Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 472 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 28, 29, 30, 31, 32  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 17 sty 2017, 22:55 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Michał Karnowski: Co dalej? Rewolucja?

„Grzegorz Schetyna uznał, że jedyne co Polakom ma do powiedzenia, to wygranie w opozycji walki na radykalizm” - ocenił Michał Karnowski, publicysta tygodnika „wSieci” i portalu „wPolityce.pl” na antenie TVP Info.

„Ten rząd podejmuje bardzo konkretne problemy, stara się je maksymalnie, skutecznie i szybko rozwiązywać; realizuje obietnice” - mówił Karnowski, oceniając inaugurację przez rząd Beaty Szydło „Roku Nowych Zadań”.
„Nie jest przypadkiem, że pani premier wspomniała o tym kontekście, jakim były ostatnie wydarzenia w Sejmie” - dodał.

Publicysta wskazał, że mamy do czynienia z kontrastem pomiędzy opozycją a rządzącym PiS-em.
„To rzeczywiście bardzo duży kontrast: jaka jest opozycja, jakim językiem się posługuje, czy w ogóle ma coś Polakom do powiedzenia, jaki jest bilans jej 8 lat rządów. I to co robi premier, to takie powiedzenie: odcinamy się od was, to nie jest nasza zabawa, ta awantura w parlamencie” - powiedział.
Jak zaznaczył Michał Karnowski, nie spodziewa się drastycznych zmian na stanowiskach ministrów. Jego zdaniem wyznaczenie nowych zadań uzasadniają wprowadzane projekty 500+, reforma emerytalna, dezubekizacja, czy reforma edukacji. „Te podstawowe elementy zostały zamknięte. Teraz rząd chce powiedzieć, czym będzie żył przez następny rok” - stwierdził.

Michał Karnowski w ostrych słowach odniósł się do wypowiedzi lidera PO Grzegorza Schetyny, który zagroził prezydentowi Andrzejowi Dudzie Trybunałem Stanu.
„Grzegorz Schetyna uznał, że jedyne co Polakom ma do powiedzenia, to wygranie w opozycji walki na radykalizm” - mówił publicysta. „Zaczął od totalnej opozycji, teraz Trybunał Stanu, potem co może być dalej? Rewolucja, wieszanie publiczne?” – dodał.
„Opozycja chce być totalna, coraz bardziej radykalna, bo nic innego nie ma do powiedzenia” – ocenił Michał Karnowski. „Oczywiście nie ma podstaw, by postawić prezydenta przed Trybunał Stanu” – stwierdził.
Jak podkreślił, szef Platformy Obywatelskiej w sprawie budżetu powinien mieć pretensje do samego siebie.
„Dotknęliśmy czystej hipokryzji. Opozycja sama wypchnęła większość z Sali Plenarnej. (…) Jak można mieć teraz pretensje, że nie było tak przejrzyście jak na Sali Plenarnej? Grzegorz Schetyna powinien uderzyć się w piersi” - ocenił Karnowski.

ak

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 9081761249


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 06 mar 2017, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/03/0 ... -zdrajcow/

Platforma zdrajców
Posted by Marucha w dniu 2017-03-05 (niedziela)

Obrazek

Nie zachwycam się witryną, z której pochodzi artykuł, ale warto go odnotować – admin

Trudno o bardziej czytelny przekaz, niż wyrzucenie ze swoich szeregów polityka, który głośno mówi, że „nie akceptuje donoszenia na własny kraj i popierania przeciw niemu sankcji”.
Platforma Obywatelska pozbywając się Jacka Saryusza-Wolskiego zrobiła krok, który pozwala na wyjaśnienie osobliwych decyzji rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz za czasów ich rządzenia Polską.
To nie informacja „Financial Times” o tym, że rząd Beaty Szydło chce dać oficjalne poparcie Jackowi Saryusz-Wolskiemu była powodem wczorajszego wyrzucenia polityka z tej partii. Również nie jego milczenie, przerwane dość konkretnym wyjaśnieniem, które właściwie powinno było zamknąć spekulacje.
Po publikacji „FT” Saryusz-Wolski powiedział właściwie tylko tyle, że „jedna korespondencja z Moskwy i dwa anonimowe źródła dyplomatyczne mówią wiele na temat tego, jak tworzona jest wojna spekulacyjna”. I miał rację – informacja pochodziła od rosyjskiego dyplomaty z Londynu.
Prawo i Sprawiedliwość nie wskazywało go, jako swojego kandydata na szefa Rady Europy. PiS mówiło głośno o tym, że nie zamierza popierać Donalda Tuska, bo ani nie reprezentował w Radzie Europy interesów Polski, ani nie zgłosił się do polskich władz z prośbą o takie poparcie. Tusk zachowywał się, jakby Polska i jej rząd wogóle nie istniały. Prosił rządy – i owszem. Ale były to rządy niemiecki, francuski, belgijski, włoski, czy hiszpański.
Dopiero po publikacji „FT” dziennikarze zaczęli pytać polityków PiS o to, czy rzeczywiście chce on poprzeć Jacka Saryusza-Wolskiego a nie Donalda Tuska. I nieodmiennie otrzymywali tę samą odpowiedź: – Nie potwierdzamy tego. Ani nie wykluczamy – odpowiadali politycy.
Nie potwierdzali tego, bo publikacja brytyjskiej gazety zaskoczyła ich równie mocno, co samego zainteresowanego. Nie zaprzeczali, bo bezspornie byli zdecydowani, aby nie popierać Donalda Tuska, który nie tylko nie reprezentował w Radzie Europy i unijnych strukturach interesów Polski, ale zaczynał krajowi szkodzić.
Prawdziwym powodem tak gwałtownego i bezwzględnego wyrzucenia polityka z PO były inne słowa, słowa które padły wczoraj. – Potwierdzam. Nie akceptuję donoszenia na własny kraj i popierania przeciw niemu sankcji – które Saryusz-Wolski napisał w internecie. Napisał je zaraz po tym, jak PiS zgłosił jego kandydaturę na stanowisko szefa Rady Europy przedstawicielom Malty, pełniącej od stycznia półroczną prezydencję w UE.
Polskie MSZ swoją decyzję uzasadniało tak: „Pan Jacek Saryusz-Wolski jest politykiem bardzo doświadczonym w polityce europejskiej, od wielu lat działa w Parlamencie Europejskim na wysokich stanowiskach (…)”. MSZ mówiło również o bezstronności Saryusza-Wolskiego. Bezstronności, której nie można zarzucić Donaldowi Tuskowi, jednemu z liderów polskiej totalnej opozycji, wbrew zasadom unijnym usiłującego wpływać na wewnętrzną politykę kraju członkowskiego.
Znając stanowisko polskiego rządu, który zdecydował się na poparcie Saruysza-Wolskiego, (jeszcze wówczas) polityka PO – polityk od 2004 r. był europosłem PO. Wcześniej pełnił m.in. funkcję wiceprzewodniczącego tej partii – Platforrma powinna była w najgorszym wypadku przemilczeć ten ruch. Ale z jego ust padły słowa o zdradzie.
One najlepiej obnażają ruchy polityków PO zmierzające do tego, aby Polska została ukarana i odebraniem możliwości głosowań w UE, i finansowo – poprzez odebranie środków unijnych. Obnażają również, poprzez kontrast ze słowami partyjnego kolegi, to co naprawdę mówili i o Polsce, i o demokracji, i o polskim społeczeństwie. Słowa, które mówili – również ustami Donalda Tuska – zwykle padały na europejskich salonach.
Platforma wyrzucając Saryusza-Wolskiego za słowa o zdradzie, przedstawiła się właśnie jako partia zdrady. Rozwiała wątpliwości i co do swoich zamiarów, i co do tego, jak je rzeczywiście postrzega i określa.
Kadencja Tuska jako szefa Rady Europy mija z końcem maja. Podczas nieformalnego szczytu przywódców UE na Malcie b. premier zadeklarował, że jest gotów kontynuować swoją pracę na tym stanowisku.
We wtorek Europejska Partia Ludowa (EPL), skupiająca centroprawicowe ugrupowania z krajów Europy, potwierdziła poparcie dla jego kandydatury.
Na szczycie UE 9-10 marca przywódcy mają zdecydować, czy Tusk będzie pełnił funkcję przewodniczącego Rady przez kolejną kadencję. Wybór przewodniczącego Rady Europejskiej nie wymaga jednomyślności krajów członkowskich UE. Do momentu przedstawienia przez Polskę kandydatury Saryusz-Wolskiego Tusk był jedynym oficjalnym kandydatem na to stanowisko.

Paweł Pietkun

http://3obieg.pl/platforma-zdrajcow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 10 kwi 2017, 14:28 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Dzicz spod znaku PO to najbardziej jadowite, ksenofobiczne, nienawistne, mafijne środowisko polityczne w III RP.
Ci z Nowoczesnej to jedynie idioci na tle reszty Polaków. Ale ci z PO to świadomie zakłamane bandziorstwo polityczne, grandziarze i geszefciarze. Największa zaraza jaka nawiedziła naszą Ojczyznę w ostatnich latach.
Teraz to już chyba każdy przeciętny, normalny Polak to widzi, a przynajmniej dostrzega.


Platforma miała kiedykolwiek jakiś program?

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Teoretyczny premier z Wrocławia raczej się nie popisał. Wystąpienie Grzegorza Schetyny było zaskakująco słabe...
– Grzegorz Schetyna chciał być błyskotliwy, oryginalny, taki europejski, ale niespecjalnie mu to wyszło. Natomiast odniósł pewien sukces – ten, który sobie założył, a mianowicie te igrzyska miały na celu wykreowanie jego osoby na lidera opozycji i rzeczywiście jako pierwszy spośród pozostałych liderów tzw. Nowoczesnej i PSL-u zaistniał w przestrzeni politycznej krajowej czy europejskiej oraz medialnej jako kandydat na premiera. Gwiazdka Grzegorza Schetyny coraz bardziej stawała się wyblakła, a społeczeństwo wraz z pierwszymi objawami wiosny bardziej interesowało się przyrodą niż bardzo niskiego lotu wystąpieniami lidera Platformy. Dlatego potrzebny był lifting, a jak to wyszło, każdy mógł zobaczyć. Nad treścią i wartością merytoryczną wystąpienia Schetyny lepiej opuścić kurtynę milczenia. Wszystko było na dotychczasowym poziomie Platformy, czyli byle co i byle jak.

Czy w ogóle można porównywać wystąpienie premier Beaty Szydzło z wystąpieniem kandydata PO na premiera?
– Krytyk w zderzeniu z rzeczywistością i realiami okazał się słabym uczniem wobec autorytetu profesora. Używając porównania rodem z bokserskiego ringu, podrzędnej klasy bokser, żeby nie powiedzieć podwórkowy łobuziak, zmierzył się z klasowym przeciwnikiem – bokserem, za którym stoją umiejętności i osiągnięcia. Wynik tej nierównorzędnej rywalizacji mógł być tylko jeden. Bylejakość i brak argumentów Grzegorza Schetyny zderzyła się z profesjonalizmem i konkretnymi dokonaniami premier Beaty Szydło i jej rządu. Dobrze, że tak się stało, bo Polacy mieli okazję porównać i ocenić. Skończyło się tak, jak się skończyć musiało.

A może Grzegorz Schetyna powinien sobie dać spokój, bo kolejne próby objęcia sterów rządu okazują się jego porażką?
– Grzegorz Schetyna zawsze pozostawał w cieniu Donalda Tuska, który nie pozwolił mu podskoczyć za wysoko. Kiedy Donald Tusk opuścił – na całe szczęście – polską politykę, udając się do Brukseli, to przypomnę, że nie powierzył sterów rządu i partii Grzegorzowi Schetynie, ale Ewie Kopacz. Kiedy ta poniosła sromotną porażkę, kompromitując się na każdym kroku, przy okazji kompromitując Polskę, stery w partii przejął Schetyna, który też niczym szczególnym nie błyszczy. Próbuje – z różnym skutkiem – zaznaczyć swoją dominację w Platformie, która też nie jest stabilna, m.in poprzez takie wystąpienie jak to ostatnie w Sejmie, i przynajmniej zaprezentować się jako „premier z Wrocławia”.

Czy Platforma ma w ogóle jakiś program?
– Rozszerzyłbym Pana pytanie – a mianowicie – czy Platforma kiedykolwiek miała jakiś program? Prawdę mówiąc – odkąd w 2001 r., będąc w samorządzie, z myślą o kolejnych wyborach zacząłem się interesować polityką, to zauważyłem, że w kampanii w 2001 r. Platforma nic nie miała do zaproponowania Polakom. Zresztą wciąż nie ma spójnego programu dla Polski, oczywiście poza programem dla siebie, by żyło się lepiej, którego skuteczność zaprezentowali w ciągu ośmiu lat rządów. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość od tamtego czasu, choć było w opozycji, to miało program modernizowany średnio co dwa, trzy lata. Cały czas, będąc partią opozycyjną, pracowaliśmy nad programem, który był efektem rozmów, spotkań z wyborcami, z Polakami, jako odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne.

Chyba że do programu zaliczymy wcześniejsze zapowiedzi o likwidacji IPN, CBA i obecne o zniesieniu wojewodów i likwidacji urzędów wojewódzkich, których rolę miałyby przejąć urzędy marszałkowskie…
– Politycy Platformy już dawno się pogubili. Próbują mówić to, co im się wydaje, że jest pragnieniem Polaków. Przyszły niedoszły „premier z Wrocławia” swoimi pomysłami chce osłabiać państwo. Platforma jest partią bez kręgosłupa, formacją bezideową, która nigdy nie zaprezentowała jasnego, spójnego programu dla Polski. Przypomnę tylko 2007 r. i przyspieszone wybory. Platforma, jak to ma w zwyczaju, głosiła wszem i wobec, że ma program, którego sztandarem było hasło „Narodowy plan wielkiej budowy”. Pamiętam kilkanaście punktów tego programu, które w debacie sejmowej ośmieszyłem, obnażając indolencję ekipy Donalda Tuska i spółki. Po tej rzeczowej krytyce bardzo szybko zniknęło to ze stron Platformy. I od tamtego czasu nic nowego jako program Platformy się nie pojawiło. I nie pojawi się. Program Platformy, której rządy wzywają o pomstę do nieba, to dorwać się do władzy, ale jak… tego niestety nie wiedzą. To, co wyprawiają po utracie władzy, to czarna rozpacz. Nie mogą się pogodzić z utratą profitów, fruktów i to jest dla nich ból. Wydawało się im, że będą rządzić wiecznie, że Naród będzie dłużej znosił brak kompetencji i bezwolnego poddawania się hegemonii innych państw. Dzisiaj, oprócz obrażania i prób dzielenia Polaków, nie są w stanie już nic sensownego zaprezentować.

Jaki sens ma krytyka rządu i straszenie Polaków, że przed świętami masło zdrożeje, kiedy oceny agencji ratingowych są korzystne dla Polski?
– 2016 r. był rokiem inwestycji w rodzinę, czego przykładem jest program „Rodzina 500 plus”, a bieżący rok jest poświęcony gospodarce i rozwojowi. Za rządami PiS stoją konkretne liczby i dokonania. Ewa Kopacz widocznie sięga pamięcią do czasów słusznie minionych, kiedy przed świętami ograniczano ofertę w sklepach, żeby można było podnieść ceny towarów. Na taki chwyt, jaki stosuje Ewa Kopacz, nikt się nie da nabrać. Polska gospodarka świetnie się rozwija. Ostatnie informacje, które umieszczają polską gospodarkę na piątym miejscu wśród krajów członków OECD, mają szczególną wymowę. To pokazuje, że odkąd Ewa Kopacz i Platforma jest daleko od zarządzania polskimi sprawami, nasza gospodarka ma się coraz lepiej z tendencją wzrostową.

A jeśli chodzi o finanse publiczne?
– Jeśli chodzi o nasze finanse publiczne, to trzeba powiedzieć, że od dawna nie miały się tak dobrze, jak w tej chwili. Straszenie długiem publicznym, co czyni opozycja, jest nieporozumieniem bądź też wypływa z nieświadomości. Weźmy np. Niemcy, których zadłużenie przekracza 70 proc. PKB, Stany Zjednoczone mają zadłużenie w wysokości 104 proc. PKB, co więcej, jest to dług rosnący. Zadłużenie Wielkiej Brytanii sięga 90 proc. PKB, a Francji 96 proc., natomiast u nas zadłużenie jest niewiele powyżej 50 proc. z tendencją spadkową, co tylko świadczy o prawidłowym rozwoju gospodarczym Polski. Jeśli do tego dodamy najniższe od 1989 r. bezrobocie na poziomie 8,2 proc., to pokazuje Polskę jako kraj rozwijający się i żadne próby podkopywania autorytetu władzy i podburzania społeczeństwa przeciwko rządowi na nic się nie zdadzą. Polacy tego nie kupią.

Z tego, co w swoim wystąpieniu w Sejmie mówił lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz, możemy się spodziewać kolejnych wniosków. Wygląda na to, że będą następni teoretyczni premierzy. Po co komu ten chocholi taniec?
– Konstruktywna opozycja jest bardzo potrzebna w krajach demokratycznych, w Polsce również. Tyle tylko, że zamiast opozycji konstruktywnej mamy u nas opozycję totalną, która zapowiada czy wręcz grozi, że z rządem Prawa i Sprawiedliwości rozprawi się, jeśli nie ulica, to zagranica. To nic innego jak jawne nawoływanie do nieposłuszeństwa czy wręcz do buntu przeciwko demokratycznie wybranej władzy. Specjaliści od PR formacji opozycyjnych pracują nad tym, co by tu jeszcze zrobić, aby wyżej podciągnąć słupki sondażowe, a w przypadku PSL-u, żeby nie pójść całkowicie w polityczny niebyt. I tylko tym należy tłumaczyć te próby zaistnienia opozycji na politycznej scenie. Te igrzyska będą trwać nadal, bo zarówno Platforma, Nowoczesna, jak i PSL nie mają pomysłu na rządzenie Polską. Nie ma też co ukrywać, że te nieudolne próby zaistnienia są tylko z korzyścią dla PiS, bo prezentacja kolejnego „premiera pretendenta” będzie jedynie okazją do zaprezentowania efektów naszych rządów, a dla politycznej konkurencji zderzeniem się z twardą rzeczywistością, z faktami i z prawdą. Polacy to mądry Naród i nie dadzą się oszukać kolejny raz.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ogram.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 22 kwi 2017, 05:47 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Platforma bez lidera

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W środę Donald Tusk zeznawał jako świadek w warszawskiej prokuraturze. Wizyta w prokuraturze powinna być powodem do fetowania, czego świadkami byliśmy wszyscy?
– W sensie merytorycznym to żadnych podstaw do fetowania nie ma. Wielu polityków z pierwszych stron gazet zeznawało w prokuraturze w rozmaitych sprawach i nikt z tego powodu nie robił wydarzenia. Natomiast Donald Tusk – jak sądzę – urządził ten cały medialny spektakl z dwóch powodów. Pierwszy to próba wytworzenia wokół swojej osoby atmosfery, że każde kolejne przesłuchanie w prokuraturze to będzie polityczna nagonka na niego. Przecież – jak wiemy – powodów do stawienia się Donalda Tuska w prokuraturze czy przed różnymi komisjami może być jeszcze kilka. Weźmy chociażby kwestie związane z aferą Amber Gold czy z organizacją lotu do Smoleńska w 2010 r., czy jakiekolwiek inne śledztwo, które może się toczyć. Dlatego ewentualnych okazji do wizyt Donalda Tuska w organach śledczych może być jeszcze kilka. Stąd usiłuje stworzyć psychologiczne wrażenie, że trwa nagonka na jego osobę, a lud Platformy stoi za nim murem.

Czy Platforma rzeczywiście stoi za Tuskiem?
– I to jest właśnie drugi powód, który zasygnalizowałem, a mianowicie dotyczy to kwestii wewnętrznych rozgrywek w samej Platformie i w ogóle w obozie liberalnym. Tam wciąż nie ma lidera. Nie jest wcale tak, że Grzegorz Schetyna, który w politycznej rozgrywce wprawdzie pokonał Ryszarda Petru, jest niekwestionowanym liderem opozycji. Fakt, że Donalda Tuska na Dworcu Centralnym witała Ewa Kopacz i jeszcze kilku polityków Platformy czy chociażby eksczłonek tej formacji Stefan Niesiołowski, a w gronie tym nie było Grzegorza Schetyny, ilustruje napięcie, jakie wzrasta w tym obozie. To, co zyskał Schetyna w ostatnich tygodniach czy nawet miesiącach w „walce buldogów” o przywództwo w opozycji Donald Tusk, tą swoją manifestacją chciał zdyskontować, ściągając zwolenników. Chciał też pokazać, że jedynym „królem” dla liberalnego elektoratu jest on sam i tylko on. To są dwa cele, które – moim zdaniem – realizował Donald Tusk przez przyjazd z Gdańska pociągiem, a nie – jak to w okresie swojego premierostwa miał w zwyczaju – samolotem oraz tym tamującym ruch pochodem ulicami Warszawy. W odróżnieniu od części komentatorów uważam, że ta manifestacja nie jest czymś, co poszerza czy też daje większe możliwości zdobycia elektoratu przez Platformę.

Jeszcze niedawno Tusk mówił, że jest jak najdalej od angażowania się w politykę wewnętrzną krajów członkowskich, tymczasem za jego przyzwoleniem i z jego udziałem byliśmy świadkami spektaklu w pociągu i na ulicy. Tusk świadomie i celowo buduje to napięcie?
– Jako kandydat na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej Donald Tusk musiał się posługiwać tego typu retoryką. Zapewniał, że się nie angażuje w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw, bo jest to wbrew regułom towarzyszącym urzędowi, o który się ubiegał. Natomiast realnie Tusk wypowiadał się na temat wewnętrznych spraw Polski, aranżował też pewne działania w tym kierunku. I tu się nic nie zmienia. To, co Donald Tusk deklarował, to jedna sprawa, a jakie są fakty, to widzieliśmy na ulicach. Stąd do deklaracji składanych przez tego polityka nie przywiązywałbym większej wagi.

Kto skorzystał na tym ulicznym happeningu, skoro – jak Pan wspomniał – Platforma nie zyskuje?
– Myślę, że na tym ulicznym happeningu Platforma nie tylko nie zyskuje, ale wręcz traci. Pochód ulicami Warszawy do prokuratury, w dodatku w sprawie współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa, to bynajmniej nie jest powód do dumy, ale też żaden temat do nagłaśniania. Gdyby Tusk czy Platforma chciała naprawdę budować swój prestiż na wygranej 27:1, to powinna wykorzystać np. rocznicę wejścia Polski do Unii Europejskiej, zorganizować pochód, gdzie Tusk mógłby się zaprezentować jako postać w pozytywnym świetle. Ale wizyta w prokuraturze, niezależnie od charakteru, w jakim występował, ostatecznie nie daje większych plusów wśród szerokiego elektoratu. Wizycie w prokuraturze zawsze towarzyszy pytanie, rodzi się wątpliwość: „A może rzeczywiście jest coś na rzeczy, może ten czy inny ma jednak problem?”. I w tym znaczeniu ten manewr Tuska i Platformy należy odczytywać w kategoriach błędu. Wydaje się jednak, że Donald Tusk dzisiaj nie patrzy w zbyt odległą przyszłość, tym bardziej wiedząc, że droga do następnych wyborów jest jeszcze długa. Natomiast dzisiaj chce się zabezpieczyć przed obciążeniem własnej osoby przed ewentualnymi, realnymi zarzutami prokuratorskimi dotyczącymi okresu, kiedy piastował urząd premiera RP. Po drugie, dla Donalda Tuska nominacja Grzegorza Schetyny na przewodniczącego Platformy jest niekorzystna. Warto przypomnieć, że mimo pozornych gestów przyjaźni obu polityków dzieli przepaść. Są to politycy śmiertelnie poróżnieni. Grzegorz Schetyna stał już na skraju politycznej śmierci, którą mu zafundował Donald Tusk, a tego tak łatwo się nie zapomina.

Tusk twierdzi, że służby specjalne za jego rządów działały prawidłowo, a on sam w tej kwestii nie ma sobie nic do zarzucenia. Czy to nie pokazuje, że Donald Tusk i wspierające go środowisko próbują przenieść odpowiedzialność prawną, jaka ciążyła na nim jako premierze, na płaszczyznę polityczną, a co za tym idzie – rozmyć tę odpowiedzialność?
– To jest linia obrony przyjęta przez Donalda Tuska. Zresztą on sam nie jest tu prekursorem, bo już od dawna taką linię obrony przyjmują czy też stosują samorządowcy Platformy. Murem za Hanką, murem za Żukiem, murem za Tuskiem – to jest cały czas ten sam schemat, który polega na tym, że nie odnosimy się do rzeczywistości, czy ktoś złamał bądź przekroczył przepisy prawa, tylko dla zamydlenia oczu, odwrócenia uwagi aranżujemy konflikt międzypartyjny. W tej sytuacji wszystko, cokolwiek zostałoby postawione jako udokumentowany dowodami czy uzasadniony innymi racjami zarzut, będzie – przez to środowisko czy obóz, jaki Tusk wokół siebie skupia – odczytywane jako atak partyjny. I taki jest cel tego całego przedstawienia. Donald Tusk, obawiając się ewentualnej odpowiedzialności konsekwencji czy zarzutów, które mogłyby podważyć jego pozycję, stara się wszystko sprowadzić do walki międzypartyjnej.

To oznaczałoby, że Donald Tusk kreuje się na lidera opozycji w Polsce?
– Do pewnego stopnia. Proszę zwrócić uwagę, że Donald Tusk uchylał się od odpowiedzi na pytanie, czy po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej zamierza wrócić do polskiej polityki. Z całą pewnością wolałby widzieć na czele Platformy kogoś innego niż Grzegorz Schetyna, kogoś takiego jak posłuszna mu Ewa Kopacz. Tusk woli kogoś powolnego, potulnego, kogoś z jego partyjnej frakcji, kogoś, kto będzie realizował jego polityczną linię. Donald Tusk po wygranej batalii na szefa Rady Europejskiej nie chciał, aby jego wygraną politycznie wykorzystywał Grzegorz Schetyna, który ogłaszał własny sukces wynikający ze słabości Ryszarda Petru, starając się zaprezentować jako lider opozycji. Wizja Schetyny jako lidera opozycji jest niezbyt korzystna dla Donalda Tuska, dlatego nie chce pozwolić, aby jego „kolega z boiska” na fali jego „sukcesu” budował swój prestiż i pozycję.

Czy Donald Tusk może być poważnym rywalem w walce o najwyższy urząd w państwie dla prezydenta Andrzeja Dudy w wyborach w 2020 r.?
– Trudno to dziś jednoznacznie stwierdzić. Z całą pewnością Donald Tusk w przeciwieństwie do prezydenta Andrzeja Dudy ma wiele – nazwijmy to oględnie – słabości. Jedną z tych słabości czy wad Tuska, która z całą pewnością będzie nagłaśniana, jest to, że był, jest on kandydatem niemieckim na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. To jest rzeczywistość – przypomnę „dziadka z Wehrmachtu”, co już raz uniemożliwiło Tuskowi wygranie wyścigu do Pałacu Prezydenckiego z Lechem Kaczyńskim. Dla Donalda Tuska ten fakt z całą pewnością tkwi głęboko w sercu i nie jest wygodną sytuacją, ale tak czy inaczej wśród liberalnych polityków jest on wciąż najbardziej popularny. W przeciwieństwie do Schetyny, który nie ma charyzmy, Petru, który się skompromitował przy okazji wyjazdu na „Maderę”, na tym bezrybiu Donald Tusk – w oczach elektoratu Platformy – ciągle jawi się jako człowiek sukcesu. Natomiast wygrać wybory prezydenckie, a więc uzyskać ponad 50-procentowe poparcie społeczne nie będzie proste. Na razie w tym starciu nie dawałbym Tuskowi większych szans. Co by jednak nie powiedzieć w obozie Platformy trwa nerwowe poszukiwanie nowego lidera, a Tusk jest mocno lansowany przez środowisko „Gazety Wyborczej”. Powód: pozostali liderzy są zbyt słabi, żeby na tym polu osiągnąć sukces, więc może Tusk będzie dobry – przynajmniej takie jest przekonanie. Rzeczywistość polityczna jest jednak dynamiczna i z uwagą należy obserwować, co się może wydarzyć. Myślę, że będziemy świadkami wydarzeń związanych z różnymi śledztwami, które pośrednio bądź wprost mogą dotyczyć także Donalda Tuska.

Czy Tusk jako ewentualny kandydat na prezydenta może być popierany przez obce państwa w walce o stanowisko? W końcu jako premier zasłużył się dla Niemiec, którym zmiana władzy w Polsce i rządy Prawa i Sprawiedliwości – delikatnie mówiąc – nie są na rękę.
– Myślę, że zarówno Niemcom, jak i Brukseli jest wszystko jedno, kto będzie rządził w Polsce – czy to będzie Petru, Schetyna czy Tusk. Każdy z tych partyjnych liderów jest znany, a zarazem zdany na łaskę Berlina czy Brukseli. Przypomnę, że ci panowie i jeszcze paru innych jeździli do Brukseli jako liderzy opozycji na skargę przeciwko Polsce, jeździli po wsparcie przy okazji batalii o Trybunał Konstytucyjny czy też w innych sprawach. W tej sytuacji ewentualne zwycięstwo każdego z nich w sposób oczywisty będzie wykorzystywane przez Berlin. Oczywiście Tusk jest w bardziej zażyłych kontaktach z przywódcami państw zachodnich, zwłaszcza z kanclerz Angelą Merkel, i pewnie byłby osobą najbardziej pożądaną przez te gremia, ale wcale nie musi to być warunek. Równie dobrze może to być inny kandydat wywodzący się z tego liberalnego, bardziej kosmopolitycznie ustosunkowanego do polskich spraw obozu, działającego na korzyść dla innych nacji.

Tusk na „europejskich salonach” jest znany, natomiast inni – wymienieni przez Pana Profesora – jeszcze nie...
– Nie do końca, bo zarówno Grzegorz Schetyna, jak i Ryszard Petru poprzez swoje liczne „pielgrzymki” do Brukseli, poprzez namawianie unijnych polityków do debat na temat sytuacji w Polsce na forum Parlamentu Europejskiego, poprzez spotkania i rozmowy z przedstawicielami Komisji Europejskiej i nawoływanie do interwencji czy wprost ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski zrobili tak dużo rzeczy, które w jakimś stopniu ich uwiarygadniają czy uzależniają od Zachodu, że równie dobrze mogą być narzędziami czy też kandydatami pretendującymi do miana przywódców liberalnych, których namaści Zachód. Z całą pewnością Zachód namaści tego, kto będzie miał większe szanse na wygraną i stworzy możliwość wpływania na bieg spraw publicznych w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... idera.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 23 kwi 2017, 19:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.ekspedyt.org/redakcja/2017/0 ... -z-po.html

Tylko pod Platformą, tylko pod tym znakiem, Polska będzie niczym, a Polak żebrakiem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 11 maja 2017, 12:16 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Liderzy PO na wakacjach...

Już wkrótce zapowiadają swój powrót z wakacji politycy PO. To właśnie ONI brylują w mediach, to oni tworzą naszą polską rzeczywistość. A że nie ma ich w rządzie - to dlatego, że wypoczywają po ośmiu latach zarządzania państwem i lada dzień wrócą na swoje urzędy przywracając właściwe relacje w stosunkach PO(li Ty) - obywatel.

Jak wiadomo, liderzy PO zawsze byli przeciwni wszystkiemu, byli przeciwni rozdawnictwu pieniędzy - zatrzymując je dla siebie. Proszę zobaczyć, jak wyglądają posiadłości polityków ze środowisk liberalnych, a jakie biedaki dzisiaj wożą się rządowymi limuzynami - bo sami tak luksusowych pojazdów po prostu nie dorobili się.

Politycy zasiadający w polskim sejmie może mają jakiś tam domek, ale politycy z kręgów liberalnym to mają posiadłości takie, że aż dech zapiera. I nic dziwnego, bo za swój wkład w rozwój światowej finansjery coś przecież wnieśli...

Obrazek
Była premier zapewniła w TVN24, że jej rząd był przeciwny planom Komisji Europejskiej, która chciała narzucić krajom UE kwoty uchodźców.


http://newsroom.salon24.pl/777542,ewa-k ... -uchodzcow

11 maja 2017 r.

http://dobrezycie.salon24.pl/777610,lid ... -wakacjach

Ach, ach, jakie te peowiaki som dobre, a jakie te pisiaki złe....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 07 lip 2017, 11:24 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
PO, to dopiero jest ciemnogród i kołtuństwo. Dziś już najnaiwniejsi to dostrzegają. A jaki cynizm, a jaka bezduszność, a jaka uległość, a jaka bezwzględność.
Uległość wobec ich niemieckiego pana.
Bezwzględność wobec nas, wobec Polski i Polaków.


PO - przedstawicielstwo Niemiec na Polskę

Tak się jakoś stało, że Kongres Liberalny, później Unia Wolności, aż wreszcie Platforma Obywatelska, wydają się być nierozerwalnie związane z Niemcami, zblatowane - chciałoby się powiedzieć, albo zszyte z sobą jak solidny, niemiecki płaszcz w kolorze specyficznej zieleni z POlszewicką podszewką?

Pisząc o owym połączeniu staje mi przed oczami Tadeusz Mazowiecki w Krzyżowej - wtulony w wielkiego posturą Helmuta Kohla. Obrazek ten stał się dla mnie symbolem jak to premier Polski - wierny syn Unii Wolności pragnie poddać się niemieckiemu protektoratowi. Rzecz jasna wtedy w roku dziewięćdziesiątym ów obraz miał inne znaczenie, ale teraz gdy jesteśmy bogatsi o dwadzieścia siedem lat sąsiedztwa polsko-niemieckiego, symboliczna wymowa owej wizji brzydkiej panny bez posagu połączonej w uścisku z postawnym, niemieckim kawalerem nabiera zupełnie innej wartości.

Wielu, pierwszych rękodajnych Republiki Federalnej Niemiec pomarło zabierając do grobu sekrety współpracy, choć ja wolę używać sformułowania- stopniowego uzależniania się od zachodniego sąsiada. Geremek, Kuroń czy Mazowiecki gdyby ich ożywić i napoić serum prawdy z pewnością opowiedzieli by nam jak ich ugrupowanie niczym kosmiczna planetoida do czarnej dziury - przyciągane było do wielkich Niemiec. Analogia może nie do końca trafiona bo zakłada całkowitą bezbronność przyciąganego obiektu. W wwypadku Kongresu Liberalnego, Unii Wolności, a potem Platformy Obywatelskiej absolutnie nie można mówić o bezbronności tylko o świadomym działaniu, a w konsekwencji o świadomym wyborze.

Niemieckie tłuste wabiki były doskonale oznakowane, a łapiące się na nie partyjne szczupaki świetnie wiedziały, co robią. Wszelkiej maści fundacje i dotacje płynące z niemieckiego skarbczyka, różne nagrody i apanaże bez trudu znajdowały swoich beneficjentów, zaś możliwość politycznego wsparcia tych polskich partii , których prawomyślność definiowały Niemcy, była równie ważna jeśli nie ważniejsza niż materialne korupcje.

Jednak aby załapać się na niemiecką michę trzeba było stać się lojalnym psem łańcuchowym, pilnującym interesów swojego pana, co być może na początku było problemem, ale co po dwudziestu siedmiu latach tzw, niepodległości dla spadkobierców Kongresu Liberalnego i Unii wolności - Platformy Obywatelskiej, stało się stanem tak naturalnym jak oddychanie. Niemieckie "udomowienie" stało się tak permanentne, że obecni politycy PO nie potrafią już myśleć inaczej niż po niemiecku, a co ważniejsze losy Niemiec są dla nich bardziej znaczące niż losy własnego kraju.

Szczególnym przedstawicielem takiego podejścia jest obecny Przewodniczący Rady Europy Donald "policzmy się" Tusk. Zawdzięcza on Niemcom wszystko począwszy od wsparcia jego partii, poprzez wsparcie jego premierostwa, a na załatwieniu unijnego stołka przez Angelę Merkel kończąc. Dla wielu tysięcy ludzi okazało się, że proniemiecki serwilizm stał się sposobem życia - pokarmem i tlenem bez którego nie ma istnienia, nie tylko politycznego, ale istnienia w ogóle. W tej sytuacji jakakolwiek retoryka antyniemiecka staje się automatycznie retoryką anty POwską, a próba zerwania z germańskim uzależnieniem - niemal próbą zabójstwa z zimną krwią.

Każdy lekarz wie, że początkiem skutecznej kuracji przywracającej zdrowie organizmom uzależnionym jest odstawienie czynnika uzależniającego. Tak też się teraz dzieje. Czasami jednak organizmy zbyt silnie uzależnione nie przeżywają takiej kuracji. W klasycznej medycynie śmierć jest zawsze porażką lekarza, jednak w polityce między Odrą, a Bugiem, śmierć tego właśnie POlszewickiego organizmu stanie się zwycięstwem wszystkich porządnych ludzi i naszej Najjaśniejszej.

Opublikowano: 07.07.2017 12:05.

http://tajikase.salon24.pl/791383,po-pr ... -na-polske


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 19 lip 2017, 10:03 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7533
Lokalizacja: Podlasie
Przedstawiciele PO w 2014: "Wygracie wybory to sobie wszystko przegłosujecie!".
Przedstawiciele PO w 2016: "Nie wolno wam przegłosować wszystkiego co chcecie!"

wpis z dnia 20/12/2016

Obrazek

Osiem lat rządów koalicji PO-PSL charakteryzowało się wieloma kontrowersyjnymi decyzjami. Począwszy od bezprecedensowego pasma podwyżek podatków, poprzez skok na OFE, ograniczenie wolności słowa, ograniczenie wolności zgromadzeń, wyprzedaż strategicznych spółek, a skończywszy na skoku na TK. W żadnym jednak przypadku ówczesna opozycja nie wpadła na pomysł, aby stosować procesową destrukcję i grać na eskalację chaosu w całym kraju. Czy dzisiejsza opozycja po trupach będzie dążyła do upragnionego celu, jaki jest zdobycie władzy?

W kontekście ostatnich wydarzeń myślę, że warto przypomnieć wypowiedź Stefana Niesiołowskiego z 2014 roku, który kierując swoje słowa do PiS stwierdził rzecz następującą: "Wygracie wybory, to sobie wszystko przegłosujecie". Kilkanaście miesięcy później PiS wygrywa wybory. Ku większemu zdumieniu nie mogących się otrząsnąć z porażki przedstawicieli PO, partia Kaczyńskiego zaczyna realizować swój wyborczy program. Przez Sejm i Senat przechodzą kolejne projekty ustaw, wobec których opozycja jest bezsilna, bowiem sejmowa arytmetyka jest oczywista - PiS ma większość i ma prezydenta, który te ustawy akceptuje.

Dokładnie taka sama sytuacja funkcjonowała w czasach kiedy Polską rządziła koalicja PO-PSL. PiS w kwestiach parlamentarnej procedury mógł wówczas zrobić tyle, ile dzisiejsza opozycja, czyli nic. To PO-PSL miała parlamentarną większość pozwalającą na przegłosowanie każdej ustawy. Dodatkowo - przez 5 lat mieli również swojego prezydenta, który nie specjalnie kwapił się do wetowania czegokolwiek. To, co jednak różniło ówczesną opozycję z dzisiejszą, widać teraz gołym okiem. Nigdy nie doszło do sytuacji, w której posłowie PiS próbowali pogrążyć kraju w chaosie stosując procesową destrukcję. Nigdy, nawet w przypadku najbardziej kontrowersyjnych ustaw, nie dochodziło do sytuacji w której paraliżowano pracę parlamentu, tylko dlatego, że partia rządząca ma większość.

Nie wszystko w tym co robi PiS może się podobać. Jest sporo kwestii, z którymi można polemizować. Jest też całe pole zaniedbań i błędów popełnionych przez przedstawicieli partii Kaczyńskiego, które trzeba wytykać i piętnować. Sugerowanie jednak, że działania PiS godzą w demokrację i są w istocie dyktaturą, wobec czego w reakcji możliwe jest stosowanie bezprawia w postaci dążenia do paraliżu prac parlamentarnych, jest grubym przegięciem. Pozostaje mieć nadzieję, że przedstawiciele opozycji zrozumieją swój błąd i wycofają się z dalszych działań eskalujących chaos w naszym państwie.

niewygodne.info.pl
blog niewygodny dla establishmentu III RP

http://niewygodne.info.pl/artykul7/0348 ... ujecie.htm

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 21 lip 2017, 20:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://polskaracja.com/po-straszy-w-wol ... ranie-pis/

PO straszy: W wolnej Polsce będzie kara za popieranie PiS!
21 lipca 2017, 16:53

Może wydawać się to kuriozalne, ale lider Platformy Obywatelskiej, Grzegorz Schetyna zamierza karać ludzi za popieranie partii Jarosława Kaczyńskiego.

– Składamy wniosek o nowelizację Kodeksu karnego, w którym ci wszyscy, którzy będą wspierać Jarosława Kaczyńskiego i tych, którzy będą głosować dzisiaj za odebraniem polskim sądom niezawisłości i niezależności – wszyscy za to zapłacą. Zapłacą w wolnej Polsce, zapłacą prawnie – powiedział Grzegorz Schetyna

Sławomir Neumann potwierdził te słowa podczas konferencji prasowej dodając, że kara może sięgać aż pięciu lat pozbawienia wolności. Więzienie miałoby grozić tym posłom, którzy zagłosowali za zmianami w reformie Sądu Najwyższego.
Protest esbeków pod sejmem! Zobacz dwa mocne materiały. Czy ci ludzie nie mają wstydu? [WIDEO]

Grzegorz Schetyna odniósł się również do samej osoby Jarosława Kaczyńskiego:
– A Jarosław Kaczyński, jako prezes ugrupowania, które w systemowy sposób łamie prawo i niszczy polską niezależność i niszczy polską wolność, zostanie oskarżony przez nas o sprawstwo kierownicze tej zbrodni

źródło: polityczne.info


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 21 lip 2017, 21:20 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Asindziej napisał(a):
Może wydawać się to kuriozalne, ale lider Platformy Obywatelskiej, Grzegorz Schetyna zamierza karać ludzi za popieranie partii Jarosława Kaczyńskiego.

Zapewne zgodnie z konstytucją, zgodnie z demokracją i zgodnie z praworządnością.
Dobrze, że ma nas kto bronić. Kto jak kto, ale cwaniak w mafiozowaniu, będzie po cwaniacku i po gangstersku nas wybraniał przed strasznym reżimem spod znaku 500+.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 31 lip 2017, 20:02 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Plaża ostatnią redutą tzw. opozycji

Przed parunastoma miesiącami, patrząc na mapki poparcia dla różnych sił politycznych i próbując przewidzieć dalsze trendy, stwierdziłem, że targowica jest spychana od południowego wschodu ku morzu.

No i teraz okazało się oto, że taki trend faktycznie wystąpił i zbliża się do końca, bo ostatnią redutą tzw. opozycji okazała się bałtycka plaża. Rekinom Plaformy wkrótce pozostaną tylko wody Bałtyku.

https://zetjot.salon24.pl/798410,plaza- ... w-opozycji

Akcja Platformy na plażach wyśmiana. „Nawet wakacje potrafią obrzydzić”, Pawłowicz ostrzega Budkę przed „Januszami”

Posłowie PO w sobotę spotykali się z plażowiczami, by rozmawiać o demokracji w Polsce. Jednak patrząc na reakcję niektórych internautów, nie był to ruch trafiony...

Platforma Obywatelska zaplanowała cztery spotkania z Polakami nad polskim morzem, a cykl nazwano „Wakacje z Europą”. Pierwszym przystankiem parlamentarzystów największej partii opozycyjnej były Rowy w województwie pomorskim, gdzie pojawili się m.in. Kinga Gajewska, Arkadiusz Myrcha, Monika Wielichowska czy Borys Budka.

PO zaangażowało się także w akcję w mediach społecznościowych, a same „wakacje z posłami” były nie tylko okazją do rozmów, ale przeznaczono też trochę czasu na rekreację.

Pomysł został jednak szybko wyśmiany przez internautów, zwłaszcza na Twitterze. W ich ocenie posłowie niepotrzebnie pojawili się w miejscach wypoczynku, gdy ludzie są na urlopach, by uciec właśnie od polityki. „Pół roku albo dłużej odkładasz na wymarzony urlop, jedziesz z rodziną nad morze, a tu na plaży Budka z Gajewską chcą rozmawiać o konstytucji” – napisał jeden z nich. „Opozycja to nawet wakacje na plaży potrafi obrzydzić” – wtórowała jedna z twitterowiczek.

Komentarz do działań posłów Platformy wygłosiła również posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz. „Panie Budka, proszę uważać! Na plażach Bałtyku są ci straszni »Janusze« z dziećmi za te wstrętne 500+, które biorą wam, totalnym, na złość. Żeby to oni nie dali wam nauki o Polsce i świecie współczesnym. Żeby nie było, że nie ostrzegałam..”. – napisała Pawłowicz.

https://www.wprost.pl/kraj/10067743/Akc ... szami.html

Polityka, polityka i polityka. Polityka nawet na plaży, w wakacje.
A jeszcze nie tak dawno było tak:




Co się zmieniło od tamtego czasu? Wówczas polityka była be, a teraz jest cacy, oczywiście według wymóżdżeńców z PO.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 16 sie 2017, 08:59 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Napięcia i spory nie służą Polsce

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przy okazji obchodów Święta Wojska Polskiego warto zadać pytanie, w jakim stanie jest polska armia zarówno osobowym, jak i sprzętowym?
– Polska armia jest w stanie przebudowy. Resort obrony powziął pewne zamiary, znane jest stanowisko min. Antoniego Macierewicza i – jak rozumiem – te zamiary są w trakcie realizacji. Prace zostały rozpoczęte, został przeprowadzony Strategiczny Przegląd Obronny, mamy wymianę kadr w Siłach Zbrojnych, trwa budowa Obrony Terytorialnej, ponadto spodziewamy się, że zostanie podpisana umowa na zakup systemu rakietowego obrony powietrznej Patriot. W wielkim skrócie tak to mniej więcej wygląda. Wszystko to się dzieje.

Tylko czy dobrze się dzieje…?
– To, czy wybory i decyzje były dobrze przemyślane i w jaki sposób zostaną zrealizowane, będziemy wiedzieli dopiero za jakiś czas. Chciałbym bardzo, aby w rezultacie przebudowy armii Polska uzyskała możliwie największe zdolności obronne.

Co z systemem dowodzenia Wojskiem Polskim, czy jest na odpowiednim poziomie?
– To jest jedna z kluczowych kwestii. Wtedy, kiedy się formował rząd premier Beaty Szydło, szefowie poszczególnych resortów przedstawiali – na forum Sejmu – stan, jaki zastali po poprzednikach. Taką ocenę przedstawił również min. Antoni Macierewicz i w jego ocenie to, co zastał w MON, nie wyglądało dobrze. Wśród obszarów bardzo pilnie wymagających naprawy minister obrony wymienił system dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi RP. Przypomnę, że został on „zreformowany”, i ten cudzysłów nie jest tu przypadkowy, za rządów koalicji PO – PSL w styczniu 2014 r. Od początku krytycznie oceniałem rozwiązania wówczas wprowadzone, uważając, że spowodują chaos w dowodzeniu. W wojsku obowiązuje zasada jednoosobowego dowodzenia; na każdym szczeblu – od najniższego do najwyższego – jest zawsze jeden dowódca. Jest to wszystko po to, aby żołnierz wiedział, czyj rozkaz ma wykonać, i żeby było wiadome, kto ponosi odpowiedzialność za wydany rozkaz. Natomiast w systemie wdrożonym w 2014 r. okazało się, że na najwyższym strategicznym szczeblu Sił Zbrojnych postawiono trzech równych sobie dowódców, żaden z nich nie podlegał drugiemu. Wszystkich podporządkowano ministrowi obrony, cywilnemu politykowi, który stał się tym samym kimś w rodzaju głównodowodzącego. Była to zasadnicza wada, nie mówiąc o innych, których można by wymienić wiele.

Minister obrony zapowiadał zmianę tego fatalnego systemu dowodzenia. Jak to zatem wygląda teraz, czy mamy dziś sprawny system dowodzenia polską armią?
– W MON trwają – jak rozumiem – prace nad nowym systemem dowodzenia, wiadomo też, że ma zostać przywrócona zasada jednoosobowego dowodzenia. Min. Macierewicz ostatnio zapowiadał, że w tym roku, jeszcze przed wakacjami, stosowna ustawa naprawiająca system dowodzenia zostanie uchwalona przez Sejm. Jak dotąd nic z tego nie wyszło i ta sytuacja ma swoje konsekwencje. Jak wiadomo, prezydent Andrzej Duda nie zgodził się na przedstawione przez resort obrony propozycje awansów generalskich. Jednym z powodów tego zachowania była trudność zweryfikowania zasadności awansów. W nowym systemie dowodzenia pojawią się nowe, inne stanowiska służbowe. Awansowanie na potrzeby obecnego systemu, który ma być przecież zmieniony, nie ma sensu. W konsekwencji mamy napięcia, jakie powstały na linii MON – Pałac Prezydencki.

Pojawiają się głosy, że MON planuje nowe rozwiązania, w tym również ograniczające rolę Prezydenta RP i mogące powodować zamieszanie kompetencyjne w szkoleniu i dowodzeniu wojskiem…
– To zdaje się jest jeden z powodów, dla których prezydent Andrzej Duda nie zaakceptował rozwiązań w systemie dowodzenia Wojskiem Polskim przygotowanych przez MON. Rzeczywiście, okazało się, że uprawnienia, które ma dzisiaj zwierzchnik Sił Zbrojnych, po wprowadzeniu w życie nowego systemu dowodzenia ulegną ograniczeniu. Jest oczywiste, że prezydent nie mógł się na to zgodzić. Przyznam, że jestem zaskoczony i zdziwiony, iż tych kwestii nie uzgodniono, że nie uczyniono tego odpowiednio wcześniej, przed złożeniem wniosków awansowych. Można było ustalić z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego kształt systemu dowodzenia, wprowadzić go i tym samym uniknąć kolizji z prezydentem.

Mówiąc wprost, czy mamy próbę ograniczenia roli prezydenta w kreowaniu polityki obronnej państwa?
– Mam nadzieję, że tak nie jest. Jednak w relacjach ministra obrony z prezydentem od pewnego czasu iskrzy. W opinii niektórych obserwatorów dzieje się tak dlatego, że prezydent nie zgadza się z próbą umniejszenia jego roli zwierzchnika Sił Zbrojnych. Tymczasem współpraca na osi prezydent – minister obrony ma kluczowe znaczenie dla całości funkcjonowania systemu obronnego państwa. W interesie Sił Zbrojnych RP i bezpieczeństwa kraju jest odstawienie ambicji i wypracowanie płaszczyzny współpracy. Potrzebne jest odpowiedzialne zachowanie, ponieważ spory i napięcia zdestabilizują system bezpieczeństwa narodowego, w żaden sposób nie służą Polsce.

Premier Beata Szydło uważa, że min. Macierewicz odbudowuje to, co zrujnowała Platforma, oraz podejmuje działania, które przywracają polskiej armii siłę i bezpieczeństwo państwa. Na jakim etapie budowania armii jesteśmy?
– Nie potrafię odpowiedzieć na tak postawione pytanie, ponieważ nie mam koniecznych danych, bo resort obrony utajnia – nie wiedzieć czemu – wszelkie informacje. Osobiście nie mam dostępu do wyników Strategicznego Przeglądu Obronnego, które są tajne, a były one podstawą do stworzenia „Koncepcji Obronnej Rzeczypospolitej Polskiej”, która też została zaprezentowana w bardzo okrojonej wersji. W ogłoszonym dokumencie jest więcej ilustracji niż tekstu. Owszem, mamy różnego rodzaju oświadczenia MON, co pewien czas występuje min. Macierewicz, zapowiadając wprowadzenie jakichś rozwiązań, ale poza tym nie ma tzw. twardych faktów, na podstawie których można by formułować własny pogląd. Cieszy mnie zakup pierwszych armato-haubic Krab 155 mm, ale z drugiej strony np. nie wiadomo, co się dzieje z zakupionymi już samolotami szkoleniowymi włoskiej produkcji, które mają zastąpić wysłużone już iskry. Wciąż nie mamy – poza podpisanym na początku lipca memorandum – żadnych informacji o zakupie systemów rakietowych Patriot. Przypomnę, że skonkretyzowana oferta Amerykanów ma być przekazana Polsce do grudnia tego roku. Również zakup śmigłowców, co miało nastąpić niezwłocznie – jak się wydaje – stoi w martwym punkcie. A pamiętamy, że pierwsze śmigłowce na wyposażeniu naszej armii miały być przy końcu ubiegłego roku.

Czy z obecnym potencjałem jesteśmy w stanie skutecznie się obronić?
– Szczęśliwie nie ma bezpośredniego zagrożenia agresją, więc nie musimy się martwić, na ile nasza obrona będzie skuteczna. Wiadomo jednak, że w relacjach międzynarodowych zachodzą zmiany, rośnie ilość konfliktów, polityka Federacji Rosyjskiej musi napawać nas obawami i można sobie wyobrazić nawet gwałtowną zmianę położenia Polski i pojawienia się zagrożenia wojennego. Dlatego zaniepokoiły mnie słowa wiceministra Szatkowskiego, który powiedział, że armię zdolną do obrony kraju będziemy mieli za 12 lat.

A co do tego czasu?
– Wygląda na to, że nie przewiduje się pojawienia poważnych zagrożeń, a min. Macierewicz spodziewa się, że będzie przez trzy kadencje (12 lat) kierował resortem obrony i zbuduje potrzebną Polsce armię. Takie – jak rozumiem – jest założenie.

To jest jedna strona medalu, bo załóżmy, że PiS utrzyma władzę dłużej niż jedną kadencję, ale czy Putin ze swoimi niebezpiecznymi zapędami da nam aż tyle czasu?
– Rosja zakończy modernizację i rozbudowę swoich sił zbrojnych w 2020 r., czyli za trzy lata. Wkrótce prezydent Putin będzie dysponował poważnym potencjałem ofensywnym. Tymczasem widzimy, jak komplikuje się sytuacja na Dalekim Wschodzie. Może dojść do starcia zbrojnego Korei Północnej ze Stanami Zjednoczonymi i wybuchu wojny w rejonie Pacyfiku. Jakie wówczas będą priorytety polityki amerykańskiej i czy utrzymywanie flanki wschodniej NATO przy wsparciu Waszyngtonu zachowa swą wartość? Jaką wówczas grę podejmie Rosja? Jakie to będzie miało konsekwencja dla bezpieczeństwa Polski? Ciągle mam przed oczami to, co się działo w okresie II RP – w 1936 r. Polska przyjęła plan modernizacji i rozbudowy armii, który miał być zrealizowany do 1942 r., a w 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Może się zatem okazać, że tych 12 lat, jakie zakłada MON, tak naprawdę nie będzie.

Wspomniał Pan o naszych krabach z Huty Stalowa Wola, z czego się oczywiście cieszymy, ale ostatnio dotarła do mediów informacja, że MON jest zainteresowane zakupem używanych czołgów Leopard 2A4 od armii Hiszpanii. Czy opieranie sił pancernych na sprzęcie z demobilu, nie pierwszy zresztą, to właściwa droga?
– Na uzbrojenie Bundeswehry wprowadzany jest Leopard 2A7, czyli czołgi zakupione w Hiszpanii trzeba będzie modernizować i nie wiem, czy „skórka będzie warta wyprawki”. Charakterystyczne dla poprzednich kierownictw MON zbieranie demobilu i uzbrajanie nim wojska nie zostało – jak widać – odesłane do lamusa. Z drugiej strony niejasna jest kwestia zakupów nowego uzbrojenia. Min. Macierewicz krytykował rząd PO – PSL, że tworzy nierealne programy uzbrojenia armii, ponieważ nie ma to odpowiednich pieniędzy. Tymczasem słyszymy zapewnienia, że uzbroimy armię w nowe systemy rakietowe, okręty podwodne, samoloty, sprzęt pancerny… Pytanie: Czy składając takie obietnice dziś mamy zapewnione źródło finansowania.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olsce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 23 wrz 2017, 09:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.aspektpolski.com/jest-jasna- ... astow-tfu/

PO obiecuje Polakom, że jak dojdzie do władzy, urządzi Polsce horror, przy którym zbledną wszelkie horrory filmowe.

Kopia artykułu:

Jest jasna deklaracja: Platforma zniszczy polską rodzinę! Jak wygrają wybory – zalegalizują związki pederastów! Tfu!…

Obrazek

Wielu Polaków bardzo by chciało, żeby zaczęła znów rządzić Platforma. Czym się zajmą politycy PO, gdy tak się stanie? Padła pewna deklaracja. – Jeśli Platforma Obywatelska wróci do władzy, to będę dążył do tego, żeby „jak najszybciej” wprowadzić związki partnerskie – zapowiedział poseł PO Rafał Grupiński. Dodał, że jego ugrupowanie zmieni także podstawy programowe, po przeprowadzonej przez szefową MEN reformie edukacji.

– Mogę ze swojej strony powiedzieć, jako konserwatywny liberał, że oczywiście będę dążył do tego, żebyśmy to jak najszybciej – po przejęciu władzy – przeprowadzili z myślą też o wielu, wielu związkach partnerskich heteroseksualnych – zapewnił w radiu TOK FM.


Znów zmiany w szkołach?

Wskazał również, że PO – jeśli wygra wybory – zmieni podstawy programowe po przeprowadzonej przez szefową MEN Annę Zalewską reformie edukacji. – Program absolutnie będzie uwspółcześniony przede wszystkim, zostanie wyprowadzony z powrotem z XIX-wiecznych, takich zacofanych ram – zaznaczył Grupiński.

Polityk PO podkreślił, że jego ugrupowanie opowiada się za powrotem do gimnazjów, ale – jak zwrócił uwagę – trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, na „jakim etapie jest likwidacja całej tej struktury, żeby nie robić kolejnego zamieszania przez kolejne dwa lata – strukturalnego i finansowego”.

za wp.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 24 paź 2017, 07:45 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Banda świrów wciąż nie może pogodzić się z odsunięciem jej przez wyborców od koryta.

Żeby rozdawać karty, trzeba wygrać wybory

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co Platforma ma dzisiaj do zaproponowania Polakom?
– Jeśli prześledzić doniesienia mediów, nawet tych przyjaznych Platformie – po tej konwencji widać duże rozczarowanie. Trudno się zresztą dziwić, bo nie było tam nic sensownego, treściwego, co mogłoby porwać, a te propozycje, które padły, pokazują chaos, jaki się w Platformie pojawia w różnych obszarach. Coś, co jeszcze do niedawna krytykowali, dzisiaj chcą rozszerzać – mam tu na myśli Program „Rodzina 500 plus”, podobnie jest w kwestiach samorządowych czy w odniesieniu do polityki międzynarodowej. W sytuacji, kiedy w Europie coraz głośniej się objawiają różne separatyzmy regionalne, Platforma zapowiada regionalizację Polski m.in. poprzez likwidację urzędów wojewódzkich. Wsłuchując się w przekaz, jaki popłynął z tej konwencji, odbiorca i wyborca może odnieść wrażenie, że w tym przekazie programowym nie ma żadnej spójności. Widać za to szamotaninę i chęć – na siłę – odbicia się od dna, bo jak wiemy, ostatnie sondaże poparcia dla Platformy i w ogóle dla opozycji są wręcz katastrofalne.

Jak w takiej sytuacji powinna się zachować konstruktywna opozycja?
– Trudno będzie tzw. totalnej opozycji wybrnąć z zaułka, w który zabrnęła. Przede wszystkim z ich punktu widzenia należałoby dokonać pewnego rozrachunku, refleksji, podjąć próbę przemyślenia wszystkiego od nowa – to po pierwsze. Po drugie, w sposób jednoznaczny odciąć się od przeszłości, która jest przysłowiową kulą u nogi i wyraźnie ciąży tej formacji. Skądinąd Platforma – po części – to czyni, pokazując, że decyzja Donalda Tuska z 2013 r. o zmianach w systemie emerytalnym, co słusznie nazwano „skokiem na kasę”, czego efektem było przejęcie blisko 150 miliardów złotych aktywów OFE, była błędna. Jedynie na papierze zmniejszono wydatki budżetu państwa, deficyt i wielkość długu publicznego. Teraz Platforma zapowiada, że cofnie cały ten proces i majątek państwowy stanie się prawdziwą własnością Polaków, że przeniesie go na prywatne konta emerytalne. Tym samym żaden Polak nie będzie otrzymywał głodowych emerytur. Tyle tylko, że są to zapowiedzi.

Czemu miała służyć ta konwencja, co ciekawe, nie w Warszawie, a w Łodzi?
– W perspektywie wyborów samorządowych Platformie Obywatelskiej ciąży prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz i wszystkie afery związane z reprywatyzacją. Stąd próba niejako odsunięcia jej w cień. Ale nie sądzę, żeby to wystarczyło, bo potrzebne są głębokie przetasowania personalne, mocne uderzenie w te kompromitujące kwestie i dopiero w następnym kroku wyjście z pozytywnym programem. Póki co w szeregach Platformy nic takiego nie widać, za to jest wrażenie chaosu i szamotaniny, a nie czegoś, co można byłoby określić mianem propozycji dla Polaków. Pod nieobecność prezydent Warszawy i wiceszefowej Platformy obok Grzegorza Schetyny pojawiła się prezydent Łodzi i szefowa regionalnych struktur Platformy Hanna Zdanowska – polityk z zarzutami prokuratorskimi.

Platforma, która nie ma argumentów, jakie pozwoliłyby jej wygrać z PiS w skali ogólnopolskiej, chce przenieść akcenty na samorządy. Czy nie jest to gra na rozbicie państwa?
– W intencji czy hasłach nie, ale w rzeczywistości – zwłaszcza w sytuacji permanentnego konfliktu politycznego, jaki ma miejsce w Polsce, gdzie w większości samorządów wciąż rządzi Platforma – dążenia zmierzające do regionalizacji i sprowadzenia władzy do wymiaru samorządowego – takie separatyzmy mogłyby się oczywiście ujawnić. To jest bardzo niebezpieczne, zwłaszcza na tle tego, co się dzisiaj dzieje w Europie. I hasła, jakie są formułowane przez Platformę szczególnie w kontekście referendum katalońskiego, są nie tylko że nietrafione, co wręcz szokujące, nieodpowiedzialne. To zła droga. Nie przyciąga się społeczeństwa do siebie, rzucając tak populistyczne hasła. Politykom oczywiście może zależeć, żeby zwiększyć władzę samorządów, ale nie sądzę, żeby Polacy dali się nabrać na rozbicie czegoś, co stanowi unikalny charakter naszego państwa jako dużego dobra wspólnego, które należy chronić.

Skoro politycy Platformy ciągle nie wyciągają wniosków i mimo spadku poparcia dalej brną w ślepy zaułek, to czy nie oznacza to, że czas tej formacji w wielkiej polityce powoli mija?
– Nie można tego wykluczyć. Warto sobie uzmysłowić, że główny atut Platformy to fundusze pochodzące z subwencji budżetu państwa, jakie są przynależne tej największej partii opozycyjnej. To powoduje też spotęgowany konflikt przywództwa i – jak sądzę – Grzegorz Schetyna w dużej mierze jest pochłonięty właśnie obroną swojej pozycji niż Prawem i Sprawiedliwością, które jest coraz bardziej poza zasięgiem. Co za tym idzie, możliwość szybkiego przejęcia władzy przez Platformę coraz bardziej się oddala. Wprawdzie politycy tzw. totalnej opozycji liczyli w tym względzie na pomoc zagranicy, ale jak widać po wynikach wyborów w różnych krajach, następuje tam zmiana warty, w związku z czym wariant z zagranicą też się nie sprawdza. Pozostają więc samodzielne działania, które mają tę formację utrzymać na fali, a w przypadku Grzegorza Schetyny ma to wymiar utrzymania przywództwa w partii. Co by jednak nie powiedzieć – perspektywa, jaka jawi się przed Platformą, rzeczywiście nie rysuje się w jaskrawych kolorach. I gdyby ugrupowanie to przegrało przyszłoroczne wybory samorządowe z kretesem – czego wykluczyć nie można, to wówczas można by mówić o schyłku tej partii.

Co sądzi Pan o możliwości zjednoczenia opozycji: Platformy i Nowoczesnej przed przyszłorocznymi wyborami, zwłaszcza że Ryszard Petru tworzył swoje ugrupowanie w kontrze do Platformy?
– Realizacja takiego scenariusza oznaczałaby anihilację Nowoczesnej, która zginęłaby czy też zostałaby mocno zmarginalizowana, wchodząc w koalicję z tak dużym ugrupowaniem jak Platforma. Dlatego – jeśli do takiego mariażu miałoby dojść – to żądania Ryszarda Petru (dla siebie) będą bardzo wygórowane – na tyle zaporowe, że będzie to niewykonalne. Z kolei PSL, bo o ludowcach też nie należy zapominać jako potencjalnych uczestniku takiej koalicji, ma elektorat zupełnie rozbieżny od wspomnianych dwóch ugrupowań. W tym kontekście ewentualne starcie PSL-u z Platformą na wsi niekoniecznie byłoby korzystne dla ludowców. Poza tymi wszystkimi dywagacjami, nie zawsze jest tak, że zjednoczenie bytów partyjnych – za każdym razem – musi się przekładać na sumę poparcia, które te formacje mają aktualnie jako samodzielne byty. Równie dobrze stworzenie takiej koalicji mogłoby spowodować odpływ wyborców, którzy – owszem – są gotowi oddać głos np. na PSL, ale nie po drodze im z Platformą. Tym samym takie połączenie niekoniecznie dawałoby oczekiwane poparcie.

Opozycja wyraźnie traci, PiS wprawdzie zyskuje, ale w tle pojawia się pewien rozdźwięk na linii Pałac Prezydencki – Nowogrodzka. Czy mamy do czynienia z kryzysem, czy może – jak uważa prezydent Duda – jedynie ze sporem w rodzinie?
– Myślę, że jest to pewien spór w obrębie tego samego politycznego obozu, zwłaszcza że ten spór wyszedł na korzyść zarówno prezydentowi, jak i partii rządzącej. Wizerunkowo – wiele – zyskał też sam prezes Jarosław Kaczyński, który kilkakrotnie udając się do Belwederu na rozmowy z prezydentem Andrzejem Dudą, zadał kłam rzekomej tezie o dyktaturze jednej osoby w całym obozie Zjednoczonej Prawicy. Ta teza zupełnie upadła. Obiektywnie rzecz biorąc, nie stało się nic takiego, co osłabiłoby pozycję polityczną prezydenta czy PiS-u. W związku z czym, nawet jeśli uznać za słuszne stwierdzenie, że prezydent, podejmując dyskusję o reformie sądownictwa – po części – przejął rolę racjonalnej opozycji, która przedstawia rzeczowe argumenty, a nie jak Platforma czy Nowoczesna biega po ulicach, wykrzykując hasła niemające nic wspólnego z rzeczywistością, to byłoby to do zaakceptowania. Dyskusja na różne tematy powinna mieć miejsce, natomiast takiej dyskusji nie jest w stanie prowadzić opozycja totalna, w związku z czym to, co się dzieje w obozie dobrej zmiany – przynajmniej na razie – nie szkodzi temu obozowi.

Kadencja na półmetku, w związku z czym pojawiają się dywagacje o przetasowaniach. Czy spodziewa się Pan rekonstrukcji rządu, a jeśli tak, to na ile głębokiej?
– Takiej rekonstrukcji rządu należy się spodziewać, tym bardziej że mówił o tym sam prezes Jarosław Kaczyński. Jednak trudno wyrokować, na ile te zmiany czy korekty będą głębokie, i w których ministerstwach te zmiany nastąpią. Przy czym nie jest tak, żeby obecny rząd notował wpadki, jak to było za poprzedniej władzy, wpadki, które sugerowałyby czy uzasadniałyby całkowitą rekonstrukcję. Ale wydaje się, że są pewne przestrzenie, gdzie takie zmiany mogą się dokonać, np. wiele się mówi o Ministerstwie Spraw Zagranicznych, nie do końca też pewna jest przyszłość ministra zdrowia. Tak czy inaczej trudno wyrokować. Decyzje pewnie już zapadają i rekonstrukcja będzie, ale czy aż taka, która wywróci do góry nogami ten rząd – jak donoszą media, to miałbym co do tego poważne wątpliwości.

Czym kieruje się opozycja totalna, życząc sobie, aby premierem został Jarosław Kaczyński?
– Taki scenariusz ułatwiłby Platformie czy Nowoczesnej krytykę obozu Zjednoczonej Prawicy. Zresztą politycy tych formacji są już wyszkoleni w tego typu atakach. Wydaje się, że Jarosław Kaczyński, pozostając nieco z tyłu, ale mając pod kontrolą rzeczywistość polityczną, ma dużo większą swobodę działania i dystans do bieżących wydarzeń. Ten brak obciążenia sprawami, jakie są przyporządkowane rządowi: premierowi czy poszczególnym ministrom, pozwala mu stawiać bardziej strategiczne cele. Opozycja ma tego świadomość, widząc w tym zagrożenie dla siebie, i dlatego życzyłaby sobie, aby stery kierowania rządem przejął Jarosław Kaczyński. Tyle tylko, że są to wszystko pobożne życzenia opozycji, która w tym względzie nie ma nic do powiedzenia. Żeby rozdawać karty, trzeba wygrać wybory. Póki co tzw. opozycji totalnej daleko do realizacji takiego scenariusza.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ybory.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Platforma Obywatelska największym zagrożeniem dla Polski
PostNapisane: 02 lis 2017, 11:07 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Takiego urodzaju idiotów jaki ma PO może pozazdrościć nawet Nowoczesna. Nie wszyscy posłowie PO to zwykli agenci, czy kryminalni gangsterzy.
Wśród tej peowskiej gawiedzi jest sporo normalnych inaczej, a ich publiczna aktywność jest dla PiS-u niczym balsam.
Po co PiS ma udowadniać że nie jest taki jak go opisują? Przecież wystarczy dać głos tym "lepszym" z PO, z Nowoczesnej, a już oni napędzą PiS-owi taką koniunkturę polityczną, że zbyteczna staje się własna promocja.
Jakiego poparcia społecznego może oczekiwać PO? Partia, która bełkocze, opowiada idiotyczne bzdety, gubi się w głoszonym przez siebie szambie medialnym, mająca w swoich szeregach nadmiar psychopatów, gangsterów i czynowników.


Pomaska na prezydenta Gdańska czyli nenufara na cuchnącym bagnie

Byłej radnej Gdańska obecnie posłanki Platformy Obywatelskiej Agnieszki Pomaskiej przedstawiać nie trzeba. Jest wybitnym przykładem osoby, która nie jest w stanie kompletnie niczego się nauczyć na własnych błędach. To przede wszystkim takim jak ona jej własna formacja polityczna zawdzięcza poważny spadek notowań sondażowych. I chwała jej za to. Ponieważ dla posłanki Pomaskiej ciągle jest za mało postanowiła ostatnio udzielić swojego głosu trójmiejskiej Gazecie Wyborczej. Jej wypowiedź można streścić w kilku punktach.

Powrót do sprawy oświadczeń majątkowych prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza to działanie polityczne po przejęciu kontroli nad prokuraturą przez ministra Ziobrę
Zapowiedziała swój start w wyborach na prezydenta Gdańska ponieważ „miasto jest centrum jej wszechświata i ma pomysły na jego rozwój”
Proponuje, żeby władze miasta we współpracy z parafiami miasto zaopiekowały się kilkoma czy kilkunastoma rodzinami „uchodźców” albowiem gród nad Motławą jest otwarty, a poza tym sam „papież Franciszek namawiał do zaopiekowania się osobami uciekającymi przed wojną”.
Wybór na prezydenta miasta kogoś popieranego przez Prawo i Sprawiedliwość byłby katastrofą.

Tyle cennych spostrzeżeń jak na jeden wywiad to naprawdę sukces oraz wzniesienie się na intelektualne wyżyny gdańskiej deputowanej. Dowodzi to przenikliwości w dochodzeniu do istoty rzeczy, a także świadczy o dużym postępie w arcytrudnej dziedzinie zwanej politycznym przewidywaniem inaczej – wizjonerstwem. W tym miejscu, jakby na potwierdzenie tej tezy, należy zwrócić uwagę, że posłanka Pomaska „ma pomysły” na rozwój miasta. A to jest przecież najważniejsze. Cieszą się z tego: działacze totalnej opozycji, a powinni się cieszyć przede wszystkim jej polityczni konkurenci. Nie dlatego bynajmniej, żeby musieli podzielać jej głębokie przemyślenia w imię przyszłego dobra mieszkańców tej nadmorskiej metropolii. Po prostu przy takiej konkurencji od co najmniej dwóch dekad pojawia się wreszcie szansa na odbicie „małej Sycylii” z rąk totalnie skorumpowanego układu. Dzięki tej właśnie kandydaturze. Już w pierwszym, wyżej wymienionym punkcie Pomaska przeczy samej sobie. Z jednej strony stwierdza, że „sądy są jeszcze niezależne”, a z drugiej: „powrót do sprawy oświadczeń majątkowych prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza to działanie polityczne”. Pragnę przypomnieć, że jeszcze za czasów rządów Platformy Obywatelskiej w 2015 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku przychylił się do wniosku prokuratury i umorzył wobec niego postępowanie. W ten sposób uznał argumentację prezydenta Gdańska, że brak uwzględnienia 1/3 (najpierw), czy nawet 2/3 (później) części swojego majątku w oświadczeniu oraz „zapomnienie” posiadania dwóch mieszkania było zwykłą pomyłką. Po zmianie władzy prokuratura zmieniła zdanie i odwołała się od tego wyroku. W efekcie niecały rok później nie kto inny tylko „jeszcze niezależny”, zdaniem Pomaski, Sąd Okręgowy w Gdańsku uwzględnił apelację prokuratury i przekazał sprawę Adamowicza Sądowi Rejonowemu Gdańsk-Południe do ponownego rozpatrzenia. Pikanterii sprawie dodaje fakt (pisali o tym na łamach tygodnika „wSieci” Marek Pyza i Marcin Wikło w artykułach <>, a także <>), że młoda sędzia skierowana do orzekania w sprawie prezydenta Gdańska, która przychyliła się do pierwotnego wniosku prokuratury, umarzając opisywaną sprawę w międzyczasie awansowała na wiceprzewodniczącą II Wydziału Karnego w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Południe. A to właśnie ten sąd będzie ponownie rozpatrywał sprawę oświadczeń majątkowych Adamowicza. Równie „ciekawe” są przemyślenia posłanki Pomaski odnośnie chęci współpracy z Kościołem Katolickim w sprawie przyjmowania uchodźców. W tym miejscu należy przypomnieć zachowanie Pomaski na własnym osiedlu w Gdańsku podczas obchodów Bożego Ciała. Zbulwersowana wypisywała w mediach społecznościowych jak to nie może spokojnie przejść ulicą, bo wszędzie spokój tego wolnego od pracy dnia zakłócają jej procesje. I na koniec chciałbym ustosunkować się do stwierdzenia pani posłanki jakoby „wybór na prezydenta miasta kogoś popieranego przez Prawo i Sprawiedliwość byłby katastrofą”. Większej katastrofy niż obecnie w Gdańsku rządzonym przez Platformę Obywatelską trudno sobie wyobrazić. Cała Polska uważa, że stwierdzenie: gród nad Motławą to „mała Sycylia” jest zbyt łagodne w stosunku do tego co tam zrobiła jej formacja i powiązana z nią reszta. Afery: „Amber Gold”, sędziowska „pajęczyna”, lokalny biznes to największy w kraju przykład korupcji wołający o pomstę nie tyle do Nieba ile do organów ścigania. Czas wreszcie przerwać ten chocholi taniec, w którym Agnieszce Pomasce marzy się być primabaleriną.

autor: Andrzej Potocki

https://wpolityce.pl/polityka/364766-po ... cym-bagnie


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 472 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 28, 29, 30, 31, 32  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /