Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 27 maja 2015, 12:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/NXD5JH7zG7R

Irlandia przeżyła kuszenie diabła takie jak Chrystus
m.rekinek poniedziałek, 19:03



"Kiedy Jan Paweł II przybył z wizytą do Irlandii ostrzegał w pożegnalnej homilii, że Irlandia przeżyje kuszenie diabła takie jak Chrystus. Czy Jezus dziś płacze nad Irlandią jak kiedyś nad Jerozolimą?"

Misjonarz: „Kiedy Jan Paweł II przybył z wizytą do Irlandii ostrzegał w ostatniej, pożegnalnej homilii, że Irlandia przeżyje kuszenie diabła takie jak Chrystus. Że będzie postawiona przed wyborem splendoru świata kosztem własnej duszy. Jan Paweł II ostrzegał, jak wielką stratą dla Mistycznego Ciała Chrystusa będzie wyrwanie Irlandii z rąk Chrystusa. To właśnie dzieje się na naszych oczach. Czy Jezus dziś płacze nad Irlandią jak kiedyś nad Jerozolimą, która nie poznała czasu swojego nawiedzenia?”

"Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił." mówi o nas Jezus, przed swoim odejściem z tego świata. Tak referendum dotyczące m.in. w sprawie zmiany konstytucji i umożliwienia zawierania małżeństw jednopłciowych w Irlandii skomentował Bartłomiej Parys, SVD, Misjonarz Werbista, który na stałe mieszka w Irlandii, podejmując posługę na rzecz Nowej Ewangelizacji. Obserwując tę sprawę z bliska zauważył, że „na moment ogłoszenia wyników pod Dublińskim ratuszem zgromadził się entuzjastyczny tłum przyozdobiony kolorami LGBT. W referendum wzięło udział około 2 miliony irlandzkich obywateli. Ponad 1,2 miliona opowiedziało się za zniesieniem odniesienia do płci w paragrafie definiującym małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Nastroje większości (mocno podniecane od dawna medialną propagandą) oczywiście świętują zwycięstwo postępu, wejścia w XXI wiek itd. 700 tysięczna grupa głosująca za utrzymaniem porządku wynikającego z prawa naturalnego, dziś staje się mniejszością.” To straszne, biorąc pod uwagę że Irlandia jest umiłowaną córką Kościoła. Krajem będącym ostoją wiary dla całej Europy. „W konstytucji wciąż jeszcze Irlandia ma odniesienie do Boga w Trójcy Jedynego a nawet więcej, zaraz po tym następuje wyznanie pokornego zobowiązania wobec Boskiego Pana Jezusa Chrystusa, który przez pokolenia podtrzymywał ich przodków.” Co się stanie teraz z Irlandczykami?

To ciekawe co zauważył Werbista: „Wynik referendum zapewne byłby inny, gdyby głosowanie było możliwe dla wszystkich obywateli Irlandii. Jednak było ono tylko możliwe dla tych, którzy mieszkają na terenie Republiki, bądź wyemigrowali nie dalej jak półtora roku temu. Drugim pytaniem w referendum było obniżenie wieku wymaganego do możliwości kandydowania na urząd prezydenta. Dotychczasowe 35 lat miało być zastąpione wymogiem ukończenia 21 lat. Niektóre głosy, które słyszałem mówiły o "przynęcie" w postaci tego drugiego pytania, które miało zachęcić młode pokolenie do wzięcia udziału w referendum konstytucyjnym (które zresztą przepadło ogromną różnicą 73.1 do 26.9). Bez wątpienia to pokolenia poniżej 50 roku życia wybrały zmianę i są z niej zadowolone.” Zatem to młodzi wybrali taką sprzeczną z wiarą Chrystusową drogę. Tym bardziej widać, że Irlandia i świat potrzebuje ewangelizacji. Czy dostanie Ewangelię z rąk Polaków, których nie brakuje w Irlandii?

MP/areopag21.pl/post/4854/czy-jezus-placze-dzis-nad-irlandia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 30 maja 2015, 21:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Świat kupił duszę Irlandii

Wynik referendum w sprawie „małżeństw” osób tej samej płci nie był dla Irlandczyków zaskoczeniem. Lobby LGBT jest w Irlandii bardzo aktywne już od co najmniej 10 lat, na samą kampanię przed głosowaniem przeznaczono znaczne środki, napływające także z zagranicy – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl Sławomir Płudowski, członek Irish Society for Christian Civilisation.


Wynik referendum w sprawie „małżeństw” osób tej samej płci jest zaskoczeniem dla konserwatywnych Irlandczyków?

Nie, nie było zaskoczenia. Sondaże publikowane przez główne media wskazywały od wielu miesięcy na dużą przewagę zwolenników redefinicji małżeństwa w irlandzkiej konstytucji. Kampania ruchu LGBT była bardzo dobrze zorganizowana i przeprowadzona. Od co najmniej 10 lat byli oni bardzo aktywni.
Ruch LGBT nie byłby w stanie przeprowadzić takiej akcji, gdyby nie dziesiątki milionów euro z różnych źródeł, m.in. ze Stanów Zjednoczonych. Dzięki temu lobby opłacało aktywistów, którzy w pełnym wymiarze godzin prowadzili kampanię na rzecz zmiany, np. kampania „door-to-door”, podczas której próbowano wpływać na mieszkańców każdego domostwa w Irlandii, ogromna ilość plakatów i ulotek promujących „miłość i równość” (zastosowano zwodnicze slogany, które z wyrachowaniem ukrywały prawdziwy cel ruchów LGBT, np. „Disrimination destroys lives”, „This is about love & equality and nothing else. Vote YES”, „Beat the bigots. Vote YES”) oraz publiczne spotkania, także na świeżym powietrzu.

Jak wyglądała kampania prowadzona przez obrońców małżeństwa?

Akcję prowadziło kilka mniejszych grup wspieranych finansowo przez darczyńców. Pomimo że grupy te używały tych samych metod w swojej kampanii (plakaty, wysyłanie ulotek do irlandzkich domów, konferencje), ze względu na zdecydowanie słabszy dostęp do środków pieniężnych, ich kampania przebiegała na dużo mniejszą skalę. Wszystkie grupy broniące tradycyjnego małżeństwa zebrały łącznie ok. 200 tys. euro.

W kampanii na rzecz ochrony małżeństwa i rodziny wzięło też udział irlandzkie TFP, znane tutaj jako Irish Society for Christian Civilisation, którego udział polegał na kampaniach ulicznych, gdzie młodzi Irlandczycy przy pomocy ulotki pt. „Dziesięć powodów dla których homoseksualne małżeństwo jest szkodliwe i należy mu się sprzeciwiać” propagowali solidne argumenty w obronie chrześcijańskiego rozumienia małżeństwa. W tym kontekście pojawiła się interesująca uwaga ze strony obserwatora należącego do innej grupy obrońców małżeństwa, który stwierdził, że: „atmosfera stworzona przez TFP dzięki pięknej symbolice, muzyce i ogólnie profesjonalną prezencji spowodowała, że grupy LGBT rozpierzchły się, ponieważ nie mogły być konkurencyjne w takich okolicznościach”. Irlandzkie TFP rozesłało także do irlandzkich domostw kilkadziesiąt tysięcy ulotek oraz broszurek, a także zorganizowało kilka otwartych konferencji promujących małżeństwo i rodzinę.

Wracając do kampanii prowadzonej przez ruchy LGBT należy zwrócić uwagę na częstą postawę uczestników tej kampanii, bardzo nietolerancyjną i pełną werbalnej, a czasem także fizycznej wrogości wobec swoich oponentów, na przykład określanie obrońców rodziny w mediach oraz w swoich publikacjach jako „homofobów, fanatyków, dewotów” etc., niechęć do zaangażowania się w cywilizowaną debatę, preferencja obelg oraz argumentów emocjonalnych.

Konstytucyjne uznanie małżeństwa za związek „dwóch osób, niezależnie od płci” poparły wszystkie ważniejsze siły polityczne, w tym i Fianna Fáil. Jak doszło do tego porozumienia ponad podziałami?

Nie tylko każda partia polityczna w Irlandii popierała zmiany w konstytucji w obszarze definicji małżeństwa i rodziny, ale również wszystkie partie nałożyły na swoich posłów kaganiec w postaci dyscypliny partyjnej. System ten jest używany w Irlandii w celu wymuszenia na członkach partii, aby głosowali zgodnie z decyzją szefostwa partii pod groźbą bycia trwale usuniętym z szeregów partii. W związku z tym członkowie partii politycznych, którzy chcieli zagłosować przeciwko proponowanym zmianom, nie mieli prawa do sprzeciwu sumienia, a także nie mogli używać partyjnych funduszy do prowadzenia kampanii sprzeciwiającej się nowym regulacjom. Przeważająca większość ulotek, plakatów i billboardów była opłacona i podpisana nazwami partii politycznych, podczas gdy te na rzecz kampanii przeciwnej były opłacane tylko z pieniędzy zebranych od darczyńców w całej Irlandii.

Również Fiana Fail, która jest główną siłą opozycyjną, lobbowała na rzecz zmian w konstytucji. Zjawisko zbiorowego myślenia oraz rządu nie będącego reprezentacją całego społeczeństwa jest od pewnego czasu trendem nie tylko w Irlandii, ale w całym świecie zachodnim. Minęło już dużo czasu od kiedy przeprowadzano sensowne debaty na jakikolwiek temat.

Partie polityczne wywodzące się z odmiennych środowisk były zgodne w tak różnych sprawach jak referendum na temat praw dzieci z 2013 roku, debata aborcyjna z zeszłego roku aż do traktatów europejskich sprzed kilku lat. W temacie małżeństwa konsensus polityczny sięgnął takiego punktu, że wszystkie partie polityczne zaaprobowały niepoprawne sformułowanie nowego zapisu w konstytucji w języku irlandzkim (mającym pierwszeństwo przy interpretowania konstytucji przed językiem angielskim). Według tego zapisu tylko pary jednopłciowe mogłyby zawrzeć związek małżeński. Ten rażący błąd został wskazany przez dziennikarza miesiąc później i tylko po tej interwencji dokonano odpowiedniej zmiany. Gdzie była opozycja? Czy wśród partii politycznych panował zdrowy rozsądek?

Innym aspektem debaty była wszechogarniająca presja i uprzedzenia mediów w stosunku do obrońców rodziny. Nawet same media przyznały, że jedna z głównych gazet publikowała średnio 3 artykuły faworyzujące zmiany, w stosunku do tylko 1 artykułu w obronie definicji małżeństwa. Inne źródła mówią, że proporcje te wynosiły nawet 98:2.

Głos irlandzkich biskupów w sprawie małżeństwa był dobrze słyszalny?

Choć konferencja episkopatu Irlandii opublikowała dokument pt. „Znaczenie małżeństwa”, który rozprowadzano w kościołach w całej Irlandii, biskupi sami nie wystąpili zdecydowanie przeciwko redefinicji małżeństwa. Wśród biskupów większość była raczej nieaktywna w tym obszarze, z kilkoma wyjątkami tych, którzy zgadzali się uczestniczyć w publicznych debatach albo wydawali publiczne opinie w kwestii katolickiej moralności. Wśród tych, którzy decydowali się wystąpić publicznie, wielu robiło to w sposób dwuznaczny.

Typowym przykładem tutaj mógłby być biskup Donal McKeown, który w wywiadzie powiedział, że zalegalizowanie małżeństw jednopłciowych byłoby „niebezpiecznym eksperymentem z punktu widzenia dzieci”, a chwilę potem, że „katolicy mogą zagłosować na tak w zgodzie ze swoim sumieniem”.

W trakcie kampanii przed referendum do głosowania na „tak” zachęcały także niektóre organizacje katolickie. Jak silnie podzielony jest na tym tle irlandzki Kościół?

Wielu księży i grup katolickich brało udział w kampanii na rzecz zmiany definicji małżeństwa. Najbardziej znanym przykładem jest ks. Martin Dolan z jednej z centralnych parafii dublińskich, który podczas niedzielnego kazania powiedział swoim parafianom, że jest „gejem” i że zaleca, aby wszyscy zagłosowali na „tak”. Wielu innych wpływowych i kontrowersyjnych księży, podążając za tym przykładem, podczas swoich niedzielnych kazań mówiło, że będą głosować na „tak”, a także że proszą swoich parafian o oddanie takiego samego głosu. Nie otrzymali oni żadnego słowa potępienia ani choćby reprymendy ze strony swoich ordynariuszy. Kościół irlandzki od wielu lat boryka się z plagą liberalnych, a nawet heretyckich księży, czy organizacji. Jedną z nich jest Faith in Marriage Equality, będąca grupą z założenia międzyreligijną, ale złożoną głównie z katolików, która prowadzi kampanię na rzecz „równości małżeństwa”. Inne organizacje to We Are Church Ireland i Gay Catholic Voice Ireland.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Ziomber.

http://www.pch24.pl/swiat-kupil-dusze-i ... z3bdi5yZjj


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 31 maja 2015, 18:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://konserwatyzm.pl/artykul/12993/ja ... w-irlandii

Jak LGBT wygrało w Irlandii
Mariusz Matuszewski 31 maja 2015 | Publicystyka

W ostatni piątek, w obliczu 62% Irlandczyków głosujących za legalizacją związków gejowskich, w mainstreamowych mediach ogłoszono triumf postępowego myślenia. Ostateczny wynik zszokował wiele środowisk pro-life. Niestety tego, co najbardziej szokujące, media głównego nurtu nie podają.

Sekularyzacja Irlandii nie pozostawia wątpliwości. Słabość Kościoła katolickiego i papieska odmowa interwencji, skorumpowana klasa polityczna i nieustępliwe media pro gejowskie – wszystko to czynniki, które przyczyniły się do ostatecznego wyniku głosowania. Jednak głos na "tak" najpewniej nie zyskałby dostatecznego wsparcia w sytuacji, gdyby chodziło o normalne, przeprowadzone w sposób typowy, irlandzkie referendum. Te same w ogólnym zarysie warunki istniały w USA – od Kalifornii po Maine, a jednak tzw. małżeństwa gejowskie długo nie zyskały tam społecznego poparcia.

Ostatnie wybory, mające miejsce w warunkach swoistej wojny kulturowej, odbyły się jednak w okolicznościach nie widzianych na Zachodzie nigdy przedtem. W zasadzie cały wysiłek, mający na celu promocję sprawy małżeństw gejowskich, wiązał się z gigantycznym wsparciem finansowym z USA – przede wszystkim z wartej miliard dolarów organizacji pro gejowskiej Atlantic Philanthropies oraz misternie prowadzonej kampanii, trwającej ponad dekadę.

Początki

Chcąc zrozumieć mechanizm wygranej w irlandzkim referendum, warto nawiązać do historii USA.

Mało kto pamięta, że jeszcze 20 lat temu szanse powodzenia projektu legalizacji małżeństw gejowskich gdziekolwiek na świecie wydawały się bliskie zeru. W latach 1998 – 2009 w samych tylko Stanach Zjednoczonych miało miejsce 31 stanowych głosowań, w których postulowano zupełne zablokowanie podobnych inicjatyw: wszystkie one rozstrzygnięto na "tak". Niektóre wygrywały mając przytłaczającą przewagę rzędu 80% głosów. W stanie Massachusetts lobby gejowskie bez skutku zaciekle walczyło o niedopuszczenie do procedowania nad zakazem. Jego liderzy zaczęli z czasem wierzyć, że jedyny sposób na osiągnięcie jakiegokolwiek przełomu to udanie się na drogę sądową.

Wielki zwrot roku 2012

W roku 2009, po tym, jak sprawa małżeństw gejowskich przepadła w kolejnym referendum – tym razem w stanie Maine, środowiska homoseksualne zdecydowały o konieczności zaimplementowania zupełnie nowego podejścia do kampanii.

Zebrano razem specjalistów z zakresu walki politycznej, psychologów, ankieterów, ekspertów od organizacji, a także ludzi z różnych think-tanków. Metodycznie studiowali oni dane oraz doświadczenia z poprzednich kampanii, po czym zaprojektowali zestaw nowych strategii przeciwko swoim prawicowym adwersarzom.

Stworzono misterną kampanię propagandową. Do kluczowych z punktu wyborczego rejonów wysyłano tysiące aktywistów, chodzących od drzwi do drzwi. W celu zmiękczenia stosunku zwykłych obywateli do homoseksualistów i wytworzenia atmosfery niechęci do tradycyjnych wartości religijnych wskrzeszono techniki "wielkiego kłamstwa", jakże często wypróbowane przez niektóre reżimy totalitarne. Np. non stop wmawiano ludziom, że głosowanie przeciwko małżeństwom gejowskim jest szkodliwe dla gospodarki, a także, że negatywny stosunek do nich mają wyłącznie ignoranci oraz jednostki zacofane, wierzące w przesądy. Homoseksualizm jawił się jako kolejny etap walki o prawa obywatelskie. Kluczowym punktem takich pogadanek stawała się konstatacja, że wspierając małżeństwa gejowskie osoba staje po właściwej stronie historii (co jest taktyką czysto marksistowską, stosowaną m. in. przez Trzecią Rzeszę).

Niezwykle ważną częścią planu stało się pozyskiwanie funduszy. Przed wcześniejszymi wyborami zbierano mniej więcej tyle samo, co organizacje "pro life". Teraz jednak zaczęto ubiegać się o wielkie sumy.

I wszystko to zadziałało. W listopadzie 2012 środowiska homoseksualne wygrały cztery referenda w sprawie małżeństw gejowskich: ponowne głosowanie w stanie Maine, dalej – kolejne w stanach Minnesota, Maryland i Washington. Wydano wówczas sumy dziesięć razy większe od tych, jakimi dysponowali obrońcy rodziny. Stosowana przez homoseksualistów propaganda była przy tym niezwykle przebiegła: ludziom pokazywano np. przyjazne twarze par gejowskich, które wydawały się lubić wszystko i wszystkich. Margines wygranej pozostawał stosunkowo mały – między 51 a 53% – ale nie to było najważniejsze: po raz pierwszy ruch LGBT zdobył przewagę.

Niedługo potem jego przedstawiciele opisali swoją kampanię w jednej z gazet. Od tamtej pory są w zasadzie nie do zatrzymania.

Irlandia: tworzenie fundamentów

Założone przez Atlantic Philanthropies irlandzkie grupy LGBT zaczęły kłaść fundamenty pod odniesione właśnie zwycięstwo ponad dziesięć lat temu. Ich ambitny plan, od samego początku obliczony działania długofalowe, zakładał m. in. misterny i agresywny lobbing w parlamencie. Jego celem mieli być w pierwszej kolejności główni gracze irlandzkiej sceny politycznej. Metoda okazała się trafna: dość powiedzieć, że poparcie dla ruchu w irlandzkim parlamencie rosło w postępie geometrycznym.

To, a także wszelkie inne środki, jakie wówczas podejmowano, miały na celu jedno: tj. "zmiękczenie" irlandzkiego społeczeństwa i przygotowanie gruntu pod ewentualną wygraną w referendum dotyczącym legalizacji małżeństw gejowskich, które z powodów prawnych musiało mieć charakter ogólnonarodowy.

W stronę referendum

Zyskanie wpływów w parlamencie i budowa atmosfery umożliwiającej usunięcie zastrzeżeń moralnych na margines w drodze odpowiedniej legislacji – to jedno. Czym innym jednak było skłonienie narodu o tysiącletniej tradycji katolickiej do akceptacji małżeństw gejowskich w drodze ogólno krajowego głosowania.

Kwota, jaką środowiska LGBT przeznaczyły na ten cel, szacowana jest na 25.000.000 USD – co oznacza, że dysponowały one sumą 50 razy większą od tej, jaką na przygotowania do referendum mogły przeznaczyć organizacje broniące tradycyjnej definicji małżeństwa. Ich wydatkowanie było precyzyjnie zaplanowane – co odróżnia kampanię LGBT od tej prowadzonej przez ich przeciwników – tu w znacznej mierze widać zdanie się na przypadek.

Dysponując znacznymi środkami i setkami wolontariuszy homoseksualiści postawili na intensywną i długotrwałą kampanię propagandową. Narzędziem podstawowym stała się psycho-manipulacja. Przeciętny Irlandczyk nie był w stanie zorientować się w skali presji, jakiej go poddawano – a to był dopiero początek. Postawiono nie na argumenty racjonalne – lecz na emocje.

Ludziom wmawiano bez ustanku, że ci, którzy sprzeciwiają się małżeństwom homoseksualnym:

- sprzeciwiają się demokracji;

- są przeciwko prawom człowieka;

- szkodzą międzynarodowej reputacji Irlandii;

- szkodzą irlandzkiej gospodarce;

- są za dyskryminacją;

- są przeciwko miłości;

- są przepełnionymi nienawiścią bigotami;

- są głupi i zacofani.

Wszystko to miało zatrważający wpływ na stronę przeciwną. Doszło do tego, że ludzie sprzeciwiający się małżeństwom gejowskim byli przez ich zwolenników uważani za niższy rodzaj istot ludzkich; wypadki, gdy ktoś z powodu poglądów tracił pracę, nie były odosobnione. Szczególnie zaciekle atakowano osoby religijne i Kościół Katolicki. Wiele osób czuło się zastraszonych i zagubionych, podczas gdy sympatycy LGBT coraz agresywniej i coraz bardziej otwarcie zaznaczali swoją obecność w przestrzeni publicznej.

Lekcja mechaniki wyborczej

W miarę zbliżania się terminu referendum sondaże wskazywały 78% na "tak". Jednak homoseksualiści wiedzieli, że nie jest to jeszcze sytuacja w pełni dla nich bezpieczna.

Istniało ryzyko, że wiele osób ukryje swoje poglądy, a w ostatnim momencie zagłosuje zgodnie z sumieniem – równocześnie jednak udzielając ankieterom odpowiedzi poprawnych politycznie. Co więcej: zdawano sobie sprawę, że znaczny odsetek osób wspierających małżeństwa gejowskie to ludzie młodzi – a zatem elektorat niejednokrotnie, pomimo deklarowanego wsparcia, w dniu wyborów wykazujący się fatalną frekwencją.

Środowiska LGBT nadal mogły przegrać w sytuacji, gdyby odpowiednio duży odsetek ich zwolenników nie zagłosował, lub też nie zarejestrował się w miejscu zamieszkania (w Wielkiej Brytanii i Irlandii, wobec braku obowiązku meldunkowego, obowiązek rejestracji w lokalnym rejestrze wyborczym należy odnawiać do roku). Chcąc temu zapobiec, na kilka miesięcy przez referendum – korzystając ze wsparcia policji – dla osób chcących głosować za wprowadzeniem małżeństw gejowskich zorganizowano specjalne punkty wyborcze w collegach. Zgodnie z relacjami naocznych świadków często wbrew prawu pomijano formalne procedury rejestracyjne w celu dopuszczenia do głosu większej liczby wyborców. Zarejestrowano w ten sposób m. in. około 50.000 studentów, ujawniano też przypadki podwójnych rejestracji (aktywiści LGBT rejestrowali osoby już zarejestrowane gdzie indziej). Co więcej: płacono ankieterom, by ci upewniali się, że prawdopodobni zwolennicy małżeństw gejowskich dopełnili obowiązku rejestracyjnego w swoich miastach.

W dniu referendum aktywiści LGBT zorganizowali zakrojoną na ogromną skalę kampanię, zachęcającą do udziału w głosowaniu, opartą na mediach społecznościowych.

Efekt? 90% dających się zidentyfikować sympatyków LGBT i zwolenników małżeństw gejowskich oddało swój głos, podobnie, jak 95% tych, których zarejestrowano w collegach. Dla kontrastu – wielu przeciwników postulatu głosowanego w ostatnim referendum czuło się zastraszonych i przytłoczonych przez psychotechniki, na jakie byli wystawieni w trakcie ostatnich miesięcy, nie miało wsparcia organizacji, które namawiały by ich do głosowania – w rezultacie pozostało w domu.

Nie ma wątpliwości co do tego, że w przypadku normalnego przygotowywania procesu wyborczego i standardowej kampanii, nawet wobec znacznych środków finansowych, jakimi dysponowały środowiska LGBT, ich postulat wcale nie musial wygrać. Jeden z głosujących poszedł jeszcze dalej: "gdyby głosowanie przeprowadzono przy zastosowaniu zwykłych schematów wyborczych, łatwo można to było pokonać".

Środowiska obrońców tradycyjnego modelu rodziny

Pomimo trudnej sytuacji i psychologicznej manipulacji, jaką przeciw nim zastosowano, środowiska aktywistów broniących tradycyjnego modelu rodziny zachowały się godnie. Niestety byli osamotnieni. Jedyne środki finansowe, jakie zdołali zebrać, pochodziły od osób prywatnych. Nie dysponowali żadnym zapleczem "z zewnątrz". Ustawiano tyle znaków i ogłoszeń, ile było możliwe – pomimo licznych aktów wandalizmu. Rozdawano tysiące ulotek w miastach, a na terenach wiejskich starano się prowadzić agitację chodząc od drzwi do drzwi. Wydano blisko 100.000 egzemplarzy broszur. 12 zborów, prowadzonych przez baptystów, umieściło ogłoszenia na łamach prasy parafialnej.

Niestety zawiódł Kościół katolicki. Nie wezwał on wprost do głosowania na "nie". Zgodnie z raportem Catholic Action League co najmniej 15 księży poparło kampanię LGBT, a przynajmniej jeden biskup skrytykował wysiłki środowisk pro-rodzinnych. Księża, którzy publicznie nawoływali do głosowania na "nie", byli w tym osamotnieni i wyrażali swoją opinię na własną rękę.

Bez szczegółowego planu i skoordynowanej akcji zabrakło jednolitego przekazu. Skandowano hasła, o tym, że dziecko potrzebuje zarówno mamy, jak i taty, niektórzy próbowali mówić o zagrożeniu ideologią gender w szkołach, gdzie indziej wskazywano na zagrożenia wypływające z zachowań homoseksualnych. Niestety poziom oporu pozostawał daleko w tyle za silnie ujednoliconą, doskonale zaplanowaną, a także hojnie finansowaną akcją środowisk gejowskich.

Czy da się to jeszcze zatrzymać?

Mówi się, że Włochy stanowią kolejny cel środowisk LGBT. Słychać narzekanie na kilka krajów afrykańskich, które wciąż blokują prawa osób homoseksualnych…

Czy da się to zatrzymać? Oczywiście – przy zastosowaniu odpowiednich środków. Wszystkie techniki, wykorzystywane przez organizacje homoseksualne, można podchwycić i zastosować w drugą stronę. Plus – praca w zgodzie z Prawdą zawsze przynosi rezultaty. Kłamstwa, jakich używają aktywiści LGBT, ich irracjonalność, manipulacje – wszystko to działa tylko dlatego, że nie ma efektywnego oporu.

Największym zwycięstwem homoseksualistów stało się odcięcie dopływu wsparcia finansowego do środowisk broniących rodziny. Milionerzy i bilionerzy, którzy sympatyzują z tymi ruchami, mają możliwość wpłacenia sum znacznie przewyższających zapotrzebowanie. Ich chęć pomocy została jednak sparaliżowana strachem przez gejowską mafią. Musimy zatem stworzyć nowe metody finansowania. Zwykli ludzie stają się teraz ważniejsi niż kiedykolwiek.

Co więcej: wiele osób, w tym potencjalnych darczyńców, nadal nie rozpatruje całej sprawy w kategoriach wojny o podporządkowanie społeczeństwa, a jedynie zwykłego sporu między wierzącymi a ateistami. Sprawia to, że znaczna część wysiłków z naszej strony spełza na niczym, a zebrane pieniądze przeznaczane są na cele nie przynoszące sprawie większych korzyści.

Najważniejsze – to teraz wyciągnąć lekcję z tego, co 22 maja wydarzyło się w Irlandii.

Na podstawie: lifesitenews.com opracował: Mariusz Matuszewski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 01 cze 2015, 10:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=81679

Odpowiedzialność za apostazję Irlandii – Roberto de Mattei
Aktualizacja: 2015-05-29 11:01 am

Opat trapistów, ojciec Jean-Baptiste Chautard (1858-1935) w swym arcydziele: „Dusza Apostolstwa” zapisał taką maksymę: „święty ksiądz to gorliwy lud, gorliwy kapłan to pobożny lud, pobożny kapłan to uczciwy lud, a (tylko) uczciwy kapłan to bezbożny lud”. Jeśli jest więc prawdą, że zawsze istnieje związek między postawami duchownych a postawami wiernych, po irlandzkim głosowaniu z 22 maja musimy dodać do tej wyliczanki słowa: „bezbożny kapłan, to lud apostatów”.
Irlandia jest pierwszym krajem, w którym prawne uznanie relacji homoseksualnych za małżeństwa nie zostało wprowadzone odgórnie, ale oddolnie – poprzez referendum. A przecież jest to jeden z najstarszych krajów o głęboko zakorzenionej tradycji katolickiej, wśród ludności którego wpływ kleru nadal pozostaje stosunkowo duży.
Katolicka wyspa w awangardzie homo-rewolucji
Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że do głosowania za „małżeństwami homoseksualnymi” namawiali politycy ze wszystkich stron sceny politycznej – zarówno z lewicy, z centrum jak i część prawicy. Nie jest też żadnym zaskoczeniem fakt wspierania przez media kampanii LGBT, oraz finansowanie tej kampanii pieniędzmi z zagranicy. Nie jest też zaskoczeniem, że przy tak zmasowanej propagandzie 60 proc. głosujących opowiedziało się za ustanowieniem nowego prawa. Co jednak jest w całej tej sprawie zaskoczeniem? Otóż jest nim skandaliczne milczenie, grzech zaniechania tożsamy ze współudziałem irlandzkich księży i biskupów.
Przypomnijmy tylko jeden z przykładów: tuż przed referendum arcybiskup Dublina – Diamund Martin – oświadczył, że będzie głosował przeciwko wprowadzeniu „homo-małżeństw”. Nie wezwał jednak wiernych do tego samego, pozostawiając im „wolny wybór”. Po ogłoszeniu wyników głosowania powiedział natomiast, że „nie można sprzeciwiać się faktom”, a Kościół w Irlandii najwyraźniej potrzebuje pewnego „odświeżenia w kontaktach z dzisiejszą rzeczywistością”. Hierarcha dodał, że wynik referendum nie jest jedynie efektem kampanii medialnej, ale elementem „głębszego fenomenu”. Uznał, iż irlandzki Kościół musi przemyśleć strategię ewangelizacji młodzieży – 90 proc. uczniów szkół katolickich głosowało bowiem w referendum za „homo-małżeństwami”. Stanowisko takie – sprowadzające się do unikania za wszelką cenę konfliktów i polemik – odzwierciedla postawy większości duchownych z tego kraju.
Porzucenie Ewangelii
Co jeszcze oznacza stanowisko wyrażone przez arcybiskupa Martina? Nic innego jak tylko zgodę na uchylenie Ewangelii oraz wynikających z niej wiary i tradycji katolickich, w celu poszukiwania punktu styczności z przeciwnikami Boga. Ten punkt nazywa się popularnie „kompromisem”. W marcu 2010 r. Benedykt XVI w swym liście do irlandzkich katolików wzywał ich do ponownego zwrócenia się ku ideałom świętości, miłości i prawdy oraz by czerpali natchnienie z bogactw wielkiej tradycji religijnej i kulturowej, które trwają, mimo następujących w zastraszającym tempie zmian społecznych. Papież z Niemiec zauważał w tym liście tendencję do przyjmowania świeckiego sposobu myślenia i wydawania sądów o rzeczywistości bez wystarczającego odniesienia do Ewangelii. Oto przyczyna tej moralnej degradacji, objawiającej się – już od Soboru Watykańskiego II – porzucaniem wszelakich katolickich zwyczajów i obrony naturalnych instytucji, takich jak małżeństwo.
Jeżeli więc katolicy w Irlandii porzucają Kościół, nie wynika to jedynie z ogromu zła wyrządzonego przez niektórych duchownych zaangażowanych w głośny skandal seksualny sprzed lat. Prawdziwą przyczyną dzisiejszego moralnego stanu Irlandczyków jest moralne i kulturowe podporządkowanie się tamtejszego Kościoła światu, a nie Ewangelii. Irlandzcy duchowni przyjmują wyniki referendum jako socjologiczną daną, pomijając przy tym jakąkolwiek własną odpowiedzialność. I to jest właśnie zachowanie bezbożników, księży niedostatecznie miłosiernych i nieofensywnych w sprawach religii. Przy takim stanie rzeczy, co to za różnica, że bezbożność ta nie wyraża się poprzez formalną herezję? Każdy katolik, który w referendum głosował na „tak” (a więc większość irlandzkich katolików, którzy poszli do urn), postawił się w sytuacji apostazji. A jest to apostazja narodu, którego konstytucja nadal rozpoczyna się inwokacją do Trójcy Przenajświętszej.
Przypomnijmy, że apostazja jest grzechem znacznie poważniejszym niż postawa bezbożności. Wiąże się bowiem z całkowitym odrzuceniem katolickiej wiary i moralności, popartej dodatkowo aktem formalnym. Najcięższa odpowiedzialność za ten publiczny grzech spoczywa na pasterzach Irlandii, którzy zdecydowali się na tolerowanie takich zachowań. Konsekwencje mogą być katastrofalne – zaledwie 48 godzin po irlandzkim referendum w Rzymie zebrała się grupa biskupów pod przewodnictwem kardynała Marksa, aby planować działania w związku ze zbliżającym się synodem – wśród zebranych byli duchowni popierający tezy kardynała Kaspera, według którego Kościół musi dostosować się do świata, również do „stylu życia” homoseksualistów. Wynik referendum w katolickim kraju będzie ich mocną kartą przetargową.
Roma non locuta
Pozostaje jeszcze jedna kwestia, której nie można nie poruszyć: chodzi o grobową ciszę w Watykanie, o milczenie papieża Franciszka. Ojciec święty potrafi przecież przemawiać do polityków – 12 maja grzmiał przeciwko „możnym tego świata”, przypominając im, że „Bóg będzie ich sądził” jeżeli pozwolą na zanieczyszczenie środowiska i marnotrawienie żywności. 21 listopada ubiegłego roku natomiast, komentując fragment Ewangelii mówiący o wyrzuceniu kupców ze świątyni, Franciszek upominał Kościół, który zajmując się jedynie swoimi interesami popełniać ma grzech zgorszenia. W czerwcu 2014 roku upominał skorumpowanych polityków i tych, którzy pozwalają na niegodne warunki pracy innych ludzi. Za każdym razem Ojciec święty przypominał, że za te grzechy będzie trzeba „tłumaczyć się przed Bogiem Ojcem”.
Czy jednak wprowadzanie praw tak jawnie sprzecznych z wolą Bożą jak „homo-małżeństwo”, nie jest grzechem o nieporównywalnie większej wadze, niżli przewiny, o których Franciszek tak często przypomina?
Roberto de Mattei
„Corrispondezna Romana”
Śródtytuły pochodzą od redakcji PCh24.pl
Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2015-05-29)

Źródło: “IRELAND: a post-mortem examination – by Roberto de Mattei” – Rorate-Caeli, May 27, 2015


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 19 cze 2015, 11:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=82047

Amnesty International już się nie ukrywa za zasłoną obrońcy pokrzywdzonych. Jasno daje do zrozumienia, że jest organizacją ludobójczą, żydomasońską kosą wymierzoną w narody całego świata.

Kopia artykułu:

Amnesty International: homozwiązki w Irlandii załatwione, teraz czas na aborcję!
Aktualizacja: 2015-06-16 12:02 pm

„Amnesty International odhaczyła w Irlandii homomałżeństwa, teraz bierze się więc za aborcję” – zauważa Giuseppe Nardi. Liberalizacja prawa aborcyjnego to oficjalny cel kolejnej kampanii tej organizacji.
Giuseppe Nardi zwraca uwagę, że Amnesty International krótko po referendum w sprawie związków osób tej samej płci rusza z kolejną kampanią. Tym razem lobbuje na rzecz upowszechnienia „prawa” do aborcji. Jak informuje „The Guardian”, Amnesty zorganizowała w Dublinie konferencję, na której irlandzkie prawo aborcyjne oceniane było jako skandaliczne. Prawo to traktować ma – zdaniem „obrońców praw człowieka” – kobiety jako „naczynia do noszenia dzieci”, zagrażając ich życiu i zdrowiu.
Irlandzkie prawo aborcyjne dopuszcza mordowanie nienarodzonych jedynie w przypadku zagrożenia życia matki. – Każdego dnia gwałcone są prawa człowiek kobiet i dziewcząt, bo konstytucja traktuje je jako naczynia do noszenia dzieci – powiedziała sekretarz generalna Amensty International, Salil Shetty. – Kobiety i dziewczęta potrzebujące aborcji są traktowane jak przestępcy, stygmatyzowane i zmuszane do wyjeżdżania za granicę, narażając na poważne ryzyko swoje zdrowie psychiczne i fizyczne – dodała.
„Irlandia musi poprawić konstytucje i usunąć ochronę płodu” – czytamy z kolei w oświadczeniu wydanym przez Amnesty International.

Źródło: katholisches.info, „The Guardian”

pach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 17 mar 2016, 10:51 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Irlandia. Od wierności do nicości

Obrazek

Irlandia jest ostatnim bastionem kultury chrześcijańskiej w zachodniej Europie – stwierdził kiedyś amerykański biskup pochodzenia irlandzkiego, Fulton J. Sheen. Dziś, niestety, można z całą odpowiedzialnością napisać, że ten bastion właśnie ostatecznie upadł.

Na zdrowy chłopski rozum Irlandia nie miała szansy przetrwać historycznych zawieruch. Przez stulecia swych burzliwych dziejów właściwie nigdy nie była w pełni niezależnym bytem państwowym. Przez niemal osiemset lat znajdowała się pod okupacją ze strony sąsiedniej Anglii, która dodatkowo jeszcze w XVI wieku porzuciła wiarę katolicką. Mieszkańcy Szmaragdowej Wyspy pozostali jednak wierni Rzymowi, co kosztowało ich naprawdę wiele. Dyskryminacja katolickiej większości, antykatolickie prawa, prześladowania duchowieństwa i świeckich (kara śmierci za noszenie przez księży sutanny lub dla całej rodziny, w której domu odprawiano Mszę Świętą – kościoły były bowiem zamknięte) przez stulecia były tam na porządku dziennym.

Po pierwszej wojnie światowej Irlandia zaistniała jako niezależne państwo – katolickie, z katolickimi prawami, czego najdobitniejszy przykład stanowi treść jej konstytucji z roku 1937, której preambuła – o dziwo, do dziś niezmieniona – brzmi:

W imię Trójcy Przenajświętszej, od której pochodzi wszelka władza, i do której muszą być skierowane – jako cel ostateczny – wszelkie ludzkie uczynki i działania państwowe, my, lud Éire, pokornie uznając wszelkie nasze obowiązki wobec naszego Świętego Pana, Jezusa Chrystusa, który wspomagał naszych ojców przez wieki próby, z wdzięcznością pamiętając ich heroiczną i nieustanną walkę o odzyskanie przez nasz Naród należnej mu niepodległości, oraz dążąc do działań na rzecz dobra wspólnego, poprzez stosowanie w praktyce rozwagi, sprawiedliwości i miłosierdzia, w taki sposób, aby zapewnić godność i wolność jednostce, wprowadzić zasady porządku społecznego, przywrócić jedność naszego kraju i dojść do zgody z innymi narodami, niniejszym uchwalamy, ogłaszamy i nadajemy sobie tę Konstytucję.

Kiedy pisano tę konstytucję, Irlandia była po prostu państwem katolickim (słowa „Irlandczyk” i „katolik” praktycznie stanowiły synonim). A dodatkowo do lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia była to wyspa księży i zakonnic. Spotykając misjonarza w jakimkolwiek zakątku świata, można było z dużą dozą prawdopodobieństwa zgadywać, że pochodzi z Irlandii. Dziś z działających tam niegdyś sześciu seminariów duchownych pozostały trzy, ale w istocie wystarczyłoby jedno, bo alumnów jest raptem kilkunastu.

A pomyśleć, że jeszcze pół wieku temu większość Irlandczyków usłyszawszy w środku dnia bicie dzwonów kościelnych, przerywała pracę, aby odmówić Anioł Pański. Dziś to już przeszłość, gdyż coraz więcej kościołów stoi zamkniętych albo – co gorsza – zostały one sprzedane „pod inwestycję”: na sklepy, restauracje, informacje turystyczne i tym podobne.

Skąd kryzys?

Nie sposób odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie o główną przyczynę takiego spektakularnego upadku katolicyzmu w Irlandii, którego ostatecznym potwierdzeniem okazało się referendum w sprawie uznania tak zwanych małżeństw jednopłciowych, pierwszego w skali świata dokonanego przez publiczne głosowanie, a nie batalie sądowe czy parlament. Wydaje się, że to zbieg kilku ważnych czynników, z których trudno wybrać jeden najważniejszy. Można raczej przyjąć, że był to trwający od dawna proces, którego efekty dopiero dziś widać w całej rozciągłości.

Ilustrację zmian społecznych stanowi choćby liczba wyświęcanych księży. W roku 1950 w Irlandii na 100 tysięcy wiernych przypadało 75 księży (dla porównania, w tym samym czasie, na przykład, we Włoszech liczba ta wynosiła 20). Dwie dekady później, czyli w roku 1970, jeszcze nie było tak źle, bo irlandzki Kościół był w stanie na same misje wysłać ponad dwa i pół tysiąca misjonarzy i misjonarek, nie odczuwając ich ubytku w kraju. Prawdziwy odpływ powołań nastąpił na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i trwa do dziś.

Z ponad 3200 księży diecezjalnych w roku 2000, w 2012 roku pozostało 2800. Sióstr zakonnych ubyło jeszcze więcej: z niemal 9000 w roku 2000 do 6900 w roku 2012. W roku 1984 wyświęcono 171 kapłanów, w roku 2011 – dwunastu, w 2012 – trzynastu, w 2013 – dwudziestu. W parafiach stolicy kraju, Dublina, posługuje zaledwie dwóch księży poniżej czterdziestego roku życia.

Podane wyżej liczby warto zestawić z wydarzeniami z historii Zielonej Wyspy. W roku 1973 Irlandia przystąpiła do EWG, w roku 1975 wraz ze śmiercią Éamona de Valery, ostatniego uczestnika Powstania Wielkanocnego, odeszło z polityki pokolenie w pełni ukształtowane przez religię katolicką. Kolejne pokolenie, wychowane już po drugiej wojnie światowej, zaczęło zachłystywać się dekadencją zachodniej Europy.

Dodatkowo, przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przyniósł zmiany ekonomiczne, które spowodowały bardzo szybkie wzbogacenie materialne Irlandczyków. Tak szybkie, że po piętnastu latach do Irlandii przylgnęło określenie „celtycki tygrys”, na wzór azjatyckich krajów z niebywale szybkim wzrostem gospodarczym. I rzeczywiście, Irlandia była przez dwadzieścia lat jednym z liderów wszystkich rankingów wzrostu dobrobytu. Okres prosperity spowodował, że Irlandczycy zapomnieli o swoich korzeniach. Jednocześnie przystąpienie do wspólnot europejskich zaczęło powoli zmieniać oblicze społeczne wyspy.

Od połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęły działać fundacje i stowarzyszenia na rzecz legalizacji rozwodów, które w konstytucji z roku 1937 były prawnie niemożliwe. Rozpoczęto (w roku 1973) od usunięcia z konstytucji zapisu o specjalnej pozycji Kościoła, potem przyszedł czas na legalizację rozwodów (w roku 1986) przy odpowiednim, oczywiście, nastawianiu opinii publicznej do tych zmian. W międzyczasie w roku 1983 udało się obronić życie poczęte (wynik ówczesnego referendum aborcyjnego do dziś jest solą w oku postępowców), z czasem jednak posypały się kolejne zmiany „unowocześniające” i „europeizujące” Irlandię. Walka o nowoczesną Irlandię musiała zniszczyć Kościół, gdyż to on był opoką tradycyjnego irlandzkiego ducha. Po pierwszym akcie unowocześnienia przyszła pora na kolejny, tym bardziej, że Kościół sam dał okazję do skutecznego ataku.

Opinia publiczna została zalana wysuwanymi wobec duchownych oskarżeniami – niestety w wielu przypadkach prawdziwymi – o skandale pedofilskie. Spowodowało to masowe odwracanie się Irlandczyków od Kościoła: o ile w latach siedemdziesiątych odsetek uczestniczących w niedzielnych Mszach Świętych sięgał 91–93 procent, w roku 1990 wynosił już 81 procent, a w roku 2005 zaledwie 44 procent.

To nic, że odsetek księży, którzy dopuścili się haniebnych czynów, był procentowo marginalny. Znacznie gorzej, że irlandzka hierarchia nie potrafiła sobie z owym haniebnym procederem poradzić, stając jasno po stronie prawdy. Media, przy wsparciu międzynarodowych organizacji, skutecznie poprowadziły kampanię zmieniającą nastawienie opinii publicznej do całego Kościoła w ogóle. Na nic zdały się ostre słowa papieża Benedykta XVI wypowiedziane podczas spotkania z biskupami Irlandii w roku 2006. Wynik referendum z maja 2015 roku pokazuje, że Kościołowi nie udało się odbudować więzi ze społeczeństwem.

Jeszcze w 1996 roku 90 procent wszystkich małżeństw zawierano w kościołach, w roku 2010 zaś już tylko 69 procent, i z każdym rokiem odsetek ten maleje. Większość Irlandczyków‑katolików, bo formalnie należą oni do Kościoła, popiera nie tylko rozwody i tak zwane małżeństwa jednopłciowe, ale również nie ma nic przeciwko zniesieniu celibatu, a nawet wyświęcaniu kobiet na kapłanki.

Klęska na własne życzenie

Arcybiskup Dublina Diarmuid Martin zaraz po ogłoszeniu wyników referendum powiedział, że rezultat ten wymaga głębokiej refleksji Kościoła nad rewolucją kulturową. Dodał, że nie wszyscy ludzie Kościoła ją dostrzegli. Metropolita Dublina w reakcji na zarzuty irlandzkiej prawicy katolickiej, że zrobił zbyt mało, aby wesprzeć front przeciwników takiego rozwiązania, odpowiedział, że skala poparcia dla małżeństw jednopłciowych zaskoczyła nawet inicjatorów referendum.

Nie jest to do końca zdanie prawdziwe, gdyż śledząc wyniki sondażowe referendum, zobaczymy, że w dużym stopniu zostały one zmanipulowane, zresztą celowo. Gdy tylko ogłoszono referendum, sondaże wskazywały 80 procent poparcia dla rewolucji. Wynik końcowy zaś wyniósł 62:38, więc rzekoma przewaga zwolenników zmalała o niemal 20 procent. A jeśli dodamy do tego, że frekwencja wyniosła 60 procent, co jak na warunki irlandzkie jest frekwencją niewielką, okaże się, że to referendum wcale nie było z góry przegrane. Zabrakło być może właśnie zdecydowanego stanowiska Kościoła; zabrakło wielkiej akcji ze strony zwolenników starej Irlandii, aby ratować resztki cywilizacji.

Gdyby nie stwierdzono, niejako a priori, że referendum i tak jest przegrane, być może wynik byłby zgoła odmienny. Tymczasem, co należy stwierdzić ze smutkiem, nierzadko nawet z ambon słyszało się, że księża pozostawali na referendum całkowicie obojętni, a i zdarzały się przypadki wręcz popierania przez nich idei „równości dla wszystkich”.

Fakt, że duchowni zawsze stanowią wypadkową społeczeństwa, bo trudno oczekiwać, aby nagle ze zlaicyzowanego i bezbożnego narodu wywodzili się masowo święci księża. A jeśli już tacy się w Irlandii pojawiają, zostają usuwani z seminarium za – uwaga – zbytnie przywiązanie do tradycyjnej pobożności: do klęczenia w Kościele, odmawiania Różańca i tym podobnych…

W nie mniejszym stopniu do obecnego upadku przysłużyło się zachłyśnięcie względnym dobrobytem. Czy jednak dla Irlandii i jej ducha lepsze byłoby trwanie w autarkicznej biedzie? Trudno to jednoznacznie ocenić, ale warto zauważyć, że rozprężenie wiary, moralności i kultury zbiegło się w czasie z „europeizacją” Irlandii.

Politycy z Zielonej Wyspy szybko wyczuli, skąd wieje duch czasu. Podczas kampanii referendalnej ANI JEDNA partia nie zdobyła się na głos sprzeciwu. Wszystkie, absolutnie wszystkie partie – zarówno parlamentarne, jak i pozaparlamentarne – wzywały do głosowania „za równością”. To bardzo znamienne, bo przecież dwa największe ugrupowania polityczne Zielonej Wyspy odwołują się w swych pryncypiach do korzeni i wartości chrześcijańskich. Tymczasem jedynie siedmiu członków parlamentu spośród ponad dwustu dwudziestu (zarówno Dáilu, jak i Senatu) odważyło się publicznie zadeklarować swój sprzeciw wobec nadciągającej rewolucji.

Oczywiście, wygrana w referendum nie zmieniłaby nagle oblicza kraju, ale być może okazałaby się ważną cezurą w walce o odnowę. Tymczasem obecna Irlandia, która niegdyś sama wysyłała tysiące misjonarzy w celu chrystianizacji świata, potrzebuje kogoś na miarę swojego patrona, świętego Patryka, który odnowi chrześcijaństwo na Zielonej Wyspie.

Lekcja dla Polski

Przykład Irlandii powinien dać do myślenia Polakom, równie często wykazującym się nie mniejszą biernością, gdy siły postępu atakują Kościół (a w szczególności – księży), zwłaszcza gdy w celu zdyskredytowania duchownych przywiązanych do tradycyjnych wartości rusza cała machina medialna. Irlandzka lekcja może być dla nas bardzo cenna.

Przykład Irlandii dobitnie pokazuje, jak w ciągu zaledwie jednego pokolenia społeczeństwo katolickie może się stać społeczeństwem wypłukanym z wartości i zasad, nastawionym na konsumpcję, zabawę i trwanie. Jak szybko może zapomnieć o chwalebnej przeszłości, o własnych korzeniach, o swoich powinnościach…

Parafrazując słowa kandydata na ołtarze biskupa Fultona J. Sheena, Polska jest dziś ostatnim bastionem kultury chrześcijańskiej w Europie. Oby nie okazało się, że już wkrótce będzie to jedynie melodia przeszłości. Lekcja irlandzka pokazuje boleśnie, że nie wolno spoczywać na laurach, lecz trzeba być czujnym i wciąż walczyć. Wojna cywilizacyjna bowiem trwa w najlepsze i z pewnością Polska będzie jednym z ważniejszych pól bitewnych w tej batalii.

Paweł Toboła‑Pertkiewicz – wydawca (właściciel wydawnictwa Prohibita) i niezależny publicysta, autor książki De Valera – gigant polityki irlandzkiej i jego epoka.

http://www.pch24.pl/irlandia--od-wierno ... 5,pch.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 15 sty 2017, 09:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://myslkonserwatywna.pl/jakubczyk-d ... po-krotce/

Organizacje społeczne przeciw ograniczeniu prawnej ochrony życia w Irlandii
Ordo Iuris Opublikowano 14 stycznia 2017

Pod wpływem presji środowisk proaborcyjnych rząd irlandzki powołał Zgromadzenie Obywateli (ang. Citizens’ Assembly), aby stworzyć pozór demokratycznej legitymizacji dla planów zmiany lub nawet uchylenia Ósmej Poprawki do irlandzkiej konstytucji, zapewniającej pełną ochronę życia ludzkiego od poczęcia.
Przedmiotem obrad Zgromadzenia Obywateli ma być dopuszczenie pozbawienia nienarodzonego dziecka życia m.in. w przypadku nieuleczalnej choroby dziecka lub poczęcia w wyniku czynu zabronionego. Instytut Ordo Iuris złożył do Zgromadzenia Obywateli swoją opinię, wskazując na konieczność utrzymania pełnej ochrony życia ludzkiego w okresie prenatalnym.
W 1983 r. naród irlandzki zdecydował w powszechnym głosowaniu o dodaniu do konstytucji z 1937 r. Ósmej Poprawki, która klarownie uznaje prawo nienarodzonego dziecka do życia za równe prawu do życia matki oraz nakłada na państwo irlandzkie obowiązek jego ochrony bez żadnych wyjątków. Przepis ten jest popularnie określany jako „Poprawka pro-life” (Pro-life Amendment).

W ciągu kolejnych trzech dekad w Irlandii miały miejsce mocno nagłaśniane medialnie sprawy z udziałem kobiet chcących dokonać aborcji i były one wykorzystywane przez lobby proaborcyjne w celu zmiany prawa.
W 1992 r. przed Sądem Najwyższym toczyła się sprawa Attorney General v. X (tzw. sprawa X) dotycząca ciąży poczętej w wyniku zgwałcenia na 14-letniej dziewczynie. Nastolatka miała myśli samobójcze, co dla rodziny stanowiło podstawę do prośby o aborcję. Sąd Najwyższy – bardzo szeroko interpretując klauzulę „zagrożenia życia matki” – orzekł o prawie do aborcji w takim przypadku.
W analogicznej sprawie A and B v. Eastern Health Board (tzw. sprawa C) z 1997 r. sąd irlandzki przychylił się do wniosku pracowników służby zdrowia i orzekł o prawie przemieszczenia się zgwałconej 13-latki o myślach samobójczych do Wielkiej Brytanii w celu dokonania aborcji. Warto dodać, że uśmierceniu nienarodzonego dziecka sprzeciwiali się rodzice, zaś aborcja okazała się traumatycznym przeżyciem dla zgwałconej.
W sprawie D v. Ireland z 2006 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu oddalił roszczenia Irlandki, której odmówiono aborcji ze względu na podejrzenie u dziecka ciężkiej, nieuleczalnej wady. Trybunał stwierdził, że kwestię tę regulują przepisy krajowe, a w wypadku Irlandii nie zezwalają one na dokonanie aborcji.
Najgłośniejszą i przełomową dla lobby proaborcyjnego była jednak sprawa hinduskiej kobiety Savity Halappanavar w 2013 r. 31-letnia zarażona sepsą dentystka domagała się przeprowadzenia aborcji ze względów medycznych – w jej przekonaniu dziecko nie miało szans na przeżycie. Lekarze odmówili przerwania ciąży, kobieta urodziła martwe dziecko i zmarła kilka dni później. Komisja nadzorująca lekarzy w Irlandii i irlandzki sąd orzekły, że przyczyną śmierci kobiety były rażące zaniedbania w leczeniu, a nie niewykonanie aborcji, która i tak by nie pomogła, a wręcz pogorszyła stan ciężarnej. Pomimo to, rząd irlandzki został poddany olbrzymiej presji ze strony znacznej części społeczności międzynarodowej oraz organizacji proaborcyjnych. W rezultacie władze Irlandii w 2013 r. uchwaliły „Akt o ochronie życia w ciąży” uchylający ochronę życia dziecka w okresie prenatalnym w przypadku zagrożenia życia matki, w tym również, w razie istotnego ryzyka popełnienia przez nią samobójstwa. Organizacje proaborcyjne, uzyskawszy ten przyczółek w walce z prawem chroniącym życie ludzkie na najwcześniejszym etapie jego rozwoju, kontynuują presję mającą na celu całkowite zniesienie ochrony życia ludzkiego w fazie prenatalnej (tzw. aborcję na życzenie).
Do tej pory Irlandia wyznaczała najwyższe standardy zapewniając pełną ochronę życia od poczęcia. W ten sposób realizowała zobowiązania wynikające z aktów prawa międzynarodowego oraz orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Irlandia jest wśród 60 państw na świecie, które chronią życie dzieci przed urodzeniem zapewniając jednocześnie możliwość ratowania życia matki. Jak zauważa Instytut Ordo Iuris, uchylenie Ósmej Poprawki stanowiłoby istotne zagrożenie dla praw człowieka, których konsekwentna ochrona wymaga raczej uchylenia „Aktu o ochronie życia w ciąży”, pozwalającego na bezpośrednie zabicie dziecka w okresie prenatalnym na podstawie, trudno weryfikowalnej, przesłanki „ryzyka popełnienia samobójstwa” przez matkę.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Irlandia
PostNapisane: 28 maja 2018, 13:05 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Prymas Irlandii: jestem głęboko zasmucony, ale spodziewałem się takiego rezultatu referendum

Obrazek

– Irlandia dopasowuje się do norm zachodnich liberalnych demokracji – powiedział w niedzielę na antenie radia RTE prymas Irlandii abp Eamon Martin. Hierarcha podkreślił, że jest „głęboko zasmucony” wynikiem piątkowego referendum aborcyjnego przeprowadzonego na Zielonej Wyspie.

W piątkowym głosowaniu w sprawie aborcji zdecydowana większość wyborców (66,4 proc.) opowiedziała się za uchyleniem ósmej poprawki do irlandzkiej konstytucji, zrównującej prawo do życia kobiety i dziecka poczętego, czyli de facto za zalegalizowaniem dzieciobójstwa. Wyniki referendum ucieszyły premiera Irlandii Leo Varadkara, który zapowiedział szybkie spełnienie woli wyborców.

Całkowicie odmienne stanowisko zajął prymas Irlandii abp Eamon Martin. Hierarcha przyznał, że wynik referendum „głęboko go zasmucił”, ale spodziewał się takiego rezultatu. – Przez lata widzieliśmy odejście ludzi od naszych kongregacji – przyznał.

Zdaniem duchownego irlandzkie społeczeństwo dzieli się na dwie grupy. Pierwszą stanowią ludzie, którzy są „nominalnie lub kulturowo katolikami”, ale jednocześnie „odeszli do regularnego praktykowania religii”. Drugą zaś ci, którzy „dość świadomie” odrzucili nauczanie Kościoła.

W ocenie abp. Martina piątkowe referendum w połączeniu z zalegalizowaniem w roku 2015 tzw. homo-małżeństw, stanowi potwierdzenie, że „Irlandia dopasowuje się do norm zachodnich liberalnych demokracji”. Zapytany o zaplanowaną na sierpień pielgrzymkę papieża Franciszka do Irlandii, duchowny powiedział, że Ojciec Święty jest „bardzo świadomy tego, w jaki sposób Irlandia się zmieniła, i przyjeżdża tutaj słuchać” głosu wiernych.

Źródło: tvn24.pl
TK

http://www.pch24.pl/prymas-irlandii--je ... 564,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /