Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 138 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 08 cze 2012, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Zasłonięte okna Tu-154

Wiele mówi się o zamieszczonym przez " Gazetę Polską " domniemanym ostatnim zdjęciu śp. Lecha Kaczyńskiego. Pomijam dywagację na temat koszuli i mankietów. Co jest istotne ? Zdjęcie przedstawia Prezydenta na pokładzie TU-154 przy zasłoniętych oknach samolotu i pełnym oświetleniu pokładu.

Jak się trochę orientuję, zasłonięcie okien i pełne oświetlenie przestrzeni pokładu samolotu jest stosowane przy lotach w nocy. Skoro TU-154 wystartował 10 kwietnia 2010 jak podają raporty po godzinie 7-ej, to w jaki sposób wyjaśnić zasłonięcie okien samolotu ?

Przy uwzględnieniu zmiany czasu na letni 10 kwietnia 2010 w Warszawie wschód słońca nastąpił o godzinie 5:52 przy prognozie pogody duże zachmurzenie.

Czy jest jakieś logiczne wytłumaczenie faktu zasłonięcia okien samolotu, jeżeli start samolotu odbył się po wschodzie słońca ?

Zdjęcie z " Gazety Polskiej " :

Obrazek

http://panama.salon24.pl/424381,zasloniete-okna-tu-154


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 16 cze 2012, 09:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Systematyka tematów Smoleńskich w pikopunktach

Kategorie jakie przyjąłem

I. Warianty tematu
II. Nadawcy tematu
III. Odbiorcy tematu

I. Temat (zdarzenie z 10.04.2010)

1. Teoria wypadku komunikacyjnego na Siewiernym, samolot = 1
przesłanki - raport Mak'Miller

Ocena – negatywna

2. Teoria zamachu na Siewiernym (dwa wybuchy), samolot = 1
przesłanki – analiza p. Nowaczyka na podstawie danych z FMS/TAWS, które na prośbę MAK zostały przez UA odczytane, analizy p. Dąbrowskiego, p. Szuladzińskiego, symulacja prof. Biniendy wykluczająca utratę skrzydła na brzozie

Ocena – bazowanie na danych MAK przy budowie podstaw teorii, zupełne pomijanie ewidentnych przesłanek „maskirowki”, zaniechanie wysłuchań przez Zespół Parlamentarny (ZP), nie badanie spraw związanych z organizacją i wylotem delegacji z Okęcia (jeden samolot po Mirosławcu?), próba dopasowania wybuchów do rozłożenia szczątków niezgodna z realiami i relacjami świadków (np. amb. Bahr słyszał jak samolot leciał nad lotniskiem) - teoria nie do obrony, wysuwana być może z przyczyn jakiejś taktyki politycznej.

3. Teoria maskirowki (FYMa) z wylotem delegacji, samolotów > 1, zamach poza krajem (?)
przesłanki - analiza dostępnych zdjęć, relacji, wywiadów, wysłuchań, fałszowanie zapisów (np. VCR), sposób prowadzenia dochodzenia, niespójność relacji świadków, zaniechanie działań służb ratowniczych, nieprawdopodobne zbiegi przypadków

Ocena - teoria wg mnie najlepiej wyjaśniająca wygląd miejsca zalegania szczątków, zachowania osób odpowiedzialnych politycznie i organizacyjnie za wizytę, sposób prowadzenia śledztwa. Nie daje odpowiedzi gdzie zginęli ludzie, trudna do akceptacji przez ogół z uwagi na drastyczność i udział bierny (bądź czynny) strony krajowej.

4. Teoria maskirowki bez wylotu, zamach w kraju (Okęcie?)
przesłanki - jak w p. 3 + brak jakichkolwiek relacji z Okęcia, brak dostępnych zapisów lotu, permanentne kierowanie zainteresowania badaczy ma Siewierny, nawet kosztem dopuszczenia wariantu 2.

Ocena - też dopuszczam taki wariant - bardzo trudny do badania z uwagi na całkowity blackout informacji o ostatniej dobie ofiar. Dotarcie do ogółu b. trudne - drastyczność wersji + czynny udział strony krajowej.


II. nadawcy
1. oficjalne media głównego nurtu – pełna koordynacja w utrwalaniu wersji Millera

2. media typu ND, GP – przekaz zgodny i popierający teorie ZP, zamknięty na inne konkurencyjne teorie (nie związane z Millerowską)

3. Internet – blogosfera – powielenie oficjalnego przekazu (p.1. i p.2.) i dodatkowo
a. grupa funkcjonariuszy oddelegowana na odcinek Internetu - działająca jako: „zamulacze”, trolle, „eksperci”, idioci, robiący chaos informacyjny (b. duża)
b. osoby z ciasną umysłowością nie dopuszczające wszystkich możliwych scenariuszy (i dlatego negujący pewne fakty),
c. osoby otwarte na każdą możliwą (w świetle dostępnych informacji lub braku oczywistych) hipotezę umożliwiającą złożenie "puzzli" w logiczny obrazek
d. grupa związana z 2. aktywnie zwalczająca (dezinformacja i trollowanie) grupę c. Być może jest to grupa a. która przyjęła taki sposób działania.


III. odbiorcy
1. nie zainteresowani
a. w rozmowach nie chcą poruszać tego tematu (nie mam ochoty, nie interesuje mnie), np. same uwikłane w problemy własnej egzystencji
b. postawa „a co mnie to obchodzi – brudna polityka”, lub „kaczor się doigrał”
c. znudzeni – „znowu ten Smoleńsk, ile można, są ważniejsze sprawy” (duża grupa)

2. wyznawcy teorii prezentowanych w raportach Mak'Millera
a. sami autorzy
b. osoby zawodowo zajmujące się propagowaniem i utrwalaniem tej teorii
c. osoby mało dociekliwe, leniwe, podatne na oficjalną propagandę (b. duża grupa)
d. osoby dla których nie do pomyślenia jest by teorie popierane przez Pis miały sens

3. sceptycy typu: może coś tam było, ale lepiej nie drążyć ...
a. postawa typu: „lepiej nie ruszać bo wojna z ruskimi będzie”
b. bojących się zmiany status quo ze względów na powiązania ekonomiczno-polityczno-biznesowe (b. duża grupa)
c. nie wierzących do końca w możliwość zamachu, „to się nie mieści w głowie”

4. zaangażowani w wersję ZP

5. zainteresowani wyjaśnieniem sprawy nie przyjmujący hipotezy ZP i Mak’Millera.

http://piko.salon24.pl/419763,systematy ... kopunktach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 28 wrz 2012, 09:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Przerażające wystąpienie ministra Gowina

Wystąpienie nie było przerażające z powodu opisów drastycznych scen, którymi wyjątkowo hojnie obdarzała nas dziś wieczorem pani marszałek Kopacz w trakcie swego żałosnego występu. Nie zawierało ono też jakichś wyjątkowo perfidnych kłamstw czy insynuacji, nie było w nim brutalnych ataków i tym podobnych. Wprost przeciwnie, jak to u ministra Gowina, wszystko odbywało się w tonie kulturalnym i spokojnym. Jasne było też dla wszystkich, że minister Gowin nie odpowiada za smoleńskie zaniedbania i że tak właściwie nie będzie miał jako szef resortu sprawiedliwości zbyt wiele do powiedzenia w tej sprawie. Tak też się stało.

Przewidywalna była negacja prawie wszystkiego - a więc, że ministerstwo nie dysponowało tajnymi materiałami od służb, że nie upoważniło nikogo z Kancelarii Premiera do wykonywania czynności w imieniu resortu, że żadne skargi nie były kierowane do Ministerstwa Sprawiedliwości i tak dalej. Nie ma powodów, żeby w to wątpić, zapewne tak było.

Przerażające w tym wystąpieniu było jednak coś innego. Po raz kolejny pozostawiło ono w słuchaczach wrażenie, że Państwo Polskie tak właściwie nic nie może, że w ogóle nikt nic nie może. Pozamieniano zwłoki - nikt za to nie odpowiada. Nie został spełniony obowiązek dopilnowania pochówków - też nikt za to nie odpowiada. Mieliśmy do czynienia z nieprawdopodobnym bałaganem przy sekcjach i przy sporządzaniu dokumentacji - też nikt za to nie odpowiada mimo że odpowiednie przepisy istnieją. Prokuratura może a nawet powinna w podobnych przypadkach zarządzić sekcje zwłok po przetransportowaniu ciał do kraju ale dziwnym trafem niczego takiego nie zarządza. Poza wszystkimi innymi nieprawidłowościami okazuje się, że w dość dobrze zachowanych ciałach ofiar pełnomocnicy rodzin znajdują kawałki samolotu (i to kawałki dość specyficzne, mogące mieć znaczenie dla określenia sposobu rozpadu samolotu). Prokuratura jednak specjalnie nie przejmuje się tym - dowód rzeczowy zostaje zabezpieczony dopiero wskutek nalegania pełnomocnika. I nikt za ten stan rzeczy nie odpowiada a Ministerstwo Sprawiedliwości ani nikt inny nic nie może.

No i jeszcze w przemówieniu poruszona została sprawa ministra Arabskiego, który mówił, że trumny w Polsce nie będą otwierane. Właściwie nie miał prawa wydać podobnego zakazu i zdaniem Ministra Sprawiedliwości nie wydał go ale tak sobie informował o obowiązującym stanie prawa. No a rodziny niepotrzebnie go posłuchały - jak się teraz okazało - a przecież wcale nie musiały. Ale za to akurat Ministerstwo Sprawiedliwości też nie odpowiada. Co gorsze, w ogóle znów nikt za to nie odpowiada, rodziny same sobie winne, mogły przecież jeszcze w samolocie do Moskwy przepisy sobie przestudiować, to by wiedziały i nie sprawiały wówczas niepotrzebnego kłopotu władzy.

Jeśli chodzi o trudności w wykonywaniu czynności przez polskich prokuratorów na terenie Rosji - to też żadnych skarg do Ministerstwa nie było, wiadomo że trudności były ale nikt za nic nie odpowiada.

W ogóle nikt za nic nie odpowiada, fajnie jest.

http://leonarda.salon24.pl/450825,przer ... tra-gowina


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 10 paź 2012, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Milczący radiowysokościomierz

Rosyjski MAK i polska komisja Jerzego Millera podały rozbieżne dane na temat wysokości pasa na lotnisku Siewiernyj - twierdzi prof. Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu w Maryland, który uczestniczył we wczorajszym posiedzeniu parlamentarnego zespołu smoleńskiego.

- Praca techniczna jest częścią pracy całego zespołu smoleńskiego. To techniczna analiza katastrofy - zaznaczył prof. Nowaczyk. Ekspert z Uniwersytetu w Maryland od wielu miesięcy współpracuje z zespołem parlamentarnym. Wczoraj po raz pierwszy był obecny na posiedzeniu zespołu.

- Nigdy na początku nie postawiliśmy żadnej hipotezy, jak mogła wyglądać ta katastrofa. Te hipotezy wynikają krok po kroku z kolejnych analiz. Jeżeli dostaniemy dokumenty do ręki, które będą zaprzeczały temu, co do tej pory zrobiliśmy, zweryfikujemy swoje badania. Takich dokumentów do tej pory nie mamy - mówił.

Nowaczyk dokonał wczoraj analizy załącznika nr 4.11 do raportu PKBWLLP. Dołączona została do niego wizualizacja ostatnich sekund lotu tupolewa. Jak dowodził naukowiec, komisja Jerzego Millera pominęła w raporcie rejestry ostatniego, 38. zapisu pracy systemu TAWS.

- Zarówno komisja MAK, jak i komisja Millera nie analizowały tego punktu - konkludował prof. Nowaczyk.

Dane dotyczące ostatniego punktu TAWS o numerze 38 mogą okazać się kluczowe dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy samolotu Tu-154M nr 101 pod Smoleńskiem. W ostatnich sekundach lotu system TAWS zarejestrował informacje o kilkunastu awariach związanych prawdopodobnie z procesem niszczenia maszyny, który rozpoczął się już na wysokości ok. 30 metrów nad ziemią.

Według prof. Nowaczyka, jeszcze przed zderzeniem z ziemią doszło do awarii skrzydeł, silnika nr 1 i agregatów elektrycznych. Oprócz tego zdiagnozował 11 innych obszarów usterek; doszło też do awarii radiowysokościomierza - to nowość zaprezentowana wczoraj przez prof. Nowaczyka. Chodzi o to, że na dane z radiowysokościomierza powołują się raporty MAK i PKBWLLP. Tymczasem według raportu firmy ATM sporządzonego dla komisji Millera urządzenie to od pewnego momentu w ogóle nie działało.

Profesor Nowaczyk ustalił trajektorię pionową maszyny podczas ostatnich sekund lotu. Jak wynika z jego badań, w rejonie brzozy Tu-154M nie zszedł poniżej 20 metrów. Ekspert wskazał też na istotne rozbieżności dotyczące ustalenia wysokości początku pasa na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. Według raportu MAK, wysokość początku pasa wynosi 258 metrów. Komisja Millera podaje natomiast w swoim raporcie, że wysokość pasa wynosi 254 metry.

- Ekspertyza ATM podaje z kolei, że na podstawie ustaleń Działu Geodezji i Kartografii Sztabu Generalnego Wojska Polskiego wysokość pasa to 251 metrów. Wydawałoby się - drobiazg, ale tak nie jest. Trajektoria lotu, którą się rysuje i którą się posługuje w analizach, to wysokość samolotu nad poziomem pasa. Jeżeli ten pas lokujemy na różnych wysokościach i okazuje się, że w tych obu raportach samolot ścina brzozę na wysokości 5-7 metrów - mimo tych różnic - to musi to budzić już nie tylko zdziwienie, ale podejrzenia, że te rachunki nie są ze sobą spójne - dowodził prof. Nowaczyk.

Ustalenia, które zaprezentował wczoraj naukowiec, to wynik analizy odczytu z tzw. rejestratora szybkiego dostępu firmy ATM. Rejestrator był odczytywany w Polsce. Zapis tzw. polskiej czarnej skrzynki to zapis cyfrowy. Rejestruje ona parametry, których nie uwzględnia tzw. FDR - czarna skrzynka parametrów lotu.

Skrzynka ATM uwzględnia m.in. zapis pracy silników podczas lotu, ich temperaturę i wibracje. Zarówno ATM, jak i FDR zapisują wszystkie parametry w sposób ciągły. Danymi tymi dysponowały i MAK, i PKBWLLP. Parametry najrzadziej zapisywane są co pół sekundy. Jednak ani MAK, ani polska komisja nie podały bezpośredniego odczytu wysokości radiowej. Została podana tylko i wyłącznie wysokość uwzględniająca profil podłoża. Nie określono też metodologii, w oparciu o którą obliczono, na jakiej wysokości samolot uderzył w brzozę. Nie wiadomo, czy eksperci obu komisji uwzględnili przy tym wysokość podwozia.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mierz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 15 paź 2012, 18:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Wiktor But korzystał z Lotniska Severnyj !!

Mec. Hambura w "Uważam Rze" Skoro handlarz bronią Wiktor But korzystał z lotniska w Smoleńsku, to znaczy, że Amerykanie obserwowali to miejsce

Ekshumacja Anny Walentynowicz obaliła wiarygodność całego śledztwa - mówi w rozmowie z Jackiem i Michałem Karnowskimi w tygodniku “Uważam Rze” mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik rodziny śp. Anny Walentynowicz.

Jeżeli wrak znajduje się na terenie obcego państwa, niszczony i czyszczony, to jak można mówić o uczciwym i rzetelnym dochodzeniu prawdy? Anita Gargas pokazała to w swoim filmie – niszczenie łomami wraku przez zadowolonych z siebie rosyjskich żołnierzy, cięcie go piłami kilkadziesiąt zaledwie godzin po tragedii, w pośpiechu usuwanie śladów na pogorzelisku. To jest dopiero katastrofa cywilizacyjna, niespotykana, nie do pomyślenia w świecie Zachodu.

Uważam, że to wszystko jest totalna porażką ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Gdyby rzeczywiście wyniósł z Anglii jakąś lekcję, odpowiednio by się w tę sprawę, z wymaganą powagą, zaangażował. Poprosiłby swoich brytyjskich i niemieckich przyjaciół o pomoc. Żeby przynajmniej zrobiono to co zrobiono po tragedii nadLockerbie, kiedy wyszukiwano najdrobniejsze szczątki by złożyć wrak, zbadać wszystko co możliwe. To jest standard państwa cywilizowanego.

“Zastosowano standardy azjatyckie. Tragedia” - dodaje Hambura.

Pytany, czego nie zrobiono, mec. Hambura odpowiada:

(...) nie skorzystano z wiedzy, która jest w zasięgu ręki. Weźmy informację podaną przez Witolda Gadowskiego, iż jeden z najbardziej znanych rosyjskich handlarzy bronią, Wiktor But, osądzony i uwięziony przez Amerykanów, operował z lotniska w Smoleńsku. Stamtąd startowały jego samoloty. Panowie wiedzą co to znaczy?

Co?

To, że skoro Smoleńsk był, a pewnie i jest, miejscem z którego prowadzi się takie operacje, przez Stany Zjednoczone odbierane jako wrogie, to miejsce to było obserwowane we wszelki możliwy sposób. Przede wszystkim z góry. I to prędzej czy później wyjdzie.

Mec. ocenia, że Amerykanie na razie nie angażują się w sprawę, ponieważ “nie mają interesu”. “Jak zmieni się sytuacja polityczna powiedzą co wiedzą” - ocenia prawnik. I dodaje: dziś trzeba zbierać wszystkie możliwe dostępne źródła i je analizować:

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów do dziś pewnie pluje sobie w brodę, że ujawniła na swoich stronach małą notatkę z której wynika, że prezydent Miedwiediew zrobi wszystko by śledztwo w sprawie Smoleńska było prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich. Ba, zapewnia, że zrobi wszystko by tak było. Mówił to 10 kwietnia 2010 r. i jest to w dokumencie urzędowym. Dlaczego polskie władze nie chwyciły się tej oferty?

Hambura dodaje: “wiem z innych źródeł, że byli polscy urzędnicy, którzy wyciągnęli z sejfów umowę polsko-rosyjską z 1993 roku, która mogła być podstawą badania katastrofy”. Z tą wiedzą nic jednak nie zrobiono.

Komentując najnowszą wersję władzy, według której Ewa Kopacz pojechała do Smoleńska nie jako minister rządu, ale jako lekarka, mecenas mówi:

(...) za chwilę się okaże, że Donald Tusk był tam jako historyk, kronikarz, by za kilka lat napisać wspomnienia „jak oddałem śledztwo Putinowi”, a Tomasz Arabski, z zawodu dziennikarz, chodził po dymiącym pogorzelisku by powstał artykuł „jak w tak ważnej sprawie zawiedliśmy całkowicie”. Na to wychodzi.

Na sączony przez władze argument, że konsekwencją prawdy będzie "wojna", Hambura odpowiada:

To jakiś absurd. Jaka wojna?! W ogóle tego nie rozumiem. Trzeba pokazać prawdę. Czego tu się bać? I wiedzieć, że Rosjanie rozmawiają rzeczowo z tymi, którzy twardo obstają przy swoim. Tych, którzy pełzają i klęczą nie szanują.

Pytany, czy ktokolwiek w prokuraturze patrzy na śledztwo to szerzej, całościowo, stwierdza:

Nie i oni wiedzą, że prędzej czy później będą musieli ponieść konsekwencje zaniechań. Już słyszę, że jeden czy drugi próbuje załatwić sobie zabezpieczenie na przyszłość, zbiera dokumenty i świadectwa, że on chciał, starał się, ale mu nie dali.

Będzie to skuteczne?

Nie sądzę. Sądzę, że nie będzie zmiłuj się.

(...) Tam jest wiedza, która moim zdaniem spędza wielu sen z powiek. Sam Donald Tusk wie, że w przyszłości może mieć problemy, że to za poważna sprawa, za wielki skandal by przeszło bez konsekwencji. Może panów zdziwi ta moja pewność, ale patrzę na to także z oddali i wydaje mi się to jasne, oczywiste i nieuniknione. Pewnie zresztą już niedługo będziemy świadkami kolejnych sensacji. Służby specjalne w takim państwie jak III RP potrafią wyczuć wiatr, wtedy zaczynają się konflikty, a one wchodzą do gry. Niewykluczone, że chcąc przyspieszyć odejście Tuska coś nam przy okazji powiedzą o Smoleńsku. Na pewno walka o prawdę wkracza w nowy etap.

"Warto być uważnym, zdeterminowanym i cierpliwym" - stwierdza mecenas, i nie sposób się z nim nie zgodzić.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/38485-me ... to-miejsce

No to powoli dobijamy do brzegu szczęśliwej wyspy o nazwie prawda, jeszcze parę /no powiedzmy paręset machnięć wiosłem/ i POznamy jak to z TU154M było i co się stało w rzeczy samej no a potem to już będzie kwestia kto na latarnię, kto za kraciaste firanki na dookoła Wojtek, aby było dużo czasu na rozmyślanie jak to śpiewała Irena Santor "Czy warto było.....?" A na razie tańcz głupia tańcz i ciesz się wolnością a wasze potomstwo podziękuje wam za hańbę wieczną jaką ich okryliście i wierzcie mi nie będzie to słodkie.....;)

http://bombardier.nowyekran.pl/post/769 ... a-severnyj


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 16 paź 2012, 19:48 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7560
Lokalizacja: Podlasie
Uwaga : materiał drastyczny !

http://gorojanin-iz-b.livejournal.com/55983.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 17 paź 2012, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Skąd wyciekły drastyczne zdjęcia?

Piotr Falkowski

Wczorajsze media doniosły po południu o opublikowanych w internecie zdjęciach wykonanych na miejscu katastrofy 10 kwietnia 2010 roku.

Umieszczenie na pierwszych miejscach serwisów informacyjnych sensacyjnego tytułu o drastycznych zdjęciach ofiar smoleńskiej katastrofy spowodowało, że mało znany blog prezentujący spiskowe teorie na temat różnych katastrof i zbrodni znalazł się w centrum zainteresowania.

Mieszczanin z Barnuału - tak nazwał siebie autor bloga założonego 10 lutego 2011 roku. Nie wiadomo, czy rzeczywiście pochodzi z miasta w Kraju Ałtajskim (nad Obem, blisko granicy Kazachstanu, Chin i Mongolii). Ma kilka blogów. Z jednego - na portalu liveinternet.ru - został usunięty z powodu naruszającej prawo zawartości. Większość wpisów dotyczy różnych katastrof, zbrodni i niewyjaśnionych wypadków. Zazwyczaj autor wyjaśnia wszystko działaniami tajnych służb i różnego rodzaju mistyfikacjami. Widzi taką na przykład w katastrofie superjeta 100 w Indonezji (w maju) i powodzi w Krymsku (w lipcu). Wszystkie materiały są bogato udokumentowane zdjęciami, także satelitarnymi. Niektóre mogą pochodzić z internetu lub serwisów agencyjnych, ale z pewnością nie wszystkie. Często pojawiają się fotografie przedstawiające szczegóły akcji ratowniczej, w tym czynności medycznych.

Bloger powołuje się na własne źródła i listy od różnych osób. Także materiały o Smoleńsku, jak twierdzi, zawdzięcza korespondencji z kimś życzliwym jego projektowi. Wpis pochodzi z 21 września tego roku. Wśród znanych od dawna zdjęć miejsca katastrofy i rozpowszechnionych w internecie filmów z akcji ratowniczej wklejono kilkanaście zdjęć nigdzie niepublikowanych. Przedstawiają ciała ofiar w stertach części samolotu, ciała układane na foliach oraz trumny, są też dwa zdjęcia z sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w tym jedno w trumnie. Cały blog Mieszczanina z Barnuału amerykański portal kwalifikuje jako przeznaczony dla dorosłych.

Fotografie nieznanego pochodzenia stanowią ilustrację artykułu zatytułowanego "Globalna inscenizacja pogrzebowa". Przedstawiono w nim tezę, jakoby ciała ofiar katastrofy zostały w Smoleńsku podrzucone, tak samo jak wrak samolotu. Do ich śmierci miałoby dojść zupełnie gdzie indziej w wyniku morderstwa. Także w Polsce są zwolennicy tego rodzaju hipotez, nazywanych z rosyjska "maskirowką". Rosyjski autor wywodzi swoje twierdzenie z oceny śladów pożaru samolotu, oglądu trawy na miejscu katastrofy i stanu zwłok ofiar.

Nie jest natomiast prawdą doniesienie Radia Zet, które pierwsze poinformowało o stronie dziwnego internauty, jakoby twierdził on, że katastrofę spowodował wybuch i opublikowane zdjęcia miałyby tego dowodzić.

Pułkownik Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, i Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej, zapewniają, że zdjęcia nie wyciekły z akt prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową śledztwa w sprawie katastrofy. Polskie władze podejmują próby zablokowania wszystkich stron z fotografiami ofiar katastrofy, a minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zaapelował o niepublikowanie ich w mediach. Redakcja "Super Expressu" poinformowała, że niedawno otrzymała propozycję zakupu tych samych zdjęć, ale nie skorzystała z oferty. W przekazanym PAP oświadczeniu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podała, że wie o publikacji od kilku tygodni i podejmuje starania w celu ich zablokowania. Powiadomiła też prokuraturę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12591,ska ... jecia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 18 paź 2012, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Operacja ze zdjęciami

Opublikowane przez rosyjskiego blogera drastyczne zdjęcia ofiar katastrofy zrobiono "prawdopodobnie w tym momencie, kiedy na miejscu nie było Polaków" - stwierdził wczoraj szef MSW Jacek Cichocki. Tymczasem dwie z fotografii wykonano 11 kwietnia 2010 r., a więc w czasie, gdy w Smoleńsku przebywało pięciu prokuratorów wojskowych, z gen. Krzysztofem Parulskim na czele.

Były szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej z dwoma innymi śledczymi przyleciał na miejsce katastrofy dzień wcześniej, czyli 10 kwietnia. Parulski uczestniczył w nocnej sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jedno z opublikowanych zdjęć dotyczy właśnie tej czynności. W Smoleńsku razem z nim byli 10 kwietnia płk Zbigniew Rzepa i płk Ireneusz Szeląg, którzy - jak wynika z odpowiedzi MON na interpelację poselską - brali "udział w czynnościach śledczych". Z informacji przekazanych "Naszemu Dziennikowi" przez prokuratora Rzepę wynika, że wylecieli do Smoleńska o godz. 15.30.

Szczególnie bulwersującym wątkiem w całej sprawie jest zachowanie prokuratora generalnego. Bo choć ABW dysponowała informacją o zdjęciach 28 września, to Andrzej Seremet uznał za stosowne wysłać zapytanie do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej dopiero, kiedy publikacją zajęli się dziennikarze, czyli wczoraj (17 października).

Komitet Śledczy FR zaprzeczył wczoraj, jakoby zdjęcia pochodziły z akt rosyjskiego śledztwa. Moskwa zapewnia, że podjęła kroki zmierzające do usunięcia tych materiałów ze środków masowego przekazu, ustalenia osoby, która wykonała i upubliczniła zdjęcia, a także wyjaśnienia motywów danych działań.

Błędy przeszłości
Wyciek zdjęć sekcyjnych ofiar katastrofy smoleńskiej to pokłosie braku ustaleń pomiędzy stroną polską i rosyjską w zakresie ochrony wrażliwej dokumentacji i opieszałości w pozyskiwaniu materiałów dowodowych.

W ocenie mec. Piotra Pszczółkowskiego, szokująca i naganna moralnie publikacja zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej w internecie na rosyjskich serwerach jest m.in. konsekwencją tego, że śledztwo nie było prowadzone z właściwym udziałem polskich prokuratorów.

- Gdyby śledztwo było jedno, byłyby też jasne reguły obchodzenia się z materiałem dowodowym i być może nie dochodziłoby do tego rodzaju wycieków - ocenił pełnomocnik. Jak zauważył, jeśli nawet - jak tłumaczono - nie dało się poczynić szczegółowych ustaleń "ad hoc", to formułę współpracy można było wypracować w kolejnych miesiącach i korzystać z niej obecnie. Nie zrobiono tego. Ne ustalono też, w jaki sposób należy obchodzić się z wrażliwymi materiałami.

- Ta kwestia powinna być przedmiotem ustaleń strony polskiej i rosyjskiej. To, że nie zapytano o to, jak traktowane są tego rodzaju wrażliwe materiały, czy są one odpowiednio strzeżone, jest zaniedbaniem ze strony polskiej administracji i prokuratury - twierdzi pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego.

W ocenie mec. Pszczółkowskiego, pojawianie się materiałów w internecie to także skutek braku osiągnięć w pozyskiwaniu materiału dowodowego z Rosji. Gdyby spływał we właściwym tempie, nie stałby się przedmiotem wtórnego obiegu.

Wszystko na pokaz
Rosjanie nie przykładali większej wagi do ochrony wrażliwych zdjęć. Dokumentacja sekcyjna ciała prezydenta została bez większych przeszkód okazana dziennikarzom "Naszego Dziennika" przez lekarza Michaiła Maksymienkowa już w sierpniu 2010 r., choć nie powinien tego uczynić bez zgody prokuratury.

- Obecna sytuacja pozwala sądzić, że w niedługim czasie będzie można kupić taśmy lub całe rejestratory albo wrak samolotu lub jego fragmenty. Skoro były przypadki niesubordynacji osób wykształconych, to przecież może być tak, że podobne podejście do sprawy będzie miał strażnik czarnych skrzynek. A może i żołnierze, którzy strzegą wraku, dojdą do wniosku, że skoro waży kilka ton, to jak się sprzeda kilka kilogramów, nikt tego nie zauważy? To przerażające, ale to wynika właśnie z tej opieszałości - wskazuje mecenas.

Jakie zdjęcia oferowano?
Pszczółkowski skierował do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wniosek o przesłuchanie dziennikarza "Super Expressu". Chodzi o ustalenie, czy zdjęcia, które mu oferowano, są zbieżne z materiałem dowodowym zgromadzonym przez polskich śledczych.

- Ja tych zdjęć nie znam, bo zgodnie z decyzją prok. Ireneusza Szeląga, szefa warszawskiej WPO, takie materiały posiadają klauzulę "zastrzeżone" i nie są mimo moich wniosków przedmiotem możliwym do analizy przez pełnomocników - zaznacza. Zdjęcia są posegregowane w teczkach, dotyczą konkretnych ofiar i w takim zakresie są udostępniane.

Zdaniem mecenasa, dziennikarz powinien skonfrontować swoją wiedzę z materiałem dowodowym i zweryfikować, czy oferowane mu fotografie to na pewno te, które zostały opublikowane w internecie, czy też inne, i czy na pewno nie pochodzą one z akt WPO.

Sprawa jest o tyle istotna, że dziennikarz twierdził, iż nie kupił zdjęć z materiałów sekcyjnych z Moskwy, a publikowane fotografie prawdopodobnie pochodzą ze Smoleńska. A to wskazywałoby na inne źródło ich pochodzenia.

- Dziennikarz powinien opisać, jakie zdjęcia mu oferowano. Szczególnie że nie mamy pewności, iż były to dokładnie te opublikowane w internecie. Przypomnę, że wspominał on m.in. o dokumentacji fotograficznej ze stołów sekcyjnych w Moskwie, a wiemy, że w internecie pokazano zdjęcie - wydaje się - z sekcji śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A ta była przeprowadzona w Smoleńsku - dodaje Pszczółkowski. Jeśli zatem dziennikarzowi oferowano inne materiały niż już opublikowane, to zapewne są to fotografie robione przez osoby bezpośrednio związane ze śledztwem.

(Nie)świadoma wrzutka
Jarosław Gowin ocenił, że nie ma podstaw, by publikację zdjęć uznać za "świadomą wrzutkę Rosji wobec Polski". Sprawa ma być tematem rozmowy z ministrem sprawiedliwości Rosji. Minister dodał, że trzeba wyjaśnić, jak zdjęcia trafiły na rosyjski portal, i zapewnił, że "wszystkie odpowiednie organy państwa działają w tej sprawie". W ocenie ministra, zdjęcia mogą pochodzić z akt rosyjskiego śledztwa. Ale pewności nie ma. Polska prokuratura zapewnia, że zdjęcia nie pochodzą z akt polskiego śledztwa w sprawie katastrofy.

Formy represji
Z oceną Gowina nie zgadza się mec. Bartosz Kownacki. Według niego, nie ma przypadkowości. Wskazuje, że są to materiały m.in. z prosektorium, do którego osoby postronne nie miały dostępu.

- Wygląda na to, że zdjęcia wykonał któryś z rosyjskich funkcjonariuszy, a kiedy pojawiły się wątpliwości co do identyfikacji ciał, to w drodze pewnej represji, a być może i innych ukrytych celów, Rosjanie zdecydowali się upublicznić te zdjęcia. W mojej ocenie, istnieje tu wysokie prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z celowym działaniem rosyjskich służb specjalnych - zaznacza.

Zdaniem Kownackiego, po publikacji fotografii na blogu nietrudno ustalić źródło ich pochodzenia, a idące za tym ryzyko wskazuje, że tego rodzaju publikacja nie ukazałaby się bez zgody służb. Według pełnomocnika, jeśli publikowany materiał jest w aktach polskiego śledztwa, to w Polsce z urzędu powinno zostać wszczęte postępowanie karne w tej sprawie. Podobne kroki powinni wszcząć rosyjscy śledczy.

- Jako pełnomocnik nie jestem w stanie ocenić, czy zdjęcia wyciekły z polskich akt, czy też nie, bo polska prokuratura wprowadza nadmierne ograniczenia utrudniające nam pracę. Niestety, z drugiej strony zdjęcia mogły znaleźć się w internecie. A tego rodzaju materiały nie powinny być w ogóle publikowane - dodaje.

Kierownictwo do zadań medialnych
Rażące jest to, że Jarosław Gowin i Andrzej Seremet podjęli kroki dopiero wczoraj, po nagłośnieniu sprawy w mediach - przeszło dwa tygodnie po tym, jak informacja o publikacji trafiła do polskich służb.

ABW zabezpieczyła opublikowane fotografie i powiadomiła prokuraturę wojskową. Skontaktowała się ze służbami krajów, gdzie odnaleziono zdjęcia, w celu zablokowania ich publikacji. Po interwencji Rosja oraz Ukraina zablokowały wskazane strony internetowe. Nie udało się to z domenami niemieckimi i amerykańskimi, bo służby tych państw nie mogły tego uczynić z uwagi na ograniczenia prawne. ABW zwróciła się też 1 października do szefa Rosyjskiej Służby Bezpieczeństwa (FSB) z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji.

W ocenie Kownackiego, jeśli rzeczywiście ABW wiedziała o sprawie od przeszło dwóch tygodni, a dopiero teraz minister sprawiedliwości i prokurator generalny zaczynają działać, to jest to ich przyznaniem się do błędu.

- To też pokazuje, że polskie państwo nie funkcjonuje właściwie, i widzimy, że dzieje się tak niezależnie od tego, czy chodzi o budowę stadionu, przygotowanie wizyty prezydenta czy ochronę godności osób, które zmarły w katastrofie. Dopiero gdy problem staje się medialny, instytucje zaczynają działać - zaznacza.

Inicjatywę - także dopiero po nagłośnieniu sprawy - wykazał Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, który w swoim stylu - na Twitterze - zaapelował, by nie powielać w polskich mediach drastycznych zdjęć.

Polecił też wezwać do MSZ ambasadora Federacji Rosyjskiej Aleksandra Aleksiejewa. W czasie spotkania wiceminister Jerzy Pomianowski przekazał Aleksiejewowi wyrazy oburzenia "z powodu opublikowania w internecie wykonanych przez funkcjonariuszy rosyjskich drastycznych zdjęć ciał ofiar katastrofy samolotu rządowego w Smoleńsku 10 kwietnia 2012 roku".

Polska oczekuje od władz rosyjskich stanowczych działań, natychmiastowego śledztwa w tej sprawie i ukarania winnych wycieku oraz dobrej współpracy strony rosyjskiej z ABW i prokuraturą.

Co istotne, Jacek Cichocki, szef MSW, potwierdził, że już kilka tygodni temu kanałem służb specjalnych zadano Rosji kategoryczne pytanie, dlaczego zdjęcia się pojawiły w internecie, oraz wysłano żądanie o ich usunięcie. Odpowiedzi nie ma.

Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ciami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 20 paź 2012, 09:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Krzemionka pirogeniczna?

Analiza znalazła na szybach Tupolewa ‘101’ krzem i wapień. Chemicy wyciągnęli wniosek, że substancja zawierająca krzem była rozproszona w powietrzu i osiadła na szybach podczas lotu, przed rozbiciem się samolotu.

Spekulacja na ten temat kieruje się w na ogół w kierunku ambitnej hipotezy wywołania sztucznej mgły przez zrzut cementu, którego cząsteczki miałyby funkcjonować jako jądra kondensacji atmosferycznej pary wodnej w mikrokrople wody, czyli mgłę.

Zasadniczą wadą tej hipotezy jest trudność przewidzenia z gory skuteczności takiego zabiegu, wysoce zależnego od lokalnej temperatury, ciśnienia i wilgotności powietrza. Dwa-trzy stopnie cieplej, pół metra na sekundę więcej wiatru, procent lub dwa mniej wody w atmosferze, i nic z tego, poza posypaniem okolicy cementem.

Istnieje prostsza hipoteza.

Ale najpierw pytanie: czy badacze wiedzą, która strona odłamków szyb w ich posiadaniu odpowiada zewnętrznej, a która wewnętrznej stronie szyb Tupolewa?

Bo o ile krzem znajdujemy głównie po WEWNĘTRZNEJ stronie szyb, od strony kabiny, to być może znaleźliśmy właśnie drugi po cyrkonie element sygnatury eksplozji termobarycznej wewnątrz samolotu.

Krzemionka pirogeniczna, inaczej krzemionka płomieniowa, krzemionka aktywna, (ang. fumed silica) jest standardowym składnikiem zagęszczającym (żelującym) ładunków termobarycznych. Krzemionka utrzymuje pył metaliczny (aluminium, magnez, cyrkon) w stabilnej zawiesinie w azotanie izopropylu lub innej łatwopalnej i wybuchowej cieczy (np. tlenek etylenu, tlenek propylenu).

Dodatek 1,5% - 10% wagowych krzemionki aktywnej nadaje ciekłemu materiałowi wybuchowemu charakterystykę cieczy tiksotropowej i zapobiega rozwarstwianiu mieszaniny (opadaniu pyłów metalicznych na dno zasobnika). W normalnych warunkach temperatury i ciśnienia (temperatura otoczenia, bez nadciśnienia w zasobniku) ciecz jest lepka i gęsta.

Kto ciekaw, jak taka ciekla mieszanka termobaryczna wygląda, niech sobie obejrzy reklamę i instrukcję obsługi rosyjskiego ręcznego miotacza ognia (a właściwie wyspecjalizowanej ręcznej wyrzutni pocisków termobarycznych, dymnych i zapalających) RPO-A “Trzmiel”,




zwracając szczególną uwagę na konsystencję cieczy widocznej w 0:22 oraz od 0:33 do 0:35 tego filmu.

Do czasu rozerwania obudowy i rozproszenia zawartości, ładunek termobaryczny jest całkowicie bezpieczny, ponieważ pod nieobecność powietrza wewnątrz szczelnej obudowy ciecz się nie zapali. Aby eksplodować, mieszanka termobaryczna musi zostać wymieszana z powietrzem we właściwym stosunku stechiometrycznym (tj. mieszanka paliwo-powietrze nie może być ani za uboga, ani za bogata w paliwo).

Eksplozja ładunku inicjującego, który ma rozerwać obudowę ładunku termobarycznego i rozpylić jego zawartość, wyzwala szok termiczny i falę uderzeniową wewnątrz obudowy. Ciecz o właściwościach tiksotropowych, spowodowanych dodatkiem krzemionki, poddana tym warunkom prawie natychmiast radykalnie zmniejsza lepkość, staje się rzadka. Po rozerwaniu obudowy, ta rzadka ciecz rozprasza się w otoczeniu w formie chmury aerozolu, mieszając mikrokrople cieczy z otaczającym powietrzem.

Zapłon tego aerozolu to właśnie eksplozja termobaryczna. Łatwopalna chmura z zawieszonymi w mikrokroplach cząsteczkami wysokoenergetycznego paliwa, czyli pyłu metalicznego, eksploduje całą swoją objętością. Zapłon inicjują spłonki działające z precyzyjnym opóźnieniem, wyrzucane z obudowy razem z płynem przez ładunek inicjujący. Istnieją również dodatki hipergoliczne do mieszanek termobarycznych, zdolne spowodować chemiczny samozapłon chmury aerozolu w kontakcie z powietrzem. Niektóre z takich dodatków to wysokoreaktywne związki fluoru, którego ślady, w myśl podanych doniesień, także wykryto na poddanych analizie szczątkach ‘101’.

„otrzymane ze spektroskopii rentgenowskiej wyniki wskazują, że główne składniki zanieczyszczeń to tlen, krzem, glin oraz żelazo, a także w mniejszej ilości potas. W pojedynczych pomiarach stwierdzono ponadto śladowe ilości sodu, fluoru, cyrkonu i  fosforu. (…) W próbce metalu S l za pomocą metody EDS (Fig. 6) stwierdzono obecność glinu, tlenu, krzemu, żelaza, węgla oraz śladowe ilości innych pierwiastków. Ilościowy skład zależy silnie od obszaru badanego, a zdjęcia metodą skaningowej mikroskopii elektronowej (SEM) potwierdzają obecność obszarów o różnych właściwościach.

Krzemionka pirogeniczna jest bardzo odporna na wysoką temperature. Nie płonie i nie topi się w eksplozji termobarycznej. Osiada wokół miesca eksplozji, niewidoczna gołym okiem; w tym wypadku - na szybach kabiny, ścianach kadłuba, odzieży, ciałach ofiar i gruncie wokół szczątków samolotu.

Pora na techniki mikroskopii elektronowej. Rozmiary cząsteczek krzemionki pirogenicznej leżą poza granicą rozdzielczości mikroskopii optycznej.

Czy na szybach kabiny Tupolewa ‘101’ i odzieży ofiar znajdują się liczne, praktycznie identyczne, w przybliżeniu kuliste, cząsteczki czystego, amorficznego (niekrystalicznego) dwutlenku krzemu SiO2, czyli krzemionki, o średnicy od 5 do 75 nanometrów, charakterystycznym wyglądzie w elektronowej mikroskopii transmisyjnej, niezwykle rozwiniętej powierzchni (1 g krzemionki pirogenicznej ma powierzchnię of 110 m2 do ponad 300 m2), niekiedy połączone w rozgałęzione łańcuchy liczące 10-30 cząsteczek, o ogólnej długości łańcucha rzędu 100-200 nanometrów i wyglądające pod mikroskopem elektronowym tak jak poniżej lub podobnie?

O ile w szczątkach samolotu znajdują się jednocześnie ślady cyrkonu i krzemionki pirogenicznej, to pole hipotez na temat przyczyn zagłady Tupolewa radykalnie się nam zawęża. Jak również pole hipotez na temat czyszczenia wraku.

Aha, byłbym zapomniał:

Krzemionka pirogeniczna, czasem zwana “białą sadzą” (ang. white soot) nie mogłaby się dostać na wewnętrzne powierzchnie szyb Tupolewa w żadnym innym scenariuszu. Nie występuje w przyrodzie. Nie może się również utworzyć podczas wypadku lub pożaru. Produkuje się tą substancję metodą pirolizy także nie występujących w przyrodzie czterochlorku krzemu SiCl4 lub trójchlorosilanu HSiCl3, w płomieniu tlenowo-wodorowym (2800°C), albo przez sublimację czystego dwutlenku krzemu w temperaturze łuku elektrycznego (ponad 3000°C), czyli w temperaturach znacznie przekraczających maksymalne temperatury, jakie mogą wystąpić podczas katastrofy lotniczej.

Krzemionka pirogeniczna może co prawda być także składnikiem farb i lakierów, ale ani szyby samolotu nie były zamalowane od środka, ani odzieży pasażerów się na ogół nie maluje.

http://wtemaciemaci.salon24.pl/456432,k ... rogeniczna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 24 paź 2012, 06:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Oderwana gródź

Z dr. inż. Wacławem Berczyńskim, wieloletnim pracownikiem Boeinga i innych koncernów lotniczych, rozmawia Piotr Falkowski

Co jest największym problemem dla podejmujących niezależną analizę katastrofy smoleńskiej?
- Zasadniczym problemem jest brak możliwości zbadania wraku samolotu. W jakiejkolwiek analizie trzeba opierać sie na zdjęciach i danych z raportu MAK i komisji Millera. Oba raporty są zaś napisane tak, aby uwiarygodnić hipotezę o uderzeniu skrzydła o brzozę.

Jaka jest główna przyczyna, dla której te dane nie są wiarygodne?
- Trajektoria lotu w obu raportach jest wyznaczana na podstawie złamanych gałązek, nawet nie drzew, ale krzaków, czasem na wysokości kilku metrów od ziemi. Te zdjęcia nie są opisane, to jest - nie ma dokładnych dat i czasów ich wykonania, miejsc, z których były wykonane itd. Zmieniając nieco miejsce zrobienia zdjęcia, można otrzymać inne kąty i w efekcie inną trajektorię. Jest to chyba jedyna analiza wypadku lotniczego, gdy trajektorię wyznaczało się na takiej podstawie.

W każdym razie ustalona przez obie komisje trajektoria jest taka, że skrzydło spotyka się z brzozą. Autorzy raportów wnioskują, że to drzewo urwało kawałek skrzydła. Symulacje prof. Wiesława Biniendy z Uniwersytetu w Akron temu przeczą.
- Profesor Binienda wykonał swoją analizę w celu sprawdzenia powodu oderwania części skrzydła, gdy była to jedyna znana hipoteza przyczyny wypadku. Po zapoznaniu się z obliczeniami dr. Kazimierza Nowaczyka z Baltimore jestem przekonany, że brzoza w ogóle nie dotknęła skrzydła samolotu. Dlatego koncentrowanie się wciąż na tej brzozie staje się bezprzedmiotowe. Osobiście, na podstawie swojej wiedzy i doświadczenia, głęboko wierzę, że wyniki badań prof. Wiesława Biniendy są poprawne. Podobnie jestem ujęty głęboką analizą raportów MAK i komisji Millera prowadzoną przez dr. Nowaczyka, który pochyla się w tych dokumentach dosłownie nad każdym przecinkiem i wskazuje na błędy lub przekłamania. Najpoważniejszy z nich dotyczy właśnie brzozy. Doktor Nowaczyk dowodzi, że samolot nigdy nie uderzył w brzozę.

A jakie kierunki poszukiwań uważa Pan za najistotniejsze?
- Analizę wytrzymałościową elementów wraku Tu-154M. Odtworzenie mechaniki zniszczenia, której rezultatem był rozpad samolotu na wiele części. Samolot w czasie katastrofy może podlegać różnym siłom. Inne byłoby zniszczenie w przypadku uderzenia dziobem w ziemię, inne w przypadku uderzenia podwoziem czy skrzydłem. Badanie wraku może odpowiedzieć na pytanie, co było powodem zniszczenia, któremu uległ Tu-154M o numerze 101.

Jak Pan sądzi, dlaczego takiej analizy nie przeprowadziły komisja techniczna MAK i komisja Millera?
- Obie komisje prowadziły analizę przy założeniu, że przyczyną katastrofy było uderzenie w brzozę. Nie prowadzono żadnej analizy wytrzymałościowej i mechaniki zniszczenia. Jest to podejście niewłaściwe i całkowicie błędne. Przebieg katastrofy musiał być inny niż tezy raportów komisji. Jest na to przynajmniej pięć argumentów. Po pierwsze, jak już mówiłem, samolot nigdy nie uderzył w tę brzozę. Poza tym prof. Binienda dowiódł, że gdyby uderzył, to nie spowodowałoby to urwania skrzydła. A ponieważ skrzydło jednak oderwało się, przyczyna tego musiała być inna. Po drugie, wymagania stawiane konstrukcjom latającym na całym świecie mówią, że samolot musi być sterowny przy różnicy obciążeń na skrzydłach wynoszącej 20 procent. Utrata siły nośnej w wyniku ułamania skrzydła byłaby mniejsza. Samolot nawet z urwaną końcówką skrzydła nie powinien wykonać pół beczki, więc musiał działać jeszcze inny czynnik. Po trzecie, samolot uderzając górą kadłuba o ziemię, czego rezultat widać na zdjęciach, zgniótłby się do wewnątrz jak jajko uderzone o stół. Nie jest możliwe, by uderzenie o ziemię spowodowało rozerwanie kadłuba na zewnątrz. Po czwarte, należy zwrócić uwagę na zniszczenia zewnętrznych elementów skrzydeł. Skrzydło, które według komisji uderzyło o brzozę, jest zniszczone, dolne i górne poszycie oderwało sie od dźwigarów i żeber. Przyjęto, że było to skutkiem uderzenia. Ale prawe skrzydło, które nie uderzyło o brzozę, jest uszkodzone prawie tak samo, zniszczenia są tylko trochę mniejsze. Czy to nie dziwne? Wreszcie po piąte, część ogonowa samolotu została odrzucona od kadłuba. Nie był to wynik uderzenia o ziemię, bo te fragmenty nie wykazują odkształceń typowych dla uderzenia. To wszystko rodzi wątpliwości, z którymi oficjalne komisje nie chciały się zmierzyć, gdyż byłoby to równoznaczne z odpowiedzią na pytanie o tę prawdziwą przyczynę katastrofy. Ja jako inżynier, a nie polityk, nie chcę się wypowiadać, dlaczego tak się stało.

Ale co Pana zdaniem mogło spowodować zniszczenia takie jak na fotografiach?
- Była to zapewne jakaś wewnętrzna eksplozja. Mówiąc "eksplozja", mam na myśli zjawisko fizyczne powodujące falę uderzeniową i określone zniszczenia. Nie musi to oznaczać wybuchu na przykład bomby, bo tego nie wiemy. Uszkodzone elementy skrzydła są jednocześnie zbiornikami paliwa, i to tymi, które są opróżniane najwcześniej w czasie lotu. Mogło więc dojść do wybuchu gazów pozostałych po paliwie. Rozerwanie kadłuba na zewnątrz i odrzucenie części tylnej kadłuba również musiało być skutkiem wybuchu. Stan zwłok ofiar katastrofy także na to wskazuje. Musiały doznać przyspieszeń znacznie większych niż te, które mogły być skutkiem spadku samolotu z wysokości 20 metrów na błotniste podłoże.

Eksplozja to jedyne wytłumaczenie?
- Można jeszcze rozpatrywać propagację siły uderzenia w kadłubie i na skrzydłach samolotu. Ale stwarza to problemy. Przy uderzeniu samolotu o ziemię część kokpitu się oderwała. Kokpit uległ zniszczeniu, tym samym przejmując energię zderzenia z ziemią. Ale oddzielenie kokpitu od samolotu uniemożliwiło przekazanie energii uderzenia na kadłub. Poza tym zniszczenia kadłuba są inne niż przy propagacji energii na kadłub i skrzydła. Pozostaje jeszcze kwestia tylnej części kadłuba. Jaka siła spowodowała jej oderwanie? Bardzo prawdopodobne jest, że ciśnienie, które spowodowało otwarcie kadłuba, oderwało też gródź, która oddziela tylną część samolotu od kabiny pasażerskiej. Dlatego ja przychylam się do hipotezy eksplozji.

Jak można by się upewnić, jaki był naprawdę mechanizm zniszczenia?
- Mamy bardzo mało informacji o wraku samolotu. Posiadamy zdjęcia zrobione nieprofesjonalnie po katastrofie, w celu opisania elementów wraku, dość przypadkowe. Mamy również plany samolotu, skrzydeł, kadłuba i reszty. Możemy więc policzyć z wystarczającą dokładnością, jakie siły musiały działać, żeby doprowadzić do zniszczeń widocznych na zdjęciach. Mechanizm zniszczenia jest różny w przypadku propagacji energii uderzenia, a inny w przypadku eksplozji. To też można wywnioskować ze zniszczeń - czy działały siły rozrywające, ścinające, czy miało miejsce wyboczenie. Można więc z wystarczającą dokładnością odtworzyć przebieg katastrofy.

Ile trwałyby takie obliczenia? Czy można je wykonać bez wsparcia oficjalnych instytucji, jedynie siłami zainteresowanych tym tematem ekspertów?
- Myślę, że można zrobić analizę upadku samolotu, iteracyjnie dochodząc do stanu, jaki zastano po katastrofie. To też może być dyskusyjne, bo nie wiadomo, czy części wraku nie były przemieszczone już po upadku na ziemię. Zakładając, że główne części kadłuba nie zostały ruszone, można by modelować uderzenie o ziemię lub eksplozję, by uzyskać podobny efekt. To jest do zrobienia, wymaga wielu iteracji, ale jest możliwe. Musiałby to robić dobry zespół. Niezależny ekspert może to wykonać, jeżeli poświęci dużo czasu i miałby dostęp do dobrego komputera i oprogramowania. W Polsce są ośrodki, które mogłyby to zrobić.

Jakie Pan widzi szanse w związku z rozpoczynającą się wkrótce konferencją smoleńską? Może to jest okazja, żeby stworzyć plan działania i podzielić się zadaniami?
- Dobrze, że zebrało się grono naukowców, którzy pod własnymi nazwiskami chcą brać udział w wyjaśnieniu katastrofy. Samo to jest pozytywne i cenne. Jest tych ludzi na tyle dużo, że nie da się o konferencji zapomnieć, ale można przemilczeć. Wystarczy, żeby "media" jej "nie zauważyły". Prawie na pewno tak się stanie, podobnie jak z wizytą w Polsce prof. Biniendy kilka miesięcy temu. Była już próba ośmieszenia konferencji przez podsuwanie niepoważnych tematów i zajęło trochę czasu, by konferencję z tego oczyścić. Prawie na pewno będą inne próby, dezinformacje itp. Trzeba jednak próbować - wymaga tego uczciwość i profesjonalizm naukowca.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... grodz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 24 paź 2012, 18:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Smoleński puzel

Autor katastrofy pewnie jeszcze żyje, ale wątpię, aby była jakaś nadzieja na wieczór autorski.

Gdzieś pod koniec lat 90-ych zeszłego stulecia tłumaczyłam książkę Mary Stewart This Rough Magic. Autorka ma wyjątkowy dar opisywania miejsca, w którym umiejscawia akcję, więc robiłam to z dużą przyjemnością, obiecując sobie kiedyś koniecznie nawiedzić Korfu, co mi się zresztą nie udało.
Wątek podstawowy był banalny, więc mnie zupełne nie ruszał. Tym niemniej w jakiejś chwili coś mi się zaczęło nie zgadzać.
Bo oto główna bohaterka w środku nocy rwie z plaży po stromej skarpie do góry. W pół drogi wydaje jej się, że coś przebiegło dróżkę i w chwilę potem zostaje zatrzymana przez młodego, nieuprzejmego człowieka. Rozpoznaje go i zaczynają sie kłócić. Z kłótni wynika, że młody człowiek z kumplem przywieźli jakis łup i właśnie go transportowali pod górę, kiedy dziewoja na nich wpadła. Po chwili jednak usłyszawszy gwizd dodaje triumfalnie, że kumpel dotarł z łupem bezpiecznie na górę.
Niby wszystko w porządku.
Następuje dalszy ciąg akcji bez związku z powyższym.
Jednak po jakimś czasie bohaterka, a wraz z nią czytelnik, dowiaduje się, że to, co obaj panowie targali cichcem do góry, to był człowiek na noszach! Ze złamaną nogą.
Pytanie brzmi oczywiście: jakim cudem kumpel zdołał wtargać po stromej skarpie nosze z rannym?
Odpowiedź jest oczywista.
Kumpel sam nie mógł wtargać noszy z rannym po stromym zboczu.

Oczywiście, zgłosiłam się z problemem do wydawcy. Autorka żyła i można było się zapytać, jak jej się udało nie zauważyć problemu i jak chce go rozwiązać.
Ostatecznie jednak postanowiłyśmy podejść do tematu pragmatycznie.
Ten fragment powieści jest kluczowy dla całości. Jednym słowem, bez niego nie ma ciągu dalszego.
Wątpliwe aby autorka była skłonna zmieniać całą książkę, aby tylko naprawić ten jeden kawałek, w którym miś zamiast uszu ma liście kapusty.
Poza tym wydawnictwu niedługo wygasał copyright.
Zresztą skoro nikt poza mną od 1964 roku, kiedy książka po raz pierwszy ujrzała światło dzienne dotąd nie zauważył problemu, można było założyć, że i nikt po mnie nie zauważy.
I rzeczywiście nikt nie zauważył.

Dlatego teraz, kiedy układam sobie w głowie kawałki smoleńskiego puzla, gdzie żaden kawałek nie daje się dopasować do drugiego, zastanawiam się tylko, kto tutaj założył, że nikt tego i tak nie zauważy, kto jest grafomańskim autorem tejże katastrofy, a także kto ma na nią copyright . No i kiedy on wygasa.

http://sigma.nowyekran.pl/post/77772,smolenski-puzel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 30 paź 2012, 08:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Katastrofa smoleńska: Trotyl na wraku tupolewa

Prokuratura wojskowa odkryła na wraku ślady trotylu i nitrogliceryny

Półtora miesiąca temu do Smoleńska została wysłana 11-osobowa ekipa prokuratorów i biegłych, w tym specjalistów do spraw pirotechnicznych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego.

Na czele ekipy stali dwaj referenci postępowania smoleńskiego podpułkownicy Jarosław Sej i Karol Kopczyk. Wyposażono ich w najnowocześniejszy sprzęt pozwalający na wykrycie najdrobniejszych śladów materiałów wybuchowych.

Badano przede wszystkim wrak tupolewa. Bardzo szybko ustalono, że na poszyciach około 30 foteli lotniczych oraz w części skrzydła zwanej śródpłaciem znajdują się liczne ślady trotylu oraz nitrogliceryny stanowiących podstawowe materiały do konstruowania środków wybuchowych. Było ich tak dużo, że jedno z urządzeń uległo zepsuciu. Inne jednak potwierdziły obecność podejrzanych substancji.

Biegli i prokuratorzy na obecnym etapie postępowania nie są w stanie określić jednoznacznie, skąd na wraku wzięły się materiały wybuchowe. Sprawdzana jest m.in. hipoteza, czy środki te nie są pozostałościami z II wojny światowej, które były już wcześniej na miejscu katastrofy.

Pod uwagę brana jest również hipoteza, że ślady materiałów wybuchowych pojawiły się na wraku już po jego przetransportowaniu na miejsce obecnego przechowywania na lotnisku smoleńskim. Ślady materiałów wybuchowych znaleziono jednak zarówno na obudowie, jak i wewnątrz samolotu. Obecne były też na nieznanych dotąd szczątkach wykopanych przez Polaków na miejscu katastrofy, podczas ostatniej ekspedycji we wrześniu. Ich odkrycie potwierdził nam w ubiegłym tygodniu rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa.

Od powrotu ekipy ze Smoleńska trwały intensywne konsultacje między wojskowymi prokuratorami a Prokuraturą Generalną. Sprawę objęto ścisłą tajemnicą, jednak kilka dni temu pojawiły się pierwsze sygnały o sensacyjnym odkryciu dokonanym w Smoleńsku. „Rz" zweryfikowała je w kilku źródłach.

Jak do tego doszło, że wcześniej nie odkryto śladów materiałów wybuchowych? Jeszcze w kwietniu br. szef prokuratury Andrzej Seremet powoływał się na ustalenia rosyjskie. – Rosjanie badali wrak i wybuch wykluczyli. (...) Śledztwo może się zakończyć, zanim Rosjanie nam te przedmioty (wrak i czarne skrzynki) oddadzą. Oczywiście usłyszę chór krytyków. Ale czy trafniejsze byłoby przeciąganie śledztwa i patrzenie na Rosję, gdy już będziemy mieli rezultaty badań obu tych dowodów rzeczowych? – mówił Seremet „Gazecie Wyborczej".

Jednak pewne dowody badali też polscy biegli. Chodzi o ekspertyzę przeprowadzoną przez biegłych Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii w Warszawie oraz Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii.

Pobrali oni próbki z odzieży, jaką przywieziono z miejsca katastrofy. Jak ustaliła „Rz", ekspertyza ta jednak budzi wątpliwości, bo przebadano tylko niewielką część odzieży. Większą część zwrócono rodzinom bez poddawania badaniom.

Najczęściej wykorzystywane materiały wybuchowe

Eksperci wojska, policji i służb specjalnych od materiałów wybuchowych nie mają wątpliwości, że po eksplozji można stwierdzić, jaki materiał wybuchowy został użyty. Środki różnią się siłą eksplozji oraz sposobem używania. Każdy jednak pozostawia niepowtarzalne ślady. – W czasie wybuchu materiał wybuchowy ulega rozpadowi na inne związki chemiczne, ale na podstawie analizy śladów powybuchowych można stwierdzić, co zostało użyte – mówi policyjny pirotechnik. To, jak długo pozostają ślady po wybuchu, zależy od rodzaju użytego materiału i warunków klimatycznych. Czasem ślady mogą zostać kilka miesięcy, a nawet lat, innym razem np. po kilku dniach mogą zostać zmyte przez deszcz. Jak tłumaczą pytani przez „Rz" eksperci, służby specjalne, wojsko i policja używają mieszanin wybuchowych „produkowanych fabrycznie". Oto najczęściej używane.

- 
Trotyl (TNT, trinitrotoluen) jest najczęściej spotykanym materiałem. Trotyl używany jest w minach, pociskach artyleryjskich. Najczęściej dostępny jest w postaci sprasowanych kostek. Można go podgrzać nawet do temperatury 80 st. C i przelać do formy. Aby go odpalić, trzeba użyć silnego detonatora. Trotyl ulega rozkładowi w temperaturze 295 st. C. Używają go zarówno profesjonaliści, jak pirotechnicy amatorzy. Jest on pozyskiwany przez grupy przestępcze np. z niewybuchów, które przez wiele lat znajdowały się w ziemi – mówi pirotechnik.

-
 Pentryl (PETN) – ten najczęściej używany przez służby i wojsko materiał jest organicznym związkiem chemicznym z grupy nitroestrów. – To białe, bezwonne kryształki, które nie rozpuszczają się w wodzie – mówi pytany przez „Rz" policyjny pirotechnik. Materiał ten wykorzystywany jest do wyrobu plastycznych mieszanin wybuchowych (np. plastycznego materiału wybuchowego typu semteks). – Wchodzi w skład prasowanych detonatorów, czyli tzw. pasków, niewielkich ładunków kumulacyjnych, oraz do produkcji lontów detonacyjnych – dodaje wojskowy saper.

- 
Heksogen (C4, cyklotrimetylenotrinitroamina, cyklonit) to drugi z popularnych środków stosowanych przez służby. – To także biały proszek, wykorzystywany do wyrobu plastycznych materiałów wybuchowych – mówi saper. Po dodaniu do niego innych substancji chemicznych powstaje materiał wybuchowy C4. Rzadziej stosowany jest tetryl (tertrylit). Używany jest on do produkcji detonatorów, wchodzi w skład pocisków, bomb lotniczych i innej amunicji. – Był wykorzystywany w mieszance ze związkiem rtęci w lontach detonujących – dodaje wojskowy saper.

- 
Nitroest petryl wykorzystywany jest w detonatorach w postaci flegmatyzowanej, czyli w konsystencji żelu, np. w materiałach plastycznych z nitrogliceryną. Stosują go m.in. policja i wojsko.

-
 Tentryl – organiczny związek chemiczny. Wykorzystywany jako wojskowy materiał wybuchowy. Jest wrażliwy na uderzenia. Wykorzystywany jest do produkcji detonatorów. Łączony jest w stopach z trotylem i heksogenem.

—koz
Rzeczpospolita

Cezary Gmyz

http://www.rp.pl/artykul/947284-Katastr ... olewa.html


Uwagi prof. Dakowskiego:

A ja na to:

Potwierdza to dwie sprawy:

1) Że dotychczasowi "śledczy" i prokuratury ukrywały ten fakt , co jest karalne,
2) że tam leżą, czy leżały kawałki złomu, który poddano wcześniej wybuchowi. Ale pozostaje do zbadania, z jakiej maszyny to był złom. Kto, gdzie i kiedy go zdetonował. Prawda?


http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 30 paź 2012, 20:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Trotylem y nitrogliceryną

Chciałem skromnie i w bardzo wyważony sposób odnieść się do dzisiejszej kołomyi elementarnej właśnie wywołanej znalezieniem materiałów wybuchowych na elementach kadłuba tupolewa, więc proszę na mnie nie krzyczeć, nie łajać, i nie wyzywać od agentów (wszystkie strony proszę), ale zrobić sobie kawę/herbatę, wykonać dziesięć przysiadów i przeczytać. Sprawa już od samego początku skłania do zachowania dystansu, bo wybiło „mediami głównego nurtu”. Nie twierdzę, że media głównego nurtu nie mogą chcieć się „przewerbować” na nowe rozdanie polityczne; zapisując tę myśl na skrzydle tablicy po środku jednak podkreślmy, że główny nurt medialny w Polsce od dwudziestu lat służył i służy jednemu (temu realnemu) ośrodkowi władzy, i jeśli nawet w mediach głównego nurtu pisze się prawdę, to nie po to, żeby z tej prawdy miał wyniknąć jakiś dobry (dla nas) skutek.

Zacznijmy od odtworzenia istoty przekazu, nie dzieląc go na temat główny i towarzyszące wrzuty (bo przekaz składa się z całości, tej docierającej do odbiorcy):

1. był trotyl

2. była nitrogliceryna

3. stwierdzono nie tylko ich obecność, ale określono również ilość

4. w jednym z badanych przypadków ilość śladów była tak duża, że nie starczyło skali (sic!)

Spróbujmy teraz przeanalizować na zimno ten przekaz zadając pytania:

1. Jakim cudem Rosjanie dopuścili polskich prokuratorów do badania wraku, skoro wcześniej nie dopuszczali i było cacy, nikt nie płakał?

2. Jakim cudem Rosjanie nie usunęli wykrywalnych w prosty sposób śladów materiałów wybuchowych przez ponad dwa lata od zamachu, kiedy to „zacierali ślady”? Umyli wrak, a tego nie zmyli? Mamy kompletnych debili na wschodzie? Małpka z arsenałem atomowym?

3. Jak pogodzić jednoczesną obecność i trotylu i nitrogliceryny? Jak skonstruowany był zamach z pirotechnicznego punktu widzenia?

4. Trotyl, podobnie jak nitrogliceryna, to dosyć szacowne dziś materiały wybuchowe, wynalezione jeszcze w XIX wieku. Nie wdając się w szczegóły techniczne warto zauważyć, że trotyl słabo nadaje się na przeprowadzanie nim zamachów terrorystycznych; on może stanowić składnik pewnych nowocześniejszych rozwiązań, dlatego warto by zapytać prokuratorów, czy wykonując badania szukali również śladów: heksogenu, aluminium, wosku, glinu, oktogenu? Czy też to jakiś zdesperowany górnik się zamachnął?

5. Nitrogliceryna jest równie szacowna jak trotyl. Zastosowanie nitrogliceryny (w postaci czystej) do zamachu terrorystycznego jest ideałem, bo nie dochodzi do żadnego zamachu i kończy się śmiercią zamachowca. Nitrogliceryna jest uznawana za przestarzały i niebezpieczny składnik produkcji materiałów wybuchowych i została zastąpiona przez TNT, RDX, HNX.

Wnioski:

1. Nie ulegajmy wytwarzanej przez media psychozie.

2. Nie rzucajmy się dopasowując XIX-wieczne materiały wybuchowe do wybuchów z 10 kwietnia 2010, a szczególnie, jeśli miałyby być dokonane w powietrzu, i miały być następstwem zamachu.

3. Przyjmijmy do wiadomości, że ten przekaz jest w 100% zaakceptowany przez Rosjan, bo nie da się pogodzić tez o zacieraniu, niszczeniu, ukrywaniu, niedopuszczaniu, z nagłym ujawnieniem tak kluczowego dowodu, chyba, że chcecie mnie Państwo przekonać, że nasze „lisy” z prokuratury „znów” przechytrzyły Putina i jego służby. Jeśli tak, to najpierw im się przyjrzyjcie...

4. Przyjąłbym do wiadomości fakt zewnętrznego sterowania sprawami w Polsce (sterowania nierosyjskiego), ale w sytuacja, w której dowody pochodzą z Rosji to wyklucza, więc „bodziec” jest rosyjski.

Moje hipotezy (moja hipoteza to jest taka myśl o obserwowanej rzeczywistości, która jest niezależna od myśli innych ludzi, i mam do niej prawo nadane Adamowi i Ewie przez samego Stwórcę w akcie tworzenia (dlatego jedli nie te owoce co trzeba), a potem przekazywane z pokolenia na pokolenie od Adama i Ewy, aż do mnie doszło, więc proszę się nie oburzać, gdy korzystam)

1. 96 pasażerów Tu-154 nie zeszło z tego świata w wyniku wypadku lotniczego, cały świat o tym wie. Jak zeszło nie wiem, ale nie wyniku działania trotylu i nitrogliceryny na pokładzie lecącego samolotu (temperatura trotylu podczas wybuchu 3300º, ewentualny wybuch paliwa pozostawiłby ślady na ciałach ofiar).

2. „Cudowne odnalezienie trotylu i nitrogliceryny” nie jest elementem odsłaniania prawdy, ale elementem rosyjskiej gry.

3. Od kilkunastu miesięcy sprawnie początkowo działający sojusz Rosji z polskimi gangsterami się rozpadł; od tej pory jedna strona chce wysadzić w kosmos drugą używając Smoleńska jako ładunku wybuchowego.

4. Do tych działań dołączają się inni światowi gracze.

5. Nie pozwólmy tworząc hipotezy pozwolić sobie „skakać” z ładunków wolumetrycznych (jedyne sensowne rozwiązanie hipotezy wybuchu) na elementy technologii górniczych bądź inżynierii rozbiórek obiektów (budynki, wraki, etc...), bo de-konstruujemy sobie całą hipotezę.

6. Jedyne sensowne wytłumaczenie obecności trotylu i nitrogliceryny na miejscu zdarzenia jest takie, że te materiały znajdowały się w miejscu, gdzie samolot ewentualnie spadł, i zostały zdetonowane po tym zdarzeniu, ale to rodzi kolejne, poważne wątpliwości.

Odpowiedź na pytanie: po co ta wrzutka jest?

Wydaje się, że wrzutka służy przygotowaniu odpowiedniej atmosfery przed 11 listopada i ma doprowadzić do gwałtownych wydarzeń w efekcie których nielojalny (dzisiaj) wobec Rosji ośrodek rządowy (jak ja go nazywam: Hazardzista) ma zostać zastąpiony przez lojalny – prezydencki (Gracz), a opozycja (Ofiara) ma znowu wystąpić w tej roli, to znaczy ofiary. Przecież światu chodzi o to, żeby spokój znów zapanował w Warszawie, a przeprowadzone ostatnio testy amerykańskiej tarczy antyrakietowej wykazały dobitnie, że tarcza działa, ale nie na „odcinku polskim”, gdzie nie zadziałała.

Pozostaję oczywiście otwarty na rzeczową polemikę i argumenty.

http://niepoprawni.pl/blog/2574/trotyle ... ogliceryna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 02 lis 2012, 15:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
Pytania. 8-10 kwietnia 2010 (z uzupełnieniami)

(uzupełnienia zaznaczone są kolorem brązowym)


Nic nie jest takim jakim się wydaje

- Napis na frontonie muzeum
historii szpiegostwa - USA



Prawda was wyzwoli


Zbiór pytań będących w zamyśle częścią Białej Księgi dotyczącej okresu od spodziewanego pobytu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na lotnisku na Litwie powracającego z wizyty w dniu 8 kwietnia 2010, do czasu oficjalnie podawanej godziny i minut odlotu Tu 154 M z lotniska Okęcie w dniu 10 kwietnia 2010.

Obejmuje:

-Wizytę na Litwie w dniu 8 kwietnia 2010,
-Planowaną (bądź nie) wizytę w Pradze na dzień 9 kwietnia 2010,
-Okęcie 10 kwietnia oraz ostatnie przygotowania do wylotu,
-Lot 9 kwietnia,


I Wizyta na Litwie w dniu 8 kwietnia 2010

1. Jak wyglądał harmonogram zajęć Lecha Kaczyńskiego od 8 kwietnia do 9 kwietnia włącznie. Czy i kiedy był zmieniany, kiedy były nanoszone poprawki (jeśli były takowe). Czy jeśli były nanoszone zmiany odbyło się to zgodnie z przyjętymi procedurami?

2. Kiedy została zaplanowana wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Litwie? Oficjalnie podawana jest informacja że była nieplanowana, nagła. Kiedy zapadły decyzję? Gdzie są tego potwierdzenia, jak i związane z tym zwyczajowe procedury : Zabezpieczenie lotniska, BOR itd.

3. Dlaczego została podjęta decyzja o „nagłej” wizycie na Litwie. Jaka była przyczyna i potrzeba takiej wizyty w tym czasie? Dlaczego nie była planowana wcześniej?

4. Z czasu wizyty prezydenta na Litwie są publicznie dostępne zdjęcia z lotniska przypuszczalnie z przylotu prezydenta i ze spotkania z prezydent Litwy. Nie ma dostępnych zdjęć z lotniska na Litwie z odlotu i z lotniska z Polsce z przylotu? Dlaczego?

5.Czy z prezydentem w czasie wizyty na Litwie był fotograf prasowy prezydenta? Czy zdjęcia ze spotkania z prezydent Litwy robił fotograf prasowy prezydenta? Jeśli nie on to kto? Czy fotograf prasowy prezydenta robił także zdjęcia na lotnisku po powrocie z wizyty, a także na lotnisku na Okęciu? Jeśli nie, to dlaczego ich nie robił? A jeśli robił zdjęcia z powrotu z Litwy i na lotnisku Okęcie to dlaczego nie są dostępne publicznie?

6. Czy to prawda że ostatnie dostępne oficjalnie (publicznie, dla każdego, nie opierające się na informacji jednego świadka) informacje o prezydencie Lechu Kaczyńskim urywają się w momencie znalezienia przez niego w samochodzie, w kolumnie samochodów w domyśle kierujących się na lotnisko?

7. Czy i jakie są dowody wylotu polskiego samolotu z prezydentem na pokładzie w dniu 8 kwietnia kierującego się z Litwy do Polski. Jaki to był samolot, czy Jak, który numer? O której wystartował? Itd.

8. Jaki był skład załogi lotu na Litwę w dniu 8 kwietnia. Jaki był skład ochrony prezydenta? Czy załoga (całość, bądź część) brała udział w locie 10 kwietnia? Czy ochrona BOR (w całości bądź części) uczestniczyła w locie 10 kwietnia?

9. Czy w wypadku lotu na Litwę w dniu 8 kwietnia zostały zachowane wszystkie procedury dotyczące przewozu najwyższej głowy państwa? : Samolot zapasowy, lotnisko zapasowe, sprawdzenie lotniska itd.

10. Czy w przypadku lotu na Litwę są zachowane wszystkie dokumenty i potwierdzenia, które w takich w wypadkach zwyczajowo są zachowywane?

11. Czy są zachowane wszystkie wymagane ślady współpracy ze stroną litewską dotyczące przylotu, pobytu i wylotu, w tym z jej służbami specjalnymi?

12. Czy były przeprowadzane wywiady z prezydentem Lechem Kaczyńskim na temat wizyty na Litwie, bądź to po powrocie do Polski, bądź jeszcze w samolocie? Jeśli tak to dlaczego nie są dostępne publicznie. Jeśli nie były przeprowadzane to dlaczego?

13. Czy i jacy polscy dziennikarze towarzyszyli prezydentowi w czasie wizyty na Litwie?

14. Czy miała miejsce sytuacja w której dziennikarze chcieli przeprowadzić rozmowy, pytać prezydenta o wizytę na Litwie i jej owoce, bądź jeszcze samolocie, bądź w Polsce, ale z jakichś powodów nie mieli możliwości tego zrobić? Jeśli tak było jakie to były powody? Czy istnieją wypowiedzi dziennikarzy na ten temat? Jeśli tak to gdzie są dostępne?

15. Marta Kaczyńska mówiła (informacja powszechnie dostępna) iż ostatni raz widziała ojca dwa dni temu. Jak wiadomo Marta Kaczyńska zamieszkiwała wraz z mężem w pałacu prezydenckim. Czy wobec tego często się zdarzało iż mieszkając w tym samym budynku nie widziała ojca przez dwa dni? A jeśli nie to dlaczego miało to miejsce tym razem? Jak wyglądała „standardowa częstotliwość widzenia rodziców i spotkań z nimi” podczas mieszkania w pałacu prezydenckim.

16. Czy i gdzie znajduje się udokumentowane potwierdzenie działań prezydenta od czasu wylotu z Litwy do 10 kwietnia rano?

17. Jeśli prezydent miał problemy (na szczególne trudności napotykając w osobie bezpośredniego dysponenta Tomasza Arabskiego) w uzyskaniu samolotu na planowany wcześniej wylot do Katynia, dlaczego o wiele łatwiej, lub całkowicie bez problemów uzyskał samolot na planowaną „w ostatniej chwili” wizytę na Litwie?

II Planowana (bądź nie) wizyta w Pradze na dzień 9 kwietnia 2010

1. Czy jest prawdą że prezydent Kaczyński 9 maja miał uczestniczyć w praskim spotkaniu z Obamą i w nim nie uczestniczył? Jeśli uczestniczył to gdzie można znaleźć oficjalne potwierdzenie tej wizyty i materiały filmowe i prasowe? Jeśli nie uczestniczył, a wcześniej było to zaplanowane to dlaczego i gdzie można znaleźć oficjalną informację dotyczącą przyczyny tej absencji? Czy na ten temat znajdują się informacje w materiałach kancelarii prezydenta, czy na ten temat wypowiadali się członkowie kancelarii prezydenta. Jeśli tak to gdzie i kiedy? W czyjej gestii są teraz te materiały dotyczące odwołania, bądź nie wizyty, jej nie potwierdzenia / potwierdzenia. Czy pytania o tę wizytę były zadawane j zadawane członkom kancelarii prezydenta przez Zespół Parlamentarnyds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r? Czy byli pytani o nią przez inne uprawnione czynniki. Jeśli tak, to dlaczego ta informacja nie jest dostępna publicznie? Jeśli nie byli pytani to dlaczego?


III Okęcie 10 kwietnia.

oraz

Ostatnieprzygotowania do wylotu.

1. Czy to prawda że od czasu pobytu na Litwie prezydenta Kaczyńskiego nie ma żadnych jego zdjęć i materiałów filmowych? Takich zdjęć rzeczywiście nie można znaleźć w zasobach internetowych, w prasie. Nie były także emitowane w telewizjach w okresie żałoby po prezydencie Polski. W okresie żałoby telewizje i prasa publikowały wiele nie znanych do tej pory zdjęć i filmów z prezydentem Lechem Kaczyńskim, z parą prezydencka. Nie było jednakże zdjęć, filmów od czasu spodziewanego powrotu prezydenta z Litwy do czasu wylotu TU 154 z Lotniska na Okęciu w dniu 10 kwietnia rano. Jeśli telewizje są w posiadaniu takich zdjęć i filmów dlaczego ich nie emitowały?



2. Jest tak, że w przypadku śmierci danej osoby, zwłaszcza śmierci tragicznej, do tego niewyjaśnionej wspomina się przede wszystkim jej ostatnie chwile: ostatnie godziny i ostatnie dni. Tak jednak nie było w przypadku prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie było tak także w przypadku pozostałych ofiar delegacji na przykład generałów -dowódców najwyższych sił zbrojnych, pracowników kancelarii prezydenta. Cofano się do wspomnień dalszych pomijając ostatnie dni, godziny. Dlaczego?



3. Jakie osoby odpowiedzialne za organizację przebywały na Okęciu do czasu wylotu Tu-154 M w dniu do kwietnia? Kto to był (nazwiska) jakie miały funkcje? Czy ta liczba była odpowiednia w stosunku do licznej delegacji ważnych osób w państwie?



4. Czy przygotowania do wylotu w porcie lotniczym ze strony pasażerów i osób odpowiedzialnych za organizację odbywały się zgodnie z przyjętymi procedurami i zwyczajem? Czy nic ich nie zakłóciło?



5. Czy odlot (oficjalnie Tu –154) odbył się zgodnie z wcześniej przyjętym harmonogramem. Czy nic go nie zakłóciło? Czy nic nie zakłóciło zaplanowanej organizacji wylotu w tym działań osób odpowiedzialnych za organizację? A jeśli zakłóciło jakie to były przyczyny i na czym zakłócenie polegało?



6. Na początku, tuż po „katastrofie” podawane były informacje iż prezydent spóźnił się na lotnisko. Pojawiały się insynuacje (prasa brukowa bądź inne źródła) że było to skutkiem libacji alkoholowej, którą prezydent miał rzekomo odbyć poprzedniego dnia. Dlaczego, zwłaszcza wobec dużego zainteresowania społeczeństwa osobą prezydenta w dniu 10 kwietnia i dalszych nie wyjaśniono przyczyny rzekomego, lub prawdziwego spóźnienia prezydenta na lotnisko zasięgając tych informacji u źródeł : u pracowników kancelarii prezydenta, innych kompetentnych osób winnych, oraz mogących mieć tą wiedzę?



7. Czy na lotnisku Okęcie były ekipy telewizyjne, radiowe, prasowe, zarówno ogólnopolskie, jak i lokalne. Wiadomym jest że dziennikarze mający towarzyszyć delegacji do Katynia odlecieli wcześniejszym samolotem. Jeśli przyjąć że ekipy największych mediów przebywały w Katyniu to dlaczego nie było mediów nie planujących pobytu w Katyniu, zwłaszcza lokalnych warszawskich i innych mediów, oraz innych, tych , których finansowo nie było stać na wyjazd do Katynia. Zwłaszcza dziwić to może wobec atrakcyjności delegacji. Jedynej takiej w historii współczesnej Polski. Jeśli zaś były to jakie? Dlaczego jeśli były na terenie portu lotniczego, bądź przed nim dlaczego nie posiadamy z ich strony żadnych zdjęć, filmów, oraz ich ustnych relacji?



8. M. Wierzchowski z kancelarii prezydenta w czasie przesłuchania przez Zespół Parlamentarny zeznał iż na lotniskach w Warszawie i Smoleńsku nie było fotografa i kamerzysty z zespołu prasowego prezydenta RP . Czy nie jest przyjętym zwyczajem i standardem iż kamerzysta i fotograf leci razem z prezydentem? W tym w wypadku, w ten sposób zespół prasowy prezydenta robiłby zdjęcia i kręcił film z odlotu prezydenta z Warszawy i z (spodziewanego) lądowania na lotnisku w Smoleńsku.



9. Czy są znane jakieś przeszkody wobec których ekipa prasowa towarzysząca prezydentowi na Okęciu, w Smoleńsku nie mogłaby mu również towarzyszyć w Katyniu i tam wykonywać swoich obowiązków? Jeśli tak to jakie to przyczyny? Kto wydał decyzje dotyczącą braku obecności serwisu prasowego przy osobie prezydenta? Czy jest na ten temat relacja kamerzysty oraz fotografa z serwisu prasowego prezydenta? Jeśli tak, dlaczego nie jest dostępna publicznie?



10. Jak wytłumaczyć fakt iż zespół prasowy prezydenta RP wylatuje na docelowe miejsce pobytu prezydenta i tam oczekuje na prezydenta nie mając możliwości sfotografowania go gdy wsiada do samolotu, gdy z niego wysiada jak i nakręcenia filmu w tych miejscach, a także wykonania innych stosownych do swoich obowiązków rejestracji, także w czasie lotu.



11. Czy taka sytuacja miała kiedykolwiek miejsce w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego? Jeśli tak to kiedy to miało miejsce, jakie są zachowane dostępne materiały na ten temat i dlaczego taka decyzja została podjęta? Czy analogiczna sytuacja miała miejsce w czasie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Wałęsy?

Wyjaśnienia M. Wierzchowskiego z kancelarii prezydenta są na ten temat niejasne i nie wyjaśniają problemu. Dlaczego?



9. Dlaczego dziennikarze, bądź ich część nie poleciała z delegacją skoro w Tupolewie były wolne miejsca?



10. Dlaczego inne osoby spoza dziennikarzy deklarujące wedle nich chęć lotu z prezydentem zrezygnowały, jak mówią ze względu na duża liczbę chętnych jeśli w Tupolewie były wolne miejsca. Kto im (każdej osobie) podawał taką informację że w TU –154 nie ma wolnych miejsc i dlaczego podawał taką informację? Dlaczego inne osoby pragnące towarzyszyć prezydentowi w Katyniu, a sądzące że nie mają tej możliwości w przypadku lotu samolotem nie zdecydowały się na podróż pociągiem. Wśród osób należących do rezygnujących z podróży były także osoby niższe rangą od niektórych podróżujących pociągiem, w tym młodsze od wielu pasażerów pociągu, także takie, które z racji swojej funkcji winny były towarzyszyć prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu.



11. Czy pamiątkowe zdjęcia i filmy robiły osoby tym się stale zajmujące, czy też wyznaczone na tę okazję w przypadku innych ważnych osób, poza prezydentem, lecących do Katynia: Najwyższych dowódców sił zbrojnych, prezesa Narodowego Banku Polskiego, wicemarszałków senatu i sejmu? Innych. Czy Wojsko Polskie posiada serwis prasowy? Jeśli tak czy robiło zdjęcia i filmy głównodowodzących sił zbrojnych na terenie portu lotniczego. a także w bazie przed wyjazdem, bądź w innych miejscach gdzie przebywali dowódcy? Jeśli tak, to dlaczego te zdjęcia, filmy są ukryte? Jeśli nie, to dlaczego nie były robione? Analogicznie w przypadku Narodowego Banku Polskiego. Czy NBP posiada swój serwis prasowy? Jeśli tak czy robił zdjęcia w dniu 10 kwietnia? Jeśli nie to dlaczego?



12. Czy pamiątkowe zdjęcia i filmy były robione także nieprofesjonalnym sprzętem: telefonami komórkowymi i podręcznymi aparatami cyfrowymi członkom delegacji na Okęciu, a także przed znalezieniem się na nim na przykład przed domem, przed miejscami pracy, na terenie bazy, baz woskowych po przygotowaniu, a przed wyruszeniem w drogę na lotnisko przez samych członków delegacji, oraz osoby odpowiedzialne za organizację, także osoby odprowadzające?

Jeśli tak to dlaczego ani jedno takie zdjęcie i ani jeden film nie jest publicznie dostępny? Jeśli zaś nie były wykonywane to jak to można wytłumaczyć? W erze powszechnej dostępności telefonów komórkowych i aparatów fotograficznych w nich oraz kamer w tych telefonach w jaki sposób można to wytłumaczyć?



13. Zgodnie z podanymi publicznie informacjami większość telefonów komórkowych ofiar i aparatów fotograficznych zachowała się. Wedle wcześniejszych oficjalnych informacji sprzęt ten wraz z rzeczami osobistymi został zwrócony rodzinom. Wedle ostatnich oficjalnych informacji nie został zwrócony rodzinom, ale zostanie zwrócony. Czy zostaną zwrócone również aparaty fotograficzne i telefony komórkowe?

Wedle innych publicznie dostępnych informacji niektóre telefony oraz aparaty cyfrowe zostały rodzinom zwrócone, ale nie ma śladu po zdjęciach z Okęcia i wcześniejszych. Została też wedle tych informacji wyczyszczona pamięć tych aparatów fotograficznych i telefonów. Czy na zachowanych aparatach i w telefonach które mają być zwrócone rodzinom zachowały się pamiątkowe zdjęcia z Okęcia, sprzed wyjazdu na lotnisko, inne?

Jeśli się nie zachowały to dlaczego? Czy można sądzić że w dniu 10 kwietnia nie zostało wykonane przez nikogo z członków delegacji żadne zdjęcie, bądź nie został nakręcony żaden materiał filmowy? Jeśli tak to na jakiej podstawie? Co mogłoby być przyczyną?



14. Czy prokuratura wojskowa jest w posiadaniu zdjęć bądź filmów z Okęcia które znajdowały się w aparatach fotograficznych ofiar bądź telefonach komórkowych?



15. Jak zadysponowali swoją podróż wyjazd do Katynia głównodowodzący wojsk polskich?

Czy są stosowne tego ślady w odpowiednich instytucjach wojskowych sygnowane podpisami. Jakie są procedury w tego typu wyjazdach głównych dowódców poza granice kraju? Czy wszystko odbyło się zgodnie z nimi? Czy zlecono zastępcom głównodowodzących sił zbrojnych zastępstwo właśnie? Czy odbyło się to zgodnie z procedurami? Jakie są procedury natowskie w tym wypadku?



16. Jakie procedury pozwalają na jednoczesne opuszczenie kraju wszystkim naczelnym dowódcom sił zbrojnych? Czy w ogóle jest taka procedura? Jeśli jest to w jakim dokumencie się znajduje? Czy procedura taka jest jednakowa w wypadku wylotu do państwa NATOwskiego, państwa nie będącego członkiem NATO uważane za państwo zaprzyjaźnione, państwa nie będącego członkiem NATO uważanego za neutralne. Za jakie państwo była uważana Rosja?



17. Wedle powszechnej oceny czynników zachodnich i polskich Rosja jest państwem niestabilnym. Tuż przed 10 kwietnia 2010 miał miejsce w Rosji zamach uważany za zamach terrorystyczny. Czy w związku ze statusem Rosji oraz dodatkowo zamachu w moskiewskim metrze zostały podjęte w Polsce dodatkowe środki bezpieczeństwa w wojsku polskim, służbie wywiadu wojskowego, oraz służbie kontrwywiadu wojskowego w związku z planowanym wyjazdem wszystkich głównodowodzących sił zbrojnych poza granice kraju na teren Rosji.



18. Jaki wpływ na SWW oraz SKW mają głównodowodzący sił zbrojnych oraz jaki mają na dostęp do informacji będących w posiadaniu tych służb. W jakich dokumentach jest to regulowane? Czy w czasie ostatnich miesięcy były jakieś zmiany w relacjach SWW, SKW i głównodowodzący sił zbrojnych? Czy zwłaszcza w ostatnich dwóch dniach 8-10 kwietnia były jakieś zmiany, bądź trudności w dostępie do informacji przez głównodowodzących sił zbrojnych?



19. Czy wobec jednoczesnego wyjazdu poza granice kraju wojsko było postawione w stan podwyższonej gotowości? Czy tego wymagają przepisy, czy takie są standardy NATO?



20. Czy głównodowodzący sił zbrojnych opuszczając granicę pełnili nadal obowiązki głównodowodzących czy też zastępcy całkowicie przejmowali ich obowiązki? Na podstawie jakich przepisów to się odbywało?



21. Czy głównodowodzący mieli specjalne kanały do komunikacji z zastępcami (będąc w samolocie) czy też nie jest to wymagane?



22. Kiedy głównodowodzący (każdy z nich) ostatni raz kontaktował się telefonicznie ze swoim zastępcą? Kiedy osobiście z zastępcą? Kiedy i w jakich okolicznościach z innymi wojskowymi w ostatnich dwóch dniach?



23. Czy zostały przeprowadzone przez media rozmowy z zastępcami głównodowodzących sił zbrojnych dotyczące ich ostatnich kontaktów ze zwierzchnikami? Żaden taki zapis nie jest dostępny publicznie? Jeśli nie były przeprowadzone takie rozmowy, ani żadna z nich to dlaczego?



24. Czy i jaka ochrona przewidziana jest dla głównodowodzących sił zbrojnych podczas podróży po Polsce i zagranicą. Jaka jest praktyka w tym zakresie? Czy i jaka ochrona głównodowodzących sił zbrojnych eskortowała ich na dworzec lotniczy? Czy była to żandarmeria wojskowa czy inne służby?



25. Kto towarzyszył głównodowodzącym sił zbrojnych (dalej GSZ) w drodze na Okęcie. Kto towarzyszył na Okęciu?



26. Czy GSZ wyjeżdżali z baz wojskowych? Wszyscy, niektórzy? Z domów prywatnych? Wszyscy, którzy? [ Informacja uzupełniająca: Wedle relacji żony gen. Potasińskiego jechał samochodem z Krakowa do Warszawy. Nie wiadomo z tej relacji czy prowadził szofer czy sam generał i czy to był samochód służbowy. Jednakże gen. Potasiński miał wyjechać w sobotę pokonując odległość około 300 kilometrów. Optymalny czas podroży 4 godziny. Jeśliby generał miał przybyć na lotnisko w podobnym czasie co wymienieni K. Doraczyńska i Zakrzeński to musiałby wyjechać między pierwszą a dwunastą w nocy. Żona wspomina iż obudziła się godzinę po wyjściu męża. (Wschód słońca w tym czasie około 4.47.) Zauważyła że jest piękna pogoda. Jeśli nawet obudziła się o wschodzie słońca (wcześniej nie mogłaby zauważyć że jest piękna pogoda) oznaczałoby to wedle relacji iż wyszedł najszybciej około 3,37. Jeśli niektórzy przynajmniej członkowie delegacji wychodzili w Warszawie o czwartej z domów gdzie czekały na nich podstawione samochody to dlaczego generał Potasiński tylko około dwadzieścia minut wcześniej od nich wyszedł z domu, gdy miał do pokonania 300 kilometrów i jazdę po Krakowie. Mógł jednak wyjechać później bo jest to najwcześniejsza możliwa godzina wynikająca z relacji żony. Byłby zatem w Warszawie, czy na lotnisku o czasie czy po czasie oficjalnego odlotu tupolewa. Jeśli czas wyjścia byłby późniejszy gen Potasiński przyjechałby wyraźnie po czasie odlotu. Dlaczego gen Potasiński nie wyjechał w piątek by zanocować w Warszawie? Dlaczego jego wyjście z domu jest niemal zbieżne z wyjściem z domu osób mieszkających w Warszawie jeśli miał do pokonania 300 kilometrów? Jeśli jazda była optymalna nie zdążyłby na samolot. Jeśliby jechał (prowadził szofer, lub generał) bardzo szybko, to byłoby to narażanie życia. Jednak nawet gdyby udało się tę drogę pokonać w dwie godziny (czy to możliwe?) że średnią prędkością 150 h czyli ze względu na przejazd przez tereny zabudowane zwykle znacznie szybciej niż ponad 150 h to byłby na miejscu (licząc czas do rozpoczęcia jazdy, przejazd przez Kraków i Warszawę) około szóstej. To pora optymalna w stosunku do oficjalnego wylotu tupolewa i nawet nieoficjalnie planowanego czasu wylotu 6.50. Dlaczego jednak generał Potasinski miałby dotrzeć na lotnisko znacznie później niż niektórzy członkowie delegacji? Skąd te dysproporcje? Czy możliwe jest aby jechał z maksymalną, niebezpieczną prędkością. Czy taka nieuzasadniona brawura w czasie pokoju przystoi poważnemu dowódcy, głównodowodzącemu wojsk specjalnych?]


27. O której GSZ rozpoczęli podróż na Okęcie? Skąd każdy z nich? [oprócz gen. Potasińskiego].


28. Czy GSZ udawali się razem na Okęcie? Jeśli tak to jakimi środkami transportu? Skąd udali się razem? [jak wyżej].



29. Czy przed wyjazdem GSZ na misję bądź w innym celu za granicę jest przeprowadzano rano odprawa? Czy było tak i w tych przypadkach?



30. Czy GSZ zgłaszali obiekcje wobec lotu jednym samolotem wszystkich GSZ? Gdzie są ślady tych obiekcji? Czy GSZ nie łamiąc przepisów mogli zgodzić się na taki lot zwłaszcza po „katastrofie” samolotu Casa? Czy jest sytuacja, także stan wojny w którym wszyscy głównodowodzący mogą znaleźć się w jednym samolocie. Od początku wynalezienia samolotów nie jest znana sytuacja w której całe dowództwo leci jednym samolotem. Także w wypadku krajów uboższych od Polski i mniej zasobnych w sprzęt wojskowy. Nie jest znana taka sytuacja także z czasów I, II ani innej wojny, także w przypadku zniszczenia zasobów lotniczych w toku walk. Dlaczego więc tym razem nastąpiła taka sytuacja?



31. Od kiedy GSZ wiedzieli że będą znajdować się w jednym samolocie? Czy wszyscy w jednym czasie tego się dowiedzieli? Jak przekazywana była ta informacja? Czy jest tego potwierdzenie w armii? Czy na ten temat odbywały się rozmowy GSZ, gdzie jest to odnotowane?



32. Wiadomym jest że prezydent nie był swobodnym dysponentem żadnego samolotu co wynika z informacji znanych od początku kadencji rządu PO- PSL, kolejnych ustaleń oraz dokumentów.

Jak się wydaje głównymi dysponentami samolotów wojskowych CASA byli GSZ. Czy są w tym względzie inne możliwości? Dlaczego GSZ nie zdecydowali się na lot samolotami CASA, jeśli to dodawałoby należytej godności i powagi wyjątkowej delegacji wojskowej? Czy mamy jakiekolwiek informacje co do ich decyzji odnośnie samolotów CASA, swojego wylotu i podziału delegacji wojskowej?



33. Czy wiadomo gdzie i kiedy GSZ wiedzieli o jednym samolocie?



34. Czy GSZ i inne czynniki mające wpływ na wylot rozważały ochronę niespotykanej i wyjątkowo newralgicznej delegacji jeśli chodzi o bezpieczeństwo państwa polskiego na różnych szczeblach stanowioną przez myśliwce? Czy są ślady takich rozważań, planów? Dlaczego nie zostały zastosowane? Czy jeśli podjęte zostały decyzje dlaczego zostały zmienione?



35. Kiedy miały miejsce wizyty dowódców w jednostkach wojskowych w ostatnich dniach przed 10 kwietnia lub włącznie?

Czy ich częstotliwość bądź stały pobyt były standardowe bądź było w nich coś odmiennego?



36. Oprócz podwyższonego stanu gotowości ( o ile) jakie wojsko podjęło zabezpieczenia i wdrożyło procedury w związku z planowanym wylotem wszystkich GSZ poza granice kraju?



37. Czy ekipa prasowa prezydenta leciała z dziennikarzami Jakiem czy też udała się jeszcze wcześniej do Katynia? Jakim środkiem transportu, z kim, kiedy dokładnie? Czy ekipa prasowa prezydenta spodziewała się wcześniej że nie poleci razem z prezydentem? Kiedy otrzymała taką informację, nakaz? Czy ekipa prasowa prezydenta była zdziwiona tym że nie poleci razem z prezydentem? Czy ktoś rozmawiał z nimi na ten temat, dziennikarze inne osoby? Gdzie obecnie przebywają osoby z serwisu prasowego prezydenta i czym się zajmują (o ile nie pełnią tej samej funkcji przy prezydencie Komorowskim) ?



38. T. Szczegielniak z kancelarii prezydenta twierdzi że obserwował wsiadanie delegacji do samolotu i odlot samolotu z delegacją z tarasu widokowego. Odległość z tarasu widokowego do płyty lotniska jest duża, około 100 metrów nadto widoczność nawet o podawanej porze wylotu Tupolewa, przez oficjalne czynniki, po siódmej o tej porze roku jest słaba. Dlaczego minister kancelarii prezydenta, tak ważna osoba dla prezydenta, jeśli już wyjechał na lotnisko by pożegnać delegację przebywał tylko na tarasie widokowym? Czy należy rozumieć że przebywał tylko na tarasie widokowym z nikim się nie widział, z nikim nie rozmawiał i po przyjeździe na Okęcie wszedł na taras widokowy doczekał odlotu samolotu i odjechał?

Wedle informacji jednak taras widokowy był w remoncie. Czy to prawda że był w remoncie? Kiedy rozpoczął się ten remont, do kiedy trwał? Kiedy został zlecony? Jaka jest dokumentacja w tym zakresie (dotycząca remontu w tym i w innych miejscach na terenie Okęcia). Jak rozumieć należy w kontekście niedostępności tarasu widokowego relację T. Szczegielniaka?



39. Oprócz T. Szczegielniaka osobą, która twierdzi że odprowadzała delegację i prezydenta (tym razem widząc wszystkich blisko, niektórych wis a wis, z wieloma rozmawiając) jest Andrzej Klarkowski doradca prezydenta. W przeprowadzonym z nim wywiadzie w Naszym Dzienniku marzec b. r. ) i podobnym, nieco skromniejszym, wcześniejszym w TV Trwam natrafiamy na wiele niejasności, sprzecznych ze sobą informacji. Dlaczego mamy tylko informację trzech osób związanych z prezydentem (trzecia to minister Fotyga) o tym iż w taki czy inny sposób widzieli delegację, bądź przebywali na terenie Okęcia w oficjalnym czasie odlotu delegacji? Dlaczego powyższe relacje pojawiły się dopiero po niemal roku od tragedii?



40. Czy jakieś rodziny ( jakie, ile rodzin?) odprowadzały swoich bliskich, członków delegacji na lotnisko Okęcie? Czy przebywały także na terenie portu lotniczego, czy tylko „odwiozły” swoich bliskich. Dlaczego nie ma relacji członków rodzin odprowadzających? Czy należy rozumieć przez to że żadna rodzina nie odprowadzała swoich bliskich na lotnisko? Jeśli tak to dlaczego? Wśród członków delegacji było wiele osób wiekowych: rodziny katyńskie, Anna Walentynowicz, Prezydent Kaczorowski. Czy jest przyjętym zwyczajem że bliscy nie towarzyszą zwłaszcza starszym osobom?



41. Jakimi środkami transportu udawały się na lotnisko poszczególne osoby delegacji? Dlaczego nie jest to informacja publicznie znana 14 miesięcy po „katastrofie” smoleńskiej.



42. Z miejsca pozostawionego samochodu przez prezes Naczelnej Rady Adwokackiej panią Joannę Agacką Indecką wynika że jechała na Okęcie (z Łodzi) okrężną drogą. Dlaczego? Samochód nie był jednak zaparkowany na Okęciu? Dlaczego pozostawiła samochód nie docierając nim na Okęcie?



43. Spośród nielicznych relacji rodzin dotyczących wyjść bliskich z domu udających się na Okęcie jedna dotyczy aktora Janusza Zakrzeńskiego. Miał wyjść z domu po czwartej ( z osiedla Pod Skocznią). Dlaczego ta pora była tak wczesna?

Z tych nielicznych relacji można stworzyć obraz że członkowie delegacji udawali się na lotnisko Okęcie w nocy. Koresponduje z tym relacja A. Klarkowskiego, który twierdzi że przybył na lotnisko o 6.10, a generalicja była już tam dużo wcześniej.

Dlaczego członkowie delegacji udawali się na lotnisko pod osłoną nocy?



44. Czy skoro Janusz Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej (czy należy rozumieć że do samochodu podstawionego przez organizatorów wylotu?) nie należy sądzić że była to pora obowiązująca dla członków delegacji? Można się spodziewać iż była ona jednakowa dla wszystkich, a przynajmniej dla „cywilów” i została przekazana przez organizatorów wylotu.



45. Kto powiadamiał członków delegacji o czasie wyjazdu z miejsca zamieszkania i jak uzasadniał wczesną porę? Jaka była podawana członkom delegacji spodziewana godzina wylotu?



46. Jak wiadomo między godziną czwartą i piątą rano, zwłaszcza porą zimową, jesienną i wczesnowiosenną przemieszczanie się po Warszawie i innych dużych miastach jest istotnie ułatwione w porównaniu do późniejszych godzin. Można zatem sądzić że niektórzy członkowie delegacji znaleźli się na Okęciu znacznie przed piątą. Dlaczego nie widzieli ich dziennikarze, którzy odlecieli o godzinie piątej? A jeśli widzieli dlaczego nie możemy nigdzie znaleźć ich relacji na ten temat?

Jeśli choćby niektórzy członkowie delegacji przybyli przed piątą, a nawet niedługo po czwartej, wpół do piątej. Dlaczego nie ma o tym wzmianek w relacjach dziennikarzy. Dziennikarze byli zawiedzeni iż nie przeprowadzą wywiadów z osobami z którymi na co dzień nie mają kontaktu. Dlaczego zatem nie robili wywiadów z członkami delegacji, którzy już byli na Okęciu? Jeśli zaś robili dlaczego o tym nie informują opinii publicznej i nie przedstawiają wywiadów?

Czy można sądzić że wszyscy członkowie delegacji, opuszczający domy o godzinie czwartej (po czwartej), jechali znacznie dłużej na lotnisko niż ma to miejsce w czasie większego ruchu i w konsekwencji byli po piątej? Jeśli taka sytuacja miała miejsce, jak ją wytłumaczyć?

O relacjach osób odwożących członków delegacji na lotnisko nic nie wiadomo? Czy takowe istnieją? Jeśli nie to dlaczego? Jeśli istnieją dlaczego nie są udostępnione opinii publicznej?



47. Jak wyglądała podróż członków delegacji spoza Warszawy (oprócz wzmiankowanej podróży Joanny Agackiej Indeckiej).

Czy (którzy z nich?) przyjechali do Warszawy w przeddzień? Gdzie nocowali w Warszawie? Czy w jednym miejscu zapewnionym przez „organizatorów wylotu, czy w różnych miejscach?



48. Czy rodziny członków delegacji otrzymywały od nich esemesy po starcie samolotu informujące że samolot wystartował? Nie wiadomo nic o żadnym takim esemesie. Czy możliwe jest że żaden z członków delegacji nie wysłał takiego esemesa? Jeśli tak, dlaczego odbyło się wbrew zwyczajowi gdzie zwykle pasażerowie po czasie startu informują bliskich za pomocą sms o bezpiecznym znalezieniu się w powietrzu (i analogicznie po wylądowaniu).



49. Jakie było wyloty z Okęcia od czasu Jaka z dziennikarzami do czasu oficjalnego odlotu Tu-154?



59. Czy w składzie personelu lotniska Okęcie zaszły w dniu 10 kwietnia 2010 jakieś zmiany w stosunku do ostatnich dni, w tym 7 kwietnia? Jeśli tak to jakie? Czy ewentualne zastępstwa pracowników (spowodowane na przykład chorobowym) różnią się ilością tych zastępstw od statystycznych danych Okęcia na ten temat?



60. Podawany czas wylotu Jaka z dziennikarzami to godzina piąta. Są tu jednak rozbieżności. Czy jest znany dokładny czas wylotu: godzina i minuta jednoznacznie potwierdzony? Dlaczego tutaj są rozbieżności jakich nie ma przy wylocie „zwykłego” samolotu pasażerskiego nie związanego z wyjątkowa sytuacją, jak to ma miejsce w przypadku Jaka z dziennikarzami?



61. Według raportu Millera nawigator Tu-154 miał wyjść z domu około wpół do piątej (polskiego czasu. Miller podaje w Warszawie czas rosyjski) . Tymczasem wspomniany pasażer Wojciech Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej, jak i przypuszczalnie znaczna część pasażerów „cywili” (wedle relacji rodzin w tym K. Doraczyskiej) z założeniem podstawionego przez organizatorów transportu. Czy jest zwyczajem iż pasażerowie udają się bezpośrednio na lotnisko przed załogą?



62. Czy Komisja Millera, jej eksperci zapoznawali się z książką raportów Okęcia z dnia 10.04. 2010. Z raportu wynika że nie zapoznawali się? Dlaczego? Czy książka raportów była przedmiotem jakiejkolwiek analizy prokuratury? Jeśli tak gdzie są jakikolwiek ślady informacji o zainteresowaniu prokuratury książką raportów z dnia 10 kwietnia 2010.



63. We wspomnieniach rodzin min. Doraczyńskiej czy aktora Zakrzeńskiego jest informacja że samochody służbowe mające je zawieźć przyjeżdżały o czwartej rano. W przypadku ilu konkretnie osób zawoziły je samochody? Jakie to były samochody tzn. kogo będące własnością, czy przez organizatorów na tę okazję wynajęte, czy też stałe samochody służbowe? Czy były to mikrobusy czy samochody osobowe?



64. Jeśli w dostępnych nielicznych wspomnieniach mamy informację iż samochody podjeżdżały o czwartej wynika z tego że do każdej osoby przyporządkowany był jeden samochód. Jeśli byłyby to busy to zabierałyby pasażerów kolejno i pierwszy pasażer wsiadłby o czwartej, drugi na przykład piętnaście po czwartej, trzeci na przykład czwarta czterdzieści, siódmy o piątej dziesięć na przykład. Jeśli były to samochody zabierające tylko jednego pasażera to dlaczego taka sytuacja miała miejsce? Czy zawsze tak jest że samochody mające charakter samochodów desygnowanych przez państwo polskie zabierają tylko pojedynczych pasażerów o jednej porze czy to jest nie będący urzędnikiem państwowym członek delegacji czy to jest minister w kancelarii prezydenta?



65. Czy to prawda że w noc poprzedzającą wylot do Smoleńska paliły się długo w nocy światła w wielu bądź wszystkich oknach pałacu prezydenckiego. Czy było wcześniejszym zwyczajem że prezydent Lech Kaczyński długo w noc rozświeca różne pomieszczenia pałacu prezydenckiego? Czy noc przed wylotem wcześnie rano nie była czasem w którym prezydent winien spać? Jak wytłumaczyć owe światła? Jeśli zaś nie jest to prawdą czy ta sprawa była badana i wyjaśniana przez pracowników pałacu prezydenckiego? Czy należy wiązać owo rozświetlenie pałacu ( o ile miało miejsce) z plotkami i insynuacjami zaraz po tragedii iż prezydent brał udział w libacji poprzedniej nocy i dlatego zaspał. Kto te plotki rozprowadzał?



66. Jarosław Kaczyński mówi że namawiał brata żeby jechał pociągiem, ale prezydent nie chciał bo miał umówiona wizytę na Litwie i spóźniłby się. Anna Pietraszek, która rozmawiała z ramienia telewizji na temat obsługi medialnej mówiła iż po godzinnej rozmowie namówiła ministra Stasiaka do podróży prezydenta pociągiem. Minister Stasiak przekona z kolei prezydenta. Jednak potem jak opisuje to A. Pietraszek „tak na niego wsiedli” że wrócił do lotu samolotem. W innym czasie Jarosław Kaczyński mówił że spodziewał się że brat pojechał pociągiem. Jak mógł się tego spodziewać skoro prezydent, jak wynika ze słów J. K. zdecydowanie wybrał podróż samolotem? Dlaczego są rozbieżności między tymi relacjami? Jeśli zaś relacja A. Pietraszek oddaje rzeczywistość to dlaczego prezydent był odwiedziony od lotu samolotem jeśli się na to zdecydował i przez kogo?



67. Wedle skąpych, ale oficjalnych informacji zepsuł się monitoring na Okęciu. Jednakże informacja o zepsuciu się monitoringu jest jedyną na ten temat? Dlaczego nie ma żadnej innej? Kto odpowiada za monitoring na Okęciu? Czy takie zepsucie monitoringu zdarzyło się już wcześniej czy pierwszy raz? (jednak o ewentualnej awaryjności monitoringu na Okęciu nie ma żadnych informacji). Jaka była przyczyna tego zepsucia się? Dlaczego nie jest podawane żadne wyjaśnienie awarii? Czy jest to kilka niezależnych od siebie systemów? Czy monitoring może zepsuć się w całym Okęciu gdy nastąpi awaria w jednym miejscu?


IV Lot 9 kwietnia

1. Dlaczego lot 9 kwietnia do Smoleńska/Katynia został utajniony przed opinią publiczną. Jaki był cel tego lotu? Kto go zlecił? Kto nadzorował? Jaki był skład załogi? Czy samolot lądował na lotnisku Siewiernyj? Jeśli tak to czy lądował od wschodu czy zachodu? Jakie były efekty tego lotu? Czy takie jak zaplanowano? Kto zaplanował? Jak wyglądała sprawa obsługi lotniska, jeśli według wcześniejszych i ostatnich danych rosyjska obsługa zamkniętego lotniska Siewiernyj została skompletowana na dzień 10 kwietnia? O udziale córki w tym locie (która uczestniczyła również w locie 10 kwietnia) wspomina ojciec stewardessy.

http://cyprianpolak.salon24.pl/337476,p ... elnieniami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Śledztwo - zestaw puzzli do ułożenia
PostNapisane: 09 lis 2012, 11:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31347
„Paniki we mgle” nie było

Gdy pakowałem się przed wyjazdem do Katynia, ogarnął mnie wielki niepokój. Bałem się jechać – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl ks. Konrad Zawiślak, który 10 kwietnia był w Katyniu.

Ksiądz Konrad Zawiślak był jednym z sześciu duchownych, którzy 10 kwietnia 2010 r. na Cmentarzu Katyńskim celebrowali Mszę świętą. Z obolałym gardłem prowadził też Koronkę do Miłosierdzia Bożego po tym, jak do zebranych na cmentarzu ludzi kilka minut wcześniej zaczęły docierać informacje o katastrofie polskiego samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie.

Z księdzem Konradem spotkałem się w Skierniewicach w parafii, w której aktualnie posługuje. Bezpośrednim powodem i impulsem do naszej rozmowy była publikacja, która ukazała się w tygodniku „Wprost” (nr 11, 14-20 marca 2011) pt. „Panika we mgle”, opisująca kulisy wydarzeń 10 kwietnia i m.in. wybuch rzekomej paniki wśród osób zgromadzonych tego dnia na Cmentarzu Katyńskim i wracających później pociągiem specjalnym do Polski. Ksiądz Konrad Zawiślak, jako naoczny świadek, chciał opisać rzeczywisty przebieg tych wydarzeń (m.in. za pomocą filmu, który zrealizował tego dnia i który prezentujemy Czytelnikom w niniejszym tekście) i zdementować szereg przeinaczeń i kłamstw, które zawierała owa publikacja a także przedstawić swoje doświadczenia z wyjazdu do Katynia.

Fronda.pl: Jak doszło do tego, że ksiądz udał się wraz z harcerzami na uroczystość do Katynia 10 kwietnia?

Jestem duszpasterzem środowisk harcerskich diecezji łowickiej. Będąc kapelanem hufca ZHP w Sochaczewie od komendanta hufca otrzymałem esemesa, w którym przeczytałem, że są organizowane trzy wyjazdy. Pierwszy wyjazd miał za cel Bolonię w związku z rocznicą wyzwolenia Bolonii, drugi był do Katynia 10 kwietnia wraz z prezydentem, ale tu już ? jak przeczytałem w wiadomości – nie było miejsc, trzeci – organizowany przez marszałka senatu Bogdana Borusewicza – był również do Katynia, ale z racji, że miało to być w czasie Triduum Paschalnego, z powodu wytężonej posługi w parafii termin ten odpadał. Odpisałem, że mógłbym jechać 10 kwietnia, ale skoro nie ma miejsc? Komendant odpisał: „Dla Ciebie miejsce już jest”. I rzeczywiście, tak się stało.

W trakcie wyjazdu mieliśmy sprawować funkcje wolontariatu, opieki nad rodzinami katyńskimi w pociągu, pomagać przy wsiadaniu i wysiadaniu, wnoszeniu bagażu i już na cmentarzu funkcje techniczne i pomocnicze, takie jak przygotowanie krzesełek dla gości.

Ponadto w pociągu, którym jechaliśmy, była również grupa ratowników medycznych z ZHP, pełniąca funkcję zabezpieczenia medycznego na terenie cmentarza i w pociągu. W pociągu był poza tym jeszcze jeden lekarz.

Gdy pakowałem się przed wyjazdem, ogarnął mnie wielki niepokój. Bałem się jechać. Gdy żegnałem się z mamą w piątek 9 kwietnia rano, to powiedziałem: „Mamo, boję się, że nie wrócę”. „Co ty synu opowiadasz?” - zapytała matka. „Mamo, to jest Rosja, tam się może wszystko wydarzyć”.

Przejdźmy do owego feralnego poranka, 10 kwietnia, na Cmentarzu Katyńskim. Czekaliście na przyjazd polskiej delegacji z prezydentem na czele?

Gdy zacząłem dostawać te wszystkie esemesy, to w ogóle nie byłem zdziwiony. Ani nie byłem przerażony, ani zaskoczony. Pomyślałem: „Zaczyna się dziać to, co ma się wydarzyć”. To było moje pierwsze subiektywne spostrzeżenie. Najpierw filmowałem ja, później przekazałem kamerę koledze Jarkowi Dąbrowskiemu. Jarek powiedział mi, że rozbił się samolot w Smoleńsku – usłyszał to od jednego z rosyjskich funkcjonariuszy, gdy przechodził przez bramkę kontrolną przy wejściu na cmentarz. Nie było jednak wiadomo, jaki samolot się rozbił.

Wtedy otrzymałem esemesa od swojej siostry. W esemesie była taka informacja: „Reuter podał, że zginęło 87 osób”. Wówczas przekazałem kamerę Jarkowi mówiąc: „Filmuj wszystko, co się tu dzieje. Filmuj twarze, reakcje ludzi, dokumentuj wszystko, aż się bateria rozładuje”.

I udałem się tam, gdzie stała kompania reprezentacyjna, do kapitana. Powiedziałem mu, że rozbił się samolot, wszyscy zginęli i najpewniej będziemy musieli odprawić Mszę świętą w intencji ofiar katastrofy.

On poszedł przekazać to dalej przełożonym. Wyszedłem stamtąd i zauważyłem, że już posłowie PiS-u się modlili - Wieczny odpoczynek.

Ja nie widziałem tam żadnej paniki, czegoś takiego nie dostrzegłem. Widziałem poruszenie, wzruszenie, pewne emocje, ból, łzy, ale psychozy i paniki nie było. Ta modlitwa Wieczny odpoczynek była mówiona chaotycznie, nie było osoby, która by prowadziła, to było spontaniczne. Wtedy sobie uświadomiłem, że muszę w to wejść, muszę przejąć inicjatywę po to, aby uporządkować tę modlitwę, aby był ktoś, kto prowadzi, przewodniczy temu. Podszedłem do mikrofonu i razem ze wszystkimi zacząłem się modlić, potem odmówiłem Pod Twoją obronę.

Następnie porozmawiałem przez chwilę z Janem Pospieszalskim pytając, czy wie coś więcej, bo jeśli mam kontynuować to muszę mieć więcej informacji, co się wydarzyło, nie tylko na podstawie esemesa. Pospieszalski powiedział, że wie tyle samo, co ja.

Pułkownik odpowiedzialny za ceremoniał poprosił nas: ”Panowie, od was wszystko zależy, zróbcie wszystko, aby wyciszyć emocje. Tylko proszę nie robić nic na własną rękę, czekamy na przedstawiciela Rzeczypospolitej, niech ksiądz pomodli się tutaj z ludźmi, aby ich uspokoić”.

Wówczas podszedłem do mikrofonu i zacząłem robić wprowadzenie, bardzo ogólnikowe, bo niewiele do tej pory wiedziałem: że doszło do katastrofy, że nie wiemy, czy wszyscy zginęli, jesteśmy w niepewności, niepewność rodzi lęk, więc pomódlmy się za tych, którzy prawdopodobnie zginęli i ucierpieli w tej katastrofie, za ich rodziny, za nas, którzy nie wiemy, co się dzieje, za naszą ojczyznę i zasugerowałem, że skoro jest to akurat dzień przed Świętem Miłosierdzia Bożego, to pomodlimy się Koronką do Bożego Miłosierdzia. Wówczas też uświadomiłem sobie, że w Wigilię Bożego Miłosierdzia umarł Jan Paweł II. Zwróciłem więc uwagę, że Sługa Boży Jan Paweł II również będzie się za nami wstawiał.

Rozpocząłem zatem Koronkę. Później pozostali księża poprowadzili modlitwę różańcową.

Tak więc raz jeszcze stwierdzam: były wówczas łzy, pytania, co się stało, ale nie było paniki. Ja pod pojęciem paniki rozumiem histerię, której nie da się opanować, wszyscy uciekają, albo raptem wszyscy płaczą; jest histeria. Tu czegoś takiego nie było.

Większość osób, z którymi później rozmawiałem, powiedziała mi, że ta Koronka, właśnie w tym momencie, uspokoiła ludzkie emocje, wyciszyła je. Tak wiec był to ten właściwy moment. Emocje zostały skanalizowane w modlitwie. Ludzie poczuli się zjednoczeni, zobaczyłem, że wszyscy się modlili. Na filmie, który przywiozłem, jest to widoczne.

Najmocniej rzecz przeżywali posłowie PiS, gdyż zginęło ich wielu kolegów. Był taki przypadek, że jeden z posłów tej partii (Edward Siarka – przyp. red.), co wymienia „Wprost”, krzyknął i osunął się na krzesło. Myślałem, że zasłabł. Nie widziałem jednak, aby się bił po twarzy, jak pisze „Wprost” – po prostu usiadł i szlochał. Bo uświadomił sobie, co czuje jego rodzina – oni do tej pory myśleli, że on był w samolocie. Zareagował tak dopiero po telefonie rodziny, a nie po informacji, że rozbił się samolot. Rzeczywiście, koledzy go zasłaniali kurtkami przed nachalnością filmujących.

Niektórzy operatorzy kamer nieomal zbliżali się z obiektywem do twarzy cierpiących ludzi. Wyszukiwali osoby, które płakały (np. p. Kempę, p. Szczypińską). Było to nie na miejscu.

Czy rzeczywiście ludzie szeptali, że to był zamach?

Subiektywnie patrząc, każdy coś takiego mógł powiedzieć. Wyjeżdżając do Katynia bałem się jechać, bo miałem przeświadczenie, że nie wrócę. To jest irracjonalne doświadczenie, którym się teraz dzielę. Nie mówiłem tego wcześniej, bo mogłem być posądzony o jakieś przewrażliwienie. Kiedy informacje zaczęły docierać na cmentarz, to miałem takie skojarzenie, iż właśnie mamy drugi Katyń. „Znowu nas załatwili” - takie było moje subiektywne przekonanie. Tam elity, i tu elity. Drugie skojarzenie było takie, co zresztą podzielali i inni, że nie jest normalną rzeczą, iż samoloty z prezydentem spadają. I od razu pytanie: dlaczego to miejsce? I w tym czasie? Takie pytanie dotyczące Bożej Opatrzności. Czemu to ma służyć? Jestem przekonany, że takie pytania mogły się pojawiać, i to jest naturalny odruch człowieka, który chce skomentować pewną rzeczywistość, w której się porusza.

To mówienie o panice to niczym szkalowanie dojrzałości wewnętrznej tych osób. Na filmie widać to wyraźnie – jak to można wziąć za panikę? Było godnie, niektórzy płakali, ale to normalne ludzkie emocje.

Czy w pociągu – jak napisało „Wprost” – „emocje buzowały”?

Chcę powiedzieć o tym, co widziałem, nie mogę oczywiście mówić o całym pociągu, ponieważ miał on 17 wagonów.

Po powrocie do pociągu byłem zmęczony psychicznie i przeziębiony – położyłem się na trzy godziny spać. Gdy się obudziłem, miałem tę możliwość, że spotkałem się z p. Macierewiczem i przez jakieś trzy godziny przebywaliśmy w jednym przedziale i rozmawialiśmy. Z panem Janem Pospieszalskim też się widziałem.

Nie było żadnej psychozy, tylko pytania, co się stało, co mogło być przyczyną katastrofy.

W swoim przedziale, m.in. z komendantem mojego hufca, zastanawialiśmy się, co będzie dalej. To było tak nierealne, że nie padały w naszym przedziale domysły na temat ewentualnego zamachu. Byliśmy jednak zbulwersowani, gdy dowiedzieliśmy się, że w trosce o nas zostali skierowani do pociągu ratownicy i psychologowie. Zostało to przyjęte z poruszeniem, zastanawialiśmy się, dlaczego nie pyta się nas i nie konsultuje tego, a sugeruje się, że mamy w pociągu panikę.

To skąd opinie o rzekomej panice?

Ja widziałem spokój, ciszę, nie dostrzegłem „buzowania” emocji, były pytania, było poruszenie. Było poczucie wspólnoty, że stanowimy rodzinę ludzi, których zbliżyło to doświadczenie, ludzi, którzy mają świadomość, że uczestniczą w historycznym wydarzeniu i że to wywrze też piętno na nich samych.

Jeśli chodzi o to swoiste „nakręcanie” psychozy, to gdy zbliżaliśmy się już do Warszawy usłyszałem od jednej z instruktorek, że jakiś dziennikarz komunikował się ze swoją redakcją tłumacząc, iż w pociągu dzieją się dantejskie sceny, że ludzie mdleją, krzyczą, jest histeria, że właśnie jakaś kobieta upadła przy nim (po prawdzie jakaś kobieta przechodziła przez korytarz wagonu i potknęła się o dywan, zachwiała, ale nie upadla. Dziennikarz jednak na bieżąco informował, że jest panika i niech przyjeżdża na dworzec ekipa, bo to trzeba opanować).

A co z Dworcem Zachodnim, gdy pociąg dojechał już do Warszawy? Bo ksiądz w naszej wcześniejszej rozmowie powiedział mi, że jeśli emocje buzowały, to chyba tylko u służb, które czekały na dworcu?

W Terespolu wsiedli na dworcu do pociągu psychologowie policyjni, ratownicy medyczni i strażacy. Zadałem im pytanie: Co się stało takiego, że państwo tutaj są? Odpowiedzieli, że nic się nie stało. – Skoro nic się nie stało, to po co Państwo tu są? – próbowałem się dowiedzieć. Później jeden z przybyłych ratowników medycznych na moje pytanie, jak do tego doszło, że pojawili się w pociągu, odpowiedział, że powiedziano im, iż w pociągu dzieją się dantejskie sceny i że mają się przygotować na najgorsze. Dodał też, że dostali taką dyrektywę, iż mają nam udzielać pomocy, ale nie informować, co się dzieje w Polsce.

W Terespolu sokiści budzili śpiących ludzi pytając, czy nikt nie potrzebuje pomocy. Odpowiadano im, że przeszkadzają; jeśli potrzebowano by pomocy, to by dzwoniono. Nie było zatem takiej konieczności, zdaje się że w jednym przypadku lekarz udzielił pomocy aplikując jakieś leki na wzmocnienie. Ale żeby była potrzebna jakaś interwencja medyczna czy psychologiczna, to nie spotkałem się z tym.

Peron Dworca Zachodniego, na który wjeżdżaliśmy, otoczony był podwójnym kordonem policji i strażaków, było też mnóstwo dziennikarzy. Niewspółmierna ilość służb do sytuacji. Byłem zdziwiony, że chodziły patrole z psami i było pełno ratowników medycznych. Niestety, ale funkcjonariusze i dziennikarze utrudniali ludziom wysiadanie z pociągu, a nam, harcerzom, utrudniali wykonywanie naszych zadań. Mieliśmy rozładować krzesła, które były wiezione w pociągu dla gości, więc obecność tych funkcjonariuszy utrudniała nam wykonanie zadania.

Pytanie, czemu miała służyć taka ilość nagromadzonych służb?

O co chodziło ze zorganizowaniem mszy polowej na dworcu? „Wprost” napisało, że za tym pomysłem stał Jan Pospieszalski?

Wyjaśnię, jakie było źródło tego pomysłu. Będąc kapelanem harcerzy moją rolą jest scalanie tych osób. Doszedłem do wniosku, że po tym wydarzeniu należałoby wszystkich harcerzy ZHP, ZHR i Federacji Skautingu Europejskiego „Zawisza” zgromadzić w jednym miejscu i żebyśmy się wspólnie pomodlili za ojczyznę, za tych wszystkich, którzy zginęli w katastrofie, i za wszystkich, którzy tym pociągiem jechali. Taki był mój zamysł i tę informację przekazałem wszystkim druhom i harcerkom, którzy byli obecni. W międzyczasie taką propozycję złożyłem też posłom PiS-u, którzy byli w pociągu, abyśmy się spotkali w tym szerszym gronie. Chcieliśmy się spotkać już po wyjściu z pociągu i zakończeniu wszystkich naszych powinności; na końcu peronu, abyśmy nikomu nie przeszkadzali. Wszyscy to zaakceptowali, łącznie z posłami PiS-u.

Nie wiem, w jaki sposób pan Pospieszalski się o tym dowiedział. Postanowił on jednak, aby rozszerzyć ten pomysł na wszystkich podróżujących. Taki był jego zamysł, bo skoro doświadczyliśmy tej wspólnoty, to można by coś takiego zrobić. Wyraziłem jednak swoje zaniepokojenie, uważałem, że jest to niewykonalne logistycznie, aby 500 osób zebrać na peronie, ludzi w różnym wieku, z różnych stron Polski, ludzi, którzy różnie to przeżywali. Kapitan Wojska Polskiego odpowiedzialny za bezpieczeństwo i porządek również ten pomysł zanegował, mówiąc, że nie ponosi w takim razie odpowiedzialności za bezpieczeństwo ludzi. Pomysł zatem upadł, jednakże samo spotkanie się odbyło, ale tylko w grupie harcerzy. Spotkaliśmy się i odbyła się modlitwa na peronie.

Ale chcę podkreślić, że ani razu nie było mowy o odprawieniu Mszy świętej. Nie było także sugerowane przez p. Pospieszalskiego, że będziemy odprawiać Mszę świętą. Mowa była tylko o modlitwie za zmarłych. Koncepcja odprawienia mszy wyszła od posłów PiS-u, ale miejscem miała być kaplica sejmowa. Może błędnie zinterpretowano, że chodzi o Mszę świętą, zamiast modlitwy?

Jak wyglądała sytuacja na Dworcu Zachodnim, gdy już dojechaliście?

Instruktorzy ZHP, którzy znali córkę p. Przewoźnika, po kryjomu, w sztucznym tłoku ją wyprowadzali, po to, aby nie była napastowana przez dziennikarzy. Czuliśmy, że zostaliśmy otoczeni przez żądną sensacji grupę, która teraz będzie nas rozdrapywać, atakować: co pan czuje, co się stało itp.? I to powodowało nerwowość. Dziennikarze wprowadzali ogromne zamieszanie.

Co było jednak żenujące dla nas to fakt, że potraktowano nas jak ludzi, którzy potrzebują wsparcia psychicznego, bo sobie nie radzą z sytuacją. Tak jakby ta sytuacja była dla nas tak traumatyczna, że możemy się już z tego nie podnieść. To było w moim odczuciu takim przytykiem, że ja jestem tak słabej konstrukcji psychofizycznej, iż teraz nic mi innego nie pozostaje, jak tylko wsparcie się na ramieniu psychologa.

Co ten wyjazd do Katynia miał dla księdza znaczyć? Jaką miał wartość? I co po 10 kwietnia z tego przeżycia w księdzu zostało?

Wiedziałem, co się wydarzyło w Katyniu od swoich rodziców i miałem świadomość, że jest to jedna z wielu zafałszowanych kart polskiej historii. Nie sądziłem jednak, że dane mi będzie tam pojechać. Wydaje mi się to zrządzeniem Bożej Opatrzności, że jednak tam byłem. Nie sądziłem też, że będę w Katyniu w okrągłą rocznicę owej zbrodni.

Będąc księdzem, będąc harcerzem, będąc wreszcie Polakiem jest to dla mnie postawienie jeszcze mocniej, w sposób jaskrawy, kwestii mojego powołania. Jest to dla mnie kwestia walki o prawdę w swoim życiu, codzienna kwestia weryfikacji tego, jakie są moje motywacje i intencje. Również konieczność jaskrawo postawionego zagadnienia wierności – wierności samemu sobie, wierności zobowiązaniom, które się przyjmuje – w moim przypadku wierności zobowiązaniom kapłańskim, prawdzie, woli Pana Boga. Konieczność, aby nie ustępować, nawet za cenę życia.

Dlaczego zostali zabici oficerowie w Katyniu i nie tylko tam? Dlatego, że byli wierni, zostali uformowani tak a nie inaczej. Stalin wiedział, że nie przeciągnie ich na swoją stronę, nie przyjmą innej mentalności, innego systemu wartości. Dla mnie pod tym pojęciem Katyń kryje się wezwanie do walki o prawdę i radykalizm zobowiązań ludzkich, w moim przypadku także kapłańskich. Uświadomiłem sobie też po 10 kwietnia, że rzeczywistość śmierci jest bardzo realna, bliska, że otarcie się o męczeństwo może się wydarzyć w każdym momencie i że nic mnie nie zwolni z tych zobowiązań.

Mówiłem swoim przyjaciołom, że ja nie będę już taki sam po 10 kwietnia. Nie jest to jednak kwestia jakiejś psychozy ani rozdrapywania ran, mesjanizmu czy kultu szczątek, jak sugerują niektórzy publicyści (że „babrzemy” się w pomnikach, rozważamy porażki, jesteśmy „mesjaszem narodów”). Ja uważam, że jest to kwestia mojej tożsamości, radykalnego opisania, kim jestem, z czego wyrastam. Myślę, że cały ten problem zajęcia stanowiska wobec 10 kwietnia to jest kwestia pytań o wartościowanie swojego życia, co to znaczy tożsamość, kim jestem.

Dodam jeszcze, że byłem zbulwersowany publikacją „Wprost”. Nie chciałem wcześniej uczestniczyć w tym dialogu medialnym, dlatego też mojego filmu nie przekazywałem żadnym mediom, gdyż chciałem uszanować emocje tych, którzy na tym filmie są. Ale w momencie, kiedy zaczęto zafałszowywać rzeczywistość, chciałem zadać kłam oszczerstwom, które się pojawiały – że jako Polacy jesteśmy ludźmi tak niedojrzałymi, iż gdy zdarza się coś tragicznego, nagle wszyscy panikujemy i wpadamy w histerię. Bo to jest dla mnie pewien policzek. Nie po to pracuję nad sobą, aby ktoś mi później mówił, że jestem dzieckiem. To jest moja motywacja. I od razu chcę prosić o wybaczenie tych, którzy na tym filmie są pokazani – nie było moją intencją epatowanie cudzym cierpieniem. (Kamerę kupiłem w przeddzień wyjazdu, gdyż miałem świadomość, że będę uczestniczył w ważnych wydarzeniach i że wydarzy się coś nadzwyczajnego, czego za pomocą aparatu fotograficznego mógłbym nie uchwycić.)

Zaplanowałem wcześniej, że przywiozę dla środowisk harcerskich ziemię z Katynia. Dla mnie ta ziemia jest znakiem prawdy, że właśnie pod ziemią chciano ukryć fakt morderstwa, później chciano zafałszować rzeczywistość i odpowiedzialność za ten czyn. Teraz czuję, że mamy do czynienia z zafałszowywaniem prawdy, stąd moja interwencja.

Oglądałem niedawno pewien rosyjski film mówiący o 10 kwietnia, w którym tak zmanipulowano materiał z Cmentarza Katyńskiego, aby pokazać wybuch rzekomej paniki. Rozumiem intencje strony rosyjskiej, ale dlaczego polskie media wpisują się w ten nurt, to sam sobie zadaję pytanie?

4.04.2011 http://www.fronda.pl/

Cmentarz w Katyniu 10 kwietnia 2010 roku


http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=9891


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 138 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /