdza, że „populiści muszą trochę porządzić”.

Skoro tak, to nie tylko w bliżej nieokreśloną przyszłość oddala się Królestwo Izraela, ale być może i egzekucja, którą Kołchoz wespół ze starymi kiejkutami planował urządzić w naszym nieszczęśliwym kraju pod pretekstem „obrony demokracji”. Nasza Złota Pani najwyraźniej jeszcze nie wie, co w tej sytuacji przystoi jej czynić, co przyniosło krótką pieriedyszkę rządowi w Warszawie. Wprawdzie podczas wizyty ad limina w Izraelu pani premier musiała wiele naobiecywać, bo wiadomo, że premier Netanjahu za darmo nawet nie kiwnie palcem, więc tak czy owak, Judejczykowie będą Rzeczpospolitą doić – ale rząd liczy, że za ten okup przynajmniej od strony Żydów będzie miał wytchnienie. Zobaczymy, czy się nie przeliczy – ale na razie siekiera jakby została od pnia odsunięta również dlatego, że pani Szydło rozpoczęła tak zwaną „dyplomatyczną ofensywę”, by brukselskich mandarynów w rodzaju Fransa Timmermansa, czy niemieckiego prostaka Martina Schulza, co to nie mogli już się doczekać, by z Polską zrobić porządek, pozbawić poparcia kolejnych krajów członkowskich UE, które też mogą się obawiać, że po Polsce przyjdzie kolej i na nie. Jak widać, populismus, obok plusów ujemnych, ma również swoje plusy dodatnie.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3806


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 15 gru 2016, 13:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Niech kto powie, że tym światem (UE i nie tylko) nie rządzą diabły. Czymże jest dla nich zwykły, szary człowiek? Nikogo nie obchodzi jego krzywda. Dopiero gdy im się coś odbierze, jak choćby u nas ich bandyckie emerytury, to dopiero wrzeszczą o sprawiedliwość.... i o co tam jeszcze....

Strefa euro zawiesiła ulgi Grecji

Uzgodniony przez eurogrupę na początku grudnia pakiet działań, które miały w krótkim horyzoncie czasowym przynieść ulgę spłacającej kredyty Grecji, został zawieszony – ogłosił rzecznik prasowy eurogrupy. To efekt prosocjalnych działań greckiego rządu.

„Instytucje doszły do wniosku, że działania greckiego rządu nie wydają się zgodne z naszymi porozumieniami” – napisał w komunikacie rzecznik przewodniczącego eurogrupy Jeroena Dijsselbloema.

Chodzi o MFW, Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Europejski Mechanizm Stabilności, czyli instytucje nadzorujące pożyczki udzielone Grecji.

Pakiet przyjęty 5 grudnia nie przewidywał umorzenia żadnych zobowiązań, lecz m.in. wydłużenie terminów spłacania pożyczek, rezygnację kredytodawców z części odsetek, jakie Grecja miała im zapłacić w przyszłym roku, oraz zamianę papierów dłużnych przeznaczonych na dokapitalizowanie banków ze zmienną stopą oprocentowania na instrumenty o stałym oprocentowaniu.

Trzy dni później lewicowy rząd Aleksisa Ciprasa przywrócił wypłatę 13. emerytury w roku dla emerytów dostających najniższe świadczenia (poniżej 800 euro miesięcznie), co ma kosztować budżet 617 mln euro. Odsunął także podwyżkę podatku VAT na wschodnich wyspach Morza Egejskiego, gdzie przebywa ok. 16 tys. migrantów, „dopóki trwać będzie kryzys uchodźczy”.

Cipras tłumaczył, że sytuacja budżetowa pozwala na takie prosocjalne działania i nie są one złamaniem porozumienia w sprawie obecnego, trzeciego pakietu pomocowego dla Grecji.

– Będziemy w całości respektować nasze porozumienie z wierzycielami, ale będziemy także ze wszystkich sił bronić spójności społecznej – mówił wtedy premier.

Ustępstwa eurogrupy nie powodowały kosztów dla podatników w krajach, które są wierzycielami Grecji (co jest szczególnie ważne w Niemczech), ale też miały ograniczony wpływ na całkowite zadłużenie tego kraju. Dług publiczny Aten jest najwyższy w całej UE i sięga 180 proc. PKB.

Grecja jest zależna od pomocy międzynarodowych kredytodawców od 2010 roku. Obecny, trzeci już program pomocowy jest częścią pakietu, którego łączna wartość wynosi do 86 mld euro.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/172427 ... recji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 19 gru 2016, 10:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Załóżmy, że dojdzie do wojny. Kto wygra?

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 11 sty 2017, 15:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
2017: rok wojny, sodomizacji i politycznej poprawności?

Wojenne zakusy Donalda Trumpa, rosnący w siłę klub malkontentów, do którego należą Chiny, Brazylia, Indie, Rosja i Iran, upadek Europy zachodniej i prowokacje wymierzone w Polskę. Czy tak właśnie będzie wyglądał rok 2017? Na pytania PCh24.pl odpowiada Grzegorz Braun, reżyser i publicysta.

Wielu obserwatorów życia politycznego za wydarzenie roku 2016 uznaje wyniesienie na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Co ten wybór oznacza dla świata i dla Stanów Zjednoczonych?
Trump jest prezydentem lobby wojskowego, co wyraźnie się odsłoniło już w pierwszych tygodniach po elekcji. Armia jest w trakcie przejmowania władzy w Stanach Zjednoczonych. W bezpośrednim zapleczu politycznym Donalda Trumpa widzimy dostateczną ilość generałów, aby snuć analogie do transformacji ustrojowej, która nastąpiła u nas, w PRL na przełomie lat 70. i 80. Teraz właśnie w USA „zieloni” przesiadają się z tylnego fotela na przedni. Są zniecierpliwieni dezorganizacją i chaosem, jaki wkradł się za rządów pokolenia 1968 roku. Pokolenia, które zdominowało administracje poprzednich prezydentów. Wojskowi mają najwyraźniej dość promowania zideologizowanej demoralizacji, która skutkuje dezorganizacją państwa i jego sił zbrojnych. Z drugiej zaś strony – mają dość inicjowania wojen, których nie pozwala im się po prostu wygrać. Tę postawę artykułuje otwarcie np. gen. Michael Flynn, kiedy stwierdza, że wojny nie są po to, żeby je prowadzić, ale po to, żeby je wygrywać. Wynosząc Donalda Trumpa do władzy, właśnie tego rodzaju zniecierpliwione trepy sięgają po koło sterowe imperialnej nawy państwowej.

Jeśli Stany Zjednoczone mają ruszyć na III wojnę światową, to kogo zechcą uczynić swoim strategicznym sojusznikiem? Donald Trump jeszcze nie zasiadł w Gabinecie Owalnym, a już zdążył nadać całkiem sporo mocnych komunikatów. Rozmowa telefoniczna z Tajwanem, a jednocześnie np. typowanie Davida Friedmana na przyszłego ambasadora w Izraelu, czy zaproszenie do kręgu doradców Henry Kissingera, w swoim czasie publicznie posądzanego o agenturalne działanie w interesie sowieckim – z pewnością świat zewnętrzny dostał sporo do myślenia. Warto obserwować, czy nowa administracja będzie spuszczać z tonu, a słowa, które już padły, okażą się tylko tromtadracją i przyjmowaniem pozycji negocjacyjnych po których przyjdzie czas na interesy. Może jednak te zapowiedzi zostaną zrealizowane na wybranym teatrze wojennym? Sytuacji prezydentowi-elektowi nie ułatwia jego poprzednik – radykalnymi posunięciami wobec Moskwy i Tel Awiwu.

Na które kraje warto teraz zwrócić szczególną uwagę?
Można dostrzec istnienie pewnego rodzaju klubu malkontentów, do którego należą Chiny, Brazylia, Indie, Rosja, wreszcie Iran jako lider w świecie muzułmańskim. Kraje te niecierpliwie czekają na upadek amerykańskiego hegemona. Liczą na realizację scenariusza „rozprucia się” Stanów Zjednoczonych po wewnętrznych szwach, na jakąś nową wojnę secesyjną, która tym razem skutecznie rozsadziłaby molocha.

Powstaje pytanie, czy i my mamy się przyłączyć do tego klubu? Może nie od razu i nie manifestacyjnie, ale moim zdaniem, istnieją bardzo poważne powody, aby nie stawiać wszystkiego na tę jedną jedyną, mocno już zgraną amerykańską kartę. Nawet jeśli wojnę przyjdzie nam zaczynać w charakterze wasala Waszyngtonu, to z tego jeszcze nie wynika, że koniecznie mamy ją kończyć w tym samym układzie. To naprawdę dobry moment, by sięgnąć po najcenniejsze doświadczenie jakie wynieśliśmy z udziału w I wojnie światowej. Ostatecznie sto lat temu nasi pradziadowie całkiem słusznie nie upierali się do końca, by umierać np. za Berlin czy Petersburg. Czemuż teraz mielibyśmy koniecznie dać się zwieźć na ostatniej lawecie z pola walki o jedność i globalną hegemonię amerykańskiej demokracji?

Bądź co bądź, to przecież Waszyngton transmituje na nas całą ohydę własnego wewnętrznego spustoszenia. Urzędowa sodomizacja i terror politycznej poprawności wraz z dogmatycznie egzekwowanym judeoidealizmem na czele – to wszystko płynie do nas akurat z Zachodu, a nie np. ze Wschodu. Wolałbym żeby było odwrotnie, wtedy świat byłby prostszy i łatwiej nam, Polakom byłoby się zgodzić w kwestii rozpoznania rzeczywistości.

Czy ze strony rosyjskiej też możemy spodziewać się „oferty negocjacyjnej”?
To wcale nie jest wykluczone. Ale obawiam się, że najdogodniejszy czas na nowe otwarcie w naszej polityce wschodniej właśnie zmarnowaliśmy. Czy teraz będziemy mieli do czynienia z „resetem resetu” i w jakim tempie zacznie nabierać konturów kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym? To największy znak zapytania, pod jakim wkraczamy w rok 2017. Niech się nikomu nie zdaje, że sprawa majątkowych roszczeń żydowskich – w istocie próba zuchwałego wymuszenia rozbójniczego – gdzieś się rozmyła i straciła aktualność.

A Europa Zachodnia – czy mamy tam jeszcze na kogo liczyć?
Pamiętajmy, że Unia Europejska jest to dopuszczalna w granicach politycznej poprawności formuła IV Rzeszy Niemieckiej. Tak długo, jak długo elity Zachodu upierają się przy tym obłędnym projekcie, wszyscy razem pozostają niebezpieczni dla nas, jak zresztą i dla siebie samych. Paradoksalnie, może jednak dno upadku takiej np. Francji stwarza nowe szanse, by zacząć normalnie komunikować się z tamtejszymi państwowcami – nie z pozycji protekcjonalnej, do której Paryż wyzbył się za prezydentury Hollande ‘a ostatnich resztek tytułów. No i pytanie, czy w Warszawie są ludzie zdolni do myślenia o jedności kontynentu – ale nie w fałszywej perspektywie brukselskiej, tylko raczej w perspektywie fatimskiej?

W nadchodzącym roku wyjaśni się ostatecznie, do czego w rzeczywistości potrzebni są Berlinowi imigranci. Czy rację mają ci, którzy sugerują, że Niemcy sprowadzając masowo tych ludzi na kontynent europejski popełniają samobójstwo na raty, czy też stoi za tym jakaś głębsza racjonalność i to Niemcy szykują się do wojny a z ich kalkulacji wynika, że będą potrzebowali aż tylu rąk do pracy? Jedno nie musi jednak wykluczać drugiego. To, co wynika z rewolucyjnego zideologizowania kontynentu europejskiego, może zostać zracjonalizowane przez plany sztabów i służb.

W mijającym roku byliśmy świadkami wielu dość zaskakujących decyzji podejmowanych przy urnach, takich jak Brexit. W wielu krajach rośnie też poparcie dla określanych przez salon mianem populistycznych, partii liderów politycznych. Mówi się nawet, także w kontekście zwycięstwa PiS, o buncie „zwykłych” przeciwko tzw. elitom.
Jest w tym jakaś naturalna tendencja. Granice ludzkiej wytrzymałości na instytucjonalizację rewolucyjnego obłędu we współczesnym świecie i demontaż resztek cywilizacji chrześcijańskiej, doprowadziły do pojawienia się odruchów samoobronnych ze strony „zwykłych ludzi”.

Cały trend, któremu patronuje lewica rewolucyjna, ma charakter destrukcyjny. Składają się na niego z jednej strony sodomizacja społeczeństwa i terror politycznej poprawności, a z drugiej np. brednia globalnego ocieplenia, która legitymizuje doktrynę marksistowską w dogmatycznej formule tzw. zrównoważonego rozwoju. A to przecież nic innego, jak nowe wcielenie socjalistycznego centralnego planowania. Sodomici i mniemani „uchodźcy” są zaś zaginionym lumpenproletariatem tej niekończącej się transformacji. Lud pracujący bowiem, wbrew diagnozom Marksa, bynajmniej nie grzęźnie w głębszej pauperyzacji, tylko na swój sposób delektuje się owocami rozwoju gospodarczego. Dlatego też potrzebna jest nowa klasa „wybrana” aby stosować w praktyce zasadę „dziel i rządź”.

Jednak pamiętajmy, że polityczne mafie, tajne służby i loże monitorują nastroje społeczne, tak aby zawczasu stanąć w awangardzie ewentualnego buntu społecznego. Służby starają się skanalizować wszelkie odruchy buntu, kreując kolejne kryzysy kontrolowane. Jakie niespodzianki już dla nas szykują? Noworoczny zamach w Stambule i zabójstwo w Ełku – obydwa zdarzenia, każde w swojej skali, mogą stanowić zarzewie większych prowokacji. Może to właśnie preludium jakiejś bardziej okazałej całości?

Rozmawiał Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/2017--rok-wojny--so ... 613,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 369 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /