Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Dla myślących

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 372 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 19 sty 2017, 10:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Oznaka nienawiści do wiary i ludzi wierzących

Profanacja pomnika upamiętniającego ofiary okrutnych wydarzeń w Hucie Pieniackiej napełniła nas wielkim bólem i lękiem przed deptaniem godności i pamięci pomordowanych tam ludzi – uważa łaciński metropolita lwowski ks. abp Mieczysław Mokrzycki. 17 stycznia ogłosił on odezwę nawiązującą do niedawnego zdewastowania przez nieustalonych dotychczas sprawców pomnika ku czci mieszkańców polskiej wsi, zniszczonej 28 lutego 1944 r.

„Podczas gdy Ukraina boryka się z wieloma problemami, wśród których wojna na wschodzie stanowi bolesny rozdział jej współczesności, takie wydarzenie jak profanacja krzyża i mogił pomordowanych mieszkańców Huty Pieniackiej kładzie się cieniem na dążeniu do wolności na drodze odkrywania i szanowania prawdy historycznej” – zaznaczył ks. abp Mokrzycki.

Podkreślił, że Huta Pieniacka od lat była miejscem modlitwy ekumenicznej, mającej za zadanie życie w prawdzie i niestrudzone poszukiwanie pokoju i współpracy między narodami polskim i ukraińskim.

„Wysadzenie w powietrze krzyża oraz zniszczenie tablic z nazwiskami ofiar to przejaw nietolerancji wobec narodu i religii, uczyniony przez ludzi lekceważących wszelkie wartości, nie tylko te międzyludzkie, ale też te wypływające z wolności religijnej” – czytamy dalej. Ksiądz arcybiskup podkreślił, że dewastacja krzyża to uderzenie w cały świat chrześcijański, bez względu na obrządek czy przynależność narodowościową, gdyż dla wierzących w Chrystusa krzyż jest największym dowodem miłości Boga do człowieka. „A zatem jeśli ktoś niszczy ten Znak Miłości, to działa z pobudek nienawiści do wiary i ludzi wierzących” – napisał metropolita lwowski.

Wyraził przy tym nadzieję, że władze Ukrainy uczynią wszystko, aby ten bolesny fakt doczekał się wyjaśnienia, a jego sprawcy ponieśli karę. Wezwał ponadto do modlitwy o pokój i pojednanie. „Proszę Boga o przebaczenie dla sprawców, skruchę serca i podjęcie pokuty za grzech profanacji” – napisał ks. abp Mokrzycki.

Modlitwy ekspiacyjne zostaną odprawione przy pomniku w Hucie Pieniackiej w niedzielę, 26 lutego br., w ramach obchodów kolejnej rocznicy tragicznych wydarzeń. Metropolita lwowski zaprosił na nie wiernych, przedstawicieli władzy i duchowieństwo różnych wyznań i obrządków. „Nasza obecność niech będzie znakiem wiary i solidarności z rodzinami ofiar mordu w Hucie Pieniackiej i sprzeciwem wobec zła niszczącego wolność religijną, pamięć historyczną i dobre relacje między Polską a Ukrainą” – wezwał ksiądz arcybiskup.

28 lutego 1944 r. polską wieś Huta Pieniacka doszczętnie spalił 4. pułk policji SS złożony z ukraińskich ochotników, wchodzący w skład dywizji SS Galizien, pod dowództwem niemieckim, przy udziale innych ukraińskich struktur paramilitarnych.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... acych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 21 sty 2017, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Cóż. Te same środowiska i te same zachowania. Władza nawiązująca do tradycji, do dorobku przeszłych pokoleń i tu i tam jest nie na rękę szemranym środowiskom, które wolą swoją wszechwładzę, zwaną przez nich medialnie demokracją, a będącą faktycznie mafijnym terrorem prawnym i polityczno poprawnościowym.

Polsko-amerykanskie podobieństwa, czyli o tym kto boi się demokracji

Zanim przejdę do spraw, dla treści tej notki najistotniejszych, chciałbym, tytułem wprowadzenia, napisać kilka słów na temat wczorajszego, inauguracyjnego przemowienia nowego prezydenta USA, Donalda Trumpa. Dodam, że ogólnie, tego rodzaju majestatyczne imprezy, nigdy nie budziły i nie budzą we mnie specjalnego zachwytu. Nie, żebym był przeciwnikiem, ale to chyba nie moja stylistyka po prostu. I nie chodzi tylko o Ameryke.

Te wszystkie dworskie ceremonie, organizowane rownież w Europie, w centrum ktorych pojawiają się możni tego świata, a to angielska rodzina krolewska, a to książe Karol, królowa Elżbieta, splendory, flesze, meandry życia i śmierci ksieżny Dajany, wszystkie zachwyty, ochy i achy, to stanowczo problemy nie na moja głowę.

Jeśli idzie o Amerykanów, sprawa ma się trochę inaczej. Amerykanie podchodzą do sprawy z mniejsza pretensją do wykwintności ale sam właściwie nie wiem czy lepiej. Wprawdzie amerykanom udaje sie unikać durnowatej, tworzonej na potrzeby gawiedzi atmosfery westminsterskiego blichtru, ale często wpadają w sidła innego rodzaju megalomanii. Zbyt gorliwie i zbyt napastliwie rozumianego patriotyzmu. Najlepszym przykładem niech będą hollywodzkie hity zza oceanu, typu Armagedon czy Independence Day, gdzie przepych inscenizacyjny tych produkcji, ściga się w nich, z ich scenariuszowym infantylizmem. "Pancernik patiomkin" w wydaniiu wolnościowym. Bruce Willis jako Sztyrlitz, wolnego, demokratycznego świata. Kiedy już trafiam na tego rodzaju "patriotyczną", amerykańską produkcję, to nie jestem w stanie śledzić fabuły, bo wyobraźnia zarzuca mój umysł tysiącami skojarzeń, porozrnie tylko niezwiązanymi z treścią filmu. Widzę wtedy zastepy miłośników Wrestlingu, obżerających się w piątkowe wieczory hamburgerami i frytkam. Widze jak siedzą przed telewizorami i wykrzykują, podskakując raz za razem, przy kolejnej acji zapaśnika, a popokorn wysypujący się z papierowych torebek spada im najpierw na spodnie, potem niżej, na buty, w końcu układa się wokół ich stóp. Widze modelki w strojach bikini na bazie amerykanskiej flagi i grubasów z piwem i hot dogami w czapeczkach z napisem NY, pokrzykujących w takt zmysłowo poruszających się po ringu bokserskim modelek, koniecznie z hymnem amerykańsim w tle.

Chcąc unikać takich skojarzeń staram się nie ogladać amerykanskich, przeznaczonych dla wielomilionowej widowni szoł.

Tym razem jednak postąpiłem inaczej, głownie za sprawą niuansów, ktore towarzyszą okolicznosci wybrania na prezydenta USA Donalda Trumpa.

Moja szczegolna uwagę, zwrociły frazy, wypowiadane przez swieżo mianowanego prezydenta, podczas jego inauguracyjnego przemowienia. Charakterystyczne, że treść całej przemowy była niemal w stu procentach zbieżna z tym, co na swoich wiecach wygłasza od dłuzszego czasu Jarosław Kaczynski. Do tego stopnia, ze gdyby wczorajszy tekst Trumpa dać do odczytania Kaczynskiemu podczas dajmy na to , jednej z organizowanych przez niego miesiecznic, nie byłoby chyba żadnego zgrzytu i nikt by się nie połapał, że to tekst zredagowany przez amerykanskich spindoktorów. A powtarzający się niczym filmowy leitmotiv, wątek zabrania władzy establiszmentowi i oddania jej narodowi to już wypisz wymaluj Kaczyński w pełnej krasie i we własnej osobie. Ale...

Na tym nie kończa się podobieństwa pomiedzy tym, z czym mamy do czynienia u nas, a tym, czego świadkami jestesmy obecnie, kiedy obserwujemy wydarzenia w USA. Druga istotna kwestia to KOD-omici. Amerykańscy KOD-omici. Znaczy, i nasi, i amerykańscy.

Już po ogłoszeniu zwyciestwa Trumpa, dawno temu, zaraz po amerykańskich wyborach, mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem, ktore wystapiło w Polsce, chwilę po objęciu władzy przez PiS. Zaraz po wyborach, wrogie Kaczynskiemu srodowiska, probowały (i do tej pory probują) obalić obecną i demokratycznie wybraną władzę. Mechanizm, z ktorym mamy do czynienia w Stanach, również jest łudząco, do tego naszego podobny, o ile nie identyczny. Widzimy zatem, jak duża część uprzywilejowanej socjety, zwana dla zmylenia przeciwnika elitami, probuje mobilizować masy, strasząc Trumpem i w ten sposob generować oddolne ruchy, mające na celu zakwestionowanie wyboru większosci narodu. Jeszcze parę dn itemu, senatorzy, kongresmeni, publicysci i dziennikarze probowali nawoływać do bojkotu wczorajszej inauguracji, co miało zostać przez masy odebrane jako sygnał braku akceptacji dla takiego a nie innego wyboru amerykanów. Demokratycznego wyboru amerykanów. Bodziec do działania dla tych na dole. I co bardzo charakterystyczne, tego rodzaju postawę, przyjeły środowiska okreslające się mianem demokratycznych, zeby było zabawniej. Inaczej. Gdyby to nie bylo ustrojowo niebezpieczne i groźne dla porządku prawnego, to może i by było zabawne.

Kolejna analogia...? Wczoraj, tuz po inauguracji, widziałem jak na ulicach amerykanskich miast, zwolennicy obozu demokratycznego, podburzeni szumnymi deklaracjami celebrytów, palą opony, organizuja zamieszki i kwestionują legalość, wybranej wraz z nowym prezydentem władzy. Czy trzeba jeszcze cokolwiek dodawać ?

Wszystkie te podoobienstwa skłądają się na jeden, prosty, nie podlegający dyskusji wniosek. Najwiekszym wrogiem ruchów demokratycznych, zarowno tych naszych, jak i tych zza wielkiej wody jest demokracja.

http://erykwiking.salon24.pl/749603,o-d ... rykanskich


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 11 lut 2017, 14:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Węgry oferują azyl

Węgierski premier Viktor Orban oświadczył w piątek w przemówieniu podsumowującym miniony rok, że na Węgrzech chętnie przyjęci zostaną obywatele państw zachodnich, którzy uciekną przed liberalizmem, poprawnością polityczną i bezbożnością – odnotowuje agencja dpa.

– Tych prawdziwych uchodźców naturalnie przyjmiemy. Ci przerażeni niemieccy, holenderscy, francuscy, włoscy politycy i dziennikarze, ci chrześcijanie zmuszeni do opuszczenia ojczyzny, którzy swoją Europę stracili we własnej ojczyźnie, znajdą ją z powrotem u nas – mówił Orban.

Węgierski premier napiętnował w swym wystąpieniu liberalne media i organizacje obrońców praw człowieka. Zarzucił im, że tworzą „otaczającą świat sieć”, by „dostarczyć” do Europy „setki tysięcy migrantów”. Według Orbana, w ten sposób „te siły” chcą zniszczyć tradycyjne państwa narodowe.

Ponadto Orban stwierdził, że Węgrzy powinni spodziewać się pięciu międzynarodowych uderzeń w ich kraj.

Zdaniem Orbana, Unia Europejska będzie się sprzeciwiać obniżeniu przez Węgry opłat za media, gdyż chce „centralnego regulowania zamiast niezależnej polityki cen energii w poszczególnych państwach”, i wprowadzeniu systemu zatrzymywania nielegalnych imigrantów do czasu rozstrzygnięcia ich wniosków o azyl.

Jak wskazał, Węgry będą też musiały walczyć ze wzmożoną aktywnością organizacji międzynarodowych i próbami wpływania na sytuację w kraju z zagranicy.

– W coraz większej liczbie państw, także u nas, w dodatku przed wyborami (parlamentarnymi) w 2018 r., problemem jest to, że potajemnie próbuje się wpłynąć za pomocą zagranicznych pieniędzy na politykę węgierską – powiedział.

Wspomniał w tym kontekście o „rozciągającym się ponad granicami imperium George’a Sorosa”.

Ostatnie dwie strefy, w których Orban spodziewa się „ataków”, to utrzymanie polityki podatkowej i polityki tworzenia miejsc pracy wśród kompetencji państw narodowych.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/176105 ... -azyl.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 13 lut 2017, 11:08 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7508
Lokalizacja: Podlasie
Mam wrażenie, że wszyscy boją się odrodzenia zdrowego nacjonalizmu w większości krajów Europy i świata, że do władzy dojdą siły nie związane z NWO, więcej : siły przeciwne NWO !!! ...


SIEWCY STRACHU. WEDŁUG FBI DO SERWERA CLINTONOWEJ WKRADŁO SIĘ CO NAJMNIEJ PIĘĆ OBCYCH SŁUŻB WYWIADOWCZYCH, W TYM IZRAELA

Obrazek

Kto wygrał wybory prezydenckie w USA? – Władimir Putin. Kto stoi za wzrostem cen benzyny? – Rosja. Kto kryje się za zamachem w Istambule? – Kreml. Potęga Rosji jest niezmierzona. Rosja ma dostęp do wszystkich komputerów świata. Jest znowu światowym mocarstwem.

Lada moment moskiewskie dywizje ruszą z Krymu i po kilku dniach na warszawskiej Pradze załopoczą ruskie flagi. Prezydent Putin, nawet w najśmielszych marzeniach, nie przewidział takiego sukcesu. Gazety wyborcze (i „polskie”) roztaczają wizję totalnej infiltracji poczciwych Amerykanów, piszą o wrednych cyberciosach w bezradną Clinton, ostrzegają przed Trumpem, „wpisującym się w rosyjską narrację”.

Według tygodnika „wSieci” o prezydenturę Francji walczyć będzie dwoje kandydatów jawnie prorosyjskich, obóz opowiadający się w Europie za zbliżeniem z Moskwą znajdzie się w przewadze i w związku z tym współpraca z Angelą Merkel, jedynym ośrodkiem powstrzymującym rosyjski ekspansjonizm, to geopolityczny wymóg. :roll: Prawicowym mediom sekunduje Aleksander Kwaśniewski. Na łamach „Rzeczpospolitej” wylicza: będzie reset USA z Rosją, zapłacą za niego Ukraina, Mołdawia i Gruzja. Politycznych poglądów Donalda Trumpa trzeba się bać – ostrzega. Obok resetu bać się trzeba polityki antyimigranckiej Trumpa, a nawet muru na granicy z Meksykiem. Krótko mówiąc, Trump nas porzuci, a nawet sprzeda Putinowi. Alarmuje także szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski. W jednym wywiadzie Rosja jest dla Polski „zagrożeniem egzystencjalnym”, a w drugim „zaczyna przypominać Koreę Północną”, zaś „rosyjska gospodarka upada”. Podejrzewać można, że teksty jednemu i drugiemu piszą ci sami ludzie.

Kogo boli Trump?

Przekaz, że hakerzy na polecenie Kremla ułatwili Trumpowi zwycięstwo, poraził. Jeszcze gorzej zrobiło się, gdy sekretarzem stanu został Rex Tillerson, bo „ma powiązania z Rosją”, i to „niektóre złożone” – w 2011 r. negocjował z Rosneftem wart 50 mld dolarów kontrakt. Tillerson szczególnie zdenerwował organizacje żydowskie. Są poważne powody do niepokoju. Tillerson nie wypowiadał się publicznie w sprawach związanych z Izraelem – lamentował Ron Halber, wpływowy działacz waszyngtońskiej gminy żydowskiej. Liderów żydowskich zaniepokoiło szczególnie przychylne nastawienie przemysłu naftowego do państw arabskich. Dla Abrahama Foxmana ExxonMobil nigdy nie był przyjacielem Izraela. Precyzyjniej wyraził to Mort Klein, szef Zionist Organization of America: generalnie ludzie, którzy kierują kompaniami naftowymi, nie są przyjacielsko nastawieni do Izraela i to mnie niepokoi. Żaden z cytowanych nie odniósł się do rzeczy oczywistej, że normalne jest, gdy szef dba o dochody swej firmy, że Exxon miliardowe kontrakty z Rosją zrealizuje tylko po zniesieniu sankcji, i że tak duża firma może mieć własną politykę, nie zawsze zgodną z izraelską.

Nowojorski „Forwards” niepokoi coś innego: Trump w Białym Domu to zła wiadomość dla Europy. Pomyślcie o narodach Ukrainy, Bośni, Kosowa, Litwy, Łotwy i Estonii, zmagających się z rosyjską agresją, które wiedzą, że Trump ich nie obroni.
I na tym samym wydechu dodaje: zwycięstwo Trumpa potwierdza obawy, że ruch populistów ogarnia większość świata zachodniego. Zaczęło się od Polski, Węgier, Czech, Słowacji. Orbán był trumpistowską figurą jeszcze przed Trumpem (…) alternatywna prawica jest biała, chrześcijańska i ultranacjonalistyczna, jest ślepa na zbrodnie Asada, wściekle sprzeciwia się imigrantom, islamowi i UE, a Nigel Farage, Marine Le Pen i Geert Wilders nie szczędzą pochwał dla Trumpa. Na koniec przytacza (chyba nieopatrznie) „skandaliczne” słowa Le Pen: zwycięstwo Trumpa nie jest końcem świata, ale końcem pewnego świata.

Nie tylko Rosja…

Wedle przecieków z FBI, do serwera Clintonowej wkradło się co najmniej pięć obcych służb wywiadowczych, w tym Izraela. Przy okazji wyszło na jaw, że Hillary, będąc sekretarzem stanu, kupczyła politycznymi decyzjami, że doszło do buntu agentów FBI przeciw przełożonym, blokującym ujawnienie informacji o przekrętach Fundacji Clintonów, że wg asystenta dyrektora FBI rodzina Clintonów to szambo, i dzięki Bogu, że nie dorwała się do Białego Domu. Jest coś z Mrożka w twierdzeniu, że do porażki Clinton doprowadziły maile, a nie ich treść. Jest coś z Kafki w pisaninie amerykańskich gazet, że ujawnione przez Moskwę dokumenty to zapłata „w naturze” dla najbardziej ostentacyjnie prorosyjskiego kandydata w historii, przy równoczesnym pomijaniu 100 mln dolarów, które obce rządy przelały na konto Fundacji Clintonów. To że Rosjanie maile wykradli – jest oczywiste. Ale tak postępują wszystkie normalne służby. I dziwić się tylko można, że nie było wśród nich ludzi Mariusza Kamińskiego. Nonsensem jest hipoteza, że Rosjanie wykradli maile, by nie dopuścić do zwycięstwa kandydatki demokratów. Clinton to sprawdzony i niezawodny atut w ich rękach, i gdyby została wybrana, mieliby z maili duży pożytek. Przy okazji przypomnijmy rzecz oczywistą – jednym z głównych zadań wywiadów na całym świecie jest wpływanie na wynik wyborów w innych państwach. Przykładów tej starej i uznanej praktyki jest bez liku. Czy była sekretarz stanu nie ingerowała w wybory w Rosji, w Egipcie, na Ukrainie, w Polsce? W przypadku Ukrainy udało się jej nawet obalić rząd.

Jeszcze całkiem niedawno media negowały jakikolwiek wpływ tajnych służb Rosji na europejskie elity. Wspominanie o mackach KGB było w złym tonie. Z gniewem odrzucano zarzuty, że b. kanclerz Niemiec bierze pensję z Gazpromu. Nagle, po zwycięstwie Trumpa okazało się, że ludzie Putina są wszędzie – na lewicy, na prawicy, u Le Pen, przy Trumpie i jego ministrach. Dali się na to nabrać publicyści i politycy prawicy (tej laickiej). Mówią o nowej „teorii konwergencji”, którą Putin skroił pod odbiorcę w środowiskach „narodowych”, wśród polityków odwołujących się do „tradycyjnych wartości”, „prawicowców” i „katolików”. W myśl tej teorii wysłużony garnitur światowych lewaków zastępowany jest „menażerią narodowców”, poszerzany o wyznawców „propagowania chrześcijańskich wartości”, a prezydentura Trumpa obfitować będzie w decyzje podyktowane przez Putina. Dowodów brak. Poza jednym: Wzorcowym przykładem najwierniejszych sojuszników Putina jest Orbán, bo... w trakcie napaści na Donbas domagał się autonomii dla ukraińskich Węgrów.

Gdzie są nasze interesy?

O tym, że Rosja jest wrogiem Polski, przekonywać nie trzeba. Także ocena spaceru Tuska z Putinem na molo w Sopocie nie nastręcza większych problemów. Kłopot w tym, że po stronie prawicowej dominuje zasada „kto przeciw Putinowi, to przyjaciel Polski”, a w ślad za tym przekonanie, że sensem istnienia Polski jest bycie przeciwnikiem Moskwy („w gębie”, bo innych narzędzi nie mamy), popieranie Tatarów, Turków, Czeczeńców, tylko dlatego, że są przeciw Rosji. Oznacza to, że Polska nie ma żadnych własnych interesów na Wschodzie, że ten, kto usłyszy na Majdanie, że „Przemyśl jest ukraiński”, to ruski agent, a ten, kto nieśmiało napomina, by nie angażować się w gry, których zasad nie znamy i w których prawdziwi gracze ukrywają się w cieniu, bierze ruble z Moskwy.

Bilans polityki wschodniej poprzedniej ekipy był katastrofalny. Wszystko, co było do spartaczenia, spartaczono. Uproszczony pogląd świata nadal jednak triumfuje. Widać to choćby w próbach obarczenia winą za wołyńskie ludobójstwo Rosjan, tj. w narracji, że „sotnie OUN-UPA były przebranymi oddziałami NKWD”. Kropkę nad „i” postawił Antoni Macierewicz na antenie TV Republika: wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni była Rosja. Operację taką zapoczątkował Komorowski. O ile jednak tamten powiedział, że za Wołyń odpowiadają Sowieci, to minister obrony użył słowa „Rosja”. Dodajmy, że na Ukrainie zadanie „bij Moskala” postawił nam Soros, że PiS toleruje „rząd polski” na emigracji w Kijowie oraz że nie widzi rosyjskiej agentury wśród potomków KPP, ale w środowiskach narodowych oraz w… Radiu Maryja. Przypomnijmy – niegdyś głosił, że Radio ma anteny na wschodzie i zamartwiał się (razem z „Wyborczą”), że zakłócają systemy łączności samolotów Luftwaffe. Złowrogi Putin przesłania wszystko. Jest całą treścią myślenia o świecie. Dla „naszych” sojusz z USA ma sens tylko wtedy, gdy jest antyrosyjski. W takiej sytuacji trudno będzie dopasować relacje z Trumpem do tezy, że gdzie nie spojrzeć, wszędzie ruski agent, który sypie piasek w szprychy. W związku z tym chce się postawić pytanie: jak to jest, że całe życie polityczne Polski po ’89 jest kontrolowana przez tajne służby powiązane z Rosją, a jedynym obszarem wolności i jedyną „strefą wolnego słowa” jest PiS? Pytanie tym bardziej zasadne, że partia ta jest niezwykle podatna na rosyjską propagandę (vide kombinacja z francuskim desantowcem odkupionym od Egiptu za jednego dolara). I strach pomyśleć, jakie jeszcze triki zastosuje Putin.

Papierowe mocarstwo

Moskwie zależy, by ludzie Zachodu żyli w strachu. Pokazuje, że jest wielkim mocarstwem, z którym należy się liczyć. By wywołać takie wrażenie, wysyła zdezelowany lotniskowiec na Morze Śródziemne, raz po raz zapowiada instalację mitycznych iskanderów w Kaliningradzie, maluje wizję nowej Jałty, rosyjskie media świętują propagandowe zwycięstwa, a Żyrinowski w Dumie zaprasza na szampana. Ich radość nie podzielają jednak eksperci wojskowi. Rosja ciągle jest bowiem tylko – jak mawiał Obama – „regionalnym mocarstwem”. Głównym celem Putina było zdyskredytowanie amerykańskiej demokracji, sianie medialnego chaosu, i pod tym względem udało się. Co jeszcze zrobi? Będzie dalej rozrabiał, bo na propagandowym łobuzerstwie opiera swą politykę. A my mu w tym pomagamy. Pomagamy także przy okazji Niemcom i lobby żydowskiemu. Jedną z kombinacji operacyjnych służb Putina jest oskarżanie Polaków o antysemityzm. Odczuł to na własnej skórze Macierewicz, gdy pewne nowojorskie lobby oskarżyło go o „głęboki i jadowity antysemityzm”, bo uznał kilku ministrów za sowieckich agentów, bo jest przekonany, że katastrofa w Smoleńsku to rosyjski zamach, bo czyścił WSI z komunistycznych i rosyjskich złogów. Weźmy najnowszy przykład – dziennikarz „Russia Today” Chris Hedges pisze o „dyktaturze w Polsce”, o „nowych europejskich faszystach”, o tym, że Muzeum Powstania Warszawskiego wybudowano w reakcji na książkę Grossa i że nie ma w nim żadnych śladów upamiętniających polski antysemityzm. Nawiasem mówiąc, to b. reporter „New York Times”, czyli żydowskiej gazety dla Amerykanów. Po kilku kurtuazyjnych słowach Trumpa pod adresem Putina media amerykańskie (skądinąd w 100 proc. zainfekowane trockizmem) były przeciw. Wrzeszczały, że „skandal”, że „postkomunistyczna” Rosja dostarcza Trumpowi amunicji. „Washington Post” lamentował: to koniec NATO, to koniec demokracji. Autorka tych słów, Anne Applebaum, której przodkowie – jak sama twierdzi – pochodzą z Rosji i odegrali ważną rolę w rewolucji bolszewickiej, w swej książce Żelazna kurtyna wybiela rolę ziomków w montowaniu komunizmu w Polsce i czynnika żydowskiego w stosunkach polsko-sowieckich.

Poznałem Radosława Sikorskiego w połowie lat 90., kiedy jego małżonka zbierała materiały do swojej książki. Wtedy byłem w Rosji. Sikorski towarzyszył wtedy małżonce – zeznawał w sądzie Tomasz Turowski. Materiały do książki podrzucili więc Rosjanie, z archiwów NKWD, przy pomocy rosyjskiego szpiega. I jeszcze jedno – dla zarządzających tematem „ruscy hakerzy i polski faszyzm” jest wyborem idealnym: Żydówka o rosyjskich korzeniach, publikująca także w prasie niemieckiej, wsparta autorytetem b. marszałka polskiego sejmu. I może warto zastanowić się, czy to nie tacy jak ona są większym zagrożeniem dla Polski niż propaganda Putina. A propos, czy koordynator służb nie widzi potrzeby wyjaśnienia (z podejrzeniem o zdradę stanu), dlaczego Sienkiewicz kazał Tuskowi z sejmowej trybuny wykazać, że scenariusz afery podsłuchowej pisany był cyrylicą i czy centrum antypolskiej propagandy, z macherami od „polskich faszystów” nie jest pod kontrolą jakiegoś wywiadu?

Relacje Rosja–Izrael, wbrew temu co nagadał naszemu prezydentowi Netanjahu, są dalekie od wrogości. Izraelscy przyjaciele mają swoje gierki z Putinem, i warto przy zwalczaniu propagandy złowrogiego Putina to uwzględnić. Film „Pokłosie” doskonale wyraził techniki takiej propagandy. Współproducentem filmu o Polakach-antysemitach była rosyjska rządowa Fundacja Kina oraz moskiewskie studio filmowe Metrafilms. Faszyzm, mnożące się przypadki łamania praw mniejszości narodowych i etnicznych, wśród poszkodowanych dominują osoby pochodzenia żydowskiego, co wynika z zakorzenionego w polskim społeczeństwie antysemityzmu – taki z kolei obraz Polski wyłania się z corocznych raportów rosyjskiego MSZ. Ale to nic nowego – nie kto inny jak Stalin kazał agenturze Kominternu zwalczać Polskę pod hasłem „walki z faszyzmem”. Dziś wdawanie się w gierki rosyjsko-izraelskie, których nie rozumiemy, i w których nie odgrywamy żadnej podmiotowej roli, to polityka przynosząca korzyści tylko Moskwie. Rosyjskim propagandystom nie można odmówić perfidii, ale nic im tak nie ułatwia zadania, jak „nasze” tęgie analityczne głowy. Pół biedy, gdy chodzi o tych z PO i Nowoczesnej. Zaskakuje intelektualna mizeria środowisk prawicowych. Podstawowy błąd poznawczy to koncentrowanie się na tym, co i w jaki sposób próbuje ugrać Rosja, a nie co ma do zyskania Polska. Drugi błąd to rozpowszechnianie, dla usprawiedliwienia nędzy własnej dyplomacji, mitu o genialnych rosyjskich dyplomatach, chociaż w rzeczywistości od 1991 r., tj. od rozpadu ZSRR, ponoszą same klęski, kamuflowane jedynie sprawną propagandą.
23 listopada Parlament Europejski uchwalił rezolucję ws. ruskiej propagandy. Że „jątrzy”, że „dzieli”, że w wielu krajach b. bloku sowieckiego wspiera opozycyjne partie, że finansowane przez Rosję fundacje szerzą zamęt. Ustalenie, że Rosja uprawia propagandę, nie było zbyt odkrywcze. Tak jak odkrywcze nie było, że tubą propagandową Kremla są „Russia Today” i „Sputnik”. Ale czy podobnie nie działają CNN i Deutsche Welle? Czy ta ostatnia nie jest bardziej niebezpieczna? Nawołuje przecież do antyrządowego rokoszu i oskarża, że za sprawą PiS-u w Polsce „faszyzm podnosi głowę”? O „Sputniku” i fundacjach finansowanych przez Rosję nikt w Polsce nie słyszał. Niejeden natomiast odczuł na własnej skórze skutki działań fundacji Adenauera. A czy tubami propagandowymi Kremla nie są przypadkiem „Wyborcza”, Tok FM i serwis naTemat. To one pisały przecież: jeszcze kurz bitewny kampanii wyborczej w USA nie opadł, a już Kreml pręży muskuły wobec Polski, która wraz z sukcesem Trumpa traci protekcję Waszyngtonu. Putin pokazuje Polakom, że w USA stracili potężnego sojusznika. Trochę wcześniej tenże parlament zorganizował w Warszawie debatę na temat rosyjskiej propagandy. Prowadziła ją Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor Biełsat TV, dotowanej przez MSZ 17 mln złotych rocznie. Co tak hojnie sponsorowana przez państwo polskie tuba propagandowa daje w zamian? Otóż daje głos opozycji białoruskiej, która kresowych Polaków określa mianem „opolaczonych” lub „okatoliczonych” Białorusinów, która sprzeciwiała się (wraz z miejscowym KGB) rozdawaniu Kart Polaka, której nie przychodzi do głowy, że prawa człowieka powinny dotyczyć nie tylko „bojowników o demokrację”, ale także polskiej mniejszości.

krzysztofbalinski@warszawskagazeta

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 26 lut 2017, 11:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Słaba pamięć Tuska

Na wiosnę 2014 podczas apogeum nieoficjalnych starań o stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, Donald Tusk jeszcze, jako premier polskiego rządu, zaproponował koncepcję unii energetycznej.

Przypomnijmy tylko, że centralną zasadą przedstawionej wtedy przez Tuska unii energetycznej, miało być powołanie jednej unijnej instytucji, która zajmowałaby się zakupem gazu dla wszystkich 28 państw członkowskich.

Drugim jej filarem miało być: w sytuacji zagrożenia dostaw dla jednego lub kilku krajów UE, pozostałe udzielają im pomocy poprzez mechanizmy solidarnościowe zgodnie z zasadą „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Kolejne rozwiązanie to rozbudowa infrastruktury gazowej na terenie UE między innymi chodzi o zbiorniki do magazynowania gazu, gazociągi, wszystko to finansowane aż w 75% ze środków unijnych.

Wreszcie ostatni postulat to, nie blokowanie przez unijne prawo wykorzystania własnych zasobów energetycznych poszczególnych krajów członkowskich w tym w szczególności węgla i gazu łupkowego.

Już wtedy, kiedy Donald Tusk był przewodniczącym Rady, na wiosnę 2015 Komisja Europejska ogłosiła komunikat pod tytułem „Ramowa strategia na rzecz elastycznej Unii Energetycznej z dalekosiężną polityką zmian klimatycznych” i jak się okazało o unii energetycznej było w nim niewiele, natomiast zasadnicza część dokumentu była poświęcona zaostrzeniu unijnej polityki klimatycznej.

W sprawie zasadniczego postulatu wspólnych zakupów gazu w komunikacie zawarto zapis, „że KE oceni opcje dobrowolnego agregowania zapotrzebowania w celu wspólnych zakupów gazu w czasie kryzysu dla państw zależnych od jednego dostawcy”.

Komisja przypomniała, że dobrowolne wspólne zakupy gazu są już w UE dozwolone, a centralne rozwiązanie zawarte w koncepcji unii energetycznej Tuska, Komisja po prostu odrzuciła.

W zakresie rozwoju infrastruktury w komunikacie Komisji powtórzono wtedy zapisy o istniejących już w UE mechanizmach wspierania tego rodzaju inwestycji i współfinansowania ich także ze środków europejskich.

Wreszcie, jeżeli chodzi o wsparcie dla wykorzystania własnych zasobów energetycznych znalazł się zapis o takim wsparciu, ale tylko w odniesieniu do energii odnawialnej, Polsce przecież chodziło o węgiel i gaz łupkowy.

Już wtedy na takie „twórcze” podejście przez KE do dokumentu przedstawionego przez premiera Tuska, nie było żadnej reakcji Tuska, jako przewodniczącego Rady Europejskiej, więc urzędnicy Komisji uznali, że w sprawach energetycznych będą pilnować interesów głównego rozgrywającego, czyli Niemiec.

Od tamtej pory kolejne rozwiązania przygotowywane przez KE w sprawach energetycznych polegają na ciągłym uderzaniu w węgiel, jako surowiec energetyczny, ba np. w ostatnio opublikowanym tzw. pakiecie zimowym zawarto zapisy, które jeżeli wejdą w życie, oznaczają koniec energetyki w Polsce.

Ba Komisja staje jawnie po stronie Gazpromu w jego sporach z odbiorcami gazu w Europie tak jak w przypadku polskiego PGNIG i rosyjskiej firmy.

Przypomnijmy, że początku grudnia poprzedniego roku PGNIG S.A. przy wsparciu polskiego rządu, zaskarżył do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu decyzję KE podjętą 28 października, zwalniającą gazociąg OPAL ze stosowania tzw. zasady dostępu strony trzeciej (tak naprawdę skargę złożyła spółka – córka PGNIG działająca na terytorium Niemiec).

Jednocześnie spółka złożyła w ETS wniosek o natychmiastowe wstrzymanie wejścia w życie decyzji KE (miała ona obowiązywać od 1 stycznia 2017 roku), stwierdzając, że na jej podstawie niemiecki regulator rynku energii (Bundesnetzagentur) już podejmuje decyzje korzystne dla rosyjskiego Gazpromu.

Trybunał wstrzymał tę decyzję, na rozstrzygniecie samego trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale jak poinformował prezes PGNIG Piotr Woźniak Komisja przed Trybunałem broni interesów rosyjskiego Gazpromu, a nie krajów unijnych.

A więc po koncepcji unii energetycznej Donalda Tuska nie ma już śladu, a sam jej autor właśnie zabiega o drugą kadencję na stanowisku szefa Rady i nie, jako przy okazji atakuje polski rząd.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/177081 ... tuska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 11 mar 2017, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Łabędzi śpiew Unii Europejskiej?

Propozycja Unii różnych prędkości to koniec pozorów europejskiej jedności.

Zbieg okoliczności sprawił, że Unia Europejska wkroczyła w obecny rok w stanie największego kryzysu, jakiego jeszcze nie znała.

Przypomnijmy, że Jean-Claude Juncker na ostatniej sesji Parlamentu Europejskiego przedstawił pięć pomysłów na wyjście UE z impasu, niczym pięć biegów w samochodzie. Jednak kanclerz Angela Merkel dokonała już wyboru, mówiąc o Unii dwóch prędkości. Polska oczywiście znalazłaby się w drugiej lidze. Tego typu propozycje mają przykryć jedynie wrażenie, że o wszystkim i tak decydują dzisiaj Niemcy. Pierwszy, minimalistyczny, projekt Junckera mówi: nie robimy nic, może sprawy same się rozwiążą w oparciu o obecny system działania. Drugi: dbajmy o wspólny rynek, podtrzymujmy UE jako projekt ekonomiczny bez współpracy politycznej. Trzeci pomysł, wskazany przez niemiecką kanclerz, to tzw. Europa różnych prędkości, gdzie UE decydowałaby, które państwa i w jakiej formie uczestniczą w życiu instytucji UE, skutkiem czego miałyby więcej lub mniej praw w podejmowaniu decyzji. Pierwszą ligą zarządzać będą Niemcy poprzez strefę euro, budowanie wspólnej polityki zagranicznej i wspólnej armii UE. To bardzo ryzykowny pomysł, który jawnie dzieli kraje na lepsze i gorsze, choć z drugiej strony dawałby Polsce więcej wolności, np. budżetowej, w decydowaniu o naszych sprawach zgodnie z zasadą subsydiarności. W zasadzie propozycja Merkel Europy różnych prędkości jest usankcjonowaniem obecnego stanu walki interesów państw, gdzie arbitrem są Niemcy, przy zachowaniu pozorów jedności europejskiej. Czwarty scenariusz Junckera jest próbą wskrzeszenia zasad traktatu lizbońskiego i zakłada zwiększenie centralizacji, choć bez jawnej idei budowania państwa federalistycznego: robimy mniej, ale dobrze. Centralizacja tak, ale powoli. W zasadzie jest to tylko pomysł dla krajów strefy euro. Piąty projekt jest już wyraźnie federalny i zakłada wzmocnienie UE, restrykcje w egzekwowaniu decyzji Unii (np. w sprawie imigrantów?) i pozostawienie poza organizacją tych, którzy ich nie przestrzegają, sankcje dla opornych łącznie z wykluczaniem krajów z UE lub pozbawianiem ich prawa głosu. To wyraźny podział Europy na klub bogatych i biednych, jawne odejście od zasady solidarności.

Wybór przez Angelę Merkel modelu Europy dwóch prędkości dowodzi, że motor UE już nie działa. Który bieg będzie włączony i promowany, zapewne jest już dyskutowane w zamkniętych gabinetach Brukseli, a od poniedziałku tego tygodnia w Wersalu na spotkaniu Merkel i prezydenta Francji François Hollande’a z premierami Włoch i Hiszpanii. Przypomina to wszystko awarię silnika na autostradzie i decyzje kierowcy, czy jechać powoli na małym biegu, czy może rozpędzić samochód, póki jeszcze można, z nadzieją, że dowleczemy się szybciej do stacji naprawy. W każdym razie jest to otwarte przyznanie się do braku wydolności instytucjonalnej. Spektakularne potwierdzenie porażki dziesięć lat po zamknięciu negocjacji nad traktatem lizbońskim, który miał zapewnić wydajność i sprawność UE na dziesięciolecia.

Europa między dwoma biegunami
W istocie istnieją więc dwie wizje wyjścia z kryzysu. Pierwsza została opublikowana już rok temu przez MSZ Francji i Niemiec tuż po wynikach referendum brytyjskiego. Do tej wizji nawiązał Juncker w czwartym i piątym wariancie. Polega ona na ucieczce do przodu w budowaniu ścisłej współpracy europejskiej. Nie tylko wspólna waluta i bank centralny, ale również wspólne służby śledcze, wspólna armia, wspólny minister finansów nadzorujący budżety krajów członkowskich. To formuła, przed którą przestrzegali wiele lat temu eurosceptycy – jedno państwo zarządzane z Brukseli. Druga, popularna w krajach Grupy Wyszehradzkiej wizja wolnościowa, opiera się na wzmocnieniu roli państw i parlamentów narodowych i formule konfederacji państw. To jest krok wstecz w stosunku do traktatu lizbońskiego i powrót do zasad traktatu z Nicei, formalne pogrzebanie najwyraźniej niedziałającego traktatu z Lizbony. Zresztą umowa lizbońska nie jest już przestrzegana np. w sytuacjach dyscypliny budżetowej, ostatnio chociażby w sytuacji konieczności pilnego dofinansowania budżetu Grecji, jest zbyt sztywna do stosowania w sytuacjach awaryjnych.

Istnieje więc obecnie ryzyko szantażu krajów Europy Środkowo-Wschodniej polegające na zasadzie: albo bierzecie to, co proponujemy, albo musicie odejść. W ten sposób można będzie próbować zmusić trzy niepokorne stolice – Warszawę, Pragę, Budapeszt – do akceptacji wspólnej waluty. Oczywiście związane to jest z ryzykiem referendum w tej sprawie. Rozpisanie referendum na temat wstąpienia do strefy euro może różnie się skończyć.



Saryusz-Wolski: dyplomatyczne salto
Kakofonia towarzysząca w Polsce wyborom przewodniczącego Rady Europejskiej była na rękę Donalda Tuska. Polska dyplomacja nie miała klarownego stanowiska w tej sprawie przez ostatni rok. Przypomnijmy, że to akurat Jacek Saryusz-Wolski był największym promotorem Tuska na stanowisko szefa Rady i nazywał go „prezydentem UE”. Takie salto kadrowe nie wzbudza należnego szacunku dla naszego kraju u wielu naszych partnerów, chociaż jest na pewno spektakularnym wołaniem Polski o podmiotowość w relacjach unijnych. Biorąc pod uwagę brak szans dla zgłoszonego kandydata, można by wskazać innego polityka z obozu rządowego w Polsce lub w krajach Grupy Wyszehradzkiej.

Przeforsowanie kandydata Grupy Wyszehradzkiej byłoby możliwe, gdyby po drodze nie popełniono tylu błędów dyplomatycznych i negocjacyjnych.

W Berlinie i Paryżu człowieka dobiera się do planu, a nie na odwrót. Dwa i pół roku temu premier Tusk był przydatny do uregulowania sytuacji politycznej w Europie Wschodniej i u wschodnich sąsiadów, na Ukrainie. Zadania tego nie wypełnił. Stąd próbuje sobie wynaleźć ostatnio nowe zadanie – reformatora UE. Przy inteligentnej i lojalnej grze dyplomatycznej można było próbować nawet wciągnąć obecnego przewodniczącego w zadanie zarysowane przez polski rząd, do którego nikt się nie pali w Brukseli – reformy UE. Warunkiem tego było jednak posiadanie lojalnej wobec rządu dyplomacji. Mogłaby ona wykazać, że sam przewodniczący nie jest zainteresowany współpracą z rządem. To wykazanie błędów Donalda Tuska było przede wszystkim rolą polskich dyplomatów, a nie w ostatniej chwili działających polityków. Istnieje bowiem obecnie ryzyko wciągnięcia polskiego rządu przez ludzi PO działających w polskiej dyplomacji i w instytucjach unijnych w proces wyboru przewodniczącego, który realizować będzie wizję UE niezgodną z interesem Polski. Nasza dyplomacja nie wyrobiła sobie w ostatnim półtorarocznym okresie mocnej pozycji w Brukseli. Oto jej dylemat – Warszawa czy Bruksela, który zbiega się z dylematem UE na najbliższe dni i tygodnie.

Autor jest byłym ambasadorem RP przy Unii Europejskiej.

Dariusz Sobków

http://www.naszdziennik.pl/mysl/177935, ... skiej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 20 mar 2017, 18:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Europa już nie przez pryzmat Niemiec

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami pierwsze spotkanie kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Donaldem Trumpem. Dodajmy: dość chłodne spotkanie.
– W polityce obrażanie się na innych, co więcej, w dłuższym wymiarze czasowym, nie ma sensu. Uważam, że prezydent Donald Trump podszedł do spotkania z kanclerz Angelą Merkel w sposób biznesowy, mając na względzie interes Stanów Zjednoczonych. Z kolei Niemcy chcą utrzymać status quo dotychczasowych relacji, przede wszystkim jednak chcą otwarcia Stanów Zjednoczonych na współpracę gospodarczą przy jednoczesnym uchylaniu się Niemców od konsekwencji współfinansowania kosztów zapewnienia bezpieczeństwa światowego. I jak się wydaje, w tym obszarze nastąpił największy zgrzyt między Trumpem i Merkel.

Prezydent Trump stwierdził, że polityka handlowa musi być sprawiedliwa, tym samym odniósł się do zamrożonych obecnie negocjacji w sprawie porozumienia o wspólnej strefie wolnego handlu (TTIP)...
– Amerykańscy analitycy gospodarczy przeprowadzili kalkulację skutków dotychczasowych zapisów umowy o wspólnej strefie wolnego handlu (TTIP) i prawdopodobnie jest ona asymetryczna na korzyść Niemiec. Z jednej strony mamy do czynienia z ogromnym rynkiem amerykańskim, a z drugiej strony mamy rynek europejski, gdzie dominuje protekcjonizm poszczególnych państw w zakresie handlu, w tym w zakresie dostępu do sieci zbytu, które są w rękach czy pod kontrolą kilku największych firm europejskich. Najprawdopodobniej prezydent Trump zorientował się, że nie będzie to korzystne rozwiązanie dla Stanów Zjednoczonych.

Widać jednak, że kanclerz Merkel nie rezygnuje z TTIP…
– Owszem, nie ustępuje. Proszę zwrócić uwagę, że projekt Unii Europejskiej – w zamierzeniach niemieckich – polegał na poszerzeniu rynku wewnętrznego, głównie Niemiec, które są największym beneficjentem tego pomysłu. Warto też pamiętać, że cała gospodarka Niemiec opiera się na eksporcie, który obejmuje dwie trzecie całej produkcji tego państwa. I w momencie ograniczenia światowego eksportu niemieckie PKB w drastyczny sposób zmalałoby. Dla Niemiec, które coraz bardziej zaczynają dotykać problemy gospodarcze, najważniejsza jest wymiana handlowa, a nie kwestie bezpieczeństwa czy polityczne.

Czy zatem Amerykę i Niemcy więcej dziś łączy czy dzieli?
– Na ten czas wydaje się, że oba państwa więcej dzieli, niż łączy. Angela Merkel funkcjonuje w polityce europejskiej od lat, co więcej, jest najważniejszym politykiem tego formatu, natomiast Donald Trump jako przedsiębiorca z poziomu gospodarki dopiero wchodzi do wielkiej międzynarodowej polityki. Tak czy inaczej Trump nie uznaje pozycji Merkel, co więcej, nie traktuje jej jako istotnego autorytetu dla siebie. Stany Zjednoczone ze swoim olbrzymim rynkiem, kilkakrotnie większym od rynku niemieckiego, postrzegają Niemcy w sposób biznesowy jako partnera mniejszej wagi. Z kolei Angela Merkel, przyzwyczajona do tego, że to ona rozgrywa czy rozdaje karty w Europie oraz w relacjach między Europą a Stanami Zjednoczonymi, nie bardzo chce się z tym pogodzić. Tymczasem na przekór Angeli Merkel administracja amerykańska po Brexicie widzi inny niż Niemcy podmiot – Wielką Brytanię, z którym będą zawierać bilateralne umowy. Dzisiaj Stany Zjednoczone nie postrzegają już Europy poprzez pryzmat Niemiec, wprost przeciwnie – mają już inny wariant relacji z Europą.

Amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson po spotkaniu z Siergiejem Ławrowem podczas szczytu G20 stwierdził, że Waszyngton nie wyklucza współpracy z Moskwą na wspólnych obszarach, jednak Moskwa musi najpierw wywiązać się z zobowiązań w sprawie konfliktu na Ukrainie. Jak Pan to ocenia?
– Moim zdaniem, są nieoficjalne porozumienia, o których świat nie wie, między administracją amerykańską a Rosją w sprawie konfliktu na Ukrainie i z całą pewnością nie chodzi tu o Krym, ale o Donbas. Być może retoryka Stanów Zjednoczonych jest związana z tym, że oskarżano Trumpa i jego administrację o bardzo daleko idącą prorosyjskość. Nie można też wykluczyć, że Rosjanie umówili się z Amerykanami, że przyjmą „na klatę” bardzo ostre ataki ze strony administracji amerykańskiej, żeby pokazać, iż nowa administracja amerykańska wcale nie jest taka prorosyjska. Tak czy inaczej jest to tylko gra polityczna na potrzeby amerykańskiej i światowej opinii publicznej, natomiast rozmowy toczą się na innym poziomie i idą perspektywicznie do przodu. Nie można wykluczyć, że Stany Zjednoczone pokazują swoją antyrosyjskość, ale tak naprawdę zabiegają o to, żeby przyciągnąć Rosję na swoją stronę w rywalizacji z Chinami. Tymczasem najprawdopodobniej Rosja będzie możliwie jak najdłużej grała w równym stopniu z Chinami i ze Stanami Zjednoczonymi. Wydaje się, że jest to bardziej zaawansowany etap polityki, który ma dalekosiężne cele. Natomiast przed społeczeństwem – taktycznie – ma zostać pokazany zupełnie inny obraz niż faktyczne istnieje w relacjach rosyjsko-amerykańskich.

Czy to oznacza, że kolejna amerykańska administracja dogaduje się z Moskwą ponad naszymi głowami?
– Niestety od dłuższego czasu taka sytuacja jest już pewną obowiązującą normą. Trzeba też brać pod uwagę, że Amerykanie rozmawiają tylko z potęgami, co więcej, nie zawiązują sojuszy, które nie byłyby dla nich korzystne. Polityka, czy to amerykańska, chińska, rosyjska – czyli polityka mocarstw – nigdy nie jest polityką charytatywną, nastawioną na bezinteresowną pomoc komukolwiek. To jest tak, jak to było już kiedyś w przypadku Wielkiej Brytanii – polityka interesów. Stany Zjednoczone, angażując się, muszą mieć z tego korzyści. I jeżeli Amerykanie mają jakiś głębszy interes z Rosją, to z całą pewnością się dogadują. Może nie ponad naszymi głowami, ale dogadują się nad głowami kilku państw, w których toczy się konflikt, a te rozmowy dotyczą tego, jak taki konflikt zakończyć, i oczywiście dzielą się strefami wpływów.

Przejdźmy jeszcze na grunt europejski, mianowicie pierwsi żołnierze z 5. batalionu piechoty The Rifles z Wielkiej Brytanii są już w Estonii. Czy to ostudzi zapędy Putina?
– Tak naprawdę mamy do czynienia z teatrem. Związki taktyczne, które przesuwają się bezpośrednio pod rosyjską granicę, nie mają żadnego znaczenia militarnego, a jedynie znaczenie wizerunkowe. Bataliony brytyjskie, które docierają na odległość 20, 30 czy 50 km od granicy z Rosją, są natychmiast namierzone i wystarczy jedna salwa rosyjskich rakiet taktycznych, żeby zmieść je z powierzchni ziemi. Stąd pod względem militarnym ta obecność w postaci sił batalionu czy brygady nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Natomiast jeżeli chcemy mówić poważnie o związkach taktycznych, to musimy je liczyć w tysiącach, w dziesiątkach tysięcy. Proszę zwrócić uwagę na to, że Rosjanie na swoim terytorium mają zorganizowane jednostki w wielkości dywizji, których liczebność należy liczyć w setkach tysięcy. Amerykanie czy Brytyjczycy, żeby wejść do równorzędnej walki, muszą z całego świata ściągnąć swoje jednostki. Przypomnę tylko, że Amerykanie mają rozsianych na całym świecie kilkaset baz, z których w razie potrzeby, żeby móc realnie przystąpić do działań zbrojnych, muszą ściągnąć lotnictwo, wojska pancerne itd. To jest kwestia miesiąca czy nawet dwóch miesięcy, żeby na scenę wojenną ściągnąć siły równoważne rosyjskim, które Moskwa ma na miejscu, pod ręką. Dlatego powtórzę, że siły wielkości batalionu czy brygady jest to bardziej kwestia wizerunkowa, ale nie ma żadnego znaczenia ściśle militarnego.

Sekretarz Rex Tillerson, goszcząc w Korei Południowej, stwierdził, że „strategiczna cierpliwość” wobec Korei Północnej się wyczerpała. Co to znaczy?
– To oznacza, że najprawdopodobniej Stany Zjednoczone doprowadzą do sytuacji, że w momencie, kiedy Koreańczycy kolejny raz wystrzelą ćwiczebnie rakiety, to zostaną one strącone. Rozpościerając parasol, Amerykanie pokażą Korei Północnej, że ich cierpliwość się skończyła. Oczywiście przeciwko działaniom Stanów Zjednoczonych i powstaniu na terenie Korei Południowej dużych zgrupowań systemów antyrakietowych protestują Chiny. Pekin obawia się, że w drugiej kolejności mogą być one skierowane przeciwko Chinom. Jednak w momencie, kiedy reżim Kim Dzong Una zacznie wystrzeliwać swoje rakiety czy pociski ćwiczebne w pobliżu granic morskich Japonii, to będą one strącane prze Amerykanów. Stany Zjednoczone poprzez swoje bazy morskie, bazy lądowe doprowadzą do tak szczelnego objęcia parasolem antyrakietowym Korei Północnej i to może być problem. I tu – mam na myśli Koreę Północną – wyłania się kolejny obszar interesów między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Sądzę, że tutaj Amerykanie mogą z Rosjanami wiele rzeczy przehandlować na Bliskim Wschodzie czy w Europie w zamian np. za dominację Stanów Zjednoczonych na Półwyspie Koreańskim.

A co na to Chińczycy…?
– I tutaj wyłania się problem, bowiem dopóki Rosjanie grają razem z Chińczykami, to z całą pewnością nie jest to na rękę Amerykanom. Niewykluczone zatem, że Stany Zjednoczone będą się starały podkupić Rosjan, żeby ci stali się przynajmniej neutralni w całym tym konflikcie.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... emiec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 26 mar 2017, 22:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
UE – druga prędkość w kierunku islamizacji

Zamach terrorystyczny w Londynie w mediach liberalnych został określony mianem „incydentu”, tak jakby nie zdarzyło się nic tragicznego. Poprawność polityczna na niewiarygodną wręcz skalę zamyka usta ludziom, którzy poddają się autocenzurze. Jest duże prawdopodobieństwo, że ta sytuacja otworzy nową falę zamachów. O co chodzi zamachowcom? Z jednej strony to oczywiste – o wytworzenie psychozy strachu. Ale po co ten strach? Islamiści nie znają innej metody dochodzenia do władzy. Prawo do jej sprawowania ma ten, który zarządza na danym terytorium strachem. Tak wygląda nie tylko Państwo Islamskie, ale również wiele innych państw w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Drogą do tego celu jest zradykalizowanie społeczności muzułmańskich zamieszkujących Europę. Zaostrzenie represji przez służby państw europejskich musi zatem prowokować reakcję kolejnych grup młodych muzułmanów. I tak np. z jednej strony zamknięcie przez władze niemieckie meczetu salafickiego w Kassel jest sukcesem. Z drugiej strony bardzo prawdopodobna będzie zemsta wyznawców uczęszczających do tego meczetu. Różne akcje pacyfikacyjne wymierzone w niektórych duchownych i niektóre organizacje islamskie na Zachodzie tylko na chwilę osłabiają ich możliwości działania.

Zatem nawet bardzo profesjonalne akcje służb przeciw islamistom niewiele dadzą, jeśli Zachód nie zrozumie, że musi wrócić do swoich korzeni. Największą przyczyną jego słabości jest upadek kulturowy wyrażający się odcięciem od własnych korzeni, a skutkujący zapaścią demograficzną. Świat islamski w wielu częściach świata się radykalizuje. Zachód zaś wymiera w każdym tego słowa znaczeniu.

Na koniec pozostaje pytanie, w jaki sposób zamachy wpłyną na europejską scenę polityczną. Zmiany w niektórych państwach zaszły już wcześniej. Wprawdzie w Holandii nie wygrała eurosceptyczna Partia Wolności, ale państwo to weszło w ogromny spór z Turcją, co może zaowocować zerwaniem przez Ankarę porozumienia z Brukselą co do zatrzymania kolejnej fali uchodźców. Konflikt z Ankarą to również perspektywa radykalizacji mniejszości tureckiej na naszym kontynencie, która do tej pory była uważana za względnie spokojną w porównaniu do imigrantów arabskich. Przed nami wybory prezydenckie we Francji, a dalej parlamentarne w Niemczech. Przy jakimś dalszym nasileniu aktów terroru scena polityczna w tych krajach może zostać przemodelowana. Szczególnie ważny jest tutaj Paryż, z uwagi choćby na fakt radykalnych poglądów Marine Le Pen. We Francji od wielu miesięcy mamy do czynienia ze stanem wyjątkowym. Sytuacja od strony państwowo-społecznej jest nienormalna. Można się zatem spodziewać bardzo różnych zachowań wśród zdesperowanych wyborców.

Pozostaje jeszcze problem Unii Europejskiej. Przedstawiciele Komisji Europejskiej ponownie wrócili do kwestii relokacji uchodźców. Jeśli tego typu pomysły będą kontynuowane, wychodzenie z Unii Europejskiej nie zakończy się na Brexicie. I nic tutaj nie dadzą zaklęcia w stylu „budujmy Europę drugiej prędkości”.

Prof. Mieczysław Ryba

http://www.naszdziennik.pl/swiat/178933 ... zacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 04 kwi 2017, 07:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Żyjemy przecież (czytaj: podobno) w wolnym świecie, jesteśmy wolnymi ludźmi i mamy prawnie tę wolność zagwarantowaną, więc czy jest to możliwe, że spokojna, stateczna, zrównoważona kobieta, inaczej myśląca niż .... np. niż powinna, niż ma obowiązek, niż nakazuje jej świat zewnętrzny, ... ta kobieta jest uwięziona, skazana w sądowym procesie i ubezwłasnowolniona oficjalnym wyrokiem?
Czy to wolny świat, czy świat lewackiej inkwizycji, nie znoszącej sprzeciwu i nie tolerującej zdania odrębnego w .... wolnym świecie za jaki się ten świat uważa?
Inkwizycja to nie tylko średniowiecze.
Inkwizycja to czasy obecne i to w obecnych czasach problem zakłamania, nakazów, zakazów, wymogów, nacisków, egzekucji, kar, prześladowań itd. ma się lepiej niż w czasach dawnych.
A medialnie jest przecież tak cudownie, a sądząc po reklamach wszyscy są szczęśliwi, nawet chorzy, bo dostają upragniony lek.
Pytam się więc gdzie jest obłęd?
Gdzie umiejscowił się obłęd? Gdzie on tkwi? W czym, lub gdzie jest jego źródło?


Wsparcie z więzienia

„Niech Bóg umacnia w was wielką miłość do skarbu wiary i odwagę, aby bronić prawdy, szczególnie w sprawach dotyczących świętości ludzkiego życia – każdego ludzkiego życia” napisała do Polaków z więzienia Mary Wagner.

W liście przesłanym do Zbigniewa Piłata, jednego z organizatorów jej ostatniej wizyty w parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Krakowie, więziona za obronę życia Mary Wagner zapewnia Polaków o swoim modlitewnym wsparciu.

– Pamiętajmy w modlitwie o niej i jej zmaganiach w obronie nienarodzonych. Możemy też wesprzeć ją, przesyłając życzenia świąteczne do więzienia – zachęca Zbigniew Piłat.

Więzienie dla obrończyni życia to prawdziwy krzyż, nie ze względu na trudy więziennego życia, ale głównie dlatego, że nie może uczestniczyć w codziennej Eucharystii. Jednak i w tych okolicznościach Mary znajduje promyki dobra. „Mamy małą grupkę kobiet spotykających się, aby rozważać czytania Mszy św. i modlić się. Arcybiskup Larry Saldanha odprawiał tutaj Mszę św. w Środę Popielcową. W ostatni piątek przyszedł do nas ksiądz, aby spowiadać, odwiedzają nas siostry franciszkanki” – odniosła się Mary Wagner do sytuacji w więzieniu. Poprosiła też o dalszą modlitwę w jej intencji oraz w intencji innych więźniarek – „aby mogły mieć częściej posługę księży”.

Mary Wagner podczas pobytu w Polsce wiele razy dziękowała za otrzymaną w więzieniu korespondencję i modlitwy w jej intencji.

Przypomnijmy – każdego 4. dnia miesiąca (czyli również dzisiaj) do modlitwy różańcowej przez wstawiennictwo św. Matki Teresy z Kalkuty w intencji działań podejmowanych przez obrońców życia, w tym szczególnie Mary Wagner i Lindy Gibbons, zachęca ks. Piotr Bałtarowicz. Jak podkreśla proboszcz parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Siemysłowie, „każdy może się włączyć w modlitwę o wybranej przez siebie godzinie”.

Kanadyjska obrończyni życia przebywa w więzieniu po tym, jak z białymi i czerwonymi różami weszła do tzw. kliniki aborcyjnej w Toronto i prosiła kobiety, aby nie zabijały swoich dzieci. Aresztowano ją 12 grudnia ubiegłego roku, w liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe.

Mary Wagner spędziła w więzieniach łącznie blisko pięć lat. Skazywana jest za „naruszanie swobody prowadzenia działalności gospodarczej” – tak kanadyjskie prawo określa zabijanie dzieci nienarodzonych w klinikach aborcyjnych. W maju ponownie rozpocznie się rozprawa sądowa Mary Wagner. Prokurator groziła, że tym razem obrończyni życia zostanie uwięziona na 18 miesięcy.

Adres do więzienia: Mary Wagner, Vanier Centre for Women, Box 1040, 655 Martin St, Milton, ON, L9T, 5E6, Canada.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ienia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 19 kwi 2017, 05:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Planetarianie, czyli złote zęby rekina

Jak Bill Gates dąży do globalnej laicyzacji

Najbogatsi ludzie na świecie z pozycji tzw. filantropów i „wizjonerów” udzielają twarzy i głosu świeckiej religii. W istocie drapieżnej jak rekin. Ratują planetę Ziemię kosztem decyzji suwerennych państw narodowych i poszczególnych osób. Zarządzają globalnie, lecz ich specyficznie pojęta troska o najuboższych to jedynie furtka dla władzy totalitarnej, która proponuje dobrobyt dla każdego w zamian za aborcję i antykoncepcję.

Jedną z osób uczestniczących aktywnie w przekształcaniu świata w duchu zarządzania globalnego (planetą) jest Bill Gates, multimiliarder, współzałożyciel firmy Microsoft.

Jego determinacja w owej transformacji świata za pomocą propagandy antykoncepcji, aborcji popycha go do działania. Przekonuje innych, że ludzie są złem dla planety jako producenci CO2 (postulat depopulacji).

W opozycji do Genesis
Rysem charakterystycznym tej mentalności jest zerwanie z naturą rzeczy, np. przez oderwanie seksualności od płodności, wyborów od Dekalogu i tworzenie nowego opisu świata. Co oznacza, że proponują alternatywę dla Księgi Genesis. Słowu Boga przeciwstawiają sztuczny język, któremu towarzyszy laicka „etyka” antyboska i antyludzka, która ma swój słowniki własne „normy” (w rzeczywistości paranormy). Człowiek w tej laickiej wizji świata „może” – w przeciwieństwie do człowieka z opisu przekazanego w Księdze Rodzaju – np. „wybierać płeć”, wybierać zło. Owa mentalność zasadza się na koncepcji amoralnego człowieka popędu, którego pozbawia się dostępu do metod i radości poznawania prawdy rozumianej jako zgodność sądów z rzeczywistością. Zamiast tego edukuje się go do metod zapobiegania poczęciu, uśmiercania człowieka w łonie matki, wynaturzonych tzw. praw człowieka.

Gates przed 20 laty
Na okładce magazynu ilustrowanego „Paris Match” z listopada 1995 roku ponad zdjęciem Lady Diany zamieszczono fotografię Billa Gatesa na tle wielkich płomieni kominka jego rezydencji oraz anons wywiadu z „najbogatszym człowiekiem świata”.

W numerze stron 10 przeznaczono dla księżnej Diany, a stron 8 dla „Billa Gatesa, króla przyszłości”. Przesłaniem wywiadu sprzed 22 lat wydawało się skojarzenie młodości, inteligencji i luksusu ze ziszczeniem się marzenia o sukcesie i postępie, które spełniały się na oczach całego świata. Jednocześnie wywiad zapowiada rolę Gatesa w przyszłości – jako króla.

Skąd jednak dziś bierze się zainteresowanie starszym panem, Gatesem? Przecież po latach sukces finansowy firmy Microsoft już tak nie ekscytuje, bo geniusz okazał się zachłanny i parł do monopolizowania rynku, co przecież zabiera pracę i możliwość zarobku innym. Dziś Bill Gates firmuje głęboki ruch ideologiczny związany z kumulowaniem gigantycznych środków przeznaczanych następnie na propagandę antykoncepcji i aborcji, zmianę stylów życia, walkę z CO2. W istocie miesza ludziom w głowie, bo jako człowiek twardego biznesu przedstawia sprawy społeczne jak rasowy ideolog neomarksizmu.

Dziś Gates udziela nazwiska inicjatywom, które można określić jako budowanie nowego porządku świata. Współuczestniczy w alarmistycznie „nastrojonej” strategii, surfując na falach współczucia najuboższym w krajach Trzeciego Świata, przekonując jednocześnie o zagrożeniu planety Ziemi przez ludzkie życie.

Człowiek jako „producent” CO2 musi więc uznać „dobroczynność” technik prowadzących do ograniczenia liczby urodzeń etc.

Okazją do przeprowadzenia wywiadu w „Paris Match” w 1995 roku była publikacja książki Gatesa pt. „Droga przyszłości”. W 1995 roku, 20 lat od założenia Microsoftu, Gates mówił o przyszłości, którą dzisiaj znamy z naszej codzienności – o korzystaniu z cyfrowych bibliotek, o „wyzwoleniu” świata przez autostrady informacji, o połączeniu komputera z telefonem i telewizją, o nowych przedmiotach, których przydatność i niezbędność wyłoni się w rezultacie rewolucji informatycznej. Gates zapowiadał wówczas transformację stylów życia i możliwości stworzenia planetarnego rynku dla „konsumentów”. Wskazując na motor tej technologicznej rewolucji, Gates wspominał Harvard, gdzie studiował.

Głód władzy
Gatesowi nie wystarcza jednak rewolucja informatyczna. W pewnym momencie właściciel Microsoftu z jakiegoś powodu decyduje się zostać tzw. filantropem. Z jakiegoś powodu sprawy ludzkości – sprawy planety – stają się jego misją. I „misjonarzuje” z pozycji złotozębego rekina wobec „ludzkiego planktonu”. Wpisuje się tym samym w ducha zarządzania globalnego, tego samego, którym „oddychają” George Soros i Jeffrey Sachs, mentorzy społeczeństwa obywatelskiego, otwartego, zrównoważonego rozwoju, tzn. globalnego zamachu na wolność i tożsamość narodów i osób. Z pozycji pokerzysty – którym jest – rozgrywa tę partię w rzeczywistości. Bo w pokerze – mówi Gates – chodzi o gromadzenie fragmentów informacji, pewnej liczby kart, zuchwałość, blef, kompilowanie informacji, żeby ułożyć własny plan działania…

I od lat Gates występuje jako głowa fundacji imienia jego i żony Melindy.

Strona internetowa fundacji kojarzy tematykę podejmowaną przez fundację z priorytetami globalnego zarządzania, które dąży do przemiany świata w duchu tzw. zrównoważenia. Jak już pisałam na łamach „Naszego Dziennika”, „zrównoważony rozwój” jest nową globalistyczną, neopogańską świecką religią włączającą ideologię gender i ekoalarmistyczne trendy walki z płodnością człowieka i emisją CO2. W strategii tej rozgrywki ubóstwo w krajach rozwijających się jest pretekstem do interwencji np. w sferę opieki zdrowotnej oraz dostępu do edukacji. Wystarczy porównać cele zrównoważonego rozwoju i zadania na stronach Organizacji Narodów Zjednoczonych, żeby zobaczyć ową zbieżność i wymieszanie dobroczynności z ideologią.

Na stronie Fundacji Billa i Melindy Gatesów czytamy, że realizują strategie celów globalnych, dążą do zmian zachowań. Współpracują z rządami, międzynarodowymi agencjami rozwoju, instytucjami akademickimi.

Gates i London Summit
Przykład tzw. London Summit z 11 lipca 2012 roku (w Światowy Dzień Ludności ONZ) ukazuje fragment ideowego terytorium, które formatuje Fundacja Billa i Melindy Gatesów, organizator szczytu wraz z rządem brytyjskim i rządowymi oraz finansowymi potentatami światowego zarządzania.

Osią spotkania było wyznaczenie celu, jakim jest doprowadzenie milionów kobiet do „zaspokojenia niezaspokojonej potrzeby nowoczesnej antykoncepcji”. Wśród 150 uczestników tzw. Szczytu Londyńskiego znajdowali się globalni liderzy agendy zdrowia i „praw seksualno-reprodukcyjnych”, która grupuje rządy, sponsorów, organizacje społeczne i wyznaniowe, przedsiębiorców i ośrodki badawcze.

London Summit, nazwany Szczytem Planowania Rodziny, realizował nieszczytne cele globalnej agendy antykoncepcyjnej, która przekonuje, że dostęp do antykoncepcji ma otworzyć drogę do bogactwa i gwarantuje równość. Celem tych oddziaływań są niezamężne dziewczęta i biedne kobiety. Przy czym, jak zauważa Marguerite A. Peeters w „Polityce globalistów przeciwko rodzinie”, agenda antykoncepcyjna będzie wciąż strategicznie ukrywana w przebraniu swojej antytezy: prokreacji, macierzyństwa, rodzicielstwa i zdrowia dziecka.

A jednak będzie transferować idee społeczeństwa otwartego, globalnego, „obywatelskiego”, nowolewicowego dyktatu zarządzania globalnego, w tym ONZ z jego agendami. I jest to rewolucja polityczna, w której czynny udział bierze Bill Gates jako m.in. organizator London Summit.

Monopol na energię
Konferencje TED (Technologia, Rozrywka i Design) organizowane przez amerykańską fundację Sapling Foundation mają w założeniu dzielenie się ideami. Wykłady wygłaszane podczas konferencji TED zamieszczone są w internecie. Są to „propagandówki” w duchu zarządzania globalnego wtłoczone w formę wymiany przemyśleń i dzielenia się ideami „wartymi rozpowszechniania”, które mają przemieniać myślenie i style życia.

Wystąpienie Gatesa podczas TED o energii i klimacie miało ponad 4 mln odsłon (https://www.ted.com/talks/bill_gates?la ... pl#t-25116). Informatyczny potentat m.in. przez prawie pół godziny przedstawiał wizję, której celem jest redukcja do zera dwutlenku węgla, i straszył skutkami, które mogą doprowadzić do buntu, a wszystko w kontekście najuboższych. Przedstawia cztery czynniki, które wpływają na powstawanie CO2: liczba ludzi, usługi, z jakich korzystają w uśrednieniu, średnia energia im towarzysząca, ilość CO2 emitowana na jednostkę energii. Następnie proponuje, jak sprowadzić całość [sic!] do zera. „Prawdopodobnie jedna z tych liczb musi się zbliżyć do zera”. […] Na początek – populacja. […] Jeśli nam się uda z nowymi szczepionkami, służbą zdrowia i działaniami w sferze urodzeń, będziemy w stanie obniżyć tę liczbę (6,8 mld) o 10-15 proc. […]”, by w 2050 roku dojść do obniżenia o 80 proc. emisji CO2. Gates mówił również o stworzeniu energetycznego systemu cudów, który wyklucza np. energię pochodzącą z węgla lub gazu. Chce zaangażować ludzi w megaprojekt magazynowania energii. Mówi o podatku na CO2, konieczności zaangażowania rządów. Warto zauważyć, że ta strategia prowadzi do przejęcia kontroli nad pozyskiwaniem energii, jej gromadzeniem i dystrybucją, a więc do kontroli nad codziennością każdego człowieka, bo monopolizuje źródło energii.

W oku kamery
Z kolei w innym wystąpieniu TED Bill Gates wkracza na teren edukacji i mówi o formalnym systemie wspomagającym zdolności dydaktyczne nauczycieli (https://www.ted.com/talks/bill_gates_te ... l#t-255212). I znowu – postrzega siebie jako dobroczyńcę i wizjonera, który obok nauczyciela chce postawić kogoś na kształt „trenera-doradcy”, by rzekomo uzyskać lepsze wyniki nauczania uczniów. Gates opowiada o projekcie systemu „Miara skutecznego nauczania”, gdzie lekcje są nagrywane (wideo component). W sali stoi kamera na statywie – rzekomo – jako narzędzie do samooceny. „Każda klasa może tak wyglądać” – głosi Gates. Tymczasem sprytnie oswaja uczniów i nauczycieli z możliwością „monitorowania” zajęć szkolnych. Zaburza poczucie prywatności. Wchodzi, gdzie się da.

Jak pokerzysta Gates odpowiedziałby na pytanie, co poza pozyskaniem rządowych pieniędzy na własne przedsięwzięcia liczy się w grze Billa Gatesa, który wraz z małżonką tak bardzo troszczy się o planetę? I jak chce chronić ludzkość przez redukcję ludzkości, ogrzewając się przy wielkich płomieniach domowego ogniska, otoczony trojgiem własnych dzieci – czyż nie zabiera tlenu ubogim w Afryce?

Dr Aldona Ciborowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/180303, ... ekina.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 25 kwi 2017, 00:08 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Europa w roku 2029


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 24 maja 2017, 10:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Skąd wzięła się fala uchodźców zalewających Europę?

I. TŁO WYDARZEŃ

1. Irak. 2003 rok. USA dokonują inwazji militarnej na kraj rządzony przez Saddama pod kłamliwym pretekstem jakoby dyktator miał posiadać broń jądrową. Do dziś nikt tej broni nie znalazł. Wcześniej przez całe lata wywiad amerykański próbował zlikwidować Husajna wysyłając do Zatoki Perskiej kilka szwadronów zabójców będących kontraktowymi agentami CIA. Nie dali rady. Satrapa miał zbyt silną ochronę.

Pozostała inwazja militarna czyli stały schemat teatru działań USA: tajne operacje i zamachy stanu a jeśli się nie powiodą - wojna. A potem gospodarcza kolonizacja państwa do którego wchodzą ich korporacje i bankierzy. Wszystko oczywiście w imię "demokracji". Schemat wcześniej przećwiczony wielokrotnie, m. in. w Panamie w 1989 roku gdy Noriega zerwał się CIA ze smyczy. Obecnie Irak okupowany jest przez kilkanaście amerykańskich spółek naftowych... Bussisnes ass usual...

Warto wiedzieć, że kadra dowódcza ISIS czyli krwawych barbarzyńców z Państwa Islamskiego, którzy ścinają głowy "niewiernym" i szkolą zamachowców - samobójców wysyłanych później do Europy składa się głównie z oficerów armii Saddama i członków jego partii Baas. Do tego doprowadziły USA i ich tajne służby. Ropa... Interesy...

2. Tunezja. 17 grudnia 2010 roku to dzień początku gwałtownych protestów społecznych w Tunezji. CIA czyli amerykańska tajna agencja wywiadowcza inspiruje zamach stanu, w wyniku którego obalony zostaje prezydent Abidin ibn Ali. W kraju rządzi chaos.

3. Egipt. 25 stycznia 2011 roku rozpoczynają się gwałtowne protesty, tajne służby USA w wyniku zakulisowych działań przeprowadzają zamach stanu w wyniku którego obalony zostaje prezydent Hosni Mubarak. W kraju rządzi anarchia.

4. Jemen. 3 czerwca 2011 prezydent Saleh zostaje ciężko rany i ląduje na leczeniu w Arabii Saudyjskiej. USA próbują wykorzystać powstałą próżnię i dokonują na Jemen nalotów przy pomocy bezzałogowych samolotów typu Predator. Z kolei CIA inicjuje tajny program fali zabójstw jemeńskich dygnitarzy nieprzychylnych Ameryce. W kraju panują chaos, protesty i anarchia.

5. Libia. USA i kraje zachodnie wspierają libijskich powstańców walczących z reżimem pułkownika Muammara Kadafiego. Przy pomocy CIA Kaddafi zostaje zabity a kraj pogrąża się w wojnie domowej. Walczą wszyscy ze wszystkimi. Za swej dyktatury Kaddafi kontrolował sytuację by fala imigrantów nie wypływała do Włoch. Miał z włoskimi rządami cichą umowę w tej kwestii. W zamian Italia przymykała oczy na jego bandyckie rządy.

To tak bardzo w skrócie. Do podobnych wydarzeń jak w/w ale na nieco mniejszą skalę dochodzi w wielu innych krajach Afryki i Bliskiego Wschodu: Arabii Saudyjskiej, Somalii, Algierii, Erytrei, Libanie, Maroku, Omanie i oczywiście w Syrii gdzie Baszar al Asad okrutnie rozprawia się z powstańcami a krwawa łaźnia trwa tam do dziś, przy udziale Rosji i USA.

II. KONSEKWENCJE

Arena tych wydarzeń, która doprowadziła do serii upadków rządów i dyktatur zaowocowała totalną destabilizacją w tych krajach. Największe zasługi w tej fali chaosu mają USA i ich tajne służby, od dziesięcioleci do perfekcji wyspecjalizowane w inspirowaniu wojskowych przewrotów, zamachów stanu, likwidacji nieposłusznych im kacyków i wymienianiu ich na swoje marionetki (Gwatemala - 1954, Chile - 1973, Nikaragua, Salwador i tak dalej).

Nikt nie żałuje przecież obalonych morderców typu Saddama czy Kaddafiego natomiast jeśli przeprowadza się takie operacje, należy raczej mieć opracowane scenariusze alternatywne by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Jakie scenariusze miały USA np. w Iraku poza położeniem łap na tamtejszych polach naftowych?

Protesty w tych krajach przeciw biedzie, bezprawiu i bezrobociu zostały po części zainspirowane a potem wykorzystane do obalenia dotychczasowych ich rządów. Jak zawsze - walka o władzę, wpływy oraz potężne interesy.

Efektem finalnym tego wszystkiego jest fala islamskiej migracji do Europy.

I tutaj pojawia się takie spiętrzenie komplikacji, że sytuacja jest nie do rozwiązania.

Po pierwsze: UE rządzi banda sprzedajnych, zaczadzonych multi kulti kreatur, które w imię szaleńczej utopii pogrążają kontynent w coraz większej anarchii a skażone lewackim jadem sądy za mówienie prawdy skazują ludzi jako "islamofobów". Przy tych elitach nic nie da się zrobić. Będzie tylko gorzej.

Po drugie: nie ma możliwości z setek tysięcy imigrantów wyłowić potencjalnych terrorystów. A do tego islam jest taką zarazą, że żyjącemu przez lata normalnie na Zachodzie Arabowi nagle odpieprza i wjeżdża ciężarówką w tłum ludzi (przykład sprzed paru miesięcy z Nicei gdzie mordercą okazał Tunezyjczyk od lat spokojnie żyjący we Francji).

Po trzecie: USA ten problem nie interesuje bo żaden islamista nie dopłynie tratwą do wybrzeży Ameryki przez Atlantyk. Ale do Grecji czy Włoch już tak... A to właśnie USA są głównym odpowiedzialnym za to co się dzieje.

III. REFLEKSJE

Zachód przez setki lat napadał na tamte kraje. Grabił je i kolonizował. Dziś robią to głównie USA. W efekcie panuje tam chaos i nędza, które każą wielu uciekać... na bogaty Zachód. A gdy już tutaj dotrą? Zachowują się jakby byli u siebie. Wiedzą, że nie mają się czego bać bo trafili na kontynent ideologicznej zgnilizny i "praw człowieka". Więc robią co chcą.

Benjamin Barber był prawdziwym arcy wizjonerem gdy lata temu pisał swój "Dżihad kontra Mc świat". Z kolei śp. włoska dziennikarka Oriana Fallaci, wyjątkowo znienawidzona przez ideologiczno - establishmentowe elity okazała się Kasandrą.

Jeśli ktoś ma chęci, niech sobie teraz doda do siebie wszystkie powyższe elementy tej układanki. Starałem się ująć to lapidarnie i przejrzyście.

Wnioski końcowe czyli suma tej układanki są bardzo ponure.

Ropa, władza, polityka, brudne interesy. Paranoja, kłamstwo i propaganda. Multikulturalizm, polityczna poprawność, psychiatryk.

Jak zawsze cenę płaci szary i niczemu niewinny człowiek na dole. A konkretnie to dziesiątki i setki milionów ludzi. Czyli my.

A zbrodniarze z tajnych służb, ideologiczni pomyleńcy z Brukseli oraz demokratyczni bandyci stojący na czele państw... Jak zawsze są i pozostaną bezkarni. Przecież sami siebie nie ukarzą.

Puenta niezbyt wesoła. Cóż dodać na koniec? Banały typu "bo taki jest świat?"

A niejaki Barack Obama, człowiek, który rządził największym światowym mocarstwem gdy przetaczała się fala "arabskiej wiosny", otrzymał... Pokojową Nagrodę Nobla co dowodzi tylko tego, że żyjemy w świecie Orwella, w groteskowym i upadłym cyrku.

PS. Na wejście do Europy obecnie czeka... 6600 000 uchodźców...

24 maja 2017 r.

http://kolaska.salon24.pl/780777,skad-w ... -uchodzcow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 11 cze 2017, 18:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Z premedytacją

Szanowni Państwo!
Dokonywanie zbrodni na masową skalę jest łatwiejsze niż działanie w pojedynkę, o czym wiedzą nie tylko czytelnicy kryminałów. Na naszych oczach dokonuje się zbrodni z udziałem narzędzia w postaci prymitywnych, brutalnych, islamistów. Gry pozorujące obronę są właściwie tylko na niby.
Gdzie zatem przebiega prawdziwy front? Wcale nie między policją a terrorystami, bo w Europie Zachodniej oni są po tej samej stronie. Unijni przywódcy może do najmądrzejszych (i najtrzeźwiejszych) nie należą, ale trudno zakładać, że w ogóle nie wiedzą co czynią. Na pewno nie przeszkadzają (jak powinni), przemytnikom w masowym procederze transportu nielegalnych emigrantów do Europy, na którym ci zbijają fortuny. Usłużne im media robią obywatelom wodę z mózgów.
Dla Unijnych elit jedynymi wrogami są takie państwa jak Węgry i Polska, stąd niewybredne ataki na naszych obecnych liderów. To my rzekomo jesteśmy prawdziwym zagrożeniem dla Unii Europejskiej, której kierownictwo dość skutecznie, jak dotąd, zwalcza wszelkie wartości i oznaki cywilizacji zachodniej. Zdyscyplinowani Niemcy i tchórzliwi Francuzi nie sprzeciwią się swoim władcom. Ograniczą się do rysowania swoich „protestów” kolorowymi kredkami na jezdniach, dając tym dowód zdziecinnienia.

Pozdrawiam i do następnej soboty

Małgorzata Todd

http://mtodd.pl/?wysija-page=1&controll ... er_id=1531


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 18 cze 2017, 19:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Komisja Europejska broni interesów Rosji

W związku z uchwalonymi przez Senat USA nowymi sankcjami wobec Rosji Komisja Europejska ostrzegła w piątek Stany Zjednoczone przed samowolnym działaniem i podkreśliła konieczność transatlantyckiej jedności.

W związku z uchwalonymi przez Senat USA nowymi sankcjami wobec Rosji Komisja Europejska ostrzegła w piątek Stany Zjednoczone przed samowolnym działaniem i podkreśliła konieczność transatlantyckiej jedności.

„Ważne jest, aby ewentualne nowe decyzje były podejmowane na zasadzie międzynarodowej współpracy między partnerami i aby w przypadku sankcji [wobec Rosji – PAP] między partnerami nadal panowała jedność” – przekazał w rozmowie z agencją dpa rzecznik Komisji Europejskiej.

Senat USA stosunkiem głosów 97-2 zaaprobował w środę nowe sankcje przeciwko Rosji, by ukarać Moskwę za ingerowanie w ubiegłoroczne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Senacka ustawa zakłada także nowe sankcje wobec Iranu.

Sankcje są wymierzone „w kluczowe sektory rosyjskiej gospodarki i w osoby, które dokonywały cyberataków” – informowała Associated Press. Według agencji, senatorowie, którzy poparli sankcje, wskazywali również na rosyjską agresję w Syrii i na Ukrainie. Aby nowe sankcje weszły w życie, musi je zaaprobować także Izba Reprezentantów, po czym ustawa trafi do prezydenta USA.

Uchwalone przez Senat USA sankcje ostro skrytykowali w czwartek szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel oraz kanclerz Austrii Christian Kern. Sankcje uderzą w niemieckie i austriackie przedsiębiorstwa, które finansują budowę rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/183951 ... rosji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dla myślących
PostNapisane: 20 cze 2017, 11:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30851
Mam wrażenie, że za tym wszystkim, nie stoi przypadek. Komuś na tym mocno, ale to mocno zależy.

Trwa nakręcanie spirali nienawiści

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy to, co się wydarzyło w niedzielę nocy w Londynie, gdzie furgonetka wjechała w grupę muzułmanów wychodzących z lokalnego meczetu, można uznać jako akt odwetu za dotychczasowe ataki islamistyczne na obszarze Wielkiej Brytanii?
– Z ostateczną oceną tego zdarzenia wstrzymałbym się do momentu, kiedy zakończy się śledztwo wszczęte przez brytyjskie siły policyjnej i kiedy poznamy faktyczne motywy działania zamachowca. Natomiast jeśli okazałoby się, że był to akt odwetu określonej organizacji o charakterze nacjonalistycznym, broniącej interesów Wielkiej Brytanii, to nie byłaby to dobra wiadomość. Niezależnie od pobudek za wyjaśnianie wszelkich aktów przemocy odpowiedzialne są siły i służby zajmujące się działaniami antyterrorystycznymi, a od wymierzania sprawiedliwości są niezawisłe sądy. Samosądy nie są elementem naszej kultury. Jeśli jednak okazałoby się, że był to odwet, zamach motywowany nienawiścią na tle religijnym, etnicznym czy rasowym, to wówczas można by to traktować jako formę odwetu za dotychczasowe ataki terrorystyczne na obszarze Zjednoczonego Królestwa. To z kolei mogłoby doprowadzić do wojny czy też konfliktu, który źle skończyłby się przede wszystkim dla społeczeństwa Wielkiej Brytanii.

Premier Theresa May powiedziała, że ten atak miał na celu poróżnić ludzi, których łączą wartości, i był jeszcze bardziej gorszący niż poprzednie…
– Agresja zawsze rodzi agresję. Tego typu przemoc jako odpowiedź na terror nie oznacza nic dobrego. Wprost przeciwnie, może to spowodować, że strony: rodowici muzułmanie i rdzenni Brytyjczycy, którzy są gotowi rozmawiać o sensownych pokojowych rozwiązaniach dla Wielkiej Brytanii, mogliby zrezygnować z negocjacji. To z kolei mogłoby doprowadzić do eskalacji wydarzeń zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Z całą pewnością to, co wydarzyło się w nocy w północno-wschodnim Londynie, zostanie propagandowo wykorzystane przez tzw. Państwo Islamskie czy inne organizacje o charakterze terrorystycznym do budowania wrogich narracji wobec świata zachodniego.

Jeden z internautów w komentarzu napisał, że kiedy muzułmanin zabija, to jest to określane jako incydent, ale kiedy ginie muzułmanin, to jest to już atak terrorystyczny. Czy ta poprawność polityczna nie odbija nam się czkawką?
– Rzeczywiście, kiedy dochodziło do krwawych zamachów, których sprawcami byli terroryści muzułmańscy, policja brytyjska, a wcześniej niemiecka, zwlekały z podaniem autorów tych zbrodni. Natomiast takie podejście jak cytowane przez pana redaktora jest przesadzone. Przecież dotychczasowe „incydenty” terrorystyczne w Londynie czy Manchesterze zostały nazwane po imieniu zamachami terrorystycznymi i de facto takimi były, a nie incydentami. Nie ukrywajmy, że to ostatnie wydarzenie z Londynu, jeśli określić je jako odpowiedź na wcześniejsze zamachy, czy jako próbę zemsty, czy też odwetu, to natychmiast zostanie to wykorzystane przez islamistów, którzy będą chcieli pokazać, że Europejczykom nie zależy na rozwiązaniu problemu terroryzmu w sposób rzeczowy, ale poprzez zemstę czy odwet na muzułmanach. W przekazach propagandowych już dominuje narracja, że mamy do czynienia nie z jednostkowym atakiem, ale uderzeniem na wspólnotę muzułmańską i w ogóle na islam.

Seria zamachów z Londynu budzi uzasadnione pytania o bezpieczeństwo. Czy zatem spirala przemocy nakręca się coraz bardziej i czy możemy być świadkami eskalacji napięcia, które i bez tego jest duże?
– Nie wykluczałbym wzrostu napięcia, choć może być ono związane czy też może zależeć od wyników trwającego dochodzenia. W tej chwili trudno autorytatywnie powiedzieć, czy sprawca tego zamachu działał sam czy może za tym aktem terroru kryją się jeszcze inne osoby. Niezależnie od tego trzeba stwierdzić, że spirala przemocy coraz bardziej się rozkręca. To może tylko wzmocnić poziom napięcia wśród radykałów muzułmańskich.

Tak czy inaczej można powiedzieć, że w Europie rośnie fala antymuzułmańskich nastrojów…?
– Nie ulega wątpliwości, że wszelkiego rodzaju zamachy, jakie mają miejsce, akty, pod którymi podpisuje się organizacja terrorystyczna o korzeniach muzułmańskich, mogą doprowadzić do eskalacji wydarzeń i do swoistej „wojny domowej” na terenie Europy, czy to w Wielkiej Brytanii, czy na terenie innych państw, gdzie znaczna procentowo jest obecność społeczności muzułmańskiej. Oczywiście nie chciałbym, aby się wkrótce okazało, że we Francji czy Hiszpanii ludność pochodzenia muzułmańskiego – w gniewie czy też odwecie – będzie się starała wykorzystać do radykalizacji nastrojów to, co się dzisiaj w nocy wydarzyło w Londynie.

Czy i na ile ryzyko ewentualnego odwetu ze strony terrorystów islamskich jest prawdopodobne?
– Radykalny islam hołduje zasadzie krew za krew. Stąd do odwetu w następstwie nocnego ataku w Londynie oczywiście może dojść. Proszę sobie przypomnieć, jak przed laty, we Francji, kiedy wydalano niektórych imigrantów, dochodziło do walk ulicznych pomiędzy policją a ludnością pochodzenia muzułmańskiego. Pamiętamy, jak na ulicach płonęły pojazdy, niszczono witryny sklepowe, dochodziło do zamieszek i burd. Podobnie może być teraz. Możemy mieć do czynienia z nową odsłoną wojny z terroryzmem, która ma doprowadzić do eskalacji napięcia i odwetów. Wielka Brytania staje się miejscem, gdzie środowiska radykalne ćwiczą nową strategię wojny terrorystycznej wypowiedzianej chrześcijańskiej Europie. Nie wykluczałbym, że mamy tu mieć do czynienia z próbą wzbudzenia konfliktu, zasiania niezgody pomiędzy muzułmanami i Europejczykami, wywołania wojny kultur muzułmańskiej i chrześcijańskiej, co od zawsze było celem radykałów muzułmańskich. To nic innego jak nakręcanie spirali nienawiści. Jest to obliczone na wywołanie eskalacji niekontrolowanej przemocy, co może prowadzić nawet do samosądów. Jeśli do tego dojdzie, wówczas będzie nam trudno zapanować nad tym zjawiskiem. Oczywiście można wprowadzić więcej patroli na ulicach, w okolicach meczetów, ale nie sposób zapewnić bezpieczeństwo wszystkim miejscom kultu i wszystkim muzułmanom.

W tej sytuacji trudno się oprzeć wrażeniu, że radykalizm islamski zaczyna tryumfować?
– Jeśli rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z falą odwetu, to tryumf radykalizmu islamskiego stanie się faktem. I w tym znaczeniu byłoby to niestety zwycięstwo tych, którzy usiłują radykalizować nastroje społeczne.

Ceną za bezpieczeństwo – w ocenie premier Theresy May – ma być ograniczenie wolności, bo tolerancja wobec ekstremizmu dotychczas była zbyt duża…
– Tolerancji wobec ekstremizmu tak naprawdę nigdy nie było. Natomiast była tolerancja wobec pewnych zachowań czy aktów, które de facto miały charakter ekstremistyczny. Dzisiaj trzeba sobie powiedzieć, że zawsze jest coś za coś. Wprowadzenie i zapewnienie wyższego poziomu bezpieczeństwa musi się wiązać być może również z ograniczeniem swobód obywatelskich. Tyle tylko, że wartość naszych swobód nie powinna być ograniczana pod wpływem radykałów – bardzo wąskiej grupy ludzi, którzy próbują ułożyć nam nasz świat według swoich, obcych nam reguł.

W tle tych wszystkich wydarzeń mamy przymus relokacji imigrantów i wszczętą przez Komisję Europejską procedurę karania m.in. Polski za odmowę narzuconej siłą „solidarności”. Unia Europejska jest bezradna wobec terroryzmu i próbuje odpowiedzialność za swoje zaniechania przerzucić na Polskę, Węgry czy Czechy?
– Najwyższy czas przypomnieć Zachodowi, że bez żadnych unijnych dyrektyw Polska od lat przyjmowała i wciąż przyjmuje uchodźców np. z Donbasu, ludzi skrzywdzonych przez działania wojenne na wschodniej Ukrainie. Niestety fakt ten nie jest zauważalny przez brukselskie elity, a powinien. Natomiast mamy dziwny podział na imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu i na tych, którzy przybywają do nas ze wschodniej Europy. Szczerze mówiąc, nie do końca ten podział jest dla mnie zrozumiały. Natomiast jeśli chodzi o próby narzucenia nam siłą kwot imigrantów muzułmańskich, to w świetle wydarzeń, jakich jesteśmy świadkami, wbrew pozorom nie jest to problem uchodźców czy imigrantów, ale to jest problem bezpieczeństwa nas, Polaków.

Jak zatrzymać falę agresji związaną z atakami terrorystycznymi?
– U podstaw zwalczenia terroryzmu islamskiego leży rozwiązanie problemów, konfliktów, które pojawiają się na świecie, głównie na Bliskim Wschodzie, m.in. w Iraku. To leży u podstaw zatrzymania tej fali nienawiści i agresji. Stąd bierze się imigracja, stąd rodzą się konflikty międzykulturowe, które bezpośrednio wpływają na stan bezpieczeństwa i na sytuację w Europie oraz na świecie. To jest również wyzwanie dla liderów Unii Europejskiej, którzy powinni prowadzić realną, poważną i skuteczną politykę wobec napływu imigrantów, a nie narzucać suwerennym państwom swoją wolę, udając przy tym, że rozwiązują problemy, które de facto sami stworzyli.

Skoro w Polsce prawnie zakazane jest szerzenie ideologii faszystowskiej i komunistycznej, to może również powinno to dotyczyć szerzenia ideologii szariatu, która jest podstawą radykalnego islamu?
– Uważam, że jeśli jakaś nacja decyduje się, że chce żyć i pracować w naszym kraju, to ma obowiązek przyjąć zasady i kulturę, według których funkcjonuje nasze państwo i postępować według reguł, które my ustalamy. Natomiast my niekoniecznie powinniśmy ustępować tym, którzy do nas przybywają. Dajmy na to, jeśli chodzi o muzułmanów: jeżeli nie życzymy sobie, aby w naszym kraju kobiety chodziły w burkach, to jest to zasada, którą goście powinni przyjąć i naszą wolę uszanować, bądź po prostu nie korzystać z naszej uprzejmości. Nie powinniśmy ulegać presji, bo to my jesteśmy gospodarzami we własnym domu.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/swiat/184075 ... wisci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 372 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /